Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Hej, hej, hej, hej, hej…

Mochnacki jak trup blady siadł przy klawikordzie
I z wolna jął próbować akord po akordzie.
Już ściany pełnej sali w żółtym toną blasku,
A tam w kącie kirasjer w wyzłacanym kasku,
A tu bliżej woń perfum, dam strojonych sznury,
A wyżej na galerii - milcz serce! - mundury.
Tylko jeden krok mały od sali go dzieli,
Krok jeden przez wgłębienie dla miejskiej kapeli -
On wie, że okop hardy w tej przepaści rośnie,
Więc skrył się za okopem i zagra o wiośnie.

Rozpędził blade palce świergotem w wiolinie,
I mały, smutny strumień spod ręki mu płynie.
Raz w raz rosa po białej pryska klawiaturze,
I raz po raz w wiolinie kwitną polne róże.
Rosną. Większe, smutniejsze, pełniejsze czerwienią,
Coraz niżej i niżej, uschną, w bas się zmienią!
Nie. Równo, równo rosną w jakiś smutny taniec.
Rozdrganą klawiaturę przebłagał wygnaniec,
I nagle się rozpłakał po klawiszach sztajer,
Aż poszedł szmer po sali, sali biedermeier.
Głupio, sennie, bezmyślnie kręci się i kręci.
Jakieś myśli chce straszne wyrzucić z pamięci,
Do piersi jakąś białą przytulił pierś drżącą
I czuje tuż przy piersi nieznośne gorąco,
I tysiąc świateł w oczach, w czyjejś twarzy dołki,
I zapach białej sukni, ubranej w fijołki, ubranej w fijołki

Magle złoty kirasjer poruszył się w kącie,
Sto myśli, jak kanonier, stanęło przy loncie,
Stu spojrzeń obcej sali przeszyły go miecze,
idzie Wstyd ku estradzie - czuje, jak go piecze.
Więc do basu ucieka i tępo weń tłucze,
Po tym tańcu szalonym niech ręce przeplucze,
Z tych czerwonych, duszących róż otrząsa płatki,
Rozsypuje po sali w tysiączne zagadki,
W sto znaków zapytania, sto szmerów niechęci,
Nie pyta. Już jest w basie, tam się wyświęci.
Raz, dwa, trzy, cztery - wali. Niechaj mu otworzą,
Niechaj wyjdą z chorągwią, wyjdą z Matką Bożą,
Niech mu końskie kopyta przelecą po twarzy
I niechaj go postawią gdziekolwiek na straży:
Na ulicy stać będzie z karabinem w dłoni...

...Słyszy sala: ktoś idzie, ostrogami dzwoni - ostrogami dzwoni

Ostrogą spiął melodię, a akompaniament
Szaleje, krzyczy w basie, rośnie w straszny zamęt -
Ku sali bagnetami już mierzy, już blisko -
I ton jeden uparcie wybija - nazwisko!!!
Wciąż czyste, w rozszalałe wplątuje się głosy
I wali, wali w basie murem Saragossy,
Oszalałych Hiszpanów wyciem, darciem, jękiem
I znów wraca ku górze załzawionym dźwiękiem -
W mazurze - nie - w mazurku idą wszystkie pary,
By całą klawiaturę owinąć w sztandary.
Zatrzymali się wszyscy w srebrzystych kontuszach,
A klawikord im ducha rozpłomienia w duszach
I wzdłuż długich szeregów przewija pas lity,
Tysiąc głów podgolonych podnosi w błękity
I wszystkie karabele jedną ujął dłonią
I uderzył w instrument tą piekielna bronią.
Aż struna się ugięła, ta w górze, płaczliwa.
I cisza jest w wiolinie. Cisza przeraźliwa.

……………………………………………

Po martwej, głupiej strunie, po fijołków woni,
Po czyichś smutnych oczach, jakiejś białej dłoni.
Jakichś światłach po nocy i szeptach w komorze,
Po księżycu, po gwiazdach - mój Boże! mój Boże! -
Gdzieś się gubi i zwija, przeciera pas lity,
Po księżycu, po gwiazdach, po Rzeczpospolitej.
Po sali idzie cisza przeraźliwa, blada
I obok tęgich boszów w pierwszym rzędzie siada.
Wzrok wlepia martwy, ślepy, w jakiś punkt na ścianie
I patrzy w Mochnackiego, kiedy grać przestanie, kiedy grać przestanie
. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
A on, blady jak ściana, plącze, zrywa tony
I kolor spod klawiszy wypruwa - czerwony,
Aż wreszcie wstał i z hukiem rzucił czarne wieko
I spojrzał - taką straszną, otwartą powieką,
Aż spazm ryknął, strach podły i z miejsc się porwali:
"Citoyens! Uciekać! Krew pachnie w tej sali!!!"
Krew pachnie w tej Sali, Krew pachnie w tej Sali,
Krew pachnie w tej Sali!!!
Ludzi opanuje zawiść i nienawiść czujesz brat,
Chodźmy zabić tą nienawiść, bo opanowuje świat,
To tu wchodzi na bit godzinami mógłbym mówić tak,
Musisz wstać i się obudzić, a nie drzemać tyle lat,
Cała ziemia, pokolenia ludzi każdy lubi spać,
Iść i budzić się i łudzić się że ten świat nie ma wad,
Świat ostudzi Cię, pobrudzi Cię, nie poddawaj się walcz,
Wiem że nudzi Cię, że trudzi Cię pokonywanie fal,
Czasem trzeba być kutasem, trzeba być twardym jak stal,
Trzeba spalić skurwysynów kwasem albo wbić na pal,
Czy prawdziwy Bóg wybaczy temu Bogu co nam dal,
Zezwolenie na ten koszmar, który trwa i będzie trwał,
Przerażenie w oczach ludzi którzy giną cziki pow,
Na nie swojej wojnie o pieniądze religijny szał,
Znów ogarnia postacie stojące wśród dymiących ciał,
Nie rozumiejące nic tylko że ktoś karabin dał,
Nie chcę myśleć o tym nawet co by było gdyby tu,
Rozpętało się to piekło czasem budzi mnie ze snu,
To że można kogoś zabić ot tak, spotkać, wsadzić nóż,
Krótka gadka i tak jakby nigdy Cię nie było,
Niektórzy mówią, że to przejażdżka,
Myślę coś w tym jest, obserwuję jak przez szybę,
Centrum miasta pada deszcz,
Wszyscy spieszą się gdzieś jest 16 muzyka dla mas,
Wszyscy leżymy w rynsztoku nieliczni szukają gwiazd.

Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Chodźmy gdzieś się przejść, mam film
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Przed oczami, zapraszam do kin
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Oryginalny styl, Ty płyń,
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Unikalny chillout, czujesz dym?

Nie możemy przestać się zabijać jest tak,
Bo to siedzi jest w nas zginął nawet Mesjasz,
To jest straszne wiesz jak myślę sobie tak o tym,
Budzi się agresja gdy nie masz nic do roboty,
Myślę sobie też brat to nie wina bloków,
Wina skurwysyna myśli wojna krzyczy pokój,
Notuj! Nie poznasz po słowach a po czynach,
Poczuj! Jak podskoczy Ci adrenalina,
Otwórz oczy uszy po czym poczytaj internet,
Tylko sieć nam pozostała nikt jej nie chwycił za gębę,
Teledysk nie lata w TV bo nie jesteśmy koncernem,
Czy nie dziwi Cię dlaczego murzyn został prezydentem?
Czemu ludzie byli tak szczęśliwi gdy składał przysięgę,
Czemu kłamał tak jak wszyscy wszędzie to jest pierdolnięte,
Wpisz sobie wielkie oszustwo i naciśnij enter,
Zresztą nasi też są łasi, Polska płaci kontyngentem,
Wielki biznes zrobi z nas twardzieli, ja nie mogę spać,
Przed oczami mam rodziny tych którzy zginęli za:
Oficjeli, za ropę, na ulicy za 2 złote, za wodę w afryce,
Za szpryce w Ameryce,
Kurwa mać dajcie żyć to są nieprzespane noce,
W nocy pocę się pod kocem chciałbym spać i chciałbym śnić,
Muszę wstać i muszę pić 40% byle by wyjść spokojnie na ulice,
Potem spotkać tą moją hołotę i żyć.

Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Chodźmy gdzieś się przejść, mam film
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Przed oczami, zapraszam do kin.
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Oryginalny styl, Ty płyń,
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Unikalny chillout, czujesz dym?
A ja znów budzę się na jointowym kacu
Pękło dziś w nocy sporo tematów
i chodź głowa ma nie zbiera się zbyt szybko
Pozytywny uśmiech na twarzy zabłysnął
Bilet PP na jointowym kacu i śmiać mi się chcę
na nic nie mam czasu
Najarać znów się może nie od razu
Pieprze ustawy dotyczące zakazu aha cały czas
pieprze ustawy dotyczące zakazy aha właśnie tak
pieprze ustawy dotyczące zakazu

Oni chcą karać nas za to że palimy
Owoce drzewa dary tej rośliny
Nikomu krzywdy nie robimy tym że kruszymy
A o tym że to zakazane ciągle słyszymy
Chodź jest ryzyko ziom mnie to nie rusza
I razem z JLB łapię kolejnego bucha
Od dobrych paru lat smak ten znają moje płuca
Dobrego skuna smak zwiniętego w bletkę
Władza znajdzie pretekst by nam związać ręce
Nielegale wciąż nielegalne..
Chciałbym by konopie płonęły oficjalnie
Zakazany owoc wciąż zakazany..
A przez wielu różnych ludzi jest kosztowany
Zapach marihuany wiesz o czym mowa
Teraz od Żarego ostatnie trzy słowa:
Sadzić, palić, zalegalizować!

Hemp Gru pali dobre ziele cały dzień
Pierdoli policjantów i pierdoli ten system
Na ich twarzach rzadko kiedy gości smutku cień ej
bo ich ulubiony kolor to zieleń ej
A Luta pali dobre ziele cały dzień
Pierdole polityków i pierdole ten system
Na mojej twarzy rzadko kiedy gości smutku cień ej
bo mój ulubiony kolor to zieleń taa

To zakazany owoc którego Bóg nie zakazał
Jaramy zioło które znów mnie napawa by działać
Kolejny buch to raczej pewny ruch dla nas
Do bletki mej tej lepki susz wpada
Nie raz tak jest od rana do nocy co poradzę
Że nie ma że jarania mam dosyć gdy coś ogarnę
Spalam te topy aż wena na składanie zwrotek wpadnie
Zrobię swoje potem zchilloutowany w moment zasnę
Co wam to szkodzi że palę
Mówią że to demokracja
A większość tu nie godz się z prawem
Chcą nas gonić za trawę trza się bronić
Jedną z broni atrament
Więc tej sytuacji opis wam daje
Zwiniemy skręta nikt nie wymięka
Bit leci z membran niknie ten stres też jest inwencja
Więc znów roluję co trzeba mając nadzieję na to
Że zmian prawnych się tu wkrótce doczekam

Hemp Gru pali dobre ziele cały dzień
Pierdoli policjantów i pierdoli ten system
Na ich twarzach rzadko kiedy gości smutku cień ej
bo ich ulubiony kolor to zieleń ej
A Luta pali dobre ziele cały dzień
Pierdole polityków i pierdole ten system
Na mojej twarzy rzadko kiedy gości smutku cień ej
bo mój ulubiony kolor to zieleń

Smażymy ziom ciągle smażymy
Co jest do zjarania z dymem puścimy
Słodki smak to holenderski kozak
naturalny haj a nie żaden prozak
Borchamy ziom ciągle borchamy
Dziś propaganje dwa wspieramy
Diil gang JLB Hemp Armia człowiek
stestujesz poczujesz ciężar powiek
Bakamy ziom ciągle bakamy
Legalna trawa na ten czas czekamy
Marsz miliona jointów witam jak co roku
Rusz się z czterech kątów weź ekipę z bloków
Palimy ziom ciągle palimy
Dobrą nowinę głosimy pamiętaj o tym
gdy znów będziesz kruszył z rana
Zbyt pozytywna dlatego zakazana !

Hemp Gru pali dobre ziele cały dzień
Pierdoli policjantów i pierdoli ten system
Na ich twarzach rzadko kiedy gości smutku cień ej
bo ich ulubiony kolor to zieleń ej
A Luta pali dobre ziele cały dzień
Pierdole polityków i pierdole ten system
Na mojej twarzy rzadko kiedy gości smutku cień ej
bo mój ulubiony kolor to zieleń

Trzaśnij skręta brat dzisiaj dobry towar
Dobre towarzystwo mordy z Mokotowa ello
Chodź nie tylko tu są nasi ziomale
Nie zapomnę tych chwil kiedy z wami palę
Całej ceremonii kiedy joint się kręci
My ludzie marginesu żyjący na krawędzi
Chodź już w innym wymiarze niż za dawnych lat
Odpalam dziś lolka i kocham ten mój świat
Bez namysłu wylewam z serca głos
Tekst przyozdabia marihuany kłos
Chodź nigdy nie jest dość to czasem robie przerwy
Kto nigdy ich nie robi ten szybko traci nerwy
Propaganja 2009 taa
Lecę ostrym łukiem dziś i jadę po bandzie,
komu JD na lodzie, a ktoś może woli gandzię,
może też być mix to nie będzie w pogardzie,
wykaż inicjatywę, pokaż jaki z ciebie twardziel,
masa alkoholu wlewana przez gardziel,
rano rozstrój żołądka jak po McDonaldzie,
debet rośnie, minusy na saldzie,
ale my takie loty to lubimy najbardziej,

ja lecę i jestem już w chmurach
to jest ostry kocioł, tu zgubi cię brawura,
jest awantura, jest druga tura,
słowiańska balanga nigdy nie ponura,
Słowianów melanżu porywista wichura,
tu trunki szlachetne, tu nikt nie zamula,
jeśli lecisz na anecie twarz będziesz mieć w szczurach,
chemiczne specyfiki nie dla nas akurat,

kolejna łycha, nie wiem już która,
tacę ktoś wyjebał, no cóż, ale burak,
przy okrągłym stole jak u króla Artura,
niepotrzebna już chmura tylko twoja maniura,
jak się znowu zobaczymy polecimy też na fula
bo taka już nasz słowiańska natura.

To jest łuk, łuk, ostry łuk,
jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
to słowiańskie natarcie na Króla Kraka gród,
to jest łuk, łuk, to jest ostra banda,
to słowiański ród oraz ostra balanga.

Czech

Szacunek do ludzi, jestem tego warty,
frajer płacze gdy robię sobie party,
nikt mnie nie zatrzyma, na tą płytę czekał,
dobry chłopaczyna, bandą, łukiem, z wielkim hukiem,
dla innego to jest głupie, ja zostaję przy swojej grupie,
z hardcorowym słowem, z hardcorowym ruchem,
nie raz na wariata, jak coś wpada to wspomagam brata,
melanż był gruby, spłacam go w ratach,
pamiętaj, pieniądz to największa szmata.
Firma!

To jest łuk, łuk, ostry łuk,
jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
to słowiańskie natarcie na Króla Kraka gród,
to jest łuk, łuk, to jest ostra banda,
to słowiański ród oraz ostra balanga.

Czech

To jest łuk, łuk, ostry łuk,
nie jednemu nagle wessało gruby łup,
nie jednego wpierdoli na długie lata w cug,
nie jednego poniosło i wygląda jak trup,
bo dalej piorą beret twarde narkotyki,
wokół co raz częściej widzę frajerskie myki,
macie tu od Firmy dawkę przekazu klasyki,
ja idę lekkim łukiem ale trzymam się logiki.
Często mnie trafisz jak mam zajęte dłonie,
bo kręcę grube lolki w eleganckim gronie,
nienawiść do kurewstwa jak skun w sercach płonie
nawet jak idziesz łukiem trzymaj się zasad ziomek.
Alkohol, dragi, najebane dupy,
zaszczepiony bez kontroli, robi na krechę zakupy,
ostry luk zbiera żniwa, długi, saksy, rany, trupy,
niech w farcie trzyma ludzi z każdej dobrej grupy.

To jest łuk, łuk, ostry łuk,
jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
to słowiańskie natarcie na Króla Kraka gród,
to jest łuk, łuk, to jest ostra banda,
to słowiański ród oraz ostra balanga.

Lecisz łukiem, gdy opuszczony kukiel, balety z hukiem,
gdy substancji bukiet, ponosi cię faza do nuty z przytupem,
zaniedbujesz kurę, ona z nudów kręci pukiel,
bania za banią, nie zwalniasz na minutę,
potrójnie widzisz na lusterku siupę,
lecisz za ostro i masz chama tupet,
ogarnij fazę bo skończy się trupem.

To jest łuk, to jest łuk, to jest łuk,
tam gdzie domówka, tam gdzie pełen klub.
To jest łuk, to jest łuk, to jest ostry łuk,
leci z nami pierwszą klasą imprezowy czub.
To jest łuk, to jest łuk, to jest łuk,
ziomek nie połam nóg o fazy próg.
To jest łuk, to jest łuk i melanżu wyższa ranga,
nie poleć za wysoko bo strąci cię Al Kaida
.
Czech

To jest łuk, łuk, ostry łuk,
jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
to słowiańskie natarcie na Króla Kraka gród,
to jest łuk, łuk, to jest ostra banda,
to słowiański ród oraz ostra balanga.
Sobotni wieczór w domu, czeka na kobietę marzeń
Pięćdziesiąt dla relaksu wypija przed spotkaniem
Jego imię to Sławek, tylko wieku nie kojarzę
Nie wyróżniał się z tłumu, co dzień widuję takie twarze
Dzisiaj inaczej, ubrany elegancko
Fryzjera klatkę obok odwiedził wcześnie rano
I tak czeka od południa na swojego zacnego gościa
Dochodzi dziewiętnasta, słyszy kroki na schodach
Zanim otworzył drzwi już wiedział, że to ona
Poczuł zapach ciężkich perfum od Christiana Diora

Gotowy na wszystko, świece, wino i kolacja

Od myśli do czynów powoli rozkręca się akcja
Wiesz o co chodzi młodzi wzięli się do dzieła
Jej ciężki Dior z jego potem się pomieszał
Teraz piękny zapach zostaje z parą na szybach
Bo chciałby zatrzymać czas, całe życie to przeżywać
Dochodzi dwunasta, czas na czułe pożegnanie
Jej nocny autobus niedługo wjedzie na przystanek
Po jej wyjściu on pisze eskę z podziękowaniem
Nagle pukanie do drzwi przerywa tekstu pisanie
Pewien, że po coś wróciła otwiera bez namysłu
Naciskając na klamkę poślizgnął się na dywaniku
Głową uderza w glebę, z ręki wypada komórka
Nie zdążył zobaczyć kto do jego drzwi zapukał
[2x]
Kiedy nie bedzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło pokonaliśmy w Azji
Kiedy nie będzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło e-LUC-e pokonał w Azji

Patrząc na Pudziana zechciałem wrócić do dawnej formy
Do przebudzenia minus 303 kiedy niepokorny
Toczyłem wojny
Kwadrotricepsy zdobiły mnie jak Norwegię fiordy
Zatem wtem zabrałem w sobie pospolite hordy
I tempem w mig nowe szorty
Na dyskę, siłkę i korty
Już widzę czorty zanoszące się piskiem
Jedna podnosi nogę chyba by pokazać mi myszkę
Mogę więc rzucam jej dyszkę
Odbiję na siłowni gdzie noszę własne hantle więc dali mi zniżkę
(2 zyle...) 2 zyle bo 2 zyle ale te dwa zyle także karmą
A kiedy idę robić tylko pompki wchodzę tam całkiem za darmo (Wow!)
Pakuję, piję czarną
Z dwoma łyżkami soli
W myślach jak zwykle dźwięki harmonicznej trioli przekładam na holizm
Wtedy nagle jak jajo w imadle lub nagle jak tęcza pojawia się Czak Noriz
Tęczak Noriz?
Nie, nie tęcza ino jak tęcza Czak Noriz
Małpi karateka sokoli demon
Kładący na matę
On to dobrowolnie demonstruje siłę drąc drogą ceratę
Spojrzał na mnie jakbym był skrzatem
I zarzucił takim oto tematem:

Z półobrotu w klatę otrzyma i zejdzie jak lody latem
Każdy kto nikczemnie kpił ze mnie i mego karate
Wybiłem już miliardy szyderców gardzę tym światem
Zatem
Zdzielę was mej pięści batem
Zemsta strażnika straszniejsza niż wader
I te jego rakietki choćby w technologii HD

To wycedził i rzucił się na mnie jakby był gadem
Gonił mnie zaciekle przez lata i dekady
Bo nagadałem gdzieś że to on dzięki temu że ma układy pisze dla Strasburgera
Żarty do Familiady
Gonił mnie więc tak jak codzienne opłaty
Gonił aż dopadł pod mym domkiem i wycedził:
Zjem cię jak kromkę
Choć znam twe wyczyny w pojedynkach z Wietkongiem
4 miesiące chowałeś się pod wodą o-d-d-ychając przez słomkę
Urzekające
Jesteś kozak i masz moce ale i pecha bo dziś stoisz na mej drodze
Wchodzę
I już nie uratuje cię twa "filozofia trzeciego palca w lewej nodze"
Oooohhh
Notojamunato srodze
Kiedy puszczę wodze wiedz że ziemia d-r-ży g-dy nadchodzę
Jestem twardy i giętki jak Tretter na Jodze
Kamienie cewką rodzę
Znam piekła moce ocet
W oko ci załtwimy to walką
Jesteś Seagala kalką
A ja od szarej masy odstaję jak balkon
Będę więc twego mózgu pralką
A pranie trwać będzie długo bo
Zażywam Calgon

[2x]
Kiedy nie bedzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło pokonaliśmy w Azji
Kiedy nie będzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło e-LUC-e pokonał w Azji

Eeech
Mówię mówię mu walcz awanturniku
On pada w uniku
Mówię nie panikuj
Elucerymoninja ma szable w słowniku
Doładowane Tak-Takiem iq i
Figididab magii magików
I technik bez liku
Tam kicków kilka plików
Sto na minutę trików
Butem uderzam plik koralików
Te owijają go lecz sutacja kompliku
Je się kiedy ten połyka kilka piguł
I twardnieje jak lód lub drut
U mnie tylko natura na heroinę to bym napluł fuuu
Mówię zażywasz przegrywasz jak z Brisem smród
I wtedy dopada mnie jego but
Srruuu
Uuups (W takich chwilach mówię sobie)

Kiedy nie bedzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło pokonaliśmy w Azji
Kiedy nie będzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło e-LUC-e pokonał w Azji
Otwieram okno witam kolejny dzień
Za mną ciężka noc pytał się o mnie sen
Wiem dobrze wiem żeby nie tracić wiary
Trudny los wojownika w świecie gdzie nie ma granic.
Wrogami zawiść, chciwość, nienawiść,
Albo sam zabijesz albo dasz się zabić
Dłonie krwią splamić a familię ocalić
Na psychice blizny na zaufaniu rany
Wstaje nowy dzień a z nim stare koszmary
Nadzieja matką głupich nie dla mnie te slogany.
Wciąż siłę daje umacnia me działanie
Nigdy się nie cofnę to moje życie całe.
Nie ma szacunku zdobywanego strachem
Pamiętaj że na takich to się kładzie lachę
Zwyciężaj honorem jeśli się zowiesz bratem
Dzieciaki kumate czają dobrze tą jazdę
Tematy poważne załatwia się poważnie
Gdzie za wysokie loty szybko lądujesz na dnie
Normalnie jak zwyczajnie uniesiona pięść
Wyzwolona prawda gdzie taka prosta treść
Instynkt jak zwierz w tym świecie trzeba mieć
Optymizmu światło i pozytywny sens
Hemp Gru Lojalność trylogii druga część
Właśnie tak.

Bądź szybszy od cienia i twardszy od kamienia
Na drodze wojownika łatwego losu nie ma
Z prawdy jest ściema z byłego zioma hiena
Ty nie trać czujności dziadostwu powiedz siema. (2x)

Lojalność, nie wymagam za wiele
Pomagam gdy widzę jak trzeba się dziele
WDZ błysk w oku wciąż, wciąż na fali
Podążaj za nami (elo) pokój dla ziomali
Nowe doświadczenia uczą tego czego dziś nie umiesz
Będziesz nieraz w ciężkim szoku jeszcze nie rozumiesz
Zjebałeś układ więcej nie przestąpisz mego progu
Wątpisz w intencje wyciągnięte ręce wrogów
Są gotowe by rozerwać cię na strzępy
Opuścisz głowę i zlatują sępy
Dzięki za taką pomoc
Tak pomagasz bliźniemu? (hmmm).
Nie wiedząc czemu zostałeś samemu
Pamiętasz takie życie wyciągnąłeś wnioski (co??)
Język zbyt prosty kalkuluje koszty
Omawiam strategię działam wedle zasad
Nie jeden kozak co się prężył usiadł na kutasa
Był zbyt zachłanny
Utonął we własnym kale wyzionął ducha
I spłonął jak papier
Jestem uparty wciąż walczę dalej
Ciągle do przodu,powoli, wytrwale
Na nic twe żale, też nic nie miałem w domu
Ucz się módl i trenuj nawet po kryjomu
Dzieciak jesteś swego losu kowalem
Walcz by wygrywać będę powtarzać stale.

Bądź szybszy od cienia i twardszy od kamienia
Na drodze wojownika łatwego losu nie ma
Z prawdy jest ściema z byłego zioma hiena
Ty nie trać czujności dziadostwu powiedz siema (x2)
Jeżeli ten joint nie zamknie nam powiek, wypalmy ich kilka nie dbam o zdrowie
Nie ważne ile mam kobiet, ile mieć będę teraz z Tobą chce tak leżeć – a comprende?
Odłóż bagaż doświadczeń, smutków plecak, dotknij głową mojej, połóż się na plecach
Pomyśl o rzeczach o których marzysz, zróbmy to znów jak wtedy na plaży
Czy potem w przyczepie gdy byliśmy sami, a Ty ciągle myślałaś że jesteśmy pod gwiazdami
Dobra z nami los obszedł się ciężko, brak przyszłości, a to nie tylko przeszłość
One przejdą nie dam tym zdzirą siebie, to proste że już tak jak w zero seven
I choć strzelę czasem straszną gafę i choć już nie umiem to jeszcze potrafię
Odgarnij włosy teraz chodź lepiej, zobaczmy albo zróbmy może mount better
Wiem ten owoc nie zbyt blisko pada, nie myśl o tym jest 14 listopada

To był męczący tydzień, byłem i ledwo widzę
Leże na łożu po lewej tak jak chcesz, po mojej prawicy leż
To był męczący tydzień, byłem i ledwo widzę
Odgarniam Twe włosy, w kark Cie gryzę i fajnie że Ty nie mówisz nie

A tak naprawdę to wiesz że nie jestem uparty, leż gdzie chcesz, ja położę się ze strony tamtej
Ważne żebym czuł że leżysz obok mnie, coś więcej jest w tym niby lenistwie
Wiem, brakuje jeszcze nuty, w powietrzu wieje ciszą, wygłupy w łóżku... będę disc dżokejem
Zagram pierwsze skrzypce, zacznę od intro, po co szybciej, ja lubię długie intro
Skoro dziś to tylko my, ja i ty w tej kołdrze, mamy do nagrania cały long play
Intro na szyi, drugi track na dekolcie, trzeci na brzuchu, czwarty to gorące
Jakby to tylko było naprawdę krążkiem, nagrali byśmy wspólnie całą antologie
Nieskromnie ale na pewno nie będzie to epka, chyba że spontanicznie na imprezkach
Wiesz mógłbym tak leżeć i zasnąć, i zasnę ale najpierw nagrajmy outro

To był męczący tydzień, byłem i ledwo widzę
Leże na łożu po lewej tak jak chcesz, po mojej prawicy leż
To był męczący tydzień, byłem i ledwo widzę
Odgarniam Twe włosy, w kark Cie gryzę i fajnie że Ty nie mówisz nie

Leż, połóż się, kładź się na plecach, Eldo skradł alfabet albo spadł on z pieca
Ale Tobie królewno mogę dzisiaj obiecać, że odnajdę dla Ciebie el , przyjemność gdzie
Podniecaj się z wooolna i leżmy, potem zerżnę Cię w pół jak befsztyk
Jestem tak ordynarnie subtelny, wpuść mnie z transportem śmietany przez swój urząd celny
Dzielmy czas, strzelmy po lufce, dzięki Bogu nie na polówce, sprzęt nie maganolufsent
ale jest git, wolno oddychaj i leż tak płasko jak ziemia Giertycha
Swoje intencje zacznę odtajniać, biorę pilota włączam składy Geremszlajna
Kładę dłoń na Twojej potylicy i na pewno, zaczynam mieć wrażenie że ktoś pukał wewnątrz
A to tylko ja, a Ty tylko nie zgrzytaj, od kiedy nie jesz mięsa salami to dla Ciebie rarytas
Lay on back tak brzmiał angielski tytuł, kochanie sprawdź czy na plecach nie mam syfów

To był męczący tydzień, byłem i ledwo widzę
Leże na łożu po lewej tak jak chcesz, po mojej prawicy leż
To był męczący tydzień, byłem i ledwo widzę
Odgarniam Twe włosy, w kark Cie gryzę i fajnie że Ty nie mówisz nie
Oporowy melanż, ta, lubię to
Ale wiesz, że bywa z tym różnie
Bo zdrowy rozsądek, hmm, gubię go
Dlatego coraz częściej mówię stop
O której zaczyna się cała akcja dziś?
Jakoś 19:23
Kilka piw, cała banda samców
Którzy chcą dorwać te dupy na szpilkach dziś
Nieważne gdzie, ważne z kim
Kolejny drin, ustawka na setę na Ibizie
Cokolwiek, to takie ziomy są, że
Trzeba chwytać za sztachetę w remizie
Idziesz? nie wiesz czemu muszę być tam
To taki zew, który każe mi żyć tak
Pić jak weteran, który nie musi się z tym kryć
Jak uczniak, który na fajną dupę mówi suczka
Z tego powodu właśnie mówię stop
Do siebie i do moich kumpli stop
Dymanie bez gumki, pomieszane trunki
Ekstatyczne ładunki, stop

Dawaj, skończ już
Wiesz, że sam nie możesz tu
(Nie możesz tu, nie możesz tu) wypić więcej, więcej
Wstawaj, choć już, jutro musisz żyć
Obudzić się o 7:00, rusz więc się i wyjdź

Bajerka, dupa dziwnie na mnie zerka
Myśli chyba, że nie mogłem niżej upaść
To Ten Typ Mes drę mordę na nią
Równie dobrze mógłbym mówić jestem 2Pac
Ta sama impreza wciąż okropna
Mój ziom już ma zeza jak Marek Dochnal
Stop mówię mu, weź to zostaw
Ale on zeżarł ósmą pigułę i odpadł
Parkiet to nie miejsce dla mnie jest
Nie wyglądam jak Kanye West
Ale najgorsze jak dam się namówić
Po 15 piwie zamiast powiedzieć mi gdzie się zgubić
Fikołki odpierdalam lepiej niż na WF-ie
Upadam, podnoszę się i znowu leżę
Podbija panna, która waży więcej ode mnie
Myśli, że to z nią puszczę imprezę
Porażki, zawody miłosne, mężatki
Z reguły zazdrosne, proszę
Upadki te mogłem łatwo ominąć
Ale zawsze liczyłem na postęp
[tylko tekstyhh.pl]
Dawaj, skończ już
Wiesz, że sam nie możesz tu
(Taa, pędzę, pędzę) wypić więcej, więcej
Wstawaj, choć już, jutro musisz żyć
Obudzić się o 7:00, rusz więc się i wyjdź

Dawaj koleżko, wyjdź
Wyjdź już stąd
Nie możesz więcej pić
Widzę to
Nie daj się namówić na kreskę
Zmień swoją przestrzeń
(Nie mów co mam robić)

Dawaj, skończ już
Wiesz, że sam nie możesz tu
(Aha, tak, tak) wypić więcej, więcej
Wstawaj, choć już, jutro musisz żyć
Obudzić się o 7:00, rusz więc się i wyjdź
REF. x2
Stracic latwo godnosc , gdy zycie patologia
Czesto wychodzi podlosc , staje sie analogia
To moralny upadek to codziennych zdarzen swiadek
Czesto przez przypadek traci sie rownowage

1.Diabel kusi nas na codzien , tylko glupi nie odpowie
Czarne kruki miejskich schorzen, dlugi, bostwa i rozpusta
Tlusta z lustra (?) torba, dobrze wiem to morda
Rzadza doznan nas urzadza tak jak rzadza pieniadza
Chorda dziw lubiacych syf , zdziry kochaja banknoty
Zapach floty, drogie gabloty, piekny polski zloty
Plus dobry modny klub , masa tych wygodnych dup
Dupa tak zarabua wsrod bardzo podobnych suk
Szkoda gadac jak te suki czesza kieszen,
szczerza zeby i czekaja na kolejny prezent
Jest jak w niebie , nie tylko ty ja jebiesz, chlopak
konczy sie koka,gouda , flota zeby zalac pake
Juz cie nie kocha bo pierdolisz zwykla blache
Byla bo ty miales kase tymczasem zachowaj klase
To XXI w. witamy w Polsce,
nigdy nie myl tego z jakims tanim moralizatorstwem.

REF. x2
Stracic latwo godnosc , gdy zycie patologia
Czesto wychodzi podlosc , staje sie analogia
To moralny upadek to codziennych zdarzen swiadek
Czesto przez przypadek traci sie rownowage

2.To depresja , ujemna materia rodzi patologie
Alko jak bakteria , problem czesto staje sie nalogiem
Bowiem czarny omen nigdy nie odstapi kroku
Powod dowod na swoj sposob kazdy ma poryty globus
Pokus masa, kasa rozjebana w automatach
Cala wyplata zatopiona zostaje w (?)
Zywot na minusie na spolecznym marginesie
To procent pozwala na chwile zapomniec o stresie
Niesie smierc zbiera zniwo to powiedz alkoholikom
Ktorym sens zycia splynal w rynsztok,sensu nie widza
Wyszlo tak a nie inaczej pija, zala sie nad losem
Zgnija razem z tym chaosem , kazdy z nas stanie sie prochem
Kazdy z nas bedzie sadzony, kazdy bedzie musial odejsc
Wazne w jakim stylu czlowiek i czy z samym soba w zgodzie
To XXI w. witamy w Polsce,
nigdy nie myl tego z jakims tanim moralizatorstwem.

REF. x2
Stracic latwo godnosc , gdy zycie patologia
Czesto wychodzi podlosc , staje sie analogia
To moralny upadek to codziennych zdarzen swiadek
Czesto przez przypadek traci sie rownowage
ej dziewczyny, fajne mokasyny ma
będą piski, bo na imprę przybył sam
przewiezie je dużym Fiatem, Tico, Punto
mam na paznokciach droższy lakier niż to gówno

i to może imponuje tym lalkom
że masz z wyższej półki buty i wdzianko
ale jeśli ma mnie zwabić twój hajs to
wiedz, że płacę własną kartą
kiedy wchodzę do klubu krzyczysz au, ou
twoje teksty nie ruszają mnie za bardzo
jeszcze raz się odezwiesz, będzie sajgon
nie jestem zabawką

za kogo ty mnie masz?
chyba się z lekka pomyliłeś
jak nie chcesz dostać w twarz
to nie gap się już na mój ah-ah
za kogo ty mnie masz?
ej, ty, bo chyba nie ten adres
cokolwiek chcesz mi dać
stać mnie na własne

kiedy wchodzisz do klubu mówią uuu
pseudo-play'a wpadł na polowanie znów
znaleźć chętną pannę tutaj będzie łatwo
ale ja nie jestem tą panną
jeśli tańczę na barze to mam kaprys
i mam w dupie czy mnie na nim zauważysz
nie założę dla ciebie krótkiej kiecki weź
zrobię to dla siebie, wiesz?

nie chcę być dziewczyną z twojego refrenu
nie chcę dostać w klipie swoich 4 sekund
na bibie będę błyszczeć, ty wiesz przecież
na koncercie nie trzęsę tyłkiem lecz parkietem
kiedy patrzę tak na ciebie - z czym do ludzi?
czy w second-handach rzucili skórzane kurtki?
nic cię nie ośmiesza bardziej niż pozory
spieprzaj a swój browar do rachunku mi dolicz

[x2]
za kogo ty mnie masz?
chyba się z lekka pomyliłeś
jak nie chcesz dostać w twarz
to nie gap się już na mój ah-ah
za kogo ty mnie masz?
ej, ty, bo chyba nie ten adres
cokolwiek chcesz mi dać
stać mnie na własne
1. Zbyt zaufałem lufce i zwiniętej stu złotówce,
odpowiedź przyszła w jednej sekundzie na porodówce,
Zachodni wiatr przewiał myśli w chorej makówce,
jak halny co dla górali kończy się i samobójstwem.
Walka z lustrem, z cieniem, z demonami
dla tych co zwierzą, tym co zwą go imionami,
co mówi językami wszystkimi, chodzi nocami zimnymi,
co ukrywa się gdzieś po między innymi.
Widzieli go raz, siedział na kamieniu drzemał,
spojrzeniem kamienował, oddechem powalał drzewa,
był Adam i Ewa i On podobno,
nawet gdy jest ciemno na tarczy noszę godło,
pode mną siodło, (jadę tam gdzie horyzont)3x

Ref.
Gdy to usłyszysz, to zabije mocniej serce w piersi twej,
w tej ciszy co spowija nocą wszystkie moce dobre i złe.
Gdy to usłyszysz, to zabije mocniej serce w piersi twej,
w tej ciszy co spowija nocą wszystkie moce dobre i złe.
Te dobre i złe
Te dobre i złe
Te dobre i złe
Te dobre i złe

2. Siedzę w parku na ławce i obserwuj pościg,
gonią ku szczęśliwości ludzie dorośli,
wrośli w kult zazdrości wciągnięci w zawiłości,
zmęczeni mieszkańcy planety Ziemi.
Dla jednych czas się żenić, dla innych czas umierać,
a tak czy inaczej tylko tu, tylko teraz,
los poniewiera, ja mam futerał i mam broń,
nie pójdę na dno choć pewno nie będzie łatwo.
Nie zawsze światło pada na drogę przed Tobą,
skurwiele gonią za tobą, mam w sobie bombę jądrową,
i tak powoli ich gonitwę zmieniam we własną modlitwę.
Przedzieram się przez sito.

Ref.
Gdy to usłyszysz, to zabije mocniej serce w piersi twej,
w tej ciszy co spowija nocą wszystkie moce dobre i złe.
Gdy to usłyszysz, to zabije mocniej serce w piersi twej,
w tej ciszy co spowija (nocą wszystkie moce)3x
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo