Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Całe życie w blokach, całe życie w problemach.
Ja chcę żyć w tych blokach ciebie tu nie ma.
Chcę żyć w tych blokach, czy chcę stąd uciec.
Raczej nie, choć to dziwne uczucie.
Połowa grudnia '82
Dzień żałoby czy święto? Przyszedłem na świat.
Dla jednych szczęście dla drugich problem
Ej co z tego będzie i kto kurwa go rozwiąże
Moja mama jest warszawianką, ojciec fiutem
Ją kocham na niego nie napluję
Zostawił mnie w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj
Ej gość z chęcią cię przywitam
Moja muzyka słyszysz ją robi ci się ciepło
Jestem po to, żeby zginąć, ty, żeby zdechnąć
Punhliny się sypią jak dziewczyny na imprezach
A życie jest jak hajs jest po to żeby je rozjebać
Muzyka gra jak alarmy w samochodach
Nawet z najdroższych Nike'ów może wyjść ci słoma
Nie masz co się chować chyba ze rozprułeś się jak płótno
Żyjemy żeby zginąć nie wiem co będzie jutro

Ref.
Ja żyję, żeby zginąć, ty żyjesz, żeby zginąć
Nikt nie uwierzy tu w twoją niewinność
Ja żyję, żeby zginąć, ty żyjesz, żeby zginąć
Ten blok, ten czas, te dni przeminą. (x2)

Są tu ci, z którymi rozumiem się bez słów
Hajs może cię napędzić albo może cię zepsuć
Nie kłóć się ze mną, czy wkładam to w serce
Każdy jest z bloku, ale kurwa nie jest blockersem
Żyjemy, żeby zginąć, oddychamy, żeby przestać
Czasem się boję jutra jak elektrycznego krzesła
Czasem się boję jutra, ty też się boisz
Tracisz oddech, krew napływa ci do skroni
Chcesz zginąć, nie chcesz zginąć, w końcu zginiesz
Ważne, żeby pamiętali imię, nie, że byłeś skurwysynem
Moje imię jest w sercach nielicznych
I tak części z nich nienawidzę, choć to najbliżsi
Moje serce nie ma miejsca na to ścierwo
Boli mnie serce i męczy mnie bezsenność,
Bo żyjemy, żeby zginąć tylko w jaki sposób
Wyjdę pod blok i potrąci mnie samochód
Wyjdę pod blok i już nie wrócę pod wieczór
Nie chcę znać dnia i godziny własnego pogrzebu
Nie chcę wiedzieć kto przyjdzie, kto będzie tęsknił
Żyjemy, żeby zginąć, ty możesz być następny
Póki co, przyjdziesz do mnie w smutku się odwrócisz
O tym nie można zapomnieć, nie wszystko można kupić.

Ref.
Ja żyje żeby zginąć ty żyjesz żeby zginąć
Nikt nie uwierzy tu w twoją niewinność
Ja żyje żeby zginąć ty żyjesz żeby zginąć
Ten blok ten czas te dni przeminą. (x2)
Szare życie i nadzieje na poprawę jutra
Nie chodzi o luksusy, ale niepewność jest smutna
I sto razy gorsza od faktów dokonanych
Dużo problemów w życiu rozpracowanych
Co się stanie to się stanie codzienności nowe formy
Szary koloryt każdy jest od tego chory
Nie ugrzęznąć w gównie- podstawowe zadanie
To dla mnie jest ważne jak w gadce przesłanie
A socjolog znów powie, że dzieciaki zbuntowane
W związku z wiekiem dorastania, co on ma do gadania
Życia nie zna, a przedstawia żywy dowód prostowania
Bo sierota już nie kradnie i w ośrodku jest fajnie
Beznadziejność ustroju brzmi to, co najmniej banalnie
[Bez komentarza] W życiu różnie się zdarza
Raz nie mam, co jeść, więc się sprężam i narażam
Raz mam potąd wszystkiego, więc się dzielę z kolegą
Komu co potrzeba? Jeśli mam to sprawy nie ma
W końcu nie jest tak najgorzej, chociaż mogłoby być lepiej
To nie jest świat trzeci, reżim z chińskim pojebem
A i tak, co parę kroków ktoś zalicza glebę
Dać radę trzeba tak jak w starym kawałku
Ulice mego miasta pełne wyjebek i wałków
Luksusowe salony znane tylko z teledysków
Też chcę mieć więcej, więc dam komuś po pysku
To przejaw frustracji chwila stresu i po akcji
Wypchany skórzany farcik finał bandyckiej napaści
Paragrafy mogą zawsze zrzucić do przepaści
Tak czy inaczej nie pobudzam wyobraźni
Nie wybiegam, co by było, bo wtedy się wymięka
Wchodzę na raz lub pasuję - psycha klęka
A sposób normalny, mogę zamiatać ulice
Firmowy kombinezon i firmowe nożyce
Strzyżenie trawników i bankomatowa karta
Taki myśli, że ma farta, ta robota gówno warta
Bo ja dupy nie ruszając nigdzie na 8 godzin
Nie gorzej mam od niego, samo do mnie przychodzi
Sposób niełatwy, ale zawsze plan bratni
W układach otwarty w peletonie lojalny
[Bez komentarza] radę daję to nie ściema
Jeszcze na koniec: nie ryzykujesz to nie masz

Czujesz to, to, to
Widzisz to, to, to
Czujesz to, to, to
Widzisz to, to, to

Bez przerwy śledzę ruchy, małolatów poczynania
Co ich do błędu skłania, na duszy wieczna rana
Dzieci same się chowają, na to nie ma porównania
Bo boli i szokuje nawet mnie w kilku przypadkach
Zaniedbania w rodzicielstwie chyba co druga sąsiadka - matka
Ja wiem każdy się stara jeden lepiej, drugi gorzej
Nieraz nikt nie pomoże, bo sam zrobić nic nie możesz
Bieda nie jest ciekawa, 93' no i wcześniej
W życiu kłopoty odwieczne, strach przed końcem miesiąca
Sprawa wiele znacząca, gdy osoba tyrająca
Nie może spać po nocach topiąc smutki w alkoholu
I nie trudno do rozboju dochodzi, wszyscy młodzi
Każdy w konflikt z prawem wchodzi, bo inaczej nie można
Chcesz się mądrzyć? Weź zostaw nie żyjesz tak więc spasuj
Masz o zdaniu parę asów to się ciesz
Co innego Peja Wesz, ale nikt żółcią nie pluje
Życia mego nie żałuję nie zamieniłbym na Twoje
Tutaj jestem, tu stoję nie żadne przeboje
Ja wiem swoje dodać projekt równa się kawałek dojeb
Mówi uliczny gnojek

[Czujesz to, to, to]
Każdy pyta o więcej z tym się identyfikuję
Ja wam rymów nie żałuję tylko w jeden rytm celuję
[Czujesz to?] Jeżycki klimat buduję - właśnie
[Widzisz to?] w nim najlepiej się czuję
Berlin, Paryż, Amsterdam wiesz, że nigdy się nie sprzedam
Pojadę, ale wrócę spokój Jeżycki zakłócę
Znowu kogoś zbałamucę i frajera ryj ukrócę
Zawistny mówi, że smucę, kiepskich zawsze pouczę
Nawrzucam, gdy nie styka nie potrafisz to nie tykaj
Nie zabieraj się za to, mówię do Ciebie szmato
Zaniżasz poziom w mieście, dostałeś w ryj nareszcie
Na razie to przenośnia, stwarzasz problem - sadząca
Szukasz kłopotów? Ja eliminuję wrogów
Bit, rym, pięść cały czas jestem gotów

Czujesz to, to, to
Widzisz to, to, to
Czym dla Ciebie jest świat?
Białe babie lato unoszone przez Twój podmuch
Tak, ot tak
Pokaż skrawek Twoich ust,
pokaż Swój mózg
Może słowa te za małe są
Przecież jestem tylko łzą, przecież jestem tylko wszą
Nieliczne czarne babie lato
O, powiedz mi, powiedz, powiedz mi powiedz
Przecież ja nie jestem pewien, może oni łżą
Ojcze! Tato! Jakie Twoje imię jest?!
A może Ś.P. Brat Joka odpowiedź już zna...
A może nie, a może tak
A może tak, tak, tak, tak! Aaa...

Przyznaj się, że Ciebie nie ma - to legenda x4

Zawsze szybko umierają tacy jak ja
Tacy sami lecz ciągną nitki inny kolor
Wiedzcie, że jest
Bo ktoś musi być
Bo tak łatwiej żyć
W to można uwierzyć... pierdolą
do widzenia w piekle
do zobaczenia w piekle
Ona podała mi dłoń i ja dla niej klęknę
Ja dla niej padnę
Ani słowa ze strony ludzi i ja to odgadłem
Mnóstwo słów o Tobie:
Mówione, pisane, czytane i tak się nie dowiem
Bo tajemnicą owiane jest to:
Dobro czy zło
Białe lepkie babie lato...
Czarne lepkie babie lato...
Białe lepkie babie lato...
Czarne czyste babie lato!
100 stóp nad ziemią wyciągnięta ma dłoń
Będę mówił - dawno wyrzygałem knebel
I mój głos, i moja Wieża Babel
Ja urządzę post, otworzę drzwi od klatki
Ja spojrzę na Ciebie, ja moimi oczami
Ja spojrzę na Ciebie nie oczami mojej matki
I zobaczę coś... A może tam nic nie ma?
A może ktoś powie - to legenda...
Ale ze mnie wsza... Ś.P. Brat Joka!
No i..., no i..., no i...
Podaj mi dłoń, podaj mi rękę... (podaj mi rękę)
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę!
No i podaj mi dłoń, podaj mi rękę...
Podaj mi dłoń
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę!
No i... Podaj mi dłoń i podaj mi rękę...
Podaj mi dłoń
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę!
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma x3
Czemu, czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
No i podaj mi dłoń...
I podaj mi dłoń...
A podaj mi dłoń...
A podaj mi dłoń...
Podaj mi dłoń i podaj mi rękę...
Podaj mi dłoń
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Bądź a klęknę
Podaj mi dłoń i podaj mi rękę
Bądź a klęknę x6
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma x3
Czemu, czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma
Czemu oczywiste dla mnie jest, że Ciebie nie ma x4
Bądź a klęknę x4
Ja mam dosyć
Już nie chce więcej
Ty wypuszczasz dym z papierosa a ja rozkładam bezlitośnie ręce
Mam ranę na wylot
Na wylot ranę mam
Ktoś chwyta mnie za ramie marszczę czoło idę dalej sam
Trzymam kurczowo bebechy
Układam je niezdarnie
Przecieram zmęczone oczy widzę coraz marniej
Podpieram się o ścianę którą dawno pokrył brud, kurz
Padam
Podnoszę się idę proszę przestań już
Już nie mogę dłużej
To boli rani na wylot tnie jak żyletka
Uleciała rozmowa przyjemna i lekka
Na wylot mnie rani pani
Niech pani ma litość już nie chce nie mogę słuchać dłużej
Ja chce rozpłynąć się po ścianach powrócić niewidziany
Powrócić droga na skrót
I rozejść się po katach jak smród
Jak smród
Jak smród

Ref.: Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku

Krakowskie przedmieście nowy świat
Przedzieram się przez tłum ludzi
Ty idziesz za mną
Krok w krok ja w bok ty w bok
Dziurę na wylot na wylot mnie już znasz
Patrzysz się na mnie z politowaniem
Zacząłeś to sam
Wiec masz co masz
Ktoś wpada na mnie śmieje mi się prosto w twarz
Jestem trafiony trafiony pociskiem który wyleciał o tak niechcący prosto z twoich ust
Patrzyłem ci w oczy prosząc o spokój kiedy ty pociągnęłaś za spust
Na wylot
Wkładam rękę gdzieś w okolicach brzucha i drapie się po plecach
Pochylam się i zerkam przez dziurę na świat
Budowany przeze mnie przez parę ładnych lat
Znasz mnie na wylot
Wiec wiesz jak dotknąć mnie od środka i ścisnąć za bebechy
Nie mów nic rozpłyńmy się w fotelu topmy tam duże małe grzechy
Ja nawlekam nitkę na igle by zszyć ciągle świeża ranę
Na wylot
Na wylot dziurę
Trzymam się kurczowo ściany
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem

Ref.: Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
Czasem nie ma co do garnka włożyć bo za mały dochód
Łzy cisną się do oczu, nie chcę zostać na uboczu
W mroku błądzi dusza, która upada jak Ikar
Ze sobą polemika, depresja serdecznie wita, witam
Coś ci nie idzie, chciałbyś podciąć sobie żyły
Na co czekasz, zrób to, pokaż ile w tobie siły
Szczerze jesteś nikim, ojciec często to powtarzał
Pamiętasz? Spłodzenie ciebie to był dobry kawał
Daj mi spokój, zaciskam zęby, zaciskam pasa
Zaciskam pięści, melancholia jak bumerang wraca do mnie
Parę wspomnień, po których przechodzą dreszcze
Większość czasu poza domem, dorastanie na najebce
To tylko czyste fakty, to prawdziwa rozmowa
Jako dzieciak tylko chciałem żeby ktoś mnie przypilnował
A ja przy własnej matce chłopak tu dzieliłem towar
Bo moja mama to kobieta hardkorowa, proste

ref. x2
Przychodzą takie chwile chce się rezygnować
Są jak wylew, który cię sparaliżował
Myśli, które nie dają nam zasnąć
Chwile, w których traci się samego siebie, wartość

Chcę na chwilę się zatrzymać by spokój znalazły nerwy
Bo bez przerwy na tym froncie gdzie masa tych poległych
Ten przebiegły, ten pazerny, witam ze społecznych nizin
Ludzie muszą tutaj kraść żeby tu wyżyć
Analizy nic nie dadzą gdy jest na umyśle skaza
Siedzę sam w tych czterech ścianach, jeden krok od załamania
Bania pęka, nie do wytrzymania są te głosy
Mówię dosyć, nie chcę któregoś dnia z okna wyskoczyć
Za szybko dorosłem, za dużo zakazanych owoców
[?], powstaliśmy z prochu
Całe życie tyrasz, potem w samotności zdychasz
Cała ta matematyka, biologiczny zegar tyka
Czas odlicza i coraz bliżej do spotkania z Panem
Czy przejmie nas jako dzieci, czy skaże cię na wygnanie
Co? Coraz bliżej tak, E coraz bliżej do spotkania z Panem, Panie

ref. x2
Przychodzą takie chwile chce się rezygnować
Są jak wylew, który cię sparaliżował
Myśli, które nie dają nam zasnąć
Chwile, w których traci się samego siebie, wartość
Ściągnij
Teraz będzie dobrze
2005
na piętrze studio
sprawdź to gówno

PDG to te zdarte wokale
DGE to te zdarte wokale
PDG to te zdarte wokale

Gdybym mógł cofnąć czas pewnie nic bym nie zmienił
26 lat chodzę sam po tej ziemi, z podziemi
do gazet i telewizji
jest wiele wizji
wiele dróg nie oddzielę wszystkich
a dobry Bóg sprawił że jestem tym typem
zawsze chciałem mieć własną winylową płytę
sprawdź bandytę mikrofonu
to bonus wstecz dla moich ziomów
idź do domu i weź go
komuś to powiedz
i pal towiec chłopiec
idź słuchać rapu żeby po krótce dociec
że to jest szczere
a ty rób to nie krótko ale długo
bo to sport jak valet u'do
tak gurale lubią
o tym te płyty mówią
kiedy te bity szumią
są życia erchidencją
jestem eminencją szarą rapu
styl pół na pół chłopaku chłopaku

czas pędzi fest
chwilą dzień każdy jest
życie to test w którym liczy się każdy gest
tylko ja i mój mercedes benz
jedziemy
PDG reprezentujemy
czas pędzi fest
chwilą dzień każdy jest
życie to test w którym liczy się każdy gest
tylko ja i mój mercedes benz
jedziemy
PDG reprezentujemy

Jesteś ze mną czy przeciwko mnie
się zastanów
to DGE z narodu szemranych panów
i pięknych pań
więc pięknie gram dla nich
renomowani jak Armani
mam słów armię
jak Gordon Lee Peck
a to ci pech
jak gdyby kondom ci pękł
ci ci pękł
to ten dźwięk
co puka jak koka
a każdy mój punchline to knock-out
gram całe życie na blokach
livin' la vida loca
nic dziwnego że mam chropowaty wokal
non stop zmieniam lokal
chyba pora osiąść
i zamienić na złoto mosiądz
szybszy niż komputer co ma w chuj giga
biały but jigga
w aucie Jay T do Pigo Figa
buch jointa to tak zwalczam stres
po to mam wspomaganie klimę i ABS

czas pędzi fest
chwilą dzień każdy jest
życie to test w którym liczy się każdy gest
tylko ja i mój mercedes benz
jedziemy
PDG reprezentujemy
czas pędzi fest
chwilą dzień każdy jest
życie to test w którym liczy się każdy gest
tylko ja i mój mercedes benz
jedziemy
PDG reprezentujemy
I co ty na to? ja na to jak na lato
Bombarduję twoją głowę jak Kosowo
Jest bombardowane przez bojowe samoloty NATO
To nie seria książeczek dla dzieci
"Poczytaj mi mamo, poczytaj mi tato"
To zadane przez 52 bardzo proste pytanie
Co się stanie, gdy 52 wygra pierwsze spotkanie?
Co wy na to panowie i panie?
Jak wam się podoba takie granie?
Nawijanie z zachodniego krańca Polski
Poznań! - nasze miasto, stolica Wielkopolski
Naszym terytorium Dębiec, a konkretnie jego zachodnia połowa
Nasza liryka jest ciężka tak, jak życia towarowa
Nie zrozumiałeś nas za pierwszym razem
To posłuchaj tego wszystkiego od nowa
Tak długo, aż będziesz wiedział, że tak, tak to my
Że 52 to my, że spełniamy swoje sny
Że jesteśmy latarnią wyprowadzającą twój statek z gęstej mgły
Pomyśl, czy świat tak naprawdę umiera
Czy każdy z nas własne sumienie pożera
Czy to koniec, czy początek?
Koniec początku, początek końca
Twarzą zwracam się do słońca
Koniec tej kasety, początek nowej przygody
To dopiero mały "siup" do wielkiej wody
Słuchaj nas tak długo, aż się dowiesz kim jesteśmy
Jak żyjemy, co nas wali, kogo szanujemy, że nie udajemy
O kim zawsze pamiętamy, o czym nigdy nie zapominamy
Właśnie tacy zostajemy, na razie się nie zmieniamy
Tak gramy! tak będziemy grać, jak myślisz, czy wygramy?
I co ty na to? jak ci się teraz podobamy? (ja ci się teraz podobamy?)

I co ty na to?!
I co ty na to?! (co ty na to?!)
I co ty na to?! (co ty na to?!)
I co ty na to?!

Gdy straciłeś orientację, pamiętaj 52 ma zawsze rację
Na swe teksty dajemy gwarancję
Bo 52 reprezentuje najwyższą instancję
Pojawiają się pytania, czy to jest dowód słuchania?
Czy podoba wam się styl naszego rymowania?
Zresztą zrozumiałe, dla was nasze długie
I piekielnie zagmatwane zdania, chyba tak
Bo co inaczej robiłbyś teraz na ziemi z głową przy głośniku?
Nie oczekiwałem innego wyniku
W co mierzyłem, w to trafiłem
Z nóg niejednego zwaliłem
Tak jak chciałem, swoje pokazałem
Wielu głupkom ryj zapchałem
Teraz nikt nie powie, że 52 to sezonowa grupa
W końcu Poznań miasto najpiękniejsze, bez dwóch zdań
Nigdzie nie ma takiego klimatu, hip-hopu i pań
I dwóch MC rzucających swe zaklęcia z taką gracją
Potrafiących sobie radzić z najtrudniejszą sytuacją
Piąteczka, dwójeczka, wyciągnięta już zawleczka
Czuję, że za chwilę wybuchniemy tak, jak prochu beczka
Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.

A jestem VIP-em
przyjechałam dużym czarnym jeepem, wiesz
Jestem z prawdziwym stylem typem
Dzień dobry wita się góra z górą,
szczyt ze szczytem.
Jestem znany lubiany na salonach, wiesz
Jestem nieco sztywny,
lecz jestem z klasą
Jestem typem z kasą,
śledzę wszystkie trendy
Bywam tu i tam,
tu i tam.
Znam wszystkich, których trzeba znać,
robię imprezki, Na których będą grać znane gwiazdy z telewizji, wiesz
Do wódki i zagrychy
będą śpiewać swoje kichy.
Mam wstęp mam dostęp,
do nowości ze świata.
Mam modną kurteczkę,
rozmowy o interesach
Z aktorkami z modelkami
pierwsza klasa, pierwsza klasa.

Jestem VIP-em, ważny jestem,
A salonowym typem,
każdym gestem
Ja idę tędy, którędy idą trendy.
Jestem wciągnięty, tym pochłonięty.
Uwielbiam chodzić na ekskluzywne spędy,
Trochę napięty, trochę nadęty
Jakby z krochmalu trochę wyjęty
Obładowany plakietkami, wejściówkami
Zajęty wszelkiego rodzaju gadkami.
Piję alkohol z takimi samymi jak ja typami,
A za ich plecami nazywam ich baranami.
Wyszło z worka szydło,
My jesteśmy po prostu kulturalne bydło.
Jak potrzeba mam nowości, nowinki prosto z nieba,
Mnie nie rusza bieda, kupię jak ktoś nie da.
Trochę we mnie zgreda i dostanę medal
Za to, że robię wszystko, wszystko to, co trzeba
By jak najlepiej siebie sprzedać,
By jak najlepiej siebie sprzedać.

W sobie zadufany, elegancki, arogancki
Macie mi pochlebiać, macie mi pochlebiać.

Wiesz jestem VIP-em mam to wypisane na plakietce, wiesz
Darmowe drinki, ekskluzywne minki,
Dziewczynki z wyższych półek wiesz,
Co chcesz, co się pytasz, ja Cię nie słyszę teraz,
Trudno jest mi się do Ciebie zgiąć, nagiąć jak trzeba.
Mam czarne buty na glebie, a głowa sięga nieba, wiesz
Głowa sięga nieba ...aha

Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini przy mikrofonie
Warszafka płonie, Warszafka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini
Warszafka płonie, Warszawka płonie.
Efieszet, Pablo Hudini
Warszafka płonie, Warszawka płonie.
Buka:
A ja się jaram że nie jaram i mnie wiara mija ta,
Jarana faja to nie lada żmija,
Powiadam-zabija,
Nie nawala już klimat, że wale jak nikotyna,
I pale paczek parę jak lokomotywa do Berlina
Dziury na ubraniach,
Cztery stówy za miecha jarania,
Próby zapobiegania i kluby bez odpalania tej zguby,
Bania się kłania, bez tuby padaj na grania,
Jak wypierdalam te szlugi z szalupy jak kapitan Faja,
A tu nie ma jak w tramwajach i barach, hotelach i chatach,
Cholera, wypłata mi tera dopiero lata,
Nie ma jak jarać teraz, nieraz się użerasz,
Jak nadal pożerasz raka i wspierasz tytoniowego papa
Nie ma jak spoko astma, sound blasta, z płuc jak w spazmach,
Żółć w tym, babrać, pluć tym, kurwa, kasłać!
To gówno jak kasztan, w płuco ktoś Ci nasrał,
Więc rzuć to w chuj, cobyś wykasłał asfalt.

Refren:
A ja się jaram, że nie jaram jak faja Popeye'a,
Nie jestem baran i nie jaram,
Jara twoja stara! x4

Rahim:
Nawet przez myśl mi nie przeszło jak to wciąga,
Chciałem tylko puszczać kółka i nauczać się zaciągać,
Spółka liczona w latach, nie miesiącach,
Nie gadam o rurkach, bibułkach czy bongach,
Jeśli Twa lokomotywa sięgała Berlina, Rahima,
Skład wagonów kończył się w Chinach,
Zadyma przypominająca dym z komina,
A w żyłach płynąca nikotyna,
Nieustanne "yhy, yhy" lub-yhy, yhy! pfu!
Przy tym odór niczym aszynbecher (?),
Koniec walki z kretesem, na to keszem i rwetesem,
Bom swego losy szefem,
Pomarańczowa flara niczym nocna mara powraca w koszmarach,
Biednego mara, ja to ex palacz, wiec ode mnie wara!
Zaś atakuje poczwara, niegdyś dobrana z nas para,
W końcu się budzi ofiara, no i jara, że nie jara!

Refren:
a ja się jaram, że nie jaram jak faja Popeye'a,
nie jestem baran i nie jaram,
Jara twoja stara! x4

Rahim:
Ja się jaram, ze nie jaram 2x

(Palenia na zdrowie, "yhy, yhy" lub "yhy" przy tym odór niczym aszynbecher (?), wybór nalezy do Ciebie 2x)
Wiesz miałem kiedyś sen z forsą
a w nim biegłem naćpany jak Ben Johnson
Z gorączka minus 40, czego oczy nie widzą
na to w sercu brak chęci
od bogactwa dzieli jak plexi,
plebskiej krainy posesji
od apartamentów koneksji, konsumentów progresji
abonentów, powiedz mi - ten biały Lexus - czyj jest ?
Na znak protestu z niego nie wyjdę
Lexus zamienia się w windę
Pomiędzy drugim trzecim, konieczne skurwy,
pech i na dodatek wypadł Lech mi i stłukł się
myślę kurwa bluzganie mi przynosi ulgę,
znaczy że jestem chamem rusz mnie.
Miałem sen w którym byłem kimś jak szejk z jachtem
wyposażonym w saune basen laske, walnie czasem łaske.
Daj mnie tatek kabze, fajnie jak ten nazwę
Wenon kopsaj wenon, ojca pieniądz to znak.
Armageddon działa od lat w barwach jak kameleon
Za tym stoi Herod pewniak, raz za twe zdrowie
dwa byś nie przegrał, aha..
Miałem sen ...Ziomek miałem sen..Wiesz miałem sen....

Bez orientacji ziomek zginiesz tu jak tlen
Od prowokacji w stronę prostych słów,
mam sen co leczy każdą ranę
Dzień za dniem, prawdziwy hip hop Panie
Więc sprawdź dźwięk : tikitikitikita , akijakija
Myśl swą zawijam, płonie świat
to finał czego nie widać, czego nie słychać uczeń.
To smród stóp frajerów co znów próbują uciec.
Przed typem, słupem oczy stają na raz,
zaraz ta jedna dominuje jak szarańcz
A ten mit to gówno prawda
Mam tak jak sam zagram
Znaczy rozegram partie,
potęga w asfalcie tkwi
Sie nie martwie, złym daje fangę w pysk
Ot co , Bałuty non-stop, zawsze na ostro
Dzwoń po kolegów, to gong co w promieniu kilku kilometrów
Jeśli kłamiesz to rozedrze dres twój
Stestuj kto tu jest, progres mój smakuje
jak przekrój z bibułek, kto jest tutaj królem ?
Na pewno nie ja, prosty raport złodzieja
Znasz to, wole mózg swój otwierać
na mentalność bo kruszcu bariera wyucza bezkarność
Już tu to widać, jedna miłość dla braci
to zawsze się przyda, ziomek tak właśnie gra pierwsza liga.
Miałem Sen.. Ziomek miałem sen.... Wiesz miałem sen
Miałem sen w którym dzień w dzień był jeden ten sam sen
to był mój sen, taki miałem sen...
Biegne do Ciebie deszczem co,
Moczy włosy tym co przeklinają noc.
Kulko, kulko droga ma,
szczypto cukru co sie klei dna.

Ja biegne,
Do Ciebie,
Z deszczem w butach.

Mój głos odbija sie od pustych ścian,
A to jest miejsce gdzie zasypiam sam.
W łóżku wielkim jak supermarkety.
Biegne
Do Ciebie
Z Deszczem
W Butach

Błagam na kolanach wpuść mnie wpuść,
Do jezyka,
Do roztwartych ust.
Wpuść mnie... na wieki...
Pod powieki Twoje...
Zamiast internetu,
Zamiast telewizji,
Pod powieki twoje.

Biegne...
Do Ciebie...
Z deszczem
W Butach
Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

Choć często czuję strach choćbym chciał, choćbym pragnął
jakbym wpadł w ruchomy piach w inne gówno, bagno
wciąga mnie bezruch pierdolona monotonia
pokusa nałogu gra, mówisz kolo- symfonia
pięćdziesiąt gramów, sto gramów, pół litra
to jakby ktoś przybijał Cię do krzyża
nie masz już siły w rękach, ale nogi robią kroki
najważniejsze mózg i serce- reszta ciała to zwłoki
brak ci ochoty, bo mówisz, że droga kręta
też czuję niepokój, nie wiem co będzie po świętach
negatywne myśli o nich nie mogę przestać
czasem czułem się jak niechciany bękart
nie wierzyłem w siebie, bo nie miałem w co wierzyć
nikt nie mówił jesteś kimś, raczej żyj żeby przeżyć
nigdy się nie wychylaj, zawsze bądź skromny
kiedy ktoś ci robi krzywdę- ty dla niego bądź dobry
bo dobro popłaca i podobno wraca
uwierzyłbym w to chyba, gdybym co dzień jarał cracka
teraz wiem jedno muszę iść przed siebie zagryźć zęby
nie oglądać się za siebie jutrzejszy dzień będzie piękny

Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

Budzisz się rano, czujesz strach nie chcesz widzieć tego dnia
liście lecą z drzew coś za oknem śpiewa wiatr
w głowie masz burdel w sercu zamęt
pamiętaj tylko słabi wiążą na szyi kabel
przedawkowują, podcinają żyły, skaczą z bloków
tak robią leniwi którzy chcą mieć nie-święty spokój
ty chcesz dołączyć do tych, którzy gryzą piach
patrz jak liście lecą z drzew i za oknem śpiewa wiatr
nie pierdol, że jest tak zimno i brzydko i ściemnia się szybko
bo jak tak, to jesteś pizdą, leniwą pizdą bez planów i obowiązków
zwykłym egoistą sam w przedziale w pociągu
zaraz ostatnia stacja jeszcze możesz na niej wyjść
stanąć twarzą w twarz i zajebać życiu w ryj
i pierwszy raz poczuć się i być naprawdę kimś
i iść przed siebie i tak do końca życia iść

Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

idź przed siebie nie oglądaj się za siebie ( x8)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo