Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Jasiu, Jasiuuu, weź proszę bereciki skocz po 10 kilo kartofelków dobrzeee?
Babcia Jadzia mi oddała śliczny beret moherowy, moja laska ze mnie leje mówiąc, że jest przypałowy. On naprawdę jest najlepszym nakryciem głowy, ale on przede wszystkim jest moherowy.

Ref. Zadbaj o łeb {2x Załuż na głowę moherowy beret {{2x No ubierz berecik

2. Gdy poszedłem w niedzielę do kościoła, ksiądz pogłaskał mnie po głowie i powiedział bądź jak Roman było miło mi bardzo, a na dodatek sąsiadki zaprosiły mnie mnie na filiżnke herbatki.

Ref,. Zadbaj o łeb...

Moherowy
3. Teraz ten bit w telewizorze mowili ponoć Doda, Mandaryna, Michaś też się zajawili. Więc dlaczego kolego uśmiechasz się tak głupio, lepiej poproś rodziców niech Ci też taki kupią.

Ref. Zadbaj ołeb...

4. Jasiu zaśpiewaj babuni o bereciku - Moherowu uwielbiam go, moherowy to lek na zło, w moyherowym do twarzy mi, moherowy na wszystkie dni.

Ref. Zadbaj o łeb...
Czasem mam jazdę zapomnieć o wszystkim
Kupić bilet donikąd i spakować walizki
odnaleźć nową przestrzeń ta mnie dusi czasem
ale chyba czasem tak być musi
Czasem sie zamykam nie ma mnie dla nikogo
wsłuchuje w cisze i nie kiwam wtedy głową
Zamykam w sobie by móc sie otworzyć
I rozmawiam z tym który to wszystko stworzył
Czasem mam akcje, patrze za okno
a tam deszcz pada i ulice mokną
Wtedy boję sie o jutro przeraża mnie niepewność
choć nieraz mówiłem jest mi wszystko jedno
Czasem czuje sie tu jak outsider
twojej recepty na życie nie chce, sam znajdę
Znam prawdę o sobie i konsekwencje
wiem nie zbuduje nic bez poświeceń.

Wciąż wierzę w ludzi jak Vienio
nawet gdy czasem widzę jak pozmieniał ich pieniądz
Tak na nich patrze i nie wierzę oczom
ja nie muszę mieć za co żyć muszę mieć po co
Chce dać im szanse daje im słowa
bo sam mogę kiedyś tej szansy potrzebować
Może jutro spojrzę w lustro spytam
Czemu zawiódł instynkt górę wzięła pycha
Czy jesteśmy tu by karmić ego
a może świat potrzebuje nas bardziej niż my jego
Męczy mnie ignorancja i hipokryzja
Choć nie jestem święty muszę to przyznać
Czasem pokusy uśmiechają sie zdradziecko
Ja pod presją bezradny jak dziecko
Pocą sie dłonie już nie jestem odważny
Wiem to moja cena za dar wyobraźni

I tak siedzę sam a z oknem moknie Praga
To jest ten moment by ze sobą porozmawiać
Tysiąc myśli, wątków w głowie bałagan
Czasem myślę że nie zdążę i tego nie poukładam
Ej nie chce już odkładać do jutra
A codzienność stawia pod ścianą i krzyczy zrób tak
Czasem czuje że trzyma mnie w szponach
Wtedy chciałbym mieć siłę być ponad
Jak mnie widzi świat to bez znaczenia
Gdy bardziej niż opinii boję sie sumienia
I teraz gdy stoję z nim oko w oko
wiem nie ucieknę bo nie ma dokąd
Zbieram resztki uczuć tyle ich zostało
I ponoszę klęskę chcąc je złożyć w całość
Przegrywam dziś , lecz nim minie sto dni
Wrócę tu i wygram by to sobie udowodnić
Może los mnie zetrze w pył
może będę wył
z bezsilności
Żył w niepewności
własnej słabości stęchnę
jak bańka pęknę
i wyciągnę rękę
by to co piękne
zabiło mękę
może ma gwiazda spadnie
w nocy i we dnie
będę siedział bezradnie
czas marzenia mi skradnie
i będę pełzał na dnie
jad mną zawładnie
w obłęd Deep popadnie
na wieki
zamknę powieki
ulecę męce
wreszcie wolny będę krzyczał w podzięce: alleluja
ocknę się gdy dotkniesz
wrzasnę, powtórnie zgasnę
ciemne stanie się jasne
lecz nie przygasnę
osądzisz mnie i strącisz
i jak ma gwiazda spadnie
a kiedy będę spadał to zgadnę
dlaczego bezradne
dlaczego marne
dlaczego tak fatalne
dlaczego jedno
dlaczego gwiazdy bledną
zrozumiem i przeklnę
lecz już nie ucieknę
i nigdy nie powrócę
by naprawić błąd w sztuce
nieprzytomne sny
nieskończone łzy
niemożliwie zły
będę tkwił w niewypowiedzianych słowach
niewykonanych czynach
w niezliczonych winach
w niezłamanej dumie
w niezwalczanym lenistwie
zazdrości, nieuczciwości
nieszczęśliwej miłości
dawno zgniją me kości
pamięć zginie
a ja będę trwał będę trwał
i nie będę się bał
bo będę się czuł swojo
jak na ziemi która była mi ostoją

ref. x3
Zapukaj do mnie nocą
niech gwiazdy zamigoczą
obdaruj mocą
by krzyż tak nie ciążył
z niewiernych miejsc wskrzesi
świat część ci oddam
i więcej się nie poddam

A może się nie ukorzę
nie szepnę Boże zlituj się nade mną
nawet gdy zrobi się ciemno
na daremno będę wołał jego imię
z miną wrdną jak inne świnie
pod nosem ludzkim głosem
nie będę bosy jak święty
lecz uśmiechnięty i bogaty
za małe zyski za duże straty
będę w pysk im pluł
i ciągnął w dół by mieć choć pół
pójdę na śmierć by mieć choć ćwierć
zdobyć by stracić
ukraść by zapłacić
z cynicznym grymasem licząc kasę
choć bym miał jej po pas
nie powiem pas
to nie czas
nie przestane aż umrę
aż zamkną trumnę
gdy przyjdzie starość i marność
splunę w odpowiedzialność
zamiast się modlić
będę podlić
gnać i brnąć
bądź co bądź
jesteś to sądź
zamknę oczy pysznie
i nic nie wyśnię
życie pryśnie
zgnije w dole jak pies
to kres ostatnie wers
koniec pieśni wierz mi

ref.4
Zapukaj do mnie nocą
niech gwiazdy zamigoczą
obdaruj mocą
by krzyż tak nie ciążył
z niewiernych miejsc wskrzesi
świat część ci oddam
i więcej się nie poddam
Zawsze sobie myślę, jak by to było,
Jak by to wszystko się ułożyło,
Gdyby mnie na tym świecie nie było,
Ludzie by mijali, nie zauważali,
Może niechcący by się przede mną chowali,
Wizja tego stanu bardzo mnie dławi,
Boję się, że kiedyś mnie wszystko zadławi,
Żyję w swoim życiu, tak sobie po cichu,
Widzę ludzi dookoła, widzę swego stróża anioła,
Czas już przeleciał, tak się rozleciał,
Że czuję coś w środku, to nie jest w porządku,
Że nie dbałeś od początku,
Trochę nie bardzo da się to przewinąć
Teraz trzeba do innego portu zawinąć,
Już nie tego samego, nie tego przyziemnego,
Całkiem inaczej w duszy ukształtowanego,
Spójrz w swoją głowę, myśli granatowe,
Myśli jałowe, na trawie, na jawie,
To nie życie przy kawie, to nie film, i gratka,
To nie misia Puchatka, tak piękna chatka,
To pustka w głowie, to pustka w mym słowie,
To pustka w mej duszy, jak bardzo mnie suszy,
To pustka w głowie, to pustka w mym słowie,
To pustka w mej duszy, jak bardzo mnie suszy.

Jak by to było, gdyby mnie nie było,
Jak by to było gdyby się nie wydarzyło,
Co by się zmieniło, co by się skończyło,
Bo jak by to było, gdyby mnie nie było. -X 2

We śnie się w widzę, na żywo się trudzę,
Pozbierać wszystko do kupy się brzydzę,
Czemu mnie nie ma, czemu nikt nie zna mego imienia,
Przeleciało jedno, marnuje się drugie,
Wszystko by, by poddać cię jednej, wielkiej próbie,
Długiej, męczącej, ale pięknej świecącej, jak słońce,
Nad tobą, ja jestem z tobą,
Niestety mnie nie widzisz do tego się przyczynisz,
Jak się nie zawstydzisz, ile to trwało,
Gdzie się podziewało, gdzie się to działo,
Jak mi zależało, teraz mnie nie ma,
Teraz za późno, teraz już całe życie przeszło na próżno,
Przeszło koło głowy, wybrało się na łowy,
W głąb mojej duszy, w głąb mojej głowy,
Ucieka więc gonię, prawdę odsłonię,
Bo jak by to było, gdyby mnie nie było.

Jak by to było, gdyby mnie nie było,
Jak by to było gdyby się nie wydarzyło,
Co by się zmieniło, co by się skończyło,
Bo jak by to było, gdyby mnie nie było. - X 2

W oczach mam ból, w oczach mam łzy,
Tak wielce, jak w mojej wielkiej, ogromnej męce,
Pytasz się mnie, ja pytam cię,
Najgorsze jest to, że nikt nie zna mnie,
Widzę to we śnie, widzę to mieście,
W którym mnie nie ma, w którym się mieszczę,
Przynajmniej duchowo, przynajmniej milowo,
Że też tak musiało ułożyć się pechowo,
Z góry do dołu, z dołu do góry,
Zaśpiewają nam anielskie chóry,
Żeby było pięknie, żeby było cicho,
Niech to wszystko jedno wielkie palnie licho,
Bo jak by to było, gdyby mnie nie było,
Bo po co życie moje jedno się zmyło,
Bo jak by to było, bo jak by było,
No powiedz, no powiedz, no jak by to było.

Jak by to było, gdyby mnie nie było,
Jak by to było gdyby się nie wydarzyło,
Co by się zmieniło, co by się skończyło,
Bo jak by to było, gdyby mnie nie było.
o 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, uniescie pierwsi
To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, unieście pierwsi

Dwóch nas tu, i trzeci rap od lat kilkunastu
A czwarty to ty, wychowany pośród chwastów
I czart z tym, czy dajesz pięć jak może jeden na stu
Czy chciałbyś być niestety jak całe morze fantastów
Nas dwóch tu, i piąte 5-2, jego pięść pięć ma
A część z was pamięta rap na który teraz chęć mam
Ten głód rósł aż opuchł, teraz smakiem złocistym
Bo wilków nie nakarmisz przez to stłpa prosto z pizdy
To 5-2, dwóch na pięć, czyli dwoje na piątkę
Choć nie którzy schowali już instancję na pamiątkę
I teraz jestem pewien, nie jeden kozak tu pękł
Co chodził i się chwalił, że już miażdźy jak Wu Tang
Kto pięć da, w mieście napiłcia, po tym jak UMC
Wydało "Poznań VI", refleksje bez ciłcia
To 5-2, musisz to mieć, ja będę to grać
Ich bin Hans, zabieramy wszystko to co jest do wzięcia

To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, uniescie pierwsi
To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, unieście pierwsi

Komedia w mediach, o to co mówisz nikt tu nie dba
Trzeba dotrzeć do umysłów, nie dać zamknąć się w cudzysłów
Rap musi mówić, musi walczyć, musi zmusić
Byś pomyslał co on mówi, i nie musisz go polubić
Ja podciągam spodnie, by w walce mieć wygodniej
Rap z Polski zachodniej, płomienie, sztuczne ognie
Płonie, ściskam dłonie, na mikrofonie gnoje
To jest dopiero projekt 5-2 Dębiec spierdolimy wam nastroje
Bo 5-2 jest lepsze, jako pierwsze nawija na sucho
Takie wiersze jakie inni po trzeciej kopercie
Bo 5-2 to 5-2, drugiego takiego niema, i nie będzie
Bo to prawie relikt na tym świecie
Nie spotykani, jak handlarze używanymi trumnami
Nie ma takich, jak tych dwóch, ani jednego więc sprawdź ich
Wdech tlen, i wydech słowami na was respekt
Bo idzie materiał zarała?ć nieźle, jednak smak jakby sprzed lat
Więc bierzcie póki czas, to nas dwóch
Was na podmuch, nas na podsłuch głośno
Odkręć okno w swoim auto, by to mocno w miasto poszło
Nas dwóch tu, głos buntu, nie pokoju, słychać z klubu
Nas tu dwóch, to znów tu ci co idą pod prąd tłumów
Dwóch tu nas, Bóg czuwa, duch nas nie opuszcza
Muza, tu dwóch nas, puszczaj to gdzie ci się uda
Chłopaki w górę pięści, dziewczyny pokażcie piersi
Wracamy do gry, zapraszamy na koncerty

To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, uniescie pierwsi
To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, unieście pierwsi
To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, uniescie pierwsi
To 5-2, miasto nam pięć da, unieście pięści
Kto pięć da, ten zawsze z 5-2, unieście pierwsi
Czarny chleb, czarny chleb, czarne złoto
Czarny chleb, czarny chleb właśnie po to
Czarny chleb, czarny chleb aby żywić
Czarny chleb, czarny chleb może dziwić
Czarny chleb, czarny chleb do rąk daję
Czarny chleb, czarny chleb, tu czas staje
Czarny chleb, czarny chleb prosto z Polski
Czarny chleb, czarny chleb tylko śląski

W kantorze nie zamienisz, a jednak takie ważne
Czarny, brudny kamień znaczenie ma poważne
Tu, na tej ziemi, gdzie dniami i nocami
Teraz kombajnami, a kiedyś kilofami
O ludziach tutaj mówię, i o tym, co ich żywi
Bo z tego, co robią są dumni i szczęśliwi
I o Śląsku tutaj mówię, co mu życie dało
Prawie 5 milionów ludzi to nie mało
I choć wszystko tu upada, Śląsk nie upadnie
Pamiętając, że nie zawsze wszystko pięknie, ładnie
Nie zostawaj w tyle, bądź na bieżąco
Słuchaj, niech to działa wzmacniająco
Pozostanę przy tym, że korzenie zawsze moje
Korzeni nie zapomnę, przy tym zawsze stoję
Może Bóg tak chciał, nie wiem, tak po prostu
Że czasami brak tchu, taki los tu
Na jedynej ziemi, niezmiennie niezamienni
Pośród tysięcy istnień, Bezimienni
Bo to Śląsk życie dał i wciąż nam żyć daje
Jakby źle nie było w sercu mym zostaje

Czarny chleb, czarny chleb, czarne złoto
Czarny chleb, czarny chleb właśnie po to
Czarny chleb, czarny chleb aby żywić
Czarny chleb, czarny chleb może dziwić
Czarny chleb, czarny chleb do rąk daję
Czarny chleb, czarny chleb, tu czas staje
Czarny chleb, czarny chleb prosto z Polski
Czarny chleb, czarny chleb tylko śląski

Ile czasu już minęło od poprzednich lat
A tu pracowici ludzie dalej tworzą świat
Z czarnego kamienia, gdzie kryje śląska ziemia
Ludzie bez zmęczenia przebijają się przez ściany
By niejeden w Polsce dom został solidnie ogrzany
Przypatrz się, co unosi się nad nami
To czarny kamień spalający się tonami
Roboczy styl życia doprowadził do czynu
Że ojciec mógł powiedzieć - jedz, drogi synu
jedz drogi wnuku, jedz droga siostro
Kiedyś i twoje dzieci także dorosną
i wspomną te słowa, że kiedyś kopalnia
dała ludziom pracować (ludziom pracować)
rodzinę wyżywić i dzieci wychować
Bo Śląsk stworzony z bryły o czarnym kolorze
Stawił ludzkość na nogi, co mieli trochę gorzej
Lecz likwidując niektóre miejsca pracy
Zebrali się nasi rodacy
I do boju w ogień szli tysiącami
Nie dało się zatrzymać ich, jak fali Tsunami
Bezimienni razem z wami, razem z wami, razem z wami

Czarny chleb, czarny chleb, czarne złoto
Czarny chleb, czarny chleb właśnie po to
Czarny chleb, czarny chleb aby żywić
Czarny chleb, czarny chleb może dziwić
Czarny chleb, czarny chleb do rąk daję
Czarny chleb, czarny chleb, tu czas staje
Czarny chleb, czarny chleb prosto z Polski
Czarny chleb, czarny chleb tylko śląski

Tu się budzę i zasypiam, wokół klimat, jak po stypach
Trud pracy, który krąży po ludziach, jak grypa
Śląsk to miejsce się nazywa, a uwierz słów nie styka
Ile miłości w chodnikach, osiedlach i ulicach
I tych szybach kopalnianych
W miejscu gdzie czarny chleb dał niejednemu 4 ściany
Kocham to powietrze, dla niejednego ciężkie
W tym klimacie jest się jak ryba w wodzie
Wychowani w kominowym smrodzie
Który pachnie mi od bajtla
Choć krajobraz trochę inny niż opisywany w bajkach
Tu gdzie płynie Bryna, tu wszystko się zaczyna
Tu niejedna spracowana mina nosi w sobie dumny wyraz
W cieniu srebrnego komina, Bombatyka rozkmina
Pod oknami bloków, które miały służyć za sypialne lokum
A stało się dobytkiem życia co drugiej rodziny
Można rzecz - kara, bez winy
Los urządza sobie kpiny, a oni dają radę
Pracowitość i wytrwałość równa się z obiadem
Dla nich czarny chleb to nie zakalec
Nieśmiertelna pamięć o poległych pod ziemią
Niech na ich cześć wiatry z dymem wieją
Tuż nad śląską glebą, nad naszymi głowami
Otoczeni kopalniami, które horyzontu są połową
Bezimienni w hołdzie, bezimiennym grobom

Czarny chleb, czarny chleb, czarne złoto
Czarny chleb, czarny chleb właśnie po to
Czarny chleb, czarny chleb aby żywić
Czarny chleb, czarny chleb może dziwić
Czarny chleb, czarny chleb do rąk daję
Czarny chleb, czarny chleb, tu czas staje
Czarny chleb, czarny chleb prosto z Polski
Czarny chleb, czarny chleb tylko śląski
Stara szkoła wciąż na topie we wschodniej Europie
Ten bit kopie, moc w hajhecie, werblu, stopie, yo
Ja tu żyję, ja to wiem to kolejny rok
Do góry głowy, do góry i dumny krok [x2]

Na początku lat dziewięćdziesiątych, gadka nie lada, otoczenie bada
Pierwsze rymy składa nadal, nie ma bata, dobre buntu lata
Dalej gada grandzi, inspiracją po gandzi
Niedziol, Gee, toć to ci Tuwandalo, Dono men di
Na wstępie wstępnie, Cham do góry pnie i Spidi kuzyn pięknie
Drogi się rozeszły ha, nikt nie wymieknie następnie Gie giba w pasiach
W gaciach nie mięknie fuck, niejeden wspólny pęknie track
Stopa, stopa, werbel, klank, sport zajawe slum dung
Kawę na ławę, rapu pound PAPU Band, kapisz? jo to kleja ty nie bawisz
Wolę dente, gitarki, klawisz, stare sample czaisz
Oddajcie brzmienie, oddam mienie, ściętej głowy marzenie
Chyba, nie ma co tu gdybać, a skąd, niezmienny pogląd
Jak w wodzie ryba, wybacz lecz pod prąd

[x2]
Stara szkoła wciąż na topie we wschodniej Europie
Ten bit kopie, moc w hajhecie, werblu, stopie, yo
Ja tu żyję, ja to wiem to kolejny rok
Do góry głowy, do góry i dumny krok

Stary włącz to gówno włącz, oburącz
Na pewno nie będzie źle tylko włącz
A skąd? a wiesz? a co? a chcesz?
Z E-Europy, z a-analogów
To to co, co, co, to co słyszysz
Europo, krzyczysz, Europo, krzyczysz
Miłe były czasy kiedy producent się nie byczył
I ciężka praca tak jak podczas kaca
Dobre ekipy, stare bity, TeWu Asta la Victoria
Per sempre baby, wskakuj tutaj i pokumaj
Starej budy klei i nowy staff rap starego staff rapu
Nie ominie, nie wykludzi, nie pobrudzi
Bona, bona buc ma brudzić nana, nanana
Móc się wdupić tam gdzie nie trzeba
Stara szkoła nie umrze, nie, nie ma, nie ma

[x2]
Stara szkoła wciąż na topie we wschodniej Europie
Ten bit kopie, moc w hajhecie, werblu, stopie, yo
Ja tu żyję, ja to wiem to kolejny rok
Do góry głowy, do góry i dumny krok

Podkręć na fule szpony w górę, podkręć co nie Gie?
Od dziewięć dwa w mojej krwi, Paryż pierwsze CD
Dystrybucja Andegrandaz, Pii, zaszczepili mi, podkręć na fule, podkręć
Old, old, old, old, niezliczone cienie PAPU Mord
Kult, dołącz, wskakuj w TeWu rwący nurt
Powtórka z historii za oceanem start
Łap, łap na wschodzie europy drugi etap
Maniole starej daty jeszcze kilka lat pomęczą
Nie klęczą tyskie sączą z rapem nigdy nie skończą
Bywało różnie, chwile zwątpienia bywały
Zapełniały dema regały, przysparzały lokalnej chwały
Zakodowana wiedza hardcore szpeca, Wyrwani Recordz-Ślad poleca
Pozdro Wro, Pokolo, Grupa 13, ho
Pokłony dla braci, dzięki wam TeWu se radzi
Nowe słoniole se sadzi, gromadę gromadzi
PAPU Band, PAPU Band szoruj tam gdzie mocny sound, PAPU Band
Info na plakatach darcie w pakach, serce dla kultury
Koncerciki, mury, tanie fury, śliczne córy
Płonie logo na suteczkach pieści cziki, kocha
Srebro dynda, wciąga na najwyższe szczeble autentycznych winda
Rynek łapie stare sample, budzi dźwięki archiwalne
Kluby wypełnione, biletów już dawno brak, sprzedane
Skończ *****, skończ, skończ *****ić, że umiera
Umrze produkt nie kultura, autentyczne opowieści
Jak nie w mediach to w podziemiu, lata płyną blisko do trzydziestki
Na ulicach drobne zmiany, dziwny człowiek niegdyś, lepiej teraz postrzegany
Synek pionierów szanuj wkład, rytm kolejnych lat
Peja, WWO, Zipera, K.A.S.T.A., Molesta, O.S.T.R.y, W.Y.P 3, Hemp Gru
Ta, wszyscy powstaliśmy z jednego gruzu

[x2]
Stara szkoła wciąż na topie we wschodniej Europie
Ten bit kopie, moc w hajhecie, werblu, stopie, yo
Ja tu żyję, ja to wiem to kolejny rok
Do góry głowy, do góry i dumny krok
Postać jest fikcyjna,
opowieść nie jest oparta na faktach,
ale pan Antonim jest prawdziwy.

Pan Antonim to jest stary alkoholik,
jego stary to hedonizm, a stara to popić.
Stara to popić, ale ma kaca od rana, odwraca cata ogonem,
2kc wrzuca do gara, to fatamorgana, bo wraca napierdolony potem.

Pan Antonim jest szalony trochę,
bo czy jak staje na oknie grozi, że nie skoczy, to jest dobrze z gościem?
Po czym biegnie po gzymsie na oślep, tam
po rynnie chce ostrzec, że jest samotny - strażak sam.

Robi wszystko za dwóch, szczególnie jego fiut,
w sumie chuj wie o czym myśleć, gdy bije do dup - uściślę,
zna się na geometrii, oczywiście - matematyk,
wie jak uskutecznić wszystkie - trójkąt prostopadły.

Liczę do 69ciu i masz przestać
myśleć o seksie, w podejściu na jeźdźca
to bestia, bo jak zapieprza nie hamuje na ręcznym,
i czasem pali gumę, choć nie żuje - na przejściu dla pieszych.

Miałeś nie grzeszyć - wara, chodzi o prędkość buntu,
dla niego kilometry to miara wchłoniętych trunków,
co do stosunku... to masz go po tym tu jak w banku,
to on wyzwoli w nocy wszystkie kojoty z poranków!

Ulubiony film fabularny, gdy pije do speeda?!
Na szklanym ekranie "Titanic" i "Struś Pędziwiatr",
a jak skończy oglądanie w bani nagły chillout,
ta, jego cały chill jest out - nie ma pana Antonima...
(MAG MAGIK I)

Kim oni są, kim my jesteśmy jesteśmy?
Jesteśmy Kaliber 44, wierz mi
Nadchodzimy już by rozjebać Twój mózg
I sprawdź to, to jest nasz pierdolony hardcore rap
Prosto z Bogucic, nie chcemy uczyć
Prosto z Bogucic, by opętać Wasze mózgi na zawsze
Wokół 44 magicznej liczby czar Cie ogarnie, marnie, hej
Po raz pierwszy w Polsce psychorap
Coraz głośniej, coraz mocniej, właśnie tak
Nadszedł czas, tu jest start
Nasze imię znasz wiec je wykrzycz jeszcze raz!

Zakon Marii do boju! Do boju! Do boju! Do boju!
Zakon Marii 2x

(Abra dAb)

To jest właśnie nasza pierdolona Magia
Tak uderza w Twój mózg bo prowadzi nas Maria!
Wyobraź se nóż jak wrzenia Ci go w brzuch
Jesteśmy tuż tuż, nie pytaj któż to
Cóz, to, nie wiesz jak żniwo zbiera brzytwa, która tnie?
O włos Cie trafi, jesteś z nami? I o nie!
To mój styl: gdzie Magia, gdzie Miecz, musze Wierzyć
Że ktoś tam musi wiedzieć w kogo ja mam uderzyć!
Moje ciało na ziemi stoi, widzę wzrok
Skur...... jak nie kumasz usłysz mój głos!
Bo to prawda, jasne jak wschodząca gwiazda
Moje życie, a nasze imię brzmi Kaliber!

Zakon Marii do boju! Do boju! Do boju! Do boju!
Zakon Marii 2x

(„Ś.P. Brat Joka)

Gdzie? Kto? Kiedy? Gdzie? Kto? Kiedy?
Skąd to się bierze?
Czterdzieści i Czterej mej Pani rycerze?
Dym z moich ust, który spływa na Ciebie
Czy potok słów, mówisz: nie, jeszcze nie wiem!
Więc podejdź bliżej, niech Twój mózg opuści klatkę
Zrozumiesz wszystko kiedy poznasz moja Matkę
Me słowo, mój miecz, Jej Magia i życzenie
Wcieramy w Ciebie wszystko na Jej postanowienie!
Więc chodź, jeszcze tylko jeden raz
To jest, to jest Zakon Marii, czy teraz nas znasz?

Zakon Marii do boju! Do boju! Do boju! Do boju!
Zakon Marii 2x
Miał jakoś około dwudziestki, gościu był najlepszy,
pisał takie teksty- wierz mi, że nie było kwestii lepszych,
jego życie to hip hop tylko i nie miał perspektyw,
miał teksty i flow przyszłość zakopaną w czerni,

Żył na chujowej dzielni, uzależnił się zbyt szybko,
banalne, nie? jak kreski z fifką, wóda i piwko,
jego stary poszedł z dziwka, mama nie miała na szamę,
Mamo nie martw się mam talent i pokażę go na świata skalę!

Miał jakąś prace ale stale ja tracił,
hajs wydawał na bakę, bo nie mógł sobie poradzić,
miał tylko kartkę i papier i jedno marzenie,
jeszcze wam pokażę, mówił zawsze, zobaczycie jestem pewien.

Miał wielką pasję, podziemie znało go zaprawdę,
miał w genie rap grę, na scenie ewenement z majkiem,
i mimo barier miał wenę jego czas nadchodzi,
i nikt nie stanie na przeszkodzie mu nie stanie mu na drodze.

[Ref 2x]
Nie szampan, nie dziwki, nie koks, skurwysynu,
tylko zwrotki do bitów i true love do tych rymów,
wymów to- R.I.P to dla tych co odpadli,
true love-R A P, pierwsi będą ostatni.

Siemasz, ziom, sorry, że pisze to w takim czasie,
ale wiesz jak z czasem jest, zapierdalam na taśmie wiesz,
kiedy robię po dwanaście godzin w dobie na kontrakcie
człowiek, ogarnąłem fobię trochę, biorę tylko na sen teraz.

Alko już nie mogę, ale chuj w to gówno,
stary, jak Ci powiem co się stało w ogóle to padniesz, czuj to,
dostałem power jak chuj, bo zadzwonił facet od studio,
dostałem szanse na wydanie materiału na grubo,

Ty i mam tekstów kilkaset, bity, stary, wszystkich zgaszę,
w końcu stało się pokażę klasę, tym razem mam fazę,
tymczasem rozstałem się z laską, ale nieważne,
muszę ogarnąć się teraz mam coś mi daje jasność zawsze,

Żeby rano wstać, żeby kurwa grać to,
a pamiętasz jak mówiłem, że nie spadnę na dno,
że marzenia się spełniają póki mamy siłę,
mam swoja chwilę i zrobię to teraz albo nigdy, tyle.

[Ref 2x]
Nie szampan, nie dziwki, nie koks skurwysynu,
tylko zwrotki do bitów i true love do tych rymów,
wymów to-R.I.P to dla tych co odpadli,
true love-R A P, pierwsi będą ostatni.

To była zima, 4 lata później- grudzień,
i chodź gasną światła, zawsze zostają ludzie, wiesz,
niech pamiętają każdy tekst i każdy numer,
każdy wers, każdy dźwięk, każdą nagraną minutę,

Poszedłem na cmentarz jak co grudzień,
trzymając list w rękach, pamiętasz, jak pisałeś go w ów dzień?
pamiętasz? kurwa, przecież miałeś swój sen,
miałeś potencjał, i co pensja nie ta, czy poszło o dumę?

nie tak miały tu być, tu nic nie dzieje się przypadkiem, co?
tu nie ma nic dziś to przeznaczenie jest martwe,
wszystko to pić na wodę, puste slogany na grobie po Tobie,
i nie ma nic a może miałeś odejść?

a może miało tak być, a ideały nie istnieją,
jesteśmy za mali żeby walczyć sami z beznadzieją,
to bez znaczenia brat, teraz R.I.P na trak ziom,
"wieje wiatr- znicze gasną..".
1.Oto nowa peneriada Rychu gada LP serio
O tym, że typ złego chłopca zrobi karierę na pewno
Do fałszywców z rezerwą, na mikrofonie z werwą
Walczę z kłamstwem i pruderią nowy album "Na Serio"
Żądny przygód chłopak z Jeżyc, głodny nowych wrażeń
Łysy łeb, tatuaże, złote płyty, grube gaże
Dziś hejterom się narażę, bo ponownie w świetnej formie
Przebojowy track i postawy nie pokorne
I czego się nie dotknę to zamieniam w złoto pojmiesz?
Słyszysz to i robisz w spodnie, a ja mam Cię za niedojdę
Mam szacunek tłumów, dodać uznanie krytyki
Chcesz produkuj periodyki, wiedz pojebią Ci się styki
Rap dla mej publiki i dla kobiet bądź co bądź
Które krzyczą, że tak bardzo chcą pierdolić się z tobą
I jeszcze żeś nie pojął, że mój rap nie zrobi krzywdy
Nowy album "Na Serio" rozpierdalam Ci głośniki

Ref. To kolejna peneriada, Rychu Peja solo gada
Jeszcze lepszy poziom, chociaż ta sama obsada
To kolejna peneriada o czym mówić nie wypada
Weź to za pewnik, że Rikardo o tym gada x2

2. Jestem pierdoloną gwiazdą - nie mam czasu się przejmować
Czy ta płyta mi wypali i czy będą ją kupować
Chce zapracować na wczesną emeryturę,
Więc LP produkuje, polski rap ja praojczulek
Słupki popularności - to nie do mnie, wole prościej
Napisać i złożyć, wiem macie mnie za wyrocznie
Opiniotwórczy Rysiem, outsider z tych uliczek
Które krzyczą nienawiścią i ja też czasem krzyczę
Rozpalony do białości chce przekazać całą prawdę
Wy słyszycie gniew i że całym światem gardzę
Mój rap to moje życie i rozumiem, że kolega
Prezentuje inny poziom wrażliwości i wymięka
Ty przyśpieszasz na ulicy czując oddech na karku
Tego gościa w kapturze, który jest za tobą bratku
Trochę luzu, bez spinki, na serio,
Zobacz kobieto, jestem spoko typem tej yo
Mówię na serio, nie strzelam z F16
Jestem SLU Gangu, a nie z MS13
I w tym momencie właśnie się określę, że artysta
Z tak bogatym dorobkiem walczy oto co już zyskał

Ref. To kolejna peneriada, Rychu Peja solo gada
Jeszcze lepszy poziom, chociaż ta sama obsada
To kolejna peneriada o czym mówić nie wypada
Weź to za pewnik, że Rikardo o tym gada x2

3. Że co brudny rap, brudne bity, patologia?
Wjeżdżam na pełnym Detroit, po prostu, bo tak można
Spróbuj rozpoznać gościa, który kiedyś był nikim
Jeszcze parę lat temu, teraz jest ulic rzecznikiem
Często społecznikiem, chociaż mówią na mnie wariat
Pamiętaj szanuj ludzi którzy robią wolontariat
O życiu dosadnie, dosyć kontrowersyjnie
Mówić suko na dziewczynę, uważać ją za świnie?
Głowie awaria jak Maria lubię te klocki
Zadowolić kobietę kosztem zarwanej nocki
Chce powiem possij, a ty zamul w czterech ścianach
To ekspansja Czwórki, nie do zatrzymania
Rychu czarna owca - nie zbłąkana owieczka
To polska '09, nie jak za króla Świeczka
A ty protestować przestań, to muzyka młodych
Besztam tych oponentów, którzy nie kumają - zjeżdżaj!

Ref. To kolejna peneriada, Rychu Peja solo gada
Jeszcze lepszy poziom, chociaż ta sama obsada
To kolejna peneriada o czym mówić nie wypada
Weź to za pewnik, że Rikardo o tym gada

To kolejna peneriada to kolejna peneriada
Kolejna peneriada to kolejna peneriada
Kolejna peneriada to kolejna peneriada
Kolejna peneriada to kolejna peneriada
Uważam, że telewizja jest świetna,
Tyle że jest w niej bardzo dużo smutno informacji,
nienajlepszych, często wręcz przygnębiających,
więc proponuję, żebyśmy dzisiaj żadnych informacji sobie
nie przekazywali, tylko chodźmy się napić i już.

Kolejny brukowiec pisze, jak w Polsce wygląda hip hop
zatrudniają specjalistów, wiedzą o rapie wszystko
medialny bajzel, siedzą, śledzą i wiedzą błyszczą,
mają nas za baranów, którym przypadkiem coś wyszło.
Ile można pisać jak rapera rozpoznać ?
Jaką ma ideologię, w jak szerokich chodzi spodniach co dnia,
czy pali skręty ? Czy całe życie trzeźwy ?
Czy zna patenty na to, by w rapie być niezłym ?
Pomyśl, po co mówisz, jak nie jesteś świadomy,
Ty widzisz bandę gówniarzy, widocznie jesteś niewidomy
weź to zostaw, zanim napiszesz kodeks rapowca
nieważne co byś zrobił, i tak to będzie marna opcja
proste? posłuchaj, bo to Feno, Spinache i Ostr
nawija o medialnej lipie, która prawie wszędzie dotrze
skłamie według potrzeb, bez kitu, tak się sprawy mają.
Pozdrawiam wszystkich tych, którzy na rzeczy się znają.

Ja jestem tym, którego cień wzbudza lęk, ten znasz,
ten sekwens, niszczę media jak alkohol alka seltzer
tekst po tekście, nie na sprzedaż morda
za fałszywe obietnice na billboard'ach, z bloków historia
wolna od kamer, wolna od szpanerstw, a my w nim pewni,
jak sakrament i oby dalej tak, pierdolę cały ten tv-świat
pełen krzywych barw, mam swój szlak, którego nie znajdziesz
na listach, ten chłam cały dla mnie jest gówno wart
brzmi mój mic, czas Technics'a, syf na kat,
prosto w obiektyw, ferment ich na wzór sekty
ej to jest Twój cykl informacji, zruchanych redaktorek
koniec gestów, niedopowiedzeń radiowych, obsranych siedzeń
mam coś w duszy, czego mi nie zabierzesz, czyli
hip hop, nie po to by błysnąć, tylko dać prawdę najczystszą
niszcząc media jak king kong, alergia ciała, chamy
tego nie ruszaj, bo to owoc zakazany

Cienka linia między kłamstwem a prawdą
media kłamią, już powiedział ktoś dawno
a ja sram na nich
x2

Wciąż skacze jak starta płyta,
bo wciąż o rapie wszędzie jest słychać,
oceniają nas, rzucają się na gardło,
opisują nas patrząc przez krzywe zwierciadło,
opisują ogół na podstawie kilku osób,
wnioskując po wyglądzie, że to ten sam sposób,
tok myślenia, dziennikarz przez rap to fleszy błysków,
prosto z cienia, to dla zysków,
pełno pysków z dyktafonem,
w oczach z canonem,
Ostr i Fenomen, patrząc w waszą stronę, wstecz kilka lat
wtedy dla was głupi małolat, nie było tak?
a jak teraz patrzę, prosto w oczy wam się śmieję,
wtedy chciałem u was być teraz wy macie nadzieję,
ee, sram na media kłamstwami przepełnione,
choć nie cofnę się i wiem co jeszcze musi być zrobione,
biegać za swoim ogonem by grzać miejsce na grzędzie,
byłem w mediach, znam te media, wiem, że prawdy tam nie będzie.
Znasz ten ryj z telewizji, ale nie wiesz o nim nic.
Poznaj mnie na ulicy, a nie przez medialny pic.
Każde słowa można zmontować tak, że wyjdzie chała
zbuduj sobie łódkę z cegieł i płyń sprawdzić jak działa
mentor, za prawdziwe słowa nie można emitować
poszło na żywo, ekipę trzeba reanimować.
To takie porno, tylko pod przykrywką,
wszyscy redaktorzy, redaktorki, każde z was jest dziwką.
Tutaj hip hop bałuty, nasz świat ze złudzeń obdarty,
na blokowiskach, ulicach dawno skończyły się żarty,
a w tv nieskończone party i pizdy ulizane,
nasze życie to mentor, dla was zakazane.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo