Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Dr Skacz:
Drogi słuchaczu, widzę że dotarłeś do końca płyty
gratuluję, jak się nie podobało to weź ją wyrzuć
pewnie i tak ściągnąłeś ją z neta
a jak się podobało to się nie dziwię
sam bym sobie ją kupił gdybym nie był postacią fikcyjną
a na koniec dla wszystkich piosenka

Jeszcze raz to powiem.

Gdy dopada Cię depresja i nie wiesz co robić masz
aż z oczu łezka spływa zalewa Ci twarz
to potrzebna jest tabletka połknij ją albo weź kwas
hera w bletkach koi wszystkie rany w nas
połóż się na torach chyba na to pora
odjaraj towar i nie pytaj konduktora
lub otwierając browar wetknij głowę w sedes
to metoda na 2 przecież na delirium trening
nie męcz się chłopak tak wszystko jest super
a cały świat przecież i tak ma Cię w dupie
więc załącz to na loopie i odjaraj cannabis
Panie słuchaczu, musisz się Pan zabić... zabić... zabić...
1. Może kiedyś przyjdzie taki dzień,
że spotkamy się tam może gdzieś
ja nie wiem, tylko Bóg to wie
że zanim umrę świat może skończy się
więc chcę śnić jak bym wiecznie miał żyć
a żyć jakby miało mnie nie być
bo ja nie chce tak po prostu życia przeżyć
chcę coś wiedzieć chcę się znowu cieszyć
wiem że gdzieś ktoś tam na mnie czeka
nie wiem jeszcze kto wiem że mam przetrwać
wtedy gdy jest źle wiem co mnie czeka
doskonale wiem żeby wierzyć w człowieka
ten świat często kradł mi łzy
ludzie często kradli mi dni
ale nie mam nic za złe nikomu już więcej
dlatego chcę wam dać teraz moje serce

Ref. x2
Wiem że oddam za to krew
Wiem że to nie tylko sen
Bo to na prawdę spełni się
Wiem że przyjdzie taki dzień
Wiem że kiedyś znajdziesz mnie
Bo to na prawdę spełni się

2. Za te dni i za te myśli
życie to przecież balans korzyści
co do strat to coś o nich wiem
dlatego z łatwością przyznaje się że
nie raz ktoś płakał nie raz ktoś śmiał
przeze mnie me myśli nie powiem że nie
z drugiej strony musisz wiedzieć że
gdy dam Ci coś więcej nie pozbędziesz się
nie jestem herosem ale mam w sobie coś
co napędza mą krew co powoduje gniew
gdy widzę jak ktoś oszukuje mnie
jestem bardzo szczery bo to pociąga mnie
nie licz na walkę ja chcę być fair
tak łatwo w tych czasach popełnić grzech
nie jestem święty ale wiem co i jak
wierzę w ludzi po prostu wierzę w nas

Ref. x2
Wiem że oddam za to krew
Wiem że to nie tylko sen
Bo to na prawdę spełni się
Wiem że przyjdzie taki dzień
Wiem że kiedyś znajdziesz mnie
Bo to na prawdę spełni się
Powiedz, co chcesz a ja dam Ci to
Powiedz, co chcesz a ja zagram to x2

Te zobacz znowu twardo stoję
Znowu mikrofon w dłoni znowu robie swoje
Znowu mam wenę jak nie słuchasz to nie
Zgasłem na chwilkę, ale znowu rzucę płomień
Chodź do mnie, bo ja nie odejdę
Weź radość może zatoczy swój promień
Nie mam wokół tłumów, ale tłumie bóle
Że wole fakt, że nie lubisz mnie w ogóle
Nie lubisz słów tych, nie lubisz myśli
Nie lubisz mych idei, że mój sen się w końcu zyści
Nie o sławie i wcale nie o forsie
ale o tym by ludzie byli dobrzy, proszę
Zwykłe marzenie ciągle w nie wierzę
Że obudzę się w spokoju a nie aferze
Jak tak można żyć jak mam Ci pomóc?
Powiedz, co chcesz a może dam Ci to zrozum

Ref:
Powiedz, co chcesz a ja dam Ci to
Powiedz, co chcesz a ja zagram to x2

Powiedz, co chcesz, więc a dam Ci to ja
Nie milkli wtedy, gdy warto wołać
Wystarczy moment wystarczy parę chwil
Byś dostał siły by zmienić siebie, więc wiesz
Powiedz, co chcesz Ty a nie ktoś inny
Nie marnuj czasu, gdy możesz wołać

Ref:
Powiedz, co chcesz a ja dam Ci to
Powiedz, co chcesz a ja zagram to x2
Ej, to 0-22, odbierz telefon
Zamknij oczy, włącz umysł, wyłącz przeciąg
Posłuchaj, usiądź wygodnie, odrzuć świat ten za oknem
Który mówi coś, ja milczę - ty mów do mnie
Pozwól, by świat zwolnił, pozwól by ten dźwięk
Był tym co musisz wdychać, by był twoim powietrzem
Naprawdę chciałbym wiedzieć, co czujesz
Czy jestem jak Kashpirovsky, nudzę cię i hipnotyzuję?
Piszemy dalej, muzyka jak konfesjonał
Jedziemy dalej, to nasz długi marsz, nasza droga

Najczystsza forma, rap bez cięcia, proste
To mój hymn życia, na którym wyrosłem
To jest jak garda przeciw złu tego świata
Patrzcie jak dziś znów triumfuje prawda
Jedziemy dalej jak za starych dobrych czasów
Wśród bębnów, basów i z winylowej płyty trzasków
Uwalniamy ekspresję, tak, niech ona leci w miasto
Niech otwiera umysły, a zmęczonym pozwala zasnąć
Da szansę przeżyć zagubionym na rozdrożach
To rap gramatyczny, którego nie sposób nie poznać
Dziękuję za te chwile, które spędziliśmy razem
Za chwile wrażeń, kolejny tour z prawdziwym rapem
Więc gdy na koncercie pod sceną staniesz
Podnieś ręce w górę jeśli czujesz ten kawałek

Wiele więcej nie umiem, choć Bóg nie skąpił mi talentu
Jednak najlepiej czuję się tu na stopień werblu
Oddycham rapem, wiesz, jeszcze lubię pisać
Grać koncerty, jeździć po Polsce, chcę jeszcze nagrywać
Pytają czasem - po co ten Grammatik
Po tylu latach dla was rap jest jeszcze fajny?
To jest tak, że razem robimy coś istotnego dla nas
Póki patrzymy sobie w oczy nie ma sensu przestawać
Jeszcze chwila nim znajdziemy przystań
Kolejna płyta, kolejny dziki rok na walizkach

Te koncerty jeden za drugim i Polska nasza
To było wtedy, gdy nieśliśmy "Światła miasta"
Teraz podobnie, choć wkraczamy w nowy etap
Reaktywacja od serca, a nie na sprzedaż
Tyle lat na scenie, a my wciąż tacy sami
Taki sam rap gramy, tak samo świat postrzegamy
Odnajdujemy szczęście w tych tak prostych dźwiękach
S33 laboratorium - liryczna Mekka
Z determinacją zwracamy rap, gdzie jego miejsce
Wzrasta ciśnienie, coraz szybciej bije serce

Dziękuję za te chwile, które spędziliśmy razem
Za chwile wrażeń, kolejny tour z prawdziwym rapem
Więc gdy na koncercie pod sceną staniesz
Podnieś ręce w górę jeśli czujesz ten kawałek
Wiesz jak jest było i będzie
Zawsze każdy dba o swoje
Pilnuj interesów... a pójdą zgodnie z planem
Ty też nie żyjesz w miejscu gdzie...
Tak znaczy tak, nie znaczy nie
Pieniądze, przyjaźnie, wpływy, seks
Tak znaczy tak, nie znaczy nie
Życie na jawie czy tylko sen?
Czy tak znaczy tak, nie znaczy nie
Wokół osi zła kolejny dzień
Tak znaczy tak, nie znaczy nie

1.
Od dnia szóstego stąpamy po tej podłej ziemi
Mamy ręce - zabijamy, mamy usta - kłamiemy,
Orgia much, nie ufaj hipokrytom
Zawiedzie cię oko, to oko dzieciak wykol,
Zimny pocałunek w szyję, w otchłań spadasz
To miasto tym żyje, po prostu jak Chada
Zasady są po to żeby je łamać?
Wszyscy wywodzimy się od gada
Liczą się przyjaciele i milczenia zmowy
Reżim, kurwy, nalot dywanowy
Mała wycieczka do piekła i z powrotem
Tu grzesznicy modlą się najgłośniej
Nie znasz dnia ani godziny, walczysz
Ofiary wojny w chwale wracają na tarczy
Niewidzialna ręka rzuca twój los na szalę
Coś w tobie pęka, życie łamie morale

ref.
Skurwysyny, wszystkich przysypie ziemia
Czujesz się na siłach, możesz nas oceniać
Wróg w agonii, my nie oni, towarzysze broni
Nie sądź innych, nie będziesz sądzonym
Błyskawice składają nam hołd
Krwawy sport, nie przyszedłem tu po żołd
Każdy to słyszy, ulica krzyczy
Gloria Victis

2.
Marsz żałobny w tonacji rap gra, gdy jadę furą
Wrogów gardła podrzynam fortepianową struną,
Unisono ze łzami w oczach pierdolą
Lojalność nie była nigdy ich mocną stroną
Na pierwszym planie zawsze zaprzeczanie
Dalej wściekłość, groźby, próba przekupstwa, błaganie
Co? Światła gasną, muzyka cichnie
W tej ekipie nikt nikogo nie wsypie
To dla moich ludzi, dla dobrych chłopaków
Wiedzie się tym, którzy nie boją się strachu
Na wojennej ścieżce na zawsze chłopak z bloków
Ten obraz pozostanie na siatkówce oczu
Bez pardonu, to dla moich bliskich
Jebać ukryte koszty, mamy ukryte zyski
Nie możesz ich pobić, przyłącz się do nich
Odejmować i dzielić, lepiej dodawać i mnożyć

ref.
Skurwysyny, wszystkich przysypie ziemia
Czujesz się na siłach, możesz nas oceniać
Wróg w agonii, my nie oni, towarzysze broni
Nie sądź innych, nie będziesz sądzonym
Błyskawice składają nam hołd
Krwawy sport, nie przyszedłem tu po żołd
Każdy to słyszy, ulica krzyczy
Gloria Victis

3.
Mam frakcję jastrzębi na czele swojej armii
Kiedy nieprzyjaciół trupy toczą już larwy
Pod ludzką twarzą ukryty instynkt hieny
Garść ziemi i na grób chryzantemy
Niejeden Simon Templar jest pierdolonym sępem
Podasz dłoń, uważaj urwie ci rękę
Tak jak każda racja ma swój rewers
Tak wojna to biznes i kwitnie interes
Tu ulice ślepe, tu wilczy dół
Usłyszaną prawdę dziel zawsze na pół
Doświadczenie - mądrości krynica
Może kołysać, trauma vs dolce vita
Zawistne mordy karmione wronami
Patrzę na nich, dzisiaj srają zębami
Chwała przegranym, dzieciak o tym pamiętaj
Twarda dyscyplina, ucz się na cudzych błędach

ref.
Skurwysyny, wszystkich przysypie ziemia
Czujesz się na siłach, możesz nas oceniać
Wróg w agonii, my nie oni, towarzysze broni
Nie sądź innych, nie będziesz sądzonym
Błyskawice składają nam hołd
Krwawy sport, nie przyszedłem tu po żołd
Każdy to słyszy, ulica krzyczy
Gloria Victis
[Stasiak]
Mógł mieć wszystko lecz właśnie dziś to prysło
Wyszedł z domu z walizką nie mówiąc nic szybko
Zostawił list matce który później znalazła w szafce
Zalały łzy twarz i czytała kilka razy uważnie
Droga mamo, przepraszam ale tak być musiało
Za parę godzin zadzwonią że znaleźli moje ciało
Ty wierzysz w niego więc widocznie Bóg tak chciał
Że moje światło już nie świeci wśród świateł miasta
Chciałem zadbać o to, by wykorzystać to co
Daliście mi głupotą było to że byłem idiota
Wpadłem w wir tych chwil pieniądze były mym powietrzem
Oddychałem nim zajęty losem swym w najlepsze
Na pierwsze miejsce zabawa, szkoła na drugi plan
Mówiła cała Warszawa o tym, że długi mam
Ze złymi ludźmi zadarłem musiałem robić co chciał ten
Którego znaleźli rankiem z poderżniętym gardłem
Nie miałem innego wyjścia, chyba już się domyślasz
Że to ja byłem tym tam, który zabił by żyć jak
Każdy człowiek niewinny, rodzina i praca
To koniec mej życia linii, przepraszam...

Ref:
Jeśli masz start masz w życiu coś ważnego wiesz
Jeśli nie to masz czas, nie zmarnuj tego ej
Jest jedno życie wiele szans biegniesz
Dziś mamy rap lecz życie nie jest filmem z happy endem

[Pezet]
Spędzał czas przykładnie z rodziną zanim zaginął
Siedział twarz w twarz ze świnią w ryj o starych bawiło to
Palił chlał wino potem kasyno poker
Rzucił hokej ufali na wyrost choć gubił flotę
Nocne kluby hotel i balangi
Na wylot walił heroiną mówił to katharsis albinos
Łatwo było go więc rozpoznać
Złota blinda ćpunom mówił wiesz to tombak jest
Lombard wymiana złota na hajsy fanty
Nokia stereo sony hi-fi yo
Brązowa śmierć z jego białych źrenic
Do zoba wiesz mówił spotkamy się na tamtej ziemi
Mózg jak ozon dziurawy gdzie nocą bawił
Nie wiedział nikt po co zabił trzy ofiary
Mafiozo z Pragi graficiarz
Przy nim aerozol dragi i jakaś siksa
Dżinsy baggins canabis dla niego koniec
List zostawił na krawacie ojca zawisł na balkonie

Ref.

[Dizkret]
Nie czuł się dobrze tu miał dość i w zamian
Pomyślał że pojedzie do ciotki w Stanach
Od Polski z dala żyć chciał zostać
I nie myślał o powrocie najpierw dostał wizę
Potem sprzedał wszystko żeby mieć na start
Dwa dni przed wylotem przestał spać
Nerwy puściły mu, całą noc w zdjęciach grzebał
Potem przespał cały długi lot za ocean
Wylądował na JFK sam z jedną torbą
Liczył na rodzinę, myślał że mu pomogą
Dali mu spać przez tydzień i ani dnia dłużej
Mieli go za nic był dla nich intruzem
Kiedyś był elegancki chodził w marynarach
Teraz w brudnym t-shircie mył gary w barach
Kiedyś był kimś w Polsce skończył studia nawet
Teraz w nędznej knajpie był popychadłem
Załamany kontemplował życie przez noce
W dusznej, zapyziałej klicie bez okien
Nic się nie zmieniło po rocznym trudzie
To co samo obce miasto i obcy ludzie
W końcu poznał dziewczynę na imprezie dla Polonii
Przyjechała z Łodzi miała prace sprzątała domy
Miał z kim pogadać, zaczęli się spotykać
Zaszła w ciąże on każdej pracy się chwytał
I tak leciała historia miłosna
Stałą pracę dostał, mył okna w wieżowcach
Z najwyższych budynków, patrzył na miasto
Miał co jeść i gdzie spać, łatwiej było zasnąć
Szło im jakoś cieszyli się stałą pracą
Ale na kilka dni za nim skończyło się lato
Źle sypiać zaczął, i już tak się czuł nieraz
Wychodząc z domu miał robotę w dwóch wieżach
Miał przyjść na obiad ale nie wrócił
I sen skończył się, cały świat o tym mówił

Ref. x2
Aha... Fisz z... aha... la la la laj
Aha... jeszcze raz....
A dziki tłum przelewa się po ulicach, chodzą jakby zaczarowani.
Ja gubię się jak zwykle, miasto dla mnie labirynt, w którym wyjścia nie ma
Betonowa dżungla, co ulica to ten sam schemat.
Nie wiem gdzie jestem, czy idę tam gdzie trzeba
Rozpływam się w tłumie, rozpływam się na dobre.
W tramwaju duszno, śmierdzi potem, jadę w złą stronę i z powrotem.
Gubię się na ulicy, w supermarketach, gdzie wzrok rozmywa się, hałas uderza w potylice.
Szukam pieniędzy w kieszeniach, nic nie mogę znaleźć.
Pocę się, wybiegam z powrotem na ulicę, gdzie tak ciasno, słońce oślepia jest tak jasno.
A proszę ratuj S.O.S krzyczę ratuj mnie, bo zgubiłem drogę kolejny raz,
Kolejny raz zeżarło mnie, wiec wzywam Cię ratuj mnie,

Aha aha ratuj mnie....
La la la la, la la la laj
A S.O.S
La la la la, la la la laj
La la la la, la la la laj
A S.O.S
La la la la, la la la laj

A ratuj mnie proszę, wyciągnij mnie stąd, bo jestem taki mały
Tutaj mały, gdzie nie idę popełniam błąd, tędy idę nie tedy gdzie trzeba
Błagalnym wzrokiem gapie się w kierunku nieba S.O.S
A weź mnie gdzieś daleko, gdzieś gdzie nikogo nie ma,
Gdzie słychać każdy oddech, gdzie kontroluje każdy krok,
Nie umawiaj się ze mną przy jakiejkolwiek ulicy, bo ja nie wiem gdzie to jest
Dotrę tam za rok, za dwa, uciekam stąd
Lecz zawsze tu wracam, obracam głową o stopni sto osiemdziesiąt parę,
Szukając wyjścia zgubiłem się do tego mam talent
Mam problem by stąd się wydostać, problem nie byle jaki.
Macham łapami daję Ci znaki

La la la la, la la la laj
A S.O.S
La la la la, la la la laj
La la la la, la la la laj
A S.O.S
La la la la, la la la laj

Atakuje mnie hałas, atakuje mnie tłok, atak przestrzeni
Klęczę, chwytam swoja głowę, połowę drogi mam za sobą, przed sobą mam.
Gubię się w mieście, po mieście nie chodzę sam,
Wracam do punktu wyjścia, mam mokra koszulę,
Tulę do siebie łeb, by uchronić się przed atakiem miasta,
Przed atakiem przestrzeni lekko zakłóconej
Odpadam, już nie chcę, wołam o pomoc, opadam na ryj,
Już nie chcę więcej, weź mnie stąd...

La la la la, la la la laj
A S.O.S
La la la la, la la la laj
La la la la, la la la laj
A S.O.S
La la la la, la la la laj
Mysle o latach które straciłem
O kartkach których nie zapisałem
O przegapionych szansach które miałem
Z dnia na dzień sam znikałem teraz tu
Uzależniony jestem lirycznym narkomanem
Twarde poglady radykalne rozwiazania
Poszły w niepamięć
Teraz w zwolnionym tempie działania
Dzwięk skok w słuchawkach na spoko
Bo nie ma czasu na nerwy zawsze z majkiem
Dopóki swiat nie zrobi sobie przerwy
Bijac się non stop lecz słowem tu na scenie
Na wolno w pełni istnienia
Nie ma co odmawiać
Najważniejsze bliskich szczęscie
Choć dłonie od potu lekkie
Wciąż trening by wynik dał radosci więcej

Ref. Nie musisz mówić mi że pamiętasz
Ja również pamiętam
Za każdym razem kiedy mam mikrofony w rękach
Mam co wspominać i te wspomnienia sa piękne
Doskonale wiem skad przyszedłem

I to jest piękne samo w sobie pamiętam dobrze
Po jakiej drodze przyszedłem którędy chodzę
Dlaczego tutaj jestem co tworze
Kto podał mi rękę dzięki nim teraz mogę
Mogę mieć plany być wygranym
Ruszać w przyszłosć czekać na zmiany
Widzieć jak kwitną owoce pracy
W która wkładamy wszystko
Być artysta tworzacym hip hop
Oddać się rytmom oddać wam wszystko
Rzeczywistosć która oddycham jestem tego blisko
Pamiętam nie zapomne bo zawsze jest wspomnienie
Cały nasz poczatek znam swoje korzenie
Tworzymy swój portret bo nie spadłem od dawna ziemie
Dopóki na twarz spadaja mi promienie słońca
Nie zapomne podstaw bo je cenie

Ref.

Jeden dla wszystkich wypasionych emce
Dwa dla tych co tysiac dwiescie
Traktuja jak instrument nie narzędzie
Trzy jakie trzy bez testu to moje życie
Pytasz co mikrofon i szacunek ludzi
Daje mi siłe więc chce przeżyć je
Z tym szacunkiem tu na scenie
Szanowani przez podziemie
Bo do szpiku niezależnie
Pewien swoich wartosci wyborów
Pewien płyt pewien planów nowych
Bit tylko przypomina mi
Że to prawie jak mistrz
Że jestem tu na majku
I że jeżdże po kraju
Więc odejdz daj mi robić swoje
Takie życie wybrałem
Twardo w postanowieniach stoje
Inaczej byłbym nikim bo
Najważniejsze jest słowo to dysk głowa
Stanowi jednosć w życiu i na scenie
Bo chrzanić jasni rozdwojenie

Ref.

Do zrobienia więcej mamy niż do wspominania
Przywołuje chwile gdy wsłuchuje się w pierwsze nagrania
Pierwsze rymy pierwsze mikrofonu dotknięcie
Gdy po drugiej stronie tłumu mogłem stanać na koncercie
Mieć mikrofon w ręce trzy razy szybsze serce
To chwile ciężkie tak jak *** przy srebrze
Ale wiem że buduje historie swoja dzięki temu
To jest piękne tak jak wielki stos peelenów
Studnia przeszłosci jeszcze nie jest tak głęboka
Echo eLdoKa słyszymy hip hop w swoich krokach
Wspomnienia zależa od dobrych lokat w cieniach
Wiat zmienia mnie na tyle ile ja go zmieniam

Ref.
[I to jest piękne...
Uzależniony jestem lirycznym narkomanem
I to jest piękne...
Doskonale wiem skąd przyszedłem] x2

Nie musisz mówić mi że pamiętasz
Ja również pamiętam
Za każdym razem kiedy mam mikrofony w rękach
Mam co wspominać i te wspomnienia sa piękne
Doskonale wiem skad przyszedłem
Idziesz przed siebie mijając tysiąc myśli, to jest wyścig a wokół cisza która niszczy,
chciałbyś coś co chyba nigdy się nie przyśni , nawet Tych czystych, brudne ulice zgryzły wedle proroctw dotrzesz kiedyś do czego tak mówią księgi ponoć
a te księgi płoną ,w ludzkich rękach te słowa toną ,
jedni idą tam gdzie inni ludzie od tych miejsc stoją,
inni gonią za tą prawdą obłudy broniąc bo już dawno nie ma prawdy
nie został nawet honor oni pójdą za Tobą myśląc,
że masz rację myśląc emocjami nie myślą już głową koniec jest blisko
czuje go za kartki próbujesz podnieść głowę a i tak jesteś nisko i tak jesteś
cicho choć dzieli Nas studio w sumie dzieli Nas wszystko dokąd zmierzamy tak szybko

ref. Dokąd to idziesz gdzie jest Twój koniec,
wśród tysiąca łez tak szybko utoniesz, gdzie jest Twe światło gdzie
jest Twój koniec wśród tysiąca słów tak szybko spłoniesz

Ludzie toną w długach w długach wobec siebie jak nie prawda to obłuda,
która w każdym z Nas drzemie czy ja dobrze widzę czy Ty się z tego śmiejesz
jutro wiatr Ci zawieje będą śmiali się z Ciebie nie ma litości nie ma znaków
na niebie, nie ma haków na Ciebie tworzymy jedno plemię gramy w tej samej lidze jesteśmy dalej niż bliżej chyba chcemy razem wzbić się coraz wyżej
daj mi nadzieję i daj mi ten powód bym dał Ci nadzieje na Twój wielki powrót,
daj mi choć jeden znak dobrej woli bym dał Ci scenariusz do Twej nowej roli boli
Cię lecz trzeba pchać to do przodu ludzie zdarci od chłodu pogubili się zrozum
choć dzieli Nas kartka dzieli Nas wszystko dokąd idziemy zmierzamy tak szybko

ref. Dokąd to idziesz gdzie jest Twój koniec,
wśród tysiąca łez tak szybko utoniesz, gdzie jest Twe światło
gdzie jest Twój koniec wśród tysiąca słów tak szybko spłoniesz.
Życie różnie się układa, mówią
los się kłania albo stoi z pałką grubą
i bije mocno i równo, metodycznie i długo
aż twarz się staje krwawą masą
a ciało kukłą bez czucia niemal
Ból stał się codziennością
Prawie zapomniał co jest wolnością
w zatrzaskiwanych szufladach
Gubił ostrość myślenia, krwawił ostro
i bił się ze świadomością non-stop
Ile cierpienia można znieść?
I jaki jest sens istnienia?
Jak można taki świat pozmieniać?
Za bramą umarły marzenia i cele
wsiąkły w pokoje przesłuchań i brudne cele
Czasami myślę co czuł chodząc po Oczki
czy kiedyś w Alei Szucha postawił luźno kroki
Na Rakowieckiej umiał się śmiać? nie wiem
nigdy nie mogłem zapytać, umarł przed moim urodzeniem

Ulice przeklęte...

Wiele miejsc ukrywa straszny sekret
za zwykłą nazwą ulice przeklęte
świadectwa bólu, słowa z ustnych przekazów
by nikt nie zapomniał świadków tamtych czasów
Wiele miast naznaczonych podobnie
wiele rodzin, anonimowa wspólnota wspomnień
Te same myśli, odpowiedzialność za pamięć
bo jeśli po nich nic, to co po nas zostanie?
Moje miasto wciąż rośnie pod niebo
w każdym wolnym miejscu rośnie szkło i beton
Coraz mniej tradycji, ludzi dla których znaczy życie tu coś więcej
nie jest to miejsce pracy i snu jedynie
a chcą tu zostać i poczuć przez chwilę
przez chodnik, jak serce miasta bije
Może gdzieś spotkasz sierpniowym wieczorem
kogoś, kto historię tych ulic ci opowie
I pokochasz je mocno, potem sam je poznasz
na nocnych spacerach, tych do wschodu słońca
To jest pech, obyś zdechł
Każda runda z nim to cios w plecy,
Trzymam się rzeczy, choć trudno mi nie zaprzeczyć, że
Szczęściem najczęściej żyją w filmach,
W rytmie, który narzuca gazeta telewizyjna.
Porażka seryjna, pod nogami lodu tafla,
A ja pusty w ryj, póki grosza nie wrzuci matka,
Jestem próżny narzekając non-stop na brak kwitu,
Masz: pułapka ludzkiego pasożytu
To dla dzieci dobrobytu świat się kręci
Czy rozumiem to?
Po części.
Czy pojmuję to?
Mniej więcej.
Czujesz? Tak forsa w ręce śmierdzi,
Za którą wielu straciło by swój honor
Idąc w paradzie cwelów,
A w portfelu plik partnerów do każdej gadki,
Niby do tego dąży człowiek, znaczy podatnik.
Ale wiesz co mnie martwi?
Nie pliki banknotów,
Tylko ciągłe robienie z uczciwych ludzi idiotów.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Co to kurwa jest? moja życiowa misja?
Ustępować grubym babom w tramwaju miejsca?
Sytuować swoją dupę jak najbliżej wyjścia,
Licząc na ratunek w dymie zielonego liścia?
Widzisz: rzeczywistość szarych murów ludzi klęski,
Biednych od urodzenia do grobowej deski.
Czym jest dla nich prestiż?
Jak to detal
Pech się z nimi nie pieści
Garb rośnie na plecach.
Co to jest pech? los?
Tu nie chodzi o nazwę.
Raczej o bzdury, za które
wszyscy wszystkim mają za złe.
A ja wstanę jak upadnę,
Bo pierdolę takie życie,
W którym problem zsyła problem,
Jeszcze wystawia mi kwitek.
A ludzie patrząc klaszczą,
Jak coś nie pójdzie.
Nie poległeś w tej?
To polegniesz w drugiej rundzie
A jak ujdziesz dalej
Staniesz się taki jak inni
Robiąc przy każdym potknięciu
skurwysynów z niewinnych.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Czym właściwie jest pech?
Wolą przypadku?
Czy głupotą nastolatków?
Czy ciągiem wypadków?
A może liczbą wydatków,
Na potrzeby beztroskie?
A życie jak fiut
w czasie wzwodu bywa proste.
Byle do przodu z dnia na dzień pchając wózek
Przez podwórze, chałtura po chałturze
Bo muszę. Co to pech?
Odpowiedzi nie znasz jeszcze?
Pech to gówno na podeszwie.
Pech do 24 w areszcie
Pech to śmierć na Evereście,
Pech to wpada bąbiącego pociągi podmiejskie.
Masz sumienie czyste? spoko,
Jeśli nie, błędy Ci ludzie wywloką,
Tylko po to, by poczuć swoją wyższość,
Sytuację korzystniejszą,
W śmiechu protezy błyszczą,
A mnie gówno obchodzi, co inni o mnie myślą
Robię swoje mam pecha?
Nie narzekam, może czasem,
Ale mnie wystarczy lokum w bloku,
Nie pałace.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.
Pezet jak...
Pezet jak...

Gdy pojawiam się w pobliżu wszystko płonie żywym ogniem
Rap sto procent, patrz Pezet tańczy na twoim grobie
(Pezet jak) Doktor Jekyll i Mister Hyde
Ale teraz jestem tym, który da ci dziś ten vibe
Włącz sound-system, graj, nie bądź frajerem
Cel, pal, wciśnij play, daj sobie ten high z raperem
Wpuszczam rymy w bit jak trucizny w atmosferę
I to ci daje żyć lub rujnuje ci karierę
Mam tą charyzmę, która każe mi być liderem
I zostawi ci w ich psychice blizny jakbym ciął skalpelem
Mam tak szalony flow, że myślę, że jestem chory
Mam to coś, co omamia twoje receptory
Nie jesteś przytomny i przyda sie defibrylator
Mam numer do twojej dupy i zrobię to z jej matką
Czysty hardcore, robię zamach na rozgłośnię
Kiedy puszczam mój rap to pani redaktor czuje, że zaraz dojdzie
Trzymam mic'a, nie pytaj co się stało z nim
Z resztą, kto ci pozwolił wyjść z domu przed Halloween
Wack MC's jak ty przy tym mówią - stanął mi
Moje wersy spalą ich

[x2]
Jeśli chodzi o rap - zostawiam za sobą trupy
Jeśli chodzi o rap to mój jest spoks a twój do dupy
Mam mordercze punche jak kula w łeb
I rozpierdalam cię na starcie, więc kurwa bujaj się

Gdy przejmuję mic'a czujesz, że jadę ostro
Tak, że gdybyś nie był jedynakiem przespałbyś się z siostrą
Mój rap smakuje bosko dla całej Polski
To ja hipnotyzuję ludzi jak Kaszpirowski
Węszące psy szykują pościg
Bo ich dzieci piją przy tym wódkę i palą jointy
Ich córki mają orgazm, gdy to napierdala w głośnik
A komendant po tym gównie ląduje na Kolskiej
Całe miasto płonie jakbym zrzucił napalm
Lecę na pełnej kurwie jak Boeingi nad Manhattan
Gdy wychodzę z klubu to, bo zabrakło wódki w barach
I nie wiem czy ja to ja i nie wiem czyja to chata
Gdy jestem w pobliżu swoją przyszłość widzisz czarną
Tak, że w duszy po cichu modlisz się o noc polarną
Ten rap jest jak numer z twoja panną
Hardcore'owy i brudny, tylko, że numer był za darmo
Za ten rap kradnę hajs z twojego konta
Kiedy kończę, twoja matka krzyczy - kto to posprząta?
Jak masz mój kompakt to akcja jest poważna
Rap z Ursynowa absolutny mistrz jak FC Barca

[x2]
Jeśli chodzi o rap - zostawiam za sobą trupy
Jeśli chodzi o rap to mój jest spoks a twój do dupy
Mam mordercze punche jak kula w łeb
I rozpierdalam cię na starcie, więc kurwa bujaj się
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo