Losowe piosenki. Polski Hip Hop

S.Z.W. daje bit, ja na nim płynę
Nawijam teksty przesiąknięte Szczecinem
Przeszywam cię stylem, we krwi mam to
Oddany temu miastu jak Projektantom
Gram w to choć lata płyną
Wciąż stawiamy na jakość, nie na ilość
Żyję chwilą, lecz się non-stop nękam
Za chujowy rap, w chujowych piosenkach
Bit zapętlam czuję drganie membran
Bas rozchodzi się po wszystkich piętrach
Chcemy przetrwać na tych dzielniach
Chcę obudzić Polskę mając tylko ten rap
Jak WWO, wiesz, damy radę
Robimy swoje, gdy inni robią żenadę
Dla nas problem żaden to nieść przekaz
Czekałeś na to, bo wiesz, że warto czekać

[x2]
Rap to blask ulic nocą, gdy świecą latarnie
Rap to słoneczny dzień na blokach zanim zmrok zapadnie
Dar od Boga dla mnie, dla moich ludzi
Braterstwo krwi, czas by Polskę obudzić

Dziś nie chcę obnażać prawdy, wolę obnażać panny
Bo gdy stres wystrzelił kule to ideały umarły
Prawie, w tej chwili są w stanie krytycznym
Lekarze nie chcą nic mówić, ja wiem, że koniec jest bliski
Wiem, że to nie sen wszystkich, tylko mój sen
Musiało minąć trochę czasu żebym przebudził się
Mój budzik to bębny nastawione na rano
I tak dzień w dzień, mówię jak Pezet - wciąż to samo
Rozgoryczony, wkurwiony, sfrustrowany, zły
Mało dobrych emocji na krążek Braterstwo Krwi
Ale mój głos tu jest (nie), nie pieści uszu
Oszukując składam kostkę Rubika w jednym ruchu
Ściskam ten mikrofon mocno, zaraz go zmiażdżę
Może wtedy przestaniesz pytać czym to jest dla mnie
Spierdalaj, jeśli nie wiesz tego po tej zwrotce
Myślisz, że wiesz jak ja myślę?
Ja myślę, że jest wręcz odwrotnie

[x2]
Rap to blask ulic nocą, gdy świecą latarnie
Rap to słoneczny dzień na blokach zanim zmrok zapadnie
Dar od Boga dla mnie, dla moich ludzi
Braterstwo krwi, czas by Polskę obudzić

Nie muszę mieć takich skillsów jak Bigger
Flaternie w szczecińskim stylu wjeżdżam na bibę
Reprezentować mam zaszczyt tą ekipę
Którą znajdziesz na blokach, jak w furze opuścisz szybę
Na przedramionach tatuaż z paru liter
Które znaczą dla mnie więcej niż twoja miłość dla cyfer
Pracuję nad stylem, jak S.Z.W. nad bitem
Na pohybel tym co twierdzą, że ten rap nie jest klasykiem
Mistrzowskim mykiem jest tu przetrwać bez wajchy
Z familią u boku olewając standardy
Bo kto nie jak my wypromuje to miasto
Projektanci stylu niech w Polsce mają jasność
Nie stoję na baczność, bo kurwa nie mam przed kim
Wszystko co mam to rap, browar i bletki
Ten flow jest lekki, bo to miasto ma klimat
Tu każdy blok się buja pod bit, gdy nawijam
Nie zapominam, skąd jestem, gdzie idę
A ty z zapartym tchem czekaj na trzecią płytę

[x2]
Rap to blask ulic nocą, gdy świecą latarnie
Rap to słoneczny dzień na blokach zanim zmrok zapadnie
Dar od Boga dla mnie, dla moich ludzi
Braterstwo krwi, czas by Polskę obudzić
Mistrzem przebrania chcesz być jak Phantomas
Kossakiem rapu arcydziełem widzieć każdy swój bohomaz
Toż to fantazja chora jak to czasem bywa kurwa
I tak wyjdzie szydło z wora jak dziwa na bulwar
Osobowość jest jak kaftan
Opina cię szczelnie i nie zdejmiesz jej sam man
Chcesz być super hero - Batman
Rządzić jak Klepopatra i grać na track jak Sinatra
Ile to jest wszystko warte?
Nie musisz wielki być, by być wielki jak Bonaparte
Stawiam na jedną kartę
Bo nim ty będziesz MC ja zjem cię na starter
Mojej winy nie upatruj w tym
Dla chcącego nic trudnego zawsze znajdzie się rym
A po czasie wyda się, że rap jest ojcem mym
Ty smutasie to najwyżej jesteś pasierb nie syn
Prawda czasem bywa gorzka
By z zewnątrz zmienić się musisz chcieć też od środka
A dlatego który dotrwa jasne są cele, aby móc wiele i kropka
Wyżej dupy nie podskoczysz
Czy nikt nie mówił ci, że tani kit kłuje w oczy?
To co na pewno nas nie łączy
To, to, że nikt nie ma sił i się zmył kiedy kończysz

Kiedy zaczynasz rap nową twarz daje
Jeśli przy nim zostajesz to zaraz odpal tą faję
Kiedy przytrzymasz lepiej podaj ją dalej
Kiedy przeginasz sam fają się stajesz

Rap nową twarz daje, ale stara zostaje
Myślisz, że jestem frajer
I, że się nie zczaję, że ty ciągle udajesz
Ty ciągle udajesz, ty ciągle udajesz
Ty ciągle udajesz, ty ciągle udajesz

Tak samo jak mój brat jesteśmy tu we dwóch
Ej wokół nas jest tłum, mówię bracie ze mną stój
Byłeś sam długi czas tak mój drogi
To w tym hip-hopie czy popie no chopie co tam robisz?
Od kilku lat tu gram odkąd wpadłem na plan
Ja będę raper i kapę każdą wyrucham wam
Dobry pomysł, ale bier się pizdo, idź już do dom
To strata czasu marasu narobisz jo ci godom
HST kapel majster jak na ranę plaster
Dobry chłopak i kropka, wyciągaj tempą blaster
Dab jeden mach, jeden chuj, który raz
Pop'ersów jebać trzeba, krew zalewa i tak

Ty ciągle udajesz
Ty ciągle udajesz, ty ciągle udajesz

Ej wystarczy tych co tańczą jak Stańczyk
Podbita bidny jak mówiąc starczy
Dla nich na tarczy nie z tarczą powrót
Taki los marny marnych podrób
Koszmarny obrót spraw wokół
Jeszcze nie było źle tak jak w tym roku
Lepiej daj spokój weneckim maskom
Może nie brzydkie lecz wróżę im fiasko
Pokaż własną twarz to nie Hollywood
A świat w którym szczerość najwyższą wartość ma
Desi vu tua po której stanąć stronie?
Szacunek i buch albo śmiech i koniec

Szacunek i buch, albo śmiech i koniec

Ja mam to czego nie masz ty, znam ten password
Jak zwał tak zwał nie jest wpisane w paszport
Nie jest łatwo lepiej zmień szybko plany
Bo muzyka cię nie kocha
O ty stary team z tych samych stron
Szybko leci czas w śląskim mieście grzechu
Nie zmieni nas nie ma szans, nie ma blefu
Kilka lat temu jeszcze z wolnym na wydechu dzeciak
Dziś to praca, bo kasa wietrzeje tak jak perfum
Wiesz jak samemu nie da się, napad zawsze w klitce
Więc tu Czarne Złoto Katowice, na to liczę man
Ja chcę muzyki, ty rób hity i dziewice kręć
Szybka zwrota na Emisję grudzień 2005

Kiedy zaczynasz rap nową twarz daje
Jeśli przy nim zostajesz to zaraz odpal tą faję
Kiedy przytrzymasz lepiej podaj ją dalej
Kiedy przeginasz sam fają się stajesz

Rap nową twarz daje, ale stara zostaje
Myślisz, że jestem frajer
I, że się nie zczaję, że ty ciągle udajesz

Kiedy zaczynasz rap nową twarz daje
Jeśli przy nim zostajesz to zaraz odpal tą faję
Kiedy przytrzymasz lepiej podaj ją dalej
Kiedy przeginasz sam fają się stajesz

Rap nową twarz daje, ale stara zostaje
Myślisz, że jestem frajer
I, że się nie zczaję, że ty ciągle udajesz
[Intro]
Mówię wam, chciałbym czasem mieć siłę jak lew,
zabić czas,
zniszczyć po drodze co złe i wylewając na kartkę to co chce.

[1 Zwrotka]
Rozkwita we mnie obraz mojej przyszłości,
gdzieś na dnie serc leży sens obfitości.
Ja siedzę myśląc "Trzeba zabić czas",
Czy mam jeszcze siłę? być może wyjdę z domu coś zostawię w tyle.
W mojej krwi wciąż ferment, wczorajsze promile, W głowie jazgot, barłok.
Nic nie czaję, znam to, mówię "To już ostatni raz, od dziś zero alko!".
Na górze hałas, kłótnia tam gdzie balkon.
Czy ten świat oszalał? czy to film o beznadziejności?.
Każdy szuka hajsu, dalej trwa ten pościg.
O codzienności świat, to w lustrzanych odbić.
Myślę "iść dalej, czy zwrotkę mam już podbić?".
Zerkam na gazetę, postawili kolejny czasu pomnik.
Ile w okół jeszcze paradoksalnych zmian bez końca?
Olej Czas nie łatwo temu sprostać!.

[Refren]
Elo, widzę wszyscy biegną z czasem, wciąż się śpieszą.
Nie kończąca podróż w świecie zła, przemocy!.
Walka z wiatrakami, straty nie przespanej nocy
Ile tego wciąż? jakieś sceny, wciąż kłopoty. 2x

[2 Zwrotka]
Czasem mam wrażenie że nikogo nie rozumiem.
To dzień żywych trupów, jakby wszyscy wyszli z trumien!.
Nie jedyny czystej wody strumień gaśnie, czy to ja jestem zamknięty w swoim świecie właśnie?!.
Jak jastrząb w klatce czekający na wolność, ile czasu musi minąć żebym odkrył zdolność?
która zniszczy wszystkie wskazujące wskazówki.
To czas jest moim panem, wiesz?
Składam ręce na znak pokoju, dziś mam wenę, dziś jestem w nastroju!
Patrzę w lustro, widzę swoją twarz zmęczoną.
Załatwianie spraw na biegu nie jest moją, mocną stroną.
Gdybym się nie zaszył w domu, nie byłbym sobą.
Męczy mnie pośpiech, obmyje twarz zimną wodą!.
Czas zmienia nas, lepiej popatrz na swoją twarz!.

[Refren 4x]
[Ref.] :
To nie truteń Gucio chociaż ostro bzyka
Żaden czeski krecik tutaj nie przyfika
Uszatkowi wciśnie towar
Wychla Koralgola browar
Pszczółce Maji strzeli gola, no bo kolec ma do kolan
On ma cel
Opierdalać się wciąż
Jest zawsze
Po kolędzie, jak ksiądz
W łóżku wali triki sixty nighty sixty
Trzy świnki, patrz
Wszyscy inni znikli

[Sokół] :
Idę po Sró Jerzy pod Witosem,
On nie jeździ tu,
Tylko leczy się browcem
Przy nim kilka sztuk, jak zwykle robi zamęt
Dmucha im balony, z prezerwatyw
Bawidamek
Idę dalej, mignął mi
Janek pożycz ilu takich Janów na tym świecie Bożym
Janek krewi sos, wszystkim ludziom dookoła
Tylko jeden Jerzy krewi, Jankowi stara szkoła

[Ero] :
Jeż pieprzy Maje, ja pieprze beef z Wodeckim
Dziś nawet grzeczne dzieci, będą się bić po lekcji
I niech nikt, nie kpi pod szkołą, jest nie wesoło
Bo Jeż przefiskał, szatnie i wyjarał wszystkim zioło
Podobno potem, gdzieś
Nieopodal kina Jeż
Napadł na poczte przebrany za murzyna
Uciekł, bo zatrzymał tramwaj
Zrobił grinda na szynach
Był szybszy od prądu, nikt go nie zatrzymał

[Ref.] :
To nie truteń Gucio chociaż ostro bzyka
Żaden czeski krecik tutaj nie przyfika
Uszatkowi wciśnie towar
Wychla Koralgola browar
Pszczółce Maji strzeli gola, no bo kolec ma do kolan
On ma cel
Opierdalać się wciąż
Jest zawsze
Po kolędzie, jak ksiądz
W łóżku wali triki sixty nighty sixty
Trzy świnki, patrz
Wszyscy inni znikli

[Ero] :
On bywa tu i tam, krążą o nim legendy
Mówią że france z pigalaka na nim, zjadły Swe zęby
I że ma ostre plecy kaca browcem leczy
Praca, edukacja, są to mu obce rzeczy
On Pottera, uczył latać na miotle
Moczem pościł Hitlera, gdy się ten kopcił w kotle
I nie wiem ile, w tym prawdy
Słyszałem tylko plotkę
Że jako jedyny, w Polsce, latał Katowickim Spodkiem

[Sokół] :
W klubie nocnym, cała bramka furczy
Jerzy, odlał się na bar i się utarg skurczył
Kiedyś na zamkowym, trzej B-Boy'e latem
Przetańczyli z Jeżem, całą swoją wypłate
Zatem ich, dziewczyny miały potem focha
Po kolei, zaliczyły Jerzego i, jego lokal
Idę po mieście, on kima na przystanku
Jerzy Jeż, nie wiejski kulfon w Teleranku

[Ref.] :
To nie truteń Gucio chociaż ostro bzyka
Żaden czeski krecik tutaj nie przyfika
Uszatkowi wciśnie towar
Wychla Koralgola browar
Pszczółce Maji strzeli gola, no bo kolec ma do kolan
On ma cel
Opierdalać się wciąż
Jest zawsze
Po kolędzie, jak ksiądz
W łóżku wali triki sixty nighty sixty
Trzy świnki, patrz
Wszyscy inni znikli
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta stumostów.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta stumostów.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta.

Miasto stumostów miastem pustoty,
mam jazdę po prostu ale nie plotę głupoty,
to to fakty te psotne istoty napadają przez kontakty,
dotykają takich jak Ty,
wsysają wypustakami, wysyłają sygnałami do zamazanych galaktyk,
między szelestem a systemem pgd estem,
mam tam kontakty dlatego jeszcze tu jestem
i bezkarnie mogę dokonać wiele przestępstw.
Puste miasto moim królestwem.

Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta stumostów.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta stumostów.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta.

Puste sklepy, urzędy, apteki,
puste toalety, komendy, biblioteki,
puste petery, puste toyoty.
Miasto stumostów miastem pustoty!
Brak tu bogaczy, brak tu biedoty wy imaginowany motyw jak ???? patefusy
Robię to na co korcą mnie rwące pokusy,
Rano rozbijam cztery ikarusy busy.
Usypiam syty kiedy zjem i się napoję,
swoje dwieście tysięcy i sto cztery pokoje,
hekto dźwięków hekto pokarmów i teatralne stroje,
a mimo to się niepokoję,
bo skoro ma to swoje plusy zatem nie minusy.
Kiedy cisza zalewa mi uszy, zakłuci mi myśli mej duszy,
psychikę mi kruszy - bez kitu.
Chyba odbiję ludzi ze złowrogich rąk kosmitów...

Ej chudzi oddajcie mi tu ludzi!!
Nim budzik mnie obudzi swym metalicznym swądem,
wysyłam sondę które wessie ludzi w trąbę,
wszelki wypadek implikuję hydromagneto pompę.
Yaaa (hahaha) SLU ya,ta

Więcej wrogów niż przyjaciół znaczy ze odniosłem sukces
Chociaż w życiu dopinguje mnie nadal nie jeden kumpel
RPS to o spółce mam silną grupę wsparcia
jak Marcello Mastroianni podczas wielkiego żarcia
Nie ma miejsca na kłamstwa masz tu garść naszych dokonań
dla naszych fanów pozycja obowiązkowa
Chcesz dyskutować, chcesz? ja spytam o czym
Wzrasta poziom przemocy niczym w Kingston więc dosyc?
Na majku Ricardo luz jak Teddy Richardson
choć to mnie robią foty i nazywają gwiazdą
Żeby nie srać w swoje gniazdo to podstawą moich drążeń
Widzę fałsz ludzkich spojrzeń często potrafię go dojrzeć
Znam swoją siłe moc sprawcza plus słowa ponoć bardzo szeroka
Gamma złych zachowań nazywali mnie skazańcem i popaprańcem
Nie wiedząc jak to jest gdy ktoś odbiera ci szansę
Dobrze wie że stoi za mną negatywny elektorat
Hardcorowa ulica nieuleczalnie chora
Każdy z moich kolegów ma tutaj ksywe olewus
Dla nich bardziej popularny niż The Beatles i Jezus

Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam?
Ten świat jest nasz
Nienawidż kurwo nas
To dla nas jest ten hajs
Ty sile dajesz nam SLU GANG

Mój rap nie na list jest zbyt realistyczny
Zupełnie nie podobny do przekazu z telewizji
I co rusz hit klasyczny który gra piracka stacja
Muzyki szukaj w sklepach nie w komercyjnych stacjach
Będąc niepopularnym w pewnych kręgach wręcz wyklęty
Robię wciąż taki rap że mój flow pójdzie im w pięty
Tu gdzie głos cenzora nie umyślnie wskaże fakty które
Bez popity łykną głodne wrażeń nastolatki
Wszędzie tylko fałsz obłuda hipokryzja
Święta inkwizycja szykowali stos dla Ryśka
I kolejne łgarstwo moralne panikarstwo
Które zwalczyłem dziarsko puszczając rap kąty w miasto
Nie Ącki nie kącki żaden z was mi nie nabruździ
Co najwyżej może nasrać jeden drugiemu do buzi
Krótki film o zabijaniu wy sapiecie mnie to nudzi
Bo nadszedł czas rozliczeń i to ja dziś mam ten luzik

Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam?
Ten świat jest nasz
Nienawidż kurwo nas
To dla nas jest ten hajs
Ty sile dajesz nam SLU GANG

Utwierdzony w przekonaniu że tu nic nie da się zmienić
Wciąż bardziej obcy niczym Janusz Panasewicz
Nie daj satysfakcji ludziom którzy wciaż mają cie za nic
Oni śmieją sie gdy krwawisz oni chcą cię dobić czaisz?
Kosze umysły dzieciaków i biorę na to poprawkę
Gdy rozhisteryzowany tłum szarpie mnie za nogawkę
Chcesz wyrazić sprzeciw gestem co zabrakło słów?
Schowaj ten środkowy palec lepiej unieś w gorę kciuk
Na miły Bóg media wciąż trąbią to samo
Porównali mój odpał do pieprzonego Altamont
Czasem mam dość ich pragniesz wolności
Wtedy uciekasz przed życiem jak z pudła Zdzisław Najmrocki
Oto okruchy prawdy zawsze walczę o godność
Rzucam okiem dla mas antidotum na samotność
To żadna podłość lece według wytycznych
Dla tych oddanych fanów którzy są bezkrytyczni

Ja wyjebane mam
I nadal ten rap gram
I co ty zrobisz nam?
Ten świat jest nasz
Nienawidź kurwo nas
To dla nas jest ten hajs
Ty sile dajesz nam SLU GANG
Dlaczego tylu nowych jest co nie wierzą, nie wiele wiedzą a twierdzą że coś szczerzą, dlaczego tak niewielu tych co widzą jak inni szydzą hajs biorą a ciągle bredzą, rap naszą wiedzą...ilu jest takich co tak powiedzą że rap dobrem wspólnym jest niewiedzą, śmieją się z nas Ci co nas śledzą bo dobrze wiedzą że nas wkrótce posadzą bo: wspólnych celów brak, bo wspólnoty nie ma, scena wciąż zmienia się, bo sceny nie ma...HiP HoP miał łączyć nas, dziś to ściema, disy podziały bójki, wciąż ktoś się gniewa, a ja na szczycie nie chce być znam swoje miejsce dla raperów w podzięce nie dla eMCe, kto da dziś więcej?no kto?kto wkłada w
serce w słowa co są poważne jak pacjent w erce, każdy po hajs potrafi wyciągnąć ręce to jest świadectwo prawdy, PDG kto da więcej...??

Ref.
Wnioski wyciągnij, to jest o miłości...Bóg dał nam HiP HoP by nas zjednoczyć...cały czas robie swoje swoje KASTA trwa przez mikrofony...pa[pa]miętajcie...prawda leży po środku...wnioski wyciągnij...ja zawsze będę mówił o tym co sami widzicie...

W całej Polsce teraz 1000 osób, każdy chciałby robic to na własny sposób rządni rozgłosu, wyjścia z haosu, każdy może przecież skorzystać z głosu...to jak uśmiech losu, to jak przychylność głosu...to nowa era, błyskawiczna może być kariera, każdy się stara zdobywać koneksje, zwykle nie ma już czasu na refkelkcsje płyta bardzo szybko nabiera tempa na mocy prawnej komercyjna bomba, marna jak tombak, promocji bomba teraz patrzcie jaki ze mnie chojrak, nagrałem płyte w cztery tygodnie, naprawde długo nosze szerokie spodnie, kumpel na prętce , robił bity i pozostało nam czekać na zaszczyty w tej sytuacji ja jak zaszczuty bez boruty, Wall-Ei myśli o roli buty, po co ten łeb zakuty, łapie sie za te nuty, nie wiem sam na scenie stoje jak struty ale...

Ref.
Wnioski wyciągnij, to jest o miłości...Bóg dał nam HiP HoP by nas zjednoczyć...cały czas robie swoje swoje KASTA trwa przez mikrofony...pa[pa]miętajcie...prawda leży po środku...wnioski wyciągnij...ja zawsze będę mówił o tym co sami widzicie...

Freestyle ja zbytnio gadać nie moge za często sobie maksymą pomoge, freestyle ja już wybrałem droge, freestyle na szybko tworzyć nie moge, nie potrafie jak pomyśle lepiej trafie wtedy gadam jak Tede po stafie, a ty w gazetach szczekasz na fafie, a na scenie biegniesz po parafie.
O mój Boże co mi ten freestyle pomoże, czy łatwiejszy do zgryzienia będzie orzech czy łatwiej wam to wszystko wyłoże jeszcze pare słów na bit położe, oto ja, tak ja jestem tym typem, oto ja, nie patrz na mnie z zachwytem, oto ja od paru lat słowa z bitem tyle, że przeszywa mnie logiki sitem, wybieram tylko, te które nie są mitem w innym przypadku stracił bym wite także...

Ref.
Wnioski wyciągnij, to jest o miłości...Bóg dał nam HiP HoP by nas zjednoczyć...cały czas robie swoje swoje KASTA trwa przez mikrofony...pa[pa]miętajcie...prawda leży po środku...wnioski wyciągnij...ja zawsze będę mówił o tym co sami widzicie...
[WBU]
Ty nie zasypiaj oczu, nie zamykaj, tylko
wstań, zmęczoną głowę tak jak brudne
dłonie włóż pod kran, niech zimna woda
zmyje z twego ciała chory plan, ja wiem,
znam ten stan, gdzie brak siły, cierpliwości,
my chcemy tu jednego, tylko chcemy
normalności i nie róbmy tu z powagi sytuacji
sobie jaj chyba, że każdy już ma wyjebane
na ten kraj i co ma być to będzie, ja
pieprzę, ja tak nie chcę, chcę spokoju, nie
chcę biec, chcę się cieszyć, jebać lament,
postawiony krzyżyk na tych co tu sieją
zamęt, zapraszam do naszego świata
którym tu niejeden chce zrobić to co
Lepper za te bloki w górę kielich, niech
nam będzie tutaj lepiej, ale na to się nie
łudźmy, bo nie było i nie będzie nigdy
zgody między ludźmi, egoiści tego
świata, namoknięci złem szmata nie
zobaczą w tobie brata chociażbyś
padał z głodu z wyboru zdrajcy narodu jak
na polu bitwy, wojenne pieśni, modlitwy,
aby przeżyć to chwycimy się tu wszyscy
brzytwy, co nie mam racji, chcieliśmy
demokracji, wolności, słowa tu i prawo do
wyboru władzy, a nie ma stabilizacji, tu
co drugi młody człowiek, zobacz to na ulicy
jak upada wiara w Boga, patriotyzm i
szacunek do tradycji.

[Massey]

Chciałbyś mieć lepsze życie, lecz co to
w ogóle znaczy, że nie ma na nic pieniędzy
dziecku nie wytłumaczysz, egzystencja na raty,
świat biedy i bogaczy, rodzice nie dają rady, a
dziecko na to patrzy w polityce ściemniaczy
słowa, że tu się poprawi, namawiają byś do
kraju pozytywnie się nastawił, brak
perspektyw wywołuje panikę, rujnując
dzieciakom od najmłodszych lat to życie,
nostalgia, niemoc, przemoc w patologii,
tak bardzo jak ten kraj to nikt mnie nie upodlił,
zapewnić swojej córce normalną życia przyszłość
jest tak realne jak kolejny cud nad Wisłą, znów
coś ci nie wyszło, choć się bardzo starałeś,
idziesz przez to życie sam z pustym futerałem,
ale jednak dałeś radę mimo wielu przeciwności,
a na twarzy twego dziecka piękny uśmiech
zagościł.

[Syn tej ziemi]

Nie chcę trudu jakie stawia nam życie,
nie chcę bólu jakie sprawia nam życie,
nie chcę tłumu na koncertach co nie kuma po
co w ogóle to piszę, nie chcę widzieć płaczu dzieci
walczących o bilet na życie, nie chcę
kobiet na pół gwizdka co te pół gwizdka
robi w domu za pieniądze życie jak igrzyska,
a tu te lat naście, nie chce gówniarzy z tematem
na ulicach co myślą, że są polskim ms 13,
nie chcę słyszeć "wypierdalaj z domu, gnoju
już tu nie wracaj", nie chciał tego, a
zrozumiał, gdy zwołki wyciągali spod pociągu
niestety, życie nie pisane piórem poety,
solidarność ludzi wobec oblicza bezpieki
świata kaleki, to nie mercedesy, drogie w
utrzymaniu kobiety, to zachęca tak jak mnie,
tak i ciebie, jego także uwierz, że do dzisiaj
papierosów rakiety do puszki kolego, spójrz
moimi oczami, patrz z bliska, uwierz w ducha
muzyki tworzących RAP po coś, ludzi bez
nazwiska, właśnie tak, ludzi bez nazwiska.
Ej nie ma jak bat na kac dobra to bat to go pal
sam dokładam rap parę kafli na smak
poranna masa krach czuć samara siódma maza
czy łap łap o krok i zrzut na próg przed blok
upiłem ją i upiłem się jak Blame
no chodŹ pokaż pazurki jak kobieta kot
wiem, że masz w sobie coś to ogień pije klinem
twoje zdrowie bo myśle o niej gdy tak sobie chodzę
co ja robie to skrót dom mój to nie po drodze
a do niej gdzieś na Mokotowie po stronie wschodniej
teraz łeb boli, boli mnie boli, boli
trzecia dochodzi chłopie spiralna Olimp pod blokiem
skocznie mijam bokiem K48 w drodze
na południowy dworzec kiedy znowu się położę w ciepłej kołdrze
dzwoni telefon (cześć kochanie) już jest dobrze

[x2]
Jest moim sprzymierzeńcem
kiedy świat patrzy mi na ręce
wtedy kac jest jak zastrzyk, odczyn obojętny
mówimy światu cokolwiek i dzień jest piękny

Patrzę na to po przekątnej za oknem Polska walcząca
symbol mego miasta znowu dopadła mnie fantazja ułańska
znów nadmiar mnie zastał uderzył w pod czaszkę jak Bóg z wiadra
czwarta flaszka rudej poszła w kwadrans
kto by pomyślał ojej formalności dopełniłby kielonek
dzięki święty bo on wyszedł z twojej ręki
bodajże wczoraj człowiek miał gest a dziś przed oczami ma mgłę
tak jak Ema melanż ciągnie mnie jak magnes
tak było jest i tak chyba będzie zawsze
Może faktycznie powinienem pójść do AA
ale proszę was mam na głowie zbyt wiele spraw
to mnie pochłania więc zamiast w*****iać się
za dŹwiękiem ganiam poznaje ludzi
by móc w pracy manifest ukochanej duszy nucić
są branże gdzie praca nie kłóci się z melanżem
dzisiaj mam kaca ale jadę z tym życiowym tangiem dalej
kac to mój partner wspólnik z którym już się dogadałem
póki mam Muszyniankę jest wspaniale

[x2]
Jest moim sprzymierzeńcem
kiedy świat patrzy mi na ręce
wtedy kac jest jak zastrzyk, odczyn obojętny
mówimy światu cokolwiek i dzień jest piękny

Nie ma jak browar na kaca, wiem coś o tym
*****nę browca na śniadanie, mam takie loty
wychodząc z domu biorę butelki na zwroty
*****nę browca w autobanie jadąc do roboty
motyw kaca powraca i zatacza koło
nie ma jak bat na kac nie ma jak kac na wesoło
kolejny browar kolejny melanż (a potem)
kolejny kac i leniwa niedziela
czas nam spierdziela ja wysiadam
wódy ani pacierza nigdy nie odmawiam
często przeszkadzam chociaż bardzo się staram
dla mnie mój jedyny minus to szkła w okularach
misiu daj browara bo mam kaca
a wiesz tu trza kaca traktować po królewsku
browar na kaca wiem coś o tym
to nie kac mi przeszkadza tylko trzeŹwość sprawia kłopoty

[x2]
Jest moim sprzymierzeńcem
kiedy świat patrzy mi na ręce
wtedy kac jest jak zastrzyk, odczyn obojętny
mówimy światu cokolwiek i dzień jest piękny
Historia oparta na faktach
Historia oparta na faktach
Noc w betonowym lesie
Znasz to?

I mijam
Pierwszy posterunek krawężników
Schiza pizga bangladesz w bagażniku
Siedem dych na budziku
Nikt nic nie gada
Trzy kurwy z psem na poboczu, pizda blada
Lodówa, jedna, druga
Co jest grane?
Telewizja przejechała vanem
Akcja, przejebane
Rzut oka w lusterko
Oczy spizgane
Elo Tomaj wszystko masz skitrane na amen?
Ale cuda się zdarzają
Nagle wyprzedza nas locha
Pełna pizda
Po amplach
Takie chwile kocham
Lizak, halt
Dla nich schiza, dla mnie bal
I zapierdalam przez mokry asfalt w dal
Minęliśmy, było blisko
Pada deszcz ślisko
I wszystko zależy od tego czy dotrzemy tam gdzie chcemy
Jedziemy
Śródka GRU już szmuglujemy
Trenujemy betonowy przemyt
Jedziemy
Skręcam w drugi zjazd z obwodnicy
Spierdalać z Piątkowa trzeba
To się teraz liczy
I czy telefon dzwoni czy tylko mi się zdaje
Betonowe gaje mijam z boku
Na parkingu staje
Ale zajeb
Gdzie ten telefon
Ścisz radio
Tomaj rozpal blaja i podaj
Telefon umilkł
Szkoda kurwa
To pewnie Kulop był
Pewnie siedzą wiesz gdzie
Z Piątkowa lądujemy w mieście
Dobra spoko
Spoko jedziemy
Kontrolujemy wszystko
I stąd do Maxima mamy całkiem blisko
Żabi skok
Chwila moment jesteśmy na miejscu
Centrum wędrówek nocnych pacjentów
Dziękuj bogu że dojechaliśmy cali
Że nas nie zatrzymali choć gandzią z bryki wali
Parkuję na zamkowej
Czuję deszczowej nocy powiew
Gaszę silnik i odwijam worek
Gaszę silnik i odwijam mijam ciemne kamienice
Z za zakrętu neony klubu widzę
Drzwi, kręte schody w dół
W kiejdzie spocony wór
Znajomych głosów chór
Driny, browar i szum
Obcinka nie ma psów
Siema, siema kto jest tu
Jest Kulop, Rafi, Trup
Cała klika tu
Zbite beczki
Siedzimy, pierdolimy co w ogóle
Mówię wuchta psów a ja mam przypałową furę
Co pójdziemy na górę?
Weź skręć parę jointów, parę lolków ze ściepowych worków
W kiblu szybkie ruchy, się wie działa wprawa

Czacha dawaj
Odwijamy na górę Przemysława
Zabawa trwa, trawa browar chowam towar w kiejde
Myślę do góry wejdę
Te parę kroków przejdę
Kominiarki, długa broń
Ręce na maskę, trzepanie
Pierwsze pytanie, zaczynają kurwy taniec
W katanie wór parzy
Wokół wuchta gliniarzy
Mój los się waży
Znów cud się wydarzy
Ręka, kiejda, zimny pot z czoła spływa
Co masz w tej kieszeni?
Szorstki głos się odzywa
Pralnia, czas zwalnia
Ręka wędruje do kiedy
Jeszcze trzymam na wodzy nerwy
Odwracam wzrok
Zaraz zaraz chyba nic nie znalazł
Ja pierdole
Cuda się zdarzają
A jednak
Takie czasy Bo to Polska
Nie elegancja Francja

Tak to wygląda
Budze się co rano z japą wygrzaną, z pustą kiermaną
Czasu jak zwykle za mało, do dwunastej się zapierdalało
Trzeba wstać, a oczy spuchnięte
Kolejna ustawka za następnym zakrętem
Brak chwili, żeby podelektować się skrętem
Puszczam po sieci sygnał, mijam żula, który trąbi poranny hejnał
Chuj! podsumowanie to nagranie, a czy ukazana różnica
Zip nie burak, ani nie woźnica wtedy nie ściemnia
Na pochybel temu kto go oczernia, to wszystko

x2
Takie czasy Bo to Polska
Nie elegancja Francja

Diody na sprzęcie wybijają rytm jak werbel
Sokół i Jędker prosto nie pokrętnie
Mówie tak to wygląda ściany, które kiedyś były białe
Żaluzje, brak firanek to nie iluzje, choć niektóre lica nastukane
Kolejny ranek, zastał nas, ta (ta) no i co? (co?)
Inny dzień takie samo pomieszczenie
W Witrynach Odbicia, ja się nigdy nie zmienie
To wygląda tak kolejne zgromadzenie
Dym, chętnie bym coś obrządził, a ty byś gwiazdo skończył
Mącić, błądzić, rządzić i pierdolić
Byle rym dla rymu, ilu takich skurwysynów
To nie aluzje na później, ty byś chciał bardziej cool i luźniej
Ale bywa różnie szkiełko przykurzone
Dookoła płyty to nie hity z satelity (stereo)
Pamiętam przełom osiem-osiem osiem-dziewięć, mam to przed oczami
Kierowca i karusa jedzie literkami ze Smerfami
Wyklejony Bogdan sześćset siedem puszki po napojach szoferkę zdobią
W wielkim walkmanie mam ze sobą pierwszą kasetę rapową
Kiwam głową, myśle jak oni to robią
To był folklor pol-kolor teraz tak to wygląda
Jesteś w tyle nie znasz się na nowych prądach
Kto jaką drogę obrał taką ma ważne kto rade da
Rap gra, polska wersja, nie przy cudzych mercedesach
Z pożyczonym złotem na zdjęciach jestem naturalny
Taki jestem, nie strugam kozaka
Tylko operuje wierszem i dźwiękiem diody na sprzęcie
Znów do rana ja i moja kompania koncertowymi plakatami wyklejona ściana
Pod oknem fotel, to nie hotel, to wynajęty pokój
Który mi wpierdala całą flotę może gdybym skończył dobrą szkołe i miał robote
Mama mówiła odrób lekcje, ja wolałem jak Jędker z dyktafonem na ławeczce
Kleić teksty pierwsze co nie znaczy, że do końca życia tam jest moje miejsce
Elo, elo, elo

x2
Takie czasy Bo to Polska
Nie elegancja Francja
Witamy państwa na pokładzie naszych linii lotniczych
Lot będzie trwał 2 godziny 45 minut
Mamy nadzieję, że dolecicie spokojnie
zapiąć pasy w miejsce przeznaczenia
Nie skromny syf tak, wykupione macie wczasy właśnie na tej wyspie

Nie skromny syf, dzisiaj All Inclusive
I nie będzie mi wstyd jak chcę zrobię hit
Przelot, już lecę, na pokładzie są hece
X.O. Hennesy, wiecie kto rozkręca imprezę
Biba pod palmą, wypijmy za tamto
Rum z Colą, Fantą plus Smirnoff z wkładką
Zbyt często nie rzadko, to jest niezłą gratką
Nie skurwiel z posadką tylko ze slumsów szczeniak
Twe szanse oceniam, czy zdobędę tę panią
Tak patrzę sobie na nią no i wołam - siamano
Sympatyków mało [?] czas wygrzać
Póki młody korzystać, wiem, że nie każdego stać
Ja nie będę się śmiać i wypiję wasze zdrowie
Też kiedyś nie mogłem, nic nie miałem - pokój człowiek
Tak całe życie sobie nic nie robić tylko leżeć
Nażreć się do syta, mieć co palić, w to nie wierzę
Trzeba zapierdalać, by to wszystko móc opłacić
Mówi o mnie kilku - jak ten skurwiel się bogaci
Za swoje mam to wszystko teraz możesz się wkurzyć
Ale życie chcę brać tylko w systemie All Inclusive
Za swoje mam to wszystko teraz możesz się wkurzyć
Ale życie chcę brać tylko w systemie All Inclusive

Tak, tak, właśnie tak
All Inclusive...

Przyjmij to do wiadomości nigdy już nie będę pościł
Dla nędzy brak litości syf eliminuje sprawnie
Swe sprawy ogarnę i gdy czas jest to się bawię
Usypane mam na ławie czasem nastrój se poprawie
Przy wzmocnionej kawie w towarzystwie pięknych kobiet
To nie jest fajne życie lecz niestety bardzo drogie
Nie będę się tobie tłumaczył, żem rozrzutny
Że wydaję euro, funty, nawyki? jesteś smutny
Bo ja nie jestem butny? Rycha pycha nie pożarła
Nadal brak tu lansu chociaż lubię rozgardiasz
Jay M.D. Remy Martin, pół serio pół żartem
Z koleżką nie palantem na kwadracie trwa impreza
A osiedle plotkuje, a policja mnie namierza
A zazdrośni się wkurwiają, a ta suka nie dowierza
Że ze mnie kawał zwierza, nie odmawiam pacierza
Tylko All Inclusive mówię ci - to wam polecam

All Inclusive...

Full opcja radosna tak prosta, że aż czasem
Myślę, że to wszystko się nie dzieje sie naprawdę
Wtedy szczypię się w ryja i dziękuję za to sobie
Bo prawić standard życia możesz prawie zawsze, gnojek
Często tak mówią, lecz za moje imprezują
Nie stawiam byle sukom, byle szujom
Pejowce częstują, tak już było lata wcześniej
Kiedy mój starszy brat rozpierdalał swoje czesne
Kieszonkowe te kwestie nikt z nas nigdy nie był skąpy
Że po szkodzie człowiek mądry to normalne ale szalej
Zdarza się przejebać kwoty, których nie wymienię
Talent mam do wydawania, mam do zarabiania
Wiem w co się uwikłałem, a, że chciałem to wydałem
Najbardziej zarobiony raper w III RP
I w IV też tak będzie, a jak nie to będzie pech

All Inclusive...

Jak wylądujemy to już będzie pełna pizda
All Inclusive, właśnie tak
Nieprzytomne spojrzenie, a w oczach dużo smutków,
Wzrok skierowany w ziemie i nie zdaję sobie sprawy, że
Znów nie będzie słodko, gorzko jest już w kubku,
Choć coraz częściej sypie cztery cukru i dwie kawy.
Dziś zamknij pysk, mówią, zamknij pysk,
jak masz żyć jak gówno idź płakać sobie gdzie indziej.
Trudno, nie będą mówić mi, jak mam żyć.
Jak mam pić - pójdą ze mną, a jak płakać - nikt nie przyjdzie.
Pytam, czy tu będą, oni ręczą, że tak,
Potem wchodzi szereg spraw, których być tu nie powinno.
Nie chodzi tylko o hajs, ale nie chcą mnie znać,
Z tym, że sam dużo wcześniej zapomniałem już ich imion.
Coraz więcej znajomych, coraz bardziej samotny.
I czasem piję sam z żalu, że nie mam z kim pić.
Dwa miesiące nie napisałem ani jednej zwrotki,
Dwie propozycje, by wyjść na legal, ale nic.
Rap nie dał mi szczęścia, dał trochę hajsu w dłonie.
Co, mam się nie przyznać? Bo co kurwa, nie wypada?
I amerykańska firma dzisiaj jest moim sponsorem,
A jest we mnie taki stres, że sobie nie wyobrażasz.
I co mam kurwa znowu płakać, że jest mi niedobrze?
Daj spokój, nie przemęczaj oczu, szkoda Twoich łez.
Są ważniejsze sytuacje, gdy potrzebne są te krople,
Kiedy opłakujesz pogrzeb, albo opijasz chrzest.
Chciałbym płakać ze szczęścia i wylecieć kiedyś w przestrzeń,
I widzieć równocześnie te lodowce i pustynie, jak niewielu.
Za to wielu przeżyje w chuj bólu jeszcze,
Kiedy wracając do domu poczują kadawerynę.
Ty sprawdź co to, ale jak mniej wiesz, to lepiej śpisz,
Chociaż fartem dla Ciebie jest już to, że śpisz w ogóle.
Ja zasypiam o trzeciej, albo czwartej, albo dziś nie śpię wcale
I nie płaczę już, choć znów się dzielę bólem z Tobą,
A Ty jak chcesz, to pierdol mój rap, przecież nie będę płakać.
Bit rozpierdol ostry , czacha znów zaskoczy
Oczy w oczy , wysoko kroczy proroczy sen mocy
Wypierdala jak z procy , nigdy mało nigdy dosyć
Pisze wersy o północy gdzie niejeden słyszy głosy
Gdzie niejeden mówi posyp nosy , przepełnione losy
Ważą się zbyt szybko mija , czas zawija się jak zwija żmija
Zegar , legar ciężki tak to robię , jebać resztki
Gdzie zamieszki ? Tu na bicie DDK tak to idzie
Zapisuje to w zeszycie zszycie muzyki z wokalem
Wole to niż zamuł stale , Twoje zdrowie - se zapale
Co mi szkodzi ludzie młodzi daj się wyszaleć choć tak
Życie życie coś nas zżera jak ten pierdolony rap
Idź na opak idź na wznak , leć pod prąd kituj , kituj
Weź nie pierdol farmazonów , weź nie opowiadaj mitów
Pitomani , pseudofani , najarani oparami
Przed monitorami cwani , myślą że są kozakami
Hejt notis great wait , z chuja wyrwani
Razem ponad kilo , Ci tłumacze kurwo zamilcz
Stany , niepokojącego lego , burzącego dobro
Runąć mam dlaczego ? Nie wiem , to chyba ta ludzka skromność
Nie powie Ci w oczy , obraził się chyba
Albo się wstydzi pierdolony interwyga
Może jeszcze nie dowidzi bo nie słyszy na pewno
DDK solo cztery, leci lepa na ścierwo

REF - Wszystkie kurwy podpuszczają , chcą premiery no to mają
Niech gadają , niech się srają , niech się plują i poczują
Mają za zadanie pranie , tym razem , ja mózg wypiorę
Sprawy biorę się zajmuje , czuje że ich wypierdole

Na kurwe leci taboret , na pewno zawistny pet
2012 - właśnie , koniec to wkręt
Co za męt i takie tam , pełna śmiechu beka beka
Naturalnie przestań przestań bo nie skończę dziś przyrzekam
DDK , RPK , ceka, nie czeka , daje CI przekaz
Lekarz nie pomoże , koncert , wypełniamy loże proste
Za spalonym mostem postęp , zbudujemy lepszy świat
Komputery są dla ludzi , nie internetowych szmat
Dawaj brat dalej dalej , otwieramy dzisiaj gale
Adrian MTK na pałę , pierwszy numer tak wybrany
Podjął decyzje samemu , chyba nie miał z tym problemu
W morde pierdolona blać kurwa mać , toku nie mów
Trenuj trenuj jak chcesz być lepszy , nic się nie spieprzy
Chyba że dopuścisz hieny , sceny , mogą się napiętrzyć
Lepszy lepszy każdy chce być ten pierwszy
Gdzie słabości , możliwości , znajomości , wszystko się pieprzy

REF - Wszystkie kurwy podpuszczają , chcą premiery no to mają
Niech gadają , niech się srają , niech się plują i poczują
Mają za zadanie pranie , tym razem , ja mózg wypiorę
Sprawy biorę się zajmuje , czuje że ich wypierdole

Głowe Ci męczy czasem dość tych gości w środku
Te wkurwienie kiedy męczy w obręczy zabij w zarodku.
Chciałby żyć i pewnie żył by dla ciebie Nie urodził się przecież na zamówienie A parę lat później miałby pierwsze marzenie Jeszcze trochę i budowałby przyszłość Gdyby nie rodzic, który zniszczył mu wszystko Worek foliowy, a w nim niewinne dziecko Przecież to nie jest kurwa miejsce dla niego Szok! to szokuje, społeczeństwo się truje Wiadomości, o kurwa mać znów musiało się to stać Nie ma innego wyjścia - jak to nie ma? Dom Dziecka, Wielka Orkiestra i Opieka Społeczna To jest po to, życie cenniejsze niż złoto Wiesz, zabijając jego zabijasz siebie też Zabijając jego zabijasz siebie też Zabijając jego zabijasz siebie też
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo