Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Dopóki nic nie mówię nie wiesz nic o mnie
a ja dopóki czuje wiem, że żyje jak człowiek
i wcale nie muszę ukrywać winy za sumieniem
bo krystalicznie czystą duszę miał tylko jeden
możesz wyjść z bólu da się ludziom wybaczać
ale nie zapomną bólu nawet gdy się wyspowiadasz
dupy chcą uwieść i rzucić i winą Cię ochlapać
są jak płytkie kałuże, w które głęboko się wpada
nie zobaczysz nigdy diabła w jaskrawych barwach
bez śladów na znakach jak zbrodnia doskonała
nie każda pasja jest ryzyka warta
bo nie zawsze wygrywa Twoja ostatnia karta
ja robię to tak i widzę w tym sens
Ty możesz to brać jak nie chcesz to nie
dla mnie to całe życie to weszło mi w krew
i kocham to jak rodzice kochają dzieci swe

ref. Ja chcę szczuć wszystko co mam
i powstać znów jak powstaje rap
Być blisko chcę być mnie wspierał
Mam wszystko czego potrzeba x2

Siadam tu. czuję to coś o czym mówię
Gdy pisze, maluje obraz, w którym chcę uciec
gdzieś tam gdzie ludzie wierzą, że mogę unieść
ten ciężar bez którego płynę jak strumień
pierwszy raz tak się czułem (wiesz) to było latem
wtedy gdy ją poznałem, ale dziś jest inaczej
Bóg wymazał to barwę, zaszczepił pasję
zostawił mi wiarę gdy odchodził jak testament
to coś dzięki czemu drzyma moja nadzieja
to coś przy czym zwykła cisza jest taka piękna
chcę dużo oddychać i pisać nie przestać
to mój ostatni finał nie odbieram zwycięstwa
choć nie wszystko pójdzie jak bym chciał na bank
ale będę się starał i dam wszystko co mam
nauczyłem się, że gdy wszystko wygląda jak w snach
bo dopiero gdy jest pełnia szczujesz ich prawdziwy smak.

ref. Ja chcę szczuć wszystko co mam
i powstać znów jak powstaje rap
Być blisko chcę być mnie wspierał
Mam wszystko czego potrzeba x2
Biorę notes do ręki, kartka nasiąka tuszem
Siedzę, piszę i raczej się od biurka nie ruszę
Wyłączam swój telefon, właśnie gadałem z Buszem
Ma podesłać ten bit co jest do singla kluczem
Na uszach beats by Dre tłoczą dźwięki do serca
To jak zastrzyk, ten zastrzyk co do życia zachęca
Tusz na rękach nie krew, bo to nie walki w klatkach
Przez ten rap się stoczyłem, tak twierdzi moja matka
No i kolejna kartka, choć miejscami pomięta
Przypomina o czasach, których nie chcę pamiętać
Nie zapomnę o skrętach, których paliłem tony
Mamo to nie jest tak, że nie jestem świadomy
Twoich łez, tego bólu i moich ułomności
Tej udręki, rozterek i odpowiedzialności
Na zegarku już pierwsza, Boże jak ja to kocham
Czuję się tak jak niegdyś na tych jebanych prochach
Jutro położę wokal na tym bicie w Kurniku
Bartek folder założy, nada mu nowy tytuł
Może Jarek coś dogra, fajnie jakby nawinął
Jakiś refren o który podpytywał tak Szynol

Ref. x2
Znowu zakreślam kartki, braaa
Gonitwa myśli Ce Ha A De A
Najlepszy rap, słyszysz go w snach
Teraz już wiesz czyja jest gra

Lubię zapach tych kartek, podobnie tak jak kobiet
Klawiatura nie odda tego klimatu człowiek
Pewnie już się nie dowiem, co straciłem kolego
Kiedy życie przekląłem i poszedłem na lewo
W sumie nic nie żałuję, pieprzę jakieś intrygi
To nie mój pierwszy sezon, mało co mnie tu dziwi
To nie gadka na migi, tylko rap na poziomie
Mocno ściskam ołówek, a kartka niemal płonie
Jakieś kurwy się sadzą, choć nawijają szeptem
Ich numery mają gdzieś po 15 wyświetleń
Nie wpierdalaj się w temat, w sumie szkoda mi słów
W moim sercu skurwielu zawsze "Boys in the hood"
Byłem jak wróg publiczny, teraz inaczej działam
Dla sumienia ta wina jest niczym ból dla ciała
Ja w najgorszych koszmarach podrzynam ludziom gardła
I obawiam się brat, że to najszczersza prawda
Teraz siedzę i piszę, emocje łącze z bitem
To jak kamień węgielny pod tą pieprzoną płytę
Dla tych ulic te słowa ziomek są jak tatuaż
Stale mówią idź dalej, walcz i się nie rozczulaj

Ref x2
Znowu zakreślam kartki, braaa
Gonitwa myśli Ce Ha A De A
Najlepszy rap, słyszysz go w snach
Teraz już wiesz czyja jest gra
Haha pustka haha każdy to wie rzecz oczywista
Liryka zawsze musi być zajebista
Zakochać się w rymach zakochać się w muzyce
Zakochać się kobiecie tego się nie wstydzę
Ale moja głowa pusta myśli nie docierają
Chaos w łepetynie rymy się nie układają
Nie umiem nie potrafię lub nie chce tego robić
Nie wiem dokładnie czy chce komuś zaszkodzić
Nie pouczam nikogo nie wymagam tego od was
Nie wymawiam do jednostki i nie zagaduje was
W dupie mam Układy i nie stałe tajemnice
Wiem również, że w tej chwili nikogo nie zachwycę
Świadomość tworzenia odpowiedzialność za słowa
Składanie układanki niczym Hip Hopowa mowa
Hardcorowy świat niepozbawiony wad rad, przykazań czy cytatów
Na każdym kroku spotykam cynicznych wariatów
Lirycznych poetów wierszokletów i wierszy
Nie mam pojęcia o ilu się powiększy
Pula rymów twórców i kto na tym zyska
Ja moi kumple a może ten, co właśnie tryska
Energia rymem jak zasrany terrorysta
Podkłada ładunek liryczny pakunek
Upycha rytmicznie cytuje dynamicznie
To wcale łatwe nie jest to wcale łatwe nie jest
Nie ponadczasowość tego gówna przetrwa i zasłynie
Chodź chwała za to wszystko z pewnością nie ominie
Bo gdy będę umierał to me dzieło się narodzi
A gdy mnie pochowają to się zacznie rozchodzić
Śmierć podaje dłoń tym, co tego chcą
Śmierć wyciąga rękę myślisz, że się zlękniesz,
Śmierć jest zagadkowa i bywa także nagła
Nie przewidzisz, co się stanie, gdy zobaczysz diabła,
Szatana Lucyfera czy jak ta kurwa ma na imię
Nie wypowiesz już nic, gdy śmierć Cię owinie,
Wokół swego palca swych kościstych dłoni
Zastanów się, co robisz, gdy powiedzą kurwa po nim
Więc ciągnę dalej to, co plotę głupotę
Nie mogę już przestać, więc teraz wymiotę
Wyrzucę wywalę te złości fale
Nienawiść ha tego niema tu wcale
Chce pozostać sobą pozostać prawdziwy
Mówić całą prawdę i nie istnieć na niby
Czy muszę umrzeć, aby ktoś mnie docenił
Czy musze stąd odejść abyś zdanie swoje zmienił
Czy musze zrobić klip, aby wszyscy zobaczyli,
Żeby wszyscy polubili i kupować zaczęli
Ten, kto jest w mediach jest znany poważany
A ludzie z undergroundu to zasrane chamy
Bo mówią nieładnie może przesadnie
Nie mówią dzień dobry niecodzienne mają hobby
I mało grają w ogóle się nie wychylają
Spotykają się w swym gronie całą scenę w dupie mają
A takich ludzi niezliczone są ilości
Lecz wszystkich ich olać jest zupełnie prościej
Głośniej już dzisiaj nie można przemawiać
Nie chce was buntować nie chce was namawiać
Sprawa jest prosta nie dojrzała do końca
Epizod będzie później i nie będzie to radosna
Pointa czy wspaniałe zakończenie
Nawet, gdy skurwielą opustoszeją kieszenie
Zawieszenie broni jest chyba niemożliwe
Każdy komuś wrzuca epitety krzywe
Prawdziwe czy nie tego nie dowiesz się
W sposób opisowy dzisiaj zabawie się
Bo lubię balety imprezowy sposób życia
Małe ruchanko jaranie coś do picia
Bez bicia też nieraz się nie obejdzie
Od tego dobrej sławy przecież mi nie przybędzie
W błędzie jesteście, jeśli o nas źle myślicie
Nawet, jeśli teraz naubliżam twej kobicie
Robicie, co chcecie sami dobrze wiecie
Co dobre, co złe, co w porządku a co blee
Każdy chce dobrze niekoniecznie bezpiecznie
Zdobyć coś by się poczuć zajebiście
Jedni przypalają inni ładują
Narkomania alkoholizm tak stare zgredy trują
Plują innym życie marnują
Swoje stracili, więc zatrują Cię po chwili
Mili byli tylko troszeczkę
Nie lubią, gdy rymujesz, gdy się kurwa dobrze czujesz
Kładź na nich chuj, czym ty się przejmujesz,
Margines muzyczny, do kogo ta mowa
Moja recytacja to i moje słowa
Co Ci się kurwo w tym nie podoba dynamizm realizm nie odlatuje
Za daleko przecież nie jestem kaleką
Nie narażam życia chodź niejedno przeżyłem
Nie w jedna kawale się w życiu wpierdoliłem
To nadal istnieje i nie mogę się schować
Dopóki jeszcze żyję będę nadal rymował
Nie zależnie od formy nie zależnie od stylu
Będę nadal składał rymy by nie pozostać z tyłu
To już koniec wynurzeń sentymentów fascynacji
Nie liczę na to wcale, że przyznacie mi racje owacje też nie
Bardzo mnie obchodzą
To, co zrymowałem nie jest przecież żadną prozą
W mowie ojczystej coś poukładałem
Jak wspomniałem na początku przecież pustkę w głowie miałem

Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Kompletna pustka w mojej pierdolonej głowie
Pusta pustka pustka w mojej głowie
Pusta pustka…
Wiesz, czasem jak K. gubię się w labiryntach
I odnajduję za moment, spacer po myślach godzina
Między demonami z szafy, każdy coś przypomina
Demony i ja, tytoń i kofeina
Na ekranie Bill wędruje ze Scarlett po Tokio
Jedna z chwil kiedy chciał byś być tam z nią
Może w nocy w całość ułożą się fragmenty
Może, kto wie, na razie piję kawę, palę skręty
Znasz to uczucie być samemu? znasz, nic nie boli
Wystarczy zwalczyć tylko swój strach
Oswoić duchy, by broiły tylko w snach
I iść przed siebie, świat nie zapłacze gdy się poddasz
Puste pokoje wciąż są puste, co z tego
Wciąż uśmiech mimo, że w tonacji e-mol
Nie umiem się skarżyć i nie chcę o coś prosić
Cisza, myślę o niej, piję kawę, palę papierosy

Palę papierosy
Palę papierosy

Myślę o niej, piję kawę, palę papierosy

Po szybie płyną krople, głośny, choć pusty dom
A chciał byś na tę szybę patrzeć z nią
Widzisz ich w parku, dwoje, szczęśliwi na ławce
Chciał byś tak siedzieć, swojej Scarlett w oczy patrzeć
Miasto nocą, mokre szyby i nie ma jej
A chciał byś czuć się jakby nie odeszła nigdy
Deszcz gra swoje nuty
A jej nie ma w szybie, a ty wciąż jesteś smutny

Widzisz ja już nie bardzo widzę sensu w tym wszystkim
Ja już chyba powinnam sobie pójść
No, to na razie, cześć

Myślę o niej, piję kawę, palę papierosy
[Eldo]
Rap parias, co wspina się na Parnas,
Z życiem stanąłem do tanga aby lśnić jak gwiazda
Nie moją karmą cień, ani wśród liderów,
Rap, dr Strange bohater outsiderów
Głosuję gremium, lecz kto liczy głosy powiedz?
Po co pytać skoro wszyscy i tak znają odpowiedź
Często spotykam się z takim podejściem
Muzyka to zabawa, po co robić z niej coś więcej?
Muszę być zadrą w opcji fuck you, pay me
Muszę być twardy, z kamienia prawie jak Ben Green
Piszę tekst, robisz beat a i tak koniec jest taki,
Że większość kupi płytę na Stadionie
Złudzeń koniec, bo to co mamy do nagrania
To nasze myśli a nie styl życia do sprzedania
I tak ktoś powie, ej Eldo weź powiedz,
Czy znasz serwer, z którego twoją płytę ściągnę?
Rap robię zamiast pisać, wciąż w głowie mam ogień
Bo ten rap projekt w Polsce dawno już poległ

[Jotuze]
Kiedyś myślałem, że będzie fajnie, mając ten wybór,
Dziś odrzucam środowisko bo znam je na wylot
To, co było w cenie, dziś zmieniło swoją wartość,
A ten ogień w sercu powoli zaczyna gasnąć
Idę dalej, choć nad sobą widzę kruki
Robię ten rap, gdyż poświęciłem się dla sztuki
Jednak coraz częściej z tą najgorszą myślą,
Że tak ważne słowa okazują się pomyłką
Coraz częściej myślę by być incognito,
Bo ktoś nie szanuje pracy i od razu liczy bilon
Bez wyrazu gra, jej tempo nadaje profit
Łatwo zniszczyć muzykę, która działa jak narkotyk
Postrzegany przez pryzmat tych wykresów i tabel
Muszę dalej w ten sposób tańczyć swój życia balet
Zamiast mieć spokój, muszę być wilkiem w świecie owiec,
By ten rap mógł przetrwać w erze hitów "Jak zapomnieć"
Każdy ma swoją drogę, nie zabraniam jej nikomu,
Jednak większość niszczy sztukę bez powodu
Jaki cel w tym powiedz, dla mnie to blamaż,
To jest ten rap parias co wspina się na Parnas

[Eldo]
Jakim cudem może być wszystko na swoim miejscu,
Skoro ty masz gdzieś to, co my mamy w sercu?
Herce do herców, nie na pokaz bez sensu
Staram się a przegrywam przed startem w blokach
To nie jest kwestia finansów, nie mam ambicji mieć zamku
Choć egzekwuję hajs swój, od lat na majku, miałem sporo nadziei,
Że uda się coś zmienić, dziecko wylało się z kąpieli
Jednak, rap biznes to spełnienie marzeń,
Na szczęście już o tym nie marzę, to bicie głową w ścianę
Chłodno myślę, wciąż tu jestem też dlatego,
Że dla wielu z was znaczymy coś więcej

[Jotuze]
Nie będę bił się o listy, hołduję innym wartościom,
Pirat w ręku małolata traktuję z obojętnością
Nie ma się co zagłębiać w coś, co nie ma sensu,
Mit upadł, jest papka kreowana przez mędrców
Znów wrócę do domu, spojrzę na tę starą ścianę
Z nadzieją czy zawiśnie nowa płyta w antyramie
Nawet jeśli kiedyś nie będę miał co jeść
jeśli nawet kiedyś nie będę mówił cześć
niektórym osobom tym, że jestem sobą
i chuj mnie obchodzi co niektórzy robią
sprzedają się, wielkie miłości umierają
przyjaźnie zużywają i to pod wpływem chwili
bo tak obrzęku styli wszystko się tu zmienia
takie życie brat, bo takie te osiedla
mimo wszystko my nie zamierzamy przestać
nasz rap jest czymś co nas odzwierciedla
nasz rap ponad syf, który widzisz w mediach
sam dobrze wiem jak hajs uzależnia
tych paru chwil co w środku serca
za żadne skarby przenigdy nie sprzedaj
wtedy już nic tego ci nie da
wtedy zobaczysz co to jest bieda
pustka, rozdarcie helu pafeta
psychika pęka dalej skok z piętra
przestań Dix dla ogarnięcia
ty zacznij żyć i to od dziś
dla wszystkich tych co robią to dla ciebie

Chcesz naprawiać świat wiesz zacznij od siebie
każdy z nas gdzieś tam ma upragnione marzenie
być kimś, być sobą ciągle w to wierzę
mój pracy owoc powstaje całodobowo na papierze
kolejna zwrota, z niej floty nie ma, szkoda
nie wiem, ważne, że czerpię radość, czuję spełnienie
i wbrew pozorom dla niektórych to jest problemem
pochłonął ich ten biznes, sprzedają siebie
mają furę, komórę, dupę, no prawie jak w niebie
lecz kiedy słońce zachodzi to męczy ich sumienie
patrzą na gwiazdy, pytają Boga czy to złudzenie
mają wszystko co chcieli wszystko to mają za monetę
dopiero czas im dziś pokazał co najważniejsze
nie złoto, srebro, platyna, a dusza i serce
bez tego kim byś tu nie był to życie to będzie piekłem
więc pamiętaj, że pieniądze to nie szczęście

Ty masz hajs to go kitraj
Ja mam rap nie od dzisiaj
Wy liczcie dalej mamonę
My na osiedlach kolejny projekt

To wygląda tak Dixon maniak
atak na track i powstaje sto-sto procent rap
chodź zjaramy zobaczysz z bliska
jakieś gramy obraz blokowiska
warszawskiego księstwa to stołeczne miasto
w drodze do zwycięstwa by ominąć to bagno
co wciąga wszystko na dno
prowadzi do ruiny, my robimy dzieło bezcenne
to nie gówno materialne, którym zapchasz japę
jak ten wygłodniały kapusty
pusty jak wypchane biusty, tanie pizdy
to działania nie dla floty lecz zamiłowania
do pisania niecałymi dniami
chodzą po bani myśli z rymami
nic na tacy tylko dzięki pracy
są efekty to siła wiary
w nasze projekty i życia filary

W tej walce nie ma podium w prawilnej ekipie
tym się szczycę, że nasz rap nie zapierdala zgrzytem
nie jak sterowany z góry lukierowych bandach
kiedy myślą o pieniądzach myślą o koncertach
wykręci jakiś refren wpadający w ucho
zakochałeś się w playbacku przyznaj się ty kurwo
następny przykład to organizatorzy
chujowe kluby w nich zjebani sponsorzy
każdy chce zarobić na zajawkach młodych
popatrz ile na bazarach jest pirackich kopii
robimy dalej rap nie patrząc w statystykę
nie po to robię rap by chwalić się wynikiem
wielu producentów sprzedało już swą dupę
robią gówno dla frajerów, bo postawią im żubrówę
swe ambicje zostawili z popitą na klatówie
niech trzyma się ten syf najdalej najdłużej

[x2]
Ty masz hajs to go kitraj
Ja mam rap nie od dzisiaj
Wy liczcie dalej mamonę
My na osiedlach kolejny projekt
Mefistofeles siedział wczoraj na oknie
Wyszedłem do niego, żeby nie czuł się samotnie
Zimny parapet, ale noc była ciepła
I tak siedzieliśmy - noc, diabeł i ja
Patrzę na wasz świat już od dawna - mówił
Ulubiłem to miejsce i kocham ludzi
Opowiadał o czasach, których nie mogłem znać
I tak siedzieliśmy - noc, diabeł i ja
Wiesz, żyjecie w stadach, żeby czuć się bezpiecznie
Cierpicie w stadzie, bo chcecie się wydostać
Kiedy większość zaczyna działać niedorzecznie
Lub chce od was tego czego nie możecie oddać
Wybiór zbiorowy, wolność pod kontrolą
Chociaż Bóg dał ją wam bez ograniczeń
Wolność, gdzie prawdę zastąpiono wygodą
Nim wybierzecie, zysk z wyboru wyliczycie
Słuchałem go chociaż nie mój to był świat
I tak siedzieliśmy- noc, diabeł i ja

Wczorajszej nocy usiadłem na oknie u człowieka
Nie chciałem żeby czuł się samotnie
Gdy szedł do mnie samotność umie dokuczać
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja
Jego mieszkanie pachniało cynamonem
Tytoniem z fajki, miał ze sobą książkę
I wiarę w świat mocną, że nie mogłem jej złamać
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja
Mówił - mój świat to wybory świadome
Miłość i nie skrępowane namiętności
Chwile, które przepełniają emocje
Tak mocne, że uzależniają jak narkotyk
Pluję na konwencję, w grę społeczną nie gram
Wybrałem świadomie swoją samotność
Moją kochanką od dawna jest poezja
Erato która do ucha szepcze tak słodko
Słuchałem go, on mówił - piękny jest świat
I tak siedzieliśmy - noc, człowiek i ja

Mefistofeles wkrótce zniknął w książce
Poeta zamknął na klucz ją w biurku
Powietrze w pokoju wypełniły emocje
On wziął czystą kartkę i garść ołówków
Kartki zniknęły i poeta gdzieś odszedł
A pokój zaczął wyglądać znajomo
Czasem wracają, siedzą u mnie na oknie
Nocni goście, których męczy samotność
Możesz nie wierzyć w co mówię
Złoże energii zło psuje
Boże te nerwy mdłość
W tubie
Zdążę z rezerwy złość unieść
Ponad tych hipokrytów uniesionych w dumie
Uziemiony w strunie
Poszukuję kluczy do drzwi
Pokazuję głupim kto drwi
Ślina na majku to jad kobry
Pod wiatr ku słońcu wolny od nich
Zdolny odbić po zysk głodnych mordy
Same akordy
Nie upadnę jak Goldi
Choćbym miał być podrządnym podrządnych
Mam styl
Teofilów - rap wirus
Co nie podda się bez walki
Kurwo warknij
A zadziała zapalnik
Jeszcze nie Grammy lecz gramy
Sprzętem z gałami bez granic
Prosto z centrum Bałut
Gdzie rządzą budowlani
Forsą dzieńciu chamów nie przekupisz za nic
Od stu kilogramów ten sam zwyczaj i kodeks
Od słów wyszczekanych pęka
Klisza na brodzie
Tak myśli złodziej flow pływa po herbie
Za bliskich zdrowie ton życia swój spełnię
Dla tych co słyszą duszą
Czując sercem

Możesz wątpić
W to że wolny cię wykończy
Bo co bym miał z tego?
Na plecach list gończy
Z zaplecza istotnych
Rzeczy nie wymienię
Jest to tajemnicą
Skreczy pod ciśnieniem

Ten sam co zwykle biznes
Nieważkość płynie w bimbrze
Zostaw bo zginiesz w tym dnie
W tym filmie przy litrze
Świat już przygotował ostrą amunicję
Winny kary nie uniknie
Żyj i wiary na umyśle nigdy nie trać
Od estrad do miejsca
Zwykłych mieszkań
To podziemie
Honor instynkt w mięśniach
Pochodzenie
[?] w tym niesmak
Z narodzeniem
Gorąc wykpił ten brak
Co zmorą był jak
Zyski węgla
Kto ukradł hip hop?
Kilku raperów bym widział na okładce Peep Show
Plus bonus na CD
DVD ich głos
Wolę z BDG intro
Czy z ekipy beatbox
Nic co miałoby iść pod publiczność
Dla frajerów [Bravo!]
Tak błyszczy wasza gwiazda
Mnie nie zobaczysz w TV
Nie usłyszysz w gimnazjach
Odbiornik nastaw hip hop mą zmorą
Cóż media wypełniły lukę po disco polo
Pogoń za mamoną co omamia jak moloch
Wolę umrzeć jak żebrak pozostając sobą

Możesz wątpić
W to że wolny cię wykończy
Bo co bym miał z tego?
Na plecach list gończy
Z zaplecza istotnych
Rzeczy nie wymienię
Jest to tajemnicą
Skreczy pod ciśnieniem...
Top 3008 rok przymierza z kosmosem
Zmieniam stan rzeczy wedle natchnienia
Czarne chmury nad miastem, ziemia zapewni atrakcję
(To tu kto tam? szczyle, smak)
Klaun jak Beavis i Butt-head, znak w kulturze moderna
Rozsiany po tawernach, tak zmienia się kalendarz
Tak zmieniają się ludzie idąc przez tunel
każdy szorstki jak pumeks
Jest wiele rzeczy których nie zrozumiem
Czy zrozumieć nie chcę
Jeden trafi jak w szermierce, rap to jest Bentley
Którą kierowcą jest MC, wiesz?
(Gram co stanie się, mam to gram w eter)
Pcham go twardo jak z Atlanty Falcon
To plan do bram, obrał go fakt, zło, strach
Coś jeszcze? niczym klimat mafii alko i lata 30-te
Niebezpieczne - czaisz? jestem człowiekiem z przyszłości
Z przeszłością przenośni Polmos konflikt
Paradoksów wzmacnia, gra aglomeracja w snach
(3, 2, 1, 0 - giełdowy crack)
Poszło w sferę, nie jestem Jupiterem
3-0-0-0-8 cofnięty w 2003, syf nie bestseller płyt
tworzę jazz, jest z tym jazda, na czele armii ludzi z nikąd
to ja i moje ziomy i z tym związane ryzyko
zapoznaj się z rubryką nazwaną - nieznani
to my z otchłani jak w płucach kranik

Człowiek z przyszłości - mówi to coś ci?
Człowiek z nikąd - tzw. incognito
Ryzyko? - wszystko jest wliczone w koszta
Kto, gdzie, jak chce, byle sam sprostał!

Człowiek z przyszłości - mówi to coś ci?
Człowiek z nikąd - tzw. incognito
Ryzyko? - wszystko jest wliczone w koszta
Kto, gdzie, jak chce, byle sam sprostał!

Byłem, będę, jestem, być muszę
zero wykluczeń, ja nie ten co falsetem szyby tłucze
każdy wers to strzała, mikrofon mym łukiem
wiesz jak to działa? jak 3000-0-8 z muzyką, laser, garaż
DJ na świetnych plackach tłucze tricki
Jak sala krzyczy - tak zieleń zastąpiły monolity
(Dlatego tu jestem stres, dzień, noc i...)
Dzień w dzień tak to samo, tak to trend zer niczym Serrano
U boku anioł u drugiego diabeł (diabeł) wiem, że damy radę!
Dziś sen ten na patencie brygadę niesie, rap opanowuje eter
Tu niemożliwy przeciek przecież uderzam z impetem

Człowiek z przyszłości - mówi to coś ci?
Człowiek z nikąd - tzw. incognito
Ryzyko? - wszystko jest wliczone w koszta
Kto, gdzie, jak chce, byle sam sprostał!

Człowiek z przyszłości - mówi to coś ci?
Człowiek z nikąd - tzw. incognito
Ryzyko? - wszystko jest wliczone w koszta
Kto, gdzie, jak chce, byle sam sprostał!
{Wstęp}

Słyszycie..? Słyszycie..?
Słyszymy! Słyszymy! Słyszymy!

{Kajman}

Ej Yo !
To znowu ja..
Ze mną Dejan
Tak to jest
Witamy w Kielcach skurwysynu!
A to jest K2 ej!

[Refren]
Wzbijam tuman – Kurz!
Pierdole media ziomek
Tak jak Dejan ciągle wlewam w serca tą grę.
Co jest nie tak? Już nie jestem chłopcem,
Wjeżdżam jak porsche teraz- to jest dobre.
Siemasz! Witam w południowej Polsce!
Fajbusiewicza kryminalne psy gończe.
Finał- my na tyłach -oni na przodzie,
Nie gramy w filmach, ale mamy film w głowie.
Kurz! - pierdole media ziomek..
Panaceum dla dusz , każdy placebo połknie.
Dają pieniądze żołnierz idzie na wojnę
Chwalą się tym okropnie, że mają wizję i fonię.
Śpij spokojnie- oni zarobią krocie
Grasz tu główną rolę jak w ,, Zwariowanej forsie’’
Oni nie znają nas, my znamy ich dobrze,
Każdy ruch i znak- obszczekują nas jak owce.
Są fanatycy i ludzie uzależnieni,
Nikt się z nimi nie liczy,
Dla tych z ekranu są niemi.
Przeliczani na statystyki lub PLN’y..
Chcecie ciszy? Tylko kto to doceni..
Czy to jest władza i program , który
Koduje głowy?
Czy ta droga jest dobra, gdy liczy
Się tylko zysk..
Zapytaj Pana Boga na jednej z jego stacji
Gdy będzie śmiał Ci się kurwa prosto w pysk.

{Refren}

Kurz..
Nie mam wpływu na pewno
Wszystko jedno.. jest mi wszystko jedno
Nie śpij bo cię okradną
Ukradnij szczerość!

Kurz..
Wszystko jedno.. jest mi wszystko jedno
Nie śpij bo cię okradną
Ukradnij szczerość
Mniej niż zero dziś
Uniwersalną prawdą.


{Kajman]

System , po dziś dzień, rządzi umysłem,
W tym sęk by żył też melancholijnie.
Jak reszta tych zapatrzonych w spirale ekranu,
Zahipnotyzowanych , rzesza- stado baranów!
Coś jest nie tak ? Znam uwierzę jak w letarg .
Jak rakieta na zamku , repetowana przez gadów..
Chcesz tak ? w powietrzu zaduch czuć
I nie smak , kurz- gwiazdorskich kontraktów.
Fakt- prawdy nie dowiesz się od nich nigdy,
Chyba, ze byś sam wszedł do ich gry.
Kurwa znów wstyd mi –oglądając cały ten piknik.
Chciałbym tam wejść zrobić klik klik!
Rzeź w walentynki wiesz..
Też mam odchyły ..
znów mi się przyśnił dźwięk teksańskiej piły
dreszcz mnie rano przeszedł- Boże mój miły
widzisz i nie grzmisz na ten świat zgniły.
Nie po to w stoczni ludzie walczyli,
Żeby młodzi wierzyli, że był ktoś lepszy
Od Partyki..
Powiedzą kłamiesz, powieszą psy dziś.
Ich guru to Kuroń , Geremek , Mazowiecki i Michnik.
I nie krzyczę o tym by cię obrażać..
Dziś system to media- media to władza!
Większość się nigdy nie zastanawia
Czemu czerwone gnidy chcą nam publiczne zabrać..
Kurz..

[Refren} x2
Podobno część trzy, na śląskich bitach
Podobno Bezimienni, MdM, Wu wita
Podobno pizda niejedna to oczerni
Podobno walcząc o swoje nie pozostajemy biernym
Podobno białych murzynów to tutaj nie znajdziesz
Podobno po rejonach śmigam w Gardzie
Wlewając wódę w gardziel, patrolami gardzę
Podobno każdy z nas wrogów niszczy już na starcie
Podobno każdy konfident to stara kurwa (proste)
Podobno psy wciąż węszą po podwórkach
Podobno orient to nasz najlepszy nawyk
Podobno rap działa jak adrenaliny zastrzyk
Podobno nasi słuchacze to nie forumowe pizdy (cwele)
Podobno dla nas liczy się tylko piątka z ulicy
Podobno MdM w Golkonda
I podobno dla przyjaciół, zawsze szczera piątka

Podobno MdM wyjdzie w Golkonda
To będzie Meksyk w głowach, a w słowach bomba
Niejedna morda za ten rap spali jointa
Silesia Terror dalej zero jest na kontach
Znasz pierwszą część? (znasz?) w latach jest różnica (ta)
Mikrofony MW, na bitach od Fica
Potem część druga i fantastic czwórka
Młoda Krew popłynęła na śląskich podwórkach
A teraz dzieciak to podobno wersja trzecia
Patrzę z dystansem, wiem kto w chuja poleciał
I wiem kto jest wrogiem, a kto przyjacielem
Choć czasami dla przyjaciół bywałem skurwielem (sorry)
Wiem kto mi pszaje, a kto tylko udaje
Zmieniają się czasy, zmieniają obyczaje
A nie zmienia się z podziemia, dobra banda
Ave Silesia wszystkim bliskim życzę farta
I to nie jest kurwa, hip-hop ze Śląska
To rap o smaku wódy i zapachu jointa
To rozróby pod klubami, na dworcach
To brudne południe, tak jak brudna forsa

[x2]
Podobno ten track, to klasyk hardcoru
Podobno ten rap to sygnał do boju
Podobno ten świat to syf bez koloru
Bier to, podobno nie masz wyboru

Bywa różnie, podobno, czasem parno, czasem chłodno
Czasem lipa, czasem by lepiej być nie mogło
Podobno kariera to dno, podobno niektórym się powiodło
Silesia godło, rebela województwo śląskie
Podobno to pójdzie w Polskę
Podobno w Stanach na tym robią dolce
Tutaj to nonsens, syf z ziemi sączę (sączę)
Ostry, Miku, Mara podobno sam ino maras
Podobno numer jeden wiara
Podobno śmierć to jedyny gwarant
Podobno nie umiera nigdy ten kto życie daje
Podobno szlifujemy talent, meritum, bez bajek
Podobno jointy łagodzą obyczaje
Nałogi mamy, podobno czasem chuj trafia plany
Podobno ważne tylko dni, których nie znamy
[tylko tekstyhh.pl]
Przekład z ulicy, podobno bez atrakcji
Podobno bez ambicji, a za nami tysiąc akcji
Polegam na sobie i wrogom patrzę w twarz
Ku niejednej przeszkodzie, rap jazdę tu masz
Silesia na blokach i nasz rap w tych ścianach
Śląsk do ataku więc zróbcie hałas
Podobno część trzecia, część trzecia podobno
Choć wielu z was przyjmuje nas chłodno
Podobno nasz rap jest suchy i prosty
Nas czterech Miku, Wiruz, Mara i Ostry
Rap na głośnikach i jazda na maksa
Podobno będzie ostrzej niż teksańska masakra
Pójdą łokcie pięści i kolana
Podobno ulica wielu ludzi pochłania
I ten rap cię zmieni, podobno dla żuli
Weź, to nie słuchaj, jeśli cię to muli
Podobno pazera zawsze dwa razy traci
Kielich za braci, tu wszyscy kumaci
Wróg niech kona, dla przyjaciół piona
Zaciśnięte pięści, Silesia piona
Jeszcze raz piona, piona, piona

[x2]
Podobno ten track, to klasyk hardcoru
Podobno ten rap to sygnał do boju
Podobno ten świat to syf bez koloru
Bier to, podobno nie masz wyboru
Raz dwa trzy cztery pięć

Lubię mieć kontrolę a to jej ostatni poziom bastion
Teraz moja kolej ja spełniam swoją rolę z pasją
Biorę się za to dziarsko koleś na bok żarty
Na stole karty rozkręcam na pięć czwartych party
Zawołaj Yo jeśli dobrze jedzie płynie
Chłopaki to wią efekty są gdy się nawinie przy niej
Łapię wibrację miasta ono przewodzi mi jak Pascal
Do celu czy fiaska jazda raz dwa
Patrz jak toczy się saga tak jak z gór lawina
Magia to podwalina sprawdza i przypomina trzymaj klimat
To czyni mocnym tuczy jak koksy nie spocznę
Widocznie się muszę przekonać naocznie
Jak skończy się dzień bo jak się zaczął to ja wiem brat
Rapowa menażeria wyznaczyła kryteria ten serial wciąż trwa
Leczy jak Polfa rany z bombard atrament
Nie używajmy innej amunicji sami a my omijamy łukiem
To co trzyma ludzi w formie w sztampie
Cenię naukę czasem spokojnie czasem z hukiem
Skrajnie w obu przypadkach ciśnienie wzrasta
Aż ta imitacja precz poszła zmiana tez zaszła
Wiesz kto to ten tu? Chłopaku! de A be z Baku Baku
potąd patentów tematów nie odczuwam braku
Strachu gdy horyzont głów i od cholery więcej rapu
Brachu na siebie ty mów a swoje rób lub rachuj na cud
Klub raz dwa trzy cztery pięć
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo