Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Przepraszam za to wszystko,
za błędy, za bóle, za płacz Twój.
Nie wiem czemu świat odwrócił się od nas,
Daj mi dłoń swą.
Nie chcę tonąć już.
Iskra ta gaśnie, a kiedyś płomień grzał.
Jeje.

R: A teraz muszę odejść daleko stąd,
by zamknąć oczy, odpocząć, zobaczyć mrok.
W chwili skupienia pobyć, by znowu wstać.
Zobaczyć to, co nigdy nie mogłem dać. x2

2. Pomału gaśniesz Ty,
pod ciężarem spraw.
Gdy w ciężkie dni szukamy ciszy w snach.
Gdy jest radość wokół mnóstwo braw,
Gdy nadchodzi ciemność mówimy 'Boże zbaw'.
Raz, dwa, obudź się, no już.
Spraw nam, byś powrócił znów.
Ja mogę liczyć dni, kiedy Ty śpieszysz się
idąc w stronę, która nie dotyczy Cię.
Wiesz, zawróć jest tylko jedna droga
Ja przecież wiem, że tak łatwo się schować.
Przepraszam Cię za te chwile złe,
a teraz Ty proszę przeproś mnie.
Za każdy moment, który uciekł nam,
Za każdą chwilę, która przepadła nam,
Przepraszam Ciebie, przepraszam nas.
W ciszy skupienia przez kilka lat

R: A teraz muszę odejść daleko stąd,
by zamknąć oczy, odpocząć, zobaczyć mrok.
W chwili skupienia pobyć, by znowu wstać.
Zobaczyć to, co nigdy nie mogłem dać. x2
Właśnie, właśnie tak, właśnie tak

[Wojtas]
Listopad trzynasty siedem trzy
Światło życia ujrzałem wtedy
Dzieciństwo normalne jak inne dzieci
Nikt wtedy nie wiedział co we mnie siedzi
Biegałem po podwórku, grałem w piłe
Tak, to były beztroskie chwile
Wrastałem w środowisko, rosłem w siłę
Na tyle by dziś docenić te chwile
Poznałem człowieka, miejscowego króla breaka
Na dyskotekach ten taniec wszystkich urzekał
Miałem 16 lat, nie chciałem dłużej czekać, zwlekać
Zacząłem więc tańczyć breaka
Ulicznego foot stepa ktoś miał na kasetach
Wideo, połamane rytmy ze stereo
Na macie karton nie sali i betonie
Hartowałem w tańcu nogi, dłonie
Break w treningu jak karate kata
Chcesz ćwiczyć, doskonalisz, do tego wracasz
Ktoś poszedł za kraty, ktoś do poprawiacza
Ja dzięki tej fascynacji miałem farta
Popatrz na chłopaków z Brocken Glass 2
Dziś break to światowa inspiracja
Wielu fanatyków jest tego tańca
Bi-boy to rapu jest miecz i tarcza

[Borixon]
To było jak ugryzłem pierwszy życia kęs
Jak wszystko zaczynało już nabierać swój sens
To był początek moich zwycięstw i klęsk
Wtedy poczułem jak smakuje pierwszy ges
Na sobie ciuchy typu odzież tania
Bo tam właśnie kupowałem ubrania
Kilku miesięczny etap w starym białym fiacie
Dwóch łysych, ja i mój łysy przyjaciel
W pewnym okresie klatka stanęła
Wtedy na poważnie pomyślałem, że chce rap
To był w moim życiu bardzo ważny krok
Przyjaźń z Agro Składem, wódka plus zgadnij co

[Zajka]
Zgadnij kiedy, zgadnij jak, proste
Dziewięć jeden zaczynałem rap
Pierwsze moje demo, powracam do tych lat
Trzech małolatów, pierwsza próba rapu
Bez cyfrowych datów, na domowym sprzęcie
Dwie wierze, mikrofon, to zajęcie czasu było
Ten eksperyment stał się moją siłą później
Parę osób w Kielcach to podchwyciło
Właśnie tak stara szkoła ruszyła
Udowodniła, że po Polsku da się
Popatrz na zasięg, zobacz co to dało
Dla mnie dobrze, że tak się stało

Właśnie, właśnie tak
Właśnie, właśnie tak
Właśnie, właśnie tak
Właśnie tak, właśnie tak było

Właśnie, właśnie tak
Właśnie, właśnie tak
Właśnie, właśnie tak
Właśnie tak, właśnie tak było
[x2]
Tylko jeden, jeden kielon wśród nas
Tylko raz musiałbym spojrzeć w twarz
Łyk i wiem w co grasz, dla ciebie aż?

Słyszę jednym uchem, nie nazwę tego klęską
Masz jedno więcej, przysłuchaj się tym wersom
Wystarczy zrozumieć tylko jedną zwrotkę
I choć jeden raz zaliczysz mniej połknięć
Jeden mikrofon, nie, po co ten patos
Jedni go sprzedają by jeździć S-klasą
Nas chciał podzielić się hip-hopu śmiercią
Podzielił się bitem z jednym jego mordercą
To młodzi strzelają, ale mają jedną klamkę
Mają jeden styl, który ma tu jeden WAMkey
Trzy cyfry, to atut jednej grupy
Jedno słowo, masz przy skroni trzy lufy
Tylko raz byłem na kurwach, ta, mogę przysiąc
Tu za jeden koncert na łebka jeden tysiąc
Wystarczy jeden typ, który na kogoś splunął
Wtedy na sali usłyszysz rumor
A ja mam jeden biznes, rozliczam się z tej floty
A ty czujesz się królem, gdy przytniesz jeden złoty?
I z jednego powodu stajesz się jednym z wielu
Co choć po jednym trupie doszli do celu

[x2]
Tylko jeden, jeden kielon wśród nas
Tylko raz musiałbym spojrzeć w twarz
Łyk i wiem w co grasz, dla ciebie aż?

Jedna lufa tu wystarczy byś upadł i czuł
Jak składasz się w pół, uł
Ja po bombie załatwiam seks
Ty płaczesz w słuchawkę dzwoniąc do ex
Po jednej kresce
Wyprzedałbyś wszystkie plotki o swoich ziomkach za bezcen
Więcej niż jedną dekadę wstecz
Jeden ubek by wszedł, powiedziałbyś precz
Powiedziałbyś dobrze, gdzie mam podpisać
I tu jest właśnie między nami różnica
Jeden błąd w sztuce wystarczy
By zejść na manowce psycho rapu jak L.U.C.
Więc primo, wrzucam poprawności mundur
Sekunduj, nie ufaj kundlom typu Duldung
Jeden wers, dłuto dla krytyków
Jeszcze jeden to młot by pozbyli się nawyków
Nie rozumieją, więc chwalą co za farsa
Dla mnie kielon, dla nich opinie Malsa
Widzę jak o podpowiedzi się modlą
Czy to jeszcze nielot, czy już odlot

[x2]
Tylko jeden, jeden kielon wśród nas
Tylko raz musiałbym spojrzeć w twarz
Łyk i wiem w co grasz, dla ciebie aż?

Jedno mi siedzi w głowie
Na jednej lady skupiam wzrok
Choć dużo więcej mogę
To nie chcę wcale jebać
To żadna smycz, czy życie na uwięzi
Lecz podjąłem tę decyzję
Potępić pod werbli rytmy, stóp rytmy
Po jednym byśmy, oj
Byśmy wszyscy myśleli, że to light hip-hop
Jedno życie wyszło i light prysnął
Jedna zwrotka i klepali mnie po plecach
Stasiak, po raz pierwszy coś było nie tak
Po pierwszej płycie szacunek windował
Chcieli z nami grać i pić browar
Po pierwsze piona, po drugie jeden strzał
Dla tych, którzy dobrze życzyli nam

Tylko jeden, jeden kielon wśród nas
Tylko raz musiałbym spojrzeć w twarz
Łyk i wiem w co grasz, dla ciebie aż?
Tylko jeden, jeden kielon wśród nas
Tylko raz, raz
Ta, Hukos na mikrofonie
Jestem ponad tym wszystkim co widzę, jestem ponad tym wszystkim co słyszę
Sprawdź to
Donatan na bicie, proste
Jedziemy z tym
A jak

1. Co niedzielę dzwony biją, wzywają swą sektę
Chcę wpakować kulę, zrobić dziurę w zatrute Toruńskie serce
Sztuką latania gadać bez pruderii o seksie
Choć ten kraj choruje na wtórną bigoterię
Biało- czerwony chochoł nie wybacza sukcesów
Skomlące mordy, hordy pełne epitetów
Paweł wódki skariatyczne, ton alkoholika
Zbieraj chuj na odwyk, w tym jesteś dobry, felietonami do dziennika
Nałóż buty, z tekturową podeszwą
Ostatnia droga, niech ziemia będzie Ci lekką
Jestem ponad tym, za zniewagę płacę dobrem
Robię sztuczny tłum w Twym kondukcie żałobnym
W Białymstoku raperzy, możesz mi wierzyć nie lubią słonecznych dni
Bo w słoneczne dni ich cień nazywa się PiH
Stawiam znicz pod ścianą płaczu wanna be sto
Sztuka latania po bitach więc jestem ponad tym

Ref. Media, politycy, jestem ponad tym
Opinie, krytycy, jestem ponad tym
Ideologie fałszu, jestem ponad tym
Środkowy palec kłamstwu, bo jestem ponad tym

2. Współczesna sztuka, nic z tego gówna nie rozumiem
Ktoś obiera kartofle w galerii, ktoś wiesza na krzyżu chuje
Pióro moją bronią, więc po co mam tracić atrament
Głowa Gorbaczowa, to nie ja dałem tam plamę
Gdyby dano mie szansę rządzenia tym światem zmieniłbym naszą historię
Nasza cecha narodowa, odwieczna walka z wrogiem
Marnujemy talenty, strzelamy perłami gdy otwieramy ogień
Baczyński miał pisać wiersze, a nie ginąć na froncie
Jezus umierał za nas na krzyżu, podeptanie praw człowieka
Mija 2 tysiące lat, i co? Nic się nie zmienia
Pekin próbował zadziwić świat, zrobili krwawe igrzyska
Uśmiechnięta Europa śle pozdrowienia dla Fenicjan
Ja oglądam świat, poprzez dziurę w mej kieszeni
Kto do kurwy nędzy próbuje nam w mówić, że w życiu ważne są tylko dzięgi
I nie będę gadał bragga, opowiadał o skillsach
To sztuka latania po bitach, masz to w moich nawijkach

Ref. Media, politycy, jestem ponad tym
Opinie, krytycy, jestem ponad tym
Ideologie fałszu, jestem ponad tym
Środkowy palec kłamstwu, bo jestem ponad tym
Józek

Jak Molesta, obniżam próg tolerancji
dziś wielu gamoni chce się wbić do naszej branży
nie jeden sapie bo ja zarabiam na rapie
a im często życie wręcza lewy papier
brak pomysłów na to co w życiu robić
jak długo można do biura szlifować chodnik
pan w gajerze płacze nad swoim losem
podły świat go zdusił i podstępnie sprzedał kose
zmęczony wszystkim dalej szuka swojej szansy
bo musi walczyć o te słupki w bilansie
gubi ostrość rozum zawiesza na kołku
a cel chce osiągnąć w najgorszy sposób
my idealiści z własnymi marzeniami
wy roboty systemu często przegrani
to dwa różne światy istniejące obok siebie
więc nie wchodź w ten który nie jest dla Ciebie


Pele

Ty po robocie parkujesz na foksal
jak chcesz zbajerzyć dupę to wrzucasz jej dropsa
ja na ustawkę podjeżdżam osiemnastką
bruda z cola spacer przez miasto
hajs i wolność z takim przybyłeś zamysłem
przegapiłeś moment gdy cie porwał system
i przeklinasz to miasto te ulice
ja na tych ulicach co roku palę znicze

Włodi

Ty inaczej rozumiesz słowo sukces
sypiesz dziwkom kreski na lustrze
dzielisz to kartą najlepszą z kilku
a one chwalą twój garnitur co
jestem pewien to jest nasze miejsce
gonię marzenia i zaniedbuję resztę
nagiąć umysł dać z siebie jak najwięcej
nagrać rap wziąść córke na ręce

Eldo

Czujesz to pod skórą na wyczucie
co jest rapem a co pop kulturą
mylisz się jeśli myślisz że nie wiem oczym mówie
to delikatne temat kto powiela schemat a kto coś umie
pan ładny na bankiecie w towarzystwie
takich jak on chałturników z nazwiskiem
nie w takich miejscach mieszka kreatywność
jednak era to z krzykiem stamtąd dawno uciekła
my łobuziaki którym Bóg dał wrażliwość
wy oportuniści którym los dał możliwość
nie każdy pomysł na siebie jest mądry
nie każdy rap który się sprzedał jest dobry
skumaj muzyka miasta w jego światłach dojrzewa
bez świateł mediów i tak wielu ją wybiera
o własnych siłach zaczynaliśmy od zera
przystaw ucho do ulicy usłyszysz nas jeszcze nie raz
Bum! Wasze zdrowie, mazel tov
Bit bardziej wymuskany niż David Hasselhoff
I to szpadyzornia wszyscy hände hoch
Dziś lądujemy na twoim Bahnhof
Jak Khalidov walę cios między oczy
Wale jak kilof, skurwielu sprawdź moje Stilo
Wokół Babilon, jeden kula banknot a inny bilon
Jeden żeni gram ziom a inny kilo
Muzyka, ciągle gram ją, chuj w ryj debilom
Jeden na milion, siemanko jadę z homilią
Dziwne przygody miewam jak Stitch i Lilo
Walczę jak godzilla z mechagodzillą
Żyję chwilą, daleko za ósmą milą
Przegrywałem rap na kasety stilon, kiedyś
Polski odlschool dziś mam rap swój na włosku
Wnioskuj Gural rapuje po Polsku
Fuck you wychodzę po angielsku
Gadam po zielsku, szmugluje rym po sąsiedzku, uuu ziomeczku
Zostawię to w spadku mojemu dziecku
W spadku mojemu dziecku

Dźwięk poza kontrolą, whisky z colą,
DGE, PDG technikolot
Lecę kurwa jak Szeregowiec Dolot
I niech się wszyscy pierdolą
Ponoć, ludzie tego chcą, ludzie tego pragną,
Ponoć ludzie kochają bagno
Gówno mnie obchodzi czego chcą ludzie
Do tego gdzie jesteśmy doszliśmy w wielkim trudzie
W pocie czoła, rycząc w różnych zespołach
Słysząc o różnych pierdołach
O różnych recenzjach, zdaniach i opiniach
natura świni jest taka, że kwiczy świnia
Weź rozkminiaj tak jak chcesz ten tekst
Gówno mnie obchodzi jaki skleisz kontekst
Kodex IV gram pierdolę modę, mam metodę
Słabi MC wciąż leją wodę
Rapu kadet wciąż mam jedną zasadę
Chcesz, czy nie chcesz musisz dawać radę
Widziałem niejedną swatę, niejedną zdradę
Nie podążam za stadem przenigdy
I w wasze konflikty wbijam chuja
Robię rap który buja (co?)
Robię rap który buja (co?)
Robię rap który buja

Mówią panie Szpadyzorze, jak pan tak może
Najechałem Podkarpackie i Pomorze
Najechałem Zachodniopomorskie
Warmińsko-mazurskie, Podlaskie i Dolnośląskie
Lubuskie i Wielkopolskie
Łódzkie, Świętokrzyskie, Opolskie i Małopolskie
Lubelskie, Mazurskie, Kujawsko-pomorskie i wielokrotnie Śląskie
Dzięki muzyce, dzięki niebu,
Dzięki temu w całej Polsce mam po kilku kolegów
Podróżuję bez stresu i bez gniewu
Wciąż odwiedzam tych szesnaście województw
Do tych maniaków kieruje te słowa znów
robię wuuf jak K.A.S.T.A. 3W wjeżdża luz
GRU plus parę osób ze mną jak anioł stróż
lepiej widoczni to jedność
mama mówi synu pożałujesz, że z ludzi drwisz
czujesz, mówi non-stop rapujesz
imprezujesz, nigdy cię w domu nie ma
mamo ja z innej perspektywy patrzę na ten melanż
ziomy mówią szybki hajs, dobry hajs
lubią dziwki i koks, melanż trwa
nie idą spać gdy inni siedzą w domu
Box-box siemasz ziomuś 5 rano powrót
i nie malują, też robiłem kreski kiedyś
dziś ci niebiescy ich szczują za tagi wierz mi
miasto nie śpi, pluje jadem, cierpi
tapla się we krwi daje mi te teksty

[x2]
Ziom to ten ostatni bastion
Cyka miasto, schron, weŹ to i sprawdŹ
Bo to czysty hardcore, brudne ulice
Jak całe państwo dlatego krzyczę

Szybki wyjazd jak drugi mach świat wiruje
rap z fury dymi Fiat pali gumy brat to mój skład
ciężkie powieki kiwam głową
to są nocne fety mija obraz gdzieś obok
blask latarni głaszcze dach
w deszczu potok kod matrixa na szybach jak krwotok
wpadam głęboko a ze mną oni
to my armatnie mięso tego miasta Sodomy
ja gram ten hardcore chcesz to się zmierz z nim
daję ci paszport do świata tej gry
zły, wściekły, wręcz wkurwiony
to ten polski styl tylko pomyśl

[x4]
Ziom to ten ostatni bastion
Cyka miasto, schron, weŹ to i sprawdŹ
Bo to czysty hardcore, brudne ulice
Jak całe państwo dlatego krzyczę
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Od ludzi brawa, ich uściśnięta graba
Życiowa zaprawa, która trwała całe lata
Niejednego brata spotkałem w tych klimatach
Niejednego brona, jabola i batata
Niejednego drina wychlał Rych gdy latał
Szukając sposobności by żyć godnie, się nie złościć
Wy*****ić słabości, użalanie się nad losem
Los człowieczy herosem, byłem wtedy w okolicy
Jak wszyscy nędznicy, nikt tu nie szukał przyczyn
Czemu my? czemu za nas innym wstyd?
Taki Jeżycki byt, wciąż kredyt, potrzeby
Kroki ostrożne żeby nie zaliczyć gleby
Innym razem szybkie susy niczym strzała z kuszy
To przypał, czas ruszyć przed siebie, walka o życie
To jest wojna jak w Belfast albo bomby w Madrycie
Modląc się o lepsze życie, bycie lepszym człowiekiem
Dorastałem, a z wiekiem rozwinąłem swój fach
Czy to talent czy traf? jeden mach, pod bramą rap
Jest klawo, klawo - *****ysyny biją brawo
Ten co robi to dla was i dla własnej świadomości
Że czuje się potrzebny przyjmij to do wiadomości
Nasz start od zera, początki bywają trudne
997 niech psa chowają w trumnie
Wciąż dumnie nie durnie, w bandanach obskurnie
Po bramach, znów *****iel, na kartce tekst notuję
Wszyscy to *****e jeśli nie słuchają rapu
Inaczej niż dzisiaj, wczoraj nie było łatwo

Niech oficjalne media biją non-stop *****om brawo
A ja będę się cieszył nadal swą uliczną sławą
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Od ludzi brawa, ich uściśnięta graba

Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Od ludzi brawa, ich uściśnięta graba

Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława

Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, tak

Dziś to teraŹniejszość, raperów jest tu większość
Znaczna część to pozerstwo, brak finezji, talentu
Z manierą konfidentów obgadują za plecami
Zamiast konsekwentnie się odznaczyć wynikami
Nagradza je ulica, to ludzie z krwi i kości
A nie hołota z branży, to nagroda publiczności
Prawdziwa, nie od święta, w *****u mam konsumenta
Masowego odbiorcę, dla nich ta puenta
Nie popełnię błędu, śpię spokojnie, patrzę w lustro
Ludzie niech chichoczą na mój widok, choć ochoczo
Podbijają by zagaić, nikt z was mnie nie obraził
Żaden z was mnie nie zranił, bez sensu za mną łaził
I to jest dla mnie sygnał, że się nie należy wstydzić
Za własne poczynania siebie samego brzydzić
Szczerość w dalszym chlubię, to lubię klubowicze
Jest impra - krzyczę - SLU ponad życie!
Już do końca tak będzie z nami, poryte dekle
Wykolejone asy, k*****ie przebiegłe
Bez was to wszystko jest pozbawione sensu
Nie chcemy fame'u, masowego protestu
Chcę logicznego tekstu z muzyką kontekstu
Masy nowych wersów w formie manifestu
Na osiedlu co krok, prawie co drugi blok
Nadaje nasze tracki, to miłe chłopaki
Dzięki za wsparcie, ***** radiowe stacje
Co kreują uparcie tandetę, którą w żartach
Zanucisz z kumplami i wtedy będzie śmiesznie
Syf na *****owych bitach, ta, zwyczajne brednie
A więc *****ć te komedie, my dla ulic odwiecznie
Dla prawdziwych ludzi, bo tutaj nasze miejsce
To nasza muzyka co wypełnia ludzkie serce
Dla ulic odwiecznie, bo tutaj nasze miejsce

Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława

Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak

Niech oficjalne media biją non-stop *****om brawo
A ja będę się cieszył nadal swą uliczną sławą
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Od ludzi brawa, ich uściśnięta graba

Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Od ludzi brawa, ich uściśnięta graba

Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak, uliczna sława
Uliczna sława, która dumą mnie napawa
Uliczna sława, tak...
Znam treść waszych snów
Za parę słów, brać parę stów
Za karę znów, zakałę mózg
Które tak kocham
Za te lochach w podziemiach
Wasza domena to denar
Powietrza w płuca nabieram

I napieram zabierać tym co przy sterach za zera
Prorokami nazywani, prawami obwarowani do granic
A nas to rani, bo my już styrani od tyrani drani tych piranii za sterami, czaisz?

To są wasze prawa, wasz hajs, wasz świat, wasza ziemia
Koniec pierdolenia, krótko i na temat
To jest moje życie, mój czas, moja walka i marzenia
Koniec pierdolenia, krótko i na temat
To są wasze prawa, wasz hajs, wasz świat, wasza ziemia
Koniec pierdolenia, krótko i na temat
To jest moje życie, mój czas, moja walka i marzenia
Koniec pierdolenia, krótko i na temat

Po raz ostatni nastaw dłonie po hajs z mas skarbonek
Bo wasz nastał koniec i was jak nascar gonię
I sny o koronie tak jak Szachtar Donieck
To fałszu maska płonie jak Ali Agca zrobię
Dla was papieżem i Bogiem są papierowi królowie
Autostradą do raju skrają do haju się pchają oszuści, ta
Przy tym nas mają za kundli,
Wezmę butelki, kamienie tak jak radzili mi Cool kids
I zatańczę na ich grobach jakbym usłyszał full clip, ta
To idzie do was kurwy
Znad krawędzi pocztówki, z tego Hukos jest dumny

To są wasze prawa, wasz hajs, wasz świat, wasza ziemia
Koniec pierdolenia, krótko i na temat
To jest moje życie, mój czas, moja walka i marzenia
Koniec pierdolenia, krótko i na temat
To są wasze prawa, wasz hajs, wasz świat, wasza ziemia
Koniec pierdolenia, krótko i na temat
To jest moje życie, mój czas, moja walka i marzenia
Koniec pierdolenia, krótko i na temat
To są wasze prawa, wasz hajs, wasz świat, wasza ziemia
Koniec pierdolenia, krótko i na temat
To jest moje życie, mój czas, moja walka i marzenia
Koniec pierdolenia, krótko i na temat
Tysiące słów i możliwości w tobie
Jeśli masz dwie ręce, wykorzystaj obie
Bez-imienni wszyscy młodzi prości
Zrobimy, co chcemy, bo mamy możliwości
Żeby w tym burdelu, nie stracić godności
Iść po całości bez, ubytku na wartości

To wcale nie jest prawdą, że, niema innej drogi
Są tysiące możliwości, choć wysokie mają progi
Swoją szansę chwytaj, bierz i się nie pytaj
Nie za wszelką cenę, bo nie wszystko ma swą cenę
Wszystkie me sukcesy osiągnąłem walką
Wybieram Bezimienni, za to z dobrą marką
Możliwości różne, opcja tworzy opcje
Zgodnie z tą maksymą, nic, co ludzkie nie jest mi obce
Zagubieni w tłumie, swoich szans nie dostrzegamy
Rozglądaj się uważnie, by skończyć swoje plany
Walczę mimo wszystko, wiem, że mogę wszystko
Na wyciągnięcie ręki, czyli bardzo blisko
I uważam jak tańczę, bo rzeczywiście bywa ślisko
Chwytam swojej szansy, by nie upaść bardzo nisko
Spójrz dokładnie, ile możliwości wokół mnie jest tu ciągle spokój
Nie jest takie trudne wykonane kroku
Weź to do serca i zaufaj takim jak ty
Iż samo nie przychodzi, to nie brednie, to są fakty

Tysiące słów i możliwości w tobie
Jeśli masz dwie ręce wykorzystaj obie
Bez-imienni wszyscy młodzi prości
Zrobimy, co chcemy, bo mamy możliwości
Żeby w tym burdelu nie stracić godności
Iść po całości bez ubytku na wartości

To nie z serii bajer tysiąca i jednej nocy
Możliwości tysiąc i rap, który jednoczy
Tych, którym lipa, nieraz patrzy w oczy
Los najchętniej by cię stoczył, zepchnął do uboczy
Lecz na tym się nie kończy, młody jesteś, gdzie tam finał
Chwytaj z bratem flachę, i toast o mur rozbijaj
Tandeta to w Chinach, u nas konkret działaj
Tak długo jak wała, jutro z rana z Tobą wstała
Nie masz się co poddawać
Zyska tylko ten który o swoje się stara
[Na łódkę koniec świata]?
Nie chce ci przedstawiać lecz jedna skromna rada
Swoich błędów nie powtarzaj bo to błędne koło
Spróbuj w końcu pojąć że w żalu łatwo jest utonąć
Twardo na nogach stojąc znajdziesz możliwość niejedną
Tyle dróg ile ludzi to jest sprawą pewną
Zamuleńców pewną mukę biegną
Inni prywatne piekło zamienili w codzienność
Godząc się na chłostę a lepiej wstać na nogi
Uwierz bardziej proste
Czasem krok w przód to naprawdę wielki postęp
Miki bezimienni siebie zawsze pewni
Rap naszą drogą tak jak my po swoje sięgli
MDM to wie bierze się co chce
Dobra halba antybiotyk na wszystkie kłopoty
Masz możliwości tysiąc więc bierz się do roboty
Bierz się do roboty rap gra bierz się do roboty

Tysiące słów i możliwości w tobie
Jeśli masz dwie ręce wykorzystaj obie
Bez-imienni wszyscy młodzi prości
Zrobimy co chcemy bo mamy możliwości
Żeby w tym burdelu nie stracić godności
Iść po całości bez ubytku na wartości
834 . To w tych drzwiach, których już nie otworzysz ....

Kiedyś my szczyle na boisku, trening i piłka
i nie pamiętam jak każdy z nas ją zmienił na DillPag.
Dziś powinno mi być tylko przykro bo
moje dzieciństwo wiesz jakby szybko znikło to.
Ja nie śpiewam tu "Gdzie się podziała prywatka",
lecz wspominam głośny brzdęk rywala na klatkach.
Z kumplami wtedy się paliło i chlało,
dziś się okazało ,ze dla niektórych to było za mało.
Popłynęli, do jointów doszła kreska
i lecieli ziomy, mówiłeś: skończ z tym, przestań..
Niektórzy skończyli, ale ze szkołą.
Co drudzy mówili: Ja tylko palę to zioło.
Stale i w kółko 'gdzie jest to stare podwórko?'
Dzisiaj wolny czas to balet, a balet to kółko.
Ta wersja wspomnienia, spala nam czas jak feniks.
Dużo czasu minęło, każdy z nas się zmienił.

Myślę o tym teraz jak pisze te słowa,
chcę przed klepsydrą na tym bicie się schować.
Ten czas nasze młode lata w popiół obrócił .
Z roku na rok mi bardziej szkoda, bo to już nie wróci. [ x2 ]

Jednym z problemów zaczęły mieć wtedy pieniądze.
Robiłem je na osiedlu przez 4 miesiące,
krótko , lecz miałem hajsu nieco na bal.
Udowodniłem sobie też , że suki lecą na szmal.
Miałem trochę szczęścia, jak mój ziom,
bo jego to sypnął jebany frajer, co nie od tego to łyknął.
W tym miejscu przytoczę stare pojęcie, ze kurwa
"Frajer na zawsze , frajerem będzie" .
U niektórych jeszcze leci ta flota na świndlu.
Życzę im tego samego co Małolat na singlu.
Dla psów każdy na pierwszy rzut oka jest winny.
wiem o tym od dziecka, mieszkałem w blokach, nie w willi.
Do drzwi tamtych czasów znikła ta klamka,
gdzie do szczęścia starczyła tylko piłka i bramka.
Tamte wspomnienia spala nam czas jak feniks,
dużo czasu minęło, każdy z nas się zmienił.

Ten czas już nie wróci....

Myślę o tym teraz jak pisze te słowa,
chcę przed klepsydrą na tym bicie się schować.
Ten czas nasze młode lata w popiół obrócił .
Z roku na rok mi bardziej szkoda, bo to już nie wróci. [ x2 ]
Dzień znaczy rym znaczy szesnaście wersów
tekst zaczym płyn nie jasnych koneksów
skonektuj pream prampa mixer wejście
strzela jak na imsze spięcie teraz nastaw
system bejbe tak działa werbel tak stopa
tak haj hed to Europa walce o pokoju fajke
fajtem muzyka rym giga bajtem
pozdrawiam brygad wiele to biba daj te
biba i lampke kiwa sie sampler zanim pokrywa spadnie
okrywam twarde

Ref. Czy jest tu ŁDZ ? (my mamy głos my mamy broń)
Czy jestu tu Wrocław?(my mamy głos my mamy broń)
Czy jest tu Szczecin?(my mamy głos my mamy broń)
Czy jest tu WWA?(my mamy głos my mamy broń)
Czy jest tu Kraków?(my mamy głos my mamy broń)
Czy jest tu Poznań ?(my mamy głos my mamy broń)
Czy jest tu Trój Miasto?(my mamy głos my mamy broń)
Czy są tu Katowice? (my mamy głos my mamy broń)

Oddał bym życie za hip-hop za flow i jego styl bo
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo