Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Na krawędzi krawędzi balansuję jak śnięty
Wysokie bloki dach napędził strach wewnętrzny
Jeden błędny krok to jak samobójczy skok szok
Coraz bliżej ziemia i brak uderzenia
Nagle ocknąłem się wokół ciemno lecz dostrzegam
Że to mój prywatny kąt mój dom moja kwatera
Cały w nerwach chcę zasnąć ale boję się swych snów
Przytomny na wpół słyszę ogromny huk
Chyba tylko cud sprawił że znów jestem gdzie indziej
Jeden ruch a tu trup koleżki w windzie
Zmywam się na schody nogi jak z waty
Grzęznę jak w galarecie za mną lecą wariaty
Tacy chcą mnie dopaść myślę czy nie skoczyć z okna
To jak błędne koła gdy kolejny raz lecę
Prawie poczułem jak plecy wgniatają się w ziemię
Na wygrzewce przecieram oczy przebudzenie
Kurwa idę pierdyknę herbe
Ciepłe Airway potrzebne i wezmę się w garść
Może koszmar ten przejdzie i da spokojnie spać
Póki co kończę werset a ty miałeś tak?

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP

Chada Proceder na zawsze WGW
Czy chcesz czy nie ja wyrywam cię ze snu
Zamykam oczy i już mnie tutaj nie ma
Zamykam oczy bo nie chcę żyć w problemach
Nie dbam o ryzyko bo nic nie ryzykuję
Uciekam w zapomnienie po prostu nic nie czuję
Los prowokuje i ciągle kusi hajsem
Nie mam złudzeń gdy się zbudzę wykorzystam szansę
Między jawą a snem tu nic mi nie zagraża
Między jawą a snem tu nikt nie upokarza
Ucieknijmy od refleksji zróbmy to
Poznajmy co to dobro poznajmy co to zło
Otarłem się o dno i nie chcę już tam wracać
Tu gdzie rzeczywistość tu czeka ciężka praca
Nie chce nic tłumaczyć i niczego wyjaśniać
Nasza muzyka przewija się przez miasta
Masz dzieciak bierz dzieciak graj dzieciak
I stawiaj życiu czoła chociaż strach ciebie obleciał
Jak masz dość zamknij oczy masz do tego prawo
Między jawą a snem między snem a jawą

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP

Budzę się zlany zimnym potem
Zimną twarz przykrywam ciepłym kocem
Nie wiem czy to rzeczywistość czy to sen
Czy to jej mały procent czy to tlen
Nie dociera do mózgu
Chciałbym odpocząć leżąc w swoim łóżku
Odciąć się od świata kłamstw kłopotów bluzgów
Niestety w tych czasach to codzienności ustrój
Mój umysł odtwarza ten sam film nie mam na to wpływu
Przed oczami mam obrazy jak z negatywu
Boże daj mi proszę proszę jeszcze więcej rymów
Żebym mógł opisać tą chwilę jak to czuję bez sprzeciwu
Obleciał mnie strach pytam czy mam jakiś wybór
Myślę wtedy o bliskich o sytuacjach wszystkich
Zamknięty w czterech ścianach licząc straty zyski
Te bolesne trafiają we mnie jak pociski
Chcę zapaść w boski sen chwilowo uśpić zmysły

Ref.x2
Między jawą a snem pierwszy plan staje się tłem
Między dobrem a złem wypośrodkuj swój cel
Między górą a dnem toczymy twardą grę
Między nami WNB Chada ZIP
Pożycz mi płuca, bo moje się zapadły
Możesz pomyśleć też o butach, moje się już zdarły
Pożycz mi oczy, ja nie widzę już nic
Pożycz mi nogi, moje nie mają już siły iść
Pożycz serce, moje wciąż bije, ale to kamień
Pożycz rozsądek, ja wciąż czuje się jak błazen
Pożycz wiedzę, ja nic nie wiem do dzisiaj
Uszy też daj, w moich tylko głucha cisza - pożyczam
Wiem, że oddam, nie wiem kiedy, przepraszam
Wiem, że się nie poddam, nawet kiedy się wywracam
Działam na Twoich częściach zastępczych, pożycz dłonie
Włożę w nie długopis i napiszę wersy do niej
Pożycz dystans, ja często tracę nerwy
Pożycz swój czas, ja pozamieniam go w litery
Wiedz jedno - jeśli 'my' to wspólnie
Oddam Ci wszystko, długów żadnych nie masz u mnie

Długi to nie materia
To nasze ciała, słowa myśli, krew w arteriach
To coś więcej, bo już na zawsze pod skórą
A moje oczy są Twoje, jeśli chcesz bierz - strach jest bzdurą
A jeśli jestem tak śmiały by o coś prosić
By z Twej osobowości workami wynosić
Inspirację to pożycz siłę
Albo daj tysiąc atletów, bo sam nie wiem jak pociągnę te lokomotywę
I muszę nocami słuchać tępych fletów
A mógłbym siedzieć z diabłem u kelnerów
I pożyczyć czas na godzinę, przy barze tuż przed świtem
Zacząć dzień klinem
Z cyrografem w ręku wiedzieć że za to zgnije
Nie żałować przez chwilę
Czy chce aż tyle? Wiem ze może to krępować
Ale to w jedna stronę bilet gdy mógłbym wszystko oddać
Pożycz mi dusze bym mógł się zobowiązać
Podpisać papier, bo wszystko albo nic
Pomyśleć najpierw, nie gdy serce nie ma siły bić
Pożycz odwagę ja gdy wstaje mam problem
Bo wiem ile mam mocy, nie chcę rozmienić jej na drobne
Wzajemny portfel, bierz ile potrzebujesz
Drę te weksle - tylko to co czujesz mnie interesuje

Wiem kim jestem, znam moc samorodków
Myśli, serce wielkie - ognisko płonie w środku
Wiem i jeśli mam czelność ciebie prosić
To tylko dlatego, że za ciebie mógłbym nosić
Każdy ciężar, oddaj plecak chętnie wezmę
Oddaj strach, daj zaufanie, chwyć za rękę
Pożycz - nic nie chcę, wszystko mam tu obok
Pożycz, bierz - jeśli chcesz ja jestem tobą
Zawsze obok, bo dla nas MY transparentni
My, czyn i słowo - choć nieraz tak obojętni,
Bo duma, bo bla bla... strach - myśli klatka,
Miłość jest bezcenna, eskapizm to pułapka
To proste słowa, możesz nazwać je kiczem
ale dla mnie to było największe przeżycie
Naprawdę chciałem iść z Tobą przez życie
Nigdy nie pojmiesz co działo się w mojej psychice
Głupi marzyciel, to wszystko było mitem
Przeklinam moment gdy wszedłem na twoją orbitę
I zakręciłem się tak niesamowicie
I zatraciłem się tak na całe życie
O czym myślałem gdy patrzyłem w twoje oczy
chciałem po prostu rozproszyć się w rozkoszy
Roztoczyć nad tobą niebo, byłaś gwiazdą
Świeciłaś jasno, podziwiało Cię całe miasto
Byłaś moja iskrą rano i na dobranoc
W snach nocą chodziliśmy po plaży boso
Nagle czar prysnął, odebrałaś mi to wszystko
Życie stało się sączącą się trucizną

Ref.:
Twoje oczy już nigdy się nie przyśnią
Cienka linia między miłością i nienawiścią
Dziś mam wszystko, mogę wszystko
A żyje tylko zemstą jak Monte Christo

Twoje oczy już nigdy się nie przyśnią
Cienka linia między miłością i nienawiścią
Dziś mam wszystko, mogę wszystko
A żyje tylko zemstą.

Może to nie było miłością lecz złudzeniem
Dziś mogę żyć tylko pustym wspomnieniem
Daliśmy sobie wolność która mogła nas złamać
Lecz wcześniej potrafiliśmy o tym rozmawiać
nigdy nie chciałem się z tobą rozstawać
dlaczego przestaliśmy ze sobą rozmawiać
Los szalony chciał bym został stracony
Zdradzony gdy oglądałem już szczęścia salony
I mimo że czas płynął, nie chciałem innych imion
Albo być z Tobą albo zginąć
Dziś ze spokojną miną stoję nad twoją winą
Nie będę czekał całe życie jak Florentino za Ferminą
Choć te czasy też pełne są zarazy
Nie chcę wchodzić do tej samej rzeki dwa razy
Skończyło się klęską, i żyje tylko zemstą
Cierp tak jak ja za to co nam przed oczami przeszło
Za te noce gdy brakowało mi oddechu
Obyś dryfowała i nie znalazła brzegu
Ukojenia, szczęścia, przystani, nigdy
Dziś jestem inny, nie wracaj, jestem zimny

Ref.:
Twoje oczy już nigdy się nie przyśnią
Cienka linia między miłością i nienawiścią
Dziś mam wszystko, mogę wszystko
A żyje tylko zemstą jak Monte Christo

Twoje oczy już nigdy się nie przyśnią
Cienka linia między miłością i nienawiścią
Dziś mam wszystko, mogę wszystko
A żyje tylko zemstą.

Ref.:
Twoje oczy już nigdy się nie przyśnią
Cienka linia między miłością i nienawiścią
Dziś mam wszystko, mogę wszystko
a żyję tylko zemstą jak Monte Christo.

Twoje oczy już nigdy się nie przyśnią
Cienka linia między miłością i nienawiścią
Dziś mam wszystko, mogę wszystko
A żyję tylko zemstą.
Daj mi tą chwilę dziś
chociaż chwilę bym powstał
gdybym mógł życie bym za tą chwile oddał
muzyka od lat dziś mam ten przywilej
dostęp do bitów i najlepszych nawijek
poświęć na to chwilę nadchodzi moment
na który całe życie swe pracuje człowiek
O.S.T.R. i koniec P.M.M. i powiedz
kto jak nie my do tego doprowadził ziomek
Wężu kojarz z bokiem nagrajmy te sample
znów jestem w Łodzi nagrywam i tańczę
pro pro a jakże more flow w tej rap grze
ekipa w kadrze rap rytm i sample
daj mi ten bit daj uwierzyć w chwilę
chcę dziś usłyszeć echo braw za muzykę
zagrajmy koncert ekipa rap gry
P.M.M. O.S.T.R. poszukujemy prawdy

Jeśli w domu masz kurwę co cię zdradza
wypierdol ją za drzwi tylko ziomek doradzam
w sumie mnie nie przeszkadza
ale jak to wygląda jak miłość twego życia
wisi lapsom na jądrach
jak chcesz to zaryzykuj
ja znam jednego głąba
co partnerek szukał na zbiorniku
kiego chuja przy pliku pewnie bije Niemca
i taki z niego playboy jak ze mnie morderca
ty mi nie pierdol bo zawsze wiem co streszczam
posiadam flavour bogactwem treść w tych wierszach
choć dla nas piekło tym miastem jest od dziecka
płynie to tempo przez kratkę wprost do mieszkań
prosto z serca ci obiecuje dotrwam do końca
i jebać czy to będzie kurwa zwrotka miesiąca
nie za kontrakt czy konta palisz jointa lub browar
a w tym pojebanym świecie nawet zbrodnia to towar

Daj gorący ja L.A. zimny jak N.Y.
Pulsujący jak South Side i ze mną w to graj
podatny na high Głowa fanatyk balang
i z ostrym Ł.D.Z. zapach skuna czas zapić[?]
życie biorę na barki rap hula na hasmik [?]
scena studio hajsy mam to wszystko w garści
i niech się farci dziś jutro w ogóle
bit daj i nie mule zagram w to jak czuje
ponad tym szybujesz
wiem ze mnie zrozumiesz
ulice napędzam nowym stylem na albumie
i niech to płynie płynnie przy mnie i nie milknie
to słychać z blinkiem bo opijemy[?] single
wszystko udźwignę rap daje mi powód
deszcz meteorytów jak dziś pamiętam ziomuś
szczeciński rodowód poezja hip hopu
Ł.D.Z. Bałuty tutaj czuje się jak w domu
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest

Do chwili w której przyjdzie mi w kalendarz kopnąć
jointy wokół będą płonąć cipki będą moknąć
mam w furze z tyłu dwie, już rozbierają się
co chodzi im po głowie wiem one wiedzą czego chcę
moja ekipa do klubu wbita
tego wieczoru nie ma opcji żeby była lipa
mamy ze sobą dużo zioła dziewczyny dookoła
jeśli chcecie się zabawić to podbijcie do nas
chcę żeby skumała mój myślowy skrót
whisky cola lód na dziąsłach czuję chłód
brak mi tchu kiedy kręcisz nią tak
żadna inna nie ma w sobie tyle ognia
przymykam oczy wyobrażam sobie nas
sam na sam mała pokaż na co cię stać
chcę zabrać cię na kwadrat
na całą noc nie na kwadrans
dziewczyno bez kitu z nieba mi spadłaś

[x2]
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest

Do chwili w której jebnę w ramę
gęby moich ludzi roześmiane, nie ma czasu na lament
ziomek jedziemy dalej lolki baty bongi skręty
wszyscy moi ludzie każdy grubo *****nięty
moje życie to spontan szalone jak bonton
walimy sabotaż w klubie co sobota
rzucam siano do puli hazard pochłania raz
rzucam kości na stół i czekając zgarniam ten hajs
ziomek żyję tak jak by ten dzień
miałby być tym ostatnim a jeśli tak będzie
Boże daj mi stanąć jeszcze raz na szczycie
chcę ostatni raz spojrzeć stąd na swoje życie
nie chcę żałować nic więc robię to co
przychodzi mi na myśl całym dniem całą nocą
nie wiem jak najłatwiej ci to wytłumaczyć
po prostu żyjesz tylko raz potem tylko straszysz

[x2]
Do chwili kiedy umrę
biorę życie jakim jest choć bywa trudne
ciągle pochłonięty przez tematy brudne
biorę je jakim jest, biorę je jakim jest
Stawiam kropkę nad "i", przedstawiam me niewole, które zrzerają mnie od środka jak korniki korę. Tyłki wciśnięte w zamszowy nowy fotel, głowa na dębowym stole. Skaczę jak płyta na adapterze. Skaczę jak skoczek ze spadochronem, nad moim domem, co nie jest nomen - omen zapisane. Pole popisu mam więc całkiem duże, proszę burze oklasków w dużej temperaturze. Me niewole zdjąć jak z igły kurze, co daje czysty przester. Słowa mą bronią, rozpoczynamy jawkę ala spagetti western, wersja numer jeden z testu, Jeśli masz uruchomiony tester. ograniczyć me niewole, wysyłać hen prosto w przestrzeń, me niewole. Po błędnym kole, wyłączyć pole ochronne i tlenie, bo tlen mi potrzebny by oddychać ehe ehe. Niewole małe jak karteczek zwoje, ale rozpieszczone jak telewizyjni idole, zbędne niczym szafie mole. Komórkowe telefony, rozmowy, dryń dryń, me niewole

Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
Chodźmy w deszcz
By zmoczyć niewole, moje i Twoje niewole,
a chodźmy w deszcz

Dryń dryń telefon dzwoni i rusza od nowa. Nowe mity i Twoja mała mitologia, co nie zdoła mi założyć pęta. Produkujecie nowe trendy robicie im zdjęcia. Torebeczka do szminki, szminka do dupy, ja mam styl pierwszej próby. Strzelam słowami z elektrycznej tuby. A Ty chcesz gdzieś mnie zaszczepić, chcesz definicji mojej grupy krwi, która wiesz jak brzmi, bo tłucze o Twe membrany, a bit jest gruby. Przyczepił się do Ciebie jak do drzewa warstwa huby. A Ty najchętniej to rączki to byś mi związał pentelką. Za bardzo pop na podziemie, za bardzo podziemny na pop. Strumień bezłudzeń zanim obudzę się we włąściwym miejscu. Chcesz mi zafundować trumnę, ułożyc mnie jak skrzypce w futerale. Ostatnim gwoździem dobić mój talent, który i tak coraz rzadziej w radiu, nawet tym co ma twarz, a nie ma ryja. Teraz reklamy nie przerywają muzyki to muzyka reklamy przerywa, wszystko jest towarem. Pyk Pyk świeci i przemija

Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,

Chodźmy w deszcz!

Reklamy na słupie, reklamy na koszuli, na puli zbędnych nagrań. Reklamy na dupie i ciasteczku przeliczamy banknoty, czy starczy czy nie, czy rzut do tarczy i od razu numer 10, to niemożliwe. Musisz biec tup tup a masz tylko chwilę, dryń dryń faxy, idą szybkie ksero, wypalamy płytki nielegalnie w nero. galeria mokotów, czerwone koszule, garnek modna opaska, czapeczka siub siub, i szybciej szybciej puk puk goście, obiad, serwis pach nie sapać, nie chrapać. Budzik - wstać rano, buty, spodnie, koszula, biegiem, drzewo numer 1, drzewo numer 2, drzewo numer 3, drzewo numer 27, niewole ehe ehe

Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
Chodźmy w deszcz,
a chodźmy w deszcz,
zmoczyć niewole, moje, Twoje małe, duże niewole. Moje, Twoje niewole! Niewole! Nie - niewole
Napisany tekst w minutę, jeszcze godziny upłyną
Zanim się poruszę, jeśli chcesz nauczę ciebie
Wiem, nie muszę ale dźwięk tu kluczem, a nie wdzięk
Nie kupię tego w dzień, czy w klubie czy przez net
Rozumiesz to, czy nie? co smakuje i gdzie
Ten hamulec to lęk, czy zamulę to stres
Czy w ogóle masz gest? ze skunem czyli bez
Bibułek to bym zdechł
Weź półkulę na wdech tu znieczulę tym krew
Czy reflektujesz śmiech? czy ciśnienie już wrze

To na ratunek hemp, cały szacunek w zen
Mamy naturę, cień się odnajduję w niej
Czy to twój human race? czy brat umiem tak biec?
Bez rządów USA, bo głąbów tu nie mniej
Tu żałuje ten sęp albo też chujem jest
Dobra starczy tych przemyśleń
Częstuję, bucha chcesz?

[x2]
Brat mi nie potrzebne zyski czy profity
Bo kiedy palę myślę o wszystkim i o niczym
Brat, nawet ja nie chcę, jeśli ma biec to szybciej
Wolę usiąść, zapalić, bez ciśnień pomyśleć

A gdybym mógł tak stać przez całe życie z mikrofonem
To nasz ogień mamy człowiek na Bałutach funk
Nie wierzę w cud i raj, ja kocham życie po sam koniec
Damy tobie ziomek słowie dwutakt i bank
Czy przemielę ten kraj ze wschodu na zachód?
Damy światu cały zasób czyli styl, ziele i rap
Chodź niewiele mam to do przodu brachu
Mamy w baku mały zakup, czym niszczy ten siebie da?
Ja nie zmienię w hajs relaksu jak i czasu
Który z laku braku brachu batów w ziemię wcieli w hash
Nim się przeleje nasz
Czy zdołamy odnaleźć glebę z niebem
Co swym chlebem ziomek tu wyżywi nas
Czy mam się tego bać? się zastanawiam stale
Jeden gniewem broni mnie, nie, nie wiem, wolę bity, rap
Lecz czy to ważne brat?
Dosyć tych przemyśleń, bo w końcu zgaśnie bat
Witam na bitach, wita Mezo kapitan
Witam w świecie w którym rządzi kapitał
Kto tak nie sądzi jest jak kosmita lub yeti
W świecie w którym rządzi marketing
Nie walczę o wolność południowej Osetii
Walczę o wolność swojej nowej kasety
Pośród sztormów i burz, chyba już opadł kurz
Świat mnie trochę oszukał i zbrukał
Coż, idę dalej i podnoszę pułap
M do E do Z do O wieczny tułacz
Wypływa na szerokie wody - jak Odys
Lajner służy tyle lat a jest - jak nowy
Czuję się jak młody Bóg, wstąpił we mnie nowy duch
Jestem gotowy na nowy ruch
na nowy trud, i nie ma mowy tu o białej fladze
gnamy wciąż do świata naszych marzeń

Ref.
Jestem Jacek Mejer, niosę nadzieję
Rok 2-0-1-1, start
Wyruszam Lajnerem w kolejną odyseję
A gdy widzę problem mówię CEL-PAL

Czasem nie wiesz, co wybrać? Wcale się nie dziwię
Życie -- nieustanna walka przeciwieństw
Dramatyczna jak grecki epos
Gdzie się podział rycerski etos poprzednich epok
Biegniemy jak szczury by zgubić peleton
Na ślepo, na dopalaczach czy innych epo
Ja nie chcę tą drogą iść, i nie chcę w ten sposób żyć
Choć wiem do ideału mi daleko
Dlatego biorę oddech i łapie świeżość
I piję za tych, którzy już w nic nie wierzą
Popadli w tarapaty, podpadli pod paragrafy
Zostaw przeszłość, nie wyciągaj trupa z szafy
Błędy młodości, dziś jesteśmy dorośli
Świadkowie naoczni, daj to na głośnik
8-2 rocznik, 2-8 lat na karku cóż
Nie siedzimy w parku już

Ta pogoń nie ma końca, i taki
jest problem , że nie znajdujemy swej Itaki
Życie - ulotne i kruche
Dzisiaj jest super, jutro możesz być trupem
Skazani na wieczny bieg, pewną klęskę
Wybór jest naszym darem i przekleństwem
Nienasyceni, spóźnieni jak PKP
Nie policzymy szczęścia w PKB
Wszystkiego nie załatwi NLP
A ty tego nie przetrwasz jak NRD
Biegniemy na bezdechu, wśród zgiełku i pośpiechu
Świecie, daj odpocząć na chwilę przy brzegu
Nabrać sił by znów ruszyć w dal
Kolejny start, kolejny cel-pal
Zrozum, choć tyle rzeczy różni nas na pozór
Mimo wszystko to wiele rzeczy łączy nas obu
Każdy ma własny rozum, każdy po swojemu żyje
Znowu kolejny teks a trudno znaleźć sens jest na ogół /x2

Tak samo ja Ty oddycham jak Ty jak Wy i tak my
Znam tych i Ty tamtych Ty starczy tak samo pijesz-pij
Melanżuję jak Wy nie jednak wiesz tego bądź pewny
Zaboli krzyknę albo ugryzę się w język
Pierdolę bitwę wole wojnę zwyciężyć
Być nie zły być sobą tego chcesz? Ja tak samo
Być lepszym niż wczoraj wieczorem dziś rano
Być pewny swojego i swoich na czym się stoi
Bo mnie tak jak ciebie kiedyś porażka zaboli
Bo tak u mnie jak u Ciebie łzy płyną słone
Jak Ty muszę wybrać w którą iść stronę.
Z fasonem i twarzą taką jak przedtem
ale wiesz co? Ja piszę Ty słuchasz to jest najlepsze
jedyna różnica? Wątpię..
ale jedyna w tym tekście kończę...

Zrozum, choć tyle rzeczy różni nas na pozór
Mimo wszystko to wiele rzeczy łączy nas obu
Każdy ma własny rozum, każdy po swojemu żyje
Znowu kolejny tekst a trudno znaleźć sens jest na ogół /x2

Podejrzewam że nie różnimy się aż tak wręcz odwrotnie
Wierzę że mamy podobną opcję. Że Świat który ty widzisz za oknem
Że Świat w którym ja dorosłem mówiąc najprościej jest taki sam
Podejrzewam że nie różnimy się aż tak zrozum
Chociaż na pozór trudno to wszystko dostrzec
Jak Ty podobnie reaguję jak mam problem
Znowu wkurwiam się jak mam tylko jakiś powód
A Ty? Ty pewnie też tak samo masz na ogół
Proste nie jesteśmy jak dwie wody krople
Ale Tobie i mnie te tematy nie są obce
Nawijam o tym Ty o tym słuchasz bo w tym moc jest
Ja daję rym na bit w Tobie to wzbudza emocje
Widzisz? Słuchając możesz to co ja widziałem dostrzec
To takie proste obaj jesteśmy tylko ludźmi
I wiesz co ? Jesteśmy tak podobni choć tak różni...

Zrozum, choć tyle rzeczy różni nas na pozór
Mimo wszystko to wiele rzeczy łączy nas obu
Każdy ma własny rozum, każdy po swojemu żyje
Znowu kolejny tekst a trudno znaleźć sens jest na ogół /x2
[Liber]
Polski sarmata to pijacka krucjata
Język lata jak łopata
Potem męczy się i plącze
Ja kolejny browar sącze (ale najebany)
Jeszcze nie kończe
Mam kondycje, moją chwiejącą pozycje
Dzięki temu, że lubie tradycje
Nic mnie nie wybije z równowagi psychicznej
Tak jak dragi, ćpuny to są wraki
Już nie godne mej uwagi
Nigdy więcej nie poświęce
Dla mnie prosze złoto w butelce
Gul, gul, gul i wciąga mnie jak twister
Uzupełniam braki, idzie już nowy karnister (no myśle)
To szkodzi zdrowiu, mówi minister
Który sam nie stroni
Ani kropli nie uroni kiedy kwas polewa
Odmówić nie wypada, przeciąga się i ziewa
Potem siada na skórzanym fotelu
Potem gada od rzeczy
Za dużo, za dużo wypił cieczy
Przespał osiem godzin, w głowie szumi, co za ból
Chwyta butelke i robi gul, gul, gul

Ref.:
I gul, gul, gul i tak się staje żul
Gul, gul, gul ładuj zbiornik na full
Gul, gul, gul i tak się staje żul
Gul, gul, gul, gul, gul, gul, gul, gul, gul

[Doniu]
Butelka i gardła, niezłe przyżądy
Dzięki którym możesz poczuć w głowie zajebiste prądy
Obraz jak w Rubinie, ostrości brakuje
Trochę kontrast tu zawodzi no i głośność szwankuje
Oznaki chlania, łojenia, pizgania
Na okrągło dawania
Trzeźwością pogardzania
Na plusie dobry humor, giętkość języka
Imprezowa dynamika, bo ty ciągle tykasz (tykasz)
Jak bomba zegarowa twoja głowa, nie!
Tragedia Kurska tu się chowa
Kiedy rano w lustrze zombi
A we łbie ostro trąbi
Mówisz to ostatni raz
Lecz zanim zrobisz pas stwierdzisz
Najwyżej pójdę do AA
I dalej, choć ospale
Bierzesz browal i w kanale nie przejęty wcale
Kończysz wątek
-tak, słucham-
-cześć mówi Liber, pizgamy w piątek, wiesz?-

Ref.

[Kris]
Popijawa z kumplami piękna sprawa
Pamiętam to, że nikt nie odstawał
Każdy z nas przynajmiej raz spawał
Butelek nawał, potencjał niezły by się zdawał (tak)
Zawsze tyle by nie zabrakło
Połowa jest ze skórą wyblakłą, jak trupy bladą
Żegna się z gromadą, żegna się z zasadą godnie
Jak się daje to porządnie
Nie jednokrotnie do przedawkowania chwila
Te wyznania dla promila w różnych stylach
Kończy się tak samo, pamięcią przerwanął
Postawą zachwianął, lekkim przechyleniem
10 w skali Bufforta, wykręcona morda
Ostatni kontakt z otoczeniem
Następny krok ze zwątpieniem
To nie wrażenie, już wiem, że przesadziłem
Nie żałuje, dobrze się bawiłem
I wszystko grało
Obudziłem się i nie wiem co się stało
Wzrokiem wodze, patrze leże na podłodze

Ref: x4

-jestem król-
Od początku muszę tego słuchać?
Ta, musisz.
Dobra, niech tak będzie.

MAGIK:
Ja tego muszę słuchać...

Raz
Gdybam. Gdyby to nie było na niby x2
Gdyby, gdyby to nie było na niby
Gdyby świat cały
Obrósł w niebieskie migdały
Gdyby Magik był doskonały
Gdyby podziały gdzieś się podziały
Gdyby ryby głos też miały
Kaktusy na dłoniach by wyrastały
Gdyby po Ziemi stąpały ideały
Biały byłby czarny
A czarny biały
Indywidualnie na życzenie upały
Wciąż smakowały te same specjały
Minerały każdej skały
Szlachetne jak kryształy
A wszystkie kawały
To tylko kawały
Gdyby czyn był godny chwały.

FOKUS:
Gdyby Fokus nie był tak zarozumiały
Gdyby wrony nie krakały
Gdyby kozy nie skakały
Gdyby tak psy nie gryzły,koty nie drapały
A komary nie wkurwiały
Gdyby dyskojeby tak się nie rzucały
Gdyby równiejsze z równymi równać chciały
Gdyby nowe hip hopowe kluby powstawały
Gdyby foki w klubach tych dupami wywijały
A ekipy rymowały
A się nie napierdalały
Gdyby składy tak jak mówią reprezentowały
Gdyby z pióra słowa dosłowne spływały
Gdyby w Gie O Pe zwykłe deszcze padały
Gdyby szyby i kominy mnie nie otaczały
A kraina Niby-Niby
Gdyby kromki spadały odwrotnie
Gdyby przerzutnie pociągały mnie okropnie
Gdyby rymy się składały wielokrotnie
Gdyby hip hopowe głowy dostawały stopnie
A stopnie wystawiane by nie były pochopnie
Gdyby u mnie na oknie stały
Kwiaty paproci i niebieskie migdały
Gdyby ich cechy się uzupełniały

RAHIM:
Gdyby cudowne sny się sprawdzały
Gdyby Rahim zbierał pochwały
Gdyby problemy zmieniały się w banały
Gdyby z wszystkich treści morały wypływały
Gdyby partnerki partnerów swych kochały
Gdyby oczy nie płakały
A usta się wciąż śmiały
Gdyby powracały piękne chwile i trwały
Gdyby lepsze czasy nastały
Gdyby kawki nie padały
Gdyby pały nie ścigały
Gdyby składy hip hop grały
Przy tym nie dawały chały
Gdyby gazy nie wybuchały
A pożary nie wyniszczały
Gdyby wody nie zalewały
Kataklizmy nie istniały
Gdyby bratnie dusze się wspierały
I sobie ufały
Gdyby rymy tylko na wolno powstawały
Gdyby farby nie zaciekały
I na murze nie matowiały
Gdyby wielkie nominały
Każdą kieszeń oblężały
Na plakatach by widniały
PFK inicjały
No a konfesjonały
By innowierców pochłaniały
Gdyby wszelkie bariery pozanikały
Gdyby żadne serduszka nie pękały
Gdyby kary winnych spotykały
Gdyby każdy był wyrozumiały
DonGuralEsko
Goryl feat. Waldemar Kasta, Miodu, Grubson

Idzie goryl we mgle, goryl we mgle..
Goryl we mnie mówi mi, a goryl we mnie mówi mi,
a goryl we mnie mówi mi, a goryl we mnie mówi,
Goryl we mgle, to jest goryl we mgle,
ten goryl we mnie mówi mi, a goryl we mnie mówi mi,
a goryl we mnie, a goryl we mnie mówi mi,
a goryl we mnie mówi mi, a goryl we mnie mówi mi,
ten goryl we mnie mówi mi, ten goryl we mnie mówi mi..
ten goryl który mówi mi..

[donGuralesko]

Ej..
Goryl we mnie mówi patrz, mówi walcz,
Goryl we mnie mówi nie daj się ogłupić,
Goryl we mnie mówi wstań, mówi idź,
Goryl we mnie mówi nie daj się przekupić,
tym skurwysynom!!

Goryl we mnie mówi mi, nie wierz im, nie wierz w nic,
na końcu dnia przecież nie wie nic,
Stój na straży, gdy szala się przeważy nie wiesz kiedy,
zastępy bladych twarzy brony, dredy.

To jest goryl we mgle, gdzie zielony swe kolory drzew,
odgania spory złe, prawdy meteoryt mknie,
na bok wzory złe, sodomy i gomory chlew,
dziś słucham tylko goryla we mgle!

We mnie...
A goryl we mnie mówi mi, mówi mi... mówi mi...,
A goryl we mnie mówi mi, to ten goryl mówi mi.., ten goryl mówi mi..
mówi mi... , mówi mi...

[Kasta]

Ten goryl we mnie mówi pójdź, mówi znajdź,
Goryl we mnie mówi rób i nie żałuj.
Ej..
goryl we mnie mówi wuuuf, mówi znów,
rapuj wczoraj, dziś, rapuj nazajutrz,
RAGAMAN!

Ten goryl we mnie mówi mi...

Ten goryl we mnie mówi graj, mówi daj,
I mówi znaj muzykę co dla ludzi,
Goryl we mnie mówi masz, mówi zdasz egzamin swój,
jeśli ich nią pobudzisz, tak mówi mi.

[Miodu]
Zbyt wiele tu dróg, za dużo ludzi czekających ciągle na cud,
Błąd goni błąd.
A gdybym tak mógł powiedzieć im, to mija,
muzyka zmyje z Ciebie bród.

A goryl we mnie mówi..
Yes I, yes I, yes I

Ja tego nie sprzedam, bo nie ma tu na to ceny,
zobacz chłopak, moja przeszłość to ogień!
Mówią, że rady nie dam,
a goryl we mnie mówi mi, że to co najbardziej cenne, mam w Sobie.

[Grubson]

Ja tu tylko siedzę w Tobie, obserwuje nic nie robię,
nic dwa-cztery na dobę, a tak naprawdę to pic na wodę,
on głęboko we mnie zakorzeniony,
ja jego mocą zarażony,
daje mi siłę bym przetrwał,
znika na chwile bym bać się przestał.

A goryl we mnie mówi mi...
Nie bój się kochać ludzi,
szanować i wybaczać,
Nie pozwól aby w Tobie diabeł się obudził,
by w głowie przewracać.
Mówi mi by stłumić tych, co chcą bym upadł nisko,
I gubi ich, wystawiając na pośmiewisko.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo