Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Bałuty reprezentuję prosto z Wielkopolski
Na majku Ostrowski

Ludzie ci nie powiedzą w twarz tego co myślą,
trwasz choć mógłbyś prysnąć, tajemnic ze sto.
Kolejny dzień odkrytych dróg trud sugeruje błysk to mix stosy
Chcę na dalszy plan zepchnąć
Co ludzie nie powiedzą widząc twój szyk i gust
Czysty spust, luz. Majątkiem zajmie się ZUS,
Anioł stróż twojej rodziny, jak złapany na spinning.
Co ludzie nie pomyślą przy orzekaniu winy.
Kto zyska? Widzisz jak inni oceniają po pyskach.
Biznes jak o licealista hajs, fura, dziwka
Tą ostatnio już razy kilka jak ten czas po cyckach.
Co nie powiedzą ludzie komentując Twój wygląd
Którzy Ci kartotekę brudzą, którzy ją czyszczą.
Którzy to biali jak brystol, którzy to czarni jak bimbo.
Spojrzenia synchron i zawieszka jak Windows.

Co myślą? Nigdy nie odgadnę. Kto pierwszy kopnie jak upadnę?
Kto pierwszy dorwie sprawcę?
Kolejny dzień na ławce w słuchawce ziomek
Nic nie obchodzi mnie co kto myśli, gdzie co powie.
Jedna z tajemnic, by czuć się szefem jak ermit.
By każdy wiedział, kto w jaki stołek pierdzi.
Zrzeszenie w tłumie pośród nieporozumień ŁOJ
Robię co lubię, robię co umiem ŁOJ

Pomysł na rap to karać tych złych, jak gra gitara.
To jest git myk ulic nawyk, to azyl tu w kolorach szarych.
Marzy się Paryż barwny jak scary, fiesta na mary.
Prosto z estrad Moulin Rouge czujesz głód, chłód, głód
Lód pod stopami trzeszczy, to opowieść o tym
Jak błyszczy plastik leszczy, co złotem dodają se rangi.
Bierz ich lub idź dalej, przed tym co wiedzę ma klęknij.
Świat jest mały, ale należy do wielkich, choć zawsze
Znajdzie się szerszy, co wielkość wielkich pieprzy.
Na to z boku zerknij, oceń i idź dalej zgodnie z planem.
Wiesz szczęście bywa każdemu pisane. Co jest grane?
Oesteer na majku, Decks na gramofonach, a więc tym startuj
Spróbuj przejść obojętnie obok próśb żebraków
Gdybyś sam musiał wyciągnąć rękę po kilka drobniaków
Ile zawdzięczasz światu to przez wyścig za chlebem
W końcu dajesz im dwa złote by oczyścić sumienie.
Chodziłeś z nią do klasy, marzyłeś o jej oczach
Tak, że chciałbyś ją zobaczyć by móc znów w sobie rozkochać
Chciałeś wpaść do niej w końcu tak po 10 latach
Umarła na nowotwór, wczoraj spotkałem jej brata.
Podobno własną matkę jedziesz, że jest kurwą
Mam Ci jebnąć nim zrozumiesz zanim będzie za późno?
Kto dał Ci prawo ją poniżać bezwzględnie?
Ile zachowasz wspomnień jeśli pęknie jej serce?
Mówiła mi Twoja dziewczyna, że ją bijesz
Dopuszczasz by w ciąży miała przemoc w rodzinie
To jest chore, tego nie mieszczę w wyobraźni
Proszę Cię Boże nie chce więcej takiej prawdy.

Wspominam przyjaciela, gdy jadę Tele Taxi
Pamiętam radość jak dostawał pracę w korporacji
Bóg nie poskąpił szansy, los się uśmiechał znów
Ktoś poderżnął mu gardło, bo nie miał za kurs.
Z tego co widzę nie szanujesz przyjaciół
Latasz za bogatymi a wyśmiewasz biedaków
Na samochód dał tatuś, na lody mamusia
I nabijasz się z ubogich jakbyś sam chodził w ich butach.
Mówił mi mój syn jaki Twój syn na gardle ślad ma
Co mam Ci wpierdolić kablem od żelazka?
Tak żebyś zasłabł z bólu się zesrał
Nie rozumiesz, że nie ma nic ponad dobro swego dziecka?
Skazani na obojętność,
pochodzenie odciskuje na naszym życiu piętno
Jebana bierność, kradnie tożsamość światu
Oczy suche, a mam więcej w sobie łez niż ściana płaczu.
Widzę cię! Od niedawna stoisz w tym tłumie,
który wie i rozumie jak strumień tych sumień
zmienić i unieść całe zło lokując w czasie przeszłym.
Ty stoisz tu i krzyczysz głośniej od reszty.
I to jest muszę przyznać nowszy trend,
bo wczoraj stałeś obok w tłumie widząc owczy pęd,
a dziś zdrowszy ten, kto gotów dostrzec tych wszystkich,
którzy tak pięknie mówią, że to prostsze niż myślisz.
Jeden stoi z przodu i gniewem płonie,
więc ty spijasz słowa z jego ust i chłoniesz.
On ma modny krawat, pasuje jak ulał,
problem w tym, że pod krawatem jest brunatna koszula.
A ty w tym tłumie ufającym bezdennie,
choć fakt, wyglądacie znacznie lepiej ode mnie.
Czoła wprawdzie niskie, ale gładkie dość,
bo dotychczas raczej nieskażone wątpliwością.
Jasne myśli wprost z jasnych twarzy można czytać.
Same pewne odpowiedzi, żadnych pytań.
Rozmawiacie tak pięknie jakby to sen był,
a wszystko co błyszczy w tych rozmowach to te niemożliwie białe zęby.
Kiedy tak stoisz w tym tłumie beztroskim,
na który cień rzuca choćby cień wątpliwości.
W tym kartelu myśli chorych na pewność,
przyjacielu bądź tak dobry i zrób dla mnie jedno:

Kiedy wszyscy wokół ciebie równiuteńko idą,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i kiedy bronisz prawdy mając ją za jedynie prawdziwą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i gdy już wierzysz, że twoja perspektywa jest jedyną perspektywą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i zanim uznasz tych co mają ją za zbędne ogniwo,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość.

A ty słuchasz i zanim skończę już przeczysz,
bo w tym co mówię widzisz tylko nóż w plecy.
W ogóle słyszeć nie jest dane mi nic już,
bo strasznie bełkoczesz przez tę pianę na pysku.
Wierz mi, trudno o zaufanie,
gdy tak pięknie bezgrzeszni chwytają za kamień.
I ten żółty buldożer, co go jeszcze wczoraj mogłem tak chwalić,
dziś rozsądek zmienił na dobre w fundamentalizm.
Widzisz świat doskonale.
Nikt ci nie wmówi, że czarne jest czarne a białe jest białe,
bo rozróżnianie barw jest jedną z zalet licznych,
gdy świat, który widzisz jest monochromatyczny.
Patrzysz w lustro i nie masz problemów żeby usnąć
skoro usypia cię słuszność.
Tylko nie sposób zjechać z tych słusznych torów,
kiedy wolność wyboru już oddałeś w ręce uzurpatorów.
Mówisz, że cenisz prawdę? Owszem,
zwłaszcza gdy brzmi z tylu gardeł jednogłośnie
i masz jasność, i masz pewność, i masz spokój.
I tego ostatniego nawet ci zazdroszczę.
Widzisz, u mnie spokój jest rzadszy,
bo do dziś nie dałem pod topór doradcy
i póki co jest wciąż we mnie ta fraza,
która na szczęście co jakiś czas mi powtarza:

Kiedy wszyscy oprócz ciebie równiuteńko idą,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i kiedy kpisz z prawdy, którą ktoś uważa za jedynie prawdziwą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i gdy nie wierzysz, że twoja perspektywa jest jakąkolwiek perspektywą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i nim uznasz tych co nie mają ją za zbędne ogniwo,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość.
Can you borrow my brain for five seconds?
And just be like
Dude can't handle it, unplug this bastard

Może nie jestem zbyt przystojny,
Mówią mi, że jestem zbyt chudy
Ale gdy wchodzę do klubu, czuję się jak Hank Moody
Wódka, seks, szlugi, w ustach pet
Choć miałem tylko wyjść i kupić chleb
Pomyliłem z klubem sklep znów
Skarbie mówiłem ci, że to nie blef, nie gramy w filmie
Nie wiem skąd ten zew we mnie jest
Chciałbym mieć stałe, silne, fajne relacje z kimś
Lecz plany inne są
Mieszam tequillę z Jimem Beamem i gin
Więc daj mi sok
Wiem, że chciałaś iść na randkę, na kolację, do teatru i
Mieliśmy na wakacje płynąć statkiem albo jachtem ale
Zapomniałem o tym, zabłądziłem gdzieś przypadkiem
Rozmawiałem z Charliem Sheenem, spytaj mojego psychiatrę
Miałem odłożyć na willę, chciałem założyć rodzinę
Ale zanim to zdążyłem zrobić spożyłem tequillę znów i
Budzę się z otwartym piwem, mów mi party killer
Patrzę w lustro, jest ósma,
Kurwa jestem Charliem Sheenem

Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen

Zwykły we mnie, Charlie Sheen i ten co ma czasem dół
Rozdwojenie jaźni? nie, po prostu jest nas dwóch i pół
W moich spodniach top gun, obawiam się, że znów wystrzeli
Nie licz na ulgi dla elit pokażę im brudny smak melin
Charlie Obelix? Piotrek Sheen, Mes? Gubię się w nazwach
Tygrysia krew? znam to, to chyba coś jak Tygrysia Maska
Dotykam nieba, rewiduję poglądy na grawitację i zdrowy rozsądek
Po to mam ego by móc je modyfikować
startem przygód jest alter nygus, zobacz
wśród no-life'ów, no-skilli to tajfun co przyszpili młodszych szczyli
Starszych zmyli, wciśnie delete
I uczestniczą w tym bitches jak Denise Richards,
Na pryczy je liczę jak na ringu nim założą stryczek ze stringów
Charlie Sheen i ja, totally different
Jakbyśmy gadali szyfrem
Kochamy syf ten jednak
I fundujemy słabej dziwce temblak
Chcą nas dojechać? najpierw wejdź na jakdojade
Ich styl denny, dziary z henny,
Ja jestem tak szlachetny, tatuuje mnie grawer

Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen

Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
Charlie Sheen, Charlie Sheen
[Abradab]
.. Czy ty?
Myślisz ze wejdziesz na wejście synu? Jesteś w błędzie nic nie pędzi oprócz rymu RRRRryszy jak na kolędzie proszę to orędzie numer 2, aaa, P-F-A mówi reszta cichosza znów, aha, no bo bajeczka z morałem a jakże przecież zawsze taki, patrz. A o czym będzie dzisiaj? Czytam bądź żeś ciszej.(Ćśś) Cisza w drugim rzędzie no bo proszę zabrzmię, nie zadrwi ze mnie nikt, bo jestem super oryginalny, z prędkością super gwiazdy, spadam prosto na głowy młodych więc módl się MC, jeśli słyszysz w tle dobry bit to znaczy że jest D-A-B, sprzedaję swój styl możesz zabrać go do domu.

*Wiem po co mówię, czemu mówię to i komu*

Kontroluję cię, sprawdzam każdy ruch na scenie kleję z tobą nitki i realizuję krótki plan roszerzenia działalności na szersze częstotliwości, rymy składam rymy gram, na szablony i szufladki sram, więc posłuchaj sam, może coś do powiedzenia mam.
Minutka rymu, czy to zrobić trudno jedni mówią skądże po czym kleją.. U, to zarówno tak proste jak drutno chyba ze rymem zdobiesz.. gówno. Ja się nadal nie bawię, rymować potrafię to lubię nie zgubię bo dobrze mam czuję lepiej będzie w głowie potem ktoś mi powie że to tylko powiew, lub coś tam, ja sprostam zadaniu które MC stawiają, frajerzy i pozerzy wymiękają, to jest twarda rozgrywka dla maminsynka, chwila dobrej sceny jest już bliska, potem hip-hop na lodziskach, klubach już ciska od ludzi powodzi a każdy, dobrze, wie o co chodzi a-ha ha, Tak! Więc łap za mikrofon i pomóż mi to zrobić. Orędzie D-A-B. Im więcej MC tym więcej H-I-P-H-O-P.

*Wiem po co mówię, czemu mówię to i komu* x 9
Palę majki, tak jakbym palił fajki
Mam super Nike
I super flow jakbym był z Jamajki
Mieszkam na blokach
Gdzie walą jointy zamiast bajki
na dobranoc, a na dzień dobry walą rajki
Na kwadratach cichodajki
Młode Bułgarki przy drogach
Po dwóch zmianach, ledwo stoją na nogach
Ogarnia trwoga w kościołach potomków pogan
Tylko sie boją czy na prawdę wielbią Boga
Dymi pożoga na tym budując fundament
Wiesz co jest grane?
Goń jutro by uciszyć lament
Mój talent, to droga światła, rap na kompaktach
A pół miasta biega na białych diabłach
Kiedyś walili po kablach,
Grali na kiblach
Każdy z nich był dumny
Dziś każdy dzierży własny gwóźdź do trumny
Człowiek rozumny
Czas trudny mieli przez sumienia tryby
Żyję na prawdę, a nie na niby

[Ref: 2x]
Te kilka lat, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Ci szybcy nie nadążają, mądrzy nie wiedzą
Chcesz wiedzieć co tu się dzieje?
Proszę cię bardzo
Dziś w nocy samotni płaczą
A nadzy marzną

W dziewięćdziesiątych na ulicach było pełno wiary
Starzy pili, a dzieciaki krzyczały pobite gary,
Dziś, mają koszmary, choć namiary biorą na nich dupy
Rosną rozmiary gdy idziesz życiem na skróty
Napruty, długim szarym korytarzem
Chory, niejednemu łeb porył, taki algorytm
Lecą wieczory,
Zabawa, gwar pełne kluby
Ryczą motory, znów jazda
Banknoty, bluby
Trans dupy, bauns gruby
Wszystko bez sensu
Czułem się jakbym stał wciąż w tym samym miejscu
Wyścig do szelestu
Po chuj mi to wszystko?
Ja to ja, a nie imię i nazwisko
Mam kilka lat, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Ci szybcy nie nadążają, mądrzy nie czają
Ci syci nie dojadają, głodni nie jedzą
Choć pokój wciąż ogłaszają, wojna za miedzą

[Ref: 2x]
Te kilka lat, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Ci szybcy nie nadążają, mądrzy nie wiedzą
Chcesz wiedzieć co tu się dzieje?
Proszę cię bardzo
Dziś w nocy samotni płaczą
A nadzy marzną

Ja mówię iskra się tli, mili
Marszczą się brwi debili
Czego byśmy nie mówili (ej)
Sedno tkwi w jednej chwili

(Ja mówię)
Iskra się tli, mili
Marszczą się brwi debili
Czego byśmy nie mówili (iskra się..)
Sedno tkwi w jednej chwili (joł)

(Ja mówię)
Iskra się tli, mili
Marszczą się brwi debili
Czego byśmy nie mówili
Sedno tkwi w jednej chwili

Iskra się tli, mili (iskra się.. ej)
Marszczą się brwi debili
Czego byśmy nie mówili
(sprawdź to)

[Ref: 4x]
Te kilka lat, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Ci szybcy nie nadążają, mądrzy nie wiedzą
Chcesz wiedzieć co tu się dzieje?
Proszę cię bardzo
Dziś w nocy samotni płaczą
A nadzy marzną
Tu się wszystko zaczęło lat temu kilkanaście -Kraków terytorium zero dwanaście kumple, osiedle, piłka i muzyka , szkoła, wagary stary to klasyka przecież wiesz, wiesz jak to jest pierwszy wypity alkohol i pierwszy sex . Brak kasy, kradzieże uliczne klimaty, komisariaty stary ucieczki z chaty , nauczyciele nastawieni do ciebie jak do wroga, wroga numer jeden , policja za wygląd zawija cię na dołek stary masz tego dosyć idziesz w drugą stronę ludzie patrzą na ciebie jak na chore zjawisko. Stary nie rozumiem pojebane jest wszystko i tylko osiedle i twoi przyjaciele pozwalają ci odczuć, że nie jesteś zerem.

Ref: "Jeee" Vatos locos clan...

Kumple stary są wpisani w życiorys są najlepszym lekarstwem kiedy jesteś chory to z nimi przeżywasz zamotane akcje, podniebne loty i życiowe grawitacje, ostre libacje, wypady na kobiety, browary na czas. Kto pierwszy do mety? Osiedlowe akcje i lewe interesy stary zajebiste chwile i pierdolone stresy "filut marineru" moja stara drużyna nasze akcje do dzisiaj miło wspominam. Przestawiliśmy Kraków do góry nogami skręty, alkohol, kolacje ze świecami Cracovia Kraków zadymy zawsze razem Vatos Locos Clan dostarczył wrażeń niejednemu waha "bryza", szacunek dzienkówa za whisky mój ulubiony trunek

Ref:. "Jeee" Vatos locos clan...

Kumple ulica tylko to jest normalne. Wchodzisz w ten klimat pasuje idealnie dla takich jak ja wie to każdy kto zna mnie. 1996 to był ważny rok, to wtedy powiedziałem Los Vatos Locos i myślę tak dalej. Trzymajmy się razem stary to podstawa łączy nas muza, ulica i totalna zabawa . Moi przyjaciele Kraków -Katowice - Wrocław - Radom - Olsztyn - 3miasto- Skierniewice - Warszawa - Praga - Północ Vatos Locos rodzina najostrzejsze akcje, zajebista klima to moja drużyna, mój świat i mój styl, to moja "zajawka", moje życie, mój film ze mną na scenie mój brat "for ril"

Ref:. "Jeee" Vatos locos clan...
Mamy czas. my mamy czas.

Mamy czas, pełen obraz, siedzi sporo dobra w nas.
Nie chodzi o poklask mas.
Jeszcze raz, spoko, dobra, to dla moich ludzi z miast.
Budzi nas w betonowych budowlach bas, stopa, werbel.
Śpimy w blasku gwiazd i budzimy się o brzasku, tylko po to, by mieć przerwę i czas na tą stertę spraw.
Mam ofertę na trasę na masę- tymczasem daję pas.
Idę parkiem, jak lasem.
Zieleń jest jak tlen- zawijam ją, zapalam ją, dzień jest jak sen.
Płynę z falą osiem... dziesiąt BPM, zjem to, bo to jest dobre jak krem.
Potem slalom na center , ej, zweryfikowałem tą ofertę, naciśnij play.
Niepojęte, że hej.
Ziomek, lej to z procentem.
Jak klej kleję rymy ewidentne, ok?
Jest ok.

My i słońce i nikogo nawet wiatru wokół.
Spokój. Słońce zachodzące pośród bloków.
Uspokajające-daj spokój kolejny dzień teatru za horyzontem pokój. x2

My mamy czas,a tylko raz nie będzie jutra.
Dziś mamy blask i zapominamy o kłótniach.
Malutka grudka.
Palimy hasz o smutkach zapominamy.
Nie zapominamy o skutkach.
Bo to nie wódka, niektórym chyba matka, trochę kultury, nie stoimy jak szczury po klatkach.
Każdy ponury klimat odsyłamy w cień.
Ten dzień jest po to, by rozwiać chmury, porozmawiać brat, tak?
Poopowiadać bzdury, spalić blanta.
Pochwalić się, pożalić, to do tego soundtrack.
Nie dotyczy nic nas-sielanka.
Mam tak samo jak ty- czarno na białym jak manta, sny na jawie, fantastyczne.
Jak latawiec zostajemy dziś na ziemi, nie ma wiatru prawie.
Nie odlatujemy, wiemy, nie możemy zawieść.
Chillujemy , jak w enklawie, leżymy na trawie.

My i słońce i nikogo nawet wiatru wokół.
Spokój. Słońce zachodzące pośród bloków.
Uspokajające-daj spokój kolejny dzień teatru za horyzontem pokój. x2

Uspokajające hip hopu bębny.
Poza horyzontem znika dzień następny.
To tu odczuć sentymenty można.
Zgubić zęby albo wyjść nietkniętym z tych bloków.
Poznać ludzi, wśród nich odnaleźć przyjaciół.
Spotkaj się z nimi, już dzisiaj nie pracuj, nudzisz.
Ocknij się, powstań, mamy jeszcze tyle czasu.
Zadzwoń jak się obudzisz. [uoioi]
Zapalimy sensi, wypijemy piwo, porzucamy kamieniami w butelki na żywo.
Ten styl to ogniwo łańcucha bez kłamstwa.
Ściągam bucha, piję łyka, wypłacam kuksańca.
Zapraszam do tańca.
Nie oceniam, wysłuchuję do końca.
To blask zachodzącego słońca wtrąca się nam.
Życie nas wykańcza.
Błysk w oku szaleńca.
Dziś spokój mam, zostawiamy to tam.

My i słońce i nikogo nawet wiatru wokół.
Spokój. Słońce zachodzące pośród bloków.
Uspokajające-daj spokój kolejny dzień teatru za horyzontem pokój.

hej! x3
Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym, dosięgniesz to kolejny raz
Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym

Wczoraj było dobrze kupiłeś se gruby łańcuch
Dzisiaj leci do żyda, jesteś goły nie masz hajsu
Wczoraj królem baunsu rządziłeś na parkiecie
Dzisiaj popierdalasz w klapkach, ale fartownie w lecie
W zimie na krecie, na wypasie nie na mecie
Pełny asortyment usług, prostytutka na tablecie
Zajebiście se polecie, na przełajnie po deptaku
Dziewczyno nie żałuj, nie żałuj chłopaku

Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym, dosięgniesz to kolejny raz
Łatwo przyszło, łatwo poszło
Nie płacz za tym bracie, siostro
Kiedy wszystko poszło w las
Chuj z tym
Deszcz
zagra o szyby.
I chociaż biurko stoi inaczej, to ja i tak jak kiedyś czuję znów to
- strach przed światem, który pędził i dziczał,
co raz mniej ludzki na którymś zakręcie wypadł.
Coś trzyma nas tu, wśród skandali i sensacji,
zabijamy się bardziej chcąc uciec z tej pułapki.
Wśród kątów bliskich sobie najpierw stanowią ostoje i bezpieczeństwo,
potem zwiększają paranoje.
Non stop, bez stopu, aż pulsuje wszystko.
Chce stop, chce stopu, uciec za horyzont.
Gdzieś, za sensem życia popędzić szaleńczo.
Tu jest piekło i może skończyć się klęską.
Frustracją przed czterdziestką, by jakoś zabić
życia piekło, oderwać się jak w samotagi.
Produkujemy iluzję bez szans na to, by się spełniły,
a jednak oddychamy każdą.
Stają się sensem. Przy nich odnajdujemy nasze miejsce.
Chcemy się mylić, by stłumić własne serce.
Czytamy książki z serii jak żyć, pozornie wiemy więcej,
lecz przychodzi czas, gdy nasza siła ponosi klęskę.
Można czytać bajki dla akwizytorów.
W życiu i tak przegramy z realnością jego horroru.
Uciekamy w sztukę, która jest większą pułapką.
Po jakimś czasie tylko ból jest dla nas inspiracją, tą naszą prawdą.
Stajemy przed wyborem: dragi, wódka, miłość, religia, ludzka litość, szaleństwo.
Tak bezpiecznie odejść stąd w świat iluzji,
w permanentny sen by już się nie obudzić.
By świat już nie ranił w serce wbijając drzazgi.
Boże,
tak bardzo chciałbym doświadczyć Twojej łaski,
bym ślepy jak anioł mógł widzieć tylko Twą potęgę w świecie,
w którym nie wiem gdzie jest moje miejsce...
Proceder, JLB,
Hemp G-R-U cały czas...

[Bilon]
Warszawo ma, patrz w oku mym łza,
bo nie wiem czy jeszcze zobaczę cię jutro.
Warszawo ta, co w murach ma żal,
nie czują cię ci co znają cię za krótko.
Warszawo ma, ty na swych barkach masz
zmęczone bramy i drapacze ze szkła.
Smog wisi nad, ja kocham cię i tak,
dopóki na Starówce gołębie będą srać.
Moja Stolico u jednych budzisz miłość, inni cię nienawidzą,
milczą ci co zrozumieli nie ma nic za friko.
Bo ulica bryką snuje się z ekipą,
nadwiślański blady świt, przygląda się chodnikom.
Krytyką truję, niedoskonałości,
znam paru gości, co zesrało się z zazdrości.
Pluję na cenzurę, rzucone były kości.
Sieknę grochówkę na starym rużyku,
nie ma już cinkciarzy, bank przejął koryto.
Przyszłość z plastiku skrada się niczym kostucha,
na Legii zawierucha, bo frajer jebnął z ucha.
Z buta, na pięcie zawijam na Śródmieście,
na każdym skrzyżowaniu kamery walą zdjęcie.
Pięknie! Big Brother na moim podwórku,
nie mam szacunku dla sztucznego wizerunku.
Zmiana kierunku, na eMOKa trza się gubić,
jest czym się chlubić, choć można i się zgubić.
Nie ma co się łudzić, do korzeni czas powrócić,
powtarzam całe życie Warszawa da się lubić, Warszawa da się lubić.

Ref.
Warszawa, Warszawa zawsze da się lubić,
możesz szczęście znaleźć, możesz tu szczęście zgubić.
Dobro i zło czai się za winklem,
życie i śmierć leci jednym cyklem.
Warszawa, Warszawa zawsze da się lubić,
możesz się tutaj stoczyć, a możesz się też wybić.
Morowy klimat panuje na mieście, i w ogóle, i w szczególe i pod każdym innym względem.

[Kaczy]
Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój,
na każdy rozkaz Twój za Legię damy krew.
Stój, Niebieski chuj pluj mu w odznakę,
jestem Warszawiakiem 95 moim znakiem.
Tutaj tym samym szlakiem podąża wielu,
prosto do celu.
Aby znowu wejść na tor,
jebane CBŚ łapie kolejny trop.
Znów zapada zmrok, ulica żyje,
każde z tych brudnych osiedli swe tajemnice kryje.
To co niczyje migiem jest rozszarpane,
tak właśnie wygląda nasze miasto kochane.
(Tak właśnie wygląda nasze miasto kochane)
Tu nadrapane brat, nie masz co liczyć,
głodnego przecież nigdy nie zrozumie syty.
Sam powiedz czy ty znasz prawo ulicy,
uwierzysz w te slogany, które kurwa są niczym.
Wiem co się liczy, co mnie nie zgubi,
lubię swoje miasto, bo Warszawa da się lubić.
A jest się czym chlubić, bądź tego pewien,
warszawscy bracia krwi to jest dla was, Proceder.

Ref.
Warszawa, Warszawa zawsze da się lubić,
możesz szczęście znaleźć, możesz tu szczęście zgubić.
Dobro i zło czai się za winklem,
życie i śmierć leci jednym cyklem.
Warszawa, Warszawa zawsze da się lubić,
możesz się tutaj stoczyć, a możesz się też wybić.
Morowy klimat panuje na mieście, i w ogóle, i w szczególe i pod każdym innym względem.

[Wilku]
WWA, WWA da się lubić,
nie ma co marudzić.
Nie daj sobie wmówić, że pracy nie ma,
ziom, to zwykła ściema.
Masz alternatywę.
Pieprzyć dylemat, jeden schemat, brat, a klimat inny,
młodzi za karierą opuszczają dom rodzinny.
Laserom odchodzi parę groszy z wypłaty,
oddają passerom, dilerom dorobek taty.
Nocne kluby, afery, karetki na sygnale,
rano na fejsie będzie sprawozdanie.
Był dobry balet, taxi pod domem czeka,
odbyło się bez kraksy, nie narzekaj.
Temat rzeka, został tylko opon smród,
na wydatki pójdzie złota karta matki w ruch.
Na co czekasz? Zginęło nowe BMW tej nocy,
Szukasz pomocy? Nie, nie dam się zaskoczyć.
Gdy patrzę w Twe oczy zmęczone jak moje,
to kocham to miasto zmęczone jak ja.
Gdzie Wilku i Bilon zrobili co swoje,
gdzie miasto zielenią oddycha.

Ref.
Warszawa, Warszawa zawsze da się lubić,
możesz szczęście znaleźć, możesz tu szczęście zgubić.
Dobro i zło czai się za winklem,
życie i śmierć leci jednym cyklem.
Warszawa, Warszawa zawsze da się lubić,
możesz się tutaj stoczyć, a możesz się też wybić.
Morowy klimat panuje na mieście, i w ogóle, i w szczególe i pod każdym innym względem.
[Sokół]
Czasami wolałbym nie wiedzieć
Czasami wolałbym nie rozumieć
Żyć sobie w hermetycznym świecie
Jak dobrze urodzeni ludzie

[Jędker]
Z czasem dochodzą doświadczenia
Nic się nie zmienia sobie patrzę
To wiedza czyni nas słabszymi
Albo nas wzmocni na zawsze

[Sokół]
Czasami wolałbym nie wiedzieć
Czasami wolałbym nie rozumieć
Żyć sobie w hermetycznym świecie
Jak dobrze urodzeni ludzie

[Jędker]
Z czasem dochodzą doświadczenia
Nic się nie zmienia sobie patrzę
To wiedza czyni nas słabszymi
Albo nas wzmocni na zawsze
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo