Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ja mam dosyć
Już nie chce więcej
Ty wypuszczasz dym z papierosa a ja rozkładam bezlitośnie ręce
Mam ranę na wylot
Na wylot ranę mam
Ktoś chwyta mnie za ramie marszczę czoło idę dalej sam
Trzymam kurczowo bebechy
Układam je niezdarnie
Przecieram zmęczone oczy widzę coraz marniej
Podpieram się o ścianę którą dawno pokrył brud, kurz
Padam
Podnoszę się idę proszę przestań już
Już nie mogę dłużej
To boli rani na wylot tnie jak żyletka
Uleciała rozmowa przyjemna i lekka
Na wylot mnie rani pani
Niech pani ma litość już nie chce nie mogę słuchać dłużej
Ja chce rozpłynąć się po ścianach powrócić niewidziany
Powrócić droga na skrót
I rozejść się po katach jak smród
Jak smród
Jak smród

Ref.: Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku

Krakowskie przedmieście nowy świat
Przedzieram się przez tłum ludzi
Ty idziesz za mną
Krok w krok ja w bok ty w bok
Dziurę na wylot na wylot mnie już znasz
Patrzysz się na mnie z politowaniem
Zacząłeś to sam
Wiec masz co masz
Ktoś wpada na mnie śmieje mi się prosto w twarz
Jestem trafiony trafiony pociskiem który wyleciał o tak niechcący prosto z twoich ust
Patrzyłem ci w oczy prosząc o spokój kiedy ty pociągnęłaś za spust
Na wylot
Wkładam rękę gdzieś w okolicach brzucha i drapie się po plecach
Pochylam się i zerkam przez dziurę na świat
Budowany przeze mnie przez parę ładnych lat
Znasz mnie na wylot
Wiec wiesz jak dotknąć mnie od środka i ścisnąć za bebechy
Nie mów nic rozpłyńmy się w fotelu topmy tam duże małe grzechy
Ja nawlekam nitkę na igle by zszyć ciągle świeża ranę
Na wylot
Na wylot dziurę
Trzymam się kurczowo ściany
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem
Obwiązuje ranę sznurem

Ref.: Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Mam ranę na wylot na wylot ranę mam
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
Słowa tną jak chcą, uwierają w boku
Tak jest... Taa... Aha..
Słyszysz, ziom... To biały dom...
Tak jest... Wiesz, o co chodzi...
Żeby lirykę sprawdzać
Styl wolny czy też nie... zawsze w tle...
Bo po co być gwiazd±... Chwytasz, to masz to...

Na raz, na dwa, na trzy i na cztery
Wyrzućcie ręce w górę zamiast stać jak emeryt.
Na pięć, na pięć, na sześć i na siedem
Zróbcie taki hałas, by go usłyszeli w niebie.

Na raz, na dwa, na trzy i na cztery
Wyrzućcie ręce w górę zamiast stać jak emeryt.
Na pięć, na pięć, na sześć i na siedem
Zróbcie taki hałas, by go usłyszeli w niebie.

Widzisz ziom? Mamy energię jak Red Bull,
To nie radio Zet, to tylko rap z projektów,
¦wiata kradzieży i seksu.
Nie wierzysz to stestuj.
Życie nabiera sensu.
Dziś rozbujamy ten klub.
Na raz ginie marazm.
Na dwa hałas sprawdzam.
Na trzy rozwalimy cały ten teatrzyk.
Mikrofon nie antyk, nie plastik.
To nie prezenterów casting.
Z dala od managerów rap gry.

Sampling w przestrzeń
Rym gryzie jak tse-tse,
Bit buja jak Bentley.
To wiat skręcony na bletce jak breakdance
Uu... bejbe, bejbe... Sceny flavour.
Jak duracell energią płacę,
Więc mi nie pierdol, pacjent
Co jest komercją.
Bałucki akcent; Magiera z eMPeCetką.
Nasz jest ten wieczór
Pod szumem skreczów.
Wolny od stresów.
Pierwszy kielich
Za tych co byli by zobaczyć
A zasłyszane pojęli.

Na raz, na dwa, na trzy i na cztery
Wyrzućcie ręce w górę zamiast stać jak emeryt,
Na pięć, na pięć, na sześć i na siedem
Zróbcie taki hałas, by go usłyszeli w niebie,

Na raz, na dwa, na trzy i na cztery
Wyrzućcie ręce w górę zamiast stać jak emeryt,
Na pięć, na pięć, na sześć i na siedem
Zróbcie taki hałas, by go usłyszeli w niebie.

To jest ten dzień
Płynę na mic’u jak lolo na feldze,
Tytułu pretendent,
Sytuuj się w rzędzie
Zagotowanych jak zelmer
Styl 200, Wu styl beze mnie
Wolę uuu i Alchemię.
Zgrywasz gwiazdę?
Dostaw se prepomaster
Albo zmień dostawcę
Lub z nieba zejdź na ławkę
I chwyć do ręki farbę
Ja kreślę dźwięki jak te
Koncert - nie bankiet
Lale na parkiet
Do bitu parter
Dom tak jak Barry z Whitem ziom
Gra na szczery kwartet
Słowotok jak show
Co mam wziąć to na serio biorę
Hiphop jest tym dla mnie czym dla ślepego poręcz
To nie świat kolęd, choć morały te same
To różny testament, co jest grane.
Ej Rap rap rap to jest rap
Dzielnica Bauty
Czyli świat, co mnie uczy
Jak błędy wykluczyć,
Wiedz± wykłutych brak tu
Jeli chodzi o rap półswiatku
Więc luz hiphop gram
Się nie martwię,
Pierdolę partie,
Nie dla mnie konflikty
Twoje co myślisz tyle o wszystkim
Ręce w górę bo to rap tu jest,
Bo to rap tu jest, bo to rap tu jest...

Na raz, na dwa, na trzy i na cztery
Wyrzućcie ręce w górę zamiast stać jak emeryt,
Na pięć, na pięć, na sześć i na siedem
Zróbcie taki hałas, by go usłyszeli w niebie.

Na raz, na dwa, na trzy i na cztery
Wyrzućcie ręce w górę zamiast stać jak emeryt,
Na pięć, na pięć, na sześć i na siedem
Zróbcie taki hałas, by go usłyszeli w niebie.
Wiesz jak jest było i będzie
Zawsze każdy dba o swoje
Pilnuj interesów... a pójdą zgodnie z planem
Ty też nie żyjesz w miejscu gdzie...
Tak znaczy tak, nie znaczy nie
Pieniądze, przyjaźnie, wpływy, seks
Tak znaczy tak, nie znaczy nie
Życie na jawie czy tylko sen?
Czy tak znaczy tak, nie znaczy nie
Wokół osi zła kolejny dzień
Tak znaczy tak, nie znaczy nie

1.
Od dnia szóstego stąpamy po tej podłej ziemi
Mamy ręce - zabijamy, mamy usta - kłamiemy,
Orgia much, nie ufaj hipokrytom
Zawiedzie cię oko, to oko dzieciak wykol,
Zimny pocałunek w szyję, w otchłań spadasz
To miasto tym żyje, po prostu jak Chada
Zasady są po to żeby je łamać?
Wszyscy wywodzimy się od gada
Liczą się przyjaciele i milczenia zmowy
Reżim, kurwy, nalot dywanowy
Mała wycieczka do piekła i z powrotem
Tu grzesznicy modlą się najgłośniej
Nie znasz dnia ani godziny, walczysz
Ofiary wojny w chwale wracają na tarczy
Niewidzialna ręka rzuca twój los na szalę
Coś w tobie pęka, życie łamie morale

ref.
Skurwysyny, wszystkich przysypie ziemia
Czujesz się na siłach, możesz nas oceniać
Wróg w agonii, my nie oni, towarzysze broni
Nie sądź innych, nie będziesz sądzonym
Błyskawice składają nam hołd
Krwawy sport, nie przyszedłem tu po żołd
Każdy to słyszy, ulica krzyczy
Gloria Victis

2.
Marsz żałobny w tonacji rap gra, gdy jadę furą
Wrogów gardła podrzynam fortepianową struną,
Unisono ze łzami w oczach pierdolą
Lojalność nie była nigdy ich mocną stroną
Na pierwszym planie zawsze zaprzeczanie
Dalej wściekłość, groźby, próba przekupstwa, błaganie
Co? Światła gasną, muzyka cichnie
W tej ekipie nikt nikogo nie wsypie
To dla moich ludzi, dla dobrych chłopaków
Wiedzie się tym, którzy nie boją się strachu
Na wojennej ścieżce na zawsze chłopak z bloków
Ten obraz pozostanie na siatkówce oczu
Bez pardonu, to dla moich bliskich
Jebać ukryte koszty, mamy ukryte zyski
Nie możesz ich pobić, przyłącz się do nich
Odejmować i dzielić, lepiej dodawać i mnożyć

ref.
Skurwysyny, wszystkich przysypie ziemia
Czujesz się na siłach, możesz nas oceniać
Wróg w agonii, my nie oni, towarzysze broni
Nie sądź innych, nie będziesz sądzonym
Błyskawice składają nam hołd
Krwawy sport, nie przyszedłem tu po żołd
Każdy to słyszy, ulica krzyczy
Gloria Victis

3.
Mam frakcję jastrzębi na czele swojej armii
Kiedy nieprzyjaciół trupy toczą już larwy
Pod ludzką twarzą ukryty instynkt hieny
Garść ziemi i na grób chryzantemy
Niejeden Simon Templar jest pierdolonym sępem
Podasz dłoń, uważaj urwie ci rękę
Tak jak każda racja ma swój rewers
Tak wojna to biznes i kwitnie interes
Tu ulice ślepe, tu wilczy dół
Usłyszaną prawdę dziel zawsze na pół
Doświadczenie - mądrości krynica
Może kołysać, trauma vs dolce vita
Zawistne mordy karmione wronami
Patrzę na nich, dzisiaj srają zębami
Chwała przegranym, dzieciak o tym pamiętaj
Twarda dyscyplina, ucz się na cudzych błędach

ref.
Skurwysyny, wszystkich przysypie ziemia
Czujesz się na siłach, możesz nas oceniać
Wróg w agonii, my nie oni, towarzysze broni
Nie sądź innych, nie będziesz sądzonym
Błyskawice składają nam hołd
Krwawy sport, nie przyszedłem tu po żołd
Każdy to słyszy, ulica krzyczy
Gloria Victis
Po co i dlaczego
ten tego no i tamten tamtego
no i ny ny y y nie zaspany
zamotasupłany
niesamowiarygodnie ujeupierdukurwielony
zapodawany na wynos mózg mam
bełkota gada gadam
i zajadam i nabijam i odpadam
i ha ha ha ha a o co chodzi co chodzi
kogo to obchodzi
dochodzi godzina i budzi ludzi
wodzi nas czas za nos, nie szkodzi
wchodzi... i nie wychodzi
jestem na łodzi podwodzi
nic mnie nie nudzi
budzi się we mnie ludzik
stworek obserwatorek
on odkorkowuje korek
korka wpadamy do wirek
cały cyrek
to worek z z zabawkami
bawi się nimi, tymi moimi myślami
do góry nogami a tu sami swoi
więc niczego się nie boi i broi
a smok stoi
i czeka na człowieka który ciągnie na machu
idę do Ciebie brachu...
yhy, yhy, jestem tutaj wszelakie takowy zataj
i razem ze mną lataj
pa ta ta ta ta ta taj
dzisiaj na smoku z fokusem
kłusem
otul się głosem
mierz czas papierosem
lub zimnym psim nosem
nic pod przymusem
wszystko nonsensem
razem z fokusem...
Całe życie w blokach, całe życie w problemach.
Ja chcę żyć w tych blokach ciebie tu nie ma.
Chcę żyć w tych blokach, czy chcę stąd uciec.
Raczej nie, choć to dziwne uczucie.
Połowa grudnia '82
Dzień żałoby czy święto? Przyszedłem na świat.
Dla jednych szczęście dla drugich problem
Ej co z tego będzie i kto kurwa go rozwiąże
Moja mama jest warszawianką, ojciec fiutem
Ją kocham na niego nie napluję
Zostawił mnie w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj
Ej gość z chęcią cię przywitam
Moja muzyka słyszysz ją robi ci się ciepło
Jestem po to, żeby zginąć, ty, żeby zdechnąć
Punhliny się sypią jak dziewczyny na imprezach
A życie jest jak hajs jest po to żeby je rozjebać
Muzyka gra jak alarmy w samochodach
Nawet z najdroższych Nike'ów może wyjść ci słoma
Nie masz co się chować chyba ze rozprułeś się jak płótno
Żyjemy żeby zginąć nie wiem co będzie jutro

Ref.
Ja żyję, żeby zginąć, ty żyjesz, żeby zginąć
Nikt nie uwierzy tu w twoją niewinność
Ja żyję, żeby zginąć, ty żyjesz, żeby zginąć
Ten blok, ten czas, te dni przeminą. (x2)

Są tu ci, z którymi rozumiem się bez słów
Hajs może cię napędzić albo może cię zepsuć
Nie kłóć się ze mną, czy wkładam to w serce
Każdy jest z bloku, ale kurwa nie jest blockersem
Żyjemy, żeby zginąć, oddychamy, żeby przestać
Czasem się boję jutra jak elektrycznego krzesła
Czasem się boję jutra, ty też się boisz
Tracisz oddech, krew napływa ci do skroni
Chcesz zginąć, nie chcesz zginąć, w końcu zginiesz
Ważne, żeby pamiętali imię, nie, że byłeś skurwysynem
Moje imię jest w sercach nielicznych
I tak części z nich nienawidzę, choć to najbliżsi
Moje serce nie ma miejsca na to ścierwo
Boli mnie serce i męczy mnie bezsenność,
Bo żyjemy, żeby zginąć tylko w jaki sposób
Wyjdę pod blok i potrąci mnie samochód
Wyjdę pod blok i już nie wrócę pod wieczór
Nie chcę znać dnia i godziny własnego pogrzebu
Nie chcę wiedzieć kto przyjdzie, kto będzie tęsknił
Żyjemy, żeby zginąć, ty możesz być następny
Póki co, przyjdziesz do mnie w smutku się odwrócisz
O tym nie można zapomnieć, nie wszystko można kupić.

Ref.
Ja żyje żeby zginąć ty żyjesz żeby zginąć
Nikt nie uwierzy tu w twoją niewinność
Ja żyje żeby zginąć ty żyjesz żeby zginąć
Ten blok ten czas te dni przeminą. (x2)
Przepraszam rodzinę za te wulgarne wiersze
Po pierwsze tak wyładowuję agresje
Po drugie czuje zmęczenie miejskim syfem
Musze to opisać w miarę prostym językiem
Za dużo myślę, to jest mój głowny problem
Widzę problemy innych, których nigdy nie dotknę
Ale taką mam pasje i nie żebym się wpierdałał
Mam swoje utrapienia ciągle rośnie ich skala
Mówię o sobie że jestem dobrym człowiekiem
Chociaż niektóre nawyki przychodzą dopiero z wiekiem
Ja ci pomogę wstać jeśli spadniesz na dno
Ja ci pomogę spaść jeśli grasz fałszywą kartą
Zastanów się czy warto wziąść i mieć wrogów
Czy niektóre tajemnice zabrać ze sobą do grobu

Pytasz jaki jestem
Masz tu odpowiedź
Pytasz jaki jestem
Z tekstu się dowiedz
Ja wiem jaki jestem
Dobrze znam siebie
Jestem jednym z tych którzy leczą podziemie
Pytasz jaki jestem
Masz tu odpowiedź
Pytasz jaki jestem
Z tekstu się dowiedz
Ja wiem jaki jestem
Dobrze znam siebie
Jestem jednym z tych którzy leczą tą secenę

Urodzony w Poznaniu Chrobrego, jestem stąd
Blok dziesięć piętro siedem, tam mam swój kąt
Szacunek dla tych z którymi zawsze trzymam sztame
Od dzieciaka razem, nie raz było przechlapane
Akcje policzyjne i rodzinne dramaty
W oknach kraty, niektórzy oglądali
Jedni już wyszli, drudzy jeszcze tam zostali
Pozdrówki dla was niech ten czas szybko zleci
Powrotu do stęsknionych, rodziców, kobiet, dzieci
Tutaj na wolności wcale nie jest kolorowo
Młodzi zamiat nauki wciągają prochy zawodowo
Chciałoby siępowiedzieć: Kurwa za moich czasów
Ale mój czas się nie skończył on dopiero będzie
Dąże do tego żeby rap był wszędzie
Kiedy osiągnę ten cel, to obiorę następny
Bo napieram do przodu i widoczne są postępy
Ja sam lub z aifam wam pokazujemy klase
Tu nie chodzi o kase, Niejarzący nie zrozumie
Mamy rap w sercu, Tak jak miliard w rozumie

Pytasz jaki jestem
Masz tu odpowiedź
Pytasz jaki jestem
Z tekstu się dowiedz
Ja wiem jaki jestem
Dobrze znam siebie
Jestem jednym z tych którzy leczą podziemie
Pytasz jaki jestem
Masz tu odpowiedź
Pytasz jaki jestem
Z tekstu się dowiedz
Ja wiem jaki jestem
Dobrze znam siebie
Jestem jednym z tych którzy leczą tą secenę

Nie z bogatego domu, nie z patologii
Wychowała mnie mata z ojcem a nie chodnik
Doceniam to i potrafię widzieć piękno
Szanuję tych którzy mieli w życiu piekło
Mam wpojone wartości, wiem co komu się należy
Żeby mieć siłę, trzeba trochę kurwa przeżyć
A poza tym uwierzyć, że potrafie zrobić wszystko
Chociaż czasem były wpadki i nie wszystko dobrze wyszło
Pierdole biznes, mam swoje miejsce w szeregu
Mam paru kolegów których to pochłoneło
Teraz się pucują chcą odzyskać wizerunek
Przecież ja im nie mówiłem jaki obrać kierunek
Jeśli chodzi o mnie to wybrałem swoją drogę
Napierdalam ile mogę mam wyboru swobodę
Więc na skrzyżowaniu dróg mogę pójść w inną stronę
Jeszcze nie wiem czy to zrobie, wszystko pokarze życie
Lecz nie warto się sprzedać by być na szczycie

Pytasz jaki jestem
Masz tu odpowiedź
Pytasz jaki jestem
Z tekstu się dowiedz
Ja wiem jaki jestem
Dobrze znam siebie
Jestem jednym z tych którzy leczą podziemie
Pytasz jaki jestem
Masz tu odpowiedź
Pytasz jaki jestem
Z tekstu się dowiedz
Ja wiem jaki jestem
Dobrze znam siebie
Jestem jednym z tych którzy leczą tą secenę
[x2]
PDG, yo, te rzeczy się tutaj dzieją
I każdy dobrze to wie, yo, my ciągle gramy w grę
I z nadzieją, że dobre wiatry przywieją
I zgodnie z rzeczy koleją po nocy nastąpi dzień

My ciągle gramy w tą grę i każdy kuzyn to wie
Że rap PDG jest światłem we mgle
A ta mgła to szara rzeczywistość brachu
Tak tu dobrze, że wiara spierdala stąd na zachód
Ja za chuj tu nie zostanę, jak będzie tak dalej
Mimo to będę z wami stale na rap kanale
Bo prawdziwości dla gry nigdy dosyć

Masz Mery Jane to posyp, Rafi czuje niedosyt
To głosy z kabiny 5 Elementu
Pacjentów głosy co unikają w oknach prętów
Jeżą ci się włosy pod czapką? nie komentuj
Jak po deszczu na liściach rosy mam tu patentów
Zakrętów mam wuchtę non-stop, bywa ostro
Ale z nich raczej przeważnie wychodzę na prostą
Te rzeczy się tutaj dzieją, nie jest nadzieją
Życzę wam dobrych wiatrów i idę na rejon, tak

Ave PDG, mylfoń albo giń synu
Pozdrowienia ślę dla wszystkich moich kuzynów
Dla wszystkich miłośników dymu
Dla wszystkich, którzy są stąd i stamtąd
Dla których bit jest mantrą
Na bibach las rąk, jebie nas to
Gwiazda póki jasno, tak się bawi moje miasto
Żeby zapomnieć, by się wyszumieć, żeby zrozumieć
Chuj z gównem, ja robię to co umiem
Życie płynie, flow sunie nieubłaganie
A my mamy swoje granie w tym bałaganie
Goniąc za chlebem pod wspólnym niebem, idąc przed siebie
Leżąc na glebie będąc w potrzebie
Bit się pętli od początku do końca
Iść, ciągle iść w stronę słońca
My tak jedziemy, gramy, kurs trzymamy
Żeglujemy, póki wiatr w żaglach mamy

[x2]
PDG, yo, te rzeczy się tutaj dzieją
I każdy dobrze to wie, yo, my ciągle gramy w grę
I z nadzieją, że dobre wiatry przywieją
I zgodnie z rzeczy koleją po nocy nastąpi dzień...
Ideał jest tam, gdzie mieszkam, gdy bit mi życie streszcza
Wśród ludzi, którzy szukają podejścia z życzeń we snach
Łódź - to idzie z miejsca, które wpaja procent
Tu najczęstszym zawodem jest dla nas bezrobocie
Życie na zwłokę, Joker nie ma co się bać czy płakać
Trzy stówy na miesiąc płacą szwaczce z pośredniaka
Chcesz się nachapać? to chapaj te trzy stówy
Trzy stówy w kilka godzin kluby wyciągają z ludzi
Łatwo się zgubić, bo los jest tu próbą
Jak jest źle możesz zawsze zadzwonić po Pavulon
Wolisz opcję z kulą? to da się zrobić wariat
Wystarczy, że odwiedzisz w Łodzi Juwenalia
To tylko moje miasto, obiecana ziemia
Gdzie każdy z nas ma tu jazz i moc przetrwania z genach
Zapomnij o jenach, dolarach, Euro, funtach
Bo jedyna prawda, to prawda twego jutra
To nie złudzenia
To chora rzeczywistość
Znów przesyła pozdrowienia
Dają do myślenia proste słowa
Czysta prawda w nich ukryta
Takie życie taka płyta
A zrozumieniem wszczyta
Tam gdzie źródło wiedzy a w nim
Życiodajna woda
Gorzkich chwil osłoda
Na życiowych schodach
Spragnionych sił kona
Przywróci wiarę może skróci cierpienia
To moment ukojenia
Chwila zapomnienia
W nim materialny rap
Niszczy pokolenia
To zły znak czas reakcji
Ewenement w takiej sytuacji
Kiedy może nie być Happy end'u
Bo za wiele błędów zło kusi
Takie życie tak być musi
Na co czekasz
Szybko idź to przekaz
Po co głupio pytasz komu
Wszystkim a w szczególności bliskim
Jak tańczysz to uważaj
Bo życiowy parkiet bywa śliski

Takie życie ziomek
Nie ustająca próba
Walcz o pozycje a zachować się ją uda
Pozorna nuda
Dla dzieciaków to zguba największa
Po dragi sięga i świat swój upiększa
Zajrzyj do wnętrza
Przepaść się powiększa
Rzeczywistość staje się coraz cięższa
Wilku zwycięża bo wiara moją mocą
Takie życie ludzie przychodzą i odchodzą
Wszyscy umrzeć muszą
Ci którzy się rodzą
Mimo woli bardzo boli
Gdy najbliżsi zawodzą
Po co z drogi schodzą przez siebie wyznaczonej
Takie życie ziomek chcesz siedz w psiarni pierdolonej
Nie wszystko stracone
Nadzieję jeszcze mam
Ja tu a ty tam
Enest nigdy sam
PG z nimi gram
Elo Pelson mnie zna
Tak takie życie ziomek musi się przyjąć
Takim jakim jest nie da się go minąć
Z porażki trza wyjąć nauczkę na przyszłość
Nie zawsze wygrywasz
Niestety tak wyszło
Zachowaj czystość
W kontakcie ze stoczoną myślą
Takie życie nie wszyscy tak myślą

Ref.: Takie życie na co dzień widać
Elo Elo Elo może Ci się przydać
Ewenement słychać że wiedzą jak jest życie
Słowo i jego lustrzane odbicie
Ulice ulice pełne czystych faktów
Desperackich aktów
Zerwanych paktów
Życie takie
Takie życie niestety
Z przodu wady
A gdzieś z tyłu zalety

Takie nieszczęście ktoś odszedł kogo znałem
Tuż obok w klatce się wychowałem
Tą samą piłkę kopałem z nim
W pamięci wszystkie wspólne chwile
Nawet cześć siema tylko
O nieobecnych mówić się nie zwykło
Wszystkim jest przykro
Co się stało
Matka płacze bo straciła syna
Czas rozpaczy tak jak seans się zaczyna
Pół roku pewnie minie nim dojdzie do siebie
Widziałem jak rzuca na grób syna glebę
Widziałem tez na pogrzebie
Jego kolegę
Wszyscy w oczach stała się tragedia
Głos o to nie dba
Serce to co innego
Żal serca matczynego w smutku pogrążonego
Takie życie wierze że Bóg tak chciał
Nie da się odwrócić nerwowy szał
Z bezsilności przeznaczenie jest na litości
Takie życie pokazuje znamienicie
Trzeba dalej brnąć na zły los klnąć
W garść się wziąć
Ta sytuacja ugniata me uczucia
Prawda to niepowtarzalna jazda
Jak pierwsza kokaina po stracie rodzina
Odchodzi goić rany
Czas pomoże goić rany
Takie życie czas pomoże goić rany

Ref. x3
[Włodi]
Opowieść, ta ma początek ale
Trwa, nie chce zakończyć się wcale
Oceniasz ją - powiększ skalę
To jest osobista hip-hopu interpretacja
Klima korporacja ze mną
Nie ważna sytuacja
Refleksje
Podchodzę do nich poważnie
Pisząc teksty postępuję rozważnie
Nie wywyższam się widać to wyraźnie
Bo nawijam dla odbierających w dobrym systemie
To co w tych gównianych tekstach drzemie
Dla zagubionych oświecenie
Dla mnie odprężenie
Często stąpam po cienkim lodzie
Jak Jezus chodził po wodzie
Ale staram się być w przodzie
Wystarczy jakiś bit, wystarczy jakiś mach
Nie żyje się jak w snach
Poziom THC sprawdź po oczach
Gandzia pokazała mi drogę
Powiedziała "Zaufaj mi, ja Ci pomogę jak zło będzie chciał podstawić Ci drogę"
I tak zrobiłem beż żadnego wahania
Zaczął się i trwa czas Molestowania (Molestowania)

Ref. x2
Po upadku potrafię wstać
Zebrać ludzi i dalej grać
Pokonać każdą przeszkodę
Żyć po swojemu i pierdolić modę

Jedną z dróg jaką ja wybrałem
Jest hip ha-o-pe ze swoi aresnałem
A ja sam nie wiem kim się stałem
Bo teraz tworzę, kiedyś tylko słuchałem
I będę się tym szczycić ponieważ tylko na to mogę liczyć
Tylko w tym mogę się zasłużyć
Pozwól na chwilę w dymie się zanużyć
Bo to co słyszysz to rapowe gówno
Nie chcesz tego, trudno
Jeśli tak, licz się z pracą żmudną
Na pewno dam sobie radę bez ciebie
Nawet zamknięty o wodzie i chlebie
Będę pisał o życiu, radości i gniewie
Nie próbuj mi pszeszkodzić w dążeniu do celu
Takich jak ty było już tutaj wielu
Za plecami szydzących, mówiących "przyjacielu"
Wiesz kto ja jestem?
Molestak mistyczny
Mój talent jest dziedziczny
Tekst prosty i logiczny
W zrozumieniu szybki jak statek kosmiczny
Bo mój światopogląd jest realistyczny
W tym słowie pisanym nie znajdziesz kłamstwa
Raczej wulgaryzmy i trochę chamstwa
Ale inaczej nie umiem się komunikować
Musiałbym się chyba gdzie indziej wychować
W żadnym wypadku nie chcę prowokować
Ale swojej gadki nie umiem kontrolować
Przed sądem przecież nie uda mi się schować
Tak, (po u...) i co teraz

Ref. x2
Po upadku potrafię wstać
Zebrać ludzi i dalej grać
Pokonać każdą przeszkodę
Żyć po swojemu i pierdolić modę

Dały się we znaki te skurwiałe media
Ich wiedza o hip-hopie to czysta komedia (hehehe)
Artykuły, programy - treść to tragedia
Bo każdy myśli, że jest od ciebie lepszy
Włodi jest czujny i podstęp wywęszy
Opcje, odpierdol się od moich wierszy
Choć liczna MC w Polsce jest nie mała
Mało jest tych twardych jak skała
Co drugi to xeroboj albo zwykła pała
Właśnie teraz okazja jest doskonała
Żeby bitwa w końcu się rozegrała
Pamiętaj Włodi i Klima to jedność cała

Ref.

Po upadku potrafię wstać
Zebrać siły i dalej grać
Pokonać każdą przeszkodę
Żyć po swojemu i pierdolić modę
Szare życie i nadzieje na poprawę jutra
Nie chodzi o luksusy, ale niepewność jest smutna
I sto razy gorsza od faktów dokonanych
Dużo problemów w życiu rozpracowanych
Co się stanie to się stanie codzienności nowe formy
Szary koloryt każdy jest od tego chory
Nie ugrzęznąć w gównie- podstawowe zadanie
To dla mnie jest ważne jak w gadce przesłanie
A socjolog znów powie, że dzieciaki zbuntowane
W związku z wiekiem dorastania, co on ma do gadania
Życia nie zna, a przedstawia żywy dowód prostowania
Bo sierota już nie kradnie i w ośrodku jest fajnie
Beznadziejność ustroju brzmi to, co najmniej banalnie
[Bez komentarza] W życiu różnie się zdarza
Raz nie mam, co jeść, więc się sprężam i narażam
Raz mam potąd wszystkiego, więc się dzielę z kolegą
Komu co potrzeba? Jeśli mam to sprawy nie ma
W końcu nie jest tak najgorzej, chociaż mogłoby być lepiej
To nie jest świat trzeci, reżim z chińskim pojebem
A i tak, co parę kroków ktoś zalicza glebę
Dać radę trzeba tak jak w starym kawałku
Ulice mego miasta pełne wyjebek i wałków
Luksusowe salony znane tylko z teledysków
Też chcę mieć więcej, więc dam komuś po pysku
To przejaw frustracji chwila stresu i po akcji
Wypchany skórzany farcik finał bandyckiej napaści
Paragrafy mogą zawsze zrzucić do przepaści
Tak czy inaczej nie pobudzam wyobraźni
Nie wybiegam, co by było, bo wtedy się wymięka
Wchodzę na raz lub pasuję - psycha klęka
A sposób normalny, mogę zamiatać ulice
Firmowy kombinezon i firmowe nożyce
Strzyżenie trawników i bankomatowa karta
Taki myśli, że ma farta, ta robota gówno warta
Bo ja dupy nie ruszając nigdzie na 8 godzin
Nie gorzej mam od niego, samo do mnie przychodzi
Sposób niełatwy, ale zawsze plan bratni
W układach otwarty w peletonie lojalny
[Bez komentarza] radę daję to nie ściema
Jeszcze na koniec: nie ryzykujesz to nie masz

Czujesz to, to, to
Widzisz to, to, to
Czujesz to, to, to
Widzisz to, to, to

Bez przerwy śledzę ruchy, małolatów poczynania
Co ich do błędu skłania, na duszy wieczna rana
Dzieci same się chowają, na to nie ma porównania
Bo boli i szokuje nawet mnie w kilku przypadkach
Zaniedbania w rodzicielstwie chyba co druga sąsiadka - matka
Ja wiem każdy się stara jeden lepiej, drugi gorzej
Nieraz nikt nie pomoże, bo sam zrobić nic nie możesz
Bieda nie jest ciekawa, 93' no i wcześniej
W życiu kłopoty odwieczne, strach przed końcem miesiąca
Sprawa wiele znacząca, gdy osoba tyrająca
Nie może spać po nocach topiąc smutki w alkoholu
I nie trudno do rozboju dochodzi, wszyscy młodzi
Każdy w konflikt z prawem wchodzi, bo inaczej nie można
Chcesz się mądrzyć? Weź zostaw nie żyjesz tak więc spasuj
Masz o zdaniu parę asów to się ciesz
Co innego Peja Wesz, ale nikt żółcią nie pluje
Życia mego nie żałuję nie zamieniłbym na Twoje
Tutaj jestem, tu stoję nie żadne przeboje
Ja wiem swoje dodać projekt równa się kawałek dojeb
Mówi uliczny gnojek

[Czujesz to, to, to]
Każdy pyta o więcej z tym się identyfikuję
Ja wam rymów nie żałuję tylko w jeden rytm celuję
[Czujesz to?] Jeżycki klimat buduję - właśnie
[Widzisz to?] w nim najlepiej się czuję
Berlin, Paryż, Amsterdam wiesz, że nigdy się nie sprzedam
Pojadę, ale wrócę spokój Jeżycki zakłócę
Znowu kogoś zbałamucę i frajera ryj ukrócę
Zawistny mówi, że smucę, kiepskich zawsze pouczę
Nawrzucam, gdy nie styka nie potrafisz to nie tykaj
Nie zabieraj się za to, mówię do Ciebie szmato
Zaniżasz poziom w mieście, dostałeś w ryj nareszcie
Na razie to przenośnia, stwarzasz problem - sadząca
Szukasz kłopotów? Ja eliminuję wrogów
Bit, rym, pięść cały czas jestem gotów

Czujesz to, to, to
Widzisz to, to, to
[Sokół]
Dyktafon na boisku, melanże u Felipe
Wtedy wszyscy razem, każdy z nas zrozumiał, ze jest Zipem
Puszkonoga, kolejny buch na przeciwpożarowych schodach
Nieważna pogoda, kto dalej po browarze pstryknie kapslem
Miejskie sporty - zośka i siedzenie na ławce
Coś tam znalazło się w kieszeni zawsze
Żeby życie stało się ciekawsze
Nagrywanie nasze przyszło naturalnie
Pierdolę rozgłos, nic nachalnie
Wraz ze wzrostem wiadomości wprost proporcjonalnie
Rosła chęć by w kryminalnej nie mieć swoich zdjęć
Nikt nie wierzył w edukacje raczej (raczej)
Dziś inaczej na to patrzę, poważnie
Wiedza, rozwój to zajebiście ważne
Wtedy doraźnie parę złoty zabijało kłopoty na chwilę
Bo na ile może starczyć tyle?
Do roboty znowu też się nie spieszyłem
Na flotę za kawałki nie liczyłem
Nagrywałem, tak żyłem, nawet nie marzyłem
Że to sposób, że to jest nowa droga wyjścia z chaosu
Dziś widzę jak niektórzy robią to tylko dla sosu
Zrozum, to jest nowa droga wyjścia z chaosu

Ref.: [Natalia]
Jesteś panem swego losu
Tylko zrozum, ster jest w twoich rękach
Decydujesz tylko, tylko ty

[Jędker]
Kombinacja, praca, czy opłaca ci się deficyt pieniężny
Gdzie wyjścia nie widać?
Idziesz na całość, szczęście może się przydać
W chaosie pogrążony, ile byś nie rzucił kurw
Jakbyś nie czuł się urażony - klęska
Równowaga nową drogą, dwa przeciwieństwa
Cierpliwość to kwestia przecięcia gordyjskiego węzła
Łapczywość i chciwość pozostanie przeklęta
We Własnej Osobie, gdy dochodzę do głosu
To jest nowa droga wyjścia z chaosu
Nie oddać w ręce innych własnego losu
Dla mnie to jest nowa droga wyjścia z chaosu
Krótko, zwięźle i na temat, nie poemat, rymy uliczne
Stany psychiczne teksty oddają, jedni przychodzą
Drudzy oddalają się szybko
Strach przed niewiadomą jest ich przykrywką

Ref.
Jesteś panem swego losu
Tylko zrozum, ster jest w twoich rękach
Decydujesz tylko, tylko ty
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo