Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi]

Jeszcze raz miałem farta, nie tak kończy król
Choć nie powiem bym nie dostał wśród latających kul
Rozpraszający ból to przez rozerwany bark
Lecz jak patrzeć poza mną to ocalałych brak
(Ej) Pokazał mi hart ducha jak wyjść z masakry
Zastrzyk adrenaliny w akcji jak Gandhi
Ty bądź poważny, świat potrafi naciąć
Ale co by się nie działo to chłopaki nie płaczą
Byłem pewny siebie i jestem taki nadal
Nawet jeśli jutro psy będą łazić po sąsiadach
Potrzebuję lekarza, koszula cała we krwi,
Że można by wykręcić i krwią zalać butelki
Nie podpalam się wierz mi, muszę zatrzymać krwotok
Byle by dojść do auta, każda chwila jak złoto
Odpowiedz czemu biznes łączy się z siłą
Idź w pizdę, nie dam się wykończyć skurwysynom
Nikt nie jest święty jak go święci widzieli
Niejeden święty by mnie tutaj pierwszy odstrzelił
Centymetry od ziemi - uniesiony jak anioł
Mimo to powtarzam sobie, że świadomi przetrwają

Ref. 2x
Ja i Ty, nasze myśli jak i czarne sny
Ponad wszystkim, panie daj mi żyć
Jeśli jesteś w stanie - zrób to dziś
(Boże pomóż mi i prowadź)

Krew ścieka po rękach i krzepnie na ubraniu
Jestem słaby jakbym ważył tylko dziesięć kilogramów
Na pięcie przyhamuj, zostało kilka chwil
Przemieszczam się pomału, lecz czy wytrwam by żyć
Jeden krok, moment przerwy i znów kolejny krok
Gdy uświadamiam sobie, że tu cały stoję we krwi
Chcę zwyciężyć, wyjść z tej afery z zyskiem
Zabezpieczeniem dysk i papiery w walizce
To przez ambicje wybrałem taki los tu
Nie po to by istnieć dla wrażeń i kurortów
Tych wydarzeń od wniosków nie da się odciąć
Przez uwagę z rozsądku tylko wiedza jest forsą
Został metr, to dwa kroki do drzwi starego vana
Jeden cel muszę zdobyć choć mam niemoc w kolanach
To zamach był, znaczy pułapka
Ile warte jest co mam, że nienawiść przerasta?
Kręci mi się w głowie, mózg opada na kołnierz
Chyba to koniec, czuję że spadam na mordę
O grzechach daj zapomnieć, to przez to zło w miastach
To wszystko śpij spokojnie, na każdego jest czas brat

Ref. 2x
Ja i Ty, nasze myśli jak i czarne sny
Ponad wszystkim, panie daj mi żyć
Jeśli jesteś w stanie - zrób to dziś
(Boże pomóż mi i prowadź)

[Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź]
Czym dla Ciebie jest świat?
Białe babie lato unoszone przez Twój podmuch
Tak, ot tak
Pokaż skrawek Twoich ust,
pokaż Swój mózg
Może słowa te za małe są
Przecież jestem tylko łzą, przecież jestem tylko wszą
Nieliczne czarne babie lato
O, powiedz mi, powiedz, powiedz mi powiedz
Przecież ja nie jestem pewien, może oni łżą
Ojcze! Tato! Jakie Twoje imię jest?!
A może Ś.P. Brat Joka odpowiedź już zna...
A może nie, a może tak
A może tak, tak, tak, tak! Aaa...

Przyznaj się, że Ciebie nie ma - to legenda x4

Zawsze szybko umierają tacy jak ja
Tacy sami lecz ciągną nitki inny kolor
Wiedzcie, że jest
Bo ktoś musi być
Bo tak łatwiej żyć
W to można uwierzyć... pierdolą
do widzenia w piekle
do zobaczenia w piekle
Ona podała mi dłoń i ja dla niej klęknę
Ja dla niej padnę
Ani słowa ze strony ludzi i ja to odgadłem
Mnóstwo słów o Tobie:
Mówione, pisane, czytane i tak się nie dowiem
Bo tajemnicą owiane jest to:
Dobro czy zło
Białe lepkie babie lato...
Czarne lepkie babie lato...
Białe lepkie babie lato...
Czarne czyste babie lato!
100 stóp nad ziemią wyciągnięta ma dłoń
Będę mówił - dawno wyrzygałem knebel
I mój głos, i moja Wieża Babel
Ja urządzę post, otworzę drzwi od klatki
Ja spojrzę na Ciebie, ja moimi oczami
Ja spojrzę na Ciebie nie oczami mojej matki
I zobaczę coś... A może tam nic nie ma?
A może ktoś powie - to legenda...
Ale ze mnie wsza... Ś.P. Brat Joka!
No i..., no i..., no i...
Podaj mi dłoń, podaj mi rękę... (podaj mi rękę)
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę!
No i podaj mi dłoń, podaj mi rękę...
Podaj mi dłoń
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę!
No i... Podaj mi dłoń i podaj mi rękę...
Podaj mi dłoń
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę!
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma x3
Czemu, czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
No i podaj mi dłoń...
I podaj mi dłoń...
A podaj mi dłoń...
A podaj mi dłoń...
Podaj mi dłoń i podaj mi rękę...
Podaj mi dłoń
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę
Podaj mi dłoń i podaj mi rękę
Bądź a klęknę x6
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma x3
Czemu, czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma x4
Bądź a klęknę x4
Nie raz chcę być najlepszy, nie wiem czemu, ale mam tak
Zbyt dumny z bycia MC - to już pierdolony standard
Chwytam za długopis, wiem, do rana się wyrobię
Przeleję na papier, to co chodzi po głowie
A ty żyj swoją ideą, bądź silny jak Heros
Nie życzę ci tragedii, a'la Amoros Perros
Chcę coś ludziom przekazać, moje życie jak hazard
Stawiam na jedną kartę, często innych przerażam
Z rozumu korzystam, nie, że jestem, łap dystans
Do siebie, do świata, czasem potrafię go złapać
Czas ostudzić emocje, wrócił do pracy zapał
Odpowiedni rytm złapał jak ślicznotkę za tyłek
Przecież żadna z tych debilek nie czekałaby z obiadem
Żaden z ich dotyków nie jest przesycony żarem
Żadne z tych spojrzeń nie wyraża uczucia
Troski, współczucia, przestań spokój zakłócać
Wokół taka cisza, że słychać bijący sikor
Włącza się film pod tytułem Charlie Cykor
Z myślą o rozwoju, nie z myślą o złocie
I procentach na koncie, tak zrobi zwykłe prącie
Dla tych nieprzyjaznych zdrowym zwrotem odważnym
Jestem poważny aż nadto, więc sprawdźmy

...Trwały klik, DJ Decks, trudny dzieciak już tu jest...

Trzy zwrotki, litery, SLU, to bycie szczerym
Na bok afery, ulice, wyższe sfery
SLU dobrze wiemy, kto w tej grze od początku
To dla ludzi seria wątków, mówię wam - wszystko w porządku

Wiem często jest tragicznie, krytycznie, hektycznie
Niepoprawny politycznie, za to poprawny lirycznie
SLU słyszeliście? na bank nie przestaniecie
Jak my, dobrze wiecie, jest si nasz skład w komplecie

Następny przykład na to jak człowiek stał się szmatą
Ubliżam tym psu bratom, którzy chcieli służyć radą
Ten syf cię zgubi, lecz ty zbytnio go kochasz
Nie chcesz tego rzucić, chcesz ciągnąć, popatrz!
Nic do ukrycia, ten rap kroniką życia
Raz klub, raz ulica, opisuję swe przeżycia
Stoję, patrzę na nią, wiem, że ona chce mnie zdobyć
Ona stoi za bufetem jak Martyna Jakubowicz
To już standard henesi, na pewno się ucieszysz
Chcesz ze mną zgrzeszyć, jesteś pewna? przemyśl!
Ja stały bywalec, gram koncert, zgarniam szmalec
Być wielki nie malec, grać ten rap doskonale
Zapewniać wygrane, nie przegrać, to na stałe
I żyć ze świadomością, że się nigdy nie powalę
Ok, ok, wszystko w porządku, pięknie
Żyć pełnią życia, jak każdy kiedyś zdechnę
Na rapie znam się biegle, w tym biznesy przebiegłe
Ja to wszystko obejdę, te umowy, aneksy
Jestem z ulicy, dla ulicy me wersy
Rezyduję w swej twierdzy, wbijam chuj tej komercji
Choć nie jestem podziemny to powiązany ze slangiem
Szacunek ludzi z ulicy, swe powołanie znalazłem
Każdemu damy szansę, tylko jedną, nie więcej!
Znów siedzę nad tekstem by ulepszyć profesję
Już na samym wstępie Rychu poruszył te kwestię
SLU dla nas trzy litery święte

Trzy zwrotki, litery, SLU, to bycie szczerym
Na bok afery, ulice, wyższe sfery
SLU dobrze wiemy, kto w tej grze od początku
To dla ludzi seria wątków, mówię wam - wszystko w porządku

Wiem często jest tragicznie, krytycznie, hektycznie
Niepoprawny politycznie, za to poprawny lirycznie
SLU słyszeliście? na bank nie przestaniecie
Jak my, dobrze wiecie, jest si nasz skład w komplecie

Być wielki, jestem! chcesz definicji wielkości?
Patrząc na sukcesy innych, do których samemu dążysz
Bez zawiści, normalnie, się nie wpierdalać nachalnie
Tam gdzie mnie nie chcą, być wciąż na swoim miejscu
Ze swoją orkiestrą i to chyba wszystko
Ja wolę mój rap z mej ulicy towarzystwo
A ty uhahany stoisz na sądowej sali
Wymachujesz kajdankami, nie znasz życia z kłopotami
To brak dobrego smaku, przemyśl chłopaku
Nawet, jeśli to klik, jest to pełne niesmaku
Proste buraku, nie dam wyprzeć się z rynku
Na rzecz pedalskich składów, ugrzecznionych maminsynków
Rap na maxi singlu, ty na okładce Bravo
W promocji dorzuć commer do szmatławca z balladą
I klawo, zarżnij rynek, wrzuć za free te wypociny
Jesteś słaby, więc tani i to są kurwa kpiny
Mówisz - jestem prosty, na rap nie mm wyłączności
Jednak wymagam tego czegoś - autentyczności
Tego dynamizmu, co wybucha tej jakości
Przekazu fachowego, tego brzmienia, surowości
Ty tego nie masz, przy mnie znowu się kurczysz
To ja Rychu Peja, prawdziwek, naturszczyk
To dla bandytów, dla żuli, dla ulic
Dla ludzi, dla dziwek, ich płatnych rozrywek
Tu gdzie spojrzenia krzywe i przyjazne uśmiechy
To dla ulic mego miasta w którym rozliczamy grzechy

Trzy zwrotki, litery, SLU, to bycie szczerym
Na bok afery, ulice, wyższe sfery
SLU dobrze wiemy, kto w tej grze od początku
To dla ludzi seria wątków, mówię wam - wszystko w porządku

Wiem często jest tragicznie, krytycznie, hektycznie
Niepoprawny politycznie, za to poprawny lirycznie
SLU słyszeliście? na bank nie przestaniecie
Jak my, dobrze wiecie, jest si nasz skład w komplecie
Ile jestem w stanie dać dla tego świata?
Ile jestem w stanie z tego świata wyłapać?
Przecież nie będę płakać, bo los jest zbyt dumny
Wbijając po kolei wszystkim gwoździe do trumny,
Bo nie tylko do rozumnych świat należy,
A trzeba go przeżyć,
We własne siły uwierzyć,
Potem uderzyć z mocną częstotliwością szerzyć to,
Co powierzyć można wszystkim tym wątpliwościom,
Á propos doznań szarych ludzi,
Dla których trud zbyt duży
by dać coś i na coś zasłużyć.
Nie ma co wróżyć.
Prawda leży pośrodku.
Idę w świat przedzierając się przez tłumy młotków.
A tłok niczym w "spodku" w czasie metalmanii pogo;
Jedni nastawieni wrogo,
Drudzy sztuczni niczym logo,
A ja zostaję sobą w każdym calu.
Daję coś; czasem łzy, czasem złość, ale chociaż minimum
Wychodząc z zasady, że nie ma ognia bez dymu.
Jeśli dane ci kombinuj, filmuj te realia,
Które zakłócają fikcję jak głos z sceny La Scala
Zakłócają fikcję jak głos z sceny La Scala

Czekając na dzień, w którym spełnią się marzenia
Nie chcę być tym, co nie ma nic do powiedzenia.
Czekając na dzień, w którym wkład swój rozliczę
Mówię o tym co widzę, nie unikam potyczek.

Czekając na dzień, w którym spełnią się marzenia
Nie chcę być tym, co nie ma nic do powiedzenia.
Czekając na dzień, w którym wkład swój rozliczę
Mówię o tym co widzę, nie unikam potyczek.

A Jezus Maria ile razy dałem dupy...
Nie zliczę momentów, w których pysk miałem opluty,
Ale mimo wszystkich błędów nie puściłem batuty.
Dla naiwnych ostrzeżenie: to nie "Welcome to Chałupy".
OSTeR, 2000, Teofilów Bałuty.
Łódzką sadzą otruty.
Mimo to oddam wszystko,
By zostać tu i klepać to samo klepisko biedy
Zaplątany w siatce ulic niczym dredy,
Ale kiedyś nadejdzie czas sjesty.
Wtedy świat odda swe długi bez reszty.
A ci, co drogę przeszli w dupie będą mieli koszta.
Ta tajemnica działa w obydwie strony jak poczta.
Pierdolić tego gościa wciskającego kity,
Który odsłania kurestwa niczym stringi celulitis,
Bo żaden polityk nie sprosta tej regule,
Że lepiej dać coś z siebie, potem zgarnąć całą pulę.
Tu uśmiecham się czule, Wysuwam środkowy palec
Tym, co chcieli zaszaleć, a przebrali miarę.
Daję siebie, a fałszerzy wrzucam w szalę i oby tak dalej...

Czekając na dzień, w którym spełnią się marzenia
Nie chcę być tym, co nie ma nic do powiedzenia.
Czekając na dzień, w którym wkład swój rozliczę
Mówię o tym co widzę, nie unikam potyczek.

Czekając na dzień, w którym spełnią się marzenia
Nie chcę być tym, co nie ma nic do powiedzenia.
Czekając na dzień, w którym wkład swój rozliczę
Mówię o tym co widzę, nie unikam potyczek.
właśnie tak
siedem siedem
hemp gru

władza, terror, pieniądze, agresja
to języki świata
kultura przestępstwa
płacz, narkotyki, ciężkie porno, broń
niezauważalny cierpień atak ziom

kto daje plamę musi pożegnać szacunek
było takich paru: obrali zły kierunek
niby tacy twardzi, niby znali się na rzeczy
dziś już nie ma ich wśród nas, nikt nie zaprzeczy

rzeczywistość walk ulicznych, powstanie
biało-czerwona opaska na ramię
schowany w bramie powstaniec
butelką z benzyną rzuca w czołg
z dedykacją skurwysynom, grzmią...

pisząc ten tekst zacznę go pozdrowieniami
dla wszystkich dobrych mord na koncertach poznanych
za wasze zdrowie joint jest odpalany
za zdrowie wszystkich tych, którzy wytrwale czekali

gdy nie masz perspektyw to jedyna rzecz
ruszaj do przodu, obierz drogi cel
zapamiętaj dzień, kiedy odnalazłeś sens
teraz na rejonie z głośnika HG

niezgodność charakterów, wieczne życie z problemami
ziom, pierdole to, wybieram siebie, czaisz?
toksyczny syf, który moje życie zepsuł
wybieram własne szczęście
będąc sam przeciw kurestwu

firma krk dixon37 hemp gru jld kaczy proceder
firma krk dixon37 HG JLD kaczy proceder

HWDP widnieje ziom na niejednym murze
tu niektórzy ludzie dziabią je na skórze
HWDP nie muszę tłumaczyć
czterema słowami wyrażamy swą nienawiść

nie walczę o to, by było tu bezprawie
jedno pozostaje mi, by byc poza prawem
ustawy krwawe kaleczą ofiary
diilgang dodaje mi wiary

dawaj ziomuś

któregoś dnia znów familia będzie razem
znajome twarze, za wasze zdrówko smażę
wie o tym tylko ten, kto bliskich stracił
przez czyjś zbyt długi jęzor, takie czasy

wiem, różnie jest, nie ma co opowiadać
(szkoda gadać)
problem następny, lecz trzeba go poskładać
taki już los, życie to wieczna walka
szkoda, że nie pierze tych brudów moja pralka

właśnie tak to jest, czas na zmianę
a ty odbierz co zabrane, nic za darmo nie dostaniesz
bo tak to jest poukładane
musisz sam o siebie dbać

droga
1. Wbijam się jak tasak, w ciepłe, surowe mięso
Serwuję z rapu tatar, kolejny kurwa sezon
To syntetyczna mafia, a nie jebany trezor
Natural hardcore, wyczula Tobie każdy sensor
Jestem niewinną iskrą, w klubie wypełnionym gazem
Daję Ci takiego kopa, że czaszkę zamienia w kaszkę
Jesteś błaznem, jak pozycje w rapie mierzysz stażem
Ja na osiedlach mam zasięg, oni gubią go jak Sagem
Ty z ziomkami gonisz laser, ja lecę jak Evo Lancer
Twój idol stratę formy nadrabia tanim lansem
Twarze z głupim wyrazem, grymas na okładkach gazet
Jeśli jarasz się tym gównem, to nazywam Cię złamasem
Być dziwką i dziewicą to raczej nie idzie w parze
Mój poziom jest dla nich nawet poza zasięgiem marzeń
Oni słysząc ten numer w nerwach poprawiają daszek
Bo argumentów mam więcej, niż Wyborowa flaszek

Ref. Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp

2. Słyszysz moje wersy z okien na Twojej dzielnicy
Jesteś z tych rejonów, ale nikt się tym nie szczyci
Nie masz rotacji na blokach, choć masz rotację na wizji
Ja napierdalam jak alarm, a Twój rap tutaj milczy
Zwalniam gadkę, lecę na półtonie, standardowe tempo
Ponaddźwiękowy rap, składam hołd producentom
Widzę Ciebie, w myślach słuchasz mnie z otwartą gębą
I choć coś Ci nie pasuje to rozpierdala Cię świeżość
Jak copkiller w nienawiści, otwórz okno, zrób to głośniej
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Odpal jointa i posłuchaj, masz do raju dostęp
Moi ludzie razem ze mną, mówią jednym głosem
Przejmuję winampy, iTunsy i inne gówna
W mp3-ójkach i waveach lecę we wszystkich furach
Od zajechanych piwnic, po korporacyjne biura
Szef syntetycznej mafii łapie najwyższy pułap

Ref. Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp

1. Samochody chłopaków są w kolorach pastelowych, a spódnice naszych dziewczyn są w kolorach pastelowych.
Samochody chłopaków są w kolorach pastelowych, spódnice dziewczyn w kolorach pastelowych, świat który mnie otacza w kolorach pastelowych, przetrwa tylko ten o nerwach stalowych.
O tym żeby się załamać nie ma mowy, na codzień ulica, styl życia sportowy, tamci śmigają, wszystkie ogolone głowy, załatwiacze, tak jest jak my chcemy, nie inaczej, to co uzbieramy jest już nasze, jeszcze smakiem jointa wszystko kurwa okraszę, nie ma rzeczy niemożliwych - wszystko da się, paszcza nasz hip-hop, paszcza jego zasięg, i nie pierdol że życie nie jest oparte na kasie, to jak bez wosku każda świeca gaśnie. Moje ziomble odbierają na tym samym paśmie, właśnie...znasz mnie, znasz mnie?

REf. Samochody chłopaków są w kolorach pastelowych, spódnice dziewczyn w kolorach pastelowych, świat który mnie otacza w kolorach pastelowych, jest w kolorach pastelowych x2

2. świat w kolorach pastel, życie pod miastem, tu niejeden już okazał się chwastem, kręcę temat tytuł filmu "Bland master" i wciąż mam farta, pastelowe życie, w którym idzie mi karta, gra jest tego warta, wciąż pamiętam, choć niejeden pętak depcze po piętach, sytuacja napięta, trzeba wyjść z niej cało, ktoś plecie bzdury, nieważne, żałość, różnie bywało, jeszcze różnie będzie, kolory pastelowe rozmazują się w pędzie, na patędzie choć wiesz, że wszystko mija, klorowe plamy czasem wychodzą nijak, pastel ma, ale czasem odbija, to nie śmieszne, zostawiając z tyłu to, co było wcześniej...

REf. Samochody chłopaków są w kolorach pastelowych, spódnice dziewczyn w kolorach pastelowych, świat który mnie otacza w kolorach pastelowych, jest w kolorach pastelowych x2
1. Raz w życiu byłem nad jeziorem z wędką
chociaż w rybołówstwie jestem cienki jak w demokracji Łukaszenko
ale nic to
czas stracić wędkarskie dziewictwo
taka okazja nie trafi mi się prędko
wędkowanie to rzecz dobra jeśli tylko mam tu siedzieć i podziwiać krajobrazy ciągle tylko
rzucam siadam czekam czekam i chuj
wciąż ten sam harmonogram
żadnej ryby kurde
aż nagle robi się burdel żyłka wodę tnie jak brzytwa
Jezu, tu potrzebna jest interwencja szybka
więc zrywam się, szarpie, wyciągam, a tu z wody wyskakuje złota rybka
co kurwa?
nie słyszałeś o tej bajce z życzeniami, złota rybka ze złotymi zębami
ja blady jak pergamin
jednak rybacy muszą być dzielni
raz rybce śmierć
lecz powiem jej życzenie może spełni
złota rybko mówię
posłuchaj jakby to powiedzieć
zasadniczo nie najlepiej mi się wiedzie
chciałbym żeby przestały mnie naglić rzeczy które mnie naglą
i może jeszcze Lamborghini Diablo
forse chce mieć
niech uwolni każdy talent który we mnie drzemie
spraw żebym zrozumiał chemie
żebym przestał być leniem
albo nie
ja się będę opierdalał
niech się wszystko dzieje samo
ale ma być dobrze rybka zrozumiano
i pluszowych misiów więcej niż kolesi w boysbandzie
złota rybka na to
słuchaj mały
ni chuja nic z tego nie będzie
Ref: Weź swój los w swoje ręce a ręce daj w górę |
złota rybka zapomnij poszła na emeryturę |razy 2
nie czekaj na cud z nieba to nic nie da |
tylko zwycięzca dostanie złoty medal |
2. Wiem że masz takie akcje że patrzysz za okno
los w dupę kopie najwyższy czas też go kopnąć
jest ci ciężko doprawdy
przeczytaj Grzesiuka
los jest ślepy więc wcale nie tak trudno go oszukać
patrze i nie wiem co to siedzi w tych ludziach
że nie wiedzą że żeby wygrać wyścig trzeba wziąć w nim udział
szukają szczęścia tam gdzie nikt go nie spotka
tkwiąc w kolejkach do kolektur totolotka
rzeczywistość nie jest słodka
ja wiem to
problemów więcej niż na Kursku
miejsca mniej niż w cinquecento
życie narzuca tempo
więc je dogoń złap za ogon
ty też to możesz jeśli inni to mogą
forsa leży na ulicy być może
ale żeby tam leżeć musi najpierw spaść z nieba a z tym już gorzej
najwyższy czas wziąć się w garść ziomuś szczęście przyjdzie trzeba tylko trochę mu pomóc
Ref: Weź swój los w swoje ręce a ręce daj w górę |
złota rybka zapomnij poszła na emeryturę |razy 2
nie czekaj na cud z nieba to nic nie da |
tylko zwycięzca dostanie złoty medal
Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana

Wale prosto z mostu noszę wężowy kostur
I nie stosuję postu, kiedy mam siano
Mówi DGE ? Luciano, ciągle gram to samo
Choć ciągle coś innego, coś czego nie grano
Bo to te słów paradoksy, słów sagi
Jedi chłeptają dają koksy, innym dragi
Te bloki ciągle są blisko magii
Na czole mam tajne znaki jak chińskie tagi
Jeansy Bugi, świat pełen magii, świat wrogi
Te ulic rogi, nawijam swoje dalej jak Snoop Doogi, Dog Kolejny rok, krok za krokiem
Blok za blokiem, mijam tysiące okien
Rzeczywistość spraprana
W bramach stukam, przejścia szukam
Jak Dalaj Lama szczęścia szukam
A wokół tylko oni, żyjący w monotonii
Siódmy raz w tym tygodniu jem pizze pepperoni
Świat w pogoni, ośmy kurczak u Chińczyków
Mam w chuj złych nawyków
Jak ci nie pasuje to to wykurw

W klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach

A oni mówią mi wciąż, że prowadze się niezdrowo
Raz czuję się spoko, a raz czuje się chujowo
Żyje polowo, raz piję tekle, raz wyborową
Jade stylowo, raz z łychą, raz żołądkową
Czasem ćpam to i owo, i pale zioło
Jade rapowo, wiesz stuprocentowo
Na oko lubie ładny widok i ładny zapach
Na węch a w uszach lubie jęk szłyszeć
I lubie błyszczeć na scenie
I lubie to ciężkie brzmienie
PDG plemie - to jest we mnie
PDG plemie - to jest we mnie
Wiesz co robie
Wiesz co robie

Ref:
Ja w tych klubach i hardkorowa nuta
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach i hardkorowa nuta
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach

Ja w tych klubach czasem też mam niezły ubaw
Gdy dupy na parkiecie, w loży my i dobra wóda
Finlandia - może być synu spoko
Jedzieny z nią teraz jak tu co niektórzy z koką
Pyrlandia tak sie bawi
Jak w swych produkcjach Rocko
Ty tego nie trawisz, a to jest to pokolenie
Co lubi mocne brzmienie
Ja swe korzenie pamiętam jak przez mgłe
Sam nie wiem czemu w to brne
Jakieś to wszystko mdłe
Przypomina nie kończącą sie gre
A kraina agresji jest tylko tłem, złem koniecznym
Ścigania organy, dla nas to kurwy i chamy
I o to dbamy, by się nie zbłaźnić i nie dać plamy
Wyrwać się z bagna - to było ważne dla mojej mamy
A rany z czasem się goją - to gówno prawda
Czułem się pokonany kiedy umarła
Mieszkanie ze starym wtedy było niczym kolonia karna
Zła karma co jakiś czas się we mnie odzywa
By nie utąnąć w planach dzisiaj ten rap nagrywam
Wielu wrogów, kilku tych bliskich
Tak właśnie bywa
To o nich, to dla nich
Ja i moja ksywa
Colosseum...
Colosseum...
Colosseum...

Zaraz, za chwilę, szybciej niż promile
Adrenalina popłynie w mojej żyle
Zobaczę style, zajebiste style
Wojownikom swego czoła chylę
Colosseum, gra się rozpoczyna
Chłopakom skacze adrenalina
Albo mina, albo to wytrzymasz
W twoich myślach gruba toczy się zadyma
Kto obali, kto siądzie i zajebie
Czy tym mnie, czy może ja ciebie
Tego nie wiem, nie, i nikt tego nie wie
Najważniejsza ziomek jest wiara w siebie
Nie odpuszczaj, nie, trzymaj ciśnienie
Myśl o jednym, spełni się marzenie
Mataleo, trójkąt czy gilotyna
I nie dycha chłopaczyna

To twoja chwila, twoja walka
Przyjmij liścia ziomek na farta
Twoja siła to przetargowa karta
Colosseum, gra ciebie warta

To twoja walka, twoje życie
Nigdy na dnie, zawsze na szczycie
Colosseum, na ciebie liczę
BądŹ najlepszy ziomek, tego ci życzę

Karramba, Odeon Colosseum
Jest nas wielu, ale każdy do celu
Zmierza ostro, chociaż są przeszkody
Są Judasze co rzucają ciągle kłody
Ale olać ich, ten lepszy kto mocniejszy
Charakterniak z zasadami jest silniejszy
To sie sprawdza w życiu i na ringu
Masz charakter ziomek wygrasz bez dopingu
Colosseum, ośmiu wchodzi na ring
A zwyciężyć może tylko jeden z nich
Takie są zasady tej krwawej gry
Uwierz w siebie, bo może to ty
Będziesz święcił triumfy, zbierał gratulacje
Może dzisiaj będą dla ciebie owacje
Tego nie wiem, nie, i nikt tego nie wie
Ale ziomek uwierz w siebie

To twoja chwila, twoja walka
Przyjmij liścia ziomek na farta
Twoja siła to przetargowa karta
Colosseum, gra ciebie warta

To twoja walka, twoje życie
Nigdy na dnie, zawsze na szczycie
Colosseum, na ciebie liczę
BądŹ najlepszy ziomek, tego ci życzę

Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie

Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie

Colosseum...

To twoja chwila, twoja walka
Przyjmij liścia ziomek na farta
Twoja siła to przetargowa karta
Colosseum, gra ciebie warta

To twoja walka, twoje życie
Nigdy na dnie, zawsze na szczycie
Colosseum, na ciebie liczę
BądŹ najlepszy ziomek, tego ci życzę

To twoja chwila, twoja walka
Przyjmij liścia ziomek na farta
Twoja siła to przetargowa karta
Colosseum, gra ciebie warta

To twoja walka, twoje życie
Nigdy na dnie, zawsze na szczycie
Colosseum, na ciebie liczę
BądŹ najlepszy ziomek, tego ci życzę
Stymulowani przez opary Ghany wkomponowani w cztery ściany, mamy chamy trójwymiarowy rap pijany Szad

Stymulowani przez opary Ghany wkomponowani w cztery ściany, mamy chamy trójwymiarowy rap pijany Null

Stymulowani przez opary Ghany wkomponowani w cztery ściany mamy chamy trójwymiarowy rap pijany Pork

Piętnastu MC
Piętnastu MC sprawdź to oooo

Niby tak dobrze
niby tak szybko
niby tak ekstra wszystko robią
niby tak kręcą
niby tak płyną
gdyby tak było byliby sobą

Gdyby tak dobrze
gdyby tak szybko
gdyby tak ekstra wszystko robili
gdyby tak rymy
gdyby tak szyli z różnych styli flow
to by tym żyli
i byliby sobą joł
byliby niepodrabialni
byliby niepowtarzalni
byliby oryginalni
byliby unikalni
gdyby tak było to mieliby flow
gdyby tak było to nie nadawalibyśmy o

Piętnastu MC chwyta za mikrofony
piętnastu MC tylko do siebie podobni jak klony

Z menu wybieram pierwszych z brzegu i
każdy tak samo brzmi
to chyba deja vu
Nasz as numer raz
dali mu majka a tu kwas
tracę czas
no to as z
numerem drugim
dopóki nie stwierdziłem po czasie niedługim
że lubi tożsamość gubić
MC numer trzy i zły marszczę brwi
widzę że ktoś tu ze mnie drwi
znowu mam deja vu chyba
trzeci bredzi jak leci
ja szukam odpowiedzi gdybam
do tego powiem ci że
czwarty mistrz braggadocio arcynarcyz uparty
Uwaga na numer piąty którego horyzonty
nie wybiegają poza cztery kąty
a poglądy ma jak szósty
tyle że szósty manifestuje
że ma swój styl joł
który zamyka tematykę na cztery spusty
i chuj z tym
Skupmy się na siódmym ojoj
który nudzi ludzi bo jest nudny
jak seks seks z ex
każdy tekst ma jak ósmy
uderzające podobieństwo do tego co robił szósty
a dziewiąty jak piąty i dziesiąty
chyba pomyślał sobie
tego podrobię
zrobię kopię
bo to na topie
w hip-hopie
puszczę w obieg i za zdrowie toastem
a jedenasty i dwunasty postawili na styl własny
do opisu rysopisów i popisów trzech ostatnich
szkoda mi słów długopisu kartek brudnopisu

Piętnastu MC chwyta za mikrofony
piętnastu MC tylko do siebie podobni jak klony
piętnastu MC chwyta za mikrofony

Niby tak dobrze
niby tak szybko
niby tak ekstra wszystko robią
niby tak kręcą
niby tak płyną
gdyby tak było byli by sobą

Gdyby tak dobrze
gdyby tak szybko
gdyby tak ekstra wszystko robili
gdyby tak rymy
gdyby tak szyli z różnych styli flow
to by tym żyli
i byliby sobą joł
byliby niepodrabialni
byliby niepowtarzalni
byliby oryginalni
byliby unikalni
gdyby tak było to mieli by flow
gdyby tak było to nie nadawalibyśmy o
piętnastu MC

Mamy chamy panoramiczny rap pijany w sobie
dlatego do tego doszedłem joł
dlatego tak to robię

Mamy chamy panoramiczny rap pijany w sobie
dlatego do tego doszedłem joł
dlatego tak to robię

Mamy chamy panoramiczny rap pijany w sobie
dlatego do tego doszedłem joł
dlatego tak to robię

Teraz ja powiem wam o co chodzi nam
tylu MC robi rap
rap nieudanie
...w tle codziennych zdarzeń w mieście...
...słuchaj uważnie a poznasz go po tekście...
...tyle jesteś wart ile możesz od siebie dać...
...do tych którzy chcą iść przez życie...

To nie hit z telenoweli w stylu ona i on
To nie kit z infantylną sytuacją, *****ć to
To o międzyludzkich więzach i uczuciach zwykły sąd
Życie, nieszczęśliwa miłość lot upadek uczuć, zgon

Taka zgrabna ona przesiąknięta euforią...
Na jej widok nawet mi by sterownik *****nął ...
Ona na spacerku z pieskiem, on się pręży przy nadziei.
Widzi jak odbiera dług od drobnych złodziei.
Wtedy pewnie nie znał ceny za związek z tą panią...
To nie jego półka więc powie jej „siamano”.
Chłopak z drugiego roku, doznał szoku i odpadł,
Ta scena go przerosła jakby niewiarygodna...
Wpadła mu w oko, widzi w niej matkę swych dzieci ,
Gadał w amatorskim stylu, więc żałuje, wie odleci!
Drugiej szansy może nie być, on myśli o niej stale,
On nie zna jej wcale, kim jest wie doskonale!
Chciałby mieć z nią balet, lecz sprawa go przerasta,
To nie ten typ studentek, które zjadał w centrum miasta!
Zaraz się pochlasta, chciał być całkowicie szczery,
Chciałby z nią za rączkę, na spacery, desery.
Marzy o karuzeli, chłop w innym świecie żyje,
I tak boi się przeniknąć do świata złych dziewczynek.

...ona ...on...

Co by powiedział matce, że skończyła edukację?
Jakie ma kwalifikacje, to że lubi wakacje,
Nieskończone atrakcje że wciąż miewa fascynacje,
Pociąg do szybkiej jazdy, chłop łapie palpitację (serca),
Gdy znów ją spotyka, gdy mija ją –cierpi.
Promienieje jednocześnie, umiera to szczęście,
Które nie trwało wiecznie. Już wie gdzie ona mieszka,
Wie że ktoś ją zbeształ- rozmazany tusz na rzęsach.
Strasznie wymięta kiecka, przydałaby się chusteczka
Niezgrabnie wyciąga, rękę w jej kierunku,
Z ratunkiem w pakunku- to zapachowy „velvet”.
Ona odtrąca tę rękę i przyspiesza- już biegiem!
On wygaduje brednie na przerwie, podczas zajęć.
Z kolegami z roku nie chce pić, i nie przestaje
Myśleć o dziewczynie, swej księżniczce- on jej giermkiem
Ślubuje jej wiernie , że „gdy ona na mnie zerknie”,
Zrobię wszystko, nie odejdę, byle tylko mnie przyjęła.
Nie chce wiedzieć nic na temat- żadnych szczegółów z przeszłości.
Czy jej faceci prości, czy brutale ze szmalem,
Co w głowie mają tylko siłownie i solarę?
Ja tak ją traktowałem.. Mówi jej ex ja mam talent:
W przedłużeniu męskości, spod znaku bmw,
Z marzeniami o mafii i o jak najgrubszym balu,
Rzucona bez żalu, na pożarcie jak ochłap ,
Musi sama se radzić, z pułapki chce się wydostać,
Może chciała by się spotkać z prawdziwym uczuciem,
A nie z typem „macho” przeżyć nowe katusze.
W rozmowie z psiapsiółami, mówiła: ja tak muszę!,
Wiem że się duszę, ale płaci, utrzymuje,
Tylko w tę cenę wlicza też bycie z strasznym *****em

...ona ...on...

To nie hit z telenoweli w stylu ona i on
To nie kit z infantylną sytuacją, *****ć to
To o międzyludzkich więzach i uczuciach zwykły sąd
Życie, nieszczęśliwa miłość lot upadek uczuć, zgon

A po trzecie jakoś leci, dzień po dniu nasz amant ginie,
Przemierza supermarket i wciąż myśli o dziewczynie,
Na co wydałby stypendium by przeżyć piękne chwile,
Rajcowne pończochy do nowiutkiej pary szpilek,
Jeszcze zestaw szminek, dla niej wszystko co najlepsze,
Gotowy jest na grę: na wytyczne , niebezpieczne...
Dobre wino plus świece trzyma dla niej od dawna,
To jest taka okazja, niezwykła chwila ważna,
Ale jak ją zaprosić? Czy na kolanach prosić?
Boże dopomóż, nie wiem co ja mam zrobić!
Mija chemię, drogerię, skręca w działy z nabiałem,
Wtem oko w oko *****! Spotyka się z jej ciałem...
Wpadając na nią nagle nie aniele, lecz diable.
Cześć jestem jacek! Kilka razy cię mijałem,
Ona w śmiech, co maskuje jej chwilowe zmieszanie!
Towarzyszy jej kumpela, we wskazującym stanie,
Znacząco pociąga nosem, ledwo na niego zerknie,
„daj se spokój chłopaku od*****lasz komedię”.
Tak stał chwilę biednie zbity z tropu, przegrany,
Tlenu zabrakło, jakby biegiem zdyszany.
Przylgnął do ściany jak do posągu bogini,
Obserwuje zrozpaczony, jak oddala się w mini.
Syty upokorzeń chciałby zawyć, bić na alarm,
Krzyknie za nią „czekaj!” Wtem rozlega się hałas...
Bach! Zatrzymana przez ochronę na kradzieży,
Chwila nieuwagi i nie może w to uwierzyć,
Że będzie jeszcze gorzej, że ma kiepski życia wzorzec.
Dobrze wie że naćpana koleżanka nie pomoże!
Nie ma czym płacić fanty wyrafinowane:
Zapachy rodem z francji, i z koronką kilka *****ek.
Ściemnia, cierpi niedostatek, to jej debiut daj mi szansę!
Płacisz lub dzwonimy, takie procedury, jasne?
I co tu zrobić z hajsem on już wie na co przeznaczy!
Te kilka stów, dla niego nic nie znaczy.
Bo wie że w tym momencie, on będzie jej księciem.
Gdy przejedzie plastikiem po czytniku, masz w prezencie!
To ode mnie, jestem jacek. Siemasz, pamiętasz?
Nie dziękuj to drobiazg... Już idziesz? Chcesz się żegnać?
On pewnie myślał skrycie, że odmieni swoje życie
I jej przy okazji. Puścił wodze fantazji!
Po raz kolejny rozczarowanie poczuł,
Dorosłemu facetowi napływają łzy do oczu...

Ona i on
*****ć to!
Zwykły sąd!
Uczuć zgon!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo