Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Dokąd idziesz? Dokąd wy idziecie wszyscy?
Dar od Boga... Ludzie zapomnieli

Dokąd idziesz? Dokąd wy idziecie wszyscy?
Dar od Boga... Ludzie zapomnieli

Ludzie zapomnieli dokąd idą tym bardziej skąd przyszli
Zanikają wartości ludzie toczą ciągły wyścig
Konsumuj człowiek i pomnażaj swoje zyski
Ja mówię Ci nie wierz w to, pieniądze nie są wszystkim
Dokąd idziesz dokąd wy idziecie wszyscy?
Oni chcą był byś produktem po grób aż od kołyski
Te marne pyski sprzedali by swych bliskich
Myślą że są kotami a to zwykłe szare myszki
Kręcą się kiszki dzieci przymierają głodem
Brakuje tu zrozumienia od każdego wieje chłodem.
Matki młode nie płaczą za swoim płodem
Usunięty dar od Boga jako jeden mniej problem.
Jaki Bóg? Boga nie ma. Dla was Bogiem
Złota karta i modlitwy do bożka z kreskowym kodem
Chcesz dogonić modę luksusowym samochodem
Ale zapomniałeś kim jesteś tu panie BMW.

Zadaj pytanie czy naprawdę jesteś wolny?
Czy decydujesz sam, czy jesteś do tego zdolny?
Rozwija cię świadomość, czy karmi iluzja?
Ten podprogowy przekaz do lewej półkuli fuzja!

To na ludzkości zbrodnia globalnej dezinformacji
To więzienie bez krat ty więźniem manipulacji
Niewolnik każdej nacji w szeregu biurokracji
Światowe zniewolenie pod przykrywką demokracji
Ten świat zwariował mówię ci siostro to prawda
Kolejny pochłonięty przez nietolerancji bagna.
Ten świat zwariował mówię ci bracie to prawda
Patrz jak zalewa nas gniew i nienawiści magma.
Ty w stanie aberracji w drodze do mumifikacji
Po chemicznej kuracji kaja[?] w polaryzacji
Ulega dysocjacji trzeba jej reinkarnacji
A ludziom motywacji wzajemnej integracji
Ten świat zwariował, mówię ci bracie to prawda
Kolejna dusza zaprzedana pożywkom dla diabła
Ten świat zwariował mówię ci siostro to prawda
Patrz jak kolejny z nich sam sobie zakłada kajdan

Zadaj pytanie czy naprawdę jesteś wolny?
Czy decydujesz sam, czy jesteś do tego zdolny?
Rozwija cię świadomość, czy karmi iluzja?
Ten podprogowy przekaz do lewej półkuli fuzja!

Oni zapomnieli jak powinniśmy żyć tu
Gdzie się podziała miłość każdy walczy jak Stu, ej!
Od siebie daj coś podaj rękę mu
Bo jedno jest wszystkim, wszystko jednym jak Bóg.
Chimery po dewiacji na rządowej delegacji,
Spisek globalizacji chcą pozbawić nas wakacji,
Ty broń swoich racji w obliczu Iluminacji,
Pamiętaj słowa kłamcy puste jak wciśnięcie spacji!
Oni zapomnieli jak powinniśmy żyć tu
Zaniedbane dusze kosztem fizycznego balastu, ej!
Błądzimy we mgle a odpowiedź jest tu
Gdzie bije twe serce odkryj w sobie ten cud
Potrzeba nam miłości, miłości bez apelacji
Oczyszczenia czakry na każdej kondygnacji
w momencie kulminacji powiem ci jedno
Otwórz oczy a ujrzysz prawdę na pewno

Zadaj pytanie czy naprawdę jesteś wolny?
Czy decydujesz sam, czy jesteś do tego zdolny?
Rozwija cię świadomość, czy karmi iluzja?
Ten podprogowy przekaz do lewej półkuli fuzja!
Kiedy mam przejebane wstaję rano chcę o tym zapomnieć.
Montuję sobie zdrowe śniadanie czuję, że wreszcie jestem w formie.
Wszystkie narkotyki to kurwy - zrujnowały moje życie doszczętnie,
teraz gram w drużynie mistrzów biorę garściami witaminy wszelkie.
Ruszam na trening dać z siebie wszystko chcę wypocić zatrute lata
latałem kiedyś jak ostry wariat nie zatracę się już - nie ma bata!
Nie muszę wydzwaniać z rana ziomków oni czekają już na treningach
pracujemy sobie wytrwale, żeby nasza grupa była silna.
Kiedy zdychasz po imprezach ja w tym czasie wychodzę z siebie
jeśli jesteś na skraju ćpania i chcesz to zmienić przyjadę po ciebie.
Reszta chuj to się nie liczy my zapalimy na ich grobie znicza
moja drużyna to drużyna mistrzów nie przyłączasz się to jest kaplica.
Sorry Gregory mam inne plany, nie czaisz tego to jesteś palant.
Ja zapierdalam, robię kondycję, nie wchodzi w grę tutaj inny wariant
nakręcam się i nie mogę skończyć mam już do wygranej blisko,
a moje priorytety na dzisiaj to: sport, zdrowie i szczery hip-hop.

Ref. x2
Jem codziennie witaminy, witaminy jem codziennie,
jem codziennie witaminy bez nich czuję się beznadziejnie
Jem codziennie witaminy, duże dawki noszę ze sobą
zarzucam tego tak dużo, że czasem myślę, że mam coś z głową.

Całe życie mam pod górkę i to jest kurwa niezły lot
biorę za to wszystkie ciężary i na sto procent wchodzę w to.
Lubię drzeć przy tym ryja i czuć na wargach słony pot
muszę szybko to wyjebać i mieć to już za sobą ziom.
Nie chcę pić wódki litrami jestem po niej popierdolony,
palę mosty jak pojebany, pojawiam się wszędzie z każdej strony.
Teraz niech ktoś inny zdycha ja przerobiłem ten temat w chuj
właśnie jem witaminy i mam wyjebane w ten cały gnój.
Kiedy u ciebie jest lipa ja latam jak wariat po takich bitach,
piszę teksty i z delikatnym małym uśmiechem sobie je czytam.
To nie koniec jedziemy dalej to jest kurwa bonus track
wlewam w ciebie witaminy, których w tobie jest duży brak.
Parę lat musiało upłynąć żebym nabrał do tego pewności
w końcu kurwa wjeżdża pewniak z RND przekaz prosty.
Robię kondycję mistrzu jestem od wygranej o krok
jem codziennie witaminy i wchodzę na sto procent w to.

Ref. x2
Jem codziennie witaminy, witaminy jem codziennie,
jem codziennie witaminy bez nich czuję się beznadziejnie
Jem codziennie witaminy, duże dawki noszę ze sobą
zarzucam tego tak dużo, że czasem myślę, że mam coś z głową.
Nie wiem czemu ranisz tak mocno
Mówiłeś kocham i nagle inna jest
A teraz już mam swój własny świat
Przestałam płakać

Nie wiesz czemu? nie rozumiesz? powiedziałem ci prawdę
To jak grom z jasnego nieba, wiem trafiłem cię nagle
Ciągle kłamstwa, wyjazdy pod przykrywką romanse
W zdobywaniu uczuć innych - wracam z kolejnym awansem
Ty mnie pytasz - sam nie wiem - kocham się z nią zatracać
I nie mam po tym kaca, tu w grę nie wchodzi kasa
To nie pinda na obcasach - z krwi i kości dziewczyna
Nie wyczyści mego konta jak ta Ginger z Kasyna
Pytasz jaka przyczyna? czego tobie brakuje?
Co takiego jest w niej? nazwiesz gnojem i *****em?!
Cisza, nie lamentujesz, łzy to przyczyny skutek
Z emocji ściska cię w gardle, w zarodku chcesz zdusić smutek
By za niedługo pęknąć, chciałbym móc wcisnąć mute
Bo z sumienia wyrzutem za te wyrządzoną krzywdę
Będę żył jeszcze długo, zawiodłem, wiem to przykre
Rzucę krótkie przepraszam i z twojego życia zniknę

Nie wiem czemu ranisz tak mocno
Mówiłeś kocham i nagle inna jest
A teraz już mam swój własny świat
Przestałam płakać

Nie liczę, że wybaczysz, bo szczerze tego nie chcę
Zdrady smak ponosisz klęskę, ja na korzyść - me szczęście
Wypalony doszczętnie, brak chemii między nami
Nie chcę żyć wspomnieniami - dzielnie znosiłaś presję
Uzasadnione pretensje, że flirtuję najczęściej
Wprost na twoich oczach, zniosłaś wiele porównań
Wciąż na mnie syczałaś, nie przestając się w*****iać
Ściemniałem, że się wydurniam, zlizując toczoną pianę
Żyłem z tą świadomością, że w końcu kiedyś się stanie
To te panie kochanie namieszały mi we łbie
Swym osiągiem się chełpię w męskim gronie to fakty
Mówiłem, że cię kocham i to niebyły żarty
Ale z uczuć obdarty, wina leży po środku
Skłamałem, ja oszust skorzystałem ze środków
I bujnąłem się w tej, która nie jest idiotką
I mogę być pewien na sto, że z wzajemnością

Nie wiem czemu ranisz tak mocno
Mówiłeś kocham i nagle inna jest
A teraz już mam swój własny świat
Przestałam płakać

Teraz mam swój świat
Teraz mam swój świat

Ile to trwało, miałem powiedzieć wcześniej?!
Chciałem setki razy, skrywając swą depresję
Z jej strony presję? w żadnym razie, to bezsens
Ona chce dać mi szczęście, nie wierzyła w odejście
Że zostawię cię wreszcie, czuła, że wciąż cię kocham
Ja wiedziałem, że po nocach długo w poduszkę szlocha
I, że z tobą radocha, że żyje się nam jak w bajce
Bo tylko w takich sceneriach z nią kochałem się właśnie
Rujnując twoje życie przepuszczałem z nią fortunę
Ty zachowałaś dumę w końcu rzekłaś - rozumiem
I spytałaś mnie czy wiem jak ty teraz się czujesz
I co teraz knuję, nie chcesz moich przeprosin
Obrzydzenia nie kryłaś, o nic nie będziesz się prosić
Upokorzeń znosić, tyle lat jak to się stało?!
Mówisz mi od*****ło, kocham inną z tą nadzieją
Żeby za jakiś czas nie powtórzyła słów refrenu

Nie wiem czemu ranisz tak mocno
Mówiłeś kocham i nagle inna jest
A teraz już mam swój własny świat
Przestałam płakać
Ty chciałbyś mieć w rymach ciąg i w ogóle flow fajne
I żeby każdy punch to proch, a ty to bombardier
Chciałbyś mieć własną erę znać teren jak Tomb Rider
I żeby pachniał nawet twój jebany pot Clain'em

Ten kolo chciałby rymami ciąć kartkę jak Ghostwriter
Do tego jarać tyle ile Bob Marley
Mieszkać tam gdzie Bronx, Harlem i pierdolić Long Island
Tylko szkoda, że to twoje miasto to nie Nowy York dla mnie

Chciałbyś mieć mój image, w chuj kminić, czuć rymy
Chciałbyś kłóć nimi i pluć nimi
Gnój czynić brudnymi, tłustymi podwójnymi
Żeby się wkurwili

Tu co drugi chciałby grać już jako rookie w play-off
Do tego mieć staż długi tak jak Mookie Blaylock
Mieć offence jak Shawn Kemp na obręcz
A masz kompleks i stąd ten nonsens
Pewnie chciałbyś zrobić wsad tak jak McGrady
Mieć rap we krwi tak jak to ma Jay-Z
Nie mieć limitów jak Master P
I pewnie chciałbyś wejść na bit jak Cypress Hill

To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Na bicie Creon...
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Są takie rzeczy, na które nie masz wpływu
Robić to z duszą - wiem, jak ten Majls Davis chcesz
Przy tym kasować jak ten hajs Kane West
Być pamiętanym jak to Gravediggaz
I rozpoznawanym jak The Game czy Bill Gates
Być bardziej znanym niż Charles Kurtis jest
Żeby gadali, że masz hajs, fame i gest
I wizerunek miejski hustler i pies
To może najpierw jak Wesley Snipes zdejmij dres

Chciałbyś wiecznie czuć werwę i mieć własny ród z herbem
By biznesu bulterier strzegł cię jak wrót Cerber
By u twoich stóp leżał zdominowany Hugh Hefner
A o twój renomowany biust z fame'em zabiegał każdy klub label
Pieprzona lux baby, chce błyszczeć jak sznur pereł
Jedyna ze stu playmate co wjeżdża jak tłum czerwień
Zdecydowana na każdy ruch byleby tylko móc
Być zawodowo zadowoloną, czuć jak one na tronie
Przed jej chatą stałby Maybach, gdzieś dalej stałby Benz
Wyzbyta z kajdan z wyglądem jak Tira Banks
Taka lux maszyna co iskrzy na długich szynach
Co lubi brzdęk, brzdęk, blink, blink sprzęt trzech trzymać

Chciałbyś tyle ról ile Demi Moore gra
Pedicure, manicure perły, czarna suknia
Tania dama w łóżkach, Kamasutra
Powiedz ile dałabyś by nie widzieć z rana lustra?

A ci uśpieni, niemi, wśród płomieni chemii
Chcieliby nie liczyć na dzielnicach cieni
Dziedziczyć z korzeni elit siłę by to zmienić
Ci potępieni wierzyć by chcieli w siłę nadziei
Wierzyć, że jest więcej odcieni bieli

To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Na bicie Creon...
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Są takie rzeczy, na które nie masz wpływu

Chciałbyś jak Linkin Park, mieć szybki szmal, szybki start
Zysk i szpan, z singli brać tyle co Chingy hajsu
Whisky bar, czysty gram, do tego dziwki fun
I tak jak Mystical chciałbyś mieć blink-blink łańcuch

Chciałbyś choć jeden raz zawrócić czas zegar
A może chciałbyś jutro się obudzić w Las Vegas?
Chciałbyś kupić to co nie jest tu dziś na sprzedaż
Ale się nie da, mówi Szad siemasz
Czasami się ma, czasem się miewa, częściej się nie ma
Bo by mieć to przeważnie długo się dojrzewa
Czasami chciałbyś skrawek nieba, ale się nie da
Nie ten czas, nie ten człowiek, nie ta planeta temat rzeka

To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Na bicie Creon...
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
To nowy rok, nowy rok, nowe 3W
Są takie rzeczy, na które nie masz wpływu
Te postawy wynikają z intensywnego stylu życia
To konsekwentne odtwarzanie tego, co się w życiu zdarza
Bez komentarza! Tak po prostu bywa
Że pusta jest lodówka to przestało mnie przerażać
Umiemy żyć z dnia na dzień, to co, że się narażam
Nigdy nie upokarzam, problemy wciąż nowe
Że to przeszkadza, wciąż mówisz uważaj
A ja śmierć mam i uważam za pewną wartość
Gdy brakuje człowieka, zauważasz stratę bardzo
Niespełnione obietnice, przyprawiają o wyrzuty
99 jest rocznicą nie tylko w hip hopie
Nuty odrzuć w kąt, samplingu tu narracja
Moja dominacja, smutny to nie moja działka
Jak operą fascynacja, wole jazz improwizacja
Albo Spidera Herbiego Madman zawsze przyzna racja
Dwa światy, jeden cel, Stretch Armstrong dał pierwszą lekcje
My też mamy w chuj sekcje, lute nie dętą orkiestrę
Całkiem nowe nie zapomnę, Chicago lat 30’
Jazz światło na hip hop przełoży, a Ty tego nie poznasz
Bo nie wyszło legalnie, nie kupisz tego w sklepie
Brudne rzeczy nie przeszły przez pralnie
Tempo 75, ja wolę 90, rym szybko jak tempo bolero
Słucham cię meczysz cholero i smucisz, więc się lepiej ucisz
Czy ?bakszad? muli jak by był struty
To dźwięki Poznania, nie dźwięki Kalkuty
Mamy swoją stylistykę, swój język, może to slang
Sprawna gadka outsider’ów SLU gang
Steży, kto wierzy, proceder się szerzy
Marzenia na wieży i spadek z wieżowca
To przemawiał Syki Kid sędzimir czarna owca

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Nie obchodzi mnie, że trujesz, nie poczujesz, jeśli blefujesz

I siedzę, fotel wciąż ten sam stary
Prezent po dziadku Alojzym, doskonały
Trzy pokolenia praktyki, nie ważne wszystkie odwyki
Nie zamkniesz mnie nigdzie, zawsze zjebie Ci jazdę
Mówię poważnie, prowokujący styl, prawdziwy jak ja sam
Zawsze w chuja gram, na to zawsze znajdę czas
Na wolnym zawodników pokaż, chętnie się zmierzę
Nie konieczne przymierze, co dobre docenię
Co prawdziwe jak płomienie nie zagaszę
Wyrażam siebie, ciebie to jebie, solopejka uderzenie
Mocne jak ziemi trzęsienie ale zbędne agrożenie
Choć odstaje od reszty nikt nie może grzecznić
Jestem wredny, nie tandetny Inżynier dźwięku DJ, MC
I producent w jednym, konkretny, przestałem się wahać,
Wykładam całą gamę dźwięku, asortymentu pełen wachlarz,
Jaką drogę przebyłem, ty przy tym nie byłeś
Gdy ja gangsterzyłem, ty słuchałeś, pewnie się śmiałeś
Ciekawe co sam odpierdalałeś, [nagrywałeś?] pewnie nic!
Czekasz na debiut u grubego, więc ćwicz potem kasę licz
Wielkopolska nie no limits z ulic ucieczki
Nie uchwycisz, nie zarejestrujesz w kadrze,
Jak to drzewo co uschło pod bramą ja uschnę także
To ważne, każde słowo, jak przepiękne dźwięki złożone na nowo
Premier cudotwórcą, jeszcze paru innych mogą nie raz uratować życie
Choć to nie pierwszy krok na scenę, jak słyszę arenę
Czuję się tylko ich cieniem, jak bezbronne dziecko
Dam się poprowadzić lekko do przodu, żeby sprawdzić się znowu
By nie sprawić zawodu, nie ma problem co do zwodu
Seksoholik pokroju bohaterów obu Kolgejta i Luka
Bawić się w seks jest luta, mój cel jest tutaj

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Jak przekupy na targu, nie targuję się o cenę towaru
Pytasz co ty? Zdziwiony, że gramy za zwroty
Trzeba być człowiekiem pomóc drugiemu w potrzebie
Nigdy nie odmówię, o tym Malik mówił w rymach
Teraz się śmiejesz ze 10 osób to kpina
Ja szanuje pierwszą piątkę i przybijam stale piątkę,
PTUSBejowi święty skład na bez ludną wyspę zabiorę,
Zawsze poważnie, produkcja, skrecze,
Crazy pomógł, gdy ja jeszcze kaleczeniem się zajmowałem
Na czarnych mało pojmowałem, teraz poziom się podniósł
Jestem DJ znaczy chłopak od puszczania płyt
Jeszcze nie turtejblista ale to przecież nie wstyd
I to mnie jara, undergroundowy biały lejbel
Muzy nie ma chyba lepszej, tak jak ekipy konkretniejszej
Wiesz gnojki od nabojki, od rozrachunku kości
I wdepnięcia w chodnik, w potrzebie odkręcający drogie głowy
Szacunek nie jest strachem wymuszonym
Każdy dobry w tym co robi, umiem przypierdolić
Ale lepiej z mikrofonem się obchodzić
Więc to pierwsze zostawiam rutynowanym ekspertom
Nie odpierdalam pucki, jeśli lubią to mnie zechcą w swojej ekipie,
Oznacza to jedno, albo jesteś swój i tu trafiłem w samo sedno,
Nie mogę zboczyć z toru, z życiowego wyboru
Nie można się wycofać tak jak nie można stracić honoru
Trzeba trzymać się według planu, kumple wyłamek nie uznają
W jedności siła, dlatego piszą o nas w zinach
Tego nie dowiesz się z kina, bohaterowie ukrytych kamer
Psi zapis z operacji mamy za frajer, skie pieskie posunięcie
Zawsze zawalczę, nie raz jeszcze się sparzę
Ale zawsze swoje pokażę, przed psami nie ma fobii
To mówi swój człowiek, gdy zawiną cię na dołek
Będziesz miał świadomość, że spędzasz kurwom sen z powiek
I niech każdy się dowie, że nie przegrałeś
To tylko konsekwencja potyczki, nie wielkiej wojny
Ode mnie szacunek za każdą bitwę z psim wrogiem znienawidzonym!

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Ty nic na to nie poradzisz, jeśli nie znasz, nie obcujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Nie obchodzi mnie, że trujesz, nie poczujesz, jeśli blefujesz

Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
I chuj mnie obchodzi, że lepszy się czujesz
Właśnie takie postawy od zawsze prezentuję
Takie postawy, 99 to są moje postawy
I zawsze takie były, tu nie ma nic na niby
Nara
Myślałeś, że ja zniknę
Że już nie będę nagrywał
Ale pomyliłeś się
Wracam z podwójną siłą
Witam wszystkich więc posłuchaj tego
Posłuchaj tego nowego więc

Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj

Ja gram ten hip-hop, strzelam jak pistol
Nie jestem kretem, wiem co to pop co to hip-hop
Przychodzę w blasku tych bitów trzasków
Przychodzę od was, oczekuję waszych wrzasków
Tu oklasków też aż ręce spuchną
A to dopiero zwiastun, jak cię boli weź se Fastum
Tu armii przybyło i serce urosło
Doszło do mnie, że jestem fajny i basta
Tu chodź i weź się dowiedz, bo ja zacząłem
A ty już się pożegnałeś, już napisałeś koniec
Za hajsem nie gonię, mam czyste dłonie
Nie muszę się tłumaczyć nikomu nawet żonie
Bóg dał mi talent, go nie roztrwonię
Bóg dał mi wiarę więc za nią nie gonię
Bronię muzyki mojej od zawsze
Będę za nią stał murem, póki rap, zawsze z pasją

Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj

Podgłośnij głośnik, niech w każdej rozgłośni
Każdy ogłosi, że DKA przychodzi
Ten nowy mixtape pełen nowości
Ty mi zazdrościsz, więc ty mi pisz słowa
Od grona panczów jak szkielet kości
Nie rości nic do mnie, nie musisz się wozić
Bo i tak na ciebie nawet nikt nie spojrzy
DKA DonKillA, wraca uśmiech, piękne oczy
Witam was wszystkich w moich skromnych progach
Klimat jest świetny by niektórych zdissować
Nie zrobię tego dla tego grubego
Co telefonował i obraził moje ego
Szkoda mi wersa na tego długiego
Chce być gangsterem, a wygląda jak Egon
Co ci do tego, że zaśpiewam do mego utworu
Nie zmulim, zamknij usta kolego

Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj

Przecież stanę do walki, bo nie używam kalki
Nie znam waszych tekstów, a wy śpiewacie me kawałki
Pokaż mi lepszą, kim to nie jesteś
Przecież znasz się na necie, we Fruicie bity klepiesz
Przecież grasz w Internecie
, jesteś rapu szefem
Szefie pokaż mi muzykę nie Kingston z hi-hatem
Ty jesteś hejter, bo kumpel ci nazdał
Nagraj dissa, kumpel odpowie, będzie frajda
Witam świecie, nie w Internecie
Że w końcu zrozumiesz, że DKA nie jest śmieciem
Niech wieść się ta niesie nawet w Internecie
Na forach, blogach, portalach
Ty w końcu weź się, niech skończą mówić
Niech zaczną słuchać
Niech zaczną dumać, niech zaczną to kumać
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bit chwytaj, yo

[x2]
Weź się nie pytaj kto tu przybywa
Ja sam się przywitam, DKA DonKillA
Witam, witam, ty o nic nie pytaj
2009 klimaty, bity chwytaj
Ty znów zaczynasz, jesteś dobra dziewczyna
BądŹ ze mną szczera przecież jesteś jedyna
Ty znów rozkminiasz, mówisz - nie twoja wina
Za znajomość z inną bez przerwy obwiniasz
Ja czuję się jak bila, która wciąż się odbija
Zupełnie niespodziewanie, nie wie w który dół się wbija
I moment, chwila, zwariować tak można
Zazdrość ci nie obca, twój facet - czarna owca
Z miną pechowca przyłapany na kłamstwie
Odpowiem gniewem, to zachowanie chamskie
Postąpić nierozważnie, znów z tobą się drażnię
Że jestem kobieciarzem to stwierdzenie odważne
Lecz czy trafne kochana to lekkie nadużycie
Nazywać mnie tak skrycie, prowadzić podwójne życie
Już to przeżyłem, smak gorzkiej konsekwencji
Ja nie mam pretensji do ciebie za własne błędy
Nie droga tędy, pytasz ile to trwa
Coś jak ménage à trois zdecydować się czas
Decyzja już podjęta kiedy w końcu zrozumiesz
Że zagrałem va banque, inaczej żyć nie umiem
Jak rasowy hazardzista do innych zachować dystans
Dusza nieczysta, taki zawód - artysta
W cenie płacę trzysta, tylko z życia korzystam
Chcesz to dalej mnie obwiniaj, mów o mnie świnia
Nie moja wina, że takim mnie widzisz
Nie byłem aniołem, chciałaś o wszystkim wiedzieć
No i wiesz mówi weŹ, już się boisz zaufać?
Brudne myśli modlitwą, proszę, nie chcę nisko upaść

Pretensje, gorzkie żale, te bale, skandale
Że w *****a walę, nagrywam nielegale
Z miną przestępcy przyłapany in flagranti
Do tego daleko, uwierz, nie masz gwarancji?

Umysł otwarty - nie chcę stracić kontroli
Zdrada - to boli - całe życie *****i
Wyżyć się do woli, za jaką cenę pytam?
Ja chcę by w moim życiu była jedna kobieta

To drugi etap, już się robię czerwony
Na pewno kłamie, bo słabo napalony
Pewnie ma inną w tym klubie na nią kiwnął
Jego ryj to przynęta ty dziewczyno naiwno
Ja chcę by było dobrze, staramy się owszem
Wolę chwile radosne jak przebudzenie na wiosnę
Mówisz - z tego wyrosłem, to jednak zbyt proste
Nie wierzysz mi? poszłem, doszłem, chcesz mnie obwąchać?
Jak suka wącha psa, w twych oczach rozpacz
Chcesz po mnie poznać, że tam jednak coś zaszło
Nie wiesz z kim, gdzie i jak to, to brakujące hasło
Tej *****nej krzyżówki, już zdążyłem się w*****ić
Kto jest kto rozwiązanie miłosnej łamigłówki
Tak robią półgłówki, czy ja postradałem rozum?
Zazdrość na pozór to straszna rzecz zrozum
Zbyt miły, dla innych suk czarujący
Chlapnąłem coś niechcący z kumplami towarzystwie
A pamiętasz jak tam..? wiem, słyszały wszystkie
Wiem, za*****iste wzrokiem wodzą za mną
Widzą co chcą widzieć i to nie jest Ryszardo
Wciąż myślę czy warto, czym jest miłość naprawdę
Uprawiać monogamię czy ostrą pornografię
Wiesz, że potrafię, nie przeczę, *****iel ze mnie
Już nie chcę twych łez, obiecałem - nie odejdę

Pretensje, gorzkie żale, te bale, skandale
Że w *****a walę, nagrywam nielegale
Z miną przestępcy przyłapany in flagranti
Do tego daleko, uwierz, nie masz gwarancji?

Umysł otwarty - nie chcę stracić kontroli
Zdrada - to boli - całe życie *****i
Wyżyć się do woli, za jaką cenę pytam?
Ja chcę by w moim życiu była jedna kobieta
Szczerze ?
Wiem, że też głupoty czynię
Była gdzieś tak siódma z rana
Jak zerkałem na godzinę
Leży sztuka rozebrana
A ja z moralniakiem przy niej
Wszystko byłoby w porządku,
Gdybym chociaż znał jej imię
To nie moja pierwsza z dziewczyn
Inne się zdarzało pieprzyć
Nawet jedna z tych poprzednich też mówiła, że mnie kocha
Potem widziałem jak ziomka obejmowała na klatce
To nie wszystko, słuchaj
To z tym samym ziomkiem właśnie ja siedziałem w jednej ławce
Kiedyś jeszcze w podstawowej
Szczerze ?
Też się wkurwiam tak jak każdy normalny, zdrowy człowiek
W końcu, szczerze
Piję często - nie wiem
Może mam to i po ojcu jakoś zapisane w genach
Może, czasem nawet i pomaga, ale
No powiedzmy sobie szczerze, w alkoholizm nie popada nikt od urodzenia
Wcale, w końcu wszystko jest dla ludzi, kiedy tylko jest z umiarem
Szczerze
Jakoś nigdy go nie miałem
Często byłem nie w porządku
Wobec Ciebie też kochanie
Choć świadomy swoich błędów, to i tak je popełniałem
Nie ma sensu tu przepraszać, wiem
W żywe oczy Ci kłamałem, też zdarzało mi się zdradzać też
Vice versa, jak Ty mnie, nie mówmy
Więc jesteśmy kwita
Życie w chuja wciąż pogrywa
Nigdy nie chciałem być gorszy
Razem z nim też pseudo ziomki, których wcześniej uważałem
A udają, że mnie znają, zawsze jak nagram kawałek
Szczerze
Święty spokój zawsze chciałem
Rzadko kiedy go zaznaję
Szkoła, rap na przemian balet
A dziś szkoła tak na zamianę
Znowu tylko wstaję rano
Znowu myślę sobie rano, że znów czeka mnie to samo
Co spotkało znowu wczoraj
Tak od rana do wieczora
Póki Słońce znowu wstanie, dając znów do życia powód, dalej..

Choć nadzieja nie umiera i wciąż jest na horyzoncie
Jak w grudniowy wieczór Słońce wcześniej znika z nieba
Czas, patrz jak zmienia ludzi, nas
Nie ma co, mały jest świat
Znamy się tylko z widzenia
Mijam nieszczere spojrzenia
Pada deszcz ze śniegiem z nieba
Na ulicach wkurwia breja
Znowu wkurwiam się na Keja
Bo ten nie porobił zwrotek
Kejo też się wkurwia, potem, bo do niego ciągle dzwonię
Tak się u mnie sprawy mają, ziomek
Sprawy moje, Ty jak masz to pilnuj swojej
Tak jakbyś nie zatracił z oczu
Nie od dziś wiem na czym stoję
Moje plany ciągle w toku
Mój rap tak jak Media Markt, nie jest kurwa dla idiotów
Ten rap to nie produkt, nie chcę nachalnej promocji
Od wymiotów po radości
Mówi człowiek z krwi i kości
Wcale nie pragnę litości
Czy miłości własnej dupy
Świata się naprawić nie da
Wszyscy jesteśmy zepsuci
Szczerze, wierzę, że się nie dasz
Szczerze, nie chciałbym zawrócić
I naprawiać swego życia
Mam przynajmniej o czym mówić
Na tej płycie, na tych bitach
Kwintesencja bije mocą
Bez zbędnego miłosierdzia
Szczery rap jak szczere złoto
Dla tych, co ich zawiść skręca
Wszystkim nachalnym idiotom
Będą wkurwiać się z napięcia
Tak jak kobiety przed ciotą
Nie pytaj co to
Ważne, że masz to na sprzęcie
Wolę grać anonimowo niż chujowo i z przegięciem
Pretensje ?
Każdy ma z was i mieć będzie, tak jak macie ryje spięte
Ty i twoje śmieszne ziomy
Koleżanka czuje mięte do mnie w przeciwieństwie do nich
I dzwoni
Chyba z trzeci raz już dzisiaj
Sapie do słuchawki, zdycha, mówi mi, że chce się bzykać
Rarytas wiesz, coś na upiększenie dnia
Moja niunia będzie zła
Kiedy wersy te usłyszy
Kwintesencja szczery rap
Aż do bólu, jak skurwysyn..
Ta, Hukos na mikrofonie
Jestem ponad tym wszystkim co widzę, jestem ponad tym wszystkim co słyszę
Sprawdź to
Donatan na bicie, proste
Jedziemy z tym
A jak

1. Co niedzielę dzwony biją, wzywają swą sektę
Chcę wpakować kulę, zrobić dziurę w zatrute Toruńskie serce
Sztuką latania gadać bez pruderii o seksie
Choć ten kraj choruje na wtórną bigoterię
Biało- czerwony chochoł nie wybacza sukcesów
Skomlące mordy, hordy pełne epitetów
Paweł wódki skariatyczne, ton alkoholika
Zbieraj chuj na odwyk, w tym jesteś dobry, felietonami do dziennika
Nałóż buty, z tekturową podeszwą
Ostatnia droga, niech ziemia będzie Ci lekką
Jestem ponad tym, za zniewagę płacę dobrem
Robię sztuczny tłum w Twym kondukcie żałobnym
W Białymstoku raperzy, możesz mi wierzyć nie lubią słonecznych dni
Bo w słoneczne dni ich cień nazywa się PiH
Stawiam znicz pod ścianą płaczu wanna be sto
Sztuka latania po bitach więc jestem ponad tym

Ref. Media, politycy, jestem ponad tym
Opinie, krytycy, jestem ponad tym
Ideologie fałszu, jestem ponad tym
Środkowy palec kłamstwu, bo jestem ponad tym

2. Współczesna sztuka, nic z tego gówna nie rozumiem
Ktoś obiera kartofle w galerii, ktoś wiesza na krzyżu chuje
Pióro moją bronią, więc po co mam tracić atrament
Głowa Gorbaczowa, to nie ja dałem tam plamę
Gdyby dano mie szansę rządzenia tym światem zmieniłbym naszą historię
Nasza cecha narodowa, odwieczna walka z wrogiem
Marnujemy talenty, strzelamy perłami gdy otwieramy ogień
Baczyński miał pisać wiersze, a nie ginąć na froncie
Jezus umierał za nas na krzyżu, podeptanie praw człowieka
Mija 2 tysiące lat, i co? Nic się nie zmienia
Pekin próbował zadziwić świat, zrobili krwawe igrzyska
Uśmiechnięta Europa śle pozdrowienia dla Fenicjan
Ja oglądam świat, poprzez dziurę w mej kieszeni
Kto do kurwy nędzy próbuje nam w mówić, że w życiu ważne są tylko dzięgi
I nie będę gadał bragga, opowiadał o skillsach
To sztuka latania po bitach, masz to w moich nawijkach

Ref. Media, politycy, jestem ponad tym
Opinie, krytycy, jestem ponad tym
Ideologie fałszu, jestem ponad tym
Środkowy palec kłamstwu, bo jestem ponad tym
Ten kawałek dedykowany jest mojemu serdecznemu przyjacielowi, ziomkowi,
Piotrkowi Jasynowi -
aby wiedział że życie jest całe przed nim, ej, ej.

I co teraz?
Mówiłem o tym wcześniej
Jakieś pretensje?
Wciąż tu jestem
Bezszelestnie
Za zamkniętymi drzwiami
Ciekawscy do granic
Świat raczy problemami,
Płacze pergamin
To o nich i to dla nich
Sorry, nie znam wszystkich imion
Wiesz ilość młodych
Których szczęśliwy los w życiu ominął
Dowody?
Zobacz jak w biurokracji giną
Dość pertraktacji
Nikt nie zrozumiał spraw zawiłych
Jak Shumman na fortepianu strunach
Na nic zaduma, na nic psychoanalityk
Skurwysyny!
Ja chce liczyć deficyt
Skreśla tych z ulicy
Wpisani do rubryki 997 Ya-Pa
Po raz drugi jak nic nie wiesz a tak
Czyste przymierze, Boże igrzysko
O tym co blisko gdy wzrok fakty pierze
Zwierzchnictwo woli być ślepe jak Lepper
Zostawmy polityków - żaden z nich biedy nie klepie
Możesz nazwać grzechem to że palę jointy
Teraz nazwij fakty z domu dziecka o numerze 5.

Ref.
Boże igrzysko
Litości w oczach nie rozpoznasz
Te rzeczy dzieją się od lat
Lepiej się odlać, zapomnieć, ominąć
Póki się sprawy nie rozwiną (póki się sprawy nie rozwiną). (2x)

Niby brzmi ironicznie
Lecz śmiech jest tu zgubny
Poziomu człowieczeństwa nie budują koturny
Zanim trafię do urny jeszcze zdąże się napatrzeć
Jak uśmiech byle kogo dziecko chroni jak naparstek
Tu podłość, dziecięce porno i to nie wiesz odkąd
Mam takiego zioma
Co sprawiedliwość wymierzył raz swymi rękoma
I było to słuszne
W cichym budynku społeczeństwo sztuczne
Sztuczne prawa, sztuczna adaptacja
Życie to kaucja co naprawdę nic nie wyjaśnia
W kwestii wartości i względnego bogactwa
Sala dorosłych, uparci jak osły
I ślepi jak ćma
Dość tych co myśli przepłacili śmiercią
Stanął na drodze mentor
Serce zbite jak termos staje się rzeczą zbędną
Boże igrzysko - to wszystko ma swoją kolejność
Dla tych co czują odrębność na własnej skórze
To nie pieprzone historie które mają tylko urzec
Ubaw - jest tam na górze lolek z aniołem stróżem
Wierze w to bardziej jak myślę o tym - uwierz
Wiem że odnajdę kiedyś sens tajemnicy
Od powodów do przyczyn
Łódzcy gruźlicy w oparach smogu
Dziękują Bogu za rozum.

Ref.
Boże igrzysko
Litości w oczach nie rozpoznasz
Te rzeczy dzieją się od lat
Lepiej się odlać, zapomnieć, ominąć
Póki się sprawy nie rozwiną (póki się sprawy nie rozwiną). (4x)
[Ha, ha, ta]
Nienawiść do policji tak zostałem wychowany [Co? Dobra!]
Ten kto z nimi trzyma na zawsze jest przegrany [Co? Dobra!]
Nienawiść do policji tak zostałem wychowany [Co? Dobra!]
HWDP x3 Hemp Gru

Świat za krat nie taki kolorowy
By nienawidzić psów znów miałem powód nowy
Rap hardcorowy tak bardzo
Mimo to dzieciaki do tego się garną
Hemp Gru spal to o nic nie martw się nie warto
O pardon WDZ zbyt surowy
Za kasę marną brata bić jesteś już gotowy?
Wybij sobie z głowy szukać na komendzie pracy
Chuj idzie na łatwiznę, bo zarobić nie potrafi
Przekonasz się dopiero gdy bliskiego przez szmaty stracisz
Lecz są i tacy co przyjmują blaty
Wszystko idzie załatwić
Jak parę trzy zapłacisz
Służbiska na zmianie i masz przechlapane
Wpierdol za chęć do życia
Wiesz co jest grane?
W mordy jebane kurwy rozjeżdżałbym walcem
Nie wymagam wiele o swoje walczę
Uważam by chwile warte przeżycia najbardziej
Niczym woda nie przeciekły mi przez palce
Kombinuję jak mogę żeby było łatwiej
Pamiętam że na dołku dechy twardy chleb ze smalcem
Niczym nie gardzę braciszku z fartem
Postawiłem wszystko na jedna kartę
Mówię co czuję o czym myślę i co widzę
Moich ludzi kocham a policji nienawidzę
Elo

Ref.
Nienawiść do policji tak zostałem wychowany
Ten kto z nimi trzyma na zawsze jest przegrany
Nienawiść do policji tak zostałem wychowany
HWDP x7

Tworzy we mnie słowo więc wylewam myśli
Wielkie emocje zdrowej nienawiści
Tworzącej się latami
Patrząc na ludzkie świństwa
Łączone z cierpieniami
Widząc przelaną krew na wojnach
Dyktowane głupoty
Domowe kłopoty nie z powodów floty
Dzieciak na gigant przez ojca pedofila
Matki morderczynie nie ludzie a świnie
Za to na chwilę trafiają do puszki
Ukradniesz pietruszki i wyłapiesz więcej
Nie sprawiedliwość aż opadają ręce
W kryminalnym MC wciąż pokazana prawda
Te teksty na faktach osss temu wałka
Winny, niewinny - nie ważne jest na sankach
Głos do ludzi niech toczy się ta walka
Tępiąca kurestwo, wszelkie podobieństwo
Zwierzęcą zwyrodniałość
Nie ma tu miejsca na wyrozumiałość
Nie, niema !
Pętlę na szyi zaciskam coraz mocniej
Kłamstwo, obłuda są naszej grupie obce
Z dumą na twarzy nastukany towcem
Mówię krótko elo ty wybierz i zrób to
Temat netto nie brutto
Dwie strony ma moneta
Nienawiść do policji to jest moja meta
Elo

Ref.
[Wszyscy razem, Cały czas!]
Nienawiść do policji tak zostałem wychowany [Co? Dobra!]
Ten kto z nimi trzyma na zawsze jest przegrany [Tak!]
Nienawiść do policji tak zostałem wychowany [Co? HWDP!]
HWDP x6 Hemp Gru

Nienawiść do policji tak nas wychowano
Tępić frajerstwo tak wychowano nas
Z tysiąca przyczyn i tysiąca powodów
Będziemy głosić wszyscy na cały świat
HWDP śmierć kurwom i frajerom
Na zawsze wolność ludziom i złodziejom
Tu gdzie kryminalny syf - sprawiedliwości brak
Bez przebaczenia świat wokół przestępczy szlak
Patrzę w to życie ziom wciąż widzę to
Jebana policja tylko przemoc i zło
Ziomków mnóstwo[mnóstwo] za więzienną kratą
Grube wyroki chuj nie wiadomo za co
Pogrążyć się jest łatwo trudniej wydostać
Nienawiść była jest [jest] i musi zostać
Spójrz dookoła ziom otwórz oczy
Tysiące pokus ziom nie trudno zboczyć
Ja nie dam się zaskoczyć to myśl przewodnia
Idę do przodu jak [elo, elo] żywa pochodnia
Litość to zbrodnia wiem muszę pamiętać
Nie pękać, przetrwać, nie dać się spętać w żelastwo
Dzieciak wiesz przecież znasz to
Pokój, fałsz, obłuda kłamstwo
Robię to co chcę zrobić
Biorę to co chcę wziąć
Nienawiść do policji ze mną całe życie, bo…

Ref.
Nienawiść do policji tak zostałem wychowany [Ta, ta]
Ten kto z nimi trzyma na zawsze jest przegrany
Nienawiść do policji tak zostałem wychowany [Co? Co?]
Ten kto z nimi trzyma na zawsze jest przegrany
HWDP x7
[Fokus]
Płonę, tonę w ogniu
liczę na nas, liczę do dwóch
nie wszystko skończone, wróćmy do rozmów
umysły połączone jak wybuch i podmuch.
Płonę, w ogniu tonę
Leci Mt Eden - Sierra Leone
wyciągnij rękę, przybij mi pionę
znasz tą piosenkę, ściągnij koronę
Oddzieleni,miliony lat świetlnych
bez zbytecznych akcji, sytuację uleczmy
wybaczmy sobie, wrzućmy na wsteczny
to początek a nie tragiczny koniec
Płonę chęcią, przypieczętowałbym to pieczęcią.
Bo teraz tonę, wszystko popierdolone
w moment, dialog jest konieczny.

[Rahim]
Wielu ludzi idąc na front, popełnia prosty błąd
zamiast puścić w niepamięć afront
po prostu odpala lont.
Powód wziął się nie wiedzieć skąd
powiódł winnego pod sąd,
wyrok wydany przez samorząd
potem już ciągnie się swąd.
Snują, knują, planują wszyscy bliscy nam stratedzy,
psują, rujnują, przypisując tą niezgodności przeżyć,
policzkują i insynuują że nam się to należy,
poczują, jak słowa kują, odpokutują w słodkiej niewiedzy.

Wyciągnij rękę, uwolnij umysł, pozbądź się dumy.
Wyrzuć to z siebie, rozkuj swój pancerz, spróbuj dać szansę. (2x)

[Fokus]
Jak ikebana, sztuka układania,
nie mów, że nie masz nic do dodania
Wszystko się zmienia a ty nie zmieniasz zdania
jestem tu teraz, zadawaj pytania.
Atmosfera musi się oczyścić
mam tyle myśli, siedźmy do rana
ta rana nie oczyści się sama
Dramat, tyle miłości do dania
dla wszystkich, którzy (??), sen się ziści
Wyjdźmy z tej czeluści czyści
błagam o szansę, o nieubłagana
niuanse są do dogadania.
Miałem sen, myślałem że zwariowałem
świat wirował tańcem, zabrałaś cały tlen
oddzieleni w szkle, wskazywałaś na mnie z wyrzutem palcem

[Rahim]
Rozpocznie respekt do jego resztek
dodamy d otrzymamy despekt
Żarliwy despekt podnosi poprzeczkę
przeradza wreszcie wojenną ścieżkę
Mamy przecież moc co gniecie
oraz pomysły na obyt w komplecie
Zrozumiecie, kto mieczem wojuje
ten zaraz go poczuje, wiecie.
To nie odcinek ,,Opowieści z krypty''
albo dawnych wojen relikty,
niestety fakty to instynkty
przyczyną a skutkiem konflikty.
Walka szalona, dla kogo korona,
kto kogo pokona, który wróg skona,
prawda jak to prawda, bywa słona
straty są zawsze, po obu stronach.

Wyciągnij rękę, uwolnij umysł, pozbądź się dumy.
Wyrzuć to z siebie, rozkuj swój pancerz, spróbuj dać szansę. (2x)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo