Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Rano spadł deszcz, jutro ma spaść śnieg,
Lato zleciało mi jak jeden długi dzień,
Dziecko się rodzi, kiedy starzec odchodzi,
Taki bieg zdarzeń, nic z tym nie zrobisz, to ma sens bracie,
Chcesz więcej ziaren to jedno zasiej,
Na niebie gwiazd pełno, jak chcesz to jedną złapiesz,
Ja czuję wewnątrz ze coś się stanie,
mam złe przeczucie ale skupiam na czymś innym uwagę,
Słyszę ruchy planet przyciągają się nawzajem,
w niebo się gapie, łażę sam po Warszawie,
Nawet ona jest inna odkąd nie jestem dzieciakiem,
Zmieniamy świat, on nas zmienia w fotografie,
Ktoś łapie kadr, ja na drugim planie,
To przez przypadek na cudzych zdjęciach wychodzę naturalnie,
Wszystko jest zmienne przez grawitację,
to co uniesie się w powietrze - kiedyś spadnie.

Każda zmiana zaczyna się od środka,
Każda zmiana zaczyna się od nas,
Wszystko wraca, ale zmienia swój rozmiar,
Tak jak wylana łza która zamieni się w wodospad.

Wczoraj spadł śnieg, dziś jest go mniej,
Dawno nie wychodziłem z domu przed snem,
Znowu jestem zmęczony prowadzi mnie cień,
Ciężkie oczy mimo że dopiero przyszedł zmierzch,
Widzę jak stres opada z kurzem,
podnoszę dłoń trzymam ją dłużej czuje to na skórze,
Nie rozumiałem ale już rozumiem,
kosmos zmienia się latami za to człowiek w sekundę,
w moim mieście jest brudne powietrze,
odpalam papierosa zupełnie niepotrzebnie,
Wypuszczam z dymem myśli obojętnie ,
idzie wiatr zmian znowu robi się wietrznie,
Nie tęsknie za tym co było myślę co będzie ,
zmienne determinują moje podejście,
ostatecznie wszystko upadnie jak kręgle,
niech żyje król bo ma nowego następcę.

Każda zmiana zaczyna się od środka,
Każda zmiana zaczyna się od nas,
Wszystko wraca, ale zmienia swój rozmiar,
Tak jak wylana łza, która zamieni się w wodospad.
Chwila, moment, klikasz, nie masz, wyrzucasz, opróżniasz
Rezygnujesz, się tłumaczysz, opóźniasz i zmuszasz
Do najprostszych rozwiązań, chcesz spasować? - mała spacja
Praca i wysiłek w kosz, ostatnia stacja - rezygnacja
Nie poddawać się na racjach, gdy dojeżdżasz na końcówkę
Za friko, na przypał, damkę, kredytówkę
Nie podzielę się smutkiem, po sobie znać nic nie dam
Zrezygnować? - to przegram, teraz tu z Wiśniowym biegam
I dyskusja się poważna po raz tysięczny wywiąże
Będzie dobrze - nie dobrze, pierdolę dziwne opcje
Dolewam żeby dotrzeć, zrobię co postanowiłem
Nowych rzeczy rejestracja to już teraz zwyciężyłem
Tyle razy w cud wierzyłem, ile razy w cud wątpiłem
Tak jak w siebie, w to wszystko, zagubiony sens znalazłem
Jak testament w Saragossie Ski Skład jest bezpiecznym gniazdem
Nie narobię w nie, poważnie do sprawy podchodzę
Mimo przeszkód na drodze i życiowej niewygodzie
Potraktowani srogo los wystawił ich na próby
Tak bardzo bliscy zguby nie przemyślane rozróby
No co by było gdyby, po to, żeby dzieci miały
Niech nie zdarzy cię się stres, jeszcze nie jeden kawałek
Przez nas wspólnie nagrany to zadanie cel obrany
Peja nie zrezygnowany i dlatego wciąż wygrany
Pesymizm niewskazany, nie rezygnuj chuj zaciskaj
Nawet jeśli w koło bluzgami będą ciskać
Bo i tak oponentów nic nie znaczą przezwiska
Zrobię mój rap tak, żeby kiepski cienko piszczał

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić

Ile razy z sił opadłeś nie wiedząc co dalej
Widząc kolejne przeszkody przed oczami masz zamęt
Tracisz spod nóg grunt i przygasa w tobie bunt
Bo wysiłki, twoja praca, wszystko w pył się obraca
I nie pomogą prośby, modlitwy i groźby
Stajesz na krawędzi myśląc już nie będę dobry
Znałem jednego który rozpacz swoją nosił w środku
Miał ojca i matkę wszystko było w porządku
A pewnego dnia smutnego, nigdy go nie zapomnę
Wyszedł na balkon, myśląc ja już nie nadążę
I w jednej krótkiej chwili przekreślił całą przyszłość
Matka do dziś płacze myśląc nad swoją winą
Co było przyczyną, że sił na walkę zabrakło
Poddał się tak łatwo, tak szybko światło zgasło
Stracił na chwilę cele, które wyznaczył
Ty się trzymaj swoich i nie będę ci tłumaczył
Że bez nich jesteś nikim, że bez nich nic nie znaczysz
A gdy wiarę swoją stracisz znajdziesz się na stacji
Tak zwanej rezygnacji, grubą cenę zapłacisz
Za bilet powrotny, bądź Szwajcar niezawodny

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić!
To jest pech, obyś zdechł
Każda runda z nim to cios w plecy,
Trzymam się rzeczy, choć trudno mi nie zaprzeczyć, że
Szczęściem najczęściej żyją w filmach,
W rytmie, który narzuca gazeta telewizyjna.
Porażka seryjna, pod nogami lodu tafla,
A ja pusty w ryj, póki grosza nie wrzuci matka,
Jestem próżny narzekając non-stop na brak kwitu,
Masz: pułapka ludzkiego pasożytu
To dla dzieci dobrobytu świat się kręci
Czy rozumiem to?
Po części.
Czy pojmuję to?
Mniej więcej.
Czujesz? Tak forsa w ręce śmierdzi,
Za którą wielu straciło by swój honor
Idąc w paradzie cwelów,
A w portfelu plik partnerów do każdej gadki,
Niby do tego dąży człowiek, znaczy podatnik.
Ale wiesz co mnie martwi?
Nie pliki banknotów,
Tylko ciągłe robienie z uczciwych ludzi idiotów.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Co to kurwa jest? moja życiowa misja?
Ustępować grubym babom w tramwaju miejsca?
Sytuować swoją dupę jak najbliżej wyjścia,
Licząc na ratunek w dymie zielonego liścia?
Widzisz: rzeczywistość szarych murów ludzi klęski,
Biednych od urodzenia do grobowej deski.
Czym jest dla nich prestiż?
Jak to detal
Pech się z nimi nie pieści
Garb rośnie na plecach.
Co to jest pech? los?
Tu nie chodzi o nazwę.
Raczej o bzdury, za które
wszyscy wszystkim mają za złe.
A ja wstanę jak upadnę,
Bo pierdolę takie życie,
W którym problem zsyła problem,
Jeszcze wystawia mi kwitek.
A ludzie patrząc klaszczą,
Jak coś nie pójdzie.
Nie poległeś w tej?
To polegniesz w drugiej rundzie
A jak ujdziesz dalej
Staniesz się taki jak inni
Robiąc przy każdym potknięciu
skurwysynów z niewinnych.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Czym właściwie jest pech?
Wolą przypadku?
Czy głupotą nastolatków?
Czy ciągiem wypadków?
A może liczbą wydatków,
Na potrzeby beztroskie?
A życie jak fiut
w czasie wzwodu bywa proste.
Byle do przodu z dnia na dzień pchając wózek
Przez podwórze, chałtura po chałturze
Bo muszę. Co to pech?
Odpowiedzi nie znasz jeszcze?
Pech to gówno na podeszwie.
Pech do 24 w areszcie
Pech to śmierć na Evereście,
Pech to wpada bąbiącego pociągi podmiejskie.
Masz sumienie czyste? spoko,
Jeśli nie, błędy Ci ludzie wywloką,
Tylko po to, by poczuć swoją wyższość,
Sytuację korzystniejszą,
W śmiechu protezy błyszczą,
A mnie gówno obchodzi, co inni o mnie myślą
Robię swoje mam pecha?
Nie narzekam, może czasem,
Ale mnie wystarczy lokum w bloku,
Nie pałace.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.

Bez skrupułów, bez litości
Tak do bólu w naiwności,
Drąży pech za każdy grzech.
Takie to rzeczy dzieją się, których nikt nie uniknie,
Takie to rzeczy dzieją się, kiedy pech błędny wytknie.
Zakręty w życiu znam ostre
nie raz wyciągnięto dłoń chociaż o pomoc nie proszę
swój bagaż noszę sam ale wiem że nie jestem sam
kiedy bębny grają i w życiu sprawy się walą tak
znam tych co upadli z wielkim hukiem
za mało siły i zbyt wiele złudzień
życie potrafi się rozsypać w 5 minut
W 5 minut w które tracisz cały sens w życiu
cięszko się wraca gdy los wywali za nawias
nie jesteś nikim jedynie śmieciem dla świata
100 tysięcy ludzi uśnie na ulicy
utopione w morzu rezygnacji życiorysy
nie wielu ma odwagę schylić się i być człowiekiem
słuchać nie brzydzić się człowiekiem
Śmieci śmierdzący szlam dla was
ja wolę dworzec niż salon
z tym śmieciem chcę rozmawiać

Na ulicy ich mijasz codziennie widzisz ich twarze
tysiące isntnień utopionych w miasta gwarze
gdy biegniesz za szczęściem oni swój bagaż niosą
idą przez życie w ostrodach ale boso
ulica staje się domem
a wszystkie plany zaczynają iść ślepym torem
nadzieja umiera rozpacz pojawia się w oczach
upada człowiek a nie żul,menel czy kloszard
ty milczysz wiem to już stało się nawykiem
nie podajesz ręki obojętność masz za taktykę
ty najchętniej dotknąłbyś go tylko patykiem
na odległość by nie zaraził ciebie żadnym syfem
dla was śmieci dla nas ludzie z historią
oni wciąż będą obok ci walczący o godność
po za nawias wypchnięci w ciągłej walce o przetrwanie
żyją chodź wielu nie pozwala żyć im dalej

Nie mów że świat daje równe szanse
nie mów żebym uczył się żyć z dystansem
status finansowy status społeczny
iluzje żeby człowiek czuł się bezpieczny
gra jak monopol tylko pionki są żywe
mają emocje a skutki gry są prawdziwe
łatwo skreślać ktoś przegrał i upadł
na marginesie człowiek którego nikt nie słucha

Uliczne zombi może zrobić tylko krzywdę
więc od razu za życia wystawmy mu klepsydrę
po co taki ma żyć jak jest tylko robakiem
tysiąc powodów się znajdzie żeby szybko go zabić
to margines a stamtąd już się nie wraca
po co dawać szansę człowiekowi to się nie opłaca
lepiej siedzieć cicho i pielęgnować swój bałagan
niż wyciągnąć z bagna jednego który oto błaga
Zawsze byłem, jestem i będę fanem 3H
Hip – hop honeys, które mają czym oddychać
Przy tym ważona dycha, dziś problemów świata nie chce
Rozwiązać wole cienkie sznureczki, będzie pięknie
Ty zrzucisz je z siebie, te szmatki to jak brzemię
Zrzuć, poczuj odprężenie, poczuj się dobrze
Mów do mnie ciągle, mów do mnie mądrze
Mów do mnie łotrze, tak Rychu jest łotrem
O ciebie się otrę, ja kocur, ty kocica
W twych oczach chcica, kiedyś byłaś dziewica
Nie wstydź się, nie powiem moim kumplom że świntuszysz
Że zmysły moje burzysz, wciąż swym dupskiem mnie kusisz
Mam ci je zepsuć, z przyjemnością nie protestuj
Już gotowa do testu, tak w bezczynności nie stój
To świat 1000 gestów, 1000 i jednej nocy
Odrobina przemocy, wedle życzeń, chcesz zaskoczyć
Ja miałem sen proroczy i wiedziałem, że tak będzie
Suko rozpustna pokarz swoją perfekcje
Twoja zagadkowa mina, w zasięgu wzroku wagina
Tu niema co rozkminiać (niema, niema, niema)
Już się zaczyna, pieprze dystans, czas się zbliżyć
Językiem cię zwilżyć, wszystko wporządku kotku
Chcesz poczuć mnie w środku, to dla mnie pestka
Na wszystko gotowa moja średnia europejska
To nie groteska, raczej przez trzy X extra
Świat tysiąca ekstaz, zwięczeniem tego mój ekstrakt
Chcesz go mieć wszędzie, jaka pewna, niewierna
Z pewnością nie naiwna, super kurwiszczał
Jak masz na drugie, czy ja cię lubię
Do zobaczenia w klubie, pokój każdej dobrej dupie
Te akty, to fakty, zalkowe, hardcore’owy
Styl newschool’owy, a tematy archiwalne
Stary jak świat, pół serio, pół żartem
Dziś stawiam na zabawę, rozejdź się z tym palantem
Na dupsko twe obławę zaczynamy, więc je wystaw
A z pewnością damy radę, a ty na tym skorzystasz
Suko perfekcyjna, dupę swą wystaw
Suko perfekcyjna, dupę swą wystaw
W perfekcyjnym stylu cię zajebie rap artysta

Jestem strasznie pewnym siebie hardcore’owym skurwysynem
W cipce twej nie zginę, nie stosuj głupich sztuczek
Bo skurwiel cię stłuczę, to nie będą lajty, klapsy
Dupsko będzie sine, a ty będziesz miała spazmy
Tekst to odważny, kilka z was chciało sprawdzić
Ile w tym prawdy, poznały, byłem twardy
Mój urok nieodparty, już skończyły się żarty
Musi tylko być czysta, nie robić tego za fanty
Mogę napluć ci w pysk, jeśli tylko tego pragniesz
Wylądować na dnie, nie aniele lecz diable
Będzie nieładnie, ale właśnie tego pragniesz
Dobrze wiesz jak to będzie, jeśli chcesz, znasz mój adres
Ty poczułaś ciare, a to tylko słowa z bitem
Nie jestem harcerzykiem, który wciąż miksuje kitę
Nasz seks nie będzie skitem, raczej podwójny CD’ek
Chcesz się poczuć jak w niebie, zapraszam do bram piekieł
Poryty dekiel tak, że mogą wejść tabletki
Nie będę miękki, nie będę zbyt spięty
Jarają mnie te gierki, zdolny, zdrowy hetero
Przyprowadź koleżankę, podgłośnimy stereo
Nie wskazany error, pieprzyć dyskomfort
Wszystko mam zaplanowane w drobnych szczegółach słonko
Czas otworzyć okno, w pokoju zbyt gorąco
Brzmi zachęcająco, pachnie nocą upojną
Sto procent owocną, reprezentuje Lutę
Jako misji mnie nie kojarz z typem na jedną minutę
Każdą laputę zbałamucę tym tekstem
Jeśli teraz to słyszysz, to włóż w swe figi rękę
Ja przy tobie nie klęknę, tak dojadę że jękniesz
Nie mam kompleksów, kocham to, to jest piękne
I z dumy pęknę, nad ranem, gdy bokiem poszłaś
Jestem pewien że doszłaś, nie raz, czas już pospać
Dobranoc, na noc, raczej dzień dobry
Skurwiel niedobry, i mu wielu podobnych
Sukcesu głodny, znów zaglądam do szklanki
I nie zmienia się nic, matki, żony, kochanki
I ZWROTKA: PJUS

To była prosta gadka: ja i ta pani
Po kilku drinkach, jeszcze przed kawami
Jakiś klub przed nami, kilka osób i taras
Nie znam jej dobrze, ale wziąłbym od zaraz
Kiwa wypity balast, ale staram się słuchać
Ona mówi, że w końcu sam się oszukam
Ale co, jak? Proszę cię powtórz
Ona, że ma chłopaka i nie szuka innych chłopców
Ha, ja na odwrót, nie ma stałych kobiet
Jak taką spotkam, to chętnie ją pozdrowię
Tymczasem sobie stojąc, pijąc tu z tobą
Mógłbym nagle pójść i wziąć te dwie obok
Jestem swołocz? Ha, co za słowo
Mówią: Pjus na baby, ta gadka to nowość
Skoro masz tyle lat, mówi mi dalej
Mógłbyś przestać pić, przestać szaleć
Przegrasz talent, przegrasz ze wszystkim
Jeśli nadal będziesz brał te dziwki
Tu nie chodzi o cipki, czy stan twego krocza
Spotkałeś złe kobiety, widzę to po oczach
Spotkasz tę jedyną, będzie uhm urocza
Będziesz szczęśliwy, na pewno ją pokochasz
Ja niezbyt trzeźwy, widać to po ruchach
Kochanie pogadamy jak przyśni ci się kutas, wiesz

REFREN: MES, FLOW

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?)
Nie traktuj mnie jak te dziwki (przestań)
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
(Nie dam rady, wiesz?)
Ja będę dla Ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?)
Nie traktuj mnie jak te dziwki
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
(Nie dam rady, oł?)
Ja będę dla Ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

II ZWROTKA: PJUS

Jay nie ma problemów, w sumie to już emeryt
Nas mówi: fuck pimpin, ale w łóżku ma Kelis
Ja nie chcę dzielić tych lat w jednym związku
Nie chcę kwiatów już zwiędłych, ha po prostu
Na pierwszym krążku mówiłem: miałem ich parę
Jedne są simple, inne past, inne ssą dalej
I stale chodzi o nie i ten mój korzeń
Czasem jestem chamem, o mój Boże!
Najebany SMS'y, wiesz, zero wyczucia
„Królowo jesteś piękna, ja chcę się z Tobą ruchać”
Trudno, jak adresatka akurat nie ma chcicy
Gorzej jak ma akurat operację macicy
Czasem nie znam granicy, nie wiem gdzie przestać
Momentami je wszystkie ogarnia przestrach
Że coś chcą ciągle od takiego prostaka
Chciały fruwać? (aha) Mogły tylko poskakać

REFREN: MES, FLOW

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?, co?)
Nie traktuj mnie jak te dziwki
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
Ja będę dla ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

Mówiły mi, mówiły mi tak

III ZWROTKA: PJUS

To jest co? Chamstwo trochę jak Szybki Szmal
Jestem chamem? Trudno Ale czy być kimś mam?
To moje tempo, nie jakiś przód peletonu
To (mhm) nie spóźnienie czy brak telefonów
To brak symptomów mówienia im kocham
To różne akcje, które kończą się na szlochach (uh)
Czasem mi płaczą, że nie były na zakupach
Na ogół płaczą nad ranem, że boli je dupa
Kazia Szczuka powie, że jestem public enemy
Trudno co robić? Kaziu wpadnij, idziemy gdzieś
Kobiety lubią by bić je po twarzach
Same o to proszą, nie ma co się obrażać
I mówić, że moje akcje kończą się udręką
Dobra przynajmniej nie robię tego ręką
Pół żartem, pół serio, więc się zastanów
Fruźki wolą optymistów? Wyraźnie wolą chamów

REFREN: MES, FLOW

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?)
(Jeszcze nie zacząłem)
Nie traktuj mnie jak te dziwki
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
(Nie umiem wiesz?)
Ja będę dla ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie (co?)
Nie traktuj mnie (nie znasz się, wiesz?)
Ten jeden raz (co? co? co?)
Ja będę dla ciebie wszystkim
(Proszę cię, przestań)

SKIT: STASIAK

On chory jest
Mogę pierdolnąć mój śpiewany flow
Hej dziewczyny
One jego chcą (oooooł)
Lubią to
Wyglądam jak LL Cool J
No może jestem grubszy tu i ówdzie (ha-ha-ha-ha)
Ale wiem to, że dziewczyny lubią zajebisty hip-hop
I chłopaki też lubią dobry hip-hop
Pamiętam kiedyś moje życie jak koszmarny sen,
zanieczyszczone emocje, zanieczyszczony tlen,
to ten moment, gdy stanąłem nieruchomo w martwym punkcie,
pucha moim domem, zatrzymany w czasu nurcie.
Tik tak, tik tak, wskazówka się nie cofa,
tik tak, tik tak, zniknęło to co kocham,
leże nie szlocham, znosze próżni katusze,
ale czuje jak każda sekunda rozrywa mi duszę.
Być tu muszę, dziś, jutro, pojutrze,
droga do wolności to przy pasku gada klucze,
chcę stąd uciec, robie to gdy zasypiam,
ale gdy się budzę raj znika.
Od apelu do apelu, snuję plany na przyszłość,
to trzyma mnie przy życiu, tłumi złość, gdy mam dość.
Teraz już wiem tak teraz już rozumiem,
czekam na zmartwychwstanie, dzień otwierania trumien.

Ref.
To jedna szansa, szansa jedna na milion,
aby uciec z tego świata w którym marzenia giną,
jeśli odbiłeś się od dna tego piekła,
to nie wracaj tu więcej, nie patrz za siebie, nie zerkaj.

Wychodzę na świat, koniec niewoli wątku,
cieszę się bardziej niż bym trafił szóstkę w Totolotku,
uczę się życia ponownie po za celą,
która była miejscem pogrzebanym sześć stóp pod ziemią.
Coś we mnie w środku zmieniło się na zawsze,
jestem innym człowiekiem, inaczej na wszystko patrze,
muszę się ogarnąć to od losu nowa szansa,
mam cel przede wszystkim nigdy tam nie wracać.
Po jakimś czasie marzenia uleciały,
jak ptaki w ciepłe kraje to polski obraz szary.
Nie wiem co robić, walczy we mnie anioł z diabłem,
mam pracować za groszę czy kraść tak jak kradłem?
Gdy tak czekałem bezczynnie stojąc w miejscu,
przypomniałem sobie, że mam talent do pisania tekstów,
to mój cel z nim chce do raju ucieć,
wydostałem się z piekła już nigdy tam nie wrócę.

Ref.
To jedna szansa, szansa jedna na milion,
aby uciec z tego świata w którym marzenia giną,
jeśli odbiłeś się od dna tego piekła,
to nie wracaj tu więcej, nie patrz za siebie, nie zerkaj.

Jeden świat, jeden Bóg, jeden wróg a Ty w nim,
jeden kat, jeden ból, jeden trud, ile to już dni?
Drażni Cię ta codzienność szara, w oczy patrz mi,
widzę w nich strach i nie wiara kocioł jaźni.
Bądźmy poważni, bądźmy ziomku szczerzy,
nie dojdziesz do niczego wciąż katując na playstation,
skończ pieprzyć, że nic nie potrafisz,
każdy ma jakiś talent, leniu skończ flora palić.
Przestań palić, przestań pić jak Ci nie służy,
skocz do głębokiej wody zamiast taplać się w kałuży,
jeśli cię nuży, codzienny dzień świstaka,
przestań z fusów wróżyć, niedoli pokaż fucka.
Znika padaka, gdy obierasz cel, frontalny atak,
zostań Panem życia, pożegnaj nieboraka,
gdy nad swoim losem płaczesz to zapamiętaj,
to Ty kreujesz przyszłość, wszystko w Twoich rękach.

Ref.
To jedna szansa, szansa jedna na milion,
aby uciec z tego świata w którym marzenia giną,
jeśli odbiłeś się od dna tego piekła,
to nie wracaj tu więcej, nie patrz za siebie, nie zerkaj. 2x
Budzi mnie koszmar ten sam dobrze go znam
pot na mym ciele efektem sennych doznań,
kto raz poznał smak samotności
ten poczuje go znów gdy Morfeusz do ugości,
rzucone kości co było to za mną
ja stąpam ostrożnie by nie wjebać się w bagno,
dobra dość wylewności palę bongo by zasnąć,
ale pełnia księżyca mnie wyciąga na miasto.
Nie ma opcji nie zasnę tej nocy,
zerkam na zegarek pół godziny do północy,
przecieram oczy kompletuję ekwipunek parę złotych do kiermany bezpiecznie kitram jarunek
bo nie jeden UBEK czai się tu pośród ulic
jak nie orientujesz ziomek parę lat możesz przytulić,
nie ma co mulić szybki telefon do ziomka,
tej nocy przynajmniej sam nie będę się błąkał.
Gdy wsiadałem do fury, bas poruszył społeczniaków,
huj wam w dupę konfitury przekaz tylko dla swojaków,
piona ziomuś co tam,
gra gitara okam dawaj weź coś tam zbuduj z holenderskiego topa,
to nie konopia po centrum kręcą się fele,
na bankowej wypinają cyce jakieś marne cwele,
na kasę łase niedomyte maszkarony,
chcesz je spenetrować lepiej załóż na raz 3 kondomy fuj,
jedziemy w huj stąd kupmy jakąś kire,
w nocy nie śpi to miasto nawet na chwilę,
sięga po sztylet zakapturzona postać terroryzuję chłopca wyprawa nocna musi być owocna,
nie szukam podstaw wracam do fury,
nie ingeruję palców pokarmowej miejskiej natury.
Katowice noca nieciekawa okolica,
pęka szyba ktoś się zrywa głośno wyje pizda,
to dzielnica ginie interweniuje policja,
pilnuj swoje fanty, przypal flora jak cię pies zapyta,
centrum ligota , bogucice , Tauzen , Brynów
pod osłoną nocy masa zabronionych czynów,
u dzielnice wychowują sztywno bez padaki,
siema dobre chłopaki jebać mundurowych skurwysynów.
pamiętaj
piąty element nie śpi nigdy
nowe gówno, nowy mixtape
dzień za dniem, DJ Hen, co

Słyszysz, nie jesteś PIMP, jesteś pimpuś (Gural)
Jesteś GimPlus i nie masz szans więc nie świntusz
Zobacz błysk blinku w moim oku
słucha tego co najmniej kilku w twoim bloku
(co najmniej) jest nas tu kilkunastu lub kilkuset
Idź to powiedz miastu pimpusiek
Powiedz gdzie jest hajs tu
łazi wiara, szuka
każdy wygadany jak Kazimiera Szczuka
Ze mną Mateo, król wie heist du
Yo, bit mi daj tu
Wiesz, że miał być B-Tight tu
Ale jest w Raichu, ja zarobię ten hajs tu
robię bauns tu, dziwko, wie heist du?
Weź nie błaznuj, pracuj, nie pajacuj
Dziś na bloku, jutro na pałacu
Szczękościsk, pisk i trans
Cannabis, ananas
Pozdrowienia dla wszystkich was

Nie ma szans, by ta maszyna zrobiła stop
Pot spływa po tej maszynie gdy grot strzały celnej
Przebija kolejną tępą łępę
Szok przeżywają ci co wiedzą co drzemie we mnie
Od wielu lat perpetum mobile pod pętle
Bo ja najchętniej spaceruję przez pętlę
Wielkimi buciorami, którymi zajdę po rentę
z rzędem ludzi, którzy mają na to sposób
i są tak skuteczni jak moje za trzy w koszu
Brak tu futr i diamentów, brak sprzętu, brak nerwów
Brak, złotych zębów i asowych serwów brak
A jak ptak, chodzisz wygięty jak nimbus
Ty pamiętaj, nie jesteś pimpem, jesteś pimpuś najwyżej
I nie obchodzi mnie co cię gryzie
Tu trzeba być pewnym i na pewność nie szydzę
Poczułeś świeżą bryzę w PDG t-shirt
A potem rusz w świat ze swym krzyżem
Ja mógłbym przyrzec, że PDG Mietka
Rozkręca imprezę lepiej niż szybka setka przy barze
To sekta, twych marzeń bywa
W moim obszarze ludzie mówią o rapie jak o zarazie
I darze, tak czasem zdarza się
W zapasie mam to wszystko czego ci braknie
Własne pomysły i chatę na bagnie
To nie ładnie z twej strony, że nie wiedziałeś do tej pory
Kto traktuje słabych MC jak tonic
[tylko tekstyhh.pl]
Ty jesteś pimpuś, nie jesteś PIMP
PDG Kartel synu, Dynastia Ming wchodzi na ring
Prawdziwość dla gry, łazarskie łagry
Szwadrony prawdy bez fałszywych obietnic
jak przed wyborami radnych
Słów dosadnych tu wiele, jak nagród w audiotele
Bez stylu niestety byłbyś tu tylko cwelem
Ja jestem królem stylu, Poznań to jest mój teren
Ty jesteś chujem szczylu jak ci co rąbią herę
Żałosne, chciałbyś być kimś, a jesteś nikim
Zazdrosny, chciałbyś być PIMP a nawet nie masz bryki
Robisz uniki to lepiej bądź szybszy, to dobra rada
Kaczor cię znów przechytrzył
Na przekór wszystkim znów stare nowe przymierze
Dla moich bliskich znów jedna miłość w to wierzę
Gdy ja przy sterze to trzymaj się, zapnij pasy
I zmów już pacierz, bo możesz nie wrócić z tej trasy, yo

piąty element, wiesz o co chodzi
ha, miasto tętni życiem
wszyscy chodzą, patrzą co się dzieje
każdy szuka tego hajsu tu
Ref :
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,

Ziomal zaprasza na występ już rozstawili cały soundsystem,
Brawa to Kielce i Warszawa, cisza przed burzą jak w breake postawa,
DJ ma miejscówkę wyżej, ma winyl ma dziewczyny ma driny
MC jest najgorętrzy rusza tłumem za bardzo dobrą sumę yo
Bgis każda z nich chce chwycić potem w hotelu je dokładnie policzysz
Wariat to nie antykwariat bo zaśnie przy Tobie lat 19

Ref :

Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,

Bit boy z podwójną siłą go smaże stojąc tóż przy barze
Bit boy w miejscu nie stoi ma wymiatacz, pozdrawiam bit boi
Driny to jest to co sączymy mamy w planach ich sączyć do rana
Forsa to jest to co z gorsza, tak porusza się nasz szalony orszak
Dalej pijmy po szklanie całej, patrzmy po biustach i po lizakach w ustach
Płyńmy, każdy z nas jest inny bez kitu po tej hurtowni hitów

Ref :

Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,

Z Tobą czuję się baunsowo czuję basy czuję je za sobą
Mam hajni są ze mną raperzy fajni, producenci dobre warzywo się święci
Browar, miękki i twardy towar w nosie i w płucach ziom mnie pobudza
Cygaja każdy ziom mnie jara, dla każdej przesady łamiemy zasady
Cyka pewnie słyszysz jak cyka, w najebkach nasz sqad to pierwsza liga
Camey po tej stronie samej bez kitu witam w hurtowni hitów

Ref :

Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
W 97 miałem 11 lat wtedy prolog na kasecie przyniósł zioma starszy brat
Wiesz jak jest, nagle na głowie staje cały twój świat i choć nie kumasz połowy
Też jak oni też chcesz w to grać

98 miałem spodnie w które do dziś chyba wejdę i choć pierdo*iłem deskę
Mówili że jestem skejtem , mama śmiała się , ojciec mówił mi że to przegięcie
Kiedy ja liczyłem szewki daszek czapek z logiem Lakers.,

99 pierwszy raz wy****** mi dziesionę , kurwy syny wzięły czapkę
Z przed tych paru wersów ziomek , weszła trzycha , weszły Sobieskie i bronek ,
Pierwsza wóda na garażach i rzyganie za domem

2000 poczekaj to za moment rok wcześnie reforma kazała mi zmienić szkole.
Jakaś nauka ? Jakaś tam była,
okolica nauczyła jak szybko kończyć na dole.

Pamiętam każdy dzień i każdy motyw
Każdy problem i wszystkie kłopoty
Wszystkie upadki i wszystkie wzloty
I nigdy nie zapomnę o tym .

Jak każdy miałem ekipę z którą marnowałem dni, jakaś rura parę piw
Pierwsze dupy chce się żyć, a że życie lubi dzieciakowi spuścić wpie****
W szczególności temu który nie wie co to piekło,
Półtora roku szkoły dwie, kurator też, dozór jest
I fart fest, że nie zakład dla ambitnych
Dzieciaki lubią bawić się , częścią być w grze
Uważaj ziom, bo życiowy parkiet bywa śliski

02 mój pokój, u boku ziomek z mikowskich bloków
Prace w toku , napie***** ( ? )
Marne pół roku , brak ambicji i niepokój
Zamieniłem w naście bitów i pierwszych tekstów stertę
Niczym nie jarasz się jak pierwszym koncertem ,
Z czasem te większe ,te dla publiki szerszej
Innym wzrokiem zaczynasz ogarniać przestrzeń
Każde zdarzenie przenosząc w te wiersze

Pamiętam każdy dzień i każdy motyw
Każdy problem i wszystkie kłopoty
Wszystkie upadki i wszystkie wzloty
I nigdy nie zapomnę o tym .

04 z Rahem ruszamy wspólną watache
Wspólne studio, flow równo, kapał na papier
Receptura i Miraż to minęło jak chwila
Potem przyszedł dzień by zerwać coś co było już nijakie
Ja, nie zostałem sam chociaż mówiła raczej patrz
Dalej z nimi gram ponad 1000 dni na Blacie

08.02 rusza Fandango Gang, ty mówisz ze to nie ja
Ja uważam inaczej
Rok później premiera, świat przede mną zaczął się otwierać
Co weekend na bicie w innym mieście wybieraj
Pogrzeb od dawna wewnątrz mnie się dociera
Powiedziałem„ nigdy kurwa jeśli nie teraz „
Resztę znasz już.
Poprzedni rok minął szybko, sporo hajsu
Dużo wódy i bistro za parę lat nagram to znowu
Bo mam do tego powód i na te kartę znowu stawiam wszystko

Pamiętam każdy dzień i każdy motyw
Każdy problem i wszystkie kłopoty
Wszystkie upadki i wszystkie wzloty
I nigdy nie zapomnę o tym .
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo