Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Odrzucam wszelkie wątpliwości, w mroku rzucam biały cień
W każdej chwili
Znów podążam krzykiem serca, rozum ma odcięty rdzeń
W każdej chwili
Daj miłością ukojenie, zdejmij ze mnie stresu cierń
W każdej chwili
Dzisiaj jestem tylko Twój, tam gdzie chcesz zanieś mnie
W każdej chwili
Odrzucam wszelkie wątpliwości..

Odrzucam wszelkie wątpliwości, w mroku rzucam biały cień
Znów podążam krzykiem serca rozum ma odcięty rdzeń
Daj miłością ukojenie (tak) zdejmij stresu cierń (aha)
Dla Ciebie w każdej chwili, tam gdzie chcesz zanieś mnie
Chciałbym, odejść przed Tobą by nigdy nie poczuć pustki
Chciałbym, żyć wiecznie z Tobą by nigdy Cię nie porzucić
W każdej chwili dać Ci moc by pogrzebać smutki
Ale bez poznania bólu nigdy nie doznamy ulgi
Co chcesz, to mów mi - będę Twoim mikrofonem
Dla Ciebie wszystko zapamiętam, dla obcych zapomnę
Wewnętrzny Wietnam, codziennie z sobą toczysz wojnę
W każdej chwili chcę być lekiem na Twe noce niespokojne
Sami możemy wszystko, razem możemy więcej
Podam wszystkie odpowiedzi, gdy już opadają ręce.
Dziś mamy tylko siebie znowu czas ucieka prędzej
Jestem więcej niż pewien odnalazłem swoje miejsce

Odrzucam wszelkie wątpliwości, w mroku rzucam biały cień
W każdej chwili
Znów podążam krzykiem serca, rozum ma odcięty rdzeń
W każdej chwili
Daj miłością ukojenie, zdejmij ze mnie stresu cierń
W każdej chwili
Dzisiaj jestem tylko Twój, tam gdzie chcesz zanieś mnie
W każdej chwili
Odrzucam wszelkie wątpliwości..

Nawet wtedy, gdy emocje wezmą górę po raz setny (aha)
Słowa jak żyletki znów rozetną temat przeszły (aha)
Znasz to do perfekcji teraz ranią wszystkie gesty
Chcę być Twoim opatrunkiem nawet najgłębszych ran ciętych
Obronię Cię przed tym, co od dziecka znam na pamięć
Choć demony wczorajszego dnia mieszkają w nas na stałe
Będę najgłośniejszym głosem, który szepta Ci przez ramię
By w momentach załamania myśli miały jasną barwę
Stworzę żywą tarcze stojąc sam na frontu linii
Gotów na ostatnie starcie, nie martw się o wynik
Choć kibice mej porażki (co?) będą brawo bili
Ucichnie ich wrzawa, bo walczę do ostatniej chwili
Wciąż, duchowy kompas wskazuje Twój kierunek
Pewnie za nim podążam, wszystkie myśli słyszeć umiem
Swej drogi nie zgubie, światła najjaśniejszy strumień
Jeśli stracie Cię za życia znajdę Cię po stronie drugiej

Odrzucam wszelkie wątpliwości, w mroku rzucam biały cień
Znów podążam krzykiem serca, rozum ma odcięty rdzeń
Daj miłością ukojenie, zdejmij ze mnie stresu cierń
Dzisiaj jestem tylko Twój, tam gdzie chcesz zanieś mnie
x2
1. Siema Polsko, na tej scenie czas na zmiany
To apostoł, na antenie jazda z nami
Dawaj głośno, niech sąsiadka jebnie płodem
Dawaj siostro, Twoja matka więcej może (hahaha)
Co Ty tu pretendent?
Poziom Twojego stylu to second hand
Taki mały eskimosik
Najebany kreski prosi
I scena umiera, potrzebuje trochę świeżości
I scena umiera, potrzebuje trochę nowości
I scena umiera, niosę respirator
Nie umieraj, proszę nie śpij mamo!
Niektóre Twoje dzieci spaliłbym żywcem
Te niepotrzebne śmieci zrujnowały ten system
Tym pierdoleniem o tym, że ich styl to fafarafa
To zagrożenie cioty, poznajcie kałacha

Ref. Ouu, mamy ten flow
Z piekła się wziął
By ruszyć grą
Ten flow, ten flow x2

2. Siema słońce, nosisz bardzo modne szpilki
Oto głodne, psotne, bardzo głodne wilki
Dawaj forsę, na Twój kwadrat wpadła banda
Moją mordę zdobi czarna maska
Przepowiada się, żenada spada w przepaść
Błazenada, dziecinada wpada w letarg
Defilada, kanonada na Was czeka
Barykada, blokada, szmata w śmieciach
Alterego symbolem mojej siły
Skalpel kolego podcina Twoje żyły
Walcem jego rozjeżdżonej po twarzy
Palcem jego robili Cię Twoi starzy
Ej dziewczynko, Twoja dupa pełna spermy
Szalona lafiryndo, Tobie kapie sperma z gęby
Doisz fiuty zawodowo, to pewne
Zabiegają koguty o sztampową królewnę

Ref. Ouu, mamy ten flow
Z piekła się wziął
By ruszyć grą
Ten flow, ten flow x4
REF.:
Nie do zatrzymania, jak rozpędzone kule.
Jak lecisz z nami, unieś obie ręce w górę.
Zaciśnij mocno piąchy, jeśli w sercu masz siłę ognia, spokój wody, równoważy w nas.
Nie do zatrzymania, jak wystrzelone kule.
Jeśli to czujesz, niech zawisną bity w górze.
Zaciśnij mocno piąchy, jeśli w sercu masz wiarę w ludzi i zasady, których nie zatrze czas.

1. W każdej sekundzie, o każdej porze, jedziemy z tym jak buldożer. Nie jeden myślał, że zatrzymać może nas.
Ale zanim zabiła go stopa, to zmiażdżył go bass.
Tak to ten czas.
Posłać z łopatą nieprawdziwych w las.
I jedziemy z tym równo, omijamy łukiem gówno.
Subwoofery z mocą dudnią, odpal daj mi woń cudną.
Oni tam, a my dalej po tej samej stronie ziomek.
Popek, Pomidor, Kali, Tadziu no i Bosski Romek.

2. Słychać to wszędzie, rozeszło się po mieście.
Ten rap jest we mnie, oddałam mu serce.
Dziś razem z nami, nuci to Polska cała.
To Firma Kraków i Białystok KALA.
Ten rap jest w nas, od tylu lat.
Nic nie zatrzyma nas nawet, jeśliby skończył się czas.
Ten rap to siła, daje mi moc.
I nie zatrzymasz nas nigdy, wyrok ulicy dziś słyszysz.

REF.:
Nie do zatrzymania, jak rozpędzone kule.
Jak lecisz z nami, unieś obie ręce w górę.
Zaciśnij mocno piąchy, jeśli w sercu masz siłę ognia, spokój wody, równoważy w nas.
Nie do zatrzymania, jak wystrzelone kule.
Jeśli to czujesz, niech zawisną bity w górze.
Zaciśnij mocno piąchy, jeśli w sercu masz wiarę w ludzi i zasady, których nie zatrze czas.

3. Firmowa brygada to uliczna barykada nie do zatrzymania, ludzie stara kurwa tu wysiada.
Tu ulicy jest zasada, że stoimy tutaj nadal i będziemy dalej trwać. Bo wypada, po to gadam.
Bo to ulicy śpiew, bo to prawda nie blef, bo to przelana krew, bo to natury zew, Ja docenię jak lew, i lecimy tu w trzech, nie do zatrzymania nuta,mamy klasę, mamy gest.
Mamy siłę, mamy moc, mamy pęd.
Mamy wielką awersję do mend.
Mamy wielką awersję do kurestwa i nas nie zatrzyma już tu cała reszta.
Mamy siłę, mamy moc, mamy pęd.
Mamy wielką awersję do mend.
Mamy wielką awersję do kurestwa i nas nie zatrzyma już tu cała reszta.
My to wiemy, nie słyszymy, nie zejdziemy ze sceny.
My nie udajemy, nie brakuje nam tu weny
Nie ma tego, nie ma ściemy, rap dajemy to nie tremy.
Póki się nie zapiszemy to i nie przerwiemy.
To nie bez pokrycia czeki, Kraków ma głos niczym leki.
To dla skołatanej duszy, może poruszy Twoje powieki.
Możesz gadać, możesz kłamać, możesz się dowartościować.
Ale nas już nie zatrzymasz, nie będziesz nas kontrolować.
Możesz szukać, albo knuć, próbować atakować.
Ale nas już nie zatrzymasz, nas życiorys zahartował.

REF.:
Nie do zatrzymania, jak rozpędzone kule.
Jak lecisz z nami, unieś obie ręce w górę.
Zaciśnij mocno piąchy, jeśli w sercu masz siłę ognia, spokój wody, równoważy w nas.
Nie do zatrzymania, jak wystrzelone kule.
Jeśli to czujesz, niech zawisną bity w górze.
Zaciśnij mocno piąchy, jeśli w sercu masz wiarę w ludzi i zasady, których nie zatrze czas.
Wraz ze wzbogaceniem zamieszanie rośnie
Choć ci co nic nie mają nie mają wcale prościej
A bez ryzyka trudno jest się wybić
Im grubszy jest cel tym łatwiej chybić
Bez ryzyka trudno jest się wybić
Im grubszy jest cel tym łatwiej jest chybić
A wraz ze wzbogaceniem zamieszanie rośnie
Choć ci co nic nie mają nie mają wcale prościej

Ej posłuchaj mnie minutę bo wokoło łby zakute
wchodzą wszędzie z butem, rozum nie jest ich atutem
na pozór dziś wszystko gra, jutro wpada policja
przez tak nie musiało być kto jest zły ja czy ty
Szacunek fanom ulicznym zasadom
Przeciwko kurestwu, kurewskim układom
Prawdziwi cię nie zdradzą, prawdziwi zdradą gardzą
Honor uszlachetnia, honor stracić łatwo
Robisz zamieszanie, kolejne aresztowanie
I kolejne przeszukanie, kiedy ktoś złoży zeznanie
A nie mają dowodów, znajdą tam, bądź jakiś powód
to normalne w chuja granie (w chuja granie, w chuja granie)

Wraz ze wzbogaceniem zamieszanie rośnie
Choć ci co nic nie mają nie mają wcale prościej
A bez ryzyka trudno jest się wybić
Im grubszy jest cel tym łatwiej chybić
Bez ryzyka trudno jest się wybić
Im grubszy jest cel tym łatwiej jest chybić
A wraz ze wzbogaceniem zamieszanie rośnie
Choć ci co nic nie mają nie mają wcale prościej

Cały ten rozpierdol muszę to ogarnąć
Nie ma lekko, tu nie ma nic za darmo
Tu za darmo możesz dostać tylko wpierdol
Tu wszystko się kręci wokół szmalu
Zarobiłeś - baluj, nic nie zarobiłeś to żałuj
Ktoś chciał kupić kilo haszu, a dostał kilo kału
To jest ostry kocioł, to kraina kryminałów
Musisz to zrozumieć, najlepiej od zaraz
Jak coś popierdolisz to kara, za wszystko kara
Musisz unieść to na swoich barach
To nie jest jakieś tralalala, tutaj nie ma przebacz
Jak kogoś wkurwisz, to mogą cię odjebać
Jak jesteś w porządku no to o nic się nie martw
Twarde narkotyki, odstawcie ten temat
A teraz najważniejsze - nie daj żywcem się pogrzebać
W tym całym zamieszaniu oczy szeroko otwarte
Firma, pozdrawiam z fartem

Wraz ze wzbogaceniem zamieszanie rośnie
Choć ci co nic nie mają nie mają wcale prościej
A bez ryzyka trudno jest się wybić
Im grubszy jest cel tym łatwiej chybić
Bez ryzyka trudno jest się wybić
Im grubszy jest cel tym łatwiej jest chybić
A wraz ze wzbogaceniem zamieszanie rośnie
Choć ci co nic nie mają nie mają wcale prościej
[tylko tekstyhh.pl]
Rządy się zmieniają, a psiarnia dalej wściekła
To co robią z dzielnic jest coraz bliżej piekła
Otwarte kabaryny agresywne menty
Chuj wie gdzie się wkręcą jebane konfidenty
Co zgotuje jutro i niefart przeklęty
I nie właściwe miejsce, czas, zaciskasz mocno zęby
Chciałbyś spierdalać, ale nie masz którędy
Wokół tłum, policja, a ty kajdankami spięty
Tym kurwom nie chodzi o to by ten kraj naprawić
Krzywdząc dobrych ludzi lubią się zabawić
Te pokłady kurestwa rodzą w nas nienawiść
Za którą te śmiecie potrafią nieraz zabić
To przeciwko kurestwu i upadkowi zasad
Co dzień zapierdala by w kiermanie była kasa
Masz teraz dalej [?]
Rozdmuchaj mocno kłęby dymu z trawy
Patrz na tych wszystkich co żyją tutaj dłużej
Patrz jak zmęczeni życiem są normalni ludzie
Pół wieku komuny co do tego nie mam złudzeń
Sprawiło, że babramy się w życiowym brudzie
Cywilizacja jest tu z tyłu trochę dalej
Jak porównasz do nas rozwinięte kraje
Nie tak być powinno, tak mi się wydaje
Nawijamy o tym to nam zawsze pozostaje

Wraz ze wzbogaceniem zamieszanie rośnie
Choć ci co nic nie mają nie mają wcale prościej
A bez ryzyka trudno jest się wybić
Im grubszy jest cel tym łatwiej chybić
Bez ryzyka trudno jest się wybić
Im grubszy jest cel tym łatwiej jest chybić
A wraz ze wzbogaceniem zamieszanie rośnie
Choć ci co nic nie mają nie mają wcale prościej
Różnimy się co akurat nie trudno zgadnąć
ale mamy jedną wspólną przypadłość
nie ważne czy pod prąd płyniesz, czy z prądem
w każdym z nas siedzi mały Wiesław Jarząbek
spokojnie siedzi, ale dużo wcześniej skitrał
stary magnetofon firmy Unitra
sam się też ukrywa by co jakiś czas cichaczem
ponagrywać swoje marne hymny na cześć
żałosne pieśni, oraz żenujące peany
i najgorsze że to wszystko o nas samych
a my słuchamy i chłonąc to jak gąbka
nie wiemy nawet o istnieniu Jarząbka
stąd ta cała heca i do nieporozumień pretekst
zgadza się adresat, lecz nadawca nie ten
wcale nie trudno w taką paranoję popaść
bo Jarząbek ma niezwykle ujmujący wokal
więc gdy zdaje się że cały świat pochlebstwa nam przesłał
nie łudźmy się, to tylko nasz prywatny Wiesław

ref 4x:
nie ufajcie Jarząbkowi

gdy płynie pochwał lista o nas i przy nas
my tracimy dystans i pierdoli nam się w łepetynach
przekonani o tym że w tym tkwi prawda
odtwarzamy to co Jarząbek wcześniej nagrał
zresztą trudno ganić go za koniunkturalizm
bo im gorzej z nami tym on gorliwiej nas chwali
a z kolei w razie niepowodzeń gotów wieści przynieść
o tym kto na drodze poukładał nam świnie
i na szczyt genetyki nasz Jarząbek się wspina
czyniąc tak że z wieprzowiny robi się wołowina
on nigdy nie straci rozsądku
i nawet jeśli oko wypadnie temu Jarząbku
popełniamy błąd tu myśląc że zamilknie
on dalej będzie nam dowodził kto dla nas jest wilkiem
a gdy kiepski i pochmurny dzień jest
nasz Szekspir ułoży nam wiersz na pocieszenie
doda melodię, po czym zaśpiewa to wszystko jak słowik
w każdym razie nie ufajcie Jarząbkowi
(- kurde...
- no?
- wariat...
- no słucham
- ten, ten Jarząbek to nie był przypadkiem Wacław?
- o kurwa...)

ref 4x:
nie ufajcie Jarząbkowi
[Buka]
Nie lubię chodzić na skróty, jesteś kot?
Załóż moje buty i luknij, który to krok
Siódmy rok jako MC, robiąc tylko dźwięki, jest szok
Bez koneksji można wejść na mainstream, skok
Pierdolone pięćdziesiąte piętro
Dwa klipy i dwie bańki pękło, i gdzie banknot za ten flow?
To nie są szczyty, powiedz delikwentom
Te wszystkie płyty to dopiero de integro
A jedno wiem na pewno, że nie po to to zrobiłem
Żeby afiszować ryjem się i pchać się na siłę
Byle gdzie, byle błyszczeć, byle szczyle miały wiksę
By debile mi tu szczały co mam myśleć
Nie jaram się tym, nie lubię kamer i chuj z tym
Bo mam power i swój styl, i wyjebane, kto, gdzie i z kim
I podpisałem ten deal długopisem
Nie po to, by błyszczeć, tylko po to, byś mógł to usłyszeć

[Mati]
Jestem takim samym typem jak ty, wiesz?
A ty ciągle biegasz za mną z długopisem jak wściekły pies
Normalnie, że podpiszę, ziom, widzę, że chcesz
Tylko dlaczego masz minę jak mięsny jeż?
Skumałeś? Jestem takim samym typem jak ty
I prowadzę normalne życie, a nie życie gwiazdy
I chcę mieć spokój, bo po chuj mi tutaj rap paparazzi?
Gracias señor, ale mnie to drażni, ziom
A tak naprawdę jestem od ciebie o wiele gorszy
Bo nie skończyłem szkoły, kurwa, nie mam pracy ani nie mam forsy
I nie lubię pytań „kiedy płyta zawita do neta?”, bo
Nie robię sobie deadline’ów, a niby ktoś tam na nią czeka, więc
Pomimo tego, że tych zdjęć nie lubię
I zawsze jestem napizgany na koncercie w klubie
Jest moc, keine grenzen, masz tu pionę na szczęście
I chodź, zróbmy to jebane zdjęcie, cheers

Ref. x2
Nie dla fejmu
Nie lubię wywiadów i backstage’ów
Nie szukaj tego rapu na pudełku
Nie muszę dawać autografów, udawać do aparatu
Nie jaram się tym, chłopaku, jaram się tu graniem rapu

[Buka]
Ty weź schowaj te flesze w kieszeń
Może chcesz jeszcze mój PESEL, wymianę [?]
Wchodzi koneser, a nie prezes po kiesę, to reset
Tych, co na scenie myślą o Mercedesie na prezent
Mój rap tu robi imprezę, odrywa zwłoki od siedzeń
Nawet przez walkie-talkie mam wysoki level
Foki chcą długopis, „muszę mieć jego podpis”
„To ty jesteś ten chłopczyk od „Pierwszej miłości””
Nie, jestem, kurwa, Eminem, jeleni jem
Zanim docenisz mnie to będę Marilyn Man-
-Son jak Guyver, schowaj marker
Ja mam tu towar i flow, nie podrabialne jak parker
Czaj tą markę od lat, man, i fakt ten
Zajawkę i fakt, to nie dzieje się przypadkiem
O fuck, te nadzieje okazały mówić prawdę
I mam fejm, ale nie po to robię rapgrę

[Skor]
Ziom, nie ma Help Me i weź głośniej to nastaw
Po następnym LP zamkną mnie w kaftan, ty
Przecież znasz nas od zero pięć
Jak dwa S robi majka test to wiesz jak jest, ty
Tylko bez tego lizania po dupie
Wrócę z UK to wbijemy tu z hukiem znów
Razem w grupie tu przejąć mikrofony
A potem zbijemy piony i zgubimy piony
I znów napierdolony, znów padnie na mordę
Ty stój przed publiką na baczność jak żołnierz
Ja pierdolę show, wiesz, jebie mnie to, bo
Tu łatwiej się sprzedać niż pozostać sobą, więc
Ruszaj głową albo trzymaj ją w tyłku
Znawców rynku, speców od marketingu
I nie mów mi, synku, że to jedyna droga
Prawda w słowach, a nie popyt i podaż

Ref. x2
Nie dla fejmu
Nie lubię wywiadów i backstage’ów
Nie szukaj tego rapu na Pudelku
Nie muszę dawać autografów, udawać do aparatu
Nie jaram się tym, chłopaku, jaram się tu graniem rapu
Śmieję się z tych, którzy w każdą niedzielę ze swoim proboszczem idą spotkać się w kościele chociaż sami są puści lecz i tak robi± zrzutkę, ale nie na panienki i nie na wódkę. Ślepo wierzę, że jak da
dz± to pójdę do nieba, niektórzy potrafią odmówić sobie chleba by wrzucić swoją działkę tak są wychowani przez swojego bosa, tak bardzo okłamani. Za zebraną kasę, za tak zwaną darowiznę budują się chłopaki, ozdabiają nam ojczyznę pięknymi willami, ekstra gablotami większymi dziesięć razy od kościoła plebaniami. Oczywiście są tacy naprawdę z powołania, za zebraną kasę organizują mieszkania biednym i bezdomnym, głodnym rozdają jedzenie. Takich księży szanuję, popieram i cenię szkoda tylko, że takich jest ilość śladowa wszyscy wiecie jak jest tak konczę się me słowa.
Ej, Robię to dyskretnie najlepiej jak umiem w ciszy
Nienachalnie, bo każdy by tak chciał
Wszyscy czują niedosyt, wokół emocji deficyt
Niebanalnie, każdy chce poczuć ich smak
To pieprzone życie, odbiera Ci wrażliwości resztki
Wierz mi, takie właśnie jest życie
Ja przekraczam granice, emocji, jestem przemytnikiem

W tekstach zawsze daje Ci emocje brudne jak ściek
Trujące jak rtęć, ale sam je chcesz
Karmie Cie nimi, każda smakuje jak powszedni chleb
Ja Cie kurwa nienawidzę, życzę Ci żebyś zdechł
W tekstach słyszysz bicie serca, tętni w nich krew
To wdech, to wydech, to miłość, to gniew
Jestem na morzu emocji, ale widzę już brzeg
Jestem zwykłym grzesznikiem, każda skrajność to grzech
Ej, wybrałem drogę ciągłych zmian, ciągłe huśtawki
Nastrojów, które mają wpływ na produkt finalny
Od lat na krawędzi, pieprze bilans strat i zysków
Żyje tu jakbym to miał na sobie i był już na lotnisku
Robię coś złego, ale w tej grze nie ma kompromisów
Uwiera sumienie, ale to nie towar, który spuścisz w kiblu
Niepostrzeżenie przechodzę pozorną kontrolę
Przekraczam granice, między nami przemycam emocje

ref.:
Robię to dyskretnie najlepiej jak umiem w ciszy
Nienachalnie, bo każdy by tak chciał
Wszyscy czują niedosyt, wokół emocji deficyt
Niebanalnie, każdy chce poczuć ich smak
To pieprzone życie, odbiera Ci wrażliwości resztki
Wierz mi, takie właśnie jest życie
Ja przekraczam granice, emocji, jestem przemytnikiem

To nie zakazany towar, to nie bez banderoli szlugi
I to coś, czego na ulicy nigdy nie kupisz
Ludzie tego pragną, ale za żadne skarby
Bo jak miłość to nie z kurwą, a jak kraść to miliardy
Jest wiele podrób, farbowane lisy oczy mydlą Ci
Ich emocje są plastikowe jak manekin
Jeśli Harlequin wyciskał Ci łzy do poduszki, włącz
Ja bym oszalał i nie czekaj aż zadzwoni budzik
To ja biorę to co w każdym drzemie i ubieram, bo
Potrzebuje moich słuchaczy jak skrzypiec futerał
Jestem krawcem, szyję teksty które nosisz w sercu
A ty szyjesz w życiu żeby zagrać więcej koncertów
Nie myślę o jutrze, mam słaby pi-ar
Ale daje Ci coś ulotnego, czego nie widać
Wiem jedno, muszę pisać,tak, pisać do skutku
Dopóki nie zobaczą łez szczęścia albo smutku

Tak jest, albo kochasz albo nienawidzisz
Ej, albo szanujesz albo pogardzasz
Pamiętaj, to emocje, emocje powodują że jesteśmy ludźmi
A, a ja, jestem ich przemytnikiem

ref.:
Robię to dyskretnie najlepiej jak umiem w ciszy
Nienachalnie, bo każdy by tak chciał
Wszyscy czują niedosyt, wokół emocji deficyt
Niebanalnie, każdy chce poczuć ich smak
To pieprzone życie, odbiera Ci wrażliwości resztki
Wierz mi, takie właśnie jest życie
Ja przekraczam granice, emocji, jestem przemytnikiem
Hardcorowa komercja, czujesz ?
Szampan, cycki, pizda. Tak się baunsuje. ( x 3 )

Czujesz ? Szampan, cycki, pizda baunsujesz.
Jesteś bardzo śliska, teraz to kapujesz ?
Czujesz ? Spotkałem Cię na parkiecie, bardzo modne wdzianko.
Byłaś z Martą i jej jeszcze jakąś koleżanką.
Chcesz się zabawić z nami, HaKa śmietanką ?
W dłoni najgrubszy polski banknot, właśnie mam go.
Weź jeszcze zapoznaj mnie z tamtą.
Słyszałem, że jest Hip Hopową fanką.
Zapraszam was na balkon.
Jest jeszcze Onar, PDG i gruby dolar jeszcze węgorz,
Właśnie słyszysz ten głos, baunsuje.
Szampan, cycki, pizda, baunsuje.
Mam w dłoni, prawdziwy pęk stówek, a podwiózł mnie tu grubek.
Daj naleję, bo już pusty kubek, szampan.
Przenieśmy się gdzieś indziej, bo tu świeci lampa.
To jest nasz melanż ( melanż ), melanż znaczy ( melanż ).
Wiesz co to znaczy ? Super relaks.

Hardcorowa komercja, czujesz ?
Szampan, cycki, pizda. Tak się baunsuje. ( x 8 )
Idąc tam mielić wszystko na miał
Widząc swój cel robić cel i pal
Wciąż poszukując swój święty gral
Musisz w tym trwać póki ja będę trwał x2

Kładę stopę na ziemi wciąż potrafię docenić (co ?!)
Cud życia daje mu coś nie biorąc premii
To ci ludzie i tereny choć czasami są jak safari i hieny
Idę jakbym słyszał głos syreny (idziemy !)
To pokolenie wychowane w płytach
Karmione pyrami i werblami od kazika
Zadajemy mnóstwo pytań ciągle drążąc temat
Chociaż najczęściej odpowiedzi nie ma
Wstaje słońce
Dziś albo wolne albo gram koncert
Tak czy siak czasu brak na sprawy bieżące
Jedno zaczynam a drugie kończę
Nie zrobiłem nic a słońce jest już na horyzoncie
Większość widzi to co chce widzieć zza swojej kraty
Inni wstydzą się chcą żyć we mgle i nic pozatym
To te tematy które tu krążą od świtu po noc
i ponoć zdzierają gardła wołaniem o pomoc
Breee...

Ref.: Czekając na cud każdy błądzi
Dochodząc do dnia w którym Bóg nas osądzi
Dziś nadszedł ten dzień w którym znajdę cel
By móc światem rządzić x2

Pali się pali się pali się pali się pali
Pali się pali się pali się pali się pali
Pali się pali się pali się pali się pali
Pali się pali się pali się pali się pali

To Gural to RY wznieście w górę szpadyzory
To ten rap chory
Kładę ci słowa do głowy jak kule do komory
Sorry to płoną wersy chłopak
Wysypują się z nich rymy jak z twojego nosa koka
Zdrowia okaz jedziemy z tym maksymalnie
Zostają tylko zgliszcza jak po zrzuconym napalmie
Witam na mojej farmie na której hodujemy hity
Gdy dojrzewają wtedy możesz słuchać ich też i ty
Duet niesamowity dzisiaj wywołuje pożar
Który rozświetla niebo niczym syberyjska zorza
Poparzenia smród palonego mięsa krzyki kobiet
To efekty płomieni na wersach (hejj !)
To jest tak bardzo łatwopalne
Że słyszący to ludzie dzwonią do straży pożarnej
Szanse są marne by ugasić ten ogień
uliczny flowklor sygnowany szpadyzora rogiem

Pali się pali się pali się pali się pali
To ten rytm który rozgrzewa do czerwoności parkiet sali
Pali się pali się pali się pali się pali
To hit wbity w bit który w łeb wali x2

Pali się Pali się Pali się skurwysyny
Pali się Pali się Pali się skurwysyny
Pali się Pali się Pali się skurwysyny
Pali się Pali się Pali się (e e ej)

Pali się parzy rap ten G wali gadkę
DGE i RY nowy Beavis i Butt-head
Nowy track wszedł Gural jest z budowli
Pali w kotłowni wali bo mamy ten pierdolnik
Hoduje to jak rolnik swojej hodowli
Ci niepokorni wolni z klanu szpadyzorni
Mówią o nim : To mistrz ! Bo wiem jak to robić
Profesura z bitu anatomii
Gural ogniomistrz, bo to mi dzwoni w głowie
24 na dobe i o to mi chodzi koleś wyją przeciwpożarowe
Mam rymy żaroodporne potworne mało pokorne
Toporne troche mam wolne
Wielosezonowe wielozadaniowe jak F-16
Co pizga dziś przez pół dnia nad miastem
Zmieniam szesnastke jak zmieniam pasy samochodem
Jakby mimochodem zapłoną lasy przed zachodem

To Gural to RY
To to Gural to RY
To to Gural to RY
To to to to

DGE i RY
DGE i RY
DGE i RY

(Ci niepokorni wolni z klanu szpadyzorni)

Pali się pali się pali się pali się pali
To ten rytm, który rozgrzewa do czerwoności parkiet sali
Pali się pali się pali się pali się pali
To hit, wbity w bit, który w łeb wali

Pali się Pali się Pali się skurwysyny
Płoną wersy chłopak
Pali się Pali się Pali się skurwysyny
Płoną wersy chłopak
Raperzy mówią, że ich rap to życie
Chyba tak muszą, bo skoro ich rap to życie
Czemu on nie daję żyć moim uszom
Weź osraj znajdy, znam typów co nie tylko
W Andrzejki palą wosk dla frajdy
A dziś z kontraktem są górą na małą metę
Bo sami do mnie przyjdą, jak z tą górą, jestem Mahometem
Chcesz ikry, nie masz jej to jest przykre
Że choć nie jem kawioru, to jem twoją ikrę
Synu te flow pali twój blok
Wpłynąłem na bit jak Ali na boks
W rapowym filmie ja to pierwszy plan, ty z koleżkami to tło
Po tej scenie chcę się napić zapierdalaj po bro
Twoje łzy nie są słone, twój oddech nie jest ciepły
Jesteś sztuczny, twoi fani są z pleksi
Nie daję follow up'ów ale dziś dam typie
VNM naucz się wymawiać tych 3 liter

Siema VNM, temat wymusza skupienie
W swoim ciele mam miasto, nie tylko więzienie
DJ scratch'uje płytą, ukręca różne wtyczki
Głupia suko, on chcę zobaczyć twoje cycki
Jednym tchem wymawiasz cztery elementy
Ja znam co najmniej 6, jestem pierdolnięty
Patrzę na pieprzony zegar, widzę wyścig cyfer
I tak wiem kto go wygra, pieprzony lucyfer
Nie jestem szamanem, jebie słowne egzorcyzmy
Gra jest ostra jak skalpel, widzę nowe blizny
Nowe blizny na duszy, rap dudni w głośnikach
Mają go za darmo, ludzie są próżni w nawykach
Ludzie są różni, przykład goni przykład
Nie mają własnego ja, każdy goni na wykład
Teraz oglądasz swój głośnik, pocierasz membranę
Z niej płynie czysty głos, który nie jest sopranem

Wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra
Ty już wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Bo, wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra

Twoje buty są stare, ty w szpan wczuty
Twoje buty jak to miasto, bo to pra-buty
Moje kick'sy są nowe, moje flow jest świeże
Jak boli cię to, wypierdalaj na pokój zwierzeń
Mam nową kasę, wcale nie za te słowa
Mój hajs jest jak żigolo, bo to kasa nowa
Dla ciebie drzwi do hajsu nie stoją otworem
Czekasz aż ktoś otworzy ci drzwi, jakbyś dzwonił domofonem
Twój ziom nie jest w podziemiu, to niby rezydent
Tylko się tu wałęsa jak były prezydent
Ja jestem tu jak Emrat, Skibwoy, Reno, Wankey, Smark
To jest kurwa underground, tak
Możesz być Dawidem, kiedy jestem Goliatem
Ty i tak ta bajka się kurwa skończy inaczej
Ziomy nie dają ci już pojary pod blokiem
Bo masz pare rymów, ja mam 2 pary jak poker

Sztuki chcą tego rapu, to jak przecena w Tesco
A ich sztuczne cycki chcę przebijać pinezką
Mam łyżwy na nogach chociaż nie gram w hokej
Moje słowa są jak pocisk, nie macham glockiem
Nawyki zdobyte pod blokiem, jestem krupierem
Wpadniesz do nas z tysiakiem, a wyjdziesz z zerem
Rap to twój zawód, myślę, że to łud szczęścia
Lepiej przynieś nam lód, bo możesz wyjść w częściach
Dzisiaj mam kaprys, chcę kupić nową bluzę
Ty masz minę ziomuś, jakby zginął ci puzzel
Nie muszę się czaić, znowu martwić przeceną
Jestem z podziemia, nie znaczy, że mieszkam pod ziemią
To jest nasz rejon, Słubicki underground
Ty obserwuj uważnie potyczki naszych band
Mocny trójkąt Słubice-Elbląg-WWA
Nasz rap to coś więcej niż jebana gra

Wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra
Ty już wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Bo, wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Świńskie łajno wiozę wam do internetu.
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Wszyscy wkoło jacyś spięci, ja mam czasu w bród.
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Nazywam się Józek O-dmienny widzenia punkt
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Wszyscy trąbią, wkurwa mają, ja mam czasu w bród
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Czego oni na mnie trąbią – męczący naród
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Wszyscy pędzą, wyzywają, poganiają ruch
A ja prykam sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Tu tu tu tu, tu tu tu tu.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo