Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref.
To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni możemy iść. x6

Tak, to już jest koniec , koniec ja stąd wypierdalam '' Sajo Nara''
Mówię wszystkim nara, to był Liroy 2001 bestseller ,
Produkcja numer jeden bez wątpienia. Zero pierdolenia,
Farmazonów tylko fakty pierdolić wszystkie pakty
Ważne jest jedynie eR A Pe bo tylko to li-czy się.
Wiesz to dobrze kiedy to tworze , czuje się jak w niebie
Wszystko dookoła jest nie ważne , nie patrzę się za siebie .
Liczy się tylko tu i teraz spotkamy się na pewno jeszcze nie raz
Na koncertach,
Na płytach,
W telewizji,
Radiu,
Klubach
Na ulicach.
Wiesz to doskonale mam w rękawie jeszcze asów kilka.

Tymczasem:

Ref.
To już jest koniec nie ma już nic jesteśmy wolni możemy iść
To już jest koniec nie ma już nic jesteśmy wolni możemy iść
To już jest koniec nie ma już nic jesteśmy wolni możemy iść
To już jest koniec nie ma już nic jesteśmy wolni możemy iść
To już jest koniec, koniec
To już jest koniec, koniec

To już jest koniec
To jest podziemie
Nikt nie pokocha Cie jak w mainstreamie
Za damski chuj
Nie masz żadnej promocji
Jedyna promocja jaką masz to Twoje własne skillsy
Dokładnie tak, jak nie pokażesz, że potrafisz napierdalać
To nikt nie poda Ci ręki
Każdy bije się o swoje, dlatego przygotuj się na nienawiść
I rób swoje

Ref.
Oni chcą tego stylu
A ja dziwie się skąd jest ich tylu
Pytają mnie skąd się wziąłem
Ale tam skąd przyszedłem ziomek
Moja ksywa ciągle płonie, co jest x2

VNM De Nekst Best ej który to ziom level jest
Typ z nikąd wspiął się na Mount Everest
Którego CD jest, a nie jeden myśli że jak wyda czeka na niego tuMercedes-Benz
To podziemny sen o grze w pierwszej lidze
I z dnia na dzień marzycieli tu częściej widze
Ten sen męczy to wiem najlepiej
Zawsze chciałem nawet jebane EP tutaj pchać w sklepie
Underground to nie mainstream fejmi
Bo tu za serenady nie kupi Ci jakaś bejbi lejdi
Tutaj wspinasz się do góry po cash powoli
A każdy wokół tylko marzy żebyś się spierdolił
I robisz kurwa ten rap, a nie gaże
Sezonowiec który tu wpadł- kamikadze, tani błazen,
Bo nawet jak byłem w podziemiu
To tylko niektóre typy na legalu w mojej grali wadze
Płynąłem na głęboką wodę, miałem skills straszny
Ugrzązłeś na mieliźnie synu, lepiej zwiń maszty
Nie dopłyniesz tu fuksem,
Wiedz że przeszedłem długą drogę by być tu gdzie jestem

Ref.
Oni chcą tego stylu
A ja dziwie się skąd jest ich tylu
Pytają mnie skąd się wziąłem
Ale tam skąd przyszedłem ziomek
Moja ksywa ciągle płonie, co jest x2

Zobaczył światło w tunelu podziemia woła - dżeronimo
Wie że przeszkody rozjebał tu jak domino
Jedno po drugiej, zawsze wiedział, że zrobi to
A fakt że ich boli to nigdy juz nigdy go nie dogoni ta
I to uczucie jest warte tych lat wlepiania gał
W białą kartkę ten szmat czasu od nocy do rana
Nie raz pała zalana na max
Bo typa w tv wersy to banał, kanał taki jak panama ma
I wkurwiam się jak Małolat w Pogoni
Oni w tv robią syf kurwa ja musze gonić do nich
Karmi mnie gniew, by ich zabijać na necie
Więc moja ambicja tutaj nigdy nie była na diecie
Dlatego kolo uwierz mi, masz marzenia to miej dusze
I nie sluchaj co zawistne chuje mówią Ci
Jeżeli to czujesz i
Twoje rapy to co coś więcej niż jebane chuje muje
Kibicuje Ci, rzuć swoje rapy na swój projekt
i zobaczysz sami zamkną japy te school boye
Ja zrobiłem to i do mnie idzie mój sen
Zawsze wkładałem serce w rap
Wiedziałem że przyjdzie ten dzień

Ref.
Oni chcą tego stylu
A ja dziwie się skąd jest ich tylu
Pytają mnie skąd się wziąłem
Ale tam skąd przyszedłem ziomek
Moja ksywa ciągle płonie, co jest x2
[Eldo]
nie jestem w stanie dać siebie więcej, niż jestem
więc nie oczekuj więcej, oszaleć można przez presję
mam tylko dwie ręce i cały świat stresów,
mam mało miejsca dla siebie - to pełne uniwersum
spraw, zadań, zajęć rożnych, proszę nie dzwoń,
nie chcę kolejny raz się kłócić, sumienie męczy, głowa pulsuje,
mam problem, mam, mam kilka miliardów problemów na dobę,
mam szkołę, mam dom i ciągle słucham, ciągle muszę coś.
chcę czuć, że wreszcie coś zrobiłem dobrze,
mówią: od bliskich wolno więcej wymagać,
pierdolę bliskich, dziś sam z życiem się zmagam.
krzyżują mnie, ciągle zewsząd słyszę ich głosy,
mam dosyć, wciągam lekarstwo na ten bieg baranów do rzeźni
ślepi, głusi biegną, ja stoję
wiesz, że kocham, że pragnę, ale nic więcej nie zrobię.
nie jestem w stanie nic dziś dać,
czemu myślicie, że ja wszystko, co chcę, mam od życia?
nikt niezwykły, ot, wrażliwy dzieciak, co miał szczęście
chwilę miał farta, teraz pracuje konsekwentnie
tak kochanie, może jutro, tak, chyba, nie wiem,
chciałbym mieć czas dla ciebie, lecz nie mam nawet dla siebie.
ile bym dał i tak to za mało,
ile bym chciał dać - nie jestem w stanie.
wciąż pretensje, końca nie widać żalom.
proszę, nie dzisiaj, poukładajmy to, gdy jutro wstanie.

[Jotuze]
nie obwiniaj mnie, proszę, dobrze znam powagę sprawy.
to, co było między nami, dzisiaj już się nie odstanie.
kiedyś razem, dziś z osobna, każdy w swoim cichym kącie,
teraz pustka w sercu, nie mogę sam na siebie spojrzeć.
to lustro pęka nie chcąc widzieć pewnych rzeczy,
a łzy to stracone szczęście, które trwać miało wiecznie.
dusza krzyczy, słyszysz choć i tak już jest za późno,
365 dni, a ja wciąż nie mogę usnąć.
gdzieś zniknęły ideały, świat już dla mnie nie istnieje,
przez codzienną walkę z samym sobą tracę nadzieję.
wszystko staje się cierpieniem, to mi podcina skrzydła...
gdzie jesteś kochanie? czy znalazłaś swoją przystań?
tak łatwo jest bliskich skrzywdzić - teraz już wiem,
oszukuję siebie i tak mija mi kolejny dzień.
widzisz, ciągle się łudzę, stwarzam sobie obraz prosty:
ty i ja w zaklętym uścisku miłości
jeszcze niejedna łza spadnie zanim zrozumiem wszystko,
niejeden dzień minie zanim zacznę budować swą przyszłość,
a dziś krzyczę głośno, bo tak każe smutne serce.
to list do ciebie, którego nie zamknę w butelce.
Tu się wszystko zaczęło lat temu kilkanaście -Kraków terytorium zero dwanaście kumple, osiedle, piłka i muzyka , szkoła, wagary stary to klasyka przecież wiesz, wiesz jak to jest pierwszy wypity alkohol i pierwszy sex . Brak kasy, kradzieże uliczne klimaty, komisariaty stary ucieczki z chaty , nauczyciele nastawieni do ciebie jak do wroga, wroga numer jeden , policja za wygląd zawija cię na dołek stary masz tego dosyć idziesz w drugą stronę ludzie patrzą na ciebie jak na chore zjawisko. Stary nie rozumiem pojebane jest wszystko i tylko osiedle i twoi przyjaciele pozwalają ci odczuć, że nie jesteś zerem.

Ref: "Jeee" Vatos locos clan...

Kumple stary są wpisani w życiorys są najlepszym lekarstwem kiedy jesteś chory to z nimi przeżywasz zamotane akcje, podniebne loty i życiowe grawitacje, ostre libacje, wypady na kobiety, browary na czas. Kto pierwszy do mety? Osiedlowe akcje i lewe interesy stary zajebiste chwile i pierdolone stresy "filut marineru" moja stara drużyna nasze akcje do dzisiaj miło wspominam. Przestawiliśmy Kraków do góry nogami skręty, alkohol, kolacje ze świecami Cracovia Kraków zadymy zawsze razem Vatos Locos Clan dostarczył wrażeń niejednemu waha "bryza", szacunek dzienkówa za whisky mój ulubiony trunek

Ref:. "Jeee" Vatos locos clan...

Kumple ulica tylko to jest normalne. Wchodzisz w ten klimat pasuje idealnie dla takich jak ja wie to każdy kto zna mnie. 1996 to był ważny rok, to wtedy powiedziałem Los Vatos Locos i myślę tak dalej. Trzymajmy się razem stary to podstawa łączy nas muza, ulica i totalna zabawa . Moi przyjaciele Kraków -Katowice - Wrocław - Radom - Olsztyn - 3miasto- Skierniewice - Warszawa - Praga - Północ Vatos Locos rodzina najostrzejsze akcje, zajebista klima to moja drużyna, mój świat i mój styl, to moja "zajawka", moje życie, mój film ze mną na scenie mój brat "for ril"

Ref:. "Jeee" Vatos locos clan...
Na wschód, zachód, północ i południe x2
Yo

To opowieść o człowieku, jednym z miliona ludzi
To o człowieku który się obudził
Znalazł sens, potem zgubił
Jak Papa-Dance tłumy lubił
Być może ten luz go zgubił
Tu gdzie ten grom ugodził tu gdzie się flow urodził
Mieszkał w domu rodziców, zarabiał parę stów
Ściągał parę chmur pod blokiem po robocie
Był robotem w istocie, ale spróbował dociec
Zadał sobie pytanie, po co wór taszczę marzeń
I co się kryje pod płaszczem zdarzeń
Ludzi leniwi, ludzie fałszywi, martwi, żywi
Ludzie prawdziwi to ci, którzy się potrafią dziwić
Tani pic, cichy widz przy MTV tego nie rozkmini

Demony śpią na pustyni, brat
Demony śpią na pustyni
Demony

Ref.
Ja idę tędy, znaki na niebie mówią mi którędy
Szukam prawdy tam gdzie święte dęby
Biją bębny, prawdy zręby połączą w całość
Udoskonalając niedoskonałość

Ja idę tędy, znaki na niebie mówią mi którędy
Szukam prawdy tam gdzie święte dęby
Biją bębny, prawdy zręby połączą w całość
Ujednolicając niedoskonałość

To opowieść o wędrowcu, który raz zgubił drogę
Wyrzucił togę, usiadł, mówił: „dalej nie mogę"
nie mogę patrzeć, nie mogę krzyczeć, nie mogę słyszeć
jak trzymam wpływ, wybieram cisze,
poganiani biczem z dnia nadzień
tym kiczem, co kładzie się cieniem nad całym plemieniem
ogarną spojrzeniem tą ziemie i miał widzenie
że całkiem niedaleko jest wyzwolenie
fizykę i chemię tylko nazwali imieniem,
szkłem i okiem, a prawda przeszła bokiem
a była by szokiem dla ludu, jak szamanizm voodoo
jak nihilizm Tutsi i Hutu
Oczekujemy cudu, osiedla, co pełne są brudu
Mas trudu, świat betonowych murów
Wszędzie wokół zgiełk niczym w ulu
Do bólu wszyscy gonią poczet królów

A cumulusy nad miastem płyną..
A cumulusy nad miastem płyną..
A cumulusy nad miastem płyną..

Ref. x2

A dziś ludzie żyją w blokach i nie wierzą w nic
Zapomnieli, że Babilon to pic - ściema
Dzisiaj jeszcze jest jutro już go niema
Mówią nie na temat te matematyczne wyliczenia
W ich żyłach płynie chemia
Chemia leży w żołądku
Usiądź, odetchnij, pomyśl co było na początku
W poszukiwaniu wątku życia, źródła bycia
Hołd dla przodków to pradawny zwyczaj.

Ref. x2

Zaliczam glebę, wstaje, idę przed siebie
Tej szansy nie pogrzebie
Bo coś daje znaki mi niebie
I mina zrzednie tym co nie wierzyli
Powiedzą kiedyś PDG tu byli, prawdę mówili
Zaliczam glebę wstaje, idę przed siebie……

PDG Yo!
To już jutro nie mogę się doczekać mówiąc ściśle
Jak będzie zajebiście, przez cały tydzień o tym myślę
W głowie jedna opcja, żeby jak najszybciej kupić bilet
I za chwile kłopoty gdzieś zostawić
Znowu w trasę, wybieram oczywiście drugą klasę
Bo jest taniej, wiesz jaki to ma sens, nic się nie stanie
Za to więcej w kiermanie i wszyscy mamy jeden przedział
Same znajome twarze i tylko jeden zgredzik siedział
Zaraz wyszedł, zrozumiał, że tutaj nie będzie ciszej
No bo po co, wiadomo to rozgrzewka jest przed nocą
Ale każdy pociąg ma dwa końce, a w środku konduktor
Chciał od nas bilety, Żółf do niego kupie jutro
Jak zwykle, znowu kredytowy zaraz zniknie przez okno
Oczywiście trasę kontunuuje zgaraja ja dziś frystajluje
Ósmy browar pije Ziaja
Ale jaja zapomniałem słów do o życiu teksty
Zanim sobie przypomniałem, patrz Ekonom już jesteśmy
Jestem tak daleko, że już nie mogę zawrócić
Patrz, rap pochłonął mnie jak nastolatków jointy w gimnazjach
Rap? Dla nich to szansa na lans, dla nas to pasja i start
Ty chcesz, bym zawrócił, cofnął coś, co robiłem tyle lat
Patrz, żeby zatrzymać mnie musiałbyś zatrzymać świat
Moi ludzie? Nie znasz ich tak naprawdę, nie oceniaj, łapiesz?
To nie są tylko setki twarzy z ławek, to nie są tylko jointy, wóda, browarek
Wiesz co? Przyjdź, pogadaj, poznaj prawdę

Chłopaki z ławek? Wiem, oni są inni dla was
Chcesz nas oceniać? Okej, spoko, najpierw przyjdź pogadaj
Wielu z tych, co są na stałe tu pierdoli pracę i te legalne parę stów, łapiesz?
Marzysz o wyspach? Oni też
Ty masz wakacje na wyspach, oni muszą gonić hesz
Odbij od nich, albo przyjdź, usiądź, poświęć im chwilę na tej ławce
Przyjdź, pogadaj chwilę z tymi ludźmi
Możesz być pewny, że poznasz prawdę

Jointy? Nie patrz tak na nas, zdejmij z oczu klapki
Jointów nikt nie hoduje z nas i nie handluje tym spod ławki
Nie rozumiesz spraw tych, nie chcesz ich pojąć teraz
Nie popieram legalizacji, ale wkurwia mnie wasza niewiedza
Nasza jest teraz jedyna szansa, by to zmienić
Śmiech na twarzach rozpuszczonej młodzieży, Też mnie już martwi, ale nie wszyscy z nas to część narkomanii
Wpisani w to błędne koło jako hip-hop, musimy tam tkwić, okej, jestem ćpunem
Alkoholikiem, pedofilem i złodziejem
Oceniasz nas, choć nic o nas nie wiesz
Wystawiasz noty, przyczepiasz metki
Ty, mówię o tobie, otwórz oczy i przestań pieprzyć
Nikt z nas nie urodził się złym człowiekiem, nie koniec świata
Jest wiele tragedii jeszcze na starcie
Ty możesz to zmienić jeszcze dziś, lecz tylko gdy dasz nam szansę
Przyjdź, możemy gadać o wszystkim na tej ławce
Otwórz oczy, spójrz jak wielu z nich ma potencjał
Wielu z nich nie ma szczęścia
Ja wierzę w nich, choć to i tak nic nie zmienia
Ref.
Mamy czas, aby marzyć, aby żyć, aby kochać, aby śnić tu
Mamy czas, dzisiaj idziemy przez piekło, jutro rajem może być tu
Mamy czas, posmakować zmarnowanych szans, nie ma co się kryć tu
Mamy czas, nie spinaj się za bardzo, siostro, bratku

Mamy czas, żeby to co na dziś, przełożyć na jutro
Wybić stąd wysoko ponad tą codzienność smutną
Mamy czas, się witać więc nie płacz na pożegnanie
Bo znów się zobaczymy, choć by tam gdzie nie ma nic dalej
Mamy czas, żeby kochać być kochanym,
Pielęgnować to uczucie, jemu wiernie być oddanym
Mamy czas na to, by naprawiać swoje błędy
Każdy czasem błądzi, czasem nie wie, gdzie którędy
Mamy czas, by napełnić swe kieszenie
Kochaj życie jakim jest, sięgaj po każde marzenie
Mamy czas, ale czego jutro nas nauczy
Może zrozumienia potrzeb, swojej nieśmiertelnej duszy
Mamy czas, aby ujrzeć piękno tego świata
Bo wszystko jest przed nami, nie ma co się w tył odwracać
Mamy czas pytać, ciągle szukać odpowiedzi
Bo kto mówi że, po nas ten tylko głupio bredzi

Ref.
Mamy czas, aby marzyć, aby żyć, aby kochać, aby śnić tu
Mamy czas, dzisiaj idziemy przez piekło, jutro rajem może być tu
Mamy czas, posmakować zmarnowanych szans, nie ma co się kryć tu
Mamy czas, nie spinaj się za bardzo, siostro, bratku

Mamy czas, na to żeby wreszcie wejść na drogę prostą
Musisz w to uwierzyć, mój bracie moja siostro
Mamy czas, na żale, głośno gorzko wylewane
Pozwól sobie wybaczać, to co złe niech będzie zapomniane
Mamy czas, by zrozumieć sens życia
Szukaj go w religii, szukaj w ciszy swoich myślach
Może Ci pomogę dotrzeć na właściwą ścieżkę
Może sam jej nie znalazłem, ale mam na to czas jeszcze
Mamy czas, się postarzeć, godnie przejść na drugą stronę
Dni do mego końca, jeszcze nie są policzone
Mamy czas, by spojrzeć w oczy naszych dzieci
Przekazać im wartości, cenione od tysiącleci
Czas leci, nie umiem go zatrzymać
Ale wiem że mamy go na tyle, żeby o nim zapominać
Nie przejmuj się tym ile ciąży lat na karku,
To dopiero początek, właśnie budzisz się z letargu

Ref. [x2]
Mamy czas, aby marzyć, aby żyć, aby kochać, aby śnić tu
Mamy czas, dzisiaj idziemy przez piekło, jutro rajem może być tu
Mamy czas, posmakować zmarnowanych szans, nie ma co się kryć tu
Mamy czas, nie spinaj się za bardzo, siostro, bratku
Ten dzień nie był zwyczajny, choć z pozoru taki sam jak każdy inny,
niepokojąco spokojnie, młodzi ludzie tacy sami jak my,
pragnący żyć, duszne sierpniowe popołudnie,
siedemnasta minut pięć, swe żniwo bez litości zbiera śmierć,
tak po prostu.

Pamiętam o tym kiedy mijam te tablice,
w codziennym zawale, w walce o lepsze życie,
plama krwi, tam gdzie płonie znicz,
nazwisko X świętej pamięci krzyż,
nasza ekipa, jakby się cofnąć wstecz,
niczym AK lałoby dziś swą krew,
za świata grzech, aż po ostatni wdech,
bohaterów jęk, o nasz spokojny sen,
batalion HG, łączność Juras WSP (elo),
w imię pamięci, dla tych ludzi cześć,
chwała im za to, choć mała wyobraźnia,
jaka była jazda, gdzie gęsto padał trup,
ostatni okrzyk to Hitler kaput,
na Ich cierpienia grób, słowa te do nut,
za Ich trud i głód, szacunek do stóp,
z pokorą ema, bilet publiczny wróg.

(Refren)
Ceną była śmierć za wolności smak,
choć minął czasu szmat, ty pamiętaj brat,
ceną była śmierć, życie oddał dziad,
63 dni chwały, nie przeliczając strat.

Ceną była śmierć za wolności smak,
choć minął czasu szmat, ty pamiętaj brat,
ceną była śmierć, życie oddał dziad,
63 dni chwały, nie przeliczając strat.

Rzeczywistość walk ulicznych, powstanie,
biało-czerwona opaska na ramię,
schowany w bramie powstaniec,
butelką z benzyną rzuca w czołg,
z dedykacją skurwysynom,
grzmią wybuchy bomb, przez dwa miesiące,
czarne dymy pożarów, zasłoniły słońce,
a po drugiej stronie Wisły – Armia Czerwona ,
spokojnie patrzy jak nasze miasto kona,
nieunikniona klęska powstańców tamtych dni,
dziś oddajemy hołd kawałkiem tym,
i pamiętamy 63 dni chwały,
z pozdrowieniem mówił Juras – dziecko Warszawy.

(Refren)
Ceną była śmierć za wolności smak,
choć minął czasu szmat, ty pamiętaj brat,
ceną była śmierć, życie oddał dziad,
63 dni chwały, nie przeliczając strat.

Ceną była śmierć za wolności smak,
choć minął czasu szmat, ty pamiętaj brat,
ceną była śmierć, życie oddał dziad,
63 dni chwały, nie przeliczając strat.

WWA, urodziłem się w tym mieście,
dzięki niektórym mówimy po Polsku jeszcze,
Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy,
tu krwią nasączony jest każdy centymetr ziemi,
idziemy szlakiem nieśmiertelnych bohaterów,
zostawili trwały ślad, trafimy do celu,
tak wielu młodych oddało swój żywot,
dzieci ulicy – to śmierci żniwo,
w jednej godzinie stanęli, by bronić stolicy
na siebie zdani, na siebie mogli liczyć,
dziewięć tygodni, bracia krwi, na miasta gruzach,
ramię w ramię, czwórkami oddział do nieba rusza,
granatów grad, pocisków deszcz, nierówna walka,
na barykadach niepodległości sztandar,
wolność, godność, honor tego nic nie zastąpi,
Powstańcom chwała, Warszawa nie zapomni.

(Refren)
Ceną była śmierć za wolności smak,
choć minął czasu szmat, ty pamiętaj brat,
ceną była śmierć, życie oddał dziad,
63 dni chwały, nie przeliczając strat.

Ceną była śmierć za wolności smak,
choć minął czasu szmat, ty pamiętaj brat,
ceną była śmierć, życie oddał dziad,
63 dni chwały, nie przeliczając strat.

Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Za każdy kamień Twój, Stolico, damy krew!
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
Gdy padnie rozkaz Twój, poniesiem wrogom gniew!
(WWO)
Zawiść, zazdrość, zamiast starać się mieć więcej
zabogaty ten kto bogatszy niż ty, zapomniałeś już, że nie mieliśmy nic
ej, śmiej się śmiej zobaczysz jednak...

(Peja)
Większość mego życia to nie był rajski eden, więc powtórze skurwysynu-reprezentuję biedę!
7 lat chudych razy 3-21
słyszysz skurwysynu? Reprezentuję biedę! Mam 28 lat ile tłustych? Może z 7
mimo to skurwysynu wciąż reprezentuje biedę!
Nie jestem hipokrytą dobrze wiem gdzie me korzenie
z biedy Peja się wywodzi, więc reprezentuję biedę!
Z biedy się wywodzę, w biedzie gniłem i przeżyłem
nie jedną cieżką chwilę i to nie z własnej winy
Bóg nie rozdaje równo, nie wybierałem rodziny
dobrze wiem jak to było i pierdole twe rozkminy synu
Hej koleżko na chuj mówisz jak ci ciężko, przeżyłeś te biede stres, to całe piekło
weź wypierdalaj z biedą na zawsze związany
stamtąd się wywodzę prawdą, że się z niej wyrwałem
ale najważniejsze to, że nigdy nie zapomniałem
ale najważniesze to, że swej skóry nie sprzedałem
ale najważniejsze to, że tożsamość zachowałem
ale najważniejsze to, czasu nie zmarnowałem!
Kontaktów nie zerwałem i nie wstydzę się znajomych
nawet jeśli pointer to przykozaczony
nawet jesli golas to kiedyś zarobiony, ja reprezentuje biedę, jak Staszica Story.
Choć kłopoty życia częścią nadal małe rzeczy cieszą
okoliczność do tworzenia była rzeczą najważniejszą
pamiętam nie zapomnę, rejony nie spokojne
jak umysły szaleńców, zabiją za lepsze jutro (taa)wszystko ci zabiorą
znam rzeczywistość trudną, dziś wspominam dzień wczorajszy o nim prawdę okrutną!
Dzieci gorszego Boga katowane przez rodziców
patologia-wychowanie w czasie przerwy przy współżyciu
wóda wyborowa wychowani na podrobach
powiesz mi, że każdy jest swego losu kowal
wiem jak się kto zachował nie tracąc przy tym twarzy a raczej mordy
bo tu straszą dzikie hordy! Ludzie, których nie stać na wygodne życie w centrum, gniją w rynsztokach to ich dożywotnie getto!
Piekło, męka tutaj nikt kurwa nie pęka przed nikim nie klęka z dnia na dzień się wymięka, (??)umacnia swą siłę
prawo dżungli prawdziwe, zginą kurwy fałszywe po Waldku przejąłem schede powiem i powtórzę
reprezentuję biedę!
Tu mam swe korzenie! Reprezentuję biedę!
Większość mego życia to nie był rajski eden
więc powtórze skurwysynu-reprezentuję biedę! 7 lat chudych razy 3-21słyszysz skurwysynu? Reprezentuję biedę!
Mam 28 lat ile tłustych? Może z 7 mimo to skurwysynu wciąż reprezentuje biedę!
Nie jestem hipokrytą dobrze wiem gdzie me korzeniez biedy
Peja się wywodzi, więc reprezentuję biedę!
Z biedy peja się wywodzi na legalu się odrodził a zawistnym tak to szkodzi, że próbują z błotem zmieszać. Po-polska dziwny kraj cza przemówić do młodzieży.
Nie poczujesz tego bólu, który poczuł Rych
usłyszysz cały czas na swoim a ty nadal ledwo dyszysz
pytasz o ulicę, najebany, brak kontroli, czy nadal jestem swój?
Nie zdradziłem swych bracholi, ja pytam co cię boli?
ty mówisz: pierdol siano, gdybym ci je dał tyle by cię widziano!
A ja nadaj pośród ludzi na ulicach i przy barze, tobie wszystko jedno
więc teraz ci pokażę!
Zmażę ten uśmieszek z twej zapitej mordy
nie jesteś mnie godny kiedy zawiścią ziejesz
zrób coś by polepszyć swoje życie, mieć nadzieję
wciąż na nogach się chwiejesz,
gwiazdujesz jak pajac a chcesz we mnie ujrzeć gwiazdę
ja nie marzę o karierze, gaże zgarniam bo haruję a ty żółcią się trujesz
bo wiesz, że mój sukces twej pozycji nie ratuje(chuje)!
Peja chełdujesz, więc dojeżdżam cię w moment
to mój rap atak ty nie jesteś mój zioomek
co dzień, każdego dnia mordy znienawidzone, zawiść ochłonę, co?
Rozczarowanie spore? Że też na nie z pardonem, że bez niego młody (??)szydzę ze skurwieli w każdym jednym tekscie
niby, że cię nie pamiętam?
A gdzie ty kurwo byłeś? Wybyłeś a ja żreć nie miałem, co byłeś?
Przy mnie kurwo jak zdychałem się nie smiałem
jak miałem przejebane? Odpowiedz na pytanie, zastanów się baranie, nie bądź zwykłą rozjebundą, żyłeś swoim życiem olewając mą paskudną sytuację
wiem że mam racje!
A teraz chciałbyś kurwo z Rychem wybrać się na tańce? (Kurwo, zasrańce).
Jeśli ci się zdaje, że jestem ci coś winnien to podejdź skurwysynu bliżej, ci przewinę!
Zobaczymy co powie...
Ten Pokahontaz

Chcesz, opowiem Ci bajeczkę o tym
Jak rozpoczął swą wycieczkę i loty
Między K-c a swym miasteczkiem kroczył
Wyciągnął i połknął zawleczkę po czym
Rzucił granat do zwalczania łgania
Na chama wbił w ten komediodramat
Postać ustawiana w cieniu kompana
Od zarania spuścizna wuja Sama w nagraniach
Wachlarz rodzynek tzn maminsynek
Dostał się tylnymi drzwiami na rynek
Wystrzelił czasownikowy magazynek
Na bazie i fazie swych PSYCHOROZKMINEK
Dalej wiesz co było nie wiesz
To wyklikaj jedna niemiłość dla tego zawodnika
Aha! Zapomniałbym najważniejszego czynnika
Zarabia do dziś na śmierci Magika
Styka?

Blał ciki ciki blał
Beka, beka z Ciebie
Co mi możesz zrobić?
Pisać nawet nie powiedzieć
Blał ciki ciki blał
To już jest przesada
Upośledzony zjebie
Nie kleisz o czym gadasz x2

Pierwszy
Liść na odmółkę zera
Teraz diss na kurwę i żałosnego frajera
Hajs się zgadza, wersy od komercyjnego rapera
Moja kariera wam przeszkadza
To teraz sponiewieram:
Obsrane śmiecie chuja wiecie
Nie wyjdziecie z tej jadki
Kozak w necie pizda w świecie
Bity kutasem matki
Wieprze, dziwki, ciecie, szmaty
Wycieruchy i łaki
Nadchodzi pora gdy przeorają wam dupska te traki
Ja pierdolę, gimby w szkole słuchają mojej płyty
I mają ją w oryginale, ja mam status celebryty
Mają mentalne przedszkole ja grałem wtedy opole
Robiłem bity gdy ty w przedszkolu byłeś:
W dupę szytym nie mytym chujem
Pyskujesz wyzywasz od hipokryty
Że robię rap pod publikę?
Błąd.
Robię rap dla publiki
Zbesztam Cię i zdissuję
Bo chuja wiesz jak tu jest
Co czujemy do muzyki?
Trzymamy majki wy pyty

Blał ciki ciki blał
Beka, beka z Ciebie
Co mi możesz zrobić?
Pisać nawet nie powiedzieć
Blał ciki ciki blał
To już jest przesada
Upośledzony zjebie
Nie kleisz o czym gadasz x2

Patrz na przeciw, jak leci ten trzeci
Pan jazda nie gwiazda, bo nigdy nie świecił
Brzydal nie gdybaj
To proste chyba
Morda krzywa opryskliwa
Coś pewnie ukrywa
Z natury - paskudny
Powierzchownie - nudny
Wiecznie marudny z charakteru trudny
Z nikim się nie liczy
Przy tym spuchnie
Przy tym na koncertach krzyczy
Pewnie beret zryty
Za dziecka został wylany z kąpielą
Współpracy zero
Sam sobie jest kapelą
Kradnie artystów innym lejbelą
Tamci mordą mielą
On w górę kielon
Megalomania wielkości
Za hajsem pościg
Szczątki szczerości
Spadek jakości
Dość i tu się kończy bajeczka
Koniec ujadania
No chyba, że masz jeszcze coś do dodania

Blał ciki ciki blał
Beka, beka z Ciebie
Co mi możesz zrobić?
Pisać nawet nie powiedzieć
Blał ciki ciki blał
To już jest przesada
Upośledzony zjebie
Nie kleisz o czym gadasz x2

Zeszyty pełne liryki
Mamy wyniki pajace
Dławisz się moim kutasem od czasów Paktofoniki
Mam zajebistą pracę i jutro jedziemy w trasę
Dziwki, narkotyki, basen dla ciebie proste jak laser
Tymczasem spuść z tonu prostuj do pionu
I czasem
Wyjdź z domu
Daj sobie pomóc ziomuś
A na sen przeczytaj książkę
Nie powiem nikomu
Razem możemy dać więcej, niż obraza za obrazę
Na razie błaźnie, gamoniu
Wróćmy do domu
Zrobię Ci krwawą łaźnię
Bo mam wyobraźnię do nut
Rozszczepię twoją jaźń do atomów
Masz talent do farmazonów
Widzę to wyraźnie
Lamusie
Nie znasz mnie, a opowiadasz o Fokusie
Baśnie i właśnie tu się nic nie zgadza
I słusznie upośledzony przydupasie
Nie kleisz o czym gadasz
Żal mi ciebie
Odpowiadam...

Blał ciki ciki blał
Beka, beka z Ciebie
Co mi możesz zrobić?
Pisać nawet nie powiedzieć
Blał ciki ciki blał
To już jest przesada
Upośledzony zjebie
Nie kleisz o czym gadasz x2
LILU
moich hitów nie zna cały kraj bo tego gówna nie gra eska, ziom
i nie na dwudziestkach wożę się choć wiem, że to rozpieprzam, ziom
tego jestem pewna wokół na hajs jest w opór presja, ziom
ale jak chcesz zrobić flotę to każda opcja jest lepsza niż to

nie wyjadę stąd bo wiem, że nie miałabym po co wracać, ziom
tego jestem pewna, że jeśli dajesz to do ciebie wraca to
nie wyjadę bo ciągle wierzę, że mam tu po co zostać, ziom
nie zawsze najlepsza opcja to właśnie ta najdroższa bo

REFREN
nie potrzebny mi rolex żebym znała czas
nie potrzebne mi złoto by mieć blask
nie potrzebna mi fura żeby jechać bo
nie wyjadę stąd

nie potrzebne mi propsy, nie potrzebny hajs
bo jak widać dotąd żyję z tym co mam
jeśli wierzysz w to, to tak się staje
wraca to co dajesz.
LILU
ciągle tu jestem, ale proste, że chciałabym też mieć dobrze ,gdzieś
bo możemy różnie żyć, ale wszyscy myślimy podobnie, wiesz
chciałabym mieć z muzy hajs, ale najpierw na to chcę zasłużyć, ajj
ale ciągle wierzę, że co daję do mnie wróci na bank

Daj coś,daj coś, wraca to co dajesz....

nie potrzebny mi rolex żebym znała czas
nie potrzebne mi złoto by mieć blask
nie potrzebna mi fura żeby jechać bo
nie wyjadę stąd

MARIKA
nie, nie wybieram się nigdzie
bo tylko tutaj naprawdę u siebie jestem
wiem, cud nie zdarzy się jutro
ale na lepsze się może zmienić nareszcie

nie, nie wyjadę stąd nigdzie
bo wiem, tutaj właśnie jest moje miejsce
chociaż gdzieś może by było wygodniej
wiem tutaj mam to co najlepsze

ej lilu bóg charakteru nie odmówił ci i stylu
a rób swoje siostro i wiarę miej non stop
w to, że od tego bieg lawina zmienia
po jakich toczy się kamieniach
od tego bieg lawina zmienia
po jakich toczy się

LILU
nie potrzebujesz głośników
masz przecież w sercu muzykę jak ja
nie potrzebujesz tych słów bo
od dawna już je znasz
nie potrzebujesz propsów
żeby wciąż iść do przodu
ty sam przecież wiesz to dobrze
że wygrasz życie choć nikt cię nie poprze

nie potrzebny mi rolex żebym znała czas
nie potrzebne mi złoto by mieć blask
nie potrzebna mi fura żeby jechać bo
nie wyjadę stąd
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo