Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Witam na bitach, wita Mezo kapitan
Witam w świecie w którym rządzi kapitał
Kto tak nie sądzi jest jak kosmita lub yeti
W świecie w którym rządzi marketing
Nie walczę o wolność południowej Osetii
Walczę o wolność swojej nowej kasety
Pośród sztormów i burz, chyba już opadł kurz
Świat mnie trochę oszukał i zbrukał
Coż, idę dalej i podnoszę pułap
M do E do Z do O wieczny tułacz
Wypływa na szerokie wody - jak Odys
Lajner służy tyle lat a jest - jak nowy
Czuję się jak młody Bóg, wstąpił we mnie nowy duch
Jestem gotowy na nowy ruch
na nowy trud, i nie ma mowy tu o białej fladze
gnamy wciąż do świata naszych marzeń

Ref.
Jestem Jacek Mejer, niosę nadzieję
Rok 2-0-1-1, start
Wyruszam Lajnerem w kolejną odyseję
A gdy widzę problem mówię CEL-PAL

Czasem nie wiesz, co wybrać? Wcale się nie dziwię
Życie -- nieustanna walka przeciwieństw
Dramatyczna jak grecki epos
Gdzie się podział rycerski etos poprzednich epok
Biegniemy jak szczury by zgubić peleton
Na ślepo, na dopalaczach czy innych epo
Ja nie chcę tą drogą iść, i nie chcę w ten sposób żyć
Choć wiem do ideału mi daleko
Dlatego biorę oddech i łapie świeżość
I piję za tych, którzy już w nic nie wierzą
Popadli w tarapaty, podpadli pod paragrafy
Zostaw przeszłość, nie wyciągaj trupa z szafy
Błędy młodości, dziś jesteśmy dorośli
Świadkowie naoczni, daj to na głośnik
8-2 rocznik, 2-8 lat na karku cóż
Nie siedzimy w parku już

Ta pogoń nie ma końca, i taki
jest problem , że nie znajdujemy swej Itaki
Życie - ulotne i kruche
Dzisiaj jest super, jutro możesz być trupem
Skazani na wieczny bieg, pewną klęskę
Wybór jest naszym darem i przekleństwem
Nienasyceni, spóźnieni jak PKP
Nie policzymy szczęścia w PKB
Wszystkiego nie załatwi NLP
A ty tego nie przetrwasz jak NRD
Biegniemy na bezdechu, wśród zgiełku i pośpiechu
Świecie, daj odpocząć na chwilę przy brzegu
Nabrać sił by znów ruszyć w dal
Kolejny start, kolejny cel-pal
Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
Bez wódki grymasy - to my Polacy
Stale bez kasy - to my Polacy
Wieczne cwaniaki - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy

Lubi nas niewielu, większość nienawidzi
Boją się wszyscy w szczególności Żydzi
Polak Cię okradnie, Polak Cię dopadnie
Polak nie popuści, gorsi to są tylko Ruscy
Mamy tu Meksyk o jakim nawet nie śnisz
Wierz mi to świat trzeci ale lubię własne śmieci
Teraz powtarzajcie dzieci to dla Was nowy wierszyk
Żaden madafaka nie podskoczy do Polaka
Wole polskie gówno w polu niż fiołki w Neapolu
Znasz ten bajer? Kto nie z nami ten frajer
Drążeni głęboko w gruncie wychowani na buncie
W nienawiści do wroga, w miłości do Boga
Fanatyzm niszczy ale bliższy jest mi kraj ojczysty
Każdy inny niższy, Ta! Nacjonalizm
W górę ręce kto jest z nami
Za wolność, za kraj ZIG Hans 52 gra
W gorę pięści, zawsze damy radę
Jak nie zgodnie z prawem, to lewą stroną jadę
Teraz też jest wojna kto kombinuje ten żyje
Taniej kupię, drożej sprzedam, to wódki się też napiję
No bo chlejemy za trzech, przecież wypić to nie grzech
Wóda jest, piwo Lech, małe mocne polskie też
Duży blef, mocny łeb, trzeba trzymać się
Wzmacniana herbatka za zdrowie dziadka
I zdrowie! Naszych polskich, pięknych kobiet
Zdrowie! Nasze, wasze, Centrum, RW,
Łyso, Nostar, Poznań, CDN, SBC,
D4E52SBN

Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy

Lokalny patriota, Dębiec we mnie no pewnie
Tutaj każdy lubi jarać meksykańskie szlugi
W groszu jak co tydzień awantura, woogie boogie
Coco Jambo, Brazyliana Luta Libre Sambo
Porywczy jak wypici, widzisz Polaków w amoku
To się lepiej uspokój, stań z boku nie prowokuj
Bo po żołądkowej robię się nerwowy
Od siwuchy niekontrolowane ruchy
Duża dawka tego draństwa
Nieśmiertelność się załącza
To wykańczaaa..........
Ruszyła maszyna już nikt nie zatrzyma
Kto wejdzie pod koła ten uciec nie zdoła
Hola! I stąd za głupi błąd pod sąd
Każdy pamięta niedźwiedzia, długo będzie leżał
Co mu przyjdzie z żalu, nie ma tu konfesjonału
Następstwa Twoich czynów chwycą Cię za łeb synu
Chwycą Cię za łeb mimo że się piło, potem biło
Doświadczenie Cię zmieniło, konsekwencje nie giną
Dojrzeją jak wino, jak cień będą przy Tobie
A gdy nadejdzie czas upomną się o swoje
Upomną się o swoje...

Nie ma ładu, nie ma składu
Nie ma po nim nawet śladu
Tu jest chaos, zęby naostrz
Jeśli nie chcesz zlecieć na dół (lecisz na dół)
Polska dla Polaków, dla przekrętów i bydlaków
W centrum kontynentu łaków kraj
bierz, jedz i sraj jedną babcię
Patrzcie i mnie złapcie w kajdan zakujcie i wsadźcie
To nie bajda dobrze patrzcie
Jak opuszczam areszt
Kopert parę, mam tam swoją wiarę
Stoją, chronią talent mój, mój
Pospolity cwaniak robi gnój w chuj
Mówiąc po naszemu zapierdalam tu jak Emu po pustyni
Niby czemu nie mam czynić jak chce czynić
Jak chcesz mnie winić weź mi wyliż
To jest moja nora, jestem Polak mam baseballa
Jeśli coś mi nie przypasi
Tam gdzie nasi hej niech nie włazi żaden pedofil lub gej
To mnie razi, lepiej wiej
A w mej nienawiści także ateiści, szataniści
W łagrze możecie pozdychać
Jedna wiara Krzycha
Do jednych suczek wzdycham, do tych co najsłodsze
Te przy Wiśle, Warcie i przy Odrze
Bóg obdarzył szczodrze je powabem
Hans, Kris, Lix jadę
Jak podpadłem schowaj grabę
Zamiast się dogadać lepiej porwać się do szabel

Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
Bez wódki grymasy - to my Polacy
Stale bez kasy - to my Polacy
Wieczne cwaniaki - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
Ta, onomato, SLU, 2001
To dla wszystkich te parę słów

Ref.: A ja kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
Kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
I kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, szydzę

[Peja]
Bo ja oglądać nie chcę zajebanych w trupa MC
Ale zmuszony jestem patrzeć na analfabetów
Tak zgrywają wielkich mistrzów zamiast wybrać się na detoks
Czy nie śmieszy cię to, nie wkurwia cię to?
Gdzie te rymy, gdzie charyzma, styl, ten hip hop gdzie to
Gorąco się zrobiło, spokój przejrzyj na oki
Nienawidzę hip hopu w którym ciągle coś pierdoli
Jeden z drugim artysta, weź posłuchaj jego freestyle
Potem skasuj go i wytrwaj przy swoich pozycjach
Znam tylu dobrych MC czekających na swą szansę
Śmieją się z wygłupów, gówno traktują z dystansem
Czwarta rano piętnaście, siedzę piszę i nie zasnę
Zanim nie skończę nienawidzieć te hałaste
Dobre, piękne bity ważne, przesłuchuje je jak każde
Weź podziękuj producentom no bo sam byś zrobił pasztet
To co robisz mi nie leży, mówię prawdę, po co kłamać
Po co mam udawać, że to klasyk, szkoda gadać
Się przestałem zastanawiać, słaba kondycja hip hopu
To właśnie twoja wina, czy ty jesteś zmienić gotów
Taki stan rzeczy, nie sądzę chcesz zaprzeczyć
Ta, onomato, SLU, 2001
To dla wszystkich te parę słów

Ref.:
A ja kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
Kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
I kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, szydzę

[Peja]
Bo ja oglądać nie chcę zajebanych w trupa MC
Ale zmuszony jestem patrzeć na analfabetów
Tak zgrywają wielkich mistrzów zamiast wybrać się na detoks
Czy nie śmieszy cię to, nie wkurwia cię to?
Gdzie te rymy, gdzie charyzma, styl, ten hip hop gdzie to
Gorąco się zrobiło, spokój przejrzyj na oki
Nienawidzę hip hopu w którym ciągle coś pierdoli
Jeden z drugim artysta, weź posłuchaj jego freestyle
Potem skasuj go i wytrwaj przy swoich pozycjach
Znam tylu dobrych MC czekających na swą szansę
Śmieją się z wygłupów, gówno traktują z dystansem
Czwarta rano piętnaście, siedzę piszę i nie zasnę
Zanim nie skończę nienawidzieć te hałaste
Dobre, piękne bity ważne, przesłuchuje je jak każde
Weź podziękuj producentom no bo sam byś zrobił pasztet
To co robisz mi nie leży, mówię prawdę, po co kłamać
Po co mam udawać, że to klasyk, szkoda gadać
Się przestałem zastanawiać, słaba kondycja hip hopu
To właśnie twoja wina, czy ty jesteś zmienić gotów
Taki stan rzeczy, nie sądzę chcesz zaprzeczyć
No to nagraj coś z klasą, słyszę wciąż te chały wtórne
Bo duże rap wytwórnie często wypuszczają chujnie
A ja nie zniżę głosu, przez co drożniejszy nie będę
Dwadzieścia zero jeden, dla podziemia laus zdobędę
Pozostając z tradycjami młodym odsłaniam część prawdy
To bitewne wersy, weź odpowiedź jak żeś twardy
Rymy nie wybuch petardy, raczej wiązka dynamitu
To dla sławnych MC parę difficulta kitów
Do zwady słownej gotów jak do obalenia mitu
To dla sławnych MC pare difficulta kitów

Ref.:
A ja kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
Kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
I kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, szydzę

[Peja]
Jeśli kocham twój hip hop to się z pewnością o tym dowiesz
Nie wystarczy kogoś poznać, a gdy znasz już dobre powiedź
To co robisz uświadomisz sobie parę ważnych rzeczy
Bez włażenia w dupę człowiek powie, więc uwierzysz
Są jeszcze ludzie w Polsce, znają kawał rap historii
Zaczynali od przegrywek a nie CD w świerzej folii
Są tacy pasjonaci, których ten stan boli
Że większość super MC dla pieniędzy się w tym szkoli
To jedyna motywacja, bo gdzie byłeś w dawnych czasach
Chociaż by z pięć lat temu, mówisz, że dupę zawracam
Kiedy nie było przemysłu kim byłeś punkowcem?
Teraz hip hopowcem, kserowanym gotowcem
Nikt nie będzie cię kochał, dla mnie to radocha, szlochaj
A ten co jest naprawdę przyzna rację mi w wywodach
No chyba, że się boi, swej opinii nie narazi
U ludzi z środowiska, którym nie chce zbytnio kadzić
I jak reszta wróg gracie, tak telewizyjna kurwo
Pajac zbiera hip hop, kłamie więc jadę z nim równo
Źle trafiłeś palancie, co czternaście lat w tym siedzisz?
Łżesz ludziom prosto w oczy, więc jak mógłbym ci uwierzyć
Jak faktyczni bohaterzy pokroju druha Sławka
To elita, mały procent, to bardzo mała dawka
Lecz skuteczne antidotum, on otruwa ludzkie dusze
To człowiek od hip hopu, o tym gościu wspomnieć muszę
I gdyby każdy z was chociaż trochę znał te rzeczy
To ten hip hop by nie kulał tylko się rozwijał, cieszył
Co na topie wchłoną przemysł, nie zbyt dobra puenta
Ziomuś jeszcze jedno, w rapie nie chodzi o skręta
Pamiętaj anemik, umiejętności rzecz święta
Ziomuś jeszcze jedno, w rapie nie chodzi o skręta

Ref.:
A ja kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
Kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, dla artystów ja kibicem
I kocham hip hop i ten hip hop nienawidzę
Z chujowizny szydzę, szydzę
Ref: Bum, bum, bum …

Bum, bum, bum przed wami impreza J.J. i Karramba z nowym tekstem uderza, imprezowo, młodzieżowo, wam teraz zapodamy hej yoł men się macie damy digi digi digi die historia się zaczyna, alkohol, kolesie, nie jedna ekstra dziewczyna party u znajomych osiemnaste urodziny, muzyka na ful, roztańczone blondyny, rozpalone brunetki jakże skąpo ubrane przez obecnych kolesi obserwowane jest naprawdę cool, jest zawodowo w stu procentach jest odlotowo.

Ref: Bum, bum, bum …

Bum, bum, bum riwi stiwi stiwis zgoł ekstra laski bęk, bęk party szoł rozpalone brunetki są naprawdę doskonałe w samej bieliźnie chcą pochwalić się swym ciałem jes, jes, jes na stół jedna wskoczyła ruchem swoich bioder sensacje wzbudziła, a kolesie nic jakby z innego świata bardziej od panienek jarcuje ich herbata, kawa, pączki, sałatki i kanapki jak na 90 urodzinach swojej babki hmmmmmm kobiety są zawiedzione, nie zadowolone, nie zaspokojone.

Ref: Bum, bum, bum …

Bum, bum, bum ktoś dobija się do drzwi J.J. i Karramba tak to właśnie my, czarno białe imprezowe rap pogotowie zaraz się zacznie panie i panowie. Kolesie do domu, paciorek i do spania teraz koleżanki już nie będzie ściemniania nasz DJ rozkłada swoje gramofony J.J. i ja zapinamy mikrofony chwila ostrego rapu na dobry początek, dziewczyny są ekstra nie udają niewiniątek znów taniec na stole striptiz i te sprawy rozkręciła się impreza, rap i sex zabawy kolesie załamani może trochę zawstydzeni ale na pewno poważnie zgorszeni widząc cztery gorące namiętne, kobiety odkrywające swoje wszystkie sekrety przed jednym facetem nie uwierzyli z okrzykiem na ustach imprezę opuścili, a dziewczyny są szczęśliwe dowartościowane na na na czyli party udane.

Ref: Bum, bum, bum …
Przedziwny swąd nagle miastem zawładnął
Jakby na miasto wielkie gówno spadło
A tu kapnęło mi coś w oknie nad uchem
Obudziłem się mokry jakbym spał pod kożuchem
Potąd mam już tych potwornych przypadków
Ewidentnie coś tu jebie, to nie zapach bratków

Jestem w potrzebie zaraz wiedzieć, co się dzieje
Otworzę okno, coś zobaczę, wiatr mi smród wywieje
Patrzę – a tu grupa gówniarzy
Siedzi na ławce i jakieś gówno smaży
Siwy dym, silny smród, siny ranek

Kto by chciał się raczyć, ten ma raczej przejebane
Pomyślałem, „co za syf tuż po nocy”
Niezłe gówno musi być, bo aż szczypie w oczy
Więc ubrałem się, co koń wyskoczy
Opierdolę tych gówniarzy, miałem sen proroczy
Patrzę a tam idą kumpla starzy, stary uśmiechnięty jakieś gówno ma na twarzy
Babka idzie obok, bez komentarzy, Gówno jak ozdoba chyba jej się podoba

Wszedłem do sklepu kupić cos na śniadanie
Reklamie gówna przypatruję się na ścianie
Łapie za chleb, jeb! I w kolejce staję.
Sprzedawca jakieś gówno ludziom wciąż sprzedaje
Co to?! Gówno błyszczy jak złoto
Może ja wydziwiam ale zadziwiam prostotą
W koło leży to to, namacalne

Młode gówno, obok stare jak rysunki skalne
Dość mam tego, mówię prosto
Konfrontacja ta zakończy się ripostą
Nie zakrztuszę się już ta ością
Zburzę gówno w murze jak tą ścianę nośną
Jak to zrobię? Powiem grzecznie, otóż ja ją wypierdolę własnoręcznie
Wielką dziurę w murze gówna
Czerwony Album to dla gówna będzie trumna
Posłuchaj tego jeśli wiesz o co biega
Pięć, dla każdego który gówno to dostrzega
Dab ci sens dał, nie będę się już więcej znęcał
I tak to zbyt gówniany temat żebym się rozkręcał!
Jimmi już będziesz dziś zdychał, twój diss lipa i ty cipa
Jakbyś pytał na ten diss sam dał bit mi MeHow
To jest jak beef PiH'a przez Pe prze*****ny
Pewnie jak Pe w mailu powiesz mi, że nie czujesz się przegrany
Prawda boli typie moją płytę
Ściągnęło 10 tysi Eldo pchnął koło tysia z twoim feat.'em
Ty mensa w końcu skojarz
Że na Kodeksie byłeś, bo wygrałeś ten sam konkurs, co ja
Magiera wiedział, że trzeba zremikować twój stary track
Bo nowy z podniety byś z*****ł

A mi Magiera dał bit, *****o
Ja zbieram hity, tobie nawet się nie zbiera na hit
Moje dwa dissy miały 90 linii bez ściemniania
Ale twoje miały 70 bez śpiewania
Gdzie twoje podwójne, przyłóż się tu playa
Bo ja ładuję podwójnie jak kiedyś Heyah
Mówię Jimson to pizda, przykre strasznie
Że to w radiu brzmiałoby Jimson to pi jak 3.14
Rosół z Sokołem, Jimmi znowu bzdury
Kto w*****lał na JuNouDet rosół z kury
Co ty myślisz ja też grałem w Słupsku, prawda
***** mnie obchodzi, że grałeś w Elblągu ważne, że już nie zagrasz
Z Gorzowem sobie żarty robisz
Za mną tam są Yankes, Kero, Smark i Yowix
Skumałem z tym poronieniem
I to obraża moją matkę, nie wyczuło tego twoje psie powonienie
Kłam więcej, myślisz, że mnie to zaboli
Nie muszę kłamać, żeby cię roz*****ić
Za to ty masz ten kompleks tworzenia filmów
Kłamiesz jak *****, by zwinąć
Propsy za dissy bez filmów twoje umrą, zginą
Twój kompleks mnie tu ominął
***** ty masz filmowy kompleks jak Multikino
Chciałeś odbić argumenty we łbie pusto na pewno
Odbiłeś je jak obraz weneckie lustro na zewnątrz
Maciek masz tupet *****owy
Twoje argumenty odbijam, jak ty *****o dupę kumplowi
W Częstochowie masz grać znów koncert
Teraz go spróbuj dać za forsę
600 kilometrów byłem w Częstochowie, strzał w 10
Byłem zobaczyć czy dla ciebie na scenie tam stał już komp, ej
Chciałem dać dla Hirka brawo tępaku
Przynajmniej ja zrezygnowałem jak skumałem, że tracisz prawa do tracku
Ty teraz siedzisz głupku w domu
I czekasz na swój track w*****ny w reklamę krótkich kondomów
Bity, współczuję nieco Bobrowi
Prosiłeś go, a jak ktoś się prosi to mu robi
Trzem producentom fajnie na track się wbić
Ty masz Bobra chyba, że Hi-Tack dał ci bit
Beef'u ze mną wreszcie znasz skutki
W rymach jesteś dla mnie jak ten raper
Too Short, bo jesteś za krótki
Chciałeś być kotem, dobra skończ
VNM ten koleś to jest kot jak storch
Szmato każda linijka to gwóźdź do twojej trumny
Pochowam cię, później czuć się mogę dumny
Pochowa cię durniu tu ta trumna
Nie wyjdziesz z niej nie jesteś ***** Uma Thuman
Trumna nie jest nasza leszczu zczaj
Trumna jest dla ciebie, a nie dla nas jak Eskobar
Spytaj raperów kto kozackie wersy dał
A kto tylko pedalskie teksty miał
Dalej sztuczny fame dawaj koleżce
Ja od tej pory w rzucie monetą zawsze będę stawiał na reszkę
Jimmi cieciu zielony jak brokuły
Na twojej koszulce Nike'a pisałoby Just don't do it
Szansa na wosk, Jimms napisał zwrotki
Na JuNouDet, Metro i wył jak cipa
Z*****łeś szansę, te zwrotki to lipa
Z*****łeś szansę z woskiem Jimson, Ikar
Takich metafor chciałbyś zrobić duplikat
Lepiej pizdo poszukaj idź słownika
Niech ci Flinstone Ślizg poczyta
Jimson freestyle pisz na bitach mój diss i tak wygrał beef'a
Nie możesz żyć bez netu, net cię wciąga
Jak wyłączą go to jakbyś się po piekle krzątał
Wtedy z nudów *****o będziesz meble sprzątał
Włączą go powiesz o net jak pl portal
Wiem coś czego w necie nie ma na pewno
W twoim własnym mieście czeka cię w*****
Bo szczekać umiesz tylko na bicie
Dla ciebie rap to zabawa, dla mnie to jest cipko życie
Myślałeś, że to koniec chciałeś się odłączyć
Minuta, trzy sekundy z dupą też tak prędko kończysz
Wyśmiała cię, jesteś wieśniak
Wybrałeś toster, bo toster się z ciebie nie śmiał
Osiemdziesiąty piąty gwóźdź wbijam tu
Akurat wystają ci z trumny buty *****
Chciałeś ciąć mi ręce, ja ci obetnę nogi
Wyślę do twojej dupy chyba wiesz, co zrobi
Pisałeś diss na Bronksie, ty masz ten talent
Jesteś biały na Bronksie to byś mógł pisać testament
Kosztuje nie, ***** masz swój lament
Muszę w drukarce na sto linijek zmarnować atrament
Byłeś głośny, ale głodny skillsów
Po tym diss'ie będziesz cichy jak typ z młodych wilków
Słyszałem, że po jointach niezłą fazę łapiesz
Opowiedz swoim fanom o tym jak nasrałeś w szafie
Ostatnie cztery gwoździe chowam trumnę Sixty Deep
Zakopuję ją szybko, żebyś z oczu mi pizdo znikł
Na granicie tylko ślad zostanie
Tu spoczywa Jimson, król podziemia, samozwaniec
Normalnie o tej porze - wożę się po mieście
Normalnie o tej porze - raz lepiej raz gorzej
Zazwyczaj - jak żaba skaczę z miejsca na miejsce
Dzisiaj to nie przejdzie - do domu wrócę wcześniej
Wczoraj...
Przy fajce i butelce, po którą...
Trzeba stać w kolejce
Było więcej kobiet - wszystkie były piękne
Tak... lepiej jak jest więcej

Może by coś dzisiaj, ale ja umywam ręce
Pędzę do domu prędzej niż w M5 BeEmCe
Pięknej koleżance, w pięknej sukience
Mówię "PA", chwytam kierownicę jak Zorro lejce
Numeromania na liczniku,
Sam sobie komentuje to co w odbiorniku
Niedługo będę w domu, nic nie pokrzyżuje moich szyków
Za parę minut zaparkuje przy chodniku

Normalnie o tej porze - wożę się po mieście
Normalnie o tej porze - raz lepiej raz gorzej
Normalnie o tej porze - wożę się jak bożek
Normalnie o tej porze - raz lepiej, raz gorzej

Jakoś niechcący - złapałem za cybuch gorący
Wykonałem wdech tępy, żar mi wpadł do gęby
Wyplułem od razu niefartownie
Bo spadł mi na spodnie i na szybkości
Miałem dziurę o wielkości dwuzłotówki
Nie palę dziś już z lufki, nie palę dziś już wcale
By wieczór długi jak korale, a ja wciąż zmieniam lokale
Za oknami migają latarnie, jadę dalej
Coś się dzisiaj bawię marnie,
Czerwona fala jechać ciągle nie pozwala
Z dala ktoś podbiega - to dalszy mój kolega
Stuka w szybkę, wsiada szybko, gadką męczy płytką
I mówi dziwnym tonem - cóż wiszę mu kabonę
- Hej Peperoni skręć w lewą stronę
Ja tutaj z tyłu w piwie tonę, bo było wzburzone
Jak by tego było mało - kurewsko się rozpadało
Oprócz domówki nic już z planów nie zostało
Nic już z planów nie zostało

Normalnie o tej porze - wożę jak bożek
Normalnie o tej porze - raz lepiej raz gorzej
Normalnie o tej porze - wożę jak bożek
Normalnie o tej porze - raz lepiej, raz gorzej
Normlanie o tej porze ...
Normalnie o tej porze - to normalne o tej porze

Raz lepiej raz gorzej
A normalnie o tej porze wożę się jak bożek
To jest normalne o tej porze - raz lepiej raz gorzej
Bo to normalne o tej porze

Wsiadaj - jedziemy
Na transporter się złożę, muzyka forte
Jak zazwyczaj o tej porze
Noc ciemna jak porter, porter szumi jak morze
Szumi też coś tam w zielonym kolorze
Tak ... dziś będę pasażerem
Dziś w domu chciałem wcześniej być
Intencje miałem szczere, dziś spędzam dobrze
Z soboty będę na niedziele
Nie będzie kłopotów z powrotem - są przyjaciele
Są przyjaciele, są przyjaciele, są przyjaciele
Są przyjaciele, są przyjaciele, są przyjaciele

(no, nie no...
No super... skoro oni jadą to ja się...
Yyy..trzeba to jeszcze trochę poprawić...)

Eej nie jedźcie jeszcze, tutaj zostańmy jeszcze...
Bartek, bardzo się spieszysz ?
Elo, Elo Deszczu Strugi Mixtape Prosto 2006
WWO, Hemp Gru

Nie! nie przejdę obok obojętnie
Też podnieś glos, podnieś ręce
Chcę normalnie żyć i niewiele więcej
Chwilę się zakręcę, za przyjaciela ręczę
W końcu będę tam gdzie chcemy być
W końcu będę żył jak chcemy żyć
W końcu spełnię plan
i w końcu będzie tak jak powinno

Widząc to kurestwo wszechobecne i tych
Którzy wyśmienicie odnajdują się w tym
W zaistniałej sytuacji czują tylko zysk
Ziomek ja podniosę cię gdy padniesz na pysk!
O co biega? Złodziej okrada złodzieja
Chłopaczyna dyma pannę najlepszego przyjaciela
Świat stanął na chuju i tańczy sobie break’a
Kolega nalicza cię bo wie, że nie sprzedasz
Kolejny dzieciak za granicę wyjechał
Kolejny koronny na wspólników się rozjebał
Dzieci rodzą dzieci, śmieci generują śmieci
Jak leci?
Rządzą dziś analfabeci - kurwy w sejmie pierdolone
Piszą se ustawy, żeby było załatwione co trzeba
I o to biega
Powiesz mi, że tak jest wszędzie
Czy nie tak?
Prawda
Ale nie sra się do własnego gniazda
Podnieś głos, bo milczeniem się zgadzasz
Podnieś pięść, by im skalę pokazać
Widząc to kurestwo trzeba pilnować zasad
Z własnego otoczenia wszystkie szuje wymazać
By móc usłyszeć wtedy kiedy już nie zrobisz nic
”Ziomek ja podniosę cię gdy padniesz na pysk”

Nie! nie przejdę obok obojętnie
Też podnieś glos, podnieś ręce
Chcę normalnie żyć i niewiele więcej
Chwilę się zakręcę, za przyjaciela ręczę
W końcu będę tam gdzie chcemy być
W końcu będę żył jak chcemy żyć
W końcu spełnię plan
i w końcu będzie tak jak powinno

Beztrosko na Prosto z selektorem Deszczu
Nie można tu stać, że tak powiem, w przejściu
Określ się konkretnie - jesteś lub cię nie ma
Jak widzisz, że brat twój mentalnie umiera
W środkach nie przebieraj, jeśli szczerym mieczem władasz
Trzymaj się też tego, co pijany gadasz
Obiecanki cacanki, a głupiemu radość
Pierdolę to, co pierdoli jakiś gamoń
Wiem jedno, że o przyjaciół trzeba dbać
Tym bardziej, że często padają na twarz
Pomóż wstać bezinteresownie
Bezwonnie zaliczysz to do swych bezcennych wspomnień
To godne jest człowieka z charakterem
Jesteś świnią dla swoich, to dla mnie jesteś zerem
Na koniec tylko: ty szanuj to co masz
Paść na twarz nie znaczy ją stracić
Elo JLB! Nie traci się braci!

Nie! nie przejdę obok obojętnie
Też podnieś glos, podnieś ręce
Chcę normalnie żyć i niewiele więcej
Chwilę się zakręcę, za przyjaciela ręczę
W końcu będę tam gdzie chcemy być
W końcu będę żył jak chcemy żyć
W końcu spełnię plan
i w końcu będzie tak jak powinno
Zaczynam znowu, mam nowy powód, posłuchaj ziomuś
To kolejny rok po tym jak wyszliśmy ze schronu
Kolejny krok do przodu, a razem ze mną (tak)
Wszyscy ci, którzy byli pewni tego czego chcą
Pozdrowienia jak zwykle dla wszystkich przyjaciół
Są blisko, nie muszą płacić za nasz hip-hop
Nie muszą, bo ten hip-hop jest w nas od dawna
Nie ma możliwości żeby ktoś nam go zabrał
To był ten old-school, pieprzony old-school
W którym popaliłeś sobie wszystkie mosty, wnioskuj
W którym zatańczyłeś swój pieprzony nokturn
Ja to *****ę i planuję koncert w Spodku
Chciałbym cię zobaczyć w środku i powiedzieć witam
Ale wcześniej zadam ci dwanaście krótkich pytań
Krótkich pytań, na które chcę znać odpowiedŹ
Wiesz o co chodzi? co? po prostu pytam sobie

Gdzie jest ten koleżka, który by cię nie oszukał?
Gdzie jest ta jedyna twoja najpiękniejsza sztuka?
Gdzie jest ten hajs obiecany przez wydawcę?
Gdzie są twoje dzieci bawiące się tym hajsem?
Gdzie jest twoja reszta dana przez sprzedawcę w Tesco?
Gdzie twój grill? gdzie twój browar? gdzie jest twoje mięso?
Gdzie jest twój przyjaciel, ten jedyny ze wszystkich?
Gdzie są twoje wielko budżetowe teledyski?
Gdzie jest twój zespół? - prekursor tego stylu w Polsce
Gdzie są te kieszenie do których schowałeś forsę?
Gdzie jest lód do drinków, kiedy świeci słońce?
Gdzie ten gość, co robi najlepsze bity w Polsce?

W momencie, w którym zacząłem słuchać rapu
Wiedziałem, że muszę iść na całość, nigdy na pół
Na pół to mogliśmy zamówić pizzę z dodatkiem
Mój rap nie był przypadkiem, chciałem prażyć rapem
Nową płytą zamykam ten okres
Odczuwam progres, myśl sobie co chcesz
Czy jest to złe czy dobre, ja jestem nadal ziomblem
Nie jestem gwiazdą, która tańczy pasodoble
To jest nasz hip-hop, sprawdŹ jego poziom
Możesz to zrobić zamiast opijać go ognistą wodą
Oni to robią, oni tu stoją i patrzą na nas
Chcę żeby pokazali co to szkoła stara
LWWL dotyka rękami chmur
To dla was za wysoki mur, dla mnie to dopiero próg
Rozwinę skrzydła, zabiorę pod nie kogo trzeba
Nowy Borixon, sprawdŹ, to działa, do dzieła
Dwanaście pytań, moich pieprzonych pytań
To całe ja i cała moja kolejna płyta
Odpowiedzi jak zwykle udzieli nam codzienność
Tak już jest tutaj, taka jest kolejność

Gdzie jest ten koleżka, który by cię nie oszukał?
Gdzie jest ta jedyna twoja najpiękniejsza sztuka?
Gdzie jest ten hajs obiecany przez wydawcę?
Gdzie są twoje dzieci bawiące się tym hajsem?
Gdzie jest twoja reszta dana przez sprzedawcę w Tesco?
Gdzie twój grill? gdzie twój browar? gdzie jest twoje mięso?
Gdzie jest twój przyjaciel, ten jedyny ze wszystkich?
Gdzie są twoje wielko budżetowe teledyski?
Gdzie jest twój zespół? - prekursor tego stylu w Polsce
Gdzie są te kieszenie do których schowałeś forsę?
Gdzie jest lód do drinków, kiedy świeci słońce?
Gdzie ten gość, co robi najlepsze bity w Polsce?

Gdzie jest ten koleżka, który by cię nie oszukał?
Gdzie jest ta jedyna twoja najpiękniejsza sztuka?
Gdzie jest ten hajs obiecany przez wydawcę?
Gdzie są twoje dzieci bawiące się tym hajsem?
Gdzie jest twoja reszta dana przez sprzedawcę w Tesco?
Gdzie twój grill? gdzie twój browar? gdzie jest twoje mięso?
Gdzie jest twój przyjaciel, ten jedyny ze wszystkich?
Gdzie są twoje wielko budżetowe teledyski?
Gdzie jest twój zespół? - prekursor tego stylu w Polsce
Gdzie są te kieszenie do których schowałeś forsę?
Gdzie jest lód do drinków, kiedy świeci słońce?
Gdzie ten gość, co robi najlepsze bity w Polsce?
Dałem im szansę, z której nie chcieli skorzystać, dziś
Ich wdech się kończy tam gdzie moja tracklista, Ci
którzy mieli ludzi wokół, którzy nie chcieli stać z boku
Już zamknij pysk, nie mów nic, lepiej nie prowokuj
Znów toną w szambie przemyśleń wyplutych siłą
Modląc się po cichu, żeby to tylko im się śniło
Chcą cofnąć życia dzień, którym cień na świat się rzuciło
Dławiąc się własnym gównem wciąż nie wiedzą, kto to Miuosh

Znowu trzęsą się bloki, Ty nocą znów słyszysz kroki
I nie wiesz sam czy to prawda czy znowu shizy od koki
Kurz opada na zwłoki legend, co chciały obłoki
Mój prezent będzie ubogi,
Ja zostawiam im dziś tylko ból

Ja zostawiam im dziś tylko ból
Ja zostawiam im dziś tylko ból

Już zamknij pysk, nie mów nic lepiej nie prowokuj (Ejjjjj)
Temperatura wzrasta
Polski rap to gonitwa (masz) oczy, wiesz, co się dzieje
Parę lat pokazało, kto co tutaj człowiek (Ejjjjj)
Nie wiem czemu się dziwisz
Ja pluję na to MAN
Ja tego nie szanuję
Przecieram oczy, bo to chory sen
Ja palę chłam, łamię werble
Choć niektórych to boli
Niech się kończy
Ja zostawiam im dziś tylko ból..
Trzymaj gardę mam dla ciebie pogardę
Twoje dragi twarde, nasze słowa twarde
Zobaczymy co jest więcej warte

Podoba mi się to, co panowie mówią mi się podoba
Chodźmy bo będzie na nas jeszcze

[Kris]
Patrzę jak siedzisz, twój wzrok mocno zamglony
Twój umysł uwięziony w deszczach chemii wyniszczony
Robisz to by być zauważonym, za swojego postrzeganym
Masz coś z tego, że jesteś rozjebany jak atomu cząsteczka
Połknięta tabletka tak wyciągnięta zawleczka od granatu
Silna wola to atut najmocniejszy
Na dzień dzisiejszy i na świat teraźniejszy
Wątpię czy problem na haju lżejszy
Ale mózg mniejszy o kilka komórek
To go uzależnia szybciej niż jazda w formule
Szukasz czegoś, co zabawę ułatwia
Każdy czymś się załatwia, nie mówię, że potępiam
Bo sam w alkoholu się zagłębiam
Ale nie bez przerwy, nie muszę
Nie puszczają mi nerwy
Bo trzeba parę dni postoju na zmianę nastroju
Nie widzisz, że cofasz się w rozwoju

[Liber]
Do szkoły zmagając z kumplami na zebrania
Nie wezmą to reszta ich pogania brakiem swego zdania
Dzieciaki z podstawowych klas nie piją wódki
Wolą kwas, potem chodzą zakręceni
I śmieją się z nas dziadków
Będą śmiały się w twarz grupy dziesięciolatków
Że gramy w piłkę, że chodzimy na ryby na siłke
Oni widzą tylko melanż, normalność to dla nich feta
Nie powie rymem stary asceta
Zbierają walute, bo przyjedzie lekarz
Odebrany lek, źle, odebrany przekaz
Potem wlecze się kaleka, udaje człowieka
Hip-hopowa płytoteka, hip-hopowa dragonteka
Otwarta całą dobę, ruchoma apteka
A za nią w kolejkach młode grupy, tak podobne
Głodne tego co jest monotonne
Dlatego są dragi, nie raz ci uwagi nie zwrócę
Uważaj bo jeszcze tu wrócę
Wejdziesz w drogę to na glebę cię rzucę
A na razie cię podsunę po rade
Nie otwieraj się o przesadę

Ref.:
Trzymaj gardę mam dla ciebie pogardę
Twoje dragi twarde, nasze pięści twarde
Zobaczymy co jest więcej warte (zobaczymy, zobaczymy)
Zapewniam cię, twoje szanse marne (marne, marne)
Trzymaj gardę mam dla ciebie pogardę
Twoje dragi twarde, nasze słowa twarde
Zobaczymy co jest więcej warte (zobaczymy, zobaczymy)
Zapewniam cię, twoje szanse marne

[Liber]
Nie czuje się od nikogo lepszy
Ale gdy patrzę na stado tych wieprzy
Zrobię jeden wyjątek
Leje na was wrzątek (aaa)
Śmigus-dyngus
Jak wygląda początek, potrzebujesz dopingu?
Nudzisz się przy tanim winku?
Ekstaza, ekstazyna do tego zapalniczka i benzyna
Stare portfele wciąż przycina (kurwa)
Codzienna rutyna, jego zarobek
O niczym stale nie wie, bo jest snobek
Synalek opuścił żłobek
Wszedł na swoją drogę
Usłyszał produkcj hip-hopowe
Zrozumiał, że dragi są zdrowe
Że należy zgolić głowę
Syndromy typowe, jednakowe
Dla was ćpuny jeden prosty dwa sierpowe
Wiem, że odebrało wam mowę
Ale mówię prawdę, więc trzymaj gardę
Trzymaj gardę, trzymaj gardę

[Kris]
Wiele osób tak się kręci
Skałka z lekkości i nie chęci
To proste, umysłowi impotenci
Za lat kilka klasa śmieci
Nie bądź zaskoczony, gdy przeze mnie osaczony
Za wygłupy zostaniesz skarcony
Ja o prawdę walczę
Jeśli nie wystarczę to znajdę wsparcie
Dywizji natarcie
Zawsze są poszkodowani
Zaatakowani bo za cwani
Twardzi wirują jak naćpani
Później głowa na dół
Wiesz, nie zawsze mogę walnąć dla przykładu
Nie znamy układów gdy na plecy patrzysz
Dla nas jesteś nikim jeśli sam nic nie znaczysz
Nic nie znaczysz, nic nie znaczysz (to dla ciebie)

Ref. x2

Niektórzy ludzie nie znają granic
Nie znają granic i dlatego je przekroczą
Przyjdzie pora na to, bądźmy cierpliwi

Ref.
VNM:
Cześć to ja VNM, wypierdalam jak najdalej stąd
Wódka nie pomaga na to, walę to, nalej ją
Zobacz jak rap nas pozmieniał
Wypijmy za niego, za najlepszy rap z podziemia
Piona dla tych co poszli za mną w ciemno
Po to, by zobaczyć światła co gasną, bledną
Spoko ziomek, choć trochę bolą mnie skronie
Moje dzieło tu wydaje się dokończone
8 lat dawałem rap blokom
Najlepszy raper dla mnie powiedział, że mój track spoko
Nagrałem pod beat Magiery, mam track z Sokołem
Wiesz co, cieszy mnie to jak ja pierdolę
Choć nie byłem nigdy z domu bogaty
Przeze mnie król podziemia zszedł z tronu do szafy
Grałem z najlepszymi w podziemiu (prawda)
Rap? nie jestem winny jemu nic, weź tego ty mi nie mów
Moją płytę ma 20 tysi czy coś
Zostało kilka stów, reszta wisi mi coś
Powiedz mi, że na każdej złotówkę skoszę
Wyjebię ich jeszcze kurwa z osiem
Nie robiłem disco, ucz się ode mnie
Bo choć jest z tego sos to jest wszystko sztuczne
Bo jak rap to dupa, prędzej godnie zginę
Niż wyrwę ją jak amator na johimbinie

Nata: [x2]
Powiedz czemu, powiedz jak, powiedz po co
Jeżeli sam mówisz nie wiem i gubisz siebie
Jeśli widzisz w tym jakiś sens
I sam wiesz czego chcesz, nie uciekaj, nie uciekaj

VNM:
Nie mów, że nie masz tak, że od chuja się starasz
A wiara topnieje tak jak wosk na piórach Ikara
Miałem tak wiele razy ziom, to już koniec
Jak nie odlecę zaraz stąd to utonę, ta
Przez to moje nerwy są schorowane
Dobrze, że moja niunia trzyma wciąż oko na nie
Za kilka lat z mojej płyty nie wiem co zostanie
Włączę ją czy pierdolnę nią o ścianę
O prawdy życia nie pytaj, nie mam ci nic do powiedzenia
Prawdą była ta muzyka i co z nią?
Ty ej, ogólnie to nie wiem
pozwól, że tak ujmę to: chuj mnie to
Chciałem mieć tylko ekstra cash na czesne
Pieprzę po koncertach ekspres, seks na mieście
Rap kradł moje serce w wersach, wierzcie
Ej złodzieju, weź się pieprz nareszcie
W undrze robią go incognito, na chuj mi to
Dla mnie to pociąg do nikąd
Jadę nim a to śliska droga
Muszę wyskoczyć z niego zanim zabierze mnie do wypizdowa
Rap nie jest fajnym przyjacielem
On tylko bierze dużo ale oddaje niewiele
Dla wielu jest festynem, dla mnie to sentyment
Do przejścia tej granicy już dzieli mnie centymetr

Nata: [x2]
Powiedz czemu, powiedz jak, powiedz po co
Jeżeli sam mówisz nie wiem i gubisz siebie
Jeśli widzisz w tym jakiś sens
I sam wiesz czego chcesz nie uciekaj, nie uciekaj

VNM:
Ludzie piją za powroty, nie będę tak pił
Ja piję za rozstanie, jest ekstra ej ty
Do pełna wlej mi z butelki tej J.D.
Bo nie zapowiada się na comeback jak Jay-Z
To tylko rap, ale wiesz o mnie dużo w chuj
Mówię prawdę, typa jak ja nie będzie długo tu
Nie chodzi o to, że mój rap buja
Tylko o to, że wiesz, że nie robi cię kurwa w chuja
Zawsze chciałem hajs z rapu, nie jestem ćpunem
Ale wydaje mi się, że to lepsze niż hajs w cracku
To nie jest sztuczne jak na pokaz, tak kocham to
Synu, to jest kurwa rap, kochasz go? pokaż to
Ja go kocham kurwa dzieciaku
W necie fruwa mojego gówna ze sto tracków
Ty ściągaj to za free i się jaraj
Ja wypierdalam stąd, ej VNM nara

[propsy]

Nata: [x2]
Powiedz czemu, powiedz jak, powiedz po co
Jeżeli sam mówisz nie wiem i gubisz siebie
Jeśli widzisz w tym jakiś sens
I sam wiesz czego chcesz nie uciekaj, nie uciekaj
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo