Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wspomnieniom nigdy precz Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest skąd jest o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz Staszica Story bierz (wiesz)

Nie w tempie szaleńczym chociaż z nędzy do pieniędzy
To nie trwało to chwilę niczym kinowy seans
Długa wyboista droga po sztukę nie na pokaz
Rychu Peja w trzecim roku nowej ery będąc szczery
Prawda o samym sobie i o życiu do cholery
Tyle rzeczy i zdarzeń schwytanych straconych marzeń
Tyle chwil i skojarzeń próbek myśli ofiarze
Zbrodni i karze monotonna egzystencja
Herosi z okolicy z którymi mam przymierza
Już wiesz do czego zmierzam nie zwykły bieg wydarzeń
Ja grom nie liczę sparzeń jestem Rychu nadal marzę
Jak na schodach u szewca Rychu ulicy piewca
Wali z kilem morderca i częstuje ludzi hajem
Robić rap z jajem freestyle'ować nie przestaję
Kolejny dzień nad ranem biedny czas lecz serce radę
Bo z każdym darmozjadem Rychu dzielił niedolę
*****ić niewolę sami stworzyliśmy getto
Tubylcy ich piekło tu zdarzyło się nie jedno
Turyści nie wskazani bez mapy zagubieni
Gdybyście wiedzieli ilu tu walecznych ludzi
Nie raz nudy nikt nie nudzi te obchody po dzielnicy
Jak ja, Wrosz i nędznicy nawiązuję do przeszłości
Do życia w skromności do przynależności
Wszech ogarniającej złości która pozbawia radości
Mały dzieciak pod piwoszem zbierał grosze na słodycze
Nie udaję, że nie widzę, nie udaję, że nie słyszę
Ledwo dyszę, ale mam coś tylko nie wydaj na browar
Żeby z fajką się małolat po kątach nie chował
I nie próbuj gadać kumplom ,że mam przy sobie towar
Pod sklep podbijam (ziomal) tu każdy mnie kojarzy
Widok znajomych twarzy z moich zrujnowanych okien
Dziś sklep już nie istnieje tak samo jak me lokum
Z boku obserwuję zmiany nieco podłamany
Gdzie na lepsze pytam z administracji chamy
Co drugi rdzenny człowiek został wyeksmitowany
Pozostali nieliczni sprawiedliwość społeczna
Mega ***** ciota Wiesława Magnuszewska
Znasz mnie od dziecka lecz uważaj przyjdzie kreska
Ile razy mnie sprzedała twa rodzina kurewska
Na psach w prokuraturze *****ysynu jesteś tchórzem
Robiłeś po gaciach sam na sam w zniszczonej bramie
Ja mam ulicy znamię, a ty *****o masz przesrane
Skończysz jak zdrajca nie jak męczennik na krzyżu
Biblijna Staszica ja zamieszkam w Paryżu
I życzę wszystkim bliskim którzy złapali odciski
By wyrwali się z siedliska biedoty i zgnilizny
Pozdrawiam znane gęby ja nad morzem śródziemnym
Tego życzę każdemu, by powiedział stop nędzy
Tego życzę każdemu, tego chcę niczego więcej

Wspomnieniom nigdy precz Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest skąd jest o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz Staszica Story bierz (wiesz)

Wspomnieniom nigdy precz Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest skąd jest o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz Staszica Story bierz (wiesz)

I jeszcze tu wrócę będzie cash kupi e mą dzielnie
Jak master z no limit Rychu postąpi dzielnie
Nie zabronisz mi marzyć o was myślę codziennie
Siedząc z wiksą na alejce odwiedzam jedno miejsce
Chcąc wykazać się gestem dla was to jest ważne
Wsłu*****ecie się we własne życie, życie właśnie
Mój zapał nie zgaśnie nikt nie ma do mnie żalu
Że nie ma mnie na balu, że teraz na legalu
Że czasu za mało nie jestem stałym elementem
Jak przy nie zmienia się nic byłem JE Rezydentem
Dobrze wiesz że nie uciekłem musiałem znaleŹć dom
Zbudować dla kobiety i rodziny mocny schron
Pe nie gówniany dom raczej złote dziecko szczęścia
Co z nie szczęścia czyni dobro i nadzieje daje
Wiesz jak kawałki to tracki obserwujesz mnie jak żyję
Patrz nie utyłem złotem się nie obwiesiłem
(Mam auto *****) jeżdżę autem jak zamówię
Tygodniowo na taryfy spokojnie wydam stówę
Nie połówę jak kiedyś wchodzę witają zgredy
Pe dorzuca monety, bo tak musi być niestety
Mam priorytety wady i zalety też wiesz dobrze wiesz
Rychu Peja alians weŹ cash, bierz co chcesz, weŹ
Jestem żywym dowodem, że możesz jeśli chcesz
Więc obudŹ się wstawaj będę krzyczał jak Danzel
It's working to działa, włącz sprzęt, a przybędę

Wspomnieniom nigdy precz Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest skąd jest o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz Staszica Story bierz (wiesz)

Wspomnieniom nigdy precz Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest skąd jest o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz Staszica Story bierz (wiesz)
Ona jest piękna, ona jest piękna
Piękna i bestia, piękna i bestia
On jest jak bestia, on jest jak bestia
Bestia i piękna, bestia i piękna
Ona jest piękna, on jest jak bestia
On jest jak bestia, ona jest piękna

Ona z dobrego domu, wychuchana przez rodziców
Żyła w złotej klatce, nie wiedziała nic o życiu
Miała wiosen 17 Audi TT 2.1 i Nokię x7, średnia ocen 5.1
Wszystko dla picu, cała garderoba Gucci
Jakby mogła to by jadła pozłacane chrupki
Balsam do dupki, osobny niż do pipki
A siana ma jak krówki, bo jej stary to Kingpin
Dobra dosyć kpin, ona jest przekochana
Elokwentna, wychowana, słodka jak Hannah Montana
Delikatna jak niemowlę, czysta jak poranna rosa
Nie znała smaku wódki, seksu ani papierosa
Śniła o księciu, co dzień marzyła z rana
Chciała poczuć jak to jest, bo nigdy nie zakochana
Ciągle czekała, na swego księcia czekała
A przewrotny los podesłał jej nie lada pana

Ref.
Ona jest piękna, on jest jak bestia
Niebo i piekło, piękna i bestia
On jest jak bestia, ona jest piękna
Piekło i niebo, bestia i piękna

On już od małolata wychowany przez ulicę
Czuł na własnej skórze brutalnie co znaczy życie
Miał jesieni 29, pół automat Glock 9 kul
Z artykułu 9, pierwsza pajda w 99
Wyglądał niedbale, jakby z marnej potańcówki
Na śniadanie byle co, popijał to banią wódki
W głowie mu dupki, i ciągle nowe pipki
Adrenaliny dawki, zarobek gruby, szybki
Dobra bez spinki, mocny chłop bez gadania
Bezpruderyjny, zły, gorzki jak Tony Montana
Twardy jak kamień i ostry jak Cosa Nostra
Wiedział jak smakuje krew, i koka spływająca z nosa
Zapomniał co to marzyć, wyplewił z siebie uczucia
Był ciekawy jak to jest, doświadczyć amora ukłucia
I choć nie szukał żadnej baby na stałe
To ten przewrotny los podesłał mu nie lada damę

Ref. x2
Ona jest piękna, on jest jak bestia
Niebo i piekło, piękna i bestia
On jest jak bestia, ona jest piękna
Piekło i niebo, bestia i piękna

Pewnego razu samotnie wybiła na zakupy
Bo podobno na przecenie są z aligatora buty
Poszła na skróty, no bo z autem ma kłopoty
Może nie odpalił, bo zamiast benzyny wlała ropy
Koty za płoty, kroczy dama przez osiedle
Krążą ploty, że to środowisko jest kryminogenne
Już wróży kłopoty, bo złamała jej się szpilka
Przecież za parę złotych taryfą by była chwilka
Owieczka w lesie tyka, już w oddali widzi shopping
Gdy zza winkla wyskakują ogry, ograbić chcą z floty
Łapią ją za papiloty, zalatuje od nich brązem
Jeden chyba umiał mówić wydukał (DAWAJ PIENIĄDZE)
Już czuła że to koniec, czuła, że traci przytomność
Gdy niespodziewanie z ratunkiem przybył jakiś jegomość
To dla niej już za wiele, osuwa się i mdleje
Z myślą, że to Robin Hood co zamieszkuje owe knieje

Ref. x2
Ona jest piękna, on jest jak bestia
Niebo i piekło, piękna i bestia
On jest jak bestia, ona jest piękna
Piekło i niebo, bestia i piękna

Gdy się wybudziła już wiedziała, że to on
Przenikliwe spojrzenie, charyzma, mocna dłoń
Gdy on poczuł woń lawendy i piżma
Zapulsowała skroń, serce radośnie gwizda
I stoją tak, zapatrzeni w siebie jak w obrazek
Ta delikatna kobieta i doświadczony facet
Poczuli fazę ku sobie w oka mgnieniu
Może sobie obcy, może razem w poprzednim wcieleniu
Ku zdziwieniu popatrz na nią i na niego
Niebo spotkało piekło, piekło spotkało niebo
Nie pytaj dlaczego los płata takie figle
Na tym polega piękno, miłości zawsze żywej
Przeznaczenie jest ogniwem a serce nie sługa
Czasami dwie różne połowy pasują jak ulał
Ich droga będzie długa, czy krótka, tego nie wiem
Dalej za mnie będzie pisać życie, bądź tego pewien
[Pawlak]
Nigdy nie byłem wrażliwy
Byłem w pełni prawdziwy
Nie płacze nad losem osób, które dostały ciosy
Mam sposób osobiście unikam rozgłosu
Nie oceniam, oceniają wszyscy wokół
Gatunek zwierząt – prawie ludzie,
Prawie niebo jest na ziemi,
Jeśli hajsu masz w chuj w kieszeni, He he
Albo więcej, za kratkami młode ręce
Kogo to obchodzi młodzi, biedni, bezlitośni
Przyjaciół trzymaj blisko, wrogów jeszcze bliżej
Gdy upadniesz nisko wokół masz cisze
Niejeden stary kumpel okazał się starą kurwą
Życie jest prostytutką, mówi się trudno
Świadomość istotna zdrada bywa okropna
Wypijmy do dna, by najdalej była od nas
Kogo to obchodzi? Nadal tylko nas
Rada nic się nie zmieniło przez ostatnie 10 lat

[Kajman] x2
Co jest z nami? Gdzie się podziała nasza wrażliwość?
Zjemy się sami podjudzani przez chciwość
Dlaczego mamy tak mało wiary w siebie?
Co to za żywot? Skoro jesteśmy niewidzialni, niewidzialni tylko

[Kajman]
Koniec, no i co teraz powiesz?
Ilu podniesie rękę kiedy spytam kto idzie na pogrzeb
Paru kumpli, rodzina [?]
Już teraz rób bilans, bo stypa zabierze ci portfel
Ty! Kogo to obchodzi, że ty krzyczysz w nocy
Zamykają drzwi, śpią sowy
A gruchot głowy o beton przyjmuje ulica
To jak szybka pomocy mowy, a w odpowiedzi cisza
Zdychaj! Każdy przejdzie obok
Nikogo nie obchodzi twój żywot
Jak robot popatrzy pójdzie swoją drogą
Ma na pewno więcej zmartwień,
Niż być ochotnikiem twojej sprawy
Takie jest życie, tacy są ludzie – przekmiń
A ludzi taki system stworzył naszą naturę
Jesteśmy niewidzialni, niewidzialni tylko
Ja daję iskrę, zimny wody na łeb kubeł

[Kajman] x2
Co jest z nami? Gdzie się podziała nasza wrażliwość?
Zjemy się sami podjudzani przez chciwość
Dlaczego mamy tak mało wiary w siebie?
Co to za żywot? Skoro jesteśmy niewidzialni, niewidzialni tylko
[Kajman] x2
Widzisz ten syf? Pytam cię, ej!
Kogo to obchodzi?
Czy jesteś zły? Pytam cię, ej!
Kogo to obchodzi?
Nie masz perspektyw? Pytam cię, ej!
Kogo to obchodzi?
Wyjrzyj z tej biedy! Pytam cię, ej!
Kogo to obchodzi?
A inni tracą dom.
Powiedz, kogo to obchodzi,
że głodni są?
Powiedz, kogo to obchodzi,
że nie mają nic do stracenia plują krwią?
Nie ma przebacz, to jest tak, to jest tak.

Wiem…
Chcesz mi zaszkodzić chcesz mnie pogrążyć
Słodkie uśmiechy tego nie kupię
Chcesz mojej zguby - po moim trupie

Nie wchodŹ tu z butami moje życie to mój biznes
Nawet pewnie nie wiesz że rozdrapałaś bliznę
Czemu mnie śledzisz wbrew mojej woli
Ja o tym piszę bo to mnie boli
Teraz już wiem milczenie jest jak złoto
Dlaczego każda dupa zawierza wszystkim plotom
Po co wydzwaniasz do ludzi i ich pytasz
Na każde z twoich pytań odpowie nasza płyta
Ty mnie oceniasz choć nie poznasz z bliska
Masz tylko psa więc żal Ci dupę ściska
Już wiesz co u mnie i co mam w domu
I nadal pewnie twierdzisz ze chciałaś mi tym pomóc
Też dobrze wiesz co znaczy w życiu pusto
I nie masz już dla kogo codziennie patrzeć w lustro
Tu płyną łzy kiedy ty się śmiejesz
Na lepsze jutro zawsze mam nadzieję

Chcesz mi zaszkodzić chcesz mnie pogrążyć
Chcesz bardzo wiedzieć co na mnie ciąży
Słodkie uśmiechy tego nie kupię
Chcesz mojej zguby - po moim trupie [x2]

Mam tego dość nie chce już więcej
Dlaczego obcy ludzie wciąż patrzą mi na ręce
Poznałem życie więc cię wyczuję
Hej siemasz szpiegu dzwonisz i knujesz
Chcesz złożyć plan a nie masz ujęć
I nigdy się nie dowiesz co tak naprawdę czuję
Czym się zajmuję czego żałuję
Co robię co szanuję i co mnie prześladuję
Po co się wcinasz i w moim życiu szperasz
Już bardziej nie zaszkodzisz mi w moich papierach
Moja ulica tu zna mnie każdy dzieciak
Nie taka jak ty pierwsza nie druga nie trzecia
To moje słowa u Ciebie za nie wiszę
Ale bądŹ pewna że pod tym się podpiszę
Uważaj za plecami czyha ścierwo
Uważaj ja mówię to na serio

Chcesz mi zaszkodzić chcesz mnie pogrążyć
Chcesz bardzo wiedzieć co na mnie ciąży
Słodkie uśmiechy tego nie kupię
Chcesz mojej zguby - po moim trupie [x2]

Na zewnątrz anioł a w środku wróg
Wbił by nóż w plecy gdyby mógł
Sama zaczęłaś więc nie mów mi przestań
Miasto mówi - zdolna do kurestwa
Znasz to przysłowie - winni się tłumaczą
Czy moje słowa dla ciebie coś znaczą
Chcesz mi zaszkodzić chcesz mnie pogrążyć
Dobrze wiem szmulu do czego dążysz
Na ustach miasta widzę w tym problem
Wy chyba wszystkie jesteście w tym dobre
Dla mnie wygodny nie jest ten temat
Ty masz to w genach
No i co ? To jest Chada
Masz jakiś problem
No kto by pomyślał
Takie jesteście solidarne

Chcesz mi zaszkodzić chcesz mnie pogrążyć
Chcesz bardzo wiedzieć co na mnie ciąży
Słodkie uśmiechy tego nie kupię
Chcesz mojej zguby - po moim trupie [x2]
KALI I MERCEDRESU WSPÓLNIE:

" Bo ten przekaz , nie dla mas
tylko dla tych co jarają cały czas
nie koka , nie hera , nie kwas
wystarczy mały buch " ( więc )

KALI REFREN:

" Jeden buch z fajki wodnej odmula
więc zaprzestań papierosy palić
czemu nie chcesz jarać skuna z fajki
oj widze , że twe oczy nazbyt są wytrzeszczone
Jeden buch z fajki wodnej odmula
więc zaprzestań papierosy palić
czemu nie chcesz jarać skuna z fajki.. "

KALI:

" Siemasz kwiatuszku prezentujesz się konkretnie
shiva , shiva pachniesz ponętnie
zajmę się tobą chętnie troche ciebie życiem tętnie
chłone cię skrzętnie , potrzebuje permanentnie
w kreacji OCB robisz grubą furorę
towarzystwo twe więzieniem karane
kto cię spróbował raz nie przejdzie obok obojętnie
Nie ma takiej siły by nam palić zabronili
my te topy wciąż kruszymy tak od wielu lat
powiedz im by odbili by nam palić nie bronili
swego ducha tym karmimy w bongu ganja a nie crack
więc jaraj.. jaraj ..jajajajaraj ! "

KALI I MERCEDRESU WSPÓLNIE REFREN

MERCEDRESU:

" Witaj znów skarbie twój czar z nóg mnie powala
tobą się karmie , ty spać mi pozwalasz
zaczynam z tobą dzień jak cień za mną jesteś wszędzie
nim księżyc wzejdzie spalimy się zupełnie
jaram się tobą i wzajemnie od lat jaram cię
z ziemi powstałaś a znów w popiół obrócisz się
raz spróbowałem nie przejdę już obok obojętnie , nie , nie "

MERCEDRESU REFREN:

MERCEDRESU:

" Więc jaraj.. jaraj.. jajajajaraj.. ooooo jaraj
nie ma takiej siły by nam palić zabronili
my te topy wciąż kruszymy tak od wielu lat "

KALI:

" Powiedz im by odbili by nam palić nie bronili
swego ducha tym karmimy w bongu ganja a nie crack "

KALI I MERCEDRESU WSPÓLNIE:

" Bo ten przekaz , nie dla mas
tylko dla tych co jarają cały czas
nie koka , nie hera , nie kwas
wystarczy mały buch "
[Cira:]
Małolaty i starszyzna, bataty i szarzyzna
browaru kraty na boiskach to był klasyk przyznaj
pizgam jak opętany latami dzieciństwa
freestyle nad ranem i graby na gramofixach
gry: dwa odbicia, siódemki, jedno podanie
bojo na zwierzyńcu i meczyk, pozamiatane
talenty z tamtych lat, talenty rodem z filmu
teraz podłe patenty, alimenty i delirium
pilnuj się dzieciak, łatwo przechylić szalę
przepowiednie-bumerangi na bani zrobiły szaber
żaden z tych, co kozaczyli najbardziej
nie wychylił się na prostą, mówi o nowym starcie
łapcie czas, który ze wszechmiar ogarnia
kiedyś małolaty a dziś stara gwardia
łapcie ten czas, który nas dokarmia
kiedyś małolaty, a dziś stara gwardia

[Miuosh:]
nie muszę wciskać rewind, przewijać żeby o tym wiedzieć
zlepek bloków i ludzi wokół z tradycją jak Wedel
to samo w innej butelce, moja ławka, moje miejsce
siedzę, ta sama gadka, dla nas Ronaldo był tylko jeden
reszta się zmienia, chuj że mieliśmy marzenia zawsze,
ręce opadają jak powieki po flaszce
każdy bierze wdech kaszle - ja wypluwam słowa
inni mieli mieć łatwo bo to ja chciałem rapować
od nowa od rana to samo, no chyba że masz na noc
ci z tamtej ławki rzadko się rozpoznają
werwę z nas wycisnął zajob
nie ważne gdzie chciałeś dotrzeć, ciągle w boksach trzymają nas
czas nie staje jak u Bisza, pogoń to zwyczaj
wyciągnij ręce i chwytaj daje ci ten chłód
to co przeżyłeś czasem znika, na pustych ulicach,
Katowice, ludzi widzę, chce pamiętać takie życie tu

[Hukos:]
Magia liczb, 23, chciałem być jak Jordan.
Miałem talent, ale do wódki i jointa.
Ilu zmieni czas w Adamów Miauczyńskich?
Ilu z nas, mimo braku szans ma geny zwycięzcy?
Tyle różnych dróg, nawet nie ma dokąd pójść,
na każdej z nich stare ślady naszych stóp.
Maciek był skurwysynem, dokuczał mi w podstawówce.
Przestał, jak dostał w pierdol na męskiej solówce.
Spotkałem Anię, najlepsze cycki na osiedlu.
Widzę- piękni ludzie starzeją się bardzo brzydko.
Za blokiem boisko powoli zarasta trawa.
Jak było za dzieciaka, przy kielichu wracam.
Wtedy widzę wyraźnie jesteśmy zwierzętami.
Walczymy o mieszkanie, pokarm, dostęp do samic.
Wiatr zmian na lepsze rzadko wiał w naszą stronę.
Uwikłani w historię, pokolenie stracone.

[Onar:]
Słyszałem już o tym tysiąc zwrotek, sam napisałem kilka,
wiem chłopie, mija czas i nie smakuje już tak przyjaźń,
smak się robi gorzki, zostaje zgaga,
żeśmy dorośli, gadka między nami sztuczna jest jak Lady Gaga,
nie chcę tego a-a, bo z czasem widzę dalej,
do ucha puste bla-bla, to nie ja zostałem
na ławce pod blokiem, w sercu z egoizmem,
najebany co dzień myśląc, że właśnie to jest życie,
nie tęsknią za mną tam i to jest piękne,
gdyby tęsknili znaczyłoby to, że źle poszedłem,
to nie ja się zmieniam, to świat się zmienia,
ci co stoją w miejscu szukają mnie sprzed lat - mnie już nie ma,
nie mów, że zadzieram nosa, wiem skąd jestem,
gdzie byłeś gdy był brak żarcia i perspektyw na szczęście
ja na szczęście znalazłem szczęście,
mosty płoną, jestem z tobą i pierdolę konsekwencje.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta stumostów.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta stumostów.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta.

Miasto stumostów miastem pustoty,
mam jazdę po prostu ale nie plotę głupoty,
to to fakty te psotne istoty napadają przez kontakty,
dotykają takich jak Ty,
wsysają wypustakami, wysyłają sygnałami do zamazanych galaktyk,
między szelestem a systemem pgd estem,
mam tam kontakty dlatego jeszcze tu jestem
i bezkarnie mogę dokonać wiele przestępstw.
Puste miasto moim królestwem.

Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta stumostów.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta stumostów.
Chudzi kosmici z planety wodorostów,
porwali ludzi z miasta.

Puste sklepy, urzędy, apteki,
puste toalety, komendy, biblioteki,
puste petery, puste toyoty.
Miasto stumostów miastem pustoty!
Brak tu bogaczy, brak tu biedoty wy imaginowany motyw jak ???? patefusy
Robię to na co korcą mnie rwące pokusy,
Rano rozbijam cztery ikarusy busy.
Usypiam syty kiedy zjem i się napoję,
swoje dwieście tysięcy i sto cztery pokoje,
hekto dźwięków hekto pokarmów i teatralne stroje,
a mimo to się niepokoję,
bo skoro ma to swoje plusy zatem nie minusy.
Kiedy cisza zalewa mi uszy, zakłuci mi myśli mej duszy,
psychikę mi kruszy - bez kitu.
Chyba odbiję ludzi ze złowrogich rąk kosmitów...

Ej chudzi oddajcie mi tu ludzi!!
Nim budzik mnie obudzi swym metalicznym swądem,
wysyłam sondę które wessie ludzi w trąbę,
wszelki wypadek implikuję hydromagneto pompę.
Noc, a księżyc chyba dzisiaj płacze deszczem
Chciałbym coś napisać, tajemnica dławi serce
Powietrze coś chyba skrywa, cisza trawi myśli mętlik
Chciałbym coś napisać lecz zgubiłem gdzieś pamiętnik
Dzisiaj noc, a gwiazdy jakoś tak złowieszczo milczą
Chciałbym wyjść na zewnątrz, ale nie wiem jak mam wyjść stąd
coś jeszcze, to chyba wszystko, nic się tu nie zdarzy raczej
Wirują na ścianach cienie, spoglądam na tarczę
Noc, a oddech równomiernie mnie zaprasza
W taniec z instrumentem w piekle, które chcę ugaszać
Pragnienie woła o pomoc, sumienie zadaje rany
Pióro mam przed sobą, obok sięgam po pergamin
Noc, a księżyc chyba płacze deszczem dzisiaj
Stare przepowiednie tłamszę szelestem kieliszka
Pióro mam w ręce, nie wiem czy ten dzień to dzisiaj
Wreszcie tusz na papier spływa gdy zaczynam pisać

Ref.
Zanim runie domek z kart, namaluję ten ostatni
Obraz bez farb, zamorduję po nim kartki
Odejdę wraz z nim, bez łez i bez krzyku
Po cichu jak śmierć, która patrzy ze strychu
Pisząc list do S, spojrzę ostatni raz w lustro
Gnając myśli wstecz, lecz wszystko na próżno
Nim z losu zadrwi, napełni oszustwo
Światła zegarmistrz co karmi nas pustką

Noc, a wskazówki na tarczy toczą walkę
Tyle mam pytań, czy nie wiem czy wystarczy kartek
Uparcie, sekundy płyną, świat chyba dzisiaj nie wstanie
W mroku pod pierzyną, opatulony w niepamięć
Noc, a słowa giną ścieląc swoje łóżko
W bieli gdzie płyną łzami nie zawrócą już stąd
Powietrze, targa stronami jak żagle na maszcie
Skradając między słowami, dopytując o prawdę
Noc i między nami nie jest taka zwykła
Patrząc oczami na nich nie wiesz czy jest przykra
Gonitwa między myślami gubię kroki w peletonie
Vis a Vis me zmiany, które są nieuniknione
Noc i może spłonę dziś po raz ostatni
A przyszłość mi zatonie, dawno odpłynęły statki
Koniec jest martwy i ulepiony ślepą pustką
Skreślam wyrazy ale nie wiem czy nie jest za późno

Ref.
Zanim runie domek z kart, namaluję ten ostatni
Obraz bez farb, zamorduję po nim kartki
Odejdę wraz z nim, bez łez i bez krzyku
Po cichu jak śmierć, która patrzy ze strychu
Pisząc list do S, spojrzę ostatni raz w lustro
Gnając myśli wstecz, lecz wszystko na próżno
Nim z losu zadrwi, napełni oszustwo
Światła zegarmistrz co karmi nas pustką

Noc, a tętno eksploduje ku podstawom świata
Piękno rujnuje niszcząc ciepło chłodem stali kata
Piekło mi brukuje, chyba wieczność mnie oplata
Czuję, wiem to i dziękuję bo nie zasługuję na to
Nadal noc, a przez to chyba mi nie będzie przykro
Niewidzialny cios kieruje serce me w urwisko
Za rękę chwyta mnie przestrzeń, nie wiem ile jeszcze sekund
Trzymając powietrze w ręce, z ciszą na bezdechu
Słyszę głos w innym języku jakby krzyku zadra
Wdarł się po cichu w cienie odbicia zwierciadła
Ponaglam moje sumienie, pomoże mi zbić to lustro
Zranione kamieniem serce, tłamszone poduszką
Słyszę noc, a dla mnie i wybuchnie dzisiaj wszechświat
Gwiazdy takie czujne tylko czekają na klęskę
Finezja otacza zenit rzeczywistość stąpa w trwodze
Pustką karmieni mogą patrzeć jak odchodzę

Ref. x2
Zanim runie domek z kart, namaluję ten ostatni
Obraz bez farb, zamorduję po nim kartki
Odejdę wraz z nim, bez łez i bez krzyku
Po cichu jak śmierć, która patrzy ze strychu
Pisząc list do S, spojrzę ostatni raz w lustro
Gnając myśli wstecz, lecz wszystko na próżno
Nim z losu zadrwi, napełni oszustwo
Światła zegarmistrz co karmi nas pustką
To nie deszcz płynie mi po twarzy dziś,
tylko jedna z łez, która mnie parzy i
choćbym marzył, to nie mogę zrobić nic,
bo to mój Azyl, który nie pozwala żyć.
Nie pozwala wyjść, nie pozwala iść,
bo wątpi, że wpadłem pod koła dziś.
Zgoła nic nie poradzi na mój marny szkic,
woła uczucia, ale nie zrozumie ich.
Czy choć jeden widz kiedyś czuł ten ból,
co ja silniejszy od kul czuję go co dnia.
I na pół łamie serce, spójrz,
ile dziś bije polskich serc,
kiedyś było ich więcej.
Mam ręce, by pisać w obliczu tragedii,
bo w oczach widzę twarze tych, co polegli.
To nie plan na promocję albumu,
bo serce dzisiaj nie chce słuchać rozumu.
Wśród tłumu ta ja wychodzę na przeciw,
chylę czoło, choć żaden z nich już nie poleci.
Mój ból to ratunek, oddam hołd i szacunek,
zanim na cmentarzu ich zamkną do trumien.

Mówią czas leczy rany, lecz dla mnie zniknął,
nie spierze ich Vanish, tylko trzeba przywyknąć.
Życie przez palce ucieka tak szybko,
więc dziś mogę ich pożegnać tylko modlitwą.
Nie obchodzą mnie podziały, polityka,
dziś stałem między ludźmi, nie wnikną.
Zostawmy daleko ten syf,
bo nikt nie ucieknie od jego zastrzyku.
Zostawmy tony nierozsądnych pretensji,
bądźmy dumni z korony nad orzełkiem na piersi.
Bądźmy szczersi od szczerych,
zwycięży prawda bez armii i najlepszych oręży.
Historia nas nie oszczędza,
lecz wciąż mamy siłę, by wspólni zwyciężać.
Ten dzień, serca wzniesiemy na pewno,
póki w sercach czujemy dumę i niepodległość.
Dziś oddam hołd tym ofiarom,
ich rodzinom i wszystkim tym, co kochają.
Nie chcę żywić się na tragedii,
więc rzucam to na swoją stronę, a nie do medii.
Kolejny drag, pierwsza runda
Nadchodzi Glon wierny stylu agabunga
I mój krwisty stek podzielił działania jak flashback
Z szafą nie rozłączny jak Kasia i Tomek
Inspiracja i dla ciebie mój rymu wściek
Jeśli kumasz beton, blok to nie liczy się wiek
Wiesz lepkie palce, rąk nie brudzi żadna praca
W życiu sajgon a ty bez moralnego kaca
Dajesz mi kontrakt, patrzysz mi w oczy
I liczysz, że będę robił z siebie pajaca
Pragniesz mnie za wszelką cenę
Złote płyty swojego pupila na ścianę
Węszysz kasę, nagabujesz prasę
A ja tymczasem na ulicy czekam na bramę, czekam na bramę
Co wyjdzie z ścieżki w tym miejscu od zawsze
Pieniądz na pierwszym planie
Powiedz mi kochanie, czy już tak zostanie?
Smutek topię w kane
Wielkie korporacje, różowy plastik w grzance na śniadanie
I zjem to z Peją obok mnie, me NLB więc zróbmy pranie
To my czarne owce, spójrz na nas teraz, jesteśmy jak bombowce
Spuszczamy rymu bomby na wszystkie frajerskie wieżowce
Nagraj mnie, uchwyć mnie, poznaj mnie Glon na ławce, gbur
Spoko, każdy podły miejski szczur
Wiesz to chyba prosto zdrój
Odpal wąsa nie bądź gnój
Pierdol to, że czasem wierzę mu
Pewnie, że jak większość, rozdarty na pół
Między dobrym a złym, chociaż oni i tak uważają
Że nic nie wnoszę, mówią, że jestem zerem
Pierdolę to, dalej będę robił swoje
Życiowy jak ból z losem toczę boje
Dlatego nigdy pełen kiczu jak czerwony kudeł z Ich Troje
Nie baw się ogniem, bo se spalisz spodnie
Zmienisz się w pochodnię
Tylko prawdziwy jak żołnierz nie odpadnie
Nie baw się nami, bo ci dupa nawet spadnie

Wjeżdżasz windą Ratajskiego wieżowca na sam szczyt
Rychu Ochódzki, Medi Top walczą o byt
Zdobywać marzenia, żyć w spokoju to nie wstyd
Tylko czasem być pokornym jak nie to spadasz w zsyp
[tylko tekstyhh.pl]
Ej, Pejo, Pejo, ci se szydzą, ci się śmieją
Karmią się nadzieją, że zniknę w dół spadając
Lutawhui styl kanion, rura bomber jak zając
Nawet gdy na ryj padając będę w zgodzie z samym sobą
Tracki, rap oferty i koncerty życie gonią
Włączam stop, robię głośniej kiedy z Glonem produkuję
Muza, stopy, werble tak to zrobię tak jak czuję
Szwagier rymy kontroluje, jego Medi rap skutkuje
Niczym attache prasowy na tę wojnę wsza gotowy
Bez gruszek na wierzbie dla Mediego przedział nowy
Własną siłą przebicia otworzony
Pomóc? to nie problem, jeszcze Glon zarobisz zetę
W żartach ci mówiłem będziesz polskim 50 Centem
Gówno WRE, PCP bez lansingu
Chociaż Courvoisier'em mógłbym zatopić wszystkich w pizdu
Bez lobby na dopingu, strzegę twoją strefę wpływów
Od wschodu po zachód, znam ten pseudo biznes synku
Tata cały czas jest czujny, kiedy Glon jedzie na trasę
Wiesz, że Glon jest asem - w hotelu znów demolka
Straszna rozpierdolka, bo Glonek nie ma Lolka
Wychował nas rap, nigdy w życiu deskorolka
Który to już rok? z Medi Topem wciąż na topie
Wacków w dupę kopię Medi zna się na hip-hopie
Sto procent naturszczyk niczym Gołębiowski Henryk
Talent, pasja, feeling chociaż działa mi na nerwy
To z Glonem bez przerwy od zawsze na zawsze
Lutawhuiklik w mocnej komitywie z miastem
Które częstuje węgorzem a raz niebezpiecznym chlastem
Lutawhuiklik jest z miastem
Aha, szwagier, Ochódzki Rychu
SLU, Onomato, Ski Skład, MediTop, 2003

[x2]
Wjeżdżasz windą Ratajskiego wieżowca na sam szczyt
Rychu Ochódzki, Medi Top walczą o byt
Zdobywać marzenia, żyć w spokoju to nie wstyd
Tylko czasem być pokornym jak nie to spadasz w zsyp
Jestem tak daleko, że już nie mogę zawrócić
Patrz, rap pochłonął mnie jak nastolatków jointy w gimnazjach
Rap? Dla nich to szansa na lans, dla nas to pasja i start
Ty chcesz, bym zawrócił, cofnął coś, co robiłem tyle lat
Patrz, żeby zatrzymać mnie musiałbyś zatrzymać świat
Moi ludzie? Nie znasz ich tak naprawdę, nie oceniaj, łapiesz?
To nie są tylko setki twarzy z ławek, to nie są tylko jointy, wóda, browarek
Wiesz co? Przyjdź, pogadaj, poznaj prawdę

Chłopaki z ławek? Wiem, oni są inni dla was
Chcesz nas oceniać? Okej, spoko, najpierw przyjdź pogadaj
Wielu z tych, co są na stałe tu pierdoli pracę i te legalne parę stów, łapiesz?
Marzysz o wyspach? Oni też
Ty masz wakacje na wyspach, oni muszą gonić hesz
Odbij od nich, albo przyjdź, usiądź, poświęć im chwilę na tej ławce
Przyjdź, pogadaj chwilę z tymi ludźmi
Możesz być pewny, że poznasz prawdę

Jointy? Nie patrz tak na nas, zdejmij z oczu klapki
Jointów nikt nie hoduje z nas i nie handluje tym spod ławki
Nie rozumiesz spraw tych, nie chcesz ich pojąć teraz
Nie popieram legalizacji, ale wkurwia mnie wasza niewiedza
Nasza jest teraz jedyna szansa, by to zmienić
Śmiech na twarzach rozpuszczonej młodzieży, Też mnie już martwi, ale nie wszyscy z nas to część narkomanii
Wpisani w to błędne koło jako hip-hop, musimy tam tkwić, okej, jestem ćpunem
Alkoholikiem, pedofilem i złodziejem
Oceniasz nas, choć nic o nas nie wiesz
Wystawiasz noty, przyczepiasz metki
Ty, mówię o tobie, otwórz oczy i przestań pieprzyć
Nikt z nas nie urodził się złym człowiekiem, nie koniec świata
Jest wiele tragedii jeszcze na starcie
Ty możesz to zmienić jeszcze dziś, lecz tylko gdy dasz nam szansę
Przyjdź, możemy gadać o wszystkim na tej ławce
Otwórz oczy, spójrz jak wielu z nich ma potencjał
Wielu z nich nie ma szczęścia
Ja wierzę w nich, choć to i tak nic nie zmienia
To jest podziemie
Nikt nie pokocha Cie jak w mainstreamie
Za damski chuj
Nie masz żadnej promocji
Jedyna promocja jaką masz to Twoje własne skillsy
Dokładnie tak, jak nie pokażesz, że potrafisz napierdalać
To nikt nie poda Ci ręki
Każdy bije się o swoje, dlatego przygotuj się na nienawiść
I rób swoje

Ref.
Oni chcą tego stylu
A ja dziwie się skąd jest ich tylu
Pytają mnie skąd się wziąłem
Ale tam skąd przyszedłem ziomek
Moja ksywa ciągle płonie, co jest x2

VNM De Nekst Best ej który to ziom level jest
Typ z nikąd wspiął się na Mount Everest
Którego CD jest, a nie jeden myśli że jak wyda czeka na niego tuMercedes-Benz
To podziemny sen o grze w pierwszej lidze
I z dnia na dzień marzycieli tu częściej widze
Ten sen męczy to wiem najlepiej
Zawsze chciałem nawet jebane EP tutaj pchać w sklepie
Underground to nie mainstream fejmi
Bo tu za serenady nie kupi Ci jakaś bejbi lejdi
Tutaj wspinasz się do góry po cash powoli
A każdy wokół tylko marzy żebyś się spierdolił
I robisz kurwa ten rap, a nie gaże
Sezonowiec który tu wpadł- kamikadze, tani błazen,
Bo nawet jak byłem w podziemiu
To tylko niektóre typy na legalu w mojej grali wadze
Płynąłem na głęboką wodę, miałem skills straszny
Ugrzązłeś na mieliźnie synu, lepiej zwiń maszty
Nie dopłyniesz tu fuksem,
Wiedz że przeszedłem długą drogę by być tu gdzie jestem

Ref.
Oni chcą tego stylu
A ja dziwie się skąd jest ich tylu
Pytają mnie skąd się wziąłem
Ale tam skąd przyszedłem ziomek
Moja ksywa ciągle płonie, co jest x2

Zobaczył światło w tunelu podziemia woła - dżeronimo
Wie że przeszkody rozjebał tu jak domino
Jedno po drugiej, zawsze wiedział, że zrobi to
A fakt że ich boli to nigdy juz nigdy go nie dogoni ta
I to uczucie jest warte tych lat wlepiania gał
W białą kartkę ten szmat czasu od nocy do rana
Nie raz pała zalana na max
Bo typa w tv wersy to banał, kanał taki jak panama ma
I wkurwiam się jak Małolat w Pogoni
Oni w tv robią syf kurwa ja musze gonić do nich
Karmi mnie gniew, by ich zabijać na necie
Więc moja ambicja tutaj nigdy nie była na diecie
Dlatego kolo uwierz mi, masz marzenia to miej dusze
I nie sluchaj co zawistne chuje mówią Ci
Jeżeli to czujesz i
Twoje rapy to co coś więcej niż jebane chuje muje
Kibicuje Ci, rzuć swoje rapy na swój projekt
i zobaczysz sami zamkną japy te school boye
Ja zrobiłem to i do mnie idzie mój sen
Zawsze wkładałem serce w rap
Wiedziałem że przyjdzie ten dzień

Ref.
Oni chcą tego stylu
A ja dziwie się skąd jest ich tylu
Pytają mnie skąd się wziąłem
Ale tam skąd przyszedłem ziomek
Moja ksywa ciągle płonie, co jest x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo