Popularne piosenki. Polski Hip Hop

P do N tutaj mieszkam
Kreska
P do N kolejna wersja
Czwóreczka

Ten co tworzy dla mniejszości odbierany jest przez masy
Ten co o szczęściu marzy, dobrym życiu, super gaży, yo
Tworem reportaży chcesz to słuchaj Jozin z Bazin
Ja pozostaję w grze, w której można sie poparzyć
Filar penerskiego miasta Saiko Kila czas umila
Na Jeżycach syf jak w Detroit ósma mila
Tu wystarczy jedna chwila, by zwycięzca był przegranym
To kalejdoskop zdarzeń często złych, niespodziewanych
To kolejny raport o tych miejscach ci nieznanych
O enklawach zła, wyklętych, zakazanych
Gdzie D mówi dobranoc, a w P tu nikt nie wierzy
Każdy chce tu jakoś przeżyć, w dobre życie chce wierzyć
Swych tajemnic nie powierzy tobie nawet mały dzieciak
Pokaż mu alternatywy, żeby wyszedł na człowieka
Na każdym winklu szczeka, czeka by cię capnąć pies
Podejrzany tutaj każdy co bez herów nosi dres
Lokalna wojna wiesz, horda tubylców betonu, ta
Z dala od fam, przyjebanych farmazonów
Tu każdy chce byś wspomógł, przepijają co się da
Siano z rent, które mają za zniszczone życie, tak
Każdy ment tu jak brat, o sponsorów trzeba dbać
Zachlewają się na śmierć, tak do końca będą grać
A społeczna bladź, jestem Rychu jeden z nich
Oprócz tego, że mam blichtr, ma ten sam niejeden git
Nie jeden nawyk wiesz, Rychu P SoLUfka wesz
Strzeż się syfu, strzeż, jak masz wybór to go bierz
Staszica story wstecz, nie zamierzam się uwsteczniać
Znów tutaj mieszkam, pierdolona czwóreczka
Uchylona furteczka, nie skazałem się na nie byt
Będę ten bogaty chuj, a nie jak żul emeryt
Bo przejąłem stery w odpowiednim czasie, stestuj
A zacząłem płytę, kurwa, w tym samym miejscu

Z P do N szczery, Staszica story cztery
Przejmuje stery jak napizgany steryd
Tu przemoc i afery, Rychu P nie Bryan Ferry
To opis życia w mieście, które nie daje nam hery

Nie ma miejsca jak dom, nawet jeśli był najgorszy
Nie ma co narzekać, inni mieli wojnę w Bośni
Znów policyjny pościg, chcą pozbawić cię wolności
Bo tak bardzo pragną żyć trochę lepiej, los żałosny
Znów nie oszczędził niepotrzebnych łez i strachu
Schorowanej matce, to jest powód do obciachu
Nie ma zmiłuj brachu, rówieśnicy moi dziś
Mówią, że potrafią żyć, że tu czują się kimś
Pytają mnie o biznes jak to jest być jednym z tych
Którym los zaoferował znacznie więcej niż im
Dokładam im do win, tego wina pije łyk
Białe deserowe w mig, opierdalam je, pyk
Wiedzą jestem jednym z nich i nie zmienia się nic
Odpowiadam, że ten biznes to kurwa na wodę pic
I bankowo nie kumają, że też mieli swoją szansę
Drugiej szansy nie ma, przyjąłem, dla mnie jasne
Nie stać było mnie na pasztet i na rarytasy z Żabki
Myślę sobie - Ryszard zacznij coś z tym robić, kurwa, zacznij
Zajechane dwie sąsiadki mnie mijają, los je skazał
Kiedyś były całkiem niezłe, zajazd widzę na ich twarzach
Bo tu często tak się zdarza, życie nam nie daje wyjścia
Życie w piekle tu na ziemi nim pójdziemy do czyśćca

Z P do N szczery, Staszica story cztery
Przejmuje stery jak napizgany steryd
Tu przemoc i afery, Rychu P nie Bryan Ferry
To opis życia w mieście, które nie daje nam hery

Nowobogackie kurwy w nowoczesnych atanerach
Postawione w miejscu po wyburzonych ruderach
I zmienia się nam klimat lecz nie ginie atmosfera
J do E masz tutaj teraz słowa z P do N Penera
Z ulic na salony wdziera się szalony Peja
Ten co w klipach z amatorką, a nie sponsoringiem Heyah
Skopać dupę tym lamusom co podają wszystkim łapę
Bo nie liczą się z obciachem, bo mają z tego sałatę
Zapraszam na podwórko, na dzielnicę i do miasta
Mamy ten styl, bamber do pięt nie dorasta
Nie poradził byś tu sobie, że tak powiem tu w hip-hopie
Nie mówiąc o ulicy, ja w hip-hopie ciot nie znoszę
Bez kolegów, telewizji i prasowych układów
Pizgam z tego miasta, które skrycie nazwiesz szmatą
Zapraszam na beef z tatą, Rychu P jak terminator
Byłem od was lepszy w czasach, gdy byłem amator
Bez kompleksów i koneksji, lizania dupy
Jednoosobowy skład najsilniejszej polskiej grupy
Nie na pokaz nic na siłę, my tu se dajemy radę
Ponad każdym układem, na frajerów chuj kładę
(Z P do N szczery, Staszica story cztery)
To dla mojego syna każde uderzenie serca
Nie chcę przepraszać cię za to, że we mnie sumienie mieszka
Widzisz ja wierzę w wszechświat, cyrkulację planet
W każdej sekundzie moim bogactwem
przesłanie
Mam w sobie zielony parlament, czy to mądre?
Bo są ważniejsze sprawy niż trzymać z płytą formę
Daj, się zaciągnę tym świeżym powietrzem
Świeżym jak w '92 nowa Amiga 600
Jebać komercję, mam ponad wszystko szyk
Wolę mieć zdrową rodzinę niż sprzedać milion płyt
Bydło dziś chciałoby pało żyć pełną gębą
Ciągle im mało, ich kanon iść przez to piekło

Ty dla cyfr ta przyjemność, jak to wytłumaczysz?
Ten koks zabija ciebie i jeszcze za to płacisz
Nie ma co jebać tu o dragach
I bez nich farmazony ludzie ci lubią wmawiać
Zła sława miażdży
Już wolę być tu nikim niż nazywać się Falandysz
Ty nie zabijaj prawdy, dla mnie prosta riposta
Wiem, że historia drażni nawet od Nobla Bolka
Powiedz, kto dotrwał nieskażony i czysty
Czy ktoś może być dobry? zapomnij, to instynkt
Bez ironii sukinsyn wybacz, ale to szczerość
Przez tych ludzi mógłbym chodzić i zabijać siekierą

[x2]
Dla wszystkich tych, co non-stop wierzą dzisiaj w prawdy przekaz
Dla wszystkich tych, co widzą przyszłość świata w naszych dzieciach
Dla wszystkich tych, co mają w sobie honor, dumę
Tam gdzie miłość jest bogiem, a każde słowo królem

To dla moich bliskich, przyjaciół i ich rodzin
Ze Stanów, Europy, całej Polski i Łodzi
Lewy prosty łakomym, dla nich Whiskas w miękkim
Mój dom tylko znajomym jest jak Łyskacz wielki
Ej, frajerzy nie tędy, tu dla was nie ma miejsca
Moda kreuje zajawkę, wybacz nie dla nas misja
Od urodzenia w genach to dany człeku rytm
Tylko poczekaj trzy lata, rozwali cię mój syn
Bez problemów żyć chcę, chyba jak każdy tutaj
I trzymam się założeń jak tej prawdy w nutach
Jakiej karmy szukasz? jeśli nie wystarczy standard
Sensacja goni skandal od prowokacji wariat
To z kumulacji hajs na procencie z tych lokat
Gdzie by uzyskać blask sypią na syf dziś brokat
Ty pokaż lepiej świat, jaki mógłby spotkać nas
Gdyby ktoś w końcu zajebał te kurwy w rządach, patrz
To ponad planem, poszukiwanie szczęścia
W zamian masz wersję demo gdzie na ekranie przedsmak
Tego, czego w projektach nie spotkasz, na co dzień
Moim szczęściem hip-hop, tu każda zwrotka jest domem

[x2]
Dla wszystkich tych, co non-stop wierzą dzisiaj w prawdy przekaz
Dla wszystkich tych, co widzą przyszłość świata w naszych dzieciach
Dla wszystkich tych, co mają w sobie honor, dumę
Tam gdzie miłość jest bogiem, a każde słowo królem
Betonowe lasy mokną,
wiatr wieje w okno.
Siedzę w oknie i wdycham samotność.
Jak to jest? Gubimy się jak startujemy?
I całe życie się odnajdujemy?
Wracając do wyjścia punktu – źródła dźwięku,
łamiąc falę lęku, biegnąc, macamy po ciemku.
Szukając momentów, fragmentów harmonii,
fundamentów chociaż niewiadome goni.
Pot na skroni się perli, zasypia sternik,
Zatańczą umarli, gdy uwierzą niewierni.
Praw powiernik na życia trajektorii.
Mozolny marsz do Victorii.
Mówią: Ci postronni, Ci Bogu ducha winni. (Ci)
Czy naprawdę są inni niż ty? (ha?)
Czy naprawdę mniej winni niż ty? (ha?)
Czy to diabeł jest zły? Czy my?

Ref.
O wiośnie bąka nieśmiały pąk,
kikuty ryszą niebo
Chmur melancholia chyba nie jest stąd,
pytanie brzmi dlaczego?
Żegluje mewa i zakasza klucz,
syrena wyje w dali
A ci piewcy słońca i ci władcy wzgórz,
gdzieś jakby się schowali.

Chodziłem gdzieś i wąchałem świat.
Do drzwi pukałem, szukałem sensu.
Śmiałem się, płakałem, padałem, wstawałem brat!
Czasem, odnajdywałem consensus.
Zmarli przodkowie patrzą, gniewnie brwi marszczą.
To co widzą, ciekawe czy się wstydzą?
Ci, co nienawidzą nie zajadą zbyt daleko.
We mgle gęstej jak mleko.
Gołym okiem widać, same złudzenia.
Planeta Ziemia się zmienia,
nadchodzi czas przebudzenia.
Wielka zmiana od wieków przepowiadana,
dostrzeżesz ją w błysku jak pod drzewem Gaugama.
W mgnieniu oka, pnąc się po stokach Syjonu.
Tkwiąc na blokach – termitierach Babilonu.
Tu gdzie dom tych milionów, niewolników bilonu.
Pseudo-świat, pseudo-klonów. Pssss… nie mów nikomu brat.

Ref.
O wiośnie bąka nieśmiały pąk,
kikuty ryszą niebo
Chmur melancholia chyba nie jest stąd,
pytanie brzmi dlaczego?
Żegluje mewa i zakasza klucz,
syrena wyje w dali
A ci piewcy słońca i ci władcy wzgórz,
gdzieś jakby się schowali. x2
Poznaj duszę alkoholika
i witaj w oceanie zmysłów,
gdzie katastrofa goni katastrofę.
2003, miejsce Łódź, moje miasto, kocham je.

1.
Jedna z katastrof, Posejdon to patron
wiatr w żagle dmucha tym co się nie martwią
zamiast zasłaniać się klamką wolę myśleć nad farsą
co powoduje, że inni czoło marszczą
to nie świat elit choć taki mógłby być
wóda, proch, przemyt
potrafi (???)
to czysty trening, umysł idei
których zamienić się nie da
to nie fikcja jak Sega czy Kingsajz
podstawówka, podpisy na gipsach
dziś ten siedzi, drugi zginął, trzeci to policjant.
kto pierwszego skitrał
dziwne, znów na mieliźnie
bo ludzi robią w pizdę jak telewizjer
różne przypadki dla rozłożonych na łopatki
bonus, przez pokolenia skurwiałych z domów
historii kilka tomów
odwieczny konflikt kąsi
to czego nie da się zastąpić
zostaje czekać na odpływ
grzechu ocean, nieobliczalny jak Korea
Ty się nie łam, to dla tych miękkich jak Nivea
imię ma jedno: strach
to wszystko dzieje się na serio

Ref.
Ja tego nie wymyśliłem: dobro czy zło
to jest ukrop, yo
Powiedz mi ile jest tych, którym wiatr wieje w żagle
tu rzeczy dzieją się nagle (2 x)

2.
Kolejna klęska, tak Bóg za grzechy się odwdzięcza
kolejne symbole toną w morzu Barentsa
na nożu krew krwi smak
oby był obcy
nie wytłumaczy mi żaden prorok czy dotrwam w biegu
jak wiatr wieje mi w twarz
zsyłając kolejny rebus
oparty o autobusowy przegub
tylko oglądam marzycieli w różowych goglach
to nie przykład sensacji jak Marek Kondrat
bieda format ma większy od telepajęczyn
grzechu Pacyfik jak epidemia grypy
co zima z tych samych przyczyn przez klimat
ta sama obiecana ziemia
Łódź z pokolenia na pokolenie
jedna z katastrof
chowam więc twarz co zdążyła już zmarznąć
miasto nie klasztor nie szukaj w tym snu
Eudezet 03
w oceanie zmysłów

Ref.
Ja tego nie wymyśliłem: dobro czy zło
to jest ukrop, yo
Powiedz mi ile jest tych, którym wiatr wieje w żagle
tu rzeczy dzieją się nagle (2 x)
Dzień, dzień, dzień
Przecież wiem, wiem, wiem
Żadne życie to nie sen, sen
Że to nie film, nie
To nie jest świat z murów
Prosisz o help tłumy
Uciekasz do rozumu, gdy nie masz pomocy z góry
Gdzie te fanfary?
Tłumisz uczucie, gdy jesteś pod butem
Gdy twoje życie zaszczute
Gdy brakuje Ci tchu oddychasz jednym płucem
Jesteś produktem
Jesteś numerem, świat kopie w dupę
Gdy Ci źle w sercu
Nie próbuj go oszukać
To tak jak próba, ukojenia szukaj w nutach
*Tych trwa emocje, okaże się pomocne
Zagotuj sobie krew w żyłach, to takie proste
Nie widzę drzwi tutaj, nie ma co otworzyć
I w pustym pokoju widzę muzyki promyk
Stoję na warcie, stoję na skarpie
Gdy Beatoven gra ludzie pokazują palcem

Ref:
I tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem, że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę (2x)

I tak jest, jak jest
Wali Ci się świat wokół
A ty ani drgniesz, stoisz na uboczu
To chyba nie jest zdrowe, to nawet nie jest fajne
Ogarnij bajzel, to niekoniecznie jest dobre
Ten domek z kart wali Ci się na głowę
Ale nie płacz, bo płakanie nie jest modne
Bądź lepiej wariat, wyładuj się na innych
Człowiek to kopalnia, zasyp ich emocje
Bądź twardy jak skała
Niektórzy tępi są jak strzała
Więc nie zakładaj, że każdy skończył Harvard
Ludziki są puste, ludziki są nieznośne
Wystarczy jedna gleba , ludziki są pod mostem
Potem wołają o pomstę, szukając wokół winnych
Ich słabe serce jest pełne roszczeń
Jak tu wytrzymać by nikt nie wydymał
Trzeba iść pod górę, gdy nikt nie będzie Cię trzymał

Ref:
I tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem, że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę (2x)

Tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem, że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę
I tak jest każdego dnia
Nucę to by całe zło odeszło stąd
I tak wiem że to nie da nic, ciągle muszę iść pod górę
Ref. Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
woli walki i zimnej krwi.
Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
ciągłej fartji, samych dobrych dni.

I. Z faktem, z fartem, słowa uwagi warte
Jak my, Bezimienni, tworzymy dobrą partię.
Co by się nie działo, jakby źle nie było,
Najważniejsze żeby tylko dobrze się skończyło.
Z fartem, brachu, we wszystkich żyłach twoich,
Czas rany goi, a ta nuta bólu ukoi.
Na grosz sparzony, na zimne już dmucha,
Najchujowsze scenariusze, się odpuka.
Z fartem, bracie, oby się udało,
By szczęścia w życiu nigdy nie było mało.
Żeby to co stać nigdy nie miało,
Nigdy się nie stało, nigdy się nie stało.
To system zmusza do hujowych akcji.
To on spowodował, że teraz byłem w akcji.
Chłopaków w każdym mieście, niech dopisuje szczęście,
Tym co na oriencie, bo takich ich zajęcie.
I wszystkim tym, którzy mają plany,
Aby plan, który mają został zrealizowany,
Aby szczęścia zawsze trochę dopisało,
By zamierzony, cel osiągnąć się udało.

Ref. Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
woli walki i zimnej krwi.
Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
ciągłej fartji, samych dobrych dni.

II. Fura, nie rejestrowana,
Stacja kontroli, pojazdu od nowości nie widziała.
Warzna sprawa w planach, lecz trzeba tam dojechać.
A najebane w aktach może mi to zaniechać.
Z rana, zezwoniła babcia, że jakaś morda wrzaska,
W towarzystwie czterech.
Na kwadrat wjechała, z aresztowaniem celem.
No rzesz kurwa co się dzieje, no rzesz kurwa co się dzieje.
A miałem święty spokój, to banda niebieskich koloków.
Zawsze powód znajdzie, żeby życie Ci uprzykrzyć jak najbardziej.
Cisza zrobi to w standardzie, polegam na farcie i dalej gaz przed siebie.
Dojadę spokojnie to będę w siódmym niebie.
Nagle co to? W oczach mi się jebie? NIE
Bandy chuja patrol, z lizakiem na baczność, błysk w oku przyciął.
A moja czarna żaba nie wzbudza zaufania, mogę przysiąc.
Już pewien zatrzymania, w głowie darmowe wakacje od stronnika
policjanta, lecz tego dnia fart się mnie trzymał,
Jaki zamulony chłopaczyna, za mną, szedł z swoją panną,
Chciał się popisać, przejechał dwie linie i zapłacił lizak.
Kierowany we mnie, przeciołem bezpiecznie myśląc ej chłopak,
Masz u mnie browar, fart i znowu korawodar.
Na ciągłego farta, liczy dobra banda,
I jak my tysiące: jeden miłość, drugi problem a trzeci pieniądze.
Kieruje marzenia, każdy z nich jest do spełnienia.
Wystarczy nadzieja, hart ducha, szczęście, a zawsze jakoś będzie.
Uwierz, mnie też nie raz dorwie lipa.
Lecz fartem życie jest moja mysza i zaufanie w grupach,
Co wbija chuja w tych co strzelają z ucha.
Słuchaj, dobre słowo to otucha,
Dzięki Wam za to.
Dzięki dla chłopaków za kratą.
Z serca pozdrowienia i odrobinie farta.
Do szybkiego zobaczenia.
Brat z fartem się miewaj.
Do szybkiego zobaczenia.
Do szybkiego.

Ref. Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
woli walki i zimnej krwi.
Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
ciągłej fartji, samych dobrych dni. x 2
Ta, i powoli, głowa rytmiczną falą,
głowa jak balon, przebijesz go - myśli się rozpadną,
rozsypią jak perły po podłodze, taki wiesz strumień świadomości,
zanurz się w wodzie,
proszę, podejdź do moich liter jak gwiazdy, pozbieraj je z różnych kratek białej kartki,
liter abstrakty, przytul do siebie moje myśli,
życie jest po to by czuć, by serce biło mocno,
jak Borys Vian maluję sensualistyczny obraz rzeczywistości, której nie jestem w stanie poznać.

ej, raz dwa, raz dwa, test mikrofonu,
w tych wszystkich hercach jest krew z naszego serca,
basach, werblach, w tych z muzyką romansach, znalazłem miłość,
to najwierniejsza kochanka,
szklanka za tych co tak jak my, świat ich - progres, postęp, praca, ciągle tworzący się proces,
to piękna rzecz jak tak patrzę, jak moje słodkie bambino, jest coraz większe z każdą chwilą,
muzyka, blanty i słodycze z głośników,
renesans klasyków, to znowu my w odbiorniku,
jak doktor Faust wiesz powiem - chwilo trwaj,
muzyka, rap dopóki nie skończy się świat, czuwaj, jest tyle chwil, w nich dźwięków słuchaj..

nic nie rozumiem, świat ten nie mówi nic mi,
kolejne projekcje, rzeczywistość jak sny, długie dni, zbyt długie, zbyt męczące,
kolejna chwila, kolejny abstrakt.

podejdź bliżej, chodź, zapraszam Ciebie do mnie,
przyjrzyj się, co widzisz w tych szkiełkach zza powiek?
to ten mały człowiek, który chciał naprawiać świat, dziś wśród zgiełku sam,
inni odeszli z biegiem lat,
jak mag rzuca czar, ja hipnotyzuję słowem, uwalniam myśli swoje, odkrywam nowe rejony,
szukam tych wspomnień, obrazów skreślonych z pamięci,
tych pragnień, chcę żyć wśród wyzwolonych dzieci,
chcę poczuć ten smak wolności na swoich ustach
to tylko sen, marzenie? nie, to pustka..

kiedyś rozłożę skrzydła i uniosę się nad wami, nad milionami, polecę tam, gdzie są wygrani,
do miejsca, w którym oddam hołd starym prawdom,
do Bogów, wśród których będę mógł powoli zgasnąć,
wtedy skończy się coś, zgaśnie światełko w tunelu,
a na ziemi pozostanie testament spisany z wersów,
tam gdzieś w górze cicho schowany pomiędzy chmurami, będę dalej trwał,
nie przejmując się już problemami,
wolny jak ptak przez nikogo nie skrępowany,
w swoim świecie usłanym tylko marzeniami, Bóg z Wami.

nic nie rozumiem, świat ten nie mówi nic mi,
kolejne projekcje, rzeczywistość jak sny, długie dni, zbyt długie, zbyt męczące,
kolejna chwila, kolejny abstrakt.

nic nie rozumiem, świat ten nie mówi nic mi,
kolejne projekcje, rzeczywistość jak sny, długie dni, zbyt długie, zbyt męczące,
kolejna chwila, kolejny abstrakt.
to nie dotyczy mnie
zapytaj czy ja tam jutro
nie mam pojęcia
w momencie tym tu
stop
terminologia miasta
bezsprzecznie pusto
patrze w czas
to jak gierka
tu i teraz
a tam
nie dotyczy mnie świat
nie lubię jak opowiadasz
o tym co było
czy wczoraj
czy może przed laty
nie lubię jak wciąż
wypominasz tak te chwile
czy dobre czy złe
daj se spokój
i tyle
i ciągle i byle
do przodu
a po co?
wiesz, takie coś wkurwia bogów
wkurwia że hej
tu i teraz
a indziej gdzieś świat
nie dotyczy już mnie
musze pięknych słów mnóstwo o tym że
jak pięknie to będzie
w jutrzejszy dzień
czas niczym bóstwo
o mam ja cię
wczoraj dziś jutro
aż przegrasz grę
powiem krótko
ja
tu i teraz
więc
nic innego
nigdzie
nie dotyczy mnie
nie dotyczy mnie
(Twoje miasto, moje łzy
Moje zmory, twoje sny
Teraz ty powiedz mi
Czemu zmora, czemu sen
Spuszcza z powiek czarną łzę, czarną łzę)

Było nas trzech
Jak w autobiografii zero ściemy
Taka sama krew i podobne geny
Jestem zły - taka ma zajawka
Wciągam całą działkę i akcja jest wartka
Kiedy jest nas trzech
Jak u wilka nasza krew jest zimna
Ginie z mojej ręki kolejna niewinna osoba
Taki pech albo taka karma
Sprzedasz komuś kosę - dla mnie to normalka
Ja tak żyję, piję, takie mam klimaty
Kiedy ja zarabiam ty szacujesz straty stary
Nie unikniesz kary, o nie!, jaki jestem ja
każdy to wie kto mnie widział w akcji
Ja korzystam z sutuacji jak nikt
Odbezpieczam broń, taki wyk

(Ujrzyj sam, wstaje tam,
czarne słońce, spada noc,
W biel nóż wbiłeś, w gardło cios
Wbiłeś w gardło cios)

Było nas trzech
Lecz krew już nie ta sama
Zdrada jak szarada - taki myk
Prosty jest wynik: 1:0 dla mnie
Dziś zabiłem brata, jego strata,
Moja superata, taki jestem, nic ci do tego,
Zabiję jeszcze raz i nie pytaj mnie dlaczego

Twoje miasto, moje łzy
Było nas trzech
Jak u wilka nasza krew jest zimna (moje zmory)
Ginie z mojej ręki kolejna niewinna osoba (twoje sny)
Taki pech albo taka karma
Zabić swego brata - dla mnie to normalka

(Patrzę w dzień, jak w noc dmie
Tam skąd niesie jasny sen
Wiatr wymiecie ze snu cień)

Było nas trzech
jedna teraz tylko krew dookoła
(Wiatr wymiecie ze snu cień)
Teraz już wiem - nie uniknę kata
Moje życie nic nie warte bez mojego brata
(Twoje miasto)
Wchodzę do bloku, północ, nie ma gwiazd ponad nami
Czy to pierdolona próżność kusi nas drobiazgami?
Nie chcę znać całej prawdy, dość krwi na ścianach
Bo chciwość nie puka raczej do drzwi mieszkania
Olać windę, schodami będzie szybciej i ciszej
A więc idę między piętrami wyjściem przy zsypie
Daj chwilę, zaraz otworzę drzwi te wytrychem
Czas płynie, spokojnie wolę myśleć z ryzykiem
Całe życie, nie pierdol mi, że źle robię tutaj
(Ja jestem Bogiem, uświadom to sobie)
Co jest? to nie jest napad tylko plan ultra-profit
Nawet gdybyś był w domu tego kurwa nie zgłosisz
TP S.A. jebać ziom, idzie w koszta
Ten przecięty kabel w skrzynce na szczycie wieżowca
To nie klątwa ani na farta kontrakt dupku
Raczej przemyślany skok, do konta skrót mój

[x2]
Przez stres nie ma zamkniętych dla nas mieszkań
Przez stres grozi ci dziś tu zawał serca
Przez stres rodzi się w nas szatan-morderca
Przez stres, przez stres, przez stres

Jesteś tępy jak myślisz, że nie dam rady Gerdzie
Niczym święty fach w ręku zdejmę blokady narzędziem
Olej łom, na chuj hałas, e bez przesady z wiertłem
Mam klucz co pasuje tu do każdej szpary w mieście
Krok po azyl w ofercie HD plazma
Tylko przejdę przedpokój, zapalę światła
Jeśli nie wiesz jak raj na ziemi wygląda zobacz
Ten blask poraża oczy jak do jointa browar
DVD teraz chowam, resztę spakuję po sejfie
Najpierw złoto, kabona, wiesz lubię biżuterię
Cały sens tej wyprawy to ten dysk w czarnej skrzyni
Milion kombinacji ja znam szyfr tam gdzie widzisz
Cenią spryt liczby w cenie, ale nie z zer
Na gotówce tylko te co czyszczą teren
Jeszcze jeden ruch w prawo, o cztery, a idź z tym
Możesz mi zmierzyć czas i bić brawo za skillsy

[x2]
Przez stres nie ma zamkniętych dla nas mieszkań
Przez stres grozi ci dziś tu zawał serca
Przez stres rodzi się w nas szatan-morderca
Przez stres, przez stres, przez stres

Kurwa gdzie ten dysk, dokument, chuj go zwał
Nie pierdol, że trudno, lepiej to gówno znajdź
Nie ma, że strach ci głowę urwie
Bo co drugi sejf zazwyczaj ma podwójne dno
Kilka cięć po nich, cel, dokument, CD w rękach
I nie obchodzi mnie jaki tu chujek mieszka
To się streszczam i wypad, czuję oddech za sobą
To nie twoje kurwo z odjebaną głową

(Z relacji naocznych świadków wiemy, że między 22 a 24 w nocy Nikodem R. dwa razy wracał do mieszkania, wyraźne próby pozbycia się śladów krwi z mieszkania jak i klatki schodowej skłaniają nas do tezy, że Nikodem R. robił wszystko zatuszować ślady zbrodni, około godziny 3 nad ranem 6 stycznia widziano Nikodema pakującego do bagażnika duży, nieokreślony przedmiot, podejrzewamy, że były to zwłoki Radosława M. Jednak dowodów na to na razie nie ma, nie dość tego do dziś nie wiadomo co stało się z Radosławem M.)
I tylko żeby nie było
I tylko żeby nie było
I tylko żeby nie było
I tylko żeby nie było

Coś się sypie wszystko szybko wszystko nagle
opuść żagle, odłóż szablę, odpuść sobie diable,
zostaw co moje, nie zrywaj gruntu na którym stoje,
zostaw co nasze,bierz do piekła swoje paranoje,
świata z gwiezdnych wojen urojeń, złudnych pojęć,
gdzie normalne spokoje stają się nie pokojem,
coś tu gniecie ciężar zwycięża, kręgi gniecie,
ciężar braku planu, braku stanu wzniesień, brak pocieszeń,
muzyka w głowie pusta kieszeń, nocne rzezie, kogoś przypadkowo trafia przecie,
bez winy bez przyczyny, jak w procesie,
puzzle – porządek się rozpada coś jak w przyrodzie jesień,
małe upadki, nie trwałe interesy, wpadki, zrozpaczone matki, wykręcone nastolatki,
Mez -zobacz puste kluby bez próby zmian w repertuarze, co z tym idzie w parze w tym obszarze będzie szarzej, rap nie da wam gwarancji zróbcie folklor dancing, młodzi pójdą w plener się naćpać, to bilansik, wszystko płynie, nawet żule degustanci przez tapeciarzy wyparci, zostali w drobny pył starci, jeszcze mało rośnie chaos tak to streszcze szczeszki śmieszki plus pokaźne kwaśne deszcze, dla siebie chcę przestrzeni żebyś też miał przestrzeń przemyśl to sobie i sam dopowiedz resztę.

Ref.
I tylko żeby nie było
życzę temu światu żeby wśród rodaków nie wyrastał wrak na wraku
i tylko żeby nie było że wszystko jebnie na pół Mez Liber z cyklu poznańskiego rapu

Dzielić świat na regiony lepsze i gorsze bo tu masz biedę tu masz forsę dla mnie to nonsens, globalny chaos zła całość podzielona na miłujących pokój i chcących ich pokonać dlaczego dziś niektórzy wolą po prostu zginąć, widzą przyszłość która będzie nową Hiroszimą, nieszczęśliwi fanatycy zniszczenia, co jest w ich domach, żyją z mottem obal świat który Cię wychował, bez obaw bo śmierć i życie jest dla nich niczym, w imię Boga niszcząc pogan giną na ulicy, terroryści czy męczennicy dla rajskich bogactw wysyłają niewinnych do kostnicy, tylko rządzący mają prawo dochodzenia przyczyn,na grobie amerykanina zobaczysz 100 zniczy, milionów ginących na peryferiach świata nikt nie liczy sprawiedliwość krzyczy , telewizja milczy te sytuacje można przenieść na polskie realia nie jeden wariat wybierze destrukcyjny wariant bez szans na awans w życiu popada w bezradność i rozpacz ludzkich więzi rozpad podatny na każdy rozkaz bloki, wachlarz środowisk, ludzie światowi, przeciętniaki, szaraki i obiboki, wysoki jak bezrobocie poziom różnorodności niska jak inflacja akceptacja odmienności przed marginesem nie uchronią wille i fortece to przeniknie jak epidemia zostanie skażona ziemia jedna ziemia jeden świat jeden organizm egzamin z człowieczeństwa dla społeczeństwa

Ref.
I tylko żeby nie było życzę temu światu żeby wśród rodaków nie wyrastał wrak na wraku i tylko żeby nie było że wszystko jeb na pół Mez Liber z cyklu poznańskiego rapu
A za wysoko? aha! Za wysoko

Łapiesz mnie za rękę, łapiesz mnie za dłoń
Głaszczesz po główce, masujesz skroń
Patrzysz mi w oczy, stawiasz na stole
Stawiasz wysoko, stojąc na dole
Mówisz...

F.I.S.Z.
Zaszedłeś wysoko
Uważaj możesz spadać wnet

Za wysoko?

Wdrapuję się w górę, w górę i wyżej
Chwytając za nogi, każą schodzić w dół
Niezadowoleni walą pięścią, pięścią walą o stół
Na którym stoje, dwoje się i troję
Trzęsie się stół, na którym stoję
Na którym mnie, mnie postawili
Dili chwil parę, mili, życzliwi
Mówię...

F.I.S.Z.
Zaszedłeś wysoko
Uważaj możesz spadać wnet

Za wysoko mówisz, udaję, że nic nie słyszę
Komu ufać nie myślę już wcale
Bo nie jestem sam jak palec
Mam tych co ze mną są i będą przez wieki całe
Robię kroki raz większe, raz małe
I w górę! Wspinam się jak po drabinie
Minę tych co chcą mnie sprowadzić na sam dół
Choćbyś pluł mi prosto w twarz - ja nie przestanę!

Ja nie przestanę
Ja nie przestanę
Ja nie przestanę

Ciągną, ciągną mnie w dół
Dzielę się na pół, walę głową w stół
Komu ufać, komu nie
Nie wiem już sam, zgubiłem się
Teraz szukam tu i tam
Zostaniesz ze mną, czy zostanę sam
Mówisz...

F.I.S.Z.
Zaszedłeś wysoko
Uważaj możesz spadać wnet

Za wysoko...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo