Owal Emcedwa

Tak, kurwa
Właśnie tak, Epizod III
Wirus, wirus, wirus
Właśnie tak

Miasto pod napięciem zapierdolę spięcie
Złączę te przewody, nie będzie prądu w mieście
Albo zrobię to tak, że go będzie więcej
Kontroluję to wszystko jak na macie Sensei
Wyłączam główny włącznik bez litości
Rozpierdolę to w pizdu i zainicjuję pościg
Niech biegną ci wszyscy co w duszy są pizdy
Ja zrobię to pierwszy i wygram wyścig
Otwieram gniazdo, notebooka w sieci ciasno
Jeden klawisz wcisnę i uśnie miasto
Mam kontrolę jak wirus, weŹ Owal nie świruj
Opanuję to łączę potem z precyzją jak chirurg
Ilu z was chciało zrobić to wcześniej?
Ja robię to teraz i mam otwarte przejście
Rozpracowanie blokad zajęło pięć sekund
Ej zmienisz zdanie, ja wjebałem się do netu

Ref.x2
Jestem pierdolony wirus, sprawdŹ mnie
Mam precyzje tak jak chirurg, sprawdŹ mnie
Jak się wjebie to już koniec, sprawdŹ mnie
Zaraz twój komputer spłonie, to już koniec

Mam dostęp, sprawdŹ, zobacz jakie to proste
Dane są cenne wiem jak zrobić z nich forsę
Firewall spłonął zanim zdążył się włączyć
Ja obchodzę takie gówna ty w tych gównach błądzisz
W parę sekund mam kontrolę nad systemem
Jestem binarne jeden, a ty binarnym zerem
Ustalam tu prawa, twój dysk to ma enklawa
Zaraz zrobię tu pogrom więc powiedz danym nara
Jakiś głupiec wymyślał antywirus to fikcja
Nie opanujesz mnie jakimś programem do IRC'a
Gadu-Gadu klik-klik i nie ma już gadów
Koniec tego syfu, emotionek i spamu
Twoja poczta to...ha! jaka poczta?!
Nie czytam jej bo...ha! nie mam podstaw
Zaraz zniknę nie masz żadnych danych
Jesteś typowy lamus z komputerem od mamy

Ref.x2
Jestem pierdolony wirus, sprawdŹ mnie
Mam precyzje tak jak chirurg, sprawdŹ mnie
Jak się wjebie to już koniec, sprawdŹ mnie
Zaraz twój komputer spłonie, to już koniec
Miałem twoje wsparcie, znamy się od dawna
Nasz dom to cyberprzestrzeń i betonowe bagna
Rzeczywistość, ta na serio i wirtualna
Bit za bitem, rozmowy bez bitew
Ja dałem słowo w tekstach ostrych jak Decksa
Z 2000 epizodu część pierwsza
Ty zrozumiałeś mnie i vice versa
Sprzedałem część siebie zakodowanego w wersach
Byłeś wtedy ze mną? teraz pytam serio
200 Verbatimów puszczonych jedną serią
Reprezentujesz Poznań, Emcedwa poznaj
Liryczny korsarz, bez opcji na source'a
Nikt nie chciał być gwiazdą, przecież one zgasną
Ale zanim spadną potrafią świecić jasno
Trudno o tym myśleć i brać za rap banknoty
Bierze każdy, lecz nie każdy mówi o tym

[x2]
Wybierz, kiedyś byłeś ze mną, wiesz?
Miałem twoje wsparcie, to trzecia płyta
Ty, ja nie pytam czy jesteś ze mną
Tak na serio, sam wybierz, rap z bitem

Mam twoje wsparcie, znamy się od dawna
Rapnastyk na mieście, w radio Owal rapgra
Audycja co tydzień, podobno nieŹle idzie
Wiesz, lubię polski rap, taką drogą idę
Niektórzy się zawiedli, rapnastyk ich zemdlił
Nie było bloków, więc nie było też osiedli
To była moja droga, bit plus dobry wokal
Nagrane po swojemu, ty sprawdŹ towar
Ta, jesteś teraz ze mną? pomyśl czy na pewno
Płyta była lightem, legal stał się faktem
Po oceanie krytyk popłynął tak jak Lajner
Fajnie, wygrałem bitwę a słabych zjadłem
Przed epizodem III poszedł klip trzeci
Owal, Drużyna A, jakoś tak to leci
Z Mezem szukaliśmy [?] choć pewnie go nie znasz
No i 5-2 w UMC, co? nie jest tak?

[x2]
Wybierz, kiedyś byłeś ze mną, wiesz?
Miałem twoje wsparcie, to trzecia płyta
Ty, ja nie pytam czy jesteś ze mną
Tak na serio, sam wybierz, rap z bitem

Dasz mi swoje wsparcie, znamy się od dawna
Epizod III, rap leci, trzeci raz ja
To trochę inna płyta, czemu? weŹ nie pytaj
Wbijam te wokale u Donia w Obornikach
Tutaj płynie mainstream w chromowanej wersji
Jestem niezły, mam zbudowany prestiż
Podziemie to wyspa, z której dawno znikłem
Jestem tu, sprawdŹ to, nagrywam znów płytę
I mówię jasno, odstawiam na bok Paschalską
Nie ma dissów, więc weŹ się nie popisuj
Nie pcham się na maxa jak 323 Mazda
Przepraszam, nie słyszałeś tego pancza?
Będziesz teraz ze mną? wiesz, drogę masz jedną
Nie możesz uciec, to nie Snoop i nie Tedrow
Ja pozostanę sobą, nie wiem co będzie z tobą
Rap to niezbędny toboł, to ostatnie słowo

[x2]
Wybierz, kiedyś byłeś ze mną, wiesz?
Miałem twoje wsparcie, to trzecia płyta
Ty, ja nie pytam czy jesteś ze mną
Tak na serio, sam wybierz, rap z bitem

Wybierz...
Raz, dwa, trzy
Pewnie każde z was ma takie chwile, kiedy wstaje rano
Kiedy musi podnieść się z łóżka
Kiedy musi iść do pracy
A jest godzina wpół do szóstej
I siedzieć tam osiem godzin albo więcej
Wiem jak to jest i wiem jak to może być
Emcedwa

Godzina piąta minut trzydzieści piątek
Budzi mnie głos matki - wstawaj już po piątej
Na szóstą idziesz do pracy więc Jacek
Nie możesz się spóŹnić, cieszy się, że ma pracę
Minus dwa za oknem, grad, chwilę siedzę tak
Sąsiad wyprowadza psa, włączam jakiś rap na parę minut
Wchodzę do toalety z wykrzywioną miną
Zrywam z twarzy sen zimną wodą z rur
To się dzieje tu, Owal, jeden ze stu
To mój własny serial jak "Moda
na sukces"
Za kilkanaście minut w tramwaju usnę
Boję się, że usnę łykam wody z Lidla
Gdy wychodziłem nas zmienił się na bitnaz
Szukam jakiejś kasety czując sen na plecach
Biorę jakieś gazety i pakuję plecak

To się zbiera i nie wiesz kiedy pęknie
To się zbiera i nie wiesz kiedy pęknie
To nie jest piękne
to może być piekłem
To nie jest piękne to może być piekłem [x2]

Jacek wyrusza w miasto, bo kocha pracę
Choć zamarzają łzy, nie jest zły, nie jest z tych
Ta sama droga, parę minut na pętlę
Czy to nie piękne? kurwa życie jest piekłem
Ręce schowane w kurtkę, zimowa czapka
Codzienne życie Jacka z dala od płaszcza
Znów dojdę na Górczyn gdy odjedzie piątka
Poczekam na czternastkę, wsiądę do środka
Znów mijam schody, pamiętam pierwszy klip
A pod przejściem pamiętam pierwszy 3-6 flip
Na pętli poznałem Aśkę, tak zaczęły się
Spotkania z Jackiem, pamiętam pierwszą randkę
I to jest piękne, życie nie jest piekłem
Choć odjechała piątka na którą biegłem
Zostaję sam na przystanku i myślę OK
Jutro wolne nie mam planów na sobotę

To się zbiera i nie wiesz kiedy pęknie
To się zbiera i nie wiesz kiedy pęknie
To nie jest piękne to może być piekłem
To nie jest piękne to może być piekłem [x2]

Jutro weekend, tylko za to lubię piątek
Za ten moment gdy zalewam kawę wrzątkiem
Za te chwile, kiedy czuję, że jest dobrze
I za życie, że jestem i mam się dobrze
Ci co nie wierzą w siebie kończą w Tesco
Gdybym nie uwierzył w siebie skończył bym kiepsko
Możesz mówić co chcesz jednak przyznasz mi rację
Praca nie hańbi lecz ma dawać satysfakcję
Nie jarał mnie ZUS, za to bolał mnie łeb
Przez tysiące ustaw na tysiącu stert
Wiesz jak to jest, trzeba połknąć bakcyl
W każdej chwili mogłem zrobić głupstwo wracając z pracy

To się zbiera i nie wiesz kiedy pęknie
To nie jest piękne to może być piekłem
To się zbiera i nie wiesz kiedy pęknie
To nie jest piękne to może być piekłem [x3]
Jak oceni moje miasto nie wiem
Nadzieja wiarą jest podparta
Nowy MC nowa twarz, młody jestem
Nowa twarz, młody jestem
Nowa twarz, młody jestem
Nowa twarz
Rap-na-styk, na-styk, na-styk
Powrócą tamte dni, powrócą tamte chwile
Upłynie trochę czasu, pytanie tylko ile?
Pytanie tylko ile? pytanie tylko ile?
Rap-na-styk, na-styk, na-styk, na-styk
Na zawsze pozostanie miasto Poznań moim miastem
Miasto Poznań moim miastem
Miasto Poznań moim miastem
Rap-na-styk, na-styk, na-styk, na-styk
Życie dało mi szansę, którą muszę spłacić
Dało mi szansę, której nie mogę stracić
Niejeden z was pewnie chciałby dostać szansę
By zamienić stanie w bramie na płatną pracę
Dostałem szansę, by zamieniać słowa w płyty
I twardy pancerz, bez niego byłbym nikim
I szczęście, bez którego nic nie zrobisz
To element, bez którego nie odnajdziesz drogi

Mógłbym różnie skończyć, w końcu miałem wybór
Jednak wolę grać
w meczu niż oglądać go z trybun
Kumasz? miałem szansę na swój biznes
Wolę śmigać na koncerty niż wozić pizzę
Mógłbym biegać po osiedlu i rozwozić towar
Jednak wolę swoje myśli pakować w słowa
Dostałem szansę, ciekawe, co ty byś zrobił
Miałem siły na wyprawę po te parę złotych
Wiem, że trzeba mieć pasję by ukończyć projekt
I, że trzeba mieć kasę, żeby iść na swoje
Jeśli to połączysz dobrze to jesteś królem
Możesz spać do jedenastej i zmienić furę
Musisz tylko dostać szansę, wziąć ją i wygrać
Nagranie własnej płyty to tylko przykład
Jedna szansa, jedno życie, jedna próba
Moja szansa jest na tym bicie, wiem, że się uda

[x2]
Jedna szansa jak jedna droga
Masz wybór, nic więcej nie mogę dodać
Każdy ma swoją szansę i swoje sprawy
Swoje życie, swoje cele, swoje plany

Może to dzisiaj zrobię to, co zrobić przez cień życia
Chcę tylko w myślach i tylko szybka decyzja uratuje mnie
Bo czuję ucisk tworzenia, jestem tu dla moich ludzi
Nic się nie zmienia, miasto budzi się osiedli cieniach
Nudzi się tym, którzy tu usiedli bez myślenia
O jutrze lepszym, bo jeśli wierzysz spełnisz marzenia
Wierzysz, to wszystko, co masz zacznij doceniać
I zacznij od teraz o przyszłość walczyć
Zacznij się zmieniać tak by los był łaskawszy
Wiesz, bo jeśli też chcesz żyć lepiej niż reszta
Musisz dystans do szczęścia zmniejszać
A będziesz pamiętać o tym jeszcze długo potem
To ten dzień, co cień zrzucił z powiek
Cokolwiek powiesz muszę temu dowieść tutaj
Z mądrych słów płynie nauka, ja cały czas ich szukam
To sztuka dobrych wyborów leży w intuicji
To utarg doświadczeń w bagażu wielu decyzji
Droga do upragnionych wizji jest w tobie
Więc by wygrać wyścig poukładaj myśli w głowie
Ja też to robię, by każdą szansę wykorzystać w pełni
Żeby te wszystkie plany dały sens na tej ziemi
Przecież nie chcemy się cofać, lecz iść po zwycięstwo
Już dziś zacznijmy budować to królestwo

[x3]
Jedna szansa jak jedna droga
Masz wybór, nic więcej nie mogę dodać
Każdy ma swoją szansę i swoje sprawy
Swoje życie, swoje cele, swoje plany
Refren x2
Oto chwila toastu / za wszystkich nas tu
Za odrodzone miasto / za złamany zastój
Za polskiego słuchacza / za dobry w chuj nastrój
Owal / Drużyna A / All-Star Poznań / jestem tu

[Doniu]
Razem z chłopakami zagapiony w przyszłość
Siedzę w studio myśląc / że jednak w końcu wyszło
I nie tylko przy browarku / ławce / ulicy i w klubach
Ale / w duszach i w działaniu / marzyć to chluba
Poznań All-Star / Panta Rhei / A / na legalu
Zawsze w naszych miastach / na pytanie jak - pomału
Trinken-Kulanken / a my ciągle przed siebie
Raz dzień nam skopie dupę / a raz noc po plecach klepie
A my dajemy radę / stare prawa wcielać w życie
Cwaniaków punktować / bo nie trzeba być na szczycie
Aby wersy jak tornada oplatały całe miasta
Prowincje / ulice / oddadzą nam wiele w zastaw
Żeby posłuchać nagrywek nowych / wypić za produkcję
Choć jednego za nas spalić / a o punkcie
WLKP na mapie / z uznaniem wycedzić słowa
Zajebisty rap i choć nie może nas wychować
To opowie co jest grane / jak hulają się ziomki
Jak lokuje ślepe prawo / jak łebki wchodzą w życie
I przestaje być zabawą / dziś sianko i debety
Urywają nam sen z powiek jak kobiety po nocach
Wiem / powiem - rap dla niektórych towarem
Ja dla niego całym sercem / nigdy nie kolorowałem
Tak było i będzie / mnie to wali / co się stanie
Pamiętajcie / A Drużyna / Owal / znamy swe zadanie

[Liber]
Poznańskie centrum / zima / południe mroźne
Stoi koleś łysy / rysy twarzy groźne
A my z Doniem ostrożnie / podbitka
Zapinam polar / patrzę na typa
To była widocznie boska wola
Teraz Owal aż po dni ostatnie
I nie tylko w rapie dusze nasze bratnie
Nim otworzą się zapadnie niech zawładnie wami nasza bryza
Świeży towar / weź sobie gryza / to jest wiza
Na to żebyś teraz widział / usłyszał / wreszcie dotknął
Nasza scena jak najbardziej godną / płodną
Z coraz bardziej głodną / zajebistą publicznością
Z nami rosną / z radością patrzę jak zęby ostrzą
Więc jestem tu / pisząc w menu dla ich wyżerek
Z nut i literek / łączę je bez usterek w jeden szereg
Bo to lubię / dziś tak zwane featuringiem
U przyjaciela gościnnie / złap ten rap / on jest dopingiem

[Refren x2]

[Owal /Emcedwa]
Próbowałem wielu rzeczy i za każdym razem
Pamiętałem żeby żaden kamień nie stał się głazem
Żeby droga była prosta / a sumienie czyste
Nie chciałem degradacji na przegranych listę
Postawiona poprzeczka ciągle podnoszona w górę
Ja uczyłem się miłości / a ty wciągałeś chmurę
Teraz jestem / jestem / z zaliczonym testem
1:0 dla mnie / mogę mówić / że żyję
Czasem potrzebuje chwile by zrozumieć od początku
Co jest najważniejsze / czuwam by nie stracić wątku
To piękne / odnaleźć w człowieku wsparcie
Poszukaj raz / a dobrze / to nie limit na karcie
Komu mam zawdzięczać / że nadal jestem
Ręki gestem wybijam się jak przester
Nie raz tęsknię / prawda bez ściem
Dzisiaj z wami / jutro solo jak O.S.T.R.

[Kris]
Kolejny Wielkopolanin zdający legalny egzamin
Maszeruje bez przystanków / ciągnąc tych / co idą za nim
Wspólnymi siłami / zawsze łatwiej bagno przebrniesz
Wróg / grom / sztorm / stoisz mocno / nawet nie drgniesz
I ja też pewnie stąpam po kolejny kompakt
Udowadniając tym / którzy mieli mnie za głąba
Że osiągnę / to co każdy z nich pożądał
Z chęcią bym to oddał / za wieczną łaskę u tego
Który będzie nas osądzał / żądza pieniądza kontra kodeks
Mam go i nie łamię / bo to jest skuteczny środek
Aby trzymać się swej ścieżki
Szczerze / zazdroszczę tym / którzy już ją przeszli
Cisza / spokój / bez presji / a tu świat pełen agresji jak wrestling
Lecz nie zrezygnuję / zastosuję większy presing
Dlatego mówię głośno / chcę by wszędzie to doszło
Wielkopolska jest tu i wypierdala cię w kosmos

[Refren x2]

[wszyscy x2]

Owal / jestem tu / Liber / jestem tu
Kris / jestem tu / Doniu / jestem tu
Oborniki / jestem tu / Poznań / jestem tu
[Owal /Emcedwa] All-Star Poznań / do końca będę właśnie tu (tu
Miej serce, patrz w serce, patrz na mnie
Panczlajner, pojedziemy z tym bagnem
Miej serce, patrz w serce, Emcedwa
Robię to nieŹle, przelewam serce w wiersze

Kiedyś na ulicy nie patrzeliście na mnie
Teraz mam flow, mam fame, dziewczynę i frajdę
Wy macie mokre topy, dziwki mają popyt
A ja pięć lat już kocham i nie mam dosyć
Aśka, tylko moja i na wyłączność
Jest bosko, na wakacje
poza Polską
Wiesz to nie to słonko, co nad Bałtykiem
Moja dupa na basenie jak w dobrym klipie
Jest słodka jak Snickers, fajny balet i fale
Woda jest ciepła, usta
jak nektar, chcę tak na stałe
Ty sprawdŹ jak to jest, ona kocha, ja kocham
I kochała mnie zanim wiedziała kto to jest Owal
Życie jest piękne, mamy plany i szczęście
Kochałem mocno, kocham, chcę kochać więcej
Dalej, leć na forum, znowu pojadą dziwki
Ty nadal jesteś dzieciak choć nosisz stringi

[x2]
Miej serce, patrz w serce, patrz na mnie
Panczlajner, pojedziemy z tym bagnem
Miej serce, patrz w serce, Emcedwa
Robię to nieŹle, przelewam serce w wiersze

Kiedyś na ulicy spotkałem moją pierwszą
Jestem z nią po dziś dzień choć bywało cienko
Jest, jest nią, była nią i nią będzie
Mic [?] 4real, księżniczka i baby
Nie znałem ich wiele, ta pierwsza to mój dogmat
Patrzę po znajomych, innych nie chcę poznać
Poznań to miasto, masz hajs to masz to
A znaleŹć coś naprawdę to nie jest łatwo
Wiesz o czym mówię, ta zwrotka to nie bubel
Nie szukaj szczęścia w klubie ani w pubie
Tego nie ma na mapie, ty, serce to nie papier
Kartka nie jest kluczem jak słowa w rapie
Miej serce, patrz w serce, szybko
Syntetyki jak bristol ładnie
tylko się błyszczą
Chcę być z nią blisko, mieć wspólną przyszłość
Tobie też tego życzę i to wszystko

[x2]
Miej serce, patrz w serce, patrz na mnie
Panczlajner, pojedziemy z tym bagnem
Miej serce, patrz w serce, Emcedwa
Robię to nieŹle, przelewam serce w wiersze
Nie wiem czy wiesz co oznacza ten skrót
Ja to mam, jestem nim, Emcedwa crew
Mam korzeń w rapie, łapiesz to czy płaczesz
Pysk na kłódkę to nie błyszczyk z [?]
Polski przepych, energia bez fety
Daję mocne wersy, cięte teksty
Wiesz, naucz się trzymać dobrze Shure'a
Ja z nim biegnę w Polskę, ty idziesz o kulach
M do C jak cel na mixtaśmie
Właśnie dla niektórych to nie jest jasne
To nie destrukcja, złoty nie wpływa na zwrotki
Owal potnie cienkich ostry bit nie potnie
Rap sztuka słaby sławy nie ma co szukać
To nie klocki więc uważaj na poślizg
Mic to moja dziwka, pluję jej do pyska
To duet jak Sistars, champion bez mistrza

[x2]
M do C, noszę tytuł z klasą
I M do C, rap podparty pasją
M do C, to Świerczewo, B75
M do C, Emcedwa, rap gra

Ej, odsuń się od bandy to tabu jak blunty
Dym się nie unosi i na tym stańmy
Emcedwa to się mówi z dumą
Jestem kulą energii jak jeden Kulomb
Masz dziarę jak Bolec, chyba sztuczną
Te karty na stole każą ci polec
Jestem wielki szu, inżynier słów
M do C teraz tu jak bit do snu
Znoszę tytuł z klasą, Poznań to mój bastion
Obronię to miasto przed pop inwazją
Nie szukam idoli, rosnę w klubie Olimp
Szukasz dobrych rymów? weŹ je policz
Co jest? mama nie mówiła, że nie wolno
5-10-15 rozpoczął się horror
To jest rap, tak to ma wyglądać
Anty-hip, anty-hop, anty-pop więc morda

[x2]
M do C, noszę tytuł z klasą
I M do C, rap podparty pasją
M do C, to Świerczewo, B75
M do C, Emcedwa, rap gra
Ostatnie kilka minut jakby za szybą
Zaraz się obudzę, zobaczę znany widok
Dzwoni budzik, nie mam siły by się podnieść
Ale już za parę sekund nie ma śladu po mnie
Idę do kuchni zaraz włączę toster
W radio politycy naprawiają Polskę
Szybko zalewam kawę, tak zaczynam dzień
I wypijam tu od razu by przegonić sen
A za oknem ktoś pakuje się do pracy
I wychodząc z domu na zegarek patrzy
Ktoś odpala papierosa i prowadzi psa
Inny żegna dziewczynę i zostaje sam
To kolejny dzień, może dzisiaj trafię szóstkę
I zobaczę uśmiech na obiciu w lustrze
Spoko, jutro zacznę to od początku
To mi daje siłę działać w nowym tygodniu

[x2]
To kolejny dzień i kolejne sprawy
Wiesz, jedno wiem, nie ma, że nie dam rady
Nie, to kolejny dzień, który znowu zacznę
Może to będzie ten, który da mi szansę

Były chwile, gdy myślałem, że to koniec
Jednak miałem pasję, która w sercu płonie
Były chwile, gdy myślałem, że nie warto
Jednak miałem siły tyle, żeby stanąć twardo
Mam marzenia, bo bez nich nie widzę celu
Masz ambicje, to dobrze, tym się kieruj
I nie pozwól by ktoś w tobie to ugasił
Taki człowiek pewnie nie ma w sobie pasji
Melancholia zrobi wszystko byś się poddał
Ignorancja zrobi dużo byś ją lepiej poznał
Przyjaciele zrobią wiele żebyś wygrał
Trzeba tylko stawiać cele byś rozwiną skrzydła
Kolejny dzień daje ci kolejny impuls
A spokojny sen bywa lepszy od dopingu
Chyba warto mieć marzenia na kolejne dni
Ludzie je spełniają, jestem jednym z nich

[x6]
To kolejny dzień i kolejne sprawy
Wiesz, jedno wiem, nie ma, że nie dam rady
Nie, to kolejny dzień, który znowu zacznę
Może to będzie ten, który da mi szansę
Słońce i deszcz kontrastują się wzajemnie {x8}

[Owal/Emcedwa]

Słońce i deszcz kontrastują się wzajemnie
Po mieście się przemieszczam bezimiennie
Wpieprzony w to bezdennie / przyjmuję / życiowe lekcje
Odpowiadam sam za siebie / jak insekty za infekcje
Wszędzie są kontrasty / ja mieszczę się w tym na styk
I znowu po raz nasty / spowiadam się przed lustrem
Panienki z dużym biustem / dziewczynki z zapałkami
Ja się wożę z buta / a cwaniaczki gablotami
Widzisz to / co ja widzę / czy nie?
Te różnice / popatrz na ulicę / kontrasty
To epizodów blaski / rap kontra trzy paski
Polska rzeczywistość / prawdziwość bez maski
Wszystko to jest proste jak z dyskoteki sunie
W sumie / miasto rodzi kontrast / nigdy opcja constans
Tak jest i pewnie się nie zmieni
Nie jestem jeszcze w niebie / lecz już nie dotykam ziemi
Jadę po tym wszystkim / disco koniec bliski
Eksterminuje syf / jak Stalin zrobię czystki
Dla nich dziwek piski / a dla mnie satysfakcja
Prawda / wierność / miłość / nie negacja

[Refren: Owal/Emcedwa x2]

Od zawsze kontrast / pogarda i poklask
Zestawione razem dają szczery życia obraz
Zobacz sobie to wtedy gdy latarnie zgasną
Kontrast / ulice / życie / miasto

[Peja]

Pełen sprzeczności obraz / uwydatniona różnica
Kontrasty życia / niezatarta granica
W poglądach różnica / każdy świat widzi inaczej
Ja trzeźwo oceniam każde z przeżytych wydarzeń
I tobie dobrze radzę - zwróć uwagę na szczegóły
Przez różowe szkła nie zobaczysz kontrkultury
Która w znacznym stopniu rządzi bo wynika z przekonania
Ważne w dobrym Rapie i podkładach dokonania
I kolejny dzień / to dla was / on nie może być straconym
Zanim odpadniesz na wyciąg mam kolejny track złożony
Łapiąc się półśrodków tak jak chory paliatywu
Daję radę w życiu / które nazwałeś kurestwem
Często niebezpieczeństwem / ale też błogosławieństwem
Gdzie nażarty na bank nie zrozumie głodnego (kontrast)
Betonowe Lego kontra apartamentowce
High life i wieżowce / bezdomni i dworce
Wystawione na pożarcie licznie zagubione owce
By swój marny los odmienić wysiłki bezowocne
Na zmniejszenie kontrastu pozbawieni perspektyw
Bez monety w kieszeni / ludzie wciąż przyzwyczajeni
Do życia bez odcieni / są w szarościach pogrążeni
Banałami omamieni z tanich czasopism / sztampa
Całe życie w kontrastach / stereotyp dla mieszczaństwa
Gdzie 22 % to wojewódzkie miasta
To się dzieje w naszym kraju wykarmionym tanim chłamem
Mała europejska wioska z mózgu wielu ma papkę
Zachwyt nad wielkim jabłkiem / które chciało mieć monopol
I władzę nad światem / lecz niektórzy swego bronią
Bój na światowej arenie / czołgi kontra kamienie
Przelać krew / siać zniszczenie / fanatyzm / propaganda
Zrujnowana prowincja / mocno przeludnione miasta
W których ciśnienie wzrasta / tu etaty / bezrobocie
I do zarobienia krocie w nielegalnej robocie (w nielegalnej robocie)

[Refren x2]

[Wiśniowy]

Gdyby wszyscy byli dobrzy / każdy mówiłby dzień dobry
Każdy do pomocy chętny / czy popełniałby ktoś błędy?
Gdyby każdy był uczciwy to czy świat by był prawdziwy
Gdyby wszyscy byli zdrowi / gdyby każdy się dorobił
To czym byłoby bogactwo / gdyby znikło stąd łajdactwo
Zbrodnia / ściema i krętactwo / wszyscy mieliby tak łatwo
Że różnicy byś nie widział / kto jest człowiek / a kto świnia
Tylko kontrast nas tu trzyma / kontrast to jest ta przyczyna
Która uświadamia błędy / mówi tobie - nie idź tędy
Zostań / pomyśl i porównaj / nie dotykaj tego gówna
Na kontraście się opiera świat ten
Potrzebny jest ci jak tlen / żebyś w życiu widział cel
Żebyś zauważyć mógł / kto przyjaciel / a kto wróg
Żebyś odciąć się mógł / skontrastować
Z ludźmi / którzy chcą żerować na tym / co los chce zgotować
Żebyś wytrwać mógł / żyć swoim własnym życiem
Zauważ różnicę / salony i ulice (salony i ulice)

[Refren x4]
Emce dwa, 2002...
Wtedy inaczej myślałem co mi życie przyniesie.
Wielkie nadzieje na demol, dzieciak zagubiony w lesie.
Nie dowierzał, że dla miasta, może zrobić wiele.
Element życia w rapie, syzbkop ostawione cele.
Samo życie narkotykiem, dla mnie to priorytet.
Dajcie mi spróbować, a publiczność będzie krzyczeć.
Wiedziałem, że im więcej włoże, tym więcej dostane.
Dziękowałem Bogu, za te dary co mi dame.
MYślałem, że cąły świat leży u mych stóp.
Dumny, że nagrywam rap, chociaż nie znam nut.
Pierdolić sławe, chciałem życia bez rozgłosu.
Walka z wiatrakami, ale w oryginalny sposób.
Źle rozumiane sprawy, komercja, synonim- legal.
Album jest do pizdy, bo sie zajebiście sprzedał.
Przefora ginie, tak jak czyste myśli w dymie.
Źle myślałem, czas ucieka, Panta Rhei, wszystko ginie.

REF: Tak to czuje, co jest chwilą tu jest
Wszystko zmienne, drogi kręte- nie polegne.
Życiepłynie, wierze w siebie- to starczy.
Panta Rhei, samo życie- sami ciąg dalszy./ X2

Pamiętam kawał deski, tracki, przeźroczyste kułka.
Fundation pod nogami, olie graind i zejście z murka.
Myśle sobie: a jak, kiedyś skończe- no tak.
W końcu dokonam wyboru, gdzieś ma koniec ten szlak.
Że luta- oczywiste, zbędne są dowody.
Kręcisz kick flip'a, kleisz i kolejne schody.
4 decki na frontside, switches beckside na noseslide.
Jeden osiem murek kończysz, fakie na nosegrinde.
Ciągle podzielony zdawałem sobie sprawe:
Jedno traktuj serio, drugie tylko jak zabawe.
Nie potrafie jednak, sprawiedliwie dzielić czasu.
Źle wykonany trik, nie wywołał już chałasu.
WYbrałem- moja to życzenie, sam chciałem.
Decyzja przemyślana, o jednym pamiętałem.
Wybrać wielkie rzeczy, przebierając w rzeczach małych.
Posłuchałem serca- szacunek dla wytrwałych.

REF: Tak to czuje, co jest chwilą tu jest
Wszystko zmienne, drogi kręte- nie polegne.
Życiepłynie, wierze w siebie- to starczy.
Panta Rhei, samo życie- sami ciąg dalszy./ X2

Wszystko płynie, wszystko zmienia się i czas do przodu biegnie.
Nie polegne, życie zmienne, że jest stałe to są brednie.
Nie ptrwała jest natura tego świata.
Bo zapierdalał czas, zapierdala, zapierdalać będą lata.
Wszystko to jest we mnie, Wielkopolske trzymam w duszy.
To są fundamenty, których żaden sztorm nie ruszy.
Życiepłynie,tak jakmiastem płynie Warta.
To wszystko już historia- zdrapka dawno zdarta.
Ja dalej jestem, nie chce jak pieniądze zniknąć.
Stać mnie na rozmowę, Ty możesz tylko piknąć.
Nie chodzi o przechwałki, jestem w stu procentach pewny.
Że u mnie świeci słońce, u Ciebie dzień ulewny.
Nie poprawny optymista, czy to was uderza?
NIe wierzysz? Zapytaj się Sarmatów albo Meza.
Że wierze w przyszłość, chociarz to znak zapytania.
Przeminie pewnie do następnego spotkania.

REF: Tak to czuje, co jest chwilą tu jest
Wszystko zmienne, drogi kręte- nie polegne.
Życiepłynie, wierze w siebie- to starczy.
Panta Rhei, samo życie- sami ciąg dalszy./ X4
Z Wielkopolski jak z serca weŹ poznaj te miejsca
Ten rap wjeżdża przestępca co rozpierdala przejścia
Samo życie w tekstach kolejna z życia teczka
Wpędzam się w ten stan wiedza zapisana w księgach
Na bok troski to zachodnia część Polski
Rapnastyk na rynku szczery jak laska bez tynku
Kto jest kim tu? Owal i Tabb o tak to rap
Patrz jak słów grad bez wad niszczy a jak
Z serca bo taki jestem cały na styk
Biały
jak uliczne pasy ty wolisz plastik
Toasty to słowo co taszczy prawdę z paszczy
Inteligentny rap czy ulica? To nasz styl

Epizod II opowieści ciąg dalszy
Rapnastyk bierzcie dla każdego starczy
To promocja
bez marży to smak
który pamiętasz
Ja nagrywam płytę kiedy ty dopalasz skręta
Posłuchaj wiem że czekasz teraz masz to
Emcedwa na krążkach equalizery gasną
Producent przejął miasto bez MPC was uczy
Jak bity produkować tak by rozjebało uszy
Oceni moje miasto szczere prawdziwe nagrania
Z serca a nie hardcore to chyba nie jest dramat
Nie muszę się zasłaniać co tobie ma to dawać
Czy robię ten rap dla was czy te koncerty dla nas
Nie ważne na poważnie tego chcę i tego pragnę
Warto czekać demo plus imprezy teraz legal
W reklamie czekolady się nie sprzedam
Tworzę ostry kontrast jak na tablicy kreda
9-5 to chęć bez cięć by rap miał sens
Zrobić kurwa przejście bo Owal chce przejść
Tysiące zdjęć to na fakcie stańcie i patrzcie
Poparcie oczywiste tak jak stok na Malcie
Nie pcham się na maxa jak Kaja Paschalska
Więc nie rób ze mnie durnia ja nie Edyta Górniak
Bo mój język to polski ja wolę nasze zgłoski
Wyrazy poukładam tak jak tetrisa klocki
Wszystko płynie z serca w sercu jest esencja
Esencja to podstawa esencja jest jak pensja
Ja jestem konkurencja we mnie jest ten potencjał
Co każe ruszyć głową to dla was ta audiencja
Rapanastyk nie trick nie klik-klik
Stary prak-tyk bo czas mi tyk-tyk
Zatrzymam ten czas CD Owala masz
Nastoletnie kurwy nie patrzcie na nas
To był zwykły dzień wstałem nie wyspany wiesz
Wtedy zadzwonił telefon odebrałem go wiesz
Głos w słuchawce pytał o imprezę pytam czy wiesz
Że to polski rap, polskie życie, polskie to jest

Pytam czy wpadniecie jakoś do nas na koncert
Słuchaj wy zagracie, my wam damy pieniądze

Pytam, bo chłopaki mnie pytali czy spytam
Witam, dużo bierzesz, ale w to nie wnikam
To był zwykły dzień, więc odpowiedziałem witam
Chwilka, powiedz ziomuś czy wasz klub by stykał
No i pytam szybko, bo nie lubię ryzyka

Wiesz oni chcą Owala na Owala bitach
Ziomek mówi spoko wjazd zrobię niedrogo
Przytnę na sponsorach i ograbię motłoch
Właśnie po to dzieciaki zarzucą flotą
Podzielimy się po pół i będzie spoko

To był zwykły dzień wstałem nie wyspany wiesz
Wtedy zadzwonił telefon odebrałem go wiesz
Głos w słuchawce pytał o imprezę pytam czy wiesz
Że to polski rap, polskie życie, polskie to jest

To był zwykły dzień wstałem nie wyspany wiesz
Wtedy zadzwonił telefon odebrałem go wiesz
Głos w słuchawce pytał o imprezę pytam czy wiesz
Że to polski rap, polskie życie

Mówię weŹ nie szalej odpalam faję
Wiesz, dawaj dalej co z lokalem
Jakieś plakaty na miasto, duży format
Wielka torba, mocny klej, nocna bomba
Mówi zaraz, zaraz za dużo na raz
Wy zrobicie plakaty, działajmy
w parach
Ja oddaję wam klub, wy zagracie tu koncert
To jest wasz interes, zróbcie dobrą promocję
Mówię, ale klient co za opcja
Dla kolesia z klasą taki tekst to obciach
Tego mu nie mówię, myślę co za tupet
Organizator z listą magicznych sztuczek
Mówię ty plakaty to twoja działka
Biorę macha, gaszę fajkę, myślę narka
Nie przyjadę przecież obklejać ci miasta
Taki czas już nastał, kieszeń nadstaw

To był zwykły dzień wstałem nie wyspany wiesz
Wtedy zadzwonił telefon odebrałem go wiesz
Głos w słuchawce pytał o imprezę pytam czy wiesz
Że to polski rap, polskie życie, polskie to jest

To był zwykły dzień wstałem nie wyspany wiesz
Wtedy zadzwonił telefon odebrałem go wiesz
Głos w słuchawce pytał o imprezę pytam czy wiesz
Że to polski rap, polskie życie

Mówi hyh dobra niech wam będzie
A wasz DJ na jakim gra instrumencie
Będziecie śpiewać czy śpiewać i tańczyć
Zagrajcie dwie godziny myślę, że wystarczy
Mówię ja pierdolę co za pojeb
Od tańczenia na scenie to są b-boy'e
Dwie godziny za tą kasę to chyba kpiny
Nie przytniesz na rapie, chronię swój image
Mówię dobra starczy odkładam słuchawkę
Nie będzie koncertu, będzie pusty parkiet
Jeszcze wczoraj nie znałeś moich kaset
Dzisiaj chcesz rapu, przyznaj jesteś asem

To był zwykły dzień byłem wyspany to wiesz
Wtedy zadzwonił telefon
odebrałem to wiesz
Głos w słuchawce spytał o imprezę to też już wiesz
To polski rap...he teraz już wiesz

...Jutro na koncert...
...Gdy zagram wypłatę dostanę...
...Jutro na koncert...
...Zagram wypłatę dostanę...
...Będzie na nowe nagranie....

To był zwykły dzień wstałem nie wyspany wiesz
Wtedy zadzwonił telefon odebrałem go wiesz
Głos w słuchawce pytał o imprezę pytam czy wiesz
Że to polski rap, polskie życie, polskie to jest

To był zwykły dzień wstałem nie wyspany wiesz
Wtedy zadzwonił telefon odebrałem go wiesz
Głos w słuchawce pytał o imprezę pytam czy wiesz
Że to polski rap, polskie życie
Jeśli mogę ci pomóc to w taki sposób zawsze jest tyle problemów ile jest osób
Nie odczytasz kodu z genów, każdy ma problem i nie każdy ma tą siłę żeby to podnieść
Szukam tego źródła które pochłania ten zapał i powoduje w końcu że to znika jak zapach i gaśnie światło i odchodzą bliscy i ogarnia ich ta światłość co leczy blizny.
Nie wiem jaki jest finał kiedyś to sprawdzę znam to tylko z kina nie wiem jak to jest naprawdę ale zanim po mnie przyjdzie chce widzieć efekt życie dało mi szansę zwrócę ją po pogrzebie, ciągle szukam czuje że jestem blisko i za nim będzie po mnie liczy się przyszłość to wszystko co mam jest tylko chwilą sens ukryty jest w nas i nazywa się miłość.

Ref.
Musisz mieć swój sens życia czas poszukać siebie jeszcze za życia tylko jeden raz to się nie powtórzy więcej szukając sensu odnajdziesz szczęście x2

Każdy ma swój problem nie po każdym widać to pierwiastek który zaginą aby się przydał
To sens którego szukasz ale go nie masz to szczęście co jest potrzebne lecz tu go niema.
Życie skomplikowane bardziej niż kosmos i ludzie tak przypadkowi jak rzut kostką wdychamy tlen to jak z narkotykiem zastrzyk tak to wymyślił ten który na nas patrzy, dzień za dniem od wschodu do zachodu gwiazdy jedno co wiem to fakt że nie wiem co się wydarzy.
Wierze w Boga wierze w siebie nie wierze w układ i mam coś więcej niż plan do jutra.
Sens życia mam to czego większość szuka nie znajdziesz go na tej płycie nie ma go tutaj on siedzi w tobie i czeka aż go znajdziesz, powodzenia ono przyda się najbardziej.

Ref.
Musisz mieć swój sens życia czas poszukać siebie jeszcze za życia tylko jeden raz to się nie powtórzy więcej szukając sensu odnajdziesz szczęście x2
Kto słucha nielegali, ten słyszał Afirmację
Kto widział tę płytę, widział ich okładkę
Nazwałem ten kawałek właśnie tak, nie inaczej
Przełom jest w rapie, zrozum, czy to łapiesz?
Hip-hopu słuchają dzieci, nie zaprzeczysz
To gówno odbiorca, ja nie mam nic przeciw
Nie powiem, że to dla nich, bo byłbym cwany
Ten rap jest dla mnie, tylko wybór jest dla nich
To jest dla ciebie jeśli się tym jarasz
Jak nie jarasz się tym to wypierdalasz
Proste, nie chcesz płyty - nie słuchaj
To jest mój rap, nie komentuj, to nie sztuka
Jak masz true-school w mózgu to weŹ odpuść
Gościu, nie ma tego na tym krążku
Nie kopiuję, ale robię to dalej
Tworzę to od podstaw i przy tym zostań

Przełom, nowy czas, skończone dzieło
Przełom, zdobyć raz, wziąć w dłonie berło
Przełom, ziomy las rąk, to jest sezon
Przełom...

Dla podziemia miało zostać - to moje słowa
To demo - samo życie, ty sprawdŹ towar
Były inne realia i inna scena
Teraz tego nie ma więc przestań ściemniać
Nie zarobisz tu cipko, nie tak szybko
Daj za koncert hajs, patrz, płać i płacz
Jak 5-2 nie chcę wejść do tego piekła
Pełen pokus smak
przyśpieszonego tętna
To nie bajka, bajka jest na płytach
O swojej prawilności piszą, ty to łykasz
Przełam się w rapie, przelej to w papier
Ja piszę teksty, jestem w trzecim etapie
To fakty, trendy wyznacza Viva
Płyta bez promocji
to żaden rywal, spływaj
To przykre dlatego gdy mogę to przytnę
To jest nasz czas, nie ma czasu na reply


Przełom, nowy czas, skończone dzieło
Przełom, zdobyć raz, wziąć w dłonie berło
Przełom, ziomy las rąk, to jest sezon
Przełom...

Nie łap mnie za słówka, bo gram czysto
Ten biznes to ja, to za darmo nie przyszło
Przełom, weŹ nie pytaj skąd się wzięło
To oryginalne jak Tedego ołjejor
Dla niektórych czas stoi w miejscu
Czas to pieniądz
, pieniądz pomaga w szczęściu
Nie rozumiesz, to weŹ w to uwierz
Zmień układ odniesienia, wyżej się unieś
Nie wierzysz w mój rap, trudno, szkoda
To nowa płyta, trudno coś więcej dodać
Spróbuj zrozumieć układy w UMC
To jest sekta, sprawdŹ CD na dobrym sprzęcie
To jest przełom, lepiej się przełącz
Być w tyle to jak stać tyłem
Ja stoję przodem, stojąc oczami wodzę
Widzę przełom, widzę siebie, wchodzę

[x2]
Przełom, nowy czas, skończone dzieło
Przełom, zdobyć raz, wziąć w dłonie berło
Przełom, ziomy las rąk, to jest sezon
Przełom...
Ref. Chce mieć to też (wiem, wiem ,wiem)
Nie dam się zwieść
Chce mieć to też (wiem, wiem ,wiem)
Nie dam się zwieść 2 x

1. Też tego chcę, tak jak Ty tego chcesz
Wiesz o co chodzi, dobrze wiem, że Ty wiesz
Tak, żyć znaczy kochać, ja kocham, Ty też
To najwięcej ile jest, więc jak możesz to bierz
Tego nie można przeliczyć, to nie ma kursu
Możesz całe życie ćwiczyć, to trzeba uchwycić
Nie zabierając nic, pomyśl ile można dać
Zrozumiesz sens słów, nienawidzić ale kochać
Czasem tak jest, adrenalina wzrasta
Dobrze to wiesz, że to tkwi, że to w nas trwa
Ja nie rezygnuje, przelewam serce w wiersze
To co łączy nas, silniejsze, piękniejsze
Buduje fundamenty, inwestycja w życie poszła
Poprzeczka życiowa, oby jak najwyżej rosła
Miłość to błogostan, amora strzał dostań
To kopie tak jak kopie, pod napieciem miasto Poznań
Wiem, że tego chcesz, wiesz? -Wiem
Kiedyś przyjdzie taki dzień, powiesz Ziemia-Eden
Choć przejechał sie niejeden, Ty musisz walczyć
Wiara w miłość musi starczyć, życie lubi karcić
Kochaj-bo to jest najważniejsze, nic nie jest piękniejsze
Od miłości, to chwile radości
Jak kiedy bywa ciężko, wiem że szczęście jest ze mną
Zdobęde życia szczyty choć inni w drodze legną..

Ref. Chce mieć to też (wiem, wiem ,wiem)
NIe dam się zwieść
Chce mieć to też (wiem, wiem ,wiem)
NIe dam się zwieść

2. Musisz to zrozumieć, na wszystko przyjdzie czas
I otworzysz swoje serce, sam zobaczysz nie raz
Co to znaczy dla nas, full wypas lepsze niż grass
Miłość to pożywka, jak Big Brother dla mas
Powiesz, że jest pospolita, a dla mnie to unikat
Nie można jej nierozumieć, nie można jej niedotykać
Ja jej pragnę tak jak pragnie człowiek ślepy ujrzeć świat,
Dwa oblicza, jedna miłość, tysiąc zalet i wad
JA skwituje to tak: kocham po to, by żyć
Kochaj i te chwile chwyć, tego nie warto kryć
Ej zrozum (ej)perwsze zety, pieprzysz więcej
kierujesz się kurestwem, ja się kieruje sercem
W uczuciu nie od dziś, wielki pluszowy miś
Do przodu w strone życia tylko z Tobą chce iść
Ile to juz minut razem, ile nocy, ile dni
Tylko frajer teraz drwi, wiele prawdy w tym tkwi
Smak czerwonego wina, niepowtarzalny klimat
Zdrady nie wybaczam, to dla mnie czysta kpina
Nie rutyna, wiecznie oglądać CIebie pragnę
Nie zwiodą mnie te suki, nawet nie wiem jak zgrabne
Nie ma z tym problemów, laleczki mnie nie kręcą
Zobacz jej twarz rano, kiedy tony pudru zlecą
Żadna rewelacja, chodź, pokażę CI sto innych
Takich samych (samych)zostaw je cyniarzom-to dla nich..

Ref. Chce mieć to też (wiem, wiem ,wiem)
Nie dam się zwieść
Chce mieć to też (wiem, wiem ,wiem)
Nie dam się zwieść
Chce mieć to też (wiem, wiem ,wiem)
Nie dam się zwieść
Chce mieć to też (wiem, wiem ,wiem)
Nie dam się zwieść
Mam misję w Polsce, dzieciaki opróżnią portfel
Proste, to jest gorące, wiesz, dam na koncert
Tłum czeka w napięciu, nas w sumie jest pięciu
Klub zaraz wybuchnie, jest kocioł przy wejściu
Głupie dupy nie znają płyty tylko klipy
Przewijam dla nich, przecież znają mnie z VIVY
SprawdŹ, Owal i Mezo to nie opcja na sezon
Jestem z mikrofonem jak kamera wśród zwierząt
Jakaś fanka patrzy jak trzymam mic'a
Dla niej ja na scenie to nie lada frajda
Wiesz, robię to z klasą i trzymam fason
Jestem tu więc trochę spasuj
Patrz, zaraz wszyscy polecą, refren
Pomyśl, to co mówisz to siedzi we mnie
Ja wymyślam teksty a ty się jarasz
Zaraz, zaraz, ej, zróbcie hałas

[x2]
Mam misję, chcę się spisać, muszę pisać
Mam misję, Emcedwa na afiszach
Daj pisak, na plakacie bym się wpisał
Daj dissa, wiem, chciałbyś te teksty pisać

DJ Hen, Lordz Of Faderz, cuty są piękne
Zrób to lepiej niż on, nawiń lepiej ode mnie
Przeszłość zostawiam w tyle i jadę z bitem
Teraz jestem tu VIP'em, dzieciak kup moją płytę
Mam misję jak Specnaz, wjadę na czas
W nas jest ta siła i bije ten blask
Bas wali mocno, robi się szorstko
Jesteśmy w klubie, wrzucam taryfę nocną
Mam misję, pozwól, że tu się wpiszę
To mi bliższe, zaraz skumasz kto jest mistrzem
Wszystkie, choć zajęte, będą piszczeć
Suczki, lalala, robię tu biznes
Dziwne, że jadę im na każdej płycie
Ale wiodę wśród nich prym, to się nazywa życie
Niezła zależność, pytasz jak mam czelność
Zrozum, mam misję, traktuj ją serio

[x3]
Mam misję, chcę się spisać, muszę pisać
Mam misję, Emcedwa na afiszach
Daj pisak, na plakacie bym się wpisał
Daj dissa, wiem, chciałbyś te teksty pisać
…rock the funky beats…rock the funky beats…
…rock the funky beats…rock the funky beats…

Lepiej ciesz się bo może być różnie
Kiedy jestem zły wtedy jak prosty cham bluŹnię
Wiem że to jest wada o tym mówić nie wypada
Każdy przedmiot w moich rękach tak jak bomba w glebę spada
Rozpada się na części jak obrazy w mej pamięci
Które przelatują w złości pogrom bez litości
Dla Ciebie to nowości a dla mnie chleb powszedni
Czasem myślę sobie czemu wszyscy są tak wredni
Nie dostrzegam winy chociaż czasem nie mam racji
Będę cały czas przeklinał nie naciskam spacji
Będąc twoim katem będę rzucał wredne teksty
W apogeum gniewu doprowadzę cię do beksy
Jestem zwykłym człowiekiem chyba mam prawo mieć wady
Tak jak każdy się wkurwiam na to nie ma rady
Chociaż bardzo się staram najczęściej nie wychodzi
Znowu pojechałem moje słowo wojnę płodzi
Szybko puszczają hamulce potok słów wylewam z siebie
Znowu jadę jadę setki obelg wbijam w Ciebie
Odsłonięta z twarzy maska ukazała MC serio
Ustaliłem po tym wszystkim twą pozycję jak mierną
A to prawda (co?) to zastana rzeczywistość
Stwierdzenie "co za pener" to nie ścisłość
Czasem mam odchyły wybucham jak petarda
Żebyś wyszedł cały musisz mieć niezłego farta
Zaciśnięta garda wyostrzone zmysły stary
Nie ma ludzi idealnych to spojrzenie realisty
Nie jestem wzorcem bo każdy z nas ma wady
Pamiętaj nerwy nie ze stali nie ma rady

Ref.x2
Ej coś ci powiem no bo nie wiem czy wiesz
Że muzyka i wers mogą zabijać stres słuchaj
Szkoda łez zostaw je na póŹniej
Dziś się kurwa ciesz bo może być różnie

Zanim zacznę uspokój swe nerwy wyluzuj stary
Chyba nie robiłeś sobie nigdy przerwy
Ty masz pusto w baku a ja śmiechu mam rezerwy
Rapowy silos niezliczone słowne serwy
A ty co? Mikstura wybuchowa zabijasz sucharami
Tak jak jadem czarna wdowa zaraz zaraz
Nie mów tyle na raz posłuchaj co ci powiem
Ja operuje słowem (słowem słowem) ej sceny są bez sensu
Nie ma sensu bo tych słów jest pełno wersów
Każdy to potrafi ile jest nonsensów których Źródłem jest energia
Ludzie wybuchają cały świat już w nerwach pęka
Tak opcje negatywne powodują wieczne jazdy
Lecą wulgaryzmy jak z drewna lecą drzazgi
Wbijają się jak gwoŹdzie jak szybkostrzelny moŹdzierz
Lepiej zwolnij tak jak samochód na moście
Bo przejedziesz się za bardzo i ludzie tobą wzgardzą
Grasz
kozaka twardo? I tak zapłacisz saldo
Przestań się unosić bo robisz z siebie durnia
Niedorzeczne wejścia i bezsensowna furia
A nie tędy droga (nie) nerwy nie są obiektywne
(To co jest normalne może okazać się dziwne)
W konfrontacji ze światem możesz ciężko się zaskoczyć
A życie i tak dalej będzie się toczyć
Więc odpowiedz sobie sam na pytanie proste
Ej czy wolisz mieć dolinę czy te chwile co radosne
Wspomnienia zostawiają wybór w twoich rękach
Graj najlepsze role a nie w chujowych scenkach

Ref.x2
Ej coś ci powiem no bo nie wiem czy wiesz
Że muzyka i wers mogą zabijać stres słuchaj
Szkoda łez zostaw je na póŹniej
Dziś się kurwa ciesz bo może być różnie
Sen to drugi świat a często
Lubisz go bardziej niż rzeczywistość
I gonisz go potem łapiesz go
I spędzasz z nim czas gdy zapada zmrok
Spędzasz cała noc a czasem odwrotnie
To sen szuka Ciebie byś zwolnił oddech
I na parę godzin w iluzji rozwiązał problem
Ciekawe ilu ludzi spędza noc spokojnie
Ja śpię kiedy mogę i idę spać
I nie śpię kiedy nie mogę i musze wstać
A we śnie słowa same piszą się wierszem
Defregmentujesz myśli te najważniejsze
Proces działający w tle gdy spisz
Ktoś nad tym czuwa byś słodko śnił
Więc śpij jutro kolejny impuls
Każdy z was mógłby za grać
w tym teledysku

Ref.:
Sen daje mi siłę by patrzeć
Impuls pisze mi słowa na kartkę
Miasto sprawdza efekt Emce Dwa
BądŹcie spokojni jestem x2

Impuls bez niego jesteśmy martwi
Bez niego nie zapisze żadnej kartki
Brak impulsu potrafi zmartwić
GroŹny jak pyton szybki jak Suzuki Bandit
Myślę co zrobię z płytą czekam na impuls
Dzisiaj zrobię wszystko by wynik był in plus
Czasem jest potrzebne by poległ intruz
Wyznaczam swoje pole na tym blokowisku
Czasem jeden impuls może przynieść wolność
Taki impuls może podnieść zdeptane godło
I obudzić uśpione życie w zmęczonym sercu
Jedna osoba ten czas w tym miejscu
Jednak impuls może być tylko iluzją
Jeżeli tej energii nie przekażesz ludziom
Więc wypuść go bezzwłocznie w miasto
Niech smutną metropolię rozjaśni światło

Ref.:
Sen daje mi siłę by patrzeć
Impuls pisze mi słowa na kartkę
Miasto sprawdza efekt Emce Dwa
BądŹcie spokojni jestem x2

Miasto tajemnicze jak Gotham City
I ludzie zmęczeni jak stare płyty
Jak ścieżki tłoczone na czarnym wosku
Tak ludzie ściśnięci w każdym bloku
Spokój zakłócony przez blokersów
I psy choć powinny być w innym miejscu
I sny choć powinny przynieść spokój
Impuls nie pozwolił na cisze wśród bloków
Miasto daje tylko jedną szansę
Choć czasem okazuje się za trochę za ciasne
A każdy impuls jest szalenie ważny
Więc śpij aby dostać regeneracji zastrzyk
Może kiedyś twój impuls będzie kluczem
Będzie pasował jak imbus a ludzie
Znajdą w nim coś dla siebie jak na płytach
To mój ostatni impuls zasypiam...

Ref.:
Sen daje mi siłę by patrzeć
Impuls pisze mi słowa na kartkę
Miasto sprawdza efekt Emce Dwa
BądŹcie spokojni jestem x2
Możesz wyłączyć tę kasetę stop klatka
Jadka jeden w klatkach daje show na faktach
Możesz słuchać dalej to chyba proste
Możesz mnie nie lubić
Możesz przyjść na koncert
Może kupisz płytę i się zajarasz
Albo mnie okradniesz kupując na bazarach
Może ściągniesz z netu z jakiejś strony
Ty to chory pomysł dwa razy pomyśl
Możesz co dzień pisać na forum bzdury
Możesz kłapać dziobem
Możesz dziób stulić
Może zaopiekuj się dzieciaków losem co nie znają rapu
Dzieciak czytaj [?]
Możesz piszczeć na koncerty jak lubisz
Krzyczeć CHWDP jak wiesz co mówisz
Możesz widzieć konflikt TDG All Star
Możesz mieć to w dupie i wspierać Poznań
Możesz nagrywać hiphop jeśli potrafisz
Możesz ganje palić i lufki nabić
Możesz być popakiem liczyć papier
Tylko chwyć za mikrofon jak facet
Możesz nie słuchać tego rapu
Możesz wiesz może morda ty nic nie możesz
Mogę zrobić wszystko proste
Mogę wiesz to nowa płyta właśnie ją tworzę
Możesz nie słuchać tego rapu
Możesz wiesz może morda ty nic nie możesz
Mogę zrobić wszystko proste
Mogę wiesz to nowa płyta właśnie ją tworzę
Mogę nagrać taką płytę dla was
Mogę nagrać płytę co wplącze w marazm
Mogę zrobić hot [?] prosto z Polski
Mógłbym ale pieprze te wasze prośby
Mogę w radio puszczać to co lubię
Lub nie mogę nie puszczać nic w ogóle
Mogę pisać z sensem lub lać wodę
Owal nowonarodzony jak Włodek
Mogę grać koncerty lub ich nie grać
Yo to Emcedwa gram tu i nie przegram
Mogę być wirusem w twojej sieci
Epizod III czas cię oświecić
Mogę jeŹdzić pożyczonym Fordem
Mogę kupić Pumę i palić gumę
Mogę na zimnym łokciu patrolować miasto
Ale wole te zwrotki szybkie jak ..
Mogę wreszcie robić co zechcę
Zrozum nie nagrywać gdy tylko zechcę
Mogę opisać życie precyzyjnym wersem proste
Mogę i robię to z sensem
Możesz nie słuchać tego rapu
Możesz wiesz może morda ty nic nie możesz
Mogę zrobić wszystko proste
Mogę wiesz to nowa płyta właśnie ją tworzę
Możesz nie słuchać tego rapu
Możesz wiesz może morda ty nic nie możesz
Mogę zrobić wszystko proste
Mogę wiesz to nowa płyta właśnie ją tworzę
To był równo środek maja i zwykły dzień
Teraz wiem, że to wszystko mogło skończyć się Źle
Młody Owal, raper co nie mieszkał w blokach
I tylko ona, o takiej marzył każdy chłopak
Zobaczyłem ją w oddali, myślę powiem jej - cześć
Jak nie odpowie - trudno, jak odpowie to wiesz
Może tym razem spędzimy trochę czasu razem
Dla ciebie mógłbym zrobić lepszy bitbox niż [?]
Zmieszał się dystans, byliśmy coraz bliżej
I nadal widzę, że w moją stronę nadal idziesz
To była chwila, którą pamiętam do dzisiaj
Ty plus ja plus miejska cisza
Jeszcze tylko jedna chwila i chyba to powiem
To tylko parę sekund, nie myślę, co będzie potem
Więc w końcu złapałem oddech i mówię - cześć
To była pierwsza część zaliczona na sześć

[x2]
To tylko ja, to tylko ty
To tylko my i to, co nas czeka jeszcze

Nie wiem, co się stało, gdzieś przepadła śmiałość
Cały świat dla mnie stanął, to pewnie przez jej ciało
I zamiast się zatrzymać, odbiłem na przystanek
Nie byłem w stanie mówić, myślałem, co się stanie
Wiesz, to moja szansa jedna na milion
A dla ciebie w pięć sekund zarobię pierwszy milion
Teraz już wiem, że ten dzień był ważny
I każdy kolejny z tobą był bliższy prawdy
Musiałem wrócić by zdobyć twój numer
Czekałaś w autobusie i słodko żułaś gumę
Miałem parę minut na krótki dialog
Czasu było mało, wiedziałem, że będziemy parą
W głowie powtarzałem te kilka cyfr
I marzyłem by cię zabrać na wakacje na Cypr
Miałem tylko numer i jedyną szansę
Pomyślałem - dziewczyno musisz być z Jackiem

[x4]
To tylko ja, to tylko ty
To tylko my i to, co nas czeka jeszcze
Emcedwa Drużyna A
III Epizod Owal

Emcedwa, Drużyna A
III epizod, Owal

Powiedz kiedy to skończysz, powiedz
Poprostu odejdŹ idŹ w chuj krzyż na drogę
Powiedz kiedy się wycofasz, powiedz
Byłem i jestem tu Emcedwa, Drużyna A

Powiedz kiedy to skończysz, powiedz
Poprostu odejdŹ idŹ w chuj krzyż na drogę
Powiedz kiedy się wycofasz, powiedz
Co rap jest twój idŹ stąd w chuj

Kolejny bez mózgu wybrany przez władcę
Złoty pierścień głaskany złotym palcem
Tak jak Mezo z Dużym Pe na Sinus
Świat pełen świrów niebezpiecznych jak wirus
Żyję by ulec, wiem kto jest królem
Pełen dostęp jak pusty dom bez furtek
Myślenie jest trudne więc tutaj utknie
Niby na serio, ale widać, że sztucznie
Solo sam na sam bez pana zginie
Na czole przyklejony uliczny bilet
Gdy brak mu mocy broni się swoim Bogiem
To jego totem, dla niego to nie problem
Grzeszy i mówi jak życie grzesząc
Czysty nie jest lecz ludzie nie widzą
Broni go czysta forma na brudnym gruncie
To jest paskudne, lecz to idzie hurtem
On władcę poprze, władca zrzuci drobne
Dobrze to co zrzuci to pies pożre
Proszę zrozum ten tekst to podstęp
Pomiędzy wierszami przejdziesz jak pod mostem
To alegoria faktów za cenę paktów
Płąną mosty w rapie teraz topi się statek
Szczury opuszczają pokład, nie ma pochwał
Zanim dosięgnie odchłani to chwilę potrwa
Słuchaj widzę więcej więc mówię więcej
To teatr lalek guglarz zaciera ręce
Jest w centrum jak wszechświat, silny jak sekta
Puder na twarzy maskuje prawdy detal
Jak Dedal bez szans by horror przerwać
Za póŹno i za wysoko żeby przestać
Koniec jest bliski, bliscy już znikli
Zostało ciało, które czas przykryć

Powiedz kiedy to skończysz, powiedz
Poprostu odejdŹ idŹ w chuj krzyż na drogę
Powiedz kiedy się wycofasz, powiedz
Byłem i jestem tu Emcedwa, Drużyna A

Powiedz kiedy to skończysz, powiedz
Poprostu odejdŹ idŹ w chuj krzyż na drogę
Powiedz kiedy się wycofasz, powiedz
Co rap jest twój idŹ stąd w chuj

Podstawa nie być niewolnikiem żyć jak człowiek wolny
Mówić swoim językiem nawet gdy jest on sporny
Z tłumu rykiem, z krzykiem, na ziemi nie ma bogów
Jest na wysokości niebios ten jedyny
Tu mamy tylko wrogów, kilku gości, myślą, że pogrzebią nas
sukinsyny niech się jebią my robimy to co kiedyś,
ale wielu pozostało niewolników wizerunku biedy,
wciąż im mało chociaż idą już w kierunku wielkiej shedy
Mam czuć ból, ze zgarniasz full, mnie to cieszy
Chociaż to już nie ta sama stara gwardia
Nie ten chór żołnieży który krzyczał
Jeden Bóg, jedna miłość, jeden zwyczaj
Gdzie prawdziwość, nie będę rozliczał to nie do mnie
Chcę żyć skromnie, za linią przytomnie
zmierzyć się z opinią Tych co nie wiedzą co czynią
Winią, że ten rap przeklęty
A sami spojrz brudem porośniętych jest mnówstwo
Dla mnie Jezus, a dla ciebie jakie bóstwo? biznes, oszustwo

Emcedwa, Drużyna A

Pod prawilnym pokrowcem
Pod maską dobra kreują swój obraz undergrund'owce
Własne teksty stają się obce
Nie jesteś pasterz, a ci wokół to nie są owce
Niech żaden co swieci przykładem, nie świeci na nas
Misjonarze chcą ukręcić łeb szatana
Chcą zrobić zamach, wywołać burdel to nie jest trudne
Gorzej jak na celu stają kumple
To kundle co boją się zgłosić sprzeciw, wyjść na przeciw
Wódz prawi, uczeń głowę zwiesi wódz nakreśli
kierunek brzdęknie w strunę, uczeń zatańczy
niechętnie, ale pięknie, bo wódz patrzy
Kto tańczy po swojemu, temu wódz już nie wybaczy
Wódz się boi panicznie przejęcia władzy
Kopie w fosę od trzech nocy, wycina lasy
U schyłku mocy pełza do schronu, blokuje włazy
My jesteśmy tutaj bez mistrzów Bez listów
od prawilian, bez rozkazów i nacisków
Ministrów rapu fanatycznych wrogów z uśmiechem

Ofiaruję Bogu Emcedwa epizod III

Powiedz kiedy to skończysz, powiedz
Poprostu odejdŹ idŹ w chuj krzyż na drogę
Powiedz kiedy się wycofasz, powiedz
Byłem i jestem tu Emcedwa, Drużyna A

Powiedz kiedy to skończysz, powiedz
Poprostu odejdŹ idŹ w chuj krzyż na drogę
Powiedz kiedy się wycofasz, powiedz
Co rap jest twój idŹ stąd w chuj
To życie pędzi, chciałem żyć i pędzić
Tak było by inaczej bym dalej pędził
Dziś pokornie jak Asceci, epizod III
To epizod przeciw tekstom dla dzieci
Wiesz, to nie był błąd, ta gazeta już wyszła
Łapię dystans, bronię tytuł mistrza
Dzieciaki biją brawo kupując Bravo
Ty sprawdŹ te kawałki owinięte złą sławą
To jest problem i nie tylko jeden
Nie wiem czemu jara cię tylko refren
Wolisz słodkie melodie, czy mocne bębny
Wiesz, nie pójdę tędy, nie jestem trendy
To definicja rapu w moim kontekście
Rapnastyk do dzisiaj lata po mieście
Wśród hal i pomieszczeń z siłą i z sercem
Jestem tu, chcę tu być, wiem kim jestem

Słodki, fajny świat i słuchaj Bomfunk
mała co to za garb, schylaj się dalej to twój funk
to jak faux pas, poczuj, dudni rap
stopa, werbel, bas, to co nas napędza od lat

Nie jestem słodki i nie jestem też fajny
Nie robię sobie zdjęć dla każdej fanki
Nie podpiszę się na skrawku kartki
Nie pójdę z tobą lodzia do klubu na czarne czwartki
Zacznij mnie szanować, słuchaj całej płyty
VIP'y znają całą, pizdy znają skity
Pomyśl, rapu słuchasz czy tylko klikasz
Na czatach
, gdzie znika kultura języka
Ty, mam już dosyć tych waszych tekstów
Czy piosenka jest fajna i płyta fajna
Zrobię koszmar jak Kruger, znajdę cię w klubie
Lubię ciąć nocą i dobry rap lubię
Proste, sorry, że to na sprzedaż
To dla tych co kumają co to za legal
Rap może kupisz, ale mnie nie kupisz
Spadaj do piaskownicy, do swoich kumpli

Słodki, fajny świat i słuchaj Bomfunk
mała co to za garb, schylaj się dalej to twój funk
to jak faux pas, poczuj, dudni rap
stopa, werbel, bas, to co nas napędza od lat

To chyba wszystko, piszę by to nie znikło
Hip-hop w Polsce, czy to ma przyszłość?
Wolisz pisać dla grupy czy mieć groupies?
Wiesz, fanów nie kupisz, ja czuję ucisk
To chyba wirus, lecz antywirus milczał
Cisza gdy pytałem czy coś się zbliża
(To prośba o lepsze jutro, jutro, o lepszy czas)
Chciałbym to wyważyć, poznać was z twarzy
Tych co na serio i tych co kiepsko
To jest trudne jak zmienić przeszłość, zrozum
Dziś mam czelność na tyle, by odebrać wam berło
To fajna piosenka hip-hop to i koniec
Ty po niej wypłyniesz, inny po niej utonie
Działanie
wirusa słabnie - nie
Ty nadal masz go w sobie, ta płyta to pretekst

Słodki, fajny świat i słuchaj Bomfunk
mała co to za garb, schylaj się dalej to twój funk
to jak faux pas, poczuj, dudni rap
stopa, werbel, bas, to co nas napędza od lat
To syndrom UOP marzył żeby mnie przymknąć
UOP zniknął, UOP nawet nie pisnął
Co to jest hip-hop? co ty gadasz cipko?
Zamknij mordę, mogę sprawić żebyś zniknął
Podziemie mnie przekreśli, pieprz tych kolesi
Pieprz słabych MC, słuchaj rapu, dzisiaj to atut
Patrz na to WLKP raport
Ten bit ma wkurwiać to trzecia runda
Tak! kto jest w grze? powiedz - jestem w grze
Powiedz kto tu jest? i kto robi to w Polsce?
To chyba proste ty nie wkurwisz mnie postem
Te wasze wpisy znikną zanim skończę
Słabych MC zazdrość (to) sprawia mi radość
Z UMC brygadą wchodzę przejmując stadion
Teraz mam tu miejsce wchodzę bez przestępstw
Z siłą przekleństw rozpierdalam słabych MC

Powiedz kto jest w grze? Emcedwa jest w grze, Owal
Jestem w grze, tak, to nie jest grzech, Owal
Wirus w grze, cała Polska wrze Owal
Emcedwa tu jest, sprawdź to nie jest grzech, Owal

Żeby było jasne nie kojarz mnie z hip-hop'em
Robię swój rap, pierdolę, co stanie się potem
Polska scena jest dziwna, polska scena to dziwka
Każdy może ją mieć, polska scena jest brzydka
I te filmy Sylwka, co to są za akcje?
Patrz nie jestem Blokersem i nie żyję w klatce
Weź nie patrz na mnie, bo cię punchline zgarnie
Tego masz słuchać, to ma power jak gainer
Moim odbiorcą - dzieciaki z forsą
Nie słuchają zwrotek, zostawiają je na potem
Dla nich liczy się refren, co najprostsze to piękne
Słuchaj tekstów w nich ukryty jest sekret
To nie jest dla was, robię to dla siebie
Jakbym robił dla was to byłby inny CD
Za inną cenę wszystko było by kłamstwem
A to jest prawda, jestem w grze, sprawdź mnie

Powiedz kto jest w grze? Emcedwa jest w grze, Owal
Jestem w grze, tak, to nie jest grzech, Owal
Wirus w grze, cała Polska wrze Owal
Emcedwa tu jest, sprawdź to nie jest grzech, Owal

Wywiady to kłamstwa, te teksty to skandal
Jestem w grze więc wiem kto zapłaci mandat
Tak, tak to jest, w rapie dziś jest
Mówią by nie ciągnąć, a ten świat ich połknął
Nie pytaj o kim mówię, oni wiedzą to dobrze
Nauczają małolatów jak żyć by nie umrzeć
To nie jest dis, to prawiona rzeczywistość
Zobaczysz o czym mówię jak będziesz blisko
Więc bądź na koncertach, bądź na backstage'ach
Poczuj rap grę zrozumiesz, że nie wkręcam
To moje przejścia, to co widzę zapiszę
Co zapiszę to słyszysz, to echo ciszy
Wiesz, rap śmierdzi połowa MC bredzi
Pierdolą od rzeczy więc wychodzę im przeciw
Nie musisz mi wierzyć, ja nie będę cię zmuszać
To jest moja fucha, w której umiem się ruszać

Powiedz kto jest w grze? Emcedwa jest w grze, Owal
Jestem w grze, tak, to nie jest grzech, Owal
Wirus w grze, cała Polska wrze Owal
Emcedwa tu jest, sprawdź to nie jest grzech, Owal

Kto jest w grze? Emcedwa jest w grze, Owal
Jestem w grze, tak, to nie jest grzech, Owal
Wirus w grze, cała Polska wrze Owal
Emcedwa tu jest, sprawdź to nie jest grzech, Owal
Piszę dissa na kacu, wczoraj piłem w hotelu
ty na zmywaku pracuj, więcej rapu nie rób
tym jointem kończę beef, bo kończą z tobą
zakończę, bo lepiej łącze bit i słowo
prezencję masz mierną, a zgrywasz hustlera
żeby wygrać ze mną potrzebujesz ghostridera
zakładam ci na pysk kaganiec ofermo
ten diss spowoduje, że ustanie ci tętno
czekałem na panczlajny w twoim tracku
i tylko refren był fajny bo użyłeś moich rapów
mam dystans chłopaku, potrafię dać propsy
ale twój styl to syf, na linijkach masz krosty
rozbijam twoje wersy, jak bile w bilard
twoim domem nie ulica, a bananowa willa
oddaj mi hołd, mam koronę na głowie
moje wersy lśnią, twoje po prostu są *****owe
to koniec Seler, odpadasz jak tynk
bo nie jesteś player, jesteś popcorn, pimp
jesteś pimpuś, dupy wyrywasz na komórę
chcesz być pimpem, najpierw kup se furę
bo leją z ciebie nawet twoje ziomy pizdo
Szelma, bękart, pimp spod baru Bistro
dodaję parę stopni i topisz się
lepiej weŹ się potnij, potem powieś się
jadę na bicie, Tabb na bicie jak czołg
zgłoś pobicie, winnym będzie mój flow
*****o daję tutaj wersy co miażdżą
ty dałeś dupy, mówi o tym całe miasto
ledwo to nagrałeś, znalazłeś bunkier
zaplułeś mikrofon jak zwykły kundel
wyglądasz jak pinczer, szczekasz jak pudel
Thinky Winky za*****la cię w dupę
masz *****owy styl, znaczysz mniej niż zero
twój joint to syf zalatywał samosieją
mój diss cię obił i do teraz to boli
bo roz*****łem ciebie jak Kubica bolid
nie muszę udawać rapera jak ty
jestem sobą, a ciebie przerobiłem na pył
takich wannabeez duszę jak anakonda
ten diss to fatality jak w Mortal Kombat
pluję pod wiatr? coś ci padło na mózg
rapujesz niewyraŹnie, wyjmij fiuta z ust
daję dobry towar, to blant ze stu gramów
ty w wannie dajesz browar z Maćkiem z Klanu
kończę, nie chce mi się więcej pisać
mam wygraną na koncie, tobie wysechł pisak
prze*****ny debiut, znikasz jak supernowa
tutaj nie ma reguł, a wygrany to Owal

To już koniec Szeler
Nawet moi hatersi wiedzą, że cię zjadłem
Więc weŹ się ***** promuj sam pajacu
Emcedwa, Tabb studio
SprawdŹ to
Dla jednych jestem Owal, dla innych jestem bliższy
Grouppies chcą mnie poznać, hate'rzy chcą mnie zniszczyć
Dzieciaki chcą to kupić, krytycy chcą to sprawdzić
Poznański dealer rapu splątany w szponach rapgry
Epizod IV, wielu chce sprawdzić mój portfel
A wielu już wie lepiej, w co Owal rzuca forsę
Jest paru takich, co wiem już o nich wszystko
I pewnie niewielu takich, z którymi wiążę przyszłość
Mam trochę marzeń w sobie jak każdy chłopak
I plan do trzydziestki - nie mieszkać w blokach
Na pierwszym miejscu serce - tak było zawsze
Ciągle marzę o tym samym w ładniejszej paczce
Wiem, że stać mnie na to i, że chyba warto
Zrobić wiele, bo tak niewielu ludzi w Polsce ma to
Chcę wygrać swoje życie i dać sobie szansę
Choć niektórzy przegrywają już na starcie

[x2]
Chcę tylko żyć plus te parę złotych
Nie tylko być, cały czas pamiętam o tym
Choć bywam zły, to, kiedy nagle nie mam floty
Nie jestem z tych, którzy myślą tylko o tym

Tak właściwie to mógłbym w sumie przestać myśleć
W końcu mam swoje mieszkanie plus rapowy biznes
Wielu kumpli w moim wieku nadal mieszka z mamą
To normalne, niektórzy pewnie tam zostaną
Co niektórzy wybiorą etat, dla nich to meta
Kończą wyścig, ostatni raz spakują plecak
Opuszczą gniazdo, czasem trzeba zmienić miasto
Jest trochę gorzej, gdy trzeba zmienić państwo
Tu trzeba myśleć jak zdobyć drugi tysiąc
Każdy by chciał, wielu podda się przed misją
Dobrze, że jest świadomość, to chyba ważne
Trudno mieć dochody grając w undergroundzie
Rap to życie, mam już swój plan na przyszłość
Na pewno nie zobaczysz mnie z browarem pod Bistro
Wiesz, chcę tylko żyć i niech bije moje serce
Chcę tylko żyć i czuć, że jestem

[x2]
Chcę tylko żyć plus te parę złotych
Nie tylko być, cały czas pamiętam o tym
Choć bywam zły, to, kiedy nagle nie mam floty
Nie jestem z tych, którzy myślą tylko o tym
Miasto Poznań - Owal Emcedwa [x4]
To moje miasto to Owal Emcedwa

Myśl co chcesz to rapnastyk
Coś w tym jest może nasz styl
Wiesz ja też rap robić lubię
Rap robić lubię rap rap robić lubię [x2]

Rap robić lubię lubię lubię robić rap
Czuje jak w takt cynk daje mi znak
Orbita czuje smak
Szczur patrzy zza krat
Wytłoczki hamują dźwięk
Studio bez wad
Możesz myśleć co chcesz
Możesz mówić co chcesz
Krytycy z Internetu
Śmieszą mnie aż do łez
Teraz ciągnie ten tekst
Byś zrozumiał mój gest
Słuchaj sprawdź ten bit
Słuchaj sprawdź mnie w mig
Moda na buns jo!
Moda na fałsz jo!
Moda na dance jo!
Co ma być sensacją
Bezsensowne wersy
Który rap jest lepszy
Ten co ma sens
Czy ten co jest piękniejszy
Co to za MC
Co jak Lepper tylko pieprzy
Pięknie zrymowany lecz niestety puste wersy
Dla mnie to jest proste
Jak do dragów dostęp
Myślę sobie tak że najważniejszy jest koncept

Miasto Poznań - Owal Emcedwa [x2]
To moje miasto to Owal Emcedwa

Myśl co chcesz to rapnastyk
Coś w tym jest może nasz styl
Wiesz ja też rap robić lubię
Rap robić lubię rap rap robić lubię [x2]

Rap robić lubię ale ile patrzeć można
Na ludzi kserujących od lat ten sam program
Wznoszę się na szczyt i obijam się od dna
Możesz mówić co chcesz
Wiem że ta płyta jest dobra
Nie kopiuję ale otworze to od podstaw
95 rok weź sprawdź to i to doznaj
Zamieniam luźny daszek
Na rap mądry co ma sens
Zrobicie z rapu show
Jak gwiazdy z ludzi w barze
Od tego się odcinam
Co masówkę w chuja wbijam
Myślę sobie o tym
Gdy w mieście bilboardy mijam
Z tytułu mego dema
Polsat zrobił sobie serial
Samo życie w TV
Demokracja ale bez jaj
Myśl co chcesz ja ponad tym
To nad tym wszystkim
Co śmierdzi mi plagiatem
Rapnastyk dobre niech trwa
Miasto Poznań Owal Emcedwa

[x3]
Miasto Poznań Owal Emcedwa [x3]
To moje miasto to Owal Emcedwa

Myśl co chcesz to rapnastyk
Coś w tym jest może nasz styl
Wiesz ja też rap robić lubię
Rap robić lubię rap rap robić lubię [x2]
Ha - ha - ha
Rapowy dialekt powtarzany stale w prasie
hiphop jest na czasie
burdel sprzedawany hurtem
Nie chciałeś w tym uczestniczyć - chciałeś stać obok
zamiary spełzły na niczym - no bo trudno być sobą
Gdy z każdą dobą za ustępstwa zarabiałeś konkret - byłeś kontent
kata z coraz wyższym kątem
Katem oka spoglądałem jak popadasz w przeciętność - złudną
Tłumacząc, że to tylko gorące rapowe - ha
Główną zasadą przestała być niezależność
Gdy - Ci przypomniałem o tym wpadałeś we wściekłość
rozpętało się piekło - pękło jakieś ogniwo utraciłeś prawdziwość
Chciwość - zwyciężyła
Chciałeś mieć władzę równą - bossom , dziś wracasz boso
To są sprawy których nie załatwisz kasą - złapany na lasso show biznesu
Straciłeś wolność hip-hopu świat pełen pokus Cię połknął !!

ref: 2X
Pełen pokus brokat błyszczy - zaślepia to co widzisz i niszczy
Rap to nie opcja dla korzyści Mezo - Mezo
Pieprze ten wyścig zatrzymam się tu - pozostając czysty

Wie - wielu jak sądzę myśli że błądze
I z lirycznym arsenałem - przed siebie wytrwale !!

Świat pełen pokus - jak osiedla pełne bloków
za ścieme nie ma zwrotów - ja jestem gotów
Podróżować drugą klasą - zasady siłą naszą
Dopierdalam wiersze pieszcze je do - pierwszej - gorący ? NIE-NIE
Laski nie będą piszczeć
Patrz na rap krytyczniej - odbiegasz od wytycznej
do przodu bez strat - kasa synonim rap !
Plastik na bilbordach - czujesz ten smak ?
To bierz to - weź to - sprzedaj się jak kurwa
Scyzoryk z Kielc - z kąd ten kutas się urwał?
Ja komentuje gówna - Choć i mi dorównaj
Nielegal domem rapu - a nie wielka wytwórnia
Łatwe , proste teksty - daj kicz tak jak na festyn
Świat pełen pokus - idź precz z tym !
Show bez perspektyw - jak na sezon prospekty
Przeciwnie, robię rap i czuję się potrzebny

ref: 2X

Zmagam się i wymagam tego także od was
W rap - grze nie może liczyć się tylko tani pokaz
z górki łatwiej - lecz to wysiłek daje satysfakcję
Wyzwania - ryzykowne akcje na to kładę akcent
Ja chcę wspinać się - z ciężką doświadczeń walizą
dzięki temu oczy widzą coraz szerszy horyzont
I oto chodzi - w końcu po to tu jestem - aby cieszyć słowem
I wzbudzać respekt - tekstem !
Wiesz - Mess że to test i wiesz gdzie leży kres - 400 LS
Ej ! chcę mieć to też - świat pełen pokus , jak baśnie pełne smoków
Jak palladyn szlachetnie mieczem smoczy łeb zetnę
W imię prawdy WLKP ! old star - to mój wkład
do rzemiosła - krytyka takich postaw
Czujny dwa , cztery ha pełen pokus świat
Uważam na to wszystko jak Kasparow na - Mat

ref : 4 X
Miasto Poznań miasto Poznań miasto Poznań

Ref.
Nie wszystko wychodzi tak jak chcesz
Chociaż bardzo dużo o tym wiesz
Nie zapomnij że czasem tak już jest
Że nie wszystko wychodzi tak jak chcesz
Raz zaświeci słońce a potem spadnie deszcz
Nie zapomnij że tak już jest że tak już jest
Emcedwa miasto Poznań
Ja to wiem ty to wiesz tak już jest

Czasem chcesz zrobić dużo sam wiesz
Jak wychodzi się ciesz wszystko co możesz bierz
Nie zapomnij ile trudu łożysz
Aby smak
wygranej na swych ustach
poczuć
Nie zapomnij o porażce zadawanej przez los
Musisz wierzyć że potrafisz zrobić coś co docenią inni ludzie
Musi być ten ktoś kto ci powie dobre słowo
Choć początek stał się końcem
Końcem?
Nich narodzi się na nowo

Tak jego wsparcie bardzo ważne
Wiara w czyny twe odważne działa jak na leszcza koksy
Smak porażki już nie będzie tobie obcy
Każda rana nie otwarta da po pewnym czasie farta
Z życiem walczysz?
Teraz mocna twoja garda
Umiesz się obronić? Czas najwyższy atakować
Dosyć tej szarości czas co szare kolorować
Na kolory tęczy trzeba jednak ciężko zapracować
Nie wiesz co z tym zrobić? (Nie wiesz?) Najprościej namalować

Ref.
Nie wszystko wychodzi tak jak chcesz
Chociaż bardzo dużo o tym wiesz
Nie zapomnij że czasem tak już jest
Że nie wszystko wychodzi tak jak chcesz
Raz zaświeci słońce a potem spadnie deszcz
Nie zapomnij że tak już jest że tak już jest
Emcedwa miasto Poznań
Ja to wiem ty to wiesz tak już jest

Czasem chcesz nawet bardzo znów się jebie
Nie zapomnij ktoś na prawdę wierzy w Ciebie
Ej pomyśl a nie od razu więc zastanów się dwa razy
Wiem że to bzdura nie ma człowieka bez skazy
Ej słuchaj wiem coś na ten temat chociaż mało mam lat
Życie kwitnie jak kwiat a przede mną czasu szmat
Jakoś ciągle kocham życie ty nie pytaj mnie jak
Ty nie będziesz więcej płakać ty na nie powiesz tak
Uwierz w moje słowa niepotrzebnie się przejmujesz
Z iskierki robisz wybuch proste rzeczy komplikujesz
Gdybym miał dałbym ci tarczę Przysięgę Starożytnych
Żebyś mógł obronić się przed świata jadem
Życie nie prosta gra taka nasza droga takie żniwo
Reality show na żywo nie patrz na to krzywo
Lepiej załóż ciężką zbroję czas wyruszyć na podboje
Pamiętaj - coś zabiera życie a coś zostaje twoje

Ref.
Nie wszystko wychodzi tak jak chcesz
Chociaż bardzo dużo o tym wiesz
Nie zapomnij że czasem tak już jest
Że nie wszystko wychodzi tak jak chcesz
Raz zaświeci słońce a potem spadnie deszcz
Nie zapomnij że tak już jest że tak już jest
Emcedwa miasto Poznań
Ja to wiem ty to wiesz tak już jest

Czasem chcesz masz ambicje tak jest
Życie daje gratis problem friko jazdy plus stres
Bardzo brzydki to gest ciężki życiowy quest
Zrozum że nie wszystko będzie wychodziło tak jak chcesz
Czy może nie chcesz nie wiem jak na to spoglądasz
Jak to widzisz jak to czujesz czy pracujesz darami
Czy marnujesz swoje skille Owal pyta się ile
pozostanie czasu tobie zanim skończy się gra
?
Ha ha ha nie wiem nie wiem odpowiadasz
Myślę sobie stary co ty gadasz? Od życia żądasz wiele
A niewiele wkładasz możesz tylko bluzgać sobie
Sam sobie ranę zadasz Źle życiowym mieczem władasz
Na turnieju jeden strzał i z konia spadasz
Oto twoja głowa a oto ręka córki
Zrozum alegorię uruchom szare komórki
Bo życie to nie film nie zobaczysz już powtórki

Ref.
Nie wszystko wychodzi tak jak chcesz
Chociaż bardzo dużo o tym wiesz
Nie zapomnij że czasem tak już jest
Że nie wszystko wychodzi tak jak chcesz
Raz zaświeci słońce a potem spadnie deszcz
Nie zapomnij że tak już jest że tak już jest
Emcedwa miasto Poznań
Ja to wiem ty to wiesz tak już jest

Emcedwa miasto Poznań
Przepraszam za to że słucham rapu
Za dziewczynę którą kocham
Ty możesz marzyć ja dotykać i całować
Przepraszam za to że nie ćpam
Za otwarte serce w tekstach
Za to że nie mam leksa
Przepraszam że wierze w Boga
Za to że nagrywam z 52 Owal/Emcedwa
Za to że życie to bieżnia
Przepraszam że ta muzyka modna
Jara jak pochodnia a dziwki chcą autograf
Przepraszam za pożyczone auto
Nie Mazda 323 i wydech sparco
Że nie znam tylu karków
Przepraszam że się kształcę
Że pierdole waszą jazde (echo)
Tańce narkotykowe transe
Przepraszam że zrozumieć trudno
To rap a nie gorące gówno
Że jade z tobą równo
Przepraszam za to że jestem
I że wkurwiam cie tym tekstem (echo)

A i choćby wystawili przeciw wielką armadę
Ty się nie ugniesz nawet sam przecież dasz radę
Zazdrosnych mnóstwo gdy patrzą w lustro
Nie mogą znieść obrazu mają dość że są be wyrazu
Przepraszam że widzicie we mnie kogoś kim nie jestem
Że kłuję w oczy denerwuje każdym drobnym gestem
Z miną hardą gadacie z pogardą o Hip Hopie
Chłopie zamilcz zanim cię zakopie
Przepraszam nie chodzę na solarę nie palę
Nie robie disco i że mam dobry wyskok
Że talent dał mi Bóg że czasem zwalam z nóg
Że mimo prób wróg musiał leżeć u mych stóp
Przepraszam że jestem z Poznania
Że nie obniżam głosu
Że swe nagrania robię na swój sposób
Przepraszam że nie jestem czarny
Nie wtrącam Yo (echo) by być fajny
I nie udaję chłopaków z ferajny
Przepraszam że mówię wprost wszystkim i w głos
Nie rzadko paląc most nieustannie kuszę los
Przepraszam za wszystkie moje błędy proszę dalej
Będę bierny pójdę dalej


3 zwrotka: ? 52

Sława jest słaba bez słowa z żelaza można ją złamać
Chowasz za mało więc zdejmę twoją twarz z ołtarza
Obraża mnie ten obraz próżności
Pokaz mody a nie możliwości
Przystrojeni jak lalki kalekie kalki
Jak ci z rozkładówki sursa jak suka z Hustlera
Rapowy króliczek z pleja
Teraz robisz się na czarnego chłopaka
A on kiedy baka gada se dowcipy o Polakach
Jesteś jak taki czarnuch co prostował kłaki
A czasami jak japończyk po solarce z dredami
Jesteś sup o Mc białym murzynem
A ja zwykłym złym polskim z Urszuli synem
Siła płynie z krwią duma razem z nią
Dębiec Dębiec jestem właśnie stąd
I po co to złoto sygnety cioto
Zdejmij tą skarpetę z głowy idioto
Modnie ładnie aż spadnie szczeka w bagnie
Na dnie tam cię dopadnę chcesz to sprawdź mnie
Mamona mnie nie mami jak tych wszystkich tanich drani
Półmetrowy dla nich i dla tych co nie są z nami
52 po raz pierwszy po raz drugi nie sprzedali
I damy po kant muzykę którą gramy tak
Słowami wyciągamy prawdę z otchłani
Więc słuchaj mądrości od gości pełnych złości
Nie dość ci to pomyśl o godności
Kiedy spojrzysz w lustro i sam przeprosisz
I lepiej proś bo ktoś ci w przypływie złości
Połamie kości by przypomnieć o lojalności
52 nie pozostawia żadnych wątpliwości
I w każdego frajera mogę teraz chuja wbijać
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo