Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Jestem na dnie, w nocy we dnie,
łapię fale krótkie, długie, średnie,
siedzę w sednie, myśl mi blednie,
sam sobie, sam głowię się mętnie,
myśli wyślij, kto wymyślił je,
myśli szukać? nie wiem gdzie,
głębia, wiesz co, bierz co, masz to,
weź to, daj to drapieżcom.
Harde, czarne, sztuki sakralne,
zimno subpolarnie daje centralnie,
świat na szach i mat, białe i czarne,
pola jak cola, w dni upalne,
marnie hmm nie tak łatwo, dobranoc,
zostaw zapalone światło.

Ref.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie

Fokus

od dna, odbija instynkt, sęk w tym,
że każdy sukinsyn nadęty to zwęszy,
i wie gdzie cię uderzyć - uważaj!
spadniesz, będziesz na dnie, nie poddawaj się, wstawaj.
od dna, odbija chęć, wiesz - uwierz,
że ten dzień nadejdzie prędzej niż mówię.
pretendenci do tronu mają ostro w czubie,
niejeden ci tlen zakręci, i dzięki.
Pójdziesz na dno, wszyscy kradną,
inni, wiedzą nie jest łatwo, bezrobocia współczynnik.
to fakt, od lat niewinni, silni młodzi,
sami na to wpadną, babilon, dobrobyt.
rap mą tratwą, prosto w oczy kataraktą,
patrz czas cały, gnoje wpadną na skały,
co jest?, to wodopoje chwały gnoje, co jest?
świat nigdy nie był i nie będzie doskonały.

Ref.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie

Bezwzględny, zmęczony, zmartwiony,
plan zmian plan błysków, istotą pomysłów,
zmysł zmysłów, dno, dnoceanu żadnych planów,
jeden nałóg, znaj mnie, znajdź na dnie tonę w sobie, stojąc na głowie, za karę w kącie błąd błądzę,
sąd na sobą sądzę, ja rządzę trącę,
jak szkło wszystko nisko, trzeszczy, drży, dźwięczy,
ja dno kruchy urok, zło, tło, głębia i to,
przerażony zbrodnią,
rozszalały umysł skwierczy jak pochodnia,
od środka wsadzony do ognia,
oprzytomniej oprzytomniał,
rani, pali piecze, do dna lecę, tonę ja czy kto,
co?, jesteś jak namiętnych pocałunków szczęściem,
smutku odzwierciedleniem, rozczarowania prostym gestem, radości chwilą, tak bólu szansą na ucieczkę
i śmiechu szczeblem, łza czystości sercem.
Susza tłumi, zagłusza, wywija i o dno wali,
zachwiany?, zachwiany.

Ref.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie


W oddali pyk pyk cyk cyk tyka dotyk rusza,
fala ogłusza mnie i zagłusza wiesz,
na własnym titanicu gdzieś tam gdzieś tam gdzieś,
podwodna żegluga smuga,
a strona druga za-agatka,
ma-aha se zagadam zgadnij zgaduj,
wynajdź i wynajduj i znajduj spokój,
wy-pad, sły-chać jęki, stęki, męki,
mętlik, mąci, nęci, chęci,
i fragmenty zapuszczone jak korzenie,
a czy wydostać się zdołasz,
czy podołasz z d-n-o z doła,
z morskich fal, ich żal oceany i morza o zgrozza,
oto ich odwieczna proza.

Ref.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie

Śliwka Tuitam

Dobra.
Syk losu osób, rwał ile chciał kłosy włosów,
a zasób słów rósł z chaosu.
Obok bok w bok i ja i kwiecie lotosu,
a było nas tu ze stu,
historia jak ze snu i minki.
Te ludziska, mam dla was nowinki, prosto z serca,
co na styk tyka przez pyki, to nawyki PFK kliki,
co tuła się w murach od samego rana,
poranna fama co jak budzik budzi,
tego co jak kamień zaklęty spał,
szał pał niczym w San Paulo łał
i oszalał niejeden rapstar przez dar,
który ten tam na górze mi dał,
w mig jak nić wplótł mnie w ten rap miting,
raping, kosmiczny jak E.T.
Ja i ty, oko w oko głęboko.
Pi-pi-ja-ja-ni CDS.
Tak na oko jest wysoko gdzieś,
bijąc piątki obłokom, no to cześć.
(obłokom no to cześć,obłokom no to cześć)
[Bilon]
To pieniądz brudny, pieniądz jest zły
nie to nie tak, panem musisz być ty
spełniać swe sny, na jawie dbać o wpływ
z niczego coś - możesz wejść do tej gry.
Ulica twarda jest, więc zapnij pas
i zus okrada nas, tylko szmal sos hajs
kasy fiskalnej trzask
daj tyle ile masz
pozostaw wartości - tak funkcjonuje świat
i znów zabrał kogoś piach, bo strach
nie pozwolił mu się bać
tralala kurwa mać
pieniądz pokój ma mi dać
mojej rodzinie start i z tobą bracie fart
kiedyś ciężki track dziś bawełniany szlak
pozostaje sobą, jak dobrej trawy smak
nieraz mówili mi - o swoje walcz
do przodu śmiało wal
życie tak krótko trwa
poza ludzką krzywdą, błogosławiony dar
zamieniam ten track na podróż w inny stan
nie materialny haj, zanim weźmiesz daj
budujmy lepszy kraj, jestem z wami, elo bye

[Wilku]
Nielegalne interesy, maszynka sos liczy
Diil Gang nielegalny uniwersytet ulicy
musisz być sprytny, jeśli chcesz być na powierzchni
musisz być ambitny, lecz nie bądź śmieszny
jest tak - nie chcesz mieszkać tam gdzie w oknach kraty
zostaw to, zostaw, idź do uczciwej pracy
siedzą ziomy na boisku, grają w kosza, piją browar
stoją łebki pod szkołami opychają dzieciom towar
prawdziwe słowa, twój koniec jest bliski
uważaj, bo życiowy parkiet bywa śliski
bałeś się bólu i sprzedałeś brata na komendzie
on wyjdzie - a bez bólu i tak się nie obejdzie
jesteś w błędzie - jeśli myślisz inaczej
krwawe pieniądze, wymuszenia i haracze
narkotyki, broń, prostytucja i napady
brudny pieniądz w twojej dłoni na to nie ma rady
przyjacielu błądzących na swojej drodze spotkasz wielu
wytrwale podążaj do wyznaczonych celów
w stu procentach oddaj się swojej zajawce
by nie obudzić się z pustą butelką na ławce.

[Bilon]
Ci, którzy działają w branży od dawna
to Ci, którzy działają cicho i spokojnie.
A Ci, którzy chcą wszystkiego naraz:
dziewczyn, blasku, pieniędzy
Oni nie przetrwają.
Nie wiesz jak to jest
Kiedy zakładam swoje ciemne okulary nocą
Widzę więcej niż inni
Wszystko co było dotychczas
Wydaje się takie proste

1.
Przysłania cały twój świat,kiedy wypina dupę
Jej ulubiona pozycja nie na psa, a na sukę
Chce coś z życia
Wie, że skończy się zgonem
Piękne ciało, jak każde inne gdy rozłożone
Chce coś z życia
Atramentu nocy treści, nie formy
Zbiera pamiątki z miejsc swoich zbrodni
Chce coś z życia
Jest tu gdzie szelest, dzieciak, papier
Gdzie pije się krew ludzi
I żywi ich strachem
Nie jest tępą rurą jak te wszystkie inne dupy
Pieniądze szczęścia nie dają
Dają je zakupy
Image twojej ex, był chuja przy niej wart
Czarny lok, puszczał farbę, na styrany kark
Nie zobaczysz jej raczej wśród sprzątaczek
Jej uniform to latex, słuchaj dzieciaku
Jędrne uda, mokra, gorąca pizda
Na jej nogach, nie odnajdziesz siatki żylaków
Dla twoich starych, prawdopodobnie, jest przeklęta
Nie każdy szanuje pracę w biurze obsługi klienta
Pamiętaj, za każdym razem gdy się przytula
Diabeł tkwi w szczegółach, uściśnij dłoń, połóż króla

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką

2.
Stop klatka, psychodeliczne światła w orgii
Studiujesz szczegóły jej anatomii
Mokry orgazm, soki z parującej cipki
Odpowiedź na każdego mężczyzny skryte modlitwy
Przebrana za zakonnicę, ty pod jej habitem
Gotowa na gromnice Ty liżesz jej i
I nie ważna cała reszta (reszta)
Kiedy na niej się rozgrzesza
Każda noc, poza nią żadna się nie liczy
Po portalach szukacie wspólnie niewolnicy
Nie wiesz, nie wiesz co tracisz leszczu
Nigdy sucha, jak lato bez deszczu
Jej słodka, otwarta tylko dla Ciebie rana
Wabi jak darmowy kibel na złoty strzał narkomana
Chociaż ona na kolanach, trzyma Cię za jaja
Kocha kochać, kocha być kochana

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką

3.
Mógłbyś porwać z nią samolot, wy dwoje, sami
Tymczasem leżysz z głową między jej udami
Jesz ustami, dla niej to chleb powszedni
Ty czujesz się jak wegetarianin w rzeźni
Kiedy stoi przed Tobą naga
Skurwysynu, bądź mocny i opuść szlaban
Gdyby chciała Cię kiedykolwiek zostawić
Wiesz, że będziesz musiał ją i siebie zabić
Liże Cię po twarzy czysty atawizm sapie
Ciągniesz ją za włosy, opierasz o parapet
Pierdolony skowyt z okna nocy dziewięć godzin
Likantropia, zwierzęca satysfakcja
A po stosunku pocałunek, niby szuka pocałunku
Uciekając z rana, tylko udaje wstyd
Boże, co byśmy zrobili bez tych cip

Ref.
Jej każdy ruch, smak tych ust, kształtny biust
Ona jest jak w dłoni nóż
Do twojej kieszeni wejdzie twoją ręką
Uno momento, zwolnij tempo
Zakładasz jej kajdanki, na oczy wiążesz szal
Ona wbije Cię na pal, Femme Fatale
Czułe podszepty na twoje ucho
Jest twoją suką, najlepszą suką
Tak, właśnie tak, tak! Rychu Peja!
Rychu Pe SoLUfka, tak! Właśnie tak!
Specjalnie dla chłopaków ze Spółdzielni
P-ń Szczecin, tak! Ajjj!
Kiedy sprawdzasz moje wersy, na tym bicie, tekst w zeszycie
Te trzy miasta w nich kotwiczę, takie życie te ulice
Jestem to brzmi dumnie, plus to brzmienie brudne
Od lat rapem się trudnie, nie wyglądam tak paskudnie
Jak mnie media chcą kreować, nie umią się zachować
Moim miejscem jest scena, na niej chcę się zacharować
Do końca przy tym zostać, chcesz? To spróbuj sprostać
Naszym wymaganiom, potrafisz? Możesz zostać!
Jestem ważna postać, bo uważam się za kogoś
Jestem ten jegomość, który pizga w leszczy srogo
Zderzysz się z podłogą, po tym haku leżysz łaku
Na kwadracie u chłopaków, co w Spółdzielni staną brahu
Rap bez obciachu, bo tu nie ma co rozkminiać
Szybko tu nawijam, jeszcze szybciej się zawijam
EuroCity "Berolina", Rychu Pe zna ten klimat
Prawdziwy rap nas trzyma, wszystkich razem jak rodzina!
Otwieram oczy zlany potem pokój ujebany błotem
Wali alkoholem lokum wokół pare zgonów spokój
Boże jak się tu dostałem no chuj myśle mieszkanie w bloku
Ide w nieznane w toku dalej fajer na widoku
Odpalam faje nic nie zapamiętałem
Co mi zostaje chwytam typa i się pytam czy poznaje mnie
Litanie mu nadaje w sumie mu się nie udaje
Unieść aktu rozmawianie tudzież oddychanie
Chuj z baranem jade dalej budze jakąś typiare
Ta mi tu na luzie wstaje bez kitu ma przejebane
Włosy ma powyrywane ale to frajer rutyna bo bajer
Jest dalej dziewczyna przeklina straciła pamięć czaj klimat
Pytam ją jak się nazywa ona że nie wie i rzyga
Potem że chyba Monika, nie wierze bywa nie wnikam
Unikat mówię ci szczerze bo reszta miała tak samo
A ja bym chciał się dowiedzieć co tu się stało
Rozjebany wazon w chuj butelek flaszek cały szereg mało
Piasek wszędzie jebie haszem zjarane fotele
Co tu się działo wiem niewiele jeszcze mniej ci ludzie
Amok, dzielnie biere natlok usterek i dalej móżdże
Pamiętam żę w niedziele byłem w klubie albo na domówie
W sumie nie wiem gubie się na pewno piłem wóde
I może to ceregiele głupie i się nie naucze
Że alko zbyt wiele łupie po systemie jak po dupie
WC moim celem celuje podniebieniem
Musze wyrzucić to siebie nim wróce topie skojarzenie
W głowie mam niewiele tak boli mnie myślenie
Lecz jak się skupie to wykupie abonament na wspomnienie
Sprawdzam zegarek na lapie, połapie się przecież
Lukam na date czaisz patent 2010
Chyba nie jestem na czasie ja cie, to było w niedziele
Ale nie w tym roku raczej coś z tym wyświetlaczem jest - nie wiem
Chyba mam zasięg, chwytam za phona pytam zioma
Który rok dziś macie bo coś mi jebie po oponach bracie
Nie wiem to choroba total jestem nie w temacie
Stary idź do psychologa albo zmień kuracje
No kurwa kumaj akcje jak to dziwi tego poranku
Mam takie atrakcje że wyśle CV do lunaparku
Bani fragmentacje nawyki do wykitowania na bank tu
Zostało mi jakieś 4 dni i 25 taktów
Dobra powracam do faktów niewiele ich tu goszczę
Poza tym że po melanżu straciłem 4 miesiące
Kurwa nie dobrze chwytam czteropak wychodze
Wszystko na opak po drodze to grozy kino ku przestrodze
Łapie 148 i zawijam na chate
Siadam na kompie rozkmina czy to nawijam naprawde
A jaki był tego finał nowina stary nie pytaj odpalam neta
I czytam że dziś wychodzi ta płyta
A na chuj mam z toba gadac zadnych korzysci z tego nie mam
przestan dupe mi zawracac patrz jak za biznesem biegam
po co z toba wspolpracowac
jestes nikim wes zobacz
jestej nie wart moich bitow
chcialbys ze mna rapowac ?
nie chce sluchac twych problemow
mam ochote sie najarac
chce miec wiecej nie chce gadac
moj egoizm chce wspomagac
i rozwija go dziewczyna, dziwka jesli nie dasz wybacz
nie uslyszysz komplementow zadnego milego slowa
nie mam z tego korzysci to po co z toba mam zartowac
po co dyskutowac
chcesz zapytac mnie o godnosc ?
o bezinteresownosc ?
a co to dzisiaj znaczy
w kolo pelno naciagaczy
tyle samo naiwniakow
na slepo mi ufaja, sami siebie przekrecaja
bo z byt mocno chca wierzyc ze w porzadku ludzi znaja
na slepo mi ufaja, sami siebie przekrecaja
bedzie dobrze powtarzaja
pieknie plyna, nie wracaja

Peja egoista i wszystkie wkurwione rymy
pomysl chytry jak skurwysynów przechytczyć
jak on komu tak on tobie
skurwysynu wez sie dowiec
ja nie pomoge tobie jesli czujesz sie lepszy
Skurwysynu, przestan kolo nas weszyc

E-GO-ISCI brudni,czysci
swiat pelen zepsucia, skurwialej zawisci
niewiele spraw bez przeszkod idzie po twojej mysli
kazdy patrz na korzysci EGO EGO EGO-ISC
zycia bezwzgledne reguly
pieniadz pozamiatal wszystkich
a twoj przecwania instynkt
zmusza cie bys ranil wszystkich
mysla tylko o sobie o potrzebie o moj Boze
wierzysz ze ci pomoc moze
to jak srodek docelowy
nie oceniam, nie osodzam
bo nie o nas jest ten motyw
byles kumplem okazales sie frajerem
nie ty pierwszy w chuja walisz, bez nas zostajesz zerem
a ja zapomne o tobie tak jak o wczorajszej czkawce
zgasniesz szybko jak mi minutówka na klatce
pograles z nami w chuja ?
nie wystarczy zwykle sorry
bede bezwzgedny jak nagonka na terrory

Peja egoista i wszystkie wkurwione rymy
pomysl chytry jak skurwysynów przechytczyć
jak on komu tak on tobie
skurwysynu wez sie dowiec
ja nie pomoge tobie jesli czujesz sie lepszy
Skurwysynu, przestan kolo nas weszyc

Peja egoista i wszystkie wkurwione rymy
pomysl chytry jak skurwysynów przechytczyć
jak on komu tak on tobie
skurwysynu wez sie dowiec
ja nie pomoge tobie jesli czujesz sie lepszy
Skurwysynu, przestan kolo nas weszyc
Zrozum, choć tyle rzeczy różni nas na pozór
Mimo wszystko to wiele rzeczy łączy nas obu
Każdy ma własny rozum, każdy po swojemu żyje
Znowu kolejny teks a trudno znaleźć sens jest na ogół /x2

Tak samo ja Ty oddycham jak Ty jak Wy i tak my
Znam tych i Ty tamtych Ty starczy tak samo pijesz-pij
Melanżuję jak Wy nie jednak wiesz tego bądź pewny
Zaboli krzyknę albo ugryzę się w język
Pierdolę bitwę wole wojnę zwyciężyć
Być nie zły być sobą tego chcesz? Ja tak samo
Być lepszym niż wczoraj wieczorem dziś rano
Być pewny swojego i swoich na czym się stoi
Bo mnie tak jak ciebie kiedyś porażka zaboli
Bo tak u mnie jak u Ciebie łzy płyną słone
Jak Ty muszę wybrać w którą iść stronę.
Z fasonem i twarzą taką jak przedtem
ale wiesz co? Ja piszę Ty słuchasz to jest najlepsze
jedyna różnica? Wątpię..
ale jedyna w tym tekście kończę...

Zrozum, choć tyle rzeczy różni nas na pozór
Mimo wszystko to wiele rzeczy łączy nas obu
Każdy ma własny rozum, każdy po swojemu żyje
Znowu kolejny tekst a trudno znaleźć sens jest na ogół /x2

Podejrzewam że nie różnimy się aż tak wręcz odwrotnie
Wierzę że mamy podobną opcję. Że Świat który ty widzisz za oknem
Że Świat w którym ja dorosłem mówiąc najprościej jest taki sam
Podejrzewam że nie różnimy się aż tak zrozum
Chociaż na pozór trudno to wszystko dostrzec
Jak Ty podobnie reaguję jak mam problem
Znowu wkurwiam się jak mam tylko jakiś powód
A Ty? Ty pewnie też tak samo masz na ogół
Proste nie jesteśmy jak dwie wody krople
Ale Tobie i mnie te tematy nie są obce
Nawijam o tym Ty o tym słuchasz bo w tym moc jest
Ja daję rym na bit w Tobie to wzbudza emocje
Widzisz? Słuchając możesz to co ja widziałem dostrzec
To takie proste obaj jesteśmy tylko ludźmi
I wiesz co ? Jesteśmy tak podobni choć tak różni...

Zrozum, choć tyle rzeczy różni nas na pozór
Mimo wszystko to wiele rzeczy łączy nas obu
Każdy ma własny rozum, każdy po swojemu żyje
Znowu kolejny tekst a trudno znaleźć sens jest na ogół /x2
Ej ja tylko chciałem poukładać swoje życie
Potańczyć do brzmienia twoich złotych skrzypiec
Teraz jestem skazany na te bicze
Za wcześnie na to by palić na twoim grobie znicze
Bóg nie umarł jak mówił kiedyś Nietzsche
Taki to nie koncert życzeń i przyczyn
Widzisz kilka przyczyn tego stanu rzeczy
To nie mity wyczyn jak skity
W życiu przerwa luz
Mnie to rusza jak czarodziejski mus
Wszyscy chcieli by grać w otwarte karty
Jak na otwartym może głośne szanty
Głos zdarty polityczne kanty
Wszyscy wiedzą że to nie są wcale żarty
Płynie taki świat się burzy
Kruszy mury a co mówię bzdury
Który to rok nastał?
Ile lat minęło?
Co dopóty gdzie te wolne miasta?
Wolność słowa prawa Piasta
Wcale to nie jest taka sprawa jasna

Nic kompletnie nic tutaj nie mów
Bo było to tu wcześniej już
Bo ja znam to najlepiej
Bo to było to tu już

Nic kompletnie nic tutaj nie mów
Bo było to tu wcześniej już
Bo ja znam to najlepiej
Bo to było to tu już

Krótkowzroczność to największy ból
Nie zostanę królem nawet jak bym mógł
Bo nie o to chodzi to nie chodzi o to
By być na topie by ślinić się na tron
Ej zapomnij o wszystkim
Tym czymś się czym patrz na symbol snów
Tylko tryumf liczy się tu nie ten materialny
Nie ten idealny
Ziemski jak ludzki człowiek
Nie ten mesjalny lodowiec
Który topi się ze złości nienawiści
A ktoś żywi zimnym chłodem
Wolnym krokiem idę bokiem
Lukam na ten pośpiech zwany tłokiem
Ludzie pchają się między rokiem 2003 a 2008 2009
Wielki bunt koniec z tym jak grom na tłum

Nic kompletnie nic tutaj nie mów
Bo było to tu wcześniej już
Bo ja znam to najlepiej
Bo to było to tu już x4
Gdybyś tylko mógł to co byś zmienił, co ?
Tu gdzie żyjemy, w miejskiej przestrzeni
Problemami gnieceni, przed siebie dalej brniemy
Gdybyś tylko mógł coś zrobić
Co byś zrobił, żeby pomóc człowiekowi

[Zółf]
Zastanawiam się nad tym co bym cofnął, zmienił
Oby to by było dobrze, żebym dobrze to ocenił
Co zmienić bym chciał, wiesz wyrzucił z życia
To kiedy komuś stała się krzywda
Kiedy poleciałem na równowagi skrzydłach wysoko
Nad bloki, BMW, za wysoko, tak jest już
Na szczęście nie spadłem jak Ikar, jak i tam tak i tu
Za blisko słońca kończysz żyć już
Słysz mnie, zmienił bym podejście do szkoły
Oczywiście dziś wiesz, był by to priorytet
Tak myślę, tak żyć chce w świecie wartości
Gdzie warte są pieniądze a nie umiejętności
Co bym zmienił ? Paru pseudo typków
Nie dopuścił do nagrania paru pseudo hitków
Anielski pył, koniec promowania syfu
To ścieżki diabła, choć anielsko białe
Cała prawda za każdym razem przez ciebie staje się martwa
Za każdym razem słyszę fałsz, gdzie jest prawda
Zmieniłbym to, zmieniłbym ile mógłbym
Spokojną przyszłość dla naszych dzieci
Tego nie kupisz

Ref. x2

[Ekonom]
Zacząłbym chyba od wojen
Żeby ten świat mógł nacieszyć się pokojem
Cały terror bym wysłał w pizdu z wyścigiem zbrojeń
A te wszystkie mądre głowy co zmieniają ustroje
Wysłałbym wiesz gdzie, wtedy byłoby nieźle
Ej, nie mają pracy młodzi ludzie po studiach
Telewizja kłamie, próbuje z ciebie zrobić durnia
Następne wybory - do zobaczenia przy urnach
Nie ma zmowy milczenia, polski rap wyszedł z podziemia
Słuchaj jak bym pozmieniał rzeczywistość co jest tutaj
Wszędzie układy a demokracja jest krucha
Stary człowiek ledwo kaszle, tak by złapał bucha przecież
To miało wyglądać odrobinę lepiej
Nie ma kłamstwa i przemocy, to proste
Każdy mieszkaniec zadowolony żyje w Polsce
Na sklepowych półkach wszystko tanieje, a nie jest droższe
Widzisz, tylko kto ma siłę by zażegnać kryzys

Ref. x2

[Zółf]
Ty słysz to, co bym zmienił, dużo jak ty - wszystko
Żeby każdy docenił to co ma czyjąś bliskość
Żeby każdy szanował czyjąś wolną wole
Słowa miały wartość, co jest ?
Słyszysz, ej ty słyszysz, słuchasz
Łatwiej po spaleniu, ściągaj bucha
Chuchał na swoje dziecko każdy by rodzic
Prawdziwy byłby każdy, nie słodził
To bym pozmieniał i wiele jeszcze
Ale mogę tyle co wy, uwierzcie

[Ekonom]
Nie byłoby tylu chorób nieuleczalnych
Nikt by szybko nie ginął
Chciałbyś zobaczyć horror musiałbyś odwiedzić kino
Owszem, wtedy wszystko byłoby o wiele prostsze
Jak ktoś takie życie zna, to ja takiemu zazdroszczę
Mglista przyszłość, to tą mgłę też bym obszedł
Też bym dał ludziom dużo pieniędzy proste
W błyskawicznym tempie świat poczynił by postęp, progres
Zmienić mentalność ludzi byłoby dobrze
Kiedy rap stawiał w Polsce pierwsze kroki.
Raperzy nie znali w Warszawie jeszcze smaku koki.
Tliły się jointy na osiedlach, ktoś opalał fifkę.
Na Ursynowie piana smakowała jak nigdzie indziej.
Wtedy ja - młody, nieskażony tym gównem całym.
Kiedy przyjaźń była więcej warta, niż te miliardy.
Kiedy przyjaciel dzwonił, nie tylko wtedy kiedy coś chciał.
Rzeczywistość była szczersza, nie prostsza.
Bo mam przyjaciół, fakt. Garstkę małą.
Nie znają rapu, ale znają mnie lepiej niż dekalog.
I czy siedzą w Polsce, czy gdzieś na wyspach.
Jest zasada - ile dasz, tyle możesz skorzystać.
Kiedyś ja, młody i naiwny, wierzyłem w wielu.
ale poszli w niepamięć, jak jebany, letni przebój.
Nie pamiętam słów i słabo pamiętam melodię.
Ja dorosłem i ich nie ma, i z tym mi jest dobrze.

Ref.
Znów wchodzi do studia. Jaraj się tym.
Ty mnie nie zniszczysz. Każdy z nas się zmienił.
To owoc, który dojrzewał latami.
Chcąc cofnąć czas to i tak bym go nie cofał.
To jest moje miejsce, bo kocham to miejsce!

Ja dorosłem do rapu, Ty dorosłeś do rapu.
Dorośliśmy do rapu razem.
Zmienił się świat, tak minęło parę lat
ej, lepiej późno niż wcale.
Ja dorosłem do rapu, Ty dorosłeś do rapu.
Taka właśnie jest rzeczy kolej.
Było gorzej, było lepiej, było lepiej, było gorzej.
Razem przeszliśmy długą drogę.

Mimo, że miałem już w ręku swój dowód osobisty,
to robiłem głupoty, za które teraz wstyd mi.
I tak robiłem i pisałem, pisałem i robiłem
a jak żyłem, nagrywałem i tak kolejną płytę.
Zapychałem słowami pustymi jak bańki mydlane.
Czuję się winny, więc pierwszy rzucam kamień.
Pierdoliłem o szampanie, dziwkach i melanżach,
imponowała mi branża, teraz dla mnie gówno warta.
Wszystko z tych rzeczy warte co spluć.
Więc spluwam i zostawiam za sobą to gówno.
Musiałem dorosnąć, musiałem tę drogę przejść.
Może byłbym gdzie indziej, gdybym wybrał inny skręt.
Musiałem spotkać osobę na swojej drodze,
dla której szczęście własne jest mniej warte niż moje.
Nauczyła mnie wiele i tak wiele zrozumiałem
i tak dorosłem do rapu, lepiej późno niż wcale.

Ref.
Znów wchodzi do studia. Jaraj się tym.
Ty mnie nie zniszczysz. Każdy z nas się zmienił.
To owoc, który dojrzewał latami.
Chcąc cofnąć czas to i tak bym go nie cofał.
To jest moje miejsce, bo kocham to miejsce!

Ja dorosłem do rapu, Ty dorosłeś do rapu.
Dorośliśmy do rapu razem.
Zmienił się świat, tak minęło parę lat
ej, lepiej późno niż wcale.
Ja dorosłem do rapu, Ty dorosłeś do rapu.
Taka właśnie jest rzeczy kolej.
Było gorzej, było lepiej, było lepiej, było gorzej.
Razem przeszliśmy długą drogę.
Ciemna noc, na drodze gwiezdnej biżuterii księżyc
A może to ktoś z góry patrzy na nas z przerębli
Nic nie jest pewne, tym bardziej tutaj wierz mi
Gdzie jest dyrygent tej pieprzonej orkiestry
Mgła już opadła, wszyscy zawiedli
Rozczarowanie to chleb powszedni
Nie są możliwe już happy end'y
Wszystko jest jasne, pierdol to, biegnij

[x2]
Nie oglądaj się, pierdol to, biegnij

Mama dobrze mnie wychowała, nigdy tak nie mówię
Nie jeden pedał by powiedział, że ma wszystko w dupie
Sztony niesie krupier, z lodem piję setkę
Dwa palce przy skroni, puść w ruch tą ruletkę
Gdybym miał pistolet dawno strzeliłbym już sobie w głowę
Złap tą metaforę, pójdźmy dalej trochę
Stolik, obok życie jak pieprzony poker
Kto zgarnie tą flotę, kto rozbije bank
Być jak John Malkovich, być jak Donald Trump
Na szali wszystko co miałem i będę miał
Kto odwróci pierwszy wzrok, czyj runie plan
To zimny świat, jedynie łzy tu parzą
Na policzkach ciekły azot
Człowieka to wewnętrznie niszczy
Na co dzień w cztery oczy, twarz pokerzysty
Fałszywe mordy, które były ze mną
Dziś ich uprzejmość jest dla mnie obelgą
Kto jest kto, kto szczery, kto hipokryta
Komu każde słowo jak piasek w zębach zgrzyta
Uciekasz, bierzesz rozbieg, skaczesz ze skały
Modlisz się w duchu by anioły Cię złapały
Znów zabijasz swego Boga, kryzys wiary
Są rzeczy nad którymi nie mamy władzy

[x2]
Nie oglądaj się, trujący jak bluszcz
Ludzkich uczuć mur, spycha Cię w dół
Serce pęka w pół, ból, pierdol to, biegnij

Teraz wgryź się porządnie ale przełykaj po trochu.
Mdły sok i miąższ strutego owocu
Smak spłynie na wargi bukiet pogardy
Czujesz tą chemię nadpsutych przyjaźni
Niejedna akuszerka straciła do nas serce
Gdy odbiera poród załamuje ręce
Jutro będzie lepiej, niech tylko minie noc ta
To filozofia dobra dla małego chłopca
Proszę mnie zostaw ze samym sobą
Rozgrzebany rozdział chce złożyć na nowo
Mam już odpuścić czy dobrać w Black Jack'u
Podjąć ryzyko, zapomnieć o pechu
Pierdolnąć drzwiami, stamtąd się wynieść
Uciec duszą, chociaż bez grosza przy niej
Ludzie zawsze widzą to co chcą widzieć
Znów się stoczyłeś z powrotem pijesz
To obca ziemia, jesteś jak wróg
Najchętniej by Cię zamknęli, wyrzucili klucz
Zaciśnij zęby, sam niczego nie zmienisz
Uśmiechnij się, ręce schowaj do kieszeni

[x2]
Nie oglądaj się, trujący jak bluszcz
Ludzkich uczuć mur, spycha Cię w dół
Serce pęka w pół, ból, pierdol to, biegnij

Ludzie się karmią tym co Ci nie wyszło
I smucą tym co Ci się udało
Zauważyłeś?
Te twarze na które już nie możesz patrzeć
Zawinąłbyś się od tego gdzieś daleko
Przynajmniej na chwilę, ale to jest życie
Nie zerwiesz się, nie na długo
Musisz inaczej szukać przed tym syfem schronienia

[x2]
Nie oglądaj się, trujący jak bluszcz
Ludzkich uczuć mur, spycha Cię w dół
Serce pęka w pół, ból, pierdol to, biegnij
Daj start zaczynamy to zamieszanie x 7
Daj start zaczynamy tooo

Mam słów zamieć w planie panowie i panie
daj play, dawaj z tym ej grzej po membranie
przez litry potu i tony polotu - złap moją banie
bo mam manie na pisanie takich rzeczy -
nie zaprzeczysz ze poniekąd całego tego gówna to leczy
I chociaż masz to w mp3 a nie w oryginale
To gdy stoisz tak przede mną nie obchodzi mnie tow cale
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo