Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym, dosięgniesz to kolejny raz
Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym

Wczoraj było dobrze kupiłeś se gruby łańcuch
Dzisiaj leci do żyda, jesteś goły nie masz hajsu
Wczoraj królem baunsu rządziłeś na parkiecie
Dzisiaj popierdalasz w klapkach, ale fartownie w lecie
W zimie na krecie, na wypasie nie na mecie
Pełny asortyment usług, prostytutka na tablecie
Zajebiście se polecie, na przełajnie po deptaku
Dziewczyno nie żałuj, nie żałuj chłopaku

Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym, dosięgniesz to kolejny raz
Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym
On przychodzi do mnie, bo
chce mnie porwać w piekło, są
ju ż tam ci którzy nie dali rady
ja stoję tu i pieprzę to zło

Ence pence , w której ręce
Pieprzę to zło, bo dobro może więcej
Choć przychodzi tutaj, chce być jej jeńcem
Ja wyciągam palec i zaczynam klęczeć
Weź mnie jak chcesz, albo weź me ciało
rozumu strzegę bo strzegę doskonałość.
Nie jestem mędrcem, jestem zwykłym człowiekiem
A czuję się odmieńcem, bo nie biorę królów w kieszeń
Chronie dobro, bo przecież chronie przestrzeń,
W której można znaleźć schron przed tym złym miejscem
Nie wygram do końca z diabelskim uśmiechem, serca nie weźmiesz bo jest w prawdziwym sejfie,
Gdy otwieram oczy rano widzę jego mordę
Świat się poddał jakby on był naszym ziomblem.
A ten szatan nie będzie Bogiem
Podasz mu rękę, to tak jakbyś wskoczył w jego ogień.

On przychodzi do mnie bo
chce mnie porwać w piekło, są
już tam ci którzy nie dali rady
ja stoję tu i pieprzę to zło

Hokus pokus, pełno go wokół
Rzuca klątwy zmienia te dni w popiół
Siedzimy w mroku, już nikt tego nie widzi,
Mówisz: "Daj mi spokój, niech wiara siedzi z boku".
Dzisiaj żyjemy, jutro ostatnia droga
Z roku do roku, wyśmiewany los, zobacz
Jesteś mistrzem, jesteś nikim
Przez pieprzony hajs, szerzą się stereotypy.
Nic nas nie różni, nic nas nie dzieli
Nawet jak ten pieniądz ci sam wychodzi z jelit
To nic nie zmieni, w krainie cieni
Jesteś takim samym kundlem, jak każdy na tej ziemi.

On przychodzi do mnie bo
chce mnie porwać w piekło, są
już tam ci którzy nie dali rady
ja stoję tu i pieprzę to zło. (4x)
Dupy, seks, kumple, muzyka,
to już nie ten ziomek, z płyty "Na językach",
kasa, teksty, beztalencia, dno,
HST stał w kolejce, gdzie Bóg rozdawał flow.

Majka test, w słuchawkach muzyka,
to nie Paktofonika, więc zostawcie Titanica,
kasa, teksty, beztalencia, dno,
Bogucice, Gwiazdy, Katowice, Śląsk.

[Siema Fokus, co jest grane? 2008. Kurwa mać, HST, hehe,
nic sie nie zmienia, nic sie nie zmienia]

Siema Fokus, kupę lat,
tyle minęło, Paktofonika, Pokahontaz
zaczęło robić, pytacie kiedy, kurwa, w końcu
to zrobisz? Rekordy w piciu piwa, chłopcy dzielnie
chcą pobić.
26 lat, zaczniemy turniej, który z ziomków jest
skurwysynem, durniem?
Masz to co chcesz? Ja tego nie mam, dziesiątego,
każdy pije, szmato, inaczej się nie da.
Kiepski geld, co za szmelc, co za szajs,
poć sam kajś. Gdzie? Nie podejdzie nikt,
gdy zamułka i smutek, za błędy młodości, trzeba odjebać pokutę.
Skurwysyny, wyciągają gówno na wierzch,
przecież tak jak wypłynęło, nie zostawię,
Fokus, pamiętasz ten czas? '97-8
każdy napierdalał i miał wszystko w nosie,
w KC graffiti, wiesz jak to jest,
nawyki, malunki na ścianach, a byliśmy jeszcze
śpiki, te puchy, te kapy, majki ale i atrapy,
nikomu nas z bandy, nigdy nie capiły łapy.

Dupy, seks, kumple, muzyka,
to już nie ten ziomek, z płyty "Na językach",
kasa, teksty, beztalencia, dno,
HST stał w kolejce, gdzie Bóg rozdawał flow.

Majka test, w słuchawkach muzyka,
to nie Paktofonika, więc zostawcie Titanica,
kasa, teksty, beztalencia, dno,
Bogucice, Gwiazdy, Katowice, Śląsk.

Dupy, seks, kumple, muzyka,
to już nie ten ziomek, z płyty "Na językach",
kasa, teksty, beztalencia, dno,
HST stał w kolejce, gdzie Bóg rozdawał flow.

Majka test, w słuchawkach muzyka,
to nie Paktofonika, więc zostawcie Titanica,
kasa, teksty, beztalencia, dno,
Bogucice, Gwiazdy, Katowice, Śląsk.

Teraz HaST, ma gwiazd, z okien
Europę pod blokiem, cztery pasma,
dziurę, w środku miasta półdupek jak totem,
Nauka nie poszła w las, sztuka nie oszuka nas,
ta suka przez cały czas,daje dupy, my zaś
za sobą zostawiamy trupy,
mówimy: "zbierz się do kupy",
obiecywaliśmy, że wrócimy,
na sercu bliznę mam i zajebiste rymy,
na pełną pizdę jadę i pojadę was, wy
skurwysyny, bo mam asystę
HST i myśli czyste,
biznes plan, i mam plan, jak rozpierdolić system,
i zamknij pysk ten,
bo robię to dla siebie, dla ciebie,
robię to od, powiedzmy, '97, nie wiem
mam jeden eden, miasto jedno na sto eden,
to jest ten czas, jak gości z "Ocean's Eleven"
ja i ziom z gwiazd, robimy, jedziesz,
zrobimy Cię tak, że chyba Cię pojebie.

Dupy, seks, kumple, muzyka,
to już nie ten ziomek, z płyty "Na językach",
kasa, teksty, beztalencia, dno,
HST stał w kolejce, gdzie Bóg rozdawał flow.

Majka test, w słuchawkach muzyka,
to nie Paktofonika, więc zostawcie Titanica,
kasa, teksty, beztalencia, dno,
Bogucice, Gwiazdy, Katowice, Śląsk.
No, weź to poczuj, nie mów żeby ktoś dał Ci spokój,
bo nie możesz stać z boku, musisz poczuć to.

Jeśli czujesz to, stoisz teraz z drinkiem,
jeśli ona to czuje to teraz kręci tyłkiem
i to nie przez chwilkę, tylko przez cały numer,
no weź to poczuj, bo prawie każdy czuje.
To jest coś czego nie nauczysz się nigdzie,
to musisz mieć w sobie, samo to nie przyjdzie,
możesz czuć to w windzie, na ławce, w łóżku,
to nie, kurwa true school, musisz mieć to w mózgu.
Czuj rytm niezależnie od gustu, musisz,
bo pamiętaj tego nigdzie się nie nauczysz,
tym bardziej nie kupisz, to nie jest na sprzedaż,
tu i teraz, czujesz to, tak jak czujesz ten melanż.
Ej, słyszysz ten bit, zaraz usłyszysz refren,
poczujesz ten rytm, nie mów że nie chcesz,
to jest pewne, kluby pełne, a wewnątrz ludzie,
którzy czują to na pewno, na serio,
wbijcie tam, zobacz co jest grane, poczuliście to,
no to refren razem, yo.

Ref.
No, weź to poczuj, nie mów żeby ktoś dał Ci spokój,
bo nie możesz stać z boku, musisz poczuć to.

Czujesz ten rytm, kieliszki w powietrze,
poczuliście to, jest naprawdę pięknie,
trzeba jechać, nie ma co się ograniczać,
na co czekać, poczuć to i mieć coś z życia.
Yo, ręce w górę, w ruch biodra, czujecie to,
na to wygląda, więc po co zwalniać,
trzeba podkręcić, niech spierdalają stąd abstynenci.
Kolejnej części nie będzie dla nich, bo się lekko spóźnili
i gdzieś zaspali, gdzieś zostali i tego nie poczuli,
poczuj to, tak jak byś oni nie zamulił, nikt nie został,
jak jeden procent ze stu, jeśli już czujesz,
to możesz jechać bez słów, możesz jechać wbrew
wszystkim regułom i pierdolić tych, którzy tego nie czują.
Ujmując, oczywiście nikomu, jeśli przyszedłeś popatrzeć,
to wracaj do domu, jesteś kiepski, tylko innym spieprzysz humor,
zostaw to tym, którzy to naprawdę czują.

Ref.
No, weź to poczuj, nie mów żeby ktoś dał Ci spokój,
bo nie możesz stać z boku, musisz poczuć to.
Wysłuchaj mnie na paczkach u siebie w swoim domu,
wysłuchaj na słuchawkach gdy czekasz na autobus,
wysłuchaj z Twego radia, z Twojego samochodu,
wysłuchaj na melanżach pod wpływem alkoholu.
To ja znowu, nie mam do kogo się zwrócić,
miałem tak zwany powód, chciałbym to z siebie wyrzucić.
piszę do Ciebie list, prosto z samego piekła,
wiem, nie odpiszesz mi, choć nie boisz się odebrać.
Pamiętasz? Mówiłem Ci o rodzinie, jestem szczery
i wiedziałem że to się na mnie odbije.
I płynie życie hipcikiem od razu, dupa mi już tak nie ufa
jak przed słuchaniem rapu. Z moich solowych tracków
z sumki niczym lód, wiesz jak to jest słuchaczu
prawda musi znaleźć grunt.
I chuj , nie widzę już nawet najprostszych podstaw,
żeby inaczej myśleć - wszystko to nie ma końca.
Dobitnie, już mi psychika szwankuje, chciałbym
pogrzebać wszystko niczym przeszłość złych ujęć.
Pomyśl, co teraz czujesz kiedy wypowiem nienawiść,
uniesiesz ręce w górę albo obrzucisz kurwami.
Nie chcę trafić do podwórek, lecz do mieszkających na nich.
Jesteśmy tacy sami, mimo różnicy krwi.
My jesteśmy artystami, ubieramy w słowa syf,
Wy jesteście odbiorcami, rozumiemy się jak nikt.

Nie proszę Cię o więcej, wysłuchaj mnie do końca.
Dziś Ty otwierasz serce, dziś jesteś tu by zostać.
I pomóc mi, wyprostować gdy się boję, pozwól
poczuć się z tym, dziś uspokój myśli moje.
Powiedz że to przejściowe, powiedz że to przemija,
kilka chwil w moim życiu to popiół po tych chwilach.
Czuję, że się rozbijam jak myślę o złych rzeczach,
mam niespokojny sen, tak noc mi się odwdzięcza.
Pamiętasz? Chciałbym Ci powiedzieć czemu,
w niektórych moich wersach nie brak miejskiego gniewu.
I żyję z tym , człowieku duszę to w sobie,
bo są pewne rzeczy o których Ty się nie dowiesz,
o których nie mogę , więc muszę się z tym męczyć,
choć czuję że skrywam coś, co też musiałaś przeżyć.
Jak mogę się zwierzyć, choć w części zaufać,
podniesiesz mnie na duchu, próbując mnie wysłuchać.

Więc bądź, (bo) bo nie różnie się od Ciebie,
też potrzebuje kogoś jak Ty w potrzebie. (x8)
(w tle)
Żył sobie śledź
Moje życie to bajka
Pyk, myk, figi didab, jakiś chiński zwiad
Chyba na oczy mi się wkradł
Pyk, pyk, pyk, (Ale mi dynda) pyk, pyk, pyk

Pyk, myk, figi didab fiku miku
Już w innym pokoiku
Zamykam oczka na boczkach wisze
Kołyszę do bitu
Biorę oddech nie panikuję
Nad mą niby landią, pruję w izolofoteliku
Gdy co nieco skręcam włączam migacz tiku tiku
Wszystko mi dynda jak jaja i faja u jamników
Z mego ego kokpitu to ja kontroluję mój móżdżek
Nie on mnie, a więc przenoszę nas do witu
A co to jest to witu? to to co wy mi tu tu?
Nie, to polana na-malowana słoneczną nutą
Utopi smutki bez kredytów i kwitów
Witu to mitu kraina gdzie nic nie jest do kitu
Sobie to wyedytuj tu
Uczę się sztuki cierpliwego zdobywania szczytów

Mówią, że jestem Mentosem w hip-hopowym piórniku
Co z tego gdy nikt nie rozgryza mnie ani mego mętliku
Już nie wyliczam wyników a życie czynię ciągiem wideoklipów
Trochę w nim dramatu, trochę w nim dowcipu, ha ha
Dziś nie wystawiam faktur, dziś należę do VIP'ów
Macha weź i usiądź ze mną na słonku koło domku
Chwil halucynogennych jak mak
Gdy coś będzie za trudne doładujemy
Sobie IQ kartą Tak Tak
A w faktach powiedzieli, że NASA
Przyznała mi migdałów masaż za to
Że noszę kosmos we łbie
W tak przyziemnych czasach
A wszystko to w Łukęcinie na wczasach
Gdzie zaprosił mnie dyrektor tego ośrodka Janusz Lubikwasa
Miał jeszcze trzy takie kompleksy
W tym jeden taki, że
Prawa ręka z pleksy cuchnęła mu jak wędzona kiełbasa
Przez to nikt nie odezwał się do niego na portalu nasza-klasa
A koledzy na WF'ie zawsze śmiali się
Z jego ku - śśśtykających fikołków na matach
Żal mi serce oplata
Znowu jak TGV po torach pływam po tematach
I wtedy tamże wszedłem na stołówkę, a tam
Przy stoliku obok sztucznego kwiata
Który wyglądał jak Gonzo
Na podwieczorek cały ten
Polski kisiel wsuwał formuły
Mistrz świata Fernando Alonso
Myślę może ma brata, który lepi tu pierogi
Ale widzę jak dociska prawą nogę do podłogi
Nie wierzę szczerze leżę na bruku
W myślach tłukę talerze i ocucam się w ich huku
Po godzinie wystrzeliłem jak z łuku
Podbiegam, pytam czy mogę autograf
A on odpowiada mi jasne L.U.C.'u
Wtedy witamy się ukłonami
Pytam - panie Fernando
Cóż pan nad Bałtyku falami
Przecież polskie morze kiedy nie zamarza
Cuchnie grzyboglonami
A Fernando mi na to

Wiesz czasami pomiędzy wyścigami
Wpadam tu i tam by zainwestować trochę money
Wiesz na polskim wybrzeżu chcę założyć sieć
Ekstrawaganckich supermarketów z kontrabasami
Wiesz Pobierowo, Dziwnówek, Mielno wiesz
Wpadłem też by wykupić waszą Cepelię
I rzucić ją na świat jak granat odłamkowy
Wiesz za rok to będzie koncern światowy
Dokoła globu eksport masowy
Jutro w Nowym Jorku ostatnie rozmowy
Detale na finale
Co do wykupienia wieżowca od ONZ
Pod światową centralę
A na szczycie dwustumetrowy Neon
Cepelia co wieczór jak fajkę sam odpalę

No a tak przy okazji to chciałem
Sprawdzić czy to prawda
Że pewnego razu w Wiśle

Żył sobie śledź, który nieźle śledził łzy
Złych śledzi dzięki miękkim zwojom w umyśle
Mówiąc ściślej

[x2]
Żył sobie śledź, ślepy śledź
Który lubił myśleć o ślepym ośle
Który oślepł, bo ślepo wierzył
Że mu życie samo szczęście przyśle
Żył sobie śledź, ślepy śledź
Który lubił myśleć
O tym czy być czy mieć
Czy czynić raczej dobrze czy Źle

Życie to bajka

[korekta trigger]
Przestań męczyć bułke
Lepiej daj mi bibułke
Bo wyjme dwururke
Okiem łypne jak Mickey Rourke
Wzrokiem Ala wyruchałem twoją córke
Zjadłem jej bułke
Nie wskoczysz na moją półke
Zajmuje cała to jest mój przywilej ten
Ten mixtape dociera szybciej niz DHL
Szybciej niż diler i chuj tylko ile
Skurwiele są ciekawi co zajebie za chwile
Ja mam ten rym taniec który tańczysz ty
To ten taniec pojebaniec co ci zmarszczy brwi
To ci parszywi co są źli przyszli tu dziś
A ci chujowi usłyszeli wyszli przez drzwi
Ja ma ten rym wiesz co dzi? Te kocie ruchy
Wiesz co dzi? Gural nadchodzi
Nie czuje skruchy
Nie czuje tremy, my zwiastujemy problemy
Rymy bardziej pojebane niz kraj w którym żyjemy
Wszystko zeżremy splądrujemy wam kuchnie
Jesteśmy jak szarańcze wszystko mamy w dupie
Yo yo yo DGE w chuju mam to, w chuju mam..
Wszystko zeżremy spądrujemy wam kuchnie
Jesteśmy jak szrarańcze co? Jest nas wuchte
To bauns króli to jest czas ulic
Lubisz słuchać tego gówna tak jak hajs tulić
To jest bauns króli to jest czas ulic
Lubisz słuchać tego gówna tak jak hajs tulić
(Bo to jest tak..Bo to jest tak..Bo to jest tak..hej)
Bo to jest tak ,że kiedy patrze na Ciebie to cala moja dusza
ciało plonie w niebie,
A kiedy Ciebie nie ma,wszystko się zmienia,
głębokie przemyślenia i wracają wspomnienia,
To jest nie do zapomnienia cieplo Twego ciala,
smak Twoich lez na moich ustach,na zawsze
w mym sercu masz złotą komnatę ,
zamknięte drzwi i opuszczoną klate,
Na zawsze w pamięci jak z bliskim pięść do pięści,
jednak podjąlem decyzje - sam zostalem,przegralem?
Chyba nie ,robie to co chce, muzyka przyjaciele
,reszta w tle e..reszta w tle..ta..

Silne jak morfina,która w Ciebie się wrzyna
nic już nie czujesz,ale miłość przeszywa x2

(Bo to jest tak..Bo to jest tak..Bo to jest tak..)
Bo to jest tak,że nie zawsze jest po Twojej myśli,
wtedy rozumiesz tych co na życiu źle wyszli,
Czujesz jaki ból potrafi sprawić milość
złamane serce boli bardziej niż złamana kość, kośc -
zlość odlóż na bok,przemyśl to,czy warto coś zaczynać
i tylko brać,czy lepiej zaczekać i calego z siebie dać,
ludzie hej czy wy tego nie widzicie,
mówicie ,że kochacie,a naprawdę się ranicie,
mówisz "Ona jest piękna to chyba przeznaczenie
wiem na pewno ,ja mam doświadczenie",
a ja Ci kurwa mówie to jest tylko złudzenie,
nie patrz okiem tylko sercem,może wtedy zdanie zmienię
i tak wiem,że do Ciebie nie dociera,
dla większości z was każda laska to ściera,
zastanówcie sie pojeby wasze matki też kobiety,
one najbardziej potrzebują milości,
zróbcie coś żeby w końcu ją poczuły..(żeby w końcu ją poczuły)

Silne jak morfina,która w Ciebie się wrzyna,
nic już nie czujesz,ale miłość przeszywa x2
Co by tu rzec można się wściec tyle już hec o tym ten rec
Co by tu rzec można się wściec tyle już hec pora na rec
Wiedz spec że już dawno irytuje mnie ta niepoprawność
Gadką jawną gładko przeciwstawność
Rzeźbie weź mnie wysłuchaj otrzeźwiej
Notabene - Rahuene nie menel
Wokal ponad zrozumienie w plener
Zdenerwowany miernotą sprawy istotą
Sceny biedotą jak nigdy dotąd
Ktoś mi doniósł [doniu]
Że poniósł cię czar 5 minut gamoniu
Nie jesteś Bogiem! Uświadom to sobie!
Nie ma krzty boskości w tobie! To wiedz!

Już złością zaciekli ci co szybko biegli
[pierdolnął!]
Wylał się im na łeb mętlik
[Nie wolno!]
Tak powoli-ich to boli
[Szybcy w agonii chcą nas przegonić]
Ej to ma sens w ogóle??
Żegnam pośpiech czule
PRT w dwustule
Powoli w góre
W rytm lichych pociągnięć
Realnych osiągnięć nawiniętych na szpulę
Czuję jak oni ku mnie miliony dłoni
Z zamysłu by mój spokój odgonić
Wydrzeć mi go ze skroni
Umieścić mnie w chuamu toni nie będę was gonił
Dam spokój dam tempo ja i lokum
W prac toku wbrew prędkości wokół
Stojąc wokół CeDeków w amoku
Pełnych na przekór prędkości biernym

Nie nie niedogonisz mnie
Biegne wolniej ale w tym cały sens
dd dymi się im z pod dekli
łaa za szybcy się wciekli [x2]

Nie potrafię i nie chcę robić takich hitów
30 centów grzbietów zeszytów
To standard ja jarzę a garze jak Gandalf
Kto nie kuma - tu czarne na białym jak panda
Ile dałbym by zapomnieć ten skandal
Żenującego clowna Klaudia ma downa
Wszystkie chwile gdy debile te mają swe złe chwile
Ile można jak sauna??
Suczki?? Morda psie suczku!!
Naucz się od psa w łóżku kilku kruczków
Diss? Jaki diss??- reakcja normalna
Na ten poziom rapu - porażka totalna

Nie nie nie dogonisz mnie
Biegne wolniej ale w tym cały sens
dd dymi się im z pod dekli
łaa za szybcy się wciekli [x2]
Jej imię to Ola, zwykła dziewczyna z Piątkowa
Po wczorajszym wieczorze na chłopaka mocno wkurwiona
Wystawił ją, bo chlał wczoraj wódkę u zioma
Ona w rewanżu postanawia odnowić swój romans
Więc dzwoni do Sławka, dzisiaj wieczór, dziewiętnasta
Chłopakowi wciska kit, że grypa ją dopadła
I zrobiona na cacy z satysfakcją na twarzy
Ubrana w perfum matki teraz dzwoni po taxi
Dojeżdża na miejsce wydając resztę wypłaty
Wysiada w centrum na rogu Wielka - Garbary
Nie chce się spóźnić, wie jak to wkurwić potrafi
Choć dla niej Sławek to frajer i robi to dla zabawy
Jak zwykle było miło, chociaż w łóżku mógł być lepszy
Nie mówi jemu nic, żeby nie wjebał się w kompleksy
O dwunastej wychodzi i zapomina o Sławku
Zapierdala na przystanek, bo na taksę nie ma hajsu
W drodze do domu dostaje eskę od kochanka
Szybko kasuje żeby nie doszła do chłopaka
Powoli panikuje i ruszyło ją sumienie
Nie chce żeby zdrada ujrzała światło dzienne
Wysiada na Chrobrego w centrum PTKWO
Teraz schodami w górę, w oddali widzi swój blok, tej
W oddali widzi swój blok...
To nie deszcz płynie mi po twarzy dziś,
tylko jedna z łez, która mnie parzy i
choćbym marzył, to nie mogę zrobić nic,
bo to mój Azyl, który nie pozwala żyć.
Nie pozwala wyjść, nie pozwala iść,
bo wątpi, że wpadłem pod koła dziś.
Zgoła nic nie poradzi na mój marny szkic,
woła uczucia, ale nie zrozumie ich.
Czy choć jeden widz kiedyś czuł ten ból,
co ja silniejszy od kul czuję go co dnia.
I na pół łamie serce, spójrz,
ile dziś bije polskich serc,
kiedyś było ich więcej.
Mam ręce, by pisać w obliczu tragedii,
bo w oczach widzę twarze tych, co polegli.
To nie plan na promocję albumu,
bo serce dzisiaj nie chce słuchać rozumu.
Wśród tłumu ta ja wychodzę na przeciw,
chylę czoło, choć żaden z nich już nie poleci.
Mój ból to ratunek, oddam hołd i szacunek,
zanim na cmentarzu ich zamkną do trumien.

Mówią czas leczy rany, lecz dla mnie zniknął,
nie spierze ich Vanish, tylko trzeba przywyknąć.
Życie przez palce ucieka tak szybko,
więc dziś mogę ich pożegnać tylko modlitwą.
Nie obchodzą mnie podziały, polityka,
dziś stałem między ludźmi, nie wnikną.
Zostawmy daleko ten syf,
bo nikt nie ucieknie od jego zastrzyku.
Zostawmy tony nierozsądnych pretensji,
bądźmy dumni z korony nad orzełkiem na piersi.
Bądźmy szczersi od szczerych,
zwycięży prawda bez armii i najlepszych oręży.
Historia nas nie oszczędza,
lecz wciąż mamy siłę, by wspólni zwyciężać.
Ten dzień, serca wzniesiemy na pewno,
póki w sercach czujemy dumę i niepodległość.
Dziś oddam hołd tym ofiarom,
ich rodzinom i wszystkim tym, co kochają.
Nie chcę żywić się na tragedii,
więc rzucam to na swoją stronę, a nie do medii.
Twój chłopiec to zniewieściały fetysz,
Chodź do mnie wiem czego pragną kobiety.
Owinę cię mocno, będę tym czym w joincie blety,
Późną porą nocną, my w blasku fleszy.
Dziewczyno z gór, z nad morza czy Mazur,
Nie uśmignie ból, wiesz ja nie jestem pazur.
Może nie mam fury jak ten ciul, hajsu potąd,
Ale w twoim uchu będzie moje białe złoto.
Spójrz na moją głowę, dłonie, blizny,
Chłopiec się zawija, poczuj smak mężczyzny.
Zatrzymam Ziemię, ruszę słońce, nie mów nic mi,
Niech kury domowe gubią przy garach tipsy.
Lipny był ten twój kolega,
Stoi w kącie teraz, ściany podpiera.
Jemu siema, przedstawi cię ziomblom,
nam nie pęka serce, nam nie pęka kondom.

Chłopiec, chłopiec, ciągle słyszę chłopiec,
Do domu odwiezie cię kto? - jego ojciec.
Z nim nie zostaniesz na melanżu do rana,
Wujek za często brał go na kolana.
Chory człowiek, podgląda, się ślini,
Jak jego siostra depiluje się do bikini.
Dwudziesta druga a on na oczach ma już śpiochy,
Jedyny dotyk jaki zna to zły dotyk.
Zrywa się w nocy, koszmar powraca,
Chodź do mnie kobitko mikasa es sukasa.
Pod moje skrzydło uciekaj, dam szansę,
To nie szczenięcy świat śmierdzący old spice'em.
Co wolisz? Gnoja czy playboya?
Ja mogę pod drzewem, on musi do toi toi'a.
Jest ciemną masą i chce być tatą,
Na zimę trampki, dać ci dziecko na lato.

Hotel, motel, szampan, jakuzi, i my na ty,
wezmę kamerę, dobrą bajerę, i nakręcimy bum bum film.
Zamknij oczy, chwilę pomyśl o nas,
Przy mnie będziesz seksualnie wyzwolona.
Spełniona, pozwolę sobą być kobiecie,
W tym tak ciężkim przecież mężczyzn świecie.
Gdy patrzę na niego, widzę strach nie dumę,
Kolejny spłoszony, skarcony jeburek.
Pe i wu jak mówią moje ziomy,
Pantofel z niego, but męski wyjściowy.
Jak nie da odejść ci, a będzie płakał chyba,
Problem upijemy, zawiniemy w dywan.
Ostrzegał cię przede mną, pocieszyciel,
Niech płynie z prądem Wisły jak ja na bicie.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo