Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ahhh, sprawdź to... Więcej szmalu to właśnie to hasło, które na zawsze w mojej głowie... Ono będzie na zawsze w mojej głowie.

Ktoś krząta się po kuchni, ktoś robi ci obiad
To twoja matka, ona ciągle cię kocha
Bo nie wie kim ty jesteś! A kim ty jesteś?
Jesteś jej synem, pierdolonym gangsterem.
To ciągłe pragnienie zmusza cię do tego:
Więcej szmalu! Nie ma szmalu!
Więcej szmalu! Nie ma szmalu!
Skąd go brać?! Kurwa mać!
Skąd mam brać?! Nie mam! Jak
ta myśl nie pozowla ci przestać kraść.
Oszukiwać przed glinami, ukrywać
swoich bliskich, mózg ich gównem wciąż wypychać.
Teraz tak myślisz, lecz jutroo
Założę się, że będzie to z tego samo tylko, stary - gówno!

Będziesz kraść, pamiętasz swój pierwszy raz.
Namówili cię do tego kumple: stary, wypierdalaj
na roboty jeśli chcesz być z nami - masz
czternastkę, jesteś nastolatkiem, już
najwyższy czas, by zarobić na swą działkę.
Pamiętasz ten wieczór, gdy nadszedł czas, by
wziąć się w garść, stawić temu twarz.
Zapadł zmierzch,pada deszcz, a ty
wyciągasz w samochodach jakiś dobry sprzęt.
Jeden chciał ( zarobić tylko na wynajmie )
Teraz inne cyfry, ciągle w głowie masz je.
Panasonic, kurwa dobra firma.
JEB!
Nagle pękła szyba.
CIUL!
Radio już jest twoje, myślisz: kurwa
to było proste. Wypierdalasz patrzysz
jakiś wózek jedzie
To są sympatyczni twoi przyjaciele
Teraz nie, za to mogą zamknąć cię.
Gówno w gaciach, klej się i jest źle.

Nie pękaj stary, nie jest tak źle.
To chuj, że czasem wpadniesz, lecz
Trochę kasy nigdy nie zaszkodzi!
A i tak zazwyczaj na sucho ci uchodzi.
Teraz coś ludzkiego chwytasz się
bo ciągle męczy cię twoje pragnienie.
I wóz nagie laski, marihuanka największą
radością twojego poranka! Bawisz się
w dilera, złodzieja , kasjera - wszystko
się robi byle nie umierać. Kasa ciągle
wpada do kieszeni. Teraz jesteś ??
jakich mało, co nie. I twe dzieci
ciągle krzycząąąąąąąąąąąąąąąąą:
Więcej szmalu! Nie ma szmalu!
Więcej szmalu! Nie ma szmalu!
Więcej szmalu! Nie ma szmalu!
Skąd go brać kurwa mać! Złota
brać jak nie mam jak chyba tak tylko
Tak tylko tylko tak o tylko
tylko tylko kurwa właśnie tylko tego tylko tak!
Piszę płytę ze swym życiem jednocześnie
razem choć to pierwsze nie od razu stało
się tak samo ważne jak to drugie z czasem,
przyszłość też mam na nią własny patent
choć z ulicy nie jesteśmy nasz rap to nie
delikates, rynek rodzi nowe płyty o tym
samym w innej szacie takie same jak te
stare wszystkim znane tak jak pacierz,
ja zawijam się do domu żeby zrobić se
herbatę, siąść za biurko, chwycić kartkę i
popłynąć znów z tematem, wiesz robię
tak co wieczór, prawie chcę wypromować
ten materiał, nie zarobię na tym grosza
w Tobie wiele więcej floty, mógłbym
biegać po skejt shopach gonić to po
dziesięć złotych też nie liczyłbym na
zwroty wtedy to nie o to chodzi i nie
o to też chodziło kiedyś co nie
Białystok, podziemna scena ziomek to
paradoks najpierw klepią Cię po plecach
później za plecami jadą, czas pokazał kto
jest kto, czas weryfikuje krwawo, ciągle
nagrywamy rap chuja na gamoni kładąc,
możesz mieć za sobą ziomków całe stado
nawet, możesz mieć brygadę z pięciu
osiedli ekipę ja wciąż mam determinację,
masz okazję ją usłyszeć.

Nie wiem, nazwij to jak chcesz, lecz
na pewno to nie talent na to, że dziś
słyszysz mnie sam solidnie pracowałem,
moi rodzice co do mnie mieli inne plany,
chcieli żebym był lekarzem pewnie są
rozczarowani, nie raz pierwszy, nie ostatni
jeszcze bliskich rozczaruję, często wracam
najebany, albo nie wracam w ogóle, z
przyjaciółmi więcej czasu spędzam, mniej
odwiedzam niunie, hajs nie trzyma się mej
ręki chociaż nawet nie pracuję, myślę o
tym często kiedy spaceruję znowu, ciemne
niebo, kilka drzew, czekam gdzieś na
autobus, garstka ludzi, więcej miejsc pustych,
gdy wracam do domu, klimat wieczoru na nic
tego nie zamienię, z kielni dźwięk telefonu,
więc odczytuję sms, wygraj dziesięć
samochodów, wyślij siedem dwa dwa siedem,
nigdy nie wysyłam powód w takie głupoty
nie wierzę, sny zostawiam dla idiotów, chcę
realizować cele.

Jedna miłość, a może dwie w każdym razie
towarzystwo się skurwiło zdaję sobie z tego
sprawę i już mnie nie dziwi wcale to, że
matka mego ziomka nawet w kuchni przy
pierogach robiąc dla rodziny obiad nuci se
pod nosem refren co go jak wracała z pracy
usłyszała w radiu ESCE też go słyszę chcę czy
nie chcę choćby wtedy, gdy w kolejce z
wózkiem w spożywczaku stoję zewsząd
wypływa badziewie, a niekompetentni ludzie
nazywają to hip-hopem, ja uśmiecham się
pod nosem, lekko ramionami wzruszam,
dla mnie słuchacz to koneser, muzyka,
synonim sztuka, jeden kradnie telefony,
drugi żre piguły w klubach, inna do tych
telefonów chętnie za kody się rucha, ziomki
dym trzymają w płucach aż nie zaczną nim
kaszleć, nie jest łatwo tego słuchać, a
nagrywać tym bardziej, płytki oddech,
mam astmę, ale walczę mam powód,
raz dla bliskich to ważne, dwa ostatnie
dla wrogów, puszczam swoją jazdę w
teren podziemie, Białystok, Toruń.
Ruszmy w tym świecie dusznym, bariery skruszmy
Kariery złóżmy w sanktuariach by nie uszły
Złudzenia prysły, biznes ten nie będzie czysty
Mój zapał wystygł, chociaż kiedyś był ognisty
Dziś jestem bystry, nie będę mówił jak mistyk
Wedrę się do top listy w przebraniu populisty.
Idźmy, z duszy szydźmy
Tak musi być my tylko siebie widźmy
jak Kain sto (?) mi graj, liczy się tylko nasz postęp
Jak podstęp nagły, to proste
Za każdym mostem mostem palmy.
To proste, jak ktoś jest osłem zabierz mu wszystko
A gros tych ludzi prostych to pośmiewisko.
Trzeba korzystać, co dzień robić wszystko by stać
Było nas na przystań, wakacje na wyspach,
Kobiety co w tych snach połykają szable,
Ja zrobię dla nich wszystko, nawet wejdę w układ z diabłem.
Życie, życie jest nowelą, psy rządzą i dzielą
Same troski w chwili cierpliwym *****
Show biznes tak się kręci,
Tkwią w nim tylko bezinteresowni święci,
Z zanikami pamięci, to nęci i kręci jak pieniądz na ulicy,
A my w samym środku straceni niewolnicy
Ta ta ta ta.. A my w samym środku straceni niewolnicy.

Ref.:
To ten czas / x8

Ile razy w tyle, żyjąc wokół życia
W umyśle który już do końca w tobie wysiadł
Chwytaj co podsuną, oczy zamknij - Eden!
Tam się przenieść, jak? Pięknie!
Zrobię wszystko bym spokojnie mógł zasypiać
Stoły zastawione w kolorowych drinkach
Boska pycha, tylko kochać ten medialny przypał
Przykład, w świetle kamer dobrze widać.
To jest ten czas, niby jak dają - korzystaj
To jest ten czas, stoję na zboczu urwiska.
Mają tyle, co dzień chwiejąc się na nogach
Bijąc bile, które trudno zahamować.
Świadomość każdym rankiem budzi wielkim wrzaskiem
Mogę, mogłem i żałuję czasem.
Będąc niewolnikiem ciągle czegoś w życiu pragnę.
Będąc niewolnikiem ciągle czegoś w życiu pragnę.
Nieraz listy każę szarpać (nieraz)
Nieraz sytuacja mimo zmiany ciągle wraca.
Dalej żyjcie na tych oszukanych plażach
Dalej grajcie sztukę w swoich plastikowych maskach.

Ref.:
To ten czas / x8
Wychowany w brudnej rzeczywistości lat 80
Nie chcę skończyć jak zaprogramowany przez system robocik
Praca-dom, dom-praca po kilkanaście godzin
Kobieta którą kocham ma przed wcześnie się postarzeć
Piętno życia odciśnięte zmarszczkami na jej twarzy
Czy tak ma to wyglądać z tym mam życie kojarzyć
Dlatego inny tor obieram wiesz w słowach nie przebieram
To i tak zabawa trwa od wieczora do rana
Częste hasło kana kana problemy egzystencjonalne z rana
Przechodzą przez głowę myśli, które męczą
Przecież życie jeszcze młode z życiem zawrzeć ugodę
Iść tym samym co miliony torem daj spokój to chore
Gdzie zabawa, odprężenie, relaks, beztroska sielanka
Chcę poczuć, że żyję czy tak wiele wymagam
To na czym tak bardzo nam zależy
Frajerom z wyższych sfer do znudzenia się powtarza
Uroki życia jeden, drugi ma to w dupie nie docenia
Wszystko ma na co ochotę bierze
Nie zastanawia się że innym trudniej
Że trzeba harować żeby chociaż się ubrać
Zapewnić sobie byt i mam się różnych zajęć
Nieznane mi hasło wstyd jest kraść
Kiedyś stary mi powtarzał ale często się zdarza
Wałkowanie się powtarza i nie zmienia to niczego
Egzystencja mnie zmusza do przodu ruszam i myślę
Każdy dzień jak plan działania
W tym rzecz jak przeżyć w trudnych chwilach
Pewnie wiesz jak to jest jak na wojnie
Kto przyjaciel, a kto skurwiel ja wiem dobrze
I dlatego bardzo dumnie podchodzę do wszystkiego
Do zjawiska nieznanego Syki wie
Pieniądz leży na ulicy nie odkrywam tajemnicy
To wie każdy zły czy dobry dla społeczeństwa niewygodny
Wciąż nowych przygód głodny
Pod prąd kursujący na ulicy się kręcący
W klimacie przebywający wszystkim znany i nieobcy
W kłopocie pomagający od życia wymagający
Więcej niż mógł dostać (Sykusia oddała się postać)
Widzisz mam cię wiem że skupiłeś uwagę
Nie mam podniosłego tonu tu nie chodzi o powagę
Chociaż temat niewesoły tak życiowy bliski tobie
Bieda zawsze taka sama zapamiętaj to sobie
Więc oddaje to co robię może twoją półkę zdobię
To kawałek mego życia to nie grzeje, nie zachwyca
Wciąż dolina się zaczyna kiedy skończy coś się ruszy
Może będzie jeszcze gorzej, jeszcze gorzej, jeszcze gorzej
Że zostanę na ulicy wszyscy rówieśnicy wyczyn
Pokończyli ogólniaki, uniwerki, biznes fraki
W pogoni za sukcesem dla dumnych rodziców
Spełniają oczekiwania według ukierunkowania
Ekonomia, zarządzanie, prawo zawsze jest do zdania
Jednak nie dla mnie ja zdaję dziś z gadania
Szkoła życia edukacją, wiem co to miłość wiem co zazdrość
Wiem jakie wartości dają mi stabilność
Co jest wadą, a co zdradą gdzie lojalność ulicy prawo
Bo poznałem to dawno i nie muszę o tym gadać
Nieraz wystarczy spojrzenie żeby wiedzieć co się dzieje
Kto jest człowiek, a kto kurwa to zostawię dla siebie
Uniwersalne wartości dla niektórych śmieszne mrzonki
Udawać, że rozumiesz jest dla ciebie najprościej
Nie rozumiesz nie poczujesz głupi uśmiech kalkulujesz
U mnie zero stopni w kuchni w szczycie zimy tak radośnie
Atak Slums'ów ma podstawy żeby o tym kurwa gadać
I, że produkcja ma okładkę, że legalnie leży na półce
Nie czyni mnie lepszym od innych dodam tylko pokrótce
Najlepszy MC ja dziwię się wielce
Na chuj to drukujecie? reklamować chcecie?
Nieraz jest to żenujące tak jak 96 nie skończę
Zbliża się już 99 umiejętności podnoszę
Bo w miejscu nie stoję tutaj postęp się dzieje
Wiem o czym chcę mówić, że wysłuchasz mam nadzieję
Jednak nie, nie za bardzo się przejmuję
Co kto myśli, mówi, radzi kilku ludzi
Małe grono nie chce nikogo obrazić
Ale ten kto zna i to wie
Najlepiej to odbierze oni wiedzą, ja to wiem

Żyje tym co mam, a jeśli jest tego niewiele
Nie przejmujcie się mną, pokój z wami przyjaciele
Czas odnotować ten fakt przykry
przywykliśmy do rzeczy absolutnie niezwykłych
by mieć jasność, świat co raz nie da się wyjaśnić
nie dziwi nas to, bo nie dziwi już nas nic.
Jutro się zdarzy rzecz pozornie niesłychana
Gabriel Janowski założy koncern "polski Banan"
Ja nadstawię ucha z prawa i z lewa
i usłyszę: "no, można było się tego spodziewać"
i cwaniak a że podły Boże za zło tego nie miej mu,
został obrany wicemarszałkiem sejmu
"nic dziwnego" a tym którzy twierdzą że tu zaszedł postęp
przypominam że ten facet wciąż jest posłem.
Czy są dziś jeszcze jednostki zdziwione
tym że źródłem szczęścia może być polifoniczny dzwonek?

Nikt się nie dziwi chociaż jakby nie liczyć
jeśli chodzi o zdrowy rozsądek mamy deficyt
świat się skrzywił, mało tego on krzywi się dalej
lecz nikogo nie dziwi ogrom tych szaleństw

A ja wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane
A ja wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane

To co znasz nie dziwi cię bo trzyma Cię jak grawitacja
zaś nieznane wcale Cię nie ciekawi
masz jak wszyscy, ludzie których już nie dziwi to co widzą
w dużym pokoju kolorowy telewizor
mnie już długo nie dziwi i nie pozbawia oddechu
to z czego śmieją się ludzie w maratonie uśmiechu
swoją drogą im częściej Manuela sypnie żartem
tym bardziej jestem panu wdzięczny panie Walter
ani trochę nie zdziwiło mnie w Idolu
czerstwe poczucie humoru najmniejszego z jurorów
bo wyjściem z wszystkiego jest pojechać komuś grubo
widz się bawi, a ja gratuluję panie Kubo
Otwieram Wyborczą, czytam co wyprawia Rywin
zdziwił bym się gdybym tylko potrafił się jeszcze zdziwić
nikt nie krzyczy przyzwyczajony do takich przygód
nie obchodzi nas to na co nie mamy wpływu
Ktoś walczy o coś? To wariat, poważnie go nie bież
wszak dziś każdy walczy o siebie
żadnych wojowników, zatem oprócz wojowników limba
moje pokolenie pogodziło się ze światem a ja z nim wraz

lecz wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane
I wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane
Nie ma miejsca już by chować to przed światem
Wszyscy chcą mi zabrać godność, odebrać szczęście
Płaczem, pod tym płaszczem honoru
Jest pustelnik, grzebiesz w życiorysie jak uparty celnik
Nie mam dokumentów na swą słabość, zaaresztuj
To nic, że oczy łzawią, więc nie krępuj się, poczęstuj
Tym co Ci dam albo trzymam gdzieś schowane
Nie pytacie się o zdanie, słyszę to wśród waszych szeptów
Weź tak nie stój, jak już grabisz to bądź jak banda Hersztów
Robisz to dla siebie, przecież nie dla efektu
Nie rozumiesz tego tekstu, wcale się nie dziwisz
Że jeżeli nie chcesz tego zmienić to weź to zaakceptuj

Ref.
Jesteśmy ludźmi
Chcemy się skruszyć
Żyjemy razem
Choć chcę powiedzieć, że
Chcę stąd uciec
Daleko od Was
Spędzić życie sam
Chcę być jak pustelnik

Chodzę boso po pustyni, piasek ociera się o skórę
Teraz jest już pięknie, i gdzie ten dureń
Co powtarzał głupi tekst, że jesteśmy by żyć w stadzie
Nic sam, samemu będziesz miał pod górę
Spróbuj w tym tłumie, zebrać myśli, się skupić
Spróbuj się wyciszyć w tym pierdolonym szumie
Ty z każdej strony słyszysz, przecież ja do Ciebie mówię
Nie zrozum mnie źle, choć ja też tego nie rozumiem
Chcę obserwować niebo, chcę czuć zapach tej wolności
Chcę być sam z problemami, nikogo się prosić
Już teraz wiem co czuł Tomas Merton
Chcę się schować przed tym złem co wkręca w głowę wiertło
Nastał czas kiedy rośnie mi tętno
Gdy patrzę ludziom w oczy oni kłamią tak bezczelnie
Nasze życie jak już zwiędło, zapachniało śmiercią
W tumie czuję dziwną pętle wokół szyi, tak wygląda stado zwierząt

Ref.
Jesteśmy ludźmi
Chcemy się skruszyć
Żyjemy razem
Choć chcę powiedzieć, że
Chcę stąd uciec
Daleko od Was
Spędzić życie sam
Chcę być jak pustelnik
Posłuchaj synu, tato ci opowie, jak na Jackowie stawiał pierwsze kroki
Pulaski-Milwaukee, dolar na farta, stare adidasy i kurtka wytarta
W portfelu magiczna "zielona karta" bez języka naprawdę niewiele warta
Oto Ameryka, droga otwarta, gazeta w łapie, na pracę polowanie,
Wynajęte tanie byle jakie mieszkanie, kakrocie na ścianie, za nią Meksykanie,
Głośne stękanie, noce nieprzespane, telefony do domu godziny przegadane,
listy i zdjęcia, oczy zapłakane, trudne pytania ciągle te same - jak mi tu jest, wrócę czy zostanę...

Nie zapomnij, skąd tutaj przybyłem,
nie zapomnij, gdzie się urodziłem,
bo w pamięci jest siła zaklęta,
więc pamiętaj synu mój...

Posłuchaj synu, tato ci opowie, jak na Jackowie stawiał pierwsze kroki
Belmont-Milwaukee okolica znana, na stacji Shella płaczu ściana, prawd,
każdego rana objawienia pora zbawiciela-kontraktora.
Wysoko na dachu robota fatalna, u rodaka zwykle stawka minimalna
Brutalna nauka w nowej życia szkole, bumy na ławkach utytłane w smole
Z naklejkami "made in Poland" na czole, żałosne realia i smutne spojrzenia sprzątaczek wysiadających z vana.
Wiedziałem, za darmo nic tu nie ma.
Trudne pytania, ciągle te same - wrócę czy zostanę...

Nie zapomnij, skąd tutaj przybyłem,
nie zapomnij, gdzie się urodziłem,
bo w pamięci jest siła zaklęta,
więc pamiętaj synu mój...
O kolorach białym i czerwonym,
o symbolach orła i korony,
bo w pamięci jest siła zaklęta,
więc pamiętaj synu mój..

Posłuchaj synu, tato ci opowie, jak na Jackowie stawiał pierwsze kroki
Diversey-Milwaukee, pojedynki gangów, na murach graffiti w polonijnym slangu dragi na ulicy,
wiara naćpana, oto Ameryka jak namalowana.
Z rana w niedzielę do Boga polskiego, do świętego Jacka patrona naszego.
Smutne urodziny i samotne święta, długie rozmyślania tęsknota przeklęta,
Listy z domu pytania te same - wrócę czy zostanę (zostanę)

Nie zapomnij, skąd tutaj przybyłem,
nie zapomnij, gdzie się urodziłem,
bo w pamięci jest siła zaklęta,
więc pamiętaj synu mój...
O kolorach białym i czerwonym,
o symbolach orła i korony,
bo w pamięci jest siła zaklęta,
więc pamiętaj synu mój..
Pomimo faktu że zawsze chcę robić dobrze,
nie zawsze mi dobrze wychodzi w brew sobie,
dlatego chce wam dać parę tych wersów,
przeprosić za to na co nie ma miejsca w sercu.
Przepraszam bliskich, że mnie ciągle nie ma,
że gdy jestem potrzebny
jest tylko pokój pusty i brzmienia z płyty,
zamiast prawdziwego głosu,
tak bardzo bym chciał na to znaleźć sposób,
ale jestem jeden ciężko się rozdzielić,
czyli być w dwóch miejscach,
wiec musze dzielić, ale przyjdzie dzień,
w którym będziecie mnie widzieli
i ten utwór będzie, historią kiedyś.
Przepraszam przyjaciół jeśli jeszcze mam takich,
że często jestem w drodze do wszystkich tylko nie do was,
ale myślę o was, o tych sytuacjach,
które były i będą tak to moje słowa.

Przepraszam Was, że jest nie tak,
że choć się staram, omijam was. /x2

Przepraszam ludzi, którzy się zawiedli,
nie odpisałem, oddzwoniłem, którzy cos ważnego mieli.
Nie nagrałem, dograłem się do waszych tekstów,
nie miałem czasu od tak pogadać w przejściu.
Przepraszam tych, którzy wciąż czekają ,
bym nagrał coś innego na jakiś inny temat,
może z innym producentem,
pod inne bity, inne rytmy tak by zrzedły miny.
Przepraszam Boga, że czasami wątpie
w dobroć tego świata w ludzi ich intencje,
że chciałbym być innym, a jestem jaki jestem,
przepraszam siebie że muszę przepraszać.
Że chcę być ideałem, innym szczęście dawać,
że po prostu doszło do tej sytuacji,
że za pomocą tekstu prosić o to,
byście zrozumieli i dali szanse nową.

Przepraszam Was, że jest nie tak,
że choć się staram, omijam was. /x6

Przepraszam Was, przepraszam Was,
przepraszam Was, przepraszam Was,
przepraszam Was, przepraszam Was.....
Mamy czas. my mamy czas.

Mamy czas, pełen obraz, siedzi sporo dobra w nas.
Nie chodzi o poklask mas.
Jeszcze raz, spoko, dobra, to dla moich ludzi z miast.
Budzi nas w betonowych budowlach bas, stopa, werbel.
Śpimy w blasku gwiazd i budzimy się o brzasku, tylko po to, by mieć przerwę i czas na tą stertę spraw.
Mam ofertę na trasę na masę- tymczasem daję pas.
Idę parkiem, jak lasem.
Zieleń jest jak tlen- zawijam ją, zapalam ją, dzień jest jak sen.
Płynę z falą osiem... dziesiąt BPM, zjem to, bo to jest dobre jak krem.
Potem slalom na center , ej, zweryfikowałem tą ofertę, naciśnij play.
Niepojęte, że hej.
Ziomek, lej to z procentem.
Jak klej kleję rymy ewidentne, ok?
Jest ok.

My i słońce i nikogo nawet wiatru wokół.
Spokój. Słońce zachodzące pośród bloków.
Uspokajające-daj spokój kolejny dzień teatru za horyzontem pokój. x2

My mamy czas,a tylko raz nie będzie jutra.
Dziś mamy blask i zapominamy o kłótniach.
Malutka grudka.
Palimy hasz o smutkach zapominamy.
Nie zapominamy o skutkach.
Bo to nie wódka, niektórym chyba matka, trochę kultury, nie stoimy jak szczury po klatkach.
Każdy ponury klimat odsyłamy w cień.
Ten dzień jest po to, by rozwiać chmury, porozmawiać brat, tak?
Poopowiadać bzdury, spalić blanta.
Pochwalić się, pożalić, to do tego soundtrack.
Nie dotyczy nic nas-sielanka.
Mam tak samo jak ty- czarno na białym jak manta, sny na jawie, fantastyczne.
Jak latawiec zostajemy dziś na ziemi, nie ma wiatru prawie.
Nie odlatujemy, wiemy, nie możemy zawieść.
Chillujemy , jak w enklawie, leżymy na trawie.

My i słońce i nikogo nawet wiatru wokół.
Spokój. Słońce zachodzące pośród bloków.
Uspokajające-daj spokój kolejny dzień teatru za horyzontem pokój. x2

Uspokajające hip hopu bębny.
Poza horyzontem znika dzień następny.
To tu odczuć sentymenty można.
Zgubić zęby albo wyjść nietkniętym z tych bloków.
Poznać ludzi, wśród nich odnaleźć przyjaciół.
Spotkaj się z nimi, już dzisiaj nie pracuj, nudzisz.
Ocknij się, powstań, mamy jeszcze tyle czasu.
Zadzwoń jak się obudzisz. [uoioi]
Zapalimy sensi, wypijemy piwo, porzucamy kamieniami w butelki na żywo.
Ten styl to ogniwo łańcucha bez kłamstwa.
Ściągam bucha, piję łyka, wypłacam kuksańca.
Zapraszam do tańca.
Nie oceniam, wysłuchuję do końca.
To blask zachodzącego słońca wtrąca się nam.
Życie nas wykańcza.
Błysk w oku szaleńca.
Dziś spokój mam, zostawiamy to tam.

My i słońce i nikogo nawet wiatru wokół.
Spokój. Słońce zachodzące pośród bloków.
Uspokajające-daj spokój kolejny dzień teatru za horyzontem pokój.

hej! x3
INTRO
Reprezentuja... styl to was buja
O.S.T.R. mam tego czuja, kiedy tylko wskazuja
ci palcem co rekonstru...uja
(raptowne realia, ragga ma freestajla, bo to co każdy mówi)
(by SZAFRAN)

Kwasu
Z północy na raz ja tutaj sie wymyka
gramy mikrofonu już ragga zawodnika
Z tego miejsca w Polsce styka, moja technika, Kwasa
ragga klasa, jest tego cała masa, to moja trasa
której się trzymam w rytmie się wyginam
nie rozkminiam, tylko rozpoczynam i nie kończe
słowa łącze plącze w jedną całość, w jedną bipę
pozdrawiam ekipę EL-DZW, EL-DZWuuu jestem tu
oni też ze mną tutaj są, to nie błąd
Wiem skąd jestem, jestem stąd
gdy zataczam duży krąg, słychać gong, słychać gong

Po pierwsze ragga, po drugie ragga, po trzecie ragga
ragga która mi pomaga, ja tym władam, stoję na podeście
i nie spadam, dużo treści składam, nagrywam, opowiadam
jaki teren badam, gdzie mam być to wpadam,
gdzie mam zadać cios to zadam

Pablopavo
O Panie Panie łaski łaski łaski
to są ragga ragga rytmy rytmy rytmy
o Panie Panie łaski łaski łaski
Raggamuffin płynie do Ciebie, falami falami falami
Nadawanie, dodawanie, kiedy gra tu ragga
Fu i Pablopavo Ja mówie teraz uwaga TAK!
Nadawanie, dodawanie, kiedy gra tu ragga
Ragga manifestacja teraz właśnie do Ciebie gada
Bada świat, wszystkie okoliczności
jak przeżyć tutaj bracie teraz wśród nieprawości
Jak iść drogą tą, Ja mówie Tobie bracie kiedy nadejdzie sąd
Ja daję tutaj, daję tutaj, daję tutaj moc
Fu jest obok mnie ja mówie to Wielki Cloth
który ragga ma w gębie
który ragga ma w duszy
a Raggamuffin napewno Ciebie tak poruszy AJ!

Fu
Ragga muffla ragga saga, rozwinięta flaga
ragga na horyzoncie, ragga plaga nie jest zniknie
jak Saddam, wiec gadam, dziś to waga ragga
uwaga równowaga pomaga, raggamuffin odwaga
szaga jeszcze pare ciosów zadam przy czym często
kłaniam ten gatunek badam rozkładam stragan
czy na strychu bałagan zwany odoru sie domaga
nie wypadam nakaż szacunek to roots reggae posiadam
z rytmu nie wypadam płyte szczerze składam
się zastanawiam jak to będzie w tym kraju
czy ten gatunek znajdzie swoje miejsce, bedzie nieźle wszędzie
sam defekt pewnie wniescie, o dragu zejście
ludzie siłe zbieżcie wreszcie nareszcie
druga twarz FU incognito ragga sito z głowy mi to nie wybito
vandal bandyto ragga sito ragga psycho ragga psycho
vandal bandyto ragga psycho ragga psycho ragga psycho

O.S.T.R.
Bo to co każdy mówi że sie myle myle myle
napinam odto-odtąd sie nie myle myle myle
byle wylew słów na papier
yle yle myle takie to pióro drapie
co to katapulta słowo pulta sie nawija
wyle myle byle i wiem że ja żyja
yle yle pytam ponownie dola dola
Capital Master zostaw hajs babilona
dopóki na takim koszta o takich może sprostać
bo to co każdy mówi że się myle myle myle
byle byle daj to naj dylej dylej dylej
a yle yle yle zostaw hajs tu
babilonofobia opcja spal to z marszu i widzisz że jesteś w potrzasku
raptowne realia raggamuffin styla raptowne realia raggamuffin styla
raptowne realia raggamuffin styla raptowne realia raggamuffin styla

Mercedresu
Popatrz no jak, zmienia sie świat, ile juz lat wpisanych do strat
chwile, a ty robisz tyle żeby nie pozostać w tyle
politycy ciągle podkecają tempo, na ulicy ilu typa jak szkło pękło
silni to przetrawają słabi wymiękną, widzisz to sam, dobrze to znam
codzień to mam i widze ten świat, w sekunde możesz przegrać albo wygrać runde
stać sie championem albo stać jak te kundle
zmienic chcesz los, stawiasz na sztos, o mały włos
nie dostał byś w nos, a życia cios jak petarada
nóz masz do gardła, grymas na wargach przed twarzą garda
zryta ta karta, atak na farta, gra świczki warta, nie walczysz narta
Te postawy wynikają z intensywnego stylu życia
To konsekwentne odtwarzanie tego, co się w życiu zdarza
Bez komentarza! Tak po prostu bywa
Że pusta jest lodówka to przestało mnie przerażać
Umiemy żyć z dnia na dzień, to co, że się narażam
Nigdy nie upokarzam, problemy wciąż nowe
Że to przeszkadza, wciąż mówisz uważaj
A ja śmierć mam i uważam za pewną wartość
Gdy brakuje człowieka, zauważasz stratę bardzo
Niespełnione obietnice, przyprawiają o wyrzuty
99 jest rocznicą nie tylko w hip hopie
Nuty odrzuć w kąt, samplingu tu narracja
Moja dominacja, smutny to nie moja działka
Jak operą fascynacja, wole jazz improwizacja
Albo Spidera Herbiego Madman zawsze przyzna racja
Dwa światy, jeden cel, Stretch Armstrong dał pierwszą lekcje
My też mamy w chuj sekcje, lute nie dętą orkiestrę
Całkiem nowe nie zapomnę, Chicago lat 30’
Jazz światło na hip hop przełoży, a Ty tego nie poznasz
Bo nie wyszło legalnie, nie kupisz tego w sklepie
Brudne rzeczy nie przeszły przez pralnie
Tempo 75, ja wolę 90, rym szybko jak tempo bolero
Słucham cię meczysz cholero i smucisz, więc się lepiej ucisz
Czy ?bakszad? muli jak by był struty
To dźwięki Poznania, nie dźwięki Kalkuty
Mamy swoją stylistykę, swój język, może to slang
Sprawna gadka outsider’ów SLU gang
Steży, kto wierzy, proceder się szerzy
Marzenia na wieży i spadek z wieżowca
To przemawiał Syki Kid sędzimir czarna owca

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Nie obchodzi mnie, że trujesz, nie poczujesz, jeśli blefujesz

I siedzę, fotel wciąż ten sam stary
Prezent po dziadku Alojzym, doskonały
Trzy pokolenia praktyki, nie ważne wszystkie odwyki
Nie zamkniesz mnie nigdzie, zawsze zjebie Ci jazdę
Mówię poważnie, prowokujący styl, prawdziwy jak ja sam
Zawsze w chuja gram, na to zawsze znajdę czas
Na wolnym zawodników pokaż, chętnie się zmierzę
Nie konieczne przymierze, co dobre docenię
Co prawdziwe jak płomienie nie zagaszę
Wyrażam siebie, ciebie to jebie, solopejka uderzenie
Mocne jak ziemi trzęsienie ale zbędne agrożenie
Choć odstaje od reszty nikt nie może grzecznić
Jestem wredny, nie tandetny Inżynier dźwięku DJ, MC
I producent w jednym, konkretny, przestałem się wahać,
Wykładam całą gamę dźwięku, asortymentu pełen wachlarz,
Jaką drogę przebyłem, ty przy tym nie byłeś
Gdy ja gangsterzyłem, ty słuchałeś, pewnie się śmiałeś
Ciekawe co sam odpierdalałeś, [nagrywałeś?] pewnie nic!
Czekasz na debiut u grubego, więc ćwicz potem kasę licz
Wielkopolska nie no limits z ulic ucieczki
Nie uchwycisz, nie zarejestrujesz w kadrze,
Jak to drzewo co uschło pod bramą ja uschnę także
To ważne, każde słowo, jak przepiękne dźwięki złożone na nowo
Premier cudotwórcą, jeszcze paru innych mogą nie raz uratować życie
Choć to nie pierwszy krok na scenę, jak słyszę arenę
Czuję się tylko ich cieniem, jak bezbronne dziecko
Dam się poprowadzić lekko do przodu, żeby sprawdzić się znowu
By nie sprawić zawodu, nie ma problem co do zwodu
Seksoholik pokroju bohaterów obu Kolgejta i Luka
Bawić się w seks jest luta, mój cel jest tutaj

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Jak przekupy na targu, nie targuję się o cenę towaru
Pytasz co ty? Zdziwiony, że gramy za zwroty
Trzeba być człowiekiem pomóc drugiemu w potrzebie
Nigdy nie odmówię, o tym Malik mówił w rymach
Teraz się śmiejesz ze 10 osób to kpina
Ja szanuje pierwszą piątkę i przybijam stale piątkę,
PTUSBejowi święty skład na bez ludną wyspę zabiorę,
Zawsze poważnie, produkcja, skrecze,
Crazy pomógł, gdy ja jeszcze kaleczeniem się zajmowałem
Na czarnych mało pojmowałem, teraz poziom się podniósł
Jestem DJ znaczy chłopak od puszczania płyt
Jeszcze nie turtejblista ale to przecież nie wstyd
I to mnie jara, undergroundowy biały lejbel
Muzy nie ma chyba lepszej, tak jak ekipy konkretniejszej
Wiesz gnojki od nabojki, od rozrachunku kości
I wdepnięcia w chodnik, w potrzebie odkręcający drogie głowy
Szacunek nie jest strachem wymuszonym
Każdy dobry w tym co robi, umiem przypierdolić
Ale lepiej z mikrofonem się obchodzić
Więc to pierwsze zostawiam rutynowanym ekspertom
Nie odpierdalam pucki, jeśli lubią to mnie zechcą w swojej ekipie,
Oznacza to jedno, albo jesteś swój i tu trafiłem w samo sedno,
Nie mogę zboczyć z toru, z życiowego wyboru
Nie można się wycofać tak jak nie można stracić honoru
Trzeba trzymać się według planu, kumple wyłamek nie uznają
W jedności siła, dlatego piszą o nas w zinach
Tego nie dowiesz się z kina, bohaterowie ukrytych kamer
Psi zapis z operacji mamy za frajer, skie pieskie posunięcie
Zawsze zawalczę, nie raz jeszcze się sparzę
Ale zawsze swoje pokażę, przed psami nie ma fobii
To mówi swój człowiek, gdy zawiną cię na dołek
Będziesz miał świadomość, że spędzasz kurwom sen z powiek
I niech każdy się dowie, że nie przegrałeś
To tylko konsekwencja potyczki, nie wielkiej wojny
Ode mnie szacunek za każdą bitwę z psim wrogiem znienawidzonym!

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Nie obchodzi mnie, że trujesz, nie poczujesz, jeśli blefujesz

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
I chuj mnie obchodzi, że lepszy się czujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Takie postawy, 99 to są moje postawy
I zawsze takie były, tu nie ma nic na niby
Nara
Panie i panowie oto D.J.-X
We własnej osobie
W tej dobie pora na mix
Zatem ruszają płyty obie
O obydwie, panie i panowie
Toż to D.J.Feel-X w rolach głównych w odnowie
HOP hop siup siup, HIP-HOP zrób lub
Tak aby hulał jak hula-hoop
Hulaj dusza! Feel-X'a płyt nie ruszaj
Bo w pętlę wpadł zawieszoną na uszach
Kręci nią swoje zwoje na tym rdzeniu
Tu troje jak jeden, w cztery, cztery imieniu
Nie bacząc na skutki, celowo fałszującej nutki
Czy zakres fali będzie długi, średni, czy krótki?
Bo to pobudki komercyjnej prostytutki
Co w swej jakości urągają jej tożsamości
A nasz D.J. to ta druga strona medalu
D.J. na medal jest w każdym calu!
Tak jest kapralu, jak i reszta załogi
Czy dziś dobrze bronią, władam?
Tak wypadam i życzę dobrej drogi!

Laga HIP- platyna -HOP i laga
Mistrz puszczania dymu stawia taga
Żaden rozum nas nie złamie
Kiedy stary z nami staniesz
W szranki i konkury przyj... z grubej rury
Jak rudy Gustaw wprost spod Leningradu
D.J. bity ustaw i gadu-skreczu-gadu
Potem psiku, psiku i farsz na stoliku
Gramofono-haszo-lago-holiku
To twój skład, respekt na blat
Współpraca z nami jak składanie orgiami
Bajkami zamotani zaklejeni plastrami
Wybuchają jak dynamit, z minami jak górami
W całej sali klon na klan
Numer jeden gra
Bez jeb.... sraki i bez popa
Absolutnie wiem co jest grane, tamburynowanie!
Panie i panowie o to:

D.J.Feel-X we własnej osobie
D.J.Feel-X we własnej osobie
D.J.Feel-X we własnej osobie

Hej D.J.! Bity klej (klej)
Nie mów nigdy mi
Że klej w twoim adapterze dzisiaj się wyliże
Graj, Zapuszczaj jak czarodziejska różdżka
Ruszam z kłębuszka
Ruszam na paluszkach
Reprezentujesz tu, reprezentujesz tam
Prędko a ja to skądś znam
Wiem że jak HIP-HOPowy dżem rusza
Gdy obrażasz kobitę obfitą, jak tusza Mariusza
Celny jak kusza Wilhelm Tella
Szybki jak Porsche Carrera
Wozisz mnie teraz jak pasażera
I myślę nieraz że już czas, już grasz
Jestem wyczulony na twoje gramofony
Jestem obrażony, kiedy bit nie jest zapętlony
I nikt nie powie, że to kit w mojej głowie
Niech się każdy dowie
Bo oto me posłowie
Słów tutaj było mrowie
Ale kto wie co to za człowiek
Panie i panowie, o to D.J.Feel-X we własnej osobie
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo