Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Sobotni wieczór w domu, czeka na kobietę marzeń
Pięćdziesiąt dla relaksu wypija przed spotkaniem
Jego imię to Sławek, tylko wieku nie kojarzę
Nie wyróżniał się z tłumu, co dzień widuję takie twarze
Dzisiaj inaczej, ubrany elegancko
Fryzjera klatkę obok odwiedził wcześnie rano
I tak czeka od południa na swojego zacnego gościa
Dochodzi dziewiętnasta, słyszy kroki na schodach
Zanim otworzył drzwi już wiedział, że to ona
Poczuł zapach ciężkich perfum od Christiana Diora

Gotowy na wszystko, świece, wino i kolacja

Od myśli do czynów powoli rozkręca się akcja
Wiesz o co chodzi młodzi wzięli się do dzieła
Jej ciężki Dior z jego potem się pomieszał
Teraz piękny zapach zostaje z parą na szybach
Bo chciałby zatrzymać czas, całe życie to przeżywać
Dochodzi dwunasta, czas na czułe pożegnanie
Jej nocny autobus niedługo wjedzie na przystanek
Po jej wyjściu on pisze eskę z podziękowaniem
Nagle pukanie do drzwi przerywa tekstu pisanie
Pewien, że po coś wróciła otwiera bez namysłu
Naciskając na klamkę poślizgnął się na dywaniku
Głową uderza w glebę, z ręki wypada komórka
Nie zdążył zobaczyć kto do jego drzwi zapukał
Oporowy melanż, ta, lubię to
Ale wiesz, że bywa z tym różnie
Bo zdrowy rozsądek, hmm, gubię go
Dlatego coraz częściej mówię stop
O której zaczyna się cała akcja dziś?
Jakoś 19:23
Kilka piw, cała banda samców
Którzy chcą dorwać te dupy na szpilkach dziś
Nieważne gdzie, ważne z kim
Kolejny drin, ustawka na setę na Ibizie
Cokolwiek, to takie ziomy są, że
Trzeba chwytać za sztachetę w remizie
Idziesz? nie wiesz czemu muszę być tam
To taki zew, który każe mi żyć tak
Pić jak weteran, który nie musi się z tym kryć
Jak uczniak, który na fajną dupę mówi suczka
Z tego powodu właśnie mówię stop
Do siebie i do moich kumpli stop
Dymanie bez gumki, pomieszane trunki
Ekstatyczne ładunki, stop

Dawaj, skończ już
Wiesz, że sam nie możesz tu
(Nie możesz tu, nie możesz tu) wypić więcej, więcej
Wstawaj, choć już, jutro musisz żyć
Obudzić się o 7:00, rusz więc się i wyjdź

Bajerka, dupa dziwnie na mnie zerka
Myśli chyba, że nie mogłem niżej upaść
To Ten Typ Mes drę mordę na nią
Równie dobrze mógłbym mówić jestem 2Pac
Ta sama impreza wciąż okropna
Mój ziom już ma zeza jak Marek Dochnal
Stop mówię mu, weź to zostaw
Ale on zeżarł ósmą pigułę i odpadł
Parkiet to nie miejsce dla mnie jest
Nie wyglądam jak Kanye West
Ale najgorsze jak dam się namówić
Po 15 piwie zamiast powiedzieć mi gdzie się zgubić
Fikołki odpierdalam lepiej niż na WF-ie
Upadam, podnoszę się i znowu leżę
Podbija panna, która waży więcej ode mnie
Myśli, że to z nią puszczę imprezę
Porażki, zawody miłosne, mężatki
Z reguły zazdrosne, proszę
Upadki te mogłem łatwo ominąć
Ale zawsze liczyłem na postęp
[tylko tekstyhh.pl]
Dawaj, skończ już
Wiesz, że sam nie możesz tu
(Taa, pędzę, pędzę) wypić więcej, więcej
Wstawaj, choć już, jutro musisz żyć
Obudzić się o 7:00, rusz więc się i wyjdź

Dawaj koleżko, wyjdź
Wyjdź już stąd
Nie możesz więcej pić
Widzę to
Nie daj się namówić na kreskę
Zmień swoją przestrzeń
(Nie mów co mam robić)

Dawaj, skończ już
Wiesz, że sam nie możesz tu
(Aha, tak, tak) wypić więcej, więcej
Wstawaj, choć już, jutro musisz żyć
Obudzić się o 7:00, rusz więc się i wyjdź
Nie masz do stracenia nic
w oku błysk
do pełna tankuj, cisza asfaltu
365 dni nocy do ostatniej krwi kropli
i niemów ty, że jest finito
czujesz prędkość? ryzyko?
dopóki nie zamknie ci się powieka
dziś jest człowiek jutro nie ma człowieka

[Erde]
Mam styl szybki i bezwzględny jak Hayabusa
w oku błysk kiedy gram słyszysz hałas w klubach
opony na asfalcie wchodzą jak baseballl w czaszkę
każdy z nas jest ryzykantem
po swojej stronie mam prawdę a do stracenia nic
podejmuje ryzyko kiedy widzę w oku błysk
kiedy wokół psy lepiej się nie wychylać
lepiej zrobić ciii to nie ósma mila
czujesz tempo, czujesz jak adrenalina rośnie?
zwiększasz prędkość masz klimat konkret
urodziłem się by umrzeć ale nie chce umrzeć młodo
i tylko Bóg wie co zrobię ze sobą
wciskam gaz do dechy przede mną prosta droga
gdy dojadę do mety nie będę miał czego żałować, bo
nigdy nie wypuszczam okazji z rąk
podejmuje ryzyko potrafię swoje wziąć
nikomu w dupę nie włażę dzięki temu zyskuje
szacunek i coś czego nie mogą mieć te sztuczne [CENZURA]
błysk w oku widzę często, jadę pewnie po złoto, po zwycięstwo

[PIH]
Dziś robie to co dla niektórych na zawsze będzie mitem
cyklon w sercu porywa wszystko co nie przybite
basy, płomień ogień kiedy tłoki trą
w oku błysk, jedzie eRka, wrogów zamieniam w szkło
pieprzyć poker, twoja jazda blef na ściemie
sprawdzam bez szans na globalne ocieplenie
to decybele kocie, pogrrrom fala
masz słabe nerrrwy, zostań przy dzieciakach i garrach
gaz wbijam w podłogę, zejdź z drogi leszczu
stówka w pięć sekund, kręgle na przejściu
Białystok krzyczy fauluj, proszę wierz mi
oni zacierają ręce kiedy [CENZURA] wkręcam w bieżnik
jedziesz, pomódl się do świętej trójcy
siedzisz obok mnie po prawej na miejscu samobójcy
jedziesz, decybele noszą furę, basy głaszczą plecy, czujesz amplitudę?
wolisz dąb czy może jesion? to poważna sprawa jak dziewiąty miesiąc
twoje milczenie jest wymowne i wiesz co kolo?
możesz też do ziomków odnieść ten oksymoron
prosto przed siebie, siły na flanki
nie chce żeby dzieci wolały nazwisko matki
dziecinko głowa boli? to lepiej połóż się
w oku błysk, mam apetyt na destrukcje

[Pyskaty]
Wystarczy że spojrzę w lustro widzę niepewne jutro, trudno
lecz widzę też tupet którego mam mnóstwo
może nie przyśni ci się ten czas ten rap
zapierdalam więc na pętlach jak Senna
wkładam kaptur na pysk, w oku mam błysk,
gumy trą w opór, a wokół ich pisk,
chcesz mnie złapać patrz na drogę dziś,
ide o zakład ze tam jutro stanie twój krzyż
dyktujemy tempo, inni pękną,
wiem to, aż wali im tętno jak trafiam w sedno - bledną
jedno wiem, zadyszki nie masz od lolka,
tu wielu raperów już meczy permanenta kolka
dobra, opon swąd poczuj, eRke za mną,
jeden błąd a stajesz się dawca organów,
masz przed sobą fanów szosy,
w oku błysk, na asfalcie dziś krople krwi zamiast rosy
Mysle o latach które straciłem
O kartkach których nie zapisałem
O przegapionych szansach które miałem
Z dnia na dzień sam znikałem teraz tu
Uzależniony jestem lirycznym narkomanem
Twarde poglady radykalne rozwiazania
Poszły w niepamięć
Teraz w zwolnionym tempie działania
Dzwięk skok w słuchawkach na spoko
Bo nie ma czasu na nerwy zawsze z majkiem
Dopóki swiat nie zrobi sobie przerwy
Bijac się non stop lecz słowem tu na scenie
Na wolno w pełni istnienia
Nie ma co odmawiać
Najważniejsze bliskich szczęscie
Choć dłonie od potu lekkie
Wciąż trening by wynik dał radosci więcej

Ref. Nie musisz mówić mi że pamiętasz
Ja również pamiętam
Za każdym razem kiedy mam mikrofony w rękach
Mam co wspominać i te wspomnienia sa piękne
Doskonale wiem skad przyszedłem

I to jest piękne samo w sobie pamiętam dobrze
Po jakiej drodze przyszedłem którędy chodzę
Dlaczego tutaj jestem co tworze
Kto podał mi rękę dzięki nim teraz mogę
Mogę mieć plany być wygranym
Ruszać w przyszłosć czekać na zmiany
Widzieć jak kwitną owoce pracy
W która wkładamy wszystko
Być artysta tworzacym hip hop
Oddać się rytmom oddać wam wszystko
Rzeczywistosć która oddycham jestem tego blisko
Pamiętam nie zapomne bo zawsze jest wspomnienie
Cały nasz poczatek znam swoje korzenie
Tworzymy swój portret bo nie spadłem od dawna ziemie
Dopóki na twarz spadaja mi promienie słońca
Nie zapomne podstaw bo je cenie

Ref.

Jeden dla wszystkich wypasionych emce
Dwa dla tych co tysiac dwiescie
Traktuja jak instrument nie narzędzie
Trzy jakie trzy bez testu to moje życie
Pytasz co mikrofon i szacunek ludzi
Daje mi siłe więc chce przeżyć je
Z tym szacunkiem tu na scenie
Szanowani przez podziemie
Bo do szpiku niezależnie
Pewien swoich wartosci wyborów
Pewien płyt pewien planów nowych
Bit tylko przypomina mi
Że to prawie jak mistrz
Że jestem tu na majku
I że jeżdże po kraju
Więc odejdz daj mi robić swoje
Takie życie wybrałem
Twardo w postanowieniach stoje
Inaczej byłbym nikim bo
Najważniejsze jest słowo to dysk głowa
Stanowi jednosć w życiu i na scenie
Bo chrzanić jasni rozdwojenie

Ref.

Do zrobienia więcej mamy niż do wspominania
Przywołuje chwile gdy wsłuchuje się w pierwsze nagrania
Pierwsze rymy pierwsze mikrofonu dotknięcie
Gdy po drugiej stronie tłumu mogłem stanać na koncercie
Mieć mikrofon w ręce trzy razy szybsze serce
To chwile ciężkie tak jak *** przy srebrze
Ale wiem że buduje historie swoja dzięki temu
To jest piękne tak jak wielki stos peelenów
Studnia przeszłosci jeszcze nie jest tak głęboka
Echo eLdoKa słyszymy hip hop w swoich krokach
Wspomnienia zależa od dobrych lokat w cieniach
Wiat zmienia mnie na tyle ile ja go zmieniam

Ref.
[I to jest piękne...
Uzależniony jestem lirycznym narkomanem
I to jest piękne...
Doskonale wiem skąd przyszedłem] x2

Nie musisz mówić mi że pamiętasz
Ja również pamiętam
Za każdym razem kiedy mam mikrofony w rękach
Mam co wspominać i te wspomnienia sa piękne
Doskonale wiem skad przyszedłem
Ref. x2
Dzięki niemu jestem dzięki niemu przeżyłem
Rap daje mi siłę rap daje mi siłę
Od kiedy tu jestem zawsze w niego wierzyłem
Rap daje mi siłę rap daje mi siłę

To wbijam i wiem
Mam stopę i werbel
To jest mój label
Na własną rękę przez to przejdę
Życie ścieli pomysły proste że je przejmę
Póki co nie odpuszczę żadnego
Póki tu będę
Muzyka daje mi to co potrzebuję
Mam bit rapuję mam płytę promuję
Nie puszczę kantem
Chłopaki wiedzą jestem ryzykantem
To jest mój fach
Zrobię co chcę z tym fantem
Pieniądze liczą się liczą je wszyscy
Recenzje piszą się czytają je wszyscy
Dla mnie najważniejsi są bliscy
Piszę teksty ej DJ włącz techniksy
Słowa które wypowiadam dają mi satysfakcję
Rap daje satysfakcje rap daje mi siłę
To jest seans na który od dawna mam bilet
Mogę mieszać style lubię mieszać style

Ref. x2
Dzięki niemu jestem dzięki niemu przeżyłem
Rap daje mi siłę rap daje mi siłę
Od kiedy tu jestem zawsze w niego wierzyłem
Rap daje mi siłę rap daje mi siłę

Pozostawił we mnie ślady na zawsze
To jest hiphop to jest nasz rap daje mi siłę
Kolejne dni kolejne chwile to jest rapu piękno
Utrzymuję tempo czuję przyspieszone tętno
To jest rap rap daje mi siłę
Dzięki temu przeżyłem pomaga też moim ziomkom
Robimy go w Polsce bo kochamy cię Polsko
Robić rap jest mistrzowsko rap daje nam siłę
Spomiędzy blokom spomiędzy domów i posesji
Słychać nas cały czas jesteśmy
Wszyscy w górę pięści rap daje nam siłę
Są piękne chwile każdy dzień zostawmy w tyle

Ref. x4
Dzięki niemu jestem dzięki niemu przeżyłem
Rap daje mi siłę rap daje mi siłę
Od kiedy tu jestem zawsze w niego wierzyłem
Rap daje mi siłę rap daje mi siłę
Nie dla mnie cały ten poklask,
poklask na raz.
Nie dla mnie cały ten bit
towarzystwa wzajemnej adoracji.
Nie dla mnie to głaskanie,
szemranie krytyków.
Nie dla mnie to szczekanie
przeintelektualizowanych speców od awangardy.
Nie jestem żadnym głosem pokolenia.
Śpiewam naiwnie o mojej miłości
co ma różne twarze

I tylko tobie, tobie padam do stóp...
Tylko tobie...
I tylko tobie...

jak ten gnojek, który popisuje się jak tylko może
padam z pieśnią, co kuleje i utyka
zrób mi dobrze,
ja tobie dobrze zrobię,
tylko tobie...

I tylko tobie, tobie padam do stóp...
Tylko tobie...
I tylko tobie...

Nie podlizuję się żadnej publiczności,
nie kupuję jej tanimi hasełkami.
Miłość utonęła gdzieś w reklamowych gadżetach,
które kuszą w tę zachlapaną noc.
Teraz głośno wypada mówić jedynie o targetach,
które z otwartą gębą czekają na cud.
Odnajduje na twoim ciele
odciski palców tych frajerów,
co nie gorsi są niż ja,
co nie gorsi są niż ja.

I tylko tobie, tobie padam do stóp...
Tylko tobie...
I tylko tobie...
Aha , yo
VNM kurwo, ta, dokładnie

Moje serce bije szybko jak Mohamed Ali
Krew płynie szybko jakbym koks w klamę walił
Ta, musi dojść szybciej do mózgu
Bo szybciej niż o nim myślę to new school.
Gram strasznie ten rap zawsze to V znasz mnie
Ich czas nadszedł, ich blask gaśnie, ten czas nasz jest
Mówią mi żebym grał coś przystępnego
Pierdol się mam fanów i bez tego.
Mówią do TV daj hit, każdy o tym marzy
Mi nie zależy na tym by mnie znali twoi starzy
Nie na Vivie nie w MTV nie w Empiku
Bez pliku zdobyłem respekt VIP'ów.
Polski odbiorca dojrzewa to śledzę na MySpace
Idą do mnie bo wiedzą gdzie vibe jest
To się nazywa popyt na rap, popyt na flow
Niuskul taa ich to boli jak kopy na twarz.
Nie sprzedam dupy za ballady na Esce
Robson też nie, te podkłady to bezcen
Jestem newschool na drodze po kwit
Schyl głowę kiedy wchodzę na bit (spierdalaj).

Ref:

Typy chcą poznać nas, bo oni wiedzą o tym, że
Gramy ogień, oo
Wiedzą, że robimy show
Dupy czują nasze flow
Oni chcą być tacy jak my
Raperzy chcą dopaść nas, ale nie wiedzą o tym, że
To co gramy new
Oni tak nie grają, bo
Co by się nie działo to
Tak nigdy nie nawiną

Jesteś kotem, dawaj ty męska łajzo
Nowa szkoła tu koty na rzęsach tańczą
Nie będą jak na ulicy Kimbo
Daleko im to tego, ty z czym do
ludzi, i bij stąd kiedy wchodzę na bit, bo
Byłem w Twoim wieku to napierdalałem zwroty pod beatbox
Ty play'a weź bit z eJay'a
Bo skillsy masz duże jak kutas u pigmeja, ta.
Dinozaury tu nie chcą dać mi jeść
Ja pierdole to i tak bo mój hype jest ekstra
I choć nie przerwę na szkło parcia
Szmatę w japę wetknę, odetnę ich od żarcia.
Media ruchają i będą ruchać
Jeden chuj co puszczą i tak ludzie to będą słuchać
Mnie szuka ten co chce stylu i
Weź sprawdź ilu ich jest, V to de next best.
Mówią bawię się flow, flow to nie zabawa
Wracam z Elbląga ziom to płonie Warszawa
Ma napawać mnie chęcią, to że ślą mi te brawa
Weź nie pierdol, konto to do mnie napawa.
Bez klipu, bez labelowego bitu
Bez kitu mój fame to koniec chorego mitu
Że jak nikogo nie znasz masz problem
Nikogo nie znałem, jebałem to, gram dobrze.
To VNM yo
Gramy te show
Mamy to flow
Damy się drą
Lamy się tną, ta

Ref:

Typy chcą poznać nas, bo oni wiedzą o tym, że
Gramy ogień, oo
Wiedzą, że robimy show
Dupy czują nasze flow
Oni chcą być tacy jak my
Raperzy chcą dopaść nas, ale nie wiedzą o tym, że
To co gramy new
Oni tak nie grają, bo
Co by się nie działo to
Tak nigdy nie nawiną

Aha, gramy new school synu
Zacznij się powoli kurwa przyzwyczajać
Studio forteca, 2008, Robson bit

Typy chcą poznać nas, bo oni wiedzą o tym, że
Gramy ogień, oo
Wiedzą, że robimy show
Dupy czują nasze flow
Oni chcą być tacy jak my
Raperzy chcą dopaść nas, ale nie wiedzą o tym, że
To co gramy new
Oni tak nie grają, bo
Co by się nie działo to
Tak nigdy nie nawiną
Nowy dzień mnie wita rozpalony słońcem
chce się krzyczeć, że będzie gorąco
mam nawet ochotę pisać nowe teksty
bo już cię nie kocham, wreszcie.
Ale co poradzę, że nuta w tych rytmach
jest taka ohydnie romantyczna
wolę polać wokół kilka shotów
i dać sobie spokój

Już nie zaśpiewam o miłości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Nie chcę zachodów słońca po całości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
I nie chcę pieprzyć się przy świecach
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Taka już ze mnie zła kobieta

Ja wiem to wiem to co między nami nie jest cudem
ty jesteś z wenus a ja z marsa dobrze to wiem
achy, ochy między nami skończyły się jak sen
mimo że ty kiedyś byłaś mi niezbędna jak tlen.
Teraz dojrzałem do tego teraz to wiem
że byłem i będę na zawsze rudeboyem
to co robiłem chcę robić wciąż tak to czuję
na miłość mówię teraz pull up don't come again

Już nie zaśpiewam o miłości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Nie chcę zachodów słońca po całości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
I nie chcę pieprzyć się przy świecach
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Taka już ze mnie zła kobieta

Było fajnie, ale już się skończyło
umówmy się, że co było, to było
zróbmy tak, żeby wspominać to dobrze
dzień dobry, już cię nie kocham kocham.
Zamiast o głupoty wciąż wszczynać kłótnie
może kiedyś napijemy się wódki
dobrze, że w końcu zgadzamy się

Na miłość mówię teraz pull up don't come again!

Już nie zaśpiewam o miłości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Nie chcę zachodów słońca po całości
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
I nie chcę pieprzyć się przy świecach
bo cię nie kocham, kocham, kocham.
Taka już ze mnie zła kobieta . x2
Yoł..To DGE yoł, Studio 5 Element
(Windy skrzypią, Bracie, prosto z serca)

Wieją zachodnie wiatry
Wieją zdradliwe wiry
Ta gadka idzie stąd na rewiry
Wchodzi w labirynt bloków
Pałaców królów
Krainy mroku
Kroków na bruku
Drzew i staw (stuff?) kruków
Wąskich cieśnin bloków
Miejskich muskuł
Napiętych myśli
Cięciw w mózgu
Tych stosów marzeń
Pokrytych kurzy gęstą warstwą
Takie właśnie jest to państwo
W nocy pijaństwo
Moloch co sypia mało
W ciągu błyszczy a na kacu budzi żałość
Ja mam tą swoistą naleciałość
On z pola walki butem
To nostalgii mute’m(?) tu czuć
Ja wydeptaną ścieżką idę
Gdzie obcy ludzie

Chciałbym uciec ale sam nie mam dokąd
Man (sam nie mam dokąd, man)
Sam nie mam dokąd

A co oprócz tego
Co raz więcej pytań dlaczego
Co raz więcej złego
No i mniej dobrego
Tak na oko
A poza tym spoko
Cały czas wiara lubi ćpać
Się zdradzać
Nie wybaczać
I nie lubi głośno mówić
Bo to nie wypada
A jak pozdrawia sąsiada
To w myślach go obraża
Cały czas ludzie donoszą
Innych sypią
Windy skrzypią
Sen o raju okazał się lipą
Cały czas ludzie się sprzedają tanio
Nie przyglądają się twarzą tylko ubraniom
Paplają lecz nic nie mówią
Żyją ze złością
Gdy bogatsi ich goszczą
To im zazdroszczą
Cały czas Yo
Dobra, ile kilo, rymów szmugiel, brudne stilo, flow nówka funkiel, noszę kolczugę,(BAM) strzelam jak luger, Sprzedaję towar, który jest w Twoim klubie, wokół babilon, goń bilon, blok i beton, To jak rzut monetą, żabi skok na detox, Wjeżdża na blok demon, celuje lunetą, Dudni Don Denon, John Lennon, Don Filon, barstech oneshot i lemon, popatrz mi w oczy, mówi kot filemon,
Nie z tych wyjebanych tak jak pokemon,
Na dopalaczach, syp cynamon, inne dymano,
Siemano (siemano), łamano, łgano bach strzał w kolano,
Gdzie dziadzior rano zrzuca tłuste guano,
(siemano) Choć knuto i spiskowano jak w guantanamo,
Don El Polako i Mariaci Mariano, Siemano,
łamano, łgano, bach strzał w kolano,
Dziadza Giovanno zrzuca tłuste guano,
Choć knuto i spiskowano jak w guantanamo,
Don El Polako i Mariaci Mariano
Morderstwo czy zabójstwo to na jedno wychodzi
Niczym Kain i Abel człowiek bratu swemu szkodzi
Nastaje na życie wyrządza wielką krzywdę
Odebrać komuś życie po raz kolejny użyć brzytwę
Pistolet nóż czy baseballowy kij
Dostaniesz raz przez łeb i będziesz w piachu gnił
Nie można przez moment być sobą wyluzować
Bo życie w strachu musi nas paraliżować
Całkowicie uczulony na zło pieprzoną zbrodnie
Kroczę swoimi ścieżkami dawno minęły dni pogodne
Gdy byłeś uśmiechnięty niczego się nie bałeś
Nie musiałeś się ukrywać za grzechy żałowałeś

Teraz co innego musiałeś się uzbroić
Nie tylko w cierpliwość
Broń daje ci pewność
Jest kilka wyjść z sytuacji zdradliwych
Lecz wybrałeś wyjście najgorsze z możliwych
Zabicie człowieka niczego nie zmienia
Nie można zabić prawdy uspokoić sumienia
I tak jak w telewizji trup ściele się gęsto
Tak samo na ulicach wiele ofiar pada często

Kara śmierci za zabójstwo i porwanie
Śmierć za śmierć to nie jest rozwiązanie
Zabijać by ukarać kto dał takie prawo
By wieszać zabójców czy zabijać krwawo
Nie tędy droga to nie załatwia sprawy
Co sprawia że ludzie zabijają dla zabawy
Pieniędzy kobiet pozycji społecznej
Z nienawiści przez przypadek czy z nędzy odwiecznej

Nie zabijaj nie zabijaj zabijanie nic nie daje
Przemoc fizyczna to nie jest rozwiązanie x2

Oko za oko ja dzisiaj cytuję
Na całym świecie mordują różni chuje
Nieznane są motywy nieznane okoliczności

Życie dzisiaj nic nie warte co stanie się w przyszłości
Czy będzie jeszcze gorzej czy nastanie poprawa
Kiedy się zakończy ludzkich mas krwawa rozprawa
Bez względu na to wszystko na pieprzone konsekwencje
Zabitych i zabójców jest kurwa coraz więcej
Nie można obojętnie patrzeć na te sprawy
Choć temat nieprzyjemny wielokrotnie omawiany
W Bibli napisano "V nie zabijaj"
Lecz same słowa nie mogą cię powstrzymać
Brak miłości zrozumienia tolerancji
Na pewno źródła nienawiści nie zagasi
Gleba każdemu kto nastaje na me życie
W obronie swojego nie pomyślę o twoim
Bo dla swoich wrogów nie będę miał serca
Ze zwykłego cwaniaka wykluwa się morderca

Nie zabijaj nie zabijaj zabijanie nic nie daje
Przemoc fizyczna to nie jest rozwiązanie x4

Morderstwo nie ma języka ma jednak organ wyrazu
Sam obraz zbrodni działa jak zaraza
Sceny mordu filmy sensacyjne
To pieprzona inspiracja dla wielu psycholi
Już w ich umysłach żądza mordu się rodzi
Ludzka nienawiść jest większa niż sądziłem
Jak bardzo byłem ślepy jak bardzo się myliłem
Przypadkowe ofiary niezawinione śmierci
Pozostają bez odezwy nie wywołują dreszczy
To taki naturalne że ktoś kogoś zabije
Zmarnuje czyjeś życie i sam pod celą zgnije
Zabić bez litości by wyrównać rachunki
A potem dać się zamknąć nie zobaczyć domu, kumpli
Codziennie ktoś umiera codziennie giną ludzie
I nikt nic nie robi aby tego uniknąć

Nie zabijaj nie zabijaj zabijanie nic nie daje
Przemoc fizyczna to nie jest rozwiązanie x2
Usta milczą, mięśnie spontanicznie drgają
Chcesz wybuchnąć, nerwy nieustannie grają
W środku ogień choć na zewnątrz się tli
Tętno rośnie, otwierają wam się drzwi
Wyjście z szatni, czysty umysł i donośny głos spikera
Echo głosu gdzieś odbija ostatki słów trenera
Głucha cisza w moich uszach, koncentracji jeszcze łyk
Cień ucieka, światło razi a trybuny dają ryk
Pewnym krokiem, pewny siebie z dobrą nutą idę w przód
Tak jak zawsze niby syty, a wciąż walki czuję głód
Długa droga choć do mety ale idę tam gdzie to
W czterech kątach narożniki a tam tylko ja i on
Gdy uderzę sierpa w głowę będzie jak na żniwach kosa
Z głowy zlecą krople potu jak poranna rosa
Choć to ring, pełen spokój tutaj jestem jak u siebie
Wiesz jak będzie ?
Ja nad tobą, Ty na glebie
Głębie oczu i już jestem bardzo blisko
Damian moje imię a Jonak to nazwisko
Głośny gong, wiem co robić teraz mam
Pięści w górę, no i w końcu sam na sam.

Idź, idź, idź i walcz !
Idź, idź, chłopak walcz !
Idź, idź, dajesz tempo !
Idź, idź, wygrasz wiem to ! x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo