Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy, ludzi ulicy
Wiesz co się liczy? dla was rap ćwiczy, to dla całej miejskiej dziczy

To dla wszystkich naszych ludzi, którym ten rap się nie nudzi
Czas się obudzić by wyjaśnić co trzeba
Dla *****owych rapów gleba, trochę piachu - ich nie ma
Znów się odzywam gdyż zachodzi potrzeba
Popowe popierdółki, które emitują radia
Tak jak oni *****iałe, ode mnie dla nich pogarda
Nadal mamy farta, nadal sprzyja nam karta
W rękawie wciąż asy to nie sprzedać się dla kasy
I mnóstwo pracy, to studia, ulice
Niebezpieczne życie, znam je - żadne odkrycie
Dzisiaj na bicie, otwarcie nie skrycie
Opowiadam to przeżycie, za*****lam za przeżyciem
Intensywność zdarzeń, nie nadarzam by notować
Nadal jest hardcore, kocham - nienawidzę, zobacz!
Ja nie będę się hamować za cenę popularności
Zero populizmu raczej duży procent złości
Jesteśmy chamscy, prości, tak szczekają żałośni
Którzy nie dorośli nawet nam do pięt, *****e zazdrośni!
Dużo miłości dla ludzi i tych miejsc
W których zdarza się być i nie po to by mieć
Dziś mówię - cześć! - każdemu kto zasłużył
Każdemu co nie stchórzył, który dobrze mi wróżył
Podczas niejednej burzy podał pomocną dłoń
A nie celował mi w skroń, więc Boże wszystkich nas chroń
Nawet jeśli rzadko proszę jak PB nadzieję niosę
I dzisiaj dołożę do tego moje trzy grosze

Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
P do Ń kreska, bez tego zostajesz z niczym
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Dla was rap ćwiczy, to dla całej miejskiej dziczy
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Wiesz co się liczy? wiesz, wiesz co się liczy?

Miastem rządzi mafia - to do mnie nie trafia
Bo po drugiej stronie barykady ziomek będzie lepiej
I ten co klepie biedę szybko znajdzie tu robotę
*****ć hołotę, która z psami w komitywie
Tak rośnie, okiem łypnie, bo się na oglądał filmów
Ty Benny Blanco z bronksu szybko zrzucę cię z ringu
Dziś na dopingu, nadmiar testosteronu
Prawdziwy rap dla ulic aż do samego zgonu
Dosłownie powtarzam, się porażkami nie zrażam
Sukces artystyczny, ***** bez komentarza
Bo recenzję mi wystawi każdy Viertel i podwórko
Każdy winkiel i tak w kółko życie kręci się jak winyl
Na trzydzieści trzy i pół obroty to wrzucimy

Szacunek dla tych ludzi, którzy musieli się trudzić
Żeby wyjść na powierzchnię, poczuć powietrze rześkie
Spokojny sen, rodzinne życie bez scen
I przyjaŹnie bez ściem - to sobie wszystko ceń
Broń tego dzielnie, broń się, bij wrogów celnie
Poznań miasto dzielne, to jedyne dla mnie miejsce
Pieprzę groteskę jak instytucje miejskie
Społeczeństwo co nie chce zmiany na lepsze
Wyrastając w konfidenctwie na nic was nie będzie stać
Umiecie tylko dać, z dupy strzelić ***** mać
A tu trzeba se ułożyć powolutku plan następny
Jak Glon pieprzę ból, R.A.P., trzeba być dzielnym

Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
P do Ń kreska, bez tego zostajesz z niczym
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Dla was rap ćwiczy, to dla całej miejskiej dziczy
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Wiesz co się liczy? wiesz, wiesz co się liczy?

Te miasto penerami wypełnione jest po brzegi
Nawet słabe składy mają prawo się tu cenić
W pewnym sensie mój styl życia to jest wciąż ten sam nielegal
Bo ja wiem kto się tu sprzedał, tytułował się kolega
Beef za beefem tak to idzie, chociaż twórczość nie na dissach
Nie lubiano kiedyś Rysia jak w Stanach Jadakiss'a
A ty jeśli chcesz mnie skreślić, w *****a walić, mówię - jeśli
Będę niczym *****iel najgorszy jak Joe Pesci
Nawet bez ferajny, tylko ja - adrenalina
Nikt nie zatrzyma furiata, znów zadyma?
Miasto w ryzach nas trzyma, miasto, które ma klimat
Plus styl i klasa, kasa, miasto zaprasza
Suki też pierwsza klasa tak jak siostry Williams w deblu
Wciąż stanowię temat plot na tym *****nym osiedlu
Jedna gra zmieni świat na przestrzeni tych lat
I to każdego z nas, dziś jestem z tego rad
Tylko słowa praw*****, bo frajer da fałszywe
Nie oprę swej kariery o beef przez jakąś ksywę
Styl miejski nie wieśniacki, wiem, że jestem chamski
Na ulicy nie wyłapię za przysłowiowy damski
Nie kumasz mojej jazdy więc się nadal z tego śmiej
Nie jestem słodziutki niczym [?]
Hej, uliczna sława, która dumą napawa
Od charakternych brawa, a krytyka od gamoni
Czas ich rozgonić, niech wracają do zagród
Na wsie niech nie robią obciachu naszemu miastu
Psy znów mi mówić - cham, stój! - tak nie można, wierz mi Darku
Jeśli nie my tych leszczy, to kto zwróci honor miastu?

Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
P do Ń kreska, bez tego zostajesz z niczym
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Dla was rap ćwiczy, to dla całej miejskiej dziczy
Wiesz co się liczy? szacunek ludzi ulicy!
Wiesz co się liczy? wiesz, wiesz co się liczy?
(Kali- Emocjom
Kali 2002-2004.)

Aha. Właśnie tak. 2004.
Ten sam smak. Ten sam K. Ten sam K.
Nowy track. Sprawdź.

Nie daj owładnąć się emocjom,
Nie daj owładnąć się rządzą,
Nie daj owładnąć się pieniądzom.

Nie bój się, nie ma się czego bać,
Ten świat i tak będzie trwać.
Bierz tyle ile chcesz, dawaj tyle ile możesz dać,
Dostaniesz czego Ci potrzeba,
Może dotkniesz nieba?
Jesteś tu po to by przetrwać.
Słuchaj zasad. Nauczysz się latać.
Eter ożywia kamień ale kamień zawsze spada,
Kamień zawsze tonie.
Kiedy kamień uderza o kamień
Może rozniecić ogień, rozniecić ogień,
Ale po co Ci ogień? Ci ogień?
Skoro świeci słońce? Świeci słońce,
Nie daj owładnąć się przez emocje,
Przez te złe emocje.

Nie daj owładnąć się emocjom,
Nie daj owładnąć się rządzą,
Nie daj owładnąć się pieniądzom. (x2)

Z tej perspektywy Ziemia wygląda pięknie,
To dobre miejsce, tu żyje moje serce, tu jest moje szczęście,
Mój czas biegnie,
Podaj mi rękę pokażę Ci wschód słońca w niebie,
Pokaże Ci przestrzeń, w której miejsce nie gra roli,
Bo jesteś wszędzie.
I wszystko jest prawdziwe tak jak Ty i ja,
Nie ma grawitacji, nie odczujesz się jak ptak,
Nie odczujesz tam upływu lat,
Nie odczujesz bólu, porzuć strach,
Nie ma się czego bać,
Nie daj owładnąć się przez strach.

Nie daj owładnąć się emocjom,
Nie daj owładnąć się rządzą,
Nie daj owładnąć się pieniądzom. (x2)

Czasem strach ma wielkie oczy,
Doliną ciemności kroczysz,
Szaleńcy wywołują wojny,
Szaleńcy detonują bomby,
Seks jest niebezpieczny,
Bez zabezpieczeń koniecznych,
Tego nie da się wyleczyć,
Nie ma takich pieniędzy,
Palenie grozi śmiercią lub kalectwem,
Alkohol szkodzi zdrowiu,
Życie jest niebezpieczne.

Nie daj owładnąć się emocjom,
Nie daj owładnąć się rządzą,
Nie daj owładnąć się pieniądzom. (x3)
Mógłbym ci powiedzieć prosto ziomek tu z mostu
Ile trzeba żeby twój dobry człowiek się rozpruł w końcu
I nie ważne więzy, wizja paru lat w pace
Często rozwiąże każdy język
Mógłbym ci powiedzieć o typie co bierze
To [?] raz w nos, bo mnie nie wy*****ie go
Gdzie idzie? pewnie idzie przed siebie bo
Spytasz go co będzie tu z nim, on sam nie wie co
Mógłbym ci powiedzieć o złych bibach
Tych na których śmierć zbiera tu z nich żniwa

Łyk piwa, odwagi ci przybywa
Ale nikt grawitacji nie wykiwa
Ty, mógłbym ci powiedzieć o zdradzie
Tak *****ysyńskiej, że gorszą ciężko jest sobie wyobrazić
Ale w życiu nie jesteśmy na scenie
Czasem od prawdy lepsze jest milczenie

Mógłbym ci opowiedzieć o dniach lekkich i ciężkich
O spokoju ducha i wzmożonej agresji
O sercu bestii, które również krwawi
Przez system, którego nie da się strawić
O dziecku co za swoim ojcem tęskni
O tęskniącym ojcu, który spogląda z [?]
Mógłbym ci opowiedzieć o ludziach prawdziwych
I o takich za których trzeba się wstydzić
Mógłbym ci opowiedzieć i nawijać bez końca
O braterstwie i zawsze pamiętających ziomkach
O miłości mojej, która przy mnie trwała
I o walce o wolność, którą ze mną wygrała

Mógłbym opowiedzieć o tym co widziałem
Tam gdzie byłem, co robiłem, czego dotykałem
Mógłbym opowiadać o swojej przeszłości
Ile krzywdy zrobiłem najbliższym po złości
W napadach euforii, bólu i żalu, stop, chwila, pomału

Mógłbym opowiedzieć bez cienia farmazonu
Jak blisko jest z rynsztoka do tronu
O szczerej przyjaźni, której się nie traci
O tym ilu łbów udawało braci
W biurku w szafce gruby plik listów
A w niej więcej prawilności niż miało ich trzystu
Dalej ci podpowiem jadąc tym tematem
Przemyśl to dwa razy zanim kogoś nazwiesz bratem
O milionach kłamstw i tandet tych strzyków
O napompowanych koksach udających zawodników
O bliznach na twarzy, które są bezcenne
Dały do myślenia tak jak noce bezsenne
O bestialskim ojcu, patologii w domu
O tym pięciolatek nie mówił nikomu
O bezradnej matce, której ciężko samej
Wychowywać syna, słuchaj tego dalej
O niesprawiedliwości i chorym systemie
O dobrych chłopakach noszących jego brzemię
O zmianach na lepsze, które wyszły z doświadczenia
O ubogich ludziach, których nikt nie docenia
O głodnych dzieciach bez śniadania w szkole
Zamiast o aferach to dostrzegać wolę
O tym jak trudno radzić se samemu
O tym, że trudniej wybacza się bliskiemu
Mógłbym opowiadać nie widząc zakończenia
Że bardziej od ran bolą przykre wspomnienia
O tym jak wątpiłem, że na ludzi kiedyś wyjdę
A więcej ci opowiem jak do ciebie przyjdę

Bezimienni, Sokół, VNM
Mógłbym ci opowiedzieć

Mógłbym ci opowiedzieć o wzroku czyjejś matki
Gdy jej syn poszedł siedzieć
O wzroku matki, kiedy urodziła syna
O wzroku syna, gdy matka zawodzi
O tym jak się jak się czujesz kiedy ktoś odchodzi
O uśmiechniętych oczach ukochanej mojej
O najpiękniejszych nocach wtulonych we dwoje
Mógłbym opowiedzieć, ale cenię prywatność
Po co ma im psuć krew znów zawiść i zazdrość
Mógłbym ci opowiedzieć własne wspomnienia
Kiedy radość wygranej tłumiły wyrzuty sumienia
Zawsze w porządku, zawsze charakterny Sokół
Tak jak ty byłem naiwną ofiarą bloków
Miłość, tylko ona nas wyzwoli
Bo lepiej jest nie walczyć, kiedy walka jest o nic
Lepiej trzy razy stracić niż raz się w*****ić
I pamiętaj o tym towarzyszu niedoli
Ludzie oczekują ode mnie wielu rzeczy
Większości nie otrzymują, nie da się zaprzeczyć
Ja będę wierzyć, będę grzeszyć
Będę cudze dusze leczyć i kaleczyć
Jest we mnie tyle samo ukojenia co wkurwienia
Ja zmieniając się nie zmieniam jak wrażenia
Peniasz? chcesz się szybko dostosować
Ciebie sterują, ty chcesz wysterować
Cymbał w piach chować - ty to umiesz
Ja robię krok w tył i się gubię w tłumie
Inne zasady, ale cel ten sam
Robić co się lubi, realizować plan
Jednak byłbym głupi gdybym tak jak ty
Wciąż grał wśród ludzi już czas się obudzić
Blacha na odmuł dla wszystkich zagubionych gości
Witam was w rzeczywistości
Ty namawiasz wszystkich żeby byli jak ty
Wielu to łyka i wchodzi do gry
Ja nie jestem Bogiem żeby tworzyć swoje kopie
Ale słyszę z okien WWO jak idę szybkim krokiem
Bo mimo wszystko masz związane ręce
Choć twoich klonów jest coraz więcej
Nadejdzie blacha dla zagubionych gości
Witam was w rzeczywistości

Zamiast ją mijać poczuj rzeczywistość
Dla niektórych przeszłość to przyszłość
Teraźniejszość? przecież jej nie ma
To co mówię teraz właśnie powiedziałem
Czy nie tak? poszło i dotrze jeszcze nie raz
Słuchaj zamiast bezmyślnie japę otwierać
Ludzie prości wałkowani bez litości
Witam was w rzeczywistości
Marzysz, przymykasz oczy
Wszystko się rozmywa, jest ładniej chyba
Ale bywa, że widok ostrych krawędzi
Może wielu rozczarowań w życiu zaoszczędzić
Z drugiej strony nadzwyczajna przezorność
To przekleństwo które też psuje widoczność
Realny świat widoczny dookoła nas pełen iluzji
Brat więc co jest czym zdecyduj sam
Ja mam swój pogląd - o tym nawijam
Czasami nie wiem już lecz to szybko mija
Nie sprzyjam tym, co sobie robią w głowie filmy
Jestem normalny czyli dla wielu inny
I jeszcze raz napomknę o wrogości
Zazdrości, propagandzie, iluminacji dla ludzkości
Korupcji, niegospodarności
Witam was w rzeczywistości
Elo
Potrzebuję go, by przejąć ten lokal
Daj mi tylko go, bo naprawdę kocham
Zrobię takie show, nikt nie będzie szlochał
Rap przez majk to jest dla mnie w chuj radocha, ale

Z ciotami brak układów, koncerty są dla ludzi
Którzy wiedzą po co przyszli, już zdążyłem się wkurzyć
Nie zapraszaj nas panie kierowniku na dyski
Nie pchaj nas w ten klimat, na który ludzie przyszli
Ja nie zwiększę ci obrotów na biletach i przy barze
Gdy wśród białych rękawiczek, lirycznie się rozmarzę
Na upokorzenie skarze, lub odczuje satysfakcje
Gdy wszystkim udowodnię, że to błąd, miałem rację
Bazuje w takich miejscach, w których uskuteczniasz jazdę
Konsekwentnie udowadniam cedząc każde słowo ważne
Dla mnie ludzie na koncertach, to moi ludzie właśnie
Przypadkowy odbiorca, ludzie, mam wyobraźnie
Możesz obraźić się właśnie, lecz co powiem, pamiętasz
Nie kupuj moich płyt, jeśli hip - hopu nie znasz
Nie słuchaj i nie patrz dance - borowy chłopczyku
Lepiej wydaj na żel i garść fajowskich piguł
Moja noga nie postanie na tanecznym parkieciku
Tylko dlatego że hajs, dasz za bity w głośniku
Nie po to rap tworzyłem, żebyś robił hopsa-hopsa
Wole robić mój rap przy prawdziwych beatboxach
Tylko w miejskich dżunglach, na halach i w klubach
Z ludźmi mieć po pachy ubaw, oni z rękami w górze
W kolejnej dymów chmurze, przy zajebistym sprzęcie
Przy wyjściu im powiedzieć: naraz ręce podnieście
Przyjedziecie, będzie nieźle, i co, i tandeta
Nie jestem na etacie, dysk dżokeja, nie ten etap
A granie do kotleta, pozostawiam konkurencji
Tym którzy są nieźli, myślą sukces odnieśli
Żadna to radocha, grać dla ciebie gdy nie kochasz
Tego rytmu, tej pętli, gdy bit mi DJ sklei
Nie odbierzesz mi wiary, nie odbierzesz nadziei
Mój rap jest dla ludzi, którzy znają rap, nie rapa
Olać takich jak ty, to dla mnie żadna strata

Potrzebuje go, by przejąć ten lokal
Daj mi tylko go, bo naprawdę kocham
Zrobię takie show, nikt nie będzie szlochał
Rap przez majk to jest dla mnie w chuj radocha, ale

Chłopaki z Massa zrobili mi koncert
Po którym stracił bym wolność, straciłem tylko pieniądze
Trochę nerwów i czasu, w mediach sporo hałasu
Rzucony na pożarcie, stos prasowych rarytasów
Z zarzutów oczyszczony, ale o tym nie powiedzą
Bo gustują w skandalach, tylko za sensacją węszą
Mendy, hieny, koleżcy mi życzliwi
Nikomu nie zaufam, bo to kiepski pomysł by był
Najlepiej gdybym wybył, o tym marzy zbyt wielu
Jak się spotka twarzą w twarz to nawija: przyjacielu
Bagno, bez celu, jeden cel, wbić monetę
Reklamować tandetę w zamian za lepszy obraz
I teraz się obraź, za to że jestem szczery
Obserwuje ten wyścig, to jak chcesz przejąć stery
Wplątany w machinę, którą tak potępiałeś
Odpowiedz sobie sam, sam wiesz czy się sprzedałeś
Słyszę oburzenia głosy, jak w czasach "Głuchej nocy"
Ja widzę jak do hitu, konsekwentnie dążysz
Może zdążysz, ja bez ciśnień, kiedyś to wszystko się skończy
Chcesz zabezpieczyć przyszłość, ze mną siły połączyć
Nie, to nie potrzebne, ja nigdzie nie biegnę
Znam swoje miejsce, znów mam słuchać te brednie
Hipokryzja legnie w gruzy, czas ten syf zburzyć
Nie przestaje się burzyć, bo na odcisk ci deptam
I z błotem besztam, wiem że chcesz żebym przestał
Ale nie, bo ktoś musi, ten syf zarobków skruszyć
Ja nie dam się skusić, ja wole z tego szydzić
Żyje z płyt i koncertów, nadal jestem prawdziwy

Potrzebuje go, by przejąć ten lokal
Daj mi tylko go, bo naprawdę kocham
Zrobię takie show, nikt nie będzie szlochał
Rap przez majk to jest dla mnie w chuj radocha, ale
Niezły burdel w głowie, 'niezły' to kiedyś mówił, że jest
teraz tylko jest nic poza tym
9 dych pogardy do samego siebie
dziś dźwiga najebany do chaty i tak w kółko
co dzień od samego rana, płynie w Polsce śpiewka wszystkim dobrze znana
przez osiedla, bloki, leci przez dzielnice
idą święta nago po ulicy, bo ma plan
w głowie ma wizję, młotek i chęci
on już mówił, że to kiedyś wykręci
do kurwy kiedyś was wszystkich rozpierdolę
nikt nie przepuszczał, że w wigilię przy stole
czerwień świeci w święta, świeci zajebiście
on ma pustkę w głowie wykarmioną na spirycie
to jest tak kiedy człowiek czuje, że pęka
to ten moment w życiu którym człowiek wymięka

Ref.
Cicha noc, święta noc gówno prawda
najebany stary, skatowana matka
takie opowieści śmigają po klatkach
wyryte na ścianach jak wiersze na kartkach

Cicha noc, święta noc gówno prawda
najebany stary, skatowana matka
opowieści śmigają po klatkach
wyryte na ścianach jak wiersze na kartkach

Od rana on to czuł już od szóstej
dzieciak ocierany o szóstej ze złudzeń, tak co rano
krzyk matki za ścianą, ruszył ten wydarzeń ciąg synu posłuchaj "ja dziś zabiję tatę"
padło echem przez pokój słowo tak ostre jak skalpel
to 15 lat koszmaru życia z katem
eksplodowało o szóstej nad ranem w moim bloku
chłopak słucha słów matki
w szoku nie jest (nie), bo dobrze wie co tu jest grane
chętnie sam zrobił by ten makabryczny plan
więc bierze nóż duży i czeka na tatę
to nie św. Mikołaj, bo święty ma jedynie młotek-zabawkę
dzieciak wie co ma zrobić teraz

Ref.
Cicha noc, święta noc gówno prawda
najebany stary, skatowana matka
takie opowieści śmigają po klatkach
wyryte na ścianach jak wiersze na kartkach

Cicha noc, święta noc gówno prawda
najebany stary, skatowana matka
opowieści śmigają po klatkach
wyryte na ścianach jak wiersze na kartkach
Yo Poznań - jedziemy z tym
Polska - jedziemy z tym
Matheo - jedziemy z tym
Gural - jedziemy z tym
Bity - jedziemy z tym
Cuty - jedziemy z tym
Rymy - jedziemy z tym
Flow - jedziemy z tym
W studio - jedziemy z tym
W klubie - jedziemy z tym
W aucie - jedziemy z tym
W mieście - jedziemy z tym
Wrzuty - jedziemy z tym
Tagi - jedziemy z tym
Słyszysz - jedziemy z tym
Manewry - jedziemy z tym

Ja pójdę dziś do studia brat
Tam rap nagram
Wiele różnych znaczeń ma
Rapa nagram
Palę jointy, robię track
Taka tam tam
Teraz cały Mufflon skład
Gra na samplach

Dla jednych chytry
Dla innych przykry niczym wytrych
Bystry mister mistyk, który ma pełne kanistry
Palę tetro-hydro-cannabinol
Leki, Docki, Cristale
Niebywale, nie oszalej tutaj wśród alej

Robię rymy a zawistnym brat gram na nerwach
Z Matheo dziś jadę brat na Manewrach
Flow na pętlach tak napędza
Mieszkam w piętrach, jadę na mixtape'ach

Te eksperymenty w laboratorium, patentowanie dŹwięków
To podstawa tego jak w nurkowaniu opanowanie lęku
Potęgowanie ten, ten tu podbijanie bębnów
Na wskutek treningu od momentu mam rymowanie w ręku

Yo Poznań - jedziemy z tym
PDG - jedziemy z tym
Do Poznań - jedziemy z tym
PDG - jedziemy z tym
Do Poznań - jedziemy z tym
PDG - jedziemy z tym
Do mixtape - jedziemy z tym
Manewry - jedziemy z tym
Gdybyś tylko mógł to co byś zmienił, co ?
Tu gdzie żyjemy, w miejskiej przestrzeni
Problemami gnieceni, przed siebie dalej brniemy
Gdybyś tylko mógł coś zrobić
Co byś zrobił, żeby pomóc człowiekowi

[Zółf]
Zastanawiam się nad tym co bym cofnął, zmienił
Oby to by było dobrze, żebym dobrze to ocenił
Co zmienić bym chciał, wiesz wyrzucił z życia
To kiedy komuś stała się krzywda
Kiedy poleciałem na równowagi skrzydłach wysoko
Nad bloki, BMW, za wysoko, tak jest już
Na szczęście nie spadłem jak Ikar, jak i tam tak i tu
Za blisko słońca kończysz żyć już
Słysz mnie, zmienił bym podejście do szkoły
Oczywiście dziś wiesz, był by to priorytet
Tak myślę, tak żyć chce w świecie wartości
Gdzie warte są pieniądze a nie umiejętności
Co bym zmienił ? Paru pseudo typków
Nie dopuścił do nagrania paru pseudo hitków
Anielski pył, koniec promowania syfu
To ścieżki diabła, choć anielsko białe
Cała prawda za każdym razem przez ciebie staje się martwa
Za każdym razem słyszę fałsz, gdzie jest prawda
Zmieniłbym to, zmieniłbym ile mógłbym
Spokojną przyszłość dla naszych dzieci
Tego nie kupisz

Ref. x2

[Ekonom]
Zacząłbym chyba od wojen
Żeby ten świat mógł nacieszyć się pokojem
Cały terror bym wysłał w pizdu z wyścigiem zbrojeń
A te wszystkie mądre głowy co zmieniają ustroje
Wysłałbym wiesz gdzie, wtedy byłoby nieźle
Ej, nie mają pracy młodzi ludzie po studiach
Telewizja kłamie, próbuje z ciebie zrobić durnia
Następne wybory - do zobaczenia przy urnach
Nie ma zmowy milczenia, polski rap wyszedł z podziemia
Słuchaj jak bym pozmieniał rzeczywistość co jest tutaj
Wszędzie układy a demokracja jest krucha
Stary człowiek ledwo kaszle, tak by złapał bucha przecież
To miało wyglądać odrobinę lepiej
Nie ma kłamstwa i przemocy, to proste
Każdy mieszkaniec zadowolony żyje w Polsce
Na sklepowych półkach wszystko tanieje, a nie jest droższe
Widzisz, tylko kto ma siłę by zażegnać kryzys

Ref. x2

[Zółf]
Ty słysz to, co bym zmienił, dużo jak ty - wszystko
Żeby każdy docenił to co ma czyjąś bliskość
Żeby każdy szanował czyjąś wolną wole
Słowa miały wartość, co jest ?
Słyszysz, ej ty słyszysz, słuchasz
Łatwiej po spaleniu, ściągaj bucha
Chuchał na swoje dziecko każdy by rodzic
Prawdziwy byłby każdy, nie słodził
To bym pozmieniał i wiele jeszcze
Ale mogę tyle co wy, uwierzcie

[Ekonom]
Nie byłoby tylu chorób nieuleczalnych
Nikt by szybko nie ginął
Chciałbyś zobaczyć horror musiałbyś odwiedzić kino
Owszem, wtedy wszystko byłoby o wiele prostsze
Jak ktoś takie życie zna, to ja takiemu zazdroszczę
Mglista przyszłość, to tą mgłę też bym obszedł
Też bym dał ludziom dużo pieniędzy proste
W błyskawicznym tempie świat poczynił by postęp, progres
Zmienić mentalność ludzi byłoby dobrze
Witaj mordo, składam litery dusząc w sobie łzy
Ja po stokroć jestem wdzięczny, że byłeś przy mnie Ty
Z obłoków to widzisz, że nie jestem już szczeniakiem
Nikt nie był na to gotów, że pożegnasz się ze światem
Byłeś, jesteś, będziesz bratem, zostanie w pamięci zapis
Wiesz, nie posiadam żadnej Twojej fotografii
Mam wspomnienia, pamiętam te dobre rady
Czas wiele pozmieniał, nigdy więcej nie zbijemy graby
Lekką niech Ci będzie ziemia, nadzieja, że tam Ci jest lepiej
Słońca promieniem piszę, bo tak mówi mi natchnienie
Sumienie względem Ciebie zawsze było czyste
To o czym myślę, to wysyłam w tym liście
Kiedy tylko widzę iskrę na niebie, jestem pewien
Że to znak od Ciebie, czuwasz nade mną, w to wierzę
Nie cofnę czasu, mamy dbać o Twoje dobre imię
Spotkamy się chłopaku, kiedy śmierć mnie zawinie

Ref.
Pozostały wspomnienia nam, Ciebie nie ma
Chłodne dni, ciemne noce, coraz bliżej
Pochłonie czarna ziemia nas
Strata przyjaciela, łzy, jeden moment, w sercu żyjesz x2

Tyle godzin spędzonych na rozmowach, nasze plany
Nadal boli, te słodkie, gorzkie słowa, w nas zostały
Los ugodził, prosto w serce został wbity sztylet
Bliskich dobił, gdy każdy otrzymał tragiczną nowinę
Mordo, co tam u mnie? Szlifuję dar mi dany
Pogląd, działam czujniej, musiałem dokonać zmiany
Odtąd dragi dla mnie to już tylko przykra przeszłość
"Nie odchodź" mówiły, zostawiły na mnie piętno
Zwycięstwo odniosłem na tej płaszczyźnie
Życia piękno, odnalazłem siłę by zawrócić Wisłę
Byłbyś dumny, poznać Ciebie to był zaszczyt
Oddaję Tobie hołd, daleko stąd na mnie patrzysz
Anioł stróż trzyma dłoń na mym ramieniu
Kraina wiecznego snu zabrała Cię przyjacielu
Nie cofnę czasu, mamy dbać o Twoje dobre imię
Spotkamy się chłopaku, kiedy śmierć mnie zawinie

Ref.
Pozostały wspomnienia nam, Ciebie nie ma
Chłodne dni, ciemne noce, coraz bliżej
Pochłonie czarna ziemia nas
Strata przyjaciela, łzy, jeden moment, w sercu żyjesz x2
Bo nie za to ma być kim chce być dla mnie
Nie to nie tam sa drzwi drogie panie.
Nie będę baranem, bo tym razem nie stane,
Jestem kim jestem i nim pozostane

nie jestem chamem, ale mogę nim być
jak traktowac dame, wiem co to styl
bo nie za to ma być kim chce być dla mnie
nie to nie tam sa drzwi drogie panie

Potrzebuje kobiety, która wie co i kiedy
sekrety nie istnieja, która nie boi się biedy
Kobiety, wiernej, nie musi lsnic pieknem,
Z ladnej miski się nie najesz, to jest pewne
we mnie znajdzie, oparcie to niezłe
kazde marzenie Twoje spelnie to pewne
Podejdz tu proszę, zobacz co tworze,
Choc nigdy już w zyciu kobiety nie poprosze
Sama tu podejdz ja nie podejde,
Ty się postaraj, ja od Ciebie nie wezme nic
Jaka ma być ona, wymarzona zona,
Ma umiec wszystko ma umiec dobrze gotowac,
Myśleć bystro, ma być wolna od jadu.
Wolna od bajzlu, wolna od szantazu
Jak dzieci wychowac, ma wiedziec od razu
Nawet jakby grat miał stac w garazu

Bo nie za to ma być kim chce być dla mnie
Nie to nie tam sa drzwi drogie panie.
Nie będę baranem, bo tym razem nie stane,
Jestem kim jestem i nim pozostane

nie jestem chamem, ale mogę nim być
jak traktowac dame, wiem co to styl
bo nie za to ma być kim chce być dla mnie
nie to nie tam sa drzwi drogie panie

Nie chce mieć spinki, paniusi co szminki
W torebce nosi a na nogach szpilki
W glowie pustka i na glowie chustka
Shady na oczach choc nie ma słońca a chmurka
Może ruszac się swietnie, oczy mieć wierne
Zamiary dobre, ale zdradzi to pewne,
Nie dobrze się robi zaraz kto się rozwodzi
50 procent hm no to o czyms dowodzi
Wozi swój Tylek, już od tych szpilek
Bola ja nogi, usta puchna od szminek
Wiesz szukam kogos, kto rusza glowa
Kto nie będzie kosztowal mnie przy tym drogo
Masz swoje cv to wyslij po chwili
Zobacze czy jestes slodka czy chili
Nie będziemy pili boom boomow z tequily
Bo masz być zona a nia panienka chwili
Nie ma mnie tu już... nie... nie...
Nie ma mnie tu już
o tym wiecie przecież
Nie ma mnie na tym świecie

I:
Sam sobie na przekór bez reguł
Wiesz wśród szczegółów z góry kultury
Bez leków, przekuł serce me, wygrał tercje te
Nie mogę ciągnąć dłużej, wróże krańce swe
Weźcie róże a ja pod nimi sześć stóp
Nie myśląc drugi raz o tym miejscu
Zejdź tu do mnie wspomnij nieprzytomnie
Głuchym szeptem przypomnij mi o mnie
Zwiędnie hajdanoujde w stronę wieka pójdę
By usłyszeć swą kolejną bujdę, widzisz groby?
Mój ten co nad nim brak płonie, koniec smętnych
Pod zmrożoną warstwą Ziemi

Ref:
Nie ma mnie tu już
o tym wiecie przecież
Nie ma mnie na tym świecie [4x]

II:
To mało, przezroczyste me ciało
Tam gdzie wiatr popchnał tam się zostało
Żałość słyszę sponad głowy mej
Ciche licząc dni na Ziemi tej
Pragnę połknąć stronę jakaś
Wole drzeć pykle pysk niż być tu niejakoś
Żyć swym nie życiem skrycie w znanym micie
Niedosływszy sentencji żal mi Cię
Nie ma mnie tu już (nie ma) widzicie przecież
Kolejne wolne miejsce na świecie
Luka mimo to zastępstw nie szukam
Zemszcze się za nie pamięć
Z Kostuchą do drzwi zapukam

Ref:
Nie ma mnie tu już
o tym wiecie przecież
Nie ma mnie na tym świecie [4x]
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo