Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Nie wiesz jak to jest
Kiedy zakładam swoje ciemne okulary nocą
Widzę więcej niż inni
Wszystko co było dotychczas
Wydaje się takie proste

1.
Przysłania cały twój świat,kiedy wypina dupę
Jej ulubiona pozycja nie na psa, a na sukę
Chce coś z życia
Wie, że skończy się zgonem
Piękne ciało, jak każde inne gdy rozłożone
Chce coś z życia
Atramentu nocy treści, nie formy
Zbiera pamiątki z miejsc swoich zbrodni
Chce coś z życia
Jest tu gdzie szelest, dzieciak, papier
Gdzie pije się krew ludzi
I żywi ich strachem
Nie jest tępą rurą jak te wszystkie inne dupy
Pieniądze szczęścia nie dają
Dają je zakupy
Image twojej ex, był chuja przy niej wart
Czarny lok, puszczał farbę, na styrany kark
Nie zobaczysz jej raczej wśród sprzątaczek
Jej uniform to latex, słuchaj dzieciaku
Jędrne uda, mokra, gorąca pizda
Na jej nogach, nie odnajdziesz siatki żylaków
Dla twoich starych, prawdopodobnie, jest przeklęta
Nie każdy szanuje pracę w biurze obsługi klienta
Pamiętaj, za każdym razem gdy się przytula
Diabeł tkwi w szczegółach, uściśnij dłoń, połóż króla

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką

2.
Stop klatka, psychodeliczne światła w orgii
Studiujesz szczegóły jej anatomii
Mokry orgazm, soki z parującej cipki
Odpowiedź na każdego mężczyzny skryte modlitwy
Przebrana za zakonnicę, ty pod jej habitem
Gotowa na gromnice Ty liżesz jej i
I nie ważna cała reszta (reszta)
Kiedy na niej się rozgrzesza
Każda noc, poza nią żadna się nie liczy
Po portalach szukacie wspólnie niewolnicy
Nie wiesz, nie wiesz co tracisz leszczu
Nigdy sucha, jak lato bez deszczu
Jej słodka, otwarta tylko dla Ciebie rana
Wabi jak darmowy kibel na złoty strzał narkomana
Chociaż ona na kolanach, trzyma Cię za jaja
Kocha kochać, kocha być kochana

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką

3.
Mógłbyś porwać z nią samolot, wy dwoje, sami
Tymczasem leżysz z głową między jej udami
Jesz ustami, dla niej to chleb powszedni
Ty czujesz się jak wegetarianin w rzeźni
Kiedy stoi przed Tobą naga
Skurwysynu, bądź mocny i opuść szlaban
Gdyby chciała Cię kiedykolwiek zostawić
Wiesz, że będziesz musiał ją i siebie zabić
Liże Cię po twarzy czysty atawizm sapie
Ciągniesz ją za włosy, opierasz o parapet
Pierdolony skowyt z okna nocy dziewięć godzin
Likantropia, zwierzęca satysfakcja
A po stosunku pocałunek, niby szuka pocałunku
Uciekając z rana, tylko udaje wstyd
Boże, co byśmy zrobili bez tych cip

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką
Wcale nie rozumiem o co chodzi w tym kawale,
Ale mówię palenie
Nie mówię : "Palę?
Ja nie palę"
To, to nic nie szkodzi
A ja myślę o tym stale
Mam w głowie szum jak na pustym kanale
Pierdolę
Nie wiem czego chcę
Tego się boję, boję
Taka cecha THC
Nie wiem na czym stoję
Zniszczone zwoje
To jedyne czym płacę
W głowie mam HC
To czyste THC
To nie witamina c
Tego się nie połyka
To służy do palenia
To inna technika
Hit i styka
Kolejne styki tracę
Taka stylistyka
Dominuje w Ka-ce

Nie wiem czego chce
Chyba THC
Cecha THC
Właśnie taka jest,
Że, nie wiem czego chce
Chyba THC
Cecha THC
Właśnie jest taka, że

Nie wiem czego chce
Czy T czy H czy C
mózg jak żywopłot
Lufa jak nożyce
Przemierzam ulice
W poszukiwaniu celu
Chce rzucić kotwice
Bez kanabinolu
Uuu, a erozja trwa trzy do sześciu tygodni
I nikt nie chce pomóc
Wszyscy wygodni
A pomóc by mogli
Lecz jak piaski lotni
Chyba nie chcę palić już dla szerokich spodni
Pogodni od zawsze
Tak to wygląda
A to niebezpieczne tak jak anakonda
Cecha THC to licencja bonda
Przemierzam ulice, doszedłem do ronda

Nie wiem czego chce
Chyba THC
Cecha THC
Właśnie jest taka,
Że, nie wiem czego chce
chyba THC
cecha THC
właśnie taka jest że

lgnie do mnie dym także nie stygnie rurka
Bo, często częstują koledzy z podwórka
Bibułka spoczywa na dnie mego biurka
Akcja palenie
Reakcja gęsia skórka
Powtórka z rozrywki
I cel dnia zdobyty
Jak szczyty ubity w szkło
Dzień znakomity
Dowód niezbity
To wirus w systemie
Jak, jak formatowanie
Pomaga palenie
Ej, to wydarzenie
Na ręki skinienie
A ręką mą rządzi me rozporządzenie
Sam na arenie czuję się błogo
Puk, puk nie ma mnie dla nikogo
Czy tęskniłabyś za mną, gdybym wyszedł i nie wrócił?
Gdybyś nie mogła mnie znaleźć wśród innych ludzi?
Wśród twarzy, wśród dłoni, wśród osób
Jak szybko byś zapomniała, jaki mam kolor oczu
Jaki mam odcień włosów, jak szybko bije mi serce?
Gdybyś miała mnie nie zobaczyć,co zrobiłabyś w przed dzień?
Co byś mi powiedziała, kiedy bym zakładał kurtkę?
Byś pocałowała w usta mnie z nadzieją, że wrócę?
Przecież zawsze wracam, nawet z najdalszych podróży
Ale ta niespodziewanie mogłaby się przedłużyć
Mogłaby, przecież nie chciałbym
My nie mamy wpływu na życie, życie na nas ma wpływ
Zostawiłbym niedopitą zieloną herbatę
Zimnego tosta jak zimne serce, w którym czuje się straty
Kilka płyt z rapem, na których zostawiłem siebie
Jak by został po mnie tylko zapach perfum w łazience

Czy tęskniłabyś za mną, gdybym nie wrócił?
Czy żyć beze mnie mogłabyś się nauczyć?
Czy beze mnie cała układanka by się posypała?
Bez Ciebie - ja bym oszalał!

Gdybyś przy mnie zasnęła, rano sama wstała
W łóżku byłoby pusto, wokół tylko mój bałagan
Jak zwykle zostawiłbym rozrzuconych tysiąc ubrań
A w pokoju echo powtarzałoby pełne złości "Kurwa!"
Co byś zrobiła, gdybyś w kuchni na stole znalazła kartkę
Pisaną przez moje roztrzęsione dłonie?
Bym napisał, że "Wracam zaraz"
Bym zostawił telefon, portfel i podróżny bagaż
Czy długo byś czekała z kontaktem do bliskich?
Przecież zaraz wrócę - taki zostawiłem liścik
Może popijając whisky, siedzę z przyjacielem
Ale każdy mówi "ostatni raz widziałem go w zeszłą niedzielę"
Czy byś długo pamiętała nasz marsz Mandelsona?
Byłem dla Ciebie kimś więcej, niż dla słuchaczy Onar,
a słowa nie oddają tego, ile waży strata.
Kocham Cię najmocniej, zaraz wracam.

Czy tęskniłabyś za mną, gdybym nie wrócił?
Czy żyć beze mnie mogłabyś się nauczyć?
Czy beze mnie cała układanka by się posypała?
Bez Ciebie - ja bym oszalał!
TeWu - wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
TeWu - wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu

Życie to zagadka, duża ilość knifów
Codzinnych wybieganych przeliczników
Nie ma dnia człowieku, stale sam myślę o tym
Stanę na nogi sprytnie ominę przeszkody
Wiadomo przecie lecz bywają tak zwane
Nieplanowane, nieprzewidziane kłopoty
Od małej ploty loty do odsiadki trzy miechy
Przychodzą na myśl wtedy sytuacje gdzie, kiedy
Kto z kim jak się witał, dobra ekipa
Przypomnij sobie, dobre rady w cenie
Małe zagrożenie wszyscy trzęsą gaciami
To on, to ten, no wiesz ten palcami
Wkurwia mnie to ej chłopaki co z wami
Chwila strachu poza tym wszędziec głucho, cisza
Nikt nie pamięta nikt o takim czymś nie słyszał
To kto z dupy strzelił, przez co smród jest do dzisiaj
Nie uciszaj, słuchaj tak być nie miało, TeWu
Niby miało być inaczej, raczej, ale ja nie płaczę
Zobaczę co dane, ciężko ze szmalem
Gonią porachunki, nieważne
Będzie dobrze - powtarzam sobie to zawsze, to jasne
Niezależnym być, dobrze żyć gdy roboty brak
Chociaż w ręku mam swój fach
Kleją się bity i rymy i kontrakt podpisany
Jest na temat i jest na browary
A pomiędzy [?] strzegł [?] to bzdura
Ile trzeba wykręcić żeby zaczęło to hulać
Rośnie gula, bo robią mnie po gacie
Choć produkuję sam i wszystko jest w klasie
Płyta wychodzi, ile kosztuje?
Monopol w wytwórni, respirant pracuje
Dziwię, dziwię się? nie, to jasne
Dzieciak kupi CD za dychę lub piętnaście
Nieważne jak to odkręci
Opadają ręce mimo dobrych chęci
Wolny zawód - co to znaczy?
To znaczy nie mam ZUS'u ani nie mam stałej pracy
Zlecenia firmowe ktoś zrobił sobie kości
Procenty [?] na zlecenie wzrosły
Komornik, skarbowy i sądowy
Nie posiadam nic więc mam to z głowy
Muszę kręcić swoje loty, to zabawne
Że poza systemem działa wszystko sprawnie

TeWu - wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
TeWu - wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu

Moje ruchy pokazują w jakim jestem kurwa stanie
Powłoka w środku ja i niewidzialna złość dla oka
Skryte myśli, czujne zmysły warto mieć
Drukowany pła-płacz w rękach państwa za pięć
PóŹniej w rękach miasta i z powrotem
Junior D. trzy lata już wie co to dom
Co to rodzina myśleć zaczyna
Mam nowinię bieda minie
Nieważne czy tu czy tam ważne bez obcej pomocy
Stres jak cień towarzyszy moim bliskim w nocy
Odpoczynek rano praca spółdzielnia czai się wzbogaca
Doprowadza do zawału, wrzenia
Nie odwiedzaj mych bram złodzieju młodości i mienia
Niewidzialną bronią zabijasz człowieka
Liczysz zyski prezes tego gówna kurwa przyjmuje uściski
Paczki o cholernej wadze na moje lokum wielu chętnych
Ja radzę jebać mu podburza TeWu
A tymczasem szukam szczęścia, obczajam tłoczne przejścia
Podnoszę kartki papieru z myślą, że to banknoty
A nuż przebiegły kot rywalizuje cóż
Nie jestem sam miasto to fabryka szkoła luuu
Odwrócone ule ja i matka jeden cel
Jeden cel, jeden cel, jeden cel, jeden cel

Dalej nalej sete mi tam z barku
Taki problem nie masz co włożyć do garnków
Ja niestety inne stresy na karku
Inne rozpoznanie proste dycha w parku
Jak teren wielki oko kamery
Czają zenki nożyce ręka z prawej ręki
Patrzę na karmana w wózkach czy w banach
Fakty czy woda lana ważne na twarzy mieć banana
Łocha, majka, cwajka, zawijka, grajka, zapodaj grajka
Gdyby kurwa rap grał nie jesz majka
Zaliczona dniówka odpalona główka
Shoot a capa zobaczycie bomby o tutejszych grupkach
96 grafitti jarzysz G towarzysz spraja
Wtedy na bajach teraz tłum ludzi cała zgraja
Akcja racja TeWu rap szu po wakacjach

Od pierwszego spojrzenia do tera noc
Nie przychylny nieraz ktoś
Nieproszony gość, złodziej mienia
Zawieszony ruch, nasze zmiartwienia
Wyczekiwanie na wyrok wybawienia

Od pierwszego spojrzenia do tera noc
Nie przychylny nieraz ktoś
Nieproszony gość, złodziej mienia
Zawieszony ruch, nasze zmiartwienia
Wyczekiwanie na wyrok wybawienia

Od pierwszego spojrzenia do tera noc
Nie przychylny nieraz ktoś
Nieproszony gość, złodziej mienia
Zawieszony ruch, nasze zmiartwienia
Wyczekiwanie na wyrok wybawienia

Od pierwszego spojrzenia do tera noc
Nie przychylny nieraz ktoś
Nieproszony gość, złodziej mienia
Nasze zmiartwienia, na wyrok wybawienia

Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu

Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu
To jest pech, obyś zdechł
Każda runda z nim to cios w plecy,
Trzymam się rzeczy, choć trudno mi nie zaprzeczyć, że
Szczęściem najczęściej żyją w filmach,
W rytmie, który narzuca gazeta telewizyjna.
Porażka seryjna, pod nogami lodu tafla,
A ja pusty w ryj, póki grosza nie wrzuci matka,
Jestem próżny narzekając non-stop na brak kwitu,
Masz: pułapka ludzkiego pasożytu
To dla dzieci dobrobytu świat się kręci
Czy rozumiem to?
Po części.
Czy pojmuję to?
Mniej więcej.
Czujesz? Tak forsa w ręce śmierdzi,
Za którą wielu straciło by swój honor
Idąc w paradzie cwelów,
A w portfelu plik partnerów do każdej gadki,
Niby do tego dąży człowiek, znaczy podatnik.
Ale wiesz co mnie martwi?
Nie pliki banknotów,
Tylko ciągłe robienie z uczciwych ludzi idiotów.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Co to kurwa jest? moja życiowa misja?
Ustępować grubym babom w tramwaju miejsca?
Sytuować swoją dupę jak najbliżej wyjścia,
Licząc na ratunek w dymie zielonego liścia?
Widzisz: rzeczywistość szarych murów ludzi klęski,
Biednych od urodzenia do grobowej deski.
Czym jest dla nich prestiż?
Jak to detal
Pech się z nimi nie pieści
Garb rośnie na plecach.
Co to jest pech? los?
Tu nie chodzi o nazwę.
Raczej o bzdury, za które
wszyscy wszystkim mają za złe.
A ja wstanę jak upadnę,
Bo pierdolę takie życie,
W którym problem zsyła problem,
Jeszcze wystawia mi kwitek.
A ludzie patrząc klaszczą,
Jak coś nie pójdzie.
Nie poległeś w tej?
To polegniesz w drugiej rundzie
A jak ujdziesz dalej
Staniesz się taki jak inni
Robiąc przy każdym potknięciu
skurwysynów z niewinnych.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Czym właściwie jest pech?
Wolą przypadku?
Czy głupotą nastolatków?
Czy ciągiem wypadków?
A może liczbą wydatków,
Na potrzeby beztroskie?
A życie jak fiut
w czasie wzwodu bywa proste.
Byle do przodu z dnia na dzień pchając wózek
Przez podwórze, chałtura po chałturze
Bo muszę. Co to pech?
Odpowiedzi nie znasz jeszcze?
Pech to gówno na podeszwie.
Pech do 24 w areszcie
Pech to śmierć na Evereście,
Pech to wpada bąbiącego pociągi podmiejskie.
Masz sumienie czyste? spoko,
Jeśli nie, błędy Ci ludzie wywloką,
Tylko po to, by poczuć swoją wyższość,
Sytuację korzystniejszą,
W śmiechu protezy błyszczą,
A mnie gówno obchodzi, co inni o mnie myślą
Robię swoje mam pecha?
Nie narzekam, może czasem,
Ale mnie wystarczy lokum w bloku,
Nie pałace.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.
Morderstwo czy zabójstwo to na jedno wychodzi
Niczym Kain i Abel człowiek bratu swemu szkodzi
Nastaje na życie wyrządza wielką krzywdę
Odebrać komuś życie po raz kolejny użyć brzytwę
Pistolet nóż czy baseballowy kij
Dostaniesz raz przez łeb i będziesz w piachu gnił
Nie można przez moment być sobą wyluzować
Bo życie w strachu musi nas paraliżować
Całkowicie uczulony na zło pieprzoną zbrodnie
Kroczę swoimi ścieżkami dawno minęły dni pogodne
Gdy byłeś uśmiechnięty niczego się nie bałeś
Nie musiałeś się ukrywać za grzechy żałowałeś

Teraz co innego musiałeś się uzbroić
Nie tylko w cierpliwość
Broń daje ci pewność
Jest kilka wyjść z sytuacji zdradliwych
Lecz wybrałeś wyjście najgorsze z możliwych
Zabicie człowieka niczego nie zmienia
Nie można zabić prawdy uspokoić sumienia
I tak jak w telewizji trup ściele się gęsto
Tak samo na ulicach wiele ofiar pada często

Kara śmierci za zabójstwo i porwanie
Śmierć za śmierć to nie jest rozwiązanie
Zabijać by ukarać kto dał takie prawo
By wieszać zabójców czy zabijać krwawo
Nie tędy droga to nie załatwia sprawy
Co sprawia że ludzie zabijają dla zabawy
Pieniędzy kobiet pozycji społecznej
Z nienawiści przez przypadek czy z nędzy odwiecznej

Nie zabijaj nie zabijaj zabijanie nic nie daje
Przemoc fizyczna to nie jest rozwiązanie x2

Oko za oko ja dzisiaj cytuję
Na całym świecie mordują różni chuje
Nieznane są motywy nieznane okoliczności

Życie dzisiaj nic nie warte co stanie się w przyszłości
Czy będzie jeszcze gorzej czy nastanie poprawa
Kiedy się zakończy ludzkich mas krwawa rozprawa
Bez względu na to wszystko na pieprzone konsekwencje
Zabitych i zabójców jest kurwa coraz więcej
Nie można obojętnie patrzeć na te sprawy
Choć temat nieprzyjemny wielokrotnie omawiany
W Bibli napisano "V nie zabijaj"
Lecz same słowa nie mogą cię powstrzymać
Brak miłości zrozumienia tolerancji
Na pewno źródła nienawiści nie zagasi
Gleba każdemu kto nastaje na me życie
W obronie swojego nie pomyślę o twoim
Bo dla swoich wrogów nie będę miał serca
Ze zwykłego cwaniaka wykluwa się morderca

Nie zabijaj nie zabijaj zabijanie nic nie daje
Przemoc fizyczna to nie jest rozwiązanie x4

Morderstwo nie ma języka ma jednak organ wyrazu
Sam obraz zbrodni działa jak zaraza
Sceny mordu filmy sensacyjne
To pieprzona inspiracja dla wielu psycholi
Już w ich umysłach żądza mordu się rodzi
Ludzka nienawiść jest większa niż sądziłem
Jak bardzo byłem ślepy jak bardzo się myliłem
Przypadkowe ofiary niezawinione śmierci
Pozostają bez odezwy nie wywołują dreszczy
To taki naturalne że ktoś kogoś zabije
Zmarnuje czyjeś życie i sam pod celą zgnije
Zabić bez litości by wyrównać rachunki
A potem dać się zamknąć nie zobaczyć domu, kumpli
Codziennie ktoś umiera codziennie giną ludzie
I nikt nic nie robi aby tego uniknąć

Nie zabijaj nie zabijaj zabijanie nic nie daje
Przemoc fizyczna to nie jest rozwiązanie x2
Dwa!
Dwa razy dwa daje wiesz że
Cztery!
Tyle razy głośniej wypowiedź to
Siedem!
Albo osiem piw wypije krzycząc dziś
Rarararara
Rarararara

[Mes]
2Cztery7 introdukcja
Stasiak, Pjus Mes, funk dowódca
Rozłożymy na cyfry tą brygadę
Taki wybryk robimy dawaj jadę
Najlepsza z muzycznych hybryd rap z funkiem
Mes daj ten bas, olej sample
Żaden come back, zaplątałeś się w datach
Drugi album po mniej niż dwóch latach
Który skanduj ze mną dwukrotnie
Ukaraj, ukaraj tych frajerów za zbrodnię na rapie
Ja zacząłem przez drugi Kodex
Wygrałem stawiali mi podwójną z lodem
Dwie wytwórnie w tej mam alterego
Płaci mi T1 i prezes Walter jego ziom mi buli
Więc siedzę tu w rozpiętej koszuli
Robię funk wiesz, pierdole populizm

Dwa!
Dwa razy dwa daje wiesz że
Cztery!
Tyle razy głośniej wypowiedź to
Siedem!
Albo osiem piw wypije krzycząc dziś
Rarararara
Rarararara

[Pjus]
Gdy cztery lata temu zaczęliśmy swą sagę
Odbiór rapu w mediach był jaki? żaden
Jeszcze parę lat temu były cztery elementy
Rynek je podwoił, myślę tylko o jednym
W roku 04 rap przypominał czwartoligowy futbol
My 4 do setki i 4x4 napęd
Nie masz szczerych intencji to stul hałapę
Mam być 44? ha tylko po co?
Rap wieszcze w Polsce mają tylko słowotok
Poczwórne rymy proste, ha tylko po co?
By trueskulowcy zrobili mi posąg
Wole wsiąść w pociąg, niech jedzie w życie
Mam czego żałować? Może na czwartej płycie
Ej a środek nazwy 2Cztery7
Dostaw literę „u” czytaj razem dla ciebie

Dwa!
Dwa razy dwa daje wiesz że
Cztery!
Tyle razy głośniej wypowiedź to
Siedem!
Albo osiem piw wypije krzycząc dziś
Rarararara
Rarararara

[Stasiak]
Stasiak siedem liter, siedem znaków
2Cztery7 - Funk Dla Smaku
W strachu słuchaj, szukaj tych legend
Niech siedem to będzie dla ciebie knebel
Chcę mieć siedem życzeń, to za połowę
Odbiorę wam chłopcy struny głosowe
Niech stacje radiowe grają ten numer
Masz audio w samochodzie graj ten numer
I uchyl szybę, niech znają moją zwrotkę
I proszą weź to siedem razy głośniej
Niech dotrze tam gdzie leje się ruda
Dopóki nie gaśnie światło w tych klubach
To się uda wyślij siedem smsów
Nasz numer na pierwszym, nie na siódmym miejscu
I wiesz tu musisz się ruszyć wreszcie
Nie stój tak, weź wrzeszcz ten refren

Dwa!
2Czery7
Więc klaśnij w dłonie
Cztery
It's a G Funk Era
Ty znasz to, ty ty ty znasz to
DJ Twister
Siedem
Dwa!
2CzerySiedem
Więc klaśnij w dłonie
It's a G Funk Era
Ty znasz to, ty ty ty znasz to

[Stasiak]
Gorliwie rozpraw się z tym piwem troskliwie
Obchodź się z nim bo możesz potknąć się i
Wypierdolisz się na ryj, cały oblać się tym
Więc lepiej uważaj teraz kiedy ten refren zacznie się
To lepiej odstaw je i wrzeszcz

Dwa!
Dwa razy dwa daje wiesz że
Cztery!
Tyle razy głośniej wypowiedź to
Siedem!
Albo osiem piw wypije krzycząc dziś
Rarararara
Rarararara
Zawsze byłem, jestem i będę fanem 3 H
Hip Hop Honeys, które mają czym oddychać
Przy tym ważona dycha, dziś problemów świata nie chcę
Rozwiązać wolę cienkie sznureczki, będzie pięknie
Ty zrzucisz je z siebie te *****ki, to jak brzemię
Zrzuć, poczuj odprężenie, poczuj się dobrze
Mów do mnie ciągle, mów do mnie mądrze
Mów do mnie łotrze, tak Rychu jest łotrem
O ciebie się otrę - ja kocur, ty kocica
W twych oczach chcica, kiedyś byłaś dziewica
Nie wstydŹ się, nie powiem moim kumplom, że świntuszysz
Że zmysły moje burzysz, wciąż swym dupskiem mnie kusisz
Mam ci je zepsuć? z przyjemnością, nie protestuj
Już gotowa do testu? tak w bezczynności nie stój
To świat tysiąca gestów, tysiąca i jednej nocy
Odrobina przemocy, wedle życzeń, chcesz zaskoczyć?
Ja miałem sen proroczy i wiedziałem, że tak będzie
Suko rozpustna, pokaż swoją perfekcję
Twoja zagadkowa mina, w zasięgu wzroku wagina
Tu nie ma co rozkminiać - nie ma, nie ma, nie ma
Już się zaczyna, pieprzę dystans, czas się zbliżyć
Językiem cię zwilżyć - wszystko w porządku kotku?
Chcesz poczuć mnie w środku? to dla mnie pestka
Na wszystko gotowa moja średnia europejska
To nie groteska raczej, przez trzy X ekstra
Świat tysiąca ekstaz, zwieńczeniem tego mój ekstrakt
Chcesz go mieć wszędzie? jaka pewna, niewierna
Z pewnością nie naiwna, super *****istrzał
Tak masz na drugie? heh, czy ja cię lubię?
Do zobaczenia w klubie, pokój każdej dobrej dupie
Te akty to fakty z alkowe, hardcore'owe
Styl new school'owy, a tematy archiwalne
Stare jak świat, pół serio, pół żartem
Dziś stawiam na zabawę, rozejdŹ się z tym palantem
Na dupsko twe obławę zaczynamy, więc je wystaw
A z pewnością damy radę, a ty na tym skorzystasz
Suko perfekcyjna dupę swą wystaw
Suko perfekcyjna dupę swą wystaw
W perfekcyjnym stylu cię za*****ie rap artysta

Jestem strasznie pewnym siebie hardcore'owym *****ysynem
W *****ce twej nie zginę, jest w stosunku pi sztuczek
Bo *****iel cię stłucze, to nie będą lighty klapsy
Dupsko będzie sine, a ty będziesz miała spazmy
Tekst to odważny, kilka z was chciało sprawdzić
Ile w tym prawdy - poznały, byłem twardy
Mój urok nie odparty, już skończyły się żarty
Musisz tylko być czysta, nie robić tego za fanty
Mogę napluć ci w pysk, jeśli tylko tego pragniesz
Wylądować na dnie - nie aniele, lecz diable
Będzie nieładnie, ale właśnie tego pragniesz
Dobrze wiesz jak to będzie, jeśli chcesz - znasz mój adres
Już poczułaś ciary, a to tylko słowa z bitem
Nie jestem harcerzykiem, który wciąż miksuje kitę
Nasz ***** nie będzie skitem, raczej podwójny CD'ek
Chcesz się poczuć jak w niebie? zapraszam do bram piekieł
Poryty dekiel, tak, w grę mogą wejść tabletki
Nie będę miętki, nie będę zbyt spięty
Jarają mnie te gierki, zdolny, zdrowy hetero
PrzyprowadŹ koleżankę - pogłośnimy stereo
Nie wskazany error, pieprzyć dyskomfort
Wszystko mam zaplanowane w drobnych szczegółach słonko
Czas otworzyć okno, w pokoju zbyt gorąco
Brzmi zachęcająco, pachnie nocą upojną
Sto procent owocną - reprezentuję Lutę
Jako misję mnie nie kojarz z typem na jedną minutę
Każdą laputę zbałamucę tym tekstem
Jeśli teraz to słyszysz to włóż w swe figi rękę
Ja przy tobie nie klęknę, jak dojadę, że jękniesz
Nie mam kompleksów, kocham to, to jest piękne
I z dumy pęknę nad ranem, gdy bokiem poszłaś
Jestem pewien, że doszłaś, nie raz, czas już pospać
Dobranoc na noc, raczej dzień dobry
*****iel niedobry, jemu wielu podobny
Sekscesów głodny, znów zaglądam do szklanki
I nie zmienia się nic - matki, żony, kochanki
Z dedykacją dla wszystkich frajerów, co srają wyżej niż dupy mają.

Co ty tu robisz?
Po prostu niczym się nie martwię
Co ty tu robisz?
Może trafię jakąś partię.

Mógłbym przecież nawinąć że mój styl to diament
Że mam dom jak zamek, a w nim 50 kamer
Że śmigam po ulicy z Ganem Magnum
Nawet Pan Bóg nie zmieni krainy karłów
Proszę nie wariuj
Realia śmierdzą jak dwusuwowy Wartburg
Ten świat jest twierdzą, jak ludzie twierdzą
Szansę masz jedną by znaleźć się wewnątrz
Daj tu co najcenniejsze
Brak słów, intencji, istnień
Czas ingerencji byś te szczegóły dostrzegł
Wartburg nie Porsche patrząc na Dossię
Wozi się portret gościa z twarzą jak omlet
Solari komplet
Wyobraź sobie Pididi ostre
Cincini słodkie
Cycki i włoskie towarzyski
Jak to mówią orgiet
Możesz być głąbem a i tak poznasz o co dobre
Zresztą dziś głąbów nie ma
To o problemach jaka na temat
Temat w myśli zamieniam
Mógłbym przecież nawinąć że mam miliard kasyno
Tłuste rymy jak Beata Maksymow
Nidoścignione jak BM'a z turbiną
Jeśli wolisz Ale Kino wywal krążek
Albo daj mi te pieniądze
Albo daj mi te pieniądze.

Ref.
Jeśli liczysz na dziwki, fureksy, koktajle
Na pannę co robi spox to i owo
Jeśli liczysz na śliwki, diureksy, kopalnie
Na saunę
To dobij koks i chuj z tobą. (2x)

Tutaj wszystko dzieje się naprawdę
Niektórym nie dane spoważnieć
Mógłbym nawijać że mam te osiedla
Postawione na papierowych cegłach
Ironia tonie
Marzyć o panteonie nie śmiem
Odwiedzając filharmonie westchnę
O bańce w kopercie
Każdy ma niby preferencje
A tu strychnina w ofercie
Mogę rymować że pieprzę system
Mam dolce, euro, konta pod jednym przyciskiem
Dolche Pedro kontrakt nie równa się z zyskiem
Ojciec nie dawał - nie ma
Po chuj mam mówić o BM-ach?
Domach, basenach?
Co mam to relaks
A relaksu nie sprzedam za Chiny
Z tej samej gliny
Te same winy
Choć każdy to na swój sposób kmini
Jak uniknąć rozgłosu
Liczą się czyny
Zobacz - dla popeliny słowa
To zwykły towar jak browar
Gdzie morał?
Po chuj mam mówić o bankach?
Mój dom to Bałuty a nie Sri Lanka.

Aha, więc sprawdź to!

Ref.
Jeśli liczysz na dziwki, fureksy, koktajle
Na pannę co robi spox to i owo
Jeśli liczysz na śliwki, diureksy, kopalnie
Na saunę
To dobij koks i chuj z tobą. (2x)

Co ty tu robisz?
Poprostu niczym się nie martwię
Co ty tu robisz?
Może trafię jakąś partię. (2x)
Słucham co mówi ulica, poruszam się w jej granicach
Wciąż łażę po obszarze pełnym niecodziennych zdarzeń
Rejestruję jak w kadrze, nikt tych śladów nie zatrze
Wciąż patrzę, z oceną się nie wcinam
Tylko nieraz głupia mina gdy przegina, gdy się truje
Ludzki chaos egzystuje, Peja tego nie hamuje
Peja tylko opisuje, przede wszystkim uczestniczy
Czy jest to jakiś wyczyn? robię to co robię
Mówię co chodzi po głowie, znowu cieszą rzeczy nowe
Pośród zgnilizny duchowej, wskrzeszam do życia załogę
Na schodach przy szewcu wszyscy gotowi do testu
Dym się kłębi, dym jest tu, pas startowy rzecz bez sensu
Ale pozbawia nas stresu, tutaj trafisz bez adresu
Ciemność rozświetla księżyc, ciszę przerywa sieć wrzasków
Nieraz budzi to niepokój jak pisków abumy laczków
Szybkie trzaskanie drzwi, masz to też? masz to ty?
Ciągle niespokojne sny jestem zczopowany tym
Dziwisz się? tylko głupi się nie boi
Forma kozirotu stoi, do póŹnej pory boli
Każdy chce się na*****ić, potem nie ma już pokory
Na razie nie jest Źle, jak na razie do tej pory
Pozdrawiam nocne zmory, rynek dobrze obstawiony
Leczy się tam każdy chory, tam są niezłe hardcore'y

Nie przegram mego życia, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia

Koło południa się budzę, co niektórzy dawno w pracy
Kto się nachodzi, wypaczy, tylko najwyższy przebaczy
Te same twarze, dobrze znane sytuacje
Nie pytaj o relację, ja zaznaczam, daję akcent
Dziobem przecież nie kłapię, a kto wywoła sensację
Kurwy, które dzwonią, niby pomoc sąsiedzka
Znają cię od dziecka, sieć konfitur zdradziecka
Nawet nie wypijesz Leszka, bo pies świeci, szuka zielska
*****ę ten system, nawrzucać nie omieszkam
Potem wszyscy się dziwią, cierpią niewinne ofiary
Oko za oko, kręcą głową nie do wiary
Debil po szkodzie zesrany, mówi sterroryzowany
Na przyszłość nauczka chamy, przestań świecić zza firany

Nie przegram mego życia, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia

Jeżyckie wybij okna to generacja płodna
Dla ciebie niewygodna, bo się czujesz lepszy od nas
U*****ny przez system masz gówno zamiast mózgu
Nic nie wiesz o szacunku, mówisz o nas wyrzutku
Jestem częścią pod gatunku według twego wizerunku
Ale zmienisz nastawienie, gdy podniosę ci ciśnienie
Strach zamienia cię w milczenie, teraz nasze ma znaczenie
Otoczenie i brzmienie, sposób na życie nie zmienię
Walki na hajs nie zamienię
Otwórz oczy, patrz co robię, nie świruję, że tu stoję
Ale wszystkie swoje cele osiągam w moment
Uczulony na krzywdę, znam przewinień granice
Między czarnym a białym co znaczące pochwycę
Nie zgniję w rynsztoku, nie przegram mego życia
Ty dalej nic nie kumasz, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia
Państwo, władza, kościół - wybacz, chce mi się rzygać
Zachodnia część Polski chciałaby też oddychać

[x2]
Nie przegram mego życia, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia
Państwo, władza, kościół - wybacz chce mi się rzygać
Zachodnia część Polski chciałaby też oddychać
Teatrzyk "Piąty Element Studio"
Klan przemytników rzeżuchy przedstawia
Przedstawienie pt.

Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
(bum, bum, bum)
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał

Ej, ej
On dał wszystkim polskim dzieciom
Troche śmiechu i radości
Miały być bajki, a są pedały

Ej...
Pedał to wróbelek ćwir-ćwirek
Pedałem jest Muchomorek i Żwirek
Tytus to pedał, Romek i Atomek gej
A pedofil to Papcio Chmiel
Reksio - pedał
Pankrac - pedał
Smerfy - pedał
Rumcajs - pedał
Gucio - pedał
Mumin - pedał
Gumiś - pedał
Buli - pedał
Tic-Tac - pedał
Plastuś - pedał
Pan Kleks - pedał
Kulfon - pedał
Bonifac - pedał
Filemon - pedał
Bolek - pedał
Lolek też
(hehe)
Pedałami są też misie (hee)
Wiedzą o tym wszyscy w PiSie (PiS)
Zajebiście, że Uszatek i Puchatek
Nawet kurwaa Miś Puszupek
Jogi i Koralgol to gejów paczka
Może pedałem jest Kaczka-Dziwaczka
(kwa, kwa... kwa)

Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
(bum, bum, bum)
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał

Gryzły się kaczki okropnie,
A niech tę kaczkę gęś kopnie!
Częsty brak reakcji doprowadza do frustracji
Piętno biurokracji doprowadza do wariacji
Na chama nie załatwisz, bądź grzeczny może zyskasz
Panie będą tak uprzejme na zajętych stanowiskach
Wolno dopijając kawę w urzędowym czasie pracy
Z łachy wydają oferty i do pracy rodacy
Za sześć stów zapierdalasz, na opłaty ci nie starcza
Nie dożyjesz 60 zmarszczysz się jak pomarańcza
W ten sposób nic nie trafisz, ususzysz się jak śliwka
A więc stoi cham małolat w ręku browar, w drugiej fifka
Dzień za dniem taka rozrywka, monotonie musi zabić
Życia spieprzonego nikt z młodych nie chce naprawić
Ta, jeszcze nie dzisiaj, może jutro się rozejrzę
Za legalną pracą, ewidencją i urzędem
Za pieniądze zarobione się ubiorę i zdobędę
Serce pięknej kobiety, jeszcze wszystko się odmieni
A na razie w urojeniach pogrążeni, środek bagna
To codzienna rzeczywistość polskiego nastolatka

To mój rap, to moja rzeczywistość
To mój rap, to moja rzeczywistość
Jakie życie taki rap, w nim zawarte jest wszystko
Jestem z tych MC co pieprzą jak człowiekowi ciężko x2

Chwile, chwile, chwile, jedną małą chwile
W dzisiejszych czasach praca stanowi przywilej
Jadę w miasto, mijam światła, patrzę ma problemy typ
Psy chcą udaremnić jego prace, mycie w furach szyb
I odbiorą mu chleb, jego sposób na kasę
Jadę w MPK, z nudów czytam cudzą prasę
Wojny, bomba, coś o wąsach w uniformach
Prawybory, strajki, rządowa platforma
To normalka, jak to, że przy każdej większej krzyżówce
Znajdziesz biedotę zbierającą drobne w puszkę
Pomóż, daj na zupkę, nie trudno zauważyć
Nikt nie wie jak siły, możliwości zrównoważyć
Od zawsze tak było, nędza nigdy się nie skończy
Trzeba przetrwać wszystko tak jak plakat przedwyborczy
Ślad zostawię po sobie, daj mi bańkę więcej zrobię
Chcesz wiedzieć co mi się marzy?
Stworzenie nowych miejsc pracy
Żeby nie nie musiał iść kraść, chłopak ciągle się narazić
By utrzymać rodzinę, dziecku nie wytłumaczysz
Dlaczego nie ma co do garnka włożyć, jarzysz?
Jarzysz, jarzysz, kurwa jarzysz?

To mój rap, to moja rzeczywistość
To mój rap, to moja rzeczywistość
Jakie życie taki rap, w nim zawarte jest wszystko
Jestem z tych MC co pieprzą jak człowiekowi ciężko x2

Monotematyczność tekstów, życie nie jest lajtowe
Zmieni się najlepsze, coś innego ci opowiem
Tylko pozornie wtórnie bo krzyk ciśnie się na usta
Rozwój w prawidłową stronę, nowa rapowa produkcja
Możliwość wypowiedzi, to przeważnie w głowie siedzi
Życie daje po dupie, nie przestanę o tym ględzić
Jak pętla na gardle bieda zaciska swe sidła
Rytm jeżycki z tym wygrał i będzie trzymał dystans (Dystans)
Podtrzymam tu na duchu każdego, który zbłądził
Wyprowadzę cię bez mapy, życia przeciwnik nie godny
Wszędzie szum niepokorny na to gówno odporny
To codzienna normalka więc weź to wreszcie pojmij

To mój rap, to moja rzeczywistość
To mój rap, to moja rzeczywistość
Jakie życie taki rap, w nim zawarte jest wszystko
Jestem z tych MC co pieprzą jak człowiekowi ciężko x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo