Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref.: x2
Czy zajdzie zmiana
Sprawa rozpatrywana
Ekstra presja wywierana
Choćby ty coś zmień
Czekaj na ten dzień

I od nowa, następna tragedia
Raj na ziemi to przykrywka, brednia
Ludzie nabierają przekonania przez mas media
Że natura ludzka jest agresywna
Brutalna, bardzo dziwna ludzkość naiwna
Która powinna być inna
Negatywne emocje przyswajane przez telewizje
Zły wpływ na świadomość dziecka wywołuje kolizje, epilepsje
Internetowe lekcje na inteligencje
Komputer zajmuje powoli człowieka miejsce
Nie wiesz gdzie masz być, gdzie jest twoje wejście
Żeby przejść się i zrozumieć
Skomplikowaną prawdę, zatajaną
Rozwikłaną, do końca nie spostrzeganą
Atramentem kłamstw polaną, nie zatamowaną raną
W polityce składane przez posłów obietnice
Tam tylko hajs się liczy, wstyd
Pasożytniczy życia tryb rośnie jak po deszczu grzyb
Kto ma kurwa racje, ciągły nurt bo za buntem bunt
Bo za buntem bunt bunt, uliczne demonstracje
Ciągłe kombinacje, to takie państwo
Duże prawdopodobieństwo ma szkodliwy wpływ na społeczeństwo
Negatywny wpływ na umysł powtarza się zbyt często
Co za gówno to wszystko, pytam się co za gówno
Pytam się jakim czynnikom można przypisać te zjawisko, jakim
Przemyśl to, sprawdź to

Ref. x2

W obecnym stuleciu doświadczyliśmy wiele zmian
Postępu technicznego przez którego polepszyły się warunki życia
W rezultacie co dalej, jesteś w temacie
Co się teraz dzieje na świecie
Wiele konfliktów tych niepotrzebnych
I tych względnych czynów dokonanych ludzkimi rękami
Tragicznych momentów wywołanych animozjami
Religijnymi, z którymi wiąże się wiele nieprzyjemnych spraw
To problem bardzo duży, to problem jest nie mały
Gdy pogłębiają się podziały, które powstały z powodu
Różnych wyznaniowych, bezsensownych decyzji
Ruchów postępowych, podstawowych, zdrowych akcji
Nieodwracalnych postępowych wydarzeń niemoralnych, aktualnych
Więc zastanów się co robisz
Czy ten świat jest piękny, czy się ze mną zgodzisz
Miej oczy otwarte, szanuj życie i zlekceważ pogardę
I całą zawartość zastanów się, odkryć swoją własną wartość

Ref. x2

Brud społeczeństwa, nic się nie zmienia
Cały czas tak samo jest, coraz gorzej
Brud społeczeństwa, właśnie tak, sprawdź to
Fu, ta 2002, Biały Dom
1. piątka "BMA" podjeżdża Jezoos co ma ze sobą, stary znowu mamy rebus, może dziwki? może winyle? może kokę? a może "Tekile" nieważne jest zajebiście, biały proszek i zielone liście, to impreza a nie kurwa stypa! Się bawimy przy Hard Horowych bitach. Dj "BBis" "Góra foli i laski" Vle wbija się do Akcji, wieprzowiny ostro napalone do robienia druta niezastąpione
Ref. Siemasz Jezoos How Do Yoo Do Ku...!! - Jest Git!! [x4]

2. Hej wieprzowiny komin mi dymi, mówi Jezoos król kokainy, moje rymy to czysta perwersja, jak podoba wam się moja erekcja. Pierwsza lekcja zajebisty temat - pierdolenie sensem istnienia, chuj z teoria liczy się praktyka jest "Tekila" koka i muzyka. Wieprzowiny zaczynamy akcje, dozwolone są wszelkie dewiacje, konfiguracje figury i style to by było na tyle.

Ref. Hej Karramba How Do Yoo Do Ku...!! - Jest Git!! [x4]
Kiedy,
za oknem oprócz chmur i kurzu tu nie ma nic,
a szczekanie psa przypomina tu wycie hieny Ci.
czarny kruki fruną dookoła jak sępy i
ból zaciska zęby Ci i
pada deszcz,
pioruny ziemię kolą, od blasku tereny płoną,
a jebany los przypomina do znudzenia
follow up,
do tego że lekko nie jest,
Bóg się z nas na pewno śmieje,
to i tak wiedz, że
gdzieś świeci słońce dla nas,
niekoniecznie takie, że
będziesz z lodem poncz
sączył na Majorce zaraz, słońce,
które po deszczu robi
wielkie, piękne tęcze na niebie
i pada ten
koniec tęczy na ziemię,
spełnię marzenie jak Parias zakładam plecak,
lecę tam i nie ręczę za siebie
dzierżę, swój
los mam w ręce,
bo to znajdę krasnoludka tam,
zajebię go i wezmę złoto; mimo,
że często tęcza znika za horyzont
i znikają kolory, dogonię ją
i mimo, że nie wiem sam czy po właściwej
stronie globu tu stoję,
bo może nim dojdę do końca tęczy, ląd połknie go
mimo, że jest to za piękne, to wiem,
ciągle wierze, że spełnię ten sen
i dotknę ją,
czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski i fioletowy
znowu robię na kolory łowy, bo

Kiedy pada deszcz, a błyskawice tną niebo,
nawet kiedy w oczy wieje zimny wiatr
Ty musisz dalej biec i pokonać tą niemoc
uwierz, tylko tak zobaczysz inny świat,
bo po deszczu, wiedz, że,
słonce zrobi wielką tęczę na niebie
w jej stronę pędź, bo spełnisz sen, kiedy tylko dotkniesz jej.

6 lat temu,
w UK na lotnisku pracowałem, tu
i zalewałem pałe full, time nie
z doskoku jak Alley Oop,
dzieciak,tam wpadł zarabiać hajs,
po to by ruszyć do Warszawy mógł i
zdobyć świat,
dzieciak sen gonił,
obiecuję, że pęgi będzie tu mniej trwonił,
żeby nie został tylko bej po nim,
a tu nie działa telefon,
z domu co dzień dzwoni,
boją się, że syn zniknie i
zostanie tu dźwięk po nim,
mówiliby lame o nim,
ale dzisiaj twardo na nogach,
jak sekwoi ten pień stoi,
spełnił wielkie marzenie,
ma nowe wielkie jak pięć boisk,
i ciągle ten sen goni,
przez to dziś,
po cash lecę,
bo widziałem jak deszcz w lecie
zostawiał tęczę nad samolotami
w Exeter,
czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski i fioletowy
znowu robię na kolory łowy, bo

Kiedy pada deszcz, a błyskawice tną niebo
nawet kiedy w oczy wieje zimny wiatr
Ty musisz dalej biec, i pokonać tą niemoc;
uwierz, tylko tak zobaczysz inny świat,
bo po deszczu, wiedz, że,
słonce zrobi wielką tęczę na niebie;
w jej stronę pędź, bo spełnisz sen, kiedy tylko dotkniesz jej.

Kiedy pada deszcz, a błyskawice tną niebo
nawet kiedy w oczy wieje zimny wiatr
Ty musisz dalej biec, i pokonać tą niemoc;
uwierz, tylko tak zobaczysz inny świat,
bo po deszczu, wiedz, że,
słonce zrobi wielką tęczę na niebie
w jej stronę pędź, bo spełnisz sen, kiedy tylko dotkniesz jej.
Byłem pośród rozbitych szyb i klatek zatęchłych
Znam tych zza kurtyny i będę znać następnych
Tam choroba ale nie ma na nią lekarstwa
Byłem pośród szlachty i pośród drobnomieszczañstwa
Pośród szaleñstwa w trakcie dziejów burzy ja stoję
Mikroskopijna jednostka jak drobnoustroje
Byłem tam zmęczony szarym życiem i alkoholem
Będąc przez całe tysiąclecia hip-hop apostołem
Widząc tchórzy i bohaterów głęboko się zastanawiam
Czy swoją pracą w jakiś sposób świat naprawiam
Głupota i zawiąż ludzkości Achillesowa stopa
Sączyła się z waszych twarzy jak na ranie ropa
Kiedy stara Europa pęakała nad waszym losem głupcy
Ja byłem wtedy u boku stwórcy byłem tam

REF:
Ja i moi ludzie wyszliśmy z tych miejsc z twarzą
Vienio życia obserwator oni z nas wyłażą
I pójdą za mną na moje jedno skinienie
Żeby łatwiejszym uczynić ziomkowi istnienie
Byłem tam x2

Ja tam byłem i swoje zobaczyłem jak za mgłą
Ulice bramy i ludzi którzy chcą zachować godność swą
Wiecznie głodni pieniędzy
Wychowani w szponach nędzy
Nie szczędzeni przez życie muszą zarabiać skrycie
Opierając się na sprycie dziwi cię to
Bo mnie wcale nie wiadomo że jest źle
I będzie gorzej coraz jak Fu i Koras
Nawijam o tym co dobrze znam
Z własnego doświadczenia a takie mam
Bo ja byłem tam i na swój sposób rozkminiłem
Prawdziwe życie ciężko strawiłem
Nieraz się wkurwiłem bo jego zasady
Nie pokrywały się z moimi typowo ulicznymi
A ludzie byli są i będą wrednymi
Już do koñca który blisko
Byłem tam wszystko wszystko wszystko wszystko

REF:
Ja i moi ludzie wyszliśmy z tych miejsc z twarzą
Pele życia obserwator oni z nas wyłażą
I pójdą za mną na moje jedno skinienie
Żeby łatwiejszym uczynić ziomkowi istnienie
Powiem wam wiersz...

Chciałbym raz odwiedzić inny układ planet
dziwny tu świata nie dał by inny bóg na zmianę
chociaż nie wiem sam czy nawet dał bym radę żyć gdzie indziej
może od ziemi oderwę się lecz sam z siebie nie wyjdę myślę
czemu każdy z nas potrafi marzyć
choć urzeczywistniania tych marzeń cierpi na paraliż
niedowład tej skali zabił w nas ostatni śmiech
chcę być groźny, chcę być silny, musisz dziś bać się mnie
świat zwariował, witaj brat na izbie zdrowia
nerki, prostata, wątroba, forma jak dla psychologa
to przez browar i browar i co mam to kona koniak, sambusoda jeszcze jeden . . .
zobacz nie wiem ile lat zostało mi tu na tym świecie
ty nie pytaj się o śmierć bo ja już dziś mogę odlecieć
byle by w tej rakiecie z autopilotem na niebo
chyba, że dasz mi żyć w pacyfiku jak mój ziomek nemo
nieważne jakie serce, ilu znasz tu mitomanów
co pierdolą opowieści jak Andersen
łódzkie powietrze sztachnij się bro machem
pozdrowienia dla tych co do śmierci walczą z czasem

x4
ja chce czas wierzysz, ja chcę czas bro
ja chcę czas, żeby trwonić ten czas ziom

ja chce czas wierzysz . . .

x2
"Listen you fuckers, you screwheads, here's a man who would not take it anymore"

to mój 1 sierpnia choć bez godziny W
tak prowadzi mnie mesjasz do krainy cnót
wschód słońca piąta, piątka z podłogą
chuj, że się nie wyspałem budzik obsrał tą błogość
jak robot nogą zwlekam się z łóżka
tak z głową słowo ponoć miesza się w mózgach
nic nie trybie, na pewno nie o piątej
na pewno nie w tym stanie przed sikaniem i jointem
nie w tym kinie jeśli coś mnie ominie to ja sam
bycie w mojej skórze to jak thriller dla mas
brak snu zabija, łazienka, ręka, kran
i szczoteczka do ryja płynie czas jak lavazza
znaczy w krwi kofeina, dzień świra, wkurwienie
wkurwiam się, że żyję i wkurwiam się że nie je
istnieje to określenie pasuję do mnie
choć między domem, studiem, zdążę o tym zapomnieć
antytalent cywilizacyjnych bubli
odpalę samochód jeśli pozwoli dziś mózg mi
nawet nie wiem gdzie klucze, a po mieście już płynę
jebać to jak w pracy jeszcze się prześpię godzinę

x2
kilka razy w roku mam taki dzień, że chciałbym
by wszystkim wokół na łeb pospadały gwiazdy
traktuj mnie poważnie bo jestem niepoważny

x4
palę rap, parę lat, palę rap bro

to mój 1 sierpnia godzina 8 rano
zegarek na piętrze, jak by służył esesmanom
myślę mnie nie obudzisz wara od mistrza
pięść kontra budzik, bo alarm to faszysta
niekończąca się opowieść, mów mi bastian bux
prosto z miasta stów, gdzie płynie prawda tu
życie mnie sprawdza znów, czasu pogarda ból
co mnie ponagla, zrób sobie ty fajrant już
wstaję nie dotrwam, na stojąco czuję usnę
choć żołądek jak kompas, kieruję na lodówkę
noga za nogą, kapciem podłogę miele
czosnek, nałogi moje niczym żółć na serze
życie jak arkanoid, obija mnie o ściany
nie mów, że alkoholik bo jestem niewyspany
z nami zawsze te wory pod oczami
gdybym mógł to bym te wory wypełnił dolarami
a w lodówce pusto i to pusto na amen
pusto w szafie, syn wpie… ostatnią czekoladę
nie mów o obowiązkach, dzisiaj sram na nie
nie ma żarcia, nie ma nic, daj mi godzinę na spanie

"Listen you fuckers, you screwheads, here's a man who would not take it anymore"

nie mam szefa, choć gdybym miał bym go rozkurwił
mój styl to full zaniechań dla wolnych popołudni
zapytaj moją żonę, ona nadała mi tytuł
wysublimowany cham, ukryty zabójca budzików
dla wszystkich niewyspanych, lepiej pozostać w domu
zamiast na chama szorować swoje buty od spodu
to bałuty dla ziomów, bezrobotnych twierdza
tu kręci się zajawka jak odpalony vestax
mamy przestać, [?] bo przetrwa kto sprzęt ma
jak przegram to przez rap i przez nas pamiętaj
mój dom odpowiedzialność jak i moje ambicje
się nie wyśpię chuj, ważne, że mogę myśleć

x7
palę rap, parę lat, palę rap bro
Jeśli wchodzę w coś to na stówę,
amatorstwa, najbardziej nie lubię.
Marnego aktorstwa, nie znoszę.
Mówię - jesteś dupkiem, uwierz proszę.
Wyciągnąłeś łapy, po kapuchę zbyt szybko.
Gdzie twoje ziomy? Branżowa dziwko.
Zapomniałeś, co znaczą słowa, prawdziwy hip-hop.
"eR A Pe", na jedną kartę postawiłem wszystko.
Razem z bratem kręcę lolki, kręcę światem.
HG-armia, JLB DIIL Gang kartel.
Mamy zasady i na życie patent.
Ja notuję zyski, Ty ponosisz straty.
Kobiety wiedzą o tym, wiedzą więcej.
W ruletce życia, możesz przegrać swe serce
Możesz wygrać i odnaleźć szczęście. albo
Grasz va bank albo grzejesz miejsce.
ziom

Ref:
Mówię Ci malutka, choć dobrze o tym wiesz.
Stawiam Va Bank całe życie swe.
Jeśli daję miłość, to też tego chcę
Byś kochała mnie, nawet wtedy gdy jest źle.

Mówię Ci człowieku, choć mały jest ten świat.
Wielki jest fakt ,że mówimy sobie brat.
Pomyślny wiatr niesie ze sobą pakt
To JLB, trzy słowa które znasz.

Teraz lekki zgier i lecę moka brat
wciąż narząd polski sram
zmusił mnie do tego sam
zagram va bank w jaskini hazardu
nie omylny tylko Bóg ja synem marnotrawnym
z JLB bandy do budy palanty
zawsze do końca będę bronił swojej prawdy
nawet ze skitu jak do wydania hajs
nie mam w nim przyjaciela wiec żegnać się nie żal
to Hemp Gru 2 z dumą zabiera czas
wierze ze młodzi niż my lepiej będą grać
ja chciałbym dać tych kilka słów
byś brachu mógł poczuć się lepiej znów
wiem różnie jest, niema co opowiadać
problem następny lecz trzeba go poskładać
taki już los życie to wieczna walka
szkoda ze nie pierze tych brudów moja pralka.

Ref:
Mówię Ci maleńka, choć dobrze o tym wiesz
stawiam va bank całe życie swe
jeśli daje miłość to tez tego chce
byś kochała mnie nawet wtedy gdy jest źle

Mówię Ci człowieku choć mały jest ten świat
wielki jest fakt ze mówimy sobie brat
pomyślny wiatr niesie ze sobą pakt
to JLB trzy słowa które znasz.
Ref. Dales doskonaly przyklad jaki byc niepowinienem.
Czy roznimy sie znacznie? Tego nawet ja nie wiem.
Ale obiecalem sobie, ze cos w tym zyciu zmienie.
Nie wiem czy mi wyjdzie lecz sie staram byc czlowiekiem.

Ten strach jako towarzysz w drodze na ostatnie pietro,
czy drzwi wejsciowe całe i czy czeka mnie tam piekło?
Sam nie raz wywarzałem te drzwi wyłamywałem,
bo do domu rodzinnego jakoś dostać sie musiałem.
Kiedy klucz od wewnątrz często był wsadzony w zamek
21/8 dom pełen niespodzianek.
Gdzie w oknach brak firanek od małego dzieciaka,
pamiętam w kuchni i na pokojach draka.
Rodzinne zapasy przy użyciu tasaka! Wynos sie kurwa !!!!!!!...)
Zdarzyło sie płakać jestem zupełnie szczery,
strach we mnie wzbudzał widok siekiery,
w rekach tyrana, który miał być moim ojcem,
a pokazał mi w życiu same rzeczy najgorsze.
I na tym nie skończę, obietnice bez pokrycia
ile zobowiązań z twojej strony za życia?
Muza na full, żarcie z rożna, poker,
lata osiemdziesiąte to czasy prohibicji, menzurki i kuwety
w samym stanie wojennym wódy widok codzienny
to domowa produkcja, miałem zdolnego staruszka,
na głowie poduszka by zagłuszyć te bełkoty bawiącej sie hołoty,
obok do białego rana cała zgraja najebana,
wszyscy tu bywali Waldek Kiera z mieszkania.
Jakie doświadczenia? Zagrożenie, złe doznania,
świeża emulsja ścienna na niej krew rozmazana.
W drzwiach powyrywane zamki, drzazgi, braki szyb w oknach,
przed kolegami obciach plus szereg interwencji:
pies, kuratorzy i opiekun społeczny,
bardzo dobrze znany jak wywiad środowiskowy,
czy z bratem mam co jeść, czy do szkoły gotowy.
To relacje sąsiada, który za dużo gadał,
a sam nie był święty zwoził dupy do mieszkania.
Z koleżkami z milicji miał bal do białego rana
2 1 8 oto mój życiowy dramat!

Dałeś doskonały przykład, jaki być nie powinienem.
Czy różnimy sie znacznie? Tego nawet ja nie wiem.
Ale obiecałem sobie, że coś w tym życiu zmienię:
Nie wiem czy mi wyjdzie lecz sie staram być człowiekiem.

Wyrzucałem oknem noże, żeby nie były w użyciu,
chowałem pieniądze i wóde a dlaczego?
By nigdy więcej nie widzieć Ciebie pijanego!
Żebym miał jutro, co jeść, gdybyś poszedł w cug tato,
parę razy sie zdarzyło nazwać cię pijana szmatą!
Ty śpisz ja cię okradam, po cichu sie skradam,
co by było gdybym wpadł, byś sie zbudził mnie przyłapał?
Nigdy o tym nie myślałem to głód determinacja,
zaminiles życie z synem na prywatne wakacje.
W lodówce czystki rzadził Ludwik Waryński.
Dwie stówy to nie mało je sie chciało wiec śmiało
do przodu, do przodu zniszczyć uczucie głodu
to jeden z istniejących tych kradzieży powodów.
Zmarnowałeś mi dzieciństwo tak niestety wyszło,
zmarnowałeś mi matkę ja byłem tego świadkiem.
Tyle widziałem przypadkiem, czego nie powinienem,
nic nie rozumiałem przecież byłem malym dzieckiem.
Ile wylanych łez tyle co wódy w kielona?
W stopie seta golona co 14 lat pieczatka.
I w pracy, po pracy rodacy pijacy!
Przyszło ci w końcu za to życiem przypłacić!
Jeden za drugim stoi, nikt się nie boi
Od bójki nie stroni tylko za wrogiem goni
Ekipa chuliganów Lech Poznań swoje zrobi
I zawsze pierdoli stadionowy monitoring
Wciąż z pałek, grad kamieni w boju niezwyciężeni
Waleczni, niepokorni, wszyscy w walce zjednoczeni
Zbyt wiele mocnych doznań by zapomnieć Lech Poznań
Zbyt wiele powiązań, wyjazdowych sprawozdań
Z znienacka zasadzka nie znasz dnia ani godziny
Bez powodu i przyczyny chuligańskie zadymy
Walki, potyczki, wojny, brygada kto za to odpowiada?
Wiadomo Wataha jedność i siła, wspólna zadyma
Prywatnie rodzina, taki znałem klimat
Na damkę w banie pijana hałastra
Od miasta do miasta, po mistrzostwo i basta
Elita żołnierzy, nie musisz mi uwierzyć
Ponownie uderzy, i zdobędzie wszystkie cele
Wiadomo jest ich wiele, niestraszne przesilenie
Podołałem obowiązkom wszyscy kumple przyjaciele
Teraz do was wersy idą, Lech Poznań tu się dzieje
Wspólnie z kumplami, balety, wyjazdy
To lubi każdy wariat odważny
Ile twarz zdartych, ile połamanych kotów?
Ile bójek, kolegiat, ile z psiarnią kłopotów?
Nienawiść punkt zapalny, z pewnością nie banalny
Zawsze i wszędzie na chuj policyjne panny
Miłość jedyna tak to ta drużyna
Lech Poznań i zadyma to chuligana klimat
Bezustanna walka z wrogiem o chuligański prymat
Taki znałem klimat, taki znałem klimat
Przecież nas znasz, boys’ów fight’ów nasza twarz
Przecież nas znasz, to był nasz czas
Z chłopakami po meczu szybciorem na dworze
Czy wzięcie trochę później o wieczorowej porze
Chuligan daje wzorzec, kumpel częstuje piwem
Na zawsze w pamięci balety szczęśliwe
I nigdy nie zapomnę, wspólnych kłopotów
Nie śmiertelnej orki, wydry zdobywania płotów
Najebki z psiarnią, frajerskimi agencjami
Zesranymi w gacie ochroniarzami
Wiele się zdarzyło, jeszcze wiele przed nami
Jeden za drugim stoi, nikt się nie boi
Od bójki nie stroni tylko za wrogiem goni
Ekipa chuliganów Lech Poznań swoje zrobi
I zawsze pierdoli stadionowy monitoring
Wciąż z pałek, grad kamieni w boju niezwyciężeni
Waleczni, niepokorni, wszyscy w walce zjednoczeni
Zawsze gotowi na bój, zawsze wszędzie zrobią gnój
Boisz się uciekaj, jesteś kozak no to stój
Bo to nie jest żadna nowość, że kibole się leją
Zaznaczają swą obecność z przeciwników się śmieją
Plaga bandytów co zaraża każdy rejon
Twardo bez układów zdaję sobie z tego sprawę
Nigdy nie wiesz co się stanie gdy przemierzasz autostradę
Czy napotkasz blokadę, zbierzesz wjeb czy się obronisz
Zasadzki to rzecz ciasna, musisz się z tym oswoić
Jeśli chcesz się w tych tematach dosyć płynnie poruszać
To potrenuj trochę chłopie i do boju możesz ruszać
Stadionowe awantury to nie są żadne bzdury
Trwałe uszkodzenie ciała (dojebałem z grubej rury)
Jak najbardziej rzecz poważna, znowu uszkodzona czaszka
Czy już triumf i czy porażka, teraz mogę ściągnąć maszka
I obejrzysz w TV newsy wiec są plusy i minusy
Czy sumienie mnie poruszy czas podleczyć świeże guzy
Pozdzierane łapy i ślady po pałach nikt nie krzyczy ała
Ekipa doskonała jak tytan wytrzymała ponownie czadu dała
Nie do zatrzymania, w rankingu nota nie mała
Jeden za drugim stoi, nikt się nie boi
Od bójki nie stroni tylko za wrogiem goni
Ekipa chuliganów Lech Poznań swoje zrobi
I zawsze pierdoli stadionowy monitoring
Wciąż z pałek, grad kamieni w boju niezwyciężeni
Waleczni, niepokorni, wszyscy w walce zjednoczeni
Zawsze gotowi na bój, zawsze wszędzie zrobią gnój
Boisz się uciekaj, jesteś kozak no to stój
Bo to nie jest żadna nowość, że kibole się leją
Zaznaczają swą obecność z przeciwników się śmieją
Choć patrzyłem nie widziałem ile koło siebie miałem,
frajerstwa których wcześniej braćmi nazywałem.
I choć chciałem nie słyszałem szelest dochodzących słów,
że już właśnie przekroczyłem złego domu próg.
na skrót przez drogę wyłożoną złotych gród,
gdzie spychałem wszystko na bok tak jak śnieżny pług.
teraz spłacam dług, po dzisiejszy dzień,
kiedyś byłem ślepy, kiedyś byłem głuchy teraz wiem.
ile z życia scen, wtedy mógłbym pozmieniać,
zaślepiony w PL'nach tworzył się następny temat a wokół,
w zasięgu mego wzroku, nie widziałem nic nie słyszałem kroków,
nie myślałem, że ten spokój zmontuje mi protokół
czasem lepiej stanąć z boku i mieć pusto w kieszeni
niż potem co dnia wbijać się kadzielny drelich
ile wokół skurwieli nazywali mnie mordercom
a ja jestem człowiekiem o anielskim sercu
mam dzieci i rodzinę, za która jak trzeba zginę
oraz wariacką familie na wezwania pilne
to są strony moje silne, wyssane z mlekiem matki
to Ty mi dałaś życie i chroniłaś od tej klatki,
to Ty mi wciąż mówiłaś lecz ja byłem głuchy
i stąpałem dalej po tym lodzie kruchym
a wszystkie moje ruchy spisane w protokole
przez kurwisko co, do grona je przyjąłem
niech Ci twardy jest stolec i będzie Cię boleć
a ja tym czasem odpokutuje swoją dole, odpokutuje swoją dole.

Słuchaj swoich bliskich, nie prześpij swego życia.
Kiedyś byłem głuchy..
Słuchaj swoich bliskich, nie prześpij swego życia.
Kiedyś byłem ślepy..

Szedłem jakbym miał opaskę na oczach
mówiłem jakbym chciał przekazać na opak
nie słyszałem chociaż ktoś wołał,
nie było mnie chociaż był taki chłopak
miałem chyba sen, który był rzeczywisty
prawdziwe blizny chociaż przyśnione bitwy
samobójcą nie byłem nigdy,
nie dla mnie pętle złote strzały i brzytwy
szedłem wkurwiony jakbym był tu za karę
do tego świata miałem duże ale
tak po prostu otrzeźwiałem nagle
i z dnia na dzień złapałem wiatr żagle
dziś widzę dalej niż kiedykolwiek
i słyszę dokładniej i mówię rozsądniej
pamiętam nigdy nie piszczanych scenariuszy
ale mam je w pamięci to uczy, to uczy

Wczoraj nie widziałem tego co dziś widzę
wtedy przyjaciele a dziś się nimi brzydzę
udawane zachowania dobre słowa dla otuchy
dzisiaj już to wiem kiedyś byłem głuchy
cena doświadczenia, opcja zero skruchy
brat zmieniłbyś wiele by uniknąć puchy
ślepy choć patrzyłem głuchy choć słuchałem
i wierzyć mi się nie chce, że tak często przysypiałem
zmysły zawodziły lecz w pamięci luki nie ma
jakie życie taki czas ciągle ludzi zmienia
tyle razy moja wina ile razy się myliłem
nie słuchałem bliskich bo głuchy wtedy byłem
nie widziałem świata w którym być nie powinienem
nauczony żyć nie za wszelką cenę
dziś smakuje życia pełnią zmysłów mam kontrolę
biorę co mi daje, bo żyć się nie boje.
To była niedziela, wstałem późno, luźno sobota melanż,
myślę ukrop doskwiera, relaks, teraz się nie wybieram.
Gówno, cholera, kierat, dzwoni telefon, nie odbieram,
boli mnie, że to nie ta litosfera, gdzie tego nie ma.
Ale nie o tym, więc odbiegam, do komputera porobić zwroty,
albo do sapera, nie mów mi o tym, dotyk też ice tower'a.
Trochę inny motyw jak wypadam tu z roli rapera,
ale nie o tym chciałem, w sumie na pewno.
W chuj czasu przejebałem od nagrania de integro,
trzeba zrobić tu kawałek, co nie będzie mi tragedią,
Kurwa nie mam już zapałek, ta, zapierdalam do metro.
Ty i kogo tam spotkałem, ja jebie, czy nie to nie była czarownica,
ona dawno już nie żyje, zresztą wszystko jedno.
Ta, bo dziś mnie nie ominie, terror,
wiesz to był klient co mi dzwonił przed ósemką.
Ziom nie piję muszę nagrać płytę,
w ogóle mam plan jak killer dojebać wszystkim po dupie.
Taa spoko kminie, ale mam wódkę ty jak nie popłyniesz,
jak ty masz w rodzinie motorówkę, dobra to było okrutne.
Cho na chwilę chluśniem, ale później idę i nie wyląduję nigdzie na domówce,
czy chuj wie gdzie, w chałupie, w klubie, albo w dupie.
Teraz pójdziemy, nie parę godzin in da future.
Leże pod biurkiem, ujebany jak sztaplarka,
na wkurwie obok typiary jedna parka zajebana okrutnie.
Chyba mam blanta w ryju, skandal to smutne,
wiruje bania jakbym napierdalał wiadra po wódce.
Na faktach, a jakaś laska chyba tańczy na rurce,
chyba ma dałna, nikt nie będzie tutaj klaskał tej kurwie.
No masakra ogólnie, coś gadam, ale nikt nie kuma tematu,
chyba już pora odpadam, opowieści z miasta fatum.
Pamiętam '96 przed lustrem ćwiczyłem nawijkę
Kwaśniewska była wtedy jeszcze przed pierwszym liftingiem
To było dawno temu, Ero nie miał jeszcze Serum
Nie dzwoniłem do dilerów, Blondie Rapture z adapteru
Dziś brzuch wylewa mi się lekko zza paska
Zapisuję kreślę brudną ręką w notatkach
Sample złączone z bębnem znaczę obłędem
Bez ciśnień czy będzie to trendem
Majk Czeka, znów ja przy majku
Piszę i nawijam dla bloków epitafium
Tu gdzie wielu z nas teraz pije za błędy
Pierdolić czułe słówka i fałszywe shakehandy
Spojrzeć sobie w oczy gra świeczki warta
Albo na wieki pogarda jak u Godarda
Przysięga krwi, na śmierć i życie mariaż
Skurwysynu, ty tego nie ogarniasz

Większość emce jak patrzę na nich już im nie wierzę
Zgolić te łby a później smołą i pierzem
Chcieli być kimś włóż to dzieciak między bajki
Za małolata wymieniali żołnierzy na lalki
Urodzeni w znoju tyłem do przodu
Na ich koncertach pustki jak podczas nalotu
Ludzie poznali tą pazerną bandę
Złapaną nocą na przeprawie przez Rio Grande
Niby skromni a parcie na szkło
Przerżnięte usta byle był grosz
Stąd taki kot trafia na szrot
Niepotrzebnie niosą nosze wystarczy mop
Patrz jak ten asfalt leniwie dupą rusza
Oni mówią mają wosk ale chyba pszczeli w uszach
U nas tempo 3 do 3 i jest fest
Od a do be do ce do de do zet

Jadę miejską komunikacją studio na piętnastą
W mojej głowie dziś Hanoi kontra Sajgon
Liryczny jackpot w jednej linii trzy siódemki
Niewiele trzeba wersy sypią się spod ręki
Rap'n'Roll, brudne jak Południe miejskie boogie
A nie ulice skolonizowane przez fastfoody
Bary szybkiej obsługi, ej to nie dla mnie
Masz tu litanię pisaną punchlinem
To jak operacja serca, zadrży ręka
Błąd w sztuce, uśmiercasz pacjenta
Ludzie na koncertach mówią że ich rozumiem
Uwięziony na zawsze w tym getcie sumień
Niektórym słusznie dziś trzęsie się wita
Wielu przysięgało -- „na zawsze muzyka"
„Kobieta życia" -- dzisiaj mówią „kurwa stara"
Została po niej tylko przypałowa dziara
Zrobie co zechce, radio nie zechce,
Telewizja nie pusci, a ja mam polewke
Już dawno mi przeszlo, szolbiznes to pieklo
Radio i TV to dla mnie przeszłość..

1.
Zagraj mi ten, sampel z bitem,
Zagraj mi dźwięk , a ja zrobie go hitem,
Może być z featem, solo lub shitem
Wystarczy mój glos zrobie wszystko co chce z widzem
Od lat tu nagrywam, w showbiznesie bywam,
Nie spotkałem tam normalnych ludzi coz bywa
Chcesz isc do radia, idz z tym do diabla,
Telewizja to samo do chu.. wafla
Jazdy mi robia, oni gowno to robia,
A radia puszczaja a ludziki za tym gonia,
Nikt już nie slucha, w tekstach posucha,
Byleby jeb... akordem po uszach,
Nie wazne ze bzdury, zero w nich panczy
W szklance nie zmiescisz zadnej pomarańczy
A czy ty myślałeś, kto na tobie się lansi
Ty spisz a chłopak po Twym hajsie tanczy

Zrobie co zechce, radio nie zechce,
Telewizja nie pusci, a ja mam polewke
Już dawno mi przeszlo, szolbiznes to pieklo
Radio i TV to dla mnie przeszłość..

2.
Dla kogo gramy, nie chce za to money
Nie musze na listach top 10 być notowany
Szolbizes to chamy, nikt nie oczytany,
Silikony w czole, a w glowie siano rany
Klika czy mafia, pieniadz nie pasja,
W radiu padaka, ale wazne ze kaska
kasa neci, dla kasy nawet w domu kamery przykrecisz
smutne ale prosze wierz mi
Upadnie ten biznes, co ledwo zipie
Tancza, śpiewają, towarzystwo to kipie
Za kulisami towarzystwo to spite
a ty plac plac by oglądać ich Zycie
ja mam to w piźdz.., oni tancza na mieliźnie,
wkrotce ten biznes typom się zrypie
wiem będą kwiczec, kto im tekst napisze
będzie placz i tragedia no coz takie Zycie.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo