Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref.: Dzisiaj uciekam w modlitwę.
Nawet jeśli to, tylko piękny mit.
Zostawiam całą gonitwę.
Zamykam oczy, a Ty, mów tak pięknie mi.

1. Ja wciąż nie wiem,
Czy zrobiłem wszystko, co mogłem,
by to co dookoła nie było tak podłe.
Znów zapominam, co dobre, co mądre,
Goniąc to co modne.
I modle się, choć wyznaje wartości świeckie,
O więcej miłości w tym społeczeństwie.
Jesteśmy w niebezpieczeństwie,
Bo deptamy siebie w pogoni za własnym szczęściem.
I znów opadają ręce,
Gdy widzę tą samą agresję,
na ulicy i na Wiejskiej.
Każdy ma swoją wersję prawdy.
Leki na depresję bierze niemal każdy.
Dziś możemy tylko wspólnie się pomodlić.
Tylu jest ludzi, którzy Ci już Ci pomogli.
Jesteśmy w sumie do siebie podobni,
Trzeba tylko znaleźć wspólny mianownik.

Ref.: Dzisiaj uciekam w modlitwę.
Nawet jeśli to, tylko piękny mit.
Zostawiam całą gonitwę.
Zamykam oczy, a Ty, mów tak pięknie mi.

Chcę uciec jak najdalej,
od świata, który rani nas.
Codziennie, w to, co piękne.
Może to być złudzenie,
lecz chce znaleźć pocieszenie.
W modlitwie, w modlitwie!

2 I coraz częściej mam w głowie mętlik,
i daję sobie spokój,
Przestaję na chwilę pędzić.
Nic mnie nie grzeje, nic mnie nie ziębi,
Siedzę w domu i palę mądre księgi.
Wole wierzyć w coś, niż nie wierzyć nic.
Dlaczego spadam zawsze w drodze na szczyt?
I po raz kolejny słyszę życia zgrzyt.
I uciekam w modlitwę, uciekam w mit.
To siedzi, tak głęboko w człowieku,
Od wieków,
Przeczucie, że czuwa nad nim dobry opiekun.
By życie miało jakąś wartość i sens,
By chciało nam się rano ruszać, w kolejny rejs.

Ref.: Dzisiaj uciekam w modlitwę.
Nawet jeśli to, tylko piękny mit.
Zostawiam całą gonitwę.
Zamykam oczy, a Ty, mów tak pięknie mi.

Chcę uciec jak najdalej,
od świata, który rani nas.
Codziennie, w to, co piękne.
Może to być złudzenie,
lecz chce znaleźć pocieszenie.
W modlitwie, w modlitwie!

Dzisiaj uciekam w modlitwę...
Walki ludzi na miecze z kamfory
Sorry to wszystko działa na mnie jak spory
Chory człowiek jest tym nam dziś, który
Co prowadzą moją duszę do zgody
Co mnie to wszystko sam se poradzę
Zamiast do kuchni dam życie na tacy
Wszyscy już mówią, że jestem wariatem
Za ten stan rzeczy rzucił bym szaty
Każdy zbawienny warty i zwarty
Za bezcen zostanie sprzedać się na tym
rynku handlu dyszami jak z waty
Zero odwagi by postawić się fatum
Boże uratuj to, co już mamy
Coraz więcej jest wszystkich oddanych
Jezusowi zła kolekcji to radany
Ja poezją ulicy leczę twoje rany
Zbijam to wszystko rzucając ten kamyk
A my tutaj sobie piękni, oddani
Co jeszcze wstanie znów z nas wytworzyć
Koszty myśli, wulkanie pokory
Z woli wszystkich poległych na polu
Padli, powstały te wszystkie spory

Ref: Kiedy wszyscy wpadną w szał
Kwestia czasu i będziesz sam x4

2. Kiedy wszyscy wpadną w szał będzie koniec
Nic nie uratuje tego świata przed zgonem
Łaknie śnienia, zero snu przed wschodem
Ja ciągle jednak wierzę, przepowiem
Gdzie są ci, co mieli być herosami
Gdzie są ci, co odgrażali się palcami
Gdzie są ci, co żyli wartościami
Gdzie są ci, co ……………
Życia przeszły to jakoś znika
Czeka z każdym porażki wygrać
Czasu nie liczyć jak zegar tyka
Wiesz, że kiedyś powoli zanika

Ref: Kiedy wszyscy wpadną w szał
Kwestia czasu i będziesz sam x8
A ja wychyle dzisiaj szklankę jedną, drugą - szkło
chyba mi niefajnie, jeszcze z pół do w pół do - co
chyba nie do do czwartej i tak w kółko
chyba mi niefajnie i łykam to gówno, to zło

co? chyba szkło, chyba mi niefajnie,
chyba zapominam się i dotykam te pannę i tę
chodź zatańcz dla mnie, ładnie na dnie wódki
zrobimy to nagle, padniesz dla mnie

twarde sutki, marne skutki - szkło
chyba mi ni fajnie chyba mnie to uśpi - to co
jak kusi to musisz wziąć, upić (szkło)
chyba mi to walnie i już mnie nie puści (to co)

fajne maniurki, na parkiecie trunki
upalne stosunki, chyba wiecie co?
i chyba nie muszę mówić, dobrze sam to lubisz
może znasz dzień drugi after jeszcze after po afterze
także musisz !

Ref. x2
pozwól, że ci zaśpiewam o mym trunku dumnym
to mój kolega wbijacz gwoździ do trumny
pozwól, że ci zanucę o mej flaszce pięknej
mojej kochance, gdy proszę ją o rękę

pokale, dupy, dowalę totale wody, opatentowane łupy
- to walę to walę, balet, kabaret, pokale, kluby,
lufy opalane - nalej, oparem towarem upij
- to walę to walę, dalej

smirnoff, bols, daniels, desperados, grzaniec,
zimno coś, dajesz przester na vox, łapiesz?
(koks) i zaśpiewam ci piosenkę,
o tym jak to robić trzeba, żeby było pięknie

gramy w butelkę, chyba mi nie pęknie,
mini mini mani na bani bywa konkretnie,
szkło, jak dynamit i głowa się pali,
wymowa się wali - cóż - chyba niepotrzebnie

wzywam tragedię na parkiecie perwer
w pakiecie mam setę a na setę mam panienkę
dziś proszę ją o rękę i obiecuję przyszłość,
a jutro szkło pęknie i pójdę prosić inną


Ref. x2
pozwól, że ci zaśpiewam o mym trunku dumnym
to mój kolega wbijacz gwoździ do trumny
pozwól, że ci zanucę o mej flaszce pięknej
mojej kochance, gdy proszę ją o rękę

Show me the way to the next whisky bar...
oh, don't ask why... oh, don't ask why... (x3)
W automacie Mercedes 300 CL mknie po asfalcie, a gdzie jedziemy nie wiem.
Noc szara, w radio Piotr Skała ja o rapie gadam,
a za szybami śpiąca Warszawa. I gdy widzę białe koszule w TV wiem,
że gdy nosiłem iwy Ty nosiłeś piramidy.
Remont to u klienta lub w domu możesz mieć,
ja pamiętam jak pół sali miało kurtki sześć pięć,
koszule sześć pięć teraz bluzy 5G, bo to nie dziewięć pięć
i świat zmienił się. To zero dwa dwa kropka com,
zero dwa dwa od początku życia mój dom.
Rondo, on na gaz wciska ostro paf paf pes, wyrzucam splifa za okno.
W zakręt ostro obok Powąski przy piekarni, gdzie nie ma chleba, choć sporo tam mąki.

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz świat jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap.
Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz rap jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap.

Klik, klik to z zapalniczki, splif zapłonął.
Silnik pss, pss, splif za okno, my dalej drogą combo.
Miejskie tagi to hieroglify jak w Comombo
obok rajd na dwa pasy, my prawym prawie na luzie,
bo w prawym lustrze widzę lodówę ziom.
Przykitraj lolka, tam masz kompakt
puść to głośniej. Jedziemy w Polskę na koncert, mamy eskortę,
psy na ogonie i pięć sztuk, które spłonie tam i z powrotem.
Eldo, Diox, Dany Drumz lecimy trasą bogaci w szacunek ludzi tych,
którzy tym płacą hajs, hajs to wolność za pracę.
Ty musisz to skumać, bo w przeciwnym wypadku nie będzie nas u was.
U nas noc, żółte światła, spoko jest dobrze,
splif w dłoni, non stop orient to dobry nawyk,
Eldo, Diox, nocny rajd ulicami Warszawy.

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz świat jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap.
Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz rap jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap.

Zbiegam po schodach, myślę co się zmieniło,
słucham Buckshot'a, myślę kiedy ten czas minął.
Od czasów wersy, rymy, zwrotki i słowa
Koncertów Grammatik maestro edytoriał, klipów
na VHS oglądanych u Józka.
Ledwo zdałem maturę ze studiów wylali Józka.
Dzwonię do Józka, ustalam wyjazd na koncert,
jedziemy do studia nagrać kolejny long play.
Nie żałuję, bo nie umiem, nie zapominam i nie pamiętam,
swoją przyszłość buduję. A rap? Dobre płyty wciąż wychodzą,
chociaż media nie widzą, chociaż media się wstydzą
grać muzykę trochę inną niż ta łatwa
rapera co nagrywa reklamy dla McDonalda.
Halo, tak tak, północ, spoko gra, wpadaj,
weź samochód, ja wezmę jointy i rap.

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz świat jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap.
Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz rap jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap.

Posłuchaj.
Pamiętasz Wiatruczas? Szans już brak,
by tamten czas powrócił, choć w blaskach świateł miasta
Nas nuci One Mic, my gramy. Żółte światła,
miga nam świat przed oczami. To liga gigantów,
liga tych co przegrali, wybrali gigant na ulicach miasta.
To zero dwa dwa, dycha po dwa dwa, zawijam w palcach,
oddycham tym, gdy mijam tych, których zabija czas jak amstaff.
Film płonie, dłonie wybijają rytm, bas gra.
Ten bas wyniósł nas ponad asfalt ulic miasta,
którego honor krwią splamiono, to duma państwa,
którego mapę znamy na pamięć.
My - Diox i Człowiek, który ukradł Ci alfabet,
dziś jedziemy tam, gdzie nie było nas dotąd,
jedziemy dać wers na bit.
Możemy dać Ci słowo, GRM, Eldo, HiFi, Diox bankowo.Noc,rap, samochód
Świeci luna, pali Gural znów bata
DGE hakuna matata, nie strugam wariata
Melodie na strunach przeplatam
Dobre słowo to fortuna magnata
Pocztówka z mojego świata, rap entertainer
Szpady-trener, dyszę jak Vader
Nie wiedzą kiedy wejdę, nie wiedzą kiedy przyjdę
Nie wiedzą kiedy wyjdę...
Szpady, Szpady, Szpady, Szpady bejbe
Po chuj się łudzisz, mamisz? Porzuć swoją zawiść
Bo wrzodów się nabawisz, wiesz że nic nie poradzisz
Gural liryczny karabin, rap-rabin, złość swoją zabij
Jedziemy jak konwój pełen miłości cabby
Mówi Szpady Robin Hood, co zadymę robi znów
Uprawiam ten lobbing swój, nie zmęczył mnie drogi krój
Dla nich stosy pod nogi kłód pośród pożogi łun
Choć mówili ślimak, ślimak, ślimak pokaż rogi mu!

Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać
Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać

Świeci luna, Gural nie śpi, on czuwa
Nowy kwadrat, nowa parapetówa
Nowa wczuwa, Szpadyzornia nie śpi w ogóle
Dzieci nocy, na nosie mam Szpady-gogle
Jak moi ziomble mają ciągle wakacje
Na nic twe dywagacje, bije dzwon na kolację
Mam akredytację, mam dotację z ulicy
Z Wielkopolski stolicy, dzicy Szpady-zawodnicy
My... mamy basy, cyki, sample, mamy werble
Niszczymy pętle, Szpady, Szpady, Szpady bejbe
Mamy kolejne wielkie aspiracje
Przez hip-hop stacje gnamy, wiemy - mamy rację
Zamówienia na płyty, kontraktacje na ciuchy
Mamy widok na jutro, mamy siano na ruchy
Mamy odciski na palcach od liczenia kabony
Mam rymów miliony i parcie na mikrofony
I... mamy żetony żeby grać w rap-kasynie
I równowagi zmysł by robić balans na linie
W karabinie kule, żeby strzelać w sedno
I nie jest mi wszystko jedno...

Jedziemy z tym
Jedziemy z tym
Jedziemy z tym
Jedziemy z tym
Jedziemy z tym

Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać
Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać

Do luny wyję, do drzwi twoich znów kołaczę tym
To nie Wilkowyje, lecz mam wciąż wilkołacze sny
Chcę pobiec, przeżyć chwilę nocną w zgodzie ze swym zen
Wlać w siebie szybko, mocno - znowu poczułem zew
Pompuję krew, Gural wydziela substancje
Masz palpitację? Palę plantacje, znam chiromancję
Mili państwo...
Na pojebaństwo dożywotnią gwarancję dam

Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać
Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać
Śladem po sobie będzie wszystko co zdziałam
Śladem po mnie będzie dla was hałas
Przekrwione oczy na zdjęciach u przyjaciół
Zjebane dyski to pech, pech albo fatum
To, że TeWu ma momenty i, że czasem się zagrzewa
Charaktery, różnice, wyjście poddać się logice
To co pozostawię na mych odbiorców postawię
Pozytywnej interpretacji zostawię, me teksty
TeWu rap w słusznej sprawie, zostaną
Rysa na psychice kilku kobiet

To, że kilka się przestanie szmacić
Dobre argumenty przy konfliktach
Okruchy szczytów dla skrzatów
Głupie plotki o mnie i o reszcie
Spowodują tylko sławę pośmiertnie
Zobaczysz tak będzie
Nie ma co pukać w drewno nie malowane
Pierdol zabobony, fakty wszystkim znane
Chcę zostawić szczerość, chcę zostawić słowa, chcę
Chcę zostawić prawdę, bo tylko zalety ma
Kiedy już odejdę tylko jej będziesz chciał
Wtedy zwrócisz uwagę na wersy, które słyszysz
Możliwe, że złapie cię bunt i duma
Będziesz krzyczał, krzyczysz - TeWu rap yo

[x4]
Ślad po sobie, ślad, ślad po sobie...

Już za, na karku ćwiartka, tak
Uwieczniona następna kartka
A najważniejsze przekaz i wiersze
Gramofono wyjadaczy, bombingowo, wymiataczy zmieszczę
Zwany wariatem, z małolatem na matę przemieszczę
Stukam za to czeka z koką w domieszce, odpukam
Życiowe stresy, nocne dreszcze na biegu streszczę
Co za bezczel, dziesięć razy roku pory wyjście na szerokie tory
Byłem chory, gdy nie wychyliłem nosa z nory
Z nie na farta po piętach ci drepcze
Więc na razie tylko szepczę, wróżę
Chciałem lecz nie umiem, więc nie będę śpiewał w chórze
Mam rodzinę, kocham inną muzę i napis na murze w głowie
Więcej nie piękniejsze i duże
Walczy tu podwórze, uszanuj graffiti burzę

[x4]
Ślad po sobie, ślad, ślad po sobie...

Płonące logo, zapisane zakurzone zaszłe zeszyty
Dusza idzie drogą, nietykalne bity, donośny głos
Bezradność, ból, wstyd, przeraźliwy krzyk
Wieczny psycholog, niebieski fanatyk
Potok tuszu, testament slangiem na arkuszu
Ścięte dredy w worku w białym kapeluszu
Cisza, martwe ściany
Dźwięk nie oznajmia kolejnego dnia został przechowany
Zbiorowa rozpacz odszedł z tysiąca
Mieszkaniec Świętochłowic, szacunek do końca
Przykład pozostał, synu pamiętaj
Godnie reprezentuj, kontynuuj marzenia, powstań
Łączy nas podpis, granitu krew
Ta sama pasja, ten sam powiew
Milion odbitych stóp na śląskiej ziemi
Bądź dzielna matko, wierze w ciebie
Nie płacz dobrze mi tu w niebie, patrz

[x4]
Ślad po sobie, ślad, ślad po sobie...
[WILKU]
Bierz to, masz co chciałeś, Hemp Gru
Kręć to, czy już stestowałeś, Hemp Gru
Jeśli nie myślisz na nic zda ci się mój CD w ręku
Przeproś i podziękuj
Chcesz jeszcze
Dzieciak, talentów swych nie zmarnuj tylko
Nim się obejrzysz zrozumiesz, że życie jest chwilką
Bezcenną, bądź świadom a napewno nie zmarnujesz jej
Następny skręt w wspomnienie zmienił się
To moi ludzie, ja i 5G
Wiem czego chce i to zdobęde
Dziś świętujemy życie, bo życie jest święte
Na krawędzi 2003 JLB to my
Mokotowskie lwy, walczymy o to by spełniły się nasze sny
Żeby rodziną byli bracia z rap gry
Nie tylko ja i ty, ja i ty
Podkład przesłuchany, interes dogadany
Emano 600V! dawaj nagrywamy
Hardkor, WZD, Terror Bit słychać wszędzie
Numer uno na kolędzie, niech tak będzie
Póki co, niech tak będzie.

[ŻARY]
Jestem Żary, zwykły dzieciak szary
Wychowuje się na rewirze starym
Mokotów w imię wiary JLB
Zaciskam swe pięści, życie na krawędzi
Z wami się nie pieści
WWA wieści z ulic mego miasta
Wzrasta temperatura wzrasta rytm bicia twego serca
Twa robota pierwsza napewno nie ostatnia
Codzień nie pomoże lotto zdrapka nie pomoże system
Bo system to pułapka, prawda
Uważaj martw sie o siebie, martw się o bliskich
Nie zadbasz o wszystkich nawet gdybyś chciał
Robię tylko swoje,bo co robić mam
Bóg dał mi talent więc go wykorzystam
Praca, szkoła dla mnie to rzecz oczywista
Żeby coś osiągnąć najważniejsza jest ambicja.

Ref.:
Żyjemy na krawędzi, tu nie jest kolorowo
Ja i moi ludzie pozostajemy sobą
Kolejne słowo, Hemp Gru i Dj600
Kolejny ruch, wykonany z sensem 2x

[ASFALT]
Szybkie bicie serca co sekunde się powiększa
Jeszcze chwila, przed nim długa mila
Idź do żyda, który dobre fanty łyka
Pycha na dzień dobry, już nie będzie chodził głodny
Na krawędzi, nie jeden tą ścieżką pędzi
JLB braterskie więzi, system dookoła ludzi kręci
A ja po swojemu dąże do celu
Wokół bieda, nikt nic za darmo nie da, żyzna gleba
A dla głodnych chleba brak
Tak życ, tak umrzeć, chory świat
Za swe marzenia płacąc widokiem zza krat
Asfalt Hemp Gru dojdziemy do celu
Od problemu do problemu, trzeźwo na to patrze
Slady zatre, bo psy wszędzie
Nie jednego zakręcili na komendzie
A mówił, że jakby co dobrze będzie
Małolat po ciemnej stronie miasta śmiga
Z nim ekipaludzi dobrze znancyh
Trzymam z nimi, szacunek dla nich
Jeszcze raz Hemp Gru JLB wszystko uda się.

[BILON]
Elo HG dyscyplina rap, na krawędzi 2
Są te chwile z przed lat, ja i mój brat
Wciąż nowe doświadczenia
Stoje na krawędzi lecz inny punk widzenia
Ta na faktach nie raz w życiu odpierdalała palma
Moment zatracenia, czy ty to widzisz
Ma karta przeznaczenia, klucz otwiera drzwi
W oddali światło co coraz mocnej lśni
Już mniej rozlanej krwi, a gniew ciąle w nas tkwi
Moim ukojeniem jest marihuana
Coś ci nie pasuje to noga dupa brama
Joint z rana jak pochodnia się rozpala
Dalej krąży, dawaj do nas może jeszcze zdążysz
Dobra sprawa trawa a nie twardy towar
Jedziesz sam ze sobą, nie po swoich wrogach
Opuściłeś lekcje, czas na odrobienie
Każdy dostaje zadośćuczynienie
Pozdrówki puszczam w eter i kończe na tym teraz
Elo 600 Volt na krawędzi jeszcze nie raz.

Ref.:
Żyjemy na krawędzi, tu nie jest kolorowo
Ja i moi ludzie pozostajemy sobą
Kolejne słowo, Hemp Gru i Dj600
Kolejny ruch, wykonany z sensem 2x
Życie różnie się układa, mówią
los się kłania albo stoi z pałką grubą
i bije mocno i równo, metodycznie i długo
aż twarz się staje krwawą masą
a ciało kukłą bez czucia niemal
Ból stał się codziennością
Prawie zapomniał co jest wolnością
w zatrzaskiwanych szufladach
Gubił ostrość myślenia, krwawił ostro
i bił się ze świadomością non-stop
Ile cierpienia można znieść?
I jaki jest sens istnienia?
Jak można taki świat pozmieniać?
Za bramą umarły marzenia i cele
wsiąkły w pokoje przesłuchań i brudne cele
Czasami myślę co czuł chodząc po Oczki
czy kiedyś w Alei Szucha postawił luźno kroki
Na Rakowieckiej umiał się śmiać? nie wiem
nigdy nie mogłem zapytać, umarł przed moim urodzeniem

Ulice przeklęte...

Wiele miejsc ukrywa straszny sekret
za zwykłą nazwą ulice przeklęte
świadectwa bólu, słowa z ustnych przekazów
by nikt nie zapomniał świadków tamtych czasów
Wiele miast naznaczonych podobnie
wiele rodzin, anonimowa wspólnota wspomnień
Te same myśli, odpowiedzialność za pamięć
bo jeśli po nich nic, to co po nas zostanie?
Moje miasto wciąż rośnie pod niebo
w każdym wolnym miejscu rośnie szkło i beton
Coraz mniej tradycji, ludzi dla których znaczy życie tu coś więcej
nie jest to miejsce pracy i snu jedynie
a chcą tu zostać i poczuć przez chwilę
przez chodnik, jak serce miasta bije
Może gdzieś spotkasz sierpniowym wieczorem
kogoś, kto historię tych ulic ci opowie
I pokochasz je mocno, potem sam je poznasz
na nocnych spacerach, tych do wschodu słońca
Moje słowa jak historie pradawne
Ciągle żywe na topie nie na dnie
Do póki jestem i wyrażam się składnie
Nie dopuszczam myśli że Grammatik upadnie
I zniknie w przeciągu jednej chwili
Tak jak inni przychodzili później odchodzili
Nie dając sobie rady twarze w dłoniach skryli
Na tej płaszczyźnie nic nie zdobyli
Trudno zawsze trafiają się przeszkody
Nawet jeśli przełamane pierwsze lody
Głusi na dobro kreatorzy taniej mody
Hity od sprawdzonych nie ważny projekt nowy
Dlatego Jotuze na krytykę zawsze głuchy
Nie pozwolę by krzyżował ktoś me ruchy
A więc basta zostaw mnie i ludzi z mego miasta

Ref.: Zawsze żywi trzymając swoje słowo
Zawsze twardo robiąc swoje bo warto
Nie ufając fartom nieznanym życia kartom
Zawsze żywi zawsze żywi x2

Wiem jak dużo jeszcze roboty cały czas
I widzę tą siłę w nas pełną mocy
Lecz mnóstwo roboty
Ja omijam kłopoty
Instynkt pozwala mi żyć swoim życiem
Marzyć i realizować rymować rap grać
Robić swoje
Jakie stop
To niezależny hip hop
Samodzielnie tylko z pomocą paru kumpli
To miłość do tej grupy nienawiść do durni
Do krytyków co w życiu majka w ręku nie mieli
Gdy robiliśmy oni na dupie siedzieli
Teraz z nich milion sceny specjalistów
Ekspertów od gówna nie słyszących słów
Dużo chcę osiągnąć wy wciąż przeszkadzacie
Widzicie to ale tego nie słuchacie

Ref.

Nie pozwolę sobie na luksus pójścia do piachu
Dopóki dla kumpli ważne będzie słowo brachu
Wiele rzeczy przede mną i jeszcze dla mnie
Kolorowa przyszłość jak kolejny rzut wanie
Znasz to uczucie nie do opisania
Jeden głupi moment pierwszy krok do sprzedania
Ale na to nie pora przynajmniej nie teraz
Poczekam będę nadal moich ludzi wspierał
Słowa dobierać rozważnie
Uważać by nie wtopić i nie przejść przez łaźnie
Tylko głupi na odwrót zrobi i przeżyje kaźnie
Ja taki nie jestem życie dla mnie testem
Do walki nie ruszam pod byle pretekstem
Rzadko gaszę innych Kozakiewicza gestem
Nie posługuje się wyszukanym tekstem
Spekulacje myślenie abstrakcyjne
Do niczego nie prowadzi kłopoty gromadzi
I nawet gdy matczyna dłoń po głowie gładzi
Tak już musi być nikt na to nic nie poradzi

Zanim trafiłem tutaj przeszedłem długą drogę
Boje fizyczne doskonalenie umysłowe
Robiłem swoje
Ćwiczyłem praktykowałem
Tylko tego chciałem więc nie burz moich marzeń
Nie prowokuj złych zdarzeń
To moje granie
Rymowanie o tym że na krytykę głuchy
O tym że wykonałem konkretne ruchy
Nie gadałem nie plotkowałem nie ściemniałem
Załatwiałem i jak jebana mrówka pracowałem
Teraz zbieram plony teraz czas na sukces
Teraz scena podziemia piedestale widzieć grupę
A do tych chcą był bym trupem
Pocałujcie mnie w...
CHCWD chowaj się
Sprzedawać narkotyki to tak samo jak mordować
To takie proste śmierć innym dozować
Pierdol dealera dealer cię sponiewiera
Pierdol dealera kutas cię nabiera

Ścierwo od dealera ścierwo cię sponiewiera
"ścierwo jest dobre" ścierwo jest drogie
To gówno cię wykończy zwali na podłogę
Nie możesz się podnieść jesteś na haju
W głowie akcja filmu myślisz że jesteś w raju

Jesteś ujebany przyjebałeś coś mocnego
Teraz odjeżdżasz lecz uważaj kolego
Bo raj to gówno co cię urzekło
Ten pieprzony raj zaraz zmieni się w piekło

Bo od tego gówna wysiądzie ci mózg
Rozmieniasz się na drobne aby poczuć tani blues
Dealer to twój kumpel dealer nie ma serca
Dealer to kurwa dealer to morderca

Sprzedawać narkotyki to tak samo jak mordować
To takie proste śmierć innym dozować
Pierdol dealera dealer cię sponiewiera
Pierdol dealera kutas cię nabiera

Śmiertelny zastrzyk morderczy biały proszek
Czy już nie ma nadziei nawet Bóg tu nie pomoże
Narkotyki i dealerzy to religia tego świata
Więc uważaj bądź czujny miej oko na brata
Chroń swą rodzinę i przestrzegaj każdego
Nie bierzcie nie dilujcie czy nie wiecie dlaczego

Przecież jest to rzeczą straszną kiedy małe dzieci zaczną
Nasze przyszłe pokolenie padnie ofiarą tej zarazy
Ja przestrzegam nie raz a wiele razy
Gdy młoda narkomanka tuż po porodzie
Obserwuje i widzi swoje dziecko na głodzie


Przeraźliwy płacz tej małej istoty
Która jest uzależniona

Co wtedy czują matka i dziecko
Czy takie scenyje mają prawo być
Nie sądzę wiec zastanów się idioto
Skąd nieszczęścia się biorą
Zastanów się co robisz bo to jest na pewno zbrodnią
Morderstwo morderco efekt twojej działalności

Sprzedawać narkotyki to tak samo jak mordować
To takie proste śmierć innym dozować
Pierdol dealera dealer cię sponiewiera
Pierdol dealera kutas cię nabiera

Sprzedawać narkotyki to tak samo jak mordować
To takie proste śmierć innym dozować
Pierdol dealera dealer cię sponiewiera
Pierdol dealera kutas cię nabiera

"Świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia"
Ten kto to powiedział miał chyba pierdolca
Haj to ucieczka od życia kłopotów
Pierdolonych problemów
Tylko dokąd spytajcie o to handlarza narkotyków
Kiedy będzie wam wydzielał małą porcję zastrzyków

Narkotyki bardzo szybko życie ci spierdolą
Odbiorą co najlepsze wrzucą cię w błoto

Więc pierdol to wszystko i skończ z tym nałogiem
A dealer pan i władca przestanie być twym bogiem

Sprzedawać narkotyki to tak samo jak mordować
To takie proste śmierć innym dozować
Pierdol dealera dealer cię sponiewiera
Pierdol dealera kutas cię nabiera
Ej, ty kolo myśl sobie co ci się żywnie podoba
I oby nie jebła ci do łba woda sodowa
Mam Amsterdam nie ruszając się z Mokotowa
Wolę się nastukać niż wciągać i gotować
Ej, ty kolo chciałbyś błyszczeć jak diament?
Lecz jesteś fermenciarzem i tylko siejesz zamęt
Zmienia styl trzy razy na godzinę
Dla mnie zostaniesz zwykłym marnym skurwysynem
Ej, ty kolo czaisz o co przypierdala?
Podrabiane prawilniaki trzymają się z dala
Dla takich jak ty jesteśmy chamami
My takich jak wy nazywamy lamusami
Ej, ty kolo zadowalasz się sloganami?
Czujesz niechęć do zapoznania się z faktami?
Damy radę, bo szacunek mamy
HG wciąż ci sami nie dajemy się omamić
Ej, ty kolo cwaniaczku za dychę
Zapamiętałem cię wyłapiesz na michę
Nie raz jeszcze balansku strzeż się
W moim mieście moi ludzie są deszczem
(Ej, ty kolo) ej, ty kolo masz lipę
Nigdy nie próbuj mącić w mej ekipie
Twoje pady dla prawdziwych są kitem
Razem z Hemp Gru [?] do celu idę

Niegdyś w ząbek czesany dzisiaj w kółko golony
Uważaj buraku, bo zostałeś namierzony
Nie unikniesz swojej drogi to są bloki i pogróżki
Rozłóż karty tarot poznaj jutro swe u wróżki
Raperom sombrero na głowę zakładasz
Zawiąż se sznurówki do czegoś się nadasz
Platynowym gównem plujesz, rekord bijesz
W koło jedna granda by wywołać skandal
Będą tańczyć jak im zagrasz, jest balecik
Na nim polskie suki, parę słów mam powiedzieć
By uniknąć w świecie luki, tylko zobacz koluniu
Niczym twarze Hollywoodu okrzyknęli się gwiazdami
Niby wszystko na polewkę, a swą dupę by sprzedali
W Arkadiusa sklepie koncert, niezły wypas
Ostry konkret oddaj twarz a zabierz forsę
Fundnę ci w szampanie kąpiel
Jeszcze jedno zanim skończę
Być czarniejszym od murzyna
Ciężka sprawa ale bywa (ale bywa)

Ej, ty kolo romarszcz te pryszczate czoło
To parę miedziaków trące tu w około, jadę
Mój prywatny widok nigdy z taką gębą
Nie dość, że ruszył w kit to gubi tępo
Otwartość za to nigdy ust mi nie zamyka
Spryt to logika i gamoń zmyka
Bo u mnie zawsze w cenie powiew myśli czysty
Żart równy powadze, tylko fifty-fifty
Pod warunkiem, że (że) wiesz jak to się je (je)
Co z czym i kiedy i po co się to żre
Jadę dalej masz numero uno
Zapamiętaj trzymaj fason z dumą
Teraz duet, nie wpadaj w zamułę
Zaczyna koncert w rapie, po chuj masz dumę?
I wieża wre energię życiową
Tylko z tymi co się dzielą, swoją ślę
Na koniec quatro z tym już nie tak łatwo
Testosteron w środku, a w około stadko
Koleżki partnerka jak najbardziej święta
Jakie tutaj świry? jaka kurwa mięta?
Lamusów trzeba gnać i sprawa jest zamknięta (ciach)
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo