Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1.I gdzie mam iść
straciłam cię
nasza przyjaźń
trwała już rok
i tak myślę źle
zrobiłam teraz że
pokuciliśmy się

2.Chciałabym to naprawić
ale nie uda się bo taka natura ma
więc żegnaj mówię ci.
Teraz muzyka kieruje mną
jeżdże na desce
to chciałam robić
zawsze być wolna
wolna wolna i zawsze myślałam że
to dobre jest jestem sobą na zawsze sobą
spotykam się z przyjaciółmi jak dawniej
jestem sobą
tylko sobą sobą sobą

3.muzyka kieruje mną
to ona i styl
zmienili mnie
to dalo mi coś do sensu
Jestem inna
zawsze chciałam robic to co
nigdy nie robiła ona jestem
szalona
szalona

naprawde
ale odważna
jestem sobą
sobą sobą haaaa haaaaaaaaaa
haaa hije hijee
Myślisz że łatwo spoglądac jak Ty płaczesz,
myślisz że łatwo okłamywac by nie ranic,
że chowałem uczucia straciłem do nich klucz oczekujesz ciepła a odbierasz chłód.

Jestem blisko ciałem daleko myślami płynę z moim dźwiękami krystalicznymi minutami tylko czasami z obowiązkami z tych częściej z warjatami śmich co przy nich zgrzyta prowadzę ryzykowny tryb. Kiedyś wytłumaczę jak jeszcze będzie komu też bym chciał być częściej w domu, mam coś do udowodnienia jedyna droga do szczęścia odnaleśc klucz a reszta bez znaczenia .Mijamy się w drzwiach pomyślec co będzie dalej aż strach, nie olejesz moich wykładów pełna obaw, nie odpowiadam za swe czyny, nie jestem bez winy, prowadzę podwójne życie dla dobra Twego nigdy nie odwiedzisz mego świata drugiego. Przy dziecku nocami rozmawiacie z gwiazdami, tulisz, całujesz ustami, tęsknisz za wspólnymi spacerami żalTy to wyczyszczona woda pozbawiona.
Wciąż Ja i Ty próbujemy nie zgubic siebie, każdy powrót daje nadzieje. Nie nie nie śpij !
Ty i Ja mamy nasze wspólne cele to uczucie musi być szczere.

Czemu płaczesz kiedy jestem daleko?
Martwisz się skończ Ona jest ze Mną!
Co Znowu masz problem?
Tak jestem gdzieś, zabieram Ją ze sobą ponieważ koi mój stres.
Znaczny kawał między nami a ja czuje Twoją złośc...
Nie potrzebnie, nie potrzebnie drażnisz mnie, przecież wiesz że kocham Ją i Ciebie!
Czasem nienawidzę Jej i Siebie!
Przecież tylko pragnę Jej i Ciebie!
Przestań się unosic to dla Ciebie i Siebie!
Wiem że nie naprawiam błędów, za dużo spraw mam na głowie.
Tak.. za dużo spraw siedzi w głowie, a Ty puść ten kawałek i odpocznij sobie.
Kiedy będę daleko, kiedy będzie Ci źle, kiedy złośc Cię ogarnie, kiedy smutek wda się. Rozpoznasz Ją w ciszy, ona popłynie do Ciebie,
Ona da Ci coś jak mi oddaje Siebie.
Ona....ona to muzyka którą otulam Ciebie .

Wciąż Ja i Ty próbujemy nie zgubic siebie,
każdy powrót daje nadzieje. Nie nie nie śpij !
Jeśli Ty i Ja mamy nasze wspólne cele, to uczucie musi być szczere.
Nie nie nie śpij!
Nie śpij i postaraj się jak kiedyś codziennie mnie zdobywac!
bym mogła! uwierzyc w zapewnienia i w twe proste gesty. Nie nie nie śpij !
Dotyk, obecnośc i Twe czułe szepty tak bardzo tęsknie za szczerym uśmiechem.
Słyszysz!? słyszysz!?
Nie śpij i postaraj się jak kiedyś codziennie mnie zdobywac!
bym mogła! uwierzyc w zapewnienia i w twe proste gesty. Nie nie nie śpij !
Dotyk, obecnośc i Twe czułe szepty tak bardzo tęsknie za szczerym uśmiechem.
Słyszysz!? Nie śpij! Tylko pieśc mnie oddechem...

Nie śpij bo odchodzisz mimo woli zapominasz o mnie, o nas powoli.
Nienie nie śpij!
Jeśli moje oczy są samotne, ciało prosi o dotyk, objęcie mocne ...
Wiem, że muszę zadbać o rodzinę żonę syna matkę,
Nie mów o białym złocie, tylko czym ja ją wykarmię
To mój honor, to dane Bogu słowo
Brat, się budzę cztery razy w ciągu nocy do pieluchy
Rap nie zrobi cię człowiekiem, jak życie cię nie nauczy
Taka prawda, lenistwo zabija tu świat w nas
Każdy by chciał wszystko na raz zamiast starać się o trochę,
Niby nikt tu nic nie pali, a by zjarał Europę
Powiedz, czy wystarczy nam spowiedź
Powiedz, komu dałeś władzę, tajnym służbom
Nie widzisz, że te służby w sposób jawny się kurwią?
Daj usnąć. Prawda jedyną furtką.

Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
I zapytać o to Ciebie się znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi,
Choć pewnie nie odpowiesz mi aż po grób.
Nieistotne, się dowiem, jeśli będzie mi pisane,
Bo wiarę mam w sobie, kiedy klęczę nie kłamię,
Panie, po co ja jestem tu?

Tylko głupiec nosi pogardę w sercu,
Kiedy widzi przed sobą grupkę innowierców.
To nie jest pogląd jego wiary mędrców,
Tylko spaczony krzyk jego kompleksów.
To żadnej religii nie jest doktryna,
By z powodu różnic konflikty wszczynać.
To chory klimat - iść i zabijać,
Zamiast nienawiść zamieniać w przyjaźń.
Rozbój duchowy czy zamach bombowy?
Skutek na pewno nie jest jednakowy.
Testament nowy czy nóż sprężynowy?
Pomyśl, kto te bzdury wkłada ci do głowy.
W kościołach, meczetach i synagogach
Dziś pseudo-wierni obrażają Boga.
Tylko zobacz, jak Pasterza trzoda
Pochłania mrok jak duszy choroba.

Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
I zapytać o to Ciebie się znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi,
Choć pewnie nie odpowiesz mi aż po grób.
Nieistotne, się dowiem, jeśli będzie mi pisane,
Bo wiarę mam w sobie, kiedy klęczę nie kłamię,
Panie, po co ja jestem tu?

Podobno miałeś na mnie plan, tak mi opowiadałeś kiedyś,
Wtedy jeszcze ze mną gadałeś, wtedy.
A ja jak kretyn wierzyłem w twoje szepty
I byłem gotów oddać im się bez reszty.
Wierz mi, aż twój głos nagle zniknął
I nawet nie było mi specjalnie przykro.
A wszystko wokół nabrało nagle tempa,
Z początku dobrze, bo z początku nie pękasz
Aż przy dźwiękach mijających lat za szybami
Zacząłem zastanawiać się nad tym co stało się z nami
I czemu nie zarzucasz mnie tymi planami więcej
A głowa ciąży mi już prawie tak jak ręce
I nie wiem sam czy przy tym tempie chcę,
Przeżyć tutaj jeszcze choć jeden dzień.
Bo mam dosyć, już prowadzą mnie inne głosy,
A kolejne dni zaskakują jak ciosy.

Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
I zapytać o to Ciebie się znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi,
Choć pewnie nie odpowiesz mi aż po grób.
Nieistotne, się dowiem, jeśli będzie mi pisane,
Bo wiarę mam w sobie, kiedy klęczę nie kłamię,
Panie, po co ja jestem tu?

1. Chada
Masz tu uliczny hardcore i wiesz co jjest 5
Możesz nie wierzyć w życie, my nie wierzymy w śmierć
Jak chcesz to leć ponad poziom chodnika
Lecz życzę Ci chłopaku byś ścierwa już nie tykał
Chada, Sobota - spływa po nas krytyka
Od zawsze u dzieciaków i w sercach i głośnikach
Jestem zepsuty - potwierdza to liryka
Wyszło na to kochanie, że źle wybrałaś typa
Ciągle oddycham, na życie mam apetyt
A z nami skurwysynu te najlepsze kobiety
One to wiedzą, że nawijamy z piekła
I nie chcą liczyć w sentymentach, lecz w centymetrach
Zakańczam spektakl, to kurwa koniec
Pierdole te docinki i złośliwe ironie
Na mikrofonie wjeżdżamy na twój rejon
Rap dedykuje ludziom, dealer'om i złodziejom

2. Chada
Na tych osiedlach ulica zbiera żniwo
To tu mam swoich ludzi, co wciąż idą na żywioł
Mówię o typach, na których codzień liczę
Nie jakieś kurwy w stylu 'nadstaw drugi policzek'
Prawdziwe życie, nie teatr marionetek
To tu dzieciaki kradną i wąchają tą fetę
Otwórz gazetę i uważnie poczytaj
Sporo się o nas dowiesz w policyjnych kronikach
Serdecznie witam, nie pytaj mnie dlaczego
Choć teraz się uśmiecham, wzrok mówi co innego
To kurwa koniec, podpalam wszystko w pizdu
Kurtyna prawdy spada, my pełni optymizmu
Idziemy przez te zgliszcza, a moje serce krwawi
Wciąż na krawędzi wojny - mogę przyjść i cię zabić
Bóg błogosławi, my ciągle po swojemu
Nie dziewięćdziesiąt dziewięć, lecz tysiące problemów

3. Sobota
Znów uliczny projekt - Sobota, Chada
Dla ciebie to koniec, już puls sobie badasz
Jeśli nas nadasz, kurwo Ci biada
Upadasz, nigdzie się nie poukładasz
Więc zważ co gadasz kolo i komu
Bo psychofana możesz mieć w domu
Będzie żenada i zamiast ci pomóc
To tylko ziomuś wpędzi cię do grobu
Rzucam na bit znowu i znowu
To przystwarza mi kolejnych wrogów
Jeden z nałogów, któremu dam upust
Strzelam do twych Bogów, już czuć odór trupów
Stuku, puku, akuku. Zdziwione?
To napad, nie sapać i nie tym tonem
W górę ręcę, chcę widzieć wszystkie dłonie
Kto nie jest z nami z tym koniec !
Raz raz raz raz
Posłuchaj chłopak

Kasa rzadzi wszystkim oprócz mnie
Banki kredytowe karty
Super oferty zniżki korzystne raty
Sa tacy co nawet miłosć potrafia rozmienić
Zamieniaja ja na dolary marki jeny pln-y
Ej stary popatrz w lustro
Masz na siatkówce dolary i głowę pusta
Sprzedałes mózg razem z osobowoscia
I teraz ten papier jest jedyna wartoscia
Te rzeczy rzadza ludzkoscia
Bo można kupić miłosć szacunek
Co z tego że ktos kupi miłosć głupich
Jak oni odejda to znów innych kupi
Nawet dzieciaki już licza mamonę
Co drugi zachowuje się jak pierdolony Don Corleone
Proste biednemu zajebista laska posle usmiech
Bogatemu zrobi sniadanie po tym jak połknie
Bo zobaczy forsę
Okrutnie puste
Dla mnie też
Ale wiesz
Wielu gania szczury bo maja cash
I chca być modni karty klubowe biznesy
Brancze szastanie hajsem modelki drogie auta
Powachaj ta forsę
swiat popierdoliło przez pieniadze

Pozornie (złudnie) wszystko zdaje się proste
Jak masz pieniadze to masz też progres
Duchowy rozwój czy materialny postęp
Być więcej wartym czy być coraz droższym
Mocne więc sobie przemysl ponownie
Życzę ci żeby cię życie obdarzyło chojnie
W sposób który sam wybierzesz na spokojnie
Roztropnie skromnie i niezbyt pochopnie
Pozornie (złudnie) wszystko zdaje się łatwe
Jak masz flotę to masz wszystko dużo warte
Maniury drzwi konta rachunki otwarte
Też tego chcesz ten tekst nie jest żartem
Pomysl przecież ja też chcę pieniędzy
Lecz w zdrowej równowadze do duchowej wiedzy
W tym swiecie bez obłudnych rzeczy ciężko przeżyć
Hajs łatwo sprzeniewieżyć a duszę spieniężyć
Pozornie (złudnie) wszystko zdaje się...

Zawód syn córka mam tatę i mamę i ciagnę kase
Bawię się i korzystam póki czas jest
Oszaleliscie to nieuleczalny szajs niestety
Bo teraz to szeleszczace gówno to priorytety
Ej zrozum mnie - nie mam nic do sałaty
Ale jesli ona wynika z pracy
Friko - pierdolić friko
Wiem jak jest być pustym pieprzyć to
Mam te cyfry ale zarabiam je na czysto
Zostaw to słuchaj nie kojarz rapu z matryca
Nie dałem nigdy wiary muzyki krytykom
Zawsze swoje w sumie drugi raz to mówię
Ale widocznie częsć z was jeszcze tego nie rozumie
Hej sam nic nie zmieniam generuję rozwój
To tylko zależy do jakich pieniadze trafia osób
Ja mam swój sposób pomyalcie
Kasa kasa wielu się wyprze
Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom

1. Przez stumilowy las stuwersowy trans psuje domy z kart,
A kto na szlak wlazł nie wróci na czas tam skąd przylazł,
Żadna siła tego nie powstrzyma, to styl co zabija i ciemna gęstwina,
Tablica w napisach:
"Omijaj, nie wkraczaj, bo stąd się nie wraca, zawracaj, uważaj,
Panuje tu magia, grasuje tu wariat,
Buduje tu plagiat i gra świętokradztwa,
Pilnuje matactwa i pluje na prawa,
Gustuje w potrawach na żabich przyprawach,
Odprawia swe chamstwa w ofiarach na balsam,
I knuje i snuje on i jego dom..."

Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom

2. Czarny czarodziej, sędziwy kołodziej, niegodziwy złodziej i z cukru ten dom,
Co wabi Cię miodem, byś skończył tam podle, to diabeł na miotle Be U KA i tron,
Na którym zasiada i ludzi okrada, zabiera uczucia buduje swój dom,
I w wersy je wplata i skarbiec posiada, artefakty ma tam i marszczy swą skroń,
To diabeł, to szatan, piroman i zdrajca, piekielny pustelnik, nekromanta, ogr,
Raz na dzień dostarcza mu wioska wciąż jadła, bo inaczej nawiedzi także i ją

Ref.
Abra kadabra co babra mnie w trackach
To magia na śladach, więc odwiedź mój dom,
Abra kadabra co zabrania wracać,
więc drogi nie skracaj i odwiedź mój dom
Studio efekt
Y,y,y,y,y,y,y
Poszło
Y,y,y,y
Fenomen
Dobra weź zobacz
Nie wiesz czemu cie to rusza?
Nie wiesz czemu cie to rusza?
(Kali)
Się na mokro sypie wódka, historia nie krótka
Się najebałem, słabo kumam, ale chuj tam
Faza chultaj, weź się tam nie pultaj
Cokolwiek się wydarzy to już nie mija kulpa
Ja i moja grupa lecimy aż do trupa
Dopóki gra tu nuta - kręci się dobra płyta
Palimy jak huta, dziś na bok - straty, zyski
Sory koleżanko, ale mi moczysz w bani cycki
Melanż przede wszystkim, lecimy po bandzie
Każdy idący na to coś dla Siebie znajdzie
Ja mówię "Jazz", wy mówicie "Lolek"
Ja mówię "Kira", wy mówicie "Polej"
Ja pierdole, mordo ale bania
Za tych co nie mogą odpalam szampana
Nie poddamy do rana tego melanżu ziomek
Dawaj ze mną refren, jeśli jeszcze możesz !

Ref.:
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla la lajla lajla, ooeeoo ! [2x]

(SOB)
ESSA !
To kolędnicze bragga, nie domagaż przewaga
Zombie plaga na dragach, a ty czym się wspomagasz
Nie ma co zbytnio gadać - ESSA na flagach
Uwaga w bani bałagan, czekam na brawa
La La Lajla - jak gwiazda rocka
Ma ferajna - domówka, plener czy lokal
Sos zagarniam i na spodniach mam jej brokat
A chuj, że to czwartek jak jest już Sobota
A na wsio rawno płynę aż na dno
Dymem, płynem napędzam swój tłok
Tak to ESSA krok, tracę wzrok
Żegnam rzeczywistość witam mrok
W sam ryj Spółdzielnia na turbo obrotach
SZ-N, KRK - chirurgiczna robota
Serce już Ci migota, a powinno furgotać
Mocniej, szybciej, więcej, La La Lajla - tylko tak !

Ref.:
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla la lajla lajla, ooeeoo ! [2x]

(SiwyDym)
Ta melodia w duszy gra mi, kiedy ziomal kruszy gramy
W melo po uszy wjebani, nie dogoni nas nikt
Procentami napromieniowani, po nich zachartowani
Płyniemy na fali, w domu nie zbudzi nas świt
Siwy Dym ! S do I do L do S do I A
Czasem to rarytas wodą z ogórków zapijać
Czasoprzestrzeń zaginać, słodko-gorzki smak życia spijać
Weź najpierw go pośliń, beeatch !
Dopóki stąpamy po tej ziemi to pewnie przemyt nie umrze
A żona prezesa Polmosu się leni w drogim futrze
Ty ucz się na błędach głupcze, gdy nad ranem groźnie wkurwia
Albo idź do kibla, włóż łeb i mocno dociśnij spłuczkę
W oceanie trunków i różnej maści używek
Jak trans-kontynentalny prom - płynę tysięczną mile
Halny zawiewa z doły, z góry czuję morską bryze
Z Krakowa po Szczecin przez Siemianowice kielon idzie !

Ref.:
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla lajla la laj, coo ?!
Lajla la lajla lajla, ooeeoo ! [2x]
Strych, Bezimienni, 2008, słuchaj tego

Szmat czasu za mną i doświadczeń bagaż
ja ze sobą sam wspomnień własnych tragarz
Dziś wchodzę na strych i zerkam po ścianach
i myślę o wszystkim o dokonanych zmianach
Na starych fotkach gęsta pajęczyna
niektóre wyblakłe poplamione z wina
I patrzę na twarze które pamięć gdzieś zgubiła
i pytam gdzie ta radość która kiedyś we mnie tkwiła
Dalej leżą wrotki i rower na trzech kółkach
odleglejsze czasy na kolejnych półkach
Stare okulary które kiedyś tam nosiłem
20 lat temu całkiem inaczej żyłem
O pierwszych moich krokach stawianych na macie
przypomina stara dżudoka bliższa teraz szmacie
Piórnik, książki i szkolne zeszyty
stary komputer, na nim pierwsze bity
Czarne lenary obok leżą rolki
stare ochraniacze i szmaciane korki
Puchar osiedla w nich rozgrywałem
to kiedyś było ważne całe serce w to wkładałem
Jak serce teraz wkładam w ten rap tak prosty
ze mną całe życie ksywa moja Ostry
Pierwsze dziewczyny i pierwsze pocałunki
pierwsze podwórkowe znaczące porachunki
Zdjęcia z tamtych imprez pierwszy mocny trunek
chciałem mieć szacunek budowałem wizerunek
Tylko pomyśleć to łza się kręci w oku
że przybywa nam lat w każdym nowym roku
I pytam jeśli na wolności jest tylu skurwieli
to dlaczego najdroższego przyjaciela mi zamknęli (to wszystko)

A gdy znów zapragniesz być tam
zamknij swe oczy i na strychu sam
Zetrzyj ten kurz niech wrócą wspomnienia
na starym strychu odrodzą się marzenia
Wczoraj mały dzieciak a dziś dowody męstwa
każda porażka prowadzi do zwycięstwa

Już brat nie cofniesz czasu nie przekręcisz wskazówek
w głowie tysiąc myśli w rękach zeszyt i ołówek
Zamknij na chwilę oczy żeby tam gdzie ja się znaleźć
chodź ze mną na ten strych choć i pamięć sięga dalej
Niż mury w których teraz sklejam te kolejne zwrotki
już na samym wejściu przy schodach leżą wrotki
Do Piekar przeprowadzka żegnam się z Bytomiem
przejście ze szkoły muzycznej do szkoły podstawowej
Bardzo przyspieszony kurs składniczej szkoły życia
trzeba było udowodnić nie jestem chłopcem do bicia
Potrzaskane okulary pod warstwą kurzu leżą
na drugi dzień ktoś sprawdził ich wytrzymałość pięścią
Stara piłka do nogi przebita do kosza
bramkarskie makówy bluza George'a Camposa
Krótka przygoda w klubie pierwsza karta zawodnika
lecz talent ma to do siebie że nieszlifowany znika
Dla faktu nie pomogła ta stara paczka szlugów
to potrzaskane bongo służące do pierwszych buchów
Pierwsze wina po szkole z bracholem Tomasem
Olałem pływanie mówiłem nie dla mnie basen
Kłopotów ciąg dalszy z pięciu szkół wyrzucany
Do dziś kujące w serce łzy mojej mamy
Pierwsze akcje na ulicy do drzwi pukał dzielnicowy
wtedy powód do dumy, że na karku kłopoty
Leży tutaj trochę książek nie są to lektury
Pierwszy zeszyt rymów pierwszy spray co zdobił mury
Połamana deskorolka poszarpane wansy
jakieś szerokie spodnie pierwsze kimono do walki
Niewysłane walentynki z obawy przed odrzuceniem
dzisiaj jedno wiem, Madzia dzięki, że mam ciebie

A gdy znów zapragniesz być tam
zamknij swe oczy i na strychu sam
Zetrzyj ten kurz niech wrócą wspomnienia
na starym strychu odrodzą się marzenia

Wczoraj mały dzieciak a dziś dowody męstwa
każda porażka prowadzi do zwycięstwa (x2)
Cisza ogarnęła teraz mój spokój
Jak u boku samotnika chodzę własnymi ścieżkami
To cisza wywiera na mnie wielki wpływ
Zabija wszelki hałas gładzi codzienności syf

Cisza trzymaj w kieszeni tego asa
Gdy męczy zamęt i problemów masa
W tych czasach coraz trudniej ją wyłapać
To definicja własna ona się opłaca

Cisza to pełnia szczęścia
Wczoraj i dzisiaj wszechświat uzupełnia
Jej skład to spokój i umiejętna
Przerwa w nerwach i codziennych manewrach
Cisza to moja werwa wtedy się zamykam
Samoistnie zaczynam pisać i się spełniam
Sama w sobie jest piękna to moja energia
Nie jedna chciałaby być tak szlachetna
Jak matką diamenta Antwerpia od wieków
Bezpieczna jak młodzieńcze tajemnice w człowieku
Mogę ją znaleźć w największym zgiełku
Potrafić setki przeszkód obrócić pomocną dłoń
To źródło leku na prawie całe zło
Nietykalna przez żaden pierdolony sąd
To wielki błąd gdy jej nie doceniasz
To prąd dla życia w sytuacjach zwątpienia

Trzymasz żar tudzież zaciśnięty w garści
Odstawia stres na bok, a ty mała zaśnij
W tempie werbla w dłonie tu teraz klaśnij
Wsłuchaj się w tą chwilę trochę czasu dasz mi
Ej ty prosto w oczy patrz mi tylko ty muzyka cisza
Więcej wyobraźni
Zaśnij jak pod wpływem błaźni
Patrząc słucham, obserwuję co mnie drażni
Cisza mnie ukaja
Uspokaja codziennego dnia teraz na bok
Odrzucam fajans, nie ma mnie dla nikogo
Nie oddzwonię zaraz
W tym momencie jak zwykle tysiąc spraw na raz
Wokół cisza i muzyka, ta daje po garach
Słychać na ulicach muzę, która bębni w barach
Ja trzymam się z dala
Drażni mnie ta bydła fala, która się stara zabić ciszę
Zara, która się stara, zabił ciszę zara

Cisza ogarnęła teraz mój spokój
Jak u boku samotnika chodzę własnymi ścieżkami
To cisza wywiera na mnie wielki wpływ
Zabija wszelki hałas gładzi codzienności syf

Cisza trzymaj w kieszeni tego asa
Gdy męczy zamęt i problemów masa
W tych czasach coraz trudniej ją wyłapać
To definicja własna ona się opłaca

Atmosfera ciszy swobodę zbiera
Uwiera mnie kariera to nie tak sukinsynciu
To nie fair, bądź młody, przewiń ster, wciśnij ej play
Nie mam maty zatem cisza zimą czy latem ma swój patent
Ma to znaczenie dla mnie kolosalne,
Udowadniają to stany e-emocjonalne
Nie relaksujesz się przy niej, stawiasz sobie punkty karne
Cisza to farmer spokoju farmer
Cisza jak makiem zasiał, cisza jak w grobie
Powie to cichobieżny motyw jest cokolwiek
Aczkolwiek człowiek spędza teraz sen z powiek
Gdy hałas uderza w naturalny obiekt
Dopada psychikę, znajduje swój obiekt
Wtedy lecisz do ciszy tej, tej, tej, tej powiew
Stan nieważkości w cudzysłowie
Cisza wtedy jest moim pogotowiem

Dobra cisza znów siadłem nad pustą kartką
Tylko ja i mój żargon twardo kreśli kolejne wersy
Jeśli nie wejdzie nikt to
Będę mógł rzeźbić swój kameleon styl
Nadal przepadam za bitami w takich tempach
Nie powiem, że nie widzę się w eksperymentach
W jakichś nowoczesnych bębnach, łamanych pętlach
Znajdę coś dla siebie, bo to wyższa poprzeczka
Kolejne wyzwanie sam sobie postawię
Jak alpinista na swej kolejnej wyprawie
Mój Mount Everest a tekst to czekan
Teraz już wiesz, że ma cisza to ten rap

Cisza ogarnęła teraz mój spokój
Jak u boku samotnika chodzę własnymi ścieżkami
To cisza wywiera na mnie wielki wpływ
Zabija wszelki hałas gładzi codzienności syf

Cisza trzymaj w kieszeni tego asa
Gdy męczy zamęt i problemów masa
W tych czasach coraz trudniej ją wyłapać
To definicja własna ona się opłaca
Nie jestem sam (nie jestem sam), nie jestem sam kiedy bębny grają x4

Niektórzy ludzie wybierają różne drogi
Szczęście istnienia, w końcu strome schody
W bezbarwnym tłumie ludzi bez twarzy tyle
Jestem tam sam, ale przecież nadal żyję
Tyle czasu opętany strachem
Wolność wyboru jak wiara między Bogiem, a Allachem
Jedyna rzecz, może to coś da mi
Ale wiem, że w tłumie też jesteśmy sami
W łzach na szybie czy błyskach fleszy
Jak białe kruki na niebie złote litery kreślisz
Z tymi ludźmi, którzy swój bagaż nieśli
We własnych cieniach tylko przyjaciół mają
Nie jestem sam, kiedy bębny grają
Gdy moje rymy coś do powiedzenia mają
Czasami muszą, choć się tak nie dzieje
Widzisz, po to jest wiara, aby mieć nadzieję
Wszyscy wiedzą, że po nocy zawsze dnieje
Samotny księżyc znika za horyzontem
Jak każdy człowiek stanę przed swoim sądem
Mimo tych wszystkich ludzi, którzy ze mną stali
Byli wielcy, teraz są tacy mali
Tyle, co dali, nikt jeszcze nikomu nie dał
Pewność siebie, liryczna rzeka i opieka
Kiedy znalazłem miejsce
Samotny człowiek walczy ze swym szaleństwem
Rzeczywistością rzuconą na barykady
Po to ma stopy, żeby zostawiać ślady
Po to ma życie, żeby po nim kroczyć
I samotności pewnie patrzeć w oczy

Nie jestem sam (nie jestem sam), nie jestem sam kiedy bębny grają x2

To ukojenie w bitach
Spokój w trzeszczących płytach
Puste pokoje, a ktoś z membrany głośnika obok
To pomaga zostawić smutek za sobą
No bo jak nie być z tobą, to rymowane pisać słowo
W tych czterech ścianach zamyka się wszystko
One wiedzą wszystko
Z nimi dzielę się każdą myślą
Nie dam się zwariować w muzyce znajdę ucieczkę
W realistycznej gadce prawda jest mym lekiem
Najważniejszy to sposób mice albo farby
Lub strzały do bramki
Bo dzisiaj środek jest nieważny
Cel się liczy, wieczorem nie gapić się w sufit
Nie być smutnym, gdy o szyby deszcz zagra melodię
Dziś wieczorem ja z książką lub z pilotem w ręku
Może poskładam coś z jakichś dźwięków
Może powstanie kilka kartek tekstu, nie wiem
Lekarstwo znajdę, by poskładać sam siebie
I wygram radząc sobie sam
Żyjąc w pustych pokojach

Sam pośród czterech ścian
Samotnie po stromych schodach ku przeznaczeniu
To przez życie bieg, do obranego kiedyś celu
Za plecami zostają stłumione głosy ludzi wielu
Wiara w siebie nie pozwala, aby być w ich cieniu
Myśl o spełnieniu, o tym wszystkim, co przed nami
Gdy w samotności leczymy najgłębsze rany
Czy dzień będzie szary, gdy zostaniemy dalej sami?
Wielka niewiadoma-nasza przyszłość przed oczami

Nie jestem sam (nie jestem sam), nie jestem sam kiedy bębny
VNM:
Cześć to ja VNM, wypierdalam jak najdalej stąd
Wódka nie pomaga na to, walę to, nalej ją
Zobacz jak rap nas pozmieniał
Wypijmy za niego, za najlepszy rap z podziemia
Piona dla tych co poszli za mną w ciemno
Po to, by zobaczyć światła co gasną, bledną
Spoko ziomek, choć trochę bolą mnie skronie
Moje dzieło tu wydaje się dokończone
8 lat dawałem rap blokom
Najlepszy raper dla mnie powiedział, że mój track spoko
Nagrałem pod beat Magiery, mam track z Sokołem
Wiesz co, cieszy mnie to jak ja pierdolę
Choć nie byłem nigdy z domu bogaty
Przeze mnie król podziemia zszedł z tronu do szafy
Grałem z najlepszymi w podziemiu (prawda)
Rap? nie jestem winny jemu nic, weź tego ty mi nie mów
Moją płytę ma 20 tysi czy coś
Zostało kilka stów, reszta wisi mi coś
Powiedz mi, że na każdej złotówkę skoszę
Wyjebię ich jeszcze kurwa z osiem
Nie robiłem disco, ucz się ode mnie
Bo choć jest z tego sos to jest wszystko sztuczne
Bo jak rap to dupa, prędzej godnie zginę
Niż wyrwę ją jak amator na johimbinie

Nata: [x2]
Powiedz czemu, powiedz jak, powiedz po co
Jeżeli sam mówisz nie wiem i gubisz siebie
Jeśli widzisz w tym jakiś sens
I sam wiesz czego chcesz, nie uciekaj, nie uciekaj

VNM:
Nie mów, że nie masz tak, że od chuja się starasz
A wiara topnieje tak jak wosk na piórach Ikara
Miałem tak wiele razy ziom, to już koniec
Jak nie odlecę zaraz stąd to utonę, ta
Przez to moje nerwy są schorowane
Dobrze, że moja niunia trzyma wciąż oko na nie
Za kilka lat z mojej płyty nie wiem co zostanie
Włączę ją czy pierdolnę nią o ścianę
O prawdy życia nie pytaj, nie mam ci nic do powiedzenia
Prawdą była ta muzyka i co z nią?
Ty ej, ogólnie to nie wiem
pozwól, że tak ujmę to: chuj mnie to
Chciałem mieć tylko ekstra cash na czesne
Pieprzę po koncertach ekspres, seks na mieście
Rap kradł moje serce w wersach, wierzcie
Ej złodzieju, weź się pieprz nareszcie
W undrze robią go incognito, na chuj mi to
Dla mnie to pociąg do nikąd
Jadę nim a to śliska droga
Muszę wyskoczyć z niego zanim zabierze mnie do wypizdowa
Rap nie jest fajnym przyjacielem
On tylko bierze dużo ale oddaje niewiele
Dla wielu jest festynem, dla mnie to sentyment
Do przejścia tej granicy już dzieli mnie centymetr

Nata: [x2]
Powiedz czemu, powiedz jak, powiedz po co
Jeżeli sam mówisz nie wiem i gubisz siebie
Jeśli widzisz w tym jakiś sens
I sam wiesz czego chcesz nie uciekaj, nie uciekaj

VNM:
Ludzie piją za powroty, nie będę tak pił
Ja piję za rozstanie, jest ekstra ej ty
Do pełna wlej mi z butelki tej J.D.
Bo nie zapowiada się na comeback jak Jay-Z
To tylko rap, ale wiesz o mnie dużo w chuj
Mówię prawdę, typa jak ja nie będzie długo tu
Nie chodzi o to, że mój rap buja
Tylko o to, że wiesz, że nie robi cię kurwa w chuja
Zawsze chciałem hajs z rapu, nie jestem ćpunem
Ale wydaje mi się, że to lepsze niż hajs w cracku
To nie jest sztuczne jak na pokaz, tak kocham to
Synu, to jest kurwa rap, kochasz go? pokaż to
Ja go kocham kurwa dzieciaku
W necie fruwa mojego gówna ze sto tracków
Ty ściągaj to za free i się jaraj
Ja wypierdalam stąd, ej VNM nara

[propsy]

Nata: [x2]
Powiedz czemu, powiedz jak, powiedz po co
Jeżeli sam mówisz nie wiem i gubisz siebie
Jeśli widzisz w tym jakiś sens
I sam wiesz czego chcesz nie uciekaj, nie uciekaj
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo