Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Co to za świat w którym żyjesz ty, w którym żyje ja, w którym żyjemy my ?? No powiedz, no powiedz mi dlaczego matka czworga dzieci dusi łzy żebrając na ulicy na kolejne śniadanie podczas kiedy jedno z dzieci umiera z głodu w bramie. Zapytasz o ojca, ja ci odpowiem - ojciec siedzi tymczasowo w areszcie rejonowym. Pracodawca mało płacił więc wynosił co się dało, aż pewnego dnia niestety się wydało. Nie pomogło tłumaczenie, że dzieci i rodzina, rozprawa, sąd orzeknięta wina. Zatrzymany tymczasowo, aż do wyjaśnienia ława się domaga za ten czyn potępienia, nie obchodzą ich dzieci mają gdzieś realia sędzia ma to samo zdanie - podły kanalia.
(…..)
2. Co to za świat w którym żyjesz ty, w którym żyje ja, w którym żyjemy my ?? No powiedz, no powiedz mi jeśli nie potrafisz ja odpowiem ci. Kaleki ojciec matka dawno w grobie leży, nadzieja w córce aby mogli jakoś przeżyć, niestety bezrobocie, pozostaje ulica zamiast iść na studia skończyła jako ulicznica. To nie jest fikcja, to naprawdę się dzieje straciłem już chyba jakąkolwiek nadzieję. Dali nam kapitalizm lecz instrukcji nie dali, jak z niego korzystać nie napisali. Każdy kręci, każdy kombinuje pseudo biznesmen to znaczy wykorzystuje. Taki jest świat w którym żyjesz ty, w którym żyje ja, w którym żyjemy my.
(…..)
To nie są żarty, tam naprawdę trwa wojna
Skurwiele z bronią czekają, by cię dorwać
Pustynia, góry, księżycowy krajobraz
Wsiadasz w samochód, ktoś dał rozkaz, patrol
Drogi, gdzie każdy zakręt może być pułapką
Wioski, gdzie orientację stracić tak łatwo
Ludzie, z którymi los twoje życie związał
I dom, o którym myślisz, tysiąc mil stąd został
Wokoło twarze już zmęczone, jak twoja
Bo szukasz sensu i znaczenia tego, co macie dokonać
Wokoło twarze pełne świadomości
Że jeśli coś się stanie, masz obok tych kilku gości
Ja za ciebie, ty za mnie - tak to działa
Bo mamy tylko siebie, aż ucichną działa
Kurs doświadczeń, fizyczne i psychiczne blizny
Tu nie ma nie, mówisz - ku chwale ojczyzny
I ruszasz na patrol
Czarny chleb, czarny chleb, czarne złoto
Czarny chleb, czarny chleb właśnie po to
Czarny chleb, czarny chleb aby żywić
Czarny chleb, czarny chleb może dziwić
Czarny chleb, czarny chleb do rąk daję
Czarny chleb, czarny chleb, tu czas staje
Czarny chleb, czarny chleb prosto z Polski
Czarny chleb, czarny chleb tylko śląski

W kantorze nie zamienisz, a jednak takie ważne
Czarny, brudny kamień znaczenie ma poważne
Tu, na tej ziemi, gdzie dniami i nocami
Teraz kombajnami, a kiedyś kilofami
O ludziach tutaj mówię, i o tym, co ich żywi
Bo z tego, co robią są dumni i szczęśliwi
I o Śląsku tutaj mówię, co mu życie dało
Prawie 5 milionów ludzi to nie mało
I choć wszystko tu upada, Śląsk nie upadnie
Pamiętając, że nie zawsze wszystko pięknie, ładnie
Nie zostawaj w tyle, bądź na bieżąco
Słuchaj, niech to działa wzmacniająco
Pozostanę przy tym, że korzenie zawsze moje
Korzeni nie zapomnę, przy tym zawsze stoję
Może Bóg tak chciał, nie wiem, tak po prostu
Że czasami brak tchu, taki los tu
Na jedynej ziemi, niezmiennie niezamienni
Pośród tysięcy istnień, Bezimienni
Bo to Śląsk życie dał i wciąż nam żyć daje
Jakby źle nie było w sercu mym zostaje

Czarny chleb, czarny chleb, czarne złoto
Czarny chleb, czarny chleb właśnie po to
Czarny chleb, czarny chleb aby żywić
Czarny chleb, czarny chleb może dziwić
Czarny chleb, czarny chleb do rąk daję
Czarny chleb, czarny chleb, tu czas staje
Czarny chleb, czarny chleb prosto z Polski
Czarny chleb, czarny chleb tylko śląski

Ile czasu już minęło od poprzednich lat
A tu pracowici ludzie dalej tworzą świat
Z czarnego kamienia, gdzie kryje śląska ziemia
Ludzie bez zmęczenia przebijają się przez ściany
By niejeden w Polsce dom został solidnie ogrzany
Przypatrz się, co unosi się nad nami
To czarny kamień spalający się tonami
Roboczy styl życia doprowadził do czynu
Że ojciec mógł powiedzieć - jedz, drogi synu
jedz drogi wnuku, jedz droga siostro
Kiedyś i twoje dzieci także dorosną
i wspomną te słowa, że kiedyś kopalnia
dała ludziom pracować (ludziom pracować)
rodzinę wyżywić i dzieci wychować
Bo Śląsk stworzony z bryły o czarnym kolorze
Stawił ludzkość na nogi, co mieli trochę gorzej
Lecz likwidując niektóre miejsca pracy
Zebrali się nasi rodacy
I do boju w ogień szli tysiącami
Nie dało się zatrzymać ich, jak fali Tsunami
Bezimienni razem z wami, razem z wami, razem z wami

Czarny chleb, czarny chleb, czarne złoto
Czarny chleb, czarny chleb właśnie po to
Czarny chleb, czarny chleb aby żywić
Czarny chleb, czarny chleb może dziwić
Czarny chleb, czarny chleb do rąk daję
Czarny chleb, czarny chleb, tu czas staje
Czarny chleb, czarny chleb prosto z Polski
Czarny chleb, czarny chleb tylko śląski

Tu się budzę i zasypiam, wokół klimat, jak po stypach
Trud pracy, który krąży po ludziach, jak grypa
Śląsk to miejsce się nazywa, a uwierz słów nie styka
Ile miłości w chodnikach, osiedlach i ulicach
I tych szybach kopalnianych
W miejscu gdzie czarny chleb dał niejednemu 4 ściany
Kocham to powietrze, dla niejednego ciężkie
W tym klimacie jest się jak ryba w wodzie
Wychowani w kominowym smrodzie
Który pachnie mi od bajtla
Choć krajobraz trochę inny niż opisywany w bajkach
Tu gdzie płynie Bryna, tu wszystko się zaczyna
Tu niejedna spracowana mina nosi w sobie dumny wyraz
W cieniu srebrnego komina, Bombatyka rozkmina
Pod oknami bloków, które miały służyć za sypialne lokum
A stało się dobytkiem życia co drugiej rodziny
Można rzecz - kara, bez winy
Los urządza sobie kpiny, a oni dają radę
Pracowitość i wytrwałość równa się z obiadem
Dla nich czarny chleb to nie zakalec
Nieśmiertelna pamięć o poległych pod ziemią
Niech na ich cześć wiatry z dymem wieją
Tuż nad śląską glebą, nad naszymi głowami
Otoczeni kopalniami, które horyzontu są połową
Bezimienni w hołdzie, bezimiennym grobom

Czarny chleb, czarny chleb, czarne złoto
Czarny chleb, czarny chleb właśnie po to
Czarny chleb, czarny chleb aby żywić
Czarny chleb, czarny chleb może dziwić
Czarny chleb, czarny chleb do rąk daję
Czarny chleb, czarny chleb, tu czas staje
Czarny chleb, czarny chleb prosto z Polski
Czarny chleb, czarny chleb tylko śląski
PiH Endefis i Miexon
Uwierz w to, że wielu z tych co odeszło
Może nie wrócić już nigdy
Bo łatwo kogoś stracić a trudniej tu przyjąć
Kiedy się o tym myśli widzisz
Jak nieświadomie można pożegnać kogoś
Widzisz to żyj z tym i spróbuj zostać tą samą osobą
Wśród wielu zdarzeń które były
A wracając na nowo pokazują ci jak może
Ranić jego słowo Boże wybacz nie tylko mi ale im
Że doskonały nie jest nikt
Ale powiedz który z nas miał nim być I który z nas wiedział że tych co już nie ma
W pewnych chwilach właśnie ich najbardziej nam potrzeba
Spójrz cofnięcia czasu nie da się kupić
Ani sprzedać i pamiętaj o tym
Bo każdy miał chwile ze nieświadomie kogoś żegnał
Ja codziennie na to patrzę
Bo wielu żegnałem na zawsze

Ref. x2 Niech wrócą te chwile nawet na krótko
Zawrócić czas wykręcić ramiona wskazówkom
Niestety bez odwrotu znicze się palą
A złe wiadomości najszybciej docierają

Nie ma odwrotu jest tylko jeden sposób
Trzeba pogodzić się z nieuchronnością losu
Nie zgadzam się na to ból będę tłumił w sobie
Nie chcę słyszeć że na ciebie też przyszła kolej
Przełknąć pigułkę mimo że jest gorzka
Dlaczego mam to zrobić bo chciał los tak
Szczęśliwej drogi już czas i z nikąd raptem
W jednej chwili życie potrafi przeminąć z wiatrem
Drzwi otwarte wychodzisz powiało chłodem
Gdybym znał przeznaczenie nie pozwolił bym ci odejść
Ciebie już nie ma a świat stracił na wartości
Wspomnieniami karmię bezsenności głód tyle słów
Znów nie usłyszysz ich kolejny żal zimnych fal I tanich krzywd często się odwracam
Czuję że jesteś obok milczysz
Wiem że to twój duch na ulicy mnóstwo lat minęło
Tęsknie za tobą żałuję
Twojego głosu mi bardzo brakuje
Twarz jak żywy w pamięci krew płynie w twoich żyłach
Zimny marmur mi ciebie nie przypomina

Ref. x2 Niech wrócą te chwile nawet na krótko
Zawrócić czas wykręcić ramiona wskazówkom
Niestety bez odwrotu znicze się palą
A złe wiadomości najszybciej docierają
Uczucie pustki nawiedza mnie w tych momentach
Gdy myślę o tych których nieświadomie miałem żegnać
Ktoś bliski z losem o życie przegrał grę
Zwalniam bieg krew wtedy doceniam
Wizerunek który został tylko we wspomnieniach
W pamięci szukam wspólnych chwil ostatnich
Teraz już wiem że miały miano pożegnalnych
Wtedy taki bieg wydarzeń wydawał się nierealny
A teraz właśnie mój świat świeci pustką
Został żal mi i sumienie nie da usnąć
Gdy przyglądam się tym niepotrzebnym kłótniom
Zdałem sobie sprawę jak bez ciebie jest mi trudno
Chciałbym tyle ci powiedzieć przeprosić
Lecz za późno jeżeli jest Bóg to nie ginie się na próżno
Gdybym czas cofnąć mógł to byłoby łatwiej
Jak na razie życia teraz uczę się uważnie
Zawsze znajdę moment gdy powoli i uważnie
Pomyśleć że każdego z moich bliskich gwiazda zgaśnie

Ref. x2 Niech wrócą te chwile nawet na krótko
Zawrócić czas wykręcić ramiona wskazówkom
Niestety bez odwrotu znicze się palą
A złe wiadomości najszybciej docierają
Rosnący procent takich jak ja
Odsetek rośnie
Od setek i pięćdziesiątek co piątek
Co poniedziałek w wyborczej
Masz porcje podnoszące emocje
Jak tu związać koniec z końcem
Jeśli nie pracujesz nie tylko w dni
Niepracujące co?
Chcąc nie chcąc co miesiąc
Coraz więcej grzesząc
Coraz mniej się ciesząc
Coraz mniej myśląc
Mógłbym przysiąc
Że widząc łatwy tysiąc
Mógłbym łatwo przyciąć
Jesteśmy tacy Rodacy…
Zamiast dać na tacę zabrać z tacy razem
tacą
I spizgać kościelnego chociaż za to nie płacą
Wyjebać dziesione patrząc oczami złego
W przestraszone oczy tego jednego
pechowego
Którego wypadało chwycić za gardło
Tak jak frustracja cię dusi
I cię zmusi byś skusił
I nie puścił póki ona nie popuści
Jestem ludzki!
Jeśli mogę żyć godnie jak człowiek
Co ty na to powiesz gdy to samo zrobię
Kurewsko zły…
Bo mam duzo gorzej niż ty
Tobie tata kupił
Jego tata się upił
Mój to chuj jest zerem
Ma dla mnie tylko elemele
A ty łochu masz samochód
A źli nocny obchód by mieć dochód
Opchnąć prochów po trochu
Cztery dychy za pożyczone dychy
W 2 tygodnie spłacić
Wzbogacić się zabawić się i stracić
Na krótki czas wyleczyć smutki
Smakiem drogiej wódki
Z różnym skutkiem
Pobicia dla samego wyżycia się
Poczucia się lepiej
Lepiej niż ten skopany spotkany pod sklepem
Rano na to samo spojrzeć trzeźwo
Kac z powodu życia, nie od przepicia
Struty przez wyrzuty sumienia
Żołądek skręcony ręka drży
wstaję wygięty a w TV znowu ty
Tłusta gęba szczerzy kły
Twoje gry co by było gdy
Mówić dużo nie przekazując nic
Wciskając swój pic
Odechciewa się żyć
Można znów iść pić
I rzygać żółcią na to bo nic innego nie ma
Znowu poniedziałek nic się nie zmienia

Mam dużo szczęścia inni mają mniej
I dużo złości inni mają więcej jej
Leję jej cześć na papier tej
Słuchaj mnie więc
Zaciskam pięć palcy w pięść
Drugie pięć w drugą pięść
Byś zobaczył moją drugą część
Moje drugie ja
Ja wściekłe jak psia mać
Nie podchodź za blisko
Jestem gotowy na wszystko
Tak wyszkolone psisko
Przez takie środowisko
Skundlone morale skulone nisko
Ważniejsza miska
Na wysokości pyska
Pełna walizka
I znane nazwiska
Dobre znajomosci
Maja cudowne właściwości
O chciwości… Nie masz dla mnie litości
Chciałbym już nie pościć
Chciałbym już nie prosić
Chciałbym nie zazdrościć
Zapomnieć o chciwości
Chciałbym…
Ile dał bym by mieć potąd
I odtąd więcej nie chcieć
Kiedy śpię i śnię tak właśnie jest
A potem spadek ze skraju raju do realiów
W które trzeba wkroczyć
Przecierając oczy po nocy
Bo to TU życie dalej się toczy
Toczy nas dalej od środka nowotwór tych
czasów
Dlatego jesteśmy jak potwór od czasu do
czasu
Co twoje to moje co moje tego nie rusz
Cóż już tuż tuż aby nóż pod poduszkę brać
idąc spać
Jestem zły bardziej niż ty
Zły jak ci wszyscy źli młodzi
W których rodzi się to uczucie gdy coś cię
zawodzi
Z ulicy, ze sceny, wolni i usidleni
We wszystkich się pieni
I nikt tego nie zmieni
Bo nikt nie mydli mi oczu
Nikt ni usidli mych odczuć
Nie kroczę na uboczu
Nie balansuję na krawędzi
Wchodzę w sam środek
Oddycham tym smrodem
Jestem żywym dowodem
I kiedy przyjdzie czas na spowiedź
Zamknę w grobie każde kłamstwo które ty
wypowiesz
Poznajcie prawdę, dotarła już do mnie
Życie jest snem wariata śnionym
nieprzytomnie
To sen o tobie o nim, o niej i o mnie…

Ref.
Jestem zły…
Bo ty w polityce przy korycie
Zły, za stanie na szczycie
Szczanie na czyjeś życie
Zły, bo ty wchodzisz ze swym picem na mównicę
Zły, bo ty jesteś tu karierowiczem
Zły, bo ty nie znasz się na mej muzyce
Zły, bo nie jest dobrze
I kto mnie poprze?
Zarabiam 8 stów 6 zostawiam na poczcie
Zły, bo wy chcecie zwalczać narkotyki
Nie znając pojęcia profilaktyki?
I jakie wyniki?
Jest popyt – jest podaż
Prawa rynku tego nie pokonasz specjalisto
Wykształcony na papierze ekonomisto
Edukujcie dzieciaki
Nie wsadzajcie do paki
Ale edukacja trwa i kosztuje, pieniędzy
brakuje
Wszyscy tam to chuje, każdy chuj żałuje
Więc taniej jest dać skurwysynom w błękicie
Kolejne prawo by spierdolić komuś życie
Zły, bo wy policyjne skurwysyny
Robicie akcje was korumpują, a my cierpimy
Legalna marihuana to ulga dla organów
ścigania
Osobisty styl, z tym stale się stykam
Chciałem kogoś opisać i znalazłem ochotnika
Michał jeszcze ja, oka, nazwisko?
Po co Ci to? Podam pseudo - Cirson
Cirson lepiej broi od Detroit Pistons
Za czasów Isiah'a, zenit mam równie blisko
Cirson lepiej broi od Detroit Pistons
Za czasów Isiah’a, zenit mam równie blisko

Yo, ta, ta
Pora zaczynać, rola raporatora, tak
Moja mowa do was: Cira się nie zacina jak
A a Adam Michnik ja a a nadal szybki jak Kipketer
Gibki jęzor z werwą napierdala kontrowersy w eter
Weterani, nie chcę was ranić skądże
Ale Białostoczanin co czai robi to dobrze
O Jezu przez mamę mam przejebane z miejsca
Bo ma posadę, którą stale krytykujesz w tekstach
A lepsza opcja, ja się tym zasłuchuje
Para paradoksów na odsłuch zasługuje
Posłów ignoruje, ją miłuję - proste
Powiem prawdę - wolę jawnie, nie istotne jakim kosztem
Gorzkie komentarze, krytyka
Widzę typa co pyta: ”Jakim on prawem rapu tyka?!”
Chwyta cię kurwica, mam rodzica polityka
A ulica utyka, w jego wersach jej mało
Stul pysk, włóż dysk, jeszcze raz przesłuchaj całość!
Śmiało, zbadaj czy to co gadam to blef
Precz! Patrz na siebie

Osobisty styl, z tym stale się stykam
Chciałem kogoś opisać i znalazłem ochotnika
Osobisty styl, z tym stale się stykam
Chciałem kogoś opisać i znalazłem ochotnika

Michał, wspiera Er A Pe z chodnika
Jak ten zbiór niedopałków w mym kawałku o alkoholikach
Co u licha? Wspieram go od dawna
Gram z zespołem swoje, a ty z zespołem yyy
Swego głosu tembrem, dla paru osób zamknę gębę
Błędem były brednie, że jutro z inną bandą będę
Ha! Pewnie, chcielibyście mi wmówić nielojalność
Marność nad marnościami i wszystko marno o ość
O o ktoś znowu na mnie jedzie: ”Nadziane dziecię
dziennie dziesięć bań puszcza”
Flota z polotem z powrotem wraca Ci na usta
I huśta się tam, niczym kuter podczas sztormu
Pada w obieg, prawda człowiek? Ty następną formuj
Poinformuj mnie jak będzie po wszystkim
Dwa zero zero trzy, osobistyl!

Osobisty styl, z tym stale się stykam
Chciałem kogoś opisać i znalazłem ochotnika
Osobisty styl, z tym stale się stykam, styka!
Popatrz, dorośli zapomnieli o kimś, o tych mniejszych istotach szukających Boga.
Dzieciństwo zmienia się w koszmarne losy.
Proszę posłuchaj tych kilku słów i powiedz sobie dosyć.
Na samym czarnym lodzie masz 26 mln.
Te dzieci płaczą, bo nie mieli szczęścia, żeby móc od tak sobie wziąć kulkę do ust.
Z jakich snów się to tworzy? Przecież ja chcę, żeby było dobrze.
200 tys. małych istot musi trzymać karabiny, żeby móc przetrwać.
Mini żołnierze, walczący w samotności giną, tylko po to, by nie żebrać.
Statystyki męczą oczy i serce. To są dziesięcioletnie dzieci, zapomniane pośmiertnie.
Nawet chyba nie wie, że ćwierć miliarda musi tu pracować ciężko, żeby przeżyć to piekło.
Nie mówię o tym, że ¾ z tych dzieciaków jest skazanych na pożarcie przez nieludzki świat.
Bracie już nie mówię o świecie, nie potrafię pisać i czytać,
A ty nawet nie chcesz czytać w gazetach co się dzieję.
Choć media nie chcą dzielić się tym bólem z nami, bo to nie sensacja.
Ważniejszy skandal. STOP, pomyśl o nich, a zostaw ten banał, stary.
Ref :
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,

Ziomal zaprasza na występ już rozstawili cały soundsystem,
Brawa to Kielce i Warszawa, cisza przed burzą jak w breake postawa,
DJ ma miejscówkę wyżej, ma winyl ma dziewczyny ma driny
MC jest najgorętrzy rusza tłumem za bardzo dobrą sumę yo
Bgis każda z nich chce chwycić potem w hotelu je dokładnie policzysz
Wariat to nie antykwariat bo zaśnie przy Tobie lat 19

Ref :

Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,

Bit boy z podwójną siłą go smaże stojąc tóż przy barze
Bit boy w miejscu nie stoi ma wymiatacz, pozdrawiam bit boi
Driny to jest to co sączymy mamy w planach ich sączyć do rana
Forsa to jest to co z gorsza, tak porusza się nasz szalony orszak
Dalej pijmy po szklanie całej, patrzmy po biustach i po lizakach w ustach
Płyńmy, każdy z nas jest inny bez kitu po tej hurtowni hitów

Ref :

Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,

Z Tobą czuję się baunsowo czuję basy czuję je za sobą
Mam hajni są ze mną raperzy fajni, producenci dobre warzywo się święci
Browar, miękki i twardy towar w nosie i w płucach ziom mnie pobudza
Cygaja każdy ziom mnie jara, dla każdej przesady łamiemy zasady
Cyka pewnie słyszysz jak cyka, w najebkach nasz sqad to pierwsza liga
Camey po tej stronie samej bez kitu witam w hurtowni hitów

Ref :

Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
To moje zwrotki co rozchodzą się jak prasa
Jak tanie plotki które kocha masa
Hamasa dotknij styl
Ten styl w takich czasach to jest balsam na rany tych
Co wiedzą czym rap gra jest
Ja mam dosyć dzisiaj kasa rządzi muzą
Radio co puszcza te gnioty mówi trudno
Noi gówno dalej tłoczy wespół z ułomnych MC wytwórni
Ja nie lubię hołoty więc jadę z tą chujnią
Po pierwsze niechce więcej słyszeć o UMC
Po drugie Kielce nigdy nie były fabryką gówien
Po trzecie wiem co mówię nawijam prawdę
Kocham tę rap grę jak żaden inny skurwiel

Ref.
Wciąż w jedną stronę z pętlom idę
bluźnierca ziom sprawdź ten mixtape
Stąd wszytko wydaje się inne
Tu przytnę, wytnę tam urwę bit ej

Dobra teraz na chwile się cofnij w czasie
Kiedy Rydzyk miał mały zasięg a Liroy był w trasie
Wtedy LEWARY Poundy na pełnym wypasie
Czapki ze zgiętym dachem sztuki, stówki czasem
Pamiętam opaloną lufkę jak kasety
Kiedy szłem dopadnięty musiałem przewijać ołówkiem
To moja mama mi kupiła "Scyzoryka"
Co było później nie pytaj dowiesz się na moich płytach
Jestem dziś nawijam jak ***
Projekt Hamas sprawdź nas
Chcesz się zmierzyć mój diss z mikrofonem
Zmienia życie więc pysk!!
Idę wciąż w jedną stronę

Ref.
Wciąż w jedną stronę z pętlom idę
bluźnierca ziom sprawdź ten mixtape
Stąd wszytko wydaje się inne
Tu przytnę, wytnę tam urwę bit ej x2
Ref. Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
woli walki i zimnej krwi.
Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
ciągłej fartji, samych dobrych dni.

I. Z faktem, z fartem, słowa uwagi warte
Jak my, Bezimienni, tworzymy dobrą partię.
Co by się nie działo, jakby źle nie było,
Najważniejsze żeby tylko dobrze się skończyło.
Z fartem, brachu, we wszystkich żyłach twoich,
Czas rany goi, a ta nuta bólu ukoi.
Na grosz sparzony, na zimne już dmucha,
Najchujowsze scenariusze, się odpuka.
Z fartem, bracie, oby się udało,
By szczęścia w życiu nigdy nie było mało.
Żeby to co stać nigdy nie miało,
Nigdy się nie stało, nigdy się nie stało.
To system zmusza do hujowych akcji.
To on spowodował, że teraz byłem w akcji.
Chłopaków w każdym mieście, niech dopisuje szczęście,
Tym co na oriencie, bo takich ich zajęcie.
I wszystkim tym, którzy mają plany,
Aby plan, który mają został zrealizowany,
Aby szczęścia zawsze trochę dopisało,
By zamierzony, cel osiągnąć się udało.

Ref. Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
woli walki i zimnej krwi.
Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
ciągłej fartji, samych dobrych dni.

II. Fura, nie rejestrowana,
Stacja kontroli, pojazdu od nowości nie widziała.
Warzna sprawa w planach, lecz trzeba tam dojechać.
A najebane w aktach może mi to zaniechać.
Z rana, zezwoniła babcia, że jakaś morda wrzaska,
W towarzystwie czterech.
Na kwadrat wjechała, z aresztowaniem celem.
No rzesz kurwa co się dzieje, no rzesz kurwa co się dzieje.
A miałem święty spokój, to banda niebieskich koloków.
Zawsze powód znajdzie, żeby życie Ci uprzykrzyć jak najbardziej.
Cisza zrobi to w standardzie, polegam na farcie i dalej gaz przed siebie.
Dojadę spokojnie to będę w siódmym niebie.
Nagle co to? W oczach mi się jebie? NIE
Bandy chuja patrol, z lizakiem na baczność, błysk w oku przyciął.
A moja czarna żaba nie wzbudza zaufania, mogę przysiąc.
Już pewien zatrzymania, w głowie darmowe wakacje od stronnika
policjanta, lecz tego dnia fart się mnie trzymał,
Jaki zamulony chłopaczyna, za mną, szedł z swoją panną,
Chciał się popisać, przejechał dwie linie i zapłacił lizak.
Kierowany we mnie, przeciołem bezpiecznie myśląc ej chłopak,
Masz u mnie browar, fart i znowu korawodar.
Na ciągłego farta, liczy dobra banda,
I jak my tysiące: jeden miłość, drugi problem a trzeci pieniądze.
Kieruje marzenia, każdy z nich jest do spełnienia.
Wystarczy nadzieja, hart ducha, szczęście, a zawsze jakoś będzie.
Uwierz, mnie też nie raz dorwie lipa.
Lecz fartem życie jest moja mysza i zaufanie w grupach,
Co wbija chuja w tych co strzelają z ucha.
Słuchaj, dobre słowo to otucha,
Dzięki Wam za to.
Dzięki dla chłopaków za kratą.
Z serca pozdrowienia i odrobinie farta.
Do szybkiego zobaczenia.
Brat z fartem się miewaj.
Do szybkiego zobaczenia.
Do szybkiego.

Ref. Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
woli walki i zimnej krwi.
Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
ciągłej fartji, samych dobrych dni. x 2
[ Nie bierz do końca na poważnie tego tekstu, to już jest sprawa damsko-męska. Generalnie każdy się kiedyś kłócił z laską... każdy... zresztą co ja Ci tu będę pierdolił. Sprawdź to. Trzy, dwa, jeden ! Ej jedziemy. ]

1.
Ja Cię proszę dziewczyno, lepiej wrzuć na luz,
No i nie krzycz tak na mnie, bo śmierdzi Ci z ust,
Tak między nami, czy wydaje się Tobie, że sram diamentami,
W hajs zamieniam pergamin, powiedz, czemu oczekujesz luksusu ?
Czy ciężko Ci podnieść obcas do autobusu ?
Na obiad sushi - nie wnikam,
Zjadłabyś gówno, gdyby je polecił cosmopolitan,
Srebro niedobre, złoto niedobre,
Lepiej od razu wyjebać w byle błoto cyrkonie,
Jak Jezus plastiku w platynę nie zamieni,
I tak powiesz, że na tanie rzeczy masz uczulenie,
Co mam się sprzedać, iść za sukcesem,
I zakończyć batalię z jajami jak orzeszek?
Krzyknij jeszcze raz, lub przyjeb plaskaczem,
Nie mam głowy jak struś, żeby chować ją w piasek.

Ref.:
Ja, Ty, My, Oni - wszyscy mi znani,
i te same na co dzień problemy z kobietami. x2

2.
Dziewczyno nie patrz na mnie, jakbym zabił Ci ojca,
Ja wiem - w domu syf, ale kiedyś posprzątam, lecz nie dziś,
I nie krzycz, ja Cię proszę,
Czy wyglądam jakbym miał przed nazwiskiem mister Proper ?
Inna wytrzymać by nie była ze mną w stanie,
To zdanie jak kilka innych - znam już na pamięć,
I koleżanki Twoje, ta banda od narzekań,
Takie mają doświadczenie, że nikt na nie nie czeka,
Wybacz, ale dopóki żyję, w łazience zawsze pozostawię otwarty kibel,
I nie rób mi awantur, o światło gdy noc,
Bo nie chcę przypominać kto tu płaci za prąd,
Mówisz, że dla kolegów poświęcę zdrowie,
Znasz każdego z nich, czemu w twarz im nie powiesz ?
Mam dość narzekań, marudzenia w temacie,
Jak tak - koniec z seksem, dziś śpisz na kanapie !

[ Nie no kotku, przepraszam Cię, wiesz no, nie na poważnie tak, tak wiesz, no, nie będziesz, nie, nie, nie mów, że się obrazisz znowu, obraziła..., no nie warto, się nie obrażaj, no co Ty, przecież ja nie na po...,nic na po... przepraszam ! ]

Ref.:
Ja, Ty, My, Oni - wszyscy mi znani,
i te same na co dzień problemy z kobietami. x2

[ No, no daj buziaczka i się nie obrażaj, no chodź, buziaczka daj. ]
[ Dobra, jak Ty się tak obrażasz, to ja też się obrażam, nie chcesz...[?] I tak mam hip-hop.. ]

3.
Kochanie, jestem głodny życia i spragniony wyzwań,
Nie mam dość chcę oddychać,
Mój rap to nie relikwia,
Ponad blok, ponad chmury,
Tu nie patrzy się co dzień
Jak agresja tu znudzi, albo trwoga to z Bogiem,
Kochanie jestem głodny szczęścia z Tobą,
Pragnienie serca, dotyka Twego piękna żono,
Dałaś mi wszechświat sobą,
Chociaż nieszczęścia mrożą, życie ma słodko-gorzki smak,
Jack'a Daniels'a z colą,
Kochanie jestem głodny przygód i spragniony podróży,
Męczy mnie u ludzi to, że dużo łakomych na stówy,
Sto gram, sto kilo, sto euro pod klubem,
Nie sam, a z rodziną,
Dam Ci flavour na stówę,
Kochanie, jestem głodny czasu i miejsca,
Spragniony szczerości, na tej ziemi, gdzie żyć mam,
Wybacz, się nie sprzedam - nie ma takiej ceny,
Kochanie jestem głodny nieba i spragniony ziemi,

Kochanie, jestem głodny życia i spragniony wyzwań,
Nie da się bez ryzyka, niezależności wygrać,
Nie ma, że ktoś Ci dziś da do szczęścia bilet,
Dla ludzi różnych wyznań, religia tworzy thriller,
Kochanie jestem głodny myśli o nas,
Spragniony chwil, dla których mógłbym żyć i skonać,
Jeśli na szczyt to z Tobą musi być ta droga,
Szczery do krwi, bo słowo pali złych, jak pożar,
Kochanie jestem głody rapu, spragniony liter,
Ostatni samuraj w tym fachu, ostrym jak shurikan
Saga trwa, syn dorasta, w kulcie hip-hopu za ojcem,
Chociaż, dla jego szczęścia - każdą decyzję poprę,
Kochanie jestem głodny świata,
Spragniony uczuć, gdy większość z życia robi Jackass,
Czy mam współczuć im ? Nie wiem, bo nic ich nie chce zmienić,
Kochanie jestem głodny nieba i spragniony ziemi ...
Pierwszy promień gorący jak płomień
Zobacz kwitnie Poznań, wyjdź, poznaj ich anatomię
Ciasna garderoba nie schowa wiele, nie strzelę se w łeb
Takie ciało jak jej truje, gotuje krew
Impuls zjawia się jak intruz, teraz myślę czym czarować
Jak atakować, jak zdobyć trofeum
Słodycz mnoży się, dąży do apogeum
Czemu oprzeć się temu boskiemu dziełu (nie da się)
To jakaś chemia, spontan, elektryczność
Ciężko opisać, niełatwo zawinąć w pismo
Słowo nie zrobi tego fachowo
Lepiej milczeć i bez bawełny uwieść owoc
Póki pełen miąższu doznać wstrząsu, łyknąć emocji
Na przebudzenie to jedna z najlepszych opcji
W szybkim trybie chodnik jak wybieg
Można oszaleć, karmimy oczy każdym detalem
Cali od butów do centrali wpadamy w paraliż
Krążą mililitry adrenalin
Afrodyzjak wszedł w organizm, czuję, że żyję
Daje mi siłę na chwilę, umilę czas choć na chwilę

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami

Rzadko słodkie, często gorzkie
To życie pędzi na falochron
By rozbić się jak fale morskie
Nieznane są wyroki boskie
Od świtu aż do zmierzchu tor przeszkód
Chcąc pokonać proszkiem i wódą
Przywaliłbym się grudą
Zaprzeczyłbym cudom jakie niesie nam natura
Jej usta, jej szyja, jej skóra
Na godzinę złą jest akurat
Jutro ona będzie tą złą godziną
Która zmusza do szukania kolejnej ucieczki
Kolejna ucieczka i do kolejnej sprzeczki
To koło się zamyka, nie ma dokąd się wymykać
Zostałem tylko ja, modlitwa i muzyka
W czterech ścianach szukać odurzenia
To sam na siebie zamach
Hipokryzja jak każda decyzja
By skosztować ugryźć, delektować się
I dla siebie zachować tak chce każdy mężczyzna
Przyznaj, że to piękna wizja
A tu tylko kusi złudny afrodyzjak
On jutro będzie jak trucizna
Jutro będzie jak trucizna
I pozostanie po nim tylko blizna

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami

Jak zwykle spieprzyłem weekend - moja wina
Miał być chill-out, jest dystans liczony w milach
SMS? - nic, pusta skrzynka odbiorcza
Kara za egoizm, brak impulsu na łączach
Przybity przy bitach, ty gdzieś sama na mieście
Ile jeszcze kurwa w środku cały wrzeszczę
Gram na nerwach nam, gram całą orkiestrę
Taki typ, taki niestety jestem
Gdzie ten uśmiech, dom, gdzie twoje zgrywy
Patrzę w lustro, stop zatarłem tryby dziś
Gdzie tu puenta? tam, gdzie rozwiązanie
We mnie szukam wciąż i nie przestanę
Bo tylko tak mogę naprawić co złamałem
Miałem nie obiecywać - obiecałem
Bez sensu nie wiem skąd u ciebie ta siła
Że jeszcze wytrzymujesz ze mną, jesteś tak cierpliwa
Słowa nie pomogą, głowę zwieszam nisko
Nie chcę by to prysło chciałbym mieć cię bliżej
Dziś za oddech twój bym oddał wszystko
A tak siedzę z telefonem z nosem wbitym w szybę

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo