Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi]

Jeszcze raz miałem farta, nie tak kończy król
Choć nie powiem bym nie dostał wśród latających kul
Rozpraszający ból to przez rozerwany bark
Lecz jak patrzeć poza mną to ocalałych brak
(Ej) Pokazał mi hart ducha jak wyjść z masakry
Zastrzyk adrenaliny w akcji jak Gandhi
Ty bądź poważny, świat potrafi naciąć
Ale co by się nie działo to chłopaki nie płaczą
Byłem pewny siebie i jestem taki nadal
Nawet jeśli jutro psy będą łazić po sąsiadach
Potrzebuję lekarza, koszula cała we krwi,
Że można by wykręcić i krwią zalać butelki
Nie podpalam się wierz mi, muszę zatrzymać krwotok
Byle by dojść do auta, każda chwila jak złoto
Odpowiedz czemu biznes łączy się z siłą
Idź w pizdę, nie dam się wykończyć skurwysynom
Nikt nie jest święty jak go święci widzieli
Niejeden święty by mnie tutaj pierwszy odstrzelił
Centymetry od ziemi - uniesiony jak anioł
Mimo to powtarzam sobie, że świadomi przetrwają

Ref. 2x
Ja i Ty, nasze myśli jak i czarne sny
Ponad wszystkim, panie daj mi żyć
Jeśli jesteś w stanie - zrób to dziś
(Boże pomóż mi i prowadź)

Krew ścieka po rękach i krzepnie na ubraniu
Jestem słaby jakbym ważył tylko dziesięć kilogramów
Na pięcie przyhamuj, zostało kilka chwil
Przemieszczam się pomału, lecz czy wytrwam by żyć
Jeden krok, moment przerwy i znów kolejny krok
Gdy uświadamiam sobie, że tu cały stoję we krwi
Chcę zwyciężyć, wyjść z tej afery z zyskiem
Zabezpieczeniem dysk i papiery w walizce
To przez ambicje wybrałem taki los tu
Nie po to by istnieć dla wrażeń i kurortów
Tych wydarzeń od wniosków nie da się odciąć
Przez uwagę z rozsądku tylko wiedza jest forsą
Został metr, to dwa kroki do drzwi starego vana
Jeden cel muszę zdobyć choć mam niemoc w kolanach
To zamach był, znaczy pułapka
Ile warte jest co mam, że nienawiść przerasta?
Kręci mi się w głowie, mózg opada na kołnierz
Chyba to koniec, czuję że spadam na mordę
O grzechach daj zapomnieć, to przez to zło w miastach
To wszystko śpij spokojnie, na każdego jest czas brat

Ref. 2x
Ja i Ty, nasze myśli jak i czarne sny
Ponad wszystkim, panie daj mi żyć
Jeśli jesteś w stanie - zrób to dziś
(Boże pomóż mi i prowadź)

[Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź]
Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2

BONUS
Gdy nie ma sielanki temperatura wzrasta
Nocne razjy ostre są gorące w świetle miasta
Coś kusi, w powietrzu wisi, porywa ludzi do tańca
Ale gdzieś daleko od różańca
Wieczorna balanga się przeradza w piekło z rajem
Jeden najebany alkoholem, drugi hajem
Albo tym i tym, razem wymiksowane
Ty wiesz co jest grane jesteś swego losu panem
Lubisz dobrą zabawę, tą poza prawem
Tylko nie pomyl jej z całorocznym karnawałem
Awantury krwawe plus dziewczyny rozebrane
Wszystko się może zdarzyć jak w bani zamęt
Kluby z użyciem wódy, mordercom nudy
Melanż gruby, lecą kółka, lecą stówy
Boruty, rozróby, w podświadomości rachuby
Tak zwane moralniaki, powiązane z kacem,
Który nie ma litości i nawet dwa dni jest leczony
Bywają też przypadki, OIOM-y i zgony
Czasem zabawa ta zbiera swe plony
Czasem zabawa trwa cztery sezony

Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2

MIXO
Siemasz, jak się miewasz? M jak Melanż (SIEMA!)
A jak alkoholizm, kiedy wątroba boli
I powoli ciężkie kroki tri falują bloki drin nie pierwszy rok
I na na na na fatamorgana, japa nachlana z rana
Reanimowana grudą, walka z nudą, piwo z wódą
Jack Gin paliwem, ile to już lat znowu chlasz, tą cytrynę
Przyznałbym nagrodę, gdybym się nazywał Guinness
W imię czego idziesz, w tango argentino
W końcu żyjesz, pijesz przy barze z dziewczyną
Jakie basta, blah, wzrasta libido zaraz ambaras
I gibon! pyk toast z kobieciną no i pytasz ją o bletki
Ona wyciąga z torebki, ale tabletki ekstazy
Wczoraj żarła kwasy i to są hardkorowe czasy
Szybkie tempo, mocne basy, koka z tacy, zapach kasy
Agentury, dziwki, szmaty, aprobaty
Na to nie ma cała hiphopowa scena ema
Wena Ci wraca, praca co tam poczeka
Nie narzekasz ile, ile to już lat trwa ta dyskoteka
Nie wiesz kiedy przestać chlać, kurwa mać! (ni chuja)
Jak automat walisz bombę i idziesz spać...

DAMIAN
A melanż trwa, lecą kartki w kalendarzu
Rozjebany hajs, leci piana na melanżu
Leci giecik zawinięty w blecik
Każdy wie OCB bez udziału osób trzecich
Zawirowanie w bani, już najebani ostro
Coś w nos ktoś znów poda tym koksom (ostro)
Po bandzie, a nie prosto, zdrętwiały gardziel
Mówię stop proszkom, poszło! Promile walą w dynie
Najebane stany, rzeźnia jak w młynie
Najebany lecę, czekam na browar w kolejce
Albo wbijam się na siłę, kiedy widzę puste miejsce
Łapie kwintesencje i lecę dalej w tany
Klub cały lata, bas uderza o ściany
W sam raz na te stany, kiedy zwichrowany bawię się
W piątek najebany, patrzały jak przez mgłę
Promile wchodzą w krew, lecz alkomat wchodzi w nawyk
Nie raz zobaczysz mnie w jednym z klubów Warszawy
Pod wpływem emocji i ostrej zaprawy
Żyć to się bawić, inaczej nie da rady

Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2

BRALAK
28 na karku, nie z warzywa mi na targu
Prędzej spotkasz mnie przy barku, przy browarku
Prosty melanż, ostry z tego nigdy nie wyrosłem
Nie myl mnie nigdy pedale z osłem
Bralak chora psycha, zielone opary wdycha
Chodź pokaże Tobie sztuczkę
Mam w ręku jointa, patrz znika, znika!
Dzisiaj na melanżu przecież jest chora psychika
Elo brat, ile lat, taki czasu szmat
Zadyszkę by złapał nawet wyścigowy chart
Jeden wali torbę, a drugi dostaje korbę
Jak się dobrze tam rozejrzysz to zobaczysz moją mordę
Jugosławscy fani najebani, nastukani do sposobu życia przywiązani
Go nie zmienią wszyscy Ci, którzy to cenią
Swojego na cudze nie zamienią
Za dalekie loty skutkami ognistej wody
Adrenalina rozpierdala jak trotyl
Poznałem tą braże od melanżu, na melanże
Nie zapominaj człowieku, co jest w życiu ważne
Na ulicy, w klubie się nie zgubie
Nawet wtedy gdy mam najebane w czubie
Barbarzyńca Bralak mówi Ci tymczasem nara!

Ref.
Który to już rok się przesuwa w kalendarzu
Zapierdala czas od melanżu do melanżu
Każdego z nas zmienił czas nie od razu
Jazda bez trzymanki pomimo zakazów x2
Żyjemy w świecie gorszym niż kiedyś,
Diabeł znów podnosi łeb po to tylko żeby
Skłócić nasze serca, które biją jednym rytmem,
Teraz ktoś ma pecha, ten diabeł kogoś wytnie.

Nikt już nie chce stać w długich kolejkach,
Dobro rzuciło się ze wstydu w przepaść
Jeszcze ktoś tam klęka, jeszcze ktoś przysięga,
Choć to namiastka, to już pozostało w strzępach

Gdzieś zgubiliśmy tą jedną drogę,
Tą naszą siłę, władza wciąż nas bije,
Oddaliśmy jej wszystko, oni zapomnieli o nas,
A my o sobie samych, szkoda.

Butni się pytamy, że co, my nie damy rady?
A w głębi serca czujemy tą bezradność,
W oczach częściej łzy, nikt nie prosi w rządach.
I nie pozostało nic, jak ta jedna droga..

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Wszystkim się wydaje, że kupili tani bilet,
W jedną stronę, że cierpienia trwają chwilę,
Że nikt nie pamięta, co sobie stwarzamy,
Piekło na ziemi, że dusimy się w tych pętlach.

Z pozoru silni łatwo połykamy dni naraz,
Pełni humoru rozrywa nas płuc para,
Tylko kłamstwa uchodzą tak łatwo z gardła,
Brak sukcesów to dla nas jakaś chora kara.

Gdzie prawdziwe szczęście, gdzie podziała się wrażliwość,
Gdzie sentyment do człowieka zamienił się w bilon,
W którym miejscu popełniła błąd ludzkość,
Kiedy ludzie przestali wiedzieć co czynią.

Nie wiem sam jaki dzień jutro będzie,
Czy nasze dobro zmieni się w legendę,
Czy człowiek sam zrezygnuje z tego co kocha,
Nie wiem sam, ale musi być jakaś jedna droga

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Przecież da się to naprawić,
To nie jest tak, że musimy krzywdzić innych
Chodzimy po ziemi, to pomyślmy o wszystkich,
Nie potrzebujesz do dobra żadnej religii.

Czyniąc dobro nie wchodzisz na miny,
Wierzymy w wartości przynajmniej,
Większość z nas już tyle zła w historii dało,
Krew na rękach, a ciągle mało,

Wciąż wpadamy w wir kłamstw,
Dostajemy już tak dużo, a wciąż musimy kraść,
Czy z serca wnętrza bierzemy wszystko,
Nie musimy brać, najeść można się małą łyżką,

Wszystko jest dobre,
Co od zła odciąga,
Bo wiem, że gdzieś jest
Ta jedna droga..

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie..
Mówisz mi, że chlanie i ćpanie gubi ludzi.
Najbardziej hajs ich gubi, ale tylko tych głupich.
Tych podatnych, bez zasad, ideałów.
Biegną świńskim truchtem do koryta pełnego dolarów.
A im więcej żrą, tym łaknienie rośnie.
Gadamy już tak ze sobą jak kiedyś, co nie?
Nie. Bo nie mamy kurwa mać, w mordę, już o czym.
Mam małe ambicje? Nie, po prostu nie jestem żarłoczny.
Nie wszystko dla wszystkich. Kocham bliskich.
Ale bliscy są mi bliżsi, niż te pierdolone zyski.
Niż ten zimny wzrok papierowego Jagiełły.
Twoja zachłanność drażni mnie jak skórę papier ścierny.
Twój brzuch wydęty jest tylko przenośnią,
Bo nie dzielisz się jedzeniem jak dziwki miłością.
Pamiętaj, trzeba żreć, ale z rozsądkiem.
Zdechniesz sam, ale przynajmniej z pełnym żołądkiem.

Każdy chce i musi żreć
ALE
Nie każdy ma do tego
TALENT.
Umiar, niejeden zgłupiał.
WCALE
Już o nim nie pamiętam,
Ty o nim nie pamiętasz. (x2)

Każdy lubi żreć, jak nie lubi, to kłamie.
Mówią o tobie śmieć, bo kochasz tylko żarcie.
Kochasz tylko drogie, bo chujowe jest tanie.
Bo tanie jest chujowe, apetyt rośnie w miarę.
Wiesz czego, kolego.
Dlaczego jesteś durniem?
Bo od hajsu puchniesz jak skarbonka na komunie.
I Kochasz drogie knajpy i kochasz drogie kluby.
Mnie inspirują emocje i kocham ludzi.
Też mógłbym iść w tą stronę
I zapomnieć skąd jestem, ale przede wszystkim dokąd dążę,
Po co jestem, dlaczego na palcu mam obrączkę.
Jak słyszę Muzykę, nie słyszę jak liczą się pieniądze.
Każdy kto mnie zna, wie, że mam serce,
po operacji, ale jest jak bezkres.

Każdy chce i musi żreć
ALE
Nie każdy ma do tego
TALENT.
Umiar, niejeden zgłupiał.
WCALE
Już o nim nie pamiętam,
Ty o nim nie pamiętasz. (x2)
Na mikrofonie te rutyny i te tematy,
Tematy, tematy, tematy, tematy, tematy
Na mikrofonie te rutyny i te tematy
Tematy, tematy, tematy, tematy, tematy

Widzę plakaty - nareszcie K 44 w mieście
Wszystkich ludzi zbierzcie o godzinie 0 - na rogu
Najstarszy dziad nie pamięta jeszcze takiego tłoku
A tu...

Cała sala czeka już około dwie godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cała ekipa od godziny pali baty
Te tematy, te tematy, te tematy, tematy

Tematy jak rzeka płynące z ziemi po słońce
Pnące się jak słupek rtęci w dni gorące
Zmuszające do niechęci uf...
Bardzo dużo słów codziennie
To co było a co będzie - doświadczenie rośnie jak napięcie
A tu...

Sześciu kolesiów - oni wszyscy baku, baku
I podaj do chłopaków
Ratuj przed rutyną, miną zimna jak bilon
Gdy chwile płyną i odpłyną jak przed chwilą
A tu...

Cała sala czeka już około trzy godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cała ekipa od dwóch godzin pali baty
Te tematy, te tematy, tematy, tematy

Tematy jak rzeka płynące z ziemi po słońce
Pnące się jak słupek rtęci w dni gorące
Zmuszające do pamięci uf ...
Powtarzanie wciąż tych samych słów
Co to będzie - doświadczenie rośnie jak napięcie

Cała Polska czeka 44 godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cały Kaliber od początku pali baty
Te tematy, tematy, tematy, tematy,

Come On Mother Fuckers, Come On ...
Czego ci potrzeba zeby osiągnąć sukces
masz dwie ręce, mam, no to super
czego ci potrzeba by wypelnic zycie sycie
jaki problem żeby przeżyć życie z kunsztem
jak masz związane nogi, rozwiąż ten supeł
wejdź w gniazdo wrogów z potężnym butem
jak ci sie nie chce trudno to rusz dupę
leżeć w miejscu mozesz jak bedziesz trupem
samo sie nie zrobi, samo nie przyjdzie nic
nie pomoga nawet modły, sam nie zrobisz nic
hit sam sie nie zrobi, nawet jak masz tłusty bit
sie nie chwycisz roboty, w lutym nie przyjdzie pit
nikt ci nie pomoze, jak sam masz 2 lewe
zapytaj wenę, czy ma czas by robic przerwę
to takie proste zeby isc prosto przed siebie
obierz kierunek,nikt nie zrobi tego za ciebie

Kiedy sie nie chce, w garść weź sie
zacisnij dłonie i zatrzyj ręce
samo nie zrobi, nie zrobi się nic
masz dwie ręce, wiec użyj ich

Najpierw jest suk a potem jest ces, najpierw zrób go tu a potem zrób sukces gdzieś
i może świat jest niesprawiedliwy, trudno jak mówi tobie nara, ty przywitaj go zwykłym cześć
masz co jeść to świetnie, wiec nie gadaj głupot ze masz głodowa pensje,
w sumie to niby większość z nas ma, dalej robi swoje,
dalej dokładamy zeby wiazac koniec z końcem
co zrobi narzekanie, wielkie nic,
jak karzą ci byc cicho, ty poprostu krzycz
ja ktos chce ci coś dać, wyciśnij z nich wszystko jak pryszcz
bądź sobie panem, takim królem z nad wisly,
miej gdzies opinie innych, wazne bys ty byl szczesliwy
ważne bys coś robił w życiu, byś wykorzystał każdą chwile
bo samo nic sie nie zrobi, a po co zostać w tyle

Kiedy sie nie chce, w garść weź sie
zacisnij dłonie i zatrzyj ręce
samo nie zrobi, nie zrobi się nic
masz dwie ręce, wiec użyj ich
Była piękna, młoda, lat około dwadzieścia,
mimo to na psychice rysy po przejściach
los nie rozpieszcza jej, od dziecka mniej niż więcej szczęścia
tato od odejścia nie zajmuje w życiu córki miejsca.
Wychowała ją mama bez serca, żyła sama
przeżywała swój prywatny dramat,
w czterech ścianach małego mieszkania,
w którym całe życie w niedosycie - Basia,
jej mama Ania, uskuteczniała libacje alkoholowe,
latem nie ma na wakacje, zimą co włożyć na głowę,
taki obraz, młoda dama pamięta z dzieciństwa,
ale dobra dziś już ambicja trochę wyższa,
urodą obdarzona południową - śliczna,
czarne włosy, oczy, ciemna cera, potrafiła zauroczyć
niejednego hustlera, poczucie własnej wartości miała,
chciała milionera, jeszcze nie teraz dociera do niej,
że dorosła, swój los w rękach swych otwiera nowy rozdział.
Wciąż pamięta bezsenne noce, w które płakała
z braku tej miłości, której nigdy nie zaznała.
Ojca nie znała, jedyne co słyszała o nim,
to to, że sukces goni, to że ma nową rodzinę
młodszą żonę, syna, dobrze ustawioną firmę,
a przy niej nie było nikogo, kto by mógł jej podarować czasem
dobre słowo, chciała mieć kogoś, kto by dał jej trochę ciepła,
no bo w domu go nie miała i najchętniej by uciekła,
ma dosyć takiego życia i tego całego piekła,
dlatego przyrzekła sobie, że w trosce o własną osobę
obierze inną drogę, gdzieś wyjedzie na zarobek
skończy dobrą szkołę i ogarnie się ogólnie,
dzisiaj jest na stażu w biurze i mieszka na wspólnej.

Nawet gdy jesteś pewien, że wszystko jest okej,
los może być dla ciebie przewrotny z dnia na dzień.
Więc uważaj na siebie, na hajs nie rzucaj się,
bo tak naprawdę nie wiesz, co jutro spotka cię.

Stefan biznesmen, po czterdziestce, coś w ten deseń
w klubie biznesmenów on prezesem, czarnym Mesiem
wjazd pod knajpę, essel, przystawki, szampan,
homary, kawiory, deser, dzisiaj w dresie,
choć na co dzień elegancik; neseser, garniak, ogarniasz to, kancik?
Los przyfarcił, miał to co chciał, to nie żarty,
miał to auto żrą mu karty.
Sobotnia noc, ten klub 96, gdzie koks na szkle
sześciu głów stów kolumbijskiej mgle,
cały zasypany, w tle jakieś panny dwie wiją się na rurach,
dwa stoliki dalej nieśmiałe spojrzenie śle maniura,
zgadnij która. Ta sama, o której była mowa w pierwszej zwrocie,
akurat za moment kelner podał jej butelkę szampana,
wskazując na Stefana, powiedział "od tego pana"
i tak patrzyli na siebie przez chwilę, Stefan i ona,
po chwili już tańczyli ze sobą w ramionach,
nieśmiało się uśmiechała, pomyślała, że to szansa
poznać jakiegoś bogatego fajansa.
To był początek romansu, mijały dni, miesiące,
płynęły łzy, ale częściej były to pieniądze
dzikie żądze, pruderia kupowane za banknot,
jeszcze trochę młoda jest, ale lubi na bank to.
Wyższe sfery, bankiety, kolacje, prezenty, bajery, gadżety i restauracje
Dzisiaj ma to wszystko, odwróciła się jej karta,
snobów towarzystwo, cieszyła się, że ma farta.
Wszystko fajnie, ale przyjrzyj się temu pod lupą,
na to czego nie miała w życiu, dziś zarabiała dupą.
Romans nabierał tempa, uśmiechnięta, trzymała go w objęciach,
wniebowzięta, kochała bo, Stefan sobie mało Basi kupował na raty,
a po jakimś czasie wyznał jej, że jest żonaty,
pogodziła się z tym, chociaż trochę płakała, a może trochę szukała w nim
ojca, którego nie miała i chciała być z nim do końca swych dni,
choć wiedziała, że to nigdy nie uda się im
i kiedy tak leżeli w łóżku, po brutalnym seksie,
opowiadali sobie nawzajem o sobie coś więcej.
Słuchaj uważnie tego co ci teraz mówię,
okazało się, że kochaś Stefan urodził się również,
tam skąd Basia zmyła się jakoś pół roku temu
i nagle słona łza zakręciła się w oku jemu,
ona z trochę niepewną miną słuchała uważnie,
bo nie wiedziała, czy jej kochanek mówi poważnie.
Zbladła. I zamilkli oboje na moment.
Dwadzieścia lat temu Stefan zostawił córkę i żonę.

Nawet gdy jesteś pewien, że wszystko jest okej,
los może być dla ciebie przewrotny z dnia na dzień.
Więc uważaj na siebie, na hajs nie rzucaj się,
bo tak naprawdę nie wiesz, co jutro spotka cię.

Kazirodczy romans trochę jej na sercu ciążył
w dodatku się okazało, że jest w ciąży.
Stefan po zawale trafił do szpitala,
po tym jak mu córka powiedziała, że jej formę zalał.
Omal nie oszalał i chciał to zakończyć
ona go kochała, póki śmierć ich nie rozłączy.
Chora miłość. Gdzie tu rozwiązania szukać?
Ojciec własnej córce zrobił własnego wnuka. (Ja pierdolę)
Zaczął jej unikać, w końcu zmienił adres - zniknął
z córki życia kurwa jej cudowny sen prysnął.
Cham zostawił ją w życiu po raz drugi,
dzieciak i tak by nie wiedział jak ma do niego mówić.
Tatuś, może dziadek, a może Pan.
W tej historii niekażdy za swój los jest winien sobie sam,
morał tego taki, że na życia oceanie łatwo jest wypaść za burtę
i popłynąć na dno same.

Nawet gdy jesteś pewien, że wszystko jest okej,
los może być dla ciebie przewrotny z dnia na dzień.
Więc uważaj na siebie, na hajs nie rzucaj się,
bo tak naprawdę nie wiesz, co jutro spotka cię.
Z definicji Pener taki jestem, się nie zmienię
Takie mam korzenie, nie wyplenisz tego ze mnie
Nawet gdy spod igły nówka funkiel, wypas loopach
To masz przed sobą lumpa, który wiele razy upadł
I u nas rządził 2Pac, kiedy żył i gdy już odszedł
Świat nie będzie taki sam, nic nie jest kurwa proste
Dziś wylewam ku pamięci trunek, który tak go kręcił
Za tych co nie mogą tutaj my i nigdy święci
P, P do N i kreska - Pener mieszka
W wielu ludzkich sercach dla Penerów to wersja
Bo P ważna kwestia, oryginalny Pener, przestań
Niech na drzewo spieprza ten co chce nam tu namieszać
Nie wnikaj w nasze sprawy, to świat rozbitych rodzin
Pobitych i na głodzie, życie w nędzy, w tym smrodzie
Strasznej niewygodzie, o suchym ryju, walka
By mieć włożyć co do garnka, to o chleba kawałkach
I odchodzi moja matka, '89 przyszedł hip-hop
I wiedziałem, że to przełom jest na prawdę i, że z fikcją
Chuj będzie miał wspólnego dla gry coś wartościowego
Prawdziwy jak Sermon, oni mieli mnie za zero
Gram na nosie tym ofermom, co nie rozumieli tego
Że z rapu czarnego będzie można kiedyś wyżyć
Oni wciąż chcieli mnie widzieć, że się zmagam jak ten Syzyf
Oni wciąż chcieli mnie widzieć, że się zmagam jak ten Syzyf

[x4]
Definicja, definicja, definicja Pener
Z definicji, z definicji, z definicji Pener

Te dziewczyny tu plotkują, że całuję je obłędnie
A kolesie na mój temat wygadują różne brednie
Ja wiem, że było biednie i, że teraz mam komedię
Ale czas, gdy życie piękne był zawsze, bo to pewne
To my Penery, wszyscy razem się trzymamy
Bariery pokonamy i dlatego radę damy
Trzymamy się razem z jednym słusznym przekazem
Ulica nas nie karze, na niej łajdacy, łgarze
Żargon, tatuaże, rozpijana gouda w barze
Amsterdamem się usmażę, a skurwielom wyjście wskażę
Źle się wyrażę, jeśli trzeba to odszczekam
Dla człowieka wsza człowiekiem i nie czas by tu narzekać
Tylko na ten towar czekać, który pizga mocno w czachę
Jakbyś bro wyłapał blachę, mach za machem na tym bicie
Dalej jadę, a podkładem będzie dla mnie rytm ulicy
Na ulicy ten rap ćwiczy i kolejny wyczyn
Proste, że nie z niczym penerskiego miasta chwila
Dla młodego moment ciszy, tak wystarczy jedna chwila

[x4]
Definicja, definicja, definicja Pener
Z definicji, z definicji, z definicji Pener

Niech Pener, mocny Pener, to ten zarobiony Pener
Wyłoży ci monetę, gdy pod sklepem masz wegetę
A ten Pener kopsnie bletę i zajarasz nie tandetę
I odlete, mam tu betę i pierdolę twoją fetę
Bo mój rap puszczam w eter, a ludzie na przytupie
Rozkminiają teksty na przemian mądre, głupie
Pener oka nie wyłupie, bo swój zawsze pozna swego
Pener to Pener z definicji i dlatego
To miasto Penerami wypełnione jest po brzegi
I dlatego na bujanie wszyscy tu podkozaczeni
Pener Penera doceni i nie ważny jest tu szczebel
Czy ten Pener to żul, czy jest dobrym biznesmenem
Bo każdy zna swą cenę, Pener tutaj to synonim
Słowa obywatel, a szaraków Pener goni
Od szaraków Pener stroni, którzy w chuj nie są życiowi
Bo ich słownik to na żywca z telenowel są dialogi
Więc kieruję już swe kroki tam gdzie świat mój jest szeroki
Pener za wysokie progi? nieprawda, że ubogi?
To nie ważne, Boże drogi miej Penerów nas w opiece
A ja wiem, że nie odlecę, jestem Pener, dobrze wiecie

[x4]
Definicja, definicja, definicja Pener
Z definicji, z definicji, z definicji Pener
Daję rap, daję rap, trzęsę każdym domem, blokiem
Suki nadal walą fetę, chłopaki walą kokę
To poker, znowu diabeł mnie opętał
To powód żeby kichę w rapie wysłać na cmentarz
To muzyka każdego polskiego miasta
Chuj w dupę policji, ta nienawiść narasta
Przy tym agresja wzrasta wśród młodych buntowników
Systemu niewolników, jebać sądowych ławników
Lepiej chodź na grubą bibę z moją ekipą
Napierw padnie ci wątroba, później spuchnie ci kinol
Tetrohydrakanabinol z procentowym płynem
Co zażyłem to zażyłem, naśmigani białym pyłem
Tanim winem nastukani, naprani na bani rysę
Z łachów robię wyzysk, schizy dla prawdziwych
Zawsze propsy, dobry rap klepie zawsze jak dobre dropsy
Ósmy rok mi mija, jest hardkor jest czilaut

ref. x4
Daję rap, prawdziwej ulicy sztukę
[?] i tak cię zakatrupię
Bo to jest rap, prawdziwej ulicy sztuka
to ja i moja grupa RSA

Daję rap, daję rap, niosą mnie uliczne rytmy
Ludzie gotowi na bitwy, te słowa ostre jak brzytwy
Dawaj ten dobry rap, który grany jest w podziemiu
Czasem brakuje tlenu, stoję w cieniu, pomagam bliźniemu
Lecę dalej, ledwo wiążę koniec z końcem
Non stop błądzę, chcę pieniądze w końcu mieć na swoim koncie
Nie to jest najważniejsze, bo mam już dużo więcej
Mam rodzinę, piękną dziewczynę, robi się goręcej
Mam przyjaciół, których domy zawsze dla mnie są otwarte
Jak nie wiem ludzi drażnię, bo nie stoję w marazmie
Tylko ruszam banią bo po to Bóg dał nam czachę
Zaciągam się machem, kleję kolejną flachę
Dzieci ulicy wypuszczone z dziczy z impetem
Życie ćwiczy, każdy liczy na lepszy życia deser
Wersy które zapisuje to moje powołanie
Jeśli zginę dzisiaj, właśnie to po mnie zostanie ta

ref. x4
Daję rap, prawdziwej ulicy sztukę
[?] i tak cię zakatrupię
Bo to jest rap, prawdziwej ulicy sztuka
to ja i moja grupa RSA
Nie ma już miłości dla mnie, dla mnie nie ma już
Nie ma już miłości, nie ma już miłości dla mnie...

[Lord MM dAb]
Idę i myślę i nie wiem co myśleć
Myśli jak uderzenia bata, bata, bata
Brat-brat nie ma już miłości dla mnie i mojego brata
To zabija mnie od środka, wpędza w kompleks, gasi dumę,
że jestem człowiekiem - obdarzonym rozumem zwierzęciem,
Ni mniej ni więcej, ale
Nie wyzbyłem się instynktów, wołam krwi na cały głos
Musi musi musi zabić ktoś by żyć mógł ktoś - to jest moje motto
W tym całym szaleństwie chodzi tylko o to
By zniszczyć swego brata własną-własną głupotą, tak.

Nie ma już miłości dla mnie, dla mnie nie ma już
Nie ma już miłości, nie ma już miłości dla mnie...

[Śp. Brat Joka]
To co słyszę wciąż w telewizji, radiu
Już nie dociera do mnie wcale
Znowu brat zabił brata
I zabija dalej
(znowu, znowu, znowu)
Znowu brat zgwałcił siostrę i dalej mu mało,
(znowu, znowu, znowu)
Znowu brat zrobił napad i wszystko się zjebało
A powiedz mi dlaczego(powiedz mi) media
Podają wciąż nowe przestępstwa?
Powiedz mi dlaczego(powiedz mi) tak trudno
Patrzeć dalej niż na swoje podwórko?
Więcej szmalu w gonitwie po szmal
Człowiek nie patrzy, że zdeptał mnie dzisiaj-aj!

Nie ma już miłości dla mnie, dla mnie nie ma już
Nie ma już miłości, nie ma już miłości dla mnie...

[Mag Magik I]
Hej, Joe? Dokąd pędzisz z tą spluwą w dłoni?
Czyżbyś widział to samo co oni?
Jeden problem załatwię
Zrywam się do ciepłych krajów, znasz mnie
Jestem nieśmiertelny jak każdy
I nic mi się nie stanie
Widzę, widzę, widzę, widzę wszystko
I wszystko boli
Może czasem lepiej zamknąć oczy,
Lecz to ran nie zagoi
Bracia napieprzają się z drugimi,
Bo lubią inne gówno, no słuchaj no
Tak, myślę, że palnę se chyba w łeb
Tak się stanie, bo nie ma już miłości dla mnie

Nie ma już miłości dla mnie, dla mnie nie ma już
Nie ma już miłości, nie ma już miłości dla mnie...
1. Wbijam się jak tasak, w ciepłe, surowe mięso
Serwuję z rapu tatar, kolejny kurwa sezon
To syntetyczna mafia, a nie jebany trezor
Natural hardcore, wyczula Tobie każdy sensor
Jestem niewinną iskrą, w klubie wypełnionym gazem
Daję Ci takiego kopa, że czaszkę zamienia w kaszkę
Jesteś błaznem, jak pozycje w rapie mierzysz stażem
Ja na osiedlach mam zasięg, oni gubią go jak Sagem
Ty z ziomkami gonisz laser, ja lecę jak Evo Lancer
Twój idol stratę formy nadrabia tanim lansem
Twarze z głupim wyrazem, grymas na okładkach gazet
Jeśli jarasz się tym gównem, to nazywam Cię złamasem
Być dziwką i dziewicą to raczej nie idzie w parze
Mój poziom jest dla nich nawet poza zasięgiem marzeń
Oni słysząc ten numer w nerwach poprawiają daszek
Bo argumentów mam więcej, niż Wyborowa flaszek

Ref. Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp

2. Słyszysz moje wersy z okien na Twojej dzielnicy
Jesteś z tych rejonów, ale nikt się tym nie szczyci
Nie masz rotacji na blokach, choć masz rotację na wizji
Ja napierdalam jak alarm, a Twój rap tutaj milczy
Zwalniam gadkę, lecę na półtonie, standardowe tempo
Ponaddźwiękowy rap, składam hołd producentom
Widzę Ciebie, w myślach słuchasz mnie z otwartą gębą
I choć coś Ci nie pasuje to rozpierdala Cię świeżość
Jak copkiller w nienawiści, otwórz okno, zrób to głośniej
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Odpal jointa i posłuchaj, masz do raju dostęp
Moi ludzie razem ze mną, mówią jednym głosem
Przejmuję winampy, iTunsy i inne gówna
W mp3-ójkach i waveach lecę we wszystkich furach
Od zajechanych piwnic, po korporacyjne biura
Szef syntetycznej mafii łapie najwyższy pułap

Ref. Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Ponaddźwiękowy rap, otwórz okno, zrób to głośniej! x3
Syntetyczna mafia, ziomek napędzamy postęp
Chciałbyś przeżyć życie za mnie, a może za mnie umrzeć
Czy za czyjeś życie zamieniłbyś swoje w trumnę?
H to jest twój honor, T tylko dla ciebie
A jak amunicja, ziom, nowe pokolenie
Nigdy nie próbuj sterować się jak chwytać za sznurki
Jak laleczką voodoo tragiczne mogą być skutki
Jesteśmy tylko trybem w tej wielkiej machinie
Elementem w przejściu jednostką w dominie
Które sekundowym ruchem może odbić wszystko
Nie będziesz nigdy wstanie choć chciał byś określić przyszłość

To moja rzeczywistość jego własna dusza [?]
[?] przemyślany jak na szachownicy ruch
Jeden buch, jedna miłość, nienawiści przyszłość
Życie no i droga tutaj gdzie zbrodnią jest litość
Możesz próbować być kimś, kim nie jesteś albo sobą być
Twoja sprawa [?] zresetujesz i...

A ty nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moja wola, moje życie, ty w pokoju idź

Nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moje życie, moja wola, ty w pokoju idź

Wielu z tych co mnie zna znowu pragnie mnie oceniać
Choć to moje życie nie znam swego przeznaczenia
Mam wiele do stracenia, sześć milionów dróg do śmierci
Pozwól, że zdecyduję sam jak chciałbym się przekręcić
Chcesz przeżyć życie za mnie? czy za mnie się urodzić
Ja na twoim miejscu to wolałbym w to nie wchodzić
Czemu ludzie młodzi nie chcą dzisiaj już być sobą
Nie szukają oryginału w sobie lecz idą za modą

A ty nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moja wola, moje życie, ty w pokoju idź

Nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moje życie, moja wola, ty w pokoju idź

***** mać czy ktoś widział Feel-X'a?
Poszedł pewnie turlać jissa
Czy ktoś tutaj widział Feel-X'a
On pewnie teraz kula tutaj jissa
Czy ktoś tutaj widział Feel-X'a
On pewnie tam gdzieś kula jissa
Czy ktoś tutaj widział Feel-X'a
Ona na pewno znowu turla jissa...

A ty nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moja wola, moje życie, ty w pokoju idź

Nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moje życie, moja wola, ty w pokoju idź

A ty nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moja wola, moje życie, ty w pokoju idź

Nie mów mi jak ja mam żyć
A ty nie mów mi jak mam żyć
Chcesz czy nie to będzie to co ma być
Moje życie, moja wola, ty w pokoju idź
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo