Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Suko, wjeżdżam ci do studia przecinam mózgową korę
Jesteś zakałą południa, Katowic nowotworem
Dissów amatorem, nie nazywaj mnie ziomem
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Nie jeździłem na kolonie, dla ciebie zrobię obóz
Rap-Oświęcim, skup się, czaisz Fokus
Charyzma twej ekipy dawno wyskoczyła z bloku
Teraz Doda/Fokus, hokus pokus, siedem pokus, tej
Przejąłeś fanów po koledze, twój rap to lipa
Nie ma Magika, traci czar Paktofonika
Kto do kogo suko fika masz tu same fakty
Prawda na głośnikach, scena dopinguje, patrzy
Nawet twoi fani leją z "Afterparty"
Jesteś zerem a nie bogiem, daje tobie z tlenu zastrzyk
Nie jesteś legendą, sam pogrzebałeś siebie
Jedyny mówię głośno, że dla sceny jesteś śmieciem

Ref.
Kto do kogo suko fika?
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Twój rap to lipa, twój rap to lipa
Skup się, czaisz Fokus.

2. Mówisz, że cię nie znam a rozmawialiśmy przecież
Poznań, "Piwnica" i po koncercie backstage
2008 stary Fokus już się wozi
Starłem ciebie, u mnie w mieście byłem numer jeden młodzik
Mówiłem, że cię szanuje i że polski rap kuleje
Że wychodzi dużo gówna, że lepszy czas nadejdzie
Ty nie patrząc na mnie z pogardy uśmiechem
Mówisz: "po co to robisz?" i wychodzisz na scenę
Gdybym był takim patusem zrobiłbym ci z dupy przecier
Już wtedy wiedziałem, że jesteś zwykłym plebsem
Czekałem parę lat na odpowiedni moment
Aż będę miał pozycję w rapie i zrównam cię z betonem
I słuchaj jak to robię, argumenty moja oręż
Nie muszę przeklinać żebyś nazwał to hardcorem
Co ty mi powiesz? Że rapuję pod techno?
Twoja marna bragga, flow upośledzony lektor
Wersy na ciebie piszę słabszą lewą ręką
Prawą zostawiam dla lepszych, oni przeze mnie polegną
Biuro Ochrony Rapu - to nie jest puste hasło
Biorę twój sześcian i przecinam go jak masło

Ref.
Kto do kogo suko fika?
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Twój rap to lipa, twój rap to lipa
Skup się, czaisz Fokus.

3. Wersy B.O.R pisałem wczesną wiosną
Na jesień pasują do ciebie są dla twego ego chłostą
Tak artysto, ja przewiduje przyszłość
Wiedziałem co zrobisz, że jesteś komercyjną dziwką
Jak ci nie wstyd ty turbo hipokryto
Kiedyś jechałeś po nim, dziś macie wspólne koryto
Moje słowa jak kopyto witają się z twoją mordą
Nie chodzi o hajs, ma się dobrze moje konto
Chyba mógłbym cię kupić bo nie wziąłeś za to hajsu
Dobra wymówka, nikt nie wyceni tego lansu
Twoje 5 minut wydłużone do kwadransu
Białe adiki do koszuli pod fanów z gimnazjum
Twój napis na koszulce był sygnałem S.O.S.
Tylko na nim był rap, reszta to chujowy wers
Nie pierdol o rozwoju, że to promuje hip hop
"Fuck it" to słaby numer z plastikową dziwką
To ja promuje rozwój i poszerzam horyzonty
A twoi odbiorcy nie znają mojej twórczości
Ty też jej nie znasz, ty pusty ignorancie
Ja znam swojego wroga i tracisz gruby pancerz
Wiem, wielu sezonowców będzie dzisiaj przy tobie
Liczysz na ich pomoc, po roku puszczasz odpowiedź
Zaczną forumową wojnę po lepszą promocję
Armia z multikina na internetowym froncie
Tutaj nie ma braggi, pancze oparte na fakcie
Jeden diss, kończy beef, rozjebałem cię na starcie

Ref.
Kto do kogo suko fika?
Beef z celebrytą, kurwa, pierwszy w hip hopie
Twój rap to lipa, twój rap to lipa
Skup się, czaisz Fokus.
Ugniatam przełęcz między dwoma snami
Palce w księżyc splecione, lepią dla mnie kraj
Pośród światła i świerków u zbiegu przesmyków zawiązanych wąwozu
Tam w dole niewątpliwie coś jest
W porcelanowym kopcu świetlistej wieży z pereł
Pod najcichszym z dachów tam po środku niewątpliwie ktoś jest
Siedzisz tam sama w spóźnionej szacie żalu
W smutnej sukni, która jeszcze czeka
Z jarzębinowym wiankiem w pobożnych ciszemkach niewątpliwie to ty
Schowana we włosach, jasnych włosach wiosny
Ugniatasz przełęcz na dwa sny
Dotykiem budzę Cię do życia
Jeden sen ja, drugi sen Ty

Zostaw ją i odpuść se, nie staraj się, Ty nie znasz jej
Poszukaj gdzieś bo to nie ta,
Zawijaj stąd, zawijaj sam
Nie pisz i nie dzwoń, nie pukaj, nie patrz
Nie rób nadziei sobie to nie ta liga
Przestań ją śledzić, przestań śnić
To gówno prawda, że nie umiesz bez niej żyć

Odezwij się, napisz jej list
Ofiaruj myśl, by bliżej być
Kawały, śmiech, spacer i park
Kolacja, wino, pocałunek, seks, ha
Kolejny dzień, osobno znów
Coś jest nie tak, znów brak Ci tchu
Gdzie ona jest? Czy jeszcze śpi?
Tylko nie mów że umiesz bez niej żyć.
On przychodzi do mnie, bo
chce mnie porwać w piekło, są
ju ż tam ci którzy nie dali rady
ja stoję tu i pieprzę to zło

Ence pence , w której ręce
Pieprzę to zło, bo dobro może więcej
Choć przychodzi tutaj, chce być jej jeńcem
Ja wyciągam palec i zaczynam klęczeć
Weź mnie jak chcesz, albo weź me ciało
rozumu strzegę bo strzegę doskonałość.
Nie jestem mędrcem, jestem zwykłym człowiekiem
A czuję się odmieńcem, bo nie biorę królów w kieszeń
Chronie dobro, bo przecież chronie przestrzeń,
W której można znaleźć schron przed tym złym miejscem
Nie wygram do końca z diabelskim uśmiechem, serca nie weźmiesz bo jest w prawdziwym sejfie,
Gdy otwieram oczy rano widzę jego mordę
Świat się poddał jakby on był naszym ziomblem.
A ten szatan nie będzie Bogiem
Podasz mu rękę, to tak jakbyś wskoczył w jego ogień.

On przychodzi do mnie bo
chce mnie porwać w piekło, są
już tam ci którzy nie dali rady
ja stoję tu i pieprzę to zło

Hokus pokus, pełno go wokół
Rzuca klątwy zmienia te dni w popiół
Siedzimy w mroku, już nikt tego nie widzi,
Mówisz: "Daj mi spokój, niech wiara siedzi z boku".
Dzisiaj żyjemy, jutro ostatnia droga
Z roku do roku, wyśmiewany los, zobacz
Jesteś mistrzem, jesteś nikim
Przez pieprzony hajs, szerzą się stereotypy.
Nic nas nie różni, nic nas nie dzieli
Nawet jak ten pieniądz ci sam wychodzi z jelit
To nic nie zmieni, w krainie cieni
Jesteś takim samym kundlem, jak każdy na tej ziemi.

On przychodzi do mnie bo
chce mnie porwać w piekło, są
już tam ci którzy nie dali rady
ja stoję tu i pieprzę to zło. (4x)
Siemano, z tej strony B.R.O. a to jest RAP ONE SHOT!

Ref.
Mam ten vibe, (co?)
Pora obudzić ten pierdolony kraj, (aha)
i nie chodzi tu o hajs, (dokładnie tak)
Chodzi o styl, który siedzi w nas. (dlatego wiesz że)
Mam ten vibe, (co?)
Pora obudzić ten pierdolony kraj, (aha)
i nie chodzi tu o hajs,
Chodzi o styl, który siedzi w nas. (co?)

Najwyższa pora zbudzić kraj, który mamy w rękach,
dzwoni budzik, ale kurwa nie ma opcji "drzemka",
wielu MC będzie mówić Ci, że ma potencjał,
lecz więcej dopowiedzenia ma niż sztuczna szczęka.
Jak mnie nie znasz- to odpal moją mordę na zdjęciu,
kładę zwrotki lepiej niż Boeing`a Wrona w Okęciu,
Rapsy innych? To tak jakbyś palił jointa na pięciu,
Mój to dawka, po której tutaj skonasz na miejscu. Wiesz?
Wbijam na scenę tak jak na rynek Frugo
teraz możesz być pewien jak nawinę tu grubo.
Jestem gnojem bo na tej scenie gram tu niedługo,
nadeszły najgorsze czasy dla tych co mnie nie lubią.
Dla tych, którzy są ze mną wkładam serce w ten wokal,
bo to Oni, a nie hajs tutaj dali mi kopa,
to nie flota lecz fani są tu miarą sukcesu,
masz tu młodego kota co ma łeb do biznesu.

Ref.
Mam ten vibe, (co?)
Pora obudzić ten pierdolony kraj, (aha)
i nie chodzi tu o hajs, (dokładnie tak)
Chodzi o styl, który siedzi w nas. (dlatego wiesz że)
Mam ten vibe, (co?)
Pora obudzić ten pierdolony kraj, (aha)
i nie chodzi tu o hajs,
Chodzi o styl, który siedzi w nas. (co?)

Najwyższa pora zbudzić kraj, dam mu więcej mocy,
niech ten wajb porywa serca od południa do północy.
Wiem, że jestem w stanie jeszcze cie zaskoczyć,
to jest coś czego nie było więc spójrzmy prawdzie w oczy.
Ja plus takie bity to jest mega forma,
słowa same się składają pod to megazorda.
Wiesz bawię się muzyką. Jak narzekasz, morda,
weź wyłącz i nie słuchaj i nie szczekaj, dobra?
Pora zmienić program, rap tu robi za pilot,
ale media to baterie więc się robi nie miło,
my robimy swoje gówno, nie wpychamy się siłą,
No bo ludzie wolą nas, chodziarz pozory mylą,
A Ja? W gruncie rzeczy jestem taki jak ty,
lubię chodzić na melanże, grać na PS3.
Jeśli chodzi o tą plansze to zmienimy ją my,
zwykłe dzieciaki, które czują, że rap schodzi na psy.

Ref.
Mam ten vibe, (co?)
Pora obudzić ten pierdolony kraj, (aha)
i nie chodzi tu o hajs, (dokładnie tak)
Chodzi o styl, który siedzi w nas. (dlatego wiesz że)
Mam ten vibe, (co?)
Pora obudzić ten pierdolony kraj, (aha)
i nie chodzi tu o hajs,
Chodzi o styl, który siedzi w nas. (co?)

Wiesz?
Najwyższa pora zbudzić kraj, wejść na grubo z głową,
Widzisz mam 20 lat. Rap da mu drugą młodość,
ty możesz mnie nie lubić, ale wiesz, że jestem sobą,
nie zmieni mnie ten fame ziomuś daje Ci słowo.
Ludzie w moim wieku dzięki mnie dziś mają wiarę,
że nawet w dzisiejszych czasach można wykorzystać talent.
Więc, to jest sygnałem dla gówniarzy na tej scenie,
że z rapem teraz wchodzi na nią drugie pokolenie.
Wiesz, druga fala ten rap co napierdala,
pod scena łap w górze jest las to pełna sala,
i kiedy wciskam gaz ten świat zostaje w tyle,
hejterzy chcą zniszczyć nas, rap daje siłę.
Nie bierz mnie za celebrytę. Ja nie gram tej roli,
jestem typem co jak ty woli grać na konsoli,
a tych co boli, że powoli się wybija mój rap
nowy album rozpierdoli skurwysyny WAKE UP!

Ref.
Mam ten vibe, (co?)
Pora obudzić ten pierdolony kraj, (aha)
i nie chodzi tu o hajs, (dokładnie tak)
Chodzi o styl, który siedzi w nas. (dlatego wiesz że)
Mam ten vibe, (co?)
Pora obudzić ten pierdolony kraj, (aha)
i nie chodzi tu o hajs,
Chodzi o styl, który siedzi w nas. (co?)
Wciąż pytasz, jestem Tytan.
Możesz komuś strzelać, ja będę twoją złość chwytał.
Czytam tam tu "kim ja jestem". Bezsens, tajnych bumeraj(???).
Innych biorą bez serca w duszy.
Chcą wiedzy, rady, spokoju i wiary, by każdy jeden dzień był zaczarowany.
A ja chce wam dać to, pasmo, światło, które w życiu by nie zgasło.
By ten świat nie trzasnął, a był raczej jak bastion.
Skromny w małym sercu, lecz cudowną szansą.
Nie musisz pluć mi w twarz, by wyrazić poglądy.
Możesz rękę podać, zamienić słowo.
Każdy czyn pozostawia konsekwencje.
Myśl, potem rób. Z wielu dróg wybierz przyszłość czystą, bezbarwną jak krystal.
Wybierzesz źle diabeł wszystkie siły z ciebie wyssa.
Powiesz "kim ja jestem, żeby nas pouczać".
Ty nie pytaj, tylko słuchaj, po prostu zamknij usta.
Nie jestem ideałem, nawet daleko mi do niego.
Ale mam swe cele, by niczego nie zmarnować.
Bo to do was słowa, te nuty i wysiłek.
Ja mam dużo i nic się nie zmieniłem.
Niezależnie od sytuacji zawsze broń swoich racji
To dla twojej informacji, reszta jest owiana tajemnicą
Jedni będą krytykować, inni się zachwycą
Jedni będą cir szanować, drudzy znienawidzą
Ale mam swoich ludzi, oni tak samo świat widzą (proste)
Chłopaki z Czumy dla was słowa życzliwe
Razem uczymy się tego co prawdziwe i fałszywe
Próbujemy osiągnąć to co się wydaje niemożliwe
Może ty mi powiesz jak przetrwać w tym państwie
Gdzie codzienność oparta jest na przekrętach i kłamstwie
Że w życiowym spektaklu pieniądz gra główną role
Kto szasta flotą, ma władze i kontrole
Spróbuj zrozymieć, zaznaczam specjalnie
Łatwiej dym rozpętać niż go skończyć triumfalnie
Pomyśl racjonalnie, bo nie ma co udawać
Jakoś w tym życiu trzeba sobie rade dawać
Kolejne kroki stawiać rozsądnie i rozważnie
Nie myśl przesądnie, tylko traktuj to poważnie
Wierz zawsze w siebie i zachowaj ideały
Pamiętaj o szerych słowach, które zawsze bolały
To droga do celu, a nie droga do chwały
Na zawsze taki sam, czerwony i biały
Dlatego zastanów się dobrze zanik kogoś tu wykpisz
Bo jestem ciągle z chłopakami, dlatego ve victis

Ref.:
Prawda boli, ale trzeba ją powiedzieć
Z chłopaczynami na miejscu już nie moge wysiedzieć
Wiedzieć rzeczy oczywiste wcale nie jest łatwo
Wyjdź na ulice i sprawdź to x2

Sprzedawcy bestsellerowych opowieści tanich
Głupoty gadają, ludzie łykają nie patrz na nich
Bo życiowej prawdy przekaz niesie ten, który ją zna
Przecież takich niema, to wszystko lipa i ściema
Wtedy zaczyna się schemat
Zdajesz sobie sprawę, że to ty przegrałeś
Wtedy siadasz na ławe i tak na dobrą sprawe
Wiesz, że tylko sobie możesz ufać
Lecz to jest nie prawda, kolejna skrucha
W niebezpiecznych ruchach ufać trzeba nie do końca nigdy
Nie wygra ten, kto jest nie ufny lub naiwny
W życiu trzeba być sprytnym, żeby sobie jakoś radzić
I jak wielki szu, o tyle grać, by nie przesadzić
Ciągłe przekręty, kłamstwa i brednie
Nie rażą cię, to są sytuacje powszednie
Życie biegnie z pokorową twarzą zawsze
Kto mądrzejszy ten ślady za sobą zatrze
To się dzieje tutaj, w szarych blokach, nie w teatrze
Zawsze tak na to patrze, widze wszystko co się dzieje
Żeby było lepiej chce i co z tego mieć nadzieje
Tylko moge, żeby w życiu odpowiednią wybrać droge
Ktoś pomoże, cisza przeraża mnie
Szanuje tych, co jak trzeba zawsze za mną wstawią się
Być charakternym, to sie wie, to sie wie
To sie wie

Ref.

O wilku mowa, a on na ciebie się czai (ta)
Nie wierzysz, spytaj Ziaji, on życie zna
Tak jak ja, Yelonki i Szopena załoga
To nie pierwsza noga podłożona pod mój krok
Dla ciebie to szok, a dla mnie prawda
Problemy związane jak kokarda
Uderzają we mnie wszystkie naraz jak petarda
Potrzebna mocna garda i uniki konkret
Wtedy jest możliwość, że do celu dotre
Bo niby każdy mówi prawde, ale patrząc im w oczy
Nie rozpoznasz fałszywki, to on cie zaskoczy
Nagle granice przekroczy i masz chuj do powiedzenia
A życie się toczy, więc uważaj kogo na rozmowe zabierasz
Patrz dokładnie w kim przyjaciół wybierasz
Spójrz na kim się opierasz, z kim trzymasz
Czy pomoże ci, kiedy zadyma
Czy w remach tylko możesz mieć do niego zaufanie
I nie upadnie (nie upadnie), bo kto upadnie ten nie wstanie
Sam napewno nie, są potrzebmi ludzie zaufani
To jest ważniejsze od ciuchów Karla Kani
Ci co nie ufają nikomu (to co) są przegrani
Ci co ufają jak naiwniacy - przekręcani
Oczywista sprawa, to uliczne prawa
W mieście Warszawa nie jeden chuj strzela z ucha
Ale nad takimi krąży uliczna kostucha
Kto słucha ten wyciągnąć wnioski potrafi
Nie ma zaufania tak jak w mafii
Każdy każdemu na ręce się patrzy
Jeszcze jest taka ekipa (kto?) co rozleci się raz dwa trzy
Nie ma co gadać komuś trzeba ufać
Bo inaczej w stolicy miejsca nie ma co szukać
Dla siebie w stolicy przecież nie jest jak w niebie
Codzień nowe problemy przy codziennym chlebie
A kto się złamał wydał wyrok na siebie
Wydał wyrok na siebie, wydał wyrok na siebie

Ref.
Nie zapomnij o mnie
Nawet, jeśli jutro nie będę w telewizji
Nie będę już ci bliski
Bo ci ludzie przyszli po mnie
Chcą żebym się udławił własnym życiem
Ci ludzie to rodzina i to jest przykre
Jeszcze przytnę parę stów
Parę tysi i zniknę
Dla ciebie parę słów szczerych z tym bitem
Mam problem - jestem ufny czy jestem głupi
Wiem, że życie to nie złoto i w nim nie ma próby
Wolę szczere, brudne uczucie jak żelazo
A nie sztuczne jak tombak
I ściemniać, że się udało
I ze smutną twarzą śmigać w nocy po klubach
Wciągać i mówić, że wóda to najlepsza dupa
Mam wrażenie, że jestem sam, chociaż cię widzę
I widzę ziomków, którym starzy ustawiają życie
A moje życie jest między piekłem a niebem
Nie zapomnij o mnie, bo mam tylko ciebie

I jeśli to nie znaczy nic
Nie mam szans
I mam tylko te kilka chwil
Tylko z tobą mogę tu dalej iść
Nie mogę tu zostać

[x4]
Nie wiem jak

Ktoś mówi, że się zmieniłem na to lepsze
Ale dusi mnie powietrze i dołuje ta przestrzeń
Już nie chcę słuchać dobrych rad i poleceń
Coś się ze mną stało, a co? nie wiem
Nie będę chłopcem na posyłki i udzielał wam pożyczek
Bo jakoś wy mnie nie słyszycie, kiedy krzyczę
Kiedy mam problem, mam muzykę, pokój i komórkę
W sercu mam miłość, w kieszeni pustkę, w głowie burdel
Znowu mam problem, włączam telewizję i gniję
W życiu nie ma pięknych historyjek jak w kinie
To raczej historia pomyłek, albo tragikomedia
Ze szkoły wiem niewiele - więcej uczę się na błędach
Nie zapomnij o mnie, mimo, ze cię zawiodłem
Zawsze staram się dla ciebie wybrać dobrze
Daje lepsze - biorę gorsze, chcę dać ci szczęście
Zbyt wiele gonin miałem w życiu, zobaczymy, co będzie
Tylko nie zapomnij, co może wydać się łatwiejsze
Daje lepsze - biorę gorsze, chcę dać ci szczęście

I jeśli to nie znaczy nic
Nie mam szans
I mam tylko te kilka chwil
Tylko z tobą mogę tu dalej iść
Nie mogę tu zostać

Lecz nie mam szans
Mam tylko chwile
Nie mam szans
Nie mam szans
Nie mam szans
Mam tylko chwile
Nie mam szans
Nie mam szans

I jeśli to nie znaczy nic
Nie mam szans
I mam tylko te kilka chwil
Tylko z tobą mogę tu dalej iść
Nie mogę tu zostać

[x4]
Nie wiem jak
Palę majki, tak jakbym palił fajki
Mam super Nike
I super flow jakbym był z Jamajki
Mieszkam na blokach
Gdzie walą jointy zamiast bajki
na dobranoc, a na dzień dobry walą rajki
Na kwadratach cichodajki
Młode Bułgarki przy drogach
Po dwóch zmianach, ledwo stoją na nogach
Ogarnia trwoga w kościołach potomków pogan
Tylko sie boją czy na prawdę wielbią Boga
Dymi pożoga na tym budując fundament
Wiesz co jest grane?
Goń jutro by uciszyć lament
Mój talent, to droga światła, rap na kompaktach
A pół miasta biega na białych diabłach
Kiedyś walili po kablach,
Grali na kiblach
Każdy z nich był dumny
Dziś każdy dzierży własny gwóźdź do trumny
Człowiek rozumny
Czas trudny mieli przez sumienia tryby
Żyję na prawdę, a nie na niby

[Ref: 2x]
Te kilka lat, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Ci szybcy nie nadążają, mądrzy nie wiedzą
Chcesz wiedzieć co tu się dzieje?
Proszę cię bardzo
Dziś w nocy samotni płaczą
A nadzy marzną

W dziewięćdziesiątych na ulicach było pełno wiary
Starzy pili, a dzieciaki krzyczały pobite gary,
Dziś, mają koszmary, choć namiary biorą na nich dupy
Rosną rozmiary gdy idziesz życiem na skróty
Napruty, długim szarym korytarzem
Chory, niejednemu łeb porył, taki algorytm
Lecą wieczory,
Zabawa, gwar pełne kluby
Ryczą motory, znów jazda
Banknoty, bluby
Trans dupy, bauns gruby
Wszystko bez sensu
Czułem się jakbym stał wciąż w tym samym miejscu
Wyścig do szelestu
Po chuj mi to wszystko?
Ja to ja, a nie imię i nazwisko
Mam kilka lat, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Ci szybcy nie nadążają, mądrzy nie czają
Ci syci nie dojadają, głodni nie jedzą
Choć pokój wciąż ogłaszają, wojna za miedzą

[Ref: 2x]
Te kilka lat, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Ci szybcy nie nadążają, mądrzy nie wiedzą
Chcesz wiedzieć co tu się dzieje?
Proszę cię bardzo
Dziś w nocy samotni płaczą
A nadzy marzną

Ja mówię iskra się tli, mili
Marszczą się brwi debili
Czego byśmy nie mówili (ej)
Sedno tkwi w jednej chwili

(Ja mówię)
Iskra się tli, mili
Marszczą się brwi debili
Czego byśmy nie mówili (iskra się..)
Sedno tkwi w jednej chwili (joł)

(Ja mówię)
Iskra się tli, mili
Marszczą się brwi debili
Czego byśmy nie mówili
Sedno tkwi w jednej chwili

Iskra się tli, mili (iskra się.. ej)
Marszczą się brwi debili
Czego byśmy nie mówili
(sprawdź to)

[Ref: 4x]
Te kilka lat, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Ci szybcy nie nadążają, mądrzy nie wiedzą
Chcesz wiedzieć co tu się dzieje?
Proszę cię bardzo
Dziś w nocy samotni płaczą
A nadzy marzną
Mamo nie płacz dziś
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Siostro nie płacz dziś
PAUZA

Zostań dzisiaj w domu nie wychodź dziś na ulice
Połóż się wygodnie ziomek i zrelaksuj przy muzyce
Otwórz se bronka skręć i odpal lolka
Zapomnij na chwilę o tej materialnej gonitwie
Zaszło słońce za oknem głucha noc
Niech cię nie przykryje nylonowy worek tylko koc
Dziś niema walki broń cicho leży w kącie
Dziś nie poniesiesz ran na porachunku froncie
Głęboki wdech czujesz ogarnia cię spokój
Lecisz w daleką podróż kapsułą mały pokój
Zostawiasz z boku telefon i ustawki
Klienci dadzą radę bez ciebie gdzie indziej kupią dawki
Znów bucha trawki łapiesz do swoich płuc
Kometa z dulafki kładź delikatnie by nie stłuc
Podkręć Hi-Fi poczuj rytm i nuć
Twego stanu nie zakłóci pod oknem jakiś pijany buc

Ojcze nie płacz dziś
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Bracie nie płacz dziś
Pauza/x2

Dzisiaj zostań w domu na ulice dziś nie wychodź
Nie plątaj się bez celu jak nie wyżyte licho
Spróbuj zamarzyć zapomnieć o problemach
Bo dzisiaj nie zawalczysz o tytuł króla podziemia
Zamknij swe oczy i zaglądnij do środka
Do środka siebie nie do sąsiada poldka
Nerwowa kolka dzisiaj cię nie dopadnie
Z lodówki trochę ciasta to wszystko co dziś ukradniesz
Może nie wpadnie za grubo do kiermany
Ale to nie ty za przypał będziesz dzisiaj notowany
Więziennej bramy nie przekroczysz tej nocy
To twój domowy azyl bez krzyków i przemocy
Jak Kaszpirowski hipnotyzuje werbel
Kolejna stopa relaksu kolejny szczebel
Posuwiście jak hebel sample słodkie jak Wedel
Widzisz anioły? Tak to właśnie twój Eden

Córko nie płacz dziś
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Synu nie płacz dziś
Pauza/x2

Dzisiaj zostań w domu nie wychodź dziś na ulicę
Powiedz swoim bliskim wszystko to co chcieli by usłyszeć
Zostaw laptopa i odłóż wszystko na bok
Dzisiaj na morzu pracy twa rodzina jak kapok
Odpal świece i przygotuj kolacje
Kobiecie w sypialni udowodni kto ma racje
Unieś swoje dziecię głęboko spójrz mu w oczy
Niechaj domowe ciepło i miłość was jednoczy
To takie proste zatrzymać się na chwilę
Gdy czas staje w miejscu nie zerkasz na godzinę
Nic nie zrobiłeś dobra zrobisz to potem
Nic nie zarobiłeś jeszcze zarobisz flotę
Znieruchomiej jak totem naładuj bateryjkę
Oddaj się medytacji jak byś był buddyjskim mnichem
Dobra spadam idę poleżeć chwilkę... PAUZA

Pauza
Bo ja nie chcę nigdzie iść
Pauza
Bo ja nie chcę nigdzie iść...
Lubił zawsze coś zarzucić ruszyć na gruby balet
na osiedlu znany doskonale bo walił stale
maratony przechodził lepiej niż Robert Korzeniowski
szkoła, rodzina dla niego były to blahostki
imponowali mu koledzy którzy wiecej brali
typ coraz wiećej walil z tym nie kryl tym się chwalił
kontaktowal jak hotel naćpany zalany potem
wychodzil wkurwiony z fochem by sie naćpać jesczze troche
oooo tak - teraz jestem na wyżynie
tak bardzo kocham ten stan powiedz gdzie kolejny diler bo bomba zejdzie za chwile
ty chłopak się uspokuj - pwoiedział to jedyny trzezwy stąjacy z boku
co ty pierdolisz - boli cię ze jestem ponad
całą garść tabletek wrzucił do japy rękoma
po godzinie zle sie poczuł mówi - ze tablety lipa
rodzinie została stypa ziomki wspominają go do dzisiaj

Ref:
Ta głupota ludzka często nie zna granic
rysy na bani
mogą cię zranić
mogą cię zabić
ona nas wabi
śmierć - ona zawsze będzie jeden krok przed nami

Miał 22 lata do tego problem z alkoholem
bardzo często na najebce ten chlopak siadał za kołem
to był czerwony passat z roku 2004
gdy siadał za stery to bał sie go nie jeden emeryt
ruszał na domówke najebka furą do klubu
wrócił do tej fury gdy był nachlany na umór
razem z nim jego koleszka plus dwie poznane szmule
ziomek z tyłu bajeruje chłopak odpala furę
chmurę dymu zostawily po sobie tylko koła
ziomal gaz do dechy woła - pokaż co potrafi pojazd
160 na budziku jadą krętymi drogami
jedna z dziewczyn w żartach mówi - tylko nas nie zabij
ledwo widzi na oczy nadal jednak on przyśpiesza
ostry zakręt poślizg nie udało się ominąć drzewa
trójka ginie na miejscu - wiele smutku wiele żalu
jedna z dziewczyn na drugi świat odchodzi w szpitalu

Ref:
Ta głupota ludzka często nie zna granic
rysy na bani
mogą cię zranić
mogą cię zabić
ona nas wabi
śmierć - ona zawsze będzie jeden krok przed nami
Garda, garda, defensywa
Garda, garda, ofensywa
Garda, garda, mocny blok
Garda, garda, unik w bok
Garda, garda, szybki prosty
Garda, garda i sierp ostry

Najpierw pójdzie prosty, później idzie byk
Trzymaj mocno gardę, formuj szyk
Do boju słyszę krzyk, jakiś ryk, to nie wstrzyk
Tak jak i do tańca, do tego mam dryg
Bo różne sytuacje w życiu mam
Styl - cham, Full - cham, Ostry - cham
I nie sam to pcham
Bo życie to i atak, jak i uniki
Chłopaki z Bombatyki, z tej samej kliki
Tak jest, ci powiedzą, życie dało w dupę
Więc bardzo dobrze wiedzą
Oni bardzo dobrze wiedzą
Kminisz? to nie finisz, będzie więcej
Będzie goręcej, jak Sensei
Ta sztuka walki, to inna odmiana
Ciosów wymiana, lewa - prawa, zmiana
To technika trudna do opanowania
Dodatkiem do tego, są te nagrania
Uczyć będą tego różne sytuacje
Bo życie nie wakacje, wiem, że mam rację
Rozkmiń ten tekst, a znajdziesz podtekst
Mądry da radę, a jak nie, to chuj na to kładę
Chuj, chuj, chuj na to kładę, kładę, ta.

Garda, garda, defensywa
Garda, garda, ofensywa
Garda, garda, mocny blok
Garda, garda, unik w bok
Garda, garda, szybki prosty
Garda, garda i sierp ostry

Schowany za swą gardą, trzymam ją twardo
By ciosów od życia nie dostać, a sprostać
trzeba kontrować, czasem się schować
Niestety uderzenia da się blokować
Bo życie jest ciężkie, w nim wiele problemów
Więc nie daj sobie odebrać do życia tlenu
Walcz, walcz, jak życie do tego zmusza
Nie daj sobą pomiatać, nie daj się oszukać
Bo jest tak, będzie, zawsze i wszędzie
Że przez moją gardę cios nie przejdzie
Staram się chronić, oddawać strzały
Bo wiem, że ten świat nie jest doskonały
Póki co, wszędzie czyha zło
Dlatego twardo i nigdy nie na dno
Staram się tak żyć, żeby było dobrze
Żeby za szybko nie odbył się mój pogrzeb
Wyprowadzam ciosy i gotuję strzały
Przy mej twarzy garda, to mój kompost stały

Garda, garda, defensywa
Garda, garda, ofensywa
Garda, garda, mocny blok
Garda, garda, unik w bok
Garda, garda, szybki prosty
Garda, garda i sierp ostry

Choć morda to nie szklanka, to gardę trzymać trzeba
Inaczej szklanki nie ma, but do ryja i na ryju kebab
Z uniesioną gardą tu się każdy wiem, że dobrze miewa
Z dumą nosi, tylko kurwa się panoszy pod nogami
Stara zasada między nami, że wśród swoich się wspieramy
To nie do przebicia garda
Chociaż nie raz przed oczami wizja marna
Jakby dla twojego farta
W końcu przyszła kartka z kalendarza czarna
Masz nas, a my mamy ciebie, frajerstwo się dojebie
Zawsze jakoś będzie, jesteś pewny swego, to nie jesteś w błędzie
Swoich się postanowiło, swoich się zdobędzie
Trzymając gardę, puścisz farbę, pięści będą pędzlem
Najlepszy atak, to obrona, wiedzą o tym Bezimienni
Południowa strona, nie ma mowy tu o forach
Nikt nic za darmo nie da
Życie nie oparte tylko na potrzebach
Tutaj nie ma przebacz
Dla nas oczywiste, jebać kurwy zawistne
Ręce w piąchy zaciśnięte, ale wśród swoich czyste
Życie nauczyło - broń się gardą, a nie pyskiem

Garda, garda, defensywa
Garda, garda, ofensywa
Garda, garda, mocny blok
Garda, garda, unik w bok
Garda, garda, szybki prosty
Garda, garda dzisiaj O.S.T.R.y
Stoję w miejscu, gdzie sprawy trudne w moment stają się łatwe
Wszystko lśni rozświetlone jaskrawym światłem,
mam zagadkę z tym gdzie jestem, więc pytam i patrzę,
ale wszyscy i tak chcą przekonać mnie że tkwię tu od zawsze,
idę i mijam tych co chcą mi wcisnąć
to co by tylko przyszło mi na myśl
więc tym samym mają tutaj wszystko,
półki pełne tak, że bardziej się nie da
toną w tym czego tak cholernie mi trzeba,
rzekomo, i zewsząd płynie pomoc abym mógł starannie
wybrać coś spośród tego co wybrane już za mnie
a ten wcześniejszy wybór bez znaczenia nie jest,
wszak nic czego tutaj nie ma nie istnieje
a tutaj wszystko lśni aż, bo ma właściwe miejsce i pijar,
niczego wprost nie sposób minąć nijak
i krzyczy z boku bym się na nie zdecydował,
milion przedmiotów w milionie opakowań
z resztą jedno biorę,
ale zamiast wzorem poprzedników
w porę położyć je obok innych w koszyku,
ja nieopatrznie przez maluteńki otwór
zaglądam do środka- nie ma nic w środku

My klienci ogromnego hipermarketu
Podróżując w tempie tylu płytkich chwil na godzinę
Skłonni biec wszędzie byle tak naprawdę nigdzie nie pójść
Nie posuwamy się do przodu ani o centymetr x2

Podczas, gdy ktoś już dybie na to
by się zająć moim pustym koszykiem
Ja szczęśliwie opuszczam ten przybytek
mając dość szklanych sufitów i błyszczących schodów,
lecz mam wrażenie, że nie opuszczam go w ogóle,
bo gdzie bym nie poszedł pójdę tak czy inaczej
nurtem rzeki miejsc, które hurtem pochłonął marketing, wszędzie
widząc tych co nie spoczną zanim nie zamienią mi życia
w serial przerywany reklamami,
instynkt samozachowawczy nic tu nie da,
kiedy instynkt podpowiada by się jak najlepiej sprzedać,
na ogół, znaczy to pójść tam, gdzie już zboczył obóz
tych którzy zechcieli przeistoczyć się w produkt
ciężko uciec w objęcia muzy którejkolwiek,
skoro każdej wolny rynek przystawił do głowy rewolwer
i wszystkie grzecznie tańczą swój chocholi taniec
stając się z wolna miejscem czekającym na twoją reklamę
a my spoglądamy bystro i naiwnie bierzemy to wszystko za harmonijną rzeczywistość
i tu akurat mamy słuszność choć to rzeczywistość wypełniona pustką.

My klienci ogromnego hipermarketu
podróżując w tempie tylu płytkich chwil na godzinę
skłonni biec wszędzie byle tak naprawdę nigdzie nie pójść
nie posuwamy się do przodu ani o centymetr
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo