Najnowsze piosenki. Polski Hip Hop

Aloha Entertainment

Zadebiutowałem w dwutysięcznym i od tej pory
w głowach hejterów panuję mętlik
Jeden z tych MC's, którzy na laurach nigdy nie spoczęli
Sprawdź mixtape nagrywany przy metrze Imielin
Łysy truciznął braggi rozpoczął się melanż
na zegarach 95 bpm, jeśli kumasz slang i odbierasz ten przekaz
Patrz jak na termometrach podnosi się rtęć
Warszawski dzień, w cieniu 32 stopnie
Ciechan miodowe, człowieniu emanuję chłodem
Jestem tu, zawsze będe tu, żadna kurwa niech nie nasyła na mnie psów
Nie mów mi kto jest pierwszą ligą, bo miałem błysk, zanim ty zacząłeś pić piwo
Mam brudny czerniakowski styl Aloha
wie to każdy Polskiego rapu psychofan

ref.
Tu się liczy flow
Tu się liczy brudny styl
Nie masz ich, w takim razie nie znaczysz nic
Co tam chcesz sobie o mnie myśl
Proceente rozporządza tym
Wiem, sądny dzień jest już blisko
Dzień, w którym wszystkie kurwy zamilkną
Na ten dzień czekam ja i ty
Na ten dzień czeka cały hip hop

Wiem, sądny dzień jest już blisko
ktoś tu pierdolnie o beton potylicą
Może jutro ja będe tym złym?
Póki co chełpię się tym, że nie kupił mnie nikt
Od lat inwestuję w naturalne bogactwa,
dla mnie warsztat to więcej niż piwko i trawka
To nie ta parafia kolekcjonowania uzależnień
i tak zmagam się z tymi, które nabyłem wcześniej
Charaktery ciężkie to moje ziomki serdeczne
z nimi zawsze chętnie wydobędę styl na powierzchnię
kiedy włącza się opcja błysk, biorę majk na "on", konkurencja pada na pysk
Czekam na tę chwilę jak Afrykanie na deszcz
Brudne style muszą znaleźć ujście gdzieś
To nie pierdolone bragga, to manifest
PROCEENTE SŁŻ przez ostatnie EP

ref.
Tu się liczy flow
Tu się liczy brudny styl
Nie masz ich, w takim razie nie znaczysz nic
Co tam chcesz sobie o mnie myśl
Proceente rozporządza tym
Wiem, sądny dzień jest już blisko
Dzień, w którym wszystkie kurwy zamilkną
Na ten dzień czekam ja i ty
Na ten dzień czeka cały hip hop

Nie potrzeba mi kłopotów, potrzebuję hajsu
Nie jestem masonem ani obrońcą krzyża spod pałacu
Nie wierzę w spiskową teorię zamachu
Nie pracuję w ITI ani w Polskim Radiu
Lubię czasem dać w czambuł, w palnik
Należę do niezatapialnych zwykłych chłopaków
Kiedyś leciałem o bit większy niż teraz
a i tak dobre ziomki przybijali mi piątki
Pamiętasz jak to było w 97? 997?
Skate bitche rzygają pod siebie
Konsumenci narkotyków kroją na potęge
W 2010 na mieście jest bezpieczniej

ref.x2
Tu się liczy flow
Tu się liczy brudny styl
Nie masz ich, w takim razie nie znaczysz nic
Co tam chcesz sobie o mnie myśl
Proceente rozporządza tym
Wiem, sądny dzień jest już blisko
Dzień, w którym wszystkie kurwy zamilkną
Na ten dzień czekam ja i ty
Na ten dzień czeka cały hip hop
Wychodzę z domu, dookoła widzę brud
Tu gdzie nie dociera słońce i dzieci czują głód
To nie góra to spód, obłuda, smutek, chłód
Na ulicach ból, rządzi nim martwy król
Powodów w chuj by ubrać gazową maskę
Wyjść na ulicę i sięgnąć po to co nasze
Jebać ich łaskę, chcą abym czuł się winny
Za to, że mój światopogląd od reszty inny
Ciągle stoimy za prawem do wolności
To my dzieciaki ulic pozbawione młodości
Toczymy ciągłą walkę o namiastkę radości
By każdy z nas nigdy już nie musiał pościć
W obliczu złości do ręki biorę kamień
By odebrać to co nam było odebrane
Nie poddamy walki choćby nadejdzie kraniec
Padniemy jak te kamienie rzucone na szaniec

[x2]
Widziałem na ulicy gaz
Widziałem na ulicy gaz
Na ulicach Babilonu gaz
Gaz, gaz, gaz na ulicach

Widziałem gaz na ulicy w stolicy
Kiedy górnicy przyszli polityków rozliczyć
Rok 2005 wakacje
Ja paliłem jointy, ojciec walczył o racje
Słyszałem hałas na ulicach miasta
Gdy policja zamordowała trzynastolatka
Słupsk styczeń '98
Bruk, na policję, cios za ciosem
Padły strzały na marszu blantów
Wszyscy cali co nie zmienia faktów
Jaki kraj strzela do rodaków
W którym stróże prawa robią za oprawców
Braszku tu nie ma czarów haruj, haruj
Zarób aby mieć co włożyć do garów
Witam wśród wykolejonych asów
Tu rewolucja to kwestia czasu

[x2]
Widziałem na ulicy gaz
Widziałem na ulicy gaz
Na ulicach Babilonu gaz
Gaz, gaz, gaz na ulicach
Drugastrefa.
Kubiszew.
To tylko dwie godziny.

Dwu,Dwu,Dwu,Dwu,Dwudzie.
Dwu,Dwu,Dwu,Dwu,Dwudzie.
Dwu,Dwu,Dwu,Dwu,Dwudzie.
Dwu,Dwu,Dwu,Dwu,Dwudzie.
Dwu,Dwu,Dwu,Dwu,Dwudzie.

Dwudziesta druga.

Dwudziesta druga, idę mijam kebab druga, noc przedemną,
życie biorę na poważnie tak na serio,
chodź mam otwarte oczy to horyzont dziś zabiera mi ciemność,
tak na serio, jest mi wszystko jedno.
Na rogu pod neonem ziom spowiada się dupie,
spiny pod klubami są naprwadę kurwa głupie,
idę dalej miajam żula z ćmikiem z łapie kłamię,
mówię że nie palę, świadomie walę głupa.
Bo taka konwersacja spokój mój zakłuca,
znowu biorę macha rano znów wypluję płuca,
lubię to co robię i pierdolę konsekwencje,
to moje miasto nocę które daje mi coś więcej.
W nim bycie anonimem nie odbiera mi godnośći,
pozwól mi nim być nie odbieraj mi wolnośći,
spójrz mi prosto w oczy zobacz w moich oczach błysk,
a życie ! lubię chwytać je za pysk.

Ref.2x
To moje miasto nocą pozwala złapać oddech,
twoja bajka, twoje życie to twój problem,
masz tylko jedno życie lepiej na nie postaw,
daj mi spokój, wypierdalaj, weź mnie zostaw.

Dwudziesta trzecia ta noc jest naprawdę chłodna,
na chodniku słyszę będzie dobrze, dzieciak z okna,
znów zawijam blętę no i machem kłuję płuco,
myślę o tych czasach które już nie wrócą.
Jeśli chodzi o podwórko to zostaję tu na dobre,
jeśli tobie się to nie podoba to twój problem,
mijam przypadkowych ludzi widząc kontury ich cieni,
na strychu chyba spoko ale płuca muszę zmienić.
Za to miasto nocą biorę ostatniego bucha,
nokałtuję płuca pluję wersami z serducha,
lubię słuchać bitów tak chodzić i nawijać,
a moja wielka miłość do miasta jakoś mi nie mija.
Kiedy przyjdzie czas to napiszę o tym książkę,
jak narazie zkwituję to krążkiem,
godzina zero zero wszystko może się wydarzyć,
ja zawijam i pozdrawiam graficiarzy.

Ref.4x
To moje miasto nocą pozwala złapać oddech,
twoja bajka, twoje życie to twój problem,
masz tylko jedno życie lepiej na nie postaw,
daj mi spokój, wypierdalaj, weź mnie zostaw.


[Hook x4]
Niech leci rap tu na wszystkich podwórkach
Wszystkich podwórkach, wszystkich podwórkach

[Verse 1: HuczuHucz]
Otworzył bym okno i podłączył nagłośnienie pod sprzęt
I zrobił to co w mojej ulubionej scenie w La Haine
Puszczał bym dla tych miejsc 'Don't Stop' od Chali 2ny
I podkręcił bym bass na max by drżały mury
Chciałbym mieć pełno wosku jak Madame Tussauds
I puszczać oldschool po prostu tak nad dzielnicą
Rozjaśniać los tu tym który szarość nadal widza
Jak by ich blok z wielkiej płyty wciąż wyznaczał im horyzont
Ty, stoisz pod klatką jak w każdy dzień
Swoim słuchawkom daj rap tak jak w każdy dzień
Boisz się bardzo że świat tak jak w każdy dzień
Zgnoi Cię łatwo, bo Ty jesteś jak każdy, nie
Na tych podwórkach FullCap i Nike ziomuś
A gdzie kultura dziś jest wódka i IP z forum
Daj mi kabli ze zwoju dwie kolumny i Vestax
Otworze okno domu będąc dumnym że tu mieszkam
Ja daje rap, Kryhoo dał bit i stos bębnów
I nawet już nie musisz mówić nic na osiedlu
Głośnik w oknu weź włóż i podkręć volume
Jak tam są już daj bas by słyszeli wszyscy z dołu

[Hook x4]
Niech leci rap tu na wszystkich podwórkach
Wszystkich podwórkach, wszystkich podwórkach

[Verse 2: HuczuHucz]
Chociaż nie mam iPoda czy iPhone'a 3G
Noszę rap w sobie czy Tobie się to podoba czy nie
Czy jest pogoda czy deszcz chce słyszeć rap
Na podwórkach zamiast na murkach
Widząc typów stojących w kółkach w cypher’ah
Ale jest ważniejszy hajs teraz
Gdzie jest zajawka kiedy ziomów mefka zabiera
To jest proste niż jak byłem chłopcem chciałem forsę
Mam się nie przyznać do tego co Tobie nie jest obce też
Rap jest ojcem wychował nas na ludzi
I był zawsze przy Tobie i usypiał Cię i budził
Tu dziś jest odkąd wkładaliśmy palce pod budkę
A teraz twarz pod kran w umywalce po wódce
Zajebany po tej blecie albo fifie tutaj opcję na zmianę mam dziś w PES’ie albo FIFI'e
Plany w morzu pełnym asfaltu jak Beach Lake
Został nam rap tu, więc play znowu wcisnę

[Hook x4]
Niech leci rap tu na wszystkich podwórkach
Wszystkich podwórkach, wszystkich podwórkach
[Intro instrumentalne]

[Cuty]
*Bonson*
*Matek*
*To historia o nas*
*Nasza praca to rymy i bity*
*Siema Szczecin, studio, plan i jedziemy*
*Hip hop żyje w nas, na osiedlach, obrzeżach i centrum*
*[?]*
*Tak się to robi*
*Przyjmij to do wiadomości*
Gandi Ganda

Za dziesięć pierwsza,oczy się lepią strasznie
zaczynam wiersza, w drodze konkretną właśnie
Nie jedną bletą podpaloną,gorące wersy płoną
południowy Park jest moją stroną,marzenia wypływają tu i toną
nie każdemu jest tu dane przetrwać bo urzędasy gnoją
podatników siana trwonią,wiersze są naszą bronią
po nich rany się nie goją łatwo,po wzbórzonych wodach płynę tratwą
Przyszłość jest zagadką trudną,rozwiązanie drogą życia błudną
czasami trzeba trudno, nie warto iść za myślą złudną
rzeczywistość okazuje się paskudną hydrą i jak tu nie być wydrą
w telewizji oczy mylą społeczeńswu,kamień z długą pentlą przyglądają się męczeństwu
taki obraz narodu zmydlą od kołyski aż do grobu i tak od zawsze
pierdole koalicje wasze, bijcie sie w skóry nasze gbury,pieprzone garnitury
gardzicie tym co kryją szare mury,nad głowami ciemne chmury wiszą
jest tu paru gości którzy piszą,to co widzą to co słyszą
co kochają czego nie nawidzą, co szanują z czego szydzą
nie ma tematu tabu, pozdrowiska z blokowiska dla mojego składu, dla mojego składu
NLB,MPD

Refren
Wokól Nas Syfu las,rzeczywistość pełna skaz
zapierdala szybko czas,zdązyć może każdy z was
napędza mnie mocny bass dla mnie hip-hop da mas
który krzywi moją twarz jak cytrynowy kwas
masz to też, też to masz syf ulicy trzyma nas,syf ulicy trzyma nas

Atramentu używam jak jadu,ostrożnie i z rozwagą
do tematu z powagą,nierozłącznie z gagą
jade z hip-hopowców plagą bo aż żal mi dupe ściska
poziom rapu sprawa niska,hip-hop kultura mi bliska
południowy centrum park z blokowiska,na frajerstwo wciąz naciskam
nie masz nic do powiedzenia, więc nie otwieraj pyska
ten mikrofon to zapała,nasze rymy to zaryska,płoną ogniska
Poznańskie blokowiska naszym domem sprawa oczywista
i zapierdalam jak twista,zapisana karta czysta już dawno
jedni zyją uczciwie inni kradną,mam tylko nadzieje że wartości dobre nie upadną
w dzisiejszym świecie sami wiecie grande mamy z tym już ładną
ludzie coraż cześciej garną sie na cudze życie
wzrasta narkomania i procentów picie,mordo bicie,rozboje,dwunastoletnie gnoje
aż się nie pokoje o następne pokolenia polaków wypływa coraz więcej tanich kozaków
tak jak hujowego rapu,wack'ów z pod komercji znaku,z pod komercji znaku...

Refren
Wokól Nas Syfu las,rzeczywistość pełna skaz
zapierdala szybko czas,zdązyć może każdy z was
napędza mnie mocny bass dla mnie hip-hop da mas
który krzywi moją twarz jak cytrynowy kwas
masz to też, też to masz syf ulicy trzyma nas,syf ulicy trzyma nas
Z kraju gdzie jesteś przegrany
Na nananana najebany
Godny, reprezentant chrześcijanin patriota
Od kołyski uczą brać, daje tylko idiota
Walka o fotele, mafie, kartele
Prawo sądzi nas a nie ich, to zbyt wiele
Feler, nasza kultura się rozwija
Lipne pseudo gwiazdki i ich dyskotekowa świra
Miłość, przyjaźń, tylko na ekranie
Wyznacznik społeczeństwa to tasiemcowe seriale
Wizja na przyszłość edukujesz się zdobywasz wiedzę
Potem zamiatasz klatki państwo zabiera ci pensję
Zasilasz konta różnych fundacji
Oni tacy współczujący, zwykły pastiż
Chcą młodzież kształcić burdel nie trzyma się kupy
Ona kurwa więcej prawdy może z naszych tekstów kupić
W porannej prasie czytasz obietnice co tu zrobić
Taki gnój ma nami rządzić, nie potrafi się wysłowić
Na mównicy skowyt będzie lepiej będzie spoko
Było źle to ina poprzedników tak a propos
Puste konto nie do pomyślenia chłopcze
Ja zgarnę więcej hajsu, skutkiem będzie bezrobocie
Duma blandzin, domy na peryferiach
Świat tych którzy nie widzieli pustego portfela

Ref
Szmal, chapią grosz za grosz
Jak to można sprzedać duszę, kusić los
Żal ściska serce znów
Brak mi szczęścia, brak mi zdrowia, brak mi słów
Szmal masz go, więcej chcesz
To Polska mentalność i zachłanność bierz
Żal ściska serce znów
Brak mi szczęścia, brak mi zdrowia, brak mi słów

I tak znany, obcykany w politycznych stadach
Ojciec trochę ci pomaga
Co miesiąc kurwa wypłata
Na konto, twój basen
Klub go go, a przyjaciele są
Do czasu, weź lepiej spasuj
Jak setek ci zabraknie będziesz znowu płakał
W łaski pójdziesz, znane teksty, ej weź dołóż tata
A że twój stary to przecież podobno ćśśśś
Znów dorzuci do portfela bo i tak nie będzie w tyle
Znowu opierdoli jakichś biednych emerytów
Dla niego to przyzwyczajenie, dla niego wybór
Opcja, rodzina kołem fortuny
Musi sprostać, akcja żałosna ale do czasu
Bo ktoś już zbiera o nich informacje, zasów
Kolejną aferą skończy się cała historia
Orlen czy Rywin Gate każda ściema jest dobra

Hajs hajs hajs hajs hajs hajs
Papierami rzyga, monetami zgrzyta
Gnojek boi się oderwać od koryta, szmal upycha
Stypa, po balu, paru barwitach, haruj, smaruj na kwitach życia
Atrybut według rozpieszczonych (?)
I tak malibu po zażyciu farmaceutyku
Pomaga zapomnieć o uczuciu znoszonych niewygód
Przeciętnego potentata Polaka szaraka po latach pracy kolego
Płacimy za pychę Oleksego
Rotację o niebo, lepiej nie będzie, dlaczego?
Polska mentalność pazerność zachłanność do tego dorzuć
Chcą władzę poczuć prostacy prości
System struktur, który żyje (?)
Hierarchia wartości, szlagier
Nie każdy skoczy za tobą
W ogień z dnia na dzień
Nie każdy, ale każdy na was lachę kładzie
Jak jaaaaaa

Ref
Szmal, chapią grosz za grosz
Jak to można sprzedać duszę, kusić los
Żal ściska serce znów
Brak mi szczęścia, brak mi zdrowia, brak mi słów
Szmal masz go, więcej chcesz
To Polska mentalność i zachłanność bierz
Żal ściska serce znów
Brak mi szczęścia, brak mi zdrowia, brak mi słów

Rządzi nami ten kto za gotówkę przytyrany
Musi się nachapać, dopuścili go do władzy
Jak tu ma być dobrze, drogi, łapmy się za głowy
Skoro w dupę jebią nasze polityczne wzory
Korupcja, afery kościół teraz też zarabia
Się sprzedała za gotówkę cała nasza władza
Odważ się by chwalić nowe hasła polityczne
Przez ostatni rok sami, a w nie jebią policję
Ludzie tacy sami przez kasę wychowani
Dopuść dupę do portfela sama się omami
Dziś jest czterech, jutro siedmiu na banknot przypada
Wykradzione nasze polskie szczęśliwe realia
Panie prezydencie w końcu ruszaj pan głową
Sojusznicy na tej wojnie, swoje też zarobią
Sąd to tragedia, napada nasze media
Od ponad dwóch lat na wolności morderca
Tu nasze serca, ten gość jest nie w porządku
Wygońcie wszystkie kurwy i to bez wyjątku
[x4]
MMA, MMA Poznań

To jest bitwa, wygra ją ten kto to wytrwa
zawiązane rękawice a przed walką modlitwa
gonitwa za tym kto dziś będzie w lepszej formie
to MMA Poznań znów w klatce na wojnie
spokojnie, bez stresu, 23 zaczyna
znów grę słów zaczynając od prostego suplesu
zawodnicy przygotowani na ostrą cieczkę
z miasta, które czasem jest niebezpieczne
podkrew mata unik atak
dzisiaj styl dowolny więc wjeżdża Krav-Maga
i walczysz, chociaż to wcale nie twoja waga
a rany często bardziej pieką niż zgaga
uwaga ta gra wymaga koncentracji non-stop
low-kick odskok dzisiaj przeciwnik gra mocno
lecz mimo to z wielką ochotą każdy gracz
przyjmie każdy cios żeby upaść i wstać

[x2]
M to mądrość, którą wynosisz z walki
M to miazga i monstrualne karki
A to atak, ty mu musisz stawić czoła
to MMA Poznań, twarda szkoła

Runda pierwsza, druga, łapie cię skurcz w udach
sądzisz, że przetrwać ci się uda, przestań wierzyć w cuda
powinieneś grać na dudach zamiast brać się za tą rzeŹnię
tu liczy się technika a nie tylko wielkie mięśnie
w tym mieście i poza jego murami
rozgrywają się walki okupione ranami
i ludzie, którzy za nic w świecie nie składają broni
MMA Poznań, tak to oni
skroni popękanych nikt by tu nie zliczył
bo czasem zawodnicy są jak wypuszczeni z dziczy
to flowklor z ulicy, która też czasem jest ringiem
a dla ludzi odwieszonych jest biznesowym rynkiem
mniejsza z tym, wróćmy na matę
ty jesteś dzisiaj ofiarą, ja jestem twoim katem
więc przyjmij porażkę tą na klatę z honorem
ja wyjdę znów na ring, scenę, by walczyć o swoje

[x2]
M to mądrość, którą wynosisz z walki
M to miazga i monstrualne karki
A to atak, ty mu musisz stawić czoła
to MMA Poznań, twarda szkoła

[x4]
MMA, MMA Poznań

[x2]
M to mądrość, którą wynosisz z walki
M to miazga i monstrualne karki
A to atak, ty mu musisz stawić czoła
to MMA Poznań, twarda szkoła
Majowy letarg, wieczór dziś u koleżanki.
czuł się jak geodeta, bo miał przyjść dzielić działki.
Feta. Wsypał szybko w dilerki w pośpiechu,
czyste grudki tysiąc krystalizowanych grzechów.
Dwadzieścia lat, z czego jedna piąta już w tej branży.
Czuł się jak kat robiąc w prochach znowu tranzyt zła
ale zrobił dla tej domówki wyjątek, nie dosypał szkła
niech śluzówki czekają na piątek.
Ta, wyszedł przed blok by spalić sobie szluga
noc jeszcze długa ten wieczór ciągnie się jak nugat
naprzeciw nieznajome piły tatrę a obok nich
hałas na moment, uderzyły kapsle o chodnik. (Co z nim?)
Jedna z nich zauroczyła go klasą,
bo jedyne co tam wtedy otwierała to parasol.
Deszcz to jedyny był filtr między ich wzrokiem,
nie chciała wejść, lecz filtr nie zostawił jej pod blokiem.

Co będzie dziś? Nie wiem, nie wiem.
To może jeden z Twoich najlepszych dni,
albo najgorszych i możesz stracić wszystko lub nic.
Wiec po prostu nie wiem co będzie dziś.
Co będzie dziś? Nie wiem, nie wiem.
To może jeden z Twoich najlepszych dni,
albo najgorszych i możesz stracić wszystko lub nic
wiec po prostu nie wiem co będzie dziś.

Godzina dwunasta zastała ich na kanapie
w centrum miasta w warszawie, tak rozmawiali o rapie.
Czuł jej dłonie, budząc się tak koło niej nazajutrz
poczuł chwilę się jak gdyby był po tamtej stronie raju.
bantit queen, w ich głowach było co raz więcej pytań,
w tym że ona to królowa, a on raczej to bandyta.
Spytał kogo to obchodzi, „mnie” odpowiedziała ona,
poczuł wtedy jak się rodzi w nim odpowiedzialna strona.
Miał już dość, nie dilując, tak przeczekał całe lato
na jesieni za to czekał już na niego prokurator.
Suma strachu to dla niego były grzechy dodać cele,
dostał tyle paragrafów że starczyło by na czterech.
Skumał błąd, ale teraz sąd to cenzor jego marzeń,
zatrzymał mu czas, tak jak mrok na słonecznym zegarze.
Gdy ostatni raz ją widział to czas pędził tak bez przeszkód
i zostawił mu tęsknotę na krawędzi tego zmierzchu.

Co będzie dziś? Nie wiem, nie wiem.
To może jeden z Twoich najlepszych dni,
albo najgorszych i możesz stracić wszystko lub nic.
Wiec po prostu nie wiem co będzie dziś.
Co będzie dziś? Nie wiem, nie wiem.
To może jeden z Twoich najlepszych dni,
albo najgorszych i możesz stracić wszystko lub nic
wiec po prostu nie wiem co będzie dziś.

Długi rok siedział w celi, bo pchał proch, skumał błąd
kruszył szkło, teraz przez to szkło, dotyka jej rąk.
Choć krył łzy, pisał wciąż do niej listy z więzienia,
że dla takich jak my nasz dom jest tam gdzie nas nie ma
To już ostatni płacz, wyjście miało nadać sens
wyjęła z szafy płaszcz ubrany wtedy kiedy padł deszcz
pod tym blokiem gdy wiedzieli że są dla siebie stworzeni
i znalazła w nim pamiątkę kryjąc swe dłonie w kieszeni .
Przypominała sobie skąd się wziął ten syf w nich.
On jej to oddał wtedy gdy miał skończyć z tym
chciała sprawdzić czy ten proszek coś zmieni.
Czy warty był niewoli której on doświadczał w celi?
Dnia kiedy wychodził nikt nie czekał pod więzieniem
jadąc na osiedle do niej widział że coś tam się dzieje
Karetka. Los mu wystawił przedstawienie,
jeszcze nie wiedział ze to ona zagrała w tej scenie.

Co będzie dziś? Nie wiem, nie wiem.
To może jeden z Twoich najlepszych dni,
albo najgorszych i możesz stracić wszystko lub nic.
Wiec po prostu nie wiem co będzie dziś.
Co będzie dziś? Nie wiem, nie wiem.
To może jeden z Twoich najlepszych dni,
albo najgorszych i możesz stracić wszystko lub nic
wiec po prostu nie wiem co będzie dziś.

Dusił domofon któryś raz, nie odbierała telefonu,
szybciej mijał czas a w nim strach znowu.
Krew zaczęła tętnić szybciej, a tym czasem
ambulans wyłączył sygnał, bo nie spieszył się już nigdzie.
To była śmierć jakich pełno, historia jakich mało
teraz Ty już znasz tą jedną, na pewno.
co ci to dało? Nic. A powinno.
Postaw się na jego miejscu poczuj tą pierdoloną bezsilność.

tą bezsilność gdy nie ma nic, nie ma nic

- Chudy, Ania nie żyje.
- Co? Co? Co?
Nie!
Ciągle patrzą mi na ręce - mówię "nie"
Nieustające pretensje - mówię, mówię "pierdol się!"

"A" kropka!

Ref.:
Ciągle patrzą mi na ręce, nic więcej
Nie wychodzi mi przez pretensje, podajcie tlen
Jak gestapo postawią pod ścianą, pytam - za co?
Próbowano mnie ale nie piszę się na to
Jestem długopisem, oni jak grafit się łamią
Grafomani zamazali mi okna na radość
Chcą być mną, ale nie są (nie są)
Chcą zrobić coś - tylko pieprzą

Co Ty sikso wiesz o mnie?
Widziałaś mnie gdzieś między szkołą a domem, między prawdą a Bogiem
Nie mówię o sobie, byle o sobie, szczerze
Więc skąd bierzesz te telenowale? Nie wiem
Nie potrzebuje wiele by wylecieć z mordą na ciebie
nic nie wiesz, a mówisz gdzie, co, z kim dzielę
To twój sport, olej go, proszę, tak będzie lepiej
bo za którymś razem mi albo komuś odjebie

Słowa bywają zbyt ciężkie, nie zdziw się
gdy ktoś zawiśnie przez zwykłe brednie
Wiedz, że jeśli już do ust ktoś wkłada lufę
to za zimny spust ciągną bliscy ludzie
Nie wiń go!
Niech uschnie palec co w reakcji na to wytknie coś innego niż ludzką słabość
Zabrakło im wiary, to ona daje owoc.
Szczęście jest jak Bóg - jeśli uwierzysz, będzie z tobą

Ref.:
Ciągle patrzą mi na ręce, nic więcej
Nie wychodzi mi przez pretensje, podajcie tlen
Jak gestapo postawią pod ścianą, pytam - za co?
Próbowano mnie ale nie piszę się na to.
Jestem długopisem, oni jak grafit się łamią
Grafomani zamazali mi okna na radość
Chcą być mną, ale nie są (nie są)
Chcą zrobić coś - tylko pieprzą

Wypuszczam buch z ust choć nie palę już od dwóch i pół roku,
to chłód za szybkie zmiany, pół roku
Co rusz na szyi nóż jest, a na głowie nie śnieg a popiół
Wiele zrobiłem źle - "Olek, weź przystopuj"
Znowu liczę kroki, bywam tak rozsądny
Nie, nie jestem młody, mam duszne, zbyt puste wieczory
I nie usnę zdrowy, kolejny na kartce ustęp
Wybuchnę i będę miał ten burdel z głowy
Nie jestem życiowy, tak często wrogi
Przez to znajomi niegotowi do pomocy, po co mi oni?
W razie "W", mam złoty strzał w apteczce
To lepsze niż ten reakcji brak, pewnie, że lepsze
Nie chcę braw, więcej ciszy, w tej dziczy prawie sam
Daj mi znak, uciekniemy tam, nie znajdą nas
Wiem, że się boisz, ja też
Ucieczka zawsze boli, gotowy do drogi
Idę, najwyżej dogonisz mnie

Ref.:
Ciągle patrzą mi na ręce, nic więcej
Nie wychodzi mi przez pretensje, podajcie tlen
Jak gestapo postawią pod ścianą, pytam - za co?
Próbowano mnie ale nie piszę się na to.
Jestem długopisem, oni jak grafit się łamią
Grafomani zamazali mi okna na radość
Chcą być mną, ale nie są (nie są)
Chcą zrobić coś - tylko pieprzą
Ref:
To jest hip to jest hop to ma moc to ma kop
daj głośniej to zburzmy ten blok.
To jest pro , jedziemy z tym wiesz kto jak kto
ale my znamy właściwy tor. x2

Puq:
To jest hip hop, nie ma lipy to jest rap od ekipy
z której ani jeden nie zrobił się dziwką
Daj to głośniej i to szybko tutaj
jak i w bloku na przeciwko nuta ciągle sunie
Ja wychowam twoje dzieci na tym tunie
jak po czaruję książki lądują do śmieci
Od Zakopca aż po Szczecin
od pradziadków aż po ojca
wszyscy dostają pierdolca
Jak leci, rap jest zły na chuj się cieszysz
przyjdzie zły raper i Ci wyjebie kły
Mało tego to nie typ na narzeczonego
dlatego z założenia ma z teściami beef
To jest hip co napsuł im tyle krwi
to jest hop na CD krąży z rąk do rąk
już nie dziwi ,że chłopaki śmigają w TV
,a więc skończ się krzywić i oddaj hołd

Ref:
To jest hip to jest hop to ma moc to ma kop
daj głośniej to zburzmy ten blok.
To jest pro, jedziemy z tym wiesz kto jak kto
ale my znamy właściwy tor x2

Miuosh :
To jest rap dziwko to jest śląski hip hop wiesz?
Jak wchodzę na track to zostawiam tam wszystko.
Łapię za każdy temat do gadania nic nie masz
to czarna ziemia Bóg zgasił tu igrzysko.
To lodowisko postaw figurantów
Ej pionki spłonął w potoku tanich szant ,
niby są gorsi Ci co łapią za łańcuch?
To jest rap Ty spłoniesz jak blant ,patrz.
Mam dekade w CV Ty masz te parę CD
to wszystko Cię nie dziwi , mnie dziwi od zawsze.
Nieważne jak mnie skrzywił to są Ci dwaj prawdziwi
ostatni sępliwi zostaną na zawsze
mam jazdę na zmienianie myślenia o nas
i choć ważę w kilogramach to puszczam to w tonach.
Mam to w dłoniach na mikrofonach w twoich skroniach ,
bez nas nic nie ma o nas.

Ref:
To jest hip to jest hop to ma moc to ma kop
daj głośniej to zburzmy ten blok.
To jest pro , jedziemy z tym wiesz kto jak kto
ale my znamy właściwy tor.x2
Szofer, Baroń, Słoń. Ha ha.
Ejj Słyszysz. Świat jest nasz.
Co, Świat jest nasz. Co, Świat jest nasz.
Co, Świat jest nasz. Co, Świat jest nasz.

[Baron]
Mama mówi mi synku zacznij w końcu odkładać,
Ja mówię świat jest zbyt piękny by się zbyt długo zastanawiać,
Mam już plan, chce lecieć tam,
Szukam towarzyszy by zwiedzić Kirgistan.
Będę tam na bank, I'm sure, następny bojaż,
Proponuje do Kuala Lumpur czy na Chiński Mur,
Jaram się i nie tylko Europa,
Moja niunia marzy od dziecka by się zrelaksować na Bora-Bora.
Hola, hola 2009 rok synek, mecze pełne emocji,
Rotterdam, Brugia, Udine,
Póki żyję zwiedziłem Sardynię Strzeszynek,
Południe Francji Kołobrzeg, Bilbao, Łebę i Gdynię
Hanko, Meksyk, Londyn, Werona
Tam gdzie Julia brała Romeowi do dzioba,
Tu Amsterdam - Sin City, Wenecja w chuj przepity,
Cały świat należy do mnie ja zdobywam jego szczyty.

Ref.
Cały świat należy do mnie,
Świat należy do mnie,
Hanko, Meksyk, Londyn, Werona,
Kuala Lumpur, Bora-Bora.
Rusz się z przed telewizora,
O ograniczeniach zapomnij.
Pić rum na jamajce
Jak w pierdolonej bajce.
Bo w życiu piękne są tylko chwile.

[Słoń]
Chcę klepać świnie po dupach, na karnawale w Rio
Oto Słoń, Super Hero, mój przydomek to pijok
Tutaj życie jest jak wyrok, kończy je smutny morał
Więc zanim nadejdzie śmierć, rusz się sprzed telewizora
Marzę na Bora-Bora, jak w pierdolonej bajce
Chcę tam wygrzewać tyłek, nawet jeśli będę starcem
Chcę jeść drogie żarcie, pić rum na Jamajce
Rób to, co robisz z uniesionym środkowym palcem
Codziennie o to walczę, jebany dobrobyt
Stres kradnie ludziom większą część godzin z doby
Staraj się zdobyć szczyt, wyrwij się z monotonii
Świat jest nasz, o ograniczeniach zapomnij
Chcę pić sake w Japonii, a w Meksyku tequillę
Chillować jak w Chile, bo w życiu piękne są tylko chwile
Chciałbym mieć bilet w każdą stronę tego świata
Z życia korzystać na grubo, (synu) a nie w ratach

Ref.
Cały świat należy do mnie,
Świat należy do mnie,
Hanko, Meksyk, Londyn, Werona,
Kuala Lumpur, Bora-Bora.
Rusz się z przed telewizora,
O ograniczeniach zapomnij.
Pić rum na jamajce
Jak w pierdolonej bajce.
Bo w życiu piękne są tylko chwile.

[Baron]
Byłem w Tatrach, więc pora na Alpy czy Kaukaz,
Może też stanę na wyspie Alcatraz,
Piękny świat nasz, mam marzenia chłopaku,
Może kiedyś się przeprawię się przez Bajkał na kajaku.
Bo jak gdzieś już dotrę, to chcę dalej dotrzeć,
Czuję w sobie życie, na niebie pięknie świeci słońce,
Będę przecierał swe szlaki w Amazonce,
Tak jak teraz to robię po Europie czy w Polsce.
Obozy sportowe, Polska wzdłuż i wszerz,
Turnieje piłkarskie raz do przodu, raz w łeb,
Świat marzeń, miałem zostać piłkarzem,
Wybrałem ziomków plus melanże, świat tych mocniejszych wrażeń.
Ale dziś priorytety się tu pozmieniały,
Odpalam furę, szukam spokoju z mą kobietą gdzieś na plaży,
Newquay, Kornwalia, Cardiff, południowa Walia,
Okoliczne wzgórza na moim góralu i jest bajka.
Harrachov, Szklarska, było pięknie na skarpie,
Kiedyś wypierdole w kosmos jak Łajka,
Zdobędę szczyt w Andach, stanę oko w oko z fiordem
Baron obywatel świata więc chuj z tym paszportem

Ref.
Cały świat należy do mnie,
Świat należy do mnie,
Hanko, Meksyk, Londyn, Werona,
Kuala Lumpur, Bora-Bora.
Rusz się z przed telewizora,
O ograniczeniach zapomnij.
Pić rum na jamajce
Jak w pierdolonej bajce.
Bo w życiu piękne są tylko chwile.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo