Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana

Wale prosto z mostu noszę wężowy kostur
I nie stosuję postu, kiedy mam siano
Mówi DGE ? Luciano, ciągle gram to samo
Choć ciągle coś innego, coś czego nie grano
Bo to te słów paradoksy, słów sagi
Jedi chłeptają dają koksy, innym dragi
Te bloki ciągle są blisko magii
Na czole mam tajne znaki jak chińskie tagi
Jeansy Bugi, świat pełen magii, świat wrogi
Te ulic rogi, nawijam swoje dalej jak Snoop Doogi, Dog Kolejny rok, krok za krokiem
Blok za blokiem, mijam tysiące okien
Rzeczywistość spraprana
W bramach stukam, przejścia szukam
Jak Dalaj Lama szczęścia szukam
A wokół tylko oni, żyjący w monotonii
Siódmy raz w tym tygodniu jem pizze pepperoni
Świat w pogoni, ośmy kurczak u Chińczyków
Mam w chuj złych nawyków
Jak ci nie pasuje to to wykurw

W klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach jointy stukam
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach

A oni mówią mi wciąż, że prowadze się niezdrowo
Raz czuję się spoko, a raz czuje się chujowo
Żyje polowo, raz piję tekle, raz wyborową
Jade stylowo, raz z łychą, raz żołądkową
Czasem ćpam to i owo, i pale zioło
Jade rapowo, wiesz stuprocentowo
Na oko lubie ładny widok i ładny zapach
Na węch a w uszach lubie jęk szłyszeć
I lubie błyszczeć na scenie
I lubie to ciężkie brzmienie
PDG plemie - to jest we mnie
PDG plemie - to jest we mnie
Wiesz co robie
Wiesz co robie

Ref:
Ja w tych klubach i hardkorowa nuta
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach
Ja w tych klubach i hardkorowa nuta
Zalewam się w trupa, czegoś szukam
Przy psach palę głupa, taka nauka
Jedyne wyjście to zmiana
Byleby nie utonąć w planach

Ja w tych klubach czasem też mam niezły ubaw
Gdy dupy na parkiecie, w loży my i dobra wóda
Finlandia - może być synu spoko
Jedzieny z nią teraz jak tu co niektórzy z koką
Pyrlandia tak sie bawi
Jak w swych produkcjach Rocko
Ty tego nie trawisz, a to jest to pokolenie
Co lubi mocne brzmienie
Ja swe korzenie pamiętam jak przez mgłe
Sam nie wiem czemu w to brne
Jakieś to wszystko mdłe
Przypomina nie kończącą sie gre
A kraina agresji jest tylko tłem, złem koniecznym
Ścigania organy, dla nas to kurwy i chamy
I o to dbamy, by się nie zbłaźnić i nie dać plamy
Wyrwać się z bagna - to było ważne dla mojej mamy
A rany z czasem się goją - to gówno prawda
Czułem się pokonany kiedy umarła
Mieszkanie ze starym wtedy było niczym kolonia karna
Zła karma co jakiś czas się we mnie odzywa
By nie utąnąć w planach dzisiaj ten rap nagrywam
Wielu wrogów, kilku tych bliskich
Tak właśnie bywa
To o nich, to dla nich
Ja i moja ksywa
Żyjemy w świecie gorszym niż kiedyś,
Diabeł znów podnosi łeb po to tylko żeby
Skłócić nasze serca, które biją jednym rytmem,
Teraz ktoś ma pecha, ten diabeł kogoś wytnie.

Nikt już nie chce stać w długich kolejkach,
Dobro rzuciło się ze wstydu w przepaść
Jeszcze ktoś tam klęka, jeszcze ktoś przysięga,
Choć to namiastka, to już pozostało w strzępach

Gdzieś zgubiliśmy tą jedną drogę,
Tą naszą siłę, władza wciąż nas bije,
Oddaliśmy jej wszystko, oni zapomnieli o nas,
A my o sobie samych, szkoda.

Butni się pytamy, że co, my nie damy rady?
A w głębi serca czujemy tą bezradność,
W oczach częściej łzy, nikt nie prosi w rządach.
I nie pozostało nic, jak ta jedna droga..

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Wszystkim się wydaje, że kupili tani bilet,
W jedną stronę, że cierpienia trwają chwilę,
Że nikt nie pamięta, co sobie stwarzamy,
Piekło na ziemi, że dusimy się w tych pętlach.

Z pozoru silni łatwo połykamy dni naraz,
Pełni humoru rozrywa nas płuc para,
Tylko kłamstwa uchodzą tak łatwo z gardła,
Brak sukcesów to dla nas jakaś chora kara.

Gdzie prawdziwe szczęście, gdzie podziała się wrażliwość,
Gdzie sentyment do człowieka zamienił się w bilon,
W którym miejscu popełniła błąd ludzkość,
Kiedy ludzie przestali wiedzieć co czynią.

Nie wiem sam jaki dzień jutro będzie,
Czy nasze dobro zmieni się w legendę,
Czy człowiek sam zrezygnuje z tego co kocha,
Nie wiem sam, ale musi być jakaś jedna droga

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie

Przecież da się to naprawić,
To nie jest tak, że musimy krzywdzić innych
Chodzimy po ziemi, to pomyślmy o wszystkich,
Nie potrzebujesz do dobra żadnej religii.

Czyniąc dobro nie wchodzisz na miny,
Wierzymy w wartości przynajmniej,
Większość z nas już tyle zła w historii dało,
Krew na rękach, a ciągle mało,

Wciąż wpadamy w wir kłamstw,
Dostajemy już tak dużo, a wciąż musimy kraść,
Czy z serca wnętrza bierzemy wszystko,
Nie musimy brać, najeść można się małą łyżką,

Wszystko jest dobre,
Co od zła odciąga,
Bo wiem, że gdzieś jest
Ta jedna droga..

Teraz wszyscy mówią chcę,
Teraz każdy tupie w ziemię,
Nie akceptujemy klęsk,
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć

Składamy dłonie modląc się,
Nikt już nie wie kto jest w niebie,
Okradamy się ze swych wnętrz,
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie..
Nie ma już miłości dla mnie, dla mnie nie ma już
Nie ma już miłości, nie ma już miłości dla mnie...

[Lord MM dAb]
Idę i myślę i nie wiem co myśleć
Myśli jak uderzenia bata, bata, bata
Brat-brat nie ma już miłości dla mnie i mojego brata
To zabija mnie od środka, wpędza w kompleks, gasi dumę,
że jestem człowiekiem - obdarzonym rozumem zwierzęciem,
Ni mniej ni więcej, ale
Nie wyzbyłem się instynktów, wołam krwi na cały głos
Musi musi musi zabić ktoś by żyć mógł ktoś - to jest moje motto
W tym całym szaleństwie chodzi tylko o to
By zniszczyć swego brata własną-własną głupotą, tak.

Nie ma już miłości dla mnie, dla mnie nie ma już
Nie ma już miłości, nie ma już miłości dla mnie...

[Śp. Brat Joka]
To co słyszę wciąż w telewizji, radiu
Już nie dociera do mnie wcale
Znowu brat zabił brata
I zabija dalej
(znowu, znowu, znowu)
Znowu brat zgwałcił siostrę i dalej mu mało,
(znowu, znowu, znowu)
Znowu brat zrobił napad i wszystko się zjebało
A powiedz mi dlaczego(powiedz mi) media
Podają wciąż nowe przestępstwa?
Powiedz mi dlaczego(powiedz mi) tak trudno
Patrzeć dalej niż na swoje podwórko?
Więcej szmalu w gonitwie po szmal
Człowiek nie patrzy, że zdeptał mnie dzisiaj-aj!

Nie ma już miłości dla mnie, dla mnie nie ma już
Nie ma już miłości, nie ma już miłości dla mnie...

[Mag Magik I]
Hej, Joe? Dokąd pędzisz z tą spluwą w dłoni?
Czyżbyś widział to samo co oni?
Jeden problem załatwię
Zrywam się do ciepłych krajów, znasz mnie
Jestem nieśmiertelny jak każdy
I nic mi się nie stanie
Widzę, widzę, widzę, widzę wszystko
I wszystko boli
Może czasem lepiej zamknąć oczy,
Lecz to ran nie zagoi
Bracia napieprzają się z drugimi,
Bo lubią inne gówno, no słuchaj no
Tak, myślę, że palnę se chyba w łeb
Tak się stanie, bo nie ma już miłości dla mnie

Nie ma już miłości dla mnie, dla mnie nie ma już
Nie ma już miłości, nie ma już miłości dla mnie...
Co mam powiedzieć gdy nie potrafię mówić
Jestem małym człekiem i czekam na świat
Wiem ze pewnie możemy się polubić
Ale jak to zrobić, kiedy decydujesz sam

Skąd wiesz może gralibyśmy w piłkę
Skąd masz wiedzieć i to jest przykre
Nawet nie wiesz jak miałbym na imię
Ja nic nie zrobiłem, a to ja dźwigam ta winę

1.Daj mi szanse, pooddychać trochę
Mogę być kimś, chce mieć własną wole
Może byłbym artysta, a może byłbym nikim
Nie ważne ale tez chciałbym żyć przy kimś
Być przy tym jak będę mógł mieć swoje dzieci słyszysz?,
Nie mam czym się bronic, nie mogę nic powiedzieć
Ale musisz wiedzieć, ze to normalne przecież
Wschody słońca, zachody czuć przebiec
Przez Zycie a ty o moim życiu decydujesz przecież
Kimkolwiek jesteś, nie ważne co ja czuje, w twoim świecie
Jesteś sam a ja mam głowę, ręce, nogi buzie
Nie odbieraj bicia serca, niech odbierze Ten na gorze
jedni się modlą bym się zdrów narodził
Ktoś mnie spłodził a unikają tych narodzin
Moich godzin nie licz, policz swoje
Każda z nich przecierpimy we dwoje, koniec

Co mam powiedzieć gdy nie potrafię mówić
Jestem małym człekiem i czekam na świat
Wiem ze pewnie możemy się polubić
Ale jak to zrobić, kiedy decydujesz sam

Skąd wiesz może gralibyśmy w piłkę
Skąd masz wiedzieć i to jest przykre
Nawet nie wiesz jak miałbym na imię
Ja nic nie zrobiłem, a to ja dźwigam ta winę

2.Winni z wina, żyją i trudno
Czy masz sumienie, nie no to trudno
Jeszcze zobaczysz, ze beze mnie będzie nudno,
Twoje sumienie gryzie długo, znowu trudno
Twoje zmartwienie sam wdepnąłeś w to gówno
Ja tylko czekam i dorastam po cichu
a ty już kombinujesz jak będziesz się czuć
czy naprawdę jestem nieszczęściem,
raczej nie i nie oceniaj mnie przecież
nawet nie widziałeś kim jestem
na pewno Twój moje miejsce tu
zamiast wesprzeć, chcesz zabić wszystko we mnie
trzeba było myśleć o tym wcześniej, wiesz że
mam racje, będziesz myślał o tym częściej
będzie ryczał co dzień będziesz czul dreszcze
co na tym zyskasz ze zabijesz mnie wreszcie?
Spokój, wygodę raczej nie wiem przecież

Co mam powiedzieć gdy nie potrafię mówić
Jestem małym człekiem i czekam na świat
Wiem ze pewnie możemy się polubić
Ale jak to zrobić, kiedy decydujesz sam

Skąd wiesz może gralibyśmy w piłkę
Skąd masz wiedzieć i to jest przykre
Nawet nie wiesz jak miałbym na imię
Ja nic nie zrobiłem, a to ja dźwigam ta winę
To poszło w obieg.
Poszło, że co miesiąc trafia mu się dziewięć kobiet.
Dziewięć pań jak festiwal Cann.
Pan wielka fiesta co jak rozrusza się to nie może przestać.
Wielka fama jak dżuma się roznosi tylko zamiast fanfar, nie czar par tylko ma tego serdecznie dosyć.
To lovelas co las kobiet przechodzi mu przez łoże,
Choć to nie miejska sypialnia jak centralny dworzec.
Zgryz, wysunięta kwadratowa szczęka.
Nawet w adwent ma na nie patent i nie traci czucia w rękach.
Zobaczył jej wystające kręgi i kiedy wypuszczała torbę z zakupami jak powietrze wentyl lecą z ust komplementy jak do mleka Corn flejki.
To postępowy chłopak, ona raczej retro
Art deco jak do sklepów kolejki, chce wwiercić się w jej ciało jak wiertło w beton
Ona łyka jego komplement jak automat żeton
Przedstawiał młodszą siostrę, bo po co pośpiech
Teraz siostrzyczkę zabiera na wieczorne randez-wous, małe naszcze randez-vous jak Kombi
Ona nieruchoma jest jak pomnik,
On wgryza się w szyję jak zombi
Na obiedzie rodzinnym zobaczył siostrzyczek mamę, poczuł w głowie zamęt
Poczuł jak zjada mu serce
Wchłonęła go jak okap opary, zatankowała jak stacja paliw
On bez ulgowy taryf, serce tej pani do dzisiaj się pali - płonie żywy ogień

Pan koneser na runku bestseller
Czyści serca jak czyści się teren
Czyści serca jak fiskus portfele
Czyści serca i wznieca płomienie

To poszło w obieg jak Don Juan nie ma czasu zmrużyć powiek
Wszystkie oczy skierowane na niego jak paparazzi
On nie przestaje, pracuje non stop jak zmywarka do naczyń
To zawodowiec jak Leon
Teraz gra stereo, lewy kanał
To obiekt chroniony jak nenufar
Odwiedza ją gdy ma przerwę
A cerber wychodzi do pracy gdzieś tutaj w samym centrum
Ona jedynie support, nędzy akord
Przed głównym daniem jak pentium
Rozgrzany jak rzutnik zdejmuje z niej cały butik
Bada jej ciało jak księżyc sputnik
Czas na prawdziwy deser
On w tym czuje się jak wilk koneser
Gdy one niepowtarzalne są jak linie papilarne, jak numer pesel
Córy Koryntu w akademiku, dwie siostry bliźniaczki głodne przygód
Z ikrą słodkie jak melon, jakby odbite na ksero
Bliźniaki, double -trouble są teraz choco
On pada na kolana jak Cerekwicka i bije im pokłon
Panowie, Panie!

Pan koneser na runku bestseller
Czyści serca jak czyści się teren
Czyści serca jak fiskus portfele
Czyści serca i wznieca płomienie
Mówisz mi, że chlanie i ćpanie gubi ludzi.
Najbardziej hajs ich gubi, ale tylko tych głupich.
Tych podatnych, bez zasad, ideałów.
Biegną świńskim truchtem do koryta pełnego dolarów.
A im więcej żrą, tym łaknienie rośnie.
Gadamy już tak ze sobą jak kiedyś, co nie?
Nie. Bo nie mamy kurwa mać, w mordę, już o czym.
Mam małe ambicje? Nie, po prostu nie jestem żarłoczny.
Nie wszystko dla wszystkich. Kocham bliskich.
Ale bliscy są mi bliżsi, niż te pierdolone zyski.
Niż ten zimny wzrok papierowego Jagiełły.
Twoja zachłanność drażni mnie jak skórę papier ścierny.
Twój brzuch wydęty jest tylko przenośnią,
Bo nie dzielisz się jedzeniem jak dziwki miłością.
Pamiętaj, trzeba żreć, ale z rozsądkiem.
Zdechniesz sam, ale przynajmniej z pełnym żołądkiem.

Każdy chce i musi żreć
ALE
Nie każdy ma do tego
TALENT.
Umiar, niejeden zgłupiał.
WCALE
Już o nim nie pamiętam,
Ty o nim nie pamiętasz. (x2)

Każdy lubi żreć, jak nie lubi, to kłamie.
Mówią o tobie śmieć, bo kochasz tylko żarcie.
Kochasz tylko drogie, bo chujowe jest tanie.
Bo tanie jest chujowe, apetyt rośnie w miarę.
Wiesz czego, kolego.
Dlaczego jesteś durniem?
Bo od hajsu puchniesz jak skarbonka na komunie.
I Kochasz drogie knajpy i kochasz drogie kluby.
Mnie inspirują emocje i kocham ludzi.
Też mógłbym iść w tą stronę
I zapomnieć skąd jestem, ale przede wszystkim dokąd dążę,
Po co jestem, dlaczego na palcu mam obrączkę.
Jak słyszę Muzykę, nie słyszę jak liczą się pieniądze.
Każdy kto mnie zna, wie, że mam serce,
po operacji, ale jest jak bezkres.

Każdy chce i musi żreć
ALE
Nie każdy ma do tego
TALENT.
Umiar, niejeden zgłupiał.
WCALE
Już o nim nie pamiętam,
Ty o nim nie pamiętasz. (x2)
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.

Często jestem leniwy, chociaż staram się z tym walczyć
Szanse nierówne są jak armia i partyzanci
Armia - to świat który pędzi na złamanie karku
Partyzanci - mój charakter, który wybudzam z letargu
W głowie wiem, że pociąg ma odjechać
To tylko zły sen, że na mnie nie poczekał
Wiesz po czym można poznać człowieka
Że kiedy je żarcie reszta zachowuje się jak zwierzęta
Nie jak lwy, raczej jak hieny
Bo boją się jutra którego może niebyć
Czekając na peronie chcę życie przeżyć
Ale o to chodzi żeby każdy dzień to był pierdolony pewnik?
Odpowiedz sobie co robię
Czy już jadę, czy dopiero jestem na peronie,
Idź po bilet, kasy jeszcze śa czynne
Ja tak zrobiłem, dlatego żyję.

Ref.
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.

Wolisz pierwszą klasę albo kuszetkę
Pamiętaj, najpierw musisz mieć bilet w swojej ręce
Trzymać go mocno jak swoją kobietę za rękę
I nigdy nie puszczać bo wtedy coś pęknie
Pięknie jest przez chwilę, piękne są tylko chwile
Podróż trwa, kilometry, mile
Dekady, lata, miesiące, dni, godziny
Jestem w podróży, jak wrócę to się zobaczymy
Chyba że wsiądziesz gdzieś na trasie, usiądziemy zwarcie
I poleje się to, co spowalnia na starcie
Wszystkich tych którzy nawet jadą na gapę
W tej podróży nie ma ulg, nie możesz dać w łapę
Bo nie ma komu, daleko do domu
Ale jeśli ktoś czeka w nim to masz szczęście ziomuś
Ciągle koniec to początek, początek to koniec
Bo to trwa, jak niekończąca się opowieść.

Ref.
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.
Z systemu w system
przeszliśmy bezkrwawo
a hieny rozlały się
na lewo i na prawo
my pijemy znów ławą
za błędy na górze
by przybłędy i tchórze
nie rządzili nami dłużej
to masa krytyczna
cała grupa polityczna
elita jest przegnita
jak gnidy toczą trupa
to Rzeczypospolita
upaść nie może
ale oni coraz drożej
wciskają dupy w loże
wyborcza kiełbasa
po wyborach czas
zaciągania pasa
kryzys nie jest nasz
jest wasz
tak jak media i prasa
to czysta komedia
gdzie jest prawdziwa uczciwa
społeczna praca
władza w głowach przewraca
wam już wszelkie wartości
czekam która świnia pierwsza
zacznie pościć
co cztery lata
może zamiast was wybierać
ustawić pod ścianą
i wszystkich rozstrzelać

Nie interesuje mnie polityka
chora walka
plakaty na śmietnikach
o co dbam to kraj i moi ludzie
zapomnij o cudzie
żyjemy w brudzie 2x

Walka o głos,walka o sos
Walka o miejsce, walka o przejście
ile w tym jadu gry pozorów
ona śmierdzi
parciem na szkło
bez prawnych konsekwencji
jak mam głosować jeśli wokół zgiełk
chce pracy zdrowia
mojego dziecka śmiech
oni ulane pyski zyski ustawianie
usta głosowanych w zamian za mocną kampanie
ja eksploduję dokręcacie śrubę
kradnie moją muzę
młody frajer z młodzieżówek
a po dwóch latach odkleja się od twarzy
maska obietnic i prawda znów parzy
nie trzeba głosów
wam potrzeba wstrząsu
co raz mniej odbiorców
z roku na rok w końcu
nie daj wysterować się żadnej frakcji
pierdole ich racje i szczam po agitacji

Nie interesuje mnie polityka
chora walka
plakaty na śmietnikach
o co dbam to kraj i moi ludzie
zapomnij o cudzie
żyjemy w brudzie 2x
Chcesz poznać mój styl życia? ja nie mam stylu życia
Ja żyję, się zachwycam tym, co mam, od zawsze - dzieciak
Wykorzystaj każdą wolną chwilę, to przywilej
By nie pozostać w tyle, z kobietami nie za ile
Tylko w stylu - jak siemasz - tu nie ma nic na sprzedaż
Mam urok osobisty, którego ty nie masz
Nie zawsze taki byłem, wczoraj skromny dziś krnąbrny
Ale wciąż dla ludzi dobry, rozumiem ich problemy
Sam mam masę własnych, już mam na chlebek z masłem
Ale wciąż ten syf pamiętam, żyję, oddycham tym miastem
I prawie co dzień ten sam znany mi złodziej
Podbija z fantem na głodzie dorzucę mu swe trzy grosze
Nie pytaj mnie czemu, dobrze znam te historię
Często dla takich jak on jestem feel good doktorkiem
Zbyt długo w tej grze, jak *****iele z West Coast'u
Bym mógł moim ludziom odmówić, tak po prostu
Tu nie ma paradoksu, jak mam to sypię koksu
Roz*****lam moje stówy, czego chcesz? - wal prosto z mostu
Przy mnie nie czuj się łakiem, już z roześmianą miną
Częstuje cię koniakiem, wczoraj jeszcze tanie wino
Jak wy nie chcę tego syfu, nie chcę by się powtórzyło
Styl życia moim syfem, nie chcę by zło wróciło

Styl życia gnoja, w bojach moja, no ja to ja
Czy paranoja nie oparta na przebojach
Na fakcie nie inaczej, dla ulic zaznaczę
Wsza to przyjaciel, dziś w każdym bloku, chacie
W jednym słusznym klimacie ciemnej strony mocy znacie
Wciąż wsza w temacie i z szacunkiem zaznaczę

Oto runda druga, byś nie utonął w długach
Czy chcesz być przykładem na to jak można nisko upaść?
Nie, dziękuj Bogu, kolejny *****iel w Mad Dog'u
Łeb rozwalić ci gotów bez ważniejszego powodu
Ja nie szukam kłopotów, one same mnie łapią
A ci ludzie się gapią, bo jak ja nie potrafią
Wyrwać się z obłędu i na swoim postawić
Zrealizować plan, przetrwać, nie dać się zabić
Można se zadrwić, głupcy zawsze wyśmieją
Twoje pasje, marzenia, nie chcą być - wolą pieniądz
Boją się być jak Pejo, wiem o tym dobrze
Dla nie jednego potrzeb już za życia ich nie ma
Marazyn to cena za brak doświadczenia
Nie przegraj, nie zmieniaj swego punktu widzenia
Walcz, wiedz, że warto, nie rezygnuj od startu
Żyć tutaj już można do samego końca
Z godnością, pozostać sobą, to rzecz prosta

Styl życia gnoja, w bojach moja, no ja to ja
Czy paranoja nie oparta na przebojach
Na fakcie nie inaczej, dla ulic zaznaczę
Wsza to przyjaciel, dziś w każdym bloku, chacie
W jednym słusznym klimacie ciemnej strony mocy znacie
Wciąż wsza w temacie i z szacunkiem zaznaczę

A ludzie jak to ludzie nigdy nie przestaną gadać
Mogę to olać, mogę cios zadać
Ty weŹ coś zaradŹ, zamiast plotami się parać
W szambie się babrać i to od zaraz
Jak chcesz to tym dalej żyj nie swoim życiem
Ja będę żył po swojemu należycie
Wciąż zazdrościcie, nie zgorzkniałem do końca
Nie będę ryczał, że ze mnie temat miesiąca
Ty dalej się wtrącaj, w nie swoje sprawy łajzo
To jednak wyjdzie cios i to mocniejszy niż Izol
Dziś cieszę się bardzo, robię to czym inni gardzą
Nie mają łatwo, a i tak nic nie chcą zmienić
By sami przyszło chcą, sto procent znieczuleni
Lecz głupi trzeba dodać, że zawistni? nie trzeba
Rób tylko swoje, a zjesz swój kawał chleba
Jak nie to gleba, to wróci jak bumerang
Krzywda co szybko zmieni twój punkt widzenia
Bo na własnej skórze boją odczuć się tchórze
Więc radą służę, więcej nie mógł, już starczy
I *****ysynu przestań winić za to, że się farci - mi się farci

Styl życia gnoja, w bojach moja, no ja to ja
Czy paranoja nie oparta na przebojach
Na fakcie nie inaczej, dla ulic zaznaczę
Wsza to przyjaciel, dziś w każdym bloku, chacie
W jednym słusznym klimacie ciemnej strony mocy znacie
Wciąż wsza w temacie i z szacunkiem zaznaczę
[Refren]
Bo my nie jesteśmy po to, żeby się podobać,
Żeby się podobać, nie żeby się podobać,
Bo my nie jesteśmy po to żeby Was oczarować,
Oczarować, nie po to by was oczarować.

[Kali]
Moja misja to przekaz,
Dam Ci to na co czekasz
Milon nie Tableta, ale na full zakręcona bleta,
Na bitach jak bandyta
Gasze cię jak peta
I jesteśmy kwita
Rzeczywistość moja wita
Ziomek uwierz słowom Gita
Ze mną mocna ekipa
Nie ma bata na wariata
Nie zatrzyma nas krata
Dotrzemy do każdego brata
Napierdalam jak armata
Kali nie arystokrata
Nielegalne rytmy
Zmasowany atak

[Bas Tajpan]
Muzyka moją misją
I ja mam na to plan
Świadomy przekaz rasta
Tajpan zawsze daje Wam
Firma, Fandango i B.O.B. ONE
Nic nas nie zatrzyma
Nie ma takich krat, takich bram
Tu nie ma pustych słów
Bo słowo jest ciałem
Słowa dla mądrych głów
Bo dobry przykład miałem
To jest spełnienie snów
Bo właśnie tego chciałem
Muzyka misją, słowo prawdą
Właśnie to Wam dałem

[Refren]
Bo my nie jesteśmy po to żeby się podobać
Żeby się podobać, nie żeby się podobać
Bo my nie jesteśmy po to żeby Was oczarować
Oczarować, nie po to by Was oczarować
Bo my jesteśmy po to żeby dać Wam nadzieje
Dać nadzieje Wam bo czasami źle się dzieje
Ta misja ma zaszczepić w sercach siłę ducha
Więc łap łap bucha, ej, łap łap łap bucha

[Tadek]
Weź z tej muzyki przekaz, nie narkotyki
Weź z niej zasady choć w okół frajerskie myki
Rodzina w moim życiu to szczęścia promyki
Nie gówno warte złoto, czy świecące kamyki
I to jest moja misja - charakter, siła, honor
Niech mądry doping ludzie z tej muzyki biorą
Niech ta nuta i przekaz, naprawia rzeczywistość chorą
Niech ta misja będzie dla kurewstwa zmorą

[Bosski Roman]
Moja misja, to wszystkim leszczom mordy pozamykać
Moja misja, aby dobrym ludziom szlaki tu wytyczać
Moja misja, aby uprzyjemnić chwilę Twego życia
Moja misja, by kurewstwo całe zaczęło tu zdychać
Moja misja produkować bo dla Ciebie tutaj gram
Moja misja ryzykować i robić prawdziwy bal
Moja misja produkować by każdy już wiedział sam
Co to pozytywny przekaz, nasza misja ci to da

[Monilove]
Ty mówisz misja, misja
Ty swoją misje masz
A dla mnie misją jest
Co dzień patrzyć sobie w twarz
Skałą być dla bliskich i
Mówić prawdę, nie pieprzyć
Trzy po trzy
Się jarać życiem
Każdym kolejnym dniem
Przyjaciołom gdy proszą
Nigdy nie mówić nie
Po całości kochać
I po całości hulać
To co we mnie najlepsze
Dobrym ludziom dać

[Bob One]
Moja misja ryzykować, a ty popatrz jak gram
Nie sam bo ze mną tutaj jest ludzi klan
Ja znam swe priorytety i cele swoje znam
Tak trzymam się ich mocno w świecie gdzie rządzi fart
Na bank zrozumiesz, wolny duch to mój stan
Dla wszystkich dobrych ziomków szacunek zawsze mam
Moja misja to wprowadzać dla fałszywych akcji ban
Mój plan i życie jedno B.O.B. ONE

[Refren]
Bo my nie jesteśmy po to żeby się podobać
Żeby się podobać, nie żeby się podobać
Bo my nie jesteśmy po to żeby Was oczarować
Oczarować, nie po to by Was oczarować
Bo my jesteśmy po to żeby dać Wam nadzieje
Dać nadzieje Wam bo czasami źle się dzieje
Ta misja ma zaszczepić w sercach siłę ducha
Więc łap łap bucha, ej, łap łap łap bucha

[Lukasyno]
Niech tutaj gra dancehall i reggee ton.
Niech jednoczą się dobrzy ludzie z wszystkich stron
Niech rosną w siłę i sprzyja im los
To ostatnia krucjata nim rozpalą mi stos
Dopóki płonie w Twojej duszy choćby jedna iskra
Dopóty płynie moja łajba ratunkowa misja
Dopóki mych niewinnych braci kręci policja
Dopóty będę patrzył by ulica górą z walki wyszła
Nie trzeba większej inspiracji niż ma familia
Mimo zawirowań, petrurbacji, zdrowa i silna
Poznaj plusy świadomości i złap dystans
Prawdziwa siła nie w tych mięśniach lecz w czystych myślach

[Monilove]
To słońce i muzyka dają mi tą siłę
Dzięki nim i tej misji wiem, że w życiu nie zginę
I więcej nie chcę niczego, to co mam to coś pięknego
Monilove życzy Ci tego z całego serca swojego

[Refren]
Bo my nie jesteśmy po to żeby się podobać
Żeby się podobać, nie żeby się podobać
Bo my nie jesteśmy po to żeby Was oczarować
Oczarować, nie po to by Was oczarować
Bo my jesteśmy po to żeby dać Wam nadzieje
Dać nadzieje Wam bo czasami źle się dzieje
Ta misja ma zaszczepić w sercach siłę ducha
Więc łap łap bucha, ej, łap łap łap bucha
Nie słucham co mówią już,
Wole myśleć co powiem znów,
Jedna z róż, która pokonała beton głów,
Człowiek daj mi loop dam Ci powód do dumy,
Diabeł dał mi charakter, Bóg dał mi flow i umysł,
Zdzieram struny, pale przeszłość kiepską,
Dzisiaj jesteś ze mną,
Ta droga jest tą jedną właściwą,
I chociaż na nas patrzą krzywo,
Weź to pierdol, popatrz gdzie oni sami idą,
Miałem szanse jedną na milion i mam do teraz,
To nie Ty wybierasz grę, to ona Cie wybiera
Nie ma po co się ścierać,
Przedzierać się na siłę,
Jestem tu, bo w to nigdy nie zwątpiłem, nawet przez chwile,
Zostawiam w tyle cały jazgot i pisk,
Przyszedłem tu coś powiedzieć, a nie ćpać i pić,
Każdy czasem upada, trzeba wstać dalej iść,
Ten świat jest nasz, ten dzień to dziś.

Wiemy kim chcemy być, dokąd iść, jak osiągnąć to wszystko
Cały ten świat jest nasz, dzień to dziś, zawsze byliśmy blisko (zróbcie to) x2

Dążymy gdzie chcemy, to nie tylko los,
Trzeba nauczyć się żyć, by być kimś i znaleźć to coś,
Głos daje nam rytm życia podkład,
Dopóki słyszę go wiem, ze dotrwamy do końca,
Dzieci jednego słońca,
wielu podwórek,
Wbrew logice mamy w obie strony pod górę,
W świecie niedoboru wzorów, a nadmiaru kurew,
Istnieją rzeczy, za którymi będziemy zawsze stać murem,
Bogu dzięki,
W ryzach trzymają nas dźwięki,
Nikt o nic nas nie pyta, świat jak płyta się kreci,
Choć mamy syf w pamięci,
Mamy tez wiarę,
Jestem tu bo w to zawsze wierzyłem i tu zostałem,
Zostawiam lament, patrze wyżej niż reszta,
I chuj ze nie przewidzieli tam dla mnie miejsca,
Słyszę bicie Twojego serca, pośród gwiazd,
Ten dzień to dziś, ten świat jest nasz.

Wiemy kim chcemy być, dokąd iść, jak osiągnąć to wszystko
Cały ten świat jest nasz, dzień to dziś, zawsze byliśmy blisko. (zróbcie to) x2
Była piękna, młoda, lat około dwadzieścia,
mimo to na psychice rysy po przejściach
los nie rozpieszcza jej, od dziecka mniej niż więcej szczęścia
tato od odejścia nie zajmuje w życiu córki miejsca.
Wychowała ją mama bez serca, żyła sama
przeżywała swój prywatny dramat,
w czterech ścianach małego mieszkania,
w którym całe życie w niedosycie - Basia,
jej mama Ania, uskuteczniała libacje alkoholowe,
latem nie ma na wakacje, zimą co włożyć na głowę,
taki obraz, młoda dama pamięta z dzieciństwa,
ale dobra dziś już ambicja trochę wyższa,
urodą obdarzona południową - śliczna,
czarne włosy, oczy, ciemna cera, potrafiła zauroczyć
niejednego hustlera, poczucie własnej wartości miała,
chciała milionera, jeszcze nie teraz dociera do niej,
że dorosła, swój los w rękach swych otwiera nowy rozdział.
Wciąż pamięta bezsenne noce, w które płakała
z braku tej miłości, której nigdy nie zaznała.
Ojca nie znała, jedyne co słyszała o nim,
to to, że sukces goni, to że ma nową rodzinę
młodszą żonę, syna, dobrze ustawioną firmę,
a przy niej nie było nikogo, kto by mógł jej podarować czasem
dobre słowo, chciała mieć kogoś, kto by dał jej trochę ciepła,
no bo w domu go nie miała i najchętniej by uciekła,
ma dosyć takiego życia i tego całego piekła,
dlatego przyrzekła sobie, że w trosce o własną osobę
obierze inną drogę, gdzieś wyjedzie na zarobek
skończy dobrą szkołę i ogarnie się ogólnie,
dzisiaj jest na stażu w biurze i mieszka na wspólnej.

Nawet gdy jesteś pewien, że wszystko jest okej,
los może być dla ciebie przewrotny z dnia na dzień.
Więc uważaj na siebie, na hajs nie rzucaj się,
bo tak naprawdę nie wiesz, co jutro spotka cię.

Stefan biznesmen, po czterdziestce, coś w ten deseń
w klubie biznesmenów on prezesem, czarnym Mesiem
wjazd pod knajpę, essel, przystawki, szampan,
homary, kawiory, deser, dzisiaj w dresie,
choć na co dzień elegancik; neseser, garniak, ogarniasz to, kancik?
Los przyfarcił, miał to co chciał, to nie żarty,
miał to auto żrą mu karty.
Sobotnia noc, ten klub 96, gdzie koks na szkle
sześciu głów stów kolumbijskiej mgle,
cały zasypany, w tle jakieś panny dwie wiją się na rurach,
dwa stoliki dalej nieśmiałe spojrzenie śle maniura,
zgadnij która. Ta sama, o której była mowa w pierwszej zwrocie,
akurat za moment kelner podał jej butelkę szampana,
wskazując na Stefana, powiedział "od tego pana"
i tak patrzyli na siebie przez chwilę, Stefan i ona,
po chwili już tańczyli ze sobą w ramionach,
nieśmiało się uśmiechała, pomyślała, że to szansa
poznać jakiegoś bogatego fajansa.
To był początek romansu, mijały dni, miesiące,
płynęły łzy, ale częściej były to pieniądze
dzikie żądze, pruderia kupowane za banknot,
jeszcze trochę młoda jest, ale lubi na bank to.
Wyższe sfery, bankiety, kolacje, prezenty, bajery, gadżety i restauracje
Dzisiaj ma to wszystko, odwróciła się jej karta,
snobów towarzystwo, cieszyła się, że ma farta.
Wszystko fajnie, ale przyjrzyj się temu pod lupą,
na to czego nie miała w życiu, dziś zarabiała dupą.
Romans nabierał tempa, uśmiechnięta, trzymała go w objęciach,
wniebowzięta, kochała bo, Stefan sobie mało Basi kupował na raty,
a po jakimś czasie wyznał jej, że jest żonaty,
pogodziła się z tym, chociaż trochę płakała, a może trochę szukała w nim
ojca, którego nie miała i chciała być z nim do końca swych dni,
choć wiedziała, że to nigdy nie uda się im
i kiedy tak leżeli w łóżku, po brutalnym seksie,
opowiadali sobie nawzajem o sobie coś więcej.
Słuchaj uważnie tego co ci teraz mówię,
okazało się, że kochaś Stefan urodził się również,
tam skąd Basia zmyła się jakoś pół roku temu
i nagle słona łza zakręciła się w oku jemu,
ona z trochę niepewną miną słuchała uważnie,
bo nie wiedziała, czy jej kochanek mówi poważnie.
Zbladła. I zamilkli oboje na moment.
Dwadzieścia lat temu Stefan zostawił córkę i żonę.

Nawet gdy jesteś pewien, że wszystko jest okej,
los może być dla ciebie przewrotny z dnia na dzień.
Więc uważaj na siebie, na hajs nie rzucaj się,
bo tak naprawdę nie wiesz, co jutro spotka cię.

Kazirodczy romans trochę jej na sercu ciążył
w dodatku się okazało, że jest w ciąży.
Stefan po zawale trafił do szpitala,
po tym jak mu córka powiedziała, że jej formę zalał.
Omal nie oszalał i chciał to zakończyć
ona go kochała, póki śmierć ich nie rozłączy.
Chora miłość. Gdzie tu rozwiązania szukać?
Ojciec własnej córce zrobił własnego wnuka. (Ja pierdolę)
Zaczął jej unikać, w końcu zmienił adres - zniknął
z córki życia kurwa jej cudowny sen prysnął.
Cham zostawił ją w życiu po raz drugi,
dzieciak i tak by nie wiedział jak ma do niego mówić.
Tatuś, może dziadek, a może Pan.
W tej historii niekażdy za swój los jest winien sobie sam,
morał tego taki, że na życia oceanie łatwo jest wypaść za burtę
i popłynąć na dno same.

Nawet gdy jesteś pewien, że wszystko jest okej,
los może być dla ciebie przewrotny z dnia na dzień.
Więc uważaj na siebie, na hajs nie rzucaj się,
bo tak naprawdę nie wiesz, co jutro spotka cię.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo