Losowe piosenki. Polski Hip Hop

Temat awantury tej konkretnej i za bzdury
Na imprezie swych,typów podkręciły maniury
Jest już typ, który na żywca, wciągają go do fury
Wyrwał się i nie wie, który
Masz europejskie miasto kultury
Szklanka wbija ci się w twarz
Z okrwawioną mordą przed siebie gnasz, pamiątkę masz
Do końca życia, morda do szycia
Dla niektórych awantury kończą się końcem życia
Nic do ukrycia, że kosa to nie liść
Ty próbujesz bez zadymy iść
kolujesz, kozaczysz, kozakujesz
Łapiesz kosę, kozactwo z ciebie ulatuje
Sprawa się komplikuje teraz, bo pierdolłeś parę bań
Powiedziałeś kilka głupich zdań
Poszedł cios, wymiana kos
Taki los, los

[x2]
Europejskie miasto kultury, co krok awantury
Nadchodzi zmrok, zachowaj zdrowy tok myślenia
Bo jesteś w zasięgu pola rażenia
Firmy rap usłyszysz nie za wesoły

Lekcja, życiowej szkoły lekcja
Jak ja ją odebrałeś, jak ja bez dania racji się nie wpierdalałeś
Proste, zachować się umiałeś, proste
Co do czego wstałeś, proste
Więc bać się nie musiałeś
Proste kosy ostre Kraków
Wyprawy nocne nie dla każdego są owocne
Sytuacje te, bez pleców nie wychylaj się
Bo za plecami czai się twój wróg
Uważaj żeby nie ścięło cię z nóg
Żebyś podnieść się mógł
Bez wbitej kosy, połamane nosy
Losy, wolę ważyć na życiowe sztosy
Nasza bomba tyka, chemika pięć zero w łapie
Tu nie styka, panowie znamy swego przeciwnika
Niejeden widział jak strach połyka
Przykład z Atomika, styka nam
By przewinąć wam firmy plan działania
Wspólnie i w porozumieniu dokonania
Policji omijania, wymiar prawdy zachowania
Podświadomość docierania, człowieku

[x2]
Europejskie miasto kultury, co krok awantury
Nadchodzi zmrok, zachowaj zdrowy tok myślenia
Bo jesteś w zasięgu pola rażenia
Firmy rap usłyszysz nie za wesoły

Jest już typ, który dostał, został wyrzucony z fury
Mendom palcem pokazuje, który, co wynikło z awantury
Zjazd do prokuratury, wjazd na puchę
Wszystko się poszło jebać za jednym ruchem ręki
Za taka fazę dzięki, sądowe męki leżysz
Przedłużeniem ręki, teraz może mi uwierzysz
Że nie raz nie warto

Europejskie miasto kultury, co krok awantury
Nadchodzi zmrok, zachowaj zdrowy tok myślenia
Bo jesteś w zasięgu pola rażenia
Firmy rap usłyszysz nie za wesoły
W labiryncie życia zagubiłem się znów
Wśród obrazów i masy szeptów, cieni i słów
Moich snów takich pięknych, lepszych od rzeczywistości
Ów dzień przywitał mnie zmrokiem jas-jasności
Ja wyszedłem z domu w pierwszych kroplach szarości
Na czarnym płaszczu świtu, płynąc w miękkich falach bitu
Byłem, zamknąć w godzinach szczytu
Szukałem duszy, a ??? całowało moje uszy
Widzisz, głos jej nie wzruszył, ja zruszyłem lustra
Za nimi nic, przestrzeń pusta
Tu staje czas, z nas każdy wciąż szczęścia szuka
Dziś tutaj to sztuka, posłuchaj
Echo wciąż stuka

W labiryncie krętych lustrzanych korytarzy
Nasz los się waży, a mi się szczęście marzy
Z naszych twarzy; życie na szczycie, a nie na dnie
Zło - widzisz, trzeba wznieść się nad nie, no ładnie
Nadziejami grzebie nas jak krew igliwie gwiazd (?)
Taki sam jak milion mieszkańców innych miast
Człowiek anonimowy, do głowy nam nie przyszło
To, jak ironiczną może być rzeczywistość
Zlicz to; pewnie spotkaliśmy się tysiące razy
Cóż, los tak maluje obrazy
W wielkomiejskim tłoku, wśród spalin ołowiu
Jak mam cię odnaleźć w metropolii miliona bloków?
Ja mam małe szanse, ale niczego to nie zmienia
Ja odnajdę cię, choćby sam diabeł użyczył ci schronienia
I wiem to bez cienia zwątpienia
Życz mi powodzenia

Ref.:
Boję się wciąż, że w gąszczu spojrzeń
Nie zdążę Cię dojrzeć, dopóki jestem tu
W labiryncie życia zgubiłem się znów (znów, znów, znów...)
Boję się wciąż, że ja w gąszczu spojrzeń
Nie zdążę Cię dojrzeć, dopóki jestem tu
W labiryncie życia zgubiłem się znów (znów, znów, znów...)

W labiryncie życia krążę dziewiętnaście lat z hakiem
Czy ja muszę wciąż być człowiekiem, Polakiem?
Jestem tylko ssakiem, samym, ledwie dyszę
W sobie niszczę ciszę, ten wiersz w zeszycie piszę
Mam swoją niszę, jak klisze muszę żyć bez światła
To tyle lat trwa, wiesz, to rzecz niełatwa
Dzięki temu słyszę lepiej, to też jest sposób
Lepiej być niewrażliwym na fortele losu
Być może z gąszczu głosów wyłonię ten jedyny
Głos dziewczyny, pod nogami nici plączą się w liny
Wciąż godziny; by odnaleźć ciebie szansa jest żadna
Tezeusz dorasta, ja gram (?)
Powiedz, kto życie skradł nam
Powiedz, kto życie skradł nam
Powiedz, kto wie
Powiedz, kto wie...

Ref.:
Boję się wciąż, że w gąszczu spojrzeń
Nie zdążę Cię dojrzeć, dopóki jestem tu
W labiryncie życia zgubiłem się znów (znów, znów, znów...)
Boję się wciąż, że ja w gąszczu spojrzeń
Nie zdążę Cię dojrzeć, dopóki jestem tu
W labiryncie życia zgubiłem się znów (znów, znów, znów...)
Miłość za pieniądze czy miłość do pieniędzy?
Ej, ta linia jest naprawdę cienka
Miłość za pieniądze czy miłość do pieniędzy?
Wiem, doskonale o tym pamiętam 2x

W mieście gdzie nastolatki handlują swoim ciałem
Tylko po to by mieć lepszą Nokię od koleżanek
Budzi się świt, ruszają pierwsze tramwaje
Promienie rozpuszczają szron, miasto wstaje
Przykładna córka robi matce śniadanie
Wychodzi z domu, na klatce zdejmuje maskę
Szybki sms transport, hotele, szybki mercedes
Seks, *****, grube portfele
Przykładny typ: rodzina, dwójka dzieci
I przypadkowa lala ze szkoły na wagarach
Zależy jej na szkole widać bardzo się stara
Pięć z matematyki umie wycenić jaguara
Stawia pały jak baba od polaka
Na wfie gra w gałę na zebranie chodzi sama
Nie chodzi na religię, nie boi się boga
Nauczył ją jednego: co to znaczy kochać

Miłość za pieniądze czy miłość do pieniędzy?
Ej, ta linia jest naprawdę cienka
Miłość za pieniądze czy miłość do pieniędzy?
Wiem, doskonale o tym pamiętam x1

W mieście gdzie małolaty gonią towar z samarki
Cicho licząc na fart bo chcą mieć białe Najki
Wchodzi południe leniwie na tarczy
Jak nie dziś to jutro na pewno kiedyś im starczy
Środek dnia, gimnazjum, punkt kulminacji
Długa przerwa na czas podjeżdża białe Audi
Z Nikona klatki wypełniają pamięć
Dwie małolatki, sztuka typ w ich bramie
Kolejna przerwa halt! na rozpoznanie
On nic nie pamięta, one mają dobrą pamięć
Pięć g w kiermanie zaczyna się taniec
Miały być Naje ale będzie prze***ane
Pięć cztery trzy dwa i tak dalej
Zaczyna się gra odliczanie co dostanie
Dilowanie rąk nie brudzi brat to pewne
Wolność za drobne oddać? niekoniecznie

Miłość za pieniądze czy miłość do pieniędzy?
Ej, ta linia jest naprawdę cienka
Miłość za pieniądze czy miłość do pieniędzy?
Wiem, doskonale o tym pamiętam x2
Ref.
Na zawsze ona, jedyna jedna
Nie zatrzyma tego nawet kevlar
Każdy jej taniec w moich ramionach
O N A, ona wtulona
Tak drobne ciało skrywa tak wielkie serce
Zwykły jak ja człowiek nie chce nic więcej
Niech to trwa, nigdy się nie kończy
Nawet śmierć nas nie rozłączy

1.
Nie jesteś z tych, które na widok MC chcą ssać fiuta
Nie wiedziałaś, że nawijam, w dodatku brutal
Kocham patrzeć kiedy się nastukasz
Wiesz, że nie jaram, weź za mnie bucha
Głęboko w płuca, za wszystkie nasze dni
A każdy z nich nie déjà vu, a jamais vu
To co nas łączy mówią na to fluidy
Chwila, jestem jak nitro, Ty to gliceryna
Nie wiemy, co nas jutro spotka
Nasze życie wiruje, jak kule w bębnie totolotka
Na razie z fartem, Twoja szczęśliwa ręka
Gdy rzucasz kośćmi, wypada siódemka
To niedostępny dla innych wymiar
Kiedy ją trzymam nie wiesz co czuję
Odrywam się od myśli skażonych brudem
Ósmym świata cudem, nigdy brudem
Pary z ust chemia zmieszana z potem
A potem na niemoralne rzeczy mamy ochotę
To tylko dla niej to, love me tender
Kiedy wynoszę ją ponad tęczę

Ref.
Na zawsze ona, jedyna jedna
Nie zatrzyma tego nawet kevlar
Każdy jej taniec w moich ramionach
O N A, ona wtulona
Tak drobne ciało skrywa tak wielkie serce
Zwykły jak ja człowiek nie chce nic więcej
Niech to trwa, nigdy się nie kończy
Nawet śmierć nas nie rozłączy!

2.
Diabeł usiadł mi na stopę, pedał w podłogę
Czasy, kiedy życie dla mnie nic nie znaczyło było chwilą
Siłą, wyrywałem z serca miłość
Bez sensu, obraz gasł w bocznym lusterku
To przed bez Ciebie było tylko po to
Żebym mógł przeżyć to po już z Tobą
Co wczoraj pytaniem, dziś odpowiedzią
Samotność, niepewność więcej mnie nie śledzą
Czysta namiętność, halo ziemia
Bez zmarszczek na twarzy od siły ciążenia
Mógłbym jechać na przeciętych hamulcach
I wiedzieć, że w twarz nie wystrzeli mi poduszka
Umrzemy na śmierć, nic nie zabierze magii
Niech John Lennon zaśpiewa nam "Imagine"
W dzisiejszych czasach tylko to jest siłą
Spijam słowa z Twoich ust - bezwarunkowa miłość

Ref.
Na zawsze ona, jedyna jedna
Nie zatrzyma tego nawet kevlar
Każdy jej taniec w moich ramionach
O N A, ona wtulona
Tak drobne ciało skrywa tak wielkie serce
Zwykły jak ja człowiek nie chce nic więcej
Niech to trwa, nigdy się nie kończy
Nawet śmierć nas nie rozłączy!

3.
Czy te oczy mogą kłamać? Jej oczy nie kłamią
Zabiłaby za mnie, zamordowałbym za nią
Nieśmiertelne dusze, przez każdą burzę
Aż ziemia się zatrzyma, ani chwili krócej
Na zawsze razem, czas dla nas nie tyka
Powłoka ozonowa, trudno, niech znika
Bez hajsu, brylantów, high life'u, merca
Imponderabilia to dzikość serca
Są tacy którym nie w smak, zawiść z oczu
Pierdolę, ich głosy z off'u
Chociaż to trzecia w nocy, a nie piętnasta
W klubie żadna z tych do pięt Ci nie dorasta
Na zawsze razem, przez świata odór
W podwiązkach nosisz rewolwery na moich wrogów
Bez Ciebie życie w mieście, przez tydzień deszczu
Wygląda nietrzeźwo, w zatęchłym powietrzu

Ref.
Na zawsze ona, jedyna jedna
Nie zatrzyma tego nawet kevlar
Każdy jej taniec w moich ramionach
O N A, ona wtulona
Tak drobne ciało skrywa tak wielkie serce
Zwykły jak ja człowiek nie chce nic więcej
Niech to trwa, nigdy się nie kończy
Nawet śmierć nas nie rozłączy!
E, krytyk, wciąż gadasz powiedz ofermo w sumie
Jak możesz coś oceniać czego nie rozumiesz?
Masz ego i kierunek w sumie w rapie nie jesteś
Na swoim odbioniku jedyne co łapiesz Eskę
Pokażesz co jeszcze jaką masz tu płytę
W twoim wydaniu hip-hop to 2 unlimited
Nas dwóch ja z tym bitem płyniemy wśród liter
Żyjemy tu w przemycie jak sample na technicsie
Ale co ty wiesz o samplach?
Jedyne co posiadasz to z dyskiem winampa
Sześć moich płyt pewnie wszystkie masz tam
Jeszcze pyskiem paplasz jeszcze w pizdę Wam dam
Mój mózg to Maybach wasz nie zna sie na autach
Tu klucz do wayba na peryferiach mista
Znajdź nas E-ekspert od poetów wiesz co?
Nie znajdziesz nas bo Twój świat to Internet społeczność
Intelekt pod kreską witaj w świecie klawiatur
Leonów co nie odróżniają reggae od rapu
Nie wiem chłopaku pewnie znów nie zrozumiesz
Póki nie dopadnie jakiś chuj Cię pod klubem
Stracisz w bójce dwie dwóje, jedynki i honor
Dalej twierdząc, że te teksty są o niczym, rzekomo.

To mój czas. By. Żyć, iść własną drogą
Słowem nadając siłę i jasną wiadomość
Ten rap. W nas. Tli, to wyrażam w zwrotkach
E, krytyk, zapomnij ta zasada jest prosta.

"To są wlaski nie pisenki,
przez te wszystkie tranzystory
jestem już zupełnie chory"

Ej, krytyk zbyt trudne to by się odnaleźć
Wśród tekstów co przekrój sceny pchają w szalet
Stanąć na niej, czy iść stąd? Nie mój problem.
Grają tanie tu disco, wszystko na opaloną mordę
Głodne pigół źrenice, toples klipów, kibice
To chcę tych tu co widzę parę cycków
Co słyszę tani wytwór na morzu spermy strefy marketingu
Co jest krytyk, Ty lubisz mocne klipy.
Twój mózg zjadły media, kluby i koks z Ibizy
Na widok co po niektórych to proch się krzywi
Co nocne ksywy a co ty chcesz od nich?
I jak chcesz oceniać nie czując doby ironii?
Co ty zapomnij nie dla ciebie ten hip-hop
Bo rozum twój został gdzieś pod sklepem z dziwką.
Raz! Dwa! Po trzecie wyjdź stąd
Masz! Rap! Co zmiecie Cię pizdo!
Jak w duecie Kliczko szybkość ciosu plus siła
To dla osłów drabina pełna boksów, kabina
Dla fachowców orbita co wiesz many ob rękach
Dla ciebie słuchachać bębnów samych to udręka
My luz mamy w dźwiękach póki co mamy nie pękaj
To tylko pisenka w kategorii rap hip-hop
Mówię tak, byś zrozumiał, że to o tobie wszystko.

"Jak to można tak bez przerwy
szarpiąc struny szarpać nerwy?"
Historia którą zaraz wszyscy usłyszycie to kolejny przykład jakie potrafi być podłe życie. Nie do przewidzenia, bezlitosne, brutalne rzadko pełne cierpienia. Nawet jeśli jest ci dobrze i jest wszy
stko w porządku. Masz rodzinę, kasę, kumpli nie brak ci rozs±dku, to w każdej chwili zupełnie nieoczekiwanie będziesz musiał oddać duszę białej damie. Jako młody chłopak z ulicy tak jak ja kiedy już

od każdej strony poznał ten okrutny świat postanowił coś robić, czymś się zająć chciał, a że kręcił go rap i dużo zapału miał zacz±ł ćwiczyć codziennie bez opamiętania. Wynajął sobie studio, zrobił p
róbne nagrania, szybko znalazł się ktoś komu to przypasowało i już wkrótce jego imię wszystkim znane się stało. Studio, nagrania, telewizja, radio, prasa, płyta, wideoklip, koncertowa trasa. Każda sz
tuka to naprawdę niezła zabawa, później zdjęcia z fanami, autografy, ekstra sprawa.

Chłopak bardzo szczęśliwy prawdziwa kariera. Każda lepsza gazeta w komplementy go ubiera. Wziął do kapeli dwóch kolesi zawodowych, ekstra szoł na scenie naprawdę odlotowy. Tak wiele koncer
tów czasami dzien po dniu, wysiłek i zmęczenie bardzo często brak snu. Pewnej nocy gdy wracali fatalna pogoda - deszcz ze śniegiem, ciemno nie najlepsza droga. To był moment, makabryczne zdarzenie, n
ieszczęśliwy wypadek, fatum, przeznaczenie. Ambulans, szpital, reanimacja dwóch żyje, a co z trzecim determinacja. Śmierć na miejscu ciężko o tym mówić, tak ciężko uwierzyć. Okrutny jest los, jesteś
nagle cię nie ma niestety jest to rzecz nie do przewidzenia.
[Pele]

Jak tu życ?
w miescie ktore jest z tego znane
ze wszystko co sie dzieje
z gory jest ukartowane
tam gdzie dominuja poszlaki
a nie fakty
i zeby cos osiagnac
kurwa musisz miec konatkty
jak ty myslisz Sokół?

[Sokół]

Prawdziwe zycie bez imaginacji
koniec bredni
chleb powszedni
bogaci biedni
tak bylo bedzie musi byc
umiesz z tym życ?

[Pele]

Ja potrafie...
zycie to znaczona talia
spojrz jakie sa realia
nigdy nie przewidzisz
co przniesie dzien nowy
badz czujny i gotowy
na wszystko

[Sokół]

obstawisz za wysoko
mozesz znalezc sie na nisko
to co zdaje sie daleko
moze okazac sie blisko

[Pele]

Tak juz wciaz sie farci
drugiego zycie karci
tam brudni i obdarci
zagubieni w tlumie
kazdy radzi se jak umie
czy rozumiesz?

[Sokół]

Czy rozumiesz?
Legalne...
wcale nie znaczy uczciwe
ludzie placa podatki
a chodniki wciaz sa krzywe
te realia sa prawdziwe
wiec sie wcale nie dziwie
ze wkurwione dzieci ci
mowia ze latwiej wybic szybe
niz charowac cale zycie
bo to samo
to nie wszystkim sie udalo
nie kazdy wyjdzie calo
to nie boze cialo
to twoja skora
wiec dbaj zeby sie nie stalo nic
wiele rzeczy do okla to pic
jak fotomontaz
wiez o co biega
czy tu tylko sprzatasz?
uwazaj gdzie sie krzatasz
i komu wchdzisz w droge
i kim bys kurwa nie byl
to nie ma to sie szczycik
nie ma co sie szczycic

Ref.
Kazdy dzien to wielka niewiadoma
czy nas czeka lepsze zycie?
szansa jest znikoma
polska rzeczywistosc
nie pewna jak przyszlosc
sam musisz byc pewien
i zachowac czystosc

[Pele]

48 milionow szarych ludzi
wciaz kurwa sie łudzi
ze w koncu cos sie zmieni
zajrzyj do kieszeni
wciaz nie jestes pewnien
na pewno nie ty jeden
chcialbys miec prywatny eden
to normalne
ale czy realne?
czy jest to wykonalne?
nie wiem
to cos jak idealne brzmi
troche nie zyciowo
w kraju klamstwa i zawisci
gdzie proboja rzadzic
pierdoleni egoisci
caly czas rosnie skala nienawisci
przeciez widze co sie dzieje
nie jestem slepy
hotele
drogie restaruacje i sklepy
nocne kluby piekne fury
coraz szybsze kobiety

[Sokół]

Spojrz..
na te dziurawe szosy
anonimowe blokowiska
stare kamienice
gdzie kazdy zna wszyskich
sasiadow z nazwiska
spojrz...
na podmiejskie oazy
i za nim zrobisz cos
to zastanow sie 2 razy
fazy, jazdy
przejebane jak chujowe blazy
obrazy nedzy
a przy tym ludzie
nie potrafia sie juz cieszyc
z malych rzeczy
99% katolicy
kazdy grzeszy
duzo skurwialych charakterow
jak w trzeciej rzeszy
i ty stoisz po srodku
ja mowie o realiach twoich
bialo-czerwoni
jak rana ktora goi sie powoli
smetalnosci nie boli
znow w korku stoisz
bo lancz /masz ze szklanka?/
na dachu smiga prywatny nalot
do chlopakow
Sokół Pele
codzienne realia polakow

Ref.
Kazdy dzien to wielka niewiadoma
czy nas czeka lepsze zycie?
szansna jest nikoma
polska rzeczywistosc
niepewna jak przyszlosc
sam musisz byc pewien
i zachowac czystosc

Kazdy dzien to kolejny warunek
twoj los moze nagle obraz zly kierunek
polską rzeczywistosc sami ksztaltujecie
rozumiecie?

Ref.
Kazdy dzien to wielka niewiadoma
czy nas czeka lepsze zycie?
szansna jest nikoma
polska rzeczywistosc
nie pewna jak przyszlosc
sam musisz byc pewien
i zachowac czystosc
[Małolat]
Myślę, że mam to już za sobą i nagapiłem się dość
Choć widzę jak wokoło idzie towar z rąk do rąk
I robią brudny sos, fucha do czasu jest klawa
Gdy wpadasz w ręce psom, bo wspólnik na ciebie nadał
Taki sztos, kobieta teraz rogi ci doprawia
Cały hajs zabrał ci sąd, pod celą czarna kawa
Tak się zdarza, nagapiłem się wystarczająco
Wokół szyi wiążesz krawat, ja cieszę się wolnością

[Pezet]
To miasto wciąż takie samo
Wczoraj byłaś młodą miss i jesteś młodą mamą dziś
Nic nie zdziwi mnie, właściwie nie kumam takich jak twój koleś
Który całe życie chce spędzić pod monopolem
I wstydzę się za to kim byłem, gdy byliśmy jeszcze w szkole
Moje uczucia dziś są gdzieś na dole
I wolę nie wchodzić w tą grę, bo nagapiłem się już dość
Jak wciągasz koks i staczasz się jak Kate Moss

[Małpa]
Mam pokój z widokiem do którego nie przywykłem
A nie mogę zamknąć okien jakby zawiesił się system
Krążę tam i z powrotem wzrokiem między blokiem a boiskiem
Gdzie dzieli flotę osiedlowy establishment
Dziś znowu sztucznie zmniejszam wielkość źrenic
Bo nie chcę patrzeć na świat, którego nie zdołam zmienić
Wiem, ile jest wart mój spokojny sen
I nagapiłem się już dość, na to co widzisz za szkłem

[Ref.]
Popatrz tu, spójrz, wszystko jest niby okej
Tu w tym mieście, tak jak wszędzie walą wódę i kokę
Widziałem wiele, ten świat uczy, którą drogę wybrać
Nic się nie zmienia, znam swój cel, chcę ten wyścig wygrać

[Małolat]
Jesteś sam, to nie przyjdzie kurwa pies z kulawą nogą
A jak skołowany jeden po drugim chcą melanżować
Ledwo stoję na nogach, gdy zbyt dużo wypiję
A nie raz ktoś przedawkował w międzyczasie kokainę
Nie będę się w to pakował, już dość się nagapiłem
Na tych co palą towar i na haju są co chwilę
Dealer kosi na nich sos i śmigają po odwykach
Jadą w żyłę czy w nos, czeka na nich już kostnica

[Pezet]
Nie mów nawet mi ile można na tym zgarnąć
Jak chcesz zarobić kwit, proszę bardzo, to jest za mną
I ciągnie się do dziś, a nie mamy siedmiu żyć
Więc fajnie że jest zysk, ale nie chce w pierdlu gnić
I gówno mnie obchodzi co i kto przywiózł na cargo
Nagapiłem się już dość na tych co mieli mieć Gallardo
A prokurator zajął im nawet ich starą Mazdę
Z resztą chyba żona przez to zostawiła cię niedawno

[Ref.]
Popatrz tu, spójrz wszystko jest niby okej
Tu w tym mieście, tak jak wszędzie walą wódę i kokę
Widziałem wiele, ten świat uczy którą drogę wybrać
Nic się nie zmienia, znam swój cel, chcę ten wyścig wygrać

[Małolat]
Dupy rżnięte mechanicznie, absolwentki dyskotek
Nie znalazłem chuja w śmieciach by wkładać w byle jaką procę
I choć ładnie się uśmiecha i mówi na ucho kotek
To znam takie jak one, za szluga oddały cnotę
Znam takie co lubią się rżnąć, wiedzą jak kusić
Mają wszystko, czego dusza zapragnie, prócz duszy
Nagapiłem się dość, na takie kurwa zimne suki
By za każdym razem omijać je szerokim łukiem

[Małpa]
Stoję pośród świadków, cudów i tragedii
Których ten rząd ma w dupie tak jak każdy poprzedni
Chcemy czegoś dokonać, zanim nasi krewni
Rozstawią pamiątki po nas po zakamarkach mebli
Choć nagapiłem się już dość, nie tracę wiary
Idę odebrać swój sos błogosławiąc kapitalizm
Mijam o mały włos zwątpienie, więc nie pierdol
Że mam opanować złość, bo nie jest mi wszystko jedno

[Ref.]
Popatrz tu, spójrz wszystko jest niby okej
Tu w tym mieście, tak jak wszędzie walą wódę i kokę
Widziałem wiele, ten świat uczy którą drogę wybrać
Nic się nie zmienia, znam swój cel, chcę ten wyścig wygrać
Kiedyś bolało, teraz pierdole opinie
Ide na całość, nie raz niewole w sobie sadyste
wykonam slalom, nalot, dialog to mój występ
tak mnie zbudowano zamykano w Guantanamo fetyszystę.
Halo, dziendobry wita rezydent
do mnie na salon, suki sie walą - no to idę !
Witam panią, piękna mini to bogini,
kutas mi stanął, z dupy na japę chce finisz.
Chce mieć Ciebię na noc, zabierz mnie do swej krainy
chce cię pieprzyć, chce cię pieprzyć, pieprzyć !
Chce mieć ciebie całą, nagrywać jak to robimy
kocham dreszczyk, kocham dreszczyk, dreszczyk.
Niegrzeczna z ciebie suka, wykonuj każdą komendę
zajmij się moim popędem, daj znać a przybędę
fiut jest tym narzędziem, co rozkosz ci przyniesie
pytam czy dobrze ssie sie, to tak na marginesie.

Gdy psychicznie nie masz już sił,
nie masz już sił,
nie masz już sił,
Idź na całość wykrzesaj iskre,
moc w tobie tkwi,
moc w tobie tkwi,
moc w tobie tkwi
Gdyby nawet cały świat,
z toba walczył,
z toba walczył,
z toba walczył,
Idź na całosc pokonaj strach,
bądź twardy,
bądź twardy,
bądź twardy.

Nie patrz się w tył pył po sobie tylko pozostaw,
pomimo, że ktoś bił, kpił nie możesz się poddać,
obudził się świr, bezlitosna głodna postać,
przemierzył setki mil, by zgotować wrogom koszmar.
Wczoraj nie ma znaczenia, jutro za daleka przyszłość,
komora ciemna cela, bo dla władz jestem bandytą.
Zmora w stanie uśpienia budzi się by przejść Rubikon,
pora jest doskonała by przejąc lidera trykot,
tylko śmierć może mnie zatrzymać, wykluczyć z rajdu
czas na gre, poczuj gniew fanatyka tego rapu
wgniata w fotel ciebie to liryczny parkour
jebiesz (drutem?) , nie wiem, nie dotykam szlauchów.
Diabelskie wersety od opętanego klechy,
jaki żal za grzechy dawaj koke, dawaj kobiety!
cielesne uciechy, pieść ją, nieprzytomna leży,
ostra jazda bez trzymanki wciskamy gaz do dechy.

Refren.
Chłopaku głowa do góry,
a ty dziewczynko rób to co najlepiej potrafisz,
czyli ssij gooooooo !

Techniczny jak samuraj, specyficzny jak wichura
katastroficzny rytuał uliczny syn się tuła,
wybitny jak cała spóła, demoniczny, czarna dziura,
sadystyczny nie znieczula błękitny nad nami pułap.
Doskonale sztukę, bo umiem tylko rapować,
słowo działam jak komputer, lepiej go nie prowokować
głowo teraz to mam tupet zaczynam demolować
pogrom tych co w dupie z fiutem juz czas żeby konać
Cioto ile grzybów jest po deszczu,
tylu raperów na wejściu, pozerów, leszczu buty poleruj
manifestuj lub nic nie rób, stestuj siłę gejzeru
fejków - do karceru, mimo przeszkód do celu.
fofofofofofofofofofofofa, gafa,
kolejny raper w ustach chuja ma
Połowa mego życia to te pieprzone litery,
więc odpierdol się od tego, albo powycinam nery.

Refren.
Chłopaku głowa do góry,
a ty dziewczynko rób to co najlepiej potrafisz,
czyli ssij gooooooo !
Kto sieje wiatr, ten zbiera burze
Piętnaście lat, gram w rap chórze
Falują wciąż ręce w górze
Rzadko chodze w garniturze, raczej nie muszę
Hoduję w sobie ciszę, tak leczę duszę
Przesiąknięty betonowym buszem
Pozdro dla władców mat, faderów i syczących puszek
Siedze stuff krusze, licze fundusze
Rap Mesjasz powrócil, choć nie witał go nawet pastuszek
Tysiąc nauczek, wiedza jest kluczem, hasłem do sezamu
Nie pisany hymn sam sobie panów
Dzisiaj postanów, a jutro zrób
Unikaj wnyków, odpada coraz więcej łebskich zawodników
Idę po chodniku, myśli wirów bez liku krąży
Nie wiedzą mądrzy, szybcy mogą nie zdążyć
Ile razy już patrzałem mu w twarz
W mieście betonowych baszt, gdzie liczy sie tylko to co masz
A nie kim jesteś, i skąd pochodzisz
Najpierw jesteśmy młodzi, potem pora odchodzić
A może pora by narodzić się znów?
Widze wielką grzywę, widzę błysk lwich kłów
A może pora by narodzić się znów
Widzę wielką grzywę, widzę błysk lwich kłów..

Ref.
Kto sieje wiatr? x2
[Cut/Scratch]
Kto sieje wiatr?
Wiatr śpiewa swoje!
A ja ide dalej..

Kto sieje RAP, ten zbiera propsy,
Te faraony Cheopsy
Na zewnątrz, to w środku mali chłopcy
A te panny co żrą dropsy, to małe dziewczynki wewnątrz
Dziś widzę to na pewno!
Już się nie boję cały jestem na zewnątrz
Chodź oczu mam troje, to widzi świat tylko jedno
Nocą nie marznę, choć nie pali się drewno
Ja grzeję się w blasku rapu, który niosę miastu
Ile jest nas tu? Przy tysiąca gardeł wrzasku
Ruszy słońca szturm o brzasku, szlakiem dawnych smutków wesel
Płynę prawym halsem, rejsem Hermanna Hesse
A pod stopami chłód, pokładu z desek
I nieba bezkres, definiuje wszechświata deseń
Tak płyne se, nie wiedząc sam ile zdołam
Czeka na mnie Gauguin na Noa Noa
Tak płyne se, nie wiedząc sam ile zdołam
Czeka na mnie Gauguin na Noa Noa

[REFREN]

Ten zbiera burze, kto sieje wiatr
Niesie garb swój, staruszek świat
Od Morza aż do Tatr, z głębin oceanu aż do gwiazd - Królowych nocy
Noszę medalion o bardzo wielkiej mocy,
Ten zbiera plony kto jest szalony, by siać na ugór
Kto jest skończony, obala trony, by pić na umór
To jeden z ludu, powiernik trudu
Noszę medalion co dotyka sedna bez trudu,
Co dotyka sedna bez trudu..
Noszę medalion co dotyka sedna bez trudu...

[REFREN] x3
Los sprowadza nas na ziemię każdego dnia drzemie w nas
Promyk nadziei zgasł czy będzie płonąć czas
Nieubłagalnie zostawia na nas swój ślad
Pierwiastek zła znów szuka swego ujścia gdzieś
W natłoku chujstwa treść ma uświadamiać
Wskazywać drogę i błędy w ludzkich poczynaniach
Czy tędy prowadzi ścieżka do samospełnienia
Którędy iść i czy to nie droga do zatracenia
Jest jak znaleźć sens i istotę swego bytu
Wciąż poszukując tych jeszcze niezdobytych szczytów
I czy budując naprawdę najpierw musisz burzyć
Walcząc o prawdę nie wiedząc czemu ona miała służyć
Zatracić się w tym czy poddać się bez walki
Użyć każdej broni w budowaniu własnej arki
Oświecisz latarki światłem tunelu część tylko
A wszystko i tak się może okazać pomyłką

Szukając siebie w tym buszu, w znakach na niebie,
W kartki arkuszu, w pokrytej asfaltem glebie
Znajduję mniej odpowiedzi niż jest pytań
Prawda ukryta w rzeczywistości szarej jak tytan

By nie stracić godności spojrzeć w lustrzane odbicie
Bez lęku idąc przez życie ku normalności i szczęściu
I pomóc mu gdy się pojawi szansa
Człowiek jest tylko pionkiem w grze miasto to plansza
Wbrew temu co mówią diabeł tkwi w drobnych niuansach
Choć łatwo wyprzeć się kłamstwa ono powróci
Zostanie prawdziwych garstka ktoś nagle ucichł
Czy zrozumiał, że punkt widzenia jest pojęciem względnym
Skusił go grosz los powiedział droga nie tędy
Często od życia kop bywa bezcenny
Byś mógł podjąć trop na nowo wiedząc co ważne
Świat jest pełen hipokryzji lecz też gdzieś ma swą prawdę
Lecz też gdzieś ma swój sens każdy kolejny słońca wschód
A wokół w brud kłótni i zgód
To czym karmi się lud często jest gwoździem w trumnie
Czy nadejdzie nasz koniec zapowiadany tak szumnie?

Szukając siebie w tym buszu, w znakach na niebie,
W kartki arkuszu, w pokrytej asfaltem glebie
Znajduję mniej odpowiedzi niż jest pytań
Prawda ukryta w rzeczywistości szarej jak tytan

Szukając siebie w tym buszu w tej czystej kartce
Wiesz ciągle walczę atrament znów brudzi palce
Choć sieją zamęt ci co są w środku słabi
Wśród ludzi króluje zawiść
Łatwo udławić się w tej grze własnym ego
Nie dla nas jest niebo nie zawsze z prądem płyniesz ku brzegom
Często rozsądek przysłania ambicja
Czy coś w tym złego gdy jest w tym misja chuj ci do tego gdzie mam swą przystań
Ja nie od dziś gram od zawsze w zgodzie z prawdą
Ty powiesz on nie zasłużył ja powiem zasłużył już dawno
Przeżyłem bagno, którego nie życzę nikomu
Z gadką dosadną nie spuszczam z tonu
Do mikrofonu wrzeszczę nie jestem wieszczem
W rzeczywistości jak tytan szarej brzytwy nie chwytam jadę dalej
Nie tonę chcesz tego jeszcze będę tym samym szczonem, którym byłem wcześniej
A ty weź sprawdź to

Szukając siebie w tym buszu, w znakach na niebie,
W kartki arkuszu, w pokrytej asfaltem glebie
Znajduję mniej odpowiedzi niż jest pytań
Prawda ukryta w rzeczywistości szarej jak tytan

Szukając siebie odnaleźć gdzieś w sobie prawdę...
Świat dokoła jest jak makowe pole, narkotyczna łąka
Łatwo wciąga mnie grając cudzą rolę
Nie muszę być zdolna
Ludzie dzisiaj chcą tylko móc i mieć
Ja dziś chcę być wolna

Choć się nie znamy, rzadko mijamy
Chcę wiedzieć, że
Być pewna, że
W tłumie ludzi ślepych i głuchych
Odnajdziesz mnie, znajdziemy się

Szybko mija czas, a może tylko my
Może jeszcze mamy go
Dzikich ptaków klucz
Pewnie lepiej wie gdzie przystanąć warto
Suchą stopą chcę przejść tak wiele mórz
Ruszam z czystą kartą

Choć się nie znamy, rzadko mijamy
Chcę wiedzieć, że
Być pewna, że
W tłumie ludzi ślepych i głuchych
Odnajdziesz mnie, znajdziemy się

Wyłapiemy się wzrokiem z tłumu miliardów
Idąc, skruszymy beton murów i standardów
Nie trzeba tu ich umów ani kontraktów
Ziemia za ten tlen nam nie wystawi faktur
Ślepi stawiają wielkie pomniki oczu i tym widzącym karzą ich dotknąć i poczuć
Chociaż są głusi i nie posiadają głosu
Chcą nas nauczyć w jaki mamy mówić sposób
Wiem, że jesteś gdzieś chociaż Cię nie znam
Nie będę tym jedynym i Ty nie jesteś jedna
Stworzymy grupę, która zerwie się z rejsu
Pamiętaj, widzimy się na miejscu

Choć się nie znamy, rzadko mijamy
Chcę wiedzieć, że
Być pewna, że
W tłumie ludzi ślepych i głuchych
Odnajdziesz mnie, znajdziemy się
Moje Demony atakują z każdej strony!
Chcą mojej zguby, najwyższej próby kutafony!
Mam ich dość, a jak na złość jest ich mnóstwo,
Rodzą się jak króliki - ziom, niezłe gówno!

No dobra dawaj ten bit !

Ref:
Moje Demony atakują z każdej strony!
Chcą mojej zguby, najwyższej próby kutafony!
Mam ich dość, a jak na złość jest ich mnóstwo,
Rodzą się jak króliki - ziom, niezłe gówno!

dAb:
Mam parę demonów seksu, bo jeden, nie byłby od seksu tylko od najebek
A ten ziom właśnie, on rośnie ciągle w siłę - bo kiedy jestem trzeźwy to zaraz się napiję
Demon prędkości - tego to nawet lubię, wciska mi gaz do dechy kiedy się tylko wkurwię!
A ten od furki ma niezłą polewę, i robi sobie bekę ze mnie z Demonem Zjebek.
Demon komputera, ten to jest przechera cywilizowałem się już z nim nie raz,
Nie dwa, nie trzy, nie sto nawet, on kumpluje się z tym chujem od zabawek!
Wiesz jest też jeden gnojek taki, który sprawia że wciąż się boję o dzieciaki,
A inny to że trzęsą mi się ręce, gdy jestem zazdrosny a tego wcale nie chce!
Nie chcę ich wcale - niech spierdalają! Muszę rozpierdolić ich swoją husarią
Jedni narzekają, inni w chuju mają a ja nie dam się zjebać tym kanaliom!
Mówię nie dam się zjebać tym PizDemonie, bo mikrofonu koniec jest po mojej stronie!
Przekuję was na pieniądze chuje, pół godziny na stojąco - czujesz ?

Ref:
Moje Demony atakują z każdej strony!
Chcą mojej zguby, najwyższej próby kutafony!
Mam ich dość, a jak na złość jest ich mnóstwo,
Rodzą się jak króliki - ziom, niezłe gówno!

Joka:
Tematem tej nawijki, niech będzie książka, którą dostałem dawno temu od ojca,
Dużo humoru, erotycznie mocna, demoniczna powieść o życiu chłopca,
Każda kolejna strona wciąga mnie do środka, każdy kolejny rozdział mógłby nie mieć końca
Coś o zarwanych nockach, spalonych mostach, autor ponoć nieznany - chociaż ja znam gościa
Na każdej kartce papilarna jest pieczątka, tych przeczytanych jakieś dziesięć tysiąca
Co to za książka? Nie wie profesor gąbka, W11, Komenda i Pomorska
Mam ją i czytam, bo w tym tekście każda kropka, zaczyna zdanie z dużej litery jak Śląsk,
Dostęp do morza, albo widok z okna, być albo nie być - dramatyka Sheaksper'owska
Twarda okładka ona nie chce się rozpaść, skóra która zmienia się tylko od słońca
Czarno na białym, drukowana czcionka, nie znajdziesz tego kruka w kolorowych kioskach,
A słowa papugami powtarzają się jak ten ptak, co krzywy dziób ma tak jak na zakrętach
Książka to papier, a orzeł na monetach jest tyle samo warty co jego własna reszka
O kobietach, o tym co będzie jutro, przepis na Siebie jakby życie było kuchnią
Jak za błędy nie zapłacić dupą, i którędy wejść jak mnie wyrzucą
Nie ważny tytuł, nie zaszło jeszcze słońce niebieskie niebo nie wróży że już kończę,
Niezły początek, to tak jak dobry rozbieg, gdy tą melodię grać nadal tak jak człowiek
Na każdej kartce papilarna jest pieczątka, nie ma na "pudlu", kundlu i w brukowcach
Nie możesz dostać! Schyl się, podskocz, pląsaj, zmień nazwisko, wszystko zapuść wąsa
Stop! Nie pytaj nie możesz jej dostać, przeczytam do końca, demonizująca!
Na bitach, uśmiechnięta postać - Joka, demony pełne do worka!

Ref:
Moje Demony atakują z każdej strony!
Chcą mojej zguby, najwyższej próby kutafony!
Mam ich dość, a jak na złość jest ich mnóstwo,
Rodzą się jak króliki - ziom, niezłe gówno!
Siemano dziwki co jest z wami kurwa mać ?
jeszcze nie obrosły cipki chcą się za kutasa brać

co za czasy 2011 ej ej ej kurwa !!!

trzepiesz się za hajs lubisz hajs masz przelicz
nawija jak Beyonce obcykana jak Kays
tania imitacja Angeli Jolie
chcesz dać jej uczucie ona w nominałach goni wała
choć byś miała temperament Sandry Hayek
nie dam się oszukać wiem że nie za darmo dajesz
potem zarobiony frajer co cię wozi na zakupy
będzie woził do póty do puki nastawiasz mu dupy
strawiony i wypluty w doświadczenia utył
bo za brakło mu waluty na twoje nowe buty
aaa sam był głupi jak but z lewej nogi
myślał że se kupi twoją dupę co zrobił ?
skończył w szpitalu dla pierdolniętych
i skończył bez szmalu bo jest pierdolnięty

aaa

ilu tępych oszukanych przez sixe
sępy jelenie osły tumany to przykre

bo to co je podnieca to się nazywa kasa
to czasem też jest beta lub "mesiek" s klasa

bo to co mnie podnieca to czasem też jest sex
a sex plus dobra fura to ich priorytet jest

21 wiek kurwa co za czasy fatalny
niedługo będą miały na cipach kasy fiskalne
chcą faceta raczej alfa niż romeo
i dobrze by było gdyby woził się alfa romeo
może ssać od taty kesh słać jej kwiaty też
dać jej wszystko na co stać cię po za tym wiesz
że ona lubi twoją buźkę gogusia
kocha cię za to że ją wozisz wózkiem tatusia
masz 21 lat i za łóżkiem pornusa
ale co byś zrobił gdybyś zdjąć jej bluzkę musiał
trzepiesz kapucyna leżysz w łóżku z parówą
ona posypaną miłość wciąga 200 złotówą
nie masz gustu na grubo chcesz gwiazdę roku
bo ma ten fokus w oku jest gościnna w kroku
ma pokus siedem w okół siebie daj se spokój nie wiesz
lepiej się złórzyć niż zardzewieć proste
Każdy to wie policja jest dziwna
Czasem jest wesoła czasem agresywna
Jest bardzo potrzebna ale bardzo lubi przeginać pałę
Będziesz szedł nocą musisz wiedzieć
Że wąskobarkowcy mogą spisać cię
Z rękami nad głową będziesz stał
Oni będą szukać giwer gazu bejzbolowych pał
Jesteś podejrzany nie masz dokumentów
Zawiną cię na dołek bez żadnych argumentów
Przy odrobinie pecha jaki miął kumpel mój
Możesz iść do pudła za damski chuj.

Ref. X2
Będziesz szedł nocą musisz wiedzieć że
Mogą spotkać cię wychodki psie
Oni dobrze wiedza że mogą w dupę pocałować mnie
Wychodki psie!

No więc idzie nas trzech każdy z nas ma kaca
Patrzymy jakiś niebieski samochód zawraca
Chłopcy gdzie jedziecie
Do nocnego podwieziecie
Oni z nysy bardzo szybko wyskoczyli
I nie byli da nas wcale bardzo mili
Tylko w swoje łapy pałki wzięli
I po ulicy ganiać nas zaczęli
Ale widząc że nas nie dogonią
Chcieli ulżyć swoim silnym dłoniom
Dojebali pijakowi on ich wyzwał
Za co czeka go wytrzeźwień izba
Miął pecha bo mieli humor nie najlepszy
W nysie nieraz jeszcze ktoś mu przypieprzy
Myjka nie jest teraz wcale tania
Będzie facet miął co do powspominania

Ref. X2
Będziesz szedł nocą musisz wiedzieć że
Mogą spotkać cię wychodki psie
Oni dobrze wiedza że mogą w dupę pocałować mnie
Wychodki psie!

Dwudziesta druga wszystkich spisać by chcieli
Przy tym udają wielkich twardziel
Jak Steaven Segal Bogusław Linda
Borewicz Ewans Linda
A na ciemnej ulicy pięciu gości
Kopie jednego bez żadnej litości
Tu nie ma psów nie ma patroli
Byli tu potrzebni ale ich to pierdoli
Nie licz na nich licz tylko na siebie
Uważaj człowieku bo ktoś ci przyjebie
Nie chodź po nocach a jeśli już
To kup kopyto bejzbola czy nóż
Lecz wtedy nie będzie wskazane dla ciebie
Spotkanie z policja w gówno się wjebiesz!

Ref. X2
Będziesz szedł nocą musisz wiedzieć że
Mogą spotkać cię wychodki psie
Oni dobrze wiedza że mogą w dupę pocałować mnie
Wychodki psie!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo