Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Pokrzyczę jak 1 styczeń nowy epizod
Chcę myśleć, że się bliskim cele zbliżą
Przyglądać się ludziom, a nie krzyżom w ogrodzie przy parafii
Oby was chłopaki szlag nie trafił i oby nas nie trafił
Raczej my trafimy w szlaki nie odwrotnie
Za kulisami szakiry ździry, każda chętnie połknie
Gra świateł w pościgu do przygód, wygód
W pościgu do ważnych figur o zdobyć życie, zdobyć szatę

Zrobić się na szlachtę chcieli
Wszystkie bombki chuj strzelił
To nie to czego byśmy chcieli
Ja piję zdrówko moich wierzycieli
Zdrówko jest przepustką, a więc opróżnijmy kielich
Za lepsze jutro, za to by jasne barwy pokryły płótno
Zanim przewód mi utną powiem krótko
Trudno, co się zdarzy to się zdarzy
Zdrowie i marzenia to mój azyl

[x2]
Zgadzam się, rzeczywistość bywa blada
Skradam się kiedy los chce mnie poskładać
W kierunku oazy zawsze można marzyć
To jest to co posiadam - azyl

Rzeczywistość realna do której muszę się dostosować
Pracować, na życie zarabiać, nie próżnować
Kombinować żeby nie zwariować
Szczęściem mnie życie nie obdarzy
To co posiadam w głowie to mój azyl
Lepiej niech to się uda, bo teoretyczne rozważania
Legną w gruzach, utną mi ostatnią cząstkę nadziei
Mam nadzieję, że to wszystko się w końcu kiedyś zmieni
I będę z tego dumny, bo [?] graczem jestem
Rozumny, bo liczą się, chłopaku, normy
Lepiej być skromnym, pracować na siebie
Niż udawać wielkiego i nie mieć na chleb
Lepiej być do przodu niż cofać wstecz
Zachłanności stawić czoło i powiedzieć precz
Pełne unicestwienie i mój azyl to zabezpieczenie

Pełne Zet, mocny dźwięk
W ciszy uspokoić, zabić lęk na wielką skalę
W tej scenografii przytaczam swoje detale
Nic mi nie odbierze to w co wierzę i tą właśnie wiarę szerzę
Wiara w siebie, bo nikt nie wie ile jest naprawdę wart
Co dzień start, mówisz fart niech mi dziś dopiszę
Bo inaczej wiszę, ja to słyszę i dlatego piszę o tym
Że ciszę, spokój wokół traktuj jak ten złoty
Otrzymany w spadku track, to jak szalupa na statku
Traktuj to jak swój azyl, to jak powrót do bazy
Gdzie powracałeś wiele razy, azyl to miejsce gdzie marzysz

Kiedy nie widzę wyjścia, kiedy nie mogę oddychać
Kiedy siada mi psycha, kiedy nie mogę zasypiać
Mam tylko trzy wyspy kiedy już nie daję rady
Rap, kobieta i przyjaźń to mój azyl
Jeśli nie możesz iść, jeśli żal zalewa serce
Bo chciałbyś więcej niż ci pozwalają ręce
To diabeł w kolejce stanął już po twoje grzechy
Znajdź swój azyl, poznaj od dechy do dechy

[x4]
Zgadzam się, rzeczywistość bywa blada
Skradam się kiedy los chce mnie poskładać
W kierunku oazy zawsze można marzyć
To jest to co posiadam - azyl
INTRO
Reprezentuja... styl to was buja
O.S.T.R. mam tego czuja, kiedy tylko wskazuja
ci palcem co rekonstru...uja
(raptowne realia, ragga ma freestajla, bo to co każdy mówi)
(by SZAFRAN)

Kwasu
Z północy na raz ja tutaj sie wymyka
gramy mikrofonu już ragga zawodnika
Z tego miejsca w Polsce styka, moja technika, Kwasa
ragga klasa, jest tego cała masa, to moja trasa
której się trzymam w rytmie się wyginam
nie rozkminiam, tylko rozpoczynam i nie kończe
słowa łącze plącze w jedną całość, w jedną bipę
pozdrawiam ekipę EL-DZW, EL-DZWuuu jestem tu
oni też ze mną tutaj są, to nie błąd
Wiem skąd jestem, jestem stąd
gdy zataczam duży krąg, słychać gong, słychać gong

Po pierwsze ragga, po drugie ragga, po trzecie ragga
ragga która mi pomaga, ja tym władam, stoję na podeście
i nie spadam, dużo treści składam, nagrywam, opowiadam
jaki teren badam, gdzie mam być to wpadam,
gdzie mam zadać cios to zadam

Pablopavo
O Panie Panie łaski łaski łaski
to są ragga ragga rytmy rytmy rytmy
o Panie Panie łaski łaski łaski
Raggamuffin płynie do Ciebie, falami falami falami
Nadawanie, dodawanie, kiedy gra tu ragga
Fu i Pablopavo Ja mówie teraz uwaga TAK!
Nadawanie, dodawanie, kiedy gra tu ragga
Ragga manifestacja teraz właśnie do Ciebie gada
Bada świat, wszystkie okoliczności
jak przeżyć tutaj bracie teraz wśród nieprawości
Jak iść drogą tą, Ja mówie Tobie bracie kiedy nadejdzie sąd
Ja daję tutaj, daję tutaj, daję tutaj moc
Fu jest obok mnie ja mówie to Wielki Cloth
który ragga ma w gębie
który ragga ma w duszy
a Raggamuffin napewno Ciebie tak poruszy AJ!

Fu
Ragga muffla ragga saga, rozwinięta flaga
ragga na horyzoncie, ragga plaga nie jest zniknie
jak Saddam, wiec gadam, dziś to waga ragga
uwaga równowaga pomaga, raggamuffin odwaga
szaga jeszcze pare ciosów zadam przy czym często
kłaniam ten gatunek badam rozkładam stragan
czy na strychu bałagan zwany odoru sie domaga
nie wypadam nakaż szacunek to roots reggae posiadam
z rytmu nie wypadam płyte szczerze składam
się zastanawiam jak to będzie w tym kraju
czy ten gatunek znajdzie swoje miejsce, bedzie nieźle wszędzie
sam defekt pewnie wniescie, o dragu zejście
ludzie siłe zbieżcie wreszcie nareszcie
druga twarz FU incognito ragga sito z głowy mi to nie wybito
vandal bandyto ragga sito ragga psycho ragga psycho
vandal bandyto ragga psycho ragga psycho ragga psycho

O.S.T.R.
Bo to co każdy mówi że sie myle myle myle
napinam odto-odtąd sie nie myle myle myle
byle wylew słów na papier
yle yle myle takie to pióro drapie
co to katapulta słowo pulta sie nawija
wyle myle byle i wiem że ja żyja
yle yle pytam ponownie dola dola
Capital Master zostaw hajs babilona
dopóki na takim koszta o takich może sprostać
bo to co każdy mówi że się myle myle myle
byle byle daj to naj dylej dylej dylej
a yle yle yle zostaw hajs tu
babilonofobia opcja spal to z marszu i widzisz że jesteś w potrzasku
raptowne realia raggamuffin styla raptowne realia raggamuffin styla
raptowne realia raggamuffin styla raptowne realia raggamuffin styla

Mercedresu
Popatrz no jak, zmienia sie świat, ile juz lat wpisanych do strat
chwile, a ty robisz tyle żeby nie pozostać w tyle
politycy ciągle podkecają tempo, na ulicy ilu typa jak szkło pękło
silni to przetrawają słabi wymiękną, widzisz to sam, dobrze to znam
codzień to mam i widze ten świat, w sekunde możesz przegrać albo wygrać runde
stać sie championem albo stać jak te kundle
zmienic chcesz los, stawiasz na sztos, o mały włos
nie dostał byś w nos, a życia cios jak petarada
nóz masz do gardła, grymas na wargach przed twarzą garda
zryta ta karta, atak na farta, gra świczki warta, nie walczysz narta
[Pele]
Ja mówię ty słuchasz i widzisz choć nie patrzysz
Moje osiedle pierwsze bloki dziesięć na krzyż
Jeszcze bez tynku a już widać
Rap OK albo ten i ten kocha się w tej i tej
Raczej emulsja niż spray
Ale widać z lotu ptaka
Zamykam oczy widzę siebie za dzieciaka
Do bramki z trzepaka kopię piłkę
Za chwilę pierwszy przypał w szkole
Pierwszy wstyd przyniosę matce
Pierwszy szlug u Winiego na klatce
Co różni poszkodowanego i sprawcę
Zaraz pierwszy raz zrozumiem gdy na dole w szkolnej szatni
Wyjdę na solo pierwszy konflikt załatwić
Wariacka młodość mistrzowskie beztroskie czasy
Zaraz zauważę ją choć od pierwszej klasy chodzi do tej samej klasy
Za chwilę gdzieś na domówce po raz pierwszy dotknę ją dyskretnie
Ona się zawstydzi obrazi i ucieknie
By po kilku dniach pod warunkiem że przyrzeknę
Jeszcze w podstawówce u koleżki na kablówce
Po raz pierwszy zobaczę irlandzką dumę za mikrofonem
Jeszcze nie wiem że też pójdę tą stronę
Na razie na dwójkach tam pod pawilonem
Wytrwale uczę się pierwszego flipa
Ze mną ekipa będzie z 50 osób
Za chwilę zacznę etap promocji nie tylko w sklepach
Pierwszy hajs łatwy hajs a wraz z nim
Po raz pierwszy teraz słuchaj człowiek
Zimna stal kajdanek blokuje krwioobieg

Ref. x4
Siedzę w domu sam wdycham słodki dym
Przed oczami mam rzeczywisty film

[Vienio]
W sąsiedztwie Służewca rosną wielkie bloki
Kieruję kroki na podwórka Ursynowa
Szkoła podstawowa ławki trochę zieleni
Czuję przywiązanie tak do mojej ziemi
Bo tu się wychowałem tutaj na tej szkole
Pierwsze eksperymenty moje z alkoholem
Z Włodim i z Krępolem pierwsze skejtowe triki
Pierwsze marzenia odnośnie muzyki
Tutaj na tych schodach poczułem kobiety zapach
Oboje byliśmy ciekawi świata
Pamiętam pierwsze bójki za małolata
Starsi koleżcy kopsnęli gdzieś batata
Kupione płyty hardkorowe koncerty
Pierwsze sygnały idź Vienio tędy
Młodzieńcze błędy świat narkotyków
Wiem dużo więcej od swoich rówieśników
Wszędzie pusty puszki walają się papiery
Tu pierwszy raz wyniosłem adaptery
Jakoś tamten czas płyną innym tempem
Beztroską młodość darzę sentymentem
Więcej dalej w świat nabrać pokory
Odkrywaj dzieciaku wciąż nowe kolory
Moje utwory dedykowane młodym
Słuchając tego pamiętaj o tym

Ref. x4
Siedzę w domu sam wdycham słodki dym
Przed oczami mam rzeczywisty film
[Cira:]
Małolaty i starszyzna, bataty i szarzyzna
browaru kraty na boiskach to był klasyk przyznaj
pizgam jak opętany latami dzieciństwa
freestyle nad ranem i graby na gramofixach
gry: dwa odbicia, siódemki, jedno podanie
bojo na zwierzyńcu i meczyk, pozamiatane
talenty z tamtych lat, talenty rodem z filmu
teraz podłe patenty, alimenty i delirium
pilnuj się dzieciak, łatwo przechylić szalę
przepowiednie-bumerangi na bani zrobiły szaber
żaden z tych, co kozaczyli najbardziej
nie wychylił się na prostą, mówi o nowym starcie
łapcie czas, który ze wszechmiar ogarnia
kiedyś małolaty a dziś stara gwardia
łapcie ten czas, który nas dokarmia
kiedyś małolaty, a dziś stara gwardia

[Miuosh:]
nie muszę wciskać rewind, przewijać żeby o tym wiedzieć
zlepek bloków i ludzi wokół z tradycją jak Wedel
to samo w innej butelce, moja ławka, moje miejsce
siedzę, ta sama gadka, dla nas Ronaldo był tylko jeden
reszta się zmienia, chuj że mieliśmy marzenia zawsze,
ręce opadają jak powieki po flaszce
każdy bierze wdech kaszle - ja wypluwam słowa
inni mieli mieć łatwo bo to ja chciałem rapować
od nowa od rana to samo, no chyba że masz na noc
ci z tamtej ławki rzadko się rozpoznają
werwę z nas wycisnął zajob
nie ważne gdzie chciałeś dotrzeć, ciągle w boksach trzymają nas
czas nie staje jak u Bisza, pogoń to zwyczaj
wyciągnij ręce i chwytaj daje ci ten chłód
to co przeżyłeś czasem znika, na pustych ulicach,
Katowice, ludzi widzę, chce pamiętać takie życie tu

[Hukos:]
Magia liczb, 23, chciałem być jak Jordan.
Miałem talent, ale do wódki i jointa.
Ilu zmieni czas w Adamów Miauczyńskich?
Ilu z nas, mimo braku szans ma geny zwycięzcy?
Tyle różnych dróg, nawet nie ma dokąd pójść,
na każdej z nich stare ślady naszych stóp.
Maciek był skurwysynem, dokuczał mi w podstawówce.
Przestał, jak dostał w pierdol na męskiej solówce.
Spotkałem Anię, najlepsze cycki na osiedlu.
Widzę- piękni ludzie starzeją się bardzo brzydko.
Za blokiem boisko powoli zarasta trawa.
Jak było za dzieciaka, przy kielichu wracam.
Wtedy widzę wyraźnie jesteśmy zwierzętami.
Walczymy o mieszkanie, pokarm, dostęp do samic.
Wiatr zmian na lepsze rzadko wiał w naszą stronę.
Uwikłani w historię, pokolenie stracone.

[Onar:]
Słyszałem już o tym tysiąc zwrotek, sam napisałem kilka,
wiem chłopie, mija czas i nie smakuje już tak przyjaźń,
smak się robi gorzki, zostaje zgaga,
żeśmy dorośli, gadka między nami sztuczna jest jak Lady Gaga,
nie chcę tego a-a, bo z czasem widzę dalej,
do ucha puste bla-bla, to nie ja zostałem
na ławce pod blokiem, w sercu z egoizmem,
najebany co dzień myśląc, że właśnie to jest życie,
nie tęsknią za mną tam i to jest piękne,
gdyby tęsknili znaczyłoby to, że źle poszedłem,
to nie ja się zmieniam, to świat się zmienia,
ci co stoją w miejscu szukają mnie sprzed lat - mnie już nie ma,
nie mów, że zadzieram nosa, wiem skąd jestem,
gdzie byłeś gdy był brak żarcia i perspektyw na szczęście
ja na szczęście znalazłem szczęście,
mosty płoną, jestem z tobą i pierdolę konsekwencje.
Ref.
Chce, chce uciec stąd,
By nie być siłą złą
By nikt nie cierpiał przez
Bez słowa, czyny, los.
Chce, chce zniknąć stąd
Byś ty nie brudził rąk
Byś nie wypomniał mi,
Że tobie wziąłem coś.

Chce, chce….

Każdego dnia śnie by zniknąć stąd gdzieś
By przestać się truć, waszym jadem by znieść
Me życie to wie i ty też to wiesz,
że w świecie na tak jest tylko miejsce na nie
Jest jedno życie, jest jeden świat,
Jest wiele bogów tylko jedne jest nasz
Jest jedna świeca, jest jedno serce,
Jedna kobieta, i tylko jeden czas.
By spełnić się w życiu, by naprawdę kochać
By pomóc innym nie mam startu od nowa.
Jest jedna szansa, i tylko ta,
Są dwie drogi i tylko jedna jest zła.

Chce, chce….

Ref. x2
Chce, chce, chce uciec stąd,
By nie być siłą złą
By nikt nie cierpiał przez
Bez słowa, czyny, los.
Chce, chce zniknąć stąd
Byś ty nie brudził rąk
Byś nie wypomniał mi,
Że tobie wziąłem coś.
To już jutro nie mogę się doczekać mówiąc ściśle
Jak będzie zajebiście, przez cały tydzień o tym myślę
W głowie jedna opcja, żeby jak najszybciej kupić bilet
I za chwile kłopoty gdzieś zostawić
Znowu w trasę, wybieram oczywiście drugą klasę
Bo jest taniej, wiesz jaki to ma sens, nic się nie stanie
Za to więcej w kiermanie i wszyscy mamy jeden przedział
Same znajome twarze i tylko jeden zgredzik siedział
Zaraz wyszedł, zrozumiał, że tutaj nie będzie ciszej
No bo po co, wiadomo to rozgrzewka jest przed nocą
Ale każdy pociąg ma dwa końce, a w środku konduktor
Chciał od nas bilety, Żółf do niego kupie jutro
Jak zwykle, znowu kredytowy zaraz zniknie przez okno
Oczywiście trasę kontunuuje zgaraja ja dziś frystajluje
Ósmy browar pije Ziaja
Ale jaja zapomniałem słów do o życiu teksty
Zanim sobie przypomniałem, patrz Ekonom już jesteśmy
Marysia była lekko w szoku, dumna w pełni, całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia. Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś, w okolicach śródmiejskich - północna część. Sms-a mu pisała pomyślała, że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy. Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy. Ryszard - taryfiarz nie zrzeszony w korporacji - i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji. Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni. Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli. Teraz o nim: Rysio - taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem, wiezie babę właśnie, na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powiem normalnie. Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie. Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz, nie złapie nigdy już taksówki na ulicy. Rzadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał i znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może. I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego, bo może być gorzej, to ona – kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę halo - pędem i gna tera cierpem na komendę.

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz – w pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego. Karol ma na imię, w plackach trochę robi. Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii. Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi. Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę, ale cieszył się, że się ostały polskie złote. Proszę cię... Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem – saluto -to patrol stołecznej policji, Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy. Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo. Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo. Przypasował im stuprocentowo - omyłkowo do opisu kogoś. Bluźnił, przepraszał, nawijał... Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach. Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania. Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką. I chociaż staje kilku gości młodych, bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz, dla Grzesia wstrząs. Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią. Przecież dopiero, co przyjechałem – tłumaczy Grześ chwilę, ale zlisił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli. Tyle...

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz, nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ. Jak zwykle statyści przyłazili jeść i gdzieś koło czternastej – Eureka - czaderski pomysł rzucił kolega - wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadomce ktoś opierdoli. Kto jest kto? Rozwiązanie zagadki... Posłuchaj, tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi. Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić. Konsumując, myślała, że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą. Sam, jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment, magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli. Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo, uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo, dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni. Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni, każdy ponad każdym - wszyscy najmądrzejsi. Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła - bez pewności, ale wymierzyła palcem, dziś była górą w nierównej walce, dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami – ścierwo – myśli tak serio. Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął i nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc – flashback – i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc. Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było... Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie - Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie. Psikus, kurwa jego mać. Raz, dwa... powrót do rzeczywistości – przystanek pod pizzerią – Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle. Tymczasem Ryszard - taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka, obok Neoplan na przystanku się zatrzymał, wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe. Rysiu odwrócił głowę i obcina - każda ma dobrą nogę, bufet też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro... Pochłaniając ostatniego gryza spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto i właśnie wsiadał do taryfy – Dokąd? - spytał Rychu i na tym zakończymy...
Wiem, że muszę zadbać o rodzinę żonę syna matkę,
Nie mów o białym złocie, tylko czym ja ją wykarmię
To mój honor, to dane Bogu słowo
Brat, się budzę cztery razy w ciągu nocy do pieluchy
Rap nie zrobi cię człowiekiem, jak życie cię nie nauczy
Taka prawda, lenistwo zabija tu świat w nas
Każdy by chciał wszystko na raz zamiast starać się o trochę,
Niby nikt tu nic nie pali, a by zjarał Europę
Powiedz, czy wystarczy nam spowiedź
Powiedz, komu dałeś władzę, tajnym służbom
Nie widzisz, że te służby w sposób jawny się kurwią?
Daj usnąć. Prawda jedyną furtką.

Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
I zapytać o to Ciebie się znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi,
Choć pewnie nie odpowiesz mi aż po grób.
Nieistotne, się dowiem, jeśli będzie mi pisane,
Bo wiarę mam w sobie, kiedy klęczę nie kłamię,
Panie, po co ja jestem tu?

Tylko głupiec nosi pogardę w sercu,
Kiedy widzi przed sobą grupkę innowierców.
To nie jest pogląd jego wiary mędrców,
Tylko spaczony krzyk jego kompleksów.
To żadnej religii nie jest doktryna,
By z powodu różnic konflikty wszczynać.
To chory klimat - iść i zabijać,
Zamiast nienawiść zamieniać w przyjaźń.
Rozbój duchowy czy zamach bombowy?
Skutek na pewno nie jest jednakowy.
Testament nowy czy nóż sprężynowy?
Pomyśl, kto te bzdury wkłada ci do głowy.
W kościołach, meczetach i synagogach
Dziś pseudo-wierni obrażają Boga.
Tylko zobacz, jak Pasterza trzoda
Pochłania mrok jak duszy choroba.

Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
I zapytać o to Ciebie się znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi,
Choć pewnie nie odpowiesz mi aż po grób.
Nieistotne, się dowiem, jeśli będzie mi pisane,
Bo wiarę mam w sobie, kiedy klęczę nie kłamię,
Panie, po co ja jestem tu?

Podobno miałeś na mnie plan, tak mi opowiadałeś kiedyś,
Wtedy jeszcze ze mną gadałeś, wtedy.
A ja jak kretyn wierzyłem w twoje szepty
I byłem gotów oddać im się bez reszty.
Wierz mi, aż twój głos nagle zniknął
I nawet nie było mi specjalnie przykro.
A wszystko wokół nabrało nagle tempa,
Z początku dobrze, bo z początku nie pękasz
Aż przy dźwiękach mijających lat za szybami
Zacząłem zastanawiać się nad tym co stało się z nami
I czemu nie zarzucasz mnie tymi planami więcej
A głowa ciąży mi już prawie tak jak ręce
I nie wiem sam czy przy tym tempie chcę,
Przeżyć tutaj jeszcze choć jeden dzień.
Bo mam dosyć, już prowadzą mnie inne głosy,
A kolejne dni zaskakują jak ciosy.

Znowu następny dzień daje powód mi by zebrać myśli
I zapytać o to Ciebie się znów.
Znowu kolejny rok będę czekał aż odpowiesz mi,
Choć pewnie nie odpowiesz mi aż po grób.
Nieistotne, się dowiem, jeśli będzie mi pisane,
Bo wiarę mam w sobie, kiedy klęczę nie kłamię,
Panie, po co ja jestem tu?
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Wzrokiem Ala wyruchałem twoją córke
Zjadłem jej bułke
Nie wskoczysz na moją półke
Zajmuje cała to jest mój przywilej ten
Ten mixtape dociera szybciej niz DHL
Szybciej niż diler i chuj tylko ile
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile
Ja mam ten rym taniec który tańczysz ty
To ten taniec pojebaniec co ci zmarszczy brwi
To ci parszywi co są źli przyszli tu dziś
A ci chujowi usłyszeli wyszli przez drzwi
Ja ma ten rym wiesz co dzi? Te kocie ruchy
Wiesz co dzi? Gural nadchodzi
Nie czuje skruchy
Nie czuje tremy, my zwiastujemy problemy
Rymy bardziej pojebane niz kraj w którym żyjemy
Wszystko zeżremy splądrujemy wam kuchnie
Jesteśmy jak szarańcze wszystko mamy w dupie
Yo yo yo DGE w chuju mam to, w chuju mam..
Wszystko zeżremy spądrujemy wam kuchnie
Jesteśmy jak szrarańcze co? Jest nas wuchte
To bauns króli to jest czas ulic
Lubisz słuchać tego gówna tak jak hajs tulić
To jest bauns króli to jest czas ulic
Lubisz słuchać tego gówna tak jak hajs tulić
Strych, Bezimienni, 2008, słuchaj tego

Szmat czasu za mną i doświadczeń bagaż
ja ze sobą sam wspomnień własnych tragarz
Dziś wchodzę na strych i zerkam po ścianach
i myślę o wszystkim o dokonanych zmianach
Na starych fotkach gęsta pajęczyna
niektóre wyblakłe poplamione z wina
I patrzę na twarze które pamięć gdzieś zgubiła
i pytam gdzie ta radość która kiedyś we mnie tkwiła
Dalej leżą wrotki i rower na trzech kółkach
odleglejsze czasy na kolejnych półkach
Stare okulary które kiedyś tam nosiłem
20 lat temu całkiem inaczej żyłem
O pierwszych moich krokach stawianych na macie
przypomina stara dżudoka bliższa teraz szmacie
Piórnik, książki i szkolne zeszyty
stary komputer, na nim pierwsze bity
Czarne lenary obok leżą rolki
stare ochraniacze i szmaciane korki
Puchar osiedla w nich rozgrywałem
to kiedyś było ważne całe serce w to wkładałem
Jak serce teraz wkładam w ten rap tak prosty
ze mną całe życie ksywa moja Ostry
Pierwsze dziewczyny i pierwsze pocałunki
pierwsze podwórkowe znaczące porachunki
Zdjęcia z tamtych imprez pierwszy mocny trunek
chciałem mieć szacunek budowałem wizerunek
Tylko pomyśleć to łza się kręci w oku
że przybywa nam lat w każdym nowym roku
I pytam jeśli na wolności jest tylu skurwieli
to dlaczego najdroższego przyjaciela mi zamknęli (to wszystko)

A gdy znów zapragniesz być tam
zamknij swe oczy i na strychu sam
Zetrzyj ten kurz niech wrócą wspomnienia
na starym strychu odrodzą się marzenia
Wczoraj mały dzieciak a dziś dowody męstwa
każda porażka prowadzi do zwycięstwa

Już brat nie cofniesz czasu nie przekręcisz wskazówek
w głowie tysiąc myśli w rękach zeszyt i ołówek
Zamknij na chwilę oczy żeby tam gdzie ja się znaleźć
chodź ze mną na ten strych choć i pamięć sięga dalej
Niż mury w których teraz sklejam te kolejne zwrotki
już na samym wejściu przy schodach leżą wrotki
Do Piekar przeprowadzka żegnam się z Bytomiem
przejście ze szkoły muzycznej do szkoły podstawowej
Bardzo przyspieszony kurs składniczej szkoły życia
trzeba było udowodnić nie jestem chłopcem do bicia
Potrzaskane okulary pod warstwą kurzu leżą
na drugi dzień ktoś sprawdził ich wytrzymałość pięścią
Stara piłka do nogi przebita do kosza
bramkarskie makówy bluza George'a Camposa
Krótka przygoda w klubie pierwsza karta zawodnika
lecz talent ma to do siebie że nieszlifowany znika
Dla faktu nie pomogła ta stara paczka szlugów
to potrzaskane bongo służące do pierwszych buchów
Pierwsze wina po szkole z bracholem Tomasem
Olałem pływanie mówiłem nie dla mnie basen
Kłopotów ciąg dalszy z pięciu szkół wyrzucany
Do dziś kujące w serce łzy mojej mamy
Pierwsze akcje na ulicy do drzwi pukał dzielnicowy
wtedy powód do dumy, że na karku kłopoty
Leży tutaj trochę książek nie są to lektury
Pierwszy zeszyt rymów pierwszy spray co zdobił mury
Połamana deskorolka poszarpane wansy
jakieś szerokie spodnie pierwsze kimono do walki
Niewysłane walentynki z obawy przed odrzuceniem
dzisiaj jedno wiem, Madzia dzięki, że mam ciebie

A gdy znów zapragniesz być tam
zamknij swe oczy i na strychu sam
Zetrzyj ten kurz niech wrócą wspomnienia
na starym strychu odrodzą się marzenia

Wczoraj mały dzieciak a dziś dowody męstwa
każda porażka prowadzi do zwycięstwa (x2)
Ja, Ja, Ja, Ja

Drobna analiza, jeśli ja to dewiza,
To ja plus ego, to sam se naubliżaj ziom.
Daj sobie w pysk, ja to kłopot, ja to słowotok,
Ja to chcę, ja to mam, świat jest po to.
Pan i sługa co wobec mnie tonie w długach,
Mam całą listę i spróbuj nie dać co wymyślę
Będę tupał - mały Krzyś na tapczanie,
Lepiej szukaj i myśl jak spełnić wymaganie,
Mały Krzysiu zamknij pysk rozwydrzony,
Dostaniesz nic ze spisu jeśli jesteś wszechmogący
To ja niech da, niech tworzy ja, weź się zamknij,
Ja dam Ci pasek, niech ja skorzysta z klamki
Jak rozmawiać jeśli ja, a nie Ty i Ja
Bo jeden logos to za mało, kolos bez paliwa,
Teraz ja, ja, ja, potem szybko zimny prysznic
Nagle sam, sam, a za drzwiami walizki.

Ja, Ja, Ja, Ja
Ja, Ja, Ja, Ja

Ty, Zosia samosia co się karmi swoim ja,
Wierzy tylko sobie i myśli, że siebie zna i okej,
Świadomość, samowiedza, nic złego, też tak mam
To plan, wiara, że wejdę do czegoś, ale...
Siebie widzę lepiej w Twych oczach niż w lustrze,
To krzyk, to samotne ja tonie w pustce,
Ja, które pisze moją konstytucję.
Ja, które pomogło osiągnąć sukces,
Ja, dzięki niemu ciągle ja i konflikty.
Ja, życie wciąż jak na ostrzu brzytwy.
Wszystko gra, dogadaliśmy się już dawno,
Chociaż z nim gdzieś puszki rozrzuciło tysiąc Pandor.
Ja, dzięki niemu tak bezczelny i świadomy,
Chociaż wciąż i tak niepewny.
To przyjaciel, to wróg, zawsze obok, a ja?
Dzisiaj czuję, ze ja chcę być z Tobą.

Ja, Ja, Ja, Ja
Ja, Ja, Ja, Ja

Nie ma sensu mu ufać, warto bacznie się przyglądać
Wiwisekcja ducha, operacja na poglądach,
Trochę pokusy, po podglądać, bywa ostro,
To namiętność bez granic, ale ciiii, nie mów głośno, ja słucham.
Ej w końcu stań z nim w ringu, bij go,
Choć to dwa Pudziany na dopingu,
Ja bije cały czas, czasem się bronię,
Myję krew z podłogi, mam miękkie nogi, ledwo stoję.
Bum! Cios za cios, oko za oko, luz,
W końcu je pokonam, bo mierzę wysoko
I potrzebne mi ja, ta żmija co kąsa tak słodko,
Ale ja to antidotum na samotność
Ja wolę sam tam patrzeć i się puścić
I pozwolić by mrok mógł tam zajrzeć,
Ja, budujemy razem czasem w gniewie (i wspólnie),
To ja, tak ciekawy Ciebie

(Ręczę za to, ręczę za to... )
On przychodzi do mnie, bo
chce mnie porwać w piekło, są
ju ż tam ci którzy nie dali rady
ja stoję tu i pieprzę to zło

Ence pence , w której ręce
Pieprzę to zło, bo dobro może więcej
Choć przychodzi tutaj, chce być jej jeńcem
Ja wyciągam palec i zaczynam klęczeć
Weź mnie jak chcesz, albo weź me ciało
rozumu strzegę bo strzegę doskonałość.
Nie jestem mędrcem, jestem zwykłym człowiekiem
A czuję się odmieńcem, bo nie biorę królów w kieszeń
Chronie dobro, bo przecież chronie przestrzeń,
W której można znaleźć schron przed tym złym miejscem
Nie wygram do końca z diabelskim uśmiechem, serca nie weźmiesz bo jest w prawdziwym sejfie,
Gdy otwieram oczy rano widzę jego mordę
Świat się poddał jakby on był naszym ziomblem.
A ten szatan nie będzie Bogiem
Podasz mu rękę, to tak jakbyś wskoczył w jego ogień.

On przychodzi do mnie bo
chce mnie porwać w piekło, są
już tam ci którzy nie dali rady
ja stoję tu i pieprzę to zło

Hokus pokus, pełno go wokół
Rzuca klątwy zmienia te dni w popiół
Siedzimy w mroku, już nikt tego nie widzi,
Mówisz: "Daj mi spokój, niech wiara siedzi z boku".
Dzisiaj żyjemy, jutro ostatnia droga
Z roku do roku, wyśmiewany los, zobacz
Jesteś mistrzem, jesteś nikim
Przez pieprzony hajs, szerzą się stereotypy.
Nic nas nie różni, nic nas nie dzieli
Nawet jak ten pieniądz ci sam wychodzi z jelit
To nic nie zmieni, w krainie cieni
Jesteś takim samym kundlem, jak każdy na tej ziemi.

On przychodzi do mnie bo
chce mnie porwać w piekło, są
już tam ci którzy nie dali rady
ja stoję tu i pieprzę to zło. (4x)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo