Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Raperzy mówią, że ich rap to życie
Chyba tak muszą, bo skoro ich rap to życie
Czemu on nie daję żyć moim uszom
Weź osraj znajdy, znam typów co nie tylko
W Andrzejki palą wosk dla frajdy
A dziś z kontraktem są górą na małą metę
Bo sami do mnie przyjdą, jak z tą górą, jestem Mahometem
Chcesz ikry, nie masz jej to jest przykre
Że choć nie jem kawioru, to jem twoją ikrę
Synu te flow pali twój blok
Wpłynąłem na bit jak Ali na boks
W rapowym filmie ja to pierwszy plan, ty z koleżkami to tło
Po tej scenie chcę się napić zapierdalaj po bro
Twoje łzy nie są słone, twój oddech nie jest ciepły
Jesteś sztuczny, twoi fani są z pleksi
Nie daję follow up'ów ale dziś dam typie
VNM naucz się wymawiać tych 3 liter

Siema VNM, temat wymusza skupienie
W swoim ciele mam miasto, nie tylko więzienie
DJ scratch'uje płytą, ukręca różne wtyczki
Głupia suko, on chcę zobaczyć twoje cycki
Jednym tchem wymawiasz cztery elementy
Ja znam co najmniej 6, jestem pierdolnięty
Patrzę na pieprzony zegar, widzę wyścig cyfer
I tak wiem kto go wygra, pieprzony lucyfer
Nie jestem szamanem, jebie słowne egzorcyzmy
Gra jest ostra jak skalpel, widzę nowe blizny
Nowe blizny na duszy, rap dudni w głośnikach
Mają go za darmo, ludzie są próżni w nawykach
Ludzie są różni, przykład goni przykład
Nie mają własnego ja, każdy goni na wykład
Teraz oglądasz swój głośnik, pocierasz membranę
Z niej płynie czysty głos, który nie jest sopranem

Wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra
Ty już wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Bo, wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra

Twoje buty są stare, ty w szpan wczuty
Twoje buty jak to miasto, bo to pra-buty
Moje kick'sy są nowe, moje flow jest świeże
Jak boli cię to, wypierdalaj na pokój zwierzeń
Mam nową kasę, wcale nie za te słowa
Mój hajs jest jak żigolo, bo to kasa nowa
Dla ciebie drzwi do hajsu nie stoją otworem
Czekasz aż ktoś otworzy ci drzwi, jakbyś dzwonił domofonem
Twój ziom nie jest w podziemiu, to niby rezydent
Tylko się tu wałęsa jak były prezydent
Ja jestem tu jak Emrat, Skibwoy, Reno, Wankey, Smark
To jest kurwa underground, tak
Możesz być Dawidem, kiedy jestem Goliatem
Ty i tak ta bajka się kurwa skończy inaczej
Ziomy nie dają ci już pojary pod blokiem
Bo masz pare rymów, ja mam 2 pary jak poker

Sztuki chcą tego rapu, to jak przecena w Tesco
A ich sztuczne cycki chcę przebijać pinezką
Mam łyżwy na nogach chociaż nie gram w hokej
Moje słowa są jak pocisk, nie macham glockiem
Nawyki zdobyte pod blokiem, jestem krupierem
Wpadniesz do nas z tysiakiem, a wyjdziesz z zerem
Rap to twój zawód, myślę, że to łud szczęścia
Lepiej przynieś nam lód, bo możesz wyjść w częściach
Dzisiaj mam kaprys, chcę kupić nową bluzę
Ty masz minę ziomuś, jakby zginął ci puzzel
Nie muszę się czaić, znowu martwić przeceną
Jestem z podziemia, nie znaczy, że mieszkam pod ziemią
To jest nasz rejon, Słubicki underground
Ty obserwuj uważnie potyczki naszych band
Mocny trójkąt Słubice-Elbląg-WWA
Nasz rap to coś więcej niż jebana gra

Wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra
Ty już wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Bo, wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra
1. Kaczor
Sprawdź to, gracz z numerem pierwszym synu, sprawdź to, rany kłute,

Ty chciałbyś bronić się przed ostrzem
Poddaj się, będzie prościej,
To jest skurwielu ten styl co nie zamierza brzmieć radośnie
A ja na oścież otwieram piekieł bramy,
Zadaję kłute rany, realizuję snute plany
Biorę pod lupę ofiarę, jej się przyglądam
Wprowadzam w życie program, działam bez litości jak Dexter Morgan,
Dla ciebie z koszmaru zmorą zobię tu horror
Dziś jestem nożownikiem jak Benicio Del'Toro
To będzie noc długich noży, chcesz jeszcze pożyć synu
Spotkałeś skurwysynów z powieści grozy
To aktorzy z najbardziej krwawego teatru
Co popełnią przestępstwo w hip-hopowym półświatku
I w dodatku, dla pościgu nie uchwytni od lat
Bo w spadku została im zapisana zbrodnia
I tak będzie do dnia śmierci, słowa jadem zatrute
Flaki będą wyprute - zadałem rany kłute

Ref.
Kolejna plama gorącej krwi na chodniku
Rany zadaje jakby nie twoja ręka
To jest dzień sądu, pamiętaj Jom Kippur
Wszystkie drogi prowadzą do przestępstwa
Iskry, ostrza zgrzyt, na asfalcie
Kra, kra, kra odpychasz butem
I nienawidzisz ich jeszcze bardziej
Kra, kra, kra rany kłute

2. Pih
Gładka powierzchnia stali, krwią gardła płuczę
Przyglądaj się we mnie po każdym razie jak w lustrze
Ja znam twoje serce ty znasz moja duszę
Razem zostawiamy rany cięte, rany kłute
Szwedzki stół dla robaków w którym wycinamy piętno
Spod prześcieradła wystający paluch z etykietą
Ty decydujesz o czynach, nigdy czyny o tobie
Godzinami ćwiczysz na phantomie pchnięcie w serce nożem
W naszej ofercie powolna, bezbolesna śmierć
I jęk zanim ich dotknie bezzębny wiek
Tu gdzie przed nocą kapituluje dzień
Inspiracje, prędzej Ed Gein niż Mark Twain
Tu ciężarówki największych stacji, przed frontem do
Korespondencji w szoku, relacje do mikrofonów
Napędzasz tym mój świat, na skórze czuję dreszcz
Po wszystkim, wiesz?
W ciemnym pokoju błyska flesz
Pozostawiony na białej ścianie w agonii
Krwawy dotyk dłoni, annały naszych zbrodni
Bezpowrotnie opada powieka,
Nie uciekał, przecięte ścięgna Achillesa,
Ostatni oddech, nikt i nic nie mówi wróć
Kiedy lepka krew spływa do denata płuc
Nie opuścisz mnie.
Z jak dawnym skutkiem asasyn, wsadzi ci nóż w plecy
I przekręci go dwa razy

Ref.
Kolejna plama gorącej krwii na chodniku
Rany zadaje jakby nie twoja ręka
To jest dzień sądu, pamiętaj Jom Kippur
Wszystkie drogi prowadzą do przestępstwa
Iskry, ostrza zgrzyt, na asfalcie
Kra, kra, kra odpychasz butem
I nienawidzisz ich jeszcze bardziej
Kra, kra, kra rany kłute

3. Ero
Ten rap ostry jak nóż, dziś nic już mnie nie wzruszy
Może odseparować dziś ciało od duszy
Śmiało zatkaj uszy, gdy punche tną jak skalpel
Oczekuj ran kłutych bo to dopiero starter
Ero jak rezurekcja Kuby Rozpruwacza
Kurwy zapraszam na parkiet i tak jak on nie wybaczam
Precyzyjne cięcia lecą im po kablach
Ich mikrofony milkną, nikną ktoś im je zabrał
Ero bardziej Freddy Krueger niż Freddy Mercury
Gdy znów trzęsę klubem w konwencji Bez Cenzury
To HC na stówę, nie żadna biesiadna pieśń
Więc nie bądź przy mnie zbyt pyszny bo Hannibal chce jeść
To krew, krzyk, smutek, czyjś korpus pod butem
Gram na żywych organach jak wirtuoz, rany kłute
Opłakany skutek, mają te dźwięki śmierci
Ktoś w tej grze padł trupem, wyrzucam go z pamięci

Ref.
Kolejna plama gorącej krwii na chodniku
Rany zadaje jakby nie twoja ręka
To jest dzień sądu, pamiętaj Jom Kippur
Wszystkie drogi prowadzą do przestępstwa
Iskry, ostrza zgrzyt, na asfalcie
Kra, kra, kra odpychasz butem
I nienawidzisz ich jeszcze bardziej
Kra, kra, kra rany kłute

4. Fokus
Jo, dawaj ten bit, dawaj ten bas
Strach się bać nas PIH, nas i ich
Ero i Killaz Group, kopiemy grób dla tych pizd
Kilka miast, kilka gwiazd, słuchasz tego pod blokiem
Wkładam ci go do ust jak Joker Bliss
Choć stali pisk z okien, pozornie niegroźna rana kłuta, wiesz?
A to jest twoja ostatnia minuta F do O do K do U do S jest tutaj też
Oko w oko ze smokiem, weź pożegnaj się z okiem
Z gdzieś wstrzelonym wzrokiem poszukujesz i przechodzi cię dreszcz
I pada deszcz, i pada cios za ciosem i pytasz "co jest ?"
I pada deszcz dziś za nim upadasz jak ostatni leszcz
I wbijam ci go po rękojeść
Na twojej bluzie zakwitły już szkarłatne kwiaty zła
I wyszło na moje, i nawet jeżeli to to jest tylko tekst
Ty nie popadaj w paranoję

Ref.
Kolejna plama gorącej krwii na chodniku
Rany zadaje jakby nie twoja ręka
To jest dzień sądu, pamiętaj Jom Kippur
Wszystkie drogi prowadzą do przestępstwa
Iskry, ostrza zgrzyt, na asfalcie
Kra, kra, kra odpychasz butem
I nienawidzisz ich jeszcze bardziej
Kra, kra, kra rany kłute
Stoję w miejscu, gdzie sprawy trudne w moment stają się łatwe
Wszystko lśni rozświetlone jaskrawym światłem,
mam zagadkę z tym gdzie jestem, więc pytam i patrzę,
ale wszyscy i tak chcą przekonać mnie że tkwię tu od zawsze,
idę i mijam tych co chcą mi wcisnąć
to co by tylko przyszło mi na myśl
więc tym samym mają tutaj wszystko,
półki pełne tak, że bardziej się nie da
toną w tym czego tak cholernie mi trzeba,
rzekomo, i zewsząd płynie pomoc abym mógł starannie
wybrać coś spośród tego co wybrane już za mnie
a ten wcześniejszy wybór bez znaczenia nie jest,
wszak nic czego tutaj nie ma nie istnieje
a tutaj wszystko lśni aż, bo ma właściwe miejsce i pijar,
niczego wprost nie sposób minąć nijak
i krzyczy z boku bym się na nie zdecydował,
milion przedmiotów w milionie opakowań
z resztą jedno biorę,
ale zamiast wzorem poprzedników
w porę położyć je obok innych w koszyku,
ja nieopatrznie przez maluteńki otwór
zaglądam do środka- nie ma nic w środku

My klienci ogromnego hipermarketu
Podróżując w tempie tylu płytkich chwil na godzinę
Skłonni biec wszędzie byle tak naprawdę nigdzie nie pójść
Nie posuwamy się do przodu ani o centymetr x2

Podczas, gdy ktoś już dybie na to
by się zająć moim pustym koszykiem
Ja szczęśliwie opuszczam ten przybytek
mając dość szklanych sufitów i błyszczących schodów,
lecz mam wrażenie, że nie opuszczam go w ogóle,
bo gdzie bym nie poszedł pójdę tak czy inaczej
nurtem rzeki miejsc, które hurtem pochłonął marketing, wszędzie
widząc tych co nie spoczną zanim nie zamienią mi życia
w serial przerywany reklamami,
instynkt samozachowawczy nic tu nie da,
kiedy instynkt podpowiada by się jak najlepiej sprzedać,
na ogół, znaczy to pójść tam, gdzie już zboczył obóz
tych którzy zechcieli przeistoczyć się w produkt
ciężko uciec w objęcia muzy którejkolwiek,
skoro każdej wolny rynek przystawił do głowy rewolwer
i wszystkie grzecznie tańczą swój chocholi taniec
stając się z wolna miejscem czekającym na twoją reklamę
a my spoglądamy bystro i naiwnie bierzemy to wszystko za harmonijną rzeczywistość
i tu akurat mamy słuszność choć to rzeczywistość wypełniona pustką.

My klienci ogromnego hipermarketu
podróżując w tempie tylu płytkich chwil na godzinę
skłonni biec wszędzie byle tak naprawdę nigdzie nie pójść
nie posuwamy się do przodu ani o centymetr
1. ONAR
Wracam do treści jak do prawdy źródła,
Wspomnienia mogę zmieścić i spakować do pudła,
I upchnąć gdzieś w piwnicy, albo wrzucić na szafę,
Ale zawsze co robiłem synek nazywałem rapem,
Ty też tak nazywałeś chociaż było nie w twoim guście,
Później twoi idole zrobili z rapu kurwę,
Na ich niecne posyłki i jebane kaprysy,
Z bitów zrobili disco, a z tekstów napisy,
Nic niewarte slogany, puste ideologie,
Cały czas masz omamy i nie możesz ich zapomnieć,
Pierdol to, musisz zaufać treści,
Prawdziwe beefy są gdy jest prawdziwy rzeźnik,
Prawdziwa wołowina w prawdziwym kurwa mięsnym,
Im mniej wiesz tym lepiej śpisz, więc się prześpij,
Jak diler mogę sprzedać ci najlepsze sny,
Ale musisz mi zaufać i za mną iść

2. MIUOSH
Policz ile razy się zawiodłeś, na tyle ile w ogóle mogłeś,
Mówić prawdę o prawdzie to chyba naprawdę problem,
Za marne drobne sprzedali to co było dobre,
Uliczni celebryci dla których fetyszem portfel,
Ja trzymam formę, nie mówię ci o bzdurach,
Nie po to Bóg dał mi szansę bym zamienił się w szczura
Dla mnie to kultura, nie opcja na profit,
Nie muszę wyciągać z tego w czym nauczyłem się topić,
Słyszę co mówią bloki, ja czuję ich pragnienia,
To Śląska ziemia nauczyła mnie myślenia,
Mam coś do powiedzenia i to powiem, co mam zrobić to zrobię,
Choćby cała scena stanęła na głowie,
To opowieść o tym, co tu dzieje się w rzeczywistości,
Czym żyją ci skomplikowani i prości,
O tym co w sercach gości, co czuje człowiek,
Liczy się to co pozostawiasz po sobie,

Ref.
Koniec rapowania o melanżach i butach,
Nie chcę już o tym nawijać bo już nie chcę tego słuchać,
To nawijki o prawdziwych ludziach, ich uczuciach,
To powrót do treści, której możesz zaufać, /x2

3. ONAR
To powrót do treści jak powrót do przeszłości
Każdy człowiek to grzesznik bo chce poznać smak wolności,
Bo zakazany owoc ciągle krąży mi nad głową,
Mam coś, ale zawsze lepsze jest coś obok,
Szkoda, że nie podchodzimy tak do singli,
Ktoś zrobił mistrza, zrobię lepiej, za to wypijmy,
Odetchnijmy od współzależności, i tak jest lepiej niż kiedyś,
Wydawałem singiel, srało się z pół sceny,
Spuścili z tonu, możesz ich mieć za pół ceny,
Jebane hałtury sami wpadają w dół biedy,
Kiedy piszę tekst, to dostaję kurwa skrzydeł,
Nie podetniesz ich choćbyś miał najostrzejszą brzytwę,
Nie łapię się jej, chociaż nie znam głębokości,
Jebane dno jest po to żeby się od niego odbić,
I tak robiłem błędy ale nigdy sobie wbrew,
Czasem zaciskałem zęby i czułem tylko gniew,

4. PIH
Ich wszystkie teksty wyrzuć na śmietnik, porwij,
Tych koleżków znikąd bez własnej historii,
Są ślepi jak kret, a chcą żonglować ogniem,
Powrót do treści, mam prostą teorię,
Co się tak bujasz? masz chorobę sierocą?
Chujozo z lordozą to przyjdzie po ciebie nocą,
Bez wielkich prawd, bez ludzi tłumów,
To czysty hip hop bez medialnego szumu,
Dla moich bloków i dla tych ludzi paru,
Od piętnastu lat nawijka bez żadnego socjalu,
Z pilotem w dłoni źle mnie szukasz dzieciaku,
W tej telewizji nigdy nie będzie rapu,
Dla swoich jasne, w każdej słuchawce,
Padalce, robione palcem, przełączcie stację,
Nie ma miejsca dla ciebie, tam gdzie nawija Pihu,
Więc ucz się łaku pilnie obcych języków

Ref.
Koniec rapowania o melanżach i butach,
Nie chcę już o tym nawijać bo już nie chcę tego słuchać,
To nawijki o prawdziwych ludziach, ich uczuciach,
To powrót do treści, której możesz zaufać, /x2
W życiu bywa różnie kwadratowo i podłużnie
raz stresowo jest czasem luźniej
później typowo test zanim uśniesz
chcesz postąpić słusznie rusz głową wiesz (wiesz)

Od momentu startu wszystko chodzi jak w zegarku
ruszam głową tak żeby nie skręcić karku
znam kilku nocnych marków
mamy z nimi plany, kminisz?
mamy plany na finisz
i na money-money, widzisz zmiany?
robimy, gramy wciąż dla tych samych
i dla nas samych też
i dla tych których kochamy, wiesz?
bo my mamy rodziny
skurwysyny pokazują fucki
a my mamy rozkminy, potem nagrywamy tracki
proste chłopaki, nikt nas tego nie uczył
trochę dla draki rymy trochę dla dla tych
którzy chodzą płacić do studia
mam studia swoje, pół dnia nie moje
ale mam swój świat i projekt, co jest?
jak Naruto Uzumaki - Kage Bunshin
robię swoje, napierdalam w twoje uszy
bowiem, mam to w duszy
powiem tak - Fo i Rah robią rap
od lat to fakt, co skały kruszy

W życiu bywa różnie kwadratowo i podłużnie
raz stresowo jest czasem luźniej
później typowo test zanim uśniesz
chcesz postąpić słusznie rusz głową wiesz (wiesz)

Podobno pogodność jak mądrość walorem
schiza i na chłodno analiza w porę
zaanonsował się dobry humorek
wpadł i siadł vis a vis mnie na taboret
pytam - te skąd ta lipa tak gęsto z klęską często
ten, że jest za niego zemstą
hmm jak sensor wyczuwam okrucieństwo
on niczym mentor daje błogosławieństwo
zanim uznasz kolejny raz, że jest ciężko
i wściekle zaczniesz rzucać mięso
mówi mi - synku może zmień to i obróć w zwycięstwo
choć gra nie twoja muza zaatakuj dancefloor
wszystko trybi jak należy (należy)
należy tą prawdę szerzyć (szerzyć)
szerzyć aby dobrze życie przeżyć (przeżyć)
by przeżyć trzeba w to uwierzyć (tak, tak)

W życiu bywa różnie kwadratowo i podłużnie
raz stresowo jest czasem luźniej
później typowo test zanim uśniesz
chcesz postąpić słusznie rusz głową wiesz (wiesz)
Idąc tam mielić wszystko na miał
Widząc swój cel robić cel i pal
Wciąż poszukując swój święty gral
Musisz w tym trwać póki ja będę trwał x2

Kładę stopę na ziemi wciąż potrafię docenić (co ?!)
Cud życia daje mu coś nie biorąc premii
To ci ludzie i tereny choć czasami są jak safari i hieny
Idę jakbym słyszał głos syreny (idziemy !)
To pokolenie wychowane w płytach
Karmione pyrami i werblami od kazika
Zadajemy mnóstwo pytań ciągle drążąc temat
Chociaż najczęściej odpowiedzi nie ma
Wstaje słońce
Dziś albo wolne albo gram koncert
Tak czy siak czasu brak na sprawy bieżące
Jedno zaczynam a drugie kończę
Nie zrobiłem nic a słońce jest już na horyzoncie
Większość widzi to co chce widzieć zza swojej kraty
Inni wstydzą się chcą żyć we mgle i nic pozatym
To te tematy które tu krążą od świtu po noc
i ponoć zdzierają gardła wołaniem o pomoc
Breee...

Ref.: Czekając na cud każdy błądzi
Dochodząc do dnia w którym Bóg nas osądzi
Dziś nadszedł ten dzień w którym znajdę cel
By móc światem rządzić x2

Pali się pali się pali się pali się pali
Pali się pali się pali się pali się pali
Pali się pali się pali się pali się pali
Pali się pali się pali się pali się pali

To Gural to RY wznieście w górę szpadyzory
To ten rap chory
Kładę ci słowa do głowy jak kule do komory
Sorry to płoną wersy chłopak
Wysypują się z nich rymy jak z twojego nosa koka
Zdrowia okaz jedziemy z tym maksymalnie
Zostają tylko zgliszcza jak po zrzuconym napalmie
Witam na mojej farmie na której hodujemy hity
Gdy dojrzewają wtedy możesz słuchać ich też i ty
Duet niesamowity dzisiaj wywołuje pożar
Który rozświetla niebo niczym syberyjska zorza
Poparzenia smród palonego mięsa krzyki kobiet
To efekty płomieni na wersach (hejj !)
To jest tak bardzo łatwopalne
Że słyszący to ludzie dzwonią do straży pożarnej
Szanse są marne by ugasić ten ogień
uliczny flowklor sygnowany szpadyzora rogiem

Pali się pali się pali się pali się pali
To ten rytm który rozgrzewa do czerwoności parkiet sali
Pali się pali się pali się pali się pali
To hit wbity w bit który w łeb wali x2

Pali się Pali się Pali się skurwysyny
Pali się Pali się Pali się skurwysyny
Pali się Pali się Pali się skurwysyny
Pali się Pali się Pali się (e e ej)

Pali się parzy rap ten G wali gadkę
DGE i RY nowy Beavis i Butt-head
Nowy track wszedł Gural jest z budowli
Pali w kotłowni wali bo mamy ten pierdolnik
Hoduje to jak rolnik swojej hodowli
Ci niepokorni wolni z klanu szpadyzorni
Mówią o nim : To mistrz ! Bo wiem jak to robić
Profesura z bitu anatomii
Gural ogniomistrz, bo to mi dzwoni w głowie
24 na dobe i o to mi chodzi koleś wyją przeciwpożarowe
Mam rymy żaroodporne potworne mało pokorne
Toporne troche mam wolne
Wielosezonowe wielozadaniowe jak F-16
Co pizga dziś przez pół dnia nad miastem
Zmieniam szesnastke jak zmieniam pasy samochodem
Jakby mimochodem zapłoną lasy przed zachodem

To Gural to RY
To to Gural to RY
To to Gural to RY
To to to to

DGE i RY
DGE i RY
DGE i RY

(Ci niepokorni wolni z klanu szpadyzorni)

Pali się pali się pali się pali się pali
To ten rytm, który rozgrzewa do czerwoności parkiet sali
Pali się pali się pali się pali się pali
To hit, wbity w bit, który w łeb wali

Pali się Pali się Pali się skurwysyny
Płoną wersy chłopak
Pali się Pali się Pali się skurwysyny
Płoną wersy chłopak
Tak bardzo chciałbym, żeby jutro mogło się to zmienić
Żebym mógł dać Ci, to co chcę Ci dawać i dostać to od Ciebie
Tak bardzo chciałem dzisiaj Ci powiedzieć, że
Mówię Ci co chcesz usłyszeć i mówię to dla Ciebie
Tak mocno chciałem Twoich oczu, Twojej skóry
Tak bardzo chciałem Twoich dłoni, tak mocno czułem to
Tak bardzo chciałem obok być, nie myśląc ile to kosztuje
Tak mocno czułem to, tak bardzo byłaś mi potrzebna
Tak bardzo chciałem być potrzebny Ci,
Niezbędny tak jak Ty mi do dziś
Tak bardzo byłaś jedna, jak nigdy, nigdy nikt
Tak bardzo mocno chciałem z Tobą żyć
Tak mocno byłem pewny, czekałem kiedy powiesz mi
Że jesteś dla mnie, jesteś ze mną, że ja i Ty
To coś, co jest na pewno, że jest naprawdę
Że to co było między nami wciąż jest i wciąż jest ważne i…

Ref.
Nie ma Cię gdy moje życie spada w dół i
Nie ma Cię gdy wszystko łamie się na pół i
Nie ma Cię i nie wiem już gdzie jesteś, ale dobrze,
Że nie wiesz co u mnie, bo pękło by Ci serce

Nie ma Cię gdy moje życie spada w dół i
Nie ma Cię gdy wszystko łamie się na pół
Ale kocham Cię, kocham, wciąż Cię kocham, kurwa
I nie znam już innych słów, to jest zbyt trudne

A kiedy moja miłość zgaśnie, gdy naprawdę będę chciał iść sam
Gdy bez Ciebie będzie łatwiej, gdy bez Ciebie będę mógł być
Tam gdzie mieliśmy iść razem zawsze
Gdy przestaniesz tak naprawdę znaczyć już cokolwiek dla mnie
Gdy przestanę myśleć o czym myślisz i gdzie idziesz
Gdy to stanie się nieodwracalne gdy stąd wyjdziesz
Gdy nie będę już tak bardzo chciał Cię widzieć
Gdy nie będę chciał Cię słuchać, gdy nie będę z Tobą milczeć
Gdy nie będziesz czuła do mnie tego już tak mocno
Gdy pomyślisz, że chcesz iść gdzieś, nie chcesz zostać
Jeśli mimo wątpliwości to nie będzie proste
Nie będzie intuicyjne, coś innego będzie dobre
Jeśli będę musiał się odwrócić i to co czuje zniszczyć
Nie móc o tym mówić
Jeśli będę musiał poczuć tak, musisz zrozumieć to
Będzie koniec nas, koniec, dziś tak to czuję, bo...

Ref. x2
Nie ma Cię gdy moje życie spada w dół i
Nie ma Cię gdy wszystko łamie się na pół i
Nie ma Cię i nie wiem już gdzie jesteś, ale dobrze,
Że nie wiesz co u mnie, bo pękło by Ci serce

Nie ma Cię gdy moje życie spada w dół i
Nie ma Cię gdy wszystko łamie się na pół
Ale kocham Cię, kocham, wciąż Cię kocham, kurwa
I nie znam już innych słów, to jest zbyt trudne
1. Postaraj się to poczuć,
To czego nie zrozumiesz wyczytasz z moich oczu,
Doceniam to gdzie jestem i gaszę tu jak peta,
Tych wszystkich hipokrytów co grzebią w moich grzechach,
Zapadaj w letarg ten rap jest niczym azbest,
Mam pierdolony żal chcę by to było jasne,
Chciałbym odpuścić,lecz kurwa nie potrafię,
Jak dobrze,że tak łatwo mój ból przejmuje papier,
Ten numer to nie zbrodnia,
Iskra mnie nie ogrzeje ja potrzebuje ognia,
I jeśli będzie trzeba, z premedytacją zranię,
I szkoda że tak żywa ta dawnych czasów pamięć,
Dziś niemal sam z tym pierdolonym bólem,
Poczujesz tego wydźwięk wkładając moją skórę,
Są rzeczy które traktuje tu jak spowiedź,
I piszę to od serca nie wysługując Bogiem,

"..Chada WGW, Ciągle wierze w cel jaki sobie wyznaczyłem,
Tu nikt ani nic nie jest w stanie zepchnąć mnie z wybranej drogi,
Dzisiaj potrafię walczyć już poza horyzont,
Ty mówisz przecież dobrze wiesz jak było?.."

2. To kurwa jakieś kpiny,
Nie zbudujesz kapitału na moim poczuciu winy,
Ej skurwysyny, ten niepokoju sprawca,
Przychodzi do was we śnie,zabiera wszystko w zastaw,
Nie ma problemu sam daje sobie rade,(Co?)
Nie ma co jak kurwa własnego syna zawieść,
Wkręcony w tryby gniewu,
Piszę to po godzinach,
To kwintesencja prawdy gorzka jak kokaina,
Surowy klimat i w piękne za nadobne,
Te wszystkie sprawy w sądach to wyłącznie mój problem,
Ciągle do przodu, mój Anioł Stróż mnie wspomógł,
NIe powiem żebym nie chciał dorastać w innym domu,
O nic nie pytam bo kurwa wiem niestety,
Że życie po omacku też ma swoje zalety,
Pazerność ,Chciwość tu nie ma na to leku,
Tak już jest jak hajs zmienia kolejność priorytetów,

".. Teraz już wiem co jest dla mnie najcenniejsze,
Nie ulegam wpływom, nie tracę pewności siebie,
Chada WGW, wciąż tą samą prawdą , tak .. "

3. Zaklinam się na Boga,
Cały czas czuje brat jakbym piął się po schodach,
Jedna bliska osoba , przemilcze ciepłe słowa,
Zamiast podać mi dłoń, poszła mnie wymeldować,
Ziomuś o czym tu mowa? To jest miłość matczyna?
Słuchaj teraz to głos twego młodszego syna,
No i chuj, że przeklinam i że nie jestem święty,
Tak czy siak nie polegne w walce na argumenty,
Mówię o tym co boli i cholernie uwiera ,
Bo zabrakło cię wtedy kiedy twój syn umierał,
Wychowałaś złodzieja dla mnie to żaden wstyd,
Gorsza lipa to teraz w tempo nie wejść w ten bit,
Ulica mnie chowała,
Robisz wszystko wbrew temu co mi kiedyś wpajałaś,
Człowiek błędy popełnia i ma prawo odwetu,
Jeszcze znajdzie się taki co ci zrobi na przekór,
Zdecyduj się, podejmij decyzję
Właściwy wybór (teraz będzie, że nie)
Nim padnie musisz określić je
Niezdecydowany na dno staje,
Tutaj teraz, tu i gdzie

Nie po raz pierwszy stoję przed tym wyzwaniem
Tak zwane rozstaje drogi to ruchliwe skrzyżowanie
Każdokrotnie decyduję się na jedną opcję
Czas okropnie pędzi, a myli pośpiech
Musimy, musimy wybierać (łojoj)
Nie można, nie można tak się bać (to błąd)
Niby skądinąd płynie siła jak nie z serca
To widok zła budzi emocje wnętrza
Tak najlepsza wymówka to brak decyzji
Dziękówka wolę być precyzyjny w swej precyzji
Z-z-z-zjebałeś się - dno
Czy-czy-czy masz siłę dalej brnąć?
Na pewno sedno sprawy znaleźć jest ciężko
Dlatego gdy widzę zły tor - odbijam
Weźże mą dłoń w potrzebie gdy widzisz biedę podaj
Ostatnia kropla spragnionemu to zbawienna woda
Szkoda tylko, że jak widmo pozytyw znika, styka
Następna zwrota to nawijka Fusznika

Zdecyduj się zanim będzie za późno
Pokaż dobre strony swe
Zdecyduj się nim wskazówka pokaże północ
Sprecyzuj się

Trudno się mówi gdy w stanie takim budzimy
Pusta bez [?] z drogi tylko po co i gdzie?
Ej, za późno podejmę tą decyzję
To mnie zje to nie-nie-nie-nie to nie to
Jednogłośnie mówię veto, nie ufam swoim setom
O start nie myślisz, że nie koszę w oczy z metą
Nie lubię gdy ludzie z boku na mój temat szpecą
Zdecyduję, że te decyzje mnie powieszą
Jaka jest tego przyczyna?
Nie zrezygnuję z tego to ta mina - lina bez drugiego końca
Łykam mnóstwo dostanę tysiąca
Atmosfera jest gorąca jak pod wpływem blasku słońca
Więc zdecydowałem się zacząć od podstaw
Więc resztę sugestii zbędnych zostaw
Zdecyduj się, zdecyduj się, zdecyduj się
[tylko teksty.tk]

Zdecyduj się, podejmij decyzję
Właściwy wybór (teraz będzie, że nie)
Nim padnie musisz określić je
Niezdecydowany na dno staje,
Tutaj teraz, tu i gdzie

Zdecyduj się, podejmij decyzję
Właściwy wybór (teraz będzie, że nie)
Nim padnie musisz określić je
Niezdecydowany na dno staje,
Tutaj teraz, tu i gdzie
Posłuchajcie mnie bo wysilę się
Powiedzieć wam czego nie można
Poważna sprawa macie swoje prawa
Posłuchajcie więc co Wojtas mawia
Nie można po nocy chodzić w grupie
Ani zdebilować wozu na swej własnej dupie
Nie można zabijać ani mordować
Nie można za długo się onanizować
Nie wolno obgadywać bliskiej rodziny
Wszystkie kanary to skurwysyny
Nie można pyskować do mamy i taty
Albo męczyć kobitę na cztery baty
Nie może ekspedient obrażać klienta
Ale niech każdy z was zapamięta!

Ref. X4
Nie rób nigdy tylko tylko
Nie rób nigdy tylko
Nie rób nigdy głupstw!

Raz dwa Radoskór zna
Kilka takich zabronionych spraw
Mam dam powiem wam
Czego nie należy dowiesz się sam
Nie wolno z głodu utoczyć kota
Ani kolnąć perskie wawelskiego smoka
Nietrzeźwym sprzedawać alkoholu
Ani że rznąć panny zimą w szczerym polu
To grozi odmrożeniem rodzinnych klejnotów
Możesz mięć potem wiele kłopotów
Nie wolno kląć przy śniadaniu
To świadczy o waszym wychowaniu
Kulturze nawykach i inne takie rzeczy
Lecz każdy tak robi i nikt mi nie zaprzeczy

Ref. X4
Nie rób nigdy tylko tylko
Nie rób nigdy tylko
Nie rób nigdy głupstw!

Jeszcze zostałem ja każdy mnie zna
Na na na na na na na na Zajka to właśnie ja
Słuchajcie coś teraz powiem wam
Nie wyrywaj ( nie ) torebki kobiecie
Bo dostaniesz od policji palami po grzbiecie
Paragraf dwieście dziesięć to jest takie coś
Że pójdziesz do pudła i będziesz miał dość
Nie można z prezydenta się śmiać
Albo z panem B na koszu w dychę grać
Nie można od tyłu zapinać dziewczyny
Nie używając wazeliny
To już koniec naszych dziwnych rad
Tam tara ram tam tam tam

Ref. X4
Nie rób nigdy tylko tylko
Nie rób nigdy tylko
Nie rób nigdy głupstw!
Aha, wiesz jak jest, wiesz jak jest joł!
ej ej ej, joł!

To coś jak film, miałem osiem lat,
ten świat był zagadką,
rap dał mi starszy brat,
więc ja znam go aż nad to,
światło gasło tylko w snach
miasto blakło ty to znasz
kiedy czas upływa, twarz
obmywasz rzadko, mówisz masz,
gramy marzeń, czułem że tu gram z siłą
miałem zamiast gram kilo,
chciałem grać na San Siro,
lecz przyszedł czas,
zabrał wiarę w nas
i talent który miałem chyba gdzieś na chwilę zgasł,
zapiałem pas,
chyba dorosłem żebym
coś w tym kraju mógł
stałem na rozstaju dróg,
być może do raju wrót,
krok wytyczał but
rok minął czułem trud,
z tą chwilą, bólem nóg
wyrzuciłem coś na bruk
jestem tu,
tu gdzie nikt by nie przypuszczał
patrzę znów setki smug,
za mną setki słów
na ustach niosę znów,
znów biję puls nie mogę ustać,
niczym nóż przecinam wspomnień gruz
na których osiadł kurz, tak tak tak..

Jestem tylko dzieciakiem
który od zawsze wierzył tutaj w swoje marzenia
i zwykłym śmiertelnikiem jak ty,
którego kiedyś pochłonie ziemia
i czy to zmienia mój cały świat
bo życie wybrało mi taki szlak
a niech to szlag
dziś słyszę jak fani krzyczą: rób ten rap,
i może nawet nie zdaję sprawy
z tego ile marzeń tu zdołało sprawić
że zdołałem zażyć
o czym każdy marzy
ty pewnie spytasz co na to starzy?
moi rodzice dali wsparcie
ich miłość do mnie tu wyraźnie czuje
nie umiem tego wyrazić w słowach,
kocham was nie zawiodę, dziękuję.

Ref. Ja to zdobędę, za wszelką cenę
dojdę do celu i wszystko odmienię
jestem pewien i dzisiaj już dobrze wiem
żeby spełniać swoje sny muszę trzymać ster
ja to zdobędę, za wszelką cenę
dojdę do celu i wszystko odmienię
jestem pewien i dzisiaj już dobrze wiem..

Jest wiele dróg, idę swoją,
świeci we mnie duma wokół,
chociaż grób nam otworzy tutaj
kiedyś suma kroków
tu gdzie struna bloków
życie pędzi w miejskim tłoku,
wokół ludzi pełno pokus
czają się na każdym kroku,
nie stój z boku,
braw nie otrzymasz jak po zdradzie,
strach działa jak hamulec gdy pędzisz po autostradzie,
patrz dziś na swój kierunek
w duchu powiedz że dasz radę pokaż twarz,
własną twarz nawet jeśli nosisz wadę musisz trwać,
rwać dziś na strzępy wspomnień sterty
żeby stać dalej grać,
wiec mocno zaciśnij pięści,
zaciskam zęby
choć w oczach czasem błędny wzrok
mija tu następny rok
życie pędzi jak Ken Block
ten rok dał mi wiary,
to już słyszałeś to gdzieś
jestem na stałe w tym sygnale
idę dalej to wiesz,
i nawet jeśli czuję stres
wiem że kres możliwości
tworzy głowa a nie ciało jeśli miałeś wątpliwości,

Ref. [2x] Ja to zdobędę, za wszelką cenę
dojdę do celu i wszystko odmienię
jestem pewien i dzisiaj już dobrze wiem
żeby spełniać swoje sny muszę trzymać ster
muszę trzymać ster x3
Mam marzenie i doskonale wiem co z nim robić,
systematycznie rzucam sobie kłody pod nogi.
i z rodością odwlekam realizacji termin,
w końcu o czym miałbym marzyć gdybym kiedyś je spełnił...
Jakby tego wszystkiego było mało,
ja
z tym marzeniem prowadze pewien dialog, baa
dyskusje całą nie rzadne pogaduszki drobne,
bo trzeba wiedzieć, że to bydle jest rozmowene.
Mówi: prosze ja ciebie, wyluzuj przedewszystkim zamiast próbować mnie tu urzeczywistnić.
Prosze ciebie, wiem co knujesz
doniesły mi ziomy chcesz mnie spełnic?
To fatalny prosze ciebie pomysł!
Powiadam: Ty, nie bądź takie mądre i jeśli umiesz,
podaj mi w sumie choć jeden argument.
Spróbuj przekonać mnie półki nie jestem pewien,
tylko skończ z tym pierdolonym "prosze ciebie" !
Słucham?
Tak ceniłem cię za zdorwy rozsądek kiedyś, a tu takie pomysły niemądre.
Żeby spełniać mnie gdy ja mam szanse na rozwój?
Pozwól, że to nazwe to jest najzwyklejszy rozbój!
Ja jestem jescze nazbyt mgliste,
więc zamiast spełniać mnie - naucz się cieszyć moim towarzystwem!
Prosze ciebie, po czym obrażone trzaska drzwiami odchodząc w nicość,
a ja zostaje sam i zasadniczo...

Coraz częsciej myśle popatrz,
biegniemy za szczęściem choć nie możemy go dopaść,
wciąz ucieka nam, bo nie znamy prawdy o nim,
pO cO ŁapaĆ KrÓliCzka, SkOro Tak pRzyJemNie SiĘ gO gOnI..

Widze
biegnący tłum mało tego samw nim biegne obraliśmy cel ale w gruncie rzeczy nie potrzebnie.
Wprawdzie biegniemy po szczęście,
lecz to mało ważny szczegół,
w społęczeństwie które szczęście znajduje w biegu.
Przeto, całe to
idiotyczne eldorado jest na tyle daleko,
że nim sprawi nam radość,
my jaramy się długo zanim osiągniemy ów cel,
przy okazji wydłurzając cała wędrók.
Mimo, że reprezentacja wpędza w rozpacz,
Naród marzy o zwycięstwie na mistrzostwach.
Więc miejmy wdzięczoność dla naszych piłkarzy,
zrobią wszystko byśmy jescze długo mogli marzyć.

Rzeczą dobrą jest umieć zwolnić,
Światopogląd - bez znaczenia wszyscy są zdolni,
by u szczytu będąc,
wrócić na sam dół,
choć dobry pan Bóg nie czytuje preambół.
Oto polski sposób jak oszukać ten świat,
osiągnąć szczęście w drodze do szczęścia
i
nikt za szczęściem nie będzie musiał biec za szybko,
mając już jedno szczęście, chodźby było szczęśćia
szczyptą.

Mamy marzenia zresztą każde z nich tętni,
lecz zamiast je spełniać uprawiamy z nimi pogawędki,
to nic, że ominiemy każdy w szczęściu azyl,
PRZYNAJMNIEJ WIEMY JAK PIĘKNIE JEST MARZYĆ...

Coraz częsciej myśle popatrz,
biegniemy za szczęściem choć nie możemy go dopaść,
wciąz ucieka nam, bo nie znamy prawdy o nim,
pO cO ŁapaĆ KrÓliCzka, SkOro Tak pRzyJemNie SiĘ gO gOnI..
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo