Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[x2]
Powiem ci, że W Bloku Ukryty cały czas
Od pierwszej płyty taki sam, pamiętasz?
Ta sama tematyka poruszana w tekstach
I cały czas dla was ja tutaj
Powiem ci, że ten kawałek jak ta cała płyta
To głośny szept o życiu, słuchaj
Powiem ci, że ten kawałek jak ta cała płyta
To głośny szept o życiu, słuchaj

Pytasz co u mnie? u mnie dumnie lecz nie bogato
Zamknij ryj nadziana szmato jeśli chcesz mi naubliżać
Pamiętaj jedno - Cienki nigdy nikomu dupy nie będzie lizać
Nawet gdy brakuje ta marna złotówka
Nadal tylko podstawówka i nic więcej
Ale jakoś daję radę, mam czyste ręce
Skończył mi się wyrok w zawiasach i jest pięknie
'04 maj, przez pomyłkę dostałem sto razy z papcia
Na początku 2005 umarła mi babcia
Nagrałem trzecią płytę, nad kolejną pracuję
Mówią jestem dynamiczny
Cały czas mnie fascynuje, buja rap uliczny
'05 wrzesień poznałem mą Monikę
I od tamtego czasu nie chcę już żadnej innej
Bądź już tą ostatnią, tą jedyną, bo w to wierzę
Że nikt inny oprócz życia mi tu ciebie nie odbierze
Po prostu nie chcę, lecz jak będzie czas pokaże
Rzadko już odwiedzam alejki i garaże
Bo tak naprawdę nie ma już tu prawie nikogo
Lecz to nie znaczy, że na zawsze zerwałem znajomość
Bo cały czas mam kontakt i to nie ściema
Jak ten niby podpisany kontrakt z wytwórnią z Poznania
Było, minęło, lecz zdobyte doświadczenie nauczyło mnie jednego
Że nie wszystkim można ufać, Cienki już wie, pamięta
Nie byłem na wyborach, bo pierdolę prezydenta
To ich słodkie gadanie mnie w ogóle nie podnieca
Jak pedała kobiety, pytasz mnie co z Siwym, Synem Tej Ziemi
Mieliśmy nagrać płytę razem, owszem, ale niestety...

Powiem ci, że W Bloku Ukryty cały czas
Od pierwszej płyty taki sam, pamiętasz?
Ta sama tematyka poruszana w tekstach
I cały czas dla was ja tutaj

[x2]
Powiem ci, że ten kawałek jak ta cała płyta
To głośny szept o życiu, słuchaj

Moja muzyka nie Kombii, moje teksty nie Norbi
W Bloku Ukryty nie zrobi kariery w stylu Madonny
Pasję do muzyki mam od takiego, talent wrodzony
Który po nikim z rodziny nie jest odziedziczony
Pytasz mnie po co, czemu piszę te kawałki?
Bo chcę powiedzieć o tym co mnie wkurwia, boli, martwi
Bo ludzie najwidoczniej zapomnieli to co dobre
I zło zamienili w żarty
Jestem nerwowy, tak, jestem uparty
Wiele rzeczy nie da mi się za nic przetłumaczyć
Choćbym chciał to nie zrozumiem
Dziś ten dzień nudny jak te telenowele
Dziś mi się nie chce nic, idę pić pod Kamelę
W dalszym ciągu reprezentuję dzielnicę G.R.U.
Walą mnie panienki co by chciały ze mną chodzić no bo jestem WBU
Tak jak walą mnie te rury co chcą hajs i fury
Dla wszystkich znajomych rzucam pozdrowienia
Zza więzienne mury, ty kurwa z czego się śmiejesz?
Mówisz, że cię to nie spotka, skąd? przecież nie wiesz
Często popełniamy wszyscy te same błędy
Tak jak w Jumanji idąc tam gdzie biją bębny
Dwadzieścia pięć to nie pięć baniek na świetlicy
W Bloku Ukryty cały czas szacunek dla ulicy
I na zawsze dla niej, choć rzadziej już na niej
Bo tak często nie ma czasu, już tak często nie ma kaca
Wiesz jak to jest - muzyka, dziewczyna, praca
Inne życie, więc dzisiaj to nie kiedyś
Zmieniłem się, widzisz? zmieniłem się, słyszysz?
Co, już mnie nienawidzisz, bo rzadziej na tej ławce?
W bramie przy piwku, fajce, straciłem w twoich oczach
To nic, chociaż mówię prawdę, i to się docenia
Powiedz co w tym złego, że człowiek się zmienia na lepsze?
Że już nie rozbija butelek w nocy na mieście
Że już nie wyciąga go policja z M21 z tramwaju na pestce
No powiedz, przestało mnie to bawić
I powiem ci jedno - siedzenie na ławce
Z kumplami dniami i nocami bez grosza przy duszy
Mogę tylko patrzeć jak moje życie się kruszy
A ja tego nie chcę, nie chcę, rozumiesz? nie chcę

[x2]
Powiem ci, że W Bloku Ukryty cały czas
Od pierwszej płyty taki sam, pamiętasz?
Ta sama tematyka poruszana w tekstach
I cały czas dla was ja tutaj
Powiem ci, że ten kawałek jak ta cała płyta
To głośny szept o życiu, słuchaj
Powiem ci, że ten kawałek jak ta cała płyta
To głośny szept o życiu, słuchaj
Różnimy się co akurat nie trudno zgadnąć
ale mamy jedną wspólną przypadłość
nie ważne czy pod prąd płyniesz, czy z prądem
w każdym z nas siedzi mały Wiesław Jarząbek
spokojnie siedzi, ale dużo wcześniej skitrał
stary magnetofon firmy Unitra
sam się też ukrywa by co jakiś czas cichaczem
ponagrywać swoje marne hymny na cześć
żałosne pieśni, oraz żenujące peany
i najgorsze że to wszystko o nas samych
a my słuchamy i chłonąc to jak gąbka
nie wiemy nawet o istnieniu Jarząbka
stąd ta cała heca i do nieporozumień pretekst
zgadza się adresat, lecz nadawca nie ten
wcale nie trudno w taką paranoję popaść
bo Jarząbek ma niezwykle ujmujący wokal
więc gdy zdaje się że cały świat pochlebstwa nam przesłał
nie łudźmy się, to tylko nasz prywatny Wiesław

ref 4x:
nie ufajcie Jarząbkowi

gdy płynie pochwał lista o nas i przy nas
my tracimy dystans i pierdoli nam się w łepetynach
przekonani o tym że w tym tkwi prawda
odtwarzamy to co Jarząbek wcześniej nagrał
zresztą trudno ganić go za koniunkturalizm
bo im gorzej z nami tym on gorliwiej nas chwali
a z kolei w razie niepowodzeń gotów wieści przynieść
o tym kto na drodze poukładał nam świnie
i na szczyt genetyki nasz Jarząbek się wspina
czyniąc tak że z wieprzowiny robi się wołowina
on nigdy nie straci rozsądku
i nawet jeśli oko wypadnie temu Jarząbku
popełniamy błąd tu myśląc że zamilknie
on dalej będzie nam dowodził kto dla nas jest wilkiem
a gdy kiepski i pochmurny dzień jest
nasz Szekspir ułoży nam wiersz na pocieszenie
doda melodię, po czym zaśpiewa to wszystko jak słowik
w każdym razie nie ufajcie Jarząbkowi
(- kurde...
- no?
- wariat...
- no słucham
- ten, ten Jarząbek to nie był przypadkiem Wacław?
- o kurwa...)

ref 4x:
nie ufajcie Jarząbkowi
Kolejny drag, pierwsza runda
Nadchodzi Glon wierny stylu agabunga
I mój krwisty stek podzielił działania jak flashback
Z szafą nie rozłączny jak Kasia i Tomek
Inspiracja i dla ciebie mój rymu wściek
Jeśli kumasz beton, blok to nie liczy się wiek
Wiesz lepkie palce, rąk nie brudzi żadna praca
W życiu sajgon a ty bez moralnego kaca
Dajesz mi kontrakt, patrzysz mi w oczy
I liczysz, że będę robił z siebie pajaca
Pragniesz mnie za wszelką cenę
Złote płyty swojego pupila na ścianę
Węszysz kasę, nagabujesz prasę
A ja tymczasem na ulicy czekam na bramę, czekam na bramę
Co wyjdzie z ścieżki w tym miejscu od zawsze
Pieniądz na pierwszym planie
Powiedz mi kochanie, czy już tak zostanie?
Smutek topię w kane
Wielkie korporacje, różowy plastik w grzance na śniadanie
I zjem to z Peją obok mnie, me NLB więc zróbmy pranie
To my czarne owce, spójrz na nas teraz, jesteśmy jak bombowce
Spuszczamy rymu bomby na wszystkie frajerskie wieżowce
Nagraj mnie, uchwyć mnie, poznaj mnie Glon na ławce, gbur
Spoko, każdy podły miejski szczur
Wiesz to chyba prosto zdrój
Odpal wąsa nie bądź gnój
Pierdol to, że czasem wierzę mu
Pewnie, że jak większość, rozdarty na pół
Między dobrym a złym, chociaż oni i tak uważają
Że nic nie wnoszę, mówią, że jestem zerem
Pierdolę to, dalej będę robił swoje
Życiowy jak ból z losem toczę boje
Dlatego nigdy pełen kiczu jak czerwony kudeł z Ich Troje
Nie baw się ogniem, bo se spalisz spodnie
Zmienisz się w pochodnię
Tylko prawdziwy jak żołnierz nie odpadnie
Nie baw się nami, bo ci dupa nawet spadnie

Wjeżdżasz windą Ratajskiego wieżowca na sam szczyt
Rychu Ochódzki, Medi Top walczą o byt
Zdobywać marzenia, żyć w spokoju to nie wstyd
Tylko czasem być pokornym jak nie to spadasz w zsyp
[tylko tekstyhh.pl]
Ej, Pejo, Pejo, ci se szydzą, ci się śmieją
Karmią się nadzieją, że zniknę w dół spadając
Lutawhui styl kanion, rura bomber jak zając
Nawet gdy na ryj padając będę w zgodzie z samym sobą
Tracki, rap oferty i koncerty życie gonią
Włączam stop, robię głośniej kiedy z Glonem produkuję
Muza, stopy, werble tak to zrobię tak jak czuję
Szwagier rymy kontroluje, jego Medi rap skutkuje
Niczym attache prasowy na tę wojnę wsza gotowy
Bez gruszek na wierzbie dla Mediego przedział nowy
Własną siłą przebicia otworzony
Pomóc? to nie problem, jeszcze Glon zarobisz zetę
W żartach ci mówiłem będziesz polskim 50 Centem
Gówno WRE, PCP bez lansingu
Chociaż Courvoisier'em mógłbym zatopić wszystkich w pizdu
Bez lobby na dopingu, strzegę twoją strefę wpływów
Od wschodu po zachód, znam ten pseudo biznes synku
Tata cały czas jest czujny, kiedy Glon jedzie na trasę
Wiesz, że Glon jest asem - w hotelu znów demolka
Straszna rozpierdolka, bo Glonek nie ma Lolka
Wychował nas rap, nigdy w życiu deskorolka
Który to już rok? z Medi Topem wciąż na topie
Wacków w dupę kopię Medi zna się na hip-hopie
Sto procent naturszczyk niczym Gołębiowski Henryk
Talent, pasja, feeling chociaż działa mi na nerwy
To z Glonem bez przerwy od zawsze na zawsze
Lutawhuiklik w mocnej komitywie z miastem
Które częstuje węgorzem a raz niebezpiecznym chlastem
Lutawhuiklik jest z miastem
Aha, szwagier, Ochódzki Rychu
SLU, Onomato, Ski Skład, MediTop, 2003

[x2]
Wjeżdżasz windą Ratajskiego wieżowca na sam szczyt
Rychu Ochódzki, Medi Top walczą o byt
Zdobywać marzenia, żyć w spokoju to nie wstyd
Tylko czasem być pokornym jak nie to spadasz w zsyp
Siemano PiHU z tej strony. Właśnie siedzę z Szychą i z Dj'em one touch
W studio specyfik. Robimy nagrywkę na mixtape one touch'a,
Wiesz o co chodzi ziomek. To jak możesz to weź teraz puść mi ten bicik, wiesz ten ...
Aha, pozycja 126, rozumiesz? Ze mną będzie inaczej, najpierw w dupkę później będzie lachachacha
Rozumiesz? Lachachachachacha

Dla starszych szmul wykład, dla młodszych lekcja
Dla wszystkich rur, dziur arystokratycznych pretensjach
Zacięty wyraz twarzy, cały czas spięta
Ej co Kochanie, męczy Cię nadżerka?
Czy to Cię drażni? To tak jakby było was dwie
Już po przyjaźni, PiHu jest bee
Ej co Ty, kurwo, lepszą niż jesteś zgrywasz
Od kiedy sucz taka jak Ty jest wrażliwa
Już Ci mówiłem, powtórzę jeszcze raz powiem
Mój chuj dłuższy niż Twoje zwoje mózgowe
Za Tobą nie chłopaki a pajace durnie
Wiem jak jest, kurwa kurwie banię urwie
Głupi jak but, sexu wulkan
Masz szczęścia łód, pusta suka
Zalewa żółć, widzę po jej ruchach
Wsparcia do awantur szuka, za to się rucha
Puta, wie od czego ma w gębie język
Córka Judasza, charakter mendy
Musisz się podobać ,wobec jej się zachować
Jak nie podejdziesz każe Cię podkasować
Jej towarzystwo bez końca dramat
Nie zmordowana skrobana dama
Kurewstwo w randze sztuki, za to ma medal
W jeden chwili Cię kupi, a potem sprzeda

Szmulu, pozycja 126, najpierw w dupę później w usta
Z tym co robisz przez chwile się zrównaj
Poczuj smak życia, poczuj smak gówna
Szmulu, pozycja 126, najpierw w dupę później w usta
Z tym co robisz przez chwile się zrównaj
Poczuj smak życia, poczuj smak gówna

Rozumiesz? Przyniosę Ci ból, ból że chuj, wiesz co Ci zrobię
Zrobie Ci boom, boom, boom rozumiesz? Pierdolony anal terror
Jak jot u zet, rozumiesz? Zobaczysz co się stanie, wiesz o tym

Jak łzy, sperma spływa po policzkach
Twój krzyk, bo dostałaś w oko z bliska
To my, najpierw w dupę później w szama
A za ścianą Twoja mama
Białystok - tak to robimy
Warszawa - tak to robimy
Słoneczny - tak to robimy
Bemowo - tak to robimy
Katowice - tak to robimy
Mega - tak to robimy
Cieszyn - tak to robimy
Ustroń - tak to robimy
Jelonki - tak to robimy
Olsztyn - tak to robimy
Tychy - tak to robimy
Z każdym szmulem, tak to robimy

Szmulu, pozycja 126, najpierw w dupę później w usta
Z tym co robisz przez chwilę się zrównaj
Poczuj smak życia, poczuj smak gówna
Szmulu, pozycja 126, najpierw w dupę później w usta
Z tym co robisz przez chwile się zrównaj
Poczuj smak życia, poczuj smak gówna
[Hans]
Guziki oczu
Wszyte w pomarszczoną poszewkę głowy
W przetarciach materiału włosy
Demonstrują teorię względności i chaosu
Zarost ukrywa małego chłopca
Oglądam w tafli lustra za 39,90
Halogeny świecą w promocji
Szczoteczką do zębów dwie w cenie jednej pieczołowicie poprawiam i formuję swój poranny uśmiech

[Hans & Deep]
Odwróceni
Plecami do siebie
Odwróceni
Plecami do siebie
To samotność
Samotność w sieci

[Hans]
Zużycie maskuje troskliwy kunszt
I chemiczna gładkość przesadnie drogich kremów
Samosugestia wsparta reklamą
Pobudza entuzjazm i wzmaga efekt końcowy
Komandor melduje gotowość
Prezentuje garnitur wieszaków w grymasie
Uniformy wiszą smutno
Jednakowo szare, bezbarwne, podobne do siebie

[Deep]
Stoimy twarzą w twarz, patrzysz na mnie obojętnie
Zdawkowe słowa budzą wstręt ewidentnie
Poddany czynnościom zmywania podłogi
I wycierania blatu, brakuje nam tematu
Pochylać się nad zlewem, myślami, to za nami
Nasz zapał i wiara pożółkły z filarami
Nie widzę już przyszłości przez zabrudzone szyby
Wiem, byliśmy naprawdę, jesteśmy na niby
Patrzę z przedpokoju z ??? w dłoni
Jak wycierasz naczynia i odkładasz na miejsce
Trzęsie mi się broda, łzy ciekną policzkami
Daremnie, jesteś obrócona plecami

[Hans & Deep]
Odwróceni
Plecami do siebie
Odwróceni
Plecami do siebie
To samotność
Samotność w sieci
Odwróceni
Plecami do siebie
Odwróceni
Plecami do siebie
To samotność
Samotność w sieci
Nie tak miało być, to prowadzi do zagłady
Nie tak miało być, pieniądze, władza, układy
Nie tak miało być, coraz więcel człowiek płaci
ale tak musimy żyć w świecie wielkich korporacji x2

[?] od koksu, od wódy, od fety, od grzybów, kwasów [?] szybkie kobiety
Niestety tak już jest, bo ten świat daje nam grzech
Nie tak miało być, ale tak niestety jest
Zarabiasz no i tracisz, ktoś na tobie się wzbogacił
Ktoś za wiele stracił i ogień życia zgasił
Nie wytrzymał tego tempa, swoje życie przegrał
Życie mamy w naszych rękach, choć prowadzi nas na cmentarz
Znęca się ojciec pijak nad całą swoją rodziną
Co to za rodzina, gdy rodziną tanie wino
Jesteś kimś dopiero wtedy, kiedy masz cyfry na koncie,
kiedy czuć od ciebie forsę, sprawy załatwiasz przy Bolsie
Nie tak miało być, że narkotyki priorytetem
Co drugi zryty dekiel, młode suki walą fetę
Powiem jedno, na mój rozum to cały świat oszalał
I daj mi teraz powód, żebym dalej się tu starał

Nie tak miało być, to prowadzi do zagłady
Nie tak miało być, pieniądze, władza, układy
Nie tak miało być, coraz więcel człowiek płaci
ale tak musimy żyć w świecie wielkich korporacji x2

Znowu zginął młody chłopak, słysząc to boli mnie serce
Nie siadaj za kółko na fazie, bo powtórzysz tragedię
Nigdy więcej, Boże, nie zabieraj ludzi młodych
A wy ludzie młodzi zmuście do myślenia głowy
Bo cienka linia między życiem a śmiercią
Cały czas można narzekać i stać pod sklepem z butelką
Przecież nie o to tu chodzi i tak byc nie może
Ty komóś też pomożesz to też ci ktoś pomoże
Toć nie zawsze tak jest, bo nie raz wypruwasz flaki
Kiedy ty potrzebujesz pomocy, to cię ktoś wystawi
To nie bawi, to boli, znowu jebać to kurestwo
Tą gorycz należy strawić, w życiu przecież nie ma lekko
To piekło, na zasiłku matka wychowuje dzieci
Bezdomny od samego rana przeszukuje śmieci,
żeby zarobić na szamę, by mógł byc przcież żywy
To jest, kurwa przejebane, świat jest niesprawiedliwy

Nie tak miało być, to prowadzi do zagłady
Nie tak miało być, pieniądze, władza, układy
Nie tak miało być, coraz więcel człowiek płaci
ale tak musimy żyć w świecie wielkich korporacji x2
Mamo nie płacz dziś
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Siostro nie płacz dziś
PAUZA

Zostań dzisiaj w domu nie wychodź dziś na ulice
Połóż się wygodnie ziomek i zrelaksuj przy muzyce
Otwórz se bronka skręć i odpal lolka
Zapomnij na chwilę o tej materialnej gonitwie
Zaszło słońce za oknem głucha noc
Niech cię nie przykryje nylonowy worek tylko koc
Dziś niema walki broń cicho leży w kącie
Dziś nie poniesiesz ran na porachunku froncie
Głęboki wdech czujesz ogarnia cię spokój
Lecisz w daleką podróż kapsułą mały pokój
Zostawiasz z boku telefon i ustawki
Klienci dadzą radę bez ciebie gdzie indziej kupią dawki
Znów bucha trawki łapiesz do swoich płuc
Kometa z dulafki kładź delikatnie by nie stłuc
Podkręć Hi-Fi poczuj rytm i nuć
Twego stanu nie zakłóci pod oknem jakiś pijany buc

Ojcze nie płacz dziś
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Bracie nie płacz dziś
Pauza/x2

Dzisiaj zostań w domu na ulice dziś nie wychodź
Nie plątaj się bez celu jak nie wyżyte licho
Spróbuj zamarzyć zapomnieć o problemach
Bo dzisiaj nie zawalczysz o tytuł króla podziemia
Zamknij swe oczy i zaglądnij do środka
Do środka siebie nie do sąsiada poldka
Nerwowa kolka dzisiaj cię nie dopadnie
Z lodówki trochę ciasta to wszystko co dziś ukradniesz
Może nie wpadnie za grubo do kiermany
Ale to nie ty za przypał będziesz dzisiaj notowany
Więziennej bramy nie przekroczysz tej nocy
To twój domowy azyl bez krzyków i przemocy
Jak Kaszpirowski hipnotyzuje werbel
Kolejna stopa relaksu kolejny szczebel
Posuwiście jak hebel sample słodkie jak Wedel
Widzisz anioły? Tak to właśnie twój Eden

Córko nie płacz dziś
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Synu nie płacz dziś
Pauza/x2

Dzisiaj zostań w domu nie wychodź dziś na ulicę
Powiedz swoim bliskim wszystko to co chcieli by usłyszeć
Zostaw laptopa i odłóż wszystko na bok
Dzisiaj na morzu pracy twa rodzina jak kapok
Odpal świece i przygotuj kolacje
Kobiecie w sypialni udowodni kto ma racje
Unieś swoje dziecię głęboko spójrz mu w oczy
Niechaj domowe ciepło i miłość was jednoczy
To takie proste zatrzymać się na chwilę
Gdy czas staje w miejscu nie zerkasz na godzinę
Nic nie zrobiłeś dobra zrobisz to potem
Nic nie zarobiłeś jeszcze zarobisz flotę
Znieruchomiej jak totem naładuj bateryjkę
Oddaj się medytacji jak byś był buddyjskim mnichem
Dobra spadam idę poleżeć chwilkę... PAUZA

Pauza
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Pauza
Bo ja nie chcę nigdzie iść...

1. Chada
Masz tu uliczny hardcore i wiesz co jjest 5
Możesz nie wierzyć w życie, my nie wierzymy w śmierć
Jak chcesz to leć ponad poziom chodnika
Lecz życzę Ci chłopaku byś ścierwa już nie tykał
Chada, Sobota - spływa po nas krytyka
Od zawsze u dzieciaków i w sercach i głośnikach
Jestem zepsuty - potwierdza to liryka
Wyszło na to kochanie, że źle wybrałaś typa
Ciągle oddycham, na życie mam apetyt
A z nami skurwysynu te najlepsze kobiety
One to wiedzą, że nawijamy z piekła
I nie chcą liczyć w sentymentach, lecz w centymetrach
Zakańczam spektakl, to kurwa koniec
Pierdole te docinki i złośliwe ironie
Na mikrofonie wjeżdżamy na twój rejon
Rap dedykuje ludziom, dealer'om i złodziejom

2. Chada
Na tych osiedlach ulica zbiera żniwo
To tu mam swoich ludzi, co wciąż idą na żywioł
Mówię o typach, na których codzień liczę
Nie jakieś kurwy w stylu 'nadstaw drugi policzek'
Prawdziwe życie, nie teatr marionetek
To tu dzieciaki kradną i wąchają tą fetę
Otwórz gazetę i uważnie poczytaj
Sporo się o nas dowiesz w policyjnych kronikach
Serdecznie witam, nie pytaj mnie dlaczego
Choć teraz się uśmiecham, wzrok mówi co innego
To kurwa koniec, podpalam wszystko w pizdu
Kurtyna prawdy spada, my pełni optymizmu
Idziemy przez te zgliszcza, a moje serce krwawi
Wciąż na krawędzi wojny - mogę przyjść i cię zabić
Bóg błogosławi, my ciągle po swojemu
Nie dziewięćdziesiąt dziewięć, lecz tysiące problemów

3. Sobota
Znów uliczny projekt - Sobota, Chada
Dla ciebie to koniec, już puls sobie badasz
Jeśli nas nadasz, kurwo Ci biada
Upadasz, nigdzie się nie poukładasz
Więc zważ co gadasz kolo i komu
Bo psychofana możesz mieć w domu
Będzie żenada i zamiast ci pomóc
To tylko ziomuś wpędzi cię do grobu
Rzucam na bit znowu i znowu
To przystwarza mi kolejnych wrogów
Jeden z nałogów, któremu dam upust
Strzelam do twych Bogów, już czuć odór trupów
Stuku, puku, akuku. Zdziwione?
To napad, nie sapać i nie tym tonem
W górę ręcę, chcę widzieć wszystkie dłonie
Kto nie jest z nami z tym koniec !
Jest dawno, dawno temu.
Siedzimy zamknięci w pomieszczeniu
do którego nas nie widzieć czemu,
nie wiadomo kto przeniósł.
Postawił premium i wychodzić zabronił.
I to z grubsza wszystko co wiadomo o nim.
O nas też wiadomo niewiele przyznam,
prócz tego, że nie konweniowała nas ta izba.
I, mimo że chwilę trwało to premium na czczo,
nie minął kwadrans zanim całe gremium chciało wiać stąd.
Ale jak tu wiać skoro drzwi zamknięto?
Jest wprawdzie małe okno, ale to szóste piętro!
„Siódme!” Nawet siódme zobacz!
Myślę że oknem nie mamy co próbować.
Jeden z nas sięgając za pazuchę popadł w rechot.
„Co tam masz?” „Telefon!”
To dzwoń po kogoś i powiedz temu komuś,
że sami nie wyjdziemy i czekamy, żeby ktoś nam pomógł.
„Jasne!” I w tej sytuacji marnej,
on zaczął dzwonić do straży pożarnej.
„Halo!” Aż nagle zauważył ktoś słusznie w sumie:
„To nie ten numer!”
I jakby jeszcze mało było mi tu zgrzytów,
zaczęła na nas płynąć woda z sufitu.
„Co?” „Weź mnie nie pytaj!”
„Tu potrzebna jest szybka pomoc hydraulika!”
Któryś z nas najwidoczniej obeznany z życiem
wytrzasnął skądś miskę i podłożył ją pod wyciek.
„Sprawdź to!” „Nie no wierzę, że wytrzyma,
tym niemniej jak najszybciej robiłbym stąd wymarsz.”
Ten od komy zauważył, że czas nadszedł,
żeby wreszcie „za okno patrzeć”
„Patrzysz!" „Patrzę!" „Patrz!"
Popatrzył i wyszło z niego kto on zacz...
Bo taki nam szatański pomysł podsunął,
by z tego okna ordynarnie pofrunąć.
Ale kto ma lecieć i na czym tu latać, na misce??
„Jak na gramofonach twister!"
„Twister?! Wybacz ja żywego go wolę."
Lecz on nalegał: „Zamieńmy role"
„Nie powiesz mi, że sam polecisz przecież?"
„Niech chcesz uwierzyć? To popatrz jak lecę!"
Cofnął się, zaczął biec i gdy do okna dobiegł,
wyfrunął przez nie jak pieprzony szybowiec.
("aaaaa!!")
Potem podszedł drugi. „Co też przez okno pryskasz?„
„Chyba już się domyślasz."
Za nim, kolejno cała reszta wyfrunęła, wyjąc.
Jeden nawet się pożegnał „Adios!"
A gdy już wszyscy wylecieliśmy stamtąd,
do pokoju wszedł ten, który wcześniej go zamknął.
„Ej chłopaki! Jak pragnę zdrowia w życiu!
Nie siedźcie tu w sypialni moich rodziców!
Obok w pokoju jest impreza, wóda, fruzie, mało?
W ogóle gdzie wy jesteście? Kto otworzył okno? Halo!"
I wołał nas ten gospodarz pełen dobrych chęci,
kiedy my tu już dawno wyfrunięć.
Powiał nas wolności zefir i wrócimy dopiero rano,
po kefir oraz paracetamol.
To jeszcze wbrew pozorom nie koniec,
albowiem pewien głębszy sens ma cała ta opowieść.
Bo fruwać jest generalnie nieroztropnie,
więc nie pijcie przy otwartym oknie!
Aha, ta
VNM, P R O S T O
to jest moj czas
dokladnie tak synu
dla wszystkich którzy czekali na to
to jest moj czas
to nie bylo proste ale jestem tu
dokladnie tak
to jest moj czas jestem tu
i zaufaj mi nie wybieram sie nigdzie
V !

1. Nie wierzyli mi mowiłem im
że kiedy nawine im
te flow zrobi ten headbangin jak Zinedine
ci raperzy? doła wjebie na mine im
jak idą na szczyt zabiore kilof i line
i tak predzej zgine nim za pare lat
w Polsce te flow nie bedzie kojarzyło sie z mainstreem'em im
zostawiam po sobie łez padół wielu raperów
chcesz zobaczyć jak słone są? to zejdź na dół
biore fejm ej jadę synu do miej lej ?
w studiu robie flame i czekam synu na pay day
tak, Prosto Label lamy tu mowią may-day
bo mam promocje a wiedza ile zrobiłem bez niej
już czas odliczać moja kariera to
bomba z zegarem ktory zaraz przestaje tykać
i czuje zapach victorii
zawsze byłem na szlaku po czek
nie pomylilem trajektorii
nie brakuje weny mi
dajcie Euro Dolary Jeny mi
te skillsy po angielsku- Insenedi
oni chcieliby żeby te skrzydłą odcieli mi
bo tylko wtedy sami polecieliby
narazie lece jak jebany Simon Ammann
ta, kiedy na koncercie fani biją brawa
ja stoje na szczycie jak licze te siano z rana
i zaufaj mi ze pieknie wyglada ta panorama

2.
Pochodze z małego miasta za to mega mam skill
przeprowadziłem go dawno do WWA
bo wiedziałem że czeka go deal
długa droga , cierniami wykuta
hejterzy nie przeszliby kilometra w moich butach
ta, nie masz ziom chill'u
to jest nowy sort stylu
jestem z Elbląga ale flow to Nowy Jork synu
to dla nich obce jak dżuma, ebola
90% słucha rapu nie kuma angola
ślepi są , co drugi batty boy
myśli ze lepiej tu lepi flow
ten co leci get low
to gówno jest proste jak każdy aparat Nokii
otwieram im oczy jak cała samara koki
mój rap dla wielu to na honorze ujma
bo młody gnój ma tyle stylu
kłade chuj na
zjebane recenzje cwelów
bo dali mi je najlepsi raperzy w kraju wiele miesiecy temu
ta, dedykuje ten track fanom
którzy byliby ze mną nawet jakby na głowie ten świat stanał
a jeśli Bóg wierzy w to że oddam rap tanio
nie uwierze mu nawet jakby tu spadł anioł
zapisano mi w genach że wydam solo ziom
to że tego głodni są wie każdy moj chromosom
gram strasznie ten rap zawsze
to V znasz mnie
ich czas nadszedł
ich blask gaśnie
ten czas nas jest
Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom

1. Przez stumilowy las stuwersowy trans psuje domy z kart,
A kto na szlak wlazł nie wróci na czas tam skąd przylazł,
Żadna siła tego nie powstrzyma, to styl co zabija i ciemna gęstwina,
Tablica w napisach:
"Omijaj, nie wkraczaj, bo stąd się nie wraca, zawracaj, uważaj,
Panuje tu magia, grasuje tu wariat,
Buduje tu plagiat i gra świętokradztwa,
Pilnuje matactwa i pluje na prawa,
Gustuje w potrawach na żabich przyprawach,
Odprawia swe chamstwa w ofiarach na balsam,
I knuje i snuje on i jego dom..."

Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom

2. Czarny czarodziej, sędziwy kołodziej, niegodziwy złodziej i z cukru ten dom,
Co wabi Cię miodem, byś skończył tam podle, to diabeł na miotle Be U KA i tron,
Na którym zasiada i ludzi okrada, zabiera uczucia buduje swój dom,
I w wersy je wplata i skarbiec posiada, artefakty ma tam i marszczy swą skroń,
To diabeł, to szatan, piroman i zdrajca, piekielny pustelnik, nekromanta, ogr,
Raz na dzień dostarcza mu wioska wciąż jadła, bo inaczej nawiedzi także i ją

Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom
To jest centrum mojego miasta (miasta) wielu młodych ludzi z niego
wyrasta takich jak ty (ty) twój brat czy siostra czeka na ciebie co
druga prosta ulica (ulica) miasto to martwica Sienkiewicza taki zwyczaj
wał (wał) ale to rzecz jasna bo takie są właśnie ulice mego miasta
podziękuj rodzicom a zwłaszcza tacie (tacie) którego ostatni raz
widziałeś w fiacie oddawał długi chyba swojej córki (córki) potem dostał
tylko raz albo dwa brat siedzi już na kilka lat (lat) zrobił zły interes
i nagle wpadł (wpadł) bo każdy młody człowiek tak wyrasta bo tu właśnie
są ulice mego miasta!

To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!

To jest centrum mego miasta (miasta) centrum mojej dzielnicy (dzielnicy
) nie ma tutaj nic stary kto to pyta (pyta) na co dzień widzę biały
dzień który jest ostrzeżeniem dla mnie i dla ciebie na raz na dwa (dwa)
albo na trzy (trzy) trzy jebane sposoby odpowiadam tobie co to jest
centrum i centrum co to jest (jest) przemoc rodzi się i zabija ciebie
taka jest prawda i każdy o tym wie (wie) tak będzie (będzie) chcesz
tego czy nie chcesz (nie) jeszcze popamiętasz (popamiętasz) cmentarz
(cmentarz) mojego miasta elementarz jeszcze popamiętasz (popamiętasz)
cmentarz (cmentarz) elementarz!

To jest podzielenie między czarnym a białym (białym) centrum mego miasta
jest miejscem doskonałym to jest podzielenie między dołem a górą centrum
mego miasta jest środkiem dziurą nie ważne jesteś stąd czy nie stąd (nie
stąd) o jebane centrum może ci zaszkodzić (ta) podzielenie jest ponad
podzieleniami Wzgórze Ya-Pa 3 niech będzie z wami centrum miasta (miasta
) czyli ulica (ulica) groźne twarze groźna okolica (okolica) smród i
brud daje wiele do myślenia życie się toczy centrum się nie zmienia!

To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!

Centrum mego miasta!
Centrum mego miasta!
Centrum mego miasta!
Centrum mego miasta!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo