Skorup

Hiphopowy wandal Proceente
Styl to ()
Szczerze, nie widzę przeciwwskazań
Wyłapałem już nie jeden mandat
Wiem, że moja słodka gadka nie jest do różnica
Pau, pau, to dźwięk tłuczonego szkła
Żebyś wiedział, na co złotą, polską młodzież stać
Ja i moi ludzie od lat zabijamy nudę tak
Nie wiesz o co chodzi? To po prostu uwierz

Od dziecka mam tak, że nienawidzę sankcji
Rzucam im wiązanki jak na grafice Banksy
Nauczyciele, uwolnijcie dzieciakom nadgarstki
A ściana runie
Pink Floyd versus Kaczmarski
Media myślą ze będą nowym Duchampem
Robią z kibla sztukę
A tu Balton szepce ukradkiem
Eviva l'arte! ? to się nie zmienia
Pamiętaj więcej ruchów mniej pierdolenia

To co dla nas jest ucieczką od populizmu
Dla większości to jedynie akt wandalizmu
Hip hop dla ogółu znaczy ? zakazane
A dla nas cała ta kultura ot istotny fundament
Co chcesz od chłopaków tagujących na murku?
To przecież was świat zmusza nas do buntu
Mówicie co chcecie i tak jesteśmy świadomi
Że budujemy coś wielkiego i to was boli!

Nie o to chodzi
Jest to szczere, to ja się cieszę
Mark, twardy majk
Ja znam się na tym
I duszo pracy
Tu nic nie ma za darmo
[Skorup]
Nie uśmiechało mu się na taśmie bakać,
Ale akurat tam mieli wakat,
Zaatakował więc i dostał robotę,
Niestety trafił na straszną hołotę...
Otwartym chłopem był, kontaktowym,
A chłop, co trochę robił tam był nerwowy.
Miał w zwyczaju posłusznie meldować,
Knuć, donosić, szefa w ręce całować.
O laboga, skąd mu się to wzięło
Co to za stosunek do bliźniego?
Własne ego ciągle zagrożone,
Kogoś z ucha zatem strzelę w obronie
Dziwny to jest świat, jak śpiewał Niemen,
Czy dobrej woli ludzi więcej to nie wiem.
Może Eden mają w innej fabryce,
Czemu ludzie na siebie donosicie?

Miłość - wszystko, czym jesteśmy,
Miłość - wszystko, co istnieje.
Przed nami tylko żywot wieczny,
Za nami przeszłość i dawne dzieje.
Miłość - wszystko, czym jesteśmy,
Miłość - wszystko, co istnieje.
Przed nami tylko żywot wieczny,
Za nami przeszłość i dawne dzieje.

[Siwy]
Z pełnym zaufaniem do Ciebie Panie
Przez życie cisnę, czaję, co jest grane.
Idę. Łeb w górze, oczy skierowane w kosmos,
Wierzę w Twą miłość i nieskończoną mądrość.
I na nieboskłon uwielbiam patrzeć,
Podziwiać w obłokach bezkres postaci i zdarzeń,
I w sferę marzeń też sobie zajrzę,
Choć obraz zakłóca mi rzeczywistości bajzel.
Jednak patrzę, nastrajam zmysły,
Latam, jak gdybym nie był rzeczywisty,
Tam, skąd wszyscy wydają się mali,
Mam tam swój tajemniczy powrót z oddali.
Spoglądam na nie, przecieram łzy,
Pada deszcz, w deszczu miłość ludzi tkwi,
Dziś zbieram kwiatki, warzywa, owoce,
Targ otwieram - weź miłość za free!

Miłość - wszystko, czym jesteśmy,
Miłość - wszystko, co istnieje.
Przed nami tylko żywot wieczny,
Za nami przeszłość i dawne dzieje.
Miłość - wszystko, czym jesteśmy,
Miłość - wszystko, co istnieje.
Przed nami tylko żywot wieczny,
Za nami przeszłość i dawne dzieje.

[Skorup]
Chrystusem Polska wśród narodów,
By cierpieć, znajdzie się kilka powodów.
odchodów bukiet, stłumionych powstań,
Człowiek zdziwiony, że przyszła wiosna.
Bosman zapiął pas i wykrzyczał:
Kurwa, toż to kraj nie do życia!
Napożyczał, kupił nową łajbę,
Przyszedł sztorm, wiatr podarł żagle...
Z każdej strony lecą pod nogi kłody,
Trzeba cierpieć za inne narody.
Brak pogody, gdzie te góry hajsu?
Człowiek chwyta się różnych wichajstrów.
Używanych w reichu w samochodach,
Śmiga jak biznes na ruskich pierogach.
Bój się Boga, był włam do piwnicy,
Ktoś wyrwał kłódkę i rower pożyczył...

Miłość - wszystko, czym jesteśmy,
Miłość - wszystko, co istnieje.
Przed nami tylko żywot wieczny,
Za nami przeszłość i dawne dzieje.
Miłość - wszystko, czym jesteśmy,
Miłość - wszystko, co istnieje.
Przed nami tylko żywot wieczny,
Za nami przeszłość i dawne dzieje.
A dzisiaj jeden ma a drugi nie ma
i wkurwia się i przestał mówic siema
wielka trema w zasiegu reki sukces
przebiegły łajdak wysługuje sie głupcem
jakiegos mówce wspiera banda chłopów
bo krzyczy ze rozliczy rusów i szkotów
a u szkotów i rudych irlandczyków
moi kumple szukają lepszego bytu
herb banitu versus orzeł biały
widziały gałe w życiu różne przypały
ten malowany świat wsadzcie se w dupę
może byb kupił bajke gdybym nie był skorupem
na słupie bilbord z jakimś sloganem
zima marznie babcia za straganem
podjeżdża vanem jakiś spec od rozmów
kupuje kilka choinkowych ozdób
nie ma mostów choc upadły mury
możliwosci są dla niektórych

nie ma co tu sie zbytnio rozwodzić
każdy jakąś swoją drogą chodzi
wzbudza podziw śmiech lub obojętność
czasem nienawiść zwykle zawziętą
nie ma co tu się zbytnio rozdrabniać
solidarność z murem upadła
tłuką w kowadła los u kowala
próbują przekuć na złoto swój talent

Skorup - Z bandą

Nie ma to jak z bandą na podwórku
rano na boisku

Nie ma to jak z bandą na podwórku
rano na boisku wieczorem na murku x3

Nie ma to jak z bandą na podwórku
rano na boisku wieczorem na murku x4

Joł zanim purpurowy świat la zegarmistrz przyjdzie do mnie
będę ciekawosć karmił ludzi kochał prędko nim odejdą
przygody łowił jak chłop ryby wędka
bitu pętlą płynę przez ocean
kosmiczną kroplą w deszczu planeta ziemia
planu nie zmieniam co zwiedzę opiszę
na pamiec wyryje i przed tłumem wykrzyczę
na nic nie liczę bo nie mam na to czasu
wydobywam treść w skali hałasu
jestem z lasu wybudowałem miasto
gapie sie w sufit nie mogąc w nim zasnąć
robi się jasno padł tv odbiornik
rozum rzecze chłopie bądź odporny

Nie ma to jak z bandą na podwórku
rano na boisku wieczorem na murku x2

DiNo

z góry przepraszam za wszelakie błędy
Ref.
Spoglądam z lotu ptaka na swoją postać
Kiedyś będę na stałe musiał z ciałem się rozstać
A dzisiaj dane mi trochę polatać
Wzbijam się i co widzę? Widzę Ślązaka

Sala trzysta siedemnaście, pięć pryczy na kółkach
Pięciu zmarnowanych chłopa i siostry głos - pobudka!
Temperatury pomiar potem podłe śniadanie
No i farosz dla chętnych ma komunii sakrament
wizyta lekarzy ustalą kolej zabiegów
I zlecą lewatywę bo się wysrać kolega nie mógł
Temu drugiemu co przywieźli go z Małopolski
Siostra miskę poda bo borok dostał torsji
Możliwości dzisiaj tu nie mam za wiele
Książka, gazeta, dwa złote godzina z tele
Pod włos bierze jeden z nas pielęgniarkę
Pyta ją czy po wszystkim wpadnie do niego na działkę
Każdy tu walkę z codziennością przerwał
W obliczu usterki zdrowia los nas zjednał
Mimo to świetna panuje tu atmosfera
Bo leżymy i z nudów każdy z nas się otwiera

Ref.
Spoglądam z lotu ptaka na swoją postać
Kiedyś będę na stałe musiał z ciałem się rozstać
A dzisiaj dane mi trochę polatać
Wzbijam się i co widzę? Widzę Ślązaka

Chłopu co doskwiera mu kamień w śliniankach
Nie zamyka się pomyjok opowiada o kochankach
Wrzucam kilka zdań o rapie, że się tym zajmuję
Jeden pyta się czy skaczę jak te czarne dzikie chuje
Nie przytakuję mówię, że raczej piszę
I że już może być pewien miejsca w moim zeszycie
Stanęło życie w ścianach pokrytych olejną farbą
Chłop do renty na budowie dorabia siadło mu gardło
Dziękuję bardzo! Na salę wjechał obiad
Chłop obok jak zobaczył go to zaraz pobladł
Niewygodna trochę ta sytuacja
To jakaś przerwa w przebiegu życia spacja
wjeżdża kolacja chleba pajda z mielonką
Ten co w nosie ma polipy ciągle gada z małżonką
Zdaje relacje z tej sali przez telefon
Jak by był na wakacjach pod namiotem nad rzeką
Niech ziemia lekką będzie jak się nie uda
Każdy czeka na zabieg i raczej nikt na cuda
Brzmi etiuda szpitalna lub symfonia
Kaszlą smyki, jęczą flety, charczy waltornia
Zbliża się finał chirurg wiruje batutą
Głos anestezjologa wzbogaca harmonię swą nutą
Gdy skalpel solo gra to gdzieś szybuję
widzę siebie z lotu ptaka co gdzieś zimą odlatuje

Ref.
Spoglądam z lotu ptaka na swoją postać
Kiedyś będę na stałe musiał z ciałem się rozstać
A dzisiaj dane mi trochę polatać
Wzbijam się i co widzę? Widzę Ślązaka
[Buka]
Kiedy zakładam skafander, wyskakuję przez piętro czwarte
Czujesz, ulatuje dym jak tętno po traumie
Paranormalnie jak alien na elewator
Wbijam z punch linem skręcić kark Clark Kentom

To super, wiem to, moce mam skrajne kiedy runę
Powiedz Mount Everestom, by nie przestawały patrzeć w górę
Zresztą, to miej ten zaszczyt w ogóle
Kiedy sunę tu na sam szczyt tune lunę no sekundo une

I potrafię odjarać zapałki błyskawicą
Nawet w oceanie podczas walki z ośmiornicą
I potrafię myślą rozbijać metal
Nawet jak piję czystą przez blisko 5 miecha

Batman to mój Robin, Xena mi aerobik robi
Obi-Wan Kenobi szkolił ją by miała połyk dobry joł
Skilla od Yody każdy wziął i dostał swoje bronie
Ja dostałem majka w dłoń i zostałem super ziomem

[Majkel]
Po po poznaj Majkela, super bohatera
Pierwszego kierego wyjebali z Marvela
Rysownik nieraz musiał swe szkice skreślić
Bo wciąż wypuszczałem dymki, ale bez treści

Żeby bezcześcić komiksy w ten sposób
Za karę na ziemi pomagam ofiarom losu
Opary sztofu czynią mnie super chopem
Jak pijemy z Hancockiem, wkurwiam ludzi punk rockiem

Leci z okien, za nim John Hancock
Za nimi ja z peleryną czerwono czarną...
Lecimy w miasto, wytępić pajaców
Tak to ja! Usunąłem krzyż spod pałacu

Posłuchaj chłopaku, bo po to ta nuta
Na dźwięk mego imienia - ucieka nawet Buka
Lód się topi, a pustynia chce zakwitnąć
Busz się robi cywilizowany jak Clinton

Prawie bingo... ale jednak...
Pechowy super ziom, feralna imprezka
I nie chcą mi wybaczyć te świnie w mediach,
Że my wtedy tak popili tego dziewiątego kwietnia

[Bu]
Leję na gadżety, od płaszcza po maski
Bo staję się niewidzialny, kiedy wkraczam do akcji
Nieodmiennie patrzę na wszelkie pojazdy
Bo latam szybciej od światła oraz sram na urok stacji

Co do Matki Natury, moja każe o nią dbać mi
Więc przerabiam odpadki na niezbędne dodatki
Pragną mnie Indianki, Azjatki, czekoladki
Bo całusem uruchamiam niekończące się orgazmy

Mej Słowianki, tak wyjątkowo cenie korzenie,
Że dawni oprawcy zaczęli oddawać ziemie
Choć nie zgadzam się z moherem, pomagam starzikom
Może w zamian przestaną ufać legalnym bandytom

Co chcą walczyć z banitą, czyszczącym ich sejfy
By wznosić obiekty nauki i sportu na setki
Lecą paletki, za perły do mikrofonu
A to za sprawą bitu i pozostałych super ziomów

[Buka]
To nie jest ptak
To nie jest samolot
Rakieta kosmiczna, to nie jest obłok
O FUCK to nie bohater
To po prostu super ziom
To nie jest ptak
To nie jest samolot
Rakieta kosmiczna, to nie jest obłok
O FUCK to nie bohater
To po prostu super ziom

[Metrowy]
Raz usiadłem sobie na skraju księżyca, przyczaj
Obok Małego Księcia i jego róży, dobry zwyczaj
Mówi mi się przywitaj, zapytaj, co słychać?!
Taki prikaz od furgających po bitach

Mam pińcet gram wykurwistego szuwaxu boo
Tego właśnie potrzebuje super ziom - jak ja
Czyli czego? Su su super relaxu

Super człowiek, to super odpowiedź
Na super pytanie - dokąd pędzi tyle owiec?
Co się tyczy kobiet, jedno na pewno wiem
Kiedy jęczy ci w nocy - na bank nie warczy w dzień

Rzucam cień na zło i na koniec powiem jeszcze
Buduj słowami, podtrzymuj gestem
Rozświetlaj oczami, przemawiaj sercem
Bo ostatecznie - ty też nim jesteś

[Skorup]
Gdy dudni subwoofer zmieniam się w ziomka super
Zakładam turban i wbijam w latający kufer
Super Trooper - Abba, Abba Ojcze
Robię swoje chopie i nigdy nie jojczę

Skończę jak każdy, choć żyję inaczej
Czy jestem fajny, no kurwa... raczej!
Się nie patrzę co tam szepczą inni
Gonię łajdaków i bronię niewinnych

Zwinny jak gepard, zdolny jak Geppert
Gdy lecę, ludzie myślą, że widzą rakietę
A tu zwykły sweter, czapka, jakieś szorty
Uwaga lecę! Milkną w piekle czorty

Zwiedzam porty, śpiewam szanty w tawernach
Zawsze wierny muzyce, ona też mi wierna
To nie serial, jestem super ziomem, serio
Beat jest moim koniem, a wyobraźnia prerią

Jedną rzecz yoł, dodam na koniec
Ty też możesz zostać super ziomem ziomie
Tylko wyobraź to sobie sobie
Tylko wyobraź to sobie sobie

[Buka]
To nie jest ptak
To nie jest samolot
Rakieta kosmiczna, to nie jest obłok
O FUCK to nie bohater
To po prostu super ziom
To nie jest ptak
To nie jest samolot
Rakieta kosmiczna, to nie jest obłok
O FUCK to nie bohater
To po prostu super ziom
[Deadly secret, you must see it to belive it
There are 8 graves, 7 bodies, one killer
and he is already dead]

Ref.
Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, oooo

Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, proste

Otwieram drzwi do Twojej głowy i znów wjeżdzam w swoim stylu,
Ziombel crew, alibaba i 40 skurwysynów,
nie dyscyplinuj mojej weny ani prostych przyzwyczajeń,
mój styl nawet z obory robi lofty pod wynajem.
Taki, zwykły jak na dzynksie wichajster,
jak nie wiesz o co chodzi to weź zwiń się majster,
Jestem snajper, umiem podbić knajpe,
jak dżidżi, widzi mi się kolor białych, kobiecych majtek.
Wczoraj Kajtek, a dziś pan na zakręcie,
Król nie zamula trzymam napalm w pięcie,
jak Tobi z Księciem hejter ma ze mną kłopot,
wsadzam chuja w katapultę i poddaje go lotom.
Idę, dokończ, prowadzi mnie tam gwiazda, ziom
Lilu kuma bazę,pozdro dla tych co Nas znają,
ja jestem taki, to moja własna broń,
a patałachy jak liście z drzew spadają.

Ref.
Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, ooo

Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, proste

Ktoś mówił mi, ze muszę robić to co trzeba,
jeszcze czego, niech spieprza stąd, przebacz,
nie przelewam chyba, że chodzi o sos albo wódę,
umię nalej znów, piję, rapuję, nigdy z trudem
zawsze luz, martwię w dłuż (?) nie o siebie,
mówię co widzę, piszę co słyszę, zjem Cię z mięsem,
zakręć ruszt, na rozrzażony węgiel leję teqllę,
barbecue, zamknę dziub hejterom z palcem w dół.
Walczę znów nie za hajs, flesze i fejm,
na zawsze fighter,ta...jak Cassius Clay, że
by wskrzeszyć grę gdy wielu chce już ją dobiec,
Skorup i Jarek wiedzą o co chodzi. A.
(yeaaaaah)

Ref.
Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, oooo

Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, proste
[Deadly secret, you must see it to belive it
There are 8 graves, 7 bodies, one killer
and he is already dead]

Ref.
Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, oooo

Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, proste

Otwieram drzwi do Twojej głowy i znów wjeżdzam w swoim stylu,
Ziombel crew, alibaba i 40 skurwysynów,
nie dyscyplinuj mojej weny ani prostych przyzwyczajeń,
mój styl nawet z obory robi lofty pod wynajem.
Taki, zwykły jak na dzynksie wichajster,
jak nie wiesz o co chodzi to weź zwiń się majster,
Jestem snajper, umiem podbić knajpe,
jak dżidżi, widzi mi się kolor białych, kobiecych majtek.
Wczoraj Kajtek, a dziś pan na zakręcie,
Król nie zamula trzymam napalm w pięcie,
jak Tobi z Księciem hejter ma ze mną kłopot,
wsadzam chuja w katapultę i poddaje go lotom.
Idę, dokończ, prowadzi mnie tam gwiazda, ziom
Lilu kuma bazę,pozdro dla tych co Nas znają,
ja jestem taki, to moja własna broń,
a patałachy jak liście z drzew spadają.

Ref.
Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, ooo

Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, proste

Ktoś mówił mi, ze muszę robić to co trzeba,
jeszcze czego, niech spieprza stąd, przebacz,
nie przelewam chyba, że chodzi o sos albo wódę,
umię nalej znów, piję, rapuję, nigdy z trudem
zawsze luz, martwię w dłuż (?) nie o siebie,
mówię co widzę, piszę co słyszę, zjem Cię z mięsem,
zakręć ruszt, na rozrzażony węgiel leję teqllę,
barbecue, zamknę dziub hejterom z palcem w dół.
Walczę znów nie za hajs, flesze i fejm,
na zawsze fighter,ta...jak Cassius Clay, że
by wskrzeszyć grę gdy wielu chce już ją dobiec,
Skorup i Jarek wiedzą o co chodzi. A.
(yeaaaaah)

Ref.
Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, oooo

Nie będę taki jakbys tego chciał
nie będę tańczył jak mi będziesz grał
zachowaj więc bezpieczny odstęp
Jestem taki, jestem sobą, proste
Ref.:
Nieś me czółno morska falo
nie straszna mi nie znana dal.
Instynktownie, bez refleksji
jedyna myśl to mosty pal.
Za wielką wodą może znajdę dom,
choć przekonania to mam brak,
żebym w nim został i ochłonął
raczej to stamtąd znów na szlak.
Nie mam planów tylko to uczucie,
aby pójść już sobie stąd.
Można by to ująć w skrócie,
lubię jak czółno me porywa prąd.

1.
I napierdalam tak od miejsca do miejsca
obojętne bratku mi, w którą stronę skręcam.
Widzę wszechświat, czuję się trochę mały
i sprawy mi tutaj ostro zobojętniały.
Biją tam-tamy, wiatr wzbija bałwany
los nie znany odsłania swe parawany.
Żywot szemrany wśród potomków Kaina,
ja jestem martwy sunę gdzie poniesie łajba.
Łajdak mówią mi, nic go nie obchodzi
płynie, nosa nie wystawi z łodzi, smrodzi.
To cuchną martwe emocje
zerknij na niebo, odkryj że jesteś w kropce.
Beczą owce, a ja tego nie słucham
leżę w czółnie, stygnę jak w garze zupa.
Mamy trupa, mówią przez CB Radio
w czółnie na wielkiej wodzie opada na dno.

Ref.:
Nieś me czółno morska falo
nie straszna mi nie znana dal.
Instynktownie, bez refleksji
jedyna myśl to mosty pal.
Za wielką wodą może znajdę dom,
choć przekonania to mam brak,
żebym w nim został i ochłoną
raczej to stamtąd znów na szlak.
Nie mam planów tylko to uczucie,
aby pójść już sobie stąd.
Można by to ująć w skrócie,
lubię jak czółno me porywa prąd.

2.
To droga trupa, co z syfem się nie godzi
i mówi nie, gdy Szatan go nachodzi.
Wzbudza podziw oraz wielką nienawiść,
bo tego kto kocha ktoś zawsze chce zabić.
Świat nie bawi się kto ma wzgląd na prawdę
o planecie, co tylko piasku jest ziarnkiem.
Wiatr szarpie taflą wielkiej wody,
fala podlewa kręte do nieba schody.
A tu zawody, ludzie stają w konkury
krew przelewają w wojnie o złote góry.
Padają szczury, szerzy się dżumy zwiastun
zachodni wiatr, jucha w krainie Piastów.
Zamki na piasku, widma, szklane chaty
w sklepie promocja - szczęście na raty.
[Skorup]
SI you later, mówi hejter,
Hejtuję świata syf i wciskam enter.
Śląski bęben dudni coraz głośniej,
Martwią się wylansowani goście.
Owszem, czuję się doskonale,
Cudze szanuję, swoje ja głośno chwalę.
Zwiesza koparę przypucowany goguś,
My są stąd, weź kup sobie globus.
SI ziomuś, siła intelektu,
wbijamy na Jana do kanonu lektur.
W TV stek bzdur, nie będę oglądał,
Wolę jak Janek król pod Wiedniem posprzątać.

[BU]
Szczytna inicjacja, szybka interpretacja
Rap misja u siebie istotna jak delegacja
Świetna intuicja, super inscenizacja
Mamy swoje insygnia w sidłach interesanta
stanowcza ingerencja o szczerych intencjach
Ta systematyczna iskra to samodzielna inwencja
Zsolidaryzowana przez siedmiu solistów
Spłynął inkaust do bitu przez solidny impuls
Stajnia inna niż reszta, śląski solenizant
Staż imponujący big up MaxFloRec świta!
Choć był czas, że trawiła go szpetna intryga
Dzisiaj wzbija się, zakwita jak sativa przy indica.

[Refren - GrubSon]
SI - siedmiu chłopa z MaxFlo grodu
SI - tyś jedyna niczym poezja
Mi - dają kopa bez pardonu Ci
Si - si - sielsia!

[Bob One]
To jest seryjna infekcja, sekcja instynkt, lekcja pierwsza
To trzęsie tłumem jak epilepsja
To Silesia koneksja, sprawna ingerencja
Siedmiu innych dusz w materię Twego serca
To samozwańcza izba
Tych co skaczą po bicie, kiedy Ty się po nim ślizgasz
Kiedy wchodzimy na scenę Ty odchodzisz przy gwizdach
Samurajska impreza, to i krew będzie bryzgać
Nie wierzysz? Zapytaj szoguna i spytaj ile grobów
Ma na sumieniu siódemka tych typów co kładzie wrogów
Tak że pakują swój tobół ruszają do innych robót,
A ci wierni słowu innym wciąż mówią: "Ty weź się obudź!"

...SI, ziomuś!
...Poczuj misję tych siedmiu istnień
...To nie omamy
...Wbijamy na Jana do kanonu lektur
...SI, ziomuś!
...Najwyższa ranga, MaxFlo nie manga!
...Stajnia inna niż reszta, śląski solenizant
...MaxFloRec świta, SI!

[Rahim]
Za siedmioma kominami, za siedmioma szybami
Siedem cudów świata zwanych Ślązakami
Nie wołaj mamy, to nie omamy
Gdy damy słowne iluzje z sekretnymi imionami.
Zobacz w naszych silnych dłoniach insygnia,
Czwarta śląska insurekcja jest bliska
Unosi sprawy dużej wagi jak dźwignia
Plejada twórców na nemejskich igrzyskach
Silesia jak Indris niesie natchnienie
W czarnym tlenie, zaś oponentom ciśnienie
Sławić brzmienie Śląska drzemie w obowiązkach
Potomni przeczytają o nas w książkach.

[Refren - GrubSon]
SI - siedmiu chłopa z MaxFlo grodu
SI - tyś jedyna niczym poezja
Mi - dają kopa bez pardonu Ci
Si - si - sielsia!


[Majkel]
Siła impresji chwili siłą idei styli
Siedem postaci braci osnutych czernią winyli
Nie ma idylli w willi, jest Silesia
Krajobraz industrialny, w nim firma niezależna
Super imprezka gdziekolwiek nie wyjeżdżam,
Śląsko inwazja - nikt tego nie okiełzna!
Poczuj misję tych siedmiu istnień
Biznes na drugim planie, na pierwszym ambicje
Samoistnie bies się we mnie wściekł
Więc bierz jeśli chcesz. What you see is what you get
SI! Sex instruktor zawsze mówi
Pieprzyć słabe gówno, resztę da się lubić!

[GrubSon]
Si, seniorita, si senior!
Silesia wita na Di.n.a bitach, ekstraliga to!
Groźni jak aligator, nadają teraz jak Figaro
A Gruby? Ty znasz go,
Majka w ręku ma a nie cygaro.
Ślonsko inwazja, swojsko idzie bosko wyjdzie
Maszeruje rapowe wojsko miastem, wioską, a Ty gdzie?
Droga Polsko, to są
Prawdziwe parchy, z rozkoszą dobre słowo niosą.
Najwyższa ranga, MaxFlo nie manga
Znasz to na bank, skład nasz to awangarda.
W dłoni mam gun, więc do rana balang - balanga
Muzyka nam da siłę i połówkę do tanga.
Nie sam gram, ze mną banda na majkach
Banda ma trzodowa i czadu da ma szajka
Pozostanie Wam po nas plama na majtach
Siedmioosobowa załoga, rap a nie Muay Thai!
-Te słyszałeś? Podobno jakiś chłop łazi i wszystkich podburza i coś wymyśla jakieś różne rzeczy.
-Jaa, słyszałem o tym ciulu…

Ref. 2x
Co to za gość myśli samodzielnie?
Niewygodny chłop, może wskrzeszać ferment.
Co to za jeden myśli samodzielnie?
Niebezpieczny facet, może wskrzeszać ferment.

Myślenie samodzielne jakie są tego objawy?
Po pierwsze, słuchasz ziomka nie wiesz z jakiej jest szuflady.
Mam taki nawyk lubię się zastanowić nim robić zacznę to co autorytet polecił robić.
Nie mogę zgodzić się gdy wcisnąć chcesz mi bubel.
Na otarcie łez mogę dać Ci jeden rubel.
Nie lubię i nie łykam propozycji telewizji między naszymi gustami, dochodzi do kolizji.
Brak mi ambicji by ścigać się ze szczurem, co w biegu do kariery rozstał się z rozumem.
A z tłumem mieszać lubie się bo często jest wesoło, lecz szybko witruję się odpowiednią porą.
Jak „z” Zorro szpadą ja taguje ziombel kru a czynię to markerem bum szubko tu i tu.
Jak „z” Zorro szpadą ja taguje ziombel kru a czynię to markerem bum szubko tu i tu.

Ref. 2x
Co to za gość myśli samodzielnie?
Niewygodny chłop, może wskrzeszać ferment.
Co to za jeden myśli samodzielnie?
Niebezpieczny facet, może wskrzeszać ferment.

Myślę samodzielnie nie wszystkim to na ręke, bo mogę prawdy dociec i wyjść na City Center.
Słuchajcie nie chcę by źle mnie zrozumiano ale są tacy, co robią wam z głowy siano.
Dbają o to byście patrzeli nie widząc, nadstawiali uszu gówno prawdy słysząć.
Powodów tysiąc by łykać ich produkty, zapakowane w folię myślenia konstrukty.
W pewnej drewutni w lesie nad jeziorem, siedziałem rozmyślałem i w końcu pojąłem.
Nie będe torem szedł który mi wskarzą, powędruję tam gdzie szale losu się ważą.
Poruszam wagą wedle swego uznania, z duszy pomocą określę plan działania.
Mam do wygrania zbyt dużo by tkwić w dziupli, idę po swoje biore z sobą kumpli.

Ref. 2x
Co to za gość myśli samodzielnie?
Niewygodny chłop, może wskrzeszać ferment.
to chyba znów ten skorup z ziombelkru
czym prędzej dajcie majka mu

1. coś wam powiem było to nie dawno
w tle Molesta Włodi miejskie bagno
a ja z ładną panią na tapczanie
uskuteczniam swe pierwsze kroki
zjeżdżam w dół niezwykle ciekawy
prowadzę grę jak z dziadkiem w warcaby
trochę capi chyba się nie myła
znajomy zapach taki jak ryba
ja się nie martwię bo robię swoje
rozpalam ognień pracują dłonie
na koniec dojdę jak każdy człowiek
mam coś co pasuje do kobiet
nie jestem bogiem mała i żaden harcerz
może mam talent choć nie gram na fujarce
zawszę tańczę gdy jest już po wszystkim
nawet gdy było przedwczesne deszcze

ref. musisz wiedzieć że, ja robię swoje
i nie patrzę się, co na to inni kowboje x2

2. śląska kowbojka pod ziombelkru herbem
gdy źle się dzieje głośno otwieram gembę
czuje po będę dłużej na tej scenie
bo opisuje rzecz taka jaka się dzieje
to nasze dzieje ziemia i mentalność
ty skopiowałeś z netu pomysł na działalność
ja łatwo palną za to mam naturę
i demaskuje tych co lecą z ludźmi w kulę
w ręku amulet srebrny mikrofon szura
mam kilka bo konfiskuje gdy gada burak
coś nie hula z myśli robię użytek
nie tłumie ich bo nie mam bracie mordy zaszytej
i Ty też słuch wytęż wzrok wytęż rozum
gdy coś nie hula wypisz się z obozu
nie rób nawozu z siebie na cudzą grządkę
nawet gdy jej właściciel sprzeda ci mrzonkę

ref. musisz wiedzieć że, ja robię swoje
i nie patrzę się, co na to inni kowboje x2

3. mówi ziombel skorup szczery chłopak
zakupiłem na wieczór tatry sześciopak
szybko popatrz teraz nawijam
piszę i tym sposobem nie przemijam
nijak mam się do kariery w banku
tylko trapem? chce odwiedzić Frankfurt
radio tantus? gra moje przeboje
ja piszę nowe nigdy w miejscu nie stoję
a kowboje kręcą się nad Wisłą
ponoć sąsiad złożył na nich pismo
szydło wyszło gość jest nie życzliwy
niech się goni stąd na Malediwy
dla prawdziwych tylko mam szacunek
dla frajerów mam zużytą gumę
rozumiem mało lecz się nie martwię
a jak się wkurwię to założę partie

ref. musisz wiedzieć że, ja robię swoje
i nie patrzę, się co na to inni kowboje x2
[Majkel] Ponoć Bóg dał nam ziemię tą, byśmy uprawiali ją,
czerpali owoce z niej, tak by się chciało chwalić go.
Raz zbudowali dom, raz rozpalili ogień,
raz wymyślili broń, sami poczuli się Bogiem.
Ucywilizuj świat zrobiony ze stali i szkła,
na nich przepiękne budowle gdy w mieszkańców wali grad.
Czasami nękani w snach, wizjami jak się wali gmach,
pod naporem sali, sami żeśmy zasiali ten strach.
Czas się powoli bać, odkręcić w domu kran,
bo ścieki płyną korytem rzeki z fabryki zmian.
Głosy krytyki tam, zagłuszone szelestem,
pan płaci, pani płaci za to swoim człowieczeństwem.
Ja człowiek jestem i mogę jakimkolwiek gestem,
albo to poprzeć, albo posprzątać swoje miejsce.
Posegreguję śmieci, powyłanczamy prąd,
lub powyłączamy bez presji na poprawny sound.
Z jasnego nieba grom, na morzu wielki sztorm,
sklepy plądruje szturm, tu ma dynamikę swą.
Nie musisz czekać ziom w bujanym fotelu wciąż,
aż to się stanie, bo jesteś w stanie zmienić coś.

[Magda] Jak można pomóc nam, uszanować jej pierwotny stan ?.
Matko ziemio wybacz nam, za syf który dominuje świat.
Jak ja to świetnie znam, ten niestabilny stan,
gdzie wszystko wokół nas, bezpowrotnie umiera, również w nas.

Chemiczna ziemia toksynami się dławi,
w telewizji alarmują, że lodowiec się wali,
dzieciom w Afryce żołądek nic nie trawi.
Co się dzieje ? Bóg jest zdenerwowany.

[Skorup] Hejtuję świata syf i wilków watahy,
co mieli ludźmi być a żrą się o wakaty.
Modlą o rabaty, nie tańczą lambady,
szukają gina w lampie jak jebany alladyn.
Wracam do gry, mówi Jezus
i sandały zakłada na nogi i wbija do kabiny,
społecznej drabiny, zburzy podwaliny.
Kobiety z kas i taśmy wpuszcza przed hrabiny.
Zanim się spalimy to lawiny popłyną z ust,
czemu nie ja lecę pierwszy jak w kosmos Rus.
I rządzi Polską Tusk, a nie mój ziombel z kru,
co robi hałas większy niż spartan trzystu.
Na ziemię zstąpił duch, zmienił oblicze jej,
zmienił na inny ale nie wiesz sam czy lepszy sen.
Czekasz na piękny dzień, w którym ogłosisz triumf,
choć nie wiesz sam czy to Stany czy iloczyn stów.
Według proroków słów, wszystko spowije dym.
Nie jestem jednym z nich chłopcze, co ufa im.
I tym co nucą hymn, by rozwiać spisków mgły,
bo gdy go nucą to wystają im z pysków kły.

[Magda] Jak można pomóc nam, uszanować jej pierwotny stan ?.
Matko ziemio wybacz nam, za syf który dominuje świat.
Jak ja to świetnie znam, ten niestabilny stan,
gdzie wszystko wokół nas, bezpowrotnie umiera, również w nas.

Pan z fabryki substancjami się bawi,
ozon płacze, zalewa nas brudnymi łzami.
Świat się kończy, zabije nas
tronadami i wielkimi pożarami.
2x
Wiruje płyta na adapterze Daniel
w kuchni kobita warzy jakieś danie
w łazience chłop, reperuje wirówkę
a ja za cztery lata rozpocznę podstawówkę

A teraz do nocnika się załatwiam,
adapter śmiga Lady Pank w słuchawkach,
ta pani to matka, ten chłop to mój tata,
i jeszcze nie ma z nami mego kochanego brata,
w TV lata jakiś czarno biały program,
w którym Jaruzelski mówi, że władzy nie odda,
w końcu się podda, grozi pięścią mój tata
a za jego plecami Solidarności plakat,
cukrowa wata smakuje całkiem nieźle
tata kupił Syrenę, jeździmy po mieście,
musimy w pewexie nabyć do fajki tytoń
u konika z dolarami trzeba zapłacić myto,
potem z wizytą zjeżdżamy do mych dziadków,
dziadzio musi pokazać kilka swych nowych znaczków,
sporo wydatków bo się przeprowadzamy
na nowym blokowisku ze współdzielni przydział mamy

2x
Wiruje płyta na adapterze Daniel
w kuchni kobita warzy jakieś danie
w łazience chłop, reperuje wirówkę
a ja za cztery lata rozpocznę podstawówkę

W tym nowym eM to prawie jak w pałacu
pod balkonem huśtawki an tak zwanym zabaw placu
trzy pokoje ziomuś, mama w ciąży z bratem
że to piękne osiedle przekonałem się latem,
razem z tatą, sąsiadem i jego córką
puszczamy latawiec za osiedlową górką,
w krótkim rękawie z jakąś śmieszną fryzurą
obserwuję latawiec, przyglądam się chmurą,
to wszystko ma urok i wzbudza mój podziw,
nawet ten żul co w kółko po śmietnikach chodzi
i pies co zawodzi tam za tym ogrodzeniem
w starym domu co był już tutaj na tym terenie,
w szpitalu rodzenie jadę, zobaczyć brata
tam zorganizowana do tego dziwna komnata
mama, jest na ekranie do rozmowy słuchawka
mówię jej, że ją kocham i kocham mojego brata

2x
Wiruje płyta na adapterze Daniel
w kuchni kobita warzy jakieś danie
w łazience chłop, reperuje wirówkę
a ja za cztery lata rozpocznę podstawówkę
Goń gołe baby goń gołe baby goń
Styl Alibaby ziom dziesięć żon
Goń grube baby goń grube baby goń
Trzeba je gonić od tego są

Biegnę ziom na golasa, tak! Widać mi kutasa
Jak Hassan hasam gonię babę w obcasach
Dystans skracam, a potem go wydłużam
Ona chichocze, jest gruba, naprawdę duża
Na dworze burza jak w jakimś horrorze
Znów żona się wkurza Redtube na monitorze
Paweł Brożek został królem strzelców
A Żaneta za pięć dyszek strzela z pejczów
W moim kręgu już wielu odpadło
Ale kilku menciu kręci grube sadło
To mnie dopadło i nigdy nie puściło
Olbrzymie cyce co trzęsą się tak miło
Wsadzam w nie nos i robię brrrrr
Ona chichocze jest dobry groove
za kilka stów lub za wielbłąda
Ona jest twoja właśnie tak to wygląda

Ref.
Goń gołe baby goń gołe baby goń
Styl Alibaby ziom dziesięć żon
Goń grube baby goń grube baby goń
Trzeba je gonić od tego są

Mass Cypher (j. Angielski)

….
….
….
….

Ref.
Goń gołe baby goń gołe baby goń
Styl Alibaby ziom dziesięć żon
Goń grube baby goń grube baby goń
Trzeba je gonić od tego są
Ref.
Ruch głów z mózgu znów ziomuś korzystam
Wracam i uzdrawiam zastany chory stan
wsparcie wody mam, ziemi i powietrza
Ogień! Kroczy ze mną kiedy wjeżdżam

Skorup
Piękna pogoda na każdej z moich płyt
A w dobieraniu słów pomaga mi kunszt i spryt
Głupi typ mówi, że mam kwadratowe flow
Mam jakie chcę, chuj, że nie kuma go matoł
wraz moją gromadą robimy tu bałagan
wychodzę poza dom, bo mój rap to nie spam
nikogo nie nabieram na jakiś tani szajs
Jak Iwan pseudo groźny co pali hajs
Beat Hopbeatowi dam on wie jak drapać ma
Rapuję ciągle ja a hejter ptaka ssa
To taka gra zawistnych małych pcheł
Ja słucham przodków rad i założyłem hełm
Jak Elrond z Rivendalle i bije rymem w cel
Jak Big-L, Guru, OlDB i Saian KLR
Jak Camembert albo inny ser wack'ów jem
To moja płyta ty się zajmij jej zakupem
W plecaku sprzęt wyruszam w góry znów
Zobaczyć z góry co tam znów dzieli Polaków
Niektórym szkoda słów a innym wcale nie
Lepszej pogody życzę lecz sam się nie zamienię

Bu
Walczyłem o ogień jak Australopitek
By wygrać z mrokiem i sytuację jasno widzieć
Graniczą z szokiem te przesłania malownicze
Choć nie z piekła rodem zdania oddają hicę
Dziś ze mną parzok idzie, czy nie niesamowite
Jest to, że nawet w grudniu przynoszę braciom lipiec
Jak stal w hutach, fest gore ta nuta
Poznaj serce bycze, gest Prometeusza
Jesteś mi przeciwnikiem pochodnią weź się udław
Szczęście lub pokuta, pieprzę zgodę Zeusa
Co mnie zaś rusza, pokusa ocalenia ziemi
Nim ognista kula w suchar zdoła zamienić
Lubię napełnić puchar, a lufie dać żaru
To istotna symbioza brachu kiedy płonie ci paluch

So od Skorupa ja w kosmicznej obsadzie
Dwa zero jeden trzi Bu na pokładzie, badej

Ref.
Ruch głów z mózgu znów ziomuś korzystam
Wracam i uzdrawiam zastany chory stan
wsparcie wody mam, ziemi i powietrza
Ogień! Kroczy ze mną kiedy wjeżdżam

Metrowy
A ja jestem Metriczek i szczycę się fest
Że to czwarte solo Skorupa a ja na trzech
Kurwa! Kumasz? Legalnych albumach
Dwa zero zero pięć, pierwsze pięć przybite u was
Rybnik - Gliwice, wspólnym mianownikiem
W tym sęk tkwi studio, oj było pite
Było w pytę, ogień był z zapalniczek
Pomysł nagrywkę gonił, Jaca zrobił płytę
Dwa tysiące sześć "Pieśń Wajdeloty"
Kupiłem od razu dwie, jedną dałem Tomkowi
"Pakt", "Pokój", "Parkiet drży" hit za hitem hit
Liryczny pomysł, burmistrzowski styl
Teraz bez pucy! Padawan Meter
chłonął Hip-Hop, Wytrwale się uczył gry
Wtedy Pyyyk! Pierdolnął go zaszczyt
Dziewiąty track, zero dziewiąty rok "Droga Watażki"
"Komórki, tkanki", "Turbo napędy"
Konkretny rap, zdrowo pierdolnięty typ
"Etos kowboja" ostatnia z płyt
"Z bandą" na murku siedzieliśmy my
Wtedy dokładnie tacy jak wy teraz
Bez hejterskiej spiny zaczęliśmy się docierać
Otwierać, poznawać, docierać, wyznawać, zacieszać
Jarać sort, kosmos nie lada

HK Rufijok
Z planu mosz nici bo tera kosmici robią fojera
Lepiej dej pozor bo się ziomuś możesz chycić na plerach
Piękno pogoda na melanż w gliwickich plenerach
Olej dicho, pol ognicho, drzewa jest aż za tela
Relax i take it easy, patrz jak grają hanysy
Ten rap co chce go grać tak smark co drugi łysy
Jak kajś ziomek usłyszysz, że my robimy banger
To kładź sam, aż się zdyszysz, wiedz, że będzie na bank rzeź
Ogień zapierdalo za mną, choby smród za żulem
Podbiłech tu z całą bandą, co by śpiewać chórem
Pieśni, których nie zrozumie fan popowych bełbów
Ciepnij do fury ten album i niech im mordy zbledną
Ni ma wszystko jedno, pokoża zacny kunszt
Zawsze kurwa bezpośrednio choby "Łacny bóbr"
Także niech każdy tu zapoli dupny znicz
Bo oto grób rapu z dupy mo na droga krziż
Jestem jednym z tych
W których świata ciekawość
Nawet w krainie smutku zapala radość
Wokół mnie ludzi stado skompresowane
Wychodzę co dzień doń po śniadaniu nad ranem
Mam ułamane, lekko pęknięte serce
Choć stwardniałe na bliznach
To gdzieś tam dalej miękkie
A wokół fale wielkie i kilka wyzwań
I spraw ciekawszych kilka od burków wyznań
Weź się przyznaj – słyszę, gdy pisze tekst
Dlatego wersy mam lepsze niż z VIPem seks
Nawet gdy w weekend pada deszcz
Tańczę na bicie gdzieś
Czasem życie to także wyciek łez
Tylko leszcze pluje na własne gniazdo
Pajace tańczą, każdy chce zostać gwiazdą
Zawiść i zazdrość na salonach
Pierdole to i nikt mnie nie pokona

Bo jestem jednym z tych – daję wam słowo
Że to co robię, robię zawsze z głową
Będąc sobą!
Leszczów to boli
Bo nie zabiorę ich na górę Olimp
Bo jestem jednym z tych, co robią swoje
Bez względu na panujące nastroje
Polscy kowboje robią hałas ze mną
Nie ma nas wielu jeszcze, ale przybędą!

Z południa Polski pozdrawiam inne strony
Wiele z nich już przeze mnie sprawdzonych
Wszędzie są dobrzy ludzie, kilku łajdaków
Żule przy wódzie i
W miasteczku ratusz, wewnątrz gruby burmistrz
Na zewnątrz ludzie, nie rób z nich, chłopie, durni
Pod miastem kurnik, pole i sielanka
Chłop co ma w dupie nas, naprawia trabanta
Na murku banda chłopców piją piwka
Z nimi dziewczyny o różnych ksywkach
W jeziorze rybka płynie nic nie słyszy
Na rykowisku jakiś jeleń ryczy
Co się mnie tyczy, być może sprawdzę
To zależy ziomuś, czy mi się zachce
Puszczam latawce z listami do nieba
Nie mam zamiaru dać się żywcem pogrzebać

Bo jestem jednym z tych – daję wam słowo
Że to co robię, robię zawsze z głową
Będąc sobą!
Leszczów to boli
Bo nie zabiorę ich na górę Olimp
Bo jestem jednym z tych, co robią swoje
Bez względu na panujące nastroje
Polscy kowboje robią hałas ze mną
Nie ma nas wielu jeszcze, ale przybędą!
"Bo fenomen tamtej pierwszej Solidarności polegał na tym, że wszyscy u każdego i każdy u wszystkich szukał tego co dobre, a nie tego co złe i dlatego wtedy w Solidarności było 10 milionów ludzi."

[Skorup]
A dzisiaj jeden ma a drugi nie ma,
i wkurwia się i przestał mówić "siema".
Wielka trema, w zasięgu ręki sukces,
przebiegły łajdak wysługuje się głupcem.
Jakiegoś mówcę wspiera banda chłopów,
bo krzyczy, że rozliczy Rusów i Szkopów.
A u Szkotów i rudych Irlandczyków,
moi koledzy szukają lepszego bytu.
Herb Benitów versus Orzeł biały,
widziały gały w życiu różne przypały.
Ten malowany świat wsadźcie se w dupę,
może bym kupił bajkę, gdybym nie był Skorupem.
Na słupie billboard z jakimś sloganem,
zima, marznie babcia za straganem.
Podjeżdża Vanem jakiś spec od rozmów,
kupuje kilka choinkowych ozdób.
Nie ma mostów, choć upadły mury,
możliwości są dla niektórych.

Nie ma co tu się zbytnio rozwodzić,
każdy jakąś swoją drogą chodzi.
Wzbudza podziw, śmiech lub obojętność,
czasem nienawiść zwykle zawziętą.
Nie ma co tu się zbytnio rozdrabniać,
Solidarność z murem upadła.
Tłuką w kowadła losu kowale,
próbują przekłuć na złoto swój talent.

Teraz Gano chopie, HaiHaieR chopie,
czarne złoto chopie.

[Gano]
Było nas kilku, krew młodych wilków,
kres wysiłków budził pusty śmiech.
Nie umierać za to żyć tu i teraz,
nam to pisane było a innym nie.
Po tym przyszedł maj albo czerwiec,
obiecano raj, kto w to wejdzie.
Ciężar monet plus kilka ponęt,
i śląski luz legł w gruz jak oponent.
Jeden z nas patrzy dziś na Manhattan,
lecz nie widzi swej matki i brata.
Taki wybór to trudny wybór,
ale trzymamy kciuki i życzymy przygód.
Kiedyś przetną się znów nasze drogi,
a szklanki się zetkną mimo przestrogi.
Będzie znowu jak dawniej na chwilę,
ale póki co w domu jest cisza i tyle.

Nie ma co tu się zbytnio rozwodzić,
każdy jakąś swoją drogą chodzi.
Wzbudza podziw, śmiech lub obojętność,
czasem nienawiść zwykle zawziętą.
Nie ma co tu się zbytnio rozdrabniać,
Solidarność z murem upadła.
Tłuką w kowadła losu kowale,
próbują przekłuć na złoto swój talent.

Nie ma co gadać dużo i bez sensu,
brzmi to y.. jak sranie do pampersów.
W miejscu bardzo łatwo się zatrzymać,
lepiej wziąć tobołek i naginać.
Gdy napina się głąb na dyskotece,
walić w mordę i po kumpli lecieć.
Gniecie Cię coś, weź to z siebie wypluj,
rozmowa lepsza niż souvenir z Cypru.
Wypróbuj nowe, nie znasz to nie skreślaj,
w mieście częściej niż na wsi mieszka wieśniak.
Wiesz jak robić rzecz z najwyższej półki,
nie rób jakiejś taniej podpierdółki.

"Może uznacie za niestosowne to pytanie, ale chcę je zadać nie dlatego, żeby komukolwiek w to uroczyste i radosne święto sprawiać przykrość, ale co stało się z tymi dziewięcioma milionami, że one dzisiaj nie odnajdują się w Solidarności, w tej Solidarności, która dzisiaj jest organizatorem tego święta."
Posłuchaj wnuczku,
pozdrawia Cię dziadek,
gdy piszę to mam 27 lat prawie.
Na zabawie znam się,
znam się na pracy,
obracam się wśród bardzo ciekawych graczy. (x2)

Na czym stoi dziadek wówczas nie wiedział,
którą z dróg wybrać nikt mu nie powiedział.
Zderzał się, wnuczku, dziadzio z problemami,
gdy trzeba było to bił w nie pięściami.
Za nic nie zamierzał odpuścić marzeń,
dziadzio lubił chodzić i szukać wrażeń.
W niejednym barze miał własny taboret,
z którego zawsze wiatrował się w porę.
Głowę dziadek zawsze nosił na karku,
na ręce nie nosił szpanerskich zegarków.
Z żartów cenił tylko te z polotem,
zataczał łuk kiedy zwietrzył głupotę.

Posłuchaj wnuczku,
pozdrawia Cię dziadek,
gdy piszę to mam 27 lat prawie.
Na zabawie znam się,
znam się na pracy,
obracam się wśród bardzo ciekawych graczy. (x2)

Dwa zero dziesięć dla ciebie to oldschool,
toczy się życie zwykłe na Górnym Śląsku.
U Rusów rozbił się z prezydentem samolot,
dziadzio chłopa nie lubił, lecz oddał zmarłym honor.
Domy toną, wiosna bardzo deszczowa,
żule mówią - Pogoda stricte barowa.
Ja natomiast spędzam czas w teatrze,
robię tam bo myślałem - Trochę podpatrzę.
Zawsze jestem sobą - taki już dziadzio,
Sprawiam kłopot, nie ufam głupim radom.
Głupim babom nie prawię komplementów,
mądrym paniom wręczam bukiet respektu.
Z tektury łajba, dziadzio, na Mazurach,
śpiewa szanty, płyta, tańczy i hula.
Burakom nie daj się omamić wnuczku,
wybierz cel i goń go do skutku.

Posłuchaj wnuczku,
pozdrawia Cię dziadek,
gdy piszę to mam 27 lat prawie.
Na zabawie znam się,
znam się na pracy,
obracam się wśród bardzo ciekawych graczy. (x2) Posłuchaj wnuczku,
pozdrawia Cię dziadek,
gdy piszę to mam 27 lat prawie.
Na zabawie znam się,
znam się na pracy,
obracam się wśród bardzo ciekawych graczy. (x2)

Na czym stoi dziadek wówczas nie wiedział,
którą z dróg wybrać nikt mu nie powiedział.
Zderzał się, wnuczku, dziadzio z problemami,
gdy trzeba było to bił w nie pięściami.
Za nic nie zamierzał odpuścić marzeń,
dziadzio lubił chodzić i szukać wrażeń.
W niejednym barze miał własny taboret,
z którego zawsze wiatrował się w porę.
Głowę dziadek zawsze nosił na karku,
na ręce nie nosił szpanerskich zegarków.
Z żartów cenił tylko te z polotem,
zataczał łuk kiedy zwietrzył głupotę.

Posłuchaj wnuczku,
pozdrawia Cię dziadek,
gdy piszę to mam 27 lat prawie.
Na zabawie znam się,
znam się na pracy,
obracam się wśród bardzo ciekawych graczy. (x2)

Dwa zero dziesięć dla ciebie to oldschool,
toczy się życie zwykłe na Górnym Śląsku.
U Rusów rozbił się z prezydentem samolot,
dziadzio chłopa nie lubił, lecz oddał zmarłym honor.
Domy toną, wiosna bardzo deszczowa,
żule mówią - Pogoda stricte barowa.
Ja natomiast spędzam czas w teatrze,
robię tam bo myślałem - Trochę podpatrzę.
Zawsze jestem sobą - taki już dziadzio,
Sprawiam kłopot, nie ufam głupim radom.
Głupim babom nie prawię komplementów,
mądrym paniom wręczam bukiet respektu.
Z tektury łajba, dziadzio, na Mazurach,
śpiewa szanty, płyta, tańczy i hula.
Burakom nie daj się omamić wnuczku,
wybierz cel i goń go do skutku.

Posłuchaj wnuczku,
pozdrawia Cię dziadek,
gdy piszę to mam 27 lat prawie.
Na zabawie znam się,
znam się na pracy,
obracam się wśród bardzo ciekawych graczy. (x2)
Dzięki Majkel za fast trackera na dyskietce
Czarna magia, ale trafiło w właściwe ręce
Kilka miesięcy i słuchamy pierwszych własnych nagrań
Jaramy się to proste jak dla Kaina zabić Abla
Pierwsza miłość najpierw wymiana spojrzeń
Potem chodzimy za rękę szczęść nam Boże
Było bardzo dobrze, po kilku latach kryzys
Życzę jak najlepiej, używam słów uczciwych
Dzięki mamo i tato za prawdziwy wzór
Bycia mistrzem w pokonywaniu dolin i gór
Sprawiedliwy chów w towarzystwie brata
I uszanowanie spraw mojego muzycznego świata
Dzięki Siwy, Jurand, Keczap za Eskapadę
A wokół nas mamy najlepszą brygadę
ZiombelKru razem już ponad dekadę
Nasz krąg poszerza się wspiera go młody kadet
Dzięki Rahim za zaproszenie na Dynamol
Zadzwoniłeś przedstawiłeś się, siemano!
Ja słuchawkę odchyliłem na chwilę w bok
Podskoczyłem, zatańczyłem i odparłem....

Ref.
Piękna polska pogoda
I ta swojska swoboda
Mistrzowska załoga
Szkoła śląska rapowa
Typowo skorupowa
Jakość sformułowań
Inspirują mnie ludzie
Za to moc podziękowań

Dzięki Miłosz za wydawniczą za współpracę
Rozstaliśmy się nie lubię czuć się jak dodatek
Gratuluję konsekwencji i sukcesu respekt
Numer z Joką urywa dupę i ręce
Dzięki Bu, Meter i HK Rufijok
Żywioły kosmosu na zawsze naszą siłą
Każdy nasz zlot to sytuacja wyjątkowa
Mam tyle miejsca, że nie da się tego ująć w słowa
DJ Hopbeat to jest prawdziwy mistrz
Jeździmy razem do ludzi stylem uwieść ich
za nami długie dni, na scenie zimna krew
unikatowy styl, rym, bit i skrecz
Dzięki M znamy się nie od dziś
Codziennie o tym śnię, by z Tobą dalej iść
wykuję w skale drzwi wykuję w niej nasz dom
kocham zapach twój to nie ulotna woń
Dziękuję Wam za to, że łapiecie moje fale
Polscy kowboje zawsze na ustach rogale
życie ma sporo zalet w swym wielkim bagnie wad
Skorup - Piękna Pogoda, właśnie tak!

Ref.
Piękna polska pogoda
I ta swojska swoboda
Mistrzowska załoga
Szkoła śląska rapowa
Typowo skorupowa
Jakość sformułowań
Inspirują mnie ludzie
Za to moc podziękowań
Ref.
Wiosną suki pachną najładniej
Latem żuki spacerują po łajnie
Jesień nuci swą smętną mantrę
Zimą ludzie przeżywają chandrę

To dzieje się niezależnie od czasu i ustroju
Kolejny rok mi mija w szponach wahań nastroju
Drożeje waha kowboju wali mi pacha na boju
Bo daję z siebie wszystko i mam z Syzyfem sojusz
Z kryzysem otóż radzę sobie w ten sposób
Że i tak robię swoje a ze mną kilka osób
Swoich roszczeń do losu nigdy nie prezentuję
Umrę śmiercią jak kromka chleba w kopalni Wujek
Nic nie wykombinuję ponad to, że to spiszę
Swój swojego szkaluje w Polsce bój PO z PIS-em
Czaruję długopisem będąc na próbie w pracy
Rzeźbię grosze w teatrze jako akustyk Jacek
Rzucam piątkę na tacę, nie mam więcej proboszczu
Nie żyję w celibacie wiodę życie po prostu
Spaliłem kilka mostów teraz buduję nowe
Uzbrojone w tarcze przeciwpożarowe

Ref.
Wiosną suki pachną najładniej
Latem żuki spacerują po łajnie
Jesień nuci swą smętną mantrę
Zimą ludzie przeżywają chandrę

Jestem prosty człowiek, ale znam się na mowie
A gdy teren obserwuję świecą się oczy sowie
Stado owiec sunie ruchem jednostajnym
Baran ma liczydło słucha i liczy punchline'y
Chiński czajnik wzywa bym kawę zalał
Babę zalał i za szybko nie oszalał
Choć gra gitara zawsze może pykać lepiej
Tee! Dyplomowany znowu masz manko w sklepie
Sianko trzepiesz, każdy marzy o wygodzie
Ideały synu utonęły z nożem w wodzie
Nastrój w pogodzie zawsze ma sprzymierzeńca
Czarne chmury budzą złego szaleńca
Wanda Niemca nie chce wpuścić do chaty
A w Londynie zabawia ją Anglik bogaty
Wiodę za raty sobie życie takie zwykłe
Obiecałem bankowi, że spłacę zanim fiknę

Ref.
Wiosną suki pachną najładniej
Latem żuki spacerują po łajnie
Jesień nuci swą smętną mantrę
Zimą ludzie przeżywają chandrę
Ref.
Nie znasz się to zamknij pysk
Wozisz się to spadnij z rys
Dwa dni myśl jak czegoś nie kumasz
I nie pierdol jak człowiek guma

Skorup
człowiek guma to elastyczny ziomek
Lecz nie jest dobry jak fantastyczny bronek
To wygazowany tani vip z biedronki
Ciepły, giętki, cyndzi jak wstrętne bąki
Ze stęchłej mąki są jego wyroby ziom
Oszukuje lubi robić rogi kobitom
Sobie owinąć kogoś lub w dupę wejść
Jątrzy jad przez większą życia część
Robi wieś pod maską wielkomiejską
Wozi się jak widłowy Roman z Tesco
wybrał kiepsko to nie jest dobry styl
Lub ktoś dokuczył mu gdy był z niego wątły szczyl
W drobny pył rozsypuje guma się
Głośny zamyka pysk cichy zamyka grę
Nawet muzyka w tle w gra jakby znała tą
Historię gumy co bała się być sobą

Masia
Tej powiesz to, tamtej powiesz tamto
Naciągniesz prawdę, ze współczuciem powiesz znam to
Często robisz zamieszanie te i tamte się martwią
Nakrzyczysz na całe gardło, że słuchać cię warto
A jak guma rozciągnięty jesteś w zależności
Jak struna się przeciągasz sprytnie po długości
Nic nie tłumacz naciągasz fakty do okoliczności
Nie słyszę gumowych gości choć zwykle są tak głośni

Kamel
Mam ochotę puścić pawia na raperów nie na rapgę
Oni nie robią rapu, robią kalkulacje
A idź mi w chuja z nimi, za plecami szuja kmini
Chuj im w dupę i każdemu co się buja z nimi
Zmieniasz styl, ale to konformizm nie eklektyzm
Przez co nie stajesz się lepszy, raczej śmieszny
Mix fałszu z lansem w opcji pół na pół
Pieprzę neofitów newschool'u, fałszywych piewców boombap'u

Ref.
Nie znasz się to zamknij pysk
Wozisz się to spadnij z rys
Dwa dni myśl jak czegoś nie kumasz
I nie pierdol jak człowiek guma

Peus
Przyjrzyj się spalonym mostom podpałka to kapucha
Kłapie lama japą non stop oceniaj po ruchach
Jak się spotka Peo ze Skorupem
Obrabiają halbę na pół, ale nie kolegom dupę
Styl mam ordynarny, ale hardy, a nie z kalki kit
Między oczy nie łopatki wal mi prawdę wal mi w ryj
Guma nie powie co go tu boli, duma mu na to nie pozwoli
Stówa na stolik, że nie przykuma, że to o nim

Tymin
Ego Trippin bez z skilli ty nawet kurwa nie denerwuj mnie
Ja, mimo że jestem chamem, kumam o co chodzi w grze
Gumiakowi gadałem, że jest chujowy fest
Afteru gwiazda na scenie trzęsą mu nogi się
Bycie raperem, życie na scenie to dziś mania cweli
Chcą wymiatać, my zamiatamy ich zwroty pod dywan
Siła bohatera, makiawielizm, na moc posępnego czerepu mocy przybywaj

Sinsen
Coś ty taki dumny jakbyś skwarka liznął
Pies nawet w pałacu będzie psem, a glizda glizdą
Wkurwiają się na innych bo skrzętnie robią swoje gnojki
Umysłem choć dorosłe ciała kroję bo
Taki to kolo śliski jak mokre molo
I taka to koluwa przeżuta jak hubba buba
Taka piękna pogoda, a ta larwa krzyczy rozruba
Oto human rubber a.k.a. parówa

Ref.
Nie znasz się to zamknij pysk
Wozisz się to spadnij z rys
Dwa dni myśl jak czegoś nie kumasz
I nie pierdol jak człowiek guma

Majkel
Ilu spotkam jeszcze frajerów takich samych
Przychodzi panicz, ściemami mamić damy za nic
O rany rany! Czy tu nie jesteś zbyt cwany?
Ściemnionej gawędzie bez reszty oddany
Przejebany, ściem potencjał niewyczerpany
To człowiek gumą zwany najgorzej jak jest pijany
Medalik, pyra, śledź, gorol czy hanys
Jak masz mi cisnąć kit ziom lepiej zamilcz

Buka
Raz jest owocowy, raz miętowy, ale smak przeżuty
Wiesz co masz robić jak wkradnie się pod buty
Wolałbym wdepnąć w gówno, przynajmniej wiem, że równo kurwi
Wytrę o trawę, a gumy pozbyć się trudno w chuj mi
Nie gadam z takimi, bo żal mi śliny, foki im do japy in it
Nawet jak rozciąga się by dać się wybić z trampoliny
Rzucisz się to i tak pęknie
Jak seksu trzy godziny po trzech litrach piwa w pełnię

Proceente
To człowiek guma napięty jak struna
Ja w jego stronę wypuszczam dymu tuman
Jak ściąga bucha za każdym razem kaszle
Nie zna się wcale więc niech zamknie jaźwę
Wszedł na facebooka i zaprasza dupeczki
W myślach jest z nimi na wczasach i ściąga im majteczki
Słaby amant coś go trzyma za szelki
Nigdy nie pomyśli w porę a potem jest miękki

Łysonżi
Człowiek guma to elastyczny pacjent
Nie ma zdania więc przyzna ci rację
Ma dziwny umysł więc ziomek uważaj
Człowiek z gumy to nie człowiek z żelaza
Czegoś się nażarł, ale agent, ale gamoń
Zwijaj flagę albo wywieś białą
Nieważne co nawiniesz, zawsze makaron
Jak chcesz to śmiało dalej piłuj gałąź

Eskobar
Pamiętam taką gumę, chyba nazywała się Boomer
Układała się jak chciałeś była spoko gumą w sumie
Znam typka, który jest efektem jej reinkarnacji
Zmienia się zależnie od miejsca czasu i akcji
Jego drugie imię - chorągiew
Płyniesz takim stylem długo nie pociągniesz
Bądź sobą nawet jeśli jesteś pojebany
Spójrz na nas, niezależnie od wszystkiego wciąż swoje gramy

Masia
Jak guma rozciągnięty jesteś w zależności
Jak struna się przeciągasz sprytnie po długości
Nic nie tłumacz naciągasz prawdę do okoliczności
Nie słyszę gumowych gości choć zwykle są tak głośni
Ref.
Robimy bałagan tu nie znamy szlabanu
I to co lubimy to robienie jest rabanu
Jak trubadur ruszam w tour
Zapierdalam ziom aż czuć odór
Wrzuć odbiór larmo zrób
Zedrę gardło nim wejdę w grób
Fader w ruch Hopbeat zuch
I Skorup z ZiombelKru

Wszystko w porządku, czyli jakoś się układa
Reprezentuję teren, rzeźbię grosz, robię raban
Trapi się baran widząc styl niecodzienny
A mi zupełnie inne sprawy strzępią nerwy
Z pełnią werwy realizuję projekt znów
Biegnąc tędy nie komplikuję swoich słów
Wśród swoich zdrów to jedyne marzenie jest
Reszta to zwykły cel, jak chcę to mogę mieć
Sam sobie chłopie świeć to rada przodków mych
Na zewnątrz postaw strój a gdzieś tam w środku my
Prawda na środku gry, kto wygrał rację ma
Lecz wygrał znowu chuj, wygrał bo cham się pcha
Dobrze tu nam się gra mam z tyłu Hopbeat'a
I cały Kosmos a beat to moja orbita
To nie jest ziom bitwa ani zawody w coś
Zabieram tylko gdy mam powody głos

Ref.
Robimy bałagan tu nie znamy szlabanu
I to co lubimy to robienie jest rabanu
Jak trubadur ruszam w tour
Zapierdalam ziom aż czuć odór
Wrzuć odbiór larmo zrób
Zedrę gardło nim wejdę w grób
Fader w ruch Hopbeat zuch
I Skorup z ZiombelKru

Trzydzieści lat minęło jak jeden dzień
Dziś dzieje się to, co wczoraj było snem
Nawinę co wiem choć pewne tu prawie nic
Możesz coś gadać ale to dla mnie pic
Za mnie beat mówi kiedy brak mi słów
Wiatr ściąga baranom czapki z głów
Z matki ust najszczersze kocham cię
Podaję dalej to, znam tylko taką grę
Psuję łajdakom krew, bo nienawiści chcą
Nie ma jej wokół mnie, bo pokonałem ją
za ideałem mkną marzenia ludzi tu
Kolejna z przodków rad, nie warto gubić snu
Jest tyle różnych dróg ja tylko jedną znam
Zabieram Ciebie nie będę biegł nią sam
Kogoś twardego gram choć serce miękkie jest
Nad głową niebo mam, jak tam do niego wejść
Jest tyle różnych miejsc, lecz tylko jeden dom
Idąc przez całe życie, powtarzam jestem stąd
I kiedy bezsens mgłą oszukać obraz chce
Nie ufam chuju ci tylko nie obraź się
wystarczy obrać cel i zanim ruszyć w dal
To żaden problem ziom załaduj cel i pal
To żaden wielki plan, życie tu proste jest
Rodzi się, płynie, no i ma swój kres

Ref.
Robimy bałagan tu nie znamy szlabanu
I to co lubimy to robienie jest rabanu
Jak trubadur ruszam w tour
Zapierdalam ziom aż czuć odór
Wrzuć odbiór larmo zrób
Zedrę gardło nim wejdę w grób
Fader w ruch Hopbeat zuch
I Skorup z ZiombelKru
Sprawdź, to nadwiślańska kowbojka,
rodem z Gliwic jak Stanisław Sojka
oj tak, lubię te brudne rytmy
i wajp dla ignorantów nieuchwytny
cel szczytny, mam dać z siebie wszystko
gdy wbijam na wypełnione rapem boisko.
Wyskok tu lubię i lubię tam też,
zwiedzam te piekła piętra jak Dante.
Gram w tej dziwnej grze pierwsze skrzypce
wbijam na bit, łapię cugle i cisnę
i chcę oznajmić wszem i wobec
będę rapował nawet w jebanym grobie!
Watażkowie, korsarze, rock'n'roll'owcy,
rude boye i wszyscy inni źli chopcy,
Odkryć fani, od bomby eksperci,
niepokorni i niezależni MC's.
Kręci się bęben w rewolwerze,
ostra kowbojka w śląskim plenerze.
Zwierzę dzikie wyłazi ze mnie gdy jadę,
wbijam jak dobry chłop w ziemię szpadel
z gradem rymów. Wieści z gliwickich ulic,
gdzie ściera się świat elit ze światem żuli.
Króli w portfelu dość skromny poczet,
drogą Watażki kroczę jak Pinochet
kołaczę toczę o czem wspomnieć warto.
Darmo nie jadam, znana mi pracy wartość.
Mam tą nieugiętość Syzyfa,
Skrzydeł nie podetnie mi Polska lipa.
Y patrz, nadwiślański Dziki Zachód
pełen bardzo niegrzecznych chłopaków,
ja wśród nich sunę jak w wodzie ryba
bo wiem, że radują się jak kąski nagrywam.
Reguł trzymam się, duszą nie handluję
Kowboj los powierza zmiennej fortunie.
Umiem dotrzymywać obietnic,
trzymam się z dala marnych baletnic.
Bredni nie łykam również, mijam je łukiem
w watażkowaniu jestem samoukiem.
Lubię co mam bardziej od tego czego nie mam
i co dzień rano mówię słońcu "siema!".
Drążę temat gdy sprawa jest mi obca
Stado kocham, nie cisnę za nim jak owca.
Okna szeroko na świat otwarte,
a w buggy jeansach nogawki obdarte.
Znam też to i owo, i parę osób,
w niedzielę jem roladę, kluski i rosół.
Strzegę się osób niespełna rozumu,
z frajerami nie zasiadam do rumu.
Umówmy się, kowboj musi mieć honor,
iść w stronę słońca ma własną drogą.
Bogom z plastiku musi krzyżować plany,
czujnym być, nawet gdy jest pijany.
Do rany przyłóż względem ludzi prostych.
Dla cwaniaków w kaburze mam riposty.
Język ostry, serce sprawiedliwe,
nie nucę nigdy hitów dla dziwek.
Dużo widzę, bo nie tylko patrzę,
życie śledzę każdym zmysłem bacznie.
Zaraz się zacznie stoję w drzwiach baru,
wbijam, a tam - wack MC paru.
Bum. Już świszczą w powietrzu kule,
srebrnym szurem operuję czule.
Każdą dziurę bardzo chętnie odwiedzam,
ze mną ser, element piąty, wiedza.
Przerzedzające się z czasem szeregi
prawdziwych graczy czas nie wyplewi.
Mam swój rewir, który muszę opisać,
czasem boję się, że niestarczy życia.
Witam, Skorup, trzeci album solowy
Śląski ananas, nie świadek Jehowy.
Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa,
pieśni o kowbojach z Watażkowa.
Ref.
wściekłym hejterom lepszej pogody
Drętwym frajerom więcej swobody
Żulom hajsu by było na wino
Polakom dystansu oby lepiej się żyło

Skorup
Fantastyczna pogoda ziom ja szybko z niej skorzystam
Wyjdę pobuszować z mą bandą z boiska
Wsadzę do pyska gwint z piwka butelki
W słońce twarz wystaw wyjdą na czole kropelki
Stronię od wszelkich nieprzyjemnych zadań
Spokojny o jutro, wiem że będzie znowu laba
Przemyka trabant, to kumpel, co słucha rapu
W bagażniku subwoofery, własnej marki chłopaku
Tak chłopaku, czas wybrać się na plażę
Podaj numer do Teresy, co ma te fajne tatuaże
Chętnie pokaże jej jak zapierdalam kraulem
Lepiej niż ten osioł obok, który jest niezłym klownem
Jest kolosalnie ciepły chłopie dzionek
Bawią się kapitalnie nawet żule spod biedronek
Kumpla polonez wiezie nas na piknik
wziął pornole drugi ziomek cały plik ich

Ref.
wściekłym hejterom lepszej pogody
Drętwym frajerom więcej swobody
Żulom hajsu by było na wino
Polakom dystansu oby lepiej się żyło

Dohtor Miód
Patrza bez łokno piekno jest dziś pogoda
Gupio jest w taki dzień samemu siedzieć w doma
Biera telefon dzwonia do przyjaciela
Wyłaza z klatki srogi wdech w płuca biera
Pod sklepem jest spotkanie trza sie droga skrocać
Bieremy cało kista nikt sam nie chce wrocać
Idemy po chodniku z kistom ręka w ręka
Do rytmu flaszki grajom swoja piosenka
Piosenka traktuje sam ło pieknej pogodzie
Ło tym jak łatwo łoddać sie prostej przigodzie
Idemy dalyj kuple siedziom na ławce
łobok bajtle robiom namiot przy huśtawce
Co tak siedzicie?! Ruszcie życie, co robicie
nie widzicie, idzie picie, kej ruszycie?
I jus dwadzieścia gębów we słońcu sie praży
Do tego chyba ze pięćdziesiąt tatuaży
No i zimniutko kista we słońcu błyscy
Nikt sie nie łozre, ale napijom się wszyscy

Ref.
wściekłym hejterom lepszej pogody
Drętwym frajerom więcej swobody
Żulom hajsu by było na wino
Polakom dystansu oby lepiej się żyło
To był przydrożny bar smugi dymu i flipery
Zabita dechami dziura na parkingu motorowery
Okolica nieciekawa jakiś bastion PRL-u
I pogoda tak plugawa jak urok tego terenu
Tylko głodnemu przyszło by tu na myśl stawać
No to się zatrzymałem wcale nie licząc na brawa
Jakaś szama i kawa tylko to mi było w głowie
A kto by się spodziewał że tu się zrodzi opowieść
No to wchodzę zaraz obstrzelony wzrokiem
wszystkich gości tego baru każdy na koncie z wyrokiem
Tu nie trzeba być prorokiem by wywróżyć armagedon
Bo obraz zagłady wypływa z oczu tym zjebom
W kącie siedząc ona ćmiła wtedy peta
Znacie ten kurewski wzrok co ma dwie strony jak moneta
Stawiasz do pionu fileta i oddajesz mu pilota
poproszę białą kawę i jakąś szamę byle nie kota
ostrożnie się rozglądam gdzie tu bezpiecznie zasiąść
znajduję stolik pod oknem tam uporam się z kolacją
wyciągam smartfon by po knajpie się nie gapić
Oby tylko tym zbirom, jakiś pomysł się nie przytrafił
Na ścianie napis wisi śmierć konfidentom
Obym nie musiał tłumaczyć, że nim jestem tym pacjentom
Jest też dancefloor a nad nim srebrna kula
Grającą szafę ktoś odpalił lecą hity popu króla
Zza baru głos woła bym odebrał talerz
A ni śni mi się wybrzydzać, choć chyba nie to zamawiałem
I gdy konsumowałem ona pomknęła na parkiet
w drodze kładąc na stoliku moim jakąś kartkę
Schowałem ją, zjadłem i z baru wyszedłem
Wchodząc do samochodu, myślę teraz odetchnę
Z kieszeni wydobyłem otrzymany w barze prezent
A na nim numer i napis spróbuj mnie frajerze
A to zdzira tylko kto tutaj jest frajer
Ten który zrobi swoje czy ten co pojedzie dalej
Mam wykręcić numer i starmosić ją jak kłodę
Czy lepiej się wiatrować czerwonym samochodem
Uwierz że obie wersje są do bólu chujowe
Stchórzyć, uciec, zostać, może skończyć w grobie
Kto z was panowie mądry jest i mi podpowie
Jestem zdany na siebie i ciekawe co z tym zrobię
Medalu strony obie tutaj śmierdzą zgnilizną
Jeśli w ogóle wyjdę cało z tego to i tak wyjdę z blizną
Deszcz walił o szybę w jakiejś ciemniej piździe
Nigdy nikomu nie powiem jaką podjąłem decyzję
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo