Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Te wersy omijają tych grzecznych chłopaków
Nie o tych co na ulicy srają ze strachu
To o tych co jarają się tym z blizną na twarzy
Nie próbuj się pucować, bo na pewno się sparzysz
Hermetyczna grupa, która ma swoje rewiry
Słyszałeś o nich w TV i gazety też mówiły
Żyją obok ciebie również na twoim osiedlu
Mieli w życiu prze*****ne, teraz po trupach do celu
Zbrodnia i kara to dla nich obce pojęcie
Zbrodnia popłaca i to drugie już prędzej

Od małego wychowani dobrze znają swoją pracę
Dla akceptacji w grupie wymuszenia i haracze
Potem było grubo kradzieże samochodów
Przemyt koksu do Francji z klamką u boku
Wpadka przy akcji, biorą na siebie wszystko
Dziesięć lat wyrok, żaden z nich nie sypnął
Wyszli warunkowo za dobre sprawowanie
Szacunek dla nich na dzielnicy pozostanie
Wrócili do biznesu, dalej ciągną ten wózek
Kiedyś byli tacy mali dzisiaj stoją na górze
Oni ustalają reguły kryminalnej gry
Złapali kontakty, niedawno przekupione psy
Za ich konkurencją wysłali listy gończe
Jakby co to nic nie wiem i na tym zakończę

[x2]
Kryminalna gra teraz o tym nasz rap
Kryminalna gra Poznań i WWA
Miasta dwa gdzie istnieje czarna strefa
Tutaj odpada ten, który pierwszy pęka

Aifam, Aifam, Bilet, Diil Mafia
Tu nie pchaj łap gdzie nie twoja bajka
Ulicy realia to kryminalna gra
Poker zakamarków konspiracyjny świat
[?] gdy w pobliżu kat
Choć szczerze mówiąc brat, ha
To tak jak chodzenie po linie
Wiatr mocniej zawieje a spaść ci nie ominie
Wbij sobie to w koszta, pamiętaj co to honor
Ja stawiam na siebie i moich bliskich dobro, elo

[x4]
Kryminalna gra teraz o tym nasz rap
Kryminalna gra Poznań i WWA
Miasta dwa gdzie istnieje czarna strefa
Tutaj odpada ten, który pierwszy pęka
Jestem raperem i robię yo yo,
Ja mam swój styl i zajebisty flow
A oni wciąż chcą bym słowa swe ciął
I zagrał ten show nawet gdybym się zgiął

Więc pizgam,
Patrz, bo jestem rapu wokalista
Iskra sypie się z mojego paleniska
Pryskaj, jeśli nie chcesz tego widzieć z bliska,
Wyspa - tutaj ja wynurzam mój batyskaf

I pływam, zapamiętaj jak się nazywam
Abra D.A.B córki rodzicom porywam
Zabiorę je w podróż jak czarodziejski dywan,
Zestrugam na wiórki i we mgle rozpływam więc

Brata będzie miał już ze mnie każdy Tatar
A tak, nie lubi mnie mama ani tata
Prawda, za wszystko należy się zapłata ale
Rata za te lata mała jest jak Katar

Więc płacę ale też sam trzymam tacę
Za długo jest tak żeby mogło inaczej
Raczej nabiera to dla mnie nowych znaczeń
Facet ja Ci zaraz wszystko wytłumaczę, ja...

Jestem raperem i robię yo yo,
Ja mam swój styl i zajebisty flow
A oni wciąż chcą bym słowa swe ciął
I zagrał ten show nawet gdybym się zgiął

Więc pizgam,
Jestem królem mego wysypiska,
Mój smród jak kruk zatacza koliska
Iskaj się jeśli Cię gryzie artysta
Pyska daj i nie czekaj na wyzwiska, bo ja...

Gadam, słuchaj mnie jak Ewy Adam
Tysiąc słów mam i je w ustach układam
Błagam, nie mów tylko, że to jest bałagan
Bragga to mego stylu promenada

Więc hulam po papierze, bo to moja bulla
Zapisany tam styl ma warstwy jak cebula
Ciulam bo mam pokera a nie fula, a Ty
Króla chcesz doskonałego jak kula

Ale nie ma, jest tylko bajka na temat jak
Brał kij i rap, bił jak Kozaków Jarema
Siema! A więc ten rap to już denat?
E tam, skoro właśnie ja w ręku grę mam, bo ja...

Jestem raperem i robię yo yo,
Ja mam swój styl i zajebisty flow
A oni wciąż chcą bym słowa swe ciął
I zagrał ten show nawet gdybym się zgiął

Więc pizgam,
Bo ja jestem złoty medalista
Piękne dzięki z pierwszej ręki za takie igrzyska
Zyskam, bo dla mnie to zabawa czysta
I miska śmieje się jak morda do kieliszka

Więc chlupnij, tylko sam nie zaczynaj kłótni
Zamknij w sobie chama jak Emila do drewutni
Lutni nie potrzeba kiedy bas mi dudni
Luknij, może ktoś mnie dziś zatrudni, bo ja...

Jestem raperem i robię yo yo,
Ja mam swój styl i zajebisty flow
A oni wciąż chcą bym słowa swe ciął
I zagrał ten show nawet gdybym się zgiął
To jest projekt O.S.T.R., Emade 2005 Polska
Tak smakują realia, aha
ŁDZ-Bałuty-WWA

Jesteśmy sami sobie winni, zawsze sto procent
Wałki na innych i te nieprzespane noce
Nawet moc manifestów i ambitnych projektów
Nie jest w stanie ogarnąć szarych co widzą na czarno
Kolejne pokolenia karmiąc uczuciem zemsty
Że ktoś kiedyś ich życie spieprzył bezpowrotnie
Zamiast się podnieść gubią w sobie proporcje
Nastawieni na kontrę w każdym zdaniu
Nie mów o zaufaniu do świata z TV ekranu
Picu dla szpanu, zaściankowych chamów wojna

Po nozdrzach można poznać który to lepszy Oskar
Nie lubisz? zostaw, lecz głupota pcha na przypał
Łza na ślipiach, nie przerwie niczego i tak 24/7
Nad czaszkami groźby, być złym czy dobrym?
Zero pytań, wątpisz? strach tonie w liczbach
One odbite w źrenicach, a świat upadły w mitach
Zamiast powstać w krytykach czynów
Kreuje co dnia lepszych *****ysynów
Od siebie minimum by z dumą się nie rozstać
2005 realia made in Polska

[x2]
Smutek, nerwy, stres, obłuda, gniew
I nadzieja we krwi, 2005
W tym ja i świat ludzkich spięć
I miliony *****ysynów, zaciśnięte pięści

Co jest kastrat? pod butem gaz mam
Nie licz na falstart, czas dał po hantlach wantla
Ganda Fanta Santa Maria
Skandal dam wam
Patrz jak ubywa energii wybujałym od koksu
Zabierz ich, to nie opera Verdi na zielono jak Kermit
Wiem że dotrzymam tempu tętnic
Sensimila sens i chwila we krwi
Przeklnij wrogów, wróg znaczy powód
By posłać Bogu serce cięte jak shogun
Sprawy kuriozum jak wakacyjny strój Tajki
Gdzie główny sponsor to ***** a nie Nike
Masz swój, mam szaszłyk okrzyknięty niebem
Jak i tak ziom skończymy z tym samym chlewie
Z sąsiadem szpiegiem nie szukaj logiki
Nie tutaj kamyki nie ruszaj się
Mity żyją wiecznie, przy tym bezszelestnie
Niszczą umysłów wnętrze jak w bloku burdel na piętrze
Obrotów im nie zwiększę, nie stać mnie proste
Wiesz jak jest ziombel, ważny jest progres
Znasz to, pozostaje wierny temu co wyjrzał w miasto
Dla wrogów beczka, frajerzy na baczność

[x2]
Smutek, nerwy, stres, obłuda, gniew
I nadzieja we krwi, 2005
W tym ja i świat ludzkich spięć
I miliony *****ysynów, zaciśnięte pięści
1. Jasiu, Jasiuuu, weź proszę bereciki skocz po 10 kilo kartofelków dobrzeee?
Babcia Jadzia mi oddała śliczny beret moherowy, moja laska ze mnie leje mówiąc, że jest przypałowy. On naprawdę jest najlepszym nakryciem głowy, ale on przede wszystkim jest moherowy.

Ref. Zadbaj o łeb {2x Załuż na głowę moherowy beret {{2x No ubierz berecik

2. Gdy poszedłem w niedzielę do kościoła, ksiądz pogłaskał mnie po głowie i powiedział bądź jak Roman było miło mi bardzo, a na dodatek sąsiadki zaprosiły mnie mnie na filiżnke herbatki.

Ref,. Zadbaj o łeb...

Moherowy
3. Teraz ten bit w telewizorze mowili ponoć Doda, Mandaryna, Michaś też się zajawili. Więc dlaczego kolego uśmiechasz się tak głupio, lepiej poproś rodziców niech Ci też taki kupią.

Ref. Zadbaj ołeb...

4. Jasiu zaśpiewaj babuni o bereciku - Moherowu uwielbiam go, moherowy to lek na zło, w moyherowym do twarzy mi, moherowy na wszystkie dni.

Ref. Zadbaj o łeb...
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.

Często jestem leniwy, chociaż staram się z tym walczyć
Szanse nierówne są jak armia i partyzanci
Armia - to świat który pędzi na złamanie karku
Partyzanci - mój charakter, który wybudzam z letargu
W głowie wiem, że pociąg ma odjechać
To tylko zły sen, że na mnie nie poczekał
Wiesz po czym można poznać człowieka
Że kiedy je żarcie reszta zachowuje się jak zwierzęta
Nie jak lwy, raczej jak hieny
Bo boją się jutra którego może niebyć
Czekając na peronie chcę życie przeżyć
Ale o to chodzi żeby każdy dzień to był pierdolony pewnik?
Odpowiedz sobie co robię
Czy już jadę, czy dopiero jestem na peronie,
Idź po bilet, kasy jeszcze śa czynne
Ja tak zrobiłem, dlatego żyję.

Ref.
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.

Wolisz pierwszą klasę albo kuszetkę
Pamiętaj, najpierw musisz mieć bilet w swojej ręce
Trzymać go mocno jak swoją kobietę za rękę
I nigdy nie puszczać bo wtedy coś pęknie
Pięknie jest przez chwilę, piękne są tylko chwile
Podróż trwa, kilometry, mile
Dekady, lata, miesiące, dni, godziny
Jestem w podróży, jak wrócę to się zobaczymy
Chyba że wsiądziesz gdzieś na trasie, usiądziemy zwarcie
I poleje się to, co spowalnia na starcie
Wszystkich tych którzy nawet jadą na gapę
W tej podróży nie ma ulg, nie możesz dać w łapę
Bo nie ma komu, daleko do domu
Ale jeśli ktoś czeka w nim to masz szczęście ziomuś
Ciągle koniec to początek, początek to koniec
Bo to trwa, jak niekończąca się opowieść.

Ref.
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.
Wsiąść do pociągu byle jakiego nie chcę, chcę, chcę czegoś więcej
Mam, mam bilet w ręce a kierunek trasy determinuje serce.
Buka:
A ja się jaram że nie jaram i mnie wiara mija ta,
Jarana faja to nie lada żmija,
Powiadam-zabija,
Nie nawala już klimat, że wale jak nikotyna,
I pale paczek parę jak lokomotywa do Berlina
Dziury na ubraniach,
Cztery stówy za miecha jarania,
Próby zapobiegania i kluby bez odpalania tej zguby,
Bania się kłania, bez tuby padaj na grania,
Jak wypierdalam te szlugi z szalupy jak kapitan Faja,
A tu nie ma jak w tramwajach i barach, hotelach i chatach,
Cholera, wypłata mi tera dopiero lata,
Nie ma jak jarać teraz, nieraz się użerasz,
Jak nadal pożerasz raka i wspierasz tytoniowego papa
Nie ma jak spoko astma, sound blasta, z płuc jak w spazmach,
Żółć w tym, babrać, pluć tym, kurwa, kasłać!
To gówno jak kasztan, w płuco ktoś Ci nasrał,
Więc rzuć to w chuj, cobyś wykasłał asfalt.

Refren:
A ja się jaram, że nie jaram jak faja Popeye'a,
Nie jestem baran i nie jaram,
Jara twoja stara! x4

Rahim:
Nawet przez myśl mi nie przeszło jak to wciąga,
Chciałem tylko puszczać kółka i nauczać się zaciągać,
Spółka liczona w latach, nie miesiącach,
Nie gadam o rurkach, bibułkach czy bongach,
Jeśli Twa lokomotywa sięgała Berlina, Rahima,
Skład wagonów kończył się w Chinach,
Zadyma przypominająca dym z komina,
A w żyłach płynąca nikotyna,
Nieustanne "yhy, yhy" lub-yhy, yhy! pfu!
Przy tym odór niczym aszynbecher (?),
Koniec walki z kretesem, na to keszem i rwetesem,
Bom swego losy szefem,
Pomarańczowa flara niczym nocna mara powraca w koszmarach,
Biednego mara, ja to ex palacz, wiec ode mnie wara!
Zaś atakuje poczwara, niegdyś dobrana z nas para,
W końcu się budzi ofiara, no i jara, że nie jara!

Refren:
a ja się jaram, że nie jaram jak faja Popeye'a,
nie jestem baran i nie jaram,
Jara twoja stara! x4

Rahim:
Ja się jaram, ze nie jaram 2x

(Palenia na zdrowie, "yhy, yhy" lub "yhy" przy tym odór niczym aszynbecher (?), wybór nalezy do Ciebie 2x)
Siemano PiHU z tej strony. Właśnie siedzę z Szychą i z Dj'em one touch
W studio specyfik. Robimy nagrywkę na mixtape one touch'a,
Wiesz o co chodzi ziomek. To jak możesz to weź teraz puść mi ten bicik, wiesz ten ...
Aha, pozycja 126, rozumiesz? Ze mną będzie inaczej, najpierw w dupkę później będzie lachachacha
Rozumiesz? Lachachachachacha

Dla starszych szmul wykład, dla młodszych lekcja
Dla wszystkich rur, dziur arystokratycznych pretensjach
Zacięty wyraz twarzy, cały czas spięta
Ej co Kochanie, męczy Cię nadżerka?
Czy to Cię drażni? To tak jakby było was dwie
Już po przyjaźni, PiHu jest bee
Ej co Ty, kurwo, lepszą niż jesteś zgrywasz
Od kiedy sucz taka jak Ty jest wrażliwa
Już Ci mówiłem, powtórzę jeszcze raz powiem
Mój chuj dłuższy niż Twoje zwoje mózgowe
Za Tobą nie chłopaki a pajace durnie
Wiem jak jest, kurwa kurwie banię urwie
Głupi jak but, sexu wulkan
Masz szczęścia łód, pusta suka
Zalewa żółć, widzę po jej ruchach
Wsparcia do awantur szuka, za to się rucha
Puta, wie od czego ma w gębie język
Córka Judasza, charakter mendy
Musisz się podobać ,wobec jej się zachować
Jak nie podejdziesz każe Cię podkasować
Jej towarzystwo bez końca dramat
Nie zmordowana skrobana dama
Kurewstwo w randze sztuki, za to ma medal
W jeden chwili Cię kupi, a potem sprzeda

Szmulu, pozycja 126, najpierw w dupę później w usta
Z tym co robisz przez chwile się zrównaj
Poczuj smak życia, poczuj smak gówna
Szmulu, pozycja 126, najpierw w dupę później w usta
Z tym co robisz przez chwile się zrównaj
Poczuj smak życia, poczuj smak gówna

Rozumiesz? Przyniosę Ci ból, ból że chuj, wiesz co Ci zrobię
Zrobie Ci boom, boom, boom rozumiesz? Pierdolony anal terror
Jak jot u zet, rozumiesz? Zobaczysz co się stanie, wiesz o tym

Jak łzy, sperma spływa po policzkach
Twój krzyk, bo dostałaś w oko z bliska
To my, najpierw w dupę później w szama
A za ścianą Twoja mama
Białystok - tak to robimy
Warszawa - tak to robimy
Słoneczny - tak to robimy
Bemowo - tak to robimy
Katowice - tak to robimy
Mega - tak to robimy
Cieszyn - tak to robimy
Ustroń - tak to robimy
Jelonki - tak to robimy
Olsztyn - tak to robimy
Tychy - tak to robimy
Z każdym szmulem, tak to robimy

Szmulu, pozycja 126, najpierw w dupę później w usta
Z tym co robisz przez chwilę się zrównaj
Poczuj smak życia, poczuj smak gówna
Szmulu, pozycja 126, najpierw w dupę później w usta
Z tym co robisz przez chwile się zrównaj
Poczuj smak życia, poczuj smak gówna
Raz dwa trzy cztery pięć

Lubię mieć kontrolę a to jej ostatni poziom bastion
Teraz moja kolej ja spełniam swoją rolę z pasją
Biorę się za to dziarsko koleś na bok żarty
Na stole karty rozkręcam na pięć czwartych party
Zawołaj Yo jeśli dobrze jedzie płynie
Chłopaki to wią efekty są gdy się nawinie przy niej
Łapię wibrację miasta ono przewodzi mi jak Pascal
Do celu czy fiaska jazda raz dwa
Patrz jak toczy się saga tak jak z gór lawina
Magia to podwalina sprawdza i przypomina trzymaj klimat
To czyni mocnym tuczy jak koksy nie spocznę
Widocznie się muszę przekonać naocznie
Jak skończy się dzień bo jak się zaczął to ja wiem brat
Rapowa menażeria wyznaczyła kryteria ten serial wciąż trwa
Leczy jak Polfa rany z bombard atrament
Nie używajmy innej amunicji sami a my omijamy łukiem
To co trzyma ludzi w formie w sztampie
Cenię naukę czasem spokojnie czasem z hukiem
Skrajnie w obu przypadkach ciśnienie wzrasta
Aż ta imitacja precz poszła zmiana tez zaszła
Wiesz kto to ten tu? Chłopaku! de A be z Baku Baku
potąd patentów tematów nie odczuwam braku
Strachu gdy horyzont głów i od cholery więcej rapu
Brachu na siebie ty mów a swoje rób lub rachuj na cud
Klub raz dwa trzy cztery pięć
Widzę cię, synku, masz gdzieś tak z piętnaście lat
Razem z kumplami nagrywacie na jamniku track
To coś o życiu, w sumie wiecie wszystko o tym
Dorośli by oddali wszystko za te parę złotych
Wy nie oddacie tej wolności za papier
Tyczy się codzienności to i tu tak samo jest z rapem
Kto się sprzedaje, ten się wita z końcem
A ty prawdziwy zostajesz dopóki wschodzi słońce
Dziś gracie pierwszy koncert, ok, to spory test
Choć wyglądacie groźnie, was pożera stres
Na scenie mylisz tekst, jak zresztą każdy z kumpli
Który wychylił fest z flaszki, co by się rozluźnić
Lecz i tak nie ma tego złego, drzecie japy na full
Tylko tych ludzi pod sceną to nie rusza ni chuj
W sumie nie wiecie dlaczego, więc publika to kicha
Ale cię zżera pycha

Widzę cię z nimi w tych klubach
Z ciebie jest cały czas taka sama suka
Zła i cwana dupa, wkręcasz teraz ich jak nas
Parę lat wstecz, parę, parę lat x2

Które to wasze demo? już macie ich parę
Więc mnie nie dziwi, jakie macie już o sobie mniemanie
Wy, nawet kiedy nie gracie macie tą fazę na walki
I nawet czasem wpadacie i zabieracie majki
Tamci są tylko w tle, przy was
Nawet jak zechcą sprawdzić się w rymach
To muszą wiedzieć, że czasem krew się na bitwach leje
Kiedy wpadacie ty i twoi złodzieje, tak tu się dzieje
Żyjecie snem, jesteście gwiazdami
Lecz zamiast Hennessy, leje się Lech litrami
Ty możesz chcieć nawet mnie zabić za to co mówię teraz
Ale po co mi to?
Na co komu taki, co to robi po to, żeby tu mieć tylko melanż?
Wy i tak macie swój świat
Na opadnięcie tych klapek potrzeba paru lat
Czuję się, jakbym cię znał, dlatego tak tu wzdycham
Brat, ale cię zżera pycha

Widzę cię z nimi w tych klubach
Z ciebie jest cały czas taka sama suka
Zła i cwana dupa, wkręcasz teraz ich jak nas
Parę lat wstecz, parę, parę lat x2

Minęło parę lat, dziś już masz wydany pierwszy album
Zmieniła ci się twarz, teraz słuchasz funku
Czy coś zostało po szczeniaku z tamtych pierwszych zwrotek
Oprócz tych paru kiepskich fotek? bądźmy szczerzy, ziomek
Ty ciągle w sobie to masz
Kiedy oglądasz video, na którym koncert grasz
Jara cię fakt, że ci ludzie robią hałas dla ciebie
Po paru latach zdaje się to dawać efekt
Ciśnienie? Nie, już nie ma ciśnienia
Czy czujesz presję? nie, już nie grasz z podziemia
Pompujesz tekst za tekstem w fanów
I ściągasz Nike ze Stanów
Nagrywasz drugi album, jesteś poziom wyżej
Nosisz się lepiej niż najświeższy ziom na rewirze
I jak cię widzę, to myślę sobie tylko tak
Kurwa mać, ty wyglądasz, jak ja

Widzę cię z nimi w tych klubach
Z ciebie jest cały czas taka sama suka
Zła i cwana dupa, wkręcasz teraz ich jak nas
Parę lat wstecz, parę, parę lat x2
[O.S.T.R.]
2002...
Gdzieś daleko od błysków fleszy
Bit w uszach duszę leczy.
Nad kartką umysłowy stretching.
Po to żyję, po to się budzę,
Po to palce tuszem brudzę.
Z tym się urodziłem i z tym chcę umrzeć.
Taki mam patent na rzeczywistość.
Masz za dobrze? Czar może prysnąć.
Lepiej ostrożnie iść z tą myślą,
Że może zdarzyć się wszystko;
Łącznie z katastrofą á la Boston-San Francisco.
Mam to przed oczyma:
Radio, redaktor i krwawy finał;
Niczym Izrael - Palestyna.
Nie da się świata zatrzymać, czasu cofnąć,
Pozostaje płacz nad niesprawiedliwością.
Co z ludzką godnością, pytam.
Zamiast śmiać się na płytach
Muszę za szczęściem wzdychać.
Patrząc na chmury nad miastem
Powoli zamykam oczy.
Daj spokój z bólem
I tak zbyt wiele czuję.

Ból doświadczeń sprawia, że śmiech znika.
Mówili nie patrz, mówili nie dotykaj.
Mówili nie myśl, co zdarzyć się może.
Terror, za nim człowiek,
A w człowieku odpowiedź.

Ból doświadczeń sprawia, że śmiech znika.
Mówili nie patrz, mówili nie dotykaj.
Mówili nie myśl, co zdarzyć się może.
Terror, za nim człowiek,
A w człowieku odpowiedź.

[Vienio]
Odkąd pamiętam na szklanym ekranie,
Zbrojnego konfliktu w pamięci mam znamię.
Matka mówiła, co teraz się stanie;
81 jakieś skrzyżowanie,
centrum miasta, pamiętam jakieś wojska.
Stan wojenny, to skrzywdzona Polska.
Rozkaz wydany i następne wydarzenia;
Też inne kraje doznały cierpienia.
Zdarzenia. Dzieje się dużo złych rzeczy.
Komuś naprawdę tutaj zależy.
Środki przekazu szukają wciąż okazji;
Konflikty w Azji, na życie zamach.
Dwie wieże w Stanach, płonie Pentagon,
W dzień z bronią wagon opuszcza granice.
Kościoły, kaplice, apeluje Watykan.
Przybywa wciąż pytań, źle znowu sypiam,
Odliczam godziny do dnia spokoju,
Gdy cały świat w końcu zazna pokoju.

[O.S.T.R.]
Ból doświadczeń sprawia, że śmiech znika.
Mówili nie patrz, mówili nie dotykaj.
Mówili nie myśl, co zdarzyć się może.
Terror, za nim człowiek,
A w człowieku odpowiedź.

Ból doświadczeń sprawia, że śmiech znika.
Mówili nie patrz.

Kurwy, trochę pokory;
Mówicie rap jest zły,
To jaki jest terroryzm? Hę?
Niby o tym się nie mówi, wiem.
Ważniejsza pensja, wyścig do szczęścia,
By mieszkać jak pan, jeść jak pan,
Chodzić jak pan, jak pan mieć szpan.
Nie kłam, że nie nakręca ciebie lans, bo nie uwierzę.
Lepiej wytłumacz mi zjawisko rasowych uprzedzeń,
Zbrodni w imię głupoty.
Co świat chce udowodnić?
Trupy, filozofia z dupy,
Spójrz prawdzie w oczy;
Rządzą nami przygłupy.
Nawet patrząc na Bałuty,
Oddając im swą miłość,
Na Helen przyszła, widzę ilu ubyło.
Pozamykani w domach, pokojach,
Skazani na klęskę,
Wiesz kim jest człowiek?
Głównym niebezpieczeństwem.
Możesz gadać, że pieprzę farmazony,
Ale proszę cię o jedno;
Pokaż mi te szklane domy,
Bym wiedział, że się mylę,
Bym zmienił światopogląd
Na życie oddane pieniądzom.
Pokaż mi to dotknę, uwierzę, przemyślę,
Bo dosyć już człowiekowi ciśnień.
Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Oby do przodu prowadził nas rozum
Zrozum szans nie masz tylko tu na pozór
Sprawdź nastawienie, wrzucaj pierwszy bieg
Drugi bieg, właśnie teraz motywacja brnie
Trójka, widzisz że to jednak tutaj działa
Rozpędzony jednak trochę a zdobywasz nie dasz ciała
Czwórka, zapierdalasz pewnie już na swoim
Potem piątka, mkniesz z relaksem jak się już zarobisz

Nie sztuka być przy kimś gdy wszystko się układa
Nie sztuka wtedy radzić, po co wtedy rada
Sztuką być przy kimś kiedy nie ma nic
A kolejna myśl jest powodem żeby wyć
Zanim zaczniesz chłopaku truć głowy dzieciaków
Pomyśl o szlaku wybranym przed laty
By wtedy dzieciaki i pierwsze rapy
Dalej w to gramy, Dix pamiętamy

Cały czas do przodu tak działamy właśnie
Weź lepiej posłuchaj, by rosnąć na poważniej
I wytęż wyobraźnie, zanim niespokojna zaśnie
A samobójcze myśli zawładną Tobą błaźnie
Wychodzimy jak na wojnę, może być nie spokojnie
Ta armia się nie cofnie, do przodu zawsze godnie
Z podniesionym czołem, w gardę składając ręce
Z fartem i do przodu, Bóg ma nas w swojej opiece

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Do przodu ziomeczku, jeśli nawet szansy cień
Choćby o te parę chwil, choćby o ten jeden dzień
Do przodu ziomeczku, choćby o te parę złotych
Do przodu, o te rozwiązane kłopoty
Do przodu ziomeczku, jeśli nawet szansy cień
Choćby o te parę chwil, choćby o ten jeden dzień
Do przodu ziomeczku, choćby o te parę złotych
Do przodu, o te rozwiązane kłopoty

Taki już jestem i się nie zmienię
Do przodu przed wieloma o czyste sumienie
Lata mijają ja dalej na scenie
Ja swe umacniam i nikną korzenie
Dla wielu zasady to zamuła w miejscu
Ja cisnę do przodu z zasadami w sercu
Z kilkoma przyjaciółmi i rodziną u boku
Ciągle do przodu choć niektórzy są w szoku
Tadek się nie zmieni choć kurewstwa pełno wokół
Jak myślę o tych co siedzą to łza się kręci w oku
Do przodu o honor opuszczą więzienne mury
Za lata więzienia niech zdechną konfitury

Oby do przodu, oby tak codziennie
Spokojnie bez pośpiechu niech inny biegnie
Naturalnie powoli we własnym tępię
Robię rap od tylu lat wciąż niezależnie
Oby do przodu i oby z fartem
Byś słońca wschodu nie musiał widzieć przez kratę
Byś zawsze mógł o kimś powiedzieć bracie
Szczerze bez fałszu, że to przyjaciel
Ufał na słowo bo tak to widzę
To niepisany pakt brat, na całe życie
Szczęście i zdrowie każdej dobrej ekipie
Oby do przodu tego wam życzę

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Nie o to by być pierwszym, ważne by być lepszym od reszty
Wiesz mi to co żeśmy przeszli
Nie zawiedli mimo rozżarzonych węgli
Dobrze wydeptane ścieżki, których na 100% pewni jesteśmy
Nie klęczysz to biegnij, zwarzka którędy,
Raz dwa broń twarz i zęby
Hebel znowu gaz, bezwypatkowość dzięki Bogu
Nawet jak byś w szachu był zawsze parł do przodu

To jest fakt brat, niezaprzeczalna prawda
Kiedy idzie dobrze w życiu cieszy się twa jaźwa
Kiedy idzie trochę gorzej nie zamulaj w miejscu
Złap oddech, stanie jest bezsensu
Nie ma takiej rzeczy, której człowiek by nie sprostał
Po najgorszej zimie, zawsze przyjdzie wiosna
To jest tak jak piach w oczy wiatr
Znasz, co przeżyłeś raz nie będziesz się już bać

Siadam z ziomkami do stołu masz połówę połóż
Siema morda, siemasz ziomuś
Jak dawki czy posłucha
Nieważne żadna suka nie rozjebie bo to ważny układ
Jebać strzyki chociaż czasem przez to
Zwiększaj się rubryki pśiarskiej statystyki
Znów szybki ruch do przodu, czytaj sukces
Wiem że wkrótce, znów spotkamy się przy wódce

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Nie zachlać nie zaćpać nie zamulić życia
Jak chce się tym życiem się najeść do syta
Nie spać bo nie pójdziesz kiedy śpisz
Ja Ci mówię ziomuś, maszeruj albo giń
Jeśli wiem gdzie mam iść to nigdy nie ugrzęznę
Z całych sił walczę, śmierć żywcem mnie nie weźmie
Stać i patrzeć chyba nie po to tu jestem
Tylko pełne zwycięstwo jest dla mnie zwycięstwem

Życie nauczyło mnie iść do przodu
Bez zbędnych dowodów, bez świadków,
Bez aktów oskarżenia, bez zszarganego imienia
Idę do przodu z dobrym towarem
Z czystym sumieniem, do końca życia, tego nie zmienię

Weź to sobie głęboko do serca
Tu na Ursynowie na pierdoline nie ma miejsca
Cały świat jest na wyciągnięcie Twojej ręki
Nie bez powodu, bo to dzięki Bogu
Od narodziny, aż do grobu
Idę do przodu, idę do przodu
Wiem liczy się zacięcie
Bez pochopnych decyzji ma oriencie
Bez pierdolenia, bez cienia wątpienia
Rap pozwolił, spełniać nam marzenia
Wiem nie jestem sam, walka z czasem
Choć dziś inaczej to wygląda
My od zawsze na zawsze idziemy razem
Do przodu z przekazem, sztuka ulicy
W świecie bez zasad, jeśli chcesz z nami do przodu iść
To zanim coś zrobisz, najpierw myśl
Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

Choć często czuję strach choćbym chciał, choćbym pragnął
jakbym wpadł w ruchomy piach w inne gówno, bagno
wciąga mnie bezruch pierdolona monotonia
pokusa nałogu gra, mówisz kolo- symfonia
pięćdziesiąt gramów, sto gramów, pół litra
to jakby ktoś przybijał Cię do krzyża
nie masz już siły w rękach, ale nogi robią kroki
najważniejsze mózg i serce- reszta ciała to zwłoki
brak ci ochoty, bo mówisz, że droga kręta
też czuję niepokój, nie wiem co będzie po świętach
negatywne myśli o nich nie mogę przestać
czasem czułem się jak niechciany bękart
nie wierzyłem w siebie, bo nie miałem w co wierzyć
nikt nie mówił jesteś kimś, raczej żyj żeby przeżyć
nigdy się nie wychylaj, zawsze bądź skromny
kiedy ktoś ci robi krzywdę- ty dla niego bądź dobry
bo dobro popłaca i podobno wraca
uwierzyłbym w to chyba, gdybym co dzień jarał cracka
teraz wiem jedno muszę iść przed siebie zagryźć zęby
nie oglądać się za siebie jutrzejszy dzień będzie piękny

Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

Budzisz się rano, czujesz strach nie chcesz widzieć tego dnia
liście lecą z drzew coś za oknem śpiewa wiatr
w głowie masz burdel w sercu zamęt
pamiętaj tylko słabi wiążą na szyi kabel
przedawkowują, podcinają żyły, skaczą z bloków
tak robią leniwi którzy chcą mieć nie-święty spokój
ty chcesz dołączyć do tych, którzy gryzą piach
patrz jak liście lecą z drzew i za oknem śpiewa wiatr
nie pierdol, że jest tak zimno i brzydko i ściemnia się szybko
bo jak tak, to jesteś pizdą, leniwą pizdą bez planów i obowiązków
zwykłym egoistą sam w przedziale w pociągu
zaraz ostatnia stacja jeszcze możesz na niej wyjść
stanąć twarzą w twarz i zajebać życiu w ryj
i pierwszy raz poczuć się i być naprawdę kimś
i iść przed siebie i tak do końca życia iść

Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

idź przed siebie nie oglądaj się za siebie ( x8)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo