Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Zawsze byłem w stanie wytrzymywać presje
Po latach myślę, że jestem w stanie już niewiele więcej
Dać siebie pod naciskiem, gram ostro na stole leży przecież nasze życie
Niewiele trzeba żeby zabrali Ci dziewictwo
dostałem team urzędników którzy planują przyszłość
Nowe niewolnictwo musisz mieć na ten papier,
Który pan Józef co miesiąc wręcza Ci w łapę
Moje serce wspiera pracą burłaka korporację
Ja nie umiem moja głowa reaguje strachem
Zamykam się jak sklepy na zlot możnych polityki
Czuję nic nic nie chcę mam i tak dużo więcej
Mógłbym śpiewać, oglądać chmury na wspak jak Dandy
Z hersztejem motyków w bandy
Wolę tak, po co mi ciało z siłowni
Żaden Win Diesel bardziej typ z tefen hawking mini
Jak moris z klasą by postawić sobie pomnik
Własnymi rękoma od słońca spalić oczy
Głupi idealista z zimnym sercem pełen dumy
Miliard pomysłów jak ignorantów wkurzyć
Jakość jak audycje leksa w radio
Podpisz tą kartę, jesteś z nami powiedz ze mną Evviva L'arte!!

Zawsze byłem w stanie wytrzymywać presje
Po latach myślę, że jestem w stanie już niewiele więcej
Dać siebie pod naciskiem, gram ostro na stole leży przecież nasze życie
To powtórka z rozrywki znowu patrzą mi na ręce
Panowie zza biurek dbający o moje szczęście
Z każdym dniem bardziej brany pod lupę
Swoim głupim gadaniem małolat może przynieść zgubę
Wiele lat pracowałem na to, co mam teraz
A ktoś bezczelnie próbuje mi to odebrać
Marzenia zdeptać, kłamstwami nakarmić głowę
To tak jakbym w tym wyścigu stanowił problem
Przecież jestem tylko głosem niemego tłumu
Obserwator życia kieruję się siłą rozumu
Widzę rzeczy, których ktoś nie stara się dostrzec
Otwarte oczy chodzi o to by widzieć ostrzej
Być w tym miejscu traktuj jak przetrwanie
Ideały na skutek wpływów odchodzą w niepamięć
Równowaga zachwiana w sercu żal, ale do kogo?
Do siebie czy do ludzi, którzy mają mnie za logo?
Staram się zrozumieć tych mądrzejszych ode mnie
Jednak zawsze brak wniosków, tracę czas nadaremnie
Chce upiększać obraz tak dawno zachwiany
Nieraz wbrew sobie, lecz wciąż z nadzieją na zmiany
Mam ułożone życie, które daje mi wytchnienie
Mnóstwo wyrzeczeń, zawsze spokojnie nigdy na siłę
Sam na sam w czterech ścianach kontemplując chwilę
Myśli tysiąc jak zabić niechęć, która w innych żyje
Zwracam się ku górze, lecz nie po to by błagać
Bóg pomoże naprawić to, co da się poskładać
Czasem łudzę się, lecz to słabość każdego
Nie chcę naprawiać świata chcę widzieć coś pozytywnego

Wiesz celem jest spokój tak by pisać bez ciśnień
Opuścić cele kłopotów w sanktuarium w bloku
Jesienne liście za oknem deszcz, zwykłe życie
Ja patrzę w szybę nad kartką z długopisem
Ułożyłem sobie plan realizując swój udział
Jeden z elementów kosmicznych równań
Pisanie jest moim powietrzem, wypełnia przestrzeń
Chociaż ekonomia krzyczy porzuć te wiersze
A jeśli przyjdą zlicytować dom, w którym mieszkasz
Bagnet na broń najważniejsza jest poezja!!
Choć patrzyłem nie widziałem ile koło siebie miałem,
frajerstwa których wcześniej braćmi nazywałem.
I choć chciałem nie słyszałem szelest dochodzących słów,
że już właśnie przekroczyłem złego domu próg.
na skrót przez drogę wyłożoną złotych gród,
gdzie spychałem wszystko na bok tak jak śnieżny pług.
teraz spłacam dług, po dzisiejszy dzień,
kiedyś byłem ślepy, kiedyś byłem głuchy teraz wiem.
ile z życia scen, wtedy mógłbym pozmieniać,
zaślepiony w PL'nach tworzył się następny temat a wokół,
w zasięgu mego wzroku, nie widziałem nic nie słyszałem kroków,
nie myślałem, że ten spokój zmontuje mi protokół
czasem lepiej stanąć z boku i mieć pusto w kieszeni
niż potem co dnia wbijać się kadzielny drelich
ile wokół skurwieli nazywali mnie mordercom
a ja jestem człowiekiem o anielskim sercu
mam dzieci i rodzinę, za która jak trzeba zginę
oraz wariacką familie na wezwania pilne
to są strony moje silne, wyssane z mlekiem matki
to Ty mi dałaś życie i chroniłaś od tej klatki,
to Ty mi wciąż mówiłaś lecz ja byłem głuchy
i stąpałem dalej po tym lodzie kruchym
a wszystkie moje ruchy spisane w protokole
przez kurwisko co, do grona je przyjąłem
niech Ci twardy jest stolec i będzie Cię boleć
a ja tym czasem odpokutuje swoją dole, odpokutuje swoją dole.

Słuchaj swoich bliskich, nie prześpij swego życia.
Kiedyś byłem głuchy..
Słuchaj swoich bliskich, nie prześpij swego życia.
Kiedyś byłem ślepy..

Szedłem jakbym miał opaskę na oczach
mówiłem jakbym chciał przekazać na opak
nie słyszałem chociaż ktoś wołał,
nie było mnie chociaż był taki chłopak
miałem chyba sen, który był rzeczywisty
prawdziwe blizny chociaż przyśnione bitwy
samobójcą nie byłem nigdy,
nie dla mnie pętle złote strzały i brzytwy
szedłem wkurwiony jakbym był tu za karę
do tego świata miałem duże ale
tak po prostu otrzeźwiałem nagle
i z dnia na dzień złapałem wiatr żagle
dziś widzę dalej niż kiedykolwiek
i słyszę dokładniej i mówię rozsądniej
pamiętam nigdy nie piszczanych scenariuszy
ale mam je w pamięci to uczy, to uczy

Wczoraj nie widziałem tego co dziś widzę
wtedy przyjaciele a dziś się nimi brzydzę
udawane zachowania dobre słowa dla otuchy
dzisiaj już to wiem kiedyś byłem głuchy
cena doświadczenia, opcja zero skruchy
brat zmieniłbyś wiele by uniknąć puchy
ślepy choć patrzyłem głuchy choć słuchałem
i wierzyć mi się nie chce, że tak często przysypiałem
zmysły zawodziły lecz w pamięci luki nie ma
jakie życie taki czas ciągle ludzi zmienia
tyle razy moja wina ile razy się myliłem
nie słuchałem bliskich bo głuchy wtedy byłem
nie widziałem świata w którym być nie powinienem
nauczony żyć nie za wszelką cenę
dziś smakuje życia pełnią zmysłów mam kontrolę
biorę co mi daje, bo żyć się nie boje.
Piosenka którą śpiewamy jest o Mietku, pijaku.
Dedykujemy ją wszystkim Mietkom na świecie !

AYEAH, CHECK THIS OUT !
Dziś wam zaśpiewamy o Mietku żulu, co wciąż alkochol pił do bólu
Cztery sikacze za swym łóżkiem trzymał, pił je a potem pod stołem kimał.
Pił wódkę w każdej wolnej chwili, miał we krwi chyba z 6 promili,
Wciąż pijany był lub kaca miał, chodził jak za wężem przez nogawkę lał.
Co dzień pod sklepem z kumplami był, pili póki im starczyło sił,
Bo trzeba wiedzieć, że Mietek żul najwiękrzy spust na wieczka chyba miał najokrąglejszy.
W swym mieszkaniu gdy na łóżku spał pustą flaszkę za pazuchą miał
I tak w końcu powoli stało się to, Mietek, tak stoczył się na samo dno.

Ref.:
Mietek ciągle chlał, chodz wytrzeźwieć chciał,
Bóle brzucha miał więc do klopa gnał i do późna srał.
A gdy rano wstał, sucho w gardle miał, denaturat brał i do gęby lał - do południa spał.

2.
Mietek spiryt litrami pił ciągle mu się urywał film,
Wódkę pił i wódką lał, człowiek wódka taką ksywkę miał.
W swoim domu co niedzielę, sam wypijał wina sześc butelek.
Alkohol to był jego raj w którym żył, gdzie zalany był,
Pił bez pamięci wódkę z butelki, znów brzuch go bolał więc gnał do łazienki.
Był bardzo chudy, ręce miał sine i zimne wszystko od tej wódy,
Nie jadł nic, chory żołądek miał, choć wytrzeźwieć chciał
I co z Mietkiem o tym każdy wie, leży zalany na samym dnie.

Ref.:
Mietek ciągle chlał, chodz wytrzeźwieć chciał,
Bóle brzucha miał więc do klopa gnał i do późna srał.
A gdy rano wstał, sucho w gardle miał, denaturat brał i do gęby lał - do południa spał.

Mietek chamie wódki nie dostaniesz chodź kaaaaaaaac coraz większy.

Mietek ciągle chlał - choć wytrzeźwieć chciał - bóle brzucha miał - więc do kibla gnał x2
Co mam powiedzieć gdy nie potrafię mówić
Jestem małym człekiem i czekam na świat
Wiem ze pewnie możemy się polubić
Ale jak to zrobić, kiedy decydujesz sam

Skąd wiesz może gralibyśmy w piłkę
Skąd masz wiedzieć i to jest przykre
Nawet nie wiesz jak miałbym na imię
Ja nic nie zrobiłem, a to ja dźwigam ta winę

1.Daj mi szanse, pooddychać trochę
Mogę być kimś, chce mieć własną wole
Może byłbym artysta, a może byłbym nikim
Nie ważne ale tez chciałbym żyć przy kimś
Być przy tym jak będę mógł mieć swoje dzieci słyszysz?,
Nie mam czym się bronic, nie mogę nic powiedzieć
Ale musisz wiedzieć, ze to normalne przecież
Wschody słońca, zachody czuć przebiec
Przez Zycie a ty o moim życiu decydujesz przecież
Kimkolwiek jesteś, nie ważne co ja czuje, w twoim świecie
Jesteś sam a ja mam głowę, ręce, nogi buzie
Nie odbieraj bicia serca, niech odbierze Ten na gorze
jedni się modlą bym się zdrów narodził
Ktoś mnie spłodził a unikają tych narodzin
Moich godzin nie licz, policz swoje
Każda z nich przecierpimy we dwoje, koniec

Co mam powiedzieć gdy nie potrafię mówić
Jestem małym człekiem i czekam na świat
Wiem ze pewnie możemy się polubić
Ale jak to zrobić, kiedy decydujesz sam

Skąd wiesz może gralibyśmy w piłkę
Skąd masz wiedzieć i to jest przykre
Nawet nie wiesz jak miałbym na imię
Ja nic nie zrobiłem, a to ja dźwigam ta winę

2.Winni z wina, żyją i trudno
Czy masz sumienie, nie no to trudno
Jeszcze zobaczysz, ze beze mnie będzie nudno,
Twoje sumienie gryzie długo, znowu trudno
Twoje zmartwienie sam wdepnąłeś w to gówno
Ja tylko czekam i dorastam po cichu
a ty już kombinujesz jak będziesz się czuć
czy naprawdę jestem nieszczęściem,
raczej nie i nie oceniaj mnie przecież
nawet nie widziałeś kim jestem
na pewno Twój moje miejsce tu
zamiast wesprzeć, chcesz zabić wszystko we mnie
trzeba było myśleć o tym wcześniej, wiesz że
mam racje, będziesz myślał o tym częściej
będzie ryczał co dzień będziesz czul dreszcze
co na tym zyskasz ze zabijesz mnie wreszcie?
Spokój, wygodę raczej nie wiem przecież

Co mam powiedzieć gdy nie potrafię mówić
Jestem małym człekiem i czekam na świat
Wiem ze pewnie możemy się polubić
Ale jak to zrobić, kiedy decydujesz sam

Skąd wiesz może gralibyśmy w piłkę
Skąd masz wiedzieć i to jest przykre
Nawet nie wiesz jak miałbym na imię
Ja nic nie zrobiłem, a to ja dźwigam ta winę
Chcesz poznać mój styl życia? ja nie mam stylu życia
Ja żyję, się zachwycam tym, co mam, od zawsze - dzieciak
Wykorzystaj każdą wolną chwilę, to przywilej
By nie pozostać w tyle, z kobietami nie za ile
Tylko w stylu - jak siemasz - tu nie ma nic na sprzedaż
Mam urok osobisty, którego ty nie masz
Nie zawsze taki byłem, wczoraj skromny dziś krnąbrny
Ale wciąż dla ludzi dobry, rozumiem ich problemy
Sam mam masę własnych, już mam na chlebek z masłem
Ale wciąż ten syf pamiętam, żyję, oddycham tym miastem
I prawie co dzień ten sam znany mi złodziej
Podbija z fantem na głodzie dorzucę mu swe trzy grosze
Nie pytaj mnie czemu, dobrze znam te historię
Często dla takich jak on jestem feel good doktorkiem
Zbyt długo w tej grze, jak *****iele z West Coast'u
Bym mógł moim ludziom odmówić, tak po prostu
Tu nie ma paradoksu, jak mam to sypię koksu
Roz*****lam moje stówy, czego chcesz? - wal prosto z mostu
Przy mnie nie czuj się łakiem, już z roześmianą miną
Częstuje cię koniakiem, wczoraj jeszcze tanie wino
Jak wy nie chcę tego syfu, nie chcę by się powtórzyło
Styl życia moim syfem, nie chcę by zło wróciło

Styl życia gnoja, w bojach moja, no ja to ja
Czy paranoja nie oparta na przebojach
Na fakcie nie inaczej, dla ulic zaznaczę
Wsza to przyjaciel, dziś w każdym bloku, chacie
W jednym słusznym klimacie ciemnej strony mocy znacie
Wciąż wsza w temacie i z szacunkiem zaznaczę

Oto runda druga, byś nie utonął w długach
Czy chcesz być przykładem na to jak można nisko upaść?
Nie, dziękuj Bogu, kolejny *****iel w Mad Dog'u
Łeb rozwalić ci gotów bez ważniejszego powodu
Ja nie szukam kłopotów, one same mnie łapią
A ci ludzie się gapią, bo jak ja nie potrafią
Wyrwać się z obłędu i na swoim postawić
Zrealizować plan, przetrwać, nie dać się zabić
Można se zadrwić, głupcy zawsze wyśmieją
Twoje pasje, marzenia, nie chcą być - wolą pieniądz
Boją się być jak Pejo, wiem o tym dobrze
Dla nie jednego potrzeb już za życia ich nie ma
Marazyn to cena za brak doświadczenia
Nie przegraj, nie zmieniaj swego punktu widzenia
Walcz, wiedz, że warto, nie rezygnuj od startu
Żyć tutaj już można do samego końca
Z godnością, pozostać sobą, to rzecz prosta

Styl życia gnoja, w bojach moja, no ja to ja
Czy paranoja nie oparta na przebojach
Na fakcie nie inaczej, dla ulic zaznaczę
Wsza to przyjaciel, dziś w każdym bloku, chacie
W jednym słusznym klimacie ciemnej strony mocy znacie
Wciąż wsza w temacie i z szacunkiem zaznaczę

A ludzie jak to ludzie nigdy nie przestaną gadać
Mogę to olać, mogę cios zadać
Ty weŹ coś zaradŹ, zamiast plotami się parać
W szambie się babrać i to od zaraz
Jak chcesz to tym dalej żyj nie swoim życiem
Ja będę żył po swojemu należycie
Wciąż zazdrościcie, nie zgorzkniałem do końca
Nie będę ryczał, że ze mnie temat miesiąca
Ty dalej się wtrącaj, w nie swoje sprawy łajzo
To jednak wyjdzie cios i to mocniejszy niż Izol
Dziś cieszę się bardzo, robię to czym inni gardzą
Nie mają łatwo, a i tak nic nie chcą zmienić
By sami przyszło chcą, sto procent znieczuleni
Lecz głupi trzeba dodać, że zawistni? nie trzeba
Rób tylko swoje, a zjesz swój kawał chleba
Jak nie to gleba, to wróci jak bumerang
Krzywda co szybko zmieni twój punkt widzenia
Bo na własnej skórze boją odczuć się tchórze
Więc radą służę, więcej nie mógł, już starczy
I *****ysynu przestań winić za to, że się farci - mi się farci

Styl życia gnoja, w bojach moja, no ja to ja
Czy paranoja nie oparta na przebojach
Na fakcie nie inaczej, dla ulic zaznaczę
Wsza to przyjaciel, dziś w każdym bloku, chacie
W jednym słusznym klimacie ciemnej strony mocy znacie
Wciąż wsza w temacie i z szacunkiem zaznaczę
(Chada)
WGW, Gramy rap
Masz tu ekstrakt ulicznego syfu w czystej postaci
Słowa zobowiązują jak szacunek do braci
Nie wybaczyłbym sobie, gdybym kiedyś Was stracił
Jeśli kurwa zawiodę, jestem gotów zapłacić
Ja i moi wariaci, ciebie nie ma tu z nami
Twój skorowidz skurwielu pewnie świeci pustkami
Wcale nie jest mi przykro, że przegrałeś swe życie
Świadczy o tym dobitnie atmosfera na płycie
WGW, skurwysynu przeliteruj ten tytuł
Twoje łzy pewnie płyną teraz w rytm tego bitu
Dojebałeś do pieca, czujesz oddech na plecach
Każdy twój chwiejny krok coraz bardziej podnieca
Chcę widzieć jak upadasz, potem krztusisz się krwią
Mam tu serdecznych ludzi i ich pomocną dłoń
To jak sąd ostateczny, rodzisz się i umierasz
Tej ekipy nie mierzę zawartością portfela

Ref.:
To dla mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że cię niema tu z nami
Gramy rap, ty zostajesz za zamkniętymi drzwiami
To dal mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że nie masz tutaj wstępu
Gramy rap, ty jak chcesz to weź sobie zhejtuj

(Ero)
To dla mojej ferajny, dla tych, który są ze mną
Dla Nas blask i splendor, na Nas stawiasz w ciemno
JWP, gościnnie u Chady
Nie wiem jak inne składy, u nas rodzinne układy (ero)
Polska wie, w której lidze gram, że nie idę sam
Wciąż poprzeczkę wyżej pcham,
Więc daj mi bity, a ja daję słowo
To dla ekipy, by przy tym kiwała głową
Tu ręka myje rękę, więc wiesz jak jest ziomuś
Musimy dbać, by przetrwał ten sojusz
To już ładnych parę lat, jak hip-hop nas porwał
Progres to norma jak i wysoka forma
To dla naszych słuchaczy, ze wszystkich świata stron
Piję za Was i za Waszych, gdy hejterom bije dzwon
Się żyje ziom, nikt nie chce zaciskać pasa
Przystąpmy do wieczerzy, naktórej nie ma Judasza

Ref.:
To dla mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że cię niema tu z nami
Gramy rap, ty zostajesz za zamkniętymi drzwiami
To dal mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że nie masz tutaj wstępu
Gramy rap, ty jak chcesz to weź sobie zhejtuj

(Chada)
Ty podajesz mi dłoń, a Ja chwytam ją w ciemno
Wiedząc, że wszystko, co najlepsze jeszcze przede mną
Ciężko jest mi odmówić tego, że jestem górą
Choć nie raz, stałem skuty pod tą prokuraturą
Mówię o tym jak jest, choć nie ma się czym szczycić
Dywan prawdy utkany zawsze z najgrubszej nici
Może w końcu się uda i pokocham to życie
To te wersy pisane bez białych rękawiczek
Kiedy siedziałem w pudle, przyjeżdżałeś w te strony
Wiedz, że pieprzę tych wszystkich moich pseudo znajomych
Przejechałem się na nich, teraz to się uśmiejesz
Jeden twierdził, że co dzień pił za moją nadzieję
WGW, to nie slogan, będzie za Was się modlił
Dobrze wiesz, co i komu pragnę tu udowodnić
To dla mojej ferajny, chuj że bywam wulgarny
Jeszcze jakiś czas temu gościł u mnie zakład karny

Ref.:
To dla mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że cię niema tu z nami
Gramy rap, ty zostajesz za zamkniętymi drzwiami
To dal mojej ferajny, to dla tych kilku gości
Jeśli mówisz już o nas, nie mów o moralności
Pewnie teraz się złościsz, że nie masz tutaj wstępu
Gramy rap, ty jak chcesz to weź sobie zhejtuj
Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana

Wale prosto z mostu noszę wężowy kostur
I nie stosuję postu, kiedy mam siano
Mówi DGE ? Luciano, ciągle gram to samo
Choć ciągle coś innego, coś czego nie grano
Bo to te słów paradoksy, słów sagi
Jedi chłeptają dają koksy, innym dragi
Te bloki ciągle są blisko magii
Na czole mam tajne znaki jak chińskie tagi
Jeansy Bugi, świat pełen magii, świat wrogi
Te ulic rogi, nawijam swoje dalej jak Snoop Doogi, Dog Kolejny rok, krok za krokiem
Blok za blokiem, mijam tysiące okien
Rzeczywistość spraprana
W bramach stukam, przejścia szukam
Jak Dalaj Lama szczęścia szukam
A wokół tylko oni, żyjący w monotonii
Siódmy raz w tym tygodniu jem pizze pepperoni
Świat w pogoni, ośmy kurczak u Chińczyków
Mam w chuj złych nawyków
Jak ci nie pasuje to to wykurw

W klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach

A oni mówią mi wciąż, że prowadze się niezdrowo
Raz czuję się spoko, a raz czuje się chujowo
Żyje polowo, raz piję tekle, raz wyborową
Jade stylowo, raz z łychą, raz żołądkową
Czasem ćpam to i owo, i pale zioło
Jade rapowo, wiesz stuprocentowo
Na oko lubie ładny widok i ładny zapach
Na węch a w uszach lubie jęk szłyszeć
I lubie błyszczeć na scenie
I lubie to ciężkie brzmienie
PDG plemie - to jest we mnie
PDG plemie - to jest we mnie
Wiesz co robie
Wiesz co robie

Ref:
Ja w tych klubach i hardkorowa nuta
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach i hardkorowa nuta
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach

Ja w tych klubach czasem też mam niezły ubaw
Gdy dupy na parkiecie, w loży my i dobra wóda
Finlandia - może być synu spoko
Jedzieny z nią teraz jak tu co niektórzy z koką
Pyrlandia tak sie bawi
Jak w swych produkcjach Rocko
Ty tego nie trawisz, a to jest to pokolenie
Co lubi mocne brzmienie
Ja swe korzenie pamiętam jak przez mgłe
Sam nie wiem czemu w to brne
Jakieś to wszystko mdłe
Przypomina nie kończącą sie gre
A kraina agresji jest tylko tłem, złem koniecznym
Ścigania organy, dla nas to kurwy i chamy
I o to dbamy, by się nie zbłaźnić i nie dać plamy
Wyrwać się z bagna - to było ważne dla mojej mamy
A rany z czasem się goją - to gówno prawda
Czułem się pokonany kiedy umarła
Mieszkanie ze starym wtedy było niczym kolonia karna
Zła karma co jakiś czas się we mnie odzywa
By nie utąnąć w planach dzisiaj ten rap nagrywam
Wielu wrogów, kilku tych bliskich
Tak właśnie bywa
To o nich, to dla nich
Ja i moja ksywa
Z systemu w system
przeszliśmy bezkrwawo
a hieny rozlały się
na lewo i na prawo
my pijemy znów ławą
za błędy na górze
by przybłędy i tchórze
nie rządzili nami dłużej
to masa krytyczna
cała grupa polityczna
elita jest przegnita
jak gnidy toczą trupa
to Rzeczypospolita
upaść nie może
ale oni coraz drożej
wciskają dupy w loże
wyborcza kiełbasa
po wyborach czas
zaciągania pasa
kryzys nie jest nasz
jest wasz
tak jak media i prasa
to czysta komedia
gdzie jest prawdziwa uczciwa
społeczna praca
władza w głowach przewraca
wam już wszelkie wartości
czekam która świnia pierwsza
zacznie pościć
co cztery lata
może zamiast was wybierać
ustawić pod ścianą
i wszystkich rozstrzelać

Nie interesuje mnie polityka
chora walka
plakaty na śmietnikach
o co dbam to kraj i moi ludzie
zapomnij o cudzie
żyjemy w brudzie 2x

Walka o głos,walka o sos
Walka o miejsce, walka o przejście
ile w tym jadu gry pozorów
ona śmierdzi
parciem na szkło
bez prawnych konsekwencji
jak mam głosować jeśli wokół zgiełk
chce pracy zdrowia
mojego dziecka śmiech
oni ulane pyski zyski ustawianie
usta głosowanych w zamian za mocną kampanie
ja eksploduję dokręcacie śrubę
kradnie moją muzę
młody frajer z młodzieżówek
a po dwóch latach odkleja się od twarzy
maska obietnic i prawda znów parzy
nie trzeba głosów
wam potrzeba wstrząsu
co raz mniej odbiorców
z roku na rok w końcu
nie daj wysterować się żadnej frakcji
pierdole ich racje i szczam po agitacji

Nie interesuje mnie polityka
chora walka
plakaty na śmietnikach
o co dbam to kraj i moi ludzie
zapomnij o cudzie
żyjemy w brudzie 2x
Żyjemy w świecie gorszym niż kiedyś,
Diabeł znów podnosi łeb po to tylko żeby
Skłócić nasze serca, które biją jednym rytmem,
Teraz ktoś ma pecha, ten diabeł kogoś wytnie.

Nikt już nie chce stać w długich kolejkach,
Dobro rzuciło się ze wstydu w przepaść
Jeszcze ktoś tam klęka, jeszcze ktoś przysięga,
Choć to namiastka, to już pozostało w strzępach

Gdzieś zgubiliśmy tą jedną drogę,
Tą naszą siłę, władza wciąż nas bije,
Oddaliśmy jej wszystko, oni zapomnieli o nas,
A my o sobie samych, szkoda.

Butni się pytamy, że co, my nie damy rady?
A w głębi serca czujemy tą bezradność,
W oczach częściej łzy, nikt nie prosi w rządach.
I nie pozostało nic, jak ta jedna droga..

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Wszystkim się wydaje, że kupili tani bilet,
W jedną stronę, że cierpienia trwają chwilę,
Że nikt nie pamięta, co sobie stwarzamy,
Piekło na ziemi, że dusimy się w tych pętlach.

Z pozoru silni łatwo połykamy dni naraz,
Pełni humoru rozrywa nas płuc para,
Tylko kłamstwa uchodzą tak łatwo z gardła,
Brak sukcesów to dla nas jakaś chora kara.

Gdzie prawdziwe szczęście, gdzie podziała się wrażliwość,
Gdzie sentyment do człowieka zamienił się w bilon,
W którym miejscu popełniła błąd ludzkość,
Kiedy ludzie przestali wiedzieć co czynią.

Nie wiem sam jaki dzień jutro będzie,
Czy nasze dobro zmieni się w legendę,
Czy człowiek sam zrezygnuje z tego co kocha,
Nie wiem sam, ale musi być jakaś jedna droga

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Przecież da się to naprawić,
To nie jest tak, że musimy krzywdzić innych
Chodzimy po ziemi, to pomyślmy o wszystkich,
Nie potrzebujesz do dobra żadnej religii.

Czyniąc dobro nie wchodzisz na miny,
Wierzymy w wartości przynajmniej,
Większość z nas już tyle zła w historii dało,
Krew na rękach, a ciągle mało,

Wciąż wpadamy w wir kłamstw,
Dostajemy już tak dużo, a wciąż musimy kraść,
Czy z serca wnętrza bierzemy wszystko,
Nie musimy brać, najeść można się małą łyżką,

Wszystko jest dobre,
Co od zła odciąga,
Bo wiem, że gdzieś jest
Ta jedna droga..

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie..
1. Raz w życiu byłem nad jeziorem z wędką
chociaż w rybołówstwie jestem cienki jak w demokracji Łukaszenko
ale nic to
czas stracić wędkarskie dziewictwo
taka okazja nie trafi mi się prędko
wędkowanie to rzecz dobra jeśli tylko mam tu siedzieć i podziwiać krajobrazy ciągle tylko
rzucam siadam czekam czekam i chuj
wciąż ten sam harmonogram
żadnej ryby kurde
aż nagle robi się burdel żyłka wodę tnie jak brzytwa
Jezu, tu potrzebna jest interwencja szybka
więc zrywam się, szarpie, wyciągam, a tu z wody wyskakuje złota rybka
co kurwa?
nie słyszałeś o tej bajce z życzeniami, złota rybka ze złotymi zębami
ja blady jak pergamin
jednak rybacy muszą być dzielni
raz rybce śmierć
lecz powiem jej życzenie może spełni
złota rybko mówię
posłuchaj jakby to powiedzieć
zasadniczo nie najlepiej mi się wiedzie
chciałbym żeby przestały mnie naglić rzeczy które mnie naglą
i może jeszcze Lamborghini Diablo
forse chce mieć
niech uwolni każdy talent który we mnie drzemie
spraw żebym zrozumiał chemie
żebym przestał być leniem
albo nie
ja się będę opierdalał
niech się wszystko dzieje samo
ale ma być dobrze rybka zrozumiano
i pluszowych misiów więcej niż kolesi w boysbandzie
złota rybka na to
słuchaj mały
ni chuja nic z tego nie będzie
Ref: Weź swój los w swoje ręce a ręce daj w górę |
złota rybka zapomnij poszła na emeryturę |razy 2
nie czekaj na cud z nieba to nic nie da |
tylko zwycięzca dostanie złoty medal |
2. Wiem że masz takie akcje że patrzysz za okno
los w dupę kopie najwyższy czas też go kopnąć
jest ci ciężko doprawdy
przeczytaj Grzesiuka
los jest ślepy więc wcale nie tak trudno go oszukać
patrze i nie wiem co to siedzi w tych ludziach
że nie wiedzą że żeby wygrać wyścig trzeba wziąć w nim udział
szukają szczęścia tam gdzie nikt go nie spotka
tkwiąc w kolejkach do kolektur totolotka
rzeczywistość nie jest słodka
ja wiem to
problemów więcej niż na Kursku
miejsca mniej niż w cinquecento
życie narzuca tempo
więc je dogoń złap za ogon
ty też to możesz jeśli inni to mogą
forsa leży na ulicy być może
ale żeby tam leżeć musi najpierw spaść z nieba a z tym już gorzej
najwyższy czas wziąć się w garść ziomuś szczęście przyjdzie trzeba tylko trochę mu pomóc
Ref: Weź swój los w swoje ręce a ręce daj w górę |
złota rybka zapomnij poszła na emeryturę |razy 2
nie czekaj na cud z nieba to nic nie da |
tylko zwycięzca dostanie złoty medal
Dzielą nas zaświaty,każdy ma zasady
Ja je nosze w sercu, inni w dupie
To kumaty to zrozumie o czym mówie
To moje zasady, ja nie okradam bliskich
nienawidzę zdrady.
Jebie takie układy kurwie nie podam graby
Nie przelece ziomka baby,
jak robie z kimś interes to nie daje plamy
W nie swoje sprawy się nie wtrącam,
chuj mnie obchodzi społeczeństwa norma
Nie szukaj we mnie wzorca, styl życia
na wariata,kiedy kopią brata to nie stoje
tylko przepuszczam atak.
Coś widziałeś zamknij ryj bo dostaniesz
w morde,masz tu calą hołde myślących tak jak ja,
Bytom, Krk z natury charakterni Omerta,Bezimienni !

Dziś jeden za wszystkich jutro wszyscy za jednego
Charakternie za brata swego
Dziś wszyscy za jednego jutro jeden za wszystkich
Omerta Bezimienni - same dobre pyski ! x2

[Ostry]
Bandycki KNF charakter mój kształtował,
by nie zrobić z siebie pizdy,tak mnie wychował
Znasz mnie nie od dziś,z gęby dupy ja nie robie
Jestem swój - nie jeden Ci to powie
Od zarania dziejów w mej rodzinie czarna owca
Dzisiaj dobrą marką nazywasz tego chłopca
Ciężką praca, nie kurestwem osiągałem cele
Nie frajerstwem i nie płaczem choć okazji było wiele,
Zawsze charakternie choć często po swojemu
Chuj we mnie wbijasz bo nie jest po Twojemu?
Przez wielu, choć nie wszystkich zasady uznawane
Nie szukaj tego w ksiązkach bo to w sercu zapisane
Wbijana teoria od piaskownicy,później praktyka
[?] na ulicy. Wielu propaguje lans na ulice
Omerta,Bezimienni - to prawda i życie !

Dziś jeden za wszystkich jutro wszyscy za jednego
Charakternie za brata swego
Dziś wszyscy za jednego jutro jeden za wszystkich
Omerta Bezimienni - same dobre pyski ! x2

Wiedzą dobrzy z Bytomia,wiedzą dobrzy z Krakowa,
że jak coś się postanawia to trza dotrzymać słowa
Wobec siebie,wobec zioma,wobec bliskich,wobec Boga
jak i również,gdy pojawia się osoba nieznajoma
To jak czynem poprzez słowa miara charakteru spora
Świadczy o tym czy Ci warto pione przybić,banie polać
Za wszystkich charakternych kielich w góre,
wznieśmy toast,za wszystkich którzy sukces odnieśli w pocie czoła
Za wszystkich co wiary nie stracili w ciężkich bojach
Za każdego który swego losu kowal
Chartuj swego ducha i niech szczęście się zachowa
Dobry człowieku zdrowia, jeszcze tylko jedno dodam.
Dla Bezimiennych piona od Omerty z Krakowa
Rapu z charakterem przeciw ścierwu przyszła pora.

Dziś jeden za wszystkich jutro wszyscy za jednego
Charakternie za brata swego
Dziś wszyscy za jednego jutro jeden za wszystkich
Omerta Bezimienni - same dobre pyski ! x2

Wciąz pisze nowe zwroty,nie pierdoląc przy tym
że mój rym jest słodki jak nadziewane pączki
Ja odbijam od takiej tutaj otoczki,
Od rana, do kolejnej mojej nie przespanej nocki
zarabiam pieniążki,oczywiście w miare
swoich możliwości,cegiełka po cegiełce
zbudowałem mur prawilności,by frajerstwo
od siebie odtrącić,by z dala być od takich gości
I ich niepewności jak loteryjnych kości
To pakt krakowsko-śląski dla całej mojej
kochanej Polski. Mówił Pantul z Omerty
pozdrawiam charakternych,pozdrówka dla Bezimiennych.

Dziś jeden za wszystkich jutro wszyscy za jednego
Charakternie za brata swego
Dziś wszyscy za jednego jutro jeden za wszystkich
Omerta Bezimienni - same dobre pyski ! x2
Z definicji Pener taki jestem, się nie zmienię
Takie mam korzenie, nie wyplenisz tego ze mnie
Nawet gdy spod igły nówka funkiel, wypas loopach
To masz przed sobą lumpa, który wiele razy upadł
I u nas rządził 2Pac, kiedy żył i gdy już odszedł
Świat nie będzie taki sam, nic nie jest kurwa proste
Dziś wylewam ku pamięci trunek, który tak go kręcił
Za tych co nie mogą tutaj my i nigdy święci
P, P do N i kreska - Pener mieszka
W wielu ludzkich sercach dla Penerów to wersja
Bo P ważna kwestia, oryginalny Pener, przestań
Niech na drzewo spieprza ten co chce nam tu namieszać
Nie wnikaj w nasze sprawy, to świat rozbitych rodzin
Pobitych i na głodzie, życie w nędzy, w tym smrodzie
Strasznej niewygodzie, o suchym ryju, walka
By mieć włożyć co do garnka, to o chleba kawałkach
I odchodzi moja matka, '89 przyszedł hip-hop
I wiedziałem, że to przełom jest na prawdę i, że z fikcją
Chuj będzie miał wspólnego dla gry coś wartościowego
Prawdziwy jak Sermon, oni mieli mnie za zero
Gram na nosie tym ofermom, co nie rozumieli tego
Że z rapu czarnego będzie można kiedyś wyżyć
Oni wciąż chcieli mnie widzieć, że się zmagam jak ten Syzyf
Oni wciąż chcieli mnie widzieć, że się zmagam jak ten Syzyf

[x4]
Definicja, definicja, definicja Pener
Z definicji, z definicji, z definicji Pener

Te dziewczyny tu plotkują, że całuję je obłędnie
A kolesie na mój temat wygadują różne brednie
Ja wiem, że było biednie i, że teraz mam komedię
Ale czas, gdy życie piękne był zawsze, bo to pewne
To my Penery, wszyscy razem się trzymamy
Bariery pokonamy i dlatego radę damy
Trzymamy się razem z jednym słusznym przekazem
Ulica nas nie karze, na niej łajdacy, łgarze
Żargon, tatuaże, rozpijana gouda w barze
Amsterdamem się usmażę, a skurwielom wyjście wskażę
Źle się wyrażę, jeśli trzeba to odszczekam
Dla człowieka wsza człowiekiem i nie czas by tu narzekać
Tylko na ten towar czekać, który pizga mocno w czachę
Jakbyś bro wyłapał blachę, mach za machem na tym bicie
Dalej jadę, a podkładem będzie dla mnie rytm ulicy
Na ulicy ten rap ćwiczy i kolejny wyczyn
Proste, że nie z niczym penerskiego miasta chwila
Dla młodego moment ciszy, tak wystarczy jedna chwila

[x4]
Definicja, definicja, definicja Pener
Z definicji, z definicji, z definicji Pener

Niech Pener, mocny Pener, to ten zarobiony Pener
Wyłoży ci monetę, gdy pod sklepem masz wegetę
A ten Pener kopsnie bletę i zajarasz nie tandetę
I odlete, mam tu betę i pierdolę twoją fetę
Bo mój rap puszczam w eter, a ludzie na przytupie
Rozkminiają teksty na przemian mądre, głupie
Pener oka nie wyłupie, bo swój zawsze pozna swego
Pener to Pener z definicji i dlatego
To miasto Penerami wypełnione jest po brzegi
I dlatego na bujanie wszyscy tu podkozaczeni
Pener Penera doceni i nie ważny jest tu szczebel
Czy ten Pener to żul, czy jest dobrym biznesmenem
Bo każdy zna swą cenę, Pener tutaj to synonim
Słowa obywatel, a szaraków Pener goni
Od szaraków Pener stroni, którzy w chuj nie są życiowi
Bo ich słownik to na żywca z telenowel są dialogi
Więc kieruję już swe kroki tam gdzie świat mój jest szeroki
Pener za wysokie progi? nieprawda, że ubogi?
To nie ważne, Boże drogi miej Penerów nas w opiece
A ja wiem, że nie odlecę, jestem Pener, dobrze wiecie

[x4]
Definicja, definicja, definicja Pener
Z definicji, z definicji, z definicji Pener
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo