Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ja mam 20 lat, Ty masz 20 lat przed nami siódme niebo...
Więc taka skryta i niedostępna proszę Ciebie (x5) nie bądź...
Ref. 2x
Dziewczyno jak wino uderzasz do głowy, aniele tak wiele dla Ciebie bym zrobił, podryw to dobry pomysł na wieczór - mój zapał Twój zapach unosi się w powietrzu.

Mez
Panienko pod Twe okienko uderzam jak ułan, to ja Luis Fernandez Mez Don Juan, to jedna z moich taktyk, styl a'la romantyk błyszczący intelektem, tajemniczy jak sekret, szalony jak break dance, wpadnij w moje szpony, to pewne - będzie nieźle hardkorowo jak Onyx, mam pomysł, tylko mi uwierz, daj się uwieść, ej pomyśl - ja i Ty i gromy z nieba, nie bacz na przeciwności - rozpal serca płomyk, dla Ciebie pisał bym wierszem poezji tomik. oh, jesteś wybuchowa jak proch, nawijam, dla Ciebie Włoch wykrzyknąłby - "Mamma mia", jesteś pięknym zjawiskiem, iskier trzask czas dla nas - dzwony miłości już biją na alarm, hipnotyzujesz jak morska syrena dziewko, nie przestane śpiewać Ci serenad, choć śpiewam kiepsko.

Ref. 2x

Mez
Druga opcja - podryw na hip-hopowca, nieprawdopodobny upał idzie jakaś ryba, niezła dzida, prędka akcja - wędka, spławik, stajesz "vis a vis" niej i zaczynasz prawić, mówisz: "Hi, Hi mam hajs hajs daj daj się poderwać, ajjj" znam wielu rap-artystów, znasz ich z teledysków, mam więcej fame'u niż Dre, więcej bejmów niż fiskus, nie męcz ją undergroundem, powiedz blazing, yo baby, jestem amazing, Mezi, gorący jak Jay-z, jest popyt na hip-hopy, wiem, ze tez słuchasz czarna muzę - Naughty by Nature, no co Ty? - ja tez ich lubię, zaproszę Cię na mój jacht jeśli dasz buzi, rejs zatoką, jacuzzi, just cruisin, wykorzystam szansę jak Patrice Loko, mam na Ciebie oko biało-głowo powiedz słowo, a wywołam rokosz.

Liber
To co widzę sprosta wszystkim wymaganiom, ej panienko, ta piosenka - pójdźmy za nią gdzieś... w niezbadany, zapomniany kanion, w Polsce słonce zaświeci dziś jak nad Hiszpanią, użyj ramion - podejdź bliżej i się przytul kotku, aniele jesteś celem wszystkich w tym ośrodku, a laleczki-seniority robią tylko marne tło, jesteś filią piekna jedna na milion sto, właściwie się nie dziwię, wiesz jak na mnie działa to, ruszę gdy usłyszę gong, będę walczył jak Tong Poo, ostro na Ciebie pójdę bez osłon, na wszystkie fronty, czyniąc Cię boginią moich świątyń (aniołku) dla Ciebie potnę tych kołków jak drwal, jak OeSTeR tych ze stołków i niech żyje bal, więc się chwal z kim spędziłaś te wieczorne pory - Mez, Liber Liber, Mez oto wzory i milką upory, chcesz zaśpiewam Ci jak Piasek, ale na ten balet wybierz się bez masek, jeszcze nie wiem kiedy wybuduje basen, ale na to nie licz, nie jestem R.Kelly, weź to sobie szybko rybko przelicz, polski raper, jeżdżę Fiatem albo Autosanem, bejbe nie No
Limit, tylko polski lejbel - prosto z WLKP - dla wszystkich fajnych babek, dla wszystkich fajnych babek
Ref. 2x
Dziewczyno jak wino uderzasz do głowy, aniele tak wiele dla Ciebie bym zrobił, podryw to dobry pomysł na wieczór - mój zapał Twój zapach unosi się w powietrzu.
Hej, hej, hej, hej, hej…

Mochnacki jak trup blady siadł przy klawikordzie
I z wolna jął próbować akord po akordzie.
Już ściany pełnej sali w żółtym toną blasku,
A tam w kącie kirasjer w wyzłacanym kasku,
A tu bliżej woń perfum, dam strojonych sznury,
A wyżej na galerii - milcz serce! - mundury.
Tylko jeden krok mały od sali go dzieli,
Krok jeden przez wgłębienie dla miejskiej kapeli -
On wie, że okop hardy w tej przepaści rośnie,
Więc skrył się za okopem i zagra o wiośnie.

Rozpędził blade palce świergotem w wiolinie,
I mały, smutny strumień spod ręki mu płynie.
Raz w raz rosa po białej pryska klawiaturze,
I raz po raz w wiolinie kwitną polne róże.
Rosną. Większe, smutniejsze, pełniejsze czerwienią,
Coraz niżej i niżej, uschną, w bas się zmienią!
Nie. Równo, równo rosną w jakiś smutny taniec.
Rozdrganą klawiaturę przebłagał wygnaniec,
I nagle się rozpłakał po klawiszach sztajer,
Aż poszedł szmer po sali, sali biedermeier.
Głupio, sennie, bezmyślnie kręci się i kręci.
Jakieś myśli chce straszne wyrzucić z pamięci,
Do piersi jakąś białą przytulił pierś drżącą
I czuje tuż przy piersi nieznośne gorąco,
I tysiąc świateł w oczach, w czyjejś twarzy dołki,
I zapach białej sukni, ubranej w fijołki, ubranej w fijołki

Magle złoty kirasjer poruszył się w kącie,
Sto myśli, jak kanonier, stanęło przy loncie,
Stu spojrzeń obcej sali przeszyły go miecze,
idzie Wstyd ku estradzie - czuje, jak go piecze.
Więc do basu ucieka i tępo weń tłucze,
Po tym tańcu szalonym niech ręce przeplucze,
Z tych czerwonych, duszących róż otrząsa płatki,
Rozsypuje po sali w tysiączne zagadki,
W sto znaków zapytania, sto szmerów niechęci,
Nie pyta. Już jest w basie, tam się wyświęci.
Raz, dwa, trzy, cztery - wali. Niechaj mu otworzą,
Niechaj wyjdą z chorągwią, wyjdą z Matką Bożą,
Niech mu końskie kopyta przelecą po twarzy
I niechaj go postawią gdziekolwiek na straży:
Na ulicy stać będzie z karabinem w dłoni...

...Słyszy sala: ktoś idzie, ostrogami dzwoni - ostrogami dzwoni

Ostrogą spiął melodię, a akompaniament
Szaleje, krzyczy w basie, rośnie w straszny zamęt -
Ku sali bagnetami już mierzy, już blisko -
I ton jeden uparcie wybija - nazwisko!!!
Wciąż czyste, w rozszalałe wplątuje się głosy
I wali, wali w basie murem Saragossy,
Oszalałych Hiszpanów wyciem, darciem, jękiem
I znów wraca ku górze załzawionym dźwiękiem -
W mazurze - nie - w mazurku idą wszystkie pary,
By całą klawiaturę owinąć w sztandary.
Zatrzymali się wszyscy w srebrzystych kontuszach,
A klawikord im ducha rozpłomienia w duszach
I wzdłuż długich szeregów przewija pas lity,
Tysiąc głów podgolonych podnosi w błękity
I wszystkie karabele jedną ujął dłonią
I uderzył w instrument tą piekielna bronią.
Aż struna się ugięła, ta w górze, płaczliwa.
I cisza jest w wiolinie. Cisza przeraźliwa.

……………………………………………

Po martwej, głupiej strunie, po fijołków woni,
Po czyichś smutnych oczach, jakiejś białej dłoni.
Jakichś światłach po nocy i szeptach w komorze,
Po księżycu, po gwiazdach - mój Boże! mój Boże! -
Gdzieś się gubi i zwija, przeciera pas lity,
Po księżycu, po gwiazdach, po Rzeczpospolitej.
Po sali idzie cisza przeraźliwa, blada
I obok tęgich boszów w pierwszym rzędzie siada.
Wzrok wlepia martwy, ślepy, w jakiś punkt na ścianie
I patrzy w Mochnackiego, kiedy grać przestanie, kiedy grać przestanie
. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
A on, blady jak ściana, plącze, zrywa tony
I kolor spod klawiszy wypruwa - czerwony,
Aż wreszcie wstał i z hukiem rzucił czarne wieko
I spojrzał - taką straszną, otwartą powieką,
Aż spazm ryknął, strach podły i z miejsc się porwali:
"Citoyens! Uciekać! Krew pachnie w tej sali!!!"
Krew pachnie w tej Sali, Krew pachnie w tej Sali,
Krew pachnie w tej Sali!!!
Nasz Klik jest gotowy jak sportowiec na zawody
Tyle czasu na treningi przeznaczenie bez swobody
Lat, miesięcy, dni, godzin, minut, sekund tych
Jesteś jak my ja to Ty - Ty to ja cały skład, cały świat
Super zajebisty brat, extra równa super wymiar
Wszystkim znana ta zadyma, nikt nie zmusza, nikt nie trzyma
Nikt nie szydzi, nikt nie zrzyna - zadyma, jedna wielka rodzina
Więzy krwi, wspólne łzy, jedna miłość, jeden typ
Jeden czyn, jeden rym, jeden podmuch, jeden styl
To ogla anymaniak trudna dzieciak, skurwysyn
Czarny koń, lub outsider zawodowo jak street fighter
Nie mam pierwszego gona chociaż nie źle walę w matę
Bo ulicznym stylem wielu frajerów pobiłem
Wygrywałem przed czasem chociaż nie raz się męczyłem
Zdobyłem kilkanaście tytułów i medali
Teraz pora by o Kliku wszyscy opowiadali
Słuchali, oceniali w rytm bitu się bujali
Puszczali to w kółko bawili razem z nami
Jak na balu pojebani lub na desce z dresiarzami
Nie pomyl nas czasami bo różnica między nami - gramy
Wschodnie czy zachodnie rusza
Kartonowe wytłoczki mają cały syf wygłuszać
Mocne sonika to gówno Cię zatyka nie porażam i makro
To nie moja taktyka zazdrościsz ASER'a wyrywam sampera
To kalsyka mistrzów a nie jakaś pozera czy ściema
Zrozum i poczuj nas tu nie ma, nas tu nie ma
Nas tu nie ma, nas tu nie ma, nas tu nie ma
No to kto atakuje, dlaczego się kotłuje?
Dlaczego nowe brzmienie Twoje ucho wciąż katuje?
Jeden klik, jeden trik czy oblicza łącze w mig
Poznań żyje, tętno bije, nikt nie strzela, nikt nie ginie
Trudny dzieciak i Slums Attack w Kliku jak w rodzinie

Którzy mówią to przeminie, jestem pewien, że nie zginie
I to prędzej przebije, mnie zabije tej liczby nie omine
132 - tak liczę w wersach zgine, z ciężkiej gatki słynę
Trudny dzieciak PC Park mixem me życie owinę
Że im flagę rozwinę, życie z braćmi przepłynę
Tam gdzie trzeba, podłożę rymu minę
Całe życie z betonu to ubieranka
A teraz ludzie mówią demoralizująca przebieranka
Osobowości ściema niczym dolców bańka
Ma pani mózg a ja polska ani ruska bańka w stańkach
Szukasz sensacji Południowe Centrum Park
Do zgonna ekipa tej samej oblamacji
Kupa śmiechu i muzycznej akcji
Nie wyginiemy nigdy, dobrze wiesz, że nie masz racji
Ulicznym słowem władam znów społecznej rywalizacji

[Mientha]
Ciągłym metalizacji, Południowo Centralny
Targany, zielenią osłaniany, z góry Meff przesłany
Siłą ognia jestem wspierany dzień fifla glow
I Sykuś, Syk, Syk, prosty uliczny Lutawhuiklik
Zjednoczony Poznań, tyle zobowiązań
Doznań ulicznych powiązań - jak kto woli
PCP jak kto chce, nie mów nie tylko nabij kane
I chuj i będzie Lutawhui, Lutawhuii
To ja Meffi Mientha jestem podzielony 132
Podwojony, płomieniem rozpalony i nie ugaszony
Tak jak mój i brat - synek fiflak anymaniak [anymaniak]

Pytasz kto to? Senne Oko WRE
Maniakalni debiutanci liściem złączeni
Od nienawiści do jednej miłości jedna klika
Wierna nie zmienna ekipa
Uliczna mowa niczym brudna robota
Południowe Centrum Park - opactwem bata
Harcerza Wargameju nie ważne o cene
Szarego człowieka bluzgają ściemą
Moja mata wasza strata
Najlepszą obrona - Atak!
Mówi brata, kilka osób jeden cel
Anymaniak, Peja PWE prawdziwej sceny z przekazem
Zmieniamy dzielnice jedziemy obrazem
132 wypełnia krąg w moim składzie
Z dnia na dzień kto z kim przystaję
Ten powinien zostaje i zapodaje
Reprezentuje, piszę w postaci tekstu ujmuję
Kilk ten moim drugim odbiciem
PC Parkowym obliczem
I moje miasto złą sławą owiane
Zgodnie ze zwyczajem
Robie do dobrej gry złą minę
Kolejny człowiek za mną z świata - nazywaj godzinę

Jak będzie trzeba rzekę przepłyne
Rozpędzam z czarnych chmur kurtynę
Blask otacza tą rodzinę, ze mną żyję, ze mną zginie
Odkrywając nieznane odnajduje gdzie jest szukane i zapomniane
Lamzas odbicie lustrzane, przesłane przez sen
Tak to te, outblank pwn tu jest
I co i jestem, przez korzenie po sam kwiat
Decks, Peja, PC Park my zmieniamy innym świat
Prawdy fakt dużo wart, wschodnie czy zachodnie wciska start
Poznańskie granie na pierwszym planie
Chcesz czy nie tak też zostanie
Poznań Rataje, kto z kim przystaje raz nacji dostaje
132 toną wszystkie blaski
Dla potrzeby zmieniam i wybieram aski
Korekcja zdarzenia obla albo wynik podwojenia
Crazy anymaniak w PC Parku
Na zawsze do końca istnienia
La la la la lato ziom... x4

Cały rok czekam na czerwiec,
na lato tak czekam, bejbe.
Na słońce gdy w zenit wejdzie
i twe promienie rozrzuci wszędzie.
Пусть всегда будет солнце,
Imprezowe noce gorące,
Пусть всегда будет лето,
La la la la lato ziom...

Tysiące lasek na mieście,
nie widziałeś ziom tego jeszcze.
Popatrz, na te najlepsze,
smażą się wszyscy, odpadną leszcze.
Bez Majorki się obejdzie,
wyskoczymy za miasto, bejbe.
Damy radę, przyjemnie będzie,
La la la la lato, bejbe...

Ref.
Latem leże sobie,
Latem nic nie robię.
L - A - T - O ... uuu la la la lato x2

La la la la lato ziom... x2

Z nieba żar leje się ostro,
olejkiem smaruj mnie siostro.
Wyglądasz tak bardzo słodko,
wow, ty jesteś toples stokrotko.
Zawsze niech będzie słońce,
kici kici miauu, laski gorące.
Zawsze niech będzie lato,
La la la la lato ziom...

Pomyślałeś, a co to za hit?
Lato, karramba, obciach i wstyd.
Nieprawda, rozkmiń to sobie,
lato również siedzi w twojej głowie.
Nawet nie wiesz, że sam o tym marzysz,
o tych niuniach na gorącej plaży.
Ja to kocham ziom stąd ten hit,
La la la la lato jest git...

Ref.
Latem leże sobie,
Latem nic nie robię.
L - A - T - O ... uuu la la la lato x2

La la la la lato ziom... x2

Ref.
Latem leże sobie,
Latem nic nie robię.
L - A - T - O ... uuu la la la lato x2
(Słyszysz to Fenomen, fenomen, studio efekt, raz, raz, co jest? Elo ej Ty, słyszysz słuchasz? Wiesz czemu Cię to rusza? Yelonky, W tym jest dusza, rap w miasto puszczam.)
1 Ekonom:
Ciągle pytacie nas o nową płytę, ona będzie uwierz, i pewnie teraz jej słuchasz, kiedy to do Ciebie to mówię, zobaczysz sens jak poczujesz sercem każdy tekst, jak odnajdziesz treść co między wersami jest ukryta gdzieś gdzie? Gdzieś. Gdzie? Musisz sam dostrzec zrozumiesz to wszystko jeżeli wsłuchasz się w to dobrze tylko weź to głośniej a poczujesz ten styl „Fenomen 3” słyszysz wracamy do gry. Czekałeś dosyć długo ale to jest nasz rytm między jedna a druga płyta po prostu musi być jakaś przerwa wtedy się widzimy na koncertach znowu w Polskę trafiamy do każdego miejsca studio efekt liryczna mekka pamiętasz? Moje osiedle na którym mieszkam Ty robisz sensacje? To weź kur.. przestań. Posłuchaj to muzyka dla Twego ucha.
Ref.
„Fenomen 3” słyszysz? Wracamy do gry!
„Fenomen 3” słyszysz? Wracamy do gry!
„Fenomen 3” słyszysz? Wracamy do gry!
(Fenomen..wracamy do gry)
2.Żólf:
Słyszysz nas?(Ty ) Jak nie to się wsłuchaj dokładnie to my „Fenomen 3” to jest ten bit, łapiemy jazdę. Wiesz to jest jak sen łapie oddech bo tracę tlen łapie oddech świeży powiem wiem jest nas Trzech. Ty „Fenomen 3” wracamy do gry „Fenomen 3” my 3 wciąż te same mordy. My 3 to jest nasze hobby się nie przykrzy wiesz kocham to jak pieniądze inni ja to kocham. Grać nagrywać dać wywiad grać być na bibach chlać piwa bywa i tak Ty patrz to dla moich ludzi pełen wypas bo od krzty światła i muzyka na samych jak Kostek skrecze(?? wokalu ??)lubię lecieć total moc mam chłopaku sprawdź płytę bit, wers, skrecz to ma kopa popatrz słuchaj „Fenomen 3” wracamy do gry!

Ref.
„Fenomen 3”
słyszysz słuchasz? (x3)
„Fenomen 3” słyszysz? Wracamy do gry!
„Fenomen 3” słyszysz? Wracamy do gry!
„Fenomen 3” słyszysz? Wracamy do gry!
Słyszysz słuchasz? Ej Ty.
Z mojego serca i z serc moich fanów
Płyną łzy żalu do Watykanu
Drogi Ojcze nasz Ojcze Święty
Ból w naszych sercach jest niepojęty
Każdy Polak każdy Ciebie kocha
Teraz każdy gdzieś za Tobą szlocha
Drogi "wujku" czy my damy radę
Sami pokonać życiową autostradę
Nie wiadomo i tego się boimy
Co bez Ciebie co teraz zrobimy
Ojcze Święty kto nas poprowadzi
Kto pokocha kto nigdy nie zdradzi
Jak Ty to się juz nie zdarzy
Czujemy się słabi i zupełnie nadzy
My Polacy Ojca pozbawieni
W smutku pogrążeni

"Musicie byc mocni
Drodzy bracia i siostry
Musicie byc mocni
Tą mocą, którą daje wiara
Musicie być mocni
Mocą wiary"

Karol Wojtyła przyjaciel Krakowa
Wielki kibic klubu "Cracovia"
Dla Karramby jedyny autorytet
Dla Polaków Król Rzeczypospolitej
Ten największy nieskazitelny
Swym zasadom do końca wierny
Jego słowa to nasz elementarz
Który każdy dobrze zapamięta
Musimy być mocni wielkie słowa
Każdy Polak w sercu je zachowa
Niechaj każdy słów tych się trzyma
Cała nasza polska rodzina
Bez podziałów tak jak sobie życzył
Miłość wokół i każdy niech to ćwiczy
Ojcze Święty wieczne odpoczywanie
Racz Ci dać, Panie

"Musicie byc mocni
Drodzy bracia i siostry
Musicie byc mocni
Tą mocą, którą daje wiara
Musicie być mocni
Mocą wiary"

My pokolenie JP2
Będziemy w sercu nosić Twe słowa
Będziemy mocni będziemy wierni
Dla swoich bliźnich miłosierni
Będziemy sercem sie kierować
Bo bo w nim nosimy Twoje słowa
Będziemy mocni nasz wielki Ojcze
Bedziemy mocni

"Musicie byc mocni
Drodzy bracia i siostry
Musicie byc mocni
Tą mocą, którą daje wiara
Musicie być mocni
Mocą wiary"

"Musicie byc mocni
Drodzy bracia i siostry
Musicie byc mocni
Tą mocą, którą daje wiara
Musicie być mocni
Mocą wiary"

"Musicie być mocni
Mocą wiary"
refren (Jędker)
Krew ziemi sól,solą ziemi krew. Gniew rodzi ból tak jak ból rodzi gniew.

(Jędker)
Zwykłe osiedle, za dnia niewinne. Psy wczuwają się jak w filmie. To dla Ciebie dziwne? Skąd. Nienawiścią bije każdy mur, każdy kąt. Za daleko stąd do gór złotych tu najłatwiej nocą poczuć ból i kłopoty. Co za ludzie mordują się dla paru złotych? Krew solą tej ziemi, to co dokonane się nie zmieni. W smutku pogrążeni tracą bliskich by za późno ich docenić...

refren (Jędker)
Krew ziemi sól,solą ziemi krew. Gniew rodzi ból tak jak ból rodzi gniew.

(Jędker)
Była zima, ciemna strefa miasta, dochodziła 19, stałem sam nie z ekipą. Tajne psy otoczyły mnie znikąd. Było im bardzo przykro, nic nie znaleźli. Sztywno swoje twierdzić przekazał świętej pamięci. 7lat latowała Go ubecja, ja inaczej, bo od dziecka nie zaznałem wojny. Bądź spokojny, wcale jej nie szukam. Na czarną godzinę odłóż gniew. Krew płynie kanałami całej strefy. W obronie własnej walczyć, bo to konkrety. Blizny na twarzach starców w autobusach, miejsca pamięci na ulicach miasta, z którego nie miała zostaź nawet miazga...

refren (Jędker)
Krew ziemi sól,solą ziemi krew. Gniew rodzi ból tak jak ból rodzi gniew.
Pamiętam kiedyś moje życie jak koszmarny sen,
zanieczyszczone emocje, zanieczyszczony tlen,
to ten moment, gdy stanąłem nieruchomo w martwym punkcie,
pucha moim domem, zatrzymany w czasu nurcie.
Tik tak, tik tak, wskazówka się nie cofa,
tik tak, tik tak, zniknęło to co kocham,
leże nie szlocham, znosze próżni katusze,
ale czuje jak każda sekunda rozrywa mi duszę.
Być tu muszę, dziś, jutro, pojutrze,
droga do wolności to przy pasku gada klucze,
chcę stąd uciec, robie to gdy zasypiam,
ale gdy się budzę raj znika.
Od apelu do apelu, snuję plany na przyszłość,
to trzyma mnie przy życiu, tłumi złość, gdy mam dość.
Teraz już wiem tak teraz już rozumiem,
czekam na zmartwychwstanie, dzień otwierania trumien.

Ref.
To jedna szansa, szansa jedna na milion,
aby uciec z tego świata w którym marzenia giną,
jeśli odbiłeś się od dna tego piekła,
to nie wracaj tu więcej, nie patrz za siebie, nie zerkaj.

Wychodzę na świat, koniec niewoli wątku,
cieszę się bardziej niż bym trafił szóstkę w Totolotku,
uczę się życia ponownie po za celą,
która była miejscem pogrzebanym sześć stóp pod ziemią.
Coś we mnie w środku zmieniło się na zawsze,
jestem innym człowiekiem, inaczej na wszystko patrze,
muszę się ogarnąć to od losu nowa szansa,
mam cel przede wszystkim nigdy tam nie wracać.
Po jakimś czasie marzenia uleciały,
jak ptaki w ciepłe kraje to polski obraz szary.
Nie wiem co robić, walczy we mnie anioł z diabłem,
mam pracować za groszę czy kraść tak jak kradłem?
Gdy tak czekałem bezczynnie stojąc w miejscu,
przypomniałem sobie, że mam talent do pisania tekstów,
to mój cel z nim chce do raju ucieć,
wydostałem się z piekła już nigdy tam nie wrócę.

Ref.
To jedna szansa, szansa jedna na milion,
aby uciec z tego świata w którym marzenia giną,
jeśli odbiłeś się od dna tego piekła,
to nie wracaj tu więcej, nie patrz za siebie, nie zerkaj.

Jeden świat, jeden Bóg, jeden wróg a Ty w nim,
jeden kat, jeden ból, jeden trud, ile to już dni?
Drażni Cię ta codzienność szara, w oczy patrz mi,
widzę w nich strach i nie wiara kocioł jaźni.
Bądźmy poważni, bądźmy ziomku szczerzy,
nie dojdziesz do niczego wciąż katując na playstation,
skończ pieprzyć, że nic nie potrafisz,
każdy ma jakiś talent, leniu skończ flora palić.
Przestań palić, przestań pić jak Ci nie służy,
skocz do głębokiej wody zamiast taplać się w kałuży,
jeśli cię nuży, codzienny dzień świstaka,
przestań z fusów wróżyć, niedoli pokaż fucka.
Znika padaka, gdy obierasz cel, frontalny atak,
zostań Panem życia, pożegnaj nieboraka,
gdy nad swoim losem płaczesz to zapamiętaj,
to Ty kreujesz przyszłość, wszystko w Twoich rękach.

Ref.
To jedna szansa, szansa jedna na milion,
aby uciec z tego świata w którym marzenia giną,
jeśli odbiłeś się od dna tego piekła,
to nie wracaj tu więcej, nie patrz za siebie, nie zerkaj. 2x
Lecę ostrym łukiem dziś i jadę po bandzie,
komu JD na lodzie, a ktoś może woli gandzię,
może też być mix to nie będzie w pogardzie,
wykaż inicjatywę, pokaż jaki z ciebie twardziel,
masa alkoholu wlewana przez gardziel,
rano rozstrój żołądka jak po McDonaldzie,
debet rośnie, minusy na saldzie,
ale my takie loty to lubimy najbardziej,

ja lecę i jestem już w chmurach
to jest ostry kocioł, tu zgubi cię brawura,
jest awantura, jest druga tura,
słowiańska balanga nigdy nie ponura,
Słowianów melanżu porywista wichura,
tu trunki szlachetne, tu nikt nie zamula,
jeśli lecisz na anecie twarz będziesz mieć w szczurach,
chemiczne specyfiki nie dla nas akurat,

kolejna łycha, nie wiem już która,
tacę ktoś wyjebał, no cóż, ale burak,
przy okrągłym stole jak u króla Artura,
niepotrzebna już chmura tylko twoja maniura,
jak się znowu zobaczymy polecimy też na fula
bo taka już nasz słowiańska natura.

To jest łuk, łuk, ostry łuk,
jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
to słowiańskie natarcie na Króla Kraka gród,
to jest łuk, łuk, to jest ostra banda,
to słowiański ród oraz ostra balanga.

Czech

Szacunek do ludzi, jestem tego warty,
frajer płacze gdy robię sobie party,
nikt mnie nie zatrzyma, na tą płytę czekał,
dobry chłopaczyna, bandą, łukiem, z wielkim hukiem,
dla innego to jest głupie, ja zostaję przy swojej grupie,
z hardcorowym słowem, z hardcorowym ruchem,
nie raz na wariata, jak coś wpada to wspomagam brata,
melanż był gruby, spłacam go w ratach,
pamiętaj, pieniądz to największa szmata.
Firma!

To jest łuk, łuk, ostry łuk,
jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
to słowiańskie natarcie na Króla Kraka gród,
to jest łuk, łuk, to jest ostra banda,
to słowiański ród oraz ostra balanga.

Czech

To jest łuk, łuk, ostry łuk,
nie jednemu nagle wessało gruby łup,
nie jednego wpierdoli na długie lata w cug,
nie jednego poniosło i wygląda jak trup,
bo dalej piorą beret twarde narkotyki,
wokół co raz częściej widzę frajerskie myki,
macie tu od Firmy dawkę przekazu klasyki,
ja idę lekkim łukiem ale trzymam się logiki.
Często mnie trafisz jak mam zajęte dłonie,
bo kręcę grube lolki w eleganckim gronie,
nienawiść do kurewstwa jak skun w sercach płonie
nawet jak idziesz łukiem trzymaj się zasad ziomek.
Alkohol, dragi, najebane dupy,
zaszczepiony bez kontroli, robi na krechę zakupy,
ostry luk zbiera żniwa, długi, saksy, rany, trupy,
niech w farcie trzyma ludzi z każdej dobrej grupy.

To jest łuk, łuk, ostry łuk,
jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
to słowiańskie natarcie na Króla Kraka gród,
to jest łuk, łuk, to jest ostra banda,
to słowiański ród oraz ostra balanga.

Lecisz łukiem, gdy opuszczony kukiel, balety z hukiem,
gdy substancji bukiet, ponosi cię faza do nuty z przytupem,
zaniedbujesz kurę, ona z nudów kręci pukiel,
bania za banią, nie zwalniasz na minutę,
potrójnie widzisz na lusterku siupę,
lecisz za ostro i masz chama tupet,
ogarnij fazę bo skończy się trupem.

To jest łuk, to jest łuk, to jest łuk,
tam gdzie domówka, tam gdzie pełen klub.
To jest łuk, to jest łuk, to jest ostry łuk,
leci z nami pierwszą klasą imprezowy czub.
To jest łuk, to jest łuk, to jest łuk,
ziomek nie połam nóg o fazy próg.
To jest łuk, to jest łuk i melanżu wyższa ranga,
nie poleć za wysoko bo strąci cię Al Kaida
.
Czech

To jest łuk, łuk, ostry łuk,
jeśli nie masz tu praktyki to powali cię z nóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
jak nie będziesz kontrolował to opuści cię Bóg,
to jest łuk, łuk, ostry łuk,
to słowiańskie natarcie na Króla Kraka gród,
to jest łuk, łuk, to jest ostra banda,
to słowiański ród oraz ostra balanga.
Nie dla mnie cały ten poklask,
poklask na raz.
Nie dla mnie cały ten bit
towarzystwa wzajemnej adoracji.
Nie dla mnie to głaskanie,
szemranie krytyków.
Nie dla mnie to szczekanie
przeintelektualizowanych speców od awangardy.
Nie jestem żadnym głosem pokolenia.
Śpiewam naiwnie o mojej miłości
co ma różne twarze

I tylko tobie, tobie padam do stóp...
Tylko tobie...
I tylko tobie...

jak ten gnojek, który popisuje się jak tylko może
padam z pieśnią, co kuleje i utyka
zrób mi dobrze,
ja tobie dobrze zrobię,
tylko tobie...

I tylko tobie, tobie padam do stóp...
Tylko tobie...
I tylko tobie...

Nie podlizuję się żadnej publiczności,
nie kupuję jej tanimi hasełkami.
Miłość utonęła gdzieś w reklamowych gadżetach,
które kuszą w tę zachlapaną noc.
Teraz głośno wypada mówić jedynie o targetach,
które z otwartą gębą czekają na cud.
Odnajduje na twoim ciele
odciski palców tych frajerów,
co nie gorsi są niż ja,
co nie gorsi są niż ja.

I tylko tobie, tobie padam do stóp...
Tylko tobie...
I tylko tobie...
Nic tylko siła…
Nie w żyłach a na tyłach
Nie śpisz przez prestiż
Który chciałbyś mieć
Niestety cieć może tylko chcieć
Wygrażasz bo uważasz się za gościa
Polegasz na znajomościach
Czuję w kościach
Ostra cosa nostra, postrach
Tylko mu się postaw
W ustach jazda do cna mocna
W pięściach mniej owocna
Lecz wiedz że odsiecz uderzy jak miecz
Odbezpiecz co masz
Bo sam nie dasz rady to układy
Silny robi się słaby
Czarny robi się blady
Jak w obliczu zagłady
Jesteś sam a tam z bram
Dziesięciu biegnie tu Uu!
Solo się nie zadowolą
Nie biegną witać chlebem, solą
Raczej ryj ci rozpierdolą
O zasadach nikt nie wspomniał
O napadach było wczoraj telewizorze
A dziś o tej porze na dworze gwiazdorze
Zagrasz główną rolę w tym horrorze
Nic ci nie pomoże, możesz pomyśleć
O pokorze… o doktorze… o mój boże!

Ref.
Dziś zagra ci paragraf 210
I nie pomogą mięśnie
Ćwiczone całą jesień
Jest tylko jedna zasada
- nie obowiązuje żadna zasada
Jedna rada
- biada temu który wpada pod kopyta stada

To jest test kto jest ten de best
Jeden gest, czasem też nawet bez
Bo spojrzenie wystarczy
I pies już warczy
Jeden wróci z tarczą drugi na tarczy
Nie można spasować
Bo trzeba zachować twarz
Ile masz tyle dasz
Zagrasz va bank na bank
Dym i płyn zabrania odpuszczania
- skutecznie!
Zniewaga wymaga wyjaśniania
- ręcznie!
Rozwaga ma laga
Plaga nienawiści
Nie błaga nikt litości
Prości w swej złości
Jak bydło bez duszy
Wyczuje zagrożenie
I… RUSZY!
Instynkt samozachowawczy
Nie ma ofiar są sami oprawcy
Czyli dwóch debili
Poddanych chwili
W niewoli promili
Skończyli być mili
Teraz to tylko kwestia siły
I tu kurwa możesz się grubo pomylić!
Bo jak sam nie może
To pomoże sobie nożem
Więc proszę cię boże
Byś zrobił co możesz
Proszę bym nie padł na nosze
Powalony ciosem przez kosę
Frustracja się szerzy
Strzeż się ulicznych żołnierzy
Którym na niczym nie zależy
Na ulicach jest gnój
Kto nie swój ten jest chuj
Więc nie truj jak jest tu

Ref.
Nie zapomnij skurwysynie
Nie jesteś w kinie
Znajdujesz się w krainie opartej na sile
Tu rządzą świnie a słaby ginie
W tej szarej machinie
Ja o tym pamiętam jak o swojej rodzinie
Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

Z roku na rok starszy, ale duchem wciąż jak dzieciak,
Już nie chce mi się czekać, za złem świata uciekać
Zagrożenie sam dla siebie, oto ja, ta wsza
Niekontrolowana pchła co pod prąd wciąż się wija
Wciąż przepita szyja wciąż hece wywija
Wciąż skurwieli dobija,a najbliższych wciąż wspiera
Oto gadka szczera jeśli jeszcze żeś nie załapał
Tu mija 10 lat nadal mam młodzieńczy zapal
Debiut fonograficzny wstecz dekadę bieda precz,
Bieda zła rzecz - nie chce tej kurwy mieć
I żeby nie wiem co nie chcę tu głupoty palnąć
Ale biedy niczym kurwy, do domy nie dam przygarnąć
Życia nie znałem, biedak nie wie co to życie,
Wierzycie, sami wiecie, że do dupy z takim życiem
Nie utonąć w zachwycie, bez szans na takie harce,
Przysięgałem przed bogiem, że nie skończę jak ci w Barce,
Anonimowe wsparcie, kto dawał Wszy żarcie,
Mowie o tym otwarcie, masz więcej? oddaj,
Sam nie zeżresz? nie chowaj, nie chomikuj, nie noraj,
Podziel się z tym, co nic nie jadł od wczoraj,
Jak nie to kurwo konaj, do tych wierszy się przekonaj,
Jesteś swój? łapiesz moment swego życia prisoner
Już nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę,
Nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę.

Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

I były takie dni, że na nic nie było sił,
Że człowiek był bezsilny i w tej bezsilności gnił,
Nie liczyłem na cuda, czy wierzyłem że się uda?
Śmiałem się z filmów, w których ludziom się odmieniał,
Parszywy los, z dnia na dzień bo w realu, dzień w dzień,
Widziałem co innego, wiem, że wiesz o co mi biega
Wiedział też każdy kolega, już w czasach podstawówki,
Obdarci, biedni, lecz bystrzaki, nie półgłówki
Miałem co innego w planach, bez drugiego śniadania,
Z książka pod pachą, uciekałem w świat marzeń,
Od złych, codziennych zdarzeń, do domu nie spieszno wracać,
Waldas znów leczy kaca, wyniszczała go praca,
Nie chcąc uczyć się w hałasach, chłonę życie na streecie,
Od początku, już do końca, nieśmiertelne Jeżyce,
Spróbuj znaleźć dziewice, dokładnie 10 lat temu,
Wiedziałem że w tym jestem, nie bez powodu, celu,
Więc inaczej niż wielu znanych mi rówieśników,
Wciąż przy głośniku, z kartką w zeszyciku,
Zapisywałem bełwy, że bronx, bronx bez przerwy,
Na życie pazerny miałem już zszargane nerwy,
24.03.06 on odszedł, a ja jestem na swoim,
Ze slamsów Mały Książe, z kupą długów, czy zdąrzę?
Wyprawiliśmy pogrzeb, i weź tu pomyśl mądrze,
I gdzie znów byłeś Boże?

W chacie mam zmrok, znów odcięli mi prąd,
Wole ulicy jazgot, o tej porze w dół fiasko,
Czas wyruszyć na miasto, czy chciałem tam siać zło?
Jak ja takimi gardzą, miałem wybór? Nie bardzo.
Czy bałem się patrząc, dziś na to z perspektywy,
Pozbawiony miłości, byłem w chuj nieszczęśliwy,
To był mój ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych
Ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych.

Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

Praca, pasja, fart, trochę talentu,
Oto wszystkie tajniki Rysiowego patentu
Kopalnia mętu Kozak był tylko z nazwiska,
Ale nigdy nie zapomnę, tego prześmiesznego pyska,
Upadł wydawca, artysta, patrząc na to przez pryzmat,
Następstw i zdarzeń, czy to jedno i to samo?
96 od tego roku z rapu zarabiam siano,
Wcześniej pakowałem w ten interes cały szmal,
By ten syf na demach grał, na ulicach był szał,
Wszędzie docierała, moja plugawa mowa,
Niecenzuralne słowa, mój świat zdarzył zwariować.
Wielu z was już tu nie ma, kilku szybciej chłonie ziemia,
Zapomniana dzielnica i nic się nie zmienia,
Poza tym, że mi wyszło a ty nie szykuj dla mnie noszy,
Dobrze wiesz, że 5 lat temu nie dałbyś za mnie 5 groszy,
Nie czuj się przez to gorszy,[wstyd] bo kiedyś byłeś lepszy,
Ja nie będę triumfował, głupot nie będę pieprzył,
A do ciebie skarbie jedno, gdybym mógł cię przekonać,
Może gdybym cofnął czas, zechciałaś byś mnie pokochać?

Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

[Pamiętam, nie zapomnę, nie zapomnę pamiętam
Tak ma być, tak jest, tak już będzie do końca]
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo