Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[VNM]
Mam teraz twój słuch, chodź ze mną, zamień słowo
Znam Cię z opowiadań, lecz teraz sam chce pogadać z Tobą
Nie odwracaj się, tak właśnie z Tobą
Chce od Ciebie czegoś więcej niż żebyś tu przy tym pomachał głową
Chce żebyś powiedział mi, dlaczego w ogóle słuchasz mnie
Czym dla ciebie jest muzyka, czego w ogóle szukasz w niej
Muzyka może łączyć, a te CD są trefne
Jedyne czego tu dzisiaj potrzeba to tanie slogany na bicie i refren.

[Ref.]
Zastanawiam się czy ty mnie rozumiesz,
Obiektywny być już chyba nie umiem,
Wszystko wtórne, wszystko nudne,
Ale znajdziemy się w tłumie jeśli to kochasz tak jak ja
Jeśli to kochasz tak jak ja, jeśli to kochasz tak jak ja
I nie obawiaj się, bo zanim Cię oszukam
To wcześniej będę musiał tutaj przestać to grać
Mnie na Vivie nie obchodzi hit, chce to zrobić tak jak
jeszcze tego nie zrobił nikt

[VNM]
10 lat za nimi, trzymasz tempo też?
czy zostajesz i mówisz VNM pierdol się,
bo jesteś fejkiem, dla wielu będę J.Colem i Drakem
w podziemiu byłem Mesem, Pezetem, w ogóle to Eisem,
wtedy równali mnie do najlepszych w Polsce
i wiem że teraz porównają do najlepszych na globie, to pewne
nigdy nie byłem skromny, mam prawo do tego,
idole twoi zapytani to samo powiedzą,
dzieciak z Elbląga zajawka jak stąd do stanów
od fejmu z trotuarów do lejbelów hologramów,
a jak Sokół pierwszego show nie grałem przed Run DMC
wyjechać do Warszawy chciałem ten plan mi się śnił,
bo jak Sokoła mój pierwszy track nie był na kultowym Volcie
ale w budce w kącie grałem rap na chujowym kompie
dlatego...

[Ref.]
Zastanawiam się czy ty mnie rozumiesz,
Obiektywny być już chyba nie umiem,
Wszystko wtórne, wszystko nudne,
Ale znajdziemy się w tłumie jeśli to kochasz tak jak ja
Jeśli to kochasz tak jak ja, jeśli to kochasz tak jak ja
I nie obawiaj się, bo zanim Cię oszukam
To wcześniej będę musiał tutaj przestać to grać
Mnie na Vivie nie obchodzi hit, chce to zrobić tak jak
jeszcze tego nie zrobił nikt

[VNM]
10 lat za nimi, trzymasz tempo też?
czy zostajesz i mówisz VNM pierdol się,
bo w podziemiu byłeś kimś, na legalu staczasz się
było słychać że żyłeś tym, a teraz to praca jest
serio? styl 834 dziś już tak banalny
ale tu niektórzy dopiero zaczęli robić na nim hajsy, ale nie ja
jesteśmy 10 lat za stanami, ej ale nie ja
powiedz czy przez to cie stracę teraz,
za to że tą większość hejtuję prawie w ciemno
bo to stare idę w nie zbadane paru pójdzie za mną, wiem to
Czy pójdziesz ze mną, czy wspólny tu grunt zahaczymy?
Czy usłyszysz te podwójne, potrójne tu rymy?
Jak sprawdzam branże to czasami mi w ogóle się nie chce poświęcać,
i myślę że pójdę do monopolowego i ta wóda będzie mi sama te teksty napędzać
Atakuje śmiech mnie, szybkie te refleksje
Mimo że nurtuje cash mnie to być chce gdzie respekt jest,
a respekt jest jak rym piecze gdzie tekst jest
Na palcach ręki zliczę pojedyncze na De Nekst Best
Odchodzisz ode mnie nie cierpię tak jak Werter
Na pewno nie polegnę, pobiegnę dalej, farewell
Patrze na gwiazdy i nic tam nie jest zapisane
więc jak wierzysz we mnie to jestem twoim fanem, amen

[Ref.]
Zastanawiam się czy ty mnie rozumiesz,
Obiektywny być już chyba nie umiem,
Wszystko wtórne, wszystko nudne,
Ale znajdziemy się w tłumie jeśli to kochasz tak jak ja
Jeśli to kochasz tak jak ja, jeśli to kochasz tak jak ja
I nie obawiaj się, bo zanim Cię oszukam
To wcześniej będę musiał tutaj przestać to grać...
No siemasz cześć nie widziałem Cię dawno
Co tam u Ciebie słychać? Spotykasz się jeszcze z ta panną?
Tyle już słyszałem że już nie wiem co jest prawdą
Sam zresztą wiesz ludzie plotami się karmią
Pracujesz gdzieś? Czy się uczysz?
Czy robisz jakąś inną rzecz czy tylko wieczorami się włóczysz
I co z muzyką bo coś ostatnio o Was jest cicho
Tylko mi nie mów że ostatnia płyta jest ostatnią płytą
Robicie coś w ogóle? Czy już finito?
Aha rozumiem to jak wyjdzie to od razu kupuję
A u mnie co? Wiesz jak jest szczęśliwym być próbuję
Nie za wiele się zmieniło wszystko po staremu w sumie
W sumie git trzeba żyć jakoś chyba sam rozumiesz?
Przybywa nam lat tych lat nikt nam nie odejmuje
Co poza tym? Poza tym luz tak po krótce
Realizuję marzenia bo życie jest krótkie
Dobra zawijam się do zobaczenia wkrótce
Wkrótce bo przecież jesteś odbiciem w mym lustrze

Myślę o tym jak to będzie kiedy będę tam gdzie Ty będziesz
Po drugiej stronie tego co nie nieuniknione

No witam chłopaku jak tam u Ciebie?
Trochę czasu się nie widzieliśmy co się pozmieniało nie wiem
Siadaj mów opowiadaj ja posłucham
Nic ciekawego raz dobrze raz muka jak to tutaj zwylke
Hajsu mało a człowiek żyć chce co się zarobiło się wydało
Jeszcze pożyczyło znasz to co u Ciebie? Lepiej nawiń
U mnie zbiera żniwo miasto hera wciąż zabiera
Nie przebiera w środkach znów kolejny odpadł
A jak u mnie? Rodzina wyjechała by zarobić klopsa
Ale nigdzie nie jest słodko dają radę ale bez kokosów
Ot co ja tu sam choć mi mówią że tu sam nie jestem bosko
Melanżujesz ćwiczysz jakiś sport coś?
Ćwiczę byłem parę razy wiesz na boksie
Ale picie mi łagodzi te godziny wiesz samotne nocne
Wtedy nie lubię być trzeźwy bo nie mogę usnąć
Myśląc o wszystkim bez przerwy Świat jest pustką
Noc jest próżnią która niszczy
Jak ogólnie? Zdrowi wszyscy? Całe szczęście
No to dobrze powiem Ci ze za nimi tęsknię Tak jak ja
Tak mocno ty tęsknisz bo jesteśmy jednym
Moje odbicie w lustrze pozdrawiam bądź dzielny widzimy się wkrótce...

Myślę o tym jak to będzie kiedy będę tam gdzie Ty będziesz
Po drugiej stronie tego co nie nieuniknione
Twój chłopiec to zniewieściały fetysz,
Chodź do mnie wiem czego pragną kobiety.
Owinę cię mocno, będę tym czym w joincie blety,
Późną porą nocną, my w blasku fleszy.
Dziewczyno z gór, z nad morza czy Mazur,
Nie uśmignie ból, wiesz ja nie jestem pazur.
Może nie mam fury jak ten ciul, hajsu potąd,
Ale w twoim uchu będzie moje białe złoto.
Spójrz na moją głowę, dłonie, blizny,
Chłopiec się zawija, poczuj smak mężczyzny.
Zatrzymam Ziemię, ruszę słońce, nie mów nic mi,
Niech kury domowe gubią przy garach tipsy.
Lipny był ten twój kolega,
Stoi w kącie teraz, ściany podpiera.
Jemu siema, przedstawi cię ziomblom,
nam nie pęka serce, nam nie pęka kondom.

Chłopiec, chłopiec, ciągle słyszę chłopiec,
Do domu odwiezie cię kto? - jego ojciec.
Z nim nie zostaniesz na melanżu do rana,
Wujek za często brał go na kolana.
Chory człowiek, podgląda, się ślini,
Jak jego siostra depiluje się do bikini.
Dwudziesta druga a on na oczach ma już śpiochy,
Jedyny dotyk jaki zna to zły dotyk.
Zrywa się w nocy, koszmar powraca,
Chodź do mnie kobitko mikasa es sukasa.
Pod moje skrzydło uciekaj, dam szansę,
To nie szczenięcy świat śmierdzący old spice'em.
Co wolisz? Gnoja czy playboya?
Ja mogę pod drzewem, on musi do toi toi'a.
Jest ciemną masą i chce być tatą,
Na zimę trampki, dać ci dziecko na lato.

Hotel, motel, szampan, jakuzi, i my na ty,
wezmę kamerę, dobrą bajerę, i nakręcimy bum bum film.
Zamknij oczy, chwilę pomyśl o nas,
Przy mnie będziesz seksualnie wyzwolona.
Spełniona, pozwolę sobą być kobiecie,
W tym tak ciężkim przecież mężczyzn świecie.
Gdy patrzę na niego, widzę strach nie dumę,
Kolejny spłoszony, skarcony jeburek.
Pe i wu jak mówią moje ziomy,
Pantofel z niego, but męski wyjściowy.
Jak nie da odejść ci, a będzie płakał chyba,
Problem upijemy, zawiniemy w dywan.
Ostrzegał cię przede mną, pocieszyciel,
Niech płynie z prądem Wisły jak ja na bicie.
Chcesz mi zaszkodzić chcesz mnie pogrążyć
Słodkie uśmiechy tego nie kupię
Chcesz mojej zguby - po moim trupie

Nie wchodŹ tu z butami moje życie to mój biznes
Nawet pewnie nie wiesz że rozdrapałaś bliznę
Czemu mnie śledzisz wbrew mojej woli
Ja o tym piszę bo to mnie boli
Teraz już wiem milczenie jest jak złoto
Dlaczego każda dupa zawierza wszystkim plotom
Po co wydzwaniasz do ludzi i ich pytasz
Na każde z twoich pytań odpowie nasza płyta
Ty mnie oceniasz choć nie poznasz z bliska
Masz tylko psa więc żal Ci dupę ściska
Już wiesz co u mnie i co mam w domu
I nadal pewnie twierdzisz ze chciałaś mi tym pomóc
Też dobrze wiesz co znaczy w życiu pusto
I nie masz już dla kogo codziennie patrzeć w lustro
Tu płyną łzy kiedy ty się śmiejesz
Na lepsze jutro zawsze mam nadzieję

Chcesz mi zaszkodzić chcesz mnie pogrążyć
Chcesz bardzo wiedzieć co na mnie ciąży
Słodkie uśmiechy tego nie kupię
Chcesz mojej zguby - po moim trupie [x2]

Mam tego dość nie chce już więcej
Dlaczego obcy ludzie wciąż patrzą mi na ręce
Poznałem życie więc cię wyczuję
Hej siemasz szpiegu dzwonisz i knujesz
Chcesz złożyć plan a nie masz ujęć
I nigdy się nie dowiesz co tak naprawdę czuję
Czym się zajmuję czego żałuję
Co robię co szanuję i co mnie prześladuję
Po co się wcinasz i w moim życiu szperasz
Już bardziej nie zaszkodzisz mi w moich papierach
Moja ulica tu zna mnie każdy dzieciak
Nie taka jak ty pierwsza nie druga nie trzecia
To moje słowa u Ciebie za nie wiszę
Ale bądŹ pewna że pod tym się podpiszę
Uważaj za plecami czyha ścierwo
Uważaj ja mówię to na serio

Chcesz mi zaszkodzić chcesz mnie pogrążyć
Chcesz bardzo wiedzieć co na mnie ciąży
Słodkie uśmiechy tego nie kupię
Chcesz mojej zguby - po moim trupie [x2]

Na zewnątrz anioł a w środku wróg
Wbił by nóż w plecy gdyby mógł
Sama zaczęłaś więc nie mów mi przestań
Miasto mówi - zdolna do kurestwa
Znasz to przysłowie - winni się tłumaczą
Czy moje słowa dla ciebie coś znaczą
Chcesz mi zaszkodzić chcesz mnie pogrążyć
Dobrze wiem szmulu do czego dążysz
Na ustach miasta widzę w tym problem
Wy chyba wszystkie jesteście w tym dobre
Dla mnie wygodny nie jest ten temat
Ty masz to w genach
No i co ? To jest Chada
Masz jakiś problem
No kto by pomyślał
Takie jesteście solidarne

Chcesz mi zaszkodzić chcesz mnie pogrążyć
Chcesz bardzo wiedzieć co na mnie ciąży
Słodkie uśmiechy tego nie kupię
Chcesz mojej zguby - po moim trupie [x2]
(Bo to jest tak..Bo to jest tak..Bo to jest tak..hej)
Bo to jest tak ,że kiedy patrze na Ciebie to cala moja dusza
ciało plonie w niebie,
A kiedy Ciebie nie ma,wszystko się zmienia,
głębokie przemyślenia i wracają wspomnienia,
To jest nie do zapomnienia cieplo Twego ciala,
smak Twoich lez na moich ustach,na zawsze
w mym sercu masz złotą komnatę ,
zamknięte drzwi i opuszczoną klate,
Na zawsze w pamięci jak z bliskim pięść do pięści,
jednak podjąlem decyzje - sam zostalem,przegralem?
Chyba nie ,robie to co chce, muzyka przyjaciele
,reszta w tle e..reszta w tle..ta..

Silne jak morfina,która w Ciebie się wrzyna
nic już nie czujesz,ale miłość przeszywa x2

(Bo to jest tak..Bo to jest tak..Bo to jest tak..)
Bo to jest tak,że nie zawsze jest po Twojej myśli,
wtedy rozumiesz tych co na życiu źle wyszli,
Czujesz jaki ból potrafi sprawić milość
złamane serce boli bardziej niż złamana kość, kośc -
zlość odlóż na bok,przemyśl to,czy warto coś zaczynać
i tylko brać,czy lepiej zaczekać i calego z siebie dać,
ludzie hej czy wy tego nie widzicie,
mówicie ,że kochacie,a naprawdę się ranicie,
mówisz "Ona jest piękna to chyba przeznaczenie
wiem na pewno ,ja mam doświadczenie",
a ja Ci kurwa mówie to jest tylko złudzenie,
nie patrz okiem tylko sercem,może wtedy zdanie zmienię
i tak wiem,że do Ciebie nie dociera,
dla większości z was każda laska to ściera,
zastanówcie sie pojeby wasze matki też kobiety,
one najbardziej potrzebują milości,
zróbcie coś żeby w końcu ją poczuły..(żeby w końcu ją poczuły)

Silne jak morfina,która w Ciebie się wrzyna,
nic już nie czujesz,ale miłość przeszywa x2
Pele
Szusza w gardle przerywa sne pobutka
w głowie mi szumi jeszcze wczorajsza
wódka wczorajsza noc wcale krótka
nie była a dla nie których pewnie się
jeszcze nie skończyła następny dzień
tym co zwykle Ikarusem lekko spózniony
na ustawkę z Tytusem misja dostarczyć
master na winyle, puszczam sms i odpływam
na chwilę dzień dobry za ile i czy wogóle da się
przerwal zamuły telefon w miedzyczasie żeby
zagrać taki sztos jak w trasie wiesz z tym koleżką
co gra na kontrabasie przystanek centrum z nieba
leje żar to szybkie tempo oszałamia miejski gwar
Tysiące ludzi miliony spraw do załatwienia skręce
se jointa i poszukam gdzieś cienia zobaczę co slychać
u chłopaków w Yakuzie na ławkach przy muzie
szczegół klipów dogadam wpadnę do Dysku i spadam
do Schronu jutro trzeba oddac singiel do Pomatonu
po drodzę odwiedzę antykwariat płytowy może znajdę
coś co wzbogaci projekt nowy dzień po dniu tydzień
w tydzień brat tak od siedmiu lat

Refren,2x

Tak od Siedmiu lat elo dzień w dzień tydzień w tydzień elo
czuje ze to wszystko elo w dobrą stronę idzie elo

Vienio

Elo trzeba skończyć na piątek poligrafię zrobię to najlepiej
jak potrafię a w miedzyczasie projekt ulotki w autobusie
pomysł do nowej zwrotki gdzieś na ulice wymyśle plan
promocji ten temat wzbudza wciąż wiele emocji szybko do
studia środkiem lokomocji dziesiątki opcji którą wybiorę
tylko z uporem Pelson coś zdziałamy a nasze plany same
w czyn się zamienią razem z premierą najnowszego krążka
odczuję ulgę i dalej podążam szlakiem winyli kompaktów
i kaset naklejek masę ruszamy w trasę zdobyć kolejną
plakietkę z koncertu grubo ponad setkę graliśmy napewno
skrzynię pancerną Dj karmi płytami wjedżam do studia z
nowymi tekstami tam z koleżkami chwilę odpocznę kolejna
płyta zamknie cykl całoroczny

Refren,4x

Tak od Siedmiu lat elo dzień w dzień tydzień w tydzień elo
czuje ze to wszystko elo w dobrą stronę idzie elo
Wysłuchaj mnie na paczkach u siebie w swoim domu,
wysłuchaj na słuchawkach gdy czekasz na autobus,
wysłuchaj z Twego radia, z Twojego samochodu,
wysłuchaj na melanżach pod wpływem alkoholu.
To ja znowu, nie mam do kogo się zwrócić,
miałem tak zwany powód, chciałbym to z siebie wyrzucić.
piszę do Ciebie list, prosto z samego piekła,
wiem, nie odpiszesz mi, choć nie boisz się odebrać.
Pamiętasz? Mówiłem Ci o rodzinie, jestem szczery
i wiedziałem że to się na mnie odbije.
I płynie życie hipcikiem od razu, dupa mi już tak nie ufa
jak przed słuchaniem rapu. Z moich solowych tracków
z sumki niczym lód, wiesz jak to jest słuchaczu
prawda musi znaleźć grunt.
I chuj , nie widzę już nawet najprostszych podstaw,
żeby inaczej myśleć - wszystko to nie ma końca.
Dobitnie, już mi psychika szwankuje, chciałbym
pogrzebać wszystko niczym przeszłość złych ujęć.
Pomyśl, co teraz czujesz kiedy wypowiem nienawiść,
uniesiesz ręce w górę albo obrzucisz kurwami.
Nie chcę trafić do podwórek, lecz do mieszkających na nich.
Jesteśmy tacy sami, mimo różnicy krwi.
My jesteśmy artystami, ubieramy w słowa syf,
Wy jesteście odbiorcami, rozumiemy się jak nikt.

Nie proszę Cię o więcej, wysłuchaj mnie do końca.
Dziś Ty otwierasz serce, dziś jesteś tu by zostać.
I pomóc mi, wyprostować gdy się boję, pozwól
poczuć się z tym, dziś uspokój myśli moje.
Powiedz że to przejściowe, powiedz że to przemija,
kilka chwil w moim życiu to popiół po tych chwilach.
Czuję, że się rozbijam jak myślę o złych rzeczach,
mam niespokojny sen, tak noc mi się odwdzięcza.
Pamiętasz? Chciałbym Ci powiedzieć czemu,
w niektórych moich wersach nie brak miejskiego gniewu.
I żyję z tym , człowieku duszę to w sobie,
bo są pewne rzeczy o których Ty się nie dowiesz,
o których nie mogę , więc muszę się z tym męczyć,
choć czuję że skrywam coś, co też musiałaś przeżyć.
Jak mogę się zwierzyć, choć w części zaufać,
podniesiesz mnie na duchu, próbując mnie wysłuchać.

Więc bądź, (bo) bo nie różnie się od Ciebie,
też potrzebuje kogoś jak Ty w potrzebie. (x8)
Bra, tak, nie dla ciebie ta gra, ha, a jak
Rychu Peja SoLUfka tak gada, tak, tak
Tak, zawsze miałem w dziurce od chuja te twoje gierki wiesz
Brałem poprawkę na to co robisz i co mówisz
Ale teraz postanowiłem cię skończyć, pamiętaj
To tylko jedna runda, bra

Po pierwsze to ci nie odpowiem jako raperowi
Nawet małe dzieci wiedzą robisz rap chujowy
Więc odpowiem tobie jako tak zwanemu człowiekowi
Bo już dość mam farmazonów, które na mój temat tworzysz
Zapłaciłeś mi za koncert, pokój obrócony w pył
Co się stało dziwce, powinieneś zamknąć ryj
Powinieneś o tym wiedzieć, skoro jesteś taki git
Pewnych rzeczy się nie mówi, teraz za to się wstydź
Gówno cię obchodzi moja wiara, jaki jestem
Zadbaj ty o siebie, zakryj te buraki wreszcie
Chciałeś nas przekręcić, pamiętasz wylot do Stanów?
Kto od Caby na me konto wziął zaliczkę się zastanów
Pamiętam gdzie bywałeś ty naćpany plus Wilanów
Taki z ciebie kozak? jesteś sobą? weź się szanuj

He, masz dość? he, to nie wszystko, co za gość
Ukradnę ci bit i pokażę na czym polega prawdziwy rap
Rap, rap, jak to się robi, jak Tim Dog z N.W.A.
Z tym jednym małym wyjątkiem, że tam wszyscy potrafili rapować
Sprawdź, sprawdź, bra, bra

Rok wcześniej na osiedlu w mieście stołecznym Warszawa
Też prosiłem cię z koleżką żebyś tam coś poukładał
Miałeś coś ogarnąć, powiedziałeś, że mam czekać
W drodze powrotnej do nas, połówkę samemu żeś zeżarł
To, że kłamiesz i okradasz kolegów, wiem to od dawna
U mnie każdy miał list gończy, ale płyt o tym nie składa
Bo twój wizerunek gangsta to dla mnie zwykła przesada
Wciąż mi się tłumaczysz gdy już zaczynamy gadać
Ile razy ci mówiłem, że należy ci się wpierdol
Weź mi tu nie pierdol i nie opowiadaj pierdoł
Jesteś w chuj żałosny, wiesz, przestań mnie szanować
Za te moje teksty, ty nic nie wiesz o słowach
Farmazoniarz i grafoman, niespełniony raper zobacz
W zasadzie nic do ciebie nie mam - chcesz na rap ze mną stratować?
Może pieści chcesz skrzyżować? ja widziałem strach w twych oczach
Nie umiałeś spojrzeć w twarz człowiekowi, co za rozpacz
Nie w Warszawie, nie w Poznaniu, nawet na zadupiu świata
Nie usiądę, nie pogadam, nie napiję się, nie zbratam
Zachowujesz się jak szmata, oto pierwszy cios Slums Attack
Dziś się kończy twa kariera, odłóż mic, do domu wracaj
Studyjny pseudo-gangster, pseudo-raper, a czy człowiek?
Ja nie zrobię ci przypału, wpierw się dobrze zastanowię
Ja zawdzięczam ci zdrowie? pierwsze słyszę, słuchaj Andrzej
To ty się podszywałeś w SMS'ach pod mafię
A Domino wraz z ekipą powiedzieli przyjeżdżajcie
W tym hotelu nikt tam nie był, lecz broniłeś mnie, ty twardziel
Sterydy, kokaina, chcesz to dalej to rozkminiaj
Ty nie wiesz co to sport, wizerunek masz debila
I znów będziesz przepraszał, gdy staniemy twarzą w twarz
Nie znałeś Żuroma? no to go słuchaczu znasz
To diss bez ubliżania, tak jak chciałeś diss z kulturą
Dla mnie pseudo gangster Żurom, jest po prostu zwykłą...z cenzurą

Tak, taki charakterny typ jak ty, obraził mi Medi Top Glona, pamiętasz?
Nikt nie będzie mówił kurwa o moich ziomkach: per w morde jebany, tak
Oddaj hajsy Rafałowi, wiesz za co, za tłocznię
Za płyty wytłoczone Rudiego, WdoWY, za składaki
Nie masz namiaru na Rafała? ja ci go dam
Skończ te swoje machlojki, kumam, że nie wyrabiasz z muzyki
Z własnej twórczości, musisz być wydawcą, organizatorem koncertów
Kumplem znanych raperów, przestań używać moich nagrań do cutów
Bo je profanujesz bydlaku, he, ej lepiej strzel se w łeb charakterniaku
Hajs, jesteś tak przerysowany, popatrz na te swoje zdjęcia
Kurwa, nie robiłem tak groźnych min odkąd skończyłem 16 lat
Kurwa, masz pecha to walcz o swoje, bo puchy ci nikt nie życzy kurwa
Ale nie wciągaj mnie w te swoje kurwa gówienko, kumasz?
Jakby ci kurwa odpowiedzieli, jeden jedyny jakiś Mezio
Za ten numer o hip-hopolowcach z twojego pierwszego wymęczonego krążka
To już bym nie musiał kurwa tutaj nagrywać tego numeru
Bo byłoby po tobie, kapujesz? szczerość? jaka szczerość? w czym?
Gdzie ta szczerość? nigdy nie złożysz prawdziwej zwrotki, kumasz?
To jest ode mnie szczerość na koniec, tak jak mnie prosiłeś
Żebym podsumował twoją płytę, tak, jedni to mają inni nie
Zrozum to w końcu, nie nadajesz się do rapu
Nie pierdol głupot na mój temat Żurom, tak
Skończyłem, proste, jak Mieciu
Ref. x2
Jak towar na ulicach, nie jestem tu od wczoraj
Nie liczę na oklaski, sfałszowane sto lat
Przygotuj się na piekło i kibicuj mi bratku
Ja zawsze trzymam kciuki za wspólników z półświatku

Chciałeś ze mnie zrobić najgorszego
Nie zarobiony nie przystaje do zarobionego
Już nie usłyszysz ode mnie do miłego
Najchętniej pało to oglądałbym cię nie żywego
Wpierdol dla ciebie należy się z urzędu
Obawiam się, że w tej historii nie ma happy endu
Weź to zaksięguj, jeszcze się spotkamy
Moi ludzie w akcie zemsty przyniosą Ci tulipany
Kurwo wyglądasz jakby cię zdjęli z krzyża
Chada powrócił i znów będzie poniżał
Ty nie zbliżaj się do mnie, skurwysynu weź odbij
Całym sercem wciąż gram tą nutę dla patologii
Ty zastanów się brat, kiedy równasz do zera
Lepszy ziom, skromny dom, niż ekskluzywna cela
No i znów się ośmielam z tymi co mi sprzyjają
Wspólnie cisnąc z kurwami, które na nas szczekają

Ref. x2
Jak towar na ulicach, nie jestem tu od wczoraj,
Nie liczę na oklaski, sfałszowane sto lat,
Przygotuj się na piekło i kibicuj mi bratku,
Ja zawsze trzymam kciuki za wspólników z półświatku

Mniej przyjaciół, więcej wrogów i tak do przodu
Idę ciągle, bo mam kurwa jeden bardzo ważny powód
Weź się zaloguj i na jakimś forum napisz
Że Chada to ten skurwiel, że taki i owaki
Że Pih mu pisze teksty, że ciągle się użala
Mój środkowy palec jasno ci tłumaczy - wypierdalaj!
Ja cię uwalam już w pierwszej rundzie śmieciu
A to co mam na dłoniach to nie jest ketchup, cieciu
Ty na zapleczu obgryzasz se paznokcie
Ja łamię wizerunek marnego rapu chłopcze
Możesz się wkurwiać, lecz tak pomiędzy nami
Nie chciałbyś patrzeć na świat moimi oczami
Mam za plecami ludzi, co niosą swoją pomoc
Jak wbijamy do studia, to mikrofony płoną
Ty za zasłoną strachu wciąż nucisz swoje ratuj
Dzieciaki na osiedlach chcą więcej mego rapu

Ref. x2
Jak towar na ulicach, nie jestem tu od wczoraj,
Nie liczę na oklaski, sfałszowane sto lat,
Przygotuj się na piekło i kibicuj mi bratku,
Ja zawsze trzymam kciuki za wspólników z półświatku
Nie mam na uszach słuchawek, kiedy
Jadę busem wole słuchać siebie sam, kiedy
Widzę ich moje słowa są dla nich głuche
Nie znam ich, ale granice szybko kruszę, kiedy
Ich oczy mówią mi to o czym milczą dusze
Widzę ich, gość w krawacie może spoko finansowo ma się
a może przed chwilą stracił ulubioną pracę
Nie przyjechał furą bo miał kaca i dlatego busem
Wraca na chatę, ma kredyt na nią
może myśli o odsetkach, kiedy w bokserkach
Odpala fete rano, może zbiera na nią
A teraz ledwo wynajmuje M2 w jego okręgach
nic nie ma tanio, starsza kobieta na oko 70
Uśmiechnięta myśli o tym jak się wiedzie dzieciom
One już mają swoje rodziny, jedzie do córki i wnuczki
powiedzą jakie w szkole nowiny koło niej stoi kolo,
czujny i spięty, sportowiec, ma koszulkę, krótkie spodenki..
ta pani myśli wysiadać za chwilę już muszę,
on na przystanku szybkim ruchem jej zrywa z szyi łańcuszek
i wybiega..
moja pierwsza ocena była złudna, bo teraz wiem
po co tak się kurwa ubrał, ludzie pytają coś się stało pani?
Ona wspomina łańcuszek, który dostała od swojej mamy
Mnie to boli stary, odwracam wzrok na dziewczynę,
czarne włosy, czarne okulary w których jej do twarzy,
ale nie widzę nic za nimi jakiś gościu obok nieźle ją obcina i się ślini.
Kolejny przystanek wsiada jej Valentino, zdejmuje jej okulary
i za nimi zobaczyłem miłość... ich usta spotykają się i Ona nie
podejrzewa, że jego myśli coś ukrywają, nie...
kiedy powiedział jej że ma na drugą zmianę do roboty wczoraj,
dlatego nie zadzwonił do wieczora i może w tym było prawdy trochę
bo miał na drugą, ale nie zmianę tylko ochotę, odwiedził ją
Ona siedziała sama w domu, puściła Berry White'a ze starego gramofonu
i myśli dręczyły go, ale gdy poczuł jej szminkę na swoich ustach
wątpliwości opuściły go..
Teraz mówi swojej, że wygląda pięknie, wychodząc z autobusu
Ona łapie go za rękę, biegnie zdyszany chłopiec
wsiada, wyciera pot z czoła kierowca dodał gazu
i ruszyły mocno koła, zachwiało nim ale lewą ręką złapał się
W prawej ma sportową torbę ciekawe co ma tam w niej
może strój i wodę grać jedzie do szkoły w nogę
a może uciekł z domu i spakował to co może
Wziął pieniądze, wiedział gdzie je chowa Ojciec
On tylko pił i bił go za gorsze stopnie, obok starszy facet
patrzy się na niego, może ma syna w jego wieku, a może mieć go nie może
a mocno chciałby, może wiele by zapłacił żeby odzyskać syna,
którego rok temu stracił, mój przedostatni przystanek
kierowca omija go bo nikt nie wcisnął stop, a był na żądanie
Zaniedbana kobieta biegnie do niego krzyczy "dlaczego się pan nie zatrzymał?
dlaczego?" i płacze do mojego przystanku, ja wysiadam
znów cofa się, tam był szpital może coś bardzo boli ją
zostaje sam tych ludzi już nie pamiętam
i pewnie myliłem się w 99 procentach
i nie zrozum tego źle
ja opisuje ich,
oni opisują mnie.
Widzę cię! Od niedawna stoisz w tym tłumie,
który wie i rozumie jak strumień tych sumień
zmienić i unieść całe zło lokując w czasie przeszłym.
Ty stoisz tu i krzyczysz głośniej od reszty.
I to jest muszę przyznać nowszy trend,
bo wczoraj stałeś obok w tłumie widząc owczy pęd,
a dziś zdrowszy ten, kto gotów dostrzec tych wszystkich,
którzy tak pięknie mówią, że to prostsze niż myślisz.
Jeden stoi z przodu i gniewem płonie,
więc ty spijasz słowa z jego ust i chłoniesz.
On ma modny krawat, pasuje jak ulał,
problem w tym, że pod krawatem jest brunatna koszula.
A ty w tym tłumie ufającym bezdennie,
choć fakt, wyglądacie znacznie lepiej ode mnie.
Czoła wprawdzie niskie, ale gładkie dość,
bo dotychczas raczej nieskażone wątpliwością.
Jasne myśli wprost z jasnych twarzy można czytać.
Same pewne odpowiedzi, żadnych pytań.
Rozmawiacie tak pięknie jakby to sen był,
a wszystko co błyszczy w tych rozmowach to te niemożliwie białe zęby.
Kiedy tak stoisz w tym tłumie beztroskim,
na który cień rzuca choćby cień wątpliwości.
W tym kartelu myśli chorych na pewność,
przyjacielu bądź tak dobry i zrób dla mnie jedno:

Kiedy wszyscy wokół ciebie równiuteńko idą,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i kiedy bronisz prawdy mając ją za jedynie prawdziwą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i gdy już wierzysz, że twoja perspektywa jest jedyną perspektywą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i zanim uznasz tych co mają ją za zbędne ogniwo,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość.

A ty słuchasz i zanim skończę już przeczysz,
bo w tym co mówię widzisz tylko nóż w plecy.
W ogóle słyszeć nie jest dane mi nic już,
bo strasznie bełkoczesz przez tę pianę na pysku.
Wierz mi, trudno o zaufanie,
gdy tak pięknie bezgrzeszni chwytają za kamień.
I ten żółty buldożer, co go jeszcze wczoraj mogłem tak chwalić,
dziś rozsądek zmienił na dobre w fundamentalizm.
Widzisz świat doskonale.
Nikt ci nie wmówi, że czarne jest czarne a białe jest białe,
bo rozróżnianie barw jest jedną z zalet licznych,
gdy świat, który widzisz jest monochromatyczny.
Patrzysz w lustro i nie masz problemów żeby usnąć
skoro usypia cię słuszność.
Tylko nie sposób zjechać z tych słusznych torów,
kiedy wolność wyboru już oddałeś w ręce uzurpatorów.
Mówisz, że cenisz prawdę? Owszem,
zwłaszcza gdy brzmi z tylu gardeł jednogłośnie
i masz jasność, i masz pewność, i masz spokój.
I tego ostatniego nawet ci zazdroszczę.
Widzisz, u mnie spokój jest rzadszy,
bo do dziś nie dałem pod topór doradcy
i póki co jest wciąż we mnie ta fraza,
która na szczęście co jakiś czas mi powtarza:

Kiedy wszyscy oprócz ciebie równiuteńko idą,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i kiedy kpisz z prawdy, którą ktoś uważa za jedynie prawdziwą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i gdy nie wierzysz, że twoja perspektywa jest jakąkolwiek perspektywą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i nim uznasz tych co nie mają ją za zbędne ogniwo,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość.
[Sokół]
Czasami wolałbym nie wiedzieć
Czasami wolałbym nie rozumieć
Żyć sobie w hermetycznym świecie
Jak dobrze urodzeni ludzie

[Jędker]
Z czasem dochodzą doświadczenia
Nic się nie zmienia sobie patrzę
To wiedza czyni nas słabszymi
Albo nas wzmocni na zawsze

[Sokół]
Czasami wolałbym nie wiedzieć
Czasami wolałbym nie rozumieć
Żyć sobie w hermetycznym świecie
Jak dobrze urodzeni ludzie

[Jędker]
Z czasem dochodzą doświadczenia
Nic się nie zmienia sobie patrzę
To wiedza czyni nas słabszymi
Albo nas wzmocni na zawsze
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo