Popularne piosenki. Polski Hip Hop

To kolejna wyprawa nocna
By tu świętować mam dziś wiele podstaw
Piąta wyprawa, piąta rocznica
Dziesięć lat Bosski już tutaj ma V.I.P'a
Ponownie witam, wszystkich na sali
Co dzisiaj pijesz, co dzisiaj palisz
Wyprawy nocnej, miasta paraliż
Bez nas baletu nie będzie tu za nic
Jesteśmy na fali, nie mamy robali
Jedynie w tequili się czasem pojawi
Bawimy się dobrze a hejter się dławi
Zróbcie hałas, ruszamy!

Wyprawa[bom,bom] ,wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

Viva La Vida i La Vida Loca
Dbaj o postawę bo będzie wynocha
Po co alkohol lub loty na prochach
Sama muzyka to czysta radocha
Czas płynie szybko, mega chujo*o
Wciąż trzeba robić tą wyprawę nową
Niedzielny zjazd nie zniechęca załogi
Gdy klimat jest błogi to wciąż niosą nogi
Jasno się robi plaga jest zombi,
Często tak podczas on bilet odbił
Mamy sposoby, mamy załogi
z którymi mega wyprawy się robi

Wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

To my pierdolicy prosto ze skali
Aromat się chwali, dobrze się pali
To cel tej wyprawy i gwóźdź jest programu
na wieczór wjeżdżamy do Amsterdamu
Przez centrum wyprawa po zakup towaru
Już chyba zjarałem się od tych oparów
i kto na wyprawę wyruszy dziś z nami
nie może narzekać że tu się nie bawi
już druga kolejka i słychać już śmiech
płaczemy ze śmiechu uprani we trzech
bo zamiast melanżu lub co dzień ja wole
Po chwili przerwy w Holandii role.

Wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

Idziesz na imprezę co się stanie nie wiesz
na wyprawie nocnej może dzisiaj się wyjebi*sz
może księciu z bajki się w Tobie zakocha
wszystko jest możliwe, bo to jest wyprawa nocna

To jest ta impreza to jest ten klub
w poszukiwaniu znajomych głów
tu są moje ziomki maniur jest w brud
Mamy czarny pas, w wyrywaniu dup.

Idziesz na imprezę co się stanie nie wiesz
może chłopaczyno ostro dzisiaj se pojebiesz
może śliczna d*pa się w tobie zakocha
wszystko jest możliwe bo to jest wyprawa nocna

Każdemu się załącza imprezowy kod
budzimy się do życia gdy zapada zmrok
idziemy na wyprawę to będzie niezły lot
dzisiaj tylko jaram, jaram jak smok

Wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

Idę z buta na wyprawę!
Jadę furą na wyprawę!
Samolotem na wyprawę!
Płynę płynę na wyprawę!
spontanicznie na wyprawę!
energicznie na wyprawę!
fantastycznie na wyprawę!
Bawimy dalej się panowie i panie

Idę z buta na wyprawę!
Jadę furą na wyprawę!
Samolotem na wyprawę!
Płynę płynę na wyprawę!
spontanicznie na wyprawę!
energicznie na wyprawę!
fantastycznie na wyprawę!
Bawimy dalej się panowie i panie !
Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Oby do przodu prowadził nas rozum
Zrozum szans nie masz tylko tu na pozór
Sprawdź nastawienie, wrzucaj pierwszy bieg
Drugi bieg, właśnie teraz motywacja brnie
Trójka, widzisz że to jednak tutaj działa
Rozpędzony jednak trochę a zdobywasz nie dasz ciała
Czwórka, zapierdalasz pewnie już na swoim
Potem piątka, mkniesz z relaksem jak się już zarobisz

Nie sztuka być przy kimś gdy wszystko się układa
Nie sztuka wtedy radzić, po co wtedy rada
Sztuką być przy kimś kiedy nie ma nic
A kolejna myśl jest powodem żeby wyć
Zanim zaczniesz chłopaku truć głowy dzieciaków
Pomyśl o szlaku wybranym przed laty
By wtedy dzieciaki i pierwsze rapy
Dalej w to gramy, Dix pamiętamy

Cały czas do przodu tak działamy właśnie
Weź lepiej posłuchaj, by rosnąć na poważniej
I wytęż wyobraźnie, zanim niespokojna zaśnie
A samobójcze myśli zawładną Tobą błaźnie
Wychodzimy jak na wojnę, może być nie spokojnie
Ta armia się nie cofnie, do przodu zawsze godnie
Z podniesionym czołem, w gardę składając ręce
Z fartem i do przodu, Bóg ma nas w swojej opiece

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Do przodu ziomeczku, jeśli nawet szansy cień
Choćby o te parę chwil, choćby o ten jeden dzień
Do przodu ziomeczku, choćby o te parę złotych
Do przodu, o te rozwiązane kłopoty
Do przodu ziomeczku, jeśli nawet szansy cień
Choćby o te parę chwil, choćby o ten jeden dzień
Do przodu ziomeczku, choćby o te parę złotych
Do przodu, o te rozwiązane kłopoty

Taki już jestem i się nie zmienię
Do przodu przed wieloma o czyste sumienie
Lata mijają ja dalej na scenie
Ja swe umacniam i nikną korzenie
Dla wielu zasady to zamuła w miejscu
Ja cisnę do przodu z zasadami w sercu
Z kilkoma przyjaciółmi i rodziną u boku
Ciągle do przodu choć niektórzy są w szoku
Tadek się nie zmieni choć kurewstwa pełno wokół
Jak myślę o tych co siedzą to łza się kręci w oku
Do przodu o honor opuszczą więzienne mury
Za lata więzienia niech zdechną konfitury

Oby do przodu, oby tak codziennie
Spokojnie bez pośpiechu niech inny biegnie
Naturalnie powoli we własnym tępię
Robię rap od tylu lat wciąż niezależnie
Oby do przodu i oby z fartem
Byś słońca wschodu nie musiał widzieć przez kratę
Byś zawsze mógł o kimś powiedzieć bracie
Szczerze bez fałszu, że to przyjaciel
Ufał na słowo bo tak to widzę
To niepisany pakt brat, na całe życie
Szczęście i zdrowie każdej dobrej ekipie
Oby do przodu tego wam życzę

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Nie o to by być pierwszym, ważne by być lepszym od reszty
Wiesz mi to co żeśmy przeszli
Nie zawiedli mimo rozżarzonych węgli
Dobrze wydeptane ścieżki, których na 100% pewni jesteśmy
Nie klęczysz to biegnij, zwarzka którędy,
Raz dwa broń twarz i zęby
Hebel znowu gaz, bezwypatkowość dzięki Bogu
Nawet jak byś w szachu był zawsze parł do przodu

To jest fakt brat, niezaprzeczalna prawda
Kiedy idzie dobrze w życiu cieszy się twa jaźwa
Kiedy idzie trochę gorzej nie zamulaj w miejscu
Złap oddech, stanie jest bezsensu
Nie ma takiej rzeczy, której człowiek by nie sprostał
Po najgorszej zimie, zawsze przyjdzie wiosna
To jest tak jak piach w oczy wiatr
Znasz, co przeżyłeś raz nie będziesz się już bać

Siadam z ziomkami do stołu masz połówę połóż
Siema morda, siemasz ziomuś
Jak dawki czy posłucha
Nieważne żadna suka nie rozjebie bo to ważny układ
Jebać strzyki chociaż czasem przez to
Zwiększaj się rubryki pśiarskiej statystyki
Znów szybki ruch do przodu, czytaj sukces
Wiem że wkrótce, znów spotkamy się przy wódce

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Nie zachlać nie zaćpać nie zamulić życia
Jak chce się tym życiem się najeść do syta
Nie spać bo nie pójdziesz kiedy śpisz
Ja Ci mówię ziomuś, maszeruj albo giń
Jeśli wiem gdzie mam iść to nigdy nie ugrzęznę
Z całych sił walczę, śmierć żywcem mnie nie weźmie
Stać i patrzeć chyba nie po to tu jestem
Tylko pełne zwycięstwo jest dla mnie zwycięstwem

Życie nauczyło mnie iść do przodu
Bez zbędnych dowodów, bez świadków,
Bez aktów oskarżenia, bez zszarganego imienia
Idę do przodu z dobrym towarem
Z czystym sumieniem, do końca życia, tego nie zmienię

Weź to sobie głęboko do serca
Tu na Ursynowie na pierdoline nie ma miejsca
Cały świat jest na wyciągnięcie Twojej ręki
Nie bez powodu, bo to dzięki Bogu
Od narodziny, aż do grobu
Idę do przodu, idę do przodu
Wiem liczy się zacięcie
Bez pochopnych decyzji ma oriencie
Bez pierdolenia, bez cienia wątpienia
Rap pozwolił, spełniać nam marzenia
Wiem nie jestem sam, walka z czasem
Choć dziś inaczej to wygląda
My od zawsze na zawsze idziemy razem
Do przodu z przekazem, sztuka ulicy
W świecie bez zasad, jeśli chcesz z nami do przodu iść
To zanim coś zrobisz, najpierw myśl
Jedź na trasę i rozpierdol wszystko.

Ba!

RPS, RPS.

Oni nie będą się zniżać do mego poziomu ziomuś,
tak wytłumaczą brak odpowiedzi, tylko komu?
Skoro Rysiek, owy poziom, ziom raczej zawyżył,
RPS kontra Ci co postawili na mnie krzyżyk.
Wiedz, że płytowe premiery mają to do siebie kolo,
że trzeba zrobić szum wokół siebie, więc pierdolą.
Eldo, ten co nie potrafi nikogo zdissować solo,
zrób to sam, jak Słodowy, potrafisz? To zwrócę honor.
Siła złego na jednego, lecz to o mnie mówią ten zły,
mimo że wciąż gram koncerty, pieprze hejterskie podszepty.
Komenty tych, którzy są inteligentni,
ja ponoć nie jestem, choć nagrywam niezłe teksty.
No i powiedzmy, że z przypadku jestem w branży,
tyle lat się utrzymuje z bycia głupim, taki zaszczyt.
A na poważnie jeśli jestem głupi bratku,
to wiedz, że ci z Pariasów są głupsi nawet w stadku.

Bo ty dobrze się czujesz po silnej dawce THC,
to ci nie przeszkadza, chociaż masz ast-mę.
Ale astma przeszkodziła odpowiedzieć na poziomie
niezły zgryz mają gamonie, z tym od wagi piórkowej.
Wzrasta barometr, współczucia się nie wykłócam,
nie potrafisz odpowiedzieć, chcesz pożyczę tobie płuca.
Tym kawałkiem, zmuszam do działania aferzystów,
Peja to ten człowiek, który włożył wasz "hip-hop" w cudzysłów.

Liżcie się po fiutach, wymyślajcie mi od dekli,
grając na farmazonie debiutanckich płyt, polegli.
Szczyt to nie progres, progres na nim się utrzymać,
nowe bity, nowe teksty, wciąż nagrywać nie zżynać.
Przecież to nie moja wina, że ta moja krzywa rośnie,
a moja ksywa rzuca cień na wasze rzeczy chłopcze.
Ja wiem, że chcesz być gościem, lecz to nie rok '97,
chcesz zbierać wiecznie propsy, za wejście w poczet legend?
Lecz tu i teraz ten rap, jak u Palucha
musi być na poziomie, więc rozwijaj styl smutas.
Przykro mi chłopcy, wasz styl to stanie w miejscu,
nie pomogła liryczna podpórka Leszka dla fejków.
Więc heikum-keikum, dzisiaj idźcie na malucha,
rozglądajcie się uważnie, czas zdeptać karalucha.
W gardle posucha, wiem to może zniszczyć,
ty molestujesz, lecz ja maltretuję mistyk.

Bo ty dobrze się czujesz po silnej dawce THC,
to ci nie przeszkadza, chociaż masz ast-mę.
Ale astma przeszkodziła odpowiedzieć na poziomie
niezły zgryz mają gamonie, z tym od wagi piórkowej.
Wzrasta barometr, współczucia się nie wykłócam,
nie potrafisz odpowiedzieć, chcesz pożyczę tobie płuca.
Tym kawałkiem, zmuszam do działania aferzystów,
Peja to ten człowiek, który włożył wasz "hip-hop" w cudzysłów.

Składnia gramatyczna w rapie? To nie filologia polska.
Zamiast slagnu, poematy, no tak - Polska to wioska.
Więc dalej obciach, chcesz być ćwierćinteligentem?
To powtarzaj te brednie, że w rapie musi być pięknie.
Jak mów to biegle, kurwa kto ich tak wychował?
Rap to muza dla łajdaków, spróbuj się wyluzować.
Wyciągnij wnioski, jeśli jesteś mądry chłopak,
to wiesz że rap z podwórek na zawsze nas zahartował.
Szanuję słowa, inny styl, sam wiele słucham,
lecz nie wkładam w twój talerz z zupą swego palucha.
Uszanuj słuchacz, nawet gdy mych płyt nie słuchasz,
jeśli masz inny wzorzec, spoko, graj to w głośnikach.
Setki porównań kto lepszy, kto przeciwnie,
Psychofani PFK cisną Firmie, to debilne.
O.S.T.R-y jest bogiem, za to Peja to prostak,
zobacz ile nienawiści w tych gównianych postach.

To zwykły obciach powiem, nie chcesz nie słuchaj,
znajdź swoją niszę, bit dla swego serducha.
Mówią, że podzielił polski Hip-Hop, ten hardy Peja,
lecz ten Hip-Hop był od zawsze podzielony, więc to ściema.
Słuchaczu ściema, cenisz kilka ekip naraz?
Ja nie powiem Ci wybieraj między mą, a nimi. Nara.
Jeśli chcesz zaprzestać słuchać moich płyt, OK
choćby na rzecz Tedego, Molesty wesprzesz Eldoke.
Ten rap jak poker, mam swego ASa w rękawie,
pragniesz naprawy Hip-Hopu? Jeśli tak, dam Tobie radę,
jeśli nie, szukaj winnych, powiem - nie bądź dziecinny,
jeśli chcesz by Hip-Hop łączył, to nie hejtuj, nie bądź dziwny.
Byłbym naiwny myśląc, że to coś to zmieni,
bo Hip-Hop się podzielił bez obecności Peji.
Spróbuj się zmienić słuchaczu i rapperze
i chuj mnie obchodzi czy wierzysz, że mówię szczerze.

(Dobre, nie?)

Bo, bo ja dobrze się czuje po silnej dawce THC,
to mi nie przeszkadza, chociaż mam as-tmę.
I każdy dzień rozpoczynać blantem...
Ludzi opanuje zawiść i nienawiść czujesz brat,
Chodźmy zabić tą nienawiść, bo opanowuje świat,
To tu wchodzi na bit godzinami mógłbym mówić tak,
Musisz wstać i się obudzić, a nie drzemać tyle lat,
Cała ziemia, pokolenia ludzi każdy lubi spać,
Iść i budzić się i łudzić się że ten świat nie ma wad,
Świat ostudzi Cię, pobrudzi Cię, nie poddawaj się walcz,
Wiem że nudzi Cię, że trudzi Cię pokonywanie fal,
Czasem trzeba być kutasem, trzeba być twardym jak stal,
Trzeba spalić skurwysynów kwasem albo wbić na pal,
Czy prawdziwy Bóg wybaczy temu Bogu co nam dal,
Zezwolenie na ten koszmar, który trwa i będzie trwał,
Przerażenie w oczach ludzi którzy giną cziki pow,
Na nie swojej wojnie o pieniądze religijny szał,
Znów ogarnia postacie stojące wśród dymiących ciał,
Nie rozumiejące nic tylko że ktoś karabin dał,
Nie chcę myśleć o tym nawet co by było gdyby tu,
Rozpętało się to piekło czasem budzi mnie ze snu,
To że można kogoś zabić ot tak, spotkać, wsadzić nóż,
Krótka gadka i tak jakby nigdy Cię nie było,
Niektórzy mówią, że to przejażdżka,
Myślę coś w tym jest, obserwuję jak przez szybę,
Centrum miasta pada deszcz,
Wszyscy spieszą się gdzieś jest 16 muzyka dla mas,
Wszyscy leżymy w rynsztoku nieliczni szukają gwiazd.

Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Chodźmy gdzieś się przejść, mam film
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Przed oczami, zapraszam do kin
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Oryginalny styl, Ty płyń,
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Unikalny chillout, czujesz dym?

Nie możemy przestać się zabijać jest tak,
Bo to siedzi jest w nas zginął nawet Mesjasz,
To jest straszne wiesz jak myślę sobie tak o tym,
Budzi się agresja gdy nie masz nic do roboty,
Myślę sobie też brat to nie wina bloków,
Wina skurwysyna myśli wojna krzyczy pokój,
Notuj! Nie poznasz po słowach a po czynach,
Poczuj! Jak podskoczy Ci adrenalina,
Otwórz oczy uszy po czym poczytaj internet,
Tylko sieć nam pozostała nikt jej nie chwycił za gębę,
Teledysk nie lata w TV bo nie jesteśmy koncernem,
Czy nie dziwi Cię dlaczego murzyn został prezydentem?
Czemu ludzie byli tak szczęśliwi gdy składał przysięgę,
Czemu kłamał tak jak wszyscy wszędzie to jest pierdolnięte,
Wpisz sobie wielkie oszustwo i naciśnij enter,
Zresztą nasi też są łasi, Polska płaci kontyngentem,
Wielki biznes zrobi z nas twardzieli, ja nie mogę spać,
Przed oczami mam rodziny tych którzy zginęli za:
Oficjeli, za ropę, na ulicy za 2 złote, za wodę w afryce,
Za szpryce w Ameryce,
Kurwa mać dajcie żyć to są nieprzespane noce,
W nocy pocę się pod kocem chciałbym spać i chciałbym śnić,
Muszę wstać i muszę pić 40% byle by wyjść spokojnie na ulice,
Potem spotkać tą moją hołotę i żyć.

Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Chodźmy gdzieś się przejść, mam film
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Przed oczami, zapraszam do kin.
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Oryginalny styl, Ty płyń,
Leżymy na ziemi men, patrzymy się w niebo,
Unikalny chillout, czujesz dym?
Pow, (pow), aha, (aha), Pan Życia, (Pan Życia)
Tej, tej, Syntetyczna Mafia (S. M.)
Jedziesz, jedziesz, jedziesz, Właśnie tak

Jestem panem swego życia od dziś na mnie mów tak
Jak kokainowy haj w Miami Vice
Wyrzucam recepty na psychoaktywne ścierwo
Teraz mam wszystko co trzeba proszę już zawsze bądź ze mną
By zobaczyć Twój uśmiech w drugą stronę kręcę światem
Kocham życie jak dresy po zażyciu tablet
Przez życie z fartem to tylko kwestia podejścia
Ty wbij to sobie w łeb że na porażki nie ma miejsca
Mentalność zwycięzca to jest droga do sedna
Wyciągam wnioski z momentów, kiedy byłem na zakrętach
Dzisiaj w każdy zakręt na ręcznym kurwa wjeżdżam
Wszystko co było złe widzę we wstecznych lusterkach
Ej nigdy nie pękać umacniać w sobie wiarę
Wpierdol od życia może też mieć wuchtę zalet
Kciuk w górę tej to moja druga ksywa
Pokochaj życie tak jak Mafia Syntetyczna

2x
Kiedy spytam - kochasz życie? Ty powiesz - o tak
Bądź Panem swego losu, ziom, jak ja
Jebać krzywe akcje i tych, co robią kwas
Czarne serca to już było, czas garściami z życia brać

Dobrze wiem, że bywa różnie i często idzie pod górę
Nie ważne jakbyś się starał wszystko zawsze źle pójdzie
Tej, życie to skurwiel, lubi dopierdolić w biedzie
Zapomina się wtedy, że życie może być piękne
Zachowuję rezerwę na te chwile najgorsze,
Codziennie uczę się, jak opanować emocje
Przetrwać jeszcze trochę, jest dobrze, będzie dobrze
Nawet po miesięcznej nocy nad ranem wschodzi słońce
Wiem o czym mówię, jebać odwieczną niemoc
Wkurwiaj wrogów rozwojem, rób to co kochasz, zgarniaj pieniądz
Głos mojego serca dawno zamienił się w krzyk,
Codziennie mówi mi rób swoje, swoją drogą Idź
Nie rozmieniaj się na drobne, tej, pierdol komercję
Większą satysfakcje daje trudnych szczytów osiągnięcie
Nerwowe napięcie od dziś opada z każdym dniem
Pozytywne myślenie Twoim działaniom daje tlen

2x
Kiedy spytam - kochasz życie? Ty powiesz - o tak
Bądź Panem swego losu, ziom, jak ja
Jebać krzywe akcje i tych, co robią kwas
Czarne serca to już było, czas garściami z życia brać
Nie potrzebujemy więcej słów,
Porozumiewamy się poprzez ruszanie głów
Tył w przód, przód w tył, tył w przód
Zrozumienie ciągnie się jak glut
Nagle cud, istny cud, olśnienie
Zrozumienie rozplenia się jak nasienie
Łączymy się z nimi jak sny jelenie
My i oni, oni i my, współistnienie
Ręka w rękę, ramie w ramię, rozmawianie
Kończynami wymachiwanie,
Przechylanie się i gibanie
W prawo, w lewo, w tył, w przód, taniec
Jesteśmy razem tak blisko pod tym samym rozkazem jak mrowisko
Łączymy się jak nazwisko ludzi łączy
Mimo wszystkich tych różnic ich dzielących
Pływamy umywani falami jak humbaki
Humba, humba - dajemy znaki
Rwiemy się do odczuwania jak niemowlaki do ssania
Mamy dość gadania

Nie potrzebujemy słów wcale
By zrozumieć siebie, ale
Czujemy własne żale
Te detale nie dają nam żyć dalej

Nie potrzebujemy słów wcale
By zrozumieć siebie, ale
Czujemy własne żale
Te detale nie dają nam żyć dalej

Bez słów znaczy nie mów do mnie nic
Jak bym leżał w śpiączce, miał po szyję gips
A szare zające te do łóżka kic jak po łące
Gram na smyczek koncert
Rozwesela mnie Twoja wiolonczela
Chcę Cię mieć teraz jak jasna cholera
Daję Ci znaki ciałem,
Ciało się rozpościera jak pościel
Otwiera na oścież jak księga
Będę nosił Cię na rękach
Nasza więź zaciska się jak szczęka
Będę pieprzył jak Piekarski na mękach
Co popadnie, lepiej bądź już dla mnie
O nic nie pytam, nie chcę znać odpowiedzi
Zębami zgrzytam, śledzę Cię jak śledzik
Psotny duch chłodny umysł nawiedził
Brak słów - to we mnie siedzi

Nie potrzebujemy słów wcale
By zrozumieć siebie, ale
Czujemy własne żale
Te detale nie dają nam żyć dalej

Nie potrzebujemy słów wcale
By zrozumieć siebie, ale
Czujemy własne żale
Te detale nie dają nam żyć dalej
Wciskam escape, play w kompakcie męczę.
Wierszem, rejestruję to, za co ręczę,
Odnajduję metr po metrze siebie, bez list pisma i praw,
W ręku skunk, jaki właściwie jest rap?
Jak mam żyć tu? Niby spokój umysłu
Panowanie nad bólem jak w jujitsu,
Na szyi Chrystus, wiara w duszy wzrasta,
Choć pcha nas w gruzy chamstwa larwa zbytku.
Fałsz goni za fałszem przybitych turystów,
Świat jak z komiksów, sen z powiek spędza,
Człowiek i nędza cel; dowieźć ten ciężar,
Z nożem przy węzłach, czy z Bogiem od serca?
Pod nogami betonowa preria Ryzyko,
O wzbudzana litość, g y kat nad potylicą wisi
Nie ma tak, by coś działo się bez przyczyn,
Wzrasta tylko ilość zniczy

Sekunda, koniec, wbite ostrze,
Płonie krew, znika śmiech z życia nonsens
Podróż w otchłań jak na północnej ścianie Lhotse
Zbyt późno by zostać, zbyt wcześnie by mówić, że jest dobrze.
Łatwo się zgubić, gdzieś między marzeniami,
Otaczani szarymi problemami, osądzani pochopnie,
Jeden na sto się wyrwie,
Jeden na sto kogoś potnie,
Jeden na sto dorośnie,
Jeden na sto do czegoś dojdzie,
Tak jest, nie jeden strugał mafię, awantury, połamane ręce,
Biografie streszczone w paragrafach, język na więziennych cytatach,
Kolejny zatarg; dług, gdzie jest Bóg? Nie! Gdzie jest kasa?
Dwa strzały znikąd jak w Manhattan.
Koniec, finisz, po co płacz i skrucha?
Płomień chwili, wolność złap i nie daj się oszukać.

Niby każdy ma świadomość tego, jak jest na dnie.
Nim upadnę, swoje odbiorę, lub zagarnę,
Mam się wstydzić? Zobacz, świat jak z nas szydzi,
Nóż przy gardle skruszy, nawet najtwardszy image.
Życie uczy ustalając wynik od tak od razu.
Non-stop w defensywie jak Lizarazu
Sztuka wizażu po nic, jak odchodzą znajomi
A miało być tak pięknie jak Naomi,
Wierzysz w to? - miło mi, szerzysz zło? - mnie pomiń.
Tylko prawda życie zdobi, zdobyć ją,
to jak otworzyć oczy czyste od utopii,
Od krzywd się nie odłączy nikt,
Za żadne skarby, zbrodnia poczucie winy karmi,
Nie ważne, elitarny, czy zwykły,
W każdym strach zmusza do modlitwy,
W obliczu śmierci nie ma sprytnych, nie ma odważnych,
Straszy brak uzyskania drugiej szansy...

Jedno na sto, zło tło
W loży od do dno tworzy,
Jeden na sto pozostanie zamulony. x4
Ej Bytom, ej Ka-ce
Ej Siem-ce, chcecie więcej?
Ej Ruda, ej Chorzów
Ej Gliwice, ręcę widzę
Ej Tychy, Mikołów-łów
Ej Zabrze, was czas nadszedł
Cauy Śląsk, cauy Śląsk
Cała Silesia widzi przecież jak

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Wiesz gdzie robi się rap trochę inaczej niż wszędzie
gdzie bity są naprędce a wałki na patencie
gdzie 90% na trackach zostawia serce
a 90% na koncercie, chcę ich więcej
gdzie co trzeci MC ma już pięć nielegali
w sumie fajnie jest coś wydać, ale ich tu to wali, synu
to miejsce działa prężnie z daleka od mainstream'u
bo nie trzeba nam tu hajsu, lansu, koksów i drinów
Z krainy kopalń i kominów szlagry do głośników
imprezy bez laserów, klipy bez zbędnych tricków
Mówią, że podobno bez wyników i, że u nich lepszy
jakby któryś z nich tu mieszkał też by te wyniki pieprzył
Wierz mi, że my wiemy o czym trzeba tutaj gadać
I w dupie mamy to czego podobno nie wypada
mamy psycho, trueschool, bauns i hardcore (ktoś ma więcej?)
Cauy Śląsk, larmo

Planeta Ziemia a na niej mój zakątek
siedzę se w nim, a czasem se wyglądnę
sprawdzić jak sprawy w innych rejonach
tymczasem dziś sunę jak na kole oma
tu z paroma gagatkami z Silesi
jadymy wedle tradycyjnej koncepcji
mnóstwo MC's, bit dla kompanów
mic krążył jak na melanżu butla balsamu

Różne izby, antryje, sienie, place
turyści przyjyżdzejcie sam z atlasem nie z kompasem
tramwaje, autobusy, bryki, skrzyżowania, ronda
hasioki, familoki, nowsze bloki, glajzy przi hołdach
dziurawe autobany, na dworcach zwierzęcy folwark
szkoły, poprawczaki, penitencjarne monstra
obalone znaki w akcji pierońskich glimhorda
huty, gruby, stadiony dalej hale sportowe
Wiesz jak to wygląda, bez komentarza odpowiedŹ
lud to wie, jak wszędzie Ruby w MaxFlo się udziela
piwnica mi bliższa niż oaza Rockefeller'a

I tak to do końca zbita, lita, trwale grubo szyta
nić połączeń naprzód dążeń, wizja w tym ukryta
masa styli, w pizdu flow, każdy jeden ma tu coś
każdy jeden ponad eter ma te siły by się wspiąć
To zjednoczona ziemia, którą zjednoczyły bity
tu na każdym z nich wokal ma większy sens uszyty
rymy, bity, połączenia, nity, gdzieś na tle Polska
wspólność zrozumienia, wszystko prosto ze Śląska

Supermiasto Silesia - centrum Katowice
ty liczysz na to ziom - ja na to liczę
widzę przyszłość w tym, widzę tą reanimację
bo siwydym unosi się na tym miastem
znasz akcje, na starcie sprawdŹ akcent
tam byłeś dzieckiem, tu byłbyś bajtlem
wiem to jest ciężkie więc staraj się bardziej
i tak bogactwa czarnej ziemi nie ogarniesz

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Tak tu jest, tak tu masz, tak to łapiesz
Śląski rap na najwyższym pułapie
Śląsk powiększa zasięg raczej
a ty bierz i mierz wiesz to stestuj facet
tu inaczej niż w innych miejscach
kwestia bitów, styli no i wersów i przesłań
i innych czynników trafiających sedna
to tych paru MC, którzy nie potrafią przestać

Bo ja mam tu dla paktu parę wariantów
Trochę kontaktów od lat tu rap pełen faktów
I to tak tu wersy do taktów, dodatków
Tu mam faktur ile numerów kont w banku
Ten syf i ***** z tym syn jakie masz sny
To rap sezon nie trezor my insomnią na sny
Śląski rap tyle wart, śląski szczeniacki fart
***** za każdy kant znów na karku trzydzieści lat

Cała Silesia, miejska poezja mieszka w sercach
Nasza energia to bród, smród i rap na pętlach
To trud prób witamy hałasem na koncertach
Jak loop-troop nowoczesna miejska orkiestra
Cauy Śląsk, ekstra flow i jak [?]
Na wyższy level, to kenbel w ryj radiu ESKA
To rebel styl w tekstach chill na imprezkach
I skill, bez nas polska scena traci sens, aj

Yo, mówi papa Siemianowickiego rapa
To ja [?] jakbyś nie zdążył załapać
Misja kłapać dziobem, ot tak se to robię
Wizja dać to tobie, po to to robię
Zumazany bany sobie, tobie i my wam
130 kilo rapu przy pięć gram
[?] Górny Śląsk jest najwyższą półką
[?] yo nawija o tym w kółko
Cauy Śląsk stoi teraz za mną
Chopcy, najwyższe kominy ze starą kopalnią

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Zza mikrofonu witam, SNKB banditaz
Solo Miuosha płyta cauy Śląsk tu zawitał
Kilka osób nawijta, bit produkcja Skizza
Wokali śląskich mix na jednym tracku wypas
Chwytasz? Śląsk, Śląsk tu wyznacza piętno
Zjednoczeni jak próby z konsekwencją
Pewni swego, dumni pełną gębą
To tylko początek, przed nami jeszcze niejedno

Tu rap kiera loto po hawirach motloch
Niejedno ścieżyna rymami podloł
Mo to ło co inne się modlą
Pierońsko wiarygodność
Toć to nosz grunt, Śloncki bunt
Bez te koncki mosz woncki punkt widokowy
Bier full fechtu narechtuj geltu
I bez brechtu ej wpadej do Katowic

Siemasz Śląsk to na koncert podniesionych rąk
Rymy, jeden banan pękł to palony joy
Co jest? krajobraz tu jest specyficzny
Tu na oknach kurz, szybciej brudzą się szyby
To powietrze tu ma inny skład chemiczny
I od dawna tu wszyscy do tego przywykli
Tu się żyje inaczej niż na przykład w stolicy
Siema Śląsk, zostajemy prawdziwi

Ty lepiej zyr ten zelter jak masz kaca
Bo ta krew kropla śląski rap wzbogaca
Jak Iran uran nie słodki Don Juan
Banan, chipsy, koczowniczy styl życia
[?] wszystko spoko traf
Nam jest dobrze jak jest, niepotrzebny szelest
Żeby zdobyć Mount Everest, złote fele pierdzielę
Wolę wolne style jak wolne niedziele

*****ę wyliczanie dzielnic to grząski symbol
Tu na Śląsku za każdym winklem spotkasz styl
Trzymamy władzę, ty musisz się liczyć z tym
PosadŹ zadek, Silesia nadaje rytm
Bez wpadek, bo zawsze wiadomo kto wygra
A ostra riposta potnie wroga jak brzytwa
Dziś centrum hip-hopu, podziemia, górnictwa
Mamy sztygarów rapu i młodych gniewnych gdy bit gra

Przeca wiesz, że mnie znajdziesz w tym bajzlu
Poleca z tym równo, bo zdupio czos na wajzlu
Bier to gówno i strać się z nim w tańcu
Na wierchu nos słychać, czytej na drugim krańcu
To powrót do korzeni, bo od bajtla na tej ziemi
Węgla, stali, szybów kopalnianych, powietrza na bazie chemii
Silesia na pełnym gazie kopie z buta w pełnym składzie
Chopie płonemy jak huta, chopie tera wszyscy razem

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice
Ciągle się przemieszczam,
uciekam przed słońcem i deszczem,
jeżdżę, nie wiem kiedy skończę nareszcie,
gdzie mieszkam, gdzieś tam w jakimś mieście,
jak królewna śnieżka za siedmioma, w swym królestwie. [x2]

Siema, egzystencjalny dylemat mam, nie mam
To jak w domu a nie tu czy tam, ściema.
Naszym domem ziemia, rzeczy stan zmienia, wielka niewiadoma istnienia.
To podróże, małe i duże, z aniołem stróżem, na górze, przy zmiennej koniunkturze.
Nadal służę, tej subkulturze, na własnej skórze to poczuj i nie trzyj oczu.
Kolejny wątek, gdzie tego początek,
przez ile dziesiątek kilometrów trwonię swój majątek.
Tak co piątek stanowię wyjątek, znów pyta rozsądek gdzie leży mój świata zakątek.
Dokąd zmierzam i skąd wracam, dróg nie skracam, w kółko praca.
Czasem przekraczam limit, czasem zbaczam, ale na czas zawracam.
Ile czasu na tym spędzę, pytanie pada coraz częściej.
Ja czym prędzej się przekręcę nim dowiem się gdzie moje miejsce.

Ciągle się przemieszczam,
uciekam przed słońcem i deszczem,
jeżdżę, nie wiem kiedy skończę nareszcie,
gdzie mieszkam, gdzieś tam w jakimś mieście,
jak królewna śnieżka za siedmioma, w swym królestwie. [x2]
Diil gang, diil gang.
Na zawsze JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Chodzi o jedność i godność człowieka.
Diil gang, diil gang.
Na zawsze JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Nie, nie potrzeba złota dla otuchy.

[Wilku]
Diil gang familia, nic na pokaz,
sami swoi, więc szacunek okaż,
dla nas to całe życie dla innych to moda,
hip hop, ziemia, ogień, powietrze i woda.
My tworzymy [ziom], to co słyszysz [ziom],
to co widzisz [ziom], to co nosisz,
do perfekcji wciąż dążymy,
jesteś mistrzem, elo, wiesz gdzie się zgłosić.

[Żary JLB]
Ja kiedy mówię diil gang, to głośno i wyraźnie,
jesteśmy bractwem, my mamy w sobie wsparcie,
jeden za wszystkich, wiemy to dokładnie,
jak wszyscy za jednego by nie lądował na dnie.
Postępuj lojalnie wobec swoich braci,
a każdy z twoich braci szacunkiem ci zapłaci,
niczego nie tracisz, dziś dając z siebie wszystko,
diil gang jest dla nas niczym domowe ognisko.

[Jasiek MBH]
To jest diil gang, jedyny słuszny wybór,
przybyliśmy tu żeby zniszczyć wszystkich skurwysynów,
moc ułożonych w sposób zwinny, słów w mym stylu,
obudzi tych co pisząc przywykli do wtórnych rymów.
Diil gang, diil palacz,
każdy z nas tu dziś gra i nie chce nic w zamian,
bo, to esencja i wjeżdża w bit stara moc,
lepiej przestań jak na przekór nam chcesz działać.

[Hudy HZD]
Ja jestem tu od bezy zajawy ziom, a nie z korzyści,
bądź czysty, daję ci hip hop byś zabił swe myśli,
tutaj wszyscy, oddali tej grze krew swą,
ten krąg, wzmacnia mnie, ejj ziom, wiedz to.
Że mamy każdy element, serce bije dla kultury,
to diil gang, lojalnie zjednoczone style z ulic,
mówię, rzuć bzdury ziom idź za Bogiem,
drugie solo tuż za rogiem, to historie z dna człowiek.

[Szczurek JLB]
Diil gang, to mój świadomy wybór,
lojalność, podstawą tu w oparach dymu,
niewidzialny diil, daje naturalny haj,
dobrze wiem że w tych żyłach płynie jedna krew.
Znów przy jednym stole, szczerość liczy się w tej grze,
w świecie bez litości, nie ma miejsca dla łez,
trzymam się hemp armii, braterstwo wspiera mnie,
znowu na głośniku, słyszysz JLB.

[Paluch]
De I eL, G.A.N.G,
dożylnie oponentom z uśmiechem daję tlen,
jebać legendy co skurwiły się za drobne,
to czysty rap jak ludzie, KRK należy do mnie.
Chuj hejterom w klawiaturę i w internetowy burdel,
ich życie to podróże między youporn, a facebookiem,
my co jesień lecimy w trasę z nowiutkim albumem,
Diil gang, for live, chyba już wszystko rozumiesz.

Diil gang, diil gang.
Na zawsze JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Chodzi o jedność i godność człowieka.
Diil gang, diil gang.
Na zawsze JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Nie, nie potrzeba złota dla otuchy.

[Bas Tajpan]
Diil gang, jedność, lojalność, braterstwo,
hemp armia nowy ład, nowe społeczeństwo,
nowy system, nowy człowiek,
obudź świadomość pamiętamy o tobie.
woy, diil gang karcel,
woy, czysty jak tlen,
woy, Budi bay, bay, Bas Tajpan,
pozdrawiam moich ludzi od wolnego majka.

[Jongmen]
Jeden bóg, jeden rap, jeden sens, jedna miłość,
jedność, lojalność, braterstwo naszą siłą,
chodź wielu nie wierzyło ja daje rap dla dzielnic,
z miejsca gdzie dziewiędziesiąt procent marzeń się nie spełni.
Jestem pewny swego póki nie zamknię się trumna,
jak tego że Żyradowska glebe ze mnie dumna jest,
braciszku unieść pięśći i podnieść syf na barkach,
Jongmen, diil gang na zawsze dobra marka.

[Fuso RRI]
Diil gang rośnie w siłę brat sprawdź całą ekipę,
Fuso razem ze Szwedem dbamy tu o muzykę,
jak chcesz nas zapamiętać skojarz z najlepszym bitem,
w rodzinie nic nie ginie, a twój props jest profitem.
Wiesz że w jednośći siła dlatego dostajesz monolit,
lojalność i braterstwo są jak perły w koronie,
za bratem pójdę w ogień bo oni znaczą dla mnie wszystko,
bo diil gang ziom równa się prawdziwy hip hop.


[Bboy Bartazz]
To diil gang jedna ulicy konwencja,
surowa stylistyka, najczystsza esencja,
wciąż większy potencjał w działaniu konsekwencja,
cały czas w jedności siła i twórcza inwencja.

[Merd Dt]
Zapoznał nas mikrofon, marker, gibon i kielon,
dziękóweczka za to że z nami idziesz przyjacielu,
od problemu do problemu od wekeendu do wekeendu,
obyśmy kiedyś mieli takie konta ile poszło skrętów.
Wspólne cele łączą, dzięki tym mordom wiem to,
nigdy stop, dobry towar, diil gang reprezentant,
razem żeśmy dali radę wielu farta przeciwieństwo,
w najtrudniejszych sytuacjach pokazali człowieczeństwo.

[Bilon]
Diil gang, sportowo mocny team,
serferzy, fighterzy, deskarze też są w nim,
często porażka przybliża do zwycięstwa,
poddać się bez walki to jest dopiero klęska.
I tak nie działa te twarze są z charyzmą,
HXM, KOW, wiedzą też o tym wszytko,
kłaniam się nisko, ulicznym arytstom,
Fuso,Stachu, Szwed muzyce bardzo blisko.
Jest młoda gwardia, słychajcie diil radia,
jest Paluch, jest Jasiek, Żary no i Bas Tajpan,
młode talenty dziś jeszcze noname'y,
otwarte wrota i na bok sentymenty.
Szlachetni dj skreczami niszczą mendy,
ja znowu uśmiechnięty,
pełen nadzieji i wiary w swoich ludzi,
dzięki za tą siłę tu nigdy się nie nudzi.

Diil gang, diil gang.
Na zawsz JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Chodzi o jedność i godność człowieka.
Diil gang, diil gang.
Na zawsz JLB.
Teraz my uderzamy.
W tej ekipie.
Nie, nie potrzeba złota dla otuchy.

[HXM, KOW - warszawskie crew]
Niektórzy są przegrani zanim zdąrzą się urodzić
Za nich wybrał rodzic patologia rodzin zawsze szkodzi
Zawsze godzi w start psychikę
Ile wart jest sam wierzy że tyle co rodzice i wypala się jak znicze
Gdybyś tak w tym ogniu zahartował się i podniósł byłbyś mocny
Przekraczając próg nadzieji który był dla innych niewidoczny
Idąc w głąb prąd sam już Cię porywa stąd i niesie
Całkiem naturalny przesiew pięciu pada jeden pnie się
To gdzie się znajdujesz ma znaczenie ja dziękuje
Przeznaczenie było dobre szczodre w doświadczenia
Skąpe w posiadane mienia do trafienia wystarczyła chęć i wybór
Powstałem by walczyć a nie obserwować z trybun
Bez siły nie ma zrywu nie wiem po co się osłabiasz
Najlepszym wzmocnieniem jest to czego się obawiasz
To sprawia że działasz nas na nogi stawia hałas

Ref:
Niektórzy co na Ziemi są mogą ruszyć dupę żeby złapać pion
Jeśli tylko chcą złapać pion

To do tych co złoty mogli by mieć los zamiast tego mają post
Las trosk pas mówią koszt jest za duży lany wosk nie wywróż Ci
Że kłos jest do Ciebie byś go zerwał zamiast iść to Ty przerwa
To nie jest rezerwa tutaj nikt o Ciebie nie dba i nie chroni
Już go zerwał ten co Cie przegonił
Może jutro będzie po nim może po mnie przytomnie wkoło mnie
Zchodzące na psy piepszą plon mają dom a ich pion to są tabsy,
Lecą bo wtedy nie widzą że leżą fecą nie wierzą że bredzą są straceni
Jak Ty dla nich nic nie zmienisz Kris
Nim się wpienisz spójrz na krzyż wejdź na niego i tam wiś
Jeśli śpisz jutro będziesz miał tak jak dziś czyli gówno to wszystko
Zapada zmrok,zaczyna się życie
Jakiś kundel na smyczy ciągnie halanice
Gdzieś z góry dochodzą odgłosy libacji
Jakiś frajer dostał kosą miał pecha nie miał racji
Przyjechali łapacze, pogotowie,reporterzy
Chcą pokazać wszystkim ludziom jak kończą penerzy
Konkubina denata z tanim winem w ręce
Przed wczorajszy makijarz,cała trzęsie się w udręce
Tutejsi ludzie przechodzą bez reakcji
To dla nich normalne tutaj pełno jest dewiacji
O naszej dzielnicy zapomniał nawet Bóg
Każdy frajer z obcą twarzą to twój naturalny wróg
Ścigamy wszystkich naprawdę bez litości
My poprostu Ku*wa nie lubimy tutaj gości
Czasami policją straszą nas mieszkańcy
Zapomnieli gdzie żyją,ku*wa poje*ańcy
Dlaczego?Dlaczego?Pytają mnie sąsiedzi
Dlaczego jesteś inny?Co ku*wa w tobie siedzi?

Bo to bronx to bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice
Bo to bronx sku*wiele bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice

Tam na winklu siedzi stary nałogowiec
Pije jabole już te same od lat
Zostawiła go żona opuściła rodzina
Nic mu nie zostało oprócz piepszonego wina
Tuż obok na parkingu dupiaste towary
Kupy sku*wieli yo i stare wineciary
Ta dzielnica aż kipi rządzą nienawiści
Zapchane rynsztoki krew płynie kanałami
Wype*dalaj stąd białasie i nie przychódź tu pijany
Bo możesz dostać w ryj i zostać ojebany
Czasami wpadają do nas jakieś wynalazki
Naćpani narkomani i piajane laski
Lecz to nas nie przeraża ku*wa w dupie to mamy
Znamy swoją siłę i KOCHAMY PRZEMOC!
Chasz,trawa,szybka dziewczyna
Tania gorzoła jak nie ma to wina
W bramach stoją nie letnie prostytutki
Sprzedają swoje ciała za piepszoną flachę wódki
Pod jedynką u Czecha jest nasza melina
Kupujemy tam najczęściej jego tanie wina
Upijamy się nimi do nieprzytomności
Każdy ma po nich ku*wa torsje i mdłości
Odrapane kamienice,zarzygane bramy
Okradzone samochody nie wychodzą z mody

Bo to bronx to bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice
Bo to bronx sku*wiele bronx inaczej Jerzyce
Jesteś cwaniakiem spróbuj znaleźć tu dziewice

Jest czas że jeździmy na piepszone boomcycki
Zabieramy pieniądze,obijamy pyski
Małolaty,ważne sprzęty..dziesiony
Czasami też bywa samochód podpalony

Pirdole rząd,prezydenta,ministrów,polityków
Zrobili z moich bliskich kurwa alkocholików
Nie będę się już więcej prosił i litował
Co moje wezme siłą kurwa będę rabował
Bo życie to nie bajka to kurwa twarda walka
BYĆ PIEPSZONYM TWARDZIELEM TO DLA NAS NORMALKA
Stary człowiek po śmietnikach buszuje jak pies
No powiedcie politycy co to kurwa jest
Bo to bronx to bronx inaczej Jerzyce
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo