Popularne piosenki. Polski Hip Hop

ref.x4
Przepite oczy masz
zajebana twarz
chyba dużo chlejesz
chyba dużo chlejesz

Trzy samochody wypasionych ludzi
wjazd na trasę i nikt się nie nudzi
dym oddech fura koło fury
podanie przez szybę nabitej rury
ciągnie się trasa
wdech wciąż głęboki
kierunek tam gdzie odbywają się skoki
podbitka pod chatę a raczej pod bar
tam zrobiliśmy konkretny hałas
pozdrawiam was chłopaki i dziewczyny
ten balet jeszcze raz powtórzymy ( proste )
lecz przypomnijmy sobie coś jeszcze
dyskotekę gdzie były same leszcze
nas pięciu podbitka pod bar
z klijętką bajer i na nią char
butelki powale lecące w tonale
my dalej wytrwale kończymy ten balet
na zewnątrz lota podbija chłopak
zebrał ze sierpa a potem kopa
choć było wielu nikt mu nie pomógł
podlazł koleszka do mikrofonu
wracaj kolego poczekamy
a za parę minut niestety spierdalamy

ref.x4
Przepite oczy masz
zajebana twarz
chyba dużo chlejesz
chyba dużo chlejesz

Teraz mówi ten co gorzołą się leczy
Kto bawi ze mną na pewno nie zaprzeczy
Najebany ostro z peronu się zjebałem
co tam, co tam pady trenowałem
Ale chuj w to ważne żeby w przód szło
Na zdjęciach nie tłok znajomych krąg
Albo ta biba co z tynku gniazdka wyrywałem
W najebanym stanie różne jazdy miałem
Ej człowiek na zdrowie kielon goni kielon
Jebie się w głowie taa
Klub czy domówka
Żołądek nie Żubrówka
A w sumie jeden chuj to nie problem mój
Poproszę Żołądek poproszę też Cole
Nie ma to jak impreza na stodole
Jakieś dupy na pewno nawiniemy
Jesteście porządne tak my o tym wiemy
To ten chuj Ostry bajer rozpoczyna
No co Ty student dobry chłopaczyna
Zmachany ostro bo kawałek spory
Patrz jak się bawią pobieratory
Czasem walki były i się źle kończyły
Był też przypadek że się psy pomyliły
Dziesięciu naokoło jak na ziemi wkurwiony
Wstałem otrzepałem
Ej chłopaki jestem urażony
Kopiecie jak panny oj to od nowa
Potem szpital ranny
Bo styl mam nienaganny
Młode wilki wyjadacze
Bo w melanżach to zawodowi gracze

Ref.x4
Przepite oczy masz
zajebana twarz
chyba dużo chlejesz
chyba dużo chlejesz

Chleje ile wlezie tuż nazajutrz po imprezie
Blady tak jak trup wysączony [?] snu
Budzą telefony że rebel obalony
Że jakiś król ma szale
Masz problemy zalej pałę
Nie przerywaj opcji spaniem bo jest co odsypiać
Nie oszczędzam się na Vipach taki już mój zwyczaj (proste)
Mój styl sposób bycia życie to wprowadza
Kielon z kaca, kaca wspomnieniami wraca
Duszą imprez ostrych bo z tych wypadów nocnych
Pamiętna akcja stąd znajomi z każdych stron ( stron )
Popiłem aż pobladłem
Wynikła afera
Nagle ktoś tam dostał w ryja
Co się okazało psiarska żmija
Po tajniaku do chłopaków i chciał mnie coś mącić
Chyba nie przypuszczał że to tak się może skończyć
Po następnej bibie poszedł za mną do dzinii
Z aktualnie jest do dziś
Przewijam Ci tu fakty tak jak Tomasz Lis
Inny wieczór siema Azot trzeba by gdzieś niżej
Wybrali opcje elegancki lokal
Pasowaliśmy tam jak kutas do oka
Znów zasiali rebel przyjechała ochrona
Za moment pogoniona
Szef lokalu modlił się do Boga
Żeby szlak nas trafił w biały dzień na prostych drogach
A Bóg jeden chciał na opak
Wysłał mnie ze składem na sylwestra
Gdzie jak zaczęli pić to nie mogli przestać
A to równa się afery przedsmak
Zaczęli pokojowo tańce na parkiecie, szama i polany gorzoł
W głowie niezły kocioł oby tak do rana
A biba będzie udana lecz skończyło się na planach
Uskuteczniony talent wisząc na balecie zamęt
Dwunasta godzina wszyscy składają życzenia
A wulkan się napierdziela
[?] pozdrowienia zniesmaczyło wielu (wielu)
Ta zdechła w oka mgnieniu lecz nie dla nas ( dla nas )
Z rozjebanym okiem dalej tańce sobie napierdalał
W nowy rok z chustą w rękach
Opuchnięta, uśmiechnięta gęba
Biba temat rzeka
Kartek by nie stykło żeby opisać wszystko
Wylewać za kołnierz się nie zwykło
Mój styl kojarz z imprą

Ref.x4
Przepite oczy masz
zajebana twarz
chyba dużo chlejesz
chyba dużo chlejesz
[Intro: VNM]
V N M, ta!
Stary zaufaj mi. Zawsze będę robił nowe rzeczy. Zrobię je na tej płycie, na następnej i na jeszcze następnej. VNM, możesz być pewien, ta!

[Ref.]
Wtórne płyty też tu robią cash wiem,
ale zaufaj mi, nie po to tu przyszedłem
To wszystko płonie w nas,
i to wszystko to nie hajs
Możesz nie wierzyć to chuj mnie obchodzi

Wtórne płyty też tu robią cash wiem,
ale zaufaj mi, nie po to tu przyszedłem
To wszystko płonie w nas,
i to wszystko to nie hajs
Możesz nie wierzyć to chuj mnie obchodzi

[VNM]
Wizja mglista, zdobędę te jeansy G-Star,
Nim po liścia moje kiksy pies będzie na pizdach fiskał
Zrobię to rapem, bo będę piękne linijki pizgał
Rap to kumpel, dziesiątki tysięcy ten sukinsyn mi stał
Takie wersy to nie rymowanka z czuj stary
Takich wersów nie zrobi mój stary czy twój stary
Nie zrozumie ich moja mama czy twoja mama,
Daro z VIVY z O Co Kaman, nie skuma tu o co kaman
Oni nie, ale tu paru tak
Ten co to flow tutaj kuma to zna
Hejtuje ten, który gula tu ma,
I suma sumarum on z chuja tu spadł
Ta, wersy express, tak jak NSX
Jak nie wiesz ocb? Do okładki dorzucę tekst też
Robię swoję, miga za plecami liga mi,
Bo mam ich za sobą wciąż, stojąc z lustrami vis a vis
Pieprzę te CD ich
W miesiąc zrobiłbym złoto jak dałbym na cały album Flesze czy Widzę ich, bo...

[Ref.]
Wtórne płyty też tu robią cash wiem,
ale zaufaj mi, nie po to tu przyszedłem
To wszystko płonie w nas,
i to wszystko to nie hajs
Możesz nie wierzyć to chuj mnie obchodzi

Wtórne płyty też tu robią cash wiem,
ale zaufaj mi, nie po to tu przyszedłem
To wszystko płonie w nas,
i to wszystko to nie hajs
Możesz nie wierzyć..

[VNM]
Kto stoi w miejscu ten się cofa, więc
z czasem forma ginie im,
Styl ich jakby zakonserwowany w formalinie był i,
Śmieszne, że jest tu na to syty popyt,
Ej, jakbym z takim skillem tu nie miał dillu synu brałbym psychotropy
A tak by mogło być i tak labelom tu dobrze się wiodłoby,
Ale w tym lofcie czas otworzyć okno by,
Ta muzyka tu miała progress, nowa szkoła się rozwijała na dobre,
Żeby każda tak zwana gwiazda starała się zmieniać, a nie rozmieniała na drobne,
Ale to czcze życzenia, tu się niewiele zmienia
Apetyt na nowe rzeczy maleje od przejedzenia, ale,
Moi fani mogą mi na bank ufać,
Że ich za tandetę nigdy nie będę na hajs ruchać
Nie nawijał Wiz Khalifa tu
Takich tekstów nie pisze się w pół godziny po czterech piwach i splifach dwóch
To jest szacunek, tworzymy tą subkulturę,
Więc zmieńmy jej wizerunek, pchnijmy go w górę, bo ciągle...

[Ref.]
Wtórne płyty też tu robią cash wiem,
ale zaufaj mi, nie po to tu przyszedłem
To wszystko płonie w nas,
i to wszystko to nie hajs
Możesz nie wierzyć to chuj mnie obchodzi

Wtórne płyty też tu robią cash wiem,
ale zaufaj mi, nie po to tu przyszedłem
To wszystko płonie w nas,
i to wszystko to nie hajs
Możesz nie wierzyć...
Niezależnie od sytuacji zawsze broń swoich racji
To dla twojej informacji, reszta jest owiana tajemnicą
Jedni będą krytykować, inni się zachwycą
Jedni będą cir szanować, drudzy znienawidzą
Ale mam swoich ludzi, oni tak samo świat widzą (proste)
Chłopaki z Czumy dla was słowa życzliwe
Razem uczymy się tego co prawdziwe i fałszywe
Próbujemy osiągnąć to co się wydaje niemożliwe
Może ty mi powiesz jak przetrwać w tym państwie
Gdzie codzienność oparta jest na przekrętach i kłamstwie
Że w życiowym spektaklu pieniądz gra główną role
Kto szasta flotą, ma władze i kontrole
Spróbuj zrozymieć, zaznaczam specjalnie
Łatwiej dym rozpętać niż go skończyć triumfalnie
Pomyśl racjonalnie, bo nie ma co udawać
Jakoś w tym życiu trzeba sobie rade dawać
Kolejne kroki stawiać rozsądnie i rozważnie
Nie myśl przesądnie, tylko traktuj to poważnie
Wierz zawsze w siebie i zachowaj ideały
Pamiętaj o szerych słowach, które zawsze bolały
To droga do celu, a nie droga do chwały
Na zawsze taki sam, czerwony i biały
Dlatego zastanów się dobrze zanik kogoś tu wykpisz
Bo jestem ciągle z chłopakami, dlatego ve victis

Ref.:
Prawda boli, ale trzeba ją powiedzieć
Z chłopaczynami na miejscu już nie moge wysiedzieć
Wiedzieć rzeczy oczywiste wcale nie jest łatwo
Wyjdź na ulice i sprawdź to x2

Sprzedawcy bestsellerowych opowieści tanich
Głupoty gadają, ludzie łykają nie patrz na nich
Bo życiowej prawdy przekaz niesie ten, który ją zna
Przecież takich niema, to wszystko lipa i ściema
Wtedy zaczyna się schemat
Zdajesz sobie sprawę, że to ty przegrałeś
Wtedy siadasz na ławe i tak na dobrą sprawe
Wiesz, że tylko sobie możesz ufać
Lecz to jest nie prawda, kolejna skrucha
W niebezpiecznych ruchach ufać trzeba nie do końca nigdy
Nie wygra ten, kto jest nie ufny lub naiwny
W życiu trzeba być sprytnym, żeby sobie jakoś radzić
I jak wielki szu, o tyle grać, by nie przesadzić
Ciągłe przekręty, kłamstwa i brednie
Nie rażą cię, to są sytuacje powszednie
Życie biegnie z pokorową twarzą zawsze
Kto mądrzejszy ten ślady za sobą zatrze
To się dzieje tutaj, w szarych blokach, nie w teatrze
Zawsze tak na to patrze, widze wszystko co się dzieje
Żeby było lepiej chce i co z tego mieć nadzieje
Tylko moge, żeby w życiu odpowiednią wybrać droge
Ktoś pomoże, cisza przeraża mnie
Szanuje tych, co jak trzeba zawsze za mną wstawią się
Być charakternym, to sie wie, to sie wie
To sie wie

Ref.

O wilku mowa, a on na ciebie się czai (ta)
Nie wierzysz, spytaj Ziaji, on życie zna
Tak jak ja, Yelonki i Szopena załoga
To nie pierwsza noga podłożona pod mój krok
Dla ciebie to szok, a dla mnie prawda
Problemy związane jak kokarda
Uderzają we mnie wszystkie naraz jak petarda
Potrzebna mocna garda i uniki konkret
Wtedy jest możliwość, że do celu dotre
Bo niby każdy mówi prawde, ale patrząc im w oczy
Nie rozpoznasz fałszywki, to on cie zaskoczy
Nagle granice przekroczy i masz chuj do powiedzenia
A życie się toczy, więc uważaj kogo na rozmowe zabierasz
Patrz dokładnie w kim przyjaciół wybierasz
Spójrz na kim się opierasz, z kim trzymasz
Czy pomoże ci, kiedy zadyma
Czy w remach tylko możesz mieć do niego zaufanie
I nie upadnie (nie upadnie), bo kto upadnie ten nie wstanie
Sam napewno nie, są potrzebmi ludzie zaufani
To jest ważniejsze od ciuchów Karla Kani
Ci co nie ufają nikomu (to co) są przegrani
Ci co ufają jak naiwniacy - przekręcani
Oczywista sprawa, to uliczne prawa
W mieście Warszawa nie jeden chuj strzela z ucha
Ale nad takimi krąży uliczna kostucha
Kto słucha ten wyciągnąć wnioski potrafi
Nie ma zaufania tak jak w mafii
Każdy każdemu na ręce się patrzy
Jeszcze jest taka ekipa (kto?) co rozleci się raz dwa trzy
Nie ma co gadać komuś trzeba ufać
Bo inaczej w stolicy miejsca nie ma co szukać
Dla siebie w stolicy przecież nie jest jak w niebie
Codzień nowe problemy przy codziennym chlebie
A kto się złamał wydał wyrok na siebie
Wydał wyrok na siebie, wydał wyrok na siebie

Ref.
A ja wychyle dzisiaj szklankę jedną, drugą - szkło
chyba mi niefajnie, jeszcze z pół do w pół do - co
chyba nie do do czwartej i tak w kółko
chyba mi niefajnie i łykam to gówno, to zło

co? chyba szkło, chyba mi niefajnie,
chyba zapominam się i dotykam te pannę i tę
chodź zatańcz dla mnie, ładnie na dnie wódki
zrobimy to nagle, padniesz dla mnie

twarde sutki, marne skutki - szkło
chyba mi ni fajnie chyba mnie to uśpi - to co
jak kusi to musisz wziąć, upić (szkło)
chyba mi to walnie i już mnie nie puści (to co)

fajne maniurki, na parkiecie trunki
upalne stosunki, chyba wiecie co?
i chyba nie muszę mówić, dobrze sam to lubisz
może znasz dzień drugi after jeszcze after po afterze
także musisz !

Ref. x2
pozwól, że ci zaśpiewam o mym trunku dumnym
to mój kolega wbijacz gwoździ do trumny
pozwól, że ci zanucę o mej flaszce pięknej
mojej kochance, gdy proszę ją o rękę

pokale, dupy, dowalę totale wody, opatentowane łupy
- to walę to walę, balet, kabaret, pokale, kluby,
lufy opalane - nalej, oparem towarem upij
- to walę to walę, dalej

smirnoff, bols, daniels, desperados, grzaniec,
zimno coś, dajesz przester na vox, łapiesz?
(koks) i zaśpiewam ci piosenkę,
o tym jak to robić trzeba, żeby było pięknie

gramy w butelkę, chyba mi nie pęknie,
mini mini mani na bani bywa konkretnie,
szkło, jak dynamit i głowa się pali,
wymowa się wali - cóż - chyba niepotrzebnie

wzywam tragedię na parkiecie perwer
w pakiecie mam setę a na setę mam panienkę
dziś proszę ją o rękę i obiecuję przyszłość,
a jutro szkło pęknie i pójdę prosić inną


Ref. x2
pozwól, że ci zaśpiewam o mym trunku dumnym
to mój kolega wbijacz gwoździ do trumny
pozwól, że ci zanucę o mej flaszce pięknej
mojej kochance, gdy proszę ją o rękę

Show me the way to the next whisky bar...
oh, don't ask why... oh, don't ask why... (x3)
Ej, ty kolo myśl sobie co ci się żywnie podoba
I oby nie jebła ci do łba woda sodowa
Mam Amsterdam nie ruszając się z Mokotowa
Wolę się nastukać niż wciągać i gotować
Ej, ty kolo chciałbyś błyszczeć jak diament?
Lecz jesteś fermenciarzem i tylko siejesz zamęt
Zmienia styl trzy razy na godzinę
Dla mnie zostaniesz zwykłym marnym skurwysynem
Ej, ty kolo czaisz o co przypierdala?
Podrabiane prawilniaki trzymają się z dala
Dla takich jak ty jesteśmy chamami
My takich jak wy nazywamy lamusami
Ej, ty kolo zadowalasz się sloganami?
Czujesz niechęć do zapoznania się z faktami?
Damy radę, bo szacunek mamy
HG wciąż ci sami nie dajemy się omamić
Ej, ty kolo cwaniaczku za dychę
Zapamiętałem cię wyłapiesz na michę
Nie raz jeszcze balansku strzeż się
W moim mieście moi ludzie są deszczem
(Ej, ty kolo) ej, ty kolo masz lipę
Nigdy nie próbuj mącić w mej ekipie
Twoje pady dla prawdziwych są kitem
Razem z Hemp Gru [?] do celu idę

Niegdyś w ząbek czesany dzisiaj w kółko golony
Uważaj buraku, bo zostałeś namierzony
Nie unikniesz swojej drogi to są bloki i pogróżki
Rozłóż karty tarot poznaj jutro swe u wróżki
Raperom sombrero na głowę zakładasz
Zawiąż se sznurówki do czegoś się nadasz
Platynowym gównem plujesz, rekord bijesz
W koło jedna granda by wywołać skandal
Będą tańczyć jak im zagrasz, jest balecik
Na nim polskie suki, parę słów mam powiedzieć
By uniknąć w świecie luki, tylko zobacz koluniu
Niczym twarze Hollywoodu okrzyknęli się gwiazdami
Niby wszystko na polewkę, a swą dupę by sprzedali
W Arkadiusa sklepie koncert, niezły wypas
Ostry konkret oddaj twarz a zabierz forsę
Fundnę ci w szampanie kąpiel
Jeszcze jedno zanim skończę
Być czarniejszym od murzyna
Ciężka sprawa ale bywa (ale bywa)

Ej, ty kolo romarszcz te pryszczate czoło
To parę miedziaków trące tu w około, jadę
Mój prywatny widok nigdy z taką gębą
Nie dość, że ruszył w kit to gubi tępo
Otwartość za to nigdy ust mi nie zamyka
Spryt to logika i gamoń zmyka
Bo u mnie zawsze w cenie powiew myśli czysty
Żart równy powadze, tylko fifty-fifty
Pod warunkiem, że (że) wiesz jak to się je (je)
Co z czym i kiedy i po co się to żre
Jadę dalej masz numero uno
Zapamiętaj trzymaj fason z dumą
Teraz duet, nie wpadaj w zamułę
Zaczyna koncert w rapie, po chuj masz dumę?
I wieża wre energię życiową
Tylko z tymi co się dzielą, swoją ślę
Na koniec quatro z tym już nie tak łatwo
Testosteron w środku, a w około stadko
Koleżki partnerka jak najbardziej święta
Jakie tutaj świry? jaka kurwa mięta?
Lamusów trzeba gnać i sprawa jest zamknięta (ciach)
Pewnego wieczoru złożył nam wizytę...

Mefistofeles siedział wczoraj na oknie
Wyszedłem do niego, żeby nie czuł się samotnie
Zimny parapet, ale noc była ciepła
I tak siedzieliśmy - noc, diabeł i ja
Patrzę na wasz świat już od dawna - mówił
Ulubiłem to miejsce i kocham ludzi
Opowiadał o czasach, których nie mogłem znać
I tak siedzieliśmy - noc, diabeł i ja
Wiesz, żyjecie w stadach, żeby czuć się bezpiecznie
Cierpicie w stadzie, bo chcecie się wydostać
Kiedy większość zaczyna działać niedorzecznie
Lub chce od was tego czego nie możecie oddać
Wybiór zbiorowy, wolność pod kontrolą
Chociaż Bóg dał ją wam bez ograniczeń
Wolność, gdzie prawdę zastąpiono wygodą
Nim wybierzecie, zysk z wyboru wyliczycie
Słuchałem go chociaż nie mój to był świat
I tak siedzieliśmy- noc, diabeł i ja

Wczorajszej nocy usiadłem na oknie u człowieka
Nie chciałem żeby czuł się samotnie
Wyszedł do mnie samotność umie dokuczać
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja
Jego mieszkanie pachniało cynamonem
Tytoniem z fajki, miał ze sobą książkę
I wiarę w świat mocną, że nie mogłem jej złamać
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja
Mówił - mój świat to wybory świadome
Miłość i nie skrępowane namiętności
Chwile, które przepełniają emocje
Tak mocne, że uzależniają jak narkotyk
Pluję na konwencję, w grę społeczną nie gram
Wybrałem świadomie swoją samotność
Moją kochanką od dawna jest poezja
Erato która do ucha szepcze tak słodko
Słuchałem go, on mówił - piękny jest świat
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja

Mefistofeles wkrótce zniknął w książce
Poeta zamknął na klucz ją w biurku
Powietrze w pokoju wypełniły emocje
On wziął czystą kartkę i garść ołówków
Kartki zniknęły i poeta gdzieś odszedł
A pokój zaczął wyglądać znajomo
Czasem wracają, siedzą u mnie na oknie
Nocni goście, których męczy samotność
Stara szkoła wciąż na topie we wschodniej Europie
Ten bit kopie, moc w hajhecie, werblu, stopie, yo
Ja tu żyję, ja to wiem to kolejny rok
Do góry głowy, do góry i dumny krok [x2]

Na początku lat dziewięćdziesiątych, gadka nie lada, otoczenie bada
Pierwsze rymy składa nadal, nie ma bata, dobre buntu lata
Dalej gada grandzi, inspiracją po gandzi
Niedziol, Gee, toć to ci Tuwandalo, Dono men di
Na wstępie wstępnie, Cham do góry pnie i Spidi kuzyn pięknie
Drogi się rozeszły ha, nikt nie wymieknie następnie Gie giba w pasiach
W gaciach nie mięknie fuck, niejeden wspólny pęknie track
Stopa, stopa, werbel, klank, sport zajawe slum dung
Kawę na ławę, rapu pound PAPU Band, kapisz? jo to kleja ty nie bawisz
Wolę dente, gitarki, klawisz, stare sample czaisz
Oddajcie brzmienie, oddam mienie, ściętej głowy marzenie
Chyba, nie ma co tu gdybać, a skąd, niezmienny pogląd
Jak w wodzie ryba, wybacz lecz pod prąd

[x2]
Stara szkoła wciąż na topie we wschodniej Europie
Ten bit kopie, moc w hajhecie, werblu, stopie, yo
Ja tu żyję, ja to wiem to kolejny rok
Do góry głowy, do góry i dumny krok

Stary włącz to gówno włącz, oburącz
Na pewno nie będzie źle tylko włącz
A skąd? a wiesz? a co? a chcesz?
Z E-Europy, z a-analogów
To to co, co, co, to co słyszysz
Europo, krzyczysz, Europo, krzyczysz
Miłe były czasy kiedy producent się nie byczył
I ciężka praca tak jak podczas kaca
Dobre ekipy, stare bity, TeWu Asta la Victoria
Per sempre baby, wskakuj tutaj i pokumaj
Starej budy klei i nowy staff rap starego staff rapu
Nie ominie, nie wykludzi, nie pobrudzi
Bona, bona buc ma brudzić nana, nanana
Móc się wdupić tam gdzie nie trzeba
Stara szkoła nie umrze, nie, nie ma, nie ma

[x2]
Stara szkoła wciąż na topie we wschodniej Europie
Ten bit kopie, moc w hajhecie, werblu, stopie, yo
Ja tu żyję, ja to wiem to kolejny rok
Do góry głowy, do góry i dumny krok

Podkręć na fule szpony w górę, podkręć co nie Gie?
Od dziewięć dwa w mojej krwi, Paryż pierwsze CD
Dystrybucja Andegrandaz, Pii, zaszczepili mi, podkręć na fule, podkręć
Old, old, old, old, niezliczone cienie PAPU Mord
Kult, dołącz, wskakuj w TeWu rwący nurt
Powtórka z historii za oceanem start
Łap, łap na wschodzie europy drugi etap
Maniole starej daty jeszcze kilka lat pomęczą
Nie klęczą tyskie sączą z rapem nigdy nie skończą
Bywało różnie, chwile zwątpienia bywały
Zapełniały dema regały, przysparzały lokalnej chwały
Zakodowana wiedza hardcore szpeca, Wyrwani Recordz-Ślad poleca
Pozdro Wro, Pokolo, Grupa 13, ho
Pokłony dla braci, dzięki wam TeWu se radzi
Nowe słoniole se sadzi, gromadę gromadzi
PAPU Band, PAPU Band szoruj tam gdzie mocny sound, PAPU Band
Info na plakatach darcie w pakach, serce dla kultury
Koncerciki, mury, tanie fury, śliczne córy
Płonie logo na suteczkach pieści cziki, kocha
Srebro dynda, wciąga na najwyższe szczeble autentycznych winda
Rynek łapie stare sample, budzi dźwięki archiwalne
Kluby wypełnione, biletów już dawno brak, sprzedane
Skończ *****, skończ, skończ *****ić, że umiera
Umrze produkt nie kultura, autentyczne opowieści
Jak nie w mediach to w podziemiu, lata płyną blisko do trzydziestki
Na ulicach drobne zmiany, dziwny człowiek niegdyś, lepiej teraz postrzegany
Synek pionierów szanuj wkład, rytm kolejnych lat
Peja, WWO, Zipera, K.A.S.T.A., Molesta, O.S.T.R.y, W.Y.P 3, Hemp Gru
Ta, wszyscy powstaliśmy z jednego gruzu

[x2]
Stara szkoła wciąż na topie we wschodniej Europie
Ten bit kopie, moc w hajhecie, werblu, stopie, yo
Ja tu żyję, ja to wiem to kolejny rok
Do góry głowy, do góry i dumny krok
W automacie Mercedes 300 CL mknie po asfalcie, a gdzie jedziemy nie wiem.
Noc szara, w radio Piotr Skała ja o rapie gadam,
a za szybami śpiąca Warszawa. I gdy widzę białe koszule w TV wiem,
że gdy nosiłem iwy Ty nosiłeś piramidy.
Remont to u klienta lub w domu możesz mieć,
ja pamiętam jak pół sali miało kurtki sześć pięć,
koszule sześć pięć teraz bluzy 5G, bo to nie dziewięć pięć
i świat zmienił się. To zero dwa dwa kropka com,
zero dwa dwa od początku życia mój dom.
Rondo, on na gaz wciska ostro paf paf pes, wyrzucam splifa za okno.
W zakręt ostro obok Powąski przy piekarni, gdzie nie ma chleba, choć sporo tam mąki.

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz świat jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap.
Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz rap jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap.

Klik, klik to z zapalniczki, splif zapłonął.
Silnik pss, pss, splif za okno, my dalej drogą combo.
Miejskie tagi to hieroglify jak w Comombo
obok rajd na dwa pasy, my prawym prawie na luzie,
bo w prawym lustrze widzę lodówę ziom.
Przykitraj lolka, tam masz kompakt
puść to głośniej. Jedziemy w Polskę na koncert, mamy eskortę,
psy na ogonie i pięć sztuk, które spłonie tam i z powrotem.
Eldo, Diox, Dany Drumz lecimy trasą bogaci w szacunek ludzi tych,
którzy tym płacą hajs, hajs to wolność za pracę.
Ty musisz to skumać, bo w przeciwnym wypadku nie będzie nas u was.
U nas noc, żółte światła, spoko jest dobrze,
splif w dłoni, non stop orient to dobry nawyk,
Eldo, Diox, nocny rajd ulicami Warszawy.

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz świat jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap.
Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz rap jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap.

Zbiegam po schodach, myślę co się zmieniło,
słucham Buckshot'a, myślę kiedy ten czas minął.
Od czasów wersy, rymy, zwrotki i słowa
Koncertów Grammatik maestro edytoriał, klipów
na VHS oglądanych u Józka.
Ledwo zdałem maturę ze studiów wylali Józka.
Dzwonię do Józka, ustalam wyjazd na koncert,
jedziemy do studia nagrać kolejny long play.
Nie żałuję, bo nie umiem, nie zapominam i nie pamiętam,
swoją przyszłość buduję. A rap? Dobre płyty wciąż wychodzą,
chociaż media nie widzą, chociaż media się wstydzą
grać muzykę trochę inną niż ta łatwa
rapera co nagrywa reklamy dla McDonalda.
Halo, tak tak, północ, spoko gra, wpadaj,
weź samochód, ja wezmę jointy i rap.

Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz świat jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalam splifa, włączam rap.
Wsiadaliśmy w auto słuchając rapu,
słuchając rapu pędziliśmy przez miasto,
teraz rap jest inny, miasto inne, Ty i ja,
wsiadamy, zapalasz silnik, włączam rap.

Posłuchaj.
Pamiętasz Wiatruczas? Szans już brak,
by tamten czas powrócił, choć w blaskach świateł miasta
Nas nuci One Mic, my gramy. Żółte światła,
miga nam świat przed oczami. To liga gigantów,
liga tych co przegrali, wybrali gigant na ulicach miasta.
To zero dwa dwa, dycha po dwa dwa, zawijam w palcach,
oddycham tym, gdy mijam tych, których zabija czas jak amstaff.
Film płonie, dłonie wybijają rytm, bas gra.
Ten bas wyniósł nas ponad asfalt ulic miasta,
którego honor krwią splamiono, to duma państwa,
którego mapę znamy na pamięć.
My - Diox i Człowiek, który ukradł Ci alfabet,
dziś jedziemy tam, gdzie nie było nas dotąd,
jedziemy dać wers na bit.
Możemy dać Ci słowo, GRM, Eldo, HiFi, Diox bankowo.Noc,rap, samochód
To ja Peja skurwiel ten pieprzony MC
Ja otwieram ceremonie teraz ja opowiem ci
Co czuje co myślę i o czym chce rymować
Nie można tu udawać pozować czy żartować
To podstawowy rytm wbija się do głowy
Jestem królem mikrofonu i pękają zasłony
Wtedy się obnażam ja i moje rymy
Nie ma tutaj pozwy wtedy jestem prawdziwy
Uwielbiam recytować prześladuje mnie rytm
Zaraz eksploduje wyszukuje jedna z płyt
Więc dajemy czadu nie chcemy tracić dupy
Szybko i sprawnie składam rymy do kupy
Nie zostanie przecież z tyłu nie bój kurwa
Nie bój nie bój nie bój
Ten kawałek recytacji to materiał na przebój
Jestem rąbnięty nieźle pogięty
Mój styl jest uliczny mój język zawzięty
Dużo recytuje składam zajebiste frazy
A że często rzucam mięsem-skurwielu bez urazy
Tak po prostu mówię więc i tekst jest rozjebany
Niekiedy na koncertach ludzie patrzą jak pawiany
Gdy rzucam rymami recytuję niczym skurwiel
Uprawiam poezję bo nie jestem zwykłym durniem
Peja trudny dzieciak wszyscy mnie tu znają
Niektórzy mnie nie lubią niektórzy mnie słuchają
Po pierwszej płycie niczym was już nie zachwycę
Teraz albo numer dwa wszystko nadal nieźle gra
Uderzył nowy rok minęło znów kilka miesięcy
Pomysłów w mojej głowie jest naprawdę coraz więcej
Mam ciężkie objawy poważne zatrucie
Obsesja rytmu coś pod nosem wciąż nucę
Potrzeba rymowania potrzeba recytacji
Przesłoniła mi wszystko nawet wiję wakacji
Odpoczynek nie teraz-wyśpię się w grobie
Choć na graniu w kapeli tak niewiele zarobię

Yo stuknięte białasy mówię raz i dwa
Pieprzony Iceman tak teraz ja
Rymuje nie truje polecą kurwy polecą chuje
Taki jest mój styl i dobrze się w nim czuje
Peja zaczął lecz ja jeszcze nie chcę skończyć
Niech muzyka Rap wszystkich nas złączy
Połączy ją i nigdy nie rozłączy
A jeśli ktoś tego nie chce niech się kurwa odłączy
Strzeli sobie w łeb i żywot swój zakończy
United Clan ja także ich znam
Popieram i pozdrawiam kurwa nie ściemniam wam
Było raz i dwa a teraz jest trzy
To nie są koszmary to nie są też sny
To pieprzony Iceman oraz pierdolony Kid
Slums Attack grupa walcząca o byt
S L U M S-zapamiętaj to dobrze jeśli jeszcze nie wiesz
Atak przez dwa T a na końcu CK
Śmierć kurwom pozerom nasza dewiza jest taka
Po trzy jest zawsze cztery po cztery pięć i sześć
Przekaż wszystkim dookoła naszą wspaniałą wieść że
Hip-Hop don't stop bo to nie jest żaden wrak
Który zatonie i trafi go szlak
Siedem osiem dziewięć no i wreszcie dziesięć
Niech wieść o Slums Attack po świecie się rozniesie

Jeszcze został nam tutaj trzeci MC
Który o grupie Slums Attack coś powiedzieć chce

Slums? Slums Attack-o co tutaj chodzi
Ja znam kolesi gdy byli jeszcze młodzi
Zawsze lubili dobitnie gadać
Muzę i rymy do kupy składać
Peja i Iceman to dwaj psychole
Kochają Lecha wierni kibole
Skurwiele wszystkich tutaj znają
Co jest dookoła oni total w dupie mają
Lecz teraz ja mam mikrofon
To ja Grzechu nadaję ton
Ze Starej Szkoły się wywodzę
Teraz powracam na scenę wychodzę
I jeszcze coś do powiedzenia mam
I teraz wam pokaz dam
Nie jestem gangster nie jestem pener
Niejedni uznają to za feler
Ale ja to mam w dupie
I trzymam się w kupie
Kupy nikt nie ruszy
A moje teksty płyną z duszy
Lubię panienki lubie się bawić
Ile ich miałem nie będę się chwalić
Bo ja jestem Grzechu rapu as
I swoim tekstem pogrąże was
Lubię też wypić drugów niw odmawiam
Lecz nikogo do niczego nie namawiam
I tak mój tekst wolno się ciągnie
Lecz jeszcze Peja z giwery i pociągnie
Więc końcówka jest taka
My to najlepsza paka
Schodzimy ze sceny jak żar rozpaleni
Krzyki oklaski oto sławy blaski
Flow to ma Joe,ja mam tylko gadane
nie hara mnie obcych haseł przeszczepianie
na nasz grunt,grunt to wpłasny patent,bunt
wyczucie rytmu,kilka słów granie bez nut
i nim zdarzy się cud,my musimy Ci wystarczyć
hasło improwizowane,tak improwizowane
ja nie wiem co powiem,a Ty nie wiesz co się stanie
proste granie,mały humor,dosyć duże zamieszanie
poruszenie przez to brzmienie co w tym drzemie me korzenie
sięgają dosyć głęboko,także nowe rzeczy spoko
zapoznaj sie więc z teraźniejszą filozofią
prezentuję mały luzik,robię to dla moich ludzi
chcesz powaznie nam zaszkodzić?
wciąż się trudzisz i się łudzisz że wymarzesz nas z mapy
...respektów dasz przykłady
wyciągniesz każdy brud i nim zdarzy się cud
znikniemy z horyzontu,atak z pierwszej linii frontu
nigdy się nie poddamy,nasz region bitem wspierany
nowa partię rozgrywamy,wizerunku nie zmieniamy
Nie!! nie zmieniamy wizerunku
teraz kilka krótkich zdań,kilka słów o szacunku
wiele miłości dla wariatów z okolicy
ulicznych cwaniaków,wykolejonych asów,
przegranych,którzy walczą,nigdy nie patrz z pogarda
mały telewidz,wspólny temat jedno hasło
dla wszystkich zywicieli pasożyt Sykuś wielkie dzięki
teraz składa co niedziela kluchy gratis u sąsiada.
a teraz konkrety,tylu ludzi,o rety!zadymiona eksa z placu
szybko poznasz ich od razu
dla drugiego pieknego,dla taty Rajmundiego,dla DECKSa klimaty
na WESTcie o big baty więc uważaj,daj respekt,dibo kontroluje resztę
przenosze się w tekście,PC park jestem nareszcie
każdy kręci jak może o black mic Da Blaze nas poprze
zemsta jak słodyczy,dymi projekt to się liczy
zawsze będę z Wami,pokręcimy znów gałami teraz STOP
powrót stare sprawy przybrały obrót
obrzucony błotem w ... spór przy płycie stare waśnie
kto czarną owcą,kto zawinił to nieważne
93'rok nie zapomnę zima szok,afro starego Ajsmen wie o co w tym biega
i to nic że czas przemija,czas zostawić coś po sobie
kilka upragnionych chwil szybko zamienić w opowieść
i to jeszcze nie koniec,królik Rossman będzie dobrze
tylu ludzi na was czeka,spotkamy się na wolce
Pokój wszystkim draniom,przede wszystkim huliganom
przecież nas znasz, .....nasza twarz i choć spadek
był blisko każdy wierzył no i wyszło.
jeszcze dużo się wydarzy,ja pozdrawiam kumpli zawsze
u zbiegu stulecia,w zyciu tyle złych rzeczy
ktoś ginie ktoś strzela ktoś bije ktoś kaleczy
tego nie da się wyleczyć dużo niepotrzebnych śmieci
ciągle pamiętam prędola,nie zapomnij go odwiedzić
dla wszystkich normalnych bez ego kolosalnych
rozmiarów hip hopu,twórców w całym kraju
wielu składów,zaprzyjaźnionych gadów
piątkowski,częstochowski,każdy równy żaden gorszy
dla tych lokalnych róbcie dalej ja to chwalę
Kaczka,wiesz o co chodzi, masz zacięcie i talent
Pamiętam też o Ważce,powiększyła się rodzina
nie pękaj,będzie dobrze,nowy etap zaczynasz
a dziewczyna Mała Mi nic nie obiecuje Ci
jesteś wszystkim co najlepsze niech tak już zostanie wiecznie
a koniecznie lemart jeden dwa,stara hip hopowa gra
odlotowca familia trzeba razem sie trzymać
i rozwijać wspólną pasję,hip hop nigdy nie wygaśnie
no właśnie mc Grześ,dałeś import na swej taśmie 90'
i dlatego wciąż do przodu by nie sprawic wam zawodu
dla wszystkich wystarczy,postaram się poważnie
Trudny Sykuś twardziel,znany jako Peja bardziej
powoli będę konczył wóda jebie komóry
znaczy szwankuje pamięć jeśli o kimś zapomniałek
szczerze przepraszam, zapomnieć nie chciałem
I nim zdarzy się cud my musimy Ci wystarczyć
Sykuś,Peja,Decks lodowiec już tu jest
taki tekst i nim się zdarzy cud.
Wszystkiego nie najlepszego, od mojego to wara
Ciągle myślę o tobie w kategorii ofiara
W moich oczach poległeś, nie przyjmuję przeprosin
Niezależnie od tego, którą mamy na osi
Ciągle ciebie przeklinam, kurwa tu nie ma przebacz
A mówiłeś, że śmiało mam na tobie polegać
Poleciłeś mi typka, który zwichnął się z hajsem
Jak Pih dam ci dłoń, ale policzę palce
Potem bójka pod klubem, poszło chyba o szelest
Ciężko było nie dostać, skoro ich było czterech
Ty uciekłeś pajacu, jesteś zwykłym frajerem
Jeszcze kurwa się sprułeś, że ci kręcę aferę
Tego było za wiele, podjechałem z Danielem
Poskładałem cię dziwko w tą pamiętną niedzielę
Jesteś zerem i tyle, stawiam na tobie krzyżyk
Do gorszego poziomu już się nie można zniżyć

Ref. x2
Wszystkiego nie najlepszego, no i nic się nie zmienia
Ja najchętniej to nie znał bym cię nawet z widzenia
Wszystkiego nie najlepszego, każdy wers tutaj rani
Ty zobaczysz, że skończysz z chujem między zębami

Mój celownik wędruje znów na ciebie skurwysynu
Twoje życie klasy B, nie pruj się do mystreamu
Pamiętasz tamtą plotę? Milczenie jest złotem
Tak mówiłeś, lecz dobrze wiemy co było potem
Nie zawaham się użyć słów, które zabolą
Gorzkich przemyśleń, dosadnych jak nekrolog
Pamiętasz szmato Wojtka? Wtedy to się działo
Od włażenia mu w dupę, zbrązowiało ci ciało
Byłem wtedy naiwny, nie wspomnę już o pechu
Dziś wymieniam cię z psami na tym samym oddechu
Lekką utratę twarzy? Możesz kurwa zapomnieć
Już ją dawno straciłeś i nie oprzesz się o mnie
Nikomu nie zazdroszczę, kiedy ty stoisz w ogniu
Ja się śmieję z ziomkami osiem razy w tygodniu
Życzę byś się nie podniósł, wiesz, że mam ciebie za nic
Idziesz na dno skurwielu, jak pieprzony Titanic

Ref. x2
Wszystkiego nie najlepszego, no i nic się nie zmienia
Ja najchętniej to nie znał bym cię nawet z widzenia
Wszystkiego nie najlepszego, każdy wers tutaj rani
Ty zobaczysz, że skończysz z chujem między zębami

Teraz weź doceń to jaką szansę dostajesz
Będzie o tobie głośno, spłynie to całym krajem
Teraz pójdź kogoś oczerń, swoim starym zwyczajem
Potem zamiast (******), przyjmij nazwisko frajer
Nie masz żadnych przyjaciół, ja się wcale nie dziwię
Już od dziecka zapewne byłeś obiektem szyderstw
Gdy o tobie wspominam, z litością głową kiwam
Jednak matka natura potrafi być złośliwa
Nie opatrzysz tej rany, ty jak niechciana ciąża
Jesteś takim chujozą na jakiego wyglądasz
Poznaliśmy się znajdo, ja ci kurwa pomogłem
A co w zamian dostałem, powiedz mi jak tak mogłeś?
Ale dno, masz dzieciaka, który nie zna cię suko
Dobrze wiem, że ci pewnie nawet nie jest z tym głupio
Nie porównuj się zdziro do tych dobrych chłopaków
Ty w najlepszym przypadku skończysz gdzieś na zmywaku

Ref. x2
Wszystkiego nie najlepszego, no i nic się nie zmienia
Ja najchętniej to nie znał bym cię nawet z widzenia
Wszystkie nie najlepszego, każdy wers tutaj rani
Ty zobaczysz, że skończysz z chujem między zębami
Usta milczą, mięśnie spontanicznie drgają
Chcesz wybuchnąć, nerwy nieustannie grają
W środku ogień choć na zewnątrz się tli
Tętno rośnie, otwierają wam się drzwi
Wyjście z szatni, czysty umysł i donośny głos spikera
Echo głosu gdzieś odbija ostatki słów trenera
Głucha cisza w moich uszach, koncentracji jeszcze łyk
Cień ucieka, światło razi a trybuny dają ryk
Pewnym krokiem, pewny siebie z dobrą nutą idę w przód
Tak jak zawsze niby syty, a wciąż walki czuję głód
Długa droga choć do mety ale idę tam gdzie to
W czterech kątach narożniki a tam tylko ja i on
Gdy uderzę sierpa w głowę będzie jak na żniwach kosa
Z głowy zlecą krople potu jak poranna rosa
Choć to ring, pełen spokój tutaj jestem jak u siebie
Wiesz jak będzie ?
Ja nad tobą, Ty na glebie
Głębie oczu i już jestem bardzo blisko
Damian moje imię a Jonak to nazwisko
Głośny gong, wiem co robić teraz mam
Pięści w górę, no i w końcu sam na sam.

Idź, idź, idź i walcz !
Idź, idź, chłopak walcz !
Idź, idź, dajesz tempo !
Idź, idź, wygrasz wiem to ! x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo