Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Raz w życiu byłem nad jeziorem z wędką
chociaż w rybołówstwie jestem cienki jak w demokracji Łukaszenko
ale nic to
czas stracić wędkarskie dziewictwo
taka okazja nie trafi mi się prędko
wędkowanie to rzecz dobra jeśli tylko mam tu siedzieć i podziwiać krajobrazy ciągle tylko
rzucam siadam czekam czekam i chuj
wciąż ten sam harmonogram
żadnej ryby kurde
aż nagle robi się burdel żyłka wodę tnie jak brzytwa
Jezu, tu potrzebna jest interwencja szybka
więc zrywam się, szarpie, wyciągam, a tu z wody wyskakuje złota rybka
co kurwa?
nie słyszałeś o tej bajce z życzeniami, złota rybka ze złotymi zębami
ja blady jak pergamin
jednak rybacy muszą być dzielni
raz rybce śmierć
lecz powiem jej życzenie może spełni
złota rybko mówię
posłuchaj jakby to powiedzieć
zasadniczo nie najlepiej mi się wiedzie
chciałbym żeby przestały mnie naglić rzeczy które mnie naglą
i może jeszcze Lamborghini Diablo
forse chce mieć
niech uwolni każdy talent który we mnie drzemie
spraw żebym zrozumiał chemie
żebym przestał być leniem
albo nie
ja się będę opierdalał
niech się wszystko dzieje samo
ale ma być dobrze rybka zrozumiano
i pluszowych misiów więcej niż kolesi w boysbandzie
złota rybka na to
słuchaj mały
ni chuja nic z tego nie będzie
Ref: Weź swój los w swoje ręce a ręce daj w górę |
złota rybka zapomnij poszła na emeryturę |razy 2
nie czekaj na cud z nieba to nic nie da |
tylko zwycięzca dostanie złoty medal |
2. Wiem że masz takie akcje że patrzysz za okno
los w dupę kopie najwyższy czas też go kopnąć
jest ci ciężko doprawdy
przeczytaj Grzesiuka
los jest ślepy więc wcale nie tak trudno go oszukać
patrze i nie wiem co to siedzi w tych ludziach
że nie wiedzą że żeby wygrać wyścig trzeba wziąć w nim udział
szukają szczęścia tam gdzie nikt go nie spotka
tkwiąc w kolejkach do kolektur totolotka
rzeczywistość nie jest słodka
ja wiem to
problemów więcej niż na Kursku
miejsca mniej niż w cinquecento
życie narzuca tempo
więc je dogoń złap za ogon
ty też to możesz jeśli inni to mogą
forsa leży na ulicy być może
ale żeby tam leżeć musi najpierw spaść z nieba a z tym już gorzej
najwyższy czas wziąć się w garść ziomuś szczęście przyjdzie trzeba tylko trochę mu pomóc
Ref: Weź swój los w swoje ręce a ręce daj w górę |
złota rybka zapomnij poszła na emeryturę |razy 2
nie czekaj na cud z nieba to nic nie da |
tylko zwycięzca dostanie złoty medal
Ref. Dales doskonaly przyklad jaki byc niepowinienem.
Czy roznimy sie znacznie? Tego nawet ja nie wiem.
Ale obiecalem sobie, ze cos w tym zyciu zmienie.
Nie wiem czy mi wyjdzie lecz sie staram byc czlowiekiem.

Ten strach jako towarzysz w drodze na ostatnie pietro,
czy drzwi wejsciowe całe i czy czeka mnie tam piekło?
Sam nie raz wywarzałem te drzwi wyłamywałem,
bo do domu rodzinnego jakoś dostać sie musiałem.
Kiedy klucz od wewnątrz często był wsadzony w zamek
21/8 dom pełen niespodzianek.
Gdzie w oknach brak firanek od małego dzieciaka,
pamiętam w kuchni i na pokojach draka.
Rodzinne zapasy przy użyciu tasaka! Wynos sie kurwa !!!!!!!...)
Zdarzyło sie płakać jestem zupełnie szczery,
strach we mnie wzbudzał widok siekiery,
w rekach tyrana, który miał być moim ojcem,
a pokazał mi w życiu same rzeczy najgorsze.
I na tym nie skończę, obietnice bez pokrycia
ile zobowiązań z twojej strony za życia?
Muza na full, żarcie z rożna, poker,
lata osiemdziesiąte to czasy prohibicji, menzurki i kuwety
w samym stanie wojennym wódy widok codzienny
to domowa produkcja, miałem zdolnego staruszka,
na głowie poduszka by zagłuszyć te bełkoty bawiącej sie hołoty,
obok do białego rana cała zgraja najebana,
wszyscy tu bywali Waldek Kiera z mieszkania.
Jakie doświadczenia? Zagrożenie, złe doznania,
świeża emulsja ścienna na niej krew rozmazana.
W drzwiach powyrywane zamki, drzazgi, braki szyb w oknach,
przed kolegami obciach plus szereg interwencji:
pies, kuratorzy i opiekun społeczny,
bardzo dobrze znany jak wywiad środowiskowy,
czy z bratem mam co jeść, czy do szkoły gotowy.
To relacje sąsiada, który za dużo gadał,
a sam nie był święty zwoził dupy do mieszkania.
Z koleżkami z milicji miał bal do białego rana
2 1 8 oto mój życiowy dramat!

Dałeś doskonały przykład, jaki być nie powinienem.
Czy różnimy sie znacznie? Tego nawet ja nie wiem.
Ale obiecałem sobie, że coś w tym życiu zmienię:
Nie wiem czy mi wyjdzie lecz sie staram być człowiekiem.

Wyrzucałem oknem noże, żeby nie były w użyciu,
chowałem pieniądze i wóde a dlaczego?
By nigdy więcej nie widzieć Ciebie pijanego!
Żebym miał jutro, co jeść, gdybyś poszedł w cug tato,
parę razy sie zdarzyło nazwać cię pijana szmatą!
Ty śpisz ja cię okradam, po cichu sie skradam,
co by było gdybym wpadł, byś sie zbudził mnie przyłapał?
Nigdy o tym nie myślałem to głód determinacja,
zaminiles życie z synem na prywatne wakacje.
W lodówce czystki rzadził Ludwik Waryński.
Dwie stówy to nie mało je sie chciało wiec śmiało
do przodu, do przodu zniszczyć uczucie głodu
to jeden z istniejących tych kradzieży powodów.
Zmarnowałeś mi dzieciństwo tak niestety wyszło,
zmarnowałeś mi matkę ja byłem tego świadkiem.
Tyle widziałem przypadkiem, czego nie powinienem,
nic nie rozumiałem przecież byłem malym dzieckiem.
Ile wylanych łez tyle co wódy w kielona?
W stopie seta golona co 14 lat pieczatka.
I w pracy, po pracy rodacy pijacy!
Przyszło ci w końcu za to życiem przypłacić!
Powiem wam wiersz...

Chciałbym raz odwiedzić inny układ planet
dziwny tu świata nie dał by inny bóg na zmianę
chociaż nie wiem sam czy nawet dał bym radę żyć gdzie indziej
może od ziemi oderwę się lecz sam z siebie nie wyjdę myślę
czemu każdy z nas potrafi marzyć
choć urzeczywistniania tych marzeń cierpi na paraliż
niedowład tej skali zabił w nas ostatni śmiech
chcę być groźny, chcę być silny, musisz dziś bać się mnie
świat zwariował, witaj brat na izbie zdrowia
nerki, prostata, wątroba, forma jak dla psychologa
to przez browar i browar i co mam to kona koniak, sambusoda jeszcze jeden . . .
zobacz nie wiem ile lat zostało mi tu na tym świecie
ty nie pytaj się o śmierć bo ja już dziś mogę odlecieć
byle by w tej rakiecie z autopilotem na niebo
chyba, że dasz mi żyć w pacyfiku jak mój ziomek nemo
nieważne jakie serce, ilu znasz tu mitomanów
co pierdolą opowieści jak Andersen
łódzkie powietrze sztachnij się bro machem
pozdrowienia dla tych co do śmierci walczą z czasem

x4
ja chce czas wierzysz, ja chcę czas bro
ja chcę czas, żeby trwonić ten czas ziom

ja chce czas wierzysz . . .

x2
"Listen you fuckers, you screwheads, here's a man who would not take it anymore"

to mój 1 sierpnia choć bez godziny W
tak prowadzi mnie mesjasz do krainy cnót
wschód słońca piąta, piątka z podłogą
chuj, że się nie wyspałem budzik obsrał tą błogość
jak robot nogą zwlekam się z łóżka
tak z głową słowo ponoć miesza się w mózgach
nic nie trybie, na pewno nie o piątej
na pewno nie w tym stanie przed sikaniem i jointem
nie w tym kinie jeśli coś mnie ominie to ja sam
bycie w mojej skórze to jak thriller dla mas
brak snu zabija, łazienka, ręka, kran
i szczoteczka do ryja płynie czas jak lavazza
znaczy w krwi kofeina, dzień świra, wkurwienie
wkurwiam się, że żyję i wkurwiam się że nie je
istnieje to określenie pasuję do mnie
choć między domem, studiem, zdążę o tym zapomnieć
antytalent cywilizacyjnych bubli
odpalę samochód jeśli pozwoli dziś mózg mi
nawet nie wiem gdzie klucze, a po mieście już płynę
jebać to jak w pracy jeszcze się prześpię godzinę

x2
kilka razy w roku mam taki dzień, że chciałbym
by wszystkim wokół na łeb pospadały gwiazdy
traktuj mnie poważnie bo jestem niepoważny

x4
palę rap, parę lat, palę rap bro

to mój 1 sierpnia godzina 8 rano
zegarek na piętrze, jak by służył esesmanom
myślę mnie nie obudzisz wara od mistrza
pięść kontra budzik, bo alarm to faszysta
niekończąca się opowieść, mów mi bastian bux
prosto z miasta stów, gdzie płynie prawda tu
życie mnie sprawdza znów, czasu pogarda ból
co mnie ponagla, zrób sobie ty fajrant już
wstaję nie dotrwam, na stojąco czuję usnę
choć żołądek jak kompas, kieruję na lodówkę
noga za nogą, kapciem podłogę miele
czosnek, nałogi moje niczym żółć na serze
życie jak arkanoid, obija mnie o ściany
nie mów, że alkoholik bo jestem niewyspany
z nami zawsze te wory pod oczami
gdybym mógł to bym te wory wypełnił dolarami
a w lodówce pusto i to pusto na amen
pusto w szafie, syn wpie… ostatnią czekoladę
nie mów o obowiązkach, dzisiaj sram na nie
nie ma żarcia, nie ma nic, daj mi godzinę na spanie

"Listen you fuckers, you screwheads, here's a man who would not take it anymore"

nie mam szefa, choć gdybym miał bym go rozkurwił
mój styl to full zaniechań dla wolnych popołudni
zapytaj moją żonę, ona nadała mi tytuł
wysublimowany cham, ukryty zabójca budzików
dla wszystkich niewyspanych, lepiej pozostać w domu
zamiast na chama szorować swoje buty od spodu
to bałuty dla ziomów, bezrobotnych twierdza
tu kręci się zajawka jak odpalony vestax
mamy przestać, [?] bo przetrwa kto sprzęt ma
jak przegram to przez rap i przez nas pamiętaj
mój dom odpowiedzialność jak i moje ambicje
się nie wyśpię chuj, ważne, że mogę myśleć

x7
palę rap, parę lat, palę rap bro
Stasiak:
Nie czekam na to staram się o tym nie myśleć
nie wiem czy warto, bo czy wtedy coś usłyszę
a słyszeć chciałbym wszystko
i przede wszystkim co powiedzą o mnie oni one i bliscy
co powiedzą wszyscy nie chodzi o to co
tylko oto by mówili, wspominali
dobry ziom, to był on, zdobył front, pobił go
i to dla mnie będzie najważniejsze
by zostawić tym ludziom po sobie coś więcej
niż mgliste wspomnienie, jakich mają sporo
taki grubszy śmieszny
zawsze w bluzie Moro
chcę pamięci, a resztę i tak mi zabiorą

Ref. x2
Kiedym jem (kiedym jem), kiedy śpię (kiedy śpię), kiedy gram (kiedy gram)
wtedy wiem (wtedy wiem że)
nic nie będzie wiecznie trwać
nikt nie będzie wiecznie trwał

Mes:
Czy aby naruszę tabu
rozważając kiedy kostucha wyśle dedykowany mi nabój
w dowód miłości na zabój
parę razy usiłowała mnie uwieść
mmm może w piekle zabrakło miejscówek
o jedno proszę - niech zagrają mi koncert na trąbce
gdy zakończę byt wśród bukietów i wstążek
może motyw, który grał w Vabank Kwinto
Nie zmiennie przypomina mi dzieciństwo
Zatrzymując się w windzie myślę,
że skończę w takiej nieco mniejszej
i gdzie indziej
pojedzie tylko w dół
nie odczuwam stresu
na pogrzebie żadnych węży z showbiznesu
kółek, koleżanek, których nie widziałem wieki
nie chciały pić ze mną
to teraz też mają nie pić
potomstwo - mmm jeśli byłem ojcem chamem
niech śmiało spluje przez lewe ramię
i zasiedzie coś nade mną
by zamiast 'ale kirus' ciotki mogły znowu mówić 'no aleś wyrósł'
liberał, artysta, hiphopowiec w środku
ale bez przesady - nie tagujcie na nagrobku

Małolat:
Znowu wstaje rano nie myślę o tym czy jeszcze oddycham
chociaż czasem myślę, że mógłby znaleźć się nóż w moich kichach
jakbym zdychał szarpnąłbym kielicha z wrogiem
z pośród tych ludzi nie tylko on uśmiechnie się nad grobem
to obcy mahoń, to nie nowa deska rozdzielcza
to miejsce, w którym zjadę do piachu, później do piekła
zabierze mnie karetka, ale zdechnę w niej
może to stanie w twoich rękach i pochowasz mnie
a gdy przyjdziesz mnie odwiedzić, ubrana tak jak lubię
nie usłyszę już dźwięków szpilek jak przejdziesz po marmurze
za mszę jakiś klecha weźmie coś w kopercie
ale i tak to kim byłem będzie wciąż mało pojętne
niech mój karawan będzie chociaż nowa e-klasa
bo na mój pogrzeb może wpadną goście w bletach i Maybachach
choć jeśli dalej będę wiódł taki żywot jak teraz
to pozostawię zły smak, a chciałbym dobre wspomnienia (ta, dobre wspomnienia)

Ref. x2

Pjus:
Pomyśl czy coś cię trzyma, czy coś cię tutaj kręci
może przyszedł czas, by pomyśleć o śmierci
on nie mówił by zakończyć żywot w tym miejscu
ale między światami stoję, że tak powiem w przejściu
kolegów mam z sześciu oni mnie pożegnają
Gra orkiestra, mój Boże, co oni grają
Niech ktoś w końcu zrobi z nimi porządek
Chłopaki w ławkach rozlewają żołądek
może pijani puszczą drugiego ???
jedyna wdowa to raperka żadna nie była żoną Pjusa
padło parę osób, głownie artystów
dwóch muzułmanów, kilku antychrystów
Przy dopalanym gwizdku może czasem wspomną
mężczyźni o chlaniu, kobiety o wspólnym porno
ja i tak jestem głuchy, inni słyszą rechot
że Mes i Stasiak nagrali (co?) uchyl wieko
grubą krechą ktoś rozstaję się ze łzami
tylko ja jakiś sztywny jakbym miał egzamin
pytasz czy to tak można żartować z pogrzebu
będziesz śmierci tak blisko zrozumiesz dobrze czemu
Zgasło tak choć pali się we mnie jak we śnie,
Zakończyć chcę choć dobrze wiesz choć dobrze wiesz że nie.
Pozwól mi zakryć twarz, pozwól puścić łzy,
Zrozumieć, że to właśnie Ty, okrywasz mnie jak płaszcz.
Czuje jak uciekasz stąd, lecz wracasz bo tak chcesz,
Malujesz mi świat ze szkła, bo widzę lecz nie mogę przejść.
Tak bardzo chce pokazać Ci że będę czekał tu,
że będę czekał tu.

Ref.
Nie wypuszczaj z ręki to co masz,
bo ulotni się jak wiatr.
Nie wysypuj z serca swoich chwil,
szanuj je jak skarb
nie zatrzymuj się gdy już do celu mało masz x2

Gdy tylko schowasz mnie w sercu swym, bo w nim
głęboko wierzę, że to szczęście pomoże mi w tym.
Nie bardzo wiem jak z tym życiem ciągle jest.
Czy widzisz mnie z oddali swej, a może nie chcesz się prędzej,
bo ja już nie mogę żyć, tak z dnia na dzień.
I dzień w dzień umieram wciąż choć rodzę się,
codziennie choć nie chcę by żyć i kochać Cię,
by czekać tutaj dzielnie, rany są choć wiem, że nauczony żyć wiernie.
I już.
Zawsze idę tam gdzie głaz przygniata umysł mój,
walczę wciąż choć padam z nóg taki tchórz, brak.
I choć pragnę Cię, nie próbuję nic tu ugrać.
Nie jesteś pierwsza, nie druga i jak Bóg,
da ta przygodna nie będzie nudna.
Zaufaj mi bo to trudna decyzja, jak chcesz bądź okrutna.
W sumie nie chcę już biec,
chcę tylko Ciebie złapać za nim świat się rozpieprzy.
Chcę w całości Cię nie, w ratach
chcę Ciebie złapać.

Ref.
Nie wypuszczaj z ręki to co masz,
bo ulotni się jak wiatr.
Nie wysypuj z serca swoich chwil,
szanuj je jak skarb
nie zatrzymuj się gdy już do celu mało masz
Jakie to uczucie kiedy zawodzi człowiek
nie wiesz nie wiesz nie wiesz to ja ci powiem
słuchaj naprawdę beznadziejne
szybki rachunek sumienia myślisz sobie
czy to przez mnie w stu procentach
czy wina leży po obu stronach
nie przemyślane czyny i nie przemyślane słowa
nie wiedziałem ze będę tego żałował tak gorzko
człowiek zawodzi jest za ciężko jest za ostro
życie jak stroboskop na zmianę zapierdalaja
wzloty i upadki ile porażek ile leż
przelanych w ramionach mojej matki a zagadki
przyczyny zachowań samemu kontemplacja
na ławce w centrum Ursynowa do góry głowa
ale nie w przenośni tylko dosłownie patrzę w niebo
leniwie płyną chmury szumią drzewa
ogółem jest spokojnie wszystko wolniej
wszystko zastyga dookoła mnie spokój
a w sercu rozgrywa się intryga
szukanie przyczyn dlaczego ktoś
tak a nie inaczej zrobił dlaczego zranił
zawiódł a potem odbił

REF (2x)
jakie to uczucie kiedy zawodzi człowiek
jakie to uczucie gdy ty zawodzisz mnie
jakie to uczucie jakie to uczucie

było wiele sytuacji podczas których
się na kimś zawiodłem
czego i dlaczego nie osiągnąłem
zobaczymy co jeszcze osiągnę
rozwiązania wygodne poszedłeś na łatwiznę
ty masz na twarzy uśmiech a ja na sercu bliznę
która przypomina o tym wszystkim
pieniądze peklarze pieniądze peklarze
jebac zyski jebac je ważne to co prawdziwe
bierz z życia to co najlepsze
mimo ze jest czasem niesprawiedliwe
nie możesz przez nie przejść na skróty
i tak jest dopóty dopóki
ktoś twojego przeznaczenia pisze nuty to jak druty
które ograniczają twoje wolność zawód na kimś
ból czy nauka to życiowa mądrość
zdolność przeciwstawiania się komuś lub czemuś
cos niezgodne z twoje natura
to porostu tego nie rób nie rób tego
bo możesz się na kimś zawieść
kochasz się bawić naukę tez można znaleźć w zabawie

REF (2x)
jakie to uczucie kiedy zawodzi człowiek
jakie to uczucie gdy ty zawodzisz mnie
jakie to uczucie jakie to uczucie

zawiodłeś się na kimś nie to gratuluje onar tu jest
zastanawia się jak się czuje świat pojmuje
teraz już zupełnie innych kategoriach w życiu
pewnych choć ten zawód jak na wyścigach memorial
to prawdziwa historia z życia wzięta
idź przed siebie nie odwracaj się nie pękaj
to puenta po przeżyciach młodego artysty
zawiodłem się na kimś na kimś bardzo bliskim
na kimś takim niby mogłem polegać bez przerwy
w stu procentach pewna sytuacja uśpione nerwy
super relaks uśpiona czujność nie wiedziałem
ze z dnia nią dzień ta budowla może runąć
od tak porostu runąć koniec i kropka
pamiętam smak twoich ust oooh jesteś słodka
porostu najlepsza najsłodsza z najsłodszych
chcesz znać prawdę to popatrz w moje oczy

REF (2x)
jakie to uczucie kiedy zawodzi człowiek
jakie to uczucie gdy ty zawodzisz mnie
jakie to uczucie jakie to uczucie
Aha, wiesz jak jest, wiesz jak jest joł!
ej ej ej, joł!

To coś jak film, miałem osiem lat,
ten świat był zagadką,
rap dał mi starszy brat,
więc ja znam go aż nad to,
światło gasło tylko w snach
miasto blakło ty to znasz
kiedy czas upływa, twarz
obmywasz rzadko, mówisz masz,
gramy marzeń, czułem że tu gram z siłą
miałem zamiast gram kilo,
chciałem grać na San Siro,
lecz przyszedł czas,
zabrał wiarę w nas
i talent który miałem chyba gdzieś na chwilę zgasł,
zapiałem pas,
chyba dorosłem żebym
coś w tym kraju mógł
stałem na rozstaju dróg,
być może do raju wrót,
krok wytyczał but
rok minął czułem trud,
z tą chwilą, bólem nóg
wyrzuciłem coś na bruk
jestem tu,
tu gdzie nikt by nie przypuszczał
patrzę znów setki smug,
za mną setki słów
na ustach niosę znów,
znów biję puls nie mogę ustać,
niczym nóż przecinam wspomnień gruz
na których osiadł kurz, tak tak tak..

Jestem tylko dzieciakiem
który od zawsze wierzył tutaj w swoje marzenia
i zwykłym śmiertelnikiem jak ty,
którego kiedyś pochłonie ziemia
i czy to zmienia mój cały świat
bo życie wybrało mi taki szlak
a niech to szlag
dziś słyszę jak fani krzyczą: rób ten rap,
i może nawet nie zdaję sprawy
z tego ile marzeń tu zdołało sprawić
że zdołałem zażyć
o czym każdy marzy
ty pewnie spytasz co na to starzy?
moi rodzice dali wsparcie
ich miłość do mnie tu wyraźnie czuje
nie umiem tego wyrazić w słowach,
kocham was nie zawiodę, dziękuję.

Ref. Ja to zdobędę, za wszelką cenę
dojdę do celu i wszystko odmienię
jestem pewien i dzisiaj już dobrze wiem
żeby spełniać swoje sny muszę trzymać ster
ja to zdobędę, za wszelką cenę
dojdę do celu i wszystko odmienię
jestem pewien i dzisiaj już dobrze wiem..

Jest wiele dróg, idę swoją,
świeci we mnie duma wokół,
chociaż grób nam otworzy tutaj
kiedyś suma kroków
tu gdzie struna bloków
życie pędzi w miejskim tłoku,
wokół ludzi pełno pokus
czają się na każdym kroku,
nie stój z boku,
braw nie otrzymasz jak po zdradzie,
strach działa jak hamulec gdy pędzisz po autostradzie,
patrz dziś na swój kierunek
w duchu powiedz że dasz radę pokaż twarz,
własną twarz nawet jeśli nosisz wadę musisz trwać,
rwać dziś na strzępy wspomnień sterty
żeby stać dalej grać,
wiec mocno zaciśnij pięści,
zaciskam zęby
choć w oczach czasem błędny wzrok
mija tu następny rok
życie pędzi jak Ken Block
ten rok dał mi wiary,
to już słyszałeś to gdzieś
jestem na stałe w tym sygnale
idę dalej to wiesz,
i nawet jeśli czuję stres
wiem że kres możliwości
tworzy głowa a nie ciało jeśli miałeś wątpliwości,

Ref. [2x] Ja to zdobędę, za wszelką cenę
dojdę do celu i wszystko odmienię
jestem pewien i dzisiaj już dobrze wiem
żeby spełniać swoje sny muszę trzymać ster
muszę trzymać ster x3
Manewry mixtape bracie i siostro! trzeci wymiar! dj hen! DonGuralesko! Chopin rapu Mateooo! Na produkcji! Sprawdź to gówno, co?! Nawiązujemy do klasyków! haa? Sprawdź rymu rozbójników! SLU K do G! Pogodzeni po latach! Czujesz ten klimat? Znasz to?! Słuchasz tego w aucie! Palisz przy tym jointy co dnia, co?! Myślisz o tym! Słyszysz to! Czujesz to! To PDG yo! Na żywo z Poznania! Manewry MIXTAPE! RAFII!!

(Rafi)
Kombinatorzy z PDG loży,
Każdy tu tworzy i będzie tworzyć,
Swoje gówno, poezje brudną,
Masz wenę? Talent? Natchnienie? - Rób to!
Kto myśli, że to ma, a nie ma tego - trudno!
Kto nie ma natchnienia, będzie robił to krótko!
Reguły twarde, zasady żelazne,
Rymy własne, nie musze mówić bo to jasne
Bity z ukrytym, analogowym trzaskiem
Wchodzę na scenę z wrzaskiem,
Posłuchajcie cepy, poznańskiej epy
Masz towar i blety? To nie stój jak kretyn!
Nie ty - tylko ja, gram rap wam
I jak własną kieszeń, reguły gry znam
I dbam o to, co mam, bo to, wszystko co mam
I nie brudne jak błoto, gorzkie jak tran
I nie sam! Razem ze mną PDG klan
DonGuralesko i ołowianych powiek pan
Razem z mikrofonem, reprezentujemy klan,
Bez zmian, zadajemy coraz więcej ran
Reprezentanci betonowych ścian i bram,
To nie kankan, ani tamtam tylko bit Mateo,
Huj w dupe wszystkim frajerom!
Ta...

(Peja)
Wejdę dokładnie jak rytm to wyznaczył,
Banda krzykaczy, da radę tutaj raczej,
Nikt tu nie płacze, w tym siła, ja nawijam,
P do N i kreska, mi wystarczy jedna chwila
I nie zapominam skąd jestem, znam ten klimat,
Przybyło mi lat, hardcorowy jubilat,
Nie od dziś masz debila co do bitu kiwa banią,
Prawi komplementy paniom i wpatruje się im w cycki
Rap i używki, miasto nocą, kurwo wyjdź mi!
Jeśli walisz fochy, to zmień suko nawyki!
Znów twarde rikitiki, zostaw numer na lustrze,
Odezwę się na pewno, teraz drzemkę se utnę
Tak w 07 śmigam, żeby było prościej,
Nie 07 zgłoś się, daj bit Matheo głośniej
Ja na mixtapie gościem, ten syf nie bez znaczenia,
5 element, hip-hop bez znieczulenia
Znów gołda dodać temat, w kłębach dymu nowy projekt,
Na żywo z Poznania, tutaj hardcorowy gnojek
Przy mikrofonie stoję, spróbuj nam się tu narazić,
SLU, PDG, Ruchu Peja i Killazi...

(DonGuralesko)
Flow na żywo, z Poznania, miasta grubych bluntów,
Świat kwadratów, rap koalicjantów
Z P do N grodu, wieje wiatr od zachodu
Byle do przodu, synu, byle do spodu (to miasto Poznań)
Bum, bum i chodu, nie wiadomo kto to jak trup bez dowodu,
To PDG crew, dziś nie bez powodu
Jestem składaczem kodów, słów, epizodów
Rytm od Dj-a, Gural, Kaczy i Peja, bit Mathea, prosta idea
Gram w ten syf jak w GTA i szenea,
Mam więcej mocy w tym mieście, w którym zarywam większość nocy
Tu większość wiary kombinuje jak przytulić pekiel
24h świeci wierząc w to, że będzie lepiej
Werbel klepie, w mieście grubych przelotów,
Was telepie, w mieście ludzi kotów
Zaliczam glebę - wstaje, idę przed siebie,
Tej szansy nie pogrzebie, cos daje znak mi na niebie
Mina zrzednie tym co nie wierzyli,
Powiedzą kiedyś "PDG tu byli, prawdę mówili...

(Kaczor)
Z Poznania na żywo, dziś na pewno nie krzywo,
Jadę z gadką leniwą, wbrew frajerskim sprzeciwom
Tym co się dziwią, w mordę spocony dydol
Ze sobą, hordę mam dziś niemożliwą,
To SLU, K do G, PDG frakcja,
Światło, kamera, akcja, P do N dominacja
Gdzie beton nie akacja kwitnie po horyzont,
Cenzura i tak kwitnie szmato, sypnij to na scyzor
Ja sprytnie omijam tych co dupe liżą,
To ludzie koty, w studiu kolejny epizod
Klasycznie jak gotyk, ten rap jest morską bryzą,
w czasach gdy hip-hop kłamstwem śmierdzi jak lizol
I schizą dla ciebie te wersy, te słowa,
Grasz z numerem pierwszym i na kaflu towar, ho...

5 element... nowy projekt
To SLU, K do G...
... P do N grodu...
Każdy tu tworzy i będzie tworzył..
SLU.. PDG... /(x2)
Żadne zachowanie nie jest nie właściwe
Gdy dźwięk twego imienia
Pierwszy i ostatni raz wypełnia pokój
W Żadnym sewr nie ma wzorca ostatecznej powagi
Tylko Tobie królowie i nędzarze,
Święci i łajdacy kłaniają się w pas równie nisko
To taka demokracja dnia ostatecznego
Znają Cię wszyscy, choć Twymi przyjaciółmi
Są tylko szaleńcy o rozpalonych obłędem oczach
Nie, Ty nie masz przyjaciół
Bo nawet szaleńcy lgną do Ciebie jak ćmy do płomienia świecy
Fałszywie przekonani, że ten ogień odda im bezpieczeństwo
Stara kobieto o wychudłych policzkach i bielonych kościach
To nie na Ciebie czeka w wigilie krzesło i talerz
W domostwach prawych ludzi
Zostawiasz po sobie wypaloną jałową ziemię
I serca rozerwane na strzępy
Za Twoimi plecami wybucha płacz głośniej od bomb
Lub cisza zastyga w powietrzu
Koścista starucho odziana w łachmany
Dziś znalazłem odcisk Twych stóp na dawno nie pranej wycieraczce
U progu mych drzwi
Z dedykacją dla moich ludzi w chmurach
Byłem pośród rozbitych szyb i klatek zatęchłych
Znam tych zza kurtyny i będę znać następnych
Tam choroba ale nie ma na nią lekarstwa
Byłem pośród szlachty i pośród drobnomieszczañstwa
Pośród szaleñstwa w trakcie dziejów burzy ja stoję
Mikroskopijna jednostka jak drobnoustroje
Byłem tam zmęczony szarym życiem i alkoholem
Będąc przez całe tysiąclecia hip-hop apostołem
Widząc tchórzy i bohaterów głęboko się zastanawiam
Czy swoją pracą w jakiś sposób świat naprawiam
Głupota i zawiąż ludzkości Achillesowa stopa
Sączyła się z waszych twarzy jak na ranie ropa
Kiedy stara Europa pęakała nad waszym losem głupcy
Ja byłem wtedy u boku stwórcy byłem tam

REF:
Ja i moi ludzie wyszliśmy z tych miejsc z twarzą
Vienio życia obserwator oni z nas wyłażą
I pójdą za mną na moje jedno skinienie
Żeby łatwiejszym uczynić ziomkowi istnienie
Byłem tam x2

Ja tam byłem i swoje zobaczyłem jak za mgłą
Ulice bramy i ludzi którzy chcą zachować godność swą
Wiecznie głodni pieniędzy
Wychowani w szponach nędzy
Nie szczędzeni przez życie muszą zarabiać skrycie
Opierając się na sprycie dziwi cię to
Bo mnie wcale nie wiadomo że jest źle
I będzie gorzej coraz jak Fu i Koras
Nawijam o tym co dobrze znam
Z własnego doświadczenia a takie mam
Bo ja byłem tam i na swój sposób rozkminiłem
Prawdziwe życie ciężko strawiłem
Nieraz się wkurwiłem bo jego zasady
Nie pokrywały się z moimi typowo ulicznymi
A ludzie byli są i będą wrednymi
Już do koñca który blisko
Byłem tam wszystko wszystko wszystko wszystko

REF:
Ja i moi ludzie wyszliśmy z tych miejsc z twarzą
Pele życia obserwator oni z nas wyłażą
I pójdą za mną na moje jedno skinienie
Żeby łatwiejszym uczynić ziomkowi istnienie
Jest źle - ile można smęcić tak
Nie chcę pędzić tak, żeby skręcić kark
Ale jadę i jak widać to mnie cieszy
Cały czas chcę wrogom pokazywać plecy
Chcą na mnie nałożyć ekskomunikę
Mezo - kontrowersyjny jak Korwin-Mikke
Chcesz konfrontacji, posłusznie się w stawie
Bo wiem, że działam w słusznej sprawie
I mam klucz by otworzyć ten sejf
Chcę wydać legal - pracuj ej
Wyskocz na wolno - nie mam czasu tej
Pewny siebie jak Cassius Clay
Kazus ten pokazuje, że można
Zrobić coś nawet w takim kraju jak Polska
Jeśli nie wierzysz, posłuchaj tego krążka
Nie będziesz mógł się z nim rozstać

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Mam styl, który tobie może się przyśnić
Nikt tak jak ja nie werbalizuje myśli
To zimny prysznic dla wszystkich anty
M do E do Z do O arcynarcyz
Oburz się, lecz rap to nie novum dla mnie
Mezo wsadził ryj w telewizor znowu
Seria rymów z nikąd jak kałasznikov
Hałas, dzikość serc, ty cicho siedź
Bo kiedy daję bragga to słyszę brawa
Z lewa, z prawa, słaby MC to potrawa
Zjadam takich jak kurczaki z Kentucky
Łaki, sprawdźcie te tracki tępaki
Ty też sprawdź, nic nie tracisz
Mezo - ksywę zapamiętaj i zapisz
Daję radę, jadę rapem
UMC - dba o moją wypłatę

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Z Poznania tekst co skłania do myślenia
Chciałbyś mieć to - ale tego nie masz
Chciałbyś być tu - ale ciebie nie ma
Halo Ziemia - nie dla ciebie scena
Miałeś kilka stów, masz tu kilka słów
Faktycznie na wypłatę masz tu kilka stów
Ktoś mówi, że nie mam stylu, ktoś kłamie
Mam to, a ty o stówę na melanż proś mamę
Strzelasz samobóje, a chcesz pierwszej ligi
Ja robię rap i rozkręcam biby
Nie lubisz mnie, to kara niby
Ja biorę pannę i jadę na Karaiby
I by być wporzo wznoszę toast
Niech żyje stara szkoła i wszyscy dookoła
Czysty rap, tak robimy show
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Jeśli chcesz możesz też kpić
Ale jestem świeży niczym Fresh Prince
Wiesz z kim masz do czynienia? joł
Rzucaj kamyczki jadę jak czołg

Jadę jak czołg
Jadę jak czołg
Miałem kiedyś plan, żeby rozjebać świat na kawałki
Przez rap i zapisane kartki,
Miałem taki plan i robiłem te kawałki,
Dziś dalej go mam i rozwinę go na bank; i...
Miałem kiedyś plan, żeby rozjebać świat na kawałki
Przez rap i zapisane kartki,
Miałem taki plan i robiłem te kawałki,
Dziś dalej go mam i rozwinę go na bank!

Kiedy usłyszałem tą muzykę na kasecie po raz pierwszy,
Pizgałem replay na walkmanie jak jebnięty,
Wierz mi, w tydzień wpoiłem w pamięć wszystkie teksty
W angielskim. To był Eminem - LP Slim Shady.
24h na dobę rap na oczach potem
I na dobre zajarany słowem wyjebałem flotę na taśmy,
Od tamtej pory walkman i wbite w głowę słuchawki,
Energii zastrzyk od werbli do okładki.
Z kolekcji nie zostało nic, to fakty, dawny mit
Lecz został rap mi tak do dziś,
to harczy w bani mani rozpoznawczy zastrzyk,
Zbyt duże dawki rap najki zrobiły tak, że od razu wiedziałem: dla mnie jest rap!
Pierwszy kawałek, stary, to od razu było mi wiadome,
Że za którymś z razów w końcu wszystkich rozpierdolę!
Nie od razu zbudowano Kraków? Fuck you! Bo gra słów
Bez fałszu przychodziła mi od pierwszych kawałków.

Miałem kiedyś plan, żeby rozjebać świat na kawałki
Przez rap i zapisane kartki,
Miałem taki plan i robiłem te kawałki,
Dziś dalej go mam i rozwinę go na bank; i...
Miałem kiedyś plan, żeby rozjebać świat na kawałki
Przez rap i zapisane kartki,
Miałem taki plan i robiłem te kawałki,
Dziś dalej go mam i rozwinę go na bank!

Kiedy zdobyłem pierwsze uznanie na lanie za tracki,
Od razu dostałem power do rapu, gnania padaki
Taki, taki plan miałem, kumałem, mam i mieć będę,
Od czasu, gdy na nowym majku wyszło pierwsze LP...
Ponad dwa lata już minęły, dalej latać chcę bez ściemy,
Zapodawać te litery, wypierdalać tubariery dla gry,
Pamiętasz ten styl? Artefakty?
Kris, Skor, Be-do-Ka, Cider, Mati. To nie przypadki!
Potem drugie solo - Buka-ViruS - StyliMilion EP
Rap poza kontrolą sporą metaforą wgniatał w glebę.
Spoko, sporo zmian do csc nawet kraj, choć na krótką metę,
Walka trwa, nadal tu jestem.
Miałem kiedyś taki zamiar i go spełnię.
Przyrzekam, póki mam dwie ręce, serce, ludzi, co chcą na to czekać...
Zajawka od dziecka, w głowie tylko ten plan,
Żeby na kawałki świat rozjebać i zostawić w częściach!

Miałem kiedyś plan, żeby rozjebać świat na kawałki
Przez rap i zapisane kartki,
Miałem taki plan i robiłem te kawałki,
Dziś dalej go mam i rozwinę go na bank; i...
Miałem kiedyś plan, żeby rozjebać świat na kawałki
Przez rap i zapisane kartki,
Miałem taki plan i robiłem te kawałki,
Dziś dalej go mam i rozwinę go na bank!

Miałem kiedyś plan, żeby rozjebać świat na kawałki
Przez rap i zapisane kartki,
Miałem taki plan i robiłem te kawałki,
Dziś dalej go mam i roziwnę go na bank; i...
Miałem kiedyś plan, żeby rozjebać świat na kawałki
Przez rap i zapisane kartki,
Miałem taki plan i robiłem te kawałki,
Dziś dalej go mam i rozwinę go na bank!

Na bank. Na bank, człowieku! Na bank...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo