Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Drużyna A i W L K P
Nie mówimy co masz robić jeśli sam wiesz czego chcesz
Oto info dla kumatych braci, sióstr i dla ich matek
Ludzi, konfiskatek dla tych z domów i zza kratek
My nie tani macho co hip-hopu się uhaczą
I dla dziwek bez dowodu podrabiają bragadaccio
[?] rymy nie robimy swoim stylem nie chełpimy
Chcesz charyzmy? to się dorób chociaż blizny
Wypijemy, pogadamy my nie pójdziemy ci w tany
Jak te trąby nam zagrają - sam się jebnij! - [?]
Jak ten wygłodniały husky dorwę gardło i bez łaski
Tym co ciągną wózki w grozie będziesz robił tylko laski
Nasz trzech i pies od serca my z nim razem
To nie tylko duchy w tekstach, ale ciało z tym przekazem
Idzie w Polskę całą wielką naszą Wielkopolskę
Max za słuchaczy, kielon za łamaczy
Utartych opinii to nie Nestle Cini-Minis, ale życia czarna kawa
Dla ciebie zabawa, dla mnie noce i dnie zdeterminowane troską
O rodzinę, moich bliskich, o dziewczyny o ich wszystkich
Mój rap dla nich, dla mnie i dla ciebie
O lepsze jutro prośba zawsze prosto, nie na glebie
Wernikal na życie, by cię nie wziął od [?]
Wiadomości od świadomych powiedz, że rozumiesz

....Tylko narratorem, bez żadnej kopii...
...Całymi dniami ja jestem tylko narratorem...
Drużyna A! narratorem

Trinken, hulanken zabezpiecza flankę wbija w ciebie chuja
I podnosi swoją rangę, poznaj moją bandę
Bo to hip-hop prawa stróże wypaleni niczym żużel
Wytrwamy najdłużej, widzisz na posturze
Kuta gwiazda ze srebra, luta miasta nie przegra
Ty uważaj byś nie przebrał miarka jest jedna
Walka z nami jest wredna i z posiłkami których nie brak
Nadchodzi odsiecz dla świadomych ja ją poślę
Dla ogłupionych ostrze i ostrze dla tych co wyniośle
Bit biją na oślep - nie masz nic ośle
Jak cykory przez cały życiorys mówią sorry
Kiedy ryj mają opluty szykujcie swoje dupy
Świadomość i my, świadomość świata, świat brutalny, a nie miły
Świadomość kruchości, bo dla Boga jesteśmy jak pyły
Krew z krwi, żyła z żyły, z matek które nas rodziły
Ci od koksu idą do boksu, wy od błędów, my od wniosków
Wy dla trendu, my po prostu, umiemy to robimy
Rozumiemy więc uczymy głupszych
Łaknąc prawdziwego rapu niczym insuliny cukrzyk
Usłysz tu krzyk grubszy i donośny jak te trąby - w podkładzie
Jak bomby - to kładzie w promieniu 200 mil proste rządzi ten styl
Na kolana i łeb schyl z pokorą Desperado
Nic nie zdziałasz tutaj szpadą bądź tego świadom

Ref:

Świadomości od świadomych świadomy swej wartości
Świadomości dla rozwoju twojej świadomości x4

Pięć Dwa Dębiec Hans
Wyjazd dla was przyjaźń i rap przyjedź i sprawdź
Twarde więzy więzi więźniów własnych przekonań
Własnych dokonań świadomych wyborów torów
Umysł wolny od chorób chcesz to się z tym zmierz
Masz siły to mnie porób, to mnie porób
I każdy więzień uzależnień niech to weźmie do siebie
Niech się przejmie, przemyśli, życie to wyścig nienawiści
Po to by ziścić to co wyśnisz my tu staliśmy
A wy gdzie wtedy byliście?
My tu zostaniemy, a wy już poznikaliście
Każdy walczy, choć czasem sił nie starczy
Osłabiasz się sam to tym bardziej, los takich karci
I wierz mi tu nie chodzi tylko o silę mięśni
Umysł musi być trzeźwy niech nie śpi, a czuwa
Nie budź demonów, bo czeka cię próba i zguba
Jak ci się nie uda wyjść cało, wyj śmiało
Teraz będzie bolało
Lepiej zapobiec pomyśleć w trakcie niż dobiec po fakcie
Kolejny wychył i jest po wszystkim my tu byliśmy
My tu jesteśmy, śpieszmy z pomocą dla reszty
Nieśmy przekaz, grzeszmy, bierzmy to co nasze
To nie przestroga to metoda na wroga, taaa
Z Bogiem lub mimo Boga (z Bogiem lub mimo Boga)
Uruchom mózg, pociągnij spust, puść z ust słów
Raporty płyną przez aorty dzielnic
Dziennik mój manifest muzyczny tak jak protest uliczny
Krzyczy z konkretnych przyczyn
(Pięć Dwa) krzyczy z konkretnych przyczyn

Tysiące plakatów pelery w ogniu tarapatów
W kałuży płaczu wypełnia się ich fatum
Spójrz jak lecą na dół berła, trony świętych świętokratów
To jest wielkopolska liga katów jeszcze dzikszy, szybszy Polski zachód
Herosi wykąpani w Styksie, a my teraz kryj się, dziw się, wstydź się
Czekaj na me przyjście gdy za karę wezmę twoją rybcię - żywcem
Smok śpi on nie śni V I P chcę
Ja jego mam dla dam jestem jak Adam dla Ew
Zrywam owoc bogom, wrogom przekazując grzech
Prosto z poznańskich stref żebym nie był tobie wbrew
Mów do mnie szef (szef) mów do mnie szef (szef)
Posłuchaj mnie bądź świadom tej sceny, bądź świadom i przemyśl
Żyjemy po różnych stronach sceny, a na scenie różne trendy
Z puentą i bez puenty, fakty, wiadomości, baśnie, legendy
Chciałeś buntu - ubrałeś hardcorowy mundur
Nie płyń tam gdzie nie masz gruntu, ja też mam ścięty fundusz
W rymach łatwo jest łkać i płakać, sprzedać to i grać
Odwrotnie niż natrafiamy

Ref:

Świadomości od świadomych świadomy swej wartości
Świadomości dla rozwoju twojej świadomości x4
Chciała dać nam wszystko, a była tylko jedna
Nieprzyzwoita doborć, czysty śmiech,
Potężne serce kroiła na części,
Częstowała, podtykała pod sam nos.
A więc brałeś łapczywie,
Wszyscy brali, aż w końcu
Nie zostało nic, zupełnie nic.

Ref:
Wcale nie jest powiedziane,
Że ciągle dając kiedyś coś dostaniesz(x2)

A wcale nie jest powiedziane,
Wcale nie jest powiedziane,
Że kiedyś coś dostaniesz.
F I S Z i jego bla bla bla styl.
A wcale nie jest powiedziane,
Wcale nie jest powiedziane,
Że w końcu coś dostaniesz.

Chciałeś dać mi wszystko,
Wyspy sentymentów.
Serce kroiłeś na części
I podtykałeś pod sam nos,
Częstowałeś, przeczuwając,
Że to nie mój smak,
Nie mój smak.
Częstowałeś, przeczuwając,
Że to nie mój smak ...

Ref:
Wcale nie jest powiedziane,
Że ciągle dając kiedyś coś dostaniesz. (x2)

A wcale nie jest powiedziane,
Wcale nie jest powiedziane,
Że kiedyś coś dostaniesz.

A wcale nie, nie, nie ...
Bo wcale nie, nie, nie ...
Że kiedyś coś dostaniesz ...
A wcale nie, nie, nie ...
Bo wcale nie, nie, nie ...
Że kiedyś coś dostaniesz ...
A może już nigdy nic,
A nigdy nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie ...

Ref:
Wcale nie jest powiedziane,
Że ciągle dając kiedyś coś dostaniesz (x2)

F I S Z i wcale nie, nie, nie ...
Że kiedyś coś dostaniesz ...
O la la la la la la ...

Dobra jak byś teraz puścił to od początku,
To ja bym mniej więcej zobaczył,
Co jest, w miarę ...
Może los mnie zetrze w pył
może będę wył
z bezsilności
Żył w niepewności
własnej słabości stęchnę
jak bańka pęknę
i wyciągnę rękę
by to co piękne
zabiło mękę
może ma gwiazda spadnie
w nocy i we dnie
będę siedział bezradnie
czas marzenia mi skradnie
i będę pełzał na dnie
jad mną zawładnie
w obłęd Deep popadnie
na wieki
zamknę powieki
ulecę męce
wreszcie wolny będę krzyczał w podzięce: alleluja
ocknę się gdy dotkniesz
wrzasnę, powtórnie zgasnę
ciemne stanie się jasne
lecz nie przygasnę
osądzisz mnie i strącisz
i jak ma gwiazda spadnie
a kiedy będę spadał to zgadnę
dlaczego bezradne
dlaczego marne
dlaczego tak fatalne
dlaczego jedno
dlaczego gwiazdy bledną
zrozumiem i przeklnę
lecz już nie ucieknę
i nigdy nie powrócę
by naprawić błąd w sztuce
nieprzytomne sny
nieskończone łzy
niemożliwie zły
będę tkwił w niewypowiedzianych słowach
niewykonanych czynach
w niezliczonych winach
w niezłamanej dumie
w niezwalczanym lenistwie
zazdrości, nieuczciwości
nieszczęśliwej miłości
dawno zgniją me kości
pamięć zginie
a ja będę trwał będę trwał
i nie będę się bał
bo będę się czuł swojo
jak na ziemi która była mi ostoją

ref. x3
Zapukaj do mnie nocą
niech gwiazdy zamigoczą
obdaruj mocą
by krzyż tak nie ciążył
z niewiernych miejsc wskrzesi
świat część ci oddam
i więcej się nie poddam

A może się nie ukorzę
nie szepnę Boże zlituj się nade mną
nawet gdy zrobi się ciemno
na daremno będę wołał jego imię
z miną wrdną jak inne świnie
pod nosem ludzkim głosem
nie będę bosy jak święty
lecz uśmiechnięty i bogaty
za małe zyski za duże straty
będę w pysk im pluł
i ciągnął w dół by mieć choć pół
pójdę na śmierć by mieć choć ćwierć
zdobyć by stracić
ukraść by zapłacić
z cynicznym grymasem licząc kasę
choć bym miał jej po pas
nie powiem pas
to nie czas
nie przestane aż umrę
aż zamkną trumnę
gdy przyjdzie starość i marność
splunę w odpowiedzialność
zamiast się modlić
będę podlić
gnać i brnąć
bądź co bądź
jesteś to sądź
zamknę oczy pysznie
i nic nie wyśnię
życie pryśnie
zgnije w dole jak pies
to kres ostatnie wers
koniec pieśni wierz mi

ref.4
Zapukaj do mnie nocą
niech gwiazdy zamigoczą
obdaruj mocą
by krzyż tak nie ciążył
z niewiernych miejsc wskrzesi
świat część ci oddam
i więcej się nie poddam
To się wszystko zaczęło lat temu kilkanaście
Kraków terytorium 012 kumple osiedle
Piłka i muzyka szkoła wagary stary to klasyka
Przecież wiesz wiesz jak to jest
Pierwszy wypity alkohol i pierwszy sex
Brak kasy kradzieże uliczne klimaty
Komisariaty stary ucieczki z chaty
Nauczyciele nastawieni do ciebie jak do wroga wroga nr 1
Policja za wygląd zawija Cię na dołek stary masz tego dosyć
Idziesz w druga stronę ludzie patrzą na ciebie jak na chore zjawisko
Stary nie rozumiem pojebane jest wszystko
I tylko osiedle i twoi przyjaciele pozwalają ci odczuć ze nie jesteś zerem

(angielski)

Kumple stary są wpisani w życiorys
Są najlepszym lekarstwem kiedy jesteś chory
To z nimi przezywasz zamotane akcje
Podniebne loty i życiowe grawitacje
Ostre libacje wypady na kobiety
Browary na czas kto pierwszy do mety
Osiedlowe akcje i lewe interesy
Stary zajebiste chwile i pierdolone stresy
Firut marinero moja stara drużyna
Nasze akcje do dzisiaj milo wspominam
Przestawiliśmy Kraków do góry nogami
Skręty alkohol kolacje ze świecami
Cracovia Kraków zadymy zawsze razem
Vatos locos klan dostarczał wrażeń
Nie jednemu haha ….. szacunek
Dziękówa za whisky mój ulubiony trunek

(Angielski)


Kumple ulica tylko to jest normalne
Wchodzisz w ten klimat pasuje idealnie
Dla takich jak ja wie to każdy kto znaaaa mnie 1996
To był ważny rok to wtedy powiedziałem los Vatos locos
Myślę tak dalej trzymajmy się razem stary to podstawa
Łączy nas muza ulica i totalna zabawa moi przyjaciele
Kraków Katowice Wrocław radom Olsztyn… Skierniewice
Warszawa Praga północ Vatos locos rodzina najostrzejsze
Akcje zajebista Klima to moja drużyna mój świat i mój styl
To moja zajawka moje Zycie mój film zemną na scenie
Mój brat for Real…..

(angielski)
To nie są żarty, tam naprawdę trwa wojna
Skurwiele z bronią czekają, by cię dorwać
Pustynia, góry, księżycowy krajobraz
Wsiadasz w samochód, ktoś dał rozkaz, patrol
Drogi, gdzie każdy zakręt może być pułapką
Wioski, gdzie orientację stracić tak łatwo
Ludzie, z którymi los twoje życie związał
I dom, o którym myślisz, tysiąc mil stąd został
Wokoło twarze już zmęczone, jak twoja
Bo szukasz sensu i znaczenia tego, co macie dokonać
Wokoło twarze pełne świadomości
Że jeśli coś się stanie, masz obok tych kilku gości
Ja za ciebie, ty za mnie - tak to działa
Bo mamy tylko siebie, aż ucichną działa
Kurs doświadczeń, fizyczne i psychiczne blizny
Tu nie ma nie, mówisz - ku chwale ojczyzny
I ruszasz na patrol
Wiesz jak jest było i będzie
Zawsze każdy dba o swoje
Pilnuj interesów... a pójdą zgodnie z planem
Ty też nie żyjesz w miejscu gdzie...
Tak znaczy tak, nie znaczy nie
Pieniądze, przyjaźnie, wpływy, seks
Tak znaczy tak, nie znaczy nie
Życie na jawie czy tylko sen?
Czy tak znaczy tak, nie znaczy nie
Wokół osi zła kolejny dzień
Tak znaczy tak, nie znaczy nie

1.
Od dnia szóstego stąpamy po tej podłej ziemi
Mamy ręce - zabijamy, mamy usta - kłamiemy,
Orgia much, nie ufaj hipokrytom
Zawiedzie cię oko, to oko dzieciak wykol,
Zimny pocałunek w szyję, w otchłań spadasz
To miasto tym żyje, po prostu jak Chada
Zasady są po to żeby je łamać?
Wszyscy wywodzimy się od gada
Liczą się przyjaciele i milczenia zmowy
Reżim, kurwy, nalot dywanowy
Mała wycieczka do piekła i z powrotem
Tu grzesznicy modlą się najgłośniej
Nie znasz dnia ani godziny, walczysz
Ofiary wojny w chwale wracają na tarczy
Niewidzialna ręka rzuca twój los na szalę
Coś w tobie pęka, życie łamie morale

ref.
Skurwysyny, wszystkich przysypie ziemia
Czujesz się na siłach, możesz nas oceniać
Wróg w agonii, my nie oni, towarzysze broni
Nie sądź innych, nie będziesz sądzonym
Błyskawice składają nam hołd
Krwawy sport, nie przyszedłem tu po żołd
Każdy to słyszy, ulica krzyczy
Gloria Victis

2.
Marsz żałobny w tonacji rap gra, gdy jadę furą
Wrogów gardła podrzynam fortepianową struną,
Unisono ze łzami w oczach pierdolą
Lojalność nie była nigdy ich mocną stroną
Na pierwszym planie zawsze zaprzeczanie
Dalej wściekłość, groźby, próba przekupstwa, błaganie
Co? Światła gasną, muzyka cichnie
W tej ekipie nikt nikogo nie wsypie
To dla moich ludzi, dla dobrych chłopaków
Wiedzie się tym, którzy nie boją się strachu
Na wojennej ścieżce na zawsze chłopak z bloków
Ten obraz pozostanie na siatkówce oczu
Bez pardonu, to dla moich bliskich
Jebać ukryte koszty, mamy ukryte zyski
Nie możesz ich pobić, przyłącz się do nich
Odejmować i dzielić, lepiej dodawać i mnożyć

ref.
Skurwysyny, wszystkich przysypie ziemia
Czujesz się na siłach, możesz nas oceniać
Wróg w agonii, my nie oni, towarzysze broni
Nie sądź innych, nie będziesz sądzonym
Błyskawice składają nam hołd
Krwawy sport, nie przyszedłem tu po żołd
Każdy to słyszy, ulica krzyczy
Gloria Victis

3.
Mam frakcję jastrzębi na czele swojej armii
Kiedy nieprzyjaciół trupy toczą już larwy
Pod ludzką twarzą ukryty instynkt hieny
Garść ziemi i na grób chryzantemy
Niejeden Simon Templar jest pierdolonym sępem
Podasz dłoń, uważaj urwie ci rękę
Tak jak każda racja ma swój rewers
Tak wojna to biznes i kwitnie interes
Tu ulice ślepe, tu wilczy dół
Usłyszaną prawdę dziel zawsze na pół
Doświadczenie - mądrości krynica
Może kołysać, trauma vs dolce vita
Zawistne mordy karmione wronami
Patrzę na nich, dzisiaj srają zębami
Chwała przegranym, dzieciak o tym pamiętaj
Twarda dyscyplina, ucz się na cudzych błędach

ref.
Skurwysyny, wszystkich przysypie ziemia
Czujesz się na siłach, możesz nas oceniać
Wróg w agonii, my nie oni, towarzysze broni
Nie sądź innych, nie będziesz sądzonym
Błyskawice składają nam hołd
Krwawy sport, nie przyszedłem tu po żołd
Każdy to słyszy, ulica krzyczy
Gloria Victis
PiH Endefis i Miexon
Uwierz w to, że wielu z tych co odeszło
Może nie wrócić już nigdy
Bo łatwo kogoś stracić a trudniej tu przyjąć
Kiedy się o tym myśli widzisz
Jak nieświadomie można pożegnać kogoś
Widzisz to żyj z tym i spróbuj zostać tą samą osobą
Wśród wielu zdarzeń które były
A wracając na nowo pokazują ci jak może
Ranić jego słowo Boże wybacz nie tylko mi ale im
Że doskonały nie jest nikt
Ale powiedz który z nas miał nim być I który z nas wiedział że tych co już nie ma
W pewnych chwilach właśnie ich najbardziej nam potrzeba
Spójrz cofnięcia czasu nie da się kupić
Ani sprzedać i pamiętaj o tym
Bo każdy miał chwile ze nieświadomie kogoś żegnał
Ja codziennie na to patrzę
Bo wielu żegnałem na zawsze

Ref. x2 Niech wrócą te chwile nawet na krótko
Zawrócić czas wykręcić ramiona wskazówkom
Niestety bez odwrotu znicze się palą
A złe wiadomości najszybciej docierają

Nie ma odwrotu jest tylko jeden sposób
Trzeba pogodzić się z nieuchronnością losu
Nie zgadzam się na to ból będę tłumił w sobie
Nie chcę słyszeć że na ciebie też przyszła kolej
Przełknąć pigułkę mimo że jest gorzka
Dlaczego mam to zrobić bo chciał los tak
Szczęśliwej drogi już czas i z nikąd raptem
W jednej chwili życie potrafi przeminąć z wiatrem
Drzwi otwarte wychodzisz powiało chłodem
Gdybym znał przeznaczenie nie pozwolił bym ci odejść
Ciebie już nie ma a świat stracił na wartości
Wspomnieniami karmię bezsenności głód tyle słów
Znów nie usłyszysz ich kolejny żal zimnych fal I tanich krzywd często się odwracam
Czuję że jesteś obok milczysz
Wiem że to twój duch na ulicy mnóstwo lat minęło
Tęsknie za tobą żałuję
Twojego głosu mi bardzo brakuje
Twarz jak żywy w pamięci krew płynie w twoich żyłach
Zimny marmur mi ciebie nie przypomina

Ref. x2 Niech wrócą te chwile nawet na krótko
Zawrócić czas wykręcić ramiona wskazówkom
Niestety bez odwrotu znicze się palą
A złe wiadomości najszybciej docierają
Uczucie pustki nawiedza mnie w tych momentach
Gdy myślę o tych których nieświadomie miałem żegnać
Ktoś bliski z losem o życie przegrał grę
Zwalniam bieg krew wtedy doceniam
Wizerunek który został tylko we wspomnieniach
W pamięci szukam wspólnych chwil ostatnich
Teraz już wiem że miały miano pożegnalnych
Wtedy taki bieg wydarzeń wydawał się nierealny
A teraz właśnie mój świat świeci pustką
Został żal mi i sumienie nie da usnąć
Gdy przyglądam się tym niepotrzebnym kłótniom
Zdałem sobie sprawę jak bez ciebie jest mi trudno
Chciałbym tyle ci powiedzieć przeprosić
Lecz za późno jeżeli jest Bóg to nie ginie się na próżno
Gdybym czas cofnąć mógł to byłoby łatwiej
Jak na razie życia teraz uczę się uważnie
Zawsze znajdę moment gdy powoli i uważnie
Pomyśleć że każdego z moich bliskich gwiazda zgaśnie

Ref. x2 Niech wrócą te chwile nawet na krótko
Zawrócić czas wykręcić ramiona wskazówkom
Niestety bez odwrotu znicze się palą
A złe wiadomości najszybciej docierają
Czasem tak jak Eis mam tego dosyć
To przez jebaną kasę mam już te siwe włosy
Wiesz czasem mam chwile kiedy we wszystko wątpię
Wtedy włączam ten Hip Hop i mam wszystko w pompce
Są dni i każdy takie ma – ty, ja
Gdy bezradnie płynie łza
Mówię ci ziom nie potrzebny żal, potrzebny rap
Jak szał co „Chleb powszedni” dał
Czasem jednak tak zły, że trafia szlag kły
Wtedy szerzże tak jak Wilku, AGH!
Ty wierzę, że też masz problemy
Dobre i złe dni, wierzę
PLN-y to siła wiem, tu chcę czyścić marzeniami
Chłopaki bez ściem ceny rosną razem z nami
Czasem myślami z tymi domami z basenem
Kiedyś będzie lepiej z nami, tymczasem nie wiem

Tak lecą banknoty, hajs się nie trzyma kieszeni, wiesz coś o tym?
Czasem mam ten pusty bank, czasem mam w sobie Funk i robię to tak x2

Czasem tak wiele różnych osób odnajduje sposób
Na szelest i święty spokój, idę z boku
W zwolnionym tempie w natłoku wydarzeń,
Gdzie serce bije jak mu karze zwalniam tryb
Ja w mik pokażę ci
Niektórzy lubią to piwko pić,
to piwko żyć im daje, oni lubią żyć
Niektórzy wolą te jointy tyć,
jointy nic nie mogą zrobić im, więc lubią dym
Ja jestem tym, co lubi iść swoją drogą
Zdrowie tych, co nie mogą z nami na tarasie z gogą być
Ziomek ja jestem sobą,
No bo kim jeśli Tomek daje też tu swoje logo?
Ej! Mam taką prośbę przestań się martwić
Wysyp trochę samarki będzie git zobaczysz
Psss, no i nie mów całej reszcie,
Że jest ci źle bo to bezsens

Tak lecą banknoty, hajs się nie trzyma kieszeni, wiesz coś o tym?
Czasem mam ten pusty bank, czasem mam w sobie Funk i robię to tak x2
Raz dwa trzy to my
Wspólne i w porozumieniu zawsze w podziemiu
Poprzestań na milczeniu trzymając się na dystans
Jak czytasz od nas wyrytas to w oczy kole
Pseudo rap pierdole se pozwolę nasze chęci są spore
Stołeczne służeżnia me do popisu pole
Czekam aż się zranisz i ranę tę posolę
Wrogów spore coraz większe grono a osiedla chłoną autentyk płytę
Mocno potwierdzoną nas znienawidzoną
My zawsze inaczej niż na to liczono
Ten syf może być na twym gardle nożem
Rzeczywistość tworzę nie ma tam Ciebie
To iszczy w gniewie wszystkiego nie wiem
Ale gdzieś to widziałem jak nie rapowałem
Mniej wrogów miałem mimo to przetrwałem
Do tego momentu bez większych przekrętów
Ewenement tu rap dobrze znany
Niechciany nielubiany tylko dla ziomków bo tylko ich mamy
O siebie dbamy z góry przegrany ten co niszczy nasze plany

Ref. To my niechciani nie lubiani
To my przez swoich szanowani, wspierani
To my jeszcze raz z wami nowymi produkcjami
Wielka siła w nas niechciani nielubiani
To my dzieciak słuchasz sam zdecydujesz czy nam dzisiaj zaufasz
Awe Ewenement x2

Pele:
Awe Ewenement jego najmłodszy element
Bez chemii bez anemii to czysta forma epidemii
Słyszana tylko w miejskim eterze zawsze szczerze
Pele Praga PLN
Życiowy tlen dla wszystkich tych co się duszą
Codzienna suszą i też przetrwać muszą
Silni jak nigdy do tej pory reprezentują brak skruchy i pokory
Przez to niechciani nielubiani znowu z wami tak my produkcja numer 3
I nasz brudny styl unikalny przekaz o zasięgu interkontynentalnym
Nigdy niepowtarzalnym za to często brutalnym jak teraźniejsze czasy
Opisz to na łamach pracy jebany leszczu taniej sensacji łasy
I tak nie zatrzymasz mnie jestem tego pewny bo wybrałem puchar srebrny

Ref. x2

Wlilku:
Tak to my lecz wszystkim nigdy dość
Pozostajemy tacy sami choć wciąż się zmieniamy
To dumni z tego, że na siebie zdani
Bóg w sercach naszych i na zawsze z nami
Niechciani nielubiani nie przejmuję się skurwysynami
Co innego w oczy co innego za plecami
Dziwko powód do radości dzisiaj daj mi
Nie raz z ziomkami palcami wytykani
Jebać to i tak jesteśmy niepokonani
Bo każdy z nas do swojego celu zmierza
Nikomu niczego udawadniać nie zamierzam
Czas pokaże jak będzie Ewenement uderza
Beznadzieja marzenia uśmierza
A kto nie dowierza sam spisuje się na straty
To my niszczymy projekt negatyw
Ostatnia szansa nim zejdę w zaświaty
Dobrze wykorzystać ją i nie czekać zapłaty
Żyć nie na raty dzieciak uzyskać pełnie Hen Gród
WDZ a światło we mnie

Ref. x2
Nieważne, że właśnie straciłeś prace, to raczej
Znak, że trzeba zacząć żyć inaczej
Nieważne, że moja żona obrażona
Gdyż ona chcę mnie w domu
, a ja gdzieś w szponach
Show-biznesu, bez stresu, ej kochanie
Nie rozumie, że robie to też dla niej
Nieważne, że znów z Anglią dwie przegrane
Już niedługo w planie mecze z Azerbejdżanem
Nieważne, że Lepper rośnie w siłę

Lepiej żyć z Lepperem niż z Kim Dzong Ilem
Nieważne, że na giełdzie poważne spadki
I tak nie masz przecież żadnych akcji

Nieważne myśli te
Co jest ważne przecież wiesz
Nieważne myśli złe
Pokaz mi jak to jest
Nieważne myśli te
Co nieważne musisz też
Nieważne musisz zapomnieć
Nieważne, że dziś masz w kieszeniach pusto
To raczej znak, że musisz je napełnić jutro
Nieważne, że nie wygrałeś w totka
Najmniej smakuje to co przychodzi ot, tak
Nieważne, że masz grypę i kaszel
Lepsza taka grypa od grypy ptasiej
Nieważne, że paliwo
cały czas drogie
przecież możesz odkurzyć rower i w drogę

Nieważne, że zostawiła Cię ta jedyna
Gdy jest ci smutno zawsze możesz walnąć drina
Nieważne, że nie czujesz go jeszcze w głowie
Człowiek, to musi wejść w krwiobieg

Nieważne, że ten kraj jest pełen przywar
Nieważne, że nie zawsze wygrywasz
Nieważne, że życie mija tak szybko
Nieważne, czy to się nazywa hip-hop
Nieważne, że nie śpiewasz jak Pavarotti
Nieważne, że nie latasz na paralotni
Nieważne, że dzisiaj nie będzie słońca
Nieważne, że pracy nie widać końca
Nieważne, że wydana kolejna stówka
Że oblana kartkówka, że nie działa kablówka
Nieważne, że jutro poniedziałek
Nieważne wszystko co tu powiedziałem

Twoje każde
Te zmartwienia dziś
Są nieważne nie
Tysiące słów i możliwości w tobie
Jeśli masz dwie ręce, wykorzystaj obie
Bez-imienni wszyscy młodzi prości
Zrobimy, co chcemy, bo mamy możliwości
Żeby w tym burdelu, nie stracić godności
Iść po całości bez, ubytku na wartości

To wcale nie jest prawdą, że, niema innej drogi
Są tysiące możliwości, choć wysokie mają progi
Swoją szansę chwytaj, bierz i się nie pytaj
Nie za wszelką cenę, bo nie wszystko ma swą cenę
Wszystkie me sukcesy osiągnąłem walką
Wybieram Bezimienni, za to z dobrą marką
Możliwości różne, opcja tworzy opcje
Zgodnie z tą maksymą, nic, co ludzkie nie jest mi obce
Zagubieni w tłumie, swoich szans nie dostrzegamy
Rozglądaj się uważnie, by skończyć swoje plany
Walczę mimo wszystko, wiem, że mogę wszystko
Na wyciągnięcie ręki, czyli bardzo blisko
I uważam jak tańczę, bo rzeczywiście bywa ślisko
Chwytam swojej szansy, by nie upaść bardzo nisko
Spójrz dokładnie, ile możliwości wokół mnie jest tu ciągle spokój
Nie jest takie trudne wykonane kroku
Weź to do serca i zaufaj takim jak ty
Iż samo nie przychodzi, to nie brednie, to są fakty

Tysiące słów i możliwości w tobie
Jeśli masz dwie ręce wykorzystaj obie
Bez-imienni wszyscy młodzi prości
Zrobimy, co chcemy, bo mamy możliwości
Żeby w tym burdelu nie stracić godności
Iść po całości bez ubytku na wartości

To nie z serii bajer tysiąca i jednej nocy
Możliwości tysiąc i rap, który jednoczy
Tych, którym lipa, nieraz patrzy w oczy
Los najchętniej by cię stoczył, zepchnął do uboczy
Lecz na tym się nie kończy, młody jesteś, gdzie tam finał
Chwytaj z bratem flachę, i toast o mur rozbijaj
Tandeta to w Chinach, u nas konkret działaj
Tak długo jak wała, jutro z rana z Tobą wstała
Nie masz się co poddawać
Zyska tylko ten który o swoje się stara
[Na łódkę koniec świata]?
Nie chce ci przedstawiać lecz jedna skromna rada
Swoich błędów nie powtarzaj bo to błędne koło
Spróbuj w końcu pojąć że w żalu łatwo jest utonąć
Twardo na nogach stojąc znajdziesz możliwość niejedną
Tyle dróg ile ludzi to jest sprawą pewną
Zamuleńców pewną mukę biegną
Inni prywatne piekło zamienili w codzienność
Godząc się na chłostę a lepiej wstać na nogi
Uwierz bardziej proste
Czasem krok w przód to naprawdę wielki postęp
Miki bezimienni siebie zawsze pewni
Rap naszą drogą tak jak my po swoje sięgli
MDM to wie bierze się co chce
Dobra halba antybiotyk na wszystkie kłopoty
Masz możliwości tysiąc więc bierz się do roboty
Bierz się do roboty rap gra bierz się do roboty

Tysiące słów i możliwości w tobie
Jeśli masz dwie ręce wykorzystaj obie
Bez-imienni wszyscy młodzi prości
Zrobimy co chcemy bo mamy możliwości
Żeby w tym burdelu nie stracić godności
Iść po całości bez ubytku na wartości
Czuję to we krwi, a i to miasto, żadne z nas nie śpi
Nie chodzi mi o to czy się ze mną prześpisz
Może też nie możesz zasnąć, proszę cię, uśmiechnij się
Może też stajesz do walki, ale upadasz na deski
Może czujesz to co ja i za czymś tęsknisz
Wszystkie myśli, uczucia, których nie masz gdzie pomieścić
I nie możesz znieść ich, masz dosyć substytutów
Może możesz iść ze mną za rękę i skończyć na bruku
Może możemy być szczęśliwi gdziekolwiek
Móc zawsze i wszędzie, móc polegać na sobie
I gdybym nie miał kilku cech o których wiem
Pewnie podszedłbym do ciebie w ten smutny szary dzień
Czułem, że czujesz to co ja, może się mylę
Czułem tak, gdy spojrzeniami spotkaliśmy się przez chwilę
I w moim innym świecie jesteśmy blisko
Ale tu bałem się, że mi pozwolisz spieprzyć wszystko

W moim innym świecie jest inna prawda
Tu ciebie nie ma, to tylko wyobraŹnia
I może dobrze, że los nie postawił na nas
W tym czego szukam nie ma nic prócz rozczarowania

ChodŹ w moim innym świecie jest inna prawda
Tu ciebie nie ma, to tylko wyobraŹnia
I nawet jeśli miałem rację to już poszłaś
I nigdy się nie dowiem, bo nigdy cię nie spotkam

W moim innych świecie możemy gadać do rana
I rozumiesz mnie bezsprzecznie i jemy wspólne śniadania
I należysz do mnie, choć to nie kwestia posiadania
I czujemy się bezpiecznie jakby cały świat był dla nas

W moim innym świecie nawet gdy jest ciężko
Tylko razem zawsze lądujemy miękko
I łączy nas namiętność, z której mogą szydzić
Lecz dopóki jesteś ze mną nie mamy się czego wstydzić

W moim świecie jesteś ze mną nawet wtedy gdy mamy kryzys
Bo pamiętasz tak jak ja, że to jest kwestią decyzji
Spotykam ciebie znów, patrzysz na mnie i widzisz, że
Czuję to co ty albo któreś z nas się myli
Palę papierosa i patrzę w twoje oczy
Myśląc, że to piekło w mojej głowie nigdy się nie skończy
W moim innym świecie planujemy przyszłość
Ale teraz nie ma cię, chyba właśnie wyszłaś
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo