Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Sheller:
Siedze w fotelu, nogi wyciągnięte

Gural:
Tu pali się, pali się, pali się

Sheller, daj mi to tu mam na myśli ten weed
to ten typ co pali w mig, kolejny joint jak Cypress Hill
ty płoniesz z nim, ta baba była z deka mocna
to sól sieka mocna jak piosenka wielkanocna
tysiące B(?), kiedy jest OCB, kiedy płoną jointy
i są chłopaki z PDG, taranem o 6 nad ranem
przyjdziemy z planem: albo palisz jointa
albo ci porwiemy mamę (zrobimy to).
Wiesz co jest grane
on musi płonąć więc płonie
u mnie w bibułcę u ciebie w magnetofonie
ja mknę pod koniec lub lewituje w oparach
gdy palę ten towiec, strzelam jak szeregowiec Ryan
widzisz ręce uniesione, teksty nawijane, wyciągane dłonie
to Gural na mikrofonie, na "I got 5 on it"
bo to w chuj fajny bit
czemu nie miałbym ten puszczać panczlajnów z nim
zobacz kolejna piątka od Piotrka,
kolejna szesnastka albo coś tam, kolejna zwrotka
Rafi siedzi w dymie, ja w kabinie, Larwa za konsolą
yo dymi lolo, ja robie ej ty kolo
to mi pomaga ty dobrze wiesz, że mam astmę
mam rymy własne, choć dla niektórych to jest wciąż niejasne
ja robię tylko to na czym się znam, taki mam plan
płonie blant, ja robię tamtaramtam

Rafi Degustator sprawdź to gówno.!

Rafi:
5 element Studio, wchłaniają dym ściany
5 element Studio, wchłaniają dym ściany
5 element Studio, wchłaniają dym ściany
5 element Studio, wchłaniają dym ściany

Mamy plany spalić tutaj tyle kany, że o rany
normalnie nie do wiary, że tyle można wypalić
bo jaramy wąsy dłuższe nawet niż miał Józef Stalin
Nie wierzysz? a co jeszcze nie poznajesz, człowiek
do majka teraz nawija Pan ołowianych powiek
typ co Rafi się zowie, siedzi teraz w twojej głowie
i steruje w niej ruchem, kiedy ty się karmisz buchem
między jednym buchem, a drugim buchem
siedzę ja, i słowo za słowem, puszczam gaduche
i puszczam dym i odlatuję razem z nim
myślisz, że z kim tu jaram i dopijam płyn
z Larwą, Guralem i Shellerem, płonie ziele
jest tego wiele, jest tego mnóstwo przyjaciele
by leżeć brakuje mi niewiele, więc kończę
idę na bata bo tutaj czym chata bogata.

To DGE mixtape.
Nasze sprawy kocham, chcę mieć tak zawsze, ja patrzę
Jak ty nas za to nienawidzisz, bo mówimy prawdę
Jak w teatrze nasze ruchy obserwujesz
To nas stresuje, czujesz?

Nasze sprawy kocham, chcę mieć tak zawsze, ja patrzę
Jak ty nas za to nienawidzisz, bo mówimy prawdę
Jak w teatrze nasze ruchy obserwujesz
To nas stresuje, czujesz?

Czuję oddech na plecach, niewiarygodnie zimny oddech
Mam pecha, chciałbym stąd wyjechać
I wycisnąć pomarańcz prosto na twoją skórę
Odrzucić brawurę i zająć się tobą
Wciąż będąc sobą nie omijam kolizji
Mam dość hipokryzji, potrzebuję relaksu
Dam odpocząć miastu, miasto też da mi spokój
I moja płyta nigdy nie będzie płytą roku
Chce napić się soku, wciągnąć z dymem towar
I nie być winnym, zacząć śnic o czymś innym
A na wszystkie porażki i wrogów splunąć
Tak mógłbym to ująć i przejść do rzeczy
Wiem, wiem, że masz wszystkie te rzeczy
I niech Bóg ubezpieczy nasze plany na przyszłość
Mój rap, moja rzeczywistość i twoja bliskość
To jest rap, wszystko

Nasze sprawy kocham, chcę mieć tak zawsze, ja patrzę
Jak ty nas za to nienawidzisz, bo mówimy prawdę
Jak w teatrze nasze ruchy obserwujesz
To nas stresuje, czujesz?
[tylko tekstyhh.pl]
Nasze sprawy kocham, chcę mieć tak zawsze, ja patrzę
Jak ty nas za to nienawidzisz, bo mówimy prawdę
Jak w teatrze nasze ruchy obserwujesz
To nas stresuje, czujesz?

Czuję oddech na plecach, niewiarygodnie zimny oddech
Chcę to zmienić, z tobą na życie dobre
Dobre życie z tobą sam na sam gdzieś daleko tam
Realizując nasz kolejny plan bez dwóch zdań
Jestem na to gotów, chcę odpocząć od kłopotów
Od ludzi, którzy mówią o nas milion złych słów
To jest nasze true, to jest nasza prawda
Bardzo ważna dla mnie taka jest ta rap gra
Wszystkie testy zgniotę w jedną wielką kulę
Mogę toczyć ją i nie pisać już w ogóle
Całkiem rzucić to i wrócić dopiero potem
Dla ciebie mogę zrobić to, jesteś moim złotem
Ja tylko chcę być daleko stąd
Kochać nasze sprawy i zadbać o nasz dom
Chce poczuć twoją bliskość
To jest rap, mój rap, wszystko

Nasze sprawy kocham, chcę mieć tak zawsze, ja patrzę
Jak ty nas za to nienawidzisz, bo mówimy prawdę
Jak w teatrze nasze ruchy obserwujesz
To nas stresuje, czujesz?

Nasze sprawy kocham, chcę mieć tak zawsze, ja patrzę
Jak ty nas za to nienawidzisz, bo mówimy prawdę
Jak w teatrze nasze ruchy obserwujesz
To nas stresuje, czujesz?

Nasze sprawy kocham, chcę mieć tak zawsze, ja patrzę
Jak ty nas za to nienawidzisz, bo mówimy prawdę
Jak w teatrze nasze ruchy obserwujesz
To nas stresuje, czujesz?

Nasze sprawy kocham, chcę mieć tak zawsze, ja patrzę
Jak ty nas za to nienawidzisz, bo mówimy prawdę
Jak w teatrze nasze ruchy obserwujesz
To nas stresuje, czujesz?
Ej Bytom, ej Ka-ce
Ej Siem-ce, chcecie więcej?
Ej Ruda, ej Chorzów
Ej Gliwice, ręcę widzę
Ej Tychy, Mikołów-łów
Ej Zabrze, was czas nadszedł
Cauy Śląsk, cauy Śląsk
Cała Silesia widzi przecież jak

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Wiesz gdzie robi się rap trochę inaczej niż wszędzie
gdzie bity są naprędce a wałki na patencie
gdzie 90% na trackach zostawia serce
a 90% na koncercie, chcę ich więcej
gdzie co trzeci MC ma już pięć nielegali
w sumie fajnie jest coś wydać, ale ich tu to wali, synu
to miejsce działa prężnie z daleka od mainstream'u
bo nie trzeba nam tu hajsu, lansu, koksów i drinów
Z krainy kopalń i kominów szlagry do głośników
imprezy bez laserów, klipy bez zbędnych tricków
Mówią, że podobno bez wyników i, że u nich lepszy
jakby któryś z nich tu mieszkał też by te wyniki pieprzył
Wierz mi, że my wiemy o czym trzeba tutaj gadać
I w dupie mamy to czego podobno nie wypada
mamy psycho, trueschool, bauns i hardcore (ktoś ma więcej?)
Cauy Śląsk, larmo

Planeta Ziemia a na niej mój zakątek
siedzę se w nim, a czasem se wyglądnę
sprawdzić jak sprawy w innych rejonach
tymczasem dziś sunę jak na kole oma
tu z paroma gagatkami z Silesi
jadymy wedle tradycyjnej koncepcji
mnóstwo MC's, bit dla kompanów
mic krążył jak na melanżu butla balsamu

Różne izby, antryje, sienie, place
turyści przyjyżdzejcie sam z atlasem nie z kompasem
tramwaje, autobusy, bryki, skrzyżowania, ronda
hasioki, familoki, nowsze bloki, glajzy przi hołdach
dziurawe autobany, na dworcach zwierzęcy folwark
szkoły, poprawczaki, penitencjarne monstra
obalone znaki w akcji pierońskich glimhorda
huty, gruby, stadiony dalej hale sportowe
Wiesz jak to wygląda, bez komentarza odpowiedŹ
lud to wie, jak wszędzie Ruby w MaxFlo się udziela
piwnica mi bliższa niż oaza Rockefeller'a

I tak to do końca zbita, lita, trwale grubo szyta
nić połączeń naprzód dążeń, wizja w tym ukryta
masa styli, w pizdu flow, każdy jeden ma tu coś
każdy jeden ponad eter ma te siły by się wspiąć
To zjednoczona ziemia, którą zjednoczyły bity
tu na każdym z nich wokal ma większy sens uszyty
rymy, bity, połączenia, nity, gdzieś na tle Polska
wspólność zrozumienia, wszystko prosto ze Śląska

Supermiasto Silesia - centrum Katowice
ty liczysz na to ziom - ja na to liczę
widzę przyszłość w tym, widzę tą reanimację
bo siwydym unosi się na tym miastem
znasz akcje, na starcie sprawdŹ akcent
tam byłeś dzieckiem, tu byłbyś bajtlem
wiem to jest ciężkie więc staraj się bardziej
i tak bogactwa czarnej ziemi nie ogarniesz

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Tak tu jest, tak tu masz, tak to łapiesz
Śląski rap na najwyższym pułapie
Śląsk powiększa zasięg raczej
a ty bierz i mierz wiesz to stestuj facet
tu inaczej niż w innych miejscach
kwestia bitów, styli no i wersów i przesłań
i innych czynników trafiających sedna
to tych paru MC, którzy nie potrafią przestać

Bo ja mam tu dla paktu parę wariantów
Trochę kontaktów od lat tu rap pełen faktów
I to tak tu wersy do taktów, dodatków
Tu mam faktur ile numerów kont w banku
Ten syf i ***** z tym syn jakie masz sny
To rap sezon nie trezor my insomnią na sny
Śląski rap tyle wart, śląski szczeniacki fart
***** za każdy kant znów na karku trzydzieści lat

Cała Silesia, miejska poezja mieszka w sercach
Nasza energia to bród, smród i rap na pętlach
To trud prób witamy hałasem na koncertach
Jak loop-troop nowoczesna miejska orkiestra
Cauy Śląsk, ekstra flow i jak [?]
Na wyższy level, to kenbel w ryj radiu ESKA
To rebel styl w tekstach chill na imprezkach
I skill, bez nas polska scena traci sens, aj

Yo, mówi papa Siemianowickiego rapa
To ja [?] jakbyś nie zdążył załapać
Misja kłapać dziobem, ot tak se to robię
Wizja dać to tobie, po to to robię
Zumazany bany sobie, tobie i my wam
130 kilo rapu przy pięć gram
[?] Górny Śląsk jest najwyższą półką
[?] yo nawija o tym w kółko
Cauy Śląsk stoi teraz za mną
Chopcy, najwyższe kominy ze starą kopalnią

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice)

Zza mikrofonu witam, SNKB banditaz
Solo Miuosha płyta cauy Śląsk tu zawitał
Kilka osób nawijta, bit produkcja Skizza
Wokali śląskich mix na jednym tracku wypas
Chwytasz? Śląsk, Śląsk tu wyznacza piętno
Zjednoczeni jak próby z konsekwencją
Pewni swego, dumni pełną gębą
To tylko początek, przed nami jeszcze niejedno

Tu rap kiera loto po hawirach motloch
Niejedno ścieżyna rymami podloł
Mo to ło co inne się modlą
Pierońsko wiarygodność
Toć to nosz grunt, Śloncki bunt
Bez te koncki mosz woncki punkt widokowy
Bier full fechtu narechtuj geltu
I bez brechtu ej wpadej do Katowic

Siemasz Śląsk to na koncert podniesionych rąk
Rymy, jeden banan pękł to palony joy
Co jest? krajobraz tu jest specyficzny
Tu na oknach kurz, szybciej brudzą się szyby
To powietrze tu ma inny skład chemiczny
I od dawna tu wszyscy do tego przywykli
Tu się żyje inaczej niż na przykład w stolicy
Siema Śląsk, zostajemy prawdziwi

Ty lepiej zyr ten zelter jak masz kaca
Bo ta krew kropla śląski rap wzbogaca
Jak Iran uran nie słodki Don Juan
Banan, chipsy, koczowniczy styl życia
[?] wszystko spoko traf
Nam jest dobrze jak jest, niepotrzebny szelest
Żeby zdobyć Mount Everest, złote fele pierdzielę
Wolę wolne style jak wolne niedziele

*****ę wyliczanie dzielnic to grząski symbol
Tu na Śląsku za każdym winklem spotkasz styl
Trzymamy władzę, ty musisz się liczyć z tym
PosadŹ zadek, Silesia nadaje rytm
Bez wpadek, bo zawsze wiadomo kto wygra
A ostra riposta potnie wroga jak brzytwa
Dziś centrum hip-hopu, podziemia, górnictwa
Mamy sztygarów rapu i młodych gniewnych gdy bit gra

Przeca wiesz, że mnie znajdziesz w tym bajzlu
Poleca z tym równo, bo zdupio czos na wajzlu
Bier to gówno i strać się z nim w tańcu
Na wierchu nos słychać, czytej na drugim krańcu
To powrót do korzeni, bo od bajtla na tej ziemi
Węgla, stali, szybów kopalnianych, powietrza na bazie chemii
Silesia na pełnym gazie kopie z buta w pełnym składzie
Chopie płonemy jak huta, chopie tera wszyscy razem

Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej)
Cauy Śląsk... (ręce w górę, ręce wyżej, zróbcie hałas na Katowice
Słoń :
Pih, Ero, Słoń to przejebany Line Up
Twoja opinia o nas zwisa mi jak trup Husseina
To pijacka ferajna, łaki to nasz target
Mam wyrobioną markę jak jebany Nightstalker
Czuję tylko pogardę, nic innego we mnie nie ma
Ryby zdychają w jeziorach, a ptaki spadają z nieba
Czarna jak heban gleba zostaje na palcach
Jebać Step Up, zatańczysz dziś ostatniego walca
Zapraszam do tańca, nowy pożar wzniecam
Aplikując w nos proch z krematoryjnego pieca
Dzieciak, słysząc mnie robisz gały jak Gollum
Jakbyś z płetwami na girach biegał po minowym polu
Uderzam jak piorun, nie graj nam na nerwach
Zostanie po tobie tylko kupa zwęglonego ścierwa
Kolejny oberwał, konsoleta dymi
A ja z uśmiechem na twarzy zamykam drzwi od kabiny

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Pih :
Usiądz skromniej, dziś nie idziesz do roboty
Rozkładasz się jak kurwa po przeharowanej nocy
Za tą muzę stara cię zajebie w domu, ziomuś
Jak żona pijaka, wiecznie spadasz ze schodów
Co gdyby nie my? Co byś zrobił teraz?
Łoił patelachę pod lot trzmiela
Jedyny taki skład to alkoterapia
Po porady dzwoni do mnie twój pieprzony psychiatra
Bóg kręci ziemią? Ja poruszam niebo
To on kłóci się o wynik przy rzucie monetą
Napierdalają bębny, zaciskasz zęby
Dla gamoni już spływają tatuaże z henny
Maska Halloween na twarzy, zły do kości szpiku Pihu
Skąpa ździro - cukierek czy psikus ?
Nasza mała gra w pochowanego
Gaszę światło dźgam na oślep, inferno terror
Ze mną są zwyrole, twoja córka niech ucieka z domu
Chyba, że chce robić za dodatek do kondomów
Wcześniej czy później i tak skończysz w worku
Póki co twój krzyk, partytura tortur

Ref.
Każdy kojot wie, która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa, Radio Killa, Radio Killa
66.6 FM

Ero :
Ero, Pih, Słoń ty słyszysz to Radio Killa
Każdy z nas tylko na psach się z prawdą mija
W rozgłośniach hip-hop o Mamma Mia
Dziś to wszystko nie sięga nam do kija
Nawijam, co? Nie trafiam lamusom w gusta?
Im spust w usta, na nich patrzy chuj z lustra
Twoja kochana znów nie wpuszcza cię do łóżka?
Jest jak twoje nagrania, po cichu się puszcza
Do zdeptania pluskwa, chuj wbijam w to jak się czujesz
Ty nie słuchasz rapu, ty go tylko podsłuchujesz
Ktoś cię opluje ty powiesz, że pada deszcz
Chcesz być grubą rybą, a cię dupą zjada leszcz
Wiesz to 66.6 FM
Dla upadłych MC chłodny, żałobny tren
Znów odcinam wam tlen, co się dusisz
Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz

Ref. (x2)
Każdy kojot wie,która jest godzina
Nie ma na nas skurwysyna
66.6 FM to co słyszysz
Radio Killa radio killa radio killa
66.6 FM
[Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi]

Jeszcze raz miałem farta, nie tak kończy król
Choć nie powiem bym nie dostał wśród latających kul
Rozpraszający ból to przez rozerwany bark
Lecz jak patrzeć poza mną to ocalałych brak
(Ej) Pokazał mi hart ducha jak wyjść z masakry
Zastrzyk adrenaliny w akcji jak Gandhi
Ty bądź poważny, świat potrafi naciąć
Ale co by się nie działo to chłopaki nie płaczą
Byłem pewny siebie i jestem taki nadal
Nawet jeśli jutro psy będą łazić po sąsiadach
Potrzebuję lekarza, koszula cała we krwi,
Że można by wykręcić i krwią zalać butelki
Nie podpalam się wierz mi, muszę zatrzymać krwotok
Byle by dojść do auta, każda chwila jak złoto
Odpowiedz czemu biznes łączy się z siłą
Idź w pizdę, nie dam się wykończyć skurwysynom
Nikt nie jest święty jak go święci widzieli
Niejeden święty by mnie tutaj pierwszy odstrzelił
Centymetry od ziemi - uniesiony jak anioł
Mimo to powtarzam sobie, że świadomi przetrwają

Ref. 2x
Ja i Ty, nasze myśli jak i czarne sny
Ponad wszystkim, panie daj mi żyć
Jeśli jesteś w stanie - zrób to dziś
(Boże pomóż mi i prowadź)

Krew ścieka po rękach i krzepnie na ubraniu
Jestem słaby jakbym ważył tylko dziesięć kilogramów
Na pięcie przyhamuj, zostało kilka chwil
Przemieszczam się pomału, lecz czy wytrwam by żyć
Jeden krok, moment przerwy i znów kolejny krok
Gdy uświadamiam sobie, że tu cały stoję we krwi
Chcę zwyciężyć, wyjść z tej afery z zyskiem
Zabezpieczeniem dysk i papiery w walizce
To przez ambicje wybrałem taki los tu
Nie po to by istnieć dla wrażeń i kurortów
Tych wydarzeń od wniosków nie da się odciąć
Przez uwagę z rozsądku tylko wiedza jest forsą
Został metr, to dwa kroki do drzwi starego vana
Jeden cel muszę zdobyć choć mam niemoc w kolanach
To zamach był, znaczy pułapka
Ile warte jest co mam, że nienawiść przerasta?
Kręci mi się w głowie, mózg opada na kołnierz
Chyba to koniec, czuję że spadam na mordę
O grzechach daj zapomnieć, to przez to zło w miastach
To wszystko śpij spokojnie, na każdego jest czas brat

Ref. 2x
Ja i Ty, nasze myśli jak i czarne sny
Ponad wszystkim, panie daj mi żyć
Jeśli jesteś w stanie - zrób to dziś
(Boże pomóż mi i prowadź)

[Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi
Ważna nieustanna dobra wiara
Boże pomóż mi i prowadź]
Wiesz co się dzieje, wiesz co się dzieje
Wszystko się dzieje na twoich oczach
A ty nie wiesz co się dzieje
Na twoich oczach wszystko dzieje się

Ref.: Na twoich oczach wszystko dzieje się x2

Oko patrzy i co widzi realia
Wyłapuje wszystkie banalia
Nie ma cofania bo rozdana już talia
Realia, realia, realia
Ciemna noc, daleko do rana
Duży dom, a w nim ona sama
Szmery przy drzwiach wejściowych, stukot
Ona sama, a w telefonie głucho
Ciemną postać wzrokiem dotyka, panika
Adrenalina, która bije do głowy mocno
Pot przykleja do pleców koszule nocną
Przed oczami wszystkie przeżyte dni
Noża błysk i już śpi

Ref. x4

[Borixon]
To się dzieje, diabeł już się śmieje
Kolejna rekonstrukcja, to kit nie jest
Kilku gościom chodzi o szelest
W małym mieście kantor
W radiu przebój Ireny Santor
Są duzi, ten pierwszy to gladiator
Nic nie możesz poradzić na to
Pomiatają tobą jak brudną szmatą
Wiesz za co, za hajs, za to

Ref. x4

Coś się święci, wokół nastukani pacjenci
Po osiedlu diler się kręci
Ma kieszenie pełne ganji
Co na własną rękę przywiózł z Holandii
Już poszukują go grubi ludzie
Wie, na sucho mu to nie ujdzie
Chwile potem odzywa się krzykiem
Już zapoznał się z bagażnikiem
Migiem sam sobie cios zadał
Teraz już dla nich to będzie sprzedawał

Ref. x4
Nie potrzebujemy więcej słów,
Porozumiewamy się poprzez ruszanie głów
Tył w przód, przód w tył, tył w przód
Zrozumienie ciągnie się jak glut
Nagle cud, istny cud, olśnienie
Zrozumienie rozplenia się jak nasienie
Łączymy się z nimi jak sny jelenie
My i oni, oni i my, współistnienie
Ręka w rękę, ramie w ramię, rozmawianie
Kończynami wymachiwanie,
Przechylanie się i gibanie
W prawo, w lewo, w tył, w przód, taniec
Jesteśmy razem tak blisko pod tym samym rozkazem jak mrowisko
Łączymy się jak nazwisko ludzi łączy
Mimo wszystkich tych różnic ich dzielących
Pływamy umywani falami jak humbaki
Humba, humba - dajemy znaki
Rwiemy się do odczuwania jak niemowlaki do ssania
Mamy dość gadania

Nie potrzebujemy słów wcale
By zrozumieć siebie, ale
Czujemy własne żale
Te detale nie dają nam żyć dalej

Nie potrzebujemy słów wcale
By zrozumieć siebie, ale
Czujemy własne żale
Te detale nie dają nam żyć dalej

Bez słów znaczy nie mów do mnie nic
Jak bym leżał w śpiączce, miał po szyję gips
A szare zające te do łóżka kic jak po łące
Gram na smyczek koncert
Rozwesela mnie Twoja wiolonczela
Chcę Cię mieć teraz jak jasna cholera
Daję Ci znaki ciałem,
Ciało się rozpościera jak pościel
Otwiera na oścież jak księga
Będę nosił Cię na rękach
Nasza więź zaciska się jak szczęka
Będę pieprzył jak Piekarski na mękach
Co popadnie, lepiej bądź już dla mnie
O nic nie pytam, nie chcę znać odpowiedzi
Zębami zgrzytam, śledzę Cię jak śledzik
Psotny duch chłodny umysł nawiedził
Brak słów - to we mnie siedzi

Nie potrzebujemy słów wcale
By zrozumieć siebie, ale
Czujemy własne żale
Te detale nie dają nam żyć dalej

Nie potrzebujemy słów wcale
By zrozumieć siebie, ale
Czujemy własne żale
Te detale nie dają nam żyć dalej
K jak kurwica
A jak alkoholizm
T jak teorie spisków
idź w pizdu jak się boisz
ej wiesz ze jest tu Śląsk
znów daje Kapelmajster nad miastem hołd

Teraz na micu bracie daje rade pierdolić fejm
daje na ostro jadę skurwysynu proste jak zwierz
lubię co lubię i tak polubisz ja wiem
nie jesteś kurwa murzynem nie pierdol ten trend
ej bądź sobą nie oddaj tego za nic
rozpierdolę ten szajs do granic
nawet gdy jesteśmy dziennie obłąkani
Aniele Stróżu mój Katowice znów na fali
tu bracie znów na bani i chyta cie kurwica
talentu nie pożyczam bo mój stary mnie okrzyczał
z okna widzę szyb, z okna widzę spodek
zawsze daje rade w rapie popatrz samorodek
H jak hujaszek S jak skurwysyn
T jak tendencje do picia co ma ten skurczybyk
powiem tak "dobrze znam ten krajobraz"
30 lat tu żyję brat sobie wyobraź

K jak kurwica
A jak alkoholizm
T jak teorie spisków
idź w pizdu jak się boisz
ej wiesz ze jest tu Śląsk
znów daje Kapelmajster nad miastem hołd

Nie minął rok od premiery znowu wpadam tu man
zwija gram to ta wataha co spala chłam
aż spoglądam w to co gram
ja mam w chuju twoje zdanie
uwierz to ze tu jestem to coś więcej niż talent
robota co weekend, (?)
takie życie wiem man mogłoby być ciężej
mówisz że robili lipę że grubymi nićmi szyte
klękaj i poleruj aż się kurwa w nim przejże
są sprawy ważne i ważniejsze
ważniejsze i bliskie i wszystkie tematy jak niespełnione ambicje
i ja pcham ten syf i od zawsze mam wiarę
mówiłem brat to coś więcej niż talent
RAP - MIUOSH HAST konkret KATO za oknem
to miasto pachnie pięknie od kobiety gdy jest mokre
TuNaDole na dobre po życia kres
pierdolimy falstart to Śląsk tu jest
Grubo ponad dekadę temu, było ciepłe popołudnie
Całą ich edukację znosiłem dość paskudnie
Lekcja plastyki, boombox stoi na ławce
Płochliwe myśli pierzchają po mojej czaszce
Zaraz się zacznie, wtedy nic nie przypuszczałem
Nic nie podejrzewałem, bo niby skąd wiedzieć miałem
Na całe życie przedłużyła się ta lekcja
I zaraziła mnie ta hip-hop infekcja
Ktoś nacisnął play, świat zawirował dookoła mnie
Lecę, bo chcę, a nie, bo życie jest złe
Poczułem to i w jednej chwili odebrałem
Najemny przekaz z czasów bębnów i piszczałek
I poleciałem, nienawidziłem i kochałem
Wierzyłem, nie dowierzałem, biegłem i upadałem
W staccato tony szarpną sercem raz po raz
Aż nie chce się wierzyć, wszystko zdarzyło się wczoraj

Wszystko zdarzyło się wczoraj
Wszystko zdarzyło się wczoraj, pamiętasz?

Pamiętam rwane oddechy, krzyki i ciepłe cycki
Zdarzyło się wczoraj jak Włodzimierz Kalicki
Styl zbójnicki pierwszego razu, pośrodku lasu
Młodego czasu, chcesz hałasować - hałasuj
Baju, baju, nad brzegiem Ruczaju, ucieczka z raju
Niczym Adam z oliwnego gaju, myśli na haju
Węże syczą i kuszą, tak robią, no bo muszą
Niech się uduszą, niech dławią się moją duszą
Niech mają, niech charczą, plują i spierdalają
Zabawię się jak człowiek-pająk z pszczółką Mają
Podobno ci, co tak mają, to już tak mają
Jak leżą i się czają nieomal nie oddychają
Tyle obrazów i wspomnień, PDG żołnierz
Nie lałem za kołnierz, pędziłem nieprzytomnie
Tyle o mnie, zamiast pytać dlaczego?
Mówiąc nieskromnie - nie żałuję niczego

To zdarzyło się wczoraj...
To wszystko zdarzyło się wczoraj

Wczoraj był pierwszy koncert, skłot Eskulap Club
Mam w Kazamaty, rap gram, bo znam się na tym
Ja kudłaty, durnowaty nie wiedziałem, teraz wiem
Bit dzień za dniem pompuje moją krew
Niegdyś marzenie, dziś norma jak oka mgnienie
Radość i przerażenie, zemsta i przebaczenie
W celi przebudzenie, ostatnie tchnienie, na łożu śmierci
Najważniejsi bywają ci najmniejsi
Życie szybkie jak strzał z dwururki, potem już było z górki
Pierwszy krzyk, pierwszy oddech mojej córki
Ciemna noc w lesie, moi kolesie na przelocie
Zamiast błąkać się kocie, spróbuj prawdy dociec
Dam ci wszystko, zarobisz krocie, na wszystko pora
Nie do wiary, wszystko zdarzyło się wczoraj

To zdarzyło się wczoraj
Zdarzyło się wczoraj
To zdarzyło się wczoraj
To wszystko zdarzyło się wczoraj

[x2]
To zdarzyło się wczoraj, aż trudno w to uwierzyć
Po pierwsze przeżyć, po drugie się nie sprzeniewierzyć
Po trzecie wierzyć i wątpić z całego serca
Obraz mego życia miga w stu megahercach
To zdarzyło się wczoraj, aż trudno w to uwierzyć
Po pierwsze przeżyć, po drugie się nie sprzeniewierzyć
Po trzecie wierzyć i wątpić z całego serca
Obraz niezmącony miga w stu megahercach

Miga w stu megahercach
Obraz mego życia miga w stu megahercach
Styl warszawskich ulic reprezentuję
Styl warszawskich ulic
Reprezentuję styl warszawskich ulic
Chcesz jeszcze każdy za coś buli
Podwórka pełne żuli i narkomanów
Brudne dzieciaki kontra dzieci bananów
To nie z ekranu kolejny odcinek klanu
To rzeczywistość i ja po nastukaniu
Bit leci wolno jak joint na okrągło
Cały czas ora czaszkę mam spokojną
Bo razem z ziomkiem płynę
We dwóch zawsze raźniej
Wytęż wyobraźnię by nie być zagubionym
Następny joint skręcony ej ty na co czekasz
Daj zebrać myśli znów przyszłość ucieka
Człowiek nie zwlekaj łap każdą szansę
Robię co swoje pierdolę niuanse
Dobre imię lepsze niż pancerz
Lepkie palce i mikrofon w ręku
Dzieciaku bez lęków w XXI wieku
Wszystkie chwyty dozwolone są
Hemp Gru bez lipy zrozum to
Bilon WDZ ziom prosto z Emokah
Jeszcze jeden mach w razie co wiesz
Nie znamy się ciabach znasz ten fach
Pozdrawiam w każdym mieście
Wkurwia mnie że wszędzie są leszcze
Że zawsze znajdzie się ktoś kto będzie przeciw
Ktoś kto chce wbić ci nóż w plecy
Takie życie znasz to niestety
WDZ dobiłem do mety

BPP uniwersalny żołnierz
Warszawskich ulic styl da się lubić
Zabierz przewodnika żeby się nie zgubić
Naucz się języka by się porozumieć
Nie ważnie mieszkasz gdzie żeby to rozumieć
Świat rap rozszerza swoje macki
Jesteś bliżej rozwiązania zagadki
Są graficiarskie gangi
B-boyowe szajki wspólnoty didżejskie
Rodziny raperskie ja nawijam wierszem
Zaglądam w twoje serce nazywany wieszczem
Inaczej krawaciarzem kipi to miasto
Od politycznych afer zduszone w sosie
Wciąż niespełnionych marzeń i pustych obietnic
Przez to nie mięknie lecz swoim życiem tętni
Wojen i powstań wycierpiało męki
Przeżyło komunę oddaję mu szacunek
Czy to do ciebie trafia na czerwonym świetle
Rządowa mafia przez ulice miasta mknie
Wszyscy patrzą jakby pierwszy raz zobaczyli kurwy te
Wszyscy patrzą jakby pierwszy raz zobaczyli kurwy te

Warszawki styl emano
Ulica pozdrawia ulica leczy
Zastanawiasz się gdzie wychowują się twe dzieci
W betonowej dżungli leniwie czas leci
Ze mną kumple zawsze coś się skręci
Patrz tam psy niebieskie śmieci
Cała dzielnica od staników się świeci
Skąd to znasz do kurwy nędzy
Łatwy hajs ciągle nęci JLB aż do śmierci
Zmęczy cię syf to Mokotów stary
Nikt nie chce mieszkać już na osiedlach szarych
Nie jednych nie stać by napełnić gary
Nie będzie czary mary stoliczku nakryj się
Pieniądze to błogosławieństwo
Chcę by wypełniały kiermany me
Myślisz że jestem wygrzany
Nic podobnego to nie tylko tym
Mam władzę nad życiem swym
Strzeż się żmij prawda wal prosto w ryj
Dopiero później mów za co
Dla mnie też muzyka to narkotyk jak dla Waco
Na co by to wszystko było gdyby nie [?]
Pracą gęby nie wycieraj bo będziesz zbierał kły
Lepiej zacznij odliczać dni godziny i minuty
Na Emokah każdy kot na cztery łapy kuty
Czy dojdziemy na skróty do lepszego życia
Warszawska ulica to nasz styl bycia
Zjedz to przełknij i dopiero się zachwycaj ziom
Wciskam escape, play w kompakcie męczę.
Wierszem, rejestruję to, za co ręczę,
Odnajduję metr po metrze siebie, bez list pisma i praw,
W ręku skunk, jaki właściwie jest rap?
Jak mam żyć tu? Niby spokój umysłu
Panowanie nad bólem jak w jujitsu,
Na szyi Chrystus, wiara w duszy wzrasta,
Choć pcha nas w gruzy chamstwa larwa zbytku.
Fałsz goni za fałszem przybitych turystów,
Świat jak z komiksów, sen z powiek spędza,
Człowiek i nędza cel; dowieźć ten ciężar,
Z nożem przy węzłach, czy z Bogiem od serca?
Pod nogami betonowa preria Ryzyko,
O wzbudzana litość, g y kat nad potylicą wisi
Nie ma tak, by coś działo się bez przyczyn,
Wzrasta tylko ilość zniczy

Sekunda, koniec, wbite ostrze,
Płonie krew, znika śmiech z życia nonsens
Podróż w otchłań jak na północnej ścianie Lhotse
Zbyt późno by zostać, zbyt wcześnie by mówić, że jest dobrze.
Łatwo się zgubić, gdzieś między marzeniami,
Otaczani szarymi problemami, osądzani pochopnie,
Jeden na sto się wyrwie,
Jeden na sto kogoś potnie,
Jeden na sto dorośnie,
Jeden na sto do czegoś dojdzie,
Tak jest, nie jeden strugał mafię, awantury, połamane ręce,
Biografie streszczone w paragrafach, język na więziennych cytatach,
Kolejny zatarg; dług, gdzie jest Bóg? Nie! Gdzie jest kasa?
Dwa strzały znikąd jak w Manhattan.
Koniec, finisz, po co płacz i skrucha?
Płomień chwili, wolność złap i nie daj się oszukać.

Niby każdy ma świadomość tego, jak jest na dnie.
Nim upadnę, swoje odbiorę, lub zagarnę,
Mam się wstydzić? Zobacz, świat jak z nas szydzi,
Nóż przy gardle skruszy, nawet najtwardszy image.
Życie uczy ustalając wynik od tak od razu.
Non-stop w defensywie jak Lizarazu
Sztuka wizażu po nic, jak odchodzą znajomi
A miało być tak pięknie jak Naomi,
Wierzysz w to? - miło mi, szerzysz zło? - mnie pomiń.
Tylko prawda życie zdobi, zdobyć ją,
to jak otworzyć oczy czyste od utopii,
Od krzywd się nie odłączy nikt,
Za żadne skarby, zbrodnia poczucie winy karmi,
Nie ważne, elitarny, czy zwykły,
W każdym strach zmusza do modlitwy,
W obliczu śmierci nie ma sprytnych, nie ma odważnych,
Straszy brak uzyskania drugiej szansy...

Jedno na sto, zło tło
W loży od do dno tworzy,
Jeden na sto pozostanie zamulony. x4
Wtem wiolinowy mój abstraktu sen
przerywa przebudzenie w kraju mohera
Tlen PL mimo że brak mu sensu
jak żul puszki powoli
do kupy się zbiera
Sęk w tym że nie bywam kaktusem
któremu systemu skwar w mózg nie doskwiera
Era Stonką wyściela
nią narodowego mózgu trwała 200 lat
teraz to jak korki z bielan
mego pokolenia udręka

tęga żenady mordęga nęka mnie
wymiękam
taka to potęga, taka że klękam,
znowu ta piosenka powleka
mnie w lękach
jak lekomana w lekach męka
od reklam łepetyna pęka, krach na moralnych kręgach,
tnę karty półmartwy podarty tym że
wokół tylko narodu fuszerka, fuszerka
Czkawka w każdej profesji
stado hemoroidów
już ledwo się broni duch
Królowa prowizorka co dzień rzuca na
nas las asteroidów
nie licząc kilku twierdz
wszędzie szmelc i menda tabloidów
wszyscy kwicząc mimo serc
pełzamy na wózku
mentalnych inwalidów
robotnicy narodu mocą stalowych nitów
kombinowanie przyspawali nam
do plemników
mamy armie pomników
ale to w Katyniu leży
nasza nadwyżka IQ
w kolejnym systemie jesteśmy
tak wolni jak umysły paranoików
Tak oto czwarte przebudzenie...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo