Wwo

(Jaźwa)
Jak nie wiesz, co mówisz, to się, kurwa, nie odzywaj
A nawet jak coś powiesz i tak na dno to spływa
Zawsze tak bywa, prawda na wierzch wypływa
i co dzień zdobywa zwolenników coraz więcej
ludzi, którzy częściej biorą los w swoje ręce.
I tym się różnimy, my wiemy, co mówimy.
A ty znów pleciesz, co ślina na język przyniesie.
Ja wiem, co mówię, bo wiem kto pierwszy wymięknie.

(Fu)
Olej, pierdol to, co słyszysz
Mnóstwo pustych słów, a ty dyszysz
Kto ci podpadł, na palcach liczysz
I tak nie zliczysz wszystkich bitches
I tak nie zamkniesz wszystkim mord
Czujesz z daleka ich jebany swąd
Wiem, co mówię, bo w sercu czuję to
To nie zabawa w głuchy telefon
Śmierdzi ci morda, to nie przesąd
Laleczki Giuseppe strugane śmieszą
Wkręca o życiu, zmusza do opinii
O tym nawijają rap, teraz prawilni
Nie damy się złamać, jesteśmy silni,
Mówiąc szczerze - na pewno inni
Całego stada taka ta zasada
Prawdomówność to jest teraz wada.

Ref:
Ty mów, co wiesz
Ja wiem, co mówię

(Sokół)
Czy ty potrafisz segregować informacje?
Czy tak podajesz wszystko, o czym wiesz, dalej
Ja też pierdolę kłamstwo oraz spekulacje
Pora jednak wznieść toast za przemilczane akcje
Ja wiem, co mówię, ty mówisz, co wiesz, tak jest
Szczerość z nami od podstaw, najpełniejsze informacje
Jednak znajdziesz w nie napisanych zwrotkach
Żaden łeb nie pozna, jak wygląda to od środka
O nie, nie, nie

(Koras)
Trzeba wiedzieć, co się gada
Za swe słowa odpowiadasz
Tak się składa tutaj prawda
Tylko prawda albo narta
To nie idzie z duszy, tylko z serca
Długi język twój morderca
Trzymaj go za zębami, zalecam
Lepiej się ugryźć niż się podniecać
O tym pamiętać zawsze
I nie pękać nigdy
Nie zaniechać starań
Się nie sprzedaj i ty
Nie wszystko mówi się wszystkim
Choćbyś nie wiem jak był czysty
Jakbyś nie miał intencji czystych
Nie wszystko jest dla wszystkich

Ref:
Ty mów, co wiesz
Ja wiem, co mówię

(Mieron)
Posłuchaj szczerość, elo, teraz Mieron, Zipero
Głosem z serca, ZIP, jedna prawda, masz to w wersach
Umiesz prawdę mówić? Zasiej prawdę, mów ją głośniej
A w przyszłości niejeden dzieciak na niej wyrośnie
Niektórzy mówią, co wiedzą, my wiemy, co mówimy
I wiem (wiem) że się nie pogubimy
To na pewno. A ktoś tam znów coś zmyśla.
Wiemy jedno: prawda istnieje, kłamstwo się wymyśla.

(Jędker)
Nie wiadomo jak, gdzie i po co
Robią swój rap i się pocą
Myślą, że wszystkich ogołocą
ZIP potęguje mocą
Lat już dziesięć, o co? O co?
Nie powiem, gdzie nas znaleźć nocą
Nie masz tematów, nie palisz batatów
Nie znasz stygmatów, nie pomagasz bratu
Wiem, co mówię, to jest pewne
Znów my kontra kawałki rzewne
Nie nasza liga, nie nasz poziom,
Pamiętaj, muru nie przebijesz głową
Chciałeś tekścinę? Masz tu gotową
ZIP zostanie sobą
Każdy z nas wyjątkową osobą
Prosto w życiu, z podniesioną głową

Ref:
Ty mów, co wiesz
Ja wiem, co mówię

Felipe)
O czym mówią moje wersy, jest wynikiem mych refleksji
Te refleksje wypadkową moich przeżyć
Te przeżycia są efektem mych decyzji
W konsekwencji dają moje życie
Moje życie to ten rap
Rap to słowa, a te słowa
Znaczą dla mnie więcej niż jest w stanie pojąć głowa
Nieraz żeś próbował rap sabotować
Chciałeś mówić, lecz dopadła cię milczenia zmowa
U nas o tym nie ma mowy, kłamstwa trzeba napiętnować

(Pono)
Co tu gadać, nie ma co opowiadać
Japa a gada, japa a odpowiada
Odpada ten, co się wygada
Jak zdrada w układach,
Na to nic nie pomaga
Sam wybadaj, kto gada banialuka
Rap to jest sztuka, nie świrowanie głupa
Dam wam kruka, sam szukam rozwiązań
Słuchaj, po stylu to poznaj
To tylko treść, przekaz przemycony
ZIP Skład, nasz rap jest wyważony
Choć przewieziony jest jeden raper
Wiem, wiem, co mówię
Przelewam to na papier
Kto nie w temacie, niech lepiej siedzi cicho
Masz to, grasz to, to z tym wychodź
Bądź co bądź, jak wiesz, co jest grane,
To wiesz, że czasem lepsze to nie powiedziane
Tak

Ref:
Ty mów, co wiesz
Ja wiem, co mówię
Marysia była lekko w szoku, dumna w pełni, całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia. Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś, w okolicach śródmiejskich - północna część. Sms-a mu pisała pomyślała, że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy. Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy. Ryszard - taryfiarz nie zrzeszony w korporacji - i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji. Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni. Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli. Teraz o nim: Rysio - taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem, wiezie babę właśnie, na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powiem normalnie. Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie. Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz, nie złapie nigdy już taksówki na ulicy. Rzadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał i znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może. I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego, bo może być gorzej, to ona – kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę halo - pędem i gna tera cierpem na komendę.

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz – w pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego. Karol ma na imię, w plackach trochę robi. Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii. Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi. Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę, ale cieszył się, że się ostały polskie złote. Proszę cię... Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem – saluto -to patrol stołecznej policji, Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy. Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo. Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo. Przypasował im stuprocentowo - omyłkowo do opisu kogoś. Bluźnił, przepraszał, nawijał... Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach. Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania. Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką. I chociaż staje kilku gości młodych, bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz, dla Grzesia wstrząs. Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią. Przecież dopiero, co przyjechałem – tłumaczy Grześ chwilę, ale zlisił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli. Tyle...

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz, nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ. Jak zwykle statyści przyłazili jeść i gdzieś koło czternastej – Eureka - czaderski pomysł rzucił kolega - wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadomce ktoś opierdoli. Kto jest kto? Rozwiązanie zagadki... Posłuchaj, tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi. Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić. Konsumując, myślała, że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą. Sam, jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment, magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli. Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo, uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo, dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni. Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni, każdy ponad każdym - wszyscy najmądrzejsi. Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła - bez pewności, ale wymierzyła palcem, dziś była górą w nierównej walce, dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami – ścierwo – myśli tak serio. Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął i nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc – flashback – i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc. Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było... Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie - Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie. Psikus, kurwa jego mać. Raz, dwa... powrót do rzeczywistości – przystanek pod pizzerią – Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle. Tymczasem Ryszard - taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka, obok Neoplan na przystanku się zatrzymał, wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe. Rysiu odwrócił głowę i obcina - każda ma dobrą nogę, bufet też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro... Pochłaniając ostatniego gryza spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto i właśnie wsiadał do taryfy – Dokąd? - spytał Rychu i na tym zakończymy...
impreza na domowce wszystcy znaja sie od dziecka,
wiadomo ze nie wchodzi w rachube akcja niemiecka
a jednak w towarzystwie byla rura
gospodarz lapie orient ze zginela mu komóra
kurwa co to za chora akcja
wszystcy szukaja zguby po mieszkaniu konsternacja
racja przeciez nikt z nas nie okradl by kolegi dobra niech dalej trwa libacja
jeden z gosci mowi ze za ostro sie najebal
chlopaki poszli odprowadzic go na trzepak
on jednak nalegal ze chce wracac juz do domu jeden z drugim ziomus postanowili mu pomoc
godzina pozna ulca mrokiem zasnuta
chlopaki odprowadzaja pijaka z buta
okolica piekna to srodmiejska galeria kiedy juz sie zegnal to wypadla mu bateria
ol jej ja ups to nie serial na wspolnej za zachowanie podle kara kopy na morde parszywa morde gamonia z Noakoskiego czy to prawda ze okradles przyjaciela swego?

i co nasrales do miski z ktorej jesz? w ten sposob sam siebie przerzniesz jak ten leszcz co bez sumienia swego przyjaciela opierdolil przeszedl cie dreszcz ja nie bede sie tym glowil po mimo wyboi okolicznosci wyjatkowych sa rzeczy ktorych sie nie robi nie masz zasad skurwielu ja nie przebywam wsrod pojebow bez regul
to z mojej strony ty nad tym deliberuj
w polozeniu scieku parteru scierwo bez charakteru u komu
a zaczelo sie niewinnie najebani w swoim domu wlasnej dupie
telefonu wkoncu swych przyjaciol kurwo jeszcze smiesz powiedziec ziomus?
patrze w oczy spluwam odbijam zlosc odsuwam
brak kompromisu zejsde ci z odcisku tylko wtedy gdy bedziesz gral fer na boisku

ONI OKRADAJA DZIEWCZYNY,RODZINY,KOLEŻKOW WLASNYCH ZAPROSZENI NA ICH NA URODZINY MASZ TU JAZDY CHORE PRZEDSTAWIONE W RYMACH O TYM JAK FIUCINA CHCIAL ZNAJOMYCH WYDYMAC DRUGI PRWA REKE W STRINGACH SWEJ MANIURKI TRZYMAL A LEWA JEJ Z TOREBKI ZAWIJAL HAJS NA PRZYPAL
CO BYS SE POMYSLAL NA TEMAT TYCH KONDONOW ..??
WIELCY BANDYCI ZLODZIEJE TELEFONOW...

jedyne co potrafisz to wyczyscic klawisz sztuce ktora chciala sie zabawic z toba i po wszyskim spi
a teraz ty patrzysz na jej opalona dupke
czeszesz jej szuflady popijajac jej rodzicow wodke
ty to masz klase mlody bog nocny klub
zajebales znow dwie samary znajomych sztuk
masz kase juz z portmonetek ich cuz i nokie w rozowe kwiatki
huj masz na wodke i na siatki kto zalatwi dzwonisz z jej karty o ile pepad bo bilingi to nie zarty
jestes szczurem w tej chierarchi w ktorej chcial bys byc krolem ja nie chce cie osmieszac bywaj zdrow szkoda slow
jak widziales ze ktos z twojej bandy slabnie nie podales mu dloni tylko rzucales na pozarcie odcinasz sie bojac ze i tobie to zaszkodzi ja tylko widze nie jestem kurwa by cie sadzic lubie patrzec ci gleboko w oczy kiedy wchodzisz gdzeis gdzies jestem gdy przechodzisz lubie patrzec sie przez ciebie jak bys byl powietrzem
dobrze jesli to tylko jest blad mlodosci
wiele szuj i hien witam was w rzeczywistoci
usmiechajac sie wpierdalaja cie do kosci bez pardonu ta sama rasa szczurki bez honoru jak syczace pierdniecie z nie dziewiczej dupy pseudo bandyci wielcy zywe trupy elo!

to co ze nawijam do wszystkich brudnych kundli ktorzy na melanzach okradaja swoich kumpli tylko szczekaja jacy to sa charakterni a gdy ziomek nie widzi to szperaja mu w kielni
wierz mi ludzi poznasz po czynach a nie po slowach
jak ktos sra do swego gniazda to baba atomowa prosto w ryj i kij w dupe trzeba odcinac od siebie kurwy zatrute
traktowac z butem lamusow bez litosci jak w tej opowiesci wyrwanej z zametu i bez happy end'u na faktach opartej mowiacej jak zwykle prawde

ONI OKRADAJA DZIEWCZYNY,RODZINY,KOLEŻKOW WLASNYCH ZAPROSZENI NA ICH NA URODZINY MASZ TU JAZDY CHORE PRZEDSTAWIONE W RYMACH O TYM JAK FIUCINA CHCIAL ZNAJOMYCH WYDYMAC DRUGI PRWA REKE W STRINGACH SWEJ MANIURKI TRZYMAL A LEWA JEJ Z TOREBKI ZAWIJAL HAJS NA PRZYPAL
CO BYS SE POMYSLAL NA TEMAT TYCH KONDONOW ..??
WIELCY BANDYCI ZLODZIEJE TELEFONOW...

wielcy bandyci zlodzieje telefonow.....
(Sokół)
Elo. Nie bój się zmiany na lepsze. Soundkail, WWO!

(Fu)
Człowiek zdominowany jest przez zło, atmosfera wojny pomiędzy systemami, rządami, a diabeł knuje znowu coś między nami, na planecie Ziemia przetwa ten z układami. France ou Pologne taka sama presja taka sama broń, między nami dłoń, prawdomówność. Widzę spójność, czujność, podstawą tej kombinacji ostrożność, dość. Nie bój się zmiany na lepsze…

Refrain x 2 (Davy)
L'homme, domine par le mal, Athmosphere de guerre entre un etat et une jeunesse antisociale Polska Francja les memes pressions de ceux qui tiennent les rennes Et m'enseignent: pour une vie meilleure ne compte que sur toi meme

(Sokół)
Nie skończy się świat, jeśli ty się skończysz, ale będzie coraz gorzej jeśli sam się pogorszysz. Mówię to do siebie codziennie - będzie lepiej jak na lepsze się zmienię. Ilu klnie, że jest źle i dalej brnie, zwinięte banknoty, sto złotych, dziury dwie, Absolut, XTC, 1, 2, 3 czy to świat jest zły czy ty? Rozejrzyj się co człowiek robi, a teraz spójrz w lustro i to powiedz człowiekowi. Dziecko się rodzi i chłonie cały ten syf zbudowany przez ludzkie dłonie. Później w tym utonie jak nie ma dobrego wzoru, z telewizorów emanuje zło kunsztowne, a tandetnie przedstawiane to co dobre, nie wszystko co ci mówi większość jest mądre. Sam błądzę, chociaż mam swój cel, wiem, wiem być lepszy chcę. Wszystkiego najlepszego dla całego ZIP i ty też trzymaj się.

Refrain x2 (Davy)

(Mehdi)
J'maintiens l'idee qu'la plume reste plus forte que l'epee Dans une voie qui n'est pas la mienne j'persiste a dire amour et paix N'aie pas peur de changer en mieux,vieux ne reste pas mauvais Pour les gens que tu connaissait avant d'apprendre le mal en exces Le respect, c'est tout ce qu'il te restait La famille,les amis a present tout ca c'est en aller Par manque d'amour egoiste que tu n'a pas su leur donner, Pour toi plus facile d'etre hostile que de belles paroles a donner, Abandonne,pour tout recommencer du bon cote , Ca te coute rien d'essayer juste une O D de volonte Depuis la nuit des temps par l'mal l'homme est domine A ce dernier de trouver la faille et de l'eliminer

Polska Francja ten sam ból

Refrain x2 (Davy)

(Jędker)
Faktycznie tak jest, nie należy bać się zmian, które powodują ran wyleczenie, kwestia spojrzenia i punkt widzenia, to doświadczenie człowieka zmienia na lepsze czy gorsze, nie rozmień się na grosze. Rozwijaj się z dnia na dzień, Boga o to proszę, dążę od pewnego czasu

Refrain 2x (Davy)

(Sokół)
Nie tak szybko, nie tak szybko Jędker

(Jędker)
Wiem, wiem. Nie od razu, nie kwestia momentu, jak inni nie wystrzegłem się błędów, ale staram się naprawiać, coraz mniej czasu by się zastanawiać. Co na sercu leży, dygać nie należy zmiany, czy jesteś zdrowy, czy schorowany, omiń mieliznę, podejmij decyzję, rzuć truciznę, kochaj Ojczyznę choćby nie wiem jak przegnita biurokratyzmem nazywaj idiotyzmem lub utopią. Co zrobisz? To co wszyscy robią?

Refrain 2x (Davy)

Skrecz.
"Nie bój się zmiany na lepsze.
Weź się zastanów.
Powiem ci zaufaj mi.
Nie bój się zmiany na lepsze.
Być kimś, być sobą.
Nie bój się zmiany na lepsze
Niewielką cene za to zapłacisz.
Weź się zastanów.
Więcej zyszkasz niż stracisz."
[Jędker]
Elo WWO, Hemp Gru, mówię znów, nie fabryka snów
Dajesz rade, - żółw, masz talent?
Więc zrób, żeby cały trud miał mocny grunt, nie poszedł na marne
Widzisz tylko czarne? Zostaw. Niezależnie od postaw
Jak wariujesz po wódzie to ją odstaw (zostaw)
Jak zwykłą dziwkę z agentury, jak zbędne pierdóły
Których sam chcesz się pozbyć
Wyrzuć to najdalej, precz, podnieś głowę, rany lecz
Powiedz tym na których ci zależy, że ich kochasz
Szczerze okaż, pokaż też co potrafisz
Radość bliskim swym sprawisz w czasach braku tradycji, braku zasad
Więcej fasad niż od podstaw budynków
Zamiast odnawiania bloków, odpadanie tynków
Ale mam tam wielu kumpli
Zet I Pe pozdrówki z betonowej dżungli
WWO, Hemp Gru

Ref.: [Sokół]
Zostaw to, nie ma co roztrząsać
Patrz przed siebie, zamiast ciągle się oglądać
Zostaw to, patrz pod nogi na kłody i miny
Oszczędź siły w imię czarnej godziny
Zostaw to, nie szukaj problemów we wszystkim
Znajdź szczęście i daj je swym bliskim
Zostaw to, mija cenny czas, za kilka lat
Znów w tym samym miejscu powiesz - miałem zły start

[Wilku]
Zostaw to, by złe myśli nie wróciły rychło
Wszyscy wyszli i zostałeś sam, tak wyszło
Każda myśl tworzy naszą przyszłość
To twoja rzeczywistość
Mój rap już żeś poznał
Zamknięty rozdział, cała reszta to przeszłość
Przed nami wieczność, Hemp Gru to jedność
Szukasz ucieczki? świat niebezpieczny, moment
Szukasz pomocy ziomek? Nie oddawaj swej mocy nikomu i niczemu
Krocząc prostą ścieżką samemu legendę piszesz
Upragniony cel coraz bliżej, skup się na tym
Jak przed laty, jako dzieciak przeszkód żadnych nie miałeś
W śmieciach umysłu nie grzebałeś
Nie czas na to, zajmij się pracą, eliminuj stres
Dziś już wiesz co było błędem
Nigdy więcej nie karm się lękiem
Zostaw to, zostaw, domu nie buduj na mostach
Zrozum to od podstaw, by problemom sprostać
Aby prawda choć gorzka, była sprzymierzeńcem
Wóda, prochy, człowiek zostaw to, nic więcej

Refren:
Zostaw to nie szukaj problemów we wszystkim
znajdź szczęście i daj je swym bliskim
Zostaw to mija cenny czas za kilka la znów w tym
samym miejscy powiesz miałem zły start
Zostaw to lepiej zostaw to,zostaw to,zostaw to,zostaw to.......

[Bilon]
Odrzuć temat który ciąży na twej duszy
Sparzyłeś raz się, więc musisz go odrzucić
Kolejny stopień w górę, do mety coraz bliżej
Stanąłeś w miejscu czy schodzisz coraz niżej
Zostaw to czego nie chcesz znać
Umocnij się zanim zaczniesz brać
Naucz dawać się coś od siebie
Sam nie staniesz w potrzebie, to codzienność
Wiara zwycięży niepewność
Cały czas bądźcie z Bogiem
Złodzieje, dilerzy, walczący z nałogiem
Jednym krokiem stropu nie zbici
Matki z dziećmi, rodzina, emeryci
Podpowiedź dla was, zrobicie jak chcecie
Zostawić smutki a dalej sami wiecie
Elo, HG, WWO, rap przyszłości cały czas

Refren:
Zostaw to, nie ma co roztrząsać
Patrz przed siebie, zamiast ciągle się oglądać
Zostaw to, patrz pod nogi na kłody i miny
Oszczędź siły w imię czarnej godziny
Zostaw to, nie szukaj problemów we wszystkim
Znajdź szczęście i daj je swym bliskim
Zostaw to, mija cenny czas, za kilka lat
Znów w tym samym miejscu powiesz - miałem zły start

[Sokół]
Na tym świecie jest wiele pięknych plansz i pod światów miliardy
Ale nie każdy jest dla ciebie otwarty
Jeśli sam jesteś mentalnie martwy
Otwórz umysł, rozjeb kraty własnej wyobraźni
Nie jest łatwo, ale efekt jest warty
Zostaw to zamiast robić sobie jazdy
Nie umiesz szczęścia zauważyć, może za wysoko patrzysz
Niżej, niżej to gdzie chodnik, ulice, domy
Nie chodzi o to, spójrz na ludzi, chodzi o nich
Nie jeden już poważnie zapętlony
Robi żeby wydać i wydaje by pokazać, że jest zarobiony
Nie myśl nawet o tym, po czym stał byś się spalony
Powtórzmy jedną rzecz, zanim powiemy wszystkim cześć

[Jędker]
Jesteś w porządku, nie ma co się trzęść

[Sokół]
WWO, HG
[Sokół]
Zacieśniam grono, choć znajomych coraz więcej
Coraz więcej osób patrzy na ręce
Ja w tym balu wiruję coraz prędzej
Nie chcę już obcych żadnych (nie chcę)
Chwila, przecież ja nie kręcę się wcale
Stoję, to wy się kręcicie i życie, to bal jest nad bale
Jedno ale, jak Mario Bros chociaż idzie to stoi wciąż
A przesuwa się tło, co? co? tańczysz
Uważaj, nie stwarzaj okazji szujom
Wciąż krążą, wypatrują, dla nich się nie liczy
Że dobry z ciebie chłopak, szuje nie mają zasad, no popatrz
Parkiet jest śliski, a kuszą partnerki
Rzucasz się w oczy, bo ci błyszczą lakierki
Z ręki do ręki, gierki, sonda jak NASA
A ty się trzymaj swych zasad
Duchowo, skromnie, w zaufanej strefie
Tańcz spokojnie, proszę ja ciebie
W lojalnym gronie, zawsze damy radę
W tej grupie wykluczam zdradę

[Aglus]
Codzienność to nie taniec towarzyski
To całkiem inna jazda i całkiem inne pyski
Temat jest śliski, bo niejeden się przejechał
Potknął i po upadku walki zaniechał
Dla niego przewał, że życie jest piękne
Nie tylko dla niego, no bo jak okiem sięgnę kolana są miękkie
Czasy są ciężkie i nogi ugina młody chłopak, dziewczyna
Bo świat zapomina co w ludziach jest ważne
Pod jego dyktando czyny stają się odważne
A z czasem mało ważne z kim tańczą i za co
Lecą jak ćma do ognia nie wiadomo po co, a wiesz co? (co?)
Najlepiej tańczyć z uczuciem, żeby nikt cię nie zdeptał
Ewentualnie też nie uciekł
Samopoczucie własne, że tańczysz solowo
Jest adekwatne do przebicia ściany głową
Słuchaj na nowo, to nie taniec towarzyski
Uważaj na wszystko i miej oko na wszystkich
Bo nawet u bliskich nieczysty taniec być może
A wtedy się potkniesz na okopanym toporze
To nie jest wzorzec, ta gadka nie jest wszystkim
Uważaj jak tańczysz, po tym wykrzyknik

Ref. x2

[Towar]
Uważaj jak tańczysz...

[Jędker]
...Bo życiowy parkiet bywa śliski

[Sokół]
Nie bądź jak agentura...

[Aglus]
Zbytnio towarzyski

[Wszyscy]
Bądź bliski dla bliskich


[Towar]
Pamiętaj, musisz uważać na ten taniec
Nie chciałbyś chyba skończyć jako skazaniec
Te słowa nie kazanie, raczej tylko przestroga
Bo wielu świrowało i powinęła się noga
Słuchaj co mówię, musisz mieć dobre obuwie
Bo w stówie dziesięciu tylko potrafi dobrze śmigać
Tak mnie życie nauczyło, choć nie jestem stary wyga
źle zatańczysz - będą ścigać

[Jędker i Aglus]
Sam musisz rozstrzygać!

[Towar]
I kierować swoim losem, bo nie osłonisz się przed ciosem
A ty oślepiony sosem kolejny raz działasz na przypał
Wiesz ja nic nie widziałem, jakby się ktoś pytał
Chyba ktoś już o tym czytał, znów historia się powtarza
Wiec uważaj powtarzam (uważaj powtarzam)
Czasem się zdarza poznać kogoś, nową osobowość
Uwierzysz mu na słowo i poniesiesz konsekwencje
A ja zostanę sobą, kontroluj Dekadencję
Masz prawo wyboru, jestem nieufny z pozoru
Bo nie raz się przejechałem, wszystko dokładnie przemyślałem
Jedna chwila, zrobisz z siebie debila, a leszczyk się przymila
Bo znów pieniądze poczuł
Można mu powiedzieć krótko - zejdź mi z oczu
(Niebezpiecznie tak) jakbyś stał na zboczu skały
A ty myślisz sobie, że jesteś tancerz doskonały
I niedługo trwały te finansowe przyjaźnie
Wiec wyluzuj błaźnie, mówię to wyraźnie (uważaj)

[Jędker]
W tańcu łatwo się wywrócić, albo zgubić tempo
Życie jak breakdance nie flamenco
Przyjrzyj się nad ranem pod sklepem mentom co kołują miedziaki
Patrzą tempo, na nich patrzą się dzieciaki
Uno momento, ZIP swej racji broni
Nigdy lądowanie po baletach tak jak oni
To ZIP sentymento, z nami Dekadento, wiem na pewno
Nie tańczymy jak nam zagrają, jak Boysbandy
Nie jesteśmy marionetami, świata błędnych ocen
Weź doceń, niech te słowa chłodzą jak oligocen
WWO nie capoiera, tango, codzienne z życiem fandango
To nie fantom, mamy swój przekaz
niepodległy blatom
Co wy na to?

Ref.
[Towar]
Uważaj jak tańczysz...

[Jędker]
...Bo życiowy parkiet bywa śliski

[Sokół]
Nie bądź jak agentura...

[Aglus]
Zbytnio towarzyski

[Wszyscy]
Bądź bliski dla bliskich

[Towar]
Uważam jak tańcze...

[Jędker]
...Bo życiowy parkiet bywa śliski

[Wszyscy]
Nie jestem jak agentura...
Zbytnio towarzyski
Jestem bliski dla bliskich
[Boski]
Na niewąskim kiczu znów wypływa nowa gwiazda
Ekstradowa miazga pragnie stać się sławna
Niech idzie do diabła ten łeb bananowy
Poziom zerowy ChWD do połowy
Co najwyżej klaka, na pewno nie szczere brawa
Totalna klapa mimo to medialna sława
Widzi to Kraków, brzydzi się tym Warszawa
I kolejna schodzi gwiazda całkiem niemrawa

[Sokół]
Zjadłbyś gówno żeby tylko móc być w telewizji
Trudno inaczej jest się wybić z prowincji
Chciałbyś być na mega - posterze w Popcornie
Złóż sam siebie w trzy tygodnie
Są gamonie co aż pocą się ich dłonie
Jak wyobrażają sobie, że ich rozpoznają obcy
Dziwne to dla mnie jak chłopcy co se doprawiają cycki
Być sobą przede wszystkim

Ref.[Kali]
By słynnym być, nie ważne nic
Robisz kicz by zdobyć listy szczyt
By sławnym być nie ważne nic
Byleby usłyszeć pisk głupich pizd

By słynnym być, nie ważne nic
Lansujesz swój pysk i nie wiesz co to wstyd
By sławnym być, nie ważne nic
Zamiast muzyki sprzedajesz byt

[Tadek]
Wole incognito niż palcami wytykany
Lepiej w wąskim gronie, bo psy zniszczą twoje plany
Lepiej w dobrym stylu jak chcesz być szanowany
Lepiej trzymaj fason, a nie ciśnij by być znanym
Hiphopolowcy - przez was hip-hop podrabiany
Pogardą dla was ten kawałek zakrapiany
Do wiejskich bazarów wasz styl dopasowany
W waszą muzykę i w was wszystkich wbijamy

[Jędker]
Szczerze, pierdolę mydlaną operę
Szczerze, na dole nie znaczy być zerem
Przyjdzie dzień gdy medialne dziwki wymiękną
Powrót do korzeni, pętla, sedno
Jedno jeszcze chciałem dodać
Wiśniewscy rapu możecie się pakować
Karierę, sprzedajność, prywatność zachować
Odrzucam medialność, nie dam się sprowokować

ref.[Kali]
By słynnym być, nie ważne nic
Robisz kicz by zdobyć listy szczyt
By sławnym być nie ważne nic
Byleby usłyszeć pisk głupich pizd

By słynnym być, nie ważne nic
Lansujesz swój pysk i nie wiesz co to wstyd
By sławnym być, nie ważne nic
Zamiast muzyki sprzedajesz byt

[Sokół]
Marzy ci się zabalować z Olivierem
Chciałbyś robić karierę, być Paschalskiej partnerem
Kurwa nie wiem jak masz zwichrowany dekiel
Mam gdzie indziej granice przypału, tego jestem pewien
Wiesz ile warta jest prywatność?
Szybko gaśnie ten kto świecił zbyt jasno
Chcesz być słynny? chcesz być gwiazdą?
Ja jestem inny, bo normalny - znasz to?

[Kali]
Chcesz wedrzeć się w ramiona sławy
A nie wszystko złotem co świeci się
Chcesz błysku fleszy, bananowej enklawy
Pamiętaj medal ma strony dwie, głupcze
Twoim celem panteon sławy
Po trupach do celu byleby przebić się
Chcesz zdobyć tron tylko po co nie wiesz sam

Ref.[Kali]
By słynnym być, nie ważne nic
Robisz kicz by zdobyć listy szczyt
By sławnym być nie ważne nic
Byleby usłyszeć pisk głupich pizd

By słynnym być, nie ważne nic
Lansujesz swój pysk i nie wiesz co to wstyd
Być sławnym być, nie ważne nic
Zamiast muzyki sprzedajesz byt

[Boski]
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Na poziomie, ziomie non-stop nielegalne rytmy
Nie w głowie nam o sławę chore gonitwy
Firma jest już legendą, słowa ostre jak brzytwy
Z WWO potęgą, wkraczamy do bitwy
Z tanimi lanserami, których umysł płytki
Nie sukcesu, a wartości ludzie panują nad wszystkim
Dla ludzi wartości sukces jest oczywisty

[Jędker]
Pierdolę schematy, bariery, kraty, mury
Kocham nagrywać, na bogato używać
Maniury, szczerze - nie martwię się niczym
Szczerze - ostatnia dyszka, nie szukam przyczyn
Papierki potrzebne, do diabła są niczym
W porównaniu kim jesteśmy w tym równaniu
Całe pokolenia rosną na naszym zdaniu
Słuchasz draniu? słyszysz draniu

Ref.[Kali]
By słynnym być, nie ważne nic
Robisz kicz by zdobyć listy szczyt
By sławnym być nie ważne nic
Byleby usłyszeć pisk głupich pizd

By słynnym być, nie ważne nic
Lansujesz swój pysk i nie wiesz co to wstyd
By sławnym być, nie ważne nic
Zamiast muzyki sprzedajesz byt
KACZY:
1. Ulica to me życie, ulica to mój świat, ulica wychowała nas od najmłodszych lat,
Coraz mniej ludzi normalnych w tym nienormalnym świecie,
Frajerstwo bije się, by pokazać się w gazecie,
Jebane śmiecie na drodze do kariery
Sprzedają swoją dupę, aby wejść w wyższe sfery
Trendi, trendi, moda, popularność,
Chcesz być na topie, leszczu idź, proszę bardzo,
To nie mój świat, nie mój styl, jestem inny,
Cień brudnych kamienic, nie blask złotych willi,
W nieczystych interesach, ziomuś, jestem czysty,
Świat zawistny i często bez litości,
PROCEDER ludzie prości, prosta taktyka:
Nie dać złapać się i frajerstwa unikać.
Rap to nie biznes, rap to droga,
My dzieci przeznaczenia idziemy w imię Boga,
Tych prawdziwych mogę zliczyć na palcach jednej ręki,
Tych co będą szli drogą życiowej udręki,
Nie ma miejsca na lęki, wciąż powiększam w siebie wiarę,
Jestem normalny - i taki już zostanę.

Ref.
Sobą być - nie każdy potrafi,
Ja i..ja i moje ziomki, normalne chłopaki, normalne chłopaki,
Piątka dla mych ludzi, dla gamoni muka
Sobą być..sobą być - nie każdy potrafi,
Normalne chłopaki x 4

SOKÓŁ:
2. Wróćmy teraz na boisko podstawówki,
Siedziałem na murku i jarałem lupą mrówki,
Myślałem o czymś patrząc jak Magdzie przez wakacje bufet skoczył i ładnie błyszczą oczy,
Za nią oddałbym nawet dwa pornosy, podprowadzone wujkowi, skarby nocy,
Idzie globus z gegry z małpą od biologii,
Widzę piękny rzut mydłem z kibla w tych przechodni,
Spokojnie zaginam zszywki do haclówy,
Na boju po lejbach ustawiało się solówy,
Cztery i pół stówy godzin nieobecności,
W wyniku wyjątkowych okoliczności,
To naturalny fundament mojej normalności,
Elooo, witam Was w rzeczywistości,
Potem Gruzja i Łotwa dochowały mnie,
Po powrocie odnalazłem się w ZIP( ZetIPe),
Życiowa kolejka górska, hotele i ulice,
Życie kolorowe, życie monochromatyczne,
Wszystko w mixie, stare proce i dziewice,
Kontra z basenami domów i obskurnych klitek,
Co robiłem, nieważne, to nie na sprzedaż,
Jak przesiedleniec miejsca pobytu zmieniam,
Stop, wciąż ktoś pojąć nie umie-
Twój miliard kryje się w Twoim rozumie,
Spokojnie, bez brawury, nie nerwowo,
Czasami na bogato, a czasami chałowo,
Dla przyjaciół dostępny całodobowo,
Dla natrętnych - całkowicie młodzieżowo,
Wyłączam się, nie ma mnie, nieczynny,
Jestem normalny, czyli dla wielu inny,
Jeszcze jedno a propos normalności-
Nie ma litości dla chu***ych gości

Ref.

CHADA:
3. Wara skurwiele, teraz krok w tył,
Moja wiara pozwala na to bym tu godnie żył,
Od małolata, aż po 2005,
Ojciec wracał do domu, wtedy gdy miał na to chęć,
Wszystko bez cięć, dubli, scenografii,
Życie na melanżu - nie każdy tak potrafi!
To rzeczywistość, a nie naciągane filmy,
W oczach policji zawsze pozostaję winny,
Inne ideały, wartości i wzorce,
Tutaj początek często bywa końcem,
Nie jestem VIPem, nie musisz mi zazdrościć,
PROCEDER wyjątkowe okoliczności, PROCEDER wyjątkowe okoliczności,
Za wysokiej jakości życiem ciągły pościg,
Nieraz od życia ziomek otrzymałem kopa,
Dla jednych skurwiel, dla drugich dobry chłopak,
Witam, lecz biorę udział w tej nierównej walce,
To rzeczywistość wciąga nas jak karcer,
Nie wytkniesz palcem, weź to ogarnij,
Dla wielu inni, dla swoich normalni!

Ref. (...) Normalne chłopaki, nie żadne odmieńce!
Wierzę że skończą się pechowe dni, nastepny dzień otworzy nowy rozdział mi, wyjdę na ulice pełne rządzy krwi, tam gdzie prawda leży i cierpienie w blokach tkwi. Wierzę, że są inni. Dla siebie są źli, Sami sobie winni, wierzę, że poprawić się powinni, wyjść z ukrycia. A ten kto potrafi rozgryźć sztukę życia... Ona łapie mnie, zasada wierzę że... To Fusznika świat, na takim nigdy nie spocznie. Póki nie załatwie wszystkich spraw nie odpocznę. Przytnę dobry traf, nie zamulę się jak stary staw. Wierzę, że traf trafi w dziesiątkę. Że potrafię wierzyć, odegrać w życiu swoją rolę i wyznaczyć swoje pole działania, ustatkować się, usamodzielnić jak na jednej bierzni. Odrzucić spustoszenia moralne, rozważyć co jest wykonalne, na moje siły, a co nie. Wierzę, że zacznę, nigdy nie skończę, żyję dalej, nigdy nie zbłądzę, bo szczerze wierzę w siebie jak w brata od małolata. Polegać na doświadczeniu to nie strata, wiec jestem ja i w to wierzę.

Wierzę, że trudności dziś przezwyciężę i odnotuję premię, bo to miłość mym powietrzem, zen natchnienie czerpię. Wierzę, że śmierć końcem jest niekoniecznie. Że duszy życie wieczne, że ZIP to moje przeznaczenie. Powszedni Chleb tej historii zarzewiem jak drzewa korzenie. Wierzę, że kierując się sercem i rozumem przyniosę dumę matce i ojcu i koniec końców zwyciężę, w to wierzę. I taką mam nadzieję, jednakże to wiara mym orężem.

Refren pierwszy
Wierzę, że najważniejsze to że wierzę jest. Wierzę, że Ty w to wierzysz szczerze też. Wierzę, że wiara najważniejsza jest. Wierzę że... Wierzę że... Wierzę że...

Wierzę że ja żyję jak chcę. Ja nic nie muszę, dlatego mam czystą duszę. Nie zawsze było tak kolorowo. Nie zawsze było tak u mnie zdrowo. Wiara...

...Czyni cuda...

...Zawsze ją miałem. Na wiarę...

...Spokój ducha....

...Spokojnie czekałem. Wierzę...

...Że się uda...

...Że nikt mi nie odbierze to co mam to co kocham. Wierzę, że między nami będzie dobrze. Z Tobą i z ZIP, wierzę w moją ekipę. Może jeszcze lepiej być. Kocham życie, nie mam co kryć. Wierzę, że wszystko ułoży się tak jak chcę.

Wierzę w wiarę jaka jest. Wierzę w Ciebie, wierzę w siebie, wierzę, że Bóg tez jest w Niebie. Wierzę, że nie będzie źle, ziomek trzymaj się, pilnuj się. Będzie dobrze, byle kurwa w zgodzie. Nic nie mogę zrobić na tutejsze powodzie, Ty pomożesz, owszem ja pomogę też zawsze i Tobie. Umiesz prawdę mówić? Naucz się jej słuchać. Do niczego nie musisz się zmuszać. (Oby). Nikt nie będzie mówił Ci co masz robić. Wierzysz w co masz wierzyć? Doświadczenie swoje szerzyć chcesz, bo jak tu Żyć sam najlepiej wiesz, lecz pamiętaj, fałszywa skromność była i jest.

Refren drugi
Wierzę w radość, wierzę w miłość, wierzę w szczerość. Wierzę w dobroć, wierzę w przyjaźń a nie w pieniądz.
Refren pierwszy (ZIP Skład)
Wierzę, że najważniejsze to że wierzę jest. Wierzę, że Ty w to wierzysz szczerze też. Wierzę, że wiara najważniejsza jest. Wierzę że... Wierzę że... Wierzę że...

Wierzę, że będzie dobrze, jeśli tylko będziemy postepować mądrze. Wierzę w Ciebie Boże. Dzięki za życie jakie mam, bo mogłem mieć gorsze. Wierzę, że pomoże mnie ta myśl. Jutro i dziś wierzę w to, że wierzysz Ty w Tych ktorzy wierzą w swych. Wiarę dasz, że nie podzieli nas hajs? Ja w to wierze cały czas. Wierzę, że rozczarowanie nie zabierze mnie wiary w dobrych ludzi przez lambadziary. Wierzę w to co mówie, że kilka osób w tłumie to rozumie. Moja grupa czujnie, cierpliwie i rozważnie czeka na swój dzień. Wierzę w to, wierzę w nią.

Wierzę, że coś co trwało tyle lat nie da się zdmuchnąć tak jak domek z kart. Wierzę, że mimo wszystko mamy fart, że ktoś wierzy że ja jestem tego wart. Wierzę, że Ty też. Ty wiesz, że ja wiem, ja wiem, że Ty wiesz czego chcesz, wiec bierz jeśli wierzysz. Też wierzę, że Bóg jest. Wierzę, że Ty wierzysz w to co szerzysz. Wierzę w prawdę, że pośrodku leży. Nie błądzić będąc człowiekiem znaczy nie żyć.

Refren pierwszy

Wierzę, że będzie lepiej.

Wierzę, że...

Wierzę, że Bóg ma nas w opiece. Wierzę, że masz zaletę. Wierzę, że w niej się wyszkolisz. Choć nie świecę przykładem wierzę w ludzi dobrej woli. Wierzę że...

Damy radę razem

Przed złem się ochronić.

Wierzę, że skończy się prohibicja, a może to fikcja? Wierzę że zbierzemy się przy stole całym składem jak kiedyś.

Wierzysz w to?

Wierzę w to, bo chcę to przeżyć. Niezależnie jak wysoko mierzę, wierzę w to.

Wierzę w to, bo za daleko to już zaszło. Wierzę w to (wierzę w to) bo to jest dla mnie wszystko. Uwierzyłem, że potrafię, teraz zjednoczeni w rapie, wierzę że spotkamy się na kolejnym etapie razem.

Wierzę, że ZIP drugi album, pierwszy LP to nie czcze obietnice, nie stoimy w miejscu, wiara da nam siłę. Bez obawy, nic co ludzkie nie jest w stanie skruszyć tej podstawy ZIP.

Refren trzeci x2
Elo, Elo. Nieświadomi sie smieją. Z dnia na dzień ich szanse maleją. Z dnia na dzień, ja powracam na rejon z nadzieją...
Ref.x2
To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co?

Wtedy jak go zdobył po raz pierwszy
szybko kupił dużo mocno dzierżył.
Plecak pod ręką szedł ul. Piękną
mówili inni słyszał silni nie wymiękną
Zerknął jeszcze w lewo
przed wejściem do klatki
zamiast ręki skroń
wyczuła zimno klamki
Ułamki sekundy minuty godziny
tacy przyjaciele jego rodziny

Komponuje się z barem
rozpuszczona sezon the bitch
najbardziej pożądanym towarem przez wszystkich
wszędzie w objęciach tych których karmi w zimie
w Zakopcu w lecie w Jastarni.
Dziwka dążąca do megalomanii
jej pośladki jedynymi walorami
ta cipa Ci ciągnie i ciągle Cię mami
wiesz o co chodzi many-many-many

Ref.x2
To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co?

Nawet najtwardszych zawodników
zmienia w niewolników
uzależnia bardziej od narkotyków
daje możliwość i do wygód przyzwyczaja
gdy jej nie ma bezsenność to ona daje pewność.
Jeden nie ma wcale inny cały harem
Traktują ją z pogardą
stawiają na piedestale
niektórzy poza nią świata nie widzą
zarazem każdy ją kocha
i wszyscy nienawidzą

Zimne oblicze spogląda ze środka
jak nie wiadomo to jego zamotka
bóstwo kawał papirus hologramem
często odwiedza też Copa Cabanę
Nie jestem fanem jego aż do tego stopnia
głupotą płonąć dla niego jak pochodnia
herby godła układy Las Vegas
jestem gotów spotkać go jeszcze nie raz.

Ref.x2
To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co?

Szef wszystkich szefów
który nie jednego zmienił w strzępek nerwów
jeśli towarzyszy blefom że go brak
bo nie jeden kach będzie chciał mieć swój udział
stuprocentowo to wykluczam
i rzucam wyzwanie wszystkim durniom
co z zazdrości Ci go ujmą
chętnie w konsekwencji kielni
płótno pęknie sczyszczą Cię doszczętnie
chodź nie biegnie Foster za nim ślepo
wiem że z życiem ma wspólnego multum
więc nie chcę deptać grząskiego gruntu
lecz pamiętać nie wyznawać jego kultu

Szmalu dziędziora waluty zybli
Halsu floty dolców kwitu
Siana kapusty sałaty i sosu
Kabony beclu mamony szelestu

Ref.x2
To pieniądz skurwysyn mamona to dziwka
Możesz stracić wszystko albo wszystko zyskać
Uwielbiam karierę robisz w teledyskach
Kocham banknoty Co? Co?
I tak to osiągnę

[Jędker]
Wbrew tym, którzy w nas nie wierzyli
Wbrew zawisłym kurwom czy liczyli
Tym co chcieliby nas kontrolować w tej chwili
Nie ma znaczenia zdanie debili

[Rytmus]
Halo, elo Jędker chcesz to po mnie piękna kwencjonara, oraz fama track oryginalnie ja
ja tych Sokół co raz kwadrat, skandal nie bez pochybności hardcore tu na Alabame
Są jak Milan Baros 100 % floty i pociechy bez problemu bez kłopoty.. ponętny wcip bo to nie są anegdoty ja majkam jak oblaze do sztafety

[Włodi]
... i tak to osiągnę
Usiądę na pustyni i o wszystkim zapomnę
o miastach, trudach, ściemnionych epizodach
Muszę tam być, nic ująć, nic dodać

Ref.(po francusku)

Póki nie zabraknie wiary, siły nam
I i i idę do przodu z dala od fam

[Sokół]
Nie mam ambicji, aby być najbogatszym
Nie mam potrzeby, by ktoś z zazdrością patrzył
I tak osiągnę to na czym mi zależy
Jebać stres, mniej nerwowych przeżyć

[Włodi]
I tak się stąd wyrwę
Domek piętro Emoka ma wille też
osiągnę ten stan - to jak zemsta
Przeszłości nie ma, skręt, poezja i siesta

[Jędker]
Jak Bóg da, osiągnę szczęście, spokój
Trójka małych szkrabów śmigających wokół
Trójka BMW, ale żona na zakupy
Chcę żyć - to normalne, uśmiechnięty, nie za trudny

[Sokół]
Tak naprawdę to zależy ode mnie
Czy będę się ścigał, czy spokojnie odetchnę
Mam nadzieję, że osiągnę to, za czym tęsknię
Spokój ducha i bez stresu wewnętrznie

ref.
Póki nie zabraknie wiary, siły nam
I-i-i-idę do przodu z dala od fam fam fam fam ...
[Wilku]
Wypełniamy pustkę dla nas to konieczne
WDZ, HG, WWA- strzeż się!
Chwila to są problemy odwieczne,
Niziny społeczne, klimaty niebezpieczne
To ta chwila gdy matka nie ma co dać dziecku zjeść
Wszystko przepiła, dalej poszła chlać i ma cię gdzieś
Inna wylewa łzy- to nie czas na skruchę
Małolat zjeżdża znów na puchę
Choć obity to dumny, bo pozostał z czystym duchem
Ziomki pod celą już częstują go buchem
Każdy kogoś traci- wszyscy muszą odejść
Masz pytania- życie ci odpowie na nie
Wiem co jest grane! Znam życia mroki- to jest to
Hemp Gru, Intouchable, WWO
I chcesz czy nie to także dotyczy cię
Znasz ten smak?-to życie, elo!

Dźwięk chwili, smak
Zapach chwili, kształt
Pamiętam, znam.Znasz?

[Sokół]
Czuje smak chwili, choć była bardzo krótka
Smak jak ciepła wódka z plastikowego kubka
Kto pił życia nektar- zna ten smak
To chwila, a pamiętasz jak pachniał wtedy świat
Znasz gęstość powietrza, odcień czerni
W tych momentach czapki z głów nawet niewierni
Nie liczni nie mają uczuć, bo je zabili
I zjedli zęby na pierdoleniu takiej chwili
Pamiętam!To nie Bahama- to na Banacha szpital
Ojciec na raka ze śmiercią się witał
Na korytarzu świetlico-kaplica
Pacjenci, penitenci- chęć życia
Kineskop w który chorzy patrzą gdzieś w głąb
Widząc tam coś, co jest daleko stąd
Więc choć, pomaluj mój świat- łzy w oczach
Byłem tam jako nastoletni chłopak
Popatrz!Jeszcze wcześniej zły moment mnie dopadł
Tbilisi- pierwszy czerwca, zabawa
Kolejka linowa w dzień dziecka się urwała
Byłem na dole, na szczęście nie na na górze
Widoku ciał jednak nie powtórze wam
Mam kilka chwil w życiu w których pamiętam smak powietrza
I niezapomnę ich choćbym chciał,
Chyba, że porzucę to w tych tekstach
Ciau, cześć, pa WWO, Hemp Gru, Intouchouble
[Marysia Starosta]
Ekskluzywny nokaut...

[Fu]
Ekskluzywny rap, tworzę tyle lat,
Ze mną brat - majk, majk, majk,
Jest na zewnątrz,
Zapnij pasa, to wyższa klasa,
Rozpierdala z Nike'a nie z obcasa,
Rap ten tworzy tych wiele zasad,
Otwórz umysł, wyraź chęci,
Pozdro ludzie, rap abonenci,
Ulicznej muzy rezydenci,
Ci obrotni i pierdolnięci,
Ja zrywam plombę, boli czacha,
Wygrywam walkę, nokaut, atak,
Krytykujesz mnie, ja rosnę w siłę,
Odpalasz szybko mechaniczną piłę,
Ja to ja, ty to ty, więc zróbmy deal,
Muzyczny film,
Jak bum cyk-cyk, cyk, taki trick,
Jak klik, klik, klik, klik i piwa łyk,
Odpalam w mig, alko typ,
Widzisz mnie czy masz zwid,
Rap to chwyt, dobry bit,
Setki koncertów, dziewięć płyt,
Śmiejesz się? twój styl to kit,
Czujesz to, ekskluzywny rytm.

[Fu i Jędker]
Warszawski rap - taki jest,
Prawdziwy rap - taki jest,
Weź go sprawdź - taki jest,
Pierdol stres - tego chcesz?
Trudny rap - taki jest,
Hardcore rap - taki jest,
Jak go znasz - pokaż gest,
Powiedz wprost - jaki jest.

[Marysia Starosta]
Ekskluzywny nokaut...

[Sokół]
Możesz nienawidzić nas, bo wiemy co robimy,
Jestem wciąż taki sam, cudze zdanie pierdolimy,
Non-stop ucieka czas, stojąc w miejscu cofasz się,
Chcesz mieć 40 lat i pod klatką stać jak leszcz.
Możesz nienawidzić nas, bo mamy taką siłę,
Jestem wciąż taki sam, chociaż tak się zmieniłem,
Non-stop ucieka czas, ja nie nudzę się, wciąż idę,
Ci co stoją w miejscu mogą sobie z nudów hasać dzidę.

[Fu]
Jesteś jeszcze, czy cię nie ma,
Nie masz czasu, to powodzenia,
Nie ma czasu na pierdolenia,
Po ciężkich czasach upojenia,
Zachwyt serialem, utrapienia,
Spójrz na plazmę, świat się zmienia,
Prawdziwy rap, rap tętni wykład,
Nieśmiertelny jak cały ZIP Skład,
Hip-hop is dead, piękny przykład,
A ty patrzysz na mnie, łapiesz stresa,
Pogubiłeś się - włącz GPS-a,
Technika, kraj i konstytucja,
Nastała w kraju mega rewolucja,
Złap mikrofon, nawiń coś,
Pierdolisz smuty, mówię dość,
Jebnąłeś jego lub trochę wódki,
Kurwa jaki ty jesteś brzydki,
Japa chamie, wal się na cycki,
Ile takich skurwysynów
Bez kontrolki swoich czynów,
Myślą, że są panami sceny,
Starzy wyjadacze, tchórzliwe hieny,
Rozpierdalam wszystko jak terminator,
Nie przeliczam ile jak kalkulator,
Kręci cię ten syf jak tabako,
E-kozako, bela tako,
Co ty na to, fałszywa szmato,
Jako tako ja na relaksie,
Jebany hejterze ciebie drażnię,
Zjada cię zawiść najwyraźniej,
Ekskluzywnie ciebie wkurwiam,
Nie rób już z siebie ty kurwo durnia.

[Jędker]
Ekskluzywny rap, rap, ekskluzywny track, track,
Specyficzny smak, smak, WWO i brat, brat,
Fu, Jędker i Sokół, ZetIPe the moduł,
Ekskluzywne novum słyszysz z samochodu.
Ekskluzywny rap, rap, ekskluzywny track, track,
Specyficzny smak, smak, WWO i brat, brat,
Fu, Jędker i Sokół, zetipe the moduł,
Ekskluzywne novum słyszysz z samochodu.

[Fu i Jędker]
Warszawski rap - taki jest,
Prawdziwy rap - taki jest,
Weź go sprawdź - taki jest,
Pierdol stres - tego chcesz,
Trudny rap - taki jest,
Hardcore rap - taki jest,
Jak go znasz - pokaż gest,
Powiedz wprost - jaki jest,
Warszawski rap - taki jest,
Prawdziwy rap - taki jest,
Weź go sprawdź - taki jest,
Pierdol stres - tego chcesz,
Trudny rap - taki jest,
Hardcore rap - taki jest,

[Marysia Starosta]
Ekskluzywny nokaut...
Młody, walczysz z systemem co dzień zasilając budżet
Monopol tytoniowy dodać akcyza na wódce
Już pozbawiony złudzeń na hardkory masz wkrętkę?
Nie nawijaj o tym co zostało nawinięte
Chcesz być taki jak ja, po co tak robisz to bezsens
Chcesz być taki jak ja, to zostanie pominięte
Chcesz być taki jak ja, zrób coś po swojemu, zmień się
Chcesz być taki jak ja, lepiej zmień to na lepsze

Chcesz wybrać drogę? Ja tobie nie pomogę
Zet I Pe załogę, co wybrałem tak dawno temu
24 na dobę trenuj, chcesz być taki jak ja? Stop ZIP stacja
Dla mnie śniadanie, obiad i kolacja
Choć nie zawsze racja, WWO, Zipera i Fundacja niezapomniana
Z rana w lustrze ta sama wygrzana japa
Mój rap, każda strata wychodzi mi na lepsze
Chcesz być taki jak ja? Xeroboje zajebane leszcze
Podrabiają Amerykę, Bóg wie co jeszcze
Pseudorap pomyłką nie do przeoczenia
A ty traktuj słuchacza jak jelenia
Który nic nie czai, profesjonalizmu i dobrych obyczaji
A kiedyś cię dopadnie, dokładnie, jakiś psycho-fan
Chcesz być taki jak ja?

Nigdy nie będziesz taki jak ja, nigdy nie będziesz mną
Musiałbyś przeżyć to co ja, być gdzie ja, myśleć tak
Nosić znak marki ZIP Skład, robić rap trochę lat (a jak!)
Tego ci brak, psujesz to jak mak, heroina i krak psują świat jak kat
Żaden psubrat nas nie podrobi, nie wytropi naszej drogi
Już myślałeś o mnie w czasie przeszłym?
Byłeś pewny, ze twe rządy nadeszły?
Ja nie rządzę, bo nie mam takich potrzeb
Dotrze do młodych raz, a dobrze i znikam
A WWO wciąż w głośnikach, nagrane, ciach, klasyka
W moją prywatność nie wnikaj, buda
Chcesz być taki jak ja? To ci się nie uda
Marysia była lekko w szoku, dumna w pełni, całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia. Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś, w okolicach śródmiejskich - północna część. Sms-a mu pisała pomyślała, że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy. Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy. Ryszard - taryfiarz nie zrzeszony w korporacji - i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji. Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni. Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli. Teraz o nim: Rysio - taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem, wiezie babę właśnie, na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powiem normalnie. Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie. Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz, nie złapie nigdy już taksówki na ulicy. Rzadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał i znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może. I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego, bo może być gorzej, to ona – kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę halo - pędem i gna tera cierpem na komendę.

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz – w pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego. Karol ma na imię, w plackach trochę robi. Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii. Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi. Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę, ale cieszył się, że się ostały polskie złote. Proszę cię... Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem – saluto -to patrol stołecznej policji, Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy. Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo. Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo. Przypasował im stuprocentowo - omyłkowo do opisu kogoś. Bluźnił, przepraszał, nawijał... Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach. Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania. Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką. I chociaż staje kilku gości młodych, bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz, dla Grzesia wstrząs. Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią. Przecież dopiero, co przyjechałem – tłumaczy Grześ chwilę, ale zlisił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli. Tyle...

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz, nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ. Jak zwykle statyści przyłazili jeść i gdzieś koło czternastej – Eureka - czaderski pomysł rzucił kolega - wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadomce ktoś opierdoli. Kto jest kto? Rozwiązanie zagadki... Posłuchaj, tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi. Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić. Konsumując, myślała, że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą. Sam, jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment, magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli. Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo, uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo, dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni. Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni, każdy ponad każdym - wszyscy najmądrzejsi. Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła - bez pewności, ale wymierzyła palcem, dziś była górą w nierównej walce, dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami – ścierwo – myśli tak serio. Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął i nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc – flashback – i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc. Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było... Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie - Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie. Psikus, kurwa jego mać. Raz, dwa... powrót do rzeczywistości – przystanek pod pizzerią – Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle. Tymczasem Ryszard - taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka, obok Neoplan na przystanku się zatrzymał, wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe. Rysiu odwrócił głowę i obcina - każda ma dobrą nogę, bufet też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro... Pochłaniając ostatniego gryza spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto i właśnie wsiadał do taryfy – Dokąd? - spytał Rychu i na tym zakończymy...
Jeśli kochasz życie i Bóg nad tobą czuwa
To masz taką siłę że przeżyjesz nawet po tych paru kulach
Życie odmula tu w Warszawie
Bo jeśli ja kocham życie, jakaś kurwa czuje zawiść
Tak, nawet tam za kratami kochałem życie
Bo tak jak ty kochałbym życie nawet na stypie
Kocham życie tak jak ci co mieli piękne dziewczyny
Lecz te dziewczyny wtedy o czym innym marzyły
Te dziewczyny wolą tych cipowatych chłopaków
Co znają prawdziwe życie tylko z naszego rapu
Mam coś co jest cenne życie nie zawsze mnie kochało
To wiara zawsze była we mnie życie nie zawsze mnie kochało
Ja zawsze kochałem życie
Znam tych co tak jak my kochają życie, tak sądzę
Znam tych co im się sypie życie, tak sądzę
Znam tych co tak jak my mają wiarę tak sądzę

Trzeba umieć kochać życie, nawet jak to życie nie kocha nas X2

Pamiętasz stare czasy, jak Michael był murzynem?
Wydaje mi się że ludzie kochali bardziej życie
Pogoń za szelestem nie była wtedy celem
A ziemia kręciła się wolniej o wiele
Dzisiaj ideałów mało i miłości do życia
Zdaje się że całą swą energię ludzie zużywają na to by w ogóle się odnaleźć
Na ulicach, w domach
Życie trzeba kochać
To może szybciej cię pokocha
Beton zabija w nas co najcenniejsze
Potrzeby żeby komuś oddać nasze serce
Kurwy, delektują się cudzym nieszczęściem
Durny wzór jest reklamowany wszędzie
Mam zachowywać się jak oni, nie sądzę
Mam zginąć tu od własnej broni, nie sądzę
Mam zamknąć się i nie rozwijać, nie sądzę
Mam nienawidzieć swego życia, nie sądzę

Trzeba umieć kochać życie, nawet jak to życie nie kocha nas X2
Znów, znów nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy
Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy

Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy
Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy

Blok, blok trzynasty, to dom wariatów
Ma-mam tam parę w piwni gratów
Ma-mały stryszek, dach, dach i balkon
Identyfikacja z rodzinną szablą
Mam też imadło, którym zmiażdżę
Wszystkich sądzących, że im zaklaszczę
Sanki z dzieciństwa, siłka czas umila
Rower, piłka, czekaj, chwila, chwila

Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy
Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy

Czasy są teraz mało ambitne
Nie wiadomo kiedy, kiedy, kiedy coś przytnę
Czasy są teraz wyjątkowo zmienne
Trudno tak trudno, tak przetrwać gehennę
Po to moja praca, noce bezsenne
Blokiem trzynastym niskie tony trzęsą
Te trzynaście ścian czekam kiedy się rozlecą
Znów chmury powiew, czy to sen czy jawa?
Szorty, skwar, plaża, plaża, plaża
Okaz, na horyzoncie widać niezły pokaz
Okaz okaż, uchyl rąbka
No pokaż, pokaż, nie bądź taka skromna

Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy
Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy

Znów nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy
Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy

Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy
Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy

Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy
Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy

Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy
Nudzą Jędkera takie sprawy
Ciągła praca, brak zabawy
[x2]
Jestem ZIP, dobrze o tym wiesz
Pozostaję poza, wyrwać się chcesz
Lojalność i przyjaŹń w dzisiejszych czasach
PrzyjaŹń to jest to co nas trzyma

Jędker, Jędker poza kontrolą
Turysta stoi sobie w świetle fleszy
Na tych kurwa fleszach wcale mi nie zależy
Szacunek od ludzi z ulicy zwycięży
Komercyjne gówno
Jedziemy im bogato, całą bandą równo
Ja jestem poza całym podrabianym rapem
A pierdolić rapu atrapę
ZIP na gapę, pasażer, poza układem
Teraz wam pokażę co znaczą wojaże
Marzę głośno, mam do tego prawo
By rodzina była zdrowa, mamo, tato, elo brat
Dzięki za wychowanie, parę dobrych rad i słów
Żebym te jebane układy połamać mógł
Poprowadzi Bóg, bez zbędnych słów
Kto przyjaciel, wróg, ZIP, rap
Tym żyję, dobry poziom łap, pierdol ochłap

[x2]
Jestem ZIP, dobrze o tym wiesz
Pozostaję poza, wyrwać się chcesz
Lojalność i przyjaŹń w dzisiejszych czasach
PrzyjaŹń to jest to co nas trzyma

Sokół, Sokół, Nocny Narrator, NN
Nieznany nikomu, bliżej niż sam chcę
Poza sztampą, poza układem
Poza mapą zasięgu jak całe ZIP
Poza tym pozostali ZIP'y, pozostali sobą
Poza konkurencją dziś po zewnętrznej wchodzą
Jestem poza układzikiem w polskich mediach
To fakt, choćbym mógł, choć ich znam
Wolnym być, wolę tak, robię rap
Czy ktoś go puści gdzieś tam?
Sam go puszczę, niedługo radio Prosto wam dam
Mamy sieć, mamy plan
I odbiorców od Tatr, aż po [?]
Przez Hackney, Kilbu, Jeżyce, Śródmieście
Kijów, Kraków, Moskwę oraz Serbię
Będziemy u ciebie, w twoim mieście
Więc weŹcie wreszcie rozejrzyjcie się
Poza komercyjnym gównem, pożal się Boże

[x2]
Jestem ZIP, dobrze o tym wiesz
Pozostaję poza, wyrwać się chcesz
Lojalność i przyjaŹń w dzisiejszych czasach
PrzyjaŹń to jest to co nas trzyma
Wszystko dobre co się dobrze kończy
Wszystko złe co się kończy źle ach co za dzień x2
Nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej/

Mój styl życia słowiański nie zachodni
W Warszawie upał będzie ze 40 stopni
Słońce duże natężenie korków
Do tego widok bro stwarza mi potworków
Omija mnie wkurwiony od wtorku
Żaden ruch intratny się nie trapił
Tym się nie będę martwił
O kurwa dzwoni telefon /halo/
Pewnie długobiorcy
W tym czasie trąbi jakiś typ z twarzą dozorcy
Bo uważa jak ma furę i się śpieszy to jest lepszy?
A ja to pieprzę po zebrze
Druga strona ulicy kaleka żebrze
Nie mówiąc dalej ...... w metrze wychodzę stamtąd na powierzchnie
Wreszcie co za dzień może temat bezsprzeczny
Okular przeciwsłoneczny zakładam
Idę dalej przed siebie bez namysłu
Nie postradałem jeszcze zmysłów
Tak powiadam na przystani siadam
Na moment dzwoni do mnie ziomek
Widzę list gończy a brakuje rozpiski
W rozmowie przeszkadzają mi piski
Fury jakiegoś wariata układa się historia
Pomyśląc co dalej robię
Przypominam sobie że byłem umówiony
I znowu wkurwiony cały dzień nie może być stracony
Nie nie może być stracony /nie może być stracony/

Wszystko dobre co się dobrze kończy
Wszystko złe co się kończy źle ach co za dzień
/nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej/

Feralnie już w niedziele
Nocne wyjście w teren niezwieńczone panele
Krótki sen nowy dzień i od rana ...............
Ruszam bez śniadania szybkim krokiem
Prawie doganiam 708
Szoref drzwi zamknął mi przed nosem
Kłopot dla mnie owszem
Taryfa kosztuje krocie ja nie śmierdzę groszem
Czekam
Naście minut potem już w samolocie ścisk zajęty każdy fotel
Typ śmierdzi potem goro dziś
Chce mi się pić wszystko to pół biedy
W myślach klne spóźnie się jak muza wtedy
Sam na tym stracę południe tymczasem
Zastanawiam się ........ idąc placem
23 lata za pasem
Może powinienem mieć żonę stałą pracę
Własny wóz o literach myślę już
Sięgam po markera kurwa wylał tusz
Co za dzień co już pech mnie spotyka
Jest pośpieszna bryka
Wrogie spojrzenia Warszawiaków
Specyfika teraz Chmielną pomykam
Obok Atlantika czuję skuna znajomych spotykam
Szybki buch u repeta dzięki styka
On mnie leczy mnie za bieta
W kieszeni ostatnia moneta
Byłem pewien że to 5 a to 1 zeta
Nie przejmuję się przemierzam deptak
Wnet policja dopadli mnie bandą
Danych dyktando i z grandą choć wiem że nic nie znajdą
I tak wkurwiam się jedyna co cieszy mnie
Tager skleił JWP co to znaczy wiesz jeśli nie dowiedz się /dowiedz się/

Wszystko dobre co się dobrze kończy
Wszystko złe co się kończy źle ach co za dzień x2
/nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej/

Najedzony do syta w kieszeni flota w grubych plikach
Obok master visa amex
Jaki sens ma więc to co mówię sam wiesz
Obok Zet Trójka beta czekaj
Czy to nie ta sztuka w środku siedzi z reklamy palmersa
Przecież widzę ją codziennie kiedy mijam supersam
I budzę się zapadam w chwilową próżnię
Niechętnie się podnoszę i obracam żaluzje
Za oknem biura centrum samochody instytucje
Spieszący się przechodnie próbujący się nie bać
W kraju gdzie na jeden banknot
Przypada czterech co chcą go zajebać

Alarmy bez przerwy
Winda się zacięła między parterem a pierwszym nerwy
Chyba gdzieś zgubiłem klucz do Gerdy
Ostatnie blachy dwie gorąco pić się chce automat z colą
Sami wiecie że czasami się pierdolą
Zeżarł mi monetę dostał kopa
Już myślałem że wypadnie mi sześciopak
Co za niefart mnie dopadł
Psy spisywanie wczuci w swe zadanie jak na ekranie
Co się jeszcze stanie co za dzień
Narzekanie nic tu nie da wiem
Obok mnie typek nie zrobił sekwencji
Ja idę przecież bez złych intencji
Jak u Mor W.A ironia losu sił nie szczędzi
Zawzięta bo gdybym szedł sprzątnąć prezydenta
To byłoby spokojnie tak jak w święta
Wbitka do tramwaju ledwo drzwi się zamknęły kanar
Nie przyciąłem choć ta japa jest mi znana
Przez pierwsze trzy pytania polewam chama
Później światła wybitka awaryjne otwierania kocioł
Jak w dziecięcych czasach przy pasach
Saluto znów władza
W czym ja im kurwom przeszkadzam
Droga jeszcze długa zajaram szluga ostatni
Ledwo zapaliłem zgadnij co najstarszy z patentów
Mój dyliżans już wyjechał zza zakrętu
Wbitka na przedzie jak zwykle dom starców
Powoli się przeciskam na tyły pojazdów
Na przegubie zajebiste dwie turystki
Jedna się nachyla tak że widać cycki
Druga siedzi rozkraczona pokazując wszystkim na zakrętach
Jaką ma bieliznę uśmiechnięta omawia jakiś business
Widać że lubi fitness
Ja zerkam na ulicę korki jak zwykle
Stoję chyba już godzinę na następnym przystanku się zawinę
Koleżkę wydzwoniłem z którym się umówiłem
Wtedy głosowa poczta pożera mi ostatni kredyt

Zębów zgrzyt co to za czarna seria
Tylko spokojnie wkurwia mnie już jak galeria
O ktoś dzwoni do mnie
Padła mi bateria

/nigdy nie jest tak źle by nie mogło być gorzej/
Ludzie oczekują ode mnie wielu rzeczy
Większości nie otrzymują, nie da się zaprzeczyć
Ja będę wierzyć, będę grzeszyć
Będę cudze dusze leczyć i kaleczyć
Jest we mnie tyle samo ukojenia co wkurwienia
Ja zmieniając się nie zmieniam jak wrażenia
Peniasz? chcesz się szybko dostosować
Ciebie sterują, ty chcesz wysterować
Cymbał w piach chować - ty to umiesz
Ja robię krok w tył i się gubię w tłumie
Inne zasady, ale cel ten sam
Robić co się lubi, realizować plan
Jednak byłbym głupi gdybym tak jak ty
Wciąż grał wśród ludzi już czas się obudzić
Blacha na odmuł dla wszystkich zagubionych gości
Witam was w rzeczywistości
Ty namawiasz wszystkich żeby byli jak ty
Wielu to łyka i wchodzi do gry
Ja nie jestem Bogiem żeby tworzyć swoje kopie
Ale słyszę z okien WWO jak idę szybkim krokiem
Bo mimo wszystko masz związane ręce
Choć twoich klonów jest coraz więcej
Nadejdzie blacha dla zagubionych gości
Witam was w rzeczywistości

Zamiast ją mijać poczuj rzeczywistość
Dla niektórych przeszłość to przyszłość
Teraźniejszość? przecież jej nie ma
To co mówię teraz właśnie powiedziałem
Czy nie tak? poszło i dotrze jeszcze nie raz
Słuchaj zamiast bezmyślnie japę otwierać
Ludzie prości wałkowani bez litości
Witam was w rzeczywistości
Marzysz, przymykasz oczy
Wszystko się rozmywa, jest ładniej chyba
Ale bywa, że widok ostrych krawędzi
Może wielu rozczarowań w życiu zaoszczędzić
Z drugiej strony nadzwyczajna przezorność
To przekleństwo które też psuje widoczność
Realny świat widoczny dookoła nas pełen iluzji
Brat więc co jest czym zdecyduj sam
Ja mam swój pogląd - o tym nawijam
Czasami nie wiem już lecz to szybko mija
Nie sprzyjam tym, co sobie robią w głowie filmy
Jestem normalny czyli dla wielu inny
I jeszcze raz napomknę o wrogości
Zazdrości, propagandzie, iluminacji dla ludzkości
Korupcji, niegospodarności
Witam was w rzeczywistości
Elo
Był zwykły szary dzień zwykłych szarych podwórek
diler mieszał kokainę z pyłem z jarzeniówek
a on punkt 12 obudziły go kościelne dzwony w centrum miasta
lekko przymulony wstał, założył zegarek na lewą rękę
ciętak, bo dzisiaj wszystko jest cięte
Rulex za stówę niby Rolex za 4600
poszedł do kuchni, włączył elektryczny czajnik
kawa, prysznic, parówki, rogalik
usiadł na kanapie odpalając pilota
FashionTV piękne dupy, idealne na brzydkie dni na 100 mieszkańców
tak jak on 80 na kablówkę ze ściemy
na lewo, więc to nie jest ściemą
żeby zadzwonić on musiał nabić popa
dobrze że taniej wydruki z bankomatu sprzedał mu chłopak
umówił się na wieczór że pójdą na koncert
dobrze, łyknął kultury, dobrze
pa, wstał ubrał jeansy Bossa
te co mu pogonił typ w żelowanych włosach
nie wiem co to za Boss, z pewnością nie Hugo
o jego polo też by można mówić długo
wziął kluczyki od Golfa i spryskał się na wyjście
Armani z allegro, podrabiane oczywiście
podjechał na stację coś tam zatankował
wodę, rzepak, mocz, a może opał
co, tego nie wie nawet komisja śledcza
potem podjechał po mąkę do dilerka
zero trójka mieniła się w świetle
pachniała tynkiem i z grubsza była na receptę
jak by było mało to bez ogródek
w dwójaka chłopak wydał mu lipną stówę
za którą później kupił robioną wódę
pięknie, kurwa, pięknie PKP wszystko cięte
zwykły dzień szarych podwórek
warto dodać że stuningował sobie furę
opolskie klocki i nakładkę na rurę
w sprzęcie WWO zgrane z mp3-ójek
chłopak chciałby dobrze ale się nie odnajduje
odwiedził koleżkę na PlayStacje przy blantach i wódeczce
dobre gierki na piratach
co więcej ciut podjechał pod klub
a biletów w kasie już zero
więc kupił na zewnątrz od typa dobre ksero
Wszedł, poszedł do baru głośno jak skurwysyn
zadzwonił do niej ale nic nie słyszy
są w środku oboje, lecz nie mogą się znaleźć
zamówił w tym czasie rozcieńczany browarek
z którym nie chcieli wpuścić go na główną salę
i tak stoi i niby wszystko jest ok,
ale nie jest wcale, ta cięta rzeczywistość nie jest realem
to pseudo świat pełen niby zalet

Dookoła wszystko podrabiane
namiastka prawdy, imitacje same
spójrz teraz na nas na koncercie
nas nigdy nie podrobią, WWO będzie sobą
nie starczy hologramów by stwierdzić autentyczność
certyfikat nam wystawia publiczność
to nie jebany show sobowtórów
prawdziwi, orginalni, my do bólu

Zwykły szary dzień, zwykłych szarych podwórek
jeden z drugim na ubezpieczenie zdzwonowali furę

dobra, dobra, dobra, dobra, nie chce mi się już tego więcej słuchać
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
każdy kto kapuje starą kurwą jest
czujesz, ponad 200 metrów jeśli znasz ekipy od przekrętów
i swetrów na odległość centymetrów
słowa są zważone i zmierzone do do joty
ja rewiry podzielone są na wille i sloty
ludzie są grzeczni i są tacy co lubią głupoty
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
się nie dyga tego uczy ulica
czy zarabiasz na niej czy się tutaj tylko ślizgasz
zachowujesz trzeźwość myślenia i nie mijasz wyjścia
cudnie, cudem jest moja dziewczyna
grunt nie bać się iść w drugą stronę niż tłum
nie lekceważąc nikogo, iść swoją drogą
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
jest dokładnie odwrotnie niż media twierdzą
gazety piszą brednie, a prywatyzacje śmierdzą
zapytaj zwykłych ludzi oni to potwierdzą
może to ich ludzi może czas ich obudzić
nie muszę być geniuszem by mieć respekt dla pierwszych
nie muszę wreście wcale słuchać jak ktoś pieprzy
zwyczajnie sam sobie głoś swą teorię Einsteinie
ja odbijam wiem że dzisiaj będzie najfajniej, zajebiście
tradycyjna wódka warto ją dołożyć, każdy chce się napić, każdy chce se pożyć
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
Jak mówili MSP Fiodor dla przyjaciół nigdy nie bądź oszustem
bo prędzej czy później staniesz się wyrzutkiem
albo z chrustem, chcesz polegać daj polegać
przyjaciel to już nie kolega
z którym na wagary zaczynałeś biegać w podstawówce
ziomki, przyjaciele, drugi legal wkrótce
nie muszę być geniuszem geniu- geniu- geniu geniuszem żeby wiedzieć że
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
czasy się zmieniają jak w kalejdoskopie
ludzie zapominają co poradzisz chłopie
sami wpierdalają się w kompleksy
czy to jeszcze Polska czy to już jest Meksyk
plaskikowa kolka bez gazu i brudne dresy
mnóstwo czasu, społeczeństwo dziwi festyn
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
nie jestem wzorem do naśladowania
jak każdy człowiek mam się z czego wyspowiadać
kto jest bez winy, niech weźmie kamień i pierdolnie się nim w łeb
niestety tacy nieomylni to powszedni chleb
znam swoje wady i staram się ich ustrzedz
nie wszystkie oczywiście moge dostrzedz w lustrze
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
życie nie sen to chyba jest jasne
ja na jego przebieg patenty mam własne
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
po tym wszystkim co się nazbierało trzeba działań
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
każdy kto kapuje starą kurwą jest
czujesz ponad 200 metrów jeśli znasz ekipy od przekrętów
i swetrów na odległość centymetrów
słowa są zważone i zmierzone do do joty
jak rewiry podzielone są na wille i sloty
ludzie są grzeczni i są tacy co lubią głupoty
nie muszę być geniuszem żeby wiedzieć że
się nie dyga tego uczy ulica
czy zarabiasz na niej czy się tutaj tylko ślizgasz
zachowujesz trzeźwość myślenia i nie mijasz wyjścia
cudnie, cudem jest moja dziewczyna
grunt nie bać się iść w drugą stronę niż tłum
nie lekceważąc nikogo, iść swoją...
[Sokół]:
Ja nie zerkam na ciebie uśmiechnięty z plakatów
Nie rozumiem małolatów, którzy chcą autografów
Chłopaku, podpisać jakiejś sztuni na cyckach się mogę
I tak nie wiem po co, ale z chęcią to zrobię
A tobie powiem ty, weź się ocknij wreszcie
Będę robił hip hop do końca niezależnie
W moim mieście różne dziwne rzeczy dzieją się uwierzcie
Najprawdziwsi wpadli w finansowe kleszcze
Do tego jeszcze może odechcieć się rymować
Jak widzisz ilu w zyskach chce partycypować
A pro nagłośnienia nie umie nikt zorganizować dobrego
Mam dosyć tego biznesu fonograficznego
Kilka z koncertów zdjęć, śmiesznych recenzji pięć
To pamiątki, siadaj, kręć, opowiem ci inne wątki
O ludziach, którzy pogubili gdzieś swe rozsądki
Sam robiłem to zawsze dla zajawki i dalej tak
Ale uwzględniam poprawki i nie z zachłanności
Po prostu sczaiłem ilu gości zarobiło na tym co mówiłem
Nie dość ci? Uszanuj
Nie chcę być tutaj dla nikogo wzorcem porostu szanuję odbiorcę
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Spójrz na podwórka, to nie "Ojciec Chrzestny 4"
Sam słyszałem strzały jak na pierdolonej wojnie
Ale wciąż próbuje żyć tutaj spokojnie
Wreszcie pojmiesz, że nie ma co się wozić
Niektórzy być może nie powinni się urodzić
Mówisz tak? Nie mi to oceniać. B.H.O. Ta, Uszanuj 2, uszanuj 2, w witrynach odbicia ZIP skład.

Ref. Uszanuj, przestań x4

[Fu]: Aha, więc uszanuj, słyszysz jak to dobrze brzmi?
Nadszedł czas hip hopowych żniw, wszędzie pełno jadowitych żmij, nie ufaj im
[Koro]: Wsłuchaj się w te muzykę, pierdolić ich krytykę
Mam własny pogląd, estetykę
Chcesz poznać tą psychikę?
Mówiąc wprost, chcesz coś osiągnąć paląc kolejny most?
Między tobą a nim porozumienia post
Układy, które zastygły jak wosk. Pieprzyć fanfary
[Fu]: Macie swoje stado krishna hare, kurwa eskobary
Słuchaj młody, stary: pieczętuję ci na twarzy ZIP czcionkę
Razem z nimi rozpocznę ZIP nagonkę, oszołomkę, wyciśnij z płaczu gąbkę...
[Koro]: Masz kropkę nad "i", co przyciąga wzrok jak złoty hajfik, który w słońcu lśni
Jest coś nie tak? Ziomek, powiedz mi
[Fu]: Wiele pozytywnych zachowań, rachowań, rokowań, dostosowań
A styl ZIP hip hop niezły kop, nigdy stop, za wysoki lot, odbij w bok
[Koro]: Masz kłopot, zetrzyj pot, uderz w krąg
Ludzi obłąkanych rząd, więc uszanuj to skurwysynu...
[Fu]: ...To co robię
[Mieron]: I na zawsze chłopak, utrwal to w głowie
Uszanuj dwa trzy zera Mieron Zipero tak powie
Kto się dowie? Kto ma więcej racji?
Deliberuj swym umysłem steruj, byś nie dostał serca palpitacji
Nie nam przyszło ocenianie, w recenzji kłamstwo oszamię na śniadanie
Dobra, ale przecież nie o tym mówimy
Szeregami muzycznymi w polskim rapie tkwimy
I wiesz po co? I my, po co to robimy?
By zaznaczyć, że jesteśmy ludźmi prostymi
W Polsce, rzecz prosta urodzonymi, tymi białymi z tymi intencjami prawdziwymi.

Ref. x4

[Jędker]:
To czysty hard core, to Zipów Skład uszanuj
Dwa do zera dla nas, nie komera dla mas
Sami za siebie, nikt inny za nas. Bit dla was
Który sczyści nie wszystko zawsze układa się po myśli
Nie w tym przypadku jak w walce z nałogiem
Ci z ekipy co wytrwali poszedł bym za nimi w ogień
W pierwszy stopień, gdzie nie jeden sztywniak
Wbity w garniak, pobledłby jak martwiak
Jedi hip hop maniak, daj mi tylko znak porozmawiamy inaczej
Ilu takich co kracze, pierdolą głupoty raczej...
Nie ma co się żalić, że hajs w plecy, czy ziomek podleczył
Zaradzić jak schorowany typ, który się wyleczył
Niejeden przeczył jakoś sobie w życiu umiem poradzić
Szanuje tylko tych, co szanują mnie
Taki będę na zawsze- ZIP, komu się nie należy, nie życzę źle
Przemyślałeś postępowanie swe?
Wychwycone każde fałszywe zagranie twe, razi mnie
Nadal zbyt wielu nie wie, że hip hop to kultura, a nie tylko praca
Po coś to w końcu mówię: Uszanuj powraca...
[Felipe]: Klamka zapadła. Prawdziwy hip hop z duszy, serca i gardła
ZIP styl dla ulicy, z premedytacją, lepszy czy gorszy?
Skończ z tą licytacją z determinacją, improwizacja to już tradycja
Uszanuj (uszanuj) nigdy tłumu bożyszcze
To nie czcze gadanie, o racje walczę, nie pragnę wrzaw
sprawę sobie zdaj, zazdrość zdław
De facto uszanuj dwa -tysiące rok, Felipe, ZIP, kolejny milowy krok

Ref. x4

[Pono]:
Uszanuj chałap, załap i załatw to co powiedziałeś
Mówiłeś to co chciałeś, stałeś, co mówić wiedziałeś
Nie śmiałeś się i mówić się nie bałeś, teraz powiedz
Co zrobić? Na co wychodzisz? Z mordy cholewa
Uszanuj, bo tak trzeba, nie olewa się obietnic
Bo miewa się złe dni, przetnij, a zobaczysz co to znaczy się tłumaczyć natrętnym
Nie bądź bezczelny, nie wpierdalaj kitu
Umowa, słowa wśród Zipów, ma honorowa, tytuł
Do bitu, Pono, tworzę, za każde moje słowo odpowiedzialność ponoszę
Uszanuj, w witrynach odbicia, Koras, Fu, Felipe, Mieron, elo ZIP, uszanuj...
[Koro]: To, co było, a co jest teraz dla mnie istotniejsze
uszanuj raz jeszcze, ma znaczenie głębsze, dla ciebie większe, lub mniejsze
Nie bój się zmiany na lepsze, bo ja w nią wierzę i wiem że ktoś do serca to sobie bierze
Chyba że nie, będzie trzecia część, uszanuj, na tym kończę, cześć
Wchodzę, nie stawaj mi na drodze
Tylko wódką nerwy złagodzę
Boże ja nie umiem już inaczej
Walczę sam ze sobą i całym światem
Chciałbym zmienić coś lecz nie chcę
Wiem, że nie wiem nic
Najlepsze dni uciekają nam właśnie dziś
Dobra też chcesz pić, bezcześcić sama siebie umiesz
Mężczyźni czują takie rzeczy, ja to czuję
Tego teraz właśnie potrzebuję
Zero pytań daj mi rękę
Krzysiek (Magda) podwiń sukienkę
A kto mówił ci, że będzie łatwo?
Szanuję dni kiedy idzie mi gładko
Życie, dziś picie, nie śpijcie
Halo, dawaj wariat czekam tu na ciebie waląc
Jezus Maria co ja robię?
Wojtek, Sokół szczęśliwy człowiek

Gdy twój przyjaciel okazał się kurwą
Gdy twoja dupa okazała się suką
Gdy twój interes okazał się klapą
Tańcz, idź w bal na bogato

Gdy twoje życie okazało się śmiercią
Gdy twój los się okazał szydercą
Gdyby ten tekst stał się przepowiednią
Tańcz, idź w bal serio

Nie ma smutno na bogato
Koniec to początek co ty na to?
Wiem ciężko pozbyć się złych myśli
Znaleźć miłość w nienawiści
Co jest czym? ile w tym prawdy?
Nie słuchaj tego co ja mówię - żarty
[tylko teksty.tk]
Uciekam przed samym sobą
Głęboko uśmiecham się na zewnątrz szeroko
Bo tak naprawdę zdusiłem to w sobie
Dlaczego? po co? i co ja tu robię?
Już nie pytam patrzę jej w cycki
W oczach pustka, już po wszystkim
Dalej bal, tradycja, skręt
Mogę giąć stal, wyzwolić się z pęt
Ten pęd kocham, to uczucia chłopak
Popatrz życie jest piękne
Nie myśl co będzie jutro, bo pęknie ci serce
Jeśli jeszcze je masz
Na końcu sali widzę piękną twarz
Co w tym jest? w wypiętych cipach
W wódce pitej na kubły nie pytam
Kilku przywita dzisiaj Willa Rosa
Ja wychodzę i jestem poza
Mam ochotę na piechotę iść gdziekolwiek
Szczęśliwy człowiek Sokół, Wojtek

Gdy twój przyjaciel okazał się kurwą
Gdy twoja dupa okazała się suką
Gdy twój interes okazał się klapą
Tańcz, idź w bal na bogato

Gdy twoje życie okazało się śmiercią
Gdy twój los się okazał szydercą
Gdyby ten tekst stał się przepowiednią
Tańcz, idź w bal serio

Nie ma smutno na bogato
Koniec to początek co ty na to?
Wiem ciężko pozbyć się złych myśli
Znaleźć miłość w nienawiści
Co jest czym? ile w tym prawdy?
Nie słuchaj tego co ja mówię – żarty.
Pierwsze wspomnienie - skoty na Puławskiej
w telewizorni partyjne oklaski
Bez książeczki nie popadniesz w łaski
Propaganda, na ulicach armia
Tak świat pamiętam od kiedy go ogarniam
Sięgam do czasów, kiedy marzeniami była Coca-Cola
Posiadanie adidasów, bułgarskich wczasów ewentualnie
Wszystko na biedno nominalnie
Socjalizm padał, ludzi dopadały same troski
Desperados kontra milicja na krakowskim
Pierwszy raz wtedy mijam pasaż ursynowski
Trzynaście lat dzieciak
Wychowany na służewieckich śmieciach
Jak szybko czas zleciał, złote czasy podstawówka
Pierwsze cytryny i pierwsza wczówka

To jest życie przed i życie po
50 na 50 - WWO
Wolność, która jest jak fikcja
50 na 50 - pół na pół, Zip Skład

Zamiast milicji oddziały policji
Warszawa jak Chicago z lat prohibicji
Miasto ambicji, nienawiści do policji
Nie znajdziesz w tym fikcji
Kolejny krok, 2005
Odsłaniam zasłonę, wtyka pod balkonem
Obserwuje ze zdjęć nieoświetloną stronę i boisko
Które kiedyś dla mnie znaczyło wszystko
Ale teraz inne czasy - przypał
Nie te pierwszej klasy - niewypał i urlop
Psy na każdym rogu, złej rasy, niełatwo zgubić trop
Byle było zdrowie, bo inaczej dół
Wiesz cały czas jak jest - pół na pół, pół na pół
Pół życia w komunie zakłamanych zasad
Drugie pół w systemie opartym na finansach

To jest życie przed i życie po
50 na 50 - WWO
Wolność, która jest jak fikcja
50 na 50 - pół na pół, Zip Skład

Fifty-fifty świat, w którym rządzi kasa
Tanio to tu możesz wyłapać adidasa
Naukowcy w NASA i najniższa klasa
Niejeden wirus hasa, światowe sieci
Zagłodzone dzieci gdzieś w Afryce
W Iraku okupacja, zamach w Ameryce
Finansjera, światem rządzi pieniądz
Najważniejsza kariera i na sprzedaż przemoc
Też czujesz niechęć? też czujesz niemoc?
Chciałbyś wziąć brechę, zmienić to? nie mąć
Jeśli pomogłeś dzięki po stokroć
Przyjacielu, zdrowy bądź, zdrowy bądź
Przyjaciółko, możesz to zdjąć
Misa, poncz, jebać przepowiednie
Nigdy bezczelnie, zawsze konkretnie
Nasz pot, nasze łzy, numer trzy, numer trzy

To jest życie przed i życie po
50 na 50 - WWO
Wolność, która jest jak fikcja
50 na 50 - pół na pół, ZIP Skład

To jest życie przed i życie po
50 na 50 - WWO
Wolność, która jest jak fikcja
50 na 50 - pół na pół, ZIP Skład
Ref.
Mało Ci życia na kredycie, w co grasz?
Chętnie się zamienię jeśli za dobrze masz...

Życie jest ciężkie nie każdy o tym wie. Teraz mówię ja!
Jędker Z.I.P.
W życiu lata chude i tłuste.
Nie wieżę, że ponad zdrowie przedkładasz kapustę.
Progres powiem też jest do zrobienia.
Jeśli uda się ominąć chwile zwątpienia,
lecz nie do przecenienia żywot toczy się dalej.
Znowu skrecz, finansowy red alert.
Czas upływa stale dopada pierdolony kredyt.
Człowiek w Polsce, skazany jest na niebyt .
Wiązanie końca z końcem, codziennie.
Dopóki nie wymięknie.
Podatki? Wiem kto ma pięknie.
Zerkam w portfel świeci pustką.
Głodny przed mpc-etą.
Przerabiałem już to.
Głód, pusta karta i długopis, Boże.
Która kawa na czczo bla, nie wiem,
tworzę!

Ref.
Mało Ci życia na kredycie, w co grasz?
Chętnie się zamienię jeśli za dobrze masz...

(zwrotka angielska)

Ref.
Mało Ci życia na kredycie, w co grasz?
Chętnie się zamienię jeśli za dobrze masz...

Mało Ci życia na kredycie, w co grasz?
Chętnie się zamienię jeśli za dobrze masz...
refren (Jędker)
Krew ziemi sól,solą ziemi krew. Gniew rodzi ból tak jak ból rodzi gniew.

(Jędker)
Zwykłe osiedle, za dnia niewinne. Psy wczuwają się jak w filmie. To dla Ciebie dziwne? Skąd. Nienawiścią bije każdy mur, każdy kąt. Za daleko stąd do gór złotych tu najłatwiej nocą poczuć ból i kłopoty. Co za ludzie mordują się dla paru złotych? Krew solą tej ziemi, to co dokonane się nie zmieni. W smutku pogrążeni tracą bliskich by za późno ich docenić...

refren (Jędker)
Krew ziemi sól,solą ziemi krew. Gniew rodzi ból tak jak ból rodzi gniew.

(Jędker)
Była zima, ciemna strefa miasta, dochodziła 19, stałem sam nie z ekipą. Tajne psy otoczyły mnie znikąd. Było im bardzo przykro, nic nie znaleźli. Sztywno swoje twierdzić przekazał świętej pamięci. 7lat latowała Go ubecja, ja inaczej, bo od dziecka nie zaznałem wojny. Bądź spokojny, wcale jej nie szukam. Na czarną godzinę odłóż gniew. Krew płynie kanałami całej strefy. W obronie własnej walczyć, bo to konkrety. Blizny na twarzach starców w autobusach, miejsca pamięci na ulicach miasta, z którego nie miała zostaź nawet miazga...

refren (Jędker)
Krew ziemi sól,solą ziemi krew. Gniew rodzi ból tak jak ból rodzi gniew.
Spróbuj sam, to jak gra żal przerwać
Gratis ta promocja która uzależnia
Mówię o życiu, bierz najnowsza wersja
Masz dużo niewiadomych
Dużo też w swoich rękach
Każdy nie pęka póki się nie wpierdoli
My jesteśmy inni co innego oni
Raz się urodzisz z chęci życia się wyzwolić ciężko
Mimo silnej woli i nie wierząc w piekło
Lecisz po bandzie czy ścinasz łuki bracie
To nie jest gra o przysłowiowe złote gacie
Jadę przez to życie czasem po lewym pasie
Jak się zmęczę zjadę do boksu na trasie
Na razie, biorę na trzeciego zamulonych
Wdaję cynę długim i tknę w korkach pierdolonych
Życie a może nie jest grą a może to choroba
Przekazujemy ją z rąk do rąk
No powiedzmy
Kto będzie ostatni kto był pierwszy
Opcja, odpierdol się od moich wierszy
Życie, życie jest nowelą, która wciąga jak narkotyk
Teraz do tych co wolą siedzieć i patrzeć
Żyć cudzym życiem jak w kinoteatrze
Popcorn wam w ryj raz na zawsze
Ja mam drogi własne pełne różnych przeżyć
Nie błądzić będąc człowiekiem znaczy nie żyć
Czasami po dwóch latach widzę to samo miejsce
Znakiem tego znowu zaliczyłem pętlę
Bywa, kto nie próbuje nie wygrywa
Suto wędlin kłaść na chleb i kląć na potęgę
Czy to jest moja dewiza?
Ja mówię życie jest piękne albo przynajmniej takie bywa
Jedna lipa, że to życie jest śmiertelne
Umieramy na życie aby odnaleźć się pośmiertnie

Kleisz albo pojmiesz jak cię wciągnie
Tak jak wciąga kokaina gdy ją wciągniesz
Kleisz albo nie daj Boże pojmiesz
Daj Boże pojmiesz

Kleisz albo pojmiesz jak cię wciągnie
Tak jak wciąga kokaina gdy ją wciągniesz
Kleisz albo nie daj Boże pojmiesz
A może pojmiesz

Skoro to stacja przejściowa warto zbierać plusy
Świat z którego tak pozostaną gruzy
Wszyscy narzekamy na braki czasu
Wszyscy umieramy ale czy od razu?
Odradzamy się z powrotem, nie wiem
Zastanowię się potem Warszawa nie eden
Tuż za squatem z kłopotem ciągnącym się smogiem
I smrodem nałogiem i Bogiem
Reguły, podboje, młodzież jest wrogiem
Ja stoję za naszymi racjami chłopie
Futbol na plaży, indyjskie konopie
Nie, że marzy tylko głośno myśli sobie
Ambasador życia z jego autostrady
Dopalone nitro, złamane zasady

Kleisz albo pojmiesz jak cię wciągnie
Tak jak wciąga kokaina gdy ją wciągniesz
Kleisz albo nie daj Boże pojmiesz
Daj Boże pojmiesz

Kleisz albo pojmiesz jak cię wciągnie
Tak jak wciąga kokaina gdy ją wciągniesz
Kleisz albo nie daj Boże pojmiesz
A może pojmiesz
[Sokół]
Czasami wolałbym nie wiedzieć
Czasami wolałbym nie rozumieć
Żyć sobie w hermetycznym świecie
Jak dobrze urodzeni ludzie

[Jędker]
Z czasem dochodzą doświadczenia
Nic się nie zmienia sobie patrzę
To wiedza czyni nas słabszymi
Albo nas wzmocni na zawsze

[Sokół]
Czasami wolałbym nie wiedzieć
Czasami wolałbym nie rozumieć
Żyć sobie w hermetycznym świecie
Jak dobrze urodzeni ludzie

[Jędker]
Z czasem dochodzą doświadczenia
Nic się nie zmienia sobie patrzę
To wiedza czyni nas słabszymi
Albo nas wzmocni na zawsze
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo