Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[x2]
Tylko jeden, jeden kielon wśród nas
Tylko raz musiałbym spojrzeć w twarz
Łyk i wiem w co grasz, dla ciebie aż?

Słyszę jednym uchem, nie nazwę tego klęską
Masz jedno więcej, przysłuchaj się tym wersom
Wystarczy zrozumieć tylko jedną zwrotkę
I choć jeden raz zaliczysz mniej połknięć
Jeden mikrofon, nie, po co ten patos
Jedni go sprzedają by jeździć S-klasą
Nas chciał podzielić się hip-hopu śmiercią
Podzielił się bitem z jednym jego mordercą
To młodzi strzelają, ale mają jedną klamkę
Mają jeden styl, który ma tu jeden WAMkey
Trzy cyfry, to atut jednej grupy
Jedno słowo, masz przy skroni trzy lufy
Tylko raz byłem na kurwach, ta, mogę przysiąc
Tu za jeden koncert na łebka jeden tysiąc
Wystarczy jeden typ, który na kogoś splunął
Wtedy na sali usłyszysz rumor
A ja mam jeden biznes, rozliczam się z tej floty
A ty czujesz się królem, gdy przytniesz jeden złoty?
I z jednego powodu stajesz się jednym z wielu
Co choć po jednym trupie doszli do celu

[x2]
Tylko jeden, jeden kielon wśród nas
Tylko raz musiałbym spojrzeć w twarz
Łyk i wiem w co grasz, dla ciebie aż?

Jedna lufa tu wystarczy byś upadł i czuł
Jak składasz się w pół, uł
Ja po bombie załatwiam seks
Ty płaczesz w słuchawkę dzwoniąc do ex
Po jednej kresce
Wyprzedałbyś wszystkie plotki o swoich ziomkach za bezcen
Więcej niż jedną dekadę wstecz
Jeden ubek by wszedł, powiedziałbyś precz
Powiedziałbyś dobrze, gdzie mam podpisać
I tu jest właśnie między nami różnica
Jeden błąd w sztuce wystarczy
By zejść na manowce psycho rapu jak L.U.C.
Więc primo, wrzucam poprawności mundur
Sekunduj, nie ufaj kundlom typu Duldung
Jeden wers, dłuto dla krytyków
Jeszcze jeden to młot by pozbyli się nawyków
Nie rozumieją, więc chwalą co za farsa
Dla mnie kielon, dla nich opinie Malsa
Widzę jak o podpowiedzi się modlą
Czy to jeszcze nielot, czy już odlot

[x2]
Tylko jeden, jeden kielon wśród nas
Tylko raz musiałbym spojrzeć w twarz
Łyk i wiem w co grasz, dla ciebie aż?

Jedno mi siedzi w głowie
Na jednej lady skupiam wzrok
Choć dużo więcej mogę
To nie chcę wcale jebać
To żadna smycz, czy życie na uwięzi
Lecz podjąłem tę decyzję
Potępić pod werbli rytmy, stóp rytmy
Po jednym byśmy, oj
Byśmy wszyscy myśleli, że to light hip-hop
Jedno życie wyszło i light prysnął
Jedna zwrotka i klepali mnie po plecach
Stasiak, po raz pierwszy coś było nie tak
Po pierwszej płycie szacunek windował
Chcieli z nami grać i pić browar
Po pierwsze piona, po drugie jeden strzał
Dla tych, którzy dobrze życzyli nam

Tylko jeden, jeden kielon wśród nas
Tylko raz musiałbym spojrzeć w twarz
Łyk i wiem w co grasz, dla ciebie aż?
Tylko jeden, jeden kielon wśród nas
Tylko raz, raz
Józek

Jak Molesta, obniżam próg tolerancji
dziś wielu gamoni chce się wbić do naszej branży
nie jeden sapie bo ja zarabiam na rapie
a im często życie wręcza lewy papier
brak pomysłów na to co w życiu robić
jak długo można do biura szlifować chodnik
pan w gajerze płacze nad swoim losem
podły świat go zdusił i podstępnie sprzedał kose
zmęczony wszystkim dalej szuka swojej szansy
bo musi walczyć o te słupki w bilansie
gubi ostrość rozum zawiesza na kołku
a cel chce osiągnąć w najgorszy sposób
my idealiści z własnymi marzeniami
wy roboty systemu często przegrani
to dwa różne światy istniejące obok siebie
więc nie wchodź w ten który nie jest dla Ciebie


Pele

Ty po robocie parkujesz na foksal
jak chcesz zbajerzyć dupę to wrzucasz jej dropsa
ja na ustawkę podjeżdżam osiemnastką
bruda z cola spacer przez miasto
hajs i wolność z takim przybyłeś zamysłem
przegapiłeś moment gdy cie porwał system
i przeklinasz to miasto te ulice
ja na tych ulicach co roku palę znicze

Włodi

Ty inaczej rozumiesz słowo sukces
sypiesz dziwkom kreski na lustrze
dzielisz to kartą najlepszą z kilku
a one chwalą twój garnitur co
jestem pewien to jest nasze miejsce
gonię marzenia i zaniedbuję resztę
nagiąć umysł dać z siebie jak najwięcej
nagrać rap wziąść córke na ręce

Eldo

Czujesz to pod skórą na wyczucie
co jest rapem a co pop kulturą
mylisz się jeśli myślisz że nie wiem oczym mówie
to delikatne temat kto powiela schemat a kto coś umie
pan ładny na bankiecie w towarzystwie
takich jak on chałturników z nazwiskiem
nie w takich miejscach mieszka kreatywność
jednak era to z krzykiem stamtąd dawno uciekła
my łobuziaki którym Bóg dał wrażliwość
wy oportuniści którym los dał możliwość
nie każdy pomysł na siebie jest mądry
nie każdy rap który się sprzedał jest dobry
skumaj muzyka miasta w jego światłach dojrzewa
bez świateł mediów i tak wielu ją wybiera
o własnych siłach zaczynaliśmy od zera
przystaw ucho do ulicy usłyszysz nas jeszcze nie raz
Jeśli miałbyś się martwić gdzie wyszłam z kumplami
pamiętaj jestem tylko Twoja
Jeśli myślisz, co robię, gdy się nie odzywamy
pamiętaj jestem tylko Twoja
Kiedy milczy telefon, nie ma ze mną kontaktu
pamiętaj jestem tylko Twoja
A to wszystko być może tylko kwestią przypadku
bo jestem tylko Twoja...

Masz mnie na zawsze, masz mnie na bank
nie ma co myśleć czy masz mnie, bo tak jest
Masz w poniedziałek, masz w listopadzie
masz mnie co dzień na stałe i na nie
Masz mnie od święta, w swych rękach mnie masz
facet, bo tylko o Tobie myśleć potrafię
A jeśli się zdarzy, że Ci mnie zabraknie
To masz mnie także w moim rapie

Jeśli miałbyś się martwić gdzie wyszłam z kumplami
pamiętaj jestem tylko Twoja
Jeśli myślisz, co robię, gdy się nie odzywamy
pamiętaj jestem tylko Twoja
Kiedy milczy telefon, nie ma ze mną kontaktu
pamiętaj jestem tylko Twoja
A to wszystko być może tylko kwestią przypadku
bo jestem tylko Twoja...

Skąd ten lęk? skąd ten lęk?
Podejrzenia, podejrzenia te?
przecież wiesz, wiesz
że masz mnie, masz mnie
Z.A.U.F.A.J. M.I. proszę
wyłącz na zawsze ten stoper
Wiem sprawdzasz - OK, martwisz się - OK
Lecz jeszcze mamy czas na układ Kydryński - Jopek
Nie musisz wątpić, bo jestem dla Ciebie zawsze
Zawsze gdy oni sączą z ust steki kłamstw, ej
Niech mówią zaufanie szatan zatrze
Byśmy byli wyspą szczęścia w tym morzu fałszu

Jeśli miałbyś się martwić gdzie wyszłam z kumplami
pamiętaj jestem tylko Twoja
Jeśli myślisz, co robię, gdy się nie odzywamy
pamiętaj jestem tylko Twoja
Kiedy milczy telefon, nie ma ze mną kontaktu
pamiętaj jestem tylko Twoja
A to wszystko być może tylko kwestią przypadku
bo jestem tylko Twoja...
Pamiętam nie zapomnę nie zapomnę pamiętam
O wszystkich dobrodziejstwach i o wszystkich przekrętach
Co w życiu mnie spotkało a na co jeszcze czekam
Pamiętam nie zapomnę nie zapomnę pamiętam
Trudno się skupić na kilku rzeczach naraz
Czasochłonna muzyka na zbyt wiele nie pozwala
To co że się staram jeśli nie mam mnie gdzie indziej
Z miejsca na miejsce przemieszczam się życie
Wszędzie po trochu zawsze tam gdzie pożądany
Nie wpycham się jak chamy nie wchodze gdy niechciany
Wole solowe stany przy płytach zajarany
Kilka cech charakteru wypracowanych dawno
Ktoś patrzy z pogardą zripostuję walnę twardo
Nie kozaczę jest wjeb to nie płaczę
Tak czy inaczej w prosty sposób ci tłumaczę
Sadzę sie gdy jest przyczyna nie pytaj czyja wina
Co się liczy to rodzina ludzie bliscy na Jeżycach
Luty dym dobra zadyma klimat bloków udziałka
Boiska zieleń w parkach alkohole w zakamarkach
Zawsze przegięta miarka przegięta miarka
Walnę lufę jak mi najdzie w lodówce coś się znajdzie

Ref.: Pamiętam nie zapomnę
Często się topię w oceanie wspomnień x2

Co nastanie po mnie czy będzie cisza
Na razie żyję wspomnieniami i teraźniejszością
Upadam na dno żyję dla dobrych miłością
Dla tych co mnie pamiętają dobre chwile wspominają mile
Nie jestem za wami w tyle skojarzenie dobre
Wyrwane kartki papieru ze słowami tych
Co nie dotrzymali kroku Aifam klika nie wystaje z boku
Rok po roku czas pulsuje haaa znowu ja próbuję dojść do ciebie
Żyć wspomnieniami ulicy zdarzeniami
Wszystko co za nami związani wspólnymi myślami
W końcu dojdziemy do tego sami
Nigdy naszych spraw nie ignoruje wysłuchuje haaa
Piszę i piszę nowe frazy bez urazy
Skradzione obrazy mej pamięci mej pamięci

Ref.: Pamiętam nie zapomnę
Często się topię w oceanie wspomnień x2

Topię się w oceanie wspomnień z przeszłości powiązań
Teraźniejszości życiowych ruchów zbierzności przez codzienności
Przysfajane kolejne kartki mego pamiętnika zapisane
Przez drugie osoby z czasem przeczytane
Piętno mej pamięci zdziałane a przez duszę na zawasze oddane
Następstwa pomyłki zapomniane przez wielu pamiętane
Życiowe błędy wytykane palcami
Liczy się to że zawsze jestem z wami
Pamiętam dni z lękami krzykiem rozpaczy wydziarane
Rany na sercu stopniowo zagajane
Choć w głowie myśli źle poukładane
Związane przeplatane wspomnieniami
Tylko jakieś ryki w oddali wszystko się wali
Tak pamiętam o tych co zawsze przy mnie stali
Z mym życiem się zapoznali w oceanie wspomnień pływali
Na zawsze zapamiętywani do końca mych dni
Wspomnienia marzenia tak to teraz mi się śni
Zawsze z wami do końca mych dni

Przeciwnością sukcesu stos niepowodzeń
Równowaga jak w przyrodzie z tym spotykam sie na co dzień
Dobro walczy zło przeszkodzie nie mówię bo to w modzie
Co widzę to wykładam życia tym nie osłodze
Od życia chcę coś zdobyć dostać w tyle nie zostać
Dla mnie cała złość i rozpacz dla kilku by starczyło
Nie wiem jak to jest narzekać bo zbyt dużo mnie dotknęło
Ale jak człowiek pokonuje przeciwności
Dobrze wiem że przeszkody rodzą sie z niepewności
Dlatego idę na przód biję niestabilnych graczów
Trudno zawierzyć każdemu w koło wielu nierzyjaciół
Znam to bardzo dobrze zgubne szczere podejście
Otwarcie serdeczność wzamian za fałszywe wejście
Nawyki wynosze z Jeżyckiej okolicy
Jak gawrosz i nędznicy mamy syf na ulicy
Nadal robimy muzykę ćwiczyć projekt to się liczy

Ref.: Pamiętam nie zapomnę
Często się topię w oceanie wspomnień x2
Trzask w drzwi, klucze w zamkach, czwarty hak, pośpiech na dół
By pokazać się dziś światu na podwórku od wariatów
Na wejściu słyszę - ratuj!, oczekują drobniaków
Mam tylko kartę z PIN-em i dychę w papieżaku
Odpalam to co mam, marszo-bieg do bankomatu
Pod sklepem widzę zwadę, ZK dwóch ex-Szamaków
W głowię koncert mam Kraków, wokale u Donia
Jakiś ***** do *****ienia umową chciał przekonać
Telefony wykonam, lista połączeń spora
Rycha codzienna zmora, Internet - czeka poczta
Myślę ile można kiedy relaks odskocznia
Jeszcze nie teraz, management mnie wykończy
*****iały serwer, z netem nie mogę się połączyć
Wreszcie jest, wklepnę hasło mam zaliczkę na Jasło
Puszczam reader techniczny na ten koncert i fiasko
Kolejny błąd na stronie, przez zęby cedzę bluzgi
Zaciskam pięści w dłonie, dobra zrobię to póŹniej
Bo na spotkanie ważne dziś nie mogę się spóŹnić
Za pięć minut trzynasta, jest ciasno w centrum miasta
Pora biznes-lunch'u, skończę będzie z siedemnasta
Mam swój mały stolik, mały browar nie zaszkodzi
Nie jestem alkoholik mimo, że się powodzi
Wreszcie wchodzi promotor z twarzy podobny do nikogo
Nażre się na moje konto, że mam klasę się dziwi
Jest amatorem, nie posiada swego CV
Raczej mu nie ufam - weŹ połowę wypłać z góry
Reszta to small-talk'i, wiesz o pogodzie bzdury
Do widzenia kończę gościa, teraz pani redaktorka
Chce znać kulisy pracy, ja obcinam jej tyłek
Który z gracją prezentuje, poszukując dyktafonu
Raczej się rozczaruje, parę słów do mikrofonu
Ile z rapem? czemu hip-hop? dlaczego w ogóle wyszło?
Banały to wszystko, coś tam gadam, wodzę wzrokiem
Ona noga na nogę, myślę - Rychu ty świnio,
Ona zlizuje z warg zmysłowo piankę z cappuccino
Odmulam, z tą dziewczyną już dziś raczej nic nie zdziałam
Zostawię wizytówkę, wywiad będę poprawiał
Ciężkie życie rappera, tak mam ***** pracy nawał
A depresja rappera w tym temacie to nie banał

Mój rap to ma profesja, przez ten rap wielka presja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia nie dać się usunąć w cień
W*****iony na depresję, kolejny szalony dzień

Mój rap to ma profesja, przez ten rap wielka pensja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia - nie dam się usunąć w cień
W*****iony na depresję, kolejny szalony dzień

Kilka godzin mi zleciało szybko jak moment chwila
Drugie danie o tej porze, wiadomo kassa mija
Jestem tu codziennie, często jemy to co chcemy
W lokalu ex-wydawca wypłaca nam tantiemy
Odbiór kwitujemy, swój procent zwija Darek
Wsiada do Passata i tyle go widziałem
Nie lubię takich dni, a to dopiero poniedziałek
Z tego wszystkiego o siłowni zapomniałem
Skoczę tam wieczorem jeśli w ogóle się wyrobie
Dziś nie będzie przyjemności poza tym, że coś zarobię
Znów chwilę na powietrzu, o znajomek siamanko
Jak leci? powolutku, idę sprawdzić przelew w banku
Legendy już krążą o tym jakie mam saldo
Coś w końcu trzeba zrobić by nie upaść znów na dno
WuBeK, kolejka, gorąco wymiękam
Pani od kredytów życzliwie na mnie zerka
Każda sekunda zwłoki to dla Ryszarda męka
Jeszcze trzy lata temu to nie realna scenka
Wreszcie jest moja kolej, dzwoni Pudy - weŹ to olej
Nie mogę to eliksir, na tym stracimy wszyscy
Zaraz mnie sczyści przez te interesy
W pogoni dla korzyści przeżywamy nowe stresy
Wychodzę, załatwione, radio taxi dzwonię
SMS'y jak szalone, jeden po drugim lecą
A trzeci telefon alarmem przypomina
Że pan gwiazdor na fochu ma wizytę u fryzjera
***** afera, czas robić się na bóstwo
W lusterka auta zerkam rzeczywiście lecz za póŹno
I życiowy dramat w chorej głowie się zaczyna
Gdy łapie się na tym że wolnego czasu nie mam
Przed siódmą, a już ziewam czas zmienić okolicę
W taryfie hajs liczę przy popowej muzyce
Power play'owym hicie z wytwórni UMC
Pan zmieni mi tę stację, nie chcę słuchać gówna więcej
Dowozi mnie na miejsce przeznaczenia tu wysiadam
Tak, klient gotowy, to za kurs, na razie, spadam

Mój rap to ma profesja, przez ten rap wielka presja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia nie dać się usunąć w cień
W*****iony na depresję, kolejny szalony dzień

Mój rap to ma profesja, przez ten rap wielka pensja
Wielka depresja większa niż u DMX'a
Oto ma kwestia - nie dam się usunąć w cień
W*****iony na depresję, kolejny szalony dzień

Tu na swoich starych śmieciach Rych ma chwilę na oddech
Zrobię tu zakupy, Jeżyce najwygodniej
Kosmetyki Lewiatan, koszul w SunSet'ie
Na wagę w Łodzi wiecie brek, bielizna w komplecie
O trzeciej najgorzej, ludzie wracają z syłki
Wrzucam kamuflaż pro forma dla zmyłki
Zyskam więcej czasu gdy oleję dwa spotkania
Siedzę w perfumerii, testy z DolceGabana
Ale kanał takie życie to banał
Chcę do kina, do parku, na ławkę tak bym gadał
Z chłopakami nic nie robił, czas marnował tak jak kiedyś
Jeszcze nie dawno w czasie klepania biedy
A tu życie chce mnie zmienić o tym kolejny tekst
Zaszła nieoczekiwana dla Rycha zmiana miejsc
Dzwoni ktoś z TVN'u, czy się piszę na rozmowę?
Tylko się uśmiecham, musi przełknąć odmowę
Jaka gala w Sheratonie, a w jakim charakterze?
Że niby jestem trendy? pani mówi to szczerze?
Olewam takie spędy, w sens idei nie wierzę
Z resztą tego dnia mam koncert, nie chodzi pieniądze
Tam ludzie czekają i dla mnie to proste
Znów ktoś na linii, słyszę ciepły damski glos
Można się rozmarzyć, ona, cała noc i sztos
Na ziemię zejdŹ, bo tu lipa jest akurat
To laska z telefonii, nie zapłacona faktura
I tak co chwila, stale ktoś coś, zwariowałem
Marzę by [?] się na*****ć w karnawale
Uciec choć na moment od życia co nie zwalnia
Tempa, które powoduje niezły rozgardiasz

Życie poza kontrolą...
to morduje na ulicach, Białystok, aha
to są haki, krew, krzyk, piły, noże i,
moje słowo - Słowo Boże,
to są haki, krew, krzyk, piły, noże i,
moje słowo..

zasnąłeś w wagonie metra, niefart idzie w parze,
wysiadłeś na stacji, której nie ma w rozkładzie,
twoja świeca się dopala, wosk rozlewa się na grób,
z tego już nie będzie dla nikogo dobrych wróżb,
na sobie czujesz wzrok, ktoś stoi w cieniu,
deprawowany umysł, twoich nieszczęść demiurg,
to jak akcja filmu, kiedy znikasz w toalecie,
ukrywasz się w kabinie, cicho stojąc na klozecie,
dostajesz z obu luf , nie masz sił na błaganie,
słaniasz się nad sobą, słyszysz przeładowanie,
plecami do ściany, osuwasz się po niej,
skulony, między kolana chowasz głowę,
wierzysz w życie po śmierci, to sobie wierz,
ja sprawię, że przestaniesz wierzyć w to życie przed,
kolumbijski krawat, krwawa sprawa,
ta muzyka po żyłach rozkłada się jak zawał,

to są haki, krew, krzyk, piły, noże i,
moje słowo - Słowo Boże,

Jedziemy nocą, czarna msza w naszych systemach,
naga kobieta wbita na przód maski jak syrena,
do ołtarza ją prowadzę - panna na wydaniu,
będzie czuła więcej niż tępy ból przy sikaniu,
skromna furgonetka, przyciemnione szyby,
tylne drzwi otwarte na oścież,
jesteś tylko mięsem na paśmie transmisyjnym,
porwany z ulicy, na głowie worek na kartofle,
słyszysz jak młynek, twoją przyszłość mieli,
mrok w celi, masz dziurę do srania w ziemi,
i nie wartownik jest największym kłopotem,
niepewność dzień w dzień, wzdłuż ściany w tą i z powrotem
kolejna pętla- czekasz co Pih powie,
żeby tylko wiedzieć, wsadziłbyś w tą pętlę głowę,
po tym sztosie, zamiast mózgu kawał kalarepy
mamy tu dawcę - kogoś na przeszczepy

to są haki, krew, krzyk, piły, noże i,
moje słowo - Słowo Boże,

on kochał zwierzęta, był zawsze dobrym chłopcem,
kroczy pewnie, z dubeltówką pod prochowcem,
nie sprawiał kłopotów, był dobrym synkiem,
półautomat w drugiej ręce z pełnym magazynkiem,
nie mogę uwierzyć, tylko nie mój dzieciak,
Bodycount, głowa pierwsza, druga, trzecia,
zawsze pomocny, to uczciwy człowiek,
z przyłożenia strzał, płacz i krzyki kobiet,
to nie motyw rabunkowy, nic ci nie pomoże,
swoim szlochem tylko ostrzysz moje noże,
tą muzyką daję dzieciom do zabawy brzytwy,
pieprzyć standby, już się modlą ateiści,
przechodzę na nocny tryb, stół-karty
ofiary jakbym rzucał lotkami do żywych tarczy,
Fakt te fakty, zabierzesz do grobu,
drugie przejście, inkryminujący dowód,

to są haki, krew, krzyk, piły, noże i,
moje słowo - Słowo Boże
My, ukryty w mieście krzyk
My, ukryty w mieście krzyk
My, ukryty w mieście krzyk
My...

[Pezet]
Ludzie spoglądają na mnie z boku,
Różne rzeczy wnioskują z moich kroków:
Ile tutaj stoi bloków wokół?
Kto dostrzeże w nas uczucia, kto spisze nam protokół,
a kto krzyknie 'rap to rewolucja roku'?
Czytaj klisze z moich oczu, nie obniżysz moich lotów.
Odejdziesz, a mikrofon pójdzie ze mną do grobu,
On jest moją bronią, to moja duma i honor,
Nie mam oprócz niego nikogo, jest moją ikoną.
Skoro nie rozumiesz rzeczy, które mnie bolą,
To tylko mój hip-hop umie pojąć to wszystko.
Sprawdź bity, sprawdź intro, potem sprawdź co ludzie myślą,
Nasz świat nie jest fikcją, wytłumacz im to...
Marzy mi się czarny Lincoln, lecz jak go wyrwać wilkom?
Rozumiem więc, czemu czasem chłopaki biorą winstrol...
Ludzie kpią z nas zanim zdążą nas poznać,
Biorą nas za przestępców bo nie widzą w nas dobra.
Nie ma problemów, to nie ma przyczyn czy uczuć,
Przyczyny zawsze są, a uczuć nie ma bez zarzutów.
Nie znajdziesz w sobie Bonda, nie stworzył cię Hollywood,
Twardo stoisz na nogach, chcą okraść cię z twoich ról.
Bliscy nie chcą się oddać, nie wierzą w nasz intelekt,
W naszą muzykę, we wszystko co w nas szczere...
Rujnują nasze plany, jesteśmy diabłami dla nich,
Biorą nas za nic, a w tłumie też jesteśmy sami.
Multum subkultur, to świat nas zmusza do buntu,
Co chcesz od chłopaków, którzy ciągle siedzą na murku?
Jeśli nie zmieniasz nam gruntu, nie podasz nam ręki,
Kręci tym anielski pył i martwi prezydenci.
To z waszych rezydencji świat do tego nas popycha,
Tworzycie nasze wizerunki, lecz nasz problem was nie dotyka.
My chcemy tylko naszą wolność,
Chcemy robić hip-hop i mieć spokojną przyszłość...

My, ukryty w mieście krzyk
My, ukryty w mieście krzyk
My, ukryty w mieście krzyk
My, ukryty w mieście krzyk

[Pezet]
Wciąga nas show biznes, tylko taki świat pozwala nam istnieć,
Marzyć i myśleć, chociaż życia nie pokolorował Disney,
Choroba zniknie, połowa z nich chce na nas polować,
Ukraść nam życie, ukraść słowa - dla nich zdrada to plac zabaw,
Uwierzcie mi, my pamiętamy o swych wadach.
Nie mamy jeszcze nic,
a chcemy szczęściem tego świata wreszcie żyć
My, ukryty w mieście krzyk,
Za lepsze życie, za siłę którą chcemy w duszy mieć,
Ten świat uczy mnie być skurwysynem, kruszy mnie,
swój wysiłek zdusić chce, chce ten wyścig wygrać...
Tylko Bóg wie jeśli jest którą drogę wybrać;
Kroczyć drogą serca i dla ludzi się poświęcać,
Dla tych ludzi, którzy chcą twój sen kraść, nic o nas bez nas.
Wiesz - trudno by było żyć z hip-hopu.
Za naszą wolność, naszą muzykę, za pokój...

My, ukryty w mieście krzyk
My, ukryty w mieście krzyk
My, ukryty w mieście krzyk
My...
[MAG]
Świat schodzi na psy
razem z nim Ty
wierzysz mi?
policzone są Twoje dni
wiesz jak jest

[FO]
Bez wyciskania łez
problemy, no-no-notoryczny stres

[MAG]
Świat schodzi na psy
razem z nim Ty
wierzysz mi?
policzone są Twoje dni
wiesz jak jest

[FO]
Coraz bliżej kres
samozagłada przez duże "S"

[RAH]
Techniczny postęp
coraz większy dostęp do zła
a pomiędzy ludźmi odstęp
wydłuża się, poszerza jak skórny rozstęp
[odgórny podstęp?]
nie bądź durny, to proste
ostre ludzkie szpony
mostem w świat niszczony
przyrostem umysłów spatrzonych
kosztem tych nowonarodzonych
swe plony zbiera następny po diable
sprytnie jak w Scrabble [fu] dmucha w żagle
nagle spycha Cię z drogi prostopadle
przez zawiść, nienawiść, jak między Kainem i Ablem
podle depta po godle
wszystko to, by zasiąść w twym siodle

[RAH & FO]
Świat schodzi na psy
razem z nim Ty
czy ty wierzysz mi?
policzone są Twoje dni

[ŚLIWKA] x2
oo niebezpieczeństwo
oo na Ziemię spadło przekleństwo
oo zesłane na społeczeństwo
oo ono zwie się szaleństwo

[FO]
Prawie krwawię Boże,
w tej sprawie nie pomoże mi nic
nawet bit ze słuchawek,
postawię litr - będziemy pić
ja i mój diabeł, aż się udławię
bo nasz anioł miał wypadek
morze zwątpienia, może coś zmieniam
może wyciągnąć z cienia pierwiastek samozniszczenia
ktoś parska [pfff] i nie ma na to lekarstwa
taka forma malarska - czerwona farba na nadgarstkach
niebo i ziemia drżą
krążą wciąż oskarżenia
dażąc do samounicestwienia
zamarzam
to farsa
nie wie o tym nikt, nawet sąsiedzi
co we mnie siedzi
tylko tych ludzi garstka

[ŚLIWKA] x2
oo niebezpieczeństwo
oo na Ziemię spadło przekleństwo
oo zesłane na społeczeństwo
oo ono zwie się szaleństwo

[MAG]
Świat schodzi na psy
razem z nim Ty
wierzysz mi?
policzone są Twoje dni
wiesz jak jest

[RAH]
Bez wyciskania łez
problemy, no-no-notoryczny stres

[MAG]
Świat schodzi na psy
razem z nim Ty
wierzysz mi?
policzone są Twoje dni
wiesz jak jest

[RAH]
Coraz bliżej kres
samozagłada przez duże "S"
Dlaczego siedzisz do północy znów mały?
Dlaczego męczysz oczy i otwierasz wszystkie rany?
Ciemną nocą, to jakaś autoagresja.
Nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty.

Dlaczego siedzisz do północy mały znów?
Dlaczego męczysz oczy i pozbawiasz siebie snu?
Barter z czasem, krwiobieg z kwasem, sól w każdej ranie,
A nad ranem ledwo czujesz puls.
Ej, dlaczego znowu gapisz się w okno?
Czy ktoś ma przyjść, na kogoś czekasz tą nocą?
Ty, jakie nadzieje lokujesz w tym świecie, po co?
Utracisz dni na marzenia w ciągłej walce o coś.
Kolejny wieczór, taniec w objęciach fantomów.
Z kulą u nogi, barykadą w drzwiach domu.
Pokusy słabym każą być byle jakim,
Mieć byle co, byle było, na kacu spędzać poranki.
Szukam znaczenia, wiesz, świat już śpi,
A ja nie kłamię sam przed sobą, że odnajdzie się dziś.
Być w pełni, sen to nie odpowiedź, wyjść gorzej,
Do pustej szklanki przy barze spowiedź.

Dlaczego siedzisz do północy znów mały?
Dlaczego męczysz oczy i otwierasz wszystkie rany?
Ciemną nocą, to jakaś autoagresja.
Nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty,
Przestań!

Ej, dlaczego znów mnie pytasz o motywy?
Jesteś tu od zawsze, powinieneś przestać się dziwić.
Dawno. Dzień wstanie, ja nawet się nie położę,
Warto, a dla Ciebie kiedyś wymyślę jakąś odpowiedź, bratku.
Moje życie, wady, twoje pretensje,
Moje wybory, winy, moje konsekwencje.
Człowiek by z tej chwili wyssać esencję,
Wiele zrobię, zrobię wszystko, zrobię jeszcze więcej.
Od zawsze słucham Twojej naiwności,
Z boku patrzę, jak o kolejne ściany łamiesz kości.
Małe dziecko słońca, żyjesz jak sowa,
Nocami pod zasłoną utkaną z gwiazd się chowasz.
Wielka głowa - pusty zakuty łeb, żelazo,
Mam Cię dość, raz Cię strzelić to za mało.
Parias, spać Ty sam idź,
Wiem, można zmusić się do snu lecz nie dziś.

Dlaczego siedzisz do północy znów mały?
Dlaczego męczysz oczy i otwierasz wszystkie rany?
Ciemną nocą, to jakaś autoagresja.
Nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty,
Przestań!
Siedzimy tylko my i park w mroku, krąży blant wokół,
pal, a później daj go tu, patrz spadł popiół,
daj spokój przez dwie godziny już brak lokum i brak tropu,
w ustach smak potu, smak smogu i smak topów,
przed nami jeden wielki dach bloków,
po lewej świat pokus jak w Bangkoku,
po prawej brak gotówki brat jak piach w oku.
Siedzimy tylko my i park w mroku
i kręci się ten pierdolony świat wokół banknotów.
Daj spokój, stań z boku, nie ma odwrotu, zawsze musisz być brat gotów

Szad:
Masz milion baksów to masz milion wrogów,
jak ten milion baksów to dla ciebie milion bogów,
pojmiesz co to brak snu, zapomnisz co to spokój,
zostanie ci smak stów i smak potu.
Brak słów, by w nie ubrać ludzką zawiść.
Smak stów jak arszenik może zabić.
Przyjaciele – pogadamy jak poznasz ich cenę,
ja już widziałem zbyt wiele, by jeszcze mieć nadzieję.
Ślepy los się śmieje – nie uciekniesz przed nim.
Diabeł sieje beznadzieje, a ty biegnij, biegnij.
Deszcz leje na aleje, zaraża marionetki.
Epidemia szaleje tylko setki i setki.
Nic nie zasługuje na szacunek prócz nich,
o to psy gatunek ludzki, obierz kierunek rzuć kij,
weź im parę stówek – skłóć ich, po czym zwróć im
i niech znów będą na swój rachunek ludźmi.

Null:
Wokół nas liczby, sumy, kwoty, banknoty,
uzależnione tłumy – pieniądz to narkotyk.
Masz je czy nie masz ich i tak masz kłopoty,
dla jednych tylko, dla drugich aż sto złotych.
Setki, tysiące, miliony ludzi dla tej jednej setki mogą ideały zgubić,
Biedni siedem dni będą się trudzić,
a bogaty za tą setką nawet się nie obróci.
Czas na próbę masz stówę na tydzień mądralo,
dziwisz się, że widzisz świat na czarno – biało.
A więc stówa – czy to dużo czy mało,
jeżeli dziwka za nią oddaje swoje ciało?
Grzech to zdradzić kumpla dla stu złotych,
chciwość, zazdrość, może szczyt głupoty.
Pech – zostać zabitym dla tej kwoty.
Dla jednych tylko, dla drugich aż sto złotych.

Pork:
Mówią na mnie hajs, bejc, posag, flota, moneta,
mówią forsa, sos, kabona, pęga, ściepa.
Liczą mnie w baksach, rublach, lirach, euro, jenach,
we frankach, drachmach, funtach, czy plnach.
Bywam łatwy jak dziwka, no i trudny jak kobieta,
niewiele warty dla martwych, brudny jak szalet po petach,
podep-tany i starty jak karty od blefa,
honorowany w kasach kantyn, metach, bankach, sklepach.
Tak jak ty jeżdżę taxą, metrem, tramwajem
i tak jak ty zwiedzam miasto i nic nie robię za frajer.
Tak jak ty czasem zabijam, czasem ratuję życie.
Tak jak ty czasem się zwijam, mijam pija-ne ulice.
Nie mam nałogów i nie mam domu,
za to mam multum klonów – ponu-merowanych braci z rodu,
co nie dają umrzeć z głodu, z przodu wyglądam jak z tyłu,
z góry jak od spodu, ważne bylebyś miał mnie jak lodu.
Jestem jak kobieta – wciąż spłacasz mnie w ratach,
zostawiasz na baletach, czasem na blatach.
Wciąż śnie się po latach jak cuty Kut –a jestem w tematach,
czekam na ciebie w bankach lub bankomatach.

Ref:
Siedzimy tylko my i park w mroku, krąży blant wokół,
pal, a później daj go tu, patrz spadł popiół,
daj spokój przez dwie godziny już brak lokum i brak tropu,
w ustach smak potu, smak smogu i smak topów,
przed nami jeden wielki dach bloków,
po lewej świat pokus jak w Bangkoku,
po prawej brak gotówki brat jak piach w oku.
Siedzimy tylko my i park w mroku
i kręci się ten pierdolony świat wokół banknotów.
Daj spokój, stań z boku, zawsze musisz być brat gotów...
Dzień znaczy rym znaczy szesnaście wersów
tekst zaczym płyn nie jasnych koneksów
skonektuj pream prampa mixer wejście
strzela jak na imsze spięcie teraz nastaw
system bejbe tak działa werbel tak stopa
tak haj hed to Europa walce o pokoju fajke
fajtem muzyka rym giga bajtem
pozdrawiam brygad wiele to biba daj te
biba i lampke kiwa sie sampler zanim pokrywa spadnie
okrywam twarde

Ref. Czy jest tu ŁDZ ? (my mamy głos my mamy broń)
Czy jestu tu Wrocław?(my mamy głos my mamy broń)
Czy jest tu Szczecin?(my mamy głos my mamy broń)
Czy jest tu WWA?(my mamy głos my mamy broń)
Czy jest tu Kraków?(my mamy głos my mamy broń)
Czy jest tu Poznań ?(my mamy głos my mamy broń)
Czy jest tu Trój Miasto?(my mamy głos my mamy broń)
Czy są tu Katowice? (my mamy głos my mamy broń)

Oddał bym życie za hip-hop za flow i jego styl bo
Zgaszę światło, wiem że tęsknisz bardzo
Postawmy na jakość jak Cambridge Audio
Jakieś sensi alko, czas jak u Prousta
Marzę o szepcie, słowach na ustach
Wczoraj Pjus chciał byś nimi ssała
Dziś chcę szczerości, mówić o sprawach
Kawa dla smaku, nie by gdzieś pędzić
Chcę byś się śmiała, mówiła kim jesteśmy
Pierwszy raz od dawna: stopa, hi-head, werbel
Odmierzają czas nam, teraz mamy przerwę
Gdy wszystko zapchane jak trasa z Gdyni
Długo czekałem, zapalmy jak asasyni

Długo czekałem na ten moment
Czas to najmocniejszy oponent
Ale teraz jakby zastygł, potem go dogonię
Długo czekałem żebym mógł
Wreszcie usiąść tu, odetchnąć znów...

Długo czekałem by zastąpić hardcore chwilę
Każdy moment, gdy jestem androidem
Teraz włączam L.A. 88 BPM
Muzyka się sączy, proszę doceń jej siłę

Siemasz, nie odzywałem się do ciebie dawno
Zagadką było to dla ciebie, ale masz to
Co trzymasz w ręku było głównym powodem
Że nie dzwoniłem, nie mówiłem nic o sobie
Nie dawałem znaku życia, wiem, nie można tak
Na telefonie dawno nie migało Stasiak
Przepraszam, że nie było mnie tam w klubie
Ale postanowiłem, że na chwilę się odsunę
W sumie wiesz, mam nadzieję, że zrozumiesz
Parę miesięcy zawarte jest na tym albumie
Słuchałem, pisałem, pisałem, słuchałem
Teraz usiądę i co? i posłucham dalej
Długo czekałem, warto? pewnie, jestem pewien
To dla was hardcore LP 2Cztery7

Długo czekałem na ten moment
Czas to najmocniejszy oponent
Ale teraz jakby zastygł, potem go dogonię
Długo czekałem żebym mógł
Wreszcie usiąść tu, odetchnąć znów...

Długo czekałem na ten moment
Ziomek, nawet nie wiesz jak długo
Pamiętasz M.? rozstałem się z tą kurwą
Śniło mi się jak za miasto zabiera ją twój furgon
No wiem, mówię o niej tak brzydko
Czemu? oto bowiem księżna stała się dziwką
Niezamężna, zamożna, ale ile można
To zła kobieta była, muszę inne poznać
Fajnie, niby nic, a cieszy
Tak sobie usiąść, pogadać, z bratnią duszą zajarać
Wypalić po cygarze, wymienić zestaw (se stuff) marzeń
Zaraz pokażę ci zdjęcia, na nich twarze
Ten pracuje w Tesco
Ta rozstać z kreską wcale nie może się odkąd ją poczęstowałeś
Ale weź, spytaj mnie o coś jak Tomasz Nałęcz
Ta blizna? taa, to na stałe
Ale nic to, długo czekałem na ten moment
Wszystko wygląda jakby lepiej, nie żyję jak Homer Simpson
Wyluzowany, trzymam szklankę w dłoni
W tle słyszę muzykę młody Andre Chronic

Długo czekałem na ten moment
Czas to najmocniejszy oponent
Ale teraz jakby zastygł, potem go dogonię
Długo czekałem żebym mógł
Wreszcie usiąść tu, odetchnąć znów...

Święty Mikołaj 2cztery7
Mikołaj Święty i 2cztery7, aha
Długo czekałem na ten moment, wiesz?
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo