Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Zdecyduj się, podejmij decyzję
Właściwy wybór (teraz będzie, że nie)
Nim padnie musisz określić je
Niezdecydowany na dno staje,
Tutaj teraz, tu i gdzie

Nie po raz pierwszy stoję przed tym wyzwaniem
Tak zwane rozstaje drogi to ruchliwe skrzyżowanie
Każdokrotnie decyduję się na jedną opcję
Czas okropnie pędzi, a myli pośpiech
Musimy, musimy wybierać (łojoj)
Nie można, nie można tak się bać (to błąd)
Niby skądinąd płynie siła jak nie z serca
To widok zła budzi emocje wnętrza
Tak najlepsza wymówka to brak decyzji
Dziękówka wolę być precyzyjny w swej precyzji
Z-z-z-zjebałeś się - dno
Czy-czy-czy masz siłę dalej brnąć?
Na pewno sedno sprawy znaleźć jest ciężko
Dlatego gdy widzę zły tor - odbijam
Weźże mą dłoń w potrzebie gdy widzisz biedę podaj
Ostatnia kropla spragnionemu to zbawienna woda
Szkoda tylko, że jak widmo pozytyw znika, styka
Następna zwrota to nawijka Fusznika

Zdecyduj się zanim będzie za późno
Pokaż dobre strony swe
Zdecyduj się nim wskazówka pokaże północ
Sprecyzuj się

Trudno się mówi gdy w stanie takim budzimy
Pusta bez [?] z drogi tylko po co i gdzie?
Ej, za późno podejmę tą decyzję
To mnie zje to nie-nie-nie-nie to nie to
Jednogłośnie mówię veto, nie ufam swoim setom
O start nie myślisz, że nie koszę w oczy z metą
Nie lubię gdy ludzie z boku na mój temat szpecą
Zdecyduję, że te decyzje mnie powieszą
Jaka jest tego przyczyna?
Nie zrezygnuję z tego to ta mina - lina bez drugiego końca
Łykam mnóstwo dostanę tysiąca
Atmosfera jest gorąca jak pod wpływem blasku słońca
Więc zdecydowałem się zacząć od podstaw
Więc resztę sugestii zbędnych zostaw
Zdecyduj się, zdecyduj się, zdecyduj się
[tylko teksty.tk]

Zdecyduj się, podejmij decyzję
Właściwy wybór (teraz będzie, że nie)
Nim padnie musisz określić je
Niezdecydowany na dno staje,
Tutaj teraz, tu i gdzie

Zdecyduj się, podejmij decyzję
Właściwy wybór (teraz będzie, że nie)
Nim padnie musisz określić je
Niezdecydowany na dno staje,
Tutaj teraz, tu i gdzie
[Eldo]
nie jestem w stanie dać siebie więcej, niż jestem
więc nie oczekuj więcej, oszaleć można przez presję
mam tylko dwie ręce i cały świat stresów,
mam mało miejsca dla siebie - to pełne uniwersum
spraw, zadań, zajęć rożnych, proszę nie dzwoń,
nie chcę kolejny raz się kłócić, sumienie męczy, głowa pulsuje,
mam problem, mam, mam kilka miliardów problemów na dobę,
mam szkołę, mam dom i ciągle słucham, ciągle muszę coś.
chcę czuć, że wreszcie coś zrobiłem dobrze,
mówią: od bliskich wolno więcej wymagać,
pierdolę bliskich, dziś sam z życiem się zmagam.
krzyżują mnie, ciągle zewsząd słyszę ich głosy,
mam dosyć, wciągam lekarstwo na ten bieg baranów do rzeźni
ślepi, głusi biegną, ja stoję
wiesz, że kocham, że pragnę, ale nic więcej nie zrobię.
nie jestem w stanie nic dziś dać,
czemu myślicie, że ja wszystko, co chcę, mam od życia?
nikt niezwykły, ot, wrażliwy dzieciak, co miał szczęście
chwilę miał farta, teraz pracuje konsekwentnie
tak kochanie, może jutro, tak, chyba, nie wiem,
chciałbym mieć czas dla ciebie, lecz nie mam nawet dla siebie.
ile bym dał i tak to za mało,
ile bym chciał dać - nie jestem w stanie.
wciąż pretensje, końca nie widać żalom.
proszę, nie dzisiaj, poukładajmy to, gdy jutro wstanie.

[Jotuze]
nie obwiniaj mnie, proszę, dobrze znam powagę sprawy.
to, co było między nami, dzisiaj już się nie odstanie.
kiedyś razem, dziś z osobna, każdy w swoim cichym kącie,
teraz pustka w sercu, nie mogę sam na siebie spojrzeć.
to lustro pęka nie chcąc widzieć pewnych rzeczy,
a łzy to stracone szczęście, które trwać miało wiecznie.
dusza krzyczy, słyszysz choć i tak już jest za późno,
365 dni, a ja wciąż nie mogę usnąć.
gdzieś zniknęły ideały, świat już dla mnie nie istnieje,
przez codzienną walkę z samym sobą tracę nadzieję.
wszystko staje się cierpieniem, to mi podcina skrzydła...
gdzie jesteś kochanie? czy znalazłaś swoją przystań?
tak łatwo jest bliskich skrzywdzić - teraz już wiem,
oszukuję siebie i tak mija mi kolejny dzień.
widzisz, ciągle się łudzę, stwarzam sobie obraz prosty:
ty i ja w zaklętym uścisku miłości
jeszcze niejedna łza spadnie zanim zrozumiem wszystko,
niejeden dzień minie zanim zacznę budować swą przyszłość,
a dziś krzyczę głośno, bo tak każe smutne serce.
to list do ciebie, którego nie zamknę w butelce.
[x2]
Powiem ci, że W Bloku Ukryty cały czas
Od pierwszej płyty taki sam, pamiętasz?
Ta sama tematyka poruszana w tekstach
I cały czas dla was ja tutaj
Powiem ci, że ten kawałek jak ta cała płyta
To głośny szept o życiu, słuchaj
Powiem ci, że ten kawałek jak ta cała płyta
To głośny szept o życiu, słuchaj

Pytasz co u mnie? u mnie dumnie lecz nie bogato
Zamknij ryj nadziana szmato jeśli chcesz mi naubliżać
Pamiętaj jedno - Cienki nigdy nikomu dupy nie będzie lizać
Nawet gdy brakuje ta marna złotówka
Nadal tylko podstawówka i nic więcej
Ale jakoś daję radę, mam czyste ręce
Skończył mi się wyrok w zawiasach i jest pięknie
'04 maj, przez pomyłkę dostałem sto razy z papcia
Na początku 2005 umarła mi babcia
Nagrałem trzecią płytę, nad kolejną pracuję
Mówią jestem dynamiczny
Cały czas mnie fascynuje, buja rap uliczny
'05 wrzesień poznałem mą Monikę
I od tamtego czasu nie chcę już żadnej innej
Bądź już tą ostatnią, tą jedyną, bo w to wierzę
Że nikt inny oprócz życia mi tu ciebie nie odbierze
Po prostu nie chcę, lecz jak będzie czas pokaże
Rzadko już odwiedzam alejki i garaże
Bo tak naprawdę nie ma już tu prawie nikogo
Lecz to nie znaczy, że na zawsze zerwałem znajomość
Bo cały czas mam kontakt i to nie ściema
Jak ten niby podpisany kontrakt z wytwórnią z Poznania
Było, minęło, lecz zdobyte doświadczenie nauczyło mnie jednego
Że nie wszystkim można ufać, Cienki już wie, pamięta
Nie byłem na wyborach, bo pierdolę prezydenta
To ich słodkie gadanie mnie w ogóle nie podnieca
Jak pedała kobiety, pytasz mnie co z Siwym, Synem Tej Ziemi
Mieliśmy nagrać płytę razem, owszem, ale niestety...

Powiem ci, że W Bloku Ukryty cały czas
Od pierwszej płyty taki sam, pamiętasz?
Ta sama tematyka poruszana w tekstach
I cały czas dla was ja tutaj

[x2]
Powiem ci, że ten kawałek jak ta cała płyta
To głośny szept o życiu, słuchaj

Moja muzyka nie Kombii, moje teksty nie Norbi
W Bloku Ukryty nie zrobi kariery w stylu Madonny
Pasję do muzyki mam od takiego, talent wrodzony
Który po nikim z rodziny nie jest odziedziczony
Pytasz mnie po co, czemu piszę te kawałki?
Bo chcę powiedzieć o tym co mnie wkurwia, boli, martwi
Bo ludzie najwidoczniej zapomnieli to co dobre
I zło zamienili w żarty
Jestem nerwowy, tak, jestem uparty
Wiele rzeczy nie da mi się za nic przetłumaczyć
Choćbym chciał to nie zrozumiem
Dziś ten dzień nudny jak te telenowele
Dziś mi się nie chce nic, idę pić pod Kamelę
W dalszym ciągu reprezentuję dzielnicę G.R.U.
Walą mnie panienki co by chciały ze mną chodzić no bo jestem WBU
Tak jak walą mnie te rury co chcą hajs i fury
Dla wszystkich znajomych rzucam pozdrowienia
Zza więzienne mury, ty kurwa z czego się śmiejesz?
Mówisz, że cię to nie spotka, skąd? przecież nie wiesz
Często popełniamy wszyscy te same błędy
Tak jak w Jumanji idąc tam gdzie biją bębny
Dwadzieścia pięć to nie pięć baniek na świetlicy
W Bloku Ukryty cały czas szacunek dla ulicy
I na zawsze dla niej, choć rzadziej już na niej
Bo tak często nie ma czasu, już tak często nie ma kaca
Wiesz jak to jest - muzyka, dziewczyna, praca
Inne życie, więc dzisiaj to nie kiedyś
Zmieniłem się, widzisz? zmieniłem się, słyszysz?
Co, już mnie nienawidzisz, bo rzadziej na tej ławce?
W bramie przy piwku, fajce, straciłem w twoich oczach
To nic, chociaż mówię prawdę, i to się docenia
Powiedz co w tym złego, że człowiek się zmienia na lepsze?
Że już nie rozbija butelek w nocy na mieście
Że już nie wyciąga go policja z M21 z tramwaju na pestce
No powiedz, przestało mnie to bawić
I powiem ci jedno - siedzenie na ławce
Z kumplami dniami i nocami bez grosza przy duszy
Mogę tylko patrzeć jak moje życie się kruszy
A ja tego nie chcę, nie chcę, rozumiesz? nie chcę

[x2]
Powiem ci, że W Bloku Ukryty cały czas
Od pierwszej płyty taki sam, pamiętasz?
Ta sama tematyka poruszana w tekstach
I cały czas dla was ja tutaj
Powiem ci, że ten kawałek jak ta cała płyta
To głośny szept o życiu, słuchaj
Powiem ci, że ten kawałek jak ta cała płyta
To głośny szept o życiu, słuchaj
VNM:
Cześć to ja VNM, wypierdalam jak najdalej stąd
Wódka nie pomaga na to, walę to, nalej ją
Zobacz jak rap nas pozmieniał
Wypijmy za niego, za najlepszy rap z podziemia
Piona dla tych co poszli za mną w ciemno
Po to, by zobaczyć światła co gasną, bledną
Spoko ziomek, choć trochę bolą mnie skronie
Moje dzieło tu wydaje się dokończone
8 lat dawałem rap blokom
Najlepszy raper dla mnie powiedział, że mój track spoko
Nagrałem pod beat Magiery, mam track z Sokołem
Wiesz co, cieszy mnie to jak ja pierdolę
Choć nie byłem nigdy z domu bogaty
Przeze mnie król podziemia zszedł z tronu do szafy
Grałem z najlepszymi w podziemiu (prawda)
Rap? nie jestem winny jemu nic, weź tego ty mi nie mów
Moją płytę ma 20 tysi czy coś
Zostało kilka stów, reszta wisi mi coś
Powiedz mi, że na każdej złotówkę skoszę
Wyjebię ich jeszcze kurwa z osiem
Nie robiłem disco, ucz się ode mnie
Bo choć jest z tego sos to jest wszystko sztuczne
Bo jak rap to dupa, prędzej godnie zginę
Niż wyrwę ją jak amator na johimbinie

Nata: [x2]
Powiedz czemu, powiedz jak, powiedz po co
Jeżeli sam mówisz nie wiem i gubisz siebie
Jeśli widzisz w tym jakiś sens
I sam wiesz czego chcesz, nie uciekaj, nie uciekaj

VNM:
Nie mów, że nie masz tak, że od chuja się starasz
A wiara topnieje tak jak wosk na piórach Ikara
Miałem tak wiele razy ziom, to już koniec
Jak nie odlecę zaraz stąd to utonę, ta
Przez to moje nerwy są schorowane
Dobrze, że moja niunia trzyma wciąż oko na nie
Za kilka lat z mojej płyty nie wiem co zostanie
Włączę ją czy pierdolnę nią o ścianę
O prawdy życia nie pytaj, nie mam ci nic do powiedzenia
Prawdą była ta muzyka i co z nią?
Ty ej, ogólnie to nie wiem
pozwól, że tak ujmę to: chuj mnie to
Chciałem mieć tylko ekstra cash na czesne
Pieprzę po koncertach ekspres, seks na mieście
Rap kradł moje serce w wersach, wierzcie
Ej złodzieju, weź się pieprz nareszcie
W undrze robią go incognito, na chuj mi to
Dla mnie to pociąg do nikąd
Jadę nim a to śliska droga
Muszę wyskoczyć z niego zanim zabierze mnie do wypizdowa
Rap nie jest fajnym przyjacielem
On tylko bierze dużo ale oddaje niewiele
Dla wielu jest festynem, dla mnie to sentyment
Do przejścia tej granicy już dzieli mnie centymetr

Nata: [x2]
Powiedz czemu, powiedz jak, powiedz po co
Jeżeli sam mówisz nie wiem i gubisz siebie
Jeśli widzisz w tym jakiś sens
I sam wiesz czego chcesz nie uciekaj, nie uciekaj

VNM:
Ludzie piją za powroty, nie będę tak pił
Ja piję za rozstanie, jest ekstra ej ty
Do pełna wlej mi z butelki tej J.D.
Bo nie zapowiada się na comeback jak Jay-Z
To tylko rap, ale wiesz o mnie dużo w chuj
Mówię prawdę, typa jak ja nie będzie długo tu
Nie chodzi o to, że mój rap buja
Tylko o to, że wiesz, że nie robi cię kurwa w chuja
Zawsze chciałem hajs z rapu, nie jestem ćpunem
Ale wydaje mi się, że to lepsze niż hajs w cracku
To nie jest sztuczne jak na pokaz, tak kocham to
Synu, to jest kurwa rap, kochasz go? pokaż to
Ja go kocham kurwa dzieciaku
W necie fruwa mojego gówna ze sto tracków
Ty ściągaj to za free i się jaraj
Ja wypierdalam stąd, ej VNM nara

[propsy]

Nata: [x2]
Powiedz czemu, powiedz jak, powiedz po co
Jeżeli sam mówisz nie wiem i gubisz siebie
Jeśli widzisz w tym jakiś sens
I sam wiesz czego chcesz nie uciekaj, nie uciekaj
Świt zmienia się z nocą
Gdańsk główny wbiegam tu gdy głośniki bełkoczą
że na peronie już stoi mój pociąg (kurwa)
Przy czym jedną rzecz od razu ustalmy
ja spóźniony jak zwykle on zaś wyjątkowo punktualny
to pierwszy absurd ale na drugi czekam dość krótko
wita mnie uśmiechnięty konduktor
mówiąc dzień dobry, proszę, dziękuję i dalej w tym stylu
myślę no ładnie odjebało mi już
nie patrzę do tyłu tylko wbiegam z trudem
i znajduję przedział dwie studentki matka z dzieckiem i student
siadam i od razu mam problem z tym 4-letnim dzieckiem
bo jest coś kurwa podejrzanie grzeczne
a widzę, że to urwis groźny, bo ma oczy sprytne
i z przyjemnością by mnie choćby kopnął w łydkę
albo inne brzydkie rzeczy by przedsięwziął szczerze
a mimo to ich łotr nie przedsiąbierze (he?)
myślę co się tutaj dzieje do diabła
patrzę na studentki jedna jest ładna
ale student zamiast ją uwieźć adoruje laptop
więc ona dała się poderwać notatkom
matko boska świat się tak łatwo rozpadł
czy to jest miejsce w którym byłbym rap pozostać
w towarzystwie nieludzko grzecznego dziecka i trojga technokratów
w tym pociągu jadącym na zachód
czuję przypływ strachu i w rozpaczy taki koncept mam
może to nie PKP tylko Deutsche Ban
nie bez sensu myślę szowinisto podły
przecież niemiecki czterolatek by cię chociaż pogryzł
gdzie są przyczyny tych skutków
myślę pogrążając się w smutku Boże skąd ten chłód tu
i kiedy właśnie pytam się sam do czego myśmy doszli
ktoś aksamitnym głosem mówi przez głośnik

Szanowni państwo zbliżamy się do stacji Koszalin Główny
bardzo prosimy wszystkich wysiadających podróżnych
o sprawdzenie czy w przedziale nie pozostał ich bagaż podręczny
jednocześnie zachęcamy do jeżdżenia pociągami naszych linii, do widzenia

Głos przestał się sączyć a ja myślę no przesadzili teraz
świat się kończy czas umierać
bo to znak, że kapitalizmu dziczeje reżim
skoro już nawet PKP jest jazzy
skończę jak Chłasko
nic tylko się chlasnąć
kiedy runął już ostatni bastion
pękło pasmo złudzeń i jest rozpacz parszywa
ale nagle koszmar zaczyna się urywać
bo gdzieś tak trochę przed Łomzem
wsiada babcia ubrana w moher myślę jest dobrze
nawet lepiej bo nim zaczniemy tłuc o tory
ona w połowie zdąży opowiedzieć nam swój życiorys
ot co, swoją drogą dosyć nudny z połowy bym obciął
ale wreszcie czuję tu się mniej obco
i jeszcze niuans nadziei źródłem
patrzę na firanki i z radością odkrywam, że są brudne
w jednym z miast sennych wsiada łysiejący brunet
babcia sięga po nasz Dziennik on wyciąga Trybunę
i w sumie robi się jeszcze goręcej przez to
zacieram ręce i cieszę się jak dziecko
a propos ten jak dotąd anemiczny anioł wpatrzony w okno
już mnie czterokrotnie kopnął w kolano
i czuję, że jest dobrze znów mi
bo gniew trzepie mnie jak turystę białoruski celnik bez łapówki
nie zasnę
słyszę szemranego sprzedawcę co idzie przez korytarz krzycząc piwo jasne
robi się pasztet
a ja czuję, że mamy jeszcze szansę
póki po torach jeździ ten skansen
w pociągach jest styl
więc zamiast płynąć w innych prądach gdzieś by
utonąć ja wolę oglądać ten cyrk
i czuć się jak pasażer kolei polskich
słysząc aksamitny głos jakby bardziej swojski

Hehehehe proszę szanownego państwa zbliżamy się do stacji Szczecin Główny
betaaa mhmmmm ... bagaże chciałbym żeby państwo zabrali je z przedziałów
cję wcześniejszej emerytury.
Tak, koniec kariery, bo nie wiesz co to maniery.
Zawijaj się stąd, cieniasie na litość nie licz.
CHWDP, jak Pelson, Pele umarł.
Te ksywkę zapomnij już jutro- najgorszy burak.
Dziś niszczę Pelsona, niczym VNM Jimsona.
Nie potrzeba mi podwójnych, żeby cieniasa skasować.
Skoro liczą się słowa, to nie będę zbyt oszczędny.
Twój komentarz był zbędny, nie ugryzłeś się w język.
Wypij za błędy, spróbuj zacząć od nowa.
Nie dasz rady, bo znikasz ze sceny tak jak twój browar.
Zaczniesz szanować typa, który cię zniszczył.
Słaby raperze, no gdzie twoje skillsy?
Pelson, zabił cię Pejson, jak Bulls'a Mason,
Leży kurwisko, nie trafił w krzesło.
Bo nie wcelował, tak jak ze swoją kwestią.
Pod publiczkę zbyt często, mój rap - twoje przekleństwo!
Ewenement odstępstwo, od rapowej normy.
Nagrał trzy autentyki, przesłuchałem, żaden dobry.

Rap moją religią, na jej tle wojny nie będzie.
To jednak uprzedzam: przypierdole swoją kwestię!
Rap moją religią, na jej tle wojny nie będzie.
To jednak uprzedzam: przypierdole swoją kwestię!

Nie będziesz mnie pouczał jak mam wychowywać dzieci.
Przemądrzały Leszku, słuchasz? Czas cię oświecić.
Ty włóż kominiarę by ukryć brzydotę uszek.
Zdejmij czapkę i bluzę, jesteś 100% patusem.
Najmądrzejszy z polskich MC's, nie będziesz Talibem Kweli,
bo z wyglądu upodobnił się do chłopaka spod celi.
Gdybyś był taki jak w tekstach, szanować bym cię nie przestał,
ale, taki nie jesteś i to już inna kwestia.
Ten diss jest prezentem, chciałeś być el presidentem,
a zwyczajnie zamkniesz gębę, jak na trasie z 52 Dębiec.
Dziś Rysiu przy bębnie, który gra hymn zwycięski.
Czy czuję się lepszy? Tak! Bo jestem, wierz mi!
Beef to nie facebook, na kilogramy mam tekstów.
Na takich leszczy, molesterów i Leszków.
Koniec podtekstów, od dziś prosto w mordę.
Chcecie mówić o prawdzie? Ja dziś prawdę przyniosłem.
Nie zrobisz tej kariery, niczym Kazika grupa.
Nawet gdy zamienię ksywę tobie z Eldo na El Dupa.
Zbyt szybko zapomniał o swoich porażkach.
Chciał być być mądrym więc cały świat go nazwał:
"Przemądrzałym człowieczkiem", "zakompleksionym Leszkiem".
Zamknięty w czterech ścianach introwertyk wiedz, że
Potrafię cię zrozumieć, mogłeś Leszku się pogubić.
To jak być pełnoletnim i zacząć jarać szlugi.
Chcesz beefu, lecz nigdy w cztery oczy - słaba akcja.
Bym wszedł w to na maksa, inwestował jak w obligacjach.
Dobrze wiesz po "Man in Black" i "To mówią bloki" dwójce
Byłeś w czarnej dupie, zwyczajnie musiałeś umrzeć.
Obrońco tytułu, błagam, kto ci go nadał?!
W cztery oczy nie gadał, robił w sieci bałagan.
Dorabiając mi gębę, twoje "klik, klik" bezczelne.
Internetowy hejter w osobie Leszka, ległeś.
Noon był wkurwiony, zażenowany.
sesją zdjęciową Molesty w antykwariacie z płytami.
Zamiast ciemnej bramy, co wtedy pomyślałeś (co)?
Czy zdania swego producenta nie podzielałeś?
Ktoś w chuja przyciął, montują truskool z ulicą.
Kiedyś nawet nie gadali ze sobą, to mógłbym przysiąc.
Kolejny tysiąc, to część mego rozrachunku.
Idź pograć w piłkę z Arnim z 13 posterunku.
Mógłbym ci powiedzieć, że mam wbite w twoje pseudo.
Ale cytując ciebie, dam ci dziś liryczny wpierdol.
Jesteś wymoczek jak Mroczek, pod nosem klątwy mamroczesz (taaak).
Dziś cię umoczę, chciałeś diss? Masz , bardzo proszę!
Skarżyć to ty możesz, jedynie swojej matce.
Ja zapale swojej znicz, za ten punch znajdę cie (znasz mnie).
Być mądrym, a mądralom dla mnie to różnica znaczna,
A ty bądź studenckim bożkiem jeśli tego pragniesz, kasztan.
Moich rapów też słuchają ludzie wykształceni, z tym, że.
Moja muza jest dla wszystkich, nie wywyższam się, nie krzywdzę.

No i co, kochani? Samobójcy zostali rozbrojeni.
Porażka sezonu, porażka roku - Parias.
Pierdolony rozgardiasz.
Samobójcy, samobójcy... na księcia...
kupa mości panowie, kupą gówna.
Skocze se po browar do Żabki, ale może wam podrzucę ten browar.
Co? Zaschło w gardłach? Boli wiem, że boli
RPS was pierdoli... RPS to pierdoli
Możecie se nagrywać Kurwa całą bandą w 30
RPS to pierdoli Poznańskie Księstwo
Macie frajery
Weźcie zatkajcie sobie te kurwa rozprute społeczniarskie dupska tym
To nie Zielona Góra STOP przemocy
Powinęła mi się noga i zapłaciłem
A wy co kurwa??
Co to kurwa jest polowanie na czarownice?
Szukacie winnych? czujecie się lepsi?
A PIEPRZYĆ TAKICH LESZCZY.

1. Chada
Masz tu uliczny hardcore i wiesz co jjest 5
Możesz nie wierzyć w życie, my nie wierzymy w śmierć
Jak chcesz to leć ponad poziom chodnika
Lecz życzę Ci chłopaku byś ścierwa już nie tykał
Chada, Sobota - spływa po nas krytyka
Od zawsze u dzieciaków i w sercach i głośnikach
Jestem zepsuty - potwierdza to liryka
Wyszło na to kochanie, że źle wybrałaś typa
Ciągle oddycham, na życie mam apetyt
A z nami skurwysynu te najlepsze kobiety
One to wiedzą, że nawijamy z piekła
I nie chcą liczyć w sentymentach, lecz w centymetrach
Zakańczam spektakl, to kurwa koniec
Pierdole te docinki i złośliwe ironie
Na mikrofonie wjeżdżamy na twój rejon
Rap dedykuje ludziom, dealer'om i złodziejom

2. Chada
Na tych osiedlach ulica zbiera żniwo
To tu mam swoich ludzi, co wciąż idą na żywioł
Mówię o typach, na których codzień liczę
Nie jakieś kurwy w stylu 'nadstaw drugi policzek'
Prawdziwe życie, nie teatr marionetek
To tu dzieciaki kradną i wąchają tą fetę
Otwórz gazetę i uważnie poczytaj
Sporo się o nas dowiesz w policyjnych kronikach
Serdecznie witam, nie pytaj mnie dlaczego
Choć teraz się uśmiecham, wzrok mówi co innego
To kurwa koniec, podpalam wszystko w pizdu
Kurtyna prawdy spada, my pełni optymizmu
Idziemy przez te zgliszcza, a moje serce krwawi
Wciąż na krawędzi wojny - mogę przyjść i cię zabić
Bóg błogosławi, my ciągle po swojemu
Nie dziewięćdziesiąt dziewięć, lecz tysiące problemów

3. Sobota
Znów uliczny projekt - Sobota, Chada
Dla ciebie to koniec, już puls sobie badasz
Jeśli nas nadasz, kurwo Ci biada
Upadasz, nigdzie się nie poukładasz
Więc zważ co gadasz kolo i komu
Bo psychofana możesz mieć w domu
Będzie żenada i zamiast ci pomóc
To tylko ziomuś wpędzi cię do grobu
Rzucam na bit znowu i znowu
To przystwarza mi kolejnych wrogów
Jeden z nałogów, któremu dam upust
Strzelam do twych Bogów, już czuć odór trupów
Stuku, puku, akuku. Zdziwione?
To napad, nie sapać i nie tym tonem
W górę ręcę, chcę widzieć wszystkie dłonie
Kto nie jest z nami z tym koniec !
Analogia feat. Sokół, Fu, Peja - Byłem pewien

[Rdw]
Pożyczyłem kwit, bo koleżki byłem pewien
Ufałem kobiecie, dlaczego w sumie nie wiem
Młody byłem tak żyłem, że byłem pewniejszy świata
Mijają lata nauka wpada
Kiedyś byłem pewien, że dane
Słowo jest najważniejsze
Że miłość to uczucie jest największe
Dziś wiem, że agresji w człowieku może zebrać się więcej
Byłem pewien jednak już nie jestem
Byłem pewien trochę wcześniej teraz oficjalnie
Wole mówić nie mam, nie wiem, nie chce
Znów ze smutkiem w dół spoglądać
Ziemia zmienia swój kształt nie jako kula, lecz w ludziach
Byłem pewien żyjąc tutaj, że nie można zginąć za nic
Że najbliżsi nie mogą ranić, że trzeba ufać sobie pomagać
I ze sobą nie walczyć
Że tak żyć można i doczekać końca
Byłem pewien, lecz nie umiem już tak na świat patrzeć
Bo kolejna opcja weryfikuje cała sytuację
Bez wstydu?? znam które otrzymałem i otrzymuje dalej
Nie zawsze mając rację
Żyję tego jestem pewien
Boże prowadź gdy już nie mogę, gdy wątpię, gdy już nie chcę

Wierze, że rozczarowanie
Nie zabierze mi wiary
Choć wokół obłuda
Błędne przekonania pokazało życie
Wiem, wiem toniemy w brudach

[Peja]
Będąc pewny swoich racji na bank żyje się łatwiej
Lecz uważaj bo przez zbytnią pewność wylądujesz na dnie
Byłem pewien nie kradłeś, nie zdradziłeś – źle nie życzysz
Coraz mniej jest tych wariatów jak Hosel lojality
Byłem pewien, że sukces w zasięgu ręki
Że bez interesów funkcjonuje pomoc za podzięki
Że nie dla sum na kontach ten beatmaker łączy dźwięki
Że nie po to rap nagrywam by piszczały panienki
Byłem pewien, a teraz lęki zamiast pewności
Siebie byłem pewien, nie zawiedziesz mnie ja ciebie
Nie skończę na glebie, chciałem samemu se ufać
Ile razy dla spokoju ducha miałem się oszukać
By sumienie mnie zmęczyło gorączkowych myśli
Byłem pewien, że ten wyścig nie dla mnie jest
Że wszyscy są ze mną nie przeciwko
Że życie jest dziwką
Że nie jest rozrywką, a przeważnie rozgrywką
Że aż tak mi będzie przykro gdy kolejny raz rozłąka
Że nadejdzie ten moment kiedy odrzucę ziomka
Że nos zmęczę tylko raz i nie więcej
Byłem pewien jak tego, że wysiłki przy muzyce nadaremne
Że to co jest we mnie tego nikt mi nie odbierze
Że się nie wypalę mówię szczerzę wciąż wierzę
Jestem pewien choć pewników coraz mniej w moim życiu
Zwariowanym jak czasy w którym przyszło nam się zmagać
Jednego jestem pewien będą nadal

Wierze, że rozczarowanie
Nie zabierze mi wiary
Wierze, że rozczarowanie
Nie zabierze mi wiary
Choć wokół obłuda
Błędne przekonania pokazało życie
Wiem, wiem toniemy w brudach

[Sokół]
Byłem pewien ja wiedziałem, że tak będzie jak Włodi
I nie wiem czemu miałbym zwątpić
Pomyśl kiedy ludzie są naprawdę silni
Kiedy wierzą w siebie czy kiedy wierzą w nich inni
O tym usłyszysz na WWO 3
Teraz mówię, że byłem pewien tak jak Ty
I nadal jestem co najważniejsze
Wiem, że ma miejsce dla mnie i serce
I w moim sercu jest miejsce ich
Nie zwątpię, nie odbiorę im sił
Jestem pewien i życzę tego wam
Że mimo sporów nie zostanę sam
Zip Skład zawsze unikam chały
Czasami musze ludziom powtarzacz banały
Bo zaniechali wzajemnej wiary
I zapomnieli, że ludzie nie są idealni
Wybaczenie to podstawa mych wierzeń
Zwątpienie największym z przekleństw
Skarbem ludzie, którym możesz ufać
Martwym ten, który nie ma ducha
Chcesz to złap bucha, chcesz to jebnij kreskę
Chcesz to strzel sobie w łeb, chcesz to zrób coś jeszcze
Jestem pewien Zip Składu co Ty na to Fu?

[Fu]
W życiu naszym są różne etapy
Mamy na to wpływ lub sumienia straty
Silne więzi nie zerwą nawet stalowe kraty
Pomórz mi to ja pomogę z chęcią Tobie
To szczera prawda zawarta w moim słowie

[Sokół]
Nie ma wśród nas mentalnych bliźniąt
Każdy z nas wybrał drogę inną
Nasz czas nie minął on jeszcze nie nadszedł
To samo do reszty przyjaciół i do Ciebie skarbie
Jestem pewien i będę zawsze [x4]

Wierze, że rozczarowanie
Nie zabierze mi wiary
Choć wokół obłuda
Błędne przekonania pokazało życie
Wiem, wiem toniemy w brudach
[Abradab]
.. Czy ty?
Myślisz ze wejdziesz na wejście synu? Jesteś w błędzie nic nie pędzi oprócz rymu RRRRryszy jak na kolędzie proszę to orędzie numer 2, aaa, P-F-A mówi reszta cichosza znów, aha, no bo bajeczka z morałem a jakże przecież zawsze taki, patrz. A o czym będzie dzisiaj? Czytam bądź żeś ciszej.(Ćśś) Cisza w drugim rzędzie no bo proszę zabrzmię, nie zadrwi ze mnie nikt, bo jestem super oryginalny, z prędkością super gwiazdy, spadam prosto na głowy młodych więc módl się MC, jeśli słyszysz w tle dobry bit to znaczy że jest D-A-B, sprzedaję swój styl możesz zabrać go do domu.

*Wiem po co mówię, czemu mówię to i komu*

Kontroluję cię, sprawdzam każdy ruch na scenie kleję z tobą nitki i realizuję krótki plan roszerzenia działalności na szersze częstotliwości, rymy składam rymy gram, na szablony i szufladki sram, więc posłuchaj sam, może coś do powiedzenia mam.
Minutka rymu, czy to zrobić trudno jedni mówią skądże po czym kleją.. U, to zarówno tak proste jak drutno chyba ze rymem zdobiesz.. gówno. Ja się nadal nie bawię, rymować potrafię to lubię nie zgubię bo dobrze mam czuję lepiej będzie w głowie potem ktoś mi powie że to tylko powiew, lub coś tam, ja sprostam zadaniu które MC stawiają, frajerzy i pozerzy wymiękają, to jest twarda rozgrywka dla maminsynka, chwila dobrej sceny jest już bliska, potem hip-hop na lodziskach, klubach już ciska od ludzi powodzi a każdy, dobrze, wie o co chodzi a-ha ha, Tak! Więc łap za mikrofon i pomóż mi to zrobić. Orędzie D-A-B. Im więcej MC tym więcej H-I-P-H-O-P.

*Wiem po co mówię, czemu mówię to i komu* x 9
Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom

1. Przez stumilowy las stuwersowy trans psuje domy z kart,
A kto na szlak wlazł nie wróci na czas tam skąd przylazł,
Żadna siła tego nie powstrzyma, to styl co zabija i ciemna gęstwina,
Tablica w napisach:
"Omijaj, nie wkraczaj, bo stąd się nie wraca, zawracaj, uważaj,
Panuje tu magia, grasuje tu wariat,
Buduje tu plagiat i gra świętokradztwa,
Pilnuje matactwa i pluje na prawa,
Gustuje w potrawach na żabich przyprawach,
Odprawia swe chamstwa w ofiarach na balsam,
I knuje i snuje on i jego dom..."

Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom

2. Czarny czarodziej, sędziwy kołodziej, niegodziwy złodziej i z cukru ten dom,
Co wabi Cię miodem, byś skończył tam podle, to diabeł na miotle Be U KA i tron,
Na którym zasiada i ludzi okrada, zabiera uczucia buduje swój dom,
I w wersy je wplata i skarbiec posiada, artefakty ma tam i marszczy swą skroń,
To diabeł, to szatan, piroman i zdrajca, piekielny pustelnik, nekromanta, ogr,
Raz na dzień dostarcza mu wioska wciąż jadła, bo inaczej nawiedzi także i ją

Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom
Raz raz raz raz
Posłuchaj chłopak

Kasa rzadzi wszystkim oprócz mnie
Banki kredytowe karty
Super oferty zniżki korzystne raty
Sa tacy co nawet miłosć potrafia rozmienić
Zamieniaja ja na dolary marki jeny pln-y
Ej stary popatrz w lustro
Masz na siatkówce dolary i głowę pusta
Sprzedałes mózg razem z osobowoscia
I teraz ten papier jest jedyna wartoscia
Te rzeczy rzadza ludzkoscia
Bo można kupić miłosć szacunek
Co z tego że ktos kupi miłosć głupich
Jak oni odejda to znów innych kupi
Nawet dzieciaki już licza mamonę
Co drugi zachowuje się jak pierdolony Don Corleone
Proste biednemu zajebista laska posle usmiech
Bogatemu zrobi sniadanie po tym jak połknie
Bo zobaczy forsę
Okrutnie puste
Dla mnie też
Ale wiesz
Wielu gania szczury bo maja cash
I chca być modni karty klubowe biznesy
Brancze szastanie hajsem modelki drogie auta
Powachaj ta forsę
swiat popierdoliło przez pieniadze

Pozornie (złudnie) wszystko zdaje się proste
Jak masz pieniadze to masz też progres
Duchowy rozwój czy materialny postęp
Być więcej wartym czy być coraz droższym
Mocne więc sobie przemysl ponownie
Życzę ci żeby cię życie obdarzyło chojnie
W sposób który sam wybierzesz na spokojnie
Roztropnie skromnie i niezbyt pochopnie
Pozornie (złudnie) wszystko zdaje się łatwe
Jak masz flotę to masz wszystko dużo warte
Maniury drzwi konta rachunki otwarte
Też tego chcesz ten tekst nie jest żartem
Pomysl przecież ja też chcę pieniędzy
Lecz w zdrowej równowadze do duchowej wiedzy
W tym swiecie bez obłudnych rzeczy ciężko przeżyć
Hajs łatwo sprzeniewieżyć a duszę spieniężyć
Pozornie (złudnie) wszystko zdaje się...

Zawód syn córka mam tatę i mamę i ciagnę kase
Bawię się i korzystam póki czas jest
Oszaleliscie to nieuleczalny szajs niestety
Bo teraz to szeleszczace gówno to priorytety
Ej zrozum mnie - nie mam nic do sałaty
Ale jesli ona wynika z pracy
Friko - pierdolić friko
Wiem jak jest być pustym pieprzyć to
Mam te cyfry ale zarabiam je na czysto
Zostaw to słuchaj nie kojarz rapu z matryca
Nie dałem nigdy wiary muzyki krytykom
Zawsze swoje w sumie drugi raz to mówię
Ale widocznie częsć z was jeszcze tego nie rozumie
Hej sam nic nie zmieniam generuję rozwój
To tylko zależy do jakich pieniadze trafia osób
Ja mam swój sposób pomyalcie
Kasa kasa wielu się wyprze
(Kali)
Się na mokro sypie wódka, historia nie krótka
Się najebałem, słabo kumam, ale chuj tam
Faza chultaj, weź się tam nie pultaj
Cokolwiek się wydarzy to już nie mija kulpa
Ja i moja grupa lecimy aż do trupa
Dopóki gra tu nuta - kręci się dobra płyta
Palimy jak huta, dziś na bok - straty, zyski
Sory koleżanko, ale mi moczysz w bani cycki
Melanż przede wszystkim, lecimy po bandzie
Każdy idący na to coś dla Siebie znajdzie
Ja mówię "Jazz", wy mówicie "Lolek"
Ja mówię "Kira", wy mówicie "Polej"
Ja pierdole, mordo ale bania
Za tych co nie mogą odpalam szampana
Nie poddamy do rana tego melanżu ziomek
Dawaj ze mną refren, jeśli jeszcze możesz !

Ref.:
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla la lajla lajla, ooeeoo ! [2x]

(SOB)
ESSA !
To kolędnicze bragga, nie domagaż przewaga
Zombie plaga na dragach, a ty czym się wspomagasz
Nie ma co zbytnio gadać - ESSA na flagach
Uwaga w bani bałagan, czekam na brawa
La La Lajla - jak gwiazda rocka
Ma ferajna - domówka, plener czy lokal
Sos zagarniam i na spodniach mam jej brokat
A chuj, że to czwartek jak jest już Sobota
A na wsio rawno płynę aż na dno
Dymem, płynem napędzam swój tłok
Tak to ESSA krok, tracę wzrok
Żegnam rzeczywistość witam mrok
W sam ryj Spółdzielnia na turbo obrotach
SZ-N, KRK - chirurgiczna robota
Serce już Ci migota, a powinno furgotać
Mocniej, szybciej, więcej, La La Lajla - tylko tak !

Ref.:
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla la lajla lajla, ooeeoo ! [2x]

(SiwyDym)
Ta melodia w duszy gra mi, kiedy ziomal kruszy gramy
W melo po uszy wjebani, nie dogoni nas nikt
Procentami napromieniowani, po nich zachartowani
Płyniemy na fali, w domu nie zbudzi nas świt
Siwy Dym ! S do I do L do S do I A
Czasem to rarytas wodą z ogórków zapijać
Czasoprzestrzeń zaginać, słodko-gorzki smak życia spijać
Weź najpierw go pośliń, beeatch !
Dopóki stąpamy po tej ziemi to pewnie przemyt nie umrze
A żona prezesa Polmosu się leni w drogim futrze
Ty ucz się na błędach głupcze, gdy nad ranem groźnie wkurwia
Albo idź do kibla, włóż łeb i mocno dociśnij spłuczkę
W oceanie trunków i różnej maści używek
Jak trans-kontynentalny prom - płynę tysięczną mile
Halny zawiewa z doły, z góry czuję morską bryze
Z Krakowa po Szczecin przez Siemianowice kielon idzie !

Ref.:
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla la lajla lajla, ooeeoo ! [2x]
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo