Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Jestem na dnie, w nocy we dnie,
łapię fale krótkie, długie, średnie,
siedzę w sednie, myśl mi blednie,
sam sobie, sam głowię się mętnie,
myśli wyślij, kto wymyślił je,
myśli szukać? nie wiem gdzie,
głębia, wiesz co, bierz co, masz to,
weź to, daj to drapieżcom.
Harde, czarne, sztuki sakralne,
zimno subpolarnie daje centralnie,
świat na szach i mat, białe i czarne,
pola jak cola, w dni upalne,
marnie hmm nie tak łatwo, dobranoc,
zostaw zapalone światło.

Ref.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie

Fokus

od dna, odbija instynkt, sęk w tym,
że każdy sukinsyn nadęty to zwęszy,
i wie gdzie cię uderzyć - uważaj!
spadniesz, będziesz na dnie, nie poddawaj się, wstawaj.
od dna, odbija chęć, wiesz - uwierz,
że ten dzień nadejdzie prędzej niż mówię.
pretendenci do tronu mają ostro w czubie,
niejeden ci tlen zakręci, i dzięki.
Pójdziesz na dno, wszyscy kradną,
inni, wiedzą nie jest łatwo, bezrobocia współczynnik.
to fakt, od lat niewinni, silni młodzi,
sami na to wpadną, babilon, dobrobyt.
rap mą tratwą, prosto w oczy kataraktą,
patrz czas cały, gnoje wpadną na skały,
co jest?, to wodopoje chwały gnoje, co jest?
świat nigdy nie był i nie będzie doskonały.

Ref.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie

Bezwzględny, zmęczony, zmartwiony,
plan zmian plan błysków, istotą pomysłów,
zmysł zmysłów, dno, dnoceanu żadnych planów,
jeden nałóg, znaj mnie, znajdź na dnie tonę w sobie, stojąc na głowie, za karę w kącie błąd błądzę,
sąd na sobą sądzę, ja rządzę trącę,
jak szkło wszystko nisko, trzeszczy, drży, dźwięczy,
ja dno kruchy urok, zło, tło, głębia i to,
przerażony zbrodnią,
rozszalały umysł skwierczy jak pochodnia,
od środka wsadzony do ognia,
oprzytomniej oprzytomniał,
rani, pali piecze, do dna lecę, tonę ja czy kto,
co?, jesteś jak namiętnych pocałunków szczęściem,
smutku odzwierciedleniem, rozczarowania prostym gestem, radości chwilą, tak bólu szansą na ucieczkę
i śmiechu szczeblem, łza czystości sercem.
Susza tłumi, zagłusza, wywija i o dno wali,
zachwiany?, zachwiany.

Ref.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie


W oddali pyk pyk cyk cyk tyka dotyk rusza,
fala ogłusza mnie i zagłusza wiesz,
na własnym titanicu gdzieś tam gdzieś tam gdzieś,
podwodna żegluga smuga,
a strona druga za-agatka,
ma-aha se zagadam zgadnij zgaduj,
wynajdź i wynajduj i znajduj spokój,
wy-pad, sły-chać jęki, stęki, męki,
mętlik, mąci, nęci, chęci,
i fragmenty zapuszczone jak korzenie,
a czy wydostać się zdołasz,
czy podołasz z d-n-o z doła,
z morskich fal, ich żal oceany i morza o zgrozza,
oto ich odwieczna proza.

Ref.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie.
Jawnie na dnie oceanu ja wiem,
tam gdzie zasne zanurzony na dnie

Śliwka Tuitam

Dobra.
Syk losu osób, rwał ile chciał kłosy włosów,
a zasób słów rósł z chaosu.
Obok bok w bok i ja i kwiecie lotosu,
a było nas tu ze stu,
historia jak ze snu i minki.
Te ludziska, mam dla was nowinki, prosto z serca,
co na styk tyka przez pyki, to nawyki PFK kliki,
co tuła się w murach od samego rana,
poranna fama co jak budzik budzi,
tego co jak kamień zaklęty spał,
szał pał niczym w San Paulo łał
i oszalał niejeden rapstar przez dar,
który ten tam na górze mi dał,
w mig jak nić wplótł mnie w ten rap miting,
raping, kosmiczny jak E.T.
Ja i ty, oko w oko głęboko.
Pi-pi-ja-ja-ni CDS.
Tak na oko jest wysoko gdzieś,
bijąc piątki obłokom, no to cześć.
(obłokom no to cześć,obłokom no to cześć)
Nie mów mi, że nie pójdziesz,
Nie mów i, że nie zrobisz,
Bez przerwy to powtarzasz,
Mam tego szczerze dosyć.
Nie mów, że nie masz siły
I jesteś już zmęczony,
Bo tak mnie tym zmęczyłeś,
Że ma już dosyć.

Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.
Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.

I będę sama chodzić,
O Tobie nie pomyślę
I pójdę tam i tutaj,
Ciebie z powrotem wyślę
Już się nie denerwuję,
Bo przecież nie ma o co.
Takie jak ja gdy chcą
To same sobie chodzą.


Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.
Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.

Chodź, proszę Cię chodź ze mną, chodź ze mną
Janie chcę sama, ja się boję
No, chodź, jest zimno i ciemno
Może byś ze mną poszedł do mnie?

Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.
Nie to nie,
Sama sobie wszystko zrobię
Sama pójdę, sama powiem,
Sama wezmę, wyjdę, zjem.

Nie to nie...
Nie to nie...
Nie to nie...
I ZWROTKA: PJUS

To była prosta gadka: ja i ta pani
Po kilku drinkach, jeszcze przed kawami
Jakiś klub przed nami, kilka osób i taras
Nie znam jej dobrze, ale wziąłbym od zaraz
Kiwa wypity balast, ale staram się słuchać
Ona mówi, że w końcu sam się oszukam
Ale co, jak? Proszę cię powtórz
Ona, że ma chłopaka i nie szuka innych chłopców
Ha, ja na odwrót, nie ma stałych kobiet
Jak taką spotkam, to chętnie ją pozdrowię
Tymczasem sobie stojąc, pijąc tu z tobą
Mógłbym nagle pójść i wziąć te dwie obok
Jestem swołocz? Ha, co za słowo
Mówią: Pjus na baby, ta gadka to nowość
Skoro masz tyle lat, mówi mi dalej
Mógłbyś przestać pić, przestać szaleć
Przegrasz talent, przegrasz ze wszystkim
Jeśli nadal będziesz brał te dziwki
Tu nie chodzi o cipki, czy stan twego krocza
Spotkałeś złe kobiety, widzę to po oczach
Spotkasz tę jedyną, będzie uhm urocza
Będziesz szczęśliwy, na pewno ją pokochasz
Ja niezbyt trzeźwy, widać to po ruchach
Kochanie pogadamy jak przyśni ci się kutas, wiesz

REFREN: MES, FLOW

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?)
Nie traktuj mnie jak te dziwki (przestań)
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
(Nie dam rady, wiesz?)
Ja będę dla Ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?)
Nie traktuj mnie jak te dziwki
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
(Nie dam rady, oł?)
Ja będę dla Ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

II ZWROTKA: PJUS

Jay nie ma problemów, w sumie to już emeryt
Nas mówi: fuck pimpin, ale w łóżku ma Kelis
Ja nie chcę dzielić tych lat w jednym związku
Nie chcę kwiatów już zwiędłych, ha po prostu
Na pierwszym krążku mówiłem: miałem ich parę
Jedne są simple, inne past, inne ssą dalej
I stale chodzi o nie i ten mój korzeń
Czasem jestem chamem, o mój Boże!
Najebany SMS'y, wiesz, zero wyczucia
„Królowo jesteś piękna, ja chcę się z Tobą ruchać”
Trudno, jak adresatka akurat nie ma chcicy
Gorzej jak ma akurat operację macicy
Czasem nie znam granicy, nie wiem gdzie przestać
Momentami je wszystkie ogarnia przestrach
Że coś chcą ciągle od takiego prostaka
Chciały fruwać? (aha) Mogły tylko poskakać

REFREN: MES, FLOW

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?, co?)
Nie traktuj mnie jak te dziwki
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
Ja będę dla ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

Mówiły mi, mówiły mi tak

III ZWROTKA: PJUS

To jest co? Chamstwo trochę jak Szybki Szmal
Jestem chamem? Trudno Ale czy być kimś mam?
To moje tempo, nie jakiś przód peletonu
To (mhm) nie spóźnienie czy brak telefonów
To brak symptomów mówienia im kocham
To różne akcje, które kończą się na szlochach (uh)
Czasem mi płaczą, że nie były na zakupach
Na ogół płaczą nad ranem, że boli je dupa
Kazia Szczuka powie, że jestem public enemy
Trudno co robić? Kaziu wpadnij, idziemy gdzieś
Kobiety lubią by bić je po twarzach
Same o to proszą, nie ma co się obrażać
I mówić, że moje akcje kończą się udręką
Dobra przynajmniej nie robię tego ręką
Pół żartem, pół serio, więc się zastanów
Fruźki wolą optymistów? Wyraźnie wolą chamów

REFREN: MES, FLOW

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie jak te szmaty
Do wycierania podłóg (co?)
(Jeszcze nie zacząłem)
Nie traktuj mnie jak te dziwki
(Jakie znowu dziwki, ha?)
Ten jeden raz butelki sobie odmów
(Nie umiem wiesz?)
Ja będę dla ciebie wszystkim (nie słuchałem ich)

Mówiły mi, mówiły mi tak:

Nie traktuj mnie (co?)
Nie traktuj mnie (nie znasz się, wiesz?)
Ten jeden raz (co? co? co?)
Ja będę dla ciebie wszystkim
(Proszę cię, przestań)

SKIT: STASIAK

On chory jest
Mogę pierdolnąć mój śpiewany flow
Hej dziewczyny
One jego chcą (oooooł)
Lubią to
Wyglądam jak LL Cool J
No może jestem grubszy tu i ówdzie (ha-ha-ha-ha)
Ale wiem to, że dziewczyny lubią zajebisty hip-hop
I chłopaki też lubią dobry hip-hop
Niezależnie od sytuacji zawsze broń swoich racji
To dla twojej informacji, reszta jest owiana tajemnicą
Jedni będą krytykować, inni się zachwycą
Jedni będą cir szanować, drudzy znienawidzą
Ale mam swoich ludzi, oni tak samo świat widzą (proste)
Chłopaki z Czumy dla was słowa życzliwe
Razem uczymy się tego co prawdziwe i fałszywe
Próbujemy osiągnąć to co się wydaje niemożliwe
Może ty mi powiesz jak przetrwać w tym państwie
Gdzie codzienność oparta jest na przekrętach i kłamstwie
Że w życiowym spektaklu pieniądz gra główną role
Kto szasta flotą, ma władze i kontrole
Spróbuj zrozymieć, zaznaczam specjalnie
Łatwiej dym rozpętać niż go skończyć triumfalnie
Pomyśl racjonalnie, bo nie ma co udawać
Jakoś w tym życiu trzeba sobie rade dawać
Kolejne kroki stawiać rozsądnie i rozważnie
Nie myśl przesądnie, tylko traktuj to poważnie
Wierz zawsze w siebie i zachowaj ideały
Pamiętaj o szerych słowach, które zawsze bolały
To droga do celu, a nie droga do chwały
Na zawsze taki sam, czerwony i biały
Dlatego zastanów się dobrze zanik kogoś tu wykpisz
Bo jestem ciągle z chłopakami, dlatego ve victis

Ref.:
Prawda boli, ale trzeba ją powiedzieć
Z chłopaczynami na miejscu już nie moge wysiedzieć
Wiedzieć rzeczy oczywiste wcale nie jest łatwo
Wyjdź na ulice i sprawdź to x2

Sprzedawcy bestsellerowych opowieści tanich
Głupoty gadają, ludzie łykają nie patrz na nich
Bo życiowej prawdy przekaz niesie ten, który ją zna
Przecież takich niema, to wszystko lipa i ściema
Wtedy zaczyna się schemat
Zdajesz sobie sprawę, że to ty przegrałeś
Wtedy siadasz na ławe i tak na dobrą sprawe
Wiesz, że tylko sobie możesz ufać
Lecz to jest nie prawda, kolejna skrucha
W niebezpiecznych ruchach ufać trzeba nie do końca nigdy
Nie wygra ten, kto jest nie ufny lub naiwny
W życiu trzeba być sprytnym, żeby sobie jakoś radzić
I jak wielki szu, o tyle grać, by nie przesadzić
Ciągłe przekręty, kłamstwa i brednie
Nie rażą cię, to są sytuacje powszednie
Życie biegnie z pokorową twarzą zawsze
Kto mądrzejszy ten ślady za sobą zatrze
To się dzieje tutaj, w szarych blokach, nie w teatrze
Zawsze tak na to patrze, widze wszystko co się dzieje
Żeby było lepiej chce i co z tego mieć nadzieje
Tylko moge, żeby w życiu odpowiednią wybrać droge
Ktoś pomoże, cisza przeraża mnie
Szanuje tych, co jak trzeba zawsze za mną wstawią się
Być charakternym, to sie wie, to sie wie
To sie wie

Ref.

O wilku mowa, a on na ciebie się czai (ta)
Nie wierzysz, spytaj Ziaji, on życie zna
Tak jak ja, Yelonki i Szopena załoga
To nie pierwsza noga podłożona pod mój krok
Dla ciebie to szok, a dla mnie prawda
Problemy związane jak kokarda
Uderzają we mnie wszystkie naraz jak petarda
Potrzebna mocna garda i uniki konkret
Wtedy jest możliwość, że do celu dotre
Bo niby każdy mówi prawde, ale patrząc im w oczy
Nie rozpoznasz fałszywki, to on cie zaskoczy
Nagle granice przekroczy i masz chuj do powiedzenia
A życie się toczy, więc uważaj kogo na rozmowe zabierasz
Patrz dokładnie w kim przyjaciół wybierasz
Spójrz na kim się opierasz, z kim trzymasz
Czy pomoże ci, kiedy zadyma
Czy w remach tylko możesz mieć do niego zaufanie
I nie upadnie (nie upadnie), bo kto upadnie ten nie wstanie
Sam napewno nie, są potrzebmi ludzie zaufani
To jest ważniejsze od ciuchów Karla Kani
Ci co nie ufają nikomu (to co) są przegrani
Ci co ufają jak naiwniacy - przekręcani
Oczywista sprawa, to uliczne prawa
W mieście Warszawa nie jeden chuj strzela z ucha
Ale nad takimi krąży uliczna kostucha
Kto słucha ten wyciągnąć wnioski potrafi
Nie ma zaufania tak jak w mafii
Każdy każdemu na ręce się patrzy
Jeszcze jest taka ekipa (kto?) co rozleci się raz dwa trzy
Nie ma co gadać komuś trzeba ufać
Bo inaczej w stolicy miejsca nie ma co szukać
Dla siebie w stolicy przecież nie jest jak w niebie
Codzień nowe problemy przy codziennym chlebie
A kto się złamał wydał wyrok na siebie
Wydał wyrok na siebie, wydał wyrok na siebie

Ref.
Czy tęskniłabyś za mną, gdybym wyszedł i nie wrócił?
Gdybyś nie mogła mnie znaleźć wśród innych ludzi?
Wśród twarzy, wśród dłoni, wśród osób
Jak szybko byś zapomniała, jaki mam kolor oczu
Jaki mam odcień włosów, jak szybko bije mi serce?
Gdybyś miała mnie nie zobaczyć,co zrobiłabyś w przed dzień?
Co byś mi powiedziała, kiedy bym zakładał kurtkę?
Byś pocałowała w usta mnie z nadzieją, że wrócę?
Przecież zawsze wracam, nawet z najdalszych podróży
Ale ta niespodziewanie mogłaby się przedłużyć
Mogłaby, przecież nie chciałbym
My nie mamy wpływu na życie, życie na nas ma wpływ
Zostawiłbym niedopitą zieloną herbatę
Zimnego tosta jak zimne serce, w którym czuje się straty
Kilka płyt z rapem, na których zostawiłem siebie
Jak by został po mnie tylko zapach perfum w łazience

Czy tęskniłabyś za mną, gdybym nie wrócił?
Czy żyć beze mnie mogłabyś się nauczyć?
Czy beze mnie cała układanka by się posypała?
Bez Ciebie - ja bym oszalał!

Gdybyś przy mnie zasnęła, rano sama wstała
W łóżku byłoby pusto, wokół tylko mój bałagan
Jak zwykle zostawiłbym rozrzuconych tysiąc ubrań
A w pokoju echo powtarzałoby pełne złości "Kurwa!"
Co byś zrobiła, gdybyś w kuchni na stole znalazła kartkę
Pisaną przez moje roztrzęsione dłonie?
Bym napisał, że "Wracam zaraz"
Bym zostawił telefon, portfel i podróżny bagaż
Czy długo byś czekała z kontaktem do bliskich?
Przecież zaraz wrócę - taki zostawiłem liścik
Może popijając whisky, siedzę z przyjacielem
Ale każdy mówi "ostatni raz widziałem go w zeszłą niedzielę"
Czy byś długo pamiętała nasz marsz Mandelsona?
Byłem dla Ciebie kimś więcej, niż dla słuchaczy Onar,
a słowa nie oddają tego, ile waży strata.
Kocham Cię najmocniej, zaraz wracam.

Czy tęskniłabyś za mną, gdybym nie wrócił?
Czy żyć beze mnie mogłabyś się nauczyć?
Czy beze mnie cała układanka by się posypała?
Bez Ciebie - ja bym oszalał!
Sam se biegam technika sztuka przeżycia

To przybysze z znikąd niszczą gniazdko miłości
Domowe ognisko zalążek strata wyskok
Niema uczuć bez poświęceń dlatego wciąż kręcę
Mam nerwy i serce balansuje lecz nie zlecę
Równowaga sami wiecie jak gimnastyk i poręcze
To nie lot Aliego w mieście szereg prywatnych spraw
Jeszcze dużo załatwiania zachodu warta wygrana
Wciąż wygrywam, bo osłaniam
Niech Cię to nie obchodzi nigdy nie wnikaj
Kto nie pytaj jak najmniej w ta sprawę wnikaj
W tym momencie robię pssss przypał to wstyd
Frajer zewnątrz mały trip nieświadomka, tani chwyt
Jak podrobione buty ja na 4 giry kuty
Nowy zakręt w stylu luty
[cześć co tam co tam]
Mały bajer o pogodzie no i o tym, co w modzie
Nie żegnam się odchodzę potem powiem Ci czy wchodzę
Widzimy się później wtedy będzie luźniej
[no zawijam się nara]
Na ten czasu odbijał słusznie
Nie wnikaj, co jest stąd nie wnikaj nie znikaj
Nie wiesz, co jest skąd i nie wiesz po, co to się bierze
Nie patrz na to, bo to błąd.

Pojawiam się i znikam i znikam i znikam, gdzie byłem,
Z kim nie pytaj nie pytaj, nie pytaj.
Pojawiam się i znikam i znikam i znikam,
Co spadło psss nie wnikaj nie wnikaj, nie wnikaj.

Co ty, co ty gdzie indziej pizgaj czopy
Bo tu porządne chłopy jak najdalej od hołoty
Czy jest dobrze czy kłopoty pojawiam się i znikam
Sam se biegam to technika sztuka przeżycia
Trzymam dystans gdy nie styka fascynacja zanika
Szacunek kontra krytyka trzymam się swego słownika
Tak jak swojej okolicy skazani na dzielnicy
Więźniowie jednej ulicy żyć w spokoju to jest wyczyn
Żeby tego dokonać trzeba z boku stać się schować
Uczucia skasować wyskoki opanować
Emocje obciąć popatrz ja życie tak bo muszę
Ale oprócz tego lubię swych korzeni nie zgubie
Pochodzenia się nie wyprę
Na chwile się pojawię później znowu gdzieś zniknę
Nie znam się na ekonomi chyba na tym to polega
Stać mnie tylko na tę norę więc w willi będę biegał
To nie powód do wstydu jestem dumny skurwysyni
Dumny z bycia pyrą za to wszyscy nienawidzą
Odporny na krytykę pojawię się i zniknę syki wie kto przeciwnikiem
Godnym uwagi zawsze pochwali bity, rozgrywki
Nowe zdobycie techniki lalalalala każdy już to zna
To jest luzik dobra gra, znikam by powrócić na czas.

Pojawiam się i znikam i znikam i znikam gdzie byłem,
Z kim nie pytaj nie pytaj, nie pytaj.
Pojawiam się i znikam i znikam i znikam,
Co spadło psss nie wnikaj nie wnikaj, nie wnikaj.

Trudny paskudny dookoła klimat brudny
Pośród zasyfiałych ulic urok lata czas się budzić
Zapach kwitnących drzew, będę ryczał jak lew
Duszne powietrze w piersiach zapiera dech
Pojawiam się tutaj, tu mój cel, tu moja luta
O czym szumią wierzby dowiesz się na miejscu słuchaj
Cały przepocony siadam na schodach z betonu tutaj,
Słońce zaszło już na dobre chłodna noc coś w tym jest dobrze
Szybko idą piwa mocne myślisz życie beztroskie
Zawsze są kłopoty ostre wtedy zniknąć jest najprościej
[przy takiej postawie nie możesz być gościem]
Rozmowy Polaków nocnych, akompaniament bez wiatru
Odejście bez schematu gwarancja dla wariatów
Nie pragnę standardów, do wszystkiego przywyknę
Nauczony nie mieć nic znów pojawię się i zniknę
[sztuka przeżycia]

Pojawiam się i znikam i znikam i znikam gdzie byłem,
Z kim nie pytaj nie pytaj, nie pytaj.
Pojawiam się i znikam i znikam i znikam,
Co spadło psss nie wnikaj nie wnikaj, nie wnikaj.
Widzisz, widzisz błąd popierdolony
Widzisz, widzisz błąd popierdolony (dobra)
Widzisz, widzisz błąd popierdolony
Widzisz błąd popierdolony

2001 Polska, serca część mocna więź
Z tym co stanowi treść przewodnią życia
Zaciśnięta pięść, strażnikiem wersów bez pokrycia
Dla tych co mają gdzieś kształt swojego odbicia
Z błędów bomba rozliczaj ujęty slogan w akapit
Mordą terapii trapi mordę swą zapić
Przegapić nie da się smutku, smutek ten gnębi do skutku
A ludziom raczej zwisa świat społecznych wyrzutków
Tłum bezdusznych odludków, w środku taka sama próżnia
I nikt się nie wyróżnia, szczęście na złość się spóźnia
Od stycznia do grudnia, klepiąc bidę z nędzą
Ludzie wierzą w cud za którym bez wytchnienia pędzą
Pytasz: co to cud? to jest właśnie cud
Chwila, moment i świat znowu zwala z nóg
Czuć głód, parę sekund inne życie
To światem kołysze dla naiwnych koncert życzeń
Aj, aj, aj, dla głupich aj, aj, aj
A w sercu żal, żal, ale do kogo?
Gdy tłumy nastawione wrogo gardzą mną i tobą
Chuj w dupę nierobom, świat wybrał zwycięzców
A chwile płyną wolno, dla zwycięscy jeńcu

Wstawaj, wstawaj, wstawaj i zrób coś
Zrób coś, zrób coś, zrób coś ludziom na złość
Nie mów, nie mów, nie mów, że masz dość
Bo skończysz w cudzych oczach jako pała nie gość

Widzisz, widzisz, widzisz błąd

Czy chcesz być taki jak ten błazen?
Nie da się żyć bez najmniejszych obrażeń
Bo strefa marzeń już na dzień dopuszcza błędy
I na nic duże oczy na wykrzywione gęby
Gdy takie są trendy panujące niepodzielnie
Robisz coś, robisz byle na chama i bezczelnie
I bezimiennie używając pseudonimu
By chociaż raz skosztować raj bogatych skurwysynów
6 miliardów ludzi, mali i duzi
12 miliardów rąk które można zabrudzić
Bez podejrzenia, wszak różne te przemowy
Kto i po co, za co zbiera swoje dochody
Tryb życia standardowy pieniądz przy duszy uczy pychy
Nadziane ci-py, dania zbędne
Walka z obłędem, znów ściema masowym trendem
Do-re-mi ciągle w ataku jak Henry
Żyć z ludźmi to raczej obowiązek psi
Masz ze sprawą związek tu akcja czyste ręce
I skok z tonącego statku w ratunkowej kamizelce
I zdziwiony wielce, że nie wyszło
Ale który dorówna tłumom bożyszczom
Tu dzieje się wszystko i może dziać się wszystko
I tak każdy myśli, że znaczony Bożą iskrą

[x4]
Wstawaj, wstawaj, wstawaj i zrób coś
Zrób coś, zrób coś, zrób coś ludziom na złość
Nie mów, nie mów, nie mów, że masz dość
Bo skończysz w cudzych oczach jako pała nie gość

Wstawaj, wstawaj, wstawaj
Wstawaj, wstawaj, wstawaj
Eee yo , ty , i ty i ty , yo !
Posłuchaj człowieku , to jest do Ciebie , i do Ciebie i do Ciebie ten numer!
To jest do wszystkich ludzi którzy pieprzą na mnie pierdolą głupoty,
a nic nie wiedzą tak naprawdę.
Nie mogą mi powiedzieć tego prosto w oczy,
i to jest dla nich kawałek bo oni kurwa mać szepczą.
Czujesz wszystko zjebane przez plotki ,
szept jak miód słodki,
słyszysz więc go dotknij,
nie unikniesz kopii.
Szept topi , twoje poglądy,
giną jak zalane lądy.
Szeptem mówi się rządy, sądy.
Szeptem bo tak najprościej,
pielęgnujesz konsunktury,
rośnie jak by stał na moście,
na psychikę działa śmiercionośnie,
szept zmywa po ścianach ,
napierdala zgraba twoich szlamach,
szept oplata Cię jak gama.
Sutra , widzisz ludzi w lustrach ,
oddalają się od Ciebie jak na rzece w kutrach ,
bądź pewien siebie ale nie bądź pewien jutra.
W nurtach szeptów odnajdź siebie bez intelektu,
bez słów szept to twój rodzaj aspektów,
na temat obiektów,
po swojemu je korektuj.
Tylko głośno!
Najpierw spierdol,
później proś o...
twojego załatwienia typ.
Rozumowania tryb,
szepcz na nas,
my i tak zrobimy kolejny clip!

Ref: szeptem tak najprościej powiedzieć,szeptem o którym nic nie wiem!
szeptem którego nie słychać,szeptem z nerwów ciężko oddychać! [x2]

Szept psuje , szept plącze , szept czujesz jak palące słońce.
Miłe ale do czasu jak dźwięk zjebanych basów ,
jak dźwięk dzisiejszych czasów.
Słyszanych w echu,
lepiej głośno i powoli,
niż po cichu i w pośpiechu,
jak gaz wdechu się ulatnia, jak jebane gówno,które się skrapla
szept , gadka , wszystko wam wolno,
suki na łańcuchach skomlą,
szepczą , nazywając to rapową wojną,
wreszcie wybuch , dla ciebie rap to nagrzany cybuch,
wykurwimy was w powietrze jak talibów,
sam za te szepty waruj,
nie znasz naszego towaru,
nie zmarnuje daru
moich ziomów nie jest paru,
browaru łyk , żeby zapić szepty,
sam sobie odpowiedz , kto jest najlepszy.
Yo

Ref: szeptem tak najprościej powiedzieć,szeptem o którym nic nie wiem!
szeptem którego nie słychać,szeptem z nerwów ciężko oddychać! [x2]
Kolejny drag, pierwsza runda
Nadchodzi Glon wierny stylu agabunga
I mój krwisty stek podzielił działania jak flashback
Z szafą nie rozłączny jak Kasia i Tomek
Inspiracja i dla ciebie mój rymu wściek
Jeśli kumasz beton, blok to nie liczy się wiek
Wiesz lepkie palce, rąk nie brudzi żadna praca
W życiu sajgon a ty bez moralnego kaca
Dajesz mi kontrakt, patrzysz mi w oczy
I liczysz, że będę robił z siebie pajaca
Pragniesz mnie za wszelką cenę
Złote płyty swojego pupila na ścianę
Węszysz kasę, nagabujesz prasę
A ja tymczasem na ulicy czekam na bramę, czekam na bramę
Co wyjdzie z ścieżki w tym miejscu od zawsze
Pieniądz na pierwszym planie
Powiedz mi kochanie, czy już tak zostanie?
Smutek topię w kane
Wielkie korporacje, różowy plastik w grzance na śniadanie
I zjem to z Peją obok mnie, me NLB więc zróbmy pranie
To my czarne owce, spójrz na nas teraz, jesteśmy jak bombowce
Spuszczamy rymu bomby na wszystkie frajerskie wieżowce
Nagraj mnie, uchwyć mnie, poznaj mnie Glon na ławce, gbur
Spoko, każdy podły miejski szczur
Wiesz to chyba prosto zdrój
Odpal wąsa nie bądź gnój
Pierdol to, że czasem wierzę mu
Pewnie, że jak większość, rozdarty na pół
Między dobrym a złym, chociaż oni i tak uważają
Że nic nie wnoszę, mówią, że jestem zerem
Pierdolę to, dalej będę robił swoje
Życiowy jak ból z losem toczę boje
Dlatego nigdy pełen kiczu jak czerwony kudeł z Ich Troje
Nie baw się ogniem, bo se spalisz spodnie
Zmienisz się w pochodnię
Tylko prawdziwy jak żołnierz nie odpadnie
Nie baw się nami, bo ci dupa nawet spadnie

Wjeżdżasz windą Ratajskiego wieżowca na sam szczyt
Rychu Ochódzki, Medi Top walczą o byt
Zdobywać marzenia, żyć w spokoju to nie wstyd
Tylko czasem być pokornym jak nie to spadasz w zsyp
[tylko tekstyhh.pl]
Ej, Pejo, Pejo, ci se szydzą, ci się śmieją
Karmią się nadzieją, że zniknę w dół spadając
Lutawhui styl kanion, rura bomber jak zając
Nawet gdy na ryj padając będę w zgodzie z samym sobą
Tracki, rap oferty i koncerty życie gonią
Włączam stop, robię głośniej kiedy z Glonem produkuję
Muza, stopy, werble tak to zrobię tak jak czuję
Szwagier rymy kontroluje, jego Medi rap skutkuje
Niczym attache prasowy na tę wojnę wsza gotowy
Bez gruszek na wierzbie dla Mediego przedział nowy
Własną siłą przebicia otworzony
Pomóc? to nie problem, jeszcze Glon zarobisz zetę
W żartach ci mówiłem będziesz polskim 50 Centem
Gówno WRE, PCP bez lansingu
Chociaż Courvoisier'em mógłbym zatopić wszystkich w pizdu
Bez lobby na dopingu, strzegę twoją strefę wpływów
Od wschodu po zachód, znam ten pseudo biznes synku
Tata cały czas jest czujny, kiedy Glon jedzie na trasę
Wiesz, że Glon jest asem - w hotelu znów demolka
Straszna rozpierdolka, bo Glonek nie ma Lolka
Wychował nas rap, nigdy w życiu deskorolka
Który to już rok? z Medi Topem wciąż na topie
Wacków w dupę kopię Medi zna się na hip-hopie
Sto procent naturszczyk niczym Gołębiowski Henryk
Talent, pasja, feeling chociaż działa mi na nerwy
To z Glonem bez przerwy od zawsze na zawsze
Lutawhuiklik w mocnej komitywie z miastem
Które częstuje węgorzem a raz niebezpiecznym chlastem
Lutawhuiklik jest z miastem
Aha, szwagier, Ochódzki Rychu
SLU, Onomato, Ski Skład, MediTop, 2003

[x2]
Wjeżdżasz windą Ratajskiego wieżowca na sam szczyt
Rychu Ochódzki, Medi Top walczą o byt
Zdobywać marzenia, żyć w spokoju to nie wstyd
Tylko czasem być pokornym jak nie to spadasz w zsyp
Ref. Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
woli walki i zimnej krwi.
Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
ciągłej fartji, samych dobrych dni.

I. Z faktem, z fartem, słowa uwagi warte
Jak my, Bezimienni, tworzymy dobrą partię.
Co by się nie działo, jakby źle nie było,
Najważniejsze żeby tylko dobrze się skończyło.
Z fartem, brachu, we wszystkich żyłach twoich,
Czas rany goi, a ta nuta bólu ukoi.
Na grosz sparzony, na zimne już dmucha,
Najchujowsze scenariusze, się odpuka.
Z fartem, bracie, oby się udało,
By szczęścia w życiu nigdy nie było mało.
Żeby to co stać nigdy nie miało,
Nigdy się nie stało, nigdy się nie stało.
To system zmusza do hujowych akcji.
To on spowodował, że teraz byłem w akcji.
Chłopaków w każdym mieście, niech dopisuje szczęście,
Tym co na oriencie, bo takich ich zajęcie.
I wszystkim tym, którzy mają plany,
Aby plan, który mają został zrealizowany,
Aby szczęścia zawsze trochę dopisało,
By zamierzony, cel osiągnąć się udało.

Ref. Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
woli walki i zimnej krwi.
Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
ciągłej fartji, samych dobrych dni.

II. Fura, nie rejestrowana,
Stacja kontroli, pojazdu od nowości nie widziała.
Warzna sprawa w planach, lecz trzeba tam dojechać.
A najebane w aktach może mi to zaniechać.
Z rana, zezwoniła babcia, że jakaś morda wrzaska,
W towarzystwie czterech.
Na kwadrat wjechała, z aresztowaniem celem.
No rzesz kurwa co się dzieje, no rzesz kurwa co się dzieje.
A miałem święty spokój, to banda niebieskich koloków.
Zawsze powód znajdzie, żeby życie Ci uprzykrzyć jak najbardziej.
Cisza zrobi to w standardzie, polegam na farcie i dalej gaz przed siebie.
Dojadę spokojnie to będę w siódmym niebie.
Nagle co to? W oczach mi się jebie? NIE
Bandy chuja patrol, z lizakiem na baczność, błysk w oku przyciął.
A moja czarna żaba nie wzbudza zaufania, mogę przysiąc.
Już pewien zatrzymania, w głowie darmowe wakacje od stronnika
policjanta, lecz tego dnia fart się mnie trzymał,
Jaki zamulony chłopaczyna, za mną, szedł z swoją panną,
Chciał się popisać, przejechał dwie linie i zapłacił lizak.
Kierowany we mnie, przeciołem bezpiecznie myśląc ej chłopak,
Masz u mnie browar, fart i znowu korawodar.
Na ciągłego farta, liczy dobra banda,
I jak my tysiące: jeden miłość, drugi problem a trzeci pieniądze.
Kieruje marzenia, każdy z nich jest do spełnienia.
Wystarczy nadzieja, hart ducha, szczęście, a zawsze jakoś będzie.
Uwierz, mnie też nie raz dorwie lipa.
Lecz fartem życie jest moja mysza i zaufanie w grupach,
Co wbija chuja w tych co strzelają z ucha.
Słuchaj, dobre słowo to otucha,
Dzięki Wam za to.
Dzięki dla chłopaków za kratą.
Z serca pozdrowienia i odrobinie farta.
Do szybkiego zobaczenia.
Brat z fartem się miewaj.
Do szybkiego zobaczenia.
Do szybkiego.

Ref. Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
woli walki i zimnej krwi.
Właśnie dzisiaj życzę szczęścia Ci,
ciągłej fartji, samych dobrych dni. x 2
Wszystko jest stanem umysłu, imperium zmysłów
Wynik namysłu, gry logiki i mych słów
Plus wir emocji od tantiem po czubki paznokci
Podróżuję bez środków lokomocji
Jem śniadanie w Langwedocji z albigensami
Potem piję bimber z demonami, albinosami
Potem żegluję nad falami z albatrosami
A wieczorami bajam z duchami, albowiem znam ich
Wszystko jest stanem umysłu, tak po prostu
Oddycham jak samobójca na przęśle mostu
Początek postu często końcem jest karnawału
Albo na odwrót - w modzie kalendarz Majów
Rysy twarzy pamięta całun ponoć z Turynu
Wciągam w nozdrza zapach metalu jadąc z Brooklynu
Jak grot driady z Brokilonu lecę ze świstem
Zimny wzrok tak jak bryłki lodu, niosę konkwistę
To bandyta mikrofonu, głos ostatniego smoka
Chrapliwy jak w brand clubie powrót dreadlocka
Motyw proroka u źródeł wód świata w progach
Wszystko jest stanem umysłu - tak mówi droga

Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu

Wszystko jest stanem umysłu, nieważny kraj
Twarz ani ciało, nie mam loga jak Naomi Klein
Krew w nas gorąca - śpiewał Bajm
Ja nie wiem sam w co wierzyć mam, muszę kombajn odpalić sam
Obalić gram jak Jozua w święto Pesach
Odbicie siebie wiedzę dziś w moich dzieciach
W tych kilku prostych rzeczach, kilku prostych słowach
Wszystko jest stanem umysłu - tak mówi droga
Stonoga sto butów ma, dwa buty ma kot
Jestem El Polako, jestem Piotr, jestem tatą
Ciągły maraton, myśli bieg, rymów zator
Szepcze Platon, cicho szumi klimatyzator
Za oknem lato, za oknem pada śnieg
Za oknem świat "według łotra" jak Wiśniewski-Snerg pisał
Przez starą furtkę wejdź dzisiaj
W ogrodzie, gdzie cisza...
Wszystko jest stanem umysłu

Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu

Tako rzecze Zaratustra, słuchu aparat ustaw
Dziś oko bystre, młode - jutro twarz stara z lustra
Nawet w alabastrach nie wstrzymasz czasu
Wszystko jest stanem umysłu, wracam do lasu
Ubogi zasób słów, ciągły dualizm
Obyście u swego raju bram długo nie pukali
Obyście u swego raju bram... u swego raju bram długo nie pukali

Wszystko jest stanem umysłu...
Nikt ode mnie nie wymaga żebym uprawiał bragga
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał

Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło
Umiem zjebać wszystko i na zgliszczach od początku
Zbudować nowy dom, to kilka nowych wątków
W muzyce być w porządku, nigdy nie zawiodłem ziomków
Za dobry powiedziałem, dedykowane
Mym ludziom ten balet, ja się wcale nie chwalę
Co miałem oddałem od siebie to ten szmalec
To twórczo się wpisuje na stałe w te kabałę
Oto nowy joyek jak i w Sun Lloret
Na najwyższym poziomie to rapowy gnojek powie
Warsztat unikat, dlaczego? nie wnikaj
Masz syf w głośnikach z parkietu nie znikaj
Nie lubisz mnie, zdychaj, z tej impry się zawiń
Lub naładuj karabin jeśli koniecznie chcesz mnie zabić
Ten co nie dał się zwabić w pułapkę, to mój atut
Narobić hałasu i utrzymać gwiazdy status
Tylu kutasów by chciało mieć to co ja
Być jak ja, grać jak ja, żyć jak ja, ha ha
Rychu będzie grał to nadal, journalista będzie badał
A jak zawistniak gadał tylko ten co mi zazdrościł
Świat bez litości szybko pozbawił mnie złudzeń
Wybrać cierpienie czy nudę? proste, że to pierwsze
Operuję wierszem, tego tracku nie spieprzę
Masz tu człowieku całkiem hardcore'ową wersję

Nikt ode mnie nie wymaga żebym uprawiał bragga
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał

Ten pot, te łzy, ta krew, ta jedna miłość
Oto z mic'em zażyłość co odbiera mi zmysły
Wizerunek artysty, to człowiek z krwi i kości
Przy mic'u nie pości w gronie znakomitości
Jak ten przyblokowy chwast na pełnym oficjalu
Jak ten zadymiarski chlast na toksycznym nielegalu
Prowadzę się powoli, a niektórych bardzo boli
Fakt, że sobie radzę i co na to poradzę?
Środkowy palec raczej, tak czy inaczej
Jestem w grze i zaznaczę - nigdzie się nie wybieram
Przy mic'u, adapterach, to Rycha gadka szczera
Ryja wydzieram aż po zapalenie krtani
Potrafię ranić i sprawić, że się spalisz
Z nami zabawisz, odlecisz, nie dać się zabić
Mistrzowskie życie, jestem jego projektantem
Nie będę palantem, który nie ma planów, marzeń
Jak moje tatuaże, kolejny w życiu przełom
Odnotuję to jak na skórze nowe dzieło
A ty będziesz się przyglądał jak milczący świadek w cieniu
Wyjdź naprzeciw zdarzeniom na światło dzienne tlenu
Tańcz, miej się, kasuj zawczasu, pierdol brednie
Czy bardzo dobry rap ma oznaczać życie biedne?
Gdzie tak napisano, że za rap nie płacą siano?
Ważne by utrzymać wymarzoną posiadłość
Chcesz ogłosić upadłość? proszę bardzo, beze mnie
Jeszcze raz ci powtórzyć? powtarzam - pierdol brednie
Wracaj pod trzepak, tam na ciebie nikt nie czeka
Prócz nieudacznika, zabij w sobie człowieka
A ja tak nie chcę, nie zwlekam żyć na stówę
Apetyt mam wilczy na życie, uwierz

Nikt ode mnie nie wymaga żebym uprawiał bragga
Nikt nie mówi łamaga, gdy hardcore'u nie uprawiam
Gdy piszę życiówkę to nie kłamię, prawdę gadam
A szajsu nie poskładam nawet gdybyś o to błagał
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo