Popularne piosenki. Polski Hip Hop

ref.
Tańcuj, podryguj, daj mi to tu.
Ruszaj tą sztywną dupą zza grobu.
Tańcuj, podryguj, nie powtarzaj.
Ruszaj tą sztywną dupą z cmentarza. x2

Daj mi to tu. Nie bądź taki sztywniak.
Pokażemy im chłopaki jak się bawi krypta.
Z nami tańczy hydra, z nami tańczy wampir, każdy bydlak z nami tańczy, nawet nekromanci.
Jest tu gargulec, kościotrup, minotaur.
Po prostu jest super, choć ktoś tu nie dotarł, to martwy Butcher zamulił gdzieś w lochachahaha chuj mu w dupe, tańczmy deadwalk'a.

ref.
Tańcuj, podryguj, daj mi to tu.
Ruszaj tą sztywną dupą zza grobu.
Tańcuj, podryguj, nie powtarzaj.
Ruszaj tą sztywną dupą z cmentarza. x2

Wszystkie demony i zwierzoczłeki, ruszajcie ogony i bujajcie strzeki.
Deadwalk, Deadwalk, Deadwalk na wieki. (Nieśmiertelny dance nieumarłej sztafety)
Człowiek pies też tu jest, są kobiety, martwe co prawda, ale warte uciechy.
Boogeyman też jest i Dracula nawet, zalani w trupa wbijamy na parkiet.

ref.
Tańcuj, podryguj, daj mi to tu.
Ruszaj tą sztywną dupą zza grobu.
Tańcuj, podryguj, nie powtarzaj.
Ruszaj tą sztywną dupą z cmentarza. x2

Całe miasto wbija na disco, bo gramy tu w bilard, popijamy "whiską"x4

ref.
Tańcuj, podryguj, daj mi to tu.
Ruszaj tą sztywną dupą zza grobu.
Tańcuj, podryguj, nie powtarzaj.
Ruszaj tą sztywną dupą z cmentarza. x2
Siema Pores , co tam?
4 dni chata kurwa przypomina bunkier.
Z góry rzut, fotel, stół zalany trunkiem.
Ulic szum w tle.
Null mówię, ci jak kumpel.
Nie mam weny czuję pustkę
Jest okrutnie.

[Nullo]
Na zegarkach dwudziesta czwarta
Szukam natchnienia
Dwudziesta czwarta podarta kartka
Do wyrzucenia
Dwudziesty czwarty bit
Leci z discmana
Dwadzieścia cztery dni człowieku
Już weny nie ma

[Pores]
Niby wszystko mam
Kartka, długopis, ciemny pokój
Bitu partia, trochę konopi, no i święty spokój.

[Nullo]
Niby wszystko gra
Lokum dwa na cztery wokół
Cisza, spokój
I bit co działa jak opium.

[Pores]
Szukam patentów, szybkich puent.
Skissów, punchów.
Pomysłów, lirycznych cięć
I dystansu.

[Szad]
Szukam jak Copperfield magii
Lecz nie napiszę dziś(dziś)
Pod ten bit sagi.
Coś mi mówi pisz, pisz
Ale wciąż bez rezultatów
Hej Pores śpisz(śpisz)
No co ty?
Więc brachu ratuj.

[Pores]
Muzyka gra tu
Wciąż brak tematów
Do tego traku
Ej! zna tu jakieś fatum brachu
Więc sam nas ratuj.

[Szad]
Mógłbym napisać kolejne reggae
Co łatwo wpada
Odpada
To nie lada wada
Bo nie wypada nie składać

[Pores]
Ty
Co?
A może napiszemy braga
Jak dżada kiss
Spalimy Cannabie
Spadaj

Ref.
Raz! Może na ten temat szkoda flow
Dwa! Kartka, cztery ściany, woda, szkło
Trzy! Może nic już nie ma ponad to.
Wena! Przywitam ją tak jak konan tron.
Raz! Przywitam ją tak jak konan tron
Dwa! Może nic już nie ma ponad to
Trzy! Kartka, cztery ściany, woda, szkło
Wena! Ej! A może szkoda flow.

[Łasuch]
To dla niej mógłbym skonać
Bez niej byłbym nikim.
Bez niej w domach nie było tej muzyki
Liryki, poetyki
Nic nie miało by sensu
Nie napisałbym tych wersów
Żadnego tekstu.
Patenty!
Nie miałbym żadnych patentów
A te projekty nie byłyby tak bliskie memu sercu.
Choć w tej chwili jej szukam
Znaleźć ją to sztuka
Komu mam zaufać
Ukaż się
Sam siebie nie oszukam
Szukam jej na obrzeżach miasta
Spektakularnie
Mój start to false start
Kiedy w końcu ją znajdę
Kiedy w końcu mnie natchnie
Zgubiłam koncentrację
Po drodze gdzieś zgubiłem orientację
Gdzieś zatraciłem w tym wszystkim pasję
Sam nie wiem czemu
Choć to najmniejszy z moich problemów
Największym ona
Wciąż nieobecna
Mówią jej wena
Co teraz bez niej nic nie ma znaczenia.

[Szad]
Na stole szklanka patrz
Tańczy na ściankach kac
Żar z niedopałka spadł
I jak zapałka zgasł
Tylko ta lampka blask
I brak na kartkach fraz
Płynie w zegarkach czas
Jak byłbym w alcatrass.
Piszę po nocach
Już 9 lat
Piszę po nocach
Znów nie wiem jak
Lecz poznasz to po moich oczach
Już 9 lat
Słyszę to w blokach
Tu drzemie rap
Piszę to do was
Już 9 lat
Popatrz!
Który to miesiąc
Który to dzień
Który tydzień
Idzie w przyciemnionym
Pokoju przy zeszycie
Siedzę i krzyczę
Wyczerpany tym kiczem
I gdy czekam liczę
Że coś mnie natchnie życiem
Szukam wyjścia z labiryntu własnych myśli
Słucham tych ścian
Tych budynków, prawdy o bliźnich
Bezradnie czekam
Widząc jak czas mi kradnie zegar.
Nie wiem!
Jak wiele wersów spadnie w przepaść

Ref.
Raz! Może na ten temat szkoda flow
Dwa! Kartka, cztery ściany, woda, szkło
Trzy! Może nic już nie ma ponad to.
Wena! Przywitam ją tak jak konan tron.
Raz! Przywitam ją tak jak konan tron
Dwa! Może nic już nie ma ponad to
Trzy! Kartka, cztery ściany, woda, szkło
Wena! Ej! A może szkoda flow.
Włączasz moją starą plyłe, mówisz że się zmieniłem
Przyznaje, się zmieniłem, tylko gdzie ty kurwa byłeś
Jak nagrywałem pierwszy Płomień, tak, to były czasy
Tylko wtedy ty z koleżankami na podwórku grałeś w klasy
Na tym podwórku które uczyło mnie Hip Hopu
Rap, deskorolka, w nocy mazanie po bloku
W autobusie, metrze, na przystanku
Onar był wtedy inny, nie pierdolił ze chce hajsu
Miałem paręnaście lat i jeszcze wtedy było spoko
Przyszła osiemnastka a z nią pierdolona dorosłość
Rachunki, życie u matki choć jak na własną rękę
Nie zapłacisz, nie pogadasz a jak nie kupisz to i nie zjesz
Lodówka pusta jak butelka po melanżu wczorajszym
Na niego trzeba było mieć bo powtarzał się jak sampling
Perwsze kluby, pierwsze kawałki i pierwsze koncerty
Pierwsze grosze który każdy wydawał jak pierdolnięty
Na głupoty, alkohol, dziewczyny i ciuchy
Na ten najnowszy dres, na podwórku by się wyróżnić
Cały czas tak jest, na podwórku wszyscy widzą
Jak masz nową skórę był zarobek, mogą przysiac
Coś się zmieniło, życie się zmieniło, chcesz to je prześpij
Bo ze starym po sklepach będziesz śmigał do czterdziestki

REF. x 2
Zmieniło się to podwórko i życie na nim
Ludzie których znaliśmy teraz nie znamy
We mnie zaszły zmiany, w Tobie zaszły
W nas zaszły zmiany bo wszyscy się zmieniamy

Mówisz raperzy się zmienili, w Tobie też zaszły zmiany
Kiedyś kupowałeś płyt,y dziś każdy album masz zgrany
Na I-pod'zie który kiedyś też nie był w modzie
Tak samo my kiedyś w autobusie, teraz w samochodzie
Podobno się zmieniłem bo nie poznaję ludzi
Kurwa mać się ogarnij, skąd? Z podstawówki?
Ten który śmiał się, że mam szerokie spodnie i zajawkę
""Tak, Onar to mój ziom,, z nim siedziałem w ławce""
Pierdol się, takich nie ściemniam tylko nie pamiętam
Towarzystwa z wyższych sfer którym śmierdziała moja ręka
Teraz słuchają płyt żeby wiedzieć co jest modne
Na podwórku mówią Yo i spuszczają spodnie
Dziewczyny tu i u gdzie przychylniej patrzą na mnie
Bo moja niunia ma Tommy Polo Sport i Nine West
Bo nie mam jednej pary butów tylko mam dziesięć
Słuchaj, lepsze, żadnej kurwa nie kupiłem w sklepie
Jestem tu gdzie jestem i sprawił to tylko mój głos
Upór, styl, a nie z branżowcami wywąchany koks
Ten kawałek to refleksja a nie żaden przełom
Trochę się zmieniło, bo parę lat minęło

REF x 2
Jesteś grouppiestką, dyplomowaną scenotypistką
69 słów minutę znasz składu marszrutę
Widzisz na okładkach, oglądasz na plakatach
Śnisz, że pełzniesz między nami na czworaka
W pierwszym rzędzie na koncertach
W buzi lizak, w oczach mięta
Róże wary, różowe okulary, pióra zła
Będzie hotel
nie pękaj cię zawołam
Bon ton, zlana cała potem
Jota w jotę twoje koleżanki

Po pokojach in flagranti, giną fanty
My lubimy co robicie, wy kochacie te desanty
Przejścia z psami o to nie dbamy
Pamięta się jedyne zabawy
złej sławy
Odpręż się, zrelaksuj, nikt cię tu nie zrani
Poczuj lajt, Pihszou jest z wami

[x2]
Pihszou, Pihszou
Jedna miłość jeśli jesteś grouppiestką
Pihszou, Pihszou
Kapsko na spółę jeśli kochacie hip-hop

Ciągle słyszę PiHu jesteś zajebisty
Mi mówicie jesteś zajebisty
Od was słyszę zajebisty
To nawijka do każdej pizdy bez bielizny
Chcesz żebym szalał na twoim punkcie G
Małe z PiHem tâte a tâte
Po autograf z kartką, na czole wypisane wal
Drugie rozumiem, pierwsze ganz egal
Ty i ty i ty i ty spoko, ty masz pech
Dziewczyno brzydka jak grzech
Pihszou tylko pięknym fankom
Które wystawiają się nam in blanco
Tylcowanko, poczuj lajt, się nie odzywaj
PiHu nawijaj, ty się wypinaj
Idziesz przebojem, po co dawać lipę
Dziewczyno zapierdalaj jak flipper

[x2]
Pihszou, Pihszou
Jedna miłość jeśli jesteś grouppiestką
Pihszou, Pihszou
Kapsko na spółę jeśli kochacie hip-hop

Super pidencje wpływające na potencję
Dupiastych ciał szał, reminiscencje
Pamiętam ten powrót z moimi ziomkami
Na PKP czołgały się za nami
Myliły spółkowanie ze spółką okolice z okolicznościami
Ten dzień przed wakacjami
Pamiętam też ciebie ni mniej ni więcej
Ja z tobą twój chłopak obok przeprowadzał wywiad z 600
Szatan nie owieczka
Jedna z tych, co orzeł to oral, reszka to reszta
Wolała PiHa, olała chłopaczynę
Powiedziała dla mnie żadne mecyje
Przez to w nocy miał obstrukcje, z rana polucje
Jedyne co słyszał to moje produkcje
Wzruszające wspomnienia z melanży
Jedna miłość dla całej porno branży

[x2]
Pihszou, Pihszou
Jedna miłość jeśli jesteś grouppiestką
Pihszou, Pihszou
Kapsko na spółę jeśli kochacie hip-hop
Tu wyskoczył mi człowieczek mały jak mrówka.
Jakby ważył tonę co najmniej tak mi się rzuca.
taki mały myśli chyba że jest największy
plącze pod nogami się i jak go odpędzić?
zdaje mu się, że się boje jego groźnych min,
a ja tak na niego patrzę, jak na nie najlepszy film.
myślę trzeba mu powiedzieć,
zanim ktoś mu zrobi krzywdę.
Biorę go na palec i takim tekstem sypnę,

Uuu...ty mi tu nie wmawiaj,że coś ci
uuu...megalomania wielkości.
uuu...mówią tak o tobie za dobrze.
uuu..mieścisz mi się pod paznokciem właśnie.
Uu...ty mi tu nie wmawiaj, że coś ci
uu...megalomania wielkości.
uu...mówią tak o tobie za dobrze.
uu...mieścisz mi się pod paznokciem właśnie.

oh oh oh oh oh oh oh oh oh oh oh oh ooo ....(...)

Patrz tylko będę chciała, zrobię z tobą co chce.
Coś nie dobrze, swoich oczekiwań nie przerośniesz.
Weź no przestań skakać, nie uważam się za lepszą.
Z resztą, chcesz to znikniesz pod moją podeszwą.
Nagle patrzę stary ,takich małych są tysiące.
Dziwi mnie to ,bo mam przecież standardowy rozmiar.
Wniosek taki się nasuwa, gdy refleksje kleję,
im większy się sobie wydajesz ,tym bardziej malejesz. Auuu!

A kim ty właściwie jesteś? Ja cie nie znam.
Kto dał ci tu wolną rękę? Weź stąd spieprzaj!
Pojawiasz się znikąd i rządzisz.
Jakim prawem?
Mną nie porządzisz. Zapomnij!

Uuu...ty mi tu nie wmawiaj, że coś ci
uuu...megalomania wielkości.
uuu...mówią tak o tobie za dobrze.
uuu...mieścisz mi się pod paznokciem właśnie.
Uuu...ty mi tu nie wmawiaj, że coś ci
uuu...megalomania wielkości.
uuu...mówią tak o tobie za dobrze.
uuu...mieścisz mi się pod paznokciem właśnie.

oh oh oh oh oh oh oh oh oh oh oh ooo ....(...)

Uu...ty mi tu nie wmawiaj , że coś ci
uu...megalomania wielkości.
uu...mówią tak o tobie za dobrze.
uu...mieścisz mi się pod paznokciem właśnie.
Uu...ty mi tu nie wmawiaj, że coś ci
uu...megalomania wielkości.
uu...mówią tak o tobie za dobrze.
uu...mieścisz mi się pod paznokciem właśnie.:*
Łap oddech zanim skończysz płynąć z prądem i wysiądziesz
postęp wymaga odstępstw od setek takich samych dossier
pośpiech dobry dla szczura, jesteś szczur to goń się
sprzedać co ty, kurwa, zrobisz jak jej nie masz?
albo miewasz tylko wtedy kiedy ładnie zaśpiewasz?
więc nie patrz nawet lepiej w stronę cienia
tam, gdzie scena ma brud, jest tylko loop i perka
tam, gdzie brzmienia to szum, groove i kilo mięcha
łap oddech, bo piętnuje się odmieńców
bez procesu, lincz i nie ma jeńców
nie ma zmiłuj dla straceńców
tych, co za ideały dali się spalić
wytrwali sami ile dali rady, nie bali się zdrady
łap oddech, śliscy są wszędzie
nawet blisko ciebie taki będzie
fałszywy uśmiech, zbiera się na wymioty
czeka aż czujność uśnie i będziesz bezbronny
można ufać a potem rzygać widząc jak dałeś się robić
więc lepiej czuwać i patrzeć gdzie stawiasz nogi
tych prawdziwych zobaczysz w biedzie
lojalni gdy jesteś w potrzebie
skopany na glebie kiedy nic nie wiesz
biegniesz na oślep aż się wyjebiesz
telefon dzwoni, ktoś wie, że trzeba ci pomocnej dłoni
to tylko oni są i byli
będą kiedy inni będą odchodzili
więc łap oddech
abyś w tej gorszej chwili
mógł pozostać dla nich silny
dla nich, a nie innych, inni chociaż byli
chyba nigdy się naprawdę nie liczyli
i taki wynik po roku chyba najgorszym ze wszystkich

[x4]
łap oddech, odbij się od dech
od dech, odbij się od dech, od dech

samotność jest bezduszna, musisz przełknąć ją jak ocet
łap oddech, gdy pamięć wyprowadza cios za ciosem
to podłe, nie można się jej pozbyć, wypluć w kibel
wyrzygać całej w kanalizę z przetrawionym piwem
łap oddech zanim oszaleją neurony, z nimi ty
nim krwi tlenu zabraknie, udusisz erytrocyty
dwutlenek węgla truje, serce czad toczy
ciśnienie skoczy, zabije nim przejrzysz na oczy
i po co znów składasz nocą ręce aż ci się pocą
natrętne myśli nieustannie w głowie się szamoczą
gdziekolwiek idziesz, one kroczą i szepczą (zabij się, zabij, zabij)
więc siedzisz jak posąg gdy pieprzą
nim cię dopadnie obłęd, wstań i odbij od dech
nie daj się grzebać
mówiłeś sobie, by nigdy się nie dać
mówiłeś sobie, że dla bab jest płacz
teraz łamiesz kołem pamięć, oddech łap i patrz
jak ściany zaciskają klatkę, robi się duszno
otwierasz okno, aby poczuć wiatr na próżno
powietrze nawet nie drgnie
czas tej nocy nie biegnie
wódka cię nie ustrzegnie
to nie odejdzie nawet we dnie
zapalasz papierosa, bucha żar zapałki
powoli się unosi wokół woń płomieni i siarki
umysł już płata figle, czujesz zimny pot i ciarki
zrzucisz poczucie winy gdy weźmiesz winy za barki
ten świat wokoło jest groteskowym teatrem
rozbijasz o mur czoło, on rozwiewa wiarę z wiatrem
tu żyją gnidy, wszystko na niby, ufni giną
skurwysyny tylko przyglądają się zza szyby
łap oddech dopóki jeszcze ciemna gwiazda bije
zanim strawi cię obłęd, nim założysz sznur na szyję
łap oddech, tlen z płuc do żył abyś do świtu dożył
to nie ostatni raz dusisz się w królestwie bożym

[x4]
łap oddech, odbij się od dech
od dech, odbij się od dech, od dech
Ref.:
Powiedź po co się lampisz
Nie gap się
Powiedź po co obcinasz
Nie gap się x4

[Kris]
To jest jak poker, obrzucasz mnie wzrokiem
Spojrzenie głębokie, na twarzy pełen joker
Chyba mam tą kartę, którą chciała byś mieć
Chcesz to weź
Tylko zamiast patrzeć powiedź mi choć cześć
Ja nie gryzę
Chyba, że dasz mi na to wizę
Jak widze chcesz przekroczyć tą granice
I to ze mną czujesz się pewną
To podejdź bliżej, a marzenia się spełnią

[Doniu]
TeOeLIU na chodniku co dzień pełnym trików
Mierzymy się od A do Z
Wymiana spojrzeń to jak tenisowy set
Ej grasz bo czuje twój wzrok
Może zrobisz w końcu pierwszy krok
Dziewcze zabierz się za polowanie
Skończ z tym naiwnym obcinaniem

Ref.

[Doniu]
Dziesiątki ciał, wieczór klub
Na parkiecie trąbik dalej jak lód
Zimna Mona Lisa
Wylał bym na nią tekile, potem zlizał
W rozmowie jednak jak na dłoni
Jej facet w domu i ostre rogi
Nie, nie, nie gap się już więcej
Wole takie co mają wolne ręce

[Liber]
Co z tego, może jesteś fajna
Patrzysz na mnie jak na Frankensteina
Moja 626 możesz do niej wleźć
Ci pokaże jaka piękna jest wieś
Co, nie chcesz?
Znam fajny ciemny zaułek
Pewnie nie chcesz jeździć autem bez półek
Tak czułem, że nic nie będzie z tego
Obróć się w drugą stronę, życzę ci najlepszego

Ref.

[Kris]
W małym mieście kwiaty kany kwitną
Ja raz do roku jak widmo pojawiam się za wydmą
Za chwilę z ekipą stąd zniknę
Moja banda odwiedzi twoją impre
Za nami idzie skandal jak za Larym Flintem
Patrzysz na nas jak rasiści na Kunta Kinte
Po co, pozwól nam wejść i nie pytaj dokąd
Będzie spoko tylko ręką zasłoń oko

[Liber]
Tłumy się tłoczą na chodnikach w Obornikach
W pogodę uroczą te ulice już mnie niczym nie zaskoczą
Nie jestem uczniem, gęby słyszę darcie huczne
Wpadłem na jakąś alkoholową ucztę
Nie patrz się menelu bo będziesz miał nauczkę
Za to, że obcinasz, przeginasz tej na pinach
Prężysz się jak Popeye, który wpieprzył szpinak
Już nie będziesz się zaczynał
Po dwóch ciosach zginał

Ref. (2x)
Żadne zachowanie nie jest nie właściwe
Gdy dźwięk twego imienia
Pierwszy i ostatni raz wypełnia pokój
W Żadnym sewr nie ma wzorca ostatecznej powagi
Tylko Tobie królowie i nędzarze,
Święci i łajdacy kłaniają się w pas równie nisko
To taka demokracja dnia ostatecznego
Znają Cię wszyscy, choć Twymi przyjaciółmi
Są tylko szaleńcy o rozpalonych obłędem oczach
Nie, Ty nie masz przyjaciół
Bo nawet szaleńcy lgną do Ciebie jak ćmy do płomienia świecy
Fałszywie przekonani, że ten ogień odda im bezpieczeństwo
Stara kobieto o wychudłych policzkach i bielonych kościach
To nie na Ciebie czeka w wigilie krzesło i talerz
W domostwach prawych ludzi
Zostawiasz po sobie wypaloną jałową ziemię
I serca rozerwane na strzępy
Za Twoimi plecami wybucha płacz głośniej od bomb
Lub cisza zastyga w powietrzu
Koścista starucho odziana w łachmany
Dziś znalazłem odcisk Twych stóp na dawno nie pranej wycieraczce
U progu mych drzwi
Z dedykacją dla moich ludzi w chmurach
Tu się wszystko zaczęło
Lat temu kilkanaście
Kraków terytorium zero dwanaście
Kumple, osiedle, piłka i muzyka ,
Szkoła, wagary stary to klasyka przecież wiesz,
Wiesz jak to jest
Pierwszy wypity alkohol i pierwszy sex .
Brak kasy, kradzieże uliczne klimaty,
Komisariaty stary ucieczki z chaty ,
Nauczyciele nastawieni do ciebie jak do wroga,
Wroga numer jeden ,
Policja za wygląd zawija cię na dołek
Stary masz tego dosyć
Idziesz w drugą stronę
Ludzie patrzą na ciebie jak na chore zjawisko.
Stary nie rozumiem pojebane jest wszystko
I tylko osiedle i twoi przyjaciele pozwalają ci
odczuć, że nie jesteś zerem.
Ref: "Jeee" Vatos locos clan...
2.Kumple stary są wpisani w życiorys są
Najlepszym lekarstwem
Kiedy jesteś chory
To z nimi przeżywasz zamotane akcje,
Podniebne loty i życiowe grawitacje,
Ostre libacje, wypady na kobiety,
Browary na czas.
Kto pierwszy do mety?
Osiedlowe akcje i lewe interesy
Stary zajebiste chwile i pierdolone stresy
"Filut marineru" moja stara drużyna
Nasze akcje do dzisiaj miło wspominam.
Przestawiliśmy Kraków do góry nogami
Skręty, alkohol, kolacje ze świecami
Cracovia Kraków zadymy
Zawsze razem Vatos Locos Clan
Dostarczył wrażeń niejednemu
Waha "bryza",
Szacunek dzienkówa za whisky
Mój ulubiony trunek
Ref:...
3.Kumple ulica tylko to jest normalne.
Wchodzisz w ten klimat pasuje idealnie
Dla takich jak ja wie to każdy kto zna mnie.
1996 to był ważny rok,
To wtedy powiedziałem Los Vatos Locos
I myślę tak dalej.
Trzymajmy się razem stary
To podstawa łączy nas
Muza, ulica i totalna zabawa .
Moi przyjaciele Kraków -Katowice - Wrocław -
Radom - Olsztyn - 3miasto- Skierniewice -
Warszawa - Praga - Północ Vatos Locos
Rodzina najostrzejsze akcje,
Zajebista klima to moja drużyna,
Mój świat i mój styl,
To moja "zajawka",
Moje życie, mój film ze mną na scenie
Mój brat "for real" Ref:...
Cztery ściany, puste lokum - skąd to znam?,
świat spisuje protokół wszak każdemu z nas,
przebacz mi za samotność, pustkę w cenie złota,
to, że nikogo w mieszkaniu nie rozpoznasz po krokach.
Podpowiedz ilu w klubie zabija swe żale,
boimy się zestarzeć, chlanie więc rytuałem.
Tyramy Panie stale samotnie jak palec,
chyba nic nie pozostanie nam już oprócz tego piwa.
Zabierz mnie stąd, jeśli każde moje słowo,
ciężkie jak kamień sercom, to bywa dla nas męką,
nasze tętno w treści prawdę powiem ziomom,
wiem, że sam zginę przez to jak i moja przeszłość.
Nie patrz się na mnie, jeśli oczy masz puste,
nie zobaczę w nich uczuć, ale przejrzę, jak w lustrze,
ten świat mnie nie rozumie, czy ja nie rozumiem świata,
a może nie rozumiemy się tu obydwaj na raz?
By nie płakać się staram chociaż w czasach tych dla nas,
o swoich problemach nie ma z kim porozmawiać,
widzę na ulicach pustkę, choć ludzi multum,
każdy biegnie po sukces obłudy bez szacunku.

To nasz rytm, życie, świat cały wokół,
Wystarczy tylko wyjść, by na skórze to poczuć,
Dla jednej pary oczu dość cecha wydarzeń,
Tak, jak każdy się boję tu samemu zestarzeć.

Życie, świat cały wokół,
Wystarczy tylko wyjść, by na skórze to poczuć,
Dla jednej pary oczu dość cecha wydarzeń,
Tak, jak każdy się boję tu samemu zestarzeć.

Przelewam na papier myśli topografię,
pusta kartka, skraplam atramentu szaty,
moja prawda - te cztery ściany,
nie wiem co zabił we mnie ten azyl,
i co mam zażyć by nie być zdanym na los.
Na myśli nalot, gdy każdy zmysł,
tu łączy się z centralą, jak z Leslie Hammond.
Nie boję się śmierci, boję się umrzeć sam,
choć nie chcę umrzeć pierwszy i tak zwiedzę piach,
pieprzysz, jak mówisz, że hajs daje szczęście,
zostawia Tobie plan na pętlę i pręgierz.
Każdy z nas, ma w sobie oszusta,
dowiesz się o nim ziom pijąc sam do lustra, czy to złość?
Mam swoją broń wobec rzeczywistości,
to lolki, plus low-kick i flow rozmaitości,
mózgu broń, jak chcesz to mnie zabij,
choć ludzi miliardy, to mowa jak do ściany, każdy gardzi nami.
Masz karabin - proszę odpal,
boję się tylko Boga, bo trzyma ze mną kontakt,
widzę na ulicach pustkę, choć ludzi multum,
każdy biegnie po sukces obłudy bez szacunku.

To nasz rytm, życie, świat cały wokół,
Wystarczy tylko wyjść, by na skórze to poczuć,
Dla jednej pary oczu dość cecha wydarzeń,
Tak, jak każdy się boję tu samemu zestarzeć.

Życie, świat cały wokół,
Wystarczy tylko wyjść, by na skórze to poczuć,
Dla jednej pary oczu dość cecha wydarzeń,
Tak, jak każdy się boję tu samemu zestarzeć.
Tu się wszystko zaczęło lat temu kilkanaście -Kraków terytorium zero dwanaście kumple, osiedle, piłka i muzyka , szkoła, wagary stary to klasyka przecież wiesz, wiesz jak to jest pierwszy wypity alkohol i pierwszy sex . Brak kasy, kradzieże uliczne klimaty, komisariaty stary ucieczki z chaty , nauczyciele nastawieni do ciebie jak do wroga, wroga numer jeden , policja za wygląd zawija cię na dołek stary masz tego dosyć idziesz w drugą stronę ludzie patrzą na ciebie jak na chore zjawisko. Stary nie rozumiem pojebane jest wszystko i tylko osiedle i twoi przyjaciele pozwalają ci odczuć, że nie jesteś zerem.

Ref: "Jeee" Vatos locos clan...

Kumple stary są wpisani w życiorys są najlepszym lekarstwem kiedy jesteś chory to z nimi przeżywasz zamotane akcje, podniebne loty i życiowe grawitacje, ostre libacje, wypady na kobiety, browary na czas. Kto pierwszy do mety? Osiedlowe akcje i lewe interesy stary zajebiste chwile i pierdolone stresy "filut marineru" moja stara drużyna nasze akcje do dzisiaj miło wspominam. Przestawiliśmy Kraków do góry nogami skręty, alkohol, kolacje ze świecami Cracovia Kraków zadymy zawsze razem Vatos Locos Clan dostarczył wrażeń niejednemu waha "bryza", szacunek dzienkówa za whisky mój ulubiony trunek

Ref:. "Jeee" Vatos locos clan...

Kumple ulica tylko to jest normalne. Wchodzisz w ten klimat pasuje idealnie dla takich jak ja wie to każdy kto zna mnie. 1996 to był ważny rok, to wtedy powiedziałem Los Vatos Locos i myślę tak dalej. Trzymajmy się razem stary to podstawa łączy nas muza, ulica i totalna zabawa . Moi przyjaciele Kraków -Katowice - Wrocław - Radom - Olsztyn - 3miasto- Skierniewice - Warszawa - Praga - Północ Vatos Locos rodzina najostrzejsze akcje, zajebista klima to moja drużyna, mój świat i mój styl, to moja "zajawka", moje życie, mój film ze mną na scenie mój brat "for ril"

Ref:. "Jeee" Vatos locos clan...
Widzisz, widzisz błąd popierdolony
Widzisz, widzisz błąd popierdolony (dobra)
Widzisz, widzisz błąd popierdolony
Widzisz błąd popierdolony

2001 Polska, serca część mocna więź
Z tym co stanowi treść przewodnią życia
Zaciśnięta pięść, strażnikiem wersów bez pokrycia
Dla tych co mają gdzieś kształt swojego odbicia
Z błędów bomba rozliczaj ujęty slogan w akapit
Mordą terapii trapi mordę swą zapić
Przegapić nie da się smutku, smutek ten gnębi do skutku
A ludziom raczej zwisa świat społecznych wyrzutków
Tłum bezdusznych odludków, w środku taka sama próżnia
I nikt się nie wyróżnia, szczęście na złość się spóźnia
Od stycznia do grudnia, klepiąc bidę z nędzą
Ludzie wierzą w cud za którym bez wytchnienia pędzą
Pytasz: co to cud? to jest właśnie cud
Chwila, moment i świat znowu zwala z nóg
Czuć głód, parę sekund inne życie
To światem kołysze dla naiwnych koncert życzeń
Aj, aj, aj, dla głupich aj, aj, aj
A w sercu żal, żal, ale do kogo?
Gdy tłumy nastawione wrogo gardzą mną i tobą
Chuj w dupę nierobom, świat wybrał zwycięzców
A chwile płyną wolno, dla zwycięscy jeńcu

Wstawaj, wstawaj, wstawaj i zrób coś
Zrób coś, zrób coś, zrób coś ludziom na złość
Nie mów, nie mów, nie mów, że masz dość
Bo skończysz w cudzych oczach jako pała nie gość

Widzisz, widzisz, widzisz błąd

Czy chcesz być taki jak ten błazen?
Nie da się żyć bez najmniejszych obrażeń
Bo strefa marzeń już na dzień dopuszcza błędy
I na nic duże oczy na wykrzywione gęby
Gdy takie są trendy panujące niepodzielnie
Robisz coś, robisz byle na chama i bezczelnie
I bezimiennie używając pseudonimu
By chociaż raz skosztować raj bogatych skurwysynów
6 miliardów ludzi, mali i duzi
12 miliardów rąk które można zabrudzić
Bez podejrzenia, wszak różne te przemowy
Kto i po co, za co zbiera swoje dochody
Tryb życia standardowy pieniądz przy duszy uczy pychy
Nadziane ci-py, dania zbędne
Walka z obłędem, znów ściema masowym trendem
Do-re-mi ciągle w ataku jak Henry
Żyć z ludźmi to raczej obowiązek psi
Masz ze sprawą związek tu akcja czyste ręce
I skok z tonącego statku w ratunkowej kamizelce
I zdziwiony wielce, że nie wyszło
Ale który dorówna tłumom bożyszczom
Tu dzieje się wszystko i może dziać się wszystko
I tak każdy myśli, że znaczony Bożą iskrą

[x4]
Wstawaj, wstawaj, wstawaj i zrób coś
Zrób coś, zrób coś, zrób coś ludziom na złość
Nie mów, nie mów, nie mów, że masz dość
Bo skończysz w cudzych oczach jako pała nie gość

Wstawaj, wstawaj, wstawaj
Wstawaj, wstawaj, wstawaj
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo