Bitnix

Znowu piszę w nocy, ciepłe poczucie komfortu
Nie buntuję się, odeszły gdzieś miny gniewne
Dziś spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie
Patrzyłem w lustro zły na to, co widziałem
Świadom błędów, lecz wciąż wśród uczestników pędu
Tour De Życie pali rubę, taka skala
Kocie łby, krew, pot, łzy ciągle się wywalasz
Obojętne jak się starasz dobro nie wraca
Bo wcale nie jest powiedziane, że dostaniesz coś od świata
Dlatego niczego nie pragnę, jest jak jest
Cokolwiek przyjdzie jutro wezmę za dobrą monetę
Chociaż wolę uciec stąd jak najdalej
Wiesz, świat jest piękny, życie też tylko ludzie nie
Jest problem, nikt go nie widzi jest ekstra
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Telewizja jutro pokaże nam jak
Bomby made by ludzie spadają na jakiś Bagdad
W faktach pokażą znowu śmierć z bliska
A za rok wymyślą i kamerę zmieszczą w pociskach
Poznałem zasady gry, mam dość - ja odpadam
Nie chcę tego, a ktoś wciąż próbuje mnie zabawiać
Bój się, nowości kupuj, chodź jak po sznurku
A świat wychowa sobie pokolenie głupców
Wolę oglądać chmury, słuchać gwiazd
Wolę słuchać oddechów ulic w sercu pięknych miast
Wolę spacer po Nibylandii z nią za rękę
Wolę uciekać na oczu jej oceany bezkresne
Szczęście znajduję blisko jest w środku
Ja szukałem długo, ale w każdym kryje się ten skarb
Problem, rozwiązanie trzymam w rękach
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat
Mefistofeles siedział wczoraj na oknie
Wyszedłem do niego, żeby nie czuł się samotnie
Zimny parapet, ale noc była ciepła
I tak siedzieliśmy - noc, diabeł i ja
Patrzę na wasz świat już od dawna - mówił
Ulubiłem to miejsce i kocham ludzi
Opowiadał o czasach, których nie mogłem znać
I tak siedzieliśmy - noc, diabeł i ja
Wiesz, żyjecie w stadach, żeby czuć się bezpiecznie
Cierpicie w stadzie, bo chcecie się wydostać
Kiedy większość zaczyna działać niedorzecznie
Lub chce od was tego czego nie możecie oddać
Wybiór zbiorowy, wolność pod kontrolą
Chociaż Bóg dał ją wam bez ograniczeń
Wolność, gdzie prawdę zastąpiono wygodą
Nim wybierzecie, zysk z wyboru wyliczycie
Słuchałem go chociaż nie mój to był świat
I tak siedzieliśmy- noc, diabeł i ja

Wczorajszej nocy usiadłem na oknie u człowieka
Nie chciałem żeby czuł się samotnie
Gdy szedł do mnie samotność umie dokuczać
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja
Jego mieszkanie pachniało cynamonem
Tytoniem z fajki, miał ze sobą książkę
I wiarę w świat mocną, że nie mogłem jej złamać
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja
Mówił - mój świat to wybory świadome
Miłość i nie skrępowane namiętności
Chwile, które przepełniają emocje
Tak mocne, że uzależniają jak narkotyk
Pluję na konwencję, w grę społeczną nie gram
Wybrałem świadomie swoją samotność
Moją kochanką od dawna jest poezja
Erato która do ucha szepcze tak słodko
Słuchałem go, on mówił - piękny jest świat
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja

Mefistofeles wkrótce zniknął w książce
Poeta zamknął na klucz ją w biurku
Powietrze w pokoju wypełniły emocje
On wziął czystą kartkę i garść ołówków
Kartki zniknęły i poeta gdzieś odszedł
A pokój zaczął wyglądać znajomo
Czasem wracają, siedzą u mnie na oknie
Nocni goście, których męczy samotność
Chociaż bym nigdy więcej miał nie widzieć
I pokutować przez ten czyn całe życie
To każdej ceny warte te emocje
Bo chcę otworzyć oczy i zobaczyć jak wygląda słońce

Jedyny sens podczas dnia, który wydaje się trwać wiecznie
To dźwiękiem wypełnić przestrzeń
Bez tych drgań fal dźwięku życie puste jak słoik
Z którego ktoś wyjadł cały smakołyk
Wiesz? chciałbym umieć pisać o miłości jak Neruda
Umieć ciepło opisywać ludzi jak Hrabal
Ja wolę pisząc jednak grzebać się w brudach
Ten styl, wiem, że będę robił to nadal
Niekompletny świat, trochę się boję
Że mój plan może się skończyć fiaskiem
A ktoś powstrzyma ten wulkan
Erupcja miała zmienić realia
Miała zmienić wszystko
Czekałem na cud, a on był tak blisko
Szukałem swojego miejsca w tym cyrku
Myślami, zapisywałem kartki w notatniku
Noc po nocy chciałem pisać, zostawić coś
Póki jest we mnie jeszcze trochę życia, trochę sensu
Reszta miłości, resztę schowałem przed światem
Chcę by emocje wybuchały na kartce
Mam swój sens, wiem czego od życia, już wiem
Umiem tylko pisać i żyję z dnia na dzień
Żyję w pięknym miejscu, żyję z dziurą w sercu
Wylałem je na papier, fragment mnie w każdym z wersów

Chciałbym napisać parę ciepłych słów
Chciałbym móc pisać tak by odnaleźć alfabet straconych fraz
Dzisiaj chciałbym pisać by przegonić strach
Chciałbym pisać by spowolnić czas i go zatrzymać
Chciałbym pisać słowa, które w was drzemią
Chciałbym być nadzieją, kierunkować, ale i unieść ponad ziemią
Chciałbym stanowić nieśmiertelną część prawdy
Chciałbym znaleźć gdzieś słowa i zbudować z nich więź
Chciałbym znaleźć odpowiednią treść dla każdej z myśli
Chciałbym nieść światło dziś i zawsze
Chciałbym pisać z między marzeń a utopii
Chciałbym opisywać dobro jak i topić upiory
Chciałbym płowić utwory
Chciałbym pisać o miłości, pisać tak pięknie
Żeby rzucić zaklęcie i znowu stać się wolnym
Chciałbym mieć gdzie zawsze położyć zmęczoną głowę
Chciałbym znaleźć też i miejsce obok by położyć twoją
Chciałbym wiedzieć zawsze, że największe dobro to szczęście
Które ze mną będziesz dzielić tak nieobojętnie
Chciałbym żeby po nas nie pozostał tylko obraz z dźwiękiem
I ten romans opisany w prostych słowach trwał wiecznie
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo