Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Mój ziom ma dziecko; dziecko ma zabawki, a wśród zabawek
jest gąsienica, która recytuje alfabet. (Autentyk!)
Jak ją wcisnąć w brzuch, to gra piosenki,
w których słowa mają poprzestawiane akcenty.
Co to za idiota, czy idioci tak tępi,
że sprzedają coś co uczy dziecko, że niebo jest BŁĘkitne?!
BłęKItne! "Dobra" - myślę - "Skończ ten teatrzyk."
To nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.

Innym razem znowu coś na pewno nie tak:
otóż od pół godziny wlecze się przede mną ten dziad
i nie mam jak go wziąć - zajął całą drogę.
Mogę tylko trąbić i szkaradnie kląć, że dziad jest głuchy jak Beethoven.
Myślę: „kurwa, co za baran!”.
Ale z drugiej strony mam tu drugą płytę Tribe'ów, więc włączam ją zaraz
i chowam gniew. Nie ma go rozpościerać nad czym,
bo to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.

Później: zamawiam kawę i to czarną kawę,
i dodaję nawet, że bez mleka i śmietanki, i bez żadnych gadek.
Patrzę na typa - widzę, gar ma słaby,
ale upewniam się, że usłyszał, że czarna ma być.
Z tym, że typ stał pewnie tam, gdzie ZOMO,
bo niesie mi padakę wybieloną, myślę: "oh, zapłacisz za dyshonor!",
ale w końcu macham ręką, szkoda tłumaczyć.
Zresztą to o niczym nie świadczy, to nic nie znaczy,

Następnie słyszę taki strumień:
że w „»dwutysięcznym jedenastym« padł najbardziej »przekonywujący« argument,”
i że „zwłaszcza »drugi maj« dał asumpt”.
i że „to »wyłancza« wszelkie dyskusje w tym »okresie czasu«”,
i że „to w »cudzysłowiu« killer.”
Słucham i czuję, że jeszcze jedno zdanie i będę miał wylew.
Rzuciłbym kamieniem, ale rzuca ten, kto rzucać ma czym,
więc to »nic nie świadczy«, to »o niczym nie znaczy«.

Potem: jadę tramwajem i ponownie rozpacz,
bo próbuję czytać, ale rzuca tym gruchotem jakby miał się rozpaść.
Przyszło mi w różnych absurdach grać,
ale nie kiedy literki zlewają się w wielki napis "KURWA MAĆ".
Szaleniec robi sobie rajd po tych torach krzywych.
A ja myślę: "trudno, znajdź jakieś pozytywy
i poczekaj na kawałek torów gładszych",
bo to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.

A to dziewczę w TV? Ja jej nie znam, ale zna ją naród.
Tak wdzięcznie opowiada o trudach pracy w serialu.
Jest śliczna, kiedy tak uroczo plecie
o poprzednim mężu i następnym filmie, i obecnej diecie,
i że w zasadzie jest szatynką, chociaż w sumie lekko blond.
Wyłączyłbym to, ale pilot tak daleko stąd,
więc posłucham jakich w kuchni używa naczyń.
To o niczym nie świadczy, to nic nie znaczy.

Bo to dziecko, nawet z chorym akcentem, może być zdrowe,
a ten dziad kierowca rzuci jazdę furą i wskoczy na rower.
Kelner da mi czarną kawę - tak zwyczajnie.
»W każdym bądź razie« taką mam nadzieję »bynajmniej«.
Tory będą gładkie, a proste
i wyjdzie, że ta celebrytka wolne chwile zaczytuje, nie wiem, Mrożkiem?
To wszystko przyjdzie mi zobaczyć,
a że jeszcze nie dziś, to jeszcze nic nie znaczy.
No, weź to poczuj, nie mów żeby ktoś dał Ci spokój,
bo nie możesz stać z boku, musisz poczuć to.

Jeśli czujesz to, stoisz teraz z drinkiem,
jeśli ona to czuje to teraz kręci tyłkiem
i to nie przez chwilkę, tylko przez cały numer,
no weź to poczuj, bo prawie każdy czuje.
To jest coś czego nie nauczysz się nigdzie,
to musisz mieć w sobie, samo to nie przyjdzie,
możesz czuć to w windzie, na ławce, w łóżku,
to nie, kurwa true school, musisz mieć to w mózgu.
Czuj rytm niezależnie od gustu, musisz,
bo pamiętaj tego nigdzie się nie nauczysz,
tym bardziej nie kupisz, to nie jest na sprzedaż,
tu i teraz, czujesz to, tak jak czujesz ten melanż.
Ej, słyszysz ten bit, zaraz usłyszysz refren,
poczujesz ten rytm, nie mów że nie chcesz,
to jest pewne, kluby pełne, a wewnątrz ludzie,
którzy czują to na pewno, na serio,
wbijcie tam, zobacz co jest grane, poczuliście to,
no to refren razem, yo.

Ref.
No, weź to poczuj, nie mów żeby ktoś dał Ci spokój,
bo nie możesz stać z boku, musisz poczuć to.

Czujesz ten rytm, kieliszki w powietrze,
poczuliście to, jest naprawdę pięknie,
trzeba jechać, nie ma co się ograniczać,
na co czekać, poczuć to i mieć coś z życia.
Yo, ręce w górę, w ruch biodra, czujecie to,
na to wygląda, więc po co zwalniać,
trzeba podkręcić, niech spierdalają stąd abstynenci.
Kolejnej części nie będzie dla nich, bo się lekko spóźnili
i gdzieś zaspali, gdzieś zostali i tego nie poczuli,
poczuj to, tak jak byś oni nie zamulił, nikt nie został,
jak jeden procent ze stu, jeśli już czujesz,
to możesz jechać bez słów, możesz jechać wbrew
wszystkim regułom i pierdolić tych, którzy tego nie czują.
Ujmując, oczywiście nikomu, jeśli przyszedłeś popatrzeć,
to wracaj do domu, jesteś kiepski, tylko innym spieprzysz humor,
zostaw to tym, którzy to naprawdę czują.

Ref.
No, weź to poczuj, nie mów żeby ktoś dał Ci spokój,
bo nie możesz stać z boku, musisz poczuć to.
Cisza ogarnęła teraz mój spokój
Jak u boku samotnika chodzę własnymi ścieżkami
To cisza wywiera na mnie wielki wpływ
Zabija wszelki hałas gładzi codzienności syf

Cisza trzymaj w kieszeni tego asa
Gdy męczy zamęt i problemów masa
W tych czasach coraz trudniej ją wyłapać
To definicja własna ona się opłaca

Cisza to pełnia szczęścia
Wczoraj i dzisiaj wszechświat uzupełnia
Jej skład to spokój i umiejętna
Przerwa w nerwach i codziennych manewrach
Cisza to moja werwa wtedy się zamykam
Samoistnie zaczynam pisać i się spełniam
Sama w sobie jest piękna to moja energia
Nie jedna chciałaby być tak szlachetna
Jak matką diamenta Antwerpia od wieków
Bezpieczna jak młodzieńcze tajemnice w człowieku
Mogę ją znaleźć w największym zgiełku
Potrafić setki przeszkód obrócić pomocną dłoń
To źródło leku na prawie całe zło
Nietykalna przez żaden pierdolony sąd
To wielki błąd gdy jej nie doceniasz
To prąd dla życia w sytuacjach zwątpienia

Trzymasz żar tudzież zaciśnięty w garści
Odstawia stres na bok, a ty mała zaśnij
W tempie werbla w dłonie tu teraz klaśnij
Wsłuchaj się w tą chwilę trochę czasu dasz mi
Ej ty prosto w oczy patrz mi tylko ty muzyka cisza
Więcej wyobraźni
Zaśnij jak pod wpływem błaźni
Patrząc słucham, obserwuję co mnie drażni
Cisza mnie ukaja
Uspokaja codziennego dnia teraz na bok
Odrzucam fajans, nie ma mnie dla nikogo
Nie oddzwonię zaraz
W tym momencie jak zwykle tysiąc spraw na raz
Wokół cisza i muzyka, ta daje po garach
Słychać na ulicach muzę, która bębni w barach
Ja trzymam się z dala
Drażni mnie ta bydła fala, która się stara zabić ciszę
Zara, która się stara, zabił ciszę zara

Cisza ogarnęła teraz mój spokój
Jak u boku samotnika chodzę własnymi ścieżkami
To cisza wywiera na mnie wielki wpływ
Zabija wszelki hałas gładzi codzienności syf

Cisza trzymaj w kieszeni tego asa
Gdy męczy zamęt i problemów masa
W tych czasach coraz trudniej ją wyłapać
To definicja własna ona się opłaca

Atmosfera ciszy swobodę zbiera
Uwiera mnie kariera to nie tak sukinsynciu
To nie fair, bądź młody, przewiń ster, wciśnij ej play
Nie mam maty zatem cisza zimą czy latem ma swój patent
Ma to znaczenie dla mnie kolosalne,
Udowadniają to stany e-emocjonalne
Nie relaksujesz się przy niej, stawiasz sobie punkty karne
Cisza to farmer spokoju farmer
Cisza jak makiem zasiał, cisza jak w grobie
Powie to cichobieżny motyw jest cokolwiek
Aczkolwiek człowiek spędza teraz sen z powiek
Gdy hałas uderza w naturalny obiekt
Dopada psychikę, znajduje swój obiekt
Wtedy lecisz do ciszy tej, tej, tej, tej powiew
Stan nieważkości w cudzysłowie
Cisza wtedy jest moim pogotowiem

Dobra cisza znów siadłem nad pustą kartką
Tylko ja i mój żargon twardo kreśli kolejne wersy
Jeśli nie wejdzie nikt to
Będę mógł rzeźbić swój kameleon styl
Nadal przepadam za bitami w takich tempach
Nie powiem, że nie widzę się w eksperymentach
W jakichś nowoczesnych bębnach, łamanych pętlach
Znajdę coś dla siebie, bo to wyższa poprzeczka
Kolejne wyzwanie sam sobie postawię
Jak alpinista na swej kolejnej wyprawie
Mój Mount Everest a tekst to czekan
Teraz już wiesz, że ma cisza to ten rap

Cisza ogarnęła teraz mój spokój
Jak u boku samotnika chodzę własnymi ścieżkami
To cisza wywiera na mnie wielki wpływ
Zabija wszelki hałas gładzi codzienności syf

Cisza trzymaj w kieszeni tego asa
Gdy męczy zamęt i problemów masa
W tych czasach coraz trudniej ją wyłapać
To definicja własna ona się opłaca
To wiarygodność tworzy dobrego rapera
nie ma tu dla ciebie miejsca jak za ściemą leci ściema
ilu takich leszczy wydaje swoje ścierwa
na siłę pierdolą o swoich wymyślonych przejściach
jak nie masz pojęcia to stul kurwa pysk
dobrze na tym wyjdziesz to dla ciebie czysty zysk
nie udawaj proszę bo się później zesrasz
zrobi ci się przykro i poleci łezka
może rób tylko Bragga i pierdol życiowy przekaz
jak w życiu byłeś pipą to tam możesz się wyszczekać
nagrywają z dodą grają psa w serialach
to jakby swoim fanom jechali po matkach
gardzę takim szajsem wypowiadam walkę
w ryju już ci zaschło jakbyś wódę zagryzł talkiem
wiesz że jestem godny wiary bo mówię prawdę
prawdziwy rap z Poznania dbam o miasta markę

Wiarygodność to być godnym wiary
niektórzy tacy byli i sprzedali ideały
chcesz być kurwą w mieście pełno latarni
oni w czasie roboty wypisali tam swoje tagi
Wiarygodność to być godnym wiary
niektórzy tacy byli i sprzedali ideały
chcesz być kurwą w mieście pełno latarni
oni w czasie roboty wypisali tam swoje tagi

Zero tolerancji dla Falsyfikatów
od moich odbiorców dla was milion faków
nie traktuj słuchaczy jak tępych szczeniaków
bo utrzymują ciebie i nie żałują hajsu
znam takich kozaków co pierdolą psy
później wskazał placem panie władzo to nie my
do dziś ma szacunek bo ucichła sprawa
w rapie jebie konfidentów jest zaganiara
przecież wiemy o tym wszyscy pała to pała
gdyby znali prawdę płyta by się nie sprzedała
drugi zmienia się co album mówi że to progress
rok temu był z ulicy dzisiaj śpiewa jak beyonce
jebie mi to stolcem i jest niewiarygodne
żeby być raperem nie wystarczą szerokie spodnie
ja mówię co myślę do tego trzeba mieć jaja
i choć nie mam kościoła to po mojej stronie wiara

Wiarygodność to być godnym wiary
niektórzy tacy byli i sprzedali ideały
chcesz być kurwą w mieście pełno latarni
oni w czasie roboty wypisali tam swoje tagi
Wiarygodność to być godnym wiary
niektórzy tacy byli i sprzedali ideały
chcesz być kurwą w mieście pełno latarni
oni w czasie roboty wypisali tam swoje tagi
[Abradab]
.. Czy ty?
Myślisz ze wejdziesz na wejście synu? Jesteś w błędzie nic nie pędzi oprócz rymu RRRRryszy jak na kolędzie proszę to orędzie numer 2, aaa, P-F-A mówi reszta cichosza znów, aha, no bo bajeczka z morałem a jakże przecież zawsze taki, patrz. A o czym będzie dzisiaj? Czytam bądź żeś ciszej.(Ćśś) Cisza w drugim rzędzie no bo proszę zabrzmię, nie zadrwi ze mnie nikt, bo jestem super oryginalny, z prędkością super gwiazdy, spadam prosto na głowy młodych więc módl się MC, jeśli słyszysz w tle dobry bit to znaczy że jest D-A-B, sprzedaję swój styl możesz zabrać go do domu.

*Wiem po co mówię, czemu mówię to i komu*

Kontroluję cię, sprawdzam każdy ruch na scenie kleję z tobą nitki i realizuję krótki plan roszerzenia działalności na szersze częstotliwości, rymy składam rymy gram, na szablony i szufladki sram, więc posłuchaj sam, może coś do powiedzenia mam.
Minutka rymu, czy to zrobić trudno jedni mówią skądże po czym kleją.. U, to zarówno tak proste jak drutno chyba ze rymem zdobiesz.. gówno. Ja się nadal nie bawię, rymować potrafię to lubię nie zgubię bo dobrze mam czuję lepiej będzie w głowie potem ktoś mi powie że to tylko powiew, lub coś tam, ja sprostam zadaniu które MC stawiają, frajerzy i pozerzy wymiękają, to jest twarda rozgrywka dla maminsynka, chwila dobrej sceny jest już bliska, potem hip-hop na lodziskach, klubach już ciska od ludzi powodzi a każdy, dobrze, wie o co chodzi a-ha ha, Tak! Więc łap za mikrofon i pomóż mi to zrobić. Orędzie D-A-B. Im więcej MC tym więcej H-I-P-H-O-P.

*Wiem po co mówię, czemu mówię to i komu* x 9
Niektórzy by życzyli mi bym wiecznie tu mieszkał
niektórzy by skazali mnie na mękę do piekła
jak nie chcesz to przedsmak tego co będzie później
przemoc to nie w tej rundzie, niemoc, to jest zbyt trudne
siedząc tu omijasz kolejne południe w biegu
ludzi, których chuj obchodzi tak ogólnie przebój
w tej sekundzie nie mów co ważne i istotne
to nagle cię dotknie, żyjemy tak też więc oszczędź
siedzę, bo wokół mnie zbyt truje pośpiech
by wstać, iść i cel swój w tłumie dostrzec
skunem kopce, otoczenie bezbarwnych
jego korzenie, nazwę swego rodzaju magnes
splata Bóg mi, gdy dym dociera do płata płuc i zaczyna atak destrukcji
zapal i uśnij, mówi do mnie sumienie
zgubisz problem pod tlenem, spokojnie, to eden
siedzę, powieki mam ciężkie jak czeki na wejście
w pokerowym szaleństwie, choć noc w pół do pierwszej
siedzę i patrzę jak w sąsiedniej klatce los bierze pułapkę
ktoś nie wie, że miastem rządzą inne prawa
choć przez prawo co skurwysyn w izbie ustanawia
to ulicy zło, zarazem sława, czyli coś co cieszy
i coś co zastanawia, czysta prawda

[x2]
Jedne życie w jednym tempie
Jedno bicie z jednym sercem
W jedną chwilę jedność przejdzie
Spróbuj sobie wyobrazić - życie czy śmierć
tu wszystko może się wydarzyć

Łódź, skrzyżowanie w centrum miasta
siedzę na przystanku patrzę jak stanęła w miejscu rap gra
brat, brać te płyty spalić je lub zniszczyć
kac na, te chwyty zabić chce tu wszystkich
zanim stresu czynnik wykpi w nas rozsądek
wyjdź i patrz co dobre czy bliski nam ten okres
bzdura tu chuj kogo obchodzi co jak u nas
pokaż skuna, zapomnimy o klątwie
to ta dula zielonym napełniona wrzątkiem
siedzę na oriencie, coś się dzieje koło mnie
gdzie ci ludzie tak biegną? obojętność na twarzach
szybkie tętno, powtarzam w krokach stres
co nie daje odetchnąć, masz zawał nie przyjemność
ktoś cię namawiał czy ta gra jest tylko dla nas inwencją
nie żyjemy w stanach, żaden tu Rocca Fella
z budynków co do nieba pną swoje piętra
projekt nędza zwycięża boje w centrach
miast takich jak to z komuny architekta
siedzę i obserwuje tu jest wszystko co edukuje
hip-hop to w nas mieszka, nie jest tak?

...wymierzył i wystrzelił...
...wymierzył i wystrzelił...

[x2]
Jedne życie w jednym tempie
Jedno bicie z jednym sercem
W jedną chwilę jedność przejdzie
Spróbuj sobie wyobrazić - życie czy śmierć
tu wszystko może się wydarzyć

...wymierzył i wystrzelił w samo serce...
...wymierzył i wystrzelił w samo serce...
...wymierzył i wystrzelił w samo serce...
Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom

1. Przez stumilowy las stuwersowy trans psuje domy z kart,
A kto na szlak wlazł nie wróci na czas tam skąd przylazł,
Żadna siła tego nie powstrzyma, to styl co zabija i ciemna gęstwina,
Tablica w napisach:
"Omijaj, nie wkraczaj, bo stąd się nie wraca, zawracaj, uważaj,
Panuje tu magia, grasuje tu wariat,
Buduje tu plagiat i gra świętokradztwa,
Pilnuje matactwa i pluje na prawa,
Gustuje w potrawach na żabich przyprawach,
Odprawia swe chamstwa w ofiarach na balsam,
I knuje i snuje on i jego dom..."

Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom

2. Czarny czarodziej, sędziwy kołodziej, niegodziwy złodziej i z cukru ten dom,
Co wabi Cię miodem, byś skończył tam podle, to diabeł na miotle Be U KA i tron,
Na którym zasiada i ludzi okrada, zabiera uczucia buduje swój dom,
I w wersy je wplata i skarbiec posiada, artefakty ma tam i marszczy swą skroń,
To diabeł, to szatan, piroman i zdrajca, piekielny pustelnik, nekromanta, ogr,
Raz na dzień dostarcza mu wioska wciąż jadła, bo inaczej nawiedzi także i ją

Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom
Myśl co chcesz, nawet jeśli nic nie osiągnę
Będę szedł tam gdzie świeci to słońce i Ty to wiesz
Choćbym miał iść za drobne, nigdy nie poddam się
Nie zostawię Cię, bo kocham Cię na dobre i na złe

Ciąglę uczy mnie świat, że sukces to forsa
Chciałbym ubić ten hajs, ale umieć go oddać
Tym co czuli strach, przed końcem miesiąca
To budzi żal, że żyją tutaj ludzie po kosztach

Może mój świat marzeń, być jak głupia historia
Po to mam wyobraźnie, by bujać w obłokach
Choć jestem jak karzeł, mogę jak olbrzym kochać
Spróbować się odnaleźć, w Twoich emocjach!

To nie tak że nie mam serca i na zimno to piszę
Możesz na chwilę tu przestać czuć, zniknąć w pyle
Ale siebie nie oszukasz, nawet myśląc na siłę
Nie da się sprzedać wnętrza, choćby za milion- tyle

Nie chcę uciekać w nicość, ciągle zmiany szukać
Po co zmieniać wszystko, jak nasz świat jest tutaj
To nasza rzeźba tylko i może nam się udać
Największa perła z istot?-chcę jej zaufać

Może to być dziecinnę, może to nic nie znaczy
Ale daje mi kurwa siłe, by kruszyć skały
Daje mi najczystsze życie, poczucie prawdy
Na codzień za dużo myślę, chcąc to wytłumaczyć

Myśl co chcesz, dobrze wiesz co dla mnie znaczysz
Mogę grać w tą gre nawet jak poznasz me karty
Chcę wszystko mieć dla siebie, lub wszystko stracić
To ryzyko jest tu wszędzie, mimo to grałbym

...Znaleźć drogę jak każdy i błyszczeć jak złoto
Choć sam połysk nic nie warty, jestem wyżej, głęboko
Chcę Cię ponieść w gwiazdy bo tam odkryje kosmos
Mówić najtrudniejsze prawdy tak, wybitnie prosto

Mam coś do powiedzienia wiesz, obserwuje od lat
I szukam szczęścia tu gdzie, to szczęście daje hajs
Bo nawet gdy mówię cały dzień, rozrywa mnie od zdań
Których nie powiedzaiłem, a chciałem powiedzieć tak

To ma dawać Ci rozkosz, której raczej nie znajdziesz
Gdzieś w majtkach, kogos z lekcji, marne masz szanse
Nie mam palca obok wierz mi mam wyobraźnie i kartkę
Dopieszczam słowo, jakbym pieścił palcem łechtaczkę

To wszystko dla mnie... żaden obowiązek
Mogę stworzyć magię, tylko coś powiedz
Zburze tą barykadę, albo przejdę po niej
Bo nie zostawię tego nigdy jeśli będę czuł płomień

Otwieram się jak kwiaty dla Was, równo z wiosną
Nie chcę być zapomniany, spadam jak z góry potok
Nie mogę stracić czucia, gdy oni czują kto to
Bo nie podlewam szansy tutaj... suchą kroplą

Wiem że mam szanse, pierwszy dobiec na mete
Kiedyś pierwsze starcie, dziś może być tylko lepiej
Chce spełnić się dalej, znaleźć to miejsce
A Największe z moich marzeń to Twoje serce
Jest dawno, dawno temu.
Siedzimy zamknięci w pomieszczeniu
do którego nas nie widzieć czemu,
nie wiadomo kto przeniósł.
Postawił premium i wychodzić zabronił.
I to z grubsza wszystko co wiadomo o nim.
O nas też wiadomo niewiele przyznam,
prócz tego, że nie konweniowała nas ta izba.
I, mimo że chwilę trwało to premium na czczo,
nie minął kwadrans zanim całe gremium chciało wiać stąd.
Ale jak tu wiać skoro drzwi zamknięto?
Jest wprawdzie małe okno, ale to szóste piętro!
„Siódme!” Nawet siódme zobacz!
Myślę że oknem nie mamy co próbować.
Jeden z nas sięgając za pazuchę popadł w rechot.
„Co tam masz?” „Telefon!”
To dzwoń po kogoś i powiedz temu komuś,
że sami nie wyjdziemy i czekamy, żeby ktoś nam pomógł.
„Jasne!” I w tej sytuacji marnej,
on zaczął dzwonić do straży pożarnej.
„Halo!” Aż nagle zauważył ktoś słusznie w sumie:
„To nie ten numer!”
I jakby jeszcze mało było mi tu zgrzytów,
zaczęła na nas płynąć woda z sufitu.
„Co?” „Weź mnie nie pytaj!”
„Tu potrzebna jest szybka pomoc hydraulika!”
Któryś z nas najwidoczniej obeznany z życiem
wytrzasnął skądś miskę i podłożył ją pod wyciek.
„Sprawdź to!” „Nie no wierzę, że wytrzyma,
tym niemniej jak najszybciej robiłbym stąd wymarsz.”
Ten od komy zauważył, że czas nadszedł,
żeby wreszcie „za okno patrzeć”
„Patrzysz!" „Patrzę!" „Patrz!"
Popatrzył i wyszło z niego kto on zacz...
Bo taki nam szatański pomysł podsunął,
by z tego okna ordynarnie pofrunąć.
Ale kto ma lecieć i na czym tu latać, na misce??
„Jak na gramofonach twister!"
„Twister?! Wybacz ja żywego go wolę."
Lecz on nalegał: „Zamieńmy role"
„Nie powiesz mi, że sam polecisz przecież?"
„Niech chcesz uwierzyć? To popatrz jak lecę!"
Cofnął się, zaczął biec i gdy do okna dobiegł,
wyfrunął przez nie jak pieprzony szybowiec.
("aaaaa!!")
Potem podszedł drugi. „Co też przez okno pryskasz?„
„Chyba już się domyślasz."
Za nim, kolejno cała reszta wyfrunęła, wyjąc.
Jeden nawet się pożegnał „Adios!"
A gdy już wszyscy wylecieliśmy stamtąd,
do pokoju wszedł ten, który wcześniej go zamknął.
„Ej chłopaki! Jak pragnę zdrowia w życiu!
Nie siedźcie tu w sypialni moich rodziców!
Obok w pokoju jest impreza, wóda, fruzie, mało?
W ogóle gdzie wy jesteście? Kto otworzył okno? Halo!"
I wołał nas ten gospodarz pełen dobrych chęci,
kiedy my tu już dawno wyfrunięć.
Powiał nas wolności zefir i wrócimy dopiero rano,
po kefir oraz paracetamol.
To jeszcze wbrew pozorom nie koniec,
albowiem pewien głębszy sens ma cała ta opowieść.
Bo fruwać jest generalnie nieroztropnie,
więc nie pijcie przy otwartym oknie!
Zobaczymy co powie...
Ten Pokahontaz

Chcesz, opowiem Ci bajeczkę o tym
Jak rozpoczął swą wycieczkę i loty
Między K-c a swym miasteczkiem kroczył
Wyciągnął i połknął zawleczkę po czym
Rzucił granat do zwalczania łgania
Na chama wbił w ten komediodramat
Postać ustawiana w cieniu kompana
Od zarania spuścizna wuja Sama w nagraniach
Wachlarz rodzynek tzn maminsynek
Dostał się tylnymi drzwiami na rynek
Wystrzelił czasownikowy magazynek
Na bazie i fazie swych PSYCHOROZKMINEK
Dalej wiesz co było nie wiesz
To wyklikaj jedna niemiłość dla tego zawodnika
Aha! Zapomniałbym najważniejszego czynnika
Zarabia do dziś na śmierci Magika
Styka?

Blał ciki ciki blał
Beka, beka z Ciebie
Co mi możesz zrobić?
Pisać nawet nie powiedzieć
Blał ciki ciki blał
To już jest przesada
Upośledzony zjebie
Nie kleisz o czym gadasz x2

Pierwszy
Liść na odmółkę zera
Teraz diss na kurwę i żałosnego frajera
Hajs się zgadza, wersy od komercyjnego rapera
Moja kariera wam przeszkadza
To teraz sponiewieram:
Obsrane śmiecie chuja wiecie
Nie wyjdziecie z tej jadki
Kozak w necie pizda w świecie
Bity kutasem matki
Wieprze, dziwki, ciecie, szmaty
Wycieruchy i łaki
Nadchodzi pora gdy przeorają wam dupska te traki
Ja pierdolę, gimby w szkole słuchają mojej płyty
I mają ją w oryginale, ja mam status celebryty
Mają mentalne przedszkole ja grałem wtedy opole
Robiłem bity gdy ty w przedszkolu byłeś:
W dupę szytym nie mytym chujem
Pyskujesz wyzywasz od hipokryty
Że robię rap pod publikę?
Błąd.
Robię rap dla publiki
Zbesztam Cię i zdissuję
Bo chuja wiesz jak tu jest
Co czujemy do muzyki?
Trzymamy majki wy pyty

Blał ciki ciki blał
Beka, beka z Ciebie
Co mi możesz zrobić?
Pisać nawet nie powiedzieć
Blał ciki ciki blał
To już jest przesada
Upośledzony zjebie
Nie kleisz o czym gadasz x2

Patrz na przeciw, jak leci ten trzeci
Pan jazda nie gwiazda, bo nigdy nie świecił
Brzydal nie gdybaj
To proste chyba
Morda krzywa opryskliwa
Coś pewnie ukrywa
Z natury - paskudny
Powierzchownie - nudny
Wiecznie marudny z charakteru trudny
Z nikim się nie liczy
Przy tym spuchnie
Przy tym na koncertach krzyczy
Pewnie beret zryty
Za dziecka został wylany z kąpielą
Współpracy zero
Sam sobie jest kapelą
Kradnie artystów innym lejbelą
Tamci mordą mielą
On w górę kielon
Megalomania wielkości
Za hajsem pościg
Szczątki szczerości
Spadek jakości
Dość i tu się kończy bajeczka
Koniec ujadania
No chyba, że masz jeszcze coś do dodania

Blał ciki ciki blał
Beka, beka z Ciebie
Co mi możesz zrobić?
Pisać nawet nie powiedzieć
Blał ciki ciki blał
To już jest przesada
Upośledzony zjebie
Nie kleisz o czym gadasz x2

Zeszyty pełne liryki
Mamy wyniki pajace
Dławisz się moim kutasem od czasów Paktofoniki
Mam zajebistą pracę i jutro jedziemy w trasę
Dziwki, narkotyki, basen dla ciebie proste jak laser
Tymczasem spuść z tonu prostuj do pionu
I czasem
Wyjdź z domu
Daj sobie pomóc ziomuś
A na sen przeczytaj książkę
Nie powiem nikomu
Razem możemy dać więcej, niż obraza za obrazę
Na razie błaźnie, gamoniu
Wróćmy do domu
Zrobię Ci krwawą łaźnię
Bo mam wyobraźnię do nut
Rozszczepię twoją jaźń do atomów
Masz talent do farmazonów
Widzę to wyraźnie
Lamusie
Nie znasz mnie, a opowiadasz o Fokusie
Baśnie i właśnie tu się nic nie zgadza
I słusznie upośledzony przydupasie
Nie kleisz o czym gadasz
Żal mi ciebie
Odpowiadam...

Blał ciki ciki blał
Beka, beka z Ciebie
Co mi możesz zrobić?
Pisać nawet nie powiedzieć
Blał ciki ciki blał
To już jest przesada
Upośledzony zjebie
Nie kleisz o czym gadasz x2
Świt zmienia się z nocą
Gdańsk główny wbiegam tu gdy głośniki bełkoczą
że na peronie już stoi mój pociąg (kurwa)
Przy czym jedną rzecz od razu ustalmy
ja spóźniony jak zwykle on zaś wyjątkowo punktualny
to pierwszy absurd ale na drugi czekam dość krótko
wita mnie uśmiechnięty konduktor
mówiąc dzień dobry, proszę, dziękuję i dalej w tym stylu
myślę no ładnie odjebało mi już
nie patrzę do tyłu tylko wbiegam z trudem
i znajduję przedział dwie studentki matka z dzieckiem i student
siadam i od razu mam problem z tym 4-letnim dzieckiem
bo jest coś kurwa podejrzanie grzeczne
a widzę, że to urwis groźny, bo ma oczy sprytne
i z przyjemnością by mnie choćby kopnął w łydkę
albo inne brzydkie rzeczy by przedsięwziął szczerze
a mimo to ich łotr nie przedsiąbierze (he?)
myślę co się tutaj dzieje do diabła
patrzę na studentki jedna jest ładna
ale student zamiast ją uwieźć adoruje laptop
więc ona dała się poderwać notatkom
matko boska świat się tak łatwo rozpadł
czy to jest miejsce w którym byłbym rap pozostać
w towarzystwie nieludzko grzecznego dziecka i trojga technokratów
w tym pociągu jadącym na zachód
czuję przypływ strachu i w rozpaczy taki koncept mam
może to nie PKP tylko Deutsche Ban
nie bez sensu myślę szowinisto podły
przecież niemiecki czterolatek by cię chociaż pogryzł
gdzie są przyczyny tych skutków
myślę pogrążając się w smutku Boże skąd ten chłód tu
i kiedy właśnie pytam się sam do czego myśmy doszli
ktoś aksamitnym głosem mówi przez głośnik

Szanowni państwo zbliżamy się do stacji Koszalin Główny
bardzo prosimy wszystkich wysiadających podróżnych
o sprawdzenie czy w przedziale nie pozostał ich bagaż podręczny
jednocześnie zachęcamy do jeżdżenia pociągami naszych linii, do widzenia

Głos przestał się sączyć a ja myślę no przesadzili teraz
świat się kończy czas umierać
bo to znak, że kapitalizmu dziczeje reżim
skoro już nawet PKP jest jazzy
skończę jak Chłasko
nic tylko się chlasnąć
kiedy runął już ostatni bastion
pękło pasmo złudzeń i jest rozpacz parszywa
ale nagle koszmar zaczyna się urywać
bo gdzieś tak trochę przed Łomzem
wsiada babcia ubrana w moher myślę jest dobrze
nawet lepiej bo nim zaczniemy tłuc o tory
ona w połowie zdąży opowiedzieć nam swój życiorys
ot co, swoją drogą dosyć nudny z połowy bym obciął
ale wreszcie czuję tu się mniej obco
i jeszcze niuans nadziei źródłem
patrzę na firanki i z radością odkrywam, że są brudne
w jednym z miast sennych wsiada łysiejący brunet
babcia sięga po nasz Dziennik on wyciąga Trybunę
i w sumie robi się jeszcze goręcej przez to
zacieram ręce i cieszę się jak dziecko
a propos ten jak dotąd anemiczny anioł wpatrzony w okno
już mnie czterokrotnie kopnął w kolano
i czuję, że jest dobrze znów mi
bo gniew trzepie mnie jak turystę białoruski celnik bez łapówki
nie zasnę
słyszę szemranego sprzedawcę co idzie przez korytarz krzycząc piwo jasne
robi się pasztet
a ja czuję, że mamy jeszcze szansę
póki po torach jeździ ten skansen
w pociągach jest styl
więc zamiast płynąć w innych prądach gdzieś by
utonąć ja wolę oglądać ten cyrk
i czuć się jak pasażer kolei polskich
słysząc aksamitny głos jakby bardziej swojski

Hehehehe proszę szanownego państwa zbliżamy się do stacji Szczecin Główny
betaaa mhmmmm ... bagaże chciałbym żeby państwo zabrali je z przedziałów
Bałuty reprezentuję prosto z Wielkopolski
Na majku Ostrowski

Ludzie ci nie powiedzą w twarz tego co myślą,
trwasz choć mógłbyś prysnąć, tajemnic ze sto.
Kolejny dzień odkrytych dróg trud sugeruje błysk to mix stosy
Chcę na dalszy plan zepchnąć
Co ludzie nie powiedzą widząc twój szyk i gust
Czysty spust, luz. Majątkiem zajmie się ZUS,
Anioł stróż twojej rodziny, jak złapany na spinning.
Co ludzie nie pomyślą przy orzekaniu winy.
Kto zyska? Widzisz jak inni oceniają po pyskach.
Biznes jak o licealista hajs, fura, dziwka
Tą ostatnio już razy kilka jak ten czas po cyckach.
Co nie powiedzą ludzie komentując Twój wygląd
Którzy Ci kartotekę brudzą, którzy ją czyszczą.
Którzy to biali jak brystol, którzy to czarni jak bimbo.
Spojrzenia synchron i zawieszka jak Windows.

Co myślą? Nigdy nie odgadnę. Kto pierwszy kopnie jak upadnę?
Kto pierwszy dorwie sprawcę?
Kolejny dzień na ławce w słuchawce ziomek
Nic nie obchodzi mnie co kto myśli, gdzie co powie.
Jedna z tajemnic, by czuć się szefem jak ermit.
By każdy wiedział, kto w jaki stołek pierdzi.
Zrzeszenie w tłumie pośród nieporozumień ŁOJ
Robię co lubię, robię co umiem ŁOJ

Pomysł na rap to karać tych złych, jak gra gitara.
To jest git myk ulic nawyk, to azyl tu w kolorach szarych.
Marzy się Paryż barwny jak scary, fiesta na mary.
Prosto z estrad Moulin Rouge czujesz głód, chłód, głód
Lód pod stopami trzeszczy, to opowieść o tym
Jak błyszczy plastik leszczy, co złotem dodają se rangi.
Bierz ich lub idź dalej, przed tym co wiedzę ma klęknij.
Świat jest mały, ale należy do wielkich, choć zawsze
Znajdzie się szerszy, co wielkość wielkich pieprzy.
Na to z boku zerknij, oceń i idź dalej zgodnie z planem.
Wiesz szczęście bywa każdemu pisane. Co jest grane?
Oesteer na majku, Decks na gramofonach, a więc tym startuj
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo