Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Zachrypnięte gardło, które nie może przestać...

Może Bóg tak chciał, nie wiem, tak wypadło
że po prostu człowieku mam zachrypnięte gardło
czy to plus czy to minus, czy to wada czy zaleta
u mnie to normalne tak jak na jesieni żółkną drzewa
wcale się nie gniewam kiedy słyszę głupie komentarze
mówię weź spierdalaj lub po prostu narazie
dalej w swojej bazie robię z ciebie mową łazie
zaufanych ludzi zaufaniem darzę, zaraz się okaże
odważę się na to żeby to co mam w głowie ci pokazać
mam o czym mówić, tak mam o czym gadać
bo wiele rzeczy boli, inspiruje, wkurza
życie jest piękne ale czasem kaleczy jak róża
jak burza idzie zachrypnięty głos
co będzie, jaka będzie przyszłość, jaki dalszy los
wszystko może się zmienić, mego głosu nie zmienisz
nie zmienisz go, tak jak nie zgasisz płomieni
jak nie wskrzeszysz ludzi z ziemi
jak nie zmienisz, że prawdziwi będą ideałom wierni
będą wierni, nie bierni, tak bez przerwy jestem czegoś pewny
albo są napięte nerwy, wiem, że droga nie tędy
choć czasami myślę co los da mi
wokół zakłamani oczywiście nie sami, nie wszyscy są ideałami
prawda rani, bo taka jest rola i zadanie prawdy
każdy ma jazdy, każdy ma swoje jazdy
nazwij to jak chcesz, może być to mniej lub bardziej uzasadnione
zachrypnięte gardło, płomień płonie (płomień płonie)

[x2]
Ursynów, nie mógłbym gdzie indziej mieszkać
zachrypnięte gardło, które nie może przestać

To zachrypnięte gardło, które nie może przestać
na Ursynowie mieszka w jednym z tysięcy mieszkań
niektórzy mówią weź przestań, a ja dalej i dalej
Onar dalej rozbawiony stale
choć nie zawsze, bo przecież w życiu różnie
czasem coś spieprzę, gdzieś się spóźnię
ale zawsze światło noszę
szokuję swoim głosem, jak nie bardzo to choć troszkę
jak za trudne to uproszczę
jesteś moim gościem, więc człowieku zrozum
że zachrypnięte gardło to nie pozór, to nie bzdura
ten głos to ma natura, po co teraz
uraź mnie, powiedz akurat
no czekam a ty z odpowiedzią znikasz, dlaczego?
dlatego, bo jesteś typem człowieka, który sam nic nie robi
nie chce innych dobić i te słowa idą do mnie
zaczynasz się głowić, tak one idą ode mnie dla ciebie
zobaczysz, na głupich gadkach jeszcze się przejedziesz
w jakieś bagno się wjebiesz za gadanie takich rzeczy
hip-hop to piękna sprawa, po co ją kaleczysz?
nie szczędzisz sobie, pożyjemy zobaczymy
to dla ciebie, to dla ciebie są te rymy

[x2]
Ursynów, nie mógłbym gdzie indziej mieszkać
zachrypnięte gardło, które nie może przestać

O tak i znowu człowieku mnie słyszysz
ja się dopiero rozgrzewam, a ty ledwo dyszysz
chciałbyś mieć trochę ciszy i trochę odpocząć
dlaczego, odpowiedz mi dlaczego, no po co
nie wiesz co sie dzieje nocą, jedni to a drudzy tamto
a ja non-stop rymy, kartka, kartka, rymy dobrze znam to
dlaczego, bo do tego jestem stworzony, to nie nowy pomysł
że w naszych rękach mikrofony, zrozumiałeś?
analizujesz, sprawdzasz, to jest jak bez trzymanki ostra jazda
zawrót głowy, brak kontroli, łeb cię boli
nie znasz swojej roli, ledwo stoisz
chwiejesz się jak bej pod sklepem
men cię ostro klepie, usiądź będzie lepiej
w głowie burdel, zamieszanie, nieporządek
to nie początek, a w głowie cały czas jeden wątek
żeby zawsze pierwsza klasa było to co robię
pamiętaj człowieku, prawda jest w słowie

[x2]
Ursynów, nie mógłbym gdzie indziej mieszkać
zachrypnięte gardło, które nie może przestać

Zachrypmnięte gardło, które nie może przestać...
Mocno new school'owy wychowanek Illmatica ,
Nowy true school ziom, w XXI wieku witam ,
Ja hejterom daję moc, dla nich mój rap to pożywka ,
A kolegom po fachu już powoli pęka żyłka ,
Nie kumają mojej jazdy, jestem z innej parafii ,
Niewygodny dla true schoolu, szef syntetycznej mafii ,
Tworzę fanatyczny odłam, rozpierdalam szufladki ,
Mam rzesze wiernych wyznawców, oni tą jazdę skumali ,
Ja pierdolę true school i na new school też wykładam lachę ,
Robię każdy rap jak trzeba i z tego kurwa znasz mnie ,
Daj mi dowolną pętlę, na dowolne tempo ,
Nie ma takiego bitu, do którego bym nie sieknął ,
Ilu raperów nie nagra pod taki bit ,
Oni boją się opinii o sobie, że robią syf ,
Jebać ich, daj ten bit i zrobię na nim, co chcę ,
Miękkie pały przez hejterów mają oczy pełne łez ,

Czym jest true school?
To prawdziwa szkoła
Czym jest new school ?
To szkoła jest nowa
Gdzie jest różnica, skoro tak się kurwa spinasz?
I tak najważniejsze jest to, o czym nawijasz
Czym jest true school?
To prawdziwa szkoła
Czym jest new school ?
To szkoła jest nowa
Gdzie jest różnica, skoro tak się kurwa spinasz?
I tak najważniejsze jest to, o czym nawijasz, tej

W końcu dzisiaj dla odbiorcy najważniejsza jest forma ,
Ja na przekór daję przekaz, robię im mózgu format ,
Co to do mojej formy, kurwa, nieludzko podkręcam normę ,
To samotna ucieczka parę lat przed peletonem ,
Gdzie jest new school ?
On siedzi mi na ogonie, bo wyprzedziłem wszystkich, którzy chcieli tworzyć nową szkołę ,
Gdzie jest true school ?
Poczekaj, niech sobie przypomnę, to pytanie do typa, który studiuje historię ,
Ja wyróżniam się jak nowa plomba na Jeżycach ,
Nowy true school ziom, syntetyczna mafia wita ,
Daję tobie kosmos, teraz latasz na orbitach ,
Wyprzedzam kurwa czas, nadal nie chcę się zatrzymać ,
Znowu wódka z Red Bull'em, jednym machem spalam szluga ,
Wypuszczam powietrze, tylko dym zostaje w płucach ,
To moja luta i nie obchodzi mnie czy skumasz ,
Tak jak ten kawałek, który w twoim audio hula ,

Czym jest true school ?
To prawdziwa szkoła
Czym jest new school ?
To szkoła jest nowa
Gdzie jest różnica, skoro tak się kurwa spinasz ?
I tak najważniejsze jest to, o czym nawijasz
Czym jest true school?
To prawdziwa szkoła
Czym jest new school ?
To szkoła jest nowa
Gdzie jest różnica, skoro tak się kurwa spinasz ?
I tak najważniejsze jest to, o czym nawijasz, tej

Czym jest true school?
To prawdziwa szkoła
Czym jest new school ?
To szkoła jest nowa
Gdzie jest różnica, skoro tak się kurwa spinasz ?
I tak najważniejsze jest to, o czym nawijasz
Czym jest true school?
To prawdziwa szkoła
Czym jest new school ?
To szkoła jest nowa
Gdzie jest różnica, skoro tak się kurwa spinasz ?
I tak najważniejsze jest to, o czym nawijasz , tej !
Wspomnieniom nigdy precz, Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu, myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest, skąd jest, o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz, Staszica Story bierz (wiesz)

Nie w tempie szaleńczym chociaż z nędzy do pieniędzy
To nie trwało to chwilę, niczym kinowy seans
Długa wyboista droga, po sztukę nie na pokaz
Rychu Peja w trzecim roku nowej ery będąc szczery
Prawda o samym sobie i o życiu do cholery
Tyle rzeczy i zdarzeń schwytanych straconych marzeń
Tyle chwil i skojarzeń, próbek myśli ofiarze
Zbrodni i karze monotonna egzystencja
Herosi z okolicy z którymi mam przymierza
Już wiesz do czego zmierzam, niezwykły bieg wydarzeń
Ja grom nie liczę sparzeń jestem Rychu nadal marzę
Jak na schodach u szewca Rychu ulicy piewca
Wali skillem morderca i częstuje ludzi hajem
Robić rap z jajem, freestyle'ować nie przestaję
Kolejny dzień nad ranem, biedny czas lecz serce rade
Bo z każdym darmozjadem Rychu dzielił niedolę
Pierdolić niewolę sami stworzyliśmy getto
Tubylcy ich piekło tu zdarzyło się niejedno
Turyści nie wskazani, bez mapy zagubieni
Gdybyście wiedzieli ilu tu walecznych ludzi
Nie raz nudy nikt nie nudzi te obchody po dzielnicy
Jak ja, Wrosz i nędznicy nawiązuję do przeszłości
Do życia w skromności do przynależności
Wszechogarniającej złości, która pozbawia radości
Mały dzieciak pod piwoszem zbierał grosze na słodycze
Nie udaję, że nie widzę, nie udaję, że nie słyszę
Ledwo dyszę, ale mam coś, tylko nie wydaj na browar
Żeby z fajką się małolat po kątach nie chował
I nie próbuj gadać kumplom, że mam przy sobie towar
Pod sklep podbijam (ziomal) tu każdy mnie kojarzy
Widok znajomych twarzy, z moich zrujnowanych okien
Dziś sklep już nie istnieje tak samo jak me lokum
Z boku obserwuję zmiany nieco podłamany
Gdzie na lepsze pytam, z administracji chamy
Co drugi rdzenny człowiek został wyeksmitowany
Pozostali nieliczni sprawiedliwość społeczna
Mega kurwa ciota Wiesława Magnuszewska
Znasz mnie od dziecka, lecz uważaj przyjdzie kreska
Ile razy mnie sprzedała twa rodzina kurewska
Na psach w prokuraturze skurwysynu jesteś tchórzem
Robiłeś po gaciach sam na sam w zniszczonej bramie
Ja mam ulicy znamię, a ty kurwo masz przesrane
Skończysz jak zdrajca, nie jak męczennik na krzyżu
Ty gnij na Staszica ja zamieszkam w Paryżu
I życzę wszystkim bliskim, którzy złapali odciski
By wyrwali się z siedliska biedoty i zgnilizny
Pozdrawiam znane gęby ja nad Morzem Śródziemnym
Tego życzę każdemu, by powiedział stop nędzy
Tego życzę każdemu, tego chcę niczego więcej

Wspomnieniom nigdy precz, Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu, myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest, skąd jest, o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz, Staszica Story bierz (wiesz)

Wspomnieniom nigdy precz, Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu, myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest, skąd jest, o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz, Staszica Story bierz (wiesz)

I jeszcze tu wrócę będzie cash kupie mą dzielnie
Jak master z no limit Rychu postąpi dzielnie
Nie zabronisz mi marzyć o was myślę codziennie
Siedząc z wiksą na alejce odwiedzam jedno miejsce
Chcąc wykazać się gestem dla was to jest ważne
Wsłuchujecie się we własne życie, życie właśnie
Mój zapał nie zgaśnie nikt nie ma do mnie żalu
Że nie ma mnie na balu, że teraz na legalu
Że czasu za mało, nie jestem stałym elementem
Jak przy nie zmienia się nic, byłem JE Rezydentem
Dobrze wiesz że nie uciekłem, musiałem znaleźć dom
Zbudować dla kobiety i rodziny mocny schron
Pe nie gówniany dom raczej złote dziecko szczęścia
Co z nieszczęścia czyni dobro i nadzieję daje
Wiesz jak kawałki to tracki obserwujesz mnie jak żyję
Patrz nie utyłem złotem się nie obwiesiłem
(Mam auto kurwa) jeżdżę autem jak zamówię
Tygodniowo na taryfy spokojnie wydam stówę
Nie połówę jak kiedyś wchodzę witają zgredy
Pe dorzuca monety, bo tak musi być niestety
Mam priorytety wady i zalety też, wiesz dobrze wiesz
Rychu Peja alias weź cash, bierz co chcesz, weź
Jestem żywym dowodem, że możesz jeśli chcesz
Więc obudź się wstawaj będę krzyczał jak Danzel
It's working to działa, włącz sprzęt, a przybędę

Wspomnieniom nigdy precz, Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu, myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest, skąd jest, o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz, Staszica Story bierz (wiesz)

Wspomnieniom nigdy precz, Staszica Story wstecz
Jeszcze trzy lata temu, myślałeś o mnie leszcz
Rychu mówi jak jest, skąd jest, o tym ten tekst
A jak było dobrze wiesz, Staszica Story bierz (wiesz)
Gdy pierwsze rymy EPMD stereo hi-fi przyniosło
bit wszedł jak w masło, staremu pękło wiosło
Zainteresowanie rosło, wiesz czego chcę
na czele K-ce HC i wolne rzemiosło
na majku, sprawdź to nie słuchaj laików bo
teraz GOP w lirycznym strajku chcesz szacunek daj tu go
co ty na to? realizuję swój plan, jak Gan
poleje się szampan, w Afryce zagra tamtam
o swoje dbam sam, ze mną kolesie
w miejscowym projekcie ale wspólnym interesie
to niesie, więc
spuść nos na kwintę jak chcesz nad miastem oddech
[?] jak Winterfresh więc go sprintem bierz
wieje z B O G U C I C E, patrzę i widzę wciąż
sprawy otaczajace mnie, odzwierciedlam je
jak zwierciadło, chwytam co moje jak w imadło
bo szczęście z nieba mi nie spadło

witam na majku słuchaj, prawdziwych tych słów puszczonych w eter

Witam na majku jestem nie do pokonania tu
bo F dodawane do O dodawane do K dodawane do U do
S dodawane do M dodawane do O dodawane do K to
elementarna siła kultury H I P H O P
HC usta miasta K-ce
siedzę w tym głęboko jak w THC w szkle
N I G D Y W T L E i prze N I G D Y S T O P
na mój smoczy nos pachnie tu rymami czyli powyginanymi słowami
powyginanymi na tyle na ile mogę zgiąć zębami
szarpie harpie kłami w końcu biorę dynamit
nie pierdole się z nimi tylko jedynie czasami nie mogę wytrzymać
w ręce CKM rymy to są naboje
mikrofon nimi załaduje, zarepetuje, celuje i wystrzeliwuje całe serie
wytaczam artylerie wpadam w furie i tnę cię w arterię
sprawdź moją galerię, otwieram loterię
zwrotka tego totolotka jak lotka trafia w twojego kotka
na punkcie rymu i języka czyli konika Pana Miodka
technika to gra, cała zabawa polega na licytowaniu słowa
minimalna stawka dwa i pula otwarta
witam na majku słuchaj, prawdziwych tych słów puszczonych w eter

Niech żyje Dąbrowa i niech żyją Katowice
Południowy patriotyzm właśnie się tym szczycę
Rymy prawdziwe jak rymy Heltah Skeltah
Twarde realia a nie psycho ściemka
To ma być hip-hopem a nie drogą do gwiazd
Szacunek dla Katera za to co robi teraz
Poczekaj za dwa lata minie moda
Wtedy zobaczymy ilu zostanie
Na hip-hopowych wodach (pewnie)
Nie ma siema
Człowieniu zawsze strzała, stary
Z Dąbrowy jestem i używam swojej gwary

witam na majku słuchaj, prawdziwych tych słów puszczonych w eter

Na majku Dene
Trzech miast i styli połączenie
Razem z Fokusem, Basem, Jotejot
hip-hop tu cenię
Inne korzenie
Lecz z południa pochodzenie
Nie jak od Wasyl
Wolę z kumplami na scenie
To nie pieprzenie
Własne myśli w głowie mam
Zawsze prawdę gram
Nie chcę zostać sam
Swoich ludzi znam
Tu kasa nie jest matką
A sława pułapką
W pogoni za karierą
Nie otaczaj się klatką
Czas nie czeka
Człowiek patrzy na człowieka
Pozytywny obraz jak skazany ucieka
Lecz ja trzymam się z nimi i mnie to pasuje
Życiowy pech każdego z nas prześladuje
Ja to czuję, kumpel pomocy potrzebuje
Udzielam mu jej i nigdy ręki nie żałuję
Mam swoje zasady, bo dobra przyjaźń procentuje
Z Miro mikrofoni dla wszystkich produkuję
Mi to pasuje
Nie w postoju lecz zawsze w pracy
A więc jestem na majku
Dla was wszystkich rodacy
Wiesz miałem kiedyś sen z forsą
a w nim biegłem naćpany jak Ben Johnson
Z gorączka minus 40, czego oczy nie widzą
na to w sercu brak chęci
od bogactwa dzieli jak plexi,
plebskiej krainy posesji
od apartamentów koneksji, konsumentów progresji
abonentów, powiedz mi - ten biały Lexus - czyj jest ?
Na znak protestu z niego nie wyjdę
Lexus zamienia się w windę
Pomiędzy drugim trzecim, konieczne skurwy,
pech i na dodatek wypadł Lech mi i stłukł się
myślę kurwa bluzganie mi przynosi ulgę,
znaczy że jestem chamem rusz mnie.
Miałem sen w którym byłem kimś jak szejk z jachtem
wyposażonym w saune basen laske, walnie czasem łaske.
Daj mnie tatek kabze, fajnie jak ten nazwę
Wenon kopsaj wenon, ojca pieniądz to znak.
Armageddon działa od lat w barwach jak kameleon
Za tym stoi Herod pewniak, raz za twe zdrowie
dwa byś nie przegrał, aha..
Miałem sen ...Ziomek miałem sen..Wiesz miałem sen....

Bez orientacji ziomek zginiesz tu jak tlen
Od prowokacji w stronę prostych słów,
mam sen co leczy każdą ranę
Dzień za dniem, prawdziwy hip hop Panie
Więc sprawdź dźwięk : tikitikitikita , akijakija
Myśl swą zawijam, płonie świat
to finał czego nie widać, czego nie słychać uczeń.
To smród stóp frajerów co znów próbują uciec.
Przed typem, słupem oczy stają na raz,
zaraz ta jedna dominuje jak szarańcz
A ten mit to gówno prawda
Mam tak jak sam zagram
Znaczy rozegram partie,
potęga w asfalcie tkwi
Sie nie martwie, złym daje fangę w pysk
Ot co , Bałuty non-stop, zawsze na ostro
Dzwoń po kolegów, to gong co w promieniu kilku kilometrów
Jeśli kłamiesz to rozedrze dres twój
Stestuj kto tu jest, progres mój smakuje
jak przekrój z bibułek, kto jest tutaj królem ?
Na pewno nie ja, prosty raport złodzieja
Znasz to, wole mózg swój otwierać
na mentalność bo kruszcu bariera wyucza bezkarność
Już tu to widać, jedna miłość dla braci
to zawsze się przyda, ziomek tak właśnie gra pierwsza liga.
Miałem Sen.. Ziomek miałem sen.... Wiesz miałem sen
Miałem sen w którym dzień w dzień był jeden ten sam sen
to był mój sen, taki miałem sen...
ta, D.A.B od 1410 do 2003
sprawdź to!

w zeszły czwartek pewien szczegół ma uwagę przykuł
napisałem fajny wałek ale ma chujowy tytuł
ty, tytuł, tytuł!
chodź, pókim grzeczny
bo każdy głupi wie, że tytuł jest konieczny
i co tu robić?
co tu robić?
co tu robić?
co tu robić?
cóż trzeba się pogłowić, lecz..
cholera mózg ani wprzód ani wstecz nie chce
myślę se, że jak go połechcę
w płuco złapie bucha on złapie pomysł na tytuł
wreszcie, łap to tak jak ja to łapię
honorarium zawijam w papier
z jednej wciągam, z drugiej podpalam
palę, ha - jaram jaram

kolejna myśl na stosie kart zużytych
zabija inne, bo zna tajemne chwyty
chwyty chwytam jak buchy niemal
ale mam w domu mgłę
a pomysłu ciągle nie mam i
widzę w kolorze jak śródziemne morze, ponton
przecinam tak ja jak nożem mgłę sobą,
lub wytupuję rytm nogą
tylko takie triki teraz tutaj nic nie pomogą i
mogę tak wiecznie przy tym nie społecznie
wyciągać z siebie ego, jak figo na powierzchnię
później czy wcześniej zrozumie samo przez się
że sens musi być, ale tytuł niekoniecznie
i łap to, tak jak ja to łapię
z truskawą siadam na kanapie yo
znam standardy bo je ustalam
palę - jaram jaram

kolejny tytuł ty-te-trochę przytruł
tani detergent jak tytoń z przemytu
ty-tuł, mi tu aż miło
ani raz mi nie zgasł, a pomysłów mi przybyło i
herbal surfer, bass w kolorze
uwarzyłem się nie zgorzej
ja pale dobre, a nie korzeń
lecz z licznych schorzeń, mów mi per. doktorze
i tak po latach
kleje rap jak wiatrak
śnieg na pułapach
tam gdzie czuć ten zapach
inhalacji, baku baku frakcji
nie skończyłem jointa, nie dostaniesz dziś kolacji
i łap to, tak jak ja to łapię
a sto tysięcy zawijam w papier
łap to, tak jak ja to łapię
łap to, tak jak ja to łapię
sto tysięcy zawijam w papier
mam pieniądze to je..
pale? - jaram jaram

i jaki sens jest pytasz, ja pytam
a tu sensu ubyło odkąd, ruszyła płyta
i tak po taktach, jak po śladach lecisz
szukasz mnie w gwiazdach a masz naprzeciw
bo odpowiedź prosta prawda jest w środku, na dnie zazwyczaj
nie zobaczysz na początku, a gdzie?
to jest realne, a nie narkotyczna wizja
ślepy by zobaczył, gdyby dobrze się przyjrzał
łap to, tak jak ja to łapię
nie przynudzaj bo się strapię
gdzie mnie swędzi, to ja się podrapię
podpalam, i nikt mnie nie złapie
Cisza ogarnęła teraz mój spokój
Jak u boku samotnika chodzę własnymi ścieżkami
To cisza wywiera na mnie wielki wpływ
Zabija wszelki hałas gładzi codzienności syf

Cisza trzymaj w kieszeni tego asa
Gdy męczy zamęt i problemów masa
W tych czasach coraz trudniej ją wyłapać
To definicja własna ona się opłaca

Cisza to pełnia szczęścia
Wczoraj i dzisiaj wszechświat uzupełnia
Jej skład to spokój i umiejętna
Przerwa w nerwach i codziennych manewrach
Cisza to moja werwa wtedy się zamykam
Samoistnie zaczynam pisać i się spełniam
Sama w sobie jest piękna to moja energia
Nie jedna chciałaby być tak szlachetna
Jak matką diamenta Antwerpia od wieków
Bezpieczna jak młodzieńcze tajemnice w człowieku
Mogę ją znaleźć w największym zgiełku
Potrafić setki przeszkód obrócić pomocną dłoń
To źródło leku na prawie całe zło
Nietykalna przez żaden pierdolony sąd
To wielki błąd gdy jej nie doceniasz
To prąd dla życia w sytuacjach zwątpienia

Trzymasz żar tudzież zaciśnięty w garści
Odstawia stres na bok, a ty mała zaśnij
W tempie werbla w dłonie tu teraz klaśnij
Wsłuchaj się w tą chwilę trochę czasu dasz mi
Ej ty prosto w oczy patrz mi tylko ty muzyka cisza
Więcej wyobraźni
Zaśnij jak pod wpływem błaźni
Patrząc słucham, obserwuję co mnie drażni
Cisza mnie ukaja
Uspokaja codziennego dnia teraz na bok
Odrzucam fajans, nie ma mnie dla nikogo
Nie oddzwonię zaraz
W tym momencie jak zwykle tysiąc spraw na raz
Wokół cisza i muzyka, ta daje po garach
Słychać na ulicach muzę, która bębni w barach
Ja trzymam się z dala
Drażni mnie ta bydła fala, która się stara zabić ciszę
Zara, która się stara, zabił ciszę zara

Cisza ogarnęła teraz mój spokój
Jak u boku samotnika chodzę własnymi ścieżkami
To cisza wywiera na mnie wielki wpływ
Zabija wszelki hałas gładzi codzienności syf

Cisza trzymaj w kieszeni tego asa
Gdy męczy zamęt i problemów masa
W tych czasach coraz trudniej ją wyłapać
To definicja własna ona się opłaca

Atmosfera ciszy swobodę zbiera
Uwiera mnie kariera to nie tak sukinsynciu
To nie fair, bądź młody, przewiń ster, wciśnij ej play
Nie mam maty zatem cisza zimą czy latem ma swój patent
Ma to znaczenie dla mnie kolosalne,
Udowadniają to stany e-emocjonalne
Nie relaksujesz się przy niej, stawiasz sobie punkty karne
Cisza to farmer spokoju farmer
Cisza jak makiem zasiał, cisza jak w grobie
Powie to cichobieżny motyw jest cokolwiek
Aczkolwiek człowiek spędza teraz sen z powiek
Gdy hałas uderza w naturalny obiekt
Dopada psychikę, znajduje swój obiekt
Wtedy lecisz do ciszy tej, tej, tej, tej powiew
Stan nieważkości w cudzysłowie
Cisza wtedy jest moim pogotowiem

Dobra cisza znów siadłem nad pustą kartką
Tylko ja i mój żargon twardo kreśli kolejne wersy
Jeśli nie wejdzie nikt to
Będę mógł rzeźbić swój kameleon styl
Nadal przepadam za bitami w takich tempach
Nie powiem, że nie widzę się w eksperymentach
W jakichś nowoczesnych bębnach, łamanych pętlach
Znajdę coś dla siebie, bo to wyższa poprzeczka
Kolejne wyzwanie sam sobie postawię
Jak alpinista na swej kolejnej wyprawie
Mój Mount Everest a tekst to czekan
Teraz już wiesz, że ma cisza to ten rap

Cisza ogarnęła teraz mój spokój
Jak u boku samotnika chodzę własnymi ścieżkami
To cisza wywiera na mnie wielki wpływ
Zabija wszelki hałas gładzi codzienności syf

Cisza trzymaj w kieszeni tego asa
Gdy męczy zamęt i problemów masa
W tych czasach coraz trudniej ją wyłapać
To definicja własna ona się opłaca
1. Na każdym blokowisku znajdziesz wykrętów
Gnijących na śmietnisku zepsutych talentów
Tych trzydziestolatków, co zostali na ławkach
Dzień za dniem, zioło, browar i wciąż ta sama gadka
Wokół nich małolaci zapatrzeni jak w Bogów
Każdy z nich światło traci w czarnej dziurze nałogów
Masz swój rozum, to nie pozwól by ci przegrani
Mieli na Ciebie swój zgubny wpływ, nie słuchaj ich
Patrz na drogowskazy, by ominąć błędy
Ucz się działania od osób inteligentnych
A unikaj ludzi co na wiecznym są przypale
Bo sto razy lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć
Masz swój rozum, słuchaj także serca głosu
Zrozum- jesteś kowalem swego losu
To Ty masz największy wpływ ze wszystkich osób
By spełnić swoje sny, jeśli tylko znajdziesz sposób

Ref. Za mądry dla Ciebie, kto mądrzejszy od ogółu matołów
Jesteś kowalem swego losu x2

2. Masz ochotę, wyjmij kosę, głęboko chłopaku wbij
Łap idiotę, zgarnij flotę, spoko to szczeniaku tnij
Proszę- idź za ciosem bo nic nie zagradza Ci
Bardzo dobrze, pizda wrogiem, no i nie przeszkadza mi
Chcesz to wal w kanał, chcesz to gnij w bramach
Chcesz to spal chama, chcesz to ssij jaja
Dziecko rób co chcesz, Ty tu dowodzisz
Z resztą chuj to mnie synu obchodzi
Każdy sam za swoje czyny odpowiada, proste
Ostrze gilotyny Cię dopada, chłodne
Szalony bandyta w świetle prawa, problem
Wkurwiony banita wściekle gada, chłopcze
Nasze czyny mają wpływ, poruszają system
Nasze czyny łamią szyfr, dotykają istnień
Do Ciebie nie dociera, pchasz gnój znowu
Ładuj broń, celuj w skroń, masz swój rozum

Ref. Za mądry dla Ciebie, kto mądrzejszy od ogółu matołów
Jesteś kowalem swego losu x2
Jeśli kochasz życie i Bóg nad tobą czuwa
To masz taką siłę że przeżyjesz nawet po tych paru kulach
Życie odmula tu w Warszawie
Bo jeśli ja kocham życie, jakaś kurwa czuje zawiść
Tak, nawet tam za kratami kochałem życie
Bo tak jak ty kochałbym życie nawet na stypie
Kocham życie tak jak ci co mieli piękne dziewczyny
Lecz te dziewczyny wtedy o czym innym marzyły
Te dziewczyny wolą tych cipowatych chłopaków
Co znają prawdziwe życie tylko z naszego rapu
Mam coś co jest cenne życie nie zawsze mnie kochało
To wiara zawsze była we mnie życie nie zawsze mnie kochało
Ja zawsze kochałem życie
Znam tych co tak jak my kochają życie, tak sądzę
Znam tych co im się sypie życie, tak sądzę
Znam tych co tak jak my mają wiarę tak sądzę

Trzeba umieć kochać życie, nawet jak to życie nie kocha nas X2

Pamiętasz stare czasy, jak Michael był murzynem?
Wydaje mi się że ludzie kochali bardziej życie
Pogoń za szelestem nie była wtedy celem
A ziemia kręciła się wolniej o wiele
Dzisiaj ideałów mało i miłości do życia
Zdaje się że całą swą energię ludzie zużywają na to by w ogóle się odnaleźć
Na ulicach, w domach
Życie trzeba kochać
To może szybciej cię pokocha
Beton zabija w nas co najcenniejsze
Potrzeby żeby komuś oddać nasze serce
Kurwy, delektują się cudzym nieszczęściem
Durny wzór jest reklamowany wszędzie
Mam zachowywać się jak oni, nie sądzę
Mam zginąć tu od własnej broni, nie sądzę
Mam zamknąć się i nie rozwijać, nie sądzę
Mam nienawidzieć swego życia, nie sądzę

Trzeba umieć kochać życie, nawet jak to życie nie kocha nas X2
Nie pytaj skąd,
Jak tylko powiem 'co słychać?' to,
Ej, to jest Śląsk,
Wiesz kto tu jest i kto ma to flow,
To Fandango - nasza pasja to nasza broń
I nie trzeba wiele czasu, żeby spłonął twój dom.
Zamknij drzwi, rozpierdalam te osiedla w mig.
Leci bit przez głośnik i pcham ten syf.
To sezon żniw, choć ponoć z całym światem mam beef.
I mimo iż rzucali kłody to udało się mi.

O dziwo dalej chcę mi się starać, wiesz
Daj bit, spiszę coś, mica włącz, napierdalam,
Znowu klub, w chuj głów i ten pierdolony hałas
Czekam na resztę siana, potem piję do rana
Cisza mi nieznana, napierdala całe piętro
Każda poszłaby w ciemno, niech chuj strzeli wierność
Piję aż padnę, a gdy wstanę wiem jedno,
Nie da się tak życia jeść tylko niedługo na pewno
Kac spuszcza mi wpierdol, a zapierdalać trzeba,
Wokół nudy jak chuj, pola, kurwy i drzewa.
Sam sobie ukroiłem ten kawałek chleba
Lecę przez Polskę całą, żeby znów cię rozjebać.
To ponoć żałość, mówią poszukaj se etatu
A ja w CV mogę wpisać, to co ty masz w odtwarzaczu
Brudny rap z brudnych stron od tych paru Ślązaków
Dla tych złych dziewczyn, dla tych dobrych chłopaków.

Nie pytaj skąd,
Jak tylko powiem 'co słychać?' to,
Ej, to jest Śląsk,
Wiesz kto tu jest i kto ma to flow,
To Fandango - nasza pasja to nasza broń
I nie trzeba wiele czasu, żeby spłonął twój dom.
Zamknij drzwi, rozpierdalam te osiedla w mig.
Leci bit przez głośnik i pcham ten syf.
To sezon żniw, choć ponoć z całym światem mam beef.
I mimo iż rzucali kłody to udało się mi.

Potrzeba wiatru, albo dwóch żebym upadł
To hart ducha, cham z Ducha z klubów wynoszą na butach
Mówią, żebym przestał, ja nie słucham, ziom
Wole colę, się nie boję, znowu robię się na trupa
A twoja dupa w pierwszym rzędzie znów pokaże cycki
Doktor nauk społecznych - Miłosz Paweł Borycki
Jak lubię dobre whisky, mam dobre zyski
A ty minę jakby przed chwilą ktoś odjebał ci fisting
To hołd dla tradycji, kurewstwu robię blis-trich
Tu nie doświadczysz prawy, nawet gdy zajrzysz do pizdy
Mam w chuju fejm i błyski, ze śląskiej ojczyzny
Nigdzie nie kopie tlen, tak jak tlen katowicki
Pierdolę umizgi, cisnę jak TGV
Z miasta do miasta, za szybą obraz się tnie
Każdy zawieszony w grze dobrze wie o czym gadam
Kiedy na miasto napadam lepiej przeżegnaj się

Nie pytaj skąd,
Jak tylko powiem 'co słychać?' to,
Ej, to jest Śląsk,
Wiesz kto tu jest i kto ma to flow,
To Fandango - nasza pasja to nasza broń
I nie trzeba wiele czasu, żeby spłonął twój dom.
Zamknij drzwi, rozpierdalam te osiedla w mig.
Leci bit przez głośnik i pcham ten syf.
To sezon żniw, choć ponoć całym światem ambicji.
I mimo iż rzucali kłody to udało się mi.
Granice eliminują tylko tych ospałych (sprawdź to, kręć to)
to dla każdego inne piekło (piekło).
Przemyśl to, choć system wciąż kuleje
u nas nadzieje mieć, niewinnych dla nich nie ma lekko.

Wciąż ciągła walka o pokój, lepsze jutro (lepsze jutro).
Myślą, mięśniem, czynem, mówmy krótko.
Razem jesteśmy w stanie ruszyć z posad głazy.
Don, Drużyna A, Liber, Kris - brońmy szansy dziś.

(Dziś) ten, jutro tamten jest pierwszy, dzierży berło.
(A my) w ciemno idziemy drogą codzienną.
Zgrają partię, nową partię a naród szarpie
i niewielu z nich mówi o zwycięskiej szarfie.

Reszta patrzy na teatrzyk, reszty się strzeżcie,
walczymy razem dziś o szczęście.
I przy Dnieprze niech to słowo wesprze was,
pozdrowienia z Polski - Drużyna A.

Zrzucę jarzmo tych co mnie drażnią
narzucając mi niewolę każdą.
Wolę własne pasmo chyba to jest jasne,
że nie zgasło światło w sercu.

Przez kłamstwo oszczerców, oni stoją na kobiercu
z diabłem i mówią mu, że padłem im do stóp.
Jednak próg w mojej dłonie mówi,
że mam dług w stosunku do nich,
bracia - Bóg nas chroni, w sprawie słusznej.

Jeśli teraz nie naprawisz czegoś,
nie zrobisz tego później (nie zrobisz później).

Razom nas bahato, nas ne podołaty /x4

Przy mikrofonach nie myślę o milionach,
ja myślę o tym czego jeszcze można dokonać, wiesz.
Nie muszę tu zarobić tyle co Comarch,
natomiast chcę ratować życie jak Monar.

Gdy na salonach dzielą świat na strzępy,
te dźwięki budzą lęki u Łukaszenki.
Białoruś - bądźcie następni.
Zbiry - wkrótce się skończą wam
dioksyny i tiry.

Na razie pełni wiary w tych którście wybrali
dla nich stali w mrozie, w pomarańczowym kolorze.
Ja jestem sceptykiem - mój kraj tego wymaga,
głośnym krzykiem na płycie swój sprzeciw wyrażam.

Ideały się depcze, słowa wielkie zapomina,
dla małych spraw wiecznie prywata, układ (świnia).
Realizm prosto z Polski - to dla was Ukraina,
lepiej miejcie na oku to co u was się zaczyna.

Polityku jeden z drugim, pamiętajcie małych ludzi,
bo bez nich żaden z was nigdy nie byłby taki duży.
Nie zapominajcie nigdy, bo lud nigdy nie zapomni,
za kłamstwa, krzywdy przyjdzie czas że się upomni.

Bo razom nas bahato - to daje nam odwagi,
i nas ne podołaty, bo nie dacie nam rady
(52 dębiec, 52 dębiec,)
(Nas ne podołaty, bo nie dacie nam rady)

Razom nas bahato - jest nas wielu.
Nas ne podołaty - nas nie pokonacie! /x4

Pełen blask, zdeterminowany tłum,
te obrazki pokazują siłę demokracji.
Fałsz zmusza do reakcji ludzi,
by przerwać bezwład, zrzucić ucisk.

Uścisk dłoni, poparcie w walce
te wartości nie są dla nas martwe.
Jest nas wielu, mamy oczy otwarte
i na starcie jesteśmy gotowi na starcie

w miejscach gdzie nie ma miejsca na wolność
gdzie normą jest życie na codzień ze zbrodnią.
Nie powstrzyma nas siła dyktatur, to siła rapu
przeciwko sile strachu.

Razem jest nas wielu, więc nas nie pokonacie
nawet jak wyschnie pisak i spłonie papier.
Władam rapem na etacie własnym, szukam satysfakcji,
świat ułożony jest z mozaiki.

Odkryj nowe miejsca jak Marco Polo,
możesz zbuntować potęgę jak rodyjski kolos.
Możesz działać solo albo działać razem,
ale za granie solo świat policzy ci marżę.

Dwójka - dokładam swój element blisko,
poznaj moje zdanie, zmienisz zdanie szybko.
Jedna wiara w przenośni i jako symbol,
jutro już na serio, niech twe usta krzykną.

Razom nas bahato, nas ne podołaty /x4
Razom nas bahato - jest nas wielu.
Nas ne podołaty - nas nie pokonacie!
Te wersy omijają tych grzecznych chłopaków
Nie o tych co na ulicy srają ze strachu
To o tych co jarają się tym z blizną na twarzy
Nie próbuj się pucować, bo na pewno się sparzysz
Hermetyczna grupa, która ma swoje rewiry
Słyszałeś o nich w TV i gazety też mówiły
Żyją obok ciebie również na twoim osiedlu
Mieli w życiu prze*****ne, teraz po trupach do celu
Zbrodnia i kara to dla nich obce pojęcie
Zbrodnia popłaca i to drugie już prędzej

Od małego wychowani dobrze znają swoją pracę
Dla akceptacji w grupie wymuszenia i haracze
Potem było grubo kradzieże samochodów
Przemyt koksu do Francji z klamką u boku
Wpadka przy akcji, biorą na siebie wszystko
Dziesięć lat wyrok, żaden z nich nie sypnął
Wyszli warunkowo za dobre sprawowanie
Szacunek dla nich na dzielnicy pozostanie
Wrócili do biznesu, dalej ciągną ten wózek
Kiedyś byli tacy mali dzisiaj stoją na górze
Oni ustalają reguły kryminalnej gry
Złapali kontakty, niedawno przekupione psy
Za ich konkurencją wysłali listy gończe
Jakby co to nic nie wiem i na tym zakończę

[x2]
Kryminalna gra teraz o tym nasz rap
Kryminalna gra Poznań i WWA
Miasta dwa gdzie istnieje czarna strefa
Tutaj odpada ten, który pierwszy pęka

Aifam, Aifam, Bilet, Diil Mafia
Tu nie pchaj łap gdzie nie twoja bajka
Ulicy realia to kryminalna gra
Poker zakamarków konspiracyjny świat
[?] gdy w pobliżu kat
Choć szczerze mówiąc brat, ha
To tak jak chodzenie po linie
Wiatr mocniej zawieje a spaść ci nie ominie
Wbij sobie to w koszta, pamiętaj co to honor
Ja stawiam na siebie i moich bliskich dobro, elo

[x4]
Kryminalna gra teraz o tym nasz rap
Kryminalna gra Poznań i WWA
Miasta dwa gdzie istnieje czarna strefa
Tutaj odpada ten, który pierwszy pęka
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo