Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref:
Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.

Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.

Podaruj sobie ten luz, obiecaj brat mi.
Oprócz cierpienia jest ból i nie ma prawdy.
Nie ma sumienia ten tłum bez wyobraźni
czuję głód pragnienie nie wystarcza to nasze skarby.
Bez celu chciwość, obłuda, oszustwo, fałsz,
problemów ilość odpływa tu z wódką wpław.
Nie chcemy znać siebie najlepiej to wiedzą ci co nie chcą znać siebie,
bo poznali kielon!
Leją się chaty, auta, setki ubrań,
leją się raty, działka, dzieci, studia.
Kretyn ukradł fortunę, a straci przez strumień
nie porozumień
nie że tu lubię,
nie że się umie,
chleje się w sumie każdy gatunek.
Nie wierzę w dumę, honoru, zaufania ratunek,
zobacz
te bloki to po kimś musi być bo,
te kilogramy koki i umysłowe bydło...

Ref:
Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.

Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.

Jesteśmy skażeni tym co dał Czarnobyl!
Cierpię na lenistwo i chcę nic nie robić
Wystarczy oddychać by komisję zdobyć
nie ważne jak,
nie ważne gdzie chcę żyć jak Pan mnie stworzył
mieć wszystko gratis najlepiej teraz,
i chuj co byś nie miał wszystko zabierze melanż.
W siebie nie strzelam
nie ma tu miłości,
bez wiedzy pracy,
pracy bez znajomości.
Tylko ten koks ty,
krwawi ci nos i,
kolejny...
by tylko w siebie nie zwątpić
tu kochają lobby,
ogólnie mówiąc,
lubią jak się pierdoli życie ludziom!
Nasz czarny humor,
weź nie dotykaj!
Nie mój, ale nie twój
jak pies ogrodnika
chcesz trochę szczęścia?
Świeżego szaleństwa?
Sory posiadamy tylko wersję demo do wzięcia.

Ref:
Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.

Projekty te same dziś,
to mamy w myśli.
Insekty skazane by,
się wyniszczyć.
Traktują nas jak złe psy
mamy tu żyć ty,
wygrywa ten co ma spryt,
na trupach zyski.
Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

Choć często czuję strach choćbym chciał, choćbym pragnął
jakbym wpadł w ruchomy piach w inne gówno, bagno
wciąga mnie bezruch pierdolona monotonia
pokusa nałogu gra, mówisz kolo- symfonia
pięćdziesiąt gramów, sto gramów, pół litra
to jakby ktoś przybijał Cię do krzyża
nie masz już siły w rękach, ale nogi robią kroki
najważniejsze mózg i serce- reszta ciała to zwłoki
brak ci ochoty, bo mówisz, że droga kręta
też czuję niepokój, nie wiem co będzie po świętach
negatywne myśli o nich nie mogę przestać
czasem czułem się jak niechciany bękart
nie wierzyłem w siebie, bo nie miałem w co wierzyć
nikt nie mówił jesteś kimś, raczej żyj żeby przeżyć
nigdy się nie wychylaj, zawsze bądź skromny
kiedy ktoś ci robi krzywdę- ty dla niego bądź dobry
bo dobro popłaca i podobno wraca
uwierzyłbym w to chyba, gdybym co dzień jarał cracka
teraz wiem jedno muszę iść przed siebie zagryźć zęby
nie oglądać się za siebie jutrzejszy dzień będzie piękny

Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

Budzisz się rano, czujesz strach nie chcesz widzieć tego dnia
liście lecą z drzew coś za oknem śpiewa wiatr
w głowie masz burdel w sercu zamęt
pamiętaj tylko słabi wiążą na szyi kabel
przedawkowują, podcinają żyły, skaczą z bloków
tak robią leniwi którzy chcą mieć nie-święty spokój
ty chcesz dołączyć do tych, którzy gryzą piach
patrz jak liście lecą z drzew i za oknem śpiewa wiatr
nie pierdol, że jest tak zimno i brzydko i ściemnia się szybko
bo jak tak, to jesteś pizdą, leniwą pizdą bez planów i obowiązków
zwykłym egoistą sam w przedziale w pociągu
zaraz ostatnia stacja jeszcze możesz na niej wyjść
stanąć twarzą w twarz i zajebać życiu w ryj
i pierwszy raz poczuć się i być naprawdę kimś
i iść przed siebie i tak do końca życia iść

Ref:
Idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
musisz swoje robić i przed siebie gnać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
zawsze swoją wartość musisz znać
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
to, co teraz czujesz, to niepotrzebny strach
idź przed siebie, nie oglądaj się za siebie
i uwierz w siebie bo masz siłę i żesz kurwa mać!

idź przed siebie nie oglądaj się za siebie ( x8)
Jak cię widzą tak cię piszą, obserwują każdy detal
To nie wasza strefa, ciekawość kurewska cecha
Można być ciekawym, ale przecież są granice
To jest nasze życie, pierdolicie bo widzicie bo słyszycie
Że ten KaeN znowu ostro jest naćpany, nachlany
Że znowu śniegiem blat jest posypany
Mamy nasrane pod deklem, rymamy gadam biegle
Rzucam słowa wściekłe, przeszłość jest naszym przekleństwem
Szaleństwem, szaleńcem taki jest mój zamysł
Przejebany z tego znany, ty jesteś taki cwany?
Na ulicy wydygany a bujasz się jak hustla
Sprawa jasna, tak cię widzą ale taka nie jest prawda
Ploty na mój temat? Dla mnie to normalka
Nie zdziwię się jak będą mówić, że wpierdalam browna
Pozory mylą, ludzie widzą to co chcą zobaczyć
Nawet zmiana na lepsze dla nikogo nic nie znaczy

ref. x2
Przecież oni więdzą więcej o nas niż my sami
Z jakimi filmami zmagamy się w bani
Z jakimi problemami mamy do czynienia
My żyjemy tylko po to by dogonić marzenia

Jak cię widzą tak cię piszą, kto tutaj jest zwykłą cipą?
Jebanym pozerem, zerem, aferę robi tu lipną
Pierdoli bo słyszał, się wozi taka cipa
Dalej w gównie się on babra lub nie schodzi z nocnika
Gardło zalewam procentem nie zaciskam na nim pętlę
To jest perwers, [?] cioty zetrę
Wredny szczyl, który zjadł całą aptekę
Definicja tego, że dragi nie robią najlepiej z człowiekiem
Z wiekiem może i przychodzi mądrość
Nie jest prosto kiedy nie za dobrze jest z psychiczną formą
Mordą moją jest każdy dobry pielgrzym
Oczy przetrzyj i przejrzyj ten który tylko węszy
Szuka plotek oraz pikantnych skandali
Muka dla tych co pierdolą bo się nasłuchali
Wyjebani zostali, wjebali się na minę
Ty skumaj tą rozkminę, skumaj sens wszystkich liter

ref. x2
Przecież oni więdzą więcej o nas niż my sami
Z jakimi filmami zmagamy się w bani
Z jakimi problemami mamy do czynienia
My żyjemy tylko po to by dogonić marzenia
[x2]
PDG, yo, te rzeczy się tutaj dzieją
I każdy dobrze to wie, yo, my ciągle gramy w grę
I z nadzieją, że dobre wiatry przywieją
I zgodnie z rzeczy koleją po nocy nastąpi dzień

My ciągle gramy w tą grę i każdy kuzyn to wie
Że rap PDG jest światłem we mgle
A ta mgła to szara rzeczywistość brachu
Tak tu dobrze, że wiara spierdala stąd na zachód
Ja za chuj tu nie zostanę, jak będzie tak dalej
Mimo to będę z wami stale na rap kanale
Bo prawdziwości dla gry nigdy dosyć

Masz Mery Jane to posyp, Rafi czuje niedosyt
To głosy z kabiny 5 Elementu
Pacjentów głosy co unikają w oknach prętów
Jeżą ci się włosy pod czapką? nie komentuj
Jak po deszczu na liściach rosy mam tu patentów
Zakrętów mam wuchtę non-stop, bywa ostro
Ale z nich raczej przeważnie wychodzę na prostą
Te rzeczy się tutaj dzieją, nie jest nadzieją
Życzę wam dobrych wiatrów i idę na rejon, tak

Ave PDG, mylfoń albo giń synu
Pozdrowienia ślę dla wszystkich moich kuzynów
Dla wszystkich miłośników dymu
Dla wszystkich, którzy są stąd i stamtąd
Dla których bit jest mantrą
Na bibach las rąk, jebie nas to
Gwiazda póki jasno, tak się bawi moje miasto
Żeby zapomnieć, by się wyszumieć, żeby zrozumieć
Chuj z gównem, ja robię to co umiem
Życie płynie, flow sunie nieubłaganie
A my mamy swoje granie w tym bałaganie
Goniąc za chlebem pod wspólnym niebem, idąc przed siebie
Leżąc na glebie będąc w potrzebie
Bit się pętli od początku do końca
Iść, ciągle iść w stronę słońca
My tak jedziemy, gramy, kurs trzymamy
Żeglujemy, póki wiatr w żaglach mamy

[x2]
PDG, yo, te rzeczy się tutaj dzieją
I każdy dobrze to wie, yo, my ciągle gramy w grę
I z nadzieją, że dobre wiatry przywieją
I zgodnie z rzeczy koleją po nocy nastąpi dzień...
[Pih]
To z krwi i kości rap nawijka do bitu
Tu szept dzieciaku ma siłę krzyku
Słowa ode mnie dla ciebie prosto z serca
Choć nie mam już duszy i twarzy dziecka
To rap z krwi i kości cieszy i boli
Nie opuści cię nigdy w doli i niedoli
Bez obłudy rap trudno o to w tych czasach
Za garść srebrników nie da ci pocałunku judasza
To codzienność stres za stresem nerwy
Wersy wyłowione wprawione w koronę perły
Ten rap jest o mnie o tym, co robię
Tobie nie powie, co jest między prawdą a Bogiem
Tak jak nie zrobi tego martwy noworodek
Ten rap to życie, które kończy się zgonem
To krew i kości idziesz ich śladem
Przez podwórka klatki złą sławą owiane
Będziesz słyszał z samochodów
latem
O tym, że życie wyciska człowieka jak szmatę
Jedyny w swoim rodzaju z bloków klimat
Czasem nie zdołasz naporu łez powstrzymać
Ten rap to wytrwałość niszczy i burzy
To zapał, którego nic nie może ostudzić
Liczę na to, że ten rap ciebie obudzi
Z krwi i kości mowa słowa do ludzi

[Żułf]
Proste z krwi i kości jestem jak rap
Z tekstu bitu z sampla skrecz też
Każdy inny ja też inny jestem
Nie wrzeszcz tylko klimat jest ten
Lub podobnie
Prawdziwy dwa cztery na dobę sobą
Swoje robię tak jak inni, jeśli mogą
Sobie pozwolić na ten luksus

Prosto z ust do ustu
Wojny bez spluw spustów
Stos bluzgów
Luz tuż przed zmrokiem
Twarze z okien znają mnie jaki jestem powiem
Sobą we własnej osobie
Tylko swoje robię
Tylko ze swoimi tylko
Jaki jestem pytasz ich milkną

To z krwi i kości rap
Ten rap to my
Chada, Fenomen, Pih
Dla dzieciaczyn
Jeszcze jeden prawdziwy klasyk [x2]

[Chada]
Każdego dnia wspinam się po życia schodach
Najważniejsza sprawa to ze swoimi zgoda
Czasami w gniewie odwracam się od Boga
To gorzkie słowa, za które płacę słono
Czy ty człowieku wiesz co to jest honor
Znasz to uczucie to dla ciebie klasyk
Podkręć basy takie czasy tu nastały
Twoje głośniki ten rap będą grały
Teraz się dziele tą karta z notesu
Dla ludzi z marginesu dla tych z krwi i kości
Bo tutaj życie nie uznaje litości
To dla ciebie dzieciak każdy to przyzna
To nasza ojczyzna
Tu strach, że cię złapią
Jebane społeczniaki, co na ręce się gapią
Oni dziś toną a my na powierzchni
Chada proceder ciemnej strony zwierzchnik

[Ekonom]
Przedstawiamy świat z perspektywy takich ludzi jak my
Pozbawiony jest iluzji to są fakty
To, na co patrzysz to jak byś sam teraz stał w obliczu prawdy
To jakby życie chciało skłamać, ale ktoś je na tym nakrył
Ty widziałeś wszystko to, to o tym piszesz to nadaje sens muzyce i ożywia
takty
To, na co liczę jak ty
To szczerość przekazu, bo sens jest
Tylko wtedy w rapie, kiedy wkładasz w niego serce
I dla mnie w tym temacie innej drogi nie ma wiedz, że
Nawet, jeśli inna istnieje to ja ją pieprzę
Od zawsze teraz w studiu kiedyś tam na ławce
O tym świecie mówić zawsze o tym tylko, na co patrzę
Życie wystawia na próby stwarza różne sytuacje
Już nie jeden się pogubił ma problemy własne
Dla wielu ludzi właśnie przedstawiam jedyna wersję
To jest rap z krwi i kości dosyć wers za wersem

To z krwi i kości rap
Ten rap to my
Chada, Fenomen, Pih
Dla dzieciaczyn
Jeszcze jeden prawdziwy klasyk
Ideał jest tam, gdzie mieszkam, gdy bit mi życie streszcza
Wśród ludzi, którzy szukają podejścia z życzeń we snach
Łódź - to idzie z miejsca, które wpaja procent
Tu najczęstszym zawodem jest dla nas bezrobocie
Życie na zwłokę, Joker nie ma co się bać czy płakać
Trzy stówy na miesiąc płacą szwaczce z pośredniaka
Chcesz się nachapać? to chapaj te trzy stówy
Trzy stówy w kilka godzin kluby wyciągają z ludzi
Łatwo się zgubić, bo los jest tu próbą
Jak jest źle możesz zawsze zadzwonić po Pavulon
Wolisz opcję z kulą? to da się zrobić wariat
Wystarczy, że odwiedzisz w Łodzi Juwenalia
To tylko moje miasto, obiecana ziemia
Gdzie każdy z nas ma tu jazz i moc przetrwania z genach
Zapomnij o jenach, dolarach, Euro, funtach
Bo jedyna prawda, to prawda twego jutra
Czasem nie ma co do garnka włożyć bo za mały dochód
Łzy cisną się do oczu, nie chcę zostać na uboczu
W mroku błądzi dusza, która upada jak Ikar
Ze sobą polemika, depresja serdecznie wita, witam
Coś ci nie idzie, chciałbyś podciąć sobie żyły
Na co czekasz, zrób to, pokaż ile w tobie siły
Szczerze jesteś nikim, ojciec często to powtarzał
Pamiętasz? Spłodzenie ciebie to był dobry kawał
Daj mi spokój, zaciskam zęby, zaciskam pasa
Zaciskam pięści, melancholia jak bumerang wraca do mnie
Parę wspomnień, po których przechodzą dreszcze
Większość czasu poza domem, dorastanie na najebce
To tylko czyste fakty, to prawdziwa rozmowa
Jako dzieciak tylko chciałem żeby ktoś mnie przypilnował
A ja przy własnej matce chłopak tu dzieliłem towar
Bo moja mama to kobieta hardkorowa, proste

ref. x2
Przychodzą takie chwile chce się rezygnować
Są jak wylew, który cię sparaliżował
Myśli, które nie dają nam zasnąć
Chwile, w których traci się samego siebie, wartość

Chcę na chwilę się zatrzymać by spokój znalazły nerwy
Bo bez przerwy na tym froncie gdzie masa tych poległych
Ten przebiegły, ten pazerny, witam ze społecznych nizin
Ludzie muszą tutaj kraść żeby tu wyżyć
Analizy nic nie dadzą gdy jest na umyśle skaza
Siedzę sam w tych czterech ścianach, jeden krok od załamania
Bania pęka, nie do wytrzymania są te głosy
Mówię dosyć, nie chcę któregoś dnia z okna wyskoczyć
Za szybko dorosłem, za dużo zakazanych owoców
[?], powstaliśmy z prochu
Całe życie tyrasz, potem w samotności zdychasz
Cała ta matematyka, biologiczny zegar tyka
Czas odlicza i coraz bliżej do spotkania z Panem
Czy przejmie nas jako dzieci, czy skaże cię na wygnanie
Co? Coraz bliżej tak, E coraz bliżej do spotkania z Panem, Panie

ref. x2
Przychodzą takie chwile chce się rezygnować
Są jak wylew, który cię sparaliżował
Myśli, które nie dają nam zasnąć
Chwile, w których traci się samego siebie, wartość
Ściągnij
Całe życie w blokach, całe życie w problemach.
Ja chcę żyć w tych blokach ciebie tu nie ma.
Chcę żyć w tych blokach, czy chcę stąd uciec.
Raczej nie, choć to dziwne uczucie.
Połowa grudnia '82
Dzień żałoby czy święto? Przyszedłem na świat.
Dla jednych szczęście dla drugich problem
Ej co z tego będzie i kto kurwa go rozwiąże
Moja mama jest warszawianką, ojciec fiutem
Ją kocham na niego nie napluję
Zostawił mnie w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj
Ej gość z chęcią cię przywitam
Moja muzyka słyszysz ją robi ci się ciepło
Jestem po to, żeby zginąć, ty, żeby zdechnąć
Punhliny się sypią jak dziewczyny na imprezach
A życie jest jak hajs jest po to żeby je rozjebać
Muzyka gra jak alarmy w samochodach
Nawet z najdroższych Nike'ów może wyjść ci słoma
Nie masz co się chować chyba ze rozprułeś się jak płótno
Żyjemy żeby zginąć nie wiem co będzie jutro

Ref.
Ja żyję, żeby zginąć, ty żyjesz, żeby zginąć
Nikt nie uwierzy tu w twoją niewinność
Ja żyję, żeby zginąć, ty żyjesz, żeby zginąć
Ten blok, ten czas, te dni przeminą. (x2)

Są tu ci, z którymi rozumiem się bez słów
Hajs może cię napędzić albo może cię zepsuć
Nie kłóć się ze mną, czy wkładam to w serce
Każdy jest z bloku, ale kurwa nie jest blockersem
Żyjemy, żeby zginąć, oddychamy, żeby przestać
Czasem się boję jutra jak elektrycznego krzesła
Czasem się boję jutra, ty też się boisz
Tracisz oddech, krew napływa ci do skroni
Chcesz zginąć, nie chcesz zginąć, w końcu zginiesz
Ważne, żeby pamiętali imię, nie, że byłeś skurwysynem
Moje imię jest w sercach nielicznych
I tak części z nich nienawidzę, choć to najbliżsi
Moje serce nie ma miejsca na to ścierwo
Boli mnie serce i męczy mnie bezsenność,
Bo żyjemy, żeby zginąć tylko w jaki sposób
Wyjdę pod blok i potrąci mnie samochód
Wyjdę pod blok i już nie wrócę pod wieczór
Nie chcę znać dnia i godziny własnego pogrzebu
Nie chcę wiedzieć kto przyjdzie, kto będzie tęsknił
Żyjemy, żeby zginąć, ty możesz być następny
Póki co, przyjdziesz do mnie w smutku się odwrócisz
O tym nie można zapomnieć, nie wszystko można kupić.

Ref.
Ja żyje żeby zginąć ty żyjesz żeby zginąć
Nikt nie uwierzy tu w twoją niewinność
Ja żyje żeby zginąć ty żyjesz żeby zginąć
Ten blok ten czas te dni przeminą. (x2)
"Firma 2002, ta...
Kiedyś mam nadzieję, że nie długo
jebać się wszystkie złe wspomnienia pójdą
i z ziomkami wśród przepięknych sztuk
będę się spokojnie bawić mógł
faza mnie nie będzie opuszczać
dobrą furą będę się poruszać
bez obawy, że źle pójdą sprawy,
lecz do tego jeszcze kawał przeprawy
przez rzekę z bardzo silnym nurtem
co porywa w kurwe marzeń hurtem
a za burtę już powypadało
wielu co frajerski numer odjebało
a ja cało, konsekwentnie
no bo nie jest obojętne
w jakim stylu, z jakim otoczeniem
z jaką sztuką, z jakim paleniem (z jakim paleniem)
wierzę, że kiedyś... (ta, Firma)

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Wierzę, że kiedyś wszystko się zmieni
że chłopacy powychodzą jak nowo narodzeni
z marzeniami,
kiedyś powiedziałem, nie jesteśmy sami
mamy swe marzenia, to konkretnie zmienia
dużo rzeczy, bo marzenie to lekarstwo, które leczy
ten kto marzy, nie zaprzeczy
nic marzenia mego nie zniweczy
poznam kolej rzeczy
Amsterdam leczy, ale i pogrąża
To mroczna, moja mroczna wizyta tam
uświadomiła mi coś,
uświadomię wam,
Amsterdam widziałem
chłopaków tam widziałem jak marzyli
marzenia pogubili
od jarania cracku dziura w głowie
jak wyrwa po buraku
teraz szczątki ludzkich wraków
poddają się bez kontrataku
całe życie po czarnym szlaku
jedno życie masz,
wiec uważaj chłopaku
i uwierz tak jak ja
bez żadnego znaku
że kiedyś wszystko się zmieni
właśnie wtedy wszystko się oceni
powiesz mi czy było warto wierzyć
że coś się zmieni (że coś się zmieni...)

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Chciałbym działać ciągle
z ostrymi sztukami
wozić się furami, odurzać się jointami
rozpierdalać sos całymi dniami
na razie robię swoje
może czegoś się dorobię
już się często widzę
w ostrym samochodzie
jak jedziemy z Pomidorem
na fazę z Kolektorem
przed nami i za nami
innymi furami
reszta naszej ekipy (Firma)
ostro zarobiona
jak zwykle dobrym jarankiem odurzona
złotem obwieszona
każda morda ucieszona.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia.

Kiedyś, wśród ziomali dobrych paru
będę mógł korzystać z życia jako z daru
a nie tylko z czegoś do przejścia
gdzie po wzlotach ostre zejścia."
Buka:
A ja się jaram że nie jaram i mnie wiara mija ta,
Jarana faja to nie lada żmija,
Powiadam-zabija,
Nie nawala już klimat, że wale jak nikotyna,
I pale paczek parę jak lokomotywa do Berlina
Dziury na ubraniach,
Cztery stówy za miecha jarania,
Próby zapobiegania i kluby bez odpalania tej zguby,
Bania się kłania, bez tuby padaj na grania,
Jak wypierdalam te szlugi z szalupy jak kapitan Faja,
A tu nie ma jak w tramwajach i barach, hotelach i chatach,
Cholera, wypłata mi tera dopiero lata,
Nie ma jak jarać teraz, nieraz się użerasz,
Jak nadal pożerasz raka i wspierasz tytoniowego papa
Nie ma jak spoko astma, sound blasta, z płuc jak w spazmach,
Żółć w tym, babrać, pluć tym, kurwa, kasłać!
To gówno jak kasztan, w płuco ktoś Ci nasrał,
Więc rzuć to w chuj, cobyś wykasłał asfalt.

Refren:
A ja się jaram, że nie jaram jak faja Popeye'a,
Nie jestem baran i nie jaram,
Jara twoja stara! x4

Rahim:
Nawet przez myśl mi nie przeszło jak to wciąga,
Chciałem tylko puszczać kółka i nauczać się zaciągać,
Spółka liczona w latach, nie miesiącach,
Nie gadam o rurkach, bibułkach czy bongach,
Jeśli Twa lokomotywa sięgała Berlina, Rahima,
Skład wagonów kończył się w Chinach,
Zadyma przypominająca dym z komina,
A w żyłach płynąca nikotyna,
Nieustanne "yhy, yhy" lub-yhy, yhy! pfu!
Przy tym odór niczym aszynbecher (?),
Koniec walki z kretesem, na to keszem i rwetesem,
Bom swego losy szefem,
Pomarańczowa flara niczym nocna mara powraca w koszmarach,
Biednego mara, ja to ex palacz, wiec ode mnie wara!
Zaś atakuje poczwara, niegdyś dobrana z nas para,
W końcu się budzi ofiara, no i jara, że nie jara!

Refren:
a ja się jaram, że nie jaram jak faja Popeye'a,
nie jestem baran i nie jaram,
Jara twoja stara! x4

Rahim:
Ja się jaram, ze nie jaram 2x

(Palenia na zdrowie, "yhy, yhy" lub "yhy" przy tym odór niczym aszynbecher (?), wybór nalezy do Ciebie 2x)
Ref.:
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

Słuchaj to, sprawdź to, to Peja Sykuś, Medi Top
I Mienthi Mienth krew za krew, połączenie stref
Nocna rozpierducha to nie blef
I dalej krok za krokiem w złodziei mieście
Czasami jest taka nuda, że gubię się w dymie
Jak pieprzone rodzynki w domowym cieście
Nadchodzą nocne mary, więc zróbcie przejście
W sumie olej zadymę, dziś tylko drag i rap mnie interesuje
Przez biznes porażony w tym mieście jak grom
Każdemu lancerowi w mordę pluję
Często nocna jazda z Mienthim, wtedy kontempluje
I tak wokoło pełno geji pizga fuckie
A ja sam se biegam, ciągle biegam, biegam
Jak się coś przyklei do łapy to sprzedam
Wierzysz w to, to rzuć okiem na palące projekty PCP
Czekam tu na ciebie, od razu DżeJkiem cię skatuje
Byś wczuł się w to miejsce, poczuł mistyczny
Sprawdź to, ja reprezentuje moich ludzi
I a oni reprezentują mnie
Obskurne czasy, skazani na piekło na ziemi, tego jestem pewien
Bo ciągle klepie biedę
Samoobrona w kieszeni za zawsze na bicie
Niosą mnie dzieciaki pogrążone w biede
Dalej stale wale swoją prostą przed siebie
Robię to i tylko ode mnie zależy jak ja to na kartce uchwycę
Moje ukochane brudne ulice
Obnażone tak, że aż dreszcze są i tchu brak

Ref.
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

Głucha noc, noc głucha, ja, Wiśniowy z nami Grucha
W centrum miasta zawierucha, sto pięćdziesiąt siedem głucha
Patroli prewencji fucha, zakuć nas, przetransportować
Długa była noc, nie kleiła się rozmowa
Do niczego się nie pucować, to Ski składu zmowa
Głupa palę, ściemniam, ściemniam, mnie tam przecież nie było
Parę piwek się wypiło, z impry do domu wracałem
Przecież nikogo nie tłukłem, w sklepach szyb nie wybijałem
Obciążony tym zeznaniem, cztery osiem przesiedziałem
Wśród zgłoszeń szczekaczki suki księżyc podziwiałem
Szybki dojazd na aleje, diabeł w ryj mi się śmieje
Myślę sobie oszaleje, mają kolejne zgłoszenie
Wyciągają mnie z klatki, straszą pójdziesz za kratki
Zapowiadają sanki bez rymów i szklanki
Ta noc była długa, najebkowicz uga buga
Wyczynia w centrum cuda, w każdy weekend pewna zguba
Nieświadomy swych poczynań, wytrzeźwiej, sobie przemyśl
Co w nocy wyczyniasz, raport zaliczonej gleby
Głucha noc sto procent zakazane owoce
Długie nie przespane noce i patrzały podkrążone
Kolorowe neony, światła miasta ja wpatrzony w to wszystko
Obrazy, trasy znam na pamięć większość
Wariat udowadnia męskość, szaleństwo, noce piekło
Głucha noc, noc głucha Meditowi, Mienthi słuchaj
Jeden z drugim wariaty, chłonie noc nowe ofiary
Ja odbijam dziś do chaty bo chce dziś uniknąć kary
Za szaleństwo noc głucha, głucha noc pewna zguba
Głucha noc pewna zguba, to piekło pewna zguba

Ref.
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2

Z mroku wysłany płomień przetrwania odsłoni
Wszyscy chodźcie za mną w stronę światła
Noc mnie obrasta, zabójcza substancja miasta
Nie zależny głos rasta, PeCe parkowy pożeracz chany
Mienthi many many, bez szacunku niedoceniany
Bajecznie nawdychani i chuj WueRE puenta
Splifar pora zaklęta
Jedna miłość, jeden człowiek Mienth może mięta
Co się liczy, to się liczy co ci minie to nie zginie
Kryminalne style trudne, pośród ciszy dźwięki brudne
Z twoich usta same fałsze zgubne, psycha zryta
Sama kana nie zyta, siema gua bo przebita
Następny dobry bandyta i WueRE dranie
Na głowie mam to zdanie, bestialski wzrok
Dzisiaj ciemna noc, ciepła noc
Miłości nie ma, mocno zaciskam pięści
W letnich ogrodach okryty czarną płachtą niosę złe wieści
Ja Mefistofeles, przyniosę twoim cierpieniom kres
Nieprzespane noce, ciągły stres, życie takie piękne jest
Dziecino słuchaj prawdy z moich ust
Nie chcę widzieć na twej twarzy znowu łez
Wyrzucę wszystko co najgorsze jest
Zanim powiem dobrze jest, dobrze jest

Ref. (2x)
Ciemno już, zgasły wszystkie światła
Ciemno już, noc nadchodzi, głucha x2
Który to już sezon pakujesz w nos towar?
Ile to już lat, chłopak szczerze mi cie szkoda
Reedukacja, czas poglądy zrewidować
Stosuje uliczny rap jako odtrutkę słowa
Ty chcesz wiecznie żałować, niepotrzebnie się trujesz
Spróbuj zacząć od nowa, jak w "Na Serio" skutkuje
Możesz żyć elegancko, niż być zaćpanym łachudrą
Dziś jesteś tym drugim, inne może być jutro
Ty koniecznie chcesz się sparzyć?
Posłuchaj poparzonego, on na pewno ci powie, że dragi to nic dobrego
Wszystkiego nie wiedzieliśmy, w zderzeniu z rzeczywistością
Dla mnie podły live przeszłością, z całą swoją brutalnością
Znajdź grupę wsparcia, która zechce ci pomóc
Bo w pojedynkę trudno, nawet bardzo ciężko ziomuś
Nie odrzucaj dobrych rad, cały świat przeciwko tobie
Tylko tak ci się wydaje, nic się nie bój, zdrowiej chłopie

ref:
Może w końcu zrozumiesz, sens drzemiący w tych tekstach
W końcu coś zmienisz, złe życie besztasz
Chcesz jakoś przetrwać, to twoja racja, czas się przebudzić, reedukacja
Może w końcu dostrzeżesz własne błędy, nie czyjeś
W końcu przestaniesz walczyć z życiem, masz siłę?
Jakoś się żyje łap ostatnia szansa, wyrwać się z bagna, reedukacja

On kocha Cię nad życie, chociaż górę biorą nerwy
To, że bije, później pije nazwiesz to życiem codziennym?
Na razie nie jest źle, lepiej nad tym się zastanów
Gdy rodzice po raz enty zastaną cię skatowaną
Ubolewasz nad losem, miałaś mieć super rodzinę
Zamiast szczęścia czujesz strach, on ma wciąż wkurwioną minę
Jest strasznym skurwysynem, przecież nie o tym marzyłaś
To, że masz z nim dzieciaka, ma Ciebie przy nim zatrzymać
To, że krzywdzi was obu, to zapewne twoja wina
Zupa znów była za słona, znów cios, który z nóg ścina
Nie wiesz jego obietnicą, że to już ostatni raz
Ze przeprasza, w pracy ciężko, że ostatni raz dał w gaz
Policz lice na ciele, ile miałaś stłuczeń złamań
Piękne podpuchnięte oczy, zapłakane masz od rana
Zostaw tego chama, kobiecino weź się ratuj
Tak mi szkoda ciebie siostro, nad swym życiem się zastanów
Już zapewne ktoś ci wspomniał, zasługujesz na lepszego
Na takiego, co doceni twoje naturalne piękno
Spytam, kiedy koleżanki widziały cie uśmiechniętą
Taki żywot męczennico, nazwę domową gehenną
Za poświęcenie wpierdol, tym się miłość ma objawiać?
To co przeżywasz, to nie miłość jest, a dramat
Zamiast ciosów przytulasy, zamiast krzyków czułe szepty
Zamiast obelg śmiech pocieszny, zamiast poniżeń prezenty
A Ty nie bój się miłości, w końcu znajdziesz ja dziewucho
Tylko rozstań się z tym katem, który nazywa cie suką

ref:
Może w końcu zrozumiesz sęk, drzemiący w tych tekstach
W końcu coś zmienisz, złe życie besztasz
Chcesz jakoś przetrwać, to twoja racja, czas się przebudzić, reedukacja
Może w końcu dostrzeżesz, własne błędy nie czyjeś
W końcu przestaniesz walczyć z życiem, masz siłę?
Jakoś się żyje, łap ostatnia szansa, wyrwać się z bagna, reedukacja

Olej rówieśniczą presję, realizuj swoje pasje
Bo twój podwórkowy gang, z wolna się wykruszać zacznie
Wspomnisz moje słowa, gdy za kilka lat skumasz
Nikt nie przeżył swego życia, tak jak pragnął akurat
Ty dla ziomów bądź w porządku, ale własne zdanie mniej
Zapamiętaj słowo nie, podbij je stanowczym hej!
Usłyszysz leszcz, gej wal w mordę lecz pierw pomyśl
Czy ten gang osiedlowy, Cię nie sprzeda za te ciosy
Że nie wszyscy są w porządku, powinieneś o tym wiedzieć
Ruszysz gówno za człowieka, pójdziesz siedzieć niezły przejeb
Musisz też wiedzieć głupcy, lubią puszczać famy
Ze zdania swego znany, będziesz często nielubiany
Na szacunek zapracujesz, tylko mądrymi słowami
Szanuj swoje życie, bo masz tylko jedno czaisz?
Dbaj o swoich bliskich i nie daj się ogłupić
Dobrze wiem, że świat zwariował lecz nie wszystko da się kupić
Nawet jeśli złupisz innym kieszenie to fikcja
Myślisz, że świat jest twój, spójrz na to przez inny pryzmat
Pamiętaj edukacja i wartości rodzinne, to solidny fundament, na tym oprzyj swój biznes
Bez tego jesteś słaby, ja nie miałem takiej szansy
Lecz nie zabrakło szczęścia i czynów na zbyt odważnych
Zapamiętaj to chłopak, że się każdy będzie Ryśkiem
SLU, Reedukacja, uratować kilka istnień

ref.:
Może w końcu zrozumiesz sęk, drzemiący w tych tekstach
W końcu coś zmienisz, złe życie besztasz
Chcesz jakoś przetrwać, to twoja racja, czas się przebudzić, reedukacja
Może w końcu dostrzeżesz, własne błędy nie czyjeś
W końcu przestaniesz walczyć z życiem, masz siłę?
Jakoś się żyje, łap ostatnia szansa, wyrwać się z bagna, reedukacja
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo