Losowe piosenki. Polski Hip Hop

Przedziwny swąd nagle miastem zawładnął
Jakby na miasto wielkie gówno spadło
A tu kapnęło mi coś w oknie nad uchem
Obudziłem się mokry jakbym spał pod kożuchem
Potąd mam już tych potwornych przypadków
Ewidentnie coś tu jebie, to nie zapach bratków

Jestem w potrzebie zaraz wiedzieć, co się dzieje
Otworzę okno, coś zobaczę, wiatr mi smród wywieje
Patrzę – a tu grupa gówniarzy
Siedzi na ławce i jakieś gówno smaży
Siwy dym, silny smród, siny ranek

Kto by chciał się raczyć, ten ma raczej przejebane
Pomyślałem, „co za syf tuż po nocy”
Niezłe gówno musi być, bo aż szczypie w oczy
Więc ubrałem się, co koń wyskoczy
Opierdolę tych gówniarzy, miałem sen proroczy
Patrzę a tam idą kumpla starzy, stary uśmiechnięty jakieś gówno ma na twarzy
Babka idzie obok, bez komentarzy, Gówno jak ozdoba chyba jej się podoba

Wszedłem do sklepu kupić cos na śniadanie
Reklamie gówna przypatruję się na ścianie
Łapie za chleb, jeb! I w kolejce staję.
Sprzedawca jakieś gówno ludziom wciąż sprzedaje
Co to?! Gówno błyszczy jak złoto
Może ja wydziwiam ale zadziwiam prostotą
W koło leży to to, namacalne

Młode gówno, obok stare jak rysunki skalne
Dość mam tego, mówię prosto
Konfrontacja ta zakończy się ripostą
Nie zakrztuszę się już ta ością
Zburzę gówno w murze jak tą ścianę nośną
Jak to zrobię? Powiem grzecznie, otóż ja ją wypierdolę własnoręcznie
Wielką dziurę w murze gówna
Czerwony Album to dla gówna będzie trumna
Posłuchaj tego jeśli wiesz o co biega
Pięć, dla każdego który gówno to dostrzega
Dab ci sens dał, nie będę się już więcej znęcał
I tak to zbyt gówniany temat żebym się rozkręcał!
Fokus
Powiem powoli , czego nie uczą w szkole
Prawda nas wyzwoli , wiem to bo wiem to boli w oczy kole
Uczą nas jak nie myśleć brat w imie kontroli
Nie robisz nic , a świat poddaje się ich woli
Powoli , od początku Boga nie ma
Nikt go nigdy nie widział .co? masowa schizofrenia?
Jesteśmy sami , logika jest nieubłagana
Odkąd kręci się ziemia zabijamy w imie Pana
A Twoja wiara została wykorzystana by zabić
Nie padnę na kolana przed mordercami ubranymi w habit
Kto ma największy zysk ? kto ma najbardziej uśmiechnięty pysk ?
Kto się najlepiej bawi ? pogrzeby i chrzty i prezerwatywy w Afryce
Ktoś chyba kpi w żywe oczy i ma tajemnice , a Ty
Otwierasz oczy , rozszerzają się źrenice , bo My rodzimy się i umieramy sami by
Zostać oszukani i myśleć , że coś mamy gdy , nie mamy nic mamy być
Sługami z przywilejami i żyć tylko wtedy gdy jesteśmy zdolni do pracy
Zapłać ZUS zapłać KRUS , potem zostaw coś na tacy
Tacy biedacy polacy to patrioci , płodzić nie usuwać bez znieczulenia urodzić
Z szabelką na czołgi do dziś , co mnie to obchodzi
Wiesz o co mi chodzi , rób to co możesz zrobić bo

Vienio
Nie da żyć się bez wody , zdatnej ludziom do picia
Choć trucie jej dziś to chyba zwyczaj
Smog zamiast powietrza , weź pooddychaj
Z Tego bilansu sam siebie rozliczaj
Bez zdrowej żywności mogą być trudnośći
Masz wątpliwośći? Zobacz otyłych w stanach
W ramach programu "Żyj ekologicznie"
Warzywa modyfikowane genetycznie
Bez kasy praktycznie , statystycznie giniesz
Pomyśl o biedzie gdy ją na ulicy miniesz
Trybem w maszynie systemowi przynależny
Od tak wielu rzeczy jesteś zależny
Bez miłości matek świat by chyba zdziczał
Tak jak bez przyrody-natury oblicza
W okolicach wojna słychać na gruzowisku
Nie da się życ w takim środowisku

Fokus
Marmurowe zamki , kośćioły nowego Boga , banki
Całe życie na kredycie , całe życie obiecanki
Jak to jest dowiedzieć się , że nie masz tutaj szans i
Że możesz dorobić się ale w Irlandii i Anglii
Będzie gorzej , chyba sezon polowań otworzę
Gdy nie daj Boże wyląduję w szpitalu pod nożem
Mowię Ci strach się bać o każdej porze
Popłakać się czy śmiać? Nic nie pomoże
Mamy butelki z benzyną i kamienie
W literze prawa manifestacja to zgromadzenie
Otoczyć ich policją niech mają swe przedstawienie
Ta demokracja napawa mnie obrzydzeniem
Obawiam się , że nic nie zmienie mam przeświadczenie
Że błagam o zauważenie
I byłbym się nim napawał gdyby nie to , że moje istnienie
To moja prywatna sprawa , bo teraz pieniądz jest w cenie
Sumienie to jakiś kawał
Jak będziesz miał wtedy będziesz wydawał i będziesz chciał
Zaspokoić sztuczne pragnienie , świat będzie chciał
Sprzedać Ci Twoje marzenie , to będzie czyjeś marzenie
Żebyś je kupił baranie po cenie naj
A i tak kraj może Ci je zabrać
Kupuj wspomnienia najlepiej na wyjazdach
Raz , dwa mija czas zabija nas rutyna
Zawija się blancina jest i butelka wina bo !
1. Jedziemy!
Powiedz mi, jak tam wrażenia?
Nadal jesteś w szoku?
Zadajesz pytania, ciągle jesteś w amoku.
Nic mnie nie wnerwia bardziej niż ludzi pazerność.
Każdy z nas ma ją w sobie zawsze może wyjść na zewnątrz.
Chcesz to pierdolnąć? Wiesz, że nie masz racji.
Ciągłe rozmyślanie doprowadza do wariacji.
W tej intonacji może zabrzmieć to komicznie -
pierdol to wszystko zawsze patrz optymistycznie!
Komu wyjebane, temu dane będzie.
Tak podobno mówią, bo podobno tak robią.
Wiesz jakoś nie potrafię, nie jestem idiotą.
Rymów konstruktor, amator, co Ty na to?
Czy zima czy lato zawsze gram prawdziwy hardcore.
Ten kolejny dzień wiąże się z kolejną walką
i chcesz tego czy nie, jesteś jak na morzu z tratwą,
więc licz na siebie, tylko na siebie!

ref : A ja mam własny sposób na życie,
bo ja sam zawistnych ludzi widzę,
więc ja sam, na siebie liczę,
a mianowicie w słowa w zeszycie.

A ja mam własny sposób na życie,
bo ja sam zawistnych ludzi widzę,
więc ja sam, na siebie liczę,
a mianowicie w słowa na bicie.

2. Może gadam, lecz nie pomagam.
Nadal, w mig, nagle walka,
wpadasz, to szantaż, jebany
czuj głód lub chłód więziennej ściany.
Dobrze dobrany jest ten system dla skazanych.
Znajdź prace, świetną płace - kurator Ci mówi -
bo Cię wsadzę! Masz obowiązek pracy i nauki.
i co poradzę na te jebane banialuki
Nie znajdę fuchy, jestem karany, a nie głupi!
Co, se kupi taki? za 1300 pensji opłaci dom rachunki,
lecz czy nakarmi dzieci? Kurwa Ci poleci, kurwa Ci poradzi,
psychologa poradnie system zgrabnie wprowadzi,
dać Ci wolną rękę, choć naprawdę na łańcuchu,
gdzieś w Polsce pięknej, bez żadnej opcji ruchu.
Ja mam szczęście, ludzi, którzy mnie kochają,
ogarnę się sam, lub zajebie się starając!

ref : A ja mam własny sposób na życie,
bo ja sam zawistnych ludzi widzę,
więc ja sam, na siebie liczę,
a mianowicie w słowa na bicie.

A ja mam własny sposób na życie,
bo ja sam zawistnych ludzi widzę,
więc ja sam, na siebie liczę,
a mianowicie w słowa w zeszycie.

3. Te wszystkie doświadczenia, co zbierasz przez lata, chłopak
i Ty dziewczyno, dojrzewają jak wino.
Nauka na błędach, uczy nas jak potem przetrwać.
Byle tu dotrwać i w tyle nie zostać.
Los nie może, przecież zawsze wszystkim równo rozdać
i z szarego tłumu wyłania się Twoja postać.
Wykorzystaj talent w pełni, a sen się spełni.
Zawsze to powtarzam, zawsze siebie pewni!
Choć wielu z nas odeszło, nie dało tu rady,
to wiele nadziei i wiary mam w sobie, stary
i choć mam koszmary, jak widzę co tu się dzieje.
Widzę jak sam diabeł prosto w ryj mi się śmieje.
Jak wiatr w oczy wieje, inny z radości pieje.
Ty licz na siebie, bo na kogo możesz bardziej?
Wolisz lać w gardziel, czy wziąć się do pracy?
Tyle pytań, odpowiedzi, wiesz co to znaczy?

ref : A ja mam własny sposób na życie,
bo ja sam zawistnych ludzi widzę,
więc ja sam, na siebie liczę,
a mianowicie w słowa na bicie.

A ja mam własny sposób na życie,
bo ja sam zawistnych ludzi widzę,
więc ja sam, na siebie liczę,
a mianowicie w słowa w zeszycie.
[Scratch]

Prawdziwy chłopaku, ja nigdy nie będę sztuczny
ci sztuczni chłopacy nigdy nie będą prawdziwi
niech cie to nie zdziwi,gdy zobaczysz ich w lodówce
niby nie chcą do tv,ale chcieliby na stówce być
to marne kity jako widz nie bądź głupcem
lepiej niech napiszą CV,skończą na przebudówce
pracy hufce dla nich wino w reklamówce
bo niby padają kilosy a zjeżdżają po lufce
pseudo prawilniacy,w ryju tylko kozacy
a jedyne co ukradli to monety księdzu z tacy
zero stylu,zero prawdy,zero klasy
przed kamerą jak kamienie poza nią pajace jak pan kracy
wszyscy tacy sami,wszyscy tak samo ubrani
nie potrafią już powiedzieć kogo stali się klonami
z marnymi rymami chcą zaświecić wielkim blaskiem
a dają tyle światła co robaczki świętojańskie

[Scratch]

Mówią ci o kryminale choć nigdy tam nie byli
będą mówić ci jak żyć chociaż nigdy tak nie żyli
już trochę wypili chwalą się o grubych ruchach
ale to są zwykłe pionki,na komendzie walą z ucha
dupa krótko ty kurwa urka burka
ulice to ty znasz chyba z własnego podwórka
ulica mówi mi,że za chuj cię nie kuma
jeśli chcesz to powiem ci co naprawdę znaczy juma
tylko po co,mam się kiwać jak małolat z procą
więcej do powiedzenia ma ten co cicho jak posąg
mogę iść boso,ale nie sprzedam prawdy
nie raz oddany pod sąd pokazałem ilem warty
oni jak harty zapierdalalają swoje gówno typu szanty
to wy żołnierze sparty ,odkrycie swojej karty jestem na was anty
jak na ich troje zawsze będę bronił swoją troję

[Scratch]

Kto powiedział że mocny MC ma mieć dres
kto powiedział że ja mam wyglądać tak jak ty tego chcesz
łysina i kaptur,to nie jedyna broń
bo prawdziwą broń ma też ten ziomek w koszuli Louis Vuitton
wasz świat nie wychodzi nad krawężnik,na tych samych tematach każdy z was się zapętlił
prawdziwy potop tej naciąganej prawdy,trochę tu pozamiatam za śmierć waszą zapalmy
jak halny miniecie sezonowcy bo to prosty schemat jak profil milczącej owcy
a prawdy łowcy widzą was lepiej ode mnie,
podrabiani hip-hopowcy właśnie toną wasze brednie
gdzie wasze korzenie,chyba tam na dyskotece
wychowani na techno,wychowani na fecie
robię z was przecier,sprzedam go na tandecie
wypierdalaj raz na zawsze nie ma cie na mej tapecie
- Gnój wyrzuciłeś?
- Wyniosłem.
- A kurom to Ty nasypałeś?
- Nasypałem.
- A Ferrari żeś zatankował?

Donatan... Równonoc... BRX, Kajman...

Ref.
Nie lubimy robić, lubimy się wozić.
Ty wiesz o co chodzi, hymn dla wszystkich Słowian.
Nie lubimy robić, lubimy się wozić.
Ty wiesz o co chodzi, hymn dla wszystkich Słowian.

BRX
Nie dla nas robić w polu, to wiedziałem już w przedszkolu
Potem przez całą szkołę pozdrowienia dla profesorów
Nie dla nas gruba tyra, nie chce nam się wychodzić z wyra
Jest robota, dajemy dyla, pijemy wódkę, jest psycho killa
Gdzieś z kumplem siejemy lenia, mamy w chuj spraw, jest rozkmina
W wiejskim barze szamiemy śledzia, co przynosi nam pani Krystyna
Zalewamy go spirytusem, robimy bałagan i to jest kluczem
Nic mi się nie chce, nic nie muszę, nie ukrywam, że mam słowiańską duszę
Odurzam się niezłym sprzętem, nie mam roboty i jest pięknie
Nie masz siły, to jesteś ze mną i ja to potwierdzam i to jest święte
Jedziemy sobie z wyrobem, a mamy tu tego pełne zastole
Jest tu Donatan i kilku kumpli, którzy się drapią leniwie po czole
O-oł, co oni tu robią, mój kochany Boże?
Tak wygląda tu równonoc, miło powitać, tu jest dobrze

Tu jest dobrze, tu jest dobrze ziom... To jest równonoc, Borixon, Kajman... Tak jest.

Ref.
Nie lubimy robić, lubimy się wozić.
Ty wiesz o co chodzi, hymn dla wszystkich Słowian.
Nie lubimy robić, lubimy się wozić.
Ty wiesz o co chodzi, hymn dla wszystkich Słowian.

KAJMAN
Nie mam czasu za w czasu się martwić, w banku nie mam kasy
Jak każdy młody Polak, mam w chuju ZUS i podatki
Cały rok chcę żałować, tyrać w pocie czoła na wczasy
Marzyć o szklanych domach, obserwować giełdowe wpadki
Kitraj, hajsem ściany upychaj, zważ go na psy, bo jeździ przypał
Lolek i joint, i oddycham, nie chce mi się robić nic dzisiaj
Witam, tak Michał wita, gruba impra, jak u Rycha
Odpalam konsolę i spliffa, z ziomem w PS'a pykam
O-o-oł, gdy dzwoni domo-o-fon, ktoś chyba ma do-o-ość
Głośna muzyka, odbieram - sygnał zanika
Mama mi mówiła, ziomek: "Ucz się, pracuj, zdobądź żonę."
Tata na to: "Baw się chłopcze, jeszcze się urobisz po łokcie."

Ref.
Nie lubimy robić, lubimy się wozić.
Ty wiesz o co chodzi, hymn dla wszystkich Słowian.
Nie lubimy robić, lubimy się wozić.
Ty wiesz o co chodzi, hymn dla wszystkich Słowian.
Jest 1:20 pokój zasnuty mgłą spokoju
Znowu piszę w nocy, ciepłe poczucie komfortu
Nie buntuję się, odeszły gdzieś miny gniewne
Dziś spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie
Patrzyłem w lustro zły na to, co widziałem
Świadom błędów, lecz wciąż wśród uczestników pędu
Tour De Życie pali rubę, taka skala
Kocie łby, krew, pot, łzy ciągle się wywalasz
Obojętne jak się starasz dobro nie wraca
Bo wcale nie jest powiedziane, że dostaniesz coś od świata
Dlatego niczego nie pragnę, jest jak jest
Cokolwiek przyjdzie jutro wezmę za dobrą monetę
Chociaż wolę uciec stąd jak najdalej
Wiesz, świat jest piękny, życie też tylko ludzie nie
Jest problem, nikt go nie widzi jest ekstra
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Zamiast bić się z losem wolę stanąć obok
Jestem, już za mostem wiem, że kolejny mam przed sobą
Obojętny, bo niewiele zależy ode mnie
Dałem spokój, trąbka w radio przecież gra tak pięknie

Telewizja jutro pokaże nam jak
Bomby made by ludzie spadają na jakiś Bagdad
W faktach pokażą znowu śmierć z bliska
A za rok wymyślą i kamerę zmieszczą w pociskach
Poznałem zasady gry, mam dość - ja odpadam
Nie chcę tego, a ktoś wciąż próbuje mnie zabawiać
Bój się, nowości kupuj, chodź jak po sznurku
A świat wychowa sobie pokolenie głupców
Wolę oglądać chmury, słuchać gwiazd
Wolę słuchać oddechów ulic w sercu pięknych miast
Wolę spacer po Nibylandii z nią za rękę
Wolę uciekać na oczu jej oceany bezkresne
Szczęście znajduję blisko jest w środku
Ja szukałem długo, ale w każdym kryje się ten skarb
Problem, rozwiązanie trzymam w rękach
Chodź kochanie posłuchamy jak oddycha wszechświat
Zanim historia się zacznie nie zrozum mnie nieopatrznie,
też jestem z tego narodu, znasz mnie jestem Polaczkiem,
w takich chwilach jak ta, ten naród to Ty i ja,
jest nas czterdzieści milionów, znowu razem to straszne,
za chwile znowu nas nie ma, chwila szybko minęła,
naród na chwile się spina, bo jest potrzeba na teraz,
za chwile każdy osobno, każdy jest ważny ma godność,
popatrzmy na to na chłodno, czy tak by zostać nie mogło?

1)
Dziewiątego kwietnia grałem koncert gdzieś w Polsce,
normalnie granie i chlanie, i afterparty no proste,
padam na morde nad ranem, towarzystwo pochlane,
to rzeczywistość, jak wstane wróce do domu na taniec,
dziewiąta rano telefon, przecież zasnąłem przed chwilą,
to dzwoni mama, wybierz inną pore jest miło,
ja nie odbiore, za drugim i za trzecim i czwartym,
potem oddzwonie, ej mama nie masz się co o mnie martwić,
nagle sms nadszedł, biore nokie i patrze
to ojciec pisze "włacz telewizor, to straszne!",
myśle sobie, że zasne a jak wstane to sprawdze,
to nie jest personalne, no ale musi być ważne,
za chwilę widze Kiełbase, otwiera drzwi i mnie budzi,
od teraz nie jest już śmiesznie, nagle trzeźwieje i nie śpie,
szukam pilota i nic już nie jest takie jak wcześniej,
jestem Polakiem i łza po policzku mi cieknie...

Ref:
Dokąd? Dokąd idziesz Polsko?
Dokąd idziesz narodzie umęczony tak mocno?
Chcesz by na darmo to poszło, nie jesteś taki na codzień,
kazdy z nas nosi to w sobie, mówie o Tobie Polsko!
x2

2)
Te ludzkie gesty, coś jest w tym i łez tych mi nie wstyd,
i nie zamierzam ich kryć, to w imie żyć co odeszły,
to w imie tych co odeszli, łzy w obliczu tregedii,
tyle empatii jest w każdym ze zniczy co się tli,
jaki ten naród jest wielki, wszyscy na chwilę są jedni,
za chwile dzień powszedni znów wszystkich zobojętnił,
zaraz będziemy znów pędzić, dziś na ulice wyszliśmy,
To do dziś widzę tak boli, wiesz co mam na myśli,
za chwilę większość zapomni, znów będziemy się dzielić,
może postawią gdzieś pomnik by o nich nie zapomnieli,
znowu powrócą bariery, powrócą spory i kłotnie,
popatrz ten naród jest chory, sory wiem to jest okrutne,
dziś mają smutek na twarzach, by jutro znów się obrażać,
to ta mentalność tak nasza, przepraszam to mnie przeraża,
cały ten naród z bazaru, za chwile znów bedzie w normie,
cały ten naród przegrany, skrzywdzonych tak przez historie!

Ref:
Dokąd...
x2

3)
To piękny widok, jak wszyscy razem tak idą,
zapamietaj te chwile które za chwile przeminą,
popatrz na ludzi tych obok, dziś są wszyscy ze sobą,
ci sami ludzie za chwile znowu poczują tą wrogość,
nie mów mi ze to spoko, to błoto tkwi w nas głeboko,
klika chwil uniesienia, to po to był ten krwi potop?
narodzie dumny tak bardzo, taa, durny tak bardzo,
przez chwile umiesz być w zgodzie, na co dzien sobą tak gardząc!
To smutne i trudne, reagujesz na trumnę,
na co dzień tak mnie hejtujesz, by mnie propsować jak umrę,
ci politycy, żołnierze, to samo było z papieżem,
całe to sztuczne przymierze, kurcze ja w to nie wierze,
przecież tragedia tych ludzi może nas jednak nauczy,
potrafimy się zjednać zamiast jak zwykle sie kłócić,
tylko razem coś można, bo my tu razem to Polska,
nie tylko czasem a ciągle, nie gdy jest problem i troska!
Nie odwracaj się jak przeszłość cię ściga
Spokojne to możesz mieć tętno na rybach
Wiesz co nas spina i ile w nas agresji
Żyć z tym po sam finał przez brak konsekwencji
Rodzice wpajali nam wiedzę z doświadczeń
Choć ulice zdradziły już sumienie z bogactwem
Nie mam siły by krzyczeć, że zamienię ten świat w sen
Gdy troski uderzają w nas strumieniem jak w akwen
Nie odwracaj się, bo czas tak nie zrobi
Jego tempa nie przewidzi nawet w nas brat jasnowidz
Prawda boli tutaj wszystkich, to konkret
Choć z tych wszystkich to się uda tylko nielicznym zapomnieć
Problem rodzi problem, niemoc rodzi niemoc
Niejeden serce w ofierze złożył PLN'om
Przyznaj się, bo każdy toczy wojnę z sumieniem
Przez sumienie czasem strach spojrzeć za siebie

[x8]
Nie odwracaj się

Nie odwracaj się, zbyt daleko to zaszło
A ten pech dzisiaj nie da twoim powiekom zasnąć
Jedni wiedzą, że wartość charakteru to mózg
Jeśli twierdzisz inaczej to zoperuj nas tu
Wobec afer, pomówień jak na cmentarz się spieszysz
Nie odwracaj się, ale pamiętaj swe grzechy
Tylko oszczerca leczy swoje sumienie fikcją
Wybacz, że tych dróg nie odmienię tu ci
Bo każdy ma swojego diabła, wiem
I dlatego odczuwamy gdy jest prawda lęk
Ile warta więź z szatanem ty powiedz
Czy warto stać w piekle z gadem przy głowie
Nie odwracaj się, bo zastrzelę jak psa
A płaczu będzie więcej niż w kościele na mszach
Gdy problemem jest hajs, życie sprawdza, wiem
Dlatego jeszcze raz nie odwracaj się

[x8]
Nie odwracaj się

(Nikodemowi R. udało się zmienić miejsce ukrycia na pobliski park gdzie chciał przeczekać całe zamieszanie aż do nocy i wtedy chciał się przedostać do własnego mieszkania, gdzie czekała na niego żona z dziećmi, wszyscy w pełnej gotowości do szybkiego wyjazdu z kraju, plan Nikodema wydawał się rozsądny, gdyby nie brak cierpliwości podejrzanego prawdopodobnie do dziś nie dowiedzielibyśmy się o tej sprawie, Nikodem R. zamiast spokojnie wyczekiwać odpowiedniego momentu na ucieczkę podjął zbędne ryzyko, które doprowadziło go prawie do klęski)
Jeśli chodzi o wpierdol poczekaj tylko spotkam,
O nic się nie martw mama wpierdol był od ojca,
Powiesz, jak mama spyta to weź jej przewiń za co,
I niech cię zamknie w kiblu albo w kompie zmieni hasło,
Ty net cię rucha aż ci dupa zaraz pęknie,
Pierdole cię wszyscy tylko wsadzam głębiej cipeczko,
Jedno niezłe pompuj rap, trochę biednie,
Czasami to i kurwa głośniej pierdnę
Wybierali między chłopcem z Żagania, a Ty ?
Co w przerwie od nagrywania zagania na psy,
Masz kontrakt ale to nie tak że żeś się postarał,
Step cię przygarnął bo Polański nie wziął oskara,
Dali Ci jeden strzał, szansę się pokazać,
A Ty debilu przestrzeliłeś se oba kolana,
Na płycie Chady ? Tytuł "Niesiemy prawdę",
Ty niesiesz wstyd kumplom, wytwórni, matce,
I zapłakane oczy chowaj za okulary,screeny
Ja zrobię zdjęcie jak nam opierdalasz pałę,
Coś pierdolisz że pisałeś prawdę,
Jakbyś wiedział co Ci zrobię to byś spisał punch'e.

Twoje zwrotki ? To w chuj gorsze moje zwrotki,
I w zasadzie tym sposobem mógłbym skończyć,
Moje propsy ? Może dałem i co dalej,
Rok temu nikt mnie nie znał, Ty juz byłeś psychofanem,
Ja Cię wyśmiewam Ty mnie słuchasz na imprezach,
Nagraj drugi diss, a na drugi klip zawiń Meza,
Co Ty ? Nagrywasz dissy czy reklamy koszulek,
W ciemno powiem jesteś pajac chodź się nie znamy w ogóle,
Miałem dograć, obiecałem w ten dzień pewnie pięć zwrotek,
Czterech dostało zwrotkę, jeden nie, okej...
Ja tu robię rap i stoję za każdym słowem,
A Ty się boisz wpaść pedale jak gramy koncert,
Wpadasz jak już wypijesz te dwa piwa, w pizdu faza,
A kumplom od kurwienia dorysowują Ci kutasa,
Ty biegasz, pan z chlebem nie pomógł,
Jak wyłapiesz bułę cipko zliżesz kredę z betonu.

Ej, chociaż diss mogłeś nagrać porządnie,
Pedale tam wszystkie follow up'y są do mnie,
Ale, Twoje wersy jak twój zarys coś ci powiem,
Jakbyś przyklejał do gęby moje włosy łonowe,
Ponoć kolegom nie podeszła pierwsza wersja,
Kazali nagrać drugą, lepszą też tandetna,
I co ? Debilu robisz cuty z moich wersów ?
Trochę szybko już brakuje ci patentów,
Masz dziewiętnaście lat i legal, śmieszne...
Jak na razie dziewiętnaście lat nic więcej,
Pokaż mi swoje zwrotki no bo oprócz nie wiem czterech ?
To nie słyszałem nic, w tamtych byłem ghost riderem,
Rap ? To nie internet Ty się jarasz jak prawiczek,
Następny diss to co mi kurwa wkleisz na tablicę,
Wracasz z cipki mojej niuni ? No pomyśl chwile,
Bo z czyjej mogłeś wyleść skoro jesteś moim synem.
Nie mam na uszach słuchawek, kiedy
Jadę busem wole słuchać siebie sam, kiedy
Widzę ich moje słowa są dla nich głuche
Nie znam ich, ale granice szybko kruszę, kiedy
Ich oczy mówią mi to o czym milczą dusze
Widzę ich, gość w krawacie może spoko finansowo ma się
a może przed chwilą stracił ulubioną pracę
Nie przyjechał furą bo miał kaca i dlatego busem
Wraca na chatę, ma kredyt na nią
może myśli o odsetkach, kiedy w bokserkach
Odpala fete rano, może zbiera na nią
A teraz ledwo wynajmuje M2 w jego okręgach
nic nie ma tanio, starsza kobieta na oko 70
Uśmiechnięta myśli o tym jak się wiedzie dzieciom
One już mają swoje rodziny, jedzie do córki i wnuczki
powiedzą jakie w szkole nowiny koło niej stoi kolo,
czujny i spięty, sportowiec, ma koszulkę, krótkie spodenki..
ta pani myśli wysiadać za chwilę już muszę,
on na przystanku szybkim ruchem jej zrywa z szyi łańcuszek
i wybiega..
moja pierwsza ocena była złudna, bo teraz wiem
po co tak się kurwa ubrał, ludzie pytają coś się stało pani?
Ona wspomina łańcuszek, który dostała od swojej mamy
Mnie to boli stary, odwracam wzrok na dziewczynę,
czarne włosy, czarne okulary w których jej do twarzy,
ale nie widzę nic za nimi jakiś gościu obok nieźle ją obcina i się ślini.
Kolejny przystanek wsiada jej Valentino, zdejmuje jej okulary
i za nimi zobaczyłem miłość... ich usta spotykają się i Ona nie
podejrzewa, że jego myśli coś ukrywają, nie...
kiedy powiedział jej że ma na drugą zmianę do roboty wczoraj,
dlatego nie zadzwonił do wieczora i może w tym było prawdy trochę
bo miał na drugą, ale nie zmianę tylko ochotę, odwiedził ją
Ona siedziała sama w domu, puściła Berry White'a ze starego gramofonu
i myśli dręczyły go, ale gdy poczuł jej szminkę na swoich ustach
wątpliwości opuściły go..
Teraz mówi swojej, że wygląda pięknie, wychodząc z autobusu
Ona łapie go za rękę, biegnie zdyszany chłopiec
wsiada, wyciera pot z czoła kierowca dodał gazu
i ruszyły mocno koła, zachwiało nim ale lewą ręką złapał się
W prawej ma sportową torbę ciekawe co ma tam w niej
może strój i wodę grać jedzie do szkoły w nogę
a może uciekł z domu i spakował to co może
Wziął pieniądze, wiedział gdzie je chowa Ojciec
On tylko pił i bił go za gorsze stopnie, obok starszy facet
patrzy się na niego, może ma syna w jego wieku, a może mieć go nie może
a mocno chciałby, może wiele by zapłacił żeby odzyskać syna,
którego rok temu stracił, mój przedostatni przystanek
kierowca omija go bo nikt nie wcisnął stop, a był na żądanie
Zaniedbana kobieta biegnie do niego krzyczy "dlaczego się pan nie zatrzymał?
dlaczego?" i płacze do mojego przystanku, ja wysiadam
znów cofa się, tam był szpital może coś bardzo boli ją
zostaje sam tych ludzi już nie pamiętam
i pewnie myliłem się w 99 procentach
i nie zrozum tego źle
ja opisuje ich,
oni opisują mnie.
[Nullo]
Sam sobie piszę scenariusz i mam kontrolę jaką rolę gram,
Biegnę przez życie, silną wolę mam jak Forest Gump,
Jak Pores, Szad, tyle wojen mam nie goje ran,
Walczę o rodzinę którą mam dlatego nie stoję sam.
Buduję dom jak Arkę Noe, schron jak podczas wojen,
Dziś mam broń i twarde zbroję, tron oddaje w twoje dłonie,
Co moje, to twoje, co twoje, to moje,
We dwoje mamy w sercach ostoje większą niż twierdza Boyen.
Od młodości słyszą wolność i okrzyki,
Od solidarności Polski do ludności Afryki,
Ludzie to nie niewolnicy komunistycznej fabryki,
Buffalo Soldiers to wolność Ameryki.
To dla muzyki przemierzam chodniki jak włóczykij,
Przepływam morze krytyki niczym wiking z klanem
Walczę z nimi, ramię w ramię, jak był bym Dżingis-Chanem,
Jestem częścią 3W-kliki bez rapu byłbym nikim, amen.

Ref.2x
Jesteśmy tym o co walczymy i tym czym żyjemy,
nie zawsze tym kim chcemy być i tym za co zginiemy,
każdą przelaną kroplą krwi w imię naszej idei,
jeśli nie wywalczymy, nie mamy nic, nie istniejemy.

[Pork]
Przyjechała z kraju przemysłu dróg i luksusowych wanien,
do kraju gdzie Chrystus król nie dbał o panowanie,
nie dał przepisu Bóg na jedność kulturowych barier,
więc splot życiorysów tu zabrał w nie pamięć.
Przyjechała leczyć bez woli zysków lud w turbanie,
i jest wolnością pomimo świstu kul w Afganistanie,
znosząc upał i brud, mogąc tu zginąć darmo
jest wiarą, moją wiarą w humanitarność.
W tej życia pętli biegniemy w scenerii betonowych kręgli ich cieni
gdzie sępy i hieny grzebią świętych w ziemi,
w odbiciu ich tępych źrenic widzę centy i jeny,
w świecie gdzie tętni przemysł i w świecie bredni i chemii.
Walczę by nie być jak ślepi i niemi wśród cierni i kniei,
by nie żyć jak leming by przeżyć i wierzyć idei,
by z każdej klęski w nadziei powstać jak fenix z płomieni,
bo nie ma życia bez walki jak nie ma czerni bez bieli.

Ref.2x
Jesteśmy tym o co walczymy i tym czym żyjemy,
nie zawsze tym kim chcemy być i tym za co zginiemy,
każdą przelaną kroplą krwi w imię naszej idei,
jeśli nie wywalczymy, nie mamy nic, nie istniejemy.

[PIH]
Idę ciemną doliną na karku piekła żar,
Życia pełnego jadu, fałszywych świadectw, kłamstw,
Za dwadzieścia lat przeklną nas nasze dzieci,
Gdy otworzą najnowszej historii podręcznik.
Chciałbym ludziom na słowo znów zacząć wierzyć,
Sam prawdy nie wywalczę! stoisz obok? Nie milcz!
Gorsi od zwierząt, proszę się nie łudźmy,
Tylko przeciwstawny kciuk mówi, że jesteśmy ludźmi.
Nie wiem czy ten ciężar uniosą ręce...?
Ogniem i mieczem, walczę o bliskich szczęście,
Chciałbym żyć w zdrowym, świadomym społeczeństwie...
Wódka, narkotyki-szatana, Joy Inventure!.
Czy nie zesłano nas tu za karę?!
Kartką i piórem walczę o młodych ludzi wiarę,
Ty też nie składaj broni! Orient! Twoja warta!
Chociaż uniwersum wiem obdarte ze światła!

Ref.2x
Jesteśmy tym o co walczymy i tym czym żyjemy,
nie zawsze tym kim chcemy być i tym za co zginiemy,
każdą przelaną kroplą krwi w imię naszej idei,
jeśli nie wywalczymy, nie mamy nic, nie istniejemy.

[Szad]
Jeśli te słowa rodzą czyny, jesteśmy tym o co walczymy,
Po co walczymy? Weź! To jak nas spytać po co marzymy?
Chodź popatrzymy na miasto, ludzi, na te maszyny,
Schodzą lawiny słów! Białasy życie tną na rymy znów!
Walczymy tu o mały wytrych do fabryki snów,
Jedyny ruch, bo nie widzimy innych dróg po zimny grób,
Tych kilka cennych spraw-bezcenny ślad po tym, że stałem tu!
By perły kraść i lałem żółć i lałem tusz... Lałem atrament z piór...
I ćpałem ból i wiłem nić mając tyle prawie co nic-
mówiłem z wirem idź! Miej siłę żyć!
I walcz o swoje! Wyjdź z tarczą z wojen!
I kochaj Ją jak pojeb, bo chce się żyć gdy tańczą Dwoje! Stałem się tym!
Nie bez poświęceń by mieć coś w ręce-poczuć coś więcej!
Stałem się Nią! Stałem się Nim-
stało się to gdy pośród nich stałem w kolejce...Dalej to twierdzę-
Ty jesteś tym co pośród dni jest twoim sensem.

Ref.2x
Jesteśmy tym o co walczymy i tym czym żyjemy,
Nie zawsze tym kim chcemy być i tym za co zginiemy,
Każdą przelaną kroplą krwi w imię naszej idei,
Jeśli nie wywalczymy, nie mamy nic, nie istniejemy.

[Wiem] Po co jest kaucja, [Wiem] kto to prokurator
Chada, Małolat ten rap najlepszej marki
[Wiem] Po co jest waga, [Wiem] po co są samarki [x2]

[Chada]
Znów 105 wyrzucam z ręki, ziomuś weź zanotuj
Daje rap co uzależnia, jak pierdolony opium
Zakreślam kartki z szacunkiem dla tych bloków
Dla wszystkich tych skurwieli, co mają sprawy w toku
Tu wokół brud i nędza
A ludzie są za biedni, by w ogóle oszczędzać
[Tu] Każdy kombinuje, bo inaczej się nie da
Nie licząc tu po cichu na żadną gwiazdkę z nieba
I wyszło na jaw kto pała, kto kolega
Zrozumie ten, kto posmakował więziennego chleba
Twierdzisz, że Chada się sprzedał? Nawet nie skomentuję
Domyślam się, że zęby szczotkujesz ziomka chujem
I nie potrzebuję kurwa poklepywania po plecach
I mam świadomość, że nie raz dojebałem do pieca
Ten z pod znaku brudnych myśli, anonimowy pijak
Wymknąłem się z kaftanu bezpieczeństwa - nawijam.

Kneblujesz usta i potępiasz mnie za to
[Wiem] Po co jest kaucja, [Wiem] kto to prokurator
Chada, Małolat ten rap najlepszej marki
[Wiem] Po co jest waga, [Wiem] po co są samarki [x2]

[Małolat]
Kiedy rzucam to w miasto każdy rym kłuje jak igła
Jakiś dealer znowu kurwa spuszcza towar do kibla
Znam to od podszewki i nie raz traciłem skrzydła
Wiem kto to prokurator i jak trudno się wyrwać
Na szóstą do Lidla, inny chce być jak Dyzma
Łatwo tu zejść na psy, dokładnie jak u Riedla
Wjeżdżam w ten bit w rapie jak z piłką Ibra
Także czujesz ten syf i pozostaje blizna
Gram żeby wygrać i pierdole stryczek
Myśli czarne jak heban, diabeł szepcze o świcie
Zakreślam kartki i puszczam to w te ulice
Rap najlepszej marki i życie jest tym spowite
Choć, my z brudnym kwitem to znam smak kryminału
Klawisz przerywał ciszę w kartotece każdy paluch
Dziś mam to za sobą, choć gonie sporo towaru
Płyty i koncerty i robię to w całym kraju.

Kneblujesz usta i potępiasz mnie za to
[Wiem] Po co jest kaucja, [Wiem] kto to prokurator
Chada, Małolat ten rap najlepszej marki
[Wiem] Po co jest waga, [Wiem] po co są samarki [x2]
No trudno, wkońcu przyszło konsekwencje ponieść
W oczach nie stały mi łzy, gdy psy skuwały mi dłonie
O tobie? Nigdy nie myślałem jak o żonie
Pozwól, że ci to wyjaśnię stojąc przy mikrofonie
Myślałaś, że to koniec, dziś pokażę ci z bliska
Brudne klimaty, dziewczyny do towarzystwa
Na początku było nie źle, później sam już nie wiem
Chore emocje, ciągłe pretensje do siebie
Przyznam, że cię zdradzałem, lecz oszczędzę detali
Gdybym wyznał ci z kim świat by ci się zawalił
Kurwa miało być pięknie, ale plan nie wypalił
Było źle, z czasem byśmy się pozabijali
Teraz pewnie zapalisz, ale nic to nie zmienia
Jestem zły, to potwierdzi każdy akt oskarżenia
Mówię ci do widzenia, lecz jak zawsze nie klękam
Jeśli chcesz się wypłakać, nie licz już na mój rękaw

Ref.
Skłócony z życiem, nie ma tu co kryć
Dowodem tego blizny, które noszę aż po dziś
Mówię za siebie, nie słucham własnych lęków
Choć czasem czuję się jakbym szedł przez życie po ciemku

Szczęśliwe życie, wszystko chuja warte
Już zbyt wiele razy los pokazał mi czerwoną kartkę
Wciąż idę tędy, pierdolę wasze względy
Przykro mi, lecz jestem z tych, którzy popełniają błędy
Wokół znajome gęby i pierdolone psy
Ten, kto daje za wygraną po prostu wypada z gry
To nie są żarty, wciąż spłacam swoje długi
Ktoś ma szczęście przez fart, należę do tych drugich
To, że patrzysz na mnie krzywo jakoś przeboleję
Wiem, że dla niektórych jestem tylko pieprzonym złodziejem
Nie wezmę kurwy za rękę i nie pójdę na spacer
Jak przystało na alkoholika, budziłem się z kacem
Czy przyszedłeś mnie pożegnać? Pozwolisz, że spytam
Gdybym wtedy jednak podzielił los Magika
Tamta płyta to historia, teraz jeszcze mocniej
Piszę słowa, za którymi stoją prawdziwe emocje

Ref.
Skłócony z życiem, nie ma tu, co kryć
Dowodem tego blizny, które noszę aż po dziś
Mówię za siebie, nie słucham własnych lęków
Choć czasem czuję się jakbym szedł przez życie po ciemku

Dzisiaj twój spokój może paść moim łupem
Nawija Chada, ten typ, co miał być trupem
Ty to masz tupet, jesteś zwykła suka
Co nosi cechy tych pań bez kręgosłupa
Jak siedziałem w ciupie, to mi nie wysłałeś nawet karty
Teraz pytasz o zdrowie, to chyba jakieś żarty
Nie to żebym się martwił, nie pójdę na kompromis
Ja naprawdę nie życzę sobie, byś do mnie dzwonił
Pewnie chciałbyś cos nagrać, lepiej kurwa zapomnij
Czasem mniej znaczy więcej, taka szczypta ironii
Już nie boję się śmierci, ale nie chcę umierać
Nie zawaham się zwrócić z prośbą do przyjaciela
Teraz bez obaw w sercu, cały czas tam gdzie prawda
Znów przedstawiam ci własne życie w najgorszych barwach
Kurwy skaczą do gardła i szykują mi stryczek
Mam tu ludzi takich jak ty, na których liczę
Ja znowu jestem sam, piszę tekst i popijam whisky z colą
Bo w życiu jak w muzyce, wiesz, ciągle jestem solo gdzieś
Poza kontrolą widzę kres, skoro ciebie nie ma obok
Nie ma łez, nie ma słów, które bolą
Czuję stres, a zarazem ukojenie
Bo mimo wszystko wiem, że ja mam czyste sumienie
A ty co możesz powiedzieć, skoro dawno wyszło na jaw
Kto ciągle udawał, no a kto się kurwa starał
Pytasz gdzie jest wiara? Pomińmy to pytanie
Ej, kochanie, ten kawałek traktuj jak ostatni taniec
Trzymam cię w ramionach ale na koniec wypuszczam
Muzyka przestaje grać, gasną światła, milkną usta
Sala jest pusta, trzymasz mnie za rękę, ale puszczam twoją dłoń
I nie złapię nigdy więcej. Mocno bije serce, lecz nie wymieniamy zdania
Więc odwracam się na pięcie odchodząc bez pożegnania

Ref.
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy wdycham samotność
Kiedy wdycham samotność
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy nie mogę cię dotknąć
Kiedy nie mogę cię dotknąć
O nie

Ja znowu jestem sam, piszę tekst, no a whisky już wypiłem
Patrzę wstecz i oceniam, czy tak bardzo się zmieniłem
Nalewam drugą szklankę, żeby nie była pusta
Jak pokój, moje serce i słowa w twoich ustach
Jedynie gościu z lustra pije ze mną dzisiaj
Nie wygląda najlepiej, jeśli mam ci to opisać
Wokół tylko cisza i moje wątpliwości
Czy naprawdę już przywykłem do jebanej samotności?
Nie wiem, może dla mnie to jedyna droga
Bo uczucia w moim ciele zamarzają tak jak woda
Chciałbym je rozpuścić i z Tobą uciec gdzieś
Więc potrzebuję obok 36 i 6
Ja biorę głęboki wdech, ale nic to nie daje
Nie widzę już kolorów, teraz wszystko jest szare
Hip-Hop jest darem i nigdy mnie nie zdradził
Zostaję z nim we dwójkę, bo mam tyle odwagi

Ref.
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy wdycham samotność
Kiedy wdycham samotność
Sam na sam, tylko ja i ten stan
Kiedy nie mogę cię dotknąć
Kiedy nie mogę cię dotknąć
O nie
Jest to kawałek dla kosmitów
Wszystkich przybyszów z obcej planety
Żeby wiedzieli, że jak tu przybędą na nasz koszt...
...cztery litery..

Co było na początku? Ziomek, rządził chaos
Ze zmienną stałą zagiętą jak pałąg
Stąd powstała narośl zakłócając proporcję
Dziś popularnie nazywają to słońcem
Masz promieni kolce błyszczące jak dolce
Zaoszczędzisz poznaj wszechświata promocje
Jazda, coś kilka kilo od Marsa
Jedna jej nazwa to planeta matka
Kto zesłał nas tam? Nie pytaj!
Przepychać się - jak widać - trzeba nie od dzisiaj
W kronikach jak lubię ziom po mojemu
Bez domieszki tlenu narodziny Wenus
Menciu abstrakt ku pojęciu Asfalt
Jak na zdjęciu w redakcjach na miejscu pierwszym,
Jazz, tu będzie specjał
Zabieram was na orbitalny marsz
Za kilka lat nas Ziemia nie zechce
Znajdź więc następce
Planetę matkę
Z czystym powietrzem

To kosmos plus prom co nas tam zabierze
Prosto ku związkom rap na CDe eRze
Intergalaktyczny przekaz dla przybyszy
szy szy w nasłuchiwaniu ciszy
x2

Nie gnocia, nie łamiocia konstrukcja, aeroplan
W płucach konopia żeby wyzwaniu sprostać
Brukowa kostka zdobi trasę do pojazdu CCCP
Dopij flachę, kolo startuj
Nas tu ziom chyba nikt nie ocali
Siedzę ja, obok Ham, dalej hmmm... Gagarin
Zapalim, wypijem, naciśniem ten przycisk
Byle być lepszym ziom od Ameryki
Mam energię jak Wiking i zniszczę klepsydrę czasu jak Disney
Mam zasób pomysłem, mych katów egzystent
Nie ma to tamto, nas, tu gwiazd
Wszystkie zgasną ja będę pchać ziom nas
Na trasę międzyoribalną gdzie hardcore i funk co noc gubią nieważkość
Robię to z pasją jak Mann do Materny, mam to
Rozstań się z klasyfikacją
Wysyłam to w kosmos
Tak powstaje życie
Ponad werbalnością językiem tu ostrość
Wyrażeń, gestów na międzygalaktycznej stacji obiektów

To kosmos plus prom co nas tam zabierze
Prosto ku związkom rap na CDe eRze
Intergalaktyczny przekaz dla przybyszy
szy szy w nasłuchiwaniu ciszy
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo