PolskieReggae.net


Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wciąż się zadaję z tymi samymi ludźmi
Wciąż skurwysynom nie pozostaję dłużny
Wciąż pragnę szczęścia dążę do bycia lepszym
dla ludzi być ludzkim resztę frajerstwa pieprzyć
Wciąż tutaj jestem związany z osiedlem
statystyczny cham, który działa przebiegle
Wciąż taki sam na krzywdę ludzką wyczulony
dla kurestwa obojętny obowiązkiem przytłoczony
Wciąż brak zadumy bo sukcesy są złudne
Wciąż to samo życie choć już nie takie smutne
Wciąż nowe kłótnie o swoje trza się upomnieć
Chciałem więcej miłości ale czas jest na wojnę
Wciąż nie spokojne myśli
Wciąż wiele zawiści
Wciąż ludzie którzy chcą czerpać tylko korzyści
Wciąż wierze że się ziści marzenie żyć w spokoju
Wciąż sporo gnoju na ulicach rozbojów
Wciąż szanowany przez tych co byli zawsze
Wciąż dla nich pisze nagrywam bo to ważne
Wciąż te same przyjaźnie i miejsca w których bywam
Wciąż jestem Rychu Peja tak się nazywam
Wciąż przywiązany do miejsc lat młodzieńczych
Wciąż mam prawdziwe teksty
Wciąż kocham pisać wersy
Wciąż z ambicjami na początki nie stawiam
Wciąż jestem swój chociaż więcej zarabiam
Wciąż was namawiam do zmian na lepsze wyjdzie
Wciąż jak wy błądzę upadam ludzi krzywdzę
Wciąż mam swą listę ulubionych longplay’i
Wciąż możesz słuchać do bólu rapu Peji
Wciąż bez układów kompromisom mówię wyjazd
Wciąż walczę fair nawet gdy los nie sprzyja
i wciąż przepita szyja nawet jeśli trunek droższy
Wciąż pełen obaw że sytuacja się pogorszy
Wciąż bezustannie nie zaspokajam swych pragnień
Wciąż jestem tego świadom jak łatwo skończyć w bagnie
Wciąż okłamuję bliskich w sklepach detal ukradnę
Wciąż przeklinam życie które często bywa bagnem

Ref.x2
Wciąż niebezpieczny dla wrogów odwiecznych
Wciąż niezbyt grzeczny dla wrogów odwiecznych
przez ludzi kochany ja za to wam wdzięczny
Wciąż napierdalam o sprawach społecznych

Wciąż mam tę siłę na zmagania z niecodziennym
Wciąż bardziej kozak niż tchórz warto być dzielnym
Wciąż wyjebane ma banały i podpuchy
Wciąż dobre nuty na salonów sygnał głuchy
Wciąż godne życie nie straciłem wyobraźni
Wciąż bardziej zły częste rozdwojenie jaźni
Wciąż nadal poważny albo raczej posępny
Wciąż jestem z tobą
Wciąż jestem bezdzietny
Wciąż bardziej skurwiel i zgnilizna tak sadzę
Wciąż nadal walczę żyje zarabiam pieniądze
Wciąż na zmianę liczę choć wysoko zaszedłem
Wciąż pamiętam przeszłość i wspominam życie biedne
Wciąż jak ty więdnę i bez uczucia zdycham
Wciąż będą ...dzwonił do ...
Wciąż pod sklepami lipa tylko ja się wyróżniam
Wciąż nie mam wózka nadal grozi mi puszka
Wciąż spore chęci by zapisać nowy zeszyt
Wciąż cena kręci
Wciąż rap nie dla dzieci
Wciąż jakoś leci
W ciąż wynajmuję studio
tak jak mieszkanie w którym rzadko jest nudno
Wciąż to samo gówno kocham tego epicentrum
Wczoraj dzisiaj jutro nadal wciąż bez patentu
(Wczoraj dzisiaj jutro nadal wciąż bez patentu)

Wciąż mam tę siłę na zmagania z niecodziennym [x4]
Wczoraj dzisiaj jutro nadal wciąż bez patentu)[x3]
Flow to ma Joe,ja mam tylko gadane
nie hara mnie obcych haseł przeszczepianie
na nasz grunt,grunt to wpłasny patent,bunt
wyczucie rytmu,kilka słów granie bez nut
i nim zdarzy się cud,my musimy Ci wystarczyć
hasło improwizowane,tak improwizowane
ja nie wiem co powiem,a Ty nie wiesz co się stanie
proste granie,mały humor,dosyć duże zamieszanie
poruszenie przez to brzmienie co w tym drzemie me korzenie
sięgają dosyć głęboko,także nowe rzeczy spoko
zapoznaj sie więc z teraźniejszą filozofią
prezentuję mały luzik,robię to dla moich ludzi
chcesz powaznie nam zaszkodzić?
wciąż się trudzisz i się łudzisz że wymarzesz nas z mapy
...respektów dasz przykłady
wyciągniesz każdy brud i nim zdarzy się cud
znikniemy z horyzontu,atak z pierwszej linii frontu
nigdy się nie poddamy,nasz region bitem wspierany
nowa partię rozgrywamy,wizerunku nie zmieniamy
Nie!! nie zmieniamy wizerunku
teraz kilka krótkich zdań,kilka słów o szacunku
wiele miłości dla wariatów z okolicy
ulicznych cwaniaków,wykolejonych asów,
przegranych,którzy walczą,nigdy nie patrz z pogarda
mały telewidz,wspólny temat jedno hasło
dla wszystkich zywicieli pasożyt Sykuś wielkie dzięki
teraz składa co niedziela kluchy gratis u sąsiada.
a teraz konkrety,tylu ludzi,o rety!zadymiona eksa z placu
szybko poznasz ich od razu
dla drugiego pieknego,dla taty Rajmundiego,dla DECKSa klimaty
na WESTcie o big baty więc uważaj,daj respekt,dibo kontroluje resztę
przenosze się w tekście,PC park jestem nareszcie
każdy kręci jak może o black mic Da Blaze nas poprze
zemsta jak słodyczy,dymi projekt to się liczy
zawsze będę z Wami,pokręcimy znów gałami teraz STOP
powrót stare sprawy przybrały obrót
obrzucony błotem w ... spór przy płycie stare waśnie
kto czarną owcą,kto zawinił to nieważne
93'rok nie zapomnę zima szok,afro starego Ajsmen wie o co w tym biega
i to nic że czas przemija,czas zostawić coś po sobie
kilka upragnionych chwil szybko zamienić w opowieść
i to jeszcze nie koniec,królik Rossman będzie dobrze
tylu ludzi na was czeka,spotkamy się na wolce
Pokój wszystkim draniom,przede wszystkim huliganom
przecież nas znasz, .....nasza twarz i choć spadek
był blisko każdy wierzył no i wyszło.
jeszcze dużo się wydarzy,ja pozdrawiam kumpli zawsze
u zbiegu stulecia,w zyciu tyle złych rzeczy
ktoś ginie ktoś strzela ktoś bije ktoś kaleczy
tego nie da się wyleczyć dużo niepotrzebnych śmieci
ciągle pamiętam prędola,nie zapomnij go odwiedzić
dla wszystkich normalnych bez ego kolosalnych
rozmiarów hip hopu,twórców w całym kraju
wielu składów,zaprzyjaźnionych gadów
piątkowski,częstochowski,każdy równy żaden gorszy
dla tych lokalnych róbcie dalej ja to chwalę
Kaczka,wiesz o co chodzi, masz zacięcie i talent
Pamiętam też o Ważce,powiększyła się rodzina
nie pękaj,będzie dobrze,nowy etap zaczynasz
a dziewczyna Mała Mi nic nie obiecuje Ci
jesteś wszystkim co najlepsze niech tak już zostanie wiecznie
a koniecznie lemart jeden dwa,stara hip hopowa gra
odlotowca familia trzeba razem sie trzymać
i rozwijać wspólną pasję,hip hop nigdy nie wygaśnie
no właśnie mc Grześ,dałeś import na swej taśmie 90'
i dlatego wciąż do przodu by nie sprawic wam zawodu
dla wszystkich wystarczy,postaram się poważnie
Trudny Sykuś twardziel,znany jako Peja bardziej
powoli będę konczył wóda jebie komóry
znaczy szwankuje pamięć jeśli o kimś zapomniałek
szczerze przepraszam, zapomnieć nie chciałem
I nim zdarzy się cud my musimy Ci wystarczyć
Sykuś,Peja,Decks lodowiec już tu jest
taki tekst i nim się zdarzy cud.
Nie masz do stracenia nic
w oku błysk
do pełna tankuj, cisza asfaltu
365 dni nocy do ostatniej krwi kropli
i niemów ty, że jest finito
czujesz prędkość? ryzyko?
dopóki nie zamknie ci się powieka
dziś jest człowiek jutro nie ma człowieka

[Erde]
Mam styl szybki i bezwzględny jak Hayabusa
w oku błysk kiedy gram słyszysz hałas w klubach
opony na asfalcie wchodzą jak baseballl w czaszkę
każdy z nas jest ryzykantem
po swojej stronie mam prawdę a do stracenia nic
podejmuje ryzyko kiedy widzę w oku błysk
kiedy wokół psy lepiej się nie wychylać
lepiej zrobić ciii to nie ósma mila
czujesz tempo, czujesz jak adrenalina rośnie?
zwiększasz prędkość masz klimat konkret
urodziłem się by umrzeć ale nie chce umrzeć młodo
i tylko Bóg wie co zrobię ze sobą
wciskam gaz do dechy przede mną prosta droga
gdy dojadę do mety nie będę miał czego żałować, bo
nigdy nie wypuszczam okazji z rąk
podejmuje ryzyko potrafię swoje wziąć
nikomu w dupę nie włażę dzięki temu zyskuje
szacunek i coś czego nie mogą mieć te sztuczne [CENZURA]
błysk w oku widzę często, jadę pewnie po złoto, po zwycięstwo

[PIH]
Dziś robie to co dla niektórych na zawsze będzie mitem
cyklon w sercu porywa wszystko co nie przybite
basy, płomień ogień kiedy tłoki trą
w oku błysk, jedzie eRka, wrogów zamieniam w szkło
pieprzyć poker, twoja jazda blef na ściemie
sprawdzam bez szans na globalne ocieplenie
to decybele kocie, pogrrrom fala
masz słabe nerrrwy, zostań przy dzieciakach i garrach
gaz wbijam w podłogę, zejdź z drogi leszczu
stówka w pięć sekund, kręgle na przejściu
Białystok krzyczy fauluj, proszę wierz mi
oni zacierają ręce kiedy [CENZURA] wkręcam w bieżnik
jedziesz, pomódl się do świętej trójcy
siedzisz obok mnie po prawej na miejscu samobójcy
jedziesz, decybele noszą furę, basy głaszczą plecy, czujesz amplitudę?
wolisz dąb czy może jesion? to poważna sprawa jak dziewiąty miesiąc
twoje milczenie jest wymowne i wiesz co kolo?
możesz też do ziomków odnieść ten oksymoron
prosto przed siebie, siły na flanki
nie chce żeby dzieci wolały nazwisko matki
dziecinko głowa boli? to lepiej połóż się
w oku błysk, mam apetyt na destrukcje

[Pyskaty]
Wystarczy że spojrzę w lustro widzę niepewne jutro, trudno
lecz widzę też tupet którego mam mnóstwo
może nie przyśni ci się ten czas ten rap
zapierdalam więc na pętlach jak Senna
wkładam kaptur na pysk, w oku mam błysk,
gumy trą w opór, a wokół ich pisk,
chcesz mnie złapać patrz na drogę dziś,
ide o zakład ze tam jutro stanie twój krzyż
dyktujemy tempo, inni pękną,
wiem to, aż wali im tętno jak trafiam w sedno - bledną
jedno wiem, zadyszki nie masz od lolka,
tu wielu raperów już meczy permanenta kolka
dobra, opon swąd poczuj, eRke za mną,
jeden błąd a stajesz się dawca organów,
masz przed sobą fanów szosy,
w oku błysk, na asfalcie dziś krople krwi zamiast rosy
Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Oby do przodu prowadził nas rozum
Zrozum szans nie masz tylko tu na pozór
Sprawdź nastawienie, wrzucaj pierwszy bieg
Drugi bieg, właśnie teraz motywacja brnie
Trójka, widzisz że to jednak tutaj działa
Rozpędzony jednak trochę a zdobywasz nie dasz ciała
Czwórka, zapierdalasz pewnie już na swoim
Potem piątka, mkniesz z relaksem jak się już zarobisz

Nie sztuka być przy kimś gdy wszystko się układa
Nie sztuka wtedy radzić, po co wtedy rada
Sztuką być przy kimś kiedy nie ma nic
A kolejna myśl jest powodem żeby wyć
Zanim zaczniesz chłopaku truć głowy dzieciaków
Pomyśl o szlaku wybranym przed laty
By wtedy dzieciaki i pierwsze rapy
Dalej w to gramy, Dix pamiętamy

Cały czas do przodu tak działamy właśnie
Weź lepiej posłuchaj, by rosnąć na poważniej
I wytęż wyobraźnie, zanim niespokojna zaśnie
A samobójcze myśli zawładną Tobą błaźnie
Wychodzimy jak na wojnę, może być nie spokojnie
Ta armia się nie cofnie, do przodu zawsze godnie
Z podniesionym czołem, w gardę składając ręce
Z fartem i do przodu, Bóg ma nas w swojej opiece

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Do przodu ziomeczku, jeśli nawet szansy cień
Choćby o te parę chwil, choćby o ten jeden dzień
Do przodu ziomeczku, choćby o te parę złotych
Do przodu, o te rozwiązane kłopoty
Do przodu ziomeczku, jeśli nawet szansy cień
Choćby o te parę chwil, choćby o ten jeden dzień
Do przodu ziomeczku, choćby o te parę złotych
Do przodu, o te rozwiązane kłopoty

Taki już jestem i się nie zmienię
Do przodu przed wieloma o czyste sumienie
Lata mijają ja dalej na scenie
Ja swe umacniam i nikną korzenie
Dla wielu zasady to zamuła w miejscu
Ja cisnę do przodu z zasadami w sercu
Z kilkoma przyjaciółmi i rodziną u boku
Ciągle do przodu choć niektórzy są w szoku
Tadek się nie zmieni choć kurewstwa pełno wokół
Jak myślę o tych co siedzą to łza się kręci w oku
Do przodu o honor opuszczą więzienne mury
Za lata więzienia niech zdechną konfitury

Oby do przodu, oby tak codziennie
Spokojnie bez pośpiechu niech inny biegnie
Naturalnie powoli we własnym tępię
Robię rap od tylu lat wciąż niezależnie
Oby do przodu i oby z fartem
Byś słońca wschodu nie musiał widzieć przez kratę
Byś zawsze mógł o kimś powiedzieć bracie
Szczerze bez fałszu, że to przyjaciel
Ufał na słowo bo tak to widzę
To niepisany pakt brat, na całe życie
Szczęście i zdrowie każdej dobrej ekipie
Oby do przodu tego wam życzę

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Nie o to by być pierwszym, ważne by być lepszym od reszty
Wiesz mi to co żeśmy przeszli
Nie zawiedli mimo rozżarzonych węgli
Dobrze wydeptane ścieżki, których na 100% pewni jesteśmy
Nie klęczysz to biegnij, zwarzka którędy,
Raz dwa broń twarz i zęby
Hebel znowu gaz, bezwypatkowość dzięki Bogu
Nawet jak byś w szachu był zawsze parł do przodu

To jest fakt brat, niezaprzeczalna prawda
Kiedy idzie dobrze w życiu cieszy się twa jaźwa
Kiedy idzie trochę gorzej nie zamulaj w miejscu
Złap oddech, stanie jest bezsensu
Nie ma takiej rzeczy, której człowiek by nie sprostał
Po najgorszej zimie, zawsze przyjdzie wiosna
To jest tak jak piach w oczy wiatr
Znasz, co przeżyłeś raz nie będziesz się już bać

Siadam z ziomkami do stołu masz połówę połóż
Siema morda, siemasz ziomuś
Jak dawki czy posłucha
Nieważne żadna suka nie rozjebie bo to ważny układ
Jebać strzyki chociaż czasem przez to
Zwiększaj się rubryki pśiarskiej statystyki
Znów szybki ruch do przodu, czytaj sukces
Wiem że wkrótce, znów spotkamy się przy wódce

Ref [x2]
Do przodu, do przodu wciąż brnę
Każdy nowy dzień to kolejne wyzywanie
Spinam się do góry, wiem że gdzieś tam szczyt jest
Zanim bezkres nadejdzie może drogi znajdę kres

Nie zachlać nie zaćpać nie zamulić życia
Jak chce się tym życiem się najeść do syta
Nie spać bo nie pójdziesz kiedy śpisz
Ja Ci mówię ziomuś, maszeruj albo giń
Jeśli wiem gdzie mam iść to nigdy nie ugrzęznę
Z całych sił walczę, śmierć żywcem mnie nie weźmie
Stać i patrzeć chyba nie po to tu jestem
Tylko pełne zwycięstwo jest dla mnie zwycięstwem

Życie nauczyło mnie iść do przodu
Bez zbędnych dowodów, bez świadków,
Bez aktów oskarżenia, bez zszarganego imienia
Idę do przodu z dobrym towarem
Z czystym sumieniem, do końca życia, tego nie zmienię

Weź to sobie głęboko do serca
Tu na Ursynowie na pierdoline nie ma miejsca
Cały świat jest na wyciągnięcie Twojej ręki
Nie bez powodu, bo to dzięki Bogu
Od narodziny, aż do grobu
Idę do przodu, idę do przodu
Wiem liczy się zacięcie
Bez pochopnych decyzji ma oriencie
Bez pierdolenia, bez cienia wątpienia
Rap pozwolił, spełniać nam marzenia
Wiem nie jestem sam, walka z czasem
Choć dziś inaczej to wygląda
My od zawsze na zawsze idziemy razem
Do przodu z przekazem, sztuka ulicy
W świecie bez zasad, jeśli chcesz z nami do przodu iść
To zanim coś zrobisz, najpierw myśl
Domino puszczone raz
nie stanie dopóki nie spadnie
ostatni klocek
a potem od nowa
To nic że ustawiasz ciągle
to samo domino bowiem
jak pchniesz pierwszego
to wszystkie padną
Mówię Ci ale numer
poczuć ten wałek umiej
a zobaczysz
jak otwiera się droga
Po niej Ty ruszaj zatem pokażę Ci ten patent
to jest ta muzyka
gram tą kartą
Świeci luna, pali Gural znów bata
DGE hakuna matata, nie strugam wariata
Melodie na strunach przeplatam
Dobre słowo to fortuna magnata
Pocztówka z mojego świata, rap entertainer
Szpady-trener, dyszę jak Vader
Nie wiedzą kiedy wejdę, nie wiedzą kiedy przyjdę
Nie wiedzą kiedy wyjdę...
Szpady, Szpady, Szpady, Szpady bejbe
Po chuj się łudzisz, mamisz? Porzuć swoją zawiść
Bo wrzodów się nabawisz, wiesz że nic nie poradzisz
Gural liryczny karabin, rap-rabin, złość swoją zabij
Jedziemy jak konwój pełen miłości cabby
Mówi Szpady Robin Hood, co zadymę robi znów
Uprawiam ten lobbing swój, nie zmęczył mnie drogi krój
Dla nich stosy pod nogi kłód pośród pożogi łun
Choć mówili ślimak, ślimak, ślimak pokaż rogi mu!

Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać
Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać

Świeci luna, Gural nie śpi, on czuwa
Nowy kwadrat, nowa parapetówa
Nowa wczuwa, Szpadyzornia nie śpi w ogóle
Dzieci nocy, na nosie mam Szpady-gogle
Jak moi ziomble mają ciągle wakacje
Na nic twe dywagacje, bije dzwon na kolację
Mam akredytację, mam dotację z ulicy
Z Wielkopolski stolicy, dzicy Szpady-zawodnicy
My... mamy basy, cyki, sample, mamy werble
Niszczymy pętle, Szpady, Szpady, Szpady bejbe
Mamy kolejne wielkie aspiracje
Przez hip-hop stacje gnamy, wiemy - mamy rację
Zamówienia na płyty, kontraktacje na ciuchy
Mamy widok na jutro, mamy siano na ruchy
Mamy odciski na palcach od liczenia kabony
Mam rymów miliony i parcie na mikrofony
I... mamy żetony żeby grać w rap-kasynie
I równowagi zmysł by robić balans na linie
W karabinie kule, żeby strzelać w sedno
I nie jest mi wszystko jedno...

Jedziemy z tym
Jedziemy z tym
Jedziemy z tym
Jedziemy z tym
Jedziemy z tym

Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać
Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać

Do luny wyję, do drzwi twoich znów kołaczę tym
To nie Wilkowyje, lecz mam wciąż wilkołacze sny
Chcę pobiec, przeżyć chwilę nocną w zgodzie ze swym zen
Wlać w siebie szybko, mocno - znowu poczułem zew
Pompuję krew, Gural wydziela substancje
Masz palpitację? Palę plantacje, znam chiromancję
Mili państwo...
Na pojebaństwo dożywotnią gwarancję dam

Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać
Świeci luna, błyszczy księżyca blask
Dziś jest pełnia, dzisiaj nie mogę spać
Dziś chcę grać, wódę chlać, blanty jarać
Pijanić, dopierdalać, napierdalać
Mam to w świadomości, chcę byś o tym pamiętał
Zakres umiejętności, wiem komu to zawdzięczam
Smakiem bezsilności człowiek się zadręcza
Dar coś uprości, ale nie wyręcza

Umiejętności to dary, to szansa zamiast kary
Lepiej żeby nie zapominał, ten kto je otrzymał
Skąd pochodzą, zaszkodzą czy życie osłodzą
Jak wykorzystasz dobrze, obdarzony szczodrze
Musi postępować mądrze i mieć dążenia
Nie wpaść w ręce cienia, przez niego wykorzystany
Źle wyeksploatowany - do niszczenia
Na tobie ciężar brzemienia spocznie, zrób coś niezwłocznie
Pomyśl co poczniesz, gdy zobaczysz wyrocznię
I sąd się rozpocznie, za i przeciw błąd
Jeden, drugi, trzeci - zostajesz lub lecisz
Masz to gdzieś w unisie i świecisz
Oddajesz się blaskom, sprzedajesz duszę własną
Pamiętaj, gwiazdy gasną wraz z wygasłą łaską
Kasą nie kupisz wieczności
Tak jak w prawdziwej miłości
Tak w całości to wygląda żałośnie
Ogłoszony jednogłośnie winny
Muszę być inny w swojej powinności czynnym pozostać
Nie jest łatwo sprostać wymaganiom
Niektórzy prawdę łamią, oszukują, kłamią
Kto nie jest uczciwy, ten nie jest prawdziwy
Nie jestem naiwny, pozostaje żywy w tym świecie krzywym
Wiem komu to zawdzięczam
Będę zawsze się odwdzięczał, będę zawsze o tym pamiętał

[x4]
Mam to w świadomości chcę byś o tym pamiętał
Zakres umiejętności, wiem komu to zawdzięczam
Smakiem bezsilności człowiek się zadręcza
Dar coś uprości, ale nie wyręcza

Umiejętności, mam w świadomości... [ cicho ]

Mając zdolności w jakiejkolwiek postaci,
Szybko można je stracić albo sprzedać za grosze,
Zrobił wielką głupotę ten, kto za daleko poszedł,
W pogoni za złotem uwolnił się jak dziwka,
Dał się nakręcić, zagrał jak pozytywka,
Dał się wykorzystać - oto jego własny wybór
Miliony żydów pod nożem jego wpływów
To ofiary porywu, ambicji, szaleństwa
Umiejętności jako źródło przekleństwa
To najgrosza klęska
Trzymaj gardę jeszcze mocniej
Dobre czyny kiedyś będą ci owocne
Choć za mało widoczne, wkońcu wyjdą na piedestał
Diableska bestia kusi byś przestał
Mocuje kable do elektrycznego krzesła
Bo rozum ci odebrać podsuwa przynętę
Byś pisał czarnym wierszem tylko fałszu atramentem
Nie wyrażaj zgody, która niesie same szkody
Podstępne metody może drogę twoją skrócą,
Lecz nagrody szybko w proch się obrócą
Twoje dary już nie wrócą gdy obudzisz się z letargu
Wtedy zrozumiesz, czego nie kupisz na targu
Więc nie naginaj karku pod naciskiem chłopów
Bo w piekielnym lochu możesz zostać już na wieczność
Ascetoholix, Camey studio, Gniezno

[x2]
Mam to w świadomości chcę byś o tym pamiętał
Zakres umiejętności, wiem komu to zawdzięczam
Smakiem bezsilności człowiek się zadręcza
Dar coś uprości, ale nie wyręcza
W grodzie króla kraka co dzień jakaś draka
płynie wisła szeroka, szydzi na imprezach toca,
idę na najebe na dobrą techniawe,na ławe kłade kawe,
Jak Mercedresu,czas to na relaks po dawce stresu
nie lada gratka oparta na wydatkach,
DJ świruje bez takse ide,
widzę bębene zatem wzrok zawieszam na pośladkach..

W grodzie króla kraka codzień jakaś draka
płynie wisła szeroka, szydzi na imprezach toca,
idę na najebe na dobrą techniawe,na ławe kłade kawe,
Jak Mercedresu,czas to na relaks po dawce stresu
nie lada gratka oparta na wydatkach,
DJ świruje ide bez takse,
widzę penere zatem wzrok zawieszam na pośladkach
Wyprawa nocna musi być owocna mocna porcja bitów
i torba pełna hitów
A tu firma rodzina nie jedna knajpa wspomina
od szczylów skurwysyna, teqila, cytryna skład ziół
pali Finał, Ostry kocioł noca, mocną mam najebe,
zaspokajam swą potrzebe czasem skutkiem jest debet
Tak spadaj na drzewo każdy frajerze, barmanki zmawiają pacieże
W eterze roznosi sie fama,że alkoholu litry,
palona marihuana,Tak gruby hip-hop w głośnikach,
Balanga a nie lipa,jeszcze coś zarucham to będe,
miał full wypas

Wsiadam do windy w ostatniej chwili wbiegają dwie pindy,
wyglądają jak kurwy z Indii ,ja w koszulce indi-bindi sss..
Jarać teraz ciągle sie chce,
jestem na górze na wstępie jaram hity duże,
dobry melanż dzisiaj wróżę,
Bramkarzowi w mej posturze wejściówki chce,
Ale zbędne konwenanse i lokalny DJ,
Po lewej ta ekipa jedni skręty,inni procenty mają w bitach,
Uściski dłoni i do baru do kolejki,
Chuda z Zakopiejki brzy już jak doktor dżejki,
W kierunku Dj-ki jakaś malolatka,
Prosząc o kawałek wsadza ręce za batejki

Po chwili podjeżdżam do flaszki teQuili Pomidor i Popek,
Już grubo się opili,wtedy opcja trwa konsumpcja kolumbia,
Siupa postawi na nogi nawet trupa,
Przywejściu chuda grupa pali popa że podoba im się ta nuta..

Ref.
Tak to na balandze,co piątek co sobota,
Cała knajpa wokół dostańcie za slota,
Tak to na balandze słuchaj daj bucha,
Banda tych świrów pewno ostro sie rucha..

Wchodze na impreze widze typ na mnie patrzy,
Ja na typa znajoma morda mi ta i coś mi w głowie świta,
Znany przydomek,Firmy koncertowy ziomek,
siemanko wita kilka kroków dalej mnie spotyka,
to dla was kolejna bita,
Ostry jak siekiera,po buchu mnie zabiera,
Osłabłem wsiadam na wokera,prawie z niego spadłem,
tak sie najebałem że pobladłem,
po sali za ręke z jakimś turbo diabłem,
Idę dalej a ty diable szalej,szalej,szalej...
Do rana bez kitu,wszystko pasuje mi tu,
Melanż od zmierzchu do świtu,
W nocnych godzinach szczytu,każdy pijany
wszystkie emocje sięgają zenitu

Ref.
Tak to na balandze,co piątek co sobota,
Cała knajpa wokół dostańcie za slota,
Tak to na balandze słuchaj daj bucha,
Banda tych świrów pewno ostro sie rucha.. x2

Na balangę do rana,ekipa z firmy przygotowana,
jest wódka i duża ilośc chlania,
Tłum przyszli wciska się na chama,
Firma na scenę wołana normalna anuluksja,
Prezentowana,po kilku buchach,
cała widownia nas słucha,
ręce w górę,zajaram za was dużą chmure,
Ściągam bucha idę dalej,
Na parkiecie czuję hiramową wiarę
mocny bit tu kręcę chce go więcej przesyłam
pozdrowienia Firma szanuje twarde zgromadzenie

Tak to na balandze co piątek co sobota
cała knajpa wokół dostaje sie za kota
ale koncert się szykuje. biore mikrofon i rymuje
krzycze chuj wam w morde wszystkie konfidenckie szuje
teraz dla wszystkich psiaków może jest jakiś na sali wiedźcie
że Tadek wielki chuj na was wywalił.
Tak to na balandze słuchaj daj bucha
banda tych świń pewno ostro się rucha.
Ale robi sie już późno musi paśc to pytanie co dalej robimy
i kto ma jaranie przeliczam sos przeznaczony na rozjebanie
trzeba by podjechać typek ma wolne mieszkanie
kto kupuje wóde to pije z nami banie

Ref.
Tak to na balandze,co piątek co sobota,
Cała knajpa wokół dostańcie za slota,
Tak to na balandze słuchaj daj bucha,
Banda tych świrów pewno ostro sie rucha.. x2
Nie wszystko jest takie jakie sie wydaje
ta płyta będzie zupełnie inna jeśli chcesz
zabiore cie w podróż, w podróż.
To będzie podróż jakiej jeszcze nigdy nie odbyłeś.
To będzie w swojestego rodzaju trip... taki trip trip
Rozumiesz taka, taka wycieczka ... zła wycieczka.
Wycieczka po kompani dzwięku po takich, takich nuuutkach
Bo takie takie takie nutki kiedyś były

>hehehehe hehehehehe

Każdy znajdzie coś w niej dla siebie.
Dlatego że łączy w sobie takie różne dziwne rzeczy.

...hehehehehe

Niespodziewane. Ona zaskakuje, jest inna
jest inna niż wszystkie... ho ho ho ho
sprawdz to bo jest to zupełnie coś nowego.

heheh hyhyhy hahaha

Słuchajcie każdy znajdzie dla siebie... tutaj...
coś co zmieni jego życie, bo wiecie znajdują się tutaj takie
stópki, takie werbelki, takie sekacze no i oczywiście skreczyki...
takie dowo... dowo dowo i słowa...
Bissss...

Pięć Dwaaa...
róż zachodzącego słońca tłucze właśnie w jego szyby
on mieszkał to od dzieciństwa, przezroczysty dla dzielnicy
nie zakłócając spokoju, wtopił się w asfalt
świat leżał tam u dole, on zaś był hen, u stóp miał sypialnię tego miasta,
pośród sklejanych modeli, rozklekotanych mebli
żegnał sie ze światem, by zawrzeć pakt z samym diabłem
wśród kurzu, sterty gazet, tak oto jest najpiękniejsza kobieta w mieście
to przy niej drżą wargi i pocą się ręce, w gardle stoi jak kość cały alfabet
pani szanowna w aureoli - diabeł, co serce nosi w pudełku zapałek
spija krew z warg tych co spłonęli w różnym wieku mężczyźni miejscowych elit
najpiękniejsza kobieta w mieście
on robi w myślach jej zdjęcie, układa do snu wyblakły polaroid
w samotnym wielkim łóżku mózg tu to projektor ekranem powieki
nie dbając o luksus, sztywny jak manekin

tęskni za tobą dzień i noc
ogromne miasto, każdy blok
tęskni za tobą aż po świt,
każdą ulicą płyną słone łzy

Najpiękniejsza kobieta w mieście, nowe możliwości, nowe neuronalne pętle,
czyli prąd co stymuluje serce
spoglądał kątem oka na nią z okna na piętrze, bo mieszkała w sąsiedztwie
przekrwione po nieprzespanej nocy oczy, spocone ręce
szorstkie niczym pumex, marszczy kępy brwi, gryzie ołówek
nerwowo skrobiąc kciuka naskórek.
Ona nigdy nie spojrzała w jego stronę, wybierała zawsze takich co spogladają na świat rozporek.
On wie, że jego miłość jest jak góry morza oceany
mknie ekstraklasą nad płonącymi wieżowcami
dobrze wiedziała, że gdy idzie korytarzem patrzy widzów więcej niż na filmie Matrix
młodzi chłopcy, co za drzwiami opowiadali, co by zrobili, gdyby dorwali
jak smakowali ją, perwersje
kiedy wracała słychać było klaksonów całą orkiestrę
spoconych kolesi, którzy byli gotów ujażmić bestię
on widział te sceny z okna na piętrze
w zazdrości swojej tłukł jej zdjęcie, w spoconej ręce, najpiękniejsza kobieta w mieście

tęskni za tobą dzień i noc
ogromne miasto, każdy blok
tęskni za tobą aż po świt,
każdą ulicą płyną słone łzy

miłość wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi, jak pacierz klepał te słowa
gdy zaczynał w wilgotnej pościeli pościg za snem lepkim jak złodzieja palce
zapisywał te sny, kartka po kartce, które po głowie toczyły się jak kropelki rtęci
to bezpieczeństwa wentyl na złe chwile,
gasił światło więc czytał mniej książek, wspominał ją czule kładł rączkę na kołdrze
z kolegami dzielił swe libido pragnąc jej dziko, dyrygował nimi choć jego imię to nie
Lutosławski Witold, bezwarunkowa reakcja wrodzona, wszystko stoi, basta !
kiedy przechodzi gdzieś blisko najpiękniejsza kobieta miasta,
kiedy wyjeżdżała pod rękę z panem tego świata, chłopcy skapitulowali,
poddali się zamiast odpierać atak
miasto bez najpiękniejszej to nie to samo miasto, ogień nie pozwala ciągle zasnąć
płaczą wieżowce, całe osiedla
tęsknią wiatrem, burzą w rozpalonych sercach

tęskni za tobą dzień i noc
ogromne miasto, każdy blok
tęskni za tobą aż po świt,
każdą ulicą płyną słone łzy
Położyła spać się, gdy łza obmyła twarz jej.
Kolejny raz zwątpiła w nas i w cały świat i w prawdę.
Gdy cały świat im kradł marzenia, świat zabił uczucia.
On już nie był tym kim wcześniej - usłyszał, zamilkł, usiadł.
Zranić musiał jakoś, prawdy szuka światło.
Zanim miasto poszło spać, on płacił łzami na głos.
Jej oczy, oddech dawał mu natchnienie.
Zamiast snu miał drżenie rąk, wrażenie upadł we mgle.
Ta.. serce nie sługa przecież
I nie chce słuchać przekleństw,
I nie chce widzieć łez i nie bądź smutna więcej.
Ich setki słów na wietrze, ich gesty, ból, to piękne,
bunt przeciwko światu i całej reszcie.
Poznał jej wnętrze już u boku stanął razem przygód
nie ... nawet jeżeli ich pozbawią marzeń,
"Za swoją prawdę mógłbym zabić" - mówił,
"Za swoją damę mógłbym walczyć do ostatniej krwi kropli".
Wziął klucz, trzasnął drzwiami, wyszedł zabić swój krzyk,
zabić ból, wstyd.
A ty śpij, odpocznij.

Czuł, że ma skrzydła, może latać i nikt nie zdoła mu ich podciąć
I pierdolił ból, który jednak szczęście tłumił non stop.
Razem mury burzył, on z nią
I wkurwił mocno jej stopy,
wie gdzie weszła, świat w oparach wódki głos - zgiął się.
Zobaczył, że dla niego świat ten nie ma granic
ale ona nie da rady wciąż tak walczyć z wiatrakami.
I coś pękło między nami, coś jak mięśni zanik,
Nie pozwala dojść do siebie, kwiaty zeschły,
A my - wśród łez sami.
On idzie pustą ulicą zegar wybił północ,
Gdy coś kazało wybiec w przyszłość.
Wybiec myślą na przeciw, jak dziwką na szczecin.
Stał na moście myślał ''czas pierdolić wszystko jak leci''.
Widział ciało, nagle ją w czerni, jego nie ma obok,
"dziś już jego nie ma z tobą" - mówił, któryś z kumpli.
Zrozumiał musi wrócić, walczyć teraz o nią,
Obiecał, że nie będzie łez już nigdy, szczęście wróci znów im!
Mówisz, że nic już się nie zmieni Mamo
A ja chciałbym towarzyszyć w locie kormoranom
Od Pomorza po Sanok, samo życie
Nikt nie rozdaje nagród jak kicker, (jednoręki bandyta i tym podobne)
W rybryce pusty szczebel, w ustach knebel
Jakby ktoś miał się dowiedzieć , sorry
Rąk nie śledze, widok zajętych siedzeń
Podkreśla biede, my w tej biedzie zjednoczeni
Nokaut, rund dziesięć to jest twój termnin
Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Jak marzenie to Lanos i Popularnych wagon
Samo życie, życie, rosną procenty jak kiper
W nich lucyfer szaleje na gryfie
Ojciec pije jak pił albo i więcej
Kiedyś awantury w zamkniętej łazience
Teraz na twoich oczach rozrywa jej serce
I to wszystko przez butelke...
Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Rad wysyła danoy, drgając membraną
To samo dzień w dzień, Mamo wiem że
Satysfakcję zdobędę, dając pod ten bęben...

Ref.
Mamo nie martw się, odnajdziemy się w tym
Piszę teksty, bity tworzę wierz mi
Kiedyś to pomoże lecz dziś...
Tylko nadzieję tobie niosę! x2

Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Chcę pomóc kompanom bo życia nie osłodzi Lion
W aucie jak baron na trasie do nikąd
Z tą samą ekipą pada kolejny Benito
Nie jestem bandytą, a czy to ważne?!
Jak ludzie patrzą na nas, sam wiem
Bo stać mnie, by patrzeć im w oczy także
By respektować prawdę, ziemi ciętej jak sample
Mówisz, że już się nic nie zmieni Mamo
Mam ustępować chamom, życie nie jest estradą
Gwiazd, nie ustąpie bo wierzę w ten świat
Proste fakt, dostęp mam taki jak ty
Na języku smak, realii bakcyl zła nie uniknę
Odbić mam piłkę, wiesz to przez system
Rap nie przestanie istnieć bo prawda nigdy nie ucichnie.

Ref.
Mamo nie martw się, odnajdziemy się w tym
Piszę teksty, bity tworzę wierz mi
Kiedyś to pomoże lecz dziś...
Tylko nadzieję tobie niosę! x3

Mamo nie martw się, odnajdziemy się w tym
Piszę teksty, bity tworzę wierz mi
Kiedyś to pomoże lecz dziś...
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo