Popularne piosenki. Polski Hip Hop

ref.: [x2]
Masz 37 powodów by się zabić
37 worków, a w środku cannabis
od wtorku do wtorku tak mija Ci tydzień
37 wątków w komiksie zwanym życie

37-my raz jebany kot mi przebiegł drogę
i nie dość, że specjalnie to jeszcze nie był kotem
37 zwrotek o tym na co mam ochotę
potem nie wiem o co chodzi, ale wychodzi to okej
37-my raz boję się, że mnie wpierdoli była
(raw raw) Darling proszę, nie zaczynaj
37-ma kpina, mina i może przeklinam
ale to nie moja wina, że ta świnia mnie dobija
i fajnie było jak mieszkałem w domku w Anglii
a teraz dom tu jak All Bundy, mój blok trwa 2 przystanki
a sąsiad nie ma pracy generalnie jest sępem
i gdyby nie był śmiercią, to bym go zabił śrubokrętem
37-my raz gadam z tym wykrętem
doktor Skacz - wypisywacz samobójstwa na receptę
i będzie tego więcej zanim sam skorzystam
siemano, to miasto Fatum 37-ma ulica

ref.: [x2]
Masz 37 powodów by się zabić
37 worków, a w środku cannabis
od wtorku do wtorku tak mija Ci tydzień
37 wątków w komiksie zwanym życie

Kumaj klimat moja dawna jest ze śmiercią na wakacjach
w domu trzymam kota, który gada i sypia w jej gaciach
oprócz pilota i bata nie ma tutaj co porabiać
zawsze chujowa pogoda, minuta to jest dekada
a tak poza tym to nadal prześladuje mnie ta baba stara, dziwka
zmartwychwstała naraz gada blada, pizda
i dopada mnie kolizja, 37 głosów na tak, by się napizgać
37-my fuck w moją stronę od życia
ja razy dwa każdy z nas ma ustroje w psychiatrykach
37-ma klika robi rap taki sam
ja klikam te w opisach i dostaje palpitacji zrycia
37-my raz spisuje mnie policja, skandal
twoja mama ma mambę, a ja mam mandat
na kwadrat dziś komornika wbita się zamykam chyba
siemano, to miasto Fatum 37-ma ulica

ref.: [x2]
Masz 37 powodów by się zabić
37 worków, a w środku cannabis
od wtorku do wtorku tak mija Ci tydzień
37 wątków w komiksie zwanym życie
Nie mamy tak wielkiego powodzenia u lasek co Piasek
nie mamy tyle kasy co R.Kelly, Nelly
Co zdziwiona mina, nie zrozumie rapu ten, którego rusza Mandaryna
chociaż nie od dzisiaj to nowa twarz na scenie
jelenie już nie gram koncertów za friko
czy za marną kaskę plus kiełbaskę, jedno piwko
krótka spódniczka, ładna buźka to nie wszystko
ja chcę czegoś więcej by poczuć z tobą szczęście
bilety na koncerty coraz droższe
przykro mi naprawdę, że niektórzy wejść nie mogą
burdel, a nie sala, piwo rozcieńczane z wodą
za pięć złoty, za to to mam dwa w monopolowym
nie podniosę wyżej głowy, bo wszystko ma granice
nie wyjdę na ulicę przecież i nie będę krzyczał
To ja, oto ja, walę to naprawdę
uwierz mi, mówię prawdę, głupotą dumy nie karmię
mam mózg a nie karmę tak jak podwórko nie farmę
pierdolenie rapu znawcy
pieprzę te wasze w magazynach obok płyty gwiazdki
pierdol te gwiazdki
sam sprawdź płytę, oceń, płytę oceń
nie rozumiesz o co loto
no to jak powiedział Panda
spójrz tam jest ściana - pierdalnij barana

[x2]
...jak masz rozum, zrozum to, bo warto...
[tylko tekstyhh.pl]
Oczy Boga na nas patrzą, rozumieją naszą pasję
Płaczą, gdy widzą ciebie, ranisz, nawet o tym nie wiesz
Wiem, nie rozumiesz, progress był, będzie i jest
Ja jestem szczęśliwy z tego co mi dała matka
Zrozum, że mam dom, a drugim schodowa klatka
Bajka, nie, to moje życie, kumasz, zrozumiałeś w końcu?
Że nie okradam twoich dzieci, że ubieram się inaczej
I, że do wojny nie pierwszy, ja taki sam jak ty
Wizerunek z góry zły widzisz
Ten który kradnie i to ten, który ciągle ćpa
Zrozum, że nie taki jak sobie to wyśniłeś
Że inny jestem, wiem, ale nie paliłem z twoim synem
Weź spójrz prawdzie w oczy i powiedz co jest grane
Widziałeś mnie na ulicy, a naćpany twój synalek
Że inny jestem i, że wizerunek chuligana
Zrozum to w końcu i, że większość to nieprawda
Obserwator, WBU to ci, którzy patrzą z ławki
Kościół kiedyś, bo kazali, dziękuję, chuj dzieciaki wali
Prawda, ulica, rap, kocham to, na to skazany
Nie zabiję matki dziecka, okryję swymi plecami
Walczyć nie chcę, słuchaj, dążyć porozumieniami
Trzeba do spokoju świata
Nie moja szata kata tego, który sieje zło
Który wchodzi w twoją duszę, cierpienie, krew, śmierć
Na to co dzień patrzeć muszę, pada teraz deszcz
Widzę - rozpętałem burzę

[x2]
...jak masz rozum, zrozum to, bo warto...
Ludzie mówią, po co piszesz
piszesz, piszesz, piszesz to
A ja piszę, piszę
piszę, piszę, piszę, piszę
bo wiem ,że to ma sens (eeej)
to ma sens
I ty też, dobrze wiesz ,że to ma sens

Wiesz, gdybym słuchał ludzi,
to dawno bym to rzucił gdzieś w kąt
i nigdy nie chciał już do tego wrócić
Bym połamał długopisy i zeszyty podarł
bo spadła podaż, a może przeszła kurwa moda
Nie obchodzi mnie słuchacz głuchy jak pień
Kiedy pytasz go czego słucha, mówi
Czy ja wiem? Lubie pop, rap, techno
i zależy od pogody, słucha Verby, Stachurskiego,
Eminema i Dody.

Więc kiedy słyszę takie rzeczy to szczerze mnie cieszy,
że Onara znają ludzie ,którym szczerze zależy
Danie dupy w kusych swetrach, na słowo mi uwierz
Żal mi dupy, która dzień kończy z chińskich budek
Może nie jestem modny, może nie jestem słodki
Nie znasz mojej mordy? Chcesz cukru , kup se
loli pop'sy
Ocknij się, jestem sobą, nie idzie za mną fama
Widzisz jaki jestem, Pasuje? Nie? To wypierdalaj
(x2)

Ludzie mówią, po co piszesz
piszesz, piszesz, piszesz to
a ja piszę, piszę
piszę, piszę, piszę, piszę
bo wiem ,że to ma sens (eeej)
to ma sens
I ty też, dobrze wiesz ,że to ma sens

Ludzie mówią ,że nie słyszą mnie w radiach,
moich nowych nagrań, dla nich to dziwne
dla mnie to skandal ,ale jebać to, to część układanki
która padła
Biorę co moje i omija mnie ta farsa
Bo za dużo przekleństw, za dużo rapu,
za dużo pow pow, bo krzywdzą w radiach
zakompleksieni homo

To nie Norbi i dziewczyny są gorące, to Onar
i nie chodzi mi o forsę, kiedy poznaje ludzi
mają zajawki ogrom, bo pierdolą to co inni
o nich szczerze sądzą
Pod bit, walniemy shot'a, zbijemy piątkę
nagramy klip na Twoich blokach, dam Ci
moją zwrotkę
W Polsce ważny jest zwykły uścisk ręki,
zbicie beczki, dobre słowo "ziomuś dzięki"
Dla wszystkich z północy, południa, wschodu
zachodu
Dla wszystkich ,którzy znają mnie: Pokój!
(x2)

Ludzie mówią, po co piszesz
piszesz, piszesz, piszesz to
a ja piszę, piszę
piszę, piszę, piszę, piszę
bo wiem ,że to ma sens (eeej)
to ma sens
I ty też, dobrze wiesz ,że to ma sens
(x2)

Ludzie mówią, po co piszesz piszesz, piszesz, piszesz to?
A ja piszę, piszę piszę, piszę, piszę, piszę, bo wiem ,że to ma sens (eeej)
To ma sens
I ty też, dobrze wiesz ,że to ma sens
Wiesz, gdybym słuchał ludzi,
to dawno bym to rzucił gdzieś w kąt
i nigdy nie chciał już do tego wrócić
Bym połamał długopisy i zeszyty podarł bo spadła podaż,
a może przeszła kurwa moda
Nie obchodzi mnie słuchacz głuchy jak pień
Kiedy pytasz go czego słucha, mówi
Czy ja wiem?
Lubie pop, rap, techno i zależy od pogody,
słucha Verby, Stachurskiego, Eminema i Dody

Więc kiedy słyszę takie rzeczy to szczerze mnie cieszy,
że Onara znają ludzie,
którym szczerze zależy
Danie dupy w kusych swetrach,
na słowo mi uwierz
Żal mi dupy, która dzień kończy z chińskich budek
Może nie jestem modny, może nie jestem słodki
Nie znasz mojej mordy?
Chcesz cukru , kup se loli pop'sy
Ocknij się, jestem sobą, nie idzie za mną fama
Widzisz jaki jestem, Pasuje?
Nie? To wypierdalaj (x2)

Ludzie mówią,
po co piszesz piszesz, piszesz, piszesz to
a ja piszę, piszę piszę, piszę, piszę, piszę
bo wiem ,że to ma sens (eeej) to ma sens
I ty też, dobrze wiesz ,że to ma sens
Ludzie mówią ,że nie słyszą mnie w radiach, moich nowych nagrań,
dla nich to dziwne dla mnie to skandal ,
ale jebać to, to część układanki która padła
Biorę co moje i omija mnie ta farsa
Bo za dużo przekleństw, za dużo rapu, za dużo pow pow,
bo krzywdzą w radiach zakompleksieni homo

To nie Norbi i dziewczyny są gorące,
to Onar i nie chodzi mi o forsę,
kiedy poznaje ludzi mają zajawki ogrom,
bo pierdolą to co inni o nich szczerze sądzą
Pod bit, walniemy shot'a,
zbijemy piątkę nagramy klip na Twoich blokach,
dam Ci moją zwrotkę
W Polsce ważny jest zwykły uścisk ręki,
zbicie beczki, dobre słowo "ziomuś dzięki"
Dla wszystkich z północy, południa, wschodu zachodu
Dla wszystkich ,którzy znają mnie: Pokój!
(x2)

Ludzie mówią, po co piszesz piszesz, piszesz, piszesz to
a ja piszę, piszę piszę, piszę, piszę, piszę bo wiem ,że to ma sens (eeej)
to ma sens
I ty też, dobrze wiesz ,że to ma sens
Karramba feat. Azja

Pieniądze, kasa, mamona, sałata
kocham cię, za tobą nie widzę świata
pragnę cię bardziej niż słodkiego kociaka
w gorącym bikini na wysokich obcasach
Uwielbiam twój świeżo brzoskwiniowy zapach
Na koniec świata za tobą na czworakach pobiegnę
Będę się czołgał w deszczu i błocie
O ciebie i dla ciebie każdą walkę stoczę
od tyłu zaskoczę, proces wytoczę
za tobą wszędzie z moim gnatem wkroczę
Bo tylko ty dajesz mi satysfakcję
Fizyczną i psychiczną relaksację
władzę i siłę, seksualne fascynacje
Tylko z tobą przeżywam życiowe atrakcje
Ty jesteś moim największym pragnieniem
Najlepszą kochanką i przyjacielem.

Wszyscy bardzo kochają cię gdy stan kasy zgadza się
Lecz gdy jej nie ma znikają, a ty idziesz w cień.
Wczoraj z twojej ręki jak psy zjadali, pili
A dziś o tobie nie pamiętają.

Pojawiam się w knajpie gdzie zawsze pijam piwo
Spragniony po imprezie jak suche warzywo
twarze znajome, nikt nie patrzy się krzywo
Widzę, że chłopkom kończy się paliwo
Dziesięć razy piwo - krzyczę do laski za barem
Działkuję się browarem i zielonym towarem
Impreza się kręci, stawiam wszystkim dużą banię
Telefon, zamawiam śliczne panie
Jedzcie i pijcie za wszystko ja płacę
KaRRamBa jest ok, nasz najlepszy przyjaciel
Impreza do rana, później stawiam wszystkim taxi
Przy moim stoliku siadają dwie niezłe laski
Zabierz nas do siebie, do sypialni namiętności
Mamy totalną ochotę na lekcję miłości
Stary, wszyscy cię kochają jak świętego Mikołaja
Kiedy zgadza się kasa.

Wszyscy bardzo kochają cię gdy stan kasy zgadza się
Lecz gdy jej nie ma znikają, a ty idziesz w cień.
Wczoraj z twojej ręki jak psy zjadali, pili
A dziś o tobie nie pamiętają.

Dużymi banknotami napełniam koperty
I zawijam się na miasto żeby rozdać prezenty
Każdy jest szczęśliwy i każdy uśmiechnięty
Pojawiam się znienacka jak Mikołaj Święty
Pierwsza koperta belfrowi za maturę
Mam legalne białko a on ma nową furę
Druga koperta a w niej papierów koło
Niezdolny do służby, generałów nie biorą
Stary, trzecia koperta i mam legal prawo jazdy
Czwarta dla celników by mieć czyste przejazdy
Piąta dla lekarzy, tak na wszelki wypadek
Szósta dla sędziego gdyby znalazł się świadek
Siódma dla policji, a ósma koperta
Jest dla księdza proboszcza żeby o mnie pamiętał
Gdy będę w tunelu by zapalił mi światło
Dołożę dziewiątą żeby nigdy nie zgasło.

Wszyscy bardzo kochają cię gdy stan kasy zgadza się
Lecz gdy jej nie ma znikają, a ty idziesz w cień.
Wczoraj z twojej ręki jak psy zjadali, pili
A dziś o tobie nie pamiętają.

Kiedy zgadza się kasa wiem, że wszyscy mnie kochacie
Jak grzeczne pieski z mojej ręki zjadacie
Machacie waszymi fałszywymi ogonami
Lecz nieładnie szczekacie za moimi plecami
Kiedy stan mojej kasy obniża się do zera
Wtedy każdy miły piesek zmienia się w bulteriera
I szczerzy swe kły, rzuca się do ataku

Wszyscy bardzo kochają cię gdy stan kasy zgadza się
Lecz gdy jej nie ma znikają, a ty idziesz w cień.
Wczoraj z twojej ręki jak psy zjadali, pili
A dziś o tobie nie pamiętają.
To jest melanż pełną gębą
To jest... gruby balet

Dziewczynki, chłopcy w górę ręce
Dziś znowu będzie imprezka
gdzie wuchta wódki i wuchta ćpanka
ChodŹ tu na koncert, ej, zabawa konkret
Ej stracimy hajsik, będzie baunsik
Dziewczynki kiecki w górę pokażcie majtki
Pokażcie chłopcom swoje pośladki
Gdyby widziały was wasze matki
To by wam w oknach założyły kratki
i koniec gadki wy małolatki
Pod klubem bramkarz się musi kłócić z jakimś czubem
Bo nachlał się spirytu i wariuje głupek
Mówi kogo nie zna, Boże, co za debil
Dalej stoi ekipa gotowa na wszystko
jak znam życie będzie krwawe widowisko
chłopaki chcą pokazać jak się bawi blokowisko
Dwie na fazie lalki podróbki Barbie
Na blond ofarbowane, wymalowane, wydepilowane
widać to gołym okiem a kiecki mają długości Marlboro setki
Chude jak żyletki, widać, że za worka fetki
Tak, gotowe na wszystko
Ej, barman nalej mi kurwa piwo
wjebał się w kolejkę jakiś debil
komuś jeszcze patrzy krzywo
szuka awantury
jestem ciekaw czy taki naprawdę jest z natury
czy tylko po pijaku mu odbija bija i nie zna kultury
w ogóle to wygląda jak by słuchał Sepultury
gdzieś tam u góry to znaczy na drugiej sali
ponoć kibel sie pali, jebani piromani
barmanka gasi, bramka tam włazi
robi porządek z naćpanym przedszkolem
choć były rewizje to ktoś wlazł z baseballem
za szmaty do szatni po kurtkę na czatę
to znaczy na zewnątrz, już tu nie wejdziesz



ref:[x2]
Super jest, bawimy się do rana
tylko powiedz mi czy wie o tym mama, tata
jak bawisz się ty i ty tutaj, ej

Ja stoję przed wejściem, czekam za wejściem
debata obok na temat płci pięknej
Dwóch opalonych ziomów napalonych
Młodych, szalonych, w chuj zadowolonych
Czekają aż wejdą w to nocne piekło
Bo chętnych dup dzisiaj tu pełno
ChodŹ tam ze mną, tam jest ciemno
Będę anonimowa, niemowa, jestem tu nowa
Niejednej na tabletach marzy się niemiecka orgia
niejedna jeszcze nie tak dawno temu ssała sobie cycek mamy
a dziś po dyskotekach ssasz po migdały
Kocha dobre pierdolnięcie na domówce w obie szpary
A mama się chwali nią swoim koleżankom
Mówi porządna dziewczyna, wymarzona córa
a za plecami mamy to zwykła rura
przy wejściu do klubu ktoś nie chce dać kaski
ziom chyba dawno nie miał obitej maski
na korytarzu trzaski trzech debili w trzy paski
chce wyrwać te wytapetowane laski
słychać oklaski dla DJ'a
W tłumie jakaś fleja wymiotuje, kumpel go ratuje
lecz Boże nikt mu nie pomoże
gdy bramka go wyrzuci to zmarznie na dworze
psy go zawiną i po hardcorze
250 złotych za hotel, a nie śmierdzi groszem on
Super jest, bawimy się do rana, stop
psy na sali, psss, mnie to wali
ponoć szukają tu tego co tydzień temu rozwalił
jakiegoś klienta, bo coś wziął a nie zapłacił
tam w męskim kiblu pita wódka w kilku
przyjechała karetka, bo w środku ktoś zemdlał
jak sie potem okazało chłopak się przećpał
Yoł..To DGE yoł, Studio 5 Element
(Windy skrzypią, Bracie, prosto z serca)

Wieją zachodnie wiatry
Wieją zdradliwe wiry
Ta gadka idzie stąd na rewiry
Wchodzi w labirynt bloków
Pałaców królów
Krainy mroku
Kroków na bruku
Drzew i staw (stuff?) kruków
Wąskich cieśnin bloków
Miejskich muskuł
Napiętych myśli
Cięciw w mózgu
Tych stosów marzeń
Pokrytych kurzy gęstą warstwą
Takie właśnie jest to państwo
W nocy pijaństwo
Moloch co sypia mało
W ciągu błyszczy a na kacu budzi żałość
Ja mam tą swoistą naleciałość
On z pola walki butem
To nostalgii mute’m(?) tu czuć
Ja wydeptaną ścieżką idę
Gdzie obcy ludzie

Chciałbym uciec ale sam nie mam dokąd
Man (sam nie mam dokąd, man)
Sam nie mam dokąd

A co oprócz tego
Co raz więcej pytań dlaczego
Co raz więcej złego
No i mniej dobrego
Tak na oko
A poza tym spoko
Cały czas wiara lubi ćpać
Się zdradzać
Nie wybaczać
I nie lubi głośno mówić
Bo to nie wypada
A jak pozdrawia sąsiada
To w myślach go obraża
Cały czas ludzie donoszą
Innych sypią
Windy skrzypią
Sen o raju okazał się lipą
Cały czas ludzie się sprzedają tanio
Nie przyglądają się twarzą tylko ubraniom
Paplają lecz nic nie mówią
Żyją ze złością
Gdy bogatsi ich goszczą
To im zazdroszczą
Cały czas Yo
Nie przemęczam się wcale, z osiedla talent
Student osiedlowych manier, lubię spanie
Hajs? czasem coś dostanę
Pośpię, pojadę na koncert z Onarem
Jakiś koncept co dalej? (mhm)
Po co pośpiech, nie szalej (mhm)
Napiszę zwrotkę, a wieczorem jakiś browar
Gorzka żołądkowa, tutaj nie da się pauzować
Szósty zmysł - to o nas, słyszałeś ten numer?
Ja po prostu Polak, inaczej nie umiem
Nie przemęczam się, heh, to prawda
Reprezentuję Morosport, chodzę w starych Nike'ach
Stasiak Łukasz bardziej Big E niż 2Pac
Bardziej Mann niż Materna, Fat Joe jednak
Nie przemęczam się, centralnie jestem leniem
Nie wiem czy to dobrze, bo już mam pewien przebieg

Do tej pracy sam się zatrudnia
A jeśli będziesz ćwiczył możesz potem do południa (spać)
I kiedy włączysz radio to nie myśl o nas źle
Bo dzięki nam masz funk, dzięki nam masz funk

W tym towarzystwie uchodzę za ogarniacza
Lubię mieć porządek i wszystko na czas
Inni raperzy, inna rasa zaznaczam
Jak się nie przemęczyć ich główna praca
Nie nawracam, ja nie rzucę tu ksywek
Uważaj na raperów to historie prawdziwe
Szwajcar? głowa na karku, pustki w kasie
Chodzi jak w zegarku, ale z ruskim czasem
Zresztą to nasze towarzystwo jest chore
Umów się na porę, miej spóźnienie spore
I tak będziesz czekał na ten cały rap polski
Jestem narratorem, ale znam to z autopsji
Inny prosty przykład kolega Messerschmitt
Dobre loty, panienki mówią mnie zerznij
Każdy dzień jak poprzedni wygląda tak samo
Kładzie się dopiero gdy ja wstaję rano
Jest wiele przykładów, że nie ma co paplać
Jak gdy nie ma kasy robi to kapla
Ale nie idzie do pracy gdy nie daj jej rapgra
Wiesz to jest krytyka oparta na faktach
To wszystko prawda, ale musi być szczere
Kto z kim przystaje będzie też takim raperem
Więc mam nadzieję, że nie pójdę do piachu
Bo ta zwrotka to diss na kolegów po fachu

Do tej pracy sam się zatrudnia
A jeśli będziesz ćwiczył możesz potem do południa (spać)
I kiedy włączysz radio to nie myśl o nas źle
Bo dzięki nam masz funk, dzięki nam masz funk
[tylko tekstyhh.pl]
-Masz dużo racji Karol w tym, co nawinąłeś
-Wiem, wiem

Bo koncentruję się na tym znów
By nie pracować do utraty tchu na dwa etaty tu
A ty tu stajesz przede mną, pytasz co to znaczy?
Jak to można tak nie zmywać naczyń co dzień
Zamiast tego oznaczyć kolejny dzień jako dzień z kacem
Kolejny dzień? ej weź się zmień facet
Raczej nie, otwieram oko, potem lodówkę
Otwieram jakiś Redd's, patrzę na ten burdel
Potykam się o tel., dzwonię po Ulkę
Ostatnio to Ulką przemieściłem tą półkę
Postawię ją na miejsce, jeszcze odkurzy
To nie tak, że u Mesa za darmo się odurzysz
To nie tak, opiekacz włącz, rób grzanki
Mam od tego dwie dziewczyny, trzy kochanki
Mam dwa zespoły, solo projekt
Robię bity, mogę nawet zeskreczować ci "co jest"
Nie przemęczam się w twoim rozumieniu
Żyję jak artysta, choć nie jak Anna Seniuk

Do tej pracy sam się zatrudnia
A jeśli będziesz ćwiczył możesz potem do południa (spać)
I kiedy włączysz radio to nie myśl o nas źle
Bo dzięki nam masz funk, dzięki nam masz funk

Do tej pracy sam się zatrudnia
A jeśli będziesz ćwiczył możesz potem do południa (spać)
I kiedy włączysz radio to nie myśl o nas źle
Bo dzięki nam masz funk, dzięki nam masz funk

-Ostatnio nawet miałem chęć wystartować w wyścigu pokoju
-Taa?
-Dwa rowery mi dali kurwa zajebiste, cztery przerzutki patrzę
-A nie siedem?
-Chuj, zmierzę się z rzeczywistością, po 247 kilometrach odpadł mi pedał
-Co?
-Dogonił mnie kolega, pomógł, poszliśmy do knajpy, siedzieliśmy dwie godziny, cztery piwa wypiłem, myślałem, że siedem, ale się tak upiłem, że nic nie pamiętałem później, a okazało się, że to był sen
-Taa?
-Oh...no i co panie lekarzu? chyba jestem pierdolnięty po dwudziestoczterokrocisiedem?
-Dam panu tutaj takie, to jest nowe, takie "Funkosol" się nazywa, proszę śmiało brać dwie tabletki raz na cztery godziny przez siedem dni
Ryzykuję gdy kombinuję
Nie tylko wtedy gdy skuna potrzebuję jak tlenu
Wiem, że na dwóch uda się jednemu
Spytasz mnie dlaczego, spójrz na Monte kolego
Widzisz tego drugiego, dla mnie nic nowego
Może dla gościa innego, niekumatego
Nie wiedzącego jak kombinować
Jak kłusować, mój przypadek to rabować
Skrupuły z litością pochować, cały czas polować
Turysto przed nami nie uda ci się schować portfela
To mnie śmieszy, rozwesela gdy stajesz przy Popku, Zizim, Pomidorze
My cię kupimy, ty krzykniesz - o Boże
I wiedz, nic ci wtedy nie pomoże kombinatorze bez licencji
Ryzykując będzie ci potrzebny iloraz inteligencji
Plus zebranych referencji, potem wóz albo przewóz

Razem z ekipą z Firmy na kombinacji drodze
Nagrywam kawałki, zarabiam pieniądze
Razem z ekipą z Firmy na kombinacji drodze
Nagrywam kawałki, zarabiam pieniądze

Popek to mój brat, kombinujemy od wielu lat
Wybiliśmy się w świat siedem lat temu
Do was przyjechałem, dobrych chłopaków od razu zapoznałem
Hajs napierdalałem, kilka strzałów z Gutkiem miałem
Gdy Tadek z Kalim zapodaje upijam piękne panie
Ewakuacja za moment przytrafi się niezbyt przyjemna sytuacja
Lamusom zbędna konfrontacja
W moich pięściach aktywacja
Dla nich degradacja
Racja, buźka pęka jak pistacja
Ewakuacja, ewakuacja

Zarabiam sos na kombinacji drodze
Jak z kimś robię interes to wspólnika nie zawodzę
Teraz po drodze odwiedzę jeszcze parę miejscówek
Dzisiaj ostra balanga skombinować trza jarunek
Lecz frajerstwo kombinuje, kombinuje
Patrzy jakby cię oszukać, więc nie należy byle komu ufać
Teraz nastukać się chcę w dobrym przyjaciół gronie
Pamiętaj byś kombinując zawsze był po tej dobrej stronie
Wstaję rano myślę co by dzisiaj zrobić
Może uda mi się dzisiaj jakiś hajs zarobić
Tego co wykombinuje nikt nie przewidzi
Posłuchajcie małolata co z policji szydzi
Opisuje w rymach co na co dzień widzi

Razem z ekipą z Firmy na kombinacji drodze
Nagrywam kawałki, zarabiam pieniądze
Razem z ekipą z Firmy na kombinacji drodze
Nagrywam kawałki, zarabiam pieniądze

Najebka, palonko i szybko się zmienia
Stan mojego zarobienia
Pozostaje gruba penga do kupienia
Boski nie penia i wyrusza na wózki
Tłok jeden na drugim jak na talerzu kluski
Stoi społeczniaczka wielka dama
Nie wie, że zaraz będzie wyjebana
Brat zasłania , biorę się do kitrania
Poszło, wysiadka ona nawet nie świadoma
Że padła i w mym ręku jest moja mamona
Jak się dowie to chyba jebnie zgona
W Krakowie, nieznajomy niech się pilnuje człowiek
Zarobiony spuszcza sen z powiek
A dziesiony to też sposób na zarobek
Jakiś parobek w tłocznym autobusie
Pengę ma na wierzchu, ulegam pokusie
Na wsiadce pojawiam się i znikam
Odbieram derę, floriańską pomykam
Pomidora spotykam, ma opuchnięte ręce
Bo złapał jakiś przypał, jakiś buc go przyłypał
Ale buce wiedza to sami, że po akcji z nami
Trudno zbierać żeby złamanymi palcami

Zgrzeszę żeby hajs dobry weszedł
Rozumiesz tą depeszę? Dobrze się czuję z cashem
Dorobię sobie no i wtedy mam na ruchy
W 144 są dobre wybuchy, jebać policyjne grupy
Utrudnia to artyzmem swym Andrzej Mleczko
Plakaty są wszędzie, wyluzuj Jędrek deczko
Elektryczna pizda się zjarzy, oburzenie na twarzy
Kręci aferę no a przypał wiadomo czasem się stanie
Cztery chuje w dupę wam jak na Dobermanie
Społeczniacy, a poza tym
Można poderwać towar cycaty
Zajarać jakieś wariaty
Nigdy za kraty, nigdy za kraty
Gdzie, co i jak każdy z nas tu obcina
KRK 2001, hardcore dolina
Dobra, ile kilo, rymów szmugiel, brudne stilo, flow nówka funkiel, noszę kolczugę,(BAM) strzelam jak luger, Sprzedaję towar, który jest w Twoim klubie, wokół babilon, goń bilon, blok i beton, To jak rzut monetą, żabi skok na detox, Wjeżdża na blok demon, celuje lunetą, Dudni Don Denon, John Lennon, Don Filon, barstech oneshot i lemon, popatrz mi w oczy, mówi kot filemon,
Nie z tych wyjebanych tak jak pokemon,
Na dopalaczach, syp cynamon, inne dymano,
Siemano (siemano), łamano, łgano bach strzał w kolano,
Gdzie dziadzior rano zrzuca tłuste guano,
(siemano) Choć knuto i spiskowano jak w guantanamo,
Don El Polako i Mariaci Mariano, Siemano,
łamano, łgano, bach strzał w kolano,
Dziadza Giovanno zrzuca tłuste guano,
Choć knuto i spiskowano jak w guantanamo,
Don El Polako i Mariaci Mariano
Wybijasz się na dzielnie, szary dzień, szare bloki
Dobrze znasz ten rewir lecz niepewnie stawiasz kroki
Maszerujesz dzielnie, w głowie niemłode foki,
Ale świadomość, że w kiermie sreberka pełne koki.
Zasznurowane skoki, mocno zapięte spodnie
By w razie przypału lecieć jak quattro po betonie
Pocą ci się dłonie, ale trzymasz pełny orient
Nic nie umknie twej uwadze jak polującej sowie.
Godzina wybiła, czekasz przy czarnej ławce
Pozornie cisza, spokój, dzieci puszczają latawce
Jeszcze nie wiesz, ale czekasz na oprawce
Od dawna Ciebie chcą bo grasz na wysokiej stawce.
Ijo, ijo lecą w łapach policyjne szmaty ...

Stój, Policja.

Palisz buta na przełaj i wbiegasz tam do bramy
I kiedy tak czekałeś czy cię znajdą, przykitrany
Rozsądek zaczął radzić takimi o to słowami:

Możesz się wybić albo iść drogą krętą
Możesz się wybić albo czekać na pento,
Możesz garściami brać albo łyżeczką
A gadom przy klapie jest i tak wszystko jedno.
Możesz się wybić albo dać się pomielić
Możesz się wybić i wolność docenić
Jutro obudzić albo zasnąć na wieki,
Bo jeden mniej czy więcej bez znaczenia dla skurwieli.

Wbijasz się na dzielnie odkleiwszy od poduszki
Od walenia w kinol, głowa pusta jak wydmuszki
Trzęsą się nóżki, ubrany jak menel ruski,
A w bani jedna myśl - Koka z pyłem jarzeniówki.
Oczy latają jak piłeczki do ping ponga
Zaraz eksplodujesz jeśli nie zajebiesz gonga
Usta jak trąba, jak tykająca bomba
Pragniesz nart i śniegu jak Alberto Tomba.
Na palcu plomba, w cyce puste jak żebrak
Przy czarnej ławce na towar musisz poczekać
Już go widzisz na przywitanie macha,
Ale nagle puszcza się za nim tajnych burków wataha.
No i padaka, nie walniesz dziś do nocha
Bo nie masz telefonu, na ławce zaczynasz szlochać
Ty w siódmych potach, dotarło żeś wjebany
To reszta mózgu doradziła takimi słowami:

Możesz się wybić albo iść na ósme piętro
Możesz się wybić albo dźwigać to piętno
Może cię skręcać albo żyć się lekko,
A typom w kostnicy jest i tak wszystko jedno.
Możesz się wybić albo iść się zastrzelić
Możesz się wybić albo nie dożyć niedzieli
Dać za wygraną albo zwalczyć to gówno
Czy jeden mniej czy więcej, zasilisz cmentarz trumną.

Wybijasz się na dzielnie, poprawiasz rękoma cycki
Od śmigania w szpilkach na piętach masz odciski
Liczą się zyski za penetrację kiszki
Masz nadzieję, że trafią się Niemieccy turyści.
Jedno na myśli, siano za kontakt bliski
Gdy będzie po wszystkim, przydatne Orbit listki
Wyciągasz błyszczyk, skarbonka czeka w stringach
Dla nich jesteś Anka, choć masz na imię Kinga.
Podjeżdża klient, szybko ustalacie stawkę
W drodze, w oddali twój chłopak stoi przy czarnej ławce
Prawie na miejscu, cisza, lasek, zero ducha
Ten napalony koleś już coś szepta Ci do ucha -
"Ściągaj kiecę mała, dziś za darmo cię wyrucham"
Gdy uciekałaś z auta gdzieś pogubiłaś buta
Gdy zamaskowana tam płakałaś za krzakami,
Przemówił Anioł Stróż takimi o to słowami:

Możesz się wybić albo złapać nie jedno
Możesz się wybić albo skończyć pod wierzbą
Możesz zapomnieć gdy zrozumiesz sedno,
A dla lekarza wynik to i tak wszystko jedno.
Możesz się wybić albo do reszty skurwić
Możesz się wybić albo na zawsze polubić
Odciąć uczucia albo miłość poślubić
Chyba, że wszystko jedno z kim będziesz się budzić.
Mógłbym ci powiedzieć prosto ziomek tu z mostu
Ile trzeba żeby twój dobry człowiek się rozpruł w końcu
I nie ważne więzy, wizja paru lat w pace
Często rozwiąże każdy język
Mógłbym ci powiedzieć o typie co bierze
To [?] raz w nos, bo mnie nie wy*****ie go
Gdzie idzie? pewnie idzie przed siebie bo
Spytasz go co będzie tu z nim, on sam nie wie co
Mógłbym ci powiedzieć o złych bibach
Tych na których śmierć zbiera tu z nich żniwa

Łyk piwa, odwagi ci przybywa
Ale nikt grawitacji nie wykiwa
Ty, mógłbym ci powiedzieć o zdradzie
Tak *****ysyńskiej, że gorszą ciężko jest sobie wyobrazić
Ale w życiu nie jesteśmy na scenie
Czasem od prawdy lepsze jest milczenie

Mógłbym ci opowiedzieć o dniach lekkich i ciężkich
O spokoju ducha i wzmożonej agresji
O sercu bestii, które również krwawi
Przez system, którego nie da się strawić
O dziecku co za swoim ojcem tęskni
O tęskniącym ojcu, który spogląda z [?]
Mógłbym ci opowiedzieć o ludziach prawdziwych
I o takich za których trzeba się wstydzić
Mógłbym ci opowiedzieć i nawijać bez końca
O braterstwie i zawsze pamiętających ziomkach
O miłości mojej, która przy mnie trwała
I o walce o wolność, którą ze mną wygrała

Mógłbym opowiedzieć o tym co widziałem
Tam gdzie byłem, co robiłem, czego dotykałem
Mógłbym opowiadać o swojej przeszłości
Ile krzywdy zrobiłem najbliższym po złości
W napadach euforii, bólu i żalu, stop, chwila, pomału

Mógłbym opowiedzieć bez cienia farmazonu
Jak blisko jest z rynsztoka do tronu
O szczerej przyjaźni, której się nie traci
O tym ilu łbów udawało braci
W biurku w szafce gruby plik listów
A w niej więcej prawilności niż miało ich trzystu
Dalej ci podpowiem jadąc tym tematem
Przemyśl to dwa razy zanim kogoś nazwiesz bratem
O milionach kłamstw i tandet tych strzyków
O napompowanych koksach udających zawodników
O bliznach na twarzy, które są bezcenne
Dały do myślenia tak jak noce bezsenne
O bestialskim ojcu, patologii w domu
O tym pięciolatek nie mówił nikomu
O bezradnej matce, której ciężko samej
Wychowywać syna, słuchaj tego dalej
O niesprawiedliwości i chorym systemie
O dobrych chłopakach noszących jego brzemię
O zmianach na lepsze, które wyszły z doświadczenia
O ubogich ludziach, których nikt nie docenia
O głodnych dzieciach bez śniadania w szkole
Zamiast o aferach to dostrzegać wolę
O tym jak trudno radzić se samemu
O tym, że trudniej wybacza się bliskiemu
Mógłbym opowiadać nie widząc zakończenia
Że bardziej od ran bolą przykre wspomnienia
O tym jak wątpiłem, że na ludzi kiedyś wyjdę
A więcej ci opowiem jak do ciebie przyjdę

Bezimienni, Sokół, VNM
Mógłbym ci opowiedzieć

Mógłbym ci opowiedzieć o wzroku czyjejś matki
Gdy jej syn poszedł siedzieć
O wzroku matki, kiedy urodziła syna
O wzroku syna, gdy matka zawodzi
O tym jak się jak się czujesz kiedy ktoś odchodzi
O uśmiechniętych oczach ukochanej mojej
O najpiękniejszych nocach wtulonych we dwoje
Mógłbym opowiedzieć, ale cenię prywatność
Po co ma im psuć krew znów zawiść i zazdrość
Mógłbym ci opowiedzieć własne wspomnienia
Kiedy radość wygranej tłumiły wyrzuty sumienia
Zawsze w porządku, zawsze charakterny Sokół
Tak jak ty byłem naiwną ofiarą bloków
Miłość, tylko ona nas wyzwoli
Bo lepiej jest nie walczyć, kiedy walka jest o nic
Lepiej trzy razy stracić niż raz się w*****ić
I pamiętaj o tym towarzyszu niedoli
[RAH]

Piękna sobota, lokal
ten wstręt nie spuszcza mnie z oka
myślał chyba że pęknę jak pokal
na widok mięśni wróżących knock-out
głodny afery osiłek - steryd
arbiter ludzkich pomyłek
party schyłek jeśli uznasz przewiniłeś
za zasiłek na kolejny zastrzyk w tyłek
miał ten zły dzień, albo tydzień
bez znaczenia, cienias wyżyć się idzie
o-o oszalały hormony, mój ziom oblężony
ruszam do obrony
a-a-adrenalina, nie wytrzymam
dawaj tu tego skurwysyna
wściekła mina, pękła lina
gna maszyna, czas na finał
oparty na rękoczynach
w imię ojca, syna..
już napina we mnie ciosów lawina
i natarcie, wsparcie - gdzie się wszyscy podziali?
kumple moi byli i poznikali
jeden za wszystkich - tak nas nauczali
Mini na linii ognia nie nawalił
fuck'i śle w typa, już bez ryzyka
gotów na wszystko bo blisko ekipa ma - wypas

[RAH, KAMS & FO] x2

A-a-adrenalina
HC klimat
żelazna kurtyna
A-a-adrenalina
akcje jak z kina
których się nie zapomina

[KAMS]

To realia - nie film w telewizorze
o późnej porze czychać na ciebie może
wiele zagrożeń jak wtedy, Boże
przeżyłem chwile grozy jak w horrorze!
Jeszcze przed stacją na dworze podbili
wy - wypierdalać w tej chwili
ja czarnej bili reprezentanto
wraz z swoją bandą
tera mamy manto
manto to my mamy niemal gwaranto-wane
przejebane, w pół do czwartej nad ranem
najwyższy czas pomyśleć nad planem ucieczki z BP
ci otoczyli już drzwi
ja to nie Bruce Lee
oni ciężkiej wagi
mimo to promile w krwi dodały nam odwagi
wyszliśmy na raz, a raczej każdy z nas
wlazł w gówno po pas
na zewnątrz czterech chopa
plus siedmiu kolesi z dwuch Mesi i foka
widać na pierwszy rzut oka
wszyscy zdrowo poszli po zatokach
nie chce udawać proroka
ale zapowiada się na szybki knock-out
szybki knock-out - szybki jak w walce Lenox kontra Gołota
w nielada kłopotach, drze się idiota:
do mnie! do mnie no bo w ruch pujdzie klama!
wrócić? nie, raczej inny mam zamiar
obrót, wypierdalana z AND1'ana
patrze po kompanach - reakcja ta sama
przecież nikt nie chce gun'a przy skroni
i choć w pogoni za mną kilku luji
odstawiam ich jak Carl Lewis na bieżni
dzięki szybkim nogom unikliśmy rzeźni
tak dzięki szybkim nogom unikliśmy rzeźni

[RAH, KAMS & FO] x2

A-a-adrenalina
HC klimat
żelazna kurtyna
A-a-adrenalina
akcje jak z kina
których się nie zapomina

[FO]

Chuj z tym że przekliman
zerwała ze mną dziwczyna - finał,
wszystko moja wina
wciąż żyję, świat hien, dziś piję
wypierdalaj bo cie zabije klient
bez słowa zasuwam na nogach po klubach
pogoda chujowa, zima, barman, wóda
zobacz podróba loga Eukanuba
choroba umysłowa, podłoga, spluwam
jest druga, noc jeszcze długa
samoobsługa, za moment zatonę w długach
załoga czuwa - z monet zapomoga, spłonę
na Boga ugaś ten płonień
żałoba, fruwam w nałogach,
szukam wroga, o-o o-o zobacz
ten mi się nie podoba
te ziomek
choć no na stronę - masz przepierdolone
miałem życie, żonę
przed klubem na schodach
przed ślubem przygoda
flaszka rozwalona
teraz sam z mikrofonem
akcja zwolniona
kiedyś tylko ja i ona
trzech nie pokonam
dziś opadła zasłona
ręka opuszczona
spójrz kochanie to męka
już tylko obrona
kochanie pamiętam
szczęka przestawiona
nie skonam! dziś przepowiednia spełniona

[RAH, KAMS & FO] x2

A-a-adrenalina
HC klimat
żelazna kurtyna
A-a-adrenalina
akcje jak z kina
których się nie zapomina
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo