Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wciąż pytasz, jestem Tytan.
Możesz komuś strzelać, ja będę twoją złość chwytał.
Czytam tam tu "kim ja jestem". Bezsens, tajnych bumeraj(???).
Innych biorą bez serca w duszy.
Chcą wiedzy, rady, spokoju i wiary, by każdy jeden dzień był zaczarowany.
A ja chce wam dać to, pasmo, światło, które w życiu by nie zgasło.
By ten świat nie trzasnął, a był raczej jak bastion.
Skromny w małym sercu, lecz cudowną szansą.
Nie musisz pluć mi w twarz, by wyrazić poglądy.
Możesz rękę podać, zamienić słowo.
Każdy czyn pozostawia konsekwencje.
Myśl, potem rób. Z wielu dróg wybierz przyszłość czystą, bezbarwną jak krystal.
Wybierzesz źle diabeł wszystkie siły z ciebie wyssa.
Powiesz "kim ja jestem, żeby nas pouczać".
Ty nie pytaj, tylko słuchaj, po prostu zamknij usta.
Nie jestem ideałem, nawet daleko mi do niego.
Ale mam swe cele, by niczego nie zmarnować.
Bo to do was słowa, te nuty i wysiłek.
Ja mam dużo i nic się nie zmieniłem.
Dla niej nie liczyły się banknoty i kwoty
To ty, tylko ty i twój dotyk złoty
Stereotyp dziś odchyla miękki woal
Ona tak jak boa owija się dookoła jego szyi
Tym razem nikt się nie pomylił
Choć dziś wieczór się odkryli to nie decyzja chwili
Tu są, bo tak chcą, ona ma go a on ma ją
Jutro się rozstaną, ale dzisiaj to nie błąd
Ależ skąd, w tle lekki blues, na niebie wielki wóz
Cichy szał splecionych ciał bez podtekstu i bez tła
Jutro tak w tłumie dnia ze swych oczu zginą
Nigdy nie zapomną, choć nawet nie znają swoich imion

Ostatniej nocy nie myliłeś się myśląc, że możemy sobie pomóc
Ostatniej nocy, dla mnie chwile zawisną w powietrzu na wieczność
Ostatniej nocy, jeszcze do ciebie wrócę, obiecałam ci to już
Ostatniej nocy, ostatniej nocy kochałeś się ze śmiercią

Cała sala kołysała się w takt twoich bioder
Niejeden dałby za nie świat, bo ich ogień
Wabił spojrzenia, lecz zamieniał ćmy barowe w popiół
Dawał do zrozumienia żeby dać sobie spokój
On był wiarygodny, jaką siłę ma przypadek
Siadłaś na przeciw mnie, kiedy kończyłem kawę
Nawet nie wiedząc, że tej nocy będę grał tu
I że od godziny sączę cabernet twych kształtów
Egzaltuj mnie - mówiło twe spojrzenie
Adoratorów amatorów jest tu zatrzęsienie
Ale to pokolenie jest miejscami puste
i nie dziwi mnie, że oni nie są w pani guście
Pani uśmiech porywa w potoku pokus
Ja pragnę się zapaść w ten niepokój pani loków
W cieniu bloków bez odwrotu, wokół cyklonu
Myślę, że możemy sobie pomóc

Ostatniej nocy nie myliłeś się myśląc, że możemy sobie pomóc
Ostatniej nocy, dla mnie chwile zawisną w powietrzu na wieczność
Ostatniej nocy, jeszcze do ciebie wrócę, obiecałam ci to już
Ostatniej nocy, ostatniej nocy kochałeś się ze śmiercią

Dialog, zachwyt jak analog szumi w głowach
Chaos, który włada salą, tłumi słowa
Lecz nasza rozmowa mija lepki przestwór
Wiesz to ukradkowa gra dyskretnych gestów
Jest tu miejsce na nieco gry jak w małym teatrze
Czas szybko mija, kiedy na ciebie patrzę
Dla ciebie zaćmię ten smętny bezlik
Wykwintnym blaskiem dziwnie pięknych syntezji
Kiedy będą nas wieŹli do pani
Pijani, nie tyle winem, co uczuciami
My zadamy sobie tysiące nie pytań
I poszukamy odpowiedzi gdzieś na językach
Czasami śnię, me sny tak rzeczywiste
Że boję się, że pani może nie istnieć
Że to się skończy jak wszystkie sny
Mleczna bladość, wieczna radość - ty

Ostatniej nocy nie myliłeś się myśląc, że możemy sobie pomóc
Ostatniej nocy, dla mnie chwile zawisną w powietrzu na wieczność
Ostatniej nocy, jeszcze do ciebie wrócę, obiecałam ci to już
Ostatniej nocy, ostatniej nocy kochałeś się ze śmiercią

Drugie piętro, namiętność i zimne usta
Noc zabiła we mnie wiarę w inne bóstwa
Dym i lustra, szósta śmierć już o świcie
Kochanie pani było walką o życie
Rozkosz na szczycie, wybuch
Pani spełnienie da mi zbawienie, nim nas porwie zmęczenie
Drżenie ciał, pani szept bym nie ustał
w poszukiwaniu tego, czego nie ma pustka
Nie dałem rady pani dogonić
Puste mieszkanie, wiotka nić pani woni
Otumaniony tym nocnym szałem
Powtarzam kilka słów, które zapamiętałem

[x3]
Ostatniej nocy kochałem się ze śmiercią
To było przeznaczenie, zatem nie mogłem uciec
Teraz co dzień oddycham pełną piersią
Bo ona obiecała - jeszcze do ciebie wrócę

Szukaj mnie w zakamarkach pamięci
Tutaj jest mój obraz ukryty
Patrz na mnie spod powiek zamkniętych
Żeby te wspomnienia nigdy nie znikły
Szukaj mnie
Ej, mała jak wcisnęłaś się w te jeansy?
Twój tyłek jest w nich skandaliczny.
Trochę nie halo jak na fashion victim.
Co do rozmiarow, pomyliły Ci się liczby.
Ten typ przed chwilą Cie rozbierał w myśli,
ale nie musi już bo wie, że masz stringi.
Patrze i widzę, ej, że coś Ci się wylewa,
ale już dalej nawet nie chcę o tym śpiewać.

One są za małe gdzieś o dwa rozmiary,
jakbyś ubrała się w nogawkę od pary,
ciekawe czy w ogóle możesz w nich siedzieć?
Szczerze, wole nie wiedzieć.

Pewnie musiałaś je zapinać na leżąco,
pewnie musiałaś podskakiwać żeby wciągnąć.
Uważasz, że wyglądasz spox i pokażesz komuś.
Zmartwię Cię, lepiej nie wyglądaj z domu.(x2)

[Ka bum] jesteś na maksa glamour,
biodrówki, rurki, rybaczki to krój.
Torebki, baletki dobrane pod strój.
Jesteś królową, a miasto to dwór.
Ale, jest małe ups kiedy widzę Twój tyłek,
ta naga pupa pozdrawia przechodniów i rynek.
Oprócz tego, że jest fajna, mówi, że jesteś ruchalna.
Jak dla mnie, akcja za mało unikalna,
ale tam idzie ziomek z płetwą na głowie,
nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie.
Poza tym ma dziurawy i wytarty spodzień
i chętnie się schowa pod Twoim parasolem.
Olem, olem, ej, ej, pasujecie do siebie jak tubka i klej,
a po miesiącu przyjaciółki będą słuchać:
'on nie chce rozmawiać, chce się tylko stukać'.
Ja się mu nie dziwię,on gra szczerze i uczciwie,
w końcu pierwszy zagadał do niego Twój tyłek.

Pewnie musiałaś je zapinać na leżąco,
pewnie musiałaś podskakiwać żeby wciągnąć.
Uważasz, że wyglądasz spox i pokażesz komuś.
Zmartwię Cię, lepiej nie wyglądaj z domu.(x2)

Poluzuj w pasie mała, bo nie na czasie nadal
są ciuchy, które w szóstej klasie miałaś.
Nikogo nie nabrałaś, na mniejszy rozmiar
cała sala zwariowała, jak się w nich pokazałaś.

Proszę Cię, na Boga, nie siadaj koło mnie,
nie chcę stracić oka przez guzik od spodni.
Bo ty masz glokka, a nie Levi'sy,
marka na pokaz tych co źle czytają nazwy.

One są za małe gdzieś o dwa rozmiary,
jakbyś ubrała się w nogawkę od pary,
ciekawe czy w ogóle możesz w nich siedzieć?
Szczerze, wole nie wiedzieć.

Pewnie musiałaś je zapinać na leżąco,
pewnie musiałaś podskakiwać żeby wciągnąć.
Uważasz, że wyglądasz spox i pokażesz komuś.
Zmartwię Cię, lepiej nie wyglądaj z domu.(x2)
Wiesz co trzeba wiedzieć na ile cię stać
Komu ufać kogo szanować kogo się bać
Kto przyjaciel kto łotr a kto zwykła blać
Musisz lawirować żeby przetrwać
W pojebanych czasach tu jest potrzebna kasa
Nie wiem w którą stronę zmierza ludzka rasa
Mierz swoje siły na swoje zamiary
Nie bierz zbyt dużych ciężarów na na swoje bary
To aspekt zwycięstwa porażki zbrodni i kary
Kary kary jeszcze raz kary
Lęk słabość kontra siła charakteru
Tak trudno prosto zmierzać do celu
Gdy Babilon zasiądzie na tron
Bez refleksji życie to wielki błąd
Wiem to skąd skąd skąd

Skąd to wiesz co minęło z czasem już naprawić się nie da
Martw się martw o kawałki następnego chleba
Trzeba lawirować ciągle to powtarzam
Dzień za dniem wyrywam kartki z kalendarza
Wtopiony w sytuacje które życie stwarza
Raz na wozie raz problemy se pomnażam to się zdarza
Teraz prawie każdy chce pierwsze skrzypce grać
Wiesz co trzeba wiedzieć i na ile cię stać
Po co pchasz się w tłok jak głęboka jest studnia
I wszystko sobie utrudniasz znowu się wydurniasz
Wiesz co trzeba wiedzieć bo czegoś cię nauczyli
Niejeden w życiu mądry był ale się mylił
Stracił wszystko w jednej chwili miej się na baczności
To nie myli skojarzeń Borixon w ciągłym biegu zdarzeń
I mnóstwo południowo-wschodnich wrażeń
WYP3 nikt mi tego z głowy nie wymaże

Ref. x2
Na ile cię stać pokazałeś już nie raz
To co było kiedyś i to co jest teraz
I nawet jak na nogach bardzo będę się chwiać
Zawsze pamiętam o tym i na ile jest mnie stać

Na ile cię stać pokazałeś już nie raz
To co było kiedyś i to co jest teraz
Niejedna afera w której byłeś a w której uczestniczyłeś
Na własnej skórze doświadczyłeś
Przekminiłeś sobie to co w życiu zrobiłeś
Czy cały czas kłamałeś może prawdę mówiłeś
Nie wiem pierdolić prawda sama wychodzi na wierzch
Wtedy naprzeciw sumienia swego staniesz
To na ile cię stać wiesz co powinieneś wiedzieć
Rzeczy o których się nie mówi zachowaj dla siebie
Zostaw to w gronie i nic po za tym
I nie wierz we wszystko co piszą brukowce i szmaty
Fachowcy od muzyki
W temacie nie od dawna ale głosy krytyki
Pierdole ile gwiazdek sobie pod tym podpiszesz
Ja czuję hip hop a ty słyszysz ciszę

Szara codzienność której musisz stawić czoło
Nieraz ci się powodzi dobrze czasem bywa niewesoło
Przemyśl zamiary przed każdą podjętą decyzją
Zastanów się dwa razy nie daj się ponieść krytym wizjom
A ci co się poddali policji posłuszeństwo oddali
W walce o honor przegrali
Każdy z nich frajerski wizerunek doskonali
Dlaczego tak się dzieje dlaczego z dobrej drogi zjechali
Dobra idą dalej widzą ludzi tłum a tam szum
Jak myślisz co postanowili
Wybrali kierunek w tamtą stronę w jednej chwili
Od pewnego czasu przegrani pożegnani z honorami
Spójrz na świat tysiące zalet i wad
Ja taki nie jestem taki jest mój punkt widzenia
Ziomek potrzebuje pomocy nie mówię do widzenia
Potwierdzi V.E.T.O. WYP3 bez zciemnienia
I nawet gdy na nogach bardzo będę się chwiać
Zawsze pamiętam o tym i na ile jest mnie stać
Zawsze pamiętam o tym i na ile jest mnie stać
Zawsze pamiętam o tym i na ile jest mnie stać

Ref. x2
Na ile cię stać pokazałeś już nie raz
To co było kiedyś i to co jest teraz
I nawet jak na nogach bardzo będę się chwiać
Zawsze pamiętam o tym i na ile jest mnie stać
YO sprawdź to
Moje szczęście to luz tylko spokojnie
Ja właśnie tu mam swoją Kalifornię
Mam to co chcę tworzę to jest piękne
I tak naprawdę nie wiem czy chcę więcej
Podejdę pewnie bliżej bo nie chcę słyszeć
Że wstydzę się stać przy swojej muzyce
Ktoś przyszedł robimy to w tym klimacie
Riczi na gitarze a Piotrek na basie
Ten zapęd to lekkich łatwych rytmów
To nie dla mnie jadę pod ten bit tu
Żebym mógł dziś kupić tą Colę i kebab
I robię to tak bo niewiele mi trzeba
Siemasz nagraliśmy właśnie taką płytę
Jaką mamy teraz ochotę usłyszeć
Ciszę zagłusz posłuchaj zanim zaśniesz
2cztery7 z funkowym smaczkiem

Nie potrzeba wiele mi do szczęścia
Bo mam co jeść i mam co pić
I dobrze wiem że nie muszę już więcej mieć
Ważne że spokojnie śpię
Czasem jeszcze dupa dobry seks
Książka piwo i jazz
Ale najważniejsze jest sumienie
Bo czasem mam hajs a jest źle

Od dawna już mi obcy szczeniacki bunt
Tym zajmują się chłopcy
Faceci własny grunt przygotowują
Dla jednych to jest szkoła szanuję to
Uczą się pracują w pocie czoła
Legalnie lub nie bynajmniej już mnie
Nie można zaliczyć do tej grupy
Rusz więc głową pomyślałem
Zająłem się sobą
I teraz powiem ci jak wygląda tych działań owoc
Urósł dojrzał nie potrzebuje wygód
Jeśli mowa o pieniądzach to karuzela przygód
Ale portfela nie tuczę ulegając banałom
W refrenach o tym że jest szaro czy życie Tarot
Życie to wiem tylko czym jest moje
Nadal to mnóstwo dziwnych historii
I o nich opowiadam
O mieście o seksie o chlaniu koniecznie
Na sukces ja patrzę tylko co jest w lodówce

Nie potrzeba wiele mi do szczęścia
Bo mam co jeść i mam co pić
I dobrze wiem że nie muszę już więcej mieć
Ważne że spokojnie śpię
Czasem jeszcze dupa dobry seks
Książka piwo i jazz
Ale najważniejsze jest sumienie
Bo czasem mam hajs a jest źle

Wiesz nie lubię mas które przejdą bezsensu
Wolę przejść jak NAS od Seico do Rolexów
By tych wersów ktoś kiedyś posłuchał
Nie rzucam się na hajs i tak mam dużo brzucha
Jak [?] tutaj grać funk i pierdolić że jest jakaś gra
Ja mam czym nakryć stolik
Wolę powoli zgodnie z umysłem nie jak debil
Nie bierz mnie za Twistę mów mi raczej Dewin
Mam pewien plan jeśli jesteś fanką
Nieważny banknot dam ci mój funk sok weź go
Nie bój się plamy na swetrze
Połkniesz albo w siebie to wetrzesz
Przecież wiesz że ja nie lubię patosu
Wiesz że nie mogę wiele wymagać od losu
Jedyny sposób by czuć ten życia powiew
Obudzić się jutro i nadal ufać sobie wiesz

Mój zestaw potrzeb to nie przestać i mieć dobrze
Robić częściej to co lubię nie co trzeba
Rzadziej myśleć czy mnie ubiegł
Palić papierosa opierając się o trzepak
W sumie tego czego potrzebuję
Dla mnie jest naprawdę wielkie
Jeszcze dla nas M2 takie z kibelkiem
Wiem jak to nazwiesz powiesz że banał
Może ale powiedz jeszcze jaka jest tego zjawiska skala
W te spokojne dni staram trzymać się od niego z dala
Ale kiedy życie skręca się jak serpentyna
Chcę banału żeby było tępe że nie warto o nim nawet pisać w rymach
Ciężko o nim mówić tak jak pisać pierwszy w życiu singiel
Chciałbym tylko je ułożyć tak jak chipsy Pringles
Twardziel ze mnie bo szukałem sensu
I słyszałem znajdziesz kiedy też to pojmiesz
Powiedz sobie wiesz jest moje

Nie potrzeba wiele mi do szczęścia
Bo mam co jeść i mam co pić
I dobrze wiem że nie muszę już więcej mieć
Ważne że spokojnie śpię
Czasem jeszcze dupa dobry seks
Książka piwo i jazz
Ale najważniejsze jest sumienie
Bo czasem mam hajs a jest źle
Znów jesteśmy razem, to nie cud
WDZ ulicy król kontra jej bród
Wytęż słuch, znów zarobię parę stów
Za każdym rogiem czai się wróg więc wracam
Pamiętam, jedyną obroną jest atak
Nie obchodzi mnie czy się z tym zgadzasz
Kara dla każdego co nie umie dopilnować swego
Ej, ty kolo od mego wara
Jesteśmy solą w oku, ty lepiej daj se spokój
Śledź nasz każdy ruch krok po kroku
WWA lokum, co? ciebie to boli?
Każdy na bloku takich jak ty pierdoli
Wolisz nie wychylać się? niech tak zostanie
Na mych nieprzyjaciół bądź tarczą mi Panie
Prawda w lamusach wciąż wzbudza trwogę
Jesteś ze mną lub jesteś moim wrogiem

Teraz powiedz mi (powiedz mi)
Kim jesteś ty i ty (ty i ty)
Ja i tak wiem co zrobię (aha)
Ty jesteś ze mną lub jesteś moim wrogiem

To jest wrogi świat nastawionych wrogo
Patrzą z zawiścią na nasze logo
Ups...znów chybiłeś śmieciu
Każdy twój ruch z łatwością mogę przeczuć
I bądź gotowy na sprawiedliwy osąd
Pokaż co zrobiłeś ty sam jak dotąd
Ewenement świadom zasad tej gry
Zawsze gardził takimi jak ty
Bo na sto osób - dwudziestu konfidentów
Którym jest brak pasji i talentu
Trzeba być czujnym, bo wróg wciąż czyha
Molesta zawiera się w tych ośmiu tytach
My chcemy widzieć prawdy oczami
By zagrożenie móc w porę oddalić
Łatwo się zgubić, my znajdziemy drogę
Jesteś ze mną lub jesteś moim wrogiem

Teraz powiedz mi (powiedz mi)
Kim jesteś ty i ty (ty i ty)
Ja i tak wiem co zrobię (aha)
Ty jesteś ze mną lub jesteś moim wrogiem
Jesteś ze mną lub jesteś moim wrogiem
Jesteś ze mną lub jesteś moim wrogiem
Jesteś ze mną lub jesteś moim wrogiem
Jesteś ze mną...

Patrz mi w oczy, powiedz, że to śmieszne
Czas i miejsce, w którym żyjesz są bezpieczne
Zejdź na ziemię, za dobrą cenę
Brat brata sprzeda, tu nie ma przebacz
Dobrze znam sprawę – hajs kręci światem
Wszystko przesiąka tu jego zapachem
Pod własnym dachem nawet możesz mieć wroga
Znasz ten ból? człowiek sam zobacz
Rozwijam skrzydła i słyszę - kark złam
Gamoniu pal za to nie twoja szansa
Wiem, mój sukces to powód, że nie sypia mój wróg
On po prostu chce bym gryzł piach
Rób co chcesz, poczekamy do jutra
Jak na razie proponuję czysty układ
Jak Wilku mam kogoś za kim skoczę w ogień
Ty jesteś ze mną lub jesteś moim wrogiem

Teraz powiedz mi (powiedz mi)
Kim jesteś ty i ty (ty i ty)
Ja i tak wiem co zrobię (aha)
Ty jesteś ze mną lub jesteś moim wrogiem

W czasach kiedy każdy chce dla siebie wszystko
Sztuką jest tu żyć i wciąż grać czysto
Ja i ty ubierzmy dziś to w proste słowa
I ustalmy to by uniknąć rozczarowań
Musimy liczyć na siebie, wiesz, a nie na fart
Między nami ma być jak między Bonnie i Clyde
Przytul się, powiedz tak, między prawdą, a Bogiem
Czy jesteś gotowa by pójść za mną w ogień?
Elo, Pelson często z motyką na księżyc
(Ale) z wiarą, że zawsze możemy zwyciężyć
Dla mnie każdy upadek jest sukcesu nawozem
A pieniędzy na przyjaźń nigdy nie przełożę
Nic nie zmieni świat, ja zacząłem od siebie
Więc już nigdy nie będzie tak jak w 9 7
Teraz powiedz mi ile można żyć "Skandalem"?
Otwórz się na mój progres i chodźmy dalej
Nie wiem czemu ranisz tak mocno
Mówiłeś kocham i nagle inna jest
A teraz już mam swój własny świat
Przestałam płakać

Nie wiesz czemu? nie rozumiesz? powiedziałem ci prawdę
To jak grom z jasnego nieba, wiem trafiłem cię nagle
Ciągle kłamstwa, wyjazdy pod przykrywką romanse
W zdobywaniu uczuć innych - wracam z kolejnym awansem
Ty mnie pytasz - sam nie wiem - kocham się z nią zatracać
I nie mam po tym kaca, tu w grę nie wchodzi kasa
To nie pinda na obcasach - z krwi i kości dziewczyna
Nie wyczyści mego konta jak ta Ginger z Kasyna
Pytasz jaka przyczyna? czego tobie brakuje?
Co takiego jest w niej? nazwiesz gnojem i *****em?!
Cisza, nie lamentujesz, łzy to przyczyny skutek
Z emocji ściska cię w gardle, w zarodku chcesz zdusić smutek
By za niedługo pęknąć, chciałbym móc wcisnąć mute
Bo z sumienia wyrzutem za te wyrządzoną krzywdę
Będę żył jeszcze długo, zawiodłem, wiem to przykre
Rzucę krótkie przepraszam i z twojego życia zniknę

Nie wiem czemu ranisz tak mocno
Mówiłeś kocham i nagle inna jest
A teraz już mam swój własny świat
Przestałam płakać

Nie liczę, że wybaczysz, bo szczerze tego nie chcę
Zdrady smak ponosisz klęskę, ja na korzyść - me szczęście
Wypalony doszczętnie, brak chemii między nami
Nie chcę żyć wspomnieniami - dzielnie znosiłaś presję
Uzasadnione pretensje, że flirtuję najczęściej
Wprost na twoich oczach, zniosłaś wiele porównań
Wciąż na mnie syczałaś, nie przestając się w*****iać
Ściemniałem, że się wydurniam, zlizując toczoną pianę
Żyłem z tą świadomością, że w końcu kiedyś się stanie
To te panie kochanie namieszały mi we łbie
Swym osiągiem się chełpię w męskim gronie to fakty
Mówiłem, że cię kocham i to niebyły żarty
Ale z uczuć obdarty, wina leży po środku
Skłamałem, ja oszust skorzystałem ze środków
I bujnąłem się w tej, która nie jest idiotką
I mogę być pewien na sto, że z wzajemnością

Nie wiem czemu ranisz tak mocno
Mówiłeś kocham i nagle inna jest
A teraz już mam swój własny świat
Przestałam płakać

Teraz mam swój świat
Teraz mam swój świat

Ile to trwało, miałem powiedzieć wcześniej?!
Chciałem setki razy, skrywając swą depresję
Z jej strony presję? w żadnym razie, to bezsens
Ona chce dać mi szczęście, nie wierzyła w odejście
Że zostawię cię wreszcie, czuła, że wciąż cię kocham
Ja wiedziałem, że po nocach długo w poduszkę szlocha
I, że z tobą radocha, że żyje się nam jak w bajce
Bo tylko w takich sceneriach z nią kochałem się właśnie
Rujnując twoje życie przepuszczałem z nią fortunę
Ty zachowałaś dumę w końcu rzekłaś - rozumiem
I spytałaś mnie czy wiem jak ty teraz się czujesz
I co teraz knuję, nie chcesz moich przeprosin
Obrzydzenia nie kryłaś, o nic nie będziesz się prosić
Upokorzeń znosić, tyle lat jak to się stało?!
Mówisz mi od*****ło, kocham inną z tą nadzieją
Żeby za jakiś czas nie powtórzyła słów refrenu

Nie wiem czemu ranisz tak mocno
Mówiłeś kocham i nagle inna jest
A teraz już mam swój własny świat
Przestałam płakać
Nigdy Nie zapomnę chwil wspólnych spędzonych z Tobą
Jesteś osobą, której zawsze dałbym wszystko
Moje ciepło i uczucie, pragnę być tak blisko obok Ciebie
Ukochana masz coś w sobie,
Dobrze wiesz malutka ten kawałek dedykuje Tobie
Jeśli w coś nie wierzysz przypomnę Ci „Boline”
Pierwsza ławka i zwierzenia czy Cię zmuszam do myślenia
To uczucia tak piękne nie do zapomnienia
Spacery wieczorami oraz uśmiech na Twej twarzy
Najpiękniejsze czasy jakie mogły się przydarzyć mi
Nie pamiętam tych momentów byśmy byli źli
Wszystko było dopięte do samego końca
Kiedy przyjdzie ta potrzeba stanę jako Twój obrońca
Nigdy złego słowa…tak… szacunek i sentyment mam
Mogę powiedzieć że na wylot Cię już znam
I bez końca sobie wmawiam jeszcze rade dam
Może Ty masz inne zdanie nie poradzę nic już na nie
Wiem natomiast jedno żyj z właściwym przekonaniem …

Teraz ten utwór Tobie dedykuje, czy wiesz dlaczego?
Bo na to zasługujesz
Szanuj swe wybory, gdy nie trzeba ich nie zmieniaj,
Nigdy Ciebie nie zapomnę i będę doceniał

Tak… tego Ci dziś życzę żyj z właściwym przekonaniem,
A co na pewno ma stać się to się stanie
Masz kogoś innego na twym ślicznym oku
On jest teraz górą a ja już jestem z boku
Nie jestem typem sęka co zabiega o twe względy
Ale teraz różne drogi, Ty tamtędy a ja tędy
Chodzi właśnie o to że na siłę nic nie robię
A tym utworem w zadek też nie wchodzę Tobie
Pragnę Ci ukazać moje myśli i uczucia
Że jesteś wiele warta nie jak guma do żucia
Ty żyjesz młodością, zabawą i chwilami
Może to i dobrze bo, ja trochę wspomnieniami
Ale lubię patrzeć, kiedy świecisz promieniami
A ja czyje się wtedy jak Amor ze skrzydłami
Słońce jesteś cudowna…tak to nie ściema
Sprzyja Włochy, co jest grane nie do przewidzenia
„Nokia” wiadomości i to wszystko znikło nie ma
Twój numer jest widziany mile… powodzenia

Teraz ten utwór Tobie dedykuje, czy wiesz dlaczego?
Bo na to zasługujesz
Szanuj swe wybory, gdy nie trzeba ich nie zmieniaj,
Nigdy Ciebie nie zapomnę i będę doceniał
Ty chciałbyś mieć w rymach ciąg i w ogóle flow fajne
I żeby każdy punch to proch, a ty to bombardier
Chciałbyś mieć własną erę znać teren jak Tomb Rider
I żeby pachniał nawet twój jebany pot Clain'em

Ten kolo chciałby rymami ciąć kartkę jak Ghostwriter
Do tego jarać tyle ile Bob Marley
Mieszkać tam gdzie Bronx, Harlem i pierdolić Long Island
Tylko szkoda, że to twoje miasto to nie Nowy York dla mnie

Chciałbyś mieć mój image, w chuj kminić, czuć rymy
Chciałbyś kłóć nimi i pluć nimi
Gnój czynić brudnymi, tłustymi podwójnymi
Żeby się wkurwili

Tu co drugi chciałby grać już jako rookie w play-off
Do tego mieć staż długi tak jak Mookie Blaylock
Mieć offence jak Shawn Kemp na obręcz
A masz kompleks i stąd ten nonsens
Pewnie chciałbyś zrobić wsad tak jak McGrady
Mieć rap we krwi tak jak to ma Jay-Z
Nie mieć limitów jak Master P
I pewnie chciałbyś wejść na bit jak Cypress Hill

To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Na bicie Creon...
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Są takie rzeczy, na które nie masz wpływu
Robić to z duszą - wiem, jak ten Majls Davis chcesz
Przy tym kasować jak ten hajs Kane West
Być pamiętanym jak to Gravediggaz
I rozpoznawanym jak The Game czy Bill Gates
Być bardziej znanym niż Charles Kurtis jest
Żeby gadali, że masz hajs, fame i gest
I wizerunek miejski hustler i pies
To może najpierw jak Wesley Snipes zdejmij dres

Chciałbyś wiecznie czuć werwę i mieć własny ród z herbem
By biznesu bulterier strzegł cię jak wrót Cerber
By u twoich stóp leżał zdominowany Hugh Hefner
A o twój renomowany biust z fame'em zabiegał każdy klub label
Pieprzona lux baby, chce błyszczeć jak sznur pereł
Jedyna ze stu playmate co wjeżdża jak tłum czerwień
Zdecydowana na każdy ruch byleby tylko móc
Być zawodowo zadowoloną, czuć jak one na tronie
Przed jej chatą stałby Maybach, gdzieś dalej stałby Benz
Wyzbyta z kajdan z wyglądem jak Tira Banks
Taka lux maszyna co iskrzy na długich szynach
Co lubi brzdęk, brzdęk, blink, blink sprzęt trzech trzymać

Chciałbyś tyle ról ile Demi Moore gra
Pedicure, manicure perły, czarna suknia
Tania dama w łóżkach, Kamasutra
Powiedz ile dałabyś by nie widzieć z rana lustra?

A ci uśpieni, niemi, wśród płomieni chemii
Chcieliby nie liczyć na dzielnicach cieni
Dziedziczyć z korzeni elit siłę by to zmienić
Ci potępieni wierzyć by chcieli w siłę nadziei
Wierzyć, że jest więcej odcieni bieli

To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Na bicie Creon...
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Są takie rzeczy, na które nie masz wpływu

Chciałbyś jak Linkin Park, mieć szybki szmal, szybki start
Zysk i szpan, z singli brać tyle co Chingy hajsu
Whisky bar, czysty gram, do tego dziwki fun
I tak jak Mystical chciałbyś mieć blink-blink łańcuch

Chciałbyś choć jeden raz zawrócić czas zegar
A może chciałbyś jutro się obudzić w Las Vegas?
Chciałbyś kupić to co nie jest tu dziś na sprzedaż
Ale się nie da, mówi Szad siemasz
Czasami się ma, czasem się miewa, częściej się nie ma
Bo by mieć to przeważnie długo się dojrzewa
Czasami chciałbyś skrawek nieba, ale się nie da
Nie ten czas, nie ten człowiek, nie ta planeta temat rzeka

To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Na bicie Creon...
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Są takie rzeczy, na które nie masz wpływu
Te postawy wynikają z intensywnego stylu życia
To konsekwentne odtwarzanie tego, co się w życiu zdarza
Bez komentarza! Tak po prostu bywa
Że pusta jest lodówka to przestało mnie przerażać
Umiemy żyć z dnia na dzień, to co, że się narażam
Nigdy nie upokarzam, problemy wciąż nowe
Że to przeszkadza, wciąż mówisz uważaj
A ja śmierć mam i uważam za pewną wartość
Gdy brakuje człowieka, zauważasz stratę bardzo
Niespełnione obietnice, przyprawiają o wyrzuty
99 jest rocznicą nie tylko w hip hopie
Nuty odrzuć w kąt, samplingu tu narracja
Moja dominacja, smutny to nie moja działka
Jak operą fascynacja, wole jazz improwizacja
Albo Spidera Herbiego Madman zawsze przyzna racja
Dwa światy, jeden cel, Stretch Armstrong dał pierwszą lekcje
My też mamy w chuj sekcje, lute nie dętą orkiestrę
Całkiem nowe nie zapomnę, Chicago lat 30’
Jazz światło na hip hop przełoży, a Ty tego nie poznasz
Bo nie wyszło legalnie, nie kupisz tego w sklepie
Brudne rzeczy nie przeszły przez pralnie
Tempo 75, ja wolę 90, rym szybko jak tempo bolero
Słucham cię meczysz cholero i smucisz, więc się lepiej ucisz
Czy ?bakszad? muli jak by był struty
To dźwięki Poznania, nie dźwięki Kalkuty
Mamy swoją stylistykę, swój język, może to slang
Sprawna gadka outsider’ów SLU gang
Steży, kto wierzy, proceder się szerzy
Marzenia na wieży i spadek z wieżowca
To przemawiał Syki Kid sędzimir czarna owca

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Nie obchodzi mnie, że trujesz, nie poczujesz, jeśli blefujesz

I siedzę, fotel wciąż ten sam stary
Prezent po dziadku Alojzym, doskonały
Trzy pokolenia praktyki, nie ważne wszystkie odwyki
Nie zamkniesz mnie nigdzie, zawsze zjebie Ci jazdę
Mówię poważnie, prowokujący styl, prawdziwy jak ja sam
Zawsze w chuja gram, na to zawsze znajdę czas
Na wolnym zawodników pokaż, chętnie się zmierzę
Nie konieczne przymierze, co dobre docenię
Co prawdziwe jak płomienie nie zagaszę
Wyrażam siebie, ciebie to jebie, solopejka uderzenie
Mocne jak ziemi trzęsienie ale zbędne agrożenie
Choć odstaje od reszty nikt nie może grzecznić
Jestem wredny, nie tandetny Inżynier dźwięku DJ, MC
I producent w jednym, konkretny, przestałem się wahać,
Wykładam całą gamę dźwięku, asortymentu pełen wachlarz,
Jaką drogę przebyłem, ty przy tym nie byłeś
Gdy ja gangsterzyłem, ty słuchałeś, pewnie się śmiałeś
Ciekawe co sam odpierdalałeś, [nagrywałeś?] pewnie nic!
Czekasz na debiut u grubego, więc ćwicz potem kasę licz
Wielkopolska nie no limits z ulic ucieczki
Nie uchwycisz, nie zarejestrujesz w kadrze,
Jak to drzewo co uschło pod bramą ja uschnę także
To ważne, każde słowo, jak przepiękne dźwięki złożone na nowo
Premier cudotwórcą, jeszcze paru innych mogą nie raz uratować życie
Choć to nie pierwszy krok na scenę, jak słyszę arenę
Czuję się tylko ich cieniem, jak bezbronne dziecko
Dam się poprowadzić lekko do przodu, żeby sprawdzić się znowu
By nie sprawić zawodu, nie ma problem co do zwodu
Seksoholik pokroju bohaterów obu Kolgejta i Luka
Bawić się w seks jest luta, mój cel jest tutaj

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Jak przekupy na targu, nie targuję się o cenę towaru
Pytasz co ty? Zdziwiony, że gramy za zwroty
Trzeba być człowiekiem pomóc drugiemu w potrzebie
Nigdy nie odmówię, o tym Malik mówił w rymach
Teraz się śmiejesz ze 10 osób to kpina
Ja szanuje pierwszą piątkę i przybijam stale piątkę,
PTUSBejowi święty skład na bez ludną wyspę zabiorę,
Zawsze poważnie, produkcja, skrecze,
Crazy pomógł, gdy ja jeszcze kaleczeniem się zajmowałem
Na czarnych mało pojmowałem, teraz poziom się podniósł
Jestem DJ znaczy chłopak od puszczania płyt
Jeszcze nie turtejblista ale to przecież nie wstyd
I to mnie jara, undergroundowy biały lejbel
Muzy nie ma chyba lepszej, tak jak ekipy konkretniejszej
Wiesz gnojki od nabojki, od rozrachunku kości
I wdepnięcia w chodnik, w potrzebie odkręcający drogie głowy
Szacunek nie jest strachem wymuszonym
Każdy dobry w tym co robi, umiem przypierdolić
Ale lepiej z mikrofonem się obchodzić
Więc to pierwsze zostawiam rutynowanym ekspertom
Nie odpierdalam pucki, jeśli lubią to mnie zechcą w swojej ekipie,
Oznacza to jedno, albo jesteś swój i tu trafiłem w samo sedno,
Nie mogę zboczyć z toru, z życiowego wyboru
Nie można się wycofać tak jak nie można stracić honoru
Trzeba trzymać się według planu, kumple wyłamek nie uznają
W jedności siła, dlatego piszą o nas w zinach
Tego nie dowiesz się z kina, bohaterowie ukrytych kamer
Psi zapis z operacji mamy za frajer, skie pieskie posunięcie
Zawsze zawalczę, nie raz jeszcze się sparzę
Ale zawsze swoje pokażę, przed psami nie ma fobii
To mówi swój człowiek, gdy zawiną cię na dołek
Będziesz miał świadomość, że spędzasz kurwom sen z powiek
I niech każdy się dowie, że nie przegrałeś
To tylko konsekwencja potyczki, nie wielkiej wojny
Ode mnie szacunek za każdą bitwę z psim wrogiem znienawidzonym!

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Nie obchodzi mnie, że trujesz, nie poczujesz, jeśli blefujesz

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
I chuj mnie obchodzi, że lepszy się czujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Takie postawy, 99 to są moje postawy
I zawsze takie były, tu nie ma nic na niby
Nara
Dokąd idziesz? Dokąd wy idziecie wszyscy?
Dar od Boga... Ludzie zapomnieli

Dokąd idziesz? Dokąd wy idziecie wszyscy?
Dar od Boga... Ludzie zapomnieli

Ludzie zapomnieli dokąd idą tym bardziej skąd przyszli
Zanikają wartości ludzie toczą ciągły wyścig
Konsumuj człowiek i pomnażaj swoje zyski
Ja mówię Ci nie wierz w to, pieniądze nie są wszystkim
Dokąd idziesz dokąd wy idziecie wszyscy?
Oni chcą był byś produktem po grób aż od kołyski
Te marne pyski sprzedali by swych bliskich
Myślą że są kotami a to zwykłe szare myszki
Kręcą się kiszki dzieci przymierają głodem
Brakuje tu zrozumienia od każdego wieje chłodem.
Matki młode nie płaczą za swoim płodem
Usunięty dar od Boga jako jeden mniej problem.
Jaki Bóg? Boga nie ma. Dla was Bogiem
Złota karta i modlitwy do bożka z kreskowym kodem
Chcesz dogonić modę luksusowym samochodem
Ale zapomniałeś kim jesteś tu panie BMW.

Zadaj pytanie czy naprawdę jesteś wolny?
Czy decydujesz sam, czy jesteś do tego zdolny?
Rozwija cię świadomość, czy karmi iluzja?
Ten podprogowy przekaz do lewej półkuli fuzja!

To na ludzkości zbrodnia globalnej dezinformacji
To więzienie bez krat ty więźniem manipulacji
Niewolnik każdej nacji w szeregu biurokracji
Światowe zniewolenie pod przykrywką demokracji
Ten świat zwariował mówię ci siostro to prawda
Kolejny pochłonięty przez nietolerancji bagna.
Ten świat zwariował mówię ci bracie to prawda
Patrz jak zalewa nas gniew i nienawiści magma.
Ty w stanie aberracji w drodze do mumifikacji
Po chemicznej kuracji kaja[?] w polaryzacji
Ulega dysocjacji trzeba jej reinkarnacji
A ludziom motywacji wzajemnej integracji
Ten świat zwariował, mówię ci bracie to prawda
Kolejna dusza zaprzedana pożywkom dla diabła
Ten świat zwariował mówię ci siostro to prawda
Patrz jak kolejny z nich sam sobie zakłada kajdan

Zadaj pytanie czy naprawdę jesteś wolny?
Czy decydujesz sam, czy jesteś do tego zdolny?
Rozwija cię świadomość, czy karmi iluzja?
Ten podprogowy przekaz do lewej półkuli fuzja!

Oni zapomnieli jak powinniśmy żyć tu
Gdzie się podziała miłość każdy walczy jak Stu, ej!
Od siebie daj coś podaj rękę mu
Bo jedno jest wszystkim, wszystko jednym jak Bóg.
Chimery po dewiacji na rządowej delegacji,
Spisek globalizacji chcą pozbawić nas wakacji,
Ty broń swoich racji w obliczu Iluminacji,
Pamiętaj słowa kłamcy puste jak wciśnięcie spacji!
Oni zapomnieli jak powinniśmy żyć tu
Zaniedbane dusze kosztem fizycznego balastu, ej!
Błądzimy we mgle a odpowiedź jest tu
Gdzie bije twe serce odkryj w sobie ten cud
Potrzeba nam miłości, miłości bez apelacji
Oczyszczenia czakry na każdej kondygnacji
w momencie kulminacji powiem ci jedno
Otwórz oczy a ujrzysz prawdę na pewno

Zadaj pytanie czy naprawdę jesteś wolny?
Czy decydujesz sam, czy jesteś do tego zdolny?
Rozwija cię świadomość, czy karmi iluzja?
Ten podprogowy przekaz do lewej półkuli fuzja!
Myślałeś, że ja zniknę
Że już nie będę nagrywał
Ale pomyliłeś się
Wracam z podwójną siłą
Witam wszystkich więc posłuchaj tego
Posłuchaj tego nowego więc

Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj

Ja gram ten hip-hop, strzelam jak pistol
Nie jestem kretem, wiem co to pop co to hip-hop
Przychodzę w blasku tych bitów trzasków
Przychodzę od was, oczekuję waszych wrzasków
Tu oklasków też aż ręce spuchną
A to dopiero zwiastun, jak cię boli weź se Fastum
Tu armii przybyło i serce urosło
Doszło do mnie, że jestem fajny i basta
Tu chodź i weź się dowiedz, bo ja zacząłem
A ty już się pożegnałeś, już napisałeś koniec
Za hajsem nie gonię, mam czyste dłonie
Nie muszę się tłumaczyć nikomu nawet żonie
Bóg dał mi talent, go nie roztrwonię
Bóg dał mi wiarę więc za nią nie gonię
Bronię muzyki mojej od zawsze
Będę za nią stał murem, póki rap, zawsze z pasją

Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj

Podgłośnij głośnik, niech w każdej rozgłośni
Każdy ogłosi, że DKA przychodzi
Ten nowy mixtape pełen nowości
Ty mi zazdrościsz, więc ty mi pisz słowa
Od grona panczów jak szkielet kości
Nie rości nic do mnie, nie musisz się wozić
Bo i tak na ciebie nawet nikt nie spojrzy
DKA DonKillA, wraca uśmiech, piękne oczy
Witam was wszystkich w moich skromnych progach
Klimat jest świetny by niektórych zdissować
Nie zrobię tego dla tego grubego
Co telefonował i obraził moje ego
Szkoda mi wersa na tego długiego
Chce być gangsterem, a wygląda jak Egon
Co ci do tego, że zaśpiewam do mego utworu
Nie zmulim, zamknij usta kolego

Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj

Przecież stanę do walki, bo nie używam kalki
Nie znam waszych tekstów, a wy śpiewacie me kawałki
Pokaż mi lepszą, kim to nie jesteś
Przecież znasz się na necie, we Fruicie bity klepiesz
Przecież grasz w Internecie
, jesteś rapu szefem
Szefie pokaż mi muzykę nie Kingston z hi-hatem
Ty jesteś hejter, bo kumpel ci nazdał
Nagraj dissa, kumpel odpowie, będzie frajda
Witam świecie, nie w Internecie
Że w końcu zrozumiesz, że DKA nie jest śmieciem
Niech wieść się ta niesie nawet w Internecie
Na forach, blogach, portalach
Ty w końcu weź się, niech skończą mówić
Niech zaczną słuchać
Niech zaczną dumać, niech zaczną to kumać
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bit chwytaj, yo

[x2]
Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo