Bonus Rpk

[Rufuz]
O! Siemasz koleżko, Ty teraz patrz
co będzie z Tobą i całą resztą
Pokazujesz palcem? Nie ładnie, adekwatnie
Jakbyś miał nóż przy gardle, już nie wiesz o co chodzi
tu sami swoi są, żadni gości nowi
R F Z RPK kruszę szczyta,
a Ty kojarzysz to albo nie wnikasz
Norma to dobra ekipy jak na frontach
Tolerancja, szacunek, respekt
dziś otworzyłem okno, świeże powietrze
i lecą pierwsze wiersze zobacz
wkładamy w to serce, więcej dobrze będzie
Lubie rapować co mogę dodać więcej
Orient, dzięki na prentce
śmieszy mnie hajs na pokaz, to drobiazg
dobry tekst, dobry wokal od nas, po tym to poznasz

To takie podejście, to sposób
styl bycia, to gra tu na głośnikach
to towar na dzielnicach, ulica to klasyka
to słychać na chodnikach, to gra od małolata
mamy farta, to jedna karta [x2]

[BONUS RPK]
Po pierwsze, po drugie trzecie
widzę to przecież, jak śmiecie
robią zamiecie, to to nie przejdzie
Warszawa to moje miasto, moje podziemie
Razem Ponad Kilo dużą wagę ma na scenie
Liczę na szacunek, nie na potępienie
siedzi we mnie moc i nie jedno wydarzenie
to ulicy głos, historia mojego życia
los bywa taki że nie raz o mały włos
otrzeć się można o śmierć, show, kryminał
choć optymistyczny kont myślenia
buduje coś, w postaci ocalenia
w postaci matki głupich...
nadzieja mnie nie zgubi
nie ważne czy mnie lubisz nie ważne czy popierasz
bo ja mam swoich ludzi, i z nimi idę w melanż
to dla nich pisze słowa, od Bonusika towar
będziecie konsumować...

To takie podejście, to sposób
styl bycia, to gra tu na głośnikach
to towar na dzielnicach, ulica to klasyka
to słychać na chodnikach, to gra od małolata
mamy farta, to jedna karta [x2]

[Rufuz]
To co zrobisz za plecami,efekty pokaże
Przed oczami mamy taki plan, odpulać postacie
Co kręcą Ci na chacie brat, ta fałszywa twarz
daje znać i wypierdalasz, trzy, dwa, raz
to R daje tekst, to extreme jest siuwaks
Ciemna Strefa żaden letarg
Zemną oni, studio, jointy, dobra kobieta
Rap, psy nocą, uczucia nie zdobyte flotą
Nie wiesz kto to chłopaku?
Nie ufaj nigdy plotą w żadnym fachu
Ty nie patrzysz się w oczy prosto, masz coś na sumieniu
Masz podobną i nigdy nie wiesz kurwa o co poszło
Śmieciu mamy Cie na oku, jesteś podejrzany mocno!
[Czarny Furiat]
Nie ma tego złego,ty już o tym wiesz,
Nie ma tego złego,przecież tego chcesz,
Też się uczysz,na własnych błędach,
Oliwy do ognia,nie będziesz dolewał.
Nie ma tego złego,co na dobre by nie wyszło,
Żyć tu przyszło,pełno piersią oddycham,
Żadna pycha,jak Sido idą drogą wojownika,
Od zawsze pamiętam,co,z kim,i gdzie słychać.
Rosy lata,w setkach dni,
Uśmiechy i łzy,w setkach chwil,
Mam to zapisane,jak Memonik pod czaszką,
Od zawsze na zawsze,rap dominacją.
Nie poddawaj się,gdziekolwiek mnie słuchasz,
Nigdy nie zniewolą ducha,choćbyś szedł w łańcuchach,
W życiu piękne,są tylko chwilę,
Bóg jak diller,jego pierzaści goryle.
Nie jeden wariat,ma w metryce ósmą milę,
Nie jestem święty,też miałem te momenty,
Myślałem przeklęty,jest Furiata los,
Nie ma tego złego,fatum dostało w nos.

Ref.2x
To napad,stawka większa niż życie,
Rabunek,kradnę na własny rachunek,
Szacunek,mają u mnie ci co walczą,
Lepsza śmierć na tarczy,niż bieda pod tarczą.

[Bonus RPK]
Rok jeden,dziewięć,osiem,dziewięć,to data moja,
Droga nie sfornego gnoja,dla którego rap to zbroja,
Jak miałem problemy,znajdowałem ujście z muzie,
To był czas gdy chodziłem,w szerokich spodniach i bluzie.
Taa,od początku hip hop,w mojej duszy grał,
Chciałem kręcić się na głowie,robić breakdansowy szał,
Chciałem jeździć tak na desce,by wykręcić każdy trick,
Chciałem malować graffiti,jakiego nie tworzył nikt.
Jednak dziś dobrze wiem,co wtedy było pisane mi,
Myśli przelewane,na kartkę i bit,
Za nim doszedłem do tego,co chce robić i kim być,
Próbowałem sił,i nie próbowałem się z tym kryć.
W końcu nadszedł bunt,głupi olewałem wszystko,
Ubiór zmieniłem na dres,miałem problemy z policją,
W moim życiu gości stres,za to dał mi doświadczenie,
Dzięki temu każdy wers,niesie mocną wiarę w siebie.
Ziom pierwsze moje ślady,w dwa tysiące cztery,
Dla koleżków bez komery,BGU przekaz szczery,
Wtedy też kurwy zawistne,oczerniały moje serce,
Teraz wiem,im wyżej jestem,tym jest ich więcej.
Teraz wiem że,stałem się,ikoną dla dzieciaków,
Dla pokoleń małolatów,głodnych prawdziwego rapu,
Dziś napadam na koncertach,cała sala ręce w górę,
Chcesz to walcz,idź po swoje,albo przyjmuj życie z bólem.

Ref.2x
To napad,stawka większa niż życie,
Rabunek,kradnę na własny rachunek,
Szacunek,mają u mnie ci co walczą,
Lepsza śmierć na tarczy,niż bieda pod tarczą.

[Czarny Furiat]
Moi ludzie są lądem,w lini prostej do napalmu,
Szukamy okazji,jak rekiny złe pokarmu,
Orient,ekspres rusza,łap się poręczy,
Oczy dookoła,inaczej ktoś cię wyręczy.
W państwie pokoju,wojna wciąż trwa,
Każda branża wie,że toczy się gra,
Lewy prosty,seria,Furiat,Bonus RPK-a,
Miarą sukcesu,niech na fejsie mnie zna.
Na jakim etapie jesteśmy,nie piszą serwisy,
Na twarzy rysy bruzdy,lecz błysk oka,
Czarny Furiat,zapowiada mrok proroka,
Narodził się dawno temu,księże w blokach.
Nigdy nie żył na pokaz,la vida loca,
Typowy swojski chłopak,życie bez kompa,
Chwycił za mikrofon,przed wami stąpa,
Niesie plecak siebie,w plecaku bomba.

Ref.2x
To napad,stawka większa niż życie,
Rabunek,kradnę na własny rachunek,
Szacunek,mają u mnie ci co walczą,
Lepsza śmierć na tarczy,niż bieda pod tarczą.
Konfrontacja. Sprawdź to!
Nigdy nie sprzedałem choć miałem takich akcji parę
życie szare, ścierwo w uniformie niczym kat wymierza kare,
się nie mieści w pale, zakręceni pozostali jak szczury w kanele,
a ci co dali rade są z nami dalej RPK podziemie wita ulicy dialekt
na przekór jebanym psom mędziaki wont, wont zaczajacie się i czekacie na błąd
niby skąd jebany pies ma większe prawa gdzie sprawiedliwość jest skoro kurwa ludzi okrada to żenada,
zastanawiam się co za władza,
dlaczego tylko takie pozory stwarza to, to nie sen rozjebusów skala wzrasta,
pobory do psów to dla lamusów okazja, chcieli się pokazać teraz chodzą z kupą w gaciach,
otaczają bloki przy pomocy wsparcia.
Konfrontacja między piekłem a niebem, kurewska inwazja 997, niebieska ściemniona karnacja
kundli szatana, zawsze policja jebana.
Konfrontacja między piekłem a niebem, kurewska inwazja 997, niebieska ściemniona karnacja
kundli szatana, zawsze policja jebana.
Konfrontacja między piekłem a niebem, kurewska inwazja 997, chcesz to zobaczyć
spójrz najpierw na siebie po której stronie stoisz i w którą strone jedziesz.
Nie wiem co się dzieje ze światem w okuł. Parapety z za zasłony wypełniają wciąż
protokół, z bloków małolaci brani z bandziorkę grubą, 14 lat nazwani zorganizowaną grupą.
Udowodnij mi że na świecie jest inaczej, że czas to nie pieniądz, że pieniądz wypadł z marzeń
że wrócić już nie musi, że kozackiej pracy w huj, że konfidenci, rury zasłużenie kopią gnój.
Stój bo wyobrazisz sobie za wiele, prawda jest bolesna żądzą kurwy i cwele nie wiele
jest tych twarzy które w oczy mówią prawdę, ziomek cie wystawi, huj w ryj mu pluj, miej charakter
Konfrontacja między piekłem a niebem, kurewska inwazja 997, niebieska ściemniona karnacja
kundli szatana, zawsze policja jebana.
Konfrontacja między piekłem a niebem, kurewska inwazja 997, niebieska ściemniona karnacja
kundli szatana, zawsze policja jebana.
Ref. [x2]
Chodź nie jestem lekarzem to stawiam diagnozę,
przewiduje jak prognozę
szalony świat was wpędza w hipnozę
i być może wam oczy otworzę

Wynurza się znowu, produkcja rapowa,
ponad kilo gra, już dla ciebie swojak
na przestrzeni lat ten kwiat wciąż zakwita
ten sam rap, ta sama ekipa,
posłuchaj co na bitach teraz oczy ci otwiera,
jebany show biznes czy zajawka szczera,
diagnoza wystawiona na podstawie faktu,
niezależny rap napierdala bez kontraktu,

Zerwij klapki z oczu i weź na nie przejrzyj,
system ludzi więzi, węszy i przeszkadza,
poukładać sprawy tak by kolor życiu nadać,
nie brak mi powodów żeby o tym opowiadać,
widzę co się dzieje wokół i diagnozę stawiam,
zastanawiam się czy nadejdzie taki dzień,
że skurwiała władza, która jest jak cień,
wreszcie da odetchnąć usunie się w cień,

Ref. [x2]
Chodź nie jestem lekarzem to stawiam diagnozę,
przewiduje jak prognozę
szalony świat was wpędza w hipnozę
i być może wam oczy otworzę

Słuchaj w spokoju diagnoza,
gdzie na zewnątrz, ostra psychoza,
tu u nas istnieje własna prognoza,
i pogląd na świat z pozamaterialnych spraw,
Projekt Emblemat, wbija się w takt
żywiołowy rap, a tak nagrany szlak,
pozostawi dobry smak,
a rapery firmy krzak, robią tak zwany wypad,
jestem na tak rap powstaje na ulicach

Teraz zobacz co się dzieje gdy ekipa w pełnym składzie,
gdy na tego co za dużo mówić lubi chuja kładzie,
gdy na bicie kładę rym i nie wchodzi żaden przeste
to leczy cie z zamuły chodź doktor kurwa nie jestem
Razem Ponad Kilo to, to, to moja diagnoza
napierdala bit o ścianę, z głośnika dobiega proza
jesteśmy poza, pozowanym światem dusz,
chcesz osiągnąć coś w życiu to najpierw palcem rusz

Ref. [x2]
Chodź nie jestem lekarzem to stawiam diagnozę,
przewiduje jak prognozę
szalony świat was wpędza w hipnozę
i być może wam oczy otworzę

Chcesz prawdy to słuchaj
losu nie oszukasz
nie licz na farta
życie to jazda
walka wciąż zło kontra zło
w kółko przemoc
nie było, nie jest dobrze,
a teraz gorzej,
ziomuś ziomka w chuj wali,
a za plecami bawi się dobrze,
w oczy zęby szczerzy,
głupi cię cieszy,
jebać leszczy, jest sobą,
trzymam się swych ludzi,
URH podwórko krótko
tu panują zasady
swój dla swoich, albo won
jak nie umiesz zachować się,
być normalny,

jak nie umiesz zachować się,
być normalnym
2008 człowieniu.
Sprawdź to.
Autentyczny rap.
Taa, to jest autentyczny rap dzieciaku.
Właśnie tak.
Autentyczny rap.
Cały czas.

Autentyczny rap, bo na faktach oparty,
bronię honoru jak żołnierze Sparty,
inteligentna rasa ludzi, dla ludzi otwarty,
ten kto nie rozumie, ten słowa obraca w żarty,
hazard ulicy szlifuje dzieciaki charty,
grząski grunt powoli staje się twardy,
muzyka bloków odzwierciedla ich życie,
jest jak lustro, w którym dostrzegają swe odbicie.
Wiem o tym ziom, bo odczulem to na skórze,
człowieczy błąd zapisany w naturze,
swoisty krąg, tego nigdy nie zburzę,
autentyczny rap będzie napierdalał w Twojej furze.
Tak Ci wróżę, leszczy gaszę jak peta,
do dla dobrych chłopaczyn, podpisano RPK,
NWS, hardcore bit, ulic hit, na to czekasz,
na schorowaną dynię nasz rap działa jak lekarz.

Duże miasto, w dużym mieście ludzi pełno,
ogromna ilość tych, którzy chcą iść ze mną,
nie pytam czemu i robię dalej swoje,
autentyczny rap, a nie łuskane przeboje.
Raz powiedziałem, kolo razem pokażemy klasę,
rok później kształtujemy rapu przekozacki klaser,
rozpoznając prawdę, kojarzysz razem ponad,
kilogramy treści, które latają po domach.
Autentyczny rap i naciskam na klamkę,
wchodzę do środka, przechylam wolno szklankę,
wylewam treść, by dopłynęła wszędzie,
wiesz o czym mówię, posłuchaj co dalej będzie.
RPK, samo życie, autentyczny rap,
wkurwiony dzieciak, autentyczny rap,
DDK, raprodukcja, autentyczny rap,
chciałeś numer no to łap,
powodzenia, elo brat.

Labirynt spraw i problemów nas otacza,
powiem Ci coś szczerze, lecz nie będę się rozdrabniać,
jest wiele rzeczy, które mogą Cię rozpraszać,
na drodze do celu powodują, że zwalniasz.
Nadążasz za mną, wiesz o czym gadam,
o tym na czym nie skupia się Twoja uwaga,
to, że rząd nasze podatki rozpierdala,
inwigilacja ze wszystkich stron Cię dopada,
to że wszystko zmierza do zaostrzenia prawa,
media dają Ci farmazon, nie daj się nabrać,
chcą Cię w to wciągnąć, nie daj się zabrać,
cały ten syf ma na Tobie zarabiać.
Możesz się nie zgodzić ze mną, to co dookoła widzę,
pokrywa się jednak autentycznie,
jak kolejna linijka, ta nagrywka i moje życie,
Parzel SSDI na NWS-ów bicie.

Autentyczny rap to nie żadna bujda,
mówi dzieciak wychowany na pijackich burdach,
wiem co to ból i domowa przemoc,
gdy najebany pan domu wprowadzal terror.
Matka płakała, nie zapomnę tego,
12-latek jeszcze wtedy czuł niemoc,
historię napisało życie, pisze ją nadal,
a ja ten autentyk w słowa układam.
Po prostu życie jak prawdy serum,
wszystko wyjdzie w praniu, odcedzi pozerów,
Ty lepiej nic nie mów, jesteś tak jak oni,
Kto jest kto, dziś widać jak na dłoni.
Odłóż mikrofon, złap fuchę jako komik,
jesteś partaczem, nie znasz rażenia tej broni,
trafisz do kronik, ale jako denat,
udajesz, że jesteś sobą, teraz wybieraj.

Autentyczny rap, choć nie mówi całej prawdy,
każdy kto ma wiedzieć o co biega, ten to jarzy,
normalne chłopaki, jak i chłopaczyny z branży,
żenisz ciepłe fanty, kumpel, gadka, obok blanty,
w oknach społeczniaki, właśnie taki obraz,
odbija się co dnia w moich rozbieganych oczach,
w autentyczny sposób opowiadam o emocjach,
wiele rzeczy wkurwia, bo to przecież Polska.
Jak jebana klątwa wkręca się anty-utopia,
nie pasuje coś, to nie wtykaj swego nosa,
rap to odskocznia, ta muzyka daje kopa,
drogę nam oświetla, jak żywa pochodnia.
Ważę swoje słowa, wkładam w to swoje serce,
kiedy piszę i nagrywam każdy wers po wersie,
daję z siebie wszystko gdy nawijam na koncercie,
autentyczny rap, dla nas jak powietrze,
Elo, posłuchaj
Mówię rapem, rymuję zatem pod beat i sampel
O życiu, o tym, że prawdę niesie charakter
Kreowany tu gdzie blokowiska, ściany
Gdzie jeden koślawy ruch i ręce w kajdany
Zakuwane są, mądrzy ludzie tego nie chcą
Uważają na błąd i zważają na kurewstwo
Posłuchaj tego więc, zapamiętaj każdy wers
To przesłanie, blantów jaranie, dla mnie to danie
Każdego dnia raczę się THC
Chociaż żyję w Warszawie nie w Amsterdamie
W Polsce jest prawo takie za posiadanie
Można zjechać na sanie, to mózgu pranie
Rządowych terrorystów, co ustalają prawo
Wymysłów polityków na temat narkotyków
Co jedną miarą mierzą koper i ścierwo
A wyroki za trawę są dla mnie rzeczą śmieszną

Pewna Pozycja bractwo gościnnie u RPK
Nawinie nienaiwnie o co w tym życiu biega
Nie bogacz, nie asceta, żyć spokojnie zaleta
Tylko jak tutaj na luzie przemierzać warszawski deptak
Jeden błąd i niefart, te zajebane gliny
Boże drogi nie daj zwinąć mnie od mej rodziny
Wciąż wedle maksymy, że nie rządzi tu kwit
Ale stale na przypale by mieć choć na sufit
I szamę dla dzieciaka, Śród Pp sztywna paka
W Warszawie w obawie podpora od swojaka
Przeciw systemowi, wierzą mu naiwni
Rządowe ustawy manifest przeciwni
Mówią ludzie sztywni i do takich przekaz
to na życie lekarz
Powtarzam to znowu styl ciężki jak z ołowiu
Życie a rap to odbicie aż do grobu

Rap browar dym z tym masz do czynienia
Hardkor, styl, RAP prosto z podziemia
Nic się nie zmienia, wrażenia zawsze ostre
Betony, blokowce, szanowanie ludzi, proste
Dla leszczy chłostę, dla dobrych ludzi piona
W porządku na rejonach, mój rejon to Wola
URK banda, niejedna balanga
Melanż to standard, elo na farta
Na serio czy w żartach kontroluj swoje słowa
Niektórym ludziom może to się nie spodobać
Zachowanie podłe człowieka niegodne
Tera razem zgodnie - jebać policję!
Za nalot na dzielnicę, za całe moje życie
Sprawy w sądzie za nabicie, czy wy to widzicie?
To jest śmiechu warte, wbijam w to pałkę
Za Legią zawsze pochłonięty całkiem

Pewna Pozycja wjeżdża jak zwykle w ofensywie
Wszystko to co robię robię z serca i prawdziwie
Pewien tego w stu procentach, na oriencie na zakrętach
Czy najbardziej stromo wiem że mocno wspiera
bliskich zaufane grono, nie od dziś wiadomo
Co dzień na frajersko czujny. od dziecka to widać
Z kim punkt widzenia wspólny, a kto podkłada świnie
Przyjaźń nie przeminie, ekran zaśmieca ci dynie
Byś uwierzył w każdy bzdet, aby każdy dobry człowiek
prostą drogą szedł, by przełamać pasmo
Mówię konkretnie i jasno,
Wychowany przez to miasto, tu gdzie godłem syrena
Wspólnego wysiłku nie zniweczy żadna hiena
Śród podziemna scena
Tera gościem na Bielanach by nie tracić czasu
Kolejny projekt w planach dla bliskich dla znajomych
Tak łatwo nie zgaśnie mej nadziei promyk

Być świadomym i normalnym
Realizując plany, warszawskiego chłopaczyny
Ta nawijka to nie kpiny, jak się skończy zobaczymy
Czym się zasłużymy, a czego nie zrobimy
To nam los pokaże, widzisz pewne swego twarze
Wśród swoich nie kojarzę innych, bo za nami idą czyny
Leszcze, frajerzyny odpadają w trakcie, bo nie ważne jest
Pechem teraz czy przy farcie pozostaje w prawdzie
Zawsze wobec swoich bliskich a kłamca niech spierdala i po wszystkim
Po co nam odzywki, pseudoprawilniaków pyski
Widoczne na terenie, swego podejścia w tym temacie już nie zmienie
Warszawskie podziemie to nie w ciemię bite cielę
Więc, słuchajcie wszyscy przyjaciele od kieliszka wódki
Wspólnicy wspólników, los takich tu jest krótki
Jak wierzchołek skalpela, przecinam Twoją banię,
nie muszę tu zajarać, by się czuć jak w Amsterdamie,
razem ponad kilogramie, odpowiedz mi,
ile warty każdy szczyt, reasumując wszystkie dni.
Cannabis, wściekły lis, wyuczony spryt,
by zapewnić lepszy byt, taki jaki se marzę,
że na relaksie sobie kilograma warzę,
daleko od policji i od mocnych wrażeń,
to narazie, wyobraźnię pozostawiam w tyle,
chcę by ten nielegal, poleciał na winyle,
RPK czoła chylę, tym co ich szanuję,
odmulam konfidentów, w powietrzu się ich czuje.
A ty jak nie rozumiesz, to nie wkręcaj się w te rymy,
nie napinaj się, bo pojęcia masz nikłe,
jeszcze nikogo skręty nie uczyniły prawilnym,
pierdolisz o ulicy, choć jesteś kimś innym.

Razem Ponad kilo ziom, posłuchaj mnie,
mam do powiedzenia coś, co ruszy Cię,
do przemyśleń, nielegalny sort WWA,
czyli zaklepany port, w którym toczy się ta gra. (x2)

Łatwa kasa łatwo, staje się kochanką,
chociaż tak naprawdę, nie ma nic za darmo,
stres tutaj jest, przetargową kartą,
życie w swoim czasie powie Ci czy było warto.
Lubisz to, lubisz hardcore, ten uliczny hazard,
wciąga Cię jak bagno, miasto jest pułapką,
a bezwzględny los, niejednego zamknął, za więzienną kratą,
nic nie dygaj, nie bądź (???) albo kapo,
chłopie, śmiało i spokojnie idź po swoje, pierdol paranoje,
pora wreszcie oprzytomnieć, po co,
sam do bani wkręcasz sobie jazdy,
nerwy Cię pożarły,
opij, nie ma sprawy, bo wiadomo, że nie każdy,
po to się urodził, by się w takie rzeczy bawić,
co ma się wydarzyć, to wydarzy się i tak,
nielegalny sort JWP, WTK.

Właśnie tak, właśnie tak, RPK.
Słuchasz tego, to warszawski styl na bicie,
Razem Ponad Kilo, sprawdź jak to idzie.
Nielegalny sort 2008.

Razem Ponad kilo ziom, posłuchaj mnie,
mam do powiedzenia coś, co ruszy Cię,
do przemyśleń, nielegalny sort WWA,
czyli zaklepany port, w którym toczy się ta gra. (x2)
raz,raz,raz aaa właśnie tak
weekend z życia dilera (dileeraa) sprawdź to

Stres trzyma go odkąd otworzył ślipia
Długa była noc,to już 15ta godzina
On wstał,niewiele kimał,patrzy w słuchawe
od osób trzech 30 nieodebrane
noż kurwa to Ci dzięki którym on zarabia
szkoda myśli se ale humor mu poprawia to że
sobota jest i że sobota się zbliża,
liczy na wampira co kira jak wpada w wira
przerwana cisza pod blokiem czeka taryfa
on wsiada i drzwi zamyka
ustawka trójka szarpana przez harpagana
2dni jego kichawa biała jak ściana
na głowę po kilka samar,melina z rana
masz tydzień na spłatę siana
pozdrówka nara i śmiga cierpem spowrotem
21 nokia melodia dzwoni ktoś znów chcę węża
30tka gwarantowana padnie tej nocy
ich melanż do jego mana tak to się toczy
nie jeden gotuje cracka dla większej mocy
świadomy jak ta zabawa się może skończyć

wszystko może się zdarzyć weekend dilera
kogoś kieszeń uwiera,noc nie umiera
melanż 24 w mieście co nigdy nie śpi
życie,życie,dragi,flota ludzi nęci
[x2]

obrał kierunek magazyn,uzupełnia zapasy
szare ulice Warszawy dziś trasą jego pracy
tranzyt między magazynem a klientem jest
jeszcze wcześniej spore zamówienie pęknie
biegnie,jaźwa uśmiechnięta,
cyfry w banii liczy by się nie przeliczył
zgarnąć sos nie wyjść z niczym
koks,koks,koks,weekend z życia dilera
diluje więc zyskuję ty tracisz bo jedziesz w melanż wiesz że kolędnicy ze stolicy
lubią się niszczyć,weekendowe balażki
wóda,jointy,z lodem whisky,sobotnia noc
się kończy,już zmęczony,mętny wzrok
jego patrzał podkrążony,
wita niedzielny poranek co,co jest grane
chociaż pełne kiermany,w bani paranoja,zamęt
wbija na baze myc,spac,zasuwa zamek,liczy sos
wszystko sie zgadza,teraz spanie

wszystko może się zdarzyć weekend dilera
kogoś kieszeń uwiera,noc nie umiera
melanż 24 w mieście co nigdy nie śpi
życie,życie,dragi,flota ludzi nęci
[x2]

W czwartek odebrał temat, pake nochala tydzień to opierdala,bo zapierdala.
Musiał wszystko pociachać, dokładna szala
skala w chuja nie wali, wszystko się zgadza,
taka jest jego praca to się opłaca. Dla niego, dlaczego? Nie pytaj, posłuchaj. Każdy ma życie i swoją drogę, jak się prowadzi,
jak poradzi sobie, to sam wie i nikt mu nie powie, inaczej.
Jesteś kowalem z towarem na chacie wybrałeś ten handel,
więc znasz konsekwencje i przypał prewencje wliczone w tą kwestie

warszawski styl,właśnie tak chłopaku,Ciemna Strefa sprawdź to RPK 2011 BGU

..zapach miasta..latam za sosem..latam za sosem..betonowy busz..busz..ide po drewno do lasu..

wszystko może się zdarzyć weekend dilera
kogoś kieszeń uwiera,noc nie umiera
melanż 24 w mieście co nigdy nie śpi
życie,życie,dragi,flota ludzi nęci
[x2]

ważne że biznes się kręci
Taki rap, takie podejście, takie podejście. Pierdole disco-dance'owe hity pop'owe, puszczam w obieg rap co Ci

rozpierdala głowę. Lubie wolno stylowe rapowe jazdy, mam swoje zasady-nie nagrywam z każdym. Nie robię z siebie

gwiazdy. Jak co niektórzy mój rap kłuje w uszy leszczy jak kolce w uszy . Zawsze, najważniejsze to by, przekazać prawdę,

prawdziwą barwę, nie farmazony barwne. Jestem z ulicy, to środowisko, które zrobi z Ciebie dobrego chłopaka albo

rurę. I szanuj to lub nie słuchaj w ogóle. Dla wariatów miasta rap ty spierdalaj na wichurę tak. Wiem co mówię,

składam analizę, robię swoje brat, dupy nikomu nie liżę. Osiągnąłem stan gdzie rozwijam swoją flagę, razem ponad

kilogram rzucaj na wagę.

Taki rap, takie podejście, dostajesz głos, taki styl, w lamusów teraz wyprowadzam cios, kto ma wiedzieć wie, kto nie

- pierdolę to. Nie chodzi o sławę, nie chodzi o sos. 2x

Nie rozumiem tych co robią to dla sławy, miłosne wierszyki pod pedalskie podkłady, festiwale, plejady, różowe

polówki. Co to kurwa ma być? Wiejskie potańcówki? Pseudoprawilniaki co sprzedali swoje dupy za złotówki? Całe życie

wpierdalanie kitu, rozlewanie długopisów z mordą w słowniku, zajmij się czym innym podrabiany uliczniku! Flota nie

kapie z sufitu, szacunek nie leży na chodniku. Te dwie sprawy pozostawiam życiu. Ile się należy tyle będzie.

Zachowana twarz powinna być wszędzie. W chuja sobie grasz to Cię wypierdoli w pędzie weź se na to zważ od kurewstwa

nie uciekniesz. Powoli czas sam wyznacza oblicza zarówno od strony rapu jak i od strony życia.

Taki rap, takie podejście, dostajesz głos, taki styl, w lamusów teraz wyprowadzam cios, kto ma wiedzieć wie, kto nie

- pierdolę to. Nie chodzi o sławę, nie chodzi o sos. 4x

Nie chodzi o sławę nie chodzi o sos 4x
Życie, życie
Elo!
Znowu ogarnia smutek, wszystko potłuc o dupę,
Czy ta pechowa seria jest moim czarnym scenariuszem?
Komuś dzieje się krzywda i ja też się tym duszę,
Wyobraźnia przeszywa, przeżywam to choć nie muszę.
Czy me serce pomoże? Czy ma jakieś znaczenie?
Wiem, że czasu nie wrócę i przeszłości nie zmienię.
Za to myślę i czuję, jestem tylko człowiekiem,
Odporniejszym psychicznie, wszystko przychodzi z wiekiem.
Życie uczy, ta szkoła nie jednemu zryła dekiel,
Wrota piekieł są otwarte, czy w nie wpadniesz? Nigdy nie wiesz.
Czasem nie masz wpływu na pewne sytuacje.
Runąć można nagle, los figle płata nagłe,
Cios w serce, które bije i mój ziomek co na szyję,
Z załamki wjeżdża w pętlę, gdzieś w tyle chwile piękne,
Szarością zasłonięte, na zawsze w mej pamięci,
Kiedyś się spotkamy, coś nagramy jako święci.
Ty w niebie, ja na ziemi - czuwaj nade mną bratku,
Tu gdzie walka to standard, mnóstwo chorych przypadków.
Dziadek, babcia i ziomki po kolei odchodzą,
Niezbadaną drogą, na ich miejsce nowi się rodzą.
Tak myślę, Boże czy to wszystko naprawdę?
Nie potrafię zrozumieć na czym to jest oparte.
Ziomek zjeżdża na parter, goni krople jak smok,
Wpierdolony po uszy, mija kolejny rok.
Drugi w obronie własnej przekosował chłopaka,
Dragi, wóda, esperal go skazały na lata.
Trzeci zachowuje się jak zwykła szmata,
Nie ma w sobie zasad, w oczach kurestwo, kasa.
Dramat tyka każdego czy to na własne życzenie?
Czy przypadkiem nieporozumienie da zagadkę?
Dziś patrzę na swą matkę i widzę, że płacze,
Nie dziwię się wcale, bo prawie odszedł jej przyjaciel,
Co nigdy nie przemówi, potulny zwierzaczek.
Przed oczami mam to jak nam po fotelach skacze,
Się cieszy i biega – tego już nie zobaczę.
Nawet niewinną psinę diabeł dopada z czasem,
Czwarte piętro na klatce, przepaść między schodami,
Ona biedna tam wpadła, ratowała się łapkami.
Wprost na beton upadła i kręgosłup złamała,
Poszły kręgi, rdzeń, została sparaliżowana.
I chociaż to nie człowiek, to serce się kraje,
Znowu smutek ogarnia, Bóg nierówno rozdaje.
Giną ludzie, zwierzęta a wspomnienie zostaje,
Mówię o tym, bo to mi ulgę daje, bez bajek.
Gdy wracałem do domu zanim zacząłem pisać,
Widziałem wypadek, słyszałem karetki sygnał.
Zderzenie dwóch fur, huk, padła ofiara,
Erka podjechała, ojciec cały, córka cała.
Tylko matka ucierpiała, z auta nie wysiadała,
Znów tragedia się stała, doznała uszkodzeń ciała.
To kolejna osoba, która będzie cierpiała,
Znowu smutek ogarnia, rzeczywistość dupy dała.
Gdzie litość i rozsądek? Bez rozwiązania wątek,
Myśli parzy niczym wrzątek gdy koniec to początek.
Gdy początek to koniec, życie ma wartość wielką,
Choć nieraz trzeba zmagać się z niejedną usterką.
To trza to wziąć na bary, wszystkie złe koszmary,
Wzmocnią jak nie zabiją, wystarczy więcej wiary.
Ci którzy tracą siłę, z reguły przegrywają,
A wygrywają Ci, co się nie podają, tak…
co się nie podają, tak…
co się nie podają, tak…
Właśnie tak, ELO!
To ona na imprezkach brała go do japy
To ona na imprezkach leciała na dwa baty
To ona sama doszła do wizerunku szmaty
I tylko dupą błyszczy bo w życiu nic nie znaczy.

Obawy przed ciążą ona to pierdoli też już w gastronomii odgrzewa pierogi
starcza jej na proszki i na kosmetyki czasem na nowe ciuszki i na narkotyki
lubi się zabawić prace ma dorywczą niestety z lenistwa nie stać ja na wszystko
galerie ma blisko swoje stanowisko burdy oglądania przymierzania potem disco
tam szuka faceta i w dupe ognisko kilka porządnych drinków wybuchło iskrą
wc to najlepsze miejsce namiętności dla niej jak i dla każdej dziwki naćpanej
tańce zaczepiańce powroty poranne obudzi się z kacem to chyba normalne
i wskakuje w wanne bo zaraz ma ustawke z miejscowym chłopakiem co nic nie wie nawet.

To ona na imprezkach brała go do japy
To ona na imprezkach leciała na dwa baty
To ona sama doszła do wizerunku szmaty
I tylko dupą błyszczy bo w życiu nic nie znaczy.

Nogi rozjebała na zapiętnaście trzecia w domu czeka na nią rozwrzeszczany dzieciak
Ale co tam guma miękka i nie pęka jak pomyślała tak też zrobiła mając we krwi ze dwa
I pół promila gdy na golasa po stole tańczyła do chlania głowa to nie jedyne jej atuty
Dobry cyc zgrabna noga to dopełnia atrybuty to my tu hip hop polo z tymi co wolą
te chamskie przytupy bawi się dobrze lecz nie do końca mądrze lubi ostro i nie pęka znowu klęka jest hardcorowa zajęta jedna ręka w drugiej trzyma browar wiesz każdy jest swego losu kowal
A ona i cnota to jak ogień i woda to co nawinąłem to nie nowiny to o was kurwiny.

To ona na imprezkach brała go do japy
To ona na imprezkach leciała na dwa baty
To ona sama doszła do wizerunku szmaty
I tylko dupą błyszczy bo w życiu nic nie znaczy.

To ona na balandze przeszła samą siebie to ona na balandze czuła się jak w niebie
Czy to podwórza czy nowe blokowiska każdy już podał jej do pyska
postępować z taka kurwa nie jest sprawa bardzo trudna pocałunek jest rzeczą smutna
a wspólna szklanka to samobójcza bramka każdy z nas dobrze o tym wie każdą kurwę
z czasem goni się bez miłości bez czułości za hajsem pościg za hajsem pościg
bez miłości bez czułości w dupie ma znów nowych gości
bez miłości bez czułości w dupie ma znów nowych gości.

To ona na imprezkach brała go do japy
To ona na imprezkach leciała na dwa baty
To ona sama doszła do wizerunku szmaty
I tylko dupą błyszczy bo w życiu nic nie znaczy.
[Joker]
Alkohol, palenie, używek smak,
muzyki brzmienie, tędy idzie szlak,
z dala od konsumpcji i ściany sław,
masowego tła, tańczy co mu zagra.
Głucha orkiestra na fachu się zna,
lepiej niż nie jedna błyszcząca gwiazda,
oby polski orzeł miał łupy do gniazda,
nie stracił korony, dalej z rapem jazda.
I zadowolony że na sile wzrasta,
przekaz stołecznego miasta i naszego państwa.

[Bonus RPK]
Biorę to na bary, zielone dolary,
To nie czary mary, Osiedlowy zarys,
dużo wiary w ludzi, odsłaniam kotary,
pierdolę policje jak heleny ćwiary.
Wyprawy, najebki, znika obraz szary,
szczam na przesteleńców i na lambadziary,
kurwy na kolana, lamusie przegrany,
widzisz we mnie pana ale się znamy.
Ja i moi bracia, zważka na ruchy,
w zakładach poprawczych, kochane morduchny,
dzp bielany, piaski i słodowiec,
tutaj, pierwsza paczka poszła w obieg.
Tutaj, taka nuta, taka płyta,
taki rap, taki styl cię przywitał,
RPK to nie kurwa mać lipa,
a kto strzela z ucha ten zwykła cipa.

[Kokot RPK]
Ja prawa nie naginam, ja to kurestwo łamie,
i wcale se nie wkręcam że nie da się inaczej,
jest jak jest bracie ja uderzam w balet,
piszę zwrotę robie panel wierze że mam talent.
Szmalec jest potrzebny, szybki hajs poleczy,
staram się uważać tak aby się nie skaleczyć,
nie zamierzam streścić jakie mam patenty,
uliczne sępy teraz piję wasze zdrówko.
Choć poruszam się po mieście wracam na podwórko,
krótko, zwięźle i na temat opisuję życia schemat,
ema, pozdrowienia dla ziomali odcięctych kratami,
cały czas czekamy kiedy znów będziecie z nami.
Teraz o ludziach którzy czują paraliż,
całe życie splątani, systemu mackami,
nie chcących zauważyć ile można stracić,
tak po prostu dają farmazonem się omamić.
Raz raz raz,elo..
Warszawski rap..
Posłuchaj dzieciaku
RPK Bielany Wola , JSP
Szanuj życie,szanuj,szanuj 2010..


Szanuj życie byś go nie rozjebał w pył
już nie jeden taki był
z przestrogami się nie liczył
obudził się na dnie w którym zakotwiczył.
Gdzieś po drodze do euforii zapomniał granicy.
Już nie jeden taki prosty przykład dragi
i brak silnej woli robi kocioł w bani
Niby nic nie wymyka się spod kontroli,ale
mówisz robisz detoks a i tak lecisz w balet.
Jak nie pijesz walisz w nos sie tłumaczysz esperalem
z deszczu pod rynny teraz powiedz co dalej
Nagle wysiada zdrowie siada psycha i jest po Tobie
wtedy żyjesz ale czujesz się jak w grobie trup
mało tego jeszcze do spłaty masz dług
bo zabawa nie za swoje nie raz kosztuje podwójnie,
potrójnie zależy od człowieka jak to ujmie
gdy podliczy straty pozdrówka dla kumatych.
Nie po to dostałeś życie by bez sensu je marnować
na godny tutaj byt musisz sobie zapracować,
Wiedz zamiast balować weź się lepiej za siebie
bo niestety nikt nie zrobi tego za ciebie.
Żyjesz jak w niebie ciagle najebany scierwem
a gdy konczy sie sałata to wtedy schodzisz na ziemie
Masz chujowe wrażenie że znalazłeś się na glebie
rozkminiasz co tu zrobić by znowu zajebać kreche .
Wkrecasz sobie jazde że opusciło cię szczęście
i na dodatek jeszcze prześladuje cie pech .
Dupa od ciebie odeszła bo zajebałes jej w łeb
Co z tobą jest nie masz dalej pojecia
z byłymi koleżkami masz teraz ciągle spięcia
zaczynasz zjeżdzać co raz szybciej na dól
z tej historii dzieciaku nie bierz przykładu
życie masz tylko jedno a więc je szanuj.

Szanuj życie ta, dzieciaku szanuj
bo raz jesteś na szczycie a raz spadasz na dół.
Od heroiny kraku nie jeden stracił wszystko
znowu na haju znow parteru blisko
ty szanuj ziomków szanuj nie jak kurwisko
razem tańczysz w tym balu więc wiesz że będzie ślisko
i szybko prysnąc może to co twoje
nie zdążysz tu zabłysnąc jak świetlisty promień.
Te rymy to naboje celuje prosto w łeb
odwiedza chutną strone te dwie dzielnice gdzie
kręcimy kabony zdala od psów i od chien
wystarczy tylko moment by powalić sie
wiec pamietaj ziomek orient ziomeczku
by nie pokręcili cię prosto z domu do aresztu
to życie a nie sen tu wybierasz na wejściu
aww czytaj wstecz prawdziwy rap testuj.

Więc,szanuj życie bo nie jeden chciałby kraść
teraz na ich grobach mozesz zapalić znicz
dzieciak znasz różnice między dobrem a złem
bo hel wpierdala i ty dobrze o tym wiesz
wiec trzymaj fason by nie skończyć jak śmieć
Bielany , Wola tu mierze prosto w cel
widzisz co się dzieje 21 wiek
chłopaczyna musi latać by mieć co jeść
Wiem boli ale niestety tak tu jest
tu gdzie warszawskie piekło szacunek musisz mieć
do rodziny,kobiety do ziomków,życia też.
o masz silną więc wykorzystaj je
szanuj każdą chwile a nie chodzisz tylko ćpasz
czujesz się jakbyś był w niebie ockniesz się dopiero
gdy upadniesz na glebe proszę ja ciebie
przede wszystkim szanuj siebie pozdrowienia z ulicy
2010 ..taa...
DZP z Bielan, ten przekaz płynie,
piaskowe tereny, idę po cienkiej linie,
bez przerwy, póki co, chodź nerwy są,
wklejane pakiety, trzyma zaufany krąg,
nie wie tego ten, kto nie żyje tym jak my,
jestem stąd, Bielany, północny styl,
tu gdzie namierzają psy, a ulica ich pierdoli,
stary Żoliborz, elo, sami swoi.

Ej, Ero dla Bielan lecz nie tylko na Bielanach,
rozprowadzam, swój towar tak jak Tony Montana,
słyszysz, harczy membrana, ja z tymi co ze mną idą,
każdy żyje na krawędzi, bo stąd najpiękniejszy widok,
miejski poligon, uniwersytet ulic,
nauka nie pójdzie w las, każdy z nas chce hajs przytulić,
tu nie ma nic za friko, i to nie strzały znikąd,
Ero tu z kliką, rap trzęsie okolicą.

Z lewej strony Wisły, na północnym końcu,
trasę pierwszej linii, podziemnego pociągu,
spotkasz moją mordę, w otoczeniu moich ziomków.
Przykitrani w mroku, cienia szarych bloków,
ogarniamy swoje sprawy, mając psy na oku,
za zębami język w przypadku kłopotów,
wie to każdy wokół, trzeba być w porządku,
WWA, Bielany, bracia dla was pokój.

Bie-Bielany, Bie-Bie-Bielany,
miejski żargon, styl, kto chce to zdissować.
Bielany WWA, te rewiry,
północna strona stolicy. (x2)

Na północy WWA, parę mord przy mikrofonie,
huj w to biję, czy nas znasz,
ja tym żyję, stąd rap chłoniesz,
to Bielany unikalnie, ten wykręt przez dzielnice,
Marymontu, Piaski, chodniki, ulice, piony bite ej,
to nasz dym, nasz syf to nasze bloki,
te widoki od dziecka, ze mną rosły nigdy dosyć,
chodzą słuchy po dzielniach, że na piątkach worek pęka,
żyję tu misję wypełniam, ze mną banda niezmienna.

Bielański sztos, spod szyldu JWP,
to ten głos, swoje flow, śle tera Tobie Fo,
jeśli nie wiesz, to się dowiesz, kto jest kto, kto jest skąd,
to Bielany WWA, północny front.
Tu mam bratnich dusz całą masę, z nimi stale,
na maksymalnie wielką skalę, piję bro, palę susz,
Ci wandale mimo to we łbie mają fus, spójrz,
tak się melanżuje, że aż lecą wióry, sypie kurz.

Tutaj urodzony, tutaj żyję, tutaj zostaję póki nie zginę,
nie żadne inne, tu nie żadne wille,
w blokach z betonu trza działać sprytnie.
Aspekt, trener i tu mam wenę,
to miejsce tlenem, inne niż wszystkie,
osiedla homie, są mi najbliższe,
jak mordy bliskie, nikt nie wymięka.

Bie-Bielany, Bie-Bie-Bielany,
miejski żargon, styl, kto chce to zdissować.
Bielany WWA, te rewiry,
północna strona stolicy. (x2)

Bielański styl, dla mnie najlepszy ze styli,
ja wbijam się na ten track, nie mam do stracenia chwili,
Ty wpadnij na te rewiry, to poznasz prawdziwy hip-hop,
bity takie i apy, te rymy to dla nas wszystko,
Biby, alko i dragi, dla wielu to dzień jak co dzień,
reprezent JWP, Bielany są naszym domem, ej,
wiesz czego chcę, chcę znaleźć miłość i spokój,
tu znalazłem czego szukam i za to dziękuje Bogu.

Zawsze będę czuł szacunek, do tego miejsca,
tak jak nigdy nie zmienię, do muzyki podejścia,
wkoło wiruje świat i nie może przestać,
od nas wypływa rap, to naturalna kwestia.
Prosto ze źródła, zero wpływu z otoczenia,
tylko własny tok myślenia, to tutaj się docenia,
nie struganie szpenia, co ma huj do powiedzenia,
Bielany, nasz dom wygrzany, z tą muzyką powiązany.

Moje okolice, bloki dzielnicy hutniczej,
stąd pochodzę, stąd mój styl się wywodzi,
chcący przeszkodzić, sami se mogą zaszkodzić,
my nie dajemy się wodzić za nos,
w porozumieniu kolejny cios,
wyprowadzamy w wątłe ekipy,
gdyż tak jak one, nie przynosimy kichy,
swojej dzielnicy i swoim braciom,
ważne jest po co, nieważne za co,
rap robimy i ściany bombimy.
Raz Raz Mixtape Kaz Bielańska Forteca Sprawdź To BONUS RPK

Pod odkrytym niebem możliwości wiele
życie słodkie nie jest nie myl go z karmelem
zawijana zieleń gruntowna reakcja
RP Korporacja po mej stronie racja
Gdy uderzam w teren dobrze wiem co robię
na Bielanach ma lokacja tutaj puszczam w obieg
Teraz odpowiedz to dla Ciebie człowiek swój
Bliskich szanuję a lamusów wywalam w chuj
To pewnie wiesz jak nie słuchasz mnie od dziś
Pierdolić ich dalej swoją drogą iść
Chcesz godnie żyć? To rób coś w tym kierunku
o swoje walcz i wymagaj szacunku
z Głośników szum jedyny w swoim gatunku
powtarzam po raz enty z kurwami się nie kumpluj
To zwykłe zakręty banda szatana kundlów
Co depcze w pięty w dupę że jebany mundur

Ref
To Cię porażę albo tym razem wzmocnię
To się okażę komu dane żyć godnie
To życie ziomek jeszcze nie raz Cię kopnie
ważne by stać i nie obsrać się w spodnie[x2]

Jak Ci się widzi bo ja bym chciał swobodnie
mieć flotę na podróże zachodnie,
z Moją Kobietą aby nigdy nie zabrakło
idę po swoje w ciemności widzę światło
zrównoważony bo nie zawsze bywa łatwo
pamiętaj ziomek aby trzymać jedno pasmo
To moje hasło koneksji kompozycja
żyć eleganckim być to do wykonania misja
trafna decyzja a parówy strusie do jednego wora
leszcze nie zdołają uciec To was pokona
sami się unicestwicie nim obejrzycie
jak was wypierdoli życie
To moje słowa ten kawałek jedna część
trylogii, która otworzyła w sobie więź
Ulicy Rap gdzie przechodzą Ciary wiem
To znaczy jedno że to jawa a nie sen

Ref
To Cię porażę albo tym razem wzmocnię
To się okażę komu dane żyć godnie
To życie ziomek jeszcze nie raz Cię kopnie
ważne by stać i nie obsrać się w spodnie[x2]

Właśnie tak elo 2009 Mixtape kaz Razem Ponad Kilo
Sprawdź ten styl Skurwysynu Warszawski Rap Na Mikrofonie
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
R
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
P
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
K
Kto tu rządzi
RPK

Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
R
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
P
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
K
Kto tu rządzi
Bonus

Kiedy wchodzi RPK to policja ma ciśnięte i nie obchodzi mnie czy wpierdalasz się w tą puentę,
melanżowe mordy są jak zawsze uśmiechnięte,
elegancki rap leci do was na osiedle,
tak jak i ty jestem rapu konsumentem,
tak jak i ty lubię śmigać na kolędę,
tak jak i ty chcę mieć kapuchy więcej więc latam za sosem i za nim sie kręcę,
em do ce dzieciaku a w moc tego bitu,
bez kitu to wypierdala bardziej od dynamitu,
kilku chłopaków tylko jednolita banda,
jednolicie ziomuś nawijana propaganda,
HCA nie samba na ulicach miasta toczy sie balanga powtarzane hasła RPK wyrasta z betonowej gleby
żadna pederasta nie ma wstępu na te krzewy.

Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
R
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
P
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
K
Kto tu rządzi
RPK

Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
R
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
P
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
K
Kto tu rządzi
Dudek

Kiedy wchodzi Ponad Kilo cała sala łapie chmurę to przekozacki towar przejmuję tą całą bude,
to to naturalny plon szytów szczyt najdorodniejszy oryginał a nie klon zjaraj to do końca pierwszy,
chłopak poznajesz to rap ulicy muza tu RPK napierdala jak yakuza,
tutaj burza nie ma szans dobrze wiesz co jest grane,
styl mocniejszy od piorunów rozpierdala każda plamę,
pisz testament kolo wiesz co się szykuje tutaj człowiek zwany Kilo prostym słowem nokautuje nie pozuje,kruszy,zwija pali,pisze i maluje jednym słowem towar wypierdala w kosmos czujesz?
Poczuj to ziom i sprawdź jak to działa trzy litery z alfabetu dużo twardsze niż skała,trzy litery z alfabetu dają moc jakiej nie było,
kiedy spytam kto tu rządzi powiedz Razem Ponad Kilo.

Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
R
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
P
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
K
Kto tu rządzi
RPK

Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
R
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
P
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
K
Kto tu rządzi
Kokot

Teraz wjeżdża RPK więc pożegnaj czas zamułe ty odpalaj ją,
ty kielona podnoś w gorę Razem Ponad Kilo buja,buja,buja tłumem,zajebisty melanż hula tutaj w klubie,zero niedomówień walimy ostro wódę,
rap nawijam niszczę blachę sporo kolęduje nie świece przykładem ziom robię to co lubię i chuj wbijam w to czy komuś to pasuje,
wiem że wielu ludzi tą ekipę dopinguje ja mogę na tobie ty polegać możesz na mnie cała Ciemna Strefa jak rodzina ramię w ramię siła grupy ziomuś to wzajemne poparcie życie stwarza przeciw nam różne sytuacje,
syfy z dupy nie,nie,nie jeden obsraniec,każdej kurwie w dupę chuj i na ryj kaganiec Razem Ponad Kilo w Polskim rapie robi zamęt.

Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
R
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
P
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
K
Kto tu rządzi
RPK

Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
R
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
P
Kto tu rządzi
Kto tu rządzi
K
Kto tu rządzi
Dj Grubaz
Pożycz ziomek szmal, wiesz mordo, że nie ma sprawy,
jak mam, zawsze dam, nie robię z tego przesady.
Pieniądz tylko rzecz, bardziej liczą się zasady,
kto się nie liczy z tym, ten se w życiu nie da rady.
Gdy patrzę tak na ciebie, to zaczynam mieć obawy,
co się z tobą dzieje, całkiem inne były plany.
Czas leci, zapierdala, a ja wciąż nie widzę many,
za to słyszę jaki znowu to nie byłeś najebany.
Tańce, bałagany i w niepamięć odchodzi,
to co tak naprawdę miałeś zrobić [TAA].
A gdy patrzysz mi w oczy robisz z siebie biedaka,
że czasem coś ci wpada, lecz i tak nie wystarcza.
Pomaga ci mama, taka z ciebie pokraka,
zachowaj się jak facet, teraz ty mamę nakarm.
Swoje długi pospłacaj, ode mnie dobra rada,
kto w chuja wali, ten odpada, prosta sprawa.

Ref:
Oddawaj hajs człowieku, lepiej na czas.
Zadbaj o dobre imię i swoją twarz. (x2)

Teraz życie na kredycie, każdy ma coś do spłacenia,
on co miesiąc w banku raty, a ty krechę u dilera.
Pożyczyłeś hajs od ziomka, miałeś kryzys, poratował,
teraz ostro palisz chuja, pomyśl jak żeś się zachował.
Dałeś i nie dotrzymałeś słowa, nagle go unikasz
i z dobrego chłopaczyny zmieniłeś się w naleśnika.
Taki jak ty szybko znika, szybko kończy się kariera,
nie pomogą tłumaczenia, nikt się na to nie nabiera.
Mówisz o nim, że jest sknera, jak się o swoje upomni,
zapierdalasz kanałami, liczysz na to, że zapomni.
Nawet nie podbijaj do mnie, takich jak ty mam już paru,
co nie mogą spłacić długu, ciągle im brakuje szmalu.
No i jak tu nie mieć żalu, ja bym nie miał myślisz sobie,
to dlatego, że ty jemu, a nie on jest winny tobie.
Jak pożyczam to oddaję, ważna życiowa zasada,
ty też swoje długi spłacaj, ode mnie dobra rada.

Ref:
Oddawaj hajs człowieku, lepiej na czas.
Zadbaj o dobre imię i swoją twarz. (x2)

Ja wytrwam, daj dla mnie, ile to już temu,
pewien geniusz, nie dał rady znieść już
presji na bani, stres i nachlani,
w kółko, krótko, nazajutrz spłacali
samary za ostatni miesiąc.
Niby górką, koleszcy koleszkom dawali z uśmiechem,
czar pryska, brak pyska, a telefonów lista nieczynna, to pizda.
Kto by pomyślał, zostawił ci rachunek za miesiąc baletu,
za dziwki i torby,
już nie jest hojny.
Nie wiesz może co z nim?
Zapłacić za to musi, to się musi zwrócić.
Szukaj i lataj typa, co się pod ziemię zapadł.
Kwota, albo głupota go przerosła,
dobrze wie, że musi oddać.
Wiadomo, sprawa prosta.

Ref:
Oddawaj hajs człowieku, lepiej na czas.
Zadbaj o dobre imię i swoją twarz. (x2)

Ile było takich, co z karteczek nie znikają?
Dają serce, zaufani, a w podzięce co ci dają?
Najpierw ziomuś, jutro bank, a pojutrze parę godzin
nie odbiera, wyłączony, pierdolony znów ugodził.
Atakują skurwysyny najczęściej kiedy chcesz pomóc,
nie docenia jeden z drugim, że nie ufasz byle komu.
Siedzą w domu bez odzewu, chociaż wiedzą gdy brakuje,
jak się poznasz, jest za późno nikt go tu już nie widuje.
Mija miesiąc potem drugi, w niepamięć idą długi,
słuchawka milczy rok, bo gdzieś numer twój zagubił.
Zamiast zarabiać to lubił i pogubił się szybko,
jak nie teraz, to na pewno kiedyś, pamiętaj dziwko.
Sam zapierdalasz, więc wiesz jak to się kończy,
głupio jest ci? Powiedz, gdzie żeś zabłądził?
Co mogłeś zyskać przejebałeś, bez chwili wahania,
bo nie mogłeś się powstrzymać kurwa mać od zajarania.
Takich pełno bez godności, najczęściej bez znajomości,
przecież wiesz, przecież znasz, najlepiej w dużej ilości.
Pożycz, masz i nie dość ci, taki jesteś ty cwaniuro,
zawsze ten charakter niższy, co to okazał się rurą.
Za maniurą zapierdalasz, kto cię nie zna, ten cie kupi,
wyjazd tu, wyjazd tam, pozna się kto nie jest głupi.
Jest na melanż, jest na wszystko, prezentacja pierwsza klasa,
lecz pamiętaj, że zagrywasz bliziutko obok kutasa.

Ref:
Oddawaj hajs człowieku, lepiej na czas.
Zadbaj o dobre imię i swoją twarz. (x2)
Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2

BONUS
Gdy nie ma sielanki temperatura wzrasta
Nocne razjy ostre są gorące w świetle miasta
Coś kusi, w powietrzu wisi, porywa ludzi do tańca
Ale gdzieś daleko od różańca
Wieczorna balanga się przeradza w piekło z rajem
Jeden najebany alkoholem, drugi hajem
Albo tym i tym, razem wymiksowane
Ty wiesz co jest grane jesteś swego losu panem
Lubisz dobrą zabawę, tą poza prawem
Tylko nie pomyl jej z całorocznym karnawałem
Awantury krwawe plus dziewczyny rozebrane
Wszystko się może zdarzyć jak w bani zamęt
Kluby z użyciem wódy, mordercom nudy
Melanż gruby, lecą kółka, lecą stówy
Boruty, rozróby, w podświadomości rachuby
Tak zwane moralniaki, powiązane z kacem,
Który nie ma litości i nawet dwa dni jest leczony
Bywają też przypadki, OIOM-y i zgony
Czasem zabawa ta zbiera swe plony
Czasem zabawa trwa cztery sezony

Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2

MIXO
Siemasz, jak się miewasz? M jak Melanż (SIEMA!)
A jak alkoholizm, kiedy wątroba boli
I powoli ciężkie kroki tri falują bloki drin nie pierwszy rok
I na na na na fatamorgana, japa nachlana z rana
Reanimowana grudą, walka z nudą, piwo z wódą
Jack Gin paliwem, ile to już lat znowu chlasz, tą cytrynę
Przyznałbym nagrodę, gdybym się nazywał Guinness
W imię czego idziesz, w tango argentino
W końcu żyjesz, pijesz przy barze z dziewczyną
Jakie basta, blah, wzrasta libido zaraz ambaras
I gibon! pyk toast z kobieciną no i pytasz ją o bletki
Ona wyciąga z torebki, ale tabletki ekstazy
Wczoraj żarła kwasy i to są hardkorowe czasy
Szybkie tempo, mocne basy, koka z tacy, zapach kasy
Agentury, dziwki, szmaty, aprobaty
Na to nie ma cała hiphopowa scena ema
Wena Ci wraca, praca co tam poczeka
Nie narzekasz ile, ile to już lat trwa ta dyskoteka
Nie wiesz kiedy przestać chlać, kurwa mać! (ni chuja)
Jak automat walisz bombę i idziesz spać...

DAMIAN
A melanż trwa, lecą kartki w kalendarzu
Rozjebany hajs, leci piana na melanżu
Leci giecik zawinięty w blecik
Każdy wie OCB bez udziału osób trzecich
Zawirowanie w bani, już najebani ostro
Coś w nos ktoś znów poda tym koksom (ostro)
Po bandzie, a nie prosto, zdrętwiały gardziel
Mówię stop proszkom, poszło! Promile walą w dynie
Najebane stany, rzeźnia jak w młynie
Najebany lecę, czekam na browar w kolejce
Albo wbijam się na siłę, kiedy widzę puste miejsce
Łapie kwintesencje i lecę dalej w tany
Klub cały lata, bas uderza o ściany
W sam raz na te stany, kiedy zwichrowany bawię się
W piątek najebany, patrzały jak przez mgłę
Promile wchodzą w krew, lecz alkomat wchodzi w nawyk
Nie raz zobaczysz mnie w jednym z klubów Warszawy
Pod wpływem emocji i ostrej zaprawy
Żyć to się bawić, inaczej nie da rady

Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2

BRALAK
28 na karku, nie z warzywa mi na targu
Prędzej spotkasz mnie przy barku, przy browarku
Prosty melanż, ostry z tego nigdy nie wyrosłem
Nie myl mnie nigdy pedale z osłem
Bralak chora psycha, zielone opary wdycha
Chodź pokaże Tobie sztuczkę
Mam w ręku jointa, patrz znika, znika!
Dzisiaj na melanżu przecież jest chora psychika
Elo brat, ile lat, taki czasu szmat
Zadyszkę by złapał nawet wyścigowy chart
Jeden wali torbę, a drugi dostaje korbę
Jak się dobrze tam rozejrzysz to zobaczysz moją mordę
Jugosławscy fani najebani, nastukani do sposobu życia przywiązani
Go nie zmienią wszyscy Ci, którzy to cenią
Swojego na cudze nie zamienią
Za dalekie loty skutkami ognistej wody
Adrenalina rozpierdala jak trotyl
Poznałem tą braże od melanżu, na melanże
Nie zapominaj człowieku, co jest w życiu ważne
Na ulicy, w klubie się nie zgubie
Nawet wtedy gdy mam najebane w czubie
Barbarzyńca Bralak mówi Ci tymczasem nara!

Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2
Ty Kurwa zobacz, kto to jest? ( Patrz )
to ten kurwa co jest winny kurwa hajs mojemu koledze.
Pierdolony kurwa kutas, Ty, człowieku Czekaj.

Spójrz prawdzie w oczy, spójrz.
Właśnie tak, kurwy stare.
Co widzisz, zachowanie podłe.
Kurwy, cwele.
Co to kurwa ma być, chuj wam w dupę.
Odpowiedz, raz, raz. (heeh)
Właśnie tak.

[Bonus RPK]
Spójrz w prawdzie w oczy ty obsrana parówo,
twoje zachowanie podłe śmierdzi gorzej niż gówno,
gdy ziomka wita pudło bo ma przypał to kurwo,
nawet palcem nie kiwniesz, by mu pomóc, chociaż.
Gdy był na wolności nie dał ci krzywdy zrobić,
jeszcze dał ci zarobić, gdzie wyrazy wdzieczności z twojej strony?
leszczu pierdolony, gdzie?
i co? jesteś zadowolony, bo ja nie.
Minął rok prawie z korespondencją cisza,
ziom pije czarną kawę, dni wyroku odlicza,
przydała by mu się wypiska, lecz tak się składa,
że zaległe dwa tysia, zostawiłeś w maszynach.
Nie wiem coś kurwa myślał, chujozo zwykła,
bo rozliczenia kwestia i tak cię nie unikła,
teraz morda obita, pogrążony w pociskach,
rozjebany jak pizda, starego kurwiska.
Mówię ci to z bliska i w oczy patrzę,
posłuchaj mnie uważnie, zapamiętaj na zawsze,
gdy byłem na widzeniu, Mordzia mówił chuj w ciebie,
chciałeś wyjebać freda to teraz fred cię wyjebie.

[Damian WSM]
Spójrz prawdzie w oczy, zachowałeś się jak pała,
cała Wola cię nazwała, zwykłym chujem do szczania,
psiurem do jebania, fałszywa parówo,
na Bielanach też już nie masz życia, chuj z twoją skruchą.
Z rozjebaną gruchą za darmo nie latałeś,
powiedz czy na dziesiątkach hajs oddałeś?
Przypomnę sytuację w której się obsrałeś,
temat poszedł na pannę u której mieszkałeś.
Ona za ciebie siedziała ty w tym czasie balowałeś,
ona nadzieję miała ty rakiety nie wysłałeś,
ona płakała gdy ty wyjebane miałeś,
nie myślałeś o niej kiedy kurwa musiałeś!
Ona dupę ci broniła gdy leżałeś hajs,
kokaina, alkohole, na kole pamiętasz,
twoja fałszywa twarz, przypałowcu zajebany,
bałeś się sądowej kary teraz będziesz jebany.
Przez nienawiść bloków szarych nie unikniesz kary pało,
szczota prosto w dupę tak żeby zabolało,
bo wpierdol to mało jeszcze jedna sytuacja,
w lasku na kole wargą, centymetr od wacka.
Zgrywałeś wybujanca ale jesteś mięka pyta, (pyta),
prawda taka jest nikt z frajerem się nie wita,
twój ojciec policjant, mundur w piwnicy potwierdził,
jebać cię kurwo! życie, w kanale spędzisz.

[Kłyża/ Miejski Sport]
Trzy lata na lewo zapadł wyrok skurwysynu,
wskazałeś na mnie palcem tak broniąc swoich synów,
wiedziałeś dobrze w jaki przedział się wpierdalasz,
ja już jestem na wolności, ty kanałem wypierdalasz,
Ty bujałeś się furami, ja oddzielony kratą,
dzięki twojej współpracy z policyjną szmatą.
Ty kurewski krok ja przerwa w życiorysie,
ja z głową ku górze a ty z chujem w odbycie.
Pękła cienka nić a ty topisz się w gównie,
taka jest kolej rzeczy ja patrzę na to dumnie,
bezmyślny czyn i lądujesz w trzeciej lidze,
wychowany przez ulicę, konfidentów nienawidzę.
Nadejdzie taki dzień, nadejdzie taka chwila,
przetną się nasze drogi i nie dasz kurwo dyla,
i to nie są puste słowa i żyj z taką wiedzą,
niedługo na wolności, ci co przez ciebie siedzą.
Te słowa są do tych co współpracują z psami,
ulica was rozliczy i pokrzyżuje plany.
Spójrzcie prawdzie w oczy czy wam się opłaciło,
stracić dobre imię i mieć obite ryło. (co?)
(Damian WSM)
Nic od razu nie ma, życie to jest pewien schemat,
najpierw temat, potem dążysz i rozmachu to nabiera,
czasem kurwica zżera, to koleje losu,
kolor czarny lub biały, wszystko widzisz na swój sposób.
Spośród zgiełku, chaosu lecisz swoją drogą,
wytrwale w tym co robisz, coś nie wyjdzie - to na nowo,
proste, słowo nabiera znaczenia,
twoja cała praca jak to się zakorzenia .
Potem rośnie, daje owoc jak coś robisz to rób z głową,
i na nowo,wiesz nie ma w życiu kolorowo,
trochę lat minęło od kiedy się zaczęło,
pierwszy zapisany wers i tak zwane pierwsze dzieło.
To wzięło się z zajawki, ławki, z potrolla klatki,
nie ma nic od razu, najpierw były puste kartki,
budowanie marki, układanie spraw,
wady i zalety, każdy w sobie je ma.
Motywacja na start bardzo mi pomogła,
od ziomka bita piątka, ziomuś zajebista cnotka,
uśmiech na twarzy u ludzi, których spotkam
i szacunek do tych, których tu widzę co dnia.
Ten rap mnie porwał, rap wskazał drogę,
bez tego żyć nie mogę, chce zostawić coś po sobie,
nie walczyć z nałogiem, pijąc i ćpając pod blokiem,
rok za rokiem ciągle ogień to było pierwszym krokiem.
Nic od razu nie ma, nawet gdybyś srał pod siebie,
i tak zaczynasz od zera, szczera wypowiedź,
to jest kwestia tego zdania,
i pamiętaj ziomek, nie ma przeszkód nie do pokonania.

Ref.
Nie ma nic od razu, ciężko by pokonać,
szkoda marnować czasu chyba dobrze mówię ziomal,
Podnieś głowę w górę, szkoda, że straciłem,
zaginiony wśród podwórek, w ręku z ciepłym królem.
Nie ma nic od razu, ciężko by pokonać,
szkoda marnować czasu chyba dobrze mówię ziomal ( ziomal).
Podnieś głowę w górę, szkoda, że straciłem,
zaginiony wśród podwórek, w ręku z ciepłym królem.

(Bonus RPK)
Pamiętam jak z pustymi kieszeniami latałem,
wiele rzeczy chciałem, wielu rzeczy nie miałem,
ale było kilka kwestii co nie kosztowały wcale (nic),
długopis i zeszyt, ja temu się oddałem.
Pisałem, rysowałem teksty, tagi na kartki,
przelewałem dla zajawki, z czasem nabrało to barwy,
a walkman i słuchawki był dla mnie motorem prawdy,
tylko polskie rapy wyjebane w czarne klimaty.
Szaty czy techniawy, hardcorowe rymy weszły w nawyk
97' klasyk teraz inne czasy,
życie pokazało, że się opłacało,
mieć wytrwałość, choć nieraz się inaczej wydawało.
Dziś mam to co chciałem, o czym marzyłem,
dlatego bo konsekwentnie do tego dążyłem,
zawsze mocno wierzyłem i zdobyłem tą siłę,
frekwencja na koncertach odzwierciedla wysiłek.
I włożone w to serce, odbiorców coraz więcej,
każdy wers przemyślany, nawet pisany na prętce,
wystarczy dobre słowo, lecz Ty chcesz dodatkowo,
mieć na bluzie nasze logo, za muzykę w podzięce.
Więc ja z tego mam działe, więc wspierasz moje ruchy,
na studio, teledyski wciąż brakuje kapuchy,
przede wszystkim inwestycja w jakość to podstawa,
za ciuchy legalnie mogę żyć i zarabiać.

(Arturo JSP)
Znam to na własnym przykładzie od razu nic nie dostaniesz,
bo nie wszystko się udaje, sam wiesz, za pierwszym razem,
przyłóż się dokładnie a spotkają Cię efekty,
i uwierz w końcu ziomek, że nadejdzie ten dzień lepszy.
Spójrz na twarze ludzi zobacz jak ich życie męczy,
niektórzy już nawet nie potrafią się cieszyć,
z tego dobija do następnego, jak jest okazja to bierz ją,
tylko nie próbuj puścić abo koło nosa ci nie przeszło.
Mordeczko nic od razu nie ma,
miasto lepiej zapamiętaj, to dla Ciebie będzie lekcja,
niech to da Ci do myślenia, niech uderzy w Twoją głowę,
masz szacunek do ludzi, ktoś na pewno Ci pomoże.
To co jest już Twoje nie daj sobie odebrać,
zawistne pazerniaki czekają by Cie wyjebać,
nie daj żywcem się pogrzebać tylko walcz dalej o swoje,
nie ma nic za darmo tu każdy ci to powie.
Historia chłopaczyny, który udowodnił coś
Blokowe rutyny nie wciągnęły go na dno
Za to życie dało w kość, aby mieć lepszy dres
Musiał robić to, za czym idzie gruby stres
Jego mama sama musiała dać sobie radę
Więc on, by nie być pusty, latał z tematem
Nastukany batem, zajarany rapem, przecinął ulicę z fartem
Pierdolił twarde zawsze, tyko na handel i nic więcej
Będziesz ćpał swój towar, to Ci uschną ręcę
On zarabiał pięknie, ale to nie perspektywa
Za ten hajs ustawił siebie, dzisiaj to widać
Gdyby nie ryzyko, stałby dalej w miejscu
Gdyby nie muzyka, co mu grała w sercu
Dziś robi co kocha, i ma wyjebane
Dobry chłopak, zagwarantował sobie taką zmiane
Sam, w stu procentach wykonany plan
On pamięta, ile życie zadało mu ran
Ile było zmian, ile wątków
Kiedyś znów, trzeba zacząć od początku

[Arczi]
I tak, od małolata, swoją ściężką latał
Powoli, rozważnie, by za wcześnie nie zejść z tego świata
Słów brata słuchał, wiedział że nie będzie łatwo
Widział jak banknot, szybko spycha ludzi na dno
Być kimś zapragnął, po za to bagno uciec
Jednak przeżył hardcore, na codzień masz to w Hucie
Kombinacji start, tu gdzie kurwy, oraz dobrzy ludzie
Masz fart, to do pracy pójdziesz tyrać w brudzie
On inną ścieżkę obrał, znana metoda
Ruszamy w teren, dobra, dawaj - szybka robota
Hajs wpadał od tak, jagiełło na banknotach
To było lepsze życie, nie myślał o kłopotach
Nagle poślizg, kapota, trzeba się wycofać
Nowe realia, na wszystko trza pracować
Wkońcu zszedł na ziemię, oddał się rapu rytmom
Reprezentuje podziemię i nawijkę uliczną
Kiedyś wyjechał, teraz wraca w pełni sił
Szajka, RPK razem w drodze na ten szczyt
Liczy się spryt, i podjęte decyzje
Te liczne zmiany, których widać dzisiaj wpływ jest
Betonowy las, hajs chce go mieć, chce
żyć jak król nie jak śmieć, to mój cel
jak niektórych celem ćwierć
ja mam satysfakcje, oni mają śmierć i to pewną
na pewno wiercą sobie dziurę w charakterze
zwykle staje się frajerem ten kto brauna bierze
rozkmiń se to ziom mówię Tobie szczerze
do celu idę i się nigdy nie sfrajerze
mam ambicje nie spierdolę tego rapu
zawsze będę robił rap dla dobrych chłopaków
mimo że lamusy chciałyby wymazać prawdę
do celu będę szedł trzymając zasady twarde
ulicy styl, jestem reprezentantem
pierdole tego co się brata z policjantem
Bonus RPK wciąż zaprzyjaźniony z blantem
myślę, że to co robię nie pójdzie na marne

Tu nie wchodzi w grę zapał słomiany chłopie
dawno określony cel, pasja jest motorem
robię to jak chce, choć ma szary odcień
hardcorowy rap za prawdziwość doceń
oceń go jak chcesz przecież własny gust posiadasz
siła drzemie w bani wkurwionego dzieciaka
obserwuje świat i na wersy to przekładam
badam rzeczywistość która mnie otacza
odnalazłem cel w tym, że o tym opowiadam
chce dotrzeć do ludzi ich serca poruszyć
przy ożyciu muzy do myślenia zmusić
łatwy pieniądz kusi jak chce dodać ci otuchy
bo chce tak jak Ty trafić w cel bez puchy
kurwy nigdy nie przestaną w tym przeszkadzać
losu nie chce kosić nie chce dać się złapać
lecz sam wiesz jak jest więc ostrożnie trzeba działać

Patrz brat jak dążymy do celu
pomagamy sobie wzajemnie bo jest nas wielu
kierujemy się ku przeznaczeniu i trwamy w wierze
jesteśmy blisko sukcesu wiec się z nim zmierzę
to nie fantastyka, to wiersze prawdziwe
za płytą płyta ja się w ogóle nie dziwie
zajawka numer jeden od kołyski aż po grób
AK 47 na mikrofonie znów
do celu dążę, dążę permanentnie
rap z ulicą wiąże co zwiększa napięcie
szarą rzeczywistość opisuje codziennie
tak jak co dnia doskonale me zajęcie
rap, rap, rap zajawka od lat
prawdziwe pojęcie, na pewno Ty to znasz
przyszłość niepewną ma twarz lecz dążymy do celu
po swojemu nie zawsze wyjdziesz na plus przyjacielu

Wciąż do celu mimo, że nieraz nie po drodze znów
bezsenne noce w bani kocioł jak po koce
oglądam wiadomości wiesz, nic nowego
dzisiejszy dzień, powtórka z poprzedniego
głód oraz wojny, rożne państwa różne akcje
rożne postacie, rożne życia komplikacje
tym tnij jak strzała ile los ci pozwala
to młode pokolenie, uderzeniowa fala
kolejny projekt a projektów ponad kilo
nawijanych tekstów napisanych przed chwilą
celem prawda rap prosto z serducha
znowu kiwasz głowa przy tej nucie łapiąc bucha
to nie selen, na którego drodze cwele
tutaj lepszy ten, który lepszą ma bajere
kwintesencja prawdy, proste rap kontakty
sztywny pnp czysty rap czyste fakty.
Dawno temu jakieś kilkanaście lat,
Pierwszy usłyszany rap jakoś tak w ucho wpadł,
W głowie siadł i pozostał w sercu,
Gra w nim do dziś dużo nadał sensu myśli kontekstów,
Przekaz w postaci tekstów bitów i rymów,
Życie w postaci testu i wielu przygód,
Wyciągane wnioski to atrybut,
Chociaż nieraz wkurwienia wybuch wysoki puls,
Nieraz stoicki spokój i pełen luz,
Tak na przemian zakręcony los nasze przeznaczenie zmienia,
Pomaga mu czas i gruntowne przemyślenia,
Nie do zapomnienia wspomnienia,
Zostawiły rysę ona ulokowana jest na psychice,
W praktyce opartej na technice do skutku nabywania,
W szkole zwanej życie potrzebnej do przetrwania.

Ref:
Dawno temu ta muzyka opętała moją dusze,
Dzięki temu robię to co lubię,
Robię to co kocham dostałem dar od Boga,
Swego losu kowal dobry chłopak na błędach wychowany,
Na dwóch dzielnicach Wola Bielany,
Hip hop ulica mego życia styl obrany,
Do podziemia głos dla podziemia hołd oddany,
Dla moich ludzi jest ten rap dedykowany.

2)
Musiałem pojąc wiele spraw by to zrozumieć,
Szacunkiem do życia bo żyć trzeba umieć,
Wkurwiony dzieciak mój tok myślenia,
Prosty i jasny podziemie wysoko cenie,
Pierdole gwiazdy z tym się nie zmienię,
W tym temacie wszystko nielegalne brzmienie,
Dla mnie prawdziwy hip hop,
Muzyka uczyniła mnie artystą ulica pokazała rzeczywistość,
Aż w końcu stanąłem przed wyborem,
Robić to co chce lub kontynuować szkołę,
Kombinować sos wykonywać własny cel,
Technikum bez matury w szkole został tylko cień kilku wspomnień,
Ale wiem co robię mam w miarę poukładane w głowie,
I wiarę że to co chce osiągnę,
Że wartości prowadzą moją nogę w dobrą stronę,
WWA Bonus RPK przy mikrofonie.

Ref: x2
Dawno temu ta muzyka opętała moją dusze,
Dzięki temu robię to co lubię,
Robię to co kocham dostałem dar od Boga,
Swego losu kowal dobry chłopak na błędach wychowany,
Na dwóch dzielnicach Wola Bielany,
Hip hop ulica mego życia styl obrany,
Do podziemia głos dla podziemia hołd oddany,
Dla moich ludzi jest ten rap dedykowany.
Nigdy mało zbytu szczytu godnego bytu kwitu
Rozkwitów bitów podwórkowych hitów, głośników
Kolejnych zwrotek progres moich wyników to jest
Treściwy rap nie jebany nonsens PROSTE
Łykasz ten przekaz jak ja fakty gorące
Jak ulica pieniądze sprawy bloków dotyczące
Nigdy mało (nigdy mało) to zasady bardzo się liczące
Kto sie do nich nie stosuje ten sam sie smaruje stolcem
Jeśli chodzi o Polske nigdy mało hardcoru
Ciemna Strefa to postęp bez żadnego oporu
Trzymaj fason lub szoruj pokład wypierdalaj stąd
Wchodząc tam gdzie nie potrzeba popełniłeś wielki błąd TERAZ
Nielegalny sort Razem Ponad Kilo krąg nigdy mało tego jak pod sceną lasu rąk
Prawdziwość wybija gong co podkreśla verbel, stopa, głowa pisze słowa i niedaje zbastować mi BO...

Nigdy mało floty, nigdy mało zioła
Nigdy mało tego co potrzebne dookoła
Nigdy mało zdrowia, nigdy mało pasji
Nigdy nie odbierzesz mi tej racji NIEE x2

Nigdy mało tego co potrzebne twojej duszy
Wiara, siła i nadzieja o tym sie na blokach uczysz
Tak jak uczysz się na błędach trampolina życia wkręta
Raz upadasz a raz latasz zmierzasz się z ciężarem piekła
Jaki dostarcza ulica ziomek orient na zakrętach
Los to pierdolone puzle które składasz w elementach
Jak upadasz twoja głowa ma w tym wkurwienie opętać
Jeszcze nieraz jak Amsterdam zdala od Heleny srebra zdala
Od kurestwa które prowokuje do przestępstwa nara
Kurwo stara nie wpierdalaj się w szeregi
Ciemnej Strefy gra gitara
U nas pyty maja zakaz wstępu
Bez tandety te projekty nie dla konfidentów
Sterty słow i koncertów leci buch dla mych ludzi
W ktorych nigdy mało prawdy to szacunek budzi
Gram w otwarte karty z ludźmi co są tego warci
Farcik i pozdrówki
Nie zatracaj siebie dla gotowki

Nigdy mało,nigdy mało, nigdy mało właśnie taak...

Nigdy mało floty, nigdy mało zioła
Nigdy mało tego co potrzebne dookoła
Nigdy mało zdrowia, nigdy mało pasji
Nigdy nie odbierzesz mi tej racji NIEEE x4
Bonus RPK:
Czas na ogarnięcie, życie na patencie, teraz boks ma u mnie wzięcie i trenuje dzień w dzień zawzięcie, jara mnie mocne pierdolnięcie jak adrenalina w dobrej furze przy szybkiej jeździe, częściej miewam natchnienie, po treningu pisze zwroty, nie przepierdalam floty na głupoty, jest pięknie, poznałem kobiete której dałem swoje serce, z dnia na dzień coraz więcej, dbam o to więc nie zwiędnie. Miłość to jest kwiat co pachnie najpiękniej, trzeba go traktować umiejętnie, no pewnie, lojalność przewyższa pokusy bez wyłamy każdy prawdziwy mężczyzna w tym nie może dać plamy, szacunek do braci, szacunek do mamy, to prosty rachunek szanuj - będziesz szanowany, zatwierdziłem to na amen w mej prywatnej bazie danych i stosuję się do tego dnia każdego, bez zmiany. Nieraz mnie oszukał ktoś, myślał że jest cwany, spec od złej reklamy, kiep z maską na twarzy, musiałem się sparzyć by to lepiej zauważyć, rozwaga to niezbędny element podstawy, niektórzy aktorami są zajebistymi a ja niechcę mieć nic wspólnego z nimi, więc przeprowadzam selekcję i pierdole, fałszywe koneksje to pomaga mi dni mieć spokojniejsze, wreszcie oddech łapię z dala od zawiści, robię swoje w tempie swoim tak omijam wyścig, za tym to jest lepszy, za tym kto ma więcej, bierz przykład ze mnie i się patrz na własne ręce, dążenie do celu jest tu priorytetem ale bycie przy tym feer równa się z perfektem, jestem człowiekiem z intelektem to pozwala mi nie stać się insektem w tym mieście przestępstw.

Refren:
Życie, każdy ma receptę na poprawę, wystarczy tylko chcieć przy tym pierdolić obawę, do odważnych świat należy, kto w to nie wierzy nie ma szans swych umiejętności zwiększyć. x2

Karat NM:
Powiem wam teraz zatem jaki mam na życie plan, jaki mam na życie patent, pomysły na siebie mam jakie i wiem że wprowadzić w życie je potrafię, nigdy nie zmieniać się raptem, zmienia się ciało umysł się rozwija, nie zmienia się charakter, czas mija, lato za latem, chcę zostać tym samym skromnym chłopakiem, tym samym dzieciakiem zajaranym rapem, nowym beatem, nowym samplem, nowym tematem, tym samym dzieciakiem co nieraz jeździł na gape i uwikłał się w niejedną drakę, za małolata wypił niejedną kratę, pół serio pół żartem, nieraz biegał z blantem, w końcu znalazł pasję, przeniósł się na ringu mate czas na treningu spedzał miasta ławce, nieraz psuł nerwy matce, zbytnio zapoznał się z miastem, zgubił lecz odnalazł się, lat naście pełne ogarnięcie, sport stał się jego codziennym zajęciem, zawsze chce mieć to zacięcie, tak jak wtedy kiedy miało się go najwięcej, mój na życie patent - być mężczyzną nie dzieciakiem ale pełnym fantazji dziecięcej.

|Musiałem pojąć wiele spraw..|
|by to zrozumieć..|
|szacunkiem do życia, bo..|
|bo żyć trzeba umieć..|

Refren:
Życie, każdy ma receptę na poprawę (...) x2.

|Idę za ciosem, tworzę, wyniki mnożę..|
|Walczę pięścią nie nożem..|
|Tak samo słowem..|
|Obrałem sobie drogę że osiągnę mistrzostwo, nie zawsze za tym idzie pełen komfort, pamiętaj mordo!..|
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo