Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Mówiłeś "Jesteś pojebany, jesteś kurwa pojebany
Nic z ciebie nie będzie, nic z ciebie nie wyrośnie"
Spójrz gdzie teraz stoje, skąd do ciebie przemawiam!
I powiedz mi co takiego sprawia
Że nie mam po tobie żadnych dobrych wspomnień
Nie pamiętam żebyś kiedyś powiedział coć innego do mnie
Niż "Ty tempaku, pierdolony skurwysynu
Ty idioto, pierdolony debilu"
Całe lata cierpień, koszmar rodzinny
Ciche umieranie bez pomocy ze strony innych
Woda w usta, zimno w około, powiedziałem że stawie temu czoło
Zajrzałem diabłu w oczy nie raz i nie sto
Poznałem co to dobro i co to jest zło
Postanowiłem wymazać cie ze snu
Wykasować z pamięci, gdybym tylko mógł
Moje wspomnienia po tobie to flaszki o twe oczy przekrwione

W alkoholu zatopione
Nic w nich nie widziałem oprócz pustki, nienawiści, hektolitrów wódki
Całe życie starałem sie być twardy
Nie przegrać tak jak ty swego życia w karty
Z uzależnieniem nie przegrać z własnym cieniem
Starałem sie być inny od ciebie
Lecz jedno musze przyznać - pokazałeś mi jak żyć
Czego mam unikać by człowiekiem być
Powiedziałeś mi kiedyś, gdy miałem pare lat
"Bóg dał ci pięści skorzystaj z nich i walcz"
Więc walcze od wtedy kopie życie z glana w ryj
Szanuje mych przyjaciół, na wrogów trzymam kij
baseball'owy, zawsze chętny do rozmowy
Widzisz - jestem gotowy

Ref: Jaki ojciec taki syn - gówno prawda
Jaki ojciec taki syn
Jaki ojciec taki syn - gówno prawda
Jaki ojciec nie zawsze taki syn x2

Od kiedy odszedłeś o matke sie nie boje
Nie martwie sie o siostre, obdarzyłeś nas spokojem
Skończyły sie koszmary, nastał normalny sen
Noża spod poduszki wreszcie pozbyłem sie
Nie potrafie ot tak wymazać tego co było
Zbyt dużą szramę to na duszy zostawiło mej
Twej winy nie jestem w stanie chyba wykasować
Wymazać z pamięci rodziny mej
Mam nadzieje że tam gdzie teraz jesteś
Dobrze ci jest i znalazłeś spokój wreszcie
Wierzę ojcze także że słyszysz mój rym
Nie zawsze prawda jest jaki ojciec taki i syn
Ref.
Patrz na mnie jak płaczę się śmieję i tracę co miałem czego nie już koniec patrz na mnie (2x)

Patrz na mnie i przyjrzyj się dokładnie tym rysom twarzy,
z kim to ci się kojarzy?
staram się robić naprawdę to dobrze,
może się uda choć wiem że nie zdąrzę,
wiem że popełniłem parę błędów-trudno,
na błędach się uczę, bez błędów jest trudno,
wyciągam wnioski by nie spaść na dno,
jak kiedyś spadłem wiem, że nie jest łatwo,
co powiesz na to, że ciągle myślałem,
że z bólu czułem w żołądku ssanie,
zamiast mi pomóc to znowu tylko ty,
twoje problemy, zmartwienia i życiowy syf,
chyba nigdy nie miałem szans - powiedz szczerze,
zawsze było to coś, co drze się,
trzeba to było powiedziec mi przecież,
więc patrz teraz na mnie przyjrzyj się oczom,
mokną codziennie bo widziały sporo,
widziały śmierć, kogoś porażkę-moją,
umrze kiedyś-zrozumie i twoją,
patrz na mnie-zrozumie i twoją

Ref. Patrz na mnie... (2x)

Było tak fajnie, ale to tylko głowa wyobrażała sobie co chciała,
co ja chciałem, chwile wielkie tak naprawdę to małe,
cały ten okres na żywca przespałem,
miałaś mnie w garści, uciekłem daleko, sam teraz jestem,
ale powiem ci że to dobrze robi na umysł, moją głowę,
na nowe chwile nowe no może na nowe,
narazie leżę nieprzytomny na podłodze,
Boże, ile jeszcze tego mam w drodze,
bólu, cierpienia i ran ciętych nożem,
nic nie dochodzi do mnie jak muzykę tworzę,
najlepiej to bym się przed światem teraz schował,
może będę tego wszystkiego żałował,
teraz nie ma wyjścia, wiesz dobrze że nie,
więc ten ostatni raz spojrzysz się na mnie

Ref. Patrz na mnie... (3x)
Moje wczoraj było bez następstw ale szukało ich długo
więc moje dziś zbudzi się po jedenastej grubo
niewiele zmienia ta pora bo po raz setny
dziś ma to samo co wczoraj co miał dzień przed tym
od najwcześniejszych godzin po zmrok
wszystkie dni mają problem jeśli chodzi o wzrok
machnąłbym ręką na wadę nieistotną
zniósłbym astygmatyzm przeżyłbym krótkowzroczność
ale one łapią ostrość nawet kiedy w dal patrzą
i mają bogatą wiedzę o kolorach a nawet a nawet bogatszą
nie słabnie im wzrok choć patrzą non stop
moje dni widzą nieźle problem w tym że wąsko
niewielka wada która sprawia że te dni widzą tylko to na co patrzą
akurat i gryzą ten mały horyzont z nawet dobrą skalą
lecz bez szans żeby objąć całość

Z dnia na dzień żeby wzrok przywykł
uczę moje dni zmiany perspektywy
bo wciąż wąsko widzą mimo tylu przynęt
a tak trudno zwiększyć im horyzont choćby o centymetr
z dnia na dzień żeby wzrok przywykł
uczę moje dni zmiany perspektywy
i każdemu z nich co tak pilnie oka strzeże
mówię patrz trochę szerzej patrz trochę szerzej

Wcześniej dni nie były często gotowe
ale dziś biorę moje dziś na męską rozmowę
i mówię mu "Wiem że masz wadę ale chuj z wadą
przestań tak wypatrywać jutra i spójrz w prawo
spójrz w lewo gdyby pójść na bok
żeby puls tego wyczuć co dotychczas było pół-zjawą
e ej nie bądź chłopcem schowaj tę pogardę
wiem że kryjesz pod nią strach przed tym co jest obce
to prosty chwyt nie próbuj go ze mną
mam dość tych dni uwikłanych w codzienność
tolerujesz innych brawo
teraz gardź tolerancją idź dalej znajdź w sobie ciekawość
może to po ciemnym wczoraj taki kac ci przypadł
ale przestań wszystko wiedzieć zacznij pytać
i nawet bez ambicji że cokolwiek dostrzeżesz
patrz trochę szerzej patrz trochę szerzej"

Z dnia na dzień żeby wzrok przywykł
uczę moje dni zmiany perspektywy
bo wciąż wąsko widzą mimo tylu przynęt
a tak trudno zwiększyć im horyzont choćby o centymetr
z dnia na dzień żeby wzrok przywykł
uczę moje dni zmiany perspektywy
i każdemu z nich co tak pilnie oka strzeże
mówię patrz trochę szerzej patrz trochę szerzej
Ich światem rządzi pieniądz
A szczęściem rządzi chemia
Woleli Gurala kiedy leżał i nic nie miał
Jak chlał ćpał i darł w nocy ryja
Jak dusza mu wyła ale udawał ze się trzyma
Gdzie oni byli? gdzie byli przyjaciele moi
Życie czasem boli, ale Gural się nie boi
Bo nie bal się wtedy brat
Bo był ze mną mój rap
Co nigdy mnie nie zdradził
Drogę wskazał i doradził
I nie gardził tak jak rzesze tych co byli w chwili chwały
Jak lamy które padły, jak kliki co się rozjebały
Bo wynikły wały choć w chwili paniki trwały
Narkotyki wiały dziki gnały marsz wyniki chały w życiu
Po przepiciu dni biała gorączka prazy
Może dotknąć ręka o czym mała rączka marzy
Obrączka parzy jednych inni stracili nadzieje
To opowieść o miejscu gdzie zachodni wiatr wieje brat

REFREN:

R jak rewolucja w mózgach i na ustach
A jak abolicja od tych pojebanych ustaw
P, Pe jak pierdol się skurwielu
Wiedz Jest nas tu paru ale będzie nas wielu

R jak rewolucja w mózgach i na ustach
A jak abolicja od tych pojebanych ustaw
P, Pe jak pierdol się skurwielu
Wiedz Jest nas tu paru ale będzie nas wielu

Odrobiłem życia lekcje i zgubiłem swa agresje
Dziś robię swoje i pierdole cala resztę
Dziś robię poezje a te leszcze wciąż płaczą
I się tłumacza, zarabiam swoja praca
Jestem slow baca strzelam proca wciąż
Slow gorący prąd wchodzi nocą pod blok
Wbija się w szok wszystkie rury i fujary
Spece od zdrady co kraczą ze nie dasz rady
Ze jesteś slaby i ze zjedzą cię układy
I trochę ogłady kazdy skończy jak trup blady
Zasady mam własne proste i uczciwe Słowa prawdziwe
Nie szukam dziewic wśród dziwek spojrzenia krzywe
Tam czeka by napiwek dać im
Wierzenie chciwe co nagana narybek im
Nie z byle kim dzisiaj ostrożnie tańczę
Schodzę w glebie skacze w czarna Hańcze
A diable harce zostawiam za sobą
Idę swoja droga nic zrobić mi nie mogą
Moja nagroda mojej księżniczki wzrok
A nie hajs i pogoń i z pożogą wzrost
Na rap w kanale tańczę
Odganiam brudne myśli
Rzeczpospolitej zazdrości i zawiści
Od szybkich korzyści wole te długofalowe
Jebać ambicje niezdrowe
[ Popiołem posypuje głowę dziś ] x7

REFREN:

R jak rewolucja w mózgach i na ustach
A jak abolicja od tych pojebanych ustaw
P, Pe jak pierdol się skurwielu
Wiedz Jest nas tu paru ale będzie nas wielu

R jak rewolucja w mózgach i na ustach
A jak abolicja od tych pojebanych ustaw
P, Pe jak pierdol się skurwielu
[ Wiedz Jest nas tu paru ale będzie nas wielu ] x3
Mamy prawo do swobody, wypowiedzi w tekstach
Tak jak do decyzji z kim gramy na projektach
W kwesti prawdy w wersach mam ją chodź mogłbym kłamać
Każdy w tym kraju co chce może gadać
Mógłbym grać w reklamach chodź raczej odpuszczę
nie chce na barana z rana patrzeć w lustrze
Mam prawo pojutrze nie ruszyć się z wyra bo
dzisiaj jest piątek a jutro sie na kiram
Mam prawo przeginać gdy coś mnie wkurwia
dostawać palmy gdy ktoś ze mnie robi durnia
Mam prawo odpuszczać kiedy mam czegoś dosyć
dotyczy to spraw których nie chcę mi się znosić
Mam prawo nie prosić, nie dziękować, nie przepraszać
robie to bo klasa, to ludzi trafia
A gdy ktoś będzie życiu moich najbliższym zagrażał
pociągne za spust chodź nie mam do tego prawa.

Ref.x2
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Spokojnie czekam na kres twoich dni
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Wiem, że każdy mój sukces ból zadaję Ci

Mam prawo żyć jak chcę i nie możesz zabulić
Mam prawo wziąść ten towar i z zyskiem go pogonić
Mam opcję by zarobić to nie odpula szansy
Mam prawo robić rap streszyć się i zatańczyć
Czy to nasz czy nie to (...)to kwit we mnie jest street
Mój świat mój flirt moja kobieta i bit
Głowami mi i nikt nas nie zlekcewarzy
PMM projektanci stylu wiem że kojarzysz
To 10 lat baraży, walki o finał
Kto chciał to odbijał nie będe dzisiaj rozkminiał
W sferze znów na rewirach mamy prawo się wiesz
Pięść w pięść wers w wers toast zdąży na cześć
Mam prawo mieć gest eeej mam prawo marzyć
Nie pozbawisz mnie tego skurwysynu się nie odważysz
Kwaterą będziemy razić te tracki płoną jak haszysz
Mamy prawo do błędu w dłoni nikt nie jest bez kasy
Wyczytasz to z tatuaży co kurwa znaczy honor
Szacunek, Lojalność, Duma to wszystko kojarz z głową
Zawszę z pomocną dłonią bo mam prawo ją dać
Szanujemy ludzi i niech ludzie szanują nas

Ref.x2
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Spokojnie czekam na kres twoich dni
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Wiem, że każdy mój sukces ból zadaję Ci
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

[zwrotka angielska]

Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

Już nie śpię od tygodni, muszę udawać ziom
Że jest kurwa sympatycznie jak mnie napierdala ząb
Już nie śpię od tygodni, jak na ironię mam to
Jebany stan zapalny i mordę jak żelazko
Daj mi lekarstwo, mus prosi o Ketanol
Chciałbym dziś zasnąć, otworzyć oczy rano

Co ty, amok już mi zabrał kontrolę nad sobą
Nie mów mi o dentyście od konsolet i jak robot
Zjadłem w szkole ten owoc i mam teraz w chuj fobię
Szkoda, że mi nie pomoże żaden Theraflu w torbie
Zabieraj ten szrot, ty kurwa wiesz ej co dobre
Daj mi siekierę, nóż, a odetnę se mordę
To ból gorszy od pałowania psów
Jak masz tu morfinę to zamawiam dla dwóch
I chuj, że to ściema, ale tekst przećwiczę
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć
Nigdy kiedy piszę nie zastanawiam się co chcesz usłyszeć

[zwrotka angielska]
[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[Diox]
gram o zwycięstwo jak każdy prawdziwy facet
celebrując każdy wdech, inwestując czas w pracę
zmierzam za horyzont do złączenia ziemi z niebem
upadam, wstaję, niezmiennie idę przed siebie
nie boję się porażek, strach to stan równowagi
wsiadam, świat zapierdala jak Ferrari
jeszcze będzie czas - cannabis, whisky, ananasy
na razie żyję by grać, co tu gadać, takie czasy
ułożyłem plan A, plan B nie istnieje
cokolwiek ma się wydarzyć, że nie wypali, nie wierzę
zbyt wiele poświęciłem, od lat grałem szczerze
dwa pięć mam na karku, jeden zero na papierze
dzieci brak, na razie czekam na monetę
fortuna toczy się kołem, dlatego stoję w cypherze
nie zjeżdżam do pit stopu, depczę gaz w dechę
lepszy niż samochód roku, bezpiecznie wjeżdżam na metę

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[W.E.N.A.]
powiem ci o co gram, powiem ci dokąd zmierzam
ten pan, który przedarł się z podziemia na legal
to ja, strach to iluzja, nie mam na nią czasu
będzie dzień, w którym zostawię przyjaciół
plan na to życie mam na bank skuteczny
jak nie wypali wyciągnę z zawleczki bezpiecznik
ty przewijasz moje dzieci, tato wersy
chodź, pokażę ci jak w 4,8 dojść do setki
przekroczyć limit, grać o radość dalej
być zawsze krok przed nimi, bo czas nigdy nie staje
nie mówię bracie, że nigdy się nie bałem
kiedy umrę, nawet nie zatrzymuj się nad moim ciałem
plan to upajać się każdą obecną chwilą
wypala częściej niż ja papierosów kilo
znasz moje dzieci, napiszę ich milion
i wsiądę do Ferrari, aby przywitać Marymont

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[Hades]
zawsze grałem żeby być numer jeden, a nie dwa
kształtowałem swój styl pierdolone dziesięć lat
dalej w tą stronę idę, pod prąd płynę odkąd
wysiłek okazał się tą jedyną możliwością
podobno strach ma wielkie oczy, nie wiem wiele o strachu
gdy przechodzi obok mnie, patrzy w ziemię jak lamus
nie mam zamiaru umierać, nie przestaję oddychać
nie boję się śmierci, bo nie boję się życia
nie przeliczam go na hajs, to nie w moim stylu
przyjdzie sam, bo mój plan to świadomy wybór
jednym słowem mam przy sobie plecak trotylu
Had terrorysta z WWA bez szans na niewybuch
bo dobry ojciec musi bronić potomstwo
płodzę szesnastu synów z każdą kolejną zwrotką
nowe Ferrari, wolę stare dobre Volvo
lepsze to niż się żalić i być czyjąś własnością

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari

[Małpa]
jak H do I do F do I gram dla sportu
wiesz dokąd zmierzam? znów zostawiam ci ślad na krążku
wciąż żyje w związku z rapem - to konkubinat
bo choć nie łączy nas papier co dzień chce mnie wydymać
wiem czym jest strach, ale będę trzymał gębę na kłódkę
przez jakiś czas, a z wątpliwości obetrę was wkrótce
żyje się raz, wiem lepiej niż kto inny
że gdy przychodzi śmierć człowiek jest bezsilny
jestem naiwny, bystry, szczery nad wyraz
zamknę pyski wszystkim, pizdy w pień powycinam
to mój plan, to mój instynkt każe zabijać
pytasz co gdy nie wypali, przecież słyszysz jak nawijam
nie mam Ferrari, za to zbierałem na Zondę
lecz Clio tyle mi pali, że ostatnio mam z tym problem
dzieci? wiesz jak jest, wciąż nie mam pewności
ty też pewnie nie pamiętasz kilku imprez z młodości

[Diox - refren]
powiedz o co grasz, powiedz dokąd zmierzasz
powiedz co to strach i czy boisz się umierać
powiedz jaki plan, co zrobisz gdy nie wypali
powiedz gdzie twoje dzieci, gdzie twoje Ferrari
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż

[Szad]
Odkąd zacząłem palić, wszystko mi ziołem wali
Byłem już wszędzie jak Tony Halik czy jak Gagarin
Byłem w Somalii, w Gwatemali, czy na safari
Skurwielu, to jakby mnie wylosowali
A ty życzysz mi kraty za to
Przykłady na to
Widzisz, spalę trzy baty za to
Klimatyzator włączę
(Ta, ta, ta, ta...)
Ja chcę te pięć na taką noc
Chcesz to mnie karaj
Ja tips w ręce, mix kręcę
I czym prędzej odpalam
Dym w szczęce i się oddalam
Życie to dar a
Najlepszy owoc rośnie najwyżej w konarach
Życie to fala
Alarm!
Trzeba kręcić to na nowo
Nieba, ziemi, słońca owoc
Moi ludzie są na pomoc
Tu, gdzie beat i słowa co noc
Tu nie widać końca ponoć
Białasie nie nam zatonąć
Masz wiadomość
Chcesz czy nie bat będzie płonąć
(Ta)

Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż

[Prok]
Akwaria, butle, długopisy, bletki, jabłka i jeszcze
Puszki, wanny, lufki i z wiadra sesje
Do tego typu kuchni respekt
To ma nawet Magda Gessler
Z tego typu kaskaderstwem
Na łeb odpada nawet Alka-Seltzer
I jeżeli to nie będzie White Widow, Shiva czy Jack Herer
Łap piwo, znajdź sito, pij- pij, samosieje
Nic na krzywy ryj, dziś trybi film
Dymi dym z Filipin, siwy jak B.B. King
Gdyby ten typ do dzisiaj żył
Jestem niczym czarna tłusta leniwa mucha szósta
Leniwa minuta mija tutaj, ciężko tu ustać
Me oczy to Steadicam, wiec się przywitam
A wiec zdrawstwujtje, konichiwa, witaj
Przydałaby się kontrola jakości, marki i wagi
Lecz w tym kraju to jakbyś czekał by podatki zmalały
Nikt jeszcze z klatki po pały nie dzwonił
Kwestia szmatki pod drzwiami
Czy kwestia jak dobrze jest żyć z sąsiadami

Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż
Nad ulicami w polskich miastach – swąd
Zatacza na nich swojski gandzia krąg
To ludzi tu dziś łączy rasta joint
Za kulisami czeka legalizacja wciąż

[Nullo]
Jestem kryminalistą, ale tylko w obliczu prawa
W kieszeni zieleni się nadal, pierdoli mnie ustawa
To już ponad dekada jak cannabis w płucach się odkłada
Bracia peace, to dla was dziś liść w bletkę wkładam
Podwójne L to legalizacja, n-u-el-el-o orientacja
3W formacja znów na wakacjach
Palimy gibony jakby tu była plantacja
Stop klatka, joint zachwiał wzrok z nagła
Nie wypuściłem z rąk blanta, puściłem go w krąg stąd akcja
Podawaj holendra od serca w lewą stronę w stylu rastafari
Wiem to od Cypress Hillów, teraz ty tym diluj w miasta bramach
Kiedy blanta jaram mam przygody Baltazara
Wtedy kartka cała naraz wam na gramach zapisana
Większość ludzi pali trawkę a nie zna smaku cygara
Tu wszędzie kupisz grama jarania jak na placu Pigalle'a
Dlatego padają pytania, gdzie odpowiedź narzuca się sama
Ziomuś, komuś to na rękę by marihuana była wciąż zakazana

[Pork]
Swoboda świata to kwestia miejsca, danego prawa, religii i pióra
Kwestia podejścia więc kim jest sędzia, subiektywny jak w Biblii, akurat
Tkwisz w kazamatach jak marynata, słój ten nakręca nomenklatura
Po co ta debata o dylematach, kratach za to, co dała natura?
Po co ta debata o dylematach, kratach za to, co dała natura?
Tkwisz w kazamatach jak marynata, słój ten nakręca nomenklatura
Kwestia podejścia, więc kim jest sędzia, subiektywny jak w Biblii, akurat
Swoboda świata to kwestia miejsca, danego prawa, religii i pióra
Kurwa, jaki fart, przysięgam sobie
To ostatni raz niebezpieczeństwa człowiek
Czas ulotnić się, to sprawa cierpliwych
Bo mrok spływa na dzień, jak para na szyby
Muszę pozbyć się płyty, tych papierów, bo przez nie
Nie chcę nikogo spotkać, lepiej nie mów gdzie jestem
Szybko przez jezdnię, by za zakrętem zniknąć
Opanować swój ból, nie przeraża mnie nic
Co może zesłać znów moje plany do piekła
Nie bój, wiem gdzie biegnę, znam te ściany od dziecka
Od pasażu po centra, Sienkiewicza pod prąd
Łączeniami podwórek Łódź przybliża mi wolność
Tak ukrywam się non-stop idąc w cieniu tych murów
Pragnienie o taryfie, styl myślenia anuluj
Kwestia rozumu, każdy ruch każdy krok
Daj mi Bóg siłę, bo dla mych nóg to jest koszmar
Między budynkami ciemna postać
Gdzie miłość i nienawiść to dla serca rozłam
Trzymam kontakt co za mną
Jak popełnimy błąd kiedyś to nam wygarną
Dowody zbrodni, ich trzeba się pozbyć
Czyli płytę, papierów by nikt nie udowodnił
Złych zamiarów agonii tego świata i zła
Jakby co nie mów nic i tak szatan nas zna

[x2]
Tego nie można nazwać
Nikt nie może (zajebiemy)
Chłopiec o tym wie (nie używa słów)

Po co mi było to bagno jak teraz
Przyjdzie mi kurwa tu za darmo umierać
Masz życia poemat o wyprawie po raj
Zamiast słuchać tylko zostanie mi garb
To jest myśl, podrzucę płytę w sklepie
Pośród miliona CD szybko zniknie, bo przecież
To z nią wyjdzie w markecie, to ruchomy towar
Parkingiem z góry chwila na stromych schodach
Tajemnicy dochować i pozbyć się ścierwa
Jeszcze zmienię ubrania, mam już dosyć tu piekła
Ciche kroki do miejsca gdzie sterty katalogów
Włożyć płytę między wkładki koperty, Boże pomóż
Jaka to płyta, O.S.T.R., nie znam
Ale wielkość pudełka będzie niezła na manewr
Proste detale włożyć do okładki płytek
Ktoś będzie miał przypał w stylu randki na grypie
Styczeń, zbyt zimno na zwłokę czy sprzeciw
Spakowana rodzina czeka w Locie naprzeciw
Zaraz odleci ostatnia prosta skrzydła
Żegnaj przypale, wita słodka Brazylia

[x3]
Tego nie można nazwać
Nikt nie może (zajebiemy)
Chłopiec o tym wie (nie używa słów)

(Podejrzany o morderstwo na tle rabunkowym Nikodem R. porzuca płytę, a także dokumenty na jednym ze stoisk muzycznych niemieckiej sieci marketów ze sprzętem AGD i RTV, najprawdopodobniej ukrył on kompakt wkładając do okładki innej płyty, niestety, są to tylko nasze przypuszczenia, w ten sposób Nikodem R. tymczasowo zaciera ślady, aby udać się z rodziną na lotnisko, chce szybko wylecieć poza granice kraju i w tym miejscu urywają się wszystkie tropy dotyczące tej sprawy, podejrzewamy, że Nikodem R. przebywa w którymś z państw Ameryki Łacińskiej)
Ten się chwieje, ten się śmieje, ten ma wszystko, ten nadzieję
tu policja, tam złodzieje, kurwa, co się dzieję?
Wiatr w oczy wieje co drugiemu z nas
dziś uśmiech na twarzy masz, bo czujesz, że żyjesz
jutro, gdy zabraknie to zabijesz kijem za dwa zyle?
Weź się nie wygłupiaj, zachowaj zdrowy rozsądek
nie tylko materialne rzeczy to majątek
Niezadowolony, upokorzony, osamotniony,
zniechęcony, obrażony, wkurwiony, zmęczony wszystkim
Nie zastanawiasz się dlaczego? nie szukasz przyczyn?
Pod wszystko stawiasz minus ponad wszystko ty się liczysz
znowu coś nie wyszło, znowu krzyczysz patrząc w lustro
czy to pech? czy za grzech? życzysz sobie abyś zdechł?
Masz plan, na pysku chora mina, czyja wina?
w piwnicy na szyję lina, weź nie odpierdalaj kina
Pamiętam tak jak Siwy jesteś synem tej ziemi
Panem swego losu, szanuj dar istnienia
i nie mów nigdy, że nie masz nic do stracenia
nie bądź posępny, rób postępy, nie jesteś tępy
dasz radę a sępy te gęby będą żerować nad tobą zawszę
szacunek dla tych, co nie tracą sił w tej walce
i bez względu na to jak jest nie tracą wiary w szansę

Rób co chcesz, żyj jak chcesz
w to co chcesz wierz, co życie daje bierz
Bo to jest życie twoje, a nie moje
więc ja nie mogę ci dyktować jak masz żyć a jak nie
Tylko ci mówię pokieruj nim rozsądnie
tylko ci mówię, bo tylko tyle mogę

Ej, zbuntowany młody narzekasz na brak wygody?
drzesz się na matkę, bo nie dała ci na lody?
Ej, wiesz czemu nie dała ci ty ośle, bo nie miała
okaż trochę pokory, okaż trochę zrozumienia
wiem, że nie jest lekko, bieda doprowadza do agresji
dzwoni ten domofon, na który czekałeś
bo miał przyjść koleżka, który monetę wisi
a tu niestety znowu chuje od eksmisji
więc wcale się nie dziwię, że wielu chociaż nie chce
to idzie krzywym torem, stoi nad prostym wyborem
albo żyć jak każą albo być hardcorem
Ci co przed telewizorem w ciepłym wyrku całe życie
wuchtę zarabiając śmiejąc się z nas
że niektórzy, aby zjeść nie płacą za prąd za gaz
Frajery przyjdzie czas na was
może kiedyś sytuacja się odwróci i zobaczycie wtedy
przypomnijcie sobie słowa - szacunek dla biedy

[x2]
Rób co chcesz, żyj jak chcesz
w to co chcesz wierz, co życie daje bierz
Bo to jest życie twoje, a nie moje
więc ja nie mogę ci dyktować jak masz żyć a jak nie
Tylko ci mówię pokieruj nim rozsądnie
tylko ci mówię, bo tylko tyle mogę
Wypływam z lądu na morze wątpliwości
Ale dzięki temu mnożę możliwości
Vita Activa
Yo!

Ref.
Przejmujemy kontrolę -- kontrolę
Nasz ruch, nasza kolej -- nasza kolej
Vita Activa -- na bitach Tabina
Gramy na 100% (x2)

Czasem tak jest ziom, czasem tak bywa
że Vita dzień zamienia się w Vita Activa
i kiwa się czas, to zakręcona doktryna,
gry na - sportowym duchu aż po sam finał,
a gdzie jest przyczyna, że twa twarz dziś jest sina,
przy nas poczujesz bluesa i się rozpoczyna,
Na bitach Tabbina, Mez, WS - flow przegina,
to kpina z tych co na dupie siedzą - ich wina,
ich mina obrazuje nieudolność, ich lina trzyma, a to nie jest żadna wolność,
Nasz ruch, nasza kolej - gramy na 100 %,
masz słuch no to polej, a nie stój jak docent i ...
Oceń to wszystko pod kątem swej pozycji,
wysoce że blisko potem będziesz kondycji,
a jak już ją zdobędziesz - bądź wszędzie,
aktywne życie w bicie, a nie w błędzie.

Ref.
Przejmujemy kontrolę -- kontrolę
Nasz ruch, nasza kolej -- nasza kolej
Vita Activa -- na bitach Tabina
Gramy na 100% (x2)

Vita activa -- życie cię wzywa, zdobywaj
Aktywa, niech rośnie twoja krzywa
Niech twoja ksywa będzie legendarna jak Jigga
Ten gigant co w najlepszych ligach śmiga
Skacze na głęboką wodę i wie już jak pływać
Jak widać trzeba walczyć do końca jak Wigan
Być symbolem sukcesu jak Fibak
Stary wyga, co nie straszny mu żaden rywal
Masz z życiem jakąś umowę to jej nie zrywaj
A jeśli wolisz gdybać to wracaj na zmywak
Chcesz to się wyżal i padaj do krzyża,
I wołaj panie wybaw, proszę Cię, wybacz
To nie czarodziejski dywan, magiczny wywar
naucz się problem dźwigać albo go wywal
Życie wzywa, czas upływa, czas na żniwa
Czas wygrywać, vita activa

Robię formę i walczę o Wiktorię
Wyruszam na wojnę by wygrać ją i mieć wolne
Gdy trzeba nie opuszczam linii frontu
nauczyła mnie tego muzyka rodem z Nowego Jorku
I nigdy nie powieszę mikrofonu na kołku
Choć chciałby tego pewnie niejeden kołtun
Zaczynałem od suportu, gdzieś na krańcu horyzontu
Widząc cel, albo jakby jego kontur
Mezo -- zakonu mikrofonu komtur
Działam na styku ryzyka i strefy komfortu
Dziś pływam od portu do portu
Porównując życie do sportu, nie schodzę z kortu
Nie myślę o bólu i klęsce
Myślę o zwycięstwie, widzę jak podnoszę w góry ręce
I mogę wyluzować i spojrzeć z zachwytem wstecz
Zrobiłeś to! Gem-Set-Mecz!

Ref.
Przejmujemy kontrolę -- kontrolę
Nasz ruch, nasza kolej -- nasza kolej
Vita Activa -- na bitach Tabina
Gramy na 100% (x2)

Gramy na 100 % (x4)
Znając cie kurwo już szykujesz część drugą
Zatem kończe z tobą szybko bo nie potrwa to długo
rap gwiazdy podrubo życie twe kiepska rozrywka
jesteś jak ta tania dziwka, dając dupy coś żeś zyskał?
darmowe fele, darmową biżuterie i garniaki darmowe, telefony
to jest kiepskie w żadnym razie niezłe
jak darmowa wódka, bo za darmo nie smakuje,
jak za szamal się zgwiazdo udław
nie ilość a jakość decyduje o wartości
nie wysłał nawet kopii bym mógł odpowiedzieć (odbij)
musiał byś być pihem bym się bał zmierzyć w tym beefie
a jesteś pseudo Vipem któremu oklepie michę
kiepski raperze jeszcze gorszy prezenterze
w nic ci nie uwierze mówiąc szczerze jesteś pedziem
przyjął drażniącą maniere wokalną i tak nawija
drze się jak rżnięta świnia, którą ja kijem dobijam
z takim wokalem to zdobył byś fuche w dubbingu
w gejowskich produkcjach które nie zdobędą rynku
dorosły facet a spowiada się matce, że jest ból na koncertach
tak tłumaczy mam wpadkę. Słowo Harcerza jest święty maminsynek
ingerując w moje życie cie skromi od rozkminek
nie mając pojęcia że gdy już uderzy księcia
nie wytrzyma napięcia które skupie na nim (wiesz jak)
twoje życie to Singo który grywasz mi przykro
że ty też robisz hip-hop mówiąc o mych ludziach bydło

Powiedz do kąd zaprowadzi cie ten beef?
Powiedz mi co po nocach tobie się śni?
Powiedz,nie wstydź się,czy wystarczy ci sił?
Powiedz jakie to uczucie dostać ponownie w ryj x2

Nie masz gości na swej płycie
bo nikt nie chciał z tobą nagrać
a po akcjiach z cienkim dissem
jeszcze większa wpadka,kumaj lecą latka
robisz za łowcę talentów
zatrudniając na albumy sezonowych producentów
harujących za pół darmo
ja pracuje z najlepszymi
ile White House mają z płyty?
spytaj to się kurwa zdziwisz
tak to szczera prawda, że dziś do rana piszę
na palcu mam odcisk po nie jednym długopisie
opłaci mi się,hej ty pluszowy misiek,
piszę kolejne wersy żeby zniszczyć twoje życie
nic się nie zmieniło ty myślałeś żeś powrócił?
jeden chujek co poróżnił,znaczy całą scene zkłucił
to twój udział w owej scenie tyś ją kurwo w pył obrócił
bo nie była taka mocna by się przeciw tobie wzrucić
przyniósł wstyd swemu miastu a skurwysyn jeszcze sapie
wróciłeś z tych wakacji no to do zoba w warszawie
był na wczasach po sezonie,panie gwiazda jak ci nie wstyd?
gdzie ten przepych jest?gdzie ten styl?słaby malec w tej Tunezji
tak bardzo cie wkurwia że zarabiam szmal z muzyki?
bo sam nieudacznik musi chałturzyć w TV

Powiedz dokąd zaprowadzi cie ten beef?
Powiedz mi co po nocach tobie się śni?
Powiedz,nie wstydź się,czy wystarczy ci sił?
Powiedz jakie to uczucie dostać ponownie w ryj x2
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo