Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Posłuchaj synu, tato ci opowie, jak na Jackowie stawiał pierwsze kroki
Pulaski-Milwaukee, dolar na farta, stare adidasy i kurtka wytarta
W portfelu magiczna "zielona karta" bez języka naprawdę niewiele warta
Oto Ameryka, droga otwarta, gazeta w łapie, na pracę polowanie,
Wynajęte tanie byle jakie mieszkanie, kakrocie na ścianie, za nią Meksykanie,
Głośne stękanie, noce nieprzespane, telefony do domu godziny przegadane,
listy i zdjęcia, oczy zapłakane, trudne pytania ciągle te same - jak mi tu jest, wrócę czy zostanę...

Nie zapomnij, skąd tutaj przybyłem,
nie zapomnij, gdzie się urodziłem,
bo w pamięci jest siła zaklęta,
więc pamiętaj synu mój...

Posłuchaj synu, tato ci opowie, jak na Jackowie stawiał pierwsze kroki
Belmont-Milwaukee okolica znana, na stacji Shella płaczu ściana, prawd,
każdego rana objawienia pora zbawiciela-kontraktora.
Wysoko na dachu robota fatalna, u rodaka zwykle stawka minimalna
Brutalna nauka w nowej życia szkole, bumy na ławkach utytłane w smole
Z naklejkami "made in Poland" na czole, żałosne realia i smutne spojrzenia sprzątaczek wysiadających z vana.
Wiedziałem, za darmo nic tu nie ma.
Trudne pytania, ciągle te same - wrócę czy zostanę...

Nie zapomnij, skąd tutaj przybyłem,
nie zapomnij, gdzie się urodziłem,
bo w pamięci jest siła zaklęta,
więc pamiętaj synu mój...
O kolorach białym i czerwonym,
o symbolach orła i korony,
bo w pamięci jest siła zaklęta,
więc pamiętaj synu mój..

Posłuchaj synu, tato ci opowie, jak na Jackowie stawiał pierwsze kroki
Diversey-Milwaukee, pojedynki gangów, na murach graffiti w polonijnym slangu dragi na ulicy,
wiara naćpana, oto Ameryka jak namalowana.
Z rana w niedzielę do Boga polskiego, do świętego Jacka patrona naszego.
Smutne urodziny i samotne święta, długie rozmyślania tęsknota przeklęta,
Listy z domu pytania te same - wrócę czy zostanę (zostanę)

Nie zapomnij, skąd tutaj przybyłem,
nie zapomnij, gdzie się urodziłem,
bo w pamięci jest siła zaklęta,
więc pamiętaj synu mój...
O kolorach białym i czerwonym,
o symbolach orła i korony,
bo w pamięci jest siła zaklęta,
więc pamiętaj synu mój..
Karramba feat. Azja

Pieniądze, kasa, mamona, sałata
kocham cię, za tobą nie widzę świata
pragnę cię bardziej niż słodkiego kociaka
w gorącym bikini na wysokich obcasach
Uwielbiam twój świeżo brzoskwiniowy zapach
Na koniec świata za tobą na czworakach pobiegnę
Będę się czołgał w deszczu i błocie
O ciebie i dla ciebie każdą walkę stoczę
od tyłu zaskoczę, proces wytoczę
za tobą wszędzie z moim gnatem wkroczę
Bo tylko ty dajesz mi satysfakcję
Fizyczną i psychiczną relaksację
władzę i siłę, seksualne fascynacje
Tylko z tobą przeżywam życiowe atrakcje
Ty jesteś moim największym pragnieniem
Najlepszą kochanką i przyjacielem.

Wszyscy bardzo kochają cię gdy stan kasy zgadza się
Lecz gdy jej nie ma znikają, a ty idziesz w cień.
Wczoraj z twojej ręki jak psy zjadali, pili
A dziś o tobie nie pamiętają.

Pojawiam się w knajpie gdzie zawsze pijam piwo
Spragniony po imprezie jak suche warzywo
twarze znajome, nikt nie patrzy się krzywo
Widzę, że chłopkom kończy się paliwo
Dziesięć razy piwo - krzyczę do laski za barem
Działkuję się browarem i zielonym towarem
Impreza się kręci, stawiam wszystkim dużą banię
Telefon, zamawiam śliczne panie
Jedzcie i pijcie za wszystko ja płacę
KaRRamBa jest ok, nasz najlepszy przyjaciel
Impreza do rana, później stawiam wszystkim taxi
Przy moim stoliku siadają dwie niezłe laski
Zabierz nas do siebie, do sypialni namiętności
Mamy totalną ochotę na lekcję miłości
Stary, wszyscy cię kochają jak świętego Mikołaja
Kiedy zgadza się kasa.

Wszyscy bardzo kochają cię gdy stan kasy zgadza się
Lecz gdy jej nie ma znikają, a ty idziesz w cień.
Wczoraj z twojej ręki jak psy zjadali, pili
A dziś o tobie nie pamiętają.

Dużymi banknotami napełniam koperty
I zawijam się na miasto żeby rozdać prezenty
Każdy jest szczęśliwy i każdy uśmiechnięty
Pojawiam się znienacka jak Mikołaj Święty
Pierwsza koperta belfrowi za maturę
Mam legalne białko a on ma nową furę
Druga koperta a w niej papierów koło
Niezdolny do służby, generałów nie biorą
Stary, trzecia koperta i mam legal prawo jazdy
Czwarta dla celników by mieć czyste przejazdy
Piąta dla lekarzy, tak na wszelki wypadek
Szósta dla sędziego gdyby znalazł się świadek
Siódma dla policji, a ósma koperta
Jest dla księdza proboszcza żeby o mnie pamiętał
Gdy będę w tunelu by zapalił mi światło
Dołożę dziewiątą żeby nigdy nie zgasło.

Wszyscy bardzo kochają cię gdy stan kasy zgadza się
Lecz gdy jej nie ma znikają, a ty idziesz w cień.
Wczoraj z twojej ręki jak psy zjadali, pili
A dziś o tobie nie pamiętają.

Kiedy zgadza się kasa wiem, że wszyscy mnie kochacie
Jak grzeczne pieski z mojej ręki zjadacie
Machacie waszymi fałszywymi ogonami
Lecz nieładnie szczekacie za moimi plecami
Kiedy stan mojej kasy obniża się do zera
Wtedy każdy miły piesek zmienia się w bulteriera
I szczerzy swe kły, rzuca się do ataku

Wszyscy bardzo kochają cię gdy stan kasy zgadza się
Lecz gdy jej nie ma znikają, a ty idziesz w cień.
Wczoraj z twojej ręki jak psy zjadali, pili
A dziś o tobie nie pamiętają.
Niektórzy są przegrani zanim zdąrzą się urodzić
Za nich wybrał rodzic patologia rodzin zawsze szkodzi
Zawsze godzi w start psychikę
Ile wart jest sam wierzy że tyle co rodzice i wypala się jak znicze
Gdybyś tak w tym ogniu zahartował się i podniósł byłbyś mocny
Przekraczając próg nadzieji który był dla innych niewidoczny
Idąc w głąb prąd sam już Cię porywa stąd i niesie
Całkiem naturalny przesiew pięciu pada jeden pnie się
To gdzie się znajdujesz ma znaczenie ja dziękuje
Przeznaczenie było dobre szczodre w doświadczenia
Skąpe w posiadane mienia do trafienia wystarczyła chęć i wybór
Powstałem by walczyć a nie obserwować z trybun
Bez siły nie ma zrywu nie wiem po co się osłabiasz
Najlepszym wzmocnieniem jest to czego się obawiasz
To sprawia że działasz nas na nogi stawia hałas

Ref:
Niektórzy co na Ziemi są mogą ruszyć dupę żeby złapać pion
Jeśli tylko chcą złapać pion

To do tych co złoty mogli by mieć los zamiast tego mają post
Las trosk pas mówią koszt jest za duży lany wosk nie wywróż Ci
Że kłos jest do Ciebie byś go zerwał zamiast iść to Ty przerwa
To nie jest rezerwa tutaj nikt o Ciebie nie dba i nie chroni
Już go zerwał ten co Cie przegonił
Może jutro będzie po nim może po mnie przytomnie wkoło mnie
Zchodzące na psy piepszą plon mają dom a ich pion to są tabsy,
Lecą bo wtedy nie widzą że leżą fecą nie wierzą że bredzą są straceni
Jak Ty dla nich nic nie zmienisz Kris
Nim się wpienisz spójrz na krzyż wejdź na niego i tam wiś
Jeśli śpisz jutro będziesz miał tak jak dziś czyli gówno to wszystko
Piękna jak te z okładek gazet
Niewinna choć wie że dzięki urodzie da rade
Skromna na zewnątrz w środku armani i chanel
Masz czułość i kłamstwa serialowy baranie
Metamorfoza krótki seans zdychania
Metka z firmowych salonów szafa cała w ubraniach
Długie kręte rzęsy i spojrzenie jak modelka
Opalone zgrane nogi wiecznie wyciągnięta ręka
Bardzo odważne kreacje seksualne musicale
Nowy telefon od Gacha siemasz co u niego słychać
Delikatny makijaż strój podkreślający kształty
Nowe wcielenie aniołka w dobrym guście ma żarty
Autobusem nie jeździ pieszo zdzierają się buty
Jak podjedziesz dobrym wózkiem może wtedy da ci dupy
Znasz ten typ dobrze bo to dla nich są te brawa
Jak idą przez miasto tyłki oglądać w wystawach
W jej kalendarzu trudno o wolną chwilę
Rubryki bogaci biedni frajerzy debile
Wiadomo chłopak chciałbyś w pierwszej sie załapać
Parę razy zapłacisz później masz czas żeby płakać
Są pod każda postacią to zależy na co trafisz
Tak naprawdę jesteś po to żeby za tą kurwę płacić

Wyjebałbym cię ale szkoda mi na to czasu
Nie wyrwę cię moim kosztem z impasu
Ej obudź się w jakim świecie ty żyjesz
Zamiast cukru do kawy ty wsypujesz cilest x2

szukasz księcia z bajki co ma miliony na koncie
oddasz mu się cała no bo tak kochasz pieniądze
Noce gorące pierwszy krok w życiowych planach
Odkładaj na starość bo kiedyś zostaniesz sama
Femme fatale w klubie w najlepszych ciuchach
Ciekawe co zrobisz kiedy urośnie ci dupa
Jedna suka druga suka trzecia suka
Słuchaj suko takich jak ty to nie szukam
Ciepły kąt łóżko pod oknem fotel
Śnią się złote góry kiedy dojeżdżasz na hotel
Szampan w kieliszkach całe ciało zlane potem
Uśmiech masz na twarzy bo masz dzianego idiotę
Sponsor na rok na dwa potem następny
Bezcelowa z klubu która uwielbia prezenty
Historia pozbawiona jakiejkolwiek puenty
Kapeć to kapeć a ja nie jestem pierdolnięty
Normalne porządne dziewczyny dla was szacunek
Ładna dupa to nie wszystko dbaj o swój wizerunek
Normalne porządne dziewczyny dla was szacunek
Ładna dupa to nie wszystko dbaj o swój wizerunek)

Wyjebałbym cię ale szkoda mi na to czasu
Nie wyrwę cię moim kosztem z impasu
Ej obudź się w jakim świecie ty żyjesz
Zamiast cukru do kawy ty wsypujesz cilest x4
Dlaczego siedzisz do północy znów mały?
Dlaczego męczysz oczy i otwierasz wszystkie rany?
Ciemną nocą, to jakaś autoagresja.
Nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty.

Dlaczego siedzisz do północy mały znów?
Dlaczego męczysz oczy i pozbawiasz siebie snu?
Barter z czasem, krwiobieg z kwasem, sól w każdej ranie,
A nad ranem ledwo czujesz puls.
Ej, dlaczego znowu gapisz się w okno?
Czy ktoś ma przyjść, na kogoś czekasz tą nocą?
Ty, jakie nadzieje lokujesz w tym świecie, po co?
Utracisz dni na marzenia w ciągłej walce o coś.
Kolejny wieczór, taniec w objęciach fantomów.
Z kulą u nogi, barykadą w drzwiach domu.
Pokusy słabym każą być byle jakim,
Mieć byle co, byle było, na kacu spędzać poranki.
Szukam znaczenia, wiesz, świat już śpi,
A ja nie kłamię sam przed sobą, że odnajdzie się dziś.
Być w pełni, sen to nie odpowiedź, wyjść gorzej,
Do pustej szklanki przy barze spowiedź.

Dlaczego siedzisz do północy znów mały?
Dlaczego męczysz oczy i otwierasz wszystkie rany?
Ciemną nocą, to jakaś autoagresja.
Nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty,
Przestań!

Ej, dlaczego znów mnie pytasz o motywy?
Jesteś tu od zawsze, powinieneś przestać się dziwić.
Dawno. Dzień wstanie, ja nawet się nie położę,
Warto, a dla Ciebie kiedyś wymyślę jakąś odpowiedź, bratku.
Moje życie, wady, twoje pretensje,
Moje wybory, winy, moje konsekwencje.
Człowiek by z tej chwili wyssać esencję,
Wiele zrobię, zrobię wszystko, zrobię jeszcze więcej.
Od zawsze słucham Twojej naiwności,
Z boku patrzę, jak o kolejne ściany łamiesz kości.
Małe dziecko słońca, żyjesz jak sowa,
Nocami pod zasłoną utkaną z gwiazd się chowasz.
Wielka głowa - pusty zakuty łeb, żelazo,
Mam Cię dość, raz Cię strzelić to za mało.
Parias, spać Ty sam idź,
Wiem, można zmusić się do snu lecz nie dziś.

Dlaczego siedzisz do północy znów mały?
Dlaczego męczysz oczy i otwierasz wszystkie rany?
Ciemną nocą, to jakaś autoagresja.
Nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty,
Przestań!
Odrzucam wszelkie wątpliwości, w mroku rzucam biały cień
W każdej chwili
Znów podążam krzykiem serca, rozum ma odcięty rdzeń
W każdej chwili
Daj miłością ukojenie, zdejmij ze mnie stresu cierń
W każdej chwili
Dzisiaj jestem tylko Twój, tam gdzie chcesz zanieś mnie
W każdej chwili
Odrzucam wszelkie wątpliwości..

Odrzucam wszelkie wątpliwości, w mroku rzucam biały cień
Znów podążam krzykiem serca rozum ma odcięty rdzeń
Daj miłością ukojenie (tak) zdejmij stresu cierń (aha)
Dla Ciebie w każdej chwili, tam gdzie chcesz zanieś mnie
Chciałbym, odejść przed Tobą by nigdy nie poczuć pustki
Chciałbym, żyć wiecznie z Tobą by nigdy Cię nie porzucić
W każdej chwili dać Ci moc by pogrzebać smutki
Ale bez poznania bólu nigdy nie doznamy ulgi
Co chcesz, to mów mi - będę Twoim mikrofonem
Dla Ciebie wszystko zapamiętam, dla obcych zapomnę
Wewnętrzny Wietnam, codziennie z sobą toczysz wojnę
W każdej chwili chcę być lekiem na Twe noce niespokojne
Sami możemy wszystko, razem możemy więcej
Podam wszystkie odpowiedzi, gdy już opadają ręce.
Dziś mamy tylko siebie znowu czas ucieka prędzej
Jestem więcej niż pewien odnalazłem swoje miejsce

Odrzucam wszelkie wątpliwości, w mroku rzucam biały cień
W każdej chwili
Znów podążam krzykiem serca, rozum ma odcięty rdzeń
W każdej chwili
Daj miłością ukojenie, zdejmij ze mnie stresu cierń
W każdej chwili
Dzisiaj jestem tylko Twój, tam gdzie chcesz zanieś mnie
W każdej chwili
Odrzucam wszelkie wątpliwości..

Nawet wtedy, gdy emocje wezmą górę po raz setny (aha)
Słowa jak żyletki znów rozetną temat przeszły (aha)
Znasz to do perfekcji teraz ranią wszystkie gesty
Chcę być Twoim opatrunkiem nawet najgłębszych ran ciętych
Obronię Cię przed tym, co od dziecka znam na pamięć
Choć demony wczorajszego dnia mieszkają w nas na stałe
Będę najgłośniejszym głosem, który szepta Ci przez ramię
By w momentach załamania myśli miały jasną barwę
Stworzę żywą tarcze stojąc sam na frontu linii
Gotów na ostatnie starcie, nie martw się o wynik
Choć kibice mej porażki (co?) będą brawo bili
Ucichnie ich wrzawa, bo walczę do ostatniej chwili
Wciąż, duchowy kompas wskazuje Twój kierunek
Pewnie za nim podążam, wszystkie myśli słyszeć umiem
Swej drogi nie zgubie, światła najjaśniejszy strumień
Jeśli stracie Cię za życia znajdę Cię po stronie drugiej

Odrzucam wszelkie wątpliwości, w mroku rzucam biały cień
Znów podążam krzykiem serca, rozum ma odcięty rdzeń
Daj miłością ukojenie, zdejmij ze mnie stresu cierń
Dzisiaj jestem tylko Twój, tam gdzie chcesz zanieś mnie
x2
ej dziewczyny, fajne mokasyny ma
będą piski, bo na imprę przybył sam
przewiezie je dużym Fiatem, Tico, Punto
mam na paznokciach droższy lakier niż to gówno

i to może imponuje tym lalkom
że masz z wyższej półki buty i wdzianko
ale jeśli ma mnie zwabić twój hajs to
wiedz, że płacę własną kartą
kiedy wchodzę do klubu krzyczysz au, ou
twoje teksty nie ruszają mnie za bardzo
jeszcze raz się odezwiesz, będzie sajgon
nie jestem zabawką

za kogo ty mnie masz?
chyba się z lekka pomyliłeś
jak nie chcesz dostać w twarz
to nie gap się już na mój ah-ah
za kogo ty mnie masz?
ej, ty, bo chyba nie ten adres
cokolwiek chcesz mi dać
stać mnie na własne

kiedy wchodzisz do klubu mówią uuu
pseudo-play'a wpadł na polowanie znów
znaleźć chętną pannę tutaj będzie łatwo
ale ja nie jestem tą panną
jeśli tańczę na barze to mam kaprys
i mam w dupie czy mnie na nim zauważysz
nie założę dla ciebie krótkiej kiecki weź
zrobię to dla siebie, wiesz?

nie chcę być dziewczyną z twojego refrenu
nie chcę dostać w klipie swoich 4 sekund
na bibie będę błyszczeć, ty wiesz przecież
na koncercie nie trzęsę tyłkiem lecz parkietem
kiedy patrzę tak na ciebie - z czym do ludzi?
czy w second-handach rzucili skórzane kurtki?
nic cię nie ośmiesza bardziej niż pozory
spieprzaj a swój browar do rachunku mi dolicz

[x2]
za kogo ty mnie masz?
chyba się z lekka pomyliłeś
jak nie chcesz dostać w twarz
to nie gap się już na mój ah-ah
za kogo ty mnie masz?
ej, ty, bo chyba nie ten adres
cokolwiek chcesz mi dać
stać mnie na własne
Bum! Wasze zdrowie, mazel tov
Bit bardziej wymuskany niż David Hasselhoff
I to szpadyzornia wszyscy hände hoch
Dziś lądujemy na twoim Bahnhof
Jak Khalidov walę cios między oczy
Wale jak kilof, skurwielu sprawdź moje Stilo
Wokół Babilon, jeden kula banknot a inny bilon
Jeden żeni gram ziom a inny kilo
Muzyka, ciągle gram ją, chuj w ryj debilom
Jeden na milion, siemanko jadę z homilią
Dziwne przygody miewam jak Stitch i Lilo
Walczę jak godzilla z mechagodzillą
Żyję chwilą, daleko za ósmą milą
Przegrywałem rap na kasety stilon, kiedyś
Polski odlschool dziś mam rap swój na włosku
Wnioskuj Gural rapuje po Polsku
Fuck you wychodzę po angielsku
Gadam po zielsku, szmugluje rym po sąsiedzku, uuu ziomeczku
Zostawię to w spadku mojemu dziecku
W spadku mojemu dziecku

Dźwięk poza kontrolą, whisky z colą,
DGE, PDG technikolot
Lecę kurwa jak Szeregowiec Dolot
I niech się wszyscy pierdolą
Ponoć, ludzie tego chcą, ludzie tego pragną,
Ponoć ludzie kochają bagno
Gówno mnie obchodzi czego chcą ludzie
Do tego gdzie jesteśmy doszliśmy w wielkim trudzie
W pocie czoła, rycząc w różnych zespołach
Słysząc o różnych pierdołach
O różnych recenzjach, zdaniach i opiniach
natura świni jest taka, że kwiczy świnia
Weź rozkminiaj tak jak chcesz ten tekst
Gówno mnie obchodzi jaki skleisz kontekst
Kodex IV gram pierdolę modę, mam metodę
Słabi MC wciąż leją wodę
Rapu kadet wciąż mam jedną zasadę
Chcesz, czy nie chcesz musisz dawać radę
Widziałem niejedną swatę, niejedną zdradę
Nie podążam za stadem przenigdy
I w wasze konflikty wbijam chuja
Robię rap który buja (co?)
Robię rap który buja (co?)
Robię rap który buja

Mówią panie Szpadyzorze, jak pan tak może
Najechałem Podkarpackie i Pomorze
Najechałem Zachodniopomorskie
Warmińsko-mazurskie, Podlaskie i Dolnośląskie
Lubuskie i Wielkopolskie
Łódzkie, Świętokrzyskie, Opolskie i Małopolskie
Lubelskie, Mazurskie, Kujawsko-pomorskie i wielokrotnie Śląskie
Dzięki muzyce, dzięki niebu,
Dzięki temu w całej Polsce mam po kilku kolegów
Podróżuję bez stresu i bez gniewu
Wciąż odwiedzam tych szesnaście województw
Otwieram okno witam kolejny dzień
Za mną ciężka noc pytał się o mnie sen
Wiem dobrze wiem żeby nie tracić wiary
Trudny los wojownika w świecie gdzie nie ma granic.
Wrogami zawiść, chciwość, nienawiść,
Albo sam zabijesz albo dasz się zabić
Dłonie krwią splamić a familię ocalić
Na psychice blizny na zaufaniu rany
Wstaje nowy dzień a z nim stare koszmary
Nadzieja matką głupich nie dla mnie te slogany.
Wciąż siłę daje umacnia me działanie
Nigdy się nie cofnę to moje życie całe.
Nie ma szacunku zdobywanego strachem
Pamiętaj że na takich to się kładzie lachę
Zwyciężaj honorem jeśli się zowiesz bratem
Dzieciaki kumate czają dobrze tą jazdę
Tematy poważne załatwia się poważnie
Gdzie za wysokie loty szybko lądujesz na dnie
Normalnie jak zwyczajnie uniesiona pięść
Wyzwolona prawda gdzie taka prosta treść
Instynkt jak zwierz w tym świecie trzeba mieć
Optymizmu światło i pozytywny sens
Hemp Gru Lojalność trylogii druga część
Właśnie tak.

Bądź szybszy od cienia i twardszy od kamienia
Na drodze wojownika łatwego losu nie ma
Z prawdy jest ściema z byłego zioma hiena
Ty nie trać czujności dziadostwu powiedz siema. (2x)

Lojalność, nie wymagam za wiele
Pomagam gdy widzę jak trzeba się dziele
WDZ błysk w oku wciąż, wciąż na fali
Podążaj za nami (elo) pokój dla ziomali
Nowe doświadczenia uczą tego czego dziś nie umiesz
Będziesz nieraz w ciężkim szoku jeszcze nie rozumiesz
Zjebałeś układ więcej nie przestąpisz mego progu
Wątpisz w intencje wyciągnięte ręce wrogów
Są gotowe by rozerwać cię na strzępy
Opuścisz głowę i zlatują sępy
Dzięki za taką pomoc
Tak pomagasz bliźniemu? (hmmm).
Nie wiedząc czemu zostałeś samemu
Pamiętasz takie życie wyciągnąłeś wnioski (co??)
Język zbyt prosty kalkuluje koszty
Omawiam strategię działam wedle zasad
Nie jeden kozak co się prężył usiadł na kutasa
Był zbyt zachłanny
Utonął we własnym kale wyzionął ducha
I spłonął jak papier
Jestem uparty wciąż walczę dalej
Ciągle do przodu,powoli, wytrwale
Na nic twe żale, też nic nie miałem w domu
Ucz się módl i trenuj nawet po kryjomu
Dzieciak jesteś swego losu kowalem
Walcz by wygrywać będę powtarzać stale.

Bądź szybszy od cienia i twardszy od kamienia
Na drodze wojownika łatwego losu nie ma
Z prawdy jest ściema z byłego zioma hiena
Ty nie trać czujności dziadostwu powiedz siema (x2)
Poznałem kiedyś w życiu kilka pustych dziewuch
One nie znały mnie znały od lat, bo to był przebój
W głowach miały kolczyki i wiadro trocin
W przenośni i dosłownie mógłby lać w nie twój chomik
Nie chciałem słuchać ich wypocin
Bo każde słowo było w opcji
Ktoś wziął piłkę lekarską i w łeb pierdolną
Mnie tak mocno że traciłem rachubę
Nie wiedziałem czy jestem w czy pod klubem
Czy to światła miasta czy światła w klubie
Bo cały czas otaczali mnie nieznani puści ludzie
Z kilkoma się bujałem ale nigdy jakoś blisko
Zawsze z boku się trzymałem i na dobre mi to wyszło
Bo jeden z nich nad pusta butelką
Mówi o straconej miłości że coś mu uciekło
Ma puste serce chociaż on tak nie myśli
Ale łzy na pokaz to tylko paliwo dla fikcji

Ref.
Mijam pustych ludzi, mijam puste serca
Mijam puste uczucia, mijam puste miejsca
Nikt nie znajduje szczęścia, bo naprawdę go nie szuka
Sztuka znaleźć je gdzie tam gdzie pozorna jest pustka
Mijam pustych ludzi, mijam puste serca
Mijam puste uczucia, mijam puste miejsca
Nikt nie znajduje szczęścia, bo naprawdę go nie szuka
Sztuka znaleźć je gdzie tam gdzie pozorna jest pustka

Siedzę sam w pustym mieszkaniu, nie wiem czy mi się nudzi
Przesłuchałem wszystkie płyty, uczucia uciekły przez lufcik
Idę do kuchni, sięgam do lodówki
Ona jest pusta a kolacja miedzy tymi ludźmi
Patrzę w lustro w którym nic się nie odbija
Nie jestem przezroczysty, po prostu mnie nie widać
Na szczęście było to paręnaście lat temu
Bez emocji Cię nie widać jak w powietrzu tlenu
Mówisz bloki są puste, osiedla także
Nie spędzam tam nawet krztyny czasu tego co dawniej
Chcesz prawdy? Ja tak zawsze bo nie mogę przestać
Nie mogę pod blokiem stać bo mnie na to nie stać
Zostało po mnie tam kilka pobitych butelek
Po ziomach puste samary i wydany szelest
Zmieniam lokalizacje, ale znam miejsce
Nie jest w nim pusto kiedy jest w niej serce

Ref.
Mijam pustych ludzi, mijam puste serca
Mijam puste uczucia, mijam puste miejsca
Nikt nie znajduje szczęścia, bo naprawdę go nie szuka
Sztuka znaleźć je gdzie tam gdzie pozorna jest pustka
Mijam pustych ludzi, mijam puste serca
Mijam puste uczucia, mijam puste miejsca
Nikt nie znajduje szczęścia, bo naprawdę go nie szuka
Sztuka znaleźć je gdzie tam gdzie pozorna jest pustka

To jest puste jak ulice w warszawie gdy są święta
Jak szkolny korytarz, kiedy trwa lekcja
Jak obietnica alkoholika ze nie będzie pił
Jak kieszeń osoby która mówi ze jest pusta w ryj
Jak klub po melanżu, jak serce egoisty
Jak blok do rozbiórki jak, konto hazardzisty
To jest puste wiesz? To jest puste ej!
To jest puste wiesz? To wszystko jest puste!
Nowy dzień mnie wita rozpalony słońcem
chce się krzyczeć, że będzie gorąco
mam nawet ochotę pisać nowe teksty
bo już cię nie kocham, wreszcie.
Ale co poradzę, że nuta w tych rytmach
jest taka ohydnie romantyczna
wolę polać wokół kilka shotów
i dać sobie spokój

Już nie zaśpiewam o miłości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Nie chcę zachodów słońca po całości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
I nie chcę pieprzyć się przy świecach
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Taka już ze mnie zła kobieta

Ja wiem to wiem to co między nami nie jest cudem
ty jesteś z wenus a ja z marsa dobrze to wiem
achy, ochy między nami skończyły się jak sen
mimo że ty kiedyś byłaś mi niezbędna jak tlen.
Teraz dojrzałem do tego teraz to wiem
że byłem i będę na zawsze rudeboyem
to co robiłem chcę robić wciąż tak to czuję
na miłość mówię teraz pull up don't come again

Już nie zaśpiewam o miłości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Nie chcę zachodów słońca po całości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
I nie chcę pieprzyć się przy świecach
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Taka już ze mnie zła kobieta

Było fajnie, ale już się skończyło
umówmy się, że co było, to było
zróbmy tak, żeby wspominać to dobrze
dzień dobry, już cię nie kocham kocham.
Zamiast o głupoty wciąż wszczynać kłótnie
może kiedyś napijemy się wódki
dobrze, że w końcu zgadzamy się

Na miłość mówię teraz pull up don't come again!

Już nie zaśpiewam o miłości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Nie chcę zachodów słońca po całości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
I nie chcę pieprzyć się przy świecach
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Taka już ze mnie zła kobieta . x2
Prawdziwy hymn dla alkoholików, moczymordy salut!

Ref.
Szyja! moja ekipa wbija w PR
Dwie flaszki w spodniach to chyba żadna zbrodnia
Szyja! po prostu świnia, pijak
Jeszcze raz do dna, wszystkie szkła 100g. x2

Miasto nocą oferuje wiele atrakcji,
W radiu Vanessa Paradise, żule w taxi
Ze mną moje ziomy, działam nawalony
Świat przez denko butelek jak Działa Nawarony
Ból wątroby, ledwo zipie serce
Wątpię czy ktokolwiek chciałby ode mnie nerkę
Ta noc jak żadna inna, będzie szampańska
Taranem przez osiedle jak Ilona Felicjańska
Nie jestem święty, błądzić rzeczą ludzką
Kolejny dzień Rendez-vous z wódką
Za urwany film nic innego Oskar
Jak u kacapów na lotnisku Iza Trojanowska
To nie dla lumpów, którzy nie trzymają moczu
Jak spirytus - czysty przekaz z Białegostoku
W tym stanie przypominam Patricka Batemana
Stop! Możesz przeczytać mi moje prawa

Ref.
Szyja! moja ekipa wbija w PR
Dwie flaszki w spodniach to chyba żadna zbrodnia
Szyja! po prostu świnia, pijak
Jeszcze raz do dna wszystkie szkła 100g. x2

Na żywo, pieprzony bigos
Olimpijskie tempo, pijacki bełkot
Zatańczysz ze mną, póki idę prosto
Może być ostro, pozwy o ojcostwo

Z abstynentem mam tyle wspólnego co z ministrantem
Znasz to jak mantrę, kant za kantem
Bywam nieobliczalny, lekko narowisty
Na podłogę lecą szkła, strzelam do pianisty
Czuję się nie swój, nie ma to tamto
Kiedy niebezpiecznie spada we krwi poziom alko
Hotel pęka w szwach, od pięści dziury w ścianach
Całę życie z wariatami, ekipa pijana
Zbierałem podwiązki, rozbijałem związki
Byłem tym typem, co w głowach im mącił
Wódka na trzy palce w szklance, rzucone kości
Do drinków kruszę lód, lód twojej pewności
Ona jest jak kobieta, poznasz ją ustami
Pamiętaj jedno dzieciak - nigdy nie pij z kurwami
W t-shircie Chodź Na Hotel to może być trudne
Gdy gole na wyjeździe liczą się podwójnie

Ref.
Szyja! moja ekipa wbija w PR
Dwie flaszki w spodniach to chyba żadna zbrodnia
Szyja! po prostu świnia, pijak
Jeszcze raz do dna wszystkie szkła 100g. x2

Kto rano wstaje, ten w szyje daje
i niema tego złego, swój pozna swego
Karniak, sznaps, seta, kielon, lufa
Każdy już miękki jak masło w upał
Polska i wódka, wódka i Polska
Świat się wokół zmienia to zawsze constans
Jesteś jak dziecko kiedy polewa Pihu
Dziecko zatrzaśnięte w lodówce na śmietniku
Zimna butelka z ręki do ręki krąży
Moczymordy nigdy matki w ciąży
Chlejesz sporo mała, ale jesteś krótko stażem
Skończysz pod stołem albo pod gospodarzem
Upić się na amen, bez policji kłopotów
Trzymam się tej myśli jak pijany płotu
W sztosie nie zasnę, nienawidzę stanu
Kiedy nie pomaga nic liczenie baranów

Ref.
Szyja! moja ekipa wbija w PR
Dwie flaszki w spodniach to chyba żadna zbrodnia
Szyja! po prostu świnia, pijak
Jeszcze raz do dna wszystkie szkła 100g. x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo