Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nigdy podporządkowany zawsze będę się buntował
Zawsze będę walczył, walczył o swoje słowa
Gotowy na wszystko mogę przyjąć porażkę
Do trzech razy sztuka póŹniej Ty mój ciężar taszczysz
Ciernista droga wciąż nowe ostrzeżenia
Nie chce być Syzyfem i dŹwigać kamienia
Lecz nigdy lekką ręką, będę walczył o honor
Wszędzie wodospady wiem że jest stromo
Sporo upadków lecz zawsze się podnoszę
Skończą się porażki ponad wszystko się uniosę
I nigdy nie zawiodę incognito rośnie w siłę
kiedyś dojdę do celu - taką myślą żyję

Ref.x2
Tutaj gdzie jestem mam swoje szczęście
Swoich ludzi i pomocne ręce i nie chce nic więcej
Swoje problemy i życie, którym żyjemy
Ponad wszystko

Te parę rzeczy, które ponad wszystko stawiam
Życia codzienność w metropolii jaką jest Warszawa
Sława niszczy tych wszystkich wewnętrznie płytkich
Los za niski mało wiary i ambicji
Garstka ludzi z którymi zawsze jest o czym pogadać
Dążyć do spełnienia misji i sobie pomagać
Dla wszystkich którzy przez długie lata są mi bliscy
Dla Małolata czego się nie robi dla brata
Nie szata zdobi człowieka czas ucieka
W szybkim tempie dorastać uczą realia miasta
Własna ideologia którą chciałbym zachować
Marzenia dają spokój rozluŹniają jak Joga
Popatrz ponad wszystkich czarne chmury zawisły
Pomalowane mury nieeleganckie garnitury
Za niski cel wybierz czerń lub biel
Ej ja też bym chciał mieć problemów mniej
Zasady twarde złamią niejeden charakter
Ponad wszystko uczucia głębsze niż jakieś przeciętne
Znieść porażkę to wcale nie jest takie łatwe
Społeczeństwo martwe życie mętne ludzie gubią prawdę
Nagle z szarego życia zaczyna być widać
Fałszywe lustrzane odbicia Twego oblicza
Szyta cienką nicią rzeczywistość Cię przerasta
Fałszywa zajawka w Twojej głowie w kurz obrasta
Jasna strona życia - czasem ciemne przeżycia
To nas nie zachwyca kim jestem? - pytasz
Odpowiedzi nie otrzymasz ponad wszystko incognito
klimat Ursynów tu wszystko się zaczyna
Tu początek historii w życiu jak młyn zaklętym
Z nas nie są bohaterzy o których krążą legendy
W świecie bezwzględnym ponad wszystko zachować sumienia czystość
Jak woda przejrzystą każdą bliską osobę nad wszystko cenić
Siła płomieni zjednoczeni od korzeni
Na przestrzeni wieków nieprawdy ścieków
Z których znowu musimy wypić oceany lęków
W centrum uwagi znowu objawi się pieniądz
A my tylko uczucia ponad wszystko ceniąc
Rozmkiniamy zagadki życiowej łamigłówki
Cały czas tańcząc do dŹwięków zepsutej lutni
Topiąc smutki w szklankach wódki
Ludzie życie marnują a my prawdę czując, rymując
Kontrując ataki ponad wszystko znajome chłopaki

Ref.x2
Tutaj gdzie jestem mam swoje szczęście
Swoich ludzi i pomocne ręce i nie chce nic więcej
Swoje problemy i życie, którym żyjemy
Ponad wszystko

Ponad kłamliwe miasto całe życie jest zagadką
Wciąż biegnę do celu nigdy nie jest łatwo wiem że jest twardo
Lecz wyżej poprzeczka zawsze ponad wszystko wyciągnięta zawleczka
Upadek na zakrętach i znowu zło zwycięża
Pieniądz jest fałszywy podziemie to potęga
U boku moi ludzie za nami spalone mosty
Ciekawe co z tej układanki umysły wyniosły
Tor prosty to jakaś pomyłka znowu się waham
Wszędzie są zakręty grę opanował szatan
Ostateczny sąd lecz ja w prawo nie wieże
Same *****ysyny znów na glebie leżę
To walka o przetrwanie by być ponad wszystkim
Ogień zapłonął już wygranej jestem bliski
To wszystko tajemnica zawarta w szarych blokach
W podziemnym świecie nie myślę o kłopotach
Tu znajdę spokój swej duszy dam odpocząć
Najpierw dojdę do celu szybko jak z pieniędzmi pociąg
Trochę wiary w siebie i już będziesz na górze
Lecz to wszystko podziemnie - to jemu właśnie służę
To jemu właśnie służę

Ref.x4
Tutaj gdzie jestem mam swoje szczęście
Swoich ludzi i pomocne ręce i nie chce nic więcej
Swoje problemy i życie, którym żyjemy
Ponad wszystko
cję wcześniejszej emerytury.
Tak, koniec kariery, bo nie wiesz co to maniery.
Zawijaj się stąd, cieniasie na litość nie licz.
CHWDP, jak Pelson, Pele umarł.
Te ksywkę zapomnij już jutro- najgorszy burak.
Dziś niszczę Pelsona, niczym VNM Jimsona.
Nie potrzeba mi podwójnych, żeby cieniasa skasować.
Skoro liczą się słowa, to nie będę zbyt oszczędny.
Twój komentarz był zbędny, nie ugryzłeś się w język.
Wypij za błędy, spróbuj zacząć od nowa.
Nie dasz rady, bo znikasz ze sceny tak jak twój browar.
Zaczniesz szanować typa, który cię zniszczył.
Słaby raperze, no gdzie twoje skillsy?
Pelson, zabił cię Pejson, jak Bulls'a Mason,
Leży kurwisko, nie trafił w krzesło.
Bo nie wcelował, tak jak ze swoją kwestią.
Pod publiczkę zbyt często, mój rap - twoje przekleństwo!
Ewenement odstępstwo, od rapowej normy.
Nagrał trzy autentyki, przesłuchałem, żaden dobry.

Rap moją religią, na jej tle wojny nie będzie.
To jednak uprzedzam: przypierdole swoją kwestię!
Rap moją religią, na jej tle wojny nie będzie.
To jednak uprzedzam: przypierdole swoją kwestię!

Nie będziesz mnie pouczał jak mam wychowywać dzieci.
Przemądrzały Leszku, słuchasz? Czas cię oświecić.
Ty włóż kominiarę by ukryć brzydotę uszek.
Zdejmij czapkę i bluzę, jesteś 100% patusem.
Najmądrzejszy z polskich MC's, nie będziesz Talibem Kweli,
bo z wyglądu upodobnił się do chłopaka spod celi.
Gdybyś był taki jak w tekstach, szanować bym cię nie przestał,
ale, taki nie jesteś i to już inna kwestia.
Ten diss jest prezentem, chciałeś być el presidentem,
a zwyczajnie zamkniesz gębę, jak na trasie z 52 Dębiec.
Dziś Rysiu przy bębnie, który gra hymn zwycięski.
Czy czuję się lepszy? Tak! Bo jestem, wierz mi!
Beef to nie facebook, na kilogramy mam tekstów.
Na takich leszczy, molesterów i Leszków.
Koniec podtekstów, od dziś prosto w mordę.
Chcecie mówić o prawdzie? Ja dziś prawdę przyniosłem.
Nie zrobisz tej kariery, niczym Kazika grupa.
Nawet gdy zamienię ksywę tobie z Eldo na El Dupa.
Zbyt szybko zapomniał o swoich porażkach.
Chciał być być mądrym więc cały świat go nazwał:
"Przemądrzałym człowieczkiem", "zakompleksionym Leszkiem".
Zamknięty w czterech ścianach introwertyk wiedz, że
Potrafię cię zrozumieć, mogłeś Leszku się pogubić.
To jak być pełnoletnim i zacząć jarać szlugi.
Chcesz beefu, lecz nigdy w cztery oczy - słaba akcja.
Bym wszedł w to na maksa, inwestował jak w obligacjach.
Dobrze wiesz po "Man in Black" i "To mówią bloki" dwójce
Byłeś w czarnej dupie, zwyczajnie musiałeś umrzeć.
Obrońco tytułu, błagam, kto ci go nadał?!
W cztery oczy nie gadał, robił w sieci bałagan.
Dorabiając mi gębę, twoje "klik, klik" bezczelne.
Internetowy hejter w osobie Leszka, ległeś.
Noon był wkurwiony, zażenowany.
sesją zdjęciową Molesty w antykwariacie z płytami.
Zamiast ciemnej bramy, co wtedy pomyślałeś (co)?
Czy zdania swego producenta nie podzielałeś?
Ktoś w chuja przyciął, montują truskool z ulicą.
Kiedyś nawet nie gadali ze sobą, to mógłbym przysiąc.
Kolejny tysiąc, to część mego rozrachunku.
Idź pograć w piłkę z Arnim z 13 posterunku.
Mógłbym ci powiedzieć, że mam wbite w twoje pseudo.
Ale cytując ciebie, dam ci dziś liryczny wpierdol.
Jesteś wymoczek jak Mroczek, pod nosem klątwy mamroczesz (taaak).
Dziś cię umoczę, chciałeś diss? Masz , bardzo proszę!
Skarżyć to ty możesz, jedynie swojej matce.
Ja zapale swojej znicz, za ten punch znajdę cie (znasz mnie).
Być mądrym, a mądralom dla mnie to różnica znaczna,
A ty bądź studenckim bożkiem jeśli tego pragniesz, kasztan.
Moich rapów też słuchają ludzie wykształceni, z tym, że.
Moja muza jest dla wszystkich, nie wywyższam się, nie krzywdzę.

No i co, kochani? Samobójcy zostali rozbrojeni.
Porażka sezonu, porażka roku - Parias.
Pierdolony rozgardiasz.
Samobójcy, samobójcy... na księcia...
kupa mości panowie, kupą gówna.
Skocze se po browar do Żabki, ale może wam podrzucę ten browar.
Co? Zaschło w gardłach? Boli wiem, że boli
RPS was pierdoli... RPS to pierdoli
Możecie se nagrywać Kurwa całą bandą w 30
RPS to pierdoli Poznańskie Księstwo
Macie frajery
Weźcie zatkajcie sobie te kurwa rozprute społeczniarskie dupska tym
To nie Zielona Góra STOP przemocy
Powinęła mi się noga i zapłaciłem
A wy co kurwa??
Co to kurwa jest polowanie na czarownice?
Szukacie winnych? czujecie się lepsi?
A PIEPRZYĆ TAKICH LESZCZY.
Mamy tu funk...dla ciebie
Damy tu rap...jak nie wiesz
Cały ten świat...on jest tu dla nas
Ty mu to daj...na full od rana

Czasami łapie cię dół, życie cię łamie na pół
Czy się załamiesz? ja wiem, że tu to jedna ze szkół

Czasami nie chce ci się budzić nawet
I kiedy budzik dzwoni, dostaje z buły w japę
Ja też to miałem więc się nie łam nic
I zanim zaczniesz testament, łykniesz cyjanek
I ze sznurowadeł zaczniesz robić pętlę
Posłuchaj, co się stało, że tu teraz jestem

Miałem tak z dziesięć lat, z dziesięć kilo nadwagi
Może więcej, nie przywiązujmy do szczegółów wagi
Nie byłem może tak wspaniały, jak teraz
Ale miałem potencjał na super-bohatera
Choć na WF-ach często stałem na bramce
I kiepski byłby ze mnie harcerz
I chociaż na matmie, czasem, wolniej łapałem temat
Dotrwałem do teraz, i teraz

Mamy tu funk...dla ciebie
Damy tu rap...jak nie wiesz
Cały ten świat...on jest tu dla nas
Ty mu to daj...na full od rana

Po paru latach, już w liceum, bracie
Spędzałem więcej czasu na wagarach niż w klasie
Wiedziałem, że to głupie, lecz jak głupie dziecko

Myślałem, że i tak umrę przed trzydziestką
Siedziałem więc na dupie, na krześle
I rosłem wszerz, jakbym miał sponsoring Nestle
Całe szczęście, ziomy, któregoś dnia
W czytniku mojej konsoli nie zawitała gra
Nie mam pojęcia do dat, sorry
I nie pamiętam jak brzmiał ten pierwszy bit z Sony
Pamiętam, że latałem wystrzelony, jak z procy
Z niedowierzaniem przecierając oczy
I gdybyś dziś mnie poprosił o opis tego dnia
Żebym się cofnął do przeszłości
To ja powiedziałbym ci tak - o Bogu wiem niewiele
Lecz był na pewno tam, jeśli tylko istnieje

Mamy tu funk...dla ciebie
Damy tu rap...jak nie wiesz
Cały ten świat...on jest tu dla nas
Ty mu to daj...na full od rana

Przez jakiś czas miałem nowy powód
Żeby nie chodzić do szkoły, być zagrożonym, znowu
Więc, w oczach moich wrogów, z wtedy
Miałem kolejny problem niestety
Do tego dołóż kompleksy, co-weekendowy melanż
Pokłady agresji, której wyżyć gdzie nie ma
I masz tego rapera tylko z dawnych dni
Rodzice
byli źli, czy się dziwić im?
Potrzeba lat, żeby dojrzeć
Żeby zrozumieć, co jest dla nas dobre
Czasu nie cofniesz, lecz jutro i dziś
To to, na co masz jeszcze wpływ
Więc mówię tobie spełniaj sny, olej zawiść i złość
To zawsze wraca i nam daje w kość
Zrób sensownego coś, w całym zalewie gówna
Niech twoja matka będzie z ciebie dumna

Mamy tu funk...dla ciebie
Nie muszę mówić, że to hip-hop żeby podnieśli ręce,
Krzyczeć o tym, że to rap, żeby chcieli tego więcej.
Oni wiedzą kto zostawia tu serce (oni widzą kto zostawia tu serce, PDG)
To ten rap, to to miasto, to miejsce (to ten rap, to to miasto, to miejsce)

Nie wiem jak Ty, ja w to nie gram, ja tu żyję,
każdą chwilę przenoszę jak kilometry na mile.
Idę do przodu, bo nie tylko pas samochodów daje sygnał,
ja też mam w chuj innych powodów.
Nie muszę liczyć na ogół, mam swoich ludzi,
nie trzeba gadać co dzień, żeby się z nimi lubić.
Ja wiem, każdy widzi to swoimi oczami,
Ty wrzeszczysz wciąż na innych, ja ponad Wami.
Trzymam się w grupie, nie, że muszę lecz lubię,
nie robię tego, bo muszę, musieć robić nie lubię.
Mam swoją Mekkę, tracki, którymi życia nie przeklnę
i na każdym oddaję to na co mówią serce.
Popatrz innym prosto w ręce,
biją pięści czy czekają na więcej ?
Ej, nie spuszczoną głowę i łzy w butelce,
swoją twarz w lustrze wolę mieć częściej.

Nie muszę mówić, że to hip-hop żeby podnieśli ręce (ej, ej, żeby podnieśli ręce).
Krzyczeć o tym, że to rap, żeby chcieli tego więcej (żeby chcieli tego więcej).
Oni wiedzą kto zostawia tu serce (kto zostawia tu serce, kto, kto),
To mój dom, to to miasto, to miejsce (to ten rap, to to miasto, to miejsce). x2

Nie muszę zakładać New Ery, żeby czuć się lepszym MC,
jebie mnie to, że są ci więksi i ci mniejsi.
Scena się lubi dzielić, dzieli się na tych pierwszych
i na tych, co są odważniejsi.
Wiesz, musisz pamiętać o tym, co zostawiasz po sobie,
liczyć hajs, liczyć słowo po słowie.
Miną lata, minie ekipa, z którą się bratasz
i ktoś wypomni słowa Tobie.
Nie muszę mieć problemów w domu, żeby cenić bliskość,
sam dobrze wiem ile warte jest to wszystko.
Tu na dole, życie, rap, wóda, bistro,
nigdy nie ukłonię się błyskom.
Ja pluję na chłam, pierdolę tanie trendy,
wolę być głupim i ślepym niż mądrym i jebniętym.
To jedno życie, a każdy ma patenty,
bo nie liczy się ilość, a co dajesz na pętli.

Nie muszę mówić, że to hip-hop żeby podnieśli ręce (ej, ej, żeby podnieśli ręce).
Krzyczeć o tym, że to rap, żeby chcieli tego więcej (żeby chcieli tego więcej).
Oni wiedzą kto zostawia tu serce (kto zostawia tu serce, kto, kto),
To mój dom, to to miasto, to miejsce (to ten rap, to to miasto, to miejsce). x2

Nie muszę mówić, że to rap, oni poznają to po tonach,
gdzie setki kropli potu wylanych w galonach.
Jestem ponad, mimo, że od lat tu rządzi Donald,
w stronach w urnach wersy rozdawane w (?)
Tu po nas zostanie zamęt, popiół i diament,
w eterze wolak traktowany jak testament.
Może to talent klasyczny i czysty jak balet
Tych parę kartek, tekstów kompaktów parę
nie muszę mieć wlane, by żyć z rapem na zmianę.
Pamiętaj co jest nauczane, mądrości niepisane.
Biorę co mi dane, zachłystam się każdym momentem.
Pełnym pędem wchodzę w każde zakręty kręte,
nie muszę zwracać uwagi na to co zbędne.
Robię to co chcę, co lubię w to wejdę,
nie muszę krzyczeć, oni to słyszą na trackach,
jestem tu, bo od lat jest tu dla mnie wakat.

Nie muszę mówić, że to hip-hop żeby podnieśli ręce (ej, ej, żeby podnieśli ręce).
Krzyczeć o tym, że to rap, żeby chcieli tego więcej (żeby chcieli tego więcej).
Oni wiedzą kto zostawia tu serce (kto zostawia tu serce, kto, kto),
To mój dom, to to miasto, to miejsce (to ten rap, to to miasto, to miejsce).

Nie muszę mówić, że to rap, żeby mieli to na pętlach,
tu gdzie się żyje według nam narzuconego tempa.
Mój dom, Silesia, w nas bije serce z węgla
i żeby o tym mówić nie musimy na dół zjeżdżać.
Nie musimy się piąć po szczeblach
i chociaż mamy niewiele, niewiele potrzeba do szczęścia.
Jesteśmy częścią społeczeństwa
lecz to nie my, a nas może całować w dupę ten świat.
Bo to na miejskich taktach zapisywana prawda
i miłość, której nie mogą nam zabrać.
To mój dom, to to miasto, ten standard
i wszystko o co walczyliśmy razem od dawna tu.
Tu pośród ulic i dzielnic miasto tym tętni,
ja mam to we krwi, wierz mi.
Choć tu teraz jesteśmy to możemy być pewni,
że będą to po nas robić następni.

Nie muszę mówić, że to hip-hop żeby podnieśli ręce (ej, ej, żeby podnieśli ręce).
Krzyczeć o tym, że to rap, żeby chcieli tego więcej (żeby chcieli tego więcej).
Oni wiedzą kto zostawia tu serce (kto zostawia tu serce, kto, kto),
To mój dom, to to miasto, to miejsce (to ten rap, to to miasto, to miejsce).
To moja broń zaciśnięta dłoń na mikrofonie
Prosto w skroń pomyśl o obronie
Scena płonie jak mury w Babilonie
Odbite moje dłonie w betonie
Zachować świat dla przyszłych pokoleń
Niech będą symbolem
Jaką rolę w życiu odgrywa dążenie z uporem do celu
Takich jak my jest niewielu
Potrzebuję ich bardziej niż tlenu
Rozpoczęło się kilka lat temu
Przetrwać w systemie zanim czas nadzieje rozwieje
To Styl V.I.P., V.I.P., to Styl V.I.P.

Spowoduję skurcze i zatrzymam cię tak
Czujesz hamowanie, mayday tak
Zabawa się kończy z gerowanym winem
Ja Cham-pion w dwóch osobach, serio ja
Budza się co i my to jo
My nie, nie śpimy już nie, nie śpimy nie
Muczas gracja z Champion kabanos

Wychodzi ze mnie moje szatańskie oblicze
Po kilkunastu bongosach, fajkach, jointach, butelkach, fifce
Liczą się jazdy jak przy siódmym ostrym litrze
Wojtka mamy z powrotem na wolce, zajebiście
Jebać policję i cały ten skurwiony do dupy system
U.S., J.K., soczyście, krwiście, klasycznie, rozpiŹdziel, perfidnie
Nie jest to wszystko prosto, chociaż wygląda piknie
To jest ten czas TeWu Śląsk yo aktywnie

To jest wciąż ta chwila, to miejsce i czas
Zobacz jak A.N.Z. rozpierdala was
Przestroga nie, nie, tylko dobra zabawa
To bajka przepełniona magią jak fajka
Dobre rymy, pętle, bity i słowa
To wszystko o czym marzy moja stara głowa
Pii 14, kiedy wreszcie porno w Imaxie?
Może bania 3D za chwile zacznie się

Biały dzień plus chłopaków cień
Jazda przednia ławka, trawka
Jak coś to zmień lub sprawdŹ to
SprawdŹ też okolicę, pozwól, że wyliczę
2002 odsłaniam swe oblicze
Ponownie ma liryka jest jak wzgórze pięter
Rozpierdalam cię jak Osama World Trade Center
Do potęgi n-tej A.N.Z.
Nie dostaniesz więcej mnie, bo inny ziomal napierdalać chce

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból
WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

Bez smętów wyczekiwaliśmy tych momentów
Ty tera robisz w gacie, Te da znać o sobie nieraz
To jest ten czas, ile wlezie dawaj, dawaj
Na proste nogi stawaj szybciej
Takiej jazdy jak tu nie ma nigdzie
Te całe stado desperado
Słabo, dawaj bongo, spalmy to palonko
Problem masz, nie sap, (TeWu, TeWu, TeWu rap)
Nie zamykajcie jap, łap oferty te konkrety
Legal nakład i zakład przecięty

A ja nie zwracając uwagi na was
To jest ten czas, czekam, ból w pamięci
Te działam, chęci
Podejmowanie ryzyka mnie kręci
Wkręty pento niszczą wprowadzają w zamęt
Już mnie nie skusi ten twój pusty diament
Zwróć uwagę gdzie ty jesteś, co mu dasz
Kobieto przejrzyj na oczy, umyj twarz

Wbite pazury, szybszy do kabury
Znowu dała znać siła natury
Jest cel trafiony w kontury
Będzie boleć, nie czas na spowiedŹ
Szybka odpowiedŹ, szybki cios
Słychać głos, ma coś w sobie
Jeży się włos, akcja, akcja 24 h, rotacja
Jest motywacja, wychodzi na jaw, dochodzi praw
Rusza z cienia, rozjebać gmach
To twój finalny mach

To badzie pokręci bardziej, uważaj twardziel
Poszło po gardzie co w parze idzie
Nie chcesz na to patrzeć, musisz to widzieć
Nie chcesz musisz teraz to słyszeć
Tewu rapa, na kena zakładam kapa
Śląskie rapy, gówno na bok bier to
W drodze młode pokolenie - większy rozpierdol
W zapomnienie poszły pento
Ten tamto, tamten ten to
Ja tu żyję, ja to wiem to
Reling beto, nie podniecaj się tandetą
Macha, na policję kładziona lacha
Po całości wajcha, tamta ra ramta

Brudne południe, wdupiaj żetona w automat
Nasze życie to renoma, dobra marka Tewu rządek
Jaki był początek na czasie wszystko w miasto
Moje demo poszło, jakie hasło, szukaj hasła
Cios poniżej pasa, muszę zacząć je zadawać
Ty poznajesz mnie, z byka patrzysz nie udawaj
Nie mam sucho w ryju, raczej ty masz mokrą cipkę
Świony dla mnie West, czas na randkę z ciemnym typkiem

Chcę wykorzystać raz, bo mogę nie mieć szans
Powiedzieć wszystkim jak traktuję rap i was
To jest ten czas i tak będę na zawsze tam
Gdzie gra konkretny bas i melodyjny funk
Mój hip-hop to nie szpan, czemu go gram nie pytaj
Staję u bram swych snów, gdy kładę głos na bitach
Te kilka moich snów to dla mnie full wypas
CH-ów w Gliwicach, plus Tewu klika

Minęły czasy old-scholowe
Plastikowe granie na tym globie preferują
Nazywają się jak dawniej coś tam kombinują
Małolatów uczą gówna oszukują, czas to zmienić grać
Obudzone po to, żeby Virus old-school siać
Hola, na jabola, brak tu doktora Bola
Pora na zola wyjebać wora, come back mic czek
Wypierdalać na bok, wek, rzygać mi się chce człowiek, więc

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Czas pokazać siłę której nie widzę
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
Okażcie radość, smutek, ból

WyjdŹcie dzieciaki, wyjdŹcie ostro na ulicę
Wybija północ, wybija północ
Zróbcie coś z czego będziecie dumni
To jest ten czas, uderzenia czas
Stop wyłączam się na chwilę
Stop, stop, stop
Stop wyłączam się na chwilę
A stop, stop, stop
Stop wyłączam się na chwilę
A stop, stop, stop, stop, stop
Stop wyłączam się na chwilę

Aha stop wyłączam się na chwilę, choć troszeczkę spokoju,
Bo mam takie pudło ogromnie, telewizor w moim pokoju.
Tyle informacji, głupot i banału, rodzi się tyle pytań,
Po co? Dlaczego? A jak? Kto? Co i gdzie?
A ja chcę wyłączyć się choć na chwilę,
Bo głowa pęka o nadmiaru informacji,
Pytań, kto tutaj nie ma racji, a kto ma rację.
Po co to zrobił, dlaczego i za co?
Czy go ukarają? Czy za to płacą?
Tyle pytań, lecz nie dzisiaj
Siadam w fotelu, rozluźnione mięśnie,
Masuję leniwie obolały kark,
Z głośników De La Soul i wyłączam się dzisiaj,
Więc niech telefon nie dzwoni.
Spokojnie do mnie mów, mów szeptem
I masuj po obolałej skroni.
Nie interesuje mnie, co wokół się dzieje.
Chcę spokoju dla ciała, dla ducha,
Choć na chwile przystanąć,
Gdy wokół wszystko tak pędzi
I tyle pytań, na które szukam odpowiedzi,
Lecz nie dzisiaj, bo dziś mój tyłek na kanapie tak wygodnie siedzi.

Stop, wyłączam się na chwilę,
A mówię stop, a mówię stop.... ohhhooo
Stop, wyłączam się na chwilę,
A mówię stop, a mówię stop.
Stop, wyłączam się na chwilę,
A mówię stop, a mówię stop.

A zatrzymaj mnie, wokół tyle pytań
Boję się, że nie zdążę znaleźć odpowiedzi,
Lecz nie dzisiaj, nie, bo dziś mój tyłek wygodnie w fotelu siedzi.

A zatrzymaj mnie, a zatrzymaj mnie,
A zatrzymaj mnie, a zatrzymaj mnie,
A zatrzymaj mnie, zatrzymaj mnie.

A otwórz okno czas wpuścić świeże powietrze
I słońce niech oświetli mój pokój.
Panuje taki spokój, nie myślę o niezałatwionych sprawach,
O tym, co ma zrobić, o całym tym pośpiechu.
Połóż mi na głowie swoje ręce
Ja nie chcę słuchać o tym więcej,
Tylko rozlać się na kanapie
I uwolnić z głowy wszystkie myśli,
Nie robić nic, zupełnie nic,
Tylko kręcić bezmyślnie placem u dłoni,
Nie martwię się tym czy jest ktoś taki, kto źle życzy mi.
Ja wyłączam swoją aparaturę.
Niech nic się nie dzieje,
Tylko ten wiatr, co tak silnie dzisiaj wieje,
Niech przegoni te czarne chmury i wszystkie te bzdury. x3
Stop, wyłączam się na chwilę.
Niech przegoni te czarne chmury i wszystkie te bzdury.

Stop, wyłączam się na chwilę. x4
[Intro]
Mówię wam, chciałbym czasem mieć siłę jak lew,
zabić czas,
zniszczyć po drodze co złe i wylewając na kartkę to co chce.

[1 Zwrotka]
Rozkwita we mnie obraz mojej przyszłości,
gdzieś na dnie serc leży sens obfitości.
Ja siedzę myśląc "Trzeba zabić czas",
Czy mam jeszcze siłę? być może wyjdę z domu coś zostawię w tyle.
W mojej krwi wciąż ferment, wczorajsze promile, W głowie jazgot, barłok.
Nic nie czaję, znam to, mówię "To już ostatni raz, od dziś zero alko!".
Na górze hałas, kłótnia tam gdzie balkon.
Czy ten świat oszalał? czy to film o beznadziejności?.
Każdy szuka hajsu, dalej trwa ten pościg.
O codzienności świat, to w lustrzanych odbić.
Myślę "iść dalej, czy zwrotkę mam już podbić?".
Zerkam na gazetę, postawili kolejny czasu pomnik.
Ile w okół jeszcze paradoksalnych zmian bez końca?
Olej Czas nie łatwo temu sprostać!.

[Refren]
Elo, widzę wszyscy biegną z czasem, wciąż się śpieszą.
Nie kończąca podróż w świecie zła, przemocy!.
Walka z wiatrakami, straty nie przespanej nocy
Ile tego wciąż? jakieś sceny, wciąż kłopoty. 2x

[2 Zwrotka]
Czasem mam wrażenie że nikogo nie rozumiem.
To dzień żywych trupów, jakby wszyscy wyszli z trumien!.
Nie jedyny czystej wody strumień gaśnie, czy to ja jestem zamknięty w swoim świecie właśnie?!.
Jak jastrząb w klatce czekający na wolność, ile czasu musi minąć żebym odkrył zdolność?
która zniszczy wszystkie wskazujące wskazówki.
To czas jest moim panem, wiesz?
Składam ręce na znak pokoju, dziś mam wenę, dziś jestem w nastroju!
Patrzę w lustro, widzę swoją twarz zmęczoną.
Załatwianie spraw na biegu nie jest moją, mocną stroną.
Gdybym się nie zaszył w domu, nie byłbym sobą.
Męczy mnie pośpiech, obmyje twarz zimną wodą!.
Czas zmienia nas, lepiej popatrz na swoją twarz!.

[Refren 4x]
[Stejzi zapowiada]
A teraz życiowy kawałek
Tak zwana życióweczka
i 2cztery7 z Głośnym w kawałku Zmiennicy
Spontaniczny kawałek, opór najebani
Na... ani także, he
Jeszcze przed drugą operacja Karola
Siedzieliśmy w naszym studiu, melanżowaliśmy
Kartki w ręce, długopisy w dłonie
Jedziemy pow, pow, pow
I powstał taki klasyk, hah
Sprawdźcie, kojarzycie ten beat?
Głośny, to jest taki as keyboardu (ha ha ha ha)

Jak tam chłopaki, kurwa, trasa na Warszawę ścieżunia, ścieżunieczka?
Dobra, dziękuję, w swoją też miałeś czysto
Szerokości, przyczepności, piątal
Sprawdźcie to co ja myślę

A jak myślę o jutrze chwilę zanim zasnę
To szukam swojego 1313
Zaraz, jutro rachunek z tej farsy
Mariana Koniuszko - Ewy Błaszczyk
Mam być rano gdzieś w centrum, nie wiem
Ale jest już przed 8:00, a ja zagryzam śledziem
A ja nagrywam pewien, wszystko jest jasne
Głucho na radiu 1313
Weź za mnie te zakupy dziś
Rzucam znów haftem i kolejny rzyg
I koncerty dziś, jutro powrót kierowcy
Psy zwariują przy kontroli trzeźwości
Masz kluczyki, ja na tylnym zniknę
Weź radio podłącz pod zapalniczkę
Daj mi zmiennika, drugiego kierowcę
1313 zgłoś się

Czy znajdzie się jakiś as
Dobry ziomek, który na zastępstwo wpadnie dzisiaj tu
(2cztery7, oni są znów pijani)
Jest parę spraw i przypałów, płacę z góry
Tylko zmień się ze mną serdeczny ziomeczku
(Znów nagrywałem kiedyś spontana)
Czy ktoś mógłby mnie kurwa zmienić?
Nim ten przykry zapach się rozprzestrzeni
Skręt był ziomka, niestety tylko skręt kiszek
Wpadł do mnie na szybki stolec i zaraz wyszedł
Panna zaraz wpada rano, bo ma ferie
Z trzech metrów zgaduje Gianfranco Ferré
Skąd ma taki węch, cóż wszak to suka
Jak udowodnię, że ten swąd jest by Łukasz
Stasiak jest znanym w świecie zuchem
Ale tu zjaranie szluga grozi wybuchem
(Kurwa) zmień mnie, nie mniej jednak wiedzcie
Że chcę też zmiennika na miejskiej jeździe (dawaj)
Idź za mnie na egzamin i zdaj go
Faceci jeżdżą po mieście jakimiś kurwa Aygo
A mnie nie chcą dać prawka (mi?)
Obiecuję, dzięki temu będę mniej pił
Lecz dziś nie ma zmienników i w tym problem tkwi
Póki co Głośny zmień chociaż beat...
Póki co Głośny zmień chociaż beat, dawaj

Co to jest? Marihuana, czy hasz?
Salami...

Nie strzelam do szeryfa, lecz trafi zastępcę
Nie dlatego, że robię za przestępcę (nie)
Tu sam wersem daję ogłoszenie
Szukam kogoś kto jest dobrym szpeniem
Przeszedłem linię, jest miejsce w szeregu
Niech mnie zastąpi, ale nie pierwszy z brzegu
Bo to nie pionki, lecz wymiana figur
Stajesz za mnie, to się zobliguj
Że na melanżu nie padniesz pierwszy
Że jak coś piszesz, to dobre wersy (aha)
Nie piszesz bajek jak Christian Andersen
Że jak kobiety wybrać najlepsze
Słuch nawet nie mono, gamia nie poli
Lecz kilku z was mogę podszkolić
Nie ma zmienników dla 2cztery7
Zespołu co nagrywa zawsze jak się najebie (nie ma)

Czy znajdzie się jakiś as
Dobry ziomek, który na zastępstwo wpadnie dzisiaj tu
Jest parę spraw i przypałów, płacę z góry
Tylko zmień się ze mną serdeczny ziomeczku

Proszę pan rozumieć, rozumieć
Co? 2cztery7

-Łukasik mówi, no, widziałeś?
-No, widziałem, no
-Teraz to się może chwalić, że... nas wszystkich wykołowała
-No
-Prawdę mówiąc ja od początku wiedziałem o tej maskaradzie
-Wiedzieliśmy
-Tak, tak, wiedzieliśmy
-Nie chcieliśmy psuć jej zabawy
-No
-Nawet awans jej załatwi(liśmy)
-No i tego się kochany trzymaj, cześć, buźka, twoje zdrowie
-Cześć, cześć
(O.S.T.R.)
15 lutego 1999,
miałem 19 lat i rap zginął z Big L'em
Te słowa nie opiszą, tu życia sztuki bro
Gdzie byłby flow, gdyby nie "Put It On"?
Oddałbym wszystkie wersy za jeden Magika
Dla życia, za życia by tym mógł rap oddychać
26 grudnia, był 2000 rok
i dlatego nienawidzę drugiego dnia Świąt
30 października 2002,
wiem nie wierzymy w nic co nie dotyka nas
Byle iść po swój skarb?, znaczy tlen oddałbym
Tu swój rap by mógł uczyć dalej Jam Master Jay
17 stycznia 2004,
płakałem ja jak i ten pierdolony przemysł
Miałem swój sen o Łodzi jak "Sen o Warszawie"
Oddałbym każdy pomysł by ożywić tu pamięć
10 luty 2006, byłeś przy tym
By wrócić życie J D, oddałbym wszystkie bity
Ile znasz przyczyn, by trwać w tym na zawsze
Jedna miłość, jedno życie, dedykowane prawdzie

Dawno temu wybrałem swoją drogę, to hip-hop
to całe moje życie na ten temat to wszystko
oddałbym za to serce, swój czas i talent
jedna miłość dla bitu, pod płynący alfabet /x2

(Peja)
Oddałbym swoją karierę, żeby zwrócić życie Guru
Oddałbym znacznie więcej, choć się nie spodziewam cudów
Prawdziwy hip-hop, przy nim ty nie umrzesz z nudów
Hip-hop nie umarł, mimo ciężkich czasów, spróbuj
Ten klimat tkwi w nas, nawet jeśli Nas zwątpił
Nagrał, "Hip-hop is dead", dla mnie nie ma takiej opcji
Tyle lat składam klocki, w logiczną całość wierzę,
że działania maja sens, pod tytułem rap gram szczerze
Nikt nam nie odbierze naszych marzeń, mówię prawdę
By nagrywać dobre krążki ten priorytet jest standardem
Zataić fakt ten - to domeną ignorantów
Pragną cię zdyskredytować w ogóle nie znając faktów
Ani tematów, na pohybel tym laikom
Którzy chcieliby muzykę na poziomie, lecz za friko
Traktują nasza twórczość jak bezwartościową rzecz
Bo ściągając nasza muzę, nic nie płacą za to lecz
Kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym większość ich zrozumie
za poświecenie pracy, oni zwrócą nam szacunek
ponoć mój wizerunek wywołuje poruszenie
tylko dlatego że nie mam wizerunku skumaj brzmienie
Skumaj znaczenie tych słów to co w nas drzemie,
jest wciąż niezrozumiałe dla tych niekumatych lebieg
Ty sprawdź wydarzeń przebieg dwie dekady w tym siedzę
ty chcesz czegoś się dowiedzieć spróbuj sprawdzić naszą wiedzę

Dawno temu wybrałem swoją drogę, to hip-hop
to całe moje życie na ten temat to wszystko
oddałbym za to serce, swój czas i talent
jedna miłość dla bitu, pod płynący alfabet /x2

(Jeru the Damaja)
Rhymes designed to make the young minds think,
As fast as you blink you find your arse back up in the clink,
We all know the cold flow is as fresh as a drink,
The cold world, I had that arse on the couch with a shrink.
Have no fear and constantly protect your harmless chains
And the chain is only as strong as its weakest link,
Sometime down the line you might run into a repeat
But just keep your mental cup filled up to the brim,
My rhymes manifested, like food ingested, but the mainstream seem to reject it,
But the realness wont be affected from Brooklyn to Poznan great minds connected.
The art coming straight from the heart and soul, systematic control says see the platinum or gold,
So check the data in my rhyme pattern, should I lep 'Pa!' glad so we wont fall.

Dawno temu wybrałem swoją drogę, to hip-hop
to całe moje życie na ten temat to wszystko
oddałbym za to serce, swój czas i talent
jedna miłość dla bitu, pod płynący alfabet /x2
Mógłbym wybrać styl nowojorski,
napierdalałbym ostro jak Mobb Deep
Zamieniłbym Brooklyn Bridge na Poniatowski,
dużo strzałów z naboi ostrych
W klipach spierdalałbym między biurkami
przed jakimiś antyterrorystami
Oni z psami ja spierdalam jak zły,
ale w końcu ucieknę bo to w końcu mój klip
A ja niby ten zły, wiecznie poszkodowany,
gnębiony, męczony, przesłuchiwany
Nauczyciel który najlepiej zna życie,
z workiem rad i bagażem zwycięstw
Tak jak oni zyskałbym szacunek na pewno,
opisując życie okolice i getto
Getto? Tutaj bym się spotkał z zakazem,
bo prawdziwe getto to było w Warszawie

2 x
A my robimy West Coast,
Hip Hop w stylu lay low,
G-funkiem poprawiamy humor
Chcesz to z nami graj…

A może ze skrajności w skrajność,
raper, którego sztuka jest drugą matką
Pisze teksty, stopą maluje obraz,
tylko jakoś w swetrze chujowo bym wyglądał
Do tego dodał bym jeszcze grę na Kobzie,
dzięki niej potrafię miłość dostrzec
Wszędzie bym śmigał z tą kozacką Kobzą,
swego rodzaju artystyczny odlot
Podobno też wypada uciec z rytmu,
tak łatwo przekaz potrafi bit wytłuc
„Dlatego też nie ważne jest że pije e swoja e swoja i w ogóle
bo chodzi o to by lepiej przekazywać jakoś swoją fabułę”
Coś czuje że to za daleki odlot,
mało słów i deel też jest spoko podobno
Na prawdę chyba się w tym nie odnajdę,
to chyba nie dla mnie…

2 x
A my robimy West Coast,
Hip Hop w stylu lay low
G-funkiem poprawiamy humor
Chcesz to z nami graj…

Tak naprawdę znalazłem swój front :
G-funk, lay low, West Coast
Nie joint, nie wóda, nie bomby i blanty,
to jest tak zwany luz naturalny
Mało popularny w Polsce tu trzeba być twardym,
a ja to pierdole i robie skok na party
I robie rap by było przy czym tańczyć,
zajarać jointa i wypić absynt
Skwierczący bass zrzuca szkło ze stołu,
szyby w oknach trzęsą się w całym domu
Przechodzą mnie ciarki, ciężko to nazwać,
uczucie kiedy gitara robi qua qua
Naturalna siła, w chuj w tym prawdy,
uliczny styl nie był by naturalny
Artystyczny wygrzew - to dla mnie żałosne,
ja znalazłem Kalifornię w Polsce

2 x
A my robimy West Coast,
Hip Hop w stylu lay low,
G-funkiem poprawiamy humor
Chcesz to z nami graj…
Pocieszki 10 drzwi nr 11
To mój stały adres przez lat kilkanascie
To właśnie tutaj spedzilem swe dzieciństwo
Tu sie wychowałem w regionie nas Silnica
To tutaj poznałem swoich pierwszych kumpli
Pierwszą kobiete, zapach wodki
Smak papierosow i wiele innych spraw
Swój własny jezyk - Karwa Fa!

Ucieczki z domu razem z Małpą w świat
Do dzisiaj Jacek jest dla mnie jak brat
Spanie po piwnicach i w krzakach
Kolo szkoły kwaśne organki i ping-pongowe stoly
Wspólna lawka pod blokiem, nocne wypady
Ciagłe przypały Wacka Domagały
Ciagłe wojny z 10-tką, bojki z kumplami
Aż trudno uwierzyc, ze to wszystko juz za nami

Ref.
Pocieszki 10 drzwi
numer 11...
Pocieszki 10 drzwi
numer 11...
Pocieszki 10 drzwi

numer 11...

Wspólne imprezy kończące się zgonem
Najebany Sasza, lezacy pod stolem
Godziny policyjne, kradzieże sklepowe
Eksperymenty niekoniecznie naukowe
Wypady na Kolanko, wypady na Tecze, nad zalew
W cukierence siedziało się stale
Knajpa "Sady", delikatesy 19-tka, pieprzone SKS-y
Cała masa kumpli, bylo z kim sie szlajac
Zawsze było z kim numery odpierdalać
Jacek, Jędrek, Tofik i Grabka
Domem naszym były: Pocieszki, lawka i klatka
Barbet, Zygier, Walek, Tomek i Ulka
Dominik i Kefir przyjaciele z podworka
Ryzy-otwieracz łuków i wielu jeszcze innych
Ulica Pocieszki miala klimat jedyny

Ref.
Pocieszki 10 drzwi
numer 11...
Pocieszki 10 drzwi
numer 11...
Pocieszki 10 drzwi
numer 11...

Jestem Scyzoryk nie da się zaprzeczyć
Tego się nie bada i tego się nie leczy
Z tym sie czlowiek rodzi, żyje i umiera
Tym sie nie zaraźisz bowiem to sie nie udziela
Wiec pamietaj zawsze bracie skąd pochodzisz
Nigdy nie zapomnij skad naprawde sie wywodzisz
Bo korzenie dla każdego to bardzo ważna rzecz
W życiu bardzo czesto wiele razy wracasz wstecz
Pamięcią i czynami, tak bardzo często bywa
I wtedy własnie facet ta rzecz na wierzch wypływa
Wiec pamietaj o podwórku, swoich ziomkach i swym mieście
Bądzcie zawsze dumni z tego skad jestescie
Ja pochodze z Kielc i przez lat kilkanascie
Pocieszki 10 - nr drzwi 11!

Ref.
Pocieszki 10 drzwi
numer 11...
Pocieszki 10 drzwi
numer 11...
Pocieszki 10 drzwi
numer 11...
Zawsze sobie myślę, jak by to było,
Jak by to wszystko się ułożyło,
Gdyby mnie na tym świecie nie było,
Ludzie by mijali, nie zauważali,
Może niechcący by się przede mną chowali,
Wizja tego stanu bardzo mnie dławi,
Boję się, że kiedyś mnie wszystko zadławi,
Żyję w swoim życiu, tak sobie po cichu,
Widzę ludzi dookoła, widzę swego stróża anioła,
Czas już przeleciał, tak się rozleciał,
Że czuję coś w środku, to nie jest w porządku,
Że nie dbałeś od początku,
Trochę nie bardzo da się to przewinąć
Teraz trzeba do innego portu zawinąć,
Już nie tego samego, nie tego przyziemnego,
Całkiem inaczej w duszy ukształtowanego,
Spójrz w swoją głowę, myśli granatowe,
Myśli jałowe, na trawie, na jawie,
To nie życie przy kawie, to nie film, i gratka,
To nie misia Puchatka, tak piękna chatka,
To pustka w głowie, to pustka w mym słowie,
To pustka w mej duszy, jak bardzo mnie suszy,
To pustka w głowie, to pustka w mym słowie,
To pustka w mej duszy, jak bardzo mnie suszy.

Jak by to było, gdyby mnie nie było,
Jak by to było gdyby się nie wydarzyło,
Co by się zmieniło, co by się skończyło,
Bo jak by to było, gdyby mnie nie było. -X 2

We śnie się w widzę, na żywo się trudzę,
Pozbierać wszystko do kupy się brzydzę,
Czemu mnie nie ma, czemu nikt nie zna mego imienia,
Przeleciało jedno, marnuje się drugie,
Wszystko by, by poddać cię jednej, wielkiej próbie,
Długiej, męczącej, ale pięknej świecącej, jak słońce,
Nad tobą, ja jestem z tobą,
Niestety mnie nie widzisz do tego się przyczynisz,
Jak się nie zawstydzisz, ile to trwało,
Gdzie się podziewało, gdzie się to działo,
Jak mi zależało, teraz mnie nie ma,
Teraz za późno, teraz już całe życie przeszło na próżno,
Przeszło koło głowy, wybrało się na łowy,
W głąb mojej duszy, w głąb mojej głowy,
Ucieka więc gonię, prawdę odsłonię,
Bo jak by to było, gdyby mnie nie było.

Jak by to było, gdyby mnie nie było,
Jak by to było gdyby się nie wydarzyło,
Co by się zmieniło, co by się skończyło,
Bo jak by to było, gdyby mnie nie było. - X 2

W oczach mam ból, w oczach mam łzy,
Tak wielce, jak w mojej wielkiej, ogromnej męce,
Pytasz się mnie, ja pytam cię,
Najgorsze jest to, że nikt nie zna mnie,
Widzę to we śnie, widzę to mieście,
W którym mnie nie ma, w którym się mieszczę,
Przynajmniej duchowo, przynajmniej milowo,
Że też tak musiało ułożyć się pechowo,
Z góry do dołu, z dołu do góry,
Zaśpiewają nam anielskie chóry,
Żeby było pięknie, żeby było cicho,
Niech to wszystko jedno wielkie palnie licho,
Bo jak by to było, gdyby mnie nie było,
Bo po co życie moje jedno się zmyło,
Bo jak by to było, bo jak by było,
No powiedz, no powiedz, no jak by to było.

Jak by to było, gdyby mnie nie było,
Jak by to było gdyby się nie wydarzyło,
Co by się zmieniło, co by się skończyło,
Bo jak by to było, gdyby mnie nie było.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo