Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Kaczor
Sprawdź to, gracz z numerem pierwszym synu, sprawdź to, rany kłute,

Ty chciałbyś bronić się przed ostrzem
Poddaj się, będzie prościej,
To jest skurwielu ten styl co nie zamierza brzmieć radośnie
A ja na oścież otwieram piekieł bramy,
Zadaję kłute rany, realizuję snute plany
Biorę pod lupę ofiarę, jej się przyglądam
Wprowadzam w życie program, działam bez litości jak Dexter Morgan,
Dla ciebie z koszmaru zmorą zobię tu horror
Dziś jestem nożownikiem jak Benicio Del'Toro
To będzie noc długich noży, chcesz jeszcze pożyć synu
Spotkałeś skurwysynów z powieści grozy
To aktorzy z najbardziej krwawego teatru
Co popełnią przestępstwo w hip-hopowym półświatku
I w dodatku, dla pościgu nie uchwytni od lat
Bo w spadku została im zapisana zbrodnia
I tak będzie do dnia śmierci, słowa jadem zatrute
Flaki będą wyprute - zadałem rany kłute

Ref.
Kolejna plama gorącej krwi na chodniku
Rany zadaje jakby nie twoja ręka
To jest dzień sądu, pamiętaj Jom Kippur
Wszystkie drogi prowadzą do przestępstwa
Iskry, ostrza zgrzyt, na asfalcie
Kra, kra, kra odpychasz butem
I nienawidzisz ich jeszcze bardziej
Kra, kra, kra rany kłute

2. Pih
Gładka powierzchnia stali, krwią gardła płuczę
Przyglądaj się we mnie po każdym razie jak w lustrze
Ja znam twoje serce ty znasz moja duszę
Razem zostawiamy rany cięte, rany kłute
Szwedzki stół dla robaków w którym wycinamy piętno
Spod prześcieradła wystający paluch z etykietą
Ty decydujesz o czynach, nigdy czyny o tobie
Godzinami ćwiczysz na phantomie pchnięcie w serce nożem
W naszej ofercie powolna, bezbolesna śmierć
I jęk zanim ich dotknie bezzębny wiek
Tu gdzie przed nocą kapituluje dzień
Inspiracje, prędzej Ed Gein niż Mark Twain
Tu ciężarówki największych stacji, przed frontem do
Korespondencji w szoku, relacje do mikrofonów
Napędzasz tym mój świat, na skórze czuję dreszcz
Po wszystkim, wiesz?
W ciemnym pokoju błyska flesz
Pozostawiony na białej ścianie w agonii
Krwawy dotyk dłoni, annały naszych zbrodni
Bezpowrotnie opada powieka,
Nie uciekał, przecięte ścięgna Achillesa,
Ostatni oddech, nikt i nic nie mówi wróć
Kiedy lepka krew spływa do denata płuc
Nie opuścisz mnie.
Z jak dawnym skutkiem asasyn, wsadzi ci nóż w plecy
I przekręci go dwa razy

Ref.
Kolejna plama gorącej krwii na chodniku
Rany zadaje jakby nie twoja ręka
To jest dzień sądu, pamiętaj Jom Kippur
Wszystkie drogi prowadzą do przestępstwa
Iskry, ostrza zgrzyt, na asfalcie
Kra, kra, kra odpychasz butem
I nienawidzisz ich jeszcze bardziej
Kra, kra, kra rany kłute

3. Ero
Ten rap ostry jak nóż, dziś nic już mnie nie wzruszy
Może odseparować dziś ciało od duszy
Śmiało zatkaj uszy, gdy punche tną jak skalpel
Oczekuj ran kłutych bo to dopiero starter
Ero jak rezurekcja Kuby Rozpruwacza
Kurwy zapraszam na parkiet i tak jak on nie wybaczam
Precyzyjne cięcia lecą im po kablach
Ich mikrofony milkną, nikną ktoś im je zabrał
Ero bardziej Freddy Krueger niż Freddy Mercury
Gdy znów trzęsę klubem w konwencji Bez Cenzury
To HC na stówę, nie żadna biesiadna pieśń
Więc nie bądź przy mnie zbyt pyszny bo Hannibal chce jeść
To krew, krzyk, smutek, czyjś korpus pod butem
Gram na żywych organach jak wirtuoz, rany kłute
Opłakany skutek, mają te dźwięki śmierci
Ktoś w tej grze padł trupem, wyrzucam go z pamięci

Ref.
Kolejna plama gorącej krwii na chodniku
Rany zadaje jakby nie twoja ręka
To jest dzień sądu, pamiętaj Jom Kippur
Wszystkie drogi prowadzą do przestępstwa
Iskry, ostrza zgrzyt, na asfalcie
Kra, kra, kra odpychasz butem
I nienawidzisz ich jeszcze bardziej
Kra, kra, kra rany kłute

4. Fokus
Jo, dawaj ten bit, dawaj ten bas
Strach się bać nas PIH, nas i ich
Ero i Killaz Group, kopiemy grób dla tych pizd
Kilka miast, kilka gwiazd, słuchasz tego pod blokiem
Wkładam ci go do ust jak Joker Bliss
Choć stali pisk z okien, pozornie niegroźna rana kłuta, wiesz?
A to jest twoja ostatnia minuta F do O do K do U do S jest tutaj też
Oko w oko ze smokiem, weź pożegnaj się z okiem
Z gdzieś wstrzelonym wzrokiem poszukujesz i przechodzi cię dreszcz
I pada deszcz, i pada cios za ciosem i pytasz "co jest ?"
I pada deszcz dziś za nim upadasz jak ostatni leszcz
I wbijam ci go po rękojeść
Na twojej bluzie zakwitły już szkarłatne kwiaty zła
I wyszło na moje, i nawet jeżeli to to jest tylko tekst
Ty nie popadaj w paranoję

Ref.
Kolejna plama gorącej krwii na chodniku
Rany zadaje jakby nie twoja ręka
To jest dzień sądu, pamiętaj Jom Kippur
Wszystkie drogi prowadzą do przestępstwa
Iskry, ostrza zgrzyt, na asfalcie
Kra, kra, kra odpychasz butem
I nienawidzisz ich jeszcze bardziej
Kra, kra, kra rany kłute
AbradAb:
Druga zwrotka bo zawsze chciałem zacząć od środka
wśród kamieni splotka, że to horror w opłotkach
Jeden kolo ma ziarno i je pali aż parno
wszędzie dym aż czarno można ciąć Husqvarną
A jak ziarno zasadzisz to Ci zniknie jak Vanish
kliknie jak klawisz aż się wzdrygniesz jak panicz Yo
Bo to nie ziarnko pod farmerskie wdzianko
to Cię zarazi i nic nie poradzisz
I jak by pytał kto ja ten kolo jestem
Mam plan niecny i szpetny jak wujek Fester
Mam torbę ziaren ale nie mylić z towarem
bo to podlewasz wokalem owocuje Ci tekstem
Ruszam na misje jak Apollo wszystkie
daj to na wizje może puszczą soul pod naciskiem tych korzeni
Wypleni cały ich biznes a gdy się zmieni
wtedy podzieli się zyskiem

Gutek:
My zasadzimy
zasadzimy ziarno
pole którego po horyzont nie da się ogarnąć
Dla jednych trutką
a dla innych karmą
Jednym błogosławi innym przyszłość wróży marną

My zasadzimy
zasadzimy ziarno
pole którego po horyzont nie da się ogarnąć
Dla jednych trutką
a dla innych karmą
Jednym błogosławi innym przyszłość wróży marną

Abra dAb:
Mam hip-hopowe ziarno jak WSZ myślisz że to grzech
śmiertelny jak bezdech
Skun zielony jak mech
punkt mój czuły jak węch
sedno sprawy jak sęk jednoczący się dźwięk Yo
Wydaje dekret jak król czy regent
że można już sadzić i się bawić jak przy reggae
i nie, nie mówię Ci co Ty masz robić bo nie wiem
czy masz tą wiedzę wykorzystasz ją w to wierze
I obudź się szybciej
ideały goń gdy złapiesz trzymaj
aż zbieleją knykcie
Święty jak papież to nie zajdziesz dzisiaj nigdzie (nie)
poluzuj tam gdzie Cię ciśnie he

Abra dAb i Gutek:
Szyderap choćby jedna na milion
nie ma szans my i tak przemycimy ją
w końcu padnie ostatni bastylion
w dogodnej chwili zasadzimy ją

Szyderap choćby jedna na milion
nie ma szans my i tak przemycimy ją
w końcu padnie ostatni bastylion
w dogodnej chwili zasadzimy ją

Gutek:
A kiedy skończy się czas dekadencji
fałszywych pretensji czas
umysłowej impotencji czas
Poświęcony negatywnej intencji
jak wielu to kręci mimo konsekwencji
Ja preferuje relaks w rytmie
roots-reggae-raga
to w dobie chaosu idealna przeciwwaga
dla chorych ambicji i całej hipokryzji
dla dźwięków w eterze i dla dźwięków na wizji
Więc sadzę gdzie tylko da się nieśmiertelne ziarno
Pole którego okiem nie da się ogarnąć
Dla jednych trutką a dla innych karmą
Jednym błogosławi innym przyszłość wróży marną

Abra dAb i Gutek:
Szyderap choćby jedna na milion
nie ma szans my i tak przemycimy ją
w końcu padnie ostatni bastylion
w dogodnej chwili zasadzimy ją

Szyderap choćby jedna na milion
nie ma szans my i tak przemycimy ją
w końcu padnie ostatni bastylion
w dogodnej chwili zasadzimy ją
[x2]
Kolęda, kolęda, no baa
Lubię to się bawię, zapamiętaj
Kolęda, kolęda, no baa
Trzecie pokolenie, asortyment i dziewczęta

Elo wariat gra gitara jest już dobrze?
No baa, to jak będzie zaraz?
Nie wszystko naraz, co za dużo to nie zdrowo
Wszystko jest dla ludzi tańczących z głową
Właśnie nadszedł czas na eskapadę nową
Nie ma to jak relax na plaży z jointem
Dookoła dupki latają gorące
Czas zaschnięte gardło nawilżyć bronksem

Wieczorem wycieczka na tutejsze parkiety
Podziwiać kobiety, ich ciał zalety
Music niestety trochę nie w mym guście
Nie ważne bzdety chluśniem, bo uśniem
I dalej w tango, balanga za balangą
Najlepiej u boku z serca wybranką
Tego nie kupisz w TV shopie Mango
Nawet gdybyś miał czeki in blanco

Jest, jest pięknie, będzie piękniej
Choć jeszcze stoję przed samym wejściem
Wtem otwierają mi się drzwi z napisem V.I.P.
I już witam się w środku
Kilkunastu ziomków i *****owne panie
Myślę, z którą zjem jutro śniadanie
Od razu wiem, która moją wybranką
Szykowne wdzianko podkreśla jej ciałko
W oka mgnieniu podbijam do niej
Z propozycją spędzenia nocy szalonej
Drinki, tańce takie, że do dziś nie wierzę
Raczej podpieram ściany niż jestem tancerzem
Nogi już się plączą, czuję się pijany
Lecz na tyle trzeźwy by ustalać dalsze plany
Jak będzie dalej, sam jestem ciekawy
Na pewno będzie pięknie, jestem o tym przekonany, no baa

Kolęda, kolęda, no baa
Lubię to się bawię, zapamiętaj
Kolęda, kolęda, no baa
Trzecie pokolenie, asortyment i dziewczęta

Od kilku dni zakręcony sagan
Wiesz jak to jest na strychu bałagan
Dziś pełna laba, a wieczorem raban
Ciaw ciawara, takich melanży
Nie masz nawet w snach, no baa
W paczkach mixy, hardcore hip-hop
[?] wsio kapiszi
Stresu zero, sami swoi tutaj przyszli
No i nie bez przyczyn patrz na dancefloor
Śliczne siksy tańczą stereo
Elo ziomek, zaprośmy je obie
*****niem po bombie, zdrowie pięknych kobiet
I najszybszych fur, no to fru fru
No i znów budzi się parkietu król
Nie śpieszno mu do wyjścia w ród
Na hawir powrót dopiero o świcie
To tylko skrót z melanży, których w bród
Gdy forma w szycie i w dobrobycie kiesa
To po prostu z życia poezja, no baa

Jest środek nocy, znalazłem się w klubie
Jakiej nazwy (*****) sam nie wiem, już się gubię
Bo nie ma, (nie ma, nie ma) bezalkoholowo
Odkąd pamiętam było zawsze hardcorowo
Pierwsze co, szybka trasa do baru
Mijam tam dzierlatki i wariatów paru
Lekko zachwiany chyba cudem mnie wpuścili
To już nie istotne pędzę napić się tequili
Po niej czuje się znacznie lepiej
Choć ta wódka podrabiana tak jak w sklepie
Jedna myśl by nie było tak jak ostatnim razem
Pomyliłem kibel z innym obrazem
Sakiewka już pusta, a ktoś tu złapał smaka
Dzisiaj tu nie problem spotkać dobrego chłopaka
Nie chcę minąć się z melanżem, ani ze smakiem
Dzieciak uwierz to jest lepsze niż zabawy z crackiem

Wjeżdżam w pewne miejsce
W pewnym mieście, weź zrób przejście
Pewne mordy, choć nie wszędzie
Pewnie grubo dzisiaj będzie
Więc wchodzę, parę osób mijam po drodze nieco dalej
To co zwykle barman nalej
To co zwykle barman posyp
Jest już nieźle, a jeszcze czuję niedosyt
W koło piękne panie, stuknij się w banię
Mam swoją kobietę, której nie zranię
Dudni basik, wygłupy na parkiecie
Sekcja b-boy wygibas najlepsza na świecie
Ledwo dycham, to już nie tak kondycha
Trzeba to skontrować, ziomulku choć na kielicha
Wcześniej nie kończę, a przecież nie sączę
Na chwile usiądę i zaraz dołączę

[x2]
Kolęda, kolęda, no baa
Lubię to się bawię, zapamiętaj
Kolęda, kolęda, no baa
Trzecie pokolenie, asortyment i dziewczęta
LILU
moich hitów nie zna cały kraj bo tego gówna nie gra eska, ziom
i nie na dwudziestkach wożę się choć wiem, że to rozpieprzam, ziom
tego jestem pewna wokół na hajs jest w opór presja, ziom
ale jak chcesz zrobić flotę to każda opcja jest lepsza niż to

nie wyjadę stąd bo wiem, że nie miałabym po co wracać, ziom
tego jestem pewna, że jeśli dajesz to do ciebie wraca to
nie wyjadę bo ciągle wierzę, że mam tu po co zostać, ziom
nie zawsze najlepsza opcja to właśnie ta najdroższa bo

REFREN
nie potrzebny mi rolex żebym znała czas
nie potrzebne mi złoto by mieć blask
nie potrzebna mi fura żeby jechać bo
nie wyjadę stąd

nie potrzebne mi propsy, nie potrzebny hajs
bo jak widać dotąd żyję z tym co mam
jeśli wierzysz w to, to tak się staje
wraca to co dajesz.
LILU
ciągle tu jestem, ale proste, że chciałabym też mieć dobrze ,gdzieś
bo możemy różnie żyć, ale wszyscy myślimy podobnie, wiesz
chciałabym mieć z muzy hajs, ale najpierw na to chcę zasłużyć, ajj
ale ciągle wierzę, że co daję do mnie wróci na bank

Daj coś,daj coś, wraca to co dajesz....

nie potrzebny mi rolex żebym znała czas
nie potrzebne mi złoto by mieć blask
nie potrzebna mi fura żeby jechać bo
nie wyjadę stąd

MARIKA
nie, nie wybieram się nigdzie
bo tylko tutaj naprawdę u siebie jestem
wiem, cud nie zdarzy się jutro
ale na lepsze się może zmienić nareszcie

nie, nie wyjadę stąd nigdzie
bo wiem, tutaj właśnie jest moje miejsce
chociaż gdzieś może by było wygodniej
wiem tutaj mam to co najlepsze

ej lilu bóg charakteru nie odmówił ci i stylu
a rób swoje siostro i wiarę miej non stop
w to, że od tego bieg lawina zmienia
po jakich toczy się kamieniach
od tego bieg lawina zmienia
po jakich toczy się

LILU
nie potrzebujesz głośników
masz przecież w sercu muzykę jak ja
nie potrzebujesz tych słów bo
od dawna już je znasz
nie potrzebujesz propsów
żeby wciąż iść do przodu
ty sam przecież wiesz to dobrze
że wygrasz życie choć nikt cię nie poprze

nie potrzebny mi rolex żebym znała czas
nie potrzebne mi złoto by mieć blask
nie potrzebna mi fura żeby jechać bo
nie wyjadę stąd
Ref.
Nie mam czasu umierać zmieniać się nie licz że odejdę
Odwaga pcha nas przed siebie
Zależy tylko od ciebie
Czy się na nią zdobędziesz
Pozostaniesz na tym świecie
Czy za wcześnie z niego odejdziesz

Czy jest zawsze dobrze cudownie świeci słońce
Czy zawsze tylko trzeźwo na zjawiska patrze
Zawsze z szacunkiem do siebie bo przecież
Jak bym ćpał to bym niszczył siebie sam
Mam obowiązek żyć pełnia dni
Zapewnić godne życie sobie i bliskim
Być człowiekiem silnym by nie skończyć na ulicy
Mam obowiązek pisać dobre rymy kontrolować mikrofon
I to co wychodzi w pełni krytykować bo mam to prawo
Jedno co tak naprawdę chodzi to ta pieprzona jakość
Ej tylu rozmieniło swoje talenty w życia pułapkach
Chcąc skręcić a tam za rogiem już czeka szatan
Jakikolwiek chłopak nie bierz tego dosłownie
To dragi głupota co jest nim to nie jest istotne
Ważne że jest gdzieś i czeka cierpliwie
Gdy zaczniesz żyć chciwie on zabierze cie
Nie pytaj co jest istotne chyba tak naprawdę
Zdrowy rozsadek szacunek do rodziny
Bo tylko ja masz tak naprawdę
I z nią odważnie radze sobie
Z tym życia bagnem przyjaciel taki który słucha
Przez trzeźwe nie brązowe oko

Ref.

Wszechobecna rzeczywistość skażona brudem
Oderwanie się od niej praktycznie graniczy z cudem
Przychodzi z wielkim trudem wymaga poświeceń
Nie sugeruj się tłumem ludzi będzie jeszcze więcej
Patrz się na siebie staraj się być człowiekiem
Bierzesz przykład z tych na których najbardziej ci zależy
Oszukasz ich a każdy z nich nie uwierzy
Już w żadne twoje słowo postąpiłeś bezpardonowo
Życie nie potraktuje cię ulgowo
Wtedy mogą cię dopaść wyrzuty sumienia
Dziwisz się to z braku zadośćuczynienia
To się będzie za tobą wlec próbujesz szybciej biec
Uciec od tego koszmaru to jak sen na jawie
Nie mam zamiaru utracić daru jaki otrzymałem
Pogrzebać talentu który tak długo szlifowałem
Wciąż nad nim pracuje to styl który ukazuje
Moja osobowość mój sposób bycia
Co procentuje na przyszłość na najbliższe lata
Mojego życia to mnie urządza z góry
Jednak wszystkiego nie przesadza
Odczuwam to jak brak pieniądza chcąc nie chcą
Żyjąc z miesiąca na miesiąc dobrze o tym wiedząc
Czując to codziennie się z tym budząc
Się nie podłamując po dzień dzisiejszy
Śmiało o tym rymując

Ref.

Jak można zostawić cześć siebie na tym świecie
I odejść jak nie po kolei trzeba mieć w głowie
By zrezygnować ja będę walczyć i wygrywać
By zakładać sobie cele i ich szczyty zdobywać
Inaczej ta ławka schodowa klatka zostanie ze mną
Do końca świata a chce spokoju przepięknej żony
Która nie ma pustej głowy przyjaciółki
Z która można mówić wszystko i spędzać wieczory
Popatrz dla mnie najważniejsze bezpieczeństwo
Święty spokój a szaleństwo pokazywać tylko
W rymach gdy tłusty bit a bit maszyna
Mieć coś w domu ja i rodzina prywatność
Za własne czyny odpowiedzialność
Z życia wygranych radość
Te światła miasta będą świecić
Bo energii pełne wolne
Od zazdrości prosto bijące serca
Modle się o szczęście kocham tych z którymi
Od zawsze na ta drogę która idę patrze
Wiem że czasem jestem nieprzyjemny
Ale bo gdy są problemy czynnik obronny
By nie zwariować potem jest normalnie
Kocham słońce kocham kochać
Kocham dobry rap kocham szacunek
Szanuje miłość kocham wiatr latem
Kocham wieczory z dziewczyną
Jestem sobą kocham siebie
Pieprze co sobie myślicie
Mimo wszystko co jest tutaj
Kocham życie

Ref. x2
Jest tak, TenTypMes i Kocioł po raz drugi, aha
ekskluzywnie dla was
to jest właśnie ta właściwa odpowiedź
ktoś próbował zbootlegować moją rozgrzewkę
mój trening, pfff
Ale nie, to jest właśnie to, jest 24 sierpnia
a ja odpowiadam tak

Kiedy taki śmieć jak ty nabluźni Typowi jak ja
musi wiedzieć, że saga trwa
bo to dla ciebie jak nagła śmierć
dla mnie ten beef to napęd, napęd

Kiedy taki śmieć jak ty nabluźni Typowi jak ja
musi wiedzieć, że saga trwa
przynajmniej dla mnie bo wiem
że mój diss już zamknął ci japę, japę

Pożyczyłeś ksywę Mes? ha i tutaj mógłbym skończyć
bo wiem, że mój diss był gorszy niż złamanie dwóch kończyn
to nie wystarczy być z trąbkami bębny twardsze
bo twój styl był błędny od zawsze
nawet twoi małoletni fani jak dorosną
będą się wypierać, że słuchali Lajnera
ja będę śmiał się głośno
ich dzieci będą pytać wtedy
Tato, słuchałeś Mezo?
Boże co za przypał jak koledzy się dowiedzą
Żeby tego uniknąć ja pomogę ci zniknąć
leć na Heathrow dziwko, szybko, lipton
lipa, to nie przypadek, twój styl przekwita
jesteś tyle wart co twoja ostatnia płyta
dla dziewcząt, dla chłopców, dla starców, kierowców
dla żon i dla matek ale nie dla obcujących z rapem
Częściej niż kiedy przejdą się deptakiem nad morzem
i refren od kolegów nie pomoże, co jest?
Kiedyś se poprzysiągłeś Jacuś, to jakiś twój obłęd Jacuś
Żeby zawsze mieć piłkarza w tracku
Grzeją cię podteksty, dziwny system grzewczy
obchodzi cię mój wygląd? mnie wygląd dziewczyn!

Kiedy taki śmieć jak ty nabluźni Typowi jak ja
musi wiedzieć, że saga trwa
bo to dla ciebie jak nagła śmierć
dla mnie ten beef to napęd, napęd

Kiedy taki śmieć jak ty nabluźni Typowi jak ja
musi wiedzieć, że saga trwa
przynajmniej dla mnie bo wiem
że mój diss już zamknął ci japę, japę

Masz tu Mes banknotów parę, przelicz
tak właśnie dogaduję się ze mną Arek Deliś
Wypadło na niego, ale mogło być różnie
Jak miałem 19 lat chciały mnie 4 wytwórnie
4 dni później byłem w tej, która nie może mnie nabrać
2 lata później opłacam już swój kwadrat, ha
a ty się starzejesz i wciąż mieszkasz z mamusią
Ja szukam hajsu i znajduję go jak Too Short
Dziwko, przymykaj drzwi, podłączaj słuchawki
kiedy oglądasz pornosa by nie wystraszyć matki
aha i graj za marny tysiak z hakiem także
Jakby ci nie wyszło z niunią to co powiesz? sorry szwagrze?
To ostatni raz, gdy mówię o rodzinie
Ty zrobiłeś to o raz za dużo
Uważaj bo minie czas hip-hopowej walki
temat życia Flinstone'a
chyba żaden z nas nie chce krwi, jesteś ponad
Zobacz, mam deal, ja raz ci pierdolnę
w zamian skończysz stosować swoje szkolne porównania
i uważaj Jacuś jakich używasz słów na papierze
bo to ty grałeś koncert dla psów, frajerze

Kiedy taki śmieć jak ty nabluźni Typowi jak ja
musi wiedzieć, że saga trwa
bo to dla ciebie jak nagła śmierć
dla mnie ten beef to napęd, napęd

Kiedy taki śmieć jak ty nabluźni Typowi jak ja
musi wiedzieć, że saga trwa
przynajmniej dla mnie bo wiem
że mój diss już zamknął ci japę, japę

-Mezo, ja posłuchałem twojej płyty
to jest bardzo fajna muzyka rozrywkowa
tylko zastanawiam się, czy ty już nie powinieneś dzisiaj naprawdę pomyśleć
dobra, środowisko środowiskiem, ja jestem artystą rozrywkowym
-Wiesz co ja staram się ee
-Tak czy nie?
-Staram się ee.. stanąć jakby ponad tym i mówić
robić to co mi kieruje jakoś głowa i może ludzie
którzy mi doradzają też
ale staram się jakoś tutaj selektywnie do tego podchodzić
-To znaczy? odpowiadasz jak polityk
-Tak, i

Tak? OK, ty to powiedziałeś

-Dziewczyno jak wino uderzasz do głowy
Aniele, tak wiele do ciebie bym zrobił
Podryw to mój zap...pomysł na wieczór
mój zapał, twój u-u-u...
ja nie mogę tego przeczytać
-No niewątpliwie ten numer...
-Przecież to jest bracie widziałem orła cień
-Słuchaj, ja do tego tekstu podeszłem zupełnie inaczej niż on jest...

Podeszłem? student się znalazł, kurwa
No, weź to poczuj, nie mów żeby ktoś dał Ci spokój,
bo nie możesz stać z boku, musisz poczuć to.

Jeśli czujesz to, stoisz teraz z drinkiem,
jeśli ona to czuje to teraz kręci tyłkiem
i to nie przez chwilkę, tylko przez cały numer,
no weź to poczuj, bo prawie każdy czuje.
To jest coś czego nie nauczysz się nigdzie,
to musisz mieć w sobie, samo to nie przyjdzie,
możesz czuć to w windzie, na ławce, w łóżku,
to nie, kurwa true school, musisz mieć to w mózgu.
Czuj rytm niezależnie od gustu, musisz,
bo pamiętaj tego nigdzie się nie nauczysz,
tym bardziej nie kupisz, to nie jest na sprzedaż,
tu i teraz, czujesz to, tak jak czujesz ten melanż.
Ej, słyszysz ten bit, zaraz usłyszysz refren,
poczujesz ten rytm, nie mów że nie chcesz,
to jest pewne, kluby pełne, a wewnątrz ludzie,
którzy czują to na pewno, na serio,
wbijcie tam, zobacz co jest grane, poczuliście to,
no to refren razem, yo.

Ref.
No, weź to poczuj, nie mów żeby ktoś dał Ci spokój,
bo nie możesz stać z boku, musisz poczuć to.

Czujesz ten rytm, kieliszki w powietrze,
poczuliście to, jest naprawdę pięknie,
trzeba jechać, nie ma co się ograniczać,
na co czekać, poczuć to i mieć coś z życia.
Yo, ręce w górę, w ruch biodra, czujecie to,
na to wygląda, więc po co zwalniać,
trzeba podkręcić, niech spierdalają stąd abstynenci.
Kolejnej części nie będzie dla nich, bo się lekko spóźnili
i gdzieś zaspali, gdzieś zostali i tego nie poczuli,
poczuj to, tak jak byś oni nie zamulił, nikt nie został,
jak jeden procent ze stu, jeśli już czujesz,
to możesz jechać bez słów, możesz jechać wbrew
wszystkim regułom i pierdolić tych, którzy tego nie czują.
Ujmując, oczywiście nikomu, jeśli przyszedłeś popatrzeć,
to wracaj do domu, jesteś kiepski, tylko innym spieprzysz humor,
zostaw to tym, którzy to naprawdę czują.

Ref.
No, weź to poczuj, nie mów żeby ktoś dał Ci spokój,
bo nie możesz stać z boku, musisz poczuć to.
Nie zapomnij o mnie
Nawet, jeśli jutro nie będę w telewizji
Nie będę już ci bliski
Bo ci ludzie przyszli po mnie
Chcą żebym się udławił własnym życiem
Ci ludzie to rodzina i to jest przykre
Jeszcze przytnę parę stów
Parę tysi i zniknę
Dla ciebie parę słów szczerych z tym bitem
Mam problem - jestem ufny czy jestem głupi
Wiem, że życie to nie złoto i w nim nie ma próby
Wolę szczere, brudne uczucie jak żelazo
A nie sztuczne jak tombak
I ściemniać, że się udało
I ze smutną twarzą śmigać w nocy po klubach
Wciągać i mówić, że wóda to najlepsza dupa
Mam wrażenie, że jestem sam, chociaż cię widzę
I widzę ziomków, którym starzy ustawiają życie
A moje życie jest między piekłem a niebem
Nie zapomnij o mnie, bo mam tylko ciebie

I jeśli to nie znaczy nic
Nie mam szans
I mam tylko te kilka chwil
Tylko z tobą mogę tu dalej iść
Nie mogę tu zostać

[x4]
Nie wiem jak

Ktoś mówi, że się zmieniłem na to lepsze
Ale dusi mnie powietrze i dołuje ta przestrzeń
Już nie chcę słuchać dobrych rad i poleceń
Coś się ze mną stało, a co? nie wiem
Nie będę chłopcem na posyłki i udzielał wam pożyczek
Bo jakoś wy mnie nie słyszycie, kiedy krzyczę
Kiedy mam problem, mam muzykę, pokój i komórkę
W sercu mam miłość, w kieszeni pustkę, w głowie burdel
Znowu mam problem, włączam telewizję i gniję
W życiu nie ma pięknych historyjek jak w kinie
To raczej historia pomyłek, albo tragikomedia
Ze szkoły wiem niewiele - więcej uczę się na błędach
Nie zapomnij o mnie, mimo, ze cię zawiodłem
Zawsze staram się dla ciebie wybrać dobrze
Daje lepsze - biorę gorsze, chcę dać ci szczęście
Zbyt wiele gonin miałem w życiu, zobaczymy, co będzie
Tylko nie zapomnij, co może wydać się łatwiejsze
Daje lepsze - biorę gorsze, chcę dać ci szczęście

I jeśli to nie znaczy nic
Nie mam szans
I mam tylko te kilka chwil
Tylko z tobą mogę tu dalej iść
Nie mogę tu zostać

Lecz nie mam szans
Mam tylko chwile
Nie mam szans
Nie mam szans
Nie mam szans
Mam tylko chwile
Nie mam szans
Nie mam szans

I jeśli to nie znaczy nic
Nie mam szans
I mam tylko te kilka chwil
Tylko z tobą mogę tu dalej iść
Nie mogę tu zostać

[x4]
Nie wiem jak
Raperzy mówią, że ich rap to życie
Chyba tak muszą, bo skoro ich rap to życie
Czemu on nie daję żyć moim uszom
Weź osraj znajdy, znam typów co nie tylko
W Andrzejki palą wosk dla frajdy
A dziś z kontraktem są górą na małą metę
Bo sami do mnie przyjdą, jak z tą górą, jestem Mahometem
Chcesz ikry, nie masz jej to jest przykre
Że choć nie jem kawioru, to jem twoją ikrę
Synu te flow pali twój blok
Wpłynąłem na bit jak Ali na boks
W rapowym filmie ja to pierwszy plan, ty z koleżkami to tło
Po tej scenie chcę się napić zapierdalaj po bro
Twoje łzy nie są słone, twój oddech nie jest ciepły
Jesteś sztuczny, twoi fani są z pleksi
Nie daję follow up'ów ale dziś dam typie
VNM naucz się wymawiać tych 3 liter

Siema VNM, temat wymusza skupienie
W swoim ciele mam miasto, nie tylko więzienie
DJ scratch'uje płytą, ukręca różne wtyczki
Głupia suko, on chcę zobaczyć twoje cycki
Jednym tchem wymawiasz cztery elementy
Ja znam co najmniej 6, jestem pierdolnięty
Patrzę na pieprzony zegar, widzę wyścig cyfer
I tak wiem kto go wygra, pieprzony lucyfer
Nie jestem szamanem, jebie słowne egzorcyzmy
Gra jest ostra jak skalpel, widzę nowe blizny
Nowe blizny na duszy, rap dudni w głośnikach
Mają go za darmo, ludzie są próżni w nawykach
Ludzie są różni, przykład goni przykład
Nie mają własnego ja, każdy goni na wykład
Teraz oglądasz swój głośnik, pocierasz membranę
Z niej płynie czysty głos, który nie jest sopranem

Wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra
Ty już wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Bo, wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra

Twoje buty są stare, ty w szpan wczuty
Twoje buty jak to miasto, bo to pra-buty
Moje kick'sy są nowe, moje flow jest świeże
Jak boli cię to, wypierdalaj na pokój zwierzeń
Mam nową kasę, wcale nie za te słowa
Mój hajs jest jak żigolo, bo to kasa nowa
Dla ciebie drzwi do hajsu nie stoją otworem
Czekasz aż ktoś otworzy ci drzwi, jakbyś dzwonił domofonem
Twój ziom nie jest w podziemiu, to niby rezydent
Tylko się tu wałęsa jak były prezydent
Ja jestem tu jak Emrat, Skibwoy, Reno, Wankey, Smark
To jest kurwa underground, tak
Możesz być Dawidem, kiedy jestem Goliatem
Ty i tak ta bajka się kurwa skończy inaczej
Ziomy nie dają ci już pojary pod blokiem
Bo masz pare rymów, ja mam 2 pary jak poker

Sztuki chcą tego rapu, to jak przecena w Tesco
A ich sztuczne cycki chcę przebijać pinezką
Mam łyżwy na nogach chociaż nie gram w hokej
Moje słowa są jak pocisk, nie macham glockiem
Nawyki zdobyte pod blokiem, jestem krupierem
Wpadniesz do nas z tysiakiem, a wyjdziesz z zerem
Rap to twój zawód, myślę, że to łud szczęścia
Lepiej przynieś nam lód, bo możesz wyjść w częściach
Dzisiaj mam kaprys, chcę kupić nową bluzę
Ty masz minę ziomuś, jakby zginął ci puzzel
Nie muszę się czaić, znowu martwić przeceną
Jestem z podziemia, nie znaczy, że mieszkam pod ziemią
To jest nasz rejon, Słubicki underground
Ty obserwuj uważnie potyczki naszych band
Mocny trójkąt Słubice-Elbląg-WWA
Nasz rap to coś więcej niż jebana gra

Wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra
Ty już wiesz co tu pali te flow, kiedy wchodzimy na blok
Ziomy dają nam props, tak
Bo, wiemy jak grać, jak chcesz z nami tu grać
To zczaj dla nas ten rap to coś więcej niż jebana gra
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Świńskie łajno wiozę wam do internetu.
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Wszyscy wkoło jacyś spięci, ja mam czasu w bród.
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Nazywam się Józek O-dmienny widzenia punkt
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Wszyscy trąbią, wkurwa mają, ja mam czasu w bród
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Czego oni na mnie trąbią – męczący naród
Jadę sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Wszyscy pędzą, wyzywają, poganiają ruch
A ja prykam sobie tym traktorem, w którym śpiewa L.U.C
Tu tu tu tu, tu tu tu tu.
Mój ziom ma dziecko; dziecko ma zabawki, a wśród zabawek
jest gąsienica, która recytuje alfabet. (Autentyk!)
Jak ją wcisnąć w brzuch, to gra piosenki,
w których słowa mają poprzestawiane akcenty.
Co to za idiota, czy idioci tak tępi,
że sprzedają coś co uczy dziecko, że niebo jest BŁĘkitne?!
BłęKItne! "Dobra" - myślę - "Skończ ten teatrzyk."
To nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.

Innym razem znowu coś na pewno nie tak:
otóż od pół godziny wlecze się przede mną ten dziad
i nie mam jak go wziąć - zajął całą drogę.
Mogę tylko trąbić i szkaradnie kląć, że dziad jest głuchy jak Beethoven.
Myślę: „kurwa, co za baran!”.
Ale z drugiej strony mam tu drugą płytę Tribe'ów, więc włączam ją zaraz
i chowam gniew. Nie ma go rozpościerać nad czym,
bo to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.

Później: zamawiam kawę i to czarną kawę,
i dodaję nawet, że bez mleka i śmietanki, i bez żadnych gadek.
Patrzę na typa - widzę, gar ma słaby,
ale upewniam się, że usłyszał, że czarna ma być.
Z tym, że typ stał pewnie tam, gdzie ZOMO,
bo niesie mi padakę wybieloną, myślę: "oh, zapłacisz za dyshonor!",
ale w końcu macham ręką, szkoda tłumaczyć.
Zresztą to o niczym nie świadczy, to nic nie znaczy,

Następnie słyszę taki strumień:
że w „»dwutysięcznym jedenastym« padł najbardziej »przekonywujący« argument,”
i że „zwłaszcza »drugi maj« dał asumpt”.
i że „to »wyłancza« wszelkie dyskusje w tym »okresie czasu«”,
i że „to w »cudzysłowiu« killer.”
Słucham i czuję, że jeszcze jedno zdanie i będę miał wylew.
Rzuciłbym kamieniem, ale rzuca ten, kto rzucać ma czym,
więc to »nic nie świadczy«, to »o niczym nie znaczy«.

Potem: jadę tramwajem i ponownie rozpacz,
bo próbuję czytać, ale rzuca tym gruchotem jakby miał się rozpaść.
Przyszło mi w różnych absurdach grać,
ale nie kiedy literki zlewają się w wielki napis "KURWA MAĆ".
Szaleniec robi sobie rajd po tych torach krzywych.
A ja myślę: "trudno, znajdź jakieś pozytywy
i poczekaj na kawałek torów gładszych",
bo to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.

A to dziewczę w TV? Ja jej nie znam, ale zna ją naród.
Tak wdzięcznie opowiada o trudach pracy w serialu.
Jest śliczna, kiedy tak uroczo plecie
o poprzednim mężu i następnym filmie, i obecnej diecie,
i że w zasadzie jest szatynką, chociaż w sumie lekko blond.
Wyłączyłbym to, ale pilot tak daleko stąd,
więc posłucham jakich w kuchni używa naczyń.
To o niczym nie świadczy, to nic nie znaczy.

Bo to dziecko, nawet z chorym akcentem, może być zdrowe,
a ten dziad kierowca rzuci jazdę furą i wskoczy na rower.
Kelner da mi czarną kawę - tak zwyczajnie.
»W każdym bądź razie« taką mam nadzieję »bynajmniej«.
Tory będą gładkie, a proste
i wyjdzie, że ta celebrytka wolne chwile zaczytuje, nie wiem, Mrożkiem?
To wszystko przyjdzie mi zobaczyć,
a że jeszcze nie dziś, to jeszcze nic nie znaczy.
Pamiętam '96 przed lustrem ćwiczyłem nawijkę
Kwaśniewska była wtedy jeszcze przed pierwszym liftingiem
To było dawno temu, Ero nie miał jeszcze Serum
Nie dzwoniłem do dilerów, Blondie Rapture z adapteru
Dziś brzuch wylewa mi się lekko zza paska
Zapisuję kreślę brudną ręką w notatkach
Sample złączone z bębnem znaczę obłędem
Bez ciśnień czy będzie to trendem
Majk Czeka, znów ja przy majku
Piszę i nawijam dla bloków epitafium
Tu gdzie wielu z nas teraz pije za błędy
Pierdolić czułe słówka i fałszywe shakehandy
Spojrzeć sobie w oczy gra świeczki warta
Albo na wieki pogarda jak u Godarda
Przysięga krwi, na śmierć i życie mariaż
Skurwysynu, ty tego nie ogarniasz

Większość emce jak patrzę na nich już im nie wierzę
Zgolić te łby a później smołą i pierzem
Chcieli być kimś włóż to dzieciak między bajki
Za małolata wymieniali żołnierzy na lalki
Urodzeni w znoju tyłem do przodu
Na ich koncertach pustki jak podczas nalotu
Ludzie poznali tą pazerną bandę
Złapaną nocą na przeprawie przez Rio Grande
Niby skromni a parcie na szkło
Przerżnięte usta byle był grosz
Stąd taki kot trafia na szrot
Niepotrzebnie niosą nosze wystarczy mop
Patrz jak ten asfalt leniwie dupą rusza
Oni mówią mają wosk ale chyba pszczeli w uszach
U nas tempo 3 do 3 i jest fest
Od a do be do ce do de do zet

Jadę miejską komunikacją studio na piętnastą
W mojej głowie dziś Hanoi kontra Sajgon
Liryczny jackpot w jednej linii trzy siódemki
Niewiele trzeba wersy sypią się spod ręki
Rap'n'Roll, brudne jak Południe miejskie boogie
A nie ulice skolonizowane przez fastfoody
Bary szybkiej obsługi, ej to nie dla mnie
Masz tu litanię pisaną punchlinem
To jak operacja serca, zadrży ręka
Błąd w sztuce, uśmiercasz pacjenta
Ludzie na koncertach mówią że ich rozumiem
Uwięziony na zawsze w tym getcie sumień
Niektórym słusznie dziś trzęsie się wita
Wielu przysięgało -- „na zawsze muzyka"
„Kobieta życia" -- dzisiaj mówią „kurwa stara"
Została po niej tylko przypałowa dziara
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo