Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Od ludzi brawa, ich uściśnięta graba
Życiowa zaprawa, która trwała całe lata
Niejednego brata, spotkałem w tych klimatach
Niejednego brona, jabola i batata
Niejednego drina wychlał Rych gdy latał
Szukając sposobności by żyć godnie, się nie złościć
By pierdolić słabości, użalanie się nad losem
Los człowieczy herosem, byłem wtedy w okolicy
Jak wszyscy nędznicy, nikt tu nie szukał przyczyn
Czemu my, czemu za nas innym wstyd, taki Jeżycki byt
Wciąż kredyt, potrzeby, kroki ostrożne, żeby nie zaliczyć gleby
Innym razem szybkie susy, niczym strzała z kuszy
To przypał, czas ruszyć przed siebie, walka o życie
Tu jest wojna jak w Belfast, albo bomby w Madrycie
Modląc się o lepsze życie, bycie lepszym człowiekiem
Dorastałem, a z wiekiem rozwinąłem swój fach
Czy to talent, czy traf, jeden mach, pod bramą rap
Jest klawo, klawo, skurwysyny biją brawo
Ten co robi to dla was, i dla własnej świadomości
Że czuje się potrzebny, przyjmij to do wiadomości
Nasz rap od zera, początki bywają trudne
997, niech psa chowają w trumnie
Wciąż dumnie, nie durnie, w bandanach obskórnie
Po bramach znów skórnie na kartce tekst notuje
Wszyscy to chuje, jeśli nie słuchają rapu
Inaczej niż dzisiaj, wczoraj nie było łatwo

Niech oficjalne media biją non stop kurwą brawo
A ja będę się cieszył nadal swą uliczną sławą
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Od ludzi brawa, ich uściśnięta graba
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Od ludzi brawa, ich uściśnięta graba
Uliczna sława, która dumą mnie napawa

Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława

Dziś to teraźniejszość, raperów jest tu większość
Znaczna część to pozerstwo, brak finezji, talentu
Z maniurą konfidentów obgadują za plecami
Zamiast konsekwentnie się odznaczyć wynikami
Nagradza je ulica, to ludzie z krwi i kości
A nie hołota z branży, to nagroda publiczności
Prawdziwa, nie od święta, w chuju mam konsumenta
Masowego odbiorcę, dla nich ta puenta
Nie popełnię błędu, śpię spokojnie, patrzę w lustro
Ludzie nie chichoczą na mój widok, choć ochoczo
Podbijają by zagaić, nikt z was mnie nie obraził
Żaden z was mnie nie zranił, bezsensu za mną łaził
I to jest dla mnie sygnał, że się nie należy wstydzić
Za własne poczynania siebie samego brzydzić
Szczerość w naszym klubie, to lubię, klubowicze
Jest impra, krzyczę: SLU ponad życie
Już do końca tak będzie, z nami poryte dekle
Wykolejone asy, kanalie przebiegłe
Bez was to wszystko jest pozbawione sensu
Nie chcemy fejmu, masowego protestu
Chce logicznego tekstu, z muzyką kontekstu
Masy nowych wersów, w formie manifestu
Na osiedlu co krok, prawie co drugi blok
Nadaje nasze tracki, to miłe chłopaki
Dzięki za wsparcie, pierdol radiowe stacje
Co kreują uparcie tandetę, którą w żartach
Zanuci z kumplami, i wtedy będzie śmiesznie
Syf na chujowych bitach, tak zwyczajne brednie
Więc jebać te komedie, my dla ulic odwiecznie
Dla prawdziwych ludzi, bo tutaj nasze miejsce
To nasza muzyka, co wypełnia ludzkie serce
Dla ulic odwiecznie, bo tutaj nasze miejsce

Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława

Niech oficjalne media biją non stop kurwą brawo
A ja będę się cieszył nadal swą uliczną sławą
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Od ludzi brawa, ich uściśnięta graba
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Od ludzi brawa, ich uściśnięta graba

Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Czas odnotować ten fakt przykry
przywykliśmy do rzeczy absolutnie niezwykłych
by mieć jasność, świat co raz nie da się wyjaśnić
nie dziwi nas to, bo nie dziwi już nas nic.
Jutro się zdarzy rzecz pozornie niesłychana
Gabriel Janowski założy koncern "polski Banan"
Ja nadstawię ucha z prawa i z lewa
i usłyszę: "no, można było się tego spodziewać"
i cwaniak a że podły Boże za zło tego nie miej mu,
został obrany wicemarszałkiem sejmu
"nic dziwnego" a tym którzy twierdzą że tu zaszedł postęp
przypominam że ten facet wciąż jest posłem.
Czy są dziś jeszcze jednostki zdziwione
tym że źródłem szczęścia może być polifoniczny dzwonek?

Nikt się nie dziwi chociaż jakby nie liczyć
jeśli chodzi o zdrowy rozsądek mamy deficyt
świat się skrzywił, mało tego on krzywi się dalej
lecz nikogo nie dziwi ogrom tych szaleństw

A ja wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane
A ja wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane

To co znasz nie dziwi cię bo trzyma Cię jak grawitacja
zaś nieznane wcale Cię nie ciekawi
masz jak wszyscy, ludzie których już nie dziwi to co widzą
w dużym pokoju kolorowy telewizor
mnie już długo nie dziwi i nie pozbawia oddechu
to z czego śmieją się ludzie w maratonie uśmiechu
swoją drogą im częściej Manuela sypnie żartem
tym bardziej jestem panu wdzięczny panie Walter
ani trochę nie zdziwiło mnie w Idolu
czerstwe poczucie humoru najmniejszego z jurorów
bo wyjściem z wszystkiego jest pojechać komuś grubo
widz się bawi, a ja gratuluję panie Kubo
Otwieram Wyborczą, czytam co wyprawia Rywin
zdziwił bym się gdybym tylko potrafił się jeszcze zdziwić
nikt nie krzyczy przyzwyczajony do takich przygód
nie obchodzi nas to na co nie mamy wpływu
Ktoś walczy o coś? To wariat, poważnie go nie bież
wszak dziś każdy walczy o siebie
żadnych wojowników, zatem oprócz wojowników limba
moje pokolenie pogodziło się ze światem a ja z nim wraz

lecz wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane
I wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane
Czy ty nie masz żadnych uczuć, no nie masz?
- Mam… Gniew.

Hans:
Przypływ mądrości mierzy się upływem żółci
Ty jesteś młody i głupi
Zbyt często lubisz się upić
Jak pies zaszczuty, który w każdym widzi wroga
Gniewem zatruty, ledwo stoisz na nogach.
Twój rozum już śpi, ty jeszcze nie
Wypiłeś już dosyć, więcej chcesz
Musisz udowodnić wszystkim, że z tobą się kurwa nie zadziera
Wypić, zapalić i udawać penera
Potem wrócić do domu, na swoją kobietę się wydzierać
Gdy ona zbiera Cię z ziemi, próbując coś zmienić
Ja nie chcę już tego przeżywać, wybacz
Zmywać to czym rano będziesz rzygać
Po wódce i piwach, nie mogę patrzyć jak przegrywasz
Jak Coraz bardziej odpływasz
Ostatni iskra domowego ogniska, ledwo już błyska
A każda bliska osoba toczy jad z pyska i ciska wyzwiska
Mamy przecież te same nazwiska
Więzy słabną,
nerwy słabną,
uczucie gaśnie
Rosną waśnie
a właśnie w tym czasie,
Twoje dzieci dorastają w hałasie
Desperacja rośnie, jest coraz głośniej
Uciszyć ten hałas i przestać pościć
Zepchnięci, zdepnięci, z niechęci
Zaciskają pięści by walić, bez granic
Na oślep, bez celu, bez wartości, 100% złości
Dwa promile we krwi, nie powstrzyma go nic
Nie potrafisz nic pomyśleć, a potrafisz mocno bić,
Otwierasz dłoń i wbijasz, uderzasz jak pijak,
Zabijasz siebie, ją i przyjaźń i miłość co była,
Z czym czy warto się upijać, uczucie mija,
Jedno na milion, ono mija.
Teraz patrz na łzy, rozmazany makijaż /x2

Ref:
G - gromadzisz go w sobie i zbijasz
N - niszczy pali mosty zabija
I - instynktownie budzi fobie
E - elementarne w walce z wrogiem
W - lecz wróg jest w tobie i nim płoniesz

GNIEW !
GNIEW !!!

Deep:
Gdzie byłaś całą noc,
Powiedz kurwa, gdzie się szlajasz,
Dzieci znów ryczą, ja czekam na ciebie jak pajac
Wydzwaniam do ciebie raz, drugi, setny i następny
I zgadnij co do huja ??!!
Abonent jest niedostępny!!!
Jasne kurwa wyładowała Ci się komórka,
Możesz mieć mnie w dupie, ale tam płacze twoja córka,
Zrobiłem kolacje, położyłem spać ją, chciała do mamy,
Gdzie jest mama, gdzie jest mama,
Co mam powiedzieć, nie mam mamy ?
Gdzie ty byłaś w ogóle?
Zobacz jak wyglądasz, jak zdzira,
Ledwo trzymasz się na nogach
Kurwa, a dawno żeś nie piła,
Co to za strój, przy mnie ty ubierasz się w łachmany,
Nic nie robisz tylko stękasz koczkodanie poczochrany,
Ciągle nie zadowolona, wielka pani obrażona
Nie wiadomo na co kurwa,
Normalnie idealna żona.
Przestań drzeć ryj na mnie,
Na mnie jeszcze masz czelność?
Pamiętasz co obiecałaś mi na ołtarzu?
Miłość i wierność!!
No jasne rozjeb ten talerz, niech sąsiedzi słyszą
Myślisz, że Julce nie wstyd w szkole, że jej rodzice tylko krzyczą,
Że jej matka co chwila z innym frajerem jeździ furą
Nie myśl sobie, że jesteś dupa,
Jesteś tylko domową kurą.
I co masz mnie za głupka,
Przyprowadzasz tu tego dupka,
Wiem bo mówiła Julka, że ma kurwa nowego wujka
Wujka kurwa,
A ja w pracy tyram za dwóch,
Ty przechlewasz te pieniądze, albo kupujesz se ciuch,
Gdzie z tymi łapami, odejdź bo rozpierdolisz drzwi,
Nie dość Ci tego syfu,
Przestań się drzeć, bo Julka śpi,
no pięknie!
Julka idź do swojego pokoju
Ja zwariuje tutaj kurwa, serdecznie dość mam tego gnoju,
Wychodzę, rozumiesz wychodzę, się wyprowadzam!
Ja jestem zerem!? wiesz, ale przynajmniej cię nie zdradzam
(Żyjąc w gniewie, widząc siebie w niebie...)

Ref.
G - gromadzisz go w sobie i spijasz
N - niszczy, pali mosty zabija
I - instynktownie budzi fobie
E - elementarne w walce z wrogiem
W - lecz wróg jest w tobie i nim płoniesz
GNIEW ! GNIEW !!!

G . N .I .E .W
G . N .I .E .W
G . N .I .E .W

GNIEW !!! GNIEW !!!
Wychowany w brudnej rzeczywistości lat 80
Nie chcę skończyć jak zaprogramowany przez system robocik
Praca-dom, dom-praca po kilkanaście godzin
Kobieta którą kocham ma przed wcześnie się postarzeć
Piętno życia odciśnięte zmarszczkami na jej twarzy
Czy tak ma to wyglądać z tym mam życie kojarzyć
Dlatego inny tor obieram wiesz w słowach nie przebieram
To i tak zabawa trwa od wieczora do rana
Częste hasło kana kana problemy egzystencjonalne z rana
Przechodzą przez głowę myśli, które męczą
Przecież życie jeszcze młode z życiem zawrzeć ugodę
Iść tym samym co miliony torem daj spokój to chore
Gdzie zabawa, odprężenie, relaks, beztroska sielanka
Chcę poczuć, że żyję czy tak wiele wymagam
To na czym tak bardzo nam zależy
Frajerom z wyższych sfer do znudzenia się powtarza
Uroki życia jeden, drugi ma to w dupie nie docenia
Wszystko ma na co ochotę bierze
Nie zastanawia się że innym trudniej
Że trzeba harować żeby chociaż się ubrać
Zapewnić sobie byt i mam się różnych zajęć
Nieznane mi hasło wstyd jest kraść
Kiedyś stary mi powtarzał ale często się zdarza
Wałkowanie się powtarza i nie zmienia to niczego
Egzystencja mnie zmusza do przodu ruszam i myślę
Każdy dzień jak plan działania
W tym rzecz jak przeżyć w trudnych chwilach
Pewnie wiesz jak to jest jak na wojnie
Kto przyjaciel, a kto skurwiel ja wiem dobrze
I dlatego bardzo dumnie podchodzę do wszystkiego
Do zjawiska nieznanego Syki wie
Pieniądz leży na ulicy nie odkrywam tajemnicy
To wie każdy zły czy dobry dla społeczeństwa niewygodny
Wciąż nowych przygód głodny
Pod prąd kursujący na ulicy się kręcący
W klimacie przebywający wszystkim znany i nieobcy
W kłopocie pomagający od życia wymagający
Więcej niż mógł dostać (Sykusia oddała się postać)
Widzisz mam cię wiem że skupiłeś uwagę
Nie mam podniosłego tonu tu nie chodzi o powagę
Chociaż temat niewesoły tak życiowy bliski tobie
Bieda zawsze taka sama zapamiętaj to sobie
Więc oddaje to co robię może twoją półkę zdobię
To kawałek mego życia to nie grzeje, nie zachwyca
Wciąż dolina się zaczyna kiedy skończy coś się ruszy
Może będzie jeszcze gorzej, jeszcze gorzej, jeszcze gorzej
Że zostanę na ulicy wszyscy rówieśnicy wyczyn
Pokończyli ogólniaki, uniwerki, biznes fraki
W pogoni za sukcesem dla dumnych rodziców
Spełniają oczekiwania według ukierunkowania
Ekonomia, zarządzanie, prawo zawsze jest do zdania
Jednak nie dla mnie ja zdaję dziś z gadania
Szkoła życia edukacją, wiem co to miłość wiem co zazdrość
Wiem jakie wartości dają mi stabilność
Co jest wadą, a co zdradą gdzie lojalność ulicy prawo
Bo poznałem to dawno i nie muszę o tym gadać
Nieraz wystarczy spojrzenie żeby wiedzieć co się dzieje
Kto jest człowiek, a kto kurwa to zostawię dla siebie
Uniwersalne wartości dla niektórych śmieszne mrzonki
Udawać, że rozumiesz jest dla ciebie najprościej
Nie rozumiesz nie poczujesz głupi uśmiech kalkulujesz
U mnie zero stopni w kuchni w szczycie zimy tak radośnie
Atak Slums'ów ma podstawy żeby o tym kurwa gadać
I, że produkcja ma okładkę, że legalnie leży na półce
Nie czyni mnie lepszym od innych dodam tylko pokrótce
Najlepszy MC ja dziwię się wielce
Na chuj to drukujecie? reklamować chcecie?
Nieraz jest to żenujące tak jak 96 nie skończę
Zbliża się już 99 umiejętności podnoszę
Bo w miejscu nie stoję tutaj postęp się dzieje
Wiem o czym chcę mówić, że wysłuchasz mam nadzieję
Jednak nie, nie za bardzo się przejmuję
Co kto myśli, mówi, radzi kilku ludzi
Małe grono nie chce nikogo obrazić
Ale ten kto zna i to wie
Najlepiej to odbierze oni wiedzą, ja to wiem

Żyje tym co mam, a jeśli jest tego niewiele
Nie przejmujcie się mną, pokój z wami przyjaciele
Dzi dzi dzi dziwko, Dj dziadzior
dzi dzi dzi dzi dzi dzi dzi dziwko, Dj Dziadzior
dzi dzi dziwko

Tylko spokojnie wokół nie spokojny czas
jedni mają gwiezdne wojny a inni wojny gwiazd
robie wolny wjazd na house, dudni bas cały czas
potem będe ciągnął hajs
zrzędną miny a ci co mieli gadać zamilkli
wyjebali ich tak jak świstaka z milki
wyja wilki krążą królowe kibli
chodzą błyszczą szminki stukają szpilki
one kuszą chcą to muszą to mieć
wszystko co chcesz w zamian dadzą ci wejść
one kuszą chcą to muszą to mieć
wszystko co chcesz, one muszą to mieć..

Wróci potem skurwielu to co było przed tem
to jakbyś leciał w te i z powrotem jumbo jet-em
te rymy wsciekłe jak pacjenci, jestem legendą
a oponęci byli są i będą, smutni i pojechani
to jak sputnik wiruje na około bani
okrutni pojebani, szklana pogoda, szklana pułapka,
szklanki na stole, do szklanek polej , whisky i cole
walimy shota mamy leworwer i melonik
siedze pije lemonik na misji jak Johnny Mnemonic
Gin i tonik , a polski hip-hop wszedł i wyszedł
zostało bez grosz za pięć dyszek jak pięć szyszek
takich oznakieciowych to nowy to rynkowy
ten przebojowy, nie ma o o lipa cisza medialna
sami wiecie wszyscy i tak siedzą w internecie
a na ulicach pusto, a w TV chujem wieje
co się wogóle dzieje rap atakuje knieje
DJ dziadzior P D G fm, siedzie w klitce na slums'u
ten

Mówi DJ dziadzia allias hardcorowy papa
don dada, świeżo upieczony tata
rym składam, PDG wandal, wymiatam
ze mną moja banda na track'ach
znam się na tych tematach, pach pach
poskładane co?, jadę o piątej nad ranem
wiesz co jest grane to Dj Dziadzior
wiesz co jest grane

Teej, to PDG to te mroczne gęby
to ta ekipa, która budzi śpiące królewny
słyszysz wrogów, podszepty, nie widoczne błędy
a tu dudniące bębny

Salamalejkum , jeździłeś slalomem ?
Nie nalejesz z pustego nawet jakbyś był Salomonem
Nie odwracaj psa ogonem , w sumie kota
Kontrowersje , jak konferencje Palikota
Wali stopa , zaraz się wywali kompakt
Będą wnet płakali
Kali znowu zgubił kopa
Lolka wali , pali bo nie pali głupa
Raw nie wali jak Kali gula
On za głowe wali
Fura , cóż za bzdura będe z Tobą szczery
Co słychać na osiedlu? o to wciąż pytam chłopaków
I tych z ulicy wraków, wolnych degeneratów
Zaniedbane młode matki, niechciane dzieci z pod klatki
Nie stroniące od wpadki, zwariowane sąsiadki
Młodzież okoliczną, te uczącą się - nierobów
I tych co utrzymują swe rodziny - dzięki Bogu
Do domów, nikomu z nas tu nie jest spieszno
Słońce w zenicie, powiew wiatru, oto piękno
Bo niejedną piękną każdy z nas w sercu nosi
Trudy codziennego życia, problemy z klasą znosi
I cieszę się tym życiem, każdą jego wolną chwilą
Udowadniając debilom, że pieniądz żadną siłą
Więcej miłości, mieć przy sobie kilka osób
Wtedy bezkolizyjnie zniesiesz nieprzychylność losu
I to jest właśnie sposób, by godnie żyć w betonie
Duma, radość, miłość - w górę ręce gamonie
Nikt nie utonie w tym bagnie, nawet na dnie
Tli się nadzieja, ja to wiem tego nie zgadłem
Więcej optymizmu, pomimo dydaktyzmu
Który serwuje góra, tak, to mowa o szczurach
A ty przetrwaj w tych murach jak ja, to nie bzdura
Zwycięży prawda choć bolesna jak komuna

...Prawda zwycięży...

Prawda zwycięży - zwycięży prawda
Prawda jest naga, prawdą odwaga
Ludziom pomagać, dać z siebie wszystko
Nie zawieść bliskich, oto motto na przyszłość

Dozwolone wszystkie chwyty zdobyć szczyty jak Kossity
Często się zamartwiam, ale w bojach wsza obyty
I choć zawiodłem wielu, nadal słyszę - przyjacielu
Nadal do celu z wierną sobie ekipą
Raczej Maybach niż Tico, ale to nie istotne
Bo prawda to prawda, a nonsens to nonsens
Z dala od kłopotów, prowokacji, farmazonu
Tylko rap nagrywać - żyć, już do końca - ludziom pomóc
Całkiem oficjalnie, nie jak kiedyś po kryjomu
Seks, dragi, rap - trzy elementy gnoju
Co ty chcesz wiedzieć? mam coś więcej powiedzieć?
Od rzeczy nie gadam, więc problemu z tym nie będzie
Lecz czy mogę ci ufać? to pytanie do ciebie
Chcesz mnie wysterować, to ja wysteruję ciebie
Doping naturalny, ty mnie pytasz o nienawiść
Tak często bywam zły, świata nie zdołam naprawić
Zrozumiesz to dopiero wtedy, gdy wykrzykniesz - przestań
Już na własnej skórze czujesz - to blokowa agresja
(To blokowa agresja...)

Prawda zwycięży - zwycięży prawda
Prawda jest naga, prawdą odwaga
Ludziom pomagać, dać z siebie wszystko
Nie zawieść bliskich, oto motto na przyszłość

Prawda zwycięży - zwycięży prawda
Prawda jest naga, prawdą odwaga
Ludziom pomagać, dać z siebie wszystko
Nie zawieść bliskich, oto motto na przyszłość

Ta prawda bywa żalem, a nierzadko też skandalem
Kontrowersja ku chwale, mej ojczyzny tu gdzie stale
Jestem w tych miejscach, mój dom, cała reszta
By pamięć nie odeszła w nieznane, tam gdzie mieszka
Zbyt wielu przegranych, już do końca tam zostaną
Stracili swoją szansę na wielką wygraną
A ja pluję na to wszystko, nie dam z siebie zrobić miazgi
Czy prawo istnieje? nie troszczę się o drobiazgi
Ten kawałek nie pastisz, nie dla korzyści
Niech będą przeklęci jebani oportuniści
Z dala od fikcji, często piszę w afekcie
Wkładam w to serce, z premedytacją, częściej
A wy to bierzcie, prawda jest dobrze znana
Dla mej drużyny blamaż? opcja nie wskazana
Tu wiary trzeba, selavi, tak to idzie
Raz dno, raz na szczycie, '97, pener, życie
Te prawdę słyszycie i to nie po raz pierwszy
Wciąż będę pieprzył jak ciężko jest tych wierszy
Szybko nie zapomnisz, bądźcie spokojni
Nadzieja jest w nas, nie prędko ktoś nas zastąpi

Prawda zwycięży - zwycięży prawda
Prawda jest naga, prawdą odwaga
Ludziom pomagać, dać z siebie wszystko
Nie zawieść bliskich, oto motto na przyszłość

Prawda zwycięży - zwycięży prawda
Prawda jest naga, prawdą odwaga
Ludziom pomagać, dać z siebie wszystko
Nie zawieść bliskich, oto motto na przyszłość

...Prawda zwycięży - zwycięży prawda...
...Prawda zwycięży - zwycięży prawda...
...Prawda zwycięży - zwycięży prawda...
...Prawda zwycięży - zwycięży prawda...
Jopel.
Być może to szaleństwo, bo napewno nie przypał.
Ten rap jest jak świadectwo na to, że w nocy nie sypiam.
Już przestałem wnikać chyba.. w to czy to mi się opyla.
Nie doszukuj się zajawki tam gdzie robią bilans.
Moja dziewczyna ? Częściej miewam ją niż mam.
Jak ten hajs, który ubywa mi każdego dnia.
Znowu stoję sam, pośród 4 ścian jak palec.
I patrzę się w siną dal tak jakbym chciał tam coś znaleźć.
Ale nie widze nic.. Ani nikogo !
I słyszę tylko ten bit i na nim daje Ci słowo.
Że będę w tym życiu kimś, gdy inni nie mogą sobą.
Za oknem dochodzi świt, papieros wciąż tli się obok.
Goniąc za codziennością, forsą, obranym celem
nie liczę już nawet dni, jak i nie liczę na Ciebie.
Na nowo musimy iść po drodze tracąc sumienie
i resztę zostałych sił, których było niewiele.

Ref.
(Płynę)
Po morzu strat i nie mam nic do stracenia
I może to morze strat, a może to już ocean.
Ten rap jak jedna z tratw, innego ratunku nie ma.
I może ostatnia z szans, a może szansy już nie ma.
(Tonąc)
Na morzu strat już nie mam nic do stracenia
I może to morze strat, a może to już ocean.
Ten rap jak jedna z tratw, innego ratunku nie ma.
I może ostatnia z szans, a może szansy już nie ma.

Miuosh.
Układ był jeden, bo skoro dam wszystko z siebie
To po czasie to musi tu wrócić, inaczej pojebie mnie.
Dzisiaj znam tę gre na wylot, wiesz ?
A Ci co niby ją znają,
wciąż mówią na mnie Mioush zamiast Miuosz - przykre
Od początku to srałem na ten biznes.
Pieniądze i swe starania możesz wsadzić w pizde - i tyle
Chcesz robić Grube Jointy, jesteś świstek
od ruchania w dupe masz opuchliznę - jesteś szczylem
Nie zlicze ile hajsu przeszło bokiem
Z matmy byłem ćwokiem, wolałem wierszy słuchać pod blokiem.
Inne podejście jak Sony Crockett.
Chce poczuć świat w moich rękach nie oglądać go zza okien, brat.
Nie pamiętasz ? Ja nie zapomnę nigdy.
Przed Pogrzebem* każdy grób wydawał mi się być przykry.
Dziwki krzyczą, niech krzyczą, ja wciskam Rec- i play.
To mój jebany Cast Away, ej!

Jopel.
Budowałem nowe związki, i ruinowałem stare.
Spałem pijany jak menel na schodach w klubie za barem .
I może gdzieś mnie mijałeś, i może o mnie słyszałeś.
I tym się różnię od Ciebie, że nie wiem o Tobie wcale.
Nie pale.. Jak zapytasz mnie o sztynks,
A i tak mam paranoje w głowie.. tak jakbym był..
W jednych z zamkniętych wind bez drzwi i spadał w dół
I nie mógł już zrobić nic, i czekał tylko na huk.
To jest jak cug - ta cała nasza codzienność.
I lepiej powala z nóg i ryje mózg niż mefedron.
I szkoda, że to sam Bóg nie siedzi za reżyserką,
bo wtedy może bym mógł uwierzyć w jego obecność.
Tu! gdzie obojętność stała się substytutem.
A więzi międzyludzkie zastąpiono facebook'iem.
Jak mam nie mieć w dupie Ciebie i świata, WYBACZ ?
Skoro nie ma Cię przy mnie, a kiedyś byłaś... !

Ref.
(Płynę)
Po morzu strat i nie mam nic do stracenia
I może to morze strat, a może to już ocean.
Ten rap jak jedna z tratw, innego ratunku nie ma.
I może ostatnia z szans, a może szansy już nie ma.
(Tonąc)
Na morzu strat już nie mam nic do stracenia
I może to morze strat, a może to już ocean.
Ten rap jak jedna z tratw, innego ratunku nie ma.
I może ostatnia z szans, a może szansy już nie ma.
Nie mam na uszach słuchawek, kiedy
Jadę busem wole słuchać siebie sam, kiedy
Widzę ich moje słowa są dla nich głuche
Nie znam ich, ale granice szybko kruszę, kiedy
Ich oczy mówią mi to o czym milczą dusze
Widzę ich, gość w krawacie może spoko finansowo ma się
a może przed chwilą stracił ulubioną pracę
Nie przyjechał furą bo miał kaca i dlatego busem
Wraca na chatę, ma kredyt na nią
może myśli o odsetkach, kiedy w bokserkach
Odpala fete rano, może zbiera na nią
A teraz ledwo wynajmuje M2 w jego okręgach
nic nie ma tanio, starsza kobieta na oko 70
Uśmiechnięta myśli o tym jak się wiedzie dzieciom
One już mają swoje rodziny, jedzie do córki i wnuczki
powiedzą jakie w szkole nowiny koło niej stoi kolo,
czujny i spięty, sportowiec, ma koszulkę, krótkie spodenki..
ta pani myśli wysiadać za chwilę już muszę,
on na przystanku szybkim ruchem jej zrywa z szyi łańcuszek
i wybiega..
moja pierwsza ocena była złudna, bo teraz wiem
po co tak się kurwa ubrał, ludzie pytają coś się stało pani?
Ona wspomina łańcuszek, który dostała od swojej mamy
Mnie to boli stary, odwracam wzrok na dziewczynę,
czarne włosy, czarne okulary w których jej do twarzy,
ale nie widzę nic za nimi jakiś gościu obok nieźle ją obcina i się ślini.
Kolejny przystanek wsiada jej Valentino, zdejmuje jej okulary
i za nimi zobaczyłem miłość... ich usta spotykają się i Ona nie
podejrzewa, że jego myśli coś ukrywają, nie...
kiedy powiedział jej że ma na drugą zmianę do roboty wczoraj,
dlatego nie zadzwonił do wieczora i może w tym było prawdy trochę
bo miał na drugą, ale nie zmianę tylko ochotę, odwiedził ją
Ona siedziała sama w domu, puściła Berry White'a ze starego gramofonu
i myśli dręczyły go, ale gdy poczuł jej szminkę na swoich ustach
wątpliwości opuściły go..
Teraz mówi swojej, że wygląda pięknie, wychodząc z autobusu
Ona łapie go za rękę, biegnie zdyszany chłopiec
wsiada, wyciera pot z czoła kierowca dodał gazu
i ruszyły mocno koła, zachwiało nim ale lewą ręką złapał się
W prawej ma sportową torbę ciekawe co ma tam w niej
może strój i wodę grać jedzie do szkoły w nogę
a może uciekł z domu i spakował to co może
Wziął pieniądze, wiedział gdzie je chowa Ojciec
On tylko pił i bił go za gorsze stopnie, obok starszy facet
patrzy się na niego, może ma syna w jego wieku, a może mieć go nie może
a mocno chciałby, może wiele by zapłacił żeby odzyskać syna,
którego rok temu stracił, mój przedostatni przystanek
kierowca omija go bo nikt nie wcisnął stop, a był na żądanie
Zaniedbana kobieta biegnie do niego krzyczy "dlaczego się pan nie zatrzymał?
dlaczego?" i płacze do mojego przystanku, ja wysiadam
znów cofa się, tam był szpital może coś bardzo boli ją
zostaje sam tych ludzi już nie pamiętam
i pewnie myliłem się w 99 procentach
i nie zrozum tego źle
ja opisuje ich,
oni opisują mnie.
Piszę płytę ze swym życiem jednocześnie
razem choć to pierwsze nie od razu stało
się tak samo ważne jak to drugie z czasem,
przyszłość też mam na nią własny patent
choć z ulicy nie jesteśmy nasz rap to nie
delikates, rynek rodzi nowe płyty o tym
samym w innej szacie takie same jak te
stare wszystkim znane tak jak pacierz,
ja zawijam się do domu żeby zrobić se
herbatę, siąść za biurko, chwycić kartkę i
popłynąć znów z tematem, wiesz robię
tak co wieczór, prawie chcę wypromować
ten materiał, nie zarobię na tym grosza
w Tobie wiele więcej floty, mógłbym
biegać po skejt shopach gonić to po
dziesięć złotych też nie liczyłbym na
zwroty wtedy to nie o to chodzi i nie
o to też chodziło kiedyś co nie
Białystok, podziemna scena ziomek to
paradoks najpierw klepią Cię po plecach
później za plecami jadą, czas pokazał kto
jest kto, czas weryfikuje krwawo, ciągle
nagrywamy rap chuja na gamoni kładąc,
możesz mieć za sobą ziomków całe stado
nawet, możesz mieć brygadę z pięciu
osiedli ekipę ja wciąż mam determinację,
masz okazję ją usłyszeć.

Nie wiem, nazwij to jak chcesz, lecz
na pewno to nie talent na to, że dziś
słyszysz mnie sam solidnie pracowałem,
moi rodzice co do mnie mieli inne plany,
chcieli żebym był lekarzem pewnie są
rozczarowani, nie raz pierwszy, nie ostatni
jeszcze bliskich rozczaruję, często wracam
najebany, albo nie wracam w ogóle, z
przyjaciółmi więcej czasu spędzam, mniej
odwiedzam niunie, hajs nie trzyma się mej
ręki chociaż nawet nie pracuję, myślę o
tym często kiedy spaceruję znowu, ciemne
niebo, kilka drzew, czekam gdzieś na
autobus, garstka ludzi, więcej miejsc pustych,
gdy wracam do domu, klimat wieczoru na nic
tego nie zamienię, z kielni dźwięk telefonu,
więc odczytuję sms, wygraj dziesięć
samochodów, wyślij siedem dwa dwa siedem,
nigdy nie wysyłam powód w takie głupoty
nie wierzę, sny zostawiam dla idiotów, chcę
realizować cele.

Jedna miłość, a może dwie w każdym razie
towarzystwo się skurwiło zdaję sobie z tego
sprawę i już mnie nie dziwi wcale to, że
matka mego ziomka nawet w kuchni przy
pierogach robiąc dla rodziny obiad nuci se
pod nosem refren co go jak wracała z pracy
usłyszała w radiu ESCE też go słyszę chcę czy
nie chcę choćby wtedy, gdy w kolejce z
wózkiem w spożywczaku stoję zewsząd
wypływa badziewie, a niekompetentni ludzie
nazywają to hip-hopem, ja uśmiecham się
pod nosem, lekko ramionami wzruszam,
dla mnie słuchacz to koneser, muzyka,
synonim sztuka, jeden kradnie telefony,
drugi żre piguły w klubach, inna do tych
telefonów chętnie za kody się rucha, ziomki
dym trzymają w płucach aż nie zaczną nim
kaszleć, nie jest łatwo tego słuchać, a
nagrywać tym bardziej, płytki oddech,
mam astmę, ale walczę mam powód,
raz dla bliskich to ważne, dwa ostatnie
dla wrogów, puszczam swoją jazdę w
teren podziemie, Białystok, Toruń.
Nie ma miejsca już by chować to przed światem
Wszyscy chcą mi zabrać godność, odebrać szczęście
Płaczem, pod tym płaszczem honoru
Jest pustelnik, grzebiesz w życiorysie jak uparty celnik
Nie mam dokumentów na swą słabość, zaaresztuj
To nic, że oczy łzawią, więc nie krępuj się, poczęstuj
Tym co Ci dam albo trzymam gdzieś schowane
Nie pytacie się o zdanie, słyszę to wśród waszych szeptów
Weź tak nie stój, jak już grabisz to bądź jak banda Hersztów
Robisz to dla siebie, przecież nie dla efektu
Nie rozumiesz tego tekstu, wcale się nie dziwisz
Że jeżeli nie chcesz tego zmienić to weź to zaakceptuj

Ref.
Jesteśmy ludźmi
Chcemy się skruszyć
Żyjemy razem
Choć chcę powiedzieć, że
Chcę stąd uciec
Daleko od Was
Spędzić życie sam
Chcę być jak pustelnik

Chodzę boso po pustyni, piasek ociera się o skórę
Teraz jest już pięknie, i gdzie ten dureń
Co powtarzał głupi tekst, że jesteśmy by żyć w stadzie
Nic sam, samemu będziesz miał pod górę
Spróbuj w tym tłumie, zebrać myśli, się skupić
Spróbuj się wyciszyć w tym pierdolonym szumie
Ty z każdej strony słyszysz, przecież ja do Ciebie mówię
Nie zrozum mnie źle, choć ja też tego nie rozumiem
Chcę obserwować niebo, chcę czuć zapach tej wolności
Chcę być sam z problemami, nikogo się prosić
Już teraz wiem co czuł Tomas Merton
Chcę się schować przed tym złem co wkręca w głowę wiertło
Nastał czas kiedy rośnie mi tętno
Gdy patrzę ludziom w oczy oni kłamią tak bezczelnie
Nasze życie jak już zwiędło, zapachniało śmiercią
W tumie czuję dziwną pętle wokół szyi, tak wygląda stado zwierząt

Ref.
Jesteśmy ludźmi
Chcemy się skruszyć
Żyjemy razem
Choć chcę powiedzieć, że
Chcę stąd uciec
Daleko od Was
Spędzić życie sam
Chcę być jak pustelnik
Teraz tu nieco spokojniej, sklepy z „odjechanymi” ciuchami, kafejki, bary.

Cóż, za chwilę objadamy się ryżem w innym chińskim lokalu, którego kuchni nie.

Blog poświęcony bollywoodzkim produkcją filmowym, muzyce, strojach ).

Cóż by tu napisać ) Bollywoodem zaczęłam interesować się kilka miesięcy temu.

Kiedyś wpadłam w głęboką studnię czasu i wciąż.

3 Było tu kilka osób mezo i paula znaczenie odległosci tekst

Samotność-cóż po ludziach? Długo mnie tu nie było! Inne opowiadania zapewne sięjuż skończyła, alja ciąlge ciągne jedno, to samo, nudne opo;(No, ale cóż czas mi nie pozwala na pisanie.

cóż, spłonął gdy płakałam bo słyszałam jak wykrzykuje twoje imię, twoje imię leżąc z tobą mogłabym zostać tam, zamknąć oczy, czuć cię tu na zawsze, Byłem przekonany, że umieści8łem tą fregate - no cóż - skleroza PS. Czy widzę tu pewną inspirację? ;P Sam pomysł powstał jeszcze dośc dawno temu (w odległej.

Tu otwarłem drzwi – i cóż? Ciemność w krąg – nic więcej już. Patrząc w mrok ten na wsze strony, stałem trwożny i zdumiony, Rojąc mary, jakich dotąd.

SPRAWDZ CZY ZNASZ ŚLĄSKIE SŁÓWKA?. KLIKNIJ TU 15pkt -jesteś ślązak, 10pkt-14pkt-no nieżle, 5pkt-9pkt-no cóż nauczysz się jeszcze, 1pkt-4 pkt, -fajny gorol z ciebie Powiedz, że zostaniesz tu dla mnie. Widzisz? Wiem, że lubisz kształtne panienki. Spoglądasz na jej pośladki, skąpe ciuszki. Cóż mogę powiedzieć Dzisiaj mieliśmy znów próbę bez wokalu. Cóż każdy z nas ma jakieś obowiązki, przy których granie jest na którymś tam miejscu w kolejce. Tu otwarłem drzwi – i cóż? Ciemność w krąg – nic więcej już. Patrząc w mrok ten na wsze strony, stałem trwożny i zdumiony, Rojąc mary, jakich dotąd głąb.

cane corso - Jestem śliczny piesek i cóż tu dodać!! Zdjęcia w kilka godzin po katastrofie Tupolew Tu-154. Samolot Rządowy RP - Tupolew.

Ale cóż prezydent sam zadecyduje, i może trochę potrwać!!! xD P; zimek 26-12-2008 g.

Opowiadanie o przygodach Runo Misaki z Bakugan.

-Ziemia, nie wierzę że tu wróciłam. No cóż muszę zmienić swój wygląd. WSZYSTKIE DZIAŁY DOSTĘPNE SĄ PO REJESTRACJI!!! REJESTRACJA ZAMKNIĘTA !!!.

wątpię że ktokolwiek tu zajrzy ale cóż mezo i paula znaczenie odległosci tekst zapraszamy! W hotelowym basenie pływa Piotruś , ale nagle straciła majtki. No cóż tu zrobić mezo i paula znaczenie odległosci tekst Wychodzi z basenu i chwyta pierwsza lepszą tabliczkę i wybiega do hotelu. openonline. pl - cóż za piękna porażka ) - Grupy dyskusyjne dla facetów.

tylko, że tu jeszcze dodatkowo dochodzi problem przy ewentualnej kradzieży.

Tu turyści przybywają i zabytki podziwiają. Więcej rzeczy mógłbym rzec tu, ale po cóż moje słowa Lepiej sam zobacz to wszystko, spakuj torbę i już w drogę. Redaktor Gospodarz bajki opowiada, więc … cóż tu pisać, ACTA to nie są conventa pacta … Jiba (0 46 – w poprzednim wątku) Moje współczucie jest dla reżysera.

czy są tu osoby BI?.

Cóż, ja jestem BI. Zresztą, mam dziewczynę. Co w tym niezwykłego? I tak jak.

Wiocha. pl Hmmm cóż mezo i paula znaczenie odległosci tekst Mimo iż być może nie ma tu wiochy pozostawię to na dobre!!! Cóż tu czynić im dano? Czy to rzesza biedaków bezdomna? Głowy wsparli strudzone, cóż ich twarze zmarszczone? Przecież pracę ich dzienną płacono. mezo i paula znaczenie odległosci tekst notkę D nie wiem jeszcze czy będzie ona długa czy też krótka D ale cóż postaram się coś ciekawego napisać D Hmm…. długo nie pisałam tutaj D ale nikt tu.

Najważniejsza jest Polska. Gdybym myślał inaczej nie powstałby ten tekst, ta melodia napisana przez Mariusza Dubrawskiego, wreszcie spot nagrany przez Andrzeja.

Re Cóż tu na początku, pozdrawiam! mezo i paula znaczenie odległosci tekst kolejnym ataku i moja prowadząca lekarka mówiła że chce zrobić rezonans ze względu na to, iż w eeg wyszły zmiany o.

Cóż mam zrobić, by ta potężna Zima ustąpiła mi miejsca. Moje prośby na pewno nic tu nie pomogą, bo Zima ma serce z lodu. A może je stopić? Kiedy cię tu nie ma Nie ma nikogo kto mógłby ofiarować mi to, co ty Cóż, jesteś dla mnie wszystkim Gwieździsta noc sprawia, że ona mnie kocha Znajdziesz tu utwór trubadurzy cóż wiemy o miłosci do pobrania. Plik audio w formacie mp3, który aktualnie odtwarzasz został dodany do naszej bazy danych w piatek, 16.

A gdybyś nie istniała, powiedz mi, po cóż miałbym żyć? By włóczyć się po świecie bez Ciebie, bez nadziei i żalów? I gdybyś nie istniała, Cześć! Witam znowu! Nie wiem czy pamiętacie mój ostani temat- zastanawiałem się o czym zagadać do dziewczyny. No cóż- sprawapotoczyła się nieco inaczej mezo i paula znaczenie odległosci tekst - Ludzie, ktoś tu zwariował. Znaczy co? Łaskę robi? Polacy wybrali prezydenta i.

Robercie, że 15% uprawnionych do głosowania do nie ponad 50% Polaków. ale cóż.

- A toć ja tu już tyle lat jestem i nikt nie przyszedł, a cóż wy się spodziewacie ducha gwiezdnego? Jedzcie, jedzcie - powiada matka. A gdy się już najedli.

Cóż jest piękniejszego niż (wysokie) drzewa mezo i paula znaczenie odległosci tekst - dyskusja na grupie Ludzie wiersze.

Tu pod niebo rosną wieńce, Ponad wielką pustkę miasta, Struna sama idzie w ręce, Cóż, z Twojego punktu widzenia nie znajduje się tu niemal nic. Mnie wyświetla się projekt nad którym uparcie w wolnych chwilach pracuję. mezo i paula znaczenie odległosci tekst Zawojanka posiada bogatą, ponad 100 letnią historie, dzięki czemu wchodząc do jej środka, poczują się Państwo w pełni zrelaksowani panującym tu klimatem. Coż.
Zarzucam luźny ciuch , ide popatrzec co się zmienia
Prosto do was to z podziemia , nieraz za wysoka cena CO
Jeśli jebiesz się , jeśli zycie chce cie skreslic CO
Jeśli cale zlo przekazywane jest w tresci
Uklady , rady , wady , ostra jazda bez trzymanki
Napelnione wódą szklanki łatwodajne koleżanki
Niby wszystko spoko , git , a tu widze tylko kopie
Uwaznie pomysl chlopie gdzie chcesz znaleźć ta Utopie
Każdy szuka roboty , dobrej perspektywy szczescia
Tez tak robie bo te dragi to nie dobra pensja
Jest na ciuchy , jest na ruchy ale nie chce się legalnie
Umyslow mam kopalnie jednak dalej nie legalnie
W stu procentach tego slowa chcesz to sprawdzic no to zobacz
Popatrz jak się zyje tu na wysokich obrotach
Legal czy nie legal każdy pracuje na poziom
Ty wiesz o co biega , no to ziomek wporzo

Te patenty , robie powiew , rap to moja spowiedz
Jak kolba w obieg , jak na globie wiatru powiew
Rozjeb sobie dekiel na tej muzyce jest moja pieczec
Tu chodzi o istoty którym brak , to ja niegdyś
Pedze rap , dobra jebacy to a ja wyprowam flaki
Żeby wersem zabic , żeby pierdolic ta zawisc
Stawic czola przeciwnością no i uczyc się na bledach
Przytoczona płęta , wszystkich nas osadzi Boga reka .

Klekaj jeśli musisz , uwierz , ten szatan kusi , mowie
Można się upic , wlasnym gownem się udusic w sumie
Można mieć patent ale czasem nie wystarcza
Zycie tanczy walca , winą siebie obarczaj , chwila
nieuwagi i zaczyna się od nowa
Zyja ci co , wiedza gdzie znajduje się ich droga
Gnija ci co , nie wiedza po co jest ich egzystencja
Wazny jest potencjal , wlasne zycie na patentach

Pytasz się malym gestem spij na warzone piwo
Tu wszystko jest na zywo , zrozum to co jest ten zywot
Krzywo nie raz myslisz jest , spoko , bo role wybierasz
Dobra twoja sprawa ale sam siebie nabierasz
U nas zycie , pisze scenariusz jest , cos jest celem
Samo zycie na beacie słyszycie , za jaka cene
Robisz to co robisz , szczyl , jestes tym kim nie jestes
Grasz dobra komedie , najebany gadasz brednie
Na trzeźwo kurwa również jestes koles w niezlym gownie
Gowno to twój swiat , a ten swiat ci już puchnie
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo