Zeus

[Białas]
Są na świecie rzeczy ważniejsze, niż nasze rymy
Oczy naszych bliskich obserwują jak skończymy
Nie musimy brać za karabiny, odpalić Niemca
Teraz droga do szczęścia jest o wiele łatwiejsza
Obiecuje ławkom, będę żył kozacko
Nawet jak teraz nie raz w lodówce mam tylko światło
Mam iść do tyry? Jestem za dumny na nadgodziny
Albo za głupi i próżny, żeby poszukać przyczyny
Czemu jestem taki, już wiesz
Obiecałem sobie coś dekadę temu, nie odpuszczę
(Patus) Taką metkę znów mi ktoś przyczepił
Dzisiaj nie ma znaczenie to czy tata pił czy nie pił
(Pierdol to) Patrz co robię, gdy lamusy z domu idealnego
Ciągle napierdalają proch, obrócą się w niego
Od początku mieli sos, mniej siniaków
Ja tylko kurwa miałem flow i kilku przyjaciół

ref.
Zobacz ile się zmieniło od pierwszej domówki
Ilu raperów odpuściło, ilu z nich to kurwy
Nawijam tyle lat, czemu miałbym dziś odpuścić
Nadal kocham rap, a nadal jestem pusty x2

[Solar]
Nie miałem hajsu na studio, kupiłem je za hajs z bitew
Miałem grubszy plan jak architekt
Nie było hajsu na mix/master
Nie robił go Flamaster
Czytałem tutoriale od dwunastej do dwunastej
Ciągle miksowałem co piszczy mi w głowie
Bity dostaliśmy za skillsy nie flotę
Poligrafię zrobił ziomek, zdjął ze swoich powiek
LIS to the Kula - chory człowiek
Do dziś nie wiem, skąd wzięliśmy dziesięć koła na tłocznie
Ja chyba tyle nie zarabiam rocznie
Piątak na klip, był od fanów za t-shirty
Więc dla was zawsze piona, dla najwierniejszych
Nie było wydawcy, promo zrobiliśmy sami w necie
W takiej sytuacji, srasz co gadali śmiecie
Musiałem się najebać, żeby o tym gadać, teraz
Więc jak się nie wkurwiać, jak komuś spada z nieba
Co?

ref.
Zobacz ile się zmieniło od pierwszej domówki
Ilu raperów odpuściło, ilu z nich to kurwy
Nawijam tyle lat, czemu miałbym dziś odpuścić
Nadal kocham rap, a nadal jestem pusty x2

[Zeus]
Dwaj szaleńcy w mieście patologii i nędzy
Pomiędzy hieny weszli uzbrojeni w bębny i wersy
Koledzy dali za wygraną, więc jak to jest
Że pytają czy jak dziś nagrają z nimi
Będzie tak samo - NIE
Za długo się taplałem w tym bagnie
Żeby na tacy dziś wam podać, to co znalazłem na dnie
Wybaczcie.. Wszedłem w tę rap grę jako Zeus, nie Jezus
Nie wiedząc ile w oceanie jest meduz
Straciłem paru kolegów i miliard złudzeń
W krainie hajsu, przekrętów i wynaturzeń
I nie zawrócę już, nie, choć bywa różnie
W plecach mam już nóż niejeden, nie czuję muśnięć
Dziś inwestuję, to co zgarnąłem wczoraj
Żeby pojutrze wrócić się demówek, tylko na Bora Bora
Wciąż jestem z tych dwóch typów z Teofilowa
Co założyli Pierwszy Milion nie mając na browar

ref.
Zobacz ile się zmieniło od pierwszej domówki
Ilu raperów odpuściło, ilu z nich do kurwy
Nawijam tyle lat, czemu miałbym dziś odpuścić
Nadal kocham rap, a nadal jestem pusty x2
Ref.:
Dmuchawce, latawce, wiatr,
Zatrzymuje się czas dla świata.
Całe niebo jest tylko da mnie, patrz
Spadam, spadam, spadam, spadam, spadam.
Dmuchawce, latawce, wiatr,
Zatrzymuje się czas na moment.
Całe niebo jest tylko dla mnie, widzę Was
W dole, w dole, w dole, w dole, w dole.

Z dystansu was obserwowałem od dawna,
Z czasem się stałem fanem numer jeden.
Widziałem jak się zmieniacie, jak dorastacie
I jak szukacie we wszechświecie miejsca dla siebie.
Jak was prowadzi marzenie przez noc i dzień,
Pomimo klęsk i niepowodzeń…
I jak uparcie wstajecie po przewróceniu się
I osiągacie cel mimo przeszkód po drodze.
Nie zawsze mi się podobało jak jest,
Musiałem czasem wzrok ze smutkiem odwrócić.
Widziałem wszystko, to jak się zabijacie też,
Jak rozświetlają tą błękitną kulę wybuchy.
Lecz za nic, nigdy was porzucić nie chciałem,
Zawsze wracałem, choć trzymałem dystans.
Czekałem w głębi duszy na dzień taki jak ten
Gdy w końcu was zobaczę z bliska.

Ref.:
Dmuchawce, latawce, wiatr,
Zatrzymuje się czas dla świata.
Całe niebo jest tylko da mnie, patrz
Spadam, spadam, spadam, spadam, spadam.
Dmuchawce, latawce, wiatr,
Zatrzymuje się czas na moment.
Całe niebo jest tylko dla mnie, widzę was
W dole, w dole, w dole, w dole, w dole.

Chyba was bardziej rozumiałem, gdy patrzyłem z daleka
Nim atmosfera mnie wpuściła w końcu.
Bo przysięgam, zamarłem z wrażenia,
Gdy zobaczyłem wasz ocean kiedy błyszczał w słońcu.
Nie biłbym się o terytorium przy widoku jak ten,
Chciałbym go raczej wszystkim pokazać.
Wszystko bym zrobił, żeby każdy tu choć raz wziął wdech,
Jeśli nie może nawet wśród mew polatać.
A widzę was stojących w tych wojskowych barwach,
Na statkach uzbrojonych po zęby.
Niby nie dzieli was nic, ale czas gdy nie dzieli was nic to są tylko momenty.
Dziś to się zmieni, bo czas byście w końcu pojęli
Ile jest warte to co wam przyszło z trudem.
Byliście wielcy i piękni, lecz zagubieni
Gdybyście tylko wiedzieli jakie to wszystko kruche.

Ref.:
Dmuchawce, latawce, wiatr,
Zatrzymuje się czas dla świata.
Całe niebo jest tylko da mnie, patrz
Spadam, spadam, spadam, spadam, spadam.
Dmuchawce, latawce, wiatr,
Zatrzymuje się czas na moment.
Całe niebo jest tylko dla mnie, widzę was
W dole, w dole, w dole, w dole, w dole.

Cały w płomieniach mijam wasze budynki
I pomniki waszej pięknej kultury.
Zatrzymujecie się na środku ulicy i wysiadacie z aut,
Patrzycie jak zaklęci do góry.
Jakaś kobieta wypuściła smycz z ręki,
Lecz pies jej nie ucieka w popłochu.
Fotograf, co miał zawsze w gotowości obiektyw,
Stoi teraz jak głaz, nie mogąc oderwać wzroku.
Nie ma powodów żeby pędzić gdzieś,
Jak zawsze na złamanie karku.
Tak samo stoją bezdomni, prezesi i dzieci,
Kucharze, strażacy i pary w parku.
Nic was nie dzieli jak przedtem
I zdjęcie ktoś wam powinien zrobić w tej chwili.
To piękne, to idealny dzień, na uderzenie asteroidy.

Ref.:
Dmuchawce, latawce, wiatr,
Zatrzymuje się czas dla świata.
Całe niebo jest tylko da mnie, patrz
Spadam, spadam, spadam, spadam, spadam.
Dmuchawce, latawce, wiatr,
Zatrzymuje się czas na moment.
Całe niebo jest tylko dla mnie, widzę was
W dole, w dole, w dole, w dole, w dole.

- Kim jesteś?
- Przyjacielem.
Miałem być dobry i miły lecz korby wróciły
W kraju ospy i kiły końcem ostrym do żyły
Przeciskam wasze zardzewiałe normy i mity,
Leki mi nie pomogły, wołaj siostry co by mi
mogły dać coś na tą oryginalność,
Bo talent mam, a nie pasuję tutaj jak na złość.
Co gorsza, nie żałuję za grosz, mam was za stado pajaców.
Ponad to z premedytacją oddaję mocz na środku placu.
Wśród wariatów, tu mnie mają za czubka
Więc mnie nie próbuj łapać za słówka.
Bo lubię się ubrać serio, jak mało który
A na ten sezon mi pasuje kurtka z twojej skóry.
Z natury jestem słodki tak to mnie wychowała mama,
Lecz ten pierdolony świat przerobił anioła na chama.
Chcą bym odwiedzał dwa kościoły co weekend.
Prędzej wpadnę do szkoły obwieszony plastikiem.

Ref.: Jeżeli wszyscy wokół mnie tu są normalni
I to oznacza, że mam być taki jak oni
Może od razu mnie zakujcie w kajdanki,
Bo ja to będę konsekwentnie pierdolił.
Jeżeli wszyscy żyją tak, jak musi każdy
A każdy inny jest tępiony jak wirus
Możecie poduszkami mi obłożyć ściany
I wymontować klamki, i zamknąć wśród świrów.

Czasami myślę, że mi nie potrzeba skrzydeł
Stoję nad wami nawet jak odwiedzam kibel.
Mógłbym podcierać się tym waszym płaskim, szarym życiem,
Bo w waszej galaktyce nawet wynik lotto łatwo jest przewidzieć.
Macie mnie za kosmitę, bo nie myślę jak wy.
Pieprzone liczby w statystyce przy mnie nie znaczycie nic.
Jak dla mnie moglibyście gryźć ziemię,
Moje IQ starczyłoby na całe wasze pokolenie.
Mnie nie porównuj do siebie to mnie obraża.
Jesteś zerem, burkiem na łańcuchu u gospodarza.
Nie wykształciła ci się w mózgu wyobraźnia ("parobie?")
I nawet brama przed domem ci się nie mieści w głowie.
Ja latam jak po psychotropie na trzeźwo.
Wywracam ludziom świat na lewą stronę (łapiesz to?)
Może traktować jak chorobę moje akcje są,
Lecz czy ktokolwiek jeszcze pewny jest, kto tu ma rację?

Ref.: Jeżeli wszyscy wokół mnie tu są normalni
I to oznacza, że mam być taki jak oni
Może od razu mnie zakujcie w kajdanki,
Bo ja to będę konsekwentnie pierdolił.
Jeżeli wszyscy żyją tak, jak musi każdy
A każdy inny jest tępiony jak wirus
Możecie poduszkami mi obłożyć ściany
I wymontować klamki, i zamknąć wśród świrów.

Myślisz, że ja chcę kontrowersji jeden z drugim idiota.
Kontrowersyjna to jest, kurwa, dla mnie wasza głupota.
To co podoba się wam, ja szczerze pieprzę,
Bo to co świeże traktujecie tak jak Mamoń w "Rejsie".
Ja mam obiekcje, tak łatwo je łączę z odwagą.
Czasem się czuję tak jakbym tu wpadł na rekolekcje nago.
Tak łatwo, kurwa, was wprowadzić w osłupienie.
Że support powinienem mieć przed każdym numerem.
Śmieszą mnie wasze idee dla mnie to jest parodia.
Jestem z przyszłości wam bliżej do wynalezienia ognia.
Twój dziadek to pieprzony, prosty aminokwas.
Przestań słuchać zdejmij spodnie, bo je srasz.
Bo wchodzę z butami na ołtarz z bluzgami w wierszach.
I koło chuja lata mi, czy to potępiasz
czy to potencjał, czy perwersja to przyszłość oceni.
Bo dla mnie wszyscy tu jesteście zdrowo popierdoleni.

Ref.: Jeżeli wszyscy wokół mnie tu są normalni
I to oznacza, że mam być taki jak oni
Może od razu mnie zakujcie w kajdanki,
Bo ja to będę konsekwentnie pierdolił.
Jeżeli wszyscy żyją tak, jak musi każdy
A każdy inny jest tępiony jak wirus
Możecie poduszkami mi obłożyć ściany
I wymontować klamki, i zamknąć wśród świrów.
Zakochałem się w słowach i dźwiękach
Nie we fleszach i show-biznesie
Grałem w Mortal Kombat całe dnie ale jednak
Nie nauczył mnie mordować w interesie
Jak zacząłem to nagrywać dla siebie
Tak nagrywam to dla siebie do dziś
Choćbym nie chciał mieć, kurwa, mam sumienie
I to coś jest ważniejsze niż kwit
Mówią mi żebym zmienił podejście
Skurwiele z precyzją chirurga
Przeliczający swoje wiersze i wenę
Na CD którą od nich weźmie ogólniak
Pieprzę to! Nie założy mi knebla na gębę
Label, robiąc ze mnie durnia
Wiecie to! Jakie to ma znaczenie
Która mi to wyda wytwórnia?

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi rytm i widzę, gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!

Nasłuchałem się o prawdziwości
Potem paru tych gości zobaczyłem na żywo
Wnioski? Wiesz co tym rządzi?
Pozory. Podaż i popyt i chciwość
Ci najlepsi są często najgorsi
A dzieciaki w nich widzą świętych
Gołębnik pełen jest gołębi pokoju
A do żarcia lecą tylko sępy
Kocham eksperymenty w muzyce
Ale nie jestem doktor Mengele
Kieruję mną to co czuję i nie patrzę na resztę
Co wiecznie chce mówić mi co powinienem
To menele są nie artyści
W tekstach są pewni siebie i zasad
Ale paraliżuje ich już sama myśl
O ocenie jaką spotka ich prasa

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi rytm i widzę, gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!

Jest różnica między Tobą a mną
I to co nas różni nosi nazwę ,,lojalność"
Chcieli bardzo bym zmienił front
Poprawiałem ich gdy mylili nazwę z ,,Embargo"
Stałem twardo za marką, stąd
Gdy mówili mi: marnujesz się chłopak
Robiłem wszystko by to logo wypchnąć na front
W zamian dostałem kopa
Kiedy traciłem grunt pod nogami
To był tylko jeden cios więcej
Przeżyłem rozpad związku, operację mamy
Emigrację i chyba depresję
Te parę tysięcy złotych...
Dla mnie to jest tylko symbol
Czegoś co można zrobić patrząc prosto w oczy
Ciach! Robię grubą linią!

[REFREN]

Liczy się: muzyka, miłość, przyjaźń
Życie jest chwilą i mija w trymiga
Zanim się kapniesz bracie
Będzie już czas się zawijać
Wybija bit mi, rytm i widzę gdzie wszyscy biegną
Nie potrzeba willi mi
Bym był szczęśliwy
Serio!
Jeśli kochasz to walcz, jeśli kochasz to płacz
Nie poddawaj się ziom, przecież wiesz że masz dar,
można zrobić to tak, że nie będzie tu nas,
wiem gdzie jest mój dom, brat, na zboczu skał. x2

Nie ma życie innego, tego które jest dotychczas,
może się już nic nie zmieni, jednak trzymam dystans
Miłość daje szanse, więc ją wykorzystam
ty i ja mamy równowagi talizman, na tym można tylko zyskać,
Piękne chwile, będę kochać moich ziomów i dziewczynę.
Będę kochał to osiedle póki tutaj żyje,
już tyle lat wiążemy koniec z końcem,
na zawsze niech tak będzie, bo tak jest dobrze!
Nie chce was stracić, to chyba proste.
Najwyżej wy stracicie mnie, to chyba nonsens
Najgorszy ból to mieć związane ręce
jesteś kochany więc czego żądać więcej?
Będąc z tego dumnym, otwórz swoje serce,
przecież wiesz że możesz dotknąć gwiazd!
Więc jeśli kochasz, u stóp masz cały świat!

Jeśli kochasz to walcz, jeśli kochasz to płacz
Nie poddawaj się ziom, przecież wiesz że masz dar,
można zrobić to tak, że nie będzie tu nas,
wiem gdzie jest mój dom, brat, na zboczu skał. x2

Myślałem kiedyś że kochać nie przestanę,
i dalej kat uważam, brat, bo mam wiarę.
Nie będę przecież robił na złość Ci,
Wszystko się obraca wokół wierności!
To jest zemsta, zranionej próżności,
ta odkrywcza prawda jej papilarne linie
Miłość która jest gotowa, oddać życie
Nie zginie, niech żyje, niech płynie razem z wiatrem.
Poddam się im w zupełności, taki mam charakter.
Tam gdzie będę z nią szedł, szlaki są zatarte, na zawsze!
Mianuję Cię rycerzem, nic tylko oblicza chcesz coś wiedzieć,
w oczach to wyczytasz.
Następny mój przystanek, tak zwana tajemnica,
chwytaj los póki jest on, do zdobycia.
Inaczej zostaną tylko, resztki wspomnień.
Pamiętaj, brat, przecież to ty nie tworzysz historię!

Jeśli kochasz to walcz, jeśli kochasz to płacz
Nie poddawaj się ziom, przecież wiesz że masz dar,
można zrobić to tak, że nie będzie tu nas,
Nasi dziadkowie mogli czekać latami
Żyjąc listami i wspomnieniami,
To było długo przed nami
My mamy Skype'a i Google Talk
A i tak na tym łatwym szlaku łatwo zgubić trop
Choć jesteś tysiąc kilometrów stąd, słonko
I tak tu wchodzi co noc przez ciekłokrystaliczne okno
I jest nam tak słodko, świat ma kolory
Co rano budzą cię ulubione emotikony
Bo jestem tak szalony, mam taki gest
Mogę ci wysłać kwiatów tony, gdy tylko chcesz
Kiedy ci źle, łąka przed tobą rozkwitnie
Ctrl + V, Ctrl + C, jesteś warta tych kliknięć
Mamy rocznicę, więc to chyba poważne
Piszesz o nas na blogu, masz mnie w topach na MySpace
I tylko czasem, gdy tam dłużej nie wchodzisz
Myślę czemu nas to w ogóle obchodzi?

Mamy iPhone'y, laptopy i w chwile
3/4 naszej poczty nam przychodzi na e-mail
Może się mylę, może mi się wydaje
Lecz im jesteśmy bliżej, tym jesteśmy dalej
Mamy MySpace'y i GoldenLine
Twittery, Bloggery, domeny, Skype
Niby to raj, ale mnie się wydaje
Że nie ma nic za frajer

Ziomek nagrywał dla nas klipy z Atomic TV
Kiedy nie było jeszcze polskiej VIVY i MTV
Big Pun, Mobb Deep, A Tribe Called Quest
Nie śniło mi się CD, słuchałem ich przez VHS
Potem zgrywałem to przez kabel, na taśmy
Siedziałem zaczytany w Klanie po raz piętnasty
Za studio robił tutaj jamnik i wieża
Tak nagraliśmy nasze pierwsze dema
Kiedy się doczekałem komputera przed gwiazdką
Po dwóch tygodniach puściliśmy nasze CD w miasto
Tak było wtedy z zajawką, dziś każdy robi rap
Dziś każdy jest gwiazdą choć nagrał jeden track
Nie ma już marzeń z podwórka
Zastąpił je MySpace, a kamerę komórka
I tamten pułap już dziś nie istnieje
Gdy każdy jest supa to nikt nie jest

Mamy iPhone'y, laptopy i w chwile
3/4 naszej poczty nam przychodzi na e-mail
Może się mylę, może mi się wydaje
Lecz im jesteśmy bliżej, tym jesteśmy dalej
Mamy MySpace'y i GoldenLine
Twittery, Bloggery, domeny, Skype
Niby to raj, ale mnie się wydaje
Że nie ma nic za frajer

Kiedyś tu znałbyś wszystkich z bloku, większość z osiedla
Dziś często nie poznajesz nawet sąsiadów z piętra
Przy odrobinie szczęścia, dowiesz się o nich
Kiedy zobaczysz zdjęcia na profilu znajomych
Na forum gnojki cię oplują za wszystko
Choć często czują trudność pisząc własne nazwisko
Co jest granicą, gdy patrzysz w oczy mi?
Żaden z nas, nie jest tu wyłącznie liczbą IP
Ile jest wart twój styl, vibe
Kiedy to wszystko masz w Second Life
I tylko pędzisz do domu by wejść online i odżyć?
Które z tych żyć to numer dwa? oblicz
W cieniu pokoi świecą monitory w twarze
Takich, jak ty i ja i płynie czas na zegarze
Za ileś lat, jak pójdziemy tędy
Zechcą pochować nas, jak zmienimy status na niedostępny

Mamy iPhone'y, laptopy i w chwile
3/4 naszej poczty nam przychodzi na e-mail
Może się mylę, może mi się wydaje
Lecz im jesteśmy bliżej, tym jesteśmy dalej
Mamy MySpace'y i GoldenLine
Twittery, Bloggery, domeny, Skype
Niby to raj, ale mnie się wydaje
Że nie ma nic za frajer
Ref. x2
Gdy już tępe społeczeństwo da się zakuć w dyby
I zaczną palić książki, i zaczną łamać płyty
Tacy jak my będą żyć gdzieś tam pod powierzchnią
Tłocząc jak żyły spod ulicy dawne człowieczeństwo

1. To ja, wolnomyśliciel - #Cira,
kto to gra non stop na Vivie? Wbijam
Moja muzyka ma skrzydła - #Ikar,
nawet, gdy wosk reszcie uszy zatyka
Omijam mainstream, to słychać od drzwi
Nie tykam komercji, merci, nie słodź mi
Wypełniam szczelnie marginesy i nie pcham się na resztę kartek
Tak marnie, nachalnie, byle by grać co czwartek
To, co robimy, jest bardziej e-litarne, nie myl mnie z resztą
I może nie nazywajmy artem tych wędlin z Tesco, koleżko
Moje flow depcze raperom czaszki, pęka ci łeb na pół
Pozakładacie podpaski pod czapki, hashtag - #red skull
Moja wada jest ze mną od lat i złapię cię, szujo, za twarz
Sam nie wiem, dlaczego pełno chorągiewek tu, które się czują jak maszt
Ja jestem z innej gliny, możecie mówić mi Mr. Underground
Albo dawka he-he-roiny, nie wiem, co w chacie ćpasz
Niewiele mam poza talentem i pasją, co się zrodziły w mózgu
Ty możesz próbować wjechać tu S-klasą, a wyjedziesz na wózku

Ref. x2
Gdy już tępe społeczeństwo da się zakuć w dyby
I zaczną palić książki, i zaczną łamać płyty
Tacy jak my będą żyć gdzieś tam pod powierzchnią
Tłocząc jak żyły spod ulicy dawne człowieczeństwo

2. Kiedyś jarał mnie styl wolny, dziś wolę wolny umysł
Nie wierzę w poczucie misji telewizji, sorry, nie wierzę w bzdury
Nie wiem, czy Bóg mi dał mózg, lecz formuuję myśli w nim
I patrząc na zrzutkę pod kościółkiem mogę być wilkiem lub/i myśliwym
Moi koledzy piją i bluźnią, i mają blizny na twarzach
A jednocześnie widzą i czują o wiele więcej niż sza-szara masa
Rozpoznasz mnie po tatuażach na przedramionach
Wierz mi lub nie, ale zła fama oraz grubo jest przesadzona
Czy jestem antysocjal, skoro mam serce dla ludzi?
Lub wizualnie wbijam się ciut w konwencję, która tu lęk budzi?
Okej, okej, może nie jestem potulny tak jak mój brat - #rebel
Myślę co chcę i jestem jednym z tych, którzy potrafią zrobić tu z krat szczebel
Pnę się po równoległej ścieżce do góry
I wyjście w dresie na osiedle mi nie zabierze przeczytanej literatury
Nieważne jak mnie widzą, nie jestem głupi na pewno
I chyba lubię się burzyć i bunt jest zawsze ze mną, hash Matt Damon

Ref. x2
Gdy już tępe społeczeństwo da się zakuć w dyby
I zaczną palić książki, i zaczną łamać płyty
Tacy jak my będą żyć gdzieś tam pod powierzchnią
Tłocząc jak żyły spod ulicy dawne człowieczeństwo

3. Jeżeli znajdziesz to w zamurowanym pokoju
Zanim tam wpadnie ekipa, co się pozbywa śladów dawnego chaosu
W imię nowego porządku po kryjomu schowaj to CD pod kurtką
Nie mów nikomu, wróć do domu i wtedy puść to swoim synom i córkom
To, jak wygląda jutro zależy głównie od nas
Jeśli cię media ogłupią, później cię kupią za dolca, za grosza
Historia to nie fakty, to tylko wersja zwycięzców
W świecie manipulacji i nieświadomych, podatnych na to jeńców
Musisz ujrzeć światło to nie zmienia nic,
że się rzucasz jak spłoszony koń.
Musisz ujrzeć światło pomożemy Ci
nic nie wskórasz na sprawdzoną broń.
Pochodnie w dłoń, w dłoń niech Cię szlag
skoro nie chcesz być jak reszta skurwielu.
Płoń, płoń z resztek zła,
ogień cię oczyści z miejsca, blow!

Ludzki mózg to złożony mechanizm
i może nawet musi się czasami zepsuć.
Ja wierzę, że czujecie się jak zakochani,
lecz czas was wyprowadzić z błędu.
Mój przyjacielu, bo to grzech przebrzydły,
a ty próbujesz zasiać zło między nami.
Myślisz, że takie małe dwa ziarnka piasku
na dnie klepsydry wywrócą ją do góry nogami?
Macie plakaty, protesty i marsze,
za dużo wam daliśmy wolności.
Wszystko przez nasze serca na oścież otwarte,
jak zawsze ludzie plują w twarz miłości.
A nam nie wolno zwątpić
nawet gdy w oczy nam bezdenne piekło spojrzy.
Musimy cię z ciemności wydobyć
choćby przez elektrowstrząsy.

Musisz ujrzeć światło to nie zmienia nic,
że się rzucasz jak spłoszony koń.
Musisz ujrzeć światło pomożemy Ci
nic nie wskórasz na sprawdzoną broń.
Pochodnie w dłoń, w dłoń niech Cię szlag
skoro nie chcesz być jak reszta skurwielu.
Płoń, płoń z resztek zła,
ogień cię oczyści z miejsca, blow!

Ludzki mózg to złożony mechanizm
i może nawet musi się czasami zepsuć.
Zawsze byliście tutaj mile widziani,
lecz dziś chcecie kapci gospodarzy przy wejściu.
Mój przyjacielu tak nie może być.
Z czynów twych dokładnie wynika,
że pobłądziłeś gdzieś na ścieżkę grzechu
po drodze z uniwersytetu do akademika.
Już nie pamiętasz umowy daliśmy Ci fory
w ramach pomocnej dłoni w potrzebie,
a ty dziś szukasz tu żony?
Miałeś zrobić dyplomy i wracać do siebie.
O nie nie nie nie coś ewidentnie ci percepcje mąci,
lecz ludzi tu nie dadzą Ci pobłądzić w chmurach.
Nie zdziw się kiedy pewnej nocy
przyjdą pod twój dom w białych kapturach

Musisz ujrzeć światło to nie zmienia nic,
że się rzucasz jak spłoszony koń.
Musisz ujrzeć światło pomożemy Ci
nic nie wskórasz na sprawdzoną broń.
Pochodnie w dłoń, w dłoń niech Cię szlag
skoro nie chcesz być jak reszta skurwielu.
Płoń, płoń z resztek zła,
ogień cię oczyści z miejsca, blow!

Ludzki mózg to złożony mechanizm
i może nawet musi się czasami zepsuć.
Już nie wystarcza Ci, że jesteś czytany
ciut za głęboko szukasz inspiracji do tekstów.
Mój przyjacielu powiem szczerze Ci
droga grzechu bywa grząska,
bo jak to mówią ten kto mniej wie lepiej śpi
i nie widzi jak z pod łóżka mu wychodzą monstra.
Ciekawość zabiła kota mój drogi bracie
i nie wierz w to, że satysfakcja daje drugie życie.
Nie jesteś pewien kto i co w pokoju sprząta
nie wtykaj swego nosa między drzwi i futryny.
Masz dziś pozycje tylko dzięki nam,
a ty wyciągasz syf i brudy.
My zawsze wierzyliśmy w ciebie w końcu uwierz w nas
albo klik klik błysk z lufy.

Musisz ujrzeć światło to nie zmienia nic,
że się rzucasz jak spłoszony koń.
Musisz ujrzeć światło pomożemy Ci
nic nie wskórasz na sprawdzoną broń.
Pochodnie w dłoń, w dłoń niech Cię szlag
skoro nie chcesz być jak reszta skurwielu.
Płoń, płoń z resztek zła,
ogień cię oczyści z miejsca, blow!
Widzę cię, synku, masz gdzieś tak z piętnaście lat
Razem z kumplami nagrywacie na jamniku track
To coś o życiu, w sumie wiecie wszystko o tym
Dorośli by oddali wszystko za te parę złotych
Wy nie oddacie tej wolności za papier
Tyczy się codzienności to i tu tak samo jest z rapem
Kto się sprzedaje, ten się wita z końcem
A ty prawdziwy zostajesz dopóki wschodzi słońce
Dziś gracie pierwszy koncert, ok, to spory test
Choć wyglądacie groźnie, was pożera stres
Na scenie mylisz tekst, jak zresztą każdy z kumpli
Który wychylił fest z flaszki, co by się rozluźnić
Lecz i tak nie ma tego złego, drzecie japy na full
Tylko tych ludzi pod sceną to nie rusza ni chuj
W sumie nie wiecie dlaczego, więc publika to kicha
Ale cię zżera pycha

Widzę cię z nimi w tych klubach
Z ciebie jest cały czas taka sama suka
Zła i cwana dupa, wkręcasz teraz ich jak nas
Parę lat wstecz, parę, parę lat x2

Które to wasze demo? już macie ich parę
Więc mnie nie dziwi, jakie macie już o sobie mniemanie
Wy, nawet kiedy nie gracie macie tą fazę na walki
I nawet czasem wpadacie i zabieracie majki
Tamci są tylko w tle, przy was
Nawet jak zechcą sprawdzić się w rymach
To muszą wiedzieć, że czasem krew się na bitwach leje
Kiedy wpadacie ty i twoi złodzieje, tak tu się dzieje
Żyjecie snem, jesteście gwiazdami
Lecz zamiast Hennessy, leje się Lech litrami
Ty możesz chcieć nawet mnie zabić za to co mówię teraz
Ale po co mi to?
Na co komu taki, co to robi po to, żeby tu mieć tylko melanż?
Wy i tak macie swój świat
Na opadnięcie tych klapek potrzeba paru lat
Czuję się, jakbym cię znał, dlatego tak tu wzdycham
Brat, ale cię zżera pycha

Widzę cię z nimi w tych klubach
Z ciebie jest cały czas taka sama suka
Zła i cwana dupa, wkręcasz teraz ich jak nas
Parę lat wstecz, parę, parę lat x2

Minęło parę lat, dziś już masz wydany pierwszy album
Zmieniła ci się twarz, teraz słuchasz funku
Czy coś zostało po szczeniaku z tamtych pierwszych zwrotek
Oprócz tych paru kiepskich fotek? bądźmy szczerzy, ziomek
Ty ciągle w sobie to masz
Kiedy oglądasz video, na którym koncert grasz
Jara cię fakt, że ci ludzie robią hałas dla ciebie
Po paru latach zdaje się to dawać efekt
Ciśnienie? Nie, już nie ma ciśnienia
Czy czujesz presję? nie, już nie grasz z podziemia
Pompujesz tekst za tekstem w fanów
I ściągasz Nike ze Stanów
Nagrywasz drugi album, jesteś poziom wyżej
Nosisz się lepiej niż najświeższy ziom na rewirze
I jak cię widzę, to myślę sobie tylko tak
Kurwa mać, ty wyglądasz, jak ja

Widzę cię z nimi w tych klubach
Z ciebie jest cały czas taka sama suka
Zła i cwana dupa, wkręcasz teraz ich jak nas
Parę lat wstecz, parę, parę lat x2
Wiem, że tego nie przeczytasz, man
Ale jaram się wszystkim, co nagrywasz i mam
Prośbę, też nagrywam z ziomkiem EPkę
Takie pierwsze wiersze, wiem, że jeszcze kiepskie, lecz
Może oceń je, powiedz, proszę, co robię źle
Jestem gotowy, żeby motać w grze, dograsz się?
Czy możesz dodać ten link na fejsie
Masz jakiś wolny bit? Z góry dzięki wielkie
Cieszę się, że nie umiem otruwać przez myśli
Ludzie są, kurwa, bezmyślni
Skoro wiesz, że nie czytam, nie klikaj „wyślij”
Szkoda mi życia na to, sam widzisz w tym shit
Bit, feat, macie już pomysł na klip?
Atakuj profil, nie wchodzę od godzin na priv
Paru takich jak ty stawia mnie w narożnikach
A w mailach nie ma śladu po linkach czy załącznikach

Ref.
Każdego dnia zasypuje mi skrzynkę
Lawina wiadomości jak te, te
Czas nie chce stanąć choć na godzinkę
A każdy liczy na ODP., co nie?
Więc zanim nazwiesz mnie sukinsynem
Który nawet nie odpisze na mail
Pomyśl o tym, że może robię teraz płytę
Albo też mam życie, okej?

Siema, siema, wjeżdża opcja szpieg
Robisz płytę? Ziom, jak będzie ona brzmieć?
Tak jak poprzednia, czy nie? Będą goście jacyś?
Kiedy do studia wjeżdżasz? Ile masz numerów nagranych?
Masz jakieś plany co do daty? Ile będzie klipów?
Macie już projekt okładki? Może masz już tytuł?
Powiedz, szykujesz się do beefu? Ciągle nie gadasz z tamtym?
Nie ma pocisku na tego pana w jednym z punchy?
Czy my się znamy? Nie wydaje mi się
Lecz jasne, bracie, zdradzę ci plany na życie
Po co mi te wywiady, profile i cała reszta?
Odkryję wszystkie karty przez jednego maila
Właśnie teraz trafił ci się złoty strzał
Nauczę cię jeszcze w godzinę pisać zwrotki jak ja
Masz, ziomuś, farta jak nikt, przed tobą prawda naga
Lecz w zamian musisz skończyć żyć, bo byś się wygadał

Ref.
Każdego dnia zasypuje mi skrzynkę
Lawina wiadomości jak te, te
Czas nie chce stanąć choć na godzinkę
A każdy liczy na ODP., co nie?
Więc zanim nazwiesz mnie sukinsynem
Który nawet nie odpisze na mail
Pomyśl o tym, że może robię teraz płytę
Albo też mam życie, okej?

Wiem, że nie znamy się, ale chcę zrobić akcję
Ktoś mi bliski ma urodziny, byłoby fajnie
Na tę okazję nagrać parę słów od siebie
Dokładniej chodzi mi o parę słów od ciebie
Wziąłbyś kamerkę, co nie? Dla ciebie to moment
I nagrałbyś życzenia i pozdrowienia, bo wiesz, ziomek
Bez przerwy puszcza w samochodzie twoją muzę
W ogóle może wpadłbyś na urodziny i zagrał numer?
Zwariuję, oszaleję, serio
Albo ci ludzie pogłupieli, albo coś jest ze mną
Nie mam pojęcia, kim jest ziom, co ma urodziny
Lecz takie coś obchodzę u znajomych albo u rodziny
Płyty w prezencie dostanie z pierwszego sortu
Jak zechcesz mogę nawet i wyskoczyć z tortu
Myślę, że poczta mogłaby się stać narzędziem tortur
I w oczach sądu mógłbym łatwo się wykręcić z mordu

Ref.
Każdego dnia zasypuje mi skrzynkę
Lawina wiadomości jak te, te
Czas nie chce stanąć choć na godzinkę
A każdy liczy na ODP., co nie?
Więc zanim nazwiesz mnie sukinsynem
Który nawet nie odpisze na mail
Pomyśl o tym, że może robię teraz płytę
Albo też mam życie, okej?
Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

Pieprzę beef, dla mnie to jest chore, ludzie
Gdy dziś, każdy bawi się w ten syf, przy debiucie
Połowa z tych wyjątkowych MC's
Nie istniała by dziś bez konkurencji
Piszesz teksty, w nich niszczysz gnioty
OK, ale tylko pizdy piszą tylko o tym
Ciśniesz cioty? boli cię słowo gej
Czemu tak cię obchodzi jak żyją oni? ej?
Boisz się? ziomy też żyją w strachu?

Nie słyszałem jeszcze tu homo*****ualnego rapu
Chyba, że twój, jesteś mistrzem obłudy
To u ciebie, co wers, się przewijają fiuty
Musisz je lubić, choć się boisz przyznać
To, co robisz, to jest twoja wizja
Ja się nie wcinam w cudze życia, żyj szczęśliwie
Tylko nie wmawiaj mi, co tu jest praw*****

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

9-8 to był dobry rok
Zwłaszcza w polskim hip-hopie, liczyło się to
Jaki jesteś, co myślisz, liczyła się prawda
Nawet, jak wywoływała skandal
Dziś dzieciaki oceniają po punchline'ach tekst
Nieważne, jaki to ma sens
Jak ma jeden trafny wers, jarasz się, się jaraj
Zostaw mnie, s*****laj
Dziś co drugi frajer gada w punchach, na EP'ce
O tym, jaka z niego gwiazda, ja nie chcę
To jest cienkie i dobre dla cienkich
Codziennie piszesz o sobie takie piosenki?
Chcesz się poczuć męski, co?
Dzięki, wciskam stop
Póki rap to nie pop, myślę jak w 9-8
Robię to, moje flow niesie myśli na osie

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?

Ty wiesz, że miałem wydać album rok temu
Ktoś nie mógł, zrobiłem to po swojemu
I zaliczyłem debiut roku po dekadzie
Wciąż jesteś w podziemiu? dam ci radę
Bierz poprawkę na wszystko, wszystkich, zawsze
To cholernie ważne
Inaczej, możesz mieć tu taką akcję
Zrobisz bit i nie będzie o tym nic we wkładce
Ja wkułem te zasady na blachę
Nie chowam już urazy, nawet po czasie
Tylko ci mówię prawdę, bo ty możesz być
Tam, gdzie ja, ja - tam gdzie ten typ
Dziś, nie wiem co mi jutro odbije
Lecz póki myślę, tak, jak dziś i żyję
Tak jak dziś to ci powiem jedno
Ufaj sobie, całą resztę *****

Kiedy każdy by zarobić swoje tu ci wciska kit
Dasz się robić, czy masz olej w głowie i się nie dasz im?
Gdy zostaną tylko tacy, ziomek, tu jak ja i ty
Zamkniesz mordę i staniesz w koncie czy powiesz swoje, jak my?
Nie potrzeba mi już więcej wrogów
Za wiele czasu poszło na marne
Kiedy patrzę teraz na to bardziej z boku
Widzę, że to było czasem gówno warte
Za wiele przepychanek bez sensu
Tylko się szarpię w miejscu
Zamiast wykorzystać szansę
Złapać tę falę i biec w przód
Dzień już tak nie jest dla nas łaskawy
Jak wtedy, gdy byliśmy dziećmi, wierz mi
Mamy teraz o wiele ważniejsze sprawy
Świat się już z nami nie pieści, kiedy
Rano patrzę na swoją twarz w lustrze
Mówię sobie sam „masz dar, skup się"
Weź się w garść i każdego dnia
Pracuj na ten plon, który zbierzesz pojutrze
Niewiele osiągniesz w sekundę
W tyle gasną ci, co sprzedają skórę
Przestań się dziwić, że masz ciągle pod górkę
Skoro się pchasz na samą górę
Chcesz umrzeć? To możesz zawsze
Ale jaki to ma sens, skoro
Pewnego dnia to cię i tak dopadnie
To jest poza twoją kontrolą

Ref.
Co będzie jutro tego nie wie z nas nikt (nikt)
Bywa trudno, nim się wejdzie na szczyt (szczyt)
Nie jest za późno, póki tlen jest we krwi
Nie wiem co myślisz ty,
mi jest żal tych zmarnowanych dni

Ty to nazwij jak chcesz, potrzebuję detoksu, rezurekcji
Potrzebny mi lek, choć kropla porządku
W morzu chaosu, który już mnie męczy
Mam dosyć już marnowania energii na bzdety bez znaczenia
Zbyt wiele rzeczy nie daje mi nic
A tylko coś ze mnie zabiera
Za moment mi stuknie trzydziestka
I sam siebie pytam „co dalej?”
Nie jestem durniem z osiedla
Wiem, że mam talent
Dlatego tak łatwo się nie poddaję
Ale czasem już naprawdę w to wątpię
Gdy wkładam w to pracę, uwagę i forsę
I chociaż udaję, że jest dobrze
Czuję coraz bardziej to, że źle skończę, stop
Potrzebny mi oddech
Bo naprawdę mnie to gówno zabije
Potrzebuję siebie z powrotem
I znam też niejedną osobę
Która cieszy się z tego, że żyje
Przemierzyłem sam w najciemniejsze noce, największy las
Nie wiem, czy było warto, to nie przyszło łatwo
Ale teraz chcę wyjść na światło dnia

Ref.
Co będzie jutro – tego nie wie z nas nikt (nikt)
Bywa trudno, nim się wejdzie na szczyt (szczyt)
Nie jest za późno, póki tlen jest we krwi
Nie wiem co myślisz ty, mi jest żal tych zmarnowanych dni

Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć dziś
Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć, nie dziś
Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć dziś
Chcę ujrzeć świt, chcę ujrzeć świt, świt

Jeżeli byłeś tu, gdzie ja, albo nadal tu jesteś
Jeśli patrząc na siebie mówisz „
To już nie ja, umarło coś we mnie i nic mi się nie chce”
Nim zaciśniesz tę pętlę na szyi
Połkniesz te kilka tabletek w chwili
Kiedy cię dopada zwątpienie wylicz
Choć jeden raz, kiedy świat cię zadziwił
Wiem, czasem to wredny skurwiel
Raczej nie siedzi potulnie
I kiedy już plecak masz pełen wkurwień
Dorzuci chętnie furie
Cóż, tak już jest
Nie szukam w tym głębszego sensu
Wkurwiam się też
Ale trzeba to przyjmować po męsku
Jak chce się przyglądać pięknu
Jak chce się oglądać w dzień
Czasami trzeba pokonać sporo lęków
Czasami dostać w łeb
I to jest okej, chociaż czasem to trudne
To nas uczy pokory
Wszystko czasami i dla mnie jest szarobure
Trzeba chcieć ujrzeć kolory

Co będzie jutro – tego nie wie z nas nikt
Bywa trudno, nim się wejdzie na szczyt
Nie jest za późno, póki tlen jest we krwi
Nie wiem co myślisz ty, mi jest żal tych zmarnowanych dni

Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć dziś
Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć, nie dziś
Chcę ujrzeć świt, nie chcę umrzeć dziś
Chcę ujrzeć świt, chcę ujrzeć świt, świt

Ref.
Co będzie jutro – tego nie wie z nas nikt (nikt)
Bywa trudno, nim się wejdzie na szczyt (szczyt)
Nie jest za późno, póki tlen jest we krwi
Nie wiem co myślisz ty, mi jest żal tych zmarnowanych dni
Wysiadasz z tramwaju na pętli, mróz Ci uderza w twarz
Pchasz zapaloną fajkę do gęby - buch!
Przecinasz pusty plac
W drodze do klatki w taki ponury dzień
Nie wykopie Cię za drzwi nikt
Zwłaszcza że i w takie dni ruszasz dupe
I uruchamiasz sobie tryb dostawca
Ding dong tak dzwoni do drzwi
Ten dzwonek co go znasz na pamięć już
Ktoś wie że to ty a ty wiesz kogo ty
We framudze tych drzwi zobaczysz znów
Miałeś tu nie wrócić już ale
Znów Cię ściągnęły jej wdzięki
Lubisz czuć ją słodką jak miód i cukierki
Nie chcesz się wyplątać z pętli, huh?!

Ref. Dwa aniołki w niebie
Piszą list do siebie
Piszą, pisza i rachują
Ile kredek potrzebują
Dwa diabełki w piekle
Wiążą dla nich pętle
Na ich wiotkie szyjki
Owce to nie wilki

Zaciskasz tą pętlę na przedramieniu
Czekasz aż zsinieje
Skóra blada i sucha od wielu miechów
Ale jednak masz nadzieję
Pada śnieg, pada deszcz, jest środek zimy
A ty szukasz rzek na pustyni
Kiedy dopadasz cel wtedy otacza cię biel
I spadasz lekki jak ten śnieg
W centrum lawiny czujesz że jest coś nie tak
Nie jest tak jak zawsze
I gdy próbujesz wstać pojmujesz jak można paść
Bez siły po za dużej dawce
Walisz kolanami w posadzkę a potem łbem
Miesza z wymiocinami krew
Wyciągasz rękę lecz wiesz, nikt nie złapie tej ręki
Już się nie wyszarpiesz z pętli

Ref. Dwa aniołki w niebie
Piszą list do siebie
Piszą, piszą i rachują
Ile kredek potrzebują
Dwa diabełki w piekle
Wiążą dla nich pętle
Na ich wiotkie szyjki
Owce to nie wilki

2. Zrobiłaś tą pętlę z paska
I teraz ją zakładasz na szyję
Jest zimna klamra i żeliwna wanna
I ty w której się już nikt nie umyje
Mama Cię woła zza mgły
Gdy wysilasz pamięć
Ludzie są źli i nie tylko dziś
Grzeszą i myślą, i mową, i czynem, i zaniedbaniem
Ojciec leży na posadzce w kuchni
Nawet nie burknie
Jak w każde dni
Kiedy typ co przynosił mu towar
Próbował Ci zdejmować koszulkę
Już nie poczujesz jaki był silny
Bo ślady twojej drobnej ręki
Prowadzą od jego pachwiny
Przez kuchenny nóż do łazienki - do pętli...

Ref. Dwa aniołki w niebie
Piszą list do siebie
Piszą, piszą i rachują
Ile kredek potrzebują
Dwa diabełki w piekle
Wiążą dla nich pętle
Na ich wiotkie szyjki
Owce to nie wilki x2
Za starych czasów, kiedy miałem jeszcze cienkie wersy
A w pasie byłem o wiele szerszy
Gdy na WF'ie mogłem ledwie śnić o obręczy
Mój cały kiepski styl zaczynały rozjebane Converse'y
To wtedy miałem w szafie ledwie ze dwie pary spodni
W tym jedne cienkie letnie, jedne zmięte, jak ogrodnik
Stąd do ikony mody miałem w chuj
Byłem wkurwiony i zakompleksiony, stój
Dzisiaj dobieram cały strój w pół godziny
Kiedy się bardzo spieszymy
I czyszczę MASSa magazyny, widzę w twarzach strach
Bo, choć się z żoną w szafach nie mieścimy, znowu biorę każdy łach
Czy to już stadium choroby?
Lubię znoszony t-shirt, ale chcę nowy
Chcę zdobyć świat, mam chory plan na lata
Nadchodzi Modzilla, zamontuj alarm w szafach

[x2]
Proste, man, zawsze jestem tam,
gdzie dobry szpan to dużo ubrań
Z-E-U-S dobrze wie co jest
w modzie, w modzie, w modzie, w modzie

Gdy wkładam Supry albo Air Revolution
Czuję się jakby wyszło słońce po burzy
Czy jestem próżny, pewnie trochę tak
Bo lubię dobre ciuchy i rap
Dobre buty mogą wiele dać, lecz nie kontakt z publiką
Lecz tak jak RH ja zakładam uniform na raz
Ty patrz jak się gra tutaj
Niby niewiele mi to da lecz lubię grać w dobrych butach
Czy śmigasz po NY czy po Bałutach, przy blokach
Wtajemniczeni patrzą na to, co masz na nogach
My stanowimy kontrast dla PRL
Komuna się skończyła, ziomal, koniec z szarym tłem
Noszę co chcę, tak, jak chcę, jak lubię
W kraju, gdzie stary dres to jest lans w klubie
W kraju, gdzie dbać o siebie znaczy być słabym
Dbam o siebie, a ty wkładaj te skarpetki w sandały

[x2]
Proste, man, zawsze jestem tam,
gdzie dobry szpan to dużo ubrań
Z-E-U-S dobrze wie co jest
w modzie, w modzie, w modzie, w modzie

Gdy wkładam moje nowe ADI Decade
Buggy w kolorze khaki, tamci wciąż czekają na fejm
Wacki szczekają, jak co dzień, tu się nic nie zmienia
Obiecywali nam cash, ale to obiecana ziemia
Znasz schemat, na metkach Pull'n'bear
Zara, Topman i Bershka, Polo i H&M
Już coraz mniej jem, znasz powody
Wiem, wiem, jestem uzależniony
Na obiad makarony z Biedronki, co dnia
Sokoli wzrok wyostrzony na sklepowe tła
Pieprzę internetowe propsy, zostawcie to dla siebie chłopcy
Nie kupię za to nawet spodni w promocji
Od wiosny do wiosny żyję
I patrzę zasmucony na odbicie w witrynie
Kiedyś zbuduję wielką willę poza miastem
Lecz nie dożyję kiedyś, jak nie wyjdę z tym paskiem

[x2]
Proste, man, zawsze jestem tam, gdzie dobry szpan to dużo ubrań
Z-E-U-S dobrze wie co jest w modzie, w modzie, w modzie, w modzie

OK, ten utwór jest dedykowany wszystkim dziewczynom które przygotowują się godzinami, dosłownie godzinami przed wyjściem. Wszystkim facetom, którzy przeglądają się w swych samochodach stojących na parkingach, wszystkim osobom takim jak ja. Nie oszukujmy się, jesteśmy tacy sami, trzymajcie się!
Dobry ziom w pojebanym mieście,
Możesz mi mówić Kendrick
Moje flow nie jest miękkie i lekkie
Jak większość łódzkich osiedli
Lecz rap nie zrobił mnie bardziej gangsterkim niż byłem przed płytą
Bo ja pamiętam jak żyją moi koledzy i wiem, że mnie słyszą
I nie widzą tego tak jak ty,
My wolimy ważyć słowa
Nie rzucaj hasła "bagażnik"
Jak nie masz zamiaru tam kogoś pakować
Dobra, jest dom, jest żona, są kapcie
To nie udawaj, może bracie mafiosa,
Jak przez osiedle śmigasz tylko w aucie
Nie wiem czy mam plecy na mieście,
Wiem że mam miasto na barkach
I może powinienieś mówić mi Noe
Bo moja Łódź to arka
Pytają czemu nie rzucisz w kąt majka,
Paru moich ludzi muszę stąd zabrać.
Bo choć to dom, to co krok co noc
Pod blok przychodzi ktoś z Arkham
Możecie mówić mi Nowy Batman,
Zostawiam ślad jak chromy fat cap
Na ścianach. Wątpisz? Zobacz sam!
Bliżej mi na dno niż do radia.
Żadna owacja mnie nie zmieniła na tyle, żebym zapomniał
Kim jestem, kim byłem i gdzie zaczęła się moja historia.

W mojej głowie słyszę ciągłe głos, głos, głos.
I obiecuję sobię, zrobię coś, coś, coś.
Co spowoduje, że to dotrze do każdego
Na północ, wschód, zachód i na południe stąd bo..

Jestem szaleńcem, stać mnie na więcej niż trzy czwarte sceny
Myślę, że w dużej mierze to przez to miejsce
To jak wypadek śmiertleny przeżyć
Na naszym końcu tęczy nie ma ziom dzbana ze złotem
Podobno są jakieś beczki, a my mamy bekę jak karmieni psychotropem
Policja otwiera ogień już nie tylko do studentów.
I to się dzieje pod oknem tu, ode mnie parę metrów
Mamy luz, ale wiemy że tu w parę sekund robi się z życia crash test
I jak dla mnie Mes nie jest jedynym ziomem, co ma tytan w czaszce.
Domofon dzwoni mi czasem o trzeciej, czwartej w nocy
I powody ku temu są ważne bracie, ktoś potrzebuje pomocy
Ale tu w Łodzi nie zawsze chodzi o zdrowie.
Ludzie mają wstręt do karetek.
Domofon dzwoni najczęściej w nocy przez to, że sąsiad ma mete.
Nie ma w moim mieście niewinnych kiedy jest wjazd na osiedle.
Kliki, ekipy, bitwy i beefy, zryło mi to banie doszczętnie.
Staram się zachować codzień moje serce takim jakim było wczoraj
Ale to jest HollyŁódz, to jest ŁDZ, to jest ciężka szkoła.


W mojej głowie słyszę ciągłe głos, głos, głos.
I obiecuję sobię, zrobię coś, coś, coś.
Co spowoduje, że to dotrze do
Każdego na północ, wschód, zachód i na południe stąd bo...

Moje miasto mówi mi "Chcę czuć dumę"
Weź mnie za kark i wyrzuć w górę.
Za wiele racji tu męczy ich dusze
Czas już na moją turę.
Niech to poczuje kazdy w Polsce
Pokaż im jak smakuje postęp
Niech to ukuje raz a dobrze.
Zamień tą Łódź w wojenny okręt

Moje ukochane miasto jest trochę jak rodzic alkoholik
Czasami nienawidzisz go bardzo i masz dość, ale przy obcych bronisz.
Ten pierdolony patriotyzm nosimy w sercu od lat.
Nie spuszczam głowy kiedy pytają czy jestem z Łodzi, mówię "Tak!"
Parę lat przebijałem się, było trudno, dziś wrzucam pierwszy bieg.
Ruszę tą łódką, zobaczysz cud ziom, pierwszy przebiśnieg.
Jestem tu, żeby zmienić grę i mówię to wszystko na serio.
Nie chcę być królem, mam o wiele większy cel, chcesz to się bij o berło.
Gra idzie o wiele większą stawkę niż tylko flagę na mapie.
Ale wiesz mi, że jeżeli będzie trzeba to Ci ją zamknę na japie.
Jestem chamem z miasta czterech kultur, jak każdy gnój tu na podwórku.
Nie przeraża mnie klęska i ból już bo nie jestem z cukru.
Chcemy wiele bo niewiele mamy, ponad marzenie i wielkie plany.
Nie omami nas piewca wiary w przeznaczenie, to jest dla przegranych.
Nie jestem wychowany pod kloszem dlatego się szybko podnoszę.
I proszę Cię, nie mów brzydko pod nosem o tym co w sercu noszę, ok?

W mojej głowie słyszę ciągłe głos, głos, głos.
I obiecuję sobię, zrobię coś, coś, coś.
Co spowoduje, że to dotrze do
Każdego na północ, wschód, zachód i na południe stąd bo...

Moje miasto mówi mi "Chcę czuć dumę"
Weź mnie za kark i wyrzuć w górę.
Za wiele racji tu męczy ich dusze
Czas już na moją turę.
Niech to poczuje kazdy w Polsce
Pokaż im jak smakuje postęp
Niech to ukuje raz a dobrze.
Zamień tą Łódź w wojenny okręt
Jeżeli miłość to ból, wiemy tu coś o miłości
I wiemy tu co to trud i co to brak możliwości
Co ciągnie w dół, nawet jak umiesz latać
Żeby wydostać się z chmur musisz się sporo namachać
Bo dla nas nie ma łatwo, a płakać nie ma co
Miasto HollyŁódź z obranym kursem na dom
To tylko tło, olej metafory
Ten projekt zżera nas, ziomy
Nie mów, że uczy pokory
Pokaż, co robisz, to miejsce nam przesuwa granice
To miejsce zmienia podejście i wreszcie zmienia całe życie
Budzicie się któregoś dnia w kłopotach
I już za dużo ich brat żeby się z tego wycofać
Tu jest tak, decyduje czasem parę sekund
I czasem to nie ty decydujesz o ich przebiegu
W tym miejscu w człowieku łatwo odnaleźć zło
Możesz wierzyć lub nie, nikogo nie obchodzi to

Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry

Najpierw tu gracie w gałę na jednym boisku
Potem się spotykacie na ławce, obaj po piwku
I nie jest tak jak dawniej, dziś to robi różnicę
Że wychowały was tu inne klatki i ulice
Jak nie wiesz po co żyjesz, wokół szukasz problemów
Co rusz myślisz jak dopiec drugiemu, ziomuś czemu?
A czemu nie powiedz, tak to nam ryje banię
Że tutaj to odpowiedź na każde pytanie
Łapię się na tym sam, myślę jak to w sobie zabić
Ogromne serce mam, ale czasem je wypełnia zawiść
Tutaj dzieciaki gnoją dzieciaki, a gdy dorosną
Budzi się to co rosło latami, nie jest słodko
Co drugą noc tu się tłuką butelki
Co drugą noc pod nocnym ktoś traci zęby
Każdy ma swoje grzechy, ja też
Ale po latach nie miej mi za złe
Za bardzo nie chcę tam wracać

Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry

Ja jestem złem dla ciebie, bo wciąż się drę w kawałkach
Lecz ja co dzień tu jestem, niejeden znalazł się w slumsach
I ta frustracja zjada mnie i zatruwa umysł
I ciągle wmawiam sobie, że jest okej u góry
Słyszę populizm, nic więcej
Każdy by przyniósł tutaj złote góry, ale ma zajęte ręce
I to do ciebie, przykro mi
Inni jeszcze łykają te brednie, ale mnie mdli
Za dużo takich dni, jak ten, gdy miotam się po pokoju
Za dużo płyt, sam wiesz, za długo siedzę w tym gnoju
I nie mam kolejnego roku, nie mogę czekać
I nie zamierzam się już więcej na to wściekać, przyrzekam
Ostatkiem sił na nagrodę patrzę
Zanim jak inni tu uwierzę tylko w myśli o porażce
Ty musisz dać mi szansę, musisz zabrać mnie stąd
Albo to skończę na zawsze, zamknę się i podpalę lont

[x2]
Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Zabierz mnie stąd, zabierz mnie stąd
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry
Unieś mnie do góry, unieś mnie do góry
-Dla mnie za drogo, nie stać mnie
Za drogo no, niestety
-No to może skorzysta pan z naszej wyjątkowej oferty w promocji
last minute?
Tani
wyjazd do Szwecji, Hiszpanii, Włoch, Bel..

Sztokholm, Rotterdam, Hersonissos
Wszędzie tam wpadam chętnie z walizą
Kogo stać na business class?
Ty mi dawaj bilet za najmniejszy hajs
Jeśli tak, jak ja, kminisz
Śpiewaj la-la-la la-last minute...

Raz na jakiś czas więdną kwiatki w oknach
Nie ma nas, przez jakiś czas nas tu nie spotkasz
Ja i żona wyruszamy w tour
Spontan, jak Zorak, ty znasz ten ból
To nasza torba zapakowana na full, dam głowę
Że na lotnisku wyrzucimy połowę

Nie kłócę się, robię to, co mi każą
Bo któryś celnik może mieć paralizator
Podaję mu paszport, mam niepewność w głosie
Stresuję się, jakbym wiózł kokę w termosie
To to osiedle robi nam w głowie
To, przy każdym psie się czujemy jak złodziej
Bo nikt nie ruszał się stąd, dotąd
A teraz każdy rusza się, dzięki samolotom
Jeśli nie jesteś stąd, myślisz, że mam gotówkę
Ja tylko wyczaiłem bilet za złotówkę

Sztokholm, Rotterdam, Hersonissos
Wszędzie tam wpadam chętnie z walizą
Kogo stać na business class?
Ty mi dawaj bilet za najmniejszy hajs
Jeśli tak, jak ja, kminisz
Śpiewaj la-la-la la-last minute...

Lubię moment, kiedy siedzę już na pokładzie
Chyba, że mamy miejsca przy tylnej ścianie
Nie latałaś/latałeś, nie kumasz nic
Ze zmiażdżonym kolanem zrozumiesz w mig
Mnie nie przeraża moment startu
Przeciwnie, mógłbym mu założyć fanklub
To dziwne, to ciśnie mi płuca w fotel
To różnica ciśnień, czujesz w uszach wodę?
Lubię być na topie, lubię być fly
Więc mam Nike na sobie jak Marty McFly
Patrz, niech cię zazdrość gniecie
Mają na to hajs ci, co oszczędzają
na bilecie
Nie jest źle, będzie lepiej jeszcze
Już niedługo, co jesień będę spadać z deszczem
Tam, gdzie cieplej, gdzie jest słońce
Ja żyję w lecie, wtedy mogę być w Polsce

Sztokholm, Rotterdam, Hersonissos
Wszędzie tam wpadam chętnie z walizą
Kogo stać na business class?
Ty mi dawaj bilet za najmniejszy hajs
Jeśli tak, jak ja, kminisz
Śpiewaj la-la-la la-last minute...

Tamci zamawiają bilet pół roku wcześniej
Zbierają na to przez pół roku pensję
No cóż, to luksus pewnie mieć plan
Ale musi ich strzelać, mają miejsca, jak ja
Ta sama mortadela na obiad, w hotelach
Składają zażalenia w książkach
Po dwóch tygodniach im się kończy urlop
I mają go dosyć, a ja mówię - mówi się trudno
Najeść to się mogę w domu
Mogę żreć całą zimę aż nie wyjdę z salonu
Nie umrę tu z głodu, tu mnie nic nie rusza
W razie czego, przeżyję tu na pędach z bambusa
Wszystko po to, żebym usiadł, jak teraz
Gdy zachodzi słońce, płonie cały ocean
Nieważne, jaka cena, dziś bym płacił przed nimi
Warto jest żyć dla takiej chwili

Sztokholm, Rotterdam, Hersonissos
Wszędzie tam wpadam chętnie z walizą
Kogo stać na business class?
Ty mi dawaj bilet za najmniejszy hajs
Jeśli tak, jak ja, kminisz
Śpiewaj la-la-la la-last minute...
Moje bity, moje słowa, moje wersy i rap
moje myśli, moja droga i uśmiechy i płacz.
Przeszedłem to drugi raz byle tylko dziś znowu było tak
bo było warto iść.

Czasem się czuje jak fan albo jeden z widzów
małe mieszkanie, pradziadek, ja i dwoje rodziców
czy to był trudny start? Nie odczułem trudności
ojciec mówi, że przez prace ma z tych lat zaległości
im nauczyłem się chodzić, jak mówi mama
już siedząc bujałem się przy tym co mi puszczała
po paru latach miała dość wczuwki
kiedy na wszystkich garach jej wygrywałem solówki
najpierw był King Bruce Lee, niedługo potem
w koszulce king ja byłem królem dyskotek
szedłem pewnym krokiem przez dancefloor
w tył, moonwalkiem jak jackson
co ty w tym widzisz dziecko? skąd bierzesz energie?
nie wiem jak można przejść obojętnie
to było we mnie, na parkiecie wylewałem pot
potem się zakochałem w Jill Scott.

Moje bity, moje słowa, moje wersy i rap
moje myśli, moja droga i uśmiechy i płacz.
Przeszedłem to drugi raz byle tylko dziś znowu było tak
bo było warto iść.

Potem nastały ciężkie dni jak to mówią ludzie
i pare razy zarobiłem nawet w pysk po wódzie
bałucki dryl niewielu z was uchowa na księży
a odnowa duchowa to spirytus przez wężyk
takie balety niszczą szybko nas
przez co straciłem dwa zęby, widziałem matki płacz
niektóre rzeczy przeżyć trzeba
ważne co się w konsekwencji wybiera
i kiedy pierwszy raz mnie wezwali na świadka
wiedziałem, że coś nie jest tak, to nie moja bajka
bo to jest chora stawka, widzisz to
dziś browar, ławka jutro kratka, co?
widzisz błąd, widzisz sens
to nie głupia gadka tylko tak tu jest
paru tu chciało władać dniem - dostało noc
a ja się zakochałem w Jill Scott.

Moje bity, moje słowa, moje wersy i rap
moje myśli, moja droga i uśmiechy i płacz.
Przeszedłem to drugi raz byle tylko dziś znowu było tak
bo było warto iść

Ty możesz całe życie czekać aż ci kupią winyl
te bity ocaliły życie mi, ja nie czuje winy
nawet kiedy sampluje mp3, krytycy
pierdole was bo nawet nie słyszycie różnicy
dla mnie sie liczy jaką siłę ma rap
na moje sto bitów ty robisz jeden tag
ty gadasz sto minut o tym jak to jest świeże
to twój świat, ja w to nie wierze
mój rap się broni sam bo on ma serce i duszę
dzisiaj nie tylko ja unosze ręce ku górze
dzisiaj nie tylko ja to czuje
i żadne z waszych głupich prawd mnie nie nadzoruje
żyje tak jak lubie, mówie to co myśle
nie wiem czy mam dar czy mam bożą iskrę
chociaż nie mam skrzydeł, mam codziennie lot
czasem myślę "gdybym się nie zakochał wJill Scott".
Kochanie wiem, że masz dziesiątki kompleksów
Słyszę te tony wątpliwości prosto z Twoich ust
Gdy mówię Ci, że jestem fanem Twoich wdzięków
Nigdy nie miej wątpliwości co do moich słów
Olej to, co chce Ci sprzedać Vogue i Cosmo
Kanony, które tworzą wybiegi mody i Photoshop
Dla mnie jesteś piękną doskonałością
I nie powinno Cię obchodzić to, co woli ktoś

Wrzucam swoje rzeczy do bagażnika
Z trzaskiem zamykam go i znikam w trasie
Zostajesz kochanie tu sama dzisiaj
Ty wiesz, że w aucie często tracę zasięg
Patrzę jak znika mój blok w lusterku
Zostawiam to mieszkanie gdzieś w tyle
Śmiejemy się w ekipie jak zwykle z pierdół
I zapominam o Tobie przez chwilę
W hotelu rzucam ciuchy na łóżko
Jakoś tu głucho i pusto, i nic nie pachnie jak Ty
Za oknem szaro, buro, smutno i ponuro
Odkąd ruszyłem z domu dupsko pogoda zeszła na psy
Za chwil trochę podjedzie taxi pod hotel
Zabrać całą hołotę pod głośny i zadymiony klub
Zbieram się w sobie jak mogę
Lecz w mojej głowie co moment powraca myśl o Tobie
O tym żebyś była tu

I kiedy tak leżę na łóżku i nie ma tu Ciebie
Ten sufit boleśnie wydaje mi się obcy
I możesz mi wierzyć - tęsknię po ludzku tylko do Ciebie
I nie ma lepszej, piękniejszej choć wiem, że w siebie wątpisz

Ref.
Kochanie wiem, że masz dziesiątki kompleksów
Słyszę te tony wątpliwości prosto z Twoich ust
Gdy mówię Ci, że jestem fanem Twoich wdzięków
Nigdy nie miej wątpliwości co do moich słów
Olej to, co chce Ci sprzedać Vogue i Cosmo
Kanony, które tworzą wybiegi mody i Photoshop
Dla mnie jesteś piękną doskonałością
I nie powinno Cię obchodzić to, co woli ktoś

Budzę się rano w pokoju
W powietrzu czuć mieszankę alkoholu i papierosów z wczoraj
I znowu myślę o Tobie, z dala od domu
O Twojej skórze i włosach, i oczach, biodrach, ramionach
Kołdra nie daje ciepła mi, jak Ty kiedy leżysz obok
Emanuje z Ciebie seksapil, nawet kiedy śpisz błogo
Wierz mi na słowo królowo czuję Twój brak
I czekam aż wszyscy się zbiorą
I znowu wrócimy na szlak do naszych Pań
Ha, tak mam tę jedną
I to ona sprawia, że mam powody żeby się prędzej zebrać
I mimo, że teraz niejedna wokoło kręci się
To po koncertach wolę te wieczory spędzać solo
Poczekać na Panią mojego serca
Co czeka na mnie, bo wie jak pragnę jej
Piękna dla mnie co dzień, nawet bez make-up'u
Dobrze o tym wie, nie ma dla mnie miejsc, które są jak dom
Kiedy jej nie ma jak tu

I kiedy tak leżę na łóżku i nie ma tu Ciebie
Ten sufit boleśnie wydaje mi się obcy
I możesz mi wierzyć - tęsknię po ludzku tylko do Ciebie
I nie ma lepszej, piękniejszej choć wiem, że w siebie wątpisz

Ref.
Kochanie wiem, że masz dziesiątki kompleksów
Słyszę te tony wątpliwości prosto z Twoich ust
Gdy mówię Ci, że jestem fanem Twoich wdzięków
Nigdy nie miej wątpliwości co do moich słów
Olej to, co chce Ci sprzedać Vogue i Cosmo
Kanony, które tworzą wybiegi mody i Photoshop
Dla mnie jesteś piękną doskonałością
I nie powinno Cię obchodzić to, co woli ktoś
Ok, ziomuś, dzisiaj zabieram cię w podróż w przeszłość
Do mojej dzielnicy, do mojego osiedla i wiesz
Możesz po prostu wyluzować się i posłuchać bitu
Albo możesz pomyśleć o czym jest ten kawałek

[x2]
Tu każdy ziom ma inny charakter
Bo każdy dom ma inny charakter
Bo każdy blok ma inny charakter
Świeci innym światłem

Ponad dwadzieścia lat wstecz, przesuwam wskazówkę ręką
Mój dom to jeden pokój z kuchnią i łazienką
Niektórzy wtedy mieli ciężko, inni nie
Zależało od tego jak było w rodzinie
Moi rodzice dali mi serce
Kolega z klasy dostał od swoich o wiele mniej ode mnie
Choć więcej miał od wielu z nas
I tak mamie czyścił kieszenie i zabierał hajs
Jak jej praca jej zabierała czas to był bezczel
To z nim pierwszy raz zajarałem stuff na wyjeździe
To on miał na kasecie PMD i Iron Man'a
Ale tych czasów już nie ma
Minęło wiele lat, on wyjechał żeby podbić Stany
Były ploty, że za długi tutaj był poszukiwany
Wszystko się kręci wokół kasy, wokół złotówek
Od dobrej pracy aż do opuszczanych wywiadówek

[x2]
Tu każdy ziom ma inny charakter
Bo każdy dom ma inny charakter
Bo każdy blok ma inny charakter
Świeci innym światłem

Ponad dwadzieścia lat wstecz, przesuwam wskazówkę ręką
Mój dom to jeden pokój z kuchnią i łazienką
Miałem video szybciej niż kumple
Z Van Damme'm ćwiczyłem karate aż mnie tata zapisał na szkółkę
Jakoś tak w podstawówce, w połowie
Mieliśmy w klasie dwójkę, którą łączył wieżowiec
To jedna laska, jeden ziomek, piętro pod piętrem
To dwie rodziny i podobny problem codziennie
Już nie pamiętam jak to było w szczegółach
Kiedy był pierwszy rozwód, kto pierwszy zaczął w szkole zamulać
Niektórym rosła gula, bo ten dzieciak
Pomiędzy skłóconymi rodzicami znowu dostał prezenty
Chociaż to nic nie zmieni dla niego
I on znowu udaje i kłamie żeby móc podbudować ego
I jakoś samego siebie odnaleźć
W domu gdzie teraz cisza zastąpiła krzyki przez ścianę

[x2]
Tu każdy ziom ma inny charakter
Bo każdy dom ma inny charakter
Bo każdy blok ma inny charakter
Świeci innym światłem

Ponad dwadzieścia lat wstecz, przesuwam wskazówkę ręką
Mój dom to jeden pokój z kuchnią i łazienką
Moim rodzicom to zajęło dziesięć lat
Żeby ten jeden pokój zamienić na dwa
Nie oglądałem Yo! MTV Raps, miałem ze trzy programy
Na kradzioną kablówkę do kumpla wpadałem czasami
Jak nie dostał od taty, pamiętam to przez mgłę
Ale pamiętam jak się później sam brał za eŁKSę
Ja parę lat wcześniej byłem chory w wakacje

Co zjadłem to wyrzygałem, miałem mieć operacje
Wcześniej dostałem walkman i taśmę Thriller
Jak tylko wyzdrowiałem, ciągle przy tym tańczyłem
Ten co to nagrał marzy o dzieciństwie do teraz
Ja dzięki niemu w dzieciństwie śniłem o jupiterach
Minęło wiele lat od wtedy
Dziś znów zrobiłem bit co brzmi podobnie do tego z kasety

[x4]
Tu każdy ziom ma inny charakter
Bo każdy dom ma inny charakter
Bo każdy blok ma inny charakter
Świeci innym światłem
Ten kraj znowu trawi susza,
Ty modlisz się o deszcz a ja wiem, że się zbliża burza.
Mój czas, już z ulic brudnych zmył każdy szczegół,
To miasto dziesiątkuje dżuma i potrzebujecie leku.
Ten kraj nie kuma, że nie może być łatwo,
Wy zeszliście tak nisko, że trzeba wam przypomnieć światło.
Wracam tu, chcesz czy nie, spokorniejesz,
Wracam tu, szykuj łódź, bo was potop zaleje,
Wyrzucił wam nadzieje, serc i chrap, ich syf,
Dał Ci tylko stres i strach i nic, nic po za tym,
Bo to tylko poza, nic po za tym,
Albo się na tym poznasz albo poznasz straty.
My mamy czas i znamy prawdę i jest okrutna,
Dziś puszczasz się tam a jutro wrócisz do źródła.
My mamy ubaw i progres w kieszeni,
Dziś Cię oczyści burza, jutro oddam Ci słońce byś je docenił.

I właśnie dzisiaj tego dnia,
Pytam się: Jesteś z nami czy przeciwko nam?
Bo dzisiaj przyszedł czas, o którym mówiłem,
I to czas, by pokazać jaką mam siłę.
Jutro już nic tutaj nie będzie takie samo,
I będą pisać o tym co się tutaj stało,
Jeśli nie jesteś pewien zostaw to i wróć,
To nasza wojna Europa, Bałuty, Polska, HollyŁódź!

Prawie rok, zrobił się mrok, już kołowały sępy,
Lecz dziś powraca boss, sznurować gęby,
Te mendy wiedzą już, Armagedon tuż tuż,
Wam nie pomoże dziecko, nawet anioł stróż.
Ja mam tą ksywkę jak bóg nie bez powodu,
Mam w sobie siłę, by przebić to co zrobiłem znowu,
By znowu wkurwić ich i dać im powód do stresu,
Wolisz te kurwy i syf, od tak bez interesu.
Panteon charakterów wątpi, wierzą rozsądni,
Jutro najlepsi będą tu bezbronni.
Wy macie papierowy mur, papierowy plan,
Trzyma wasz papierowy król, gdy wróg jest z ogniem u bram.
Życie to sztuka, sztuka wyborów, nie wiem czego tu szukasz,
Ziomuś to dla hip-hopu,
Dla wszystkich, którzy nie zwątpili jeszcze.
Czas tą ziemię oczyścić, podnieś ręce w powietrze!

I właśnie dzisiaj tego dnia,
Pytam się: Jesteś z nami czy przeciwko nam?
Bo dzisiaj przyszedł czas, o którym mówiłem,
I to czas, by pokazać jaką mam siłę.
Jutro już nic tutaj nie będzie takie samo,
I będą pisać o tym co się tutaj stało,
Jeśli nie jesteś pewien zostaw to i wróć,
To nasza wojna Europa, Bałuty, Polska, HollyŁódź!
Przełom 80. i 90. lat
Dostaje coś co wnet wywraca cały mój świat na lewą stronę
Szare Commodore z magnetofonem
Dziś możesz sie śmiać, lecz wtedy sam byś chciał grać ziomek
Mały śrubokręt - tym ustawiam głowicę
I widzę - press play on tape
Lecz na cuda nie liczę, sam wiesz jak jest
Za drugim, trzecim razem w końcu musi to wejść i idzie
Znów gramy we dwóch, znów ja z ciotecznym bratem
W Yie Ar Kung-Fu i International Karate
Mam cały wór kaset i walczę głównie o to
By nie musieć iść spać przed północą
Od Zorro przez Ghost'n'Goblins
Predatora, Rick'a Dangerous i Pitfall'a
Tu nikt mnie nie pokonałby, gdyby nie to
Że muszę iść spać zamiast tu grać do upadłego

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień

Parę lat później po tym, o czym słyszałeś przed chwilą
Stoję w kolejce po żetony, choć to nie kasyno
Jestem w wagonie z drewna
, gdzie kapitan Commando
Mama myśli, że jestem w szkole - mija się z prawdą
Pod jedną ścianą Street Fighter, Fatal Fury, Asterix
Pod drugą Flipery i ziomek
Który chętnie twoje żetony przytuli, jak spękasz
Ja bardzo chcę grać, więc nie wymiękam
Do przodu parę lat znów i na dyskietkach z Amigi
Chociaż część mam tej automatów siły
Chłopaki z ośki grają w bijatyki, w Street Fighter
W Mortal Kombat znam fatality każde
I walczę ziomek ale o kieszonkowe
By w niedziele na giełdzie za kasę nagrać rzeczy nowe
To nie jest proste i nie jest łatwe
Rodzice chcą bym uczył się, a nie grał w głupią jatkę

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień

Kolejne parę lat w przód, taka scena
Wydaję kasy full, by grać po ciemku w Tekkena
W podziemiu w Pakamerze bloku
Parę telewizorów, konsol, też byłbyś w szoku
W domu sie kurzy GameBoy Pocket
Ja czuję przełom, chcę mieć to ziomek, choćby na video
Na taśmie zgrane intro i walki
Bo przy wejściówce do soulagge'a przechodzą mnie ciarki
Kolejny skok w czasie, już mam tą [?]
Prawie kibluje rok w tej samej klasie, bo ciągle w to gram
Jak tylko w domu jestem, w końcu mi wchodzi faza na rap
I na tym robię bity pierwsze
Pewnie sam nie wiesz, że był program, ja szybko chcę więcej
Bo to niemożliwości kompa, nie nagra się tu wokal
I żeby mieć komputer, muszę sprzedać konsolę
I tym udowodnić, że chcę robić muzę

[x2]
Jeżeli czujesz się prawdziwym graczem
Podnieś te dłonie w górę ziomek, niech cię zobaczę
Nie ma co gadać, dobrze wiesz to po sobie
Czasem walka o pada jest jak walka o ogień
jakoś około ósmej pięć kończę sen
budzi mnie nowy, nowy dzień
nowy tekst mi świta w głowie
nie codzień tak tu jest, wiem, ziomie
podnoszę się, to nie blef
jestem fresh jak Prince i Jess i Jeff
szybko biorę pierwszy głębszy wdech
i mam błogi stan
bo zazwyczaj boli rano to jak w nocy chlam
a teraz nie ma tak dzięki Bogu
bo pogubiłem się w tej pętli nałogu
i w kwestii hip-hopu przez to też
więc w intencji powrotu piszę nowy wers
ty mi mów co chcesz, bez obrazy
a ja wiem, że to jest klasyk
zanim opuści mnie to
mam już refren, tekst i demo

[x2]
dlatego czuje, że dzisiaj będzie tak ja jak chcę
bo to ten dzień jest moim dniem, moim dniem, moim dniem

trzeba się w końcu ruszyć stąd
kąpię się i śniadanie jem
i słucham co nagrałem tu od rana
bo chcę to w studiu nagrać
studiuję, często ciężko o czas
ale mam farta
zakładam bluzę a na dupę te baggi
co to rozmiary miały 2XL
i rozciągnąłem je
ale dziś są za luźne
do dziś miałem tendencję by tyć
dziś chyba chudnę
zamykam drzwi za sobą, mogę iść
wpadam jeszcze do sklepu żeby mieć co pić
i biorę mineralną w rękę
patrzę na ekspedientkę
a ona patrzy jakby chciała zjeść śniadanie ze mnie
biorę wodę i spadam
i gdzie nie chodzę tam mi się zielone zapala
w tramwaju mnie nie rusza kanar
i bez tego dawno nie miałem dnia tak dobrego

[x2]
dlatego czuje, że dzisiaj będzie tak ja jak chcę
bo to ten dzień jest moim dniem, moim dniem, moim dniem

w końcu wpadam do studia
i daję bit, nagrywamy to w mig
DJ mix i wybywam stąd z tym
w pół godziny mam już to w MP3
idę tymi ulicami gdzie prowadzi wzrok
chyba z tymi kamienicami zrobili coś
czy odmalowali to, nie wiem
dziś wyglądają lepiej
już się nie zatrzymuję na romanse w sklepie
wracam do domu, bo tu czeka ona
i mimo wczoraj nie jest na mnie wkurzona
idę na obiad z nią i to trwa gdzieś z minutę
i nam podają to i do wieczora już jeść nie muszę
ląduję wtedy w klubie, bo my dziś gramy
ten klub jest wypchany po same ściany
o takim jak ten dniu marzę
i jak się zdarzy taki dzień - wam go pokażę

[x4]
dlatego czuje, że dzisiaj będzie tak ja jak chcę
bo to ten dzień jest moim dniem, moim dniem, moim dniem
Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi

Nie jestem taki jak wszyscy, bo nie chcę być
Nigdy nie będę tak ambitny jak w ESCE hit
Bo komercję w tym widzą te tępe muły
Bo się nie mieszczę w konwencje i pieprzę reguły
Wolę ten trudny szlak, który wybiera garstka
I to nie proste, lecz z tym dobrze mi
Słuchając ludzi miałbym smutny klip do "Serca miasta"
Na samą myśl o tym mnie mdli
Nie robię czego chcą i kładę styl nad ksero
A łby z tego nic a nic nie rozumieją
I jest ok, ziom, nie jestem zły
Ja stoję znów na sceną, gdzie jesteś ty?
Za wielu tu ma przelot, a nie skrzydła
Wielu gra tu za zero, a chce drinka
Licz się co? Mieć dystans, szczęście, hajs
Robić co każe serce. Na resztę srać

Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi

To nie wigilia, a słyszę to co mówi bydło
Moja muzyka traci, bo mam niedopasowany wygląd?
Ci niedopracowani znawcy hip-hopu
Cieszą się, kiedy schematami wali wszystko tu
Mój styl to "Miejski luz", twój to "Wiejski żul"
Aty nie jesteś, kurwa, biedny, ty masz biedny gust
Bo masz niewielki mózg i to twój wielki problem
Mówią o tobie tylko kiedy GUS mierzy patologię
Mam się wzorować na tobie, tak łebku?
Schować się w sobie, jak żołądź w napletku?
Zaadaptować się do czerni wokół?
Podciągnąć dresy, by mieć skarpetki na oku?
Nie, dzięki, znam te kwestie i nie chcę ich
Możecie być wiecznie źli.
Pieprzę syf, marzą mi się lepsze dni.
Lepiej ty zmień ten dres, nim ci pójdą szwy

Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi

Odkąd pamiętam, robię rap jak chcę, to się nie zmienia.
A teraz co dzień ktoś ma jakieś życzenia
Jak się wkręcasz w tok myślenia, że
Masz jakąś "moc wpłynięcia" na moje LP
To musisz nie znać mnie, ziomie
Mam gest, ale przestań mi jebać, bo to nie w fuck fest
Weź wyhamuj zanim pięty zobaczysz
Bo ja wcześniej, niż fanów miałem wściekłych słuchaczy
Znienawidź mnie lub mnie za to szanuj
Kompakty te robią chaos z planów
Trzymam się od schematów z daleka
I nie zdradziłem nigdy ideałów za zeta
Jeżeli chcesz, czekaj na te nagrania
I bierz to, jakie jest albo... Nara!
Podbijaj śmiało jak masz jakieś pytania
Ale życzenia.. to na święta ślij, do Mikołaja

Mówią mi, jaki styl powinienem mieć
by zadowolić ich, wzbudzić ich podziw
Mówią mi o tym, jaka musi być według nich
każda z płyt, co ode mnie wychodzi
Mówią zawsze. Ja słucham i patrzę
chociaż nie ma tu się nad czym rozwodzić
Chuj mnie to obchodzi
Wracasz z pracy styrany po ciężkim dniu
Przekraczasz wreszcie próg
Chcesz zjeść i lec jak trup na łóżku
Lecz leży na nim już full rachunków
Ty śpisz tu już drugi tydzień
Ona lubi się kłócić, chyba po to żyje, czy nie?
Pewnie jest gdzieś już drugi typ
Byłeś głupi - Ona lubi kwit
Ale Ty tu nie jesteś dla niej
Wasz dwuletni syn śpi obok przez ścianę
Gdybyś żyć mógł drugi raz
Drugi raz byś z nią był, bo on obok spał
Gdy wchodzić tam, gdy kończy się dzień
Kiedy widzisz, że ma spokojny sen
Znika cały Twój gniew i niechęć do świata
Gdy Twój syn wita Cię słowem "Tata"

Ref.:
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy wątpię już w siebie i swoje sny
Jednym słowem dajesz mi morze sił
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy myślę, że to koniec i się godzę z nim
Swoim wzrokiem dajesz mi morze sił

To nie był fajny kwartał, tak
Raczej wielki nawał słabszych lat
W każdym z was czas przygasił iskrę
I co dnia dawny blask waszej gwiazdy niknie
Szare życie zmyło wam kolory ze ścian
Wasze dzieci mają własne domy, gdzieś tam...
Wyleciały z gniazda dawno
Przetrwałyby, nawet gdyby was zabrakło
Dziś wasz świat to szpitale i dom
Twój mąż, który kiedyś toczył pianę i klął
Dzisiaj wypuszcza z rąk szklanki, bo brak mu sił
Chowasz łzy, umierasz tu pomału z nim
Lecz gdybyś żyć mogła drugi raz
Drugi raz wybrałabyś ten smutny czas
Te parę trudnych lat i później wielką pustkę
W zamian za każdy Jego uśmiech

Ref. 2x:
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy wątpię już w siebie i swoje sny
Jednym słowem dajesz mi morze sił
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy myślę, że to koniec i się godzę z nim
Swoim wzrokiem dajesz mi morze sił

Byliście zawsze jak rodzeństwo - Twój "brat"
Jego ojciec wolał alko często
Wtedy on zostawiał piekło piętro niżej
I szedł gdzieś daleko od przekleństw i poniżeń
Twoi rodzice dali mu ile mogli
Piętro wyżej dostał odrobinę troski
I perspektywę na lepsze dni
W końcu powiedział sam do siebie:
"Jadę spełnić sny"
Dziś widujesz go raz na parę lat poza Skypem
Dziś znowu staje w drzwiach
Bo właśnie wali Ci się świat, potrzebujesz wsparcia
Zerwałaś zaręczyny, bo Twój facet to zdrajca
Miałaś mieć ślub z wielką pompą
Masz ból i wyczyszczone przez to konto
Lecz obok też kogoś, kto i drugi raz
By potrafił Cię znieczulić jak "Głupi Jaś"

Ref. 2x:
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy wątpię już w siebie i swoje sny
Jednym słowem dajesz mi morze sił
Dzięki Tobie, i w te gorsze dni, mroczne dni
W twarz świeci słońce mi
Kiedy myślę, że to koniec i się godzę z nim
Swoim wzrokiem dajesz mi morze sił
[x2]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa

Nie potrzebuję bragga, by uwierzyć w siebie
W rapie po tylu latach umiem latać po scenie
Ty zmień zawieszenie, bo to poniesie cię ponad
Jak spadniesz na ziemię, nie skończysz na kontuzji kolan
Ośka nie Arizona, synek, więc chowaj magazynek
Ten shotgun zamiast kul wypluwa ślinę
Cholinex plus browar, chodź jak ja żyję zobacz
Cytując Kasinę - flow to deficytowy towar
Co rok tak samo, tu tak nas wychowano ziom
Dobrze z matmy dając z siebie tylko sto pro
Ja daję więcej, bo nie znam norm i przełamuję konwencje
Robię co czuję, a to czuję sercem
Więc jak chcesz to mieć też, chcesz to poczuć
To nadstaw uszu, nie otwieraj oczu
I pierdol to co wokół, bo może mamy jeden dzień
A wszystko to co oglądamy to sen
I sercem

[x2]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa

Ja chcę tu tylko grać, wielu chce awantury
Stać mnie, by nad tym stać, wrogom słać pozdrowienia z góry
Bo patrzę sercem i z dnia na dzień mam więcej
Tego co ty kumasz tylko mniej więcej
Choć to mniej więcej to samo, mam więcej niż ty lamo
Gdy pierdolnięcie tego zmiecie cię
Nie będziesz wiedzieć co się stało
Choć wiesz, że to tylko rap
Stopy, hi-haty, werble, wersy, teksty - taki fach
Ty masz fanki w snach, w snach domów na osiedlach
I strach, że wyjście z domu to wejście do piekła
To twoja klęska ziom i wiem co taki jak ty robi
Jeden komp, stałe łącze i login
Sorry, nie dla mnie to
W konwencji uprawiania rapu to dziesiąty rok
Więc nie potrzebna mi banda szczeniaków
Co nie wie nic, a gada non-stop o tym
Więc nie rób z siebie i ze mnie idioty
I sercem

[x2]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa

Wiesz, nie obraziłbym się na dom w Miami
Samolot, jacht, Don Perignon pod palmami
W Maserati mógłbym ciąć Sunset Boulevard
Zacznę odkładać hajs może od jutra
Dziś budzę się i znowu sobie wróżę źle
Bo to co widzę w lustrze musiało przeżyć Sarajewo
Wiesz co? ze strachu byś nie ustał
Widziałem to nieraz, dlatego mimo tego luz mam
Słuchaj, w bloku takim jak twój tylko gadam do shure'a
Nie napadam babć, nie żeruję na emeryturach
Moja natura mówi mi rap rób
Bo moja matura dałaby etat mi tylko tam gdzie fast-food
Cóż, to tu niewiele zmienia, wciąż piszę rap sercem
Na inny nie miałbym sumienia
Nie tylko tu i teraz - od zawsze na zawsze
Mam szczęście do szczęścia, bo sercem patrzę
Ty jak chcesz

[x4]
Patrz, mamy ten vibe
By rozjebać cały chłam w drobny mak
Co to dla nas? gdy mamy ten funk, który rusza was tak
A co dla nas ma świat? jego sprawa
akby nie patrzeć, razem jesteście od liceum
nie wiem czy wtedy w planie to miałeś przyjacielu
czy miałeś to mieszkanie, kredyt na całe lata
na pewno nie myślałeś o tym za dzieciaka
a dzisiaj macie sami świat wypchany planami
aż co do dnia i nocy i godzin z minutami
wciąż takie same płatki tu jesz po przebudzeniu
widzisz te same japy w drodze do pracy w Dell'u
co dzień mówią ci jaki masz fart
że to zahacza o sen, że wymarzony masz start
że już nie musisz się bać o to co będzie jutro
masz ułożony tu raj, czy to oszustwo?
tu nie ma opcji rzuć to, bo to nie tylko twoje
i planujecie już to, że będzie was tu troje
i niby wszystko teraz wam się układa tu
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół

sukces, pasuje to do ciebie
kolejny awans wkrótce, znów jesteś dumna z siebie
znowu dostałaś premię, czas umeblować ten loved
masz prawie rezydencję jak Lara Croft
już zapominasz swój dom, tylko wysyłasz kasę
i gubisz wagę, bo wciąż na głowie masz tą pracę
żyjesz tym wielkim miastem jakbyś rodziła się tu
i tylko czujesz czasem, że ci mało snu
facet? ty jeszcze masz na to czas
mówię o przyszłym czasie, narazie czasu ci brak
narazie tylko ten raz byłaś z kolegą z pracy
lecz nie udało się wam, bo miał już inną na tacy
tacy nie mają u ciebie szans
kiedy idziesz do zary wydajesz tam własny hajs
i chyba ten pierwszy raz nie żal ci skończonych szkół
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół

dzisiaj nareszcie masz to czego latami chciałeś
zarabiasz dziś na ten sos, masz na dom, na balet
na miłe panie co noc, jak ci się zachce czegoś
i tak masz branie co noc nawet bez tego
ludzie kupują to coś, co im nagrywasz w studiu
analizują to coś, odróżnisz to od kultu?
nie ma już w tobie buntu, jesteś po drugiej stronie
gnojki chcą wizerunku więc ciągle mówią o tobie
ale to już jest wyższy pułap
zrobili z ciebie gwiazdę, wsiąkła twoja natura
zabiłeś ją w tych klubach, wciągnąłeś ją ze stołów
a twoja mała córka czeka tam z mamą w domu
no cóż, taka jest cena sławy
z czasem nie męczą cię już myśli, że jesteś słaby
i bierzesz to garściami i zapominasz ból
a mimo wszystko jednak coś cię ciągnie w dół

[x4]
z dziesięciu pięter w dół, w dół, w dół
Mamy tu funk...dla ciebie
Damy tu rap...jak nie wiesz
Cały ten świat...on jest tu dla nas
Ty mu to daj...na full od rana

Czasami łapie cię dół, życie cię łamie na pół
Czy się załamiesz? ja wiem, że tu to jedna ze szkół

Czasami nie chce ci się budzić nawet
I kiedy budzik dzwoni, dostaje z buły w japę
Ja też to miałem więc się nie łam nic
I zanim zaczniesz testament, łykniesz cyjanek
I ze sznurowadeł zaczniesz robić pętlę
Posłuchaj, co się stało, że tu teraz jestem

Miałem tak z dziesięć lat, z dziesięć kilo nadwagi
Może więcej, nie przywiązujmy do szczegółów wagi
Nie byłem może tak wspaniały, jak teraz
Ale miałem potencjał na super-bohatera
Choć na WF-ach często stałem na bramce
I kiepski byłby ze mnie harcerz
I chociaż na matmie, czasem, wolniej łapałem temat
Dotrwałem do teraz, i teraz

Mamy tu funk...dla ciebie
Damy tu rap...jak nie wiesz
Cały ten świat...on jest tu dla nas
Ty mu to daj...na full od rana

Po paru latach, już w liceum, bracie
Spędzałem więcej czasu na wagarach niż w klasie
Wiedziałem, że to głupie, lecz jak głupie dziecko

Myślałem, że i tak umrę przed trzydziestką
Siedziałem więc na dupie, na krześle
I rosłem wszerz, jakbym miał sponsoring Nestle
Całe szczęście, ziomy, któregoś dnia
W czytniku mojej konsoli nie zawitała gra
Nie mam pojęcia do dat, sorry
I nie pamiętam jak brzmiał ten pierwszy bit z Sony
Pamiętam, że latałem wystrzelony, jak z procy
Z niedowierzaniem przecierając oczy
I gdybyś dziś mnie poprosił o opis tego dnia
Żebym się cofnął do przeszłości
To ja powiedziałbym ci tak - o Bogu wiem niewiele
Lecz był na pewno tam, jeśli tylko istnieje

Mamy tu funk...dla ciebie
Damy tu rap...jak nie wiesz
Cały ten świat...on jest tu dla nas
Ty mu to daj...na full od rana

Przez jakiś czas miałem nowy powód
Żeby nie chodzić do szkoły, być zagrożonym, znowu
Więc, w oczach moich wrogów, z wtedy
Miałem kolejny problem niestety
Do tego dołóż kompleksy, co-weekendowy melanż
Pokłady agresji, której wyżyć gdzie nie ma
I masz tego rapera tylko z dawnych dni
Rodzice
byli źli, czy się dziwić im?
Potrzeba lat, żeby dojrzeć
Żeby zrozumieć, co jest dla nas dobre
Czasu nie cofniesz, lecz jutro i dziś
To to, na co masz jeszcze wpływ
Więc mówię tobie spełniaj sny, olej zawiść i złość
To zawsze wraca i nam daje w kość
Zrób sensownego coś, w całym zalewie gówna
Niech twoja matka będzie z ciebie dumna

Mamy tu funk...dla ciebie
Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej
Czasem ktoś lub coś nam wiąże ręce
Czasem niezależnie czego byś chciał, plany tracą znaczenie
Gdy pada strzał, cziki pał /x2

Byłaś niewinna i czysta jak śnieg
Piątkowa uczennica, dojrzała ponad wiek
Umiałaś spędzać całe dnie w bibliotece
Chłonęłaś sen o całkiem innym świecie
Chciałaś, by tak jak bohaterce z tych książek
Przydarzył ci się piękny książe
Pojawił się tu ktoś, kto coś w sobie miał
Mimo wątpliwości, wymieniłaś z nim obrączki
I padł strzał
Świat przyspieszył w moment
Książe się zmienił, tęskniłaś za domem
Nie poszło chyba nic po twojej myśli
Twój mąż pił, chciał cię bić, spakowałaś walizki
Zostawiłaś w tyle przeszłość
Wróciłaś do rodziny, gdzie cię nie mógł dosięgnąć
Spotkaliście się ponownie na jednej z sal
Sąd pozwolił wam się rozejść
Padł strzał

Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej
Czasem ktoś lub coś nam wiąże ręce
Czasem niezależnie czego byś chciał, plany tracą znaczenie
Gdy pada strzał, cziki pał /x2

Byłaś piękna i smutna
Znów się pojawił ktoś, ale byłaś nieufna
Trwało to, mogło nie mieć przyszłości
Ale ten ktoś czekał, aż nabierzesz pewności
Wymieniłaś znów obrączki z nim
Marzył wam się dom i syn
Chcieliście dobrze żyć, mieliście dobry plan
Lekarz powiedział, że nigdy nie będziesz w ciąży
Padł strzał
Posypały się plany
Wątpiłaś w siebie, może nawet i w was chwilami
I żeby nie bić się z myślami
Zajęłaś się książkami, zaczęłaś nową szkołę
Mijały dni i tygodnie wam
Czasem gdy czegoś bardzo chcemy, wieje w oczy wiatr
Któregoś dnia już nie poszłaś tam
I nie wróciłaś do szkoły, bo byłaś w ciąży
Padł strzał

Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej
Czasem ktoś lub coś nam wiąże ręce
Czasem niezależnie czego byś chciał, plany tracą znaczenie
Gdy pada strzał, cziki pał /x2

Wychowaliście jedynaka jak w bajce
Tak długo czekaliście, aż się przy was znajdzie
Otworzyliście jego serce na ludzi
Za dużo brał do siebie, w końcu się zaczął gubić
Rzucił was, traciliście kontakt
A on tak wiele głupich myśli chował w głowie po kątach
Pewnego wieczora, kiedy się mocno schlał
Widział broń w domu ziomka
I prawie padł strzał
"Nie martw się o mnie, mamo
Nie mógłbym tego zrobić wam, nic mi się nie stało
Nie zawsze bywa tak łatwo, jak chcemy
Nie zawsze można gładko zejść ze sceny
I czasem mamy kiepskie momenty, kiepskie dni
Czasem ja, czasem ty
Lecz myślę o tym, co pokazaliście mi
I czego bym chciał, chcę być taki jak wy
I chcę iść, nawet, gdy pada strzał

Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej
Czasem ktoś lub coś nam wiąże ręce
Czasem niezależnie czego byś chciał, plany tracą znaczenie
Gdy pada strzał, cziki pał /x2
Nie mam pojęcia co się stało ze mną.
Coś zamieniło światło w ciemność _ Negatyw.
Ostatni rok, dwa, miałem ciężko.
Znowu czuję się jak przegrany śmieć, bo
Wszystko się wali prócz tej ściany przede mną.
Mówiłem sobie wiele razy "zmień coś" i zmieniałem.
Byłem daleko stąd. Wyszło na to, że to nietrwałe.
Stoję dokładnie tu, gdzie stałem parę lat wstecz,
Lecz oczy, którymi patrzę zgubiły swój blask gdzieś
Po drodze. Gdyby nie te parę pompek i brzuszków,
Które wytrwale tak robię, co dzień wciąż bym leżał w łóżku.
Nie dorwiesz mnie pod telefonem ziom. Cóż - znów
Nie chce mi się zamieniać z kimkolwiek choćby dwóch słów.
Mam swój dół. Pierdolę odpowiedzi na maile.
Nie chcę odwiedzin, chyba, że masz dla mnie lek na receptę.
Biorę te, które mam, ale zdają się lecieć w próżnię.
Ile trzeba tego zeżreć, żeby nie chcieć umrzeć?

Ref.
Hipotermia,
Zimny wiatr rozwiewa ślad po niespełnionych marzeniach,
Gdzieś tam głęboko na dnie mojego zmarzniętego serca,
A ja nie umiem znaleźć w sobie światła, nawet w świetle dnia.
x2

Chyba mam już obsesję na punkcie broni, huku strzału.
Choć broniłem się zawzięcie podczas wizyt w WKU
To raz na album muszę mieć to ,,click, click, bang!",
''cziki, pow!", ''blow!" albo inny dźwięk.
To siedzi we mnie gdzieś.
Czemu lubię przytknąć do skroni swoje palce imitując ich kształtem kształt broni?
Emocjonalne sinusoidy,
Mój własny mózg funduje mi przeloty od K2 aż po Mariański Rów.
Kiedyś szukałem całej winy w alko.
Przestałem pić, bo widziałem, jak to mi niszczy moralność,
A zależało mi na nas. Miało być łatwo, a w zamian
Zmieniłem się w psującego Ci wyjścia na miasto, chama.
Nie zasługiwałaś na te frustracje,
A ja nie chciałem żebyś kiedyś mnie znalazła z dziurą w czaszce.
Nie raz myślałem o Nirvanie. Jeden strzał,
Jak u Kurta - stąd to "whatever nevermind"
Na mojej klatce. Pow!

Ref.
Zimny wiatr rozwiewa ślad po niespełnionych marzeniach,
Gdzieś tam głęboko na dnie mojego zmarzniętego serca,
A ja nie umiem znaleźć w sobie światła, nawet w świetle dnia.

Hipotermia,
Zimny wiatr rozwiewa ślad po niespełnionych marzeniach,
Gdzieś tam głęboko na dnie mojego zmarzniętego serca,
A ja nie umiem znaleźć w sobie światła, nawet w świetle dnia.

We wszystkich zdaniach w moim życiu głos ma interpunkcja,
To moja dobra, nieodłączna znajoma - autodestrukcja.
Mój wróg number one. Próg w każdej z bram.
Zjawia się bardzo często tu, kiedy zostaję sam.
Jej nie obchodzi czy mam słuszną ideę.
Gdy siada obok, widzę świat przez brudną moskitierę i
Znika wszystko od hajsu, przez karierę do moich fanów.
I znów jestem tym nieśmiałym dzieckiem ze szkolnych czasów.
Rzuciłem wszystko na stół w grze o marzenia,
Jestem szaleńcem, w którym jeszcze tli się nadzieja.
Za darmo nie ma nic. Chciałbym czasem słuchać opinii.
Znajomi pokończyli studia, dziś mają rodziny.
Ja jestem inny. Kiedyś byłem z tego dumny.
Dziś nie wiem sam, czy kiedyś będę szczęśliwy, czy zdechnę smutny
Jak teraz. Lecz wiem, bo przekonałem się nieraz,
Że nie ma co wychodzić z kina, póki trwa seans...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo