Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Czasem nie ma co do garnka włożyć bo za mały dochód
Łzy cisną się do oczu, nie chcę zostać na uboczu
W mroku błądzi dusza, która upada jak Ikar
Ze sobą polemika, depresja serdecznie wita, witam
Coś ci nie idzie, chciałbyś podciąć sobie żyły
Na co czekasz, zrób to, pokaż ile w tobie siły
Szczerze jesteś nikim, ojciec często to powtarzał
Pamiętasz? Spłodzenie ciebie to był dobry kawał
Daj mi spokój, zaciskam zęby, zaciskam pasa
Zaciskam pięści, melancholia jak bumerang wraca do mnie
Parę wspomnień, po których przechodzą dreszcze
Większość czasu poza domem, dorastanie na najebce
To tylko czyste fakty, to prawdziwa rozmowa
Jako dzieciak tylko chciałem żeby ktoś mnie przypilnował
A ja przy własnej matce chłopak tu dzieliłem towar
Bo moja mama to kobieta hardkorowa, proste

ref. x2
Przychodzą takie chwile chce się rezygnować
Są jak wylew, który cię sparaliżował
Myśli, które nie dają nam zasnąć
Chwile, w których traci się samego siebie, wartość

Chcę na chwilę się zatrzymać by spokój znalazły nerwy
Bo bez przerwy na tym froncie gdzie masa tych poległych
Ten przebiegły, ten pazerny, witam ze społecznych nizin
Ludzie muszą tutaj kraść żeby tu wyżyć
Analizy nic nie dadzą gdy jest na umyśle skaza
Siedzę sam w tych czterech ścianach, jeden krok od załamania
Bania pęka, nie do wytrzymania są te głosy
Mówię dosyć, nie chcę któregoś dnia z okna wyskoczyć
Za szybko dorosłem, za dużo zakazanych owoców
[?], powstaliśmy z prochu
Całe życie tyrasz, potem w samotności zdychasz
Cała ta matematyka, biologiczny zegar tyka
Czas odlicza i coraz bliżej do spotkania z Panem
Czy przejmie nas jako dzieci, czy skaże cię na wygnanie
Co? Coraz bliżej tak, E coraz bliżej do spotkania z Panem, Panie

ref. x2
Przychodzą takie chwile chce się rezygnować
Są jak wylew, który cię sparaliżował
Myśli, które nie dają nam zasnąć
Chwile, w których traci się samego siebie, wartość
Ściągnij
Bum! Wasze zdrowie, mazel tov
Bit bardziej wymuskany niż David Hasselhoff
I to szpadyzornia wszyscy hände hoch
Dziś lądujemy na twoim Bahnhof
Jak Khalidov walę cios między oczy
Wale jak kilof, skurwielu sprawdź moje Stilo
Wokół Babilon, jeden kula banknot a inny bilon
Jeden żeni gram ziom a inny kilo
Muzyka, ciągle gram ją, chuj w ryj debilom
Jeden na milion, siemanko jadę z homilią
Dziwne przygody miewam jak Stitch i Lilo
Walczę jak godzilla z mechagodzillą
Żyję chwilą, daleko za ósmą milą
Przegrywałem rap na kasety stilon, kiedyś
Polski odlschool dziś mam rap swój na włosku
Wnioskuj Gural rapuje po Polsku
Fuck you wychodzę po angielsku
Gadam po zielsku, szmugluje rym po sąsiedzku, uuu ziomeczku
Zostawię to w spadku mojemu dziecku
W spadku mojemu dziecku

Dźwięk poza kontrolą, whisky z colą,
DGE, PDG technikolot
Lecę kurwa jak Szeregowiec Dolot
I niech się wszyscy pierdolą
Ponoć, ludzie tego chcą, ludzie tego pragną,
Ponoć ludzie kochają bagno
Gówno mnie obchodzi czego chcą ludzie
Do tego gdzie jesteśmy doszliśmy w wielkim trudzie
W pocie czoła, rycząc w różnych zespołach
Słysząc o różnych pierdołach
O różnych recenzjach, zdaniach i opiniach
natura świni jest taka, że kwiczy świnia
Weź rozkminiaj tak jak chcesz ten tekst
Gówno mnie obchodzi jaki skleisz kontekst
Kodex IV gram pierdolę modę, mam metodę
Słabi MC wciąż leją wodę
Rapu kadet wciąż mam jedną zasadę
Chcesz, czy nie chcesz musisz dawać radę
Widziałem niejedną swatę, niejedną zdradę
Nie podążam za stadem przenigdy
I w wasze konflikty wbijam chuja
Robię rap który buja (co?)
Robię rap który buja (co?)
Robię rap który buja

Mówią panie Szpadyzorze, jak pan tak może
Najechałem Podkarpackie i Pomorze
Najechałem Zachodniopomorskie
Warmińsko-mazurskie, Podlaskie i Dolnośląskie
Lubuskie i Wielkopolskie
Łódzkie, Świętokrzyskie, Opolskie i Małopolskie
Lubelskie, Mazurskie, Kujawsko-pomorskie i wielokrotnie Śląskie
Dzięki muzyce, dzięki niebu,
Dzięki temu w całej Polsce mam po kilku kolegów
Podróżuję bez stresu i bez gniewu
Wciąż odwiedzam tych szesnaście województw
La la la la lato ziom... x4

Cały rok czekam na czerwiec,
na lato tak czekam, bejbe.
Na słońce gdy w zenit wejdzie
i twe promienie rozrzuci wszędzie.
Пусть всегда будет солнце,
Imprezowe noce gorące,
Пусть всегда будет лето,
La la la la lato ziom...

Tysiące lasek na mieście,
nie widziałeś ziom tego jeszcze.
Popatrz, na te najlepsze,
smażą się wszyscy, odpadną leszcze.
Bez Majorki się obejdzie,
wyskoczymy za miasto, bejbe.
Damy radę, przyjemnie będzie,
La la la la lato, bejbe...

Ref.
Latem leże sobie,
Latem nic nie robię.
L - A - T - O ... uuu la la la lato x2

La la la la lato ziom... x2

Z nieba żar leje się ostro,
olejkiem smaruj mnie siostro.
Wyglądasz tak bardzo słodko,
wow, ty jesteś toples stokrotko.
Zawsze niech będzie słońce,
kici kici miauu, laski gorące.
Zawsze niech będzie lato,
La la la la lato ziom...

Pomyślałeś, a co to za hit?
Lato, karramba, obciach i wstyd.
Nieprawda, rozkmiń to sobie,
lato również siedzi w twojej głowie.
Nawet nie wiesz, że sam o tym marzysz,
o tych niuniach na gorącej plaży.
Ja to kocham ziom stąd ten hit,
La la la la lato jest git...

Ref.
Latem leże sobie,
Latem nic nie robię.
L - A - T - O ... uuu la la la lato x2

La la la la lato ziom... x2

Ref.
Latem leże sobie,
Latem nic nie robię.
L - A - T - O ... uuu la la la lato x2
( Kali- Bomby / feat. Kozak, Mały Eszesz, Łysonżi, Ciech.
Kali 2002-2004.)

Niestety nasz spokój i naszą radość zburzyły ostatnie informacje, które dotarły
z tutejszej stacji metra, gdzie dwie godziny temu dwóch zamaskowanych Arabów podłożyło bomby. Chuj wam w dupę Arabowie. Bin Laden fuck off. Już nie będziesz patronatem na mojej płycie.

Bomby nad Warszawą. (x7)
Bomby nad Warszawą zmierzają prosto do Ciebie. (x4)

Co to za święta wojna?
Nadciąga noc nie spokojna,
Czeka bomba, Allah spogląda,
Kiedy będziesz w ogniu pozdrów swojego Boga od nas,
Co chcesz osiągnąć mącąc spokój ludziom dobrej woli,
Nie rozumieją waszej wojny.
Co to za Bóg, który kocha bomby?
Męczennicy to tylko samobójcy, mordercy bezbronnych,
Za taką ofiarę po drugiej stronie nie ma nagrody. O nie.
Są granicę tolerancji i fanatycy kultu przekroczyli je,
Nie rozkminie tego co ich pcha by przelewać niewinną krew,
On nie zmyje jej, ma ręce brudne jak ściek,
Którym płynie nienawiści potok, śmiercionośny gniew.
Niestety nie usłyszy mnie, nie zrozumie mnie, nie zatrzyma się.
No bo to jest święta wojna wiem, wszystko na opak wiem,
Nawrotny Antychrysta legion.
Z ukrycia szerzą terror ale i tak dostaną wpierdol,
Kiedyś na pewno,
No bo to po naszej stronie: spokój, pokój, dobrobyt i szczęście.
Oni nigdy nie śnią o karabinach. Chcą ich więcej, więcej.
My mamy miłość i wolność, swobodę wyborów
W końcu oni nie wolą kobiety jak u nas psy nie wolą drobnych alfonsów,
Którzy nie wolą swojej kobiety to jest nic bez kitu,
Ale oni zabijają nasze kobiety, kiedy jadą do pracy metrem w godzinach szczytu.
Niby to parę tysięcy kilometrów stąd do Madrytu,
Ale to się może zdarzyć w naszym mieście na naszym chodniku.
Jebać islamistów jeśli to ta sama religia karze zabijać tych,
Którzy czczą tego bez winy przybitego do krzyża,
Eldo siedzisz w Meczecie, pomyśl o swojej kobiecie, matce
I rozejrzyj się, czy któryś Arab nie podłoży Ci bomby na klatce?
Rozejrzyj się dokładnie.
Bo dokładnie teraz wybucha ta bomba.

Bomby nad Warszawą. (x4)

Niestety, niestety na bieżąco muszę poinformować, że zginęło 169 osób a 247 leży w ciężkim stanie w szpitalu. Niestety.

Bomby nad Warszawą zmierzają prosto do Ciebie. (x4)

Przyjdzie ta chwila skończy się zabawa,
Zaczniemy za swoje grzechy odpowiadać,
Przyjdzie ta chwila poznasz smak zemsty,
Każdy z nas przecież jest z tych,
Przyjdzie ta chwila zacznie się piekło dla nas,
Ostatecznie dobro będzie zło karać,
Przyjdzie ta chwila zapłacimy za grzechy,
Bez litości tak jak my kiedyś,
Czarne chmury nad Warszawą,
To zwiastun katastrofy, zagłada miastu grozi,
Najwyższy czas już odliczanie trwa,
Wśród nas nie ma przypadku zła sprawców świata,
Sprawiedliwość weźmie sprawy w swoje ręce,
Wykona wyrok na mnie, Tobie i reszcie,
Bądź pewien, że przyjdzie po Ciebie,
Bądź pewien nie umkniesz przed gniewem.

Zewsząd głosy, że Osama planuje zamach,
Wysadzi metro albo rozjebie nam pałac,
Siedząc w oparach, kolejny joint rozmywa kadry
Warszawa w ogniu jak Nowy York i Madryt,
Szukając prawdy, wybuchła wojna, ktoś się uparł,
Polska musi wejść w dupę Georga Busha,
Coś się zaczyna. Czy czujesz się pewnie?
Nie będzie Multikina albo wysadzą galerię.

Zbieram energię.
Muszę się skupić, by kolejnym numerem skopać im dupy,
Bo tak w sumie ten numer to jeden wielki ładunek,
Rozumiem i mam obawy, że za oknami
Zamiast osiedla zobaczę strefę Gazy,
Wiele złego może się zdarzyć, też bym nie chciał
Przecież tak samo jak Ty korzystam z metra.

Bomby nad Warszawą (x8)

Yo, yo. Nie jest tak źle bo bomby może nie dotrą tu do nas,
Chyba, że nasz nowy prezydent, który tutaj Leper, Leper te helikoptery, które na Mazurach widział może nie dolecą jednak, może nie dolecą. Bądźmy czujni. Bądźmy czujni
w imię hip-hopu, w imię wszystkich płyt, które mają tu powstać. W imię hip-hopu.
Kontrolujcie wszystkich kolerolsów kolorowych. Jak kupujesz kebaba sprawdź czy ten sos to nie jest sos wąglikowy, sprawdź to.
Wszędzie gdzieś się znajdą te wariaty i twardziele
Co nie boją się i biorą wszystkie bloki na piszczele
Gdy wandale znów odpierdalają akcje na przypale
To nie chodzi im bynajmniej wcale o detale
Tak na ostro na hardcorze jak demolka to nie ważne
Czy na dworze, może w barze lub w przedziale
W alkoholowym szale zawsze może dojść do trzody
Lecz kto inny będzie już podliczał wyrządzone szkody
Najpierw poszło z buta no i potem już boruta na całego
Wandal nieraz jeszcze coś rozwali
Jeden z drugim zawsze będą rozrabiali
Najważniejsze żeby ich za rękę nie złapali
Nawet wtedy, kiedy chuje będą się czepiali, oskarżali
To nie znajdą siły na wandali
Nie powstrzyma nikt tej fali niszczącej jak tsunami
Agresywnie, wściekle, bo na nic się nie zdadzą
Groźby, kary porządkowych stróży prawa, interwencje
A więc w tym momencie lacha w konsekwencje, lacha w konsekwencje

Spójrz, kto to robi usłysz, usłysz, kto to opisuje
Czynne oko patrzy, ręka prawdę zapisuje
Dla jednych bandyci a dla innych szuje, chuje
Wyjebane mam na to, mikrofonem dalej szczuję
Polityka mnie truje, ja przy niej nie majstruję
Mam swoje zajęcie, więc czasu nie marnuję
Wiem, kto co robi i kto klimat czuje
Kto się, czym zajmuje, kto po nocach wędruje?
Wiem, o co chodzi, bo puls ulicy czuję
Wiem co to szacunek, bowiem kogoś za coś szanuję
Własnymi słowami, w tym tak operuję
To wszystko nastawione niekoniecznie negatywnie
Więc dobry czas to myślę pozytywnie
Jak coś mnie wkurwia to myślę agresywnie
Wiem to taki stan, który czasem mam, który dobrze znam
Lecz jak będę potrzebował to nie zostanę sam
Bo dzwonów swoich mam, bo dzwonów swoich mam, mam!

Możesz mówić o mnie wandal, przed mikrofonem stoję ja i moja banda
Możesz mówić o mnie wandal, wandal, wandal
Możesz mówić o mnie wandal, przed mikrofonem stoję ja i moja banda
Możesz mówić o mnie wandal, wandal, wandal
Wiedz, że się nie chwalę, Rych od zawsze był wandalem
I to na wysoką skalę, rozpierdolki ma zaprawę
W tym temacie mnie poznacie, to już wiecie, jest hekta
Szybko załącza się rambo bardzo często, nie od święta
Agresor Vendetta, pojeb, człowiek demolka
Sympatyk terroryzmu, u mnie tak to wygląda
Kolejny hotelowy kompakt, wystarczy wódkowy podkład
Łapię wir, niszczyciel Conan, rozpierdalam od środka
Niewinnie wyrwany kontakt, lekki w telewizor kopniak
Z futryn wychodzą drzwi, Ruchu, Dario to spontan
Zakłócenia w percepcji, znowu syf na recepcji
My tak strasznie wygięci, coś rozjebać - to nas kręci
Nie święci w restauracjach, patrz chłopaki potrafią
Żarcie jest podłe, robię rozpiździel
Przestaje być słodki, krążą latające spodki
Talerze, co nie wierzysz, mówię szczerze, destrukcja
Postawa prawidłowa chodź niepożądana w skutkach
Rzecz ludzka zrobić trzodę, wypierdolić wygodę
Jak najwięcej zdemolować, podejście zawodowe
Mam wychlane, no to walę, jestem, byłem, pozostałem
Wandalem, co na wejściu z sekurą ma zadarte
Nie przesrane, bo to oni muszą Rycha ciągle gonić
Czwarte piętro - apartament, kurwa, nie ma co już rozbić
Oni chcą się do drzwi dobyć, barykada, kwadrat, zdobycz
Po moim trupie, pod stopami szkło pęka
Obolała ręka, co kinkiety wyrywa
Z przewodami ze ściany, zasłony, firany
Lecz i karnisz najebany, chciałbym skoczyć na żyrandol
Jak na liany Tarzan, apogeum, konstruktor
Tyle z domu wyniosłem, w domu często było smutno
Nazajutrz bilans strat, podlicz, zrób wyciąg z salda
Czeka stop, przy nas chuj, mówi Ochódzki wariat
Panowie się uciszą albo będzie komisariat
Morda, leżeć mi tam gałgan, Jaro zajeb pana z kibla
Telefonu awaria, ten aparat jest już miazgą
A dlaczego? po prostu, był problem z wyjściem na miasto
Była gruba impreza wspomina rozpalona głowa
Pewnego razu latem przyczepa campingowa
I od nowa jak Molesta ja również robię skandal
Rychu Peja, Tim chaos możesz mówić o mnie wandal

Dobra teraz gdy nikt się nie spodziewa
Trzeba przeprowadzić nieoczekiwany desant
Wszystko zapięte na ostatni guzik
Wszystko gra, gra orkiestra
Następnego dnia szok społeczeństwa
Co to? kto to? skurwysyny
Jedno po drugim przekleństwa
Bezsilność wyrażona słowami, reakcja najczęstsza
Nie masz o tym zielonego pojęcia
Właśnie przeszedłeś przyśpieszony kurs
Cios i unik nie do przyjęcia
Znowu można wyczuć w powietrzu, że coś się szykuje
Typ podąża szybkim krokiem
Na drugiej stronie ulicy baba w oknie obcina
Swoim niezawodnym wzrokiem
Przegapiłaś seans, dziś spokojne życie wiodę jutro może

Możesz mówić o mnie wandal, przed mikrofonem stoję ja i moja banda
Możesz mówić o mnie wandal, wandal, wandal
Możesz mówić o mnie wandal, przed mikrofonem stoję ja i moja banda
Możesz mówić o mnie wandal, wandal, wandal
Dwa!
Dwa razy dwa daje wiesz że
Cztery!
Tyle razy głośniej wypowiedź to
Siedem!
Albo osiem piw wypije krzycząc dziś
Rarararara
Rarararara

[Mes]
2Cztery7 introdukcja
Stasiak, Pjus Mes, funk dowódca
Rozłożymy na cyfry tą brygadę
Taki wybryk robimy dawaj jadę
Najlepsza z muzycznych hybryd rap z funkiem
Mes daj ten bas, olej sample
Żaden come back, zaplątałeś się w datach
Drugi album po mniej niż dwóch latach
Który skanduj ze mną dwukrotnie
Ukaraj, ukaraj tych frajerów za zbrodnię na rapie
Ja zacząłem przez drugi Kodex
Wygrałem stawiali mi podwójną z lodem
Dwie wytwórnie w tej mam alterego
Płaci mi T1 i prezes Walter jego ziom mi buli
Więc siedzę tu w rozpiętej koszuli
Robię funk wiesz, pierdole populizm

Dwa!
Dwa razy dwa daje wiesz że
Cztery!
Tyle razy głośniej wypowiedź to
Siedem!
Albo osiem piw wypije krzycząc dziś
Rarararara
Rarararara

[Pjus]
Gdy cztery lata temu zaczęliśmy swą sagę
Odbiór rapu w mediach był jaki? żaden
Jeszcze parę lat temu były cztery elementy
Rynek je podwoił, myślę tylko o jednym
W roku 04 rap przypominał czwartoligowy futbol
My 4 do setki i 4x4 napęd
Nie masz szczerych intencji to stul hałapę
Mam być 44? ha tylko po co?
Rap wieszcze w Polsce mają tylko słowotok
Poczwórne rymy proste, ha tylko po co?
By trueskulowcy zrobili mi posąg
Wole wsiąść w pociąg, niech jedzie w życie
Mam czego żałować? Może na czwartej płycie
Ej a środek nazwy 2Cztery7
Dostaw literę „u” czytaj razem dla ciebie

Dwa!
Dwa razy dwa daje wiesz że
Cztery!
Tyle razy głośniej wypowiedź to
Siedem!
Albo osiem piw wypije krzycząc dziś
Rarararara
Rarararara

[Stasiak]
Stasiak siedem liter, siedem znaków
2Cztery7 - Funk Dla Smaku
W strachu słuchaj, szukaj tych legend
Niech siedem to będzie dla ciebie knebel
Chcę mieć siedem życzeń, to za połowę
Odbiorę wam chłopcy struny głosowe
Niech stacje radiowe grają ten numer
Masz audio w samochodzie graj ten numer
I uchyl szybę, niech znają moją zwrotkę
I proszą weź to siedem razy głośniej
Niech dotrze tam gdzie leje się ruda
Dopóki nie gaśnie światło w tych klubach
To się uda wyślij siedem smsów
Nasz numer na pierwszym, nie na siódmym miejscu
I wiesz tu musisz się ruszyć wreszcie
Nie stój tak, weź wrzeszcz ten refren

Dwa!
2Czery7
Więc klaśnij w dłonie
Cztery
It's a G Funk Era
Ty znasz to, ty ty ty znasz to
DJ Twister
Siedem
Dwa!
2CzerySiedem
Więc klaśnij w dłonie
It's a G Funk Era
Ty znasz to, ty ty ty znasz to

[Stasiak]
Gorliwie rozpraw się z tym piwem troskliwie
Obchodź się z nim bo możesz potknąć się i
Wypierdolisz się na ryj, cały oblać się tym
Więc lepiej uważaj teraz kiedy ten refren zacznie się
To lepiej odstaw je i wrzeszcz

Dwa!
Dwa razy dwa daje wiesz że
Cztery!
Tyle razy głośniej wypowiedź to
Siedem!
Albo osiem piw wypije krzycząc dziś
Rarararara
Rarararara
Olsen powiedz mi, Olsen powiedz mi
Olsen powiedz mi, Olsen powiedz mi

To tak jak, jak stopa stąpająca po szkle
Krwawi ciągle póki tnie jej spód ostrze
Ostrzę zęby, ostrzeż tępych by
Oszczerstw nie rzucali, niech zamkną gęby
Nadchodzę, zagrożenie, proszę o przebaczenie
Może zmiotę fałsz co oplata ziemię
Rozgrzeszenie jeden Bóg da
Moim schronieniem będzie trumna w kształcie pudła
Udław się Judaszu moim słowem
Nie uderzę toporem, a zetnę twoją głowę
Sowieckie armie stały za swym narodem
Płacili tak marnie, że żywili się głodem
Siali trwogę niby nasi sprzymierzeńcy
A inteligenci lądowali na Syberii
Bo byli zagrożeniem, potencjalnym powstańcem
We mnie drzemie ich cierpienie, te słowo to pancerz
W ciągłej walce jak Koras o życie lepsze (ja)
Pieprzę [?]nieszczęściem karmione
Wierzę w spokój, wierzę w wewnętrzną harmonię
Jeszcze nie dziś, ale kiedyś w pełni ją osiągnę
Na razie ciągle jestem zagrożeniem wielkim
Nie grożę pięścią i nie podnoszę ręki
Tworzę rap szczery jak uśmiech dziecka pięknem
Sam nie wiem może ono też jest zagrożeniem

Spójrz mi prosto w oczy (oczy)
Olsen powiedz mi (mi)
Czym jest twe zagrożenie
Olsen powiedz mi

Jestem nim - zagrożeniem
Strzeż się, bo mam wrażenie
Że nie wiesz co we mnie drzemie
Jestem (czym, no czym?) zagrożeniem

Ej bój się, pruj się i tak zmienię twój pogląd
Pierdolę twój rozgłos, niesie się mych słów pogłos
Odłącz się od źródła, to trudna sprawa
Zagrożeniem, nim jestem, jak wyjęty spod prawa
Wojownik światła, twój lęk to moja karma
Armatnie mięso, twój strach jest przynętą
A znajdę i zniszczę w zarodku zło i kpinę
To tyle, orientuj się na każdym kroku
Spróbuj, zablokuj cios zadany słowem
Nowe pokolenie buntowników rośnie
Wypowie z nich to, co najgorsze i uczynię armią
Warto wpajać dobro dobrym ludziom, warto
Trudno przyswajalne, ale jak mówiłem warte
Trudu, wysiłku, pracy i pokory
Taki boży algorytm, taka prorocza misja
I zjawi się polska iskra w umysłach

Spójrz mi prosto w oczy (oczy)
Olsen powiedz mi (mi)
Czym jest twe zagrożenie
Olsen powiedz mi

Spójrz mi prosto w oczy (oczy)
Olsen powiedz mi (mi)
Czym jest twe zagrożenie
Olsen powiedz mi

Jestem nim - zagrożeniem
Strzeż się, bo mam wrażenie
Że nie wiesz co we mnie drzemie
Jestem (czym, no czym?) zagrożeniem

Jestem nim - zagrożeniem
Strzeż się, bo mam wrażenie
Że nie wiesz co we mnie drzemie
Jestem (czym, no czym?) zagrożeniem
Raz, dwa, trzy ...

Jestem DKA i niosę przekaz,
słyszysz ten bit i masz ciarki na plechach.
To jest Dekada wiesz, że nie przegram,
Wiesz, że od dawna mam swój los w rękach.
Nie musisz klękać, co ? Warto było czekać,
Idź sobie na innych teraz psy wieszać.
To jest ten track co krzepi Twoje rany,
to jest typ co niszczy Ci membrany.
Przecież to ten co nie mieści się nam w bramy,
Niech będzie pop ten irokez zasrany.
Jak mały dzieciak, dałem unieść się emocjom,
że jeden z drugim zajmą się promocją.
Kopali mnie po tyłku, było ich kilku,
Teraz ja kopię ich i wychodzę na prostą.
Jaki to problem, że to co robię jest dobre,
Wstyd Ci się przyznać to faktycznie masz problem.

Ref.
Ja już wygrałem, co miałem wygrać,
Ja już przegrałem, co miałem przegrać.
Muzyce wziąłem, co miałem wyrwać,
i ze spokojem mogę z nią się pożegnać.

Historia jest brutalna, historia się powtarza,
to jak pierwsze paragrafy z elementarza.
Jak to ? - Tak to, nie dziwię się reakcjom,
że stoisz wryty nie wierząc uszom - de facto.
Byłem już to wcześniej, byłem tutaj prędzej,
znałem ludzi język, teraz zrobię to po prostu lepiej.
Pół tej sceny chciałoby tej weny,
chciałoby też, żeby mieli pół tej wiedzy co ja.
Mogę tych kawałków zrobić całe płyty,
byłbyś krytyk cichy [??]
Od rapu do popu gram to po prostu,
Ten bit to monstrum co powstał na Śląsku.
Nie marudź, że "Debiut" to klasyk co wbija,
w 2003 uznali "Debiut" za chuja wart.
Więc czego Ty chcesz od tej muzyki ?
Bo brakuje Ci palców by te CeDeki zliczyć.

Ref.
Ja już wygrałem, co miałem wygrać,
Ja już przegrałem, co miałem przegrać.
Muzyce wziąłem, co miałem wyrwać,
i ze spokojem mogę z nią się pożegnać.
Nic tylko siła…
Nie w żyłach a na tyłach
Nie śpisz przez prestiż
Który chciałbyś mieć
Niestety cieć może tylko chcieć
Wygrażasz bo uważasz się za gościa
Polegasz na znajomościach
Czuję w kościach
Ostra cosa nostra, postrach
Tylko mu się postaw
W ustach jazda do cna mocna
W pięściach mniej owocna
Lecz wiedz że odsiecz uderzy jak miecz
Odbezpiecz co masz
Bo sam nie dasz rady to układy
Silny robi się słaby
Czarny robi się blady
Jak w obliczu zagłady
Jesteś sam a tam z bram
Dziesięciu biegnie tu Uu!
Solo się nie zadowolą
Nie biegną witać chlebem, solą
Raczej ryj ci rozpierdolą
O zasadach nikt nie wspomniał
O napadach było wczoraj telewizorze
A dziś o tej porze na dworze gwiazdorze
Zagrasz główną rolę w tym horrorze
Nic ci nie pomoże, możesz pomyśleć
O pokorze… o doktorze… o mój boże!

Ref.
Dziś zagra ci paragraf 210
I nie pomogą mięśnie
Ćwiczone całą jesień
Jest tylko jedna zasada
- nie obowiązuje żadna zasada
Jedna rada
- biada temu który wpada pod kopyta stada

To jest test kto jest ten de best
Jeden gest, czasem też nawet bez
Bo spojrzenie wystarczy
I pies już warczy
Jeden wróci z tarczą drugi na tarczy
Nie można spasować
Bo trzeba zachować twarz
Ile masz tyle dasz
Zagrasz va bank na bank
Dym i płyn zabrania odpuszczania
- skutecznie!
Zniewaga wymaga wyjaśniania
- ręcznie!
Rozwaga ma laga
Plaga nienawiści
Nie błaga nikt litości
Prości w swej złości
Jak bydło bez duszy
Wyczuje zagrożenie
I… RUSZY!
Instynkt samozachowawczy
Nie ma ofiar są sami oprawcy
Czyli dwóch debili
Poddanych chwili
W niewoli promili
Skończyli być mili
Teraz to tylko kwestia siły
I tu kurwa możesz się grubo pomylić!
Bo jak sam nie może
To pomoże sobie nożem
Więc proszę cię boże
Byś zrobił co możesz
Proszę bym nie padł na nosze
Powalony ciosem przez kosę
Frustracja się szerzy
Strzeż się ulicznych żołnierzy
Którym na niczym nie zależy
Na ulicach jest gnój
Kto nie swój ten jest chuj
Więc nie truj jak jest tu

Ref.
Nie zapomnij skurwysynie
Nie jesteś w kinie
Znajdujesz się w krainie opartej na sile
Tu rządzą świnie a słaby ginie
W tej szarej machinie
Ja o tym pamiętam jak o swojej rodzinie
Mówią, że doświadczenie uczy, więc byłem w ostrej szkole
Uczciwie chociaż chodzą słuchy, że ktoś dał Ja wziąłem
Przywykłem, że przez rap widzą moje życie
Przez swój strach, swoje marzenia o szczycie
Ale wiem, że na koniec Bóg rozliczy moje grzechy
Każdą lubieżną przyjemność, dragi, kobiety
I słucham Nimy co śpiewa, że jeśli umrę
a dusza przepadnie tylko na siebie mogę się gniewać
I mógłbym mówić Ci o bólu, lecz schowam go w kieszeni
Bo sam stwórca mógłby się zarumienić
O owocach zakazanych którym nie sposób odmówić
O nocach z których ciężko było się obudzić
Nie byłbyś w stanie nosić moich spodni głupku
Łatwo się gada, więc pogadaj w studiu
I spróbuj kiedyś przejść się moimi ścieżkami
I spróbuj kiedyś się zmierzyć z moimi zobowiązaniami
Życie może zabić, a Ja chce z beaglem
Bo lubię uśmiech, eviva l'arte chce się bawić

(2x)
Ja i ty każdy z nas czasem wątpi
I zastanawia się czy na pewno dobrze postąpił

Nie naginaj zasad bo szybko możesz się sparzyć
Mówią chodzisz ulicami na które Diabeł już nie patrzy
Kolejny zastrzyk z adrenaliny prosto w serce
To dla ciebie kop żeby żyć jeszcze pełniej
To nie nowość, że od lat żyje na bakier
Że pierdolę reguły które spisał jakiś klakier
Idę i sam zbieram bonusy od życia
Nie czekam na obietnice które są bez pokrycia
Mieszkam w kraju w którym nie ma nic za friko
Te same problemy lecz nie tęsknie za Ameryką
Robie rap, pokazuje moje fuck you światu
Urodziłem się w czerwcu i nienawidzę bliźniaków
Wielu zazdrości ciągle szuka swojej szansy
Głupcy którzy ze mną chcą zamienić się miejscami
Spokojnie, chcesz? To oddam ci swój bagaż
I popatrzę z boku jak szybko się wypierdalasz
Chcą mnie sądzisz mimo, że nie znają faktów
Mówią, że już dawno zaprzedałem swoją duszę diabłu
Wiem, że gdy przyjdzie czas by sądzić właściwie
To stanę przed obliczem i powiem kochałem życie

(2x)
Ja i ty każdy z nas czasem wątpi
I zastanawia się czy na pewno dobrze postąpił

Jeśli nie kumasz reguł obowiązujących w tej szkole
To daj sobie spokój, wystarczy w życiu ci żłobek
Znawcy życia z dvd, wpatrzeni w seriale na MTV
Laski chcą mieć torebkę Elvi
Ja chce ich słów, nie słów z ich metki
Dinozaury w świecie gdzie większość to larwy
Robię gargantuiczne kroki, trendy mijam obok
Bez łokci, hej przygodo, Ty się pocisz

Szyderczy uśmiech gdy na ulicy mnie mijasz
Ja od lat idę prosto a tobą życie ciągle kiwa
Mój rap od dawna płaci moje rachunki
A ty ciągniesz klops od matki, żeby mieć na ruchy
Nie znasz zasad a ciągle chcesz się wtrącać
Szybko padniesz na pysk, nasz świat sprzeda ci gonga
To dla wybranych miejsca nie ma tu żadnych przypadków
Więc odbij na zawsze nie chcemy tu takich lapsów.
Be Zet eM - chłopak , znasz to
Be Te eM - Nasze miasto
Ja to wiem , My to wiemy
eR A Pe – tym żyjemy. x 2

BYTOM słowo z liter pięciu,
Że się tutaj urodziłeś każdego dnia dziękuj
Wielka duma w sercu , ballady rymowane
Bo granice tego miasta bacznie pilnowane.
Dzisiaj o Bytomiu na bicie lecą słowa
Miasto Bytom Górny Śląsk Polska Południowa
Pyski znajome przemierzają ulice
Mieszkasz tu od lat, znasz te wszystkie dzielnice
Jak każde miasto ma swe zagadki , tajemnice
Bardzo dużo wad, lecz ja wad tych nie widzę
Moje tętnice rozsadza krew bytomska
Wie to dobrze każdy ten, który mnie poznał.
Co czuje mówiąc Bytom pojąc nie jesteś w stanie
Bytom jest świata stolica, i jak już pozostanie

AVE !!

To jest moje miasto, które życiem tętni
Wzrok widział tu wiele zła i rzeczy pięknych
Słuch /Wróg słyszał dźwięki tańczącego blokowiska
Gdzie krew to bytomska przystań
Tu jest betonowa lista wypisanych osób
Którzy znaleźli na życie ten właściwy sposób
Na wyjście z chaosu i codziennej rutyny
Budujące się miasto ze wcześniejszej ruiny
I tak kochane bo jest nasze i nie przeszkadza nam w tym
Krztuszący kaszel , nie trzeba nam masek jak Jacksonowi
Bytom moje miasto a tutaj każdy zdrowy
Klub sportowy spełnia swoją role
Tą role spełniają tutaj również kibole
Tym torem podążam wśród ludzi z podziemi
Wywodzących się z bloków i kamienic

Pytasz[?]Gdzie ten Bytom wiesz na Górnym Śląsku
Dumny jestem z tego, że tu mówią po Polsku
Los mnie stąd wyrzuca, a serca każe wracać
Do miejsca w którym pieniądz jakoś wolniej się obraca
Lokalny patriota z tym masz odczynienia
Z dumą patrzę na mój akt urodzenia
Be Te eM to napędza moje serce
Nakręca mnie tak jak krew ofiar – mordercę
Dzięki Bogu że wolne mam ręce
Bo nie trudno tu o grzech- za to ręczę .
Za to ręczę .

BEZIMIENNI Kwiato – ręczę za to.

Be Zet eM - chłopak , znasz to
Be Te eM - Nasze miasto
Ja to wiem , My to wiemy
eR A Pe – tym żyjemy. x 2

………… Bytom – chwila mego odpoczynku
Tu nadal odpadają z bloków kilogramy tynku
Jak masz ochotę na rejon to pilnuj swoje słowa bo wirus po nich krąży ta niebieska Pandora
Rejon to maszyna której jesteś pasażerem , albo siedzisz na pokładzie albo kręcisz karuzele
Czasami turbulencje to przykłady życiowe , ktoś siedzi za kratami albo podcina się nożem
A zatem pytanie samo na usta wpada : Czy rejon tworzą ludzie . czy tylko sama nazwa ?.
Ja stawiam na tych ludzi to kategorie pierwszej i dla was aplikuje rap w te klimaty miejskie.

Niosą OLIMPIJSKI rok z nim do o ciemnych kamienic, bytomskich i wszystkich śląskich dzielnic obalam mity o klątwie nad Bytomiem
Od lat tu żyje – twardo na ziemi stoję
Związany z rejonem – wiesz co jest grane
Znane Twarze miejąca i szyby kopalniane
Wiara w szarych ludzi, szacunek dla hajerów
By ratować innych po omacku brną do celu
Wśród twardych reguł żyje się w biegu
Wszystkiego nie streszczę Ci w kilka sekund
Czas goni bez monotonni biało-czerwoni
Pozdrawiam

Bezimienni ,Dym KNF weź duży wdech to na zło jest dobry lek
Ja to wiem , Ty to wiesz My to wiemy teraz wam dajemy rap bez ściemy
Bytom miasto nasze same znajome twarze uznane za najgorsze a naprawdę jest inaczej
Mamy stadiony , osiedla i boiska a na Kneifeldzie nie brakuje lodowiska
Nalewam do kieliszka, pierdole popeliny i dym robimy przy tym się dobrze bawimy
Dres i kaptur bez graniaka i krawatu POZDRO dla wariatów oraz dla ludzi z klimatu
Nieraz gdzieś wyjeżdżam w dalekie podróże to BYTOM jestem stąd ja i tak tutaj wrócę
I zanucę i zanucę

Tu nie nazwiesz syfem okolic śmietnika ,
wina tu nie Nasza - cóż taka polityka
Dla wielu korzenie nie maja znaczenia
ja jestem solidarny z miejscem urodzenia
Krajobrazy inne niż sprzed kilku laty
Dalej na Wrocławskiej , wielu ludzie dzielą kraty
Stary rejon już na zawsze mym rejonem
Kneilfend mały świat pozostanie moim domem .
Wciąż podtrzymywane to co dała Nam komuna
Chodź jest to przydatne jak pęknięta guma
Nasza śląska gwara mało kto ją kuma
BEZIMIENNI- tego miasta duma.

Be Zet eM - chłopak , znasz to
Be Te eM - Nasze miasto
Ja to wiem , My to wiemy
eR A Pe – tym żyjemy. x 2
W pospiechu ucieklas, by te szczescie dostac
Odpanie Ci reka która na mnie podniosłaś
Mam dluga pamiec, nie licz na spanie,
Nadejde Ciebie w snach, będę meczyl Ciebie stale
Jak duch, Twój który sledzi każdy ruch Twoj,
Modl się o to by Bog Twój, glod Twój
Zaspokoil bol Twój czul jak ja czulem swój,
Tylko Twój Bog to bilon a Mój Bog to Twój wrog
Widzisz pare lat, liczysz, mi wszystko liczysz
Na ciebie nie można liczyc, z czasem się przeliczysz
Niczym nie zaskoczysz mnie, nawet Twój wyczyn,
By podnieść słuchawkę zdrowia porzyczyć, przyczym
Krzyczysz od rzeczy, zycze Ci krzepy, bys sama sobie przebaczyla wszystkie grzechy
Bilon nie slucha i bilon Twoj smierdzi, 6 stop pod ziemia hajs Ci zgnije jak twój przepych

To dla wszystkich kobiet
skrzywdz mnie raz, a szybko sie dowiesz
ze zycie odda i sploniesz

Jestes przykładem, cham chamem pozostanie,
Nie milo jade, ale prawda moim zdaniem,
Wiedz zatem, na te chwile mam ten patent,
Nigdy juz w lustrze swoich lez nie zobacze
Raptem minal czas nasz, czas z rapem zaczac
Niedowiarkom pokazac ze rap moim bratem
Za dlugi czas miałem w glowie bajzel,
Zycie było kpina tylko gowno warte
ale jakims fartem ucieklo to piekło przeszlo
Teraz dragi szczęścia, i to sztuczne piekno ale
Beztroski Zywot możesz wsadzic sobie w dupe
Otworz w koncu oczy zasłonięte innym fiutem,
Wiedz ze przejde przez to przez waskie kleszcze
Na twój widok nawet mój pies ma dreszcze
Wiedz ze droga jest krotka, do zwyklej pogardy
Teraz rap ten gram gdy ty przygryzasz wargi
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo