Eldo

[Felipe]
Prawdziwy hip hop na życiowej kawie
w ZIPowej karczmie uszy duszy karmie
Ponad dekadę z tematem jadę,
przebiegłe żmije wciąż plują jadem.
Kanalie czekają aż im pojadę,
licząc na walkę, to takie medialne.
Ja na to kładę i wbijam centralnie
czyż nie chodzi o to żeby było normalnie?

[VNM]
Publika ta szczera narzeka na rap teraz
temat rzeka rap czeka na hustlera.
Bierz w łapę teraz fat capa czy markera,
taguj nowa szkoła to nasza era.
Jestem VNM jesteś w raju, bo gram Eden,
mam wenę doszedłem tu sam jeden.
Ale oni nie, teraz są na dnie,
ale zjebali polski rap i to boli mnie.
Póki lecą te rapy na kraj, chce żeby żadna
szmata nie położyła łapy na hajs.
Żeby dobre szesnastki były legalne, sprzedawalne
i żeby było normalnie.

[Jędker]
Co tu komentować, dobrym podziękować,
dzieci odchować, kobiety szanować.
Skromnym zostać, się nie wozić,
szampan mrozić, głowę chłodzić.
Dobić komentarzem, nosić chmury,
robić tatuaże, dookoła twarze.
Same zaufane gadane nasze,
faktom realnie żeby było fajnie.
Trzeba się natrudzić żeby dojść do tego,
ciągle się nie smucić leczyć doległość.
Iść jak najdalej i legalnie,
tylko w tym kraju żeby było normalnie.

Ref.Chciałbym tu normalnie żyć
spokojnie żyć niebanalnie
nie za szybko wszystko naturalnie
i żeby było normalnie.x2

[Pezet]
Znowu wszystko się popierdoliło,
znów się upiłem i zbyt późno wróciłem.
Obiad czekał na mnie na stole,
kupiłem kilka piw wcześniej w nocnym na dole.
Usiadłem przed kompem na chwile,
sprawdziłem stan konta i fajka zapaliłem.
Nie zapłaciłem rachunków, żesz kurwa,
Nie zapłacę ich jutro, już trudno.
Być zdrowym, mieć co jeść, mieć siłę, tak myślę
choć wolałbym wakacje w Chile.
Wstaje z kacem i czuje się fatalnie,
ale chciałbym tylko żeby było normalnie.

[Sokół]
Nie chodzi o to żeby łapać się za ręce,
tańczyć w kołku śpiewając piosenkę.
Prawić pochwałę za komplementem,
uśmiechać sztucznie jak mendy nadęte.
Nie chodzi o to żeby wozić się tu,
i być mądrzejszym od internetu.
Ze wszystkich szydzić i z każdym cisnąć,
tylko po to żeby na ich tle tu zabłysnąć.
Żyje i żyć daję w tym bałaganie,
i jakoś nie jest wcale fatalnie.
Pierdolić marność, tylko dbać centralnie,
o jakość i żeby było normalnie.

[Brahu]
Czy to życie? Raczej jego krzywe odbicie,
czemu dobry chłopak musi kastować na streecie.
Czy kolejny jeden lamus musi hejtować,
czy następna świeża firma musi splajtować.
To jest tu norma polskiego życia forma.
Kiedy patrzę na ten syf, chyba pora na format.
Dziś znowu wyśle CV i już nie zdziwi mnie to,
że zamiast odpowiedzi znowu będzie echo.
Zmieniasz telefon wrzucasz nowego sima,
bo kto jak nie ty sam nakarmi twego syna.
Przeklinam system i politykę krawatów,
oni kręcą biznes cały nad polską fatą.
Pytam Boga czy rozda lepsze karty,
bo kurwa mam wrażenie, że to jakieś żarty.
Walczę o jedno czas ucieka nieodwracalnie,
żeby było normalnie.

Refren x2

[Numer Raz]
Chcemy żyć bez hec, bez swar i waśni,
jesteśmy tylko ludźmi, każdy jak potrafi.
Z charakterem przez życie,
prowadzone według reguł.
Idziemy spokojnie albo zawsze w biegu,
jeden szczegół może zmienić wszystko.
Hej ojczyzno jesteś w sercu blisko,
mimo wielu absurdów.
Rządzących nami ludzi mimo trudów ludu,
zapału nic nie ostudzi.
Wciąż do przodu przez trudy i znoje,
z duchem czasu trzymać fason i robić swoje.
Nic na siłę i nie zawsze idealnie,
mięć przesłanie i żeby było normalnie.

[Eldo]
Żeby było jak To front pierwsza linia,
towarzystwu nie w smak wolna opinia.
Rap pożywka dla medialnej ignorancji
bo tylko dla swoich tyle mają tolerancji.
Kocham ten biznes jego labirynty ,
my wchodzimy na salę, oni ręce do modlitwy składają.
Strach przed rap zgrają, przed wolnością ,
no i patrz jak oni wyglądają.
Patrz na nich, naszą bronią twój strach,
dywan jest czerwony, bo depczemy po pluskwach.
Zamknięte usta i rozumy, fatalnie,
otwórz je żeby było normalnie.
Tede.
Czasem czujemy się z Sir Michem jak Blues Brothers,
Butelka z winem, paczka fajek, nas dwóch z rapem,
Kolejna noc zerwana, robimy rap do rana,
Jak na kogo nie ma liczyć, rap to może na nas,
Czasami myślę, że to film, te parę chwil to piękne,
Ale to nie film, nie pytaj mnie w czym tkwi sekret,
Po prostu jestem w tym bo jak Ty w to wszedłem i
Jestem nim choć byłem kimś innym przedtem,
Niektórzy mówią, że ta postać którą gram to król,
O tym nie mówmy, gram tu jedną z głównych ról,
I dalej róbmy, to właśnie po znów my tu,
To główny nurt i to już nie jest potok słów, już.

Ref.
Nam zdaję się, że tu chodzi o życia sens
a to tylko jest ładny film, jeszcze jedna reklama Malboro

Wdowa.
Jeszcze jedna, jeszcze jedna, o,o,o
Nie wiem, po co mi fryzjer i stylistka na klipach,
Potem mówią mi w klubach, że kogoś przypominam,
Odbicie w Twoich oczach, jest inne niż to z lustra,
Powiedz mi, które kochasz, odpowiem ale urwał,
Nie jestem marudna, chimer nie miewam wielu.
Lubię sushi ale zjem coś z orlenu też,
Jak zgasisz mnie, nie wyjdę na pięcie z jakimś fochem,
Bo zgaśnie mi napięcie nie raz RWE Stoen
Sms z orange znowu mnie ponagla,
W sobotę i we wtorek był trochę grany hi life,
Każda moja fanka, chcę zgrywać w szpilach divę,
Ja zasuwam w trampkach i przebieram się w t-shirt i
Nigdy nie napiszę, czegoś co nie jest prawdą,
Choć tylko w pewnym sensie bywa mi czasem łatwo,
Ten film dobrze oglądać, gdy możesz zmienić kanał,
Ale główni bohaterzy muszą przeżyć po reklamach.

Ref.

Tede.
Jak rozleję kieliszek czerwonego wina,
Czasem bywa, wtedy mam czerwony dywan,
To chyba wszystko na ten temat z mojej strony,
Czasem bywam, lecz wolę nagrywać niż salony,
Wiem to nie jest film jak nie zrywam filmu,
Nie jestem w tym dla głupich min i rankingów,
Ja tu jestem dla bitów nie dla plebiscytów,
Reprezentuję zwykłych typów wśród celebrytów,
Ja tu piszę zwrotki, Ty chyba w to nie wątpisz,
Ja nagrywam zwrotki, które Ty możesz podbić,
Bo też cholera jak to film to Ty też w nim wystąpisz,
Ale wiesz to dla nas życia sens te zwrotki.

Ref.

Eldo.
Jeszcze jedno, ten film to do utraty tchu bieg do sedna,
Palę fajki a finisz to płytki grunt, płytki sen, płytki oddech
Późną nocą i nie dla was ale dla mnie bo wierzę, że warto po coś,
Bić się, pragnąć lub serce karmiąc, idź precz karmo sam napiszę swój scenario,
Rap gra, jestem w klasie dyplomowej i chcę iść dalej,
Jak ktoś wciąż mi zawraca głowę,
Zarobiony jestem, Ty myśl o tym do woli,
Mam fakty i ludzi a pieniądze nie grają roli,
Mam siebie i to jest mój wróg najwierniejszy,
Kiedy przegram, nie wiem, może uda się zwyciężyć,
Tic tac - jak u Ciebie wciąż ucieka
I nie mówi przepraszam, kiedy przez palce przecieka cóż,
Będę ostatnim, który zacznie marudzić, sen na jawie, wolność,
Ja nie chcę się obudzić.

Ref.

Tede.
Jedna szesnastka, dwa razy refren, znowu jestem,
To bez sens, robić coś jak Ci się nie chcę,
Znam takich kilku, co ja mówię znam ich więcej,
Nie chcą wyjść z tego filmu, choć to nie dla nich miejsce,
Ja jestem mc i czuję to serce, jeśli występuję w filmie to nie ja go kręcę,
Jak się kończy ujęcie nie idę do kampera,
Idę na bibę, wiesz kto ma kampery teraz,
Życie rapera, to nie jest życie w wyższych sferach,
To życie w zeszycie, życie w tych literach,
Gdy nas źle odbierasz, to tylko My, lecz gdzie indziej,
Wspinamy się na szczyt, może komuś z nas wyjdzie.

(...) - słowa, których nie rozumiałem.
Eldo
Czasami mam świadomość, że jesteśmy ważni dla kogoś
Dla tych co dorastają obok
Tych młodszych, którzy chcą uczyć się od nas
Którzy też chcą coś od świata dostać jak my
Móc mieć plany, coś innego niż ten schemat
Bo codzienność to jednostajny poemat
Tych samych chwil, szukają drogi gdzieś indziej
Widzą nas i słyszą naszą muzykę
Wiem to, nie jestem żadnym przykładem
Kimś innym niż oni, wiem to, ale co zrobić?
Że chcą jak my pisać, móc zostawić to miejsce
Znaleźć spokój i poznać w końcu czym jest szczęście
W końcu iść na swoje by coś zacząć
Nawet wbrew wszystkim chociaż słychać śmiech, docinki
Czuć w sobie ten smak spełnienia
Móc czuć jak tylko dzięki sobie coś się zmienia
Wiesz, wiem to, bo sam tak chciałem iść jak ty
I wciąż chodzę po ulicach tych jak ty
Wciąż robię rap, to sukces naszej pracy
Ze śmietnika świata sami podnieśliśmy te kwiaty

Pjus
Nie jestem gwiazdą, może nawet nie mam fanów
Rap nie dla szmalu, sztandarów i szpanu
Gdy patrzę z ekranu nie chcę być bogiem
Mój Boże niektórzy mają fobię, że się wożę
Ok, chcesz być jak ja - nie polecam
Popełniam błędy, a życie lubi dać do pieca
Ej, młody obiecaj, że też przestaniesz palić
Pamiętam ciebie i kolegów jak byliście mali
Szary beton się wali, my wciąż jesteśmy tutaj
Wszyscy od lat chodzimy w złodziejskich butach
Zobacz Piusa, pokazał swoją jaźwę w telewizji
A wiesz ja mam pracę, bo rap to pasja nie zyski
Chcesz być mną to bądź sobą wierz mi
Jaram się jak nawijasz mi swoje teksty
Jaram się jak zamiast iść na 48
Zapisujesz kartkę i mówisz z dumą w głosie
Że będziesz kimś, że teraz będziesz pisać
Bo latarnie to jedyne gwiazdy na ulicach
Motto na dzisiaj, na każdy dzień następny
Moje myśli na kartkach, moje serce to bębny
Chada
Jestem jak nałóg, jak pierdolony zawał
Przychodzę, zabieram wszystko, potem zostawiam
Teraz się zastanawiam, czemu na mnie trafiło?
I przeżyłem to wszystko, co się Tobie nie śniło
Czemu dane mi było stanąć w środku tragedii?
Nie słuchałem, gdy ziomek mówił: "tylko nie przegnij"
Trzeci krzyżyk na karku, myśli warte karceru
Gdy przewrócisz się, gotów pomóc tylko niewielu
Przekonałem się o tym, kiedy byłem w potrzebie
Pseudoziomków z osiedla dziś już nie jestem pewien
Czemu znów powątpiewam? Oczy zachodzą łzami
Najpierw tak, potem nie i zostajemy sami
Czasem myślę koleżko, że to wszystko za karę
Czemu była tam wtedy na tym samym oddziale?
Czemu ktoś zachorował? Czemu ktoś inny siedzi?
W końcu czemu tak wiele pytań bez odpowiedzi?

Ref./2x
Powiedz, czemu upadam później znowu powstaję?
Czemu fala samobójstw ciągle trzęsie tym krajem?
Czemu ciągle przegrani powracają na tarczy?
Czemu ciągle tak wiele trzeba sobie wywalczyć?

Eldo
Powiedz, czemu czasami nie umiem zaakceptować
Tego, że Bóg ma swój plan, a ja gubię się w słowach
Czemu gdzieś między nimi nie umiem dojrzeć celu?
Oczekuję, zamiast wierzyć i ciągle czegoś chcę
Czemu ludzie tak łatwo używają słów bez sensu?
kiedy trzeba za nimi stanąć zamieniają się w Niemców
Czemu tak szybko brat staje się kimś obcym?
Zapomina o honorze dla hormonów i dla forsy
Czemu jestem tak pewien, że bezczelnie nie mam strachu przed jutrem?
Czemu tak wielu pochłonął już smutek?
Czemu ludzka zawiść wciąż zbiera tu żniwo?
A nienawiść i ból to dla wielu z nas paliwo
Czemu ciągle pytam? Powinienem już coś wiedzieć
Ślepy biegnę przez mrok, głupi ciągle czegoś nie wiem
Drapię się w głowę, ja wątpliwości jak Olita
Nie będę czuł, nie będę sobą, gdy przestanę pytać

Ref./2x
Powiedz, czemu upadam później znowu powstaję?
Czemu fala samobójstw ciągle trzęsie tym krajem?
Czemu ciągle przegrani powracają na tarczy?
Czemu ciągle tak wiele trzeba sobie wywalczyć?

Chada
Dobrze wiem, jak to jest, kiedy w bagnie się stoi
Na dziś dzień już nie mogę sobie na to pozwolić
chwytam pióro do ręki, piszę, chociaż to boli
Powiedz, czemu tak wielu dobrych ziomków w niewoli?
Wciąż zadajesz pytanie, które tak cię nurtuje
Czemu tamten ma wszystko, skoro tobie brakuje?
Ojciec dzieci zostawia i wyjeżdża za chlebem
A pretensje to może mieć już tylko do siebie
Łatwy hajs przyzwyczaja, uzależnia jak koka
Poznał to na tych blokach niejeden dobry chłopak
Kiedy idę za tobą, myślisz że chcę Cię napaść
Czemu śmieją się ci, którzy powinni płakać?
Tak fatalnie się stało, że poszedłem tamtędy
Czemu ciągle potykam się o te same błędy?
Czemu znowu samotnie muszę iść przez to życie?
Czemu jedna przegrana przekreśla tysiąc zwycięstw?

Ref./2x
Powiedz, czemu upadam później znowu powstaję?
Czemu fala samobójstw ciągle trzęsie tym krajem?
Czemu ciągle przegrani powracają na tarczy?
Czemu ciągle tak wiele trzeba sobie wywalczyć?
Refren.
Moje życie, droga ożywionych obrazów,
bez double'i, korekty, kolorów i montażów.
A jak życie to film, to nie moge polec,
mój jest scenariusz, reżyseria i gram tu główną rolę.

Pelson:
Miałem zatrute pióro, multum pretensji do świata,
musiałem umrzeć jak Piotruś Pan, żeby zacząć latać.
Dla wielu to lot nad kukułczym gniazdem,
ale spoko luz mogę być świrem czy błaznem.
Buntownikiem z wyboru co ma wyraźny powód,
nie znajdziesz w nim zgody na ograniczanie swobód.
Spacer po linie w imie ukrytych pragnień,
oddam wszystko za życie nawet w zachwycie upadnę.

Eldo:
Często piszemy pocztówki znad krawędzi,
pióro, serce, papier w klatce dla ptaków zamknięci.
Gonimy słońce aż do śmierci być może,
mamy dziecinne pytania, chcemy dorosłych odpowiedzi.
Biegniemy bezczelnie jak złodzieje rowerów,
sami pośród miasta za wszelką cenę do celu.
A potem dalej, bo tylko niebo jest limitem,
niewinni czarodzieje nocami królowie liter.

Refren.
Moje życie, droga ożywionych obrazów,
bez double'i, korekty, kolorów i montażów.
A jak życie to film, to nie mogę polec,
mój jest scenariusz, reżyseria i gram tu główną rolę.

Pelson:
Dawno temu nienawiść więziła mnie w swoich lochach,
przebudzenie, życie jest piękne jeśli kochasz.
Zrezygnować z tego to dokonać zbrodni,
musimy walczyć za wszelką cenę jak wierny ogrodnik.
Błądzimy po bezdrożach wewnętrzna walka w nas,
oczekiwania tworzą alkatraz
Czasem mamy tylko jedną szansę, jedną chwilę,
by przed zachodem słońca opuścić ósmą milę.

Eldo:
Jedną północ spędziłem w ogrodzie dobra i zła,
błądziłem jakbym ślepy chodził tyłem w labiryncie fauna.
Nie było tam miłości, serce zalała pogarda,
a do ucha szeptał słodkie słówka adwokat diabła.
O swoich dziejach grzechu mówię bez wstydu,
to taki film bez double'i, nie przewiniesz go do tyłu.
A ja zbieram okruchy z tego życia garściami,
gotów na bliskie spotkania trzeciego stopnia z faktami.

Refren.
Moje życie, droga ożywionych obrazów,
bez double'i, korekty, kolorów i montażów.
A jak życie to film, to nie mogę polec,
mój jest scenariusz, reżyseria i gram tu główną rolę.
Kolejny raz wita mnie warszawska jesień
Ten smak tylko tu tak pachnie przestrzeń, wrzesień
Pomarańczowe niebo, luz, popołudnie
Ja odpalam splifa w bramie
Dziś w śródmiejskich studniach
Brudna rzeczywistość, reklamy szajs
Jakieś pędzą chamy by na loterii coś trafić
Potem to zapić by choć trochę było słodko
Nie chcę Cię martwić choć życie też mnie zawiodło.
Śmieję się w twarz światu, fiat voluntas tua
Ufam bratu, kocham żyć, nie chowam się w wymówkach
Toksyny tkwią w kłótniach, ja wylewam jad do ścieku
Chociaż czasem tak ciężko myśleć z szacunkiem o człowieku
Myślę o sobie, własne sumienie kopię
W końcu przestanie, nawet gdy w krwi się utopie
Rodziłem się we krwi, sumienie chce mnie oswoić
Jak kowal stal, jak feniks nowym w ogniu się rodzić.

Każda myśl to labirynt bez wyjścia, bez logiki, bez sensu
Chwila bezmyślna
Zepsuł się kryształ
Puzzle - miliard elementów
Nie wiem skąd do siebie mam tyle złości i wstrętu

Drę skórę na kawałki, głową w ścianę
Pióro w serce, gdzie horyzont zapomniałem
Ślepy, głuchy, kaleki, głupi,
Masz leki kumpli,
Ja mam chęć siebie ukatrupić
Każda myśl to pętla z drutu
I z każdą myślą bliżej do szaleństwa
Jakby serce było w odciskach butów
A ja bez nóg miałbym biec gdzieś tam, bez oczu widzieć wszechświat
Bez uszu słyszeć, bez rąk dotknąć
Powiedz jak, sprzedaj patent na niemożność
Życie, grube stawki jak w kasynie
Mnie już nie ma - to tylko ciuchy na manekinie
Nicość,
panika,
pustka,
dno,
Żyletka,
trucizna,
gaz,
gaz,
skok
Puzzle tysiąc elementów podarte jak papier
Ja, które ranek wita strachem

Nie mam nadziei, mam cel, mam wolę, mam siłę,
Mam głód, bo wciąż wszystkiego nie zrobiłem
Kilo koksu prosto w żyłę bo nie ma czasu
Złodziej liter, który ćpa każdą chwilę, żyjesz?
Neony miasta hipnotyzują myśli
Moralnością szastać, może to mnie oczyści
Rozpalać w ich oczach błyski
Po co kochać tak na pokaz,
By sen tej jednej nocy się ziścił?
Daj mi spokój dziś, daj mi wolność
Jutro wrócę, jutro znów będzie wojną
Ja kontra świadomość, dzisiaj zbieram siłę
By przetrwać to, co szykujesz, liczysz że mnie zabijesz?
Śmieje się z Ciebie, miasto daje mi energię
Ze świtem wygram dzisiaj, po prostu mam przerwę
I zbieram inspiracje w kieszeń, a dziś kolejny raz wita mnie warszawska jesień.
Pożycz mi płuca, bo moje się zapadły
Możesz pomyśleć też o butach, moje się już zdarły
Pożycz mi oczy, ja nie widzę już nic
Pożycz mi nogi, moje nie mają już siły iść
Pożycz serce, moje wciąż bije, ale to kamień
Pożycz rozsądek, ja wciąż czuje się jak błazen
Pożycz wiedzę, ja nic nie wiem do dzisiaj
Uszy też daj, w moich tylko głucha cisza - pożyczam
Wiem, że oddam, nie wiem kiedy, przepraszam
Wiem, że się nie poddam, nawet kiedy się wywracam
Działam na Twoich częściach zastępczych, pożycz dłonie
Włożę w nie długopis i napiszę wersy do niej
Pożycz dystans, ja często tracę nerwy
Pożycz swój czas, ja pozamieniam go w litery
Wiedz jedno - jeśli 'my' to wspólnie
Oddam Ci wszystko, długów żadnych nie masz u mnie

Długi to nie materia
To nasze ciała, słowa, myśli, krew w arteriach
To coś więcej, bo już na zawsze pod skórą
A moje oczy są Twoje, jeśli chcesz bierz - strach jest bzdurą
A jeśli jestem tak śmiały, by o coś prosić
By z Twej osobowości workami wynosić
Inspirację, to pożycz siłę
Albo daj tysiąc atletów, bo sam nie wiem, jak pociągnę te lokomotywę
I muszę nocami słuchać tępych fletów
A mógłbym siedzieć z diabłem u kelnerów
I pożyczyć czas na godzinę, przy barze tuż przed świtem
Zacząć dzień klinem
Z cyrografem w ręku wiedzieć, że za to zgniję
Nie żałować przez chwilę
Czy chcę aż tyle? Wiem że może to krępować
Ale to w jedną stronę bilet, gdy mógłbym wszystko oddać
Pożycz mi duszę, bym mógł się zobowiązać
Podpisać papier, bo wszystko albo nic
Pomyśleć najpierw, nie gdy serce nie ma siły bić
Pożycz odwagę, ja gdy wstaje mam problem
Bo wiem ile mam mocy, nie chcę rozmienić jej na drobne
Wzajemny portfel, bierz ile potrzebujesz
Drę te weksle - tylko to co czujesz mnie interesuje

Wiem kim jestem, znam moc samorodków
Myśli, serce wielkie - ognisko płonie w środku
Wiem i jeśli mam czelność Ciebie prosić
To tylko dlatego, że za ciebie mógłbym nosić
Każdy ciężar, oddaj plecak chętnie wezmę
Oddaj strach, daj zaufanie, chwyć za rękę
Pożycz - nic nie chcę, wszystko mam tu obok
Pożycz, bierz - jeśli chcesz, ja jestem Tobą
Zawsze obok, bo dla nas MY transparentni
My, czyn i słowo - choć nieraz tak obojętni,
Bo duma, bo bla bla... strach - myśli klatka,
Miłość jest bezcenna, eskapizm to pułapka
Przemierzam miasto na gumowych podeszwach,
Czarna 65-ka, piątkę kitram w rękaw,
Chcę noc spędzić przy dźwiękach i skończyć nad Wisłą,
Lub na krakowskim w bistro,
Mogę wszystko, rytm gra we mnie,
Zwykła noc, ale myśli bezcenne,
Życie bezczelne a los łajdacki,
Od dziecka ciekawski w poszukiwaniu atrakcji,
Leszek Talar psy bez domu chce przygarnąć,
Blisko pięknych kobiet nie umie się ogarnąć,
Bawi się życiem i cóż cały w siniakach,
Ale chodzić już umiem, teraz chcę umieć latać,
Nie masz cwaniaka gdy wiesz jak się nie zgubić,
Heniu Lermaszewski uczył cię kindersztuby,
Życie, bary, koncerty, kluby, toast,
Cygański los nocy rzucam się w ramiona.

Chorus (2X)
Jest już późno, piszę
Jest już późno, słucham
Nie chcę spać i myślę
Lub do snu się zmuszam.
Jest już późno i tylko wiatr na dworze
Grzeczne dzieci śpią o tej porze

Biegnę przez świat, ty biegniesz ze mną
Weź tylko plecak tu emocje są ceną
Weź dobry humor a wszystko wytrzymasz,
Weź dystans i pamiętaj na zakrętach się trzymaj,
Wiele razy przy barze ktoś się dzielił myślami,
Wiele razy walczyliśmy słowami,
Bo ktoś chce mnie zbawić lub kocha plotki,
Źle pojął zwrotki, chce sam coś sprawdzić
Noc wierny kompan na mojej drodze
EldoKa, Daniel Drumz jak na cygańskim wozie,
2HB z beaglem hej przygodo
przeżywam pamiętam i zabieram to ze sobą
Niektórych z nas dzielą myśli, wszechświaty
Niektórym z kolei podobny los się trafił
Do końca świata albo aż stracę fonię
Klub, noc, ja opowiadam ci historię

Chorus (2X)
Jest już późno, piszę
Jest już późno, słucham
Nie chcę spać i myślę
Lub do snu się zmuszam.
Jest już późno i tylko wiatr na dworze
Grzeczne dzieci śpią o tej porze.

No siemasz Leszek, słuchaj jesteś wyłączony,
Więc nagrywam ci się. Jesteśmy w przekąskach,
Zakąskach, jak coś to wpadaj, ja lecę….

Ulice puste, czytaj drogowskazy,
Jeśli masz intencje czyste nic złego się nie zdarzy,
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa,
Noc dla mnie to emocji festiwal,
By rozrabiać jak sam w domu Kevin,
Zwykły koleś, choć niezupełnie jak Kevin
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
Szukam w tym mieście równowagi
Podnieście głowy to może zobaczycie mnie nad wami
Brat z gwiazdami na nieboskłonie nad wami
Jak kot delikatnie nad dachami
Nocny wypad z otwartymi oczami
Za nic mam zło, super bohater z super mocami
Eternia wiecznie jak nieuchwytna przestrzeń
Chcesz co chcesz skrzywdzić powietrze
Myśl mam to przewagę że ten świat się podpala nienawiścią
A mój już dawno przestał
Miękko jak tych dwóch fajnych chłopaków z cadillaców
Pokazuję fuck you światu
Bum, bum szukam sensu szukam spokoju
By zagłuszyć nadwrażliwość w sercu
Tysiące wersów ich setki, zeszyty, płyty
Wiesz teraz moda na wersy pisane pod beaty
Przyszłość ślepa ja w niej jeśli Bóg da
Prosty układ kupiłeś ten świat więc słuchaj

Wyśniłem sobie ten świat tak długo myśląc o nim
Zupełnie po nic tak dla siebie by się bronić
Przed nienawiścią, zazdrością , głupotą tych którzy
Rządzą ziemią i chcą tylko ją zburzyć
Nie wiesz którzy naciśnij guzik a w szkiełku
Zobaczysz tych co dowodzą biegiem zgiełku
Światowe sekty, religie zamiast Boga Ty tez możesz
wieść ludzi do płomieni Waco jak Koresh
To nowy punk rock, nowa anarchia
Nowy sposób by dać radę z absurdem państwa
Ja mam długopis i kartkę i w moim świecie
Wypełniam przestrzeń jedząc poezje
Wiesz gdzieś jest takie miejsce
Wiesz gdzie wiesz Ty
Tam gdzie łączą się te linijki w wersy
Uwierz nie patrz na mnie jestem kiepskim wzorem
Znajdź swój sposób by porozmawiać z Bogiem
Idź z Bogiem życzę dużo odwagi
Warto zacząć bić się by diabła zabić
W imię tego który tlen wpuścił Ci w piersi
Kiedyś gdy ledwo podnosiłeś swoje powieki
Pamiętasz, idę prosto ciągle wierny
Razem z wami by dojść do swojej Eternii
W automacie Mercedes 300, CL
Mknie po asfalcie, a gdzie jedziemy nie wiem
Noc szara a w radio Piotr Skała
Ja o rapie gadam, a za szybami śpiąca Warszawa
I gdy widzę białe koszule w TV
Wiem, że gdy nosiłem iwy ty nosiłeś piramidy
Remont to u klienta lub w domu możesz mieć
Ja pamiętam jak Paul Sally miał kurtki 65
Koszule 65 teraz bluzy 5G
Bo to nie '95 i świat zmienił się
To zero-dwa-dwa.com

Zero-dwa-dwa od początku życia mój dom
Rondo, ona gaz wciska ostro
Paf, paf, pes, wyrzucam splifa za okno
W zakręt ostro, obok Powązki
Przy piekarni gdzie nie ma chleba
Choć sporo tam mąki

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz świat jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz rap jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap

Klik, klik to z zapalniczki, splif zapłonął
Silnik pst-pst, splif za okno, my dalej drogą combo
Miejskie tagi to hieroglify jak w common, bo
Obok rajd na dwa pasy, my prawym prawie na luzie
Bo w prawym lustrze widzę lodówę, ziom
Przykitraj lonta, tam masz kompakt, puść to głośniej
Jedziemy w Polskę na koncert, mamy eskortę
Psy na ogonie i pięć sztuk, które spłonie tam i z powrotem
Eldo, Diox dany drums, lecimy trasą
Bogaci w szacunek ludzi tych, którzy tym płacą
Hajs? hajs to wolność za pracę, ty musisz to skumać
Bo w przeciwnym wypadku nie będzie nas u was
U nas noc, żółte światła, spokój, jest dobrze
Splif w dłoni, non-stop orient, to dobry nawyk
Eldo, Diox, nocny rajd ulicami Warszawy

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz świat jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz rap jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap

Zbiegam po schodach, myślę co się zmieniło
Słucham Buckshot'a, myślę kiedy ten czas minął
Od czasu w wresy, rymy, zwrotki i słowa
Koncertów Grammatik maestro edytoriał
Klipów na VHS oglądanych u Juzka
Ledwo zdałem maturę, ze studiów wylali Juzka
Dzwonię do Juzka, ustalam wyjazd na koncert
Jedziemy do studia nagrać kolejny longplay
Nie żałuję, bo nie umiem, nie zapominam i nie pamiętam
Swoją przyszłość buduję
A rap? dobre płyty wciąż wychodzą
Chociaż media nie widzą, chociaż media się wstydzą
Grać muzykę trochę inną niż ta łatwa
Rapera co nagrywa reklamy dla McDonald'a
Halo tak tak północ spoko gra, wpadaj
WeŹ samochód, ja wezmę jointy i rap

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz świat jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu
Słuchając rapu pędziliśmy przez miasto
Teraz rap jest inny, miasto inne, ty i ja
Wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap

Posłuchaj, pamiętasz wiatruczas? szans już brak
By tamten czas powrócił, choć w blaskach
Świateł miasta nas nuci one-mice, my gramy
Żółte światła, miga nam świat przed oczami
To liga gigant lub liga tych co przegrali
Wybrali gigant na ulicach miasta, to zero-dwa-dwa
Dycha po dwa-dwa zawijam w palcach, oddycham tym
Gdy mijam tych, których zabija czas jak Amstaff
Film płonie, dłonie wybijają rytm, bas gra
Ten bas wyniósł nas ponad asfalt ulic miasta
Którego honor krwią splamiono, to duma państwa
Którego mapę znamy na pamięć, my
Diox i człowiek, który ukradł ci alfabet dziś
Jedziemy tam gdzie nie było nas dotąd
Jedziemy dać wers na bit, możemy dać ci słowo
GRM, Eldo, Hi-Fi, Diox bankowo
Próbowali odnaleźć swój spokój w szczęściu nawzajem
Nie mieli wspólnych marzeń, chociaż od zawsze byli razem
Jeden niedostępny, pochłonięty wciąż myśleniem
Drugi ślepy i głuchy, zajęty do przodu pędzeniem
Czasem ten pierwszy wyciągał dłoń bo się martwił
Ten drugi uwierzył, że sobie poradzi sam z tym
Okiełzna świat, rozum nie może mieć barier
Uwierzył, że sam da rade, sam będzie swoim światłem
Pierwszy tupał ze złości gdy nieodpowiedzialne dziecko
Wiedziało co jest słuszne i tak wybrało szaleństwo
Zalewał świat łzami, topił w rozpaczy
Ten drugi robił wciąż źle mimo wiedzy że go straci
Taka ludzka natura że możemy mieć dobry przykład
A i tak potrafimy tylko źle wybrać
Robimy mnóstwo błędów tracimy głowę dla zmysłów
Chcemy być coraz mocniejsi, myślimy że to droga mistrzów
Ten drugi też tak myślał czcił swoją wolność
Od kilku tysięcy lat ciągle mieszkają obok

Ten pierwszy wskazał mu drogę, pokazał sposób
Dał środki na to żeby mogli w końcu spotkać się kiedyś
Mówił do niego często i spokojnie słuchał
Wymagał tylko wierności i tylko jego kochał
Ten drugi kochał życie chciał być szczęśliwszy niż lepszy
Myślał o swym przyjacielu tylko gdy ponosił klęski
Mówił do niego ze łzami płynącymi z oczu
Prosił o spokój, by pokazał mu na kryzys sposób
Ten pierwszy wciąż pomagał, wciąż ufał
Wciąż dawał mu znaki i pomagał drogi szukać
Ten drugi gdy tylko wyschły łzy robił wszystko by oszukać
I dalej uciekał w swoje sny o chmurach
Chciałby iść prosto w drugą stronę prawdy, nie szukał spokoju
Lecz luzu i sławy, dziwnie działamy, nie słysząc słów przyjaciół
Mimo mocy rozumu, nie umiemy wciąż pokonać strachu
przed samotnością, dusi nas makrokosmos
Tracimy życia ostrość, psuje nam go pozorna wolność
Ten drugi dla blasku chwili stracił głowę, pierwszy pełen szczęścia
To związek w jedną stronę.
Wanabeez wanabeez
Dla wszystkich wanabeez... x2

Do wszystkich wanabeez jesteście tylko kopiami
Dla mnie śmieciami ja jestem tu z mikrofonami
Czyli canabi wabi was słowem mit magi reflektory
Kompleks że nikt nie zwraca uwagi nie jesteście
Ale chcecie być królami nie przestajesz nic
Zamiast robić chcesz wszystko mieć za nic
Świat bez granic popularność determinuje
Twoje życie zazdrość ogarnia żałość
Że kserowanie komuś sprawia radość
Pieprzyć gwiazdy jestem tym samym kolesiem
Choć wstałem z ławki i zmieniłem zabawki
Majk zamiast trawki teraz wielka scena
Ale jestem kim byłem i się nie zmieniam
A wy marzycie o zmianie waszym sposobem
Udawanie cel uznanie
Lecz tym co widza zostaje śmianie
Na nic staranie bo zamiast pracy
Wybrałeś dziś pajacowanie

Ref.

Chcesz być choć nie jesteś
Chcesz choć nigdy nie będziesz
Choć ciężko przędziesz
Co to nie ty rozpowiadasz wszędzie
Zawsze w pierwszym rzędzie
Zawsze w światłach
Choć gdy bierzesz majka
On cierpi gdy do niego smarkasz
Więc walka i świadomość
Że tacy co chcą nie mogą
Gina w zapomnieniu
Wciąż zjadając własny ogon
Więc nim zdążysz coś zrobić
By znaleźć się na tym podium
Spale cię moim lirycznym krematorium
Wersów opium ubezpiecz się
To ostatnia chwila żebyś pomyślał
Potem będziesz tylko krzyczał
Możesz wciągać na raz
Nawet sto koksu kilo
Ale rymować nie umiesz
Wszystko nadrabiasz mina
Masz cudowna budzie jak w
Bravo Popcornie i innych pismach
Ja nie jestem piękny
Ale to mnie wciąż słychać
Wanabeez twój hip hop
Jest warty śmiechu
Pokazujesz swoja ekipę
A ja widzę bandę gejów
Myślisz że na problemy odium
To być na tym podium
Żeby przeżyć i po nią
Wystarczy nic nie robić
Lecz udawać wanabeez...
Chciałbym wykrzyczeć swoje grzechy
By z nowym dniem budzić się czystym
A nie z coraz większym garbem
Gdzieś to dziewictwo niewinności zniknęło
Taka była przeszłość, teraz jest tych chwil przemoc
Dzieci swojej epoki bez recepty na jutro
Nadmiar percepcji i strach za całą ludzkość
Piszę ten list ze skażonych pól swego serca
Krzyk bezradności zanim śmierć zabierze nas z tego miejsca
Zobacz karmi nas kultura ideałami
Wkłada nam te wszystkie bzdury w usta
I co? też chcę wierzyć w miłość, w coś co da mi szansę
Pokaże sens by dalej prowadzić tą walkę
Widzę tragedię, gdy wiara w Boga zabiera życie
Ludziom co zamiast niego znaleźli religię
To list z ziemi jak Twaina, bo chcę to spisać
Łez atramentem namaluję swój obraz Guernica
Tak pragnę życia, tak pragnę ufać, poradzić sobie
Tak pragnę żyć, by wrzasku metropolis nie słuchać
Znaleźć harmonię, by świat był częścią mnie
Bez systemu, bez potwora, który zjada moje serce
Wciąż chcę wierzyć w te ideały
Wciąż wierzyć, że jest sens tej naszej pracy
Że tak naprawdę ziemia jest tylko przelotnym momentem
Krótkim przystankiem do stacji - wieczne szczęście
Otwieram oczy i niestety wciąż jestem tutaj
I tylko marzyć może mi się świat tonący w uczuciach

Chodź, zabiorę cię tam, gdzie w kolorach jest świat
Choć na chwile zapomnij...
Otulę ciebie szalem ciepłym tak doskonale
Gdzie czas z przestrzenią stykają się zmieniając bieg
Otulę cię do snu byś choć na chwilę mógł
Odpocząć od ciężaru ludzkich spraw
Oddaj się w me ramiona już nadeszła pora
By przestać toczyć syzyfowy głaz
Krótka chwila i nikt z nas tego nie zmieni
A życie kiedyś da Ci mocny znak by je docenić
I życie zmienić, pędzić gdzieś jak szaleniec
Po drodze mijając cienie pędzę tak że mijam siebie
Wśród kamieni na podwórkach kamienic
To życie które choć chcieli to nie mogli go wyplenić
Nowe nici tka, młyn losu mieli
Cały świat w to gra, niektórzy reguł zapomnieli
Daje wybór, niektórzy wciąż się boją życia
I skutki przyjmują jak robot
A oni- pani wolność, pan strach, wielu innych
Obok mnie pan fart, pan rozum by nie być naiwnym
Bliskich to wielka skrzynia z inspiracją do życia
To siła by nie popaść w bylejakość życia
I odpaść prosto w ramiona żalu
Wejść do jaskini i już nigdy nie wyjść z ukrycia

Mam jedno, wiele planów, mało czasu na życie
By odpocząć w swoim M-1 pałacu od życia
Na chwilę, chociaż tak by złapać oddech
I zebrać siłę zanim znów wywalę się na mordę
Ja mam pretensje do siebie jedynie
A życie ćpam je ostro i wstrzykuje sobie w żyłę
Dla życia praca non stop ty też rusz swój tyłek
Chciałem, mam, zdobyłem to co sobie wymyśliłem
W całej cudownej zagadkowości
To życie, które tak często bije bez litości
Tak, to samo pozwala ci mieć wszystko
Jeśli chcesz walczyć, pragniesz wygrać przyszłość
Pełne barw to paleta z emocjami
A życie najbliższych warte żeby zabić, zabrać
Nawet zgnić z tym piętnem w głowie, włożyć pętlę
Ale dobiec do granicy znaczeń słowa, człowiek

Nie mam rad, mam przykłady od życia
Ono powie ci - zapraszam do zabawy
Z życiem zapasy, ten sen sei wiele wymaga
Lecz to troska matki, poza tym sowicie wynagradza
Stań przed lustrem i sam się spytaj o życie
Wspomnij twarze, dziś nazwiska na pomnikach
To motyl, ja pielęgnuje je jak umiem
Chcę w nim słuchać serca nie polegać tylko na rozumie
Robię co umiem, nauczony patrzeć
A każdy moment równa się inspiracji
Zobacz eldoka na wolno,
Masz tutaj przed sobą moją myśl uwolnioną,
Gotów do walki jak lobo i tak jak cop robo oczyszczam miasto ze...(Smarknięcie) Z pustą głową.
A więc zobacz jak na wolno eldo jedzie cały świat pada tutaj na kolana, zobacz eldo cały czas sie stara no bo obrońcy tytułu zniszczą każdego kto fika z pustą głową,
zniszcze wszystkich zobaczysz, eldo miasto wyczyści z tych którzy są nie najsys ale worst,
Leżą na podłodze zobacz eldoka zniszczy przejdzie po nich jak tak jak walec,
Zniszcze, zostawie cie sempom,eldo prezidento,
Zobacz tak jak na kubie fidel castro nigdy nie skończe bo cały czas mikrofon włącze,
nikt mi go nie odetnie, zobacz eldoka więc zobacz teraz sprawdź tu,
w programie skład, erdo i red,
zobacz więc na wolnych majkach nigdy to nie kończy sie,
a eldo pozdrawia wszystkich,
Pis jou
Łoooooo
Swoje walizki spakowałem dawno mamo
Poszedłem w świat i w swoim łóżku budzę się rano
Mamo, proszę, nie bój się o mnie
Wiem, że słucham częściej serca niż rozumu
I chcę żyć jak najmocniej
Kiedyś wyruszę w swoją podróż z Charonem
Lecz do tej chwili poznam wszystko w świecie i spłonę
A dziś? Jemy obiad gdzieś przy trasie E7
Gramy w piłkę na parkingu, potem gramy rap na scenie
Wyruszyłem przez świat autostopem
I sam nawet nie wiem kiedy będę z powrotem
Nocni towarzysze rozmów w hotelach
Tysiące słów, mój Hyde Park to scena
Czas udało się zatrzymać na zdjęciach
Ust czasem nie udało się zamknąć z przejęcia
Szukając szczęścia a czy je znajdę? Nie wiem
Wiem, że wspaniale jest być człowiekiem pod błękitnym niebem

Mam rap we krwi, mam bit we krwi
Rytm serca bębni, mikrofon przedłużenie ręki
Słowa konsekwencja myśli, myśli skutek życia
Życie? Nie narzekam, a u ciebie co słychać?

Bohater outsiderów, rap parias
Co wspina się na Parnas, śmiejąc się z przeszkód
Po drodze, powiesz wariat, bo rap?
Rób coś poważnego, ty, śmieję się z ciebie jak Borat
A twojej powadze 100 lat
Ludzie atramentu litry wylali nad polskim rapem
Czy to koniec i co będzie dalej?
Odłóż pióro, kup płytę, idź na koncert, zrób coś
Przestań pierdolić jak ci smutno, rapu jest mnóstwo
Sarkazm i ironia, nie możesz mnie zmienić
Eldo dziś zza szyby, jutro prosto ze sceny
Złote dziecko? Nie, zwykły chłopak z kamienic
Semantyczny Paganini, który nie umie być niemy
Finish daleko, spoko, dopiero zaczynam
Ja mam mikrofon, moi ludzie kręcą backspina
Grają funk dla smaku, wciąż nas widać
Ty miej otwarte oczy i otwarty umysł zamiast się spinać

Mam rap we krwi, mam bit we krwi
Rytm serca bębni, mikrofon przedłużenie ręki
Słowa konsekwencja myśli, myśli skutek życia
Życie? Nie narzekam, a u ciebie co słychać?

Jak byłem mały chciałem śpiewać
Wygrywałem konkursy piosenki na koloniach
Jest 1:20 pokój zasnuty mgłą spokoju
Znowu piszę w nocy, ciepłe poczucie komfortu
Nie buntuję się, odeszły gdzieś miny gniewne
Dziś spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie
Patrzyłem w lustro zły na to, co widziałem
Świadom błędów, lecz wciąż wśród uczestników pędu
Tour De Życie pali rubę, taka skala
Kocie łby, krew, pot, łzy ciągle się wywalasz
Obojętne jak się starasz dobro nie wraca
Bo wcale nie jest powiedziane, że dostaniesz coś od świata
Dlatego niczego nie pragnę, jest jak jest
Cokolwiek przyjdzie jutro wezmę za dobrą monetę
Chociaż wolę uciec stąd jak najdalej
Wiesz, świat jest piękny, życie też tylko ludzie nie
Jest problem, nikt go nie widzi jest ekstra
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Telewizja jutro pokaże nam jak
Bomby made by ludzie spadają na jakiś Bagdad
W faktach pokażą znowu śmierć z bliska
A za rok wymyślą i kamerę zmieszczą w pociskach
Poznałem zasady gry, mam dość - ja odpadam
Nie chcę tego, a ktoś wciąż próbuje mnie zabawiać
Bój się, nowości kupuj, chodź jak po sznurku
A świat wychowa sobie pokolenie głupców
Wolę oglądać chmury, słuchać gwiazd
Wolę słuchać oddechów ulic w sercu pięknych miast
Wolę spacer po Nibylandii z nią za rękę
Wolę uciekać na oczu jej oceany bezkresne
Szczęście znajduję blisko jest w środku
Ja szukałem długo, ale w każdym kryje się ten skarb
Problem, rozwiązanie trzymam w rękach
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat
W czterech ścianach mętności o kartki oparty
między poezją a światem trwam
aby walczyć trwam czując ciągle bicie dwóch serc
radosny gdy słońce ukryty kiedy deszcz
schowany w dłoni wrażliwy na powietrze
tam gdzie mój azyl własne chmury kreślę
ideologia niczym złote liście jesienią takie jakie są tak się nigdy nie zmienią
buduję azyl tworzący sztuki mej wymiar
gdzie złoty pamiętnik tam kryształowa skrzynia
tam przepis na szczęście
recepta na wieczność być zapamiętanym tworząc nieśmiertelność
więc wnioskuje jedno jakże dla mnie istotne
ta jedna myśl o która się gorąco modle
ideały i wartości dla mnie tak ważne niech znajdą azyl i trwają aż zgasnę

Poszukaj swojej gwiazdy
co jasnym światłem lśni
Ta gwiazda cię nie zwiedzie
przez wszystkie twoje dni

Poszukaj swojej gwiazdy
i sięgnij po jej blask
Tej jednej tylko gwiazdy
z miliarda innych gwiazd

Moja wolność drzemie spokojnie w kartkach
A jestem sobą słysząc bit na słuchawkach
Ze sobą walka
Bo presja i Ambicja każą biec
Nie umiem stać i się namyślać
Mam pomysły, jestem odpowiedzialny za nie
A najwyższa forma inteligencji jest działanie
Eviva larte!
Nawet jeśli jestem sam
I nikt nie rozumie o czym gadam ... kropka
Nie musze spełniać oczekiwań które masz wobec mnie
Z pokora chce oczekiwać, nawet gdy nie boli mniej
Ryza za ryzą, myśl za myślą, po przyszłość z dumą
Bo to co mam to dla mnie wszystko
Budzisz się w krzyku, z płaczem pośród krwi.
Ze spermy ojca, krew z matki krwi.
A później jest nie wiele lepiej,
Gdy juz wyjdziesz za drzwi domu,
By nie wrócić tam nigdy więcej.
Kiedyś kolana zdarte, lata beztroskie.
Teraz życie pcha w zakręt,
Gdzie czeka sen Polski.
Niewiele różnic od sali szpitala.
Dużo krwi potu, nie umiem już płakać.
Czuje się jakby ktoś do głowy wrzucił granat
Pieprze panadol, palę splifa,
Dniu mowie Dobranoc.
Chciałbym wierzyć, ze My to coś więcej,
Niż upadki, klęski i szpetne blizny.
Dom często to klatka.
Jedyna kobieta, która kocha okazała się matka.
To i tak sporo, wytrzyj łzy.
Nie ma co tracić sil,
Nie wiesz co będzie jutro, mocno żyj.

Ref:
Chciałbym wierzyć, ze My,
Ze życie to coś więcej,
Nie tylko krew, pot, sperma i łzy.
Ze My to coś więcej.
Ze Ja i Ty to coś więcej. 2x

Łzy mi czasami płyną ze szczęścia.
Pot i sperma, mogą prowadzić
Do cudu rodzicielstwa.
Krew ziemie uszlachetnia.
Jak w moim mieście,
Choć najczęściej to łzy i tragedia.
W gimnazjach dzieci zamieniły się w bydlęta.
Miłość często od pieniędzy jest zależna.
Mogę tylko pracować i walczyć.
By instynkty nie miały nigdy nade mną władzy.
A cala przyszłość, jeśli Allah pozwoli,
Wiem to, wiec dlaczego czasem
Tak cholernie boli.
I mocno chce mimo, ze inni nie chcą wierzyć,
Bić się o człowieczeństwo.
Wierzyc, ze My to coś więcej,
Ja i Ty to coś więcej.
Prawda, miłość, nadzieja, szczęście.
I możesz mi mówić, głupi idealisto, mów.
Ja żyje tak, nic albo wszystko.
Bo nie wiem czy zobaczę jutro.
I jeśli wszystko się skończy to trudno
Ja wiem, że życie jest tylko minutą,
Wiesz? i w tej minucie chce być
W pełni człowiekiem

Ref: 2x
Nie mam misji jak publiczna TV
i dokonuję wyborów, którym niejeden się dziwi
a czasem ja łapię myśli, jak mogłem
ale cóż, takie życie, mój wybór, mój problem
nie jak Puff i Biggie, bo to nie świat
w którym nosisz hajs walizkami, razem z lalą w mini
opowiadam ci historie spisane na serwetce w pociągu
lub przy biurku nad ranem
jeden pokój pełen książek, nic więcej
namiastka domu w wynajętej kawalerce
MTV bankowo takich Cribs'ów nie szuka
ale są ludzie, którzy słów stamtąd chcą słuchać
Funky Fresh jak dzieciaki na filmie
kolejny rok na scenie, Daniel Drumz jest przy mnie
czas za szybko mija, nim minie tak na dobre
to na płycie mogę sam go zatrzymać
i choć na chwilę być tam, gdzie chcę być
jedyna misja, by jak najwięcej przeżyć
łajdacki los ludzi, którzy mieli tupet
brać się z życiem za rogi, walczyć aż padną trupem
i gdzieś mam koalicję dobrych zdań
dobrej prasy, czerwony dywan pełen jest plam
w mediach z lat 90 powtórka
rap? rap ma się dobrze na podwórkach

świat to szansa na sukces, mówisz
szukam takich szans, przy których się nie pobrudzisz
czas plany studzi, wyobraźnia ogranicza
wychodzisz do ludzi, sumienie wszystko rozlicza
co słychać? los zlepiony w jedno
tak do końca świata lub póki sprawia przyjemność
pośród konkretów, które były marzeniami
życie wciąż w podróży gdzieś między słowami

nie chcę ci sprzedawać prawd o życiu
bo ich nie znam, znam miasto w godzinach szczytu
znam trochę rapu, lubię gruby bas do bitu
robię to co lubię, nie chcę żadnych zaszczytów
kiedyś też byłem idealistą jak ty
ale przegrałem ze sobą i zniszczyły mnie fakty
pamiętaj tylko, że każdy z nas kowalem sam dla siebie
a czasem jest za późno na zmianę
to Leszek K i jego zestaw doskonałych niedoskonałości
mix starca i dziecka, wieczna presja
ktoś mówi - bawić się przestań
a to moje życie, więc po co się wpieprzasz?
no cóż, niektórzy mają płytką wyobraźnię
nie rozumieją, nie traktują nas poważnie
albo odwrotnie, mówią on to pokolenie
nie wiem jak ty, ale ja mówię za siebie
nie pytaj o nią, ten nonsens cię otacza
gdy nie jest ci wszystko jedno, granic nie przekraczasz
po ulicach przeklętych miasta gwiazd ciemną nocą
na gumowych podeszwach śmigasz
mijasz twarze, niektóre idą z tobą
ty i ty, bo tylko na płycie jestem solo
gdyby nie ty, nie byłoby tu nas obu
dwa adaptery, ja gadam do mikrofonu

świat to szansa na sukces, mówisz
szukam takich szans, przy których się nie pobrudzisz
czas plany studzi, wyobraźnia ogranicza
wychodzisz do ludzi, sumienie wszystko rozlicza
co słychać? los zlepiony w jedno
tak do końca świata lub póki sprawia przyjemność
pośród konkretów, które były marzeniami
życie wciąż w podróży gdzieś między słowami
Nie wiem, gdzie położę głowę wieczorem. Wciąż w podróży, wciąż przed nowym wyborem. Mogę, los dał mi przywilej- łap chwile. Okey, łapie, biorę oddech wiem, że żyje. Czasem aparat robi zdjęcie, łapie miejsce. Pamięć łapie kontekst to co najważniejsze. Widzisz.. zamknięty w czterech ścianach gnijesz. Znasz tylko je, Ty i Twoja pętla na szyje. Każdy ma wybór, ja przemierzam czasu miejsca, wśród ludzi z ludźmi na ich i swoich ścieżkach. Czasem trzy tysiące z przeszkodami, czasem spacer i porażki za które sam płace. Bez żalu jak Hobot trzy,sześc,piec w podroży bez czasu na życie, by korzenie zapuścić. Nie chce się łudzić, to nie ja, to mnie nudzi, ja w różnych miejscach wśród różnych ludzi

Wciąż w podróży. W różnych miejscach wśród różnych ludzi. W nie kończącej się podróży.. do różnych miejsc do różnych ludzi.
Wciąż w podróży. W różnych miejscach wśród różnych ludzi. W nie kończącej się podróży.. do różnych miejsc..

Żyję dla takich chwil kiedy bierzesz haust powietrza i krzyczysz "chwilo proszę bądź wieczna" W małej walizce zmieszczę wszystko co mam, w pamięci slajdy z wszystkich najlepszych lat, szuflady w szafie które chętnie bym posprzątał, szafa, gdzie tajemnice kryją się po kątach. Łajdackie życie po swojemu z biglem. Hej przygodo, bo chce żyć jak najintensywniej. Jedna decyzja- sto tysięcy konsekwencji , przypadki czy los który miał się spełnić? Dwoje ludzi, których życia drogi biegną obok, by przypadkiem kiedyś spotkać się mogły. Wszechświat, ruszyliśmy w swoją drogę, a gdzie do snu położymy głowę nie wie żaden z nas. W nie kończącej sie podróży, do różnych miejsc, do różnych ludzi

Wciąż w podróży. W różnych miejscach wśród różnych ludzi. W nie kończącej się podróży.. do różnych miejsc do różnych ludzi.
Wciąż w podróży. W różnych miejscach wśród różnych ludzi. W nie kończącej się podróży.. do różnych miejsc
[KAER]
Każdy uścisk dłoni kryje w sobie zawiść,
Twarzą w twarz z nami, jednak nami gardzisz,
Przetarg na życie, windykacja szczęścia,
Twardo w betonie stoję, nie zamienię miejsca...

Nie zamienię miejsca.

(Aha... Sprawdź...)
Wolę błysnąć sam, niż być jak Stoiczkow,
Wózek pchamy jak Syzyf, głaz, stromą uliczką,
Serce gna, nigdy nie da mu zniknąć,
Bije w nas echo dnia, gdy koniec blisko,
Pieprzę tych, co wokół znak uznają za wyższość,
Bez smaku trwać, uczucia pogrzebać dla zysków,
Szkoda słów, dziś wybrałem inną drogę,
W kraju, gdzie marzenia niegdyś były zabronione,
Żyję wciąż, potrafię temu stawić czoło,
Choć z roku na rok coraz bardziej hard core'owo,
Gdzie cały profit zgarnia bezlitosny Moloch,
Nowy wiek, obudź się, wyjdź z letargu, żyj na nowo,
Walczę o swoje, pieprzę życie z lumpeksu,
Z kim, o co gram, to nie wybór testu,
Wygra lepszy,
Co zrobić, gdy przeciwnik nie zna reguł,
Spuścisz głowę, zajmiesz miejsce w drugim szeregu,
Wątpię...

[KAER & ELDO]
Każdy uścisk dłoni kryje w sobie zawiść,
Twarzą w twarz z nami, jednak nami gardzisz,
Przetarg na życie, windykacja szczęścia,
Twardo w betonie stoję, nie zamienię miejsca,
Tu nasze podwórko, ziom za ziomem stanie,
Krzyknę głośniej, gdy założą mi kaganiec,
Sztuczna oprawa, świat z lumpeksu nie dla mnie,
Bo tylko rap bez ściemy da prawdy gwarancję,
Tylko rap bez ściemy, tylko rapem żyć chcemy,
Rap bez ściemy, tylko rapem żyć chcemy,
Rap bez ściemy, tylko rapem żyć chcemy...

[ELDO]
Nigdzie nie odszedłem, więc to nie żaden powrót,
Robię swoje, jak Common w 2006 roku,
Dotrzymasz kroku?
Słuchawki i , klik, czarne noce, B-bletki,
Tak kradnę dni, i życie pędzi,
Gra się nie zmienia bo ja jestem ten sam,
Życie zachęca, by łatwego wziąć kęsa,
Ręka dotyka serca w imię Boga, i pamiętam,
Na drodze ku przeznaczeniu które gdzieś tam czeka,
Myśleć co mi wolno, bo mogę wszystko,
Zwariować dla oklasków lub przegrać wszystko,
Eldo w studio, nad kartką lub w trasie,
Eldo co w bluzie 5G pali 5g w hotelu na tarasie,
Wątpisz? Uda się,
Szczekasz? Buda psie,
Eldo, Juzek, Dany Drumz, światła miasta wciąż świecą się,
Rap trwa, szacunek ludzi, nie sława,
Nasz rap, Kaer, Eldo Grammatik Warszawa...

(Aha... Kaer... Kto jeszcze..?
Eldo... Grammatik, Świat z Lumpexu,
Sprawdź to, chłopak...)
Oczy patrzą na mnie
Włodi słodko kłamie
Ulica na planie
Ja w głównej roli
Z nieprzymuszonej woli
Co powiesz mi gdy
Przeproszą za krzywdy
Nie ma bólu nigdy
Bez bitwy
Syty z biednym pod jednym niebem
Dzielą nie tylko chlebem
Nikt nie wybucha gniewem
To prawdziwe
To niemożliwe nie wiem
Nie czuję głodu
nie ma powodów do nienawiści, złych myśli
Matek pozbywających się płodów
Przywódcy narodów są uczciwsi
Jeden Bóg
Nie ma bogów
Ludzie tak czyści, że w domach drzwi otwarte
Wszystkie kobiety miłości są warte
Zniknął społeczny parter
I od pracy zdarte twarze
Marzę
Małemu duży pomocą służy
Bez skurwiałych pseudo prawa stróży
Dzień wypłaty jest słońcem po burzy
Ulic przez kraty nikt nie ogląda
Nie ćpają po kątach dzieciaki heroiny
Rozbite rodziny?
O czym my mówimy?
Tego nie ma w ogóle
Łzy na koszulę kapią tylko ze szczęścia
Każda ulica nocą jest do przejścia
A bliskich odejścia nie są okrutne
I tu zwrotkę utnę

Ref.x2
Jeden mach jestem w snach
Słodkich tak, że chciałbym tu zostać
Łatwo jak piach jest je rozwiać
Jeśli tylko prawdę chcesz poznać

Oco chodzi?
Teraz Pele słodko zwodzi
Patrzę przez okno
Wszyscy ludzie wiecznie młodzi
Każdemu się powodzi
Punkt istotny
Bo nie znane jest pojęcie bezrobotny
I każdy jest ochotny
Dniem i nocą służyć pomocą
Miłość jest tu mocą
Nikt nie płacze z zimna umierając na śniegu
Nie znajdując noclegu
Bo przyjaźń i dobrobyt idą w pierwszym szeregu
Proste i logiczne
Potwierdzają słowa dane statystyczne
Zamieszki uliczne znane tylko z opowieści
Nie do końca pewnej treści
Elo Włodi, czy w głowie się mieści?
Z każdym żyje się jak z bratem
System pomocną dłonią a nie katem
Nie znanym też tematem przemoc w rodzinie
Nic ci tu nie zginie
A sam czas jakby wolniej płynie
Tym zdaniem sumując nic dodać i nic ująć
To jest ten świat bez problemów
Nic nie mów
Nie wczuwaj się w treść
To słodkie kłamstwa nie pozwól im się zwieść
To dołączę i chyba na tym skończę
Elo

Ref.x2
Jeden mach jestem w snach
Słodkich tak, że chciałbym tu zostać
Łatwo jak piach jest je rozwiać
Jeśli tylko prawdę chcesz poznać

[tylko teksty.tk]
WWW samo życie pl klip

Słodki miód
Szybko znów zrozumiałam
Że prawda choć gorzka jest
Od słodkich kłamstw droższa jest

Teraz każdy słuch wyostrza
Oto wersja prostsza od słodkiej uboższa
I codzienności bliższa
Bez przykładów
Jak jest od razu każdy się domyśla

Słowa dwóch nadwiślan
Nikt tu już nie zmyśla
To nie nasza działka
Nie ta część kawałka
Ten co się nałkał, napłakał w ukryciu
Zda sobie sprawę jak jest w życiu
Nie zawsze jak byś chciał

Nieraz to o czym marzysz
Słodkim kłamstwem byś zwał
Nasz rap będzie grał zawsze po gorzkiej stronie
Sens daje istnieniu
Jest jak lód w serca złudzeniu

Wciąż otwiera oczy młodszemu pokoleniu i nam też
Sam wiesz jak jest

Ref.x2
Jeden mach jestem w snach
Słodkich tak, że chciałbym tu zostać
Łatwo jak piach jest je rozwiać
Jeśli tylko prawdę chcesz poznać
Syreni gród jest fest tu życie mija z beaglem
Szczególnie jeśli wiesz co kryje się za winklem
Cięte typy piją czterdziestkę pod sklepem
Mówią mieliśmy ambicje ale mijało nas szczęście
Zawraca kontrafaude więc daje mu grosza w łapę
Idę przed siebie i swoje szczęście znajdę nape
Szuka tu szczęścia nie jeden
Chce mieć piter pełen dzindziorów i wyjechać do siebie
Ćmy nocne rozkładają uda
Za dwie stówy i myślą, że kiedyś zapomnieć się uda
Lewarek śmieje się z gabloty
Bo wziął czerstwiaka pod bajer zarobi na nim parę złotych
Możesz mieć boya, to miasto wciąż baletuje
Tu antki szybko przyklejają fanara na truje
Miasto zostało to samo, język się zmienił
I są ziomki z podwórek zamiast ferejny z kamienic

To warszawskie ballady
Czarna mańka, księżyc frajer, jadziem na Bielany
Warszawa da się lubić, ja ją kocham to pewne
I w ogóle i w szczególe i pod każdym innym względem

Na różycu baba krzyczy pyzy prosto z gara
Skower majchra używa gdzieś w bramach
Tego nie ma możesz usłyszeć to w balladach
Mentalność została, kpiarz, wieczny cwaniak, warszawiak
Spalił nam miasto w ząbek czesany kolo
Strączku łuskany klapa stolica żyje na nowo
W krótkich abcugach wyrosły nowe czynszówki
Fioraje znów sprzedają kwiaty na rynku starowki
Andrusy zamiast oprychówek czapki na uszy
I galant lalunie co wyróżniają się w tłumie
Trzeba miastu spojrzeć w oczy
Schylić głowę nieujarzmione miasto pełne historii mrocznych
Bohaterowie śpią na cytadeli stokach
W grobach pod brzozowym krzyżem na Powązkach
I wkurzają się na nasz charakter strączku różany
Spytasz skąd jestem? Powiem z dumą: z Warszawy

To warszawskie ballady
Czarna manka, księżyc frajer, jadziem na Bielany
Warszawa da się lubić, ja ją kocham to pewne
I w ogóle i w szczególe i pod każdym innym względem
To opowieść o tym co tu dzieje się naprawdę,
stabilnie nonstop, nonstop,
opowieść o marzeniach (o marzeniach), opowieść ze świata gdzie zieleń zastąpił beton (to opowieść o tym, opowieść o tym),

Przyczepiłeś etykietkę wariaty do walki pierwsi,
dzieci mieszkań, z wielkiej płyty blokersi,
nic nie wiesz, socjologowie z tamtej ery chcą poszufladkować życie,
dając nazwy młodzieży,
czy mam jak bay co na ulicy leży bezczynnie,
czy do przodu w szkole, przecież się szkole pilnie,
stabilnie nonstop to proste, że dzieciaki z bloków książek nie chcą czytać,
bo słuchają mnie, nie wiedzą co słychać,
bo jestem z nich, a nie ze świata, który widzą w telewizji albo jak ktoś o nim mówi,
proste bo widać to po małolatach, mimo iż wciąż na ławkach,
już zaczynają pisać na kartkach, bo to lekarstwo, przed zagrożeniami się bronić,
jeden nagrywa płyty, drugi maluje wagony,
wielcy znawcy odłóżcie pióra, najwyższy czas,
bo żaden z was nie wie jak żyje każdy z nas.

To opowieść o tym co tu dzieje się naprawdę,
stabilnie nonstop, nonstop,
opowieść o marzeniach, opowieść ze świata gdzie zieleń zastąpił beton (to opowieść o tym, opowieść o tym),

Ból, bliskich realiów, życie w blokach, znów ktoś się zabił,
tu wskaźnik szaleństwa nie idzie w dół,
jak nie znajdziesz się w tej rzeczywistości tylko, przegrasz
to skończysz na śmietniku w ręku z dyktą,
dla mnie hip hop, dla innych ostra kombinatoryka,
by w końcu wygrać i już więcej nie musieć się ścigać,
uciec z trzydziestu metrów do spokoju,
nie mieć jednego ale dziesięć pokojów na własność,
to nie zazdrość, ja wiem że będę miał to swoją pracą,
mówisz, że jesteśmy przegraną generacją,
zatem nic nie mów lepiej, bo nic nie wiesz,
że najczęściej to tak się kończy, że gdzie zaczniemy tam każdy skończy,
to opowieść po prostu, po polsku,
zobaczysz to, to będzie jak cios w twarz prosto z mostu,
opowieść o marzeniach, o tych co dorosnąć nie chcą,
to opowieść ze świata, gdzie zieleń zastąpił beton.

To opowieść o tym co tu dzieje się naprawdę,
stabilnie nonstop, nonstop,
opowieść o marzeniach, opowieść ze świata gdzie zieleń zastąpił beton (to opowieść o tym, opowieść o tym)
[x2]
Eldo jak nuklearna bomba, jarasz się tym
Na scenie tylko ja i od razu słowny atak

Burza metafor
dla słabych MC’s jestem jak predator
Całe życie Hip-Hop celem,
a nie z wiatrakami walką
gdy chcesz mówić to wiedz, że nie masz szans bo,
na wolnym mic'u Eldo jest jak hip-hopowy Fidel Castro
na scenie tylko ja i od razu słowny atak
do dzisiaj większość MC myślała, że potrafi latać
jak kopniak z obrotu na skroń jestem szokiem
więc won, mam broń, wchodzę z prawdziwym Hip-Hopem
wjeżdżam tu, mikrofon jest moim autem
przy mnie staję się niemal jak Bentley Multilayner
sny wirtualne jak skalpel, dźwięk następuję iniekcja
wirus perfekcja, od środka wack MC’s rozpieprzam
uzależniam jak brązowa heroina leszcza
potrzebujesz mnie jak tlenu
oddychać się nie da przestać
proste? jestem do prawdziwej szkoły pomostem
kreatywność, misję, oryginalność słów obowiązkiem

[x2]
Eldo jak nuklearna bomba, jarasz się tym
Na scenie tylko ja i od razu słowny atak

Popatrz Eldo jak nuklearna bomba
jarasz się tym jak towarem z bonga
twój mózg te rymy wciąga
kolorowy świat jak wrzuty na pociągach
Hip-Hop dla jednych przygoda
dla mnie życia droga
dwa patefony, mixer, a w ręku lśniący mikrofon
po za techniką w głowie lśni trzecie wiedzy oko
scena, tłuste bity, czarne płyty
nie próbuj tego zmienić
to z klubu odgłos podnieconego tłumu
to prawdziwy rap aż do bólu
true school po prostu
po Polsku na CD, LP i na talerzach z wosku
wnioskuj, poezja prosto z brudnych bloków
muzyka z oddechu ulicy z bulwarowych odgłosów
ze Świateł Miasta co świecą
perfekcja, żadne raz, dwa
zero rozgrzewki i od razu akcja
bronić tytułu czas nastał
nadchodzi burza
czy ktoś przyjdzie z deszczem?
jakość przyniosę w słów piorunach

[x2]
Eldo jak nuklearna bomba, jarasz się tym
Na scenie tylko ja i od razu słowny atak

Były czasy, gdy mogłem tylko śnić o mikrofonach
więc ćwiczyłem i nauczyłem się freestylować
to jest na wolno składać słowa
mówić co da mi głowa
opisując wydarzenia, gdzie realność betonowa
poezja podwórkowa z przedmieść wielkiej metropolii
sposób, by dorastanie zwolnić teraz to życzę
reakcje chemiczne, ten biznes stał się przemysłem
wielkie korporacje, sława i pieniądze gigantyczne
ja mam swój mikrofon i opętuję świat lirycznie
nie niszczę, większość musi zacząć od zera
pierdol to co słyszałeś ważne czego słuchasz teraz
mistrzostwo świata na scenie, nie przy zielonym stoliku
Eldo, Obrońcy Tytułu - liga młodych rozbójników

[x2]
Eldo jak nuklearna bomba, jarasz się tym
Na scenie tylko ja i od razu słowny atak
Ja używam kartki by pokazać swój gniew
Kto inny idzie z Montaną w ręku system zgładzać
W tym miescie jest duża scena w pełni niezależna
Daleka od salonu i koła adoracyjnego piekła
Nic nie widzisz a my na kolejnym koncercie
Mamy gorace przyjęcie, gwiazdy
Tak jest kilka gdzies tam się zapalaja
Widze je co noc one galaktyki układaja
Ja jestem zwykłym prostym chłopakiem z pewnym darem
Z życiem wygrałem i cała drogę opisałem
Klik klik to cyka bomba którą odpalę
Mała ale skuteczna dobry hip hop ją nazwałem
Kupujcie te płyty bo to wasz wkład
Po to co kochamy naładować moca od co
Wielu dzieciaków gdyby nie rap
Nie miała by szansy teraz co drugi zamiast szkoły
Łatwiejsze drogi wybiera posłuchaj
Pomimo przywiązania do schodowej klatki i ławki
Każdy ze zdrowym rozsądkiem
Będzie chciał wyrwać się z matni

[...To mikrofon rozpalony rymy i bity
Te rzeczy pokazuja mi sens życia...]

Gdy wstanie słońce czas obudzić to miasto
Klik klik klik czas kończyć odliczanie
I wstać nim ten świat nam na łeb spadnie
[Gdy swiat nam na łeb spadnie...]

Wielu chciało byukryć tego istnienie
Zbyć to milczeniem
Dla wielu jestśmy zwyczajnym zagrożeniem
Czymś niebezpiecznym egzotycznym
Taka liryczna mafia a mnie szlag trafia
Bo traktują nas jak okazy dzikie
Możesz obejrzeć ale nie podchodź pod szybę
Ignorancja jak wiadomo której zródłem jest niewiedza
Jak możesz wiedzieć jak nie słuchasz
Co jest w naszych sercach
Więc przestań się przypieprzać
Bo klik klik i znikniesz z bólem
Przeszyja cię liryczne kule
Wielu próbuje definicje ukuć na tym
Co opisy socjologiczne mówią o młodych
Lecz co wiecie wielcy docenci
Jak tylko z TV znacie bloki
One są tu i mają mnóstwo do powiedzenia
Kilkadziesiąt tysięcy odbiorców
Jest głodna słyszenia prawdy
Z miejsc gdzie niemal dziewicza puszcza
Wojenne barwy to metafory
Popierajcie polskie rady

Gdy wstanie słońce czas obudzić to miasto
Klik klik klik czas kończyć odliczanie
I wstać nim ten swiat nam na łeb spadnie
[Nim tem swiat nam na łeb spadnie...]

[...To mikrofon rozpalony rymy i bity
Te rzeczy pokazują mi sens życia...]
Brenda ma dziecko, ja mam kartkę i papier
I to nie thug life, choć poznałem się ze strachem
To my life, żaden high life, zawsze z smakiem
Gdy radość mówi bye bye, ja płaczę na papier
Gdzieś na bakier ze szczęściem, pod rękę z radością
Sam nie wiem jak to potrafię
Życia Klakier, głupi naiwny gracz nie dziwak
Chwile łapie gdy pisze chce styl to kursywa
Ktoś powiedział mi, masz w oczach iskry
Trik iluzjonisty, to twój ogień w nich błyszczy
Ludzie, w lustrze ich osobowości się przeglądam
Chociaż się bronię, by w gości prosić ich do środka
Dni zegarek kradnie jak Kssia ??
Zabiera ile popadnie, wzrok traci ostrość
Noc dzień, słońce latarnie
Jeszcze tyle przede mną, a nikt nie zrobi tego za mnie

Bo jeśli nie ja to kto?
Brenda ma dziecko i nie ma czasu
Taki już los, masz słów zasób
Pokłady emocji, wciąż brak czasu
I ciągle w opcji sam nad kartką, jeden z pariasów
Mały hi hot del sol, dziecko słońca
Złapałem promień i pędzę prosto do niej
Na górze parnas znam ławkę
I fajnie patrzy się na świat z nią wiedząc że to już na zawsze
Moleskine'y, pióra, flanki taka karma
Kartki, słowa, pamięć, porażki, walka
Cóż, to dziwna rzecz ta pełna głowa,
Sumienie, serce, świadomość, niezgoda, by czegoś żałować
Zgubieni w słowach, w ich braku źródło strachu
Jak Don z La Manchy, przede mną tysiąc wiatraków
Daj mi siłę, wiesz że ruszę prosto na nie
Za dużo mogę wygrać, nikt nie zrobi tego za mnie

I pij dalej diable z okna, na zdrowie
Siedź tam sam, dzisiaj nic ci nie powiem
Siedź i nie kuś, bo anioł zejdzie z pleców
A nocą dzisiaj nie przed tobą będę się rozliczać
Nie ma szans, bym stracił motywacje
Bo głowę mam wysoko jeśli wiem że mam racje
Marzenia- wciąż je mam, wciąż się boję, bo to magia
Chcesz, masz, zabija to pokorę
Się nie przymierzam bo są niemal bez strachu
Szukam, zwiedzam, prosto w twarz mówię światu
Mały książę w zbitym ciele śpi słodko
Pojawia się czasem i daje idealizm zwrotkom
Czasem uczucia dają uwieść się plotkom
A czyste serce zatrute jadem wpada w popłoch
Ciągły wyścig, to nie dla mnie, ja mam cel
I nikt nie zrobi tego za mnie
Żyję w mieście gwiazd

Śródmieście budzi się z rykiem klaksonów
Drzwi i winda, przycisk domofonu
Smak smogu, wczoraj miałem sen piękny
Tak, że dzień zasłużył by odwiedzić łazienki
I miasta dźwięki w jednych rodzą fobię
A inni w chaosie odnaleźli harmonię
Szkło i beton, światła i neony
Obok lansu - syf, obok nor - salony
Szklane domy z marzeń tych co tu wpadli
Na chwilę by zarobić, zostali w tym bliżej
Gwiazd bliżej, wystarczy zwiedzić kluby
Te gdzie na barze zostawisz grube sumy
Tłumy kobiet jak ze snu, w którym jesteś księciem
Wysiadasz z nimi z fury, limitem chmury, kupują bzdury
A to co lśni niewiele jest warte z reguły
Dziwne układy, świat zazdrości
O dziwo twoje imię jest na liście gości
Pościg do marmurów w wielkim domu
Świata gwiazd nie wychodząc z salonu

Żyję w mieście gwiazd

Każdy chodnik to wybieg
Na imprezy jeździsz w limuzynie
Korzystaj, bo sława kiedyś minie
A narazie wszyscy wiedzą jak masz na imię
[tylko tekstyhh.pl]
Żyję w świecie gwiazd nie tych z rankingu
Kupili rynku na kolumbijskim dopingu
Świat jest tyglem, wielką kuźnią pomysłów
Życie mija z beaglem pośród wolnych umysłów
Gwiazdy miast to imiona na murach
Artyści, dla których kompromis to bzdura
Galerią są drzwi w brudnych Ikarusach
Poezją rap, którego podwórka chcą słuchać
To ulice po których chodziły legendy
Od Wiecha, Tyrmanda, Brychczego do Deyny
Tysiące bezimiennych wymienione później jednym tchem
Masy boisk z osiedli
Łobuziaki, które miały siłę poukładać i ogarnąć się
Gdy nowe życie się pojawia
Kobieta, która sama z wszystkim się zmaga
To zbyt zwykłe by bić dla niej brawa
Gwiazdy, nie zobaczysz ich w reklamach
Ich czerwony dywan często jest w plamach
Bez sztucznego śmiechu i udawanego płaczu
Akcja, ale bez kamery i make-up'u

Żyję w mieście gwiazd

Każdy chodnik to wybieg
Na imprezy jeździsz w limuzynie
Korzystaj, bo sława kiedyś minie
A narazie wszyscy wiedzą jak masz na imię

Żyję w mieście gwiazd
Są rzeczy, których chciałbym nie pamiętać
Ale żadnej z nich nie chcę sie wyrzekać
Jestem tym kim jestem dzięki nim
Jestem człowiekiem i wiem o sobie dużo więcej
Dzięki nim wiem czym jest szczęście
Wiem ile mówią mi blizny na ręce
Wiem co znaczą łzy i jak trudno
Wykuwa sie mężczyznę z chłopca jeśli nie jesteś Buddą
I namiętności zbyt często cię zwodzą
I życie kopie w dupę zbyt często za mocno
Ty nie czujesz żalu idziesz dalej naprzód
Bo wolisz iść i upadać niż żyć na kolanach pełen fałszu
Stałem nad grobem koleżki
Z którym w swoim pokoju nagrywałem pierwsze wersy
Są takie rzeczy, których chciałbym nie widzieć
Nie prosić Boga by następny dzień mógł ulgę przynieść

Czasami myślisz ile jeszcze wytrzymasz
Ze świadomością, że wolność drzemie gdzieś w żyłach
Mylisz się, wybierasz źle jak każdy z nas
Od losu kiedyś wszyscy dostają w twarz
Nie umiem żałować bo to pycha
Ty masz tyle samo prawa do szczęścia co każdy z nas
Robię salat i jestem pełen spokoju
Czy chę coś od świata?Niech zostawi mnie w spokoju
Nie mam życzeń, żyje i gdy będę odchodził
To powiem jak Stachura: "Niech żyje życie"
Niech żyje, ktoś zdrowie pije za cud narodzin
Ktoś płacze bo właśnie ktoś odchodzi
W życiu tak mało mamy chwil by się zatrzymać i pomyśleć
Bo presja każe ciągle coś zdobywać
W życiu tak mało mamy czasu na modlitwę
Na prawdę chowamy się za pozorów kurtynę
W życiu tak mało mamy czasu na miłośc
Bo ważniejsza jest teraz materialna przyszłość
Są rzeczy, o których chciałbym nie myśleć
Nie prosić Boga by myśli były jak serce dziecka czyste.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo