Popularne piosenki. Polski Hip Hop

PIH:
To coś więcej niż rap!
Nie płacz!

Nie płacz kiedy odjadę, sercem będę przy Tobie,
dziś te łzy spija beton, świeże kwiaty na grobie.
Nieuwagi chwila, niekontrolowany poślizg,
w kierownicy żebra i urwane wnętrzności.
Płaczą osiedla, płaczą bloki.
W tym samym czasie w Boliwii mielą liście koki,
dealerzy ze środkowo-wschodniej europy.
Tak płaczą ich matki gdy idą za kratki.
On wychodzi w noc, stal odbija zemsty blask,
jakiś skurwysyn ją zgwałcił, żyletką pociął twarz.
Dobrze wie nie pomogą łzy, jest silny
uderza, winny czy niewinny, niech płaczą też inni.
Jak diamenty, gwiazdy na czarnym aksamicie,
w krzywym zwierciadle odbite ziemskie życie.
Niebo zna na dole dramat, z góry ktoś patrzy,
pada od rana i się nie przejaśni.

RUDY MRW:
To jest jak zły sen gdy widzisz kolejną łzę,
PIH:
tak tutaj jest, chodź ze mną - nie bój się!
RUDY MRW:
Podaj mi dłoń i nie patrz za siebie wcale,
w nas tkwi ta złość, tu beton spija żale.

RUDY MRW:
Beton, beton, tu się świecą okien ślepia,
to wielka płyta z ludzkiego nieszczęścia.
Tu tęcza jest gdy schodzą Ci sińce,
a barwy szczęścia masz włączając telewizje.
Tu łzy szybkie, ze wstydem ronione przez ojców,
gdy syn znów naćpany wraca z detoksów.
To szloch matek, szloch dziewczyn każda łza oczyszcza,
gdy ich syna, męża, chłopca zawinęła policja.
Tu żyzna gleba nawieziona setką nieszczęść,
tu gdzie cnoty już zgniotły kłopoty codzienne.
Beton spija tu łzy, za tych co nie mogą
i za tych co, choć źli, odeszli zbyt młodo.
Tu wielu wysyła w półlitrówkach S.O.S,
gdy ich matki się modlą o trzeźwości dzień.
Gwiazdy dawno tu spadły, nikt życzeń nie szeptał,
już tylko diabeł pamięta o tych miejscach.
Więcej słów nie trzeba, byś poznał rzeczywistość,
to niekończący ból - blokowisko.

RUDY MRW:
To jest jak zły sen gdy widzisz kolejną łzę,
PIH:
tak tutaj jest, chodź ze mną - nie bój się!
RUDY MRW:
Podaj mi dłoń i nie patrz za siebie wcale,
w nas tkwi ta złość, tu beton spija żale.
Ja mam 20 lat, Ty masz 20 lat przed nami siódme niebo...
Więc taka skryta i niedostępna proszę Ciebie (x5) nie bądź...
Ref. 2x
Dziewczyno jak wino uderzasz do głowy, aniele tak wiele dla Ciebie bym zrobił, podryw to dobry pomysł na wieczór - mój zapał Twój zapach unosi się w powietrzu.

Mez
Panienko pod Twe okienko uderzam jak ułan, to ja Luis Fernandez Mez Don Juan, to jedna z moich taktyk, styl a'la romantyk błyszczący intelektem, tajemniczy jak sekret, szalony jak break dance, wpadnij w moje szpony, to pewne - będzie nieźle hardkorowo jak Onyx, mam pomysł, tylko mi uwierz, daj się uwieść, ej pomyśl - ja i Ty i gromy z nieba, nie bacz na przeciwności - rozpal serca płomyk, dla Ciebie pisał bym wierszem poezji tomik. oh, jesteś wybuchowa jak proch, nawijam, dla Ciebie Włoch wykrzyknąłby - "Mamma mia", jesteś pięknym zjawiskiem, iskier trzask czas dla nas - dzwony miłości już biją na alarm, hipnotyzujesz jak morska syrena dziewko, nie przestane śpiewać Ci serenad, choć śpiewam kiepsko.

Ref. 2x

Mez
Druga opcja - podryw na hip-hopowca, nieprawdopodobny upał idzie jakaś ryba, niezła dzida, prędka akcja - wędka, spławik, stajesz "vis a vis" niej i zaczynasz prawić, mówisz: "Hi, Hi mam hajs hajs daj daj się poderwać, ajjj" znam wielu rap-artystów, znasz ich z teledysków, mam więcej fame'u niż Dre, więcej bejmów niż fiskus, nie męcz ją undergroundem, powiedz blazing, yo baby, jestem amazing, Mezi, gorący jak Jay-z, jest popyt na hip-hopy, wiem, ze tez słuchasz czarna muzę - Naughty by Nature, no co Ty? - ja tez ich lubię, zaproszę Cię na mój jacht jeśli dasz buzi, rejs zatoką, jacuzzi, just cruisin, wykorzystam szansę jak Patrice Loko, mam na Ciebie oko biało-głowo powiedz słowo, a wywołam rokosz.

Liber
To co widzę sprosta wszystkim wymaganiom, ej panienko, ta piosenka - pójdźmy za nią gdzieś... w niezbadany, zapomniany kanion, w Polsce słonce zaświeci dziś jak nad Hiszpanią, użyj ramion - podejdź bliżej i się przytul kotku, aniele jesteś celem wszystkich w tym ośrodku, a laleczki-seniority robią tylko marne tło, jesteś filią piekna jedna na milion sto, właściwie się nie dziwię, wiesz jak na mnie działa to, ruszę gdy usłyszę gong, będę walczył jak Tong Poo, ostro na Ciebie pójdę bez osłon, na wszystkie fronty, czyniąc Cię boginią moich świątyń (aniołku) dla Ciebie potnę tych kołków jak drwal, jak OeSTeR tych ze stołków i niech żyje bal, więc się chwal z kim spędziłaś te wieczorne pory - Mez, Liber Liber, Mez oto wzory i milką upory, chcesz zaśpiewam Ci jak Piasek, ale na ten balet wybierz się bez masek, jeszcze nie wiem kiedy wybuduje basen, ale na to nie licz, nie jestem R.Kelly, weź to sobie szybko rybko przelicz, polski raper, jeżdżę Fiatem albo Autosanem, bejbe nie No
Limit, tylko polski lejbel - prosto z WLKP - dla wszystkich fajnych babek, dla wszystkich fajnych babek
Ref. 2x
Dziewczyno jak wino uderzasz do głowy, aniele tak wiele dla Ciebie bym zrobił, podryw to dobry pomysł na wieczór - mój zapał Twój zapach unosi się w powietrzu.
Ej, ty kolo myśl sobie co ci się żywnie podoba
I oby nie jebła ci do łba woda sodowa
Mam Amsterdam nie ruszając się z Mokotowa
Wolę się nastukać niż wciągać i gotować
Ej, ty kolo chciałbyś błyszczeć jak diament?
Lecz jesteś fermenciarzem i tylko siejesz zamęt
Zmienia styl trzy razy na godzinę
Dla mnie zostaniesz zwykłym marnym skurwysynem
Ej, ty kolo czaisz o co przypierdala?
Podrabiane prawilniaki trzymają się z dala
Dla takich jak ty jesteśmy chamami
My takich jak wy nazywamy lamusami
Ej, ty kolo zadowalasz się sloganami?
Czujesz niechęć do zapoznania się z faktami?
Damy radę, bo szacunek mamy
HG wciąż ci sami nie dajemy się omamić
Ej, ty kolo cwaniaczku za dychę
Zapamiętałem cię wyłapiesz na michę
Nie raz jeszcze balansku strzeż się
W moim mieście moi ludzie są deszczem
(Ej, ty kolo) ej, ty kolo masz lipę
Nigdy nie próbuj mącić w mej ekipie
Twoje pady dla prawdziwych są kitem
Razem z Hemp Gru [?] do celu idę

Niegdyś w ząbek czesany dzisiaj w kółko golony
Uważaj buraku, bo zostałeś namierzony
Nie unikniesz swojej drogi to są bloki i pogróżki
Rozłóż karty tarot poznaj jutro swe u wróżki
Raperom sombrero na głowę zakładasz
Zawiąż se sznurówki do czegoś się nadasz
Platynowym gównem plujesz, rekord bijesz
W koło jedna granda by wywołać skandal
Będą tańczyć jak im zagrasz, jest balecik
Na nim polskie suki, parę słów mam powiedzieć
By uniknąć w świecie luki, tylko zobacz koluniu
Niczym twarze Hollywoodu okrzyknęli się gwiazdami
Niby wszystko na polewkę, a swą dupę by sprzedali
W Arkadiusa sklepie koncert, niezły wypas
Ostry konkret oddaj twarz a zabierz forsę
Fundnę ci w szampanie kąpiel
Jeszcze jedno zanim skończę
Być czarniejszym od murzyna
Ciężka sprawa ale bywa (ale bywa)

Ej, ty kolo romarszcz te pryszczate czoło
To parę miedziaków trące tu w około, jadę
Mój prywatny widok nigdy z taką gębą
Nie dość, że ruszył w kit to gubi tępo
Otwartość za to nigdy ust mi nie zamyka
Spryt to logika i gamoń zmyka
Bo u mnie zawsze w cenie powiew myśli czysty
Żart równy powadze, tylko fifty-fifty
Pod warunkiem, że (że) wiesz jak to się je (je)
Co z czym i kiedy i po co się to żre
Jadę dalej masz numero uno
Zapamiętaj trzymaj fason z dumą
Teraz duet, nie wpadaj w zamułę
Zaczyna koncert w rapie, po chuj masz dumę?
I wieża wre energię życiową
Tylko z tymi co się dzielą, swoją ślę
Na koniec quatro z tym już nie tak łatwo
Testosteron w środku, a w około stadko
Koleżki partnerka jak najbardziej święta
Jakie tutaj świry? jaka kurwa mięta?
Lamusów trzeba gnać i sprawa jest zamknięta (ciach)
Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

Z roku na rok starszy, ale duchem wciąż jak dzieciak,
Już nie chce mi się czekać, za złem świata uciekać
Zagrożenie sam dla siebie, oto ja, ta wsza
Niekontrolowana pchła co pod prąd wciąż się wija
Wciąż przepita szyja wciąż hece wywija
Wciąż skurwieli dobija,a najbliższych wciąż wspiera
Oto gadka szczera jeśli jeszcze żeś nie załapał
Tu mija 10 lat nadal mam młodzieńczy zapal
Debiut fonograficzny wstecz dekadę bieda precz,
Bieda zła rzecz - nie chce tej kurwy mieć
I żeby nie wiem co nie chcę tu głupoty palnąć
Ale biedy niczym kurwy, do domy nie dam przygarnąć
Życia nie znałem, biedak nie wie co to życie,
Wierzycie, sami wiecie, że do dupy z takim życiem
Nie utonąć w zachwycie, bez szans na takie harce,
Przysięgałem przed bogiem, że nie skończę jak ci w Barce,
Anonimowe wsparcie, kto dawał Wszy żarcie,
Mowie o tym otwarcie, masz więcej? oddaj,
Sam nie zeżresz? nie chowaj, nie chomikuj, nie noraj,
Podziel się z tym, co nic nie jadł od wczoraj,
Jak nie to kurwo konaj, do tych wierszy się przekonaj,
Jesteś swój? łapiesz moment swego życia prisoner
Już nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę,
Nie chwytam się brzytwy, bo po prostu nie tonę.

Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

I były takie dni, że na nic nie było sił,
Że człowiek był bezsilny i w tej bezsilności gnił,
Nie liczyłem na cuda, czy wierzyłem że się uda?
Śmiałem się z filmów, w których ludziom się odmieniał,
Parszywy los, z dnia na dzień bo w realu, dzień w dzień,
Widziałem co innego, wiem, że wiesz o co mi biega
Wiedział też każdy kolega, już w czasach podstawówki,
Obdarci, biedni, lecz bystrzaki, nie półgłówki
Miałem co innego w planach, bez drugiego śniadania,
Z książka pod pachą, uciekałem w świat marzeń,
Od złych, codziennych zdarzeń, do domu nie spieszno wracać,
Waldas znów leczy kaca, wyniszczała go praca,
Nie chcąc uczyć się w hałasach, chłonę życie na streecie,
Od początku, już do końca, nieśmiertelne Jeżyce,
Spróbuj znaleźć dziewice, dokładnie 10 lat temu,
Wiedziałem że w tym jestem, nie bez powodu, celu,
Więc inaczej niż wielu znanych mi rówieśników,
Wciąż przy głośniku, z kartką w zeszyciku,
Zapisywałem bełwy, że bronx, bronx bez przerwy,
Na życie pazerny miałem już zszargane nerwy,
24.03.06 on odszedł, a ja jestem na swoim,
Ze slamsów Mały Książe, z kupą długów, czy zdąrzę?
Wyprawiliśmy pogrzeb, i weź tu pomyśl mądrze,
I gdzie znów byłeś Boże?

W chacie mam zmrok, znów odcięli mi prąd,
Wole ulicy jazgot, o tej porze w dół fiasko,
Czas wyruszyć na miasto, czy chciałem tam siać zło?
Jak ja takimi gardzą, miałem wybór? Nie bardzo.
Czy bałem się patrząc, dziś na to z perspektywy,
Pozbawiony miłości, byłem w chuj nieszczęśliwy,
To był mój ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych
Ostatni dzwonek, na bycie w świecie żywych.

Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

Praca, pasja, fart, trochę talentu,
Oto wszystkie tajniki Rysiowego patentu
Kopalnia mętu Kozak był tylko z nazwiska,
Ale nigdy nie zapomnę, tego prześmiesznego pyska,
Upadł wydawca, artysta, patrząc na to przez pryzmat,
Następstw i zdarzeń, czy to jedno i to samo?
96 od tego roku z rapu zarabiam siano,
Wcześniej pakowałem w ten interes cały szmal,
By ten syf na demach grał, na ulicach był szał,
Wszędzie docierała, moja plugawa mowa,
Niecenzuralne słowa, mój świat zdarzył zwariować.
Wielu z was już tu nie ma, kilku szybciej chłonie ziemia,
Zapomniana dzielnica i nic się nie zmienia,
Poza tym, że mi wyszło a ty nie szykuj dla mnie noszy,
Dobrze wiesz, że 5 lat temu nie dałbyś za mnie 5 groszy,
Nie czuj się przez to gorszy,[wstyd] bo kiedyś byłeś lepszy,
Ja nie będę triumfował, głupot nie będę pieprzył,
A do ciebie skarbie jedno, gdybym mógł cię przekonać,
Może gdybym cofnął czas, zechciałaś byś mnie pokochać?

Żeby nasz rap nie zginął,
Żeby się szczęśliwie żyło,
Żeby luxu było kilo
Żeby nasz czas nie przeminął,
Żeby papier był nie bilon,
Żeby wciąż tu była miłość,
Żeby syf każdy pominął,
Żeby zwyciężyło stilo
Żeby nam się ułożyło
By do końca git już było
By marzenie się ziściło,
Żeby każdy mógł to przyjąć.
Nie smucić się, powrócić do nas,
Śpiewać to, nucić
SLU 06 już do końca tak być musi.

[Pamiętam, nie zapomnę, nie zapomnę pamiętam
Tak ma być, tak jest, tak już będzie do końca]
Ty chcesz to mieć ja muszę to mieć
K.I.D.M. 5 Platynowy sombrero
Nakładam raperom na głowę mój styl (Mój syf) mój rap
To co robie go tak }x2

Mój dobry ziom to Don Perinion
W modzie droga odzież
To co lubi dzisiejsza młodzież
Ciągły lans w samochodzie
A po za tym... lśnią złote karaty
Stówa wydaje ją jakbym spluwał
To nie próba, jaka próba ?
Próbe to mam na złotych studolarówach
Siedzę w klubach mam tu niezły ubaw, kumasz ?

Ref.

Mam chili mam dwie butelki tequili
Mam peeling, mam różnorodność styli
Jade sobie z tym jak z płytami Philips
Drapie bo od lat siedzimy już w rapie
Raperom daje platynowe sambrero
Stresu mniej niż zero jestem aferom
Szalony despero z hard core-owom komerom
Słucham ? patrz suko nam po ciuchach

To nie z mafią układy tylko show bisnes
Bez lansu tutaj ziom przestajesz istnieć
To nie z mafią układy tylko show bisnes
Bez lansu tutaj ziom przestajesz istnieć

Trzeba określić cele i zrobić to mądrze
To do czego dąże to sława i pieniądze
Chce miec tak jak książe posiadłość i pałac
własną podobizne w skałach tak jak prezydenci w Stanach
W złotej klatce tresowanego jaguara
Spędzać życie na muzyce i niekończoncych balach
Do tego właśnie hajs do tego właśnie fana
Chce mieć szampan i szampana więcej koki niż panama
Na wrogów zsyłać najgorszy dramat
BMW od Hammana
Szelest w grubych plikach
Większy rozgłos niż zatopienie Titnica
Nominacje do Fryderyka
Nakład w platynie nie w empikach
Żeby moja klika z problemów ze mną wyszła
Zgarnąć wiecej hajsu niż Blade i Crystal
Po pierwsze dla sławy pozwala żyć w myślach
Po drugie na szmalu jak dają korzystaj
Nie budda nie Krishna
Tylko oklaski i mamona
Diamentowa korona dziewięć dziwek w trzech domach
Całodobowa ochrona lepsza niż dla Papieża
Hajs, szacunek i sława do tego będe zmierzał

To nie z mafią układy tylko show bisnes
Bez lansu tutaj ziom przestajesz istnieć
To nie z mafią układy tylko show bisnes
Bez lansu tutaj ziom przestajesz istnieć

Chce mieć wszystko za freeko, mieszkać w Puerto Rico
W moim pięknym domu upajac sie muzyką
Pić wściekłe psy tylko bez tabasca
Platynowa maska tylko kaska i kaska
Mieć pięć burdeli w tym że jeden na kółkach
Ja i moja spółka 5 K T N wulkan
Zbijac same bąble tak jak moi ziomble
Mieć lasek z lwem wychodzić na spacer
Do Holandii skoczyc sobie na bangi
Nad polebkiem ganji i tylko po to
I żeby sały tombak zamienił sie w złoto
Właśnie o to mi chodzi właśnie tylko o to

Ref.
Proszę, podaruj mi uśmiech i miłość
A uczucie oddam ze zdwojoną siłą
Nie jest moją winą, że zapominasz o mnie
Że jestem tylko dzieckiem, samemu nie dorosnę

Gdybym miał taką moc by tu przetwarzać świat ten
By honor z zaufaniem przeważał nad blaskiem
Co z tym bogactwem, cierpicie na przesyt?
Za mało na dzień ginie z głodu w Afryce dzieci?
Ty przestań bredzić, że wolno czas latem płynie
W końcu rozjebie łeb ci pięciolatek z karabinem
Za broń i kokainę i za życie w gnoju non-stop
Co bawi ciebie widok jak brzuchy z głodu rosną?
Nalana mordo wypchana kotletem
To nasza Europa wysławiana w świecie
Wolisz odlecieć, sumienie zabijać
Niż myśleć co się dzieje z noworodkami w Chinach
I chuj kogo obchodzi dzień poprzedni
Handel dziećmi, ustalanie cen nieletnich
To twój pierdolony cel tajlandzkiej wycieczki
Oby los kiedyś ciebie na zawsze zbezcześcił
Spójrz w oczy mordercy na przeciw zagadce
Żyjemy w świecie dzieci zabitych przez matkę
Przymierze z diabłem, era dorosłych
Pytasz o realia? w nich nie ma miłości

[x2]
Proszę, podaruj mi uśmiech i miłość
A uczucie oddam ze zdwojoną siłą
Nie jest moją winą, że zapominasz o mnie
Że jestem tylko dzieckiem, samemu nie dorosnę

[refren angielski]
Teatrzyk "Piąty Element Studio"
Klan przemytników rzeżuchy przedstawia
Przedstawienie pt.

Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
(bum, bum, bum)
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał

Ej, ej
On dał wszystkim polskim dzieciom
Troche śmiechu i radości
Miały być bajki, a są pedały

Ej...
Pedał to wróbelek ćwir-ćwirek
Pedałem jest Muchomorek i Żwirek
Tytus to pedał, Romek i Atomek gej
A pedofil to Papcio Chmiel
Reksio - pedał
Pankrac - pedał
Smerfy - pedał
Rumcajs - pedał
Gucio - pedał
Mumin - pedał
Gumiś - pedał
Buli - pedał
Tic-Tac - pedał
Plastuś - pedał
Pan Kleks - pedał
Kulfon - pedał
Bonifac - pedał
Filemon - pedał
Bolek - pedał
Lolek też
(hehe)
Pedałami są też misie (hee)
Wiedzą o tym wszyscy w PiSie (PiS)
Zajebiście, że Uszatek i Puchatek
Nawet kurwaa Miś Puszupek
Jogi i Koralgol to gejów paczka
Może pedałem jest Kaczka-Dziwaczka
(kwa, kwa... kwa)

Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
(bum, bum, bum)
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał
Teletubiś pedał

Gryzły się kaczki okropnie,
A niech tę kaczkę gęś kopnie!
Nowy dzień, stare słońce
Pali w oczy, powieki ciężkie
w nadziei, że może coś się zmieni.
Na rękach łzy noszę cierpkie
I zamiast żyć tu pięknie odhaczam w kalendarzu
moje dni kolejne
Uśmiecham się do ciebie, Ty od razu do mnie z pyskiem
Dałbym ci rękę to pewnie jeszcze mnie ugryziesz
Dałbym ci serce to pewnie mi je wyrwiesz

Jak żyć kiedy takie jest podejście?
Jak żyć kiedy tak jest coraz częściej?
Kiedy tak jest tu i w sumie chyba wszędzie
Kiedy takich ludzi przybywa coraz więcej
Kiedy nasze życie to coraz więcej biedy
Kiedy coraz więcej istot popada w niebyt
Próbując iść lecz nie wiadomo gdzie
i nie wiadomo którędy

Jak żyć kiedy świat ma nas w dupie
Kiedy człowiek człowiekowi stał się wilkiem
Jak żyć kiedy wokół obojętność
Krzyczę znowu wokół każdy milknie,
Jak żyć kiedy żyć już się nie da.
Kiedy piekło tu, a chcemy nieba.
Kiedy czas nam ucieka i czasu nie ma,
jak żyć kiedy nie chcesz a trzeba

Nie mi oceniać, ale jak żyć kiedy
biodra ich bolą od grubych kieszeni
Kiedy świat kopie po dupie, końca nie ma
Nie ma ciszy, spokoju
no chyba że w ziemi
To się nie zmieni, nie zmieni się człowiek
Głupota świeci, głupoty szuka
a na końcu i tak sam siebie wyrucha
Nic się nie stało, będą strzelać głupa
Po trupach do celu, po co i czemu?
Będą błagać diabła, by móc wyłudzać
Wyssać energię, do tego nawrzucać
Chuj z tym jakie będą nasze odczucia
Myślisz, że jak nas opluwasz
nie wyjdzie ci złamanie kręgosłupa
Więc nie pouczaj, nie masz już prawa
Jesteś dla nas bankiem, twoja zasługa

Jak żyć kiedy świat ma nas w dupie
Kiedy człowiek człowiekowi stał się wilkiem
Jak żyć kiedy wokół obojętność
Krzyczę znowu wokół każdy milknie,
Jak żyć kiedy żyć już się nie da.
Kiedy piekło tu, a chcemy nieba.
Kiedy czas nam ucieka i czasu nie ma,
jak żyć kiedy nie chcesz a trzeba

Jak żyć kiedy świat ma nas w dupie
Kiedy człowiek człowiekowi stał się wilkiem
Jak żyć kiedy wokół obojętność
Krzyczę znowu wokół każdy milknie,
Jak żyć kiedy żyć już się nie da.
Kiedy piekło tu, a chcemy nieba.
Kiedy czas nam ucieka i czasu nie ma,
jak żyć kiedy nie chcesz a trzeba
[WILKU]
Bierz to, masz co chciałeś, Hemp Gru
Kręć to, czy już stestowałeś, Hemp Gru
Jeśli nie myślisz na nic zda ci się mój CD w ręku
Przeproś i podziękuj
Chcesz jeszcze
Dzieciak, talentów swych nie zmarnuj tylko
Nim się obejrzysz zrozumiesz, że życie jest chwilką
Bezcenną, bądź świadom a napewno nie zmarnujesz jej
Następny skręt w wspomnienie zmienił się
To moi ludzie, ja i 5G
Wiem czego chce i to zdobęde
Dziś świętujemy życie, bo życie jest święte
Na krawędzi 2003 JLB to my
Mokotowskie lwy, walczymy o to by spełniły się nasze sny
Żeby rodziną byli bracia z rap gry
Nie tylko ja i ty, ja i ty
Podkład przesłuchany, interes dogadany
Emano 600V! dawaj nagrywamy
Hardkor, WZD, Terror Bit słychać wszędzie
Numer uno na kolędzie, niech tak będzie
Póki co, niech tak będzie.

[ŻARY]
Jestem Żary, zwykły dzieciak szary
Wychowuje się na rewirze starym
Mokotów w imię wiary JLB
Zaciskam swe pięści, życie na krawędzi
Z wami się nie pieści
WWA wieści z ulic mego miasta
Wzrasta temperatura wzrasta rytm bicia twego serca
Twa robota pierwsza napewno nie ostatnia
Codzień nie pomoże lotto zdrapka nie pomoże system
Bo system to pułapka, prawda
Uważaj martw sie o siebie, martw się o bliskich
Nie zadbasz o wszystkich nawet gdybyś chciał
Robię tylko swoje,bo co robić mam
Bóg dał mi talent więc go wykorzystam
Praca, szkoła dla mnie to rzecz oczywista
Żeby coś osiągnąć najważniejsza jest ambicja.

Ref.:
Żyjemy na krawędzi, tu nie jest kolorowo
Ja i moi ludzie pozostajemy sobą
Kolejne słowo, Hemp Gru i Dj600
Kolejny ruch, wykonany z sensem 2x

[ASFALT]
Szybkie bicie serca co sekunde się powiększa
Jeszcze chwila, przed nim długa mila
Idź do żyda, który dobre fanty łyka
Pycha na dzień dobry, już nie będzie chodził głodny
Na krawędzi, nie jeden tą ścieżką pędzi
JLB braterskie więzi, system dookoła ludzi kręci
A ja po swojemu dąże do celu
Wokół bieda, nikt nic za darmo nie da, żyzna gleba
A dla głodnych chleba brak
Tak życ, tak umrzeć, chory świat
Za swe marzenia płacąc widokiem zza krat
Asfalt Hemp Gru dojdziemy do celu
Od problemu do problemu, trzeźwo na to patrze
Slady zatre, bo psy wszędzie
Nie jednego zakręcili na komendzie
A mówił, że jakby co dobrze będzie
Małolat po ciemnej stronie miasta śmiga
Z nim ekipaludzi dobrze znancyh
Trzymam z nimi, szacunek dla nich
Jeszcze raz Hemp Gru JLB wszystko uda się.

[BILON]
Elo HG dyscyplina rap, na krawędzi 2
Są te chwile z przed lat, ja i mój brat
Wciąż nowe doświadczenia
Stoje na krawędzi lecz inny punk widzenia
Ta na faktach nie raz w życiu odpierdalała palma
Moment zatracenia, czy ty to widzisz
Ma karta przeznaczenia, klucz otwiera drzwi
W oddali światło co coraz mocnej lśni
Już mniej rozlanej krwi, a gniew ciąle w nas tkwi
Moim ukojeniem jest marihuana
Coś ci nie pasuje to noga dupa brama
Joint z rana jak pochodnia się rozpala
Dalej krąży, dawaj do nas może jeszcze zdążysz
Dobra sprawa trawa a nie twardy towar
Jedziesz sam ze sobą, nie po swoich wrogach
Opuściłeś lekcje, czas na odrobienie
Każdy dostaje zadośćuczynienie
Pozdrówki puszczam w eter i kończe na tym teraz
Elo 600 Volt na krawędzi jeszcze nie raz.

Ref.:
Żyjemy na krawędzi, tu nie jest kolorowo
Ja i moi ludzie pozostajemy sobą
Kolejne słowo, Hemp Gru i Dj600
Kolejny ruch, wykonany z sensem 2x
Wilku
Swój chłopak Wilku, ze mną ludzi kilku
JLB tworzymy to bez wysiłku, koniec cyrku,
Odmóżdżeńcy robią z tego Big Cyc,
Chcą kulturę zniszczyć, rap kabaret - wstyd mi
Zobacz jak nieliczni nie odpierdalają kiszki,
Wszyscy tak inni a jednak tacy sami,
Razem zburzymy każdą ścianę między nami.
Ja z kumplami, ty z koleżankami -
Wystarczy dziewczyno, mamy półsłodkie wino,
Po tarczy płyną leniwie wskazówki,
Muzyka gra, giną w zapomnienie smutki,
Poczekamy na skutki voltarzy,
Coś się zdarzy na pewno,
Nie przestajemy marzyć, tymczasem niepewność,
Klarujemy przyszłość, dziś jeszcze tak mętną
Tętent stopy w skroni, skręt w dłoni - poczekam
Każdy za czymś goni, ja nie uciekam człowiek
Mam swoich ludzi za których piję zdrowie,
Modlę się, za których wskoczę w ogień
Wciąż szukam myślących podobnie do mnie, ziom
Powiedz, jak swobodnie wieść życie godne
Może, to też kiedyś będzie modne - jak:
Szerokie spodnie i luźne ciuchy
Tej ekipie nie potrzeba złota dla otuchy
WDZ - mój syf, mój styl to wielkie buchy,
Ciągły brak kapuchy, ciągłe kombinacje
Prawie każdy zna tą sytuację zbyt dobrze nawet
Tak ma być dalej? Za jaką karę?
Jebać to - dawaj na balet, elo ziomale - wow

Żary
Swój chłopak żary nigdy nie sam
Ze mną są tu sami swoi, których dobrze znam
Hemp Gru jak joint nie do znudzenia
Teraz wjeżdżam ze swym małolackim stylem
Nie zostaje w tyle, staram się być z przodu
Biorąc przykład z przodków polskiego narodu
Wsparcie duchowe zawdzięczam bogu i ziomkom,
Którym za pomocną dłoń serdecznie dziękuję
Nie żałuję żadnych z przemyślanych czynów
Nauczyłem się kierować zasadami
Dniami i nocami przez ziomali wspomagany, przez ulice wychowany.
Ona nas jednoczy, wrogom patrzę w oczy, łatwo nie dam się zaskoczyć
Będę kroczył zawsze odpowiednią drogą,
W odpowiednią mańkę jestem kierowany
Hemp Gru JLB teraz my uderzamy
Prosto z Mokotowa razem z dzieciakami
Dążymy do lepszego jutra, choć to praca żmudna
Wiem, że nam się to opłaci,
Każdy ziom bogaci się w nowe doświadczenia
Do usłyszenia, elo, powodzenia.

Bilon
Całe życie pracujesz na szacunek
Stracić możesz w sekundę, swój dobry wizerunek
Obrany kierunek, szczerość to warunek twojej egzystencji
Brak jest tu kadencji
Ciężko uniknąć węszącej prewencji
Wszystko tu się kręci w obwodzie zamkniętym
Myje ręka rękę
Dbaj o swoją szczękę
Szanuj swoje słowo
Nie sprzedaj go za nic
BRS nie ma odległości ani granic
Jesteśmy razem
Hemp Gru joint dziś twoim lekarzem
W porozumieniu z czasem
Proceder śródmieście wjeżdża na twą bazę
Trzy sześć włączam fazę
Prażę twoje myśli
Sami swoi ze mną przyszli
WKŻB znów spotykamy się
Za plecami mamy mgłę
Płacze dzień i śmieje się noc
Wrzuć na Japonię klops
Chudy czy pompowany koks
Jednymi nićmi szyci
Dziel się tym czym możesz
Źle jeżeli żydzisz
Czy teraz już widzisz?
To właśnie tak wygląda
Swój chłopak bilet
Za wasze zdrowie bomba

Kaczy
Kaczy proceder na zawsze JLB
Chcesz czy nie ziomek znów słyszysz mnie
Elo Hemp Gru pro rap, teraz Londyn wschodni
Wokół crack house, prostytutki i bezdomni
Hackney, Hackney, ja, gruby, jackobo
Jebać policje cały czas tą samą drogą
Śmierć wrogom nas nie rozłączy nic
Mocno chwyć ziomek pomocną dłoń
Jestem z tobą do końca moich dni
Jebać wszy co szponcą między nami
Jeden bóg, jedna krew, jedno przeznaczenie
JLB dranie tylko w sercach zrozumienie
A zwątpienie, ja pozostawiam z tyłu,
Jak przegranych lamusów nawet sam nie wiem ilu
Jest ich tylu, błądzą i będą błądzić
Jebać policje, tylko bóg może nas sądzić. Elo
Pewien niepokój jakby nagle ktoś odwiedził pokój
Demony zmroku patrzą i chcą wyjść na światło
Dziwny stan, taki chaos myśli
Cisza przed burzą, która powietrze oczyści
2HB, kartka coraz mniej biała
Mam alfabet, ogranicza mnie jedynie wyobraźnia
Rano było rano, a ja wciąż żyłem
Może napiszę coś - pomyślałem, potem to zrobiłem.
Osobisty styl, z tym stale się stykam
Chciałem kogoś opisać i znalazłem ochotnika
Michał jeszcze ja, oka, nazwisko?
Po co Ci to? Podam pseudo - Cirson
Cirson lepiej broi od Detroit Pistons
Za czasów Isiah'a, zenit mam równie blisko
Cirson lepiej broi od Detroit Pistons
Za czasów Isiah’a, zenit mam równie blisko

Yo, ta, ta
Pora zaczynać, rola raporatora, tak
Moja mowa do was: Cira się nie zacina jak
A a Adam Michnik ja a a nadal szybki jak Kipketer
Gibki jęzor z werwą napierdala kontrowersy w eter
Weterani, nie chcę was ranić skądże
Ale Białostoczanin co czai robi to dobrze
O Jezu przez mamę mam przejebane z miejsca
Bo ma posadę, którą stale krytykujesz w tekstach
A lepsza opcja, ja się tym zasłuchuje
Para paradoksów na odsłuch zasługuje
Posłów ignoruje, ją miłuję - proste
Powiem prawdę - wolę jawnie, nie istotne jakim kosztem
Gorzkie komentarze, krytyka
Widzę typa co pyta: ”Jakim on prawem rapu tyka?!”
Chwyta cię kurwica, mam rodzica polityka
A ulica utyka, w jego wersach jej mało
Stul pysk, włóż dysk, jeszcze raz przesłuchaj całość!
Śmiało, zbadaj czy to co gadam to blef
Precz! Patrz na siebie

Osobisty styl, z tym stale się stykam
Chciałem kogoś opisać i znalazłem ochotnika
Osobisty styl, z tym stale się stykam
Chciałem kogoś opisać i znalazłem ochotnika

Michał, wspiera Er A Pe z chodnika
Jak ten zbiór niedopałków w mym kawałku o alkoholikach
Co u licha? Wspieram go od dawna
Gram z zespołem swoje, a ty z zespołem yyy
Swego głosu tembrem, dla paru osób zamknę gębę
Błędem były brednie, że jutro z inną bandą będę
Ha! Pewnie, chcielibyście mi wmówić nielojalność
Marność nad marnościami i wszystko marno o ość
O o ktoś znowu na mnie jedzie: ”Nadziane dziecię
dziennie dziesięć bań puszcza”
Flota z polotem z powrotem wraca Ci na usta
I huśta się tam, niczym kuter podczas sztormu
Pada w obieg, prawda człowiek? Ty następną formuj
Poinformuj mnie jak będzie po wszystkim
Dwa zero zero trzy, osobistyl!

Osobisty styl, z tym stale się stykam
Chciałem kogoś opisać i znalazłem ochotnika
Osobisty styl, z tym stale się stykam, styka!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo