Losowe piosenki. Polski Hip Hop

Chcesz? Zostań nowoczesnym ascetą,
Jak nie, olej ten kabareton,
Zapewniam każdego na mur beton,
masz prawo przeto, ogłoś swe Veto. x2

[Rahim]
Gdy nie mam przekonania, lub czegoś nie chcę
mówię nie, bez wahania się nie pieprzę.
Mogą z tej okazji nazwać mnie leszczem,
wolę to, niż dać złapać się w kleszcze.
Czy jakiekolwiek mentalne sidła,
gdyż powodują nowinne prawidła,
idące w parze jak nić i igła,
a nie te podcinające skrzydła.
Nie wiem kim stałbym się wówczas,
gdybym swój czas tracił na czyjeś głupstwa.
Schemat odległy od nieróbstwa,
temat podległego pospólstwa.
Przytakują ustami ze strachu
albo godzą się na wszystko z rozmachu,
akceptują cudzych myśli zasób
za swoje zdanie wezmą do piachu.
Chcesz?

Chcesz? Zostań nowoczesnym ascetą,
Jak nie, olej ten kabareton,
Zapewniam każdego na mur beton,
masz prawo przeto, ogłoś swe Veto. x2

[Rahim]
Masz pełne prawo mówić "nie" sprawom
które Cię dławią, słabią, nieciekawią
winno być klawo, zgodnie z zajawą
a przede wszystkim z pragnień oprawą

[Fokus]
Trzeba mieć miecz lub karabin
Umieć się postawić, czyli
Mieć swoje zdanie, umieć za nie zabić,
Czyli chcieć się przeciwstawić
Nie bać się i nie dać i zajebać w mordę
wtedy kiedy trzeba, nie ma przebacz, co nie Seba?

[Rahim]
Jak doszedłeś do takiego wniosku?

[Fokus]
Potrzebuje mieć własną opinię tak po prostu.
Utrzymuje je i ripostuje, by je bronić,
dedukuje sam, a nie powtarzam tak jak oni.

[Rahim]
Świadomym będzie, ten kto tego liźnie,
zupełnie jak z życiem na obczyźnie,
na początku może być nieco dziwnie
ale wierz mi, warto żyć asertywnie?

Chcesz? Zostań nowoczesnym ascetą,
Jak nie, olej ten kabareton,
Zapewniam każdego na mur beton,
masz prawo przeto, ogłoś swe Veto. x2

[Łona]
Wrodzona skromność no i pasterz
każe mi zwrócić uwagę na pewien aspekt.
Szczegół, właściwie nie ma większej sprawy
ale mam bogate wnętrze, a w tym wnętrzu większe wady.
I wada za wadą, na banie mi kładą,
że pragną działać i to nie jedna ale cały tabun.
Chcą wolności, teraz, zaraz, mówię im wtedy:
"Milczeć chuje, nie pozwalam!"
Walczę resztką sił, odrobiną,
z tym co we mnie płonie, żeby na mnie wpłynąć.
I to Veto mnie oczyszcza jak ogień,
rzadko nie pozwalam, częściej nie pozwalam sobie.
Trzymam na wodzy ten mały depozyt
cech co mi dały niewesołe prognozy.
One walczą i nie znam ich wszystkich metod
Ale póki co mówię "Nie pozwalam, Veto."

Chcesz? Zostań nowoczesnym ascetą,
Jak nie, olej ten kabareton,
Zapewniam każdego na mur beton,
masz prawo przeto, ogłoś swe Veto. x2
Przyzwoitość, przyzwoitość, przyzwoitość, przyzwoitość
To waluta, waluta, waluta, waluta.
Przyzwoitość, przyzwoitość, przyzwoitość, przyzwoitość
To waluta, waluta (waluta),waluta, waluta (waluta),
Waluta, waluta (Wciąż ważna), waluta, waluta (waluta),
Przyzwoitość, przyzwoitość to waluta, waluta (to waluta),
Waluta, waluta (to waluta), waluta, waluta (to waluta),
Waluta, waluta.
Przyzwoitość, przyzwoitość, przyzwoitość, przyzwoitość
To waluta, waluta (waluta),waluta, waluta (waluta),
To waluta, waluta (waluta),waluta, waluta (solidna),
Waluta, waluta (wciąż ważna), waluta, waluta (waluta),
Waluta, waluta, waluta (waluta), waluta.
Brud, seks, dewiacja, śmierć..
To wędrówka przez brud, seks, dewiacje, śmierć
w biurze podróży wiesz je nie kupią, wygodnie usiądź
ona uważa to za mechaniczny akt,
on czuł już jej strach w szkarłatnych snach
w kałużach oleju powoli ją topi
fizyczny wstręt, te jego oczy
to typ z tych którym zazwyczaj odmawia
redukują ją do otworów w środku ciała
ostatni klient, bo pada z nóg
dzień w dzień od roku a przyjechała tu na kciuk, autostopem
miasto potrafi być okropne
przez te noce wygasł popęd i życia błysk
jak każdy Ikar spadła na pysk
OOo ma co do niej swój plan
uderzyć tępym narzędziem w zgięty kark
tym czasem czuje po poprzednim kliencie
kwaśno-słodkie tudzież gorzkie napięcie
zlizuje z wnętrza jej ud stróżkę potu
na wargach lubi czuć dziwny nie pokój
choć jest dla niego gnidą ludzkiego rodzaju
haremową diwe chce zabrać dziś do raju

obejmuje go udami gdy on pluje jej do ust
obelgami głaszcze, gniecie biust
choć ma w sobie pięciomiesięczny płód
nie zobaczy jutra - to ostatnia kamasutra

marny kochanek ma kilka atutów,
fasony w samochodzie do wywabiania trupów
dłuto i nóż, który jak w masło wejdzie
do tego ból, najdoskonalsze narzędzie
ją już to nie bawi, widać po jej twarzy
gdy mówi że za rok odmówi za nią kadysz
a złogi tłuszczu, które nazywa ciałem
zamieni w lepkie ochłapy, zwyrodnialec
dziwka chce uciec, nie ma którędy
uśmiech rozpaczy ukazuje sztuczne zęby
kraina chorób, śmierci jej fatum
serce odmierza kadencje rosnącego strachu

cios wygina kręgosłup, oczy stawia w słup
nie czuję już stóp,
dłutem w kark orzeknie coroner
nie miała nic na swoją obrone
dwanaście godzin temu patrząc na trupa powie
hemoliza utrwalone plamy opadowe
dla oprawcy to nie są rzeczy nowe
z jego ręki jej głowa bierze rozwód z tułowiem
obcy ból, obcy strach, obcy wstręt
krew tryska na plakat Sharon Tate
od łona robi cięcie aż po mostek
zna to dobrze jak dewot Pater noster
może docenisz teraz jej piękne wnętrze
a ona odda Ci serce w dobre ręce
gdy krwi skrzepy zalepiają jej plecy
truchło zdradza przed nim sekrety
brandzluje się nad nim a jego lewy but
wyciska powietrze z jej nieposłuszych płuc
dziecko z bebechów wrzuca do klozetu
to miejsce poznaje dziś dzieje grzechów
w tle jego uśmiechu wymowna scena
śmierć zasypiana zamiast narodzin budzenia
z miną świętego wychodzi z bloku
w kieszeni pukiel włosów, kiep zgaszony w oku
w szoku, prasa o tym "koszmar"
nie jeden przeczyta pijąc kawę do tosta
narzędzia do garażu z domu zabierze
w każdym z nas czai się jakieś zwierze
w bólu pod skorupą bródu jej twarz zastygła
nie skończyła pracy, która dawno obrzydła
ludzkie współczucie i łzy warte są tyle
co jej krzyk w godzine śmierci, bez znaczenia
Nadchodzą w kapturach postacie
To nie mnisi to źli i łysi to Klima kapiszi
Nigdy nie mów nie do wiary stary
Że jednoczą nas te same dziary
To my nocne mary
Parę osób w duszy zjednoczonych mistycznie
Na skórze alfabetycznie Europa mówiąc geograficznie
To co honorowe pieczętuję krwią
Muzyką zmolestowaną techniką
Bo nieważna jest sytuacja
Klima korporacja w siłę rośnie
Większą niż bomby które rozjebały Bośnię
Poczekaj a każdy z nas dorośnie
Postara się i przyjmie pozycje
W świecie który pierdoli policję
Nasze produkcje są skazane na banicję
Rok po ukazaniu
Chuligański raport z osiedla w najlepszym wykonaniu
Aha, aha w Klimie nie wszyscy rymują
Ale wszyscy w tą samą drogę kierują
Razem blanty rolują, zarobkiem się działkują
A przede wszystkim nawzajem szanują
Bo nasze zadanie to molestowanie
Leszczy ściemnienie, sprytne przekręcanie
Zadaj Kaczy jeszcze jedno pytanie
Ja bez kłopotu odpowiem ci na nie
Proceder na zawsze w Klimie zostanie
Tu każdy z chłopaków ma własne rozeznanie
Wie z kim trzeba trzymać a komu obić banię
Więc lepiej uważaj jeśli stoisz w ciemnej bramie
Nie jesteś w porządku czeka cię oklepanie
Tu centrum i Grochów wkracza niesławny Proceder
Chada i Kacza
Nie ma amatorki każdy czymś się odznacza
Przekaz tylko dla prawdziwych nie szukamy słuchacza
Nie kminisz slangu to poszukaj tłumacza
U nas zawsze jest zgoda swój swojemu wybacza
Jeden równy drugiemu Klima to zaznacza
Czasem jakieś kłopoty ale nikt nie rozpacza
To słowa chłopaków zrzeszonych w Klimie
Prawdziwa zajawka która nigdy nie minie
My gustujemy w blantach a nie w tanim winie
I to nam daje moc palacz Heleny ginie
Dlaczego to jaracie ja tego nie rozkminię
I widzę to na co dzień nie na seansach w kinie
Pokój dla wszystkich ludzi z mojej dzielnicy
Grochów i śródmieście sami ostrzy zawodnicy
Chuligani Legii prosto ze stolicy Warszawa
To moja okolica Proceder warszawska ulica

Ref. [x2]

To my niechciani nie lubiani u swoich szanowani
Czy już rozpoznani Klima zawsze nastukani
Dopiero wtedy jak zaczęliśmy u Kaczego
Przy pomocy Konrada i jego brata ciotecznego
Za blatem chujowego komputera Atariego
Szumiące podkłady ale to nic wstydliwego
Teraz Chada sza kchp Vienio r do o do d
Te osoby działają w Klimie
Wiesz coś to klops na jaźwę
I w ogóle nie używaj tego słowa niech będzie obca ci nasza mowa
Wielkie pozdrowienia dla chłopaków z Mokotowa
Nie mogę zapomnieć o swoich braciach z Ursynowa Klima
Nie mówi ci nic więc po chuj się pucujesz
Szanownej Klimie plany krzyżujesz
Nie każdemu się zawsze dobrze wiedzie
I pamiętaj prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie
Teraz zdrowie wszystkich bliskich chciałem wypić
Dobre chłopaki z Klimy możecie zawsze na mnie liczyć

Ref. [x4]
(…) to my niechciani nie lubiani u swoich szanowani
To my niechciani nie lubiani u swoich szanowani u swoich szanowani.
1.Przesłuchałeś już tą płyt?, podrzuć ją znajomym, rodzicom ,bratu ,starszej siostrze ,może właśnie ten dzień życie będzie dla nich prostsze choć na chwile, chyba się nie mylę mówiąc, że oni tacy jak my kiedy? byli. Tak samo się bawili, mieli własne pragnienia , sny jak ja i ty, dążyli do ich spełnienia. Dzisiaj normalna rzecz, pamięcią sięgają wstecz, lecz popełnionych błędów naprawi się nie da ,ale nikt im nie odbierze już tego co przeżyli, na wspomnieniach kurz, a przecież tak nie dawno byli tacy jak ty ,jak ja - młodzi zbuntowani do wytrzymałości granic ,dlatego kiedy patrzą na nas pewnie widzą siebie, daj? rady, przestrzegają byśmy mogli przebiec ten maraton zwycięsko w pogoni za wypłat? od własnego życia,siła przebicia zamieniona w stateczność. Też tak chciałbym przeżyć wieczność, ale za chwile, jeszcze nie teraz, na razie nie chce dbać swój bilet, wsiąść do pociągu jechać, patrzeć przez szybę na obrazy, słuchać ludzi którzy tą trasą pokonywali wiele razy.

Ref. To pożółkły kalendarz pełen dat i notatek, lista na życie planów i wydartych kartek. To szum zakurzonej płyty jak ostatnia lekcja, wspomnień garść - retrospekcja (retrospekcja)

2.Na przestrzeni paru dobrych lat powstawała ta płyta, ile było terminów lepiej nie pytać ile zgrzytów, ile pomysłów każdy z nas miał na nią .Dzisiaj leży przed Tobą niczym upadły Anioł...
Ale mądry bogatszy o tamte doświadczenia prosi byś go wysłuchał. gdy Ty chcesz zamienić w głaz, nadszedł w końcu czas by Anioł powstał, to jego riposta, lecz czy sprosta Twym wymaganiom nie wiem. Proszę tylko o jedno byś wysłuchał Go w potrzebie, byś wysłuchał Go w ciszy. Nikt nie zliczy zapisanych kartek, odrzuconych bitów, kartki podarte, z podkładów nie będzie już hitów. A tyle ich było w naszych głowach, entuzjazmu w rozmowach i dalekosiężnych planach, a to wszystko ramach braterskiej współpracy. Nawet nie wiesz jak wiele dla nas znaczy ten projekt. Dla nas to nie tylko płyta, ten krążek to jest coś znacznie więcej, niż tylko wyciągnięte ręce i uciśnięte dłonie. Je łatwo jest puścić, my mamy coś co nie utonie. Ta płyta to nasz most łączących dwa różne światy - dwa przeciwne brzegi jednej rzeki .

Ref. To pożółkły kalendarz pełen dat i notatek, lista na życie planów i wydartych kartek. To szum zakurzonej płyty jak ostatnia lekcja, wspomnień garść - retrospekcja (retrospekcja)

3. To, co słyszysz pod wokalem to też przekaz wiesz? To myśli ubrane w nuty przemawiają jak zza szyby gorzki deszcz do nas, to słowa które nie padły, słowa które mówią o nas, wyrazy które szepczą tak wiele o ich autorze, o poecie dzwięku który je spisał na klawiszach, narysował na strunach tak wyraźnie. Nie widzisz? Uruchom wyobraźnie wiele takich obrazów odeszło już w nie pamięć przez te kilka lat. Dwóch poetów - jedno dzieło ja i brat, teraz ty tego słuchasz nie wiedząc nawet ile potu, wyrzeczeń, hajsu i serca tu zostało uwięzione. Te wszystkie kawałki, które mam w głowie, lub w szufladzie dzisiaj w ofierze złożone. W imię postępu, w imię zmian, bo tych bardzo wiele przez ostatnie kilka lat przyjaciele, rodzina... Czasu szmat za nami. Nieco starsi, mądrzejsi, bogaci w doświadczenia z biegiem czasu zupełnie inne rzeczy zaczyna się doceniac. Widzę rozumiem potrafię wybrać spokój, rodzina, nauka, dziewczyna, muzyka, praca - to idee w które inwestować się opłaca.

Ref. To pożółkły kalendarz pełen dat i notatek, lista na życie planów i wydartych kartek. To szum zakurzonej płyty jak ostatnia lekcja, wspomnień garść - retrospekcja (retrospekcja) 3x
Gdzie jest światło? Nie ma światła.
Nie ma światła, wyjść z tunelu jest niełatwo.
Twe walory i zalety,
Tak naprawdę, gdy widziałem byłem ślepy.

Zobacz, tam jest światło! Nie ma światła.
Nie ma światła, wyjść z tunelu jest niełatwo.
Twe walory i zalety,
Tak naprawdę, gdy widziałem byłem ślepy.

Ja byłem ślepy,
Wiele rzeczy można zrobić dla zwykłej podniety,
Gdy nie widzę, nie pomogą żadne fakultety,
Choć myślałem, że wiem wszystko i wszystko rozumiem,
Nie widziałem strachu w sercu bliskiej mi kobiety.

Czy kochałeś ją, czy może tylko chcesz ozdoby?
W centrum miasta, na parkiecie i w galerii mody,
Robić wszystko tylko dla własnej wygody,
Dla prestiżu, hajsu i pięknej garderoby.

Zapomniałeś co w tym życiu liczy się najbardziej,
Beznamiętnie, zero uczuć - taki z ciebie twardziel,
Nie słuchałeś, gdy mówiła: "dłużej tak nie mogę",
Nie widziałeś światła i wybrałeś ślepą drogę.

Zapomniałeś co w twym życiu liczy się najbardziej,
Czy przypomnisz sobie, gdy spojrzysz w oczy starości?
Dla pewności chciałeś potwierdzenia i dowodów,
Bo ślepy, zamiast kochać toczy walkę bez powodu. [3x]

Gdzie jest światło? Nie ma światła.
Nie ma światła, wyjść z tunelu jest niełatwo.
Twe walory i zalety,
Tak naprawdę, gdy widziałem byłem ślepy.

Zobacz, tam jest światło! Nie ma światła.
Nie ma światła, wyjść z tunelu jest niełatwo.
Twe walory i zalety,
Tak naprawdę, gdy widziałem byłem ślepy.
Raz, dwa, trzy, cztery.
Siema, skumaj me ambicje,
nic mnie nie zatrzyma bo nazywam się KID wiesz?
Ej, to jest jak pierwszy gwizdek,
piłka w grze, jestem nowym zawodnikiem,
Wchodzę na trawę nie po to by zawieść,
nie po to by nanieść wstydu na murawę,
Ale podnoszę poziom tej gry,
poprzeczka wędruje wysoko wierz mi,
Nie jestem jednym z tych z obrazka,
żaden rasta, masta blasta, czy pederasta,
Teraz to modne zwłaszcza,
że każda laska szuka tego w nas, a
Ja mam swój własny świat, własny styl,
nie musze być jak łak, być jak ty,
Wiem ile jest tu wart, znam swe sny,
nie ważne ile lat masz teraz krzycz!
Wchodzę na bit ze mną całe miasto,
Katowice nigdy nie zasną,
Światła gasną ale dalej jest jasno,
pozwólmy drogę oświetlić dziś gwiazdom,
Spójrz w niebo, ten ostatni raz,
gdzie czas płynie wolniej bo nie ma nas,
Klaszcz, i trzymaj kciuki bo ja,
prędzej czy później dotknę tych gwiazd.

Ref. Zawsze marzyłem o tej chwili która może tu trwać,
jeśli mam ogień w sobie proszę pozwól sobie go dać,
jest jedna droga którą kocham iść i nie będę stał,
w miejscu by moją rolę ktoś inny na scenie tu grał,
łapie wiatr w żagle i obiecuje polecę tam,
gdzie wzrok nie sięga wysoko do gwiazd.

Każdy z nas chciałby czasem by mu wyrosły skrzydła
Wznieść się ponad horyzont, zobaczyć wszystko z bliska
Nie czuć zapach spalin i zapomnieć o zyskach i stratach
Móc się oddalić, nauczyć się latać,
Zostawić atmosferę za plecami
widzieć w oddali tych wszystkich ludzi
którym sens nagrobek już postawił
To śmieszne, to jakbyś miał monetę z dwoma orłami
liczył na reszkę i mówił o zwycięstwie.
spójrz w moje oczy ile widzisz w nich prawdy
a ile kłamstwa i ile pogardy a ile chamstwa i czy to żarty jakieś?
Bo nie mam sampli, bo gram tu ciągle sam,
I nie chce być jak każdy kto gra dla satysfakcji
Ej, mówię po raz kolejny: zostaw,
mi wenę, czas i chęci poznasz.
Kto jest tutaj najlepszy, chłosta,
poleci choć bez pejczy, to stan
gdzieś pomiędzy euforią, a smutkiem,
gdy czujesz, że życie jest tak bardzo krótkie,
a żyć trzeba przecież, nie byle jak
prędzej czy później dotknę tych gwiazd

Ref. (2x) Zawsze marzyłem o tej chwili która może tu trwać,
jeśli mam ogień w sobie proszę pozwól sobie go dać
jest jedna droga którą kocham iść i nie będę stał,
w miejscu by moją rolę ktoś inny na scenie tu grał
łapie wiatr w żagle i obiecuje polecę tam
gdzie wzrok nie sięga wysoko do gwiazd.

(4x) Wysoko, wysoko wysoko do gwiazd.
Obiecuje że polecę tam gdzie wzrok nie sięga, wysoko do gwiazd
Sokół i Wardie:
zrywam zasłonę pierdolonej obłudy
bo gadzę urojonym farmazonem tych ludzi
rzygam już kurwa, widzę - siedzą w tym po uszy
posiadają wiedzę, naprawdę, wiecznie głusi
kiego chuja wszyscy wokół tolerują to?
myślisz, że możesz łgać wszystkim w twarz non stop?
pierdolę to.
stul dupę, zmień ton.
wozisz się, bo
leszcze łykają to, to co dla mnie to dno
naturalnie pod prąd, idę wciąż
ze Mną ZIP Skład jak jeden mąż
cały ten temat drąż, aż dotrzesz do sedna
prawda to prawda, od zawsze jest jedna
wchodzę w te miejsca i patrzę Ci w oczy
chyba nas nie znasz jak chcesz nas zaskoczyć
bujać to my a nie nas, panowie szlachta
Z jak zwycięstwo i P jak prawda!

ref. x2
ja wiem, że Ty wiesz, Ty wiesz, że ja wiem
że ugrzęźli ludzie w bagnie własnych, pierdolonych ściem

FU i Mieosz:
ej Zdzisiu powiedz
co Ci na sercu leży?
niezależnie co powiesz, tak Ci nikt nie uwierzy
a sam Zdzisio w to uwierzy
człowiek(?), tak to leży
wśród ekipy jego wszyscy wiedzą, że to kombinator
kombinował, posmakował a rozpłynął się jak baton
wyciągnij wnioski Zdzisiu i powiedz, co ty na to
boli Cię ta prawda? morda w beton, szmato
mówiąc dosadnie, Zdzisiu - bardziej trzymaj fason
i spójrz rano w lustro, i zastanów się kim jesteś
Ty wiesz, że ja wiem, że to wszystko to bezsens
gdy samemu sobie mówisz 'nic na to nie poradzę'
zacznij leczyć się Zdzisiu, miej to na uwadze
i nie pomoże Ci fakt, że wyjedziesz stąd daleko
bo to wszystko jest Tobie, głupoty Twoje kleką
na finiszu jesteś Zdzisiu, palisz jana poniekąd
to strategia równa zeru, Ty pobiłeś jej rekord

ref. x2 + skrecze Lulek
ja wiem, że Ty wiesz, Ty wiesz, że ja wiem
że ugrzęźli ludzie w bagnie własnych, pierdolonych ściem

Pono i Felipe:
gdzie tu sens, czemu nie powiedzieć by to prosto w oczy
przecież wiesz, że ja wiem, więc nic nas nie zaskoczy
cóż, karty na stół, ta, nie dzielę na pół
w półprawdę wbijam chuj i już, i już!
bo wzdłuż i wszerz, sam wiesz jak jest
ja też sam wiem, co jest prawdą a co snem
zamiast prawd, gdzie siłą rzeczy sam w tym bagnie tkwię
coraz bardziej grząskie, wciąga każdą prawdy cząstkę
co proste, po co komplikować - sam zobacz!
jak można wyprostować to, po co Ci wojna?
droga wolna, chcesz? to żyj w iluzji
możemy udawać dalej lub ze snu się tu obudzić
ZIP cuci, ZIP nuci, rym rzuci dla ludzi
zamiast się łudzić do źródła czas wrócić
nikt z nas nie jest głupi, nikt nie kupi głupich ściem
ja wiem, że Ty wiesz, Ty wiesz, że ja wiem.
[x2]
My i wy wyrwani, my i wy ze złej strony znani
My i wy wyrwani, my i wy kulturze tej oddani

To wy, to dzięki wam to co słyszycie
To my na uszach waszych i na bicie
To wy dajecie siłę do robienia
To my na wspólnych bibach od korzenia
W ramach symbiozy jak lód boży
Zapakuj dziś ten szyk, ten bit na wozy
Butla skwierczy, zgoda płynie w zgody dymie

Nie raz z*****ne sny na łamach jednej gry
Zobaczysz lepsze dni gdy na łamach jednej gry
My i wy na byt skazani, rytmem miasta napędzani
Zwykle ze złej strony znani, rzadko z dobrej ujawniani
A oto dobre motto dla człowieka, bądź człowiekiem
Dla człowieka żeby on z kolei kiedyś miał ciebie za człowieka
Czasem nerw skacze, ciało ból spieka
Bądź człowiekiem dla człowieka
Bo nigdy nie odgadniesz, nie, co cię dzisiaj czeka

[x2]
My i wy wyrwani, my i wy ze złej strony znani
My i wy wyrwani, my i wy kulturze tej oddani

Hey, yo niezależnie od pory chory wyrwany show
My w plenerze wspólnej wierze pokojowej atmosferze
Po niżej swej nie stoisz nie czuj się gorszy tą kulturę tworzysz
Niech piszą w artykule, akustyk podkręć na full, ej
Werble trafiają jak w cel kule
Nigdy nie zamulę, to dla was szaleństwo
Ulica wita po oczach poznaje swojego [?]
Dziękuję za zrozumienie, jesteście moim natchnieniem
Spełniacie moje marzenie, orientacja podziemie
Tam korzenie Śląsk, wschód południe, zachód północ
Krzyczcie młodzi, prawda zwycięży nie zawodzi

W miejskim autobusie singiel gra
Słuchają miasta szpony papu znad przyszłości hardcore rapu
Masz prawo szanować, masz prawo nienawidzić, masz prawo
Dobrej wartości garniesz, nazywasz ją sławą
Za dziesięć lat zrozumiesz co było ważne
Czy to miało sens, po prostu skryjesz nóż za kredens
Nawijasz, nawijasz bez fałszu nawijać sztuką jest
W samotności litra nie spijać
W pięciu na jednego bójki nie wszczynać
Tworzymy jedną kulturę, dochodzi to do ciebie?
Nie oprowadzaj skłóconych po rozpalonym niebie
My i wy wychowani na słowiańskim chlebie, dochodzi to do ciebie?

[x2]
My i wy wyrwani, my i wy ze złej strony znani
My i wy wyrwani, my i wy kulturze tej oddani

Tak to my, my robimy dobry syf
A wy popelinę, po prostu zwykły wstyd
Daj mi ten bit, a polecę i pojadę
Tych co się sprzedali na tym popowym podkładzie
My i wy znacie te różnice i widzicie
Nie siła w polityce tylko w naszej rap muzyce
Ulicznej stylistyce, oto basy, bity, blendy
Kiepskim zamknę gęby na rap stawiam i trendy
Od zawsze na zawsze TeWu też znają tą jazdę
Rap działania ważne *****ć komercyjny pasztet
I patyka tym w paszczę, którzy w moim pięknym mieście
Sprzedali się za marne frajerskie ecie-pecie
I wy już dobrze wiecie ze to o was chodzi ciecie
Jesteście zwykłe śmiecie, nie ma was w rapowym świecie
Poznań, ja w nim jestem, ja w nim żyję, tekst za tekstem
Jak z poznańskim czerstwem, który znów stał się pretekstem
Robię rap i tu jestem, R to znaczy rap nie bezsens
A w patyki w ryjach róbcie tani hit, komercje
I się pieprzcie i się pieprzcie
My i wy to dwie odmienne kwestie
I się pieprzcie i się pieprzcie
My i wy, *****ysyny, odmienne kwestie

[x2]
My i wy wyrwani, my i wy ze złej strony znani
My i wy wyrwani, my i wy kulturze tej oddani
Przemierzam miasto na gumowych podeszwach,
Czarna 65-ka, piątkę kitram w rękaw,
Chcę noc spędzić przy dźwiękach i skończyć nad Wisłą,
Lub na krakowskim w bistro,
Mogę wszystko, rytm gra we mnie,
Zwykła noc, ale myśli bezcenne,
Życie bezczelne a los łajdacki,
Od dziecka ciekawski w poszukiwaniu atrakcji,
Leszek Talar psy bez domu chce przygarnąć,
Blisko pięknych kobiet nie umie się ogarnąć,
Bawi się życiem i cóż cały w siniakach,
Ale chodzić już umiem, teraz chcę umieć latać,
Nie masz cwaniaka gdy wiesz jak się nie zgubić,
Heniu Lermaszewski uczył cię kindersztuby,
Życie, bary, koncerty, kluby, toast,
Cygański los nocy rzucam się w ramiona.

Chorus (2X)
Jest już późno, piszę
Jest już późno, słucham
Nie chcę spać i myślę
Lub do snu się zmuszam.
Jest już późno i tylko wiatr na dworze
Grzeczne dzieci śpią o tej porze

Biegnę przez świat, ty biegniesz ze mną
Weź tylko plecak tu emocje są ceną
Weź dobry humor a wszystko wytrzymasz,
Weź dystans i pamiętaj na zakrętach się trzymaj,
Wiele razy przy barze ktoś się dzielił myślami,
Wiele razy walczyliśmy słowami,
Bo ktoś chce mnie zbawić lub kocha plotki,
Źle pojął zwrotki, chce sam coś sprawdzić
Noc wierny kompan na mojej drodze
EldoKa, Daniel Drumz jak na cygańskim wozie,
2HB z beaglem hej przygodo
przeżywam pamiętam i zabieram to ze sobą
Niektórych z nas dzielą myśli, wszechświaty
Niektórym z kolei podobny los się trafił
Do końca świata albo aż stracę fonię
Klub, noc, ja opowiadam ci historię

Chorus (2X)
Jest już późno, piszę
Jest już późno, słucham
Nie chcę spać i myślę
Lub do snu się zmuszam.
Jest już późno i tylko wiatr na dworze
Grzeczne dzieci śpią o tej porze.

No siemasz Leszek, słuchaj jesteś wyłączony,
Więc nagrywam ci się. Jesteśmy w przekąskach,
Zakąskach, jak coś to wpadaj, ja lecę….

Ulice puste, czytaj drogowskazy,
Jeśli masz intencje czyste nic złego się nie zdarzy,
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa,
Noc dla mnie to emocji festiwal,
By rozrabiać jak sam w domu Kevin,
Zwykły koleś, choć niezupełnie jak Kevin
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
Noc czas, kiedy większość w snach odpływa
[HDS]
Nie mogę cofnąć się non stop stres mnie zjada,
pierdolony hajs za rogiem czeka zdrada,
im więcej mamony tym więcej kłopotów,
podjąłem ryzyko muszę być na wszystko gotów.
Od nalotów państwowej mafii do edigafi,
pokryty bliznami jak w tragedii kadaffi,
nie jeden podstawił nogę podając się za brata,
skreślił swe dobrę imię, zachował się jak szmata.
Po paaru laatach, dokładnie wiem kto moim wrogiem,
jeśli będę musiał otworze ogień,
czekają na moje potknięcie żeby zabrać mi wszystko,
zdaję sobie sprawę nie ufam kurwiską.
Uważam ale trzymam blisko,
zeby zaskoczenie z nienacka nie przyszło,
nie wyszło, jebać to ciągle patrzę w pszyszłość,
odróżniam co to fałsz a co rzeczywistość.

Ref.2x
Dlaczego chciałeś oszukać mnie.
I obgadujesz za plecami zamiast mówić to w twarz.
Na pewno wyczują twój każdy fałsz.
Bo nawet jeśli kiedyś przegram w końcu zostanie sam.

[Egon]
Bezlitosny dla takich jak ty, bezlitosny,
mam za sobą tych wariatów z półswiadku,
marginesu co nie stronią od interesu,
głodnego cashu wiesz sam żyje tak.
Za mną brat za mną ludzie utopieni w brudzie,
a ty co masz dzisiaj mi to zwisa,
myślałeś że nie trzasną dissa,
całe życie grasz cwaniaka warci tobie.
Chamie zobaczysz co się z tobą stanie,
jak cię będą kopać nie warty słowa,
dobry chłopak, nie ma życia na blokach,
w twoim sercu fałsz i zdrada.
Już zapomnij o zasadach,
nie polegaj na układach,
żyj jak człowiek z podniesioną głową,
tak jak ja tych kotów prawdziwych mam za sobą.
Badasz swych wilków czy czeka na ofiarę,
chociaż mówią comba to myśli moje stałę.

[HDS]
Nie ma miejsca tu na kłótnie i szczere zwierzenie,
każdy wykorzysta twój moment zapomnienia,
chcę cię doprowadzić do samego zniszczenia,
do fałszywy dziwki chcą mego zatracenia.
Przyjaciół niewielu każdy na każdego gada,
fałszywe banknoty one też potrafią zdradzić,
nie mam pomocy to muszę sam sobie radzić,
w kryzysowej sytuacji jestem gotów na wiele.
Zawsze Ci pomogę jeśli jesteś przyjacielem,
podzielę się szamą z Tobą dam dach nad głową,
nigdy się nie wyłamie jeśli dałem tobie słowo,
spróbuj wykorzystać moje dobre serce.
przewal je na siano za siebie nie ręczę,
Spadasz w dół jak kamień łap się za poręcze,
kiedyś bym Ci pomógł teraz wypierdalaj prędzej.
Świat, pierze nam mózgi, dziwne rzeczy się dzieją,
to jakby pedały nagrały hymn hetero.
Tu, kilku ludziom nie podam już dłoni,
niech sobie idą, idą się pierdolić.
Widząc co się dzieje pijasz trochę więcej,
myśląc że to złe, myślisz źle najczęściej.
W nocy śnisz o gwiazdach, żyć jak ktoś wspaniale,
jeśli by jedna spadła to chyba tylko na łeb.
Praca wkurwia, brak pracy - bardziej.
Wypłata wkurwia gdy hajsy są marne.
Taka dramaturgia jaki poziom sceny.
Na czas tacka gówna, włącz stoper i już jemy.
Dziś u Hucza, a jutro gram solo.
dziś ślą na detoks, jutro wyślą na OIOM.
Dziwne rzeczy się dzieją, przyjaźnie się pierdolą,
laski chcą miłości, mówią to wibratorom.

ref.
Tu na rewirach dziwne rzeczy się dzieją,
zawsze ktoś przegiął i nikt się nie przejął.
Na telefonach z Peją dzieciaki na murkach,
nic nie rozumiejąc powtarzają kurwa.
Kurwa, wkurwia mnie brak zrozumienia,
podwórka to studia tych co grzeją temat.
Powtórka z południa, pod wieczór i z rana,
dlatego trzeba robić rap i się nie przyzwyczajać.

Robię rap, yo, jestem z tego dumny nie znany,
i chuj z tym że siana nie mamy jak wokal jest tłusty.
Rusz tym mała co dostałaś od mamy,
membrany bolą jak ludzi tu gdzie bramy, bojo i murki.
Późną porą kurwy stoją,
chłopaki wyrywają je na lacosty polo.
Wódka z colą i w usta biorą,
więc zastanów się co robi twoja córka kolo.
Podwórka szkolą tych co mają polot, swoje biorą,
łajzy stoją i pierdolą jak im źle jest na około.
Skoro nic z tym nie robisz, samo nic się nie zmieni,
pojąć to musisz w końcu ziomuś, trochę nadziei.
Chociaż chuj strzelił plany, czuję się wygrany,
bo mam wokal co buja wszystkie ściany na blokach.
Popatrz, jaka flota? Czysty rap, nic na pokaz,
Dziwne? No cóż, taki biznes.

ref.
Tu na rewirach dziwne rzeczy się dzieją,
zawsze ktoś przegiął i nikt się nie przejął.
Na telefonach z Peją dzieciaki na murkach,
nic nie rozumiejąc powtarzają kurwa.
Kurwa, wkurwia mnie brak zrozumienia,
podwórka to studia tych co grzeją temat.
Powtórka z południa, pod wieczór i z rana,
dlatego trzeba robić rap i się nie przyzwyczajać.

Chce zrobić kurwa hajs jak Eis, jak Isaac Hayes
być Hall of Fame, grać za bejc, mieć delorean jak Ras i Ment,
jak Gloria Gaynor 'I will survive',
bo to na pewno nie jest "time to say goodbye"
chcesz to ćpaj, kurwa "Brown Sugar" jak Q-Tip.
Droga będzie długa, nie wiem czy dasz radę wrócić,
czy lepiej się upić i osiągnąć parter,
to nienormalne, gdy twarz spotyka się z asfaltem.
To nie Compton, ani Brooklyn, Bronx,
a gdy się robi ciemno wiedzą, trzeba kumpli wziąć na nie zawsze,
ślady zatrzeć gdy się zadrze.
W reprezentacji dziwnych zdarzeń bylibyśmy w kadrze już.
Na kartce tusz to Spec i Hucz,
cięte sample, pojadę na nich wszerz i wzdłuż.
Weź i skrusz, potem w bletki włóż i podaj typkom,
palcie jazz, czujcie funk jeśli jara was ten hip hop.

ref.
Tu na rewirach dziwne rzeczy się dzieją,
zawsze ktoś przegiął i nikt się nie przejął.
Na telefonach z Peją dzieciaki na murkach,
nic nie rozumiejąc powtarzają kurwa.
Kurwa, wkurwia mnie brak zrozumienia,
podwórka to studia tych co grzeją temat.
Powtórka z południa, pod wieczór i z rana,
dlatego trzeba robić rap i się nie przyzwyczajać.
Jak każdy z nas mam los we własnych rękach
Co by się nie działo dzieciaku weź nie pękaj
I zapamiętaj co by się nie działo
Zawsze będzie mało, zawsze będzie brakowało
Pytasz co u mnie? trochę się pozmieniało
Swoje roz*****ne życie powoli układam w całość
Idę do przodu, ten styl mówi za mnie
Ty też bądź dobrej myśli, a wszystko się ogarnie
Pamiętasz O nas, dla was? to były czasy
Jak wtedy tak i teraz ja nigdy dla kasy

Jedno ci powiem - wysoko trzeba mierzyć
Dzieciaku będzie dobrze, pomogę ci w to wierzyć
Krytyka mnie *****i, szkoliłem się na blokach
Od zawsze na projektach tu gdzie wóda i koka
Dzieciaku ja to kocham i z dumą, że tu żyję
Wciąż będę szedł do przodu tak jak Michał Gabriel

[x2]
Na pewno? ja chcę spokojnie żyć
Na pewno? wczoraj, jutro, dziś
Wiem jedno, wiem w którą stronę iść
Co by się nie działo to

Chada i Ariel musisz to stestować
Nie ma problemu możesz brać i to kopiować
Do góry głowa co by się nie działo
Wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O.
Daj jeszcze chwilę chłopakowi z Pragi
Żyj i daj żyć albo ***** weź i zabij
Chwila uwagi, jeszcze tylko kilka wersów
Tu mam swoich ludzi tak bliskich memu sercu
Nadejdzie czas rozliczeń to podziękuję wrogom
I co by się nie działo to ziomki mi pomogą
Z Bogiem dzieciaku jeśli nie to będzie cienko
Ja kocham te osiedla i dostrzegam w nich piękno
I co by się nie działo ty znajdziesz mnie na bicie
I wbrew wszystkiemu ziomuś gram tu na śmierć i życie
I jestem tu od zawsze z ulicą tworzę całość
I wiem, że będzie dobrze co by się nie działo

[x2]
Na pewno? ja chcę spokojnie żyć
Na pewno? wczoraj, jutro, dziś
Wiem jedno, wiem w którą stronę iść
Co by się nie działo to

Od prawej do lewej, od lewej do prawej
Reprezentuję siebie, swój styl i Warszawę
Nie wracam do przeszłości, nie grzebię w starych brudach
I co by się nie działo ja wiem, że mi się uda
Wciąż pozostaję sobą i wiem, że się nie zmienię
*****ę wszystkich leszczy, którym przeszkadzam na scenie
Ja piszę wersy i daję je ulicy
Ty jesteś tylko pionkiem na planszy szachownicy
Idę o zakład, że wszystko będzie grało
Ułoży się kochanie co by się nie działo
Teraz z ulgą oddycham
Co by się nie działo wiem, że mam wsparcie PiH'a
Zaciskam pięści, przepędzam czarne chmury
Szacunek S.N.S., szacunek Bez Cenzury
I co by się nie działo kolejne wersy nagram
Niech głowa cię nie boli, ty śpij, ja o to zadbam

[x2]
Na pewno? ja chcę spokojnie żyć
Na pewno? wczoraj, jutro, dziś
Wiem jedno, wiem w którą stronę iść
Co by się nie działo to
Są takie dni, że wszyscy mówią mi
Że jestem gościem, heh, yo
I są takie dni, że naprawdę czuję się dobrze

Co dzień rano wypadam na dwór i mijam znów tych
samych typów co jarają tego szluga na dwóch
każdy z nich wiesz, kaptur na łbie
i nie wystawia faktur, co jest ty
tak to widzę już parę lat tu
od kiedy mieszkam na tych osiedlach
w których nie znasz z faktów
w takich samych blokach jak ktoś jeszcze nie wie
że je kocham to mu powiedz, żeby wpadł tu
yo, czasem nie jest słodko i czasem nie jest fajnie
jak patrzę za okno, ale jestem tu z kolejną zwrotką
bo kocham miejski folklor i dni które płyną jak porto
te wszystkie dni, które płyną nawet jak nie świeci słońce
a starzy mówią, żebym szedł do pracy
bo nie wierzą mi, że zrobię tą forsę
ty musimy zrobić to w Polsce
bo to są nasze najlepsze dni

ilu z nas jest w tym, zobacz ilu z nas jest tu
to są nasze najlepsze dni
tych parę chwil, których nie zamienił bym nawet na pięć stów
to są nasze najlepsze dni
i parę chwil, które są nasze, słuchaj tych tekstów
to są nasze najlepsze dni
bo to nie film, to są nasze najlepsze dni
chłopaku, to są nasze najlepsze dni

na tych większych ulicach wszyscy stoją w korkach
od rana wydają całą kasę, którą biorą z konta
jedni w polo-sportach a inni w jakiś garniturach
i cały dzień siedzą w biurach
są tam od ósmej do szóstej, tak jak ta panna
co jest w moim wieku a już biega z wózkiem
ta panna jest spoko, ale przypomina mi
że może mój czas już jest, bo świat się kreci
jak westax w kółko a my na imprezkach w kółko
bawimy się przy tych samych tekstach, jak reszta
powiedz swoim kumplom
mam powoli dosyć oglądania tych S-klas z Punto
na pewno jutro nie będzie jak teraz
nawet jak będziesz miał wszystko to czego teraz nie masz
wypijmy za wszystko to na co teraz zbierasz
i za te nasze najlepsze dni

ilu z nas jest w tym, zobacz ilu z nas jest tu
to są nasze najlepsze dni
tych parę chwil, których nie zamienił bym nawet na pięć stów
to są nasze najlepsze dni
i parę chwil, które są nasze, słuchaj tych tekstów
to są nasze najlepsze dni
bo to nie film, to są nasze najlepsze dni
chłopaku, to są nasze najlepsze dni

ty jestem stąd, urodziłem się w Polsce
tu gdzie lata są trochę za gorące a zimy za ostre
nigdy nie myśl, że to co robimy jest proste
ale nagrywamy nasze płyty małym kosztem
interes się kręci, patrz na te panny
każdy chciałby wiedzieć co teraz je kręci
ja to wiem i wiem dlaczego każdy gnojek chciałby teraz być MC
po co czekać do kolejnej pensji
skoro są ludzie którzy chcą brać to życie w pełnej wersji
jestem jednym z nich i teraz są moje najlepsze dni
biorę z nich to co jest fajne i to co jest super
i biorę sobie pannę co jest słodka jak cukier
która nosi stringi i szpilki
chcesz to poznam cię z jedną co obskakuje temat za dwa drinki
to są nasze najlepsze dni, to są nasze najlepsze dni
to są nasze najlepsze dni, ilu z nas jest tu?

ilu z nas jest w tym, zobacz ilu z nas jest tu
to są nasze najlepsze dni
tych parę chwil, których nie zamienił bym nawet na pięć stów
to są nasze najlepsze dni
i parę chwil, które są nasze, słuchaj tych tekstów
to są nasze najlepsze dni
bo to nie film, to są nasze najlepsze dni
chłopaku, to są nasze najlepsze dni
Poznasz pewniaka człowieka w niepewnej sytuacji
Co dzień balansuje, doprowadza do wariacji
Bezczynność odpoczynku nie da, czas wykonać ruchy
Zysk daje ryzyko, nigdy nie czuję skruchy
Trawą palę stresy zawsze jak zarobię
Zbieram złoto na rejonie, nie wspominam o sposobie
Zawsze gotów, krew buzuje, wślizgnąć się na farcie
Ciągle szukam strzału życia, psom rzucony na pożarcie
Bomby słychać z dala, pościg, psy z burkami
W mordzie sucho, brak oddechu, czujesz blisko za plecami

Mogą walić ostrzegawczo licząc sprawa rozwiązana
Nie zatrzymuję się nigdy, wolność mi kochana
Twarde prawo, *****, nie prawo, od dzieciaka zbaczam z toru
Po tej stronie barykady łamię prawa bez oporu
Ktoś ma ciągle tu leżaki, bucha konserwuje
Ten szampana nie pije, kto ryzyka nie smakuje

Ten szampana nie pije, kto ryzyka nie smakuje
Kiedy ryzyko ma smak
Kminię, działam, kombinuję, gdy kiermana pusta, kiermana pusta
Kiedy ryzyko ma smak, kiermana pusta

Ten szampana nie pije kto ryzyka nie smakuje
Kiedy ryzyko ma smak
Kminię, działam, kombinuję, bo kiermana pusta, kiermana pusta
Kiedy ryzyko ma smak, kiermana pusta

Wiesz jak to jest kiedy koło się zamyka
Znowu nie masz co jeść, a wczoraj kolejny przypał
Nie ma kto ci pomóc, każdy ziomek nagle znika
Znowu musisz obejść się ze smakiem, smakiem ryzyka
Kiedy twoja wita sięga po to co nie twoje
Zachowaj zimną krew, bo cię zgubią paranoje
Jak Nikodem Dyzma, zawijaj swoje, pryskaj
Z farcikiem dla każdego, komu głód brzuch ściska
Widzę to z bliska zima czy wakacje
Chłopaki nie lecą na ferie tylko na sankcję
Osiedla pełne tu wygłodniałych wilków
Jak woń krwi wabi zapach grubych plików
Bez liku tyków na to by poczuć się sytym
Ale jak ich nie zakumasz to przytulisz się do lipy
Wspominam dni, kiedy ten smak na ustach
Smak ryzyka, kiedy kiermana pusta

Kiermana pusta, kiermana pusta
Kiedy ryzyko ma smak
Kminię, działam, kombinuję, bo
Ten szampana nie pije kto ryzyka nie smakuje

Kiedy ryzyko ma smak
Kiermana pusta, kiemana pusta, kiermana pusta
Kiedy ryzyko ma smak
Kminię, działam, kombinuję, bo

Ten szampana nie pije kto ryzyka nie smakuje
Kiedy ryzyko ma smak

Poznałem smak ryzyka, smak utraconej wolności
Liczysz tu na farta, a fart nie zna litości
Za hajsem ciągły pościg ja nie wiem co jest grane
Gdzie podziały się zasady kiedyś szanowane
Zajechać *****ie witę, to jakbyś ją moczył w dzbanie
Pamiętaj bądź człowiekiem na wieki wieków amen
Kiedy ryzyko ma smak, wit spuchnięty od kajdanek
Trzymaj bratku orient żeby poszło zgodnie z planem
Wiesz co to ryzyko? żyjesz ponad stanem
Złodziejską techniką za pieniądze wy*****ne
Jest na*****lane, pengi brane na kiermanie
Nigdy nie zdradzaj nikomu tajemnicy powierzanej
Poczuj zapach ryzyka, holenderskiego szczyta
Latasz tutaj na mieście dopóki złapiesz przypał
Jak Afrodyta kusi widok siana
Ona może dać ci szczęście jeśli nie utonie w ranach

Ten szampana nie pije kto ryzyka nie smakuje
Kiedy ryzyko ma smak
Kminię, działam, kombinuję, gdy kiermana pusta, kiermana pusta
Kiedy ryzyko ma smak, kiermana pusta

Ten szampana nie pije kto ryzyka nie smakuje
Kiedy ryzyko ma smak
Kminię, działam, kombinuję, bo kiermana pusta, kiermana pusta
Kiedy ryzyko ma smak, kiermana pusta
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo