Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Panie Ahmadineżad
wiem że przyjdzie to z trudem
ale choć na chwile jak ludzie
siądźmy żeby w szyję dać
stawiam wódę
weź pan uderz ze mną kielon czy dwa
bo brniesz bez postojów a ten kielon peron ci da
świat w stereotypach dziś pogrążony na amen
niewpadłby na tak szatański pomysł żeby pić z szatanem
i też nie pali się by pić z nim mój organizm
znam lepsze rozrywki
dużo chętniej napiłbym się z Hatamim
ale co robić skoro jak wiadomo panu
niemam wpływu na wybór prezydenta iranu
więc nieważne czy to słyszysz z CD czy skąd
ja mam tu zimne 0,7 i szkło
wiem, że koran broni jak esperal
ale kielonik?
od kielonika nie zawali się Teheran
zwłaszcza, że jeśli mam być szczery to może pomóc
pan zaglądasz do koranu rzadziej niż ja do pani domu

Panie Ahmadineżad lejmy bo
na trzeźwo masz zanadto inwazyjny ton
na trzeźwo zbyt wielkie sprawy nas dzielą
więc pij pan oto polany kielon

Panie Ahmadineżad chlejmy gdyż
na trzeźwo masz zanadto chwiejny styl
na trzeźwo zbyt wielkie sprawy nas dzielą
więc pij pan oto polany kielon

Ej Mahmudzie nie ma co się czaić
tylko jedziesz z koksem jedziesz zdrowie Lechaim
apropo co to za pomysł
żeby wymazywać z mapy moich starszych braci
Ahmadineżad weź się napij
nie pijmy za radykalizm
wypijmy za to pokolenie irańczyków które cię obali
kibicuję tej idei jak najgłębiej
skoro nawet Hamenei jest przy tobie gołębiem
zgadzam się
Bush jest szaleńcem ale z drugiej strony
ty nie wypadasz lepiej pomyśl bo
to nie jest pogląd nazbyt sprytny mieć mu za złe
że macha brzytwą kiedy wciąż mu dajesz nowe brzytwy
przemyśl to zamiast stękać
ja tym czasem polewam
o ho flaszka pękła i zdaje się
że to ostatni kielon więc nie jęcz tylko wal go
może wreszcie wytrzeźwiejesz

Panie Ahmadineżad lejmy bo
na trzeźwo masz zanadto inwazyjny ton
na trzeźwo zbyt wielkie sprawy nas dzielą
więc pij pan oto polany kielon

Panie Ahmadineżad chlejmy gdyż
na trzeźwo masz zanadto chwiejny styl
na trzeźwo zbyt wielkie sprawy nas dzielą
więc pij pan oto polany kielon

Panie Ahmadineżad lejmy bo
na trzeźwo masz zanadto inwazyjny ton
na trzeźwo zbyt wielkie sprawy nas dzielą
więc pij pan oto polany kielon

Panie Ahmadineżad chlejmy gdyż
na trzeźwo masz zanadto chwiejny styl
na trzeźwo zbyt wielkie sprawy nas dzielą
więc pij pan oto polany kielon
Widziałem wiele zerwanych filmów
Urwanych rytmów i podartych życiorysów
Widziałem twarze ofiar i najeźdźców typu
Którzy bez skrupułów dobijali przeciwników
Widziałem ślady szczęścia w całym tym śmietniku
Które wyglądały jak kropla w Atlantyku
Widziałem nagle zakończone przedstawienie
Podziemie wciągało tych co chcieli być z podziemia
Bagno ciągnie, a głupota nie wybiera
Ilu dobrych dzieciaków przywitała już gleba
Nie myśl co inni myślą, tak się nie da
Pomyśl co sam myślisz, kurwa, eureka
Widziałem wyszczekanych zawodników kilku
Na ogół to owieczki pośród stada wilków
Bądź losu panem, ale życia sługą
Bo każdy rytm się potrafi przyciąć grubo

Rwany rytm to zerwany film w starym kinie
Miejski syf zagubiony gdzieś po kokainie
Czarno biały styl bo w sumie ciężko rozpoznać
Czy rwany rytm stoi po stronie zła czy dobra
Przeszywa sny, sprawia, że czujesz go na plecach
To nie strach, namacalny styl cię obleciał
Przysłuchaj się dzieciak, wiem, że masz takie dni
Gdy tylko ty wiesz czemu zerwał ci się rytm
To ciężkie łzy, o których nikt nie słyszał
A wyszło tak, że o tych chwilach mówię ci dzisiaj
Znajoma proza życia, bywałem w takich miejscach
O których większość społeczeństwa nie ma pojęcia
Gdzie ból ludzi zadręcza, gniew przysłania radość
Co czuje spętany gdy strach mówi dobranoc
Nikt nie chce za nim stanąć, brak pomocnej dłoni
Boi się, że nikt nie myśli o nim
Teraz wie, czuje jedynie fragmenty szczęścia
Zrozumiał gdzie leży istota człowieczeństwa
Na ścieżkach szaleństwa gdzieś z dala od domu
Tyle jesteś wart ile z siebie dasz komuś

To ten stan, który zmienia świadomość
Nie poznałbyś siebie, nawet gdybyś stał obok
Twój czas, jedynie moment by pojąć

To ten stan, który zmienia świadomość
Nie poznałbyś siebie, nawet gdybyś stał obok
Twój czas, jedynie moment by pojąć

Siadam sam na ławce, spokój wypełnia umysł
obudź się, przemyśl ruchy by się w tym nie pogubić
Sam do siebie mówię i to nie paranoje
Mam silną wolę i chwile słabości jak każdy człowiek
Mam paru ziomów, którym nie poszło w życiu
Kilku wybrało ryzyko inni są na odwyku
Miesiąc minął na styku, znów nie widać profitów
Przeszłości nie odwrócisz, na to nie masz wpływu
Możesz w jeden moment stracić cały dorobek
Stracić wolność na lata albo stracić zdrowie
Osobista spowiedź czasem wzmacnia duchowo
Lepiej krzyczeć o bólu niż chcieć skończyć ze sobą
Czułem takie emocje patrząc na zioma pogrzeb
Wstrzymałem oddech, ciężko zapomnieć
Przegrać można wszystko burząc swój fundament
Zwrotkę dedykuję ludziom, których znałem

To ten stan, który zmienia świadomość
Nie poznałbyś siebie, nawet gdybyś stał obok
Twój czas, jedynie moment by pojąć

To ten stan, który zmienia świadomość
Nie poznałbyś siebie, nawet gdybyś stał obok
Twój czas, jedynie moment by pojąć
Ref.
Mam taką radę, żeby zbytnio tu nie ufać ludziom
Niby proste rozwiązanie, a tworzy się zamęt
Mam obawy uzasadnione, nie przeczę faktom
Chcesz się przejechać ale beze mnie- proszę bardzo! (x2)

[Hary]
Dwóch kumpli z bloku, imiona nieważne
Faktem jest to, że znają się od zawsze
Piaskownica, podwórko, trzepak, podstawówka
Pierwszy papieros wspólny, pierwsza wódka
Pierwsze filmy porno oglądane po szkole
Wspólne wagary i rozmowy z dyrektorem
Chore, brudne myśli takie same
Nawet kiedyś razem dmuchali koleżankę Anię
Duet wymiatał, oni prawie jak bracia
Na dobre i na złe, nie dlatego że wypada
Szczera przyjaźń? Mówili do grobowej deski..
Prędzej czy później jednak wszystko się pieprzy
Imprezki się zaczęły i nie tylko
Pierwsza miłość- wreszcie to ich trafiło
Zakochali się oboje w tej samej lasce.
Jeden z nich, tak to bywa, kochał ją bardziej
Dostał wolną rękę i zdobył jej serce
Był szczęśliwy, wszystko stało się piękne
Ale jego ziomek nie mógł się z tym pogodzić...
Rozmyślał ciągle dlaczego na to pozwolił?
Lecz wyszedł na swoje, po pijaku się z nią przespał
Zjebał kumplowi najlepszemu życie
Puenta?
Skończyła się przyjaźń przez zazdrość i zdradę
Nikomu nie ufaj, twoja sprawa czy posłuchasz...

Ref.
Mam taką radę, żeby zbytnio tu nie ufać ludziom
Niby proste rozwiązanie, a tworzy się zamęt
Mam obawy uzasadnione, nie przeczę faktom
Chcesz się przejechać ale beze mnie- proszę bardzo! (x2)

[Cienias]
Tylu ludziom w życiu ufałem, rękę podałem
Śmiałem się, z nimi chlałem
Nie bałem, że będzie to kałem kiedyś
Tylko czymś więcej.
Okazało się inaczej dziś
Matka miała racje
Dziś inaczej na to patrze, nie płacze jak ci partacze nad swoim losem
Nabrałem dystansu, lata doświadczenia robią swoje.
Ci co mówią, że pierdole to jeszcze dzieci.
Nie poznali się na ludziach- poznają kiedyś.
Już nie ufam byle komu, praktycznie nikomu
Wole tu w domu posiedzieć, pogadać, popisać, posłuchać muzyki
Nie jestem podejrzliwy, choć tyle razy się zawiodłem
Tyle razy mówiłem sobie- koniec
Ludzie są do czasu,
trzeba się zająć swoim życiem, bo sam fałsz
Lecz tylko mówiłem, teraz to rozkminiłem,
Teraz zauważyłem ile przez to straciłem
Byłem zbyt naiwny, zbyt za dobry, zbyt łagodny i zbyt głupi by wcześniej otworzyć oczy (oczy)
Mam paru znajomych,na których stawiam w ciemno
Mam nadzieje, że nikt z nas nigdy nie zamieni tego w piekło
Że będzie zawsze spoko, tak jak teraz do tej pory
Że nie popłyną, że tak powiem, łzy jak po Madonnie
Że nie stracę zaufania do was i wy do mnie
Tak jak do tych, co tam kiedyś pita wspólnie wódka
Dziś bym nawet z nimi kurwa nie wypił Kubusia
Straciłem wiarę ludzi i to w ludzi, których nigdy nawet bym nie podejrzewał
I dziś wole czasem nic nie mówić tylko zachować milczenie
Bo dziś ciężko mi zaufać komu komukolwiek, mając pewne doświadczenie

(Nikomu nie ufaj, twoja sprawa czy posłuchasz)

Ref.
Mam taką radę, żeby zbytnio tu nie ufać ludziom
Niby proste rozwiązanie, a tworzy się zamęt
Mam obawy uzasadnione, nie przeczę faktom
Chcesz się przejechać ale beze mnie- proszę bardzo! (x3)
Aha, ADHD zaburzenia hiper werbalne,
jakkolwiek to nazwiesz, dzieciaku,
to jest to,

Miłość od mojej do twojej rodziny,
tu umieramy, tak jak się rodzimy,
nadzy, nie mam nic do ukrycia,
proste odpowiedzi na tych kilka pytań,

możesz mnie kochać, chcesz to znienawidź,
popatrz, daj mi żyć, próbuj zabić,
miłość, nienawiść,krucha granica,
na zawsze rap, do końca życia.

Metro seksualny rap, w tą stronę spluwam,(hrrr)
roznosi mnie duma, niech igrają w dark roomach,
hip hop umarł, prowadzę ostatnią kohortę,
dotrwam, dotrę, nawet post-mortem,
Łuk im wsypię w aortę, zdechnie każda suka,
prostytutki na hajs, bez kręgosłupa,
chcą sprofanować, grób Gutenberga,
bo mam papieru ryza, ich przyszłość jest niepewna.
Wiesz co ich dusi? szczególna astma,
zbyt dużo prawdy, zbyt mało kłamstwa,
8 lat na legalu w tym biznesie, gdzie większość,
zamiast nawijać gra na flecie, wiesz co mnie boli?
To signum temporis, na glinianych nogach, kolos
uroboros, wiesz co ich boli? nie dam się zniewolić,
mężczyzna hetero, Polak Katolik.

Miłość od mojej do twojej rodziny,
tu umieramy, tak jak się rodzimy,
nadzy, nie mam nic do ukrycia,
proste odpowiedzi na tych kilka pytań,

możesz mnie kochać, chcesz to znienawidź,
popatrz, daj mi żyć, próbuj zabić,
miłość, nienawiść,krucha granica,
na zawsze rap, do końca życia.

W tym jest prawda, gdy patrzę na niektórych gości,
widzę brak szczegółów i odcienie szarości,
to przypomina kino gdzie grają same reklamy,
w roli głównej super gwiazdy z topowych seriali,
nie jeden twój idol, idąc, szary przechodniu,
nawet by cie nie oszczał, gdybyś stał w ogniu,
pogoda dla bogaczy, niezależnie od pogody,
wbijam, w czyjś kapitał zakładowy,
wróćmy do czasów, gdy nie zdawaliśmy matryc,
pieprzyć cyfrówkę, to szept magnetycznej taśmy,
moje początki, dziś to samo do bitu,
biedni mają co jeść, bogaci bez apetytu.
popatrz na moje ręce nie mam nic do ukrycia,
mam złe intencje bo grzebano mnie za życia,
przegrana sie zbliża, podskórnie to czują,
zimne wojny, mnie nie interesują,
naciskam spust, to kilka stów, słów, splów,
fragmenty mózgu z głów, fałszywy ruch, kop grób,
szlaków tu, brud i smród, ulicy róg, rój much,
chodź tu móc niż ? to jest mój ?
bez twoich faworytów, weź zbierz ich wszystkie nuty,
kupa śmiechu z przewagą kupy, izolacyjna taśma,
knebluje usta, jeniec, na głowienie nie jeden,
dziś ma więcej niż tasiemiec, mój prosty wers
i już nie znaczą nic, dziś jestem tym,
kim oni zawsze chcieli być, moje voodoo,
ścina ich głowy jak Hutu, a fity mówią więcej o mnie,
niż o nich ich płyty.

Miłość od mojej do twojej rodziny,
tu umieramy, tak jak się rodzimy,
nadzy, nie mam nic do ukrycia,
proste odpowiedzi na tych kilka pytań,

możesz mnie kochać, chcesz to znienawidź,
popatrz, daj mi żyć, próbuj zabić,
miłość, nienawiść,krucha granica,
na zawsze rap, do końca życia.

Jedna, druga, trzecia gęba ważna, zerkasz
twórczość - menopauza, nie jeden chce być bossem w grze,
ustalić kilka reguł, a jeszcze wczoraj lepił bałwana,
z żóltego śniegu.
Newcomerzy, co tak klepie naftaliną,
ich ambicje, napędzane na chciwość,
za moje punche profesura, pieprze doktorat,
za ich linijki z betonu buty, dno jeziora,
wojny na wolnym? żadna nic nie zmienia,
egzaltowane świerszcza z poppersami w kieszeniach,
koty marzą o złotych piaskach, wielkim świecie,
a piach im wieje w oczy, mieli go w kuwecie,
PIH się skończył? te blade blazy kłapią,
a żaden z nich się nawet nie zaczą,
może nie warto, bo pycha tuczy,
zapomniałem więcej, niż każdy z nich się nauczy.

Miłość od mojej do twojej rodziny,
tu umieramy, tak jak się rodzimy,
nadzy, nie mam nic do ukrycia,
proste odpowiedzi na tych kilka pytań,

możesz mnie kochać, chcesz to znienawidź,
popatrz, daj mi żyć, próbuj zabić,
miłość, nienawiść,krucha granica,
na zawsze rap, do końca życia.
Ej, sprawdź to dzieciaku
Kiedyś i teraz
Onar - Kociołek, ej - Pod prąd, pamiętaj o tym

Pamiętam kiedyś te szczeniackie imprezki
Każdy weekend był gorący, żaden nie był kiepski
Alkohol wtedy płynął i szczerze nadal płynie
Choć już nikt nie jest takim szalonym *****ysynem
Szczanie z balkonu, rzyganie z balkonu
Ktoś miał w kieszeni słuchawkę od domofonu
Rozbite lustro i krew na klatce
Na wycieraczce ktoś zostawił prezent sąsiadce

Bo jak było za głośno zadzwoniła po psy
Na szczęście jeszcze nie ma ich
Ktoś chowa łup w plecak
Właściciel kwadratu płacze, bo ktoś coś za*****ł
Whisky do akwarium, coś zniknęło z baru
Parę ziomów pierwszy raz dostało kataru
Jointy w hurcie i detalu - wiele zmian tu nie ma
Są ci co jarają i ten co z tym biega
Picie na rekordy, dziewczyny na rekordy
Nikt rano nie pamiętał imienia ani mordy
Kiedyś byłem inny zmądrzałem czy dojrzałem
Nie wiem, ale nadal lubię dobry balet

[x2]
Już słychać psy
Oni chcą się bić
Każdy gracz chce grać
A sąsiedzi? a sąsiedzi chcą spać

Teraz jest inaczej, oficjalnie przy butelce
Jedni już nie mogą pić, inni mogą pić więcej
Ziom ma brudne ręce, bo liczy brudne setki
Ale to nie jego wina, że chcą żreć te tabletki
Te setki za kreski, każdy ma swój świat
Tu się robi dobry hajs albo robi dobry rap
Każdy bezpowrotnie swoją drogę wybrał
Niektórych od rana do wieczora męczy tyrka
Jeszcze kilka osób stąd śmiga na studia
Kiedy ja śmigam do studia, oni siedzą do popołudnia w ławce
A ja na ławce siedzę na rejonie
Tu jest płomień, tu można wypić browar z ziomem
Ale psy tego nie chcą
Baba się skarży, że nie może spać jej dziecko
Prosi o szybką interwencję na te ławki
Bo się boi wyjść z własnej klatki
Kilkunastu młodych, to my, alkohol i hałas
Ona nie rozumie nas bo za szybko zgrzybiała
Może zapomniała i kiedyś było pięknie
Melanż wtedy, melanż teraz ja zawsze chętnie

[x4]
Już słychać psy
Oni chcą się bić
Każdy gracz chce grać
A sąsiedzi? a sąsiedzi chcą spać
Rób co daje Tobie satysfakcję
Rob to co daję Tobie w życiu pasje
Ja tylko daje inspirację
Dalej musisz sam sama iść
By odkryć swoje miejsce
Gdzie kryje się Twoje w życiu szczęście
Tego życzę Ci

1.
Wszystko się zmienia, zmieniają się pokolenia
Z przeżytych lat pozostają tylko wspomnienia
Dzieciństwo - pierwsza lekcja jazdy na dwóch kołach
Kolejny wrzesień, zaczynała się znów szkoła
Obrazy żywe jakby to było wczoraj
Pierwsza klasa, pierwsza praca, pierwsza kasa
Pierwsza miłość, jakby to było jedną chwilą
Serce mocniej zabiło, dziś jesteśmy rodziną
Dziś jesteśmy dorośli, mój i twój rocznik
I szykujemy grunt dla swych latorośli
Dać im więcej szans niż nam dało życie
Być rodzicem, być jak pierwszy nauczyciel
Pomóc dotrzeć im do swych własnych misji
By nie goniły naszych niespełnionych ambicji
Nie mamy recepty by spełniać ich sny
Niech popełniają trochę mniej błędów niż my

2.
Kto wycierał pierwszych porażek łezki
Nasi rodzice zawsze w sercu najlepsi
Dziś to nasza misja, nasza wizja
Jak wychować tego naszego małego mistrza
A przy okazji nie zabrać dzieciństwa
Nie pozwolić by wyrósł cwany egoista
Wyważyć proporcje, by być dobrą matką i dobrym ojcem
Nie tylko sponsorem co daje forsę
Złoty środek leży pewnie gdzieś na styku
Chcę pokazać drogi a ty pójdziesz nimi sama smyku
Każdy twój samodzielny krok chwyta za serce
Gdzie znajdziesz swoje miejsce w tym społeczeństwie
Wiem, czasem emocje biorą górę
Ale naprawdę cieszy mnie gdy z całych sił próbujesz
I zawsze będziesz miała moje wsparcie
Twoje szczęście -- tego przecież chcę najbardziej
2009
My robimy te (my), my robimy te (my)
My robimy te (my), my robimy te (my)
My robimy te

My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic

My robimy te manewry znów tutaj
Płonie klub, płonie dach, płonie twoja dupa
Płonie twoja kreska, słuchasz GuralEska
P do N i kreska, my nie możemy przestać

Trenujemy karkiem i na tą samą modłę
Ty zamiataj parkiet jakbyś miała w dupie miotłę
Ściany wilgotne od potu, ja dotknę cię z boku
Istotnie, mój flow mknie wam w oku
Słyszysz mocne bębny
To ta ekipa, która budzi śpiące królewny
Dla tych co lubią szorstkie trendy, to te swojskie gęby
Po ciemku widzisz, widzisz coś? nie widzisz nic

My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic

My robimy te manewry tu, tej
Podejdź tu, a potem w dół zejdź
Pełen klub i trudno tu przejść
To gnój w chuj, druga część
Tak to robimy ja, ziomek i ziomek
To my świecimy jak miliony monet (czaisz?)
Ej moment, chyba mój ziomek miał cię
Dobra, chuj z tym, będę brał cię w aucie
Dobra, chuj z tym, że mnie chcesz, bo Tede
Wiesz, że masz wzrok posłanki Beger
Już nie masz sucho, lubisz to suko
Naturę budzisz jak kręcisz dupą
Ta atmosfera to manewry dwa, ta
Wiem, jestem pewny, teraz da
Bo właśnie tak rozbiera cię rap
To taki melanż, którego ci było brak, suko

My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic

Ty zejdź teraz niżej to ja podejdę bliżej
Gdy ten song gra dla ciebie DJ
Gdy ten song słyszysz trzęsie się twoja dupa
I nie masz wątpliwości co to za grupa tutaj
My robimy te manewry bez przerwy
Mamy w chuj werwy, czasem działamy na nerwy
Lepiej uruchom swe rezerwy na raz (na raz)
I na dwa zrób tu hałas
To Szopen rapu, słyszysz grube dźwięki
Porywacze ciał rzucają hity od ręki
Dla tych co nigdy nie wymiękli gramy te piosenki
Podkręcaj ciągle to i nie bądź cienki, co?

[x2]
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic
Zachrypnięte gardło, które nie może przestać...

Może Bóg tak chciał, nie wiem, tak wypadło
że po prostu człowieku mam zachrypnięte gardło
czy to plus czy to minus, czy to wada czy zaleta
u mnie to normalne tak jak na jesieni żółkną drzewa
wcale się nie gniewam kiedy słyszę głupie komentarze
mówię weź spierdalaj lub po prostu narazie
dalej w swojej bazie robię z ciebie mową łazie
zaufanych ludzi zaufaniem darzę, zaraz się okaże
odważę się na to żeby to co mam w głowie ci pokazać
mam o czym mówić, tak mam o czym gadać
bo wiele rzeczy boli, inspiruje, wkurza
życie jest piękne ale czasem kaleczy jak róża
jak burza idzie zachrypnięty głos
co będzie, jaka będzie przyszłość, jaki dalszy los
wszystko może się zmienić, mego głosu nie zmienisz
nie zmienisz go, tak jak nie zgasisz płomieni
jak nie wskrzeszysz ludzi z ziemi
jak nie zmienisz, że prawdziwi będą ideałom wierni
będą wierni, nie bierni, tak bez przerwy jestem czegoś pewny
albo są napięte nerwy, wiem, że droga nie tędy
choć czasami myślę co los da mi
wokół zakłamani oczywiście nie sami, nie wszyscy są ideałami
prawda rani, bo taka jest rola i zadanie prawdy
każdy ma jazdy, każdy ma swoje jazdy
nazwij to jak chcesz, może być to mniej lub bardziej uzasadnione
zachrypnięte gardło, płomień płonie (płomień płonie)

[x2]
Ursynów, nie mógłbym gdzie indziej mieszkać
zachrypnięte gardło, które nie może przestać

To zachrypnięte gardło, które nie może przestać
na Ursynowie mieszka w jednym z tysięcy mieszkań
niektórzy mówią weź przestań, a ja dalej i dalej
Onar dalej rozbawiony stale
choć nie zawsze, bo przecież w życiu różnie
czasem coś spieprzę, gdzieś się spóźnię
ale zawsze światło noszę
szokuję swoim głosem, jak nie bardzo to choć troszkę
jak za trudne to uproszczę
jesteś moim gościem, więc człowieku zrozum
że zachrypnięte gardło to nie pozór, to nie bzdura
ten głos to ma natura, po co teraz
uraź mnie, powiedz akurat
no czekam a ty z odpowiedzią znikasz, dlaczego?
dlatego, bo jesteś typem człowieka, który sam nic nie robi
nie chce innych dobić i te słowa idą do mnie
zaczynasz się głowić, tak one idą ode mnie dla ciebie
zobaczysz, na głupich gadkach jeszcze się przejedziesz
w jakieś bagno się wjebiesz za gadanie takich rzeczy
hip-hop to piękna sprawa, po co ją kaleczysz?
nie szczędzisz sobie, pożyjemy zobaczymy
to dla ciebie, to dla ciebie są te rymy

[x2]
Ursynów, nie mógłbym gdzie indziej mieszkać
zachrypnięte gardło, które nie może przestać

O tak i znowu człowieku mnie słyszysz
ja się dopiero rozgrzewam, a ty ledwo dyszysz
chciałbyś mieć trochę ciszy i trochę odpocząć
dlaczego, odpowiedz mi dlaczego, no po co
nie wiesz co sie dzieje nocą, jedni to a drudzy tamto
a ja non-stop rymy, kartka, kartka, rymy dobrze znam to
dlaczego, bo do tego jestem stworzony, to nie nowy pomysł
że w naszych rękach mikrofony, zrozumiałeś?
analizujesz, sprawdzasz, to jest jak bez trzymanki ostra jazda
zawrót głowy, brak kontroli, łeb cię boli
nie znasz swojej roli, ledwo stoisz
chwiejesz się jak bej pod sklepem
men cię ostro klepie, usiądź będzie lepiej
w głowie burdel, zamieszanie, nieporządek
to nie początek, a w głowie cały czas jeden wątek
żeby zawsze pierwsza klasa było to co robię
pamiętaj człowieku, prawda jest w słowie

[x2]
Ursynów, nie mógłbym gdzie indziej mieszkać
zachrypnięte gardło, które nie może przestać

Zachrypmnięte gardło, które nie może przestać...
Ja nie muszę iść dopóki mogę biec przed siebie
Nie goni mnie nikt, to się po prostu sprawdza w terenie
Nie mów że nie wiesz, bo na pewno też to znasz dobrze
Chcesz to masz, wiesz brat, nie chodzi o pieniądze
Jednak ich brak i nadmiar, potrafi ograniczać, spoko
Gram od dawna, ty lepiej się przyzwyczaj
Nie możesz mnie stąd zabrać, nie możesz mnie ściszać
Nie muszę udowadniać nic i tak to słychać
Chcesz to zacznij pisać to co myślisz
Albo przemyśl dwa razy i ogarnij korzyści
Bo to hardkor, nie warto przeliczać na liczby
Skurwysyny chcą grać twardo, a to miękkie pizdy
Mogę być inny, więc jestem jak Diamond District
Reprezentuję podziemie i własne myśli
Chuj mnie czy Ci się to podoba czy nie
Nie wiem jak inni, u mnie sprawdza się że móc to chcieć
Już to wiesz, więc bierz się za siebie, lecz nie zapomnij, że
Jeśli czegoś chcesz, musisz być pewien

ref.:
Nie muszę nic, za to mogę wszystko
Mogę stać lub iść, musisz przywyknąć
Nie muszę nic, za to mogę wszystko
Mogę dać Ci słowo, tu chodzi o hip-hop

Ja nie muszę słuchać wciąż tego ich pierdolenia
O złocie i sukach, bo to nic nie zmienia
Nikt nie docenia dziś tego co jest istotne
Styl i smak, nie wiem jak mogłeś o tym zapomnieć
Ja mam to co dobre, Ty masz cokolwiek
Rzucam granat, który rozpierdala wieżowce
Osiedla, ulice, na przedmieściach domy
Brudne dworce, piwnice, klatki i samochody, stój
Popatrz, słuchaj i weź nad tym pomyśl
Swój chłopak z WWA wie jak to zrobić
Nie muszę nikogo gonić i tym się różnimy
Nie zapomnij, ja mam rymy, Ty ten swój chujowy image
Trzymam z tymi co są fair wobec mnie
(jesteś w porządku, nie ma co się trząść)
Podnieś pięść jeśli też tu jesteś
Nie musimy nic, ale razem możemy o wiele więcej

ref.:
Nie muszę nic, za to mogę wszystko
Mogę stać lub iść, musisz przywyknąć
Nie muszę nic, za to mogę wszystko
Mogę dać Ci słowo, tu chodzi o hip-hop

(Nie muszę iść, nie muszę stać
Nie muszę myśleć tak jak Ty
Tak jak Ty nie musisz myśleć jak ja)
To nie tak, Had nie gada byle jak
Po to, żeby prać, jeść, spać, srać, ćpać kurwa mać
Weź się w garść, weź się odmul
Ta gra się tylko dla długodystansowców
Chcesz to odleć, pofruń jak ptak
I za pięć północ H do I do F i Tomasin
Biedni, bogaci, kto ma zysk, kto traci
Wygrasz kiedy wiesz o co walczysz
Uważaj, bo zapłacisz
Patrz jak tańczysz mała
Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana
Wstawaj, bierz się do roboty
Chcesz zarobić sos
Włóż swój czas, włóż pare złoty
Spójrz prawdzie w oczy, dorośnij szczeniaku
Życie nie jest proste jak sądzisz Ty i Twój tatuś
Prawie nigdy nie zawsze
Nic nie dzieje się dwa razy
I nic nie jest przypadkiem

Ref:
Nigdy nie mów nigdy,
Nigdy nie mów zawsze
To co się uniesie kiedyś na bank spadnie
Nie szukaj pesymisty we mnie to zbyt łatwe
Świat jest inny niż chcesz, to straszne

Nigdy nie wiesz co dzieje się za parawanem
Ostrożnie, skoro można trafić na ścianę
Biegaj wolniej, bo to do chuja nie podobne
Się potkniesz ,to wstań, przy okazji podnieś forsę
Nie obchodzi mnie co masz na horyzoncie
Nie gadaj co zrobisz, dopóki tego nie osiągniesz
Nie bój się drogi, nawet gdy rosną kolce
Odwieczne wybory pomiędzy złem a dobrem
Ja, nie zapomnę, a Ty niekoniecznie
Tresuj psa, inaczej skurwiel ucieknie
Do pewnych spraw mam trudne podejście
Życie nigdy nas nie traktowało bezboleśnie
Nie dogonisz tego od czego nie uciekniesz
Prosty algorytm, ale działa bezbłędnie
Pomyśl, albo nie rób tego nigdy więcej
Na zawsze wolni, to tyle na wstępie

Ref:
Nigdy nie mów nigdy,
Nigdy nie mów zawsze
To co się uniesie kiedyś na bank spadnie
Nie szukaj pesymisty we mnie to zbyt łatwe
Świat jest inny niż chcesz, to straszne
Pęknięta czaszka, na plecach ślady bicia,
To finał ojcowskiego, pieprzonego nadużycia.
Matka płacze, dziecko leży we krwi,
Słychać sygnał karetki, otwierają się drzwi.
Późnym popołudniem, w jednej z polskich rodzin,
Dzieci siedzą nad książkami, ojciec z pasem wokół chodzi.
Grymas mordercy na twarzy, dwa promile we krwi,
Nowy, krwawy pomysł w jego pustej pale się tli.
Upatruje jedno z dzieci, woła je do siebie,
Po czym uderza w twarz, tak silno jak może.
Dzieciak pada na podłogę, krew z nosa tryska,
Jak fontanna, on przygląda się z bliska.
Mówi, że to za żywota lub na wszelki wypadek,
Uderza jeszcze raz, tym razem kolanem,
Dzieciak leży bez ruchu, matka z siostrą podbiega,
Niestety za późno - umiera następny dzieciak.

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Dzień wywiadówki, chłopak cały w nerwach,
Pamięta dobrze bicie go po nerkach, przez ojca,
Tuż po wywiadówce, gdyż ojciec uznawał tylko pas za rozmówcę.
Minuta za minutą, ciśnienie coraz wyższe,
Pot zalewa oczy, serce coraz mocniej bije.
Dzieciak nie wytrzymuje tej stresowej chwili,
Mocuje pasek na haku, pętlę zaciska na szyi.
Moment bólu, po czym śpiew czyjś z daleka,
Nie ma już cierpienia, nie ma przed czym uciekać.
Obca chwila ukojenia spada na jego barki,
Z otchłani ciszy dobiega płacz jego matki.
Chwila zastanowienia, nad sensem powrotu,
Do świata, w którym cierpiał na każdym kroku.
Mimo wszystko powieki idą w górę ku matce,
Widzi uśmiech na jej twarzy, łza spływa z oka matce…

Po powrocie do domu, z czasem wszystko od nowa,
Ojciec pije jak pił, dziecko batem chce wychować.
Kilka miesięcy później, historia się powtarza,
Lecz, tym razem chłopak nie zamierza wracać…

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Następna rodzina, kolejna tragedia,
Niby wszystko wspaniale, przyjrzyj się jednak dokładniej,
A przekonasz się, jak wszystko gruntownie spierdolone jest.
Starzy maja kasę, bawią się doskonale, dniami i nocami,
Cały rok jak w karnawale, córkę zbywają pieniędzmi,
Na każdym kroku, tak jest miesiąc po miesiącu, rok po roku,
W pewnym momencie dziewczyna, ma już tego dosyć
I już nie ma siły dłużej tego znosić,
Odkręca kurki, sąsiad dzwoni do drzwi,
Kolejna ofiara dziecięcych dni…

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Historia, jak wiecie, często lubi się powtarzać,
Więc kurwa mać, ocknijcie się zaraz!
Dziecko to nie przedmiot, nie pieprzona zabawka,
To nie jakiś tam robot, czy plastikowa lalka,
Ma duszę jak wy, czuje i rozumie,
Patrzy na was i kalkuluje.
Więc, zanim zdecydujesz się mieć swoje własne,
Przemyśl dokładnie, czy jesteś właśnie,
Odpowiednią osobą na to stanowisko,
Przemyśl to, naprawdę dokładnie, bo,

Czasem ciężka jest cena, jaką płaci dziecko,
Za Twoją głupotę, Twój brak rodzicielstwa,
Czasem ciężka jest cena, jaką płaci dziecko,
Za Twoją głupotę…

Czasem ciężka jest cena, jaką płaci dziecko,
Za Twoją głupotę, Twój brak rodzicielstwa,
Czasem ciężka jest cena, jaką płaci dziecko,
Za Twoją głupotę…
Kolejny hit twórców ,,Do Rytmu"
Prosto z najciemniejszych zakamarków Jamy Zła!
Trzech gości, przynajmniej sześć możliwości,
Tylko jeden cel - Twoje spełnienie.
Łysy Anioł, Tede, Sir Michu
and najlepszy lektor from New Africa - Hee Yeah.
Specjalnie dla Ciebie z nowym wyzwaniem
Weź się nim zajmij, take care of him, ladacznico!

Sir Michu:
Yeah, listen to me, posłuchaj mnie,
Let mi explain, wytłumaczę Ci.
Księżyc w nowiu
Wyleciałem na miasto dziś,
Nocny wiatr
W skrzydłach pióra stroszy mi,
Ku Tobie lecę
Piękna moja... dziwko,
Spełnisz me zachcianki,
Choć nie jesteś złotą rybką.
Pulsujące berło
Weźmiesz w swój zdolny ryj,
A ja tak jak lubisz
Do tego zanucę Ci
(Weź się nim zajmij, take care of him,
Zajmij się nim, I said it before take care of him)

Ref:
Weź się nim zajmij,
Zajmij się nim (take care of him, girl)
Jesteśmy fajni (we so good)
Cały nasz team,
Weź ssij.

Tede:
Popatrz,
On stoi tu sam (he's alone)
Czeka na Twoje usta,
Dokładnie tak!
Ty masz go ssać (suck it, girl)
O, rób tak (let's do it!)
I ssaj go, ssaj.
Wiem,
Może wyjść, że w ryj się nie mieści (he's to big)
Dokładnie tak,
Ale Ty możesz wziąć go ręką
I czule go pieścić (take it girl).

Ref:
Weź się nim zajmij,
Zajmij się nim (take care of him, girl),
Jesteśmy fajni (we so good)
Cały nasz team,
Weź ssij.

Jedna płyta, jeden gość i w chuj gości:
Sir Michu, Łysy Anioł i reszta, bo nie pamiętam,
Ale zajebisty kawałek dla Ciebie dziewczyno!
Siedzisz tam w domu? Nie? Nie ściemniaj, widzę tam Ciebie w domu.
No zdejmuj, no zdejmuj te ciuszki mmmm.
Nie! Nie zdejmuj! Poczekaj, puszczę Ci ten kawałek!
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo