Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref : Oddycham dopóki to coś rusza ziemie,
i nie pytam dokąd oddech mnie zabierze
oddycham, póki krew się nie wyleje.
aż płuca i oskrzela poczują do mnie niechęć.

1
Coraz częściej oddycham ciężkim powietrzem
przenoszę życie z miejsca na miejsce
oddycham wiarą, mam ją jeszcze
nie jestem, jak wielu, religijny biznesmen
oddycham szczęściem kiedy smutek śpi
gdy się budzi, szczęście śpi, smutek daje łzy
nie oddycham miłością, cytuje mi serce,
Ci co go nie mają muszą strasznie cierpień
mogę szeptać, wrzeszczeć, dreptać w miejscu
w tekstach zetrzeć zło z tych grzechów,
oddycham dobrem choć zgubiłem obręcz
co w okół głowy świeciła, zgasła na moment
oddycham Bogiem, nie jestem Bogiem,
choć mamy tylko poglądy podobne
gdy Ty żyjesz wygodnie ja czasem się modlę
oddycham teraz moim monologiem

Oddycham dopóki to coś rusza ziemie,
i nie pytam dokąd oddech mnie zabierze
oddycham, póki krew się nie wyleje.
aż płuca i oskrzela poczują do mnie niechęć.

Jesteś ateistą? dobrze, a wierzysz w miłość?
czułeś ją? myślisz to się wzięło z nikąd?
oddycham poezją która dodaje mi tlenu
żeby wzburzyć morze jak robił to Orfeusz
chcę sięgnąć celu pozbyć się gniewu
i sięgnąć kiedyś boskiego imperium
kim jestem, jak spełniam kryterium?
czy jak idę wbrew modzie to jestem nerwus?
chcesz coś powiedzieć to weź [ sher mój ? ]
nie znajdziesz słów żeby opisać moc tych bębnów
oddycham światem ziemi i bezkresów
oddycham życiem cichym bez fleszów
na wdechu, wydechu, biegnę w lęku
by w tym pośpiechu wykraść trochę lat z tego wieku,
oddycham uśmiechem nie tym ze [ erteku? ]
oddycham a to już połowa sukcesu.

Oddycham dopóki to coś rusza ziemie,
i nie pytam dokąd oddech mnie zabierze
oddycham, póki krew się nie wyleje.
aż płuca i oskrzela poczują do mnie niechęć.

Może dałeś mi nawet więcej niż chciałem
a Ty nie chciałeś bym stawiał Ciebie na szale, ciekawe,
choć oddychałem czasem, czuję mróz w klatce
to tym kim byłem pozostanę raczej,
no właśnie i oddycham swoimi historiami
pamiętam [ ? ] zapach tej kawiarni
pamiętam jak debiut z po nocach grany
teraz nie ma znaczenia, że ktoś tym gardził
oddycham miłością do każdego dźwięku
czekam jak w cdk-u odliczy się kilka sekund
oddycham nadzieją, to moja druga matka
trudno, jestem głupcem w tych szesnastkach
Dorastał jak zwykły chłopak chociaż w domu nie miał lekko
Nie przelewał się dobrobyt, a butelka za butelką
Z kluczem na szyi małolat śmigał po mleko
Gdybał czy wrócą rodzice, przecież nie mają do czego.
Zwinięty jak embrion, głodny czekał w pustym domu
Chciał to powiedzieć komuś, ale zwierzał się ścianom z betonu
Nie ma kto mu pomóc, ciągle pytał czemu on
Prosił Boga jeśli tam jest, by dał mu zwykły dom.
Nagle są, po trzech dniach klucze w zamku
Zrywa się jak pies witając pana o poranku
W progu dłoń na karku, ojciec nie wita go czule
Matka ledwo idąc nie dostrzega go w ogóle.
Pomyśl co on czuje ten mały, szczupły chłopak
Nie smak czekolady, milion łez w jego oczach
Brak miłości, brak szczęścia, brak sensu
Dla niego zaszło słońce, świat zatrzymał się w miejscu.
Mijają dni, ciągle zatopiony w mroku
Jak statek na dnie zapominany rok po roku
Noce i dnie ciągle sam ciągle z boku
Nawet jego cień nie dotrzymywał mu kroku.
Czekał na cud chodź umarła w nim nadzieja
Czuł jedynie głód, on zamieszkał w jego trzewiach
Nie ma piękna, brud we wszystkich jego odcieniach
Czuł jedynie chłód, miał wrażenie że skamieniał.
Znieczulony, opuszczony, zapomniany
Jak artefakt gdzieś głęboko zakopany
To prawda, to fakt "Jestem sam, gorzej być nie może" -
Powiedział do siebie w norze gdy zapragnął zmiany.
Ostatkiem sił zdobył się na ten czyn
Niech się rozpłynie przeszłość jak z papierosa dym
Idź, nie wspominaj ze światem się pojednaj
Zamknął za sobą drzwi, na kartce napisał "Mamo, tato, żegnaj"

Gdy uwolnił się od piekła, braku domowego ciepła
Na zimnej płycie dworca po jałmużnę co dzień klękał
Już nie pamiętał co to znaczy być człowiekiem
Sypiał razem ze szczurami naznaczony miejskim ściekiem.
Z deszczu pod rynnę, ciągle ciułał się bez celu
Ludzi wokół jak on wielu, "Szczęście, gdzie Cię szukać przyjacielu?"
Mawiał do kota bez oka, z kulawą łapą
Ogrzewali się nawzajem czekając w mrozie na lato.
Gdy nadeszło Gestapo, na budynki spadły bomby
Zamienił dziurawe palto na dwie kukurydzy kolby
Poczuł, że koniec to już tylko kwestia dni
Gdy płonęło miasto ludzie z krzykiem umierali w nim.
Złapał za karabin, pogrzebał głęboko strach
Zapłonęła w nim nadzieja, pogrzebie ją tylko piach
Ku wolności lecą serie, niechaj mu sprzyja Bóg
To Franek, waleczne serce - Niechaj przepadnie wróg!
Armia Krajowa to upragniona rodzina
Ta której nigdy nie miał, pośród partyzantów przyjaźń,
Chodź wielu z nich padało jak kamień na szańcu,
Odnalazł sens istnienia, dzielił go z życiem powstańców.
Pewnego razu gdy batalion poszedł w ogień
On walczył aż do końca choć kula zraniła nogę
Na jego oczach konała jego rodzina
Ich imiona na pomnikach, naród ich nie zapomina.
Obudził się w pociągu, upchani po brzeg jak bydło
Wagon towarowy, ludzie głodni każdy szlocha cicho
Już wiedział co go czeka, nadzieja jak róża zwiędła
To podróż w jedną stronę, w duchu wyszeptał do wolności "Żegnaj".

Uwięziony przez istoty opętane przez szatana
Znosił każdą torturę, cierpienia potworna skala
Skóra i kości, oczy przesiąknięte bólem
Nie błagał ich o łaskę gdy tatuowali numer.
Śmierć zbierała chórem, ludobójstwa plony
Synowie, ojcowie, córki, matki, żony
Kiedyś zapytał jej kiedy po niego przyjdzie
Ona odpowiedziała gdy czas na ciebie nadejdzie.
Przez to słyszał chóry, śpiew, demonów armia
Kościotrupa postury leżał we własnych fekaliach
Nie on jedyny upodlony w roli chwastu
Nie on jedyny był ofiarą holokaustu.
Nie kilkunastu, nie kilkudziesięciu
Nie kilkuset, lecz całe miliony
Niepochowanych, zakatowanych
Zamordowanych przez hitlerowców szpony.
Gdy skończyła się wojna i oswobodzono Auschwitz
Uwolnił się od kata, bata, niewolniczej pracy.
Miał szczęście był mocniejszy niż sądził
Lecz pobratymców los, ich uwolnił przez komin.
Już nie mógł patrzeć na ten świat tak jak przedtem
Zahartowany jak metal stał się kamieniem
I już nic nigdy nie było normalne
Bo coś w nim umarło i odeszło już na stałe.
Postanowił szukać dalej, szukać dalej szczęścia,
Popędził ile sił do granicznego przejścia
Gdy stał po tamtej stronie za rogatką kolebka
Nie popatrzył za siebie, w duchu wyszeptał: "Polsko, żegnaj"...
Te ulice kamienice skwery i domy
To moje strony tu rzuciło mnie fatum
Życie podsuwa ciągle tysiące tematów
Wysłuchaj tego rapu C H A D A
Grochowskie życie skurwielu to nie gra
Tu płynie łza i kumpel się uśmiecha
I ktoś do szczęścia dosypuje pecha
Teraz stoimy my u twoich drzwi
Często mnie przeraża to co mi się śni
Ktoś z ciebie drwi i wytyka cię palcem
Nie przegrasz w tej walce zostaniesz na macie
Udowodnij szmacie że stać ciebie na wszystko
G R O C H Ó W to moje środowisko
To moje miejsce tu nie ma kompromisu
Posłuchaj Endefisu i chwilę się zastanów
Co z tego że brakuje dużo do pierwszego planu
Co z tego że każdy z nas życie tu spędza
Że w koło nędza że los nie oszczędza
Tu pierwszy raz spotkałem się ze strachem
Pod jednym dachem ja i rodzina
Teraz po latach to sobie przypominam
Tu się urodziłem to nie moja wina

Powiem ci co widzę kiedy patrzę na podwórka
Widzę szczęście i rozpacz nastoletniej matki z dzieckiem
Zwątpienie jej rodziców którzy co miesiąc mają tylko rentę
Widzę gówniarzy co beztrosko kradną matkom pensje
Widzę też takich co zarabiają wiesz jak ?
W jak najprostszy sposób
Zdobyć mieć sprzedać a póŹniej znowu
Mówią że kolejnego już brakuje
Kiedy wróci ? za trzy lata spójrz może dłużej
Ilu wierzyło że idziemy wspólną drogą razem
Że między nami nigdy nic nie stanie – razem
Możemy zdobyć wszystko i stworzyć sobie przyszłość
Taką jaką chcemy a nie jaką inni mieli
To nie sen trzeba wierzyć
Dobrze wiem da się przeżyć mimo tego gdzie jesteśmy
a gdzie moglibyśmy być wielu teraz czuje wstyd
za głupoty które kiedyś miały na lepsze zmienić
ilu by cofnęło czas by jeszcze raz móc wybrać
żeby nie tracić a korzystać
by idąc w górę nigdy nie spaść za nisko
bo to nie nasza wina gdzie urodzić się nam przyszło

To nie twoja wina
Płonie kolejny most
Nie twoja wina
Że liczy się tu każdy grosz
Nie twoja wina
Górę bierze złość
Tu się urodziłeś ulica ma głos [x2]

B do I do A do Ł Y do S do T do O do K
Raz stąd słychać śmiech
Innym razem po policzku spływa łza
Dzieciaku wyższa siła
Cały czas nas tu trzyma
Dzień w dzień to przeklinasz
Tu się urodziłeś to nie twoja wina
Czarna godzina ciągle wybija
Masz wybór albo się rozwijasz albo zwijasz
W tobie tkwi siła choć los poniewiera
Są tacy którym jedyne co zostało to wyrzuty sumienia
Gnoje na górze nikt nas nie poprze
Nie byli w naszej skórze ten głos do nich nie dotrze
Nie jest dobrze – wytrzymałość na krańcu
Do końca życia będziesz wlókł ukuty łańcuch

Słońce zaszło krwią na jutro brak planów
Nie ma dnia bez faulu nie ma dnia bez haju
Pierdolony raport o stanie tego kraju
PrzyjdŹ szybko umieraj młodo się zaharuj
Jedni nie dożyją drudzy po trzydziestce zmiękną
Niewielu uda się wyjść obronną ręką
Nikt o nas nie myśli taka jest przyczyna
Tu się urodziłem to nie moja wina

To ludzie ludziom zgotowali ten los
A być może o włos urodziłbym się gdzie indziej
Powiem jedno : nadzieje noś nadzieja przyjdzie
Tak myślę a ty jak myślisz ? Ja upraszczam
Białystok i łódŹ warszawska
to ludzie ludziom gotują ten los
co dzień rano się budząc
to nie twoja wina
prościej mówiąc to mija
w tył przewijam dotąd by beztroska we mnie żyła
a jednak czasem człowiek człowiekowi sprzyja
chyba znasz to to się nazywa przyjaŹń
jak wielu z nas tu się urodziłem to nie moja wina

To nie twoja wina
Płonie kolejny most
Nie twoja wina
Że liczy się tu każdy grosz
Nie twoja wina
Górę bierze złość
Tu się urodziłeś ulica ma głos [x2]
Jest źle - ile można smęcić tak
Nie chcę pędzić tak, żeby skręcić kark
Ale jadę i jak widać to mnie cieszy
Cały czas chcę wrogom pokazywać plecy
Chcą na mnie nałożyć ekskomunikę
Mezo - kontrowersyjny jak Korwin-Mikke
Chcesz konfrontacji, posłusznie się w stawie
Bo wiem, że działam w słusznej sprawie
I mam klucz by otworzyć ten sejf
Chcę wydać legal - pracuj ej
Wyskocz na wolno - nie mam czasu tej
Pewny siebie jak Cassius Clay
Kazus ten pokazuje, że można
Zrobić coś nawet w takim kraju jak Polska
Jeśli nie wierzysz, posłuchaj tego krążka
Nie będziesz mógł się z nim rozstać

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Mam styl, który tobie może się przyśnić
Nikt tak jak ja nie werbalizuje myśli
To zimny prysznic dla wszystkich anty
M do E do Z do O arcynarcyz
Oburz się, lecz rap to nie novum dla mnie
Mezo wsadził ryj w telewizor znowu
Seria rymów z nikąd jak kałasznikov
Hałas, dzikość serc, ty cicho siedź
Bo kiedy daję bragga to słyszę brawa
Z lewa, z prawa, słaby MC to potrawa
Zjadam takich jak kurczaki z Kentucky
Łaki, sprawdźcie te tracki tępaki
Ty też sprawdź, nic nie tracisz
Mezo - ksywę zapamiętaj i zapisz
Daję radę, jadę rapem
UMC - dba o moją wypłatę

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Z Poznania tekst co skłania do myślenia
Chciałbyś mieć to - ale tego nie masz
Chciałbyś być tu - ale ciebie nie ma
Halo Ziemia - nie dla ciebie scena
Miałeś kilka stów, masz tu kilka słów
Faktycznie na wypłatę masz tu kilka stów
Ktoś mówi, że nie mam stylu, ktoś kłamie
Mam to, a ty o stówę na melanż proś mamę
Strzelasz samobóje, a chcesz pierwszej ligi
Ja robię rap i rozkręcam biby
Nie lubisz mnie, to kara niby
Ja biorę pannę i jadę na Karaiby
I by być wporzo wznoszę toast
Niech żyje stara szkoła i wszyscy dookoła
Czysty rap, tak robimy show
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Jadę jak czołg
Jadę jak czołg
Nie prawie morałów walczę jak każdy
Nie muszę nikomu nic udowadniać
W mojej pamięci masz tu skrawki
Nie skorzysta z niej tylko wariat x4

Kiedy mam przejebane wstaje rano,chce o tym zapomnieć
Montuje sobie zdrowe śniadanie,czuje że wreszcie jestem w formie
Wszystkie narkotyki to kurwy zrujnowały moje życie doszczętnie
Teraz gram w Drużynie Mistrzów,biorę garściami witaminy wszelkie
Ruszam na trening,dam z siebie wszystko
Chce wypocić zatrute lata,latałem kiedyś jak ostry wariat
Nie zatracę się już nie ma bata
Nie muszę wydzwaniać z rana ziomków,oni czekają już na treningach
Pracujemy sobie wytrwale,żeby nasza grupa była silna
Kiedy zdychasz po imprezach ja w tym czasie wychodzę z siebie
Jeśli jesteś na skraju ćpania i chcesz to zmienić
Przyjadę po ciebie
Reszta chuj to się nie liczy nie zapalimy na ich grobie znicza
Moja drużyna to Drużyna Mistrzów nie przyłączasz się to jest kaplica
Sorry Gregory mam inne plany nie czaisz tego to jesteś palant
Ja zapierdalam robię kondycje nie wchodzi w grę tutaj inny wariant
Nakręcam się i nie mogę skończyć mam już do wygranej blisko
A moje priorytety na dziś to sport,zdrowie i szczery hip hop

Nie prawie morałów walczę jak każdy
Nie muszę nikomu nic udowadniać
W mojej pamięci masz tu skrawki
Nie skorzysta z niej tylko wariat x4

Nie raz miałem przejebane wstawałem rano szukałem głowy
Przysięgałem odbitej w lustrze osobie że kończę z nałogiem owym
Więc rzuciłem wódę 3 lata temu lecz na kilogramy palimy jointy
Ekipa super kilku bokserów siadamy u mnie po treningu ostrym
Tak to wygląda nie wale koksu kaców moralnych nie mam po prostu
Basen,siłownia Drużyna Mistrzów woli zaszaleć sobie na worku
Nie było tak zawsze kochałem melanż 0straciłem żonę i kilku przyjaciół
Sprawiłem rogi kumplowi od dziecka i przejebałem w chuj hajsu
Co miałem robić ? rzuciłem balet bo był tanią dziwką i jakoś mi zbrzydł
Inne sposoby mam na zabawę by dobry mieć nastrój wybieram czil
Kiedyś krzyczałem 'pierdolić system' piłem aż tylko to już mogłem wydusić
Dzwoń po karetkę bo hip hop is dead fiolet i czerwień widniały na buzi
Nie kumam naćpanych z wykrzywionym ryjem słuchamy Borgora,wiertarek z udarem
Nie sztuką wygrzewać się pozytywnie więc puszczamy Dubstep na pełną parę
To prosta opowieść o niegrzecznym chłopcu co chciał zabalować każdy barek w mieście
To zwykła przestroga dla wszystkich sportowców zobaczysz swój koniec gdy wychylisz rzekę

Nie prawie morałów walczę jak każdy
Nie muszę nikomu nic udowadniać
W mojej pamięci masz tu skrawki
Nie skorzysta z niej tylko wariat x4
Ty Kurwa zobacz, kto to jest? ( Patrz )
to ten kurwa co jest winny kurwa hajs mojemu koledze.
Pierdolony kurwa kutas, Ty, człowieku Czekaj.

Spójrz prawdzie w oczy, spójrz.
Właśnie tak, kurwy stare.
Co widzisz, zachowanie podłe.
Kurwy, cwele.
Co to kurwa ma być, chuj wam w dupę.
Odpowiedz, raz, raz. (heeh)
Właśnie tak.

[Bonus RPK]
Spójrz w prawdzie w oczy ty obsrana parówo,
twoje zachowanie podłe śmierdzi gorzej niż gówno,
gdy ziomka wita pudło bo ma przypał to kurwo,
nawet palcem nie kiwniesz, by mu pomóc, chociaż.
Gdy był na wolności nie dał ci krzywdy zrobić,
jeszcze dał ci zarobić, gdzie wyrazy wdzieczności z twojej strony?
leszczu pierdolony, gdzie?
i co? jesteś zadowolony, bo ja nie.
Minął rok prawie z korespondencją cisza,
ziom pije czarną kawę, dni wyroku odlicza,
przydała by mu się wypiska, lecz tak się składa,
że zaległe dwa tysia, zostawiłeś w maszynach.
Nie wiem coś kurwa myślał, chujozo zwykła,
bo rozliczenia kwestia i tak cię nie unikła,
teraz morda obita, pogrążony w pociskach,
rozjebany jak pizda, starego kurwiska.
Mówię ci to z bliska i w oczy patrzę,
posłuchaj mnie uważnie, zapamiętaj na zawsze,
gdy byłem na widzeniu, Mordzia mówił chuj w ciebie,
chciałeś wyjebać freda to teraz fred cię wyjebie.

[Damian WSM]
Spójrz prawdzie w oczy, zachowałeś się jak pała,
cała Wola cię nazwała, zwykłym chujem do szczania,
psiurem do jebania, fałszywa parówo,
na Bielanach też już nie masz życia, chuj z twoją skruchą.
Z rozjebaną gruchą za darmo nie latałeś,
powiedz czy na dziesiątkach hajs oddałeś?
Przypomnę sytuację w której się obsrałeś,
temat poszedł na pannę u której mieszkałeś.
Ona za ciebie siedziała ty w tym czasie balowałeś,
ona nadzieję miała ty rakiety nie wysłałeś,
ona płakała gdy ty wyjebane miałeś,
nie myślałeś o niej kiedy kurwa musiałeś!
Ona dupę ci broniła gdy leżałeś hajs,
kokaina, alkohole, na kole pamiętasz,
twoja fałszywa twarz, przypałowcu zajebany,
bałeś się sądowej kary teraz będziesz jebany.
Przez nienawiść bloków szarych nie unikniesz kary pało,
szczota prosto w dupę tak żeby zabolało,
bo wpierdol to mało jeszcze jedna sytuacja,
w lasku na kole wargą, centymetr od wacka.
Zgrywałeś wybujanca ale jesteś mięka pyta, (pyta),
prawda taka jest nikt z frajerem się nie wita,
twój ojciec policjant, mundur w piwnicy potwierdził,
jebać cię kurwo! życie, w kanale spędzisz.

[Kłyża/ Miejski Sport]
Trzy lata na lewo zapadł wyrok skurwysynu,
wskazałeś na mnie palcem tak broniąc swoich synów,
wiedziałeś dobrze w jaki przedział się wpierdalasz,
ja już jestem na wolności, ty kanałem wypierdalasz,
Ty bujałeś się furami, ja oddzielony kratą,
dzięki twojej współpracy z policyjną szmatą.
Ty kurewski krok ja przerwa w życiorysie,
ja z głową ku górze a ty z chujem w odbycie.
Pękła cienka nić a ty topisz się w gównie,
taka jest kolej rzeczy ja patrzę na to dumnie,
bezmyślny czyn i lądujesz w trzeciej lidze,
wychowany przez ulicę, konfidentów nienawidzę.
Nadejdzie taki dzień, nadejdzie taka chwila,
przetną się nasze drogi i nie dasz kurwo dyla,
i to nie są puste słowa i żyj z taką wiedzą,
niedługo na wolności, ci co przez ciebie siedzą.
Te słowa są do tych co współpracują z psami,
ulica was rozliczy i pokrzyżuje plany.
Spójrzcie prawdzie w oczy czy wam się opłaciło,
stracić dobre imię i mieć obite ryło. (co?)
C a ł a s a l a t e r a z n a r a z m ó w i K a t o w i c e
Raz - Katowice miasto
Jedno na sto
Ja to widzę jasno
Jestem stąd a stąd
Katowice miasto
Znam jak kieszeń własną
Kumasz to, to miasto
Nie pozwala zasnąć
Katowice miasto
Jedno na sto
Ja to widzę jasno
Jestem stąd a stąd
Katowice miasto
Znam jak kieszeń własną
Mają coś do nas, to poniosą fiasko

Po pierwsze - jesteśmy w klubie
Po drugie - dobrze wiesz że tak lubię
Po trzecie - skończ drinka i na parkiet
To ostatnia taka impra
Po czwarte -

Dla nas klubowiczów fiesta
Dawaj, tańcz, tańcz i nie przestań
Brawa dla DJ’a, przyczaj go, jest tam
Niezły płyt zestaw ma i daje ’start’

Ubaw w klubach, wóda dla klienta
Po knajpach się pętam, poznaj rezydenta
Jedna flaszka pękła, pęknie następna
Puenta - szał by night nabrał tempa
W stylu oriental na parkiecie hentai z nią
Ona piękna jak zdjęcia do Penthaus, flow
Po procentach następna jest chętna, yo
Właź tu na stół, dla nas zrób szoł

Bo
Dla nas klubowiczów fiesta
Dawaj, tańcz, tańcz i nie przestań
Dla nas to jest tak jak obsesja
Znasz to wiesz jak jest do rana nie spać
Dla nas klubowiczów fiesta
Dawaj, tańcz, tańcz jest the best ajt!
Wczesna godzina bez napięć jest jak
W sylwestra za pięć dwunasta bez jaj

Nie stój - puść miastu zwiastun
Jaki masz nastrój? Dzisiaj się nie maskuj
To jest tu, tu jest to w potrzasku
W powietrzu, blasku świateł i wrzasku

Co? - Fiesta, klub studenta
Robię no bo to lubię, burzę rozpętał
Kto? - Majestat
Kto? - Legenda
FokuSmok? - Ten sam, zapamiętaj

Nie pamiętasz jak dom wygląda? To dla ciebie
Ciąg najebek wciąga. To dla ciebie
W twojej głowie wszystko się pląta. To dla ciebie
Ciąg najebek wciąga. To dla ciebie

Dla nas klubowiczów fiesta
Dawaj, tańcz, tańcz nie przestań
Na raz - cała Silesia
Na ex wściekłego jak DMX psa

To dla tych z którymi od lat klimaty motam
To dla nich kwestia kwota nie istnieje total
Kompani na bani, piątek, sobota, lokal
Ochota na u-boot’a jak na kiti-cat u kota
“Co tam?” pytam, niespożyta energia membran
Jak epidemia bez gram nie ściemniam
Po prostu tu udaremniam postój
Robię to bo znów wiem jak miejska chemia

Dla nas klubowiczów fiesta
Dawaj, tańcz, tańcz i nie przestań
Dla miasta nastał czas wiesz jak fiesta
Fiesta, fi, fi fiesta (x2)
Przepraszam że tak wyszło,
znowu nie mówisz nic.
Tak między nami ucichło
więc może lepiej krzycz,
a jeszcze wczoraj było pięknie,
więc co sie stało dziś?
I za tym wczoraj dzisiaj tęsknie,
a tylko w jutro można iść.
poczekaj na mnie jeszcze nic nie stwierdzaj
poczekaj na mnie weź ze mną ten ciężar
poczekaj na mnie zwolnij na zakrętach
poczekaj na mnie ja jeszcze ucze się na błędach

Nie szkodzi że nie dzisiaj
widać tak miało być
nie nie będę o nic pytać
zdecyduj za mnie Ty
ja spakowałam nam na później
te wszystkie nasze lepsze dni.
Bo przecież w życiu bywa różnie,
a ja nie che już jutro znów musieć zapytać Cię czy...
poczekaj na mnie jeszcze nic nie stwierdzaj
poczekaj na mnie weź ze mna ten ciężar
poczekaj na mnie zwolnij na zakrętach
poczekaj na mnie

poczekaj na mnie jeszcze nic nie stwierdzaj
poczekaj na mnie weź ze mną ten ciężar
poczekaj na mnie zwolnij na zakrętach
poczekaj na mnie ja jeszcze...
Na mikrofonie te rutyny i te tematy,
Tematy, tematy, tematy, tematy, tematy
Na mikrofonie te rutyny i te tematy
Tematy, tematy, tematy, tematy, tematy

Widzę plakaty - nareszcie K 44 w mieście
Wszystkich ludzi zbierzcie o godzinie 0 - na rogu
Najstarszy dziad nie pamięta jeszcze takiego tłoku
A tu...

Cała sala czeka już około dwie godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cała ekipa od godziny pali baty
Te tematy, te tematy, te tematy, tematy

Tematy jak rzeka płynące z ziemi po słońce
Pnące się jak słupek rtęci w dni gorące
Zmuszające do niechęci uf...
Bardzo dużo słów codziennie
To co było a co będzie - doświadczenie rośnie jak napięcie
A tu...

Sześciu kolesiów - oni wszyscy baku, baku
I podaj do chłopaków
Ratuj przed rutyną, miną zimna jak bilon
Gdy chwile płyną i odpłyną jak przed chwilą
A tu...

Cała sala czeka już około trzy godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cała ekipa od dwóch godzin pali baty
Te tematy, te tematy, tematy, tematy

Tematy jak rzeka płynące z ziemi po słońce
Pnące się jak słupek rtęci w dni gorące
Zmuszające do pamięci uf ...
Powtarzanie wciąż tych samych słów
Co to będzie - doświadczenie rośnie jak napięcie

Cała Polska czeka 44 godziny
I te rutyny, te rutyny, te rutyny, te rutyny,
Cały Kaliber od początku pali baty
Te tematy, tematy, tematy, tematy,

Come On Mother Fuckers, Come On ...
Najbardziej niewdzięczny cham jakiego znam to ja sam
tylko Ty wierna mi, ty i ja
skończy się świat dla nas aż skończy się nas czas
aż blask miast przygaśnie i tętno przycichnie
I tak nas zobaczą i całkiem zamilknie
Znikniesz ty wtedy ja zniknę
Odnajdujesz mnie zawsze kiedy cierpię wracam znasz mnie
nie ma nic wokół chyba nigdy nie było, zapaść się, zabierz mnie
Odpłynąć w nicość nie wierzyć twarzom i liczbą
marząc wierząc i milcząc tworzyć by złączyć to w Tobie
słuchać wlaczyć mieć to w głowie
bowiem Ty wypełnisz to co między słowem a słowem
wpłyniesz miedzy wersy zanim dowiem się co robie
Gdy dwoje się i troje by godzić ogień i wodę, spójrz to
oddasz mi sie najpiekniej jak możesz
jestem więzniem slow niewypowiedzianych
mięsem modlitwy myśli nad ranem
gonitwy nocnych szeptów w śnie niespokonjnym
krzykiem spoconym, wyrwanym z pościeli ciepłej
Wilkiem w potrzasku wyjący wściekle milczeniem chroniącym
wnętrze chcącym sie uwolnić zaczerpnąć powietrze
wieszczem niezrealizowanym, wiwami wrzeszcze by ranić serca
i zostawiać z bliznami, grzesze by spalić sie w ogniu otchłani
Przestrzeń wokół mnie sie pali
kto nas lepiej zrozumie niż my siebie sami

Jedność Ty i ja
Cały świat to Ty i ja
Ty i ja to cały swiat
Baku, baku to jest skład, baku, baku.
Baku, baku to jest skład, baku, baku.
Baku, baku to jest skład, baku, baku.
Baku, baku to jest skład, baku, baku.

Baku baku to jest skład, raz dwa, teraz Dab.
Czyli mój brat, powie co jest nie tak.
Czego tu brak Dab ? Baku, baku bez wad.
Z Dabem od lat ja wprowadzam nowy ład.
Czy jesteśmy nad ? Czy mówimy szach i mat?
Czy klimat baku, baku ciężki jest jak kat?
Od lat tematem K44 nie był gnat.
Pif paf, ratatatata...
Chce mi się, chce mi się, chce mi się śmiać, bo to chyba nie tak.
Na głowie stawiam świat, jestem wolny jak ptak.
Lubię baku, baku, chcesz to ze mną zakurz.
Zaproszę dziewczyny, zaproszę chłopaków.
Baku, baku to jest skład, jadę na Canabis Cup.
W programie to co najlepsze w Amsterdamie.
Nie czas na spanie, Amsterdam wciąga mnie.
Ty robisz to co chcesz i ja robię to co chcę.

Nie, nie, nie, nie niedobry wujek.
Wu, wujek sa samo zło.
To to to, samo zło.
Niedobry wujek, wujek, wujek, wujek, wujek samo zło.
Ej dziewczyny i chłopaki, bo jeśli macie pełne baki.
To zapraszam was do draki.
Chińskiej dzielnicy, jak mojej okolicy.
Chłopaki to już mają oczka jak szparki.
A ich zegarki przez cały czas pokazują.
Że chłopaki rapują w tym dobrym kierunku!
'Przepraszam bardzo. Którędy do Baku-bakowa?
Tam gdzie ci chłopcy stoją? Dziękuję bardzo panu'.
Ilu chłopaków się zebrało każdy swoje nadaje.
Każdy wibruje tak jak mu się wydaje i pasuje.
Wujek czuje i rapuje i w to wierzy, do czego zmierzy?
Zobacz jak to wszystko zachęca nas do tańca.
To jest styl rapowego popaprańca.
Który popaprany przez całą godzinę.
Namawiał do jointów swoją rodzinę.
Zobacz jak w helikopterze śmigło się kręci!
Wszystkie złe rzeczy ulecą z pamięci!
Tylko dobre zostaną, ty zostaniesz z głową wymieszaną.
Baku, baku, baku.... to jest skład
Baku, baku to jest skład... to jest to jest...

Baku, baku to jest skład, raz dwa, teraz Dab.
Czyli ja powiem wam co jest nie tak.
Kiedy baku jest brak, wtedy czuję się tak.
Jakbym leżał na wznak, mówił wszystko na wspak.
Bakaj tak, że braknie Ci tchu.
Nie potrzeba mi snu, kiedy oni są tu.
Z nami ciągle nowe głoski.
Skład niebezpieczny jak Albert Sosnowski.
Więc porzuć troski, z nami ciągle nowe zdania.
Skład fantastyczny jak sztuka kochania.
Więc porzuć zahamowania.
Bo to nie zbiór pustych bzdur.
Jak dezidera nie tracę czasu.
Na to co mi koło chuja lata.
Jak Gary Kasparow dam Ci szacha potem mata.
Jak w siatkówce, nie odbierasz no to strata, przejście.
Jak Bruce Lee, fu fu fu, Smoka Wejście.
Baku, baku, Abradab i trzecie podejście.

Trzy litery, zobacz z której strony nadchodzą oni.
W pogoni z mikrofonem w dłoni, nigdy nienasyceni.
Zawsze łakomi, by znaleźć się na foni, wyładować, aż do sił braku.
Potem uzupełnić w swoim baku do pełna paliwo.
Utworzyć tworzywo, muzę żywą z perspektywą.
Co iskrzy jak krzesiwo w umyśle K44 Wujek DJ wart ceny.
Ściśle, opleceni przez zielony kwiat, baku, baku skład.
Razem od dwóch lat, czuwa chiński zwiad, by nikt z nas nie odpadł.
Za nami drogi szmat, robota owocna.
Emocja mocna jak biała wdowa, ten tylko się dowie.
Kto raz Cię już spróbował i od razu w rytm przytakuje Twoja głowa.
Ja bakam, bakam, bakam mikrofon w rękę.
Latam, latam, latam dźwiękiem po eterze w zadymionej atmosferze.
Kto chce niech bierze, a kto chce niech odmawia to prywatna sprawa.
Mnie znów chęć napawa, by...
Ej chłopaki czy coś sturlać macie?
Niestety jesteśmy już zieloni w tym temacie.
Szkoda bracie, szkoda bracie, szkoda bracie.
Ja odpocznę, a w tej chwili Bart i Feel-X.

Baku, baku to jest skład, baku, baku.
Baku, baku to jest skład, baku, baku.
Baku, baku to jest skład, baku, baku.
Baku, baku to jest skład, baku, baku.
Baku, baku to jest skład, baku, baku.
Baku, baku to jest skład, baku, baku.
Baku, baku to jest skład, baku, baku.
To jest, to jest, to jest, to jest...
Wszystko ma swój koniec x3

Kiedyś ręce czasu rzucą na to wszystko cień
Weź to zmień, nie da się, ucieka dzień za dniem
A dobrze wiem, że życie wciąż nie będzie snem
Z tym nie wygrasz, wciąż potrzebujesz czasu
Zobacz rozbita klepsydra
Musisz przyznać, że to przykre, lecz prawdziwe
Ludziom wciąż przybywa lat, ich włosy ciągle będą siwieć. Nie możliwe?
A jednak tak się dzieje, powiedź czemu
Czas nas ciągle pogania i wciąż przysparza nam problemów

Nic nie jest wieczne, stałe, niezmienne
Inny byłem, a inny będę
Bo naprawdę wszystko zmianom ulega
Z tym pogodzić się już trzeba
Albo szczyt albo gleba
Nie ma, że boli, nie ma nic pomiędzy
Jesteś kimś albo śmieciem, to warunek egzystencji
Dokładnie zmieniasz się w oka mgnieniu
Zmieniłeś się nie do poznania, powiedź czemu
To co było w tobie umarło
To jaki byłeś naprawdę umarło
Nic nie jest wieczne
O tym nawija Ekonom i Zachrypnięte Gardło

Widać tak musi być w tym świecie
W którym szybko mija wszystko
Trzeba żyć, nie ważne, że czasami jest ci przykro
Przed oczami wspomnienia
Ciągle nie wiesz jaka przyszłość
Myślisz jebać wszystko, przecież tutaj liczy się moment
A wszystkie minione chwile po prosto są zamkniętym domem
Wszystko ma swój koniec, nie ma na to leku, zobacz
Potem może być za późno zacząć życie od nowa
Potem może być za późno zacząć życie od nowa

Wszystko ma swój koniec
Wszystko się wygasza
Topnieje jak lód
Jak światło się rozprasza
Wszystko się kończy
Jak ostatni browar, który sączysz
Wszystko się kończy
Tak, wszystko się kończy x2

Powoli wszystko kończy się, traci sens
Więc uwierz w siebie, zaciśnij pięść
Przypomnij sobie miłe chwile wtedy
Kiedy jest kiepsko, teraz wielki ulicznik
Pamiętam kiedyś uśmiechnięte dziecko
W krew ci weszło to, że
Że z każdym dniem jest gorzej
Zmieniłeś się i nie mów mi, że być może

A sięgnij pamięcią do tyłu, czy wspomnienia męczą
Czy pamiętasz przyjaźnie, w których coś normalnie pękło
Gdy świat zamienia się w piekło
Wszystko nagle jest szokiem
Że już nie miałeś siły, na szczęście to przeszło bokiem
I tak jest rok za rokiem, ktoś odchodzi i już nie wraca
Kiedyś kolega, co słychać, a teraz głowę odwraca
Masz moralnego kaca, popatrz sobie wreszcie na świat
Wiele rzeczy przemija tak samo jak przeminął wiatr

To jaki ktoś albo coś było wczoraj
To nie wyznacznik bo wszystko zmienia się jak pora, dnia
Onar, Ekonom, rap, a ty się gap
Za łeb łap
Bo mamy racje, mamy jasne
Ktoś kto robić musi naszym hasłem
Nie wygasłem, płonę
Choć się zmieniłem to nie koniec
Wy też żeście się zmienili
Przykro bardzo, ale łzy nie uronię
Bo nie w tym rzecz, żeby leżeć, płakać, szlochać
Ktoś cię kocha, to ty też się naucz kochać

Wszystko ma swój koniec
Wszystko się wygasza
Topnieje jak lód
Jak światło się rozprasza
Wszystko się kończy
Jak ostatni browar, który sączysz
Wszystko się kończy
Tak, wszystko się kończy x2

Czasem powoli idę drogą, widzę liście lecą z drzew
I zastanawiam się czy tak naprawdę to bardzo źle
Że rzeczy obok mnie zawinie czasu topi we mgle
Czy może jest to element, który napędza tą grę
Główną rolę gra wieczność, a my jesteśmy we tle
Sam nie wiem, wszystko się zmienia, to nawet dotyczy ciebie
Dzisiaj nie jesteś pewien, pewnie jutro będzie inaczej
Bo każda chwila jest inna, na to wpływu nie macie

Wszystko dookoła zmienia się, temat ten jest bieżący
Coś się musi zacząć, żeby coś się mogło skończyć
Coś się musi stać, żeby ktoś się zmienił
Coś się musi stać, przecież wszystko zmienia się na ziemi
Coś się musi stać, rozumiesz, musi
Po prostu zmieniłeś się diametralnie
Prawda boli, prawdę mówię prosto z mostu
Więc wnioskuj z tego, że
Zmieniłeś się na swoją nie korzyść
Kumpli tracisz, wszystko tracisz i problemy mnożysz

Wszystko ma swój koniec
Wszystko się wygasza
Topnieje jak lód
Jak światło się rozprasza
Wszystko się kończy
Jak ostatni browar, który sączysz
Wszystko się kończy
Tak, wszystko się kończy x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo