Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Po co ukrywać, że mamy inne perspektywy
Ten co aluminium trzyma i ten co mieszka w willi
Chce wygrywać, sukcesem dzielić się z innymi
Ale bywa, że przegrani są pierwszymi
Bywa, liczę błędy każdy ma ich sporo
To jest prywatny horror, którędy iść by łapać kolor
Piszę list skoro i tak nie słucha mnie
Nikt z nas nie ma racji
Dziś to normalne jest a nie normalne powinno
Papuga powtórzy zawsze kiedy inni milczą
Załóż maskę, bo trawkę inni palą i dymią
Kto tak ma naprawdę jazdę, a komu jest przykro
Mówić z sensem? Kurwa, kto będzie słuchał?
Zrobię skandal odsuńcie lepiej jakiegoś trupa
Jakiegoś księdza na dupach
Dla wiernych satysfakcji
Powiedz to chłopak nikt z nas nie ma racji

Czy ci co piszą, bo myślą, że wiedzą, co wiedzą?
Nikt z nas nie ma racji
Czy ci co rządzą, bo sądzą, że znają nasz beton?
Nikt z nas nie ma racji
Ty, a może ci bo pracują za miedzą na lewo?
Nikt z nas nie ma racji
A może ja bo wytykam wam wszystkim to ścierwo?
Nie ma racji nikt

Nikt, ostatni będą pierwszymi
Mimo że olbrzymi dystans jest między nimi dzisiaj
Dziś na ulicach karate kit cię zachwyca
Bandyta, czy jesteś jednym z nich?
Ja widzę jak mieszają w głowach tym dzieciakom
A sami podążają nie właściwą drogą
Już niedługo sami się przekonają,
gdy ich własne dzieci przyjdą z rozbitą mordą
Kto ma prawo kreować moją moralność? No kto?
Innych odsuwać na bok za swoją wrogość?
Czy ja sumienie mogę traktować jako słabość?
Czy ty możesz zabić mnie, żeby pozostać sobą?
Kto wie? Nikt nie ma prawdy już dziś,
Nie ma wydałbym [rema?], ale zaginął w akcji
Większość narracji tutaj to że jest ta, siema,
ale jedno jest pewne nikt z nas nie ma racji

Czy ci co piszą, bo myślą, że wiedzą, co wiedzą?
Nikt z nas nie ma racji
Czy ci co rządzą, bo sądzą, że znają nasz beton?
Nikt z nas nie ma racji
Ty, a może ci bo pracują za miedzą na lewo?
Nikt z nas nie ma racji
A może ja bo wytykam wam wszystkim to ścierwo?
Nie ma racji nikt
TeWu - wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
TeWu - wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu

Życie to zagadka, duża ilość knifów
Codzinnych wybieganych przeliczników
Nie ma dnia człowieku, stale sam myślę o tym
Stanę na nogi sprytnie ominę przeszkody
Wiadomo przecie lecz bywają tak zwane
Nieplanowane, nieprzewidziane kłopoty
Od małej ploty loty do odsiadki trzy miechy
Przychodzą na myśl wtedy sytuacje gdzie, kiedy
Kto z kim jak się witał, dobra ekipa
Przypomnij sobie, dobre rady w cenie
Małe zagrożenie wszyscy trzęsą gaciami
To on, to ten, no wiesz ten palcami
Wkurwia mnie to ej chłopaki co z wami
Chwila strachu poza tym wszędziec głucho, cisza
Nikt nie pamięta nikt o takim czymś nie słyszał
To kto z dupy strzelił, przez co smród jest do dzisiaj
Nie uciszaj, słuchaj tak być nie miało, TeWu
Niby miało być inaczej, raczej, ale ja nie płaczę
Zobaczę co dane, ciężko ze szmalem
Gonią porachunki, nieważne
Będzie dobrze - powtarzam sobie to zawsze, to jasne
Niezależnym być, dobrze żyć gdy roboty brak
Chociaż w ręku mam swój fach
Kleją się bity i rymy i kontrakt podpisany
Jest na temat i jest na browary
A pomiędzy [?] strzegł [?] to bzdura
Ile trzeba wykręcić żeby zaczęło to hulać
Rośnie gula, bo robią mnie po gacie
Choć produkuję sam i wszystko jest w klasie
Płyta wychodzi, ile kosztuje?
Monopol w wytwórni, respirant pracuje
Dziwię, dziwię się? nie, to jasne
Dzieciak kupi CD za dychę lub piętnaście
Nieważne jak to odkręci
Opadają ręce mimo dobrych chęci
Wolny zawód - co to znaczy?
To znaczy nie mam ZUS'u ani nie mam stałej pracy
Zlecenia firmowe ktoś zrobił sobie kości
Procenty [?] na zlecenie wzrosły
Komornik, skarbowy i sądowy
Nie posiadam nic więc mam to z głowy
Muszę kręcić swoje loty, to zabawne
Że poza systemem działa wszystko sprawnie

TeWu - wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
TeWu - wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu

Moje ruchy pokazują w jakim jestem kurwa stanie
Powłoka w środku ja i niewidzialna złość dla oka
Skryte myśli, czujne zmysły warto mieć
Drukowany pła-płacz w rękach państwa za pięć
PóŹniej w rękach miasta i z powrotem
Junior D. trzy lata już wie co to dom
Co to rodzina myśleć zaczyna
Mam nowinię bieda minie
Nieważne czy tu czy tam ważne bez obcej pomocy
Stres jak cień towarzyszy moim bliskim w nocy
Odpoczynek rano praca spółdzielnia czai się wzbogaca
Doprowadza do zawału, wrzenia
Nie odwiedzaj mych bram złodzieju młodości i mienia
Niewidzialną bronią zabijasz człowieka
Liczysz zyski prezes tego gówna kurwa przyjmuje uściski
Paczki o cholernej wadze na moje lokum wielu chętnych
Ja radzę jebać mu podburza TeWu
A tymczasem szukam szczęścia, obczajam tłoczne przejścia
Podnoszę kartki papieru z myślą, że to banknoty
A nuż przebiegły kot rywalizuje cóż
Nie jestem sam miasto to fabryka szkoła luuu
Odwrócone ule ja i matka jeden cel
Jeden cel, jeden cel, jeden cel, jeden cel

Dalej nalej sete mi tam z barku
Taki problem nie masz co włożyć do garnków
Ja niestety inne stresy na karku
Inne rozpoznanie proste dycha w parku
Jak teren wielki oko kamery
Czają zenki nożyce ręka z prawej ręki
Patrzę na karmana w wózkach czy w banach
Fakty czy woda lana ważne na twarzy mieć banana
Łocha, majka, cwajka, zawijka, grajka, zapodaj grajka
Gdyby kurwa rap grał nie jesz majka
Zaliczona dniówka odpalona główka
Shoot a capa zobaczycie bomby o tutejszych grupkach
96 grafitti jarzysz G towarzysz spraja
Wtedy na bajach teraz tłum ludzi cała zgraja
Akcja racja TeWu rap szu po wakacjach

Od pierwszego spojrzenia do tera noc
Nie przychylny nieraz ktoś
Nieproszony gość, złodziej mienia
Zawieszony ruch, nasze zmiartwienia
Wyczekiwanie na wyrok wybawienia

Od pierwszego spojrzenia do tera noc
Nie przychylny nieraz ktoś
Nieproszony gość, złodziej mienia
Zawieszony ruch, nasze zmiartwienia
Wyczekiwanie na wyrok wybawienia

Od pierwszego spojrzenia do tera noc
Nie przychylny nieraz ktoś
Nieproszony gość, złodziej mienia
Zawieszony ruch, nasze zmiartwienia
Wyczekiwanie na wyrok wybawienia

Od pierwszego spojrzenia do tera noc
Nie przychylny nieraz ktoś
Nieproszony gość, złodziej mienia
Nasze zmiartwienia, na wyrok wybawienia

Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu

Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu, wyrwani ze snu
Wyrwani ze snu
To jest sygnał, bitwa, mała wojna
Nie bierzemy jeńców tak to wygląda
Od kołyski aż po grób idę z wami cały klub
Wrogom nie popuszczam i wygrany będzie jeden
Czysty baria idzie jak husaria
Skarbów kolekcjoner, ja i moja banda
Do utraty tchu,do utraty krwi
Zapomnij że cię mdli, walcz i się bij

Jak Chirokezi zabijamy z gracją
Strzał niewidzialny, do obrony , nie masz szans bo
Tyle sił ile potu na treningach
Z uśmiechem do nagginga
Pytam o co binga
Bumcie na kozaku ci zabieram
łatwo nie pójdzie nie strugaj bohatera bo
ja zamieniam cię z drużyną w szary pył
Sajonara, było miło nie płacz będziesz żył

Da-nah-wah'uwsdi
Mała wojna,
Rzut pięść strzał dalej kontra
Da-nah-wah'uwsdi
Mała wojna
Nie bierzemy jeńców tak to wygląda
Da-nah-wah'uwsdi
Mała wojna,
Rzut pięść strzał dalej kontra
Da-nah-wah'uwsdi
Mała wojna
Nie bierzemy jeńców tak to wygląda

Walkę mamy w genach,
Wliczona w pokolenia
W bitwach w chwili trach
Nie mamy nic do stracenia
Wytrwać na placu boju
Pomimo Znoju bez przestoju
Podkręcamy tępo
Aż wrogom lecą sojusz
Nie ma litości w nastroju sportowej złości
Sprzęt tutaj nie gra więc przegrają gorsi
A nikt o nich nie dba
Wygrana jest jedna
To jej chcą kibice których musi sobie zjednać
Modły nie niosą przeciwników pod samosąd
Wszystko fair play jest okey
Jeśli nerwy nie poniosą
Nie warz się mnie tknąć żadną mocą
Mam za sobą ludzi którzy
Walczą krwawią i się pocą
Skaczą w ogień za mną i w najgorszy kocioł
Bo wiedzą że ja za nich bym się pociął
Nadjeżdża pociąg żelazny to husaria
Nieprzyjazny gdy wynik ważny jak Jezus I Maria

Da-nah-wah'uwsdi
Mała wojna,
Rzut pięść strzał dalej kontra
Da-nah-wah'uwsdi
Mała wojna
Nie bierzemy jeńców tak to wygląda
Da-nah-wah'uwsdi
Mała wojna,
Rzut pięść strzał dalej kontra
Da-nah-wah'uwsdi
Mała wojna
Nie bierzemy jeńców tak to wygląda
I ZWROTKA: PJUS

To była prosta gadka: ja i ta pani
Po kilku drinkach, jeszcze przed kawami
Jakiś klub przed nami, kilka osób i taras
Nie znam jej dobrze, ale wziąłbym od zaraz
Kiwa wypity balast, ale staram się słuchać
Ona mówi, że w końcu sam się oszukam
Ale co, jak? Proszę cię powtórz
Ona, że ma chłopaka i nie szuka innych chłopców
Ha, ja na odwrót, nie ma stałych kobiet
Jak taką spotkam, to chętnie ją pozdrowię
Tymczasem sobie stojąc, pijąc tu z tobą
Mógłbym nagle pójść i wziąć te dwie obok
Jestem swołocz? Ha, co za słowo
Mówią: Pjus na baby, ta gadka to nowość
Skoro masz tyle lat, mówi mi dalej
Mógłbyś przestać pić, przestać szaleć
Przegrasz talent, przegrasz ze wszystkim
Jeśli nadal będziesz brał te dziwki
Tu nie chodzi o cipki, czy stan twego krocza
Spotkałeś złe kobiety, widzę to po oczach
Spotkasz tę jedyną, będzie uhm urocza
Będziesz szczęśliwy, na pewno ją pokochasz
Ja niezbyt trzeźwy, widać to po ruchach
Kochanie pogadamy jak przyśni ci się kutas, wiesz

REFREN: MES, FLOW

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?)
Nie traktuj mnie jak te dziwki (przestań)
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
(Nie dam rady, wiesz?)
Ja będę dla Ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?)
Nie traktuj mnie jak te dziwki
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
(Nie dam rady, oł?)
Ja będę dla Ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

II ZWROTKA: PJUS

Jay nie ma problemów, w sumie to już emeryt
Nas mówi: fuck pimpin, ale w łóżku ma Kelis
Ja nie chcę dzielić tych lat w jednym związku
Nie chcę kwiatów już zwiędłych, ha po prostu
Na pierwszym krążku mówiłem: miałem ich parę
Jedne są simple, inne past, inne ssą dalej
I stale chodzi o nie i ten mój korzeń
Czasem jestem chamem, o mój Boże!
Najebany SMS'y, wiesz, zero wyczucia
„Królowo jesteś piękna, ja chcę się z Tobą ruchać”
Trudno, jak adresatka akurat nie ma chcicy
Gorzej jak ma akurat operację macicy
Czasem nie znam granicy, nie wiem gdzie przestać
Momentami je wszystkie ogarnia przestrach
Że coś chcą ciągle od takiego prostaka
Chciały fruwać? (aha) Mogły tylko poskakać

REFREN: MES, FLOW

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?, co?)
Nie traktuj mnie jak te dziwki
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
Ja będę dla ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

Mówiły mi, mówiły mi tak

III ZWROTKA: PJUS

To jest co? Chamstwo trochę jak Szybki Szmal
Jestem chamem? Trudno Ale czy być kimś mam?
To moje tempo, nie jakiś przód peletonu
To (mhm) nie spóźnienie czy brak telefonów
To brak symptomów mówienia im kocham
To różne akcje, które kończą się na szlochach (uh)
Czasem mi płaczą, że nie były na zakupach
Na ogół płaczą nad ranem, że boli je dupa
Kazia Szczuka powie, że jestem public enemy
Trudno co robić? Kaziu wpadnij, idziemy gdzieś
Kobiety lubią by bić je po twarzach
Same o to proszą, nie ma co się obrażać
I mówić, że moje akcje kończą się udręką
Dobra przynajmniej nie robię tego ręką
Pół żartem, pół serio, więc się zastanów
Fruźki wolą optymistów? Wyraźnie wolą chamów

REFREN: MES, FLOW

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?)
(Jeszcze nie zacząłem)
Nie traktuj mnie jak te dziwki
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
(Nie umiem wiesz?)
Ja będę dla ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie (co?)
Nie traktuj mnie (nie znasz się, wiesz?)
Ten jeden raz (co? co? co?)
Ja będę dla ciebie wszystkim
(Proszę cię, przestań)

SKIT: STASIAK

On chory jest
Mogę pierdolnąć mój śpiewany flow
Hej dziewczyny
One jego chcą (oooooł)
Lubią to
Wyglądam jak LL Cool J
No może jestem grubszy tu i ówdzie (ha-ha-ha-ha)
Ale wiem to, że dziewczyny lubią zajebisty hip-hop
I chłopaki też lubią dobry hip-hop
Walki ludzi na miecze z kamfory
Sorry to wszystko działa na mnie jak spory
Chory człowiek jest tym nam dziś, który
Co prowadzą moją duszę do zgody
Co mnie to wszystko sam se poradzę
Zamiast do kuchni dam życie na tacy
Wszyscy już mówią, że jestem wariatem
Za ten stan rzeczy rzucił bym szaty
Każdy zbawienny warty i zwarty
Za bezcen zostanie sprzedać się na tym
rynku handlu dyszami jak z waty
Zero odwagi by postawić się fatum
Boże uratuj to, co już mamy
Coraz więcej jest wszystkich oddanych
Jezusowi zła kolekcji to radany
Ja poezją ulicy leczę twoje rany
Zbijam to wszystko rzucając ten kamyk
A my tutaj sobie piękni, oddani
Co jeszcze wstanie znów z nas wytworzyć
Koszty myśli, wulkanie pokory
Z woli wszystkich poległych na polu
Padli, powstały te wszystkie spory

Ref: Kiedy wszyscy wpadną w szał
Kwestia czasu i będziesz sam x4

2. Kiedy wszyscy wpadną w szał będzie koniec
Nic nie uratuje tego świata przed zgonem
Łaknie śnienia, zero snu przed wschodem
Ja ciągle jednak wierzę, przepowiem
Gdzie są ci, co mieli być herosami
Gdzie są ci, co odgrażali się palcami
Gdzie są ci, co żyli wartościami
Gdzie są ci, co ……………
Życia przeszły to jakoś znika
Czeka z każdym porażki wygrać
Czasu nie liczyć jak zegar tyka
Wiesz, że kiedyś powoli zanika

Ref: Kiedy wszyscy wpadną w szał
Kwestia czasu i będziesz sam x8
Popatrz, dorośli zapomnieli o kimś, o tych mniejszych istotach szukających Boga.
Dzieciństwo zmienia się w koszmarne losy.
Proszę posłuchaj tych kilku słów i powiedz sobie dosyć.
Na samym czarnym lodzie masz 26 mln.
Te dzieci płaczą, bo nie mieli szczęścia, żeby móc od tak sobie wziąć kulkę do ust.
Z jakich snów się to tworzy? Przecież ja chcę, żeby było dobrze.
200 tys. małych istot musi trzymać karabiny, żeby móc przetrwać.
Mini żołnierze, walczący w samotności giną, tylko po to, by nie żebrać.
Statystyki męczą oczy i serce. To są dziesięcioletnie dzieci, zapomniane pośmiertnie.
Nawet chyba nie wie, że ćwierć miliarda musi tu pracować ciężko, żeby przeżyć to piekło.
Nie mówię o tym, że ¾ z tych dzieciaków jest skazanych na pożarcie przez nieludzki świat.
Bracie już nie mówię o świecie, nie potrafię pisać i czytać,
A ty nawet nie chcesz czytać w gazetach co się dzieję.
Choć media nie chcą dzielić się tym bólem z nami, bo to nie sensacja.
Ważniejszy skandal. STOP, pomyśl o nich, a zostaw ten banał, stary.
Nie wiesz jak to jest
Kiedy zakładam swoje ciemne okulary nocą
Widzę więcej niż inni
Wszystko co było dotychczas
Wydaje się takie proste

1.
Przysłania cały twój świat,kiedy wypina dupę
Jej ulubiona pozycja nie na psa, a na sukę
Chce coś z życia
Wie, że skończy się zgonem
Piękne ciało, jak każde inne gdy rozłożone
Chce coś z życia
Atramentu nocy treści, nie formy
Zbiera pamiątki z miejsc swoich zbrodni
Chce coś z życia
Jest tu gdzie szelest, dzieciak, papier
Gdzie pije się krew ludzi
I żywi ich strachem
Nie jest tępą rurą jak te wszystkie inne dupy
Pieniądze szczęścia nie dają
Dają je zakupy
Image twojej ex, był chuja przy niej wart
Czarny lok, puszczał farbę, na styrany kark
Nie zobaczysz jej raczej wśród sprzątaczek
Jej uniform to latex, słuchaj dzieciaku
Jędrne uda, mokra, gorąca pizda
Na jej nogach, nie odnajdziesz siatki żylaków
Dla twoich starych, prawdopodobnie, jest przeklęta
Nie każdy szanuje pracę w biurze obsługi klienta
Pamiętaj, za każdym razem gdy się przytula
Diabeł tkwi w szczegółach, uściśnij dłoń, połóż króla

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką

2.
Stop klatka, psychodeliczne światła w orgii
Studiujesz szczegóły jej anatomii
Mokry orgazm, soki z parującej cipki
Odpowiedź na każdego mężczyzny skryte modlitwy
Przebrana za zakonnicę, ty pod jej habitem
Gotowa na gromnice Ty liżesz jej i
I nie ważna cała reszta (reszta)
Kiedy na niej się rozgrzesza
Każda noc, poza nią żadna się nie liczy
Po portalach szukacie wspólnie niewolnicy
Nie wiesz, nie wiesz co tracisz leszczu
Nigdy sucha, jak lato bez deszczu
Jej słodka, otwarta tylko dla Ciebie rana
Wabi jak darmowy kibel na złoty strzał narkomana
Chociaż ona na kolanach, trzyma Cię za jaja
Kocha kochać, kocha być kochana

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką

3.
Mógłbyś porwać z nią samolot, wy dwoje, sami
Tymczasem leżysz z głową między jej udami
Jesz ustami, dla niej to chleb powszedni
Ty czujesz się jak wegetarianin w rzeźni
Kiedy stoi przed Tobą naga
Skurwysynu, bądź mocny i opuść szlaban
Gdyby chciała Cię kiedykolwiek zostawić
Wiesz, że będziesz musiał ją i siebie zabić
Liże Cię po twarzy czysty atawizm sapie
Ciągniesz ją za włosy, opierasz o parapet
Pierdolony skowyt z okna nocy dziewięć godzin
Likantropia, zwierzęca satysfakcja
A po stosunku pocałunek, niby szuka pocałunku
Uciekając z rana, tylko udaje wstyd
Boże, co byśmy zrobili bez tych cip

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką
bohaterowie znikli z ulic w pamięci ludzi ich nie ma
ich zmęczone twarze niszczeją gdzieś na pomnikach
prawodawcom wjeżdża kawior na burżuazyjne stoły
a i tak nimi wszystkimi rządzi Tymochowicz
kolejne puste krzesła przy wigilijnym stole
coraz bardziej mieć niż być, nie pytaj mnie co wole
nasze ładne dziewczyny za pracą lecą do Stanów
a za kilka lat w żłobkach będziesz miał afro polaków
żółte kartki na lodówce przyklejane na magnesy
tak rozmawiają z dziećmi przemian beneficjenci,
każdy z nas ma te dni chce tylko palić i pić
drapać rany do krwi, bezwiednie krzyczeć i wyć
z małego księcia został oddech i ?
nawet z diabłem w adwent ludzie mają karnawał
cyfrom ze statystyk wódka daje sens istnienia
tak jak kumplom z więzienia tri metyloksantyna

zobacz ilu z nas już dorosło,
z doświadczeniem w żaglach w świat poszło
o własnych siłach nie z matczyną rączką
to codzienny widok przez te okno

25 lat minęło jak jeden dzień,
lecz czasem problemy to nie był tylko zły sen
kiedyś beztroskie sceny teraz już wiem z czego chleb jem
rządowe hieny wprowadzają podwyżki cen
sprzedawaliby tlen jakby tylko mogli
osiągnęli już swój cel lecz nadal są głodni
najpierw to cywile czują wichry wojny
doceniając słoneczne chwile jak ludzie bezdomni
promieniami jest świadomość ,ze jesteśmy wolni
patriotą dzień i noc w tej kwestii jednostronni
jak nasi przodkowie na polskiej ziemi tworzę pomnik
dokonań jako człowiek i własnych błędów niewolnik
będąc zdolny do wszystkiego w walce,
jako zwykły pracownik na czyjejś łasce,
biedy nie zaznałem dzięki ojcu i matce,
czuje ze sie stałem białym orłem w czerwonej klatce
chwytam każdą okazje by sie wydostać
w innym państwie wakacje wrzucam na rozmach
spowrotem witam kraj bo chce tu zostać
to upadły raj - moja kochana Polska

zobacz ilu z nas już dorosło,
z doświadczeniem w żaglach w świat poszło
o własnych siłach nie z matczyną rączką
to codzienny widok przez te okno

głodne wilki jak barbarzyńcy w ogrodach Italii
nienawiść ich nie nakarmi jak wzdętych brzuchów Somalii
3,2 mega piksela w nokiach gimnazjalistów
W kiblu rejestruje o czym one nie mówią rodzicom,
po złym życiu nieważne, ze granit nagrobny błyszczy,
tak jak po złym seksie brudu nie zmyje prysznic,
piksy gwałtu dziurawią jak Rocco Siffredi
wstyd opada z makijażem wczorajszych dziewic
kolejna fajna sztuka szczęścia szuka z lamusem
bo ty nie masz nawet dla niej na piwo w puszce
patrzysz w lustro oddala się linia czoła
w przeciwieństwie do niej czas nigdy sie nie cofa
kombinacje szansą bezrobotnego absolwenta
tutaj nie tylko w snach nie umiemy biegać
z dziesięciu pięter w dół każdego pcha inny kamień
karzą Ci być Ikarem - trenuj powolne spadanie

zobacz ilu z nas już dorosło,
z doświadczeniem w żaglach w świat poszło
o własnych siłach nie z matczyną rączką
to codzienny widok przez te okno
Idę na spacer, ale tam gdzie życie się już nie toczy
to świat który widzę brat gdy zamykam oczy
czas będzie tam stać jak na osiedlach bloki
ja idę słyszę rap i myślami stawiam kroki
mijam twarze, setki marzeń, świat bez granic
kiepskich zdarzeń, których czas nie wymaże za nic
w oczach blask niczym gwiazd a nagroda grammy
ten sprzed lat zanim czas nas nauczył ranić
widzę ludzi których już przy mnie nie ma tam
mówię im siema i mówię do zobaczenia, bo
wszystko się zmienia lecz stan w mojej głowie
jest ten sam, jak chcesz to coś Ci opowiem
mijam tam dawne miejsca, szukam tam szczęścia,
chwile z przeszłości przeglądam jak zdjęcia
nie szukaj złości, szukaj miłości
bym móc ją pamiętać i wziąć ją w objęcia

W mojej głowie ten czas płynie wolniej
bo jest parę spraw których brat nie zapomnę
tamte chwile ciągle wracają do mnie
chyba każdy ma swoją ulicę wspomnień! [x2]

Idę na spacer, mijam siebie gdy byłem dzieciakiem
i siedziałem z kaseciakiem brata zajarany rapem wiesz
i kiedy latem, znów opuszczałem chatę,
by na boisku grać nawet gdy pogoda w kratę
pamiętam jedną zimę gdy czas w tył przewinę
i pierwszy tekst tak jak pierwszą dziewczynę,
pierwszy sex tak jak pierwszą imprezę
na której zgubiłem ostrość zupełnie jak Pezet
czasy liceum, pierwsze projekty,
gdy wspólnie z kumplami tworzyliśmy kolektyw
i chociaż teksty dziś są do korekty
to czas tej zajawki był kurwa najlepszy
pamiętam mainstream był wtedy odległy
miałem sen, by tam być i ten sen mi się spełnił
idę po dzielni, mam walkmana w kielni,
żeby świat w mojej głowie wspomnieniami wypełnił

W mojej głowie ten czas płynie wolniej
bo jest parę spraw których brat nie zapomnę
tamte chwile ciągle wracają do mnie
chyba każdy ma swoją ulicę wspomnień! [x2]

Idę na spacer po marzenia, gdy zacząłem je spełniać
i tak nie spodziewanie dostałem wtedy maila,
było napisane - chcemy z Tobą spotkanie
i że warto mi pomóc bo widać we mnie potencjał
byłem nieświadomy co czas może przynieść,
dziś gram w całej Polsce, ty znasz moje imię *To jest piękne!*
Mój rap który płynie przez świat,
a ja wciąż taki sam od lat mogę go grać
pamiętam kiedy musiałem podjąć decyzję,
i porzuciłem coś, co kochałem dziś mam bliznę
wszedłem w rap biznes, dziś nie żałuje i
spełniam sny, dobrych chwil nie brakuje mi
wszystkie dni siedzą we mnie, czuję tą chemię,
zanim odejdę opowiem Ci o mnie,
chwile są piękne, a drogi kręte,
dlatego wiem, że warto mieć swoją ulicę wspomnień!

W mojej głowie ten czas płynie wolniej
bo jest parę spraw których brat nie zapomnę
tamte chwile ciągle wracają do mnie
chyba każdy ma swoją ulicę wspomnień! [x2]
Ej ja tylko chciałem poukładać swoje życie
Potańczyć do brzmienia twoich złotych skrzypiec
Teraz jestem skazany na te bicze
Za wcześnie na to by palić na twoim grobie znicze
Bóg nie umarł jak mówił kiedyś Nietzsche
Taki to nie koncert życzeń i przyczyn
Widzisz kilka przyczyn tego stanu rzeczy
To nie mity wyczyn jak skity
W życiu przerwa luz
Mnie to rusza jak czarodziejski mus
Wszyscy chcieli by grać w otwarte karty
Jak na otwartym może głośne szanty
Głos zdarty polityczne kanty
Wszyscy wiedzą że to nie są wcale żarty
Płynie taki świat się burzy
Kruszy mury a co mówię bzdury
Który to rok nastał?
Ile lat minęło?
Co dopóty gdzie te wolne miasta?
Wolność słowa prawa Piasta
Wcale to nie jest taka sprawa jasna

Nic kompletnie nic tutaj nie mów
Bo było to tu wcześniej już
Bo ja znam to najlepiej
Bo to było to tu już

Nic kompletnie nic tutaj nie mów
Bo było to tu wcześniej już
Bo ja znam to najlepiej
Bo to było to tu już

Krótkowzroczność to największy ból
Nie zostanę królem nawet jak bym mógł
Bo nie o to chodzi to nie chodzi o to
By być na topie by ślinić się na tron
Ej zapomnij o wszystkim
Tym czymś się czym patrz na symbol snów
Tylko tryumf liczy się tu nie ten materialny
Nie ten idealny
Ziemski jak ludzki człowiek
Nie ten mesjalny lodowiec
Który topi się ze złości nienawiści
A ktoś żywi zimnym chłodem
Wolnym krokiem idę bokiem
Lukam na ten pośpiech zwany tłokiem
Ludzie pchają się między rokiem 2003 a 2008 2009
Wielki bunt koniec z tym jak grom na tłum

Nic kompletnie nic tutaj nie mów
Bo było to tu wcześniej już
Bo ja znam to najlepiej
Bo to było to tu już x4
Dobra wyłącz to, teraz wyłącz]

[Sie masz ziom
Reprezentacja 2003 powraca
Z lat 80-tych osiedli
Wiesz o czym prawię
Sprawdź to
Tak jest na tych podwórkach
Aha]

Polskie nagrania, czarny winyl do bitu trzeszczy.
W tym harmonia wierszy, o czasach dzisiejszych.
Nie jestem najmądrzejszy, choć swoje mi wpojono.
Projekt mi wiadomość, nie bój się idę z pokorą.
Bez cienizny jak picolo, patrz ziom full kolor.
Już nie ma disco polo, taśmy na stadionach płoną.
To nasz pierdolony zysk, nie karz mi tego pojąć.
Pierwsza luta w pysk, tak się zaczyna prolog.
Od wschodu słońca tłum, Aleksandrowaska.
Miasto się budzi, dzień nocny tajemnice burzy.
Powrót do dłużyzn, znów wygasza zapał.
To nasze życie na ogół rozłożone w ratach.
Poznaj smak świata, ta planeta jest nasza.
Czyli moja, Twoja, wszystkich!
Nie przeraża mnie widok czarnej terrorystki.
Przez Bałuckie uliczki, prowadzi mnie instynkt.
Między szare budynki tak tu się żyje.
Ogniwo pęka to nie kod delta.
Skład tych linijek, to rzeczywistość.
Znać prefiks, co wykręci przyszłość, która nie będzie pomyłką.
Nie czas na skurwysyństwo!
Rap bez teorii spisków.
Treść przy rymach jak pit bull przy biglu.
Nie myślę, co znajdzie się na singlu.
Jestem zwykły, brzmi to zwyczajnie.
Gdybym był ślepy, niszczyłbym MC brayl’em.
To już brzmi fajnie.
Co jest sensacją to pozycję umacnia.
Po co mi to?
Ważne żeby nikt nigdy nie wsadził mnie w uniform.
W ceremonii sztywnej jak klawikord.
Dziś ja ze swoją kliką fakt [fakt].
Modne to słowo podejmuję ryzyko.
Doba za Tobą z energią jak kopiko.
Próbując pojąc dwa cztery non-stop jak w palcach tremolo.

Dwa cztery godziny, skoku adrenaliny.
Przemycam prawdę sprawnie jak winyl.
Ziom miejmy pewność, że kiedyś nas odwiedzi Władek Jagiełło.
I będzie tego pełno.
Dwa cztery godziny, skoku adrenaliny.
Przemycam prawdę sprawnie jak winyl.
Ziom miejmy pewność, że kiedyś nas odwiedzi Władek Jagiełło.
I będzie tego pełno.

Dedykowane tym, co na koncertach nie piszczą.
To pismo od serca, nie pop-mekeka.
Zjawisko kurestwa, ognisko nakręca rykowisko.
Każdy mi byłby bratem tak naprawdę chcąc zabłysnąć.
To wyszło z czasem, jasno jak wokal na pater.
Wypłatę zgarnął Bóg,znów eksplodował krater słów.
Poszły pięści, nie wymagam byś oddawał cześć mi.
Zdrada to zdrada, to też nie mój werdykt ziom.
Był pewnien zespół charakter zespuł sześciu.
Trzech jest OK trzech raczej skreśl już.
W krainie gestów tu rządzi Kozakiewicz.
Dla konfidentów prawdy, gotowe szeregi.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo