Popularne piosenki. Polski Hip Hop

(Hukos)
Niech betonowy Chrystus nad Rio de Janeiro powie
Czemu bezradnie przygląda się fawelom
A dama z pochodnią z Nowo Jorskiej Liberty Island
Powie o milionach emigranckich marzeń
Niech cały święty marmu ze ścian Lichenia powie
Czy Bóg tam jest czy Boga tam nie ma
Niech kamienie ze Świętego Azteckiego Tenochitlan
Powiedzą jak Hiszpanie gwałtem płodzili Meksykan
Daj głos kamieniom w rękach ludzi bez grzechu
One zawszę mają pierwszeństwo lecąc w powietrzu
Gdyby Oświęcimska ściana rozstrzelań mówić zaczęła
Usłyszałbyś salwe SS-Mann'skich mauserów
Więzienne mury Kopernika i San Quentin
Ściszonym głosem niech szepczą bandyckie legendy
Mury Stoczni Gdańskiej dadzą powody do dumy
Nasze niewolnictwo nazywało się komunizm

Ref.:
Niech kamienie przemówią, a ludzie milczą
Niech kamienie przemówią, a ludzie milczą
Niech kamienie przemówią, a ludzie milczą
Niemi świadkowie historii, one widziały wszystko . [2x]

(Te-Tris)
Papa was a rolling stone, może dlatego ziom
Gdziekolwiek nie zasnę potrafie mieć dom
Ale noc bywa ciężka, głosy rodzą insomnie
Ściany szepczą do mnie, każda z nich ma swoją historie
Ściany - nie przystawie szklanki do nich
Ustawiam percepcję na zoom, ja chcę fakty gonić
Resztki prawdy spod warstwy tapety i tynku
Nie tylko w Stonehenge, tajemnice są w każdym budynku
Tu czas rzeźbi twarze jak na górze Rushmore
Trudno się budzić, ale jeszcze trudniej zasnąć
Zatańcze jak Rock Steady, obudzę miasto
Nie ograną tego Ci to w twarz meduzie patrzą
Znam to, nie ma ideałów
A życie to nie pierdolona giełda minerałów
Piasku w klepsydrach daj nagrodę po latach
Dla betonowych róż, nie diamentów na pustakach

Ref.:
Niech kamienie przemówią, a ludzie milczą
Niech kamienie przemówią, a ludzie milczą
Niech kamienie przemówią, a ludzie milczą
Niemi świadkowie historii, one widziały wszystko . [2x]

(Hukos)
Niech cegły Minaretu Imperium Ottomanów
Powiedzą czy w Europie jest miejsce dla Muzułmanów
Pięć razy na dzień obracają twarz ku Mecce
Niechciani synowie Unii Europejskiej
Dumny Sfinks patrzący na piramidy
Zdradzi tajemnice egipskiej matematyki
Niech betonowe getta Edwarda Gierka
Powiedzą czemu w domach z betonu miłości nie ma
Bezsilne krzyki latami wsiąkają w ściany
Truje zbrojony azbest i wzajemna nienawiść
Pekińska Świątynia Nieba powie o rozwoju
I co gdyby Chińczycy nie wymyślili prochu
Dziś kule na frontach nie mają narodowości
W tych miejscach Bóg ze wstydem odwraca oczy
Chrystus ze Świebodzina, nowy król Polski powie
Czemu ten naród trawi mania wielkości .

Ref.:
Niech kamienie przemówią, a ludzie milczą
Niech kamienie przemówią, a ludzie milczą
Niech kamienie przemówią, a ludzie milczą
Niemi świadkowie historii, one widziały wszystko . [2x]
Tak, właśnie tak, tak! Rychu Peja!
Rychu Pe SoLUfka, tak! Właśnie tak!
Specjalnie dla chłopaków ze Spółdzielni
P-ń Szczecin, tak! Ajjj!
Kiedy sprawdzasz moje wersy, na tym bicie, tekst w zeszycie
Te trzy miasta w nich kotwiczę, takie życie te ulice
Jestem to brzmi dumnie, plus to brzmienie brudne
Od lat rapem się trudnie, nie wyglądam tak paskudnie
Jak mnie media chcą kreować, nie umią się zachować
Moim miejscem jest scena, na niej chcę się zacharować
Do końca przy tym zostać, chcesz? To spróbuj sprostać
Naszym wymaganiom, potrafisz? Możesz zostać!
Jestem ważna postać, bo uważam się za kogoś
Jestem ten jegomość, który pizga w leszczy srogo
Zderzysz się z podłogą, po tym haku leżysz łaku
Na kwadracie u chłopaków, co w Spółdzielni staną brahu
Rap bez obciachu, bo tu nie ma co rozkminiać
Szybko tu nawijam, jeszcze szybciej się zawijam
EuroCity "Berolina", Rychu Pe zna ten klimat
Prawdziwy rap nas trzyma, wszystkich razem jak rodzina!
Nowy brzask budzi nas kolejny raz,
Choć wczoraj prosiliśmy mocno Boga
By ten płomien już zgasł, a tu masz,
Podniósłbyś wrzask jak w czas swych narodzin,
Bez łask plan nie wychodzi, młodzi
Wolą się uszkodzić, żyć w zwidach,
Daj speeda, przecież następnego dnia
Nie widać, lepiej tego umilać.
Wrażenie, że myślenie o jutrze sprawia nam cierpienie.
Zapomnienie, dla nas może nie być jutra,
Rzeczywistość smutna, skrywana gdzieś głęboko,
Osiedlowy kokon. Trzeba go opuścić,
Ale iść nie ma dokąd, i to jest ten kłopot.
Rozglądam się, w długość i w szerokość sięgam,
Niby uśmiech i melanż, a jednak udręka,
Wiec wykluczę rap pouczeń,
Na nic zda się też morał, gdy psychika jest chora.
Plany na przyszłość, co najwyżej od rana do wieczora..

..Bo wciąż ten sam rejs, ten sam jeden akwen,
Ten sam ląd, świat i bieg za światłem.
Dworzec, ludzie na pół we śnie wczenśie rano,
Czekąjac za swą Bahn'ą przygladają się swym planom.
I znów to samo, i znów to samo.
Film zatrzymał się dawno już miejscowym weteranom,
Zgubili się w podróży, już nie powstaną.
Wypili czas, który im dano i dalej mordę moczą, po co?
Przed laty uciekł ich ostatni pociąg,
Jak co dzień kocioł, ujawnia się ich mglistym oczom.
Tłumy tych co nie chcą żyć na stacji
Odjeżdzają, mają plan w realizacji,
Bo mają wizje na co dzień i projekty na przodzie,
Na głodzie, najważniejszy chociaż jeden bodziec.
Do dalszych wypraw jak do potraw trzeba sypnąć przypraw,
Chociaż szczypta, marzenia jak zupka szybka..

Ref.
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo.
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo,
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..

Obserwuję to stale, już nie dziwi mnie,
Że można nie planować, żyć z dnia na dzień
Tylko po to, by pilnować małych puzzli,
W końcu życie w naszych dłoniach.
Od świtu do nocy 3-6-5 ja nie chcę skonać.
To układanka Góry kontra sucha rzeczywistość,
Jednych trudzi dając siłę, innym.. przyszłość?
Gdzieś tam jest, zobaczymy co będzie,
Jak na razie kupa zmartwień innych w pierwszym rzędzie stoi.
Zdrowie, ciepło, szmal, by nie stracić tego trzeba walczyć,
Dzisiaj nie ma nic za darmo, za darmo umarło,
A praca i oparcie to dwa różne seriale,
Umiesz oprzeć się tej farsie? Umiesz?
Idę pod wiatr, choć innym w plecy wieje,
Oni przywileje, ja mam talent i się smieję,
Tylko to mi pozostaje, dziś zrobię ile mogę, jutro..?
Zobaczymy, wiesz, grunt że mam drogę.

Mam widok, do wyrazu dobrać dobry wyraz,
Teraz szukając dalej widzę jak spod firan,
Tyram w spółce jak za kółkiem kierowca tira,
Ja tak samo mam plany, przyglądam się tym planom.

Nawet gdy rano patrzę w lustro po całonocnym rajdzie,
Choć siadły baterie, szukam sił, coś się znajdzie
Zawsze, nadzieja, wiara i szczypta szczęścia, Liber ta blokada..
Wiem, zawsze do obejścia..
..Bez ceregieli, zbędnych forteli, bez niedomówień,
Tak, to właśnie lubię.
Gdy wszystko się zazębia, idzie jak po maśle,
Bez skoków i zadraśnięć jak na niezużytej taśmie,
Bez wyjaśnień, wszystko spoko, wszystko si,
Nie zawsze jest tak, ale znajdę jakiś trik.
Kładę jokera na pik i partia idzie dalej,
Jak plan planem? Ja pamiętam czego chciałem.

Ref.
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo.
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo,
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..
Jeden gość przyszedł na świat z biednej rodziny,
chciał wyjechać stad niż zostać tu gdzie żyje.
Nie znosił życia, był zamknięty sobie przez nie,
matka piła alkohol dopóki zaglądała często.
W pewnym momencie,
szybki pomysł przyszedł mu do głowy,
zerwać się za granicę, zarobić trochę mamony,
kupić dziewczynie prezent ,
pokazać się z dobrej strony,
funty zaoszczędzić,
wynaleźć tanie mieszkanie.
Ciężko na robocie czasem masz takie zdanie,
odebrać pensje i wysłać parę groszy mamie.
Czasem w pubie spędzasz czas,
myślami przebierasz, myśląc czasem,
gdzie oni są, co robią teraz?
To polskie drogi, ty taką trasę wybierasz,
bo przecież wybrałeś, więc gdzie jesteś teraz?
Widziałem Ciebie wtedy ,teraz się sponiewierasz,
a ty ? gdzie teraz jesteś?

Ref:
gdzie teraz jesteś?
już teraz nie ma Cię wśród nas,
gdzie teraz jesteś? czasem łąpie gorycz ,łapie żal,
gdzie teraz jesteś? wszystkiego dobrego nam,
gdzie teraz jesteś? na rejonie został tylko cień. /2

Następny smutny list przyszedł od typka zza krat,
gdzieś za murem przysyłam myśli, rodziny mu brak.
Czuję się dobrze ten styl myślę,
iż nie, jak dzieci ,jak szkoła,
mija Tobie każdy dzień ,
dzieciaki ten skuz chodź nie wiedzą gdzie jest,
niestety pieniądz napędzą tę szatańską machinę,
nie masz wpływu na to, nie jesteś temu winien,
czy lepsze życie jest w zasięgu ręki? odstaw ręki,
Boże dzięki za życie,
dzięki ,dzięki ,mogło być gorzej .
Jestem ty gdzie jestem, zasadziłem tu korzeń,
zapuścimy kotwice i mam oczy otwarte,
szerokie źrenic, życzę każdemu z fartem .
Tamte czasy i tryb życia już nic nie warte,
mam w kartach pokera i zgromną hante,
tak żyję jak chcę i nie spadam na parter,
a ty gdzie jesteś teraz? no gdzie ,gdzie ,gdzie .

Ref:
gdzie teraz jesteś?
już teraz nie ma Cię wśród nas,
gdzie teraz jesteś? czasem łąpie gorycz ,łapie żal,
gdzie teraz jesteś? wszystkiego dobrego nam,
gdzie teraz jesteś? na rejonie został tylko cień. /2
Jestem złą dziewczynką, jestem zła, jestem zła. /x3
Jestem zła jestem zła...

Ty jesteś jak brązowy cukier,
Normalna historia: chłopak zabujał się w dupie.
Jesteś jak opium, znów chce odlecieć,
Wjebany za działkę wszystko zrobiłby przecież.
Ty jesteś dla mnie jak brązowy cukier,
A dla innych chłopaków jesteś tylko laską super.
Jesteś jak hera, ja znów chcę latać
Dziewczyno, dziewczyno, nie męcz tak tego chłopaka.

Mam ciśnienie, palę szluga za szlugiem.
Bez Ciebie noce są takie długie.
Nic mi nie pomaga, cierpię na bezsenność,
Leżę sam w łóżku, a w około ciemność.
Wjebany w ten nałóg, bo Ty jesteś jak morfa.
Za każdym razem coraz bardziej mnie pociągasz.
Aż w końcu, kiedy mówisz: "To już ostatni raz"
Nienawidzę cię, chciałbym cofnąć czas.
Jesteś diablicą, rozumiesz? Kusisz mnie!
Ja idiota i tak kuszony być chcę!
Wiem to, ale wiesz... Już spróbowałem raz...
Teraz wiem nic na ziemi nie połączy nas.
I nienawidzę Cię! Dlaczego byłaś słodka, jak
Brązowy cukier? A czemu chłopak Cię spotkał,
Czemu dałaś mu jabłko? No wiesz, swoje tabu...
Teraz ciśnienie rośnie, jestem jak w lufie nabój.
I wybuchnę zaraz, ale nie tak jak myślisz,
Może to tylko seks, ale nie to się liczy w moim życiu...
Już nie będzie drugiej, wiesz o czym mówię,
Takiej jak Ty, rozumiesz?
Heroiną jesteś, a ja jestem wjebany!
Nie myślę o Tobie tylko kiedy jesteśmy sami,
Wtedy latam, kiedy mogę Cię mieć...
Ten romans chory jest dla mnie jak śmierć.
Nie ma mnie dla świata, nie mogę otworzyć ust,
Mam powiedzieć coś, stek bezsensownych słów.
Bredzę, śnię na jawie pogrążony po szyję,
A kumple gadają, że dla nich już nie żyję...

[ Brązowy cukier... brązowy cukier... ]

Ty jesteś jak brązowy cukier,
Normalna historia: chłopak zabujał się w dupie.
Jesteś jak opium, znów chce odlecieć,
Wjebany za działkę wszystko zrobiłby przecież.
Ty jesteś dla mnie jak brązowy cukier,
A dla innych chłopaków jesteś tylko laską super.
Jesteś jak hera, ja znów chcę latać
Dziewczyno, dziewczyno, nie męcz tak tego chłopaka.

Kurwa, serce ściska, jak się myśli o miłości,
Która nigdy się nie ziści,
O miłości, którą widzę, słyszę, co dzień
Myślę o niej, jak pieściły ją me dłonie.
Opuściło mnie szczęście...
Myślę, co jest i co dalej będzie
i co, co dalej, dalej będzie.
Dlaczego siedzisz do północy znów mały?
Dlaczego męczysz oczy i otwierasz wszystkie rany?
Ciemną nocą, to jakaś autoagresja.
Nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty.

Dlaczego siedzisz do północy mały znów?
Dlaczego męczysz oczy i pozbawiasz siebie snu?
Barter z czasem, krwiobieg z kwasem, sól w każdej ranie,
A nad ranem ledwo czujesz puls.
Ej, dlaczego znowu gapisz się w okno?
Czy ktoś ma przyjść, na kogoś czekasz tą nocą?
Ty, jakie nadzieje lokujesz w tym świecie, po co?
Utracisz dni na marzenia w ciągłej walce o coś.
Kolejny wieczór, taniec w objęciach fantomów.
Z kulą u nogi, barykadą w drzwiach domu.
Pokusy słabym każą być byle jakim,
Mieć byle co, byle było, na kacu spędzać poranki.
Szukam znaczenia, wiesz, świat już śpi,
A ja nie kłamię sam przed sobą, że odnajdzie się dziś.
Być w pełni, sen to nie odpowiedź, wyjść gorzej,
Do pustej szklanki przy barze spowiedź.

Dlaczego siedzisz do północy znów mały?
Dlaczego męczysz oczy i otwierasz wszystkie rany?
Ciemną nocą, to jakaś autoagresja.
Nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty,
Przestań!

Ej, dlaczego znów mnie pytasz o motywy?
Jesteś tu od zawsze, powinieneś przestać się dziwić.
Dawno. Dzień wstanie, ja nawet się nie położę,
Warto, a dla Ciebie kiedyś wymyślę jakąś odpowiedź, bratku.
Moje życie, wady, twoje pretensje,
Moje wybory, winy, moje konsekwencje.
Człowiek by z tej chwili wyssać esencję,
Wiele zrobię, zrobię wszystko, zrobię jeszcze więcej.
Od zawsze słucham Twojej naiwności,
Z boku patrzę, jak o kolejne ściany łamiesz kości.
Małe dziecko słońca, żyjesz jak sowa,
Nocami pod zasłoną utkaną z gwiazd się chowasz.
Wielka głowa - pusty zakuty łeb, żelazo,
Mam Cię dość, raz Cię strzelić to za mało.
Parias, spać Ty sam idź,
Wiem, można zmusić się do snu lecz nie dziś.

Dlaczego siedzisz do północy znów mały?
Dlaczego męczysz oczy i otwierasz wszystkie rany?
Ciemną nocą, to jakaś autoagresja.
Nie szukasz wyjścia, budujesz labirynty,
Przestań!
[Peja]
Ski Skład
Parę hien w życiu namawiało do kurestwa
Jak myślisz, co wybrałem, być nie mieć to moja kwestia
Jak najdalej od takich, którzy chcieli by dorobić
Jak pasożyt się podłączyć do umiejętności twoich
I ssać by chciało, widzę takich, to mnie czyści
Z twojej ciężkiej pracy chcieli by mieć korzyści
Przydupasy, podłączki, uśmiechy, uścisk rączki
Branżowi ocieracze przyczepiają się jak rzepy
Propozycję warte grzechu, opcja naróbmy tandety
Zaróbmy parę groszy, wspólnie zróbmy coś fajnego
Zawsze powiem wypierdalaj, jeszcze nie wiesz dlaczego?
Na ty to mów kolegom bo ja do nich nie należę
Chociaż kwiczę i leżę to chałtury się nie chwycę
Grzecznie też umiem odmówić, nie dociera, to zaryczę
Kocham muzę nie banknot, hajs mnie nie zdegenerował
Jedynie zła ulica i berbela żołądkowa
Kontroluję swoje ruchy jak odprawa paszportowa
A tych paru chce przemycać, jakieś brudy wnieść na pokład
Zagraj koncert w jego ciuchach a współpraca będzie dobra
Tych kilku drobnych cwaniaczków, pseudo promotorów popatrz
Kombinują jak rap sprzedać i za niego skasować
Pod przykrywką promować, nawpierdalasz się do syta
Tylko nie z mego koryta, być nie mieć jesteśmy kwita
Oto kolejny cytat z kolejnego klasyka
Bez pomocy i ryzyka, że ktoś słucha i rzyga
Że ktoś patrzy i pluje, wiedz, że dobrze tu główkuje
Z kim trzeba się umówię, trzymaj się ode mnie z dala
Podejmuje decyzję na które godność mi pozwala
A hieny żrą ochłapy psując nam wszystkim opinie
Ich czas niedługo minie, mówię swoim w rodzinie
Być nie mieć to brzmi naiwnie, inaczej nie dam ci przeżyć
To jest właśnie ta wartość, w którą zawsze będę wierzyć
Być nie mieć

Ref.:
Być nie mieć to odwieczny dylemat
Być nie mieć my we dwóch coś na temat
Być nie mieć konsekwentnie ten sam schemat
Przemyśl to sam, bo reguły na to nie ma x2

[Wiśniowy]
Kolejny dzień tygodnia, który ciężko się zaczyna
Siódma trzydzieści czas do pracy się zbliża
Zmęczone oczy moje i zawsze wredna mina
Przed siebie idę twardo, żeby do piątku wytrzymać
Gdzie leży przyczyna, że pieniędzy wciąż za mało
Więcej by się chciało i niech w końcu by się stało
Ale nigdy nie posłucham podpowiedzi jegomościa
Który z mojej muzyki będzie robił sobie hity (obciach)
Wejdź do studia, ja przeliczę jakie przynosisz profity
Wolę z Peją się ustawić, żeby bity poukładać
Wolę z Decksem w domu wokale popoprawiać
Potem wsiąść do bany, bez biletu ale z wiarą
Że to co robię będzie lepszym się stawało
A dla ciebie to za mało, mówisz że się nie cenię?
Najważniejsze są pieniądze, ale nie na mojej scenie
Wole, żeby ten kto słuchał to co robię docenił
Żeby tylko mi powiedział: żebyś Wiśnia się nie zmienił
Bo dobrą idziesz drogą i kumple ci pomogą
Żebyś doszedł do celu jak doszło już wielu
A gdy wreszcie już tam będziesz pieniądz też tam czekał będzie
Wtedy tego jesteś pewny, że zawdzięczasz wszystko sobie
I każdego dnia to wspomnisz obmyślając plany nowe
Jaka ciężka była droga, lecz odwagi ci to doda
Być nie mieć, Ski Skład, Wiśniowy oto moje dla was słowa

Ref.:
Być nie mieć to odwieczny dylemat
Być nie mieć my we dwóch coś na temat
Być nie mieć konsekwentnie ten sam schemat
Przemyśl to sam, bo reguły na to nie ma x2
El Polako, El Polako!
El Polako, El Polako!

Pamiętaj! Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe
Źle życzysz bliźniemu? Obyś złapał kiłę!
Oglądałeś Piłę? Puknij się kurwa w głowę
Nie wszystko co możliwe, to koniecznie jest zdrowe
Udajesz sowę mądrą głowę, pohukujesz, nie czujesz,
Że się czarujesz i plujesz, gdy lawirujesz
Możesz kurwa rżnąc głupa, lecz też upadniesz, wiesz?
Rzym upadł, Berlin upadł, Konstantynopol też
Co ty w ogóle wiesz? O czym ty kurwa mówisz?
Jestem jak Johnny Cash, dostaję cash od ludzi
Rap biznes rąk nie brudzi, siano studzi emocje
Dzwoni życiowy budzik, przekaz dzielę na porcję
Zachowam proporcje właściwe
Proporce na wietrze wieją armii uczciwej
Pamiętam tych kilka prostych zasad z podwórka
Wybieraj: czerwona czy niebieska pigułka

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali

Pamiętaj!
Pamiętaj! Kłamstwo ma krótkie nogi
Taki jesteś wysoki jak od głowy do podłogi
Właśnie nie wyższy, ani nie niższy
Po chuja pyszczysz?! Ciężar głowy taszczysz,
Spójrz w górę, zobacz szczyt jak u Grubsona
I tak jak 23 Ramona - pali się, pali się
Robię sąd na mikrofonach, dym na oponach
Para na blokach, gwara na domach
Jara na blokach, tagi na spalonych domofonach
Dym po gibonach, zapierdol w finansów szponach
Cała nadzieja w pięćdziesięciu milionach, kurwa Lotto
Łapy ujebane dotąd odtąd na co dzień
Byle płynąć, byle nie na spodzie
Drinki na lodzie, szklanki na ladzie i trupy w szafie
Kręgi na wodzie, ślemy sygnał w parafię
Zawsze idź za króliczkiem (zawsze co?)
Zawsze idź za króliczkiem

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali

Pamiętaj!
Pamiętaj! Nigdy nie pokazuj palcem
Byś nie był malcem, zakalcem co zginie w walce marnie
Pamiętaj! Nie ujdzie ci to bezkarnie
Zanim siądziesz na tą zjeżdżalnię dwa razy pomyśl
Jak Nowy Tomyśl plecie koszyki, pleciesz androny
Chcesz mieć wyniki? Nie kłam! Będziesz skończony
Pamiętaj, nie pożądaj żony swojego kumpla
Bo twoja stara nie rozpozna twojego truchła
Gadki bomba wybuchła, rymów wuchta
Ja spokojnie idę, ty jak chcesz truchtaj
Pamiętaj! Nie licz na fuksa, to jak doping na koksach
Hip-hop heksa, życie na paradoksach
Konie prychają w boksach gotowe do wyścigu
Jesteś trzeźwy? Nie gadaj głupot, nie pizgaj piguł
I nie jedz grzybów jak nie masz z kim ani po co
El Polako! El poyo loco budzi się nocą

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
Jaman!
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali

"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
"Follow the rabbit", grunwaldzki gambit, na fali ten typ
Co rymy wali, potem daje w palnik na sali
Będziemy grali i wszyscy będą walnie hasali
A ja chcę tylko żeby pamiętali
Siedzę na brzegu świata
Macham nogami
I myślę, że dalej nic nie ma
Wszystko za nami
A ciężko jest w tej sytuacji
Iść przed siebie
A znajdę tysiąc powodów
Na ten krok jeden
A może jednak nie warto
Oglądać się
Może tam dalej jest coś
Czeka na mnie
A może odwrócę się jednak
Popatrzę wstecz
I może coś za sobą znajdę
A może nie

Siedzę na brzegu świata
I nic nie rozumiem
Ty mówisz, że tyle potrafię
Ja czuję, że nic nie umiem
Mówisz, że wiem wiele więcej
Ja wiem, że nic nie wiem
I znów przecież mam tylko siebie
Wiec mam tak niewiele
I ponoć to jest prawie talent
Ale niekoniecznie
Ja czuję, że już się wypalam
Talenty są wieczne
I wszystko miało się udać
I być tak wspaniale
A siedzę na brzegu świata
I nie wiem co dalej

Życie to obłęd, ale żyję je dla Ciebie
Ciągle coś mnie popycha wciąż i coś mnie wciąż do przodu ciągnie
I coraz mocniej wiąże każdy nowy koniec z końcem
Przeciągam strunę i pozwalam jej ponownie rozbrzmieć

Życie to obłęd, ale żyję je dla Ciebie
Ciągle coś mnie popycha wciąż i coś mnie wciąż do przodu ciągnie
I coraz mocniej wiąże każdy nowy koniec z końcem
Ale nadzieję wiąże z nowym początkiem

Życie i ciągle gubię kierunek i tracę z oczu horyzont
I zbaczam z właściwej ścieżki
I ciągle gubię się

I ciągle gubię kierunek i tracę z oczu horyzont
I zbaczam z właściwej ścieżki
I ciągle gubię się
Ref.:
To jest tylko nasze zdanie na to całe zamieszanie
Światełko i Sykuś zawsze będzie takie granie
To jest tylko nasze zdanie na to całe zamieszanie
Peja i Działek zawsze będzie takie granie.

Peja Pejkulka niepodobny do księżulka
choć o twarzy aniołka to nie jebnę tu fikołka
bo charakter Sykusia tego z bajki Owidiusza
Bajka ma klimat,jest rozjebka to mnie rusza.
Rafał mówi ryj chrząszczowy z bajki chińskiej
wieszczar mowy,żadnej zmowy,ryj zgredowy z małoletniej obudowy
czyli ciała kilogramy mocno spadły
trudny jakby podupadły czas podnosić znów ciężary
lecz nie 075 oczy nieźle już dostały i widziały swoje
widziały swoje zdegenerowane oczy moje,oczy Twoje,
bo procenty nie uciekły,trudny spity wciąż wygięty,jakieś skręty
bardzo mało hany palę może z glonami kosmitami jednego,no prawie
o poprawie nie ma mowy,obietnice milion nowych
i trzy bańki starych.obiecuję,wciąż przysięgam się poprawię
już jest dobrze,już dobrze no prawie
harcore daje nam popalić w tej życiowej zaprawie
nie udaję tylko żyję intensywnie lub zapiję to
i tak na swoje wyjdę,i tak na swoje wyjdę
i nie 300% tyle ma zabójczy ocet nie przyjepiam etykietki
na swój produkt on jest lekki,może trudny i paskudny
czasem ciężki nieobłudny,to mnie kręci-projekt trudny
dla nas dobry,dla Was nudny.
zawsze gotów jestem złożyć kilka wersów brudnych,trudnych
wariacje piwniczne wszystkim tutaj znane
mega kurwa burger i zestawy obrzygane w powrotnej wjebane
chociaż radio skasowane,już jest piwo i postoje co 20 minut prawie
noc gwiaździsta,droga mglista,klimat wiksa,grymas pyska
wszystko dobrze,po staremu to wycieczka zajebista
tak jeździmy tam gdzie lubią,chętnie gramy nieraz długo
czasem krótko w nietrzeźwości zaprawieni mocno wódką
zmiana świateł,co się dzieje,Decks ma jazdę,nie szaleje
Gość jest spoko ciuch ciurugi ciągle mam u niego długi
wciąż przywozi nowe płyty na talerzach nie ma kichy.
mixer w plecak,w łapy płyty,tak jeździmy i chodzimy
non stop gramy,my nie chamy,czasem kasę zarabiamy.
wydajemy,znów brakuje.nas tu 10 stół spiryta
część kupiona,część przepita tak się kręci
klub obfita no i żegnam mało ludzi,syf,frekwencja,puste miejsca
to nie dla nas są zajęcia,grać na chujowych przyjęciach
zawsze inne przedsięwzięcia grać na żywo,oddać serca
i choć gadka jest twarda nie potrzeba Bodyguarda
zostawiam ich frajerom pokroju tego i tamtego
przecież jeśli jest w porządku nikt nie sadzi się bez wątku
że coś do nas ma ja nie lubię takich odbic
pospolitego plucia,chęci nabijania guza
zresztą temat nas nie rusza nas to przecież nie dotyczy
ludzie na koncertach przynoszą co piwo,blanty?
nie,przychodzą z niczym doceniony każdy wyczyn
tego typu reakcje,zawsze budują,rozwijają konwersacje
wyrazy wdzięczności dla nas każdy widz jest gościem
chwile zabawy na rymy zamieniamy,kontakt ze słuchaczem ważny
klimat w każdym klubie fajny,choć nie zawsze jest tak samo
raz na wolno,raz na bani wtedy inaczej sprawni
konkretnie najebani Shakin Stevens i Wiślanie
wtedy nie wiem co się stanie,jestem hardcorem
wokół siebie zamieszanie
kumple na mikach,oni mają zaufanie chociaż Działek patrzy krzywo
na pijackich 100 wyczynów
bo chyba się nie zmienię,bo nie dla mnie planowanie
próba zawsze lepiej idzie niż te żywe granie.
Gramofony odpalone,wszystko już gotowe,
Tylko Sykuś gdzieś zniknął a poszedł po piwo nowe
aaa znów wdrapuje się na scenę,bit już odpalony
wszyscy patrzą co się dzieje tyle ludzi naraz
nie lada wyczyn ich przytrzymać,gadka się rozwija.
wiem jak przykłuć ich uwagę,robię swoje,wkładam serce
jestem jednym żywiołem jako woda lub ogień.
nieobliczalny jak płomień,ludzie skaczą,znaczy się bawią
oko cieszy, grdyka skacze,puls podskoczył to nieważne
jeszcze nieraz dziać się zacznie tak jak teraz lub podobnie
nie narobię przeciez w spodnie duży poklask daje wiarę
pcha do przodu to co robię sens nadaje i znaczenie
jeszcze większe niz myślałem talent do przekazu uczuć
chwil radości,czarnych myśli i wszystkiego co się przysni
wysłuchacie,my się wszyscy nieźle tu produkujemy
chwila sceny a nie ściemy i nieważne czy jest kasa
my za poklask dziękujemy ja tak to własnie widzę
nie wiem -Ty jesteś widzem,patrzysz inaczej
możesz skaczesz rzadziej i

Ref.:
To jest tylko nasze zdanie na to całe zamieszanie
Sykuś i światełko zawsze będzie takie granie
To jest tylko nasze zdanie na to całe zamieszanie
Peja i Działek zawsze będzie takie granie.

To jest tylko nasze zdanie na to całe zamieszanie
Nasze zdanie,nasze.
Który to już sezon pakujesz w nos towar?
Ile to już lat, chłopak szczerze mi cie szkoda
Reedukacja, czas poglądy zrewidować
Stosuje uliczny rap jako odtrutkę słowa
Ty chcesz wiecznie żałować, niepotrzebnie się trujesz
Spróbuj zacząć od nowa, jak w "Na Serio" skutkuje
Możesz żyć elegancko, niż być zaćpanym łachudrą
Dziś jesteś tym drugim, inne może być jutro
Ty koniecznie chcesz się sparzyć?
Posłuchaj poparzonego, on na pewno ci powie, że dragi to nic dobrego
Wszystkiego nie wiedzieliśmy, w zderzeniu z rzeczywistością
Dla mnie podły live przeszłością, z całą swoją brutalnością
Znajdź grupę wsparcia, która zechce ci pomóc
Bo w pojedynkę trudno, nawet bardzo ciężko ziomuś
Nie odrzucaj dobrych rad, cały świat przeciwko tobie
Tylko tak ci się wydaje, nic się nie bój, zdrowiej chłopie

ref:
Może w końcu zrozumiesz, sens drzemiący w tych tekstach
W końcu coś zmienisz, złe życie besztasz
Chcesz jakoś przetrwać, to twoja racja, czas się przebudzić, reedukacja
Może w końcu dostrzeżesz własne błędy, nie czyjeś
W końcu przestaniesz walczyć z życiem, masz siłę?
Jakoś się żyje łap ostatnia szansa, wyrwać się z bagna, reedukacja

On kocha Cię nad życie, chociaż górę biorą nerwy
To, że bije, później pije nazwiesz to życiem codziennym?
Na razie nie jest źle, lepiej nad tym się zastanów
Gdy rodzice po raz enty zastaną cię skatowaną
Ubolewasz nad losem, miałaś mieć super rodzinę
Zamiast szczęścia czujesz strach, on ma wciąż wkurwioną minę
Jest strasznym skurwysynem, przecież nie o tym marzyłaś
To, że masz z nim dzieciaka, ma Ciebie przy nim zatrzymać
To, że krzywdzi was obu, to zapewne twoja wina
Zupa znów była za słona, znów cios, który z nóg ścina
Nie wiesz jego obietnicą, że to już ostatni raz
Ze przeprasza, w pracy ciężko, że ostatni raz dał w gaz
Policz lice na ciele, ile miałaś stłuczeń złamań
Piękne podpuchnięte oczy, zapłakane masz od rana
Zostaw tego chama, kobiecino weź się ratuj
Tak mi szkoda ciebie siostro, nad swym życiem się zastanów
Już zapewne ktoś ci wspomniał, zasługujesz na lepszego
Na takiego, co doceni twoje naturalne piękno
Spytam, kiedy koleżanki widziały cie uśmiechniętą
Taki żywot męczennico, nazwę domową gehenną
Za poświęcenie wpierdol, tym się miłość ma objawiać?
To co przeżywasz, to nie miłość jest, a dramat
Zamiast ciosów przytulasy, zamiast krzyków czułe szepty
Zamiast obelg śmiech pocieszny, zamiast poniżeń prezenty
A Ty nie bój się miłości, w końcu znajdziesz ja dziewucho
Tylko rozstań się z tym katem, który nazywa cie suką

ref:
Może w końcu zrozumiesz sęk, drzemiący w tych tekstach
W końcu coś zmienisz, złe życie besztasz
Chcesz jakoś przetrwać, to twoja racja, czas się przebudzić, reedukacja
Może w końcu dostrzeżesz, własne błędy nie czyjeś
W końcu przestaniesz walczyć z życiem, masz siłę?
Jakoś się żyje, łap ostatnia szansa, wyrwać się z bagna, reedukacja

Olej rówieśniczą presję, realizuj swoje pasje
Bo twój podwórkowy gang, z wolna się wykruszać zacznie
Wspomnisz moje słowa, gdy za kilka lat skumasz
Nikt nie przeżył swego życia, tak jak pragnął akurat
Ty dla ziomów bądź w porządku, ale własne zdanie mniej
Zapamiętaj słowo nie, podbij je stanowczym hej!
Usłyszysz leszcz, gej wal w mordę lecz pierw pomyśl
Czy ten gang osiedlowy, Cię nie sprzeda za te ciosy
Że nie wszyscy są w porządku, powinieneś o tym wiedzieć
Ruszysz gówno za człowieka, pójdziesz siedzieć niezły przejeb
Musisz też wiedzieć głupcy, lubią puszczać famy
Ze zdania swego znany, będziesz często nielubiany
Na szacunek zapracujesz, tylko mądrymi słowami
Szanuj swoje życie, bo masz tylko jedno czaisz?
Dbaj o swoich bliskich i nie daj się ogłupić
Dobrze wiem, że świat zwariował lecz nie wszystko da się kupić
Nawet jeśli złupisz innym kieszenie to fikcja
Myślisz, że świat jest twój, spójrz na to przez inny pryzmat
Pamiętaj edukacja i wartości rodzinne, to solidny fundament, na tym oprzyj swój biznes
Bez tego jesteś słaby, ja nie miałem takiej szansy
Lecz nie zabrakło szczęścia i czynów na zbyt odważnych
Zapamiętaj to chłopak, że się każdy będzie Ryśkiem
SLU, Reedukacja, uratować kilka istnień

ref.:
Może w końcu zrozumiesz sęk, drzemiący w tych tekstach
W końcu coś zmienisz, złe życie besztasz
Chcesz jakoś przetrwać, to twoja racja, czas się przebudzić, reedukacja
Może w końcu dostrzeżesz, własne błędy nie czyjeś
W końcu przestaniesz walczyć z życiem, masz siłę?
Jakoś się żyje, łap ostatnia szansa, wyrwać się z bagna, reedukacja
Wiesz co się dzieje, wiesz co się dzieje
Wszystko się dzieje na twoich oczach
A ty nie wiesz co się dzieje
Na twoich oczach wszystko dzieje się

Ref.: Na twoich oczach wszystko dzieje się x2

Oko patrzy i co widzi realia
Wyłapuje wszystkie banalia
Nie ma cofania bo rozdana już talia
Realia, realia, realia
Ciemna noc, daleko do rana
Duży dom, a w nim ona sama
Szmery przy drzwiach wejściowych, stukot
Ona sama, a w telefonie głucho
Ciemną postać wzrokiem dotyka, panika
Adrenalina, która bije do głowy mocno
Pot przykleja do pleców koszule nocną
Przed oczami wszystkie przeżyte dni
Noża błysk i już śpi

Ref. x4

[Borixon]
To się dzieje, diabeł już się śmieje
Kolejna rekonstrukcja, to kit nie jest
Kilku gościom chodzi o szelest
W małym mieście kantor
W radiu przebój Ireny Santor
Są duzi, ten pierwszy to gladiator
Nic nie możesz poradzić na to
Pomiatają tobą jak brudną szmatą
Wiesz za co, za hajs, za to

Ref. x4

Coś się święci, wokół nastukani pacjenci
Po osiedlu diler się kręci
Ma kieszenie pełne ganji
Co na własną rękę przywiózł z Holandii
Już poszukują go grubi ludzie
Wie, na sucho mu to nie ujdzie
Chwile potem odzywa się krzykiem
Już zapoznał się z bagażnikiem
Migiem sam sobie cios zadał
Teraz już dla nich to będzie sprzedawał

Ref. x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo