Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Spróbuj przejść obojętnie obok próśb żebraków
Gdybyś sam musiał wyciągnąć rękę po kilka drobniaków
Ile zawdzięczasz światu to przez wyścig za chlebem
W końcu dajesz im dwa złote by oczyścić sumienie.
Chodziłeś z nią do klasy, marzyłeś o jej oczach
Tak, że chciałbyś ją zobaczyć by móc znów w sobie rozkochać
Chciałeś wpaść do niej w końcu tak po 10 latach
Umarła na nowotwór, wczoraj spotkałem jej brata.
Podobno własną matkę jedziesz, że jest kurwą
Mam Ci jebnąć nim zrozumiesz zanim będzie za późno?
Kto dał Ci prawo ją poniżać bezwzględnie?
Ile zachowasz wspomnień jeśli pęknie jej serce?
Mówiła mi Twoja dziewczyna, że ją bijesz
Dopuszczasz by w ciąży miała przemoc w rodzinie
To jest chore, tego nie mieszczę w wyobraźni
Proszę Cię Boże nie chce więcej takiej prawdy.

Wspominam przyjaciela, gdy jadę Tele Taxi
Pamiętam radość jak dostawał pracę w korporacji
Bóg nie poskąpił szansy, los się uśmiechał znów
Ktoś poderżnął mu gardło, bo nie miał za kurs.
Z tego co widzę nie szanujesz przyjaciół
Latasz za bogatymi a wyśmiewasz biedaków
Na samochód dał tatuś, na lody mamusia
I nabijasz się z ubogich jakbyś sam chodził w ich butach.
Mówił mi mój syn jaki Twój syn na gardle ślad ma
Co mam Ci wpierdolić kablem od żelazka?
Tak żebyś zasłabł z bólu się zesrał
Nie rozumiesz, że nie ma nic ponad dobro swego dziecka?
Skazani na obojętność,
pochodzenie odciskuje na naszym życiu piętno
Jebana bierność, kradnie tożsamość światu
Oczy suche, a mam więcej w sobie łez niż ściana płaczu.
Ref:
Chcę się obudzić, stanąć na streecie, krzyczeć,
Chce czuć życie,
Chce czuć luz, by móc krzyczeć,
Chce się obudzić, stanąć na streecie,
Nigdy nie zasnąć, bicie serca słyszeć,
Widzieć las rąk. (x2)

Pork:
Zbadaliśmy kosmos i zbudowaliśmy laser,
Mamy siedem cudów świata i planetarny zasięg,
Rozbiliśmy atom, mamy cyfrową jakość,
Znamy Kamasutre, czy choćby kalkulator,
A nie umiemy cieszyć się życiem jak zagubieni w czasie,
Chciwość w ludzkim jadłospisie jak zazdrość i kradzież,
Zabijamy się o Bliski Wschód i o ropę,
Wkrótcę zobaczę Chiński Mur w Europie.

Dziś wyłączam swoją Nokię jako protest,
Wyłączam kompa i TV, niech świat się pląta i krzywi,
Dziś wyłączam wszystko, chowam peryskop,
Dziś ten świat to trotyl, a człowiek jest iskrą.
Uzależnieni od seksu, alkoholu, nikotyny,
Cybernautyki, pieniędzy i adrenaliny,
Od księży, mediów i od spiny na streecie,
Uzależnieni od uzależnień - życie.

Nullo:
Nie ma wolności bez ryzyka, bez ciągłych pytań,
Bez podłych szykan, bo wiem, że to polityka,
Ponoć to oddech życia - dowód to Ikar,
Dla mnie wolność w tym kraju jest jak czek bez poktycia.

Ci z górnej półki, ciągną za sznurki, dodają zera,
W hierarchii pod nimi kurwy, ich cena to kariera,
W kniejach dżungli pracują mrówki- pokolenia,
Nie liczą już dni ci, co spóźnili się na seans.
Miałem sen o wolności, tak jak Martin Luter King,
Dlatego wylewam na kartki smutek dziś,
Nie ma wolności bez walki, bez przelanej ludzkiej krwi,
Życie to ring, sparing, w jednej sali z Brucem Lee.
Jesteśmy ludźmi, braćmi, nacji, masz to jak w banku,
Próźni, dumni, trudni, tyle w nas fałszu,
Jesteśmy równi, choć to jest równe kłamstwu,
Wolność zależy od tego, jak długi mamy łańcuch.

Szad:
Mam 25 lat, a nie pamiętam daty swych imienin,
W kieszeni klucz, telefon, gram zieleni,
Mieszkam w jednej z kamienic, gdzie tynk leży na ziemi,
Mam 25 lat, ej, czas coś zmienić.

Ponoć szukamy szczęścia, tylko dlaczego w kłamstwach,
Pięściach, pogardliwych treściach,
W opowieściach urojonych w chorych głowach na przedmieściach,
Gdzie tynk odpada ze ścian- szczęście - kwesta podejścia.
Bądźmy szczerzy, chociaż ta prawda tam gdzieś leży,
Wierzysz w to, w co chcesz wierzyć, bo chcesz wierzyć,
Bo chcesz źle życzyć każdemu, kogo życie cieszy,
Ja wtedy myśle: rap trenuj, no weź zeszyt!
I pierdol resztę, czasem trzeba być ślepcem,
Zbyt wielu głupców ma się za mówców, śmieszne.
Zby wielu sprawców ma się za zbawców, pieprze.
To jakiś bezsens, ja taki być nie chcę.

Ref:
Chcę się obudzić, stanąć na streecie, krzyczeć,
Chce czuć życie,
Chce czuć luz, by móc krzyczeć,
Chce się obudzić, stanąć na streecie,
Nigdy nie zasnąć, bicie serca słyszeć,
Widzieć las rąk. (x2)
Schowaj swoja dupę się wie
Posłuchaj człowieku bo przyjebię w łeb
Wkurzać nas nie próbujcie gliny
Czujesz ból na dupie już tu jesteśmy
Zwą mnie Radoskór Zajka i Wojtas
Kopać to umie każdy z nas
O co tu biega człowieku czy wiesz
Glina to pies jebana wesz
Zrób krok no dalej rusz się
Niebieski ciec przypieprzy się
Kumasz bracie ja to znam
Kiedy masz łapy na karku wtedy nie wiesz sam
bum bum dwie pały w krzyż
Ściął się film nie widzisz już nic
Jesteś w pace masz przejebane
Sali cegła dla ciebie nie znane.

Kto cię wkurwia? Jebane wąchacze!
Kto cię wkurwia? Jebane wąchacze!
Kto cię wkurwia? Jebane wąchacze!
Wszystko wkurwia mnie!!!!!!

Siedzisz na minie i czekasz na sąd
Jeszcze nie wiesz czy wyjdziesz stąd
Nagle jeeeee przychodzą po ciebie
Wchodzisz na sale i wszystko cię jebie
Człowieku powiedz prawdę za co mam gibać
Powiedz prawdę chce ja znać
Chwila ciszy adrenalina idzie w górę
Natrzy lata mam w życiu dziurę
Siedzę bo sprzedaję myśl
Rap któremu nie dają wyjść wąchacze
O dobra społecznego jebać mówią
Dużo w tym złego
Przez słowa i bit
Wbijam się w umysły społeczeństwa
Ludzkie ciemnoty są w gaciach
Jak słyszą prawdę o wszystkich jebanych pałkach
W rządzie mówię prawdę
Nie pozwalasz jej znać
Za co w pace musze jebać.

Kto cię wkurwia? Jebane wąchacze!
Kto cię wkurwia? Jebane wąchacze!
Kto cię wkurwia? Jebane wąchacze!
Wszystko wkurwia mnie!!!!!!

Nadchodzi czas wyjścia nadchodzi
Wiedz jebańcu że mogę ci zaszkodzić
Z lasu się otwiera wychodzi człowiek
On wyjebie cię w XXI wiek
Stworzyłeś zwierzę z jebanym odciskiem
Na psychice kierujący się instynktem
Ciężki oddech dziewięć milimetrów w ręce
Próba zabójstwa emocji coraz więcej
Pętla na szyi nie myśli w przód ( przód )
W każdym gliniarzu widzi jego grób ( grób)
Wyczuje kurwę na jebaną milę
Przypieprzy w przód się wie
To był twój błąd wypuściłeś go
Za te trzy lata przyjebie ci zdrowo
Więc jebańcu zabij mnie
Zanim ja zabiję ciebie.

Kto cię wkurwia? Jebane wąchacze!
Kto cię wkurwia? Jebane wąchacze!
Kto cię wkurwia? Jebane wąchacze!
Wszystko wkurwia mnie!!!!!!
KALI I MERCEDRESU WSPÓLNIE:

" Bo ten przekaz , nie dla mas
tylko dla tych co jarają cały czas
nie koka , nie hera , nie kwas
wystarczy mały buch " ( więc )

KALI REFREN:

" Jeden buch z fajki wodnej odmula
więc zaprzestań papierosy palić
czemu nie chcesz jarać skuna z fajki
oj widze , że twe oczy nazbyt są wytrzeszczone
Jeden buch z fajki wodnej odmula
więc zaprzestań papierosy palić
czemu nie chcesz jarać skuna z fajki.. "

KALI:

" Siemasz kwiatuszku prezentujesz się konkretnie
shiva , shiva pachniesz ponętnie
zajmę się tobą chętnie troche ciebie życiem tętnie
chłone cię skrzętnie , potrzebuje permanentnie
w kreacji OCB robisz grubą furorę
towarzystwo twe więzieniem karane
kto cię spróbował raz nie przejdzie obok obojętnie
Nie ma takiej siły by nam palić zabronili
my te topy wciąż kruszymy tak od wielu lat
powiedz im by odbili by nam palić nie bronili
swego ducha tym karmimy w bongu ganja a nie crack
więc jaraj.. jaraj ..jajajajaraj ! "

KALI I MERCEDRESU WSPÓLNIE REFREN

MERCEDRESU:

" Witaj znów skarbie twój czar z nóg mnie powala
tobą się karmie , ty spać mi pozwalasz
zaczynam z tobą dzień jak cień za mną jesteś wszędzie
nim księżyc wzejdzie spalimy się zupełnie
jaram się tobą i wzajemnie od lat jaram cię
z ziemi powstałaś a znów w popiół obrócisz się
raz spróbowałem nie przejdę już obok obojętnie , nie , nie "

MERCEDRESU REFREN:

MERCEDRESU:

" Więc jaraj.. jaraj.. jajajajaraj.. ooooo jaraj
nie ma takiej siły by nam palić zabronili
my te topy wciąż kruszymy tak od wielu lat "

KALI:

" Powiedz im by odbili by nam palić nie bronili
swego ducha tym karmimy w bongu ganja a nie crack "

KALI I MERCEDRESU WSPÓLNIE:

" Bo ten przekaz , nie dla mas
tylko dla tych co jarają cały czas
nie koka , nie hera , nie kwas
wystarczy mały buch "
Can you borrow my brain for five seconds?
And just be like
Dude can't handle it, unplug this bastard

Może nie jestem zbyt przystojny,
Mówią mi, że jestem zbyt chudy
Ale gdy wchodzę do klubu, czuję się jak Hank Moody
Wódka, seks, szlugi, w ustach pet
Choć miałem tylko wyjść i kupić chleb
Pomyliłem z klubem sklep znów
Skarbie mówiłem ci, że to nie blef, nie gramy w filmie
Nie wiem skąd ten zew we mnie jest
Chciałbym mieć stałe, silne, fajne relacje z kimś
Lecz plany inne są
Mieszam tequillę z Jimem Beamem i gin
Więc daj mi sok
Wiem, że chciałaś iść na randkę, na kolację, do teatru i
Mieliśmy na wakacje płynąć statkiem albo jachtem ale
Zapomniałem o tym, zabłądziłem gdzieś przypadkiem
Rozmawiałem z Charliem Sheenem, spytaj mojego psychiatrę
Miałem odłożyć na willę, chciałem założyć rodzinę
Ale zanim to zdążyłem zrobić spożyłem tequillę znów i
Budzę się z otwartym piwem, mów mi party killer
Patrzę w lustro, jest ósma,
Kurwa jestem Charliem Sheenem

Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen

Zwykły we mnie, Charlie Sheen i ten co ma czasem dół
Rozdwojenie jaźni? nie, po prostu jest nas dwóch i pół
W moich spodniach top gun, obawiam się, że znów wystrzeli
Nie licz na ulgi dla elit pokażę im brudny smak melin
Charlie Obelix? Piotrek Sheen, Mes? Gubię się w nazwach
Tygrysia krew? znam to, to chyba coś jak Tygrysia Maska
Dotykam nieba, rewiduję poglądy na grawitację i zdrowy rozsądek
Po to mam ego by móc je modyfikować
startem przygód jest alter nygus, zobacz
wśród no-life'ów, no-skilli to tajfun co przyszpili młodszych szczyli
Starszych zmyli, wciśnie delete
I uczestniczą w tym bitches jak Denise Richards,
Na pryczy je liczę jak na ringu nim założą stryczek ze stringów
Charlie Sheen i ja, totally different
Jakbyśmy gadali szyfrem
Kochamy syf ten jednak
I fundujemy słabej dziwce temblak
Chcą nas dojechać? najpierw wejdź na jakdojade
Ich styl denny, dziary z henny,
Ja jestem tak szlachetny, tatuuje mnie grawer

Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen

Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Niektórzy by życzyli mi bym wiecznie tu mieszkał
niektórzy by skazali mnie na mękę do piekła
jak nie chcesz to przedsmak tego co będzie później
przemoc to nie w tej rundzie, niemoc, to jest zbyt trudne
siedząc tu omijasz kolejne południe w biegu
ludzi, których chuj obchodzi tak ogólnie przebój
w tej sekundzie nie mów co ważne i istotne
to nagle cię dotknie, żyjemy tak też więc oszczędź
siedzę, bo wokół mnie zbyt truje pośpiech
by wstać, iść i cel swój w tłumie dostrzec
skunem kopce, otoczenie bezbarwnych
jego korzenie, nazwę swego rodzaju magnes
splata Bóg mi, gdy dym dociera do płata płuc i zaczyna atak destrukcji
zapal i uśnij, mówi do mnie sumienie
zgubisz problem pod tlenem, spokojnie, to eden
siedzę, powieki mam ciężkie jak czeki na wejście
w pokerowym szaleństwie, choć noc w pół do pierwszej
siedzę i patrzę jak w sąsiedniej klatce los bierze pułapkę
ktoś nie wie, że miastem rządzą inne prawa
choć przez prawo co skurwysyn w izbie ustanawia
to ulicy zło, zarazem sława, czyli coś co cieszy
i coś co zastanawia, czysta prawda

[x2]
Jedne życie w jednym tempie
Jedno bicie z jednym sercem
W jedną chwilę jedność przejdzie
Spróbuj sobie wyobrazić - życie czy śmierć
tu wszystko może się wydarzyć

Łódź, skrzyżowanie w centrum miasta
siedzę na przystanku patrzę jak stanęła w miejscu rap gra
brat, brać te płyty spalić je lub zniszczyć
kac na, te chwyty zabić chce tu wszystkich
zanim stresu czynnik wykpi w nas rozsądek
wyjdź i patrz co dobre czy bliski nam ten okres
bzdura tu chuj kogo obchodzi co jak u nas
pokaż skuna, zapomnimy o klątwie
to ta dula zielonym napełniona wrzątkiem
siedzę na oriencie, coś się dzieje koło mnie
gdzie ci ludzie tak biegną? obojętność na twarzach
szybkie tętno, powtarzam w krokach stres
co nie daje odetchnąć, masz zawał nie przyjemność
ktoś cię namawiał czy ta gra jest tylko dla nas inwencją
nie żyjemy w stanach, żaden tu Rocca Fella
z budynków co do nieba pną swoje piętra
projekt nędza zwycięża boje w centrach
miast takich jak to z komuny architekta
siedzę i obserwuje tu jest wszystko co edukuje
hip-hop to w nas mieszka, nie jest tak?

...wymierzył i wystrzelił...
...wymierzył i wystrzelił...

[x2]
Jedne życie w jednym tempie
Jedno bicie z jednym sercem
W jedną chwilę jedność przejdzie
Spróbuj sobie wyobrazić - życie czy śmierć
tu wszystko może się wydarzyć

...wymierzył i wystrzelił w samo serce...
...wymierzył i wystrzelił w samo serce...
...wymierzył i wystrzelił w samo serce...
1. Mówią mi, Lilka chyba schudłaś,
i w ogóle jesteś jakaś smutna.
Ale życie to dieta i to wkurwia strasznie,
że ten chleb powszedni to nie bułka z masłem.
I przełykam porażki i łzy, to mnie zmienia,
może ten syf to trudny do zgryzienia orzech.
Potem wrzody i codzienność, ciągle staje w gardle,
chociaż udaję, że to życie niby lekkostrawne.
I już wiem, że nie wszystko można mieć,
i też, że całe moje nic to dobra rzecz.
A miałam wiarę, ale mój życiorys okradł mnie,
z wiary, że z życiem można grać i ograć je.
Rzeczywistość mi mówi, weź się w garść,
a ja wciąż mam nadzieję, że zmienię świat.
Tak żeby zacząć to przeklęte życie jeszcze raz,
i udawać przed sobą, że mam je dwa.

Ref. I mówię sobie, słodkich snów,
słodkich snów, słodkich snów, śpij dobrze.
I mówię sobie jutro znów,
jutro znów, jutro znów, wyjdzie słońce.

2. I co, że kocham żyć jak ten głupi dzieciak?
a ono nie rozpieszcza, tylko uczy przetrwać.
I tak rzadko daję poczuć, że są dobre chwile,
jak ten ojciec, który kocha, ale ciągle bije.
I są rzeczy, o które nie warto pytać,
bo ktoś może mnie wziąć za melancholika.
I kiedy jakoś znika ta radość życia,
a wspomnienia brzmią już tylko, jak zdarta płyta.
To ja wiem, że we właściwym miejscu byłam znów,
tylko ten właściwy czas minął chyba już.
No i w sumie prawie wszystko wyszło nieźle mi,
tylko znowu ze wszystkiego wyszło wielkie nic.

Ref. I mówię sobie, słodkich snów,
słodkich snów, słodkich snów, śpij dobrze.
I mówię sobie jutro znów,
jutro znów, jutro znów, wyjdzie słońce.

3. W tym życiu w których się zadowalamy drobnymi,
i jedną ciągłą potrzebą jest optymizm.
Co nam z tego, że mówili tylko niebo to limit,
bo kogo winić za to że już wyżej nie doskoczymy.
I wydaje się ze teraz tylko żona, matka,
i wygrać takie życie to też dobra partia.
Ale ktoś kradnie dyche, a ktoś kradnie milion,
bo co dla innych jest aż, to dla mnie tylko.
Ćwiczę asertywność, ciągle sobie odmawiam,
nie potrzebuje krytyki, robię to za was.
Więc nie będę pisać bragga, bo nie umiem kłamać,
i nie będę uczyć życia, w którym się gubię sama.
Bo już przepuściłam majątek na marzenia,
ale było warto nic się nie zmieniaj.
Nadal jestem dumna, bo nie byłabym sobą,
ale ciągle życie leci obok..

Ref. I mówię sobie, słodkich snów,
słodkich snów, słodkich snów, śpij dobrze.
I mówię sobie jutro znów,
jutro znów, jutro znów, wyjdzie słońce.

I mówię sobie słodkich snów
i mówię Tobie słodkich snów x2
Ja, Ja, Ja, Ja

Drobna analiza, jeśli ja to dewiza,
To ja plus ego, to sam se naubliżaj ziom.
Daj sobie w pysk, ja to kłopot, ja to słowotok,
Ja to chcę, ja to mam, świat jest po to.
Pan i sługa co wobec mnie tonie w długach,
Mam całą listę i spróbuj nie dać co wymyślę
Będę tupał - mały Krzyś na tapczanie,
Lepiej szukaj i myśl jak spełnić wymaganie,
Mały Krzysiu zamknij pysk rozwydrzony,
Dostaniesz nic ze spisu jeśli jesteś wszechmogący
To ja niech da, niech tworzy ja, weź się zamknij,
Ja dam Ci pasek, niech ja skorzysta z klamki
Jak rozmawiać jeśli ja, a nie Ty i Ja
Bo jeden logos to za mało, kolos bez paliwa,
Teraz ja, ja, ja, potem szybko zimny prysznic
Nagle sam, sam, a za drzwiami walizki.

Ja, Ja, Ja, Ja
Ja, Ja, Ja, Ja

Ty, Zosia samosia co się karmi swoim ja,
Wierzy tylko sobie i myśli, że siebie zna i okej,
Świadomość, samowiedza, nic złego, też tak mam
To plan, wiara, że wejdę do czegoś, ale...
Siebie widzę lepiej w Twych oczach niż w lustrze,
To krzyk, to samotne ja tonie w pustce,
Ja, które pisze moją konstytucję.
Ja, które pomogło osiągnąć sukces,
Ja, dzięki niemu ciągle ja i konflikty.
Ja, życie wciąż jak na ostrzu brzytwy.
Wszystko gra, dogadaliśmy się już dawno,
Chociaż z nim gdzieś puszki rozrzuciło tysiąc Pandor.
Ja, dzięki niemu tak bezczelny i świadomy,
Chociaż wciąż i tak niepewny.
To przyjaciel, to wróg, zawsze obok, a ja?
Dzisiaj czuję, ze ja chcę być z Tobą.

Ja, Ja, Ja, Ja
Ja, Ja, Ja, Ja

Nie ma sensu mu ufać, warto bacznie się przyglądać
Wiwisekcja ducha, operacja na poglądach,
Trochę pokusy, po podglądać, bywa ostro,
To namiętność bez granic, ale ciiii, nie mów głośno, ja słucham.
Ej w końcu stań z nim w ringu, bij go,
Choć to dwa Pudziany na dopingu,
Ja bije cały czas, czasem się bronię,
Myję krew z podłogi, mam miękkie nogi, ledwo stoję.
Bum! Cios za cios, oko za oko, luz,
W końcu je pokonam, bo mierzę wysoko
I potrzebne mi ja, ta żmija co kąsa tak słodko,
Ale ja to antidotum na samotność
Ja wolę sam tam patrzeć i się puścić
I pozwolić by mrok mógł tam zajrzeć,
Ja, budujemy razem czasem w gniewie (i wspólnie),
To ja, tak ciekawy Ciebie

(Ręczę za to, ręczę za to... )
to jest ten styl pod przekozackie bity, Chada ten zły zepsuty zaszyty,
słowo krytyki od zawsze po mnie spływa, Ty palisz swoje kartki gdy słyszysz co nagrywam,
ja zrywam owoce tego zatrutego drzewa to proceder - broń, uczciwie żyć sie nie da

ja przelewam to na papier kolejny wers za wersem,
to tej muzyce oddalam swoje serce,
o rapie mam pojęcie ja jestem nim zatruta,
wiem że nam nie dorównasz choć nawet byś się uparł,
gdy słuchasz tego syfu to nigdy nie masz dosyć,
to stawia Cię na nogi po nieprzespanej nocy

przesiąknąłem tym klimatem ja mam to we krwi, CeHaADeA Gie do A Be do I,
my robimy swoje ziomuś to zagra w Twoim domu,
i pewnie Twoich starych doprowadzi do zgonu, kolejny gwóźdź do trumny tych co nie dowierzali,
masz kolo solo album ulica to pochwali

my będziemy to grali i nikt nam nie przeszkodzi, ja rzucam to na miasto musisz się z tym pogodzić,
jesteś przeciwko albo jesteś z nami, rób dzieciaku tak żeby nie gnić za kratami,
dziś za ten rap idź podziękować Bogu, nigdy nie złagodzimy reżimu dla wrogów

nie puszczaj tego dziecku bo możesz mu zaszkodzić, ten rap mi towarzyszy od dnia moich narodzin,
pisze kolejne wersy i tym ulicom sluże, nie chodzi o zbyt głośny śpiew w kościelnym chórze,
ja tak jak Gabi też na miasto to rzucam, to jest ten styl co sny ludziom zakłóca

ej weź to głośniej niech usłyszą na rewirze, mam cel do osiągnięcia i jestem coraz bliżej,
Chada puszcza w miasto solo minęło trochę czasu, ma w dloni talię kart złożona z samych asów,
Ty od czasu do czasu daj się temu ponieść, w czasach gdzie każdy każdemu patrzy na dłonie

gdy biore pióro do ręki to nie marnuje tuszu, Ty wyjmij kij z dupy i wate z uszu,
my chujowymi MC`s wycieramy podłoge, jak wtedy tak i teraz frajerom krzyż na drogę,
przesyłam pozdrowienia dla tych w zakladach karnych, ten styl dedykuje dla ludzi z mojej ferajny

ej witam piątka dla każdego gracza, jestem z tego miasta które błędów nie wybacza,
to jest ten styl co w parter Cię sprowadza, syf co wciąga ludzi jak pieprzony hazard,
postawisz na nas na pewno nie umoczysz, za kazdy wers skurwielu wydrapałbys oczy

CeHaADeA nie musze chodzić w złocie, to styl za który pewnie mam już dożywocie,
bity, klipy, single, płyty, w razie jakby co to wiesz ze jesteś kryty, te wersy są jak knyty pozostawiają blizny, Twoja żona tego słucha i pozbywa się bielizny

ej, gdy mnie słuchasz to zaczynasz się ślinić, teraz dobrze wiesz kogo za to wszystko winić,
to nie jest finish to dopiero rozgrzewka, tu gdzie psy wciąż prześladują na projektach,
to jest mój spektakl kurtyna w góre, rap co bezpowrotnie rozjebie Ci fure !
Włączasz moją starą plyłe, mówisz że się zmieniłem
Przyznaje, się zmieniłem, tylko gdzie ty kurwa byłeś
Jak nagrywałem pierwszy Płomień, tak, to były czasy
Tylko wtedy ty z koleżankami na podwórku grałeś w klasy
Na tym podwórku które uczyło mnie Hip Hopu
Rap, deskorolka, w nocy mazanie po bloku
W autobusie, metrze, na przystanku
Onar był wtedy inny, nie pierdolił ze chce hajsu
Miałem paręnaście lat i jeszcze wtedy było spoko
Przyszła osiemnastka a z nią pierdolona dorosłość
Rachunki, życie u matki choć jak na własną rękę
Nie zapłacisz, nie pogadasz a jak nie kupisz to i nie zjesz
Lodówka pusta jak butelka po melanżu wczorajszym
Na niego trzeba było mieć bo powtarzał się jak sampling
Perwsze kluby, pierwsze kawałki i pierwsze koncerty
Pierwsze grosze który każdy wydawał jak pierdolnięty
Na głupoty, alkohol, dziewczyny i ciuchy
Na ten najnowszy dres, na podwórku by się wyróżnić
Cały czas tak jest, na podwórku wszyscy widzą
Jak masz nową skórę był zarobek, mogą przysiac
Coś się zmieniło, życie się zmieniło, chcesz to je prześpij
Bo ze starym po sklepach będziesz śmigał do czterdziestki

REF. x 2
Zmieniło się to podwórko i życie na nim
Ludzie których znaliśmy teraz nie znamy
We mnie zaszły zmiany, w Tobie zaszły
W nas zaszły zmiany bo wszyscy się zmieniamy

Mówisz raperzy się zmienili, w Tobie też zaszły zmiany
Kiedyś kupowałeś płyt,y dziś każdy album masz zgrany
Na I-pod'zie który kiedyś też nie był w modzie
Tak samo my kiedyś w autobusie, teraz w samochodzie
Podobno się zmieniłem bo nie poznaję ludzi
Kurwa mać się ogarnij, skąd? Z podstawówki?
Ten który śmiał się, że mam szerokie spodnie i zajawkę
""Tak, Onar to mój ziom,, z nim siedziałem w ławce""
Pierdol się, takich nie ściemniam tylko nie pamiętam
Towarzystwa z wyższych sfer którym śmierdziała moja ręka
Teraz słuchają płyt żeby wiedzieć co jest modne
Na podwórku mówią Yo i spuszczają spodnie
Dziewczyny tu i u gdzie przychylniej patrzą na mnie
Bo moja niunia ma Tommy Polo Sport i Nine West
Bo nie mam jednej pary butów tylko mam dziesięć
Słuchaj, lepsze, żadnej kurwa nie kupiłem w sklepie
Jestem tu gdzie jestem i sprawił to tylko mój głos
Upór, styl, a nie z branżowcami wywąchany koks
Ten kawałek to refleksja a nie żaden przełom
Trochę się zmieniło, bo parę lat minęło

REF x 2
Wspomnieniom nigdy precz Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest skąd jest o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz Staszica Story bierz (wiesz)

Nie w tempie szaleńczym chociaż z nędzy do pieniędzy
To nie trwało to chwilę niczym kinowy seans
Długa wyboista droga po sztukę nie na pokaz
Rychu Peja w trzecim roku nowej ery będąc szczery
Prawda o samym sobie i o życiu do cholery
Tyle rzeczy i zdarzeń schwytanych straconych marzeń
Tyle chwil i skojarzeń próbek myśli ofiarze
Zbrodni i karze monotonna egzystencja
Herosi z okolicy z którymi mam przymierza
Już wiesz do czego zmierzam nie zwykły bieg wydarzeń
Ja grom nie liczę sparzeń jestem Rychu nadal marzę
Jak na schodach u szewca Rychu ulicy piewca
Wali z kilem morderca i częstuje ludzi hajem
Robić rap z jajem freestyle'ować nie przestaję
Kolejny dzień nad ranem biedny czas lecz serce radę
Bo z każdym darmozjadem Rychu dzielił niedolę
*****ić niewolę sami stworzyliśmy getto
Tubylcy ich piekło tu zdarzyło się nie jedno
Turyści nie wskazani bez mapy zagubieni
Gdybyście wiedzieli ilu tu walecznych ludzi
Nie raz nudy nikt nie nudzi te obchody po dzielnicy
Jak ja, Wrosz i nędznicy nawiązuję do przeszłości
Do życia w skromności do przynależności
Wszech ogarniającej złości która pozbawia radości
Mały dzieciak pod piwoszem zbierał grosze na słodycze
Nie udaję, że nie widzę, nie udaję, że nie słyszę
Ledwo dyszę, ale mam coś tylko nie wydaj na browar
Żeby z fajką się małolat po kątach nie chował
I nie próbuj gadać kumplom ,że mam przy sobie towar
Pod sklep podbijam (ziomal) tu każdy mnie kojarzy
Widok znajomych twarzy z moich zrujnowanych okien
Dziś sklep już nie istnieje tak samo jak me lokum
Z boku obserwuję zmiany nieco podłamany
Gdzie na lepsze pytam z administracji chamy
Co drugi rdzenny człowiek został wyeksmitowany
Pozostali nieliczni sprawiedliwość społeczna
Mega ***** ciota Wiesława Magnuszewska
Znasz mnie od dziecka lecz uważaj przyjdzie kreska
Ile razy mnie sprzedała twa rodzina kurewska
Na psach w prokuraturze *****ysynu jesteś tchórzem
Robiłeś po gaciach sam na sam w zniszczonej bramie
Ja mam ulicy znamię, a ty *****o masz przesrane
Skończysz jak zdrajca nie jak męczennik na krzyżu
Biblijna Staszica ja zamieszkam w Paryżu
I życzę wszystkim bliskim którzy złapali odciski
By wyrwali się z siedliska biedoty i zgnilizny
Pozdrawiam znane gęby ja nad morzem śródziemnym
Tego życzę każdemu, by powiedział stop nędzy
Tego życzę każdemu, tego chcę niczego więcej

Wspomnieniom nigdy precz Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest skąd jest o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz Staszica Story bierz (wiesz)

Wspomnieniom nigdy precz Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest skąd jest o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz Staszica Story bierz (wiesz)

I jeszcze tu wrócę będzie cash kupi e mą dzielnie
Jak master z no limit Rychu postąpi dzielnie
Nie zabronisz mi marzyć o was myślę codziennie
Siedząc z wiksą na alejce odwiedzam jedno miejsce
Chcąc wykazać się gestem dla was to jest ważne
Wsłu*****ecie się we własne życie, życie właśnie
Mój zapał nie zgaśnie nikt nie ma do mnie żalu
Że nie ma mnie na balu, że teraz na legalu
Że czasu za mało nie jestem stałym elementem
Jak przy nie zmienia się nic byłem JE Rezydentem
Dobrze wiesz że nie uciekłem musiałem znaleŹć dom
Zbudować dla kobiety i rodziny mocny schron
Pe nie gówniany dom raczej złote dziecko szczęścia
Co z nie szczęścia czyni dobro i nadzieje daje
Wiesz jak kawałki to tracki obserwujesz mnie jak żyję
Patrz nie utyłem złotem się nie obwiesiłem
(Mam auto *****) jeżdżę autem jak zamówię
Tygodniowo na taryfy spokojnie wydam stówę
Nie połówę jak kiedyś wchodzę witają zgredy
Pe dorzuca monety, bo tak musi być niestety
Mam priorytety wady i zalety też wiesz dobrze wiesz
Rychu Peja alians weŹ cash, bierz co chcesz, weŹ
Jestem żywym dowodem, że możesz jeśli chcesz
Więc obudŹ się wstawaj będę krzyczał jak Danzel
It's working to działa, włącz sprzęt, a przybędę

Wspomnieniom nigdy precz Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest skąd jest o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz Staszica Story bierz (wiesz)

Wspomnieniom nigdy precz Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest skąd jest o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz Staszica Story bierz (wiesz)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo