Pono

Kto ty jesteś?
- Mówią na mnie Wilku WDZ,
jeszcze jeden mach, jeszcze jeden skręt.
Nikt przecież nie jest święty,
WW-A, uliczne sępy.
Ja i moi ludzie w kręgu zamkniętym.
Skąd pochodzisz?
- Tu się rodzę, tu budzę się co dzień,
pochodzę z Mokotowa miejsca gdzie,
wszyscy znają mnie,
bardzo z tego cieszę się.
HEMP G R U JLB
bez nerwów.
Co u ciebie?
-Joint, ten klucz drzwi otwiera,
skun szybko znika i wraca jak bumerang.
Rośnie napięcie, wzrasta tętno,
człowiek na oriencie, bo psy gończe węszą.

Kto ty jesteś?
- BPP Hemp G. Klucz,
daj na luz,
tak już.
Wolny człowiek znany jako Bilet,
cieszę się zdrowiem, wykorzystuję chwile,
ważny jest dla mnie los mojej rodziny, tyle.
Skąd pochodzisz?
- Bandycki Mokotów, z nocy tysiąca jednej,
trzeba działać przebiegle.
W sieć się nie dać schwytać,
stary górny tlenu nie brak jest tu czym oddychać, taaa.
Co u ciebie?
- Nie można narzekać przecież mogłoby być gorzej,
jak gdybym narzekał obciął rękę byś mi Boże.
Dziś mocno przyszłości patrzę prosto w oczy,
ciekawy jestem czym jutro mnie zaskoczy.

Kto ty jesteś?
- człowiek dobrej woli
o to dbam.
O czystej myśli z dala od fam.
Z pokojowym nastawieniem, dla dobrych ludzi, dobrem nie chybię,
Koras Z I P – me drugie imię.
Skąd pochodzisz?
- kontrast biurowców i kamienic,
to centrum dzielnic gdzie prędkości nie zatrzyma nic.
Śródmieście Południe nie znane z trenów bezpiecznych,
pozdrowienia dla pielgrzymów wiecznych.
Co u ciebie?
- Daję radę, słowem radzę , nie wadzę,
miej to na uwadze, powolutku się prowadzę
dobrze.
Czas mija w walce o lepsze życie coraz prędzej,
przyjdź pogadać jak chcesz wiedzieć więcej.

Kto ty jesteś?
- Romeo oponent regularny,
życie Warszawy dla mnie światem realnym.
W którym roi się jak w ulu, wychodzę z tego tłumu,
kreuję swój charakter siłą rozumu
Skąd pochodzisz?
- Gocław prawa strona miasta
zwykła ulica południowo - praska.
Namiastka rapu wizualna, lokalna wizja własna,
THS klika na zahe.
Co u ciebie?
- Jak to w życiu – czyli ogólnie,
raz się wiedzie dobrze albo bywa niefortunnie.
Zaciśnięte pięści GOCŁAW - dzielnica
z Hemp Gru bite żółwie.
Kto ty jesteś?
- syn Alka Pono, Zipem mnie ochrzczono,
W Zipa grono zaliczono, z dumą noszę Zip znamiono.
Honor, Bóg, rodzina, trzyma tak jak liny alpinisty,
tak jak wszyscy za jednego, tak ja sam jeden za wszystkich.
Skąd pochodzisz?
- Zza muru, z krainy toru królów, z krainy hazardu,
jak masz hajs to bombarduj.
To koksu rzeznia, wyścigi,
szkolne wygi z pierwszej ligi.
Stąd wyrasta życie miasta,
pal tu z ręki jedenastka.
Co u ciebie?
- Spoko git
dalej spryt ponad rozwaga.
Jak to Zip daję radę,
dalej jadę wraz z Zip składem.
Nie narzekam,
czas ucieka.
Temat rzeka jakoś płynie,
zanurzony w dymie
figiel i znowu coś się zwinie.
Elo!

Kto ty jesteś?
- Felipe - człowiek prosty, z krwi i kości,
ucieleśnienie światła i ciemności.
Swoje prawa rości do wolności,
dumny z uczciwości, Zip godności.
Skąd pochodzisz?
- Z Polski, Warszawa rewir Ursynowski, blokowisk masyw,
tu ludzi znam z ksyw.
W nocy wycie, auto wsyp dochodzi mych uszu,
sąsiedzi ani mru, mru to reguła tego buszu.
Co u ciebie?
- Się wiedzie z dozą animuszu,
nie żałuję wersom tuszu.
Orkiestra dusz, szczęście w duszy gra
nie pierwszy nie ostatni raz,
jest dobrze ziomale i oby tak dalej.

Kto ty jesteś?
- Na komendzie lunatyk,
haszysz gandzia fanatyk.
Hip – Hop maniak,
pewien swoich ludzi, swego zdania.
Z dobrym stylem utożsamiaj.
Ero kryptonim,
JWP to nie synonim.
Skąd pochodzisz?
- Warszawa city,
północna strona stolicy.
Drogowskazy to na murach graffiti.
Miejsce bytu mej ekipy tu,
Bielany, tu
Swój żywot wiodę
nie myl z rajskim ogrodem.
Co u ciebie?
- Wszystko po staremu Thc, uzdatniasz tlenu w płucach,
W tle gra rap nuta ze mną moja grupa.
JWP – czyli mistrzostwo non – stop,
pozdro dla H. G. na PROSTO.

Kto ty jesteś?
- (Scratch) Dj Brzydal.
Skąd pochodzisz?
- (Scratch) u-u-u Ursynów, u-u-u Ursynów.
Co u ciebie?
- (Scratch) Ja żyję jak chce.(Scratch) Ja nic nie muszę, dlatego mam czystą duszę.
Kiedyś był taki etap, że rap to był świat bez map
nikt nie wiedział jak poruszać się w nim ma to fakt
Gęsta mgła, ciemny las, drogowskazów brak
jednak ktoś w to wierzył i pionierzy wytyczyli szlak, tak
zasiali ziarno i odcisnęli piętno
wiesz o co chodzi na darmo na pewno
gdy przyszli młodzi gotowi na jedno
by w rytmie hip-hopu wyznaczyć swoje tętno
dziś wielu chłopaków po fachu bez strachu
opanowuje flow i rusza do ataku
każdy z wariatów chcę trafiać w sedno
i powoli się szkoli, do woli kontrolować tempo

[x2]
Rap to świat bez granic, nic za nic
rap na zawsze będzie potępiany
rap to świat bez granic, nic za nic
rap do końca nie będzie poznany

Tam gdzie bieda młodych dramat się rozgrywa
jest jednak alternatywa
bo rap to życiodajny nektar
niejednego wyrwał z kryminalnego getta
więc tak rap dziedzina się rozrasta
za*****ista jazda prawdziwa miazga
efekt domina z miasta do miasta
flow jest dziedziczny z ojca na syna
każdy kto w tym obyty ma swoje chwyty
patenty, mity, zaklęcia pod bity
siedmiomilowe buty, skróty na szczyty
łamiące znaczące zero stereotypy
bez lipy tworzymy obrazy
bit daje fazy, farby to wyrazy
zakazy, nakazy mamy to wszystko za nic
bo rap to świat bez granic

[x2]
Rap to świat bez granic, nic za nic
rap na zawsze będzie potępiany
rap to świat bez granic, nic za nic
rap do końca nie będzie poznany

Jeden dla misji drugi lubi się bawić
trzeci mówi jak leci czwarty o tym co potrafi
każdy się doskonali ze stali wytrwali
wygrali, płytę nagrali i sami o to zadbali
wdali się w rap osiedlowy rap grupowy
rap hardcorowy rap to rap byle był zdrowy
każdy ma swój kierunek i swój stosunek
lecz podstawa w rapie to jest szacunek
widzę dumę ludzi których rap zwrócił uwagę
mówią, że jest bractwo, że damy rade razem
mamy zasadę wszystko idzie w rytmie
rytm nie zniknie z rytmu rym wyniknie
jak po deszczu grzyby licznie powstają płyty
ekipy biby rap w nas jest wyryty
rym tu się liczy rym ćwiczy rym krzyczy
odgłosu nowej płyty nic nie uciszy

[x2]
Rap to świat bez granic, nic za nic
rap na zawsze będzie potępiany
rap to świat bez granic, nic za nic
rap do końca nie będzie poznany
[x2]
Kolęda, kolęda, no baa
Lubię to się bawię, zapamiętaj
Kolęda, kolęda, no baa
Trzecie pokolenie, asortyment i dziewczęta

Elo wariat gra gitara jest już dobrze?
No baa, to jak będzie zaraz?
Nie wszystko naraz, co za dużo to nie zdrowo
Wszystko jest dla ludzi tańczących z głową
Właśnie nadszedł czas na eskapadę nową
Nie ma to jak relax na plaży z jointem
Dookoła dupki latają gorące
Czas zaschnięte gardło nawilżyć bronksem

Wieczorem wycieczka na tutejsze parkiety
Podziwiać kobiety, ich ciał zalety
Music niestety trochę nie w mym guście
Nie ważne bzdety chluśniem, bo uśniem
I dalej w tango, balanga za balangą
Najlepiej u boku z serca wybranką
Tego nie kupisz w TV shopie Mango
Nawet gdybyś miał czeki in blanco

Jest, jest pięknie, będzie piękniej
Choć jeszcze stoję przed samym wejściem
Wtem otwierają mi się drzwi z napisem V.I.P.
I już witam się w środku
Kilkunastu ziomków i *****owne panie
Myślę, z którą zjem jutro śniadanie
Od razu wiem, która moją wybranką
Szykowne wdzianko podkreśla jej ciałko
W oka mgnieniu podbijam do niej
Z propozycją spędzenia nocy szalonej
Drinki, tańce takie, że do dziś nie wierzę
Raczej podpieram ściany niż jestem tancerzem
Nogi już się plączą, czuję się pijany
Lecz na tyle trzeźwy by ustalać dalsze plany
Jak będzie dalej, sam jestem ciekawy
Na pewno będzie pięknie, jestem o tym przekonany, no baa

Kolęda, kolęda, no baa
Lubię to się bawię, zapamiętaj
Kolęda, kolęda, no baa
Trzecie pokolenie, asortyment i dziewczęta

Od kilku dni zakręcony sagan
Wiesz jak to jest na strychu bałagan
Dziś pełna laba, a wieczorem raban
Ciaw ciawara, takich melanży
Nie masz nawet w snach, no baa
W paczkach mixy, hardcore hip-hop
[?] wsio kapiszi
Stresu zero, sami swoi tutaj przyszli
No i nie bez przyczyn patrz na dancefloor
Śliczne siksy tańczą stereo
Elo ziomek, zaprośmy je obie
*****niem po bombie, zdrowie pięknych kobiet
I najszybszych fur, no to fru fru
No i znów budzi się parkietu król
Nie śpieszno mu do wyjścia w ród
Na hawir powrót dopiero o świcie
To tylko skrót z melanży, których w bród
Gdy forma w szycie i w dobrobycie kiesa
To po prostu z życia poezja, no baa

Jest środek nocy, znalazłem się w klubie
Jakiej nazwy (*****) sam nie wiem, już się gubię
Bo nie ma, (nie ma, nie ma) bezalkoholowo
Odkąd pamiętam było zawsze hardcorowo
Pierwsze co, szybka trasa do baru
Mijam tam dzierlatki i wariatów paru
Lekko zachwiany chyba cudem mnie wpuścili
To już nie istotne pędzę napić się tequili
Po niej czuje się znacznie lepiej
Choć ta wódka podrabiana tak jak w sklepie
Jedna myśl by nie było tak jak ostatnim razem
Pomyliłem kibel z innym obrazem
Sakiewka już pusta, a ktoś tu złapał smaka
Dzisiaj tu nie problem spotkać dobrego chłopaka
Nie chcę minąć się z melanżem, ani ze smakiem
Dzieciak uwierz to jest lepsze niż zabawy z crackiem

Wjeżdżam w pewne miejsce
W pewnym mieście, weź zrób przejście
Pewne mordy, choć nie wszędzie
Pewnie grubo dzisiaj będzie
Więc wchodzę, parę osób mijam po drodze nieco dalej
To co zwykle barman nalej
To co zwykle barman posyp
Jest już nieźle, a jeszcze czuję niedosyt
W koło piękne panie, stuknij się w banię
Mam swoją kobietę, której nie zranię
Dudni basik, wygłupy na parkiecie
Sekcja b-boy wygibas najlepsza na świecie
Ledwo dycham, to już nie tak kondycha
Trzeba to skontrować, ziomulku choć na kielicha
Wcześniej nie kończę, a przecież nie sączę
Na chwile usiądę i zaraz dołączę

[x2]
Kolęda, kolęda, no baa
Lubię to się bawię, zapamiętaj
Kolęda, kolęda, no baa
Trzecie pokolenie, asortyment i dziewczęta
Nowy ład, nowy start, nowy kat, nowy fakt, nowy porządek świata

Cały ten nowy porządek ma wpływ na rozsądek
Na początek puszczą sondę, sterują wyglądem
Rządek do hipermarketu rozpoczął erę dekretu
Oto gra sekretu w nowej formie kabaretu
Znowu nowa sieć sklepów zachęca reklamami
Tak żywią się nami sterowani korporacjami
Karmią prawdami wysyłani w formie telewizyjnej
Zmienią pieniądz w sposób życia nastawiając konsumpcyjnie
Oszukać precyzyjnie to pojęcie strategiczne
Liczne głowy robią to psychologicznie
Spakowane, sprzedane, klient jest panem
Znane jak ten kit, wszystko jest nam dziś tak wciskane
Bo to jest

Nowy ład, nowy ład, nowy kat, i nowy porządek
Nowy świat, nowy świat, nowy start, i nowy początek
Jeden Bóg, jeden głód, jeden lud, jak jedna waluta
Jeden wróg, jeden wróg, ta, jeden wróg, bo jedna wojna wzbudza

To tacy ludzi u władzy oraz ludzi z kasy pracy
Coraz cieńsza klasa średnia, zostanie bogata, biedna
Jedna żeruje na drugiej, druga dla pierwszej luksusu
Haruje za pługiem, w długach żyje z przymusu
Szukasz plusów, same straty, by bogaty na tym
Budował se chaty, a ty waty rozbijasz na raty
Baty czujesz to harujesz, historia się powtarza
Bogaty rachunek przejmuje, tak zysk pomnaża
To zaraża, uważaj, to nowy odłam religii
Grunt z wieczystej biblii potwierdza luksus amfibii
Świat grób pieniądza płacąca zarabiająca
Jedna pławi się w luksusie, druga żyjąca w lamusie

Nowy ład, nowy start, nowy kat, nowy fakt, nowy porządek świata
Z pomocą demokracji dążą ci z organizacji
Do nacji globalizacji władcy to ściśli doradcy
Zacni anonimowi gotowi chcą człowiekowi
Zrobić z głowy mózgu pranie wkręcanie u kogo taniej
Organizowane międzynarodowe targi
Rzucają na twe barki swe marki, a to nie podarki
Cel światowej gospodarki zabrać żeby sprzedać
Stać na to bogatych, bo zabierane ma biedak
Weźmy rozda swoim, zaboli jednych, ukoi drugich
Stoi za tym loża trzymająca przepływ zboża
Wywołują wojny by samemu być spokojnym
To jest prastary ład świata, rządzi elita bogata

[x2]
Nowy ład, nowy ład, nowy kat, i nowy porządek
Nowy świat, nowy świat, nowy start, i nowy początek
Jeden Bóg, jeden głód, jeden lud, jak jedna waluta
Jeden wróg, jeden wróg, ta, jeden wróg, bo jedna wojna wzbudza
Odstawiam na bok te wszystkie lyche sprawy
Zarzucam kurtkę i Śródmieście Warszawy wita mnie
Choć mało czasu, zawsze coś znajdę
By z koleżkami ruszyć na lokalną knajpę
W środku to samo, zawsze te same pyski
Ręka do góry i ogólnie cześć wszystkim
Mamy swój stolik co ma jedną nogę mniejszą
Wkładamy pod nią klapkę od szlugów zgiętą
Jak ktoś go zajmie to ewentualnie drugi
W rogu sali zawsze siedzi Adaś co ma długi
Pani Tereska przynosi po herbacie
Szefunio coś zagaja - jak chłopaki gracie?
Dzisiaj pas staruszku, nic nie mam
Wczoraj wyłożyłem się na trzech pod rząd rowerach
Pierdolę hazard, każdy to powtarza
Jak przegra, a jutro znów do tego wraca
Szczupła Lucyna niedostępna niczym zjawa
Niezłe imię w dwa tysiące siódmym, Warszawa
Ktoś za nią zerka przez ten dym, co i rusz
Niejeden już, chciał jej stamtąd zdmuchnąć kurz
Raz Bogdan, stróż, kupił jej bukiet róż
Taka świetlica, poczekalnia dusz
Weź lód krusz, daj tuzin szklanek barmanie
Maniek zrobił flaszkę, bo mu wszedł kupon na sześć baniek

Ta lokalna dziura, ta która dla żula to kolebka
Tu pełen wirtual hula, tutaj jest z nas setka
Tłum zamula, wkraczasz okular, zachodzi mgła tu jak rytuał
Formuła od rana lana jest do szkła pełna kultura ta
To jest natura tego miejsca, nie?
Niejeden akurat w tych murach swe życie przespał
To piedestał do pokera dobiera pan - starczy
Walczy aż w końcu do zera zaczyna maszyna karcić go
Nie starczy, to jak matka, krecha w zeszycie
Cała aż się marszczy, walczy tak przez całe życie
Picie, spanie, wstanie, zostaje granie i chlanie
Nie odstaje go ani na krok, kombatant powstanie
Co czekanie aż nastanie pro schyłek pomyłek
Bo granie na banie tego to za duży wysiłek
To jakby wziąć i żyłę sobie chlasnąć
To jakby poczekalnia dusz co chciałaby już zasnąć

To poczekalnia, gdzie wchodzisz by zabić czas
To przechowalnia, którą zaliczył każdy z nas
Póki wybranka nie da szczęścia ci w całości
Będziesz tu w oparach dymu gościł [x2]
(Pono)
Kiedy rap był tak jak temat zakazany,
Cały ten medialny świat, świat chodził wydygany,
Kiedy rap tak jak kwiat zaczął się rozwijać,
Od razu było widać jak się w mediach
go zabija,
Kilka lat
temu rap był wrogiem systemu,
Dziś to fakt, fakt że rap siedzi na power-play'u,
Tak z dnia na dzień tak rap przeszedł do mainstream'u,
A wszystko się zaczęło tu od kilku prostych rymów,
Ruszył bum-bum zaczął się w okół medialny szum,
Na antenie tłum ocenia utwór po refrenie,
A sam przekaz stał się jak by teraz ludziom obcy,
Nagle wyskoczyli sezonowi hip-hopowcy,
Bunt się skończył sprawa ta stała się oczywista,
Że tak kolorowo to jest tylko w teledyskach,
A my dalej jak od lat nagrywać będziemy rap,
To dopiero Preludium to nie meta to start.

Ref.
To dopiero Preludium, to nie meta to start.x3

(Sokół)
Niektórzy patrzą na nas i myślą mieli
farta,
Jedna czwarta może wie jaka jest prawda,
Kruk w lodzie, cug w nosie, złota karta,
To nie może być cel, to marny standard,
Nie uzależniaj się od niego bo zwariujesz,
Jak spadnie, a życie
nic nie obiecuje,
Niektórzy myślą że osiągnęliśmy wszystko,
Ja czuję że to start i wciąż generuje przyszłość,
Mówiłem- nie poczuj się na szczycie schodów,
Bo wtedy nigdy już nie pójdziesz do przodu,
Nie przewidywalni jak na raperów,
Jednym żartem z Frankem zamietliśmy hitmejkerów,
Cały świat pudelka i autoreklamy,
Stał się taki mały, weszliśmy tu tylnymi drzwiami,
Tyle lat robimy ten rap Zip Skład
To dopiero Preludium to nie meta to start.

Ref.
To dopiero Preludium to nie meta to start.
Kiedy patrzę ci w oczy to widzę siebie
Kiedyś, kiedy dokładnie nie wiem
Kiedy słucham ciebie to słyszę swoją duszę
Niespokojną sprzed kilku lat i się uczę
Wiem, jesteś mną, identycznie zawiedli nas bliscy ludzie
Wiem, to był błąd ze strachu zabić w sobie każde uczucie
Dziś przyjmuję pewne rzeczy jako pewne
W tych kwestiach brak miejsca na rezerwę
Wiem, że tak jest i zakładam, że tak będzie
Na zawsze, bez przerwy, chyba, że zrobię przerwę
Wiem nie chcę jej więc jej nie będzie
Wierz w to co jest, jeśli nie, jesteś w błędzie
Jesteś mną i na zawsze już będziesz
Ten splot, przeszłość wspólna oddzielnie
Przeszliśmy to wszystko dzielnie
Więc nie wątp we mnie
Czuj się pewnie, szliśmy tak gdzieś równolegle
Jesteś mną, obojętność niszczy doszczętnie
Musimy być pewni siebie
Skończymy w piekle lub niebie
Razem, tego jestem pewien
Bo jesteś jak ja, jesteś częścią mnie
Nawet jeśli jeszcze tego nie wiesz, że

Jesteś mną, więc przestań już bać się mnie
Jestem tobą i niszcząc mnie zabijasz siebie
Jesteś mną i nie chcę dla ciebie Źle
Jestem tobą i nie wiem kiedy ty nie wiesz

Jedno spojrzenie wystarczy żeby wiedzieć o co biega
I im człowiek jest starszy tym więcej w ludziach dostrzega
To dar, czy na tym polega właśnie przeznaczenie
Lecz człowiek pozna człowieka, wystarczy jedno spojrzenie
Marzenie, pasja to nas w jedność połączyło
Naturalna segregacja to nas wyłoniło
Wspólna sprawa, prawda najzwyklejsza uczciwość
Świeci nam jedna gwiazda, towarzyszy jedna miłość
Różnie było, wiadomo człowiekowi od*****la
To się skończyło, trzymamy się od tego z dala
Nikt sobie nie pozwala żeby z czymkolwiek nawalać
Dlatego nadajemy wspólnie na tych samych falach
Jak jeden organizm, ranię to jakbym siebie ranił
Też odczuwasz paraliż, jak coś nie tak jest między nami
Każdy robi głupoty, lecz o to w tym tu chodzi
Że mimo, że są kłopoty to umiemy się pogodzić
Czasem jestem ciężki, czasem nie jest lekko
To jestem ci wdzięczny, że umiesz to tak dzielnie znieść to
Czasem jestem zły, czasem w czymś się pogubię
Wtedy nikt, tak jak ty, lepiej mnie nie rozumie
Jakbym stał przed lustrem, też czasami czuję pustkę
Czasem tak jak ty nie wiem czy to wszystko jest słuszne
Jesteś mną, tak chciał los, wiem to
Jesteśmy tacy sami, różniło nas tylko tło

[x2]
Jesteś mną, więc przestań już bać się mnie
Jestem tobą i niszcząc mnie zabijasz siebie
Jesteś mną i nie chcę dla ciebie Źle
Jestem tobą i nie wiem kiedy ty nie wiesz
Pono:
Cały czas wija z hitem zycie plynie ZIP jest ZIPem
Jest pomysl na plyte plyta jest tego wynikiem
Zaden ZIP nie jest typem co chcialby sie przylansowac
ZIP dlatego jest ZIPem bo z bitem lubi rymowac
Niejeden probwal z ZIPami sie zaprzyjaznic
Niejeden cukrowal przez co sam sie tylko zblaznil
Niejeden zalowal bo prowokal i draznil
Nieudacznik motywowal sie tym ze jest kims waznym
Trzasnij jak masz miec jakies pretensje
Kazdy ma konekcje pozdrawiamy konkurencje
Licza sie intencje a nie same referencje
Tez trzeba miec odwage zeby wyglosic recenzje
A ty jak chcesz mozesz dalej strugac glupa
Miod cukier cukier aby do celu po trupach
Sluchaj i sie ucz jak ja i moja grupa
traktujemy z gory te karykatury tutaj

Miod cukier cukier
Cukier miod miod

Miod cukier cukier
Cukier miod miod

Sokół:
Nieszczery usmiech to nie nasz kierunek
ZIPsklad Sokol Pono Deszczu wzajemny szacunek
Jebac wizerunek make up i maskarade
Zazuc mi cos chuj na to klade
Jestem soba zawsze i nie udaje
Plaszczysz sie przed nami jak zlotowka pod tramwajem
Za to kurwisz na nas kiedy nie slyszymy
Zycze zdrowia dla ciebie i calej rodziny
Nigdy do udawania nie czulem miety
Zyje dla bliskich swoich nie dla legendy
Ja w rozowym swetrze nadal bede mezczyzna
A pizda ze zlota keta nadal jest pizda
Sierotko chyba powoli sie w tym gubisz
Bardziej naturalny niz ty jest juz Rubik
Rob jak lubisz dupolizie na salonach
Miod i cukier i klepanie po ramionach taa

Miod cukier cukier
Cukier miod miod

Miod cukier cukier
Cukier miod miod
Wszyscy co nam źle życzyli, mówili byśmy skończyli
to w tej chwili zobaczyli jak bardzo się pomylili
połączyliśmy siły słowami ponad granicami
między nami są sami nazwani przez świat słowianami
mamy moc, przebicie i jak nikt łeb do picia
nie lekceważ nas, ponieważ cały świat jest do zdobycia

Som pater jote, koko kokop zastupułem katarja sinus
to kokot u tihapu
nepsani doces sisum besne hahopo
stokuru mi kryje herbaty dewo depo

Mulj boze, zele bone, oudezy noi wsys
slowiany, poljaki, serbo, chorwaty, bohare, rosyjany
ktos kto wiezy, tech to pjany, je dzentelmeny, hoolihany
tomokraszy, dalaj dale, chouaj sfo i nahany
nas zna to bahato, piervoj moze z niebujte sjarane
mie a hraf czaso tea, bo na to Pilzno albo zarany
mojto domena to vizno połahoj, poszlano
poko ce pisac, bolilu nate mit dolo dasiano

My mamy niko znewu co bys chtial
trenim, rokokonda kati dieł
kak di smiele makni binaoli frewu cze
elamento zefripevi czi zapojnicze
glok timurka szuraku Bjarusin se
mes nażda vretymy tu efendo we
umekfija nikidama ena musi da mi znasz
kak mie ne wiesz nie zdłako ot mani sparasz

Direktor, papo Kotasweto
diblisgo do getto, karlo treko
o te pożnysz kołodzenia ta na tyszkoto
horodna ta grudka na humanizmo terrorizmo
pajos keta dispinos kosmopolitizmo
od Vagar do Karpaty te posel sleviansky odbiern
jeden za wsyte, wsyte za jeden
asaf żeżi picze kako wreo obo
dwilem di sedmo leto gospodoło

Skorka puj, mi rosci ta naszy gra
wsio parjat, et fua, i szto beżit tak stat
nie puscy mojkie, nie moga sul bystroje
puzin razem piera możem, slava bohu
niszoj sile, niszoj nie a stalitienie
z cisztym sercem zgiereci korwiu pierem
is Bielarus, is fiet, nie sfora faraskas
znaj, nie wzadi dacenio et nas

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas

Sany skosztowany slovany sokeles brany
czio se do podreo semoje woje da szidu doje
dubirori mero dinu zaszwi jota nurdimo
skupo projekt, jek kartko powiecie
efekt semer be czworka nas bostiszla dana glasi neo tiszla
nos podpira nistisza, nekadanycz e proje
to je zeczity numer, slovansky nabiza fundament
i cze soje bolboke zdany na waszich nogach kucemen

I zaszłujs boka znamy caly kraj
prooga cemo swoi ja sabali odo dwaj
nielicze sinej, PROSTO sine
sesy zartresy czum chwilem sto posto sine

Co na to rządy, co węszący, bo napewno
niejednego z nich dziś boli nasza jedność
kryminalne kraje wykrwawiają się od lat
masz słowiański rap, nie radzę lekceważyć nas
sme sloviansky buch, widisz?
mi serce tepre pum pum, cejkisz?
widisz to, kam patszisz, segisz, ażwanisz
smetu, poczitaj snama, slyszysz?
bichodni witre a wichodni steo
steo zapahu juda, a smrad mao seo
zna ma newy jebesz, na stedo stanesz
wiec udzielam ci bresz, mie niewu nie biesz

Dis gustwa, slowa, nawyk, umienie
pabiedy, a szybkie, rabota, cierpienie
striemlenie, blysk, paezja, muzyka
hetenie pri koloże, wsie sierozna ciustrwo
i szre, skrecz, ritm, rifmo
mudrosc, molodosc, stawan, stiło
ligalaj zbie maskwa, dwa ci z piervem wieg
reprezent rassija, na sloviansky trek

Frentei tenkiei kej twoi dedi
repirigi gustwa kupiesłi kaukeni
stil tiela zhelka spija ceribokum
we kriminal wisok, Evropa i stop
nomaji kusi mosz, se jak? aha
ja prestam na Bosnu Haucheva, merhaki sevda
a kusy budrush, medro stradasz smetno
kraj Bosnii, a na predko

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas

Psenkar winka zdam drua
sentoje moje i teke ne da a a a
nezepawa ce zna, nezepawa ce zna
dokusam pralużny, doktuimi i zda
dopapra epotizwa, slovianska nawejza
czak de noje dolutimo szeto wos
odpil te klube neh se party zeczne
porsistamy zaba aba raewo enegre

I de czesko skousimy zajebala swoje rymy
no swoje miny tituzimy mija zame slovanskimy
swoje tekstu de prauda ulica pricze
krimimena medli noskozwu komu wida skrivic

Ne slovieny joty zhimy bahti zhiwy joszu nama
mizmo bra czasami kryje baztu plynie potoczkama
oprocz te je segie dosne za to prawo swiłu
nabane getleku swisa dole nek doslausky zhiwis knaga

kto wytycza nowy szlak? to ZIP Skład, a jak
ten pakt przypieczętował w słowach, ten słowiański rap
zobacz ile flag przez jeden track, jeden świat
jest obok siebie jak brat, tak rap jednoczy nasz świat

Josu mahah ote hroho cum horek koko
som intelektualny lerek seroz broko
nem te sasnamy sum legendai grofo
to jes slovansky kompo o o, o o

Każdy weekend wtisze syna naszych pare
piasta germane, u mienia wsio pariadet
ktojto pari, ekseldiluks
tam gdzie uczy bier mienu sumi nafsi gra plus
show time szwajmi tu sa neże naj
cagrij keżdiele i gra predo żraj
se deejay Max Czerny, deejay Max Czerny
widi es taj, budysz me grou

Skonczyl to Hitler, skonczyl to i Shwer
kagito nehalinum sloze ja tuakra to dwes
skonczyl to Lacoste, mil bignij fols
oenasz papa Szwejk, odo pierdala kols
niwzy slovany nie poczeniu i nas
jebanas komołż lainy zlome landlas
muzite poczitac, sami cela Evropa us
steczi kidwra gra porwali joł po was potopa

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas

Opsa czeli jeto tekla no peokrata do Warszawy
siku jednoł, czwor dezolismo zastawy
dostem czosnem minem szalim da simi prominim
toutajmy dolite wjebo rikolenem

Chłopaków od Belgradu przez Warszawę do Moskwy
doceń (doceń) wcześniej stajemy się dorośli
a jak widzisz słowiańską dziewczynę od razu jej chcesz
jak ją miałeś to wiesz, jak z nią jest, jak nie to cześć

I spezata kaza tochu bije prijato
estestwe no, sztese tolka madekwato, wtozi drak
prostujama kak, nelisnom rapat
e nauczimi chemii trawo deam na fahwed
no so siczki, i mojta a tateosz te brodi
fuszitene sloviansky te narody
zdrawo brat, jesli se bouisz zkadat
tuaj samalopop, pogniż tokusom bradat
zreorganizowany, oddany wułany
odwutlany robi matu zmeczo wohany, to
to mamy ewsiko na żre ne u mamy
sahszti żeba to na spetna folna ejak cunamy

zesfenasz e ze mnie, pesni segorek
zapompe tu besme, swinekste mole
aj musamol toko swizo jedna bieda za swet
sezłuczykiem na łonie poczi nie predama nie

buida bu serce wiera datom christiem
piszu pasa ne zażyzna z twajom listjem
nie dieta moszto be pozać, pazaloda
kłospital, nie staaa, ludzie na baodzie
i slawa boguż toszla żilis naszy dni tak
diecki geodet, echni szitata
was spominanija użenie takia smen
gorkich bilju i nada prie choliat wsiem

jedziem, bouu, ja rodam z ni Rassiji
sztalminia, hip-hap palisi
slavianski kisti padojgie di minesti ki
prusaka luckiera a paczusti silu słała
kak de jon mikrofone roz kalender biła zała
esta dziewone, mnie nie można karone
poczuby slabady, ja robem sulec tu despet
pakoje moje nagrada

[x4]
Nie lekceważ nigdy nas
1996, TPWC, Sokół, Pono cześć
Start ZIP, reklamówki zioła
fart chronił mnie, stara dobra szkoła
znaliśmy się z reorganizacji imprez
strzał w hybrydach, zabawa w biznes
gram Rozala, [?] Mierona
wódka Sika, wielka pomoc Pona
z Felipe Athletics za małe zacięcie
rum Seniorita miał wtedy wzięcie
w karty na sos, ktoś traci zysk
przyjaźń i moc ich pada na pysk
duszę artystów mamy do dziś
chuja nie dla zysku, byle w przód iść
każdy z braci ZIP ma ten sam znak
wszystko w nim masz, masz też nas

ZIP, TPWC - wpatrz się w Zet'kę, zobaczysz nas tam
Koras, Fu i Fundacja (numer jeden) wyłącz flash'e, nie musisz klaskać
WWO i Zipera - nasze loga częścią są miasta
ZIP, TPWC - wpatrz się w Zet'kę, zobaczysz nas tam
Służewiec wyścigi, pierwsze rymy na migi
treningi za murem, zamiast chłonąć lekturę
break był turem, zabrał dzieciaki na siłownie
cały mój świat to były me wyścigi konne
Mały, Senku, Turek, Wania na zawsze w pamięci, Grzechu pozdrawiam
Rap wypełnił brak tego co znika
Bóg tak chciał, że spotkałem ZIP'a
I zaczął się bal całą ekipą
Wspólna biba, studio Indigo
Od zera, zaczynając na loop'erach
Karol, Bogusz o was pamięć nie umiera
Kolenda, kolenda, nie jedno pamiętam
lubię to się bawię do dziś nie wymiękam
Coś się kończy, coś się zaczyna
TPWC - ZIP skład - rodzina

ZIP, TPWC - wpatrz się w Zet'kę, zobaczysz nas tam
Koras, Fu i Fundacja (numer jeden) wyłącz flash'e, nie musisz klaskać
WWO i Zipera - nasze loga częścią są miasta
ZIP, TPWC - wpatrz się w Zet'kę, zobaczysz nas tam

Tyle lat (w balu)
Tyle spraw (w balu)
Tyle dni (w balu)
ZIP Skład (w balu)
Cały czas w balu
Nie można wszystkiego brać zbyt poważnie (nie ma co)
Yyy...trochę, odrobinę... dystansu (cały czas)
Ale czasami trzeba podejść poważnie do tematu
Szedłem sobie po śniadanie i podbija do mnie Janek
chwile ściemnił - jak tam zdrowie? - gadkę znam już na pamięć
Zaraz powie - pożycz mnie dwóch stów - i narzekanie
że już mama mu nie daje, mówię - Janek, daj już spokój mamie
Pożycz mnie dwóch stów - nie daje za wygraną szkodnik
Nigdy w życiu nie oddajesz kanałami chodzisz
załatwione już z Robertem nie ma żalu - mówi przekręt
a z Bogdanem i Kamilem pytam, on mamrocze chwilę, lipa
(pożycz mnie dwóch stów, mam świetny pomysł)
ja mu mówię znam go - konie, bingo i kupony
Ogarnij się, mama ci nie daje, bo masz lat trzydzieści trzy
weź się do roboty, bo już trochę wstyd
(Mam już coś na oku, co ty Sokół ciągnę furę z Rotterdamu
i pogonię drożej z tym kulawym z baru)
Jaką furę, przestań łgać, ściągniesz spodnie twoja mać a nie furę
pożycz mnie dwóch stów - nie ustępuje

Jak nie widziałeś dziś pożycza
to bankowo on zalega ci coś
Janek o ksywce - Pożycz
przezroczysty, jeśli krewi sos

Pożycz mnie dwóch stów - ja mówię nie ma mowy
spieprzaj ziomuś, pluje i bratuje aż brakuje mu powietrza
Zmiana - papierosa masz? - nagle wyjeżdża
Można nabrać się, jeśli Janka Pożycza ktoś nie zna
Nagle mówi mi - do jutra - ja wciąż idąc coś zjeść
myślałem, że się żegna i mu mówię - spadaj, cześć
a on na to - pożycz mnie dwóch stów, do jutra, wiesz
wiem, ale to, że już nie spotkam ciebie wtedy
więc nie ma gadki, przezroczysty staniesz się jak zwykle
nawet z klatki jak wychodzisz cię wtedy nie przytnę
a on - pożycz mnie dwóch stów - już mnie wkurwia
jestem głodny i mam dość tego natrętnego trutnia
pożycz mnie dwóch... - stop, masz tu pięć dych
zajebiście - i zawijaj się, niech cię nie widzę więcej
Za te pięć dych kupiłem sobie spokój
od upierdliwych wkrętek i teatrzyku z bloków

Jak nie widziałeś dziś pożycza
to bankowo on zalega ci coś
Janek o ksywce - Pożycz
przezroczysty, jeśli krewi sos

Mam go z głowy już - Sokół no weź się
Mam go z głowy już
Mam go z głowy już
Mam go z głowy już - no jak z głowy?

Idąc wzdłuż ulicy w planie miałem zjeść śniadanie
Lecz gdy Janek Pożycz znów na drodze mi staje
Daję nogę w drugą stronę, bo już wiem, co Janek powie
pożycz mnie dwóch stów - weź daruj sobie Janek
obudziłem się w jednorazowym domu
z jednorazową Tobą u swego boku
i nie wiem po huj Ci dałem ten jednorazowy numer telefonu
miałem nie dawać go nikomu!
jednorazowa myśl uderzyła mi do głowy,
że sam jestem tylko raz jednorazowy
świat, jak chusteczka,
smarkasz, gnieciesz i wypieprzasz
jak granat, z którego poszła juz zawleczka!
to wszystko działa tylko raz
nie płacz!
wytrzyj twarz, dziewczyno
to jednorazowa miłość,
jeśli jestes starej daty, możesz nie zrozumieć.
to jak buty do trumien, z papierową podeszwą.
jednorazowy kubek kawy i idę na zawnątrz
jednorazowy moment który idzie w przeszłość
jednorazowa Ty, jednorazowo ja
jednorazowy świat jednorazowa gra
jednorazowo budzę się przy Tobie i zasypiam,
to element jednorazowego życia
jak numerek na poczcie, dla Ciebie dziś wymyślam
jednorazowe imie, tak jak jednodniowa ksywka
niejeden raz to życie zdusić figla może
pierwszy i ostatni raz ja od Ciebie wychodze
przechodze przez ulice , widzę na dłoniach twój brokat
w głowie wciąż słyszę jednorazowe kocham,
kocham, kocham, kocham, kocham ...

ref.
to tak, tak ten jedyny raz
to tak, tak, tak to byłam ja
poszukując swego miejsca,
gdzie byc może znajdę fragment szczęścia
tak, tak pomyliłam czas
przez chwilę wierząc w nas
too wszystko miałam wiedzieć
teraz jaka jestem, wcale nie wiem

w jednorazowej scenerii,
bez żadnych zbędnych fanaberii
bez histerii,
tylko raz, chodź, dzisiaj masz swój czas
bądź mą jednorazową narzeczoną
bon-ton zostaw za sobą
bądź nią, do czasu jak świece spłoną
to jednorazowa rozmowa, obca osoba
której słowa przemijają szkoda (szkoda)
myśli zostają, reszta znika
czekaj, czekaj Gosia? czy Dominika?
nie! nie wnikam to tylko raz
więc co to za różnica...
tylko raz! to wszystko jednorazowe zjawisko
wszystko czysto, hermetycznie
w kit , że niby jest ślicznie
taki mit, nie? (nie)
plastycznie formowany sztuciec
lecz spryt polega na tym, by go zużyć
i móc uciec, to nie głupie nie? (nie)
lecz jakie to ma przełożenie?
wszystko jest jednorazowe,
jednorazowe spojrzenie,
w którym smutek jest, proszący o przebaczenie
za to, że jednorazowe, co jest to traci znaczenie

ref.
tak, tak ten jedyny raz
tak, tak, tak to byłam ja
poszukując swego miejsca,
gdzie byc może znajdę fragment szczęścia
tak, tak pomyliłam czas
przez chwilę wierząc w nas
too wszystko miałam wiedzieć
teraz jaka jestem, wcale nie wiem

a może spotkasz mnie,
co jednorazowe jest,
przeznaczeniem naszym stanie się
rzeczywistość łaskawa będzie.
Więc choć widzę swoją twarz
ze wstydem skrytą w dłoniach
nawet chcę żyć z przekonaniem
że co robię jest poszukiwaniem
poszukiwaniem ....
poszukiwaniem,
Ciebie siebie, Ciebie siebie, Ciebie siebie ,NAS
(o tak to było)
Ale ty zajebiście pachniesz...
Uwielbiam twój głos.. chodź...
Odwróć się...
Przytul mnie...
Tyłeczek.. tak.. masz najlepsze ciało na świecie...
No to wejdź we mnie.
Chodź tu.. chodź...
Jesteś moim panem.. Rób ze mną co chcesz!

Nigdy Nie Zrozumiem Kobiet
Nigdy Nie Zrozumiem Kobiet

Patrzę na Ciebie jak coś śnisz nago śpiąc
czuję na sobie rano zapach twój wciąż
pięknie wygląda twój tyłeczek jak leżysz na brzuchu
siedzę na krześle obserwując Cię bez ruchu
patrze na Ciebie jak tak jesz uśmiechnięta
słucham jak mówisz mi o pracy i prezentach
ładnie wyglądasz jak wycierasz sobie usta
kelner butelkę zabrał bo była pusta
niechcący Cię budzę herbatę sobie mieszając
odwracasz się na plecy, rozchylasz uda ziewając
za chwilę wstajesz i podchodzisz do mnie bez ubrania
uwielbiam w Tobie ten twój brak skrępowania
zjedliśmy, śmiejemy się z kogoś obok
wstydliwie pokazujesz go ruchem głową
wyglądasz ślicznie, te oczy to skarb
twoja nieśmiałość dodaje Twym policzkom barw

Ref. Miałaś ze mną już tyle orgazmów
a nigdy nie zjedliśmy razem niczego...
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Zjadłaś ze mną już tyle obiadów
a nigdy nie byliśmy w łóżku dlaczego...
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet

Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet

Odwiedzasz mnie nocą, wchodząc rozbierasz się z ochotą
zbędny jest względny słowotok, odwiedzasz mnie właśnie po to
za słowo się oddam... spełniamy najskrytsze fantazje
odwiedzasz mnie zawsze kiedy masz najmniejszą okazję
cenię twą pasję, jestem pod wrażeniem chwili
słucham uważnie, sam nie chciałbym się pomylić
tak jak zawsze rozmowa obiad umili
i to bez względu na to co byśmy zamówili
w jednej chwili jesteś naga, układasz się sama siadasz
wiesz że tak nie wypada, odwaga jednak pomaga
mi to odpowiada choć znów kończy się tak samo
znów nie zjedliśmy razem, znów wyszłaś wcześnie rano
Mógłbym tak słuchać Cię całymi godzinami
każde z nas wie, że jednak jest coś między nami
i gdy tak jemy wciąż się zastanawiamy
że mimo że tego chcemy to wciąż razem nie sypiamy

Ref. Miałaś ze mną już tyle orgazmów
a nigdy nie zjedliśmy razem niczego...
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Zjadłaś ze mną już tyle obiadów
a nigdy nie byliśmy w łóżku dlaczego...
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet

Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet
Nigdy nie zrozumiem kobiet

Smakuje?
Pyszne.. jak zwykle.
Masz coś w kąciku ust.
...
To może wpadniesz do mnie dziś na chwilę?
Nie... nie nie nie raczej nie. nie mogę
no cóż.. to może jeszcze wina?
mhm:)
Poszedłem z małą na molo
Pełna saszeta, relaks full, uderzam solo.
Uraczyłem małą zimną Coca-Colą,
A ona mnie mentolowym Marlboro.
Zgrywam ekspres, ekspres gentleman'a.
Polecę wierszem, pełen czad - tak jest - wena.
Teraz na serio mam Ci coś do powiedzenia,
W moim Ritmo na tylnych siedzeniach.

- Będę brał cię!
- Gdzie?
- W aucie!
- Mnie?
- Cię!
- Eee...
- Ehe.

- Będę brał cię!
- Gdzie?
- W aucie!
- Mnie?
- Cię!
- W aucie?
- Ehe.


Americano - pseudo po tacie
Handlował waflem na plaży w Juracie.
Miał cztery budki z hamburgerami,
Jak była draka cała sala szła za nami.
Skąd mam Wranglery, hę?
Pyta się ona.
Ja się uśmiecham i mówię - Baltona.
Weź daj mnie rękę, słodka jak z miodu,
Wezmę Cię w aucie na sto różnych sposobów

- Będę brał cię!
- Gdzie?
- W aucie!
- Mnie?
- Cię!
- Aha.
- Ehe.

- Będę brał cię!
- Gdzie?
- W aucie!
- Mnie?
- Cię!
- Nie...
- Ehe.

Ja w Victorii piję Ballantines'a
Każdy tu wie, że jestem królem tańca.
Na flipperach mam wszystkie rekordy,
Jak ktoś się dzieli to tylko forty-forty.
Dwadzieścia procent pobiera tutaj kasa.
Ruda Grażyna, ty jesteś ekstraklasa.
Szpan na maks, ja ostro jeżdżę,
Chodź na parking, przejedziemy przez zaplecze.

- Będę brał cię!
- Gdzie?
- W aucie!
- Mnie?
- Cię.
- Aha...
- Ehe.

-Będę brał cię!
-Gdzie?
-W aucie!
-Mnie?
-Cię.
-Naprawdę?
-Ehe.

Jestem barmanem na tym dancingu,
Pierwszy raper, nie było jeszcze stringów.
Kazek z Peweksu ma wszystko spod lady.
Ja trzymam bufet i mam układy.
Gość płaci w markach.
Mam wolny rynek.
Twoja sukienka w kolorze landrynek...
Już po fajrancie dotyk twych dłoni.
Szatniarz pilnuje mi Mirafiori.

- Będę brał cię!
- Gdzie?
- W aucie!
- Mnie?
- Cię.
- Aha...
- Ehe.

- Będę brał cię!!
- Gdzie?
- W aucie!
- Mnie?
- Cię.
- Hahaha!
- Ehe.
To moje życie, to mój rap, mój ból
Ale jadę z tym, w tych, co się śmieją wbijam *****
Tu brud i syf, nie trzeba kurew, nie trzeba szuj
Dla tych podwórek umarł król, niech żyje król
Tych, co łapie gul, *****ć ich
Oni myślą, że nam ***** spada z nieba kwit
Jadę z tym, ale też mam chwile, że bym to rzucił
Nie stwarzam pozorów, że jest git, kiedy jest do dupy

Jedziesz przed siebie, bo tak wypada
Życie jak sport tego wymaga
Jedziesz z tym *****, niech twa garda nie opada
Jeden głupi błąd i nagle wypadasz
Podnoś się szybko i jedziesz z tym dalej
Kto zamula frana ten w tyle zostaje
Nikogo nie stać na takie opóŹnienia
IdŹ za ciosem mistrzu, dasz radę, bez wątpienia

Jedziesz
Jedziesz, jedziesz

Jedziesz, ej, nie ma, co się o*****lać
W realiach czas nie pozwala żeby z czymkolwiek nawalać
Trzeba działać, drążyć, krążyć tak żeby nie zbłądzić
Jedziesz, jedziesz (jedziesz) tak żeby na czas zdążyć
To wymogi naszych czasów, wiesz, nie ma nic od razu
Lecz nie pasuj dalej jedziesz, bo inaczej zawiedziesz
Przecież wiesz (wiesz), że nie jesteś sam
Jedziesz dalej, dalej jedziesz, przecież radę sobie dasz

Jedziesz ziomeczku i bez względu na zyski
Chcesz być elegancki dla wszystkich
Tych, co sobie na to zasłużyli, są w porządku
A dla swoich uczciwi nie chciwi
Jedziesz z *****ą jak zobaczysz konfidenta
Śmiecia trzeba gonić, niech go każdy zapamięta
Żeby póŹniej mógł z nim jechać bez żadnych oporów
Ważne w życiu by nie sprzedać, a nie trzymać się pozorów

Jedziesz
Jedziesz, jedziesz

Niepozorna ekipa sięga szczytu a nie dna
Duże, duże kataklizmy, ale ona nadal trwa
Na poziomie ziomie, na poziomie ziomie zarabia
Do przodu konkretnie działa, działa, działa elita
Twa energia - w żaglach wiatr, twoja siła to twój skarb
Twój charakter to twój brat versus po*****ny świat
Dużo do zrobienia jest a bardzo mało czasu
WeŹ do przodu ostro jak napchany tabasco

Rozterki, zwątpienie lepiej zostaw dla leszczy
Jeśli chcesz być coraz lepszy zaciśnij pieści
Wierz mi, jedyne granice są w twojej głowie
Więc ***** paranoje i pamiętaj przysłowie
Im więcej potu na treningu tym mniej krwi na ringu
Tak, ten rap formą dopingu
Jeśli czegoś bardzo chcesz to to zdobędziesz
Masz tylko jedno życie, więc dawaj jedziesz

Jedziesz
Jedziesz, jedziesz
Jedziesz

Jeszcze raz, Kaczy z wami, Popek, Firma
Jedziesz dzieciaku, jedziesz

Ciśniesz, jedziesz (jedziesz) dodaj gazu
Nie stój, rusz się, szkoda czasu
Bo odpada z gry ten co się zamula
Niestety cel rodzi się w bólach
Nie błądzi ten co szuka
Finezja to jest sztuka
Wysoki pułap opanowania, bandera Prosto
Pobudza do działania
IdŹ wygrywaj, walcz, trzymaj swego zdania

WeŹ te słowa jeszcze raz do siebie (dawaj jedziesz)
Jeśli czegoś bardzo chcesz to daleko zajedziesz
Bierz to życie takim jakim jest (dawaj jedziesz)
Ja uczynię tak samo, nic mnie od tego nie odwiedzie
Jesteś z nami to jesteś z nami daleko w przedzie
Jedziem z *****mi co chciałyby o nas za dużo wiedzieć
Przecież my wciąż wzbogacamy się o nową wiedzę
Dawaj jedziesz, cóż więcej mogę jeszcze powiedzieć?

Jedziesz
(Co jest?) to jest nasza odpowiedź na stagnację
(Pasje) połączone w jedną federację
(Zawsze) zawsze będziemy walczyć o racje
(Patrzcie) niech tak jakby każdy walczyć zacznie

Ile można czekać, cały czas czas ucieka
Szkoda go na człowieka, co cały czas wciąż narzeka
Po co zwlekać (zwlekać) my mamy inicjatywę
(Zamiast) zamiast być widzem wolimy być w pierwszej lidze

(Co jest?) bierzemy sprawy w swoje ręce
Nie chcę już stać bezczynnie więcej
Ja wiem, co chcę, umiem to mieć
Mój błąd, że nie zrobiłem tego prędzej
(Co jest?) bierzemy sprawy w swoje ręce
Nie chcę już stać bezczynnie więcej
Ja wiem co chcę, umiem to mieć
Ty weź i ja też to sobie wezmę

Dość patrzenia, jak wszyscy, co się niby znają
Wciąż nasz temat tu rozpierdalają
Można jebać ich, niech spierdalają
Bez znaczenia dziś co nawijają
WWO Shera, sos miało na klip
Kilka cip i jest git, radzę ci kołuj feed
Czy to biznes, życie, street, mówię wam
Nikt ci kurwa nie da, jak nie weźmiesz sobie sam
(Od siebie) ja je mam we krwi nieudacznicy
Więcej niż wy mają go moi prawnicy
(Podziemie) siedź sobie idioto w tej piwnicy
Ja sprzedaję dźwięk, nie sprzedając potylicy
(Podziemie) mają wciąż moi ex-wspólnicy
Zaufanie jest, mogą zawsze na mnie liczyć
(Podziemie) szacunek ma ten, kto jest prawilny
W co raz lepszych miejscach ci sami kolędnicy
Przejdę do historii, jako ten, kto zaliczył
Wszystkie plansze gry, od zera, od ulicy
Przeciwnicy mają chuja w tchawicy
Wkurwia ich, że dali radę zwykli śmiertelnicy
Pieniądz to nie cel, to was gubi naiwniacy
Rób coś z sercem, a dostaniesz go na tacy
Wielki respekt dla was, Men i Kaczy
Każdy wie, co gdzie go może zaprowadzić
Gdzie się kłóci dwóch, tam trzeci korzysta
Gdzie się kłóci trzech, tam ja negocjuję
Gdzie się kłócą wszyscy, tam nikt nie wygra
Też wkurwiają mnie, lecz nie reaguję
Szuje, z grona wydaleni jak zawartość kiszki
Nie mam trzech żyć, by się wczuwać w nienawiści
Trzeba w przód iść, nie mam czasu na potyczki
Biorę sprawy w swoje ręce i pod skrzydło bliskich

(Co jest?) to jest strzeżony projekt kolędników
W wyniku zaniku dobrego bitu w głośniku
(Co jest?) to jest dalekie od stereotypów
To jest to, co zniszczy wszystkich przeciwników
Głos pokolenia, co ma dość pierdolenia jelenia
Co wciąż ocenia, zamiast rzeczywistość zmieniać
Chcesz podziemia? to masz, o brzmienia chodzi, nie o twarz
Docenia się to jak grasz i co do powiedzenia masz

[x2]
(Co jest?) bierzemy sprawy w swoje ręce
Nie chcę już stać bezczynnie więcej
Ja wiem, co chcę, umiem to mieć
Mój błąd, że nie zrobiłem tego prędzej
(Co jest?) bierzemy sprawy w swoje ręce
Nie chcę już stać bezczynnie więcej
Ja wiem co chcę, umiem to mieć
Ty weź i ja też to sobie wezmę
[x2]
...Bez odwrotu strome stopnie schodów....
...Zdobyte, zdobyte to słowo zipa...
...Krok po kroku coraz wyżej się pnę...
...Coraz lepszy jak całe ZIP...

O to co mam dbam, o to co sam zdobyłem gram
I postawiłem to na typa stawiam całość na zipa
Płyta, ekipa Z I P mknie
Przez strome stopnie schodów,
Lipa nie wchodzi w grę gdzie
Na drodze bez odwrotu przechodzień
Jak co dzień szuka wyjścia z kłopotów,
Że gotów jest mówi mimo chodów co drugi się gubi
Los takich ludzie karać lubi
Kto nie jest głupi ten wie co robi,
Wie co to za wysokie progi
Bo patrzy pod nogi.
Wie, że bokiem drogi nie da rady przejść
Ja idę przez tę drogę choć mogę z niej zejść,
Za rogiem odbić, treść i zaciśnięta pieść to atut
By coś zdobyć by obić to pod bit rapu,
By tabu się nie bać, by nie spaść z pułapu
By iść do przodu bo życie mija,
Bo życie mija

[x2]
...Bez odwrotu strome stopnie schodów....
...Zdobyte, zdobyte to słowo zipa...
...Krok po kroku coraz wyżej się pnę...
...Coraz lepszy jak całe ZIP...

Rym ten tym sposobem niech uświadomi tobie
Co na tej drodze cię czeka
Strony obie monety to symbol człowieka
Co od biedy ucieka niestety do mety dobiega
Jest w plecy, nic nie ma śmierć owo żniwo zbiera
Na żywo, słowo Zipera start od zera na przesterach
Teraz naciera do przodu przez zamęt
Dzięki Bogu za talent w imię Ojca amen
Przed kolejnym rozdaniem gniew na rozsądek zamień
Z tym zdaniem się licz, do końca jak kamień
By żaden znicz się nie palił ,by nikt się nie powalił
Byś wrócił cały do domu, Źle nie życzę nikomu
Lecz pecha jak gromu się strzeż
Wierz w co chcesz, ale wszystko ma swój kres
Mą tarczą jest ekspres orient
Bo kto na wkręt się złapie ten w moment odpadnie
Choć prawie mu się udało jest na dnie
Wchodzisz śmiało, kto zgadnie ilu przegrało
Za trudne? Podpowiem
Zostało niewielu
Lub czy to droga bez odwrotu czy to droga do celu?
Nikt (nikt) tego nie wie

...To słowo zipa...
...Krok po kroku coraz wyżej się pnę...
...Coraz lepszy jak całe ZIP...

...Bez odwrotu strome stopnie schodów....
...Zdobyte, zdobyte to słowo zipa...
...Krok po kroku coraz wyżej się pnę...
...Coraz lepszy jak całe ZIP...

Wiadomo, że koło się kreci nęci
Chęci same nie wystarczą
Wygrywają ci co walczą
Tylko z podniesioną gardą
Masz szanse się przebić
Walcz twardo, walcz by zwyciężyć bo warto
I nawet gdy nie bardzo wiesz gdzie ta droga cię prowadzi
Chcesz czy nie musisz sobie radzić
W świecie gdzie możesz stracić lub cos zyskać
Dlatego walcz, walcz by wygrać
Szerokiej drogi
Różowy Crystal, truskawki, kwiaty dla naszych kobiet
Trzeba odsunąć je od syfu tego świata, człowiek,
Za dużo widzę i czasami mi rozsadza głowę
Tak, że pani Goździkowa tutaj nie pomoże.
Kuchty w knajpach spuszczające się do jedzenia,
Ze zwykłych nudów i braku wiary w marzenia
Kontra dom na plaży, wielkie przeszklone okna popatrz,
Jak wtulona w siebie para, szanuje się i kocha.
Wyrodne dzieci ziemia traktuje jak zła macocha
Te dobre mają zawsze po swojej stronie Boga.
Odstaw "Prozac", musisz poczuć życie jakim jest,
To nie test na bycie chujem, więc czego chcesz?
Ludzie gubią się, gubią sens, biegną za czymś co marnością jest,
Chcą mieć, zamiast być, gdzie jest sens?
Szybki seks, sztuczni ludzie, wargi, cycki, botoks,
Kult ciała, zaniedbanie duszy, tylko po co?
One się głodzą, oni żrą sterydy, razem ćpają koks
One nieznajomym typom liżą jaja trzecią noc,
Za dużo widzę więc wybieram życie dla rodziny,
Oddam im całe lata, dni, miesiące i godziny,
Wybieraj sam - szczęśliwe życie bez doliny,
Kontra na centralnym bajzlu ofiary amfetaminy,
Zgubiłeś siebie samego? To szybko przyszło?
Wciąż myślisz tylko co ludzie o tobie myślą?
Jeśli non-stop kontrolujesz się jak jesteś postrzegany,
To sam zakładasz sobie na ręce kajdany,
Zabijasz szczęście własne, patrz ja robię to co chcę,
Nie walę w puchara, bo nie otb
Nie złapałeś ironii Pieniądza w Cenie? Kurwa czytaj z ust!
Pierdolnąć z barana w ścianę powinieneś na mój gust!
Tyle razy mogłem pozbyć się tu klasy, dla kasy,
Jestem sobą, klasyczny jak Prosto Klasyk


Za dużo widzę żeby wybrać źle
Widzę różnicę, wiem czego chcę
Za dużo widzę żeby przejść obojętnie
Widzę różnicę, mam to szczęście. [x2]


W koło zawiść, nienawiść, nie mogę tego strawić
Żeby się dobrze bawić, to najlepiej kogoś zabić,
Iść się napić, naćpać, później iść kogoś napaść,
Większość dzieciaków wie co to znaczy słowo zapaść.
Brak umiaru, społeczeństwo żądne jest skandalu,
Tak jak dziś fajnie iść się najebać do baru.
W każdym calu społeczeństwo zostało zatrute,
Problem baru rozwiązano robiąc taniej wódę.
To jest głupie, ludzie ślepo wierzą politykom,
Niejeden dupek okazał się zwykłym bandytą.
Dzieci to widzą, to na ulicę się przekłada,
A potem się dziwią, że smyk na dworze z nożem lata.
Tata strajkuje, dzieciakom zamykają szkoły,
Mama i inni ludzie harują jak woły.
Człowiek jak szmata, wpierdala mu się kocopoły,
Podczas gdy większość ludzi wpada w finansowe doły.
Mi to nie odpowiada, osobiście mi to zbrzydło,
Większość odpada jak bydło, które wpadło w sidło.
To jak jakaś choroba, to narodowa żałoba,
Tylko dlatego, że osioł dorwał się do żłoba.
Szkoda, że moda jest na bycie skurwysynem,
Kozak jest ten co naubliżał swej dziewczynie.
Jestem poza, bo wiem, że umiem poznać co jest złem,
Co mnie ominie, bo też spełniam sen o swej rodzinie.
Też wiem czego chcę, jestem już ukształtowany,
Mimo że ten nasz świat jest aż tak pojebany.
Jestem ponad, bo na chuj jest mi ta cała batalia,
Pierdolę ten gnój i od tego się uwalniam.
Na chuj mi problemy, dużo ich w życiu miałem,
Mam swój plan, sam mam to czego chciałem,
I się jaram przy tym sam, sam sobie wybrałem,
A uwierz, że w swoim życiu już niejedno widziałem.


Za dużo widzę żeby wybrać źle
Widzę różnicę, wiem czego chcę
Za dużo widzę żeby przejść obojętnie
Widzę różnicę, mam to szczęście [x2]


A ja sam uczynię tutaj siebie bogatym,
Nie dostałem mojej firmy w prezencie od taty.
Masz ale? Zajmij lepiej się własnym życiem,
Wciąż boli cię, że ktoś do przodu idzie?
Ludzie kochaliby mnie bardziej jakbym stał pod sklepem,
Prosił o piątkę na piwo, wtedy czuli by się lepiej.
Sokół byłby poczciwy, w porządku,
Najlepszy jako nieudacznik, leczyłbym ich kompleksy.
Nienawiść i zazdrość niszczy cię od środka.
A moja miłość jest wszechmocna...
Widzę w sobotę - siódma rano - jak na mieście jem śniadanie,
Te przećpane, najebane, przypadkowe młode panie,
Które mają na dupach ręce przypadkowych panów,
Mówię o żywych trupach, co się nawet nie są w stanie ruchać.
Pociągną druta i dostaną gratis AIDS,
I szesnastoletni sen o Paris Hilton skończy się.
Ludzie myślą, że to się nazywa korzystanie z życia.
Chcą spróbować wszystkiego, panicznie zbierają przeżycia,
Chcą być gwiazdą rocka wczoraj i gwiazdą porno dzisiaj,
Chcą wszystkich zaliczać jakby miało nie być jutra,
Chcesz tak żyć, widzieć tylko czubek swego fiuta?
Ja za dużo widzę, nie tylko seks, hajs, futra.
Czy dziecko spokojnie jedzie w "Klubie Pancernika"
Czy musi być dokarmiane przez "Pajacyka"?
Niech zginie przemoc w rodzinie i "Niebieska Linia",
I zero tolerancji dla tej kurwy pedofila.
Chwila, zobaczcie jaki świat jest piękny,
Za dużo widzę, żeby widzieć tylko ludzi błędy,
Chowam przed całym złem w ramionach dziewczynę,
Chcę dla niej zrobić dużo więcej niż do dziś zrobiłem.
I proszę Boże, daj mi wciąż wiarę i siłę,
A ja dam temu światu zdrową i piękną rodzinę


Za dużo widzę żeby wybrać źle
Widzę różnicę, wiem czego chcę
Za dużo widzę żeby przejść obojętnie
Widzę różnicę, mam to szczęście [x2]
Elo, raz a dobrze, właśnie tak, hołd
Dla wszystkich mi bliskich
Elo, właśnie tak
Z.I.P.

[Pono]
W imię ojca, słowo syna, bez końca, hołd zaczyna Pono
By nie zapomniano płoną, życie wiernych
Ja za pomocą nieśmiertelnych słów stąd
Oddaję hołd przez wzgląd na stare czasy
W głąb pamięci sięgam, widzę obrazy zdarzeń
Które pamiętam, zarazem to doświadczeń księga
Nie taka piękna jakby się zdawało, tego nigdy mało
Trzeba żyć śmiało, co się stało, to się nie odstanie
Zostanie to jak znamię po ranie
Jak każde pożegnanie pozostawia lukę
Stuka to nieŹle z hukiem, by na mukę się nie w*****ć
Brać naukę i się nie bać żyć, błąd to tego nie docenić
Ja ten błąd popełniłem, nie doceniłem przeżyć
Które przeżyłem, nie chciałem wierzyć, że i mnie to dopadnie
(Dokładnie nie unikniesz chłopak, już niejeden odpadł)
I tak każdego człowieka to czeka
I tak kolejnych ofiar nie zliczysz
Dar przetrwania ból zasłania niczym skóra zdobyczy
I czy smak goryczy czas zabije? duch jest we mnie
Żyję i żyć będzie nieśmiertelnie jak zdjęcie przed oczami
Stoję z ZIP'ami nad twoim grobem rodem S.A.P.
W hołdzie, które ci zapewni życie wieczne
Bezsprzecznie w to wierzę bez końca, w imię ojca
Syn Alka Pono, hołd po naszemu

To jest hołd dla tych, co nie dożyli tej chwili
To jest hołd dla tych, co nie zdążyli zobaczyć
To jest hołd dla tych, co musieli kogoś stracić
To hołd, dla jedynego, hołd dla mego Larego, elo

[Pono]
Nie pytaj dlaczego następna rodzina bliskiego chowa
Odcina od niego cię płyta marmurowa
Niech płyta winylowa go ożywi, dziwi cię to?
Potrafi to tylko prawdziwy hip-hop
I krąg najbliższych w tle
To hołd dla człowieka, który wychowywał mnie dla Z.I.P.
Które to dzieło przyjęło, za to jak to się zaczęło, elo
Za to jak było, za to jak jest i oby się nie zakończyło
Tragicznie, nie życie fizyczne, tylko psychiczne nastawienie
I to klasyczne nagranie daje mi nadzieję
Że zmienię wasze zdanie w tej dziedzinie
Pamiętaj, w rodzinie nikt nie ginie
Kontynuuj swą linię bez końca na zawsze w imię ojca
Dziada, pradziada, przetrwa twa saga
Nawet gdy los zada ci cios, pomaga ci głos
Najbliższy hołd dla nich wszystkich

[Sokół]
Ta muzyka, my tutaj, ta płyta, ten kawałek to jest hołd
Za naukę, za pokazanie często nie najlepszych stron
To podziękowanie za sztukę jaką jest przetrwanie
To nawijanie, to jakby list do ciebie
Na pewno mimo wszystko w niebie
Jak bardzo jestem tobą? sam nie wiem
Życie było takie a nie inne, to wszystko
W świętej pamięci, mimo to gdzieś blisko
Nikomu nic nie wyszło od początku do końca
Hołd dla mego ojca, dla Z.I.P. Składu
I dla wszystkich, którzy w życiu otworzyli moje oczy
Bym do przody kroczył, elo

To jest hołd dla tych, co nie dożyli tej chwili
To jest hołd dla tych, co nie zdążyli zobaczyć
To jest hołd dla tych, co musieli kogoś stracić
To hołd, dla jedynego, hołd dla mego Larego

To jest hołd dla tych, co nie dożyli tej chwili
To jest hołd dla tych, co nie zdążyli zobaczyć
To jest hołd dla tych, co musieli kogoś stracić
To hołd, dla jedynego, hołd dla mego Larego, elo, elo
Kear
Dobrze ujęte, gdańska szkoła, typy zawzięte
Graffiti szeroko pojęte, to jest jak spacer ze skrętem
Nieraz przeklęte kontrowersyjne dziecko sztuki
Wyczuleni na niebieskie suki, SOK
Poprzeczka wysoka jakości obraz kvrw zwróci
Opinie postronnych, że to tylko brudzi
Kear dla swoich ludzi i siebie przede wszystkim
Pokój dla bliskich co burzą spokój jardom
Oddani twardo kontra buff na SKM
Dzień za dniem na razie czyszczą pajace
Chvj im w dupę za zamalowane prace te
Men In Black, bez cenzury wers
Kozacka dywersja, czekaj część druga
Istotna zasługa miejsc takich jak pleciuga
Długa lista wspomnień i nadal się udzielam
Stój bo strzelam, łapaj gnojek, słyszę cięcie
Na oriencie, chvj, bo mogą, dają takie hasła
Dobra passa, stracone farby to jedyne straty
Zaplecze młodej daty dopilnuje by nie zgasła
Ta kultura miasta, a wokół awantura
Buduje artykułów góra, buduje się koniunktura
Nienawiści do graffiti, bzdura, powodów góra
A prawda wypisana na pociągach i na murach...

[skrecz]
O literach myślę już
Już na zawsze
Sięgam po markera
Więcej ruchów, a mniej pjerdolenia

Warszawski styl

Kosi
Niejeden z tych co nie zna nas nie lubi nas
Bo robimy graffiti
Pierwsze nie po to by czerpać z tego profity
To dla całej ekipy
Wutka klich choć z prawem w konflikt wszedł
Niejeden z nich uskutecznia bombing
Tak jak kiedyś DONDI
Tępić tych, którzy przeciw graffiti uprawiają lobby
Wielu to robi, choć żaden nie jarzy
Na c***u se namaluj - słyszałem wiele razy
Dobre style, żadne bohomazy
Szybkie prace, tagi, legale, oglądam je w zwolnionym tempie
Imię pisząc wciąż myślę o postępie
Chcąc nie chcąc, mówię o tym, to jest we mnie
To graffiti najprawdziwsza akcja
Systemu dewastacja, toyów kasacja
Dobrych ekip dominacja, na ulicach miasta, liniach stacjach
Jesteśmy wszędzie JWP wutka

...To czysty hardcore
W tym jestem mistrzem
To chyba oczywiste
Razem w złym stosunku
Więc psss...będąc szepczę ukradkiem...

Rybson
Co trzeba mam ta, miejscówkę znam
Halo, no siema, cześć, ty o której to tam
SKM zrobię to linia miasto zrobię to
I zrobię to dobrze, tak jak to robię z kobietą
Lepie to bletą, patrzę po betonie
Burner tu płonie, gdzie dwa krzyże w koronie
Tagi wszędzie, o tym pisać się będzie
Tak jak kiedyś na skałach, tylko to inne narzędzie
Na oriencie trzeba nieraz, wtedy i teraz
Od ciebie zależy, czy do domu docierasz
Wybierasz sam, tak znam tę formę ekspresji
Nie brak presji, czasem się używa dywersji
Złapań, pobić było wiele (aha) niebieskie cfele
Jakby nie było niech żyją wholecary i panele
Na sygnale leszcze, a ty nie skończyłeś jeszcze
To te dreszcze, to w nas, to robimy cały czas
Graff head incognito, jak wywiadu as
Co tam SPECIAL czy COLT 45
Dajesz sturlamy coś, dziś BITCH, akcji pięć
Bez cięć nie ma gwiazd to bomberzy miast (miast)
Tu SEXI, BAHOR, LAST z tobą i oklaski
Melanż, babeczki, domy, chromy
Graffiti w mieście bądź świadomy,
Chromy, graffiti w mieście bądź świadomy,

...O literach myślę już
Popieram zawsze
Sięgam po markera
Więcej ruchów, a mniej pjerdolenia
To czysty hardcore
W tym jestem mistrzem
To chyba oczywiste
Razem w złym stosunku
Więc psss...Belton trzepcze ukradkiem...

...O literach myślę już
Popieram zawsze
Sięgam po markera...
Więcej ruchów, a mniej pjerdolenia...
[Pono]
Najmniejszy gest jest pozornie bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
Z doświadczenia wiem (wiem)
Każdy próbuje się wzbogacić
Sensem staje się tylko to co może się opłacić
Możesz stracić i to dużo, słyszysz ciszę przed burzą?
Czy to co ci wróżą głosy z nikąd
Mówią, że brniesz ku wynikom
Nie wiesz, że sam się stać możesz zdobyczą
Na to liczą ci co ci Źle życzą
To ludzie co krzyczą, że jest Źle
Nikt nic nie robi by było lepiej
A w tle kolejny głodny biedę klepie
Przecież przedtem był kimś
Dziś przed sklepem siedzi prosząc
Byś kopsnął trochę miedzi (widzisz)
Ciebie też to może spotkać
Myślisz, że tu sens słyszysz?
To rozpacz ludzi, których wieczny głód budzi
By sprostać - grasz
Nie znasz reguł? odpadasz w przedbiegu
Każdy szczegół jest istotny
Wie to każdy rozsądny chłopaczyna
To nie nowina, życie jak lina
Kończy się to co się zaczyna

To wszystko jest bez sensu, lecz nic bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
*****ć urojenia, nie wszystko jest do zrozumienia
Jak wrażenia?

[Pono]
Lepiej jedno słowo przed niż dwa po
Bo bankowo to (to) znaczy z reguły przegrane
Najcięższą ranę możesz zadać najlżejszy dotyk
Zawsze pomagać na kłopoty będzie polski złoty
To jak narkotyk, wymioty są to skutki uboczne
Całe życie do roboty aż pod ziemią spoczniesz
Coś widocznie jest nie tak, bo tu sensu brak (brak)
Fakt, zarobisz na obiad to będziesz jadł
Dlaczego kradł? bo był głodny
Jak ma zarobić dzieciak, który jest bezdomny?
Tak wygląda bezsensowny świat
Do obrony zmuszony bezbronny
Ma knockout, to istotny punkt
Bo odpadł podczas pierwszych rund
I to za dług, którego nikt nie mógł spłacić
Według doświadczenia, to co tracisz doceniasz
Bo tak naprawdę nie masz wyjścia
Los rolę wciąż odmienia
Pozostają tylko w myślach wspomnienia
Jak wrażenia? nie wszystko jest do zrozumienia
Nie raz mowa milczenia ocenia to według znaczenia
Nie do wybaczenia jest ciszy przerwanie
Gdy najlepsze słowo to to niewypowiedziane

To wszystko jest bez sensu, lecz nic bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
*****ć urojenia, nie wszystko jest do zrozumienia
Jak wrażenia?

[Wilku]
(HG, WDZ, ZIP, Pono)
Ważne co jest teraz, bo ono trwa wiecznie
Życie na krawędzi bywa niebezpieczne
Lecz nie zapominaj nigdy o co walczysz
Wiesz swoje, lecz to nie wystarczy
Los karci zagubionych tych, co nie potrafią
Wziąć się w garść, oni się bawią by na mordę paść
Co? nie chcesz wstać czy nie możesz się podnieść?
Musisz klęskę odnieść, by wzbudzić drzemiące siły
Dzieciak, dzieciak, nie zawsze będę miły a prawdziwy
Zajawką czynienia dobrej woli pókim żywy, to nie zgrywy
Nie leję wody jak fałszywi i jak oni nie rzucam słów na wiatr
Bo jak mój brat nie liczę godzin i lat, zysków i strat
Wiem gdzie start, tylko Bóg wie gdzie meta
Hemp Gru, mentalność getta, schyl się po zeta
Kto się wywyższa ten nie lepszy od peta
Mówisz - e tam? nie widzisz? czy udajesz kreta
Co ma zrobić kobieta z dzieckiem od męża oddalona
W imię prawa osamotniona, na pastwę rzucona losu
Nie słyszysz? czy nie masz serca głosu?
Idziesz na dno, bezradność z beznadzieją chodzą w parze
Kto temu winien? nikt palcem nie wskaże
Oni wiedzą, dla nich i tak już się smażę
A ja pozostanę niewolnikiem marzeń aż do końca

To wszystko jest bez sensu, lecz nic bez znaczenia
Chcesz zrozumieć sens czegoś, co sensu nie ma?
*****ć urojenia, nie wszystko jest do zrozumienia
Jak wrażenia? (HG, WDZ, ZIP, Pono)
[Włodi]
Elo, hołd, Pono, Włodi jestem tu, rzeznia 2001

Ref.: Wytrącony z równowagi jest gotowy by zabić
Sięga po dragi, myśli za co by się napić
Żyjąc w świecie magii wszystko się wali
Kolejny raz życie daje ci popalić x2

[Pono]
Są takie dni, gdy nic ci nie wychodzi, chodzisz zły
Próbujesz się pogodzić z tym by wyjść na swoje
Paranoje, też się boję to jest to co człowiek czuje
Gdy mu los życie rujnuje
Odejmujesz, dodajesz, wypatrujesz okazji, kłamiesz
Kombinujesz jak chcesz to nazwij, czujesz, że jest zle
Potrzebujesz ratunku gdy dobija cię suma na rachunku
Wszystko idzie w złym kierunku, lipa
Wszystko na rachunek wydał, miał za mało, biedę witał
Gdy na życie nie starczało wybrał przypał, bo co mu zostało
Mówisz bandyta, bo nie wytrzymał z głodu
Zrozum, oprócz tego nie miał żadnego powodu

Ref.

[Pono]
Dajcie mu spokój, niech się każdy odpierdoli
Każdy chce być wolny, nikt nie chce żyć w niewoli
To go boli, bo on chce żyć
Jak ma żyć jak mu żyć nie dadzą
Nie wszyscy sobie radzą, za to wszyscy płacą, pytam za co
Za to, że musisz siedzieć, z dala gdy jointa odpala?
Za to, że masz go za wandala?
Czy za to, że ma spierdalać bo zadzwonił ktoś po organ ścigania?
Jest on Zipem z powołania, co go jara to nagrania
Tego prawo nie zabrania, więc się odpierdol
Daj mu spokój, wokół same problemy
Osaczony przez hieny, nie spłacony kredyt w myśl go rozprasza
Kolejny dzieciak na złą drogę wkracza
Czy to oznacza, że też nie ma przyszłości ten
Co nie ma w młodości nic, skazany na to by żyć jak pic
Na to by śnić o tym jak być by mogło
Szykuje się do bitwy gdy wszystko zawiodło
Chwyta się brzytwy, wyciąga żądło i kąsi, ma dosyć
O nic nikogo nie będzie się prosić
Nie jeden skończyć chciał by ze sobą na jego miejscu
Dla nie jednego życie by nie miało sensu
Nie jeden by się zesrał, nikt tak żyć by nie chciał
Do dziś walczyć nie przestał, nic innego nie znał
Z góry został stracony, przyparty do muru
Osaczony będzie walczył aż do bólu

Ref.

[Włodi]
Wiedział to tera Ulica to bestia, która dzieci swe pożera
Nie wybiera ziomków, daje ale też zabiera
Od cichego podilera dech mu zapiera
Przecież to też jest jego miejsce
W pełni świadom czuje szczęście w pewnej grupie
Przy następnej walce, nowej próbie
Parę osób w tłumie pomóc mu umie
Wyjąć gwozdzie z wielu jego trumien
Nie żartuję z ulicznym syfem (uliczny syf)
Tu jesteś Syzyfem co raz kolejny
Kamień beznadziejny toczy
Nie jeden dzielny skoczy z mostu
Da za wygraną tak po prostu
On z dumą znosi czas kolejnego postu
Klęka i prosi o moc co nie zniknie
Nieuniknionego ziomuś nikt nie uniknie
Krople prawdy łyknie wysłucha serca rade
Obsypany gradem wchodzących mu w paradę
Kontynuuje tą legendę, rap nie jest błędem
Pod żadnym względem, ze wstrętem patrzą
Dzieciaka nie wystraszą, on przez perypetie
Z którymi się zetknie stanie się silniejszy
Na stówę nie wymięknie i tobie życzę ziom
Zachować siłę tą przeciw wszom
Ze wszystkich stron gryzących
Dobra elo, muszę kończyć.
[x2]
Póki możesz weŹ ziomków bierz gdzieś
JedŹ, miej cel, póki możesz
Póki możesz warto jest chcieć
Suto wędlin kłaść na chleb

Jakby się tu zastanowić chwilę
Wszystkie te spędzone chwile
Ile satysfakcji dają ile
Póki możesz i masz się dobrze z gotówką
Nie żałuj sobie, innym gdy pozwala zdrówko
Co ty na to morduchno może by tak
Uśmiech trach najlepszego no i ciach bach ach
Wszystko jest w twoim zasięgu
Pomyśl mocno poczuj, to zostanie w twoim sercu

Jak idę na browar to myślę o dwóch
Jak jaram jointa nie wystarcza jeden buch
Choć do szczęścia niewiele mi potrzeba
Nigdy nie odmówię sutej pajdy chleba
Też uważam, że wszystko jest dla ludzi
To pazerność potrafi naiwniaków zgubić
Bo życiem trzeba się podelektować
Szponcić, pracować, kochać, nie spać i balować suto

[x2]
Póki możesz weŹ ziomków bierz gdzieś
JedŹ, miej cel, póki możesz
Póki możesz warto jest chcieć
Suto wędlin kłaść na chleb

Życie to gra, ja gram vabank
Bo jestem smakoszem, wielbię życia smak
Żyje się raz, żyje się krótko
Nie samym chlebem, nie tylko wódką
Czy fortuny blask czy w kiermanie pusto
To to jest twój czas czym prędzej zrób to
Jak już coś robić to tylko suto
Bo Bóg raczy wiedzieć co będzie jutro

To wszystko po to by żyć, nie być idiotą
By być kimś, być, dziś mógł stawić czoła kłopotom
Nie się kryć by zgnić, żyje się po to żeby żyć
A nie dożyć, żyje się po to by coś stworzyć
Ktoś tworzy z pasji dając upust fantazji
Ktoś przy okazji jest w ramach atrakcji w akcji
Lecz każdy chciałby coś z tego mieć
Żeby suto wędlin kłaść na chleb

[x2]
Póki możesz weŹ ziomków bierz gdzieś
JedŹ, miej cel, póki możesz
Póki możesz warto jest chcieć
Suto wędlin kłaść na chleb

Kląć, kląć na potęgę sobie nie folgując
Nowe rewiry non-stop penetrują
Pomagaj biednym, bo sam miałeś lipę
Przekreślić przyjaŹń, zapomnisz ekipę
Powszedni chleb smakuje i z masłem
A żyć na bogato ze zbędnym balastem
To trudne, dla jednych nie do przeskoczenia
A tych co jest celem na gorsze zamienia

Czas nie zwalnia, za*****la coraz prędzej
Póki możesz bierz sprawy w swoje ręce
Tak by od życia móc wyrwać jak najwięcej
Poważna sprawa, nie ma co ukrywać
Suto wędlin na chleb kładę, to po mnie widać
Nie żałuję sobie, nie lubię wybrzydzać
Mimo to z umiarem tak by się nie porzygać
2KC, Ranigast i mogę dalej śmigać

[x2]
Póki możesz weŹ ziomków bierz gdzieś
JedŹ, miej cel, póki możesz
Póki możesz warto jest chcieć
Suto wędlin kłaść na chleb

Przez moje okno widzę żebrzącą kobietę
Otwiera drzwi kościoła ludziom idącym na mszę
Z czyjegoś okna widać basen i betę
Ktoś inny nie ma okien na dworcu PKP
Zadbane panie kastrują perskie koty
Ich zmartwienia inne są niż twe kłopoty
Lecz dla nich mogą być tak samo straszne
Różne są problemów skale, różne hierarchie
Ktoś nie ma nogi, ktoś nie ma na flaszkę
Ktoś się teraz topi, ktoś zgubił apaszkę
Mam dużo szczęścia więc z ziomkami chętnie
Drinkami delikatnie punkt widzenia uszlachetnię
To samo miejsce wygląda już lepiej
Dziewczyny piękniej, chłopy inteligentniej
Pamiętaj, nie bądŹ łapczywy, ale głupi też
I suto wędlin kładŹ na chleb

[x2]
Póki możesz weŹ ziomków bierz gdzieś
JedŹ, miej cel, póki możesz
Póki możesz warto jest chcieć
Suto wędlin kłaść na chleb
To co po mnie zostanie, to te słowa,
nieśmiertelna nawijka ZIP-squadowa, (cały czas od
nowa)
niejedno pokolenie wychowa (zobaczysz)
Bo to dla nas coś znaczy (właśnie tak, elo)

To co po mnie zostanie, to te słowa,
nieśmiertelna nawijka ZIP-squadowa, (cały czas od
nowa)
niejedno pokolenie wychowa (zobaczysz)
Bo to dla nas coś znaczy

A czy Bóg mi to wybaczy? - zobaczymy,
nie ma skutków bez przyczyny
To nie nowiny, i tak tkwimy tu aż w końcu
dotrzemy by znów narodzić się
od nowa, jak te słowa, nieśmiertelna nawijka ZIP-
squadowa (posłuchaj)
Na gorące sparzony na zimne dmucha,
uważaj co mówisz, bo dzieciak słucha,
to dla niego droga ma być a nie muka, pobierana
nauka z nagrania
trzymaj swego zdania, pod uwagę wzięta zmiana
Kontynuowana nawijka szczera, T.P.W.C, ZIP skład
ZIPera,
teraz solo, dla tych,co na poważnie to biorą
słuchając stroną od błędów, by uniknąć przykrych
momentów,
bez komplementów, bez farmazonów
Słuchaj to i zrozum to, bo warto
Powiedziano twardo, by dotarło do szerszego
grona,
Słuchaj Kora, posłuchaj Pona
Każdego tego słowa, bo to jest nieśmiertelna
nawijka ZIP-squadowa

To co po mnie zostanie, to te słowa,
nieśmiertelna nawijka ZIP-squadowa, (cały czas od
nowa)
niejedno pokolenie wychowa (zobaczysz)
Bo to dla nas coś znaczy

Próbuje wytłumaczyć słowem tym,
czym jest rym i zawarty w nim sens
Nie wiesz ocb? włącz rewers, przewiń wers!

To precedens przetrwania co prawdę odsłania do
nagrania
to wyłania nas, spośród mas, ludzi las.
W nim ciężko się odnaleźć, czas pokaże co dalej
Nie szalej! Przystopuj! Posłuchaj Hip Hopu
unikniesz wielu kłopotów!
Wnioski wyciągnij, byś był gotów wnioski im czoła
stawić!
Każdy kawał spróbuj strawić byś mógł się poprawić.
Byś mógł coś po sobie zostawić, spróbuj trafić
bezbłędnie lub obejdź to obojętnie
życie jest bezwzględne - nie lituje się nad
nikim, ważne są wyniki.
Doszedłem do trzeciej płyty. Z tobą ZIPy bez
wyłamki. Choć drogi bywają
chwiejne, powstają kawałki kolejne, które
przetrwają.
Pozostaną nieśmiertelne,
jak te słowa (jak te słowa) nieśmiertelna nawijka
ZIP-squadowa.
(Bo to jest)

To co po mnie zostanie, to te słowa,
nieśmiertelna nawijka ZIP-squadowa, (cały czas od
nowa)
niejedno pokolenie wychowa (zobaczysz)
Bo to dla nas coś znaczy

Czy wystarczy słowo, które obarczy podejrzenia,
że to nie farmazon,
nie pomówienia?! Wierny obrazom pola widzenia,
wbrew zakazom,
gdy mam coś do powiedzenia, swoje zdanie w
nagranie zamieniam,
jestem uczniem, lecz dociera do mnie to, że się
wyróżnię,
mówiąc do szerszego, kto skorzysta z tego, nie
pójdzie w próżnię,
bo Bóg dał nam HIP HOP by nas zjednoczyć, by
otworzyć nam oczy,
dał rym, talent boży, nowy rozdział w dziejach
hip hopu tworzyć

To co po mnie zostanie, to te słowa,
nieśmiertelna nawijka ZIP-squadowa, (cały czas od
nowa)
niejedno pokolenie wychowa (zobaczysz)
Bo to dla nas coś znaczy

Te słowa mówią wszystko...
Prosto...

To tysiące absurdów, to setki powodów
To jedna komedia, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

To tysiące absurdów, to setki powodów
To dramat milionów, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

Od rana czułem się jak w Second Life
Bo ta Polska jest jak wirtualny kraj
Po chodniku między psim gównem rajd
Absurdalny jak nasz redaktor Maj
Chcę jakiegoś mielonego zjeść
Na każdym kroku tylko chińskie, kebab
Ale mleczny bar jest
Paździerz w dziurki to menu
Cena w nim na czopek tkwi
Lubię ten Master Mind mówię ci
Ktoś zamawia kluski z cukrem razy trzy
Gestykulując jak by grał w Nintendo Wii
Jem i idę, miasto przypomina mi jakieś sny
Jest niedziela, pusto jak cholera
Te w kubrakach rozstawione gęściej niż latarnie
Jeden czyta, drugi pisze, trzeci zgarnie
To komedia, ten dzień i to słaba
Jak polski komentator w Pro Evo 6 więc dawaj

To tysiące absurdów, to setki powodów
To jedna komedia, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

To tysiące absurdów, to setki powodów
To dramat milionów, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

Obudził mnie dzwonek do drzwi, dźwięk co przerywa sny
Lecz, gdy ktoś się dobijać zaczął każdy wstałby zły
Ta, poranek kojota, głupota dziś nie zna granic
Bo co za idiota o tej porze może tak walić
Zanim wstałem wiedziałem już o stanie tej sytuacji
Znów to żądna sensacji ta zmora z administracji
Oraz jej jamnik w akcje szczuty, wczuta niczym w syndyk
Znów niedomknięte były niby drzwi do windy
To nie zwidy, wychodzę, mijam niby restauracje
Jak się można nie brzydzić jeść tam gdzie były ubikacje
Łapie trakcję, nie zdziwi mnie już nic w tym kraju
Wsiadam a tam kanar wczuwa się w niby władcę tramwaju
Od razu wysiadam, nie gadam, wolę gwar ulicy
Idę a tam niespełnieni teksańscy strażnicy
Tak od rana, patrol niby policji, kanar
Niby syndyk, są na niby, więc uderz w puchara

To tysiące absurdów, to setki powodów
To jedna komedia, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara
To tysiące absurdów, to setki powodów
To dramat milionów, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

W taryfie gorąco, chcę otworzyć okno
Szofer kontroluje sterowanie szyb niczym bonzo
W domu nie zerwał naklejek na kiblu i pralce
Piloty ma w folii i dla gości kapcie
Ze swojej Motorolli nie odkleił osłonki
Bo za rok, może ją pogoni
Chyba rozpoznanie szybkie mu zrobiłem dobre
Bo z gazety se nakleił na zegarach wyciętego Ziobrę
Na basenie idę spać na leżaku
Budzi mnie flash z dwóch turystek aparatu
Co jest? chichrają się jakby show dawał sam Laskowik
Skądś je z nam, ale pamięć mnie zawodzi
To wielkie przyjaciółki, są ze sobą razem wszędzie
A łączy je tyle, co mnie z friend'ami na MySpace'ie
Kochasz ten kraj, gdzie wszyscy są komediantami
To dawaj, uderz w puchara teraz z nami

To tysiące absurdów, to setki powodów
To jedna komedia, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara

To tysiące absurdów, to setki powodów
To dramat milionów, więc uderz w puchara
Nie poczuwaj się, uderz w puchara
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo