Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Łapię chwile i cieszę się jak mogę
Mam plan w głowie nie na kartce, którą strawi ogień
Tak wiele jest rzeczy, po które wciąż wyciągam ręce
I powoli brnę przed siebie zabierając ciągle więcej
Jedna chwila może dać mi szybko szczęście
Ale może też w sekundę zabrać to, co najcenniejsze
Taki porządek i nic na to nie poradzę
Więc chwilo trwaj, jestem na twoje rozkazy
Czasem żałuję jak chwila leci obok
I nieważne czy jest dobra czy to zakazany owoc
Gdy pojawia się szansa żeby żyć jak najpełniej
To korzystam a świat wtedy chowa się najgłębiej
Tak wiele pokus by nakarmić swoją duszę
Tyle samo okazji żeby w grzechu się zanurzyć
To wszystko dla ludzi, wybierz sam według uznania
A i tak jedna chwila zadecyduje za nas

Tyle radości może dać ci jedna chwila
Ta jedna chwila, która cementuje przyjaźń
Inna z kolei zniszczy nagle coś trwałego
I pogrąży cię szybko w monotonii dnia szarego
Bez nich życie to tylko pusta wędrówka
Bez nadziei i wiary na polepszenie jutra
Kto to skumał to i tak będzie je chwytał
A czas się zatrzyma, ty wnieś radość do życia

Chwila, za oknem rześkie powietrze i nie chcę od życia więcej
To jakby cela, ale taka, w której jest przyjemnie
To ten moment, gdy wchodzi tłusty bas
Otwieram swój umysł na chwilę z dźwiękiem i nie chcę więcej
Litery, słowa, sens, zapach papieru
Obce wszechświaty, zakręty losu bohaterów
I nagle czuję, że sam mógłbym pisać te słowa
Bo tak bliska staje się myśl autora
I nie chcę więcej, życie to rzadko świeczki
Na torcie baloniki, często nerwy i po uśmiechu głupie sprzeczki
Potem tak mocno się kochamy i czujemy równowagę
Rozumiemy, jakie jest to ważne
Patrzę na moje miasto, z mieszkania Józka łapię myśl
Że Starzyński byłby dumny, jeśli mógłby teraz żyć
I widzieć wielką Warszawę, wycieram łzę
I nagle rozumiem jasno, kim jestem i nie chcę więcej
My i Wy wyrwani
My i Wy z złej strony znani
My i Wy wyrwani
My i Wy kulturze tej oddani
My i Wy wyrwani
My i Wy z złej strony znani
My i Wy wyrwani
My i Wy kulturze tej oddani

To Wy to dzięki wam to co słyszycie
To My na uszach waszych i na bicie
To Wy dajecie siłę do robienia
To My na wspólnych bitach od korzenia
W ramach symbiozy jak lód boży
Zapakuj dziś ten szyk ten bit na wozy
[…….] Zgoda płynie w zgody dymie
nie raz jebany syf na łamach jednej gry
zobaczysz lepsze dni gdy na łamach jednej gry
My i Wy na byt skazani rytmem miasta napędzani
zwykle ze złej strony rzadko z dobrej ujawniani
a oto dobre motto dla człowieka bądź człowiekiem
dla człowieka żeby on z kolei kiedyś miał ciebie za człowieka
czasem nerw skacze ciało ból spieka
bądź człowiekiem dla człowieka
bo nigdy nie odgadniesz (nie) co cię dzisiaj czeka

My i Wy wyrwani
My i Wy z złej strony znani
My i Wy wyrwani
My i Wy kulturze tej oddani
My i Wy wyrwani
My i Wy z złej strony znani
My i Wy wyrwani
My i Wy kulturze tej oddani

[hejoo] niezależnie od (porychu) nie wyrwany show
me plenerze wspólnej wierze pokojowej atmosferze
poniżej sfery stoisz nie czuj się gorszy tę kulturę tworzysz
nie piszą w artykule akustyk podkręć na fulle
[weryby] trafiają jak w cel kule
nigdy nie zamulę to dla was szaleństwo
ulica wita po oczach poznaje swojego [czyta]
dziękuje za zrozumienie jesteście moim natchnieniem
spełniacie moje marzenie orientacja (po ziemie)
mam korzenie [się po w…] u mnie zachód północ
krzyczcie młodzi prawda zwycięży nie zawodzi

W miejskim autobusie singiel gra
Słuchają miasta szpony (pa) poznanej przyszłości Hardcor rapu
Masz prawo szanować masz prawo nie nawidzieć masz prawo
Dobrej wartości garniesz nazywasz ją sławą
Za dziesięć lat zrozumiesz co było ważne
Czy to miało sens po prostu skryjesz nóż za kredens
Nabijasz, nabijasz bez fałszu nawijasz sztuką jest samo
Litra nie spijać w pięciu na jednego bójki nie wszczynać
Tworzymy jedna kulturę dochodzi to do ciebie
Nie oprowadzaj skłóconych po rozpalonym niebie
My i Wy wychowani na (słowieckim) chlebie dochodzi to do ciebie

My i Wy wyrwani
My i Wy z złej strony znani
My i Wy wyrwani
My i Wy kulturze tej oddani
My i Wy wyrwani
My i Wy z złej strony znani
My i Wy wyrwani
My i Wy kulturze tej oddani

Tak to My, My robimy dobry syf
A Wy popeline po prostu zwykły wstyd
Daj mi ten bit ja polecę i pojadę
Tych co się sprzedali na tym popowym podkładzie
My i Wy znacie te różnice i widzicie
Nie siła w polityce tylko w naszej RAP muzyce
Ulicznej stylistyce oto basy bity [bendy]
Kiepski zna te gęby na rap stawia big bendy
Od zawsze na zawsze ten tu tez zna tą jazdę
Rap działania ważne jebać komercyjny pasztet
I patyka w te paszcze którzy w moim pięknym mieście
Sprzedali się za marne frajerskie ecie-pecie
I Wy już dobrze wiecie ze to o was chodzi ciecie
Jesteście zwykłe śmiecie nie ma was w rapowym świecie
Poznań ja w nim jestem ja w nim żyje tekst za tekstem
Jak z Poznańskim czerstwem który znów stał się pretekstem
Robie RAP i tu jestem R to znaczy rap nie (bezsens)
A w patyki w ryjach róbcie tani hit komercje
I się pieprzcie i się pieprzcie
My i Wy to dwie odmienne kwestie
I się pieprzcie i się pieprzcie
My i Wy Skurwysyny odmienne kwestie

My i Wy wyrwani
My i Wy z złej strony znani
My i Wy wyrwani
My i Wy kulturze tej oddani
My i Wy wyrwani
My i Wy z złej strony znani
My i Wy wyrwani
My i Wy kulturze tej oddani
[Buka]
Liście opadły z drzew, lato tak szybko mija,
ucicha ptaków śpiew, kwiatów śmierć - zwiastuje zima.
A wiesz... życie było kiedyś piękne, ja wiem, że to chwila,
co pęknie na wietrze jak bańka z mydła.

Życie to kpina, śnieg nie jest taki, jak bywał wcześniej,
ukryty w dolinach, które skrywa serce.
I tylko tęsknie, i tylko czekam.
Blade przebiśniegi na wietrze, deptane przez zegar.

To sen malowany na powiekach, zły pejzaż,
artysta bez pędzla, zapomniany przez dzień,
w mroku objęciach, pisząc swój wiersz - poezja
na parapetach wypłakana przez deszcz...

Wiem, że też to pamiętasz i tylko nie chcesz widzieć,
idąc nie chcesz przestać, ślepiony przez życie.
I tylko tęsknie, i tylko czekam...
Blade przebiśniegi na wietrze, deptane przez zegar.x3

[Skor]
Nim szkarłatny poranek wypełni testament mój
i pęknie zamęt, ucichnie puls, atrament
wyschnie nim szczęście pijane bólem pryśnie,
wyśnię sen (o artyzmie) jak blady przebiśnieg.

Gdzieś w moim śnie, tulę chwile jak miłość,
czuję pragnień milion, z kielicha gorycz pijąc.
Ten świat mówi: "Ją kochaj, przeszłość depcz,
niech zgaśnie w rzece łez, jak przeznaczenia cień."

I budzę się, Cię nie ma tu, to cienie dramatu,
a może to dzień, z braku laku zakpił z fatum
i nie widzę znaków i idę tu jak ślepiec,
aż z biegiem lat uwierzę, że tak będzie lepiej.

A może ktoś Cię ukradł, jak z kalendarza kartki
i wobec nostalgii nie byłem zdolny do walki,
lecz chyba zapomniałem już o Nas, przebacz.
Blade przebiśniegi na wietrze deptane przez zegar.x3
Jeśli nigdy tam nie byłeś, nic nie dadzą opowieści
Nic Ci to nie da jeśli ktoś Ci to streści
Tu granicą są te mury i więzienne kraty
Tu te same stroje, a nie złote szaty
Tam marzenia tylko mają prawo wyjść poza ściany
Grube lata poza domem pozostają zmiany

Wiesz kiedy mogę bywam tam po drugiej stronie
Widzenia u kogoś o kim nie da się zapomnieć
Człowiek wielki duchem przede wszystkim z charakterem
Ziomuś wielka piątka te słowa są dla Ciebie
Wiesz jak to jest kiedy na gadkę godzina
Swobodnie nie pogadasz, bo przeklęty gad obcina
Wspiera Cie rodzina i przyjaciół szczerych grupa
Jesteś tam po drugiej stronie, ale w sercach z nami tutaj
Ten bytomski chodnik też za Tobą tęskni
Bez Ciebie i chłopaków nie tym samym życiem tętni
Tam po drugiej stronie, gdzie marzenia kratami więzione
Gdzie tymczasowym domem mury drutem otoczone
Dzięki Bogu mogę cieszyć się wolnością
Lecz mam w sercu tych co ku celu rozliczają się z przeszłością
Gdy niekiedy w kryminale. któreś z rzędu święta
My w tym czasie full balet pasterka
Lecz o was się pamięta (zawsze), nie można zapomnieć
Polane kielichy zawsze za wasze zdrowie
Za szybki powrót do domu do ziomków i rodzin
Żeby przyklepany wyrok minął tak jak kilka godzin

Ten list nie przejdzie przez cenzurę
Nie będzie czytany przez prokuraturę
Tam po drugiej stronie perspektywy za kratami
Do szybkiego zobaczenia za metalowymi drzwiami

Siemasz, siemasz na zawsze Bezimienny
Mam nadzieję, że Cie w sprawie miną konfidenty
Śledztwo dalej w toku dla nas odmowa widzeń
Chociaż co nagrywkę to mam tą dobrą wizje
Że następną płytę nagrywamy w komplecie
Wracaj szybko do nas my czekamy na Ciebie
Bez Twojego głosu te płyty jakoś inne
Tak jak by w słowie całość brakowało jakiś liter
Straciliśmy ziomka lecz dziecko ojca
Los to bez kitu marzeń największy pogromca
Wracaj szybko tutaj lecz mam takie marzenie
Że wszystkie dobre chłopaki zasiądą w komplecie
Nikogo nie brakuje wszyscy na wolności
Każdy pewnym wzrokiem patrzy w karty przyszłości
Sąd karze polityków za serie grubszych przestępstw
Każdy dobry chłopak cieszy się świeżym powietrzem
Na wolnościowym wietrze, którego nie hamują mury
Pozdrowienia tam dla drugiej strony
Niech nadzieja kratę szybko zmieni w wióry

Siemasz, siemasz
Siemasz ziomeczku witam serdecznie
O patrzonko się staram lecz bezskutecznie
Pisałeś mi ostatnio, że czas Ci się dłuży
Że ten nadmiar czasu w ogóle Ci nie służy
Dzień to egzystencja Sen to zbawienie
Starszy o lata i bogatszy w doświadczenie
Że po swoim wyjściu masz już plany
I wiesz dobrze (dobrze), rade damy
Pisałeś mi ostatnio, że charakter przede wszystkim
Że honor i odwaga jest dla Ciebie wszystkim
Chodź sam mówiłeś że wyrok będzie srogi
Tym się nie przejmuj tu nie rozstają się nasze drogi
Ja ciągle tam wierzę w dobry koniec tej historii
Bądźmy dobrej myśli na farmazon odporni
Zawsze moim wsparciem byłeś chłopak Ty
Teraz tu Cię nie ma ja przestałem liczyć dni
Później były miesiące teraz lecą lata
Oby jak najkrócej oddzielała nas ta krata
Pamiętasz brat za brata, stawić czoła
Ile frajerstwa było dookoła
Dziś zostaje nam papier zapisany atramentem
Dwie różne daty i czerwony stempel
Pamiętaj, że z Tobą kilku nas zostało
Bezimiennych rap to zawsze będzie grało
Będę kończył moją krótką rozpiskę
Pozdrowienia przesyłają osoby Ci bliskie (piona)
I na koniec zamiast uściskać ręce
Wiedząc jak jest ściska serce
Pork:
Nigdy nie chciałem być merem, wolałem raczej skurwielem
Za sterem z grubym portfelem i w teren - żyje się raz!
Choć notabene dziś tak nie jest i choć myślisz, że wiesz wiele,
Być raperem to nie wyścig za portfelem i blask.
Nikt z nas nie chciał być celem, jak on nie chciał wpaść w herę,
Kraść by seledynowym Hammerem... Cóż, ginie się raz!
Nikt z nas nie chciał być zerem, raczej numerem jeden,
Choć cyfra graniczy z zerem - Eden ty wybierasz!
Olałem pracę, wybrałem rap, za to płacą mi fakt,
Więc rap jest moją pracą, dopóki płacą, zrozum to tak, brat!
A że wybrałem, dlatego prawdą twarde dyski palę
I to trwa jak zapach spalenizny w Salem,
Mam jak Syzyf kamień, noszę go jak mycki w Shire,
Jak blizny stale, ma to parę wad i zalet, pierdolę wyścig karier.
Chcę nadal patrzeć dumnie w dal jak Nasa, wybrałem szum membran
Jak mumie piach i co dzień jak bumerang to wraca.

Ref, Pork:
Dopiero tak teraz to do mnie dotarło,
Więc od teraz nazywam to karmą,
Nie ma tu nic za darmo, świat, gdzie częściej nie wiadomo, czy warto,
Dalej szczerze wierze, że warto i choć niewiele mam to wiem,
Że inni wiele by dali, by mieć to, co ja mam, yo!

Nullo:
Nie będę kłamcą, zarobiłem centów parę,
Lecz gdybym był wydawcą jeździł bym Jaguarem jak Camey,
Choć nie sprzedałem się w reklamie - mam mieszkanie,
Miałbym dwa razy większe, gdyby złoty był dolarem!
Miałem parenaście w życiu kobiet, wiarę w pasję, to co robię.
jedna kocha się w człowieku, druga w jego samochodzie.
To samo co dzień, teraz lans jest w modzie,
Niestety hajs to złodziej, nie każdy z nas to powie...
Przepraszam, że sprzedaję Ciebie jakbym był alfonsem,
Ale mężczyzna jest jak dobry bank - musi robić forsę!
Ja dzięki tobie rosnę, ty dzięki mnie oddychasz
26 lat w moich uszach gra muzyka.
I nie ma takiego dnia w roku, żeby tu nie grał rap wokół.
Dla bloków, dla ziomków, dla wrogów prawdą tu...
Żaden znak stopu, piach w oku, banknotów brak
Nie może mi tego odebrać brat, co mi daje rap!

Ref, Pork:
Dopiero tak teraz to do mnie dotarło,
Więc od teraz nazywam to karmą,
Nie ma tu nic za darmo, świat, gdzie częściej nie wiadomo, czy warto,
Dalej szczerze wierze, że warto i choć niewiele mam to wiem,
Że inni wiele by dali, by mieć to, co ja mam, yo!

Szad:
Ja jestem stąd, bo mój dom, to te szare ulice..
Ta sama woń i te twarze, które stale tu widzę...
Przemilczane różnice, choć parę zalet tu widzę,
Żaden Pulicer nie zastąpi mi tych kartek ze szkicem...!
Ja jestem stąd i rozliczę to na własny rachunek
I nie ważne, że dla nich, ja to wygasły gatunek.
Już chyba czas, by zrozumieć, obrać trafny kierunek
Tu, gdzie każdy daje Ci rady, ale nie każdy daje szacunek!
Ja jestem stąd, bo mój dom to te stare historie,
Owiane mgłą października - zleci parę nim pojmiesz...
Podrabiane cyrkonie grają tu białe symfonie,
A omotane widownie tu przyswajają syf chłonnie...
Jestem stąd i jest mi dane iść wolniej...
Już jako mały szczyl wiedziałem, że to nie dla mnie być kimkolwiek.
Zajmować się czymkolwiek - nie zostanie nic po mnie?!
Wolę patrzeć przytomnie, jestem stąd! Przypomnę!

Ref, Pork:
Dopiero tak teraz to do mnie dotarło,
Więc od teraz nazywam to karmą,
Nie ma tu nic za darmo, świat, gdzie częściej nie wiadomo, czy warto,
Dalej szczerze wierze, że warto i choć niewiele mam to wiem,
Że inni wiele by dali, by mieć to, co ja mam, yo!
Mogę tu umrzeć za ten rap, za ten hip-hop, za rytm ten
I choć sama śmierć w sobie jest pomyłką w zamyśle
Pojmując statystycznie kto nas zechce uleczyć
W rękach karty życia trzymam, tylko niepotrzebne skreślić
To powietrze mnie męczy, układ w mieście pajęczyn
Każdy problem żyjąc z ludźmi to w projekcie się piętrzy
Stres i zaniedbanie powodują nerwy
Gdy budzę się nad ranem czuję się niepotrzebny
Nie chcę skończyć jak kołek czy w garniturze Hołek
Bo największe sukcesy to się odnosi pod stołem
Lolek na drogę, kop w dupę na zachętę
Czy zdążę wszystko nagrać, jeśli wkrótce odejdę?
Te pretensje nie do mnie, nie wymięknę jak Always
Bo nawet gdy zwariuję, to nie wepchniesz mnie w kołnierz
Żyć oszczędnie, spokojnie, tak mnie nauczono w domu
Trzymając majka w dłoni walczę tu o honor ziomów
Za słowo do grobu, tu wiara w każdy wers
Bo szacunek ma do prawdy tylko ten, co patrzy wstecz
Ten rap zamroził rtęć jak i krew w twoich żyłach
Jeśli nie wiesz ile znaczy dla życia łakomych chwila

Sekundy do końca, wszystko tu traci kontrast
Przy stole się pytam czy to już ostatni obiad
Czy prowokacji korba i nieudany żart
Za te noce nieprzespane i wyuzdany skarb
To pochłania i co - mam tak odejść tu bez pożegnania?
W kraju hipokrytów życie nie potrafi kłamać
Biorę ten bagaż jak każdy
W wyobraźni staram się te sprawy poukładać
W cierpliwość wyposażam każdy zmysł
Jeśli miałbym tu zniknąć to doprawdy nie dziś
Oddam wszystko by żyć, reagować na światło
Chłonąć planety cykl, z ziemi czerpać bogactwo
Dużo nie chcę, usiądź wiem, że
Tu powietrze nie najświeższe, rozluźnij swoje mięśnie
Nieznane mi zaklęcie na stres, ale mam kwiaty
Co wyrównają straty, bo ważne, że jest pięknie
Nie muszę być bogaty i nie będę
Chyba, że szczęście odpłaci za ten pręgierz
Stać w kolejce do nieba, ta prawda zbyt okrutna
Mogę stać w tej kolejce i nie doczekać jutra
Ogarnia mnie potulna cisza,
Gdy siedzę przy kominku na stole szysza.
W dymie widzę jak czas zbiera żniwo,
Jak lata płyną, choć nasz czas jeszcze nie minął.
Drżałem w oczach, nie musisz mieć tej iskry,
Bolą mnie blizny na poranionych stopach,
Ludzie na grobach szukają bliskich,
Desperaci na drogach szukają dziwki.
Nie dziwi mnie to - pytasz gdzie niebo,
Dziesięć lat minęło, a nikt nie puka w wieko,
Tak szedłem obok równolegle do życia,
Zderzając się nie raz - no cóż tak już bywa.
Miliony ważnych sekund wydrążyło wielką przestrzeń,
Tysiąc ważnych ról, teraz spokój mam nareszcie,
Co raz częściej się śmieje wspominając przeszłość,
Teraz już tylko bije z niej ciepło.

Ref.
Czuję jak me ciało drga, jak anioł będę brzmiał,
Czuję tej wolności smak - rok w rok przez tyle lat.
Będę szukał swoich plansz, nie chcę słyszeć braw,
Dziesięć lat zabrał mi wiatr, już dziesięć lat gram w świat.

Człowieku idę na przekór,
Spokojnie do przodu, spokojnie bez biegu.
Minęły czasy biegów bezdechu,
Łez w oczach, jak gdybym żył bez efektu.
Nie patrzeć na ślepców którzy toną w deszczu,
Pamiętasz "Debiut" więc weź zaakceptuj to,
Że jestem taki sam, nie pręż bicepsów tu.
Dlatego idę przez świat bez sentymentów.
Dekada w plecy, ile jeszcze przede mną.
To wiem na pewno, że mam pasje wewnątrz.
Nie chcę mieć miejsca na tą niepewność.
Mój smutek gdzieś tam w głowę po cichu wemknął,
Chcesz mnie odepchnąć, być znowu wredną,
Poczekaj niech tylko przyniosę krzesło tu.
Usiądę w spokoju i zamknę me oczy,
Otworzę i wstanę, odejdę nie tęskniąc.

Ref.
Czuję jak me ciało drga, jak anioł będę brzmiał,
Czuję tej wolności smak - rok w rok przez tyle lat.
Będę szukał swoich plansz, nie chcę słyszeć braw,
Dziesięć lat zabrał mi wiatr, już dziesięć lat gram w świat.
Różowy Crystal, truskawki, kwiaty dla naszych kobiet
Trzeba odsunąć je od syfu tego świata, człowiek,
Za dużo widzę i czasami mi rozsadza głowę
Tak, że pani Goździkowa tutaj nie pomoże.
Kuchty w knajpach spuszczające się do jedzenia,
Ze zwykłych nudów i braku wiary w marzenia
Kontra dom na plaży, wielkie przeszklone okna popatrz,
Jak wtulona w siebie para, szanuje się i kocha.
Wyrodne dzieci ziemia traktuje jak zła macocha
Te dobre mają zawsze po swojej stronie Boga.
Odstaw "Prozac", musisz poczuć życie jakim jest,
To nie test na bycie chujem, więc czego chcesz?
Ludzie gubią się, gubią sens, biegną za czymś co marnością jest,
Chcą mieć, zamiast być, gdzie jest sens?
Szybki seks, sztuczni ludzie, wargi, cycki, botoks,
Kult ciała, zaniedbanie duszy, tylko po co?
One się głodzą, oni żrą sterydy, razem ćpają koks
One nieznajomym typom liżą jaja trzecią noc,
Za dużo widzę więc wybieram życie dla rodziny,
Oddam im całe lata, dni, miesiące i godziny,
Wybieraj sam - szczęśliwe życie bez doliny,
Kontra na centralnym bajzlu ofiary amfetaminy,
Zgubiłeś siebie samego? To szybko przyszło?
Wciąż myślisz tylko co ludzie o tobie myślą?
Jeśli non-stop kontrolujesz się jak jesteś postrzegany,
To sam zakładasz sobie na ręce kajdany,
Zabijasz szczęście własne, patrz ja robię to co chcę,
Nie walę w puchara, bo nie otb
Nie złapałeś ironii Pieniądza w Cenie? Kurwa czytaj z ust!
Pierdolnąć z barana w ścianę powinieneś na mój gust!
Tyle razy mogłem pozbyć się tu klasy, dla kasy,
Jestem sobą, klasyczny jak Prosto Klasyk


Za dużo widzę żeby wybrać źle
Widzę różnicę, wiem czego chcę
Za dużo widzę żeby przejść obojętnie
Widzę różnicę, mam to szczęście. [x2]


W koło zawiść, nienawiść, nie mogę tego strawić
Żeby się dobrze bawić, to najlepiej kogoś zabić,
Iść się napić, naćpać, później iść kogoś napaść,
Większość dzieciaków wie co to znaczy słowo zapaść.
Brak umiaru, społeczeństwo żądne jest skandalu,
Tak jak dziś fajnie iść się najebać do baru.
W każdym calu społeczeństwo zostało zatrute,
Problem baru rozwiązano robiąc taniej wódę.
To jest głupie, ludzie ślepo wierzą politykom,
Niejeden dupek okazał się zwykłym bandytą.
Dzieci to widzą, to na ulicę się przekłada,
A potem się dziwią, że smyk na dworze z nożem lata.
Tata strajkuje, dzieciakom zamykają szkoły,
Mama i inni ludzie harują jak woły.
Człowiek jak szmata, wpierdala mu się kocopoły,
Podczas gdy większość ludzi wpada w finansowe doły.
Mi to nie odpowiada, osobiście mi to zbrzydło,
Większość odpada jak bydło, które wpadło w sidło.
To jak jakaś choroba, to narodowa żałoba,
Tylko dlatego, że osioł dorwał się do żłoba.
Szkoda, że moda jest na bycie skurwysynem,
Kozak jest ten co naubliżał swej dziewczynie.
Jestem poza, bo wiem, że umiem poznać co jest złem,
Co mnie ominie, bo też spełniam sen o swej rodzinie.
Też wiem czego chcę, jestem już ukształtowany,
Mimo że ten nasz świat jest aż tak pojebany.
Jestem ponad, bo na chuj jest mi ta cała batalia,
Pierdolę ten gnój i od tego się uwalniam.
Na chuj mi problemy, dużo ich w życiu miałem,
Mam swój plan, sam mam to czego chciałem,
I się jaram przy tym sam, sam sobie wybrałem,
A uwierz, że w swoim życiu już niejedno widziałem.


Za dużo widzę żeby wybrać źle
Widzę różnicę, wiem czego chcę
Za dużo widzę żeby przejść obojętnie
Widzę różnicę, mam to szczęście [x2]


A ja sam uczynię tutaj siebie bogatym,
Nie dostałem mojej firmy w prezencie od taty.
Masz ale? Zajmij lepiej się własnym życiem,
Wciąż boli cię, że ktoś do przodu idzie?
Ludzie kochaliby mnie bardziej jakbym stał pod sklepem,
Prosił o piątkę na piwo, wtedy czuli by się lepiej.
Sokół byłby poczciwy, w porządku,
Najlepszy jako nieudacznik, leczyłbym ich kompleksy.
Nienawiść i zazdrość niszczy cię od środka.
A moja miłość jest wszechmocna...
Widzę w sobotę - siódma rano - jak na mieście jem śniadanie,
Te przećpane, najebane, przypadkowe młode panie,
Które mają na dupach ręce przypadkowych panów,
Mówię o żywych trupach, co się nawet nie są w stanie ruchać.
Pociągną druta i dostaną gratis AIDS,
I szesnastoletni sen o Paris Hilton skończy się.
Ludzie myślą, że to się nazywa korzystanie z życia.
Chcą spróbować wszystkiego, panicznie zbierają przeżycia,
Chcą być gwiazdą rocka wczoraj i gwiazdą porno dzisiaj,
Chcą wszystkich zaliczać jakby miało nie być jutra,
Chcesz tak żyć, widzieć tylko czubek swego fiuta?
Ja za dużo widzę, nie tylko seks, hajs, futra.
Czy dziecko spokojnie jedzie w "Klubie Pancernika"
Czy musi być dokarmiane przez "Pajacyka"?
Niech zginie przemoc w rodzinie i "Niebieska Linia",
I zero tolerancji dla tej kurwy pedofila.
Chwila, zobaczcie jaki świat jest piękny,
Za dużo widzę, żeby widzieć tylko ludzi błędy,
Chowam przed całym złem w ramionach dziewczynę,
Chcę dla niej zrobić dużo więcej niż do dziś zrobiłem.
I proszę Boże, daj mi wciąż wiarę i siłę,
A ja dam temu światu zdrową i piękną rodzinę


Za dużo widzę żeby wybrać źle
Widzę różnicę, wiem czego chcę
Za dużo widzę żeby przejść obojętnie
Widzę różnicę, mam to szczęście [x2]
Nigdy więcej nie mów do mnie takim tonem
Jestem MC rozpierdolę cię w moment
Technicznie to jesteś pionek
Syntetycznie - to tak miało być zrobione, co nie?
Tak to się robi na południu ziomie
Na nieosiągalnym dla ciebie poziomie
Mój majk płonie, twój majk tonie
W chuj daleko ci kaleko do mnie, to twój koniec
Smok na mikrofonie w złocistej koronie
W dłoni miałem spray, ty jeżdziłeś na kolonie
Tej, what you gonna say jeszcze o mnie?
Jak znasz mnie mniej niż wcale lepiej ware sklej
Wiarę daję ludziom, a ty jesteś hejt
Pierdolę, podpalę całą salę PLAY
Talent - masz go tutaj, w oryginale
Wchodzę z buta i zrobię tu balet!

Refren.
After Party, będziemy tańczyć do jutra, witam
W Katowicach czym chata bogata
Dowiedz sie jak tutaj, tak naprawdę jest basy
Wypij tu na ex, dubstep wódka dziki seks
Śląski klasyk, i tu po co miałbym marnować cały tekst. x2

2.
After Party nie do zdarcia, niezdarty
Kto rozdaje karty wstępu V.I.P.
Czterech elementów chyba do twojej bajki
Jak Gural palę majki
Po sztuce pracuję płucem, gotowy do walki
Jak sztucer, sztukę robię hi-fi
W sztuce mogę mogę zawrócić i dostać za to lajki, a ty typie, cóż..
Lata mi to jak hajdi, całymi latami robię rap
Weź się zajmij swoim populizmem i nie wytykaj mi
Pierdolisz, to coś więcej niż rap, wierzę w to jak hanoi*(?)
Dla nas to jest biznes i Olis
Dla mas to muzyka dla kiboli
Dla nas to jest oczywiste, że to jest całe nasze życie
Bo to jest całe nasze życie i niesamowicie mnie to boli
Że pierdolicie jakbym napluł wam do folii o tym bicie
Nic już nie zrobicie, lepiej zróbmy najlepszy melanż w historii
Stoi, jadę jak na pętle na Brynów*
Jak szesnastka* spod SCC* skurwysynu
Jestem z miasta K-CE, z miasta dymu i drinów
I chcę rozpierdolić, nastał czas na...

Refren.
After Party, będziemy tańczyć do jutra, witam
W Katowicach czym chata bogata
Dowiedz sie jak tutaj, tak naprawdę jest basy
Wypij tu na ex, dubstep wódka dziki seks
Śląski klasyk, i tu po co miałbym marnować cały tekst. x2

Brynów - Dzielnica Katowic
16 - tramwaj numer 16, który jedzie na pętlę brynowską
SCC - Silesia City Center, centrum handlowe w Katowicach
Raz, dwa, trzy
a raczej 2cztery7

Gadanie na bitach to prawie mój zawód
więc witam jak komisar gier i zakładów
choć rap to nie powód by kochały mnie tłumy
ten rap to dowód, że mam powód do dumy
twoje ręce do góry to znaczy wiele dla mnie
to że żyję gdzie żyję i nie żyję nielegalnie
nawet jeśli straciłem kilka dolnych trybów
jestem dumny, że mam wolny wybór
mówiąc tak i nie znaczeń nie odwracać
jeden z ostatnich, wiesz, o których mówisz klasa
ten prostacki wers w sumie cała prawda
masz tylko tyle ile będziesz mógł stąd zabrać

Mój powód do dumy to brudne bity
czyste sumienie i otwarty umysł
Mój powód do dumy to nie sumy w banku czy awantur
lecz albumy są bezcenne kiedy o tym pomyślę

Ludzie na ulicy mówią respekt Pelson
ostatni co umie dać przestrzeń wersom
choć dla niektórych jestem emeryt
ale puszczam singiel i padają serwery
jestem dowodem na to, że można
z niczego zrobić coś teraz to poznasz
rap się skończył, ej weź nie pierdol
skończył się dla tych co jarali się Verbą
jeden wers i tych śmieci niszczę
nie muszę mieć łańcuszków żeby błyszczeć
tak jak premiery ósmego marca
brzmieć jak w remizie do tańca
na karku 29 wciąż noszę baggi
nagrywam z zajawki w domu u kolegi
wypełniam kluby wyprzedaję CD'ki
to mój powód do dumy na wieków wieki
Mój powód do dumy to brudne bity
czyste sumienie i otwarty umysł
Mój powód do dumy to nie sumy w banku czy awantur
lecz albumy są bezcenne kiedy o tym pomyślę

Kiedy podbija do mnie fan zwykle ma poczucie humoru
wygląda jak as myśli mówiąc w skrócie już dorósł
duma, że płacę za wodę z mojego kranu
i jeszcze większa duma z klanu moich fanów
stawiają kołnierz idą przed siebie
tak czy nie pytanie o zdanie nie mówią nie wiem
ej sterczy słabością do bagna wiem
bo Warszawa nie wygląda jak w Magda M
wiemy co odjąć informacją a co dodać
bo nie ma głosu pokolenia jest tylko moda aha
co do mnie parę słów o formie
są tacy co kradną moją idzie im opornie flow
ja wymyślam jeden na kwartał typku
nie muszę wąchać nic czy kurwa jeść grzybków
mówię o sobie dumnie dowody masz w bliznach
kundle nara z nimi MKM'izna

Duma rozpierdala mnie jak stąd do Cali
u nas słońce świeci mocniej nad nami
my spaleni dziwnym towcem zjarani
a wy raczej zimnym browcem zalani
zalani klątwa cały czas krąży jak sępy
dumny, że chłopaki spierdolili śmierci
wierny od pięciu lat w spoczynku player
dumny, że w WWA gram tak jak w L.A.
że na to słońce mam numer 2cztery7
a w klubie raczej www.thefresh.pl
jebać sweter niech sobie kolekcjonują
ja mam baggi uszyte aby nosić z dumą
biegnę jak lew, by dobiec do celu
i nieważne jaką drogą, przyjacielu
potykając się o błędy w jedną stronę mam ten bilet,
nie patrząc w tył zajebać z buta by nie zostać w tyle
i nieważne w jakim jestem położeniu świata
on należy do mnie, co jest za mną moja strata
odbijając z naprzeciwka wroga nagły atak
przeciskając się przez wir prostego życia i spraw
moja wierna intuicja wyznacza mi ten szlak
nie myśląc o błędach przeszłości, niech to szlag w samo sedno trafi
wiem, tak jak ja to potrafi jeszcze wiele
wbrew naturze wywołać burzę
ostatecznym ciosem każdą ścianę zburzę
i nieważne czy będę jeszcze biegł dłużej
jaką przejdę drogę, na taką zasłużę
nie myśląc o tym, że depczesz moją muzę

refren:
nie zatrzymasz mnie - choćbyś nawet tego chciał
nie powstrzymasz mnie - ile by ten konflikt trwał
nie zastraszy mnie nawet ostrzegawczy strzał
rozpędza mnie życie, napędza mój własny plan

przekraczam prędkość ruchy niekontrolowane
jak w niekończącym śnie akcje niespodziewane
mieć cały świat w garści to nie było mi dane
mały postój na oddech, dalej wrotki odpalane
ze mną tęsknota, nienawiść, żal, uczucia mieszane
dorosły świat mnie wita, szczeniackie życie odpada
zostaje twardy charakter, jadę dalej, nie wysiadam
starzeje się człowiek, zdrowy duch umysłem włada
najpiękniejszy okres mego życia cała eskapada
czas wydaje się być szybszy, ja biegnę nadal
korzystając pięknie z życia, otrzymuję coś w zamian
własne przyjemności, sex z kobietą - niby banał
kontrolując kondycję, biegnę omijając kanał
modląc się o zdrowie, żeby Bóg mi je nadał
dobiegłbym do celu gdybym majątek posiadał
raczej dobiegnę do mety, żebym tylko uważał

refren:
nie zatrzymasz mnie - choćbyś nawet tego chciał
nie powstrzymasz mnie - ile by ten konflikt trwał
nie zastraszy mnie nawet ostrzegawczy strzał
rozpędza mnie życie, napędza mój własny plan
Cienka linia alkoholizm Disco najebany hast jak świnia
krąży opinia HST,kurwa znów przeklinam
Cała rodzina w piątek wieczór grupą wódke spija
Twój syn to pijak, dzisiaj śniła mi się znów Aliah
Jak pije jestem Ice jak Ice VAnila
Witają Gwiazdy za bratem w ogień buenos Dias
Dla pięknych pań długie nogi piękna szyja
ale zeMnie drań zerwałem z Cameron Diaz
40 % alkoholizm z Ojcem 40% HST wita wersal
Dostajesz zeza Tyskie gronie na imprezach
Smok bit jest git Hastu tonie w hipotezach
Promile we Mnie w dodatku przyszła zołza
kobita groza 666 na bluzie koza
witaj ameryko chodz powpierdalamy prozak
pójdziemy na spacer JA pokarze Ci K-ce
Walnimy flaszke Spalimy Jointa to dla Mnie Mazkiet
Wiedzą co robią wciąż patrzą na Mnie Frusztackie
Wielkie FUCK pije Ja i osiedle
chodź nim strzelamy cały miesiąć okrągło jak...

Ref.

Gdzie jest wóda Ej ty barat brat gdzie jest wóda?
Piją na ławkach i piją na "gróbach"
boski płyn zdziała ze Mną cuda

Silesian Brat ty i ten twój alkoholizm
pij aż ci dupą wyjdzie jeśli brat ...
HAnysa zagoi zimne tyskie
Pierońsko kurwica pierońskie hanysy jadą z piskiem

Gdzie jest wóda Ej ty barat brat gdzie jest wóda?
Piją na ławkach i piją na "gróbach"
boski płyn zdziała ze Mną cuda

Nie moge nic na to jade ostro jak brzytwa
Śląskie hahary będą piły wódke z brytwan
Mały brutal sprawdz to jesli wolisz
Gdzie jest wóda? Masz ją to połóż Ją na stolik
Skład będzie pił ze Mną brat zawsze a jak
0,7 masz szybko kładz na blat
ŚLąski styl rapuje Ci śląśki szczyl
Wóda włóż na ruszt kilka skrętów grill
Słuchaj kolejne piwsko i szybki jego kres
Jest looz kiedy w kieszeni brzęczy cash
w moje ręce błysną blask błysną flesh
Nie w czarnych kolorach tak jak mounty beż Ziomek

Silesian Brat ty i ten twój alkoholizm
pij aż ci dupą wyjdzie jeśli brat ...
HAnysa zagoi zimne tyskie
Pierońsko kurwica pierońskie hanysy jadą z piskiem

Gdzie jest wóda Ej ty barat brat gdzie jest wóda?
Piją na ławkach i piją na "gróbach"
boski płyn zdziała ze Mną cuda

2x
Ej co alkoholizm jak ta cienka linia
HST mały brutal sprawdz to Fokus tutaj
Bądź ze Mna brat cały czas
swój glas stuknij w mój glas nigdy pas

Fokus
Yo, Paść dziś wstać iść iść dalej zaś kurwa mać chlać idzie oszaleć
Chleją stale moi ludzie ejo nalej
HAST przejąć sale czas jak smiple past
Pójdziesz tu gdzieś później zalejesz ale pójdziesz
zanim pójdziesz rozwale pare baniek w barze ale puść Mnie
luźniej tu sie pije i uśnie
słusznie głównie interesy załątwiasz duszkiem
Taki kraj dawaj Mi bit dwa majki pytajnik I technik High
Czyli jak meserschmit no i na fajki zaś hajs
Miałem nie palić ale pale zgaś trzeba iśc na sztele kraść
Nie wuierzysz ile miałem pod nosem przeżyć co krok
Wzrok ,błędnych rycerzy we mnie mierzy to smok smok
Do nich nie należe ,obok zwłok coś leży popatrz
Stara starała sie podnieść swojego chłopa
w Miescie total brotal załoga spruta lata
nie wiem czy to Ja nie wiem czyja to chata
Wyślij mi sms-a przeprowadze rekonesans
impreza bauns wiesz jak jestem tu i to nie sam
to desant to jest ta z osiedla selekta
Jak Kolesie w dresie w dresie nie szepta
Brat dziś sie uda , gdzie jest wóda gdzie jest wóda
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo