Popularne piosenki. Polski Hip Hop

To moje życie, to mój rap, mój ból
Ale jadę z tym, w tych, co się śmieją wbijam *****
Tu brud i syf, nie trzeba kurew, nie trzeba szuj
Dla tych podwórek umarł król, niech żyje król
Tych, co łapie gul, *****ć ich
Oni myślą, że nam ***** spada z nieba kwit
Jadę z tym, ale też mam chwile, że bym to rzucił
Nie stwarzam pozorów, że jest git, kiedy jest do dupy

Jedziesz przed siebie, bo tak wypada
Życie jak sport tego wymaga
Jedziesz z tym *****, niech twa garda nie opada
Jeden głupi błąd i nagle wypadasz
Podnoś się szybko i jedziesz z tym dalej
Kto zamula frana ten w tyle zostaje
Nikogo nie stać na takie opóŹnienia
IdŹ za ciosem mistrzu, dasz radę, bez wątpienia

Jedziesz
Jedziesz, jedziesz

Jedziesz, ej, nie ma, co się o*****lać
W realiach czas nie pozwala żeby z czymkolwiek nawalać
Trzeba działać, drążyć, krążyć tak żeby nie zbłądzić
Jedziesz, jedziesz (jedziesz) tak żeby na czas zdążyć
To wymogi naszych czasów, wiesz, nie ma nic od razu
Lecz nie pasuj dalej jedziesz, bo inaczej zawiedziesz
Przecież wiesz (wiesz), że nie jesteś sam
Jedziesz dalej, dalej jedziesz, przecież radę sobie dasz

Jedziesz ziomeczku i bez względu na zyski
Chcesz być elegancki dla wszystkich
Tych, co sobie na to zasłużyli, są w porządku
A dla swoich uczciwi nie chciwi
Jedziesz z *****ą jak zobaczysz konfidenta
Śmiecia trzeba gonić, niech go każdy zapamięta
Żeby póŹniej mógł z nim jechać bez żadnych oporów
Ważne w życiu by nie sprzedać, a nie trzymać się pozorów

Jedziesz
Jedziesz, jedziesz

Niepozorna ekipa sięga szczytu a nie dna
Duże, duże kataklizmy, ale ona nadal trwa
Na poziomie ziomie, na poziomie ziomie zarabia
Do przodu konkretnie działa, działa, działa elita
Twa energia - w żaglach wiatr, twoja siła to twój skarb
Twój charakter to twój brat versus po*****ny świat
Dużo do zrobienia jest a bardzo mało czasu
WeŹ do przodu ostro jak napchany tabasco

Rozterki, zwątpienie lepiej zostaw dla leszczy
Jeśli chcesz być coraz lepszy zaciśnij pieści
Wierz mi, jedyne granice są w twojej głowie
Więc ***** paranoje i pamiętaj przysłowie
Im więcej potu na treningu tym mniej krwi na ringu
Tak, ten rap formą dopingu
Jeśli czegoś bardzo chcesz to to zdobędziesz
Masz tylko jedno życie, więc dawaj jedziesz

Jedziesz
Jedziesz, jedziesz
Jedziesz

Jeszcze raz, Kaczy z wami, Popek, Firma
Jedziesz dzieciaku, jedziesz

Ciśniesz, jedziesz (jedziesz) dodaj gazu
Nie stój, rusz się, szkoda czasu
Bo odpada z gry ten co się zamula
Niestety cel rodzi się w bólach
Nie błądzi ten co szuka
Finezja to jest sztuka
Wysoki pułap opanowania, bandera Prosto
Pobudza do działania
IdŹ wygrywaj, walcz, trzymaj swego zdania

WeŹ te słowa jeszcze raz do siebie (dawaj jedziesz)
Jeśli czegoś bardzo chcesz to daleko zajedziesz
Bierz to życie takim jakim jest (dawaj jedziesz)
Ja uczynię tak samo, nic mnie od tego nie odwiedzie
Jesteś z nami to jesteś z nami daleko w przedzie
Jedziem z *****mi co chciałyby o nas za dużo wiedzieć
Przecież my wciąż wzbogacamy się o nową wiedzę
Dawaj jedziesz, cóż więcej mogę jeszcze powiedzieć?

Jedziesz
Nieważne, że właśnie straciłeś prace, to raczej
Znak, że trzeba zacząć żyć inaczej
Nieważne, że moja żona obrażona
Gdyż ona chcę mnie w domu
, a ja gdzieś w szponach
Show-biznesu, bez stresu, ej kochanie
Nie rozumie, że robie to też dla niej
Nieważne, że znów z Anglią dwie przegrane
Już niedługo w planie mecze z Azerbejdżanem
Nieważne, że Lepper rośnie w siłę

Lepiej żyć z Lepperem niż z Kim Dzong Ilem
Nieważne, że na giełdzie poważne spadki
I tak nie masz przecież żadnych akcji

Nieważne myśli te
Co jest ważne przecież wiesz
Nieważne myśli złe
Pokaz mi jak to jest
Nieważne myśli te
Co nieważne musisz też
Nieważne musisz zapomnieć
Nieważne, że dziś masz w kieszeniach pusto
To raczej znak, że musisz je napełnić jutro
Nieważne, że nie wygrałeś w totka
Najmniej smakuje to co przychodzi ot, tak
Nieważne, że masz grypę i kaszel
Lepsza taka grypa od grypy ptasiej
Nieważne, że paliwo
cały czas drogie
przecież możesz odkurzyć rower i w drogę

Nieważne, że zostawiła Cię ta jedyna
Gdy jest ci smutno zawsze możesz walnąć drina
Nieważne, że nie czujesz go jeszcze w głowie
Człowiek, to musi wejść w krwiobieg

Nieważne, że ten kraj jest pełen przywar
Nieważne, że nie zawsze wygrywasz
Nieważne, że życie mija tak szybko
Nieważne, czy to się nazywa hip-hop
Nieważne, że nie śpiewasz jak Pavarotti
Nieważne, że nie latasz na paralotni
Nieważne, że dzisiaj nie będzie słońca
Nieważne, że pracy nie widać końca
Nieważne, że wydana kolejna stówka
Że oblana kartkówka, że nie działa kablówka
Nieważne, że jutro poniedziałek
Nieważne wszystko co tu powiedziałem

Twoje każde
Te zmartwienia dziś
Są nieważne nie
Na krawędzi krawędzi balansuję jak śnięty
Wysokie bloki dach napędził strach wewnętrzny
Jeden błędny krok to jak samobójczy skok szok
Coraz bliżej ziemia i brak uderzenia
Nagle ocknąłem się wokół ciemno lecz dostrzegam
Że to mój prywatny kąt mój dom moja kwatera
Cały w nerwach chcę zasnąć ale boję się swych snów
Przytomny na wpół słyszę ogromny huk
Chyba tylko cud sprawił że znów jestem gdzie indziej
Jeden ruch a tu trup koleżki w windzie
Zmywam się na schody nogi jak z waty
Grzęznę jak w galarecie za mną lecą wariaty
Tacy chcą mnie dopaść myślę czy nie skoczyć z okna
To jak błędne koła gdy kolejny raz lecę
Prawie poczułem jak plecy wgniatają się w ziemię
Na wygrzewce przecieram oczy przebudzenie
Kurwa idę pierdyknę herbe
Ciepłe Airway potrzebne i wezmę się w garść
Może koszmar ten przejdzie i da spokojnie spać
Póki co kończę werset a ty miałeś tak?

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP

Chada Proceder na zawsze WGW
Czy chcesz czy nie ja wyrywam cię ze snu
Zamykam oczy i już mnie tutaj nie ma
Zamykam oczy bo nie chcę żyć w problemach
Nie dbam o ryzyko bo nic nie ryzykuję
Uciekam w zapomnienie po prostu nic nie czuję
Los prowokuje i ciągle kusi hajsem
Nie mam złudzeń gdy się zbudzę wykorzystam szansę
Między jawą a snem tu nic mi nie zagraża
Między jawą a snem tu nikt nie upokarza
Ucieknijmy od refleksji zróbmy to
Poznajmy co to dobro poznajmy co to zło
Otarłem się o dno i nie chcę już tam wracać
Tu gdzie rzeczywistość tu czeka ciężka praca
Nie chce nic tłumaczyć i niczego wyjaśniać
Nasza muzyka przewija się przez miasta
Masz dzieciak bierz dzieciak graj dzieciak
I stawiaj życiu czoła chociaż strach ciebie obleciał
Jak masz dość zamknij oczy masz do tego prawo
Między jawą a snem między snem a jawą

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP

Budzę się zlany zimnym potem
Zimną twarz przykrywam ciepłym kocem
Nie wiem czy to rzeczywistość czy to sen
Czy to jej mały procent czy to tlen
Nie dociera do mózgu
Chciałbym odpocząć leżąc w swoim łóżku
Odciąć się od świata kłamstw kłopotów bluzgów
Niestety w tych czasach to codzienności ustrój
Mój umysł odtwarza ten sam film nie mam na to wpływu
Przed oczami mam obrazy jak z negatywu
Boże daj mi proszę proszę jeszcze więcej rymów
Żebym mógł opisać tą chwilę jak to czuję bez sprzeciwu
Obleciał mnie strach pytam czy mam jakiś wybór
Myślę wtedy o bliskich o sytuacjach wszystkich
Zamknięty w czterech ścianach licząc straty zyski
Te bolesne trafiają we mnie jak pociski
Chcę zapaść w boski sen chwilowo uśpić zmysły

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP
Mam marzenie i doskonale wiem co z nim robić,
systematycznie rzucam sobie kłody pod nogi.
i z rodością odwlekam realizacji termin,
w końcu o czym miałbym marzyć gdybym kiedyś je spełnił...
Jakby tego wszystkiego było mało,
ja
z tym marzeniem prowadze pewien dialog, baa
dyskusje całą nie rzadne pogaduszki drobne,
bo trzeba wiedzieć, że to bydle jest rozmowene.
Mówi: prosze ja ciebie, wyluzuj przedewszystkim zamiast próbować mnie tu urzeczywistnić.
Prosze ciebie, wiem co knujesz
doniesły mi ziomy chcesz mnie spełnic?
To fatalny prosze ciebie pomysł!
Powiadam: Ty, nie bądź takie mądre i jeśli umiesz,
podaj mi w sumie choć jeden argument.
Spróbuj przekonać mnie półki nie jestem pewien,
tylko skończ z tym pierdolonym "prosze ciebie" !
Słucham?
Tak ceniłem cię za zdorwy rozsądek kiedyś, a tu takie pomysły niemądre.
Żeby spełniać mnie gdy ja mam szanse na rozwój?
Pozwól, że to nazwe to jest najzwyklejszy rozbój!
Ja jestem jescze nazbyt mgliste,
więc zamiast spełniać mnie - naucz się cieszyć moim towarzystwem!
Prosze ciebie, po czym obrażone trzaska drzwiami odchodząc w nicość,
a ja zostaje sam i zasadniczo...

Coraz częsciej myśle popatrz,
biegniemy za szczęściem choć nie możemy go dopaść,
wciąz ucieka nam, bo nie znamy prawdy o nim,
pO cO ŁapaĆ KrÓliCzka, SkOro Tak pRzyJemNie SiĘ gO gOnI..

Widze
biegnący tłum mało tego samw nim biegne obraliśmy cel ale w gruncie rzeczy nie potrzebnie.
Wprawdzie biegniemy po szczęście,
lecz to mało ważny szczegół,
w społęczeństwie które szczęście znajduje w biegu.
Przeto, całe to
idiotyczne eldorado jest na tyle daleko,
że nim sprawi nam radość,
my jaramy się długo zanim osiągniemy ów cel,
przy okazji wydłurzając cała wędrók.
Mimo, że reprezentacja wpędza w rozpacz,
Naród marzy o zwycięstwie na mistrzostwach.
Więc miejmy wdzięczoność dla naszych piłkarzy,
zrobią wszystko byśmy jescze długo mogli marzyć.

Rzeczą dobrą jest umieć zwolnić,
Światopogląd - bez znaczenia wszyscy są zdolni,
by u szczytu będąc,
wrócić na sam dół,
choć dobry pan Bóg nie czytuje preambół.
Oto polski sposób jak oszukać ten świat,
osiągnąć szczęście w drodze do szczęścia
i
nikt za szczęściem nie będzie musiał biec za szybko,
mając już jedno szczęście, chodźby było szczęśćia
szczyptą.

Mamy marzenia zresztą każde z nich tętni,
lecz zamiast je spełniać uprawiamy z nimi pogawędki,
to nic, że ominiemy każdy w szczęściu azyl,
PRZYNAJMNIEJ WIEMY JAK PIĘKNIE JEST MARZYĆ...

Coraz częsciej myśle popatrz,
biegniemy za szczęściem choć nie możemy go dopaść,
wciąz ucieka nam, bo nie znamy prawdy o nim,
pO cO ŁapaĆ KrÓliCzka, SkOro Tak pRzyJemNie SiĘ gO gOnI..
Daj mi tą chwilę dziś
chociaż chwilę bym powstał
gdybym mógł życie bym za tą chwile oddał
muzyka od lat dziś mam ten przywilej
dostęp do bitów i najlepszych nawijek
poświęć na to chwilę nadchodzi moment
na który całe życie swe pracuje człowiek
O.S.T.R. i koniec P.M.M. i powiedz
kto jak nie my do tego doprowadził ziomek
Wężu kojarz z bokiem nagrajmy te sample
znów jestem w Łodzi nagrywam i tańczę
pro pro a jakże more flow w tej rap grze
ekipa w kadrze rap rytm i sample
daj mi ten bit daj uwierzyć w chwilę
chcę dziś usłyszeć echo braw za muzykę
zagrajmy koncert ekipa rap gry
P.M.M. O.S.T.R. poszukujemy prawdy

Jeśli w domu masz kurwę co cię zdradza
wypierdol ją za drzwi tylko ziomek doradzam
w sumie mnie nie przeszkadza
ale jak to wygląda jak miłość twego życia
wisi lapsom na jądrach
jak chcesz to zaryzykuj
ja znam jednego głąba
co partnerek szukał na zbiorniku
kiego chuja przy pliku pewnie bije Niemca
i taki z niego playboy jak ze mnie morderca
ty mi nie pierdol bo zawsze wiem co streszczam
posiadam flavour bogactwem treść w tych wierszach
choć dla nas piekło tym miastem jest od dziecka
płynie to tempo przez kratkę wprost do mieszkań
prosto z serca ci obiecuje dotrwam do końca
i jebać czy to będzie kurwa zwrotka miesiąca
nie za kontrakt czy konta palisz jointa lub browar
a w tym pojebanym świecie nawet zbrodnia to towar

Daj gorący ja L.A. zimny jak N.Y.
Pulsujący jak South Side i ze mną w to graj
podatny na high Głowa fanatyk balang
i z ostrym Ł.D.Z. zapach skuna czas zapić[?]
życie biorę na barki rap hula na hasmik [?]
scena studio hajsy mam to wszystko w garści
i niech się farci dziś jutro w ogóle
bit daj i nie mule zagram w to jak czuje
ponad tym szybujesz
wiem ze mnie zrozumiesz
ulice napędzam nowym stylem na albumie
i niech to płynie płynnie przy mnie i nie milknie
to słychać z blinkiem bo opijemy[?] single
wszystko udźwignę rap daje mi powód
deszcz meteorytów jak dziś pamiętam ziomuś
szczeciński rodowód poezja hip hopu
Ł.D.Z. Bałuty tutaj czuje się jak w domu
Styl warszawskich ulic reprezentuję
Styl warszawskich ulic
Reprezentuję styl warszawskich ulic
Chcesz jeszcze każdy za coś buli
Podwórka pełne żuli i narkomanów
Brudne dzieciaki kontra dzieci bananów
To nie z ekranu kolejny odcinek klanu
To rzeczywistość i ja po nastukaniu
Bit leci wolno jak joint na okrągło
Cały czas ora czaszkę mam spokojną
Bo razem z ziomkiem płynę
We dwóch zawsze raźniej
Wytęż wyobraźnię by nie być zagubionym
Następny joint skręcony ej ty na co czekasz
Daj zebrać myśli znów przyszłość ucieka
Człowiek nie zwlekaj łap każdą szansę
Robię co swoje pierdolę niuanse
Dobre imię lepsze niż pancerz
Lepkie palce i mikrofon w ręku
Dzieciaku bez lęków w XXI wieku
Wszystkie chwyty dozwolone są
Hemp Gru bez lipy zrozum to
Bilon WDZ ziom prosto z Emokah
Jeszcze jeden mach w razie co wiesz
Nie znamy się ciabach znasz ten fach
Pozdrawiam w każdym mieście
Wkurwia mnie że wszędzie są leszcze
Że zawsze znajdzie się ktoś kto będzie przeciw
Ktoś kto chce wbić ci nóż w plecy
Takie życie znasz to niestety
WDZ dobiłem do mety

BPP uniwersalny żołnierz
Warszawskich ulic styl da się lubić
Zabierz przewodnika żeby się nie zgubić
Naucz się języka by się porozumieć
Nie ważnie mieszkasz gdzie żeby to rozumieć
Świat rap rozszerza swoje macki
Jesteś bliżej rozwiązania zagadki
Są graficiarskie gangi
B-boyowe szajki wspólnoty didżejskie
Rodziny raperskie ja nawijam wierszem
Zaglądam w twoje serce nazywany wieszczem
Inaczej krawaciarzem kipi to miasto
Od politycznych afer zduszone w sosie
Wciąż niespełnionych marzeń i pustych obietnic
Przez to nie mięknie lecz swoim życiem tętni
Wojen i powstań wycierpiało męki
Przeżyło komunę oddaję mu szacunek
Czy to do ciebie trafia na czerwonym świetle
Rządowa mafia przez ulice miasta mknie
Wszyscy patrzą jakby pierwszy raz zobaczyli kurwy te
Wszyscy patrzą jakby pierwszy raz zobaczyli kurwy te

Warszawki styl emano
Ulica pozdrawia ulica leczy
Zastanawiasz się gdzie wychowują się twe dzieci
W betonowej dżungli leniwie czas leci
Ze mną kumple zawsze coś się skręci
Patrz tam psy niebieskie śmieci
Cała dzielnica od staników się świeci
Skąd to znasz do kurwy nędzy
Łatwy hajs ciągle nęci JLB aż do śmierci
Zmęczy cię syf to Mokotów stary
Nikt nie chce mieszkać już na osiedlach szarych
Nie jednych nie stać by napełnić gary
Nie będzie czary mary stoliczku nakryj się
Pieniądze to błogosławieństwo
Chcę by wypełniały kiermany me
Myślisz że jestem wygrzany
Nic podobnego to nie tylko tym
Mam władzę nad życiem swym
Strzeż się żmij prawda wal prosto w ryj
Dopiero później mów za co
Dla mnie też muzyka to narkotyk jak dla Waco
Na co by to wszystko było gdyby nie [?]
Pracą gęby nie wycieraj bo będziesz zbierał kły
Lepiej zacznij odliczać dni godziny i minuty
Na Emokah każdy kot na cztery łapy kuty
Czy dojdziemy na skróty do lepszego życia
Warszawska ulica to nasz styl bycia
Zjedz to przełknij i dopiero się zachwycaj ziom
Dla niej nie liczyły się banknoty i kwoty
To ty, tylko ty i twój dotyk złoty
Stereotyp dziś odchyla miękki woal
Ona tak jak boa owija się dookoła jego szyi
Tym razem nikt się nie pomylił
Choć dziś wieczór się odkryli to nie decyzja chwili
Tu są, bo tak chcą, ona ma go a on ma ją
Jutro się rozstaną, ale dzisiaj to nie błąd
Ależ skąd, w tle lekki blues, na niebie wielki wóz
Cichy szał splecionych ciał bez podtekstu i bez tła
Jutro tak w tłumie dnia ze swych oczu zginą
Nigdy nie zapomną, choć nawet nie znają swoich imion

Ostatniej nocy nie myliłeś się myśląc, że możemy sobie pomóc
Ostatniej nocy, dla mnie chwile zawisną w powietrzu na wieczność
Ostatniej nocy, jeszcze do ciebie wrócę, obiecałam ci to już
Ostatniej nocy, ostatniej nocy kochałeś się ze śmiercią

Cała sala kołysała się w takt twoich bioder
Niejeden dałby za nie świat, bo ich ogień
Wabił spojrzenia, lecz zamieniał ćmy barowe w popiół
Dawał do zrozumienia żeby dać sobie spokój
On był wiarygodny, jaką siłę ma przypadek
Siadłaś na przeciw mnie, kiedy kończyłem kawę
Nawet nie wiedząc, że tej nocy będę grał tu
I że od godziny sączę cabernet twych kształtów
Egzaltuj mnie - mówiło twe spojrzenie
Adoratorów amatorów jest tu zatrzęsienie
Ale to pokolenie jest miejscami puste
i nie dziwi mnie, że oni nie są w pani guście
Pani uśmiech porywa w potoku pokus
Ja pragnę się zapaść w ten niepokój pani loków
W cieniu bloków bez odwrotu, wokół cyklonu
Myślę, że możemy sobie pomóc

Ostatniej nocy nie myliłeś się myśląc, że możemy sobie pomóc
Ostatniej nocy, dla mnie chwile zawisną w powietrzu na wieczność
Ostatniej nocy, jeszcze do ciebie wrócę, obiecałam ci to już
Ostatniej nocy, ostatniej nocy kochałeś się ze śmiercią

Dialog, zachwyt jak analog szumi w głowach
Chaos, który włada salą, tłumi słowa
Lecz nasza rozmowa mija lepki przestwór
Wiesz to ukradkowa gra dyskretnych gestów
Jest tu miejsce na nieco gry jak w małym teatrze
Czas szybko mija, kiedy na ciebie patrzę
Dla ciebie zaćmię ten smętny bezlik
Wykwintnym blaskiem dziwnie pięknych syntezji
Kiedy będą nas wieŹli do pani
Pijani, nie tyle winem, co uczuciami
My zadamy sobie tysiące nie pytań
I poszukamy odpowiedzi gdzieś na językach
Czasami śnię, me sny tak rzeczywiste
Że boję się, że pani może nie istnieć
Że to się skończy jak wszystkie sny
Mleczna bladość, wieczna radość - ty

Ostatniej nocy nie myliłeś się myśląc, że możemy sobie pomóc
Ostatniej nocy, dla mnie chwile zawisną w powietrzu na wieczność
Ostatniej nocy, jeszcze do ciebie wrócę, obiecałam ci to już
Ostatniej nocy, ostatniej nocy kochałeś się ze śmiercią

Drugie piętro, namiętność i zimne usta
Noc zabiła we mnie wiarę w inne bóstwa
Dym i lustra, szósta śmierć już o świcie
Kochanie pani było walką o życie
Rozkosz na szczycie, wybuch
Pani spełnienie da mi zbawienie, nim nas porwie zmęczenie
Drżenie ciał, pani szept bym nie ustał
w poszukiwaniu tego, czego nie ma pustka
Nie dałem rady pani dogonić
Puste mieszkanie, wiotka nić pani woni
Otumaniony tym nocnym szałem
Powtarzam kilka słów, które zapamiętałem

[x3]
Ostatniej nocy kochałem się ze śmiercią
To było przeznaczenie, zatem nie mogłem uciec
Teraz co dzień oddycham pełną piersią
Bo ona obiecała - jeszcze do ciebie wrócę

Szukaj mnie w zakamarkach pamięci
Tutaj jest mój obraz ukryty
Patrz na mnie spod powiek zamkniętych
Żeby te wspomnienia nigdy nie znikły
Szukaj mnie
Szósta rano żółta taśma dzieli na dwa ulice
W karetce obok nieustanna walka o życie
Diabeł w nas to żywiciel pierwotnych instynktów
Kolejne tajemnice ciszej zbrodni w budynku
Choć te ściany nic nie mówią to wymowna jest krew
Podziurawione mięśnie tu od biorda po rdzeń
Nie ma odcisków palców, ślady zbrodni czy łusek
Jebać mendy, ich świat to świat lobem wymuszeń
Złoto łowi te dusze na chciwość i ciśnienie
Bo każdy skurwysyn swej próżność ma cenę
Nic nie znajdą, nikt nie robi za darmo
Po prostu tak miało być pieniądz tu rodzi bezkarność
Centrum Łodzi to miasto juz zna taki scenariusz
Przyjedzie CBŚ, wyczyści znaki wypadku
Aresztowany bez świadków, nikt hałasu nie słyszał
Nawet nie widziała sprawcy tego zamachu ulica
Już nikt nie oddycha bez koleżki z karetki
W plastikowym worku bo odwieźli niebiescy
Odrysowane kreski to drugie ciało obok
I tak zbyt długo leżał tu z odjebaną głową
To tylko prolog dla ludzi starej daty
Pięć metrów obok serca wyrwane jak kwiaty
Wiesz, mamy świadomość to nie alfabet mafii
Tu chodzi o honor więc złap jak potrafisz

Co czai się za rogiem?
To walka z wrogiem

Bzdurny zamach
osiedle pierdoliło że to przez tego cwaniaka co kradł kury dla cygana
Byli też łysi w glanach
I zawodowy kiler co też ponoć miał wykończyć tu za pięć tysi drania pod kasynem
Mówiono dwóch nie żyje albo trzech
Ktoś pierdolnął, że ten cygan jest pod maską CBŚ
Chyba miasto czuje stres jak ? z nieba
Tylko szkoda że naprawdę to cygana nie ma
Ktoś wymyślił historie że to ruska mafia
Prędzej many to bys dostał tu do jutra raka
W grubych futrach, czapach mieli przylecieć z Moskwy
Kurwa jak dla mnie to brzmi jak przeciek od siostry
Miało wyjść przyzwolenie w zamian złoto alkohol
Niby tych dwóch miało podpierolić boso monopol
Zdobądź boso Akropol, tyle co do bajek
Jeden mówił że ich znał ale to ponoć frajer
Zostawił wiadomość, na niej adres zamieszkania
Ale kogo no i gdzie jak nic nie było przy ofiarach
Ulica lubi kłamać i robi przy tym hałas
A duma z tych wydarzeń tylko te mity scala
Nic bez nas dla nas, nic o nas bez nas
Bądź spokojny o prawdy ona na pewno przetrwa
Domino puszczone raz
nie stanie dopóki nie spadnie
ostatni klocek
a potem od nowa
To nic że ustawiasz ciągle
to samo domino bowiem
jak pchniesz pierwszego
to wszystkie padną
Mówię Ci ale numer
poczuć ten wałek umiej
a zobaczysz
jak otwiera się droga
Po niej Ty ruszaj zatem pokażę Ci ten patent
to jest ta muzyka
gram tą kartą
obudziłem się w jednorazowym domu
z jednorazową Tobą u swego boku
i nie wiem po huj Ci dałem ten jednorazowy numer telefonu
miałem nie dawać go nikomu!
jednorazowa myśl uderzyła mi do głowy,
że sam jestem tylko raz jednorazowy
świat, jak chusteczka,
smarkasz, gnieciesz i wypieprzasz
jak granat, z którego poszła juz zawleczka!
to wszystko działa tylko raz
nie płacz!
wytrzyj twarz, dziewczyno
to jednorazowa miłość,
jeśli jestes starej daty, możesz nie zrozumieć.
to jak buty do trumien, z papierową podeszwą.
jednorazowy kubek kawy i idę na zawnątrz
jednorazowy moment który idzie w przeszłość
jednorazowa Ty, jednorazowo ja
jednorazowy świat jednorazowa gra
jednorazowo budzę się przy Tobie i zasypiam,
to element jednorazowego życia
jak numerek na poczcie, dla Ciebie dziś wymyślam
jednorazowe imie, tak jak jednodniowa ksywka
niejeden raz to życie zdusić figla może
pierwszy i ostatni raz ja od Ciebie wychodze
przechodze przez ulice , widzę na dłoniach twój brokat
w głowie wciąż słyszę jednorazowe kocham,
kocham, kocham, kocham, kocham ...

ref.
to tak, tak ten jedyny raz
to tak, tak, tak to byłam ja
poszukując swego miejsca,
gdzie byc może znajdę fragment szczęścia
tak, tak pomyliłam czas
przez chwilę wierząc w nas
too wszystko miałam wiedzieć
teraz jaka jestem, wcale nie wiem

w jednorazowej scenerii,
bez żadnych zbędnych fanaberii
bez histerii,
tylko raz, chodź, dzisiaj masz swój czas
bądź mą jednorazową narzeczoną
bon-ton zostaw za sobą
bądź nią, do czasu jak świece spłoną
to jednorazowa rozmowa, obca osoba
której słowa przemijają szkoda (szkoda)
myśli zostają, reszta znika
czekaj, czekaj Gosia? czy Dominika?
nie! nie wnikam to tylko raz
więc co to za różnica...
tylko raz! to wszystko jednorazowe zjawisko
wszystko czysto, hermetycznie
w kit , że niby jest ślicznie
taki mit, nie? (nie)
plastycznie formowany sztuciec
lecz spryt polega na tym, by go zużyć
i móc uciec, to nie głupie nie? (nie)
lecz jakie to ma przełożenie?
wszystko jest jednorazowe,
jednorazowe spojrzenie,
w którym smutek jest, proszący o przebaczenie
za to, że jednorazowe, co jest to traci znaczenie

ref.
tak, tak ten jedyny raz
tak, tak, tak to byłam ja
poszukując swego miejsca,
gdzie byc może znajdę fragment szczęścia
tak, tak pomyliłam czas
przez chwilę wierząc w nas
too wszystko miałam wiedzieć
teraz jaka jestem, wcale nie wiem

a może spotkasz mnie,
co jednorazowe jest,
przeznaczeniem naszym stanie się
rzeczywistość łaskawa będzie.
Więc choć widzę swoją twarz
ze wstydem skrytą w dłoniach
nawet chcę żyć z przekonaniem
że co robię jest poszukiwaniem
poszukiwaniem ....
poszukiwaniem,
Ciebie siebie, Ciebie siebie, Ciebie siebie ,NAS
(o tak to było)
Sir Mich! Najlepszy producent, suko!
Wypierdalać! To jest WJ, człowieku!

Skurwysyn za skurwysynem chcą przyjebać się na siłę.
Mogą tylko tyle - nawzajem jebać sobie tyłek.
Robię to co trzeba. Nie wiesz nic, to morda.
Lepiej idź zamknij drzwi, które są tam.
Iluminuję! Rzucam światła snop.
Stop! Robimy to sto na sto.
Ciebie na oku mam. Zakładam okular.
Takie coś w oku mam, ze wzroku robię ratatatata!
Zabijam wzrokiem, wiesz. Mam ten skurwiały błysk.
Mam ten skurwiały pysk. Chcę ten skurwiały zysk.
Udziały w tym chcę mieć. Jestem do działy w tym.
Jestem tym chujem złym i mam skurwiały styl, ty!

Ref. (x2)
Nieważne to ilu mi pluje!
Jestem jak ksenon - iluminuję!
Jestem jak ksenon - iluminuję!
Eliminuję! Iluminuję!

Oni nie lubią mnie, ale mnie tym nie martwią.
Za dużo o nich wiem, nie darzę ich sympatią.
Pierdolić szmelc, wyjmuję jazz i siadam gdzieś na patio.
Kurwa, jak mi łatwo jest!
Kiedy się ze mną mijasz, wtedy się mijasz z prawdą.
Czasoumilacz bijacz i nie ma, że to, tamto.
Nie wchodzę w tamto bagno. Mam tu swój lot.
Stój skurwysynu to jest WJ!
Mój jak mój chuj i moje słowo.
Robię to, co robię, choć nie jest kolorowo obok.
Wysoki odlot z wysoką ceną.
Pamiętaj odtąd - świecę się jak pierdolony ksenon.

Ref. (x2)
Nieważne to ilu mi pluje!
Jestem jak ksenon - iluminuję!
Jestem jak ksenon - iluminuję!
Eliminuję! Iluminuję!

Naświetlam sprawy, taki nawyk - naświetlanie spraw.
Najpierw tę płytę sprawdź, potem, baranie, straw.
Chcesz mieć przesłanie, tak? To je znajdź, cymbale!
Bo trzeba być cymbałem, żeby go nie znaleźć!
To właśnie jest ten świat zawziętych ciętych uwag.
Spluwam! Chujowo jest tutaj u was!
Komenty płyną, a uszy pieką
i powiedz skurwysynom "Znowu będę szedł na rekord".
Daję do pieca i oświecam ich.
Ogień rozniecam i zamykam pieca drzwi.
Prawda pali ich, bo to gorąca muza
i do końca ich teoria legła w gruzach!

Ref. (x2)
Nieważne to ilu mi pluje!
Jestem jak ksenon - iluminuję!
Jestem jak ksenon - iluminuję!
Eliminuję! Iluminuję!

Iluminuję! (x4)
kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni
kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni
dni dni dni dni dni dni
ej kręć się kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się kręć się (ej kręć się) a
1 2 3 a b c moje piórko kręć się wokół mnie
tak jak ja kręcę się jak orbita
ta zależność grubą nicią szyta jest
kręć się ja mam rękę ręce dwie
którymi kręcę gdy najdzie mnie
ochota na małe bach bach bach bach bach
kręć sie ale nie kręć proszę tylko nie kręć mi tu
bo od kręcenia wyrzuty sumienia
jak na skórze wyrzód
więc kręć się jak bączek na błazerii
kręć się jak losy na loterii
gdzie można wygrać sobie coś
kręć się wokół wokół mnie
moja pani jak lolek się kręci
albo jak ktoś kto dał sobie w banie
kręć się jak kółko w kółko w stanie kręcenia mej osoby skromnej
ej kręćmy się wokół siebie ja do ciebie ty do mnie
aż nieprzytomnie bach na ziemie bach bach
kręć się (no) kręć się jak jakiś film
(kręć się) kręć się kręć się jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się (ej kręć się)
kręć się kręć się kręć się
ty pójdziesz na film ja pójdę na film
ja pójdę tam ty pójdziesz tam
kręcę się więc ty też się kręć
kręćmy się jak ćmy koło lampy
gdzie ja tam ty
kręć sie jak giganty blanty albo jak w aparacie klisza
cisza grobowa ty się gdzieś schowasz i się nie kręcisz wcale
jak palec sam wtedy wołam
kręć się kręć się ej kręć się
kręć się kręć sie jak jakiś film
kręć się kręć się kręć się w planach na następne dni dni dni dni ej
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo