Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Oni pokazali jak mam żyć, ja chyba nie chcę tak,
którędy iść, dzisiaj pieprzę ich świat,
nie mam nic, z krzyku tylko zdarte gardło,
ale nim wstanie świt po cichu powiesz, że było warto.
Tu nie ma nic za darmo, chcieliśmy wolności,
tak bardzo jej pragnąc, pierdoląc ten pościg,
po hajs, co masz wiele możliwości, masz sos?
Na stos, miłości nie wymienisz tu na banknot.
"Dorośli" - mówią mi – "dorośnij",
wielcy kreatorzy szarej prozy codzienności,
do mdłości, mam dość ich, i mam wątpliwości w ludzi,
a ten świat nie jest dla nas i na pewno nas nie kupi tu dziś,
studzi hałas zanuci budzik, byś ze snu się obudził i zobaczył, że to działa,
żebyś wiedziała, to nie są puste nuty dla nas,
życie to coś wiecej niż kult nauki przetrwania.

Puk, puk, znowu puka na złość coś,
puk, puk, chce przekroczyć próg i mnie dotknąć,
puk, chyba nie da mi odpocząć,
nieproszony gość, oni mówią "Samotność".
Puk, znowu puka na złość coś,
puk, puk, chce przekroczyć próg i mnie dotknąć,
puk, puk, chyba nie da mi odpocząć,
nieproszony gość, oni mówią "Samotność".

Znasz to uczucie gdy nie wierzy w ciebie nikt?
Musisz uciec, ale nie wiesz którędy masz iść
i gubiąc kluczyk gubisz ich,
nie mów nic, zanim runie domek z kart w piach
i ostatkiem sił namaluję rap na kartkach.
Ty daj mi żyć i pozwól być sobą,
na przekór wszystkim tym, którzy nie mogą,
idąc obok, widząc pogoń,
pchają się do środka, jak w ogień ,
zanim skończy się historia i zgaśnie płomień.

Puk, puk, znowu puka na złość coś,
puk, puk, chce przekroczyć próg i mnie dotknąć,
puk, chyba nie da mi odpocząć,
nieproszony gość, oni mówią "Samotność".
Puk, znowu puka na złość coś,
puk, puk, chce przekroczyć próg i mnie dotknąć,
puk, puk, chyba nie da mi odpocząć,
nieproszony gość, oni mówią "Samotność".
Dla niej nie liczyły się banknoty i kwoty
To ty, tylko ty i twój dotyk złoty
Stereotyp dziś odchyla miękki woal
Ona tak jak boa owija się dookoła jego szyi
Tym razem nikt się nie pomylił
Choć dziś wieczór się odkryli to nie decyzja chwili
Tu są, bo tak chcą, ona ma go a on ma ją
Jutro się rozstaną, ale dzisiaj to nie błąd
Ależ skąd, w tle lekki blues, na niebie wielki wóz
Cichy szał splecionych ciał bez podtekstu i bez tła
Jutro tak w tłumie dnia ze swych oczu zginą
Nigdy nie zapomną, choć nawet nie znają swoich imion

Ostatniej nocy nie myliłeś się myśląc, że możemy sobie pomóc
Ostatniej nocy, dla mnie chwile zawisną w powietrzu na wieczność
Ostatniej nocy, jeszcze do ciebie wrócę, obiecałam ci to już
Ostatniej nocy, ostatniej nocy kochałeś się ze śmiercią

Cała sala kołysała się w takt twoich bioder
Niejeden dałby za nie świat, bo ich ogień
Wabił spojrzenia, lecz zamieniał ćmy barowe w popiół
Dawał do zrozumienia żeby dać sobie spokój
On był wiarygodny, jaką siłę ma przypadek
Siadłaś na przeciw mnie, kiedy kończyłem kawę
Nawet nie wiedząc, że tej nocy będę grał tu
I że od godziny sączę cabernet twych kształtów
Egzaltuj mnie - mówiło twe spojrzenie
Adoratorów amatorów jest tu zatrzęsienie
Ale to pokolenie jest miejscami puste
i nie dziwi mnie, że oni nie są w pani guście
Pani uśmiech porywa w potoku pokus
Ja pragnę się zapaść w ten niepokój pani loków
W cieniu bloków bez odwrotu, wokół cyklonu
Myślę, że możemy sobie pomóc

Ostatniej nocy nie myliłeś się myśląc, że możemy sobie pomóc
Ostatniej nocy, dla mnie chwile zawisną w powietrzu na wieczność
Ostatniej nocy, jeszcze do ciebie wrócę, obiecałam ci to już
Ostatniej nocy, ostatniej nocy kochałeś się ze śmiercią

Dialog, zachwyt jak analog szumi w głowach
Chaos, który włada salą, tłumi słowa
Lecz nasza rozmowa mija lepki przestwór
Wiesz to ukradkowa gra dyskretnych gestów
Jest tu miejsce na nieco gry jak w małym teatrze
Czas szybko mija, kiedy na ciebie patrzę
Dla ciebie zaćmię ten smętny bezlik
Wykwintnym blaskiem dziwnie pięknych syntezji
Kiedy będą nas wieŹli do pani
Pijani, nie tyle winem, co uczuciami
My zadamy sobie tysiące nie pytań
I poszukamy odpowiedzi gdzieś na językach
Czasami śnię, me sny tak rzeczywiste
Że boję się, że pani może nie istnieć
Że to się skończy jak wszystkie sny
Mleczna bladość, wieczna radość - ty

Ostatniej nocy nie myliłeś się myśląc, że możemy sobie pomóc
Ostatniej nocy, dla mnie chwile zawisną w powietrzu na wieczność
Ostatniej nocy, jeszcze do ciebie wrócę, obiecałam ci to już
Ostatniej nocy, ostatniej nocy kochałeś się ze śmiercią

Drugie piętro, namiętność i zimne usta
Noc zabiła we mnie wiarę w inne bóstwa
Dym i lustra, szósta śmierć już o świcie
Kochanie pani było walką o życie
Rozkosz na szczycie, wybuch
Pani spełnienie da mi zbawienie, nim nas porwie zmęczenie
Drżenie ciał, pani szept bym nie ustał
w poszukiwaniu tego, czego nie ma pustka
Nie dałem rady pani dogonić
Puste mieszkanie, wiotka nić pani woni
Otumaniony tym nocnym szałem
Powtarzam kilka słów, które zapamiętałem

[x3]
Ostatniej nocy kochałem się ze śmiercią
To było przeznaczenie, zatem nie mogłem uciec
Teraz co dzień oddycham pełną piersią
Bo ona obiecała - jeszcze do ciebie wrócę

Szukaj mnie w zakamarkach pamięci
Tutaj jest mój obraz ukryty
Patrz na mnie spod powiek zamkniętych
Żeby te wspomnienia nigdy nie znikły
Szukaj mnie
Myślałeś, że ja zniknę
Że już nie będę nagrywał
Ale pomyliłeś się
Wracam z podwójną siłą
Witam wszystkich więc posłuchaj tego
Posłuchaj tego nowego więc

Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj

Ja gram ten hip-hop, strzelam jak pistol
Nie jestem kretem, wiem co to pop co to hip-hop
Przychodzę w blasku tych bitów trzasków
Przychodzę od was, oczekuję waszych wrzasków
Tu oklasków też aż ręce spuchną
A to dopiero zwiastun, jak cię boli weź se Fastum
Tu armii przybyło i serce urosło
Doszło do mnie, że jestem fajny i basta
Tu chodź i weź się dowiedz, bo ja zacząłem
A ty już się pożegnałeś, już napisałeś koniec
Za hajsem nie gonię, mam czyste dłonie
Nie muszę się tłumaczyć nikomu nawet żonie
Bóg dał mi talent, go nie roztrwonię
Bóg dał mi wiarę więc za nią nie gonię
Bronię muzyki mojej od zawsze
Będę za nią stał murem, póki rap, zawsze z pasją

Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj

Podgłośnij głośnik, niech w każdej rozgłośni
Każdy ogłosi, że DKA przychodzi
Ten nowy mixtape pełen nowości
Ty mi zazdrościsz, więc ty mi pisz słowa
Od grona panczów jak szkielet kości
Nie rości nic do mnie, nie musisz się wozić
Bo i tak na ciebie nawet nikt nie spojrzy
DKA DonKillA, wraca uśmiech, piękne oczy
Witam was wszystkich w moich skromnych progach
Klimat jest świetny by niektórych zdissować
Nie zrobię tego dla tego grubego
Co telefonował i obraził moje ego
Szkoda mi wersa na tego długiego
Chce być gangsterem, a wygląda jak Egon
Co ci do tego, że zaśpiewam do mego utworu
Nie zmulim, zamknij usta kolego

Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj

Przecież stanę do walki, bo nie używam kalki
Nie znam waszych tekstów, a wy śpiewacie me kawałki
Pokaż mi lepszą, kim to nie jesteś
Przecież znasz się na necie, we Fruicie bity klepiesz
Przecież grasz w Internecie
, jesteś rapu szefem
Szefie pokaż mi muzykę nie Kingston z hi-hatem
Ty jesteś hejter, bo kumpel ci nazdał
Nagraj dissa, kumpel odpowie, będzie frajda
Witam świecie, nie w Internecie
Że w końcu zrozumiesz, że DKA nie jest śmieciem
Niech wieść się ta niesie nawet w Internecie
Na forach, blogach, portalach
Ty w końcu weź się, niech skończą mówić
Niech zaczną słuchać
Niech zaczną dumać, niech zaczną to kumać
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bit chwytaj, yo

[x2]
Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj
Powiedz gdzie ta ekipa, gdzie Ci ludzie z przed lat
gdzie Ci wszyscy z którymi miałem zmieniać ten świat
kilku bliskich znajomych patrzy na to zza krat
jak gdyby nie ten rap, pewnie teraz bym kradł
Był taki jeden typ, kiedyś trzymał się z nami
Poszedł siedzieć, wyskoczył, handluje sznurówkami
Kiedyś graliśmy w kosza, było bardziej beztrosko
Marzyliśmy by kilka centymetrów podrosnąć
Śniłem o nowych butach, siedzieliśmy na klatce
Zakochany po uszy, w jednej Ali Rogalskiej
Kiedyś było inaczej, nie dbaliśmy o straty
Dziś mam kontakt jedynie z Jackiem K. i Kudłatym
Lataliśmy z towarem, goniliśmy za celem
Każdy z nas swego czasu był takim Hugh Hefnerem
Dziś nie pragnę za wiele, psy mnie w końcu rozkuły
Kiedyś różnie bywało, mniejsza brat o szczegóły

Kojarzę jak przez mgłę, jednego typa z pyska
Nie pamiętam nazwiska, podobno jest na wyspach
Kiedyś wziął narozrabiał, psy go w końcu znalazły
A pamiętam jak mówił : nie lekceważ okazji
Gdzie są ci wszyscy ludzie, kurwa nie chce się wierzyć
Też by słuch po mnie przepadł, gdybym wtedy nie przeżył
Dobrze pamiętam Sławka, jego dziewczyny usta
Całowały innego, chłopak wziął się wyhuśtał
Na tym skwerku od zawsze Chada też się udzielał
Pamiętam nieudany napad na jubilera
Wspominamy te czasy niemal jak bohatera
Pamięć o nich to dzisiaj gdzieś tam się poniewiera
Paru kumpli przepadło, pochłonął ich alkohol
Jeszcze kilku do reszty, to oddało się prochom
Wojtek zawsze był spoko i miał fajną dziewczynę
Koniec końców to i tak wybrał tą kokainę

Brat koleżki się bardzo krótko życiem napawał
Rano nie wstał, podobno to był pieprzony zawał
Bartek dawno nie żyje, kurwa ten to miał długi
Jestem pewien, że tam również rzuca te szlugi
Nie wymienię z imienia, on dopuścił się zbrodni
Do końca swego życia będzie gnił w monotonii
Kiedyś pięknie i młodzi, pytam gdzie ta ekipa
Gdzie jest Marek i Witek, gdzie młodszy brat Filipa
Andrzej też dobrze kręcił, prawie kupił tą ziemię
Teraz zamiast majątku ma co miesiąc widzenie
Tomek sąsiad był wporzo ale zaczął brać herę
Bartek z Jotem rozkminił, że jest zwykłym frajerem
Gruby Toni miał farta, chyba wszystkim źle życzył
Niemal z każdej roboty prawie powracał z niczym
Na koniec o Damianie, który przesadzał z tańcem
Ze sto razy dostawał chyba ostatnią szansę
Nigdy Nie zapomnę chwil wspólnych spędzonych z Tobą
Jesteś osobą, której zawsze dałbym wszystko
Moje ciepło i uczucie, pragnę być tak blisko obok Ciebie
Ukochana masz coś w sobie,
Dobrze wiesz malutka ten kawałek dedykuje Tobie
Jeśli w coś nie wierzysz przypomnę Ci „Boline”
Pierwsza ławka i zwierzenia czy Cię zmuszam do myślenia
To uczucia tak piękne nie do zapomnienia
Spacery wieczorami oraz uśmiech na Twej twarzy
Najpiękniejsze czasy jakie mogły się przydarzyć mi
Nie pamiętam tych momentów byśmy byli źli
Wszystko było dopięte do samego końca
Kiedy przyjdzie ta potrzeba stanę jako Twój obrońca
Nigdy złego słowa…tak… szacunek i sentyment mam
Mogę powiedzieć że na wylot Cię już znam
I bez końca sobie wmawiam jeszcze rade dam
Może Ty masz inne zdanie nie poradzę nic już na nie
Wiem natomiast jedno żyj z właściwym przekonaniem …

Teraz ten utwór Tobie dedykuje, czy wiesz dlaczego?
Bo na to zasługujesz
Szanuj swe wybory, gdy nie trzeba ich nie zmieniaj,
Nigdy Ciebie nie zapomnę i będę doceniał

Tak… tego Ci dziś życzę żyj z właściwym przekonaniem,
A co na pewno ma stać się to się stanie
Masz kogoś innego na twym ślicznym oku
On jest teraz górą a ja już jestem z boku
Nie jestem typem sęka co zabiega o twe względy
Ale teraz różne drogi, Ty tamtędy a ja tędy
Chodzi właśnie o to że na siłę nic nie robię
A tym utworem w zadek też nie wchodzę Tobie
Pragnę Ci ukazać moje myśli i uczucia
Że jesteś wiele warta nie jak guma do żucia
Ty żyjesz młodością, zabawą i chwilami
Może to i dobrze bo, ja trochę wspomnieniami
Ale lubię patrzeć, kiedy świecisz promieniami
A ja czyje się wtedy jak Amor ze skrzydłami
Słońce jesteś cudowna…tak to nie ściema
Sprzyja Włochy, co jest grane nie do przewidzenia
„Nokia” wiadomości i to wszystko znikło nie ma
Twój numer jest widziany mile… powodzenia

Teraz ten utwór Tobie dedykuje, czy wiesz dlaczego?
Bo na to zasługujesz
Szanuj swe wybory, gdy nie trzeba ich nie zmieniaj,
Nigdy Ciebie nie zapomnę i będę doceniał
Ruszmy w tym świecie dusznym, bariery skruszmy
Kariery złóżmy w sanktuariach by nie uszły
Złudzenia prysły, biznes ten nie będzie czysty
Mój zapał wystygł, chociaż kiedyś był ognisty
Dziś jestem bystry, nie będę mówił jak mistyk
Wedrę się do top listy w przebraniu populisty.
Idźmy, z duszy szydźmy
Tak musi być my tylko siebie widźmy
jak Kain sto (?) mi graj, liczy się tylko nasz postęp
Jak podstęp nagły, to proste
Za każdym mostem mostem palmy.
To proste, jak ktoś jest osłem zabierz mu wszystko
A gros tych ludzi prostych to pośmiewisko.
Trzeba korzystać, co dzień robić wszystko by stać
Było nas na przystań, wakacje na wyspach,
Kobiety co w tych snach połykają szable,
Ja zrobię dla nich wszystko, nawet wejdę w układ z diabłem.
Życie, życie jest nowelą, psy rządzą i dzielą
Same troski w chwili cierpliwym *****
Show biznes tak się kręci,
Tkwią w nim tylko bezinteresowni święci,
Z zanikami pamięci, to nęci i kręci jak pieniądz na ulicy,
A my w samym środku straceni niewolnicy
Ta ta ta ta.. A my w samym środku straceni niewolnicy.

Ref.:
To ten czas / x8

Ile razy w tyle, żyjąc wokół życia
W umyśle który już do końca w tobie wysiadł
Chwytaj co podsuną, oczy zamknij - Eden!
Tam się przenieść, jak? Pięknie!
Zrobię wszystko bym spokojnie mógł zasypiać
Stoły zastawione w kolorowych drinkach
Boska pycha, tylko kochać ten medialny przypał
Przykład, w świetle kamer dobrze widać.
To jest ten czas, niby jak dają - korzystaj
To jest ten czas, stoję na zboczu urwiska.
Mają tyle, co dzień chwiejąc się na nogach
Bijąc bile, które trudno zahamować.
Świadomość każdym rankiem budzi wielkim wrzaskiem
Mogę, mogłem i żałuję czasem.
Będąc niewolnikiem ciągle czegoś w życiu pragnę.
Będąc niewolnikiem ciągle czegoś w życiu pragnę.
Nieraz listy każę szarpać (nieraz)
Nieraz sytuacja mimo zmiany ciągle wraca.
Dalej żyjcie na tych oszukanych plażach
Dalej grajcie sztukę w swoich plastikowych maskach.

Ref.:
To ten czas / x8
1. Wytężcie wszyscy swoje narządy słuchowe, bo Karramba teraz palnie do was mowę. Wyluzujcie się wszyscy to po pierwsze, a po drugie posłuchajcie, bo wam powiem o tym wszystkim co lubię. Lubię rapować, słuchać tych co rapują (....) ci kolesie mnie szokują "in said in de bedwei" no i oczywiście " jump around house of pain". Lubię raperów z Kielc za to, że zapoczątkowali polskiego rapa i na płytach zapisali historie polski, lubię dzięki raperom z nad Wisły Chrobry, Chrobry byłeś dobry mają pomysły .
Ref. "weee you weee you weee ye ye ye ...
2. Lubię lato, bo to piękna sprawa słońce ,piwo i kobiety - cudowna zabawa. "Ekwinows" ym coś nadzwyczajnego tutaj nigdy nie brakuje zimnego piwa, lanego nie brakuje ekstra kobiet, tu niczego nie brakuje i dlatego właśnie tu się alkoholizuję. Lubię swoją rodzinę, swojego psa lubię też, lubię to co robię sami wiecie jak jest z mojego osiedla, lubię wszystkich raperów znajomych z 'galery", lubię wszystkich raperów , lubię wszystkich pracowników i lubię właściciela za niepowtarzalny ekstra klimat pokera .
Ref. "weee you weee you weee ye ye ye ...
3. Halo tu Karramba to tak dla przypomnienia jeszcze tylko parę słówek mam wam do powiedzenia. Lubię dobre imprezy i śliczne dziewczyny, lubię dostawać prezenty na swoje imieniny , lubię spać do trzynastej, a czasami trochę dłużej. Bardzo lubię komponować sprayem na murze ach cóż to za przyjemność rewera mówię wam jeśli masz wątpliwości to przekonaj się sam . urodzeni mordercy "Spid" i "Leon Zawodowiec" wszystkie filmy "Tarantino" plus "Milczenie Owiec" ale mniejsza z tym, bo o filmach, które lubię mógłbym mówić przez dwa dni. Lubię być lubianym i jeszcze dużo rzeczy lubię, a w ogóle tak naprawdę to ja bardzo lubię lubić.
Ref. "weee you weee you weee ye ye ye ...
[x4]
To jak pierwszy buch, muzyka i klub
Rap daje mi siłę, kolejny ruch, jestem tu

To jest Borixon, świeży towar
O$ka przez $ jak dolar, sok, browar
Muzyka i klub, to jest jedna z dróg
Moje show bez prób, nie ma to, że wróg
Normalny soundsystem, moich tekstów mixtape
Nasz kluby są wszystkie, dajesz ziom z tym dyskiem
Yo pozytyw, teraz słyszysz bity
Jesteśmy przy tym, tu jest nasze miejsce
Rap sensei, zaklubuję się na śmierć PiH'u
To jest dobry melanż bez kwików
Rap z głośników, rap dla słuchaczy
DJ przykozaczy swoje sety jak zwykle
Mam bucha, pyknę, bez zamułek
Klub to nie przytułek, to jest bauns, kapujesz?
Muzyka i klub, pierwszy buch
Rap daje mi siłę, to jest kolejny mój ruch

[x4]
To jak pierwszy buch, muzyka i klub
Rap daje mi siłę, kolejny ruch, jestem tu
To jak dobry buch, muzyka i klub
Jak z południa brud, którego się nie pozbędę
Byłem tu i będę, muzyka jest we mnie
Jestem w klubie, zanurzam się w tłumie, ziom
Brudne południe dla chłopaków wielkie joł
Dla wszystkich, którzy są tu moc jointów
Siła drinków, pełny parkiet
Odpalmy ten bankiet, czas na darmową szamkę
Lubię gratisy, wiem, że też lubisz troszkę
Chcę zobaczyć O$kę gdzieś przy sałatkach z groszkiem
Pozdrowienia dla was śle cała sala
O$ka przez $ jak dolar, Borixon, hałas

[x8]
To jak pierwszy buch, muzyka i klub
Rap daje mi siłę, kolejny ruch, jestem tu
Kochanie wiem, że masz dziesiątki kompleksów
Słyszę te tony wątpliwości prosto z Twoich ust
Gdy mówię Ci, że jestem fanem Twoich wdzięków
Nigdy nie miej wątpliwości co do moich słów
Olej to, co chce Ci sprzedać Vogue i Cosmo
Kanony, które tworzą wybiegi mody i Photoshop
Dla mnie jesteś piękną doskonałością
I nie powinno Cię obchodzić to, co woli ktoś

Wrzucam swoje rzeczy do bagażnika
Z trzaskiem zamykam go i znikam w trasie
Zostajesz kochanie tu sama dzisiaj
Ty wiesz, że w aucie często tracę zasięg
Patrzę jak znika mój blok w lusterku
Zostawiam to mieszkanie gdzieś w tyle
Śmiejemy się w ekipie jak zwykle z pierdół
I zapominam o Tobie przez chwilę
W hotelu rzucam ciuchy na łóżko
Jakoś tu głucho i pusto, i nic nie pachnie jak Ty
Za oknem szaro, buro, smutno i ponuro
Odkąd ruszyłem z domu dupsko pogoda zeszła na psy
Za chwil trochę podjedzie taxi pod hotel
Zabrać całą hołotę pod głośny i zadymiony klub
Zbieram się w sobie jak mogę
Lecz w mojej głowie co moment powraca myśl o Tobie
O tym żebyś była tu

I kiedy tak leżę na łóżku i nie ma tu Ciebie
Ten sufit boleśnie wydaje mi się obcy
I możesz mi wierzyć - tęsknię po ludzku tylko do Ciebie
I nie ma lepszej, piękniejszej choć wiem, że w siebie wątpisz

Ref.
Kochanie wiem, że masz dziesiątki kompleksów
Słyszę te tony wątpliwości prosto z Twoich ust
Gdy mówię Ci, że jestem fanem Twoich wdzięków
Nigdy nie miej wątpliwości co do moich słów
Olej to, co chce Ci sprzedać Vogue i Cosmo
Kanony, które tworzą wybiegi mody i Photoshop
Dla mnie jesteś piękną doskonałością
I nie powinno Cię obchodzić to, co woli ktoś

Budzę się rano w pokoju
W powietrzu czuć mieszankę alkoholu i papierosów z wczoraj
I znowu myślę o Tobie, z dala od domu
O Twojej skórze i włosach, i oczach, biodrach, ramionach
Kołdra nie daje ciepła mi, jak Ty kiedy leżysz obok
Emanuje z Ciebie seksapil, nawet kiedy śpisz błogo
Wierz mi na słowo królowo czuję Twój brak
I czekam aż wszyscy się zbiorą
I znowu wrócimy na szlak do naszych Pań
Ha, tak mam tę jedną
I to ona sprawia, że mam powody żeby się prędzej zebrać
I mimo, że teraz niejedna wokoło kręci się
To po koncertach wolę te wieczory spędzać solo
Poczekać na Panią mojego serca
Co czeka na mnie, bo wie jak pragnę jej
Piękna dla mnie co dzień, nawet bez make-up'u
Dobrze o tym wie, nie ma dla mnie miejsc, które są jak dom
Kiedy jej nie ma jak tu

I kiedy tak leżę na łóżku i nie ma tu Ciebie
Ten sufit boleśnie wydaje mi się obcy
I możesz mi wierzyć - tęsknię po ludzku tylko do Ciebie
I nie ma lepszej, piękniejszej choć wiem, że w siebie wątpisz

Ref.
Kochanie wiem, że masz dziesiątki kompleksów
Słyszę te tony wątpliwości prosto z Twoich ust
Gdy mówię Ci, że jestem fanem Twoich wdzięków
Nigdy nie miej wątpliwości co do moich słów
Olej to, co chce Ci sprzedać Vogue i Cosmo
Kanony, które tworzą wybiegi mody i Photoshop
Dla mnie jesteś piękną doskonałością
I nie powinno Cię obchodzić to, co woli ktoś
Pamiętam nie zapomnę nie zapomnę pamiętam
O wszystkich dobrodziejstwach i o wszystkich przekrętach
Co w życiu mnie spotkało a na co jeszcze czekam
Pamiętam nie zapomnę nie zapomnę pamiętam
Trudno się skupić na kilku rzeczach naraz
Czasochłonna muzyka na zbyt wiele nie pozwala
To co że się staram jeśli nie mam mnie gdzie indziej
Z miejsca na miejsce przemieszczam się życie
Wszędzie po trochu zawsze tam gdzie pożądany
Nie wpycham się jak chamy nie wchodze gdy niechciany
Wole solowe stany przy płytach zajarany
Kilka cech charakteru wypracowanych dawno
Ktoś patrzy z pogardą zripostuję walnę twardo
Nie kozaczę jest wjeb to nie płaczę
Tak czy inaczej w prosty sposób ci tłumaczę
Sadzę sie gdy jest przyczyna nie pytaj czyja wina
Co się liczy to rodzina ludzie bliscy na Jeżycach
Luty dym dobra zadyma klimat bloków udziałka
Boiska zieleń w parkach alkohole w zakamarkach
Zawsze przegięta miarka przegięta miarka
Walnę lufę jak mi najdzie w lodówce coś się znajdzie

Ref.: Pamiętam nie zapomnę
Często się topię w oceanie wspomnień x2

Co nastanie po mnie czy będzie cisza
Na razie żyję wspomnieniami i teraźniejszością
Upadam na dno żyję dla dobrych miłością
Dla tych co mnie pamiętają dobre chwile wspominają mile
Nie jestem za wami w tyle skojarzenie dobre
Wyrwane kartki papieru ze słowami tych
Co nie dotrzymali kroku Aifam klika nie wystaje z boku
Rok po roku czas pulsuje haaa znowu ja próbuję dojść do ciebie
Żyć wspomnieniami ulicy zdarzeniami
Wszystko co za nami związani wspólnymi myślami
W końcu dojdziemy do tego sami
Nigdy naszych spraw nie ignoruje wysłuchuje haaa
Piszę i piszę nowe frazy bez urazy
Skradzione obrazy mej pamięci mej pamięci

Ref.: Pamiętam nie zapomnę
Często się topię w oceanie wspomnień x2

Topię się w oceanie wspomnień z przeszłości powiązań
Teraźniejszości życiowych ruchów zbierzności przez codzienności
Przysfajane kolejne kartki mego pamiętnika zapisane
Przez drugie osoby z czasem przeczytane
Piętno mej pamięci zdziałane a przez duszę na zawasze oddane
Następstwa pomyłki zapomniane przez wielu pamiętane
Życiowe błędy wytykane palcami
Liczy się to że zawsze jestem z wami
Pamiętam dni z lękami krzykiem rozpaczy wydziarane
Rany na sercu stopniowo zagajane
Choć w głowie myśli źle poukładane
Związane przeplatane wspomnieniami
Tylko jakieś ryki w oddali wszystko się wali
Tak pamiętam o tych co zawsze przy mnie stali
Z mym życiem się zapoznali w oceanie wspomnień pływali
Na zawsze zapamiętywani do końca mych dni
Wspomnienia marzenia tak to teraz mi się śni
Zawsze z wami do końca mych dni

Przeciwnością sukcesu stos niepowodzeń
Równowaga jak w przyrodzie z tym spotykam sie na co dzień
Dobro walczy zło przeszkodzie nie mówię bo to w modzie
Co widzę to wykładam życia tym nie osłodze
Od życia chcę coś zdobyć dostać w tyle nie zostać
Dla mnie cała złość i rozpacz dla kilku by starczyło
Nie wiem jak to jest narzekać bo zbyt dużo mnie dotknęło
Ale jak człowiek pokonuje przeciwności
Dobrze wiem że przeszkody rodzą sie z niepewności
Dlatego idę na przód biję niestabilnych graczów
Trudno zawierzyć każdemu w koło wielu nierzyjaciół
Znam to bardzo dobrze zgubne szczere podejście
Otwarcie serdeczność wzamian za fałszywe wejście
Nawyki wynosze z Jeżyckiej okolicy
Jak gawrosz i nędznicy mamy syf na ulicy
Nadal robimy muzykę ćwiczyć projekt to się liczy

Ref.: Pamiętam nie zapomnę
Często się topię w oceanie wspomnień x2
To był zwykły wieczór w tym mieście, standard w tych rejonach,
gdzie dwóch podobnych do nas, szło dzieło swe wykonać.
Trzeba uważać w tych stronach, gdy w grę wchodzi rasa.
Ktoś coś zjebał! Więc dwóch arabów idzie zajebać białasa,
w imię zasad - Ahmed i ten po prawej,
chyba ma na imię Hassan i 25 lat prawie
i parę godzin temu, właśnie jego młodszy brat
mając w oczach strach, opowiedział mu o całej sprawie.
A wiec, parę dni wcześniej, we wrzasku przerwy trakcie
w jednym z paryskich ogólniaków z poprawczakiem na kontrakcie
mijając białych trwających w rasizmu akcie
usłyszał że jeden z nich araba zajebać chce
nie bez powodu, bo bez powodu to bezsens
przez jakąś białą dupę, która z białym być już nie chce
a na domiar złego, na tego białego miejsce
wskoczył jeden z nich określany przez tych mianem "śmierdziel"
to stanie się dziś albo jutro
brat Hassana nie umiałby zliczyć ile razy słyszał takie gówno
Spokój tu jest wizją złudną, chyba że jutro kogoś stąd wyludnią - trudno

Niech spierdalają szybciej niż euro z konta
nawet te spędzane wśród grup o skrajnych poglądach
agresja to spontan trochę cięższy niż drwina
o niej się zapomina - chyba że płacze rodzina
gdy wracasz do domu...

Hassan aż zamarł
przy drzwiach stała zapłakana ciotka - obok zapłakana mama
w powietrzu aż się dało wyczuć dramat
"ta noc będzie inna, niż ta która skurwiel miał w planach!"
powiedział sam sobie do siebie
by chyba go pojebie, zajebie psa - zasada jeden za jeden
najgorsze to że kto to nie wie
wie że musi się dowiedzieć, a nie siedzieć w miejscu, ruchów swych być pewien
przez minut 7, do miejskich legend, fonów
kondolencji ziomów, nie wie nic bo nikt nic nie mówi nikomu
a po domu kręcił się brat któremu wszechświat się łamał
znał imię i musiał poinformować Hassana
słyszał cały plan na zamach
gadał twardo jak skała
tłumacząc że myślał że to zwykła przechwała
historia brata zmierzała tam gdzie finał
a on przypominał sobie o podbojach kuzyna
jak miesiąc długi dzień w dzień inną białą zapinał
mimo ostrzeżeń że to tutaj burdy może wszczynać
wieczór powoli się zaczynał
złapał za telefon i pognał gdzie zdarzeń lawina
jego brat wiedział ze może nie wrócić
a na pewno nie wróci,
zanim słońce znów zacznie się wspinać po blokach
dwóch typów z przeróbką glocka, przez dzielnie gdzie mogli by ich odjebać na pokaz
wśród swastyk na flagach, w oknach, na murach i blokach
gdzie biali powykreślali z Biblii słowo "kochać"
znaleźli budynek i piętro
znaleźli drzwi za którymi ktoś dziś pozna co to piekło
przybyli tutaj z misją jedną
choć tak naprawdę niczego nie są pewni na pewno

niech spierdalają szybciej niż euro z konta
nawet te pełnie newsów o nastoletnich mordach
agresja to spontan trochę cięższy niż drwina,
o niej się zapomina, chyba że gada rodzina
gdy budzisz się w domu...

Hassan aż zamarł
słyszał jak sąsiadce o wszystkim opowiada jego mama
kuzyna nie zabił biały, choć może miał zamiar
tylko jakiś czarny cień za marne dwa i pół grama
poczuł że zabił człowieka, musi dzwonić do Ahmeda
zamknął drzwi i pięć sygnałów odczekał
w tym samym czasie, w drzwiach jego domu
stanęło dwóch białych gości wcześniej nie znanych nikomu
podniósł wzrok znad słuchawki dopiero,
gdy usłyszał wrzask brata i zdławiony pisk matki
i coś jeszcze - melodię którą Ahmed miał w fonie
gdy Hassan dzwonił - ustawioną jako dzwonek
Kiedy mam przejebane wstaję rano chcę o tym zapomnieć.
Montuję sobie zdrowe śniadanie czuję, że wreszcie jestem w formie.
Wszystkie narkotyki to kurwy - zrujnowały moje życie doszczętnie,
teraz gram w drużynie mistrzów biorę garściami witaminy wszelkie.
Ruszam na trening dać z siebie wszystko chcę wypocić zatrute lata
latałem kiedyś jak ostry wariat nie zatracę się już - nie ma bata!
Nie muszę wydzwaniać z rana ziomków oni czekają już na treningach
pracujemy sobie wytrwale, żeby nasza grupa była silna.
Kiedy zdychasz po imprezach ja w tym czasie wychodzę z siebie
jeśli jesteś na skraju ćpania i chcesz to zmienić przyjadę po ciebie.
Reszta chuj to się nie liczy my zapalimy na ich grobie znicza
moja drużyna to drużyna mistrzów nie przyłączasz się to jest kaplica.
Sorry Gregory mam inne plany, nie czaisz tego to jesteś palant.
Ja zapierdalam, robię kondycję, nie wchodzi w grę tutaj inny wariant
nakręcam się i nie mogę skończyć mam już do wygranej blisko,
a moje priorytety na dzisiaj to: sport, zdrowie i szczery hip-hop.

Ref. x2
Jem codziennie witaminy, witaminy jem codziennie,
jem codziennie witaminy bez nich czuję się beznadziejnie
Jem codziennie witaminy, duże dawki noszę ze sobą
zarzucam tego tak dużo, że czasem myślę, że mam coś z głową.

Całe życie mam pod górkę i to jest kurwa niezły lot
biorę za to wszystkie ciężary i na sto procent wchodzę w to.
Lubię drzeć przy tym ryja i czuć na wargach słony pot
muszę szybko to wyjebać i mieć to już za sobą ziom.
Nie chcę pić wódki litrami jestem po niej popierdolony,
palę mosty jak pojebany, pojawiam się wszędzie z każdej strony.
Teraz niech ktoś inny zdycha ja przerobiłem ten temat w chuj
właśnie jem witaminy i mam wyjebane w ten cały gnój.
Kiedy u ciebie jest lipa ja latam jak wariat po takich bitach,
piszę teksty i z delikatnym małym uśmiechem sobie je czytam.
To nie koniec jedziemy dalej to jest kurwa bonus track
wlewam w ciebie witaminy, których w tobie jest duży brak.
Parę lat musiało upłynąć żebym nabrał do tego pewności
w końcu kurwa wjeżdża pewniak z RND przekaz prosty.
Robię kondycję mistrzu jestem od wygranej o krok
jem codziennie witaminy i wchodzę na sto procent w to.

Ref. x2
Jem codziennie witaminy, witaminy jem codziennie,
jem codziennie witaminy bez nich czuję się beznadziejnie
Jem codziennie witaminy, duże dawki noszę ze sobą
zarzucam tego tak dużo, że czasem myślę, że mam coś z głową.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo