Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

Z roku na rok starszy, ale duchem wciąż jak dzieciak,
Już nie chce mi się czekać, za złem świata uciekać
Zagrożenie sam dla siebie, oto ja, ta wsza
Niekontrolowana pchła co pod prąd wciąż się wija
Wciąż przepita szyja wciąż hece wywija
Wciąż skurwieli dobija,a najbliższych wciąż wspiera
Oto gadka szczera jeśli jeszcze żeś nie załapał
Tu mija 10 lat nadal mam młodzieńczy zapal
Debiut fonograficzny wstecz dekadę bieda precz,
Bieda zła rzecz - nie chce tej kurwy mieć
I żeby nie wiem co nie chcę tu głupoty palnąć
Ale biedy niczym kurwy, do domy nie dam przygarnąć
Życia nie znałem, biedak nie wie co to życie,
Wierzycie, sami wiecie, że do dupy z takim życiem
Nie utonąć w zachwycie, bez szans na takie harce,
Przysięgałem przed bogiem, że nie skończę jak ci w Barce,
Anonimowe wsparcie, kto dawał Wszy żarcie,
Mowie o tym otwarcie, masz więcej? oddaj,
Sam nie zeżresz? nie chowaj, nie chomikuj, nie noraj,
Podziel się z tym, co nic nie jadł od wczoraj,
Jak nie to kurwo konaj, do tych wierszy się przekonaj,
Jesteś swój? łapiesz moment swego życia prisoner
Już nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę,
Nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę.

Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

I były takie dni, że na nic nie było sił,
Że człowiek był bezsilny i w tej bezsilności gnił,
Nie liczyłem na cuda, czy wierzyłem że się uda?
Śmiałem się z filmów, w których ludziom się odmieniał,
Parszywy los, z dnia na dzień bo w realu, dzień w dzień,
Widziałem co innego, wiem, że wiesz o co mi biega
Wiedział też każdy kolega, już w czasach podstawówki,
Obdarci, biedni, lecz bystrzaki, nie półgłówki
Miałem co innego w planach, bez drugiego śniadania,
Z książka pod pachą, uciekałem w świat marzeń,
Od złych, codziennych zdarzeń, do domu nie spieszno wracać,
Waldas znów leczy kaca, wyniszczała go praca,
Nie chcąc uczyć się w hałasach, chłonę życie na streecie,
Od początku, już do końca, nieśmiertelne Jeżyce,
Spróbuj znaleźć dziewice, dokładnie 10 lat temu,
Wiedziałem że w tym jestem, nie bez powodu, celu,
Więc inaczej niż wielu znanych mi rówieśników,
Wciąż przy głośniku, z kartką w zeszyciku,
Zapisywałem bełwy, że bronx, bronx bez przerwy,
Na życie pazerny miałem już zszargane nerwy,
24.03.06 on odszedł, a ja jestem na swoim,
Ze slamsów Mały Książe, z kupą długów, czy zdąrzę?
Wyprawiliśmy pogrzeb, i weź tu pomyśl mądrze,
I gdzie znów byłeś Boże?

W chacie mam zmrok, znów odcięli mi prąd,
Wole ulicy jazgot, o tej porze w dół fiasko,
Czas wyruszyć na miasto, czy chciałem tam siać zło?
Jak ja takimi gardzą, miałem wybór? Nie bardzo.
Czy bałem się patrząc, dziś na to z perspektywy,
Pozbawiony miłości, byłem w chuj nieszczęśliwy,
To był mój ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych
Ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych.

Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

Praca, pasja, fart, trochę talentu,
Oto wszystkie tajniki Rysiowego patentu
Kopalnia mętu Kozak był tylko z nazwiska,
Ale nigdy nie zapomnę, tego prześmiesznego pyska,
Upadł wydawca, artysta, patrząc na to przez pryzmat,
Następstw i zdarzeń, czy to jedno i to samo?
96 od tego roku z rapu zarabiam siano,
Wcześniej pakowałem w ten interes cały szmal,
By ten syf na demach grał, na ulicach był szał,
Wszędzie docierała, moja plugawa mowa,
Niecenzuralne słowa, mój świat zdarzył zwariować.
Wielu z was już tu nie ma, kilku szybciej chłonie ziemia,
Zapomniana dzielnica i nic się nie zmienia,
Poza tym, że mi wyszło a ty nie szykuj dla mnie noszy,
Dobrze wiesz, że 5 lat temu nie dałbyś za mnie 5 groszy,
Nie czuj się przez to gorszy,[wstyd] bo kiedyś byłeś lepszy,
Ja nie będę triumfował, głupot nie będę pieprzył,
A do ciebie skarbie jedno, gdybym mógł cię przekonać,
Może gdybym cofnął czas, zechciałaś byś mnie pokochać?

Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

[Pamiętam, nie zapomnę, nie zapomnę pamiętam
Tak ma być, tak jest, tak już będzie do końca]
Otwieram okno witam kolejny dzień
Za mną ciężka noc pytał się o mnie sen
Wiem dobrze wiem żeby nie tracić wiary
Trudny los wojownika w świecie gdzie nie ma granic.
Wrogami zawiść, chciwość, nienawiść,
Albo sam zabijesz albo dasz się zabić
Dłonie krwią splamić a familię ocalić
Na psychice blizny na zaufaniu rany
Wstaje nowy dzień a z nim stare koszmary
Nadzieja matką głupich nie dla mnie te slogany.
Wciąż siłę daje umacnia me działanie
Nigdy się nie cofnę to moje życie całe.
Nie ma szacunku zdobywanego strachem
Pamiętaj że na takich to się kładzie lachę
Zwyciężaj honorem jeśli się zowiesz bratem
Dzieciaki kumate czają dobrze tą jazdę
Tematy poważne załatwia się poważnie
Gdzie za wysokie loty szybko lądujesz na dnie
Normalnie jak zwyczajnie uniesiona pięść
Wyzwolona prawda gdzie taka prosta treść
Instynkt jak zwierz w tym świecie trzeba mieć
Optymizmu światło i pozytywny sens
Hemp Gru Lojalność trylogii druga część
Właśnie tak.

Bądź szybszy od cienia i twardszy od kamienia
Na drodze wojownika łatwego losu nie ma
Z prawdy jest ściema z byłego zioma hiena
Ty nie trać czujności dziadostwu powiedz siema. (2x)

Lojalność, nie wymagam za wiele
Pomagam gdy widzę jak trzeba się dziele
WDZ błysk w oku wciąż, wciąż na fali
Podążaj za nami (elo) pokój dla ziomali
Nowe doświadczenia uczą tego czego dziś nie umiesz
Będziesz nieraz w ciężkim szoku jeszcze nie rozumiesz
Zjebałeś układ więcej nie przestąpisz mego progu
Wątpisz w intencje wyciągnięte ręce wrogów
Są gotowe by rozerwać cię na strzępy
Opuścisz głowę i zlatują sępy
Dzięki za taką pomoc
Tak pomagasz bliźniemu? (hmmm).
Nie wiedząc czemu zostałeś samemu
Pamiętasz takie życie wyciągnąłeś wnioski (co??)
Język zbyt prosty kalkuluje koszty
Omawiam strategię działam wedle zasad
Nie jeden kozak co się prężył usiadł na kutasa
Był zbyt zachłanny
Utonął we własnym kale wyzionął ducha
I spłonął jak papier
Jestem uparty wciąż walczę dalej
Ciągle do przodu,powoli, wytrwale
Na nic twe żale, też nic nie miałem w domu
Ucz się módl i trenuj nawet po kryjomu
Dzieciak jesteś swego losu kowalem
Walcz by wygrywać będę powtarzać stale.

Bądź szybszy od cienia i twardszy od kamienia
Na drodze wojownika łatwego losu nie ma
Z prawdy jest ściema z byłego zioma hiena
Ty nie trać czujności dziadostwu powiedz siema (x2)
Ref.: Dzisiaj uciekam w modlitwę.
Nawet jeśli to, tylko piękny mit.
Zostawiam całą gonitwę.
Zamykam oczy, a Ty, mów tak pięknie mi.

1. Ja wciąż nie wiem,
Czy zrobiłem wszystko, co mogłem,
by to co dookoła nie było tak podłe.
Znów zapominam, co dobre, co mądre,
Goniąc to co modne.
I modle się, choć wyznaje wartości świeckie,
O więcej miłości w tym społeczeństwie.
Jesteśmy w niebezpieczeństwie,
Bo deptamy siebie w pogoni za własnym szczęściem.
I znów opadają ręce,
Gdy widzę tą samą agresję,
na ulicy i na Wiejskiej.
Każdy ma swoją wersję prawdy.
Leki na depresję bierze niemal każdy.
Dziś możemy tylko wspólnie się pomodlić.
Tylu jest ludzi, którzy Ci już Ci pomogli.
Jesteśmy w sumie do siebie podobni,
Trzeba tylko znaleźć wspólny mianownik.

Ref.: Dzisiaj uciekam w modlitwę.
Nawet jeśli to, tylko piękny mit.
Zostawiam całą gonitwę.
Zamykam oczy, a Ty, mów tak pięknie mi.

Chcę uciec jak najdalej,
od świata, który rani nas.
Codziennie, w to, co piękne.
Może to być złudzenie,
lecz chce znaleźć pocieszenie.
W modlitwie, w modlitwie!

2 I coraz częściej mam w głowie mętlik,
i daję sobie spokój,
Przestaję na chwilę pędzić.
Nic mnie nie grzeje, nic mnie nie ziębi,
Siedzę w domu i palę mądre księgi.
Wole wierzyć w coś, niż nie wierzyć nic.
Dlaczego spadam zawsze w drodze na szczyt?
I po raz kolejny słyszę życia zgrzyt.
I uciekam w modlitwę, uciekam w mit.
To siedzi, tak głęboko w człowieku,
Od wieków,
Przeczucie, że czuwa nad nim dobry opiekun.
By życie miało jakąś wartość i sens,
By chciało nam się rano ruszać, w kolejny rejs.

Ref.: Dzisiaj uciekam w modlitwę.
Nawet jeśli to, tylko piękny mit.
Zostawiam całą gonitwę.
Zamykam oczy, a Ty, mów tak pięknie mi.

Chcę uciec jak najdalej,
od świata, który rani nas.
Codziennie, w to, co piękne.
Może to być złudzenie,
lecz chce znaleźć pocieszenie.
W modlitwie, w modlitwie!

Dzisiaj uciekam w modlitwę...
[2x]
Kiedy nie bedzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło pokonaliśmy w Azji
Kiedy nie będzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło e-LUC-e pokonał w Azji

Patrząc na Pudziana zechciałem wrócić do dawnej formy
Do przebudzenia minus 303 kiedy niepokorny
Toczyłem wojny
Kwadrotricepsy zdobiły mnie jak Norwegię fiordy
Zatem wtem zabrałem w sobie pospolite hordy
I tempem w mig nowe szorty
Na dyskę, siłkę i korty
Już widzę czorty zanoszące się piskiem
Jedna podnosi nogę chyba by pokazać mi myszkę
Mogę więc rzucam jej dyszkę
Odbiję na siłowni gdzie noszę własne hantle więc dali mi zniżkę
(2 zyle...) 2 zyle bo 2 zyle ale te dwa zyle także karmą
A kiedy idę robić tylko pompki wchodzę tam całkiem za darmo (Wow!)
Pakuję, piję czarną
Z dwoma łyżkami soli
W myślach jak zwykle dźwięki harmonicznej trioli przekładam na holizm
Wtedy nagle jak jajo w imadle lub nagle jak tęcza pojawia się Czak Noriz
Tęczak Noriz?
Nie, nie tęcza ino jak tęcza Czak Noriz
Małpi karateka sokoli demon
Kładący na matę
On to dobrowolnie demonstruje siłę drąc drogą ceratę
Spojrzał na mnie jakbym był skrzatem
I zarzucił takim oto tematem:

Z półobrotu w klatę otrzyma i zejdzie jak lody latem
Każdy kto nikczemnie kpił ze mnie i mego karate
Wybiłem już miliardy szyderców gardzę tym światem
Zatem
Zdzielę was mej pięści batem
Zemsta strażnika straszniejsza niż wader
I te jego rakietki choćby w technologii HD

To wycedził i rzucił się na mnie jakby był gadem
Gonił mnie zaciekle przez lata i dekady
Bo nagadałem gdzieś że to on dzięki temu że ma układy pisze dla Strasburgera
Żarty do Familiady
Gonił mnie więc tak jak codzienne opłaty
Gonił aż dopadł pod mym domkiem i wycedził:
Zjem cię jak kromkę
Choć znam twe wyczyny w pojedynkach z Wietkongiem
4 miesiące chowałeś się pod wodą o-d-d-ychając przez słomkę
Urzekające
Jesteś kozak i masz moce ale i pecha bo dziś stoisz na mej drodze
Wchodzę
I już nie uratuje cię twa "filozofia trzeciego palca w lewej nodze"
Oooohhh
Notojamunato srodze
Kiedy puszczę wodze wiedz że ziemia d-r-ży g-dy nadchodzę
Jestem twardy i giętki jak Tretter na Jodze
Kamienie cewką rodzę
Znam piekła moce ocet
W oko ci załtwimy to walką
Jesteś Seagala kalką
A ja od szarej masy odstaję jak balkon
Będę więc twego mózgu pralką
A pranie trwać będzie długo bo
Zażywam Calgon

[2x]
Kiedy nie bedzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło pokonaliśmy w Azji
Kiedy nie będzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło e-LUC-e pokonał w Azji

Eeech
Mówię mówię mu walcz awanturniku
On pada w uniku
Mówię nie panikuj
Elucerymoninja ma szable w słowniku
Doładowane Tak-Takiem iq i
Figididab magii magików
I technik bez liku
Tam kicków kilka plików
Sto na minutę trików
Butem uderzam plik koralików
Te owijają go lecz sutacja kompliku
Je się kiedy ten połyka kilka piguł
I twardnieje jak lód lub drut
U mnie tylko natura na heroinę to bym napluł fuuu
Mówię zażywasz przegrywasz jak z Brisem smród
I wtedy dopada mnie jego but
Srruuu
Uuups (W takich chwilach mówię sobie)

Kiedy nie bedzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło pokonaliśmy w Azji
Kiedy nie będzie lekko stawiaj czoło inwazji
powiedz nie takie piekło e-LUC-e pokonał w Azji
ref.: [x2]
Masz 37 powodów by się zabić
37 worków, a w środku cannabis
od wtorku do wtorku tak mija Ci tydzień
37 wątków w komiksie zwanym życie

37-my raz jebany kot mi przebiegł drogę
i nie dość, że specjalnie to jeszcze nie był kotem
37 zwrotek o tym na co mam ochotę
potem nie wiem o co chodzi, ale wychodzi to okej
37-my raz boję się, że mnie wpierdoli była
(raw raw) Darling proszę, nie zaczynaj
37-ma kpina, mina i może przeklinam
ale to nie moja wina, że ta świnia mnie dobija
i fajnie było jak mieszkałem w domku w Anglii
a teraz dom tu jak All Bundy, mój blok trwa 2 przystanki
a sąsiad nie ma pracy generalnie jest sępem
i gdyby nie był śmiercią, to bym go zabił śrubokrętem
37-my raz gadam z tym wykrętem
doktor Skacz - wypisywacz samobójstwa na receptę
i będzie tego więcej zanim sam skorzystam
siemano, to miasto Fatum 37-ma ulica

ref.: [x2]
Masz 37 powodów by się zabić
37 worków, a w środku cannabis
od wtorku do wtorku tak mija Ci tydzień
37 wątków w komiksie zwanym życie

Kumaj klimat moja dawna jest ze śmiercią na wakacjach
w domu trzymam kota, który gada i sypia w jej gaciach
oprócz pilota i bata nie ma tutaj co porabiać
zawsze chujowa pogoda, minuta to jest dekada
a tak poza tym to nadal prześladuje mnie ta baba stara, dziwka
zmartwychwstała naraz gada blada, pizda
i dopada mnie kolizja, 37 głosów na tak, by się napizgać
37-my fuck w moją stronę od życia
ja razy dwa każdy z nas ma ustroje w psychiatrykach
37-ma klika robi rap taki sam
ja klikam te w opisach i dostaje palpitacji zrycia
37-my raz spisuje mnie policja, skandal
twoja mama ma mambę, a ja mam mandat
na kwadrat dziś komornika wbita się zamykam chyba
siemano, to miasto Fatum 37-ma ulica

ref.: [x2]
Masz 37 powodów by się zabić
37 worków, a w środku cannabis
od wtorku do wtorku tak mija Ci tydzień
37 wątków w komiksie zwanym życie
Noc, klub, dziewczyna, alkohol
Barman, papieros, SMS, samochód
Ona i jej chłopak - wkurwienie, scysja
Inna suka, zazdrość, zawiść, agresja
Piwo, papieros, papieros, piwo
Ból, głowa, telefon i taryfa
Schody, wyjście, ulica, chłód, półmrok
Zaułek, facet, czyjś chód, butów stukot
Dłoń, drzwi, siedzenia, auto
Paznokcie, krzyk, brud, hałas, gwałt on, on, on
Ona ból, on skurwysyn, chwila
Przedmieścia, żwir, jej sukienka i finał
Pomoc, ciepła krew i zimny asfalt
Poranek, czwarta, policja, centrum miasta
Oczy, sińce, obdukcja, szpital
Ofiara, przemoc, sprawca, kto gdzie nie pytaj?

Trzeba o tym mówić, jak nie my to kto? (kto?)
Młodzi nie chcą słuchać, jak o ścianę groch
Komu uświadomić? nie zmuszać, ale mówić
Do braci, do sióstr, do przyjaciół, do ludzi

Trzeba o tym mówić, jak nie my to kto? (kto?)
Młodzi nie chcą słuchać, jak o ścianę groch
Komu uświadomić? nie zmuszać, ale mówić
Do braci, do sióstr, do przyjaciół, do ludzi
Prawdziwy hymn dla alkoholików, moczymordy salut!

Ref.
Szyja! moja ekipa wbija w PR
Dwie flaszki w spodniach to chyba żadna zbrodnia
Szyja! po prostu świnia, pijak
Jeszcze raz do dna, wszystkie szkła 100g. x2

Miasto nocą oferuje wiele atrakcji,
W radiu Vanessa Paradise, żule w taxi
Ze mną moje ziomy, działam nawalony
Świat przez denko butelek jak Działa Nawarony
Ból wątroby, ledwo zipie serce
Wątpię czy ktokolwiek chciałby ode mnie nerkę
Ta noc jak żadna inna, będzie szampańska
Taranem przez osiedle jak Ilona Felicjańska
Nie jestem święty, błądzić rzeczą ludzką
Kolejny dzień Rendez-vous z wódką
Za urwany film nic innego Oskar
Jak u kacapów na lotnisku Iza Trojanowska
To nie dla lumpów, którzy nie trzymają moczu
Jak spirytus - czysty przekaz z Białegostoku
W tym stanie przypominam Patricka Batemana
Stop! Możesz przeczytać mi moje prawa

Ref.
Szyja! moja ekipa wbija w PR
Dwie flaszki w spodniach to chyba żadna zbrodnia
Szyja! po prostu świnia, pijak
Jeszcze raz do dna wszystkie szkła 100g. x2

Na żywo, pieprzony bigos
Olimpijskie tempo, pijacki bełkot
Zatańczysz ze mną, póki idę prosto
Może być ostro, pozwy o ojcostwo

Z abstynentem mam tyle wspólnego co z ministrantem
Znasz to jak mantrę, kant za kantem
Bywam nieobliczalny, lekko narowisty
Na podłogę lecą szkła, strzelam do pianisty
Czuję się nie swój, nie ma to tamto
Kiedy niebezpiecznie spada we krwi poziom alko
Hotel pęka w szwach, od pięści dziury w ścianach
Całę życie z wariatami, ekipa pijana
Zbierałem podwiązki, rozbijałem związki
Byłem tym typem, co w głowach im mącił
Wódka na trzy palce w szklance, rzucone kości
Do drinków kruszę lód, lód twojej pewności
Ona jest jak kobieta, poznasz ją ustami
Pamiętaj jedno dzieciak - nigdy nie pij z kurwami
W t-shircie Chodź Na Hotel to może być trudne
Gdy gole na wyjeździe liczą się podwójnie

Ref.
Szyja! moja ekipa wbija w PR
Dwie flaszki w spodniach to chyba żadna zbrodnia
Szyja! po prostu świnia, pijak
Jeszcze raz do dna wszystkie szkła 100g. x2

Kto rano wstaje, ten w szyje daje
i niema tego złego, swój pozna swego
Karniak, sznaps, seta, kielon, lufa
Każdy już miękki jak masło w upał
Polska i wódka, wódka i Polska
Świat się wokół zmienia to zawsze constans
Jesteś jak dziecko kiedy polewa Pihu
Dziecko zatrzaśnięte w lodówce na śmietniku
Zimna butelka z ręki do ręki krąży
Moczymordy nigdy matki w ciąży
Chlejesz sporo mała, ale jesteś krótko stażem
Skończysz pod stołem albo pod gospodarzem
Upić się na amen, bez policji kłopotów
Trzymam się tej myśli jak pijany płotu
W sztosie nie zasnę, nienawidzę stanu
Kiedy nie pomaga nic liczenie baranów

Ref.
Szyja! moja ekipa wbija w PR
Dwie flaszki w spodniach to chyba żadna zbrodnia
Szyja! po prostu świnia, pijak
Jeszcze raz do dna wszystkie szkła 100g. x4
[GURAL]
Wjeżdża Rymmajster, i oni, zielony Chrysler, homie, osiedlowy snajper szef kolonii, wchodze przez komin, ze mną Mufloni, wiesz o co chodzi, nie wiesz nie szkodzi. Wigilia od paru godzin, zlot rapowych rodzin, sprawdź tego typa brat, zaraźliwy jak świńska grypa squad, w oczach mają lód, na saniach mają wór, zapodają brud, pytają wo ist wurst skurwysyny

[RAFI]
To ośmiu najgorszych gwiazdorów pod słońcem, każdy ma za uszami grzechów tysiące, rózgami wymiatamy tak jak jackie chan nunchaku, a prezenty dajemy tylko niegrzecznym dzieciakom, krzak merry z lampkami miga widać go z daleka, a karp sobie pływa głupi nie wie co go czeka, to magia Bożego Narodzenia, a na sprzętach rozbrzmiewa kolęda, PDG na święta.

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2

[RAMONA 23]
Podjechali tu Bentley'em P.D.G., piją jakieś dziwne płyny w grubym szkle, mamy tu paru gości co jadą po całośći, a po chuj? Kto to wie.
ho, ho, leci Ry w swym zaprzęgu, dzikich reniferów saniami pełnymi sprzętu, w tym roku gwiazdka będzie inna niż zwykle, to Szpadyzorne Crew, tu, robi dziś wigilie, domy(domy), wille(wille), bloki(haa) nie ważne, dajemy po garach dopóki gwiazdka nie zgaśnie, a ty mała(mała) od gwiazdora szpadyzora możesz dostać sztywną rózgę albo prezent z wora, nie jeden by wolał być tu z nami dziś do rana, nie wie o co kaman a więc robi za bałwana, a jeśli byłaś w tym roku niegrzeczna, to w te święta (ej) możesz zapomnieć o prezentach!

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2

[QLOP]
Dzownią dzwonki nokii, śnieg już pada, święta są od święta, więc przeoczyć nie wypada, jak odkleić mnie od pada, nie miej nadziei odpada, choinka jak Burego pozdro akurat tak się składa, chlejem za Betlejem i palimy lole spore, tę lalę biorę będę dla niej dziś gwiazdorem, ta omawia jakiś biznes widać że lubi X-MAS, ja mam dla niej wielką rózgę, pełen worek no i git jest.

[MATHEO]
A ja nie o prezentach bo to wesoła nowina, dziadzior odwołuje święta, PDG swoje zaczyna, przybieżeli na kolędę, patrz co się dzieje, będzie lepsza impreza, niż była w Betlejem (ta), jeden za drugim piją, zacierają ręce, aby w przyszłym roku siana było więcej niż w stajence, na pasterce w górę łapy, otwieramy wór i ofiary lepsze mamy niż trzech króli, poczuli.

[BUBEL]
Hohoho, tej gwiazdor, co z moim Roycem?, czekam na walizkę z forsą, wielką jak dupa Beyonce, już ci o tym pisałem jak byłem brzdącem, patrzą ile to już lat czekam na te pieniądze, ej zobacz jak się świętuje u nas, one mają siano pod obrusem, my mamy skuna, mamy hasło przewodnie: zastaw się a postaw, tu się bawią szpadyzory, PDG kuzynostwa.

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2

[SHELLERINI]
Prószy śnieg, choć nie koniecznie za oknem, ten stary zgred chyba już do was dzisiaj nie dotrze, wśród nocnej ciszy, tyty wypełnione po brzeg, po pierwszej flaszce pierwszą gwiazdkę trudno dostrzec, to ten pozytywny styl niczym Grinch, pamiętasz? WSRH w tym momencie właśnie kradnę wam święta, druga butelka, na drugą nóżkę coś jak Maklak, przykro mi, cóż, w tym roku gwiazdor troszkę zachlał

[KONI]
Ten grubas z siwą brodą, no i z workiem na plecach,(co?) znów cię olał nie ma tego co obiecał, ty czekasz o zmroku, a wokół pusty pokój, wzrasta niepokój, dolina jak co roku, miał być stos biżuterii, Blingów, branzoletek, a tu znów para skarpetek, no i kolejny sweter, to idzie w eter PDG pizga comeback święta, to poparzy cię jak wrzątek.

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2
El Polako, El Polako!
El Polako, El Polako!

Pamiętaj! Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe
Źle życzysz bliźniemu? Obyś złapał kiłę!
Oglądałeś Piłę? Puknij się kurwa w głowę
Nie wszystko co możliwe, to koniecznie jest zdrowe
Udajesz sowę mądrą głowę, pohukujesz, nie czujesz,
Że się czarujesz i plujesz, gdy lawirujesz
Możesz kurwa rżnąc głupa, lecz też upadniesz, wiesz?
Rzym upadł, Berlin upadł, Konstantynopol też
Co ty w ogóle wiesz? O czym ty kurwa mówisz?
Jestem jak Johnny Cash, dostaję cash od ludzi
Rap biznes rąk nie brudzi, siano studzi emocje
Dzwoni życiowy budzik, przekaz dzielę na porcję
Zachowam proporcje właściwe
Proporce na wietrze wieją armii uczciwej
Pamiętam tych kilka prostych zasad z podwórka
Wybieraj: czerwona czy niebieska pigułka

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali

Pamiętaj!
Pamiętaj! Kłamstwo ma krótkie nogi
Taki jesteś wysoki jak od głowy do podłogi
Właśnie nie wyższy, ani nie niższy
Po chuja pyszczysz?! Ciężar głowy taszczysz,
Spójrz w górę, zobacz szczyt jak u Grubsona
I tak jak 23 Ramona - pali się, pali się
Robię sąd na mikrofonach, dym na oponach
Para na blokach, gwara na domach
Jara na blokach, tagi na spalonych domofonach
Dym po gibonach, zapierdol w finansów szponach
Cała nadzieja w pięćdziesięciu milionach, kurwa Lotto
Łapy ujebane dotąd odtąd na co dzień
Byle płynąć, byle nie na spodzie
Drinki na lodzie, szklanki na ladzie i trupy w szafie
Kręgi na wodzie, ślemy sygnał w parafię
Zawsze idź za króliczkiem (zawsze co?)
Zawsze idź za króliczkiem

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali

Pamiętaj!
Pamiętaj! Nigdy nie pokazuj palcem
Byś nie był malcem, zakalcem co zginie w walce marnie
Pamiętaj! Nie ujdzie ci to bezkarnie
Zanim siądziesz na tą zjeżdżalnię dwa razy pomyśl
Jak Nowy Tomyśl plecie koszyki, pleciesz androny
Chcesz mieć wyniki? Nie kłam! Będziesz skończony
Pamiętaj, nie pożądaj żony swojego kumpla
Bo twoja stara nie rozpozna twojego truchła
Gadki bomba wybuchła, rymów wuchta
Ja spokojnie idę, ty jak chcesz truchtaj
Pamiętaj! Nie licz na fuksa, to jak doping na koksach
Hip-hop heksa, życie na paradoksach
Konie prychają w boksach gotowe do wyścigu
Jesteś trzeźwy? Nie gadaj głupot, nie pizgaj piguł
I nie jedz grzybów jak nie masz z kim ani po co
El Polako! El poyo loco budzi się nocą

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
Jaman!
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
1. Chada
To moje życie, w którym miałem tą przerwę
W chuj gnoju przerzuciłem zanim znalazłem perłę
Widziałem wiele na placu zwanym Szembek
Skończyłem z ekscesami i z pierdolonym ścierwem
Zamykam gębę tym wszystkim podłym szujom
Już nie postąpię tak jak oni oczekują
Nic dodać i nic ująć, po prostu życia proza
Choć tu na tych osiedlach wymiękł niejeden kozak
Trzymam ciśnienie, masz tu kolejny tytuł
I nigdy się nie ugnę pod ostrzałem krytyków
Życie to hazard, zrozumiesz jak przejebiesz
Nie da ci tego co chcesz lecz to co ma dla ciebie
Wiem to na pewno, nie ma się co wykłócać
Nie łatwo jest wybaczyć, gdy ranne są uczucia
Dziś razem z nimi z osiedla adeptami
Przedstawiam wam to życie pod pełnymi żaglami

Ref. Jopel
Moje życie, moje, nie twoje
Moje zostaw w spokoju, za swoje uderz się w twarz
Ludzie mojego pokroju znają najgorszą z prawd
Tak czytają cię na ogół jak piszesz się dla nich sam

Moje życie i twoje fakt, niezależnie czy na bicie, na stree'cie taki jest rap
Będą słuchać mnie ulice, bo krzyczę im prosto w twarz
Nawet te najgorsze z prawd i daje im swoje ja

2. Jopel
Jopel to alkoholik, ćpun i stary kurwiarz
Chuj gorszy dla nich, od nich bo jedno co ich wkurwia
Że choć nie patrzą w lustra przy rannej toalecie
To patrzą na mnie kurwa i często widzą siebie
Jestem dla ciebie tylko jeśli jesteś dla mnie
Zanim wspomnienia pogrzebiesz to cię najpierw z nich okradnę
Jestem tu nie spadłem, jednocześnie słowo
Będąc jedną nogą w bagnie, drugą z niego wychodząc
Ja nastawiony wrogo, mam swoje powody
Tu każdy z was jest sobą i tak jak każdy robi
Dla ciebie rap to hobby, ja serio pruję żyły
Moje życie to te zwrotki i mówię ci bez lipy
Na bicie trafiam w sedno a nie jak oni w bity
Nie próbując, a będąc tnę prawdziwie prawdziwych
Dla tych którzy są ze mną, za mną jestem przy nich
Nie podoba się pierdol, bo nie jestem życzliwy

Ref. Jopel
Moje życie, moje, nie twoje
Moje zostaw w spokoju, za swoje uderz się w twarz
Ludzie mojego pokroju znają najgorszą z prawd
Tak czytają cię na ogół jak piszesz się dla nich sam

Moje życie i twoje fakt, niezależnie czy na bicie, na stree'cie taki jest rap
Będą słuchać mnie ulice, bo krzyczę im prosto w twarz
Nawet te najgorsze z prawd i daje im swoje ja

3. Chada
To moje życie, które zakończy zgon
Jak nie rozumiesz kurwa to mózg przełącz na ON
Przyjaciół krąg topnieje niczym sople
Na szczęście są też tacy jak kurwa Komar z Joplem
Wiem, to okropne, że wieszam swoich jeńców
Ale w kurwę kredytów mam nadal w twoim sercu
Scenariusz życia ziomuś nie ma co kadzić
Na pewno w żadnej z ról nie chciałbyś się obsadzić

4. Jopel
Mijałem takich jak ja i brzydziłem się nimi
Gardziłem takim jak ty i gardzę do tej chwili
I choć się nie różnimy zanadto, aż tak bardzo
Tacy jak ty takimi samymi jak my gardzą
Taka jest równowartość sumień człowieka w sumie
Też chciałbym się uśmiechać, lecz chyba już nie umiem
Nie mów, że nie rozumiem, nie jestem obojętny
Ci którzy myślą chujem na chuju zjedli zęby

Ref. Jopel
Moje życie, moje, nie twoje
Moje zostaw w spokoju, za swoje uderz się w twarz
Ludzie mojego pokroju znają najgorszą z prawd
Tak czytają cię na ogół jak piszesz się dla nich sam

Moje życie i twoje fakt, niezależnie czy na bicie, na stree'cie taki jest rap
Będą słuchać mnie ulice, bo krzyczę im prosto w twarz
Nawet te najgorsze z prawd i daje im swoje ja
Jesteśmy królami ulic lub podwładnymi nocy
Tymi którzy nie dają lub potrzebują pomocy
Tymi co patrzą w dół lub patrzą prosto w oczy
Których obojętnie mijasz lub nie umiesz przeskoczyć
Jesteśmy synami Aniołów i córkami Koryntu
Owocami miłości lub efektem paru drinków
Tymi pracowitymi i żyjącymi na szwilku
Sypą dla bogaczy lub na ulicznym dopingu
Jesteśmy tymi którzy budzą strach lub tymi których kochasz
Tymi co mają świat lub tą ławkę na blokach
Paroma co mówią prawdę lub setkami na pokaz
Tymi co robią rytmy lub cisną w majka wokal
Tymi co chcą tym żyć i tymi którzy plują
Tymi co w dupie mają hajs i tymi co kalkulują
Tymi co snują się bez sensu lub tymi zlani z precedensu
Wierzącymi że gdzieś jest sensu tu

Ref.
Nie ma takiej siły, która nas zatrzyma...
To jest nas czas, to jest chwila...To nie mija...
Trzeba dalej zapierdalać w ten uliczny rytm...
Ten ogień w nas nie zgaśnie....
To jest nas czas..Jestem tu...

Mamy zajawkę na rap lub mieszkania na kredyt
To my coś kreujemy i my w coś chcemy wierzyć
To my dajemy szanse, walczymy by przeżyć
Ograniczamy horyzont lub wizje chcemy szerzyć chcemy szerzyć
Jesteśmy tymi co chcą wojny lub co walczą o pokój
Zawsze w centrum wydarzeń lub gdzie spokojnie z boku
Nie mamy imion, choć mamy takie które nie zginą
Żyjemy sami bądź adrenaliną
Albo widzimy cel albo brniemy jak ślepi
Jesteśmy tymi co niszczą i tymi co chcą krzepić
Tymi co wezmą życia, tymi co dadzą dzieci
Tymi co głośno mówią tak, i co mają coś przeciw
Jesteśmy przykładem rozwoju i obrazem regresu
Ostoją spokoju i plątaniną stresu
Nadzieją narodu, świata hajsu i samochodów
Lub pierdolonym szczytem marginesu

Ref.
Nie ma takiej siły, która nas zatrzyma...
To jest nas czas, to jest chwila...To nie mija...
Trzeba dalej zapierdalać w ten uliczny rytm...
Ten ogień w nas nie zgaśnie....
To jest nas czas..Jestem tu...
Mój rap pełen sprzeczności, bo filozof ze mnie żaden
gram ten rap nie szukam zadym, a co idzie za tym
ja przedstawiam ten świat, takim jakim go widzę
nie rzadko to co fałsz, jest tym czym się brzydzę
zdarza się zbłądzić, upaść zbyt nisko
być tylko hedonistą, na ten temat to wszystko
z Tobą być blisko, nigdy już Cię nie zawieść
nie skłamać, nie krzyczeć, to wszystko czego pragnę
nie chcę bycia diabłem, nie chcę by życie bagnem
było, wszystko nagle się zmieniło na gorsze
zrozum mnie proszę, ja też wiele zniosę
wiem co to mieć źle, nie rozmienić się na grosze
znów chcę być blisko, przepraszam za wszystko
nie będę tłumaczył, że to przez trudne dzieciństwo
z ludźmi być blisko, bliżej niż kiedykolwiek
nie mówić, że Cię kocham, gdy jest to nieistotne
lub nieszczere, nieprawdziwe, to by było skurwysyństwo
tak wprowadzić Cię w błąd, na ten temat to wszystko
mówią jestem artystą, wcześniej też tak mówiłem
lecz jestem zwykły chłopak, który ma jeszcze tę siłę
który chce mieć rodzinę, pomimo, że skrzywdził bliskich
może najbliższych, ten temat przemilczmy,
dziś bilet wilczy, w biznesie to wystarczy
ten co wraca na tarczy, ten co najczęściej warczy
który wciąż walczy, brak tu gloryfikacji
ile można nawijać, że w tym czuje się ważny
na ten temat wystarczy, bo ten temat mniej ważny
każdy temat poważny, nawet gdy krok nierozważny
to zamieniam go w tekst, taki Rychu już jest
i dokończę ten wers twierdząc, że nie the best
ale też znośnie jest byle nie dragi, sex
bo tu rap pierwszy jest i nie kichą ten tekst

Ref x2
Temat za tematem rap nawijam to wszystko,
chce by mi wyszło, byś nie nazwał tego kiszką,
już nie jestem artystą, jestem swojak swej eksy
dla was wszystkie te wersy, by w niepamięć nie odeszły

Czas się zastanowić nad przyszłością, lecz po co ?
myśli we łbie się plączą, do planów przejść ochoczo
czy wyjdzie coś z tego, strach zapytać,
wiem, że wyjdzie, mieć w sobie optymistę,
masz go też, niech plany wszystkie
wypalą niech się spełni, sen wszelkie marzenia
żeby swój świat pozmieniać, czasem niewiele trzeba
kroki rozważne, nie jak te w odmiennych trackach
które zapisałem w stylu hardcore mother fucker
dadzą gwarancję, pewność siebie i rację
konsekwencje nie są złe, gdy czyny są odważne
chcę zachować spokój, czas podjętych decyzji
nie jak wariaci wszyscy, się kierować emocjami
lecz to nie takie proste, opanować emocje
emocje są złe, skutki tego żałosne
wiele wyniosłem, gdy most palił się pode mną
czy to był ostatni, tego nie wiem na pewno
stabilizacja, to zbyt wielu przerasta
mobilizacja do działań, nigdy basta
tę płytę nastaw, w tym jest mnóstwo szaleństwa
są bezeceństwa, ale jest też ta kwestia
ta której słuchasz właśnie teraz i tutaj,
trochę moralizatorstwa nie hardcore'owa nuta
i gdy wracasz z buta masz świadomość porażki
to na ten koncert wpadnij, ziooom od nowa zacznij
wiem, łatwo mi mówić, uwierz nie miałem łatwo
zbierzesz swe plony, tylko wpierw zasadź ziarno
wiedz to nie bzdury, a więc głowa do góry
skrusz wszystkie mury, za nimi znajdziesz świat,
który se wymarzyłeś, swoje przeżyłeś
znajdź w sobie siłę, walcz o każdy przywilej

Ref x2
Temat za tematem rap nawijam to wszystko,
chce by mi wyszło, byś nie nazwał tego kiszką,
już nie jestem artystą, jestem swojak swej eksy
dla was wszystkie te wersy, by w niepamięć nie odeszły.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo