Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wilku, Włodi, Waco bez eskorty

Wilku, Włodi, Waco bez eskorty
Pomiędzy blokami z osiedla raporty
Z ulicami w rap gramy
Trzeba być z nami robić to żeby wiedzieć x2

Waco, Włodi, Wilku tak dziś zaczynam
Jeden mikrofon, dwóch MC i bit maszyna
Kolejna produkcja ujrzała światło dzienne
My na wyżynach a miasto wciąż senne
Nie zapominaj więcej kto w tej grze rządzi
Chcesz tu być to nie możesz błądzić więcej
Co można zrobić, gdy ma się skute ręce brat
Ile można zrobić, gdy ma się czyste serce
Dziś już nie kręcę bo nie mam potrzeby
Widzę jak nie wielu potrafi podnieść się z gleby
Znam ten ból też wywodzę się z bagna
Gniew i żałość odpada kim byś nie był dalej jazda
Nie prowokuj skurwysynu daj se spokój
Moi ludzie w każdym bloku i na ławce i na klatce
Ustawieni winni ktoś wskazuje palcem
Ty wiesz, wiesz kto przegrany jest w tej walce
Elo!

Wilku, Włodi, Waco bez eskorty
Pomiędzy blokami z osiedla raporty
Z ulicami w rap gramy
Trzeba być z nami robić to żeby wiedzieć x2

Wilku, Waco, Włodi tak zaczynam
Jeden mikrofon, dwóch MC i bit maszyna
Osiedla są nasze wielu ludzi przy nas
To styl, który mam i którego się trzymam
Z Wilkiem mam beef w tej grze sprzątam sprawnie
Gamoni jak haker konta sprawdź mnie
Energia kontakt blokom dam światło
Album W w drodze nie przeskoczysz łatwo
Słabe nerwy i płuca coraz słabsze
To pozostałość po dniach na ławce
Pół życia mojego spisane na kartce
Teraz cel jeden w ryj wbijam knebel
słodkim Mc ala Edward Wedel
Bo dzisiaj nawet taki lamus jak Kukiz
nabija się z rapu a tak być nie musi
Tak być nie ma prawa to stacja Warszawa

Wilku, Włodi, Waco bez eskorty
Pomiędzy blokami z osiedla raporty
Z ulicami w rap gramy
Trzeba być z nami robić to żeby wiedzieć x2

Wilku, Włodi, Waco trzeba być z nami
Robić to żeby wiedzieć
[RAH]

Piękna sobota, lokal
ten wstręt nie spuszcza mnie z oka
myślał chyba że pęknę jak pokal
na widok mięśni wróżących knock-out
głodny afery osiłek - steryd
arbiter ludzkich pomyłek
party schyłek jeśli uznasz przewiniłeś
za zasiłek na kolejny zastrzyk w tyłek
miał ten zły dzień, albo tydzień
bez znaczenia, cienias wyżyć się idzie
o-o oszalały hormony, mój ziom oblężony
ruszam do obrony
a-a-adrenalina, nie wytrzymam
dawaj tu tego skurwysyna
wściekła mina, pękła lina
gna maszyna, czas na finał
oparty na rękoczynach
w imię ojca, syna..
już napina we mnie ciosów lawina
i natarcie, wsparcie - gdzie się wszyscy podziali?
kumple moi byli i poznikali
jeden za wszystkich - tak nas nauczali
Mini na linii ognia nie nawalił
fuck'i śle w typa, już bez ryzyka
gotów na wszystko bo blisko ekipa ma - wypas

[RAH, KAMS & FO] x2

A-a-adrenalina
HC klimat
żelazna kurtyna
A-a-adrenalina
akcje jak z kina
których się nie zapomina

[KAMS]

To realia - nie film w telewizorze
o późnej porze czychać na ciebie może
wiele zagrożeń jak wtedy, Boże
przeżyłem chwile grozy jak w horrorze!
Jeszcze przed stacją na dworze podbili
wy - wypierdalać w tej chwili
ja czarnej bili reprezentanto
wraz z swoją bandą
tera mamy manto
manto to my mamy niemal gwaranto-wane
przejebane, w pół do czwartej nad ranem
najwyższy czas pomyśleć nad planem ucieczki z BP
ci otoczyli już drzwi
ja to nie Bruce Lee
oni ciężkiej wagi
mimo to promile w krwi dodały nam odwagi
wyszliśmy na raz, a raczej każdy z nas
wlazł w gówno po pas
na zewnątrz czterech chopa
plus siedmiu kolesi z dwuch Mesi i foka
widać na pierwszy rzut oka
wszyscy zdrowo poszli po zatokach
nie chce udawać proroka
ale zapowiada się na szybki knock-out
szybki knock-out - szybki jak w walce Lenox kontra Gołota
w nielada kłopotach, drze się idiota:
do mnie! do mnie no bo w ruch pujdzie klama!
wrócić? nie, raczej inny mam zamiar
obrót, wypierdalana z AND1'ana
patrze po kompanach - reakcja ta sama
przecież nikt nie chce gun'a przy skroni
i choć w pogoni za mną kilku luji
odstawiam ich jak Carl Lewis na bieżni
dzięki szybkim nogom unikliśmy rzeźni
tak dzięki szybkim nogom unikliśmy rzeźni

[RAH, KAMS & FO] x2

A-a-adrenalina
HC klimat
żelazna kurtyna
A-a-adrenalina
akcje jak z kina
których się nie zapomina

[FO]

Chuj z tym że przekliman
zerwała ze mną dziwczyna - finał,
wszystko moja wina
wciąż żyję, świat hien, dziś piję
wypierdalaj bo cie zabije klient
bez słowa zasuwam na nogach po klubach
pogoda chujowa, zima, barman, wóda
zobacz podróba loga Eukanuba
choroba umysłowa, podłoga, spluwam
jest druga, noc jeszcze długa
samoobsługa, za moment zatonę w długach
załoga czuwa - z monet zapomoga, spłonę
na Boga ugaś ten płonień
żałoba, fruwam w nałogach,
szukam wroga, o-o o-o zobacz
ten mi się nie podoba
te ziomek
choć no na stronę - masz przepierdolone
miałem życie, żonę
przed klubem na schodach
przed ślubem przygoda
flaszka rozwalona
teraz sam z mikrofonem
akcja zwolniona
kiedyś tylko ja i ona
trzech nie pokonam
dziś opadła zasłona
ręka opuszczona
spójrz kochanie to męka
już tylko obrona
kochanie pamiętam
szczęka przestawiona
nie skonam! dziś przepowiednia spełniona

[RAH, KAMS & FO] x2

A-a-adrenalina
HC klimat
żelazna kurtyna
A-a-adrenalina
akcje jak z kina
których się nie zapomina
Ryzykuję gdy kombinuję
Nie tylko wtedy gdy skuna potrzebuję jak tlenu
Wiem, że na dwóch uda się jednemu
Spytasz mnie dlaczego, spójrz na Monte kolego
Widzisz tego drugiego, dla mnie nic nowego
Może dla gościa innego, niekumatego
Nie wiedzącego jak kombinować
Jak kłusować, mój przypadek to rabować
Skrupuły z litością pochować, cały czas polować
Turysto przed nami nie uda ci się schować portfela
To mnie śmieszy, rozwesela gdy stajesz przy Popku, Zizim, Pomidorze
My cię kupimy, ty krzykniesz - o Boże
I wiedz, nic ci wtedy nie pomoże kombinatorze bez licencji
Ryzykując będzie ci potrzebny iloraz inteligencji
Plus zebranych referencji, potem wóz albo przewóz

Razem z ekipą z Firmy na kombinacji drodze
Nagrywam kawałki, zarabiam pieniądze
Razem z ekipą z Firmy na kombinacji drodze
Nagrywam kawałki, zarabiam pieniądze

Popek to mój brat, kombinujemy od wielu lat
Wybiliśmy się w świat siedem lat temu
Do was przyjechałem, dobrych chłopaków od razu zapoznałem
Hajs napierdalałem, kilka strzałów z Gutkiem miałem
Gdy Tadek z Kalim zapodaje upijam piękne panie
Ewakuacja za moment przytrafi się niezbyt przyjemna sytuacja
Lamusom zbędna konfrontacja
W moich pięściach aktywacja
Dla nich degradacja
Racja, buźka pęka jak pistacja
Ewakuacja, ewakuacja

Zarabiam sos na kombinacji drodze
Jak z kimś robię interes to wspólnika nie zawodzę
Teraz po drodze odwiedzę jeszcze parę miejscówek
Dzisiaj ostra balanga skombinować trza jarunek
Lecz frajerstwo kombinuje, kombinuje
Patrzy jakby cię oszukać, więc nie należy byle komu ufać
Teraz nastukać się chcę w dobrym przyjaciół gronie
Pamiętaj byś kombinując zawsze był po tej dobrej stronie
Wstaję rano myślę co by dzisiaj zrobić
Może uda mi się dzisiaj jakiś hajs zarobić
Tego co wykombinuje nikt nie przewidzi
Posłuchajcie małolata co z policji szydzi
Opisuje w rymach co na co dzień widzi

Razem z ekipą z Firmy na kombinacji drodze
Nagrywam kawałki, zarabiam pieniądze
Razem z ekipą z Firmy na kombinacji drodze
Nagrywam kawałki, zarabiam pieniądze

Najebka, palonko i szybko się zmienia
Stan mojego zarobienia
Pozostaje gruba penga do kupienia
Boski nie penia i wyrusza na wózki
Tłok jeden na drugim jak na talerzu kluski
Stoi społeczniaczka wielka dama
Nie wie, że zaraz będzie wyjebana
Brat zasłania , biorę się do kitrania
Poszło, wysiadka ona nawet nie świadoma
Że padła i w mym ręku jest moja mamona
Jak się dowie to chyba jebnie zgona
W Krakowie, nieznajomy niech się pilnuje człowiek
Zarobiony spuszcza sen z powiek
A dziesiony to też sposób na zarobek
Jakiś parobek w tłocznym autobusie
Pengę ma na wierzchu, ulegam pokusie
Na wsiadce pojawiam się i znikam
Odbieram derę, floriańską pomykam
Pomidora spotykam, ma opuchnięte ręce
Bo złapał jakiś przypał, jakiś buc go przyłypał
Ale buce wiedza to sami, że po akcji z nami
Trudno zbierać żeby złamanymi palcami

Zgrzeszę żeby hajs dobry weszedł
Rozumiesz tą depeszę? Dobrze się czuję z cashem
Dorobię sobie no i wtedy mam na ruchy
W 144 są dobre wybuchy, jebać policyjne grupy
Utrudnia to artyzmem swym Andrzej Mleczko
Plakaty są wszędzie, wyluzuj Jędrek deczko
Elektryczna pizda się zjarzy, oburzenie na twarzy
Kręci aferę no a przypał wiadomo czasem się stanie
Cztery chuje w dupę wam jak na Dobermanie
Społeczniacy, a poza tym
Można poderwać towar cycaty
Zajarać jakieś wariaty
Nigdy za kraty, nigdy za kraty
Gdzie, co i jak każdy z nas tu obcina
KRK 2001, hardcore dolina
Który to już sezon pakujesz w nos towar?
Ile to już lat, chłopak szczerze mi cie szkoda
Reedukacja, czas poglądy zrewidować
Stosuje uliczny rap jako odtrutkę słowa
Ty chcesz wiecznie żałować, niepotrzebnie się trujesz
Spróbuj zacząć od nowa, jak w "Na Serio" skutkuje
Możesz żyć elegancko, niż być zaćpanym łachudrą
Dziś jesteś tym drugim, inne może być jutro
Ty koniecznie chcesz się sparzyć?
Posłuchaj poparzonego, on na pewno ci powie, że dragi to nic dobrego
Wszystkiego nie wiedzieliśmy, w zderzeniu z rzeczywistością
Dla mnie podły live przeszłością, z całą swoją brutalnością
Znajdź grupę wsparcia, która zechce ci pomóc
Bo w pojedynkę trudno, nawet bardzo ciężko ziomuś
Nie odrzucaj dobrych rad, cały świat przeciwko tobie
Tylko tak ci się wydaje, nic się nie bój, zdrowiej chłopie

ref:
Może w końcu zrozumiesz, sens drzemiący w tych tekstach
W końcu coś zmienisz, złe życie besztasz
Chcesz jakoś przetrwać, to twoja racja, czas się przebudzić, reedukacja
Może w końcu dostrzeżesz własne błędy, nie czyjeś
W końcu przestaniesz walczyć z życiem, masz siłę?
Jakoś się żyje łap ostatnia szansa, wyrwać się z bagna, reedukacja

On kocha Cię nad życie, chociaż górę biorą nerwy
To, że bije, później pije nazwiesz to życiem codziennym?
Na razie nie jest źle, lepiej nad tym się zastanów
Gdy rodzice po raz enty zastaną cię skatowaną
Ubolewasz nad losem, miałaś mieć super rodzinę
Zamiast szczęścia czujesz strach, on ma wciąż wkurwioną minę
Jest strasznym skurwysynem, przecież nie o tym marzyłaś
To, że masz z nim dzieciaka, ma Ciebie przy nim zatrzymać
To, że krzywdzi was obu, to zapewne twoja wina
Zupa znów była za słona, znów cios, który z nóg ścina
Nie wiesz jego obietnicą, że to już ostatni raz
Ze przeprasza, w pracy ciężko, że ostatni raz dał w gaz
Policz lice na ciele, ile miałaś stłuczeń złamań
Piękne podpuchnięte oczy, zapłakane masz od rana
Zostaw tego chama, kobiecino weź się ratuj
Tak mi szkoda ciebie siostro, nad swym życiem się zastanów
Już zapewne ktoś ci wspomniał, zasługujesz na lepszego
Na takiego, co doceni twoje naturalne piękno
Spytam, kiedy koleżanki widziały cie uśmiechniętą
Taki żywot męczennico, nazwę domową gehenną
Za poświęcenie wpierdol, tym się miłość ma objawiać?
To co przeżywasz, to nie miłość jest, a dramat
Zamiast ciosów przytulasy, zamiast krzyków czułe szepty
Zamiast obelg śmiech pocieszny, zamiast poniżeń prezenty
A Ty nie bój się miłości, w końcu znajdziesz ja dziewucho
Tylko rozstań się z tym katem, który nazywa cie suką

ref:
Może w końcu zrozumiesz sęk, drzemiący w tych tekstach
W końcu coś zmienisz, złe życie besztasz
Chcesz jakoś przetrwać, to twoja racja, czas się przebudzić, reedukacja
Może w końcu dostrzeżesz, własne błędy nie czyjeś
W końcu przestaniesz walczyć z życiem, masz siłę?
Jakoś się żyje, łap ostatnia szansa, wyrwać się z bagna, reedukacja

Olej rówieśniczą presję, realizuj swoje pasje
Bo twój podwórkowy gang, z wolna się wykruszać zacznie
Wspomnisz moje słowa, gdy za kilka lat skumasz
Nikt nie przeżył swego życia, tak jak pragnął akurat
Ty dla ziomów bądź w porządku, ale własne zdanie mniej
Zapamiętaj słowo nie, podbij je stanowczym hej!
Usłyszysz leszcz, gej wal w mordę lecz pierw pomyśl
Czy ten gang osiedlowy, Cię nie sprzeda za te ciosy
Że nie wszyscy są w porządku, powinieneś o tym wiedzieć
Ruszysz gówno za człowieka, pójdziesz siedzieć niezły przejeb
Musisz też wiedzieć głupcy, lubią puszczać famy
Ze zdania swego znany, będziesz często nielubiany
Na szacunek zapracujesz, tylko mądrymi słowami
Szanuj swoje życie, bo masz tylko jedno czaisz?
Dbaj o swoich bliskich i nie daj się ogłupić
Dobrze wiem, że świat zwariował lecz nie wszystko da się kupić
Nawet jeśli złupisz innym kieszenie to fikcja
Myślisz, że świat jest twój, spójrz na to przez inny pryzmat
Pamiętaj edukacja i wartości rodzinne, to solidny fundament, na tym oprzyj swój biznes
Bez tego jesteś słaby, ja nie miałem takiej szansy
Lecz nie zabrakło szczęścia i czynów na zbyt odważnych
Zapamiętaj to chłopak, że się każdy będzie Ryśkiem
SLU, Reedukacja, uratować kilka istnień

ref.:
Może w końcu zrozumiesz sęk, drzemiący w tych tekstach
W końcu coś zmienisz, złe życie besztasz
Chcesz jakoś przetrwać, to twoja racja, czas się przebudzić, reedukacja
Może w końcu dostrzeżesz, własne błędy nie czyjeś
W końcu przestaniesz walczyć z życiem, masz siłę?
Jakoś się żyje, łap ostatnia szansa, wyrwać się z bagna, reedukacja
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć
Ej dobra pierwsza zwrotka moja,
druga ha(u)ema, eur, hauema, hauema

Ulicy kontra daje tak jak chcę
Zwierzchnicy w dolcach
Macka lgnie, gnie
W ponad bunt słów, brak trzech rund
Tu strach weź złów, tu szlak sens gór
Ponad nami krzyż, zmysł ponad gryf
To ma to nie szampan i homar
To jest akcja rosomak, znaczy bierz to co mam
I do zo masz na pewno, jestem przezroczysty jak [szet grot?]
Być mordercą siedem, nie zabijaj
Ma prawo gnić w życiu największa żmija
Zna prawą syf ciul tak się mija
Policja ssie kija parlamentarzystom, oni premierowi
Wiesz już wszystko, jeśli chodzi o zwierzchnictwo
Wstąp, wystąp weź idź w chuj ty
Miejsce tam gdzie kurwy, stul pysk
Uczty tej tu nie tknie pies
Ej Bush, la busha (haaa)
Jeszcze jedno ziomek progres to konter na kontrze
Więc płonę z tym jointem, więc teraz tu broń się
Stop (stop), ej koniec (koniec)
Tak my wiemy my będziemy tu zawszę
Dla tych ludzi którzy znają tę prawdę
Dla tych miejsc które dały nam szansę
Dla tych chwil co nie kupią ich pieniądze żadne

Bezgranicznie oddany zasadom wyniesionym z domu
w sercu kodeks praw młodego wychowanka bloku
z miłością dla miasta i wszystkich jego potomków
żyjemy dumnie tu gdzie nie ma ruchomych schodów
przywiązani do pochodzenia tak jak każdy z was
choć żyjemy gdzie indziej to ty też tak samo masz
i miasta twarz tworzysz z dumą zwycięzcy
ja oddaje jemu hołd poświęcając jemu wersy
bezgranicznie oddany wyryte przy dacie śmierci
dla tego co ważne oddany do grobowej deski
do tego w co wierzę nie zmienisz mojego podejścia
bo jeśli w coś wierzę to właśnie temu się poświęcam
i nie szukam zrozumienia jeśli czegoś nie pojmujesz
o to co bliskie dbam reszty nie potrzebuję
bezgranicznie oddany jak pierdolnięty fanatyk
chcę żyć tutaj na full, nigdy nie na raty tej

[x2]
Tak my wiemy my będziemy tu zawsze
Dla tych ludzi którzy znają tę prawdę
Dla tych miejsc które dały nam szansę
Dla tych chwil co nie kupią ich pieniądze żadne

Nikt nie kazał mi tu zostać ani nie trzymał na siłę
mogłem uciec stąd i przeżyć życie gdzie indziej
iść na łatwiznę w wiecznej pogoni za kwitem
zawsze miałem tą świadomość nigdzie stąd nie spierdoliłem
bezgranicznie oddany dla ludzi i dla miejsc
na samą myśl o tym kurwa przechodzi mnie dreszcz
mój numer to 10 i nie traktuje go jak celi
bo czuję się lepiej 30 metrów od ziemi
ile tekstów o tym, ile moich wersów znasz
wychwalasz jedną ziemię która dała mi twarz
ona daje schronienie kiedy chce daje relaks
tutaj toczy się życie na tacy podany temat
podwórko to nasz ogród a to mój trawnik
spracowani ludzie tutaj mają swój parking
czasem przeklinam to miejsce które ból ze sobą niesie
ale to kawałek mnie tutaj bije moje serce

[x2]
Tak my wiemy my będziemy tu zawsze
Dla tych ludzi którzy znają tę prawdę
Dla tych miejsc które dały nam szansę
Dla tych chwil co nie kupią ich pieniądze żadne
To jak łyk czystej kiedy wchodzimy na bit
Najlepszy rap z ulic, to nie *****iały hit
Tu i teraz dla bloków i kamienic
Nie ma takiej opcji żebym chciał to zamienić
Ej, teraz i tu, ej Paluch, Rychu
Ej, to Poznań tu, ej, robimy gnój
Ej, bezgotówkowy rap oparty na szacunku
Teraz i tu idziemy razem w jednym kierunku
Tu i teraz dochodzi do połączenia
To z definicji pener i penerski rap z podziemia

Tego syfu nie wyceniaj, bo to nie ma swojej ceny
Sprzedajemy płyty, a siebie nie sprzedajemy
Tu i teraz *****ć komercyjne hieny
Na padlinie robią hajs, czuć odór ze sceny
Tej, nie chcę być fame, jebie mnie to czy mi wierzysz
To hardcore rap z centrum Piątkowa i Jeżyc

[x2]
Teraz i tu w imieniu tego miasta
Z niezmienną dumą jedzie poznańska jazda
Sytuacja jasna, wyrównajcie szereg
Tylko na ruletce wygrywasz będąc zerem

Tylko teraz '09, Rychu Pe SoLUfka wjeżdża
To Paluch i Pewniak, że ten towar weźmiesz wiesz jak
To się robi w mieście, dla kiepskich rap przekleństwem
Kiedy między P i N Rychu Pe postawi kreskę
Tu i teraz to szaleństwem jeśli chciałbyś nas skasować
Jeśli chcesz się dostosować spróbuj znaleźć patent, zobacz
Tu się nie ma co czarować, że od teraz będziesz w grze
I zaczniemy cię szanować, pokaż na co stać cię tej
Tu i teraz Rychu Peja, mieszam szampana z Red Bullem
Z definicji pener, który się nie stanie żulem
Tu i teraz prezentuję ten temat, nic się nie zmienia
Mój rap to moje życie, moje życie to nie ściema
Tu i teraz masz dylemat, podać chcesz weryfikacji
Po*****ny jak Asterix dzierżę dwa pociski w garści
Wyrwani z matni, tu i teraz legal Paluch
To życie od muzyków dla ludzi na nielegalu
Nie z nami żałuj, tu i teraz czas promocji
Dla miasta w którym rap od zawsze był czymś mocnym
Słowa wyroczni słabych skazać na przegraną
Te słowa mają moc rymy, bity, szacun, siano

[x2]
Teraz i tu w imieniu tego miasta
Z niezmienną dumą jedzie poznańska jazda
Sytuacja jasna, wyrównajcie szereg
Tylko na ruletce wygrywasz będąc zerem

Pokaż drugie miasto które ma taki potencjał
Przyszłość naszej sceny leży tylko w naszych wersach
Nie ma tutaj racji bytu zwykły przeciętniak
Udowadniamy klasę na najlepszych projektach
Mamy rap, pasję, bit jak Kaczor i Shelka
I ten rap, pasja, bit jest perełką w morzu ścierwa
Nie braknie energii, nieskończona rezerwa
Musiałbyś mnie zabić żeby sprawić żebym przestał
Do końca siedzę w rapie, na dzisiaj to jest pewniak
Dla wrogów dawka powietrza w żyłę wstrzyknięta
I jesteśmy kwita, teraz wam serce pęka
Tak jak mi kiedy w radiu lecie wasza piosenka
Tej, rozumiesz to, tej

[x4]
Teraz i tu w imieniu tego miasta
Z niezmienną dumą jedzie poznańska jazda
Sytuacja jasna, wyrównajcie szereg
Tylko na ruletce wygrywasz będąc zerem
Ref:
Wykorzystaj to co masz, odsłoń swą twarz.
Naprawdę warto... tak.(2x)

Dano ci wiele, żyjesz wiele.
Odkryj w sobie, odkryj w swoim ciele.
Mogę poprowadzić, mogę być na czele.
Nie będziemy w tyle. Do póki żyje,
jeszcze wiele w sobie odkryję.
Na tym oparty jest ten świat.
Może być bez wad, może być bez skaz.
Ile jeszcze mogę dać, ile mogę brać,
ile mogę trwać. Mocno na Ziemi stać.
Z dnia na dzień mądrzejszy, zawsze etyczniejszy,
gdy powiem, że dzięki rodzicom
posiadam skarb ten najcenniejszy.
Mocny ale, jeszcze będzie mocniejszy.
Wszystko to co trzymam w garści, w sobie.
To co myślę, zaraz opowiem, opowiem... tak, tak.

Ref:
Wykorzystaj to co masz odsłoń swą twarz.
Naprawdę warto... tak.(2x)

Historii życia zrobiłem wiele bez przykrycia,
bez maski, bez fałszu. Dość mam tego fałszu.
Nie każdy pomagał, mówił i pocieszał.
Złego życiu na swym haku wieszał,
dość namieszał, dość przeżył.
Słów na wiatr puszczał i czekał,
na całe me życie złowrogo chuchał
aż potknie się ma noga, będzie trwoga,
będzie wił i stukał, jak to przykro, jak to źle,
ale nie mam oczy i widzę co się dzieję za plecami.
Mówisz te badziewie, skąd to się bierze.
Tylko głowa w dół, a ręce opadają już siły nie mają.
Dzięki Bogu są ludzie, którzy zawsze powiedzą,
zawsze pocieszą, zawsze wyleczą.
Wszystko odwrócą do normalności przywrócą najbliżsi.
Tak jest, dla was jest ten tekst.
Dla wszystkich szacunek jest.

Ref:
Wykorzystaj to co masz odsłoń swą twarz.
Naprawdę warto... tak.(2x)
Dziękówa za historii dalszą część
dziękówa za tak samo zaciśniętą pięść
ta historia musi dalej się wieść
stokrotne dzięki za kawałków nowych treść
dzięki dzięki dzięki dobre słowo
staram się jak mogę sztywno hardcore’owo
dziękówa bo tylko razem stajemy się mądrzejsi
samemu robię głupstwa nie chcę wstydzić podejść się do lustra
niegdyś oddzielnie a obecnie razem
dwóch małolatów z podwójnym przekazem
stoją po środku wielkiej metropolii
nawijają o tym co cieszy a co boli
dla chłopaków których to na pewno zadowoli
na bank dla jednych zwykli ludzie dla innych gang
wielka familia słońce slang
zrobili już dużo każdy z nich
trzy razy szacunek bo wielka siła
w nich
żywym trwają hip hop tak jak na straży mnich
elo dla chłopaków czy jestem na szkole czy w skrzydlatej budce
następne nagrania są wkrótce

Dziękówa chłopakom za bucha
za prawdziwego ducha
na pewno każdy z nich mnie posłucha
to dla ludzi godnych szacunku i uwagi
mówi Pele chłopaczyna z północnej Pragi
zjednoczeni w dymie pozostaniemy w cieniu
tak jak Włodi nawijam po ciężkim upaleniu
mówię o tym co boli o tym co widzę
jestem z ulicy nigdy tego się nie wstydzę
mam swoją stolicę tutaj dobrze się czuję
tu mam swoich ziomków razem z nimi kolęduję
zawsze za nimi stanę tak ulica wychowuje
dobre słowo dla nich nigdy nic nie kosztuje
wszystkim dobrym chłopakom przesyłam pozdrowienia
siemasz HP Szady Kaczor elo dla Vienia
jeszcze dużo do zdobycia mniej do stracenia
więc dziękówa wam chłopaki
Wszystkich kurwa… Dla wszystkich zwariowanych wariatek…
Dla wszystkich wspaniałych kobiet, dla których miłość jest uczuciem najwyższym.
Aaa! Sprawdź to, sprawdź ten syf. Dla wszystkich kobiet taa ,a jak, byłaś serca biciem…

Nikt nie chce być samotny, dziś chciałbym Cię przytulić
Zwariować właśnie z Tobą, nie chcę się zamulić
Wiem… Wiem, masz innego więc dlaczego mnie całujesz?
Co Ty do mnie czujesz? Wrażliwa na mój dotyk
Jeszcze ten jeden raz jesteś dla mnie jak narkotyk
Jeszcze ten jeden dotyk, uśmiech Twój jak serca promyk
Znów się uśmiechasz, słodka siostro jestem Twój,
tylko Twój, tylko bądź przy mnie, trwaj, proszę Cię stój
Chcę być razem z Tobą, tylko z Tobą, Twoja kolej
Tylko mnie nie olej, jesteś moim idolem
Jeśli chcesz to wszystko będzie tak, jak planowaliśmy
Mieć Ciebie przy sobie w łóżku, dzisiaj znów mi się przyśnisz
Chce przy Tobie być, nie wymarzę Cię z pamięci
Tych dotyków, mnie to kręci, wiem, że też tak to czujesz
Wiem, że już żałujesz, że w ogóle mnie poznałaś
Gdybym tylko mógł, znów bym poczuł, tak to działa
Smak zapach Twego ciała, nie zostawiaj mnie na lodzie
Bez Ciebie jak na głodzie jestem nieźle wpieprzony
Uwikłany w pajęczynę miłości, odurzony
Uwikłany bardzo mocno i do tego odrzucony

Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą
Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą (Eee!)
Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą
Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą
(Posłuchaj tego, dziewczyno…)

Wciąż Cię dotykać, mówić co do Ciebie czuje
Słuchać co Ty mówisz, wiedz, że tego potrzebuję
Wyczytać z Twoich oczu, scałować z Twoich ust
Wszystko to co pragniesz ukryć przede mną, wiem jedno
Jesteś dobrą dziewczyną, a zapomnieć się z Tobą
Dla takiego kogoś jak ja to zakazany owoc
Całować zapamiętale, wyrzucić wszystkie żale
Czy ty wiesz ile to znaczy? Przysięgam, w chuja nie wale
Tak jestem łajdakiem, daj mi szansę a zostanę
Mam kilka zalet, będzie nam przedoskonale
Pozwól się wykazać, i nie będzie mi wstyd
Przy Tobie mogę płakać i to nie wstawiany kit
Ja w klubach małolatkom, bądź mych dzieci matką
Pierwszy seks, poczekam, warto, zagram otwartą kartą
Co ty na to? Nie bardzo, jesteś straconą szansą
Przy Tobie inne gasną, bo tyś jest moją gwiazdą
Mógłbym się zmienić, przy Tobie wyjść na ludzi
Przy Tobie nigdy w życiu nie zaczął bym się dusić
Wiem nie mogę Cię zmusić, i nawet nie spróbuję
Nikogo tak jak Ciebie w życiu mym nie potrzebuję

Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą (Dziewczyno!)
Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą (Sprawdź to!)
Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą (Rozgrzeje Cię jak nikt!)
Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą

Niech Ci wytłumaczę, co to dla mnie w ogóle znaczy
Że dziewczyna jak Ty właśnie tak na mnie patrzy
Bliski rozpaczy ale twardo trzymam fason
Kocham Cię, wiem to, nasz romans czas zacząć
Może jednak jestem pewniak? Nie, jesteś pewna
To dramat nie komedia, pewnie mina mi zrzedła
Mogła byś być tą jedną na milion, nie za milion
Nie chce być z inną, przyrzekam bingo!
Dziś piję Twoje zdrowie, kocham Cię bowiem
I weź się o tym dowiedz, niech każdy zna ten cover!

Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą
Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą (Eee!)
Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą
Chcę tak bardzo pierdolić się z Tobą
Siedzę na brzegu świata
Macham nogami
I myślę, że dalej nic nie ma
Wszystko za nami
A ciężko jest w tej sytuacji
Iść przed siebie
A znajdę tysiąc powodów
Na ten krok jeden
A może jednak nie warto
Oglądać się
Może tam dalej jest coś
Czeka na mnie
A może odwrócę się jednak
Popatrzę wstecz
I może coś za sobą znajdę
A może nie

Siedzę na brzegu świata
I nic nie rozumiem
Ty mówisz, że tyle potrafię
Ja czuję, że nic nie umiem
Mówisz, że wiem wiele więcej
Ja wiem, że nic nie wiem
I znów przecież mam tylko siebie
Wiec mam tak niewiele
I ponoć to jest prawie talent
Ale niekoniecznie
Ja czuję, że już się wypalam
Talenty są wieczne
I wszystko miało się udać
I być tak wspaniale
A siedzę na brzegu świata
I nie wiem co dalej

Życie to obłęd, ale żyję je dla Ciebie
Ciągle coś mnie popycha wciąż i coś mnie wciąż do przodu ciągnie
I coraz mocniej wiąże każdy nowy koniec z końcem
Przeciągam strunę i pozwalam jej ponownie rozbrzmieć

Życie to obłęd, ale żyję je dla Ciebie
Ciągle coś mnie popycha wciąż i coś mnie wciąż do przodu ciągnie
I coraz mocniej wiąże każdy nowy koniec z końcem
Ale nadzieję wiąże z nowym początkiem

Życie i ciągle gubię kierunek i tracę z oczu horyzont
I zbaczam z właściwej ścieżki
I ciągle gubię się

I ciągle gubię kierunek i tracę z oczu horyzont
I zbaczam z właściwej ścieżki
I ciągle gubię się
Po mieście chodzą gówniarze
Z emblematami Wehrmachtu
Co na to mamy?
One same się boją
A na rogu mojej ulicy
Wyżelowani tacy cali stoją i się nudzą
A najgorsza jest nuda
Zastanawiam się wracając do domu
Czy w całości dotrzeć się uda
Radia z samochodów
Czy obić jakichś leszczy bo nuda
Imponują siłą i męstwem
Plują na chodnik po którym sami chodzą
Klną na tych, którym wiedzie się lepiej
Ten kto inaczej wygląda nie spodoba mi się
Więc twarz mu oklepię by poczuć się lepiej
A potopcie się,
Potopcie w swojej głupocie i nienawiści
Ja czekam na deszcz który z głupoty moje miasto oczyści
I wszystkich nie będzie
Znikną jak niedobry sen co nie daje spać w nocy
Nie chodzę już sam po ulicach mego miasta po północy
Ludzie umęczeni przeklinają na los
"Za co? Za co?" krzyczał trzymając przy policzku swój zakrwawiony nos
Za gębę, za strój, za gówno, za nic
Tutaj o tej porze jak te zwierzęta
Oni nie znają granic

Skąd tyle nienawiści, ja nie mogę dłużej tak | 4x

Stał dumny i oklaskiwany przez koleszków za męstwo prawdziwe
Kopał leżącego, znał jedynie jego imię
Lecz wkurwiał ogromnie bo nosił takie głupie okulary i te spodnie
Niech leży na ziemi, niech kwiczy, niech sobie postęka
Kopnę go z buta bo pobrudzi mi się jeszcze ręka
Czy słyszycie jak chrobocze jego szczęka?
Aż serce mi pęka
Brylował wśród swoich
A gdy był sam to taki cichy, spokojny
A na ulicach wypowiadał wojny słabszym, śmieciom, brudasom śmierdzącym
I innym pedałom
Ja mówię popukaj synek w główkę dokładnie
Lecz puściutka główka jeszcze od szyjki odpadnie
A ja czekam na deszcz co oczyści moje wielkie miasto z głupoty i nienawiści
Lecz to musi być porządna ulewa
Bo czyścić tutaj troszeczkę potrzeba
Stoją i patrzą spode łba
Inni czerwone gęby od spirytusu sięgają już dna

Skąd tyle nienawiści, ja nie mogę dłużej tak | 3x

Mama mówi
Spokojnie, oni znikną, potopią się
We własnej głupocie
Marszczą czoła, patrzą spode łba
Jakby świat należał do nich
Mama mówi
Spokojnie, oni znikną, potopią się
We własnej głupocie

Mają gęby wrogie i puste łby
Jedyne co potrafią to szczerzyć swoje krzywe kły
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo