Bonus Rpk

[Rufuz]
O! Siemasz koleżko, Ty teraz patrz
co będzie z Tobą i całą resztą
Pokazujesz palcem? Nie ładnie, adekwatnie
Jakbyś miał nóż przy gardle, już nie wiesz o co chodzi
tu sami swoi są, żadni gości nowi
R F Z RPK kruszę szczyta,
a Ty kojarzysz to albo nie wnikasz
Norma to dobra ekipy jak na frontach
Tolerancja, szacunek, respekt
dziś otworzyłem okno, świeże powietrze
i lecą pierwsze wiersze zobacz
wkładamy w to serce, więcej dobrze będzie
Lubie rapować co mogę dodać więcej
Orient, dzięki na prentce
śmieszy mnie hajs na pokaz, to drobiazg
dobry tekst, dobry wokal od nas, po tym to poznasz

To takie podejście, to sposób
styl bycia, to gra tu na głośnikach
to towar na dzielnicach, ulica to klasyka
to słychać na chodnikach, to gra od małolata
mamy farta, to jedna karta [x2]

[BONUS RPK]
Po pierwsze, po drugie trzecie
widzę to przecież, jak śmiecie
robią zamiecie, to to nie przejdzie
Warszawa to moje miasto, moje podziemie
Razem Ponad Kilo dużą wagę ma na scenie
Liczę na szacunek, nie na potępienie
siedzi we mnie moc i nie jedno wydarzenie
to ulicy głos, historia mojego życia
los bywa taki że nie raz o mały włos
otrzeć się można o śmierć, show, kryminał
choć optymistyczny kont myślenia
buduje coś, w postaci ocalenia
w postaci matki głupich...
nadzieja mnie nie zgubi
nie ważne czy mnie lubisz nie ważne czy popierasz
bo ja mam swoich ludzi, i z nimi idę w melanż
to dla nich pisze słowa, od Bonusika towar
będziecie konsumować...

To takie podejście, to sposób
styl bycia, to gra tu na głośnikach
to towar na dzielnicach, ulica to klasyka
to słychać na chodnikach, to gra od małolata
mamy farta, to jedna karta [x2]

[Rufuz]
To co zrobisz za plecami,efekty pokaże
Przed oczami mamy taki plan, odpulać postacie
Co kręcą Ci na chacie brat, ta fałszywa twarz
daje znać i wypierdalasz, trzy, dwa, raz
to R daje tekst, to extreme jest siuwaks
Ciemna Strefa żaden letarg
Zemną oni, studio, jointy, dobra kobieta
Rap, psy nocą, uczucia nie zdobyte flotą
Nie wiesz kto to chłopaku?
Nie ufaj nigdy plotą w żadnym fachu
Ty nie patrzysz się w oczy prosto, masz coś na sumieniu
Masz podobną i nigdy nie wiesz kurwa o co poszło
Śmieciu mamy Cie na oku, jesteś podejrzany mocno!
[Czarny Furiat]
Nie ma tego złego,ty już o tym wiesz,
Nie ma tego złego,przecież tego chcesz,
Też się uczysz,na własnych błędach,
Oliwy do ognia,nie będziesz dolewał.
Nie ma tego złego,co na dobre by nie wyszło,
Żyć tu przyszło,pełno piersią oddycham,
Żadna pycha,jak Sido idą drogą wojownika,
Od zawsze pamiętam,co,z kim,i gdzie słychać.
Rosy lata,w setkach dni,
Uśmiechy i łzy,w setkach chwil,
Mam to zapisane,jak Memonik pod czaszką,
Od zawsze na zawsze,rap dominacją.
Nie poddawaj się,gdziekolwiek mnie słuchasz,
Nigdy nie zniewolą ducha,choćbyś szedł w łańcuchach,
W życiu piękne,są tylko chwilę,
Bóg jak diller,jego pierzaści goryle.
Nie jeden wariat,ma w metryce ósmą milę,
Nie jestem święty,też miałem te momenty,
Myślałem przeklęty,jest Furiata los,
Nie ma tego złego,fatum dostało w nos.

Ref.2x
To napad,stawka większa niż życie,
Rabunek,kradnę na własny rachunek,
Szacunek,mają u mnie ci co walczą,
Lepsza śmierć na tarczy,niż bieda pod tarczą.

[Bonus RPK]
Rok jeden,dziewięć,osiem,dziewięć,to data moja,
Droga nie sfornego gnoja,dla którego rap to zbroja,
Jak miałem problemy,znajdowałem ujście z muzie,
To był czas gdy chodziłem,w szerokich spodniach i bluzie.
Taa,od początku hip hop,w mojej duszy grał,
Chciałem kręcić się na głowie,robić breakdansowy szał,
Chciałem jeździć tak na desce,by wykręcić każdy trick,
Chciałem malować graffiti,jakiego nie tworzył nikt.
Jednak dziś dobrze wiem,co wtedy było pisane mi,
Myśli przelewane,na kartkę i bit,
Za nim doszedłem do tego,co chce robić i kim być,
Próbowałem sił,i nie próbowałem się z tym kryć.
W końcu nadszedł bunt,głupi olewałem wszystko,
Ubiór zmieniłem na dres,miałem problemy z policją,
W moim życiu gości stres,za to dał mi doświadczenie,
Dzięki temu każdy wers,niesie mocną wiarę w siebie.
Ziom pierwsze moje ślady,w dwa tysiące cztery,
Dla koleżków bez komery,BGU przekaz szczery,
Wtedy też kurwy zawistne,oczerniały moje serce,
Teraz wiem,im wyżej jestem,tym jest ich więcej.
Teraz wiem że,stałem się,ikoną dla dzieciaków,
Dla pokoleń małolatów,głodnych prawdziwego rapu,
Dziś napadam na koncertach,cała sala ręce w górę,
Chcesz to walcz,idź po swoje,albo przyjmuj życie z bólem.

Ref.2x
To napad,stawka większa niż życie,
Rabunek,kradnę na własny rachunek,
Szacunek,mają u mnie ci co walczą,
Lepsza śmierć na tarczy,niż bieda pod tarczą.

[Czarny Furiat]
Moi ludzie są lądem,w lini prostej do napalmu,
Szukamy okazji,jak rekiny złe pokarmu,
Orient,ekspres rusza,łap się poręczy,
Oczy dookoła,inaczej ktoś cię wyręczy.
W państwie pokoju,wojna wciąż trwa,
Każda branża wie,że toczy się gra,
Lewy prosty,seria,Furiat,Bonus RPK-a,
Miarą sukcesu,niech na fejsie mnie zna.
Na jakim etapie jesteśmy,nie piszą serwisy,
Na twarzy rysy bruzdy,lecz błysk oka,
Czarny Furiat,zapowiada mrok proroka,
Narodził się dawno temu,księże w blokach.
Nigdy nie żył na pokaz,la vida loca,
Typowy swojski chłopak,życie bez kompa,
Chwycił za mikrofon,przed wami stąpa,
Niesie plecak siebie,w plecaku bomba.

Ref.2x
To napad,stawka większa niż życie,
Rabunek,kradnę na własny rachunek,
Szacunek,mają u mnie ci co walczą,
Lepsza śmierć na tarczy,niż bieda pod tarczą.
Granice rozsądku, od początku, nie dla majątku.
Mogę być biedny, ale muszę być w porządku.
Chcę mieć przy boku dobrą kobietę i Ziomków.
Na dobre i na złe, tego właśnie chcę.
Gdy w samotne dni, bije się z myślami swymi.
Paranoje, schizy chyba każdy ma to w dyni.
Farcik, mogę się odezwać, mam do kogo.
To ludzie z mej ekipy, co szanują moje logo.
To chłopaki z ulicy i zwykłe dzieciaki szare.
Z nimi wódę pije, z nimi jointy palę stale.
I w każdej sytuacji, liczę na tą załogę.
I skumaj, że to w drugą stronę.
Wice wersa, okaże to w życiu, w swoich wersach.
Okaże to, bo to płynie prosto z serca.
Twórcza inwencja, wciąż wam dedykowana.
Uliczna poezja, co nie sprzeda się dla siana.
Od początku do końca, anty komera grana.
Pamiętam 04' pierwsze nagrania.
Po sześciu latach, inwestycji starania.
Ponad połowa Polski słucha mojego zdania.

To wiara, ona czyni cuda, Prawda nie obłuda.
Ty skumaj, co się dla mnie liczy, fortuna.
Przyjaciele i maniura, Ci prawdziwi.
Mam u nich alibi, niech cię to nie dziwi.
Szybki start, wiem do mety ciężka droga.
Nie daj za wygraną, to święte słowa.
Moja głowa, przepełniona Rapem, życiem.
A ślad po sobie, pozostawię na bicie.

Znam życie ulicy, czytaj życie hardkorowe.
Gdzie za dług, można dostać młotkiem w głowę.
Tu gdzie nerwicę leczy alko, narkotyki.
I jedni lecą z tym tak, że lecą na odwyki.
A inni, na wolności albo w kryminale.
Schroniska, poprawczaki, dobre chłopaki tam dalej.
Psy jak w karnawale, dumni ze świeżego blatu.
Najwięksi bandyci, to przed nimi Ziom się ratuj.
A interesy, trzeba wiedzieć z kim się robi.
Wspólnik to ten typ, co nie zawodzi.
Umiem się dzielić, chociaż jestem jedynakiem.
Zarobek, pół na pół, dzielę z Bratem.
Mój brat, to mój Ziom, moje Ziomki jak rodzina.
Zaraz po Matuli, o której nie zapominam.
Kocham Cię Mamo, jeszcze wszystko się ułoży.
Wnet kurwy pozdychają i to nam drzwi otworzy.
Pamiętam o talencie jaki mam, to dar Boży.
Prawdziwy Rap, właśnie tak się go tworzy.
Doceniam szczerość i lojalność po grób.
To dla mnie ważne, to się dla mnie liczy Ziomuś.

To wiara, ona czyni cuda, Prawda nie obłuda.
Ty skumaj, co się dla mnie liczy, fortuna.
Przyjaciele i maniura, Ci prawdziwi.
Mam u nich alibi, niech cię to nie dziwi.
Szybki start, wiem do mety ciężka droga.
Nie daj za wygraną, to święte słowa.
Moja głowa, przepełniona Rapem, życiem.
A ślad po sobie, pozostawię na bicie.
Bonus RPK
Już jako dzieciaki dostaliśmy szkołę życia
Wychowała nas ulica, połączyła pasja i dzielnica
Pamiętasz Damian pierwsze kasety rapowe? (Pamiętam)
Słuchaliśmy ich straciliśmy dla nich głowę
Wtedy ściany budynków były bardziej kolorowe
Ozdobione w Tagi, wrzuty bomby zajawkowe
Inspirowały nas, chłonęliśmy to jak gąbka wodę
To był Ten Czas, który nieraz przypominam sobie
Każdego Dnia doświadczenia przybywało więcej
by się odnaleźć tu gdzie patologi serce
Wzorów nie za wiele zawsze jedno było pewne
Że wyśpię się tak jak se pościele
Nie jednego brak chęci życia wjebał w herę
Nie jeden przez brak chęci życia stał się frajerem
Przykład do znak, dzieciak sam musi wnioskować
Jak ma postępować żeby godnie się zachować
Rozum idzie z wiekiem i charakter twardnieje
Albo będziesz człowiekiem albo człowieka cieniem
Mało Kto chce być bejem Co na nogach się chwieje
Bagno sprowadza na dno więc uważaj na siebie

REF
Już jako dzieciaki widzieliśmy za wiele
Alkohol, narkotyki, handel, wałki kradzieże
Tatuaże na ciele, szlaufy, szmaty menele
Przemoc, krew, ból i łzy na klatówkach manele
Smutek syf, biede i nie wyraźne spojrzenie
Klęskę, cierpienie, zwycięstwo, ukojenie
Luksus, Bogactwo, radość, śmiech, wyzwolenie
Szacunek, człowieczeństwo to w życiu przeznaczenie

Damian WSM
Kiedyś małolaci dzisiaj trochę starsi
Szkoła podstawowa zdana, to był farcik
Od rana na wagarach, lekcja w szkole niczym kara
Po szkole deskorolka, lolka trzeba zajarać Trzeba działać
Ulica Namawiała też do złego, hardcorowe akcje
Zrywki na szybkiego, smak życia prawdziwego
I na wszystko wyjebane nowe płyty rapowe
Na kasety przegrywane, Pamiętasz Bonus?
Pierwsze teksty pisane, pierwsze tagi na ścianie
Zajawką malowanie, element tej kultury który w sercu pozostaje
Ulicy szczery przekaz on do myślenia daje
Już jako dzieciak miałem swoje zdanie lecz
Nie patrzyłem na to co się później stanie
Zawirowanie, zabawa poszła w melanż
Ostre wygrzewki piguły nie helena
Do tworzenia wena, która z mózgu robi sieczke
Zabawy niebezpieczne, przeholuje stanie serce
Nie ma co się chwalić kto zjadał najwięcej
Nie jeden na detoksie zmaga się z kurestwem

REF
Już jako dzieciaki widzieliśmy za wiele
Alkohol, narkotyki, handel, wałki kradzieże
Tatuaże na ciele, szlaufy, szmaty menele
Przemoc, krew, ból i łzy na klatówkach manele
Smutek syf, biede i nie wyraźne spojrzenie
Klęskę, cierpienie, zwycięstwo ukojenie
Luksus, Bogactwo, radość, śmiech, wyzwolenie
Szacunek, człowieczeństwo to w życiu przeznaczenie (To nasze przeznaczenie)
Samo życie, ciągle piszę nowe zwroty,
moje życie, to nie wymyślone loty.
Na tej płycie, mówię o tym jak to widzę,
Bonus BGU reprezentuje ulicę.

W pierwszej lidze grają Ci, którzy chcą,
Ci co na to srają, przytulają dno.
Blokowe rutyny, metropolii tło,
pierwsze lecą rymy, a za nimi to, co prawdziwe,
miejsca bytu nie ma tu konfident.
Jestem nauczony ludzią podawać witę,
Vide Cul Fide, mam wyryte w pamięci
i będę o tym mówić, bo żyję na krawędzi.
Wkurwiony dzieciak rozpędzi tą zajawkę,
dając na ulicę zajebiście mocną dawkę,
prawdziwy rap, nie hip-hopolową gadkę,
oni grają cukier, ja Cię karmię faktem.
Popieram sztukę przekazu,myślenia,
to co mam w zanadżu to bagaż doświadczenia.
To moje przemyślenia, dzieciak, przepustka w rapie,
bez tego nawet bym się za to nie brał, łapiesz?!

Samo życie, ciągle piszę nowe zwroty,
moje życie, to nie wymyślone loty.
Na tej płycie, mówię o tym jak to widzę,
Bonus BGU reprezentuje ulicę.

Moja historia to element każdej strofy,
począwszy od A po Ż to WWA.
Dobry chłopak, BGU skrót - obrana droga,
jak zaułek dwa PP - idę w imię Boga.
Przewijam sens, a nie pierdolony slogan,
na bitach Enwues mego przekazu forma, norma.
Łyżwa, dres, nie zakładam uniforma,
jestem z ulicy ziom a to trochę inny format.
Reprezentuje podwórek esencje,
śmigam na bloki - tu mam swoją rezydencję.
Tu noszę kwit, duży plik i jest pięknie,
a Ty zamknij pysk lapsie, bo szybko zmiękniesz.
Życia konekcje, własne obiekcje,
pozwalają na to by napisać mą wersję.
By nie czekać na brawa, a czerpać satysfakcję,
na ławę kawa Ciemna Strefa ma rację. ELO.

Samo życie, ciągle piszę nowe zwroty,
moje życie, to nie wymyślone loty.
Na tej płycie, mówię o tym jak to widzę,
Bonus BGU reprezentuje ulicę.

Samo życie, ciągle piszę nowe zwroty,
moje życie, to nie wymyślone loty.
Na tej płycie, mówię o tym jak to widzę,
Bonus BGU reprezentuje ulicę.
[Bonus RPK]
Cień pada na bloki,tydzień kolejny mija
Codzień to samo życie smakuje nijak,
Niby hybrydy losu nie raz są nie do pojęcia,
Nie wyczarujesz floty,jak nie znasz zaklęcia.
Palony stres,dym usuwa jego skutki,
THC, zaspokaja świeżo przytulone stówki,
nie gustuje z lufki, gustuje z bibułki ,
bo pierdole papierki, tabletki czy ampułki.
Dużo gotówki to na pewno miesza w dyńce,
Każdy interes kiedyś może padnąć na cyce,
Widze ulice ona rozwija się wciąż,
jebać policje, charakterny zawsze bądź.
jak B do G do U działania podjęte,
ryzyko styl ty jesteś konsumentem,
nigdy konfidentem tak o tobie myślę,
dopóki żadne luki nie po wychodzą w przemyśle.

Ref.
Nigdy nie zmienię mojej postawy myślenia,
nigdy nie będe mówił o tym czego nie ma,
jestem z ulicy reprezentacji Bielan,
Warszawskiego podziemia od pierwszego dema. x2

[Joker]
RPK RPD lokalna rap gra, tylko dobry będzie trwać
reszta idzie w nie pamięć,
bit tak ma grać teksty pokonywać zamieć,
ludzkiej głupoty,mniej wiedzieć więcej mieć.
A wszelkie cnoty wyśmiewane przez sieć,
kolaborantów czyli medialny śmieć,
ten co ma chęć na zrobienie prania mózgów,
nic oprócz bluzgów nie należy się w zamian,
od obywatela który to ogarnia,
a takich armia jest w naszym kręgu,
żyjących bez lęków twórcy nowych patentów
na przekór lansowanych trendów,
idę swoją drogą dzisiaj z RPK załogą,
bezkompromisowo taki gramy rap,
takie cenimy słowo nic tego nie zatrzyma,
nie zależnych produkcji prawda wypłynie w rymach.

Ref.
Nigdy nie zmienię mojej postawy myślenia,
nigdy nie będe mówił o tym czego nie ma,
jestem z ulicy reprezentacji Bielan,
Warszawskiego podziemia od pierwszego dema. x2

[Kokot RPK]
Honor i zasady to wartości święte,
mam swoje wady ziomek wiesz jaki jestem,
jednak w moim życiu miejsce ma nie zmienne,
to co najważniejsze pozostaje wiecznie,
Po pierwsze nie rozjebie się na komendzie,
Po drugie kontroluje co i komu mówie,
Po trzecie dla człowieka zawsze mam szacunek,
Nienawidze kurew i gardze frajerstwem,
Nie zgrywam kozaka jednak są pewne kwestje,
Kiedy mam obiekcje skumasz to na pętce,
Charakterny jesteś to wymagasz tego w zamian,
Prosta sprawa ziom liczy się sztywna postawa,
Zdrada tu odpada jak muzyka blamas,
Kumasz o czym gadam,co jest ważne dla nas.?
Chce ominąć banał i odnaleźć serce,
Które mam nadzieje bije dla mnie gdzieś na świecie.

Ref.
Nigdy nie zmienię mojej postawy myślenia,
nigdy nie będe mówił o tym czego nie ma,
jestem z ulicy reprezentacji Bielan,
Warszawskiego podziemia od pierwszego dema. x2
[Bonus RPK]
Elo wita BGU jestem z RPK załogi,
swój dla swoich, swoim nie rzucam pod nogi,
pierdolonej kłody, żadne kurwa rogi,
wiesz o co chodzi, nikt się złoty nie urodził.
Ale kurewstwa nie lubię, się nie gubię, wiem co mówię,
jeśli masz dobrego ziomka, szanuj jego, jego dupę,
jak zrozumiesz tą naukę wtedy będziesz elegancki,
jak nie to cię pogonię, pajacu zgadnij.
Kto ma teraz rację, ja czy ty,
postępowaniem złym tylko wyłapiesz na kły,
w dymce mgły, kłęby, młyn, leci z tym,
to na razie, spierdalaj w swoją mańkę bochomasie.
Sram na świnie które myślą tylko o kutasie,
o kasie i nic nie kumają w tym przekazie,
szanuję kobiety co szanują same siebie,
to właśnie doceniam u was najbardziej.

Ref.2x
Wiem kto jest kim ty się nie dziw,
mówię o tym co w głowie mi siedzi,
zapoznaj rym co zamiata kurewstwo,
to słowa szczere ode mnie koleżko.

[Miku]
Umarł król, nikt nie znalazł tronu,
MDM, Kafar, Bonus, orient na kameleonów,
full kondonów, gra oskarowe role,
myślą że to film, każdy chce być gwiazdorem.
My wiemy kto jest kim, bez ściemy dobry dill,
Śląsk, Warszawa, podwórkowy styl, piona,
shoot a coop to kill nie tylko na cugach,
wiesz kto umarł, nie wiesz gdzie jest zguba.
Sprawa druga, ten rap to nie podróba,
co w głowie mi siedzi do majka wypluwam,
ty się nie dziw że Ciemna Strefa cię pożera,
Silesia rebela, dobrych wariatów wspiera.
Pełno dobrych chłopaków na ulicach złych,
MDM, RPK, Dix, razem przez ten syf,
zawsze warto być człowiekiem chodź tak łatwo zejść na psy,
my wiemy kto jest kim, ale czy wiesz ty?

Ref.2x
Wiem kto jest kim ty się nie dziw,
mówię o tym co w głowie mi siedzi,
zapoznaj rym co zamiata kurewstwo,
to słowa szczere ode mnie koleżko.

[Mara]
Dziś już wiem kto jest kim chociaż to pojąłem z czasem,
nikt nie jest ideałem, każdy nosi w sobie skazę,
chociaż niektórzy tak wielką że czuję odrazę,
fałszywi przyjaciele takich ludzi ci odradzę.
Ściemnione przyjaźnie na potrzeby nagrywania,
kto fałszywe głosi zdania, z czasem wyjdzie brud do prania,
inna poryta bania, ujebała sobie w planach,
ciągłe ludzi oczerniania dla oklaskiwania.
Przez swoich przydupasów i tych co chuja wiedzą,
marne szyfrowane disy, trochę mi tu śmierdzi nędzą,
zawiść ludzka nie zna granic nawet wrogom źle nie życzę,
każdy ma na co zasłużył tak weryfikuje życie.
Wychowani na błędach, MDM, Ciemna Strefa,
sekcja Silesia, my nie popadamy w letarg,
wciąż buja styl gula i z tego jestem dumny,
Bonus, Kafar, Miku, Mara, to dla kurew gwóźdź do trumny.

Ref.2x
Wiem kto jest kim ty się nie dziw,
mówię o tym co w głowie mi siedzi,
zapoznaj rym co zamiata kurewstwo,
to słowa szczere ode mnie koleżko.

[Kafar Dix37]
Dziś wiem kto jest kim, kto stoi u mojego boku,
kosztowało mnie to parę chwil i skasowanych telefonów,
wiedz że progu waszych domów mój but nie przekroczy,
chyba że przyjdę po was którejś warszawskiej nocy.
Ty pierdolony zdrajco czy mogłeś wtedy zasnąć,
gdy z kłamstwem na ustach szedłeś przez miasto,
sprzedałeś ziomka, straciłeś wartość,
pewnych spraw kurwo nie cofnie banknot.
Nadeszła burza i przyjaźni maszty,
gdy szalejąc tu zło wrogo łamała jak zapałki,
ale dzięki niej w koło pospadały maski,
i w oczach niektórych zaświeciły się hajsy.
To ostatnie wersy dla tych którzy pomogli,
dla tych których kroki w moją stronę poszły,
jednego bądźcie pewni, Kafar nie zapomni,
toast za wasze życie, pozostańcie zdrowi.
Damian WSM
Pamiętasz Pierwsze Skuny Pierwsze Dupki i Wagary
Pierwsze Złotówki Zamienione na Dolary
w Kantorze w Centrum Tak Dla Podjary
Pierwszy Zarobiony Hajs na Ulotkach Stary
to Były Czasy Zrzut Adidasy Galaksy nie Air Max'y
Balety Wygrzewkowe Wpierdalanie Dropsów na Wyniki Rekordowe
Wyobraź to Sobie Akcje Hardcorowe
Wychowany Przez Ulice Szare Bloki na Dzielnicach Widzę co Dnia
Leca Lata o Tym Jest ta Zwrotka
Ciekawe co Jeszcze w Życiu Mnie Spotka
czy Gorzka Codzienność Okaże się Słodka
Ciągle Jazda Ostra a Frajerów Jebać w Czape
Potwierdza te Słowa Wszystkie Mordy Kumate
Zatem Brata Brata Bratem Człowiek Trzymaj się
ze Mną Dorastałeś Dobrze Wiesz OCB
Jakie Życie Jest Jak Łatwo Można Wjebać się
Przez Jebane Psy Zawsze HWDP
na Osiedlach Orient bo jest nie Spokojnie
Ciągła Walka z Psami w Odwiecznej Wojnie

Ref.
Młodzieńcza Ewolucja Zobacz jak Wszystko się Zmienia
Trzeba Znaleźć Sile by Spełnić Marzenia
Prawilnych się Docenia a Lamusom Mowie Nara
Pamiętaj że Nieszczęścia Zawsze Chodzą w Parach
Pamiętasz Damian Pierwsze Freestyle na Ławkach na Klatkach
Wtedy Powstawała w nas Zajawka jak Trawka
Pasja Nasza Nigdy nie Wygasła do Dziś
RPK, Wulgarna Strona Miasta .

Bonus RPK
Ile to Już Lat od Kiedy Pierwszy Wjazd Był do Studia
Wkurwiony Małolat Jojnty Wódka ile Weszło Spraw
ile Prawdy w tym Kurwa to Wiem Tylko Ja
Młodzieńcza Ewolucja ten kto mnie zna ten to Potwierdzi
Życie na Krawędzi dla Papieru nie Miedzi do Dziś to we mnie Siedzi
zbuntowana dusza jak na strojów burza
Wspomnień Dawka Duża Pierwsze Skręty
Pamiętam jak na Rynkach Bransolety Zawinięte po raz Pierwszy
Nienawiść do policji ze mną Rosła Elegancka Postawa
to jest dla mnie Sprawa Prosta
Dlatego na Koncertach taką Moc Mam
Przekaz taki Los Dał Dzieciaka z Ulicy Który Dąży do Mistrzostwa
w Europejskim Kraju Zwanym Polska
Dzielnica Północna, Stolica Mazowiecka to Podziemia Centralne
i Słowa z Głębi Serca o tym Jak się Tu Mieszka
jak i Dorasta Młodzieńcza Ewolucja Miedzy Ulicami Miasta
Ten Kto to Zna Ten Wie co To Zajawka WSM RPK .

Ref.
Młodzieńcza Ewolucja Zobacz jak Wszystko się Zmienia
Trzeba Znaleźć Sile by Spełnić Marzenia
Prawilnych się Docenia a Lamusom Mowie Nara
Pamiętaj że Nieszczęścia Zawsze Chodzą w Parach
Pamiętasz Bonus Pierwsze Freestyle na Ławkach na Klatkach
Wtedy Powstawała w nas Zajawka jak Dawka
Pasja Nasza Nigdy nie Wygasła do Dziś .
Stan świadomości, świadomości stan
każdy krok cie prowadzi
tam
to stan świadomości, świadomości stan
ile sytuacji moc, tysiąca ran
stan świadomości, świadomości stan
masz plan
to nim dalej idź, idź
to stan świadomości, świadomości stan
rób tak aby godnie żyć

Taki stan świadomości cie hartuje,
charakter szlifuje, tak się wychowuje
życie w betonu zaroślach poznajesz realia
jak kurwa wybiera inny od Ciebie wariant
udaje przyjaciela dobra mina do złej gry
pasmo przyjaźni zaciera gdy podaje cie na psy
a ty wyciągnięty siłą z domu, skuty w bransolety
oczekujesz farta ziomuś
bo 48 albo odpowiadasz z wolnej stopy albo w areszcie
ambitnego kurestwa wciąż roi się na mieście
uważaj na siebie ziomek mowie tobie ja
bo znam oblicze dobra i oblicze zła
ten stan świadomości to katedra,
rozgrywam tu swój exodus
każdego dnia ja przewijam go znowu
do pisania tych wierszy mam rozum i powód
zrozum mam stan ze ten rap nie iluzja
z życia wzięty rap to pozerów aluzja
cale życie w opisie na tapecie ulicy
nie nawijaj o tym co cie nie dotyczy

Stan świadomości, świadomości stan
każdy krok cie prowadzi tam
to stan świadomości, świadomości stan
ile sytuacji moc, tysiąca ran
stan świadomości, świadomości stan
masz plan to nim dalej idź, idź
to stan świadomości, świadomości stan
rób tak aby godnie żyć

szukamy
wolności, szukamy szczęścia, miłości
wśród nienawiści gdzie toczy się pościg
stan świadomości w tym to podstawa
wiesz o co walczysz o to chodzi, graba
ważna sprawa, to patrz człowieniu dookoła
ludzkie życie to wciąż twarda szkoła
co jest normą, przecież każdy błądzi
nie osądzaj drugiego bo ktoś ciebie źle osądzi
stan świadomości, świadomości stan
otwarcie
bram mentalności i kontroli gra
pozostaje człowiekiem wśród licznych zmian
idę przez życie z bagażem mocy i ran
największa słabość to strach przed swymi możliwościami
w zgodzie z zasadami kieruj się głową nie pozorami
to ten stan, tu prawdy i wolności, lojalności i siły przebicia
przez zmagania z problemami codziennego życia
przestań latać, zacznij chodzić po ziemi twardo
bo przy awaryjnym lądowaniu skręcisz kark łatwo
(???) bo wie dokąd zmierza
dla bloków drań ze swojakami przymierza
wkurwione dzieciaki to zrodziło się w podziemiu
RPK i HTA, RPK I HTA wspólnie i w porozumieniu

Stan świadomości, świadomości stan
każdy krok cie prowadzi tam
to stan świadomości, świadomości stan
ile sytuacji moc, tysiąca ran
stan świadomości, świadomości stan
masz plan to nim dalej idź, idź
to stan świadomości, świadomości stan
rób tak aby godnie żyć
Zaciśnięte zęby, w garści trzymam życie
non stop ćwiczę, bo wiem jakie jest życie
myślę (myślę), może będzie dobrze
przyjdzie żyć łagodnie, na razie noże ostrzę
by przetrwać dzień kolejny,
uświadamiam Tym nie wiernym,
raz z rzędu kolejny,
wers z życia wzięty,
Rap ulicy tętni o prawdzie nie o cipkach
nie o promo logo a dobry skun nabitka
W rapie szukasz mistrza
w mej ekipie go nie znajdziesz
tu równe chłopaki z różnych ulic, bloków
mi możesz zaufać,
nie chcesz, nie rób kłopotów ( nie chcesz, nie chcesz nie rób kłopotów)
Dla mnie hip-hop osobowości dowód nie
Komercyjny bans czy też rymów konkurs,
ziomuś, zostaw biznes wyjdź na chwilę z kina
zobacz jak wygląda rzeczywistość prawdziwa

Przez cały czas Brnę rap, hardkor ulica
21wiek zmiana na lepsze nie widać,
nie ma co głową kiwać, głową myśl,
Chłopak zobacz, rusz dupę czas iść.
By w życiu być kimś,
nie stoczyć się na dno,
Mi też nie jest łatwo,
nie było nie umywam rąk,
Nie Ty a Bóg , drogą mą kierować będzie
Miej to na względzie,
słowa Me opierdol w ramkę,
Dziękuję Bratu Załodze i swej Matce
że zawsze, (zawsze), liczyć na nich mogę
coś daję i coś biorę,
to szacunek i lojalność,
to jest moją karmą, Rap ulicy
w stu procentach,
ziomek niech to dotrze do twego serca
bo wykonując zły ruch, rana się powiększa..

Ref :
To jest moje życie nie ściemnione ideały,
bez tego profilu,
bo nikt nie jest doskonały,
ziomek bez wyłamy nie pozbędę się wartości
zawszę będę sobą tak dla Twojej wiadomości..x2

Powrót do przeszłości,
i choć to dzieje stare,
ja pamiętam bloki szare,
kiedy śmigałem z towarem,
Moi rówieśnicy,
praca domowa z tablicy,
Oni myśleli o szkole,
ja myślałem się rozliczyć.
Inaczej chowany,
bo chowany na ulicy,
robię Tą muzykę dla tych,
których to dotyczy,
multum różnych przyczyn,
to wyczyn nawijania,
plus talent do składania,
rymowanego zdania.
Moje życie krótkie,
przedstawiam jego fakty,
fakty z życia wzięte,
że nie było wszystko piękne,
Twardo, nie wymięknę,
biegnę w stronę przeznaczenia,
dziękówa za pomoc,
Ziomki dla Was pozdrowienia!
Zacznę od wspomnienia,
Wola, koło tu raz pierwszy,
zapaliłem zioło w starszym osób gronie szerszym,
Tu się nauczyłem co to zasady ulicy.
I nigdy nie zapomnę z której części stolicy, pochodzę, nie zapomnę,
Mojej Matki łzy,
Gdy trzynaście miałem wiosen i mnie
zawijały psy,
Ziomek równolegle twarze z mej brygady,
co nie mieli farta,
polecieli na zakłady.
Wtedy z rozprawy,
jeszcze na Solidarności,
fartownym wyrokiem sądu śmigam na wolności,
fartownym wyrokiem sądu śmigam na wolności,
20 06 RPK Z Życia wzięte.

Ref :
To jest moje życie nie ściemnione ideały,
bez tego profilu,
bo nikt nie jest doskonały,
ziomek bez wyłamy nie pozbędę się wartości
zawszę będę sobą tak dla Twojej wiadomości..x2

Matka ulica,
ją kocham i zawdzięczam,
że na szarych blokach nie wyrosłem na odmieńca.
Że sobie poradziłem,
jak i reszta mych ziomali,
zawsze twardo stałem,
kiedy leszcze padali,
proste..
Ziomuś żyć , nie pękać jak szyba,
Mój wzór ogniwa,
być i zawsze wygrywać,
zawsze wygrywać w walce która nie ma końca,
ale chyba widać kto zwierzyna, kto pogromca,
Siła blokowiska patologia się rozwija,
widzę to z dnia na dzień ,
i z dnia na dzień to przewijam
( i z dnia na dzień to przewijam)x3
i przewijam...
Raz ,raz
Szarość zwykłego dnia
RPK, Elo

1. Znowu do fury wbita, podkręcona muzyka
Jadę załatwiać sprawy dzięki którym oddycham
Jesień wita, na drzewach bida i zima lada chwila
Ogólna szarówa, dobrze że nie z buta bo wkurwiony byłbym jeszcze bardziej tutaj
Chuj tam nie będe narzekał, czas ucieka
Śmigam na Ulrychów odwiedzam ziomka z Woli nie ma to jak być na starych śmieciach
Standardowo widać kilku nabywców jaboli
Blanty, pogaduchy, szybkie buchy terefere temat, życie
Temat sprany beret,
Znów słyszę że ten temu wykręcił aferę
Ale szczerze to mnie, to nie interere.
Wychodzę na klatce widzę bombę,
Ukrytą kamerę Inwigilacja w tych czasach robi karierę,
W kółko tylko szelest, w kółko nerwy,stres
Mijam ludzi widzę na ich twarzach kres
System z nich wypija życie
Jak wampir krew, co wy se myślicie że tu lepiej będzie
Bo jeśli tak myślicie to jesteście w błędzie

Ref. Witam Cię w młynie życia, dobra i zła
za oknem mgła się przyzwyczaj do tego tła
jak w labiryncie bez wyjścia ten bezsens trwa
To miasto WWA Szarość zwykłego dnia x2

2. Jadę, dalej jadę muszę oddać becel wiszę dalej 3 parę zaległe
nie zachowam się jak pędzel, więc ustawka dograna
się wyzbywam z kierman siana, taka kolei rzeczy do kwestii najważniejszych należy
Oddana mana nie dana plama, śmiało możesz mi wierzyć a jak nie, wypierdalaj
to się wie, chętnie też uzupełniłbym zapasy,
czyste konto jeszcze biorę coś za hajsy
I pędem do miejscowej knajpy w celu szamy
gdzie pewnie jeszcze dzisiaj wpadnę ze 2 razy
na ulicach korki, godzina piętnasta co raz więcej zmęczonego chamstwa
uroki miasta,
w tym wszystkim ja muszę przebić się koniecznie, przecież
nie będę stał i gnił tak wiecznie do domu, wracam skręcam, pale, rozkminiam
bo muszę coś dopisać, wtedy finalny finał,
nie raz będzie Ci się przypominał
a na wieczór studio, obowiązkowo jestem DJ DESZCZU STRUGI zaskoczony nowym tekstem
dawaj, rekordy czym prędzej, czym prędzej dawaj
niech ten rap lata po blokach jak Pizza Hawaii,
niech lata w kompakty ubrana o życiu prawda
od wariata Be szarość dnia to mój tlen o tym pisze nie ważne czy chcesz to usłyszeć
nieważne czy chcesz to usłyszeć
nieważne czy chcesz to usłyszeć

Zwykły szary dzień inspiracją do tworzenia
Dzięki niemu wena dźwięki rozprzestrzeniam
Dzięki za wsparcie, doceniam tutaj każde dobre słowo
Panorama życia raz na smutno raz wesoło
Chcę byś chłonął to jak zioło chce też żebyś znalazł wenę
Gdyż bezsens znaczy regres i wykańcza istnienie
Warszawskie podziemie CS plemię przekaz który we mnie drzemie
Jak zajawka której nie zamienię,której nie zamienię
tylko, tylko,tylko,tylko zajawka
tylko, tylko,tylko,tylko zajawka
tylko, tylko,tylko,tylko zajawka

Ref. Witam Cię w młynie życia, dobra i zła
Za oknem mgła się przyzwyczaj do tego tła
Jak w labiryncie bez wyjścia ten bezsens trwa
To miasto WWA Szarość zwykłego dnia x2
Teraz kozak Ciemna Strefa żadne dicho,
wjeżdża hardkorowy RAP a lamusy, dupa cicho.
Na fula Vat, niech rozpierdala odsłuchy,
poczuj prawdy smak Razem Ponad Kilo grupy, Eeee.
Wkurwiony dzieciak jestem, co powiesz na to?
Latam za stosem i składam raport,
toczę maraton nie Dolce&Gabbana dziwko
tylko dresowy styl i się wiezie dobry hip-hop.
I tak ma być i tak ma zostać,
nielegal brat właśnie taką przyjął postać.
Przez tyle lat ta muzyka moim życiem,
od kiedy pierwszy raz miałem zaszczyt jej usłyszeć.
Kasety, rap, dla mnie, dla koleszków taśmy,
jesteśmy z podwórka, więc razem sobie radźmy.
Mówią Bielany wizytówka ulicy,
poznajesz ten głos? to pozdrówka z dzielnicy! taak.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak witam konsumenta.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak witam konsumenta.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak witam konsumenta.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak na zawsze zapamietaj.

Coraz więcej ścierwa, w kaberła po kapustę,
co drugi raper w dupę, trafił z gustem.
Tacy jak wy, hip-hopolowa szajko,
ośmieszacie rap i karmicie ludzi bajką.
Jebać was, jebać paradę gwiazd,
retoryka masz prosty przekaz,
może i dlatego to jest rap nie dla każdego,
witam konsumenta rapu mego, zjaram jego szczyta.
Między koleszkami zawsze pozostaję kwita,
między blokowcami zapierdala moja płyta.
Dobrymi rapami zapełniona okolica,
od ręki do ręki prawdą tętni ulica, taak.
Kronika solo, wyjęta z życia,
nawijam coś co chce, a nie czego chce publika.
Odnalazłem treść, się znalazłem na głośnikach,
kuba kozak Razem Ponad Kilo klika czytaj!

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak witam konsumenta.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak witam konsumenta.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak witam konsumenta.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak na zawsze zapamiętaj.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak witam konsumenta.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak witam konsumenta.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak witam konsumenta.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak witam konsumenta.

Wjeżdża, kolejna płyta z życia wzięta,
wkurwiony dzieciak na zawsze zapamiętaj.
Jedziemy,jedziemy
Artysta kombinator
RPK, RPK sprawdź to!
Piszę bo mam inspiracje i powody
Lubię się porobić, ale też nie tracę głowy
Leniwy do pracy, lecz do nagrywania pierwszy
Hardcorowy bit, wersy i chcę być w tym lepszy
Liczę na progres nie liczę na kapuchę
Zajawka to raz, dwa. że robię to co lubię
Siedzę sobie w studio i trenuję
Wokalny instrument, za który otrzymuję szacunek
Za godziny, które poświęciłem temu brzmieniu
Za to, że nawijam w RPK imieniu
Za to. że ta banda ciągle pozostaje w cieniu
Artysta kombinator mam to na sumieniu
Nielegalny raport znowu na ulicę wjeżdża
Posłuchaj człowieniu co mam Ci do powiedzenia
2009 co prawdziwe się docenia BGU, solo dwa, reprezentacja podziemia

Refren (x2)

Moja muzyka to nie karuzela fikcji
Od małolata czuję wstręt do policji
Artysta B kombinator lepszego świata
Ręce do góry wznieś i odpalaj bata


Życie jest jedno, godne albo szmata
Codziennie doświadczam porcje rozłożone w ratach
Jazda na krawędzi w tarapatach
To moja komnata, wkurwienie oplata
Logiczne myślenie to podstawa
Blokowej esencji, w kurwę dobrych intencji, życiowych lekcji
Nurtem ulicy jest bit jak i szacunek
I zajawka, styl, zioło,dym ludzi żyją tym
Wychowała mnie dzielnica północnej strony
Składam hołd właśnie tu w bielańskie rejony
Kombinator BGU, DZP ziomuś to taki skrót raczej mało znany komuś
Tam gdzieś, ale dla mnie elegancko zawsze
Prawdziwy rap gamoniowi dupę zatrze
Na scenie w klubie z ziomalami nie w teatrze
Rozjebiemy szumem razem podniesiemy dumę raczej
Tak nie inaczej, głowa rozmyśla ciągle
Ciemna Strefa zrzesza ludzi zajebistym sortem
Dobrym materiałem, lolkiem, prawdziwością
Ty to kupujesz, bo wiesz jak tu jest z jakością

Refren (x4)

Moja muzyka to nie karuzela fikcji
Od małolata czuję wstręt do policji
Artysta B kombinator lepszego świata
Ręce do góry wznieś i odpalaj bata
Po raz kolejny budzi mnie promień słoneczny,
patrze na zegar jestem mu dosłownie wdzięczny.
To gest konieczny chociaż widzę to samo,
cieszy mnie kwestia że już minęła szósta rano.
Wstaje na nogi idę szamać, siemasz mamo,
niby zaraz do szkoły z zarzuconą kataną
i plecakiem na plecach śmigam zarobić siano.
To bielańska forteca, tu nie jedno się działo.
Wracam do domu z wagą przykitraną w kielni,
pokrojone srebro kilka razy pięć zapewnić muszę,
taki rytuał by zapełnić fundusze, ciepła szama,
ostry trening i z powrotem kruszę, kiedy kończę
czystą kartkę zapełniam tuszem, uraczony że ten
dzień fartownie mi uszedł. Wiem co to stres więc na koniec
tego dnia zawijam towiec ale z niepokojem idę spać.
Każdego dnia życie stawiam na szale, świadomość mam
że ryzyko ma skale, przeważa błąd, gong wybija mi karę
mogę tego uniknąć jestem losu kowalem.
Mogę wybierać między wodą a żarem przez to drugie się spale,
pierwsze obrócę w parę, do działania bo mam w sobie wiarę
i talent. Co mi daje oderwanie się od tamtych dni.
Tu Warszawa.

Wychowałem się tu gdzie tkwi serce Polski,
warszawski styl, przekaz wolsko-żoliborski,
zachodnio-północny z lewej strony Wisły,
mocny prosty w odbiorze oczywisty.

Przekaz osobisty o życiu w stolicy bez fermentu,
od urodzenia tu znam to miasto sięgając fundamentów,
nie plote, bzdur, wiem gdzie me korzenie,
i dumny jestem że powrastały w tą w ziemię.

Przesiąkniętą krwią, smutkiem, żalem i cierpieniem,
przeżyła powstanie, udźwignęła wojny brzemię,
hołd oddany dla niej przez pokolenie młode,
niech spoczywa w pokoju każdy Polski żołnierz.

Moje miasto, prawdziwych Warszawiaków jest tu mało,
większość to są chamy co w butach mają siano,
stadami wpadają, osiedlają się na stałe,
a gdy przychodzą święta wtedy nie widać ich wcale.

Pogaszone światła i ulice spustoszałe,
w dzień powszedni korki, gdzieś dojechać-przejebane,
rozległy horyzont, pół dnia męczę jedną sprawę,
tak to jest jak chcesz prowadzić biznes w Warszawie.

Co raz więcej kamer i diabelskiej woni psów,
świetliki, patrole, kryminalna węszy znów,
zawsze PKU wokół pełno konfidentów,
a w prokuraturze aż się roi od przekrętów.

Co tam na osiedlu, same stare baby obcinają,
nikt tam już nie siedzi bo sprzedają,
jakieś tam dzieciaki se biegają,
a chłopaki w parku piją browarki i palą.

Kiedyś było więcej graffiti na tych blokach,
nowa elewacja rozjebała to co kocham,
wszystko takie sztuczne, robione na pokaz,
okładka zmieniona ale wciąż ta sama książka.

Odkąd pamiętam w tym mieście zero skruchy,
każdy w każdego sprawy wsadza paluchy,
każdy każdemu chciałby zabrać dorobek,
jak stracisz kontrolę to cię opierdolą w moment.

Ziomek w pogoni za szmalem nie zgub równowagi,
Kłobucka Rakowiecka Ciupagi
uważaj na siebie i ziomali,
tak byście nie wpadli i nie widywali się na widzeń sali, (Taa).

Warszawa w mieście moim rządzi jeden klub,
od dzieciaka wbite w głowę że KSP wróg,
na szubienicy skrót tu nie jeden mówi sam za siebie,
spójrz a w koronie dostrzeżesz tylko Legię.

Wielu braci mych dla nich gotowych na wszystko,
dla nich pierwsze mecze dla mnie hip hop,
od zawsze związany z jednym miejscem całym sercem,
mieszkam w stolicy więc nie pytaj za kim jestem.

A co na ulicy jak zwykle towar krąży w tajemnicy,
ktoś kogoś opierdolił, ktoś komuś dopierdolił
i ktoś kogoś naliczył, ogólnie nic nowego,
prócz niepewności dnia kolejnego.

Już lada chwila Euro, gruba rozgrywka,
dziesieć lat wstecz same budy i stoiska,
tam gdzie odbędą się właśnie te igrzyska,
handel kwitł, przemiał kwit, kto mógł to korzystał.

Dziś to co kiedyś nie ma już znaczenia,
zobacz jak wszystko się zmienia, ważne w przyszłości spojrzenia,
tutaj litości nie ma, życie wyciska ostro,
coś jakby cię wjebali w sokowirówkę mordą.

Mix, hajs, kontra nic, zmęczone lica,
nie ma nadziei w politykach w ich obietnicach,
jednak stolica ma coś w sobie,
dała mi charakter i poukładała w głowie.

Ref.2x
Nasze strony, nasze rejony, nasza Warszawa,
dobrych ludzi pozdrawia,
nasze życie, nasze ulice, nasza Warszawa,
wielka duma i sława.

Nasze strony, nasze rejony, nasza Warszawa,
rana przeszłośći krwawa,
nasze życie, nasze ulice, nasza Warszawa,
w bohaterstwie wytrwała.

Zapach miasta.
Warszawa.
Od urodzenia tu.
Warszawa.
Prosto z Serca.
Stolica mazowiecka, o tym jak się tu mieszka
jak i dorasta.
To były stare czasy 90 lata inaczej to wszystko wyglądało za dzieciaka,
w obdrapanym bloku obdrapana klatka
historia mego życia oparta jest na faktach.
Już były pierwsze szlugi już była pierwsza trawka,
pierwsza wpadka smak procentu i zajawka
niestety tak jak wielu w życiu popełniałem błędy
musiałem zrozumieć to by wprowadzić korekty w oczach obraz ja z koleżkami na schodach
wtedy nie wiedziałem że wjebałem sie w rosona
jak nie było gazu to wdychałem dezodorant jedenaście lat głupi ze mnie był małolat,
nie liczyłem się z tym że mogłem przedawkować myślałem że to fajne wszystko chciałem testować dobrze wiem co znaczy patologia człowieku,
spróbuj się wydostac z niej tak w młodym wieku.
Z Deszczu pod rynne znaczy z woli na bielany miałem trzynaście lat i codziennie najarany.
Latałem tu i tam tak wykonywałem plany i nie przeszkadzały mi w tym puste kiermany. Wtedy już wiedziałem że twarde nie są dla mnie co z tego nie ćpałem skoro dalej tkwiłem w bagnie chciałem być nie zależny dostałem propozycje wiedzieli że nie sprzedam i że pierdole policje. Myśleli że mi wejdą na głowę skurwysyny za darmo ostry wpierdol z ostrym nożem przy szyi na koniec tego wszystkiego mnie naliczyli jednak do chwili bo się przeliczyli.
Jako czternastolatek miałem bagaż sporawy w sądzie sprawy w szkole uczeń słaby,
dziś nie przestaje żyć nabrałem wprawy z deszczu po rynne, urok szary Warszawy.

Damian WSM

Kiedyś inne były czas, brak kasy i głupoty twardy narkotyk po nim jak roboty wygrzany, następny nie przespany tydzień to były puste czasy które nazywałem Życiem.
Na kredycie wałek za wałkiem idzie ćpałem życie poznałem dziś inaczej widze,
mało wiedziałem dorastałem co raz szybciej z deszczu pod rynne się wjebałem nie gdzie indziej.
Pierwsze balety na życie supermeny mitsubichi lofki tej dawki jedziemy,
afery nie ma co ukrywać będę szczery na klatkach zapach hery to codzienność jak afery. Pogniecione srebro bez bariery w samo sedno chuj z posypaną kreską na bloku szóste piętro kurewstwo na pewno nie wróży nic dobrego lecz nie ma tego złego co na dobre by nie wyszło.
Dzisiaj to wszystko wygląda inaczej zamiast heroiny ćpają dopalacze zamiast kokainy dostajesz jakiś badziew, każdy chce zarobić na twojej krzywdzie bracie.
Z deszczu pod rynne spod rynny na farcie nikt tu nie jest winny że dorastał w tym klimacie w zasadzie rozumiałem sprawy nie zdawałem sobie, dziś przy blancie ziomek co innego tobie powiem.
Wypije twoje zdrowie nie wpierdalaj się w głupoty.
Życie jak narkotyk i na skórze jego dotyk, dotyk zła ja to ja nie świece przykładem daje dobrą rade, a co zrobisz lache kłade.

Arturo JSP

Jeszcze całkiem nie dawno nim się wszystko pozmieniało
zupełnie inaczej moje życie wyglądało,
lecz co się stało to już się nigdy się nie odstanię,
zaszło wiele zmian i nie tylko u mnie bracie.
Patrzyli z góry na mnie oceniali zbyt pochopnie wróżyli z oczu same rzeczy najgorsze, powiedziałem sobie że tak dalej być nie może,
ale zanim to zrobiłem popełniłem błędy spore,
wjebałem się w koke zajebałem przez to szkołe,
do dzisiaj kurwa za to pluje sobie w brode,
ale dalej waliłbym po nosie gdyby nie pewne osoby,
co wtedy mi pomogły powiedziały ziomek dosyć,
obudziłem się z koszmaru i dotarło do mej głowy jakie wyrządziłem szkody narobiłem i kłopoty,sobie i swoim bliskim dziekówka przedewszystkim dla tych co ode mnie się wtedy nie odwrócili..
Konfrontacja. Sprawdź to!
Nigdy nie sprzedałem choć miałem takich akcji parę
życie szare, ścierwo w uniformie niczym kat wymierza kare,
się nie mieści w pale, zakręceni pozostali jak szczury w kanele,
a ci co dali rade są z nami dalej RPK podziemie wita ulicy dialekt
na przekór jebanym psom mędziaki wont, wont zaczajacie się i czekacie na błąd
niby skąd jebany pies ma większe prawa gdzie sprawiedliwość jest skoro kurwa ludzi okrada to żenada,
zastanawiam się co za władza,
dlaczego tylko takie pozory stwarza to, to nie sen rozjebusów skala wzrasta,
pobory do psów to dla lamusów okazja, chcieli się pokazać teraz chodzą z kupą w gaciach,
otaczają bloki przy pomocy wsparcia.
Konfrontacja między piekłem a niebem, kurewska inwazja 997, niebieska ściemniona karnacja
kundli szatana, zawsze policja jebana.
Konfrontacja między piekłem a niebem, kurewska inwazja 997, niebieska ściemniona karnacja
kundli szatana, zawsze policja jebana.
Konfrontacja między piekłem a niebem, kurewska inwazja 997, chcesz to zobaczyć
spójrz najpierw na siebie po której stronie stoisz i w którą strone jedziesz.
Nie wiem co się dzieje ze światem w okuł. Parapety z za zasłony wypełniają wciąż
protokół, z bloków małolaci brani z bandziorkę grubą, 14 lat nazwani zorganizowaną grupą.
Udowodnij mi że na świecie jest inaczej, że czas to nie pieniądz, że pieniądz wypadł z marzeń
że wrócić już nie musi, że kozackiej pracy w huj, że konfidenci, rury zasłużenie kopią gnój.
Stój bo wyobrazisz sobie za wiele, prawda jest bolesna żądzą kurwy i cwele nie wiele
jest tych twarzy które w oczy mówią prawdę, ziomek cie wystawi, huj w ryj mu pluj, miej charakter
Konfrontacja między piekłem a niebem, kurewska inwazja 997, niebieska ściemniona karnacja
kundli szatana, zawsze policja jebana.
Konfrontacja między piekłem a niebem, kurewska inwazja 997, niebieska ściemniona karnacja
kundli szatana, zawsze policja jebana.
Ref. [x2]
Chodź nie jestem lekarzem to stawiam diagnozę,
przewiduje jak prognozę
szalony świat was wpędza w hipnozę
i być może wam oczy otworzę

Wynurza się znowu, produkcja rapowa,
ponad kilo gra, już dla ciebie swojak
na przestrzeni lat ten kwiat wciąż zakwita
ten sam rap, ta sama ekipa,
posłuchaj co na bitach teraz oczy ci otwiera,
jebany show biznes czy zajawka szczera,
diagnoza wystawiona na podstawie faktu,
niezależny rap napierdala bez kontraktu,

Zerwij klapki z oczu i weź na nie przejrzyj,
system ludzi więzi, węszy i przeszkadza,
poukładać sprawy tak by kolor życiu nadać,
nie brak mi powodów żeby o tym opowiadać,
widzę co się dzieje wokół i diagnozę stawiam,
zastanawiam się czy nadejdzie taki dzień,
że skurwiała władza, która jest jak cień,
wreszcie da odetchnąć usunie się w cień,

Ref. [x2]
Chodź nie jestem lekarzem to stawiam diagnozę,
przewiduje jak prognozę
szalony świat was wpędza w hipnozę
i być może wam oczy otworzę

Słuchaj w spokoju diagnoza,
gdzie na zewnątrz, ostra psychoza,
tu u nas istnieje własna prognoza,
i pogląd na świat z pozamaterialnych spraw,
Projekt Emblemat, wbija się w takt
żywiołowy rap, a tak nagrany szlak,
pozostawi dobry smak,
a rapery firmy krzak, robią tak zwany wypad,
jestem na tak rap powstaje na ulicach

Teraz zobacz co się dzieje gdy ekipa w pełnym składzie,
gdy na tego co za dużo mówić lubi chuja kładzie,
gdy na bicie kładę rym i nie wchodzi żaden przeste
to leczy cie z zamuły chodź doktor kurwa nie jestem
Razem Ponad Kilo to, to, to moja diagnoza
napierdala bit o ścianę, z głośnika dobiega proza
jesteśmy poza, pozowanym światem dusz,
chcesz osiągnąć coś w życiu to najpierw palcem rusz

Ref. [x2]
Chodź nie jestem lekarzem to stawiam diagnozę,
przewiduje jak prognozę
szalony świat was wpędza w hipnozę
i być może wam oczy otworzę

Chcesz prawdy to słuchaj
losu nie oszukasz
nie licz na farta
życie to jazda
walka wciąż zło kontra zło
w kółko przemoc
nie było, nie jest dobrze,
a teraz gorzej,
ziomuś ziomka w chuj wali,
a za plecami bawi się dobrze,
w oczy zęby szczerzy,
głupi cię cieszy,
jebać leszczy, jest sobą,
trzymam się swych ludzi,
URH podwórko krótko
tu panują zasady
swój dla swoich, albo won
jak nie umiesz zachować się,
być normalny,

jak nie umiesz zachować się,
być normalnym
2008 człowieniu.
Sprawdź to.
Autentyczny rap.
Taa, to jest autentyczny rap dzieciaku.
Właśnie tak.
Autentyczny rap.
Cały czas.

Autentyczny rap, bo na faktach oparty,
bronię honoru jak żołnierze Sparty,
inteligentna rasa ludzi, dla ludzi otwarty,
ten kto nie rozumie, ten słowa obraca w żarty,
hazard ulicy szlifuje dzieciaki charty,
grząski grunt powoli staje się twardy,
muzyka bloków odzwierciedla ich życie,
jest jak lustro, w którym dostrzegają swe odbicie.
Wiem o tym ziom, bo odczulem to na skórze,
człowieczy błąd zapisany w naturze,
swoisty krąg, tego nigdy nie zburzę,
autentyczny rap będzie napierdalał w Twojej furze.
Tak Ci wróżę, leszczy gaszę jak peta,
do dla dobrych chłopaczyn, podpisano RPK,
NWS, hardcore bit, ulic hit, na to czekasz,
na schorowaną dynię nasz rap działa jak lekarz.

Duże miasto, w dużym mieście ludzi pełno,
ogromna ilość tych, którzy chcą iść ze mną,
nie pytam czemu i robię dalej swoje,
autentyczny rap, a nie łuskane przeboje.
Raz powiedziałem, kolo razem pokażemy klasę,
rok później kształtujemy rapu przekozacki klaser,
rozpoznając prawdę, kojarzysz razem ponad,
kilogramy treści, które latają po domach.
Autentyczny rap i naciskam na klamkę,
wchodzę do środka, przechylam wolno szklankę,
wylewam treść, by dopłynęła wszędzie,
wiesz o czym mówię, posłuchaj co dalej będzie.
RPK, samo życie, autentyczny rap,
wkurwiony dzieciak, autentyczny rap,
DDK, raprodukcja, autentyczny rap,
chciałeś numer no to łap,
powodzenia, elo brat.

Labirynt spraw i problemów nas otacza,
powiem Ci coś szczerze, lecz nie będę się rozdrabniać,
jest wiele rzeczy, które mogą Cię rozpraszać,
na drodze do celu powodują, że zwalniasz.
Nadążasz za mną, wiesz o czym gadam,
o tym na czym nie skupia się Twoja uwaga,
to, że rząd nasze podatki rozpierdala,
inwigilacja ze wszystkich stron Cię dopada,
to że wszystko zmierza do zaostrzenia prawa,
media dają Ci farmazon, nie daj się nabrać,
chcą Cię w to wciągnąć, nie daj się zabrać,
cały ten syf ma na Tobie zarabiać.
Możesz się nie zgodzić ze mną, to co dookoła widzę,
pokrywa się jednak autentycznie,
jak kolejna linijka, ta nagrywka i moje życie,
Parzel SSDI na NWS-ów bicie.

Autentyczny rap to nie żadna bujda,
mówi dzieciak wychowany na pijackich burdach,
wiem co to ból i domowa przemoc,
gdy najebany pan domu wprowadzal terror.
Matka płakała, nie zapomnę tego,
12-latek jeszcze wtedy czuł niemoc,
historię napisało życie, pisze ją nadal,
a ja ten autentyk w słowa układam.
Po prostu życie jak prawdy serum,
wszystko wyjdzie w praniu, odcedzi pozerów,
Ty lepiej nic nie mów, jesteś tak jak oni,
Kto jest kto, dziś widać jak na dłoni.
Odłóż mikrofon, złap fuchę jako komik,
jesteś partaczem, nie znasz rażenia tej broni,
trafisz do kronik, ale jako denat,
udajesz, że jesteś sobą, teraz wybieraj.

Autentyczny rap, choć nie mówi całej prawdy,
każdy kto ma wiedzieć o co biega, ten to jarzy,
normalne chłopaki, jak i chłopaczyny z branży,
żenisz ciepłe fanty, kumpel, gadka, obok blanty,
w oknach społeczniaki, właśnie taki obraz,
odbija się co dnia w moich rozbieganych oczach,
w autentyczny sposób opowiadam o emocjach,
wiele rzeczy wkurwia, bo to przecież Polska.
Jak jebana klątwa wkręca się anty-utopia,
nie pasuje coś, to nie wtykaj swego nosa,
rap to odskocznia, ta muzyka daje kopa,
drogę nam oświetla, jak żywa pochodnia.
Ważę swoje słowa, wkładam w to swoje serce,
kiedy piszę i nagrywam każdy wers po wersie,
daję z siebie wszystko gdy nawijam na koncercie,
autentyczny rap, dla nas jak powietrze,
Elo, posłuchaj
Mówię rapem, rymuję zatem pod beat i sampel
O życiu, o tym, że prawdę niesie charakter
Kreowany tu gdzie blokowiska, ściany
Gdzie jeden koślawy ruch i ręce w kajdany
Zakuwane są, mądrzy ludzie tego nie chcą
Uważają na błąd i zważają na kurewstwo
Posłuchaj tego więc, zapamiętaj każdy wers
To przesłanie, blantów jaranie, dla mnie to danie
Każdego dnia raczę się THC
Chociaż żyję w Warszawie nie w Amsterdamie
W Polsce jest prawo takie za posiadanie
Można zjechać na sanie, to mózgu pranie
Rządowych terrorystów, co ustalają prawo
Wymysłów polityków na temat narkotyków
Co jedną miarą mierzą koper i ścierwo
A wyroki za trawę są dla mnie rzeczą śmieszną

Pewna Pozycja bractwo gościnnie u RPK
Nawinie nienaiwnie o co w tym życiu biega
Nie bogacz, nie asceta, żyć spokojnie zaleta
Tylko jak tutaj na luzie przemierzać warszawski deptak
Jeden błąd i niefart, te zajebane gliny
Boże drogi nie daj zwinąć mnie od mej rodziny
Wciąż wedle maksymy, że nie rządzi tu kwit
Ale stale na przypale by mieć choć na sufit
I szamę dla dzieciaka, Śród Pp sztywna paka
W Warszawie w obawie podpora od swojaka
Przeciw systemowi, wierzą mu naiwni
Rządowe ustawy manifest przeciwni
Mówią ludzie sztywni i do takich przekaz
to na życie lekarz
Powtarzam to znowu styl ciężki jak z ołowiu
Życie a rap to odbicie aż do grobu

Rap browar dym z tym masz do czynienia
Hardkor, styl, RAP prosto z podziemia
Nic się nie zmienia, wrażenia zawsze ostre
Betony, blokowce, szanowanie ludzi, proste
Dla leszczy chłostę, dla dobrych ludzi piona
W porządku na rejonach, mój rejon to Wola
URK banda, niejedna balanga
Melanż to standard, elo na farta
Na serio czy w żartach kontroluj swoje słowa
Niektórym ludziom może to się nie spodobać
Zachowanie podłe człowieka niegodne
Tera razem zgodnie - jebać policję!
Za nalot na dzielnicę, za całe moje życie
Sprawy w sądzie za nabicie, czy wy to widzicie?
To jest śmiechu warte, wbijam w to pałkę
Za Legią zawsze pochłonięty całkiem

Pewna Pozycja wjeżdża jak zwykle w ofensywie
Wszystko to co robię robię z serca i prawdziwie
Pewien tego w stu procentach, na oriencie na zakrętach
Czy najbardziej stromo wiem że mocno wspiera
bliskich zaufane grono, nie od dziś wiadomo
Co dzień na frajersko czujny. od dziecka to widać
Z kim punkt widzenia wspólny, a kto podkłada świnie
Przyjaźń nie przeminie, ekran zaśmieca ci dynie
Byś uwierzył w każdy bzdet, aby każdy dobry człowiek
prostą drogą szedł, by przełamać pasmo
Mówię konkretnie i jasno,
Wychowany przez to miasto, tu gdzie godłem syrena
Wspólnego wysiłku nie zniweczy żadna hiena
Śród podziemna scena
Tera gościem na Bielanach by nie tracić czasu
Kolejny projekt w planach dla bliskich dla znajomych
Tak łatwo nie zgaśnie mej nadziei promyk

Być świadomym i normalnym
Realizując plany, warszawskiego chłopaczyny
Ta nawijka to nie kpiny, jak się skończy zobaczymy
Czym się zasłużymy, a czego nie zrobimy
To nam los pokaże, widzisz pewne swego twarze
Wśród swoich nie kojarzę innych, bo za nami idą czyny
Leszcze, frajerzyny odpadają w trakcie, bo nie ważne jest
Pechem teraz czy przy farcie pozostaje w prawdzie
Zawsze wobec swoich bliskich a kłamca niech spierdala i po wszystkim
Po co nam odzywki, pseudoprawilniaków pyski
Widoczne na terenie, swego podejścia w tym temacie już nie zmienie
Warszawskie podziemie to nie w ciemię bite cielę
Więc, słuchajcie wszyscy przyjaciele od kieliszka wódki
Wspólnicy wspólników, los takich tu jest krótki
Jak wierzchołek skalpela, przecinam Twoją banię,
nie muszę tu zajarać, by się czuć jak w Amsterdamie,
razem ponad kilogramie, odpowiedz mi,
ile warty każdy szczyt, reasumując wszystkie dni.
Cannabis, wściekły lis, wyuczony spryt,
by zapewnić lepszy byt, taki jaki se marzę,
że na relaksie sobie kilograma warzę,
daleko od policji i od mocnych wrażeń,
to narazie, wyobraźnię pozostawiam w tyle,
chcę by ten nielegal, poleciał na winyle,
RPK czoła chylę, tym co ich szanuję,
odmulam konfidentów, w powietrzu się ich czuje.
A ty jak nie rozumiesz, to nie wkręcaj się w te rymy,
nie napinaj się, bo pojęcia masz nikłe,
jeszcze nikogo skręty nie uczyniły prawilnym,
pierdolisz o ulicy, choć jesteś kimś innym.

Razem Ponad kilo ziom, posłuchaj mnie,
mam do powiedzenia coś, co ruszy Cię,
do przemyśleń, nielegalny sort WWA,
czyli zaklepany port, w którym toczy się ta gra. (x2)

Łatwa kasa łatwo, staje się kochanką,
chociaż tak naprawdę, nie ma nic za darmo,
stres tutaj jest, przetargową kartą,
życie w swoim czasie powie Ci czy było warto.
Lubisz to, lubisz hardcore, ten uliczny hazard,
wciąga Cię jak bagno, miasto jest pułapką,
a bezwzględny los, niejednego zamknął, za więzienną kratą,
nic nie dygaj, nie bądź (???) albo kapo,
chłopie, śmiało i spokojnie idź po swoje, pierdol paranoje,
pora wreszcie oprzytomnieć, po co,
sam do bani wkręcasz sobie jazdy,
nerwy Cię pożarły,
opij, nie ma sprawy, bo wiadomo, że nie każdy,
po to się urodził, by się w takie rzeczy bawić,
co ma się wydarzyć, to wydarzy się i tak,
nielegalny sort JWP, WTK.

Właśnie tak, właśnie tak, RPK.
Słuchasz tego, to warszawski styl na bicie,
Razem Ponad Kilo, sprawdź jak to idzie.
Nielegalny sort 2008.

Razem Ponad kilo ziom, posłuchaj mnie,
mam do powiedzenia coś, co ruszy Cię,
do przemyśleń, nielegalny sort WWA,
czyli zaklepany port, w którym toczy się ta gra. (x2)
raz,raz,raz aaa właśnie tak
weekend z życia dilera (dileeraa) sprawdź to

Stres trzyma go odkąd otworzył ślipia
Długa była noc,to już 15ta godzina
On wstał,niewiele kimał,patrzy w słuchawe
od osób trzech 30 nieodebrane
noż kurwa to Ci dzięki którym on zarabia
szkoda myśli se ale humor mu poprawia to że
sobota jest i że sobota się zbliża,
liczy na wampira co kira jak wpada w wira
przerwana cisza pod blokiem czeka taryfa
on wsiada i drzwi zamyka
ustawka trójka szarpana przez harpagana
2dni jego kichawa biała jak ściana
na głowę po kilka samar,melina z rana
masz tydzień na spłatę siana
pozdrówka nara i śmiga cierpem spowrotem
21 nokia melodia dzwoni ktoś znów chcę węża
30tka gwarantowana padnie tej nocy
ich melanż do jego mana tak to się toczy
nie jeden gotuje cracka dla większej mocy
świadomy jak ta zabawa się może skończyć

wszystko może się zdarzyć weekend dilera
kogoś kieszeń uwiera,noc nie umiera
melanż 24 w mieście co nigdy nie śpi
życie,życie,dragi,flota ludzi nęci
[x2]

obrał kierunek magazyn,uzupełnia zapasy
szare ulice Warszawy dziś trasą jego pracy
tranzyt między magazynem a klientem jest
jeszcze wcześniej spore zamówienie pęknie
biegnie,jaźwa uśmiechnięta,
cyfry w banii liczy by się nie przeliczył
zgarnąć sos nie wyjść z niczym
koks,koks,koks,weekend z życia dilera
diluje więc zyskuję ty tracisz bo jedziesz w melanż wiesz że kolędnicy ze stolicy
lubią się niszczyć,weekendowe balażki
wóda,jointy,z lodem whisky,sobotnia noc
się kończy,już zmęczony,mętny wzrok
jego patrzał podkrążony,
wita niedzielny poranek co,co jest grane
chociaż pełne kiermany,w bani paranoja,zamęt
wbija na baze myc,spac,zasuwa zamek,liczy sos
wszystko sie zgadza,teraz spanie

wszystko może się zdarzyć weekend dilera
kogoś kieszeń uwiera,noc nie umiera
melanż 24 w mieście co nigdy nie śpi
życie,życie,dragi,flota ludzi nęci
[x2]

W czwartek odebrał temat, pake nochala tydzień to opierdala,bo zapierdala.
Musiał wszystko pociachać, dokładna szala
skala w chuja nie wali, wszystko się zgadza,
taka jest jego praca to się opłaca. Dla niego, dlaczego? Nie pytaj, posłuchaj. Każdy ma życie i swoją drogę, jak się prowadzi,
jak poradzi sobie, to sam wie i nikt mu nie powie, inaczej.
Jesteś kowalem z towarem na chacie wybrałeś ten handel,
więc znasz konsekwencje i przypał prewencje wliczone w tą kwestie

warszawski styl,właśnie tak chłopaku,Ciemna Strefa sprawdź to RPK 2011 BGU

..zapach miasta..latam za sosem..latam za sosem..betonowy busz..busz..ide po drewno do lasu..

wszystko może się zdarzyć weekend dilera
kogoś kieszeń uwiera,noc nie umiera
melanż 24 w mieście co nigdy nie śpi
życie,życie,dragi,flota ludzi nęci
[x2]

ważne że biznes się kręci
Taki rap, takie podejście, takie podejście. Pierdole disco-dance'owe hity pop'owe, puszczam w obieg rap co Ci

rozpierdala głowę. Lubie wolno stylowe rapowe jazdy, mam swoje zasady-nie nagrywam z każdym. Nie robię z siebie

gwiazdy. Jak co niektórzy mój rap kłuje w uszy leszczy jak kolce w uszy . Zawsze, najważniejsze to by, przekazać prawdę,

prawdziwą barwę, nie farmazony barwne. Jestem z ulicy, to środowisko, które zrobi z Ciebie dobrego chłopaka albo

rurę. I szanuj to lub nie słuchaj w ogóle. Dla wariatów miasta rap ty spierdalaj na wichurę tak. Wiem co mówię,

składam analizę, robię swoje brat, dupy nikomu nie liżę. Osiągnąłem stan gdzie rozwijam swoją flagę, razem ponad

kilogram rzucaj na wagę.

Taki rap, takie podejście, dostajesz głos, taki styl, w lamusów teraz wyprowadzam cios, kto ma wiedzieć wie, kto nie

- pierdolę to. Nie chodzi o sławę, nie chodzi o sos. 2x

Nie rozumiem tych co robią to dla sławy, miłosne wierszyki pod pedalskie podkłady, festiwale, plejady, różowe

polówki. Co to kurwa ma być? Wiejskie potańcówki? Pseudoprawilniaki co sprzedali swoje dupy za złotówki? Całe życie

wpierdalanie kitu, rozlewanie długopisów z mordą w słowniku, zajmij się czym innym podrabiany uliczniku! Flota nie

kapie z sufitu, szacunek nie leży na chodniku. Te dwie sprawy pozostawiam życiu. Ile się należy tyle będzie.

Zachowana twarz powinna być wszędzie. W chuja sobie grasz to Cię wypierdoli w pędzie weź se na to zważ od kurewstwa

nie uciekniesz. Powoli czas sam wyznacza oblicza zarówno od strony rapu jak i od strony życia.

Taki rap, takie podejście, dostajesz głos, taki styl, w lamusów teraz wyprowadzam cios, kto ma wiedzieć wie, kto nie

- pierdolę to. Nie chodzi o sławę, nie chodzi o sos. 4x

Nie chodzi o sławę nie chodzi o sos 4x
Życie, życie
Elo!
Znowu ogarnia smutek, wszystko potłuc o dupę,
Czy ta pechowa seria jest moim czarnym scenariuszem?
Komuś dzieje się krzywda i ja też się tym duszę,
Wyobraźnia przeszywa, przeżywam to choć nie muszę.
Czy me serce pomoże? Czy ma jakieś znaczenie?
Wiem, że czasu nie wrócę i przeszłości nie zmienię.
Za to myślę i czuję, jestem tylko człowiekiem,
Odporniejszym psychicznie, wszystko przychodzi z wiekiem.
Życie uczy, ta szkoła nie jednemu zryła dekiel,
Wrota piekieł są otwarte, czy w nie wpadniesz? Nigdy nie wiesz.
Czasem nie masz wpływu na pewne sytuacje.
Runąć można nagle, los figle płata nagłe,
Cios w serce, które bije i mój ziomek co na szyję,
Z załamki wjeżdża w pętlę, gdzieś w tyle chwile piękne,
Szarością zasłonięte, na zawsze w mej pamięci,
Kiedyś się spotkamy, coś nagramy jako święci.
Ty w niebie, ja na ziemi - czuwaj nade mną bratku,
Tu gdzie walka to standard, mnóstwo chorych przypadków.
Dziadek, babcia i ziomki po kolei odchodzą,
Niezbadaną drogą, na ich miejsce nowi się rodzą.
Tak myślę, Boże czy to wszystko naprawdę?
Nie potrafię zrozumieć na czym to jest oparte.
Ziomek zjeżdża na parter, goni krople jak smok,
Wpierdolony po uszy, mija kolejny rok.
Drugi w obronie własnej przekosował chłopaka,
Dragi, wóda, esperal go skazały na lata.
Trzeci zachowuje się jak zwykła szmata,
Nie ma w sobie zasad, w oczach kurestwo, kasa.
Dramat tyka każdego czy to na własne życzenie?
Czy przypadkiem nieporozumienie da zagadkę?
Dziś patrzę na swą matkę i widzę, że płacze,
Nie dziwię się wcale, bo prawie odszedł jej przyjaciel,
Co nigdy nie przemówi, potulny zwierzaczek.
Przed oczami mam to jak nam po fotelach skacze,
Się cieszy i biega – tego już nie zobaczę.
Nawet niewinną psinę diabeł dopada z czasem,
Czwarte piętro na klatce, przepaść między schodami,
Ona biedna tam wpadła, ratowała się łapkami.
Wprost na beton upadła i kręgosłup złamała,
Poszły kręgi, rdzeń, została sparaliżowana.
I chociaż to nie człowiek, to serce się kraje,
Znowu smutek ogarnia, Bóg nierówno rozdaje.
Giną ludzie, zwierzęta a wspomnienie zostaje,
Mówię o tym, bo to mi ulgę daje, bez bajek.
Gdy wracałem do domu zanim zacząłem pisać,
Widziałem wypadek, słyszałem karetki sygnał.
Zderzenie dwóch fur, huk, padła ofiara,
Erka podjechała, ojciec cały, córka cała.
Tylko matka ucierpiała, z auta nie wysiadała,
Znów tragedia się stała, doznała uszkodzeń ciała.
To kolejna osoba, która będzie cierpiała,
Znowu smutek ogarnia, rzeczywistość dupy dała.
Gdzie litość i rozsądek? Bez rozwiązania wątek,
Myśli parzy niczym wrzątek gdy koniec to początek.
Gdy początek to koniec, życie ma wartość wielką,
Choć nieraz trzeba zmagać się z niejedną usterką.
To trza to wziąć na bary, wszystkie złe koszmary,
Wzmocnią jak nie zabiją, wystarczy więcej wiary.
Ci którzy tracą siłę, z reguły przegrywają,
A wygrywają Ci, co się nie podają, tak…
co się nie podają, tak…
co się nie podają, tak…
Właśnie tak, ELO!
Patrz ludziom po twarzach,smutnych oczach na ciele ranach
Winy szukaj w systemie i jego zmianach
Społeczeństwo hartowane biedą
Człowieczeństwo dawno zalał beton
Matki zabijają dzieci bo nie mają funduszy
Dzieci okradają sklepy żeby mieć na ruchy
Błędne koło,błędny mechanizm, błędnej Polski
Jak trzeba zabić każdy jest do tego zdolny
Wszechobecna bezradność,ludziom szarym zamyka usta
Rysując zarys tak niepewnego jutra
Od pokoleń w rodzinach jednym domem kryminał
Ta historia się kończy tu gdzie się zaczyna
To prawda o blokach spisanych na straty
Ten organizm umiera lecz kto pomyśli nad tym
By coś kurwa pozmieniać, nie ma szans na to
Ludzie żyją w problemach nic tu nie przychodzi gładko
To życie wśród betonowych serc i asfaltowych żył
Gdzie tu kurwa sens?

Ref.
Spostrzeżenia
Każdy mówi to co widzi
Każdy mówi to co myśli
To nasze poglądy
Tylko prawdziwy rap i nic więcej
Bonus RPK R i F Cereste
x2

Kolejny dzień mija nawet jeśli miasto zaśnie
Inaczej postrzegane są tu rożne sytuacje
Na tych placach, w blokach w ulicznych ciemnych bramach
Życia kontrola strofa zapisana za nas
Tam na górze tak ciemnym jak miejsce w którym
Ułożyli życie do snu bo ktoś przyciął parę kosztów
Parę wniosków trza wyciągnąć i puścić w obieg
Każdy z nas jest nauczycielem nawet jeśli niema poukładane w głowie
Naucz się patrzeć słuchając swoje
Wyciągaj wnioski pewne spostrzeżenia
Nauczą cię milczeć będziesz kim chcesz
Jeśli będziesz zawsze sobą
Zachowując osobowość, mając oczy szeroko otwarte
Najważniejsze spostrzeżenia nie pozwolą zjechać tobie na parter
Nie pozwolą

Ref.
Spostrzeżenia
Każdy mówi to co widzi
Każdy mówi to co myśli
To nasze poglądy
Tylko prawdziwy rap i nic więcej
Bonus RPK R i F Cereste
x2

Postrzegam inaczej tak inaczej niż każdy
Dlatego możesz często nie rozumieć mojej jazdy
Pierdole plastik do końca prawdziwy
Przeglądam sedno prawdy a nie stoję zza szyby
Nawiązuje do tematów żywych
Które były, które są i które będą
Tempo perspektywy się podnosi bardzo często
Ich prędkość przelewam na rymy
Choć niektórzy widzą w tym przestępstwo i rutyny
Bo przeraża ich to co mówimy
Bo przeraża ich szczera prawda
Nie ma nic gorszego od tego co w kole patrzał
Nie ma nic gorszego od rachunku sumienia
Co się dzieje wokół spostrzeżenia
To są właśnie nasze przemyślenia
Ta to są właśnie przemyślenia
Ema pozdrowienia, ema pozdrowienia
Ema ema!

Ref.
Spostrzeżenia
Każdy mówi to co widzi
Każdy mówi to co myśli
To nasze poglądy
Tylko prawdziwy rap i nic więcej
Bonus RPK R i F Cereste
x2
W ostatnim czasie sprawy nabrały obrotu
W głowie myśli tylko jak najdalej od kłopotów
Pieniądze są tam gdzie jest dużo bloków, ludzi
Centrum Polski WWA spróbuj się tu nie pogubić
Gdzie człowiek zapierdala jak maszyna, a czas leci
Podwórka spustoszały, przed monitorami dzieci
Wskazówka się przesuwa to już nie to co w pamięci
Nie ważne jakie czasy, ważne, że biznes się kręci
Pierwsze dwanaście lat wychowałem się na Woli
Wieżowiec 82 patronatem patologii
Zawsze byłem sam, bo prócz mamy w domu pusto
Szacunek do niej mam, dziś rozumiem rzeczy mnóstwo
Klatka, podwórko tam pierwsze znajomości
Kołowaliśmy flotę na szlugi i słodkości
Aż w końcu nadeszła pora skuna, mocnej zajawki
Kolejne wydatki na farby mieszanki
Na wszystko trzeba mieć, ale co jak hajsu nie ma
Chciałem deskorolkę i w skateshopie się ubierać
Pisać dobre zwroty tak jak ci raperzy, których płyty i kasety nie schodziły z wieży
Kupowane na Koronie i bazarku, na Ulrychowie
Hip hop, Hip hop zawsze tylko miałem w głowie
99' rok, 2000, w pogoni za tym słońcem
Pierwsze fanty z Tesco, nie pieniądze
Gdzie 155 miało drugi koniec
Jeździliśmy autobusem coś zajebać sobie
To początek kombinacji, która weszła w krwiobieg
Ta adrenalina, nie do opisania człowiek

To historia mego życia, nieustannej kombinacji
Wola-koło, bielańskie piaski wpadłem w te macki [x4]

W domu awantury, w szkole oceny słabe,
W końcu moja mama przestała dawać se rade
Krzyki, groźby, prośby poszły na marne
Ulica-drugi dom, środowisko kryminalne
By uchronić mnie, do żyda poszło mieszkanie
Wyprowadziliśmy się tam gdzie pierwsze nagranie
Warszawa Bielany Chomiczówka Piaski
Mieszkałem u babci pierwszy rok od przeprowadzki
Zanim matula rozkminiła nowy klawisz
Wszystko na kredycie, a ty jak se radzisz?
Przyjrzyj się kobiecie, która spełniła marzenie
Nowy blok, inne życie, ale puste kieszenie
Skończyłem podstawówkę, weszły czasy gimnazjalne, największy okres buntu jaki w życiu miałem
Pierwsza waga w sądzie, w wieku lat trzynastu
Wymuszenie rozbójnicze to był tylko zwiastun
Sprzedał mnie koleszka za 50zł
Chuj ci w dupe konfidencie jak słuchasz tej zwroty
Za łzy matki, izbę dziecka, poszargane nerwy
Powinieneś skurwysynu stracić wszystkie zęby
Przypał jak domino i nagle sprawy cztery
Ominęło mnie schronisko, uniknąłem przerwy
Jestem szczery, tylko Bogu dziękuje za farta
Nie poszedłem leżeć to dla mnie druga szansa
Dla szesnastolatka z wielką wiarą w siebie,
Skończyć normalną szkołę, nie szurać po glebie
Powyciągać wnioski na podstawie przeżyć
Monolog wewnętrzny tak by na lepsze się zmienić
Docenić pewne rzeczy i przejrzeć na oczy
Nie popełniać błędów, się w kłopotach nie pogrążyć
Nowy patent na życie, zdobywanie formy na siłowni wciąż rekordy
Szkoła, dupka, tryb spokojny

To historia mego życia, nieustannej kombinacji
Wola-koło, bielańskie piaski wpadłem w te macki [x4]

Trochę się zmieniło, po jakichś dwóch latach
Osoba jedna z najbliższych jest teraz w zaświatach
Niestety moja babcia, co zawsze była za mną
I modliła się o to bym nie wjebał się w bagno
To odbiło się gniewem i stało motywacją
Inwestycja w studio była dobrą transakcją
Przestałem podjeżdżać, skupiłem się nad kartką
Nad kreowaniem stylu i historią w niej zawartą
Ostrą kombinacją sosu na wiecznym oriencie
Ryzyko podjęte, jakby co morda na pieczęć
Wszystko biorę na siebie, albo się wykręcę dobrym farmazonem jak mi skują ręce
Pierdolone gnidy, gliny z plasteliny
System inwestuje w diabła, nie w biedne rodziny
To jak psy postępują to są kurwa kpiny
To nie pusta nienawiść, nie ma nic bez przyczyny
Pamiętam tą przekopkę glanami po korpusie
Jak mnie potraktowały mundurowe strusie
Niby prawa stróże, chuj wam w dupe śmiecie
Za bezwzględność i brak zasad jebani będziecie
Dobra szkoda słów, a wracając do tematu
Maniurka se poszła w chuj, ja obrałem nowy status
Przewodnik wartości i przekazu na bicie
Wiem ile warte słowo, ile warte życie
Mam 21 wiosen, w sobie doświadczeń bagaż
Wielką moc do zajawki by te rymy składać
I się nie poddawać, chociaż bywa ciężko
Konsekwentnym krokiem idę po zwycięstwo
I tak rok za rokiem, oby lepiej było
Póki co najskrytsze marzenie mi się spełniło
Mieszkam sam, progres mam, to się nie zmieniło
I chodź nie raz na krawędzi, oby się farciło

To historia mego życia, nieustannej kombinacji
Wola-koło, bielańskie piaski wpadłem w te macki [x4]
To ona na imprezkach brała go do japy
To ona na imprezkach leciała na dwa baty
To ona sama doszła do wizerunku szmaty
I tylko dupą błyszczy bo w życiu nic nie znaczy.

Obawy przed ciążą ona to pierdoli też już w gastronomii odgrzewa pierogi
starcza jej na proszki i na kosmetyki czasem na nowe ciuszki i na narkotyki
lubi się zabawić prace ma dorywczą niestety z lenistwa nie stać ja na wszystko
galerie ma blisko swoje stanowisko burdy oglądania przymierzania potem disco
tam szuka faceta i w dupe ognisko kilka porządnych drinków wybuchło iskrą
wc to najlepsze miejsce namiętności dla niej jak i dla każdej dziwki naćpanej
tańce zaczepiańce powroty poranne obudzi się z kacem to chyba normalne
i wskakuje w wanne bo zaraz ma ustawke z miejscowym chłopakiem co nic nie wie nawet.

To ona na imprezkach brała go do japy
To ona na imprezkach leciała na dwa baty
To ona sama doszła do wizerunku szmaty
I tylko dupą błyszczy bo w życiu nic nie znaczy.

Nogi rozjebała na zapiętnaście trzecia w domu czeka na nią rozwrzeszczany dzieciak
Ale co tam guma miękka i nie pęka jak pomyślała tak też zrobiła mając we krwi ze dwa
I pół promila gdy na golasa po stole tańczyła do chlania głowa to nie jedyne jej atuty
Dobry cyc zgrabna noga to dopełnia atrybuty to my tu hip hop polo z tymi co wolą
te chamskie przytupy bawi się dobrze lecz nie do końca mądrze lubi ostro i nie pęka znowu klęka jest hardcorowa zajęta jedna ręka w drugiej trzyma browar wiesz każdy jest swego losu kowal
A ona i cnota to jak ogień i woda to co nawinąłem to nie nowiny to o was kurwiny.

To ona na imprezkach brała go do japy
To ona na imprezkach leciała na dwa baty
To ona sama doszła do wizerunku szmaty
I tylko dupą błyszczy bo w życiu nic nie znaczy.

To ona na balandze przeszła samą siebie to ona na balandze czuła się jak w niebie
Czy to podwórza czy nowe blokowiska każdy już podał jej do pyska
postępować z taka kurwa nie jest sprawa bardzo trudna pocałunek jest rzeczą smutna
a wspólna szklanka to samobójcza bramka każdy z nas dobrze o tym wie każdą kurwę
z czasem goni się bez miłości bez czułości za hajsem pościg za hajsem pościg
bez miłości bez czułości w dupie ma znów nowych gości
bez miłości bez czułości w dupie ma znów nowych gości.

To ona na imprezkach brała go do japy
To ona na imprezkach leciała na dwa baty
To ona sama doszła do wizerunku szmaty
I tylko dupą błyszczy bo w życiu nic nie znaczy.
[Joker]
Alkohol, palenie, używek smak,
muzyki brzmienie, tędy idzie szlak,
z dala od konsumpcji i ściany sław,
masowego tła, tańczy co mu zagra.
Głucha orkiestra na fachu się zna,
lepiej niż nie jedna błyszcząca gwiazda,
oby polski orzeł miał łupy do gniazda,
nie stracił korony, dalej z rapem jazda.
I zadowolony że na sile wzrasta,
przekaz stołecznego miasta i naszego państwa.

[Bonus RPK]
Biorę to na bary, zielone dolary,
To nie czary mary, Osiedlowy zarys,
dużo wiary w ludzi, odsłaniam kotary,
pierdolę policje jak heleny ćwiary.
Wyprawy, najebki, znika obraz szary,
szczam na przesteleńców i na lambadziary,
kurwy na kolana, lamusie przegrany,
widzisz we mnie pana ale się znamy.
Ja i moi bracia, zważka na ruchy,
w zakładach poprawczych, kochane morduchny,
dzp bielany, piaski i słodowiec,
tutaj, pierwsza paczka poszła w obieg.
Tutaj, taka nuta, taka płyta,
taki rap, taki styl cię przywitał,
RPK to nie kurwa mać lipa,
a kto strzela z ucha ten zwykła cipa.

[Kokot RPK]
Ja prawa nie naginam, ja to kurestwo łamie,
i wcale se nie wkręcam że nie da się inaczej,
jest jak jest bracie ja uderzam w balet,
piszę zwrotę robie panel wierze że mam talent.
Szmalec jest potrzebny, szybki hajs poleczy,
staram się uważać tak aby się nie skaleczyć,
nie zamierzam streścić jakie mam patenty,
uliczne sępy teraz piję wasze zdrówko.
Choć poruszam się po mieście wracam na podwórko,
krótko, zwięźle i na temat opisuję życia schemat,
ema, pozdrowienia dla ziomali odcięctych kratami,
cały czas czekamy kiedy znów będziecie z nami.
Teraz o ludziach którzy czują paraliż,
całe życie splątani, systemu mackami,
nie chcących zauważyć ile można stracić,
tak po prostu dają farmazonem się omamić.
Raz raz raz,elo..
Warszawski rap..
Posłuchaj dzieciaku
RPK Bielany Wola , JSP
Szanuj życie,szanuj,szanuj 2010..


Szanuj życie byś go nie rozjebał w pył
już nie jeden taki był
z przestrogami się nie liczył
obudził się na dnie w którym zakotwiczył.
Gdzieś po drodze do euforii zapomniał granicy.
Już nie jeden taki prosty przykład dragi
i brak silnej woli robi kocioł w bani
Niby nic nie wymyka się spod kontroli,ale
mówisz robisz detoks a i tak lecisz w balet.
Jak nie pijesz walisz w nos sie tłumaczysz esperalem
z deszczu pod rynny teraz powiedz co dalej
Nagle wysiada zdrowie siada psycha i jest po Tobie
wtedy żyjesz ale czujesz się jak w grobie trup
mało tego jeszcze do spłaty masz dług
bo zabawa nie za swoje nie raz kosztuje podwójnie,
potrójnie zależy od człowieka jak to ujmie
gdy podliczy straty pozdrówka dla kumatych.
Nie po to dostałeś życie by bez sensu je marnować
na godny tutaj byt musisz sobie zapracować,
Wiedz zamiast balować weź się lepiej za siebie
bo niestety nikt nie zrobi tego za ciebie.
Żyjesz jak w niebie ciagle najebany scierwem
a gdy konczy sie sałata to wtedy schodzisz na ziemie
Masz chujowe wrażenie że znalazłeś się na glebie
rozkminiasz co tu zrobić by znowu zajebać kreche .
Wkrecasz sobie jazde że opusciło cię szczęście
i na dodatek jeszcze prześladuje cie pech .
Dupa od ciebie odeszła bo zajebałes jej w łeb
Co z tobą jest nie masz dalej pojecia
z byłymi koleżkami masz teraz ciągle spięcia
zaczynasz zjeżdzać co raz szybciej na dól
z tej historii dzieciaku nie bierz przykładu
życie masz tylko jedno a więc je szanuj.

Szanuj życie ta, dzieciaku szanuj
bo raz jesteś na szczycie a raz spadasz na dół.
Od heroiny kraku nie jeden stracił wszystko
znowu na haju znow parteru blisko
ty szanuj ziomków szanuj nie jak kurwisko
razem tańczysz w tym balu więc wiesz że będzie ślisko
i szybko prysnąc może to co twoje
nie zdążysz tu zabłysnąc jak świetlisty promień.
Te rymy to naboje celuje prosto w łeb
odwiedza chutną strone te dwie dzielnice gdzie
kręcimy kabony zdala od psów i od chien
wystarczy tylko moment by powalić sie
wiec pamietaj ziomek orient ziomeczku
by nie pokręcili cię prosto z domu do aresztu
to życie a nie sen tu wybierasz na wejściu
aww czytaj wstecz prawdziwy rap testuj.

Więc,szanuj życie bo nie jeden chciałby kraść
teraz na ich grobach mozesz zapalić znicz
dzieciak znasz różnice między dobrem a złem
bo hel wpierdala i ty dobrze o tym wiesz
wiec trzymaj fason by nie skończyć jak śmieć
Bielany , Wola tu mierze prosto w cel
widzisz co się dzieje 21 wiek
chłopaczyna musi latać by mieć co jeść
Wiem boli ale niestety tak tu jest
tu gdzie warszawskie piekło szacunek musisz mieć
do rodziny,kobiety do ziomków,życia też.
o masz silną więc wykorzystaj je
szanuj każdą chwile a nie chodzisz tylko ćpasz
czujesz się jakbyś był w niebie ockniesz się dopiero
gdy upadniesz na glebe proszę ja ciebie
przede wszystkim szanuj siebie pozdrowienia z ulicy
2010 ..taa...
DZP z Bielan, ten przekaz płynie,
piaskowe tereny, idę po cienkiej linie,
bez przerwy, póki co, chodź nerwy są,
wklejane pakiety, trzyma zaufany krąg,
nie wie tego ten, kto nie żyje tym jak my,
jestem stąd, Bielany, północny styl,
tu gdzie namierzają psy, a ulica ich pierdoli,
stary Żoliborz, elo, sami swoi.

Ej, Ero dla Bielan lecz nie tylko na Bielanach,
rozprowadzam, swój towar tak jak Tony Montana,
słyszysz, harczy membrana, ja z tymi co ze mną idą,
każdy żyje na krawędzi, bo stąd najpiękniejszy widok,
miejski poligon, uniwersytet ulic,
nauka nie pójdzie w las, każdy z nas chce hajs przytulić,
tu nie ma nic za friko, i to nie strzały znikąd,
Ero tu z kliką, rap trzęsie okolicą.

Z lewej strony Wisły, na północnym końcu,
trasę pierwszej linii, podziemnego pociągu,
spotkasz moją mordę, w otoczeniu moich ziomków.
Przykitrani w mroku, cienia szarych bloków,
ogarniamy swoje sprawy, mając psy na oku,
za zębami język w przypadku kłopotów,
wie to każdy wokół, trzeba być w porządku,
WWA, Bielany, bracia dla was pokój.

Bie-Bielany, Bie-Bie-Bielany,
miejski żargon, styl, kto chce to zdissować.
Bielany WWA, te rewiry,
północna strona stolicy. (x2)

Na północy WWA, parę mord przy mikrofonie,
huj w to biję, czy nas znasz,
ja tym żyję, stąd rap chłoniesz,
to Bielany unikalnie, ten wykręt przez dzielnice,
Marymontu, Piaski, chodniki, ulice, piony bite ej,
to nasz dym, nasz syf to nasze bloki,
te widoki od dziecka, ze mną rosły nigdy dosyć,
chodzą słuchy po dzielniach, że na piątkach worek pęka,
żyję tu misję wypełniam, ze mną banda niezmienna.

Bielański sztos, spod szyldu JWP,
to ten głos, swoje flow, śle tera Tobie Fo,
jeśli nie wiesz, to się dowiesz, kto jest kto, kto jest skąd,
to Bielany WWA, północny front.
Tu mam bratnich dusz całą masę, z nimi stale,
na maksymalnie wielką skalę, piję bro, palę susz,
Ci wandale mimo to we łbie mają fus, spójrz,
tak się melanżuje, że aż lecą wióry, sypie kurz.

Tutaj urodzony, tutaj żyję, tutaj zostaję póki nie zginę,
nie żadne inne, tu nie żadne wille,
w blokach z betonu trza działać sprytnie.
Aspekt, trener i tu mam wenę,
to miejsce tlenem, inne niż wszystkie,
osiedla homie, są mi najbliższe,
jak mordy bliskie, nikt nie wymięka.

Bie-Bielany, Bie-Bie-Bielany,
miejski żargon, styl, kto chce to zdissować.
Bielany WWA, te rewiry,
północna strona stolicy. (x2)

Bielański styl, dla mnie najlepszy ze styli,
ja wbijam się na ten track, nie mam do stracenia chwili,
Ty wpadnij na te rewiry, to poznasz prawdziwy hip-hop,
bity takie i apy, te rymy to dla nas wszystko,
Biby, alko i dragi, dla wielu to dzień jak co dzień,
reprezent JWP, Bielany są naszym domem, ej,
wiesz czego chcę, chcę znaleźć miłość i spokój,
tu znalazłem czego szukam i za to dziękuje Bogu.

Zawsze będę czuł szacunek, do tego miejsca,
tak jak nigdy nie zmienię, do muzyki podejścia,
wkoło wiruje świat i nie może przestać,
od nas wypływa rap, to naturalna kwestia.
Prosto ze źródła, zero wpływu z otoczenia,
tylko własny tok myślenia, to tutaj się docenia,
nie struganie szpenia, co ma huj do powiedzenia,
Bielany, nasz dom wygrzany, z tą muzyką powiązany.

Moje okolice, bloki dzielnicy hutniczej,
stąd pochodzę, stąd mój styl się wywodzi,
chcący przeszkodzić, sami se mogą zaszkodzić,
my nie dajemy się wodzić za nos,
w porozumieniu kolejny cios,
wyprowadzamy w wątłe ekipy,
gdyż tak jak one, nie przynosimy kichy,
swojej dzielnicy i swoim braciom,
ważne jest po co, nieważne za co,
rap robimy i ściany bombimy.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo