Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Szedł Ząbkowska skręcił w Brzeską. Szedł wolno
Latarnie przecinały mrok w noc spokojną
Sam z głębi bram mrok bacznie się przyglądał
Prosto w jego serce kamień, który tam został
Cień był jedynym przyjacielem
Tylko on słuchał i tylko on rozumiał tak wiele
Od początku w kamienicach Starej Warszawy
Był z nim. Chodził aleją Róż w ślad za nim
W sercu miasta w dusznych studniach
Wśród ludzkich losów, którymi jakiś złośliwy bóg gra
Znalazł swoja bramę. Zawsze mieszkał pod "Siódemką"
Wiesz. Znowu nie było światła na klatce
Trzymał się ręką zimnej poręczy
Cierpliwie wchodził po schodach
Po których wchodził prawie całe życie

Lekka wilgoć w powietrzu. Schody były śliskie
Smutne miejsce. Noc witano tu krzykiem
Ciemność przynosiła strach,tragedie kamienic
Gdy ludzie zarabiali tylko tyle by przeżyć
Zawsze miał siłę wierzyć, nawet, gdy widział śmierć
Człowiek zrobi wiele by przeżyć. Nawet najgorszy grzech
W sierpniowym skwarze przyszedł wielki dzień
Lecz jego przyjacielem był juz warszawski cień
Domy, które stały się gruzem
Płonęło miasto a on patrzył i płakał patrząc na łunę
Niepokorne myśli pełne dumy ulicy
Czołgi deptały młodość tych, którzy walczyli o wolność
Mrok wziął jego rękę. Trzy dni jak wiek niemal
Byle dojść, nie usnąć. Byle starczyło powietrza

Miał szczęście. Wyszedł. I znów widział światło
Lecz całe światło, jakie miał zostało pod kanału klapą
Smutek, bo coś umarło tego dnia
Żył tego dnia a nie czuł juz swojego serca
Obojętny na cokolwiek przed nim
Po tych trzech dniach nie było rzeczy, przed, którą czułby strach
Los traktował go surowo. Młodość stracił na wojnie
A zdrowie w katowniach UB. na starym Mokotowie
Przywykł do ciemności, niczego nie pragną
Miał marzenia kiedyś. Teraz w nim juz wszystko umarło
To był inny kraj, ale te same miasto
Jak feniks miało siłę żeby się podnieść z płomieni
Chciał zatrzymać czas i na skrzydłach jak ptak
Zobaczyć miasto, które tak kochał ostatni raz

Lubił spacery od Placu Zbawiciela przez Koszykową do Alei
Potem książka w Łazienkach. Kawa na Alei Wyzwolenia
Potem przez plac i Mokotowską
Tą samą trasą, co przed wojną z ojcem
Zdziwił się skąd ta nagła nostalgia
I setki wspomnień z tego, co los zapisał na swych kartach
Dni dumy i mroku i lata niewinne
Tak piękne, ale jak, przez mgłe tak odległe
Umarł na schodach zanim dotarł na górę
Serce było martwe. Mrok swoim okrył go całunem
Syn tego miasta. Nikt konkretny. Zwykły
A w jego losach są i moich bliskich życiorysy
I wielu tych, którzy miasto kochali tak mocno
Że zawsze z dumą w głosie będą mówić skąd są
I jeszcze jedna rzecz dotyczy mnie bezpośrednio
Po tych ulicach chodziłem z ojcem za rękę jako dziecko
Bo to historia bo to marzenia..x2

Ludzie to taki nieludzki gatunek, nawzajem wbijamy sobie w plecy sztylet..a marzenia jak krew czerwona płynie w mojej żyle.
Nie dam sie temu mam powód, wiary-zyje..
Nie przestane nawet kiedy inni nie chcą,
Nie upadnę chociaż czuje porażki smak.
Widzę stąd, grunt..widzę ląd,widzę los długi wąs,stąd-z tego świata z nikąd umrę jak Nikom.
Nie dam się nabrać już raz się dałem, skończyło się to marnie ale żyje dalej,stale w chwale..w swojej
głowie małej, bo to widzisz tylko, ja mam w środku uniwersu rzeczy,
tyle sie tam dzieje,
tyle gwiazd,
tyle myśli wieje,
tyle marzeń,
tyle deszczu strugi leje..
Boże, daj mi wiare w siebie,
Boże daj nadzieje,żeby na westchnienie miało jakiś sens w tym refrenie.

Bo to historia bo to marzenia .../x4

Załamanie, poszukiwacze,wiesz to konkret, szukają życia,
Toną jak ten okret,szukaja marzeń, ,szukaja swych przyjaciół w drodze do lepszego bytu..bez bitu..a ja tu wzdycham bo nie mam przyszłości ,
jest tylko przeszłość,
teraźniejszość, która prosi by zrozumieć na czym
ludzkość teraz stoi,
Jaki grunt pod nogami,kogo los bardziej woli.
Bóg był na tyle chojny: bym był wolny,
bym nie mieszał się w żaden konflikt zbrojny,
był zył bez wojny,
bym robił to co kocham.
Żeby na tym punkcie,był zdrowo chory,powiem sory:
Jestem młody ,ale mądry..

Wiem gdzie mam iść, wiem gdzie jest zapas spory, w tłumie sporym , między ludźmi życie daje fory .
Z góry obserwują święci jak pot wylewają moje wory, a pory roku zmieniają sie jak przekory,odpadają smutnie, to oni układają życia tory....Bo to historia bo to marzenia..tak tak..x4..

bo to historia bo to są marzenia, bo to historia bo to są zdarzenia.......
[Fokus]:
Masz misz masz gdyż jestem już tuż, tuż
Wylądujesz w moim łóżku
Masz misz masz gdyż jestem już tuż, tuż
w łóżku-okruszku

[Fokus]:
Masz misz masz gdyż jestem już tuż tuż
I jeszcze jakiś czas będę uderzał w klawisze
Klawiatura pisze nic już na pióra koniuszku
Muszę wreszcie zakończyć ten tom miszcza finiszem
Smocza paszcza świszczy Smok taszczy rymy w paszczy
Rymy trzeszczą w uszach zanosi je na szczyt baszty
Upuszcza i ziszcza się złowieszcza przepowiednia i nie ma dnia
Żeby każdy nie słyszał o tym co pisze
Ryk przerywa cisze dreszcze jak pioruny w maszty
Płoszysz się i wrzeszczysz a to jest dla mnie przyjemność
Deszcz to nie deszcz, huragan, tornado podczas gdy
Wiatr się wzmaga zapada nieprzenikniona ciemność
Sztorm! I fale ląd daleko jest on dalej
Ja z moim wokalem porwałem Cię niczym morski prąd
Stąd w finale razem ze sztandarem będąc też będziesz legendą
Płynąc tam dokąd i on

[Ref]:
Masz misz masz gdyż jestem już tuż, tuż
Smak trującego bluszczu
Masz misz masz gdyż jestem już tuż, tuż
Oldschool i Newschool pełen tego kunsztu x2

[Rahim]:
Masz misz masz kiedy patrzę Ci w twarz, aż
Nerwowo jo-jo-jąkasz się i drgasz
Wiem że grasz o swój imaż dbasz
I widzę jak w myślach plan ucieczki tkasz
Ostrza śpiew ciszy pewno słyszysz
Zniknął gniew jest strach ledwo dyszysz
Krzepnie krew powiem jedno ryczysz
A łowca syczy na widok zdobyczy
To nie fatamorgana a bestia zerwana ze smyczy
Powiedz księciu na co liczysz
To nie mania władania a kwestia poznania
Jak życzy chce dopaść Cię z pewnych przyczyn
Hukanie sowy znakach finałowy
Jesteś gotowy rusza jeździec trójgłowy
Słyszysz tętent kopyt a ja twój skowyt
Innymi słowy zaczynamy łowy!

[Ref]:
Masz misz masz gdyż jestem juz tuż, tuż
Smak trującego bluszczu
Masz misz masz gdyż jestem już tuż, tuż
Oldschool i Newschool pełen tego kunsztu x2

[Fokus]:
O.Ka latam jak lewiatan lecisz ze mną
Jestem F do O Ka U do S do M do O.Ka
Teee Rymy te to totalny splendor
Popatrz na ten talent i zaufaj tym patentom
Sprawdź jak nimi miotam niczym mieczami wiedźmini
Zejdź mi z linii ognia bo tam polegli niewinni
Inni pomylili się spalili się jak propan
W jednej chwili nic nie zostawili byli winni
Popatrz.. Na Smoka na Poka2 O.Ka
Jak Cię omota i zje jak minotaur - Nokaut!
Mówią esta loca por tu boca a ja to kocham
Flow płynie jak flota ze złota
Uwolnić krakena niech hołota z podziemia docenia jak nie można wyjść z mojego cienia
Totalnie niszczę ich marzenia
Mówiąc kolokwialnie to wynika z doświadczenia
Siema!

[Ref]:
Masz misz masz gdyż jestem już tuż, tuż
Smak trującego bluszczu
Masz misz masz gdyż jestem już tuż, tuż
Oldschool i Newschool pełno tego kunsztu x2

[Rahim]:
Widzę Cię tee nie uciekniesz
Bierz miecz i siecz wszystkie brednie
Stado wygłodniałych wilków biegnie przestaje być śmiesznie czas na rzeźnie!
Pierzchli cywile gdy błysnął zimny sztylet
Wiedzą że idzie killer wiedzą jak miesza style
Zanim twym zranisz na nic wbijanie szpilek
Powiem tyle zmierzasz ku swej mogile!
W zmowie są współcześni bohaterowie
To o ich czynach piszą pieśni Bardowie
Drżą też ze strachu wyniośli wrogowie
Zapewniam każdy rówieśnik Ci to powie
Ten stan trwa i potrwa długo
Jest grubo gdy idziemy z posługą
Na 10 bdj oraz fo
KTO? spójrz na drugą i..

(you know what i mean)
Ten jest jeszcze bardziej nieprzystępny nie,
weź go, chuj nie nikt go nie weźmie (wypierdalaaj)
to była pierwsza zwrotka
a jak będzie następny bit to będzie następne dwie.. będą
albo może od początku sobie zarymuję?
yo, czekaj...

Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili
Pokaż że się mylili
Nie czekaj ani chwili
Dłużej
Życie to nie zawsze droga
Na niej róże
Duże PFK, raz na dole, raz na górze
I potrafię słodko-kwaśny
Być jak chilli gdy się wkurzę
To nie do wiary!
To czary-mary!
Słyszę w oddali
To surrealizm, jak Salwador Dali
eM A Gie I Ka
Tak jak Mulder i Scully
Za was jointa spali
Tym co się odwrócili
PFK nie są mili
Jak Milli Vanilli
Czyli
Zapraszam skurwysyny
Na me narodziny
To nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny

Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
eM A Gie I Ka
OK skurwysyny
Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
(Co za licho)
eM A Gie I Ka jest

I życie to teatrzyk
Nikt się nie ogląda
Każdy patrzy
Jak zdobyć główną rolę
Najlepiej raz, dwa, trzy
I pierdolę
Wolę być otwarty, odkryty
Na stole karty
Chcieli mnie pogrzebać
Oho! Wolne żarty, żarty!
Czy zajmujesz się biznesem
Czy hip hopem?
Tu i tu łapią okazję podróżując autostopem
I pochopne opinie
Egzotyczne jak pinie
Spójrzmy prawdzie w oczy
Z tego nikt się nie wywinie
Skurwysynie ej, uważaj,
Kiedy znajdziesz się na minie
Będzie bum! Bum!
Czy słyszysz ten tłum?
Gra eM A Gie I Ka
Znów robi szum
I szura
Nie jak huragan, wichura
A wbrew zasadom, wbrew fizyki prawom
Ruszam się żwawo
A więc bijcie brawo

Skurwysyny
Z wykopaliska mej skamieliny
eM A Gie I Ka
OK skurwysyny
Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
(Co za licho)
eM A Gie I Ka jest

Już wyrok wydali
Wyrok wykonali
Żywcem pogrzebali
Mnie to wali
Na fali, skurwysyny
Co? Kpiny? To nowiny!
Czyżby zrzedły wam miny, miny?
Dźwięki maszyny
Z powrotem na szyny
eM A Gie I Ka
Powoli na wyżyny
I przypomnę wam styl
W którym jestem jedyny
Raz, dwa, trzy, no i wy
Skurwysyny
Brak tematów czy podziały ponad porozumieniem
Tak czy tak, miło było
Dla was wszystkich być natchnieniem
Bo za te wszystkie lata
Tu jest rekompensata
Znów jestem skory
Zbijać score'y jak na automatach
A dlaczego
Znowu ufam memu superego?
Nie pytaj, tego nie wie nikt
Bo nikt nie wie tego
Że mam coś czego nie masz ty
A to coś wspaniałego
I szukaj tego czegoś
W moich tekstach zawartego
To kwestia szczerości nie żaden wybór
Ja, eM A Gie I Ka
Ekskalibur

I nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
eM A Gie I Ka
OK skurwysyny
Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
(Co za licho, licho)
eM A Gie I Ka jest

Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
eM A Gie I Ka
OK skurwysyny
Są nowiny
Z wykopaliska mej skamieliny
(Co za licho)
eM A Gie I Ka jest już już już...
biegnę jak lew, by dobiec do celu
i nieważne jaką drogą, przyjacielu
potykając się o błędy w jedną stronę mam ten bilet,
nie patrząc w tył zajebać z buta by nie zostać w tyle
i nieważne w jakim jestem położeniu świata
on należy do mnie, co jest za mną moja strata
odbijając z naprzeciwka wroga nagły atak
przeciskając się przez wir prostego życia i spraw
moja wierna intuicja wyznacza mi ten szlak
nie myśląc o błędach przeszłości, niech to szlag w samo sedno trafi
wiem, tak jak ja to potrafi jeszcze wiele
wbrew naturze wywołać burzę
ostatecznym ciosem każdą ścianę zburzę
i nieważne czy będę jeszcze biegł dłużej
jaką przejdę drogę, na taką zasłużę
nie myśląc o tym, że depczesz moją muzę

refren:
nie zatrzymasz mnie - choćbyś nawet tego chciał
nie powstrzymasz mnie - ile by ten konflikt trwał
nie zastraszy mnie nawet ostrzegawczy strzał
rozpędza mnie życie, napędza mój własny plan

przekraczam prędkość ruchy niekontrolowane
jak w niekończącym śnie akcje niespodziewane
mieć cały świat w garści to nie było mi dane
mały postój na oddech, dalej wrotki odpalane
ze mną tęsknota, nienawiść, żal, uczucia mieszane
dorosły świat mnie wita, szczeniackie życie odpada
zostaje twardy charakter, jadę dalej, nie wysiadam
starzeje się człowiek, zdrowy duch umysłem włada
najpiękniejszy okres mego życia cała eskapada
czas wydaje się być szybszy, ja biegnę nadal
korzystając pięknie z życia, otrzymuję coś w zamian
własne przyjemności, sex z kobietą - niby banał
kontrolując kondycję, biegnę omijając kanał
modląc się o zdrowie, żeby Bóg mi je nadał
dobiegłbym do celu gdybym majątek posiadał
raczej dobiegnę do mety, żebym tylko uważał

refren:
nie zatrzymasz mnie - choćbyś nawet tego chciał
nie powstrzymasz mnie - ile by ten konflikt trwał
nie zastraszy mnie nawet ostrzegawczy strzał
rozpędza mnie życie, napędza mój własny plan
Witaj skurwielu człowieku, ty stoisz nagi
Nagi twój umysł wśród Pierwszej Bramy Do Świata Magii!
Dzień dobry stary, hokus - pokus, czary - mary
Nasz styl sprawia dziś, że już jesteś zaczarowany
Punkty magii, poziom mocy, sprawdzam czar i rzucam!
Błyskawicznie setki iskier wypuszcza ma różdżka
Na ciebie
Ubiwszy-biwszy, czyżby?
Dźwięk jak każdy inny - niby
Jednak jesteś jakiś dziwny!
Przybliżyć? Jasne! To jest twój pierwszy krok!
Otworzyłeś dziś stronnice Księgi Tajemniczej
To był szok!

Moje myśli, słowa są szalone
Me marzenia w kaftany uwięzione
O kurwa mać, czy będą silne by się z niego wyrwać? O tak!
Psychodelik, psychodeliczny styl
On zaczyna być mną, ja zaczynam być nim!
O Jezus Maria, jak mnie to rajcuje
Dojebią słowem myśli uwolnione!
Hej, człowieku, przemyśl to
Nasz szpital jest wolny, choć panuje tam tłok!
Jestem Macho - złodziej czasu
O połnocy, psychicznej niemocy
A czas tik, tik, tiki, tiki, tik, tak
Tik, tik, tiki, tik, tiki, tik, tak!

To moja Pani stworzyła wiatr
Który pcha mnie do przodu na głębię oceanu
Ja wierzę mojej Pani, przestałem wierzyć Panu
Ona dla mnie zatrzymała czas
Nie dostrzegłem tych lat, gdy stworzyła
Hardcore - Psycho Rap
Słona fala tekstu zalewa ci mordę
W słońcu błyszczy miecz, ostatni wróg padł
Miecz i Magia, nie potrzebna mi jest tarcza
Mój styl - on nie zna obrony
Liczy się atak, ostatni wróg padł
Narodził się nowy! Ja go odnajdę!
Zakon Marii wchodzi w tłum!
I sztrumf, sztrumf, misia bela
Misia, Kasia, komfacela
Misia a, misia be, misia Kasia kom-fa-ce...
Wypadło na ciebie!

Psychodela, psychodeliczny styl
My walczymy dla niego, my walczymy wraz z nim! [x4]

Metr, metr po metrze, krok po kroku
Ponad twoim zrozumieniem, twarzą w twarz
Z przeznaczeniem
Ja Jonasz - (Ja Jonasz na scenie)
Strażnik Bram wychodzi z mroku
I do boju! Sprawdź to, sprawdź MC
Jest czas, on nadszedł by zmierzyć się
Spójrz na mą zbroję, przenoszę
Tamten świat na ta stronę!
Błysk, dym! Brama stoi już otworem
Jestem gotów do walki! Pytasz czy nie brak mi odwagi
O nie!
Zakon Marii mknie jak rydwan po nieboskłonie
Sprawdź mój styl, Magiczna Szkoła
Tajemnej Księgi pierwsza odsłona
Nadszedł czas na skok w dziewięć siedem rok
Proszę o zbliżenie. Ja Jonasz na scenie, sprawdź to!

Psy-Psychodela wyłoniła się nagle
Ja jestem Rahim, ja zostałem diabłem
Me kły błyskają w mroku, wciągam powietrze
Już jestem w amoku
Psychodela, Pani jedyna
Wdarła się w mą duszę i coś tam zostawiła
Poczułem energię i wiedziałem, że muszę
No właśnie
Atak nastąpił błyskawicznie
Stworzyłem klimat mroku i zostałem mistrzem
Ciemność ogarnęła nas
My jesteśmy Zakonem, my walczmy dla was!

Czy chcesz stanąć ze mną w szranki?
Dobądź miecza i do walki
Niech Zakon osądzi, kto najlepszy jest
Ten, kto pozna moc mej Magii
I psycho styl - on dodaje mi odwagi i władzy
Bo gdy nadchodzi MM
Jesteś tutaj nikim, nikim, jesteś tutaj
Błe-o-błe-o-błędem
Niech powącha mój miecz MC i poczuje ciężar
Który jest na dnie
Dnie, dnie, gdzie, gdzie, gdzie to jest,
Gdzie to, to, ta... Aaaaa! Psychodela nie ma dna!

Ja B.U.C. też jestem szalony
Całuję dłoń mej Pani, całuję dłoń mej żony
Psychodela - tak brzmi jej imię
Tylko ona mnie podnieca, tylko dla niej żyję
A czas tik, tiki, tik, tik, tiki, tak!
Nasza grupa jest coraz bardziej zgrana
Przykuta do muru, w mroku zaczajona
Ten czas, on płynie szybko
Pękną łańcuchy, zdobędziemy to wszystko
Co od dawna w mózgach mamy urojone
Psychodelicznym stylem rozbijemy waszą zbroję!

Psychodela, psychodeliczny styl
My walczymy dla Niego, My walczymy wraz z Nim! [2x]

Psychodela, psychodeliczny styl
My walczymy dla Niego, My walczymy wraz z Nim! [4x]

Psychodela, psychodeliczny styl
On zaczyna być Mną, Ja zaczynam być Nim!

Psychodela, psychodeliczny styl
My walczymy dla Niego, My walczymy z Nim!

Psychodela, psychodeliczny styl
On zaczyna być Mną, Ja zaczynam być Nim!
Trafiłaś na mnie, proszę się ubierz dziś bardzo ładnie
Trafiłaś na mnie...

[PIH]
Dyskretny chłód, w szklance lód, restauracje
W życiu zrób spację, pojedźmy na kolację
On cię zanudza mimo, że masz dobrobyt
Co z tego, że jest dach, bo nie ma pod nim głowy
Ta noc dla nas może być wszystkim
Twoją pupę pięknie opinają jeansy
Tymi samymi szlakami idą nasze myśli
Mam ochotę odwiedzić twój rejon rozrywki
Nie dla nas wieczór przy popcornie w kinie
Kręci nas hazard, bingo w kasynie
Z rana chcieć, dla nas w nocy znaczy móc
Cały świat u naszych stóp

Pytasz mnie o czym marzą dziewczyny
Wiedzieć chcesz o czym marzą dziewczyny
Pytasz mnie o czym marzą dziewczyny
Wiedzieć chcesz o czym marzą dziewczyny

[PIH]
Kiedy patrzysz mi głeboko w oczy - masz mnie
Kiedy cię po udzie głaszczę - mam cię
To ty, co wiem o tobie, a czego nie wiem
Czego jestem, a czego nie jestem w ogóle pewien
Widzę w tym sens, choć dla innych bez sensu
Czytam w myślach, znam mowę twoich gestów
Nie jestem bawidamkiem, jeszcze jedno
Jutro przypomnisz każdy raz ze mną
Podejdź proszę, bądź tak uprzejma
Podaj dłoń zaprowadzę cię, gdzie wzrok nie sięga
Pokaże świat - to będzie nasza chwila
Fakt, jesteś dla mnie jak kokaina

Pytasz mnie o czym marzą dziewczyny
Wiedzieć chcesz o czym marzą dziewczyny
Pytasz mnie o czym marzą dziewczyny
Wiedzieć chcesz o czym marzą dziewczyny

[PIH]
Ej niesamowita, ej niezwykła
Dzisiaj tylko my, wszyscy inni na dystans
Nigdy o wiele za wiele, mamy swój cel
To nie spotkanie na fotka peel
Co pomyślą inni nie wiem, jestem pewien
Nas dwoje, pocałunek, sześćdziesiąt dziewięć
Anielski wyraz twarzy, w dłoni exstasy
Spełnia się to o czym po cichu marzysz
Gorąca, chcąca; o ciebie chcę się sparzyć
Zawsze pragnąca, co dziś się wydarzy?
Popatrz jak się składa, ja i ty - git
Jedna noc, jeden wypad, jeden hit

Pytasz mnie o czym marzą dziewczyny
Wiedzieć chcesz o czym marzą dziewczyny
Pytasz mnie o czym marzą dziewczyny
Wiedzieć chcesz o czym marzą dziewczyny

1. Powiew luksusu i luzu, poczuj moc plusów
w tym miejskim buszu znajduje miejsce dla uczuć,
choć mogę ukłuć przez zawistnych wisusów,
tylko dlatego, że spełniam marzenia mogę im współczuć.
Ile minusów nazbierasz nie mi oceniać jestem winny,
bo zmieniam swe życie na lepsze, siemasz.
I Ty się zmieniasz z dnia na dzień wczoraj to jeszcze ziomek,
a dziś zawistnym kondonem, to jego nick name, przydomek.
Zakompleksiony matole, pierdole Twe paranoje,
wiarygodny na streecie, w showbizie zrobiłem swoje.
Studyjny wyciek na płycie, zaznaczę żyjemy godnie,
pierdolę podłe żywoty, tych co na dnie ponownie.
Na swoją modłę układam plan na promocję,
znaczy żyć dobrze, eliminować problem.
Niewiarygodne, że dopiął swego, dlaczego udało się
właśnie jemu, czemu my we wkurwieniu?
Przyglądam się rozwarstwieniu, awansowałem społecznie
od zawsze chciałem bezpiecznie egzystować w tym mieście,
mieć własny metraż i częściej korzystać z życia i swobód,
być wolnym obyczajowo na to masz właśnie dowód,
bo jestem żywym dowodem mam niezależną swobodę,
swego zdania nie zmieniam, nadal pierdolę modę.
Życia szkołę przyjąłem, chcesz to nazywaj matołem
jeśli jesteś mądrzejszy to gdzie Twój sukces po szkole.
Ja nie z pardonem, patronem biedaków, z nadziei znany,
twardy, zdecydowany, bo asertywni kochani.
Od Poznania przez Stany tak kroczę, zostawiam ślady,
wyjebany w salony, pseudo branżowe układy.
Bałagan za kulisami z króliczkami playboy'a,
raczej Styl życia G'N.O.J.A., Na serio, to moja zbroja.

Ref. Jeśli nie masz wyboru pozostaje Ci przetrwać,
jeśli masz przejebane, to zęby zaciśnij, nie płacz.
Nie masz wyboru musisz przeżyć z nadzieją
na poprawę swego losu to Twoje życiowe dzieło. x2

2. Na mnie klątwa nie ciąży, tak jak na klanie Kennedych,
cieszę się tą złą sławą, choć żyje dobrze, niestety.
Zadym nie wszczynam i trzymam się jednej kobiety, mówię,
nie ćpam, nie piję, nie bije, tak żyję, skurwielu, uwierz.
Gnojów nie lubię, frajerstwa kręcili krzywe afery,
fałszywi kumple odbili pozostał ten człowiek szczery,
choć sprawiałem kłopoty to raczej nadal lubiany
odmienne zdanie ma kolo co źle mi życzył, skumałem.
Przenigdy nie idź w me ślady w tej branży, poryty dekiel,
chociaż szalonym człowiekiem, to sobie radzę, mam fekiel.
Nie zaniknie to z wiekiem, szaleństwo z domu wyniosłem,
robiłem za tarczę matce, gdy ojciec puszczał jej chłostę.
I się podniosłem, jest postęp, ciekawe co Ty byś zrobił,
gdybyś po ryju zarobił za chęć do życia, bił rodzic.
Zamierzam też być rodzicem, nie chcę tyranizować
znam dyktaturę tyranów - terror, dom, praca, szkoła.
Czas wyprostować te traumy rozliczyć złą przeszłość, poszło,
zamykam rozdział dzieciństwa, wspomnienia wyparłem mocno.
Nagrywam hardcory non stop, nadal pamiętam, choć nie chcę.
Rapoterapia na serce, przestałem krwawić, co więcej dziś
dam Ci lekcję jak zdobyć wszystko co niemożliwe,
jeśli nie masz wyboru to musisz przetrwać, nie zginiesz.

Ref. Jeśli nie masz wyboru pozostaje Ci przetrwać,
jeśli masz przejebane, to zęby zaciśnij, nie płacz.
Nie masz wyboru musisz przeżyć z nadzieją
na poprawę swego losu to Twoje życiowe dzieło. x2
Nie wszystko jest takie jakie sie wydaje
ta płyta będzie zupełnie inna jeśli chcesz
zabiore cie w podróż, w podróż.
To będzie podróż jakiej jeszcze nigdy nie odbyłeś.
To będzie w swojestego rodzaju trip... taki trip trip
Rozumiesz taka, taka wycieczka ... zła wycieczka.
Wycieczka po kompani dzwięku po takich, takich nuuutkach
Bo takie takie takie nutki kiedyś były

>hehehehe hehehehehe

Każdy znajdzie coś w niej dla siebie.
Dlatego że łączy w sobie takie różne dziwne rzeczy.

...hehehehehe

Niespodziewane. Ona zaskakuje, jest inna
jest inna niż wszystkie... ho ho ho ho
sprawdz to bo jest to zupełnie coś nowego.

heheh hyhyhy hahaha

Słuchajcie każdy znajdzie dla siebie... tutaj...
coś co zmieni jego życie, bo wiecie znajdują się tutaj takie
stópki, takie werbelki, takie sekacze no i oczywiście skreczyki...
takie dowo... dowo dowo i słowa...
Bissss...

Pięć Dwaaa...
W drodze do lepszego jutra
Szopen rapu dziwko

Pierwszy październik 85 wtedy wyruszyłem w drogę
Po 27 latach wchodzę na kolejny stopień
Stąd nie ma odwrotu, jestem w drogi połowie
Dawno nie widzę początku i sam nie wiem gdzie jest koniec
Dzisiaj walczę o jutro, wczoraj walczyłem o dzisiaj
To nie walka o gadżety, czy kolejnego tysia
To pusty dodatek w drodze do lepszego życia
Jak mam wybór to nie szukam drogi w najłatwiejszych wyjściach
Mógłbym robić to co wszyscy i żyć tak jak każdy
Świadomie idę tam, gdzie dochodzą tylko wybrańcy
Droga do prawdy, wyjście poza standardy
Celem jest życie wieczne, a nie kraina umarłych
Ściągam na ziemie gwiazdy, jedyne światło pośród bloków
Niesie jasność umysłu, przebija ściany z betonu
Chcę tym wszystkich zarazić i może niektórym pomóc
Bo dzisiaj ludzie są głupsi od swojego telefonu, tej.

Ref.:
W drodze do lepszego jutra
Dosięgam gwiazd i każda z nich to mój prywatny znak
W drodze do lepszego jutra
Omijam syf i mam to coś czego nie kupisz za hajs x2
W drodze do lepszego jutra…

Podstawowe pytanie po co to robić i dla kogo
Dziś znam odpowiedź na nie, poszerzam swoją świadomość
Wielu myśli podobnie, mamy te słów porozumienie
Robię to dla nich, dla siebie, żyjemy we wspólnym niebie
Gdzie dzisiaj jestem, ile zostało do celu
Czy odnajdę spokój ducha po jego osiągnięciu
Z kim tam podążać, a których odstawić na wejściu
Zawsze przyda się wsparcie gdy stracę poczucie sensu
To jest moja ofensywa, toczę wewnętrzną wojnę
W drodze do lepszego jutra mam prywatne siły zbrojne
Wiem jak wygląda zło, chce je rozpierdolić dobrem
Wbijam się na życia tron, przetapiam złotą koronę
Jestem taki jak Ty, jak setki tysięcy chłopaków
I tak jak Ty z wiekiem zmieniam podejście do tematu
W świecie hipokrytów i łatwego hajsu
W drodze do lepszego jutra jestem na właściwym szlaku, tej.

Ref.:
W drodze do lepszego jutra
Dosięgam gwiazd i każda z nich to mój prywatny znak
W drodze do lepszego jutra
Omijam syf i mam to coś czego nie kupisz za hajs x4
W drodze do lepszego jutra…
Wyruszam z bazy na rewiry mi znajome
Przy leśnej bramce oczy crackiem usmażone
Już się mnie pyta czy mam funta
A ja z niego szydzę, bo kurestwa nienawidzę więc idzie
Zawinął odwłok, płynie jak obłok
Szkoda mego czasu dla tych zwłok, idę dalej
Muszę dostać się do Popa żeby nagrać ten kawałek
Pojadę kolejką, bo na stacji nie ma bramek
Na wałek to nie ranek
Oczy mam otwarte, widzę typki o ścianę oparte

Ten co ma za pazuchą może być moim niefartem
Dla tych dzieci z bronią czyjeś życie kule warte
Obawy odparte, to mi znajomy kartel
Fartem to mi znajomy kartel
Pobieram lemona z haszyszem mix, bo kopie jak fix
Nara piks, wsiadam do kolejki
Choć [?] nie siadam na następnym się przesiadam
Jakiś mini Saddam się mnie pyta czy mam bletki
[?] kitra do plecaka wypadły mu kredki
Dwa polskie Edki chcą numer do Anetki
Sorrówa chłopaki, niestety nie mam fetki
Sorry ziomek, sorry ziomek, sorry ziomek, dzięki

Jestem na Stratford
W miejscu gdzie narodził się ponury hip-hop
W ostatniej chwili łapię kolejkę na Richmond
I już słyszę muzykę i wrzaski
Trzy czarne laski urządziły clash
Która trzęsąc dupą podjedzie najbliżej pod mą twarz
Ale ubaw, oklaski
Jakieś Polki poprawiają cycki
Bo są zgulowane na te z Jamajki artystki
Nagle mą uwagę przykuwają czarne kiecki
czarne włoski, czarne chusty i czarne torebki
Ninja z wózkiem w nocy, coś tu śmierdzi
Chcę to sprawdzić, lecz muszę być dyskretny
Zerkam, może jest tam bomba zamiast dziecka
Myślę Kali przestań, co ma być to będzie
Wierzę w przeznaczenie choć może jestem w błędzie
E, ***** z tym, jestem na [?] centralnym
***** na dolny hak i znowu na kolejkę
Następnym razem chyba [?]
Na zakręcie spotykam Kaczego
Proceder rezydent Księstwa Warszawskiego
Siemasz Marek co słychać? co nowego?
Odpowiada, że w sumie po staremu
Ale podbij do mnie Kali jutro będę mieć coś dobrego
Proste kolego, dużo zdrowia i wszystkiego
Dobra, moja podróż dalej trwa
Idę szybkim krokiem, bo tu wczoraj padły trupy dwa
Sialalalala słyszę w oknie Bounty Killer
Przy wejściu na stacji ktoś kogoś dyma
W krzakach pęka sraka musi mieć na cracka
Cipa jak loalka, nie tykaj bydlaka
Kolejny teleport mam za 20 minut
Czas mi umili napięty atrybut
Zapal lemona, przyciągnął kolejnego maszkarona
Mówi, że jest Mona [?]
Ona jakaś rozczapierzona
Pewnie w tych krzakach się *****ła właśnie ona
Jest wreszcie diabelska machina
Po torach nagina
Głupiej cipie daję filterek, niech se potrzyma
Wbijam, patrzę czy nie ma kanarów
Są łatwi do przycięcia, bo zawsze jeżdżą w paru
Pseudo Wiley się mnie pyta czy mam żaru
Odpala se lolka w środku przedziału
Zakładam słuchawki, mam dość globalnego gwaru
feat Jedna runda & Charlie P

Braap, tak, nie dla Ciebie ta gra, ha, a jak
Rychu Peja SoLUfka tak gada, tak, tak
Tak, zawsze miałem w dziurce od chuja te Twoje gierki wiesz
Brałem poprawkę na to co robisz i co mówisz
Ale teraz postanowiłem Cię skończyć, pamiętaj!
To tylko jedna pierdolona runda! Braaaap!

Po pierwsze to ci nie odpowiem jak rapperowi
Nawet małe dzieci wiedzą robisz rap chujowy
Więc odpowiem tobie jako tak zwanemu człowiekowi
Bo już dość mam farmazonów, które na mój temat tworzysz
Zapłaciłeś mi za koncert, pokój obrócony w pył
Co się stało dziwce, powinieneś zamknąć ryj
Powinieneś o tym wiedzieć, skoro jesteś taki git
Pewnych rzeczy się nie mówi, teraz za to się wstydź!
Gówno cię obchodzi moja dziara, jaki jestem
Zadbaj ty o siebie, zakryj te buraki wreszcie
Chciałeś nas przekręcić, pamiętasz wylot do Stanów?
Kto od psa by na me konto wziął zaliczkę się zastanów
Pamiętam gdzie bywałeś ty naćpany plus wilanów
Taki z ciebie kozak? Jesteś sobą? Weź się szanuj!

He, masz dość? He, to nie wszystko, co za gość
Ukradnę Ci bit i pokażę na czym polega prawdziwy rap
Rap, rap, jak to się robi, jak Tim Dog z N.W.A
Z tym jednym małym wyjątkiem, że tam wszyscy potrafili rapować
Sprawdź, sprawdź, braap braap!

Rok wcześniej na osiedlu w mieście stołecznym Warszawa
Też prosiłem Cię z koleżką żebyś tam coś poukładał
Miałeś coś ogarnąć, powiedziałeś że mam czekać
W drodze powrotnej do nas, połówkę samemu żeś zerzarł
To, że kłamiesz i okradasz kolegów, wiem to od dawna
U mnie każdy miał list gończy, ale płyt o tym nie składa
Bo Twój wizerunek gangsta, to dla mnie zwykła przesada
Wciąż mi się tłumaczysz gdy już zaczynamy gadać
Ile razy ci mówiłem, że należy ci się wpierdol
Weź mi tu nie pierdol i nie opowiadaj pierdoł
Jesteś w chuj żałosny, wiesz, przestań mnie szanować
Za te moje teksty, ty nic nie wiesz o słowach
Farmazoniasz i grafoman, niespełniony rapper zobacz
„W zasadzie nic do Ciebie nie mam” – chcesz na rap ze mną stratować?
Może pieści chcesz skrzyżować? Ja widziałem strach w twych oczach
Nie umiałeś spojrzeć w twarz człowiekowi, co za rozpacz
Nie w Warszawie, nie w Poznaniu, nawet na zadupiu świata
Nie usiądę, nie pogadam, nie napiję się, nie zbratam
Zachowujesz się jak szmata, oto pierwszy cios Slums Attack
Dziś się kończy twa kariera, odłóż majk, do domu wracaj!
Studyjny pseudo gangster, pseudo rapper, a czy człowiek?
Ja nie zrobię ci przypału, wpierw się dobrze zastanowię
Ja zawdzięczam ci zdrowie? Pierwsze słyszę, słuchaj Andrzej
To ty się podszywałeś w sms-ach pod mafię
A Domino wraz z ekipą powiedzieli przyjeżdżajcie
W tym hotelu nikt tam nie był, lecz broniłeś mnie, ty twardziel
Sterydy, kokaina, chcesz to dalej to rozkminiaj
Ty nie wiesz co to sport, wizerunek masz debila
I znów będziesz przepraszał, gdy staniemy twarzą w twarz
Nie znałeś Żuroma? No to go słuchaczu znasz!
To diss bez ubliżania, tak jak chciałeś diss z kulturą
Dla mnie pseudo gangster Żurom, jest po prostu zwykłą...z cenzurą

Tak, taki charakterny typ jak ty, obraził Medi Top Glona, pamiętasz?
Nikt nie będzie mówił kurwa o moich ziomkach: per w dupe jebany, tak
Oddaj hajsy Rafałowi, wiesz za co, za tłocznię
Za płyty wytłoczone Rudiego, Wdowy, za składaki
Nie masz namiaru na Rafała? Ja Ci go dam!
Skończ te swoje machlojki, kumam że nie wyrabiasz z muzyki
Z własnej twórczości, musisz być wydawcą, organizatorem koncertów,
Kumplem znany rapperów. Przestań używać moich nagrań do cutów,
Bo je profanujesz bydlaku! He! Lepiej strzel se w łeb charakterniaku!
Hajs! Jesteś tak przerysowany, popatrz na te swoje zdjęcia
Kurwa, nie robiłem tak groźnych min od kąd skończyłem 16 lat
Kurwa, masz pecha to walcz o swoje bo nikt ci puchy nie życzy kurwa
Ale nie wciągaj mnie w te swoje kurwa gówienko, kumasz?
Jakby Ci kurwa odpowiedzieli, jeden jedyny jakiś Mezio
Za ten numer o hiphopolowcach z twojego pierwszego wymęczonego krążka
To już bym nie musiał kurwa tutaj nagrywać tego numeru
Bo byłoby po tobie, kapujesz? Szczerość? Jaka szczerość? W czym?
Gdzie ta szczerość? Nigdy nie złożysz prawdziwej zwrotki, kumasz?
To jest ode mnie szczerość na koniec, tak jak mnie prosiłeś
Żebym podsumował twoją płytę, tak. Jedni to mają inni nie!
Zrozum to w końcu, nie nadajesz się do rapu!
Nie pierdol głupot na mój temat Żurom! Tak
Skończyłem, proste, jak Mieciu!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo