Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Choć patrzyłem nie widziałem ile koło siebie miałem,
frajerstwa których wcześniej braćmi nazywałem.
I choć chciałem nie słyszałem szelest dochodzących słów,
że już właśnie przekroczyłem złego domu próg.
na skrót przez drogę wyłożoną złotych gród,
gdzie spychałem wszystko na bok tak jak śnieżny pług.
teraz spłacam dług, po dzisiejszy dzień,
kiedyś byłem ślepy, kiedyś byłem głuchy teraz wiem.
ile z życia scen, wtedy mógłbym pozmieniać,
zaślepiony w PL'nach tworzył się następny temat a wokół,
w zasięgu mego wzroku, nie widziałem nic nie słyszałem kroków,
nie myślałem, że ten spokój zmontuje mi protokół
czasem lepiej stanąć z boku i mieć pusto w kieszeni
niż potem co dnia wbijać się kadzielny drelich
ile wokół skurwieli nazywali mnie mordercom
a ja jestem człowiekiem o anielskim sercu
mam dzieci i rodzinę, za która jak trzeba zginę
oraz wariacką familie na wezwania pilne
to są strony moje silne, wyssane z mlekiem matki
to Ty mi dałaś życie i chroniłaś od tej klatki,
to Ty mi wciąż mówiłaś lecz ja byłem głuchy
i stąpałem dalej po tym lodzie kruchym
a wszystkie moje ruchy spisane w protokole
przez kurwisko co, do grona je przyjąłem
niech Ci twardy jest stolec i będzie Cię boleć
a ja tym czasem odpokutuje swoją dole, odpokutuje swoją dole.

Słuchaj swoich bliskich, nie prześpij swego życia.
Kiedyś byłem głuchy..
Słuchaj swoich bliskich, nie prześpij swego życia.
Kiedyś byłem ślepy..

Szedłem jakbym miał opaskę na oczach
mówiłem jakbym chciał przekazać na opak
nie słyszałem chociaż ktoś wołał,
nie było mnie chociaż był taki chłopak
miałem chyba sen, który był rzeczywisty
prawdziwe blizny chociaż przyśnione bitwy
samobójcą nie byłem nigdy,
nie dla mnie pętle złote strzały i brzytwy
szedłem wkurwiony jakbym był tu za karę
do tego świata miałem duże ale
tak po prostu otrzeźwiałem nagle
i z dnia na dzień złapałem wiatr żagle
dziś widzę dalej niż kiedykolwiek
i słyszę dokładniej i mówię rozsądniej
pamiętam nigdy nie piszczanych scenariuszy
ale mam je w pamięci to uczy, to uczy

Wczoraj nie widziałem tego co dziś widzę
wtedy przyjaciele a dziś się nimi brzydzę
udawane zachowania dobre słowa dla otuchy
dzisiaj już to wiem kiedyś byłem głuchy
cena doświadczenia, opcja zero skruchy
brat zmieniłbyś wiele by uniknąć puchy
ślepy choć patrzyłem głuchy choć słuchałem
i wierzyć mi się nie chce, że tak często przysypiałem
zmysły zawodziły lecz w pamięci luki nie ma
jakie życie taki czas ciągle ludzi zmienia
tyle razy moja wina ile razy się myliłem
nie słuchałem bliskich bo głuchy wtedy byłem
nie widziałem świata w którym być nie powinienem
nauczony żyć nie za wszelką cenę
dziś smakuje życia pełnią zmysłów mam kontrolę
biorę co mi daje, bo żyć się nie boje.
Colosseum...
Colosseum...
Colosseum...

Zaraz, za chwilę, szybciej niż promile
Adrenalina popłynie w mojej żyle
Zobaczę style, zajebiste style
Wojownikom swego czoła chylę
Colosseum, gra się rozpoczyna
Chłopakom skacze adrenalina
Albo mina, albo to wytrzymasz
W twoich myślach gruba toczy się zadyma
Kto obali, kto siądzie i zajebie
Czy tym mnie, czy może ja ciebie
Tego nie wiem, nie, i nikt tego nie wie
Najważniejsza ziomek jest wiara w siebie
Nie odpuszczaj, nie, trzymaj ciśnienie
Myśl o jednym, spełni się marzenie
Mataleo, trójkąt czy gilotyna
I nie dycha chłopaczyna

To twoja chwila, twoja walka
Przyjmij liścia ziomek na farta
Twoja siła to przetargowa karta
Colosseum, gra ciebie warta

To twoja walka, twoje życie
Nigdy na dnie, zawsze na szczycie
Colosseum, na ciebie liczę
BądŹ najlepszy ziomek, tego ci życzę

Karramba, Odeon Colosseum
Jest nas wielu, ale każdy do celu
Zmierza ostro, chociaż są przeszkody
Są Judasze co rzucają ciągle kłody
Ale olać ich, ten lepszy kto mocniejszy
Charakterniak z zasadami jest silniejszy
To sie sprawdza w życiu i na ringu
Masz charakter ziomek wygrasz bez dopingu
Colosseum, ośmiu wchodzi na ring
A zwyciężyć może tylko jeden z nich
Takie są zasady tej krwawej gry
Uwierz w siebie, bo może to ty
Będziesz święcił triumfy, zbierał gratulacje
Może dzisiaj będą dla ciebie owacje
Tego nie wiem, nie, i nikt tego nie wie
Ale ziomek uwierz w siebie

To twoja chwila, twoja walka
Przyjmij liścia ziomek na farta
Twoja siła to przetargowa karta
Colosseum, gra ciebie warta

To twoja walka, twoje życie
Nigdy na dnie, zawsze na szczycie
Colosseum, na ciebie liczę
BądŹ najlepszy ziomek, tego ci życzę

Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie

Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie
Spełni się marzenie, spełni się marzenie

Colosseum...

To twoja chwila, twoja walka
Przyjmij liścia ziomek na farta
Twoja siła to przetargowa karta
Colosseum, gra ciebie warta

To twoja walka, twoje życie
Nigdy na dnie, zawsze na szczycie
Colosseum, na ciebie liczę
BądŹ najlepszy ziomek, tego ci życzę

To twoja chwila, twoja walka
Przyjmij liścia ziomek na farta
Twoja siła to przetargowa karta
Colosseum, gra ciebie warta

To twoja walka, twoje życie
Nigdy na dnie, zawsze na szczycie
Colosseum, na ciebie liczę
BądŹ najlepszy ziomek, tego ci życzę
Dzwoni telefon
"Ty z domu wychodź ziom,"
Kurwa oni znowu idą na blok
i biorą tą wódę w dłonie, wielu w niej tonie
i po niej czasem kładą jape na betonie, Oł
i oni wiesz że nie kończą ziom
bo potem wstają by jeszcze pierdolnąć ją
nie jeden kesz za robote wziął
i przepierdolił na miejscu bo to jest
bo- bo- boisko synu
Hardcore nie disco to przymus,
nie jeden musiał dawać za dwóch jak wolno pił
potem padał na przód jakby ktoś go pierdolnął w tył
pół na twardo kurwa hardcore
ziom kradnie bro ja płace za wódkę kartą
inny częstuje przed południem nartą
dzisiaj wziąć to gówno warto
dalej wóda ej białe dalej tu
ktoś tu pada oni stale polewają mu
chyba to sen mi dziwny śnił się
ze kiedyś tu graliśmy w piłkę

Ja lubię pić na dzielni, ty lubisz pić na osiedlu
bierz hajs w łapę i weź wpadaj na blok tu Joint płonie i wóda rozpierdala,
On lubi pić na bloku,ona lubi pić na boisku
będziemy tutaj pić do rana jak Ciebie to boli to weź stąd koleś wypierdalaj

Od fety nos nie boli bo koks jest drogi
wóda piję ją bez coli bo mocniej robi
nie wiem czy na lot z dropsem los pozwoli
Bo czuje ze ten stroboskop mnie rozpierdoli
jaki strobo ? Kto robi foty ? flesz jebany
świeci w oczy mówiłem nie robię zdjęć z ziomkami cyfrówkami
Feta na mur bo nie ma stołu żeby wysypać tą fete na stól
Pale z ziomem peta na pół zaraz ktoś leci na mete po pół,
ruskiej w chuj ziom wyciąga wiśnie mówi zjemy na pół ... łapiesz?
łapie ... odgryzam pół wiśni jakbym był kurwa szpakiem
Ktoś wyciąga Jointa to nie wygląda mądrze
dobrze to kto tu posprząta wogle ?
są może to te jonsony nasączone?
są ? o Boże ten Joint spłonie, to ziom koniec

Ja lubię pić na dzielni, ty lubisz pić na osiedlu
bierz hajs w łapę i weź wpadaj na blok tu Joint płonie i wóda rozpierdala,
On lubi pić na bloku,ona lubi pić na boisku
będziemy tutaj pić do rana jak Ciebie to boli to weź stąd koleś wypierdalaj

dzisiaj pijemy tu, jakby jutra nie było wcale
skocz po coś żeby wódka wchodziła dalej
chuj kładę czy to zielone chuj kładę czy to białe
ważne żeby to kurwa nie było małe
nos miazga, katar zatkał,
na oczy jakra? czy katarakta padła?
kaszlemy jakby nas zjadała astma
tu ziomek po blancie zasłabł, pada na asfalt
raz dwa wstaje, chwile trwa to bo
jeszcze musiał pokazać ile zjadl i co
pewnie by znalazł się też taki co
za wóde tutaj biegał by bez gaci

mieszamy wódę z browarem ziom - tak tu się robi to
poczuj szok, odłóż nudę na bok i wpadaj tu na wódę na blok.. blok.. blok !!

Ja lubię pić na dzielni, ty lubisz pić na osiedlu
bierz hajs w łapę i weź wpadaj na blok tu Joint płonie i wóda rozpierdala,
On lubi pić na bloku,ona lubi pić na boisku
będziemy tutaj pić do rana jak Ciebie to boli to weź stąd koleś wypierdalaj
Czuję kurestwo blisko
Czuję bit w rytmie disco
Czuję twój perfum i to wszystko
W podstawówce pewnie byłaś miską
I chłopaki gwizdali kiedy szłaś przez boisko
I stąd wyrobiłaś tą grację w chodzie
Owację na codzień
Chcę leżeć jak pacjent na spodzie
Masz spację w dowodzie
Mimo, że libacje na chodzie
Raz na luzie i wodzie
Raz na wódzie i lodzie
Widzę znasz się na modzie
Grasz to masz, pewnie dbasz o tą odzież
Dokąd idziesz, lepiej powiedz
Chodźmy do mnie, zapalimy towiec
Nie opowiem ci o mnie
Ale będzie super, wspaniale
Głębokie gardła, głębokie anale

Yo mama jesteś przejebana
Czuję się jakbym zajebał sznaberdana
Zapierdalam z tym gównem do rana

Koszula Sean John
Zróbmy to z pompą
Jesteś bombą, yo
Szybką jak Concorde
Na chuj komu kondom
Płyniesz jak bongo
Pią Pią, John Doe
Świnie ubrane skąpo yo
Nie patrz na konto, chodź no słonko
Wszystko tutaj wolno, toteż możesz dotknąć go
Wiesz co? Lubię kurestwo u dziewczyn
Ten grzeszny wzrok co noc, wyobraźnię pieści
Te jędrne piersi, długie nogi i pośladki
Do kolan kozaczki i spodniczki Versace
To jara braci, nie mów chłopakowi - gacik
Że jak Trisha Campbell, widać, idealna dla mnie,
Słodka, jak karmel, takie preferuję kartel
I niczym Mack 10, to raczej rzadko tańczę
Ty rusz ciałkiem, a ja sobie popatrzę, yo

Yo mama jesteś przejebana,
Czuję się jakbym zajebał sznaberdana,
Zapierdalam z tym gównem do rana.
Nie wszystko jest takie jakie sie wydaje
ta płyta będzie zupełnie inna jeśli chcesz
zabiore cie w podróż, w podróż.
To będzie podróż jakiej jeszcze nigdy nie odbyłeś.
To będzie w swojestego rodzaju trip... taki trip trip
Rozumiesz taka, taka wycieczka ... zła wycieczka.
Wycieczka po kompani dzwięku po takich, takich nuuutkach
Bo takie takie takie nutki kiedyś były

>hehehehe hehehehehe

Każdy znajdzie coś w niej dla siebie.
Dlatego że łączy w sobie takie różne dziwne rzeczy.

...hehehehehe

Niespodziewane. Ona zaskakuje, jest inna
jest inna niż wszystkie... ho ho ho ho
sprawdz to bo jest to zupełnie coś nowego.

heheh hyhyhy hahaha

Słuchajcie każdy znajdzie dla siebie... tutaj...
coś co zmieni jego życie, bo wiecie znajdują się tutaj takie
stópki, takie werbelki, takie sekacze no i oczywiście skreczyki...
takie dowo... dowo dowo i słowa...
Bissss...

Pięć Dwaaa...
Stoję tu, rapuję pośród ziomów
Niedawno jeszcze było nas ośmiu
Znowu ktoś odparł - pojechał najprostszym torem
Chociaż chciał być artystą, jeszcze we wtorek
Nie oceniają mnie patrząc jak na kumpla
Tylko czekają na dzień, w którym zamienię się w lumpa
Ty na moim miejscu wolałbyś handel
Bo to łatwe, takim się wydaje zawsze
Underground, na powierzchni jest wyścig
Ja bynajmniej nie chcę przypodobać się wszystkim

Piszę wersy podczas lekcji na końcu zeszytu
Tym samym oddalam się od dobrobytu
To ciekawsze niż sny, by zasilać palestrę
Hej ty, zostaw mnie, tam gdzie jestem
Hej ty, ta

[x2]
Uciekam od snów i robię to znów
Bo te sny nie prowadzą mnie tam gdzie chciałbym być
Pytasz - jakie sny?
Ja mówię twoje, mi od dawna nie śni się nic

Tam za oknem jest dużo chłodniej niż wewnątrz
Więc po co mam wychodzić, jak tu jest mi ciepło
Jak tulę tą przeszłość, zapisując ją w wersach
I czuję, że chciałem to robić od dziecka
Ucieczka, to jest dla mnie ostateczność
Ale oni chcą tam, na siłę mnie wepchnąć
Poległo już kilku, ja nie znam tych gości
Siła marketingu mocniejsza od wartości
Ja wolę pościg i stać twardo na nogach
Dlaczego? bo tu po prostu mi się podoba
Zobacz, znam tu każdy kąt, każde miejsce
Nie odejdę stąd, nawet po czterdziestce
Nie chcę więcej nawet o tym myśleć
Sny? ja wolę to co rzeczywiste
I wyjdę na tym lepiej, a wy pędźcie
Zostanę, razem z rapem, tu gdzie jestem

[x2]
Uciekam od snów i robię to znów
Bo te sny nie prowadzą mnie tam gdzie chciałbym być
Pytasz - jakie sny?
Ja mówię twoje, mi od dawna nie śni się nic

Gdybym mieszkał gdzieś w Queens, albo w Compton
Może byłbym wiesz kimś, albo ktoś by mnie kropnął
Może pisałbym list, gniew teraz w serii
Ale to nie jest film Beli, wracam do mych dzielnic
Tu nikt zastrzelić raczej cię nie może
Ale znajdziesz takich, co chcą byś miał gorzej
W domach kolegów matki płaczą mi w rękaw
Że ich synowie nie potrafią przestać
Życie jak w gettach, na inne życie przystać
Nie handlować tym za co ściga nas policja
Być tam, to nie przeczytać jedną książkę
Znaleźć drogę ucieczki jak Skazani na Shawshank
Wiem dobrze, czasem widzę ten hardcore
Znam ulicę, choć nie mówię jej per matko
Mógłbym biegać z klamką, ale wiesz, że
Per saldo podoba mi się tu gdzie jestem

[x2]
Uciekam od snów i robię to znów
Bo te sny nie prowadzą mnie tam gdzie chciałbym być
Pytasz - jakie sny?
Ja mówię twoje, mi od dawna nie śni się nic
Musisz biec, lecz wiesz, że wiać to za mało
jest. Oni wciąż Cie doganiają, lecz....

Już północ, co tu robisz sam?
Twe serce ogarnia strach!
Gdzie dorośli, gdzie dzieci, gdzie się wszyscy podziali
Kur.., jak pełno ich jest w dzień biały!
Lecz teraz nikogo nie ma, jak by na złość Tobie
Światła już dawno pogasły w każdym oknie
Jesteś tu sam, zupełnie sam, jak palec
Wokół ni kota, ni psa, ni szczura nawet
Gdy w biały dzień jest pełno kumpli z Tobą
Teraz nie ma nikogo, oni ci nie pomogą
Ty wiesz, że niebezpiecznie jest i zastanawiasz się
Czy masz biec, czy jeszcze nie

Musisz biec lecz wiesz, że wiać, to za mało jest,
Oni wciąż Cię doganiają lecz...

O tak! Przeleciał Cię strach
Gdy wśród nocnej ciszy pisk opon słyszysz
Błyskawicznie w tył się odwracasz
Chwytasz za serce a puls dopierdala chłopcze nawalasz!
Patrzysz i widzisz dwa cienie
Jeden ma coś w ręku i biegną do Ciebie
O Boże! Jak bardzo boisz się
Jak bardzo byś chciał, by to był tylko sen
Lecz musisz biec, są już tak blisko, boisz się odwrócić
Twój mózg już nie pracuje, byle tylko uciec
Wbiegasz do klatki, jak do pułapki
Którą jest stary, pięciopiętrowy blok mieszkalny
Wbiegasz na samą górę, wiesz, że nie masz wyjścia
I słyszysz jak biegną i czekasz na koniec życia
Wiedziałem, że jak ich zobaczysz mało co nie umrzesz
Patrzysz, widzisz, przecież to są
Kurwa tylko twoi kumple...
kumple, kumple, kumple, kumple, kumple, kumple

Musisz biec lecz wiesz, że wiać, to za mało jest,
Oni wciąż Cię doganiają lecz...
Stymulowani przez opary Ghany wkomponowani w cztery ściany, mamy chamy trójwymiarowy rap pijany Szad

Stymulowani przez opary Ghany wkomponowani w cztery ściany, mamy chamy trójwymiarowy rap pijany Null

Stymulowani przez opary Ghany wkomponowani w cztery ściany mamy chamy trójwymiarowy rap pijany Pork

Piętnastu MC
Piętnastu MC sprawdź to oooo

Niby tak dobrze
niby tak szybko
niby tak ekstra wszystko robią
niby tak kręcą
niby tak płyną
gdyby tak było byliby sobą

Gdyby tak dobrze
gdyby tak szybko
gdyby tak ekstra wszystko robili
gdyby tak rymy
gdyby tak szyli z różnych styli flow
to by tym żyli
i byliby sobą joł
byliby niepodrabialni
byliby niepowtarzalni
byliby oryginalni
byliby unikalni
gdyby tak było to mieliby flow
gdyby tak było to nie nadawalibyśmy o

Piętnastu MC chwyta za mikrofony
piętnastu MC tylko do siebie podobni jak klony

Z menu wybieram pierwszych z brzegu i
każdy tak samo brzmi
to chyba deja vu
Nasz as numer raz
dali mu majka a tu kwas
tracę czas
no to as z
numerem drugim
dopóki nie stwierdziłem po czasie niedługim
że lubi tożsamość gubić
MC numer trzy i zły marszczę brwi
widzę że ktoś tu ze mnie drwi
znowu mam deja vu chyba
trzeci bredzi jak leci
ja szukam odpowiedzi gdybam
do tego powiem ci że
czwarty mistrz braggadocio arcynarcyz uparty
Uwaga na numer piąty którego horyzonty
nie wybiegają poza cztery kąty
a poglądy ma jak szósty
tyle że szósty manifestuje
że ma swój styl joł
który zamyka tematykę na cztery spusty
i chuj z tym
Skupmy się na siódmym ojoj
który nudzi ludzi bo jest nudny
jak seks seks z ex
każdy tekst ma jak ósmy
uderzające podobieństwo do tego co robił szósty
a dziewiąty jak piąty i dziesiąty
chyba pomyślał sobie
tego podrobię
zrobię kopię
bo to na topie
w hip-hopie
puszczę w obieg i za zdrowie toastem
a jedenasty i dwunasty postawili na styl własny
do opisu rysopisów i popisów trzech ostatnich
szkoda mi słów długopisu kartek brudnopisu

Piętnastu MC chwyta za mikrofony
piętnastu MC tylko do siebie podobni jak klony
piętnastu MC chwyta za mikrofony

Niby tak dobrze
niby tak szybko
niby tak ekstra wszystko robią
niby tak kręcą
niby tak płyną
gdyby tak było byli by sobą

Gdyby tak dobrze
gdyby tak szybko
gdyby tak ekstra wszystko robili
gdyby tak rymy
gdyby tak szyli z różnych styli flow
to by tym żyli
i byliby sobą joł
byliby niepodrabialni
byliby niepowtarzalni
byliby oryginalni
byliby unikalni
gdyby tak było to mieli by flow
gdyby tak było to nie nadawalibyśmy o
piętnastu MC

Mamy chamy panoramiczny rap pijany w sobie
dlatego do tego doszedłem joł
dlatego tak to robię

Mamy chamy panoramiczny rap pijany w sobie
dlatego do tego doszedłem joł
dlatego tak to robię

Mamy chamy panoramiczny rap pijany w sobie
dlatego do tego doszedłem joł
dlatego tak to robię

Teraz ja powiem wam o co chodzi nam
tylu MC robi rap
rap nieudanie
Piosenka którą śpiewamy jest o Mietku, pijaku.
Dedykujemy ją wszystkim Mietkom na świecie !

AYEAH, CHECK THIS OUT !
Dziś wam zaśpiewamy o Mietku żulu, co wciąż alkochol pił do bólu
Cztery sikacze za swym łóżkiem trzymał, pił je a potem pod stołem kimał.
Pił wódkę w każdej wolnej chwili, miał we krwi chyba z 6 promili,
Wciąż pijany był lub kaca miał, chodził jak za wężem przez nogawkę lał.
Co dzień pod sklepem z kumplami był, pili póki im starczyło sił,
Bo trzeba wiedzieć, że Mietek żul najwiękrzy spust na wieczka chyba miał najokrąglejszy.
W swym mieszkaniu gdy na łóżku spał pustą flaszkę za pazuchą miał
I tak w końcu powoli stało się to, Mietek, tak stoczył się na samo dno.

Ref.:
Mietek ciągle chlał, chodz wytrzeźwieć chciał,
Bóle brzucha miał więc do klopa gnał i do późna srał.
A gdy rano wstał, sucho w gardle miał, denaturat brał i do gęby lał - do południa spał.

2.
Mietek spiryt litrami pił ciągle mu się urywał film,
Wódkę pił i wódką lał, człowiek wódka taką ksywkę miał.
W swoim domu co niedzielę, sam wypijał wina sześc butelek.
Alkohol to był jego raj w którym żył, gdzie zalany był,
Pił bez pamięci wódkę z butelki, znów brzuch go bolał więc gnał do łazienki.
Był bardzo chudy, ręce miał sine i zimne wszystko od tej wódy,
Nie jadł nic, chory żołądek miał, choć wytrzeźwieć chciał
I co z Mietkiem o tym każdy wie, leży zalany na samym dnie.

Ref.:
Mietek ciągle chlał, chodz wytrzeźwieć chciał,
Bóle brzucha miał więc do klopa gnał i do późna srał.
A gdy rano wstał, sucho w gardle miał, denaturat brał i do gęby lał - do południa spał.

Mietek chamie wódki nie dostaniesz chodź kaaaaaaaac coraz większy.

Mietek ciągle chlał - choć wytrzeźwieć chciał - bóle brzucha miał - więc do kibla gnał x2
Zgasło tak choć pali się we mnie jak we śnie,
Zakończyć chcę choć dobrze wiesz choć dobrze wiesz że nie.
Pozwól mi zakryć twarz, pozwól puścić łzy,
Zrozumieć, że to właśnie Ty, okrywasz mnie jak płaszcz.
Czuje jak uciekasz stąd, lecz wracasz bo tak chcesz,
Malujesz mi świat ze szkła, bo widzę lecz nie mogę przejść.
Tak bardzo chce pokazać Ci że będę czekał tu,
że będę czekał tu.

Ref.
Nie wypuszczaj z ręki to co masz,
bo ulotni się jak wiatr.
Nie wysypuj z serca swoich chwil,
szanuj je jak skarb
nie zatrzymuj się gdy już do celu mało masz x2

Gdy tylko schowasz mnie w sercu swym, bo w nim
głęboko wierzę, że to szczęście pomoże mi w tym.
Nie bardzo wiem jak z tym życiem ciągle jest.
Czy widzisz mnie z oddali swej, a może nie chcesz się prędzej,
bo ja już nie mogę żyć, tak z dnia na dzień.
I dzień w dzień umieram wciąż choć rodzę się,
codziennie choć nie chcę by żyć i kochać Cię,
by czekać tutaj dzielnie, rany są choć wiem, że nauczony żyć wiernie.
I już.
Zawsze idę tam gdzie głaz przygniata umysł mój,
walczę wciąż choć padam z nóg taki tchórz, brak.
I choć pragnę Cię, nie próbuję nic tu ugrać.
Nie jesteś pierwsza, nie druga i jak Bóg,
da ta przygodna nie będzie nudna.
Zaufaj mi bo to trudna decyzja, jak chcesz bądź okrutna.
W sumie nie chcę już biec,
chcę tylko Ciebie złapać za nim świat się rozpieprzy.
Chcę w całości Cię nie, w ratach
chcę Ciebie złapać.

Ref.
Nie wypuszczaj z ręki to co masz,
bo ulotni się jak wiatr.
Nie wysypuj z serca swoich chwil,
szanuj je jak skarb
nie zatrzymuj się gdy już do celu mało masz
Z dedykacją dla ulicy, teksty na tej płycie
Lat nam przybywa, coraz lepiej znamy życie
Raz pusto w kiermanie, raz się wiedzie znakomicie
A tobie ziomeczku, jak ci idzie?
My jesteśmy człowieku ciągle tacy sami
Więc łatwo się określić czy jesteś teraz z nami
I po tej samej stronie będziemy zawsze stali
Anty-policyjną nutę, będziemy zawsze grali
I zgadza się z nami każdy na tej sali
Czuję miły zapach, ktoś tutaj lolka pali
I nie chodzi o mięśnie, ważne co w głowie i w sercu
Czy z buta zapierdalasz, czy siedzisz w nowym Mercu
Nie chcę się też mądrzyć, bo nie wszystko dobrze robię
Lubię iść lekkim łukiem i żartować sobie
Gdzie jesteś w Nowym Sączu, każdy ci to powie
Że kręcę tutaj lolki z Uchem w eleganckim gronie
Kiedy wszedł kolejny buch, włącz tą nutę, wytęż słuch
Kiedy wszedł kolejny buch, pora się odmulić i zrobić jakiś ruch
Więc Firma podpisuje dedykację dla ulicy
Bynajmniej, nie dla hajsu o problemach głośno krzyczy
Tych dla których to robimy, trudno by było policzyć
Do wszystkich co w porządku, dedykacja ta dotyczy

[x2]
I po tej samej stronie będziemy zawsze stali
Anty-policyjną nutę będziemy zawsze grali
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Nasze postawy niezmienne

[Bosski]
JP ekipa, uliczny rap znów cię wita
Nie ma tutaj kompromisu, elegancko albo lipa
Tacy co nie znają zasad, ciągle chcą udawać VIP'a
Ja nie jestem desperatem, mnie rozlicza wciąż ulica
Nie sprzedamy się dla kasy i nie zmienimy oblicza
Ja żyję na poziomie, no bo karmi mnie ulica
JP firmowa ekipa, nie potrzebna nam reklama
My muzyką wyjaśniamy, pobudzamy do działania
My muzyką uprzedzamy, nakręcamy by się starać
Ta muzyka niezależna jest od stanu posiadania
Cieszy mnie aprobata, cieszą mnie te szczere brawa
Lecz zdobyte za szczery rap, a nie pozerancka sława
Te głupawe wciąż uśmiechy tych w programach przy tych kawach
Pierdolnięte niby gwiazdy wciąż marzące o wywiadach
Bo to słowa dla otuchy, szczere są dla ulicy
Bo to rap konkretnych ludzi i nienawiść do policji

[x2]
I po tej samej stronie będziemy zawsze stali
Anty-policyjną nutę będziemy zawsze grali
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Nasze postawy niezmienne

[Tadek]
JP na buzi mam wyszyte
to samo w sercu jest wyryte
Ważny ten przekaz, co leci z żywym bitem
Bo kurestwo systemu jest faktem a nie mitem
Wszędzie dookoła widzę mundurowe ścierwa
Kabaryny pełne chamów i Grubego łapie nerwa
Jak chodzą nadęci, własną rolą przejęci
W oczach społeczeństwa są prawie jak święci
We własnych oczach są mentorami
Sensacji gwiazdorami jak teksasu strażnikami
Biją, kradną, oszukują poza podejrzeniami
Mundur i blacha to polisa dla nich
By mieć święty spokój chodzą za statystykami
Posiłkują się kłamstwami, są sędziami i katami
Znajdą sobie koronnego, manewrują zeznaniami
Dzięki tym zeznaniom sąd skazuje za nic
Mówimy o problemach, których każdy nie zna
O naszej niewinności i policji przestępstwach
Nawet jak bez wyroku, pozostaje niesmak
JP człowieku i nigdy nie przestań
Jesteśmy po tych stronie, co zawsze czysto grają
Jesteśmy po tych stronie, co swoich nie przewalają
Jesteśmy po tych stronie, co policję znieważają
Jesteśmy po tych stronie, co nigdy nie sprzedają

[Bosski] [x2]
To dla tych co jak widzą kabarynę to czują odrazę
To dla tych, którzy uliczne prawa mają na uwadze
Na wolce, za kratami, JP zawsze krzyczmy razem
My żyjemy z zasadami, a nie walczymy o władzę

Po tej samej stronie będziemy zawsze stali
Anty-policyjną nutę będziemy zawsze grali
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Nasze postawy niezmienne

I po tej samej stronie będziemy zawsze stali
Anty-policyjną nutę będziemy zawsze grali
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Inaczej odbijemy wszystkie systemowe krzywdy

Nawet w grubym kotle codziennej gonitwy
Siadam, myślę, piszę, słowa ostre jak brzytwy
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Nasze postawy niezmienne
Ref. Dales doskonaly przyklad jaki byc niepowinienem.
Czy roznimy sie znacznie? Tego nawet ja nie wiem.
Ale obiecalem sobie, ze cos w tym zyciu zmienie.
Nie wiem czy mi wyjdzie lecz sie staram byc czlowiekiem.

Ten strach jako towarzysz w drodze na ostatnie pietro,
czy drzwi wejsciowe całe i czy czeka mnie tam piekło?
Sam nie raz wywarzałem te drzwi wyłamywałem,
bo do domu rodzinnego jakoś dostać sie musiałem.
Kiedy klucz od wewnątrz często był wsadzony w zamek
21/8 dom pełen niespodzianek.
Gdzie w oknach brak firanek od małego dzieciaka,
pamiętam w kuchni i na pokojach draka.
Rodzinne zapasy przy użyciu tasaka! Wynos sie kurwa !!!!!!!...)
Zdarzyło sie płakać jestem zupełnie szczery,
strach we mnie wzbudzał widok siekiery,
w rekach tyrana, który miał być moim ojcem,
a pokazał mi w życiu same rzeczy najgorsze.
I na tym nie skończę, obietnice bez pokrycia
ile zobowiązań z twojej strony za życia?
Muza na full, żarcie z rożna, poker,
lata osiemdziesiąte to czasy prohibicji, menzurki i kuwety
w samym stanie wojennym wódy widok codzienny
to domowa produkcja, miałem zdolnego staruszka,
na głowie poduszka by zagłuszyć te bełkoty bawiącej sie hołoty,
obok do białego rana cała zgraja najebana,
wszyscy tu bywali Waldek Kiera z mieszkania.
Jakie doświadczenia? Zagrożenie, złe doznania,
świeża emulsja ścienna na niej krew rozmazana.
W drzwiach powyrywane zamki, drzazgi, braki szyb w oknach,
przed kolegami obciach plus szereg interwencji:
pies, kuratorzy i opiekun społeczny,
bardzo dobrze znany jak wywiad środowiskowy,
czy z bratem mam co jeść, czy do szkoły gotowy.
To relacje sąsiada, który za dużo gadał,
a sam nie był święty zwoził dupy do mieszkania.
Z koleżkami z milicji miał bal do białego rana
2 1 8 oto mój życiowy dramat!

Dałeś doskonały przykład, jaki być nie powinienem.
Czy różnimy sie znacznie? Tego nawet ja nie wiem.
Ale obiecałem sobie, że coś w tym życiu zmienię:
Nie wiem czy mi wyjdzie lecz sie staram być człowiekiem.

Wyrzucałem oknem noże, żeby nie były w użyciu,
chowałem pieniądze i wóde a dlaczego?
By nigdy więcej nie widzieć Ciebie pijanego!
Żebym miał jutro, co jeść, gdybyś poszedł w cug tato,
parę razy sie zdarzyło nazwać cię pijana szmatą!
Ty śpisz ja cię okradam, po cichu sie skradam,
co by było gdybym wpadł, byś sie zbudził mnie przyłapał?
Nigdy o tym nie myślałem to głód determinacja,
zaminiles życie z synem na prywatne wakacje.
W lodówce czystki rzadził Ludwik Waryński.
Dwie stówy to nie mało je sie chciało wiec śmiało
do przodu, do przodu zniszczyć uczucie głodu
to jeden z istniejących tych kradzieży powodów.
Zmarnowałeś mi dzieciństwo tak niestety wyszło,
zmarnowałeś mi matkę ja byłem tego świadkiem.
Tyle widziałem przypadkiem, czego nie powinienem,
nic nie rozumiałem przecież byłem malym dzieckiem.
Ile wylanych łez tyle co wódy w kielona?
W stopie seta golona co 14 lat pieczatka.
I w pracy, po pracy rodacy pijacy!
Przyszło ci w końcu za to życiem przypłacić!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo