Popularne piosenki. Polski Hip Hop

[TeDe]
Dobra, sprawdź to, kurwa, OeSTeeR, Tabasko, ziom...
Szalony featuring, TeDeeF, WueFDe, 3H, Hajs, Hajs...
Sprawdź to babe... dobra...
Szaleni freestylowcy, robiący Łaał młodzi chłopcy.

Yo! Znikaj! Chcesz przyfikać do nas na spontan,
przylansować się, bo mamy coś na kontach?
OSTRy patrz na tych, godzina dziewiąta.
Oni chcą spontan, full kontakt, ziom...
Teraz wszyscy freestylować chcą.
Konfrontacje... bla, bla, bla,... sprawdź mnie...
Posłuchaj koleś, weź nie męcz ucha,
powiedz cześć kolegom, nie ma cię tutaj.
Freestylowców zastępy i następny spięty,
na nogach ugiętych, przejęty.
Ćpunku, w moim kierunku stek inwektyw.
Twoja postawa wymaga korekty.
Nie jesteś pro, pro, prostuj się.
Patrz mi w oczy, wyżej Ha nie podskoczysz.
Do tego jeszcze raz Ha dołożysz....
I jeszcze Ha... i nie ma gadać o czym.

[OSTR]
Co jest, kurwa, klakier? Ej, komu klaszczesz?
Przed chwilą przyjaciel, teraz jedziesz mi po matce.
Moja odpowiedź to lewy prosty w maskę.
Tak grać chcesz? Masz okazję poznać mój nadgarstek.
Nie ma, że yo! No który klął, kto taki mądry?
Idź, pochwal się koleżkom, kto cię tak urządził.
Wiesz co, spróbuj szczeknąć, jedno jest pewne;
groźny to ty jesteś, ale tylko przez internet.
Szydzisz ze mnie? No to chodź tu,
weź ze sobą swoich chłopców,
chyba, że pękasz jak kondomy z kiosku.
Się prostuj, zdejmij bryle, wyłącz monitor!
Z taką ekipą masz rymy jak wiersze z "Cogito".
Gardzisz ulicą? No pewnie!
Jak twoim jedynym osiedlem jest ten pierdolony serwer!
We mnie prawdziwy HipHop. Pierdolę trueschool
szalonych freestylowców śpiących z komputerem w łóżku.

Ref.:
Ziom za ziomem, za ziomem ziom!
Wszyscy ee... freestylować chcą.
Ziom za ziomem, za ziomem ziom!
Wszyscy freestylować chcą.
Ziom za ziomem, za ziomem ziom!
Wszyscy freestylować chcą.
Ziom za ziomem, za ziomem ziom!
Wszyscy freestylować chcą. Yo!

Co, dupku, twierdzisz, że rozwalisz nas na wolno?
Nasz styl to Zorro, a twój dla Zorra siodło!
Masz super portfolio, mam z wrażenia krzyczeć?
Dobry to ty jesteś tylko na czacie, w grafice,
gdzie twoi kibice, od podwójnych rymów chłopcy,
na pałę spisujący słownik wyrazów obcych,
poszli, stchórzyli, co z nimi? Zdołali uciec?
Przecież byłeś taki odważny w grupie.
Miałeś rymy super, nie ogólnie byłeś super,
a teraz masz minę, jakby pierdolnął ci komputer.
Frajerku, krytyku koncertów, hodowco kompleksów
zamiast pieprzyć zobacz jak naprawdę jest tu!
Mam gdzieś twoich koleżków od netowych bitew.
Piszcie na mnie kawałki i tak was zniszczę skitem.
Magia czterech liter, podwójnie; TeDe OSTeR,
nie wiesz? proste, ty prowokujesz chłostę!

[TeDe]
Słyszysz to pianinko? wypierdalaj, giń stąd.
Dwa machy, dwie Yamahy, a ty Simson.
MC zjem cię, będę jak Robinson,
a ta scena będzie moją wyspą.
To nie wszystko, znasz mnie?
Słyszałeś, kurde, blaszkę?
Możesz być jedynie moim Piętaszkiem.
Czujesz? Ja krzyżuję twoje plany.
Wyluzowany, jak na bok daszkiem kaszkiet
Znasz mnie, sprytny? Napieram teraz...
Znasz mnie? Z bitwy płockiej weteran.
Znasz mnie? Spadaj, nie strasz mnie.
Tak to robię. Co ty, nie znasz mnie?
Co ciecie, to jak jedziecie?
OeSTeeR... a w chciał, nie ma wow, co jest?
Dobra, pierdolę, olewam to, idę,
a ty ee... opanuj drganie łydek, Dzidek.

Ref.:
Ziom za ziomem, za ziomem ziom!
Wszyscy ee... freestylować chcą.
Ziom za ziomem, za ziomem ziom!
Wszyscy oo... freestylować chcą.
Ziom za ziomem, za ziomem ziom!
Wszyscy freestylować chcą.
Ziom za ziomem, za ziomem ziom!
Wszystkie ziomy freestylować chcą.

Mikrofonowy prosty, TeDe-OSTRy,
Ja ślę na ciebie kurwy, ty na mnie posty! Yo!
Internet crew
[ Pierdolta się, pierdolta...]
Internet crew
Taa... Kurwa... Masz swoje bryle, to się nimi dziel, kurwa...
Taa... stary...
Jest to kawałek dla kosmitów
Wszystkich przybyszów z obcej planety
Żeby wiedzieli, że jak tu przybędą na nasz koszt...
...cztery litery..

Co było na początku? Ziomek, rządził chaos
Ze zmienną stałą zagiętą jak pałąg
Stąd powstała narośl zakłócając proporcję
Dziś popularnie nazywają to słońcem
Masz promieni kolce błyszczące jak dolce
Zaoszczędzisz poznaj wszechświata promocje
Jazda, coś kilka kilo od Marsa
Jedna jej nazwa to planeta matka
Kto zesłał nas tam? Nie pytaj!
Przepychać się - jak widać - trzeba nie od dzisiaj
W kronikach jak lubię ziom po mojemu
Bez domieszki tlenu narodziny Wenus
Menciu abstrakt ku pojęciu Asfalt
Jak na zdjęciu w redakcjach na miejscu pierwszym,
Jazz, tu będzie specjał
Zabieram was na orbitalny marsz
Za kilka lat nas Ziemia nie zechce
Znajdź więc następce
Planetę matkę
Z czystym powietrzem

To kosmos plus prom co nas tam zabierze
Prosto ku związkom rap na CDe eRze
Intergalaktyczny przekaz dla przybyszy
szy szy w nasłuchiwaniu ciszy
x2

Nie gnocia, nie łamiocia konstrukcja, aeroplan
W płucach konopia żeby wyzwaniu sprostać
Brukowa kostka zdobi trasę do pojazdu CCCP
Dopij flachę, kolo startuj
Nas tu ziom chyba nikt nie ocali
Siedzę ja, obok Ham, dalej hmmm... Gagarin
Zapalim, wypijem, naciśniem ten przycisk
Byle być lepszym ziom od Ameryki
Mam energię jak Wiking i zniszczę klepsydrę czasu jak Disney
Mam zasób pomysłem, mych katów egzystent
Nie ma to tamto, nas, tu gwiazd
Wszystkie zgasną ja będę pchać ziom nas
Na trasę międzyoribalną gdzie hardcore i funk co noc gubią nieważkość
Robię to z pasją jak Mann do Materny, mam to
Rozstań się z klasyfikacją
Wysyłam to w kosmos
Tak powstaje życie
Ponad werbalnością językiem tu ostrość
Wyrażeń, gestów na międzygalaktycznej stacji obiektów

To kosmos plus prom co nas tam zabierze
Prosto ku związkom rap na CDe eRze
Intergalaktyczny przekaz dla przybyszy
szy szy w nasłuchiwaniu ciszy
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
I kiedy wchodzę w taki bit musisz wiedzieć co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Dlatego poczuj luz olej pierdolony stres
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł

Wielkie Joł dwie litery widac kto robi show
A przy tym jest do bólu szczery
Wielu nas nie nawidzi, My przejmujemy stery
Kto dał Ci rap za free weź to sobie ziomuś przelicz
Oni mowią, że to wszystko jest tak proste szybkie łatwe
Ale hip-hop to nie tylko luźny czub czy tag na klatce
Lubie luźny rap na ławce i w studiu w innej gadce
To Tuniziano B.R.O wiesz kto już trzęsie miastem
Robie to na zajawce kocham to całym sercem
Nie pytaj mnie o stawke bo nie jeżdżę białym Mercem
Wrzucam na pętle więcej niż nie jeden myśli ziom
Zacieram ręce i zabójcza broń Wielkie Joł!

Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
I kiedy wchodzę w taki bit musisz wiedzieć co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Dlatego poczuj luz olej pierdolony stres
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł

Podziały w rapie zaczynają mnie już wkurwiać
Więc znowu biorę papier a potem siadam do biurka
Wiem czego chcą podwórka to rap najwyższa półka
Ktoś go wrzuca na słuchawki a ktoś na cztery kółka
Ja wchodzę do studia no i znów kładę scieżki, tam
W podziemiu grałem już mainstream lecz to dalej miejski drum
Dlatego wiesz mi man, ten rap spada jak grom
Zaciskam pięści, biegnę na tron Wielkie Joł

Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Yea! Aha Ty wiesz co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
I kiedy wchodzę w taki bit musisz wiedzieć co to jest!
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Dlatego poczuj luz olej pierdolony stres
Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł, Wielkie Joł
Każdy z nas tu ubiera się jak angielski chuligan
Teski wzrok wbija się w nas, tak jak w mordę tulipan
Moje ziomy, niektórych z nich mogłeś widzieć na klipach
Taki styl ubioru powinni nam wpisać w metrykach
Katany Henri Lloyd'a, dżinsy Boss'a
Polówki Polo Sport'a, kurtki Schott'a
Dresy Lacoste'y, buty Le Coq Sportif
Skóry szwedki, mówią, że jesteśmy tandetni
Air Max'y kupujemy częściej niż niunie tampaxy
I chodzimy na imprezy gdzie Technics'y i Westtax'y
W takich ciuchach na te ławki
W dłoniach zimny browar, to nasza pierdolona moda
Na bank niedługo będzie chciał ją wylansować
Jakiś projektant, założę się o dobry towar
Styl z Ursynowa - wąskie dżinsy, polo w paski
Inni robią sobie trwałą, a nas wolą laski

Gdy wchodzimy do klubu na pewno nas rozpoznasz
Mamy ten styl na twarzach, nie tylko na spodniach
Widać po mordach - Ursynów 100%
Chcemy podrywać dupy i wydawać flotę
Gdy wchodzę do klubu twoja niunia patrzy na mnie
Mógłbym to zrobić z nią dziś w twojej wannie
Mój styl dla niej jest lepszy 100%
Bo daje jej to, czego chcę nie dając stokrotek

Sobotni wieczór, nasza banda w ciemnych jesionkach
sweterki Gant'a, chociaż czasem zero na kontach
Jedni wolą dziś mieć katar, inni idą na jointa
Nie zdziw się, jak zobaczysz logo Joop'a na spodniach, wiesz
Dobrze wyglądać tutaj znaczy coś innego
bo nie przestrzegamy reguł jak modele na wybiegu
Pamiętam czasy, gdy nie chcieli wpuszczać mnie do klubów
teraz mam VIP'owskie karty i szacunek tłumów
Kiedyś nosiłem Fubu, dziś wolę inny styl
Chcesz zdissować, spróbuj, i tak jestem lepszy w tym
Bo hip-hop to mam w duszy, a na sobie dobre ciuchy
Taki mamy tutaj styl od czapek po buty
Kumasz? nie pytaj czy nas stać na najlepszy wikt
ziomy mają nielegale albo rap i najlepszy bit
więc policja wciąż próbuje ścigać ich
ale psy są górą tylko w reklamach Pedigree

Gdy wchodzimy do klubu na pewno nas rozpoznasz
Mamy ten styl na twarzach, nie tylko na spodniach
Widać po mordach - Ursynów 100%
Chcemy podrywać dupy i wydawać flotę
Gdy wchodzę do klubu twoja niunia patrzy na mnie
Mógłbym to zrobić z nią dziś w twojej wannie
Mój styl dla niej jest lepszy 100%
Bo daje jej to, czego chcę nie dając stokrotek
[tylko tekstyhh.pl]
Gdy noszę baggy, możesz być pewien, że uszyte w Polsce
Ciuchy od ziomów to Moro, Fokus i Stoprocent
Strzelam rymami, słowami cierpkimi jak ocet
noszę styl, flow, jak chłopak z podwórka a nie docent, yo
Nie głosują na mnie w audiotele
Ursynów pod blokiem to ja i moi przyjaciele
W TV publicznej wciąż robią z rapu aferę
choć mamy lepszy styl niż ich szef z każdym prezenterem
razem wzięci, podwórkowi prezydenci
Gdy wchodzimy do klubu pęka słupek rtęci
Na nogach Reebok Classic, pierdolić Martensy
Mówią, że nie mamy klasy i nie mamy stałej pensji
pierwsze fałsz, drugie w większości prawda
Tommy Hilfiger, Boss, Joop, Burberry, Prada
Styl z osiedla gdzie uważasz na to co gadasz
ale nie chcą go w mediach, bo robi bałagan

Gdy wchodzimy do klubu na pewno nas rozpoznasz
Mamy ten styl na twarzach, nie tylko na spodniach
Widać po mordach - Ursynów 100%
Chcemy podrywać dupy i wydawać flotę
Gdy wchodzę do klubu twoja niunia patrzy na mnie
Mógłbym to zrobić z nią dziś w twojej wannie
Mój styl dla niej jest lepszy 100%
Bo daje jej to, czego chcę nie dając stokrotek
[WDZ]
Elo Hemp Gru, badzio 5 G
Luks, następny krok
Baza, baza, rok 2001
Hemp Gru elo Fu
WDZ, Bilon, hardcore 3 kilo
Tego jeszcze nie było
Jesteśmy z siłą o jakiej ci się nie śniło
Grasz w pozory, ora (ora) one najczęściej mylą
Do spełnienia coraz bliżej z każdą chwilą
Pora powiedzieć kuliunu dzięki
Bóg doświadcza nas w boju, to nie męki
Porzuć lęki, nieuchwytny cel na wyciągnięciu ręki
Rozum tęgi, czy prostota?
Nie jeden się zamota w walce o marzenia
Nie dotkniesz cienia, a jednak on istnieje (WDZ)
Wszystko do zniszczenia, nie wierzysz?
Twoja przyszłość marna
Co chce musze wyrwać losu z gardła
Nie targować się, z odwagą kroczyć
Przetrwać, zdobyć to, przejrzeć na oczy
I nie dać się zaskoczyć
Aby w bagnie nie ugrzęzła ma noga
Lekcją obrony jest każdy cios wroga
Panie proszę daj nam zdrowy osąd
Dzieciak nie pędź nie wiadomo dokąd na swą szkodę
Narkotyki niszczą pokolenie młode
Pieprzyć modę, która kończy się zawodem
Sam daj co jest twych problemów prawdziwym powodem
Posiadam słuch, wypowiadania swobodę
Ufam sobie (elo) ziomków nie zawiodę, raczej

Ref:
Ten refren trwa tylko dwadzieścia sekund
W tym czasie nie jeden dostanie wypieków
By być, marzyć mądrością człowieku
Zabić głupotę, na ciemnotę szukasz leku
Każdy ma ciemną stronę, lepiej nie kuś
Znasz swój cel, choć nie widać brzegu
To nas czas w dwudziestym pierwszym wieku
Bilon, Wilku, Fu bez oddechu

[Bilon]
Oj ta (ta) Bilon gra
Kolejne pole do przodu
Wysłuchaj uważnie, a unikniesz zawodu
Płynące z getta prosto do narodu
Słowo rozpuszcza tą wielką bryłę lodu twego serca
Nie oziębia, lodowa otchłań czy gorąca głębia
Zastanów się (zastanów się) bo temat się zazębia
Jak spełnić cel, celem jest spełnienie
Życie, egzamin, jak każde zdarzenie
Uliczny instynkt, warszawskie podziemie
Hemp Gru, to dla was wysyła pozdrowienie
Elo, elo, do celu dążenie
Jeden moment i rozwiewa się zaćmienie
Które do tej pory było czymś nie osiągalnym
Wiem to, bo odkryłem swą kartę

[Fu]
Nie, nie, nieuchwytny cel
Niezdobyty wręcz też
Odbij precz, odbezpiecz taktykę lecz
Przecież masz swój doping w głowie zapis
To brzmi jak opis tego
Co się dzieje na zewnątrz świata dziś trudnego
Ta zasada wciąż się mieli nie jeden raz nadziei
W miarę trzymaj się na gruncie w miarę ale
Co mnie wkurwia, wkurwia pierdolony rasizm
Ślepy szowinizm, jebać to pierdolone gówno
Zarówno jak i dziś jak i jutro
Outro prygnie cię niespodziewanie
Powołanie, nie ma lęku na nie
Życie tanie, zaprawianie
Wkręty, procenty, stan obojętny
Życiodajne sentymenty
Natręty, terapeuty
Energio (seans, seans, seans) człowieka mniemanie
Krzyż na ścianie
Szukanie w biblii sensu życia, podział Himalaje
Szczytów zdobywanie
Oficjalnie wygląda smacznie
Kusi jak step
Szanuj życie prospetne
O życiu tekst, to pomaga dziś jak lek
Przejrzyj się, zajebiście jest
Fart na liście
Czasem dobrze, czasem źle
Bez udręki, dziengi, dziengi
Co się liczy, Boże dzięki za życie, dzięki
Od harowania pręgi
Mnie to nie dotyczy
Taki człowiek jak ja w tym nie uczestniczy
Nie ma nic za darmo, nie ma wiem
Prawdy dawca Fu
Bez sztucznych ściem
Ty wiesz, ja to wiem, ja to wiem
Ty wiesz, ja to wiem, ja to wiem

[WDZ]
Elo, HG, Zet I Pe
CHWDP x4

Ref.
1. Mam swoją pasje, która pozwala mi na świat patrzeć jaśniej,
schowajcie miny kwaśnie, dzisiaj nic mi nie straszne.
To nie jest żartem, czujesz w sobie żar ten,
Jestem sobie okrętem i żaglem i żadne zażarte,
Bitwy o stołki, gonitwy za sianem,
Nie obchodzą mnie, trafiła kosa na kamień.
Bo idzie młodość, mamy w sobie moc i energię,
Nie wtłoczycie nas tak łatwo w tą maszynerię.
Ja nie będę jej trybem, zniewolony jak Tybet,
Wyzwolony z sideł swoją drogą idę.
Choć nikła szansa by się nie uwikłać w ten system,
Ja włożę wszystek sił aby mieć sumienie czyste.
Razem jesteśmy w stanie wstrząsnąć tym fundamentem,
Utemperować nas ciężko, idziemy szybkim tempem.
Nie mamy w głowach pusto, kiedyś Woodstock i Jarocin,
Dziś wystrzelony hiphopowy pocisk.

REF. Nasze zapisane kartki, po plecach przechodzące ciarki,
Ich asem w talii jest kasa, nas to nie martwi,
Dla nas są martwi, nie mają szans z nami,
Chrzanić ich hajs, my mamy życie usłane rymami.

2. 2. My mamy szałas, ale to nasz hałas słychać,
wy macie pałac, ale tam jest cicho.
Słyszę tylko wasz chichot,
Wiem, ja w waszych oczach to ten don Kichot.
Okej, dajcie ten wiatrak to go zmiażdżę,


Jeśli sprawa tego warta walczę o co ważne.
Bronię swoich oaz, oraz hiphopowych enklaw,
Dać świadectwo prawdzie to sprawa piękna.
Wprawdzie nie zostało już wiele takich miejsc,
W świecie gdzie bohaterem Rockefeler i Gates.
Życie ala Judym chluby Ci nie przyniesie,
Takich nikt nie pamięta, miejscem bohaterów cmentarz.
Puenta mówiąca jak żyć ukryta w sercu,
Nie do opisania za pomocą prostych wersów.
Ile jesteś w stanie poświęcić w imię zasad,
Odpowiedz sobie na to pytanie będąc sam na sam.

3. 3. Wzniosłe hasła, wiara w uczciwe życie, młodość,
Mocne serca bicie i bycie sobą.
Piękne slogany, słomiany zapał i nagły zapad,
Zgubiona mapa, z rzeczywistością zatarg.
Inaczej zapisany arkusz zmienia scenariusz,
Podziemny emisariusz cała siłę z siebie zdarł już.
Teraz wytyczną jego jest ekonomia,
Na domiar złego zagrożona jest nasza autonomia.
Zanim z nami wygrasz najesz się jednak sporo strachu,
Ja będę bronił ja Cafu, z siłą życiową jak Afu.
Kiedyś uliczna partyzantka, żywa tkanka hiphopu,
Teraz konta w bankach, to wymusza nasz opór.
Receptą rap terapia, kontra apatia, kontra konta,
Rap kompan z którym podpisałem wieczny kontrakt.
Czujesz? Kapujesz? Wiesz co mam na myśli?
Nieważne, że właśnie straciłeś prace, to raczej
Znak, że trzeba zacząć żyć inaczej
Nieważne, że moja żona obrażona
Gdyż ona chcę mnie w domu
, a ja gdzieś w szponach
Show-biznesu, bez stresu, ej kochanie
Nie rozumie, że robie to też dla niej
Nieważne, że znów z Anglią dwie przegrane
Już niedługo w planie mecze z Azerbejdżanem
Nieważne, że Lepper rośnie w siłę

Lepiej żyć z Lepperem niż z Kim Dzong Ilem
Nieważne, że na giełdzie poważne spadki
I tak nie masz przecież żadnych akcji

Nieważne myśli te
Co jest ważne przecież wiesz
Nieważne myśli złe
Pokaz mi jak to jest
Nieważne myśli te
Co nieważne musisz też
Nieważne musisz zapomnieć
Nieważne, że dziś masz w kieszeniach pusto
To raczej znak, że musisz je napełnić jutro
Nieważne, że nie wygrałeś w totka
Najmniej smakuje to co przychodzi ot, tak
Nieważne, że masz grypę i kaszel
Lepsza taka grypa od grypy ptasiej
Nieważne, że paliwo
cały czas drogie
przecież możesz odkurzyć rower i w drogę

Nieważne, że zostawiła Cię ta jedyna
Gdy jest ci smutno zawsze możesz walnąć drina
Nieważne, że nie czujesz go jeszcze w głowie
Człowiek, to musi wejść w krwiobieg

Nieważne, że ten kraj jest pełen przywar
Nieważne, że nie zawsze wygrywasz
Nieważne, że życie mija tak szybko
Nieważne, czy to się nazywa hip-hop
Nieważne, że nie śpiewasz jak Pavarotti
Nieważne, że nie latasz na paralotni
Nieważne, że dzisiaj nie będzie słońca
Nieważne, że pracy nie widać końca
Nieważne, że wydana kolejna stówka
Że oblana kartkówka, że nie działa kablówka
Nieważne, że jutro poniedziałek
Nieważne wszystko co tu powiedziałem

Twoje każde
Te zmartwienia dziś
Są nieważne nie
Ważne że potrafisz widzieć dobro
Ważne że dostrzegasz jego ogrom
To kształtuje twój światopogląd
Człowiek tu musi wejść w krwiobieg.

Po raz setny powtarzasz że świat jest szpetny
Taki z ciebie sceptyk na bok sentymenty
Mnie od wygranej dzielą centymetry.
Finisz!, a ty mnie wciąż za to winisz
Masz prawo do własnej opinii ,ok.
Ja mam prawo mieć swoją filozofię
Ten image, optymizm jest ważny
Bez niego świat był by straszny
A wszystko zaczyna się w waszych głowach
Możesz przyjąć co zawarte w naszych słowach
Albo powtarzać hasła że wszyscy kradną, a Polska to jedno wielkie bagno.
To nie poprawi raczej sytuacji,
w naszej demokracji nie wykorzystano okazji,
by jeszcze raz uwierzyć w słowo „człowiek”
uwierzyć tak aby to weszło w krwiobieg.

Ref.
Ważne że potrafisz widzieć dobro
Ważne że doceniasz jego ogrom
To tworzy twój światopogląd.
Musi wyjść, musi./x2

Gdybym nie wierzył w żaden ideał już dawno schowałbym mikrofon w futerał.
Rap teatr dawno by mnie strawił, Goliat rzeczywistości by mnie zabił.
Ktoś sprawił że mam chęć walczyć jak Dawid,
i powstrzymywać bieg pędzących lawin.
To chyba ważne że utrzymuję tą basztę
i po burzy czekam na tęczę nad miastem.
Ważne gdy patrzysz z nadzieją że ta niedziela
nie będzie ostatnią niedzielą.
Że jak sobie pościelą ludzie tak się wyśpią.
Jaką postawę przyjmą taką ujrzą przyszłość.
Dla tych wszystkich pozdrowienia,
Mamy sporo do zrobienia by świat pozmieniać
Przeszłość jest tatuażem – nikt jej nie zmaże.
Ważne że potrafimy żyć tu razem.

Ref.
Ważne że potrafisz widzieć dobro
Ważne że doceniasz jego ogrom
To tworzy twój światopogląd.
Musi wyjść, musi./x2

Ważne że potrafisz widzieć dobro
Ważne że dostrzegasz jego ogrom
To kształtuje twój światopogląd
Człowiek tu musi wejść w krwiobieg. x2
[Nullo]
Ziom, ja potrzebuję tylko długopis plus czysty papirus
By czuć znów puls, odciąć się tak jak Big Szug
Nad kartką, tu wena karmą, ja w genach mam ją
Znikam jak fantom, gdy piszę w ciszy moje esperanto
Fakt faktem kocham rap, ale także sport
Jak Charles Barkley mam czas na basketball
Tam gdzie park na wrocławskiej stoi zawsze kosz
Tam zawsze 12 godzin mogłem w basket ciąć
Na ławce zawsze ktoś siedział z kim mogłem się napić
Na klatce spalić cannabis, gadkami z kumplami czas zabić,
za nic nie zamieniłbym tych chwil spędzonych z wami
Tych chorych bani, tych wojen między podwórkami
Dlatego wracam tu, palimy bata znów, czeka wataha głów
Czeka krata browarów, na co dzień padasz z nóg
W kółko praca, dom, rodzina
By nie zwariować czasem trzeba się odcinać.

[Ref.]
Kiedy życie przypomina ci czeski film
A ciśnienie ścina z nóg jak polski drin
Polsko-czeski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski browar, my weźmiemy z Polski towar
Kiedy życie przypomina ci polski film
A ciśnienie ścina z nóg jak czeski drin
Czesko-polski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski towar, my weźmiemy z Polski browar

[Headdy]
Ted’ nechci myslet na všechny ty věci co nas tahnou dolů
Nenechám se stáhnout ani parem volů
Babylon je plný hoven, denně v tom, dává školu
Nenechám se tím sežrat jako svetr od molů
Tak sednu napíšu si text anebo složim beat
zapnu technikz, dám set a pouštím si samý hit
To mě dostavá ven, když potřebuju klid
A když nechci být sám, jsou tu mý fellaz, a je čas pít,
Vytáhnu projektor,dvd a basu piv
Uklidím humus ze stolu, odvolám celý chlív
Kdy bylo líp, probereme staré nové časy
Holky,prachy,pitky,muziku,bitky a životní trasy,
A jindy chci být raději se svou milou, man
Taky znáš to, že? pocitit jemnost žen
To je můj chill ten co mi dodává mi sil do žil, mamen
můj styl mamen, tohle je real mamen.

[Ref.]
Kiedy życie przypomina ci czeski film
A ciśnienie ścina z nóg jak polski drin
Polsko-czeski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski browar, my weźmiemy z Polski towar
Kiedy życie przypomina ci polski film
A ciśnienie ścina z nóg jak czeski drin
Czesko-polski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski towar, my weźmiemy z Polski browar

[Szad]
Miałeś coś zrobić, weź to odłóż, się otwórz
Może czeka cię podróż przez ogród szarych podwórz
Chodź już, weź zapomnij czasem i zwolnij piasek
Nie żebym w nocy miał sen, ale ci mówię popłyń z basem
Kiedy nie wiem co dalej lubię się poczuć Escobarem
Wtedy te dni nie są szare, choć trzeba mieć niezłą pamięć
Nie żebym przez to nawet zmarnował w Tesco talent
Mam jazz to palę, często lubię w sobie dziecko znaleźć

[Ver.3]
Ej ty weź i oczy przetrzyj też
Nie ważne to kto pierwszy jest, jak to, że węszy pies
A większy bejc, to większy stres, nie wiesz czy biec?
Nie wiem czy wiesz, życie i rap ma głębszy sens
Kiedy wokół wszystko ci kojarzy się z Wietnamem
I chuj z planem, a pięści same biją w ścianę
Kiedy jesteś wulkanem, a blady strach nadjeżdża karawanem
Zamiast nie spać nad ranem miej wyjebane

[Ref.]
Kiedy życie przypomina ci czeski film
A ciśnienie ścina z nóg jak polski drin
Polsko-czeski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski browar, my weźmiemy z Polski towar
Kiedy życie przypomina ci polski film
A ciśnienie ścina z nóg jak czeski drin
Czesko-polski styl, Headdy czas wyluzować
Weź czeski towar, my weźmiemy z Polski browar

[Pork]
Lubię te sto sześćdziesiąt nocą, kiedy tak autem tnę trasę
Nie chcę osiąść jak posąg, muszę się odciąć czasem
Mam takie miejsce, gdzie dym za miastem z grilla
Smakuje jak najlepszy drin gdzieś na Malediwach
Tam się odcinam, tam ten miejski huk armat
Milknie jak grób, tam sam sobie diler i barman
Czytaj, barman, diler pod lasu baldachimem
Mamy z braćmi K bazę jak w Alpach Fuhrer
Zmieniamy miejsca i cele, częściej niż snajper w Peru
Ja i mój kumpel Burton czekamy na taflę śniegu
Jadę ją kantem i na każdym pipe'e
Albo latasz w chuj lub zaliczasz karkiem
Życie mi beret ryje, lubię te rzezie w 3D
Gdy w teren idę, ja i mój kumpel Desert Eagle
Nie ma to jak wyluzowany na bani headshot man
Poza tym gęsto gram, z resztą chcesz to sprawdź yo !
Ref.
Mam taką radę, żeby zbytnio tu nie ufać ludziom
Niby proste rozwiązanie, a tworzy się zamęt
Mam obawy uzasadnione, nie przeczę faktom
Chcesz się przejechać ale beze mnie- proszę bardzo! (x2)

[Hary]
Dwóch kumpli z bloku, imiona nieważne
Faktem jest to, że znają się od zawsze
Piaskownica, podwórko, trzepak, podstawówka
Pierwszy papieros wspólny, pierwsza wódka
Pierwsze filmy porno oglądane po szkole
Wspólne wagary i rozmowy z dyrektorem
Chore, brudne myśli takie same
Nawet kiedyś razem dmuchali koleżankę Anię
Duet wymiatał, oni prawie jak bracia
Na dobre i na złe, nie dlatego że wypada
Szczera przyjaźń? Mówili do grobowej deski..
Prędzej czy później jednak wszystko się pieprzy
Imprezki się zaczęły i nie tylko
Pierwsza miłość- wreszcie to ich trafiło
Zakochali się oboje w tej samej lasce.
Jeden z nich, tak to bywa, kochał ją bardziej
Dostał wolną rękę i zdobył jej serce
Był szczęśliwy, wszystko stało się piękne
Ale jego ziomek nie mógł się z tym pogodzić...
Rozmyślał ciągle dlaczego na to pozwolił?
Lecz wyszedł na swoje, po pijaku się z nią przespał
Zjebał kumplowi najlepszemu życie
Puenta?
Skończyła się przyjaźń przez zazdrość i zdradę
Nikomu nie ufaj, twoja sprawa czy posłuchasz...

Ref.
Mam taką radę, żeby zbytnio tu nie ufać ludziom
Niby proste rozwiązanie, a tworzy się zamęt
Mam obawy uzasadnione, nie przeczę faktom
Chcesz się przejechać ale beze mnie- proszę bardzo! (x2)

[Cienias]
Tylu ludziom w życiu ufałem, rękę podałem
Śmiałem się, z nimi chlałem
Nie bałem, że będzie to kałem kiedyś
Tylko czymś więcej.
Okazało się inaczej dziś
Matka miała racje
Dziś inaczej na to patrze, nie płacze jak ci partacze nad swoim losem
Nabrałem dystansu, lata doświadczenia robią swoje.
Ci co mówią, że pierdole to jeszcze dzieci.
Nie poznali się na ludziach- poznają kiedyś.
Już nie ufam byle komu, praktycznie nikomu
Wole tu w domu posiedzieć, pogadać, popisać, posłuchać muzyki
Nie jestem podejrzliwy, choć tyle razy się zawiodłem
Tyle razy mówiłem sobie- koniec
Ludzie są do czasu,
trzeba się zająć swoim życiem, bo sam fałsz
Lecz tylko mówiłem, teraz to rozkminiłem,
Teraz zauważyłem ile przez to straciłem
Byłem zbyt naiwny, zbyt za dobry, zbyt łagodny i zbyt głupi by wcześniej otworzyć oczy (oczy)
Mam paru znajomych,na których stawiam w ciemno
Mam nadzieje, że nikt z nas nigdy nie zamieni tego w piekło
Że będzie zawsze spoko, tak jak teraz do tej pory
Że nie popłyną, że tak powiem, łzy jak po Madonnie
Że nie stracę zaufania do was i wy do mnie
Tak jak do tych, co tam kiedyś pita wspólnie wódka
Dziś bym nawet z nimi kurwa nie wypił Kubusia
Straciłem wiarę ludzi i to w ludzi, których nigdy nawet bym nie podejrzewał
I dziś wole czasem nic nie mówić tylko zachować milczenie
Bo dziś ciężko mi zaufać komu komukolwiek, mając pewne doświadczenie

(Nikomu nie ufaj, twoja sprawa czy posłuchasz)

Ref.
Mam taką radę, żeby zbytnio tu nie ufać ludziom
Niby proste rozwiązanie, a tworzy się zamęt
Mam obawy uzasadnione, nie przeczę faktom
Chcesz się przejechać ale beze mnie- proszę bardzo! (x3)
Efieszet i jego bla bla bla styl
Efieszet i jego bla bla bla styl
Aha i jeszcze raz.

Ja nie mówię głośno o pieniądzach,
O pieniądzach nie mówię wcale,
Kiedy Ty otwierasz usta,
Ja do nosa pcham swój wielki i krzywy palec.
Efieszet jak tam pieniądze nie trzymają mnie się wcale
Opadają, wypadają stale, nie wlatują do kieszeni.
Ja czekam masując łeb,
Czekam, aż w tym temacie coś się zmieni.
Pytanie: dlaczego, gdy chcę być mi płacił
Ty spuszczasz wzrok, patrzysz się,
Wypatrujesz dziury w całym,
A płać mi za to, co robię,
Płać ja tym żyję, patrzę się krzywo,
Ja czystą wodę piję,
A mi potrzebne są najdroższe wina,
Ja czekam na deszcz, ludzie czekają na deszcz,
Co wzbogaci nas jak trzeba.
Wszyscy patrzą w górę z rękoma w kierunku nieba.
Dziś o godzinie dwunastej pieniądze będą lecieć z nieba.
Wyobraź sobie lecą dzień cały non stop, prawdziwa ulewa.
Pieniędzmi zasypane drogi, domy, zasypane drzewa.

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .

A teraz brudno, syf na ulicach
Za szybami świecą klejnoty,
Wystają z gabloty, nawet kibel złoty.
A otwierają z hukiem szampana,
Przelewa, przelewa się wino czerwone,
Bawi się elita cała,
Wszyscy to zawsze nie ja, ja to nie wszyscy.
Chodzę drogami, które omijają Was z daleka.
Skromnie pije wodę z pogniecionej butelki,
Jakakolwiek złość uchodzi ze mnie jak z wody bąbelki.
Czekam, wystawiam kapelusz,
Gapię się w niebo, nie wiesz, dlaczego aha
Ty wiesz, dlaczego aha
Ja wiem dlaczego o o o

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Jak huragan jak deszcz.

Pieniądze lecą z nieba.
Uwaga! Pieniądze lecą z nieba
Jak huragan jak deszcz.

A więc racja teraz mówię głośno o pieniądzach,
O pieniądzach, bo nie widzę ich wcale,
Choć wpatruje się w niebo,
Gapie się w niebo ładnych godzin parę.
Niech lecą, proszę niech spadną jak grad.
Niech spadają z nieba przez parę ładnych lat,
Rok może dwa, jak na razie nic nie pada
Nic nie leci z nieba, puste niebo.
Ja wznoszę swoje ręce, więc dlaczego
Niech leci ulewa, spada z nieba.
Proszę właśnie teraz.
Efieszet i wszyscy na raz błagalnie wznoszą swoje ręce,
Niech pada, niech leci na nas więcej, więcej.
Wpada w moje łapy, uwaga zaczyna się
Wszyscy z głowy czapy.

Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Powiedz czy Ty wiesz.
Efieszet powiedz czy Ty wiesz,
Czy pieniądze będą spadać jak deszcz,
Będą wpadać prosto do kieszeni
Jak huragan jak deszcz .
Jak huragan jak deszcz.

Chciałbym żeby kasa wypychała moja kieszeń. x8
Wypychała moją kieszeń. x3
Gdyby Bóg rapował pewnie byłby na moim ficie
powiedział by na bank za ciebie się nie wstydzę
Brzmi próżnię? Jestem ponadto tak to widzę
Z dnia na dzień jestem tego nieba coraz bliżej
dobrze wiesz ze tak było będzie ze tak jest
nie znajdziesz mnie w kolejce do której inni muszą biec
idź w stronę światła nawet jak masz światło-wstręt
docieram w wasze serca szybciej niż ups
nie bądź błądzidusza jak masz przetarte szlaki
tysiące lat ludzkości musiało coś zostawić
i pewnie gdyby były nosiłbym w rekach flagi
jestem patriota moja ojczyzną jest wolność nagi,
król nie ma wstępu tam za nic w świecie
i żaden szczur nie pcha się tam z butami przecież
gdybyś dzisiaj chciał się włączyć, to możesz zdążyć
zaczęli to przodkowie, my to możemy skończyć

REF. x2
gdyby dziś Ci przyszło zrobić rachunek sumienia
w jakim jesteś miejscu, jaka w tobie chemia,
co Ci siedzi w środku, co się budzi w myślach?
czy byłbyś w centrum świata, czy siedział w podziemiach?

Gdyby dzisiaj śmierć zamachała kosą
nie pytałbym dlaczego, poprostu zapytałbym dokąd
bo odkąd mam po co żyć, już nie tupie nogą bosą
nerwy poszły na bok, teraz spokój jest spoko
gdybym miał emocje wydrukować dziś na kartkach
pewnie brakło by drzew w amazońskich lasach
ludzie wokół siebie gubią wartości
jeszcze parę lat od podnoszenia ich dostane garba
raz, dwa, albo raz, dwa, trzy
dziś masz szczęście i dziś liczysz ty
a teraz wspak dwa, raz, albo trzy, dwa, raz
dziś masz pecha dziś na ciebie czeka piach
myślisz ze dopóki mogę mówić to się wyciszę
a nie mowie tego bo mam takie widzimisię
warto działać prewencyjnie zanim zło cie ugryzie
zanim o tym zapomnisz, zostaniesz zimnym sukinsynem.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo