Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Diox :
Oni mówią że za dużo pije i pale.
Mówią że umrę jak będę żył tak dalej.
To paradoks, może to nawet pojebane
że najłatwiej się zgubić gdzie najtrudniej się odnaleźć .
Każdy wzlot powoduje upadek,
ale nie każdy krok generuje zmianę.
Tu gdzie każdy błąd transformuję w karę
daje naukę lub w kość, łamiąc swoją zasadę.
Słyszysz co mówię ? Czy nic nie słyszałeś ?
Słyszysz ? Rozumiesz ? Czy tylko słyszałeś ?
Wiesz ocb, Kebs puść ten kawałek

(Hades) : ''Przesłuchałeś tylko raz to nie słuchałeś wcale''

Niezarobiony sos łatwiej się wydaje
niż ostatni grosz który trzymasz w łapie.
Moneta dwie strony ma,
świat dwie twarze.
Myśl pozytywnie, nie pozwól sobie oszaleć.

"Ty idź swoją drogą ... "

"Chcesz być kimś ? Bądź sobą."

"Pierdol to, gdy ktoś ma jakieś żale"

"Pieprz zdanie ogółu, miej swoje zdanie"

"Ty myśl pozytywnie, nawet wtedy kiedy jest przejebane"

Pozytywnie .. Koras, Diox, DJ Kebs - Prosto Mixtape.

Koras :
Zawsze możesz zrobić dobrą minę,
ale chuj z taką miną jeśli to nie jest prawdziwe.
W trakcie się okaże że idziesz po szynie,
zaprogramowany przez kogoś bolidem.
Czas potrafi goić rany i kaleczyć,
jad zabija, ale również leczy.
Brak perspektyw może sprawić że uwierzysz
tak że odbijesz się i polecisz.
Patrz na osiedla i ludzi z pretensją,
ilu z nich ma takie możliwości jak Ty.
Narzekanie kojarzę z umysłową impotencją,
założone ręce czekając na lepsze dni .
Czasem żeby coś zbudować, trzeba zburzyć,
lepiej zimną krew zachować niż się puszyć.
Szanse łatwo zmarnować, ale jak się nie ruszysz
by zaryzykować możesz ją przepuścić.
Znowu czuje Twój zapach na ustach,
gdy patrzę jej w oczy, choć to kolejna z nocy kiedy nie ma Cie obok,
mam na wyciągnięcie ręki szczęście,
cel widzę częściej,
daje słowo oddałbym wszystko żeby dziś być gdzieś z Tobą.
Bit, pot i alkohol, wszystko się miesza,
z niektórych rzeczy nawet Bóg nas nie rozgrzesza,
krew spływa po gardle, wóda płonie jak rzeka,
a Ty gdzieś pomiędzy oddechami na mnie czekasz.
Nie mogę zwlekać z tym, to jeszcze nie moment,
nie koniec, póki monotonia mnie nie wchłonie
dopóki blask oświetla dłonie tułam się po stronach świata,
dopóki jeszcze mam do czego wracać.
Tempo zatraca, nie wiem czy wczoraj, czy dzisiaj,
marzę by nastała cisza, już nie chce mi się pisać,
częściej widujesz mnie w klipach niż naprawdę gdzieś obok,
los napluł mi w pysk, chciałbym żyć i być sobą.

Dam Ci cały świat
Jestem tuż obok
Możesz mi ufać
Uciekamy dzisiaj razem, dzisiaj razem

Wolę być prosty, choć młody to stara szkoła.
Wierzę w zasady i je stawiam ponad donosy prasy i filmy o Casanovach.
Nie brak mi klasy potrafię czegoś dochować, ta, możesz mi ufać.
Uciekamy dzisiaj razem na drugi brzeg, póki śnieg mrozi morza w basen (basen, basen).
Nie przejmuję się czasem, kompasem rzuciłem w niebo.
Ma mówić mi gdzie mam iść? A niby dlaczego?
Bo nie chcę jak owca, prawie na rozkaz.
Jeśli coś ma zabierać, to niech zabiera noc nam.
Emocji posmak, czas kradnie życie,
w oczach można poznać uczuć barwę i cień.
A Ty... mimo to mi mówisz, że nas sporo dzieli,
przy tym bawisz się włosami i cała się czerwienisz.
Ja wzruszam ramionami, mówię trudno - palę głupa,
ale wiem, że Ty wiesz, że ja wiem, w tym cały ubaw.

Dam Ci cały świat
Jestem tuż obok
Możesz mi ufać
Uciekamy dzisiaj razem, dzisiaj razem

Może szczęście mnie omija, może gdzieś czeka Jekaterina z marzeń
może już podeszła do mnie jak krwioobieg brudny był w substancje
i nie pamiętam co mówiła, czy w ogóle była
czy zawiązałaby się przyjaźń ze mną
nawiązała się rozmowa chociaż a nie alkobełkot
ze mną, a może była tam pod scenką
i patrzyła jak się ślizgam po nawierzchni myśląc: "Co za ścierwo..."
może mówiła: "Radek, przestań pić, chodź ze mną
znów ci krew po rękach spływa, znów cię atakuje beton dzisiaj"
może była z koleżanką wtedy i koleżanka jej mówiła: "Ten typ nie jest warty ciebie"
może wcale jej nie było tam pod scenką, w nocy
może poznała mnie na trzeźwo, chociaż sama brała prochy
może chciała przestać brać, miała szatynowe włosy
może wcale jej nie znałem, chociaż znali ją chłopcy
z tych tanich domówek, gdzie się piło tanią wódę
potem brało się za szmaty, albo swoje, albo cudze
tam, gdzie przestawał człowiek być człowiekiem
pięknie mówił o przyszłości potem niszczył siebie
mając pretensje do świata, o ten świat szary
za to że miłość zdradza miłość okupując lampy
za to, że Jekaterina znowu wsiadła do Audi
i znowu nie wiesz czy to łzy, czy to Bóg tworzy mozaiki

Dam Ci cały świat
Jestem tuż obok
Możesz mi ufać
Uciekamy dzisiaj razem, dzisiaj razem
Paradoks starter odmul się zejdź na parter
Na razie żyć fartem nie bierz tego żartem
Każdy może paść ofiarą żywiołowej klęski
Dalszy etap życia może stać się po prostu grzędki
Jak dorastam mój żywot staje się po prostu ciężki
Teraźniejsza Służeźnia jak sauna
Tu aktualna synteza flora i fauna
Zakrapiana takim gównem jak palenie brauna
Chora żrąca prawda indywidualna
Systematyczna historia uliczna
Specyficzna utrwalona w naszych oczach
Specjalistyczna umiejętność odpowiednia
Nie jest sporadyczna
Przed światem zewnętrznym
Obrana spontaniczna

Ref. x2
Paradoks wszystko wokół zmienia się
Nieoczekiwana zmiana miejsc
Nowa perspektywa
I pierwsza rzecz ufasz
Ta sentencja podniesiona pięść
Bezsprzeczna
Pomiędzy nimi potrzeba treść

Paradoks zimna wola pełna kontrola
Na [?] warunkach co do mojego mora pokora
Proste że to rzeczywisty zysk
Tysiące jak pioruna błysk kupujesz ten egzemplarz
W ręce wpada kompakt dysk
Czy wolisz jak stoisz na własnym podium
Obserwujesz talizmany na własnym terytorium
Technologiczne laboratorium
Analityka wokół rozpalone opary chemika
Źle oddziałująca na te stany psychika
Czy czaisz ten temat to realistyka
Która nas dotyka będąca przejawem agnostyka
Źle się słucha optyka opary błędów wdycha
Ultrafiolet ozon błękitnego barwnika
Ten paradoks zamyka pierdolona statystyka
Kurwa słyszysz nadchodzi ten komunikat
To jedyny egzemplarz to jedyny unikat słyszysz

Ref. x2
Paradoks wszystko wokół zmienia się
Nieoczekiwana zmiana miejsc
Nowa perspektywa
I pierwsza rzecz ufasz
Ta sentencja podniesiona pięść
Bezsprzeczna
Pomiędzy nimi potrzeba treść

Paradoks wszystko wokół zmienia się
Nieoczekiwana zmiana miejsc
Gdy wracasz do startu to bezpowrotny rejs
Test obserwacja kamery VHS
Wkurwiasz się bo obserwuje cię jebany pies
Czy ty wiesz do czego dążysz
Czy się pogrążysz
Z otępienia motyw racjonalnego wyjaśnienia
Roku 2001 oczekiwanego paradoksu
Nadprzyrodzonego dezaprobata
Ujemna strona czego
Zmiana klimatu umiarkowanego
Także dodać do tego cały typ
Zdarzeń splot
Związany z początkiem życia
Genetyczny kod
Osypanym bogactwem stromy stok
Machlojstwo śmierci
Nieodwracalny szok amok
Ciągły bliski hałas 120 decybeli
Indywidualizm tutaj zaś wandalizm
Zażywasz w tym kąpieli
Czy opuścisz świat makabry jak Machiavelli
Drastyczny świat świat tej pikanterii
Podaj przykłady swe podaj przykłady swe
I wpijaj się w paradoks tej noweli

Ref. x6
Paradoks wszystko wokół zmienia się
Nieoczekiwana zmiana miejsc
Nowa perspektywa
I pierwsza rzecz ufasz
Ta sentencja podniesiona pięść
Bezsprzeczna
Pomiędzy nimi potrzeba treść
Za moment zgasną światła, zapadnie zmrok
Za moment scena zostanie zupełnie pusta
Za moment z czoła obmyje wodą pot
I stracą znaczenie nasze muzyczne gusta
Usta wypełni z backstage’u zimna wódka
Klub zostanie pusty jak po tej wódce butla
Ludzie odejdą, każdy w swoją stronę
Niektórzy zbyt wcześnie, by usłyszeć, co powiem
Tak wiele mam Ci dziś do powiedzenia
Tak bardzo szczerze, wierzę, że jest sens
Zanim powiemy sobie: Do widzenia !
Naprawdę, pragnę, żebyś wiedział że:

Ref:
Dopóki gramy, nie wychodźcie stąd
Wznieście ręce, pokażcie, że jesteście.
Dopóki Wy nie wyjdziecie stąd
Do ostatniego słuchacza, mamy energię.

Dopóki gramy, nie wychodźcie stąd
Wznieście ręce, pokażcie, że jesteście.
Dopóki Wy nie wyjdziecie stąd
Do ostatniego słuchacza, mamy energię.

Za wszystkie chwile spędzone dziś razem
Za Twoje, za moje, za zdrowie, za nasze
Za wszystkich tych, którzy wierzą w nas
I nie chwieją się jak chorągiew, gdy wieje wiatr
Za zdrowie wszystkich, zebranych na sali
Za zdrowie pięknych pań- moich ziomali
Za wszystkich przyjaciół, za naszych starych,
Za Ciebie, za mnie, za tych, co tu zostali

Ref:
Dopóki gramy, nie wychodźcie stąd
Wznieście ręce, pokażcie, że jesteście.
Dopóki Wy nie wyjdziecie stąd
Do ostatniego słuchacza, mamy energię.

Dopóki gramy, nie wychodźcie stąd
Wznieście ręce, pokażcie, że jesteście.
Dopóki Wy nie wyjdziecie stąd
Do ostatniego słuchacza, mamy energię.

Ostatnia czwórka, za tych, których zabrakło
Za tych, dla których nie zapłonie już światło
Ostatnie wersy pierwszej części ‘’Logiki’’
Diox, The Returners- na pewno jeszcze wrócimy !
Marzę o furach...
dla mnie ta sztuka...
wiesz, wiesz, wiesz...
całkiem spox ta niunia,
wiesz...do bitów się bujam
znów szukam, jak ratunkowa szalupa dla mnie ta sztuka,
jak Hanuta słodka niunia wiesz, wiesz...
nie jakaś suka całkiem spox ta niunia, wiesz.

Widywałem tą laskę w pobliskim pubie, ciągle z tym samym ziomem
ziomek z gibonem, ich twarze to płomień.
Jej lakier do włosów i jej Davidoff,
jej usta z Algidą, płonące libido
Jej żakiet i piwo,
jej twarz z lizakiem,
jej widok zabrał mi klasę,
była z moim znajomym i dostanę szansę na flirt z czasem.
Wymiana spojrzeń, temat, uśmiechy...
Dostałem znaki jak Mojżesz –
to nic nie znaczy lecz cieszy.
Dobrze, bądź moją Obiecaną Ziemią,
nie jestem z tych, którzy wieczorem poznają, rano się żenią,
pieprze welon,
z Twoim Otello w górę kielon,
promile kamień w serce zmienią,
sexu znamy wierność...
Prawie zero nieszczerość skandal,
z bajerą zagram,
magiczna sprawa jak Gandalf,
egzotyczna jak samba.
Wiatr w żaglach
jak żandarm czuwa w tym wietrze chmura
jeśli to hańba to skończę z tym tak jak samuraj…

Marzę o furach, o dupach, do bitów się bujam,
znów szukam jak ratunkowa szalupa,
dla mnie ta sztuka wiesz, wiesz, wiesz,
jak Hanuta słodka niunia wiesz, wiesz,
nie jakaś suka – całkiem spox ta niunia, wiesz... x 2

Reszta to wyobraźnia,
takich jak Ty nie było w baśniach.
Nawijam rap, nie śpiewam jak kastrat, to chyba fakt
Dusisz jak astma,
to suszi rozpali nas dziś jak draska.
Bywa tak.
Pływasz w Campari,
poczujmy brak skali,
joł, ja, Ty i koleżanka stwórzmy trójkąt jak Pascal,
jak na gorących piaskach Acapulco to ukrop miasta.
Pieprzmy się w kółko, wiesz, sex pachnie jak vanilia,
dziś dowie się Twój typ i cała jego mafijna familia.
Solidna firma lecz w mych żyłach krąży brawura.
Ich furia to ich siła przyjedzie po mnie ambulans...

Marzę o furach... x 2

Marzę o furach...
dla mnie ta sztuka...
wiesz, wiesz, wiesz...
całkiem spox ta niunia,
wiesz...do bitów się bujam
znów szukam, jak ratunkowa szalupa dla mnie ta sztuka,
jak Hanuta słodka niunia wiesz, wiesz...
nie jakaś suka całkiem spox ta niunia, wiesz.
Zobacz, jakie się bujają laski
W twoim ulubionym klubie, nogi długie
Stary myślisz – to właśnie lubię
Walisz dużą lodowatą wódę
Obcinka, selekcja naturalna
Patrzysz, które będzie idealna
Ta choroba nie jest uleczalna, o nie, he he
Skóra gładka, długie czarne włosy
Słodkie usta i duże oczy
Towar pełen rozkoszy
Będzie twoja stary jeszcze tej nocy
Robisz podjazd, czego się napijesz
Jak się bawisz i jak ci na imię
Dobre wrażenie robi na niej twoja kasa
Twoja fura i twoja własna chata

Jaka, kochanie, twoja cena
Wolisz w dolarach czy wolisz w PLN-ach
Cena za miłość, dom i rodzinę
Powiedz, nim wpakuje się na minę
Jaka, kochanie, twoje cena
Mówisz, że kochasz, a ja czuje, że to ściema
Gdybym nie miał tego co posiadam
To nie chciałabyś nawet ze mną nawet gadać

Matka mówi, a ojciec potwierdza
Od uczucia ważniejsza jego pęga
Twoje serce gówno ma do tego
Masz mieć faceta ostro zarobionego
Z własnych kwadratem, furą i biznesem
Jeśli go nie kochasz, to pokochaj jego kieszeń
Bo miłość to bzdura
Istnieje w filmach i tanich lekturach
Kilka spotkań, intymne sytuacje
Wpadasz stary w miłosną pułapkę
Rok, może dwa i poznajesz prawdę
Brzydkie staje się to, co było ładne
Wpuszcza cię w kanał, sędzia dzieli kasę na pół
Zaliczasz dół
Wyciągasz gnata, sześć złotych kul
Tak stary, zmieniasz się w kata

Jaka, kochanie, twoja cena
Wolisz w dolarach czy wolisz w PLN-ach
Cena za miłość, dom i rodzinę
Powiedz, nim wpakuje się na minę
Jaka, kochanie, twoje cena
Mówisz, że kochasz, a ja czuje, że to ściema
Gdybym nie miał tego co posiadam
To nie chciałabyś nawet ze mną nawet gadać.

Jaka Twoja, Twoja cena? x2

Jaka, kochanie, twoja cena
Wolisz w dolarach czy wolisz w PLN-ach
Cena za miłość, dom i rodzinę
Powiedz, nim wpakuje się na minę
Jaka, kochanie, twoje cena
Mówisz, że kochasz, a ja czuje, że to ściema
Gdybym nie miał tego co posiadam
To nie chciałabyś nawet ze mną nawet gadać.

Jaka Twoja, Twoja cena?
Żeby nasz rap nie zginął
Żeby się szczęśliwie żyło
Żeby znowu było miło
Żeby wszystko się skurwiło

Wiem jak to jest być na dnie, to nie brednie
Finansowy krach, życie biedne plus słabości
Substancje chemiczne, sporo gniewu i złości
Życie na diecie, dieta z kości na ości
Tak było za dzieciaka w domu, tak niejedna draka
W podartych łachach, bez perfekty haka haka
Myślę przyjdzie taki dzień, że pokonam przeciwności
Wyjdę na ludzi, się odbiję by już nie pościć
W ciągłej gotowości by ten stan rzeczy odmienić
Zdobyć więcej przestrzeni i spokoju życie cenić
Wiem jak to jest gdy na niczym nie zależy
Żyjesz bo żyjesz, tak naprawdę wciąż leżysz
A ci co przechodzą wciąż cię kopią żeby dobić
Trzeba mieć w chuj odpowiednio silnej woli
I powoli do przodu, bez niczyjej pomocy
Wciąż sam jak palec, z Aciem chcemy lepiej pożyć
Chcemy coś stworzyć, zawsze odbić się od dna
Rap gra, która wciąga, która dobrze nas zna
Bo my znamy ją, na majku zaciskam dłoń
Żyłka pokrywa skroń i gardło, wyższy ton
Wydobywam z siebie Easy i już po pogrzebie i ja też
Czy Bóg w niebie, tego nie wiem
Ale jedno wiem na pewno, z tego dna wyjdę sam
I pierdole złą przeszłość, robię rap, a nie chłam

Ref.
Czy chcesz choć przez moment poczuć się jak to jest być na dnie, na dnie?
Czy chcesz choć przez chwilę być tam gdzie oni są? Na dnie, na dnie
Czy chcesz choć przez moment poczuć się jak to jest być na dnie, na dnie?
Czy chcesz choć przez chwilę być tam gdzie oni są? Na dnie, na dnie

I minęło kilka lat, pełno ludzi, więcej szmat
Przebyłem drogi szmat, odmieniony na bogato
Życiowy maraton, w tym biznesie wciąż na ostro
Jeden pięć działalności pod prąd jak na prosto
Zła i dobra strona, złego dobre początki
Hardcorowe wątki, a on smutas wciąż wątpi
W swój talent, powołanie, czy brać za to pieniądze
Rozgrzewać skrywane rządze
Mówię dobrze czy błądzę?
Wszyscy są mili, kurwa od tej pamiętnej chwili
Mieli nas za debili, teraz w dupę chcą całować
Dziewczyny chcą się kochać, ziomków mam już całą masę
Kto prawdziwy przyjaciel? Tego dowiem się z czasem
Jestem rapu asem jak Grzechu, pozdrowienia
Pierwsze dżoje i syf, czas nic się nie zmienia
Słaba ocena, nigdy samoocena
Mocne liryki, sporo krytyki
Okropne nawyki, pod prąd całe życie
Jeszcze krok i na szczycie, mówiłem 'zobaczycie!'

Ref.
Czy chcesz choć przez moment poczuć się jak to jest być na dnie, na dnie?
Czy chcesz choć przez chwilę być tam gdzie oni są? Na dnie, na dnie
Czy chcesz choć przez moment poczuć się jak to jest być na dnie, na dnie?
Czy chcesz choć przez chwilę być tam gdzie oni są? Na dnie, na dnie

Siedem lat tłustych, nowa era rozpusty
Kończy się zero szósty, a ja dna sięgam ponownie
Wraca masa złych wspomnień, od których nie ucieknę
Z porytym deklem mam jazdy, nie wymięknę
Rap gram przebiegle, całkowicie wypalony
Gdzie ziomy moje są, kurwa gdzie są moje ziomy?
Temat numer jeden to z kim byłem i co brałem
I że się załamałem, presja miażdży doskonale
Spiskowe teorie i to, że paranoje mam w sobie od zawsze
Jestem czub, a jakże
Noszę ten ciężar, popularność to gówno
Cena za lepsze życie?
Pierdolę to, gram w studio
Punk rock jak chuj, miazga jak CD Nancy, nie Blade z Dynastii
Tylko zły z miasta gniewu
W oczekiwaniu mego własnego pogrzebu
Nie zginę w cieniu, raczej w świetle jupiterów
To kolejnym pretekstem, ten rap jak bułka z masłem
W definicji pener, kojarzony z tym miastem
Nierozerwalnie i niebanalnie, pizgam centralnie, zrobię awarię
Sam z tego wyjdę jak zawsze, wiem to pewne
To dla wszystkich tych, których życie jest piekłem

Ref.
Czy chcesz choć przez moment poczuć się jak to jest być na dnie, na dnie?
Czy chcesz choć przez chwilę być tam gdzie oni są? Na dnie, na dnie
Czy chcesz choć przez moment poczuć się jak to jest być na dnie, na dnie?
Czy chcesz choć przez chwilę być tam gdzie oni są? Na dnie, na dnie
Leje się tequila
a my staramy sie jej nie wylać
a ty chcesz poczuć ją w żyłach?
chodź tu poczuj, jest sól cytryna
sól musisz zlizać żeby nie być solą w moim oku
możesz spróbować zabrać mnie na parkiet
nie powiem ci jak gangster
że jak pije to nie tańczę
zróbmy coś brudnego jak Dirty Sanchez
ale tym razem ty zatańcz ja popatrze
zdejmij to zdejmij to zdejmij
zostaw przyjaciół nie są ci potrzebni
chodź ze mną dowiesz co we mnie siedzi
ej dowiesz się jak puszcze ci moje mpgi
jeśli chodzi o seks moje poglądy są jak
nie otwierać przed 3005-tym
wiec idź do kibla skróć tą mini i wróć tu
i wiesz co nie zrobimy tego w łóżku.
Ref:
Chodź nie pytaj mnie dziś o przyszłość
Chodź zrobimy to gdzieś szybko
Chodź wiem ze nie jesteś dziwką
ale chodź zrobimy coś gdzieś szybko
2.
Znasz mnie nie od dziś więc wypij ostatnią lufę
i nie udawaj świętej jak Martin Luter
ostatni drink ostatni kufel kolejny flirt
i dzisiaj zrobisz wszystko to co mówie
mam fetysz na twoje buty i markowe ciuchy
dobrze wiesz że lubie gdy wyglądasz jak butik
i nie próbuj mówic mi że jestem bez serca
chcesz coś więcej mam lubrykant i popersa
dobrze wiem że czujesz to i vice versa
wiem że skonsumujesz to i vice versa
zdejmij stringi pokaż logo na metkach
a później haha zapomnij o Durexach
chcesz u mnie na klatce czy u mnie na pralce?
będe mistrzem wsadów jak Vins Carter
chcesz z twarzą w poduszce w taksówce czy w hotelu?
wszystko. warunek tylko hetero.
Ref:
Chodź nie pytaj mnie dziś o przyszłość
Chodź zrobimy to gdzieś szybko
Chodź wiem ze nie jesteś dziwką
ale chodź zrobimy coś gdzieś szybko
Ref.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.

Wyglądasz jak milion złotych, tej nocy podpalisz hotel
I wskoczysz w lodowatą pościel, wołając mnie paznokciem
Pomalowanym na taki odcień, że kiedy na mnie patrzysz
Myślę sobie "Boże!", to jakiś obłęd. (Sobota)
Kilka stóp pod ziemią dym,
schodzę w dół po schodach, by obrócić pieniądz w pył
Jak wampir po nocach szukam ciągle świeżej krwi
Więc nie mów mi, że wiesz kto tu jest kim. (Ściągniemy laski!)
Dziś moje imię to jest K2
Znasz mnie, prawda? Moja muza żyje w miastach.
Pachniesz jak sztylet z podciętego gardła
Lekko skroplonego wodą kolońską wytarty w atłas
czuje jak wbijasz drut w moje plecy
próbując dosięgnąć serca gdybym je miał kiedyś
Gdybym mógł żałować za grzechy, wypić za błędy
Gdyby ktoś kiedyś powiedział: "nie idź tędy z Nią"
Wąskim korytarzem, trzymając ją za stringi
Nad zgięciem pod tatuażem tam gdzie pływają delfiny
Jej wzrok winny, grymas miny mówiący "weź Mnie"
To jak do spadającej windy ostanie wejście
(obłęd)
Przejście pod prysznic bokiem, z pięt ściągając buty stopa o stopę
Jej oddech na szyi, dłonie, puszczam wodę
Jej włosy mokre na moim torsie to jest:

Ref.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.

Znowu czuję Twój oddech
Oczami po całym ciele krążę
By wylądować w twoim dekolcie
Obłęd, obsesja wypelnia los jej
zapełnia noc, wiec pustoszy portfel
czuję się ciagle jak po filmie Lincza.
Moje teksty są chore musisz przyznać
obłęd jak blizna, to przez te miejsca,
w których bywam znika cisza, gdy
wjeżdża erotyczna bielizna.
Zapłacę ten sos, kilka stóp pod ziemią
dziś jest jak każdy grosz, finał
Gdy rodzina na szali o mały włos,
abym się zabił, za nich, dla nich,
myślami idę w bok gdzieś.
Boże! Pomóż proszę gdy diabeł kusi.
Czy to nonsens? Pali się hotel, nie mogę się ruszyć,
myślami gdzieś na skróty gdzies uciekam,
zostawiłem buty w pokoju, nie czekam nie chcę się tutaj udusić
I nagle ostatni raz widze jej twarz,
jest piękna to czas głębokiego ukojenia
mimo, że wali się świat a sciany stoją w płomieniach,
moja ręka wyciągnięta do jedynego ciepła,
obłęd, zaraz, zaraz, chwila, moment.
Jakaś sala, leżę w pasa, kraty w oknie
taka jazda nie kończy się dobrze,
po lekach spokojnie śpię i wciąż śnię o niej.

Ref.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.
Obłęd, obłęd, puszczam wodze, niech się dzieje co chce, jest cudownie.
Obłęd, obłęd, w blasku monet, nas tu dwoje, ja plus obłęd.
Nie zawsze żyłem dobrze, bo żyłem chwilą
Moment upadku, oddałem hołd swoim czynom
To się stało w sekundzie i nie było milą
Chłopak na rozdrożu obarczający się winą
Wszystko przysłonięte czarną kurtyną
Myśli giną, odchodzi to, co było rutyną
I bojaźń o tych, co drzwi mi uchylą
Wpuszczą do środka, opatrzą me rany
Człowiek jest człowiekiem nie spisanym na straty

Płaczę rymami dlatego nie zobaczysz łez...

Po raz kolejny, życiowe baty
Głowa spuszczona, nogi jak z waty
Piętno odciśnięte, zero przebaczenia
Usta mocno zszyte, nic do powiedzenia
Wszystko się zmienia, to bez wątpienia
Czekałem na to, by w końcu wyjść z cienia

Płaczę rymami dlatego nie zobaczysz łez...

Świat, w którym nikt nikomu nie ufa
ELdoKa i reszta szepczący mi do ucha
"Zostaw i odpuść sobie ten temat!"
Wyciągają ręce, bo zaszła potrzeba
Dzięki temu podnoszę z bruku się powoli
Na koneksje liczę przyjaciele dozgonni
Jak mur obronny, nie do przebicia
Wskazują drogę, nową treść życia
Już nie szaleniec zostawiony sam sobie
To, co siedzi głęboko przekazuję w mowie
Czyli liryka prosta, przekaz dla ogółu
Będę trwać bo wybijam się z tłumu
Rzucam cień na wszystko za plecami
Co krzyżowało szyki, zadawało rany
Ten stan dobrze znany, już nie wspominany
Jotuze zwycięski, a nie przegrany
Na stałe wpisany w karty historii
Grammatik, nadrzędna rzecz bemowskiej euforii

Płaczę rymami dlatego nie zobaczysz łez...

Znam takie miejsce wcale niedaleko tak
Gdzie i ja i ty kiedyś możemy pójść pewnego dnia
Kocham to życie mimo zła i mimo smutku
I zawsze trwam na swoim stanowisku aż do skutku
I do końca aż kurtyna opadnie
Jak powieka ciężka będzie, tylko słowo spokój wszędzie
Nie raz było tak, głupi dzieciak bliski końca
Pełen żalu, poranna modlitwa o wschodzie słońca
Myśli i prośby, przepisy i dowolność
Podporządkowanie i godność
Śmierć za rogiem, ciągle do przodu obierając słuszną drogę
Jotuze nie przejmuj się tym, co inni mówią
Wiem, że Bóg jest z nami, a życie jest próbą
Wciąż żyjąc słowem księgi, ją czytam i nie myślę
O tym co złe, bo życie chcę mieć tylko czyste
Chcę błyszczeć, a jak zdradzę to już nie istnieć
W głowie mojej kuszących głosów już nie słyszeć
Masz życie, żyj płacząc w nim potokiem rymów

To tylko pieprzone 5 minut
Płaczę rymami dlatego nie zobaczysz łez...
Chada
Są tacy, którym z zasady ręki nie podaję
C.H.A.D.A i Pih szanujemy się nawzajem
Oni to Oni a My to My
Dwulicowych skurwysynów jebać tak samo jak psy
Ja znam zasady gry i nie dbam o opinię
Ty zgiń, jeśli przerwałeś zaufania linię
Marny raperze weź się stąd zawijaj
Ja mówię szczerze : teraz twój czas mija
Każdy farmazon łykasz tak jak spermę
Jebać tych co za plecami sieją ferment
Nie, nie, nie, nie zostaniemy przyjaciółmi
P... P... P... Pih to mój wspólnik
My wciąż na scenie a obsrańców to boli
Tylko zwycięstwo może dziś nas zadowolić
To jest ten styl pełen bólu, pełen złości
Środkowy palec ziomuś zawsze w gotowości

Ref. x4
Mówisz, że w domu masz wielki dramat
A tego gówna słucha nawet moja mama, ej

Pih
Przynoszę dramat, jestem jak ból, który nie mija
We wrogów wbijam, pies im mordę lizał
Mówią 'miłość jest ślepa' a ich życie to suka
Nie jeden z nich kocha tą kurwę, przejdę po ich butach
Nie puszczaj pary, chociaż przed oczami dramat
Jesteś silny, na tyle na ile pozwalam
Nieśmiertelny rap ,nigdy nie zginie
Jestem z pokolenia, które piło jodynę
Najgorszy sen się spełnia, wiedziałeś, że wrócę
Jadę po tobie na tracku jak po burej suce
Prawdo odporni? Tu nic nie jest na niby
Ty jesteś jak cyrkonia, wyglądasz jak prawdziwy
Walczysz o hast powietrza, domysłów potop
Białystok, w twoją twarz jak chloroform
Ty swój dzień gonisz bolesną choć szczere
Życie to nie komiks, tu nie będziesz bohaterem
Na przeciw ciebie, wychodzi ode mnie znowu
Dramat, czysta prawda, w siedmiu gramach ołowiu
Wybiła godzina, wskazówki mówią 'popatrz'
To już nie zegarek, to bomba zegarowa

Ref. x4
Mówisz, że w domu masz wielki dramat
A tego gówna słucha nawet moja mama, ej

Chada
Z frajerami kosa, z przyjaciółmi sztama
C.H.A.D.A i Pih, dziś wam serwujemy dramat
To jest ten styl, w który wkładamy serce
Twoja matka o ten syf pewnie ma do nas pretensje
Poszło w osiedle, ten rap na wagę złota
Podkręć to głośniej jeśli jesteś swój chłopak
Wjeżdżam na scenę, może ziomuś wpadniesz
Daję ten rap, nikt nas z tego nie okradnie

Pih
To rap moje realia, skrzepów, betonu dotknij
Te utwory żyją bez radiowej promocji
Amatorka przed snem może ssać nam pałę
Codziennie o tej samej porze mają happy hour
Mówisz, że w domu masz wielki dramat
Przed lustrem zakładasz swojej starej ubrania
Muzyka miasta, przy niej gaśnie każda kurwa
Zepnij włosy, zabierz buty na koturnach
Sum-a-Sum-a-Rum [Sum-a-Sum-a-Rum]
nic pod przymusem
Sum-a-Sum-a-Rum [Sum-a-Sum-a-Rum]
robię to co chcę, nie to co muszę

[RAH]
Nigdy, przenigdy mi nie rozkazuj
nie chcę słuchać nakazów, zakazów
tego typów wyrazów nie znoszę
na tym bazuj od razu, Cię proszę
noszę w sobie niechęć (niechęć)
jak do brania na krechę (krechę)
taką już mam cechę (cechę)
niech to się niesie echem (echem)
mam swoje konekty, swoje projekty
sam tam stroje korekty
mam wiele perspektyw, mają defekty
lecz nie chcę słuchać dyrektyw
pytasz czy wolno mi?
ja mam swą wolność i
formą swawolną Ci
otwieram wszystkie drzwi
pytasz czy wolno mi?
już odpowiadam ci
ja mam swą wolność i
ona w mym sercu brzmi

[FO & RAH] x2
Sum-a-Sum-a-Rum [Sum-a-Sum-a-Rum]
nic pod przymusem [nic pod przymusem]
robię to co chcę [robię to co chcę]
nie to co muszę [muszę]

[Fo]

Jedziemy
skosztuj tej weny to liryczny przemyt
bez ściemy
gościu god damn it
ktoś kto miał problemy
sprzedał duszę za PLN-y
ja nie muszę, wiemy
co to, to nie my
ominiemy
to poruszy zenit
skoro ja nie muszę, to ty też nie musisz
słyszysz
i niech inni będą głusi
a w tej ciszy
zliczysz co masz policzyć
a masz co liczyć, znaczy się
każdy ma coś na co patrzy
po co to tłumaczyć
jedziemy
Wojtek, Sebastian
nośniki nastaw
głośniki, daj start, oj
to bity z miasta, boy
przyzwyczajaj się, styl wielki jak Jumbo Jet
robię co chcę, a ja je coco jumbo,
te mam to gdzieś
chcę to zrobię wieś
wejde jak Rambo, wiesz?
albo też jako Commando, uwierz

[RAH & FO] x2

Sum-a-Sum-a-Rum [Sum-a-Sum-a-Rum]
nic pod przymusem
Sum-a-Sum-a-Rum [Sum-a-Sum-a-Rum]
robię to co chcę, nie to co muszę
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo