Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ref :
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,

Ziomal zaprasza na występ już rozstawili cały soundsystem,
Brawa to Kielce i Warszawa, cisza przed burzą jak w breake postawa,
DJ ma miejscówkę wyżej, ma winyl ma dziewczyny ma driny
MC jest najgorętrzy rusza tłumem za bardzo dobrą sumę yo
Bgis każda z nich chce chwycić potem w hotelu je dokładnie policzysz
Wariat to nie antykwariat bo zaśnie przy Tobie lat 19

Ref :

Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,

Bit boy z podwójną siłą go smaże stojąc tóż przy barze
Bit boy w miejscu nie stoi ma wymiatacz, pozdrawiam bit boi
Driny to jest to co sączymy mamy w planach ich sączyć do rana
Forsa to jest to co z gorsza, tak porusza się nasz szalony orszak
Dalej pijmy po szklanie całej, patrzmy po biustach i po lizakach w ustach
Płyńmy, każdy z nas jest inny bez kitu po tej hurtowni hitów

Ref :

Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,

Z Tobą czuję się baunsowo czuję basy czuję je za sobą
Mam hajni są ze mną raperzy fajni, producenci dobre warzywo się święci
Browar, miękki i twardy towar w nosie i w płucach ziom mnie pobudza
Cygaja każdy ziom mnie jara, dla każdej przesady łamiemy zasady
Cyka pewnie słyszysz jak cyka, w najebkach nasz sqad to pierwsza liga
Camey po tej stronie samej bez kitu witam w hurtowni hitów

Ref :

Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ziomal całym tłumem rusza masz rap w uszach bauns wymusza, camey po tej stronie samej, bez kitu styl hurtownia hitów,
Ref
i znów żyję spox, choć nie stać mnie na to
potrzeby rosną, kredyty płacą
nowe gadżety w tv błyszczą
konsumpcyjna rzeczywistość

ty też tego chcesz
i nie mów, że nie chcesz i jeszcze
najlepiej
żeby wydali resztę

sprawdź stan konta pod koniec miesiąca
bo wtedy rośnie wartość pieniądza
nie każdy to ma - my nie mamy
bo nie każdy może pójść do mamy

chęć posiadania
własności mania
być na fali
ten materializm

Ref
i znów żyję spox, choć nie stać mnie na to
potrzeby rosną, kredyty płacą
nowe gadżety w tv błyszczą
konsumpcyjna rzeczywistość

nie wiem jak się czyta loga z twoich metek
mama mnie uczyła - 'nie kiecka zdobi kobietę'
ale dysponujesz forsą i standardy rosną
śmigasz z głową w kangolu, depczesz chodnik lacostą

długo to nie potrwa - wbij do mnie na kwadrat
jeśli kogoś spotkasz powiesz tym goodies bye bye
bo może laski i diamenty się uzupełniają
ale w mojej dzielnicy diamenty się mnie nie trzymają

więc pharcyde nie poleci tam gdzie siedzisz w piątek
a ja nie polecę na twój portfel chłopcze
bo hajs mnie nie podnieca, wierz mi
ale jedno mogę ci obiecać, jeśli

jedyny pomysł na wieczór to promil
nie czuj się pokrzywdzony, gdy zadzwonisz
człowieku a z drugiej strony to samo co track dalej
czyli zostaw wiadomość po sygnale

FINKER
jestem fanem monarchii jak marek jurek
a więc dawaj hajs mi, na chuj lamentujesz
jak bankrutuję to mnie bank ratuje
to z miłości, gościu - muszę mieć hajs na niunie

na sam pomysł aby już na wejściu cię zbić
byłem pozytywny jak twój wynik testu na hiv
chcę szelestu a ty pokaż co masz w kieszeniach
motorola, LG, wszystko co masz do oclenia

ziomuś, dawaj rękę ty, fajny ten zegarek
ty pocisz się, kurwa, jakbyś był lany poniedziałek
ja chce tylko kapusty jak w warzywniaku
albo zostawiam łuski jak kiedyś przy tupac'u

twój tatuś będzie wściekły w chuj
ale powiedz mu, że nie ma dla mnie lepszych dróg
bo widzisz lubię gadżety lecz by mieć je synu
to ty mi je kupisz albo bilet do londynu, kumasz?

Ref
i znów żyję spox, choć nie stać mnie na to
potrzeby rosną, kredyty płacą
nowe gadżety w tv błyszczą
konsumpcyjna rzeczywistość
Ty jebany skurwysyny, dlaczego się nie uczysz,
Do kościoła nie chodzisz po ulicach się włóczysz,
Rówieśnicy na lekcje ty na 1 lub 2 piwka,
Jarek wraca już ze szkoły a ty jesteś gdzieś na dziwkach,
Nic Cię nie obchodzi rodzina i chata srasz na Politykę,
Nie kochasz nawet brata,
Nie dałem Ci na towar a ty sklep obrabowałeś,
Ja po cichu mam nadzieje, że ty w końcu w łeb dostaniesz,
Że zabiorą Cię do pierdla, że odsiedzisz kilka lat,
A kiedy dorośniesz zrozumiesz kto to brat.

Skurwielu nie rozumiesz mnie,
Posłuchaj lunie zanim porządnie wkurwię się,
Wypierdalaj z tej ulicy zabieraj dupe w kroki
Chce widzieć jak odchodzisz chce widzieć twoje kroki,
Jestem z Jeżyc dla niektórych to melina,
Lecz z nami wojujcie nie próbujcie zaczynać,
Tak to Slums Attack nie do wyjebania paka,
Śmierć kurwą i śmieć nasza dewiza jest taka,
Lubimy zaćpać, lubimy się upić,
Dobrze jest komuś wjebać, dobrze jest coś poduczyć,
Tak to do Ciebie ja naprawdę Cię szanuje,
W pełni Cię podziwiam, nie jesteś jakimś chujem,
Jednak do kurwy nędzy nie kumam klimatu,
Nie czuje muzy z pieprzonego aparatu,
To ścierwo co leci to pieprzeni wierszokleci,
Iceman i Peja ten pieprzony skurwiel,
Zamknij się dziwko i nie zgrywaj dziewicy,
Jeśli nie robisz pałek to spierdalaj z tej dzielnicy,

Bo Slums Attack to pieprzona spółka SA
Nasza muza Cię zajebie, rozpierdoli raz dwa,
Nie jesteśmy kurwa pieprzonymi gnojami,
Chodź walimy wałki na niektórych sramy,
Wiec zamknij ten ryj i zdecyduj się,
Albo jesteś z nami albo na ryj kurwo wal się.

To jest extra klasa chcesz obciągnąć mi kutasa,
Poczekaj jeszcze trochę niech się rozochocę,
Jesteś zwykłą dziwką co wyprawia numery,
Jestem z tych co biją i wszczynają afery,
Więc przestań się narzucać, przestań być jak suka,
Wiesz przecież kurwo, że do Ciebie nie zapukam,
Wole w tym momencie przebywać z kumplami,
Potem Cię i oddam oni będą Cię jebali,
Jesteś zaskoczona, a może rozczarowana,
Zaraz się wkurwię wypierdolę Ci z gana,
Coś mnie wkurwia, coś się nie rymuje,
To ściero jest zbyt dobre, znów się denerwuje,
Dziwki znów się patrzą jest około w pół do 3,
Zdarzę się upić potem jeszcze Cię przelecę,
Siedzę w tym ścierwie aż po same uszy,
Chyba sobie chapnę bo inaczej się uduszę,
Pistolet mnie wkurwia rwie się do mej dłoni,
Chce dziś kogoś zabić, wykończyć, zapierdolić,
Boli mnie głowa nic się nie podoba,
Chyba jednak zapukam, może zrobisz mi loda,
Było by to jakieś pierdolone rozwiązanie,
Przecież jeśli Cię przelecę nic Ci się nie stanie,
Nie umiem się śmiać, nie obchodzą mnie wiersze,
Nie myśl sobie dziwko, że wykurwisz mnie w powietrze,
Ta impreza już mnie wkurwia, wychodzę na durnia,
Ty stuknięta biała dziwko nie przyszłaś tu sama,
Wypierdol tego geja niech wraca do mieszkania,
Co on się rzuca coś mu kurwa nie pasuje,
Przeładuje giwerę zaraz skończę z tym chujem,
Jebana kupa gówna padła martwa na podłogę,
To mnie uspokaja znów zabijać mogę,
To mnie podnieca w pełni zadowala,
Chciałbyś pewnie wiedzieć jak tu gnoi się rozwala,

Na parkiecie króluje pieprzony Snoop Dogg,
Wszędzie czuje pot papierosów dym i smog,
Chcą się wyluzować nieźle się zabawić,
Musiałem ze skurwielem porządnie się rozprawić,
Teraz czujcie respekt, możecie się obawiać,
W większości przypadków wole strzelać niż gadać,
Że jest to frajerstwo, że jestem nie fair,
Że jestem kawał chuja jebany pener,
Wszystko się zgadza mnie to przecież nie przeszkadza,
Taka opinia w ogóle mnie nie zraża,
Gangsterskie gówno w którym się zanurzyłem,
Sprawiło niestety, że na gorsze się zmieniłem,
Takie straszne kryminalne ścierwo,
Wykańcza nas wszystkich konsekwentnie i powoli,
Zanim nas zapuszkują położymy paru gnoi,
Jebniemy coś wielkiego trafimy dużą rzecz,
Zajaramy jakieś ścierwo obejrzymy dobry mecz.

Nigdy się nie dowiesz co chodzi nam po głowach,
Nigdy się nie dowiesz o czym myślimy,
Jesteśmy Slums Attack nigdy się nie zmienimy.
Słucham co mówi ulica, poruszam się w jej granicach
Wciąż łażę po obszarze pełnym niecodziennych zdarzeń
Rejestruję jak w kadrze, nikt tych śladów nie zatrze
Wciąż patrzę, z oceną się nie wcinam
Tylko nieraz głupia mina gdy przegina, gdy się truje
Ludzki chaos egzystuje, Peja tego nie hamuje
Peja tylko opisuje, przede wszystkim uczestniczy
Czy jest to jakiś wyczyn? robię to co robię
Mówię co chodzi po głowie, znowu cieszą rzeczy nowe
Pośród zgnilizny duchowej, wskrzeszam do życia załogę
Na schodach przy szewcu wszyscy gotowi do testu
Dym się kłębi, dym jest tu, pas startowy rzecz bez sensu
Ale pozbawia nas stresu, tutaj trafisz bez adresu
Ciemność rozświetla księżyc, ciszę przerywa sieć wrzasków
Nieraz budzi to niepokój jak pisków abumy laczków
Szybkie trzaskanie drzwi, masz to też? masz to ty?
Ciągle niespokojne sny jestem zczopowany tym
Dziwisz się? tylko głupi się nie boi
Forma kozirotu stoi, do póŹnej pory boli
Każdy chce się na*****ić, potem nie ma już pokory
Na razie nie jest Źle, jak na razie do tej pory
Pozdrawiam nocne zmory, rynek dobrze obstawiony
Leczy się tam każdy chory, tam są niezłe hardcore'y

Nie przegram mego życia, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia

Koło południa się budzę, co niektórzy dawno w pracy
Kto się nachodzi, wypaczy, tylko najwyższy przebaczy
Te same twarze, dobrze znane sytuacje
Nie pytaj o relację, ja zaznaczam, daję akcent
Dziobem przecież nie kłapię, a kto wywoła sensację
Kurwy, które dzwonią, niby pomoc sąsiedzka
Znają cię od dziecka, sieć konfitur zdradziecka
Nawet nie wypijesz Leszka, bo pies świeci, szuka zielska
*****ę ten system, nawrzucać nie omieszkam
Potem wszyscy się dziwią, cierpią niewinne ofiary
Oko za oko, kręcą głową nie do wiary
Debil po szkodzie zesrany, mówi sterroryzowany
Na przyszłość nauczka chamy, przestań świecić zza firany

Nie przegram mego życia, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia

Jeżyckie wybij okna to generacja płodna
Dla ciebie niewygodna, bo się czujesz lepszy od nas
U*****ny przez system masz gówno zamiast mózgu
Nic nie wiesz o szacunku, mówisz o nas wyrzutku
Jestem częścią pod gatunku według twego wizerunku
Ale zmienisz nastawienie, gdy podniosę ci ciśnienie
Strach zamienia cię w milczenie, teraz nasze ma znaczenie
Otoczenie i brzmienie, sposób na życie nie zmienię
Walki na hajs nie zamienię
Otwórz oczy, patrz co robię, nie świruję, że tu stoję
Ale wszystkie swoje cele osiągam w moment
Uczulony na krzywdę, znam przewinień granice
Między czarnym a białym co znaczące pochwycę
Nie zgniję w rynsztoku, nie przegram mego życia
Ty dalej nic nie kumasz, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia
Państwo, władza, kościół - wybacz, chce mi się rzygać
Zachodnia część Polski chciałaby też oddychać

[x2]
Nie przegram mego życia, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia
Państwo, władza, kościół - wybacz chce mi się rzygać
Zachodnia część Polski chciałaby też oddychać
Mój rap pełen sprzeczności, bo filozof ze mnie żaden
Gram ten rap, nie szukam zadym, a co idzie za tym?
Ja przedstawiam ten świat takim, jakim go widzę
Nie rzadko to co fałsz jest tym, czym się brzydzę
Zdarza się zbłądzić, upaść zbyt nisko
Być tylko Hedonistą - na ten temat to wszystko
Z tobą być blisko, nigdy już cię nie zawieść
Nie skłamać, nie krzyczeć, to wszystko czego pragnę
Nie chcę bycia diabłem, nie chcę by życie bagnem było
Wszystko nagle się zmieniło na gorsze
Zrozum, mnie proszę, ja też wiele zniosę
Więc o to mieć Źle, nie rozmienić się na grosze
Znów chcę być blisko, przepraszam za wszystko
Nie będę tłumaczył, że to przez trudne dzieciństwo
Z ludŹmi być blisko, bliżej niż kiedykolwiek
Nie mówić, że cię kocham gdy jest to nie istotne
Lub nie szczere, nie praw*****, to by było *****ysyństwo
Tak wprowadzić cię w błąd - na ten temat to wszystko
Mówią jestem artystą, wcześniej też tak mówiłem
Lecz jestem zwykły chłopak, który ma jeszcze tę siłę
Który, chce mieć rodzinę pomimo że skrzywdził bliskich
Może najbliższych - ten temat przemilczmy
Dziś bilet wilczy, w biznesie to wystarczy
Ten co wraca na tarczy - ten co najczęściej warczy
Który wciąż walczy, brak tu gloryfikacji
Ile można nawijać, że w tym czuję się ważnie
Na ten temat wystarczy, bo ten temat mniej ważny
Każdy temat poważny, nawet gdy krok nie rozważny
To zamieniam go w tekst, taki Rychu już jest
I dokończę ten wers twierdząc, że nie the best
Ale też znośnie jest byle nie dragi, *****
Bo tu rap pierwszy jest i nie kichą ten tekst

Temat za tematem, rap nawijam to wszystko
Chcę by mi wyszło, byś nie nazwał tego kiszką
Już nie jestem artystą, jestem swojak swej eksy
Dla was wszystkich te wersy, by w niepamięć nie odeszły

Temat za tematem, rap nawijam to wszystko
Chcę by mi wyszło, byś nie nazwał tego kiszką
Już nie jestem artystą, jestem swojak swej eksy
Dla was wszystkich te wersy, by w niepamięć nie odeszły

Czas się zastanowić nad przyszłością, lecz po co?
Myśli we łbie się plączą, do planów przejść ochoczo
Czy wyjdzie coś z tego? strach zapytać, wiem, że wyjdzie
Mieć w sobie optymistę, masz go też? niech plany wszystkie
Wypalą, niech się spełni sen, wszelkie marzenia
Żeby swój świat pozmieniać czasem niewiele trzeba
Kroki rozważne, nie jak te w odmiennych track'ach
Które zapisałem w stylu - Hardcore Mother Fucker
Dadzą gwarancję, pewność siebie i racje
Konsekwencje nie są złe, gdy czyny są odważne
Chcę zachować spokój, czas podjętych decyzji
Nie jak wariaci wszyscy się kierować emocjami
Lecz to nie takie proste opanować emocje
Emocje są złe, skutki tego żałosne
Wiele wyniosłem, gdy most palił się pode mną
Czy to był ostatni? tego nie wiem na pewno
Stabilizacja, to zbyt wielu przerasta
Mobilizacja, do działań nigdy basta
Tę płytę nastaw, w tym jest mnóstwo szaleństwa
Są bezeceństwa, ale jest też ta kwestia
Ta której słuchasz właśnie teraz i tutaj
Trochę m*****izatorstwa, nie hardcorowa nuta
I gdy wracasz z buta masz świadomość porażki
To na ten koncert wpadnij - ziom od nowa zacznij
Wiem, łatwo mi mówić, uwierz nie miałem łatwo
Zbierzesz swe plony, tylko wpierw zasadŹ ziarno
Wiedz, to nie bzdury, a więc głowa do góry
Skrusz wszystkie mury, za nimi znajdziesz świat
Który se wymarzyłeś, swoje przeżyłeś
ZnajdŹ w sobie siłę - walcz o każdy przywilej

Temat za tematem, rap nawijam to wszystko
Chcę by mi wyszło, byś nie nazwał tego kiszką
Już nie jestem artystą, jestem swojak swej eksy
Dla was wszystkich te wersy, by w niepamięć nie odeszły

Temat za tematem, rap nawijam to wszystko
Chcę by mi wyszło, byś nie nazwał tego kiszką
Już nie jestem artystą, jestem swojak swej eksy
Dla was wszystkich te wersy, by w niepamięć nie odeszły
Zrozum, choć tyle rzeczy różni nas na pozór
Mimo wszystko to wiele rzeczy łączy nas obu
Każdy ma własny rozum, każdy po swojemu żyje
Znowu kolejny teks a trudno znaleźć sens jest na ogół /x2

Tak samo ja Ty oddycham jak Ty jak Wy i tak my
Znam tych i Ty tamtych Ty starczy tak samo pijesz-pij
Melanżuję jak Wy nie jednak wiesz tego bądź pewny
Zaboli krzyknę albo ugryzę się w język
Pierdolę bitwę wole wojnę zwyciężyć
Być nie zły być sobą tego chcesz? Ja tak samo
Być lepszym niż wczoraj wieczorem dziś rano
Być pewny swojego i swoich na czym się stoi
Bo mnie tak jak ciebie kiedyś porażka zaboli
Bo tak u mnie jak u Ciebie łzy płyną słone
Jak Ty muszę wybrać w którą iść stronę.
Z fasonem i twarzą taką jak przedtem
ale wiesz co? Ja piszę Ty słuchasz to jest najlepsze
jedyna różnica? Wątpię..
ale jedyna w tym tekście kończę...

Zrozum, choć tyle rzeczy różni nas na pozór
Mimo wszystko to wiele rzeczy łączy nas obu
Każdy ma własny rozum, każdy po swojemu żyje
Znowu kolejny tekst a trudno znaleźć sens jest na ogół /x2

Podejrzewam że nie różnimy się aż tak wręcz odwrotnie
Wierzę że mamy podobną opcję. Że Świat który ty widzisz za oknem
Że Świat w którym ja dorosłem mówiąc najprościej jest taki sam
Podejrzewam że nie różnimy się aż tak zrozum
Chociaż na pozór trudno to wszystko dostrzec
Jak Ty podobnie reaguję jak mam problem
Znowu wkurwiam się jak mam tylko jakiś powód
A Ty? Ty pewnie też tak samo masz na ogół
Proste nie jesteśmy jak dwie wody krople
Ale Tobie i mnie te tematy nie są obce
Nawijam o tym Ty o tym słuchasz bo w tym moc jest
Ja daję rym na bit w Tobie to wzbudza emocje
Widzisz? Słuchając możesz to co ja widziałem dostrzec
To takie proste obaj jesteśmy tylko ludźmi
I wiesz co ? Jesteśmy tak podobni choć tak różni...

Zrozum, choć tyle rzeczy różni nas na pozór
Mimo wszystko to wiele rzeczy łączy nas obu
Każdy ma własny rozum, każdy po swojemu żyje
Znowu kolejny tekst a trudno znaleźć sens jest na ogół /x2
Raz dwa, raz dwa, raz dwa.
To coś więcej niż rap.
PiH, Peja.
Zbyt dużo bólu.

To kawałek o cierpieniu, moi ludzie znają ból.
Zamiast celebrować cud, z swych narodzin robią gnój.
Pogubili się w tym życiu, które dało im popalić.
Ja też należę do nich, bo zdarzyło się nawalić.
Tu się nie ma czego chwalić, nie ma komu się żalić.
Zbyt dużo bólu w czasach pierwszych nielegali.
Jeszcze wcześniej za dzieciaka, nie chcę już tego pamiętać.
Każde spierdolone święta, awantury, cały w nerwach.
Jak pomóc sobie przetrwać w tak złych okolicznościach,
możesz po tym nas poznać, wychowani na przykrościach.
Życia codziennego, ja innego nie pamiętam,
i tak nieźle funkcjonuje chociaż jestem aspołeczniak.
Ten co wiele cierpiał, nie potrafi tego zrzucić,
bo balast jest zbyt ciężki, łatwo można się wkurzyć.
Ty nie musisz się w to wczuwać, jeśli miałeś fajny dom.
Kiedyś spytam Cię co to znaczy, mieć spokojne dzieciństwo.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Skąd u mnie ta wrażliwość, ponad miarę skoro sapię
o prawię każdą bzdurę, jak służbista gram na apel.
Zapanować nie potrafię nad swoimi emocjami,
szybko się wkurwiam i wybucham jak dynamit.
Bo tu gdzie prawo pięści było wychowawczym knyfem,
możesz o tym gadać z Rychem, dyskutować, wątpię.
Pod prąd ku marzeniom ten skazany na porażkę,
już na pierdolonym starcie na przeżycie miałem parcie.
Miałem niezły pasztet, nie wiedziałem co to wsparcie,
całe życie o coś walczę ze wszystkimi zażarcie.
Ile dała byś miłości zawsze będzie mało siostro,
ten co debet ma na koncie, w uczuciach chce mieć odskok.
Od całego syfu który zna bez znieczulenia,
Jeden, dziewięć, siedem, sześć aż do teraz chce to zmieniać.
Trudny dzieciak to nie ksywa, trudny dzieciak to jest model,
to wytwór społeczeństwa, które nie jest wzorcowe.
Ból noszę w sobie, już na zawszę tak będzie,
nie potrafię go porzucić, w poczuciu krzywdy grzęznę.
Na razie to wyszedłem na super prostą nieźle,
ilu jest takich dzieciaków którzy mówią nie dobiegłem.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Składam z papieru kolejny samolot wyrzucam go w góre,
wiatr wieje mi w oczy, po chwili pikuje, życie staje się zgrozą.
Ocean oddaje, ciała ofiar katastrofy.
To jest świat naszych marzeń, który legł w gruzach człowiek,
coraz więcej bólu, aż przestajesz czuć cokolwiek,
ciepłej wódki duży haust, idę przez to w ciemno,
nie jestem sam bliscy zmarli są już ze mną.
Oni dają mi siłę kiedy nie mam jej już,
tych kilka straconych dusz, wzbijam w powietrze kurz,
żeby funkcjonować ty też musisz pić,
bo potrafisz oddychać, ale nie potrafisz żyć.
Stoisz w oknie wspominasz, patrzysz na ten cmentarz,
pamiętasz nadzieja umierała Ci na rękach.
Klękasz, z oka odrywa się łza,
dłonie na kolanach, nie wygładzą kantów dnia.
Wokół cisza, wybierz jedną z dróg,
czy masz juz od życia zwątpienie, wiara, bóg.
Sam na sam, sam, sam ze sobą,
gdy nie masz już siły pluć w twarz wszystkim wrogom.
Chciałbym ci pomóc serdecznie z serca,
ale to tak jakby ślepiec chciał prowadzić ślepca.
Zbyt dużo bólu, karty na stół,
zagubieni w tym samych świecie czujemy ten sam ból.
To co w naszych snach, sprowadza na ziemie,
przez całe życie, czuje niezrozumienie.
Demony moje myśli nawiedzają często.
Bronię się agresją.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.

Zbyt dużo bólu, nienawiści, znieczulicy,
zbyt dużo bliźnich, naznaczonych przez blizny,
zbyt wielu bliskich, których tracisz w życiu szybkim
zbyt duże czystki, już się gubię w tym wszystkim.
Nieważne, że właśnie straciłeś prace, to raczej
Znak, że trzeba zacząć żyć inaczej
Nieważne, że moja żona obrażona
Gdyż ona chcę mnie w domu
, a ja gdzieś w szponach
Show-biznesu, bez stresu, ej kochanie
Nie rozumie, że robie to też dla niej
Nieważne, że znów z Anglią dwie przegrane
Już niedługo w planie mecze z Azerbejdżanem
Nieważne, że Lepper rośnie w siłę

Lepiej żyć z Lepperem niż z Kim Dzong Ilem
Nieważne, że na giełdzie poważne spadki
I tak nie masz przecież żadnych akcji

Nieważne myśli te
Co jest ważne przecież wiesz
Nieważne myśli złe
Pokaz mi jak to jest
Nieważne myśli te
Co nieważne musisz też
Nieważne musisz zapomnieć
Nieważne, że dziś masz w kieszeniach pusto
To raczej znak, że musisz je napełnić jutro
Nieważne, że nie wygrałeś w totka
Najmniej smakuje to co przychodzi ot, tak
Nieważne, że masz grypę i kaszel
Lepsza taka grypa od grypy ptasiej
Nieważne, że paliwo
cały czas drogie
przecież możesz odkurzyć rower i w drogę

Nieważne, że zostawiła Cię ta jedyna
Gdy jest ci smutno zawsze możesz walnąć drina
Nieważne, że nie czujesz go jeszcze w głowie
Człowiek, to musi wejść w krwiobieg

Nieważne, że ten kraj jest pełen przywar
Nieważne, że nie zawsze wygrywasz
Nieważne, że życie mija tak szybko
Nieważne, czy to się nazywa hip-hop
Nieważne, że nie śpiewasz jak Pavarotti
Nieważne, że nie latasz na paralotni
Nieważne, że dzisiaj nie będzie słońca
Nieważne, że pracy nie widać końca
Nieważne, że wydana kolejna stówka
Że oblana kartkówka, że nie działa kablówka
Nieważne, że jutro poniedziałek
Nieważne wszystko co tu powiedziałem

Twoje każde
Te zmartwienia dziś
Są nieważne nie
Zakręty w życiu znam ostre
nie raz wyciągnięto dłoń chociaż o pomoc nie proszę
swój bagaż noszę sam ale wiem że nie jestem sam
kiedy bębny grają i w życiu sprawy się walą tak
znam tych co upadli z wielkim hukiem
za mało siły i zbyt wiele złudzień
życie potrafi się rozsypać w 5 minut
W 5 minut w które tracisz cały sens w życiu
cięszko się wraca gdy los wywali za nawias
nie jesteś nikim jedynie śmieciem dla świata
100 tysięcy ludzi uśnie na ulicy
utopione w morzu rezygnacji życiorysy
nie wielu ma odwagę schylić się i być człowiekiem
słuchać nie brzydzić się człowiekiem
Śmieci śmierdzący szlam dla was
ja wolę dworzec niż salon
z tym śmieciem chcę rozmawiać

Na ulicy ich mijasz codziennie widzisz ich twarze
tysiące isntnień utopionych w miasta gwarze
gdy biegniesz za szczęściem oni swój bagaż niosą
idą przez życie w ostrodach ale boso
ulica staje się domem
a wszystkie plany zaczynają iść ślepym torem
nadzieja umiera rozpacz pojawia się w oczach
upada człowiek a nie żul,menel czy kloszard
ty milczysz wiem to już stało się nawykiem
nie podajesz ręki obojętność masz za taktykę
ty najchętniej dotknąłbyś go tylko patykiem
na odległość by nie zaraził ciebie żadnym syfem
dla was śmieci dla nas ludzie z historią
oni wciąż będą obok ci walczący o godność
po za nawias wypchnięci w ciągłej walce o przetrwanie
żyją chodź wielu nie pozwala żyć im dalej

Nie mów że świat daje równe szanse
nie mów żebym uczył się żyć z dystansem
status finansowy status społeczny
iluzje żeby człowiek czuł się bezpieczny
gra jak monopol tylko pionki są żywe
mają emocje a skutki gry są prawdziwe
łatwo skreślać ktoś przegrał i upadł
na marginesie człowiek którego nikt nie słucha

Uliczne zombi może zrobić tylko krzywdę
więc od razu za życia wystawmy mu klepsydrę
po co taki ma żyć jak jest tylko robakiem
tysiąc powodów się znajdzie żeby szybko go zabić
to margines a stamtąd już się nie wraca
po co dawać szansę człowiekowi to się nie opłaca
lepiej siedzieć cicho i pielęgnować swój bałagan
niż wyciągnąć z bagna jednego który oto błaga
Oni mówią, że wzlot to początek upadku
a zamiast ufac mitom ty trzymaj się faktów.
I nawet kiedy spadasz jak domino bratku
to musisz iść dalej tutaj pomimo wiatru. x2

Wiesz, ludzie mówią plotki a sięga tu do wiedzy niewielu
prawdę o mnie znają tylko koledzy z liceum.
Chociaż dzisiaj mnie dzielą centymetry do celu
nie przeliczam każdej chwili na monety w portfelu.
Też tak nie rób bo będziesz miał wrzody od wrażeń
a to mózg nie monety tworzą schody do marzeń.
Gdy umrzemy a cmentarz nasze groby pokaże
nie będzie ważne ile miałeś albo wypiłeś w barze.
Zostawiam gaże skupiam się na muzyce
na gaże przyjdzie czas i wtedy ją przelicze.
Teraz idę pod wiatr i rozumiem, że życie
to ucieczka od dna po to by być na szczycie.
Mówią o kwicie ci którzy nie sa kwita
ja mówię o płycie a na niej o przeżyciach.
Na innych nie liczę bo czasem ich brak tu
ale muszę iść dalej wiesz pomimo wiatru.


Oni mówią, że wzlot to początek upadku
a zamiast ufac mitom ty trzymaj się faktów.
I nawet kiedy spadasz jak domino bratku
to musisz iść dalej tutaj pomimo wiatru. x2

Mama zawsze mi mówiła, że sam świata nie zbawię
ale bliskich przyjaciół na bank nie mogę zawieść.
Mam tak wiele wad i tak samo ich nie trawie
jak tych paru spraw, których nigdy nie naprawię brat.
To już za mną, nie słucham co kto bredzi.
A na dawne pytanie nie szukam odpowiedzi bo
ktoś mnie uprzedził i dał parę wskazówek
żebym nie bał się żyć i grał stale na stówę.
Liczyłem na wielu, na wielu przeliczyłem
więc nie mów przyjacielu mi jak nigdy nim nie byłeś.
Mówią, że się zmieniłem ale to tylko plotka
bo byli ze mną chwilę i więcej nie chce ich spotkać.
Paru ziomów życie przewinęło z taktem
to jak kolejna część do przeminęło z wiatrem.
I nawet jeśli spadnę a w życiu wpadnę w zakręt
wiem, że mogę wstać pora rozwinąć żagle.

Oni mówią, że wzlot to początek upadku
a zamiast ufac mitom ty trzymaj się faktów.
I nawet kiedy spadasz jak domino bratku
to musisz iść dalej tutaj pomimo wiatru. x2
Mes:
Leniwe popołudnie, snuję się,
Nie wiele mam miejsca tu, ale to mój schron
Wyciągam się za biurkiem i tak cieszy mnie
Nie ma na nim matematycznych wzorów całych stron
Nie wiesz jak bardzo wkurwiały mnie
Dwie matematyki z rzędu, Boże jakże wspominam to
Wyobraźnią posiłkowałem się, grzeszyłem w myślach z koleżanką
Dopóki nie wezwali mnie do tablicy z widocznym wzwodem
I zarumieniony zwiałem stamtąd.

Ref:
Ja wiem, że na pewno, nie będę dziś robić,
Niczego wbrew sobie, mam na to sposoby.
Cokolwiek by mówił, że mógłbym mieć więcej,
To wolność ma dla mnie, znaczenie największe.

Mes:
Odhaczyłem tę maturę, dostałem czas na rzeczy które
kocham bardziej, niż popijawy, grube melanże, zgrabne baby
te słabości nie zastąpią muzyki mi, ale potrzebowałem na to paru lat,
żeby każdy głos, który mówi mi jak mam nagrywać i wyglądać,
od razu wysyłać do kąta.

Ref:
Ja wiem, że na pewno, nie będę dziś robić,
Niczego wbrew sobie, mam na to sposoby.
Cokolwiek by mówić, że mógłbym mieć więcej,
To wolność ma dla mnie, znaczenie największe.

WdoWA:
Nie zdejmuję z manekinów gotowych kompletów,
Nie mam humoru na żeton ani firmowych uśmiechów,
Nie robię sobie na przekór nie mając w domu TV,
Nie łażę pół dnia po sklepach, bo wiem czego mi trzeba
Kiedy mi smutno to śpiewam, nie idę na terapię,
Nie robię nic, jeśli muszę, ale nie potrafię,
To nie jest dla mnie jak matma, fizyka i chemia,
Wzory, którymi oddycham przeczą prawom ciążenia.
I nie ma dla mnie znaczenia co jest dziś trendy i w modzie,
Choć czasem się nie ubieram, to to by było ??
Jestem królową zamku, jestem strażnikiem twierdzy,
I wiem, że bronić chcę skarbu rzadkiego w świecie współczesnym,
Dawno wyzbyłam się presji, gardzę rodzajem damy,
Chcieli mieć złoto na rękach, to mają złote kajdany,
I chociaż mapy bez granic, mamy swobodę na pozór,
Tylko nieliczni odważą się wyjść z bloków.

Ref:
Ja wiem, że na pewno, nie będę dziś robić,
Niczego wbrew sobie, mam na to sposoby.
Cokolwiek by mówić, że mógłbym mieć więcej,
To wolność ma dla mnie, znaczenie największe.
Witaj mordo, składam litery dusząc w sobie łzy
Ja po stokroć jestem wdzięczny, że byłeś przy mnie Ty
Z obłoków to widzisz, że nie jestem już szczeniakiem
Nikt nie był na to gotów, że pożegnasz się ze światem
Byłeś, jesteś, będziesz bratem, zostanie w pamięci zapis
Wiesz, nie posiadam żadnej Twojej fotografii
Mam wspomnienia, pamiętam te dobre rady
Czas wiele pozmieniał, nigdy więcej nie zbijemy graby
Lekką niech Ci będzie ziemia, nadzieja, że tam Ci jest lepiej
Słońca promieniem piszę, bo tak mówi mi natchnienie
Sumienie względem Ciebie zawsze było czyste
To o czym myślę, to wysyłam w tym liście
Kiedy tylko widzę iskrę na niebie, jestem pewien
Że to znak od Ciebie, czuwasz nade mną, w to wierzę
Nie cofnę czasu, mamy dbać o Twoje dobre imię
Spotkamy się chłopaku, kiedy śmierć mnie zawinie

Ref.
Pozostały wspomnienia nam, Ciebie nie ma
Chłodne dni, ciemne noce, coraz bliżej
Pochłonie czarna ziemia nas
Strata przyjaciela, łzy, jeden moment, w sercu żyjesz x2

Tyle godzin spędzonych na rozmowach, nasze plany
Nadal boli, te słodkie, gorzkie słowa, w nas zostały
Los ugodził, prosto w serce został wbity sztylet
Bliskich dobił, gdy każdy otrzymał tragiczną nowinę
Mordo, co tam u mnie? Szlifuję dar mi dany
Pogląd, działam czujniej, musiałem dokonać zmiany
Odtąd dragi dla mnie to już tylko przykra przeszłość
"Nie odchodź" mówiły, zostawiły na mnie piętno
Zwycięstwo odniosłem na tej płaszczyźnie
Życia piękno, odnalazłem siłę by zawrócić Wisłę
Byłbyś dumny, poznać Ciebie to był zaszczyt
Oddaję Tobie hołd, daleko stąd na mnie patrzysz
Anioł stróż trzyma dłoń na mym ramieniu
Kraina wiecznego snu zabrała Cię przyjacielu
Nie cofnę czasu, mamy dbać o Twoje dobre imię
Spotkamy się chłopaku, kiedy śmierć mnie zawinie

Ref.
Pozostały wspomnienia nam, Ciebie nie ma
Chłodne dni, ciemne noce, coraz bliżej
Pochłonie czarna ziemia nas
Strata przyjaciela, łzy, jeden moment, w sercu żyjesz x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo