Kaen

(D.Ave pięć minut...
Witam wszystkich serdecznie. W naszym talk show!
Pierwszym gościem dzisiejszego programu będzie
barwna postać na rapowej scenie...
Przed państwem... KaeN !!)
(Chory D.Ave)

Narodziłem się po to, żeby dzieci psuć.
Nabroiłem, lubię w czoko, kutas leci w dziób.
Twoja córka po koncercie, pita sperma do dna.
Taka pusta.. Ona resztki D.Ave'a ma! (hahaha)
Mieszam kokainę z whisky,
meskalinę, grzybki, lubię wydzielinę z cipki.
Chce w waginę wbić dziś D.Ave uroczy;
Ej pomocy! Flet się zmoczył.

[Bridge]
Będę Twoim aniołem, będę Ci śpiewał słońce.
Napoję Cię jabolem, a później cię pierdolnę.

Byłoby nudno, gdyby nie znaleźli mnie w kapuście.
Byłoby smutno, gdybym nie zlał się na biuście.
Moje jaja czekają by się wypróżnić!
Pusta faja - siusiak się spuścił.

Ref.:
Mów mi D.ave! Mów D.ave! Mów D.ave! Mów D.ave! (x4)

Lubię dłubać sobie w nosie; Siemano babożercy!
Smacznego babożercy, baby jadą do gęby.
Soczysty leci w kanał, schorowany balas,
gównem zalał wyczesany, zarzygany, alarm! (Mayday,Mayday)
Rucha staruszkę. Nie wejdę,nie przejdę,
za sucha, sra w pieluszkę!
Samym koniuszkiem, ja smyram cie babciu,
to ukochany wnusio Cię zapina dla hajsu.

[Bridge]
Ty jesteś taka piękna, to Honorata Miodek.
Zapraszam cię do pręta, nie masz talentu w sobie.

Patrycja?! Jak to nie ma nas?
Jak to nie ma szans? Chce mieć Cię na raz!
Ej dziewczyny, mam dla Was z łóżka propozycję:
mój kutas, dwie dupy i wypluwam amunicję.

Ref.:
Mów mi D.ave! Mów D.ave! Mów D.ave! Mów D.ave! (x4)

[Bridge]
Dawid i Kamila znowu wrócili do siebie. (Wow!)
Jakie to słodkie, znowu będzie im jak w niebie. (Wow!)
Ona go bije, tak bardzo kocha go.
To piękne chwile (chwile), on bardzo kocha to.

Chory łeb, spory zjeb, lalalala-la!
W szpony wszedł Johnny Depp, napada na bar.
Już nic nie będzie takie jak dawniej.
Na bajbie, na szajbie, na najbie
jest fajnie, kulturalnie. Co Ty, sraka na twarz?
Madafaka kumasz? Na bosaka hasa.
Wiń Jurasa za to, że wpuścił zwierze do gry.
Pierwsza klasa tato. D.ave, nie wie że, to Ty!

Ref.:
Mów mi D.ave! Mów D.ave! Mów D.ave! Mów D.ave! (x4)

[Bridge]
Kocha Ciebie fiut, mój fiut, mój fiut! Ej kochanie, on chce w dziób,
chce w dziób, chce w dziób, dziób, dziób, dziób! (x2)
[Eska]
Zaczęła się cała opowieść i cały czas płonie..


[KaeN]

Sieje spustoszenie w ziemie uderza zabójcza broń,
Drzemie we mnie zagrożenie zmierza zabójca na tron,
Przeznaczenie na scenie wybuchowy nowy ton,
Porażenie, uderzenie to pięciotonowy słoń,
Oburza tchórza, wkurza to, że w chuju Ciebie mam,
Się zachmurza duża burza, lamus jebie siebie sam,
Mam wiele gniewu, wiele cwele, miele gówna,
Znam cenę grzechu, wiele dziele, mele puszczam
Smakołyki prosto od babuni,
Dla krytyki szoguni,
Pilnuj siostro córuni,
Eksploduje chuje bo za długo mnie to gryzło,
Atakuje chuje bo za długo we mnie kisło.

Ref.

[KaeN]

Chciałeś, żebym poddał się, już na zawsze pozostał dnem,
Nic już nie zatrzyma mnie no bo spełniam własny sen.

Ref.
Wiem, że idę w dobrą stronę, to jest dobro -to jest klasyk-
Nie pierdole się z tym co nie jest mi po drodze noo..


[Eska]

Powiedz mi gdzie jest ta siła, która może mnie zatrzymać
Koniec kropka była opcja, dobiegła końca finał
Nowy rozdział się zaczyna, życie pisze ten scenariusz
Życie to chwila, czas przemija na zegarku
Zacieram dłonie, podwijam rękawy bo mam cel
Idę po swoje, mam plany włączam realizacje
Z miejsca gdzie stoję chłonę pozytywne wibracje
Trzy litery godłem RSA robię swoje akcje
Rzucone kości matki, otwarte karty ojca, brata
Życie nie zna litości, nos mam utarty od dzieciaka
Wyruszam w pościg bo nikt nam nie da nic, to walka
Bicie serca w szybkości, stopy i werbla, tu Zajawka


Ref.

[KaeN]

Chciałeś, żebym poddał się, już na zawsze postać dnem
Nic już nie zatrzyma mnie no bo spełniam własny sen.

[Eska]

Wiem, że idę w dobrą stronę, to jest klasyk
Nie pierdole się z tym co nie jest mi po drodze noo..
Każdy ma ją, każdy ma siłę z wiarą
Możemy przebić ten mur, pokonać największą z gór
W miejscu nie stój

Od kiedy pamięta zawsze siedział w cieniu
On to osoba wyklęta nie wiedział czemu
Tonął w sentymentach, tracił przydział tlenu
Ludzie to zwierzęta, na ból szukał serum
Tata tylko krzyczał, w końcu zadał cios
Nie rozumiał syna prawie chłopcu złamał nos
Upada na ziemie strumień zalał go
On się składa płaci cenę
W sumie kara to
Chciał być tylko doceniony, więc nadal pisze wiersze
Chciał być zauważony, więc składa pisze z sercem
To jego krzyk, agresja maskuje strach
Nie słyszy tego nikt on potrzebuje wstać
I iść i biec i zdobyć siłę by żyć
I chcieć, wyrobić skile, styl
Te łzy były powodem nienawiści
Chowa wstyd, już się nigdy nie da wykpić

Ten płomień w nas od zawsze przecież się tlił
Od zawsze przecież w nas był dodawał nam wielu sił
Zrozum ten płomień w nas od zawsze przecież się tlił
Od zawsze przecież w nas był dodawał nam wielu sił
Zrozum

Chciał pokazać wszystkim, że jest dużo więcej warty
Powstają nowe blizny mimo to wielce uparty
Słyszał tylko gwizdy, ale młody z sercem twardym
Chciał wypłynąć z mielizny rozwiązać węzeł pogardy
Jego misja życia to gonienie marzeń
Jego wizja pryzmat, że spełni marzenie błazen
Talizman iskra chce siać na scenie zamieszanie
Mielizna pryska, krzyczy "wiele zmienie Panie"
To trudny dzieciak, problemy to jego imię
Paskudny etap to substancje z tego słynie
Traci nad sobą kontrolę, duszę pochłania mrok
Musi znaleźć wolną wolę do wydostania się stąd
Musi, bo to zaprowadzi go do trumny
Owoc kusi to zło nie zostawi będzie dumny
Jest rozumny, gdzie namierza - to pułapka
On się uwalnia prosto zmierza do światła

Ten płomień w nas od zawsze przecież się tlił
Od zawsze przecież w nas był dodawał nam wielu sił
Zrozum ten płomień w nas od zawsze przecież się tlił
Od zawsze przecież w nas był dodawał nam wielu sił
Zrozum

Spełniłem marzenia poświęciłem wszystko
Spuściłem rodwailera zrobiłem widowisko
Otworzyłem futerał z karabinem trafiam czysto
To ma siła idea jestem synem z blizną
Nie dawano mi szans, ale pokazałem im
Pogrzebano mój blask, własny nuciłem hymn
Ten słaby gamoń już nigdy nie powróci
Składa sylaby ma moc
Czysty, bystry wrócił

Marzenia mamy po to by spełniać je
By spełniać każdy swój sen, ten dobry sen
I nie bać się, to jedno życie więcej nie mamy szans
Wiesz, że nie cofnie się czas, stracony czas
Ja wierze ten płomień w nas od zawsze przecież się tlił
Od zawsze przecież w nas był dodawał nam wielu sił
Zrozum ten płomień w nas od zawsze przecież się tlił
Od zawsze przecież w nas był dodawał nam wielu sił
Zrozum

Każdy ma ją, każdy ma siłę z wiarą
Możemy przebić ten mur, pokonać największą z gór x2
W miejscu nie stój !
TO jest chore
Ha, ha, ha
Witajcie chore dzieci
Kroolik Underwood
KaeN
RPS Enterteyment
KaeN
Prosto label
Jedziesz
2013
Jedziemy?
Lecimy z tym

Znów mam moralnego kaca
Uczucie, które powraca
Nawrotu nie sposób zbadać
Znów sobie zarzucam atak
Po raz kolejny się zmagam
Z demonem co mnie rozgniata
Jak prasa przejmuje kontrolę
Jak wkracza wbrew mojej woli
Jak to zatrzymać?
Jak uporać się z tym wszystkim?
Jak zabić tego potwora?
Jak sprawić by przestał istnieć?
Dziś nosze innych krzywdę
Nie unoszę już tych sesji
Przez te napady agresji
Bezlik sytuacji, wierz mi
Kolejna noc zasypiam zupełnie sam, jak palec
W ogóle dzisiaj zasnę?
Czy nie będę myślał wcale
Raczej nie zmrużę oka
Lub przysnę tuż przed świtem
Zaiste przemyśle wiele
Lec to nie naprawi nic, tej
Nie wymaże złego,
Nie zmieni przebiegu zdarzeń
Tylko pogłębi na biegu stan, w którym się znalazłem
Tak, widzę to tak bardzo wyraźnie
Ale teraz jest za późno, wszystko rozjebałem w drzazgi!

Dziki szał znów przejmuje kontrole
Przejął władze nad umysłem
Przejął władze nad rozsądkiem
Dziki szał znów
O ja pierdolę
Nie poradzę sobie z tym wszystkim
Tracę grunt z jego początkiem
Dziki szał
Oszalałem znów
Tracę głowę już
Zaraz chwycę nóż
Skurwysynu
Dziki szał
Oszalałem już
Nie pamiętam już, o co cały spór
Chcę mieć synów

Kiedy byłem małym gnojem
Nie rozumiano mnie
Kiedy byłem małym gnojem
Zapominano, że
Mam uczucia, dlatego zamknięty na siódmy spust
On wybucha muka
Pęknięty okrutny wrzód
Narodził się wtedy diabeł
Powraca szalony Jason
Kochanek imadeł
To wcielony Manson
Czuje mięso
Eksploduje sensor
Operuje ręką
I to smakuje dziecko
Ponury żniwiarz
Jego kochana kosa
To pazury Dawida
To czas zabijania wroga
Michael Myers zemsty chce
Zło nadaje
Zło nastaje
Ciebie gremlin zje

Moja głowa najebane ma
To psychopaty raj!
Kame, hame, ha
Zdychaj!

Dziki szał znów przejmuje kontrole
Przejął władze nad umysłem
Przejął władze nad rozsądkiem
Dziki szał znów
O ja pierdolę
Nie poradzę sobie z tym wszystkim
Tracę grunt z jego początkiem
Dziki szał
Oszalałem znów
Tracę głowę już
Zaraz chwycę nóż
Skurwysynu
Dziki szał
Oszalałem znów
Nie pamiętam już. o co cały spór
Chcę mieć synów

Jestem z pozoru spokojny
Diabeł zaczyna szeptać
Jego wzwieram, gdzieś tam w środku
Nim wybuchnę jak Etna
Jak bomba atomowa
Nie ostrzegam gdy nadchodzę
Jednym podmuchem wkurwienia
Niszczę wszystko na swej drodze
Nie potrafię zapobiec
Gorszym wydarzeniom zero
Jakichkolwiek zabezpieczeń
Podwyższony testosteron
Widzę łzy wiem, że boli
To nakręca mnie powoli
Wszystko wzmaga
Jeszcze farmakologiczny Trenbolone
Gdy opadnie kurz
Odkrywają się zgliszcza
Znowu łapie się za głowę
Histerycznie skracam dystans
I co Ty na to powiesz
Autentycznie mam mistrza
Lecz w znaczeniu tego słowa
Bardzo negatywnie, przyznaj
Chyba nadszedł czas
Żeby odwiedzić psychiatrę
By rozcieńczyć ten kwas
I by odnaleźć swoją Mantrę
Na to by wziąć się w garść
I obniżyć tolerancję
Na używki
Jak i wszystkie znane mi dobrze substancje

Dziki szał znów przejmuje kontrole
Przejął władze nad umysłem
Przejął władze nad rozsądkiem
Dziki szał znów
O ja pierdolę
Nie poradzę sobie z tym wszystkim
Tracę grunt z jego początkiem
Dziki szał
Oszalałem znów
Tracę głowę już
Zaraz chwycę nóż
Skurwysynu
Dziki szał
Oszalałem znów
Nie pamiętam już. o co cały spór
Chcę mieć synów
Kiedyś bolało, teraz pierdole opinie
Ide na całość, nie raz niewole w sobie sadyste
wykonam slalom, nalot, dialog to mój występ
tak mnie zbudowano zamykano w Guantanamo fetyszystę.
Halo, dziendobry wita rezydent
do mnie na salon, suki sie walą - no to idę !
Witam panią, piękna mini to bogini,
kutas mi stanął, z dupy na japę chce finisz.
Chce mieć Ciebię na noc, zabierz mnie do swej krainy
chce cię pieprzyć, chce cię pieprzyć, pieprzyć !
Chce mieć ciebie całą, nagrywać jak to robimy
kocham dreszczyk, kocham dreszczyk, dreszczyk.
Niegrzeczna z ciebie suka, wykonuj każdą komendę
zajmij się moim popędem, daj znać a przybędę
fiut jest tym narzędziem, co rozkosz ci przyniesie
pytam czy dobrze ssie sie, to tak na marginesie.

Gdy psychicznie nie masz już sił,
nie masz już sił,
nie masz już sił,
Idź na całość wykrzesaj iskre,
moc w tobie tkwi,
moc w tobie tkwi,
moc w tobie tkwi
Gdyby nawet cały świat,
z toba walczył,
z toba walczył,
z toba walczył,
Idź na całosc pokonaj strach,
bądź twardy,
bądź twardy,
bądź twardy.

Nie patrz się w tył pył po sobie tylko pozostaw,
pomimo, że ktoś bił, kpił nie możesz się poddać,
obudził się świr, bezlitosna głodna postać,
przemierzył setki mil, by zgotować wrogom koszmar.
Wczoraj nie ma znaczenia, jutro za daleka przyszłość,
komora ciemna cela, bo dla władz jestem bandytą.
Zmora w stanie uśpienia budzi się by przejść Rubikon,
pora jest doskonała by przejąc lidera trykot,
tylko śmierć może mnie zatrzymać, wykluczyć z rajdu
czas na gre, poczuj gniew fanatyka tego rapu
wgniata w fotel ciebie to liryczny parkour
jebiesz (drutem?) , nie wiem, nie dotykam szlauchów.
Diabelskie wersety od opętanego klechy,
jaki żal za grzechy dawaj koke, dawaj kobiety!
cielesne uciechy, pieść ją, nieprzytomna leży,
ostra jazda bez trzymanki wciskamy gaz do dechy.

Refren.

Techniczny jak samuraj, specyficzny jak wichura
katastroficzny rytuał uliczny syn się tuła,
wybitny jak cała spóła, demoniczny, czarna dziura,
sadystyczny nie znieczula błękitny nad nami pułap.
Doskonale sztukę, bo umiem tylko rapować,
słowo działam jak komputer, lepiej go nie prowokować
głowo teraz to mam tupet zaczynam demolować
pogrom tych co w dupie z fiutem juz czas żeby konać
Cioto ile grzybów jest po deszczu,
tylu raperów na wejściu, pozerów, leszczu buty poleruj
manifestuj lub nic nie rób, stestuj siłę gejzeru
fejków - do karceru, mimo przeszkód do celu.
fofofofofofofofofofofofa, gafa,
kolejny raper w ustach chuja ma
Połowa mego życia to te pieprzone litery,
więc odpierdol się od tego, albo powycinam nery.

Refren.

Chłopaku głowa do góry,
a ty dziewczynko rób to co najlepiej potrafisz,
czyli ssij gooooooo !
1. KaeN
Myślę sobie, że to życie wielu nazwie gównem
Niestety tonę przyjacielu właśnie w gównie
Nie zapraszam Cię do niego, moje strasznie cuchnie
Wolę do Twojego, Twoje pachnie cudnie
Według Ciebie wybrał bardzo złą drogę głupiec
Co do Twojej drogi - jebać ją mogę w dupę
Przytemperowałbym ten za duży trochę tupet
Ty nie zatrzymasz siły, burzy, niosę zawieruchę
Widzę, że otacza puste bydło mnie
Coraz bardziej przeraża to widowisko w tle
Coraz bardziej się zaraża, idzie wszystko źle
Pozdrowienia dla Judasza, lecę szybko, mknę
Myślę, że matka natura zrobi czystki tu
Żadnego nie będzie szczura, tylko czysty stół
Nie dla niego lana bzdura, bo to bystry gnój
To nie z nim walenie w chuja, pośle wszystkich w chuj

Ref. x2
Czasem myślę, że stoję na placu sam
Że coraz więcej każdy chce, ale nie wiele każdy dał !

2. Fu
Uważaj na te kurwy co wszędzie węszą
Strzelają z ucha i wiecznie depczą
Tylko takim rurom trzeba łapki poobcinać
Takich pełno tutaj łazi, a przecież widać
Od razu po gębie poznaje sukinsyna
Śródmieście południowy styl, co Ty na to?
To o tym, że wkurwia mnie jebany kapo
Wie o tym KaeN i ziomuś Kamro
Nie damy się tej suce co ciągle wyje
A wiele takich tutaj w mieście tutaj żyje
Co sprzedadzą nawet swoją własną rodzoną matkę
Napisać kapo, przyczepić na plecach kartkę
Walnąć blachę na bok i wbić agrafkę
Myślę, że tacy żyć tutaj zawsze będą
To przecież nic więcej jak jebany traitor
Jak Juras za free sprzeda wszystko za nic
Jak Juchas pierdolę tych wszystkich drani
Odizolowani mają jakieś chore kompleksy
Myślę, że w tej kwestii jestem sceptyk
To do Was pysk szuje kieruję te teksty

Ref. x2
Czasem myślę, że stoję na placu sam
Że coraz więcej każdy chce, ale nie wiele każdy dał !

3. Zdycha
Czasem myślę że, wszystko zjebie się
Nie podołam nie, nie podołam nie, jebać to !
Każdego dnia nie chcę dotknąć dna
Bo moje DNA coś takiego w sobie ma
Że wiara w lepsze jutro zawsze była we mnie
Ja umrę bez niej, jak ona beze mnie
Wtedy będzie dawno po sprawie
Jadę z wiarą ramię w ramię, ramię w ramię
Pogoda ducha i sztywne zasady
Stale dają mi siłę by wspomnienia były miłe
Bym miał do czego wrócić, z uśmiechem na twarzy się obudzić
A ty defetysto popij swe smutki wódka czystą
I zamów sobie pogrzeb i krzycz "O mój Boże, jak tu źle"
Takich ludzi strzegę się, takich ludzi strzegę się
I jestem o tym święcie przekonany, że osiągnę wszystkie swoje plany
Bo zawsze myślę, że wszystko będzie git
Każdy problem znikł, każdy problem znikł

Ref. x2
Czasem myślę, że stoję na placu sam
Że coraz więcej każdy chce, ale nie wiele każdy dał !
Beny B:
Znowu słońce schodzi poniżej horyzontu linii
Budzą się dzikie żądze, dilerzy, szponty, dziwki
Hajs, włamy używki, szybki seks, tekst płytki ,
Ile za godzinę chcesz za coś więcej niż striptiz?
Znaczą więcej niż nic dziś, domagają się szacunku
Dają lekcje za kwit by w nos przyjebać po stosunku
Inni po mocnym trunku robią rozpierdol na mieście
Wkurwieni, że nie weszli do klubu przez selekcję.
Miejskie infekcje rozwinęły się jak wirus,
Każdy chce grubą pengę oddając z siebie minimum.
Do przejebanych czynów niejeden już się dopuścił,
Bo strefa mroku wciąga i trzyma i nie chce puścić.
Żyjemy jak w próżni, w tym pojebanym świecie
Niektórym ciężko odróżnić noc od rana po balecie
Zawinięty w blecie lek pozwala zwalczać stres,
Kiedy nadchodzi zmierzch, od nowa zaczynasz biec.

REF:
Strefa mroku wciąga cię, wciąga cię,
Trzyma mocno tu !
To bomba, to bomba!
To siła wybuchu! x2

ZWR:
Strefa mroku, w niej kolejny padł ofiarą.
Jeden zajebał typa, miał tylko wejść po siano.
Wrócił na kwadrat, nie mógł spokojnie zasnąć,
Dobrze wiedział, że wkrótce po niego wpadną.
Gdzieś po drugiej stronie miasta kroi się akcja,
Ekipa, pełne samary , to dla nich szansa.
Jazda z punktu A do punktu B, główny cel
I aby tylko udało się.
Znów zgasło światło i słychać głośnie krzyki.
Najebany skurwiel właśnie wrócił z meliny.
Napierdala żonę na oczach małej dziewczynki
Nie da się ukryć patologii tej rodziny.
Różne rzeczy dzieją się, gdy zachodzi słońce.
Gdy zapada mrok, poruszaj się ostrożnie.
Przemoc, narkotyki i brudne pieniądze
Witaj w strefie mroku, tutaj nic nie jest obce.

REF:
Strefa mroku wciąga cię, wciąga cię,
Trzyma mocno tu !
To bomba, to bomba!
To siła wybuchu! x2

KaeN:
Zaczyna robić się ciemno, zaczyna zadyma, zapada noc.
Kiedy dopada wtedy zagłada, machina ruszyła napada zło.
Wychodzi dochodzi do łodzi dowodzi grupą bestia lisica
Osłodzi dogodzi nie wodzi młodzi kuszą się na szybki hajs.
Wpada, napada banana w planie ,wpada napada, leci kosa.
Banan upada, ma na ćpanie,szajba dopada, dzieci szkoda.
Szpony, demony strefy mroku wiodą ciebie tam gdzie twój sen,
Wiodą ciebie tam, gdzie twój spokój, wiodą ciebie tam gdzie twój tlen.
Miasto nocą, to miasto, w którym robi się wiele wielkich bzdur.
Wiele widziały miasta mury, roi się wiele wściekłych psów.
Roi się wiele brudnych szmat, za pieniądze robią to, co chcesz.
Oto właśnie ten ciemny świat, który często wyciska łzę.
Zabiera, pożera, cholera, jeśli tobie nie dane tutaj żyć.
Frajera zaciera ściera, wierz mi przejebane tobą tutaj być.
Kiedy ciebie pochłonie to, na ciebie nie czeka spokój.
Kiedy ciebie pochłonie to, nazwa tego to strefa mroku.

REF:
Strefa mroku wciąga cię, wciąga cię,
Trzyma mocno tu !
To bomba, to bomba!
To siła wybuchu! x2

IVE:
Strefa mroku to obraz miasta, gdzie ciężko o spokój.
Gdy podbijesz do tych toków , to dopiero będziesz w szoku.
Musisz być pewien swoich kroków,
Bo wielu skurwysynów wokół będzie cię spychać do rynsztoku.
To strefa kryminalna,
Tu psiarnia to żadna armia.
To Strefa fatalna pod względem liczby przestępstw
Wiem, bo tu jestem, za tą strefę i jej przestrzeń
W tej strefie konsekwencje do dziś ciągną się jak smuga.
Noc bywa długa i powiedz mi, ile takich mrocznych akcji
Ma miejsce pośród murów.
To życie pełne bólu i nieobliczalnych zdarzeń.
Tu Chłopaki jak żołnierze ponoszą wiele obrażeń.
I wiesz, co idzie w parze z takim życiem w mrocznej strefie?
Nie wiesz, się nie dowiesz, jeśli sam w niej nie jesteś.
Nie wiesz, się nie dowiesz, jeśli sam w niej nie jesteś, heej !

REF:
Strefa mroku wciąga cię, wciąga cię,
Trzyma mocno tu !
To bomba, to bomba!
To siła wybuchu! x2
Nie mam siły, by wstać,
nie mam siły, by iść.
Nie mam siły, by grać,
nie mam siły, by żyć.
Eksploduje mój mózg,
atakuje mnie chłód.
Zasypuje rój gróz,
to rujnuje mnie znów,
ale nagle w żagle łapię ciepły wiatr,
znów pragnę, naprawdę widzę piękny świat.
Kiedy na rękach mam córkę IVE i Pauli,
wtedy wiem, że to Pan szczęście prawdziwe dał mi.
Pamiętam chwile, kiedy dopadał głód,
kiedy łapał za but, wtedy szlochał ten czub.
Tylko Juras podał dłoń, bracie, kocham Cię!
Dawid eksplodował, bo za długo szlochał, wiesz?

Ref.
Tyle chwil, które w nas są - one rodzą ból,
Te dni, które czas wziął, nie powrócą już.

Po każdej, największej burzy, ten promień musi wyjść.
On mówi nam "w stronę słońca idź", "w stronę słońca idź".

Juras zdjął mi kaganiec, Sokół spuścił ze smyczy.
Aura flow, super samiec nie wypuści zdobyczy, słyszysz?
To ten ćpun, jego bunt opanował Was
zanim tłum, zanim bum wylądował w snach.
Tulę mamę, mama dumna, płynie łza.
Wychowała dama chama, mama siłę ma.
Upadam, żeby powstać, wstaję, żeby biec.
Biegnę, żeby wygrać, Ty też!
Siostrzyczko, ciężko wychowywać samej córkę.
Mała księżniczko, wujek kocha Maję pszczółkę.
Kobiety zostawiały, one zdradzały mnie,
niestety rujnowały i się chowały w cień.

Ref.
Tyle chwil, które w nas są - one rodzą ból,
Te dni, które czas wziął, nie powrócą już.

Po każdej, największej burzy, ten promień musi wyjść.
On mówi nam "w stronę słońca idź", "w stronę słońca idź".

3. Kilka lat wstecz, nawet na mnie byś nie splunął.
Byłem nikim, szedłem, oczywiście z dumą,
bo czułem, że mam w głowie, w sobie, to coś,
bo poczułem, że ja zrobię Tobie kłopot.
Zraniony, skreślony, pokazał wam jaja,
odrodzony, uwolniony, pokonał Van Damme’a.
Wierzyliśmy w siebie, razem ze mną Eska,
zmieniliśmy scenę, jadę w ciemno gdzieś tam.
Dokąd? Nie wiem, ale wierzę przyjacielu,
że ten pociąg, ten jeden, nas zawiezie do celu.
To dla braci i sióstr sercem z wami,
niech nas prowadzi Bóg, nasze serce krwawi.

Ref.
Tyle chwil, które w nas są - one rodzą ból,
Te dni, które czas wziął, nie powrócą już.

Po każdej, największej burzy, ten promień musi wyjść.
On mówi nam "w stronę słońca idź", "w stronę słońca idź".
Tak bardzo mnie nienawidzisz, przecież o tym wiem
Wcale mnie to dziś nie dziwi, to mój złoty sen
Widzisz moją maskę w TV, KaeN sprzedał się
Jesteśmy bardzo łapczywi. Dupy - jebać je
Narkoman wraca, poczuł wielki głód
Kto na bankomat napadł, wokół ciężki smród
Koleżanko kumata czeka pyszny fiut
Ze śmietanką potrawa, dawać pizdy tu
Nie mam żadnych zahamowań, bo po co je mieć
To ten wulgarny Conan, ścina ciebie cioto miecz
Za nic ciebie nie przepraszam i nic nie jestem winny
Przypominasz Judasza podła suko, jestem zimny

Ref.
Tak bardzo ich drażnię, bo ja robię swoje
Ty słuchaj mnie błaźnie nie, nie wchodź mi w drogę

Karawan jedzie już po Ciebie
Bo to kara za tej natury feler
Cała parada uwala się na glebę
Bo ja rzygam tym, rzygam tym. x2

Moje byłe suki chciały wrócić by dziś
Dawid nie jest głupi, dałyby dupy za zysk
Suka nieźle kusi, Dawid na noc chce ją
Jest jak świeże sushi, rano to już nie to
Pisze do mnie fan, że się modli za mnie
Dzięki wam siłę mam, zgniata zombie w imadle
Ale afera, robi bydło ten w masce
Od zera do mera, na rogi w sidło ja was chcę
Się porobiło i kto by pomyślał
Że posypie to domino ten naćpany artysta
Chcemy ruchać dobre suki i przytulać sos
Zapraszam na woogie boogie bo się zamula gość

Ref.
Tak bardzo ich drażnię, bo ja robię swoje
Ty słuchaj mnie błaźnie nie, nie wchodź mi w drogę

Karawan jedzie już po Ciebie
Bo to kara za tej natury feler
Cała parada uwala się na glebę
Bo ja rzygam tym, rzygam tym. x2

Ja widzę dokładnie
Że wielu nienawidzi bestii
Ja szydzę dosadnie
Bo oni drogi tej nie przeszli. x2

Karawan jedzie już po Ciebie
Bo to kara za tej natury feler
Cała parada uwala się na glebę
Bo ja rzygam tym, rzygam tym. x2
Od kiedy sięgam pamięcią lubiłem grubo płynąć
To niezły terror lubiłem dużo w kinol
Łapiesz za pento bo zgubiłem suko miłość
Ty dawaj ze mną rozrobiłem z wódą wino
Lubimy dobre suki nie mamy manier
My bierzemy nowy grupis mamy damy panie
Zarabiamy sos lubimy się bawić
Zabawiamy dany group pierdolimy zawiść
Jebać ją bracie
Siostro pupą ruszaj
Czeka on na nie
Słonko dupą rusza
nie toczę żadnego bitu
Wlewam goude bawimy do bladego świtu
Nie wylewaj za kołnierz

Słońce ruszaj nią
Bo oni tu dziś są
Bo oni ciebie chcą
ło ło ło ło ło ło

Będziesz moja
Pchamy dalej
Dawaj ze mną
Mamy balet
Lubisz gnoja
To z nim szalej
Eksponuj swoje piękno (x2)

Czuje się doskonale na szczycie świata
Braciszku dalej mi nalej robimy na bicie napalm
Witamy w karnawale dawaj z nami w balet
Najebane mamy w pale dawaj z nami szalej
Procenty działają w bani my chcemy je mieć
Pacjenci ruszają z nami bo wiemy gdzie biec
Kocham kiedy ona czeka mokra w hotelu
Szczęśliwa suka szczeka bym się dostał do celu
To moje życie skacze drogą gór
Nie na stypie ale w grobie jedną nogą tu
Bo nie wiem co się stanie za chwilę
Mam jedno to korzystam przechodzę kolejną mile
Trafia w sedno terrorysta

Słońce ruszaj nią
Bo oni tu dziś są
Bo oni ciebie chcą
ło ło ło ło ło ło

Będziesz moja
Pchamy dalej
Dawaj ze mną
Mamy balet
Lubisz gnoja
To z nim szalej
Eksponuj swoje piękno (x2)

Jestem słodki słońce chcę cię zrobić
Wydam na ciebie forse wezmę goude
Wezmę konik to bandycki styl życia
Chce cycki dziś lizać chcę cipki nabijać
Zapraszam wszystkie dziwki Wezyra
Szalone dziewuchy lubią Dave'a
Wyzwolone, wyszkolone, zniewolone zjednam
Przecież żaden ze mnie pan dżentelmen kotku
Chociaż wiele romantyzmu we mnie w środku
he he he mama mija Dave oszalał
O sialalalala się zalała hałas
To dla moich ludzi których kocham całym sercem
Żaden z nas się nie nudzi dzisiaj żadnej zwały nie chce

Słońce ruszaj nią
Bo oni tu dziś są
Bo oni ciebie chcą
ło ło ło ło ło łoo

Będziesz moja
Pchamy dalej
Dawaj ze mną
Mamy balet
Lubisz gnoja
To z nim szalej
Eksponuj swoje piękno (x2)
Przed wami Kazan, Kaen, WORD'i
Nie podawaj się za kogoś, kim nie jesteś,
NIGDY ziomuś.

KAZAN
To nie Temat który ktoś poruszył pierwszy raz,
Ty nadal słuchasz i nadal nie rozumiesz,
Cytując wciąż wersy o tym jak być charakternym,
przychodzi co do czego okazujesz się nie pewny,
Ej nie podawaj się za kogoś kim nie jesteś,
w moich oczach to od zawsze jest kurewstwem,
co chcesz zyskać, by śmiali się z nazwiska?
suma summarum, za te kanty będzie kara,
i w finale usłyszysz spierdalaj,
od tej ekipy typie trzymaj się z dala,
z tym zakłamaniem startuj do polityki,
kłam kłam, później sprawdź wyniki,
jesteś jak pedofil co uczy etyki nie pomoże ci nikt za to zdepczą cie wszyscy,
natury wybryk twój czar już prysł,
najwyższy czas byś z horyzontu znikł.

REF
Pętla się zaciska, do fałszywych zaliczany, pokaż swoją prawdziwą twarz!
Idę, idę dalej nie chce tonąć w farmazonach by mówili do mnie bracie i klepali po ramionach, Pętla się zaciska, do fałszywych zaliczany, pokaż swoją prawdziwą twarz!
Idę, idę dalej nie chce tonąć w farmazonach by mówili do mnie bracie i klepali po ramionach,

KAEN
Ilu takich farmazonów co na kłamstwie brnie,
ilu takich kurwiszonów co raz bardziej łże(?)
Piszą bajki niczym Andersen,
cichodajki obłudnicy dla mnie dnem
Napędzani kompleksami w bani nowy film,
pojebani zakłamani spalić głowy im
wymyślają scenariusze od znudzenia własnym życiem,
oni zaprzedają dusze cierpienia cierpienia błazny życzę!
Bądź sobą błąd, głowo słowo dociera,
co z tobą coś z głową słowo pożera
bojowo się nastawić po to by, tobie,
zawodowo sprawić kłopoty, z Bogiem,
W końcu wyjdzie ze to zakłamane fiuty jasne,
W końcu wyjdzie ze to rozjebane dupy właśnie
na samym końcu zostanie czysta prawda tylko,
Koniec raportu, zginie dziwka każda szybko

REF
Pętla się zaciska, do fałszywych zaliczany, pokaż swoją prawdziwą twarz!
Idę, idę dalej nie chce tonąć w farmazonach by mówili do mnie bracie i klepali po ramionach, Pętla się zaciska, do fałszywych zaliczany, pokaż swoją prawdziwą twarz!
Idę, idę dalej nie chce tonąć w farmazonach by mówili do mnie bracie i klepali po ramionach,

Osobiście na pozory zawsze kładę faje,
po pracy do domu wracam znów tramwajem,
nie znoszę farmazonów sam nie wciskam bajek,
nie pluskam się w jakuzzi nie upajam się szampanem,
żaden ze mnie gangsta i nie chodzę z nożem,
za to zawsze wolny i tak chroń mnie Boże,
nie jestem raperem kurwa z MTV Cribs,
mieszkanie mojej mamy to żelbeton, karton, gips,
teraz czar prysł WORDI prawdę ci powie,
choć bywa ciężko to nie przymieram głodem,
żyje normalnie jak przeciętny człowiek,
znam swoja wartość trzymam to w sobie,
to nie gorzkie żale koncert życzeń czy spowiedź,
po prostu na fałsz i obłudę odpowiedz,
prawda nie boli jak już coś to przez chwile,
masz wybór być sobą zakłamany skurwysynie,

A teraz opowieść wigilijna
Potrzebuję tylko jedne bit
Jeden majk
Jeden wdech
No mercy
Od dziś pierwsi ostatnimi
A ostatni są pierwsi
Tyle wiary w sobie nie ma żaden z twoich idoli
I chyba to ich boli
Ty wybacz mi, pozwolisz
Nie musze się wozić jak pieprzona szlachta na bitach
By na niektórych działać jak czerwona płachta na byka
Wchodzi jak w masło nóż
Każdy na farta linijka
Jedno jest pewne
To oparta na faktach nawijka
Nie dla mnie ”mam talent”
Nie dla m nie ”x factor”
I chociaż mam talent przebić się nie jest łatwo
Wrogowie chcą mnie pogrzebać , ja nie dam dymać się im
I mam już wyjebane na to, kto tu trzyma się z kim
Wiara, pasja, flow, charyzma, vibe i w bloku adres zamieszkania
A nie adres IP
Muzyka to vibe
Daj tylko jedne majk
I zaprowadzę ich w ślepy zaułek tym, Spike Lee

Idziemy wciąż do przodu
Nie patrząc w tył bezsensu
Mimo gęstego smrodu
Nie stój i ty w złym miejscu

Nie było by nas w tym miejscu
Gdybyś nie wierzyli w swoje siły i to flow
Nie było łatwo
Droga jest kręta, kroczę pewnie nią
Rap porwał moje serce
Dawno we mnie wsiąkł

Bezczel, Kaen, utwór Kliczko
Scena to hiena spada nisko
Scena to ściema, zjada bistro
Niesie mnie wena, spada nicpoń
Wersy te, teksty te
Dla mnie to pomylony żart
Szalony kat, ćpany, talony, na bony, na zgony ma
Robię co chce, mówi co chcę
Zwierzę gotowe, karnawał
Mogę cię zjeść, lubię to wiesz
Świeże, surowe, kanibal
Wpada na bal, wziął talon
Ciosy do fosy, mógł ostrzyć nóż
Mamy niedosyt, chodźmy stąd
Dla ciebie to efekt … krów

Nienawidzą mnie dziś
Bo one widza ze mi
Koło chuja lat a
Żygam cała paradą
Z nieba spada glon
Ten flow, ten flow

Nie było by nas w tym miejscu
Gdybyś nie wierzyli w swoje siły i to flow
Nie było łatwo
Droga jest kręta, kroczę pewnie nią
Rap porwał moje serce
Dawno we mnie wsiąkł

Idziemy wciąż do przodu
Nie patrząc w tył bezsensu
Mimo gęstego smrodu
Nie stój i ty w złym miejscu

Węże, hipokryzje tu u prawie u całej sceny
Wciskają truciznę tu dzieciakom, prawie same ściemy
Chujowi aktorzy grają wciąż te same sceny
Głodne młode koty, pazerne stare hieny
Bezczel, KaeN mówią: Jebać ich!
Palić ich rymy lecą podwójne bang!
Witalij i Wladimir
Nie oczekuj od nas abyśmy witali się z nimi
Po plecach się klepali i podniecali się nimi
Kłamali, chuj z nimi!
Ty daj mi jeszcze parę tych lat
Odprawię samozwańczych, ty znasz obalę ich tak
Obalę ich rap
Z dupy wysrane chamy
Robię to wytrwale, na wysoką skalę, jak bank
Z charakterem ciężkim, pełnym zalet i wad
Z każdym kolejnym rokiem mówię sobie: Weź nie szalej tak!
W podpiny chuj wbijam
Twoja nie grozi nam
Dlatego ty nigdy pod żadnym pozorem mi nie mów jak robić to mam
Gonię towar po to by,życie miało godny poziom
mam same powody,może mi modły pomogą
złapał bym się roboty,na własne życzenie tonę
wiele we mnie głupoty,non stop zagrożenie chłonę
płonę,pozostanie popiół,ciało pochłonie ziemia
koniec moich kłopotów,kiedy powiem do widzenia
pa,to tylko ja,zniszczony narkotykami młokos
to tylko ja,zraniony czynami głęboko
z jakich powodów kradłem - z uczucia głodu
zjadłem,ze stromych schodów spadłem
do radiowozu wpadłem,nie zniżę tonu diable
stanę do pionu nagle,chyba ziomuś upadłeś
ruszam do boju jasne,do wodopoju właśnie
gdzie życie cieszy non stop,jebany gnoju gaśniesz
należy ci się to,jesteś bez winy to rzucaj kamieniem pierwszy
święte sukinsyny z tym ciemnym sumieniem grzeszy.

Kto dał wam to prawo,kto dał ci upoważnienie by sądzić
to całe zło karą,kto tłamsi to na tej arenie błądzi x2

Najłatwiej kogoś oceniać,ślepotą własnej pychy
ciąży waga sumienia,głupotą właśnie dyszysz
masa tego plemienia,autorytarny kawał
wiele do powiedzenia na temat moralnych zasad
kasa wyznacza pozycje,o to szatan ten
bieda każe na banicję,ona stacza cię
nowy porządek świata,to elity raj
narzucona równowaga,niewolniczy kraj
daj graj daj,to świadectwo swojej nieskazitelności
potwierdzone kalectwo,stan twojej ułomności
forma mojej ekspresji,to te płonące wyrazy
wybuch mojej agresji,wynik szerzącej zarazy
nakazy,zakazy - bzdura,nie stępisz mego pióra
ono smaży,parzy skóra,męczę ego tego chuja
popełniane błędy,wpisane w narodziny
popełniane do śmierci,ostatniej danej godziny

Kto dał wam to prawo,kto dał ci upoważnienie by sądzić
to całe zło karą,kto tłamsi to na tej arenie błądzi x2

Oni uczą zachowania,wpajają puste tezy
sami duszą przykazania,profanują żyzne gleby
otoczenie wchłania,bo to jedyny wzór
daje szansę poznawania,zostawia toksyny tu
na zawsze zostanę ćpunem,to bóle zalane w szale
w sobie odzyskałem dumę,to nie wylewane żale
czyhają na regres te obrzydliwe hieny
zdychają przebiegłe bo mają wadliwe geny
kochana prokurator wolałaby żebym wisiał
jebana w dupę szmato,nadal grzeszy bandyta
nadal się cieszy z życia,pomimo tego szamba
umysłowa dziewica dla mentalnego karła
prawda boli,obnaża niedoskonałości wnętrza
powoli przeraża śmiertelności esencja
potencjał wykorzystam,osądu nie liczę chama
fizycznie ja znikam,widzę oblicze pana.

Kto dał wam to prawo,kto dał ci upoważnienie by sądzić
to całe zło karą,kto tłamsi to na tej arenie błądzi x2
Wiesz jestem chorym chujem i mam poryty beret
teraz to co tu tutaj mówię to że czasem byłem zerem
przez to co robiłem to teraz wysiada zdrowie
kiedyś niezły ze mnie złodziej
mam pojebane w głowie
chciałbym dobrze robić przeważnie to kogoś ranię
chciałbym móc wszystko naprawić ze zepsułem zdrowie mamie
ze jej syn cały czas kłamie
ze sprzedaje prochy
ze sam zażywa prochy
wiele przepłakanych nocy mojej matki
strach przed tym ze syn trafi za kratki
słuchaj synu matka się o ciebie martwi
a syn mimo ze kocha to cały czas robi inaczej
goni ten jebany towar
a matka znowu płacze
znowu
jego ręce sięgają do jej portfela
napruty tanim winem
przypomina już menela
przepraszam mamo ze musiałaś tyle razy szlochać
twój syn to straszny skurwiel ale bardzo ciebie kocha

Wiesz że jestem chorym chujem i mam poryty beret
teraz to co tutaj mówię to że czasem byłem zerem
zawsze chciałbym dobrze robić przeważnie to kogoś ranie
chciałbym móc wszystko naprawić przepraszam Cię kochanie
jestem takim typem co nie mówi o uczuciach wiem!
powinienem więcej razy był Cie słuchać gdy jest dobrze
kochanie to ja zawsze wszystko zjebie robię głupie jazdy
o nic i rozjebie wszytko w gniewie
przy tobie jestem w niebie choć powinnaś mnie zostawić
wiesz że w Ciebie wierze lecz czasem nie daje sobie rady
wtedy zachowuje się jak pieprzony głupi palant
i cały czas wierzysz w nas i cały czas się starasz
i tylko Ty powiedziałaś że teraz mam wybór
wybierasz albo mnie albo sprzedaż tego syfu
proste że wybieram Ciebie nie chcesz żebym siedział w pierdlu
kocham uda się choć czeka wiele przeszkód !
Otwieramy nowy sezon, dla mnie to kolejny przełom
Stawiam krok, kolejny rok przynosi dla was nowe dzieło
Dal mych braci, dla mych sióstr, kolejny ruch, następny buch w płucach
Się nie narzucam, jestem by ten rap nie upadł
Spakowałem plecak, przez to życie z bagażem doświadczeń
To ten sam wkurwiony dzieciak, nasze twarze pełne zmartwień
Zmęczony wędrowiec szuka prawdy na masowym grobie
To jest sztuka przekazana dla pokoleń
Czasami myślę, że z całym światem się tylko zmagam
Że jestem sam w ciemnościach, gorzki posmak, którego nie strawiam
Bo boję się porażki, nie chcę być jak jeden z wielu
Na dnie systemu czuć się jak jebany helup, nie chcę
Żadnych resztek, a nimi świat nas karmi
Jesteś jebanym Pazerą to tym gównem się udławisz
Codziennie dziękuję stwórcy, anioł stróż nade mną czuwa
Nie odstąpił nigdy kroku, proszę cię nadal czuwaj

ref.
Dzień WW wita mnie
Panie proszę o dostatni byt
Chcę spokojny sen
Znam zasady tej brutalnej gry
Miej w opiece nas
Stawiamy kolejny tutaj krok
Wiele mamy szans
Potrafimy wyprowadzić cios

Znów przed sobą klękam, tak to znów robię znak krzyża
Nowe karty odkrywam, nowy dzień jest jak survival
Dla Dawida, dla jego bliskich, dla twoich dzieci
Niech nigdy nie będzie mroku, tylko niech będzie słońce świecić zawsze
Prowadzi pasterz to zagubione stado
Mieliśmy znaleźć Avalon, nie mosty za sobą palą
Bramą piekieł stała się dla nas Ziemia, zawsze nią była
Widocznie po upadku nie wyszliśmy z cienia
Popatrz, za dużo pytań, mało odpowiedzi na nie
Odejdziemy zapomnieni czy zostanie po nas dla mnie
Mały ślad, mały świat cały jest do dyspozycji
Nie brak mi jest ambicji, słuchaj dalej tej audycji
Jestem w dobrej kondycji, ta płyta tego dowodem
Jeśli hip-hop jest we mnie to ja jestem hip-hopem
Jeśli hip-hop jest w tobie to też nim chłopaku jesteś
Stawiam kolejny krok żeby być na wyższym podeście

ref.
Dzień WW wita mnie
Panie proszę o dostatni byt
Chcę spokojny sen
Znam zasady tej brutalnej gry
Miej w opiece nas
Stawiamy kolejny tutaj krok
Wiele mamy szans
Potrafimy wyprowadzić cios
1. Znasz mnie? Nie. No to po co synek bredzisz?
Łapie za długopis, piszę tekst, tak to leci.
Nie pytaj mnie, chlopaku na kim się zawiodłem,
Jak wiele zrobić mogłem, że to życie jest podłe.
Upadłem, wstałem, podniosłem się, mam siłę,
Nie pytaj mnie ile gówna przez to życie zrobiłem.
Gdzie byłem, co robiłem, w tym gównie się babrałem,
Ze śmiercią całowałem, że przypał za przypałem.
Ty byłeś moim wrogiem, a teraz moim bratem,
Że nie wiem co z tym Bogiem i nie wiem co ze światem
Na papier, słowa, które nie są bez pokrycia.
Kaen to ten szajbus, a nie słodka dziewica,
Syta psycha ziomków wita, o dragi się mnie nie pytaj
Robię rap, dobry tak, nie chce więcej pytań.
Ja szlifuje styl, bo ten rap to moja mania,
Ty nie robisz nic, więc układaj swe pytania.

Ref.
Nie pytaj, nie pytaj, no bo nie znam odpowiedzi
Nie chce więcej pytań, jak na razie dobrze leci.
Jest jak jest nie raz stres, nie raz wiesz, nie raz też, się przyjebie jakiś pies.
Ale nawet jak to życie mocno jebie nam po oczach
Mamy tylko jedno, więc należy mocno kochać.
Ma mamy je, znamy je, o nic więcej już nie pytaj,
Po prostu bierz to, co najlepsze z życia.

2.Wiem, że czasem nie masz siły, żeby ruszyć dupę z wyra
Wypłata to są kpiny, za 600 złotych tyrasz
Wkurwiony wyciągasz peta i ta ostatnia moneta
Wracasz na hawire nikt na ciebie tam nie czeka
Monety, potrzebne by się cieszyła jaźwa
Niestety za wolno biegniesz, lecz to życie cię ponagla
Stoisz na przystanku, z nudów obserwujesz teren.
Jakiś macho mota niunie, ale lipną ma bajerę.
Myślisz, że by poszła ze mną, chyba lubi typów w dresach
Na twarzy wypisane, „proszę zabierz tego zjeba”
Dostajesz wiadomość i znów podnosi Ci się ciśnienie
To życie twoją zmorą sam dla siebie zagrożeniem
Jeszcze większe jest wkurwienie, gdy kolezka cię zabija
Wisisz mu trzy stówy, do jutra nie zapominaj
Fart, nie fart, fart niech tak koło się zamyka
Pytasz się co słychać, sam siebie oto pytasz.

Ref.
Nie pytaj, nie pytaj, no bo nie znam odpowiedzi
Nie chce więcej pytań, jak na razie dobrze leci.
Jest jak jest nie raz stres, nie raz wiesz, nie raz też, się przyjebie jakiś pies.
Ale nawet jak to życie mocno jebie nam po oczach
Mamy tylko jedno, więc należy mocno kochać.
Ma mamy je, znamy je, o nic więcej już nie pytaj,
Po prostu bierz to, co najlepsze z życia.
Szacunek moich braci tego nie da się tu kupić
jeśli go masz to tracisz nie jesteś taki głupi
suka cię zostawi ale bracia zostaną przy tobie
za mało godzin w grobie znicze pala się na grobie
szacunek to rzecz święta
ten świat jest w naszych rekach
modle się odwiedzam cmentarz
przed twoim grobem klękam
przecież tak nie tak nie miało być
tak to sobie tłumacze
wiem co to znaczy pacierz
i co to strata bracie
kumacie, postacie człowieka doceniam życie
nie skrycie w tym zeszycie
rap znajdziesz w mojej metryce
kibicem dla mych braci, bracie z góry patrzysz na to
kto się okazał szmatą kto oddał szacunek bracia
co chwile się cos zmienia nas nie ziścią pomówienia
byłeś ze mną jesteś przy mnie po śmierci się to docenia
przyjaźń jest tak blisko ja wiem ze Damian czuwasz
śmierć zabrała wszystko dal przyjaciół to jest próba

Gruby szacun dla was bracie(ŁOOŁ)
Dla tych wszystkich co spierają nas przez te wszystkie lata (ŁOOŁOŁ)
Ci co tez doceniają nasza parce(ŁOOŁ)
Wielkie dzięki za to szacunkiem zapałce (ŁOOŁOŁ)
Gruby szacun dla was bracie(ŁOOŁ)
Dla tych wszystkich co spierają nas przez te wszystkie lata (ŁOOŁOŁ)
Ci co tez doceniają nasza parce(ŁOOŁ)
Wielkie dzięki za to szacunkiem zapałce (ŁOOŁOŁ)

Szanuje ludzi by zasłużyć na szacunek od nich
i nic mnie to nie trudzi po prostu staram się być dobry
ważny wizerunek jest ogólny w postaci formy
ze ludzie będą mówić porządny rozsądny
i będą mieć szacunek nie od tak tylko za cos
to cos wtarło się głęboko w moja własność
i jest mi z tym spoko mowy nie ma by wygasło
to pali się od pory gdy rap zachód robić zaczął
wiesz o co mi chodzi mam szacunek dla tych
którym rap wychodzi w myślach
mówię pozdro wariaty
otwarte karty gram w nie stawiam naprawdę
przecież szacunku nie dostaniesz żywiąc się kłamstwem
nikt nie chciał by być pomiatanym raczej
bo to nie boli a przeszkadza ostatnio tak słyszałem
i jeszcze jedno ważne mieć poukładane w głowie
szacunek to rzecz święta amen z bogiem

Gruby szacun dla was bracie(ŁOOŁ)
Dla tych wszystkich co spierają nas przez te wszystkie lata (ŁOOŁOŁ)
Ci co tez doceniają nasza parce(ŁOOŁ)
Wielkie dzięki za to szacunkiem zapałce (ŁOOŁOŁ)
Gruby szacun dla was bracie(ŁOOŁ)
Dla tych wszystkich co spierają nas przez te wszystkie lata (ŁOOŁOŁ)
Ci co tez doceniają nasza parce(ŁOOŁ)
Wielkie dzięki za to szacunkiem zapałce (ŁOOŁOŁ)

Szacunek oddaj ludziom którzy są przy tobie zawsze
Możesz na nich liczyć patrząc w oczy mówią prawdę
Nie tolerują kłamstw wiec pierdolą czy masz kaske
Po prostu są przy tobie możesz liczyć na ich wsparcie
Już wiesz co to brat co jesteś pewien go na sto
Pojdzie za tobą wszędzie nawet na największy hardcore
Odpłacisz mu tym samym gdy tez mu pomożesz
Gdy tylko będzie potrzebował on pomocy twojej
Szanuj typów którzy zasługują na twój szacun
Tymi kategoriami myśl dobieraj tak przyjaciół
Bądź dla tych w porządku którzy dla ciebie w porządku są
Z nimi możesz iść pod prąd przyjaźń to twój lek na zło
Którego pełno wszędzie świat przesiąka tym kurestwem
Zycie święty tez nie jesteś ale dawaj cos od siebie
Nie ważne czy zaznałeś w rodzie życie cię popiekło
Szanuj matkę dała ci życie masz ja jedną

Gruby szacun dla was bracie(ŁOOŁ)
Dla tych wszystkich co spierają nas przez te wszystkie lata (ŁOOŁOŁ)
Ci co tez doceniają nasza parce(ŁOOŁ)
Wielkie dzięki za to szacunkiem zapałce (ŁOOŁOŁ)
Gruby szacun dla was bracie(ŁOOŁ)
Dla tych wszystkich co spierają nas przez te wszystkie lata (ŁOOŁOŁ)
Ci co tez doceniają nasza parce(ŁOOŁ)
Wielkie dzięki za to szacunkiem zapałce (ŁOOŁOŁ)
Szacunek to rzecz święta, x4
Już wiesz co to brat, x4
Szanuje ludzi, x4
Szacunek to rzecz święta, x4
Amen, x4
Z bogiem, x4
WWA jak labirynt krety , dookoła szmaty , wkrety , odmety ulicy
Uwazaj nie bądź taki w czape ciety , przekazanie warszawskiego stylu
Ulicznego , jak kazanie , niechaj dotrze prosto do każdego
Jebac policje , stara milicje , hujowa koalicje , i frajerow co sprzedali
Już niektórzy ostro dojechani , nie bez naszej wiedzy kapując co to koledzy
Nadejdzie zemsta , nie ukryja się w bet naszej twierdzy
Pociag do zdobycia szmalu nigdy się nie skonczy ,
Wydawanie na melanze floty ich wykonczy ,
pilnuj swej kieszeni by nie zaznac cudzej dloni
Gdy się kapniesz , mniema żeby nikt cie nie obronil
Jedno wielkie bagno wiem już o tym dawno
Dragi robia z mozgu siano , na osiedlu hardcore .

Jak każdy na tym pierdolonym globie nosze w sercu bol
Milosc dla przyjaciol a dla kurew dół tchu .
Kwestii odbieranych lekcji , zyciowych projekcji , dazenie do perfekcji . x2

Wszedzie jest tak samo , niewazne czy warszawa czy Sanok
Nieraz zapierdalam tak ze az trampki mi się palą
Nieraz najedzony syto lecz czasami w brzuchu pusto
Przy psach zawsze cicho nawet jeśli lomot spuszcza
Dorosle zycie nie jest w stanie wiec szukam roboty
Jeszcze nie piatka w miedzi z tego nie będzie rozkoszy
Poltora miecha czekam na ten przelew z pierwszej pracy
Robota jak w niewoli , pracodawcy kozacy
Skurwysyny dajcie flote , niestety tej floty nie ma
Rozminalem się z banknotem a potrzebuje go teraz
Teraz jestem tu wiec opisuje moje ruchy
Powiem jedno : zycie na legalu jest kurwa do dupy
Wychylilbym se browar albo jebnal bym se bombe
Chuj w to co ja chce , jak pusty widze portfel
Jak tylko mysle o tym żeby zarobic te kwity
Mieć na szame , na czynsz i nie zostac tu z niczym

Jak każdy na tym pierdolonym globie nosze w sercu ból
Milosc dla przyjaciol a dla kurew dół tchu .
Kwestii odbieranych lekcji , zyciowych projekcji , dazenie do perfekcji . x2
1. Siema Polsko, na tej scenie czas na zmiany
To apostoł, na antenie jazda z nami
Dawaj głośno, niech sąsiadka jebnie płodem
Dawaj siostro, Twoja matka więcej może (hahaha)
Co Ty tu pretendent?
Poziom Twojego stylu to second hand
Taki mały eskimosik
Najebany kreski prosi
I scena umiera, potrzebuje trochę świeżości
I scena umiera, potrzebuje trochę nowości
I scena umiera, niosę respirator
Nie umieraj, proszę nie śpij mamo!
Niektóre Twoje dzieci spaliłbym żywcem
Te niepotrzebne śmieci zrujnowały ten system
Tym pierdoleniem o tym, że ich styl to fafarafa
To zagrożenie cioty, poznajcie kałacha

Ref. Ouu, mamy ten flow
Z piekła się wziął
By ruszyć grą
Ten flow, ten flow x2

2. Siema słońce, nosisz bardzo modne szpilki
Oto głodne, psotne, bardzo głodne wilki
Dawaj forsę, na Twój kwadrat wpadła banda
Moją mordę zdobi czarna maska
Przepowiada się, żenada spada w przepaść
Błazenada, dziecinada wpada w letarg
Defilada, kanonada na Was czeka
Barykada, blokada, szmata w śmieciach
Alterego symbolem mojej siły
Skalpel kolego podcina Twoje żyły
Walcem jego rozjeżdżonej po twarzy
Palcem jego robili Cię Twoi starzy
Ej dziewczynko, Twoja dupa pełna spermy
Szalona lafiryndo, Tobie kapie sperma z gęby
Doisz fiuty zawodowo, to pewne
Zabiegają koguty o sztampową królewnę

Ref. Ouu, mamy ten flow
Z piekła się wziął
By ruszyć grą
Ten flow, ten flow x4
Za oknem mróz, dzień za niedługo oczy zmruży,
Zapada już błogi sen, sekunda się dłuży,
Księżyc w pełni odbija się w kałuży,
W głębi mętlik to podróż do wnętrza duszy,
Jesteś dzieckiem nieoszlifowany diament,
Otoczenie zostawia znamię w bałaganie,
Kształtowanie własnego ego proces twórczy,
Obserwowanie później działanie w drogę czas ruszyć,
Poczuć pokusy, poczuć zdradę, szukać sensu,
Poznać uczucie lęku, sentymentu no i wstrętu,
Popełnić masę błędów daleko od obłędu,
Najważniejsze to co w sercu, nie zatrzymuj pędu,
Epicentrum, iskra powoduje pożar,
Działa niczym talizman, rozświetla drogę zorza,
Jak spojrzenie bazyliszka dla wroga będzie groza,
Marzenie w Tobie dojrzewa,zostawia ślad jak płoza!

Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!

Masa tych nieprzyjemności, wrogości, rzucane kłody,
Ilu gości z zazdrości, robią się schody,
Bez litości, bez godności to ich metody,
Masz wartości to w złości nie trać głowy,
Drogowskaz pokazał drogę wędrówki,
Ona czasami przeraża to element łamigłówki,
Dumą Cię napawa każdy osiągnięty sukces,
Gdzie doprowadzi wyprawa będzie wiadomo wkrótce,
Każdy dzień, każda noc pogłębia w Tobie nadzieję,
Ogrzewa niczym koc gdy chłodny wiatr wieje,
Ogromna siła drzemie, zostaje wydobyta,
Zaczynasz się czuć jak tytan, energia jak galaktyka,
Załamanie znika, pozostaje chęć podboju w boju
Nie ma postoju, spoko już postawię na sojusz,
Spada na Ziemię piorun, nareszcie wyrwał się z sideł,
Teraz to dostałeś skrzydeł, odnalazłeś Atlantydę!

Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!

Czujesz jak energia rozpala Twoje sensory,
Rozumiesz swój potencjał, obudził się dziki goryl,
Szara eminencja wkręca się na salony, szalony
Obala kanony, jesteś uzbrojony,
Teraz doskonale wiesz jaka w Tobie drzemie siła,
Przeszedłeś każdy test nie da rady Cię zatrzymać,
Pojemna machina ruszyła, wyzwolił demon
W kolejnej stadium pokemon, Ty wiesz gdzie się podział nemo,
Jesteś jak Romeo, Twoja pasja jest jak Julia,
Oddałbyś za nią życie Ty i ona jedna trumna,
Pielęgnujesz ją jest dumna odkrywacie nieodkryte,
Zdobywacie niezdobyte płyniecie jednym korytem,
Zbudowani jak jeden organizm, jedna tkanina,
Spada lawina, podnosi adrenalina,
Stop zapanował spokój ciemność stała się jasnością,
Ty i Twoja pasja nareszcie staliście się jednością!

Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Zawsze chciał cos wiecej niz tylko widok nachlanej matki
Podrzucany do sąsiadki bo tam tylko miał zabawki
Bo tylko tam był spokój bez odoru alkoholu
Matka nie da mu spokoju bo sypie sie w pokoju
Tata był nieznany jak tak jak matka tez był pijany
Zwykła wpadka w 70 latach na prywatkach
Wróćmy do sąsiadki to dobra starsza Pani która robi mu obiadki
Nie ma dzieci bo mąz ją zostawił sie zabawił i znalazł sobie młodszą
Chuj z nim ,ona dla chłopaka daje całe dobro.
A matka sie nic zmienia pompa,bania gleba ziemia
Chłopak mysli za jakie grzechy ma tyle cierpienia
Zimny przysznic i znów marzenia rozwiane przez psychike.
Tej chołoty z osiedla on nie chce tego piekła
Dobrze widzi ze w domu doprowadzi sie do zgonu
(Boże pomóz pomóz pomóz pomóz )

Nastepny jego problem to chłopak miał nadwage
To było podłe nazywano go grubasem, schabem
Świnią tłusciochem i dużo dużo gorzej
Jednym słowem przejebane na podwórku w domu w szkole
Ta niedole chciał zakonczyc to cierpienie przerwac
Przed Panem Bogiem klękał niech zakończy się ta męka
Przed tym całym syfem uciekał w edukacje
Miał racje aspiracje lecz nie daną szanse
Bo wszyscy oprócz Starszej pani mu rzucali kłode
Tylko ona mu pomoże jednak ona musi odejsc
Musi bo taka losu kolej jej czas przyszedł
On sie dusi ona go głaszcze całuje w policzek
I Kojącym głosem mówi"osiągniesz to co zechcesz
Bedziesz tym kim zechcesz bo Masz wielkie serce
Tylko nigdy sie nie zmieniaj spełniaj swoje marzenia"
2 tygodnie pózniej trumne przykryła ziemia
Starszej Pani nie ma ale został ból i smutek
Ciągłe obelgi w budzie, matka codzien wali wóde
On nie moze tego zniesc nie ma sie do kogo zwrócic
Jest jak zbity pies który non stop ogon kuli
Sie budzic i rusza do budy wolnym krokiem
Na wstepie pod blokiem został zmieszany z błotem
"Ej grubasie jak tam twoja matka dziwka lubi
jezdzic na kutasie ostro wyjebana cipka"

To ten skurwiel co od lat w głowie robi mu burdel
To ten skurwiel co od lat traktuje go jak kurwe
Ale to zdarzenie zmienia cały bieg historii
Chłopak odchodzi musi sie na ławce uspokoic
Dochodzi do siebie rusza powoli do domu
Pekniete serducho i łzy lecące z oczu
Jest u siebie na kwadracie siada na kanapie
Juz wie co ma zrobic odmawia ostatni pacierz
Bo.Od tego momentu zycie straciło sens
On trzyma nóz w reku chce dac cierpieniu kres
Dobrze wie co ma zrobic wychodzi z domu na dwór
Zakłąda na łep kaptur powoli rusza na przód
W poszukiwaniu najwiekszej przyczyny jego bólu
Ukryty stoi z boku wypatruje go z tłumu
Widzi skurwysyna zabawia jakąs sztuke
jest kozakiem w swojej grupie cały swiat ma w dupie
kilka godzin mija kozak odprowadza szlaufa
Chłopaka teraz szansa kozak sam do domu wraca
Ciemna ulica przy której rosnie niewielki las
Chłopak wyciąga kose I tamten jest bez szans
szubkim ruchem reki dziurawi jego ciało
Które spada bezwłądnie bo zycie juz uleciało
Morał tej historii zakonczony tym nieludzkim czynem

To ze kazdy skutek zawsze ma swoją przyczyne x4
To do ciebie, niech ludzie poznają o tobie prawdę
niech wiedzą jaka jesteś, niech poznają słodką Magdę
pamiętam tamtą akcję, co do mnie powiedziałaś
jak moją matkę może ruchać typ chory na raka
szczerze to nie wiem ,ale po tym w oczach miałem łezkę
choroby są ci śmieszne jak każdy suko zdechniesz
nie radzisz sobie w życiu, to w życiu innym mieszasz
żałosne to co wrzuciłaś na Kame na neta
albo to co powiedziałaś na temat narkotyków
ona to nie ty, lepiej już nie wrzucaj tego syfu
i co to za historie, że niby do ciebie dzwonie,
że grożę chłopakowi, że to jeszcze nie koniec
dajcie spokój czekaj jeszcze kilka słów o Angli
robiłaś mnie w chuja wiedząc, że się nie dowie Dawid
pamiętasz jak mówiłem, że nigdy ci nie ufam
racje miałem, twoja misja to nigdy nie schodzić z fiuta

ReF.
To nie dis, tylko święte słowa
chciałem coś wyjaśnić, przyszła na to pora
usiądź wygodnie i posłuchaj to przez chwilkę
a zobaczysz, że ten ktoś jest w owczej skórze wilkiem
Nie nie nie to nie dis tylko świete slowa
chcialbym cos wyjasnic przyszla na to pora
usiadz wygodnie i posłuchaj to przez chwilke
a zobaczysz, że ten ktos jest w owczej skórze wilkiem

Pamiętasz ten dzień, głupia suko, kiedy umarł Damian?
twoje sztuczne łzy i w moim sercu rana
wtedy mówiłaś tak czule, pomyślałaś ,,go przytule"
a wieczorem ktoś pewnie obsługiwał cie swym chujem
razem wtedy byliśmy, lecz nikt o tym nie wiedział
Pamiętasz dzień pogrzebu, co wtedy Dawid powiedział
''proszę pojedź ze mną, bo sobie nie radze, nie mam siły''
'nie dam rady. Będzie dobrze. Idę do Pauliny.'
czy pamiętasz moją minę i to jak mówiłem 'proszę'?
największy wróg wtedy, by do domu ze mną poszedł
wtedy czułem się jak szmata, jak dziwka, jak kurwa
uważaj los odpłaca, mówili, zwykły pustak
dobrze, że cie pojebałem suko, że z tobą zerwałem
bo dzięki temu cudowną dziewczynę pokochałem
nie dorastasz jej do pięt, jednym zdaniem by cię zjadła
jesteś gówno warta i do tego bardzo łatwa.

Ref.
To nie dis, tylko święte słowa
chciałem coś wyjaśnić, przyszła na to pora
usiądź wygodnie i posłuchaj to przez chwilkę
a zobaczysz, że ten ktoś jest w owczej skórze wilkiem
Nie nie nie to nie dis tylko świete slowa
chcialbym cos wyjasnic przyszla na to pora
usiadz wygodnie i posłuchaj to przez chwilke
a zobaczysz, że ten ktos jest w owczej skórze wilkiem
Wigor:
Bądź mądry i wtocz ten głaz na sam szczyt,
trzeba mieć pare w łapach i olej w głowie, to żaden mit.
Tylko nasza intencja, żelazna konsekwencja,
dają nadzieję na to, że w końcu będzie git.
Chcemy realizować się, i spełniać swoje sny,
szczęściu trzeba pomóc wiem, reszta to już tylko my.
W rękach mamy swoje dni, uwierz użyjemy ich,
by w końcu złapać za chabety ten właściwy rytm.
Zamiast rzucać swe marzenia w przepaść, by ze zmęczenia nie paść,
rzućmy głaz, by na dobre przepadł.
Dziś nie czuję już psychicznego obciążenia,
może dlatego, że separuję utrapienia.
Człowiek z czasem zagląda w rozum coraz dalej,
a świadomość przypomina, nie żyjemy za karę.
Uwierz wiem co znaczy przejebany kryzys,
któż z nas nie miewał, choć na krótki czas, na drugie Syzyf.

Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się,
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy.
Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się,
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy.

KaeN:
Coraz lepiej się układa, załamanie znika,
coraz więcej się wymaga, planowanie życia.
Przeczucie tego, że to co złe powoli mija,
masa złudzeń, dopada Cię niedoli chwila.
Moja skóra to poczuła wiele razy już,
wiele razy tu, objął moje plany kurz.
Byłem pewny, że w końcu dotykam marzeń,
nagle znowu z góry spadł Syzyfa kamień.
I tak w kółko i w kółko życie uczy mnie,
znowu pudło mi smutno robi w duszy się.
Źle się działo, bo byłem egoistą, i ,
jakby należało się na świecie wszystko mi.
Widziałem winę wszędzie, tylko nie w samym sobie,
poznałem przyczynę, czasem mało mamy w głowie.
Może nigdy się nie uda, żebym wtoczył kamień na szczyt,
wiara czyni cuda, każda próba dla mnie zaszczyt.

Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy
Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy

KaeN:
Nieważne co by się działo,
nieważne, ile przeszkód by się pojawiło.
Na naszej drodze, dopóki mamy zdrowie,
możemy wszystko, możemy wszystko zmienić.
Zacząć od nowa, nie ma rzeczy niemożliwych,
i tylko śmierć może nas zatrzymać (tylko ona).
Mamy jedno życie (jedno),
i to od nas zależy jak je przeżyjemy, zrozum.
Prywatnie poniosłem i nadal ponoszę serię porażek,
to jest mój pierdolony kamień Syzyfa.
We mnie mam muzykę, która daje mi siłę i wiarę (kocham to),
w pogoni za marzeniami, trzymam je przy życiu, ty matole.
Zrozum, wierzę, że każdy z nas w końcu wtoczy,
ten kamień na sam szczyt, z Bogiem.

Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy
Cały czas, Syzyfowy ten oto głaz, toczy w górę się
nowy dzień szansą na zmiany, szansę zawsze mamy
Dobry chłopak jest, tyle że nie doceniany,
Zachwiana wiara w Boga, to co było jest za nami.
Nie bój się, tyle razy sobie mówię, choć często boję się i równowagę gubię.
Przepraszam, za to że bliskich ranię, za te grzechy Panie,
Dla niektórych osób jestem draniem,
Kochanie, tamte dni to dla nas już jest przeszłość,
Było pięknie, ale to też było piekło.
Pękło, jak kolejna butla na tym stole, dzisiaj znów się zapierdole
Dzisiaj znów jestem. Polej!
Czołem, dla wszystkich tych którzy to z serca,
Lekcja pierwsza - trzeba w życiu się streszczać

Bo jest jedno, a drugiego nie wygramy, bo jakby nie było to ten rap kochamy. x2
Nawet jakby to nie miało sensu,
Jestem tu, tu w tym miejscu,
Nawet jakby wszystko już zawiodło,
Leżysz na glebie to ,się podnoś. X2

Nie ma że nie boli no i się pierdoli wciąż,
Alkoholowy ciąg, nie do zmiany siebie dąż
Trudne otoczenie, dookoła same wałki,
Nawet jak jesteś sobą to często serce krwawi
Się naprawić często nie da, no bo wszystko już zepsute,
Przyczynę znasz chłopaku no to teraz podaj skutek,
Modlę się do Boga, za tych co przy moim boku,
Ogarnia nie raz trwoga, ale ważny ducha spokój
Pokój dla pięknych kobiet I dla moich braci,
To dobre są chłopaki, co się kurwo gapisz?
Napisz pierwszy dobry tekst, ja miliony godzin siedzę,
Rękę dam koledze, robię rap, a nie bredzę.
To jest tak, że tylko liczy się dług wdzięczności,
Napierdalam w głośnik słowa wypluwane w złości
Daję radę, radę daje razem z nimi, nie ma że nie było , chuj ..
Pisz !

Nawet jakby to nie miało sensu,
Jestem tu, tu w tym miejscu,
Nawet jakby wszystko już zawiodło,
Leżysz na glebie to ,się podnoś. X2
Ref. x2
To, to ten rap gram bo
To mój tlen więc jazda
HWDP proste
Pu, pu, puść to głośniej

Siema chłopak, nawijka na bitach, wita cię szajba
Zajeb focha bo mój styl jest dużo lepszy twój maybach
Ludzie nocy noszą kosy, chłopaki robią deal, posyp
Zapal bongosy taki właśnie polski team
Żyj albo umieraj dziś diabeł na audiencji
Weteran napiera i nie bierze za to pensji
Ku pamięci dobrych ziomów bo dla nich teraz skona
Nie wpierdalaj się z tym kiczem lepiej wracaj do przedszkola
Zdrowia dla tych ludzi, którzy wiedzą co to znaczy iść na żywioł
Ulica nie śpi, nowe treści, epizod
Ty kradniesz bo masz fobie, drugi bo ma dziecko głodne
To obłęd, że polityk zarabia naszym kosztem
Walka o chleba kromkę, skrywane ludzkie grzechy
Idź do agentury jeśli trzeba ci uciechy
Buntownicze pokolenie o systemie głośno krzyczy
Prawdziwy rap to prawdziwa sztuka ulicy

Ref. x2
To, to ten rap gram bo
To mój tlen więc jazda
HWDP proste
Pu, pu, puść to głośniej

Wychodzę z bramy, znowu ten sam typ jest najebany
Bo dla ciebie to jest menel, dla mnie to człowiek przegrany
Plany tu niech się sypią, dziwki tu niech się sypią
One szukają sponsora by zarobić swoją cipą
Idę, ktoś mnie zaczepia, prosi o jałmużnę
Jeśli mam to tobie dam, chociaż mam niewielki budżet
Rejon metra na śródmieściu psy zatrzymują mnie w przejściu
Noszę dres, jestem łysy to czeszą na wejściu
Chuj w dupę fuchę taką mieć to żenada
Bo to pies na układach gruby hajs tu zarabia
A ja wracam na ulicę by zarobić na jedzenie
W kiermanie hajs liczę i znów łapie mnie wkurwienie
Zaciśnięte pięści, jak HG z ulicy wieści
Tego syfu w bani czasem nie da się pomieścić
Buntownicze pokolenie o systemie głośno krzyczy
Prawdziwy rap to prawdziwa sztuka ulicy

Ref. x2
To, to ten rap gram bo
To mój tlen więc jazda
HWDP proste
Pu, pu, puść to głośniej
Witaj mordo, składam litery dusząc w sobie łzy
Ja po stokroć jestem wdzięczny, że byłeś przy mnie Ty
Z obłoków to widzisz, że nie jestem już szczeniakiem
Nikt nie był na to gotów, że pożegnasz się ze światem
Byłeś, jesteś, będziesz bratem, zostanie w pamięci zapis
Wiesz, nie posiadam żadnej Twojej fotografii
Mam wspomnienia, pamiętam te dobre rady
Czas wiele pozmieniał, nigdy więcej nie zbijemy graby
Lekką niech Ci będzie ziemia, nadzieja, że tam Ci jest lepiej
Słońca promieniem piszę, bo tak mówi mi natchnienie
Sumienie względem Ciebie zawsze było czyste
To o czym myślę, to wysyłam w tym liście
Kiedy tylko widzę iskrę na niebie, jestem pewien
Że to znak od Ciebie, czuwasz nade mną, w to wierzę
Nie cofnę czasu, mamy dbać o Twoje dobre imię
Spotkamy się chłopaku, kiedy śmierć mnie zawinie

Ref.
Pozostały wspomnienia nam, Ciebie nie ma
Chłodne dni, ciemne noce, coraz bliżej
Pochłonie czarna ziemia nas
Strata przyjaciela, łzy, jeden moment, w sercu żyjesz x2

Tyle godzin spędzonych na rozmowach, nasze plany
Nadal boli, te słodkie, gorzkie słowa, w nas zostały
Los ugodził, prosto w serce został wbity sztylet
Bliskich dobił, gdy każdy otrzymał tragiczną nowinę
Mordo, co tam u mnie? Szlifuję dar mi dany
Pogląd, działam czujniej, musiałem dokonać zmiany
Odtąd dragi dla mnie to już tylko przykra przeszłość
"Nie odchodź" mówiły, zostawiły na mnie piętno
Zwycięstwo odniosłem na tej płaszczyźnie
Życia piękno, odnalazłem siłę by zawrócić Wisłę
Byłbyś dumny, poznać Ciebie to był zaszczyt
Oddaję Tobie hołd, daleko stąd na mnie patrzysz
Anioł stróż trzyma dłoń na mym ramieniu
Kraina wiecznego snu zabrała Cię przyjacielu
Nie cofnę czasu, mamy dbać o Twoje dobre imię
Spotkamy się chłopaku, kiedy śmierć mnie zawinie

Ref.
Pozostały wspomnienia nam, Ciebie nie ma
Chłodne dni, ciemne noce, coraz bliżej
Pochłonie czarna ziemia nas
Strata przyjaciela, łzy, jeden moment, w sercu żyjesz x2
REF. x2
Stracic latwo godnosc , gdy zycie patologia
Czesto wychodzi podlosc , staje sie analogia
To moralny upadek to codziennych zdarzen swiadek
Czesto przez przypadek traci sie rownowage

1.Diabel kusi nas na codzien , tylko glupi nie odpowie
Czarne kruki miejskich schorzen, dlugi, bostwa i rozpusta
Tlusta z lustra (?) torba, dobrze wiem to morda
Rzadza doznan nas urzadza tak jak rzadza pieniadza
Chorda dziw lubiacych syf , zdziry kochaja banknoty
Zapach floty, drogie gabloty, piekny polski zloty
Plus dobry modny klub , masa tych wygodnych dup
Dupa tak zarabua wsrod bardzo podobnych suk
Szkoda gadac jak te suki czesza kieszen,
szczerza zeby i czekaja na kolejny prezent
Jest jak w niebie , nie tylko ty ja jebiesz, chlopak
konczy sie koka,gouda , flota zeby zalac pake
Juz cie nie kocha bo pierdolisz zwykla blache
Byla bo ty miales kase tymczasem zachowaj klase
To XXI w. witamy w Polsce,
nigdy nie myl tego z jakims tanim moralizatorstwem.

REF. x2
Stracic latwo godnosc , gdy zycie patologia
Czesto wychodzi podlosc , staje sie analogia
To moralny upadek to codziennych zdarzen swiadek
Czesto przez przypadek traci sie rownowage

2.To depresja , ujemna materia rodzi patologie
Alko jak bakteria , problem czesto staje sie nalogiem
Bowiem czarny omen nigdy nie odstapi kroku
Powod dowod na swoj sposob kazdy ma poryty globus
Pokus masa, kasa rozjebana w automatach
Cala wyplata zatopiona zostaje w (?)
Zywot na minusie na spolecznym marginesie
To procent pozwala na chwile zapomniec o stresie
Niesie smierc zbiera zniwo to powiedz alkoholikom
Ktorym sens zycia splynal w rynsztok,sensu nie widza
Wyszlo tak a nie inaczej pija, zala sie nad losem
Zgnija razem z tym chaosem , kazdy z nas stanie sie prochem
Kazdy z nas bedzie sadzony, kazdy bedzie musial odejsc
Wazne w jakim stylu czlowiek i czy z samym soba w zgodzie
To XXI w. witamy w Polsce,
nigdy nie myl tego z jakims tanim moralizatorstwem.

REF. x2
Stracic latwo godnosc , gdy zycie patologia
Czesto wychodzi podlosc , staje sie analogia
To moralny upadek to codziennych zdarzen swiadek
Czesto przez przypadek traci sie rownowage
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo