Losowe piosenki. Polski Hip Hop

Daj się ponieść temu,
ściśnij dłoń mą i nic nie mów.
Pójdźmy razem, pogrążeni w tym milczeniu.
Wiecznej, nieśmiertelnej ciszy. Też to słyszysz ?
Serce bije coraz mocniej, kiedy znowu na Swym karku
czuć Twój delikatny oddech. Tak swobodnie jak przy Tobie
jeszcze nigdy się nie czułem. Chcę wyrazić to jak bardzo jednak
chyba wciąż nie umiem. To jak tunel, Ty w nim jak światło.
Raczej jasność, żeby oświetlić mi drogę, bym nie zboczył.
Pozwól, że znów nic nie powiem (nie)
Będę patrzył się w Twe oczy, mógłbym tak już godzinami
jak odgarniasz sobie włosy, głaszcząc je zwinnie palcami.
Nie opiszę Ci słowami i nie ujmę w paru wersach czegoś co jest bez granic.
I jak wiele zawdzięczam bo milczenie to słowa adekwatne do piękna,
którym obdarzył Nas Bóg. Aby móc smakować szczęścia. Proszę Ciebie,
tylko o tym pamiętaj. Jeśli nic nie usłyszysz, serce ukryj w Tych wersach.
Wsłuchaj się w ta mowę ciszy co nie zastąpiona niczym.
Dzisiaj Nas otuli ciepłem bo nie ważne jak daleko,
ale ważne jest że jesteś ta jedyna Moja ze mną.
Wierzę, że już ciągle będziesz, inni zazdrościć mi będą,
Podczas kiedy ja za rękę będę mocno Ciebie trzymać.
To są refleksje o chwilach, które we mnie będą zawsze,
Milcząc chcę na Ciebie patrzeć, oraz słuchać głos w słuchawce.
Zabrać Cię na spacer długi, żeby iść i nic nie mówić.
Tylko czuć, że jesteś obok.
Nie wyrażę Ci jak ważne, nie potrafi tego słowo.
( Nie potrafi tego słowo.Nie...)

Znowu patrzysz, nic nie mówisz, no i to jest właśnie piękne,
Dobrze wiem,że też to lubisz, temu oczy masz zamknięte,
szyję oplatają ręce. Dłońmi głaszczesz moje włosy
zawsze przechodzą mnie dreszcze, kiedy znów czuję Twój dotyk
Zapatrzony w Twoje zdjęcie, już od dobrych kilku godzin.
Mógłbym patrzeć na nie wiecznie, jakoś ciągle nie mam dosyć
Nie śmiem o nic więcej prosić, Tyś marzeniem mym spełnionym
Na mnie zerkasz, uśmiechnięta na tych zdjęciach piękna stoisz
Nerwy koić, będziesz swym oddechem dla mnie.
Znowu milczę, wiesz co to oznacza Skarbie?
Nic nie powiem, wiem że zgadniesz
Słuchaj tylko Ciebie pragnę, i naprawdę jeszcze nikt,
no tylko zobacz nie był tak ważny jak Ty.
Dla mnie jesteś wyjątkowa, a te słowa cóż są warte
one wypełniają przestrzeń bieli kartek
których pustkę dziś zapełnię, tym co siedzi w środku we mnie.
Bo to szczęście, które nieme, nie zastąpisz go papierem.
Wartość straci tutaj flota, mym marzeniem jest milczenie,
które jest na wagę złota.
Bo na językach rap,
Siebie w tym złap,
Noś się luźno jak ja.
Mnie w tym nie przeszkodzi żaden drab.
Problem egzystencji, bo gdzieś kogoś życie męczy,
Wpędza palantów w kanał,
A ostry to wszystko pieprzy.
Ta planeta nie jest dla grzecznych wyjadaczy chleba,
Co nie wychodzą z domu by im ktoś bomby nie sprzedał.
Lepiej w rodzinnym ognisku oczekiwać życia końca
Będąc ładowanym w tyłek przez własnego ojca.
Co jest tchórze? Do odważnych świat należy,
Tych na górze, co w realia nie chcą wierzyć.
Strach by zderzyć swe poglądy.
Czas pokaże kto mądry.
Zamiast siać głupotę, niczym na twarzy trądzik
Nie chcę ludzi sądzić, wskazuje tylko przykład
Tych zagubionych w świecie, jak we włosach cipka.
Pozamykani w klitkach niech zdejmą pampersy,
Bo pokazuje prawdę tak jak Figura piersi.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Problemy z egzystencją,
Wkurwia, że ludzie ślęczą
Nad swym losem,
Bo rani ich życie jak szkło nogi bose.
Pierdol to! Masz czynu efekty;
Przynajmniej nikt już tobie nie przyklei etykietki
z hasłem kurwa. Ja bym chyba głowę urwał.
Bo w środku ludzi wrr, a na zewnątrz mina schludna.
Strach wyrównał porachunki tylko tym co siedzą w chacie,
Co przed konfrontacją z losem na kilometr srają w gacie.
Za nich odmówię pacierz - chuj wam na wieki wieków, amen.
Zamiast bać się wole być swego losu panem,
W oczach tchórzy tyranem, co bezcześci ich świętości
Wytykając im usterki bez pobłażliwości.
Głośnik skierowany w stronę tych schowanych pod parasol,
Chroniących swych idei przed lecącą z nieba kasą,
Lecz ich wrodzony kalkulator kiedyś mnie podliczy
I wtedy z dumą powiem, że skończyłem na ulicy.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Kiedy egzystencja meczy,
A świat problemy piętrzy,
Nic nie ulepszysz.
Trzeba to pieprzyć.
Lecz gdy boisz się wyjść z domu w strachu o zdrowie,
Zamiast pieprzyć cały świat porozmawiaj z psychologiem.

Jak na to patrzeć, sposobem rady sprzedać,
Jak frajer dawno zapomniał już, jak to jest się nie bać.
Niby bieda, ktoś pomyśli, dla mnie zwykły cretino
Co by uciekł będąc w łóżku nawet z Cicioliną.
Sam już w sobie dawno zginął, nie ma co go szukać.
W czterech ścianach życie to brzmi jak pokuta.
Pokaż się teraz i tutaj, podnieś powieki,
Bo to fałsz cechujący lewe złote i czeki.
OSTRy się uczepił, co? Ciężko się słucha
Temu, co go przez świat prowadzi skrucha?
To nie PL nuta, by głosić farmazony
W stylu randki w ciemno dla frajerów pokrzywdzonych.
[Ben Benito]
Proste, czas zmienił nas już nie nasto-małolaty
Od chaty pracy po brak wf-u
Jak twoja kondycja, lepiej nie mów
Za to mniej filozofii, a więcej konkretów
Mniej buntu, otwarta bańka, szerszy horyznot
Może to rap zajawka, coś więcej niż epizod
Błysk w oku został i młody jest bóg
("Ja do nieba nie chcę wcale, ja niebo mam tu")

[Rak Raczej]
To nie rap ze szkolnej ławki już
Inne zajawki już, nie te co dawniej
Ile po drodze łbów, nieważne
Jestem już dalej, tysiące kartek wstecz
To jak z siódmego na parter
Się nie chce biec i widzę nowe twarze z nowych miejsc
I trochę bardziej mniej obchodzi treść
Bez złych wczuwek, bez spięć, cokolwiek ziom
Dziś wiem, wszystko da radę, cześć.

Ref.
Czas nas zmienił, chłopaki
Ja wiedziałem, że tak będzie [x3]

[Tomasina]
Masę wspomnień, czasem dobrze usiąść sobie
I przypomnieć jak to kiedyś było, co nie?
Teraz wolne, to kwadrat
Nikt nie siada już na tych samych ławkach, co nie?
Znamy się jak łyse konie, może nie
Bo każdy co dzień czegoś nowego doświadcza
Ogarniaj swoje, nie bądź łajza
Twoje zdrowie, choć nie widziałem cię od dawna

[Koniu]
Czas nas zmienił, chłopaki (proste!)
Kiedyś nazywałem kurwą, dziś dostrzegam w tobie siostrę
Jointem raczę się, nie mogąc przestać
I niewiele się zmieniło, gdy po chacie biegał dzieciak
Jestem dziadzia na imprezach, jakiś znów podbija trzepak
Kiedyś bym jej nie odpuścił, dzisiaj widziałbym przy lekcjach
Przestań trzymać się kurczowo ławki
Bo życie zapierdala i fajne ma przystanki

Ref.
Czas nas zmienił, chłopaki
Ja wiedziałem, że tak będzie [x3]

[Abdul]
Czasy się zmieniły, chłopaki się zmienili
Teraz więcej piją niż wcześniej pili
Nie wszczyscy są tym, kim chcieć byli
Raz lepiej, raz gorzej, każdy się myli
Bywa różnie w życiu, są różne chwile
Kto ile dał, dostaje tyle
Samo w zamian, nie wiesz o co kaman?
Szczeniackie ideały poszły w pizdu
Nie zawsze będzie żal

[Brahu]
Minęło parę lat mordo, zmienił czas nas
Rzadziej lecę jak Concorde, na innych pasmach nadaję
Dalej cięty na kulawy bajer
Na bok sentymenty, kto autentyk, a kto frajer
Wiem dziś, nie przetrwały wszystkie więzi
Wyszło kto pod uśmiechem jad zawiści więził
Witamy w nowej części, otwieram nowy roździał
Lubię powspominać czasem, kiedy jaram gwoździa
Kiedyś nie chciałem żyć, teraz chcę żyć dłużej
Zamiast pchać towar po dzielni wolę pchać wózek
Ściągam koszulę, wkładam bluzę
I (?) czasem wkurwia jak wuwuzel, jadę na luzie, uwierz
Mam pewien plan, realizuje sam go
Walczę, bo życie sztuką walki jak Sambo jest
Z resztą po co nawijać, mordo sam to wiesz
Świat zmienia nas, ej, sam powiedz.

Ref.
I posłuchaj, dla każdego jego raj
I zaufaj, grać daj, nie oceniaj
A ty szukaj, nie gnaj, odpoczywaj
I zaufaj, dla każdego jego raj
Dla każdego jego raj
I posłuchaj
A ty słuchaj, grać daj, nie oceniaj
I zaufaj, dla każdego jego raj

Łapię rytm pod dobry bit co pompuje jak Bolon
Mam na to zbyt, to żaden wstyd i wszystko pod kontrolą
Nie śni mi się cudzy sen i nie mi słudzy nieśli
Jeśli mam się wypowiadać o tym co widziałem, wierz mi
Niejedna rzecz od teraz wstecz przeszła mi przez RAM kiedyś
I poszła precz jakby to rzec nie pamiętam kiedy
Błąka się po kątach, zapomniana kabonka
Kartka biała jak mąka, ja brzdąkam
I są momenty, które chcę by były ze mną
Wiecznie żywe jak srebro, pomimo tego jednak bledną
Wiem to na pewno, odciskam na nich swoje piętno
To co było, a co mogło być to jedno
Mówię i drugie nie opieram się tylko na loopie
I nie opieram się, bo w sumie to głupie, masz
Gram jak lubię, ty sam grasz z hukiem
Patrz, jestem tu i stąd czerpię naukę

I posłuchaj, dla każdego jego raj
I zaufaj, grać daj, nie oceniaj
A ty szukaj, nie gnaj, odpoczywaj
I zaufaj, dla każdego jego raj
Dla każdego jego raj
I posłuchaj
A ty słuchaj, grać daj, nie oceniaj
I zaufaj, dla każdego jego raj

I chciałby wiedzieć jeden czemu jest drugiemu lepiej
Patrzy na siebie, drapie po łebie, dalej nie wie
Lecz podpowiada mu coś żądza opętańcza
Wiesz u sąsiada trawa zawsze jest tańsza
Chciwość - szarańcza, zazdrość - modliszka
Przypatrz się z bliska, to samotność i kołyska
Jobami ciska ten kto ma za sobą kłopot
A publika wygwizda, bo życie to nie Sopot
I są emocje, które chciałbym kopnąć w anus
Spece z ekranu prezentują dawkę szlamu
Płyną jak z kranu porady i przytyki
Jak się trzymać planu, być bogatym, a nie nikim
I kij w oko zbokom, co dadzą się pochlastać
By móc wyglądać spoko, w cudzym mniemaniu plaskacz
Panowie, panie słowo ku nauce
Warto mieć swoje zdanie aby móc szanować cudze

I posłuchaj, dla każdego jego raj
I zaufaj, grać daj, nie oceniaj
A ty szukaj, nie gnaj, odpoczywaj
I zaufaj, dla każdego jego raj
Dla każdego jego raj
I posłuchaj
A ty słuchaj, grać daj, nie oceniaj
I zaufaj, dla każdego jego raj
Jestem częścią układu, jedną z gwiazd w galaktyce
A wciąż szepczą o tym, że mój blask na ulice padł
za wcześnie, za późno, nareszcie, na próżno
Na mieście mi mówią jak mam żyć
Wybrałem ścieżkę nierówną jak poziom sceny
Bo spadło na nią każde gówno, które wysrał przemysł
My chcemy odnaleźć źródło, choćby brnąć
pod prąd
I chuj w to, że ty każdy mój krok możesz wziąć za błąd
Każą mi mknąć na front nie naszych wojen
Spychają w ostatni rząd gdy chcemy walczyć o swoje (ej)
To nie koniec historia zatoczy koło
bo ludzie nie mogą spać w nocy kiedy się boją
By wyrwać się spod presji głęboko w oczy bestii patrząc
Kolejne wersy pieśni kreśli opuszczając miasto
Oddany sprawie korespondent z pola bitwy
Od zawsze w sercu działań z których rodzą się konflikty

Jestem częścią układu, jedną z gwiazd w galaktyce a wciąż szepczą
x3
Skurwysyny zamknąć pyski, kto dał wam wszystkim prawo? (a? kto? yo)

Przez odrobinę stuffu tutaj żyje w strachu co drugi z nas
I nie w tym rzecz czy u chłopaków spłacić długi na czas
To przed czym strzec chce nas państwa aparat
Ponad to gówno się wznieść wciąż nam pozwala
Z nikim nigdy nie ustalam treści tych depeszy nawet
Najlepszym dupom w klasie nie pozwalam zerkać w zeszyt
Rozszczepiam pluton w chacie na blacie biurka
Stamtąd to, bracie, promieniuje na podwórka (yo)
I nawet gdy bitwy rezultat dziś jest korzystny
wszyscy trwajcie na posterunkach
Bo wpadnie wróg wam odebrać to co wasze
On zawsze staje u wrót, gdy się go tam nie spodziewacie
Choć przekroczyłem próg białego domu
Nie znajdziesz śladów stóp naprzeciwko mikrofonu
Odbieram sygnał Geronimo E-KIA
Lecz nasze cele nie kryją się na pustyniach

Jestem częścią układu, jedną z gwiazd w galaktyce a wciąż szepczą

Skurwysyny zamknąć pyski, kto dał wam wszystkim prawo? (a? kto? yo)
Ref.
No to 1,2,3 tak płonie szczyt, mój młynek robi pył w kwik, nie wymaga sił, byle w mig,
To mój trik, tak to mogę żyć!
No to 1,2,3 to oldschool to bieda sens i wiesz… miałem sen,że jazz sprzedał mi Giertych. Ej! Co mam się dreczyć nie wyglądam na posła- jedna dyszka w kredo, druga z bąga w koszta. Dobra zostaw! Roman ile chcesz? 1,6?
1,7
No nie wiem, proszę ja ciebie, drogo to! Gorzej sam nie wiem ile tego wezmę dla siebie.
Wiesz, taniej nie puszczę Jarek ma dostawę dopiero pojutrze……..
Nie zapale nie usnę, bo lubie jak cannabinol przesiąka mi poduszkę…
No to skuś się!
Tak drogo?!
Rodzina dba o logo!
Wiesz za taka cene to masz Je je plus go go… bo pieniadz nie Bonbon zmądrzejesz to dzwoń
Do nas, bo hasz utrzymuje tu ciągłość w tych stronach na okrągło. To co mam idzie w płuca i mózgu Grechuta, mam plan w nim Kalkuta ten żar czuje na butach!
Halo?!
Słucham siemasz Andrzej! Roman mówił, że macie damski huj, a nie gandzie!
No się coś znajdzie, dziś oferuje pulą: mam świeżą Holandię co zarekwirował UOM
Dobra jadę! Tylko Andrzejku powiedz mi na którą blokadę?
Weź pamięć na wieś..
Który to zjazd na autostradzie? Nie wiem…w takim razie wyjadę po ciebie….
Dobra czekam…. Dziś to przystanek eden!
Ref.
No to 1,2,3………

Ty gdzie ten Andrzej? Miał załatwić Marię! Marnie widze go jeśli tego zjazdu się nie znajdzi!
Masz jakiś numer?!
No mam gdzieś….
Poczekaj moment tylko czy aktualny sprawdze…
No daj żesz albo zadzwoń ty co jak na mieście słychać….
Mam do Marcinkiewicza….
No to dzwoń do Kazika!!!!!
Pomyłka!!!
Olej dorwiemy go na szkole. Jak Andrzej nie przyjedzie to mu w gardło wepchne stolec!
SPOKO ZIOMEK, TRZYMAJ LUZ, BRAT NIE WARIUJ! WIESZ JAKI JEST ANDEK POLONEZ PLUS SOLARIUM….
Dobra jeszcze 5 minut i dzwonimy do LECHA. Pecha ma jeśli będę musiał dłużej tu czekać…Lech mam małe deka!Ale jest dostępny zawsze! O 2w nocy rano 7 w nocy czy w wakacje, z nim nie zgaśniesz, bo ma gandzie jak gdzie indziej ale łatwiej nią przyjdzie żeby da ten tu za pingle albo hajs….
Ej to dzwoni…..
Dosyć czasu marnowania w tej ironii ten skarb będzie dobry.. a e wadowo kicha. Ty może zakupimy towar od Rydzyka???? Nie wnikam jeśli ma go tylko to weź i idź! I nawijaj biore dyszke plus duszkę…Ale Rydzyka ma krajową, bo nie jest ministrem…. Daj pomyśleć ile to mi czasu zajmie….
No to jak panowie chcecie dalej ta gandzię????
Ref. No to 1,2,3…..
Nowy ład, nowy start, nowy kat, nowy fakt, nowy porządek świata

Cały ten nowy porządek ma wpływ na rozsądek
Na początek puszczą sondę, sterują wyglądem
Rządek do hipermarketu rozpoczął erę dekretu
Oto gra sekretu w nowej formie kabaretu
Znowu nowa sieć sklepów zachęca reklamami
Tak żywią się nami sterowani korporacjami
Karmią prawdami wysyłani w formie telewizyjnej
Zmienią pieniądz w sposób życia nastawiając konsumpcyjnie
Oszukać precyzyjnie to pojęcie strategiczne
Liczne głowy robią to psychologicznie
Spakowane, sprzedane, klient jest panem
Znane jak ten kit, wszystko jest nam dziś tak wciskane
Bo to jest

Nowy ład, nowy ład, nowy kat, i nowy porządek
Nowy świat, nowy świat, nowy start, i nowy początek
Jeden Bóg, jeden głód, jeden lud, jak jedna waluta
Jeden wróg, jeden wróg, ta, jeden wróg, bo jedna wojna wzbudza

To tacy ludzi u władzy oraz ludzi z kasy pracy
Coraz cieńsza klasa średnia, zostanie bogata, biedna
Jedna żeruje na drugiej, druga dla pierwszej luksusu
Haruje za pługiem, w długach żyje z przymusu
Szukasz plusów, same straty, by bogaty na tym
Budował se chaty, a ty waty rozbijasz na raty
Baty czujesz to harujesz, historia się powtarza
Bogaty rachunek przejmuje, tak zysk pomnaża
To zaraża, uważaj, to nowy odłam religii
Grunt z wieczystej biblii potwierdza luksus amfibii
Świat grób pieniądza płacąca zarabiająca
Jedna pławi się w luksusie, druga żyjąca w lamusie

Nowy ład, nowy start, nowy kat, nowy fakt, nowy porządek świata
Z pomocą demokracji dążą ci z organizacji
Do nacji globalizacji władcy to ściśli doradcy
Zacni anonimowi gotowi chcą człowiekowi
Zrobić z głowy mózgu pranie wkręcanie u kogo taniej
Organizowane międzynarodowe targi
Rzucają na twe barki swe marki, a to nie podarki
Cel światowej gospodarki zabrać żeby sprzedać
Stać na to bogatych, bo zabierane ma biedak
Weźmy rozda swoim, zaboli jednych, ukoi drugich
Stoi za tym loża trzymająca przepływ zboża
Wywołują wojny by samemu być spokojnym
To jest prastary ład świata, rządzi elita bogata

[x2]
Nowy ład, nowy ład, nowy kat, i nowy porządek
Nowy świat, nowy świat, nowy start, i nowy początek
Jeden Bóg, jeden głód, jeden lud, jak jedna waluta
Jeden wróg, jeden wróg, ta, jeden wróg, bo jedna wojna wzbudza
Zanim historia się zacznie nie zrozum mnie nieopatrznie,
też jestem z tego narodu, znasz mnie jestem Polaczkiem,
w takich chwilach jak ta, ten naród to Ty i ja,
jest nas czterdzieści milionów, znowu razem to straszne,
za chwile znowu nas nie ma, chwila szybko minęła,
naród na chwile się spina, bo jest potrzeba na teraz,
za chwile każdy osobno, każdy jest ważny ma godność,
popatrzmy na to na chłodno, czy tak by zostać nie mogło?

1)
Dziewiątego kwietnia grałem koncert gdzieś w Polsce,
normalnie granie i chlanie, i afterparty no proste,
padam na morde nad ranem, towarzystwo pochlane,
to rzeczywistość, jak wstane wróce do domu na taniec,
dziewiąta rano telefon, przecież zasnąłem przed chwilą,
to dzwoni mama, wybierz inną pore jest miło,
ja nie odbiore, za drugim i za trzecim i czwartym,
potem oddzwonie, ej mama nie masz się co o mnie martwić,
nagle sms nadszedł, biore nokie i patrze
to ojciec pisze "włacz telewizor, to straszne!",
myśle sobie, że zasne a jak wstane to sprawdze,
to nie jest personalne, no ale musi być ważne,
za chwilę widze Kiełbase, otwiera drzwi i mnie budzi,
od teraz nie jest już śmiesznie, nagle trzeźwieje i nie śpie,
szukam pilota i nic już nie jest takie jak wcześniej,
jestem Polakiem i łza po policzku mi cieknie...

Ref:
Dokąd? Dokąd idziesz Polsko?
Dokąd idziesz narodzie umęczony tak mocno?
Chcesz by na darmo to poszło, nie jesteś taki na codzień,
kazdy z nas nosi to w sobie, mówie o Tobie Polsko!
x2

2)
Te ludzkie gesty, coś jest w tym i łez tych mi nie wstyd,
i nie zamierzam ich kryć, to w imie żyć co odeszły,
to w imie tych co odeszli, łzy w obliczu tregedii,
tyle empatii jest w każdym ze zniczy co się tli,
jaki ten naród jest wielki, wszyscy na chwilę są jedni,
za chwile dzień powszedni znów wszystkich zobojętnił,
zaraz będziemy znów pędzić, dziś na ulice wyszliśmy,
To do dziś widzę tak boli, wiesz co mam na myśli,
za chwilę większość zapomni, znów będziemy się dzielić,
może postawią gdzieś pomnik by o nich nie zapomnieli,
znowu powrócą bariery, powrócą spory i kłotnie,
popatrz ten naród jest chory, sory wiem to jest okrutne,
dziś mają smutek na twarzach, by jutro znów się obrażać,
to ta mentalność tak nasza, przepraszam to mnie przeraża,
cały ten naród z bazaru, za chwile znów bedzie w normie,
cały ten naród przegrany, skrzywdzonych tak przez historie!

Ref:
Dokąd...
x2

3)
To piękny widok, jak wszyscy razem tak idą,
zapamietaj te chwile które za chwile przeminą,
popatrz na ludzi tych obok, dziś są wszyscy ze sobą,
ci sami ludzie za chwile znowu poczują tą wrogość,
nie mów mi ze to spoko, to błoto tkwi w nas głeboko,
klika chwil uniesienia, to po to był ten krwi potop?
narodzie dumny tak bardzo, taa, durny tak bardzo,
przez chwile umiesz być w zgodzie, na co dzien sobą tak gardząc!
To smutne i trudne, reagujesz na trumnę,
na co dzień tak mnie hejtujesz, by mnie propsować jak umrę,
ci politycy, żołnierze, to samo było z papieżem,
całe to sztuczne przymierze, kurcze ja w to nie wierze,
przecież tragedia tych ludzi może nas jednak nauczy,
potrafimy się zjednać zamiast jak zwykle sie kłócić,
tylko razem coś można, bo my tu razem to Polska,
nie tylko czasem a ciągle, nie gdy jest problem i troska!
[PIH]
1. Jak król w królestwie cieni, ja i mój pokój -
tkwię w ćwierć śnie, skąpany w półmroku,
czuję więź z kartką - to jest to miejsce i czas;
cicha nitka atramentu pulsuje jak tętnica;
wędrówka bez granic, w podróż w zaświaty -
ja sam na sam ze sobą i mój chory imperatyw,
rytm przypływu i odpływu, ciszy i nie-ciszy,
między nami rytm słów, odstępów między słowami,
słyszysz ten szum? Kartki lecą w nieznane,
wyrzucam wersy jak przypływ na plaży fale,
oddycham tym powietrzem - dawało mi siłę jak dotąd,
na karku czuje lekką bryzę, chłód pod stopą,
bez stresu, złych intencji, spięć,
bliscy wyrywają się śmierci, wychodzą ze zdjęć,
bez łez na policzkach, ich oczy się nie smucą,
nie mają silnych twarzy ludzi, którzy już nie wrócą,
dzięki niemu żyję, to cały świat mój,
bez niego jak miłość bez czułości -
litość bez ramion, które koją ból,
jak litość bez ramion, które koją ból!

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą..
Te rzeczy pokazują mi sens życia..

[PIH]
2. Paranoja trzyma w szponach, nigdy nie puszczała,
gdy nawijam na ulicach widzę martwe ciała,
zawieszone w próżni, poza czasem,
stany świadomości pozbawione sennych marzeń,
rozdziera nas cisza, bez werbla na raz,
nade mną ciąży milczenie miliona gwiazd,
dziecko miasta lewą nogą wstaje, stawia krok,
dziecko miasta - to mój wewnętrzny mrok,
widzę lśnienie oczu, zanim popłyną łzy,
czuję przeklęty wir poprzednich dni,
palcem po zaparowanej szybie piszę o tym, w co wierzę,
jadem się zatruwam - litera po literze,
oprowadzam Cię po pustej łupinie marzenia,
widzę dźwięki - słyszę kształty - dotykam wspomnienia,
historie przemilczane, zmięte, skreślone,
krwiste cumulusy, myśli przez szept rozrzucone.

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą..
Te rzeczy pokazują mi sens życia..

[PIH]
3. Kiedy się śmieję, kiedy płaczę i jest mi wszystko jedno,
słowa dla mnie wtedy są tym, czym dla złodzieja ciemność,
od serca daję siebie, płynę ku bratnim sercom,
mimo że życie karmiło mnie zatrutą piersią,
ja i moi przyjaciele - dziś możemy wszystko!
na chwile staram się przestać być defetystą,
marzenia przeszły, zgorzknienia, lecz dziś na serio:
zostawiam dom pełen lęków, cała noc przede mną,
płoszę senność, obserwuję miasto z lotu ptaka -
zapisana strona to myśli żeglugi mapa,
osiedle śpi, mrok nad każdym blokiem,
mgła pociera twarz o szyby okien,
zamykam oczy, w ciemności widzę zarys planu,
od razu powieki kaleczy światło tamtych dni,
spisaną historie bezpowrotnych chwil,
wsuwam niczym list pod Twoje drzwi..

Ref.
Przemyślenia..
Prawdziwość emocji..
Niekończąca się historia..
Kolejne wersy.. piszę nocą...
Te rzeczy pokazują mi sens życia..
Teraz czuć mojego toku myślenia
Na boki odrzucam marzenia
Gdyby przemyślenia i fakty
Jak buchta wiary wypłukani brudem ulicy
Na każdej dzielnicy tacy sami jak my
Poruszający się w innych krajobrazach
Innych klimatach każdy widzi co się dzieje
Nic się nie da zrobić przyjaciele
Ja żyję chwilą przyjemności
Chuju mam to, że was rozłości Dębiecka ulica
Nie ma litości nie może jej mieć
Bo jak wszędzie, znajdziecie jakiś śmieć
Co więcej godzi i chce mieć
Łochu złotem obwieszony
Zapamiętaj to życie
Bo możesz usłyszeć własnej duszy wycie i cierpienie
Spójrz na drugiego
Ja cały czas daje nie boję się tego
Życia dopierdalającego, podkręcającego śrubkę
Nie wywyższam się, nara nie kończę
Kto ino oceni mnie
W tym momencie ciebie to nie interere nie nie

Ref:
Dan da ra dan da ra dan dan dan da ra de 52 i GP
Dan da ra de 52 i GP dan da rade
Dan da ra de 52 i GP
Dan da ra de 52 i GP dan da ra de (z Dębca)

I Hans gra dla podziemia
Trawa wszystkich ludzi z cienia
Prawda nigdy się nie zmienia
Jest ta sama jak ta stara bida
Którą klepie każdy, stylistyka mocna
Jest constans odstaw jak nie masz podstaw
Bo nie sprostasz to nie prośba , groźba też nie
Ostrzeżenie, że nie łapie się tematów
O których nic się nie wie
Grasz to masz, nie ma czego się bać
Masz to jesz, tak to jest
Bez pieniędzy trudna rzecz
Na minusie musieć żyć tak nie chce nikt
Zrobić rachunek sumienia, bo na rachunki nie ma
Coraz częściej w tym świecie pełnym węży
Trzeba grzeszyć żeby przeżyć, mogę w ciebie wymierzyć
I prosto w serce uderzyć
Bo mam swoje naboje, swoją zbroje, swoją ostoję
Tak zahartowaną w ogniu, dlatego się nie boję
Lata grania bez siana, jazdy tam i z powrotem
Bez kwoty, czasem za zwroty
Co ty o tym wiesz? nie wiesz nic, a gadasz głupoty
To co przeżyłem to moje i nikt mi nie odbierze
To co zdobyłem to bronię, bo w to najbardziej wierze
Pytasz kto ja jestem? mów mi Polak większy
Jaki znak mój dwie zaciśnięte pieści
Siła i bunt, prawda i ból zawarte w treści
Chcecie przeczyć przeczcie
Nie wierzycie to lepiej uwierzcie
Mam zasługi w moim mieście, w mieście jedności
Wznieście swoje pięści jeśli tu jesteście
Nie jesteście z nami, to weźcie zróbcie przejście
Bo wchodzi 52 Dębiec

Tak to już jest 52 i GP x4
Piszę to do Ciebie,
kochana mama moja świętość
tylko Ciebie wielbię
to jest dama i jej piękno
serce dzieciom dałaś
tego nie da się pokonać
tuliłaś mnie w ramionach
narodzony z twego łona
mamo jestem tobą mamo
to cud narodzin jesteś mi potrzebna jak pomoc po powodzi
ty nigdy nie odeszłaś
mimo, że twój syn stawał się zerem
kolejna łezka spływa tych łez było wiele
w naszym domu ciągłe krzyki awantury
na haju chciałem zgonu,
więc sięgałem do kabury ojca
odbezpieczałem broń
celowałem w skroń
byłem chory senne zmory
te potwory "z sobą skończ" szeptały
walił świat się cały wyniszczał nałóg
miał mnie w szponach czy to pora
wykonać czy dokonać paru zmian
taki plan wtedy spełznąłby na niczym
byłem sam ze mną zwidy tyle zła dla rodziny.

Mamo!
Jestem mężczyzną, Mamo!
przepraszam za wszystko, Mamo!
kolejny wyskok, Mamo!
zrobione świństwo, Mamo!
jestem na wojnie, Mamo!
śpij spokojnie, Mamo!
bardzo Cię kocham, moja Mama, moja Królowa.x2

Twój syn to diler, syn to złodziej, syn to narkus,
na nowo się narodziłem zwyciężyłem w tym spektaklu
kilka faktów, które stworzyły te postać
wewnętrzny pustostan, niby prostak ten koszmar,
który zgotowałem byłem jak nie wybuch
bo ja to jedna z ofiar halucynogennych grzybów
kolejna lala pusta opuszcza moje wyro
na nogach nie mogę ustać
zbite lustra, jebać miłość
trudny dzieciak zagubiony w labiryncie
wpadał w letarg, jesteś na dnie, nigdy ci nic nie wyjdzie,
nigdy nic osiągniesz chłonął to móżdżek szczeniaka
draka nie będę płakał wyrzucam słowa jak napalm
całe moje wnętrze zostało w muzyce skryte
dla Ciebie jedynie piękne dla nich niczym ubytek
teraz propsy, kiedyś śmiech tylko ty wierzyłaś w talent
palę mosty, piąty bieg, dziękuję Bogu za Mamę.

Mamo!
Jestem mężczyzną, Mamo!
przepraszam za wszystko, Mamo!
kolejny wyskok, Mamo!
zrobione świństwo, Mamo!
jestem na wojnie, Mamo!
śpij spokojnie, Mamo!
bardzo Cię kocham, moja Mama, moja Królowa.x2
[Wstęp]
Aha, właśnie tak z tej strony B.R.O
Nie odejdę stąd człowieku wiesz wiesz wiesz wiesz?
Bądź pewny wielu było by szczęśliwych,
wręcz wniebowziętych nawet.
Ale ja mam się dobrze,
nagrywam dalej człowieku.
Nie odejdę stąd pod byle pretekstem.

[Zwrotka 1]
Tak wielu chciało żebym upadł ale jestem tutaj,
niech ciągną fiuta, ja jak Sobota wjeźdzam z buta.
Pierwsza liga, od dzisiaj kurwa mieszkam tutaj,
choć i tak zaraz napiszesz że to kiepska nuta.
Na moich butach są ślady walki, to białe Nike,
ty blady zamknij tą jape ja pale majki.
I stale kartki zamieniam w ogień bo piszę,
krzyczysz że jesteś teraz moim wrogiem, nie słyszę.
Przerywam ciszę no i tor Ci się pali,
mówi przewodni temat wszystkich for i portali.
Oni chcą bym się żalił, ale dzis mnie to wali.
Bo mam flow do wokali od pierwszych nielegali.
Znam ziomali jest wiele tych cip,
co mnie jechali a teraz kurwa proszą o feat.
Pseudoraperzy chcą bit, potem biorą za majki,
po czym wszystkich znajomych znowu proszą o lajki.
Ja się odwracam bo stoje na pięcie,
ich jedyne marzenie to przeciez moje potknięcie.
Mają gula, do niego jeszcze chore podejście.
Chcesz zaczepek? To siedź sobie ziomek na fejsie.

[Ref x4]
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd pod byle pretekstem!

[Zwrotka 2]
W sieci znów krążą plotki, ktoś szuka skandalu.
Ja wole wbijać zwrotki byś słuchał wokalu.
Jeśli szukasz portalu i ufasz mu jak cipy,
mój rap nie discovery ale obalimy mity.
Po pierwsze moje klipy to tania znów opcja,
budżet wynosił tyle co baterie bumboxa.
I już zostaw ten temat to chłosta,
wyświetleń jest w chuj, a ich boli ten sztos tak?
Mój głos zna już każdy w tym kraju, a mój debiut
przewidział nawet kalendarz majów.
Mam zasięg do raju,
gram basem na haju,
znam mase pedałów,
sram czasem bez żalu.
Więc nie słuchaj tekstów że robie dla pieniędzy,
bo miałem pare ofert za 30 tysięcy.
Jedna reklama wyższa od rocznej pensji,
lecz mam swoje zasady więc ugryź się w język.

[Ref x4]
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd pod byle pretekstem!

[Zwrotka 3]
Słucham numerów opozycji i zaczynam ziewać,
wiem boli ich to brzemienie, więc zacznyam śpiewać.
Było się tego spodziewać brat, ja robie rap tu od lat
i dokładnie tak.
Wróćmy do rapu, znów słyszę niechciane plotki,
bo tak wiele osób bolą moje śpiewane zwrotki.
Więc lepiej odbij to mój rap i mój świat,
i znów tak nawinę więc po co się wkurwiać.
Mówisz to chujnia a dla mnie to klasa.
Za fanów, za studia, za rap - nie przepraszam.
Ludzie mnie chcą no bo gram według zasad
i nawet bez zaczepek wyświetleń jest masa.
Jestem Mac Miller? Co oni pierdolą.
Jestem BeeR, we wrześniu wydaje swoje solo.
Fani za mną stoją, podciągam poprzeczke.
Dlatego nie odejdę stąd pod byle pretekstem.

[Ref x4]
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd
Nie odejdę stąd pod byle pretekstem!
Nie wiesz jak to jest
Kiedy zakładam swoje ciemne okulary nocą
Widzę więcej niż inni
Wszystko co było dotychczas
Wydaje się takie proste

1.
Przysłania cały twój świat,kiedy wypina dupę
Jej ulubiona pozycja nie na psa, a na sukę
Chce coś z życia
Wie, że skończy się zgonem
Piękne ciało, jak każde inne gdy rozłożone
Chce coś z życia
Atramentu nocy treści, nie formy
Zbiera pamiątki z miejsc swoich zbrodni
Chce coś z życia
Jest tu gdzie szelest, dzieciak, papier
Gdzie pije się krew ludzi
I żywi ich strachem
Nie jest tępą rurą jak te wszystkie inne dupy
Pieniądze szczęścia nie dają
Dają je zakupy
Image twojej ex, był chuja przy niej wart
Czarny lok, puszczał farbę, na styrany kark
Nie zobaczysz jej raczej wśród sprzątaczek
Jej uniform to latex, słuchaj dzieciaku
Jędrne uda, mokra, gorąca pizda
Na jej nogach, nie odnajdziesz siatki żylaków
Dla twoich starych, prawdopodobnie, jest przeklęta
Nie każdy szanuje pracę w biurze obsługi klienta
Pamiętaj, za każdym razem gdy się przytula
Diabeł tkwi w szczegółach, uściśnij dłoń, połóż króla

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką

2.
Stop klatka, psychodeliczne światła w orgii
Studiujesz szczegóły jej anatomii
Mokry orgazm, soki z parującej cipki
Odpowiedź na każdego mężczyzny skryte modlitwy
Przebrana za zakonnicę, ty pod jej habitem
Gotowa na gromnice Ty liżesz jej i
I nie ważna cała reszta (reszta)
Kiedy na niej się rozgrzesza
Każda noc, poza nią żadna się nie liczy
Po portalach szukacie wspólnie niewolnicy
Nie wiesz, nie wiesz co tracisz leszczu
Nigdy sucha, jak lato bez deszczu
Jej słodka, otwarta tylko dla Ciebie rana
Wabi jak darmowy kibel na złoty strzał narkomana
Chociaż ona na kolanach, trzyma Cię za jaja
Kocha kochać, kocha być kochana

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką

3.
Mógłbyś porwać z nią samolot, wy dwoje, sami
Tymczasem leżysz z głową między jej udami
Jesz ustami, dla niej to chleb powszedni
Ty czujesz się jak wegetarianin w rzeźni
Kiedy stoi przed Tobą naga
Skurwysynu, bądź mocny i opuść szlaban
Gdyby chciała Cię kiedykolwiek zostawić
Wiesz, że będziesz musiał ją i siebie zabić
Liże Cię po twarzy czysty atawizm sapie
Ciągniesz ją za włosy, opierasz o parapet
Pierdolony skowyt z okna nocy dziewięć godzin
Likantropia, zwierzęca satysfakcja
A po stosunku pocałunek, niby szuka pocałunku
Uciekając z rana, tylko udaje wstyd
Boże, co byśmy zrobili bez tych cip

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką
Nieudacznicy nie przytulą dzisiaj sosu, idź zarób skołuj nie bądź ofiarą losu. Nie daj się wkręcić w tych przegranych pierdolonie, że lepiej pływać w długach niż w prywatnym basenie. Spójrz kto zostanie już na zawsze pod tym sklepem, a kto idzie konsekwentnie tam gdzie będzie lepiej, nie wierze w tych co wolą tramwaj od bmki zamiast zarabiać oni skomlą jak panienki, prawdziwy mężczyzna musi zadbać o swych bliskich
a nie wciąż powtarzać że pieniądze nie są wszystkim.
To oczywiste to truizmy ludzkości.
Hajs jest zamiennikiem a sam nie ma wartości.
Sos potrzebny jest nam żeby się rozwijać
zapewnić lepszą przyszłość działać nie przemijać.
Klatka, ławka znam ten standard bar mleczny
tylko szaleńcy mogą niech cieć go polepszyć.
Otwórz oczy.

Ty dobrze wiesz że nie jestem rekinem finansjery,
ale za to mam własny pogląd na ten przemysł.
Na nie nielicz do Ciebie same do Ciebie nie przyjdą
gdzieś z boku stoją hieny co wyczyszczą Cię jak mydło.
Uważaj betonowy
To łakomy kąsek zobacz sobie tylko gdy przyjmujesz porcje.
Koniec diety z konserw
Słonce ładnie świeci pojawia się progres i już nie jest źle Ci.
Nigdy za wiele w kieszeni ich nie miałem, ale inwestycje były dobrym rozwiązaniem.
Maniek kupił tu za 5 za dychę sprzedał tam
wystarczyło tylko chcieć tak napełnił miodem dzban.
Kochasz go to masz romans z martwym królem
więc prędzej czy później nawinie Cię na szpule.
Wiem że każdy chciałby przytulić ładną sumę
ona mi nie zrobi krzywdy bo to nie jest mój amulet.

Za skrajnych radykałów złamanego grosza nie dam,
bo albo wielka bieda albo wszystko na sprzedaż,
po pierwsze nie dla sławy po drugie nie dla pieniędzy
niektórym którzy to mówili mógłby uschnąć język.
Hajs jest niezbędny lecz nie żyje się dla niego
kto nie umie się utrzymać jest zwykłym lebiegą.
I pierdoliłeś coś że za droga prosto bluza
nie kupuj jej, ona nie jest dla lamusa.
Wciąż masowa jest tu mentalność komunisty.
Kto tu się wybija ten porządek chujom niszczy.
Zamiast pomyśleć – fajnie też chce mieć więcej.
On żeby stracił dał by se odrąbać rękę,
próbował już mówić raz całej Polsce PiS
Stalinowską psychozę że mieć pieniądze to wstyd.
Pieniądze zarabiam tu nie dla pieniędzy
tylko po to żeby być w 100% niezależny.

Ja zamiast śmierdzieć groszem, wolałbym pachnieć milionami,
tak między nami, nie chce mieć beffu z banknotami
są ze mną jest super ich nie ma jestem w dupie,
bo chodź miałbym wielkie plany za marzenia nic nie kupie.
Musze dbać o rodzinę, umiem dbać o słuchacza,
gdy robię z kimś dill to klient do mnie wraca,
I to mi się opłaca wiem co dla mnie dobre,
mierze wyżej niż NASA widzę cel wiem że tam dotrę.
Jest ta dyszka do dyszki brzęczą kieliszki,
jak nie macie dyszki to wszyscy macie suche pyski,
ja wole zyski i pierdole straty,
dla polski prognoza pogoda wciąż dla bogatych.
To jest proste jak drut sos zawsze się przyda,
grunt się nim nie zachłysnąć by nie skończyć jak midas,
Póki co mi to nie grozi wiem którędy mam iść,
zamiast nic nie robić – szukam tego hajsu dziś.
Właśnie tak,
chciałbyś tu żyć, widzieć na twarzach uśmiechy,
odnaleźć pełne szczęście gdzie kurestwa kresy,
gdzie inni życzliwie poklepią po ramieniu,
powiedzą 'rób dalej swoje nie stój w cieniu'.
Chcesz odnaleźć szczęście musisz nauczyć się kochać,
lecz to musi być realne, nie kurwa jak na prochach.
Małymi krokami iść po wielkich schodach,
bo Ci co przeskoczyli, szybko spadli to przestroga.
Rzeczywistość zbudowana jest na nienawiści,
więc sie nei dziw, że każdy w oczach
ma tylko korzyści. Jak wyjebać spulasa, jak to zrobić by zarobić,
liczy się wielka kasa, podstawiając innym nogi.
Kto zniknie w pizdu cała jebana otoczka,
doklejona metka, że to rzeczywistość polska,
wódy łyk, ciężki dym za to by było pomyślnie,
otwórz oczy na świat, a prawda sama przyjdzie.
Świat kurwa jest za mały na tak wielu przygłupów,
za mały dla wszystkich bezuczuciowych fiutów.
Znowu siadam do książki, znowu czytam Grzesiuka,
dla prawdziwej ulicy, najprawdziwsza nauka.
Chcesz poznać moje zdanie, wszędzie mózgu pranie,
świat stanął na chuju, leci szatańskie rozdanie.
Wiem kto życzy źle plus pierwszy poda rękę,
dobrze wiem, kto za plecami farmazony przędzie.
Wylewam słowa, niejednemu serca bólem.
Wyjebane mam na youtube, na Wasze łapki w górę,
pierdoleni się cisną między sobą w komentarzach,
pewnie od trzepania gruchy tapeta spermy na twarzach.
Mogę wejść z Wami w bój, lecz już na starcie wygrany,
nagram, wrzucę, a to Wam z mordy poleci litr piany.
Załóż pingle i sandały, ja wrzucę luźny dres,
HZOP CS i już bratku dobrze wiesz.
W co się gra, co się nosi, znajdź w sobie naukę,
chcesz nie wjebać się na minę słuchaj przetrwania sztukę.
Szczęście kruche, gdy złapałeś na pewno nie na długo,
będą chcieli je odebrać i niedługo Cię obudzą.
Ze snu, z Twojej szczęśliwej wyobraźni, gdzie wszystko kolorowe,
jak w prawdziwej baśni. Chłopaki malują mury,
psy biją brawo, gdy [...] na matach i wszyscy żyją klawo.
Gdzieś z okna dudni bas dobrego słowa,
sąsiadka kiwa głową mówi 'najmocniejszy towar'.
Każdy rodzic swojemu dziecku uchyli nieba,
od małego kochany, nie przemoc, głód i bieda.
Chcesz kolorowe życie - masz kolorowe plany,
znowu ktoś wyprzedził, okazał się bardziej cwany.
Premier wygadany obiecuje poprawę,
lepiej przyznaj, że jest chujnia - kawa na ławę.
Ja znam słowo dziękuję, znam słowo przepraszam,
znam też jeb się i wypierdalaj dziwko do Judasza,
gdy w moje progi wkraczasz zachowuj się godnie,
na wszelki wypadek, ostrzegam Cię przezornie.
Odnaleźć szczęście co to kurwa znaczy,
ja nie wiem, może zapytaj tych wyjadaczy,
co niby nie mają, nic według Ciebie wszystko
oni dalej szukają, Ty z nich robisz widowisko.
Ja gdybym wiedział to nie patrzyłbym dalej,
stanąłbym w miejscu miał na wszystko wyjebane,
lecz chyba tak się nie da, każdy wkoło zabiegany,
odkręcić każdy chciałby z pieniędzmi krany.
Przetrzyj patrzały dostrzeżesz małe rzeczy,
zobaczysz uśmiech dziecka, który z zabawki się cieszy,
bo ojciec wrócił do domu dziś wcześniej z pracy,
będzie miał czas, opowie o Panu Kracym.
Drodzy rodacy, odłączcie telewizor,
przestańcie dać się nakręcać jebanym schizom.
Dziwne samobójstwa, nie wiedzą co jest grane,
dzisiaj jesteś, jutro zmyją po Tobie plamę.
W zmowie z szatanem stołki obstawione,
nie mam rodziny, posadzę sąsiada żonę.
Tak w kółko ta sama władza, lecz w innych ciałach,
rozjebać to w pył - jedyna opcja została.
Wszędzie wkręcają wała, aby tylko się nachapać,
wszystko w górę, a Ty za kieszeń znów musisz się łapać
i weź odnajdź to szczęście, gdy na wszystko Ci brakuje,
pieniądze nie dają szczęścia, lecz ich brak odczujesz.
Kapujesz, weź i stwórz swój własny świat,
czerń i biel niewidoczna wśród miliona barw.
Ja mam swoją muzykę, ona daje mi radość,
melanże, koncerty i do gibonu słabość.
Nagrywki, pisane teksty, kręcone klipy,
współprace, z całej Polski dobre ekipy,
to mój mały świat, to moje małe szczęście,
żyj swą zajawką ziomuś - to po pierwsze!
Po drugie musisz pamiętać o bliskich w potrzebie,
by podali Ci rękę kiedy Ty będziesz na glebie.
Wierz w siebie - po trzecie,
walcz o swoje - po czwarte,
niejeden miał ciężko,a odwrócił losu kartę.
Po piąte - nie widzisz, nie słyszysz, nie mówisz.
Szóste - ogarnij pokusy dobrze wiesz, gdy ręce brudzisz.
Złóż ręce do modlitwy, przejdź drogi nie do przejścia,
dojrzyj małe rzeczy, w nich odnajdziesz odrobinę szczęścia.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo