Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ogarnia mnie potulna cisza,
Gdy siedzę przy kominku na stole szysza.
W dymie widzę jak czas zbiera żniwo,
Jak lata płyną, choć nasz czas jeszcze nie minął.
Drżałem w oczach, nie musisz mieć tej iskry,
Bolą mnie blizny na poranionych stopach,
Ludzie na grobach szukają bliskich,
Desperaci na drogach szukają dziwki.
Nie dziwi mnie to - pytasz gdzie niebo,
Dziesięć lat minęło, a nikt nie puka w wieko,
Tak szedłem obok równolegle do życia,
Zderzając się nie raz - no cóż tak już bywa.
Miliony ważnych sekund wydrążyło wielką przestrzeń,
Tysiąc ważnych ról, teraz spokój mam nareszcie,
Co raz częściej się śmieje wspominając przeszłość,
Teraz już tylko bije z niej ciepło.

Ref.
Czuję jak me ciało drga, jak anioł będę brzmiał,
Czuję tej wolności smak - rok w rok przez tyle lat.
Będę szukał swoich plansz, nie chcę słyszeć braw,
Dziesięć lat zabrał mi wiatr, już dziesięć lat gram w świat.

Człowieku idę na przekór,
Spokojnie do przodu, spokojnie bez biegu.
Minęły czasy biegów bezdechu,
Łez w oczach, jak gdybym żył bez efektu.
Nie patrzeć na ślepców którzy toną w deszczu,
Pamiętasz "Debiut" więc weź zaakceptuj to,
Że jestem taki sam, nie pręż bicepsów tu.
Dlatego idę przez świat bez sentymentów.
Dekada w plecy, ile jeszcze przede mną.
To wiem na pewno, że mam pasje wewnątrz.
Nie chcę mieć miejsca na tą niepewność.
Mój smutek gdzieś tam w głowę po cichu wemknął,
Chcesz mnie odepchnąć, być znowu wredną,
Poczekaj niech tylko przyniosę krzesło tu.
Usiądę w spokoju i zamknę me oczy,
Otworzę i wstanę, odejdę nie tęskniąc.

Ref.
Czuję jak me ciało drga, jak anioł będę brzmiał,
Czuję tej wolności smak - rok w rok przez tyle lat.
Będę szukał swoich plansz, nie chcę słyszeć braw,
Dziesięć lat zabrał mi wiatr, już dziesięć lat gram w świat.
Kim jesteś by mówić mi o moim człowieczeństwie
Ja wiem, że ten prąd by uspokoił cię na krześle
Jak papier nie szeleszczę, za papier to w tym mieście
To w japę da ci szczęście dlatego muszę mieć je
W TV ciągle to samo zimna kawa i herbata
Wybacz, wolę cygaro obrabiać na batata
A jak poczuje biedę, sen pod gołym niebem
Wielu kochało rodzinę, ale bardziej siebie
Gardzisz chlebem? jeśli masz fart, świat zdobędziesz
Albo skręcisz sobie kark za ten strach na patencie

A ja kocham się bać, ale nie jestem szaleńcem
Żeby nie móc w nocy spać ze spokoju przeciwieństwem
Wolę swe życie toczyć tempem luźnym
Widziałem dość by widzieć zło i się nie wkurwić
Jeśli nie wierzysz to wchodź w to
Telewizje wymień na prawdziwe życie nocą i sprawdź izbę przyjęć
Myślisz afera... samemu nosiłbyś esperal
Serce z kamienia, nie starczy dolać, wylać, przelać
Oddech zamiera i te źrenice jak szpilki
Tylko by dotrzeć przez ulice
i do windy
Myślisz świat to sukinsyn, ale sprytny jak Boruta
Brat może siebie, ale wszystkich nie oszukasz
To jest strach

Na potylicy zimny dreszcz
Ta broń pustoszy ziemię wzdłuż i wszerz
Szybsza niż nóż, lżejsza niż miecz
Liczysz na cud, zabrał nas stres
Gdy smutny chłód wzmaga w nas lęk
Czy to już twój ostatni wdech?

To tylko dźwięk, krzyk, szczek psów na dworze
Plus niepokój wyrwany ze szczęk złu i trwodze
To nie sen ku przestrodze, choć na zawał byś pierdolnął
Bo niejeden sen w tym tonie oddaje słowo horror
Patrz za forsą, ludzie poszczą, w życie wątpią
Bo nikt nie prowadzi nas tak jak TomTom
Za ten ton co wyrzuca nerwy wierz mi
Odeślą cię do psychologa z nadmiarem agresji
Zabić wszystkich by nikt tu nie oddychał
Tak pewnie o nas myśli Północna Ameryka
Nie chce bać się, nie wnikam, gdzie mam stać, za którą linią
Bo odejdę razem z Bogiem zanim nadejdzie L'Nino
Rzeczywistości syndrom, źrenice jak pięć złoty
Mówi każdy, że zna póki świat go nie zaskoczy
To jest strach

Nie ma już tego brzmienia? kurwa to sprawdzaj
Ten bród to bez wątpienia nie dla pudla karma
Pizda szczupła z wampa tobie nie da tu szczęścia
Chyba, że kiedy siedzisz to cię obciera Tampax
Nie stękaj, masz tu przywitanie z kijem
Jak on cię nie dosięgnie, zęby nagraniem wybije
Kto jest diabłem w tym filmie? czy to prawdziwy hardcore
Twoje samo podpalenie bez benzyny latarką
Ten dźwięk podrzyna gardło, przekazem oczy pali
To tak jak byś na zdradzie przyłapał swoich starych
Chodź nie mieszkamy z nimi, to rani nic na niby
Twój Titanic, twoje myśli, twoje sny, co się krzywisz
To tylko brzmienie, trzy minuty syfu
A mnie te trzy minuty ciągle trzymają przy życiu
Kurwa, ty zaryzykuj i się powieś na klamce
W końcu ostatni znicz tobie na grobie zgaśnie
To nie jest hardcore, tylko sprawcę mi pokaż
Powiesz muzyka szatana, tych na ławce przy blokach
Widzisz zbawcę, proroka czy farsę? to obraz
Bo kto powie o śmierci syna, matce co wciąga?
Podetnij sobie żyły, przecież żyć nie warto
To kwestia chwili, widzisz w tym lekarstwo?
Tu wszystko dzieje się raz to czego mamy się bać?
Zapachem śmierci ciągle drażni nas miasto
Wysoki sadzie moje imię to zawiść
Nie mam ojca, matki, w sercu swym żywię nienawiść
W sumie jesteśmy tacy sami tylko u innego źródła
Pomiędzy marzeniami mierzi nas to co wkurwia
Czy to jest hardcore z kulą siedzieć w lufie
Dla małolatów HC to na raz wlać w siebie kufel
System ma ciebie w dupie, a kiedy dorośniesz
Twój jebany pistolet w dłoni wyprzedzi rozsądek
Tutaj każdy jest Bondem, a co drugi agentem
Tylko jak mówisz o prawdzie trzeba by umyć ręce
Los tłumi co święte każdy najmniejszy szczegół
Twoja śmierć ucieszy tutaj tylko zawistnych szpiegów
Bez ambicji, w biegu, brak, spierdala nam czas dziś
Czy aby to jest hardcore gdy przegrana nas drażni?
Nie ma, brat, wyobraźni, raczej fart i ryzyko
Więc kurwa mać do chuja masz ten hardcore za friko
"Firma 2002, ta...
Kiedyś mam nadzieję, że nie długo
jebać się wszystkie złe wspomnienia pójdą
i z ziomkami wśród przepięknych sztuk
będę się spokojnie bawić mógł
faza mnie nie będzie opuszczać
dobrą furą będę się poruszać
bez obawy, że źle pójdą sprawy,
lecz do tego jeszcze kawał przeprawy
przez rzekę z bardzo silnym nurtem
co porywa w kurwe marzeń hurtem
a za burtę już powypadało
wielu co frajerski numer odjebało
a ja cało, konsekwentnie
no bo nie jest obojętne
w jakim stylu, z jakim otoczeniem
z jaką sztuką, z jakim paleniem (z jakim paleniem)
wierzę, że kiedyś... (ta, Firma)

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Wierzę, że kiedyś wszystko się zmieni
że chłopacy powychodzą jak nowo narodzeni
z marzeniami,
kiedyś powiedziałem, nie jesteśmy sami
mamy swe marzenia, to konkretnie zmienia
dużo rzeczy, bo marzenie to lekarstwo, które leczy
ten kto marzy, nie zaprzeczy
nic marzenia mego nie zniweczy
poznam kolej rzeczy
Amsterdam leczy, ale i pogrąża
To mroczna, moja mroczna wizyta tam
uświadomiła mi coś,
uświadomię wam,
Amsterdam widziałem
chłopaków tam widziałem jak marzyli
marzenia pogubili
od jarania cracku dziura w głowie
jak wyrwa po buraku
teraz szczątki ludzkich wraków
poddają się bez kontrataku
całe życie po czarnym szlaku
jedno życie masz,
wiec uważaj chłopaku
i uwierz tak jak ja
bez żadnego znaku
że kiedyś wszystko się zmieni
właśnie wtedy wszystko się oceni
powiesz mi czy było warto wierzyć
że coś się zmieni (że coś się zmieni...)

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Chciałbym działać ciągle
z ostrymi sztukami
wozić się furami, odurzać się jointami
rozpierdalać sos całymi dniami
na razie robię swoje
może czegoś się dorobię
już się często widzę
w ostrym samochodzie
jak jedziemy z Pomidorem
na fazę z Kolektorem
przed nami i za nami
innymi furami
reszta naszej ekipy (Firma)
ostro zarobiona
jak zwykle dobrym jarankiem odurzona
złotem obwieszona
każda morda ucieszona.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia."
Mogę tu umrzeć za ten rap, za ten hip-hop, za rytm ten
I choć sama śmierć w sobie jest pomyłką w zamyśle
Pojmując statystycznie kto nas zechce uleczyć
W rękach karty życia trzymam, tylko niepotrzebne skreślić
To powietrze mnie męczy, układ w mieście pajęczyn
Każdy problem żyjąc z ludźmi to w projekcie się piętrzy
Stres i zaniedbanie powodują nerwy
Gdy budzę się nad ranem czuję się niepotrzebny
Nie chcę skończyć jak kołek czy w garniturze Hołek
Bo największe sukcesy to się odnosi pod stołem
Lolek na drogę, kop w dupę na zachętę
Czy zdążę wszystko nagrać, jeśli wkrótce odejdę?
Te pretensje nie do mnie, nie wymięknę jak Always
Bo nawet gdy zwariuję, to nie wepchniesz mnie w kołnierz
Żyć oszczędnie, spokojnie, tak mnie nauczono w domu
Trzymając majka w dłoni walczę tu o honor ziomów
Za słowo do grobu, tu wiara w każdy wers
Bo szacunek ma do prawdy tylko ten, co patrzy wstecz
Ten rap zamroził rtęć jak i krew w twoich żyłach
Jeśli nie wiesz ile znaczy dla życia łakomych chwila

Sekundy do końca, wszystko tu traci kontrast
Przy stole się pytam czy to już ostatni obiad
Czy prowokacji korba i nieudany żart
Za te noce nieprzespane i wyuzdany skarb
To pochłania i co - mam tak odejść tu bez pożegnania?
W kraju hipokrytów życie nie potrafi kłamać
Biorę ten bagaż jak każdy
W wyobraźni staram się te sprawy poukładać
W cierpliwość wyposażam każdy zmysł
Jeśli miałbym tu zniknąć to doprawdy nie dziś
Oddam wszystko by żyć, reagować na światło
Chłonąć planety cykl, z ziemi czerpać bogactwo
Dużo nie chcę, usiądź wiem, że
Tu powietrze nie najświeższe, rozluźnij swoje mięśnie
Nieznane mi zaklęcie na stres, ale mam kwiaty
Co wyrównają straty, bo ważne, że jest pięknie
Nie muszę być bogaty i nie będę
Chyba, że szczęście odpłaci za ten pręgierz
Stać w kolejce do nieba, ta prawda zbyt okrutna
Mogę stać w tej kolejce i nie doczekać jutra
1.Dobrze pamiętam wszystkie nieszczere twarze
Fałszywych ludzi ukrytych pod kamuflażem
Kłamstwo z nimi idzie w parze, obłuda, nie ufaj takim
Bo poważne błędy zawsze dają się we znaki
Chłopaki, taki przyjaciel to złudne bóstwo,
To wielkie oszustwo, a takich ludzi jest mnóstwo
Patrzy przez weneckie lustro kiedy ty go nie widzisz,
Przy tobie jest w prządku później za plecami szydzi.
Mnie to brzydzi wszystko gdy w chuja tnie osoba
Z która byleś blisko upada naprawdę nisko
Robi z siebie pośmiewisko wystawiając cię na próbę
I jak skazaniec idzie na pewną zgubę
Może z trudem, lecz zobaczyłem to wreszcie że
Dwulicowych ludzi jest od chuja w tym mieście.

2. W dzisiejszych czasach pełno dwulicowych ludzi,
Każdy z nich się łudzi że ta ściema się nie znudzi
To jest po to żeby ich ostudzić, żeby zrozumieli, że
Wyrządzają krzywdę sobie ale także innym
Każdy człowiek jest inny i wyrządza inne krzywdy
Niekoniecznie jakimś czynem, ale także tekstem
Po to jestem, żeby pisać wiersze, resztę pieprzę
I co jeszcze, po to żeby w tekstach pokazywać
To co denerwuje, dwulicowość, ja ją widzę
Ja ją czuję bo nie jeden raz się przejechałem
Na osobie zaufanej, dała nieprawdziwe dane
Dalej jadę i nie kłamie nie jadę na czyjejś famie,
Idę ramię w ramię właśnie z tymi którzy nie gadają
Za plecami co przeżyliśmy a co jeszcze przed nami

Dwulicowi ludzie, za plecami rozgadani, przyjaciele fałszywi
Dwulicowi ludzie, za plecami rozgadani, przyjaciele fałszywi

3. Analizuje życiorys, historia czasem się powtarza,
Kto słucha niech uważa wokół ludzi o dwóch twarzach
Ta myśl mnie przeraża jak ta plaga się rozmnaża,
Budzą zaufanie mówiąc fałszywe rzeczy,
Prawda jest taka że najchętniej wbili by nóż w plecy,
Jakiś przykład: koleżka z którym dorastałeś ostatnio
Myślałeś czemu go tak długo nie widziałeś, na ulicy
Go spotkałeś w jego oczach widać strach co się
Później okazuje strzelał z ucha na psach
A teraz inny przykład, jeśli ciągle jesteś gotów
Wszystkie szmaty lecące na zapach banknotów,
Całe życie przed tobą więc doświadczenia zbierasz,
Dlatego patrz dokładnie w kim przyjaciół wybierasz,

4. Myślisz, że jesteś w porządku a na koleżkach przekręty
Prosto w oczy słodkie słowa, w plecy metalowe pręty,
Nie mów mi że jestem święty, nie mów mi przykładem świeć
Bo prawda jest ci starsza jak mi jest straszna śmierć
A twoje fałszywe słowa są dla mnie probierzem,
Lecz są na szczęście ludzie w których jeszcze wierzę,
Prawilni jak pacierze właśnie na nich liczę, że
Pomogą mi ujawnić twoje drugie oblicze,
Myślałeś że to przemilczę, ale dlaczego?
Mydlisz ludziom oczy bo chcesz uchodzić
Za lepszego ale cie rozkminiłem
I wszystkich takich jak ty pieprzę
Dwulicowi ludzie kurwa ilu was jeszcze?!

Dwulicowi ludzie, za plecami rozgadani, przyjaciele fałszywi
Dwulicowi ludzie, za plecami rozgadani, przyjaciele fałszywi

5. Za plecami rozgadani przyjaciele fałszywi,
Pochłonięci historiami które słyszą tylko ściany,
Widzisz świat z palca wyssany, świat karmiących się
Kłamstwami żołnierzyków ołowianych, ukrywanych
Za maskami skurwysynów, którzy myślą że są nietykalni,
Czas minął niech świeca oczami z dobrą miną
Do złej gry przyłapani mimo wyrafinowanych
Ściem nie jesteś doskonały, cień wątpliwości
Zawsze zostawisz za sobą, "daje słowo to nie ja"
Mówisz gdy jestem obok, jesteś za blisko wiem
Wszystko gdy spojrzysz mi w oczy, mnie nie
Zaskoczysz, ale sam nie znajdziesz pomocy

Dwulicowi ludzie, za plecami rozgadani, przyjaciele fałszywi
Dwulicowi ludzie, za plecami rozgadani, przyjaciele fałszywi
Dwulicowi ludzie, za plecami rozgadani, przyjaciele fałszywi
Dwulicowi ludzie, za plecami rozgadani, przyjaciele fałszywi
Ludzie przeciwko ludziom
To wszystko działa jakby na złość
Sami sobie życie burzą
Przez głupotę i zazdrość
Ktoś już mówił o tym dawno
Jakby sumienia głos
Wiesz co,
To ludzie ludziom zgotowali ten los

[Ziaja]
Na przestrzeni lat
Świat się zmienił
A ludzie na ziemi
Wciąż nie mogą się zmienić
I docenić samych siebie
Zamiast pomóc w potrzebie
Jeden drugiegio chce pogrążyć
I za wszelką cenę
Dąży by napełnić własną kieszeń
Coraz wyżej pnie się
Coraz więcej chce za większą cenę
A rozsądek i sumienie
Dawno poszły w zapomnienie
Dawno już odeszły
Dawno temu
Jeden brat przeciw drugiemu
Tylko czemu
Tylko za co
Może w piekle płacą
Za to,
Za chciwość i zazdrość
Już tego mam dość
Świata który
Przez kolor skóry
Mury między ludźmi stawia
Nie chce sam świata naprawiać
Nie chce, nie chce
Chce tylko pokazać
To co mówi moje serce
Mówić więcej o nas samych
O tym jak się zatracamy
W tym co chcemy
Z tym co mamy
Co bierzemy a co damy
W zamian
Więc zacznijmy się nad sobą zastanawiać
Więc zacznijmy się nad sobą zastanawiać

Ref. Ludzie przeciwko ludziom
To wszystko działa jakby na złość
Sami sobie życie burzą
Przez głupotę i zazdrość
Ktoś już mówił o tym dawno
Jakby sumienia głos
Wiesz co,
To ludzie ludziom zgotowali ten los

[Ekonom]
Żyjesz w mieście
Oddychasz tym samym powietrzem
Co tysiące ludzi
Których łączy to samo miejsce
Ta sama przestrzeń
Tu szarość ulic
Bloki, będą wieczne
Co się łudzisz ?
Nie obudzisz się w raju
Zrozum to wreszcie
W tym kraju jest za wcześnie
Na zmiany
To zobacz,
Na lepsze można coś zmienić
Wtedy gdy zaczniesz próbować
To zrobić
Nie ma tak lekko
Samo nic nigdy nie przychodzi
Widzisz,
Wielu tu chodzi
Których mijasz na ulicy
Czas byś widział przyjaciół
A tu są sami przeciwnicy
Sami wrogo nastawieni
Sami, to nie ma granic
Bo czy normalna jest opcja
Że sami siebie zabijamy ?
Popatrz,
Czy widzisz tępą
Obojętność w oczach wszystkich ?
Zamiast sobie pomagać
Walczą ze sobą o zyski
O pieniądz
Nikt nie myśli głową
Sercem, duszą
A kieszenią
Wszyscy tylko się szprycują
Kłamstwem jak narkoman chemią
Dosyć,
Nie można znosić tego dłużej
Dosyć kurwa,
Tylko nienawiść
A miłość w roli
Chłamu, bubla
Co jest ?
Czy sam tu stoję ?
Czy może ślepy jestem ?
Może zawracam dupę
Bo mam taką skromną sugestię ?
Żeby wyciągnąć lekcję z życia
Żeby nie zmarnować
Żeby w końcu zacząć myśleć
I nawzajem się szanować
Co,

Ref. Ludzie przeciwko ludziom
To wszystko działa jakby na złość
Sami sobie życie burzą
Przez głupotę i zazdrość
Ktoś już mówił o tym dawno
Jakby sumienia głos
Wiesz co,
To ludzie ludziom zgotowali ten los (x2)

[Żółf]
Chciałbym żeby każdy
Każdemu był życzliwy
Żeby prawda płynęła z ust
A nic co na niby
Nie ma miejsca
Prosto w oczy słodkie słowa
A na plecy przekleństwa
To wymowa, to mowa ludzka
Dość mam tego świata
Jak z odbicia z lustra
Wszystko jest dokładnie odwrotnie
Trzymasz prawą rękę w górze
Lewą widzą przechodnie
Podasz komuś dłoń by wstał
Jak wstanie to cię kopnie
Ty będziesz stał tyłem
Nie powiesz, że się myliłem
Nie powiesz tak nie
Życie nie jest lekkie
Choć czasami słodko pachnie
Przecież to przykimasz
Sam wiesz jak jest
Przyjaciel cię wydymał
Powiesz: "tak nie
nie było jak ten typ nawinął"
Zawiść,
Ludzka nienawiść
Poprosisz o przysługę
"Nie ma sprawy"
A później usłyszysz
Setki razy
Wypomnienie
Taką właśnie płacisz cenę
Nic za friko
Nic za darmo
Od nikogo
Dziś od przyjaciół
Możesz dostać tyle
Ile dałeś swoim wrogom
Pieniądze logo
Więc płacisz bezcen
Za każde dobre słowo
Czy tak powinno być
To nie boli
Rusz głową
Naucz się wśród ludzi żyć
I być sobą

Ref. Ludzie przeciwko ludziomm
To wszystko działa jakby na złość
Sami sobie życie burzą
Przez głupotę i zazdrość
Ktoś już mówił o tym dawno
Jakby sumienia głos
Wiesz co,
To ludzie ludziom zgotowali ten los (x2)
Czy tęskniłabyś za mną, gdybym wyszedł i nie wrócił?
Gdybyś nie mogła mnie znaleźć wśród innych ludzi?
Wśród twarzy, wśród dłoni, wśród osób
Jak szybko byś zapomniała, jaki mam kolor oczu
Jaki mam odcień włosów, jak szybko bije mi serce?
Gdybyś miała mnie nie zobaczyć,co zrobiłabyś w przed dzień?
Co byś mi powiedziała, kiedy bym zakładał kurtkę?
Byś pocałowała w usta mnie z nadzieją, że wrócę?
Przecież zawsze wracam, nawet z najdalszych podróży
Ale ta niespodziewanie mogłaby się przedłużyć
Mogłaby, przecież nie chciałbym
My nie mamy wpływu na życie, życie na nas ma wpływ
Zostawiłbym niedopitą zieloną herbatę
Zimnego tosta jak zimne serce, w którym czuje się straty
Kilka płyt z rapem, na których zostawiłem siebie
Jak by został po mnie tylko zapach perfum w łazience

Czy tęskniłabyś za mną, gdybym nie wrócił?
Czy żyć beze mnie mogłabyś się nauczyć?
Czy beze mnie cała układanka by się posypała?
Bez Ciebie - ja bym oszalał!

Gdybyś przy mnie zasnęła, rano sama wstała
W łóżku byłoby pusto, wokół tylko mój bałagan
Jak zwykle zostawiłbym rozrzuconych tysiąc ubrań
A w pokoju echo powtarzałoby pełne złości "Kurwa!"
Co byś zrobiła, gdybyś w kuchni na stole znalazła kartkę
Pisaną przez moje roztrzęsione dłonie?
Bym napisał, że "Wracam zaraz"
Bym zostawił telefon, portfel i podróżny bagaż
Czy długo byś czekała z kontaktem do bliskich?
Przecież zaraz wrócę - taki zostawiłem liścik
Może popijając whisky, siedzę z przyjacielem
Ale każdy mówi "ostatni raz widziałem go w zeszłą niedzielę"
Czy byś długo pamiętała nasz marsz Mandelsona?
Byłem dla Ciebie kimś więcej, niż dla słuchaczy Onar,
a słowa nie oddają tego, ile waży strata.
Kocham Cię najmocniej, zaraz wracam.

Czy tęskniłabyś za mną, gdybym nie wrócił?
Czy żyć beze mnie mogłabyś się nauczyć?
Czy beze mnie cała układanka by się posypała?
Bez Ciebie - ja bym oszalał!
Ref.Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy się na prawdę nim nie sztachnęli

Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy przez miasto nie przeszli, tylko przebiegli

Onar
Zapach miasta ciągle w korkach, tak pachną kłopoty
Smażone kurczaki z KFC, plus papierosy
Plus jej lakier, i włosy, i balsam do ciała
Plus spaliny na ulicach dziurawych, Warszawa
Ktoś wpierdala kebaba i śmierdzi czosnkiem obok
Bezdomne dziecko siedzi z klejem i workiem
Jakiś pijak z gitarą gra melodie rzewne
Ma więcej talentu niż ci z Must Be The Music, to pewne
Banda studentów biegnie na poprawkę
Tamtemu umarła żona, wali wódę o dwunastej
Dzień w dzień już nie ma kaca, taka kara
Tak jak dziwki, która jest w ciąży i cały czas zarabia
Taryfiarze robią wałki pod lotniskiem, na centralnym
Chińskie budy, obce blachy, tu hustlerzy i banany
Ja to chłonę wszystko przez skórę, przez płuca
To jest chore, w oparach absurdów oddycham

Ref.
Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy się na prawdę nim nie sztachnęli

Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy przez miasto nie przeszli, tylko przebiegli

Paluch
Piję wyciskany sok, patrząc na bezdomnych
Ulica to ich dom, na pewno nie wymarzony
Gdzie popełnili błąd, pewnie myślą często o tym
Każdy drżącą dłoń wyciąga po parę złotych
Życie wysyła na front, nie daje żadnej broni
Gonią wymarzony ląd, lecz nie każdy go dogoni
Wielu miało boski plan, znam te historie
Przez tydzień mieli szmal, dziś całe życie mają w torbie
Ja tutaj żyję, na płytach daję miasta portret
W oparach absurdu, od tego gówna mam odme
Jedni umierają młodo, w walce o życie godne
Inni na osiemnastkę od ojca dostają Porsche
Tym drugim nie zazdroszczę, tym pierwszym dopinguje
To co zdobyte pracą cieszy sto razy dłużej
Kogo budzą koszmary, a kto spełnia swój sen
Życzę spokojnej nocy, kłaniam się z miasta P do N

Ref.
Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy się na prawdę nim nie sztachnęli

Wiesz, wciągam to do płuc i mielę, i mielę, mielę go
Jak pierwszy szlug i mielę, i mielę, i mielę, mielę go
Jest wiele dróg, ale nie wiele, nie wiele, nie wiele chcą
Ci, którzy przez miasto nie przeszli, tylko przebiegli

Sitek
Wczoraj oglądałem zdjęcia, brat
Nic już nie jest tak prawdziwe jak te zdjęcia, a
Tamte miejsca patrz, bloki miały inny kolor
I nie było tutaj fałszu, bo nikt nie wiedział co to
Za każdym razem kiedy wracam do tych wspomnień
Mogę je poczuć ale nigdy już nie dotknę
Mogę w minutę dotrzeć na starą dzielnię
Ale już trudniej będzie dostrzec w niej stary teren
Więcej nie zobaczę tych dziecięcych twarzy
Które mogły zrobić wszytko, dziś nawet nie chcą marzyć
Kto jest twoim przyjacielem? Ten kto bierze z tobą
Czy ten, z którym miałeś kwas bo cię chciał odciągnąć?
Zrobiliśmy kilka tatuaży na tych blokach
Nie, że jakieś tagi ale zostawiliśmy imiona
Wiele pojęć, niezrozumiałych ruchów odpycha
To jest chore, w oparach absurdu oddycham
Ja na zawsze w tym spoko czy triumfy czy przegrane
Na dobre na złe nadal robić nadal robić to chce

Nieraz wybiegam w przyszłość, co będzie gdy czar pryśnie
[Co przeraża rzeczywistość] trzeba walczyć oczywiście
Zawsze iskra w oku błyśnie byle było zajebiście
Na dłuższą metę wyjdzie ty mówisz nie da rady
Tylko tak potrafię żyć z dnia na dzień bez przesady
Zaplanowane szlaby co najwyżej kilka godzin
Wiem gdzie jechać w co się ubrać z kim się spotkać i co robić
Życia nie planuje na przód bo najczęściej nie wychodzi
Wiesz o co chodzi wiesz o co biega
Ja kocham moje życie tak samo jak Noriega
[Co będzie dalej] wciąż przypierdalam szalej
[Dokąd Cię to zaprowadzi] zgubna droga wyobraźni
Dobre wykształcenie gwarantuje płatna prace
Aa go nie posiadam [zatem jesteś partaczem]
Nie sądzę po własnych klimatach bładze
Wciąż żyje walczę zarabiam pieniądze
Droga wyznaczona dawno jestem częścią mego miasta
Wtapiam się w architekturę tak jak Jeżycki pasaż
To moje kilka minut olewam biznes rekinów
Pokazuję swój klimat, być może go nie znasz
Nie ważne gdzie mieszkasz, nie każ mi przestać
Mam tu niezły nadmętaż, prosty Jeżycki komentarz

Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Na dobre na złe
Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Na dobre na złe nadal robić to chce
Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Na dobre na złe nadal robić to chce

Nie pretenduje do tytułu pieprzy szklany Jeżyc
Wybrałem opis przeżyć swoje zdążyłem zwiedzić
I zobaczyć ta obraz ludzkiej rozpaczy
Banał żyjących partaczy stojących na skraju procentowej przepaści
Życie bez wyobraźni zwykłe rozdwojenie jaźni bardzo często to drażni
Upizgane mordy czekające przy sklepie tu nie jeden biedę klepie
Tu każdy zgred w potrzebie dla nich jestem biznesmenem
Losu tobie nie odmienie dając drobne Cię pogrążam
Wiem, że nie nadążasz nie dziękuj mi za to przez to lepiej nie wyglądasz
Chodząca wódeczka tu na co dzień się z tym spotkasz
Wieczne zatroskane matki przez nieprzewidziane wpadki
Niebezpieczne wypadki chłopaki gagadki krew na ulicach
I Ciebie to zachwyca zawsze istnieje granica Ciągle z ryzykiem się stykasz
Wkurwia mnie to jak budki suflera muzyka
Tylko w pale nie styka a na sond Cię przenika
Jeśli nie kumasz klimatu dla swojego dobra znikaj
Spierdalaj słyszysz, jeśli nie wiesz co jest grane
Jak w singl singila przejebane nieraz przecież nie na stałe
Dobre chwile też pochwale chciałbym więcej ich mieć ale
Życie jest nie doskonałe nie wszystko poukładane
Nic za darmo chuj z morałem tyle czasu przetrwałem
Przesiąknięty głodnym żalem jak Su przewciuk wciąż wale
Tyle wad ile zalet ja na zawsze w tym zostanę

Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Na dobre na złe
Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Na dobre na złe nadal robić to chce
Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Na dobre na złe nadal robić to chce

Nie bierzemy jeńców przewodnika straceńców
Opinia wykolejeńców wystawiona prze sąsiada
Na co dzień spoko gada w nocy robi za gada
Chętnie psom się spowiada sieje ferme namierz drania
Która kurwa znów wydzwania nie ma zabawy bez grania
Chaos muzyczny przeszkadza to są nasze nagrania
Nie kończymy nadawania mówisz piracka partyzancka
Mówisz nie dasz nam rady i tak dla zasady
Stoimy po drugiej stronie barykady
Tu same darmozjady dobre gadane składy
Ja na zawsze w tym zostanę może ty nie dajesz rady
[Sam se biegam to technika sztuka przeżycia życia życia
Czy dobrze się z tym czuje czuje czuje]

Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Na dobre na złe nadal robić to chce
Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Ja na zawsze w tym zostanę czy triumfy czy przegrane
Na dobre na złe nadal robić to chce
Chada
Są tacy, którym z zasady ręki nie podaję
C.H.A.D.A i Pih szanujemy się nawzajem
Oni to Oni a My to My
Dwulicowych skurwysynów jebać tak samo jak psy
Ja znam zasady gry i nie dbam o opinię
Ty zgiń, jeśli przerwałeś zaufania linię
Marny raperze weź się stąd zawijaj
Ja mówię szczerze : teraz twój czas mija
Każdy farmazon łykasz tak jak spermę
Jebać tych co za plecami sieją ferment
Nie, nie, nie, nie zostaniemy przyjaciółmi
P... P... P... Pih to mój wspólnik
My wciąż na scenie a obsrańców to boli
Tylko zwycięstwo może dziś nas zadowolić
To jest ten styl pełen bólu, pełen złości
Środkowy palec ziomuś zawsze w gotowości

Ref. x4
Mówisz, że w domu masz wielki dramat
A tego gówna słucha nawet moja mama, ej

Pih
Przynoszę dramat, jestem jak ból, który nie mija
We wrogów wbijam, pies im mordę lizał
Mówią 'miłość jest ślepa' a ich życie to suka
Nie jeden z nich kocha tą kurwę, przejdę po ich butach
Nie puszczaj pary, chociaż przed oczami dramat
Jesteś silny, na tyle na ile pozwalam
Nieśmiertelny rap ,nigdy nie zginie
Jestem z pokolenia, które piło jodynę
Najgorszy sen się spełnia, wiedziałeś, że wrócę
Jadę po tobie na tracku jak po burej suce
Prawdo odporni? Tu nic nie jest na niby
Ty jesteś jak cyrkonia, wyglądasz jak prawdziwy
Walczysz o hast powietrza, domysłów potop
Białystok, w twoją twarz jak chloroform
Ty swój dzień gonisz bolesną choć szczere
Życie to nie komiks, tu nie będziesz bohaterem
Na przeciw ciebie, wychodzi ode mnie znowu
Dramat, czysta prawda, w siedmiu gramach ołowiu
Wybiła godzina, wskazówki mówią 'popatrz'
To już nie zegarek, to bomba zegarowa

Ref. x4
Mówisz, że w domu masz wielki dramat
A tego gówna słucha nawet moja mama, ej

Chada
Z frajerami kosa, z przyjaciółmi sztama
C.H.A.D.A i Pih, dziś wam serwujemy dramat
To jest ten styl, w który wkładamy serce
Twoja matka o ten syf pewnie ma do nas pretensje
Poszło w osiedle, ten rap na wagę złota
Podkręć to głośniej jeśli jesteś swój chłopak
Wjeżdżam na scenę, może ziomuś wpadniesz
Daję ten rap, nikt nas z tego nie okradnie

Pih
To rap moje realia, skrzepów, betonu dotknij
Te utwory żyją bez radiowej promocji
Amatorka przed snem może ssać nam pałę
Codziennie o tej samej porze mają happy hour
Mówisz, że w domu masz wielki dramat
Przed lustrem zakładasz swojej starej ubrania
Muzyka miasta, przy niej gaśnie każda kurwa
Zepnij włosy, zabierz buty na koturnach
Nigdy więcej nie mów do mnie takim tonem
Jestem MC rozpierdolę cię w moment
Technicznie to jesteś pionek
Syntetycznie - to tak miało być zrobione, co nie?
Tak to się robi na południu ziomie
Na nieosiągalnym dla ciebie poziomie
Mój majk płonie, twój majk tonie
W chuj daleko ci kaleko do mnie, to twój koniec
Smok na mikrofonie w złocistej koronie
W dłoni miałem spray, ty jeżdziłeś na kolonie
Tej, what you gonna say jeszcze o mnie?
Jak znasz mnie mniej niż wcale lepiej ware sklej
Wiarę daję ludziom, a ty jesteś hejt
Pierdolę, podpalę całą salę PLAY
Talent - masz go tutaj, w oryginale
Wchodzę z buta i zrobię tu balet!

Refren.
After Party, będziemy tańczyć do jutra, witam
W Katowicach czym chata bogata
Dowiedz sie jak tutaj, tak naprawdę jest basy
Wypij tu na ex, dubstep wódka dziki seks
Śląski klasyk, i tu po co miałbym marnować cały tekst. x2

2.
After Party nie do zdarcia, niezdarty
Kto rozdaje karty wstępu V.I.P.
Czterech elementów chyba do twojej bajki
Jak Gural palę majki
Po sztuce pracuję płucem, gotowy do walki
Jak sztucer, sztukę robię hi-fi
W sztuce mogę mogę zawrócić i dostać za to lajki, a ty typie, cóż..
Lata mi to jak hajdi, całymi latami robię rap
Weź się zajmij swoim populizmem i nie wytykaj mi
Pierdolisz, to coś więcej niż rap, wierzę w to jak hanoi*(?)
Dla nas to jest biznes i Olis
Dla mas to muzyka dla kiboli
Dla nas to jest oczywiste, że to jest całe nasze życie
Bo to jest całe nasze życie i niesamowicie mnie to boli
Że pierdolicie jakbym napluł wam do folii o tym bicie
Nic już nie zrobicie, lepiej zróbmy najlepszy melanż w historii
Stoi, jadę jak na pętle na Brynów*
Jak szesnastka* spod SCC* skurwysynu
Jestem z miasta K-CE, z miasta dymu i drinów
I chcę rozpierdolić, nastał czas na...

Refren.
After Party, będziemy tańczyć do jutra, witam
W Katowicach czym chata bogata
Dowiedz sie jak tutaj, tak naprawdę jest basy
Wypij tu na ex, dubstep wódka dziki seks
Śląski klasyk, i tu po co miałbym marnować cały tekst. x2

Brynów - Dzielnica Katowic
16 - tramwaj numer 16, który jedzie na pętlę brynowską
SCC - Silesia City Center, centrum handlowe w Katowicach
Jesteśmy 2cztery7
powiemy ci kiedy masz to puszczać (kiedy masz to puszczać)
To soundtrack do chlania (do chlania)
na parkiet i do łóżka, ty wiesz
Do fury (fury), do słuchawek, kiedy jedziesz busem (busem)
Stasiak (to ja), to TenTypMes, tego tutaj nazywają Pjusem (Pjusem)
Pierwszy pracuję w chuj (oj w chuj), drugi walczy o zdrowie
Ja nagrywam to, miksuję potem do póki nie zamkniesz mi powiek
Nie narzekaj nic (o nie), bo na tym polega ta gra (ta gra)
Że o dobry nastrój dbają litery G-F-U-N-K (aha)

Kto inny wam to da - Kalifornia, WWA
(haha, skumaj to, ta, aha, co znaczy)
To głód intro, nie zajmuj się jej końcem (co?)
2cztery7 - spaleni innym słońcem, ta
Niewiele słyszę (nie), ale ty za to słuchaj
Zobacz o czym piszę (zaraz zacznie się)
i czego w życiu szukam
(zaraz zacznie się, zaraz zacznie się, wierz mi
TenTypMes, Pjus, Stasiak, wow)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo