Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
uważaj ziomek bo ta suka leci na twoje siano
co znaczy kochać poznać jej nie dano
zweryfikuj wtórnie możne sypiasz z blachara

On zarabiał grubo ona się cieszyła
za jego pieniądze dobrze się bawiła
ze podatków nie płacił pretensji nie miała
ze pieniądze z nie legalu nigdy nie narzekała
koleżanek w chuj miała z nimi się śmiała
na imprezy zadupcala autem chłopaka się bujała
wszystko za jego hajs kupowała prezenty przyjmowała
chyba źle nie miała
Finał tej historii dla chłopaka był nie miły
bo o nim zapomniała jak go psy skręciły
wyłapał parę lat bez zawieszenia
i nie ma już dziewczyny co by przyszła na widzenia
niejedna taka była co za hajs chłopaka żyła
później się powalił to go zostawiła
znamy tutaj wszyscy wasze zjebane pomysły
by chłopakom stracić w umysły wy jebane świnie
wiec wszystkie dziwki co tylko hajsu chcecie
by wytrzeć podłogę wami się nadajecie
te bez szkoły jak i po uniwersytecie
jednakowo głupa palić umiecie
a skoro do mordy bierzesz dla kasy
spierdalaj na pigalak tam są szlaufy twojej klasy
wiec wszystkie świnie co tylko hajsu chcecie
by wytrzeć podłogę wami się nadajecie
może do ciucia pracować pójdziecie
powiem to w oczy każdej fałszywej kobiecie
chłopaki idą siedzieć wy dupczyć się idziecie
choć byłyście dla nich najważniejsze na świecie
czas zrobić rakietę ty myślisz ze to żarty
wolisz po extazy trzy setki i na party
wiec wszystkie świnie co tylko hajsu chcecie
by wytrzeć podłogę wami się nadajecie

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
uważaj ziomek bo ta ciuciu leci na twoje siano
co znaczy kochać poznać mój nie dano
zweryfikuj wtórnie może sypiasz z blacharą

Co jest ja się pytam twój facet w kryminale
zanim tak się stało razem byliście stale
dałaś się zwieść ktoś wysłuchaj twoje żale
ale ty oddałaś dupę aby znowu wejść na fale
jego bracia ziomkowie tobie pomagali
ty nie miałaś czasu bo ciebie to wali
pamiętasz jak na rakietę ci dawali
ale ty to przejebałaś na wojażach do lokali
ej ej co jest kurwa ej dziewczyny weźcie opanujcie się
co jest kurwa ej dziewczyny weźcie opanujcie się
co jest kurwa ej dziewczyny weźcie opanujcie się
co jest kurwa ej dziewczyny weźcie opanujcie się
po co teraz te kulawe numery
elastycznie się zmieniasz dla kariery
tu nie będzie mydlanej opery
weź swój łeb zresetuj będę z tobą szczery
stracisz godność to już lipa
na to bardzo wiele rzeczy się wlicza
twoja karta przetargowa była cipa
zwykła głupia kurwa bita

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
uważaj ziomek bo ta suka leci na twoje siano
co znaczy kochać poznać jej nie dano
zweryfikuj wtórnie możne sypiasz z blachara

Ziomek wybierz ta najlepsza
nie pierwsza lepsza
nie ta co wszyscy pieprzą
uwierz ty bierz ja
bo one grzeszą chcą się wyruchać z twoim koleżka
ty idziesz siedzieć a one z kija
wypijają innym mleczko
z taka maniera precz stad
teraz dziwko wiesz to

Pamiętam znajomego który ze mną siedział
dziewczyna go zdradzała z listu się dowiedział
zapytałem co jej zrobi wiesz co mi powiedział
czego oczy nie widza temu sercu nie zal
ja bym tak nie mógł żywcem bym pogrzebał
do końca kary raczej nie jest blisko
twoja ukochana zabiera ci wszystko
po mieście za rękę chodzi z innym typem
twój największy skarb właśnie rucha się w cipę
i tak co weekend tak co weekend
a ty siedzisz pod cela i odpalasz fifkę
i nie chce ci się wieżyc ze masz dziewczynę dziwkę
wszystko to by było na tyle
miłosna historia trwała tylko chwile
jednak są dziewczyny co ślą rakiety
kochają swoich mężów
i chodzą się wyjebać na balety
prawo kobiety właśnie tak
prawo kobiety brawo kobiety właśnie tak
prawo kobiety właśnie tak brawo kobiety właśnie tak
firma firma
Za moment zgasną światła, zapadnie zmrok
Za moment scena zostanie zupełnie pusta
Za moment z czoła obmyje wodą pot
I stracą znaczenie nasze muzyczne gusta
Usta wypełni z backstage’u zimna wódka
Klub zostanie pusty jak po tej wódce butla
Ludzie odejdą, każdy w swoją stronę
Niektórzy zbyt wcześnie, by usłyszeć, co powiem
Tak wiele mam Ci dziś do powiedzenia
Tak bardzo szczerze, wierzę, że jest sens
Zanim powiemy sobie: Do widzenia !
Naprawdę, pragnę, żebyś wiedział że:

Ref:
Dopóki gramy, nie wychodźcie stąd
Wznieście ręce, pokażcie, że jesteście.
Dopóki Wy nie wyjdziecie stąd
Do ostatniego słuchacza, mamy energię.

Dopóki gramy, nie wychodźcie stąd
Wznieście ręce, pokażcie, że jesteście.
Dopóki Wy nie wyjdziecie stąd
Do ostatniego słuchacza, mamy energię.

Za wszystkie chwile spędzone dziś razem
Za Twoje, za moje, za zdrowie, za nasze
Za wszystkich tych, którzy wierzą w nas
I nie chwieją się jak chorągiew, gdy wieje wiatr
Za zdrowie wszystkich, zebranych na sali
Za zdrowie pięknych pań- moich ziomali
Za wszystkich przyjaciół, za naszych starych,
Za Ciebie, za mnie, za tych, co tu zostali

Ref:
Dopóki gramy, nie wychodźcie stąd
Wznieście ręce, pokażcie, że jesteście.
Dopóki Wy nie wyjdziecie stąd
Do ostatniego słuchacza, mamy energię.

Dopóki gramy, nie wychodźcie stąd
Wznieście ręce, pokażcie, że jesteście.
Dopóki Wy nie wyjdziecie stąd
Do ostatniego słuchacza, mamy energię.

Ostatnia czwórka, za tych, których zabrakło
Za tych, dla których nie zapłonie już światło
Ostatnie wersy pierwszej części ‘’Logiki’’
Diox, The Returners- na pewno jeszcze wrócimy !
Nie zawsze żyłem dobrze, bo żyłem chwilą
Moment upadku, oddałem hołd swoim czynom
To się stało w sekundzie i nie było milą
Chłopak na rozdrożu obarczający się winą
Wszystko przysłonięte czarną kurtyną
Myśli giną, odchodzi to, co było rutyną
I bojaźń o tych, co drzwi mi uchylą
Wpuszczą do środka, opatrzą me rany
Człowiek jest człowiekiem nie spisanym na straty

Płaczę rymami dlatego nie zobaczysz łez...

Po raz kolejny, życiowe baty
Głowa spuszczona, nogi jak z waty
Piętno odciśnięte, zero przebaczenia
Usta mocno zszyte, nic do powiedzenia
Wszystko się zmienia, to bez wątpienia
Czekałem na to, by w końcu wyjść z cienia

Płaczę rymami dlatego nie zobaczysz łez...

Świat, w którym nikt nikomu nie ufa
ELdoKa i reszta szepczący mi do ucha
"Zostaw i odpuść sobie ten temat!"
Wyciągają ręce, bo zaszła potrzeba
Dzięki temu podnoszę z bruku się powoli
Na koneksje liczę przyjaciele dozgonni
Jak mur obronny, nie do przebicia
Wskazują drogę, nową treść życia
Już nie szaleniec zostawiony sam sobie
To, co siedzi głęboko przekazuję w mowie
Czyli liryka prosta, przekaz dla ogółu
Będę trwać bo wybijam się z tłumu
Rzucam cień na wszystko za plecami
Co krzyżowało szyki, zadawało rany
Ten stan dobrze znany, już nie wspominany
Jotuze zwycięski, a nie przegrany
Na stałe wpisany w karty historii
Grammatik, nadrzędna rzecz bemowskiej euforii

Płaczę rymami dlatego nie zobaczysz łez...

Znam takie miejsce wcale niedaleko tak
Gdzie i ja i ty kiedyś możemy pójść pewnego dnia
Kocham to życie mimo zła i mimo smutku
I zawsze trwam na swoim stanowisku aż do skutku
I do końca aż kurtyna opadnie
Jak powieka ciężka będzie, tylko słowo spokój wszędzie
Nie raz było tak, głupi dzieciak bliski końca
Pełen żalu, poranna modlitwa o wschodzie słońca
Myśli i prośby, przepisy i dowolność
Podporządkowanie i godność
Śmierć za rogiem, ciągle do przodu obierając słuszną drogę
Jotuze nie przejmuj się tym, co inni mówią
Wiem, że Bóg jest z nami, a życie jest próbą
Wciąż żyjąc słowem księgi, ją czytam i nie myślę
O tym co złe, bo życie chcę mieć tylko czyste
Chcę błyszczeć, a jak zdradzę to już nie istnieć
W głowie mojej kuszących głosów już nie słyszeć
Masz życie, żyj płacząc w nim potokiem rymów

To tylko pieprzone 5 minut
Płaczę rymami dlatego nie zobaczysz łez...
Ref.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.

Wyglądasz jak milion złotych, tej nocy podpalisz hotel
I wskoczysz w lodowatą pościel, wołając mnie paznokciem
Pomalowanym na taki odcień, że kiedy na mnie patrzysz
Myślę sobie "Boże!", to jakiś obłęd. (Sobota)
Kilka stóp pod ziemią dym,
schodzę w dół po schodach, by obrócić pieniądz w pył
Jak wampir po nocach szukam ciągle świeżej krwi
Więc nie mów mi, że wiesz kto tu jest kim. (Ściągniemy laski!)
Dziś moje imię to jest K2
Znasz mnie, prawda? Moja muza żyje w miastach.
Pachniesz jak sztylet z podciętego gardła
Lekko skroplonego wodą kolońską wytarty w atłas
czuje jak wbijasz drut w moje plecy
próbując dosięgnąć serca gdybym je miał kiedyś
Gdybym mógł żałować za grzechy, wypić za błędy
Gdyby ktoś kiedyś powiedział: "nie idź tędy z Nią"
Wąskim korytarzem, trzymając ją za stringi
Nad zgięciem pod tatuażem tam gdzie pływają delfiny
Jej wzrok winny, grymas miny mówiący "weź Mnie"
To jak do spadającej windy ostanie wejście
(obłęd)
Przejście pod prysznic bokiem, z pięt ściągając buty stopa o stopę
Jej oddech na szyi, dłonie, puszczam wodę
Jej włosy mokre na moim torsie to jest:

Ref.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.

Znowu czuję Twój oddech
Oczami po całym ciele krążę
By wylądować w twoim dekolcie
Obłęd, obsesja wypelnia los jej
zapełnia noc, wiec pustoszy portfel
czuję się ciagle jak po filmie Lincza.
Moje teksty są chore musisz przyznać
obłęd jak blizna, to przez te miejsca,
w których bywam znika cisza, gdy
wjeżdża erotyczna bielizna.
Zapłacę ten sos, kilka stóp pod ziemią
dziś jest jak każdy grosz, finał
Gdy rodzina na szali o mały włos,
abym się zabił, za nich, dla nich,
myślami idę w bok gdzieś.
Boże! Pomóż proszę gdy diabeł kusi.
Czy to nonsens? Pali się hotel, nie mogę się ruszyć,
myślami gdzieś na skróty gdzies uciekam,
zostawiłem buty w pokoju, nie czekam nie chcę się tutaj udusić
I nagle ostatni raz widze jej twarz,
jest piękna to czas głębokiego ukojenia
mimo, że wali się świat a sciany stoją w płomieniach,
moja ręka wyciągnięta do jedynego ciepła,
obłęd, zaraz, zaraz, chwila, moment.
Jakaś sala, leżę w pasa, kraty w oknie
taka jazda nie kończy się dobrze,
po lekach spokojnie śpię i wciąż śnię o niej.

Ref.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.
Raz dwa, raz dwa, raz dwa.
To coś więcej niż rap.
PiH, Peja.
Zbyt dużo bólu.

To kawałek o cierpieniu, moi ludzie znają ból.
Zamiast celebrować cud, z swych narodzin robią gnój.
Pogubili się w tym życiu, które dało im popalić.
Ja też należę do nich, bo zdarzyło się nawalić.
Tu się nie ma czego chwalić, nie ma komu się żalić.
Zbyt dużo bólu w czasach pierwszych nielegali.
Jeszcze wcześniej za dzieciaka, nie chcę już tego pamiętać.
Każde spierdolone święta, awantury, cały w nerwach.
Jak pomóc sobie przetrwać w tak złych okolicznościach,
możesz po tym nas poznać, wychowani na przykrościach.
Życia codziennego, ja innego nie pamiętam,
i tak nieźle funkcjonuje chociaż jestem aspołeczniak.
Ten co wiele cierpiał, nie potrafi tego zrzucić,
bo balast jest zbyt ciężki, łatwo można się wkurzyć.
Ty nie musisz się w to wczuwać, jeśli miałeś fajny dom.
Kiedyś spytam Cię co to znaczy, mieć spokojne dzieciństwo.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Skąd u mnie ta wrażliwość, ponad miarę skoro sapię
o prawię każdą bzdurę, jak służbista gram na apel.
Zapanować nie potrafię nad swoimi emocjami,
szybko się wkurwiam i wybucham jak dynamit.
Bo tu gdzie prawo pięści było wychowawczym knyfem,
możesz o tym gadać z Rychem, dyskutować, wątpię.
Pod prąd ku marzeniom ten skazany na porażkę,
już na pierdolonym starcie na przeżycie miałem parcie.
Miałem niezły pasztet, nie wiedziałem co to wsparcie,
całe życie o coś walczę ze wszystkimi zażarcie.
Ile dała byś miłości zawsze będzie mało siostro,
ten co debet ma na koncie, w uczuciach chce mieć odskok.
Od całego syfu który zna bez znieczulenia,
Jeden, dziewięć, siedem, sześć aż do teraz chce to zmieniać.
Trudny dzieciak to nie ksywa, trudny dzieciak to jest model,
to wytwór społeczeństwa, które nie jest wzorcowe.
Ból noszę w sobie, już na zawszę tak będzie,
nie potrafię go porzucić, w poczuciu krzywdy grzęznę.
Na razie to wyszedłem na super prostą nieźle,
ilu jest takich dzieciaków którzy mówią nie dobiegłem.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Składam z papieru kolejny samolot wyrzucam go w góre,
wiatr wieje mi w oczy, po chwili pikuje, życie staje się zgrozą.
Ocean oddaje, ciała ofiar katastrofy.
To jest świat naszych marzeń, który legł w gruzach człowiek,
coraz więcej bólu, aż przestajesz czuć cokolwiek,
ciepłej wódki duży haust, idę przez to w ciemno,
nie jestem sam bliscy zmarli są już ze mną.
Oni dają mi siłę kiedy nie mam jej już,
tych kilka straconych dusz, wzbijam w powietrze kurz,
żeby funkcjonować ty też musisz pić,
bo potrafisz oddychać, ale nie potrafisz żyć.
Stoisz w oknie wspominasz, patrzysz na ten cmentarz,
pamiętasz nadzieja umierała Ci na rękach.
Klękasz, z oka odrywa się łza,
dłonie na kolanach, nie wygładzą kantów dnia.
Wokół cisza, wybierz jedną z dróg,
czy masz juz od życia zwątpienie, wiara, bóg.
Sam na sam, sam, sam ze sobą,
gdy nie masz już siły pluć w twarz wszystkim wrogom.
Chciałbym ci pomóc serdecznie z serca,
ale to tak jakby ślepiec chciał prowadzić ślepca.
Zbyt dużo bólu, karty na stół,
zagubieni w tym samych świecie czujemy ten sam ból.
To co w naszych snach, sprowadza na ziemie,
przez całe życie, czuje niezrozumienie.
Demony moje myśli nawiedzają często.
Bronię się agresją.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.
Raz, dwa, trzy
a raczej 2cztery7

Gadanie na bitach to prawie mój zawód
więc witam jak komisar gier i zakładów
choć rap to nie powód by kochały mnie tłumy
ten rap to dowód, że mam powód do dumy
twoje ręce do góry to znaczy wiele dla mnie
to że żyję gdzie żyję i nie żyję nielegalnie
nawet jeśli straciłem kilka dolnych trybów
jestem dumny, że mam wolny wybór
mówiąc tak i nie znaczeń nie odwracać
jeden z ostatnich, wiesz, o których mówisz klasa
ten prostacki wers w sumie cała prawda
masz tylko tyle ile będziesz mógł stąd zabrać

Mój powód do dumy to brudne bity
czyste sumienie i otwarty umysł
Mój powód do dumy to nie sumy w banku czy awantur
lecz albumy są bezcenne kiedy o tym pomyślę

Ludzie na ulicy mówią respekt Pelson
ostatni co umie dać przestrzeń wersom
choć dla niektórych jestem emeryt
ale puszczam singiel i padają serwery
jestem dowodem na to, że można
z niczego zrobić coś teraz to poznasz
rap się skończył, ej weź nie pierdol
skończył się dla tych co jarali się Verbą
jeden wers i tych śmieci niszczę
nie muszę mieć łańcuszków żeby błyszczeć
tak jak premiery ósmego marca
brzmieć jak w remizie do tańca
na karku 29 wciąż noszę baggi
nagrywam z zajawki w domu u kolegi
wypełniam kluby wyprzedaję CD'ki
to mój powód do dumy na wieków wieki
Mój powód do dumy to brudne bity
czyste sumienie i otwarty umysł
Mój powód do dumy to nie sumy w banku czy awantur
lecz albumy są bezcenne kiedy o tym pomyślę

Kiedy podbija do mnie fan zwykle ma poczucie humoru
wygląda jak as myśli mówiąc w skrócie już dorósł
duma, że płacę za wodę z mojego kranu
i jeszcze większa duma z klanu moich fanów
stawiają kołnierz idą przed siebie
tak czy nie pytanie o zdanie nie mówią nie wiem
ej sterczy słabością do bagna wiem
bo Warszawa nie wygląda jak w Magda M
wiemy co odjąć informacją a co dodać
bo nie ma głosu pokolenia jest tylko moda aha
co do mnie parę słów o formie
są tacy co kradną moją idzie im opornie flow
ja wymyślam jeden na kwartał typku
nie muszę wąchać nic czy kurwa jeść grzybków
mówię o sobie dumnie dowody masz w bliznach
kundle nara z nimi MKM'izna

Duma rozpierdala mnie jak stąd do Cali
u nas słońce świeci mocniej nad nami
my spaleni dziwnym towcem zjarani
a wy raczej zimnym browcem zalani
zalani klątwa cały czas krąży jak sępy
dumny, że chłopaki spierdolili śmierci
wierny od pięciu lat w spoczynku player
dumny, że w WWA gram tak jak w L.A.
że na to słońce mam numer 2cztery7
a w klubie raczej www.thefresh.pl
jebać sweter niech sobie kolekcjonują
ja mam baggi uszyte aby nosić z dumą
Jesteś TY (taak)
tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie
jesteś TY, tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie

Czuje twoj zapach, dotykam Cię po tylu latach, patrz na mnie, nie jesteś tu sama, świat jest dla nas,
Ty jesteś moim światem, przychodze tu z rapem a Ty świeć jak słońce latem, jesteś brylantem błyszcz dla mnie Kotku,
wiem co masz w środku, jesteśmy całością, jedną możliwością, patrz na mnie, jestem,
jednym gestem mogę przekazać wszystko, Twoich ludzi bliskość i nasza wspólna przyszłość,
patrz na mnie to nasza rzeczywistość, gorąc kuje czuje jest dla nas, lód który spijam jest dla nas,
pomieszam to w jedność bo wiem jedno, Taak?
patrz na mnie a zobaczysz to napewno, patrz na mnie,
a zobaczysz jedność, patrz na mnie, wiem to napewno,

Jesteś TY (taak)
tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie
jesteś TY, tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie

Błyszcz, błyszcz potrzebuje Twojego blaku dziś, patrz na mnie, musisz przy mnie być,
zabiore Cie tam gdzie nie zabrał nikogo nikt, ten sam rytm, Twoi ludzie,
ja i Ty, błyszcz dla mnie, patrz na mnie, kochaj mnie, cały czas zajmie nam ta troska,
jesteś boska patrz na mnie, zostań, przekonasz sie jaka będzie riposta, słodka jak cukier jest Twoja skóra,
nasza temperatura jest bliska zenitu, jedna miłość i my tu, patrz na mnie, przytul,
jestem tu, nie moge wyjść z zachwytu, Twoje oczy zaspane błyszczą dla mnie wieczorem i nad ranem,jesteś obok mnie,
patrz na mnie, patrz na mnie

Jesteś TY (taak)
tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie
jesteś TY, tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie

Jesteś TY (taak)
tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie
jesteś TY, tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie
Śpię, kompy na noc odpalone, rano
sprawdzam co mam na HDD, potem jem, czekam
aż prześle się MP3 z FTP przez
HTTP na USB, wciąz to samo, te,
jestem cyfronem, ziomek, wchodze jak na Onet na
moją stronę na moment na czacie przybić pionę
Login, pass, nick, spam znikł, “chodź na zielone”,
Op’y przydzielone, Mody też, boty postawione, wiesz
gdzie fksone jestem emotikonem,
mam sloty podłączone, bity lecą jak szalone,
wszytstko w stereo, dzieci sieci, dzieci neo
spłonę jak meteor, to będzie przełom, stworzę dzieło.
To się zaczęło - jesteś nikim bez telefonu,
wychodzisz z domu to wynosisz pliki po kryjomu.
Jesteś cyfronem, ziomuś, nikt ci nie może pomóc.
jesteś uzależniony od informatyki plonów.

Ref.
To się zaczęło - jesteś nikim bez telefonu
Jestem pieprzonym cyfronem, ziomek
Wychodzisz z domu to wynosisz pliki po kryjomu
Uzależnionym od klikania ikonek
Jesteś cyfronem, ziomuś, nikt ci nie może pomóc
Uzależnionym od wertowania stronek
Jesteś uzależniony od informatyki plonów
Czyli surfowania mówiąc żargonem

Rahim:
Jestem pieprzonym cyfronem, ziomek,
uzależnionym od klikania ikonek,
uzależnionym od wertowania stronek,
czyli surfowania mówiąc żargonem.
Cyberprzestrzeń mym drugim domem.
Binarna struktura z wachlarzem domen,
wersami komend, obrotowym tronem,
może to omen w sensie ostatni dzwonek?
Napromieniowany bardziej niż Czarnobyl,
mózgu lobbing przez mniej więcej pół doby
Pod ręką narzędzi wiecej niż w Obi,
władam nimi jak mieczem Obi-Wan Kenobi.
Skowyt organizmu w podzięce za pobyt
w hierarchii społecznej na ławce rezerwowych.
Niczym magnetowid wizję daję widzowi,
wpadłem w to prawie jak w magmę hobbit.
Temat gorący jak prodiż, bo drzemie
narkotyczna siła w krzemie,
tudzież, innymi słowy - to brzemię
usera zalogowanego w systemie.
Jeśli nigdy tam nie byłeś, nic nie dadzą opowieści
Nic Ci to nie da jeśli ktoś Ci to streści
Tu granicą są te mury i więzienne kraty
Tu te same stroje, a nie złote szaty
Tam marzenia tylko mają prawo wyjść poza ściany
Grube lata poza domem pozostają zmiany

Wiesz kiedy mogę bywam tam po drugiej stronie
Widzenia u kogoś o kim nie da się zapomnieć
Człowiek wielki duchem przede wszystkim z charakterem
Ziomuś wielka piątka te słowa są dla Ciebie
Wiesz jak to jest kiedy na gadkę godzina
Swobodnie nie pogadasz, bo przeklęty gad obcina
Wspiera Cie rodzina i przyjaciół szczerych grupa
Jesteś tam po drugiej stronie, ale w sercach z nami tutaj
Ten bytomski chodnik też za Tobą tęskni
Bez Ciebie i chłopaków nie tym samym życiem tętni
Tam po drugiej stronie, gdzie marzenia kratami więzione
Gdzie tymczasowym domem mury drutem otoczone
Dzięki Bogu mogę cieszyć się wolnością
Lecz mam w sercu tych co ku celu rozliczają się z przeszłością
Gdy niekiedy w kryminale. któreś z rzędu święta
My w tym czasie full balet pasterka
Lecz o was się pamięta (zawsze), nie można zapomnieć
Polane kielichy zawsze za wasze zdrowie
Za szybki powrót do domu do ziomków i rodzin
Żeby przyklepany wyrok minął tak jak kilka godzin

Ten list nie przejdzie przez cenzurę
Nie będzie czytany przez prokuraturę
Tam po drugiej stronie perspektywy za kratami
Do szybkiego zobaczenia za metalowymi drzwiami

Siemasz, siemasz na zawsze Bezimienny
Mam nadzieję, że Cie w sprawie miną konfidenty
Śledztwo dalej w toku dla nas odmowa widzeń
Chociaż co nagrywkę to mam tą dobrą wizje
Że następną płytę nagrywamy w komplecie
Wracaj szybko do nas my czekamy na Ciebie
Bez Twojego głosu te płyty jakoś inne
Tak jak by w słowie całość brakowało jakiś liter
Straciliśmy ziomka lecz dziecko ojca
Los to bez kitu marzeń największy pogromca
Wracaj szybko tutaj lecz mam takie marzenie
Że wszystkie dobre chłopaki zasiądą w komplecie
Nikogo nie brakuje wszyscy na wolności
Każdy pewnym wzrokiem patrzy w karty przyszłości
Sąd karze polityków za serie grubszych przestępstw
Każdy dobry chłopak cieszy się świeżym powietrzem
Na wolnościowym wietrze, którego nie hamują mury
Pozdrowienia tam dla drugiej strony
Niech nadzieja kratę szybko zmieni w wióry

Siemasz, siemasz
Siemasz ziomeczku witam serdecznie
O patrzonko się staram lecz bezskutecznie
Pisałeś mi ostatnio, że czas Ci się dłuży
Że ten nadmiar czasu w ogóle Ci nie służy
Dzień to egzystencja Sen to zbawienie
Starszy o lata i bogatszy w doświadczenie
Że po swoim wyjściu masz już plany
I wiesz dobrze (dobrze), rade damy
Pisałeś mi ostatnio, że charakter przede wszystkim
Że honor i odwaga jest dla Ciebie wszystkim
Chodź sam mówiłeś że wyrok będzie srogi
Tym się nie przejmuj tu nie rozstają się nasze drogi
Ja ciągle tam wierzę w dobry koniec tej historii
Bądźmy dobrej myśli na farmazon odporni
Zawsze moim wsparciem byłeś chłopak Ty
Teraz tu Cię nie ma ja przestałem liczyć dni
Później były miesiące teraz lecą lata
Oby jak najkrócej oddzielała nas ta krata
Pamiętasz brat za brata, stawić czoła
Ile frajerstwa było dookoła
Dziś zostaje nam papier zapisany atramentem
Dwie różne daty i czerwony stempel
Pamiętaj, że z Tobą kilku nas zostało
Bezimiennych rap to zawsze będzie grało
Będę kończył moją krótką rozpiskę
Pozdrowienia przesyłają osoby Ci bliskie (piona)
I na koniec zamiast uściskać ręce
Wiedząc jak jest ściska serce
Tu za rogiem kupisz wszystko albo zarobisz kose
Zagłębie marnych istot, niepogodzonych z losem
To pan jest beletrystą głód mówi jego głosem
Nie chcesz widzieć to idź stąd nawet Cię sam wyniosę
Tu pośród martwych dusz kurz opada wiele wolniej
Co rano trzeba wstać, a co wieczór zapomnieć
Ty znów się wyrwać chcesz już blisko masz i wiesz
Że tym razem uda się coś łapie cię i w dół ciągnie
A kiedy zajdzie słońce i skończy błyszczeć ołów
Na ziemi przekleństw i upadłych aniołów
Chłodny wiatr westchnień i pustki oczodołów
Znów zagwiżdzę przez okna sczerniałe od popiołu
Ty połóż się, przestań wierzyć, spróbuj zasnąć
Bo wiara i nadzieja częściej niż latarnie gasną
Przyszłość tutaj to nieaktualne hasło
W miejscu gdzie każdy krwawi swoją pasją

Refren:
Znowu otworzyłem oczy i w gęstą, lepką czerń
Ze łzami w oczach i ledwo łapiąc tlen
Plując potem, krzyczałem że wiem
Jakby dzień po tej nocy miał być ostatnim dniem

Znowu otworzyłem oczy i w gęsta lepką czerń
Plując potem, krzyczałem że wiem
Poczułem na szyi jej głos delikatny jak len
To był tylko zły sen

Tu pierwszy raz zamykasz oczy gdy okna są zamknięte
Chuj z tym kto jest premierem, a kto jest prezydentem
Oddechy są zatęchłe, a stal przyjemnie chłodzi
Ci piękni i brzydcy, ci starzy i młodzi
Czy szybcy wciąż biegną, a wolni siadają
Przed chłodem i śmiercią, poleconym przychodzi zająb
Ci co nie mają, nie dają co mają - stronią
Za to pogonią, ci poniżej średniej są pod nią
Wonią porażki ci co chcą tonąc w monetach
Z dupy do ryja plus gratis dusza na przetarg
Bez siły i emocji puści jak wzrok ich
Na tle modnych promocji przeżywają ten letarg
Armia poległych przy nokturnu dźwiękach,
By wśród wielkich płyt, z której każda dziś pęka
Płytkie oddech podczas truchtu na cmentarz
Upadłe anioły, którym skrzydła ktoś spętał

Refren:
Znowu otworzyłem oczy i w gęstą, lepką czerń
Ze łzami w oczach i ledwo łapiąc tlen
Plując potem, krzyczałem że wiem
Jakby dzień po tej nocy miał być ostatnim dniem

Znowu otworzyłem oczy i w gęsta lepką czerń
Plując potem, krzyczałem że wiem
Poczułem na szyi jej głos delikatny jak len
To był tylko zły sen
Jesteś grouppiestką, dyplomowaną scenotypistką
69 słów minutę znasz składu marszrutę
Widzisz na okładkach, oglądasz na plakatach
Śnisz, że pełzniesz między nami na czworaka
W pierwszym rzędzie na koncertach
W buzi lizak, w oczach mięta
Róże wary, różowe okulary, pióra zła
Będzie hotel
nie pękaj cię zawołam
Bon ton, zlana cała potem
Jota w jotę twoje koleżanki

Po pokojach in flagranti, giną fanty
My lubimy co robicie, wy kochacie te desanty
Przejścia z psami o to nie dbamy
Pamięta się jedyne zabawy
złej sławy
Odpręż się, zrelaksuj, nikt cię tu nie zrani
Poczuj lajt, Pihszou jest z wami

[x2]
Pihszou, Pihszou
Jedna miłość jeśli jesteś grouppiestką
Pihszou, Pihszou
Kapsko na spółę jeśli kochacie hip-hop

Ciągle słyszę PiHu jesteś zajebisty
Mi mówicie jesteś zajebisty
Od was słyszę zajebisty
To nawijka do każdej pizdy bez bielizny
Chcesz żebym szalał na twoim punkcie G
Małe z PiHem tâte a tâte
Po autograf z kartką, na czole wypisane wal
Drugie rozumiem, pierwsze ganz egal
Ty i ty i ty i ty spoko, ty masz pech
Dziewczyno brzydka jak grzech
Pihszou tylko pięknym fankom
Które wystawiają się nam in blanco
Tylcowanko, poczuj lajt, się nie odzywaj
PiHu nawijaj, ty się wypinaj
Idziesz przebojem, po co dawać lipę
Dziewczyno zapierdalaj jak flipper

[x2]
Pihszou, Pihszou
Jedna miłość jeśli jesteś grouppiestką
Pihszou, Pihszou
Kapsko na spółę jeśli kochacie hip-hop

Super pidencje wpływające na potencję
Dupiastych ciał szał, reminiscencje
Pamiętam ten powrót z moimi ziomkami
Na PKP czołgały się za nami
Myliły spółkowanie ze spółką okolice z okolicznościami
Ten dzień przed wakacjami
Pamiętam też ciebie ni mniej ni więcej
Ja z tobą twój chłopak obok przeprowadzał wywiad z 600
Szatan nie owieczka
Jedna z tych, co orzeł to oral, reszka to reszta
Wolała PiHa, olała chłopaczynę
Powiedziała dla mnie żadne mecyje
Przez to w nocy miał obstrukcje, z rana polucje
Jedyne co słyszał to moje produkcje
Wzruszające wspomnienia z melanży
Jedna miłość dla całej porno branży

[x2]
Pihszou, Pihszou
Jedna miłość jeśli jesteś grouppiestką
Pihszou, Pihszou
Kapsko na spółę jeśli kochacie hip-hop
Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2

BONUS
Gdy nie ma sielanki temperatura wzrasta
Nocne razjy ostre są gorące w świetle miasta
Coś kusi, w powietrzu wisi, porywa ludzi do tańca
Ale gdzieś daleko od różańca
Wieczorna balanga się przeradza w piekło z rajem
Jeden najebany alkoholem, drugi hajem
Albo tym i tym, razem wymiksowane
Ty wiesz co jest grane jesteś swego losu panem
Lubisz dobrą zabawę, tą poza prawem
Tylko nie pomyl jej z całorocznym karnawałem
Awantury krwawe plus dziewczyny rozebrane
Wszystko się może zdarzyć jak w bani zamęt
Kluby z użyciem wódy, mordercom nudy
Melanż gruby, lecą kółka, lecą stówy
Boruty, rozróby, w podświadomości rachuby
Tak zwane moralniaki, powiązane z kacem,
Który nie ma litości i nawet dwa dni jest leczony
Bywają też przypadki, OIOM-y i zgony
Czasem zabawa ta zbiera swe plony
Czasem zabawa trwa cztery sezony

Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2

MIXO
Siemasz, jak się miewasz? M jak Melanż (SIEMA!)
A jak alkoholizm, kiedy wątroba boli
I powoli ciężkie kroki tri falują bloki drin nie pierwszy rok
I na na na na fatamorgana, japa nachlana z rana
Reanimowana grudą, walka z nudą, piwo z wódą
Jack Gin paliwem, ile to już lat znowu chlasz, tą cytrynę
Przyznałbym nagrodę, gdybym się nazywał Guinness
W imię czego idziesz, w tango argentino
W końcu żyjesz, pijesz przy barze z dziewczyną
Jakie basta, blah, wzrasta libido zaraz ambaras
I gibon! pyk toast z kobieciną no i pytasz ją o bletki
Ona wyciąga z torebki, ale tabletki ekstazy
Wczoraj żarła kwasy i to są hardkorowe czasy
Szybkie tempo, mocne basy, koka z tacy, zapach kasy
Agentury, dziwki, szmaty, aprobaty
Na to nie ma cała hiphopowa scena ema
Wena Ci wraca, praca co tam poczeka
Nie narzekasz ile, ile to już lat trwa ta dyskoteka
Nie wiesz kiedy przestać chlać, kurwa mać! (ni chuja)
Jak automat walisz bombę i idziesz spać...

DAMIAN
A melanż trwa, lecą kartki w kalendarzu
Rozjebany hajs, leci piana na melanżu
Leci giecik zawinięty w blecik
Każdy wie OCB bez udziału osób trzecich
Zawirowanie w bani, już najebani ostro
Coś w nos ktoś znów poda tym koksom (ostro)
Po bandzie, a nie prosto, zdrętwiały gardziel
Mówię stop proszkom, poszło! Promile walą w dynie
Najebane stany, rzeźnia jak w młynie
Najebany lecę, czekam na browar w kolejce
Albo wbijam się na siłę, kiedy widzę puste miejsce
Łapie kwintesencje i lecę dalej w tany
Klub cały lata, bas uderza o ściany
W sam raz na te stany, kiedy zwichrowany bawię się
W piątek najebany, patrzały jak przez mgłę
Promile wchodzą w krew, lecz alkomat wchodzi w nawyk
Nie raz zobaczysz mnie w jednym z klubów Warszawy
Pod wpływem emocji i ostrej zaprawy
Żyć to się bawić, inaczej nie da rady

Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2

BRALAK
28 na karku, nie z warzywa mi na targu
Prędzej spotkasz mnie przy barku, przy browarku
Prosty melanż, ostry z tego nigdy nie wyrosłem
Nie myl mnie nigdy pedale z osłem
Bralak chora psycha, zielone opary wdycha
Chodź pokaże Tobie sztuczkę
Mam w ręku jointa, patrz znika, znika!
Dzisiaj na melanżu przecież jest chora psychika
Elo brat, ile lat, taki czasu szmat
Zadyszkę by złapał nawet wyścigowy chart
Jeden wali torbę, a drugi dostaje korbę
Jak się dobrze tam rozejrzysz to zobaczysz moją mordę
Jugosławscy fani najebani, nastukani do sposobu życia przywiązani
Go nie zmienią wszyscy Ci, którzy to cenią
Swojego na cudze nie zamienią
Za dalekie loty skutkami ognistej wody
Adrenalina rozpierdala jak trotyl
Poznałem tą braże od melanżu, na melanże
Nie zapominaj człowieku, co jest w życiu ważne
Na ulicy, w klubie się nie zgubie
Nawet wtedy gdy mam najebane w czubie
Barbarzyńca Bralak mówi Ci tymczasem nara!

Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo