Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1.Oto nowa peneriada Rychu gada LP serio
O tym, że typ złego chłopca zrobi karierę na pewno
Do fałszywców z rezerwą, na mikrofonie z werwą
Walczę z kłamstwem i pruderią nowy album "Na Serio"
Żądny przygód chłopak z Jeżyc, głodny nowych wrażeń
Łysy łeb, tatuaże, złote płyty, grube gaże
Dziś hejterom się narażę, bo ponownie w świetnej formie
Przebojowy track i postawy nie pokorne
I czego się nie dotknę to zamieniam w złoto pojmiesz?
Słyszysz to i robisz w spodnie, a ja mam Cię za niedojdę
Mam szacunek tłumów, dodać uznanie krytyki
Chcesz produkuj periodyki, wiedz pojebią Ci się styki
Rap dla mej publiki i dla kobiet bądź co bądź
Które krzyczą, że tak bardzo chcą pierdolić się z tobą
I jeszcze żeś nie pojął, że mój rap nie zrobi krzywdy
Nowy album "Na Serio" rozpierdalam Ci głośniki

Ref. To kolejna peneriada, Rychu Peja solo gada
Jeszcze lepszy poziom, chociaż ta sama obsada
To kolejna peneriada o czym mówić nie wypada
Weź to za pewnik, że Rikardo o tym gada x2

2. Jestem pierdoloną gwiazdą - nie mam czasu się przejmować
Czy ta płyta mi wypali i czy będą ją kupować
Chce zapracować na wczesną emeryturę,
Więc LP produkuje, polski rap ja praojczulek
Słupki popularności - to nie do mnie, wole prościej
Napisać i złożyć, wiem macie mnie za wyrocznie
Opiniotwórczy Rysiem, outsider z tych uliczek
Które krzyczą nienawiścią i ja też czasem krzyczę
Rozpalony do białości chce przekazać całą prawdę
Wy słyszycie gniew i że całym światem gardzę
Mój rap to moje życie i rozumiem, że kolega
Prezentuje inny poziom wrażliwości i wymięka
Ty przyśpieszasz na ulicy czując oddech na karku
Tego gościa w kapturze, który jest za tobą bratku
Trochę luzu, bez spinki, na serio,
Zobacz kobieto, jestem spoko typem tej yo
Mówię na serio, nie strzelam z F16
Jestem SLU Gangu, a nie z MS13
I w tym momencie właśnie się określę, że artysta
Z tak bogatym dorobkiem walczy oto co już zyskał

Ref. To kolejna peneriada, Rychu Peja solo gada
Jeszcze lepszy poziom, chociaż ta sama obsada
To kolejna peneriada o czym mówić nie wypada
Weź to za pewnik, że Rikardo o tym gada x2

3. Że co brudny rap, brudne bity, patologia?
Wjeżdżam na pełnym Detroit, po prostu, bo tak można
Spróbuj rozpoznać gościa, który kiedyś był nikim
Jeszcze parę lat temu, teraz jest ulic rzecznikiem
Często społecznikiem, chociaż mówią na mnie wariat
Pamiętaj szanuj ludzi którzy robią wolontariat
O życiu dosadnie, dosyć kontrowersyjnie
Mówić suko na dziewczynę, uważać ją za świnie?
Głowie awaria jak Maria lubię te klocki
Zadowolić kobietę kosztem zarwanej nocki
Chce powiem possij, a ty zamul w czterech ścianach
To ekspansja Czwórki, nie do zatrzymania
Rychu czarna owca - nie zbłąkana owieczka
To polska '09, nie jak za króla Świeczka
A ty protestować przestań, to muzyka młodych
Besztam tych oponentów, którzy nie kumają - zjeżdżaj!

Ref. To kolejna peneriada, Rychu Peja solo gada
Jeszcze lepszy poziom, chociaż ta sama obsada
To kolejna peneriada o czym mówić nie wypada
Weź to za pewnik, że Rikardo o tym gada

To kolejna peneriada to kolejna peneriada
Kolejna peneriada to kolejna peneriada
Kolejna peneriada to kolejna peneriada
Kolejna peneriada to kolejna peneriada
Ja, Ja, Ja, Ja

Drobna analiza, jeśli ja to dewiza,
To ja plus ego, to sam se naubliżaj ziom.
Daj sobie w pysk, ja to kłopot, ja to słowotok,
Ja to chcę, ja to mam, świat jest po to.
Pan i sługa co wobec mnie tonie w długach,
Mam całą listę i spróbuj nie dać co wymyślę
Będę tupał - mały Krzyś na tapczanie,
Lepiej szukaj i myśl jak spełnić wymaganie,
Mały Krzysiu zamknij pysk rozwydrzony,
Dostaniesz nic ze spisu jeśli jesteś wszechmogący
To ja niech da, niech tworzy ja, weź się zamknij,
Ja dam Ci pasek, niech ja skorzysta z klamki
Jak rozmawiać jeśli ja, a nie Ty i Ja
Bo jeden logos to za mało, kolos bez paliwa,
Teraz ja, ja, ja, potem szybko zimny prysznic
Nagle sam, sam, a za drzwiami walizki.

Ja, Ja, Ja, Ja
Ja, Ja, Ja, Ja

Ty, Zosia samosia co się karmi swoim ja,
Wierzy tylko sobie i myśli, że siebie zna i okej,
Świadomość, samowiedza, nic złego, też tak mam
To plan, wiara, że wejdę do czegoś, ale...
Siebie widzę lepiej w Twych oczach niż w lustrze,
To krzyk, to samotne ja tonie w pustce,
Ja, które pisze moją konstytucję.
Ja, które pomogło osiągnąć sukces,
Ja, dzięki niemu ciągle ja i konflikty.
Ja, życie wciąż jak na ostrzu brzytwy.
Wszystko gra, dogadaliśmy się już dawno,
Chociaż z nim gdzieś puszki rozrzuciło tysiąc Pandor.
Ja, dzięki niemu tak bezczelny i świadomy,
Chociaż wciąż i tak niepewny.
To przyjaciel, to wróg, zawsze obok, a ja?
Dzisiaj czuję, ze ja chcę być z Tobą.

Ja, Ja, Ja, Ja
Ja, Ja, Ja, Ja

Nie ma sensu mu ufać, warto bacznie się przyglądać
Wiwisekcja ducha, operacja na poglądach,
Trochę pokusy, po podglądać, bywa ostro,
To namiętność bez granic, ale ciiii, nie mów głośno, ja słucham.
Ej w końcu stań z nim w ringu, bij go,
Choć to dwa Pudziany na dopingu,
Ja bije cały czas, czasem się bronię,
Myję krew z podłogi, mam miękkie nogi, ledwo stoję.
Bum! Cios za cios, oko za oko, luz,
W końcu je pokonam, bo mierzę wysoko
I potrzebne mi ja, ta żmija co kąsa tak słodko,
Ale ja to antidotum na samotność
Ja wolę sam tam patrzeć i się puścić
I pozwolić by mrok mógł tam zajrzeć,
Ja, budujemy razem czasem w gniewie (i wspólnie),
To ja, tak ciekawy Ciebie

(Ręczę za to, ręczę za to... )
Marysia była lekko w szoku, dumna w pełni, całkiem zdrowa, długoterminowa i niegłupia. Do pizzerii zjeść, opanować nerwy weszła gdzieś, w okolicach śródmiejskich - północna część. Sms-a mu pisała pomyślała, że się czuje trochę tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz z internetu ściągnięty referat dała na uczelni do sprawdzenia, jednak teraz poziom podniecenia większy. Dziś zdradziła Ryśka po raz pierwszy, czuła się lepsza i czuła, że należy jej się lepszy. Ryszard - taryfiarz nie zrzeszony w korporacji - i Marysia, lat temu trzy poznali się podczas wakacji. Dzisiaj prócz akcji - rogi, ta licencjatka psychologii robi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – magistra broni. Z podwójnych nerwów teraz je podwójną pepperoni, choć zwykle dba o linię, teraz to pierdoli. Teraz o nim: Rysio - taxi driver, zbieżność z Klanem przypadkowa całkiem, wiezie babę właśnie, na taryfie czwartej, z delikatnym wałkiem, bo powiem normalnie. Wkurwia go, bo wali od niej warzywniakiem, patrzy przez ramię, czy nie zostawia brudu na kanapie. Janina, bo tak na imię babie, myśli tymczasem o tym podejrzanym chamie, co prowadzi wóz, nie złapie nigdy już taksówki na ulicy. Rzadko jeździ, w zieleniaku na dzielnicy siedzi cały dzień, gdzie posadził ją zięć, ale dziś on wyjechał i znów przyszły chuligany z nożem, Janina tego dłużej znieść nie może. I chociaż zięć mówił, żeby, broń Boże, nie zgłaszać tego, bo może być gorzej, to ona – kłódkę na bęben, hajs w kopertę, gablotę halo - pędem i gna tera cierpem na komendę.

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Jakiś czas wcześniej, spod lubelskiej wsi, wyjechał do stolicy szukać lepszych dni – Grzegorz – w pizzy znał jednego z powiatu swego, robiącego już od 99-tego. Karol ma na imię, w plackach trochę robi. Grzegorz postanowił, że też spróbuje sił w gastronomii. Wysiadł na Wschodnim zadowolony, że za bilet nie zapłacił frajerowi. Chuj, że kawał drogi siedział w kiblu pociągowym, walił klocem, miał zdrętwiałe nogi trochę, ale cieszył się, że się ostały polskie złote. Proszę cię... Lekko zagubiony pytał ludzi o nazwę ulicy, wtem – saluto -to patrol stołecznej policji, Grzesiu tłumaczy, że chce do Karola z pizzy. Z twarzy był podobny zupełnie do nikogo, jednak ubrany na brązowo-fioletowo. Na górze ma mieć sweter, a na dole na dresowo. Przypasował im stuprocentowo - omyłkowo do opisu kogoś. Bluźnił, przepraszał, nawijał... Jakiś czas później pani Janina drzwi zamyka od taryfy Rysia i wyklina od złodziei w myślach. Szyld Policja - wchodzi, składa zeznania. Rutynowe rozpoznania zwykle są na odpierdol, biorą tych, którzy są pod ręką. I chociaż staje kilku gości młodych, bez cienia wątpliwości ten, od spodni fioletowych, w swetrze brąz, dla Grzesia wstrząs. Pies gładzi wąs, gardzi nim oraz nią. Przecież dopiero, co przyjechałem – tłumaczy Grześ chwilę, ale zlisił się na bilet i przesiedział swe alibi w jednym z kibli. Tyle...

Ref. Każdy ponad każdym – skurwysyn - innego traktuje jakby był niczym, wszyscy najmądrzejsi – jebani - myślą chyba, że są wybrańcami... wszyscy tu, niestety... Na takie podejście brak mi słów.

Karol - lat dwadzieścia - w sercu Śródmieścia, nie podejrzewając nic, zrobił kilka pizz, nie wiedział nawet, że wybierał się do niego Grześ. Jak zwykle statyści przyłazili jeść i gdzieś koło czternastej – Eureka - czaderski pomysł rzucił kolega - wrzucić kwasa w pepperoni, na nieświadomce ktoś opierdoli. Kto jest kto? Rozwiązanie zagadki... Posłuchaj, tą pizzę pokroiwszy na kawałki, zżarła ta Marysia od Rysia z taxi. Jak już się domyślasz, ten egzamin, który ma napisać, ma prawo nie wypalić. Konsumując, myślała, że na nią zerkali pracownicy, bo jest najpiękniejszą w okolicy damą. Sam, jako narrator, żałuję, że personel, na czele z Karolem, nic nie wiedział, że za moment, magistra obronę miała - to by się dopiero ucieszyli. Pierwsza fazę niedoszłej psycholog jednak uświadczyli, krople potu na jej czole pięknie lśniły, było wystrzałowo dla Karola z załogą, dla niej na razie też kolorowo, uwierzcie moim słowom - Marysia była w szoku zdrowo, dotarła do sedna materii, postanowiła orzec to na uczelni. Niedzielne ofiary i oprawcy niedzielni, każdy ponad każdym - wszyscy najmądrzejsi. Stara Janina w bujanym fotelu w domu przypomina sobie Grzesia i rozmyśla, czemu to zrobiła - bez pewności, ale wymierzyła palcem, dziś była górą w nierównej walce, dla niej wszyscy młodzi łysi tacy sami – ścierwo – myśli tak serio. Mniej więcej w tym czasie pod pizzerią, wychodząc po pracy Karol śmiał się jaki numer wyciął i nagle, choć nie widział Grzesia lat tysiąc – flashback – i maska zrzedła mu, mógłbym przysiąc. Wspomniał wieś rodzimą, lat temu kilka zimą - i stał tak chwilę z nietęga miną - jak to było... Pijalnia piwa pod wieczór, lokalne panny, Karol i Grzesiu i numer - coś do dzisiejszego w podobie - Grzegorz odlał się do piwa, a Karol nieświadomie łyknął sobie. Psikus, kurwa jego mać. Raz, dwa... powrót do rzeczywistości – przystanek pod pizzerią – Karol, kilku gości, śmiech i maskowany ból w tle. Tymczasem Ryszard - taryfiarz zapiekankę je z budy spod patyka, obok Neoplan na przystanku się zatrzymał, wysiadły dwie turystki, całkiem młodzieżowe. Rysiu odwrócił głowę i obcina - każda ma dobrą nogę, bufet też niczego sobie i kozackie lica - wziąłby obie na ostro... Pochłaniając ostatniego gryza spojrzał na typa, który miał na sobie bluzę Prosto i właśnie wsiadał do taryfy – Dokąd? - spytał Rychu i na tym zakończymy...
Och jakbym chciał podejść kiedyś do lustra
Wiedząc że w odbiciu ukaże się frustrat
Wierzę że ta chwila jest bliska
Ale jak na razie nic z tego
Wciąż tym pieprzonym optymizmem tryskam
Jakbym mocno nie wciskał sobie w łeb że źle jest
To nie przedrze się żadna myśl która niepokój sieje
Wciąż mam nadzieję, i tej nadziei mam coraz więcej
Że trafię na coś czym się zniechęcę
Brak pieniędzy, a cóż ten brak wart jest
Skoro nie mam pieniędzy i się wcale tym nie martwię
Zero wyrzutów, czego bym sobie nie spieprzył
Po każdym gorszym dniu , jak na złość przychodzi lepszy
I na cholerę?
Waśnie Yaro, na cholerę, jest tak że nie może dopaść mnie depresja
Chociaż żebym był nie świadomy, tego co się dzieje
Mój optymizm mógłby być usprawiedliwiony
Ale ja widzę, że świat już prawie runął i co?
I mam kurwa dobry humor

Ref (2x)

Dziś się raczej nie załamię, nic z tego nie będzie
Jeśli chodzi o kłopoty to mam słabą pamięć
To nie ten dzień, chociaż taki ładny
Nic z tego nie będzie, dzisiaj nie mam szans żadnych, mój boże

Nawet gdybym miał jakiś problem dosłownie przed chwilą
Teraz nie pamiętał bym już o co chodziło
To nie koniec, ktoś powiedział coś złego do mnie
Do jutra zdążę zapomnieć
Czasem wszyscy widzą smutek w moich oczach
I puste kartki, coś nie tak?
Owszem, martwi mnie to że mnie nic nie martwi
Tyle szczęścia że się można zadławić
Żeby chociaż cegła na łeb spadła, a tu nic
Jak tu żyć?
Kiedy smutek jeśli przyjdzie to na chwilę
Padnij i zobaczysz że mu drzwi zamknięte zostawiłem
Litości, ludzie litości, gdzie nie spojrzę wciąż nowe powody do radości
Na przykład przychodzę do studia - no kurwa Andrzej, co to za bit wesoły?
Już mogę zapomnieć o swej chandrze
No nie ma szans na frustrację z takim podejściem
Człowiek szuka smutku a znajduje szczęście
Wystarczy że słońce świeci chociażby troszeńkę
Że ktoś się uśmiechnie do mnie czy wyciągnie rękę
Wystarczy tylko jakiś gest przyjazny albo dobry znak
I całą depresje trafia szlag, kurwa mać

Ref (4x)

Dziś się raczej nie załamię, nic z tego nie będzie
Jeśli chodzi o kłopoty to mam słabą pamięć
To nie ten dzień, chociaż taki ładny
Nic z tego nie będzie, dzisiaj nie mam szans żadnych, mój boże
Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym, dosięgniesz to kolejny raz
Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym

Wczoraj było dobrze kupiłeś se gruby łańcuch
Dzisiaj leci do żyda, jesteś goły nie masz hajsu
Wczoraj królem baunsu rządziłeś na parkiecie
Dzisiaj popierdalasz w klapkach, ale fartownie w lecie
W zimie na krecie, na wypasie nie na mecie
Pełny asortyment usług, prostytutka na tablecie
Zajebiście se polecie, na przełajnie po deptaku
Dziewczyno nie żałuj, nie żałuj chłopaku

Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym, dosięgniesz to kolejny raz
Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym
Zatruty przeżyciami znowu w ludzi tracę wiarę
z owrzodzonej duszy wymioty lecą na kartkę
nie piszę o wszystkim, to osobista sprawa
to co dla mnie jest jasne, to dla ciebie inna prawda
mam rodzinę i rodzeństwo, w życiu jestem jedynakiem
bo Twój najwierniejszy wróg to często niewierny przyjaciel
tylko w cztery oczy zdejmuje swoją maskę
a w nowym otoczeniu myli dupę z lizakiem
pierdolę to i nie mogę na to patrzeć
zamiast kochać mnie za kłamstwo nienawidź mnie za prawdę
to nie jest łatwe, przestrzegać swój wewnętrzny kodeks
i trzymać się tego, jak coś sobie postanowię
przyjaźnie tkane fałszem to sztuczna tkanina
ja umacniam z bliskim więzi nicią z jedwabnika
bezcenne uczucie, szlachetne jak platyna
nie ma miejsca by wybaczyć, nie chcę na nowo zaczynać

dla słabych aktorów ja nie mam miejsca
nie chcę brać udziału w farbowanych gierkach
ciągle tyka zegar, my już nie jesteśmy dziećmi
oby nasze dzieci poprawiły nasze błędy (x2)

nie ma zasad w tej grze, jeśli są, to kto jest sędzią?
nikt nie skurwi Cię za to, że sprzedałeś wierność
nie liczy się hajs w życiu, liczą się czyny
a ładny zarost nie zrobi z Ciebie mężczyzny
nie poznałeś smaku łez, to nie poznasz łez szczęścia
to kilka prostych prawd jak nawinął Shelka
ulice w mieście znam na pamięć, zasady pamiętam
i wiem, że Twój parszywy los leży w Twoich rękach
możesz przyprawić swoje życie, jeśli nudzi Cię ten świat,
ale jak coś jest za ostre traci swój właściwy smak
można łatwo się pogubić i nie odnaleźć sensu
trzymam się swych ludzi, z prostej nie robię zakrętu
jak nie masz argumentów odpuść sobie kłótnie,
żebyś później sam siebie nie musiał nazwać durniem
ja umiem słuchać i pamiętam rozmów setki
nigdy nie musiałem grać, bo nie męczą mnie kompleksy

dla słabych aktorów ja nie mam miejsca
nie chcę brać udziału w farbowanych gierkach
ciągle tyka zegar, my już nie jesteśmy dziećmi
oby nasze dzieci poprawiły nasze błędy (x2)
Wczoraj byłem w sklepie, jak zwykle kupowałem cos tam,
Za ladą stała kobiecina prosta, prosta jak rozmowa która wiodłem z nią do czasu gdy w mej głowie pomysł powstał
I gdy ona powiedziała oschła: trzy czterdzieści
Ja odparłem dobrze znowu panią widzieć, proszę pani, ona zdziwiona
Jak to my się z skądś znamy ?
Owszem, dlaczego mielibyśmy się nie znać,
Dzieli ans tylko ta lada i to że, każdy z nas boi się odezwać,
Jeszcze te 40 lat, płeć, kolor włosów, to jeszcze nie jest taka beznadziejna sprawa
Znamy się przestańmy udawać, proszę pani
Mieszkamy na tym świecie, my ofiary sztucznych granic
Oglądamy te same wiadomości, mówimy tym samym językiem,
Wkurwiamy się na tą samą politykę, może nawet wyrzucamy śmieci w tym samym zsypie
To mało? Droga pani, odrzućmy zaściankowość, my się znamy,
Wystarczy ruszyć tylko głową.

My się skądś znamy? Tak znamy się całkiem nieźle, choć ze sobą nie rozmawiamy
Dobrze mówisz F.I.S.Z., choć jest nas na tym świecie całkiem spore grono,
Nie wiemy nawet jak głęboka jest nasza znajomość.

Więc jestem Łona , a jak pani się nazywa?
Maria! Och Mario powiedz nie jesteś szczęśliwa?
To nie jest tak że, znam cię tylko ja, dla ciebie Santana nagrał o Marija Marija
Dla ciebie ekspedientki z super samu , my się wszyscy znamy
Jesteśmy z tego samego klanu ludzi świadomych, że świat składa się ze znajomych
Czemu nasz kontakt ma być ograniczony?
Czemu sąsiedzi odgradzają się od siebie tarczą?
A jedyny moment gdy si widzą to gdy ze sobą walczą,
Czemu kontakty międzyludzkie kojarzone są z niebezpieczeństwem?
Moja Mario! – Jesteśmy rodzeństwem!
Moje serce może wszystkich ludzi zmieścić, ona mi przerywa: płać pan te trzy, czterdzieści
I tu nie gadaj tyle, kurwa
My się skądś znamy? Tak znamy się całkiem nieźle, choć ze sobą nie rozmawiamy
Dobrze mówisz F.I.S.Z. , choć jest nas na tym świecie całkiem spore grono,
Nie wiemy nawet jak głęboka jest nasza znajomość. (x 2)
G.R.O.CH.Ó.W. ciężko było tu dorastać
Tak jak narodziny, śmierć może mnie tu zastać
Ziomek z tego miasta wciąż pełen nadziei
Wszystkim konfidentom CHWD od złodziei
Tutaj los nie wybiera, dla frajera
Coraz ciężej jest nazwać kogoś mianem przyjaciela
To ty dzieciaku tego rapu jesteś adresatem
To pierdolone życie wciąż wyciska nas jak szmatę
Trzymaj sztamę z bratem, trzymaj sztamę z ziomkiem
Gdy zabraknie mu chleba, odstąp mu ostatnią kromkę
Jedni mają szczęście, inni mają farta
Czekam aż do mnie odwróci się karta
To jest ten kraj, gdzie uczciwie żyć się nie da
Jak Peja, ja również dobrze wiem co znaczy bieda
Temu co sprzedał prosto w ryj - tfu
Weź otwórz oczy, obudź się ze snu

Weź obudź się ze snu, bądź z nami bracie znów
Z pośród tysiąca dróg wybierz dobrą, bądź zdrów
Weź obudź się ze snu, to ostatni gwizdek bracie
Bo śmierć to twój wróg, a życie to przyjaciel

Ciężkie to życie, bo nastały takie czasy
Pragnienie władzy i pieniędzy - gówno znaczy
Masz tu wyjadaczy, którzy nie odpadli, biegli
Z niejednego pieca Chada Rych ten chleb jedli
Pozbądź się tej pętli co zaciska się na szyi
Nie podejmuj desperackich kroków - to dla debili
Wytrzymaj w ciężkiej chwili by nam udowodnić ziomuś
Jeśli masz charakter to nie musisz nic nikomu
Specjalnie udowadniać, to raport z tego bagna
Wyczołgać się i sprawdzać, każdy dzień to jak wyzwanie
Być trzeźwym, mieć pamięć i ogólne szanowanie
Chada, Peja pod prąd druga część nawiązanie
Jeśli chcesz to dostaniesz, bo kto szuka ten znajdzie
Życie chcesz oszukać, lepiej pogrąż się w prawdzie
Mówię poważnie, bo to wszystkich nas się tyczy
Bo można całe życie walczyć i zostać z niczym

Weź obudź się ze snu, bądź z nami bracie znów
Z pośród tysiąca dróg wybierz dobrą, bądź zdrów
Weź obudź się ze snu, to ostatni gwizdek bracie
Bo śmierć to twój wróg, a życie to przyjaciel

Czasem czynię bliźniemu to co mi nie jest miłe
Jest i było ciężko, ale się nie powaliłem
Bóg mi daje siłę, nigdy nie zwątpiłem
Choć były chwile, że na życie chęć traciłem
Patrzę na podwórko, tam kłopoty się czają
Doszło już do tego, że się kumple okradają
Miłość i nienawiść sypiają wciąż ze sobą
Nadejdzie czas rozliczeń to podziękuję wrogom
To nie jest ważne gdzie kto się wychował
Otwórz szerzej oczy, uwierz w moje słowa
Poczuj ten smak, poczuj ten dotyk
Hazard, alkohol, kobiety, prochy
Piękne prognozy, już w nie nie wierzę
Brudne pieniądze, sztosy, kradzieże
Zło i nienawiść wciąż w parze idą
C.H.A.D.A., ulica mój żywioł

Weź obudź się ze snu, bądź z nami bracie znów
Z pośród tysiąca dróg wybierz dobrą, bądź zdrów
Weź obudź się ze snu, to ostatni gwizdek bracie
Bo śmierć to twój wróg, a życie to przyjaciel

Kolejny dzień, słońce nad jeżyckim miastem
Wklejam jak paste nie kopiuję to jasne
Mam pomysły własne i zasady, człowiek sprawdź mnie
To jeden z wojowników, który się nie podda kłamstwem
Patrzę na podwórko a tu jest dozgonna przyjaźń
Trzymam się tych ludzi, którym ufam, im chcę sprzyjać
Nie skończę jak Pyjas wolę bić niż być pobitym
Pod prąd lecz do przodu, pieprzyć brat ściemnione kity
Pieprze te kity i się skłaniam ku modlitwie
Wciąż pamiętam o problemach, o wyrządzonej krzywdzie
Bo na dobre nam to wyjdzie jeśli przejrzymy na oczy
Życie mnie zaskoczy swoim pięknem, ziomek dożyj
Każdej pięknej chwili, bo to wszystko jest przed tobą
Nie oglądaj się za siebie, masz ludzi co ci pomogą
CHWD wrogom, lecz na siłę ich nie szukam
A ty obudź się ziomek, stań na nogi, bądź tutaj.
Aha, ta
VNM, P R O S T O
to jest moj czas
dokladnie tak synu
dla wszystkich którzy czekali na to
to jest moj czas
to nie bylo proste ale jestem tu
dokladnie tak
to jest moj czas jestem tu
i zaufaj mi nie wybieram sie nigdzie
V !

1. Nie wierzyli mi mowiłem im
że kiedy nawine im
te flow zrobi ten headbangin jak Zinedine
ci raperzy? doła wjebie na mine im
jak idą na szczyt zabiore kilof i line
i tak predzej zgine nim za pare lat
w Polsce te flow nie bedzie kojarzyło sie z mainstreem'em im
zostawiam po sobie łez padół wielu raperów
chcesz zobaczyć jak słone są? to zejdź na dół
biore fejm ej jadę synu do miej lej ?
w studiu robie flame i czekam synu na pay day
tak, Prosto Label lamy tu mowią may-day
bo mam promocje a wiedza ile zrobiłem bez niej
już czas odliczać moja kariera to
bomba z zegarem ktory zaraz przestaje tykać
i czuje zapach victorii
zawsze byłem na szlaku po czek
nie pomylilem trajektorii
nie brakuje weny mi
dajcie Euro Dolary Jeny mi
te skillsy po angielsku- Insenedi
oni chcieliby żeby te skrzydłą odcieli mi
bo tylko wtedy sami polecieliby
narazie lece jak jebany Simon Ammann
ta, kiedy na koncercie fani biją brawa
ja stoje na szczycie jak licze te siano z rana
i zaufaj mi ze pieknie wyglada ta panorama

2.
Pochodze z małego miasta za to mega mam skill
przeprowadziłem go dawno do WWA
bo wiedziałem że czeka go deal
długa droga , cierniami wykuta
hejterzy nie przeszliby kilometra w moich butach
ta, nie masz ziom chill'u
to jest nowy sort stylu
jestem z Elbląga ale flow to Nowy Jork synu
to dla nich obce jak dżuma, ebola
90% słucha rapu nie kuma angola
ślepi są , co drugi batty boy
myśli ze lepiej tu lepi flow
ten co leci get low
to gówno jest proste jak każdy aparat Nokii
otwieram im oczy jak cała samara koki
mój rap dla wielu to na honorze ujma
bo młody gnój ma tyle stylu
kłade chuj na
zjebane recenzje cwelów
bo dali mi je najlepsi raperzy w kraju wiele miesiecy temu
ta, dedykuje ten track fanom
którzy byliby ze mną nawet jakby na głowie ten świat stanał
a jeśli Bóg wierzy w to że oddam rap tanio
nie uwierze mu nawet jakby tu spadł anioł
zapisano mi w genach że wydam solo ziom
to że tego głodni są wie każdy moj chromosom
gram strasznie ten rap zawsze
to V znasz mnie
ich czas nadszedł
ich blask gaśnie
ten czas nas jest
Nie do konca wierzę że świat jest brudny.
Dziwny, paskudny a ludzie głupi.
Mogą być głupi, mogą być głupsi,
w sumie to zależy czy głupota ich skusi.
Pamiętasz o tym, złap te momenty,
chwila po chwili a Ty łap te dźwięki.
Bo zanim Ty wstaniesz, wstanie Twój taniec
Spacer po życiu, powiedz co jest ważne
Zanim słońce zgaśnie, masz wielką szansę,
by inni widzeli w Tobie czasem okazję
do zwykłej rozmowy, zwykłej pomocy
Zwykle do działa nie ujmuje godności.
Pokaż, że umiesz, że można Ci ufać,
że gdy mówisz do mnie, to do mnie nie mrugasz.
Taki prosty scenariusz, proste słowa.
Skończyłem mówić, ale Ty zacznij od nowa.

Ref. x2
Zanim słońce zgaśnie,
zanim oczy zamknę,
zanim świat zgłupieje - nowe życie zacznę.
Zanim w sen zapadniesz,
zanim w ręce klaśniesz,
zanim zboczysz z drogi - nowe życie zacznę.

Jesteś wariat, słyszałem to wcześniej.
Chcesz włączyć płytę, najpierw posłuchaj poprzedniej.
Świat nie rozpieszcza, ludzie nie lepsi,
no cóż już tak bywa, że ludzkość ma to we krwi.
Zabrzmi to głupio, trudno, dzieli nas studio
w czystych sercach czesto jest brudno
Nie jesteś sam i zanim spojrzysz w lustro
Pomyśl, że już jutro, może być lepiej
Uczysz się dziennie, że nie jest pięknie,
że wielkie serce nie pomaga w tym piekle
Wedle zasady należałoby już uciec
Ale ten zły moment może pomóc Ci cierpieć krócej
duszę gdzieś, duszą twą słowem dla mas,
ale masa to jednostki sklejone z nazw
Chwyć to nim uleci przed nosem,
w drodze jesteś wozem siebie, jesteś swoim bosem.

Ref. x2
Zanim słońce zgaśnie,
zanim oczy zamknę,
zanim świat zgłupieje - nowe życie zacznę.
Zanim w sen zapadniesz,
zanim w ręce klaśniesz,
zanim zboczysz z drogi - nowe życie zacznę.
Podeszła bliżej wyczuła naprężającego się członka
roześmiała się cicho, ręce nie były już bezczynne
nabrzmiewały usta, twardniały sutki
jej wargi były zręczne i zachłanne
Położyła się lekko uniesiona
oparta dłońmi o kolana i podłogę
swym młodym ciałem wykonywała powolne ruchy eliptyczne
Podnosiła się i opadała jak jeździec w siodle
przyśpieszała i opóźniała tę kosmiczną jazdę w przestworzach

W kącikach ust pojawiła się ślina
ten krótki szeptany słownik miłości
Wulgarna a jednocześnie pociągająca jak czar sentymentalnego romansu
Teraz, mocniej, pchaj, pieprz mnie

Seksualne żądze, kto o tym nie marzy
Seksualne żądze, nieraz ci się to przydarzy
Seksualne żądze, poświęcasz niemal wszystko
By było tak wspaniale, by najlepiej teraz wyszło

Seksualne żądze, wyzbyć się zahamowań
Brniesz w to nieustannie, już nie możesz się wycofać
Seksualne żądze

Seksualne uciechy niczym ekstra gimnastyka
Płatna dziwka po genitaliach cię dotyka
Rytmika jej ust przesuwanych po kutasie
Czujesz się wspaniale jak byś jechał w pierwszej klasie
Rozbierasz panienkę, masz ją jak na dłoni
Twój kutas się wyrywa, ona się uśmiecha
Lubieżnie cię zachęca, wie, że cię podnieca

Ty się nie pierdolisz, szybko w nią wchodzisz
Teraz wiesz na pewno, że przestanie się bronić
Zabawa się rozkręca, ona tempo przyśpiesza
Osiąga apogeum, zadowolony na nią patrzysz
Podziękować za cipkę jednak nie raczysz tylko płacisz
Na samą myśl o następnym spotkaniu
W twoich spodniach dzieje się dziwny zamęt
Przypominasz sobie chwile, gdy byłeś z tym towarem
Nigdy tego nie zapomnisz tylko ty masz na to patent
Zdejmowałeś jej bieliznę i ściskałeś sutki
Byłeś zadowolony z usług drogiej prostytutki

Seksualne żądze, kto o tym nie marzy
Seksualne żądze, nieraz ci się to przydarzy
Seksualne żądze, poświęcasz niemal wszystko
By było tak wspaniale, by najlepiej teraz wyszło

Seksualne żądze, wyzbyć się zahamowań
Brniesz w to nieustannie, już nie możesz się wycofać

Rap jest grą słów a seks językiem ciała
To na twoich oczach obnaża się ta mała
Lubisz sobie wychlać, lecz bardziej lubisz wtykać
Interes w coś ciepłego i śliskiego
Gorącego, wspaniałego i zarazem wilgotnego
Erotyczna atmosfera, otoczka tajemnicy
Już niedługo, już za chwilę spodoba się dziewicy
Robicie to, poza rozkoszą nic nie czujesz
Wasze ciała wibrują fantastycznie lądujesz
Odprężenie, rozluźnienie i zadowolenie
Zbierasz siły na kolejne uderzenie
Przez głowę pędzą myśli, erotyczne fantazje
Tym razem nie skończysz na jednym razie
Uruchamiasz wyobraźnię
Realizujesz to wszystko, co fantazja ci każe
Jest wspaniale zupełnie tak jak chciałeś
Nigdy w swoim życiu takiej przyjemności nie poznałeś
Seksualne fantazje seksualne żądze rozbudzają twoje zmysły
Bardzo gorące, seks jest jak narkotyk to najlepsza używka
Wspaniała rozkosz, zabawa i rozrywka

Seksualne żądze, kto o tym nie marzy
Seksualne żądze, nieraz ci się to przydarzy
Seksualne żądze, poświęcasz niemal wszystko
By było tak wspaniale, by najlepiej teraz wyszło

Seksualne żądze, wyzbyć się zahamowań
Brniesz w to nieustannie, już nie możesz się wycofać
Seksualne żądze
Can you borrow my brain for five seconds?
And just be like
Dude can't handle it, unplug this bastard

Może nie jestem zbyt przystojny,
Mówią mi, że jestem zbyt chudy
Ale gdy wchodzę do klubu, czuję się jak Hank Moody
Wódka, seks, szlugi, w ustach pet
Choć miałem tylko wyjść i kupić chleb
Pomyliłem z klubem sklep znów
Skarbie mówiłem ci, że to nie blef, nie gramy w filmie
Nie wiem skąd ten zew we mnie jest
Chciałbym mieć stałe, silne, fajne relacje z kimś
Lecz plany inne są
Mieszam tequillę z Jimem Beamem i gin
Więc daj mi sok
Wiem, że chciałaś iść na randkę, na kolację, do teatru i
Mieliśmy na wakacje płynąć statkiem albo jachtem ale
Zapomniałem o tym, zabłądziłem gdzieś przypadkiem
Rozmawiałem z Charliem Sheenem, spytaj mojego psychiatrę
Miałem odłożyć na willę, chciałem założyć rodzinę
Ale zanim to zdążyłem zrobić spożyłem tequillę znów i
Budzę się z otwartym piwem, mów mi party killer
Patrzę w lustro, jest ósma,
Kurwa jestem Charliem Sheenem

Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen

Zwykły we mnie, Charlie Sheen i ten co ma czasem dół
Rozdwojenie jaźni? nie, po prostu jest nas dwóch i pół
W moich spodniach top gun, obawiam się, że znów wystrzeli
Nie licz na ulgi dla elit pokażę im brudny smak melin
Charlie Obelix? Piotrek Sheen, Mes? Gubię się w nazwach
Tygrysia krew? znam to, to chyba coś jak Tygrysia Maska
Dotykam nieba, rewiduję poglądy na grawitację i zdrowy rozsądek
Po to mam ego by móc je modyfikować
startem przygód jest alter nygus, zobacz
wśród no-life'ów, no-skilli to tajfun co przyszpili młodszych szczyli
Starszych zmyli, wciśnie delete
I uczestniczą w tym bitches jak Denise Richards,
Na pryczy je liczę jak na ringu nim założą stryczek ze stringów
Charlie Sheen i ja, totally different
Jakbyśmy gadali szyfrem
Kochamy syf ten jednak
I fundujemy słabej dziwce temblak
Chcą nas dojechać? najpierw wejdź na jakdojade
Ich styl denny, dziary z henny,
Ja jestem tak szlachetny, tatuuje mnie grawer

Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen

Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo