Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Różowy Crystal, truskawki, kwiaty dla naszych kobiet
Trzeba odsunąć je od syfu tego świata, człowiek,
Za dużo widzę i czasami mi rozsadza głowę
Tak, że pani Goździkowa tutaj nie pomoże.
Kuchty w knajpach spuszczające się do jedzenia,
Ze zwykłych nudów i braku wiary w marzenia
Kontra dom na plaży, wielkie przeszklone okna popatrz,
Jak wtulona w siebie para, szanuje się i kocha.
Wyrodne dzieci ziemia traktuje jak zła macocha
Te dobre mają zawsze po swojej stronie Boga.
Odstaw "Prozac", musisz poczuć życie jakim jest,
To nie test na bycie chujem, więc czego chcesz?
Ludzie gubią się, gubią sens, biegną za czymś co marnością jest,
Chcą mieć, zamiast być, gdzie jest sens?
Szybki seks, sztuczni ludzie, wargi, cycki, botoks,
Kult ciała, zaniedbanie duszy, tylko po co?
One się głodzą, oni żrą sterydy, razem ćpają koks
One nieznajomym typom liżą jaja trzecią noc,
Za dużo widzę więc wybieram życie dla rodziny,
Oddam im całe lata, dni, miesiące i godziny,
Wybieraj sam - szczęśliwe życie bez doliny,
Kontra na centralnym bajzlu ofiary amfetaminy,
Zgubiłeś siebie samego? To szybko przyszło?
Wciąż myślisz tylko co ludzie o tobie myślą?
Jeśli non-stop kontrolujesz się jak jesteś postrzegany,
To sam zakładasz sobie na ręce kajdany,
Zabijasz szczęście własne, patrz ja robię to co chcę,
Nie walę w puchara, bo nie otb
Nie złapałeś ironii Pieniądza w Cenie? Kurwa czytaj z ust!
Pierdolnąć z barana w ścianę powinieneś na mój gust!
Tyle razy mogłem pozbyć się tu klasy, dla kasy,
Jestem sobą, klasyczny jak Prosto Klasyk


Za dużo widzę żeby wybrać źle
Widzę różnicę, wiem czego chcę
Za dużo widzę żeby przejść obojętnie
Widzę różnicę, mam to szczęście. [x2]


W koło zawiść, nienawiść, nie mogę tego strawić
Żeby się dobrze bawić, to najlepiej kogoś zabić,
Iść się napić, naćpać, później iść kogoś napaść,
Większość dzieciaków wie co to znaczy słowo zapaść.
Brak umiaru, społeczeństwo żądne jest skandalu,
Tak jak dziś fajnie iść się najebać do baru.
W każdym calu społeczeństwo zostało zatrute,
Problem baru rozwiązano robiąc taniej wódę.
To jest głupie, ludzie ślepo wierzą politykom,
Niejeden dupek okazał się zwykłym bandytą.
Dzieci to widzą, to na ulicę się przekłada,
A potem się dziwią, że smyk na dworze z nożem lata.
Tata strajkuje, dzieciakom zamykają szkoły,
Mama i inni ludzie harują jak woły.
Człowiek jak szmata, wpierdala mu się kocopoły,
Podczas gdy większość ludzi wpada w finansowe doły.
Mi to nie odpowiada, osobiście mi to zbrzydło,
Większość odpada jak bydło, które wpadło w sidło.
To jak jakaś choroba, to narodowa żałoba,
Tylko dlatego, że osioł dorwał się do żłoba.
Szkoda, że moda jest na bycie skurwysynem,
Kozak jest ten co naubliżał swej dziewczynie.
Jestem poza, bo wiem, że umiem poznać co jest złem,
Co mnie ominie, bo też spełniam sen o swej rodzinie.
Też wiem czego chcę, jestem już ukształtowany,
Mimo że ten nasz świat jest aż tak pojebany.
Jestem ponad, bo na chuj jest mi ta cała batalia,
Pierdolę ten gnój i od tego się uwalniam.
Na chuj mi problemy, dużo ich w życiu miałem,
Mam swój plan, sam mam to czego chciałem,
I się jaram przy tym sam, sam sobie wybrałem,
A uwierz, że w swoim życiu już niejedno widziałem.


Za dużo widzę żeby wybrać źle
Widzę różnicę, wiem czego chcę
Za dużo widzę żeby przejść obojętnie
Widzę różnicę, mam to szczęście [x2]


A ja sam uczynię tutaj siebie bogatym,
Nie dostałem mojej firmy w prezencie od taty.
Masz ale? Zajmij lepiej się własnym życiem,
Wciąż boli cię, że ktoś do przodu idzie?
Ludzie kochaliby mnie bardziej jakbym stał pod sklepem,
Prosił o piątkę na piwo, wtedy czuli by się lepiej.
Sokół byłby poczciwy, w porządku,
Najlepszy jako nieudacznik, leczyłbym ich kompleksy.
Nienawiść i zazdrość niszczy cię od środka.
A moja miłość jest wszechmocna...
Widzę w sobotę - siódma rano - jak na mieście jem śniadanie,
Te przećpane, najebane, przypadkowe młode panie,
Które mają na dupach ręce przypadkowych panów,
Mówię o żywych trupach, co się nawet nie są w stanie ruchać.
Pociągną druta i dostaną gratis AIDS,
I szesnastoletni sen o Paris Hilton skończy się.
Ludzie myślą, że to się nazywa korzystanie z życia.
Chcą spróbować wszystkiego, panicznie zbierają przeżycia,
Chcą być gwiazdą rocka wczoraj i gwiazdą porno dzisiaj,
Chcą wszystkich zaliczać jakby miało nie być jutra,
Chcesz tak żyć, widzieć tylko czubek swego fiuta?
Ja za dużo widzę, nie tylko seks, hajs, futra.
Czy dziecko spokojnie jedzie w "Klubie Pancernika"
Czy musi być dokarmiane przez "Pajacyka"?
Niech zginie przemoc w rodzinie i "Niebieska Linia",
I zero tolerancji dla tej kurwy pedofila.
Chwila, zobaczcie jaki świat jest piękny,
Za dużo widzę, żeby widzieć tylko ludzi błędy,
Chowam przed całym złem w ramionach dziewczynę,
Chcę dla niej zrobić dużo więcej niż do dziś zrobiłem.
I proszę Boże, daj mi wciąż wiarę i siłę,
A ja dam temu światu zdrową i piękną rodzinę


Za dużo widzę żeby wybrać źle
Widzę różnicę, wiem czego chcę
Za dużo widzę żeby przejść obojętnie
Widzę różnicę, mam to szczęście [x2]
Kim jesteś by mówić mi o moim człowieczeństwie
Ja wiem, że ten prąd by uspokoił cię na krześle
Jak papier nie szeleszczę, za papier to w tym mieście
To w japę da ci szczęście dlatego muszę mieć je
W TV ciągle to samo zimna kawa i herbata
Wybacz, wolę cygaro obrabiać na batata
A jak poczuje biedę, sen pod gołym niebem
Wielu kochało rodzinę, ale bardziej siebie
Gardzisz chlebem? jeśli masz fart, świat zdobędziesz
Albo skręcisz sobie kark za ten strach na patencie

A ja kocham się bać, ale nie jestem szaleńcem
Żeby nie móc w nocy spać ze spokoju przeciwieństwem
Wolę swe życie toczyć tempem luźnym
Widziałem dość by widzieć zło i się nie wkurwić
Jeśli nie wierzysz to wchodź w to
Telewizje wymień na prawdziwe życie nocą i sprawdź izbę przyjęć
Myślisz afera... samemu nosiłbyś esperal
Serce z kamienia, nie starczy dolać, wylać, przelać
Oddech zamiera i te źrenice jak szpilki
Tylko by dotrzeć przez ulice
i do windy
Myślisz świat to sukinsyn, ale sprytny jak Boruta
Brat może siebie, ale wszystkich nie oszukasz
To jest strach

Na potylicy zimny dreszcz
Ta broń pustoszy ziemię wzdłuż i wszerz
Szybsza niż nóż, lżejsza niż miecz
Liczysz na cud, zabrał nas stres
Gdy smutny chłód wzmaga w nas lęk
Czy to już twój ostatni wdech?

To tylko dźwięk, krzyk, szczek psów na dworze
Plus niepokój wyrwany ze szczęk złu i trwodze
To nie sen ku przestrodze, choć na zawał byś pierdolnął
Bo niejeden sen w tym tonie oddaje słowo horror
Patrz za forsą, ludzie poszczą, w życie wątpią
Bo nikt nie prowadzi nas tak jak TomTom
Za ten ton co wyrzuca nerwy wierz mi
Odeślą cię do psychologa z nadmiarem agresji
Zabić wszystkich by nikt tu nie oddychał
Tak pewnie o nas myśli Północna Ameryka
Nie chce bać się, nie wnikam, gdzie mam stać, za którą linią
Bo odejdę razem z Bogiem zanim nadejdzie L'Nino
Rzeczywistości syndrom, źrenice jak pięć złoty
Mówi każdy, że zna póki świat go nie zaskoczy
To jest strach

Nie ma już tego brzmienia? kurwa to sprawdzaj
Ten bród to bez wątpienia nie dla pudla karma
Pizda szczupła z wampa tobie nie da tu szczęścia
Chyba, że kiedy siedzisz to cię obciera Tampax
Nie stękaj, masz tu przywitanie z kijem
Jak on cię nie dosięgnie, zęby nagraniem wybije
Kto jest diabłem w tym filmie? czy to prawdziwy hardcore
Twoje samo podpalenie bez benzyny latarką
Ten dźwięk podrzyna gardło, przekazem oczy pali
To tak jak byś na zdradzie przyłapał swoich starych
Chodź nie mieszkamy z nimi, to rani nic na niby
Twój Titanic, twoje myśli, twoje sny, co się krzywisz
To tylko brzmienie, trzy minuty syfu
A mnie te trzy minuty ciągle trzymają przy życiu
Kurwa, ty zaryzykuj i się powieś na klamce
W końcu ostatni znicz tobie na grobie zgaśnie
To nie jest hardcore, tylko sprawcę mi pokaż
Powiesz muzyka szatana, tych na ławce przy blokach
Widzisz zbawcę, proroka czy farsę? to obraz
Bo kto powie o śmierci syna, matce co wciąga?
Podetnij sobie żyły, przecież żyć nie warto
To kwestia chwili, widzisz w tym lekarstwo?
Tu wszystko dzieje się raz to czego mamy się bać?
Zapachem śmierci ciągle drażni nas miasto
Wysoki sadzie moje imię to zawiść
Nie mam ojca, matki, w sercu swym żywię nienawiść
W sumie jesteśmy tacy sami tylko u innego źródła
Pomiędzy marzeniami mierzi nas to co wkurwia
Czy to jest hardcore z kulą siedzieć w lufie
Dla małolatów HC to na raz wlać w siebie kufel
System ma ciebie w dupie, a kiedy dorośniesz
Twój jebany pistolet w dłoni wyprzedzi rozsądek
Tutaj każdy jest Bondem, a co drugi agentem
Tylko jak mówisz o prawdzie trzeba by umyć ręce
Los tłumi co święte każdy najmniejszy szczegół
Twoja śmierć ucieszy tutaj tylko zawistnych szpiegów
Bez ambicji, w biegu, brak, spierdala nam czas dziś
Czy aby to jest hardcore gdy przegrana nas drażni?
Nie ma, brat, wyobraźni, raczej fart i ryzyko
Więc kurwa mać do chuja masz ten hardcore za friko
Mam już dość tych awantur, jestem nowym objawieniem
Daję w kość masz to jak w banku, przyjmuje nowe zlecenie
Popatrz w głąb, szukam sacrum, płacę za to dużą cenę
Czujesz swąd? To profanum, to codzienny ten element
Wpadam w szał, wraca persona non grata, szajbus
Ostatni bal, zapłata za lata życia w strachu
Burzę ład, krucjata denata gotów do ataku
Cały sztab, tu miasto wariatów, psychopatów
Ale upał, niezła dupa, czeka kutas
przykuta do łańcucha twoja córka w niej gwałtu pigułka
Najwyższa półka, analna kulka - moja kolej
Konduktor sprawdza bilet, to przejażdżka w jedną stronę
Armagedon, najlepszy przyjaciel śmierci
Coś kręci, się wierci, przecież jesteśmy święci
Absolwenci Wyższej Szkoły Patologii
Studenci Wydziału Zbrodni zapraszają profesorki.

Ref.
Nie ma barier nie do przejścia
Nachalnie, wulgarnie uwaga dzieci bestia!
Obłąkany włóczęga ALARM, zostałaś przeklęta! Lalalala
x2

Przesiąknięty nienawiścią spowodowaną grzechem
Defekt, umysłu złe myśli niesione echem
Prefekt, Mefista to ten władca marionetek
Zlepek diabelskiego pisma
Noblista w jedzeniu ścieżek
To grom z jasnego nieba spada na wasze kolumny
Dusza czarna jak heban, dla wielu to gwóźdź do trumny
Tyle złości w nas, ona nie jest przez przypadek
Bez litości świat , pozostawił swoją skazę
Zamiast tuszu krew, papier to ludzka skóra
Opętany poeta, chory świat spod jego pióra
Twoja cudowna figura, kochana matka natura
Pogrąża żądza, poznaj to seksualny rytuał
Kocha, zwierzęcy instynkt przelecę Cię niczym jak królik
Kochaś spragniony pizdy zdejmie założony tłumik
Chłopak Cię zamulił, ja przyjmę Cię do kliniki
Prawdziwi specjaliści poprawią twoje wyniki.

Ref.
Nie ma barier nie do przejścia
Nachalnie, wulgarnie uwaga dzieci bestia!
Obłąkany włóczęga ALARM, zostałaś przeklęta! Lalalala
x2

Staje się pusty w środku od tych środków, od tych związków
To zżera jak nowotwór, brak porządku, brak rozsądku
Poddany setkom tortur w zarodku to jest potwór
Encepence, w której ręce trzymam wiadro prądu?!
Chciałem ze Sobą Skończyć, słuchaj teraz pierwsza próba,
Zawiązałem pasek na szyi, niestety się urwał,
To w Chinach robiona kurwa,więc to gówno jakich wiele
Wodą się zachłysnę,kolej na misje topielec
Nie wyszła, woda zimna, mętna, zachciało się życia
Widzę przystań deskę chwytam,chce na brzegu się zatrzymać
Już nie chcę się zabijać,mimo to jeszcze spróbuje
Tablety na serce,na ciśnienie,tym się faszeruje,
Ze smakiem pożeram kilka tablet opakowań,
Droga do Diabła do Boga, dobry mam wybór czy slogan
Tracę siły, zasypiam, czuję tą cudowną lekkość
Koniec mojego życia, budzę się, znowu piekło!

Ref.
Nie ma barier nie do przejścia
Nachalnie, wulgarnie uwaga dzieci bestia!
Obłąkany włóczęga ALARM, zostałaś przeklęta! Lalalala
x2
I can spit to the beat with rhymes hard as concrete
the dope shit option so you listen up closely
I'm Shane Mosley doin' microphone boxin'
throwin' jabs, makin' raps, freestylin' and beatboxin'
shit is toxic, need some oxygen
who taleks again that CR is a motherfuckin' champ
hell yeah I am, so what you wanna challange
I'm ruin your plan, movin fast and doin' damage
so you're untouchable, I'm watchin' and you're not
free will or will of fortune? I want you to say it bro
Whuut? who got thisfuckin' skils right now
I got skill that kill unreal faces of clowns
blaaauw! salute like Firing Squad
admirin' style, flyin' like a bird in the Sky
wonder why you hate it maybe my shit is too raw
you gotta face it, the MC from eastern Europe

ref.
C-check the course, check the crowd, check these concrete cities
H- hit the hasbrown,hit the philly
A- anybody who ask for help
M- makin it perfect
Pow! The Lazy Champ

What is your motherfuckin' problem Mr.One and Only
if you're one of the skittles I'm Playin' bowling
my shit is rollin' I'm creepy-crawly, keep it goin sucker
I'm like brrra buck up! buck up! buck up!
I'm verbal torture, an herbal solider, yeah i told ya
I Love the culture, the real rap exposure
like Doujah RazeI Won't just give it up
Cirap is in the place so you wack fags cut the crab
One For the money, two for the show
three and four for my life, five and one more
yo! what's the deal, what's up, what's coockin' dog
nothing much, smokin' durch, and watch the rhyme flow
salute! like Firing Squad
admirin' style, flyin' like a bird in the sky
wonder why you hate it, maybe my shit is too raw
you gotta face it, the MC from eastern Europe

ref.
C-check the course, check the crowd, check these concrete cities
H- hit the hasbrown,hit the philly
A- anybody who ask for help
M- makin it perfect
Pow! The Lazy Champ
(Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja)

1.Szanuj matkę i ojca, bo grunt to rodzina,
dbaj o samego siebie miej szacunek do życia.
Poszukuj nowych dróg, szczęście za rogiem czyha,
Dbaj o relacje z Bogiem, jakkolwiek Go nazywasz.
Szanuj każdy dzień, nie zgub się w narkotykach,
Planuj każdy krok, chaos potrafi zabijać.
Dbaj o swoje imię, nie poniżaj innych,
Szanuj biednych i słabszym nie wyrządzaj krzywdy.
Nie pożądaj żony bliźniego swego nigdy
I nie zarządzaj ciałem, by należało do wszystkich.
Wystrzegaj się grzechów, tak jak nienawiści
I stosuj się do reguł, choć los bywa przykry.
Nie przeliczaj nigdy przyjaźni na cyfry
I nie rozliczaj bliskich za błędy z przeszłości.
Naucz się wybaczać, kochaj ponad miarę.
Szanuj. Doceniaj. Życie jest wielkim darem!

ref.
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Każdy z nas wybiera swój kierunek.
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Prawda i kłamstwa...
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Każdy z nas wybiera swój kierunek
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Nie zawsze robiłem to co mądre, to co dobre.

2.Szanuj cudzą pracę, w swoją wkładaj serce,
A tego co ma wartość nie oddaj za bezcen.
Doceniaj poświęcenie innych, szanuj czas
I z kimkolwiek rozmawiasz zawsze patrz prosto w twarz.
Nie biegnij na metę szybko jak za sukcesem,
Bo możesz minąć szczęście, które czeka na Ciebie.
Znajdź czas na oddech nie wszędzie musisz biec,
Nie zawsze musisz być pierwszy, nie bądź jak pies.
Unikaj kłamstw, każde z nich w końcu wyjdzie,
Oliwa sprawiedliwa, pies się topi - łańcuch pływa,
Dochowuj tajemnic, omijaj łukiem przypał
I wyrzeknij się zdrady, ona finalnie zabija.
Oferuj pomoc tylko wtedy, kiedy możesz to spełnić,
Bo mało rzeczy gorszych jest od czczych obietnic.
Bądź dumny, idź z prawdą przez życie,
Bądź rozumny - to pozwala być na szczycie.

ref.
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Każdy z nas wybiera swój kierunek.
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Prawda i kłamstwa...
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Każdy z nas wybiera swój kierunek
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Nie zawsze robiłem to co mądre, to co dobre.

3.Nie narzekaj na los nawet wtedy, gdy upadasz
I doceniaj każdy krok, nawet ten na kolanach.
Nie wódź na pokuszenie tych co się zgubili,
Los często się odwraca potrzebny ułamek chwili,
Bez względu na wiarę, to nie kwestia religii.
Bądź Bogiem, Szatanem, przyjacielem lub wrogiem.
Wszystko się zmienia, choć nie chodzi o flotę.
Tyy.. Wiesz doskonale, fortuna toczy się kołem,
Dziś złote fotele, jutro drewniane ławki,
Dziś pełne portfele, jutro pożycz na kanapki.
Twardo w postanowieniach trwaj, się nie zmieniaj,
Dbaj o rozwój duchowy, nie tylko o finansowy.
Każdy robi błędy, sam wiem czasem błądzę,
Po nocy wstaje dzień, za zakrętem są proste.
Schowaj parasol, pada deszcz, świeci słońce,
Doceniaj każdy błąd, zrozumieć go jest mistrzostwem !

ref.
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Każdy z nas wybiera swój kierunek.
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Prawda i kłamstwa...
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Każdy z nas wybiera swój kierunek
Każdego dnia zastanawiam się czy robisz to co ja.
Nie zawsze robiłem to co mądre, to co dobre.
Kochać to nie znaczy zawsze to samo
uważaj ziomek bo ta suka leci na twoje siano
co znaczy kochać poznać jej nie dano
zweryfikuj wtórnie możne sypiasz z blachara

On zarabiał grubo ona się cieszyła
za jego pieniądze dobrze się bawiła
ze podatków nie płacił pretensji nie miała
ze pieniądze z nie legalu nigdy nie narzekała
koleżanek w chuj miała z nimi się śmiała
na imprezy zadupcala autem chłopaka się bujała
wszystko za jego hajs kupowała prezenty przyjmowała
chyba źle nie miała
Finał tej historii dla chłopaka był nie miły
bo o nim zapomniała jak go psy skręciły
wyłapał parę lat bez zawieszenia
i nie ma już dziewczyny co by przyszła na widzenia
niejedna taka była co za hajs chłopaka żyła
później się powalił to go zostawiła
znamy tutaj wszyscy wasze zjebane pomysły
by chłopakom stracić w umysły wy jebane świnie
wiec wszystkie dziwki co tylko hajsu chcecie
by wytrzeć podłogę wami się nadajecie
te bez szkoły jak i po uniwersytecie
jednakowo głupa palić umiecie
a skoro do mordy bierzesz dla kasy
spierdalaj na pigalak tam są szlaufy twojej klasy
wiec wszystkie świnie co tylko hajsu chcecie
by wytrzeć podłogę wami się nadajecie
może do ciucia pracować pójdziecie
powiem to w oczy każdej fałszywej kobiecie
chłopaki idą siedzieć wy dupczyć się idziecie
choć byłyście dla nich najważniejsze na świecie
czas zrobić rakietę ty myślisz ze to żarty
wolisz po extazy trzy setki i na party
wiec wszystkie świnie co tylko hajsu chcecie
by wytrzeć podłogę wami się nadajecie

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
uważaj ziomek bo ta ciuciu leci na twoje siano
co znaczy kochać poznać mój nie dano
zweryfikuj wtórnie może sypiasz z blacharą

Co jest ja się pytam twój facet w kryminale
zanim tak się stało razem byliście stale
dałaś się zwieść ktoś wysłuchaj twoje żale
ale ty oddałaś dupę aby znowu wejść na fale
jego bracia ziomkowie tobie pomagali
ty nie miałaś czasu bo ciebie to wali
pamiętasz jak na rakietę ci dawali
ale ty to przejebałaś na wojażach do lokali
ej ej co jest kurwa ej dziewczyny weźcie opanujcie się
co jest kurwa ej dziewczyny weźcie opanujcie się
co jest kurwa ej dziewczyny weźcie opanujcie się
co jest kurwa ej dziewczyny weźcie opanujcie się
po co teraz te kulawe numery
elastycznie się zmieniasz dla kariery
tu nie będzie mydlanej opery
weź swój łeb zresetuj będę z tobą szczery
stracisz godność to już lipa
na to bardzo wiele rzeczy się wlicza
twoja karta przetargowa była cipa
zwykła głupia kurwa bita

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
uważaj ziomek bo ta suka leci na twoje siano
co znaczy kochać poznać jej nie dano
zweryfikuj wtórnie możne sypiasz z blachara

Ziomek wybierz ta najlepsza
nie pierwsza lepsza
nie ta co wszyscy pieprzą
uwierz ty bierz ja
bo one grzeszą chcą się wyruchać z twoim koleżka
ty idziesz siedzieć a one z kija
wypijają innym mleczko
z taka maniera precz stad
teraz dziwko wiesz to

Pamiętam znajomego który ze mną siedział
dziewczyna go zdradzała z listu się dowiedział
zapytałem co jej zrobi wiesz co mi powiedział
czego oczy nie widza temu sercu nie zal
ja bym tak nie mógł żywcem bym pogrzebał
do końca kary raczej nie jest blisko
twoja ukochana zabiera ci wszystko
po mieście za rękę chodzi z innym typem
twój największy skarb właśnie rucha się w cipę
i tak co weekend tak co weekend
a ty siedzisz pod cela i odpalasz fifkę
i nie chce ci się wieżyc ze masz dziewczynę dziwkę
wszystko to by było na tyle
miłosna historia trwała tylko chwile
jednak są dziewczyny co ślą rakiety
kochają swoich mężów
i chodzą się wyjebać na balety
prawo kobiety właśnie tak
prawo kobiety brawo kobiety właśnie tak
prawo kobiety właśnie tak brawo kobiety właśnie tak
firma firma
1. Chada
Miał 28 lat, żył w bólu i niewoli
To wszystko szybko wymknęło mu się spod kontroli
Zaczął od miękkich, jak większość rówieśników
Lecz niestety to nie poskromiło jego apetytu
Spróbował twardych, koleżka go zaszczepił
Już po czasie płynął z nurtem bardzo zgubnej rzeki
Miał również problem, ojca alkoholika
To jego obwiniał za pobyty na odwykach
Wciąż szedł po swoje, nie słyszał, że się śmieją
Miał problem z ludźmi z miasta, z utraconą nadzieją
Nie miał odwagi marzyć, wybrał wysoki blok
Zwątpienie nie opuszczało go niemal na krok
Miał tego dość, w niebo skierował oczy
Ona tam była i kazała mu skoczyć
Zrobił ten krok, już dawno chciał się zabić
Tego nie da się naprawić

2. Hades
Miała wtedy 13 lat, w klasie uczyła się najlepiej
Same piątki z prac odrabianych na parapecie
Rodziców nie było stać na biurko, żyła na diecie
Starszy brat kradł, młodszy patrzył jak ojciec szcza pod siebie
Czuła strach, była samotna w pełnym domu, w domu zła
W jakim domu, raczej kurwa w jednym pokoju
I tak dziękowała Bogu za każdy dzień
W głębi serca chciała żeby jak najszybciej skończył się
Całe wakacje przesiedziała z młodszym bratem
Mama harowała na drugim etacie żeby mieć na spłatę
"Czemu ryczysz gnoju, spójrz ja nie płaczę
Świat jest piękny, świeci słońce" tak mówiła mu za każdym razem
Przyszedł wrzesień, nowa szkoła, nowe twarze
Nowe korytarze, gimnazjum i nowy wir wydarzeń
Parę nowych koleżanek, te wymalowane lale
Śmiały się, że jest pierdolonym brzydalem
Pluły do kanapek i pisały na ścianie, że robi lachę
Wołały do niej "brudasie", jakim kurwa prawem?
Tym razem zamiast być w szkole, leży na torach i krwawi
Umiera sama, ale tego nie da się naprawić

3. Z.B.U.K.U
Historia jak setki innych, pewnej dziewczynki
Właśnie chowała na ogródku zabawki do skrzynki
Tata smarował gwinty, mama jak zwykle w kuchni
Jeszcze nie wiedziała, że nie zobaczy już córki
Tuż obok furtki, stał szanowny sąsiad
Patrzył na małą Kasię, i kręcił cwel swego wąsa
I wszedł kurwa do środka, i nikt nie wie dlaczego
Ten pierdolony sąsiad dopuścił się najgorszego
Od lat był ojca kolegą, widział już Kasię nie raz
I nie raz pewnie myślał jakby się do niej dobierał
I co mi powiesz teraz? Że nadal świat jest piękny?
Jak stare chłopy gwałcą kurwa kilkuletnie dzieci
Nieważne jak rym leci ziom, wsłuchaj się w przekaz
Sam powiesiłbym z chęcią tą kurwę, a nie człowieka
Powiedz na co teraz matka czekać ma, ojciec się zabił
Niestety - tego nie da się naprawić
Ref. Nie mogę iść, choć staram się.
Śpiewam non stop, choć nie słyszysz mnie. x2

1. Nie słyszysz mnie, choć mówię ciągle.
Nie słyszysz mnie, choć te wersy płodzę.
Chcę iść gdzie świecą, po prostu nie mogę.
Podnoszę głowę, a nie żyję wcale godniej.
Otwieram oczy, a wcale nie widzę lepiej.
Otwieram usta, a wcale nie mówię głośniej.
Jak to jest, że niby wiem, a błądzę.
Nawet po ścieżkach, którymi co dzień chodzę.
Czytam coraz więcej, rozumiem coraz mniej.
Coraz więcej pytań, coraz więcej zwątpień.
Im więcej czegoś chcę, tym rzadziej to dostaję.
Nie rozumiem nic z tego, chyba coś przespałem.

Ref. Nie mogę iść, choć staram się.
Śpiewam non stop, choć nie słyszysz mnie. x2

2. Pomiędzy wami walczę, szukając swego miejsca,
swojego pokoju, zwykłego przejścia
w stan ciszy i prostej gotowości,
by mieć siły na to by znowu Boga prosić.
Chcę być inny, a jestem taki sam ciągle.
Zamiast zająć się czymś nowym w historii ciągle błądzę.
Pragnę czynić dobro, a wywołuję smutek.
Niby mam swój cel, a ciągle się włóczę.
Namiętnie szukam uczuć, które gdzieś zgubiłem.
Tych prostych emocji, których znowu się uczę.
Znowu wznoszę ręce, dotykam tylko duszę.
Kiedy chcę zawołać, słyszę tylko echo puste.

Ref. Nie mogę iść, choć staram się.
Śpiewam non stop, choć nie słyszysz mnie. x4
Dzwoni telefon
"Ty z domu wychodź ziom,"
Kurwa oni znowu idą na blok
i biorą tą wódę w dłonie, wielu w niej tonie
i po niej czasem kładą jape na betonie, Oł
i oni wiesz że nie kończą ziom
bo potem wstają by jeszcze pierdolnąć ją
nie jeden kesz za robote wziął
i przepierdolił na miejscu bo to jest
bo- bo- boisko synu
Hardcore nie disco to przymus,
nie jeden musiał dawać za dwóch jak wolno pił
potem padał na przód jakby ktoś go pierdolnął w tył
pół na twardo kurwa hardcore
ziom kradnie bro ja płace za wódkę kartą
inny częstuje przed południem nartą
dzisiaj wziąć to gówno warto
dalej wóda ej białe dalej tu
ktoś tu pada oni stale polewają mu
chyba to sen mi dziwny śnił się
ze kiedyś tu graliśmy w piłkę

Ja lubię pić na dzielni, ty lubisz pić na osiedlu
bierz hajs w łapę i weź wpadaj na blok tu Joint płonie i wóda rozpierdala,
On lubi pić na bloku,ona lubi pić na boisku
będziemy tutaj pić do rana jak Ciebie to boli to weź stąd koleś wypierdalaj

Od fety nos nie boli bo koks jest drogi
wóda piję ją bez coli bo mocniej robi
nie wiem czy na lot z dropsem los pozwoli
Bo czuje ze ten stroboskop mnie rozpierdoli
jaki strobo ? Kto robi foty ? flesz jebany
świeci w oczy mówiłem nie robię zdjęć z ziomkami cyfrówkami
Feta na mur bo nie ma stołu żeby wysypać tą fete na stól
Pale z ziomem peta na pół zaraz ktoś leci na mete po pół,
ruskiej w chuj ziom wyciąga wiśnie mówi zjemy na pół ... łapiesz?
łapie ... odgryzam pół wiśni jakbym był kurwa szpakiem
Ktoś wyciąga Jointa to nie wygląda mądrze
dobrze to kto tu posprząta wogle ?
są może to te jonsony nasączone?
są ? o Boże ten Joint spłonie, to ziom koniec

Ja lubię pić na dzielni, ty lubisz pić na osiedlu
bierz hajs w łapę i weź wpadaj na blok tu Joint płonie i wóda rozpierdala,
On lubi pić na bloku,ona lubi pić na boisku
będziemy tutaj pić do rana jak Ciebie to boli to weź stąd koleś wypierdalaj

dzisiaj pijemy tu, jakby jutra nie było wcale
skocz po coś żeby wódka wchodziła dalej
chuj kładę czy to zielone chuj kładę czy to białe
ważne żeby to kurwa nie było małe
nos miazga, katar zatkał,
na oczy jakra? czy katarakta padła?
kaszlemy jakby nas zjadała astma
tu ziomek po blancie zasłabł, pada na asfalt
raz dwa wstaje, chwile trwa to bo
jeszcze musiał pokazać ile zjadl i co
pewnie by znalazł się też taki co
za wóde tutaj biegał by bez gaci

mieszamy wódę z browarem ziom - tak tu się robi to
poczuj szok, odłóż nudę na bok i wpadaj tu na wódę na blok.. blok.. blok !!

Ja lubię pić na dzielni, ty lubisz pić na osiedlu
bierz hajs w łapę i weź wpadaj na blok tu Joint płonie i wóda rozpierdala,
On lubi pić na bloku,ona lubi pić na boisku
będziemy tutaj pić do rana jak Ciebie to boli to weź stąd koleś wypierdalaj
Raz dwa, raz dwa, raz dwa.
To coś więcej niż rap.
PiH, Peja.
Zbyt dużo bólu.

To kawałek o cierpieniu, moi ludzie znają ból.
Zamiast celebrować cud, z swych narodzin robią gnój.
Pogubili się w tym życiu, które dało im popalić.
Ja też należę do nich, bo zdarzyło się nawalić.
Tu się nie ma czego chwalić, nie ma komu się żalić.
Zbyt dużo bólu w czasach pierwszych nielegali.
Jeszcze wcześniej za dzieciaka, nie chcę już tego pamiętać.
Każde spierdolone święta, awantury, cały w nerwach.
Jak pomóc sobie przetrwać w tak złych okolicznościach,
możesz po tym nas poznać, wychowani na przykrościach.
Życia codziennego, ja innego nie pamiętam,
i tak nieźle funkcjonuje chociaż jestem aspołeczniak.
Ten co wiele cierpiał, nie potrafi tego zrzucić,
bo balast jest zbyt ciężki, łatwo można się wkurzyć.
Ty nie musisz się w to wczuwać, jeśli miałeś fajny dom.
Kiedyś spytam Cię co to znaczy, mieć spokojne dzieciństwo.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Skąd u mnie ta wrażliwość, ponad miarę skoro sapię
o prawię każdą bzdurę, jak służbista gram na apel.
Zapanować nie potrafię nad swoimi emocjami,
szybko się wkurwiam i wybucham jak dynamit.
Bo tu gdzie prawo pięści było wychowawczym knyfem,
możesz o tym gadać z Rychem, dyskutować, wątpię.
Pod prąd ku marzeniom ten skazany na porażkę,
już na pierdolonym starcie na przeżycie miałem parcie.
Miałem niezły pasztet, nie wiedziałem co to wsparcie,
całe życie o coś walczę ze wszystkimi zażarcie.
Ile dała byś miłości zawsze będzie mało siostro,
ten co debet ma na koncie, w uczuciach chce mieć odskok.
Od całego syfu który zna bez znieczulenia,
Jeden, dziewięć, siedem, sześć aż do teraz chce to zmieniać.
Trudny dzieciak to nie ksywa, trudny dzieciak to jest model,
to wytwór społeczeństwa, które nie jest wzorcowe.
Ból noszę w sobie, już na zawszę tak będzie,
nie potrafię go porzucić, w poczuciu krzywdy grzęznę.
Na razie to wyszedłem na super prostą nieźle,
ilu jest takich dzieciaków którzy mówią nie dobiegłem.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Składam z papieru kolejny samolot wyrzucam go w góre,
wiatr wieje mi w oczy, po chwili pikuje, życie staje się zgrozą.
Ocean oddaje, ciała ofiar katastrofy.
To jest świat naszych marzeń, który legł w gruzach człowiek,
coraz więcej bólu, aż przestajesz czuć cokolwiek,
ciepłej wódki duży haust, idę przez to w ciemno,
nie jestem sam bliscy zmarli są już ze mną.
Oni dają mi siłę kiedy nie mam jej już,
tych kilka straconych dusz, wzbijam w powietrze kurz,
żeby funkcjonować ty też musisz pić,
bo potrafisz oddychać, ale nie potrafisz żyć.
Stoisz w oknie wspominasz, patrzysz na ten cmentarz,
pamiętasz nadzieja umierała Ci na rękach.
Klękasz, z oka odrywa się łza,
dłonie na kolanach, nie wygładzą kantów dnia.
Wokół cisza, wybierz jedną z dróg,
czy masz juz od życia zwątpienie, wiara, bóg.
Sam na sam, sam, sam ze sobą,
gdy nie masz już siły pluć w twarz wszystkim wrogom.
Chciałbym ci pomóc serdecznie z serca,
ale to tak jakby ślepiec chciał prowadzić ślepca.
Zbyt dużo bólu, karty na stół,
zagubieni w tym samych świecie czujemy ten sam ból.
To co w naszych snach, sprowadza na ziemie,
przez całe życie, czuje niezrozumienie.
Demony moje myśli nawiedzają często.
Bronię się agresją.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.
Jeśli chcesz to posłuchaj i przemyśl te słowa za dużo palenia wymięknie ci
głowa psychika wymięka a to twoja psychika kłopoty z czasem stereo muzyka
fizyka nie zaliczona (nie) nie dokończona (nie) nie opłacona chyba
dawno stracona matura która dawno przepadła kobieta odeszła z jakimś
głupcem wpadła koledzy szpiedzy poznali twój los (los) każdy z nich ma
pełny amfy nos (nos) kolos kapitan już nie pomaga zostały tanie wina i
trawa haszysz i ćmaga!

Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!
Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!
Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!
Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!

Powiedz mi tak lub powiedz mi nie jeśli mnie kłamiesz to bardzo źle (źle
) sam się okłamujesz (mujesz) sam się rujnujesz (nujesz) sam się
zatruwasz i onanizujesz twój ojciec matka (ojciec) rodzina odwraca się on
od (od) przypalającego syna czy córki (córki) którą ciągnie do rurki
szklanej pełnej grasu prosto z lasu dilerów maklerów krzywego ogrodników i
rolników (rolników) wesołych mechaników każdy ma fazę i nie wie o co
chodzi zielonym się wędzą starzy i młodzi!

Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!
Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!
Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!
Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!

Twoje czerwone oczy zdradzają stan w którym chciałeś być (być) jaki
wybrałeś sam (sam) uwędzenie upalenie czy upośledzenie wesołe klimaty i
sex przyspieszenie nie odchodź daleko (nie) bo możesz nie wrócić zawsze
jest ktoś (ktoś) kto pomoże ci odrzucić miękkie narkotyki są pomostem (
mostem) potem wchodzisz w rzeczy ostre (ostre) miękkie narkotyki są
pomostem (mostem) potem wchodzisz w rzeczy ostre (ostre)!

Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!
Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!
Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!
Palenie (palenie) albo zdrowie (albo zdrowie) wybór należy do ciebie!

Palenie (do ciebie) co teraz zrobisz?!
Palenie (wybór należy do ciebie) co teraz zrobisz?!
Do ciebie!
Wybór należy do ciebie!
Palenie (wybór należy do ciebie) co teraz zrobisz?!
Do ciebie!
Wybór należy do ciebie!
Szedł Ząbkowska skręcił w Brzeską. Szedł wolno
Latarnie przecinały mrok w noc spokojną
Sam z głębi bram mrok bacznie się przyglądał
Prosto w jego serce kamień, który tam został
Cień był jedynym przyjacielem
Tylko on słuchał i tylko on rozumiał tak wiele
Od początku w kamienicach Starej Warszawy
Był z nim. Chodził aleją Róż w ślad za nim
W sercu miasta w dusznych studniach
Wśród ludzkich losów, którymi jakiś złośliwy bóg gra
Znalazł swoja bramę. Zawsze mieszkał pod "Siódemką"
Wiesz. Znowu nie było światła na klatce
Trzymał się ręką zimnej poręczy
Cierpliwie wchodził po schodach
Po których wchodził prawie całe życie

Lekka wilgoć w powietrzu. Schody były śliskie
Smutne miejsce. Noc witano tu krzykiem
Ciemność przynosiła strach,tragedie kamienic
Gdy ludzie zarabiali tylko tyle by przeżyć
Zawsze miał siłę wierzyć, nawet, gdy widział śmierć
Człowiek zrobi wiele by przeżyć. Nawet najgorszy grzech
W sierpniowym skwarze przyszedł wielki dzień
Lecz jego przyjacielem był juz warszawski cień
Domy, które stały się gruzem
Płonęło miasto a on patrzył i płakał patrząc na łunę
Niepokorne myśli pełne dumy ulicy
Czołgi deptały młodość tych, którzy walczyli o wolność
Mrok wziął jego rękę. Trzy dni jak wiek niemal
Byle dojść, nie usnąć. Byle starczyło powietrza

Miał szczęście. Wyszedł. I znów widział światło
Lecz całe światło, jakie miał zostało pod kanału klapą
Smutek, bo coś umarło tego dnia
Żył tego dnia a nie czuł juz swojego serca
Obojętny na cokolwiek przed nim
Po tych trzech dniach nie było rzeczy, przed, którą czułby strach
Los traktował go surowo. Młodość stracił na wojnie
A zdrowie w katowniach UB. na starym Mokotowie
Przywykł do ciemności, niczego nie pragną
Miał marzenia kiedyś. Teraz w nim juz wszystko umarło
To był inny kraj, ale te same miasto
Jak feniks miało siłę żeby się podnieść z płomieni
Chciał zatrzymać czas i na skrzydłach jak ptak
Zobaczyć miasto, które tak kochał ostatni raz

Lubił spacery od Placu Zbawiciela przez Koszykową do Alei
Potem książka w Łazienkach. Kawa na Alei Wyzwolenia
Potem przez plac i Mokotowską
Tą samą trasą, co przed wojną z ojcem
Zdziwił się skąd ta nagła nostalgia
I setki wspomnień z tego, co los zapisał na swych kartach
Dni dumy i mroku i lata niewinne
Tak piękne, ale jak, przez mgłe tak odległe
Umarł na schodach zanim dotarł na górę
Serce było martwe. Mrok swoim okrył go całunem
Syn tego miasta. Nikt konkretny. Zwykły
A w jego losach są i moich bliskich życiorysy
I wielu tych, którzy miasto kochali tak mocno
Że zawsze z dumą w głosie będą mówić skąd są
I jeszcze jedna rzecz dotyczy mnie bezpośrednio
Po tych ulicach chodziłem z ojcem za rękę jako dziecko
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo