Donguralesko

5 element
poniedziałek
studio 5 element
sprawdŹ to

Król rewanży od dziesięciu lat
chłopak z branży a ty myślisz sobie
jak masz siano to na bank żyć
zero panczy co po całej Polsce tańczy
od tekli, cynamonu i pomarańczy
to ten co nie zbańczy nigdy nie dlatego
ze masz siano
dlatego wszyscy mówią mi siemano
a no proste
nie wiem co to jest ***** trema
się gra, się ma
jak się nie ma to siema siema
grunt i ziemia, sprzedają mnie na Bema
*****ysyny robione *****em z plasteliny
no sorry, wiem, ten system jest chory
te rymów sfory i chcę mieć tłuste resory
w aucie, puste buce stoją na aucie
dalej stójcie jak stać chcecie
i nie kumacjie
Gural wielkie biby i małe bibki
mam knyfy i knyfki
pale splify i wącham *****ki
Słyszysz, żyję tak jak na Fidżi
Słyszysz, żyję tak jak mi się widzi
Słyszysz, robię rap dla moich ludzi
Nigdy mi się to nie znudzi

To DGE, to DGE, to DGE...
5 element, yo

Welcome to the hip-hop culture
where DJ'ing, MC'ing, Graffiti Art
Breaking and a falase things
Are expressed every day
You are not doing hip-hop
You are hip-hop
Love Yourself and yur expression
You can go wrong...
Kostek
Mochnacki jak trup blady siadł przy klawikordzie
I z wolna jął próbować akord po akordzie
Już ściany pełnej sali w żółtym toną blasku
A tam w kącie kirasjer w wyzłacanym kasku
A tu bliżej woń perfum, dam strojonych sznury
A wyżej na galerii - milcz serce - mundury
Tylko jeden krok mały od sali go dzieli
Krok jeden przez wgłębienie dla miejskiej kapeli
On wie, okop hardy w tej przepaści rośnie
Więc skrył się za okopem i zagra o wiośnie

Rozpędził blade palce świergotem w wiolinie
I mały, smutny strumień spod ręki mu płynie
Raz w raz rosa po białej pryska klawiaturze
I raz po raz w wiolinie kwitną polne róże

Rosną większe, smutniejsze, pełniejsze czerwienią
Coraz niżej i niżej, uschną, w bas się zmienią
Nie, równo, równo rosną w jakiś smutny taniec
Rozdrganą klawiaturę przebłagał wygnaniec
I nagle się rozpłakał po klawiszach sztajer
Aż poszedł szmer po sali, sali biedermeier
Głupio, sennie, bezmyślnie kręci się i kręci
Myśli straszne wyrzuca z pamięci
Do piersi jakąś białą przytulił pierś drżącą
I czuje tuż przy piersi nieznośne gorąco
I tysiąc świateł w oczach, w czyjejś twarzy dołki
I zapach białej sukni, ubranej w fijołki
Ubranej w fijołki

Nagle złoty kirasjer poruszył się w kącie
Sto myśli, jak kanonier, stanęło przy loncie
Stu spojrzeń obcej sali przeszyły go miecze
Idzie wstyd ku estradzie - czuje, jak go piecze
Więc do basu ucieka i tępo weń tłucze
Po tym tańcu szalonym niech swe ręce przepłucze
Z czerwonych, duszących róż otrząsa płatki
Rozsypuje po sali w tysiączne zagadki
Sto znaków zapytania, sto szmerów niechęci
Nie pyta, już jest w basie, tam się wyświęci
Raz, dwa, trzy, cztery - wali, niechaj mu otworzą
Niechaj wyjdą z chorągwią, wyjdą z Matką Bożą
Niech końskie kopyta mu przelecą po twarzy
I niechaj go postawią gdziekolwiek na straży
Na ulicy stać będzie z karabinem w dłoni
Słyszy sala, ktoś idzie, ostrogami dzwoni
Ostrogami dzwoni...

Ostrogą spiął melodię, a akompaniament
Szaleje, krzyczy w basie, rośnie w straszny zamęt
Ku sali bagnetami już mierzy, już blisko
I ton jeden uparcie wybija - nazwisko
Wciąż czyste, w rozszalałe wplątuje się głosy
I wali, wali, wali, wali w basie murem Saragossy
Oszalałych Hiszpanów wyciem, darciem, jękiem
Wraca ku górze załzawionym dźwiękiem
W mazurze - nie - w mazurku idą wszystkie pary
By całą klawiaturę owinąć w sztandary
Zatrzymali się wszyscy w srebrzystych kontuszach
A klawikord im ducha rozpłomienia w duszach
I wzdłuż długich szeregów przewija pas lity
Tysiąc głów podgolonych podnosi w błękity
I wszystkie karabele jedną ujął dłonią
I uderzył w instrument tą piekielna bronią
Aż struna się ugięła, ta w górze, płaczliwa
I cisza jest w wiolinie, cisza przeraźliwa

Po martwej, głupiej strunie, po fijołków woni
Po czyichś smutnych oczach, jakiejś białej dłoni
Jakichś światłach po nocy i szeptach w komorze
Po księżycu, po gwiazdach - mój Boże, mój Boże
Gdzieś się gubi i zwija, przeciera pas lity
Po księżycu, po gwiazdach, po Rzeczpospolitej
Po sali gdzie cisza przeraźliwa, blada
Obok tęgich boszów w pierwszym rzędzie siada
Wzrok wlepia martwy, ślepy, w jakiś punkt na ścianie
I patrzy w Mochnackiego, kiedy grać przestanie...

A on, blady jak ściana, plącze, zrywa tony
I kolor spod klawiszy wypruwa - czerwony
Aż wreszcie wstał i z hukiem rzucił czarne wieko
I spojrzał - taką straszną, otwartą powieką
Aż spazm ryknął, strach podły i z miejsc się porwali
Citoyens, uciekać, krew pachnie w tej sali
To jest kurwa pierdolone trzęsienie ziemi ha!
Wsiadam na rower, sprawdź!

Okej, znowu wsiadam na rower
Jestem jak "Globtroter Grover"
Liryczny rewolwerowiec
Tylko ja i mój rower i mój towiec x2

Mówią, że będzie wojna, dzwoni DJ Soina
(DJ Soina) Gural nawiązuje kontakt
Tak wchodzisz w Montag, wychodzisz w Sonntag
Nie wiem kto za to płaci, kto posprząta
Mijam miejski absurd, dzwoni samsung
Dzwoni Abdul, mówi, że ma dobry bamboo
W kieszeni parę mam stów, to parę dam mu
Worek, rower, lolek no i pan buch
Kontrabanda - system kontra Pan Bóg
Nosa mam jakbym był ze Scotland Yardu
Ja motam ten rym na pół, idzie dostać szału
Świat zapierdala, a ja se lecę (jadę) pomału
Mijam znajome bloki, ławki i murki
I koleżkę co z bagażnika żeni kurtki
Bajer krótki, rześki umysł odkręca kurki
A potem siano otwiera furtki
Luci z nieba nie leci, znam skrócik
Patrzę idą dwie Moniki Bellucci
Chuci chuci jak sądzę, ucisz swoje żądze
One to robią za pieniądze, oj...
Skręcam pod SzpadyBiuro zakupić sprite'a
A żulówę wieszam na kierę i niech się majta
Jest czwarta, o piątej muszę kurwa spierdalać
Dzisiejszy dzień to jakieś kosmiczne jaja (ziom)

Okej, znowu wsiadam na rower
Jestem jak "Globtroter Grover"
Liryczny rewolwerowiec
Tylko ja i mój rower i mój towiec x2

Joia to ja z grama z rana zjaram sam i
Znana i zgrana gdzie jest gram lub dwa
Piona, dycha, tona, to na raz mówię wam
Jeśli chodzi o grass jestem studnią bez dna
Plan mam, się znam, rozpoczyna się ta gra
Gnam tam gdzie się da - na GT po gieta
Jak w GTA - szybkie telefony
"bla-bla-aha" - oto Qlopele
Znany teren przemierzam - gdzie nie interere
Nie zamierzam ci się zwierzać
Wiesz, jak też mam joia i leszka
To bywa tak czasem, że się zawieszam
Ale zawieszka choćby i ciężka
To tak naprawdę widok poszerza
Czaisz, że nie czujesz, to weź se to namaluj
To ja tu pedałuję i unikam pedałów
Poprawiam nastrój, ja im zakaz wjazdu
I nie pierwszy raz tu, ten biały rastuch
Jak z nut to ja znów, świnie dostają orgazmu
Czaisz? Kręcę, rozpalam, koniec marazmu

Okej, znowu wsiadam na rower
Jestem jak "Globtroter Grover"
Liryczny rewolwerowiec
Tylko ja i mój rower i mój towiec x2
Otoczony oceanem wielkomiejskiej wibracji
Ci co mówią, że mówią, nie mają racji
Ci co biorą, nie dają, nie mają racji
Ci co chcą, a nie biorą, nie mają nic

Otoczony oceanem wielkomiejskiej wibracji
Ci co mówią, że mówią, nie mają racji
Ci co biorą, nie dają, nie mają racji
Ci co chcą, a nie biorą, nie mają nic

Siedzę na kwadracie brat
Ale muszę jeszcze po coś iść
Będę iść, zaciśnięta kiść dłoni
No, bo goni banda nicponi
Nie mów nic do nich
Stróże prawa, to oni, ziom, nic tu po nich
Hojni w wyrokach, Bogobojni na pokaz
Całą dobę dowód zbrodni krąży na blokach
Jak książę na blokach - był, jest i będzie (co?)
A mały książę milczy na komendzie, bo
Dziś masz skutki swych działań z przeszłości
Melodia o prawdzie, słowo o lojalności
Zostały kości rzucone, trwa pościg po kabonę
Słowo od gości za mikrofonem
Jestem tu po to by ubarwić krainę cieni
Ty jak wolisz to włącz Kalwi i Remi
Lecz każdy mój kamrat z podziemi ci potwierdzi
Że brak hajsu rozsierdzi cię szybko w *****

Otoczony oceanem wielkomiejskiej wibracji
Ci co mówią, że mówią, nie mają racji
Ci co biorą, nie dają, nie mają racji
Ci co chcą, a nie biorą, nie mają nic

Otoczony oceanem wielkomiejskiej wibracji
Ci co mówią, że mówią, nie mają racji
Ci co biorą, nie dają, nie mają racji
Ci co chcą, a nie biorą, nie mają nic

Wiesz, że w *****u mam ograniczenie prędkości
WeŹ wyciągnij wnioski, życie to nie konkurs piękności
Mam dość złości, ten ból przenika mnie do kości
Gdzie się podziało Źródło mojej radości?
Szukam go, czasem znajduje to
Kiedy życie mnie fauluje to ładuję broń
Dziś do pieca do*****uję, bo jutro zbuduję dom
Słowem katuje fon, pruje toń moja łajba
Dynda kajdan to bardziej prawda? czy raczej bajda?
Słowem kręcę filmy jak Andrzej Wajda
Tym bardziej mokro im bardziej bangla
To nie gra na skandal jem *****ieli
To jak "Dramat w Andach"
Granat w zębach mam
I grama w rękach mam
I nie wymiękam man
Bo w głowie fach mam
Jestem jak Batman - zapal reflektor na niebie
Jak kuje cię inspektor na glebie, ***** go
Ja gadką wściekłą roz*****ie to
Całe zło ich dom Babilon zamienię na bilon

Otoczony oceanem wielkomiejskiej wibracji
Ci co mówią, że mówią, nie mają racji
Ci co biorą, nie dają, nie mają racji
Ci co chcą, a nie biorą, nie mają nic

Otoczony oceanem wielkomiejskiej wibracji
Ci co mówią, że mówią, nie mają racji
Ci co biorą, nie dają, nie mają racji
Ci co chcą, a nie biorą, nie mają nic
[x2]
Jedziemy, galopujemy tak przez życie całe
Idziemy po swoje, dla nas bloki są za małe
Taką drogę wybrałem, choć tego nie planowałem
Ślę przekaz specjalnym kanałem, słyszałeś?

Po tylu latach, nawija gazda z betonem miasta
Co mi ten rap dał? na ścianie plazma, na płucach astma
Na koncertach jazda, furgon przez las gna
Cały czas brat, prawda spisana w gwiazdach
Hasła na murach miasta, ksywy na paskach
K.A.S.T.A. na osiemnastkach, rap na szesnastkach
Jedziemy, sunie Pirelli na dziewiętnastkach
Piszczą jak Farinelli - ostatni kastrat

Kafel do kafla, hastluję, jak sęp na kafla
Hastluję przy silnych wiatrach, powiedz, kto hajs ma?
Rym majsta, młodych kotów protoplasta
Rap-tata, Dziadzia, rymów dynastia

[x2]
Jedziemy, galopujemy tak przez życie całe
Idziemy po swoje, dla nas bloki są za małe
Taką drogę wybrałem, choć tego nie planowałem
Ślę przekaz specjalnym kanałem, słyszałeś?

Poczekaj chwilę, wjeżdża Dziadzia-mobile
To mój przywilej, wiem, co, gdzie, jak i za ile
Mam skille, dlatego ludzie kupują bilet na koncert
Niekończące się homilie
A te brużdżące szczyle, jątrzące dyle?
Spokojnie, wieczorem są kojące promile
Mam rym-sztylet, szerokie spodnie, w kieszeni kotlet
Okupuję rap-hotel, gotuję w kotle
Ból, widzę świat w innym świetle, błyszczy i moknie
Kilometr za kilometrem w mym oknie
Tworzymy modę, taksujesz świat trzecim okiem
Robimy trzodę - Bacardi z lodem, Finlandia z sokiem
Swoje wiem i wiem, gdzie jest zarzewie
Siedem wcieleń temu byłem małpą na drzewie
Na co dzień spokojnie, jakbym wiózł pannę Daisy
Czasami crazy, robię rozpimpy, jak Cyklon Tracy

[x2]
Jedziemy, galopujemy tak przez życie całe
Idziemy po swoje, dla nas bloki są za małe
Taką drogę wybrałem, choć tego nie planowałem
Ślę przekaz specjalnym kanałem, słyszałeś?

[x2]
To opowieść o kolesiach co zasiedlają te bloki
To opowieść o kolesiach co zasiedlają te bloki
To opowieść o kolesiach co zasiedlają te bloki (te bloki, te bloki)

To jest proste, mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
Mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
My rzucamy słowami tak jak szamani kotwami
Plus zawija chwili a po rige nim bumerangami
Kilkanaście lat z przerwami, pauzami sami przeciw wam
I z wami młodości błędami w sercu z nadziejami wciąż
Przejdziemy dużymi dupami, małymi dupami
Odrapanymi blokami salonami całymi miastami
Głośno grali krzyczeli ścianami i samochodami
Dniami i nocami wali w bani
To jest proste mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
Mam bity polskie, mam rymy swojskie
Jak DJ rządzi woskiem, Gural rządzi tym co jest szorstkie
DJ rządzi woskiem, hip-hop robi postęp, to proste
Gural rządzi tym co jest szorstkie
[Vienio]
Dzieci miasta z betonu, nie odpuszczą sezonu.
No i tak bez pardonu, tylko wnętrza regionu,
światowego poziomu, zdania kilku championów.
Mój sprzęt biorę z domu, no i dzwonię do ziomów.
To jest bit z gramofonów dla fanów pojęcia,
jak kręcić tricki i śmigać na poręczach.
Na górskich przełęczach wariatów ekipa.
Jeździmy w kółko, bo wszyscy mamy ski-pass.
To full wypas i pół metra puchu.
Tylko na furach jest bling bling łańcuchów.
Tylko natural skille ludzi śniegu,
tych kilka prostych, grawitacji reguł.
Ja, łapię ten haj, gdy robi się zimno.
Co rok powtarzam tą zajawkową czynność.
Tak być powinno, na stoku działania.
Kolejny rok jestem wpięty w wiązania.

[Tony Jazzu]
Poczułem puch, jakby wszedł buch i znów,
w śniegu skąpany na zajawie znów,
chce tu dobrze się czuć!
Chwytam ten luz, wyzwalam adrenalinę.
Jak w każdej dziedzinie, nie ważne czym,
tylko jak płyniesz!
W zdrowym ciele, zdrowy duch.
W zdrowej rozkminie,
pozytywny haj daj sobie na imię.
Nie liczę szkód i ciągle płynę.
Za zajawkę Tylasa, mogę sobie podciąć żyłę.
Poznałem trochę wariata, znam jego koszmary.
Nie ma ich po kontuzji przy skoku nad nami.
Z lodowych bałwanów śnieżnego oceanu gór.
Fale górali, ludzi co świat mają u stóp.
Szu szu szlus w górę, z powrotem i jazda.
Nie jedna dupa obita,
ten sport nie zna się na żartach.
Tak cała banda na zajawie, mam patent.
Jeśli Ci życie miłe, przygotuj parapet.

[Gural]
To taka prosta rzecz, wystarczy chcieć mocno,
by wyjrzeć przez okno, życiowe mieć motto.
Umieć marzyć w świecie betonowych korytarzy,
szaro-burych twarzy,
musisz wierzyć w to, że się odważysz.
Zamknij oczy, wybierz się w świat daleki.
Biały stok, na nich grają decki, pachną smreki.
Spod powieki poczuj jakbyś tu był,
para z ust, tęgi mróz i ten wirujący biały pył.
Pędzi stroma droga w goglach,
w ogóle mi nie szkoda,
bo tutaj w górach ludziom bliżej jest do Boga,
to nie pusty slogan, chrześcijańskich pogan.
To życie, to śnieg, to narty na moich nogach.
Tu na tych stokach rzeźbią się charaktery,
cokolwiek robisz, w tym co robisz bądź szczery.
Wiją się tagów litery, tak jak bboy'ów figury,
daj mi bibuły, porzuć skrupuły, just do it!
A dlaczego robisz R.A.P i w jakim celu?
Synku by być w budynku na innym levelu
To Giovanni Dziadzia i 40 milionów głów
My Robimy Te Manewry Tu
Wciąż leje się tequila, Bóg nam zesłał niejeden bless
Nade mną bezkres pode mną Mercedes Benz
Tańczymy walczyk choć na blokach wciąż migają lampy
Wciąż palę majki i kochają mnie winampy
Bujają się Hipokampy i Hip Hop Kempy
Buja się nawet dupa Beaty Kempy
A ja bujam się jak jebnięty jadę bez spiny
Choć nienawidzą grę i gracza te skurwysyny
Wiesz co w autach jest grane, to Rock Małpy Drewnianej
Płynę jak Kapitan Nemo otoczony oceanem
Rosyjska ruletka pierdolona loteria
Ten rap materiał na Europy peryferiach gram
I nawet jeśli to kolejna losu fanaberia
Na miast arteriach hitów seria trwa

Ref.
Świat, Europa, Polska, Poznań my w środku
PDG ekipa robi tak Rap kotku
Robimy hity w sposób wyśmienity
Mieć nasze płyty to jak wygrana w dużym lotku [2x]

Na żywo z Poznania gdzie koszą kosy lasy
Kombinacja słów z bitem dla was nie tylko dla kasy
Więc zrób to głośniej niech dudnią basy
A my wszyscy wznieśmy toast za dobre czasy
Zapnij pasy tu nie wylewa się za kołnierz
Dynamicznie na bit wchodzi uniwersalny żołnierz
Bo nie trzeba wiele zbyt by mieć do tego zapał
Zastanów się 3 razy jeśli nie wiesz kto to Rafał
Na bicie Miksera ze mną Piotrek i Seba
Bo Hip Hop non stop to nasz kawałek nieba
Ulicami krążymy używając super mocy
Czasami w dzień laidback a czasem piękno nocy
I mimo że wiatr w oczy to uśmiech na twarzy
A jak czuć zapach lata to zabawa na plaży
PDG Mafija to nałóg synu
To familia kuzyni, a więc dołącz do kuzynów

Ref.
Świat, Europa, Polska, Poznań my w środku
PDG ekipa robi tak Rap kotku
Robimy hity w sposób wyśmienity
Mieć nasze płyty to jak wygrana w dużym lotku [2x]

Nie zwalniam tempa kiedy rozbrzmiewa hejnał na osiedlach
To reprezentant płynie jak żeglarz po pętlach
Czysta poezja więc konsekwencja wskazana
Yo mama mam wypite duszę na gaz
Mechanizm bragga nadal w wersji klassik
Tu byli nasi w chuju mam afisz gram podziemnie
I niezmiennie czy to na Pią Pią czy na Wildzie
Mam Alkohol, Tytoń i Zapętlony bit w tle
Gawrosz to mój Nickname, PDG to codename
Jadę jak John Wayne z koncertu na koncert
To mój flow tnie skurwysynu mam to we krwi
Z tymi co niegdyś za nich bogu dzięki
To super MC kiedy gram bywa nie wąsko
Czuję się bosko to rap cięty na ostro
I tak non stop jak Los Boys ja i moje plemię
Reprezentujemy ostatnie pokolenie ziom
[GURAL]
Wjeżdża Rymmajster, i oni, zielony Chrysler, homie, osiedlowy snajper szef kolonii, wchodze przez komin, ze mną Mufloni, wiesz o co chodzi, nie wiesz nie szkodzi. Wigilia od paru godzin, zlot rapowych rodzin, sprawdź tego typa brat, zaraźliwy jak świńska grypa squad, w oczach mają lód, na saniach mają wór, zapodają brud, pytają wo ist wurst skurwysyny

[RAFI]
To ośmiu najgorszych gwiazdorów pod słońcem, każdy ma za uszami grzechów tysiące, rózgami wymiatamy tak jak jackie chan nunchaku, a prezenty dajemy tylko niegrzecznym dzieciakom, krzak merry z lampkami miga widać go z daleka, a karp sobie pływa głupi nie wie co go czeka, to magia Bożego Narodzenia, a na sprzętach rozbrzmiewa kolęda, PDG na święta.

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2

[RAMONA 23]
Podjechali tu Bentley'em P.D.G., piją jakieś dziwne płyny w grubym szkle, mamy tu paru gości co jadą po całośći, a po chuj? Kto to wie.
ho, ho, leci Ry w swym zaprzęgu, dzikich reniferów saniami pełnymi sprzętu, w tym roku gwiazdka będzie inna niż zwykle, to Szpadyzorne Crew, tu, robi dziś wigilie, domy(domy), wille(wille), bloki(haa) nie ważne, dajemy po garach dopóki gwiazdka nie zgaśnie, a ty mała(mała) od gwiazdora szpadyzora możesz dostać sztywną rózgę albo prezent z wora, nie jeden by wolał być tu z nami dziś do rana, nie wie o co kaman a więc robi za bałwana, a jeśli byłaś w tym roku niegrzeczna, to w te święta (ej) możesz zapomnieć o prezentach!

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2

[QLOP]
Dzownią dzwonki nokii, śnieg już pada, święta są od święta, więc przeoczyć nie wypada, jak odkleić mnie od pada, nie miej nadziei odpada, choinka jak Burego pozdro akurat tak się składa, chlejem za Betlejem i palimy lole spore, tę lalę biorę będę dla niej dziś gwiazdorem, ta omawia jakiś biznes widać że lubi X-MAS, ja mam dla niej wielką rózgę, pełen worek no i git jest.

[MATHEO]
A ja nie o prezentach bo to wesoła nowina, dziadzior odwołuje święta, PDG swoje zaczyna, przybieżeli na kolędę, patrz co się dzieje, będzie lepsza impreza, niż była w Betlejem (ta), jeden za drugim piją, zacierają ręce, aby w przyszłym roku siana było więcej niż w stajence, na pasterce w górę łapy, otwieramy wór i ofiary lepsze mamy niż trzech króli, poczuli.

[BUBEL]
Hohoho, tej gwiazdor, co z moim Roycem?, czekam na walizkę z forsą, wielką jak dupa Beyonce, już ci o tym pisałem jak byłem brzdącem, patrzą ile to już lat czekam na te pieniądze, ej zobacz jak się świętuje u nas, one mają siano pod obrusem, my mamy skuna, mamy hasło przewodnie: zastaw się a postaw, tu się bawią szpadyzory, PDG kuzynostwa.

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2

[SHELLERINI]
Prószy śnieg, choć nie koniecznie za oknem, ten stary zgred chyba już do was dzisiaj nie dotrze, wśród nocnej ciszy, tyty wypełnione po brzeg, po pierwszej flaszce pierwszą gwiazdkę trudno dostrzec, to ten pozytywny styl niczym Grinch, pamiętasz? WSRH w tym momencie właśnie kradnę wam święta, druga butelka, na drugą nóżkę coś jak Maklak, przykro mi, cóż, w tym roku gwiazdor troszkę zachlał

[KONI]
Ten grubas z siwą brodą, no i z workiem na plecach,(co?) znów cię olał nie ma tego co obiecał, ty czekasz o zmroku, a wokół pusty pokój, wzrasta niepokój, dolina jak co roku, miał być stos biżuterii, Blingów, branzoletek, a tu znów para skarpetek, no i kolejny sweter, to idzie w eter PDG pizga comeback święta, to poparzy cię jak wrzątek.

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2
Wiesz, że w chuju mam, jestem stąd bez dwóch zdań
To tu gram, to jak w New York State of Mind
Poznański stan świadomości, PDG z krwi i kości
Przyjmij to do wiadomości
wokół trwa pościg, Gural pcha nośnik
gra w kości, oni chcą bym grał, ale pościł
Mam tu paru gości, rap czerpię z jedności
Dudni głośnik - yo DJ
Jestem Gural, hip-hopowy inkwizytor
Patrz jak robimy to, dziwko płać mi myto
To Mój sajgon, poligon, tu wzrok goni złoto
Czas pędzi jak Orinoko, ja pomimo to
Jak przeciąg, jak pociąg
Wpierdalam się na peron oto
Motorolla robi hallo motto
Jadę gadkę szczerozłotą
Sieję jak giwerą popłoch
Łatwo gaszę światło
Gural lubi postęp
Trzeba spłacać długi, proste
Bit się zaciął jak usta Jodie Foster
To moich ludzi kodu dostęp, tu dorosłem
Z GRU flow wyniosłem, stąd wyrosłem
Poznańska kraina, zabiorę cię w inny wymiar
Płynie flow po winylach, sprawdź styla
Mówi Group Killaz, to prawdziwe słowa
To dla wszystkich ludzi z Piątkowa

Flow inny, prawilny, od Górczyna do Wildy
Gural z PDG firmy sika ci do windy
Kręcę chore filmy, takie mam upodobania
Uważaj, bo twoja łania będzie upolowana
Rifa tu rolowana, ulokowana w blokach
Nic na pokaz, moi ludzie na bokach
Poznań tonie w blokach, wszędzie jeden wielki sklep
Wszędzie krąży koka, łatwo zarobić kotlet w łeb
Ty chcesz pokrzyżować szyki mi?
Chuj ci w pizdę jak EPMD scritly business

Na deckach hen, piąty element, brzdęk butli
Wpadnij do nas zobaczyć jak się robi rap od kuchni
Tu kumpli ze mną paru, tu dudni ziemia
Kiedy okrywają nocy całą rap dożywotni nałóg,
oficjalnie, robimy bajzel
Bo mam ten dar jak Harvey Keitel
Jak kaczka mordę będę darł
Zadbam o swoje ty już o mnie się nie martw
Wracam jak Ice, wrzucam projekt
Ten rok to mój rewanż
I jebać marazm, prawdziwy dla gry na bank
Jak kostek napadł na bank
A w towce płonie baba
Wiesz kto gada? to S do H
Żaden ochujały pseudo-amant
Wjeżdżam na house na twarzy czarna balaclava
Bujam ten kwadrat jak Ramona 23 wariat ze mnie
To raczej standard kiedy biją stopy, werble
Na ten dźwięk, co poniektórym serca stają
To mój prosty rap, masz tu drugie Guantanamo, pało.
To ten bit ha to jest ten bit to ten bit ha joo joo

Ref.x2
To ten bit to ten bit ha(to jest)
Dziś jest piątek jest impra
A ty idŹ a ty idŹ tam
(bo to jest) to ten bit ha

Wiesz kto mówi DGE łatwo mnie poznać
Reprezentuję Poznań lirycznych doznań
diler słów lider eee jooo po
Daj tu delay a ja dalej swoją drogą idę
Bo widzę sens w tym i mam cel w tym
Mc's srają jak w papersy gdy rzucam wersy
Będę rymy gonił tak jak mic i dolary konik
Tylko kartki browary i mic na fonii
I nie do wiary oni będą wołać
Jestem stara szkoła robię rozpiŹdziel dookoła
Kiedy gadam polski mejstrip to żenada
Błazenada większość z nich nie potrafi składać słów
Na nich chuj kładę znów ze składem
Jadę jak Blues Brothers a ty wciąż w tempo
robisz bełkot jak sęp wiem łępo bo ty też chcesz być fair
BądŹ szczery w walce o rząd dusz
Nie chytry jak John Kerry i George Bush
Bo dość już wszyscy maja udawania
napinania się zakłamania zaklinania


Ref.x2
To ten bit to ten bit ha(to jest)
Dziś jest piątek jest impra
A ty idŹ a ty idŹ tam
(bo to jest) to ten bit ha

Styl pół na pół na szybko i na wolno
Styl co się ceni jak klamoty od Volvo
nie ma że nie wolno nie ma to tamto
Ja mam to gram to bierz to kręć to palto
chłopaki piją wódkę śpiewają sto lat
Z nami V600 jak ta Motorola
Lubimy mieszać palimy jointy po gwizdki
Jak Trzecia Rzesza robimy Blitzkrieg
I nikt nie wie o co czasem chodzi nam
Jaki mamy plan jaki mamy przejebany stan
stan alfa wyższy niż wieża Eifla
Bardziej przejebany niż broda Gandalfa
To jak Czarna Mamba buja jak Chumbawamba
Po raz kolejny jak część 4 Ramba
jak Ramona nawijam o cudach i ciekawostkach
Mam wodę w kolanach i cukier w kostkach
To jest tak gęste rymy to dla mnie pestka
Będę tak nawijał aż mi stuknie trzydziestka piątka
Niech będzie pięćdziesiątka tylko dobrze schłodzona
bo od ciepłej wódki konam
To jest wściekłej gadki szaman jooo jooo!!!

Ref.x2
To ten bit to ten bit ha(to jest)
Dziś jest piątek jest impra
A ty idŹ a ty idŹ tam
(bo to jest) to ten bit ha

joo to jest stopa werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i
trzy stopy werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i
stopa werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i
trzy stopy werbel dwie stopy werbel
Synkopa werbel dwie stopy i...
Ref. x2
Nade mną nieba bezkres,
wokół mnie szary bezsens
powiedz co to za miejsce, gdzie tu sens jest.
Ciągle prędzej i prędzej,
czas to pieniądz, a pieniądz to sensej.
Jak jest gorąco ma być goręcej,
jeśli jest dużo to ma być więcej tej.
Nie po to ręce mam by żyć w męce.
Istnieję nie pędzę - w życia sensie.

Wiesz to czego zmierzam? Do etosu rycerza.
Nigdy nie śpiewam góralu czy ci nie żal,
nie lubię tych co polują na grubego zwierza,
stronię od tych co z diabłem mają przymierza.
Hip-hop się rozszerza, wieje jak wichura,
miejska architektura.
Tu rządzi prawo szczura
rymów armatura i bitów aparatura.
Betonowe Lasy - Gural - leśny samuraj.
Dni płyną jeden za drugim jak kreda i jura,
lecą jeden przed drugim jak Saturn i Uran.
Akurat tak się składa, że rymów kanonada zaklęta w rymach,
spada jak lawina i ma P.D.G. rodzina, synu, jej się trzymam,
wspinam się po finał jak Kukuczka na linach,
jak na macie dżudoka, jak karate Shotokan,
wokół miejski poligon jak Kubie Świń Zatoka.
Szampan, koka, wypizdrzona powłoka,
świat agresywny jak Ptaki Hitchcocka.
Słów opoka w miasta korzeni sokach,
znasz wroga to go pokaż spojrzeniem trzeciego oka.

Ref. x2
Nade mną nieba bezkres,
wokół mnie szary bezsens
powiedz co to za miejsce, gdzie tu sens jest.
Ciągle prędzej i prędzej,
czas to pieniądz, a pieniądz to sensej.
Jak jest gorąco ma być goręcej,
jeśli jest dużo to ma być więcej tej.
Nie po to ręce mam by żyć w męce.
Istnieję nie pędzę - w życia sensie.

Swoją drogą idę, nie jestem betonowym androidem,
doceniam każdy wdech, celebruję każdy wydech,
każdy dzień, każdą noc, każde uderzenie bitu.
Przebłysk nadziei w kopcu termitów.
Każdy powie w magii bo betonowe sarkofagi
dają znaki, a ty tego nie widzisz
to Gural i bit jak Geralt i Ciri,
pierdol kult pieniądza to harakiri.
Nigdy nie jest w sam raz, Babilon podzielił czas,
sekundy na tarczy depczą na gaz,
sekundy gonią minuty, minuty godziny,
dymią kominy, rośnie poczucie winy,
dalej płynę choć wody mętne,
dalej biegnę choć szlaki kręte,
prawa nie pojęte, masy pochłonięte tym co ponętne.
Babilon upadnie to ewidentne.

Ref. x2
Nade mną nieba bezkres,
wokół mnie szary bezsens
powiedz co to za miejsce, gdzie tu sens jest.
Ciągle prędzej i prędzej,
czas to pieniądz, a pieniądz to sensej.
Jak jest gorąco ma być goręcej,
jeśli jest dużo to ma być więcej tej.
Nie po to ręce mam by żyć w męce.
Istnieję nie pędzę - w życia sensie.
Betonowe lasy synu, grunwaldzkie kroniki, tak, tak, K do G, PDG kartel,
1000 okien, 1000 mieszkań, yo, yo.

(Don Gural Esko)
1000 okien, 1000 mieszkań, drzewa i beton
Widzę to, na co dzień klnę to, znam parę metod
Chodź brak kolorów szyby niebieskie od telewizorów
Ulice pełne potworów, samurajów, samograjów
W wędrówce do raju na haju w tym kraju
Gdzie zakazów masz więcej niż topów na krzaku
Brak znaków na niebezpiecznym życia szlaku
Świat na haku - wielu ma tu swe knyfy
Gural jak z automatu opisuje co widzi
To jak Wellsa "Wojna światów"
Nie lubie zmian klimatu, ciągoty do batów
Nie kraku, mam rymy w baku
Wiesz że nie ma tu falsyfikatu bez certyfikatu
Nie spisuje cyrografu a pogardę mam dla katów
I dla kolaborobaków jak mówi zbil buraków
Żyjących według schematów
Rymuje dla chłopaków, dla kamratów
Dla bitmaniaków, dla unikatów
Faktorów życia dramatów z K do G pontyfikatu
Mój rym to mój atut, synu
Tak, tu mój rym to mój atut synu.

Ref. No i co, to raport ze studio
Z familii om, batów milion
Dymi mikrofon - oto on
Na przekór wszystkim jak Alcapone
Uderz w joint to mój los
Boss z Krainy Oz. (2x)

(Don Gural Esko)
Czasy się zmieniają
Ludzie się zmieniają
Realia się zmieniają
A Białasy ciągle trwają
Nowe płyty nagrywają ulicy sagę wspierają
Poznań zalewają mają talent więc grają
Niech ustawy uchwalają a mnie to chuj obchodzi
Pojebany Gural i tak se to wynagrodzi
O to chodzi Grunwald we mnie
A ja w nim siedzę pewnie
Czasem cicho ciemnie, czasem gniewnie
Czasem działam z hałasem
Przemierzam trasę Grunwald-Piątkowo
Działam hardcorowo z dzielnicy do dzielnicy
Pilnując przy tym gdzie lokują się strażnicy
Pierdolone typy
Czy ty też to widzisz własnym strachem się brzydzisz?
Własnym strachem się brzydzisz a wrogów nienawidzisz?
Swój rozpozna swego bądź pewien tego
Korzenie mam jak drzewo działam z zaskoczenia.

Ref. No i co, to raport ze studio
Z familii om, batów milion
Dymi mikrofon - oto on
Na przekór wszystkim jak Alcapone
Uderz w joint to mój los
Boss z Krainy Oz. (2x)

(Wall-E)
Jestem KASTA squad ale teraz Group Killa
Łączy nas hiphop choć dzieli niejedna mila
Szacunek zrozumienie i niechęć do debila
Co robi to dla mody i nonstop się przymila
Gdy widze takiego... - jedna chwila
Zabijam po cichu jak wberchy herewila
Nie próbuj nigdy podrabiać naszego styla
Wall-E - KASTA squad, Gural - Gruop KIlla.

Ref. No i co, to raport ze studio
Z familii om, batów milion
Dymi mikrofon - oto on
Na przekór wszystkim jak Alcapone
Uderz w joint to mój los
Boss z Krainy Oz. (2x)
1. Chada
Chodźmy brat we wspólną podróż, nadzieja we mnie mieszka
Kilka nocy już spędziłem z tymi zapiskami Leszka
Możesz skończyć tu na deskach, gdy życie Ciebie zbeszta
Albo wstać i iść dalej, tak jak typy tu gdzie mieszkam
Nie ma ludzi nic nie wartych, poczuj się jak u siebie
W tym zalewie tego chłamu, gdzie kurwa nikt nic nie wie
Kolor biały niepraktyczny, jak życie bez pomyłek
Ziomuś też nie chciałem żyć, lecz w końcu uwierzyłem
Weź obejmij mnie za szyję, chodź zobacz jak się żyje
W tym kraju gdzie z pewnością nikt biedny nie przytyje
Dziwko wyjęcz co Cię boli, a z resztą nie chcę słuchać
Z całą sceną idź sie ruchać, a później sie naniuchaj
Odłóż na wszelki wypadek to sumienie niewygodne
Ja mam kurwa swoje życie, moje życie to mój problem
A tak w ogóle mam się dobrze, jeszcze o tym usłyszysz
Na marginesie kolo, wbijam chuj w Twoje opisy

2. Hukos
Pamiętam czarne niedziele, na cyprysowym wzgórzu
A dzisiaj sam w to nie wierzę, krzyczę rest in peace guru
O bery zetrę mimiczne zmarszczki z Twojej twarzy
Jeśli jeszcze raz powiesz, że hip-hop nie niesie prawdy
Podwórko uczy zasad, policja uczy biegać
Zamiast gadać o zasadach wolę ich przestrzegać
Znam dowcip o najbardziej samotnym człowieku świata
Ten dowcip często jest o mnie, pointa* nie jest zabawna
Siódmy rok, telefon w dłoń, kiedy siadam do wigilii
Abonament TP'sy, miłości matki nie podliczy
Tam gdzie pada, w asfalt odciśnięte dłonie
Chodź to nie miasto aniołów, ani nawet Międzyzdroje
Bóg stworzył ludzi na swój obraz, podobieństwo
Nie szukam Boga w ludziach, chcę znaleźć w nich człowieczeństwo
Fałszywe lisy ostatecznie skończą na kołnierzach
Przerobieni na ozdobne futro rękami kuśnierza

Ref. x2
[La la laa]
Znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
[La la laa]
Rap w biało czerwonych barwach
U nas ziomek w tych linijkach sama prawda, tylko prawda

3. Sitek
Pierdolę to jak mnie postrzegasz jak biorę bit to wchodzę w nich jak skurwysyn
I nie wiem co popycha ich do tego by próbować z tym
Niesiemy prawdę jakakolwiek by nie była
Ale spoko będę krył cię, jeśli mówisz, że masz przypał
Nie mam już sentymentów, to nie jest korzystne
Gdy czują Twoją słabość, to Ci wjadą na tą psyche
I nie panosz się już przy mnie, jeśli dawno mnie skreśliłeś
Co mi teraz kurwa wmówisz, nagle jesteś mi coś winien?
Nie wiem co jest bardziej przykre, od osiedli bez ambicji
Bo patrzyli na nas z góry, żebyś tylko się ich wyzbył
Mogę mówić o zawiści, ale w chuju mam ich bóle
Orły latają wysoko, nie po to by czuć skruchę
Wciąż bije piony z typami, od których bije prawdziwość
I Ty wiesz, gonie za snami, do góry ginie zawiłość
I śledź mnie, możesz nawet przez tą lornetkę
Hejter ściąga to z bólem, jakby kurwa miał stulejkę

4. Pezet
Czuję to tak mocno, jak jeszcze nigdy dotąd
Kiedy siedzę tutaj z fajkiem, z ciężkim kacem, późną nocą
Niosę swoją prawdę, mikrofon jest moją kosą
Trzymam ją na Twoim gardle, dobrze radzę, milcz jak posąg
Uderzyła Ci sodówa? Pierdolę twoje gwiazdorstwo
Wyłącz mikrofon i idź sobie wstrzyknij botoks
Zagrałem dwa koncerty, na których nie byłem w formie
Bo wypiłem zbyt dużo, wielu ludzi tym zawiodłem
Lecz znam swoje błędy, a ty nie jesteś święty
Twoi producenci chętnie by dograli tutaj wersy
Wiem, że wiesz o czym mówię, więc spierdalaj
Bo jak powiem głośno to Twój statek nie popłynie dalej
Więc przynieś flaszkę, nalej, przyznaj się do błędu
Chyba, że wolisz beef to zjem Cię bez sentymentu
W życiu pełnym zakrętów trochę się zgubiłeś
Uwierz, nie chcesz żebym prawdę przyniósł na twoją mogiłę

Ref. x2
[La la laa]
Znów niesiemy swoją prawdę
To kawałek tego chleba, który utknie tobie w gardle
[La la laa]
Rap w biało czerwonych barwach
U nas ziomek w tych linijkach sama prawda, tylko prawda

5. Pih
Jak kieszonkowiec, ostatnie złudzenia Ci kradnę
Boisz się o własną dupę, a z nami chcesz nieść tą prawdę
Trafiłeś pod zły adres, nie ważne w co dziś wierzysz
Prawda ma to do siebie, po naszej stronie leży
Tu gdzie nie jeden za news na "Pudelku" by zapłacił
Ale to jest Polska, jakie gwiazdy, tacy paparazzi
Niosę prawdę, nikt z nas się nie zeszmacił
Przechylam setę z Chadą, braci się nie traci
Szmula wystukuje fajkę, z paczki lecą z zapalniczką
Za dupę podstaw hajsy, za typów scenę hip-hop
Wiesz już dzieciak wszystko i znasz ich politykę
Popatrz ilu MC's nawija pod publikę
Gdy widzę [gdy widzę] jak idą po ulicy
Najchętniej wydłubywałbym ich patykiem z chłodnicy
Apetyt wilczy, mój instynkt nie milczy
Niosę prawdę, wie o tym każdy sukinsyn

6. DonGuralEsko
Ee, słyszysz mocne bębny
Niesiemy swoją prawdę, choć diabły szczerzą zęby
I krzywią gęby słysząc moje słowa
Wiem gdzie, jak i którędy, nie mam potrzeb by się chować
Wysoko głowa, niech opuszczają podli
Za to będę dziękował zawsze, gdy będę się modlił
Vietnam, good morning, bit trwa jak twierdza Modlin
Nieprawdopodobni, jestem buntownik
Nie kurwa trefniś fartowniś, raczej rzemieślnik, zbrojownik
Gram prawdy, pieśni widowni
Wieści ze Szpadyzorni, wciąż silniejsi, bo wolni
Tu wiosennie w mieście nie boli
Ewo, nie rewolucja, to nie cytat z Nietzschego
Tak z niczego, wyrasta rap-drzewo, od reprodukcji na lewo
Niesiemy prawdę we własnym tempie
Co nagle to po diable
DGE słyszysz mocne bębny
PDG ekipa robi nocne manewry
To DGE słyszysz mocne bębny…
Słyszysz mocne bębny…

Dobra chuj w to, kulam to gówno
Zaczynam na Raszynie,
Spotkasz mnie pod sklepem nie w telebimie.
Rym płynie, interes kwitnie,
Żule kupują żytnie, to trutnie,
Życie ich okrutnie wytnie.
W oknie stary pies szczeka,
Taryfiarz czeka, moknie plandeka,
Monopol tutaj jest jak Mekka.
Wyje karetka, w kieszeni ostatnia bletka,
Na przystanku klientka na typa wściekła,
On wściekły na nią,
Razem się ranią i mamią,
Emocji banią, jadą z bajerą tanią.
Gruby kierowca prawie śpi w autobusie,
Marzy o żonie, marzy o forsie na koncie.
Za nim elegant tani gdzieś tarawani,
Studenci dwaj najebani, pili winiak tani.
I pani smutna, co przyjechała z Kutna,
Myślała, że jest rezolutna,
Bywa okrutna – noc dla niej krótka.
Moknie brudna szyba,
Wódka w dygach, dobra kurwa, bywa.
Gówno pływa, leniwa zegarka tarcza,
Tym nie zbywa, którym ledwo co starcza.
Nie pisał tego Puszkin, na osiedlach staruszki
Ciągną wózki i gną z kibli puszki.
Mordercy Popiełuszki już na wolności,
Od 90. – tych pościg, w chuj możliwości, ziom.
Paru gości wypatruje okazji, ogryz Eurazji,
Co mają siłę perswazji.
Ktoś słucha Inwazji na MP trójce,
Ten koleś w czerwonej kurtce świeżo po bójce,
Zlazł z drzewa i szuka ofiary,
Wzrokiem strzela do wiary,
W nocy miewa koszmary,
Zatem wziewa opary,
Mama – Krwawa Mary, tata – Brudny Harry,
Teraz siedzi i pierdoli świat cały.
Jak był mały to chciał być strażakiem, cowboyem,
Niebieskim ptakiem, Zorro – został łajdakiem.
Nie klaszcze Klakier,
Moknie brudny zielony lakier,
Migają lampy, wrzeszczą nieletnie wampy…
Migają lampy, wrzeszczą nieletnie wampy…
Migają lampy, wrzeszczą nieletnie wampy…
Migają lampy, wrzeszczą nieletnie wampy…
Migają lampy, migają lampy…
Zataczam okrąg, otwieram okno, betonowe lasy ciągle mokną, gdy pada deszcz!
A ja spadam z każdą kroplą, spadam po stokroć, okolicę pozostawiam mokrą wiesz!
ej, ej, ej, a oni mówią, ej,
biały murzyn, mówi na mnie Beniaminie,
bo sygnuje twarzą to co robi hajs kuzynie,
co po minie widzisz, gdy mnie widzisz,
jak idę, ja wychodzę na przekór, inni na wazelinie,
ci co mnie znają wiedzą co i jak czynie,
inni pierdolą, że jestem im coś winien,
a gdy gram na koncertach oni na mandolinie,
gdy robię rap oni coś o jego kryptonimie
pierdole ich, nie orzekam moich winien,
bo wiem czyj czas będzie, czyj czas minie
więc spójrz na niebo, ej
i zobacz czy nie spada bomba w dół tak jak w Hiroszimie,
nadchodzi ten moment, powiedz swojej dziewczynie,
że jak puszkę Pandory otworzę skrzynie,
powiem "Halo?" i jak w Halloween,
nie ja będę tym najgorszym, który nigdy nie ginie.

Ref.
Jestem rapu Beduinem, skurwysynie,
mam słów sterty nasączonych w benzynie,
mam patenty i mam to znane imię,
nadchodzę znowu, gotowy czy nie,

Jestem rapu Beduinem, skurwysynie,
mam słów sterty nasączonych w benzynie,
mam patenty i mam to znane imię,
nadchodzę znowu, gotowy czy nie.

Bo ja mówię jak jest, poszerzam horyzontów zakres,
jak magnes przyciągający nie fałsz, lecz prawdę,
tam gdzie nie gra Doda, ale gra Wagner,
tworzę klasykę, między edenem a bagnem,
super stylu padre, trzymam gardę
i wykładam na stół moją kartę tu,
przedstawiając wieloosobową kadrę,
w odcieniach szarości wyznaczających barwę,
pustynie przemierzam tak jak wielbłąd z garbem,
na plecach historię mam swą, która jest moim skarbem,
od teraźniejszości aż po czasy trafne, każdy dzień kradnę,
kiedy czujesz, że upadnę,
tymczasem wybrać samotność, niż życie zdatne,
żeby w pogoni za światem czuć swoją karmę,
mam aż to i tylko to nim padnę
i wiem jedno, nie zamienię tego za skarby żadne.

Ref.
Jestem rapu Beduinem, skurwysynie,
mam słów sterty nasączonych w benzynie,
mam patenty i mam to znane imię,
nadchodzę znowu, gotowy czy nie,

Jestem rapu Beduinem, skurwysynie,
mam słów sterty nasączonych w benzynie,
mam patenty i mam to znane imię,
nadchodzę znowu, gotowy czy nie,

Jestem rapu Beduinem, skurwysynie,
mam słów sterty nasączonych w benzynie,
mam patenty i mam to znane imię,
nadchodzę znowu, gotowy czy nie,

Jestem rapu Beduinem, skurwysynie,
mam słów sterty nasączonych w benzynie,
mam patenty i mam to znane imię,
nadchodzę znowu, gotowy czy nie.
Brree
To DGE ha!
Shelma Shellerini, ha!
Donaataan..
Spróbuj odnaleźć spokój wokół,
(słyszysz mocne bębny?)
spróbuj odnaleźć spokój...

[donGURALesko]
Gram dla wnuków moich wnuków
przekaz jak unikać wnyków i długów
dybuków i złych duchów.
Samozwańczych królów,
śmiać się do rozpuku.
Prawdy nie zmyjesz jak smoły z nubuku
strzelam z ust łuku słowem co ma dusze ukłuć
człowiek nie posiada ziemi, Gutenberg nie wymyślił druku
bar w natłoku i salw huku
w miast blasku niesiemy rap miastu
rymów stuff chwastów co pali majki jak stuff rastuj
mamony trans bastuj przerywa mas zastój
niosę blask na kasku niczym Sztygar (chociaż)
nie rucham dziwek (chociaż) nie pale cygar
Strzyga zła też nie raz u mnie była
że nie ma szans wykminiła jestem jak wiedźmin
żyłem na krawędzi świat w tunelu pędził
Wierz mi demon tylko czeka by Cie skreślić
weź idź po rozum do głowy po rade do duchów
usiądź odetchnij ściągnij parę buchów
unikaj złych duchów fałszywych proroków
jak sprawce okupów.
Trudno znaleźć w bloku.

Refren:
Wstań i idź: znaki na niebie powiedzą którędy Ci
wstać i gdy wybiją święte bębny bit
wstań i idź: budują prawdę zrębny mit
wstań i idź: choć trudno znaleźć drogę.

Wstań i idź: znaki na niebie powiedzą którędy Ci
wstać i gdy wybiją święte bębny bit
wstań i idź: budują prawdę zrębny mit
wstań i idź :choć trudno znaleźć drogę.

[Shellerini]
Wstać i iść, żyć łapać dni piąć się w górę
Dusze ulep zanim padniesz jak ten dureń
nic nie muszę tylko prawdę umieć unieść
jak tu wszystkim rap pomaga jak amulet
spójrz prawdzie w oczy ona kłamca usta zamknie
wybrałem swoją drogę zanim życie wybrało za mnie.
I dziś na bank wiem jaki mam cel
Każdy wers pozostawia krater to ja bombardier mam,
swoja gwardię New Ere na łbie i te świadomość ,że
znienawidzisz mnie jeszcze bardziej.
Świecą latarnie na ścianach, tańczą cienie
podziemnie reprezentuję Siebie i Swój teren, scenę.
To nieodłączny element tej gry to nie zmieniony herb i
Poznańskie Ejbry dziś płoną sprzęty hejty trują żółcią
Chuj w to mój rap to w stronę fanów ukłon
To parzy jak ukrop jeśli nie wiesz jak to chwycić
Mam detonator a na nim czerwony przycisk.
Chcesz z Nami beef'u - synu możesz się przeliczyć.
Ty mówisz scena, ja mówię veni vidi vici.

Ref:
Wstań i idź: znaki na niebie powiedzą którędy ci
wstać i gdy wybiją święte bębny bit
wstań i idź: budują prawdę zrębny mit
wstań i idź: choć trudno znaleźć drogę.

Wstań i idź: znaki na niebie powiedzą którędy ci
wstać i gdy wybiją święte bębny bit
wstań i idź: budują prawdę zrębny mit
wstań i idź: choć trudno znaleźć drogę.

[donGURALesko]
Trudno znaleźć spokój, trudno znaleźć wokół
cokolwiek w tym motłochu, gdzie tłoczą krew Bogów.
Trudno znaleźć spokój, trudno znaleźć wokół
cokolwiek w tym motłochu trudno znaleźć tak.
Trudno znaleźć spokój, trudno znaleźć wokół
cokolwiek w tym molochu gdzie trudno tak tak.
Trudno znaleźć spokój, trudno znaleźć wokół
cokolwiek...tak trudno to znaleźć w bloku.

Wstań i idź.
[x2]
Twój prywatny wróg, wróg u bram, wróg u wrót
Zgiełk i brud, gniew i trud, krew i brud
trefny punkt, wróg siedzi w twojej głowie
nie wierzysz w niego? nigdy o nim sie nie dowiesz

Jestem komornikiem co nawiedza blokowiska
wsiada do windy, w spisie sprawdza nazwiska
pobiera haracz dla antychrysta
z rozporządzenia ministra
a blady strach pada na mieszkańców mrowiska
Jestem jak stenotypista na sądowej sali
gdzie wina jest oczywista
jestem czernią w nocy, korytarzem odrapanym
najpierw zaobrączkowanym, a potem przesłuchiwanym
Jestem szokiem, jestem blokiem, jestem szotem
Uciekających potem i nieprzytomnym mrokiem
Jestem czarnym kotem przebiegającym przez drogę
Jestem dwóch ulic wrogiem, jestem twoim wrogiem

[x2]
Twój prywatny wróg, wróg u bram, wróg u wrót
Zgiełk i brud, gniew i trud, krew i brud
trefny punkt, wróg siedzi w twojej głowie
nie wierzysz w niego? nigdy o nim sie nie dowiesz
[tylko tekstyhh.pl]
Jestem tym zwierzęciem co wciąż goni za bilonem
jeżdżę karetką, morduję ludzi pawulonem
jestem pawilonem, pełnym szmat i blichtru
Babilonem pełnym krat, działam po cichu
Jestem cichym szeptem, donosem na sąsiadów
stróżem prawa, jak bije nie zostawiam śladu
jestem cichym kotem, biegam, handluję towcem
jestem zimnym blokiem, szarym dziesięciopiętrowcem
Ja to postęp, ja to prawo i sprawiedliwość
Idę na ilość, każę litość i premiuję chciwość
Jestem zamiataczem, pracuję miotłą
Spłukuję do kanału ludzką zazdrość i podłość
Jestem wieszczem, moje słowo spada z nieba z deszczem
Jeszcze i jeszcze

[x2]
Twój prywatny wróg, wróg u bram, wróg u wrót
Zgiełk i brud, gniew i trud, krew i brud
trefny punkt, wróg siedzi w twojej głowie
nie wierzysz w niego? nigdy o nim sie nie dowiesz

Jak trwoga to do Boga, szukają wroga stale
otwórz oczy i zobacz, oni nie widzą go wcale
miejski zalew syfu, wyścig sprytu
tanich chwytów, chytrych knyfów
lecisz w dół, idzie wielki chłód
Niech dobry Bóg czuwa nad nami
nad moimi braćmi i siostrami
nad tymi szarymi lasami
gdzie dniami i nocami ludzie zaganiani
biegną, niewolą się sami
pędzą, emocje męczą, demony nęcą
szarpią, się chcą zerwać w tą sieć pajęczą
Całe życie tęsknią, sami nie wiedzą za czym
męstwo i tchórzostwo, pogoń w kieracie pracy

[x2]
Twój prywatny wróg, wróg u bram, wróg u wrót
Zgiełk i brud, gniew i trud, krew i brud
trefny punkt, wróg siedzi w twojej głowie
nie wierzysz w niego? nigdy o nim sie nie dowiesz
Jest tu Szpadyzor, Jest tu Szpadyzor, Jest tu Szpadyzor,
SzpaSzpaSzpadyzor. 2x

[Ramona23]

Mówi RY, z krainy którą na codzień zwiemy domem,
możemy (my), otworzyć ten dom naszych rymów łomem,
widzę łzy, a to dla Ciebie chyba zły omen,
do tej gry, potrzebny niewiarygodny flow i fenomen (ej),
w moment, zasypuję was czymś czego nie mozecie opisac,
a mimo tego chcecie tego, jak wyjścia na bissa,
to jest coś, do czego się wraca jak do misia (z dymem),
myślisz ze przerwę, chyba nie lałeś dzisiaj synek,
nie przerwanie do przodu, to ta gadka która wymaga kodów,
jak ciepła wóda lodu
jak polski rap zachodu
jak bierni swoich Bogów
jak nie wierni pokus
jak imprezownie basu
jak dzikie zwierzęta lasu
jazda bez pasów, tak to robimy w Pyrlandii,
Szpadyzor crew, bardziej chory niż rodzina Bandy,
Jak Bamb,i ciagle przyśpieszam i zwalniam,
to Poznań, bardziej tajemnicza kraina niż Narnia

Ref.
To jest Szpadyzor Crew,
Ty też Szpadyzorz tu,
[Ej], [Ej] Szpadyzorz z nami [Ej],
Szpadyzorz ze Szpadyzorami

To jest Szpadyzor Crew,
Ty też Szpadyzorz tu,
[Ej], [Ej], [Ej], Szpadyzorz z nami [Ej],
Szpadyzorz ze Szpadyzorami

[GURAL]

Jestem, jestem, jestem mister Gibons, mister Kręciwons,
waże sobie piwo, z P do N na żywo,
moja baśń to tysiąc, plus jedna noc,
mam moc, tak jak star wars Yoda,
bo nagroda jest tu, nie na Antypodach,
I nic dodać, Baca dobrze goda,
gazda a nie gwiazda, jak Jane Fonda,
mam te słowa, legendarne jak Dj Honda,
kolego, chuj Ci do tego, mam rymów sporo,
technikę chorą, nie zdrowa, maskę jak Zorro,
Dziadziorro, co gadką robi terroro-horror
witam rymem fight borrow, buon giorno,
jadę swoją drogą, bajerą niepokorną,
późną porą, furą niepozorną,
brat, rap nam wolno, lubię pierdolnąć,
zamiast kawę..(kark ugiąć, usiąść, wodę golnąć)

Ref.
To jest Szpadyzor Crew,
Ty też Szpadyzorz tu,
[Ej], [Ej] Szpadyzorz z nami [Ej],
Szpadyzorz ze Szpadyzorami

To jest Szpadyzor Crew,
Ty też Szpadyzorz tu,
[Ej], [Ej], [Ej], Szpadyzorz z nami [Ej],
Szpadyzorz ze Szpadyzorami

Rafi:

Siły w rymach, tyle ile ma na starcie Concord,
taki klimat, tylko wtedy gdy na blacie bongoo (nie lubisz mnie..)
Gdy słuchasz, czujesz dyskomfort,
Mi to wisi, tak jak dzieciakowi przy czapce pompon
Jadę z pompą, rymem napompowanym jak ponton,
Robieniem combo, takie jak teka taekwondo,
Leigh Back'owe flow, choć czasem ostre jak żądło,
będzie je słychać stąd do Toronto słonko,
bo montowanie słów, pod bit jestem fachurą,
mój chwyt, za pióro i mogę rzucić na Ciebie urok,
jak wiedźma z Blef, uciekaj jak usłyszysz szmer,
to pod skórą, sparaliżuje Tobie każdy nerw,
to ten super R, z RR Brygady,
potrzyj swoją sziszę, a wyskoczę Ci z niej jak Alladyn,
Będzie nie wąsko i tak gorąco, że ściany przepocą się jak po Pro Evolution pady

Ref.
To jest Szpadyzor Crew,
Ty też Szpadyzorz tu,
[Ej], [Ej] Szpadyzorz z nami [Ej],
Szpadyzorz ze Szpadyzorami

To jest Szpadyzor Crew,
Ty też Szpadyzorz tu,
[Ej], [Ej], [Ej], Szpadyzorz z nami [Ej],
Szpadyzorz ze Szpadyzorami
W powietrze wzbiły się tumany kurzu, które okryły wszystko, zrobiło się
zupełnie ciemno.
Powoli kurz opadł.

GRU, yo, yo, DonGuralEsko, yo, Gural solo, yo, yo.

Gural solo jak Han solo, jak Kej solo
Magiera za konsolą jak DJ Polo
Moje rymy są ostre
Bolą i w oczy kolą
Jak Kwaśniewski Olo gdy tańczył disco-polo
Jak skurwysyn co popija coca-colą
Jeździ ojca Corollą, szpanuje motorolą
Dyskotekowy polo, niech się odpierdolą
Zabiorą dupy i całą fazę chorą
Opięty blondolą
Tylko patrzą i stoją i palą Malboro
One dają inni biorą
To zaklawa mi na horror
Pierdolony moloch
Gdzie nie wszystko wbrew pozorom jest pod kontrolą
Stumingowany jak Cuca Polo
Gural solo - witam chlebem i solą.

Pojebany Gural
alias hardcorowy Papa
alias DonGuralEsko
2002 synu
Biały Dom synu
Sprawdź to gówno, sprawdź to gówno.
Pomimo to, pomimo to
Are you ready?

Pomimo wad oczywistych człowieczeństwa
Ja odważnie patrzę w paszczę szaleństwa
Pomimo, że czasem przyjdzie upaść nisko
Ja będę grał mimo wszystko, mimo wszystko
/2x

Gural
Niech się dzieje wola boska
Zapalimy zielonego papieroska
Uwolnimy słów wodospad
Znów chłostam, rymami głów, dywan, powstań
Kręcę film, mi należy się Oscar
Moja życie moja troska
Nie salutuje na rozkaz
Mam bilet w jedną stronę, jak Gienek Loska
Czuwa nade mną Matka Boska
Czarna, piękna ziemia, częstochowska panna
Byłoby smutnie gdyby nie skakał kózka
Jestem na ludzi ustach,
Nie dyskutuję z nimi o gustach
Płynie kapusta strumieniem szerokim
Reprezentuje serc armię, reprezentuje bloki
Po kim to mam, mnie nie pytaj
Po prostu mam
Robię ten prosty rap, po prostu gram
Zadaje kłam tym skurwysynom
Tacy jak my zawsze będą
I nigdy nie wyginą - boy!

Pomimo wad oczywistych człowieczeństwa
Ja odważnie patrzę w paszczę szaleństwa
Pomimo, że czasem przyjdzie upaść nisko
Ja będę grał mimo wszystko, mimo wszystko
/2x

Rafi
Ciągle szukam miejsca zwanego Arkadią
Choć to bagno, trwam w nim
I nadaje, jak radio
Pomimo tego, że kłamią i kradną
Jedni spadną
Ja się staram by z nimi nie spaść na dno
I zawsze ze mną jest muzyka
Siedzi mi na ramieniu, szepcze do ucha
I palcami pstryka
Każdy pstryk to jeden cud
I czuje ciepło pomimo tego,
Że wokół przejmujący chłód
Już zawsze będziesz mnie słyszał, królu złoty
Pomimo tego, że ploty popychają ploty
Mimo tego, że cień na szczęście kładą kłopoty
Pomimo tej wszechobecnej ludzkiej głupoty
Głód, zbrodnie, wojny, krew na ulicach
I panująca ogólna znieczulica
I choć niestety czasem nad dobrem zwycięża zło
Nadzieja w nas będzie trwać pomimo to

Pomimo wad oczywistych człowieczeństwa
Ja odważnie patrzę w paszczę szaleństwa
Pomimo, że czasem przyjdzie upaść nisko
Ja będę grał mimo wszystko, mimo wszystko
/2x

Pomimo, że pada deszcz - ja widzę tęczę
Pomimo, że wysnułem szereg tez – wszystkie błędne
Pomimo, że przelałem morze łez – dalej pędzę
Kocham blokowy jazz i dalej go grać będę
/2x

[Skrecze]
Jedni spadną, ja się staram by z nimi nie spać na dno
Kwestia wyboru, i tak Bóg osądzi
Nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej
Niech się dzieje wola boska, boska
Zapalimy zielonego papieroska, papieroska
To jest właśnie styl stu królów

Pomimo wad oczywistych człowieczeństwa
Ja odważnie patrzę w paszczę szaleństwa
Pomimo, że czasem przyjdzie upaść nisko
Ja będę grał mimo wszystko, mimo wszystko
/4x
Jesteśmy jak szarańcze co? Jest nas wuchte(jesteśmy)
Jesteśmy jak szarańcze, wszystko mamy w dupie
Jesteśmy jak szarańcze co? Jest nas wuchte
Jesteśmy jak szarańcze, wszystko mamy w dupie
Mamy w dupie jak szarańcze co? Jest nas wuchte(jesteśmy)
Jesteśmy jak szarańcze, wszystko mamy w dupie
Jesteśmy jak szarańcze, wszystko mamy w dupie
w duuuuuuududududupie!
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Wzrokiem Ala wyruchałem twoją córke
Zjadłem jej bułke
Nie wskoczysz na moją półke
Zajmuje cała to jest mój przywilej ten
Ten mixtape dociera szybciej niz DHL
Szybciej niż diler i chuj tylko ile
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile
Dotrze szybciej niż diler i chuj tylko ile
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile
Dotrze szybciej niż diler i chuj tylko ile
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile(skurwiele)
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile
Skurwiele, skurwiele, skurwiele....ja, ja, ja
Ja mam ten rym taniec który tańczysz ty
To ten taniec pojebaniec co ci zmarszczy brwi
To ci parszywi co są źli przyszli tu dziś
A ci chujowi usłyszeli wyszli przez drzwi
Ja mam ten rym taniec który tańczysz ty
To ten taniec pojebaniec co ci zmarszczy brwi
To ci parszywi co są źli przyszli tu dziś
A ci chujowi usłyszeli wyszli przez drzwi
Ja ma ten rym wiesz co dzi? Te kocie ruchy
Wiesz co dzi? Gural nadchodzi
Nie czuje skruchy
Nie czuje tremy, my zwiastujemy problemy
Rymy bardziej pojebane niz kraj w którym żyjemy
Dziś splądrujemy, splądrujemy wam kuchnie
Dziś splądrujemy, splądrujemy wam kuchnie
Dziś splądrujemy, splądrujemy wam kuchnie
Jesteśmy jak szarańcze, wszystko mamy w dupie
Mamy ten syf, mamy styl, mamy ten dryl. Ty wchodzisz w dryf gdy my wchodzimy w rytm, co?
Mamy ten syf, mamy styl, mamy ten dryl. Ty wchodzisz w dryf gdy my wchodzimy w rytm, co?
Mamy ten syf, mamy styl, mamy ten dryl. Ty wchodzisz w dryf gdy my wchodzimy w rytm, co?
Mamy ten syf, mamy styl, mamy ten dryl. Ty wchodzisz w dryf gdy my wchodzimy w rytm, co?
[zwrotka angielska]

Poczekaj parę chwil, Gural, S.P.O., Tee, Kamil
Robię hip-hop deal for real, trzeszczy vinyl
Omijam miny, nie mogę przestać, wiesz, że jest tak
Kręci się vestax, Chicago, WestSide
Nikogo nie znasz tu, daj mi pięć minut
Gural znowu wjeżdża w tłum i jutro jest nas stu
Kolejna sesja znów, bucha bierz na dwóch
Skurwiele przyjdą jutro i położą cash na stół
Nagrywam wszędzie tu, bo jestem w domu
Bandyta mikrofonu znowu robi rap dla milionów
Ziomuś mówi - król bez tronu, 5 Element man
Palę zielę nie sun, ze mną Elephant Tribe
To jak telekinetyka, dialektyka słów
A niedobrzy ludzie chcą zbudować wielki mur między nami
Płyną stada chmur nad głowami
Stada czarnych chmur nad blokami, jesteśmy tacy sami

To jest tłuste gówno, właśnie tak
To Hilltop studio, that's what's up
When you travel to Poland, właśnie tak
And I'm home when I rec., that's what's up

[zwrotka angielska]

To jest tłuste gówno, właśnie tak
To Hilltop studio, that's what's up

[zwrotka angielska]

[x3]
To jest tłuste gówno, właśnie tak
To Hilltop studio, that's what's up
When you travel to Poland, właśnie tak
And I'm home when I rec., that's what's up
Wychyl, to chore gówno, to DGE alibaba
Gural wali braga, bo to jest PDG Saga
I do całej sali gadam
Uwaga, Gural wchodzi na track
A ? bang-bang jak Sinatra
Krąży karma stale
Ej, yo, barman nalej
Trwa karnawał, PDG balet
Ciągnie się dalej
Jedziesz z Guralem dalej poprzez różne dziwne stany
Łychy wychylamy, mamy kany kilogramy
Gramy, mamy zamysł i szósty zmysł
I tłusty bit
Trafiamy w gusty tych, co mają swój styl
Łyk łychy, do bitu łeb wychyl
To te typy, kup ten krążek za jedyne dwie dychy
Biorę dwa machy, dwa wdechy
Dziś mam dechy, zimne mam Lechy
Na wokalu mam ściechy
Będę chlał niechy
Bnie po blady świt znowu
Taki klawy bit ziomuś
Puść ten hit komuś
Będzie alko, będzie porno, będzie parno
Wszystko nam wolno
Biegnij, dzwoń po straż pożarną
Ja gadam twardo, bardzo chropowato
Do bitu wychyl łychy galon
Chłopaki dużo palą
Chłopaki tak mają, że bajerują dupy
Przy barze tworzą grupy i robią siupy w chuj
I piją ? znów, ja jadę jak w gorączce
Weźcie to włączcie u siebie na boomboxie

I wchodzę, na swojej drudze widzę paru kumpli, tej
Jak na klej, przyklejone do butli, chlej
Jak ? i całe ?
Nie chcesz oberwać, to przestań człowiek ściemniać
Szelma, do twarzy mi bez wątpienia z flaszką
Rozgrzewa mnie ?, dziś nie mam zamiaru zasnąć
Znasz to uczucie, moi ludzie przy grudzie
Tamte świnie w klubie chyba liczą na kłucie
Jak ja to lubię, i tu nas właśnie spotkasz
Te dewotka, prosisz o nas codzień w modłach
Poznań opętane miasto jak Emily Rose
Wychyli na afterze jak ? i ?
A cumulusy nad miastem płyną, a cumulusy nad miastem płyną...
A cumulusy nad miastem płyną, a cumulusy nad miastem płyną...
O tym jest yo, to o tym jest yo, aha
Wiesz, że ten Totem o tym jest, co? Yo!

Wiesz, że ten Totem o tym jest między innymi,
Z innymi ludźmi wiedzy głodnymi dziś będę robił rap,
Rap-paladyni, pała mi dymi, płać talary mi,
Szaleni, zalani, lecz balans w dyni mam,
Nikt nie wini nas za ten przekaz,
Jak masz czas i masz fart, to brat - na co czekasz?
To głupie jak chuj, jak newsy Faktów,
W tym roku pewnie se nie kupię jachtu za kupę hajsu,
Pierdolę myśli, wyścig ciągły, pościg chwil, wskazówek, myśli,
W nim ciut się trudzisz, czy TLL zwolni,
Wdech wciągnij, skąd jesteś nie zapomnij,
Patrz, ludzie w blokach kompletnie nieprzytomni,
Słuchają przenośni, przekładni z mojej kotłowni,
Ci żywi, ci pochowani i ci potomni,
Ci nienazwani skromni kontra źli postronni,
Poddani mają chodnik, niepokonani pomnik,
Każdy mądry rolnik wie, że gdy sieje - zbiera,
Wie, gdzie mieszka szkodnik, mu się opiera
Stan wyniku na parafii na dziś - jeden do zera,
Koniec przekazu - zabili konferansjera (ojjj)

Ref.
Słów majster, żmudny hustler, betonowych głów blockbuster
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, GRU to mój zastęp
Żmudny hustler, betonowych głów blockbuster,
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, to GRU, yo!

Druga tura, akurat pierwsza jak próbna matura,
Trudna słów kubatura, martwa brudna natura,
Brudne tagi na murach, czuwa wciąż kontrkultura,
W mediach dzisiaj news, jutro makulatura,
A panowie w garniturach suną w korku do biura,
Wczoraj spadł Tu, tam czarne wstążki na furach,
Pogoda bura, ponura nomenklatura,
Życie to edukacja a nie ciągłą tresura,
Dawno mamy tą wolność, każdy robi co chce,
Każdy ma swój kamuflaż, każdy gra własną grę,
Błaznom wbrew, planeta, kraj, miasto me,
Mówi pastor drzew, posyłam gwiazdom zew,
Czuję własną krew jak szumi, tak szumi las w skroni,
Szybami bass dzwoni, niech was ten trans chroni,
A niewidomi i głusi zobaczą pierwsi,
Nie lepsi ci bracia mniejsi, co z drzew nie zeszli

Ref.
Słów majster, żmudny hustler, betonowych głów blockbuster
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, GRU to mój zastęp
Żmudny hustler, betonowych głów blockbuster,
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, to GRU, yo!

Walę z mostu prosto wbrew Twoim wątpliwościom,
Robię to z łatwością, wiedza jest wolnością,
Historia człowieka, na pokornych victoria czeka,
Mówią sukces jak David i Victoria Beckham,
Hip - Gloria, Hop - Mekka, ciężka powieka,
Ludzie niby zdrowi, wciąż biegają po aptekach,
I nikt nie wini nas za ten przekaz,
Oni szukają w lekach, ja szukam w deckach źródeł człowieka,
We wdechach i wydechach, machach, marnych pociechach,
PO na blachach, hity na blokach i para w miechach,
Tutaj w cienistych murach, ciałami w autach na skórach,
Głowami w chmurach, myślami w górach trwamy

Ref.
Słów majster, żmudny hustler, betonowych głów blockbuster
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, GRU to mój zastęp
Żmudny hustler, betonowych głów blockbuster,
Pode mną brudny Chrysler, mam słów klajster,
Wchodzę znów za ster, w bani słów bajzel, to GRU, yo!
Gural

(Szpady, szpady bejbe, Donatan, Gural, HEHEHE, 2011)

Mówi Mr. Wiesz Kto
Doktor Chuj z nibylandii
Gdzie na blokach palą więcej niż Hummvee
Od lat gra, ten rap gram, ciągle trwam w nim
w prawdach się gmatwam jak Mahatma Gandhi
podążam z nim, gram z nim, napierdalam
co to jest że wszystkich na kolana powala
co to jest że wszystkich powala na łopatki
drżą szyby, dudnią schodowe klatki
nowe łapki?, zdrap, zerwij etykietkę
nadzieje, bywają wielkie, życie nie jest lekkie
czasy kalekie, muzyka lekiem, rap tlenem
świat goni pekiel, nie bądź człowiekiem
rap pener, robię swój własny rap
swój kosmiczny rap
mocno techniczny rap
specyficzny rap
robię uliczny rap
polityczny rap
liryczny rap
kosmopolityczny rap (co)

Give me one shoot [...]

Pih
Mówi Mr. Wiesz Kto
P.I.H, czarny kruk,
majk w dłoni jak nóż
czuję w żołądku ten głód
woła Ciebie chłód tej czarnej ziemi
dziwko, obie Twoje piersi są dziś w moim menu
kiedy morduję, mam zawsze łzy w oczach
bo tak nienawidzę was i zarazem kocham
to te nawijki z bloków, to te liryki
nie dla typów, co się kłócą z dupami o kosmetyki
wersów grube zeszyty (co), werbalne chwyty (co),
dla tych co piją (co) i tych co są zaszyci
z północy na południe, ze wschodu na zachód
ustanawiam nowe standardy brutal rapu
nie w zasięgu rąk, ponad głowami
Airbus, Boeing ziom, ponad chmurami
wolałbyś stać w deszczu, wiem o tym leszczu
bierzesz zimny prysznic, w strugach tych wersów
Ref. Synku jestem w budynku na innym levelu...
Synku jestem w budynku na innym levelu...
Synku jestem w budynku na innym levelu...
Na innym levelu... Synku jestem w budynku... Synku... [x2 ]

W tym co robię człowieku, doprowadzę ich do szału,
W przyszłym roku człowieku zgarnę jeszcze więcej szmalu,
Słuchasz wokalu co kosi hajs jak na giełdzie,
masz o tym pojęcie? Byłeś na moim koncercie?
Mam pierdolnięcie. Taki kop ma niewielu,
doprawdy paru, w sumie chyba nikt przyjacielu.
Urodzony w PRL-u, lecz znam zasady rynku,
Synku jestem w budynku na innym levelu.
Noszę kapelusz, oni głuchy beret z antenką,
Sięgają po proce, ja po Berettę ręką,
Teren to ten tron odejdę stąd,
wiem to, z gotówką, a nie cholerną rentą,
Chcesz to oddychaj atmosferą skiśniętą,
Z dupą spiętą i krtanią przyciśniętą,
Wiem to, przewiduje to co będzie potem,
Nauczymy ten kraj jak się robi robotę.

Ref. Synku jestem w budynku na innym levelu...
Synku jestem w budynku na innym levelu...
Synku jestem w budynku na innym levelu...
Na innym levelu... Synku jestem w budynku... Synku... [x2 ]

No bo każdy by chciał na hop i mieć tyle wyników,
Bez wyścigu szczurów i bez dealu narkotyków,
Bez lypsztyku, dyktatu, łaków, pojebów,
bez długów, tanich szlugów i pseudokolegów,
bez biegu, a nawet truchtu, drenażu mózgu,
życie to true school, zwolnię pośredników dwustu,
Przytulę na tym fanów dwieście tysięcy,
W chuj satysfakcji plus trochę pieniędzy,
Do przodu z planem, z wiarą i z rodziną,
Na pohybel skurwysynom, pluje w tył czarną śliną,
I robię promo, co robię wszystkim jest wiadomo,
Choć nie ubliżam słabszym jak ci kryptohomo,
Stój nieruchomo, gdy jedzie Dziadzi kawalkada,
Kiedy gadam i gadam każdy do syta się najada.
I na koniec rada, nigdy nie mów "nie dam rady".
Pamiętaj! Ty też możesz pójść w moje ślady.

Ref. Synku jestem w budynku na innym levelu...
Synku jestem w budynku na innym levelu...
Synku jestem w budynku na innym levelu...
Na innym levelu... Synku jestem w budynku... Synku... [x2 ]

Mówią Gural jest pojebany, Gural jest inny,
Gural ma plany, Gural otwiera firmy,
wszyscy go kochali, a on im spłatał figla,
miał jak pseudo prawilniak bazgrolić po kiblach,
Akurat, Gural to furiat, Gural to burak,
nie dba o nikogo, chleje i koks fura,
kupił dom w górach, kupił kwadrat w Poznaniu,
Teraz skupia się na pierdoleniu i wąchaniu.
Spokojnie, w sumie kurwa możesz mnie nie lubić,
Tak jak ja nie lubię ludzi, którzy mówią by mówić,
Jak coś robię to to robię, a nie wyobrażam sobie,
Jak coś robię to to robię, albo tego nie robie wcale,
Albo tego nie robię wcale, albo tego nie robię wcale,
Albo tego nie robię wcale, nie robię wcale, synku.

Ref. Synku jestem w budynku na innym levelu...
Synku jestem w budynku na innym levelu...
Synku jestem w budynku na innym levelu...
Na innym levelu... Synku jestem w budynku... Synku... [x2 ]

[Matheo:]
Jeśli chcesz mieć więcej niż masz hajsu - bierz go!
Więcej hajsu - bierz go!
Więcej hajsu - bierz go! [x2]
Ze mną moich ludzi hufce
Ruch serc i rymy tłuste
Masz przejebane, w podstawówce już miałem bandane
A w przedszkolu pimpowałem przedszkolanki
A w żłobku miałem bandanki i miałem fanki
I piłem szklanki whisky i Pepsi
Robiłem meksyk na lekcji, dziś piszę teksty z autopsji
Przez te, dziś sam prowadzę lekcje, powinni mi klepać czesne
Jadę na luzie tak jak gepard Chester
To gówno jest jak Western, siema Manchester
Wznosimy kubki wódki za kumpli w Anglii, smutni zdrowie
To idzie w obieg znowu, to rym z betonu
Szerokie spodnie z Europy wschodniej, przekaz dla ziomów
Życzę wam pięknych pań, wielkich domów
Tłustych aut wprost z salonu
I nowoczesnych telefonów
A poza tym, do zła niechęci
Miłości i szczerości
Dobrej pamięci i prawdziwości dla gry

Ziomek, pamiętasz
Ty to znasz od podszewki
Maniurki, kolendy i te wszystkie polewki
Te numery, które wycięliśmy, morda
Aż mi się nie chce wierzyć, że to prawda, morda
Ziomek, to prawda
Ty to znasz od podszewki
Maniurki, kolendy i te wszystkie polewki
Te numery, które wycięliśmy, morda
Aż mi się nie chce wierzyć, że to prawda, morda

Jest coś trwalszego w życiu niż dziwki i forsa
Na przykład spróbuj z banknotem usiąść i spalić lolka
Sobie wyobraź, ty i banknot ujarani
A wokół ty i banknot, no i nic, cztery ściany
Mamy cwany ten świat i mam w butach słomę
Dlatego pchamy ten rap, tu na Bałutach z moim ziomem
Mój ziom, czyli brat, rodzina, krwi do mych honoru
Jeśli wierzysz w ten szlak, to w kpinach złych ludzi ignoruj
Przyjaźń albo hajs, hajs za przyjaźń - przestań
Nie mając nic, wiem że mam się wciąż do kogo odezwać
Sprawdź czysta energia, Ostry, kocham Tabasco
Jesteśmy w trasie dłużej niż w Polsacie Słoneczny Patrol
Nie kupi tego banknot, bo życia się nie wróci
Przez kolejne miasto, tak płynie rap dla ludzi
Tu dziś sprawdź to, to dla przyjaciół knocie
Bo jak narazie jesteś tutaj sam z banknotem

Ziomek, pamiętasz
Ty to znasz od podszewki
Maniurki, kolendy i te wszystkie polewki
Te numery, które wycięliśmy, morda
Aż mi się nie chce wierzyć, że to prawda, morda
Ziomek, to prawda
Ty to znasz od podszewki
Maniurki, kolendy i te wszystkie polewki
Te numery, które wycięliśmy, morda
Aż mi się nie chce wierzyć, że to prawda, morda

Każdy ma swoich ziomków, takich na jakich go stać
Nie o hajs tutaj chodzi, tylko co im możesz dać
Od siebie, ziomek pójdzie za tobą, jesli jest ciebie pewien
Ja tam nie wiem, dziś nagrywam z raperami z innych stron
Nie jesteśmy ziomkami, choć oni mówią do mnie ziom
Elo, pasuje, ja tam inny styl szanuje i inne miasta
ZIP Skład - Warszawa, przez Poznań - K.A.S.T.A.
Do z Łodzi Tabaska
Mam wielu ziomków, którzy nie słuchają rapu
Nie obchodzi mnie to, dla dobrych chłopaków
Jesteśmy tacy, jacy chcemy być
Żyjemy właśnie w taki sposób, w jaki chcemy żyć
Gdybyśmy byli tacy sami, to byłby koszmar
Jestem sobą, nie udaję i tak ma pozostać
Jeszcze jedno na rozchodne
Szanuj to co masz
Żyj mocno - kochaj mocniej
I zachowaj twarz

Ziomek, pamiętasz
Ty to znasz od podszewki
Maniurki, kolendy i te wszystkie polewki
Te numery, które wycięliśmy, morda
Aż mi się nie chce wierzyć, że to prawda, morda
Ziomek, to prawda
Ty to znasz od podszewki
Maniurki, kolendy i te wszystkie polewki
Te numery, które wycięliśmy, morda
Aż mi się nie chce wierzyć, że to prawda, morda
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo