Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Mówią mi, Lilka chyba schudłaś,
i w ogóle jesteś jakaś smutna.
Ale życie to dieta i to wkurwia strasznie,
że ten chleb powszedni to nie bułka z masłem.
I przełykam porażki i łzy, to mnie zmienia,
może ten syf to trudny do zgryzienia orzech.
Potem wrzody i codzienność, ciągle staje w gardle,
chociaż udaję, że to życie niby lekkostrawne.
I już wiem, że nie wszystko można mieć,
i też, że całe moje nic to dobra rzecz.
A miałam wiarę, ale mój życiorys okradł mnie,
z wiary, że z życiem można grać i ograć je.
Rzeczywistość mi mówi, weź się w garść,
a ja wciąż mam nadzieję, że zmienię świat.
Tak żeby zacząć to przeklęte życie jeszcze raz,
i udawać przed sobą, że mam je dwa.

Ref. I mówię sobie, słodkich snów,
słodkich snów, słodkich snów, śpij dobrze.
I mówię sobie jutro znów,
jutro znów, jutro znów, wyjdzie słońce.

2. I co, że kocham żyć jak ten głupi dzieciak?
a ono nie rozpieszcza, tylko uczy przetrwać.
I tak rzadko daję poczuć, że są dobre chwile,
jak ten ojciec, który kocha, ale ciągle bije.
I są rzeczy, o które nie warto pytać,
bo ktoś może mnie wziąć za melancholika.
I kiedy jakoś znika ta radość życia,
a wspomnienia brzmią już tylko, jak zdarta płyta.
To ja wiem, że we właściwym miejscu byłam znów,
tylko ten właściwy czas minął chyba już.
No i w sumie prawie wszystko wyszło nieźle mi,
tylko znowu ze wszystkiego wyszło wielkie nic.

Ref. I mówię sobie, słodkich snów,
słodkich snów, słodkich snów, śpij dobrze.
I mówię sobie jutro znów,
jutro znów, jutro znów, wyjdzie słońce.

3. W tym życiu w których się zadowalamy drobnymi,
i jedną ciągłą potrzebą jest optymizm.
Co nam z tego, że mówili tylko niebo to limit,
bo kogo winić za to że już wyżej nie doskoczymy.
I wydaje się ze teraz tylko żona, matka,
i wygrać takie życie to też dobra partia.
Ale ktoś kradnie dyche, a ktoś kradnie milion,
bo co dla innych jest aż, to dla mnie tylko.
Ćwiczę asertywność, ciągle sobie odmawiam,
nie potrzebuje krytyki, robię to za was.
Więc nie będę pisać bragga, bo nie umiem kłamać,
i nie będę uczyć życia, w którym się gubię sama.
Bo już przepuściłam majątek na marzenia,
ale było warto nic się nie zmieniaj.
Nadal jestem dumna, bo nie byłabym sobą,
ale ciągle życie leci obok..

Ref. I mówię sobie, słodkich snów,
słodkich snów, słodkich snów, śpij dobrze.
I mówię sobie jutro znów,
jutro znów, jutro znów, wyjdzie słońce.

I mówię sobie słodkich snów
i mówię Tobie słodkich snów x2
(w tle)
Żył sobie śledź
Moje życie to bajka
Pyk, myk, figi didab, jakiś chiński zwiad
Chyba na oczy mi się wkradł
Pyk, pyk, pyk, (Ale mi dynda) pyk, pyk, pyk

Pyk, myk, figi didab fiku miku
Już w innym pokoiku
Zamykam oczka na boczkach wisze
Kołyszę do bitu
Biorę oddech nie panikuję
Nad mą niby landią, pruję w izolofoteliku
Gdy co nieco skręcam włączam migacz tiku tiku
Wszystko mi dynda jak jaja i faja u jamników
Z mego ego kokpitu to ja kontroluję mój móżdżek
Nie on mnie, a więc przenoszę nas do witu
A co to jest to witu? to to co wy mi tu tu?
Nie, to polana na-malowana słoneczną nutą
Utopi smutki bez kredytów i kwitów
Witu to mitu kraina gdzie nic nie jest do kitu
Sobie to wyedytuj tu
Uczę się sztuki cierpliwego zdobywania szczytów

Mówią, że jestem Mentosem w hip-hopowym piórniku
Co z tego gdy nikt nie rozgryza mnie ani mego mętliku
Już nie wyliczam wyników a życie czynię ciągiem wideoklipów
Trochę w nim dramatu, trochę w nim dowcipu, ha ha
Dziś nie wystawiam faktur, dziś należę do VIP'ów
Macha weź i usiądź ze mną na słonku koło domku
Chwil halucynogennych jak mak
Gdy coś będzie za trudne doładujemy
Sobie IQ kartą Tak Tak
A w faktach powiedzieli, że NASA
Przyznała mi migdałów masaż za to
Że noszę kosmos we łbie
W tak przyziemnych czasach
A wszystko to w Łukęcinie na wczasach
Gdzie zaprosił mnie dyrektor tego ośrodka Janusz Lubikwasa
Miał jeszcze trzy takie kompleksy
W tym jeden taki, że
Prawa ręka z pleksy cuchnęła mu jak wędzona kiełbasa
Przez to nikt nie odezwał się do niego na portalu nasza-klasa
A koledzy na WF'ie zawsze śmiali się
Z jego ku - śśśtykających fikołków na matach
Żal mi serce oplata
Znowu jak TGV po torach pływam po tematach
I wtedy tamże wszedłem na stołówkę, a tam
Przy stoliku obok sztucznego kwiata
Który wyglądał jak Gonzo
Na podwieczorek cały ten
Polski kisiel wsuwał formuły
Mistrz świata Fernando Alonso
Myślę może ma brata, który lepi tu pierogi
Ale widzę jak dociska prawą nogę do podłogi
Nie wierzę szczerze leżę na bruku
W myślach tłukę talerze i ocucam się w ich huku
Po godzinie wystrzeliłem jak z łuku
Podbiegam, pytam czy mogę autograf
A on odpowiada mi jasne L.U.C.'u
Wtedy witamy się ukłonami
Pytam - panie Fernando
Cóż pan nad Bałtyku falami
Przecież polskie morze kiedy nie zamarza
Cuchnie grzyboglonami
A Fernando mi na to

Wiesz czasami pomiędzy wyścigami
Wpadam tu i tam by zainwestować trochę money
Wiesz na polskim wybrzeżu chcę założyć sieć
Ekstrawaganckich supermarketów z kontrabasami
Wiesz Pobierowo, Dziwnówek, Mielno wiesz
Wpadłem też by wykupić waszą Cepelię
I rzucić ją na świat jak granat odłamkowy
Wiesz za rok to będzie koncern światowy
Dokoła globu eksport masowy
Jutro w Nowym Jorku ostatnie rozmowy
Detale na finale
Co do wykupienia wieżowca od ONZ
Pod światową centralę
A na szczycie dwustumetrowy Neon
Cepelia co wieczór jak fajkę sam odpalę

No a tak przy okazji to chciałem
Sprawdzić czy to prawda
Że pewnego razu w Wiśle

Żył sobie śledź, który nieźle śledził łzy
Złych śledzi dzięki miękkim zwojom w umyśle
Mówiąc ściślej

[x2]
Żył sobie śledź, ślepy śledź
Który lubił myśleć o ślepym ośle
Który oślepł, bo ślepo wierzył
Że mu życie samo szczęście przyśle
Żył sobie śledź, ślepy śledź
Który lubił myśleć
O tym czy być czy mieć
Czy czynić raczej dobrze czy Źle

Życie to bajka

[korekta trigger]
[Sokół]
Czasami wolałbym nie wiedzieć
Czasami wolałbym nie rozumieć
Żyć sobie w hermetycznym świecie
Jak dobrze urodzeni ludzie

[Jędker]
Z czasem dochodzą doświadczenia
Nic się nie zmienia sobie patrzę
To wiedza czyni nas słabszymi
Albo nas wzmocni na zawsze

[Sokół]
Czasami wolałbym nie wiedzieć
Czasami wolałbym nie rozumieć
Żyć sobie w hermetycznym świecie
Jak dobrze urodzeni ludzie

[Jędker]
Z czasem dochodzą doświadczenia
Nic się nie zmienia sobie patrzę
To wiedza czyni nas słabszymi
Albo nas wzmocni na zawsze
Pele
Szusza w gardle przerywa sne pobutka
w głowie mi szumi jeszcze wczorajsza
wódka wczorajsza noc wcale krótka
nie była a dla nie których pewnie się
jeszcze nie skończyła następny dzień
tym co zwykle Ikarusem lekko spózniony
na ustawkę z Tytusem misja dostarczyć
master na winyle, puszczam sms i odpływam
na chwilę dzień dobry za ile i czy wogóle da się
przerwal zamuły telefon w miedzyczasie żeby
zagrać taki sztos jak w trasie wiesz z tym koleżką
co gra na kontrabasie przystanek centrum z nieba
leje żar to szybkie tempo oszałamia miejski gwar
Tysiące ludzi miliony spraw do załatwienia skręce
se jointa i poszukam gdzieś cienia zobaczę co slychać
u chłopaków w Yakuzie na ławkach przy muzie
szczegół klipów dogadam wpadnę do Dysku i spadam
do Schronu jutro trzeba oddac singiel do Pomatonu
po drodzę odwiedzę antykwariat płytowy może znajdę
coś co wzbogaci projekt nowy dzień po dniu tydzień
w tydzień brat tak od siedmiu lat

Refren,2x

Tak od Siedmiu lat elo dzień w dzień tydzień w tydzień elo
czuje ze to wszystko elo w dobrą stronę idzie elo

Vienio

Elo trzeba skończyć na piątek poligrafię zrobię to najlepiej
jak potrafię a w miedzyczasie projekt ulotki w autobusie
pomysł do nowej zwrotki gdzieś na ulice wymyśle plan
promocji ten temat wzbudza wciąż wiele emocji szybko do
studia środkiem lokomocji dziesiątki opcji którą wybiorę
tylko z uporem Pelson coś zdziałamy a nasze plany same
w czyn się zamienią razem z premierą najnowszego krążka
odczuję ulgę i dalej podążam szlakiem winyli kompaktów
i kaset naklejek masę ruszamy w trasę zdobyć kolejną
plakietkę z koncertu grubo ponad setkę graliśmy napewno
skrzynię pancerną Dj karmi płytami wjedżam do studia z
nowymi tekstami tam z koleżkami chwilę odpocznę kolejna
płyta zamknie cykl całoroczny

Refren,4x

Tak od Siedmiu lat elo dzień w dzień tydzień w tydzień elo
czuje ze to wszystko elo w dobrą stronę idzie elo
(...) nie szukam swej wiary
Jestem pewien za nią więc te Twoje czary
Możesz wziąć sobie stąd, poszukać gdzie indziej
Mam jednego Boga, jednego zobacz

Ref.
Ja już znalazłem, nie szukam swej wiary
Jestem pewien za nią więc te Twoje czary
Możesz wziąć sobie stąd, poszukać gdzie indziej
Mam jednego Boga, jednego zobacz

1.
Tysiące religii, miliony kapłanów
Miliony kościołów i kilku wybranych
Tysiące cudów i mnóstwo obrzędów
Miliardy wiernych i miliony oddanych
W co tu wierzyć, komu zaufać czy
Słuchać serca czy co podpowiada dusza
Czy słuchać rozumu i mieć wszystko gdzieś
Wiem to nie takie łatwe, więc
Idę dalej i słucham co mają do powiedzenia
Inni tańczą z wężami i straszą opłatkiem
Wieża Babel, jeden bajzel
Nikt już nie wie, kto ma rację w tym bagnie
Kościół za kościołem, każdy ma receptę na wiarę
Zbawienie stało się dla nich ołtarzem
Ja Boga nie szukam bo wiem gdzie on jest
A oni ciągle mówią, że źle szukam, więc

Ref. 2x
Ja już znalazłem, nie szukam swej wiary
Jestem pewien za nią, więc te Twoje czary
Możesz wziąć sobie stąd, poszukać gdzie indziej
Mam jednego Boga, jednego zobacz

2.
Nie szukam wiary bo mam wiary pod tąd
Grzechu się nie boję odkąd jestem Boga odbiorcą
Widziałem już w życiu wiele metamorfoz
Ale Diabeł zawsze wraca, żywi się Waszą orgią
Nie jesteś chłop, bo jesteś zwykły ludek
Ulegasz rządzą szukaj przyczyny źródeł
Nie wychylaj się za mocno bo braknie Ci szydeł
Pokaż skromną i zanim upieprzysz się w brudzie
Wy ludzie macie mózg czy móżdżek
Nieba nie ma za wzgórzem, nie weźmiecie go szturmem
Możesz żrechtować [?] religię w urzędzie
Możesz z innego kościoła odwrócić się na pięcie
Możesz nawet palić flagi i krzyże
Tylko psem nie jesteś, swych ran nie wyliżesz
Więc zastanów się po co tutaj jesteś
Czy wierzysz w Boga czy wierzysz w religię?

Ref. 2x
Ja już znalazłem, nie szukam swej wiary
Jestem pewien za nią, więc te Twoje czary
Możesz wziąć sobie stąd, poszukać gdzie indziej
Mam jednego Boga, jednego zobacz
Będę się starał ku...obiecuję ku..okej? Modro!

Możesz mnie poniżać, ubliżac i [?]
To wszystko nic, i tak będę żyć.
Możesz starać się z kumplami mnie zaszczuć,
Ja znowu stanę na dachu autobusu w płaszczu.
Dzieciaku, nie wyślesz mnie do piachu,
nawet jakbyś wysłał mnie, to nie wyślesz rapu.
Podobno wiecze są tylko diamenty,
Jak tak, to rap jest na pewno następny.
Możesz pluć[??] szczekać i warczeć,
Czekać i tak to nic nie da.
Możesz śnić i marzyć, zeby mnie pogrzebać,
Ku... to nic nie da, robię co potrzeba.
Ta cała sytuacja mnie umacnia,
to pogrzebanie żywcem i ekshumacja.
Powiedz dzi..., co pier... Ci chce,
Że wiedzą już o niej w innych miastach.

Ref.: Teraz to teraz, dziś to dziś, kiedyś kiedyś,
Ciągle chcę żyć, jakby jutra miało nie być.
Ciagnie się za mną to i tamto,
Bo mam flow, co robi pod moje dyktando! x2

Skur... krążą, nic z tym nie zrobimy,
Przecież mam te rymy, które im tak ciążą.
Skur... drążą, są dociekliwe,
Ten hip-hop jest pełen hip-hopowych dzi...
Konsekwentnie jestem tu, gdzie przedtem,
I odciąłem się od nich na S.P.O.R.T.
Ile lat już słucham je... o mnie,
Oprzytomniej, odpier...się ode mnie z ziomblem.
Nie wiem, kto ma tu większy dystans, niż ja,
Najgłośniejszy spiź... jak zbliża sie policja.
Dla mnie pozostanie śmianie z zażenowaniem,
Baranie, masz pozdrowienia od mistrza.
Właśnie, dwa dwanaście apokalipsa
Jest bliska, powiedz to chłopakom z boiska.
Rzeka bluzgów wyschła, moze [?] się rozstąpi,
Rap z nieba zstąpi, wątpisz?

Ref.: Teraz to teraz, dziś to dziś, kiedyś kiedyś,
Ciągle chcę żyć, jakby jutra miało nie być.
Ciagnie się za mną to i tamto,
Bo mam flow, co robi pod moje dyktando! x2

Każda dyktatura potrzebuje wrogów,
Akurat jestem wrogiem dyktatorów obu.
Ch.. wie, może jest ich wokół więcej,
W miejsce terroru staje ruch oporu.
Nie robię z tego żadnej martyrologii,
Fakty są takie, ze jestem z tych, co by mogli.
Nic z tym nie zrobic, odbij skur...
Takich jest wielu, co maja mnie na celu.
Będą pluć, będą szczuć, będa jączyć,
Potem beda przez to kiepsko kończyć.
To już nie jest Glamrap, to radio Varsavia
I jak łatwo nie wyłączysz tego radia
Ten co sie stawiał może zerwać kajdany
Jak zaufanie zanieść tym, komu ufamy.
Czy zostałem zrozumiany? Doskonale.
Jeszcze tyle do zrobienia mamy, gramy dalej!

Ref.: Teraz to teraz, dziś to dziś, kiedyś kiedyś,
Ciągle chcę żyć, jakby jutra miało nie być.
Ciagnie się za mną to i tamto,
Bo mam flow, co robi pod moje dyktando! x2
Och jakbym chciał podejść kiedyś do lustra
Wiedząc że w odbiciu ukaże się frustrat
Wierzę że ta chwila jest bliska
Ale jak na razie nic z tego
Wciąż tym pieprzonym optymizmem tryskam
Jakbym mocno nie wciskał sobie w łeb że źle jest
To nie przedrze się żadna myśl która niepokój sieje
Wciąż mam nadzieję, i tej nadziei mam coraz więcej
Że trafię na coś czym się zniechęcę
Brak pieniędzy, a cóż ten brak wart jest
Skoro nie mam pieniędzy i się wcale tym nie martwię
Zero wyrzutów, czego bym sobie nie spieprzył
Po każdym gorszym dniu , jak na złość przychodzi lepszy
I na cholerę?
Waśnie Yaro, na cholerę, jest tak że nie może dopaść mnie depresja
Chociaż żebym był nie świadomy, tego co się dzieje
Mój optymizm mógłby być usprawiedliwiony
Ale ja widzę, że świat już prawie runął i co?
I mam kurwa dobry humor

Ref (2x)

Dziś się raczej nie załamię, nic z tego nie będzie
Jeśli chodzi o kłopoty to mam słabą pamięć
To nie ten dzień, chociaż taki ładny
Nic z tego nie będzie, dzisiaj nie mam szans żadnych, mój boże

Nawet gdybym miał jakiś problem dosłownie przed chwilą
Teraz nie pamiętał bym już o co chodziło
To nie koniec, ktoś powiedział coś złego do mnie
Do jutra zdążę zapomnieć
Czasem wszyscy widzą smutek w moich oczach
I puste kartki, coś nie tak?
Owszem, martwi mnie to że mnie nic nie martwi
Tyle szczęścia że się można zadławić
Żeby chociaż cegła na łeb spadła, a tu nic
Jak tu żyć?
Kiedy smutek jeśli przyjdzie to na chwilę
Padnij i zobaczysz że mu drzwi zamknięte zostawiłem
Litości, ludzie litości, gdzie nie spojrzę wciąż nowe powody do radości
Na przykład przychodzę do studia - no kurwa Andrzej, co to za bit wesoły?
Już mogę zapomnieć o swej chandrze
No nie ma szans na frustrację z takim podejściem
Człowiek szuka smutku a znajduje szczęście
Wystarczy że słońce świeci chociażby troszeńkę
Że ktoś się uśmiechnie do mnie czy wyciągnie rękę
Wystarczy tylko jakiś gest przyjazny albo dobry znak
I całą depresje trafia szlag, kurwa mać

Ref (4x)

Dziś się raczej nie załamię, nic z tego nie będzie
Jeśli chodzi o kłopoty to mam słabą pamięć
To nie ten dzień, chociaż taki ładny
Nic z tego nie będzie, dzisiaj nie mam szans żadnych, mój boże
Co by tu rzec można się wściec tyle już hec o tym ten rec
Co by tu rzec można się wściec tyle już hec pora na rec
Wiedz spec że już dawno irytuje mnie ta niepoprawność
Gadką jawną gładko przeciwstawność
Rzeźbie weź mnie wysłuchaj otrzeźwiej
Notabene - Rahuene nie menel
Wokal ponad zrozumienie w plener
Zdenerwowany miernotą sprawy istotą
Sceny biedotą jak nigdy dotąd
Ktoś mi doniósł [doniu]
Że poniósł cię czar 5 minut gamoniu
Nie jesteś Bogiem! Uświadom to sobie!
Nie ma krzty boskości w tobie! To wiedz!

Już złością zaciekli ci co szybko biegli
[pierdolnął!]
Wylał się im na łeb mętlik
[Nie wolno!]
Tak powoli-ich to boli
[Szybcy w agonii chcą nas przegonić]
Ej to ma sens w ogóle??
Żegnam pośpiech czule
PRT w dwustule
Powoli w góre
W rytm lichych pociągnięć
Realnych osiągnięć nawiniętych na szpulę
Czuję jak oni ku mnie miliony dłoni
Z zamysłu by mój spokój odgonić
Wydrzeć mi go ze skroni
Umieścić mnie w chuamu toni nie będę was gonił
Dam spokój dam tempo ja i lokum
W prac toku wbrew prędkości wokół
Stojąc wokół CeDeków w amoku
Pełnych na przekór prędkości biernym

Nie nie niedogonisz mnie
Biegne wolniej ale w tym cały sens
dd dymi się im z pod dekli
łaa za szybcy się wciekli [x2]

Nie potrafię i nie chcę robić takich hitów
30 centów grzbietów zeszytów
To standard ja jarzę a garze jak Gandalf
Kto nie kuma - tu czarne na białym jak panda
Ile dałbym by zapomnieć ten skandal
Żenującego clowna Klaudia ma downa
Wszystkie chwile gdy debile te mają swe złe chwile
Ile można jak sauna??
Suczki?? Morda psie suczku!!
Naucz się od psa w łóżku kilku kruczków
Diss? Jaki diss??- reakcja normalna
Na ten poziom rapu - porażka totalna

Nie nie nie dogonisz mnie
Biegne wolniej ale w tym cały sens
dd dymi się im z pod dekli
łaa za szybcy się wciekli [x2]
Twój chłopiec to zniewieściały fetysz,
Chodź do mnie wiem czego pragną kobiety.
Owinę cię mocno, będę tym czym w joincie blety,
Późną porą nocną, my w blasku fleszy.
Dziewczyno z gór, z nad morza czy Mazur,
Nie uśmignie ból, wiesz ja nie jestem pazur.
Może nie mam fury jak ten ciul, hajsu potąd,
Ale w twoim uchu będzie moje białe złoto.
Spójrz na moją głowę, dłonie, blizny,
Chłopiec się zawija, poczuj smak mężczyzny.
Zatrzymam Ziemię, ruszę słońce, nie mów nic mi,
Niech kury domowe gubią przy garach tipsy.
Lipny był ten twój kolega,
Stoi w kącie teraz, ściany podpiera.
Jemu siema, przedstawi cię ziomblom,
nam nie pęka serce, nam nie pęka kondom.

Chłopiec, chłopiec, ciągle słyszę chłopiec,
Do domu odwiezie cię kto? - jego ojciec.
Z nim nie zostaniesz na melanżu do rana,
Wujek za często brał go na kolana.
Chory człowiek, podgląda, się ślini,
Jak jego siostra depiluje się do bikini.
Dwudziesta druga a on na oczach ma już śpiochy,
Jedyny dotyk jaki zna to zły dotyk.
Zrywa się w nocy, koszmar powraca,
Chodź do mnie kobitko mikasa es sukasa.
Pod moje skrzydło uciekaj, dam szansę,
To nie szczenięcy świat śmierdzący old spice'em.
Co wolisz? Gnoja czy playboya?
Ja mogę pod drzewem, on musi do toi toi'a.
Jest ciemną masą i chce być tatą,
Na zimę trampki, dać ci dziecko na lato.

Hotel, motel, szampan, jakuzi, i my na ty,
wezmę kamerę, dobrą bajerę, i nakręcimy bum bum film.
Zamknij oczy, chwilę pomyśl o nas,
Przy mnie będziesz seksualnie wyzwolona.
Spełniona, pozwolę sobą być kobiecie,
W tym tak ciężkim przecież mężczyzn świecie.
Gdy patrzę na niego, widzę strach nie dumę,
Kolejny spłoszony, skarcony jeburek.
Pe i wu jak mówią moje ziomy,
Pantofel z niego, but męski wyjściowy.
Jak nie da odejść ci, a będzie płakał chyba,
Problem upijemy, zawiniemy w dywan.
Ostrzegał cię przede mną, pocieszyciel,
Niech płynie z prądem Wisły jak ja na bicie.
To jest centrum mojego miasta (miasta) wielu młodych ludzi z niego
wyrasta takich jak ty (ty) twój brat czy siostra czeka na ciebie co
druga prosta ulica (ulica) miasto to martwica Sienkiewicza taki zwyczaj
wał (wał) ale to rzecz jasna bo takie są właśnie ulice mego miasta
podziękuj rodzicom a zwłaszcza tacie (tacie) którego ostatni raz
widziałeś w fiacie oddawał długi chyba swojej córki (córki) potem dostał
tylko raz albo dwa brat siedzi już na kilka lat (lat) zrobił zły interes
i nagle wpadł (wpadł) bo każdy młody człowiek tak wyrasta bo tu właśnie
są ulice mego miasta!

To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!

To jest centrum mego miasta (miasta) centrum mojej dzielnicy (dzielnicy
) nie ma tutaj nic stary kto to pyta (pyta) na co dzień widzę biały
dzień który jest ostrzeżeniem dla mnie i dla ciebie na raz na dwa (dwa)
albo na trzy (trzy) trzy jebane sposoby odpowiadam tobie co to jest
centrum i centrum co to jest (jest) przemoc rodzi się i zabija ciebie
taka jest prawda i każdy o tym wie (wie) tak będzie (będzie) chcesz
tego czy nie chcesz (nie) jeszcze popamiętasz (popamiętasz) cmentarz
(cmentarz) mojego miasta elementarz jeszcze popamiętasz (popamiętasz)
cmentarz (cmentarz) elementarz!

To jest podzielenie między czarnym a białym (białym) centrum mego miasta
jest miejscem doskonałym to jest podzielenie między dołem a górą centrum
mego miasta jest środkiem dziurą nie ważne jesteś stąd czy nie stąd (nie
stąd) o jebane centrum może ci zaszkodzić (ta) podzielenie jest ponad
podzieleniami Wzgórze Ya-Pa 3 niech będzie z wami centrum miasta (miasta
) czyli ulica (ulica) groźne twarze groźna okolica (okolica) smród i
brud daje wiele do myślenia życie się toczy centrum się nie zmienia!

To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!
To właśnie jest (centrum mego miasta)! To właśnie jest (centrum mego
miasta) centrum mego miasta!

Centrum mego miasta!
Centrum mego miasta!
Centrum mego miasta!
Centrum mego miasta!
Widzę cię! Od niedawna stoisz w tym tłumie,
który wie i rozumie jak strumień tych sumień
zmienić i unieść całe zło lokując w czasie przeszłym.
Ty stoisz tu i krzyczysz głośniej od reszty.
I to jest muszę przyznać nowszy trend,
bo wczoraj stałeś obok w tłumie widząc owczy pęd,
a dziś zdrowszy ten, kto gotów dostrzec tych wszystkich,
którzy tak pięknie mówią, że to prostsze niż myślisz.
Jeden stoi z przodu i gniewem płonie,
więc ty spijasz słowa z jego ust i chłoniesz.
On ma modny krawat, pasuje jak ulał,
problem w tym, że pod krawatem jest brunatna koszula.
A ty w tym tłumie ufającym bezdennie,
choć fakt, wyglądacie znacznie lepiej ode mnie.
Czoła wprawdzie niskie, ale gładkie dość,
bo dotychczas raczej nieskażone wątpliwością.
Jasne myśli wprost z jasnych twarzy można czytać.
Same pewne odpowiedzi, żadnych pytań.
Rozmawiacie tak pięknie jakby to sen był,
a wszystko co błyszczy w tych rozmowach to te niemożliwie białe zęby.
Kiedy tak stoisz w tym tłumie beztroskim,
na który cień rzuca choćby cień wątpliwości.
W tym kartelu myśli chorych na pewność,
przyjacielu bądź tak dobry i zrób dla mnie jedno:

Kiedy wszyscy wokół ciebie równiuteńko idą,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i kiedy bronisz prawdy mając ją za jedynie prawdziwą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i gdy już wierzysz, że twoja perspektywa jest jedyną perspektywą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i zanim uznasz tych co mają ją za zbędne ogniwo,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość.

A ty słuchasz i zanim skończę już przeczysz,
bo w tym co mówię widzisz tylko nóż w plecy.
W ogóle słyszeć nie jest dane mi nic już,
bo strasznie bełkoczesz przez tę pianę na pysku.
Wierz mi, trudno o zaufanie,
gdy tak pięknie bezgrzeszni chwytają za kamień.
I ten żółty buldożer, co go jeszcze wczoraj mogłem tak chwalić,
dziś rozsądek zmienił na dobre w fundamentalizm.
Widzisz świat doskonale.
Nikt ci nie wmówi, że czarne jest czarne a białe jest białe,
bo rozróżnianie barw jest jedną z zalet licznych,
gdy świat, który widzisz jest monochromatyczny.
Patrzysz w lustro i nie masz problemów żeby usnąć
skoro usypia cię słuszność.
Tylko nie sposób zjechać z tych słusznych torów,
kiedy wolność wyboru już oddałeś w ręce uzurpatorów.
Mówisz, że cenisz prawdę? Owszem,
zwłaszcza gdy brzmi z tylu gardeł jednogłośnie
i masz jasność, i masz pewność, i masz spokój.
I tego ostatniego nawet ci zazdroszczę.
Widzisz, u mnie spokój jest rzadszy,
bo do dziś nie dałem pod topór doradcy
i póki co jest wciąż we mnie ta fraza,
która na szczęście co jakiś czas mi powtarza:

Kiedy wszyscy oprócz ciebie równiuteńko idą,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i kiedy kpisz z prawdy, którą ktoś uważa za jedynie prawdziwą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i gdy nie wierzysz, że twoja perspektywa jest jakąkolwiek perspektywą,
ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość;
i nim uznasz tych co nie mają ją za zbędne ogniwo,
przyjacielu, ty bądź uprzejmy mieć wątpliwość.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo