Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Vnm:
To cypher synu, jade tu ziom spoko
VNM flow loco
Ten ziom leci jakby kwasa tu wziął w oko
Ktoś mówi ze ma fajne tu flow, kto to?
Zaraz spuchnie tu tak jakby tu wziął botoks
Lat wiele nie grali na antenie mnie
Ty nie wiesz kim jestem?
Spoko, bo to podziemie wie
VNM, robie to, god damn it
Hejter dziś będzie problemy tu miał z tlenem

Pezet:
Stoję tu jak na rogu ulic na Brooklynie
I kiedy składam to jakbym okradał bank w kasynie
Jakby napadał Cię gang na filmie
Bo moje wersy są jak dance B-Boy
Jak proch w nabojach w karabinie
Hejterów wpedzam do grobu, laski w bulimie
W hotelu wódka bez lodu, rano po klinie
Gdziekolwiek jestem tam tworzy sie cypher
I napierdalam punche nawet kurwa przy harfie

Mes:
Nauczę cię oldschool'owego słowa" mores"
Bo masz flow jakbym zadzwonił pod *500 w Orange
To nie przypadków splot, przeżyłem tyle
Że kryzys wieku średniego przejdę pewnie za rok
Masz mica ale co chcesz kurwa przekazać (co?)
Znasz głód, uzależnienia? Znasz hazard?
Kazać cie trzeba za słuchaczy ból w skroniach
Na pewno nie za pobicie
Ewentualnie konia

Pyskaty:
Kiedy wchodze do koła, dokoła jest drzenie kolan
I hola, weź nie łap doła, to nie jest szkoła
To cypher zwrotke przewiń z bandą
Cudowne lata ja Paul Pfeiffer i Kevin Arnold
Nie wiń nas bo mamy ten vibe synuś
I chamstwo przy którym tracisz animusz
I ani rusz bez tego co rusza głowe
Kółko? Polecam ci różańcowe

VNM:
Ekipa? Przyznaj sam szczerze, tu jest niezła
Żaden z nas na cypherze tu łez nie zna
Prosto podpisało mnie jak J. Cole'a How
Teraz jestem wszędzie
Mów mi Coca Cola Flow
He, każdego jadę jak jest hejterem
Szybko jak DJ Cuty na den faterem
Dla fana mam pięć jak gramy tu Jam
Widzimy sie na cypherach
Ej, V do N do M

Pezet:
Jak na cypherze ktoś jedzie nieźle to ja i VNM
Pezet hejterze, wiesz ze jade jak TGV
Szczerze wiem, to mi daje fejm, spalę ten track
Słabym MC's zabieram tlen ot tak
Ten twój rap zniszczę nokautem jak B.J. Penn
Kłade te punche tak jak DJ Scratch, mam pomysł
Otworze stacje, puszczać tylko mnie
Nazwe ją: rozkurwiamwszystkichjednymwersem.fm

Mes:
Ty wiesz czemu idę na party w tej marynarce
Znajde jakiś pusty klub i stane na bramce
Powiem: wejście dycha, a ty mi zapłacisz
Zrobiłem to wczoraj daje słowo bracia
Tak ubywają mi dni, Hennessy
Mam nuty i wóde we krwi jak ty masz IP
Za małe jajka na nasze cypher
Przestań chodzić w rurkach i wypierdalaj z tego kółka

Pyskaty:
To nie jest tak że jestem tu aby tanczyć na ich trumnie
Brzmi dumnie, jestem po prostu rap skurwiel
I u mnie masz to jak w banku że znikasz
Ty i twój fan club jak kurwa z High School Musical
Amigo, cypher to chamstwo w akcji
Raczej poligon niż kółko wzajemnej adoracji
Choć dziś działamy jak spółka kółka
To rap z podwórka
My w nich jak fantastyczna czwórka
(feat. Asia Kwaśnik)

Twoje piękno odcisnęło swoje piętno
Poznałem Cię - poczułem dziką namiętność
Zaręczyny, zaślubiny - szybkie tempo
Domek, potomek - wszystko prędko
Bo zawsze chciałem mieć prawdziwą damę
Z gładkim licem, z sercem jak diament
Choć nasze charaktery nie są tożsame
Kocham twój szalony temperament
Zawsze chciałaś mieć dżentelmena
Więc byłem twoim księciem Wiliamem
Stałaś się wyniosła jak Telimena
I zaczęło to wszystko pachnieć rozłamem
Przystopuj więc kochana odrobinę
Choć nie chcę Ci wydawać rozkazu
Jak Mona Lisa robisz słodką minę
Zejdź na ziemie z obrazu i nie dokazuj

Ref:.
Nie dokazuj nie dokazuj, Przecież nie jest z ciebie znowu taki cud.
Nie od razu, nie od razu. Nie od razu stopisz serca mego lód.
Nie dokazuj niania, nie dokazuj, Przecież nie jest z ciebie znowu taki cud.
Nie od razu, nie od razu. Nie od razu stopisz serca mego lód.

Co najbardziej chwyta mnie za serce
Gdy przypomnę sobie lata młodzieńcze
To jak widzisz mnie i płoniesz rumieńcem
Potem nie zdarzało się to już więcej
Damsko-męski dialog nigdy nie kończy się
Myślę, że to się nie skończy źle
Że to wszystko kiedyś nie wykończy mnie
Chyba nie, pozdrowienia Tobie śle
Piję zdrowie mojej damy , gdyś ona
Sprawia że odczuwam dysonans
Z tych przeciwieństw jednak prawdziwie
Rodzi się dramatyczna życiowa harmonia
Wszystko co robić robisz z wdziękiem
Przeżywam z tobą niejedną udrękę
Lecz rano i tak chwytam Cię mocno za rękę
A w radiu grają naszą ulubioną piosenkę

Ref:.
Nie dokazuj nie dokazuj, Przecież nie jest z ciebie znowu taki cud.
Nie od razu, nie od razu. Nie od razu stopisz serca mego lód.
Nie dokazuj niania, nie dokazuj, Przecież nie jest z ciebie znowu taki cud.
Nie od razu, nie od razu. Nie od razu stopisz serca mego lód.
Brama na Targowej widzę Los Vatos Locos czarnym sprejem
to Warszawa "Praszka" , tu są moi przyjaciele
wporzo chłopaki są dealerzy i złodzieje,
imprezowe laski wielu MC i Dj'e tutaj żyje,
tu się zajebiście Bawię, gdzie ja kurwa jestem!?
-Na północnej Pradze Hip-Hop strefa przekręty,
ulicy żołnierze , pierdolona prawda wisi w atmosferze
a w eterze słychać zajebiste rymy
respekt dla "Praszki" dla Vatos Locos Klimy ,
-ząbki bujają się w rytmie Hip-Hop ,
zajebiste fury , towar pierwszy sort,
moi przyjaciele Vatos Locos Klan
tak z nimi odpierdalam ostre akcje libacje
imprezowe sytuacje, łycha na śniadanie a koka na kolacje.

Ref.
Cała Polska w temacie.
Cała Polska w Temacie.
Cała Polska w Temacie - Vatos Locos
Cała Polska w Temacie
Cała Polska w Temacie
Cała Polska w Temacie - Vatos Locos

Limanowa 018 Hip-Hopowa strefa
każdy tutaj wie co to "kosa" i brecha
Tupak z pod pidele koka jointy i melanrz
zajebiste laski Hip-Hopowa karuzela
dalej Nowy Sącz - Stary Sącz - Zakopane,
Hip-Hopowe bity są tu znane i lubiane
Do nosa podawane skręcane i spalane
Vatos Locos Klan sprejami na ścianie.
-Radom osiedle Michałów
zajebista strefa przekrętów i przewałów
zero przypału. Jointy i muzyka
Doktor Drew w Samochodowych Głośnikach napierdala ,
bujają się chłopaki, imprezy zadymy policyjne ataki - Zajebiście
ja to kocham i tym żyje
tak, duże pięć dla Radomia Bije.

Ref.
Cała Polska w temacie.
Cała Polska w Temacie.
Cała Polska w Temacie - Vatos Locos
Cała Polska w Temacie
Cała Polska w Temacie
Cała Polska w Temacie - Vatos Locos

Zapierdalam dalej witam Skierniewice,
Dobre interesy przy Hip-Hop muzyce,
stary Listopa, Gladiatorzy Miasta-
dziwki kokaina zawsze zajebista akcja,
na drarzem raper misiek jego syn i Ekipa ,
Joiny Kokaina Hip-Hop muzyka
Olsztyn faza mój Brat z "Wester Plate"
nastukany Hip-Hopowym tematem -
Rzeszów zakład karny -
Załęże Marinero Vatos Locos video Hip-Hop stereo
w końcu moja ulica gdzie się wychowałem
WITOSA KRAKÓW, z tąd wypierdalałem
pierwsze oficjalne rymy - z Krakowa w powietrze
Vatos Locos Klan wbija się w przestrzeń ,
cała Polska w temacie jest zajebiście
dziękówa Chłopaki za to ze wporzo byliście

Ref.
Cała Polska w temacie.
Cała Polska w Temacie.
Cała Polska w Temacie - Vatos Locos
Cała Polska w Temacie
Cała Polska w Temacie
Cała Polska w Temacie - Vatos Locos
Poznałem kiedyś w życiu kilka pustych dziewuch
One nie znały mnie znały od lat, bo to był przebój
W głowach miały kolczyki i wiadro trocin
W przenośni i dosłownie mógłby lać w nie twój chomik
Nie chciałem słuchać ich wypocin
Bo każde słowo było w opcji
Ktoś wziął piłkę lekarską i w łeb pierdolną
Mnie tak mocno że traciłem rachubę
Nie wiedziałem czy jestem w czy pod klubem
Czy to światła miasta czy światła w klubie
Bo cały czas otaczali mnie nieznani puści ludzie
Z kilkoma się bujałem ale nigdy jakoś blisko
Zawsze z boku się trzymałem i na dobre mi to wyszło
Bo jeden z nich nad pusta butelką
Mówi o straconej miłości że coś mu uciekło
Ma puste serce chociaż on tak nie myśli
Ale łzy na pokaz to tylko paliwo dla fikcji

Ref.
Mijam pustych ludzi, mijam puste serca
Mijam puste uczucia, mijam puste miejsca
Nikt nie znajduje szczęścia, bo naprawdę go nie szuka
Sztuka znaleźć je gdzie tam gdzie pozorna jest pustka
Mijam pustych ludzi, mijam puste serca
Mijam puste uczucia, mijam puste miejsca
Nikt nie znajduje szczęścia, bo naprawdę go nie szuka
Sztuka znaleźć je gdzie tam gdzie pozorna jest pustka

Siedzę sam w pustym mieszkaniu, nie wiem czy mi się nudzi
Przesłuchałem wszystkie płyty, uczucia uciekły przez lufcik
Idę do kuchni, sięgam do lodówki
Ona jest pusta a kolacja miedzy tymi ludźmi
Patrzę w lustro w którym nic się nie odbija
Nie jestem przezroczysty, po prostu mnie nie widać
Na szczęście było to paręnaście lat temu
Bez emocji Cię nie widać jak w powietrzu tlenu
Mówisz bloki są puste, osiedla także
Nie spędzam tam nawet krztyny czasu tego co dawniej
Chcesz prawdy? Ja tak zawsze bo nie mogę przestać
Nie mogę pod blokiem stać bo mnie na to nie stać
Zostało po mnie tam kilka pobitych butelek
Po ziomach puste samary i wydany szelest
Zmieniam lokalizacje, ale znam miejsce
Nie jest w nim pusto kiedy jest w niej serce

Ref.
Mijam pustych ludzi, mijam puste serca
Mijam puste uczucia, mijam puste miejsca
Nikt nie znajduje szczęścia, bo naprawdę go nie szuka
Sztuka znaleźć je gdzie tam gdzie pozorna jest pustka
Mijam pustych ludzi, mijam puste serca
Mijam puste uczucia, mijam puste miejsca
Nikt nie znajduje szczęścia, bo naprawdę go nie szuka
Sztuka znaleźć je gdzie tam gdzie pozorna jest pustka

To jest puste jak ulice w warszawie gdy są święta
Jak szkolny korytarz, kiedy trwa lekcja
Jak obietnica alkoholika ze nie będzie pił
Jak kieszeń osoby która mówi ze jest pusta w ryj
Jak klub po melanżu, jak serce egoisty
Jak blok do rozbiórki jak, konto hazardzisty
To jest puste wiesz? To jest puste ej!
To jest puste wiesz? To wszystko jest puste!
Od początku muszę tego słuchać?
Ta, musisz.
Dobra, niech tak będzie.

MAGIK:
Ja tego muszę słuchać...

Raz
Gdybam. Gdyby to nie było na niby x2
Gdyby, gdyby to nie było na niby
Gdyby świat cały
Obrósł w niebieskie migdały
Gdyby Magik był doskonały
Gdyby podziały gdzieś się podziały
Gdyby ryby głos też miały
Kaktusy na dłoniach by wyrastały
Gdyby po Ziemi stąpały ideały
Biały byłby czarny
A czarny biały
Indywidualnie na życzenie upały
Wciąż smakowały te same specjały
Minerały każdej skały
Szlachetne jak kryształy
A wszystkie kawały
To tylko kawały
Gdyby czyn był godny chwały.

FOKUS:
Gdyby Fokus nie był tak zarozumiały
Gdyby wrony nie krakały
Gdyby kozy nie skakały
Gdyby tak psy nie gryzły,koty nie drapały
A komary nie wkurwiały
Gdyby dyskojeby tak się nie rzucały
Gdyby równiejsze z równymi równać chciały
Gdyby nowe hip hopowe kluby powstawały
Gdyby foki w klubach tych dupami wywijały
A ekipy rymowały
A się nie napierdalały
Gdyby składy tak jak mówią reprezentowały
Gdyby z pióra słowa dosłowne spływały
Gdyby w Gie O Pe zwykłe deszcze padały
Gdyby szyby i kominy mnie nie otaczały
A kraina Niby-Niby
Gdyby kromki spadały odwrotnie
Gdyby przerzutnie pociągały mnie okropnie
Gdyby rymy się składały wielokrotnie
Gdyby hip hopowe głowy dostawały stopnie
A stopnie wystawiane by nie były pochopnie
Gdyby u mnie na oknie stały
Kwiaty paproci i niebieskie migdały
Gdyby ich cechy się uzupełniały

RAHIM:
Gdyby cudowne sny się sprawdzały
Gdyby Rahim zbierał pochwały
Gdyby problemy zmieniały się w banały
Gdyby z wszystkich treści morały wypływały
Gdyby partnerki partnerów swych kochały
Gdyby oczy nie płakały
A usta się wciąż śmiały
Gdyby powracały piękne chwile i trwały
Gdyby lepsze czasy nastały
Gdyby kawki nie padały
Gdyby pały nie ścigały
Gdyby składy hip hop grały
Przy tym nie dawały chały
Gdyby gazy nie wybuchały
A pożary nie wyniszczały
Gdyby wody nie zalewały
Kataklizmy nie istniały
Gdyby bratnie dusze się wspierały
I sobie ufały
Gdyby rymy tylko na wolno powstawały
Gdyby farby nie zaciekały
I na murze nie matowiały
Gdyby wielkie nominały
Każdą kieszeń oblężały
Na plakatach by widniały
PFK inicjały
No a konfesjonały
By innowierców pochłaniały
Gdyby wszelkie bariery pozanikały
Gdyby żadne serduszka nie pękały
Gdyby kary winnych spotykały
Gdyby każdy był wyrozumiały
Efisezet jest rozmyty, rozmyty oijoj
Efieszet aha aha rozmyty, rozmyty,
Jest rozmyty o la la la laj
Jestem rozmyty aha, aha, aha dzisiaj jestem rozmyty aha

Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty
Jestem, jestem, jestem rozmyty.
Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty.

Bo jestem, jestem rozmyty.
Efieszet jest rozmyty
Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty
Aha, aha, aha a raz, raz

A wstałem rano ledwo przemyłem wodą twarz,
Gdy usłyszałam za sobą: coś niewyraźną minę masz
Kochanie bez obaw jestem w nienaruszonym stanie
Wyjąłem płaszcz odporny na przemoknięcie
Gęsty deszcz pada, pada zawzięcie
Idę nie oglądając się za siebie,
Buty znikają gdzieś w kałuży na głowie ma słuchawki
By czas się nie dłużył.
Ktoś patrzy się natrętnie prosto w moją twarz
Przystaje, mówi: strasznie niewyraźną gębę masz.
Gęba jak gęba dzisiaj rozmyta zupełnie.
Nie zwracam uwagi na docinki
Rozmywam się po omacku chodzę, patrzę się,
Po krawężnikach, patrzę na moje ręce, proszę nie znikać,
Przeglądam się w wystawowych szybach
Widzę coraz niewyraźniej, jestem rozmyty
Ta reaguje na dźwięki magiczne i trzaski z winylowej płyty.

Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty.
Z winylowej płyty aha, aha, aha rozmyty
Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty.
Efieszet rozmyty, rozmyty, rozmyty,
A rozmyty aha rozmyty.

Rozmyty siedzę sącząc jakąś podłą ciecz
Tak bardzo chciałbym Ciebie tutaj blisko mieć
I bez słów siedząc razem na podłodze rozmyć się
I oszukać tę ulotną chwilę, zostać tak na zawsze.
Wyrzucić wyjazdowy bilet, nigdzie nie wyjeżdżać, nie wracać.
Przy tych dźwiękach rozmyć się z Tobą
Zniknąć jak cukier w gorącej wodzie, ślizgać się jak na lodzie
Mam w tyle co jest teraz w modzie
Ja mówię swoje, trzaski, winylowa płyta
Ja czekam byś także rozmyta tutaj rozlała się po ścianach
Razem ze mną łeb w łeb, rozmyci lepcy jak na muchy lep
Niech lecą trzaski, suche bity jak pustynny step.
Jestem rozmyty tak reaguje na Ciebie i trzaski z winylowej płyty.
Jestem rozmyty, jestem rozmyty aha

Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty.
Aha rozmyty...
Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku
Nasłuchując trzasku z winylowej płyty.
Efieszet rozmyty aha rozmyty, rozmyty,
Rozmyty, rozmyty, rozmyty...

Rozmyty nie zauważam wrogich spojrzeń,
Nie słyszę złych słów, patrzę tylko na Ciebie,
Mów do mnie mów, możesz mówić cicho,
Możesz mówić bez słów, bez słów rozumiemy się nawzajem.
Rozmyci poza nami nie ma świata i nie będzie długo.
Bob Marley śpiewa pieśń, niesie treść pełną miłości,
Która wypełnia całe pomieszczenie,
Łapiesz mnie za dłoń teraz mam jedno życzenie
Rozmyj się ze mną razem po ścianach
Wypełnimy pustkę, która wypełniała mnie od rana
Razem rozumiemy się, popatrz już nie widzę nikogo poza Tobą,
Nie jesteś jak dyndające złoto, tandetną ozdobą,
Z którą ciężko wymienić słowo, Ty jesteś królową.
Pięć lat ciężkiej charówy, jak w gazecie
historia jeden siedem, na życia marginesie
Przede mną obraz, skakanie po kanałach,
program z ludźmi, bit rekord, firma się rozkręcała
Być tam z nimi - marzenie, byc tam z nimi - nierealne nieporozumienie
Lokalnie dla siebie, jak rano bez specjalnych planów, fanów
może coś się nagra, będzie dobrze, wreszcie wrocimy do klanu
Wreszcie data, której nigdy nie zapomnę - jak Japońcy na Hiroszimę zrzucili bombę
9 stycznia - ruch na osiedlowych kortach,
w miescie człowiek ktorego bity daja innym żyć jak krew w aortach
Dobre słowo - rzecz bezcenna, dało kopa potem w małych krokach, ale prędkość pełna jak senna
umiera produkcji, zaproszenie do stodoły, skromna prezentacja białostockiej szkoły
danie szansy dla tych ktorzy sie odwrocili, o 180 stopni obrot w jednej chwili
wywiad w stylu wolnym, raport w pronecie, kilka miesięcy później 600 kilo wolt na tapecie
Po drodze Kędzierzyn Koźle, Kraków , Olsztyn, Katowice
dzieki gg sie zaczelo , wyraznie widze
w innej lidze, zauwazeni przez 2rx,
przedwczoraj nie uwierzylbnym w nic, w nic
Nawet nie wiecie, jak to dużo dla mnie znaczy
lata temu ten dzieciak inaczej na to patrzył
Bez pracy nie ma kołaczy, straciłem troche zdrowiapoczuj to w nogach to byla, daleka droga...

zmudna droga dzieciaku, przelane na papier życie
nie lustrzane odbicie, z perspektywy lat widze przejrzyscie
niezrozumiale, z czasem przeszlo w oczywiste - jak zjawicko holocaustu, liscie szinglera,
gdziekolwiek sie odwroce, przekrwione spojrzenia,
zwiastuny zagrozenia, jak na morzu galea
fabuła prosto z bescelera, naoczny swiadek zdarzenia
relacjonuje, z minionych lat spostrzezenia
demaskuje ludzi ktorych zazdrosc szczera zmienia
pochlania jak ocean tych co usneli przy sterach
idac przez oskarzenia, nic dla aplauzu,
to fucha modelek, z rozkladowek penhauzu
dezaprobata jak klatwa, na projekcie zaciazyla,
rozbierzne mozliwosci, alternatywa
chce plynac pod prad, jak smieci az pradem nie splywac,
choryzonty rozwijac , akceptowac paradoksy
byc o krok przed maratonem, jak Korzeniowski
realizacja w toku niezaleznie czy chcesz
kiedy ty pauzowałeś ja kontynuowałem bieg
nie ma innej mozliwosci, trzeba stracic troche zdrowia,
poczuj to w nogach, juz wiesz, daleka droga
Klub pełen dup chuj nie jeden ma branie
Wśród siedzeń mód tu podejdziesz na bajer
Gadkę rozwiązuje rum lub szkło setka z bananem
Chcesz być w klubie ubierz się jak na Panamę
Gocie wersacje, buty krawaty
Cały butik od taty co ziom kupisz po za tym?
Drogie sztuki, szmaty te co lecą na brykę
Kolesi co się zamienili z małpą na psychikę
Jeśli masz coś to wyceń pokaż to jak umiesz
Perfumen, brilaten zwei blondi oraz jungen
Ruchen brauchen, kapiszi hajsu wypłać
To ten klub gdzie z tych dup tu każda działa jak dziwka
Płatka wystaw, dwu najlepiej wystaw trzech
Poczuj śpiew i czekaj na efekt
Tak tu jest każda sztuka tylko hajsu chce. ej dobra
O co be? Płyń no i hajs idzie w dym
Ona i on czy to nie wygląda sztucznie?
Jak nie wiadomo kto z nich dłużej siedział przed lustrem
Na mózgu mieć kłódkę jak możesz na to patrzeć?
Wyrwane brwi u gościa to trąca pedalstwem.
Masz metrokurwę? W kurwę to nie jasne.
Masz ten klub dup sto procent jeśli stać cię.

Ref:
Jeśli masz gruby portfel niczym dwie walizki
To hajsem kupisz lale, kurwy, szmaty, dziwki
W klubie to patent to z patentów najszybszy
Jak pocałujesz jedną to pocałujesz wszystkich

Mamo jak poznałaś się z ojcem?
He dziecku nie powiesz że płynęłaś na koksie
Że kolega miał forsę, że to nie takie proste.
Że to te lata szkolne.
Dobra oszczędź.
Na Majorce.
Wierzysz w cuda? one zdarzają się w klubach
Żeby fruwać mózg znów zapija pigóła
Stan drakula patrz jak mu spada czaszka
Solarka żel, garniak kanada na laczkach
Dzieci napchanych starych z pod godła kibel
Ej czy masz coś odsprzedać? Wyglądasz jak diler.
Bo mam dżinsy i bluzę? nie widział mnie jubiler
A w tym klubie taki jak ja tylko krzywi minę?
Durni jazda to aplauz z mózgu po kokainie
Masz w jedną stronę bilet Adios muczaczos
Tacy jak ty krótko żyją za co jeszcze płacą?
Choć jak zacząć to skończyć o kogo forsę chodzi?
To ten klub w którym chuj by jeden był gdyby nie rodzic.

100 złotych
200 złotych
300 złotych
400 złotych
500
Tysiączek
Dwa Tysiączki
Banieczka
No właśnie to jest dla was
dla was wszystkich

Ref:
Jeśli masz gruby portfel niczym dwie walizki
To hajsem kupisz lale, kurwy, szmaty, dziwki
W klubie to patent to z patentów najszybszy
Jak pocałujesz jedną to pocałujesz wszystkich
Nikt nic nie chciał nam wyjaśnić za dzieciaka
świat był wielką niewiadomą z perspektywy trzepaka
miałem sam się przekonać, puzzle poukładać
wyszło mi serce brudne, a chciałem świat naprawiać
jedni chcą ludzi zbawiać
inni chcą zbawić siebie, ludzi samym sobie zostawiać
ktoś ma kręgosłup, jest pokuso-odporny
inny ma dwóch bogów, to relatywizm i konformizm
w świat płynie rzeka semantycznych iluzji
wujek Sam niesie pokój Irakowi, kacap Gruzji
tchórz samobójca nazywa siebie bojownikiem
zabiegły publicysta mówi, że jest historykiem
wódz populista zwie się konserwatystą
postendeckie popłuczyny krzyczą - polskie jest Wilno
lewackie durnie żyją miłością do Lenina
antyglobaliści noszą Nike szyte w Chinach
telewizja ma misję - promowanie banałów
socjaliści chcą świat uczyć tolerancji do pedałów
świat z trzepaka był tak prosty i piękny
Chcesz wejść w świat dorosłych? nie, dzięki

[x2]
Powiedz o czym mówią, gubię się w słowach
które służą po to by nas zaczarować
tak łatwo tu zwariować, minąć się z prawdą
ten nonsens mnie zbudował, ja próbuję się ogarnąć

I jeśli myślisz, że już wszystko rozumiesz
to połóż się i odejdź, bo możesz już umrzeć
bez podziwu i zdziwienia, świat jest pusty całkiem
jaki jest sens istnienia, skoro myślisz, że masz rację?
depozytariusze prawdy ostatecznej
bez pokory, bo być skromnym teraz to zbyteczne
wykluczeni, teraz w końcu na pozycji
kropla prawdy w oceanie ambicji
nigdy nie chciałem kupować prawd w ciemno
mam mistrzów, ale wolność jest wartością bezcenną
jestem zbyt słaby, by ogarnąć rzeczywistość
i pędzę gdzieś jak wariat, uważając, gdy jest ślisko
świat z trzepaka został w szafce na zdjęciach
ale wciąż pielęgnuję w sobie trochę tego dziecka
świat to wielki znak zapytania
ja nie chcę odpowiedzi, wolę się czasem zastanawiać

[x2]
Powiedz o czym mówią, gubię się w słowach
które służą po to by nas zaczarować
tak łatwo tu zwariować, minąć się z prawdą
ten nonsens mnie zbudował, ja próbuję się ogarnąć

Niejeden raz będą chcieli ci sprzedać
głupotę typu pewny bilet do nieba
nie raz zwykłą tandetę nazwą złotem
a potem będą cie namawiać, byś uwierzył w jakiegoś idiotę
kupuj i konsumuj na potęgę
im mniej rozumiesz, tym im to bardziej jest na rękę
to nie Teoria spisku Mel'a Gibson'a
to realia rynku, którego nie możesz pokonać
Don Kichot stracił zdrowie na tej walce
dlatego pieprzyć wiatraki, jestem Sancho Pansa z dystansem
i nawet, jeśli nonsensem otoczony
masz świadomość i rozum, a to recepta by być wolnym
Nie każdy pieniądz
da ci przeżyć, to proste
Czy za ten stres mamy wierzyć w ten postęp?
To dla skurwieli co są szczerzy za forsę
Tutaj wasza mentalność z dupy leży pod kioskiem
Nie każdy MC to geniusz, a jednak
Każdy MC wciąż pieprzy, że z drugim nie przegra
Każdy MC wciąż pieprzy, że dziś tłumy zjedna
Tylko jak dasz mu mic'a to się gubi na bębnach
Nie każde flow płynie po naszej myśli
To raczej instynkt, by dać w japę zawistnym

Nie zapłacę ci tym, co w sobie posiada portfel
Choć znam tych co o hajsie mogą gadać co zwrotkę
Nie każdy DJ gra muzykę do taktu
Kurwa, DJ'e dzisiaj grają muzykę z kompaktów
Pokaż technikę miastu, trochę funku frajerze
Może DJ'em jesteś, ale tylko na papierze

[x2]
Nie każda noc przynosi ulgę powiekom
Chciwych, zdesperowanych, to zna w kurwę ten beton
Zamknij furtkę, bo przeciąg w końcu urwie ci jaja
Nie wszystko co błyszczy musi zawsze być dla nas

Nie każdy producent to Mozart, ty sam wiesz
Dziś producentem wchodzi koka, nie sample
Zamiast grać jednym palcem na korgu z VST
Lepiej wróć do liceum, jeszcze raz odrób lekcje
Nie każdy bit to od razu Jay Dilla
Brat, jebać techno, ja wybrałem ten klimat
Co się wyginasz, tutaj już brak podziemia
Dla mnie życie to rap, dla nich rap to kariera
Nie każdy track budzi słuch tu i duszę
Jeśli samplujesz z MP3 jesteś chuj, nie producent
Robisz gnój, pucuj ludzi i nic więcej ponad to
Dałbyś dupy, żeby tylko mieć Internet za darmo
Nie każdy beef wychodzi skill'som na przeciw
Brat, pierdol beef, dziś to wszystko marketing
Czekaj pizdo, zaświecisz jak psu jaja
Tylko powiedz kto słucha takich lapsów? pajac

[x2]
Nie każda noc przynosi ulgę powiekom
Chciwych, zdesperowanych, to zna w kurwę ten beton
Zamknij furtkę, bo przeciąg w końcu urwie ci jaja
Nie wszystko co błyszczy musi zawsze być dla nas
Teraz czuć mojego toku myślenia
Na boki odrzucam marzenia
Gdyby przemyślenia i fakty
Jak buchta wiary wypłukani brudem ulicy
Na każdej dzielnicy tacy sami jak my
Poruszający się w innych krajobrazach
Innych klimatach każdy widzi co się dzieje
Nic się nie da zrobić przyjaciele
Ja żyję chwilą przyjemności
Chuju mam to, że was rozłości Dębiecka ulica
Nie ma litości nie może jej mieć
Bo jak wszędzie, znajdziecie jakiś śmieć
Co więcej godzi i chce mieć
Łochu złotem obwieszony
Zapamiętaj to życie
Bo możesz usłyszeć własnej duszy wycie i cierpienie
Spójrz na drugiego
Ja cały czas daje nie boję się tego
Życia dopierdalającego, podkręcającego śrubkę
Nie wywyższam się, nara nie kończę
Kto ino oceni mnie
W tym momencie ciebie to nie interere nie nie

Ref:
Dan da ra dan da ra dan dan dan da ra de 52 i GP
Dan da ra de 52 i GP dan da rade
Dan da ra de 52 i GP
Dan da ra de 52 i GP dan da ra de (z Dębca)

I Hans gra dla podziemia
Trawa wszystkich ludzi z cienia
Prawda nigdy się nie zmienia
Jest ta sama jak ta stara bida
Którą klepie każdy, stylistyka mocna
Jest constans odstaw jak nie masz podstaw
Bo nie sprostasz to nie prośba , groźba też nie
Ostrzeżenie, że nie łapie się tematów
O których nic się nie wie
Grasz to masz, nie ma czego się bać
Masz to jesz, tak to jest
Bez pieniędzy trudna rzecz
Na minusie musieć żyć tak nie chce nikt
Zrobić rachunek sumienia, bo na rachunki nie ma
Coraz częściej w tym świecie pełnym węży
Trzeba grzeszyć żeby przeżyć, mogę w ciebie wymierzyć
I prosto w serce uderzyć
Bo mam swoje naboje, swoją zbroje, swoją ostoję
Tak zahartowaną w ogniu, dlatego się nie boję
Lata grania bez siana, jazdy tam i z powrotem
Bez kwoty, czasem za zwroty
Co ty o tym wiesz? nie wiesz nic, a gadasz głupoty
To co przeżyłem to moje i nikt mi nie odbierze
To co zdobyłem to bronię, bo w to najbardziej wierze
Pytasz kto ja jestem? mów mi Polak większy
Jaki znak mój dwie zaciśnięte pieści
Siła i bunt, prawda i ból zawarte w treści
Chcecie przeczyć przeczcie
Nie wierzycie to lepiej uwierzcie
Mam zasługi w moim mieście, w mieście jedności
Wznieście swoje pięści jeśli tu jesteście
Nie jesteście z nami, to weźcie zróbcie przejście
Bo wchodzi 52 Dębiec

Tak to już jest 52 i GP x4
jakoś około ósmej pięć kończę sen
budzi mnie nowy, nowy dzień
nowy tekst mi świta w głowie
nie codzień tak tu jest, wiem, ziomie
podnoszę się, to nie blef
jestem fresh jak Prince i Jess i Jeff
szybko biorę pierwszy głębszy wdech
i mam błogi stan
bo zazwyczaj boli rano to jak w nocy chlam
a teraz nie ma tak dzięki Bogu
bo pogubiłem się w tej pętli nałogu
i w kwestii hip-hopu przez to też
więc w intencji powrotu piszę nowy wers
ty mi mów co chcesz, bez obrazy
a ja wiem, że to jest klasyk
zanim opuści mnie to
mam już refren, tekst i demo

[x2]
dlatego czuje, że dzisiaj będzie tak ja jak chcę
bo to ten dzień jest moim dniem, moim dniem, moim dniem

trzeba się w końcu ruszyć stąd
kąpię się i śniadanie jem
i słucham co nagrałem tu od rana
bo chcę to w studiu nagrać
studiuję, często ciężko o czas
ale mam farta
zakładam bluzę a na dupę te baggi
co to rozmiary miały 2XL
i rozciągnąłem je
ale dziś są za luźne
do dziś miałem tendencję by tyć
dziś chyba chudnę
zamykam drzwi za sobą, mogę iść
wpadam jeszcze do sklepu żeby mieć co pić
i biorę mineralną w rękę
patrzę na ekspedientkę
a ona patrzy jakby chciała zjeść śniadanie ze mnie
biorę wodę i spadam
i gdzie nie chodzę tam mi się zielone zapala
w tramwaju mnie nie rusza kanar
i bez tego dawno nie miałem dnia tak dobrego

[x2]
dlatego czuje, że dzisiaj będzie tak ja jak chcę
bo to ten dzień jest moim dniem, moim dniem, moim dniem

w końcu wpadam do studia
i daję bit, nagrywamy to w mig
DJ mix i wybywam stąd z tym
w pół godziny mam już to w MP3
idę tymi ulicami gdzie prowadzi wzrok
chyba z tymi kamienicami zrobili coś
czy odmalowali to, nie wiem
dziś wyglądają lepiej
już się nie zatrzymuję na romanse w sklepie
wracam do domu, bo tu czeka ona
i mimo wczoraj nie jest na mnie wkurzona
idę na obiad z nią i to trwa gdzieś z minutę
i nam podają to i do wieczora już jeść nie muszę
ląduję wtedy w klubie, bo my dziś gramy
ten klub jest wypchany po same ściany
o takim jak ten dniu marzę
i jak się zdarzy taki dzień - wam go pokażę

[x4]
dlatego czuje, że dzisiaj będzie tak ja jak chcę
bo to ten dzień jest moim dniem, moim dniem, moim dniem
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo