Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Na mikrofonie te rutyny i te tematy,
Tematy, tematy, tematy, tematy, tematy
Na mikrofonie te rutyny i te tematy
Tematy, tematy, tematy, tematy, tematy

Widzę plakaty - nareszcie K 44 w mieście
Wszystkich ludzi zbierzcie o godzinie 0 - na rogu
Najstarszy dziad nie pamięta jeszcze takiego tłoku
A tu...

Cała sala czeka już około dwie godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cała ekipa od godziny pali baty
Te tematy, te tematy, te tematy, tematy

Tematy jak rzeka płynące z ziemi po słońce
Pnące się jak słupek rtęci w dni gorące
Zmuszające do niechęci uf...
Bardzo dużo słów codziennie
To co było a co będzie - doświadczenie rośnie jak napięcie
A tu...

Sześciu kolesiów - oni wszyscy baku, baku
I podaj do chłopaków
Ratuj przed rutyną, miną zimna jak bilon
Gdy chwile płyną i odpłyną jak przed chwilą
A tu...

Cała sala czeka już około trzy godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cała ekipa od dwóch godzin pali baty
Te tematy, te tematy, tematy, tematy

Tematy jak rzeka płynące z ziemi po słońce
Pnące się jak słupek rtęci w dni gorące
Zmuszające do pamięci uf ...
Powtarzanie wciąż tych samych słów
Co to będzie - doświadczenie rośnie jak napięcie

Cała Polska czeka 44 godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cały Kaliber od początku pali baty
Te tematy, tematy, tematy, tematy,

Come On Mother Fuckers, Come On ...
Dzielą nas zaświaty,każdy ma zasady
Ja je nosze w sercu, inni w dupie
To kumaty to zrozumie o czym mówie
To moje zasady, ja nie okradam bliskich
nienawidzę zdrady.
Jebie takie układy kurwie nie podam graby
Nie przelece ziomka baby,
jak robie z kimś interes to nie daje plamy
W nie swoje sprawy się nie wtrącam,
chuj mnie obchodzi społeczeństwa norma
Nie szukaj we mnie wzorca, styl życia
na wariata,kiedy kopią brata to nie stoje
tylko przepuszczam atak.
Coś widziałeś zamknij ryj bo dostaniesz
w morde,masz tu calą hołde myślących tak jak ja,
Bytom, Krk z natury charakterni Omerta,Bezimienni !

Dziś jeden za wszystkich jutro wszyscy za jednego
Charakternie za brata swego
Dziś wszyscy za jednego jutro jeden za wszystkich
Omerta Bezimienni - same dobre pyski ! x2

[Ostry]
Bandycki KNF charakter mój kształtował,
by nie zrobić z siebie pizdy,tak mnie wychował
Znasz mnie nie od dziś,z gęby dupy ja nie robie
Jestem swój - nie jeden Ci to powie
Od zarania dziejów w mej rodzinie czarna owca
Dzisiaj dobrą marką nazywasz tego chłopca
Ciężką praca, nie kurestwem osiągałem cele
Nie frajerstwem i nie płaczem choć okazji było wiele,
Zawsze charakternie choć często po swojemu
Chuj we mnie wbijasz bo nie jest po Twojemu?
Przez wielu, choć nie wszystkich zasady uznawane
Nie szukaj tego w ksiązkach bo to w sercu zapisane
Wbijana teoria od piaskownicy,później praktyka
[?] na ulicy. Wielu propaguje lans na ulice
Omerta,Bezimienni - to prawda i życie !

Dziś jeden za wszystkich jutro wszyscy za jednego
Charakternie za brata swego
Dziś wszyscy za jednego jutro jeden za wszystkich
Omerta Bezimienni - same dobre pyski ! x2

Wiedzą dobrzy z Bytomia,wiedzą dobrzy z Krakowa,
że jak coś się postanawia to trza dotrzymać słowa
Wobec siebie,wobec zioma,wobec bliskich,wobec Boga
jak i również,gdy pojawia się osoba nieznajoma
To jak czynem poprzez słowa miara charakteru spora
Świadczy o tym czy Ci warto pione przybić,banie polać
Za wszystkich charakternych kielich w góre,
wznieśmy toast,za wszystkich którzy sukces odnieśli w pocie czoła
Za wszystkich co wiary nie stracili w ciężkich bojach
Za każdego który swego losu kowal
Chartuj swego ducha i niech szczęście się zachowa
Dobry człowieku zdrowia, jeszcze tylko jedno dodam.
Dla Bezimiennych piona od Omerty z Krakowa
Rapu z charakterem przeciw ścierwu przyszła pora.

Dziś jeden za wszystkich jutro wszyscy za jednego
Charakternie za brata swego
Dziś wszyscy za jednego jutro jeden za wszystkich
Omerta Bezimienni - same dobre pyski ! x2

Wciąz pisze nowe zwroty,nie pierdoląc przy tym
że mój rym jest słodki jak nadziewane pączki
Ja odbijam od takiej tutaj otoczki,
Od rana, do kolejnej mojej nie przespanej nocki
zarabiam pieniążki,oczywiście w miare
swoich możliwości,cegiełka po cegiełce
zbudowałem mur prawilności,by frajerstwo
od siebie odtrącić,by z dala być od takich gości
I ich niepewności jak loteryjnych kości
To pakt krakowsko-śląski dla całej mojej
kochanej Polski. Mówił Pantul z Omerty
pozdrawiam charakternych,pozdrówka dla Bezimiennych.

Dziś jeden za wszystkich jutro wszyscy za jednego
Charakternie za brata swego
Dziś wszyscy za jednego jutro jeden za wszystkich
Omerta Bezimienni - same dobre pyski ! x2
ref. Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media znam

Kilka patentów na zburzenie fundamentu
na strącenie z filamentów
tych kilku śmiesznych pionków
To Mój Rap dla ziomków

Jeszcze żyje w porządku bo Hip Hop
będzie żył do końca od początku


1.
Wieczór, pracownia, jak co dnia Hip Hop żywy
Rap tak prawdziwy że aż boli to Cię dziwi?
Że nie ma nic na niby Rap Muzyka żywa widzisz?
Każdy róg na osiedlu w klubie każdy dźwięk słyszysz.

Siłę mam wytrzymam, konsekwencją to nazywam
Ponownie się odzywam dobrze wiesz nie bez powodu
Nie sprawię Ci zawodu gadka warta zachodu
Bas pierdzi z samochodu gdy przejeżdżam blisko Ciebie

Świeży towar klepie ja opuszczam wolno szyby
Bo ten syf nie jest na niby robiłbym to nawet gdyby
Nie było z tego grosza, gdyby znieśli mnie na noszach
Gdyby dziś dała mi kosza, odeszła, ROBIŁBYM TO!

Wiem że przykro jeśli tego nie docenisz lub przecenisz
Gdy zajrzysz do kieszeni raperowi, cóż to zmieni?
Bez rapu znieczuleni na obłudę (pomówienia)
W życiu se pozmieniał tak jak chciał więc dowidzenia.

Chcą mnie oceniać, chcą winić, chcą mnie zmieniać
Wkręcają się w temat lecz nie czują go .Ściema!
Mówić że jest dobrze jeśli tego dobra nie ma
Robić w to nie wierząc i pogrążać się w tych bredniach

Na ile mnie wyceniasz mój wydawco? mój fanie?
To przejebany temat jak życie przejebane
A ja widzę i słyszę więcej niż bym tego pragnął
Gdybym wiedział że warto oddałbym ten rap za darmo.

Wyjeżdżam z petardą z gruntu zły to nieprawdą
Nie bez powodu powtarzam 'Jestem gram to'
Z SLU gangu (SIŁ) Masz to jak w banku
Że wyjdę z tej opresji praktycznie bez szwanku

I jak Kris o poranku natchniony będę nawijał
W ciężkich czasach dla Hip Hop'u to ja Przepita szyja


ref.
Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media znam

Kilka patentów na zburzenie fundamentu
na strącenie z filamentów
tych kilku śmiesznych pionków
To Mój Rap dla ziomków

Jeszcze żyje w porządku bo Hip Hop
będzie żył do końca od początku


2.
Czym dzisiaj jest ten Hip Hop który rządził
W czasach gdy byliśmy młodzi? Kogo dziś to obchodzi?
Mnie oczywiście dajcie mówić artyście
Wiele widzieliście na scenie, to na liście

Ludzie! Wy tam byliście. Pamiętacie? (Oczywiście!)
To świadkowie ceremonii nazywali mnie mistrzem
Zmieniliśmy stan rzeczy na lepsze jak należy
Byliśmy szczerzy każdy po dzień dziś nam wierzy

Pora to uleczyć, przestań śmieciu kaleczyć
Nastały ciężkie czasy więc przechodzę do rzeczy
Z kim mam się zmierzyć? Pierdolony nieudacznik!
Ilu takich znasz Ty. Ilu ja znam? Sprawdź ich!

Pękające ogniwa Ty na bicie weź prawdziwa
Kilka rund ich przeżywa wtedy buchną te dziwki
Sex Rap używki i w chuj schłodzone drinki
Wyjdź stąd, zostaw, zrezygnuj, jesteś nikim.

Masz chujowe wyniki, brak talentu, techniki
I do tego złe nawyki dziś napluję Ci w mordę
A zwartymi tego rapu ludźmi wychlam goudę


ref.
Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media znam

Kilka patentów na zburzenie fundamentu
na strącenie z filamentów
tych kilku śmiesznych pionków
To Mój Rap dla ziomków

Jeszcze żyje w porządku bo Hip Hop
będzie żył do końca od początku


3.
Umarł bym za Rap jak nawijał Fredro Star
Znów osuszyłem bar i pizgałem całą noc
Mój Rap nie koks Rap jest moją kokainą
Zostanę blisko z Rapem tak jak z moją dziewczyną

Bliski memu sercu mój rap
nasze mordy krzywe nie dla każdego miłe
Mój Rap jest dla dziwek ale tylko tych w pończochach
A Ty komercyjna dziwko wypierdalaj stąd. Wynocha!

Stań se w kącie szlochaj dla mnie to radocha
Jak opierdole tokaj, nagram to postąpasz lepiej
Wraz z wdechem i wydechem możesz se zajebać ścieche
Zawyjesz jak wyjec niczym Kasacja Rally

Nowy track jak News Daily usłyszą to w New Dearky
To nie na Twoje nerwy w drzwiach załóż ze dwie Gerdy
Wypierdalaj z tego Rapu nie rób obciachu
Nie wyrabiasz się w tym fachu masz zwykłej dziwki status


ref.
Dopóki jestem w grze dopóty dobrze jest
Nawet jeśli tekst i bit potępi leszcz
Dopóki zapał mam to w rap gram to wam dam
Nawet jeśli chłam wypełnia media znam

Kilka patentów na zburzenie fundamentu
na strącenie z filamentów
tych kilku śmiesznych pionków
To Mój Rap dla ziomków

Jeszcze żyje w porządku bo Hip Hop
będzie żył do końca od początku.
XXI wiek świata bliskie zakończenie
grzesz braciszku grzesz, po co ci jest rozgrzeszenie?
XXI wiek korzystaj z wszystkich uciech
gwałć, zabijaj, kradnij... wszystko miej w dupie
(x2)

Grzech za grzechem, uciechę kolejną sobie dostarczasz
gdy jednak czeka cię wpadka, to uciekasz do pół światka
twoja ratunkowa tratwa to, to kolejny grzech
wiesz jak jest, chciałbyś dobrze niestety to znowu pech
nie ma czasu, rachunek sumienia... co ty?
nie ma czasu na głupoty, gdy dobry jest diabła dotyk
bo to co zakazane jest najczęściej takie dobre
do nieba o pomste... po co?
wiele wygód masz tu, proste:
masz tu chlanie, masz tu ćpanie, masz tu granie, z diabłem taniec
faktycznie...
bardzo dobre, to co zakazane
czasem postanawiasz zmianę, jednak gdy przychodzi wieczór
wszystko zapomniane i znowu wracasz do grzechu
i znowu rozkosz nad tobą bierze górę
widzisz ją, jaką ma skórę? weź poczęstuj ją swym chujem!
widzisz? bierz ją! popatrz jak się suka cieszy
ona nie przestanie dawać, a ty nie przestaniesz grzeszyć

XXI wiek świata bliskie zakończenie
grzesz braciszku grzesz, po co ci jest rozgrzeszenie?
XXI wiek korzystaj z wszystkich uciech
gwałć, zabijaj, kradnij... wszystko miej w dupie

Proste, wziąłeś łatwą sukę, na tych wysokich obcasach
suka była przecież łatwa, to włożyłeś w nią kutasa
a w domu twoja panna czeka, myśli kiedy wrócisz
myśli: „jak się dobrze bawi, niech sobie siedzi u kumpli’’
czasem grzesząc niszcząc siebie,
niszczysz uczucia swych bliskich
są niby kobiety, lecz to nastoletnie dziwki
co imprezę inny fiut, znowu obrobiony drut
nie ważne to czy to dom, czy to bar, czy nocny klub
takie czasy...
wszystko się obraca wokół kasy
krawaciarze?
to banda zaprogramowanych maszyn
obiecują złote góry, ich rola na tym się kończy
robią to,po to żeby omotać głowę wyborcy
nasi dziadkowie walczyli, żeby była wolna ziemia
nie po to, żebyś godłem chamie dupe se wycierał
każdy grzeszy, ty grzeszysz wobec całego narodu
masz napchane sadło? ciesz się, bo wielu umiera z głodu.

XXI wiek świata bliskie zakończenie
grzesz braciszku grzesz, po co ci jest rozgrzeszenie?
XXI wiek korzystaj z wszystkich uciech
gwałć, zabijaj, kradnij... wszystko miej w dupie
Z dedykacją dla ulicy, teksty na tej płycie
Lat nam przybywa, coraz lepiej znamy życie
Raz pusto w kiermanie, raz się wiedzie znakomicie
A tobie ziomeczku, jak ci idzie?
My jesteśmy człowieku ciągle tacy sami
Więc łatwo się określić czy jesteś teraz z nami
I po tej samej stronie będziemy zawsze stali
Anty-policyjną nutę, będziemy zawsze grali
I zgadza się z nami każdy na tej sali
Czuję miły zapach, ktoś tutaj lolka pali
I nie chodzi o mięśnie, ważne co w głowie i w sercu
Czy z buta zapierdalasz, czy siedzisz w nowym Mercu
Nie chcę się też mądrzyć, bo nie wszystko dobrze robię
Lubię iść lekkim łukiem i żartować sobie
Gdzie jesteś w Nowym Sączu, każdy ci to powie
Że kręcę tutaj lolki z Uchem w eleganckim gronie
Kiedy wszedł kolejny buch, włącz tą nutę, wytęż słuch
Kiedy wszedł kolejny buch, pora się odmulić i zrobić jakiś ruch
Więc Firma podpisuje dedykację dla ulicy
Bynajmniej, nie dla hajsu o problemach głośno krzyczy
Tych dla których to robimy, trudno by było policzyć
Do wszystkich co w porządku, dedykacja ta dotyczy

[x2]
I po tej samej stronie będziemy zawsze stali
Anty-policyjną nutę będziemy zawsze grali
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Nasze postawy niezmienne

[Bosski]
JP ekipa, uliczny rap znów cię wita
Nie ma tutaj kompromisu, elegancko albo lipa
Tacy co nie znają zasad, ciągle chcą udawać VIP'a
Ja nie jestem desperatem, mnie rozlicza wciąż ulica
Nie sprzedamy się dla kasy i nie zmienimy oblicza
Ja żyję na poziomie, no bo karmi mnie ulica
JP firmowa ekipa, nie potrzebna nam reklama
My muzyką wyjaśniamy, pobudzamy do działania
My muzyką uprzedzamy, nakręcamy by się starać
Ta muzyka niezależna jest od stanu posiadania
Cieszy mnie aprobata, cieszą mnie te szczere brawa
Lecz zdobyte za szczery rap, a nie pozerancka sława
Te głupawe wciąż uśmiechy tych w programach przy tych kawach
Pierdolnięte niby gwiazdy wciąż marzące o wywiadach
Bo to słowa dla otuchy, szczere są dla ulicy
Bo to rap konkretnych ludzi i nienawiść do policji

[x2]
I po tej samej stronie będziemy zawsze stali
Anty-policyjną nutę będziemy zawsze grali
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Nasze postawy niezmienne

[Tadek]
JP na buzi mam wyszyte
to samo w sercu jest wyryte
Ważny ten przekaz, co leci z żywym bitem
Bo kurestwo systemu jest faktem a nie mitem
Wszędzie dookoła widzę mundurowe ścierwa
Kabaryny pełne chamów i Grubego łapie nerwa
Jak chodzą nadęci, własną rolą przejęci
W oczach społeczeństwa są prawie jak święci
We własnych oczach są mentorami
Sensacji gwiazdorami jak teksasu strażnikami
Biją, kradną, oszukują poza podejrzeniami
Mundur i blacha to polisa dla nich
By mieć święty spokój chodzą za statystykami
Posiłkują się kłamstwami, są sędziami i katami
Znajdą sobie koronnego, manewrują zeznaniami
Dzięki tym zeznaniom sąd skazuje za nic
Mówimy o problemach, których każdy nie zna
O naszej niewinności i policji przestępstwach
Nawet jak bez wyroku, pozostaje niesmak
JP człowieku i nigdy nie przestań
Jesteśmy po tych stronie, co zawsze czysto grają
Jesteśmy po tych stronie, co swoich nie przewalają
Jesteśmy po tych stronie, co policję znieważają
Jesteśmy po tych stronie, co nigdy nie sprzedają

[Bosski] [x2]
To dla tych co jak widzą kabarynę to czują odrazę
To dla tych, którzy uliczne prawa mają na uwadze
Na wolce, za kratami, JP zawsze krzyczmy razem
My żyjemy z zasadami, a nie walczymy o władzę

Po tej samej stronie będziemy zawsze stali
Anty-policyjną nutę będziemy zawsze grali
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Nasze postawy niezmienne

I po tej samej stronie będziemy zawsze stali
Anty-policyjną nutę będziemy zawsze grali
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Inaczej odbijemy wszystkie systemowe krzywdy

Nawet w grubym kotle codziennej gonitwy
Siadam, myślę, piszę, słowa ostre jak brzytwy
Firma nie sprzedała się, nie sprzeda się nigdy
Nasze postawy niezmienne
Najbardziej niewdzięczny cham jakiego znam to ja sam
tylko Ty wierna mi, ty i ja
skończy się świat dla nas aż skończy się nas czas
aż blask miast przygaśnie i tętno przycichnie
I tak nas zobaczą i całkiem zamilknie
Znikniesz ty wtedy ja zniknę
Odnajdujesz mnie zawsze kiedy cierpię wracam znasz mnie
nie ma nic wokół chyba nigdy nie było, zapaść się, zabierz mnie
Odpłynąć w nicość nie wierzyć twarzom i liczbą
marząc wierząc i milcząc tworzyć by złączyć to w Tobie
słuchać wlaczyć mieć to w głowie
bowiem Ty wypełnisz to co między słowem a słowem
wpłyniesz miedzy wersy zanim dowiem się co robie
Gdy dwoje się i troje by godzić ogień i wodę, spójrz to
oddasz mi sie najpiekniej jak możesz
jestem więzniem slow niewypowiedzianych
mięsem modlitwy myśli nad ranem
gonitwy nocnych szeptów w śnie niespokonjnym
krzykiem spoconym, wyrwanym z pościeli ciepłej
Wilkiem w potrzasku wyjący wściekle milczeniem chroniącym
wnętrze chcącym sie uwolnić zaczerpnąć powietrze
wieszczem niezrealizowanym, wiwami wrzeszcze by ranić serca
i zostawiać z bliznami, grzesze by spalić sie w ogniu otchłani
Przestrzeń wokół mnie sie pali
kto nas lepiej zrozumie niż my siebie sami

Jedność Ty i ja
Cały świat to Ty i ja
Ty i ja to cały swiat
Daję rap, daję rap, trzęsę każdym domem, blokiem
Suki nadal walą fetę, chłopaki walą kokę
To poker, znowu diabeł mnie opętał
To powód żeby kichę w rapie wysłać na cmentarz
To muzyka każdego polskiego miasta
Chuj w dupę policji, ta nienawiść narasta
Przy tym agresja wzrasta wśród młodych buntowników
Systemu niewolników, jebać sądowych ławników
Lepiej chodź na grubą bibę z moją ekipą
Napierw padnie ci wątroba, później spuchnie ci kinol
Tetrohydrakanabinol z procentowym płynem
Co zażyłem to zażyłem, naśmigani białym pyłem
Tanim winem nastukani, naprani na bani rysę
Z łachów robię wyzysk, schizy dla prawdziwych
Zawsze propsy, dobry rap klepie zawsze jak dobre dropsy
Ósmy rok mi mija, jest hardkor jest czilaut

ref. x4
Daję rap, prawdziwej ulicy sztukę
[?] i tak cię zakatrupię
Bo to jest rap, prawdziwej ulicy sztuka
to ja i moja grupa RSA

Daję rap, daję rap, niosą mnie uliczne rytmy
Ludzie gotowi na bitwy, te słowa ostre jak brzytwy
Dawaj ten dobry rap, który grany jest w podziemiu
Czasem brakuje tlenu, stoję w cieniu, pomagam bliźniemu
Lecę dalej, ledwo wiążę koniec z końcem
Non stop błądzę, chcę pieniądze w końcu mieć na swoim koncie
Nie to jest najważniejsze, bo mam już dużo więcej
Mam rodzinę, piękną dziewczynę, robi się goręcej
Mam przyjaciół, których domy zawsze dla mnie są otwarte
Jak nie wiem ludzi drażnię, bo nie stoję w marazmie
Tylko ruszam banią bo po to Bóg dał nam czachę
Zaciągam się machem, kleję kolejną flachę
Dzieci ulicy wypuszczone z dziczy z impetem
Życie ćwiczy, każdy liczy na lepszy życia deser
Wersy które zapisuje to moje powołanie
Jeśli zginę dzisiaj, właśnie to po mnie zostanie ta

ref. x4
Daję rap, prawdziwej ulicy sztukę
[?] i tak cię zakatrupię
Bo to jest rap, prawdziwej ulicy sztuka
to ja i moja grupa RSA
...w tle codziennych zdarzeń w mieście...
...słuchaj uważnie a poznasz go po tekście...
...tyle jesteś wart ile możesz od siebie dać...
...do tych którzy chcą iść przez życie...

To nie hit z telenoweli w stylu ona i on
To nie kit z infantylną sytuacją, *****ć to
To o międzyludzkich więzach i uczuciach zwykły sąd
Życie, nieszczęśliwa miłość lot upadek uczuć, zgon

Taka zgrabna ona przesiąknięta euforią...
Na jej widok nawet mi by sterownik *****nął ...
Ona na spacerku z pieskiem, on się pręży przy nadziei.
Widzi jak odbiera dług od drobnych złodziei.
Wtedy pewnie nie znał ceny za związek z tą panią...
To nie jego półka więc powie jej „siamano”.
Chłopak z drugiego roku, doznał szoku i odpadł,
Ta scena go przerosła jakby niewiarygodna...
Wpadła mu w oko, widzi w niej matkę swych dzieci ,
Gadał w amatorskim stylu, więc żałuje, wie odleci!
Drugiej szansy może nie być, on myśli o niej stale,
On nie zna jej wcale, kim jest wie doskonale!
Chciałby mieć z nią balet, lecz sprawa go przerasta,
To nie ten typ studentek, które zjadał w centrum miasta!
Zaraz się pochlasta, chciał być całkowicie szczery,
Chciałby z nią za rączkę, na spacery, desery.
Marzy o karuzeli, chłop w innym świecie żyje,
I tak boi się przeniknąć do świata złych dziewczynek.

...ona ...on...

Co by powiedział matce, że skończyła edukację?
Jakie ma kwalifikacje, to że lubi wakacje,
Nieskończone atrakcje że wciąż miewa fascynacje,
Pociąg do szybkiej jazdy, chłop łapie palpitację (serca),
Gdy znów ją spotyka, gdy mija ją –cierpi.
Promienieje jednocześnie, umiera to szczęście,
Które nie trwało wiecznie. Już wie gdzie ona mieszka,
Wie że ktoś ją zbeształ- rozmazany tusz na rzęsach.
Strasznie wymięta kiecka, przydałaby się chusteczka
Niezgrabnie wyciąga, rękę w jej kierunku,
Z ratunkiem w pakunku- to zapachowy „velvet”.
Ona odtrąca tę rękę i przyspiesza- już biegiem!
On wygaduje brednie na przerwie, podczas zajęć.
Z kolegami z roku nie chce pić, i nie przestaje
Myśleć o dziewczynie, swej księżniczce- on jej giermkiem
Ślubuje jej wiernie , że „gdy ona na mnie zerknie”,
Zrobię wszystko, nie odejdę, byle tylko mnie przyjęła.
Nie chce wiedzieć nic na temat- żadnych szczegółów z przeszłości.
Czy jej faceci prości, czy brutale ze szmalem,
Co w głowie mają tylko siłownie i solarę?
Ja tak ją traktowałem.. Mówi jej ex ja mam talent:
W przedłużeniu męskości, spod znaku bmw,
Z marzeniami o mafii i o jak najgrubszym balu,
Rzucona bez żalu, na pożarcie jak ochłap ,
Musi sama se radzić, z pułapki chce się wydostać,
Może chciała by się spotkać z prawdziwym uczuciem,
A nie z typem „macho” przeżyć nowe katusze.
W rozmowie z psiapsiółami, mówiła: ja tak muszę!,
Wiem że się duszę, ale płaci, utrzymuje,
Tylko w tę cenę wlicza też bycie z strasznym *****em

...ona ...on...

To nie hit z telenoweli w stylu ona i on
To nie kit z infantylną sytuacją, *****ć to
To o międzyludzkich więzach i uczuciach zwykły sąd
Życie, nieszczęśliwa miłość lot upadek uczuć, zgon

A po trzecie jakoś leci, dzień po dniu nasz amant ginie,
Przemierza supermarket i wciąż myśli o dziewczynie,
Na co wydałby stypendium by przeżyć piękne chwile,
Rajcowne pończochy do nowiutkiej pary szpilek,
Jeszcze zestaw szminek, dla niej wszystko co najlepsze,
Gotowy jest na grę: na wytyczne , niebezpieczne...
Dobre wino plus świece trzyma dla niej od dawna,
To jest taka okazja, niezwykła chwila ważna,
Ale jak ją zaprosić? Czy na kolanach prosić?
Boże dopomóż, nie wiem co ja mam zrobić!
Mija chemię, drogerię, skręca w działy z nabiałem,
Wtem oko w oko *****! Spotyka się z jej ciałem...
Wpadając na nią nagle nie aniele, lecz diable.
Cześć jestem jacek! Kilka razy cię mijałem,
Ona w śmiech, co maskuje jej chwilowe zmieszanie!
Towarzyszy jej kumpela, we wskazującym stanie,
Znacząco pociąga nosem, ledwo na niego zerknie,
„daj se spokój chłopaku od*****lasz komedię”.
Tak stał chwilę biednie zbity z tropu, przegrany,
Tlenu zabrakło, jakby biegiem zdyszany.
Przylgnął do ściany jak do posągu bogini,
Obserwuje zrozpaczony, jak oddala się w mini.
Syty upokorzeń chciałby zawyć, bić na alarm,
Krzyknie za nią „czekaj!” Wtem rozlega się hałas...
Bach! Zatrzymana przez ochronę na kradzieży,
Chwila nieuwagi i nie może w to uwierzyć,
Że będzie jeszcze gorzej, że ma kiepski życia wzorzec.
Dobrze wie że naćpana koleżanka nie pomoże!
Nie ma czym płacić fanty wyrafinowane:
Zapachy rodem z francji, i z koronką kilka *****ek.
Ściemnia, cierpi niedostatek, to jej debiut daj mi szansę!
Płacisz lub dzwonimy, takie procedury, jasne?
I co tu zrobić z hajsem on już wie na co przeznaczy!
Te kilka stów, dla niego nic nie znaczy.
Bo wie że w tym momencie, on będzie jej księciem.
Gdy przejedzie plastikiem po czytniku, masz w prezencie!
To ode mnie, jestem jacek. Siemasz, pamiętasz?
Nie dziękuj to drobiazg... Już idziesz? Chcesz się żegnać?
On pewnie myślał skrycie, że odmieni swoje życie
I jej przy okazji. Puścił wodze fantazji!
Po raz kolejny rozczarowanie poczuł,
Dorosłemu facetowi napływają łzy do oczu...

Ona i on
*****ć to!
Zwykły sąd!
Uczuć zgon!
Nie prawie morałów walczę jak każdy
Nie muszę nikomu nic udowadniać
W mojej pamięci masz tu skrawki
Nie skorzysta z niej tylko wariat x4

Kiedy mam przejebane wstaje rano,chce o tym zapomnieć
Montuje sobie zdrowe śniadanie,czuje że wreszcie jestem w formie
Wszystkie narkotyki to kurwy zrujnowały moje życie doszczętnie
Teraz gram w Drużynie Mistrzów,biorę garściami witaminy wszelkie
Ruszam na trening,dam z siebie wszystko
Chce wypocić zatrute lata,latałem kiedyś jak ostry wariat
Nie zatracę się już nie ma bata
Nie muszę wydzwaniać z rana ziomków,oni czekają już na treningach
Pracujemy sobie wytrwale,żeby nasza grupa była silna
Kiedy zdychasz po imprezach ja w tym czasie wychodzę z siebie
Jeśli jesteś na skraju ćpania i chcesz to zmienić
Przyjadę po ciebie
Reszta chuj to się nie liczy nie zapalimy na ich grobie znicza
Moja drużyna to Drużyna Mistrzów nie przyłączasz się to jest kaplica
Sorry Gregory mam inne plany nie czaisz tego to jesteś palant
Ja zapierdalam robię kondycje nie wchodzi w grę tutaj inny wariant
Nakręcam się i nie mogę skończyć mam już do wygranej blisko
A moje priorytety na dziś to sport,zdrowie i szczery hip hop

Nie prawie morałów walczę jak każdy
Nie muszę nikomu nic udowadniać
W mojej pamięci masz tu skrawki
Nie skorzysta z niej tylko wariat x4

Nie raz miałem przejebane wstawałem rano szukałem głowy
Przysięgałem odbitej w lustrze osobie że kończę z nałogiem owym
Więc rzuciłem wódę 3 lata temu lecz na kilogramy palimy jointy
Ekipa super kilku bokserów siadamy u mnie po treningu ostrym
Tak to wygląda nie wale koksu kaców moralnych nie mam po prostu
Basen,siłownia Drużyna Mistrzów woli zaszaleć sobie na worku
Nie było tak zawsze kochałem melanż 0straciłem żonę i kilku przyjaciół
Sprawiłem rogi kumplowi od dziecka i przejebałem w chuj hajsu
Co miałem robić ? rzuciłem balet bo był tanią dziwką i jakoś mi zbrzydł
Inne sposoby mam na zabawę by dobry mieć nastrój wybieram czil
Kiedyś krzyczałem 'pierdolić system' piłem aż tylko to już mogłem wydusić
Dzwoń po karetkę bo hip hop is dead fiolet i czerwień widniały na buzi
Nie kumam naćpanych z wykrzywionym ryjem słuchamy Borgora,wiertarek z udarem
Nie sztuką wygrzewać się pozytywnie więc puszczamy Dubstep na pełną parę
To prosta opowieść o niegrzecznym chłopcu co chciał zabalować każdy barek w mieście
To zwykła przestroga dla wszystkich sportowców zobaczysz swój koniec gdy wychylisz rzekę

Nie prawie morałów walczę jak każdy
Nie muszę nikomu nic udowadniać
W mojej pamięci masz tu skrawki
Nie skorzysta z niej tylko wariat x4
Onar

Nigdy nie skacz na główkę, kiedy nie wiadomo jaka jest głębokość bo
w chwile staniesz się kaleką, zgubisz ostrość
życie, kurewsko lubi zaskakiwać znienacka
myślisz pod nogami miękki punkt, a tu zimna posadzka
kurewsko zimna, nieprzyjemna jakbyś wyszedł na bosaka
gdzieś gdzie grudniowy wiatr gra krakowiaka
i tak czy to dno ma jeszcze drugie dno
jeden krok do przodu dwa w tył i kolejny błąd
coraz mniej rąk, niosących Tobie pomoc
czujesz, że spadasz i zostajesz sam ze sobą
czy to dno w butelce, które widzisz na jedno oko
jest miejscem, które ma wypełnić Twoja samotność
nie, nie pozwól by wygrały słabości
jebane dno jest po to żeby się od niego odbić
i tak płyń, nie zważaj na przeszkody
bo jebane dno jest po to żeby się od niego odbić

Te-Tris

Może i jestem fresh&clean, ale nigdy Mr. perfect
znam dobrze wagę win, nie mylę ich ze zwycięstwem
gdy życie wredne jest nie piję za błędy
na górze wyjmę głowę z chmur, szukam usterki w naturze im
dłużej patrzę na trzeci głaz od słońca tym
więcej wniosków które trudno jest odtrącać i
kiedy większość hipohondry czyiś świat obwinia
wierzę w prosty przepis co działa jak trampolina
i nie zapominam typów, choć połowa to trupy
na cmentarzu piętro niżej, moja podłoga i sufit
Rzeczywistość? Jest zimna i subiektywna
gdy jednemu przypomni to długa blizna po brzytwach
byle wygrać, jebać faworytów
żyję rapem zamiast drzeć japę, że daję rap o życiu
siadam na łóżku kocham żyć, bo trzeba żyć
ja odbiłem się od dna, fly or fly teraz Ty!

Hudy HZD

Napisałem o tym cały album, by ten syf opuścić
mam wiarę, swoje czaję i dzielę się tym z ludźmi
tak słuch mi podpowiada brat każdego dnia
pokaż dzieciakom świat z zajawki, bez reklamy zła
żule chleją, aby usnąć, wstają by się nachlać
walą to do dna, bez walenia w kaftan
ich życie kupił system, trując ich ścierwem
nafta, prochy wszystko dopóki nie zdechnie
znam pewne dno ziom, dno kier-many puste
zgrzyt trybów, gdy bez floty mam myśleć o jutrze
w sekundę zrozumiałem, ej HZD zarób sos
masz dwie ręce i tak z ziomalem rozkręcam to
dno jebane dno, dno umysłowe
dziś reprezentuję tylu, że aż się nie mieści w głowie
to zdechną ślepi, bo biegną ślepo
odbijam się od tego, zostawiam śmieci daleko
To była niedziela, wstałem późno, luźno sobota melanż,
myślę ukrop doskwiera, relaks, teraz się nie wybieram.
Gówno, cholera, kierat, dzwoni telefon, nie odbieram,
boli mnie, że to nie ta litosfera, gdzie tego nie ma.
Ale nie o tym, więc odbiegam, do komputera porobić zwroty,
albo do sapera, nie mów mi o tym, dotyk też ice tower'a.
Trochę inny motyw jak wypadam tu z roli rapera,
ale nie o tym chciałem, w sumie na pewno.
W chuj czasu przejebałem od nagrania de integro,
trzeba zrobić tu kawałek, co nie będzie mi tragedią,
Kurwa nie mam już zapałek, ta, zapierdalam do metro.
Ty i kogo tam spotkałem, ja jebie, czy nie to nie była czarownica,
ona dawno już nie żyje, zresztą wszystko jedno.
Ta, bo dziś mnie nie ominie, terror,
wiesz to był klient co mi dzwonił przed ósemką.
Ziom nie piję muszę nagrać płytę,
w ogóle mam plan jak killer dojebać wszystkim po dupie.
Taa spoko kminie, ale mam wódkę ty jak nie popłyniesz,
jak ty masz w rodzinie motorówkę, dobra to było okrutne.
Cho na chwilę chluśniem, ale później idę i nie wyląduję nigdzie na domówce,
czy chuj wie gdzie, w chałupie, w klubie, albo w dupie.
Teraz pójdziemy, nie parę godzin in da future.
Leże pod biurkiem, ujebany jak sztaplarka,
na wkurwie obok typiary jedna parka zajebana okrutnie.
Chyba mam blanta w ryju, skandal to smutne,
wiruje bania jakbym napierdalał wiadra po wódce.
Na faktach, a jakaś laska chyba tańczy na rurce,
chyba ma dałna, nikt nie będzie tutaj klaskał tej kurwie.
No masakra ogólnie, coś gadam, ale nikt nie kuma tematu,
chyba już pora odpadam, opowieści z miasta fatum.
Dorastał jak zwykły chłopak chociaż w domu nie miał lekko
Nie przelewał się dobrobyt, a butelka za butelką
Z kluczem na szyi małolat śmigał po mleko
Gdybał czy wrócą rodzice, przecież nie mają do czego.
Zwinięty jak embrion, głodny czekał w pustym domu
Chciał to powiedzieć komuś, ale zwierzał się ścianom z betonu
Nie ma kto mu pomóc, ciągle pytał czemu on
Prosił Boga jeśli tam jest, by dał mu zwykły dom.
Nagle są, po trzech dniach klucze w zamku
Zrywa się jak pies witając pana o poranku
W progu dłoń na karku, ojciec nie wita go czule
Matka ledwo idąc nie dostrzega go w ogóle.
Pomyśl co on czuje ten mały, szczupły chłopak
Nie smak czekolady, milion łez w jego oczach
Brak miłości, brak szczęścia, brak sensu
Dla niego zaszło słońce, świat zatrzymał się w miejscu.
Mijają dni, ciągle zatopiony w mroku
Jak statek na dnie zapominany rok po roku
Noce i dnie ciągle sam ciągle z boku
Nawet jego cień nie dotrzymywał mu kroku.
Czekał na cud chodź umarła w nim nadzieja
Czuł jedynie głód, on zamieszkał w jego trzewiach
Nie ma piękna, brud we wszystkich jego odcieniach
Czuł jedynie chłód, miał wrażenie że skamieniał.
Znieczulony, opuszczony, zapomniany
Jak artefakt gdzieś głęboko zakopany
To prawda, to fakt "Jestem sam, gorzej być nie może" -
Powiedział do siebie w norze gdy zapragnął zmiany.
Ostatkiem sił zdobył się na ten czyn
Niech się rozpłynie przeszłość jak z papierosa dym
Idź, nie wspominaj ze światem się pojednaj
Zamknął za sobą drzwi, na kartce napisał "Mamo, tato, żegnaj"

Gdy uwolnił się od piekła, braku domowego ciepła
Na zimnej płycie dworca po jałmużnę co dzień klękał
Już nie pamiętał co to znaczy być człowiekiem
Sypiał razem ze szczurami naznaczony miejskim ściekiem.
Z deszczu pod rynnę, ciągle ciułał się bez celu
Ludzi wokół jak on wielu, "Szczęście, gdzie Cię szukać przyjacielu?"
Mawiał do kota bez oka, z kulawą łapą
Ogrzewali się nawzajem czekając w mrozie na lato.
Gdy nadeszło Gestapo, na budynki spadły bomby
Zamienił dziurawe palto na dwie kukurydzy kolby
Poczuł, że koniec to już tylko kwestia dni
Gdy płonęło miasto ludzie z krzykiem umierali w nim.
Złapał za karabin, pogrzebał głęboko strach
Zapłonęła w nim nadzieja, pogrzebie ją tylko piach
Ku wolności lecą serie, niechaj mu sprzyja Bóg
To Franek, waleczne serce - Niechaj przepadnie wróg!
Armia Krajowa to upragniona rodzina
Ta której nigdy nie miał, pośród partyzantów przyjaźń,
Chodź wielu z nich padało jak kamień na szańcu,
Odnalazł sens istnienia, dzielił go z życiem powstańców.
Pewnego razu gdy batalion poszedł w ogień
On walczył aż do końca choć kula zraniła nogę
Na jego oczach konała jego rodzina
Ich imiona na pomnikach, naród ich nie zapomina.
Obudził się w pociągu, upchani po brzeg jak bydło
Wagon towarowy, ludzie głodni każdy szlocha cicho
Już wiedział co go czeka, nadzieja jak róża zwiędła
To podróż w jedną stronę, w duchu wyszeptał do wolności "Żegnaj".

Uwięziony przez istoty opętane przez szatana
Znosił każdą torturę, cierpienia potworna skala
Skóra i kości, oczy przesiąknięte bólem
Nie błagał ich o łaskę gdy tatuowali numer.
Śmierć zbierała chórem, ludobójstwa plony
Synowie, ojcowie, córki, matki, żony
Kiedyś zapytał jej kiedy po niego przyjdzie
Ona odpowiedziała gdy czas na ciebie nadejdzie.
Przez to słyszał chóry, śpiew, demonów armia
Kościotrupa postury leżał we własnych fekaliach
Nie on jedyny upodlony w roli chwastu
Nie on jedyny był ofiarą holokaustu.
Nie kilkunastu, nie kilkudziesięciu
Nie kilkuset, lecz całe miliony
Niepochowanych, zakatowanych
Zamordowanych przez hitlerowców szpony.
Gdy skończyła się wojna i oswobodzono Auschwitz
Uwolnił się od kata, bata, niewolniczej pracy.
Miał szczęście był mocniejszy niż sądził
Lecz pobratymców los, ich uwolnił przez komin.
Już nie mógł patrzeć na ten świat tak jak przedtem
Zahartowany jak metal stał się kamieniem
I już nic nigdy nie było normalne
Bo coś w nim umarło i odeszło już na stałe.
Postanowił szukać dalej, szukać dalej szczęścia,
Popędził ile sił do granicznego przejścia
Gdy stał po tamtej stronie za rogatką kolebka
Nie popatrzył za siebie, w duchu wyszeptał: "Polsko, żegnaj"...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo