Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Chada
Są tacy, którym z zasady ręki nie podaję
C.H.A.D.A i Pih szanujemy się nawzajem
Oni to Oni a My to My
Dwulicowych skurwysynów jebać tak samo jak psy
Ja znam zasady gry i nie dbam o opinię
Ty zgiń, jeśli przerwałeś zaufania linię
Marny raperze weź się stąd zawijaj
Ja mówię szczerze : teraz twój czas mija
Każdy farmazon łykasz tak jak spermę
Jebać tych co za plecami sieją ferment
Nie, nie, nie, nie zostaniemy przyjaciółmi
P... P... P... Pih to mój wspólnik
My wciąż na scenie a obsrańców to boli
Tylko zwycięstwo może dziś nas zadowolić
To jest ten styl pełen bólu, pełen złości
Środkowy palec ziomuś zawsze w gotowości

Ref. x4
Mówisz, że w domu masz wielki dramat
A tego gówna słucha nawet moja mama, ej

Pih
Przynoszę dramat, jestem jak ból, który nie mija
We wrogów wbijam, pies im mordę lizał
Mówią 'miłość jest ślepa' a ich życie to suka
Nie jeden z nich kocha tą kurwę, przejdę po ich butach
Nie puszczaj pary, chociaż przed oczami dramat
Jesteś silny, na tyle na ile pozwalam
Nieśmiertelny rap ,nigdy nie zginie
Jestem z pokolenia, które piło jodynę
Najgorszy sen się spełnia, wiedziałeś, że wrócę
Jadę po tobie na tracku jak po burej suce
Prawdo odporni? Tu nic nie jest na niby
Ty jesteś jak cyrkonia, wyglądasz jak prawdziwy
Walczysz o hast powietrza, domysłów potop
Białystok, w twoją twarz jak chloroform
Ty swój dzień gonisz bolesną choć szczere
Życie to nie komiks, tu nie będziesz bohaterem
Na przeciw ciebie, wychodzi ode mnie znowu
Dramat, czysta prawda, w siedmiu gramach ołowiu
Wybiła godzina, wskazówki mówią 'popatrz'
To już nie zegarek, to bomba zegarowa

Ref. x4
Mówisz, że w domu masz wielki dramat
A tego gówna słucha nawet moja mama, ej

Chada
Z frajerami kosa, z przyjaciółmi sztama
C.H.A.D.A i Pih, dziś wam serwujemy dramat
To jest ten styl, w który wkładamy serce
Twoja matka o ten syf pewnie ma do nas pretensje
Poszło w osiedle, ten rap na wagę złota
Podkręć to głośniej jeśli jesteś swój chłopak
Wjeżdżam na scenę, może ziomuś wpadniesz
Daję ten rap, nikt nas z tego nie okradnie

Pih
To rap moje realia, skrzepów, betonu dotknij
Te utwory żyją bez radiowej promocji
Amatorka przed snem może ssać nam pałę
Codziennie o tej samej porze mają happy hour
Mówisz, że w domu masz wielki dramat
Przed lustrem zakładasz swojej starej ubrania
Muzyka miasta, przy niej gaśnie każda kurwa
Zepnij włosy, zabierz buty na koturnach
OK, spytaj siebie
Co jest warte uwagi, a co nie warte śliny by splunąć
Co jest płodną myślą, co zużytą gumą
Czym jest klasówka sprzed lat, o którą drżała matka
Dziś nie pamiętam jak na nazwisko miał wychowawca
Lepił nieudolnie, szkoda, że tworzywo było dzieckiem
Wywiadówki, jego dekrety władzy nad królestwem
Czym jest ból brzucha przed szkolną dyską
Taniec, dziś tym gardzę, wtedy znaczył wszystko

Jarzeniówki, wykładziny lepkie od potu i syfu
Ciemne poranki, nagle to światło z sufitu
Czym jest dziś dla mnie pora przed południem (snem)
Wtedy długą przerwą, pod jej koniec zaczynałem już smutnieć

Wiadra bzdur o jamochłonach kujonów pchały wyżej
Dziś potrzebna wiedza ze szkół ma objętość dwóch łyżek
Historia, dekada o królach z banknotów
Lekcja o Holokauście, pół o PRL
Otóż czym jest te 12 lat edukacji, niech ją diabli
Zgrzytem stołów, krzeseł, suchej kredy i tablic
Starszy brat wracał ze szkół kwitując dzień - ***** mać
Był punkiem, dla dyrektora łachudrą
A ja wiedziałem, że te same kadry będą mnie karmić
Na stołówce gdzie każdy chciał być popularny
Ja też, ja też

Co jest warte uwagi, a co nie warte śliny by splunąć
*****ę świat, nie, choć mógłbym go posunąć
Do odpowiedzialności za wymianę wartości
Biorę old-school'owy rzutnik, serwuję slajdy dla gości
Co jest warte zadumy, co nie warte uryny
Bo olać, z jakiej litery mam napisać Polak
Piszę z wielkiej choć kapowali na moich starych
Dziś na mnie nie kapują, chcą zbić na mnie dolary

Co dziś warte są przechadzki w podwarszawskich włościach mojej babci
Gdzie spotykałem zagadki klasy pająki przed którymi drżę do dziś
Pajęczyny, wrzucałem w nie komary, muchy i ćmy
I gdy czyny by przetrwać, jego by zjeść
Dawały mi emocje, a dziś sprawdzam myspace
Co te warte, wiedza, że zginęła panna w wypadku
Nie znałem jej, nie czuję potrzeby płaczu czy haftu
Via Internet, świat jest płaski i sztywny
Jedyne co trwoży, jej profil jest aktywny
Jakby miała ożyć na przełomie systemu
Ludzie nie wiedzieli czemu to służy
Gospodarczy krajobraz po burzy
Fiaty, Polonezy dziś to jak dalecy krewni
Gdy ich widzę tego skąd pochodzę jestem pewny
I tak jak gawiedź za Wałęsy pytała jaki sens w tym
Co będzie w 2000, czy będą Bogu wdzięczni
Tak ja czuję się dziś widząc klasę średnią
Różnica, ja znam odpowiedź i wiem jak zwiędną
Ci bardziej wrażliwi zaczną mieć tego potąd
Wierzyli kiedyś mocno, że przeciętność nie jest cnotą
Kochali takich co szli pod celę zamiast do armii
Dziś są nieszkodliwym owocem gospodarki
To wszystko, największą ekstrawagancją jest złośliwy dowcip o szefie

Co jest warte uwagi, a co nie warte śliny by splunąć
*****ę świat, nie, choć mógłbym go posunąć
Do odpowiedzialności za wymianę wartości
Biorę old-school'owy rzutnik, serwuję slajdy dla gości
Co jest warte zadumy, co nie warte uryny
Bo olać, z jakiej litery mam napisać Polak
Piszę z wielkiej choć kapowali na moich starych
Dziś na mnie nie kapują, chcą zbić na mnie dolary
(Rozważmy to)

Co jest warta różnica między modelami komórek
Dla hodowlanych dzieci, poza tym nic nie liczy się w ogóle
Między komórką, a domem z dala od stolicy jest różnica
Chowają się tam rówieśnicy po wyższych
Gdy po pijaku krzyczy stary, chce siekierą syna przystrzyc
150 kilometrów, koło dwustu
Bose stopy w błocie lub świat leżący u stóp
Bose stopy pociech, których nikt nie pociesza, constans
Laptopy i koks, węgiel i koks w piecach kaflowych Śląska
Taki kontrast, nie zrobię z tego singla, za głośne echa
Korporacyjny sąsiad z wrażenia mógłby kogoś przejechać
Co jest warta ta dekada, dekada strat, JPII
Edelman i Bartoszewski żyją, warto grać
Póki Stasiuk goi sińce prowincji, Stańko trąbi, Krauze
Koterski, chcą czegoś więcej niż kolejny thousand
Bo młodzież, ta przy koktajlach pieści słowa
Ja na odmułę dałbym im koktajl Mołotowa
Mogę tu umrzeć za ten rap, za ten hip-hop, za rytm ten
I choć sama śmierć w sobie jest pomyłką w zamyśle
Pojmując statystycznie kto nas zechce uleczyć
W rękach karty życia trzymam, tylko niepotrzebne skreślić
To powietrze mnie męczy, układ w mieście pajęczyn
Każdy problem żyjąc z ludźmi to w projekcie się piętrzy
Stres i zaniedbanie powodują nerwy
Gdy budzę się nad ranem czuję się niepotrzebny
Nie chcę skończyć jak kołek czy w garniturze Hołek
Bo największe sukcesy to się odnosi pod stołem
Lolek na drogę, kop w dupę na zachętę
Czy zdążę wszystko nagrać, jeśli wkrótce odejdę?
Te pretensje nie do mnie, nie wymięknę jak Always
Bo nawet gdy zwariuję, to nie wepchniesz mnie w kołnierz
Żyć oszczędnie, spokojnie, tak mnie nauczono w domu
Trzymając majka w dłoni walczę tu o honor ziomów
Za słowo do grobu, tu wiara w każdy wers
Bo szacunek ma do prawdy tylko ten, co patrzy wstecz
Ten rap zamroził rtęć jak i krew w twoich żyłach
Jeśli nie wiesz ile znaczy dla życia łakomych chwila

Sekundy do końca, wszystko tu traci kontrast
Przy stole się pytam czy to już ostatni obiad
Czy prowokacji korba i nieudany żart
Za te noce nieprzespane i wyuzdany skarb
To pochłania i co - mam tak odejść tu bez pożegnania?
W kraju hipokrytów życie nie potrafi kłamać
Biorę ten bagaż jak każdy
W wyobraźni staram się te sprawy poukładać
W cierpliwość wyposażam każdy zmysł
Jeśli miałbym tu zniknąć to doprawdy nie dziś
Oddam wszystko by żyć, reagować na światło
Chłonąć planety cykl, z ziemi czerpać bogactwo
Dużo nie chcę, usiądź wiem, że
Tu powietrze nie najświeższe, rozluźnij swoje mięśnie
Nieznane mi zaklęcie na stres, ale mam kwiaty
Co wyrównają straty, bo ważne, że jest pięknie
Nie muszę być bogaty i nie będę
Chyba, że szczęście odpłaci za ten pręgierz
Stać w kolejce do nieba, ta prawda zbyt okrutna
Mogę stać w tej kolejce i nie doczekać jutra
Raz dwa (raz dwa) no i trzy (no i trzy)
WYP3 (WYP3) cały czas, tak słuchaj

Ref.:
Raz dwa (raz dwa) no i trzy
Dobra zaczynamy, znam zasady gry
Naszej gry (naszej gry), konwenanse olej
Mikrofon działa, człowieku moja kolej

[Wojtas]
Jesteście tutaj tak samo jak ja
W tych trzech przypadkach rap cały czas gra
Każdy z nas zna ten temat, to życiowa pasja
Hip-hop z zielonym elementem typu rasta
Uwaga to transmisja na żywo
Kolejne żniwo zbiera rap w polskim wydaniu
Ile ma mocnych nie opiszesz w jednym zdaniu
Na czym polega, na życiowym obeznaniu
Poglądy się zmieniają, wiesz z wiekiem
Każdy z nas jest przecież tylko człowiekiem
Muzyka może być dobrym lekiem
Daje relaks, potrafi odreagować
Legalna, bezpieczna, nie musisz jej chować
Musisz ją zrozumieć i choć trochę szanować
Więc daj głośniej jeśli czujesz potrzebę taką
Sto procent rapu dziewczynom i chłopakom daj
To jest jak haj, uzależnić potrafi
Więc uważaj bo może Ciebie trafi
To, tak to jeśli nie słuchasz to wyjdź stąd
Dla wszystkich znajomych Wojtas, Zajka, Borixon gra

Ref. (2x)

[Zajka]
Nie tak dawno temu, kilka lat wstecz
Gdy na murach pisało "Ruscy precz"
Nie tak dawno temu, kilka lat do tyłu
Gdy na rynku było mało hip-hop winylu
Nie tak dawno temu, kilka lat wstecz
Gdy ludzie żyli spokojniej, czas wolniej biegł
I jako nastolatek zacząłem rap rzec
Chamy na plecach nosili kresz dres
A ja zawsze miałem oryginały wiesz
Nowoczesny bit powodem jest dyskusji
Ale nikt z moich kumpli nie umiał grać na perkusji
A dziś raz dwa, raz dwa no i trzy
Dobra zaczynamy znasz zasady gry
Pamiętasz płyty: Centrum oraz Trzy
Precedens, oczywiście Ja Mam To Co Ty
Rap nie dla chamów ani nie dla buraków
Jesteś z miasta, słuchaj synu rapu
Słuchaj rapu, a komprende
Dziś sojuszu trzy pięści zaciśnięte
Dziś by robić płyty potrzebuję full przynętę
Jest hajs, tak ręka myje rękę
Rapu właśnie słyszysz eminencje

Ref. (2x)

[Borixon]
BRX słyszysz dźwięk trzech liter
Trzech osób, WYP3 kolejna próba głosu
Jestem tu od dawna, ten kawałek to dowód
Zostanę tu na zawsze, bo mój rap to jest powód
Przyjeżdżam do schronu, bo tutaj nie mieszkam
To jest zajebiste, cały czas bit przy koleszkach
Rozumieć się z nimi nie po słowach lecz po gestach
Nagrywając ciągle, stojąc po kostki w tekstach
Nie chce mi się przestać, nie chce mi się stać w miejscu
W tym roku udzielam się jeszcze w projektach pięciu
Nie licząc udziału w polskich rap składankach
To jest dla moich wariatów i o moich wariatach
Tak, słyszysz człowieku mój rap w słuchawkach
Czujesz człowieku jak pali się trawka
Widzisz człowieku mnie na ustawkach
To jest coś większego niż tylko zajawka

Ref. (2x)
Ludzie przeciwko ludziom
To wszystko działa jakby na złość
Sami sobie życie burzą
Przez głupotę i zazdrość
Ktoś już mówił o tym dawno
Jakby sumienia głos
Wiesz co,
To ludzie ludziom zgotowali ten los

[Ziaja]
Na przestrzeni lat
Świat się zmienił
A ludzie na ziemi
Wciąż nie mogą się zmienić
I docenić samych siebie
Zamiast pomóc w potrzebie
Jeden drugiegio chce pogrążyć
I za wszelką cenę
Dąży by napełnić własną kieszeń
Coraz wyżej pnie się
Coraz więcej chce za większą cenę
A rozsądek i sumienie
Dawno poszły w zapomnienie
Dawno już odeszły
Dawno temu
Jeden brat przeciw drugiemu
Tylko czemu
Tylko za co
Może w piekle płacą
Za to,
Za chciwość i zazdrość
Już tego mam dość
Świata który
Przez kolor skóry
Mury między ludźmi stawia
Nie chce sam świata naprawiać
Nie chce, nie chce
Chce tylko pokazać
To co mówi moje serce
Mówić więcej o nas samych
O tym jak się zatracamy
W tym co chcemy
Z tym co mamy
Co bierzemy a co damy
W zamian
Więc zacznijmy się nad sobą zastanawiać
Więc zacznijmy się nad sobą zastanawiać

Ref. Ludzie przeciwko ludziom
To wszystko działa jakby na złość
Sami sobie życie burzą
Przez głupotę i zazdrość
Ktoś już mówił o tym dawno
Jakby sumienia głos
Wiesz co,
To ludzie ludziom zgotowali ten los

[Ekonom]
Żyjesz w mieście
Oddychasz tym samym powietrzem
Co tysiące ludzi
Których łączy to samo miejsce
Ta sama przestrzeń
Tu szarość ulic
Bloki, będą wieczne
Co się łudzisz ?
Nie obudzisz się w raju
Zrozum to wreszcie
W tym kraju jest za wcześnie
Na zmiany
To zobacz,
Na lepsze można coś zmienić
Wtedy gdy zaczniesz próbować
To zrobić
Nie ma tak lekko
Samo nic nigdy nie przychodzi
Widzisz,
Wielu tu chodzi
Których mijasz na ulicy
Czas byś widział przyjaciół
A tu są sami przeciwnicy
Sami wrogo nastawieni
Sami, to nie ma granic
Bo czy normalna jest opcja
Że sami siebie zabijamy ?
Popatrz,
Czy widzisz tępą
Obojętność w oczach wszystkich ?
Zamiast sobie pomagać
Walczą ze sobą o zyski
O pieniądz
Nikt nie myśli głową
Sercem, duszą
A kieszenią
Wszyscy tylko się szprycują
Kłamstwem jak narkoman chemią
Dosyć,
Nie można znosić tego dłużej
Dosyć kurwa,
Tylko nienawiść
A miłość w roli
Chłamu, bubla
Co jest ?
Czy sam tu stoję ?
Czy może ślepy jestem ?
Może zawracam dupę
Bo mam taką skromną sugestię ?
Żeby wyciągnąć lekcję z życia
Żeby nie zmarnować
Żeby w końcu zacząć myśleć
I nawzajem się szanować
Co,

Ref. Ludzie przeciwko ludziom
To wszystko działa jakby na złość
Sami sobie życie burzą
Przez głupotę i zazdrość
Ktoś już mówił o tym dawno
Jakby sumienia głos
Wiesz co,
To ludzie ludziom zgotowali ten los (x2)

[Żółf]
Chciałbym żeby każdy
Każdemu był życzliwy
Żeby prawda płynęła z ust
A nic co na niby
Nie ma miejsca
Prosto w oczy słodkie słowa
A na plecy przekleństwa
To wymowa, to mowa ludzka
Dość mam tego świata
Jak z odbicia z lustra
Wszystko jest dokładnie odwrotnie
Trzymasz prawą rękę w górze
Lewą widzą przechodnie
Podasz komuś dłoń by wstał
Jak wstanie to cię kopnie
Ty będziesz stał tyłem
Nie powiesz, że się myliłem
Nie powiesz tak nie
Życie nie jest lekkie
Choć czasami słodko pachnie
Przecież to przykimasz
Sam wiesz jak jest
Przyjaciel cię wydymał
Powiesz: "tak nie
nie było jak ten typ nawinął"
Zawiść,
Ludzka nienawiść
Poprosisz o przysługę
"Nie ma sprawy"
A później usłyszysz
Setki razy
Wypomnienie
Taką właśnie płacisz cenę
Nic za friko
Nic za darmo
Od nikogo
Dziś od przyjaciół
Możesz dostać tyle
Ile dałeś swoim wrogom
Pieniądze logo
Więc płacisz bezcen
Za każde dobre słowo
Czy tak powinno być
To nie boli
Rusz głową
Naucz się wśród ludzi żyć
I być sobą

Ref. Ludzie przeciwko ludziomm
To wszystko działa jakby na złość
Sami sobie życie burzą
Przez głupotę i zazdrość
Ktoś już mówił o tym dawno
Jakby sumienia głos
Wiesz co,
To ludzie ludziom zgotowali ten los (x2)
Pomimo że deszcz pada pada też wiara
mowie ludziom cześć oni mówią nara
idą tam gdzie nie dosięgnie ich kara
potem kto cierpi to nie ich sprawa
czarno to widzę która godzina
wpół do śmierci a śmierć na nas klina
tez kiedyś chciałbym mieć tu syna
czy ten świat warty jest tego istnienia
nie wiem
teraz mam takie puste myśli
każdy człowiek mówi ze jest czysty
tak naprawdę każdy chce być chytry
tak naprawdę to to jest niezły wyczyn
wetkniesz palec a utną ci rękę
wetkniesz rękę to oplują ci serce
nie chcesz ale wiesz ze tak będzie
rzeczywistość znajdzie cię wszędzie
jak o tym myślę to już się trzęsę
nie będę udawał ze jestem odważny wielce
proszę Boga by pokazał swoje ręce
wiem ze trzyma
moje życie śmieszne

REF: [x2]
Weź się w garść
pokaz co masz
nie daj się
klęskę swa zgaś

Biorę to
co daje mi życie
skrycie w sobie trzymam tajemnice
życzę ci byś brał tez te chwile
bo potem spotkamy się razem na szczycie
wiec ja liczę ile tego dostać mogę
czy to ważne ważne ze tworze
kroki życia stawiam codziennie
zapuszczam wiarę mocną jak korzenie
ile jest takich co życzą sobie śmierci
umierają razem wrzuca ich do śmieci
tych coraz nie jest więcej jest wieści
o ludziach co krzyż swój na plecach nieśli
w czynie ty szukasz przyczyny
krzyczysz na mnie szukasz we mnie winy
staram się prawdę mówić o wszystkim
ty twierdzisz ze to jest prawda o niczym
siedem strzałów słyszałem strach
dzisiaj może obracam to w żart
dojdziesz do wniosku ze przeżyć to fart
szczęście w nieszczęściu dumny jak paw

REF: [x4]
Weź się w garść
pokaz co masz
nie daj się
klęskę swa zgaś
Jesteś TY (taak)
tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie
jesteś TY, tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie

Czuje twoj zapach, dotykam Cię po tylu latach, patrz na mnie, nie jesteś tu sama, świat jest dla nas,
Ty jesteś moim światem, przychodze tu z rapem a Ty świeć jak słońce latem, jesteś brylantem błyszcz dla mnie Kotku,
wiem co masz w środku, jesteśmy całością, jedną możliwością, patrz na mnie, jestem,
jednym gestem mogę przekazać wszystko, Twoich ludzi bliskość i nasza wspólna przyszłość,
patrz na mnie to nasza rzeczywistość, gorąc kuje czuje jest dla nas, lód który spijam jest dla nas,
pomieszam to w jedność bo wiem jedno, Taak?
patrz na mnie a zobaczysz to napewno, patrz na mnie,
a zobaczysz jedność, patrz na mnie, wiem to napewno,

Jesteś TY (taak)
tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie
jesteś TY, tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie

Błyszcz, błyszcz potrzebuje Twojego blaku dziś, patrz na mnie, musisz przy mnie być,
zabiore Cie tam gdzie nie zabrał nikogo nikt, ten sam rytm, Twoi ludzie,
ja i Ty, błyszcz dla mnie, patrz na mnie, kochaj mnie, cały czas zajmie nam ta troska,
jesteś boska patrz na mnie, zostań, przekonasz sie jaka będzie riposta, słodka jak cukier jest Twoja skóra,
nasza temperatura jest bliska zenitu, jedna miłość i my tu, patrz na mnie, przytul,
jestem tu, nie moge wyjść z zachwytu, Twoje oczy zaspane błyszczą dla mnie wieczorem i nad ranem,jesteś obok mnie,
patrz na mnie, patrz na mnie

Jesteś TY (taak)
tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie
jesteś TY, tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie

Jesteś TY (taak)
tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie
jesteś TY, tylko dla mnie, tylko moja, patrz na mnie
jesteśmy jedną całością, jedną możliwością, patrz na mnie
Żeby nasz rap nie zginął, żeby się szczęśliwie żyło
Żeby luksu było kilo, żeby nasz czas nie przeminął
Żeby papier był nie bilon, żeby wciąż tu była miłość
Żeby syf każdy pominął, żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło, by do końca git już było
By marzenie się ziściło, żeby każdy mógł to przyjąć
Nie smucić się, powrócić do nas, śpiewać to, nucić
SLU '06 już do końca tak być musi

Z roku na rok starszy, ale duchem wciąż jak dzieciak
Już nie chce mi się czekać, przed złem świata uciekać
Zagrożeniem sam dla siebie, oto ja - ta wsza
Niekontrolowana pchła co pod prąd wciąż się wbija
Wciąż przepita szyja wciąż hece wywija
Wciąż *****ieli dobija, a najbliższych wciąż wspiera
Oto gadka szczera jeśli jeszcze żeś nie załapał
Tu mija dziesięć lat, nadal mam młodzieńczy zapał
Debiut fonograficzny wstecz dekadę, bieda precz
Bieda zła rzecz, nie chcę tej *****y mieć
I żeby nie wiem co, nie chcę tu głupoty palnąć
Ale biedy, niczym *****y, do domu nie dam przygarnąć
Życia nie znałem, biedak nie wie co to życie
Wierzycie, sami wiecie, że do dupy z takim życiem
Nie utonąć w zachwycie, bez szans na takie harce
Przysięgałem przed Bogiem, że nie skończę jak ci w Barce
Anonimowe wsparcie, kto dawał wsze żarcie
Mowie o tym otwarcie, masz więcej? oddaj
Sam nie zeżresz? nie chowaj, nie chomikuj, nie noraj
Podziel się z tym, co nic nie jadł od wczoraj
Jak nie to *****o konaj, do tych wierszy się przekonaj
Jesteś swój? łapiesz moment, swego życia pejzoner
Już nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę
Nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę

Żeby nasz rap nie zginął, żeby się szczęśliwie żyło
Żeby luksu było kilo, żeby nasz czas nie przeminął
Żeby papier był nie bilon, żeby wciąż tu była miłość
Żeby syf każdy pominął, żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło, by do końca git już było
By marzenie się ziściło, żeby każdy mógł to przyjąć
Nie smucić się, powrócić do nas, śpiewać to, nucić
SLU '06 już do końca tak być musi

I były takie dni, że na nic nie było sił
Że człowiek był bezsilny i w tej bezsilności gnił
Nie liczyłem na cuda, czy wierzyłem, że się uda?
Śmiałem się z filmów, w których ludziom się odmieniał
Parszywy los, z dnia na dzień, bo w realu dzień w dzień
Widziałem co innego, wiem, że wiesz o co mi biega
Wiedział też każdy kolega, już w czasach podstawówki
Obdarci, biedni, lecz bystrzaki, nie półgłówki
Miałem co innego w planach, bez drugiego śniadania
Z książka pod pachą, uciekałem w świat marzeń
Od złych, codziennych zdarzeń, do domu nie spieszno wracać
Waldas znów leczył kaca, wyniszczała go praca
Nie chcąc uczyć się w hałasach, chłonę życie na streecie
Od początku, już do końca, nieśmiertelne Jeżyce
Spróbuj znaleŹć dziewicę, dokładnie dziesięć lat temu
Wiedziałem, że w tym jestem, nie bez powodu, celu
Więc inaczej niż wielu znanych mi rówieśników
Wciąż przy głośniku, z kartką w zeszyciku
Zapisywałem bełwy, że bronx, bronx bez przerwy
Na życie pazerny, miałem już zszargane nerwy
24.03.06 on odszedł
A ja jestem na swoim, ze slumsów Mały Książę
Z kupą długów, czy zdarzę? wyprawiliśmy pogrzeb
I weŹ tu pomyśl mądrze, i gdzie znów byłeś Boże?
W chacie mam zmrok, znów odcięli mi prąd
Wolę ulicy jazgot, o tej porze tu fiasko
Czas wyruszyć na miasto, czy chciałem tam siać zło?
Jak ja takimi gardzą, miałem wybór? nie bardzo
Czy bałem się patrząc dziś na to z perspektywy
Pozbawiony miłości, byłem w ***** nieszczęśliwy
To był mój ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych
Ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych

Żeby nasz rap nie zginął, żeby się szczęśliwie żyło
Żeby luksu było kilo, żeby nasz czas nie przeminął
Żeby papier był nie bilon, żeby wciąż tu była miłość
Żeby syf każdy pominął, żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło, by do końca git już było
By marzenie się ziściło, żeby każdy mógł to przyjąć
Nie smucić się, powrócić do nas, śpiewać to, nucić
SLU '06 już do końca tak być musi

Praca, pasja, fart, trochę talentu
Oto wszystkie tajniki Rysiowego patentu
Kopalnia mętu Kozak był tylko z nazwiska
Ale nigdy nie zapomnę, tego prześmiesznego pyska
Upadł wydawca, artysta, patrząc na to przez pryzmat
Następstw i zdarzeń, czy to jedno i to samo?
'96 od tego roku z rapu zarabiam siano
Wcześniej pakowałem w ten interes cały szmal
By ten syf na demach grał, na ulicach był szał
Wszędzie docierała moja plugawa mowa
Niecenzuralne słowa, mój świat zdarzył zwariować
Wielu z was już tu nie ma, kilku szybciej chłonie ziemia
Zapomniana dzielnica i nic się nie zmienia
Poza tym, że mi wyszło, a ty nie szykuj dla mnie noszy
Dobrze wiesz, że pięć lat temu nie dałbyś za mnie pięć groszy
Nie czuj się przez to gorszy, bo kiedyś byłeś lepszy
Ja nie będę triumfował, głupot nie będę pieprzył
A do ciebie skarbie jedno, gdybym mógł cię przekonać
Może gdybym cofnął czas, zechciałaś byś mnie pokochać?

Żeby nasz rap nie zginął, żeby się szczęśliwie żyło
Żeby luksu było kilo, żeby nasz czas nie przeminął
Żeby papier był nie bilon, żeby wciąż tu była miłość
Żeby syf każdy pominął, żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło, by do końca git już było
By marzenie się ziściło, żeby każdy mógł to przyjąć
Nie smucić się, powrócić do nas, śpiewać to, nucić
SLU '06 już do końca tak być musi

Pamiętam, nie zapomnę
Nie zapomnę pamiętam
Tak ma być, tak jest, tak już będzie do końca
Tak już będzie do końca
feat Jedna runda & Charlie P

Braap, tak, nie dla Ciebie ta gra, ha, a jak
Rychu Peja SoLUfka tak gada, tak, tak
Tak, zawsze miałem w dziurce od chuja te Twoje gierki wiesz
Brałem poprawkę na to co robisz i co mówisz
Ale teraz postanowiłem Cię skończyć, pamiętaj!
To tylko jedna pierdolona runda! Braaaap!

Po pierwsze to ci nie odpowiem jak rapperowi
Nawet małe dzieci wiedzą robisz rap chujowy
Więc odpowiem tobie jako tak zwanemu człowiekowi
Bo już dość mam farmazonów, które na mój temat tworzysz
Zapłaciłeś mi za koncert, pokój obrócony w pył
Co się stało dziwce, powinieneś zamknąć ryj
Powinieneś o tym wiedzieć, skoro jesteś taki git
Pewnych rzeczy się nie mówi, teraz za to się wstydź!
Gówno cię obchodzi moja dziara, jaki jestem
Zadbaj ty o siebie, zakryj te buraki wreszcie
Chciałeś nas przekręcić, pamiętasz wylot do Stanów?
Kto od psa by na me konto wziął zaliczkę się zastanów
Pamiętam gdzie bywałeś ty naćpany plus wilanów
Taki z ciebie kozak? Jesteś sobą? Weź się szanuj!

He, masz dość? He, to nie wszystko, co za gość
Ukradnę Ci bit i pokażę na czym polega prawdziwy rap
Rap, rap, jak to się robi, jak Tim Dog z N.W.A
Z tym jednym małym wyjątkiem, że tam wszyscy potrafili rapować
Sprawdź, sprawdź, braap braap!

Rok wcześniej na osiedlu w mieście stołecznym Warszawa
Też prosiłem Cię z koleżką żebyś tam coś poukładał
Miałeś coś ogarnąć, powiedziałeś że mam czekać
W drodze powrotnej do nas, połówkę samemu żeś zerzarł
To, że kłamiesz i okradasz kolegów, wiem to od dawna
U mnie każdy miał list gończy, ale płyt o tym nie składa
Bo Twój wizerunek gangsta, to dla mnie zwykła przesada
Wciąż mi się tłumaczysz gdy już zaczynamy gadać
Ile razy ci mówiłem, że należy ci się wpierdol
Weź mi tu nie pierdol i nie opowiadaj pierdoł
Jesteś w chuj żałosny, wiesz, przestań mnie szanować
Za te moje teksty, ty nic nie wiesz o słowach
Farmazoniasz i grafoman, niespełniony rapper zobacz
„W zasadzie nic do Ciebie nie mam” – chcesz na rap ze mną stratować?
Może pieści chcesz skrzyżować? Ja widziałem strach w twych oczach
Nie umiałeś spojrzeć w twarz człowiekowi, co za rozpacz
Nie w Warszawie, nie w Poznaniu, nawet na zadupiu świata
Nie usiądę, nie pogadam, nie napiję się, nie zbratam
Zachowujesz się jak szmata, oto pierwszy cios Slums Attack
Dziś się kończy twa kariera, odłóż majk, do domu wracaj!
Studyjny pseudo gangster, pseudo rapper, a czy człowiek?
Ja nie zrobię ci przypału, wpierw się dobrze zastanowię
Ja zawdzięczam ci zdrowie? Pierwsze słyszę, słuchaj Andrzej
To ty się podszywałeś w sms-ach pod mafię
A Domino wraz z ekipą powiedzieli przyjeżdżajcie
W tym hotelu nikt tam nie był, lecz broniłeś mnie, ty twardziel
Sterydy, kokaina, chcesz to dalej to rozkminiaj
Ty nie wiesz co to sport, wizerunek masz debila
I znów będziesz przepraszał, gdy staniemy twarzą w twarz
Nie znałeś Żuroma? No to go słuchaczu znasz!
To diss bez ubliżania, tak jak chciałeś diss z kulturą
Dla mnie pseudo gangster Żurom, jest po prostu zwykłą...z cenzurą

Tak, taki charakterny typ jak ty, obraził Medi Top Glona, pamiętasz?
Nikt nie będzie mówił kurwa o moich ziomkach: per w dupe jebany, tak
Oddaj hajsy Rafałowi, wiesz za co, za tłocznię
Za płyty wytłoczone Rudiego, Wdowy, za składaki
Nie masz namiaru na Rafała? Ja Ci go dam!
Skończ te swoje machlojki, kumam że nie wyrabiasz z muzyki
Z własnej twórczości, musisz być wydawcą, organizatorem koncertów,
Kumplem znany rapperów. Przestań używać moich nagrań do cutów,
Bo je profanujesz bydlaku! He! Lepiej strzel se w łeb charakterniaku!
Hajs! Jesteś tak przerysowany, popatrz na te swoje zdjęcia
Kurwa, nie robiłem tak groźnych min od kąd skończyłem 16 lat
Kurwa, masz pecha to walcz o swoje bo nikt ci puchy nie życzy kurwa
Ale nie wciągaj mnie w te swoje kurwa gówienko, kumasz?
Jakby Ci kurwa odpowiedzieli, jeden jedyny jakiś Mezio
Za ten numer o hiphopolowcach z twojego pierwszego wymęczonego krążka
To już bym nie musiał kurwa tutaj nagrywać tego numeru
Bo byłoby po tobie, kapujesz? Szczerość? Jaka szczerość? W czym?
Gdzie ta szczerość? Nigdy nie złożysz prawdziwej zwrotki, kumasz?
To jest ode mnie szczerość na koniec, tak jak mnie prosiłeś
Żebym podsumował twoją płytę, tak. Jedni to mają inni nie!
Zrozum to w końcu, nie nadajesz się do rapu!
Nie pierdol głupot na mój temat Żurom! Tak
Skończyłem, proste, jak Mieciu!
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta

Nie powiem Ci słuchaczu tego jaki nie jestem
Pod byle pretekstem nie będę się tłumaczył
Rychu wie ile znaczy, sam dla siebie ta muzyka
Opowiada Rychu Peja, jaki jest o tym ta płyta
Byś mnie więcej nie pytał, czego nie wiesz to posłuchaj
Bo każda minuta nowe wnioski ci nasuwa
Rychu się postara żeby grała dobra nuta
Jak domowe żarcie konsumujesz to właśnie
Ale fakt jest na fakcie, faktem poczuj to sprawdź mnie
76.09.17. już znasz mnie, porodówka na polnej
Potem raz szybciej raz wolniej
Upływał czas swobodniej, dziecko wojny niepokorny
Nie lubiło zbytnio ludzi tak jak swego imienia
I ksywy co wzbudzała w tamtych czasach salwy śmiechu
Szybko do mnie przyrosła, wiesz ksywa jak to ksywa
Ryszard A. pseudo Peja, tak to ja, tak się nazywam
O co chcesz spytać, co chcesz wiedzieć jak to było?
Się żyło, dorastało, się broiło, trochę piło
Dzieciństwo się skończyło, czas podwórka, podstawówka
Nim się człowiek obejrzał a tu Rychu ogólniak
Z marzeniami o studiach, one brutalnie przerwane
Przez życiowy zamęt, czas zarabiać, pieprzyć lament
1993 czasy nie zapomniane
Keos Gangster w radiu premierowa opcja
Defu mego ojca, szalona była postać
Czasy gdy moja ex była niestety next
Jeden miłosny tekst dedykuje tej kobiecie
Kto ma wiedzieć to wie, pogubiła się na świecie
Teraz wie, że ten czas sprzyjał kiedy przepita szyja
Szalony skład tworzyła, padła nazwa slums attack
Demówki na piratach, na ulicach i w chatach
W czasy czarnego afgana, gdy brat osłaniał brata
Pierwsze próby z rapem jego rejestrowania
Pierwsze próby z rapem jego rejestrowania

Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Kim jesteś by mówić mi o moim człowieczeństwie
Ja wiem, że ten prąd by uspokoił cię na krześle
Jak papier nie szeleszczę, za papier to w tym mieście
To w japę da ci szczęście dlatego muszę mieć je
W TV ciągle to samo zimna kawa i herbata
Wybacz, wolę cygaro obrabiać na batata
A jak poczuje biedę, sen pod gołym niebem
Wielu kochało rodzinę, ale bardziej siebie
Gardzisz chlebem? jeśli masz fart, świat zdobędziesz
Albo skręcisz sobie kark za ten strach na patencie

A ja kocham się bać, ale nie jestem szaleńcem
Żeby nie móc w nocy spać ze spokoju przeciwieństwem
Wolę swe życie toczyć tempem luźnym
Widziałem dość by widzieć zło i się nie wkurwić
Jeśli nie wierzysz to wchodź w to
Telewizje wymień na prawdziwe życie nocą i sprawdź izbę przyjęć
Myślisz afera... samemu nosiłbyś esperal
Serce z kamienia, nie starczy dolać, wylać, przelać
Oddech zamiera i te źrenice jak szpilki
Tylko by dotrzeć przez ulice
i do windy
Myślisz świat to sukinsyn, ale sprytny jak Boruta
Brat może siebie, ale wszystkich nie oszukasz
To jest strach

Na potylicy zimny dreszcz
Ta broń pustoszy ziemię wzdłuż i wszerz
Szybsza niż nóż, lżejsza niż miecz
Liczysz na cud, zabrał nas stres
Gdy smutny chłód wzmaga w nas lęk
Czy to już twój ostatni wdech?

To tylko dźwięk, krzyk, szczek psów na dworze
Plus niepokój wyrwany ze szczęk złu i trwodze
To nie sen ku przestrodze, choć na zawał byś pierdolnął
Bo niejeden sen w tym tonie oddaje słowo horror
Patrz za forsą, ludzie poszczą, w życie wątpią
Bo nikt nie prowadzi nas tak jak TomTom
Za ten ton co wyrzuca nerwy wierz mi
Odeślą cię do psychologa z nadmiarem agresji
Zabić wszystkich by nikt tu nie oddychał
Tak pewnie o nas myśli Północna Ameryka
Nie chce bać się, nie wnikam, gdzie mam stać, za którą linią
Bo odejdę razem z Bogiem zanim nadejdzie L'Nino
Rzeczywistości syndrom, źrenice jak pięć złoty
Mówi każdy, że zna póki świat go nie zaskoczy
To jest strach

Nie ma już tego brzmienia? kurwa to sprawdzaj
Ten bród to bez wątpienia nie dla pudla karma
Pizda szczupła z wampa tobie nie da tu szczęścia
Chyba, że kiedy siedzisz to cię obciera Tampax
Nie stękaj, masz tu przywitanie z kijem
Jak on cię nie dosięgnie, zęby nagraniem wybije
Kto jest diabłem w tym filmie? czy to prawdziwy hardcore
Twoje samo podpalenie bez benzyny latarką
Ten dźwięk podrzyna gardło, przekazem oczy pali
To tak jak byś na zdradzie przyłapał swoich starych
Chodź nie mieszkamy z nimi, to rani nic na niby
Twój Titanic, twoje myśli, twoje sny, co się krzywisz
To tylko brzmienie, trzy minuty syfu
A mnie te trzy minuty ciągle trzymają przy życiu
Kurwa, ty zaryzykuj i się powieś na klamce
W końcu ostatni znicz tobie na grobie zgaśnie
To nie jest hardcore, tylko sprawcę mi pokaż
Powiesz muzyka szatana, tych na ławce przy blokach
Widzisz zbawcę, proroka czy farsę? to obraz
Bo kto powie o śmierci syna, matce co wciąga?
Podetnij sobie żyły, przecież żyć nie warto
To kwestia chwili, widzisz w tym lekarstwo?
Tu wszystko dzieje się raz to czego mamy się bać?
Zapachem śmierci ciągle drażni nas miasto
Wysoki sadzie moje imię to zawiść
Nie mam ojca, matki, w sercu swym żywię nienawiść
W sumie jesteśmy tacy sami tylko u innego źródła
Pomiędzy marzeniami mierzi nas to co wkurwia
Czy to jest hardcore z kulą siedzieć w lufie
Dla małolatów HC to na raz wlać w siebie kufel
System ma ciebie w dupie, a kiedy dorośniesz
Twój jebany pistolet w dłoni wyprzedzi rozsądek
Tutaj każdy jest Bondem, a co drugi agentem
Tylko jak mówisz o prawdzie trzeba by umyć ręce
Los tłumi co święte każdy najmniejszy szczegół
Twoja śmierć ucieszy tutaj tylko zawistnych szpiegów
Bez ambicji, w biegu, brak, spierdala nam czas dziś
Czy aby to jest hardcore gdy przegrana nas drażni?
Nie ma, brat, wyobraźni, raczej fart i ryzyko
Więc kurwa mać do chuja masz ten hardcore za friko
"Firma 2002, ta...
Kiedyś mam nadzieję, że nie długo
jebać się wszystkie złe wspomnienia pójdą
i z ziomkami wśród przepięknych sztuk
będę się spokojnie bawić mógł
faza mnie nie będzie opuszczać
dobrą furą będę się poruszać
bez obawy, że źle pójdą sprawy,
lecz do tego jeszcze kawał przeprawy
przez rzekę z bardzo silnym nurtem
co porywa w kurwe marzeń hurtem
a za burtę już powypadało
wielu co frajerski numer odjebało
a ja cało, konsekwentnie
no bo nie jest obojętne
w jakim stylu, z jakim otoczeniem
z jaką sztuką, z jakim paleniem (z jakim paleniem)
wierzę, że kiedyś... (ta, Firma)

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Wierzę, że kiedyś wszystko się zmieni
że chłopacy powychodzą jak nowo narodzeni
z marzeniami,
kiedyś powiedziałem, nie jesteśmy sami
mamy swe marzenia, to konkretnie zmienia
dużo rzeczy, bo marzenie to lekarstwo, które leczy
ten kto marzy, nie zaprzeczy
nic marzenia mego nie zniweczy
poznam kolej rzeczy
Amsterdam leczy, ale i pogrąża
To mroczna, moja mroczna wizyta tam
uświadomiła mi coś,
uświadomię wam,
Amsterdam widziałem
chłopaków tam widziałem jak marzyli
marzenia pogubili
od jarania cracku dziura w głowie
jak wyrwa po buraku
teraz szczątki ludzkich wraków
poddają się bez kontrataku
całe życie po czarnym szlaku
jedno życie masz,
wiec uważaj chłopaku
i uwierz tak jak ja
bez żadnego znaku
że kiedyś wszystko się zmieni
właśnie wtedy wszystko się oceni
powiesz mi czy było warto wierzyć
że coś się zmieni (że coś się zmieni...)

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Chciałbym działać ciągle
z ostrymi sztukami
wozić się furami, odurzać się jointami
rozpierdalać sos całymi dniami
na razie robię swoje
może czegoś się dorobię
już się często widzę
w ostrym samochodzie
jak jedziemy z Pomidorem
na fazę z Kolektorem
przed nami i za nami
innymi furami
reszta naszej ekipy (Firma)
ostro zarobiona
jak zwykle dobrym jarankiem odurzona
złotem obwieszona
każda morda ucieszona.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia."
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo