Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Dzięki wszystkim tym
Za te przyjaźnie zmarnowane
Z mojej i z waszej winy

I.
Wóz albo przewóz! Cii! Nic nie mów! Cii! Nic nie rób!
Rzeczywistość przeżuj, wypluj, zahartuj się, jak stal,
Bo w kilku sytuacjach może być farsa,
Inaczej na start, inaczej na metę,
Czyja maska? Kto przegrał z kretesem?
Przyjaciele, znajomi, koleżcy z podwórka,
Tak się nie robi, ogarnijcie się kurwa,
Hajs jest tylko hajsem, rap jest tylko rapem,
Czas już nie grać czasem, ja wybieram prawdę,
I palę mosty i zrywam kontakty z tymi,
I palę mosty i nie chcę rozmawiać z nimi,
Nie witać, nie gadać "Co słychać?",
Nie widać podanych dłoni, wiesz, co wynika?
Że dorosłem zrozumiałem nieco więcej,
Nie jest proste to, co niby łatwe i piękne,
Sami zaciskacie pętlę własnych kłamstw,
Nie pójdę już na rękę żadnemu z was,
Ej, to nie czas i miejsce żeby bawić się w licytacje,
Wiesz co będzie, kto ma rację,
Patrz uważnie, yo!

REF. [x2]
Palę za sobą mosty - nie wiem czy to dobrze,
Palę za sobą mosty - nie wiem czy to mądrze,
Ale nie chce mi się z niektórymi gadać,
Ich sprawa ich bałagan w ich układach - odpadam!

II.
Był koleżka, za którego mogłem skoczyć w ogień,
Myślałem, że on też by za mnie skoczył w ogień,
Ale coś mu odjebało i kurwa myśli że jest bogiem,
To ja tu żyję, to ja tu rap robię,
A on robi tylko kopie i to w dodatku marne,
My żyjemy hip hopem, a on mówi że jest fajnie,
Już nie dla mnie, może dla Ciebie
Ten most spłonął - co, już się nie śmiejesz?
Nie wiesz, ile jest coś warte, póki tego nie stracisz,
Pół serio pół żartem, przyjaźnią się płaci,
I to już nic nie znaczy dla Ciebie mieć ziomów,
Będziesz śmigał do pracy, a później od razu do domu,
Jeden browar przed snem, do autobusu pędem
Pracowniczy pędzel, jako szarak zdechniesz,
Śmiechu warte, Ziom w cudzysłowiu,
Spierdoliłeś się na parter, ziomie, z wyboru,
A może los tak chciał pokazałeś, jaki jesteś,
A może żeś tak grał pokazałeś własny bezsens,
Między nami spłonął most porozumienia,
Nie można ufać wszystkim ziomom, siema!

REF. [x2]
Palę za sobą mosty - nie wiem czy to dobrze,
Palę za sobą mosty - nie wiem czy to mądrze,
Ale nie chce mi się z niektórymi gadać,
Ich sprawa ich bałagan w ich układach - odpadam!
Zawsze byłem w stanie wytrzymywać presje
Po latach myślę, że jestem w stanie już niewiele więcej
Dać siebie pod naciskiem, gram ostro na stole leży przecież nasze życie
Niewiele trzeba żeby zabrali Ci dziewictwo
dostałem team urzędników którzy planują przyszłość
Nowe niewolnictwo musisz mieć na ten papier,
Który pan Józef co miesiąc wręcza Ci w łapę
Moje serce wspiera pracą burłaka korporację
Ja nie umiem moja głowa reaguje strachem
Zamykam się jak sklepy na zlot możnych polityki
Czuję nic nic nie chcę mam i tak dużo więcej
Mógłbym śpiewać, oglądać chmury na wspak jak Dandy
Z hersztejem motyków w bandy
Wolę tak, po co mi ciało z siłowni
Żaden Win Diesel bardziej typ z tefen hawking mini
Jak moris z klasą by postawić sobie pomnik
Własnymi rękoma od słońca spalić oczy
Głupi idealista z zimnym sercem pełen dumy
Miliard pomysłów jak ignorantów wkurzyć
Jakość jak audycje leksa w radio
Podpisz tą kartę, jesteś z nami powiedz ze mną Evviva L'arte!!

Zawsze byłem w stanie wytrzymywać presje
Po latach myślę, że jestem w stanie już niewiele więcej
Dać siebie pod naciskiem, gram ostro na stole leży przecież nasze życie
To powtórka z rozrywki znowu patrzą mi na ręce
Panowie zza biurek dbający o moje szczęście
Z każdym dniem bardziej brany pod lupę
Swoim głupim gadaniem małolat może przynieść zgubę
Wiele lat pracowałem na to, co mam teraz
A ktoś bezczelnie próbuje mi to odebrać
Marzenia zdeptać, kłamstwami nakarmić głowę
To tak jakbym w tym wyścigu stanowił problem
Przecież jestem tylko głosem niemego tłumu
Obserwator życia kieruję się siłą rozumu
Widzę rzeczy, których ktoś nie stara się dostrzec
Otwarte oczy chodzi o to by widzieć ostrzej
Być w tym miejscu traktuj jak przetrwanie
Ideały na skutek wpływów odchodzą w niepamięć
Równowaga zachwiana w sercu żal, ale do kogo?
Do siebie czy do ludzi, którzy mają mnie za logo?
Staram się zrozumieć tych mądrzejszych ode mnie
Jednak zawsze brak wniosków, tracę czas nadaremnie
Chce upiększać obraz tak dawno zachwiany
Nieraz wbrew sobie, lecz wciąż z nadzieją na zmiany
Mam ułożone życie, które daje mi wytchnienie
Mnóstwo wyrzeczeń, zawsze spokojnie nigdy na siłę
Sam na sam w czterech ścianach kontemplując chwilę
Myśli tysiąc jak zabić niechęć, która w innych żyje
Zwracam się ku górze, lecz nie po to by błagać
Bóg pomoże naprawić to, co da się poskładać
Czasem łudzę się, lecz to słabość każdego
Nie chcę naprawiać świata chcę widzieć coś pozytywnego

Wiesz celem jest spokój tak by pisać bez ciśnień
Opuścić cele kłopotów w sanktuarium w bloku
Jesienne liście za oknem deszcz, zwykłe życie
Ja patrzę w szybę nad kartką z długopisem
Ułożyłem sobie plan realizując swój udział
Jeden z elementów kosmicznych równań
Pisanie jest moim powietrzem, wypełnia przestrzeń
Chociaż ekonomia krzyczy porzuć te wiersze
A jeśli przyjdą zlicytować dom, w którym mieszkasz
Bagnet na broń najważniejsza jest poezja!!
[Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi]

Jeszcze raz miałem farta, nie tak kończy król
Choć nie powiem bym nie dostał wśród latających kul
Rozpraszający ból to przez rozerwany bark
Lecz jak patrzeć poza mną to ocalałych brak
(Ej) Pokazał mi hart ducha jak wyjść z masakry
Zastrzyk adrenaliny w akcji jak Gandhi
Ty bądź poważny, świat potrafi naciąć
Ale co by się nie działo to chłopaki nie płaczą
Byłem pewny siebie i jestem taki nadal
Nawet jeśli jutro psy będą łazić po sąsiadach
Potrzebuję lekarza, koszula cała we krwi,
Że można by wykręcić i krwią zalać butelki
Nie podpalam się wierz mi, muszę zatrzymać krwotok
Byle by dojść do auta, każda chwila jak złoto
Odpowiedz czemu biznes łączy się z siłą
Idź w pizdę, nie dam się wykończyć skurwysynom
Nikt nie jest święty jak go święci widzieli
Niejeden święty by mnie tutaj pierwszy odstrzelił
Centymetry od ziemi - uniesiony jak anioł
Mimo to powtarzam sobie, że świadomi przetrwają

Ref. 2x
Ja i Ty, nasze myśli jak i czarne sny
Ponad wszystkim, panie daj mi żyć
Jeśli jesteś w stanie - zrób to dziś
(Boże pomóż mi i prowadź)

Krew ścieka po rękach i krzepnie na ubraniu
Jestem słaby jakbym ważył tylko dziesięć kilogramów
Na pięcie przyhamuj, zostało kilka chwil
Przemieszczam się pomału, lecz czy wytrwam by żyć
Jeden krok, moment przerwy i znów kolejny krok
Gdy uświadamiam sobie, że tu cały stoję we krwi
Chcę zwyciężyć, wyjść z tej afery z zyskiem
Zabezpieczeniem dysk i papiery w walizce
To przez ambicje wybrałem taki los tu
Nie po to by istnieć dla wrażeń i kurortów
Tych wydarzeń od wniosków nie da się odciąć
Przez uwagę z rozsądku tylko wiedza jest forsą
Został metr, to dwa kroki do drzwi starego vana
Jeden cel muszę zdobyć choć mam niemoc w kolanach
To zamach był, znaczy pułapka
Ile warte jest co mam, że nienawiść przerasta?
Kręci mi się w głowie, mózg opada na kołnierz
Chyba to koniec, czuję że spadam na mordę
O grzechach daj zapomnieć, to przez to zło w miastach
To wszystko śpij spokojnie, na każdego jest czas brat

Ref. 2x
Ja i Ty, nasze myśli jak i czarne sny
Ponad wszystkim, panie daj mi żyć
Jeśli jesteś w stanie - zrób to dziś
(Boże pomóż mi i prowadź)

[Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź]
To był rok 2000 on zaprosił mnie pierwszy
Bym dopisał swe wersy na jego debiut wdzięczny
Świntuch co rucha i gustuje w tłustych bitach
Magiera zrobił remix, więc jestem z wami kwita
Szybko zwrotka wbita w tempo wchodzę styl na wolno
A wieczorem gruby koncert, z atmosferą dość dobrą
Ten sam rok chwilę wcześniej w CAMEY STUDIU dam lekcję
Czym hip hop jest w tekście na płytę Parafana
Gadka wygrzana dla mnie klasyczne wersy
Fany i Kostek za zaproszenie dzięki
Wiesz, dobrze wyszło, rytm Jeżycki na zawsze
Bo my oldschoolowcy mamy tę samą jazdę
Podobnie jak Grzechu co na naszym CD gościł
"Królowie rytmu" ze "Zwykłej codzienności"
Tu jeszcze kilku gości to Piotrkowcy Born Juices
Bogactwo, sława ja z Warszawą się kłócę
Wciąż sam się uczę jak przetrwać na tej scenie, zrzeszam podziemie
Nowy raport na demie "całkiem Nowe Oblicze" dalsza współpraca z Glonem
Blaze, Anymaniakh wspomagali mnie słowem
W tamtych czasach to klasa gościnne zwrotki Lamzasa
Która miauczy i kasa, coraz częściej koncerty o wiele mniej spięty
Decks jarał skręty, ja bez prądu lecz nie milknę.
Gram choćby akustycznie remixy i wytyczne demi Kornika Aifam
U Mroka w piwnicy była kurewska frajda
Rap Session z Wiśniowym i z Fidolem z Tehac Voodoo to był czas cudów
Nikt nie umierał z nudów

Fturując o tym nic dodać nic ująć
Fturując to współpraca budując
Fturując hip hop tracki rujnując
Fturując gościnny występ przyjmując

Fturując o tym nic dodać nic ująć
Fturując to współpraca budując
Fturując hip hop tracki rujnując
Fturując gościnny występ przyjmując

Ale dwójka i trzy zera to był moment przełomowy
Na płycie WSZ,CNE i Wiśniowy
Aifami i Mikrobi lutawhui hardcore'owi na współpracę gotowi
Tak w Poznaniu rap się robi. Zmęczony już tym wszystkim
Zdążyłem Liroya zniszczyć, wgrać sporo batelek,
słowo tylko dla bliskich
Legal wydaliśmy i o dziwo coś ruszyło.
Jakby kurwa nie wiem co na tej płycie tam było
Taki sam rap, wciąż bez zmian, ja ten sam
Dzwoni Włodi i zaprasza na płytę więc gram
Po chwili już u Waca w studio PROSTO śpiewam refren
Na drugie WWO pierdolnąłem swą kwestię
W Esculapie na ZIPERZE, PONO pyta mnie szczerze
Czy w "konwencji rap" coś nawinę, czy w to wierzę
W międzyczasie wraz z Wiśniowym zaproszeni przez OSTRego
na jego drugą płytę lecz tam nie ma nas, dlaczego?
Terminy nie spasiły, Nie tym razem to następnym
Oto "Loża szyderców" dał na zwrotkę sample, bębny.
U Tabba potrzebny duo Ski Skład i kontrasty
Owal chce by na styk jego rap był poważny
Każdy? nie każdy ze mną może nagrać rap
zatem kilka propozycji zwyczajnie trafił szlag.

Fturując o tym nic dodać nic ująć
Fturując to współpraca budując
Fturując hip hop tracki rujnując
Fturując gościnny występ przyjmując

Fturując o tym nic dodać nic ująć
Fturując to współpraca budując
Fturując hip hop tracki rujnując
Fturując gościnny występ przyjmując

Maj '02 to opolski festiwal
Po drodze u White House'u znów trzeba się zatrzymać
Robię gruby numer wbijam KODEX LASKI&MAGIERY
Potem gościnne zwroty dla Włodiego i ZIPERY
Na koniec 600V który spoko bit dał
Czemu wyszedł z tego remix? widocznie tak chciał wow
Dobry towar zamiast ESKA i kończyć
Włóczymy się po kraju-jeden za drugim koncert
Kac i pieniądze na niekorzyść ta zwłoka
Majki przysłał gitarę i Fusznika git wokal
Tym podbudował morale nowa sesja
A tu RDW Human beatbox orkiestra
Rapować nie przestał zanim nie skończył zwrotki
Do tego dodał refren jako motyw przewodni.
Mamy lepy i fotki w ramach pamiątki
No i rap białostocki WNB powiew świeżości
Na bicie Dejota o tym "Na co nas stać"
Hardcore'owy rap nie przestanę tak grać
A skoro przy hardcorze już jesteśmy kawał pracy
W studio u Glacy ten dzień coś dla nas znaczył
Nie patrzył co powiedzą, wbił sesję konsekwencje
Nowe zwrotki dla Dario i album 52 Dębiec.
Co jeszcze? Ból głowy to po imprze na kozich
Z rana do Die Legal Marchewa mnie przywozi
Świeżo porzygany solenizant nie narzeka
"Pogoda dla bogaczy" Trzeci Wymiar na to czeka,
A glon się nie spodziewał spontanicznie z kwestią wyjdę
W 5 minut napisaną wbijam " Ratajską Windę"
Stąd już nie wyjdę i zaczynam z klasą gadać
"Co Cię boli?!" będzie hitem sprzedajemy to na składak.
I znów na trackach KTU i GSa
Mam kurwa stresa bo w spodku zaraz koncert
To na solo Wojtasa w kilka minut to skończę
Nie zdążę wciąż kopii za to biorę pieniądze
Zapierdalam na koncert, dziś chyba na tym skończę.

Fturując o tym nic dodać nic ująć
Fturując to współpraca budując
Fturując hip hop tracki rujnując
Fturując gościnny występ przyjmując

Fturując o tym nic dodać nic ująć
Fturując to współpraca budując
Fturując hip hop tracki rujnując
Fturując gościnny występ przyjmując
Chciałbyś przeżyć życie za mnie, a może za mnie umrzeć
Czy za czyjeś życie zamieniłbyś swoje w trumnę?
H to jest twój honor, T tylko dla ciebie
A jak amunicja, ziom, nowe pokolenie
Nigdy nie próbuj sterować się jak chwytać za sznurki
Jak laleczką voodoo tragiczne mogą być skutki
Jesteśmy tylko trybem w tej wielkiej machinie
Elementem w przejściu jednostką w dominie
Które sekundowym ruchem może odbić wszystko
Nie będziesz nigdy wstanie choć chciał byś określić przyszłość

To moja rzeczywistość jego własna dusza [?]
[?] przemyślany jak na szachownicy ruch
Jeden buch, jedna miłość, nienawiści przyszłość
Życie no i droga tutaj gdzie zbrodnią jest litość
Możesz próbować być kimś, kim nie jesteś albo sobą być
Twoja sprawa [?] zresetujesz i...

A ty nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moja wola, moje życie, ty w pokoju idź

Nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moje życie, moja wola, ty w pokoju idź

Wielu z tych co mnie zna znowu pragnie mnie oceniać
Choć to moje życie nie znam swego przeznaczenia
Mam wiele do stracenia, sześć milionów dróg do śmierci
Pozwól, że zdecyduję sam jak chciałbym się przekręcić
Chcesz przeżyć życie za mnie? czy za mnie się urodzić
Ja na twoim miejscu to wolałbym w to nie wchodzić
Czemu ludzie młodzi nie chcą dzisiaj już być sobą
Nie szukają oryginału w sobie lecz idą za modą

A ty nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moja wola, moje życie, ty w pokoju idź

Nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moje życie, moja wola, ty w pokoju idź

***** mać czy ktoś widział Feel-X'a?
Poszedł pewnie turlać jissa
Czy ktoś tutaj widział Feel-X'a
On pewnie teraz kula tutaj jissa
Czy ktoś tutaj widział Feel-X'a
On pewnie tam gdzieś kula jissa
Czy ktoś tutaj widział Feel-X'a
Ona na pewno znowu turla jissa...

A ty nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moja wola, moje życie, ty w pokoju idź

Nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moje życie, moja wola, ty w pokoju idź

A ty nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moja wola, moje życie, ty w pokoju idź

Nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moje życie, moja wola, ty w pokoju idź
(Chada)
WGW, Gramy rap
Masz tu ekstrakt ulicznego syfu w czystej postaci
Słowa zobowiązują jak szacunek do braci
Nie wybaczyłbym sobie, gdybym kiedyś Was stracił
Jeśli kurwa zawiodę, jestem gotów zapłacić
Ja i moi wariaci, ciebie nie ma tu z nami
Twój skorowidz skurwielu pewnie świeci pustkami
Wcale nie jest mi przykro, że przegrałeś swe życie
Świadczy o tym dobitnie atmosfera na płycie
WGW, skurwysynu przeliteruj ten tytuł
Twoje łzy pewnie płyną teraz w rytm tego bitu
Dojebałeś do pieca, czujesz oddech na plecach
Każdy twój chwiejny krok coraz bardziej podnieca
Chcę widzieć jak upadasz, potem krztusisz się krwią
Mam tu serdecznych ludzi i ich pomocną dłoń
To jak sąd ostateczny, rodzisz się i umierasz
Tej ekipy nie mierzę zawartością portfela

Ref.:
To dla mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że cię niema tu z nami
Gramy rap, ty zostajesz za zamkniętymi drzwiami
To dal mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że nie masz tutaj wstępu
Gramy rap, ty jak chcesz to weź sobie zhejtuj

(Ero)
To dla mojej ferajny, dla tych, który są ze mną
Dla Nas blask i splendor, na Nas stawiasz w ciemno
JWP, gościnnie u Chady
Nie wiem jak inne składy, u nas rodzinne układy (ero)
Polska wie, w której lidze gram, że nie idę sam
Wciąż poprzeczkę wyżej pcham,
Więc daj mi bity, a ja daję słowo
To dla ekipy, by przy tym kiwała głową
Tu ręka myje rękę, więc wiesz jak jest ziomuś
Musimy dbać, by przetrwał ten sojusz
To już ładnych parę lat, jak hip-hop nas porwał
Progres to norma jak i wysoka forma
To dla naszych słuchaczy, ze wszystkich świata stron
Piję za Was i za Waszych, gdy hejterom bije dzwon
Się żyje ziom, nikt nie chce zaciskać pasa
Przystąpmy do wieczerzy, naktórej nie ma Judasza

Ref.:
To dla mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że cię niema tu z nami
Gramy rap, ty zostajesz za zamkniętymi drzwiami
To dal mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że nie masz tutaj wstępu
Gramy rap, ty jak chcesz to weź sobie zhejtuj

(Chada)
Ty podajesz mi dłoń, a Ja chwytam ją w ciemno
Wiedząc, że wszystko, co najlepsze jeszcze przede mną
Ciężko jest mi odmówić tego, że jestem górą
Choć nie raz, stałem skuty pod tą prokuraturą
Mówię o tym jak jest, choć nie ma się czym szczycić
Dywan prawdy utkany zawsze z najgrubszej nici
Może w końcu się uda i pokocham to życie
To te wersy pisane bez białych rękawiczek
Kiedy siedziałem w pudle, przyjeżdżałeś w te strony
Wiedz, że pieprzę tych wszystkich moich pseudo znajomych
Przejechałem się na nich, teraz to się uśmiejesz
Jeden twierdził, że co dzień pił za moją nadzieję
WGW, to nie slogan, będzie za Was się modlił
Dobrze wiesz, co i komu pragnę tu udowodnić
To dla mojej ferajny, chuj że bywam wulgarny
Jeszcze jakiś czas temu gościł u mnie zakład karny

Ref.:
To dla mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że cię niema tu z nami
Gramy rap, ty zostajesz za zamkniętymi drzwiami
To dal mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że nie masz tutaj wstępu
Gramy rap, ty jak chcesz to weź sobie zhejtuj
Nie raz chcę być najlepszy, nie wiem czemu, ale mam tak
Zbyt dumny z bycia MC - to już pierdolony standard
Chwytam za długopis, wiem, do rana się wyrobię
Przeleję na papier, to co chodzi po głowie
A ty żyj swoją ideą, bądź silny jak Heros
Nie życzę ci tragedii, a'la Amoros Perros
Chcę coś ludziom przekazać, moje życie jak hazard
Stawiam na jedną kartę, często innych przerażam
Z rozumu korzystam, nie, że jestem, łap dystans
Do siebie, do świata, czasem potrafię go złapać
Czas ostudzić emocje, wrócił do pracy zapał
Odpowiedni rytm złapał jak ślicznotkę za tyłek
Przecież żadna z tych debilek nie czekałaby z obiadem
Żaden z ich dotyków nie jest przesycony żarem
Żadne z tych spojrzeń nie wyraża uczucia
Troski, współczucia, przestań spokój zakłócać
Wokół taka cisza, że słychać bijący sikor
Włącza się film pod tytułem Charlie Cykor
Z myślą o rozwoju, nie z myślą o złocie
I procentach na koncie, tak zrobi zwykłe prącie
Dla tych nieprzyjaznych zdrowym zwrotem odważnym
Jestem poważny aż nadto, więc sprawdźmy

...Trwały klik, DJ Decks, trudny dzieciak już tu jest...

Trzy zwrotki, litery, SLU, to bycie szczerym
Na bok afery, ulice, wyższe sfery
SLU dobrze wiemy, kto w tej grze od początku
To dla ludzi seria wątków, mówię wam - wszystko w porządku

Wiem często jest tragicznie, krytycznie, hektycznie
Niepoprawny politycznie, za to poprawny lirycznie
SLU słyszeliście? na bank nie przestaniecie
Jak my, dobrze wiecie, jest si nasz skład w komplecie

Następny przykład na to jak człowiek stał się szmatą
Ubliżam tym psu bratom, którzy chcieli służyć radą
Ten syf cię zgubi, lecz ty zbytnio go kochasz
Nie chcesz tego rzucić, chcesz ciągnąć, popatrz!
Nic do ukrycia, ten rap kroniką życia
Raz klub, raz ulica, opisuję swe przeżycia
Stoję, patrzę na nią, wiem, że ona chce mnie zdobyć
Ona stoi za bufetem jak Martyna Jakubowicz
To już standard henesi, na pewno się ucieszysz
Chcesz ze mną zgrzeszyć, jesteś pewna? przemyśl!
Ja stały bywalec, gram koncert, zgarniam szmalec
Być wielki nie malec, grać ten rap doskonale
Zapewniać wygrane, nie przegrać, to na stałe
I żyć ze świadomością, że się nigdy nie powalę
Ok, ok, wszystko w porządku, pięknie
Żyć pełnią życia, jak każdy kiedyś zdechnę
Na rapie znam się biegle, w tym biznesy przebiegłe
Ja to wszystko obejdę, te umowy, aneksy
Jestem z ulicy, dla ulicy me wersy
Rezyduję w swej twierdzy, wbijam chuj tej komercji
Choć nie jestem podziemny to powiązany ze slangiem
Szacunek ludzi z ulicy, swe powołanie znalazłem
Każdemu damy szansę, tylko jedną, nie więcej!
Znów siedzę nad tekstem by ulepszyć profesję
Już na samym wstępie Rychu poruszył te kwestię
SLU dla nas trzy litery święte

Trzy zwrotki, litery, SLU, to bycie szczerym
Na bok afery, ulice, wyższe sfery
SLU dobrze wiemy, kto w tej grze od początku
To dla ludzi seria wątków, mówię wam - wszystko w porządku

Wiem często jest tragicznie, krytycznie, hektycznie
Niepoprawny politycznie, za to poprawny lirycznie
SLU słyszeliście? na bank nie przestaniecie
Jak my, dobrze wiecie, jest si nasz skład w komplecie

Być wielki, jestem! chcesz definicji wielkości?
Patrząc na sukcesy innych, do których samemu dążysz
Bez zawiści, normalnie, się nie wpierdalać nachalnie
Tam gdzie mnie nie chcą, być wciąż na swoim miejscu
Ze swoją orkiestrą i to chyba wszystko
Ja wolę mój rap z mej ulicy towarzystwo
A ty uhahany stoisz na sądowej sali
Wymachujesz kajdankami, nie znasz życia z kłopotami
To brak dobrego smaku, przemyśl chłopaku
Nawet, jeśli to klik, jest to pełne niesmaku
Proste buraku, nie dam wyprzeć się z rynku
Na rzecz pedalskich składów, ugrzecznionych maminsynków
Rap na maxi singlu, ty na okładce Bravo
W promocji dorzuć commer do szmatławca z balladą
I klawo, zarżnij rynek, wrzuć za free te wypociny
Jesteś słaby, więc tani i to są kurwa kpiny
Mówisz - jestem prosty, na rap nie mm wyłączności
Jednak wymagam tego czegoś - autentyczności
Tego dynamizmu, co wybucha tej jakości
Przekazu fachowego, tego brzmienia, surowości
Ty tego nie masz, przy mnie znowu się kurczysz
To ja Rychu Peja, prawdziwek, naturszczyk
To dla bandytów, dla żuli, dla ulic
Dla ludzi, dla dziwek, ich płatnych rozrywek
Tu gdzie spojrzenia krzywe i przyjazne uśmiechy
To dla ulic mego miasta w którym rozliczamy grzechy

Trzy zwrotki, litery, SLU, to bycie szczerym
Na bok afery, ulice, wyższe sfery
SLU dobrze wiemy, kto w tej grze od początku
To dla ludzi seria wątków, mówię wam - wszystko w porządku

Wiem często jest tragicznie, krytycznie, hektycznie
Niepoprawny politycznie, za to poprawny lirycznie
SLU słyszeliście? na bank nie przestaniecie
Jak my, dobrze wiecie, jest si nasz skład w komplecie
1. Wbijam się jak tasak, w ciepłe, surowe mięso
Serwuję z rapu tatar, kolejny kurwa sezon
To syntetyczna mafia, a nie jebany trezor
Natural hardcore, wyczula Tobie każdy sensor
Jestem niewinną iskrą, w klubie wypełnionym gazem
Daję Ci takiego kopa, że czaszkę zamienia w kaszkę
Jesteś błaznem, jak pozycje w rapie mierzysz stażem
Ja na osiedlach mam zasięg, oni gubią go jak Sagem
Ty z ziomkami gonisz laser, ja lecę jak Evo Lancer
Twój idol stratę formy nadrabia tanim lansem
Twarze z głupim wyrazem, grymas na okładkach gazet
Jeśli jarasz się tym gównem, to nazywam Cię złamasem
Być dziwką i dziewicą to raczej nie idzie w parze
Mój poziom jest dla nich nawet poza zasięgiem marzeń
Oni słysząc ten numer w nerwach poprawiają daszek
Bo argumentów mam więcej, niż Wyborowa flaszek

Ref. Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp

2. Słyszysz moje wersy z okien na Twojej dzielnicy
Jesteś z tych rejonów, ale nikt się tym nie szczyci
Nie masz rotacji na blokach, choć masz rotację na wizji
Ja napierdalam jak alarm, a Twój rap tutaj milczy
Zwalniam gadkę, lecę na półtonie, standardowe tempo
Ponaddźwiękowy rap, składam hołd producentom
Widzę Ciebie, w myślach słuchasz mnie z otwartą gębą
I choć coś Ci nie pasuje to rozpierdala Cię świeżość
Jak copkiller w nienawiści, otwórz okno, zrób to głośniej
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Odpal jointa i posłuchaj, masz do raju dostęp
Moi ludzie razem ze mną, mówią jednym głosem
Przejmuję winampy, iTunsy i inne gówna
W mp3-ójkach i waveach lecę we wszystkich furach
Od zajechanych piwnic, po korporacyjne biura
Szef syntetycznej mafii łapie najwyższy pułap

Ref. Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
1.Czwarta nad ranem, oczy niewyspane,
nie mogę zasnąć za oknem płacze deszcz.(deszcz)
To do Ciebie wiesz?
Czy mnie pamiętasz?
To najszczerszy tekst pisze go od serca.(od serca)
Samotność jak gorączka nocą dopada,
sam na sam z bezsennością bez skutku się zmagam.
Myślę o Tobie i jakoś nie mogę przestać
cały mój świat w Twojej osobie się streszczał.
Robiliśmy błędy wiem jesteśmy ludźmi.
Życie nie pomogło knuło co mogło by nas poróżnić.
Los wypowiedział wojnę nam nie było reguł
tylko konwulsyjny puls codziennego biegu.
Każde niepotrzebne słowo do dzisiaj przeklinam (przeklinam)
to smutne na co dzień człowiek się zapomina.
W końcu zastaje dom pusty zresztą sama wiesz
nie pożegnałaś się. Chciałaś uniknąć łez.

Ref.
Ja wiem, że lepiej byłoby nie czuć nic (nie czuć nic) albo cofnąć czas (jeszcze raz)
Nie chce z tym tak żyć widocznie tak być musi (tak być musi)
Nigdy, nigdy, nigdy (ta chwila już nigdy, nigdy, nigdy) nigdy już nie wróci

2. Wsiadam do pociągu gdziekolwiek mnie zabierze
żałuję tylko że Ty mnie nie odbierzesz.
Nie na tą stronę spadła życia moneta
na końcu podróży nikt na mnie nie czeka.
Nazajutrz mróz(mróz) pustego łóżka cisza wokół
i wódka która nadal parzy w usta.(usta)
Biegnę przed siebie nieznaną mi drogą
nie wiem gdzie, po co i nie wiem dla kogo.
Nie mam już Ciebie nie mam największa strata.
Nienawidzę za to siebie życia i całego świata.
Jeszcze raz zatańcz ze mną bo chcę to przeżyć
znam prawdę, ale nie chcę przestać wierzyć.
Dlaczego mój i Twój świat się zderzył?
Najgorsze, że na te pytania są odpowiedzi.
Te dni się skończyły, a koniec jest końcem.
Życie życiem. Jaka róża takie kolce.

Ref.
Ja wiem, że lepiej byłoby nie czuć nic (nie czuć nic) albo cofnąć czas (jeszcze raz)
Nie chce z tym tak żyć widocznie tak być musi (tak być musi)
Nigdy, nigdy, nigdy (ta chwila już nigdy, nigdy, nigdy) nigdy już nie wróci

3.Pamiętam jak się uśmiechałaś, jak zasypiałaś
delikatną grę mięśni Twojego ciała.
Styczniowy deszcz tworzył na gałęziach drzew sople.
W powietrzu parował Twój ciepły oddech.
Czułem Twój smak byłaś dla mnie tak bliska.
Twoje wilgotne włosy obok mojego policzka.
Bezpowrotna przeszłość dlatego mnie smuci.
To wszystko minęło nigdy już nie wróci !

Ref.
Ja wiem, że lepiej byłoby nie czuć nic (nie czuć nic) albo cofnąć czas (jeszcze raz)
Nie chce z tym tak żyć widocznie tak być musi (tak być musi)
Nigdy, nigdy, nigdy (ta chwila już nigdy, nigdy, nigdy) nigdy już nie wróci
To energia energia ukryty szept
to energia energia ukryty szept x4

Tak to czuje frustruje mnie ta życia branża
Znikam stąd wyłączam się od tego bagna
Moja silna osobowość teraz jest bezradna
Telefon milczy jakieś cyfry na ekranie kompa
Teraz z kompa do kompa spontan wspomnij dalej lata
Czasem chcę stąd zniknąć z tego mego świata
Nie liczę teraz czasu mam z nim mały zatarg
Nie liczę czasu przeszedł mnie teraz lekki dreszcz
Słyszę płacz dziecka na zewnątrz pada deszcz
Ja czuwam na ??
Za oknem zmierzch atakują mnie myśli
Jak dobry pomysł na tekst
Staram się być dobrej myśli kumasz to lecz.

To energia energia Ukryty szept
To energia energia ukryty szept x4

Jestem wolny i rozpierdala mnie duma
Tamten rozdział mego życia już dawno umarł
To jest mój spokój moja życiowa energia
Mój świat moje życie to ogromna bakteria
Patrząc na swoje życie wiem że jest lepiej
Przejść przez trudne chwile tak to najlepiej
Pracuje nad spokojem ducha to uwielbiam
Częstotliwość moich myśli teraz mnie pogłębia
Spokój ducha optymizm to silna komercja
Koncentracja moich myśli cała kwintesencja
Staram się w tym całym życia bałaganie posprzątać
Poukładać sobie tak żeby się nie zaplątać.

To energia energia ukryty szept
To energia energia ukryty szept x4

Jestem tym gościem co wkurwia twoją ambicje
Jestem tym gościem co burzy wszelkie definicje
Jestem tym gościem co ma swój świat i zasady
Jesteś ze mną przejdź na moje arkady. x2

1. Samochody chłopaków są w kolorach pastelowych, a spódnice naszych dziewczyn są w kolorach pastelowych.
Samochody chłopaków są w kolorach pastelowych, spódnice dziewczyn w kolorach pastelowych, świat który mnie otacza w kolorach pastelowych, przetrwa tylko ten o nerwach stalowych.
O tym żeby się załamać nie ma mowy, na codzień ulica, styl życia sportowy, tamci śmigają, wszystkie ogolone głowy, załatwiacze, tak jest jak my chcemy, nie inaczej, to co uzbieramy jest już nasze, jeszcze smakiem jointa wszystko kurwa okraszę, nie ma rzeczy niemożliwych - wszystko da się, paszcza nasz hip-hop, paszcza jego zasięg, i nie pierdol że życie nie jest oparte na kasie, to jak bez wosku każda świeca gaśnie. Moje ziomble odbierają na tym samym paśmie, właśnie...znasz mnie, znasz mnie?

REf. Samochody chłopaków są w kolorach pastelowych, spódnice dziewczyn w kolorach pastelowych, świat który mnie otacza w kolorach pastelowych, jest w kolorach pastelowych x2

2. świat w kolorach pastel, życie pod miastem, tu niejeden już okazał się chwastem, kręcę temat tytuł filmu "Bland master" i wciąż mam farta, pastelowe życie, w którym idzie mi karta, gra jest tego warta, wciąż pamiętam, choć niejeden pętak depcze po piętach, sytuacja napięta, trzeba wyjść z niej cało, ktoś plecie bzdury, nieważne, żałość, różnie bywało, jeszcze różnie będzie, kolory pastelowe rozmazują się w pędzie, na patędzie choć wiesz, że wszystko mija, klorowe plamy czasem wychodzą nijak, pastel ma, ale czasem odbija, to nie śmieszne, zostawiając z tyłu to, co było wcześniej...

REf. Samochody chłopaków są w kolorach pastelowych, spódnice dziewczyn w kolorach pastelowych, świat który mnie otacza w kolorach pastelowych, jest w kolorach pastelowych x2
Piosenka którą śpiewamy jest o Mietku, pijaku.
Dedykujemy ją wszystkim Mietkom na świecie !

AYEAH, CHECK THIS OUT !
Dziś wam zaśpiewamy o Mietku żulu, co wciąż alkochol pił do bólu
Cztery sikacze za swym łóżkiem trzymał, pił je a potem pod stołem kimał.
Pił wódkę w każdej wolnej chwili, miał we krwi chyba z 6 promili,
Wciąż pijany był lub kaca miał, chodził jak za wężem przez nogawkę lał.
Co dzień pod sklepem z kumplami był, pili póki im starczyło sił,
Bo trzeba wiedzieć, że Mietek żul najwiękrzy spust na wieczka chyba miał najokrąglejszy.
W swym mieszkaniu gdy na łóżku spał pustą flaszkę za pazuchą miał
I tak w końcu powoli stało się to, Mietek, tak stoczył się na samo dno.

Ref.:
Mietek ciągle chlał, chodz wytrzeźwieć chciał,
Bóle brzucha miał więc do klopa gnał i do późna srał.
A gdy rano wstał, sucho w gardle miał, denaturat brał i do gęby lał - do południa spał.

2.
Mietek spiryt litrami pił ciągle mu się urywał film,
Wódkę pił i wódką lał, człowiek wódka taką ksywkę miał.
W swoim domu co niedzielę, sam wypijał wina sześc butelek.
Alkohol to był jego raj w którym żył, gdzie zalany był,
Pił bez pamięci wódkę z butelki, znów brzuch go bolał więc gnał do łazienki.
Był bardzo chudy, ręce miał sine i zimne wszystko od tej wódy,
Nie jadł nic, chory żołądek miał, choć wytrzeźwieć chciał
I co z Mietkiem o tym każdy wie, leży zalany na samym dnie.

Ref.:
Mietek ciągle chlał, chodz wytrzeźwieć chciał,
Bóle brzucha miał więc do klopa gnał i do późna srał.
A gdy rano wstał, sucho w gardle miał, denaturat brał i do gęby lał - do południa spał.

Mietek chamie wódki nie dostaniesz chodź kaaaaaaaac coraz większy.

Mietek ciągle chlał - choć wytrzeźwieć chciał - bóle brzucha miał - więc do kibla gnał x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo