Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wszystko co mnie wkurwia nie bierze się znikąd
Jasno obrany cel – a nie droga do nikąd
Znikoma to rzecz w obecnych czasach
90% rapów śmierdzi, zerowa klasa
Prawie nic nie buja jak za starych 600 voltów
Dziewięciu na dziesięciu bym odstrzelił bolków
Nie jeden w piździe był, ściągnął Fruity Loopsa
Zrobił pare bitów co brzmią gorzej niż chuj w ustach
Rap bije tu wszystkich co ich pościg nie ustał
I nie chodzi o gusta po prostu mam już dość
Popeliny w rapie amatorki jak na złość
Chleb na ryj za brak przytomności
To nie sport sezonowców brak w nim litości
Tu ulicy zasady, nie luz, smak niewinności
Życie nieraz da po dupie jak chcesz weź to ochrzcij
Ale najpierw się ogarnij i od rapu se odpocznij

Ref:
Anty kurestwo i maskarada
Lojalność bliskich a zbrodnią jest zdrada
Marny tu żywot przyjaciół sukcesu
Rap tak zniszczony przez łapy biznesu
Wróg numer jeden bez tłumaczenia
Zawsze ten sam i nigdy się nie zmienia
Chodź na twej drodze są skurwysyny
Tępić frajerstwo o to walczymy

Na maksa mnie wkurwia ludzka głupota
Kserowane klipy i zęby ze złota
Udawanie VIP’a i mania wyższości
Sodówa niestety uderza większości
Wkurwia mnie to i jestem przeciwny,
Że na polskiej scenie są te zwykłe pizdy
Spedalone rapy gdy się nawet brzydzi pedał
Wokal, który brzmi jakby koń go jebał
Ludzie na bruku bo socjal to ściema
Era plastiku typu barbi i kena
Dzieci internetu, pokolenie fast foodu
Wzorce pobierane prosto z Hollywoodu
Ładują babcie pieniądze w ofierze,
Że tak odkupią grzechy wierzą w to szczerze
Drażnią mnie strasznie słodkie idiotki
Od góry z ręki robiące sobie fotki
Nie potrafie patrzeć na polskie seriale
Aktorzyny grające jak za kare
Cały rap biznes, który zabija pasje
Znasz się na tym? To przyznasz mi racje

Ref:
Anty kurestwo i maskarada
Lojalność bliskich a zbrodnią jest zdrada
Marny tu żywot przyjaciół sukcesu
Rap tak zniszczony przez łapy biznesu
Wróg numer jeden bez tłumaczenia
Zawsze ten sam i nigdy się nie zmienia
Chodź na twej drodze są skurwysyny
Tępić frajerstwo o to walczymy

Nie jestem wrogo nastawiony do świata
Ale nie zamierzam się tutaj ze wszystkimi bratać
Rzeczywistość figle płata, dzieci mają po dwóch ojców
Dzisiaj mamy golą klate, pozbywają się zarostu
Pedalski strzał amora, sodoma i gomora
Cioty chcą mieć więcej praw, z napisem made in holand
Na kogo wyrośnie potem taki małolat
Nie powie stop adopcji tylko pedał i ignorant
Weź poradź coś na te anomalia
Taka niby rodzina, później dla dzieciaka trauma
Jak zacznie ogarniać, że to nienaturalne
Nie mógł być poczęty przez stosunki analne
Parady pedałów, na ulicach tranzystory
Rożowi chłopcy, kakaowe love story
Ja hetero jestem a ty? Tego jestem pewien
Czy ten świat zapomniał o Adamie i Ewie?

Ref:
Anty kurestwo i maskarada
Lojalność bliskich a zbrodnią jest zdrada
Marny tu żywot przyjaciół sukcesu
Rap tak zniszczony przez łapy biznesu
Wróg numer jeden bez tłumaczenia
Zawsze ten sam i nigdy się nie zmienia
Chodź na twej drodze są skurwysyny
Tępić frajerstwo o to walczymy
ref. Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media znam

Kilka patentów na zburzenie fundamentu
na strącenie z filamentów
tych kilku śmiesznych pionków
To Mój Rap dla ziomków

Jeszcze żyje w porządku bo Hip Hop
będzie żył do końca od początku


1.
Wieczór, pracownia, jak co dnia Hip Hop żywy
Rap tak prawdziwy że aż boli to Cię dziwi?
Że nie ma nic na niby Rap Muzyka żywa widzisz?
Każdy róg na osiedlu w klubie każdy dźwięk słyszysz.

Siłę mam wytrzymam, konsekwencją to nazywam
Ponownie się odzywam dobrze wiesz nie bez powodu
Nie sprawię Ci zawodu gadka warta zachodu
Bas pierdzi z samochodu gdy przejeżdżam blisko Ciebie

Świeży towar klepie ja opuszczam wolno szyby
Bo ten syf nie jest na niby robiłbym to nawet gdyby
Nie było z tego grosza, gdyby znieśli mnie na noszach
Gdyby dziś dała mi kosza, odeszła, ROBIŁBYM TO!

Wiem że przykro jeśli tego nie docenisz lub przecenisz
Gdy zajrzysz do kieszeni raperowi, cóż to zmieni?
Bez rapu znieczuleni na obłudę (pomówienia)
W życiu se pozmieniał tak jak chciał więc dowidzenia.

Chcą mnie oceniać, chcą winić, chcą mnie zmieniać
Wkręcają się w temat lecz nie czują go .Ściema!
Mówić że jest dobrze jeśli tego dobra nie ma
Robić w to nie wierząc i pogrążać się w tych bredniach

Na ile mnie wyceniasz mój wydawco? mój fanie?
To przejebany temat jak życie przejebane
A ja widzę i słyszę więcej niż bym tego pragnął
Gdybym wiedział że warto oddałbym ten rap za darmo.

Wyjeżdżam z petardą z gruntu zły to nieprawdą
Nie bez powodu powtarzam 'Jestem gram to'
Z SLU gangu (SIŁ) Masz to jak w banku
Że wyjdę z tej opresji praktycznie bez szwanku

I jak Kris o poranku natchniony będę nawijał
W ciężkich czasach dla Hip Hop'u to ja Przepita szyja


ref.
Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media znam

Kilka patentów na zburzenie fundamentu
na strącenie z filamentów
tych kilku śmiesznych pionków
To Mój Rap dla ziomków

Jeszcze żyje w porządku bo Hip Hop
będzie żył do końca od początku


2.
Czym dzisiaj jest ten Hip Hop który rządził
W czasach gdy byliśmy młodzi? Kogo dziś to obchodzi?
Mnie oczywiście dajcie mówić artyście
Wiele widzieliście na scenie, to na liście

Ludzie! Wy tam byliście. Pamiętacie? (Oczywiście!)
To świadkowie ceremonii nazywali mnie mistrzem
Zmieniliśmy stan rzeczy na lepsze jak należy
Byliśmy szczerzy każdy po dzień dziś nam wierzy

Pora to uleczyć, przestań śmieciu kaleczyć
Nastały ciężkie czasy więc przechodzę do rzeczy
Z kim mam się zmierzyć? Pierdolony nieudacznik!
Ilu takich znasz Ty. Ilu ja znam? Sprawdź ich!

Pękające ogniwa Ty na bicie weź prawdziwa
Kilka rund ich przeżywa wtedy buchną te dziwki
Sex Rap używki i w chuj schłodzone drinki
Wyjdź stąd, zostaw, zrezygnuj, jesteś nikim.

Masz chujowe wyniki, brak talentu, techniki
I do tego złe nawyki dziś napluję Ci w mordę
A zwartymi tego rapu ludźmi wychlam goudę


ref.
Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media znam

Kilka patentów na zburzenie fundamentu
na strącenie z filamentów
tych kilku śmiesznych pionków
To Mój Rap dla ziomków

Jeszcze żyje w porządku bo Hip Hop
będzie żył do końca od początku


3.
Umarł bym za Rap jak nawijał Fredro Star
Znów osuszyłem bar i pizgałem całą noc
Mój Rap nie koks Rap jest moją kokainą
Zostanę blisko z Rapem tak jak z moją dziewczyną

Bliski memu sercu mój rap
nasze mordy krzywe nie dla każdego miłe
Mój Rap jest dla dziwek ale tylko tych w pończochach
A Ty komercyjna dziwko wypierdalaj stąd. Wynocha!

Stań se w kącie szlochaj dla mnie to radocha
Jak opierdole tokaj, nagram to postąpasz lepiej
Wraz z wdechem i wydechem możesz se zajebać ścieche
Zawyjesz jak wyjec niczym Kasacja Rally

Nowy track jak News Daily usłyszą to w New Dearky
To nie na Twoje nerwy w drzwiach załóż ze dwie Gerdy
Wypierdalaj z tego Rapu nie rób obciachu
Nie wyrabiasz się w tym fachu masz zwykłej dziwki status


ref.
Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media znam

Kilka patentów na zburzenie fundamentu
na strącenie z filamentów
tych kilku śmiesznych pionków
To Mój Rap dla ziomków

Jeszcze żyje w porządku bo Hip Hop
będzie żył do końca od początku.
Daję rap, daję rap, trzęsę każdym domem, blokiem
Suki nadal walą fetę, chłopaki walą kokę
To poker, znowu diabeł mnie opętał
To powód żeby kichę w rapie wysłać na cmentarz
To muzyka każdego polskiego miasta
Chuj w dupę policji, ta nienawiść narasta
Przy tym agresja wzrasta wśród młodych buntowników
Systemu niewolników, jebać sądowych ławników
Lepiej chodź na grubą bibę z moją ekipą
Napierw padnie ci wątroba, później spuchnie ci kinol
Tetrohydrakanabinol z procentowym płynem
Co zażyłem to zażyłem, naśmigani białym pyłem
Tanim winem nastukani, naprani na bani rysę
Z łachów robię wyzysk, schizy dla prawdziwych
Zawsze propsy, dobry rap klepie zawsze jak dobre dropsy
Ósmy rok mi mija, jest hardkor jest czilaut

ref. x4
Daję rap, prawdziwej ulicy sztukę
[?] i tak cię zakatrupię
Bo to jest rap, prawdziwej ulicy sztuka
to ja i moja grupa RSA

Daję rap, daję rap, niosą mnie uliczne rytmy
Ludzie gotowi na bitwy, te słowa ostre jak brzytwy
Dawaj ten dobry rap, który grany jest w podziemiu
Czasem brakuje tlenu, stoję w cieniu, pomagam bliźniemu
Lecę dalej, ledwo wiążę koniec z końcem
Non stop błądzę, chcę pieniądze w końcu mieć na swoim koncie
Nie to jest najważniejsze, bo mam już dużo więcej
Mam rodzinę, piękną dziewczynę, robi się goręcej
Mam przyjaciół, których domy zawsze dla mnie są otwarte
Jak nie wiem ludzi drażnię, bo nie stoję w marazmie
Tylko ruszam banią bo po to Bóg dał nam czachę
Zaciągam się machem, kleję kolejną flachę
Dzieci ulicy wypuszczone z dziczy z impetem
Życie ćwiczy, każdy liczy na lepszy życia deser
Wersy które zapisuje to moje powołanie
Jeśli zginę dzisiaj, właśnie to po mnie zostanie ta

ref. x4
Daję rap, prawdziwej ulicy sztukę
[?] i tak cię zakatrupię
Bo to jest rap, prawdziwej ulicy sztuka
to ja i moja grupa RSA
Z definicji Pener taki jestem, się nie zmienię
Takie mam korzenie, nie wyplenisz tego ze mnie
Nawet gdy spod igły nówka funkiel, wypas loopach
To masz przed sobą lumpa, który wiele razy upadł
I u nas rządził 2Pac, kiedy żył i gdy już odszedł
Świat nie będzie taki sam, nic nie jest kurwa proste
Dziś wylewam ku pamięci trunek, który tak go kręcił
Za tych co nie mogą tutaj my i nigdy święci
P, P do N i kreska - Pener mieszka
W wielu ludzkich sercach dla Penerów to wersja
Bo P ważna kwestia, oryginalny Pener, przestań
Niech na drzewo spieprza ten co chce nam tu namieszać
Nie wnikaj w nasze sprawy, to świat rozbitych rodzin
Pobitych i na głodzie, życie w nędzy, w tym smrodzie
Strasznej niewygodzie, o suchym ryju, walka
By mieć włożyć co do garnka, to o chleba kawałkach
I odchodzi moja matka, '89 przyszedł hip-hop
I wiedziałem, że to przełom jest na prawdę i, że z fikcją
Chuj będzie miał wspólnego dla gry coś wartościowego
Prawdziwy jak Sermon, oni mieli mnie za zero
Gram na nosie tym ofermom, co nie rozumieli tego
Że z rapu czarnego będzie można kiedyś wyżyć
Oni wciąż chcieli mnie widzieć, że się zmagam jak ten Syzyf
Oni wciąż chcieli mnie widzieć, że się zmagam jak ten Syzyf

[x4]
Definicja, definicja, definicja Pener
Z definicji, z definicji, z definicji Pener

Te dziewczyny tu plotkują, że całuję je obłędnie
A kolesie na mój temat wygadują różne brednie
Ja wiem, że było biednie i, że teraz mam komedię
Ale czas, gdy życie piękne był zawsze, bo to pewne
To my Penery, wszyscy razem się trzymamy
Bariery pokonamy i dlatego radę damy
Trzymamy się razem z jednym słusznym przekazem
Ulica nas nie karze, na niej łajdacy, łgarze
Żargon, tatuaże, rozpijana gouda w barze
Amsterdamem się usmażę, a skurwielom wyjście wskażę
Źle się wyrażę, jeśli trzeba to odszczekam
Dla człowieka wsza człowiekiem i nie czas by tu narzekać
Tylko na ten towar czekać, który pizga mocno w czachę
Jakbyś bro wyłapał blachę, mach za machem na tym bicie
Dalej jadę, a podkładem będzie dla mnie rytm ulicy
Na ulicy ten rap ćwiczy i kolejny wyczyn
Proste, że nie z niczym penerskiego miasta chwila
Dla młodego moment ciszy, tak wystarczy jedna chwila

[x4]
Definicja, definicja, definicja Pener
Z definicji, z definicji, z definicji Pener

Niech Pener, mocny Pener, to ten zarobiony Pener
Wyłoży ci monetę, gdy pod sklepem masz wegetę
A ten Pener kopsnie bletę i zajarasz nie tandetę
I odlete, mam tu betę i pierdolę twoją fetę
Bo mój rap puszczam w eter, a ludzie na przytupie
Rozkminiają teksty na przemian mądre, głupie
Pener oka nie wyłupie, bo swój zawsze pozna swego
Pener to Pener z definicji i dlatego
To miasto Penerami wypełnione jest po brzegi
I dlatego na bujanie wszyscy tu podkozaczeni
Pener Penera doceni i nie ważny jest tu szczebel
Czy ten Pener to żul, czy jest dobrym biznesmenem
Bo każdy zna swą cenę, Pener tutaj to synonim
Słowa obywatel, a szaraków Pener goni
Od szaraków Pener stroni, którzy w chuj nie są życiowi
Bo ich słownik to na żywca z telenowel są dialogi
Więc kieruję już swe kroki tam gdzie świat mój jest szeroki
Pener za wysokie progi? nieprawda, że ubogi?
To nie ważne, Boże drogi miej Penerów nas w opiece
A ja wiem, że nie odlecę, jestem Pener, dobrze wiecie

[x4]
Definicja, definicja, definicja Pener
Z definicji, z definicji, z definicji Pener
Na mikrofonie te rutyny i te tematy,
Tematy, tematy, tematy, tematy, tematy
Na mikrofonie te rutyny i te tematy
Tematy, tematy, tematy, tematy, tematy

Widzę plakaty - nareszcie K 44 w mieście
Wszystkich ludzi zbierzcie o godzinie 0 - na rogu
Najstarszy dziad nie pamięta jeszcze takiego tłoku
A tu...

Cała sala czeka już około dwie godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cała ekipa od godziny pali baty
Te tematy, te tematy, te tematy, tematy

Tematy jak rzeka płynące z ziemi po słońce
Pnące się jak słupek rtęci w dni gorące
Zmuszające do niechęci uf...
Bardzo dużo słów codziennie
To co było a co będzie - doświadczenie rośnie jak napięcie
A tu...

Sześciu kolesiów - oni wszyscy baku, baku
I podaj do chłopaków
Ratuj przed rutyną, miną zimna jak bilon
Gdy chwile płyną i odpłyną jak przed chwilą
A tu...

Cała sala czeka już około trzy godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cała ekipa od dwóch godzin pali baty
Te tematy, te tematy, tematy, tematy

Tematy jak rzeka płynące z ziemi po słońce
Pnące się jak słupek rtęci w dni gorące
Zmuszające do pamięci uf ...
Powtarzanie wciąż tych samych słów
Co to będzie - doświadczenie rośnie jak napięcie

Cała Polska czeka 44 godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cały Kaliber od początku pali baty
Te tematy, tematy, tematy, tematy,

Come On Mother Fuckers, Come On ...
Żyjemy w świecie gorszym niż kiedyś,
Diabeł znów podnosi łeb po to tylko żeby
Skłócić nasze serca, które biją jednym rytmem,
Teraz ktoś ma pecha, ten diabeł kogoś wytnie.

Nikt już nie chce stać w długich kolejkach,
Dobro rzuciło się ze wstydu w przepaść
Jeszcze ktoś tam klęka, jeszcze ktoś przysięga,
Choć to namiastka, to już pozostało w strzępach

Gdzieś zgubiliśmy tą jedną drogę,
Tą naszą siłę, władza wciąż nas bije,
Oddaliśmy jej wszystko, oni zapomnieli o nas,
A my o sobie samych, szkoda.

Butni się pytamy, że co, my nie damy rady?
A w głębi serca czujemy tą bezradność,
W oczach częściej łzy, nikt nie prosi w rządach.
I nie pozostało nic, jak ta jedna droga..

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Wszystkim się wydaje, że kupili tani bilet,
W jedną stronę, że cierpienia trwają chwilę,
Że nikt nie pamięta, co sobie stwarzamy,
Piekło na ziemi, że dusimy się w tych pętlach.

Z pozoru silni łatwo połykamy dni naraz,
Pełni humoru rozrywa nas płuc para,
Tylko kłamstwa uchodzą tak łatwo z gardła,
Brak sukcesów to dla nas jakaś chora kara.

Gdzie prawdziwe szczęście, gdzie podziała się wrażliwość,
Gdzie sentyment do człowieka zamienił się w bilon,
W którym miejscu popełniła błąd ludzkość,
Kiedy ludzie przestali wiedzieć co czynią.

Nie wiem sam jaki dzień jutro będzie,
Czy nasze dobro zmieni się w legendę,
Czy człowiek sam zrezygnuje z tego co kocha,
Nie wiem sam, ale musi być jakaś jedna droga

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Przecież da się to naprawić,
To nie jest tak, że musimy krzywdzić innych
Chodzimy po ziemi, to pomyślmy o wszystkich,
Nie potrzebujesz do dobra żadnej religii.

Czyniąc dobro nie wchodzisz na miny,
Wierzymy w wartości przynajmniej,
Większość z nas już tyle zła w historii dało,
Krew na rękach, a ciągle mało,

Wciąż wpadamy w wir kłamstw,
Dostajemy już tak dużo, a wciąż musimy kraść,
Czy z serca wnętrza bierzemy wszystko,
Nie musimy brać, najeść można się małą łyżką,

Wszystko jest dobre,
Co od zła odciąga,
Bo wiem, że gdzieś jest
Ta jedna droga..

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie..
Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana

Wale prosto z mostu noszę wężowy kostur
I nie stosuję postu, kiedy mam siano
Mówi DGE ? Luciano, ciągle gram to samo
Choć ciągle coś innego, coś czego nie grano
Bo to te słów paradoksy, słów sagi
Jedi chłeptają dają koksy, innym dragi
Te bloki ciągle są blisko magii
Na czole mam tajne znaki jak chińskie tagi
Jeansy Bugi, świat pełen magii, świat wrogi
Te ulic rogi, nawijam swoje dalej jak Snoop Doogi, Dog Kolejny rok, krok za krokiem
Blok za blokiem, mijam tysiące okien
Rzeczywistość spraprana
W bramach stukam, przejścia szukam
Jak Dalaj Lama szczęścia szukam
A wokół tylko oni, żyjący w monotonii
Siódmy raz w tym tygodniu jem pizze pepperoni
Świat w pogoni, ośmy kurczak u Chińczyków
Mam w chuj złych nawyków
Jak ci nie pasuje to to wykurw

W klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach

A oni mówią mi wciąż, że prowadze się niezdrowo
Raz czuję się spoko, a raz czuje się chujowo
Żyje polowo, raz piję tekle, raz wyborową
Jade stylowo, raz z łychą, raz żołądkową
Czasem ćpam to i owo, i pale zioło
Jade rapowo, wiesz stuprocentowo
Na oko lubie ładny widok i ładny zapach
Na węch a w uszach lubie jęk szłyszeć
I lubie błyszczeć na scenie
I lubie to ciężkie brzmienie
PDG plemie - to jest we mnie
PDG plemie - to jest we mnie
Wiesz co robie
Wiesz co robie

Ref:
Ja w tych klubach i hardkorowa nuta
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach i hardkorowa nuta
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach

Ja w tych klubach czasem też mam niezły ubaw
Gdy dupy na parkiecie, w loży my i dobra wóda
Finlandia - może być synu spoko
Jedzieny z nią teraz jak tu co niektórzy z koką
Pyrlandia tak sie bawi
Jak w swych produkcjach Rocko
Ty tego nie trawisz, a to jest to pokolenie
Co lubi mocne brzmienie
Ja swe korzenie pamiętam jak przez mgłe
Sam nie wiem czemu w to brne
Jakieś to wszystko mdłe
Przypomina nie kończącą sie gre
A kraina agresji jest tylko tłem, złem koniecznym
Ścigania organy, dla nas to kurwy i chamy
I o to dbamy, by się nie zbłaźnić i nie dać plamy
Wyrwać się z bagna - to było ważne dla mojej mamy
A rany z czasem się goją - to gówno prawda
Czułem się pokonany kiedy umarła
Mieszkanie ze starym wtedy było niczym kolonia karna
Zła karma co jakiś czas się we mnie odzywa
By nie utąnąć w planach dzisiaj ten rap nagrywam
Wielu wrogów, kilku tych bliskich
Tak właśnie bywa
To o nich, to dla nich
Ja i moja ksywa
Ref : Oddycham dopóki to coś rusza ziemie,
i nie pytam dokąd oddech mnie zabierze
oddycham, póki krew się nie wyleje.
aż płuca i oskrzela poczują do mnie niechęć.

1
Coraz częściej oddycham ciężkim powietrzem
przenoszę życie z miejsca na miejsce
oddycham wiarą, mam ją jeszcze
nie jestem, jak wielu, religijny biznesmen
oddycham szczęściem kiedy smutek śpi
gdy się budzi, szczęście śpi, smutek daje łzy
nie oddycham miłością, cytuje mi serce,
Ci co go nie mają muszą strasznie cierpień
mogę szeptać, wrzeszczeć, dreptać w miejscu
w tekstach zetrzeć zło z tych grzechów,
oddycham dobrem choć zgubiłem obręcz
co w okół głowy świeciła, zgasła na moment
oddycham Bogiem, nie jestem Bogiem,
choć mamy tylko poglądy podobne
gdy Ty żyjesz wygodnie ja czasem się modlę
oddycham teraz moim monologiem

Oddycham dopóki to coś rusza ziemie,
i nie pytam dokąd oddech mnie zabierze
oddycham, póki krew się nie wyleje.
aż płuca i oskrzela poczują do mnie niechęć.

Jesteś ateistą? dobrze, a wierzysz w miłość?
czułeś ją? myślisz to się wzięło z nikąd?
oddycham poezją która dodaje mi tlenu
żeby wzburzyć morze jak robił to Orfeusz
chcę sięgnąć celu pozbyć się gniewu
i sięgnąć kiedyś boskiego imperium
kim jestem, jak spełniam kryterium?
czy jak idę wbrew modzie to jestem nerwus?
chcesz coś powiedzieć to weź [ sher mój ? ]
nie znajdziesz słów żeby opisać moc tych bębnów
oddycham światem ziemi i bezkresów
oddycham życiem cichym bez fleszów
na wdechu, wydechu, biegnę w lęku
by w tym pośpiechu wykraść trochę lat z tego wieku,
oddycham uśmiechem nie tym ze [ erteku? ]
oddycham a to już połowa sukcesu.

Oddycham dopóki to coś rusza ziemie,
i nie pytam dokąd oddech mnie zabierze
oddycham, póki krew się nie wyleje.
aż płuca i oskrzela poczują do mnie niechęć.

Może dałeś mi nawet więcej niż chciałem
a Ty nie chciałeś bym stawiał Ciebie na szale, ciekawe,
choć oddychałem czasem, czuję mróz w klatce
to tym kim byłem pozostanę raczej,
no właśnie i oddycham swoimi historiami
pamiętam [ ? ] zapach tej kawiarni
pamiętam jak debiut z po nocach grany
teraz nie ma znaczenia, że ktoś tym gardził
oddycham miłością do każdego dźwięku
czekam jak w cdk-u odliczy się kilka sekund
oddycham nadzieją, to moja druga matka
trudno, jestem głupcem w tych szesnastkach
Stoję tu, rapuję pośród ziomów
Niedawno jeszcze było nas ośmiu
Znowu ktoś odparł - pojechał najprostszym torem
Chociaż chciał być artystą, jeszcze we wtorek
Nie oceniają mnie patrząc jak na kumpla
Tylko czekają na dzień, w którym zamienię się w lumpa
Ty na moim miejscu wolałbyś handel
Bo to łatwe, takim się wydaje zawsze
Underground, na powierzchni jest wyścig
Ja bynajmniej nie chcę przypodobać się wszystkim

Piszę wersy podczas lekcji na końcu zeszytu
Tym samym oddalam się od dobrobytu
To ciekawsze niż sny, by zasilać palestrę
Hej ty, zostaw mnie, tam gdzie jestem
Hej ty, ta

[x2]
Uciekam od snów i robię to znów
Bo te sny nie prowadzą mnie tam gdzie chciałbym być
Pytasz - jakie sny?
Ja mówię twoje, mi od dawna nie śni się nic

Tam za oknem jest dużo chłodniej niż wewnątrz
Więc po co mam wychodzić, jak tu jest mi ciepło
Jak tulę tą przeszłość, zapisując ją w wersach
I czuję, że chciałem to robić od dziecka
Ucieczka, to jest dla mnie ostateczność
Ale oni chcą tam, na siłę mnie wepchnąć
Poległo już kilku, ja nie znam tych gości
Siła marketingu mocniejsza od wartości
Ja wolę pościg i stać twardo na nogach
Dlaczego? bo tu po prostu mi się podoba
Zobacz, znam tu każdy kąt, każde miejsce
Nie odejdę stąd, nawet po czterdziestce
Nie chcę więcej nawet o tym myśleć
Sny? ja wolę to co rzeczywiste
I wyjdę na tym lepiej, a wy pędźcie
Zostanę, razem z rapem, tu gdzie jestem

[x2]
Uciekam od snów i robię to znów
Bo te sny nie prowadzą mnie tam gdzie chciałbym być
Pytasz - jakie sny?
Ja mówię twoje, mi od dawna nie śni się nic

Gdybym mieszkał gdzieś w Queens, albo w Compton
Może byłbym wiesz kimś, albo ktoś by mnie kropnął
Może pisałbym list, gniew teraz w serii
Ale to nie jest film Beli, wracam do mych dzielnic
Tu nikt zastrzelić raczej cię nie może
Ale znajdziesz takich, co chcą byś miał gorzej
W domach kolegów matki płaczą mi w rękaw
Że ich synowie nie potrafią przestać
Życie jak w gettach, na inne życie przystać
Nie handlować tym za co ściga nas policja
Być tam, to nie przeczytać jedną książkę
Znaleźć drogę ucieczki jak Skazani na Shawshank
Wiem dobrze, czasem widzę ten hardcore
Znam ulicę, choć nie mówię jej per matko
Mógłbym biegać z klamką, ale wiesz, że
Per saldo podoba mi się tu gdzie jestem

[x2]
Uciekam od snów i robię to znów
Bo te sny nie prowadzą mnie tam gdzie chciałbym być
Pytasz - jakie sny?
Ja mówię twoje, mi od dawna nie śni się nic
To dziwny związek, ja wściekam się na nią.
Tysiąc popsutych krążeń, a tylu wciąż za nią.
Głaszcze mnie jej anioł, ale chętnie bym ją kopnął,
Bo daje mi bezsenność i zabiera mi roztropność.
Miłość ślepa, bo warunków nie rozliczam.
Z korzyści trzysta, to ona zawsze mnie podlicza.
Rachunki słone są, w ramiona biorę ją,
Tańczę pijany jak bela, pod niebiosa się wydziera ona.
Wokół absztyfikanci, pierwszy sok,
podrywu mają pogłos, rozgłos, mają moc aktywów,
mają boya bo każdy chce z nią kroki stawiać,
ale żaden nie ma jaj, by być sobą i nie udawać.
Ona wciąż krzyczy, każdy z nich wciąż milczy.
Ej Ty! Co? Chcesz coś powiedzieć? Zacznij ćwiczyć.
Mam napalm w Nike`ach i tańczę aż zrozumie,
Warty nic miliard w gaciach, przy miliardzie w rozumie.

My mamy coś dla Ciebie, chcesz tego na pewno mała.
Kapelusze, szaliki, złoto, sława.
Chcesz? Czerwony dywan czeka, zapraszam.
Ja Cię porwę, Ty pomożesz szybko się nachapać.

Mamy modne fryzury i koszule w prążki.
Czerwone samochody, mamy na życie pieniążki.
Oni szepczą jej czule, ale to ja z nią tańczę,
W końcu to zrozumie, że to z nich ja o nią walczę.
A oni chcą ją wziąć gdzieś w obroty.
Wprost na czerwony dywan, by mogła mówić, że bywa.
Srywasz! Te bankiety to trucizna.
Ciepła wódka, tępe durnie, a tu ciepły wieczór, Wisła.
Życie szturmem bierz, tępych durni mijaj obok,
Wiem, pięknie kokietują, ale Ty, proszę, bądź sobą.
Barman mnie olał, ja miałem przynieść drinki.
Wracam i widzę jak na twarz sypią jej cekinki.
Słowa słodkie jak landrynki nakładają pióra.
Muka, pyła, jeden z drugim w trymiga stąd szurać.
Tracę nerwy, bo zostawić tu na chwilę Ciebie samą,
Zaraz się chamy pchają całą zgrają.

My mamy coś dla Ciebie, chcesz tego na pewno mała.
Kapelusze, szaliki, złoto, sława.
Chcesz? Czerwony dywan czeka, zapraszam.
Ja Cię porwę, Ty pomożesz szybko się nachapać.

Mamy dance ja i ona, oni tępo się gapią.
Ja ją trzymam w ramionach, oni tańczyć nie potrafią.
Mamy parkiet dla siebie, ona ma na imię Erato.
Siemasz, ja Warszawski Antek, urodzony świtem w lato.
Nie jeden cwany, tanich śliwek amator,
chciał od Ciebie deal barter,
Ja i Ty, coś za coś.
Weź się sil na tanie dupy z tanich klubów tani durniu,
Bo ona chce bogactwo rozumu.
Byle co, byle kto, weź odbij typie,
Bo mam cierpliwość na chwilę, spotkamy się na stypie, ziom.
Przyjdę z nią, złożę kwiaty, po angielsku wyjdę w trakcie.
I pójdę pić z nią wino, siedzieć nocą na huśtawce.
Kiedy świat śpi, Księżyc patrzy mu w okno.
Ja z Erato, która do ucha szepcze tak słodko.

My mamy coś dla Ciebie, chcesz tego na pewno mała.
Kapelusze, szaliki, złoto, sława.
Chcesz? Czerwony dywan czeka, zapraszam.
Ja Cię porwę, Ty pomożesz szybko się nachapać.

My mamy coś dla Ciebie, chcesz tego na pewno mała.
Kapelusze, szaliki, złoto, sława.
Chcesz? Czerwony dywan czeka, zapraszam.
Ja Cię porwę, Ty pomożesz szybko się nachapać.
-Witam, witam wszystkich radio Zachodnia Strona Dębca -
Siema brachu jestem Skejcior z Placu Wolności jeee jee peace -Właśnie, dzisiaj w studiu mamy jak wam się już przedstawił
Skejcior z Placu Wolności -
A więc pierwsze pytanie do ciebie.
Kiedy zaczęła się u ciebie fascynacja hip-hop'em? -
No tak jak jakoś się na Vivie zaczęły pojawiać pierwsze teledyski Downloa i Nany, to tak wszyscy zaczęli chodzić
w takich luźnych rzeczach,
to ja też se tak kupiłem w takim sklepie i,
no i jeżdżę na desce, no to jest modnie
wszyscy się na nas patrzą dziwnie,
no bo jesteśmy inaczej i dlatego -Dobra.
Twoje ulubione zespoły zachodnie? -
Zachodnie? Cypress Hill, Wu-Tang-Clan i taki z psem,
ale nie wiem jak się nazywa, ale fajny jest -Dobrze.
Coś z polskiego? -
A z polskiego to lubię wszystko,
bo śpiewają o trawie, o zabawie i o...o niczym
właściwie i to też mi się bardzo podoba na imprezach techno
można się dobrze przy tym bawić,
fajnie jest w ogóle -Dobrze.
A czym są dla ciebie szerokie spodnie?
Dlaczego akurat tak się ubieracie? -
Bo, bo po tym poznajemy naszą ekipę,
ten co ma szerokie spodnie jest z nami,
a ten kto nie to nie, nie?
No, jakbym nie miał szerokich spodni
to by wszyscy się ze mnie śmiali,
że nie jestem prawdziwy,
a tak mam szerokie spodnie i jest ok. Luz bracie cool.
Cool, muszę mieć cool wygląd. -
A gdzie?
A sami sobie szyjecie takie spodnie?
czy to gdzieś można kupić? -
Nie, kupujemy w skate-shop'ach takie spodnie
wiesz takie fajne skate-shop'y,
undergrundowe sklepy,
nikt tam nie wchodzi wogóle i nikt takich nie ma -
Aha.
Dobrze. Dziękuję.
Chciałeś coś jeszcze powiedzieć? -
Taak!
Chciałem pozdrowić wszystkich, moją całą moją ekipę:
Rurę, Komórę, Furę, Lufkę, Trawkę,
Worka...yyy...tego...no...Amfę, Mleczko
i...Ptasie Jajeczko i... -
Dobra. Dziękujemy -
No i peace, peace,
peace brothers,
nigdy się nie poddawajcie,
tak to jest ta muza
-To była relacja Dębiec Zachodnia Strona radia, słuchajcie nas
Żeby nasz rap nie zginął, żeby się szczęśliwie żyło
Żeby luksu było kilo, żeby nasz czas nie przeminął
Żeby papier był nie bilon, żeby wciąż tu była miłość
Żeby syf każdy pominął, żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło, by do końca git już było
By marzenie się ziściło, żeby każdy mógł to przyjąć
Nie smucić się, powrócić do nas, śpiewać to, nucić
SLU '06 już do końca tak być musi

Z roku na rok starszy, ale duchem wciąż jak dzieciak
Już nie chce mi się czekać, przed złem świata uciekać
Zagrożeniem sam dla siebie, oto ja - ta wsza
Niekontrolowana pchła co pod prąd wciąż się wbija
Wciąż przepita szyja wciąż hece wywija
Wciąż *****ieli dobija, a najbliższych wciąż wspiera
Oto gadka szczera jeśli jeszcze żeś nie załapał
Tu mija dziesięć lat, nadal mam młodzieńczy zapał
Debiut fonograficzny wstecz dekadę, bieda precz
Bieda zła rzecz, nie chcę tej *****y mieć
I żeby nie wiem co, nie chcę tu głupoty palnąć
Ale biedy, niczym *****y, do domu nie dam przygarnąć
Życia nie znałem, biedak nie wie co to życie
Wierzycie, sami wiecie, że do dupy z takim życiem
Nie utonąć w zachwycie, bez szans na takie harce
Przysięgałem przed Bogiem, że nie skończę jak ci w Barce
Anonimowe wsparcie, kto dawał wsze żarcie
Mowie o tym otwarcie, masz więcej? oddaj
Sam nie zeżresz? nie chowaj, nie chomikuj, nie noraj
Podziel się z tym, co nic nie jadł od wczoraj
Jak nie to *****o konaj, do tych wierszy się przekonaj
Jesteś swój? łapiesz moment, swego życia pejzoner
Już nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę
Nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę

Żeby nasz rap nie zginął, żeby się szczęśliwie żyło
Żeby luksu było kilo, żeby nasz czas nie przeminął
Żeby papier był nie bilon, żeby wciąż tu była miłość
Żeby syf każdy pominął, żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło, by do końca git już było
By marzenie się ziściło, żeby każdy mógł to przyjąć
Nie smucić się, powrócić do nas, śpiewać to, nucić
SLU '06 już do końca tak być musi

I były takie dni, że na nic nie było sił
Że człowiek był bezsilny i w tej bezsilności gnił
Nie liczyłem na cuda, czy wierzyłem, że się uda?
Śmiałem się z filmów, w których ludziom się odmieniał
Parszywy los, z dnia na dzień, bo w realu dzień w dzień
Widziałem co innego, wiem, że wiesz o co mi biega
Wiedział też każdy kolega, już w czasach podstawówki
Obdarci, biedni, lecz bystrzaki, nie półgłówki
Miałem co innego w planach, bez drugiego śniadania
Z książka pod pachą, uciekałem w świat marzeń
Od złych, codziennych zdarzeń, do domu nie spieszno wracać
Waldas znów leczył kaca, wyniszczała go praca
Nie chcąc uczyć się w hałasach, chłonę życie na streecie
Od początku, już do końca, nieśmiertelne Jeżyce
Spróbuj znaleŹć dziewicę, dokładnie dziesięć lat temu
Wiedziałem, że w tym jestem, nie bez powodu, celu
Więc inaczej niż wielu znanych mi rówieśników
Wciąż przy głośniku, z kartką w zeszyciku
Zapisywałem bełwy, że bronx, bronx bez przerwy
Na życie pazerny, miałem już zszargane nerwy
24.03.06 on odszedł
A ja jestem na swoim, ze slumsów Mały Książę
Z kupą długów, czy zdarzę? wyprawiliśmy pogrzeb
I weŹ tu pomyśl mądrze, i gdzie znów byłeś Boże?
W chacie mam zmrok, znów odcięli mi prąd
Wolę ulicy jazgot, o tej porze tu fiasko
Czas wyruszyć na miasto, czy chciałem tam siać zło?
Jak ja takimi gardzą, miałem wybór? nie bardzo
Czy bałem się patrząc dziś na to z perspektywy
Pozbawiony miłości, byłem w ***** nieszczęśliwy
To był mój ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych
Ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych

Żeby nasz rap nie zginął, żeby się szczęśliwie żyło
Żeby luksu było kilo, żeby nasz czas nie przeminął
Żeby papier był nie bilon, żeby wciąż tu była miłość
Żeby syf każdy pominął, żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło, by do końca git już było
By marzenie się ziściło, żeby każdy mógł to przyjąć
Nie smucić się, powrócić do nas, śpiewać to, nucić
SLU '06 już do końca tak być musi

Praca, pasja, fart, trochę talentu
Oto wszystkie tajniki Rysiowego patentu
Kopalnia mętu Kozak był tylko z nazwiska
Ale nigdy nie zapomnę, tego prześmiesznego pyska
Upadł wydawca, artysta, patrząc na to przez pryzmat
Następstw i zdarzeń, czy to jedno i to samo?
'96 od tego roku z rapu zarabiam siano
Wcześniej pakowałem w ten interes cały szmal
By ten syf na demach grał, na ulicach był szał
Wszędzie docierała moja plugawa mowa
Niecenzuralne słowa, mój świat zdarzył zwariować
Wielu z was już tu nie ma, kilku szybciej chłonie ziemia
Zapomniana dzielnica i nic się nie zmienia
Poza tym, że mi wyszło, a ty nie szykuj dla mnie noszy
Dobrze wiesz, że pięć lat temu nie dałbyś za mnie pięć groszy
Nie czuj się przez to gorszy, bo kiedyś byłeś lepszy
Ja nie będę triumfował, głupot nie będę pieprzył
A do ciebie skarbie jedno, gdybym mógł cię przekonać
Może gdybym cofnął czas, zechciałaś byś mnie pokochać?

Żeby nasz rap nie zginął, żeby się szczęśliwie żyło
Żeby luksu było kilo, żeby nasz czas nie przeminął
Żeby papier był nie bilon, żeby wciąż tu była miłość
Żeby syf każdy pominął, żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło, by do końca git już było
By marzenie się ziściło, żeby każdy mógł to przyjąć
Nie smucić się, powrócić do nas, śpiewać to, nucić
SLU '06 już do końca tak być musi

Pamiętam, nie zapomnę
Nie zapomnę pamiętam
Tak ma być, tak jest, tak już będzie do końca
Tak już będzie do końca
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo