Losowe piosenki. Polski Hip Hop

Nie słyszysz? wcale nie znaczy, że tego nie ma
W sercach dzieciaków nadzieja - album dojrzewa
Niespokojny charakter jak ocean przy sztormie
Tymi daje z siebie więcej niż kiedykolwiek
Ulica obserwuje wokół asfaltu wstęgi
Tu nikt nie wygrał losu na loterii
Produkcje jak gorący ołów przeszywają ciało
Co słychać? trochę się piło, trochę...
PiH'u powtórz raz jeszcze - niech wiedzą co się działo
Trochę się piło, trochę...
Znowu cyfry, odbezpieczone pióro trafi w gusta
Jak Moro - moce ubrania - polska produkcja
Serce przyspieszyło od truchtu do sprintu
To nadal ten sam Tymi i ten sam PiH'u
Głos pełen emocji, słowa kontrowersji
Nie było nas długo, czekałeś? już jesteśmy

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście

Znowu te wersy, pierwszy raz je słyszysz
To moje pismo, poczuj je nosem
Prawie po dwóch latach, znów będziemy w cut'ach
Do kurwy nędzy jesteśmy z powrotem
Brak pieniędzy? grosz by się przydał
miastu, któremu nikt nic nie miał, a PiH to wydarł
Nie chcę ochłapów, posunięcia trudne
Powoli z górę status - się nie skundlę
nie ugnę, nie będę na palcach stąpał
Coś się nie podoba? to jak Borixon - rekontra
Kontra - złap to jak dym z jointa
Mam nadzieję, że wkrótce załapiemy kontakt
Czekałaś długo? i co tu teraz masz?
Dla wszystkich cukiereczków jak miłość jeden spazm
Czekałeś długo? zobaczysz na koncertach
Poczekaj, nie pękaj, zapij to wódą
Odbezpieczone pióro, masz to co najlepsze
Na razie nawijaj ze mną refren

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście

Droga mnie kręta, kto ma potencjał?
2RX - płyta za płytą, chłopaki piszą
Rap nie zginie, po koncertach tyle przyjęć
Nie wierzysz? przyjedź, zobacz jak wóda płynie
Niedługo przedsmak wersów na płytę drugą
Zapowiadam z dumą nowy krążek, na nim
nowy bity, nowe rymy, nowe historie
Nowe JedenSiedem ponad rok po "Niewiadomej"
Dużo się zmieniło, że ja pierdolę

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście

Czekałeś długo? nowe JedenSiedem, wreszcie
Odbezpieczone pióro, nareszcie
P.I.H. i Tymi znów na mieście
Osiemnaście miesięcy później nadal jesteście
Eldo:
Czasem są chwile, gdy problem jest w każdym kroku
Pięści ściskasz z frustracji
Bezsilne łzy ci płyną z oczy
Są takie momenty, gdy ufa się już tylko Bogu
A wszystko czego chce się, to jakiś na szczęście sposób
Gdy z kolejnych łez atak przychodzi złości
O ścianę niszczysz pięści, miotasz się w bezsilności
Wpada się w problem jak w bagno, w wir nicości
A świat twych zasad prostych już runął
Jak domek z kart
Boże proszę byś problem usunął
Bym lepsze świat zobaczył jutro rano się budząc
Uspokojenie, pomóż znaleźć to, co w sercu drzemie
Co siedzi we mnie, proszę cię o to
Pomóż usunąć mi z duszy kłopot
Panie proszę!
Każdy z nas ma te chwile
Gdy się do ciebie modli Boże
Razem z przyjaciółmi, pomóż
W odwadze przed następnym krokiem pomóż
I daj schronienie jak w rodzinnym domu
I cicho cię proszę chroń przed ścieżką ciemną
Nawet najtwardsi mają chwile, kiedy potrzebują klęknąć

Ekonom:
Często mam takie chwile jak w najgorszym horrorze
Myślę Boże, czy jeszcze coś gorszego stać się może
Może ty mi pomożesz, gdy świat mój nagle legnie w gruzach
Powiedz, czy mi się uda znaleźć spokój w życia trudach?
Wiem, to kolejna próba, których dużo było w sumie
Chociaż wiem, co robić, jednej rzeczy nie rozumiem
Czemu w ludzi tłumie jest tyle krzywdy?
Czemu tego tyle?
Przecież życie to miał być przywilej, a tutaj takie chwile:
Znowu czujesz ostrze na gardle
Niewyraźna przyszłość widziana w krzywym zwierciadle
Jak statek ma porwane żagle stoi w miejscu
Ja tak samo
Ale wiem ze mogę wygrać partię z góry przegraną
Bo gdy obudzę się rano
Będę miał siłę by walczyć
By ruszyć z miejsca
Na pewno to mi wystarczy
(to mi wystarczy, na pewno to mi wystarczy)

Żółf:
Każdy ma chwile, że by to wszystko jebnął
I patrzy w lustro jak łzy mu ciekną
Ale go nie razi światło
To razi świat, co
Upokarza, uczucia zamraża
Takie sytuacje stwarza
Że masz wszystkiego dosyć
Ile można od życia w serce przyjmować ciosy?
Gdy najlepszy przyjaciel mówi do ciebie-posyp
Pomożesz mu, to zaśmiecisz swoją duszę
Co dzień się uczę
Fałszywki gdzie się nie ruszę
A trwać muszę
W prawach ulicy, co nie są łatwe
Dzisiaj przyjaciel, jutro jego imię dla mnie martwe
A dobry chłopak, wczoraj miał matkę, a dziś jej nie ma
To dla ciebie *****-chłopaku się nie łam
Wiem, że jest ciężko, wiem, że ona jest tylko jedna
I wiem, że każdy ma chwile, że się po cichy żegna
Ale trzeba je przetrwać
Na środku scena, a nawet w rogu
Czekając na lepsze chwile, powierzając się Bogu

Jotuze:
Boże uchowaj mnie, o tak niewiele cię dzisiaj proszę
I uwolnij od bagażu, który na plecach noszę
Z życia dużo już wyniosłem, więc przestań mnie doświadczać
Nie chcę tak do końca walki z problemami staczać
Grzechów było wiele, dobrze wiem, nie jestem święty
Jak każdy napotykam na życiowe zakręty
Miewam czasem chwile, gdy czuję się za bardzo pewny
I takie w których mój rozdział wydaje się zamknięty
Egzystencja bez puenty, może mi się to należy?
Za to, że zbłądziłem i przestałem kiedyś w ciebie wierzyć
Teraz kilka pacierzy, mam nadzieję, że wysłuchasz
Liczę na to, bo właśnie strach do mych drzwi puka
To normalna skrucha, gdy ma się chwile słabości
Pamiętasz jak dążyłem kiedyś do doskonałości?
Pewny swojej mądrości, nie widzący swoich wad
Teraz na usługach tego, który stworzył świat

Ash:
Każdy ma takie chwile, że w duszy deszcz pada
Jedyne co, chciałoby się teraz płakać
Nowy sens nadać, spokój oddechem
Przyspieszone serca bicie, życie na krechę
Tyle chwil w których myślałem, że to koniec
Smutna twarz w dłoniach gdzieś ukryta
Te same myśli, ale inny sens wynika
Kolejny dzień, ten sam wpis do pamiętnika
Przeszłość miga jak migawka flesza
Chce czuć smak życia na swoich ustach
Kolejna kartka, ale ona jest już pusta
Te same dni, tak ja rekurencje w lustrach
Te same sny, chociaż każdy z nich jest inny
Znów spływają tak jak strugi deszczu z rynny
Chcę dopiąć swego, choć czar już dawno prysnął
Nie wiem jak ty, ale ja tu gram o wszystko
Może to wkurzać, kiedy patrzą ci na ręce
Niech sobie patrzą, dla nich lepiej już nie będzie
Każdy ma chwile, że się po cichu modli
I prosi Boga o to, aby się nie upodlić

Ziaja:
Nie ma ideałów na tym świecie
Nikt nie żyje po raz drugi
Każdy stara się iść prosto, ale czasem drogę gubi
Szukając wsparcia, błądzi po życiowych stokach
Przemyślenia chłopaczyny, który dorósł w blokach
Chyba każdy ma chwile, że czasami wątpi
I zastanawia się, czy zawsze dobrze postąpił
Boże daj mi siłę, powiedz mi co mam robić
Jak walczyć z tymi, co w najgorszych chwilach chcą mnie dobić
Z tymi, co chcą szkodzić, z nimi nie pisane jest się godzić
Bo to szlam tego świata, tu chodzi właśnie o to
By być wokół tych, co są cenniejsi niż złoto
Boże zastanawiam się ile mój czas będzie płynął
A gdybym zginął, to opiekuj się moją rodziną
Człowiek stwarza pozory, boi się, że życie przegra
Bo każdy ma chwile, że się po cichu żegna
Sztuką jest umieć przegrywać, ta, co tu ukrywać?
Co dzień los kogoś wyzywa, wygrywasz, albo się zrywasz
Bywa różnie, wiadomo, czasem bywa niewesoło
Lecz sztuka polega na tym by przyjąć stratę z pokorą
Z wyczuciem umieć się godnie zachować
To już połowa sukcesu, jest głowa do interesu
Naturalnie, bez stresu, jakby to przekalkulować
To jeszcze się okażę, że nie ma czego żałować
Słowo przepraszam, wielkie jak ten, który przebacza
Czasem jedno słowo wykracza ponad to, co oznacza
Zaraża przesłaniem, otacza człowieka uznaniem
Tak przyznanie do błędu się zmienia w formę sakramentu
Więc orientuj się, zapamiętuj spostrzeżenia
Każda sytuacja ma różne punkty widzenia
I nie przejmuj się, odrzuć samo destrukcję
Każdą porażkę można obrócić, jako w sukces

[x2]
Każdą porażkę obracam w sukces
Każdą porażkę odwracam w triumf

Wiem, kiedy zawodzę, wiem ile jestem wart
Tyle razy mnie uchronił tylko głupi fart
Przepraszam przyjaciele, że tyle ze mną spraw
Że tyle razy musieliście brać mnie za kark
Wiem też jedno, że przegrywać trzeba umieć
Szybko wstać po upadku, a nie kłaść się do trumien
Nie rzucać się i nie odgrażać, tylko działać
Ile razy ja sam musiałem robić to za was
Prosto bankrut, Prosto premium
Byłem o krok od krachu, kibicowało mi gremium
Brachu przeproś, jeśli popełniłeś błąd
I nie myśl o tym wciąż, ciach, od nowa zaczynamy stąd
Każdą porażkę obracam w sukces i triumf
Popełniam błąd i się uczę i znów idę silniejszy
I widzę w przód kolejny ruch
Jestem zdrów, tak samo moje ciało, jak duch

[x2]
Każdą porażkę obracam w sukces
Każdą porażkę odwracam w triumf
Znali się od małolata, on ciągle za nią latał
Żywiła go uczuciem, lecz nie trawił go jej tata
Niedostępna jak śnieg tego lata
Padał deszcz gdy kłamała że kocha go jak brata
Niespełniona miłość w jego oczu toni
Słona przelana kropla pocałunkiem dla jej dłoni
Zrozumiała że nie umie się już bronić
Oddali się sobie pośród suchej trawy woni
Kogo ta miłość obchodzi? Tylko ciebie i mnie
Nuciła pod nosem pakując walizkę
On czekał już na dworcu w jedną stronę bilet
Bo za chwile uciekną stąd jak najdalej byle
On nie miał nic ona zostawiła wszystko w tyle
Czekała na te chwile słodkie jak daktyle
Zakochani aż po kres powiedz czy już wiesz kogo ta miłość zabije
Póki żyje na zawsze tylko twój
Szeptał czule jej do ucha, ale czy to czuł
Ona wniebowzięta w błękitnej sukience
Czuła że to ten jemu odda nawet serce
Splecione ręce, spokój, dom, rodzina
Dają sobie rade ona marzy dać mu syna
On ma tego dość, on tego nie wytrzyma
Bo ciągnie go ulica, kusi go inna dziewczyna
Samotne wieczory, ból na twarzy w oknie
Błękitna sukienka raz po raz słono moknie
Przecież obiecał jej ale kiedyś z rana
Gdy wróciła po klucze on za inną klęczał na kolanach
To koniec, to tragedia, to dramat
Boże wybacz mi, wyszlochała kiedy stała nad przepaścią
Spadający liść, dryfujący w otchłań aby na wieki zasnąć

Znali się od małolata oboje głodni świata
Co by się nie działo będziesz mieć we mnie brata
Klnę się na te krople krwi i dłoń do dłoni
Ja i ty towarzyszu broni
Uderzyli w miasto gdzie światła nie gasną
Na pełnej kurwie niedopuszczalne fiasco
Ostrzy jak tabasco, cięli jak nóż masło
Czy już wiesz który z nich jak Doni Brasco
Póki co ciągle razem ramie w ramie
Lajla lajla
Jumanie spierdalanie
Siupanie i bakanie
Kiranie i jebanie
Szampanem polewane na żetony panie
Zdali sobie sprawę że to już nie małolaci
Szacunek poważanie na ulicy kumaci
Wielka siła w oczach tych dwojga braci
Ta sama siła już wkrótce ich zatraci
Zaczęli lecieć troszkę za ostro
Nie chcieli liczyć z lokalną cosanostrą
Kosy się ostrzą, przeładowują gnaty
Płytki dół czeka zimny jak Apallachy
Strachy na lachy niech się bratku pierdolą
Jeszcze się okaże kto dojedzie kogo
W drodze do dziupli, gdy pchali to co łupli
Natrafili na obławę policyjnych trutni
Spojrzał na brata który u jego boku
Chciał odnaleźć spokój ale przeraziła go pewność w okół
Psy wokół poddaj się nie ma wyjścia
To ta chwila gdy karaluch wychodzi z ukrycia
Wysiada, to nie brat to zdrajca
Boże wybacz mi, wyszeptał kiedy sięgał po dziewiątkę
Honorowa salwa, na wylot,
na wieki zamykają się powieki
Czekam aż pozbieram wszystkie swoje myśli (myśli) nic nowego Wojtas
chyba nie wymyśli korzyści z tego płyną rozmaite uderzam kantem palca (
palca) i wszystko jest rozbite nie wiem co to jest (jest) jak się to
robi skręcam zapalam psuję by zrobić naprawić się nie da tego co znikło
zapalam po raz drugi trzęsienie ucichło tak (tak) czuję tylko ciszy smak
(smak) to jest AGRO styl czyli drugi mój znak (znak) nowe oblicze
jeden dziewięć dziewięć sześć (sześć) lub siedem (siedem) byłem pewien
właśnie tego!

Czekam aż pozbieram wszystkie swoje myśli! Nic nowego Wojtas chyba nie
wymyśli!
Czekam aż pozbieram wszystkie swoje myśli! Nic nowego Wojtas chyba nie
wymyśli!
Czekam aż pozbieram wszystkie swoje myśli! Nic nowego Wojtas chyba nie
wymyśli!
Czekam aż pozbieram wszystkie swoje myśli! Nic nowego Wojtas chyba nie
wymyśli!

Czekam a dynamit jest w mojej dłoni (jest) wyrok zostanie zaraz wykonany
(tak) jest już mniej niż zero (zero) ja włączam stereo (stereo)
otwieram swoje usta by wyrzucić to z siebie to jest moja praca ja okupuje
scene (scene) mój rym jest jak lewy prosty uderzenie rewolucja zacznie
się od sceny ludzie tak naprawdę potrzebują jakiejś zmiany (zmiany) w
moje plecy wycelowali snajperzy styl A.G.R.O. manifestuj twardo media (
media) i biznes chcą nami kierować wykopię im dół (dół) i zaraz ich
pochowam czekam a dynamit jest w mojej dłoni już nikt mnie nie goni
ładunek dostarczony!

Czekam a dynamit jest w mojej dłoni wyrok zostanie zaraz wykonany!
Czekam a dynamit jest w mojej dłoni wyrok zostanie zaraz wykonany!
Czekam a dynamit jest w mojej dłoni wyrok zostanie zaraz wykonany!
Czekam a dynamit jest w mojej dłoni wyrok zostanie zaraz wykonany!

Czekam mego miasta brudne dzieci ładne panie zapraszamy do reklamy w moim
stanie (stanie) AGRO płynie i wypłynie w twojej minie widzę tylko trochę
zła (zła) jeden dziewięć dziewięć siedem spadnie na miasto jeden i
załatwi to się wie co (co) widzę twoje życie widzę jego życie czym się
różnicie (czym) wyrzuć kotwice już czas mam dosyć nie pije już za twoje
zdrowie (zdrowie) moje usta gotowe rym wbijam ci w (głowę) głowę nie
ma tu przemocy gangsterów i złości (nie) nie ma tu pokoju nie ma tu
miłości (nie) jest pustka czyli stan o którym nic nie wiesz Borygo Rekin
uderzam płomieniem przekazem łamie nawet najtwardszy lód (cud) cud (cud
) stary cud stary cud!

Czekam nie mam ci już nic do powiedzenia! Żegnając zaczynam płomieniem
uderzam!
Czekam nie mam ci już nic do powiedzenia! Żegnając zaczynam płomieniem
uderzam!
Czekam nie mam ci już nic do powiedzenia! Żegnając zaczynam płomieniem
uderzam!
Czekam nie mam ci już nic do powiedzenia! Żegnając zaczynam płomieniem
uderzam!
MŁODY M :
Jestem Młody M, rozumiesz mnie, gram o zwycięstwo,
Tu nie ma lekko, chodź, pokaże ci, jak jest ziom,
Dzieciaki poznają piekło, bo albo bagno jest kolebką,
Albo ten syf nie pozwolił im odetchnąć,
Ej! Ja chce mieć swoje księstwo tu,
Bo kocham tę ziemię, jak berło Tuska,
Mamy serio null chłopaku,
To dlatego ciągnie wiara na zachód,
Tylu rodaków nie ma nadal kwadratu.
Chodź, napijmy się za świat bez granic,
Za nasze plany, abyśmy się realizowali.
Tak, to o tych ksywach, których nie ma na gali,
Prawdziwy rap na sali, płynie bas między osiedlami,
A z nim nienawiść i mamy się czym pochwalić,
Mówi się o beef'ach, agresji, zakładach karnych.
Krajobraz szary w nim nasz surrealizm,
Leży ciężki pieniądz, nie każdy może go uradzić.

Ref.
Życie to gonitwa,
Swoją prędkością podcina nam skrzydła,
A ja wiem, że możemy wygrać,
Bo my mamy moc i pokonamy zło.

Życie to gonitwa,
Tak łatwo tu wmanewrować się w sidła,
A ja wiem, że możemy wygrać,
Bo my mamy moc i pokonamy zło.

CHADA :
Teraz tak.
Ja wygrywam, gdy gram, w końcu gram, żeby wygrać,
Każdy dzień sprawia, że nabieram wiatru w skrzydła,
Tyyy teraz przyznasz mi rację,
Jeden raz jakimś fartem w szkole wygrałeś w kapsle.
Wiesz, w sumie tak jednym słowem,
Zagrać ze mną, to jak by w szachy grać z Kasparowem,
Pierdole fiasko, witam się z dobrą passą,
Zbieram słowa uznania, gdy wychodzę na miasto.
Gram, żeby wygrać, idę o zakład,
Że jak nagrasz swoją płytę, to w śmietniku skończy nakład.
Wiesz, jestem ponad tym,
Już za sobą mam te szare dni spod znaku odsiadki.
Gram, żeby wygrać i nie myślę o stratach,
Już dawno zamiecione pod dywan te chude lata.
Zostaje w grze, do szczęścia mam powody,
Ty marzysz, by zasilić choćby ławkę rezerwowych.

Ref.
Życie to gonitwa,
Swoją prędkością podcina nam skrzydła,
A ja wiem, że możemy wygrać,
Bo my mamy moc i pokonamy zło.

Życie to gonitwa,
Tak łatwo tu wmanewrować się w sidła,
A ja wiem, że możemy wygrać,
Bo my mamy moc i pokonamy zło.

RASTAMANIEK :
Nie musimy mieć fortun, tankować drogich trunków,
By poczuć spokój, a w nim poczucie triumfu,
Czuję zapach bloków, które krzyczą ratunku,
Mimo, że z betonu, to tutaj brakuje gruntu.
Zagryzę wargę, mimo, że padłem,
Wstanę na nogi i znowu ruszę na walkę,
Choć to nie łatwe, bo życie twarde,
Pokazuje, że z góry można zlecieć na parter.

MŁODY M :
Taaa, czasem trawi żółć od wewnątrz,
Panie wybacz kolejne bluźnierstwo,
Wiem, wszyscy mają ciężko,
Więc wychodzę na ulice prostą ścieżką.
Gorsze dni, kiedy lśni butli denko,
Gorsze dni jutro miną, ja wiem.
Chodź, pokaż mi sprawiedliwość społeczną,
Jest tylko piwo i skręt ziom,
Wiem, żyjesz tak samo koleżko.
Pieprzyć syf, pieprzyć tych, których pociąga większość.
Buntownicy na wieczność!

Oooo!
My tylko chcemy wygrać!
A ja jestem pomidorem i nikogo się nie boje
jestem zdrowy, daję zdrowie, zdrowie mieszka w mojej głowię
mam cudowne witaminy, bardzo dobre dla rodziny
kto mnie zjada siłę ma na sto dwa
mam też w sobię minerały żeby sercu pomagały
żeby ludziom dawać siłę ze mną smaczny posiłek
pamiętajcie tak się składa mnie codziennie można zjadać
samo dobro tak już jest ja mam gest
Ref.
Więcej powiesz, więcej masz
Więc mi powiedz w co tu grasz x2

Gdy już zaczynasz pytasz jak to
W potrzasku tak to ułożyło się wbrew woli
Tak gładko to nie mówisz nic
Milczysz jak ten głaz
Strach w twoje oczy wlazł, nie mów pas
Za wcześnie na to, byś tak szybko padł
To już kolejny raz powtarza się jak sen
Widzę kropelki na czole, to jest skraplający się tlen
Nie pomożesz nikomu będąc cicho
Nie mów więc nic, nieprawdą jest to, że milczenie to na wodę pic
Może kiedyś było to złotem, lecz gdy cierpisz
Powiedzieć musisz, choćby czyimś kosztem

Ref.
Więcej powiesz, więcej masz
Więc mi powiedz w co tu grasz x2

A za to wszystko zgodnie z regułami
Podziękujesz sobie i jemu modląc się nocami
W końcu otwarłeś usta, powiedziałeś słowa
Brzmi to o niebo lepiej, aniżeli twoja spuszczona głowa
Przez życie siedziałeś cicho, blisko siebie
Marząc tylko potem przyszły noce, gdy szeptałeś
Teraz doceń sam to oceń
Czy nie czujesz ulgi w sobie, jak wydałeś z siebie dźwięk
Więcej powiesz, wypuścisz z siebie lęk
Toteż czekam to mi powiedz w innym razie
Nigdy się nie dowiem czemu błądzisz czemu padasz
Czemu giniesz, nawet wtedy, gdy się starasz
Nie ma tajemnicy między nami żyjącymi
Tymi samymi dniami oddychającymi
Tymi samymi pierwiastkami
Ludźmi z tymi samymi problemami
I więcej powiesz, więcej masz
To mi powiedz w co tu grasz

Ref.
Więcej powiesz, więcej masz
Więc mi powiedz w co tu grasz x2
Patrz ludziom po twarzach,smutnych oczach na ciele ranach
Winy szukaj w systemie i jego zmianach
Społeczeństwo hartowane biedą
Człowieczeństwo dawno zalał beton
Matki zabijają dzieci bo nie mają funduszy
Dzieci okradają sklepy żeby mieć na ruchy
Błędne koło,błędny mechanizm, błędnej Polski
Jak trzeba zabić każdy jest do tego zdolny
Wszechobecna bezradność,ludziom szarym zamyka usta
Rysując zarys tak niepewnego jutra
Od pokoleń w rodzinach jednym domem kryminał
Ta historia się kończy tu gdzie się zaczyna
To prawda o blokach spisanych na straty
Ten organizm umiera lecz kto pomyśli nad tym
By coś kurwa pozmieniać, nie ma szans na to
Ludzie żyją w problemach nic tu nie przychodzi gładko
To życie wśród betonowych serc i asfaltowych żył
Gdzie tu kurwa sens?

Ref.
Spostrzeżenia
Każdy mówi to co widzi
Każdy mówi to co myśli
To nasze poglądy
Tylko prawdziwy rap i nic więcej
Bonus RPK R i F Cereste
x2

Kolejny dzień mija nawet jeśli miasto zaśnie
Inaczej postrzegane są tu rożne sytuacje
Na tych placach, w blokach w ulicznych ciemnych bramach
Życia kontrola strofa zapisana za nas
Tam na górze tak ciemnym jak miejsce w którym
Ułożyli życie do snu bo ktoś przyciął parę kosztów
Parę wniosków trza wyciągnąć i puścić w obieg
Każdy z nas jest nauczycielem nawet jeśli niema poukładane w głowie
Naucz się patrzeć słuchając swoje
Wyciągaj wnioski pewne spostrzeżenia
Nauczą cię milczeć będziesz kim chcesz
Jeśli będziesz zawsze sobą
Zachowując osobowość, mając oczy szeroko otwarte
Najważniejsze spostrzeżenia nie pozwolą zjechać tobie na parter
Nie pozwolą

Ref.
Spostrzeżenia
Każdy mówi to co widzi
Każdy mówi to co myśli
To nasze poglądy
Tylko prawdziwy rap i nic więcej
Bonus RPK R i F Cereste
x2

Postrzegam inaczej tak inaczej niż każdy
Dlatego możesz często nie rozumieć mojej jazdy
Pierdole plastik do końca prawdziwy
Przeglądam sedno prawdy a nie stoję zza szyby
Nawiązuje do tematów żywych
Które były, które są i które będą
Tempo perspektywy się podnosi bardzo często
Ich prędkość przelewam na rymy
Choć niektórzy widzą w tym przestępstwo i rutyny
Bo przeraża ich to co mówimy
Bo przeraża ich szczera prawda
Nie ma nic gorszego od tego co w kole patrzał
Nie ma nic gorszego od rachunku sumienia
Co się dzieje wokół spostrzeżenia
To są właśnie nasze przemyślenia
Ta to są właśnie przemyślenia
Ema pozdrowienia, ema pozdrowienia
Ema ema!

Ref.
Spostrzeżenia
Każdy mówi to co widzi
Każdy mówi to co myśli
To nasze poglądy
Tylko prawdziwy rap i nic więcej
Bonus RPK R i F Cereste
x2
Co by tu rzec można się wściec tyle już hec o tym ten rec
Co by tu rzec można się wściec tyle już hec pora na rec
Wiedz spec że już dawno irytuje mnie ta niepoprawność
Gadką jawną gładko przeciwstawność
Rzeźbie weź mnie wysłuchaj otrzeźwiej
Notabene - Rahuene nie menel
Wokal ponad zrozumienie w plener
Zdenerwowany miernotą sprawy istotą
Sceny biedotą jak nigdy dotąd
Ktoś mi doniósł [doniu]
Że poniósł cię czar 5 minut gamoniu
Nie jesteś Bogiem! Uświadom to sobie!
Nie ma krzty boskości w tobie! To wiedz!

Już złością zaciekli ci co szybko biegli
[pierdolnął!]
Wylał się im na łeb mętlik
[Nie wolno!]
Tak powoli-ich to boli
[Szybcy w agonii chcą nas przegonić]
Ej to ma sens w ogóle??
Żegnam pośpiech czule
PRT w dwustule
Powoli w góre
W rytm lichych pociągnięć
Realnych osiągnięć nawiniętych na szpulę
Czuję jak oni ku mnie miliony dłoni
Z zamysłu by mój spokój odgonić
Wydrzeć mi go ze skroni
Umieścić mnie w chuamu toni nie będę was gonił
Dam spokój dam tempo ja i lokum
W prac toku wbrew prędkości wokół
Stojąc wokół CeDeków w amoku
Pełnych na przekór prędkości biernym

Nie nie niedogonisz mnie
Biegne wolniej ale w tym cały sens
dd dymi się im z pod dekli
łaa za szybcy się wciekli [x2]

Nie potrafię i nie chcę robić takich hitów
30 centów grzbietów zeszytów
To standard ja jarzę a garze jak Gandalf
Kto nie kuma - tu czarne na białym jak panda
Ile dałbym by zapomnieć ten skandal
Żenującego clowna Klaudia ma downa
Wszystkie chwile gdy debile te mają swe złe chwile
Ile można jak sauna??
Suczki?? Morda psie suczku!!
Naucz się od psa w łóżku kilku kruczków
Diss? Jaki diss??- reakcja normalna
Na ten poziom rapu - porażka totalna

Nie nie nie dogonisz mnie
Biegne wolniej ale w tym cały sens
dd dymi się im z pod dekli
łaa za szybcy się wciekli [x2]
Tetris, Fabuła, Wschodnia Krew, To Dzieło Sztuki jest, 2008

[Ede]
Plujesz na to, albo czujesz to wszystko jedno
oponujesz, albo traktujesz to serio
te imperium, coś co dał nam Bóg
możesz spekulować znów, wersy marnuje dla sztuk
kilka pięknych sztuk, odbicie od przeciętnych dup
zwał jak zwał, chodzi o paradoks słów
niepojęta dla niektórych głów, sztuka miasta
szukasz puenty, pióro, atrament i kartka
niska rap gra plus jakiś wzór i farba
triki na rampach, hill flip, oil wanda
czysty standard, adapter, winyl
stopa, werbel, bas i hihat z bit maszyny
sztuki to nie dziewczyny, ale też są piękne
projekty, koncerty, freestyle i breakdance
przeciętnie, nie przeciętnie w moim sercu od lat
gdy przejdę osiedlem chce to słyszeć z okna
szmirę podpal, podetnij gardło, weź niech
cierpi boleśnie, śmierci powiem weź mnie
na blokach wykreowane dzieło pionier, kultur
ze wschodu idzie przełom, skopie dupe jak kung fu

[Poszwixxx]
Bluesem tętnił sercem Nowy Orlean
po tym jak Muddy Waters zaczął grać po pakamerach
Armstrong, improwizorka w formie Be Boop'ów swingi
obok linii melodycznych, dynamicznych
pojęcie Jazzu i Popu, ojcowie Rocka
Chuck Berry, Litlle Richards emeryt
i Pistolsom przybili złe maniery
moc nurtów, Pressley klepał rock&roll dla mas
przed tym jak Beatlesi zaczynali w Hamburgu
wśród solistów jak Hendrix,
choć nie sprzedali tylu płyt co Miles Davis,
tak ziom, starasz się to pisz,
dzieła sztuki dla koneserów tym jaram się do dziś
Kurtis Blow, Dj Hollywood, Pete Jones,
Africa Boombata, Grandmaster, wreście Beastie Boys
to klasyki, sztuką taniec, literatura
muzyka dla niektórych to religia lub sztuka życia
nie ważne czy w studio czy na alley upach
jardach, czy mikrofon, czy farba wpadła w rękę
serce dla konesera dzieł sztuki
jak dla rapera majk, a dla writera blat puchy
to pasja, której poświęcamy czas najważniejsze
być częścią, elementem, tworzyć to z sercem
po pierwsze sparować, tańczyć, malować, klepać bity
po drugie kupować oryginalne płyty

[Bezczel]
Nie wiem na czym to polega że wydają ciągle śmieci
nie nalegam na legal i tak to ściągniesz z sieci
jak ten rap ma się względem prawd
które cenią prawdziwi słuchacze pędem sprawdź
independent, banger, penge, będe brał
robił muzykę z dusza a nie za trendem gnał
oto dzieła sztuki, wyszukiwane w morzu przeciętności
słuchacze, czy raczej ludzie prości, mam dość ich
raperzy, im mniej zależy idą dalej w przód
tą samą wydeptaną ścieżką rzemieślniczych snów
będę ćwiczył znów tempie lament
mam dar od stwórcy, twórczy temperament
i na wstępie fundament, cokolwiek robię
a następnie na amen, ramie w ramie z nimi idę
dziś dla ludzi w moim kręgu dzięki
tym co wierzyli, że to jest w zasięgu reki
choć bez dziengów, pęgi, floty ani monet
Rap to kwiat dzikiej róży odlanej w betonie
to nie koniec, na mikrofonie dłonie, zacisniętę pięści
muzyka miasta, wyrasta z tych mieścin
częściej myślę, szczęście jest bliskie
wiem, że z piekła do nieba trzeba przejść przez czyściec
ta, wiem że z piekła do nieba trzeba przejść przez czyściec

[TeTris]
Masz gotowy obraz, to wyjdę po za ramy
i nic tu w ramach pozy, najlepszy towar nagrany
to bomba ze ściany wschodniej, coś jak kopniak w głośnik
to błąd w sztuce mówić o nas gorsza strona Polski
poznaj szorstki styl, na etykietach cyrylica
na ciemnych ulicach nie przyjmuje się Kupicha
to słychać krzyk, jak od Muńka psy na podwórkach
szukają pandory zamiast widzieć kolory w puszkach
koloryt jutra to nie kulturo-twórcza misja
tych co dadzą dupy w miksie z rundką na łyżwach
przez nich młode damy w galeriach są jak łasiczki
pokolenie Di Caprio, my zostajemy jak Da Vinci
za bystrzy na, ciesz się jak nawiniesz hit
ty idę własną drogą włączam Run DMC
sztuka globalna,echo, chcemy robić to w polsce
tetris, fabuła, hip hop, reszta to wątki poboczne
reszta to wątki poboczne

Wschodni temperament, wschodnia krew, BIAŁYSTOK
Dobry Panie, dziękuję Ci stokrotnie za życie,
gdzie chujowo jest na dole, a samotnie na szczycie.
Pomiędzy szarość, którą widzicie co dnia,
tu gdzie radość to przestępstwo, a szczęście to zbrodnia.
Stworzyłeś to na własny obraz i podobieństwo,
chore społeczeństwo żywiące się zemstą,
gdzie większość nie wie dokąd i po co idzie
bezwiednie wegetując z tygodnia na tydzień.
Żałosne! Brzydzę się nawet o Tobie myśleć,
jak Twym odbiciem mają być faktycznie
te wszystkie puste skorupy, co chcą Go gdzieś tam
w obłokach, a w sercu gnije im resztka kronopia.
To boli tak, że chyba znów się najebię b
o nie wiem co kochałem bardziej: świat czy Ciebie.
Lecz jestem pewien, że co nie byłoby prawdą,
jedno i drugie zgniło już dawno.

Dobry Panie, dziękuję Ci za chwile uniesień,
szalone myśli w głowie, dzikie style w notesie.
Za rękę, która niesie frazy w górę ku niebu,
lecz rzeczy które tu wymieniam to drobny szczegół.
Gdzie co dzień umierają całe tłumy niewinnych,
a zginąć możesz choćby za to, że jesteś inny.
Skurwiele mają się najlepiej, święci cierpią,
lecz jesteś zbyt zabiegany, by na to zerknąć.
Powiedzmy wprost: chyba świat Cię przerasta
i sam już nie wiesz co masz na kogo nasłać.
Skryty za hasła o cenie wolnej woli,
więc powiedz, jak Ty mogłeś wszystko tak spierdolić?
To boli tak, że pewnie znów się najebię,
bo nie wiem, co kochałem bardziej: świat czy Ciebie
Lecz jestem pewien, że co nie było by prawdą,
jedno i drugie zgniło już dawno.

Polej kolejkę za te martwe marzenia,
Za wszystko co miało tu być, czego nie ma.
Zalejmy pałę do reszty jak świnie,
w głupiej nadziei, że ból przeminie. ( 2x )

Dobry Panie, dziękuję Ci za boską cierpliwość,
wobec tych co za długo pili gorzką wrażliwość.
I zgubili wiarę w Twoją prostą uczciwość
przez co chwile podsycaną troską wątpliwość.
Może niesprawiedliwość musi tu istnieć,
a koszmary muszą straszyć mnie co dzień, gdy Me sny śnię.
Gdy wszystkie sprawy miałyby szczęśliwy koniec,
suma sumarum by nasz nie cieszyły, co nie?
Wiem! Nie dogonię Twojego toku myślenia,
Ty nie masz jak odwrócić wzroku z wrażenia,
A a wokół masz marzenia, które stały się prawdą,
lecz co dzień osuwają głębiej się w bagno.
To boli tak, że pewnie spotkam Cię tu dziś,
bo nie wiem co kochałeś bardziej: świat czy ludzi.
Lecz jestem pewien, że co nie było by prawdą,
jedno i drugie zgniło już dawno.

Polej kolejkę za te martwe marzenia,
za wszystko co miało tu być, czego nie ma.
Zalejmy pałę do reszty jak świnie,
w głupiej nadziei, że ból przeminie. ( 2x )
Dobrze znam już smak Twojej szminki,
ale patrzę na Twoje szpilki.
Dowód masz ukryty w te linijki,
bo uwielbiam jak masz na sobie szpilki.

Załóż szpile kochanie i pozwól na chwilę,
muszę zmierzyć ich wysokość, to dziesiąty centymetr.
Nawet nie wiesz jak Twój tyłek się porusza jak w nich chodzisz,
coś tu powoduje, że tylko patrzę na Twoje nogi.
Kochanie, ty wiesz jak poprawić mi humor,
kupię Ci nowe szpilki, nie ważne ile kosztują.
Jeśli nosisz je z dumą,
wiesz, że będę się gapić,
do miniówy załóż skarbie te na szpilce kozaki.
Kurwa, muszę się napić.
Pięknie wyglądasz w tych ciuszkach,
ale zostań w bieliźnie i szpilkach jak idziesz ze mną do łóżka,
zostań w tych ciuszkach, potem zrób dla mnie striptiz,
pozycji, które będą, mogą złożyć komiksy,
powiesz: "Jesteśmy za szybcy" - to co mówisz lepiej przemyśl!
To że buty na szpilkach oślepiają jak halogeny,
to te buty na szpilkach dają całą okazałość.
Musisz mieć je w kolekcji, bo sto par, to za mało!

Dobrze znam już smak Twojej szminki,
ale patrzę na Twoje szpilki.
Dowód masz ukryty w te linijki,
bo uwielbiam jak masz na sobie szpilki.

Załóż szpile kochanie i chodź na moment,
musisz nosić je w domu i mieć je poza domem.
Musisz mieć je na sobie wtedy gdy na Ciebie patrzę,
chodź do mnie na tych szpilach, ruszaj pupą jak zawsze.
Do jeansów, do mini, nawet i do bielizny,
musisz mieć parę szpilek jak dziewczyny z telewizji,
musisz mieć całą szafę, tysiąc na każdą okazję,
musisz je nosić dla mnie pobudzając wyobraźnię.
Będziesz hitem sezonu, numer jeden na tych szpilkach
Same plusy nie minusy, za to postawię Ci drinka
Lubię kiedy w nich chodzisz, wtedy mam na Ciebie patent,
jaram się Tobą całą, jaram jak dobrym rapem.
Jeśli chcesz coś zrobić dla mnie, to weź ubierz te szpile,
jak idziesz do mnie na nich odpływam na krótką chwilę.
Gdy zrzucasz z siebie wszystko, patrzę popijając drinka,
Rozbierz się dla mnie, wskakuj do łóżka w tych szpilkach!

Dobrze znam już smak Twojej szminki,
ale patrzę na Twoje szpilki.
Dowód masz ukryty w te linijki,
bo uwielbiam jak masz na sobie szpilki
Który to rok
Nakręca tłok
Ludzi głupot
Czy widzisz to.
Realny świat
Otacza mnie,
Gdzie człowiek bez wad
Nie istnieje.
Rzadko dobrze jest,
Los tu dziczeje
Uczy mnie życia problemów rejestr.
Mam swój bunt,
Wyjścia punkt,
Czuje grunt,
Choć źle jest znów.
Od chuja starań, by źle nie było,
Lepiej się żyło, zmieniło byt.
Za bitem bit, długopis, setki cyfr.
Przed czym ty tak uciekasz,
Chcesz, dają to bierz,
Biją to grzesz,
Chwyć w ręce treść
Swego życia,
Błędów mi nie podliczaj,
I znów stres,
Masz gest fortunę bierz,
I paszoł won,
Patrzę na kłopotów stos,
I widzę mój klon,
Twój klon
A gdzie schron,
Chuj z tą ideą,
Bo każdy chce wyjść na pierwszy plan,
A pomija tło,
Ja też tak mam,
Pierdolę to,
Reguły znam, walkę podjąłem,
Czy zwyciężę, jak w życiu ciężej i ciężej i ciężej, ciężej.

Tak od lat toczy się,
Dzień po dniu
By odkryć co i gdzie.
Ludzki rytm i miasta śpiew
By wiedzieć co i gdzie
Realizuje to co wiem

Tak od lat toczy się,
Dzień po dniu
By odkryć co i gdzie.
Ludzki rytm i miasta śpiew
By wiedzieć co i gdzie
Realizuje to co wiem

Zawiły tryb,
A życie jak szyfr,
Końcowy szlif,
Złamany kod to kit,
Non-stop i nikt uwierzyć nie chce,
Że fart jak tlen ulatuje z powietrzem.
Kolejny rok ucieka coś.
Dość, dość!
O litość proś,
Mówili mi, ja jako ten wredny,
A los mi zaległy, bywa przebiegły
Niby to pewne niepotrzebnie walczę,
Wytykając wciąż palcem,
Sto zmartwień tych dobrych i złych
Niby to godne,
A w sobotę miasto ma pijaną mordę
Mózgi toporne na świata euforię,
Ludzi, co z wad wysuwają teorie,
Idąc i widząc i słysząc i licząc na drugi tysiąc.
Żyję spokojnie, nie chcę przysiąc,
Że zmienię formę,
Do przodu idąc mam jakiś cel,
Do niego dążę, coś o życiu wiem,
Czy to dobrze, nie istotne,
Tak, za dniem płynie dzień...

Tak od lat toczy się,
Dzień po dniu
By odkryć co i gdzie.
Ludzki rytm i miasta śpiew
By wiedzieć co i gdzie
Realizuje to co wiem...

Tak od lat toczy się,
Dzień po dniu
By odkryć co i gdzie.
Ludzki rytm i miasta śpiew...
By wiedzieć co i gdzie
Realizuje to co wiem...
Jeśli kochasz to walcz, jeśli kochasz to płacz
Nie poddawaj się ziom, przecież wiesz że masz dar,
można zrobić to tak, że nie będzie tu nas,
wiem gdzie jest mój dom, brat, na zboczu skał. x2

Nie ma życie innego, tego które jest dotychczas,
może się już nic nie zmieni, jednak trzymam dystans
Miłość daje szanse, więc ją wykorzystam
ty i ja mamy równowagi talizman, na tym można tylko zyskać,
Piękne chwile, będę kochać moich ziomów i dziewczynę.
Będę kochał to osiedle póki tutaj żyje,
już tyle lat wiążemy koniec z końcem,
na zawsze niech tak będzie, bo tak jest dobrze!
Nie chce was stracić, to chyba proste.
Najwyżej wy stracicie mnie, to chyba nonsens
Najgorszy ból to mieć związane ręce
jesteś kochany więc czego żądać więcej?
Będąc z tego dumnym, otwórz swoje serce,
przecież wiesz że możesz dotknąć gwiazd!
Więc jeśli kochasz, u stóp masz cały świat!

Jeśli kochasz to walcz, jeśli kochasz to płacz
Nie poddawaj się ziom, przecież wiesz że masz dar,
można zrobić to tak, że nie będzie tu nas,
wiem gdzie jest mój dom, brat, na zboczu skał. x2

Myślałem kiedyś że kochać nie przestanę,
i dalej kat uważam, brat, bo mam wiarę.
Nie będę przecież robił na złość Ci,
Wszystko się obraca wokół wierności!
To jest zemsta, zranionej próżności,
ta odkrywcza prawda jej papilarne linie
Miłość która jest gotowa, oddać życie
Nie zginie, niech żyje, niech płynie razem z wiatrem.
Poddam się im w zupełności, taki mam charakter.
Tam gdzie będę z nią szedł, szlaki są zatarte, na zawsze!
Mianuję Cię rycerzem, nic tylko oblicza chcesz coś wiedzieć,
w oczach to wyczytasz.
Następny mój przystanek, tak zwana tajemnica,
chwytaj los póki jest on, do zdobycia.
Inaczej zostaną tylko, resztki wspomnień.
Pamiętaj, brat, przecież to ty nie tworzysz historię!

Jeśli kochasz to walcz, jeśli kochasz to płacz
Nie poddawaj się ziom, przecież wiesz że masz dar,
można zrobić to tak, że nie będzie tu nas,
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo