Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Różnimy się co akurat nie trudno zgadnąć
ale mamy jedną wspólną przypadłość
nie ważne czy pod prąd płyniesz, czy z prądem
w każdym z nas siedzi mały Wiesław Jarząbek
spokojnie siedzi, ale dużo wcześniej skitrał
stary magnetofon firmy Unitra
sam się też ukrywa by co jakiś czas cichaczem
ponagrywać swoje marne hymny na cześć
żałosne pieśni, oraz żenujące peany
i najgorsze że to wszystko o nas samych
a my słuchamy i chłonąc to jak gąbka
nie wiemy nawet o istnieniu Jarząbka
stąd ta cała heca i do nieporozumień pretekst
zgadza się adresat, lecz nadawca nie ten
wcale nie trudno w taką paranoję popaść
bo Jarząbek ma niezwykle ujmujący wokal
więc gdy zdaje się że cały świat pochlebstwa nam przesłał
nie łudźmy się, to tylko nasz prywatny Wiesław

ref 4x:
nie ufajcie Jarząbkowi

gdy płynie pochwał lista o nas i przy nas
my tracimy dystans i pierdoli nam się w łepetynach
przekonani o tym że w tym tkwi prawda
odtwarzamy to co Jarząbek wcześniej nagrał
zresztą trudno ganić go za koniunkturalizm
bo im gorzej z nami tym on gorliwiej nas chwali
a z kolei w razie niepowodzeń gotów wieści przynieść
o tym kto na drodze poukładał nam świnie
i na szczyt genetyki nasz Jarząbek się wspina
czyniąc tak że z wieprzowiny robi się wołowina
on nigdy nie straci rozsądku
i nawet jeśli oko wypadnie temu Jarząbku
popełniamy błąd tu myśląc że zamilknie
on dalej będzie nam dowodził kto dla nas jest wilkiem
a gdy kiepski i pochmurny dzień jest
nasz Szekspir ułoży nam wiersz na pocieszenie
doda melodię, po czym zaśpiewa to wszystko jak słowik
w każdym razie nie ufajcie Jarząbkowi
(- kurde...
- no?
- wariat...
- no słucham
- ten, ten Jarząbek to nie był przypadkiem Wacław?
- o kurwa...)

ref 4x:
nie ufajcie Jarząbkowi
Ref:
Boom szakalaka boom,boom,boom, boom szakalaka boom...

Ja znam się na sexie i lubię te klimaty,
Nie słuchaj dziewczyno mamy ani taty,
Nie słuchaj dziewczyno w szkole dyrektora,
Pani od wf-u ani profesora,
Nie słuchaj dziewczyno żadnego palanta,
Ani proboszcza ani policjanta,
Posłuchaj dziewczyno ja będę twym wzorem,
Ja jestem kochanie Twoim idolem!!!

Ref:
Boom szakalaka boom....

Ja znam się na sexie i lubię te klimaty,
Za Tobą dziewczyno przeskoczylbym kraty,
A Ty kochanie chcesz być bardzo blisko,
I wiem że zrobisz, zrobisz dla mnie wszystko,
Bo trawisz mnie bardzo, na mnie masz ochotę,
Spotkać się musimy w najbliższą sobotę,
Nie będzie u Ciebie mamy ani taty,
Przyniosę dobre wino i piękne kwiaty!!!

Ref:
Boom szakalaka boom....

Ja przyjdę do Ciebie gdy skończysz sprzątanie,
Później będę gonił, ściągnę Ci ubranie,
Razem to zrobimy, najpierw na dywanie,
Na fotelu ojca i na fortepianie,
Pójdziemy do kuchni potem do łazienki,
Aż będziesz wypuszczać mydlane bąbelki,
I klnę się na wszystko że tak własnie tak zrobię,
Teraz już cisza, więcej nic nie powiem!!!

Ref:
Boom szakalaka boom....
[x2]
Kolęda, kolęda, no baa
Lubię to się bawię, zapamiętaj
Kolęda, kolęda, no baa
Trzecie pokolenie, asortyment i dziewczęta

Elo wariat gra gitara jest już dobrze?
No baa, to jak będzie zaraz?
Nie wszystko naraz, co za dużo to nie zdrowo
Wszystko jest dla ludzi tańczących z głową
Właśnie nadszedł czas na eskapadę nową
Nie ma to jak relax na plaży z jointem
Dookoła dupki latają gorące
Czas zaschnięte gardło nawilżyć bronksem

Wieczorem wycieczka na tutejsze parkiety
Podziwiać kobiety, ich ciał zalety
Music niestety trochę nie w mym guście
Nie ważne bzdety chluśniem, bo uśniem
I dalej w tango, balanga za balangą
Najlepiej u boku z serca wybranką
Tego nie kupisz w TV shopie Mango
Nawet gdybyś miał czeki in blanco

Jest, jest pięknie, będzie piękniej
Choć jeszcze stoję przed samym wejściem
Wtem otwierają mi się drzwi z napisem V.I.P.
I już witam się w środku
Kilkunastu ziomków i *****owne panie
Myślę, z którą zjem jutro śniadanie
Od razu wiem, która moją wybranką
Szykowne wdzianko podkreśla jej ciałko
W oka mgnieniu podbijam do niej
Z propozycją spędzenia nocy szalonej
Drinki, tańce takie, że do dziś nie wierzę
Raczej podpieram ściany niż jestem tancerzem
Nogi już się plączą, czuję się pijany
Lecz na tyle trzeźwy by ustalać dalsze plany
Jak będzie dalej, sam jestem ciekawy
Na pewno będzie pięknie, jestem o tym przekonany, no baa

Kolęda, kolęda, no baa
Lubię to się bawię, zapamiętaj
Kolęda, kolęda, no baa
Trzecie pokolenie, asortyment i dziewczęta

Od kilku dni zakręcony sagan
Wiesz jak to jest na strychu bałagan
Dziś pełna laba, a wieczorem raban
Ciaw ciawara, takich melanży
Nie masz nawet w snach, no baa
W paczkach mixy, hardcore hip-hop
[?] wsio kapiszi
Stresu zero, sami swoi tutaj przyszli
No i nie bez przyczyn patrz na dancefloor
Śliczne siksy tańczą stereo
Elo ziomek, zaprośmy je obie
*****niem po bombie, zdrowie pięknych kobiet
I najszybszych fur, no to fru fru
No i znów budzi się parkietu król
Nie śpieszno mu do wyjścia w ród
Na hawir powrót dopiero o świcie
To tylko skrót z melanży, których w bród
Gdy forma w szycie i w dobrobycie kiesa
To po prostu z życia poezja, no baa

Jest środek nocy, znalazłem się w klubie
Jakiej nazwy (*****) sam nie wiem, już się gubię
Bo nie ma, (nie ma, nie ma) bezalkoholowo
Odkąd pamiętam było zawsze hardcorowo
Pierwsze co, szybka trasa do baru
Mijam tam dzierlatki i wariatów paru
Lekko zachwiany chyba cudem mnie wpuścili
To już nie istotne pędzę napić się tequili
Po niej czuje się znacznie lepiej
Choć ta wódka podrabiana tak jak w sklepie
Jedna myśl by nie było tak jak ostatnim razem
Pomyliłem kibel z innym obrazem
Sakiewka już pusta, a ktoś tu złapał smaka
Dzisiaj tu nie problem spotkać dobrego chłopaka
Nie chcę minąć się z melanżem, ani ze smakiem
Dzieciak uwierz to jest lepsze niż zabawy z crackiem

Wjeżdżam w pewne miejsce
W pewnym mieście, weź zrób przejście
Pewne mordy, choć nie wszędzie
Pewnie grubo dzisiaj będzie
Więc wchodzę, parę osób mijam po drodze nieco dalej
To co zwykle barman nalej
To co zwykle barman posyp
Jest już nieźle, a jeszcze czuję niedosyt
W koło piękne panie, stuknij się w banię
Mam swoją kobietę, której nie zranię
Dudni basik, wygłupy na parkiecie
Sekcja b-boy wygibas najlepsza na świecie
Ledwo dycham, to już nie tak kondycha
Trzeba to skontrować, ziomulku choć na kielicha
Wcześniej nie kończę, a przecież nie sączę
Na chwile usiądę i zaraz dołączę

[x2]
Kolęda, kolęda, no baa
Lubię to się bawię, zapamiętaj
Kolęda, kolęda, no baa
Trzecie pokolenie, asortyment i dziewczęta
Ref:
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto uganiać się za tym co jak dym ulotne jest,
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto przejmować się i bać, położyłem temu kres,
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto zawalić swoje życie i obudzić się na dnie,
Ty też zrozum , że nie warto , nie warto po co rani się małolat , proszę cię wysłuchaj mnie!

Po co mi znowu kłopoty, za kasę , kazmaty, lochy,
Po co mi ci co tropią mamonę, toną w tym po pachy
Po co mi zarwane noce, trzeci dzień na koce,
na pokoju marne proce, raz , dwa , trzy do lady!
Po co mi ci co uśmiechają się fałszywie,
za plecami jadą równo, ale się gajają przy mnie,
Zrozumiałem już po co i czemu tu jestem,
Będę pisał dla was ciągle, póki bije moje serce.

Ref:
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto uganiać się za tym co jak dym ulotne jest,
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto przejmować się i bać, położyłem temu kres,
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto zawalić swoje życie i obudzić się na dnie,
Ty też zrozum , że nie warto , nie warto po co rani się małolat , proszę cie wysłuchaj mnie!

Tego co mi daje szczęście nie opiszą żadne słowa,
Nie możesz mi tego zabrać, a wcale się z tym nie chowam,
Zrozumiałem już, że jestem tu po to by, spełnić swe marzenia,
Godnie przeżyć swoje dni,
Po co mi znowu kłopoty, za kasę , kazmaty, lochy,
Po co mi ci co tropią mamonę, toną w tym po pachy
Po co mi zarwane noce, trzeci dzień na koce,
na pokoju marce proce, raz , dwa , trzy do lady!

Ref:
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto uganiać się za tym co jak dym ulotne jest,
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto przejmować się i bać, położyłem temu kres,
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto zawalić swoje życie i obudzić się na dnie,
Ty też zrozum , że nie warto , nie warto po co rani się małolat , proszę cie wysłuchaj mnie!

Zrozumiałem , łoooooo , nauczyły mnie błędy,
Zrozumiałem , eeeeej , życie , życie kochaj mnie,
Zrozumiałem , łoooooo, i wszystko nagle jest proste,
Zrozumiałem , ze nie warto , nie warto , nie warto , oo nie!

Ref:
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto uganiać się za tym co jak dym ulotne jest,
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto przejmować się i bać, położyłem temu kres,
Zrozumiałem, że nie warto , nie warto zawalić swoje życie i obudzić się na dnie,
Ty też zrozum , że nie warto , nie warto po co rani się małolat , proszę cię wysłuchaj mnie!
Nie ma...

Nie ma impry, dopóki my nie rozjebiemy impry
Dla ogółu wątek, czytaj dla nas dobry balet
Bezimienni w mieście, weź kielicha nalej
Zawijej się do dom, słowa zimne niczym osąd
Przy tym wszystko rozpierdolą
Głośniki pójdą w chuj, Mara mikrofonu wul
Dla swoich zawsze swój, dla fałszywych w oku sól
Chcesz tego więcej? to podejdź popatrz z bliska
Ocipiałeś, jak w pięć minut może pęknąć kista
Porządne dziewuchy mówią, że nam kapie z pyska
Fart, dla gęby jak gigolo, to alkoholowy polot
Działa lepiej niż na ścianie, plakaty Antonio
Rebel dziewczyny to wolą, bardziej niż ten chłopak
Z reklamy Malboro, nowe projekty się mnożą
Dają w łeb jak gorzoł, i tak jak przy gorzole
Jednemu jebie w głowie, a drugiemu wychodzi na zdrowie
A tarasik hula, w pamięci już ich niezliczona suma
Oczy do okoła głowy, orient jak na jumach
Przez ten rap przemawia duma, Bezimienni kumasz?
Kumasz to zaryce, śląskie okolice
I miłość tylko jedna, każdy wdech tego powietrza
Tak jak kielon mnie nakręca, przy rapie zniechęcaj
Jak kurwie depnąć na odcisk, bierz w sobie siły
I z kurwami pociś, jak gdy się zaczną schodzić
To szybko odbijaj, te cweluchy widzą nasz dom jako kryminał
Każdy dobry chłopak te słowa rozkminia
Bezimienni - Granda, chuj w policję wbijam
Rebel pełna para, z Bombatyki Mara
Pozdrawiam cię brat, za ten dobry rap weź flachę przechyl na raz
Bez zapity na raz (podwórkowy rap, podwórkowy rap)

[x2]
Rap ten dają same dobre chłopaki
Osiedlowe, hardcorowe, uliczne tracki
Cwel niech znika, frajer niech się chowa
W najlepszym wydaniu podwórkowa mowa
Chcesz tego trochę? to bierz tego trochę
Sam dobry rap, nie jak wielu robi wiochę
A my Granda rebel, hardcore i z fartem
Zaciśnięte pięści no i z ducha hartem
Chwytaj dobry rap, z dobrą marką wydany
ChWDP Bytom, Bezimienne chamy
Wiemy kto, sprzedał nam brata
Zawsze wiedziałem, że z ciebie niezła szmata
Tera para to twój odbyt i kij
Przebaczenia nie ma, teraz kurwo gówno żryj
Wiki dajło, i nie ma tu podtekstów
O kim i o czym wywnioskuj to z tekstu
Przytoczę ci słowa chłopa Kamika
Co dla sprzedawczyka zrobił w składzie Bombatyka
Tu konieczny jest ten komentarz
Ten kawałek jeszcze na pewno pamiętasz
Takimi jak ty, wypełnimy cmentarz
Wydamy konfidenta jebania elementarz
A te psy, co zawsze węszyły
Byście kurwy teraz w kryminale zgniły
Ja będę pamiętał, bo jestem pamiętliwy
Nigdy nie byłem i nie będę ustępliwy
Tutaj bieda, smród i ubóstwo
Nie zrobicie nic, bo zarobasów mnóstwo
Szczery rap, a nie żadne wstrzyki
Niech ten bit teraz rozpierdoli głośniki
I na koniec ostatnie moje słowo
Póki jesteś młody, żyj hardcorowo
(Żyj hardcorowo, podwórkowy rap)
(Podwórkowy rap, podwórkowy rap)

[x4]
Rap ten dają same dobre chłopaki
Osiedlowe, hardcorowe, uliczne tracki
Cwel niech znika, frajer niech się chowa
W najlepszym wydaniu podwórkowa mowa
(WWO)
Zawiść, zazdrość, zamiast starać się mieć więcej
zabogaty ten kto bogatszy niż ty, zapomniałeś już, że nie mieliśmy nic
ej, śmiej się śmiej zobaczysz jednak...

(Peja)
Większość mego życia to nie był rajski eden, więc powtórze skurwysynu-reprezentuję biedę!
7 lat chudych razy 3-21
słyszysz skurwysynu? Reprezentuję biedę! Mam 28 lat ile tłustych? Może z 7
mimo to skurwysynu wciąż reprezentuje biedę!
Nie jestem hipokrytą dobrze wiem gdzie me korzenie
z biedy Peja się wywodzi, więc reprezentuję biedę!
Z biedy się wywodzę, w biedzie gniłem i przeżyłem
nie jedną cieżką chwilę i to nie z własnej winy
Bóg nie rozdaje równo, nie wybierałem rodziny
dobrze wiem jak to było i pierdole twe rozkminy synu
Hej koleżko na chuj mówisz jak ci ciężko, przeżyłeś te biede stres, to całe piekło
weź wypierdalaj z biedą na zawsze związany
stamtąd się wywodzę prawdą, że się z niej wyrwałem
ale najważniejsze to, że nigdy nie zapomniałem
ale najważniesze to, że swej skóry nie sprzedałem
ale najważniejsze to, że tożsamość zachowałem
ale najważniejsze to, czasu nie zmarnowałem!
Kontaktów nie zerwałem i nie wstydzę się znajomych
nawet jeśli pointer to przykozaczony
nawet jesli golas to kiedyś zarobiony, ja reprezentuje biedę, jak Staszica Story.
Choć kłopoty życia częścią nadal małe rzeczy cieszą
okoliczność do tworzenia była rzeczą najważniejszą
pamiętam nie zapomnę, rejony nie spokojne
jak umysły szaleńców, zabiją za lepsze jutro (taa)wszystko ci zabiorą
znam rzeczywistość trudną, dziś wspominam dzień wczorajszy o nim prawdę okrutną!
Dzieci gorszego Boga katowane przez rodziców
patologia-wychowanie w czasie przerwy przy współżyciu
wóda wyborowa wychowani na podrobach
powiesz mi, że każdy jest swego losu kowal
wiem jak się kto zachował nie tracąc przy tym twarzy a raczej mordy
bo tu straszą dzikie hordy! Ludzie, których nie stać na wygodne życie w centrum, gniją w rynsztokach to ich dożywotnie getto!
Piekło, męka tutaj nikt kurwa nie pęka przed nikim nie klęka z dnia na dzień się wymięka, (??)umacnia swą siłę
prawo dżungli prawdziwe, zginą kurwy fałszywe po Waldku przejąłem schede powiem i powtórzę
reprezentuję biedę!
Tu mam swe korzenie! Reprezentuję biedę!
Większość mego życia to nie był rajski eden
więc powtórze skurwysynu-reprezentuję biedę! 7 lat chudych razy 3-21słyszysz skurwysynu? Reprezentuję biedę!
Mam 28 lat ile tłustych? Może z 7 mimo to skurwysynu wciąż reprezentuje biedę!
Nie jestem hipokrytą dobrze wiem gdzie me korzeniez biedy
Peja się wywodzi, więc reprezentuję biedę!
Z biedy peja się wywodzi na legalu się odrodził a zawistnym tak to szkodzi, że próbują z błotem zmieszać. Po-polska dziwny kraj cza przemówić do młodzieży.
Nie poczujesz tego bólu, który poczuł Rych
usłyszysz cały czas na swoim a ty nadal ledwo dyszysz
pytasz o ulicę, najebany, brak kontroli, czy nadal jestem swój?
Nie zdradziłem swych bracholi, ja pytam co cię boli?
ty mówisz: pierdol siano, gdybym ci je dał tyle by cię widziano!
A ja nadaj pośród ludzi na ulicach i przy barze, tobie wszystko jedno
więc teraz ci pokażę!
Zmażę ten uśmieszek z twej zapitej mordy
nie jesteś mnie godny kiedy zawiścią ziejesz
zrób coś by polepszyć swoje życie, mieć nadzieję
wciąż na nogach się chwiejesz,
gwiazdujesz jak pajac a chcesz we mnie ujrzeć gwiazdę
ja nie marzę o karierze, gaże zgarniam bo haruję a ty żółcią się trujesz
bo wiesz, że mój sukces twej pozycji nie ratuje(chuje)!
Peja chełdujesz, więc dojeżdżam cię w moment
to mój rap atak ty nie jesteś mój zioomek
co dzień, każdego dnia mordy znienawidzone, zawiść ochłonę, co?
Rozczarowanie spore? Że też na nie z pardonem, że bez niego młody (??)szydzę ze skurwieli w każdym jednym tekscie
niby, że cię nie pamiętam?
A gdzie ty kurwo byłeś? Wybyłeś a ja żreć nie miałem, co byłeś?
Przy mnie kurwo jak zdychałem się nie smiałem
jak miałem przejebane? Odpowiedz na pytanie, zastanów się baranie, nie bądź zwykłą rozjebundą, żyłeś swoim życiem olewając mą paskudną sytuację
wiem że mam racje!
A teraz chciałbyś kurwo z Rychem wybrać się na tańce? (Kurwo, zasrańce).
Jeśli ci się zdaje, że jestem ci coś winnien to podejdź skurwysynu bliżej, ci przewinę!
Na wschód, zachód, północ i południe x2
Yo

To opowieść o człowieku, jednym z miliona ludzi
To o człowieku który się obudził
Znalazł sens, potem zgubił
Jak Papa-Dance tłumy lubił
Być może ten luz go zgubił
Tu gdzie ten grom ugodził tu gdzie się flow urodził
Mieszkał w domu rodziców, zarabiał parę stów
Ściągał parę chmur pod blokiem po robocie
Był robotem w istocie, ale spróbował dociec
Zadał sobie pytanie, po co wór taszczę marzeń
I co się kryje pod płaszczem zdarzeń
Ludzi leniwi, ludzie fałszywi, martwi, żywi
Ludzie prawdziwi to ci, którzy się potrafią dziwić
Tani pic, cichy widz przy MTV tego nie rozkmini

Demony śpią na pustyni, brat
Demony śpią na pustyni
Demony

Ref.
Ja idę tędy, znaki na niebie mówią mi którędy
Szukam prawdy tam gdzie święte dęby
Biją bębny, prawdy zręby połączą w całość
Udoskonalając niedoskonałość

Ja idę tędy, znaki na niebie mówią mi którędy
Szukam prawdy tam gdzie święte dęby
Biją bębny, prawdy zręby połączą w całość
Ujednolicając niedoskonałość

To opowieść o wędrowcu, który raz zgubił drogę
Wyrzucił togę, usiadł, mówił: „dalej nie mogę"
nie mogę patrzeć, nie mogę krzyczeć, nie mogę słyszeć
jak trzymam wpływ, wybieram cisze,
poganiani biczem z dnia nadzień
tym kiczem, co kładzie się cieniem nad całym plemieniem
ogarną spojrzeniem tą ziemie i miał widzenie
że całkiem niedaleko jest wyzwolenie
fizykę i chemię tylko nazwali imieniem,
szkłem i okiem, a prawda przeszła bokiem
a była by szokiem dla ludu, jak szamanizm voodoo
jak nihilizm Tutsi i Hutu
Oczekujemy cudu, osiedla, co pełne są brudu
Mas trudu, świat betonowych murów
Wszędzie wokół zgiełk niczym w ulu
Do bólu wszyscy gonią poczet królów

A cumulusy nad miastem płyną..
A cumulusy nad miastem płyną..
A cumulusy nad miastem płyną..

Ref. x2

A dziś ludzie żyją w blokach i nie wierzą w nic
Zapomnieli, że Babilon to pic - ściema
Dzisiaj jeszcze jest jutro już go niema
Mówią nie na temat te matematyczne wyliczenia
W ich żyłach płynie chemia
Chemia leży w żołądku
Usiądź, odetchnij, pomyśl co było na początku
W poszukiwaniu wątku życia, źródła bycia
Hołd dla przodków to pradawny zwyczaj.

Ref. x2

Zaliczam glebę, wstaje, idę przed siebie
Tej szansy nie pogrzebie
Bo coś daje znaki mi niebie
I mina zrzednie tym co nie wierzyli
Powiedzą kiedyś PDG tu byli, prawdę mówili
Zaliczam glebę wstaje, idę przed siebie……

PDG Yo!
Mamo nie płacz dziś
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Siostro nie płacz dziś
PAUZA

Zostań dzisiaj w domu nie wychodź dziś na ulice
Połóż się wygodnie ziomek i zrelaksuj przy muzyce
Otwórz se bronka skręć i odpal lolka
Zapomnij na chwilę o tej materialnej gonitwie
Zaszło słońce za oknem głucha noc
Niech cię nie przykryje nylonowy worek tylko koc
Dziś niema walki broń cicho leży w kącie
Dziś nie poniesiesz ran na porachunku froncie
Głęboki wdech czujesz ogarnia cię spokój
Lecisz w daleką podróż kapsułą mały pokój
Zostawiasz z boku telefon i ustawki
Klienci dadzą radę bez ciebie gdzie indziej kupią dawki
Znów bucha trawki łapiesz do swoich płuc
Kometa z dulafki kładź delikatnie by nie stłuc
Podkręć Hi-Fi poczuj rytm i nuć
Twego stanu nie zakłóci pod oknem jakiś pijany buc

Ojcze nie płacz dziś
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Bracie nie płacz dziś
Pauza/x2

Dzisiaj zostań w domu na ulice dziś nie wychodź
Nie plątaj się bez celu jak nie wyżyte licho
Spróbuj zamarzyć zapomnieć o problemach
Bo dzisiaj nie zawalczysz o tytuł króla podziemia
Zamknij swe oczy i zaglądnij do środka
Do środka siebie nie do sąsiada poldka
Nerwowa kolka dzisiaj cię nie dopadnie
Z lodówki trochę ciasta to wszystko co dziś ukradniesz
Może nie wpadnie za grubo do kiermany
Ale to nie ty za przypał będziesz dzisiaj notowany
Więziennej bramy nie przekroczysz tej nocy
To twój domowy azyl bez krzyków i przemocy
Jak Kaszpirowski hipnotyzuje werbel
Kolejna stopa relaksu kolejny szczebel
Posuwiście jak hebel sample słodkie jak Wedel
Widzisz anioły? Tak to właśnie twój Eden

Córko nie płacz dziś
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Synu nie płacz dziś
Pauza/x2

Dzisiaj zostań w domu nie wychodź dziś na ulicę
Powiedz swoim bliskim wszystko to co chcieli by usłyszeć
Zostaw laptopa i odłóż wszystko na bok
Dzisiaj na morzu pracy twa rodzina jak kapok
Odpal świece i przygotuj kolacje
Kobiecie w sypialni udowodni kto ma racje
Unieś swoje dziecię głęboko spójrz mu w oczy
Niechaj domowe ciepło i miłość was jednoczy
To takie proste zatrzymać się na chwilę
Gdy czas staje w miejscu nie zerkasz na godzinę
Nic nie zrobiłeś dobra zrobisz to potem
Nic nie zarobiłeś jeszcze zarobisz flotę
Znieruchomiej jak totem naładuj bateryjkę
Oddaj się medytacji jak byś był buddyjskim mnichem
Dobra spadam idę poleżeć chwilkę... PAUZA

Pauza
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Pauza
Bo ja nie chcę nigdzie iść...
Ostatnio współpracowałem z Dawidem jakieś sześć latek do tyłu,
wyprodukował mi taką piosenkę: Napiłbym się z Tobą wódki synu.
Piosenka niezła, wpadała w ucho, tańczyła przy niej większość znajomych
czasami jeszcze z tłumu pod sceną krzyczą nazwę tej nuty ziomy.
Tekst był prosty i w tym siła, choć nie kręci mnie tak jak dawniej,
Nie martw się klepiąc po plecach pocieszał mnie niejaki Camey.
Dorosłem do tego dopiero teraz, z lekka poprawiam gust muzyczny
już wiem dlaczego 10 lat temu byłem nr 1 wróg publiczny.
Historia z życia wzięta po prostu, nie ma ściemy jedziemy z przekazem
jak Kozak ze swoją propagandą i na ramieniu super tatuażem.
Hajs z tantiem nie wzbudził owacji wręcz przeciwnie to smutne czasy
suma sumarum wyszło jak wyszło, oblizałem się zapachem tej kasy.
Wspaniały wydawca okazał się mistrzem, poklepując mnie ręką zgrabną
i z takich piosenek różnych artystów wystawił sobie już domek dawno.
Nasuwa się morał bardzo prosty wręcz powiedziałbym oklepany,
czas nas zmienił skurwysynu tym razem wyjebać już się nie damy !

Dawno temu w pięknej krainie mieszkał sobie pewien kozak,
zbudował swoje wielkie imperium bo odkrył kopalnie i hip hopu złoża.
Nie mogę zarzucić mu komercji, to był hardkor daję słowo,
zaprosił wszystkich na swój statek by płynąć pod banderą firmową
RRX kombajn rapu, niejeden zsikał się w majtki ze szczęścia
to był efekt niesamowitego, melanżowego pierdolnięcia.
Miał wtedy kumpla, pewnego Jacka, to był szacunek, przyjaźń na zabój,
czarny koń, super doradca więc dowodzili ze swojego sztabu.
Proch się sypał niesamowicie, mieli armaty wielkie i silne,
jeździli sobie wielkimi Jeepami, a czasy wtedy były całkiem inne.
Pewnego razu okręt potęga uderzył w wielką białą górę,
i nagle koń wyskoczył z Tytanica w jednej chwili stając się szczurem.
Nic nie pamiętał po tej katastrofie, obracał wszystko w wolne żarty,
bo nie spodziewał się chyba dobrodziej, że tak szybko odwrócą się karty.
Nasuwa się morał bardzo prosty wręcz powiedziałbym oklepany,
czas nas zmienił skurwysynu, ale co było kiedyś zapamiętamy !
W życiu bywa różnie kwadratowo i podłużnie
raz stresowo jest czasem luźniej
później typowo test zanim uśniesz
chcesz postąpić słusznie rusz głową wiesz (wiesz)

Od momentu startu wszystko chodzi jak w zegarku
ruszam głową tak żeby nie skręcić karku
znam kilku nocnych marków
mamy z nimi plany, kminisz?
mamy plany na finisz
i na money-money, widzisz zmiany?
robimy, gramy wciąż dla tych samych
i dla nas samych też
i dla tych których kochamy, wiesz?
bo my mamy rodziny
skurwysyny pokazują fucki
a my mamy rozkminy, potem nagrywamy tracki
proste chłopaki, nikt nas tego nie uczył
trochę dla draki rymy trochę dla dla tych
którzy chodzą płacić do studia
mam studia swoje, pół dnia nie moje
ale mam swój świat i projekt, co jest?
jak Naruto Uzumaki - Kage Bunshin
robię swoje, napierdalam w twoje uszy
bowiem, mam to w duszy
powiem tak - Fo i Rah robią rap
od lat to fakt, co skały kruszy

W życiu bywa różnie kwadratowo i podłużnie
raz stresowo jest czasem luźniej
później typowo test zanim uśniesz
chcesz postąpić słusznie rusz głową wiesz (wiesz)

Podobno pogodność jak mądrość walorem
schiza i na chłodno analiza w porę
zaanonsował się dobry humorek
wpadł i siadł vis a vis mnie na taboret
pytam - te skąd ta lipa tak gęsto z klęską często
ten, że jest za niego zemstą
hmm jak sensor wyczuwam okrucieństwo
on niczym mentor daje błogosławieństwo
zanim uznasz kolejny raz, że jest ciężko
i wściekle zaczniesz rzucać mięso
mówi mi - synku może zmień to i obróć w zwycięstwo
choć gra nie twoja muza zaatakuj dancefloor
wszystko trybi jak należy (należy)
należy tą prawdę szerzyć (szerzyć)
szerzyć aby dobrze życie przeżyć (przeżyć)
by przeżyć trzeba w to uwierzyć (tak, tak)

W życiu bywa różnie kwadratowo i podłużnie
raz stresowo jest czasem luźniej
później typowo test zanim uśniesz
chcesz postąpić słusznie rusz głową wiesz (wiesz)
Ref.
Nie mam czasu umierać zmieniać się nie licz że odejdę
Odwaga pcha nas przed siebie
Zależy tylko od ciebie
Czy się na nią zdobędziesz
Pozostaniesz na tym świecie
Czy za wcześnie z niego odejdziesz

Czy jest zawsze dobrze cudownie świeci słońce
Czy zawsze tylko trzeźwo na zjawiska patrze
Zawsze z szacunkiem do siebie bo przecież
Jak bym ćpał to bym niszczył siebie sam
Mam obowiązek żyć pełnia dni
Zapewnić godne życie sobie i bliskim
Być człowiekiem silnym by nie skończyć na ulicy
Mam obowiązek pisać dobre rymy kontrolować mikrofon
I to co wychodzi w pełni krytykować bo mam to prawo
Jedno co tak naprawdę chodzi to ta pieprzona jakość
Ej tylu rozmieniło swoje talenty w życia pułapkach
Chcąc skręcić a tam za rogiem już czeka szatan
Jakikolwiek chłopak nie bierz tego dosłownie
To dragi głupota co jest nim to nie jest istotne
Ważne że jest gdzieś i czeka cierpliwie
Gdy zaczniesz żyć chciwie on zabierze cie
Nie pytaj co jest istotne chyba tak naprawdę
Zdrowy rozsadek szacunek do rodziny
Bo tylko ja masz tak naprawdę
I z nią odważnie radze sobie
Z tym życia bagnem przyjaciel taki który słucha
Przez trzeźwe nie brązowe oko

Ref.

Wszechobecna rzeczywistość skażona brudem
Oderwanie się od niej praktycznie graniczy z cudem
Przychodzi z wielkim trudem wymaga poświeceń
Nie sugeruj się tłumem ludzi będzie jeszcze więcej
Patrz się na siebie staraj się być człowiekiem
Bierzesz przykład z tych na których najbardziej ci zależy
Oszukasz ich a każdy z nich nie uwierzy
Już w żadne twoje słowo postąpiłeś bezpardonowo
Życie nie potraktuje cię ulgowo
Wtedy mogą cię dopaść wyrzuty sumienia
Dziwisz się to z braku zadośćuczynienia
To się będzie za tobą wlec próbujesz szybciej biec
Uciec od tego koszmaru to jak sen na jawie
Nie mam zamiaru utracić daru jaki otrzymałem
Pogrzebać talentu który tak długo szlifowałem
Wciąż nad nim pracuje to styl który ukazuje
Moja osobowość mój sposób bycia
Co procentuje na przyszłość na najbliższe lata
Mojego życia to mnie urządza z góry
Jednak wszystkiego nie przesadza
Odczuwam to jak brak pieniądza chcąc nie chcą
Żyjąc z miesiąca na miesiąc dobrze o tym wiedząc
Czując to codziennie się z tym budząc
Się nie podłamując po dzień dzisiejszy
Śmiało o tym rymując

Ref.

Jak można zostawić cześć siebie na tym świecie
I odejść jak nie po kolei trzeba mieć w głowie
By zrezygnować ja będę walczyć i wygrywać
By zakładać sobie cele i ich szczyty zdobywać
Inaczej ta ławka schodowa klatka zostanie ze mną
Do końca świata a chce spokoju przepięknej żony
Która nie ma pustej głowy przyjaciółki
Z która można mówić wszystko i spędzać wieczory
Popatrz dla mnie najważniejsze bezpieczeństwo
Święty spokój a szaleństwo pokazywać tylko
W rymach gdy tłusty bit a bit maszyna
Mieć coś w domu ja i rodzina prywatność
Za własne czyny odpowiedzialność
Z życia wygranych radość
Te światła miasta będą świecić
Bo energii pełne wolne
Od zazdrości prosto bijące serca
Modle się o szczęście kocham tych z którymi
Od zawsze na ta drogę która idę patrze
Wiem że czasem jestem nieprzyjemny
Ale bo gdy są problemy czynnik obronny
By nie zwariować potem jest normalnie
Kocham słońce kocham kochać
Kocham dobry rap kocham szacunek
Szanuje miłość kocham wiatr latem
Kocham wieczory z dziewczyną
Jestem sobą kocham siebie
Pieprze co sobie myślicie
Mimo wszystko co jest tutaj
Kocham życie

Ref. x2
Niektórzy by życzyli mi bym wiecznie tu mieszkał
niektórzy by skazali mnie na mękę do piekła
jak nie chcesz to przedsmak tego co będzie później
przemoc to nie w tej rundzie, niemoc, to jest zbyt trudne
siedząc tu omijasz kolejne południe w biegu
ludzi, których chuj obchodzi tak ogólnie przebój
w tej sekundzie nie mów co ważne i istotne
to nagle cię dotknie, żyjemy tak też więc oszczędź
siedzę, bo wokół mnie zbyt truje pośpiech
by wstać, iść i cel swój w tłumie dostrzec
skunem kopce, otoczenie bezbarwnych
jego korzenie, nazwę swego rodzaju magnes
splata Bóg mi, gdy dym dociera do płata płuc i zaczyna atak destrukcji
zapal i uśnij, mówi do mnie sumienie
zgubisz problem pod tlenem, spokojnie, to eden
siedzę, powieki mam ciężkie jak czeki na wejście
w pokerowym szaleństwie, choć noc w pół do pierwszej
siedzę i patrzę jak w sąsiedniej klatce los bierze pułapkę
ktoś nie wie, że miastem rządzą inne prawa
choć przez prawo co skurwysyn w izbie ustanawia
to ulicy zło, zarazem sława, czyli coś co cieszy
i coś co zastanawia, czysta prawda

[x2]
Jedne życie w jednym tempie
Jedno bicie z jednym sercem
W jedną chwilę jedność przejdzie
Spróbuj sobie wyobrazić - życie czy śmierć
tu wszystko może się wydarzyć

Łódź, skrzyżowanie w centrum miasta
siedzę na przystanku patrzę jak stanęła w miejscu rap gra
brat, brać te płyty spalić je lub zniszczyć
kac na, te chwyty zabić chce tu wszystkich
zanim stresu czynnik wykpi w nas rozsądek
wyjdź i patrz co dobre czy bliski nam ten okres
bzdura tu chuj kogo obchodzi co jak u nas
pokaż skuna, zapomnimy o klątwie
to ta dula zielonym napełniona wrzątkiem
siedzę na oriencie, coś się dzieje koło mnie
gdzie ci ludzie tak biegną? obojętność na twarzach
szybkie tętno, powtarzam w krokach stres
co nie daje odetchnąć, masz zawał nie przyjemność
ktoś cię namawiał czy ta gra jest tylko dla nas inwencją
nie żyjemy w stanach, żaden tu Rocca Fella
z budynków co do nieba pną swoje piętra
projekt nędza zwycięża boje w centrach
miast takich jak to z komuny architekta
siedzę i obserwuje tu jest wszystko co edukuje
hip-hop to w nas mieszka, nie jest tak?

...wymierzył i wystrzelił...
...wymierzył i wystrzelił...

[x2]
Jedne życie w jednym tempie
Jedno bicie z jednym sercem
W jedną chwilę jedność przejdzie
Spróbuj sobie wyobrazić - życie czy śmierć
tu wszystko może się wydarzyć

...wymierzył i wystrzelił w samo serce...
...wymierzył i wystrzelił w samo serce...
...wymierzył i wystrzelił w samo serce...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo