Najnowsze piosenki. Polski Hip Hop

Ostatnio przęgladane

Popularne

Losowe

Zmień G shit na T shit i dostaniesz to gówno
W czasach kiedy co drugi raper wdzięczy się jak instruktor
Aerobiku rapu w cenie akademii zdrowia dwójki
Czasem wściekam się a czasem mówię - dobra, ***** z tym
Mógłbym spuścić w klopie 6 na 10 polskich krążków
3 od hardcore'owców, drugie 3 od mądrych chłopców
Tetris w środku, jestem szczerym graczem

W parze z odtwarzaczem, cel tego krążka nie grozi sraczem
W moim rapie smak korzeni jak żeń-szeń aromat
Co lepsze masz to za friko, coś jak powietrze w alkomat
Wysyłam to do ciebie, król twoich kolumn kocie
Tyle, że w tym przypadku stężenie to 110%

*****ą w kółko - bywa ciężko, zwykła banda cepów
Ja wiedziałbym więcej o Polsce mieszkając w Bangladeszu
Ty patrz na Rzeszów, WWA, Szczecin, Poznań czy Białystok
Nawet w Siemiatyczach miałem to wszystko
Ludzkie dramaty, patologie, cukier w barwach brązu
Emigracje za zarobkiem, depresje głębokie jak wąwóz
Siedzisz w pociągu, słuchasz tego? lukaj w szybę
Szukaj moich śladów, to prawie pewne, że już tam byłem
Wróć na chwile, rzuć okiem na swój MP Player
Nie wskrzeszę Big Puna, ale też nie jestem Player
Pejoratywnie czy dosłownie, znaczenie kwestą sporu
I weź mnie przez to nielub albo weź mnie za to polub
Chyba, że twój mózg jest niedostępny jak crack w Opolu

To nie Miami, ja nie jestem raczej imigrantem z Kuby
Ale mam tony historii za które zaczniesz mnie lubić
Drugie tyle za które ktoś powinien dostać w*****
Może nie koniecznie ja, ale wiem, że ktoś na pewno
Poznaj getto tu gdzie zamiast Haenni & Hanni
Są dresy i bramy, koledzy i chamy, kobiety i damy
Problemy i plany, kastety i gramy, player'zy i pary
Plenery i bary, zalety i wady
To kształtuje mnie nie mniej niż ciebie
Wspólny przebieg machiny, nieważne czy tu masz debet
Czy plus czy minus, i nie chodzi mi tutaj o Kaliber
Raczej czy nabój z rozsądkiem, a grawer na twoje imię
Bo to on i determinacja tworzą dziś trzon
A T? litera, która trzyma i poziom i pion
(Cira)
Koleżka wyszedł na rewir, drugi dyszke na sztuki dzieli,
Trzeci mnie odwiedził rzucił pomysł na remix, przewiń

(Bezczel)
Na rewirach , moi ludzie i ja , przyjaźń sprzyja
Mija czas , betonowy las, w nas siła
Zwijam batata za każdego brata w tarapatach,
Za beztroskie lata , za każdego wariata,
A tak w ogóle , aprobata za kulturę rap gra,
Pakt jak swatka swata, patrz jak pancze splatam,
Gadka wspak na faktach, traktat rap na ławkach,
Dawka wersów nagła, zasób słów na kartkach,
Szary lunapark, z prawem zatarg,
Kontratak ,tu brat za brata od małolata po latach,
Asfaltowa mata, mapa na niej bloki,
Mój długi i wysoki ,każdy blok ma swoje uroki,
Wdech głęboki ,wydech ,węch niebieskich dziwek,
Trzech radioli syren, jęk, pech, idę
Długa droga do przebycia, Zycie nie zachwyca,
O tym zwroty na dzielnicach, na dzielnice wbita i ta znajoma okolica (cisne!),
Trzecia przecznica, jedna druga kamienica,
Na ulicach policja (pierdolona!) nagona ustawiona, witamy na rejonach,
Piona dla każdego zioma co gibona winie w szponach,
Pozaszywani w domach o wieczorowych porach ,
Życie w betonowych borach z tajuchami na ogonach (kumasz?) hardcor tu masz,
Pod klatką u nas duma rozpierdala,
Poszwixxx tłumacz,
Nara

(Poszwixxx)
To ogród podrób ,polbruk przeżartych wątrób,
Podmuch podpuch, od nóg do głów,
Odwrót 180 stopni kropli smród hasanka,
Tak passat na sygnałach w oparach sra na kraka,
Cała klatera na papierach napiera teraz,
Zapal ,nie ma bata, zjebka kieszeń cała w tabletkach, bletkach, setkach ,
Łebka zawinęli z pod bloku, piszą protokół,
A my na dyszce, po pół , strzącham popiół,
Pokój,stój, luz, już tuż tuż,
Rusz na rejony, dalej ziomy, nalej, odpalaj batony,
Obczajaj balkony, okna z każdej strony,
Cztery korony, z rana rap w membranach,
Rap mam w planach, strach w kolanach ,
Rap to nie rzeczywistość wyimaginowana , wyemanuowana,
Obrana ta sama droga, elita, w razie potrzeb mam awaryjny plan i duplikat,
Więc skręć ej bacika,
Psy! Przypał, posypa rozsypał w rozsypce ekipa,
I ta radiola pomyka, przed oczyma znika(luz!)
Nie pytaj co miałem w kielni, dropsy i zipa La Coste'y i mitsubicha gramika,
Strachu mimika do licha, w narodzie drzemie pycha,
Nie wnikam, samokrytyka,
Sucha grdyka ,48 na piździe,
Choć wielu psów szczeka,a mało który gryzie .

(Cira)
Koleżka wyszedł na rewir, drugi dyszke na sztuki dzieli,
Trzeci tu nie usiedzi znowu leci na trening, czwarty na parter fartem się doczłapał
3/4 o mur oparte cicha jak szakal, piąty typ to tyry, to rutyny dotyk
Śpiący labirynt i pan rekiryk dla młodych
Pień uchwalna, tym co nieść chcą sztandar
Z napisem co ma krzyczeć japa na full WADNDAL
Sześć, siedem, osiem, dziewięć, dycha,
Co u nas słychać? Rap po rejonie płonie jak sucha marycha, ha!
Paru bracholi yo, pierdoli banał C do P, Edek, Bez, Poszwa i Banan
Nadal nie na Rivierach a na rewirach Fama Familia, Fabuła Front finito Cira
Masuj moją ciężką głowę
Masuj proszę mój wielki napuchnięty łeb
Ja rozpłynę się tutaj na kanapie
Jestem lepki jak na muchy lep
Więc kleję się do Ciebie, wystarczy wino, chleb
Proszę podaj wodę, wodę czystą jak łza
By przepłukać to co w środku lekko naruszone
Piję więc do samego dna
Zostaliśmy sami, sami Ty i ja
Między nami wisi T.A.J.E.M.N.I.C.A.
Nie jestem tu sam, jestem razy dwa...
Tak wielu za pieniądze zrobi wszystko
Przed kamerami plastik jak tandetne disko
Między nami tajemnica, tajemnica gdzieś wysoko tkwi
Daje znak, że pozostanie długo tak
Tak jak być miało
Czysta woda wypłukuje brudy i obmywa ciało
Łyk łagodzi stres
Stres odchodzi jakby nic się nie stało...

T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.

Tak wielu odkrywa wszystko, dosłownie wszystko
By zyskać rozgłos, sławę
Ja rozkładam swoje ciało
Swój łeb kładę na mięciutką trawę
Na ulicach hałas
Na ulicach przelewa się dziki tłum
Warkot samochodów
Co zagłuszył bezlitośnie wody szum
Szum co uspokajał dziki rytm
Szybciej, szybciej goni bezlitosny czas
Noc walczy z dniem, dzień znów poddaje się
Poddaje się, mówi pas
Nad tłumem wisi, lekko się unosi
To co trzyma tutaj nas
Patrzę, patrzę w górę
Wszyscy patrzą na raz

T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.

Tak wielu gdy kamery włączone
Próbuje kłamać, kłamać w żywe oczy
Kamery włączone nic nie szokuje
Już nic Cię nie zaskoczy
Jestem lepki, lepię się do Ciebie
Ty trzymasz mnie za obolały kark
Nic nie przeszkodzi by rozlać się tutaj
Właśnie tak jakoś na wpół nielegalnie
A patrzysz prosto w oczy przełykasz ślinę
Chcę zapytać o tyle rzeczy naraz
Naraz minimalnie się wyciszam
Otwieram gębę by wypadły słowa
Ty kładziesz palec na mych ustach - ćśśśś...
Cisza...

T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.
T.A.J.E.M.N.I.C.A.
Wszystko, co daje matka ziemie ludziom służy
Ziołowe terapie kontra farmacja w ciągłej burzy
Cywilizacja tak jest chemią przesiąknięta
Że szprycuje pestycydami a zakazuje skręta
Konopia indyjska, magiczna roślina
Miałem szczęście palić tą hodowaną przez Domina
Mój duchowy brat zaraził mnie optymizmem
Stary rastaman, ogrodnik nie żaden diler
Pamiętam czasy kiedy się spotkaliśmy
Zaczęło się od muzyki potem się najaralismy
To były bracie magiczne 90-te
Każdy wychodził na dwór, nikt nie siedział przed kompem

Kontakt z naturą potęgował (?) w płucach
Wchodził spokojnie
Nigdy nie chciał się narzucać
Potem powstawał, kawałek za kawałkiem
Czułem bit i bas
Zakochałem się w tym transie

Czas mija wolniej kiedy palę
Cannabis sativa, indica, każdą odmianę
Mogę testować bo jestem ekspertem
Good sensimila tylko zawiń to w bletkę
/2x

To jest jak wino służące degustacji
Smak, zapach, moc, sensoryka wibracji
Przynosi spokój, leczy nerwice
Ja jestem Mrokas, uwierz – coś o tym wiem
Kiedy jest mi źle, to jest jak życiodajny lek
Czyści głowę zabrudzoną problemem
W Indiach ludziom to otwiera trzecie oko
Ja też, kiedy palę czuję większy kontakt z tobą
W Maroko, hasz, jara każdy młody – stary
Zapaliłem w rejsie z Arabami, nie do wiary
Zniknęły koszmary z nieba żar, czysta moc
Ze srebrnej faji mógłbym palić całą noc
Ta magiczna roślina to dar od matki ziemi
Delegalizacja to dowód, że jesteśmy więzieni
Okłamywani w każdej materii, sam wiesz
Pal, ale z głową, podstawa to czysty łeb

Czas mija wolniej kiedy palę
Cannabis sativa, indica, każdą odmianę
Mogę testować bo jestem ekspertem
Good sensimila tylko zawiń to w bletkę
/2x

Olewam osiedlowe nawyki zjarańców
Jarać, jarać, jarać
Potem pogubić się w tańcu
Lubię ogarniać, swoją głowę czystą mieć
Nie łapać zamułkę, jak byle jaki cieć
/2x

Nie, nie, nie, Jack Herrer w moich płucach
Czuję się dobrze
Nic złego nie pamiętam
To jest relaks w twoich pluchach

Czas mija wolniej kiedy palę
Cannabis sativa, indica, każdą odmianę
Mogę testować bo jestem ekspertem
Good sensimila tylko zawiń to w bletkę
/2x
Jadę z tematem, jadę z nawijką
Jadę z tematem, *****ysyny nie milczą
Jadę z tematem i ***** nie tylko
Jadę z tematem i *****ę podatek
Jadę z tematem, wjeżdża kapela
Jadę z tematem, raczej znasz ten temat
Jadę z tematem, nie wpadłem tu na herbatę
Jadę z tematem, ten temat to chemia
Jadę z tematem, zawsze dwa znaczenia
Mam pomysły bogate i dużo palenia

Mam pomysły i bracie nic do stracenia
*****ę zyski czy słyszysz, ty słyszysz szczeniak
Mam sporo do powiedzenia, jadę z tematem
Jadę jak siemasz, jak siemasz yhym wariacie
Szybki Szmal Benzyna coraz większy zasięg
Co się stało, co się stało Maciek?

[x2]
Jadę z chamskim rapem, nie możesz wątpić
Rozniesie ci chatę, wy*****ie ci korki
U moronki ej płonie twoja hawira
Szybki Szmal, VNM, wiesz kto nawija

Moje flow kopie w papę jak Tong Po
Z Sz Sz jadę ten show yoł
Oh no skąd VNM flow wziął
Tu gdzie rap typy wodę leją
I chcą nosić blink blink jak Tony Yayo
Chett Jimson o ruchaniu w dupę robi horrorcore
Chyba w dzieciństwie w japę niejedno jądro wziął
Ta mów mi Jezus jak mu to mogło przejść przez gardło
Chyba coś go jeszcze boli i to bardzo
Ty un-der-ground to tu gdzie z rapu nie stać nas na białe Niker one
Moje flow będzie sławne, na to nie ma bata
Jak Eis wyprzedziłem rap o 4 lata
Daj mi temat z nim jadę jak z Jimsonem
Ta *****a jest blada jak japa po gibonie
Moje flow C4 ten bit płonie
Jak wy*****ie lądujesz dopiero gdzieś w Lizbonie

Moje korzenie sięgają tam gdzie rządzi hardcore
Miejski desant nie wyjeżdżaj z gadką, *****ką
Żołnierze na baczność kiedy wchodzi Ema
Biorę hajs co zwykle bije po kieszeniach
Teraz wjeżdża temat więc nie pauzuj z tym
Czyste zło jak Silent hill i dziwne dni w tym
Robimy swoje jak kolejny hit
Żadne ***** przeboje typu Kasia Klich
Słyszymy takich co nie kminią tego wcale
Czyścimy rap z tych franc jak Beckenbauer
Dzieciaki do domu skończył się happy hour
My nie powiemy nikomu oni powiedzą mamie

Kolejny level i level, wyżej nie da się już
Hejterów mijam, a echo mówi żryj mój kurz
To jest WdoWA a.k.a. esperal
Jeśli pijesz z czymś do mnie to się zwiniesz w cierpieniach
Dobra jak siemasz, tego mi nie odmówisz
Mam w refrenach raperów których najbardziej lubisz
Mam już tyle numerów bragga to sam rozumiesz
Tego nie da się udawać ziomuś ja piszę kolejny
Nie płynę lecz frunę po tych bitach i scenie
Moje F16 i tak cię zestrzelę
Bo jestem za sterem i kurs na Warszawę
Kradnę wackom nadzieję kiedy jadę z tematem

[x2]
Jadę z chamskim rapem, nie możesz wątpić
Rozniesie ci chatę, wy*****ie ci korki
U moronki ej płonie twoja hawira
Szybki Szmal, VNM, wiesz kto nawija

Gra muzyka, muzyka mam tu dwupaka
Znam przepisy spytaj Krzyśka Kozaka
Ja nie powracam jak pieprzony batman
Zawsze tu byłem, ***** pomyśl, sprawdź nas
Reprezentuję siebie i swoją drużynę
Mówimy yo, yo nikt nie chcę być murzynem
Mówimy yo yo i wjeżdżamy na rynek
Uważaj ziom, ziom jak odpalasz Benzynę
Jestem Dżonson, Dżonson kojarz Jadwigę
Mam nieśmiertelne teksty jak Pac i Big L
Jestem Dżonson, Dżonson to jest harmider
Chowajcie dżoje Bruno wjeżdża na bibę

Jak byłem młodszy robiłem szybko szmal
W klubach nikt mnie nie wiskał więc brałem kilka pigs na bal
Chcesz nabić kilka siks na balu na pal
Ale one mówią tylko idź ziomalu się wal
To dlatego, że nie jedziesz z tematem jak my
Bo z dyni wiary dudnią chamy jak my
Nie jesteś po*****ny jak my
Dziś twój najlepszy raper jest tak samo obsrany jak ty

Moje korzenie sięgają tam gdzie rządzi hardcore
Siemasz, siemasz yhym wariacie
Szybki Szmal Benzyna, Szybki Szmal Benzyna
Szybki Szmal Benzyna yhym wariacie

[x2]
Jadę z chamskim rapem, nie możesz wątpić
Rozniesie ci chatę, wy*****ie ci korki
U moronki ej płonie twoja hawira
Szybki Szmal, VNM, wiesz kto nawija

[x3]
Moje korzenie sięgają tam gdzie rządzi hardcore
Siemasz, siemasz yhym wariacie
Szybki Szmal Benzyna, Szybki Szmal Benzyna
Szybki Szmal Benzyna yhym wariacie
Aloha Entertainment

Zadebiutowałem w dwutysięcznym i od tej pory
w głowach hejterów panuję mętlik
Jeden z tych MC's, którzy na laurach nigdy nie spoczęli
Sprawdź mixtape nagrywany przy metrze Imielin
Łysy truciznął braggi rozpoczął się melanż
na zegarach 95 bpm, jeśli kumasz slang i odbierasz ten przekaz
Patrz jak na termometrach podnosi się rtęć
Warszawski dzień, w cieniu 32 stopnie
Ciechan miodowe, człowieniu emanuję chłodem
Jestem tu, zawsze będe tu, żadna kurwa niech nie nasyła na mnie psów
Nie mów mi kto jest pierwszą ligą, bo miałem błysk, zanim ty zacząłeś pić piwo
Mam brudny czerniakowski styl Aloha
wie to każdy Polskiego rapu psychofan

ref.
Tu się liczy flow
Tu się liczy brudny styl
Nie masz ich, w takim razie nie znaczysz nic
Co tam chcesz sobie o mnie myśl
Proceente rozporządza tym
Wiem, sądny dzień jest już blisko
Dzień, w którym wszystkie kurwy zamilkną
Na ten dzień czekam ja i ty
Na ten dzień czeka cały hip hop

Wiem, sądny dzień jest już blisko
ktoś tu pierdolnie o beton potylicą
Może jutro ja będe tym złym?
Póki co chełpię się tym, że nie kupił mnie nikt
Od lat inwestuję w naturalne bogactwa,
dla mnie warsztat to więcej niż piwko i trawka
To nie ta parafia kolekcjonowania uzależnień
i tak zmagam się z tymi, które nabyłem wcześniej
Charaktery ciężkie to moje ziomki serdeczne
z nimi zawsze chętnie wydobędę styl na powierzchnię
kiedy włącza się opcja błysk, biorę majk na "on", konkurencja pada na pysk
Czekam na tę chwilę jak Afrykanie na deszcz
Brudne style muszą znaleźć ujście gdzieś
To nie pierdolone bragga, to manifest
PROCEENTE SŁŻ przez ostatnie EP

ref.
Tu się liczy flow
Tu się liczy brudny styl
Nie masz ich, w takim razie nie znaczysz nic
Co tam chcesz sobie o mnie myśl
Proceente rozporządza tym
Wiem, sądny dzień jest już blisko
Dzień, w którym wszystkie kurwy zamilkną
Na ten dzień czekam ja i ty
Na ten dzień czeka cały hip hop

Nie potrzeba mi kłopotów, potrzebuję hajsu
Nie jestem masonem ani obrońcą krzyża spod pałacu
Nie wierzę w spiskową teorię zamachu
Nie pracuję w ITI ani w Polskim Radiu
Lubię czasem dać w czambuł, w palnik
Należę do niezatapialnych zwykłych chłopaków
Kiedyś leciałem o bit większy niż teraz
a i tak dobre ziomki przybijali mi piątki
Pamiętasz jak to było w 97? 997?
Skate bitche rzygają pod siebie
Konsumenci narkotyków kroją na potęge
W 2010 na mieście jest bezpieczniej

ref.x2
Tu się liczy flow
Tu się liczy brudny styl
Nie masz ich, w takim razie nie znaczysz nic
Co tam chcesz sobie o mnie myśl
Proceente rozporządza tym
Wiem, sądny dzień jest już blisko
Dzień, w którym wszystkie kurwy zamilkną
Na ten dzień czekam ja i ty
Na ten dzień czeka cały hip hop
Wychodzę z domu, dookoła widzę brud
Tu gdzie nie dociera słońce i dzieci czują głód
To nie góra to spód, obłuda, smutek, chłód
Na ulicach ból, rządzi nim martwy król
Powodów w chuj by ubrać gazową maskę
Wyjść na ulicę i sięgnąć po to co nasze
Jebać ich łaskę, chcą abym czuł się winny
Za to, że mój światopogląd od reszty inny
Ciągle stoimy za prawem do wolności
To my dzieciaki ulic pozbawione młodości
Toczymy ciągłą walkę o namiastkę radości
By każdy z nas nigdy już nie musiał pościć
W obliczu złości do ręki biorę kamień
By odebrać to co nam było odebrane
Nie poddamy walki choćby nadejdzie kraniec
Padniemy jak te kamienie rzucone na szaniec

[x2]
Widziałem na ulicy gaz
Widziałem na ulicy gaz
Na ulicach Babilonu gaz
Gaz, gaz, gaz na ulicach

Widziałem gaz na ulicy w stolicy
Kiedy górnicy przyszli polityków rozliczyć
Rok 2005 wakacje
Ja paliłem jointy, ojciec walczył o racje
Słyszałem hałas na ulicach miasta
Gdy policja zamordowała trzynastolatka
Słupsk styczeń '98
Bruk, na policję, cios za ciosem
Padły strzały na marszu blantów
Wszyscy cali co nie zmienia faktów
Jaki kraj strzela do rodaków
W którym stróże prawa robią za oprawców
Braszku tu nie ma czarów haruj, haruj
Zarób aby mieć co włożyć do garów
Witam wśród wykolejonych asów
Tu rewolucja to kwestia czasu

[x2]
Widziałem na ulicy gaz
Widziałem na ulicy gaz
Na ulicach Babilonu gaz
Gaz, gaz, gaz na ulicach
Drugastrefa.
Kubiszew.
To tylko dwie godziny.

Dwu,Dwu,Dwu,Dwu,Dwudzie.
Dwu,Dwu,Dwu,Dwu,Dwudzie.
Dwu,Dwu,Dwu,Dwu,Dwudzie.
Dwu,Dwu,Dwu,Dwu,Dwudzie.
Dwu,Dwu,Dwu,Dwu,Dwudzie.

Dwudziesta druga.

Dwudziesta druga, idę mijam kebab druga, noc przedemną,
życie biorę na poważnie tak na serio,
chodź mam otwarte oczy to horyzont dziś zabiera mi ciemność,
tak na serio, jest mi wszystko jedno.
Na rogu pod neonem ziom spowiada się dupie,
spiny pod klubami są naprwadę kurwa głupie,
idę dalej miajam żula z ćmikiem z łapie kłamię,
mówię że nie palę, świadomie walę głupa.
Bo taka konwersacja spokój mój zakłuca,
znowu biorę macha rano znów wypluję płuca,
lubię to co robię i pierdolę konsekwencje,
to moje miasto nocę które daje mi coś więcej.
W nim bycie anonimem nie odbiera mi godnośći,
pozwól mi nim być nie odbieraj mi wolnośći,
spójrz mi prosto w oczy zobacz w moich oczach błysk,
a życie ! lubię chwytać je za pysk.

Ref.2x
To moje miasto nocą pozwala złapać oddech,
twoja bajka, twoje życie to twój problem,
masz tylko jedno życie lepiej na nie postaw,
daj mi spokój, wypierdalaj, weź mnie zostaw.

Dwudziesta trzecia ta noc jest naprawdę chłodna,
na chodniku słyszę będzie dobrze, dzieciak z okna,
znów zawijam blętę no i machem kłuję płuco,
myślę o tych czasach które już nie wrócą.
Jeśli chodzi o podwórko to zostaję tu na dobre,
jeśli tobie się to nie podoba to twój problem,
mijam przypadkowych ludzi widząc kontury ich cieni,
na strychu chyba spoko ale płuca muszę zmienić.
Za to miasto nocą biorę ostatniego bucha,
nokałtuję płuca pluję wersami z serducha,
lubię słuchać bitów tak chodzić i nawijać,
a moja wielka miłość do miasta jakoś mi nie mija.
Kiedy przyjdzie czas to napiszę o tym książkę,
jak narazie zkwituję to krążkiem,
godzina zero zero wszystko może się wydarzyć,
ja zawijam i pozdrawiam graficiarzy.

Ref.4x
To moje miasto nocą pozwala złapać oddech,
twoja bajka, twoje życie to twój problem,
masz tylko jedno życie lepiej na nie postaw,
daj mi spokój, wypierdalaj, weź mnie zostaw.


[Hook x4]
Niech leci rap tu na wszystkich podwórkach
Wszystkich podwórkach, wszystkich podwórkach

[Verse 1: HuczuHucz]
Otworzył bym okno i podłączył nagłośnienie pod sprzęt
I zrobił to co w mojej ulubionej scenie w La Haine
Puszczał bym dla tych miejsc 'Don't Stop' od Chali 2ny
I podkręcił bym bass na max by drżały mury
Chciałbym mieć pełno wosku jak Madame Tussauds
I puszczać oldschool po prostu tak nad dzielnicą
Rozjaśniać los tu tym który szarość nadal widza
Jak by ich blok z wielkiej płyty wciąż wyznaczał im horyzont
Ty, stoisz pod klatką jak w każdy dzień
Swoim słuchawkom daj rap tak jak w każdy dzień
Boisz się bardzo że świat tak jak w każdy dzień
Zgnoi Cię łatwo, bo Ty jesteś jak każdy, nie
Na tych podwórkach FullCap i Nike ziomuś
A gdzie kultura dziś jest wódka i IP z forum
Daj mi kabli ze zwoju dwie kolumny i Vestax
Otworze okno domu będąc dumnym że tu mieszkam
Ja daje rap, Kryhoo dał bit i stos bębnów
I nawet już nie musisz mówić nic na osiedlu
Głośnik w oknu weź włóż i podkręć volume
Jak tam są już daj bas by słyszeli wszyscy z dołu

[Hook x4]
Niech leci rap tu na wszystkich podwórkach
Wszystkich podwórkach, wszystkich podwórkach

[Verse 2: HuczuHucz]
Chociaż nie mam iPoda czy iPhone'a 3G
Noszę rap w sobie czy Tobie się to podoba czy nie
Czy jest pogoda czy deszcz chce słyszeć rap
Na podwórkach zamiast na murkach
Widząc typów stojących w kółkach w cypher’ah
Ale jest ważniejszy hajs teraz
Gdzie jest zajawka kiedy ziomów mefka zabiera
To jest proste niż jak byłem chłopcem chciałem forsę
Mam się nie przyznać do tego co Tobie nie jest obce też
Rap jest ojcem wychował nas na ludzi
I był zawsze przy Tobie i usypiał Cię i budził
Tu dziś jest odkąd wkładaliśmy palce pod budkę
A teraz twarz pod kran w umywalce po wódce
Zajebany po tej blecie albo fifie tutaj opcję na zmianę mam dziś w PES’ie albo FIFI'e
Plany w morzu pełnym asfaltu jak Beach Lake
Został nam rap tu, więc play znowu wcisnę

[Hook x4]
Niech leci rap tu na wszystkich podwórkach
Wszystkich podwórkach, wszystkich podwórkach
[Intro instrumentalne]

[Cuty]
*Bonson*
*Matek*
*To historia o nas*
*Nasza praca to rymy i bity*
*Siema Szczecin, studio, plan i jedziemy*
*Hip hop żyje w nas, na osiedlach, obrzeżach i centrum*
*[?]*
*Tak się to robi*
*Przyjmij to do wiadomości*
Gandi Ganda

Za dziesięć pierwsza,oczy się lepią strasznie
zaczynam wiersza, w drodze konkretną właśnie
Nie jedną bletą podpaloną,gorące wersy płoną
południowy Park jest moją stroną,marzenia wypływają tu i toną
nie każdemu jest tu dane przetrwać bo urzędasy gnoją
podatników siana trwonią,wiersze są naszą bronią
po nich rany się nie goją łatwo,po wzbórzonych wodach płynę tratwą
Przyszłość jest zagadką trudną,rozwiązanie drogą życia błudną
czasami trzeba trudno, nie warto iść za myślą złudną
rzeczywistość okazuje się paskudną hydrą i jak tu nie być wydrą
w telewizji oczy mylą społeczeńswu,kamień z długą pentlą przyglądają się męczeństwu
taki obraz narodu zmydlą od kołyski aż do grobu i tak od zawsze
pierdole koalicje wasze, bijcie sie w skóry nasze gbury,pieprzone garnitury
gardzicie tym co kryją szare mury,nad głowami ciemne chmury wiszą
jest tu paru gości którzy piszą,to co widzą to co słyszą
co kochają czego nie nawidzą, co szanują z czego szydzą
nie ma tematu tabu, pozdrowiska z blokowiska dla mojego składu, dla mojego składu
NLB,MPD

Refren
Wokól Nas Syfu las,rzeczywistość pełna skaz
zapierdala szybko czas,zdązyć może każdy z was
napędza mnie mocny bass dla mnie hip-hop da mas
który krzywi moją twarz jak cytrynowy kwas
masz to też, też to masz syf ulicy trzyma nas,syf ulicy trzyma nas

Atramentu używam jak jadu,ostrożnie i z rozwagą
do tematu z powagą,nierozłącznie z gagą
jade z hip-hopowców plagą bo aż żal mi dupe ściska
poziom rapu sprawa niska,hip-hop kultura mi bliska
południowy centrum park z blokowiska,na frajerstwo wciąz naciskam
nie masz nic do powiedzenia, więc nie otwieraj pyska
ten mikrofon to zapała,nasze rymy to zaryska,płoną ogniska
Poznańskie blokowiska naszym domem sprawa oczywista
i zapierdalam jak twista,zapisana karta czysta już dawno
jedni zyją uczciwie inni kradną,mam tylko nadzieje że wartości dobre nie upadną
w dzisiejszym świecie sami wiecie grande mamy z tym już ładną
ludzie coraż cześciej garną sie na cudze życie
wzrasta narkomania i procentów picie,mordo bicie,rozboje,dwunastoletnie gnoje
aż się nie pokoje o następne pokolenia polaków wypływa coraz więcej tanich kozaków
tak jak hujowego rapu,wack'ów z pod komercji znaku,z pod komercji znaku...

Refren
Wokól Nas Syfu las,rzeczywistość pełna skaz
zapierdala szybko czas,zdązyć może każdy z was
napędza mnie mocny bass dla mnie hip-hop da mas
który krzywi moją twarz jak cytrynowy kwas
masz to też, też to masz syf ulicy trzyma nas,syf ulicy trzyma nas
Z kraju gdzie jesteś przegrany
Na nananana najebany
Godny, reprezentant chrześcijanin patriota
Od kołyski uczą brać, daje tylko idiota
Walka o fotele, mafie, kartele
Prawo sądzi nas a nie ich, to zbyt wiele
Feler, nasza kultura się rozwija
Lipne pseudo gwiazdki i ich dyskotekowa świra
Miłość, przyjaźń, tylko na ekranie
Wyznacznik społeczeństwa to tasiemcowe seriale
Wizja na przyszłość edukujesz się zdobywasz wiedzę
Potem zamiatasz klatki państwo zabiera ci pensję
Zasilasz konta różnych fundacji
Oni tacy współczujący, zwykły pastiż
Chcą młodzież kształcić burdel nie trzyma się kupy
Ona kurwa więcej prawdy może z naszych tekstów kupić
W porannej prasie czytasz obietnice co tu zrobić
Taki gnój ma nami rządzić, nie potrafi się wysłowić
Na mównicy skowyt będzie lepiej będzie spoko
Było źle to ina poprzedników tak a propos
Puste konto nie do pomyślenia chłopcze
Ja zgarnę więcej hajsu, skutkiem będzie bezrobocie
Duma blandzin, domy na peryferiach
Świat tych którzy nie widzieli pustego portfela

Ref
Szmal, chapią grosz za grosz
Jak to można sprzedać duszę, kusić los
Żal ściska serce znów
Brak mi szczęścia, brak mi zdrowia, brak mi słów
Szmal masz go, więcej chcesz
To Polska mentalność i zachłanność bierz
Żal ściska serce znów
Brak mi szczęścia, brak mi zdrowia, brak mi słów

I tak znany, obcykany w politycznych stadach
Ojciec trochę ci pomaga
Co miesiąc kurwa wypłata
Na konto, twój basen
Klub go go, a przyjaciele są
Do czasu, weź lepiej spasuj
Jak setek ci zabraknie będziesz znowu płakał
W łaski pójdziesz, znane teksty, ej weź dołóż tata
A że twój stary to przecież podobno ćśśśś
Znów dorzuci do portfela bo i tak nie będzie w tyle
Znowu opierdoli jakichś biednych emerytów
Dla niego to przyzwyczajenie, dla niego wybór
Opcja, rodzina kołem fortuny
Musi sprostać, akcja żałosna ale do czasu
Bo ktoś już zbiera o nich informacje, zasów
Kolejną aferą skończy się cała historia
Orlen czy Rywin Gate każda ściema jest dobra

Hajs hajs hajs hajs hajs hajs
Papierami rzyga, monetami zgrzyta
Gnojek boi się oderwać od koryta, szmal upycha
Stypa, po balu, paru barwitach, haruj, smaruj na kwitach życia
Atrybut według rozpieszczonych (?)
I tak malibu po zażyciu farmaceutyku
Pomaga zapomnieć o uczuciu znoszonych niewygód
Przeciętnego potentata Polaka szaraka po latach pracy kolego
Płacimy za pychę Oleksego
Rotację o niebo, lepiej nie będzie, dlaczego?
Polska mentalność pazerność zachłanność do tego dorzuć
Chcą władzę poczuć prostacy prości
System struktur, który żyje (?)
Hierarchia wartości, szlagier
Nie każdy skoczy za tobą
W ogień z dnia na dzień
Nie każdy, ale każdy na was lachę kładzie
Jak jaaaaaa

Ref
Szmal, chapią grosz za grosz
Jak to można sprzedać duszę, kusić los
Żal ściska serce znów
Brak mi szczęścia, brak mi zdrowia, brak mi słów
Szmal masz go, więcej chcesz
To Polska mentalność i zachłanność bierz
Żal ściska serce znów
Brak mi szczęścia, brak mi zdrowia, brak mi słów

Rządzi nami ten kto za gotówkę przytyrany
Musi się nachapać, dopuścili go do władzy
Jak tu ma być dobrze, drogi, łapmy się za głowy
Skoro w dupę jebią nasze polityczne wzory
Korupcja, afery kościół teraz też zarabia
Się sprzedała za gotówkę cała nasza władza
Odważ się by chwalić nowe hasła polityczne
Przez ostatni rok sami, a w nie jebią policję
Ludzie tacy sami przez kasę wychowani
Dopuść dupę do portfela sama się omami
Dziś jest czterech, jutro siedmiu na banknot przypada
Wykradzione nasze polskie szczęśliwe realia
Panie prezydencie w końcu ruszaj pan głową
Sojusznicy na tej wojnie, swoje też zarobią
Sąd to tragedia, napada nasze media
Od ponad dwóch lat na wolności morderca
Tu nasze serca, ten gość jest nie w porządku
Wygońcie wszystkie kurwy i to bez wyjątku
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo