Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wstawaj, kolejny dzień zmagań
Wstawaj, kolejny dzień, musisz mu sens nadać
Kawa pomaga, aby serce szybciej zabiło
Wszystko co masz: praca, miłość
To wprawia cię w ruch, sprawia, że znów
Rezygnujesz ze snu, by usunąć pare kół spod nóg
A dziś kolejny egzamin,
A zanim go zdasz będziesz bił się z myślami
Bo na co dzień ciężko znaleźć bodziec
I ciężko iść ścieżką, by żyć z sobą w zgodzie
Bo wiesz co, człowiek potrafi być bestią
A przez to tworzy sobie na Ziemi piekło
Trudno sprawić radość, pokonać słabość
To kolejna z wojen, którą toczę robiąc swoje
Niepokoje, a życie kręci się swoim torem
Dlaczego Bóg akceptuje taką losu kolej?
Wiele osób mówi: „Olej tęskliwe chwile,
Chwytaj, za dużo pytań, za dużo czytasz”
Przecież to moja praca, moja miłość,
Ostrzegam przed tym, żeby nie było.

Ref.
Wstawaj, musimy się zmierzyć ze światem
Nie damy się pokonać,
Wstawaj, musimy się zmierzyć ze światem
Wygramy
Wstawaj, musimy się zmierzyć ze światem
Nie damy się pokonać,
Wstawaj, musimy się zmierzyć ze światem
Wygramy

Trochę empatii, współczucia
Czy żyjemy w świecie które ją wyklucza?
Możemy sobie wmawiać, że tylko siano
Lecz budzimy się rano i tęsknimy za nią
Żyjemy tęsknotą, choć jak dotąd
Tylko od święta, potrafimy być wspólnotą
Gdy sytuacja jest napięta pada blady strach
Ożywają cechy zapomniane tak
Przechodzi agresja, przychodzi refleksja
Tłumy chcą wreszcie odświeżyć umysł
Uśpione dobro, godność, człowieczeństwo
Często zapominamy o nim w pogoni za pensją
Rzadko wychodzimy ponad swą kruchość
Dotychczas głusi, nagle nadstawiamy ucho
Rzucamy wszystko, ruszamy z misją
Słyszymy głos blisko, idziemy za tą intuicją
Ruszamy z miejsca, by się poświęcać
Prawdziwie zwyciężać, czujemy to w sercach
W sumieniach czujemy, stajemy się lepsi
Choć świat przynosi codziennie złe wieści

Ref. /x2
Wstawaj, musimy się zmierzyć ze światem
Nie damy się pokonać,
Wstawaj, musimy się zmierzyć ze światem
Wygramy
Wstawaj, musimy się zmierzyć ze światem
Nie damy się pokonać,
Wstawaj, musimy się zmierzyć ze światem
Wygramy
[Kali]
Dookoła ciągle mnie pytają, po co i dlaczego?,
Nie uchyle rąbka tego wątka, bo chuj ci do tego,
Było minęło i nie wróci już więcej, bo do pewnych
Spraw mam bezkompromisowe podejście,
Zrób mi przejście, nadchodzę jak Armageddon,
Kali solo, nowo narodzony, wjeżdża na twój rejon,
Mordo, co by się nie działo, dam se rade,
Byłem sobą się nie zmienię, postępuje radykalnie,
Niejedną mam wadę, ale staram się ogarnąć,
Mam do załatwienia sprawy, nie kolejną sprawę karną,
Cenny jak Leonardo mój upór do pisania,
Bo to dzięki niemu, nie muszę jeść pod celą śniadania,
I jest dobra bania i ziomeczku jest pięknie,
Czasem pusta kiermana, ale Kali nie wymięknie,
Co byś o mnie nie powiedział to jedno jest pewne,
Że ja robię to co czuje, a nie to co mi na rękę.

Wielu nie wierzy, że spoko kroczysz tą drogą,
Zawsze zrobię po swojemu, wciąż bezkompromisowo,
Wielu nie wierzy, że sporo kroczysz tą drogą,
Zawsze zrobię po swojemu, wciąż bezkompromisowo,
Wielu nie wierzy, że spoko kroczysz tą drogą,
Zawsze zrobię po swojemu, wciąż bezkompromisowo,
Wielu nie wierzy, że sporo kroczysz tą drogą,
Zawsze zrobię po swojemu, wciąż bezkompromisowo,

[Peja]
Bezkompromisowo, to zakres moich działań,
Chociaż stronie od konfliktów, robię swoje, się staram,
Aby jakość mego życia, rosła wprost proporcjonalnie,
Do wykonywanej pracy, mam wyniki, więc jest fajnie,
To dzięki mej ferajnie, która wspiera mnie w działaniach,
Świat rzucamy na kolana, znaczące dokonania,
Ważne by w tym wszystkim, nie zatracać się na wieczność,
Wciąż pracować zamiast żyć, wtedy życie nazwę klęską,
Zawsze jest niebezpieczeństwo, że ten stan może cię zmienić,
Nie traktuj ludzi z góry, swoich ludzi trzeba cenić,
Bezpretensjonalny przemysł, reprezentujemy, przemyśl!,
Ile do zrobienia rzeczy, których kompromis nie zmienił,
BO trzeba się cenić, BO żebyś docenił nie wystarczy,
Na łatwiznę iść, by plan wypalił, wiemy kiedy można,
Odpowiednio dostosować się do potrzeb,
Podwórko, dom, gdzie dobrze, pełen sukces, odpocznę!

Wielu nie wierzy, że spoko kroczysz tą drogą,
Zawsze zrobię po swojemu, wciąż bezkompromisowo,
Wielu nie wierzy, że sporo kroczysz tą drogą,
Zawsze zrobię po swojemu, wciąż bezkompromisowo,
Wielu nie wierzy, że spoko kroczysz tą drogą,
Zawsze zrobię po swojemu, wciąż bezkompromisowo,
Wielu nie wierzy, że sporo kroczysz tą drogą,
Zawsze zrobię po swojemu, wciąż bezkompromisowo,

[Kali]
Bez znaczenia na to, gdzie nogi poniosą mój tułów,
Zawsze mam swoje zdanie, niezależnie od tłumu,
Ci poszukiwacze szumu, chcieliby nas przeskanować,
Nie zaproszę was do domu, musicie to uszanować,
Być niezależnym, być panem swego losu, dla mnie
Monumentalne w osiągnięciu patosu,
Ja unikam chaosu, bo dla mnie nie jest twórczy,
Nie sprzedać się dla kariery,
chociaż nie raz w brzuchu burczy,
Mówię to co myślę, to oznaka szczerości,
Jak ci to nie na rękę, dobij do fałszywych gości,
Dla takich bez litości, podstępne chorągiewy,
Mają parcie do kariery, jak do padliny hieny,
Ciągle radykalnie, nie oglądam się za siebie,
Dłoń podaje brat, gdy wyląduje na glebie,
Ciągle radykalnie, z życiem wciąż na bakier,
Wiedz, że będzie dobrze i przynajmniej mam charakter.
TAA!
PMM, ekipa z zacięciem wszystko z sensem
Na ten track O.S.T.R. daje banger
Co było wcześniej to historia którą znać chcesz
Poznać czy w chuj wyczaisz postaw
Pierwsza zwrotka napisana gdzieś po katach
W studiu montaż, kac po goudzie i po jointach
To jak kompakt, dawaj kontrakt, myśl przewodnią
Dobrego motta, sukces wliczony w koszta
Jazda ostra tak by doceniła Polska
PMM usiądź, napisz se posta
Poprzeczka wzrosła, wzrastać będzie do końca
Za to do dna piję browka przy grubych zwrotkach
Ogarniam melanż, SZN tu mnie spotkasz
Chcesz mnie poznać? żygaj hajs skurwysynu
Czas w tej branży posprzątać kurz szczecińskiego stylu

[x2]
Chcesz wiedzieć kto? to odpal płytę
Chcesz wiedzieć co? wsłuchaj się w treść liter
Chcesz wiedzieć skąd? wsłuchaj się w słowa
Chcesz wiedzieć jak? sam na koncertach zobacz

PMM banda na rejonach
Chodź to się przekonasz opowiemy ci coś o nas
Zobacz Wężu chłopak 1999
Z chłopaczynami, tu z kolegami siedzę
Nagle zjazdy jeśli chcesz wiedzieć mówiąc dosadnie
Zaciery zacierające zacierem dokładnie
Afery w co wciągnęły mnie to tylko dla mnie
Uważniej patrzę po rejonach na ulicach
Ważne, że z każdym ważnym jestem już kwita
Mikrofon chwytam, CZK reprezentant
Ścieżka kręta, melanż, noc, ulica zamknięta
Pamiętam o tych gębach, będę o was pamiętał
Prawda w wersach 2001 pierwszy koncert
Skombinowałem sprzęt i podłączamy łącze
Potem konkret JKWL dochodzi do głosu
Jesteśmy kowalami własnego losu
Prywatny sposób mam na rap biznes w kraju
PMM z SZN w ŁDZ na haju
Oceny sobie daruj, recenzenci do konta z torbą szmalu
Bo kontrakt, PMM, morda

[x2]
Chcesz wiedzieć kto? to odpal płytę
Chcesz wiedzieć co? wsłuchaj się w treść liter
Chcesz wiedzieć skąd? wsłuchaj się w słowa
Chcesz wiedzieć jak? sam na koncertach zobacz

[x3]
PMM PMM SZ-N
PMM PMM PMM
Przychodzimy, odchodzimy tu z rękami pustymi.
Nie zabierzesz stąd kariery, nie zabierzesz też rodziny.
Zostawisz tu nawet ciało, niby to jest oczywiste, mimo zobacz ilu z nas przywiązanych do swych istnień.
Trudzi się kilkoro ludzi, by obudzić w Tobie ducha.
Nie bój się to nie wybucha, niszczy bombowa posucha.
Kiedy zabłąkana dusza,do gówna leci jak mucha, przywiązania i pragnienia zmusiły ją do cierpienia.
Ludzkie ciało bardzo cenne, prezent jest to w tym wymiarze, tylko my mamy okazję, by rozwijać się w tym garze.
Milioności przeróżnych rzeczy, od nich trzeba się wyleczyć.
I na swym duchowym polu, odnaleźć w sobie absolut.

REF. :
Oprócz błękitnego nieba.
Nic mi dzisiaj nie potrzeba.
Oprócz błękitnego nieba.
Do szczęścia nic mi nie potrzeba.

Dziś nie chcę słyszeć już zgiełku za oknem.
Czarne niebo, spaliny, ulice mokre.
Telefon napiera ale go nie odbieram.
Miejski byt w skroń mnie uwiera
Wszystko dookoła wydaje się obce.
Rozmazane jak na niewyraźnej fotce.
Babilon zniewala, więc lola dopalam
Pardon.
Ale ja dzisiaj stąd wypierdalam.
Air max na nogach jest, skitrany worek jest, JP szaty, anty pies.
Ku przygodzie jak Jonny Quest.
Do domu się oddalam, temu co przede mną mówię salam.
Idę tam gdzie słońce, gdzie nie pada deszcz.
Gdzie natężenie decybeli lekiem dla uszu jest.
Gdzie nie dosięgną mnie zakazy i praw cały kodeks.
Chciałbym już tam być ale nie kończy się tekst mój.

REF. :
Oprócz błękitnego nieba.
Nic mi dzisiaj nie potrzeba.
Oprócz błękitnego nieba.
Do szczęścia nic mi nie potrzeba.

Codzienne życie zostawiam w tyle dziś.
Byle do przodu, byle przed siebie iść.
Ciągle szukam miejsca swego ukojenia.
Za duży gwar, chcę dla siebie trochę cienia.
Wszystko co ważne teraz nie znaczy nic.
Pośród betonu więcej nie mogę gnić.
Ile kroków jeszcze mam do postawienia.
Aby osiągnąć stan umysłu oczyszczenia.
Idę tam gdzie słońce, gdzie nie pada deszcz.
Gdzie natężenie decybeli lekiem dla uszu jest.
Gdzie nie dosięgną mnie zakazy i praw cały kodeks.
Chciałbym już tam być ale nie kończy się tekst.
Idę tam gdzie serce bliżej Boga jest.
Gdzie mogę dotykać chmur, gdzie wartość traci kesz
Gdzie nie sięga Babilon, ani systemowa wesz.
Chciałbym już tam być ale ciągleee...

Idę, idę, ciągle ide tam. [x3]
Idę, idę, idę ciągle.
Idę, idę, ciągle ide tam. [x3]
Idę, idę, idę ciągle.

REF. :
Oprócz błękitnego nieba.
Nic mi dzisiaj nie potrzeba.
Oprócz błękitnego nieba.
Do szczęścia nic mi nie potrzeba. [x2]
Ref.:
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

Słuchaj to, sprawdź to, to Peja Sykuś, Medi Top
I Mienthi Mienth krew za krew, połączenie stref
Nocna rozpierducha to nie blef
I dalej krok za krokiem w złodziei mieście
Czasami jest taka nuda, że gubię się w dymie
Jak pieprzone rodzynki w domowym cieście
Nadchodzą nocne mary, więc zróbcie przejście
W sumie olej zadymę, dziś tylko drag i rap mnie interesuje
Przez biznes porażony w tym mieście jak grom
Każdemu lancerowi w mordę pluję
Często nocna jazda z Mienthim, wtedy kontempluje
I tak wokoło pełno geji pizga fuckie
A ja sam se biegam, ciągle biegam, biegam
Jak się coś przyklei do łapy to sprzedam
Wierzysz w to, to rzuć okiem na palące projekty PCP
Czekam tu na ciebie, od razu DżeJkiem cię skatuje
Byś wczuł się w to miejsce, poczuł mistyczny
Sprawdź to, ja reprezentuje moich ludzi
I a oni reprezentują mnie
Obskurne czasy, skazani na piekło na ziemi, tego jestem pewien
Bo ciągle klepie biedę
Samoobrona w kieszeni za zawsze na bicie
Niosą mnie dzieciaki pogrążone w biede
Dalej stale wale swoją prostą przed siebie
Robię to i tylko ode mnie zależy jak ja to na kartce uchwycę
Moje ukochane brudne ulice
Obnażone tak, że aż dreszcze są i tchu brak

Ref.
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

Głucha noc, noc głucha, ja, Wiśniowy z nami Grucha
W centrum miasta zawierucha, sto pięćdziesiąt siedem głucha
Patroli prewencji fucha, zakuć nas, przetransportować
Długa była noc, nie kleiła się rozmowa
Do niczego się nie pucować, to Ski składu zmowa
Głupa palę, ściemniam, ściemniam, mnie tam przecież nie było
Parę piwek się wypiło, z impry do domu wracałem
Przecież nikogo nie tłukłem, w sklepach szyb nie wybijałem
Obciążony tym zeznaniem, cztery osiem przesiedziałem
Wśród zgłoszeń szczekaczki suki księżyc podziwiałem
Szybki dojazd na aleje, diabeł w ryj mi się śmieje
Myślę sobie oszaleje, mają kolejne zgłoszenie
Wyciągają mnie z klatki, straszą pójdziesz za kratki
Zapowiadają sanki bez rymów i szklanki
Ta noc była długa, najebkowicz uga buga
Wyczynia w centrum cuda, w każdy weekend pewna zguba
Nieświadomy swych poczynań, wytrzeźwiej, sobie przemyśl
Co w nocy wyczyniasz, raport zaliczonej gleby
Głucha noc sto procent zakazane owoce
Długie nie przespane noce i patrzały podkrążone
Kolorowe neony, światła miasta ja wpatrzony w to wszystko
Obrazy, trasy znam na pamięć większość
Wariat udowadnia męskość, szaleństwo, noce piekło
Głucha noc, noc głucha Meditowi, Mienthi słuchaj
Jeden z drugim wariaty, chłonie noc nowe ofiary
Ja odbijam dziś do chaty bo chce dziś uniknąć kary
Za szaleństwo noc głucha, głucha noc pewna zguba
Głucha noc pewna zguba, to piekło pewna zguba

Ref.
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

Z mroku wysłany płomień przetrwania odsłoni
Wszyscy chodźcie za mną w stronę światła
Noc mnie obrasta, zabójcza substancja miasta
Nie zależny głos rasta, PeCe parkowy pożeracz chany
Mienthi many many, bez szacunku niedoceniany
Bajecznie nawdychani i chuj WueRE puenta
Splifar pora zaklęta
Jedna miłość, jeden człowiek Mienth może mięta
Co się liczy, to się liczy co ci minie to nie zginie
Kryminalne style trudne, pośród ciszy dźwięki brudne
Z twoich usta same fałsze zgubne, psycha zryta
Sama kana nie zyta, siema gua bo przebita
Następny dobry bandyta i WueRE dranie
Na głowie mam to zdanie, bestialski wzrok
Dzisiaj ciemna noc, ciepła noc
Miłości nie ma, mocno zaciskam pięści
W letnich ogrodach okryty czarną płachtą niosę złe wieści
Ja Mefistofeles, przyniosę twoim cierpieniom kres
Nieprzespane noce, ciągły stres, życie takie piękne jest
Dziecino słuchaj prawdy z moich ust
Nie chcę widzieć na twej twarzy znowu łez
Wyrzucę wszystko co najgorsze jest
Zanim powiem dobrze jest, dobrze jest

Ref. (2x)
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2
1. Przepraszam za to wszystko,
za błędy, za bóle, za płacz Twój.
Nie wiem czemu świat odwrócił się od nas,
Daj mi dłoń swą.
Nie chcę tonąć już.
Iskra ta gaśnie, a kiedyś płomień grzał.
Jeje.

R: A teraz muszę odejść daleko stąd,
by zamknąć oczy, odpocząć, zobaczyć mrok.
W chwili skupienia pobyć, by znowu wstać.
Zobaczyć to, co nigdy nie mogłem dać. x2

2. Pomału gaśniesz Ty,
pod ciężarem spraw.
Gdy w ciężkie dni szukamy ciszy w snach.
Gdy jest radość wokół mnóstwo braw,
Gdy nadchodzi ciemność mówimy 'Boże zbaw'.
Raz, dwa, obudź się, no już.
Spraw nam, byś powrócił znów.
Ja mogę liczyć dni, kiedy Ty śpieszysz się
idąc w stronę, która nie dotyczy Cię.
Wiesz, zawróć jest tylko jedna droga
Ja przecież wiem, że tak łatwo się schować.
Przepraszam Cię za te chwile złe,
a teraz Ty proszę przeproś mnie.
Za każdy moment, który uciekł nam,
Za każdą chwilę, która przepadła nam,
Przepraszam Ciebie, przepraszam nas.
W ciszy skupienia przez kilka lat

R: A teraz muszę odejść daleko stąd,
by zamknąć oczy, odpocząć, zobaczyć mrok.
W chwili skupienia pobyć, by znowu wstać.
Zobaczyć to, co nigdy nie mogłem dać. x2
[x4]
To jak pierwszy buch, muzyka i klub
Rap daje mi siłę, kolejny ruch, jestem tu

To jest Borixon, świeży towar
O$ka przez $ jak dolar, sok, browar
Muzyka i klub, to jest jedna z dróg
Moje show bez prób, nie ma to, że wróg
Normalny soundsystem, moich tekstów mixtape
Nasz kluby są wszystkie, dajesz ziom z tym dyskiem
Yo pozytyw, teraz słyszysz bity
Jesteśmy przy tym, tu jest nasze miejsce
Rap sensei, zaklubuję się na śmierć PiH'u
To jest dobry melanż bez kwików
Rap z głośników, rap dla słuchaczy
DJ przykozaczy swoje sety jak zwykle
Mam bucha, pyknę, bez zamułek
Klub to nie przytułek, to jest bauns, kapujesz?
Muzyka i klub, pierwszy buch
Rap daje mi siłę, to jest kolejny mój ruch

[x4]
To jak pierwszy buch, muzyka i klub
Rap daje mi siłę, kolejny ruch, jestem tu
To jak dobry buch, muzyka i klub
Jak z południa brud, którego się nie pozbędę
Byłem tu i będę, muzyka jest we mnie
Jestem w klubie, zanurzam się w tłumie, ziom
Brudne południe dla chłopaków wielkie joł
Dla wszystkich, którzy są tu moc jointów
Siła drinków, pełny parkiet
Odpalmy ten bankiet, czas na darmową szamkę
Lubię gratisy, wiem, że też lubisz troszkę
Chcę zobaczyć O$kę gdzieś przy sałatkach z groszkiem
Pozdrowienia dla was śle cała sala
O$ka przez $ jak dolar, Borixon, hałas

[x8]
To jak pierwszy buch, muzyka i klub
Rap daje mi siłę, kolejny ruch, jestem tu
Oni pokazali jak mam żyć, ja chyba nie chcę tak,
którędy iść, dzisiaj pieprzę ich świat,
nie mam nic, z krzyku tylko zdarte gardło,
ale nim wstanie świt po cichu powiesz, że było warto.
Tu nie ma nic za darmo, chcieliśmy wolności,
tak bardzo jej pragnąc, pierdoląc ten pościg,
po hajs, co masz wiele możliwości, masz sos?
Na stos, miłości nie wymienisz tu na banknot.
"Dorośli" - mówią mi – "dorośnij",
wielcy kreatorzy szarej prozy codzienności,
do mdłości, mam dość ich, i mam wątpliwości w ludzi,
a ten świat nie jest dla nas i na pewno nas nie kupi tu dziś,
studzi hałas zanuci budzik, byś ze snu się obudził i zobaczył, że to działa,
żebyś wiedziała, to nie są puste nuty dla nas,
życie to coś wiecej niż kult nauki przetrwania.

Puk, puk, znowu puka na złość coś,
puk, puk, chce przekroczyć próg i mnie dotknąć,
puk, chyba nie da mi odpocząć,
nieproszony gość, oni mówią "Samotność".
Puk, znowu puka na złość coś,
puk, puk, chce przekroczyć próg i mnie dotknąć,
puk, puk, chyba nie da mi odpocząć,
nieproszony gość, oni mówią "Samotność".

Znasz to uczucie gdy nie wierzy w ciebie nikt?
Musisz uciec, ale nie wiesz którędy masz iść
i gubiąc kluczyk gubisz ich,
nie mów nic, zanim runie domek z kart w piach
i ostatkiem sił namaluję rap na kartkach.
Ty daj mi żyć i pozwól być sobą,
na przekór wszystkim tym, którzy nie mogą,
idąc obok, widząc pogoń,
pchają się do środka, jak w ogień ,
zanim skończy się historia i zgaśnie płomień.

Puk, puk, znowu puka na złość coś,
puk, puk, chce przekroczyć próg i mnie dotknąć,
puk, chyba nie da mi odpocząć,
nieproszony gość, oni mówią "Samotność".
Puk, znowu puka na złość coś,
puk, puk, chce przekroczyć próg i mnie dotknąć,
puk, puk, chyba nie da mi odpocząć,
nieproszony gość, oni mówią "Samotność".
Kochanie wiem, że masz dziesiątki kompleksów
Słyszę te tony wątpliwości prosto z Twoich ust
Gdy mówię Ci, że jestem fanem Twoich wdzięków
Nigdy nie miej wątpliwości co do moich słów
Olej to, co chce Ci sprzedać Vogue i Cosmo
Kanony, które tworzą wybiegi mody i Photoshop
Dla mnie jesteś piękną doskonałością
I nie powinno Cię obchodzić to, co woli ktoś

Wrzucam swoje rzeczy do bagażnika
Z trzaskiem zamykam go i znikam w trasie
Zostajesz kochanie tu sama dzisiaj
Ty wiesz, że w aucie często tracę zasięg
Patrzę jak znika mój blok w lusterku
Zostawiam to mieszkanie gdzieś w tyle
Śmiejemy się w ekipie jak zwykle z pierdół
I zapominam o Tobie przez chwilę
W hotelu rzucam ciuchy na łóżko
Jakoś tu głucho i pusto, i nic nie pachnie jak Ty
Za oknem szaro, buro, smutno i ponuro
Odkąd ruszyłem z domu dupsko pogoda zeszła na psy
Za chwil trochę podjedzie taxi pod hotel
Zabrać całą hołotę pod głośny i zadymiony klub
Zbieram się w sobie jak mogę
Lecz w mojej głowie co moment powraca myśl o Tobie
O tym żebyś była tu

I kiedy tak leżę na łóżku i nie ma tu Ciebie
Ten sufit boleśnie wydaje mi się obcy
I możesz mi wierzyć - tęsknię po ludzku tylko do Ciebie
I nie ma lepszej, piękniejszej choć wiem, że w siebie wątpisz

Ref.
Kochanie wiem, że masz dziesiątki kompleksów
Słyszę te tony wątpliwości prosto z Twoich ust
Gdy mówię Ci, że jestem fanem Twoich wdzięków
Nigdy nie miej wątpliwości co do moich słów
Olej to, co chce Ci sprzedać Vogue i Cosmo
Kanony, które tworzą wybiegi mody i Photoshop
Dla mnie jesteś piękną doskonałością
I nie powinno Cię obchodzić to, co woli ktoś

Budzę się rano w pokoju
W powietrzu czuć mieszankę alkoholu i papierosów z wczoraj
I znowu myślę o Tobie, z dala od domu
O Twojej skórze i włosach, i oczach, biodrach, ramionach
Kołdra nie daje ciepła mi, jak Ty kiedy leżysz obok
Emanuje z Ciebie seksapil, nawet kiedy śpisz błogo
Wierz mi na słowo królowo czuję Twój brak
I czekam aż wszyscy się zbiorą
I znowu wrócimy na szlak do naszych Pań
Ha, tak mam tę jedną
I to ona sprawia, że mam powody żeby się prędzej zebrać
I mimo, że teraz niejedna wokoło kręci się
To po koncertach wolę te wieczory spędzać solo
Poczekać na Panią mojego serca
Co czeka na mnie, bo wie jak pragnę jej
Piękna dla mnie co dzień, nawet bez make-up'u
Dobrze o tym wie, nie ma dla mnie miejsc, które są jak dom
Kiedy jej nie ma jak tu

I kiedy tak leżę na łóżku i nie ma tu Ciebie
Ten sufit boleśnie wydaje mi się obcy
I możesz mi wierzyć - tęsknię po ludzku tylko do Ciebie
I nie ma lepszej, piękniejszej choć wiem, że w siebie wątpisz

Ref.
Kochanie wiem, że masz dziesiątki kompleksów
Słyszę te tony wątpliwości prosto z Twoich ust
Gdy mówię Ci, że jestem fanem Twoich wdzięków
Nigdy nie miej wątpliwości co do moich słów
Olej to, co chce Ci sprzedać Vogue i Cosmo
Kanony, które tworzą wybiegi mody i Photoshop
Dla mnie jesteś piękną doskonałością
I nie powinno Cię obchodzić to, co woli ktoś
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta

Nie powiem Ci słuchaczu tego jaki nie jestem
Pod byle pretekstem nie będę się tłumaczył
Rychu wie ile znaczy, sam dla siebie ta muzyka
Opowiada Rychu Peja, jaki jest o tym ta płyta
Byś mnie więcej nie pytał, czego nie wiesz to posłuchaj
Bo każda minuta nowe wnioski ci nasuwa
Rychu się postara żeby grała dobra nuta
Jak domowe żarcie konsumujesz to właśnie
Ale fakt jest na fakcie, faktem poczuj to sprawdź mnie
76.09.17. już znasz mnie, porodówka na polnej
Potem raz szybciej raz wolniej
Upływał czas swobodniej, dziecko wojny niepokorny
Nie lubiło zbytnio ludzi tak jak swego imienia
I ksywy co wzbudzała w tamtych czasach salwy śmiechu
Szybko do mnie przyrosła, wiesz ksywa jak to ksywa
Ryszard A. pseudo Peja, tak to ja, tak się nazywam
O co chcesz spytać, co chcesz wiedzieć jak to było?
Się żyło, dorastało, się broiło, trochę piło
Dzieciństwo się skończyło, czas podwórka, podstawówka
Nim się człowiek obejrzał a tu Rychu ogólniak
Z marzeniami o studiach, one brutalnie przerwane
Przez życiowy zamęt, czas zarabiać, pieprzyć lament
1993 czasy nie zapomniane
Keos Gangster w radiu premierowa opcja
Defu mego ojca, szalona była postać
Czasy gdy moja ex była niestety next
Jeden miłosny tekst dedykuje tej kobiecie
Kto ma wiedzieć to wie, pogubiła się na świecie
Teraz wie, że ten czas sprzyjał kiedy przepita szyja
Szalony skład tworzyła, padła nazwa slums attack
Demówki na piratach, na ulicach i w chatach
W czasy czarnego afgana, gdy brat osłaniał brata
Pierwsze próby z rapem jego rejestrowania
Pierwsze próby z rapem jego rejestrowania

Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Byś mnie nigdy więcej nie zapytał o czym jest ta płyta
Musiałem to napisać Stary ej...
To była misja jak emisja spalin
Oni stali tam jarali faje jak naspidowani
HM typa i nie czaisz ale zajebani oparami
Dawali mi do skumania naje

Pan komisarz ze stali broda jak Panoramix
I ziomal poda z wąsami
Jak Brudny Harry ze stali
Skumali że wali mnie to co oni mi opisali
Poznali że sobie mogą tu zrobić błogo palcami

Na nowo mi to wkręcali
Bez kitu mitów podhali
Skumał to mało mnie to wali
Jak kawały twojej mamy
Albo twojej starej
Dejavu tu to bawi mnie bez kitu
I tak nic wam nie powiem
Do bitu spizgam to potem
Opowieść rodem z kronik
Czy kronikali oni oblukali
Okruwali fragmentami w chuja grali
Zrezygnowali w tym momencie
Z zadawania pytań
Gość zajebał drzwiami kajdankami..
Zamachał i wydarł się:
Odzywaj się psie czy niegrzecznie jest się
Powietrzem okrywać i zbywać mnie
Jeszcze nie skończyłem wybacz
Skończyłem nagrywać
Teraz obije Cię i tak minie
Trzeba się stąd zmywać

Chwilę zajęła taktyka rozjebania typa
Mi na trybie karate kid'a
Unikat nie no chyba styka
Czy nie strzała odbita
Ja spadam Nara nie Witam
Ofiara pada zabita
Ja wypierdalam jak Ikar

I przejebane mam już totalnie
Nie ma to tamto
Ran(run) na miasto
Hardcore jak w Grand Theft Auto
Mam to fakt no
Banknot mam to darmo
Znam to państwo
Gdzie za to mnie nie zgarną

Pięć przed jedenastą
Sześć kroków
Patio
Na karku szwadron
Ćwoku daj to auto
Fuck You
Znowu lokum mi otwarto
Przejebane
Sto psów już za mną
A ja w chujowym vanie
W chujowym stanie
Z chujowym dojebaniem
Zdecydowanie jest chujowo
No bo nie wiem co jest grane
I stąpam teraz po lianie
Jak spotkam nieraz te panie
Co nie wiedzą co to zabezpieczanie
Gdy ściągają ubranie

Dalej
Skurwysyny dają fajer
Mają power
I pękają przy mnie szyby
I mnie mają auto staje
I przegrałem nie na niby
Myśle wyjebane
Wpisze cheaty
I rozwalę cipy tak to nie ma lipy

Professional Killer
Chwilę jeszcze więcej
Delete, Spacja, Enter
Nieskończone życie
Dawaj amunicję bezsens
Kurwa coś nie idzie
Albo mam zjebaną wersję
Albo to prawdziwe życie
No to pięknie mówię
Sorry ziomy nie wiedziałem
Myślałem że grałem
A to sorry chyba nie jest baje czaje
No zjebałem to
Ja się odpalę w chatę
Dobra ja nic nie wiem
W morda parter

Masz prawo zachować milczenie.
To był zwykły wieczór w tym mieście, standard w tych rejonach,
gdzie dwóch podobnych do nas, szło dzieło swe wykonać.
Trzeba uważać w tych stronach, gdy w grę wchodzi rasa.
Ktoś coś zjebał! Więc dwóch arabów idzie zajebać białasa,
w imię zasad - Ahmed i ten po prawej,
chyba ma na imię Hassan i 25 lat prawie
i parę godzin temu, właśnie jego młodszy brat
mając w oczach strach, opowiedział mu o całej sprawie.
A wiec, parę dni wcześniej, we wrzasku przerwy trakcie
w jednym z paryskich ogólniaków z poprawczakiem na kontrakcie
mijając białych trwających w rasizmu akcie
usłyszał że jeden z nich araba zajebać chce
nie bez powodu, bo bez powodu to bezsens
przez jakąś białą dupę, która z białym być już nie chce
a na domiar złego, na tego białego miejsce
wskoczył jeden z nich określany przez tych mianem "śmierdziel"
to stanie się dziś albo jutro
brat Hassana nie umiałby zliczyć ile razy słyszał takie gówno
Spokój tu jest wizją złudną, chyba że jutro kogoś stąd wyludnią - trudno

Niech spierdalają szybciej niż euro z konta
nawet te spędzane wśród grup o skrajnych poglądach
agresja to spontan trochę cięższy niż drwina
o niej się zapomina - chyba że płacze rodzina
gdy wracasz do domu...

Hassan aż zamarł
przy drzwiach stała zapłakana ciotka - obok zapłakana mama
w powietrzu aż się dało wyczuć dramat
"ta noc będzie inna, niż ta która skurwiel miał w planach!"
powiedział sam sobie do siebie
by chyba go pojebie, zajebie psa - zasada jeden za jeden
najgorsze to że kto to nie wie
wie że musi się dowiedzieć, a nie siedzieć w miejscu, ruchów swych być pewien
przez minut 7, do miejskich legend, fonów
kondolencji ziomów, nie wie nic bo nikt nic nie mówi nikomu
a po domu kręcił się brat któremu wszechświat się łamał
znał imię i musiał poinformować Hassana
słyszał cały plan na zamach
gadał twardo jak skała
tłumacząc że myślał że to zwykła przechwała
historia brata zmierzała tam gdzie finał
a on przypominał sobie o podbojach kuzyna
jak miesiąc długi dzień w dzień inną białą zapinał
mimo ostrzeżeń że to tutaj burdy może wszczynać
wieczór powoli się zaczynał
złapał za telefon i pognał gdzie zdarzeń lawina
jego brat wiedział ze może nie wrócić
a na pewno nie wróci,
zanim słońce znów zacznie się wspinać po blokach
dwóch typów z przeróbką glocka, przez dzielnie gdzie mogli by ich odjebać na pokaz
wśród swastyk na flagach, w oknach, na murach i blokach
gdzie biali powykreślali z Biblii słowo "kochać"
znaleźli budynek i piętro
znaleźli drzwi za którymi ktoś dziś pozna co to piekło
przybyli tutaj z misją jedną
choć tak naprawdę niczego nie są pewni na pewno

niech spierdalają szybciej niż euro z konta
nawet te pełnie newsów o nastoletnich mordach
agresja to spontan trochę cięższy niż drwina,
o niej się zapomina, chyba że gada rodzina
gdy budzisz się w domu...

Hassan aż zamarł
słyszał jak sąsiadce o wszystkim opowiada jego mama
kuzyna nie zabił biały, choć może miał zamiar
tylko jakiś czarny cień za marne dwa i pół grama
poczuł że zabił człowieka, musi dzwonić do Ahmeda
zamknął drzwi i pięć sygnałów odczekał
w tym samym czasie, w drzwiach jego domu
stanęło dwóch białych gości wcześniej nie znanych nikomu
podniósł wzrok znad słuchawki dopiero,
gdy usłyszał wrzask brata i zdławiony pisk matki
i coś jeszcze - melodię którą Ahmed miał w fonie
gdy Hassan dzwonił - ustawioną jako dzwonek
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo