Popularne piosenki. Polski Hip Hop

to morduje na ulicach, Białystok, aha
to są haki, krew, krzyk, piły, noże i,
moje słowo - Słowo Boże,
to są haki, krew, krzyk, piły, noże i,
moje słowo..

zasnąłeś w wagonie metra, niefart idzie w parze,
wysiadłeś na stacji, której nie ma w rozkładzie,
twoja świeca się dopala, wosk rozlewa się na grób,
z tego już nie będzie dla nikogo dobrych wróżb,
na sobie czujesz wzrok, ktoś stoi w cieniu,
deprawowany umysł, twoich nieszczęść demiurg,
to jak akcja filmu, kiedy znikasz w toalecie,
ukrywasz się w kabinie, cicho stojąc na klozecie,
dostajesz z obu luf , nie masz sił na błaganie,
słaniasz się nad sobą, słyszysz przeładowanie,
plecami do ściany, osuwasz się po niej,
skulony, między kolana chowasz głowę,
wierzysz w życie po śmierci, to sobie wierz,
ja sprawię, że przestaniesz wierzyć w to życie przed,
kolumbijski krawat, krwawa sprawa,
ta muzyka po żyłach rozkłada się jak zawał,

to są haki, krew, krzyk, piły, noże i,
moje słowo - Słowo Boże,

Jedziemy nocą, czarna msza w naszych systemach,
naga kobieta wbita na przód maski jak syrena,
do ołtarza ją prowadzę - panna na wydaniu,
będzie czuła więcej niż tępy ból przy sikaniu,
skromna furgonetka, przyciemnione szyby,
tylne drzwi otwarte na oścież,
jesteś tylko mięsem na paśmie transmisyjnym,
porwany z ulicy, na głowie worek na kartofle,
słyszysz jak młynek, twoją przyszłość mieli,
mrok w celi, masz dziurę do srania w ziemi,
i nie wartownik jest największym kłopotem,
niepewność dzień w dzień, wzdłuż ściany w tą i z powrotem
kolejna pętla- czekasz co Pih powie,
żeby tylko wiedzieć, wsadziłbyś w tą pętlę głowę,
po tym sztosie, zamiast mózgu kawał kalarepy
mamy tu dawcę - kogoś na przeszczepy

to są haki, krew, krzyk, piły, noże i,
moje słowo - Słowo Boże,

on kochał zwierzęta, był zawsze dobrym chłopcem,
kroczy pewnie, z dubeltówką pod prochowcem,
nie sprawiał kłopotów, był dobrym synkiem,
półautomat w drugiej ręce z pełnym magazynkiem,
nie mogę uwierzyć, tylko nie mój dzieciak,
Bodycount, głowa pierwsza, druga, trzecia,
zawsze pomocny, to uczciwy człowiek,
z przyłożenia strzał, płacz i krzyki kobiet,
to nie motyw rabunkowy, nic ci nie pomoże,
swoim szlochem tylko ostrzysz moje noże,
tą muzyką daję dzieciom do zabawy brzytwy,
pieprzyć standby, już się modlą ateiści,
przechodzę na nocny tryb, stół-karty
ofiary jakbym rzucał lotkami do żywych tarczy,
Fakt te fakty, zabierzesz do grobu,
drugie przejście, inkryminujący dowód,

to są haki, krew, krzyk, piły, noże i,
moje słowo - Słowo Boże
Czas odnotować ten fakt przykry
przywykliśmy do rzeczy absolutnie niezwykłych
by mieć jasność, świat co raz nie da się wyjaśnić
nie dziwi nas to, bo nie dziwi już nas nic.
Jutro się zdarzy rzecz pozornie niesłychana
Gabriel Janowski założy koncern "polski Banan"
Ja nadstawię ucha z prawa i z lewa
i usłyszę: "no, można było się tego spodziewać"
i cwaniak a że podły Boże za zło tego nie miej mu,
został obrany wicemarszałkiem sejmu
"nic dziwnego" a tym którzy twierdzą że tu zaszedł postęp
przypominam że ten facet wciąż jest posłem.
Czy są dziś jeszcze jednostki zdziwione
tym że źródłem szczęścia może być polifoniczny dzwonek?

Nikt się nie dziwi chociaż jakby nie liczyć
jeśli chodzi o zdrowy rozsądek mamy deficyt
świat się skrzywił, mało tego on krzywi się dalej
lecz nikogo nie dziwi ogrom tych szaleństw

A ja wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane
A ja wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane

To co znasz nie dziwi cię bo trzyma Cię jak grawitacja
zaś nieznane wcale Cię nie ciekawi
masz jak wszyscy, ludzie których już nie dziwi to co widzą
w dużym pokoju kolorowy telewizor
mnie już długo nie dziwi i nie pozbawia oddechu
to z czego śmieją się ludzie w maratonie uśmiechu
swoją drogą im częściej Manuela sypnie żartem
tym bardziej jestem panu wdzięczny panie Walter
ani trochę nie zdziwiło mnie w Idolu
czerstwe poczucie humoru najmniejszego z jurorów
bo wyjściem z wszystkiego jest pojechać komuś grubo
widz się bawi, a ja gratuluję panie Kubo
Otwieram Wyborczą, czytam co wyprawia Rywin
zdziwił bym się gdybym tylko potrafił się jeszcze zdziwić
nikt nie krzyczy przyzwyczajony do takich przygód
nie obchodzi nas to na co nie mamy wpływu
Ktoś walczy o coś? To wariat, poważnie go nie bież
wszak dziś każdy walczy o siebie
żadnych wojowników, zatem oprócz wojowników limba
moje pokolenie pogodziło się ze światem a ja z nim wraz

lecz wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane
I wciąż mam nadzieję że jeszcze kiedyś krzyknę
Ach! To doprawdy niezwykłe!
I wciąż żyję myślą że rzec mi będzie dane
Och! To rzeczywiście niesłychane
Tylko bogaci mogą mówić mi, że pieniądz nie daje szczęścia
Tylko bogaci mogą mówić mi, że są tylko bogaci!
Pragnienie kasy zmienia Twój tok myślenia
Sny, marzenia, sposób ich spełnienia i już i wiesz jak
Przyspieszona akcja serca to szach i mat
To po prostu życie, w którym pieniądz jest górą, to fakt
3, 2, 1, 0 start i akcja!
Chwila strachu jest tego warta
A klatka stop - Twój los zna tylko tarota karta
Pierd.... to bo to Twoja życiowa szansa
Na sukces, którym jest
Więcej szmalu, więcej czadu, więcej dup zabija Twój stres przez

Ref.

Więcej szmalu, ni ma szmalu!
Skąd go brać? Skąd mam brać? Nie mam jak!

Ref. (3x)

Spójrz na mnie, jestem tutaj na scenie
Mam pragnienie, zupełnie tak jak Ty
Moje życie to dążenie
Powiedz mi, jak bardzo tego chcesz
Delikatny dreszcz gładzi Twoje podniebienie
I już wiesz i ja i pogoda dla bogaczy
W Tej krainie pada deszcz, wiosenny też
Bo nie tylko jesienny i listopadowy
Powoli pomysły wskakują do głowy
Co to znaczy?
Sytuacja Twe życie potoczy i wyznaczy
Po-po-po-popchnie w grono innych graczy
Pytanie,a jaka będzie stawka?
Pytanie zostanie, nie ma odpowiedzi na nie
Stop klatka, marzenie, zapomnij. Akcja! Akcja!
To pragnienie zmienia Twe widzenie
Niemy film, milczenie, kolory czarny - biały
Popraw kolory, coś nie tak z kolorami
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami
Mitshubishi, jackoozie, silikony i palenie!

Ref. (4x)

I co to jest ten błysk w Twym oku widzę znów
Pragnienie posiadanie większej kasy, żebyś mógł
Całymi dniami leżeć i pierd.... dziwki
I ha! I ha! Ten cel jest już bliski
Jak wyciągniecie ręki po zakazany owoc
Ziemia obiecana! Trzeba umieć sobie pomóc!
Wyjaskrawię Twój styl
Jesteś pod presją - chcesz to? Bierz to! Niech to
Ch.. ile czasu strącił ojciec Twój
By pokazać Ci jak masz żyć tu jest klif:
Bierz co chcesz i nie patrz czy to źle czy nie
Swoją głowę rzucasz dziś na szale
Zwycięstwa poczuj smak, życie daje Ci znak
Jak masz spełnić swe sny by być inny, lepszy
Los, tutaj tylko Ty stawkę ustalasz:
Va banque - wszystko na wszystko, jak nie to spierdalasz!

Ref. (4x)

Tylko bogaci mogą mówić mi, że pieniądz nie daje szczęścia
Tylko bogaci mogą mówić mi, że są tylko bogaci!
Idę na spacer, ale tam gdzie życie się już nie toczy
to świat który widzę brat gdy zamykam oczy
czas będzie tam stać jak na osiedlach bloki
ja idę słyszę rap i myślami stawiam kroki
mijam twarze, setki marzeń, świat bez granic
kiepskich zdarzeń, których czas nie wymaże za nic
w oczach blask niczym gwiazd a nagroda grammy
ten sprzed lat zanim czas nas nauczył ranić
widzę ludzi których już przy mnie nie ma tam
mówię im siema i mówię do zobaczenia, bo
wszystko się zmienia lecz stan w mojej głowie
jest ten sam, jak chcesz to coś Ci opowiem
mijam tam dawne miejsca, szukam tam szczęścia,
chwile z przeszłości przeglądam jak zdjęcia
nie szukaj złości, szukaj miłości
bym móc ją pamiętać i wziąć ją w objęcia

W mojej głowie ten czas płynie wolniej
bo jest parę spraw których brat nie zapomnę
tamte chwile ciągle wracają do mnie
chyba każdy ma swoją ulicę wspomnień! [x2]

Idę na spacer, mijam siebie gdy byłem dzieciakiem
i siedziałem z kaseciakiem brata zajarany rapem wiesz
i kiedy latem, znów opuszczałem chatę,
by na boisku grać nawet gdy pogoda w kratę
pamiętam jedną zimę gdy czas w tył przewinę
i pierwszy tekst tak jak pierwszą dziewczynę,
pierwszy sex tak jak pierwszą imprezę
na której zgubiłem ostrość zupełnie jak Pezet
czasy liceum, pierwsze projekty,
gdy wspólnie z kumplami tworzyliśmy kolektyw
i chociaż teksty dziś są do korekty
to czas tej zajawki był kurwa najlepszy
pamiętam mainstream był wtedy odległy
miałem sen, by tam być i ten sen mi się spełnił
idę po dzielni, mam walkmana w kielni,
żeby świat w mojej głowie wspomnieniami wypełnił

W mojej głowie ten czas płynie wolniej
bo jest parę spraw których brat nie zapomnę
tamte chwile ciągle wracają do mnie
chyba każdy ma swoją ulicę wspomnień! [x2]

Idę na spacer po marzenia, gdy zacząłem je spełniać
i tak nie spodziewanie dostałem wtedy maila,
było napisane - chcemy z Tobą spotkanie
i że warto mi pomóc bo widać we mnie potencjał
byłem nieświadomy co czas może przynieść,
dziś gram w całej Polsce, ty znasz moje imię *To jest piękne!*
Mój rap który płynie przez świat,
a ja wciąż taki sam od lat mogę go grać
pamiętam kiedy musiałem podjąć decyzję,
i porzuciłem coś, co kochałem dziś mam bliznę
wszedłem w rap biznes, dziś nie żałuje i
spełniam sny, dobrych chwil nie brakuje mi
wszystkie dni siedzą we mnie, czuję tą chemię,
zanim odejdę opowiem Ci o mnie,
chwile są piękne, a drogi kręte,
dlatego wiem, że warto mieć swoją ulicę wspomnień!

W mojej głowie ten czas płynie wolniej
bo jest parę spraw których brat nie zapomnę
tamte chwile ciągle wracają do mnie
chyba każdy ma swoją ulicę wspomnień! [x2]
Kiedy patrzę w ich źrenice widzę własne odbicie
Wspomnienia które iskrzą jeszcze dziś oczy szklą
Mały pokój i ja modląc się za ciszą
Która była mi najbliższą rzeczą bliższą niż ona i niż on
Bliższą niż dom gdzie wyrosłem
Brak pieniędzy i alkohol niszczą proste
Ktoś powiedział mi opisz to opisuję
Nie wierzysz to spytaj moją siostrę ona też wie
Też pamięta boazerię na niej czerwień
Do dziś pewnie czeka aż ktoś kłótnie przerwie
Wiele razy uciekałem stamtąd uwierz znam to
Wiem co czuje dziecko myśli sobie biec bo
Jedyną myślą jest uciec stąd
Pamiętam późne popołudnie czwarte piętro
Im wyżej tym smutniej schody zamek kuchnię
Kiedy tak szedłem nieufnie patrząc czy alkohol cuchnie
Wiem jak boli i jak puchnie jeden Bóg wie o co były tamte kłótnie
Dziś nie pałam do nich gniewem lecz jednego jestem pewien
Ten dom to nie był eden ilu takich jak ja nie wiem
Nie dociekam lecz jako dziecko nie widziałem w nich człowieka wiedz to

ref.
A teraz śpij teraz śpij i zapomnij o tym
Co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i
Pomyśl, że to sen, że to wcale nie działo się
Tak będzie lepiej śpij.

Drugie piętro w poniemieckiej kamienicy piękno ciszy zakłócone
Ktoś krzyczy to sąsiedzi z pietra
Mimo że byłem młody to pamiętam
Numer drzwi siódemka taka tam noc nie jedna
Jak ta ale do sedna
Spałem lulany przez mamę dopóki nie słyszałem różnych kłótni próżnych
Których nie rozumiałem czy to były omamy
Ze snu zerwany wlepiałem wzrok zaspany w mówiące ściany
Słyszałem głos kobiety nadęty facet krzyczał bez przerwy miał nerwy
Płacz dziecięcy niewyraźny choć tak ważny dla tysięcy rodziców
Tutaj był zbędny nie jak spirytus i goście
Ja owinięty w pościel myślałem bogu ducha winny malec po co komu łzy wylane
Pytanie za pytaniem przecież mogłem to być ja u mnie arkadia tam impra trwa
Huk szkła łamane krzesła słyszałem jak prosił lecz nikt nie przestał
Rano widziałem go pod brama z podrapana twarzą
Siedział na piłce pamiętam na rączkach sińce miał
Wspominam chłopca mieszkanie po nim to pustostan.

ref.
A teraz śpij teraz śpij i zapomnij o tym
Co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i
Pomyśl, że to sen, że to wcale nie działo się
Tak będzie lepiej śpij.

Czarne opary nad miastem niczym mroczny zastęp zwiastowały burze
Jeszcze ja wpatrzony dłużej w taniec liści na wietrze
Oderwał mój wzrok chłopak w prującym się swetrze
Chciał schować się przed deszczem a światło latarni świeciło tuz nad nim
Zgadnij skąd spadły pierwsze krople
Widziałem sine policzki całe wilgotne na nich słone sople
A w nich utopione strach i smutek
Miałem zapytać po co nocą jak wyrzutek stoi pod drzewem
Lecz chyba zabrakło mi odwagi nie wiem
Cicho jak złodziej dalej siedziałem w samochodzie
I patrzyłem zza szyby na żywy obraz na bezbronne dziecko
I nikogo by strzec go na jego brudne dłonie i ubranie
Na zapłakane niewinne powieki miał wypieki pomimo chłodu
z powodu głodu zapadnięte policzki
Czemu nie wraca do domu
Jak myślisz?

ref.
A teraz śpij teraz śpij i zapomnij o tym
Co widziałeś, co słyszałeś, co przeżyłeś i
Pomyśl, że to sen, że to wcale nie działo się
Tak będzie lepiej śpij.
Raz, dwa
Raz, dwa

[Magik]
Mam jedną pierdoloną schizofrenię
Zaburzenia emocjonalne, proszę puść to na antenie
Powiem Ci że to fakt, powiesz mi, że to obciach
Pierdolę Cię , i tak rozejdziesz się po łokciach
Bo ja jestem Bogiem, uświadom to sobie (sobie)
Słyszysz słowa, od których włos jeży się na głowie
O rany, rany, jestem niepokonany
Ha I Pe Ha O Pe bez reszty oddany
Przejebany, potencjał niewyczerpany
Chyba w DNA on był mi dany
Czekaj Fokus, Rah, jeszcze oszaleją wszystkie pizdy
Gdy poznają mój urok osobisty
Duszę artysty, to jaki jestem skromny i bystry
Szczery do bólu, że aż przezroczysty i
Wiesz co mnie boli? Że w głowach się pierdoli
Zakłócony; pokój ludziom dobrej woli.

Jestem bogiem
Uświadom to sobie, sobie
Ty też jesteś bogiem
Tylko wyobraź to sobie, sobie

[Rahim]
W pełni poczytalny, za czyny swe odpowiedzialny
Jak tynk nieprzemakalny, pędzi tu jak halny
Wyprzedza świat realny, nawiedza wirtualny
System binarny, materiał łatwopalny
Da przepływ momentalny energii, cios werbalny
Kandydat potencjalny, na występ teatralny
Doznaje szoku w 2000 roku, za to spalmy
Pora na elaborat eksperymentalny
W sposób niekonwencjonalny głoszę treści, słuchaj proszę
Trafiam Cię w punkt centralny, wiedz, że niepewności spłoszę
Nastroszę się, gniew boski jest nieobliczalny
Unoszę Cię, z góry widok kapitalny
I idealny obraz, jak krajobraz tropikalny
Monstrualny krach! Rah nieprzewidywalny

Jestem bogiem
Uświadom to sobie, sobie
Ty też jesteś bogiem
Tylko wyobraź to sobie, sobie

[Fokus]
Widzę, widzę, widzę więcej
Wiem więcej, tak to jest mniej więcej
Uczę się sztuki życia, hip hop to mój sensei
I rzuca tym, a to jak kauczuk
Czysta technika, żadnego fałszu
Niuanse, sensacyjne seanse
W bezsensie sens jest jedynym awansem
Balansem w naturze, równowagi korekta
Unoszę się ponad to na specjalnych efektach
Cel - eS eM O Ka na kartki biel
A eN Be eL O Ka E Jot Be E eL
Lekko jak hel napełniam trwogą
I zapewniam, jak wrogom kontakt z podłogą
Twą dozgonną chęć dorównania swym bogom
Ogrom PFK podąża swą drogą
Przysięgam na ogon, uwierzysz w co zechcę
A poczujesz jeszcze od tych lepsze dreszcze

Jestem bogiem
Uświadom to sobie,sobie
Ty też jesteś bogiem
Tylko wyobraź to sobie,sobie

(O... widzę, że pan się ładnie przedstawił przed nami, tutaj w tej chwili słuchaczom, przed tymi milionami słuchaczy.)
Raz Monika młoda.
Raz, dwa, trzy.
Zrobiła mi loda.
Raz, dwa, trzy.
Bo najlepiej babska ssie,
o tym każde dziecko wie.
Gdy nadstawi usta swe,
to spuść się.

To najlepiej wacka ssa.
Tylko kurwa Monika.
Każdy o tym dobrze wie.
Świetnie ssie.

Kiedy mi obciąga.
Raz, dwa, trzy.
Sperme chętnie wciąga.
Raz, dwa,trzy.
Więc nie przejmuj kurwa się,
gdy jej w japę spuścisz się.
Gdy nadstawi usta swe,
to spuść się.

To najlepiej wacka ssa.
Tylko kurwa Monika.
Każdy o tym dobrze wie.
Świetnie ssie.

( To najlepiej wacka ssa.
Tylko kurwa Monika.
Każdy o tym dobrze wie.
Świetnie ssie).

Ceni się wysoko.
Raz, dwa, trzy.
Spuść się jej na oko.
Raz, dwa, trzy.
Albo na twarz,czy też biust,
to zależy:gust, to gust.
Gdy nadstawi usta swe,
to spuść się.
[GURAL]
Wjeżdża Rymmajster, i oni, zielony Chrysler, homie, osiedlowy snajper szef kolonii, wchodze przez komin, ze mną Mufloni, wiesz o co chodzi, nie wiesz nie szkodzi. Wigilia od paru godzin, zlot rapowych rodzin, sprawdź tego typa brat, zaraźliwy jak świńska grypa squad, w oczach mają lód, na saniach mają wór, zapodają brud, pytają wo ist wurst skurwysyny

[RAFI]
To ośmiu najgorszych gwiazdorów pod słońcem, każdy ma za uszami grzechów tysiące, rózgami wymiatamy tak jak jackie chan nunchaku, a prezenty dajemy tylko niegrzecznym dzieciakom, krzak merry z lampkami miga widać go z daleka, a karp sobie pływa głupi nie wie co go czeka, to magia Bożego Narodzenia, a na sprzętach rozbrzmiewa kolęda, PDG na święta.

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2

[RAMONA 23]
Podjechali tu Bentley'em P.D.G., piją jakieś dziwne płyny w grubym szkle, mamy tu paru gości co jadą po całośći, a po chuj? Kto to wie.
ho, ho, leci Ry w swym zaprzęgu, dzikich reniferów saniami pełnymi sprzętu, w tym roku gwiazdka będzie inna niż zwykle, to Szpadyzorne Crew, tu, robi dziś wigilie, domy(domy), wille(wille), bloki(haa) nie ważne, dajemy po garach dopóki gwiazdka nie zgaśnie, a ty mała(mała) od gwiazdora szpadyzora możesz dostać sztywną rózgę albo prezent z wora, nie jeden by wolał być tu z nami dziś do rana, nie wie o co kaman a więc robi za bałwana, a jeśli byłaś w tym roku niegrzeczna, to w te święta (ej) możesz zapomnieć o prezentach!

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2

[QLOP]
Dzownią dzwonki nokii, śnieg już pada, święta są od święta, więc przeoczyć nie wypada, jak odkleić mnie od pada, nie miej nadziei odpada, choinka jak Burego pozdro akurat tak się składa, chlejem za Betlejem i palimy lole spore, tę lalę biorę będę dla niej dziś gwiazdorem, ta omawia jakiś biznes widać że lubi X-MAS, ja mam dla niej wielką rózgę, pełen worek no i git jest.

[MATHEO]
A ja nie o prezentach bo to wesoła nowina, dziadzior odwołuje święta, PDG swoje zaczyna, przybieżeli na kolędę, patrz co się dzieje, będzie lepsza impreza, niż była w Betlejem (ta), jeden za drugim piją, zacierają ręce, aby w przyszłym roku siana było więcej niż w stajence, na pasterce w górę łapy, otwieramy wór i ofiary lepsze mamy niż trzech króli, poczuli.

[BUBEL]
Hohoho, tej gwiazdor, co z moim Roycem?, czekam na walizkę z forsą, wielką jak dupa Beyonce, już ci o tym pisałem jak byłem brzdącem, patrzą ile to już lat czekam na te pieniądze, ej zobacz jak się świętuje u nas, one mają siano pod obrusem, my mamy skuna, mamy hasło przewodnie: zastaw się a postaw, tu się bawią szpadyzory, PDG kuzynostwa.

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2

[SHELLERINI]
Prószy śnieg, choć nie koniecznie za oknem, ten stary zgred chyba już do was dzisiaj nie dotrze, wśród nocnej ciszy, tyty wypełnione po brzeg, po pierwszej flaszce pierwszą gwiazdkę trudno dostrzec, to ten pozytywny styl niczym Grinch, pamiętasz? WSRH w tym momencie właśnie kradnę wam święta, druga butelka, na drugą nóżkę coś jak Maklak, przykro mi, cóż, w tym roku gwiazdor troszkę zachlał

[KONI]
Ten grubas z siwą brodą, no i z workiem na plecach,(co?) znów cię olał nie ma tego co obiecał, ty czekasz o zmroku, a wokół pusty pokój, wzrasta niepokój, dolina jak co roku, miał być stos biżuterii, Blingów, branzoletek, a tu znów para skarpetek, no i kolejny sweter, to idzie w eter PDG pizga comeback święta, to poparzy cię jak wrzątek.

[REFREN]
Żebyś też w chuj siana miał miał wciąż miał, żebyś te PDG hity brał i brał, żebyś tu za zdrowie nasze chlał i chlał, za nasz przyszły rok. x2
Na wschód, zachód, północ i południe x2
Yo

To opowieść o człowieku, jednym z miliona ludzi
To o człowieku który się obudził
Znalazł sens, potem zgubił
Jak Papa-Dance tłumy lubił
Być może ten luz go zgubił
Tu gdzie ten grom ugodził tu gdzie się flow urodził
Mieszkał w domu rodziców, zarabiał parę stów
Ściągał parę chmur pod blokiem po robocie
Był robotem w istocie, ale spróbował dociec
Zadał sobie pytanie, po co wór taszczę marzeń
I co się kryje pod płaszczem zdarzeń
Ludzi leniwi, ludzie fałszywi, martwi, żywi
Ludzie prawdziwi to ci, którzy się potrafią dziwić
Tani pic, cichy widz przy MTV tego nie rozkmini

Demony śpią na pustyni, brat
Demony śpią na pustyni
Demony

Ref.
Ja idę tędy, znaki na niebie mówią mi którędy
Szukam prawdy tam gdzie święte dęby
Biją bębny, prawdy zręby połączą w całość
Udoskonalając niedoskonałość

Ja idę tędy, znaki na niebie mówią mi którędy
Szukam prawdy tam gdzie święte dęby
Biją bębny, prawdy zręby połączą w całość
Ujednolicając niedoskonałość

To opowieść o wędrowcu, który raz zgubił drogę
Wyrzucił togę, usiadł, mówił: „dalej nie mogę"
nie mogę patrzeć, nie mogę krzyczeć, nie mogę słyszeć
jak trzymam wpływ, wybieram cisze,
poganiani biczem z dnia nadzień
tym kiczem, co kładzie się cieniem nad całym plemieniem
ogarną spojrzeniem tą ziemie i miał widzenie
że całkiem niedaleko jest wyzwolenie
fizykę i chemię tylko nazwali imieniem,
szkłem i okiem, a prawda przeszła bokiem
a była by szokiem dla ludu, jak szamanizm voodoo
jak nihilizm Tutsi i Hutu
Oczekujemy cudu, osiedla, co pełne są brudu
Mas trudu, świat betonowych murów
Wszędzie wokół zgiełk niczym w ulu
Do bólu wszyscy gonią poczet królów

A cumulusy nad miastem płyną..
A cumulusy nad miastem płyną..
A cumulusy nad miastem płyną..

Ref. x2

A dziś ludzie żyją w blokach i nie wierzą w nic
Zapomnieli, że Babilon to pic - ściema
Dzisiaj jeszcze jest jutro już go niema
Mówią nie na temat te matematyczne wyliczenia
W ich żyłach płynie chemia
Chemia leży w żołądku
Usiądź, odetchnij, pomyśl co było na początku
W poszukiwaniu wątku życia, źródła bycia
Hołd dla przodków to pradawny zwyczaj.

Ref. x2

Zaliczam glebę, wstaje, idę przed siebie
Tej szansy nie pogrzebie
Bo coś daje znaki mi niebie
I mina zrzednie tym co nie wierzyli
Powiedzą kiedyś PDG tu byli, prawdę mówili
Zaliczam glebę wstaje, idę przed siebie……

PDG Yo!
Analogia feat. Sokół, Fu, Peja - Byłem pewien

[Rdw]
Pożyczyłem kwit, bo koleżki byłem pewien
Ufałem kobiecie, dlaczego w sumie nie wiem
Młody byłem tak żyłem, że byłem pewniejszy świata
Mijają lata nauka wpada
Kiedyś byłem pewien, że dane
Słowo jest najważniejsze
Że miłość to uczucie jest największe
Dziś wiem, że agresji w człowieku może zebrać się więcej
Byłem pewien jednak już nie jestem
Byłem pewien trochę wcześniej teraz oficjalnie
Wole mówić nie mam, nie wiem, nie chce
Znów ze smutkiem w dół spoglądać
Ziemia zmienia swój kształt nie jako kula, lecz w ludziach
Byłem pewien żyjąc tutaj, że nie można zginąć za nic
Że najbliżsi nie mogą ranić, że trzeba ufać sobie pomagać
I ze sobą nie walczyć
Że tak żyć można i doczekać końca
Byłem pewien, lecz nie umiem już tak na świat patrzeć
Bo kolejna opcja weryfikuje cała sytuację
Bez wstydu?? znam które otrzymałem i otrzymuje dalej
Nie zawsze mając rację
Żyję tego jestem pewien
Boże prowadź gdy już nie mogę, gdy wątpię, gdy już nie chcę

Wierze, że rozczarowanie
Nie zabierze mi wiary
Choć wokół obłuda
Błędne przekonania pokazało życie
Wiem, wiem toniemy w brudach

[Peja]
Będąc pewny swoich racji na bank żyje się łatwiej
Lecz uważaj bo przez zbytnią pewność wylądujesz na dnie
Byłem pewien nie kradłeś, nie zdradziłeś – źle nie życzysz
Coraz mniej jest tych wariatów jak Hosel lojality
Byłem pewien, że sukces w zasięgu ręki
Że bez interesów funkcjonuje pomoc za podzięki
Że nie dla sum na kontach ten beatmaker łączy dźwięki
Że nie po to rap nagrywam by piszczały panienki
Byłem pewien, a teraz lęki zamiast pewności
Siebie byłem pewien, nie zawiedziesz mnie ja ciebie
Nie skończę na glebie, chciałem samemu se ufać
Ile razy dla spokoju ducha miałem się oszukać
By sumienie mnie zmęczyło gorączkowych myśli
Byłem pewien, że ten wyścig nie dla mnie jest
Że wszyscy są ze mną nie przeciwko
Że życie jest dziwką
Że nie jest rozrywką, a przeważnie rozgrywką
Że aż tak mi będzie przykro gdy kolejny raz rozłąka
Że nadejdzie ten moment kiedy odrzucę ziomka
Że nos zmęczę tylko raz i nie więcej
Byłem pewien jak tego, że wysiłki przy muzyce nadaremne
Że to co jest we mnie tego nikt mi nie odbierze
Że się nie wypalę mówię szczerzę wciąż wierzę
Jestem pewien choć pewników coraz mniej w moim życiu
Zwariowanym jak czasy w którym przyszło nam się zmagać
Jednego jestem pewien będą nadal

Wierze, że rozczarowanie
Nie zabierze mi wiary
Wierze, że rozczarowanie
Nie zabierze mi wiary
Choć wokół obłuda
Błędne przekonania pokazało życie
Wiem, wiem toniemy w brudach

[Sokół]
Byłem pewien ja wiedziałem, że tak będzie jak Włodi
I nie wiem czemu miałbym zwątpić
Pomyśl kiedy ludzie są naprawdę silni
Kiedy wierzą w siebie czy kiedy wierzą w nich inni
O tym usłyszysz na WWO 3
Teraz mówię, że byłem pewien tak jak Ty
I nadal jestem co najważniejsze
Wiem, że ma miejsce dla mnie i serce
I w moim sercu jest miejsce ich
Nie zwątpię, nie odbiorę im sił
Jestem pewien i życzę tego wam
Że mimo sporów nie zostanę sam
Zip Skład zawsze unikam chały
Czasami musze ludziom powtarzacz banały
Bo zaniechali wzajemnej wiary
I zapomnieli, że ludzie nie są idealni
Wybaczenie to podstawa mych wierzeń
Zwątpienie największym z przekleństw
Skarbem ludzie, którym możesz ufać
Martwym ten, który nie ma ducha
Chcesz to złap bucha, chcesz to jebnij kreskę
Chcesz to strzel sobie w łeb, chcesz to zrób coś jeszcze
Jestem pewien Zip Składu co Ty na to Fu?

[Fu]
W życiu naszym są różne etapy
Mamy na to wpływ lub sumienia straty
Silne więzi nie zerwą nawet stalowe kraty
Pomórz mi to ja pomogę z chęcią Tobie
To szczera prawda zawarta w moim słowie

[Sokół]
Nie ma wśród nas mentalnych bliźniąt
Każdy z nas wybrał drogę inną
Nasz czas nie minął on jeszcze nie nadszedł
To samo do reszty przyjaciół i do Ciebie skarbie
Jestem pewien i będę zawsze [x4]

Wierze, że rozczarowanie
Nie zabierze mi wiary
Choć wokół obłuda
Błędne przekonania pokazało życie
Wiem, wiem toniemy w brudach
O co chodzi mi o co chodzi ci o co chodzi wam (wam) Wzgórze nie wiem już
sam to potęga zbrodni czyli wymierzenie kary Wzgórze już jest (jest) już
są jakieś ofiary ej stary nie mam ci już nic do powiedzenia (nic)
dziewięć sześć rok dużo tutaj pozmieniał stoję na wzgórzu by powiedzieć
wam o tym ze marchewkowa głowa to same głupoty ej co ty (co ty) nie
widziałem jeszcze takich rzeczy z kilku stopów odlane parę mieczy jedynie
chyba to ze Wzgórze czyli pierwszy pocisk trafia w twoje podniebienie

Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie

Wdech i wydech powtórzone pary razy przedstawi ci wizje i dziwne obrazy
zakazy znaki i inne przeciwieństwa Wzgórze Ya-Pa 3 tak blisko szaleństwa
odwagi (odwagi) i dziwnych wibracji przemyśleń zamętów pawia po kolacji
zastanów się dwa razy przed wybraniem mego stylu hip hop rymy padające do
celu wielu umarło lub dopiero się narodzi Wzgórze Ya-Pa 3 kto mi powie o
co chodzi chyba to (to) ze Wzgórze cały czas jest na scenie czyli drugi
pocisk trafia w twoje podniebienie

Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie

Tak rym przebija się już doskonale słyszysz go ty słyszą ja słyszą małe
dzieci dziadkowie rodzice i starsi wyrzucam go z ust wyrzucam go z garści
ziarna przeradzają się w ogromne drzewa coraz więcej wiernych brakuje już
chleba trzeba się pogodzić z morałem tej piosenki nie wiem co ma sens (
sens) nie wiem co ma dzięki za to ze żyjemy ze rymować umiemy bo przecież
cały czas dobrze wiesz ze Wzgórze Ya-Pa 3 cały czas jest na scenie czyli
trzeci pocisk trafia w twoje podniebienie

Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Wzgórze Ya-Pa 3 Wzgórze na scenie Wzgórze trafia prosto w twoje
podniebienie
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo