Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Pęknięta czaszka, na plecach ślady bicia,
To finał ojcowskiego, pieprzonego nadużycia.
Matka płacze, dziecko leży we krwi,
Słychać sygnał karetki, otwierają się drzwi.
Późnym popołudniem, w jednej z polskich rodzin,
Dzieci siedzą nad książkami, ojciec z pasem wokół chodzi.
Grymas mordercy na twarzy, dwa promile we krwi,
Nowy, krwawy pomysł w jego pustej pale się tli.
Upatruje jedno z dzieci, woła je do siebie,
Po czym uderza w twarz, tak silno jak może.
Dzieciak pada na podłogę, krew z nosa tryska,
Jak fontanna, on przygląda się z bliska.
Mówi, że to za żywota lub na wszelki wypadek,
Uderza jeszcze raz, tym razem kolanem,
Dzieciak leży bez ruchu, matka z siostrą podbiega,
Niestety za późno - umiera następny dzieciak.

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Dzień wywiadówki, chłopak cały w nerwach,
Pamięta dobrze bicie go po nerkach, przez ojca,
Tuż po wywiadówce, gdyż ojciec uznawał tylko pas za rozmówcę.
Minuta za minutą, ciśnienie coraz wyższe,
Pot zalewa oczy, serce coraz mocniej bije.
Dzieciak nie wytrzymuje tej stresowej chwili,
Mocuje pasek na haku, pętlę zaciska na szyi.
Moment bólu, po czym śpiew czyjś z daleka,
Nie ma już cierpienia, nie ma przed czym uciekać.
Obca chwila ukojenia spada na jego barki,
Z otchłani ciszy dobiega płacz jego matki.
Chwila zastanowienia, nad sensem powrotu,
Do świata, w którym cierpiał na każdym kroku.
Mimo wszystko powieki idą w górę ku matce,
Widzi uśmiech na jej twarzy, łza spływa z oka matce…

Po powrocie do domu, z czasem wszystko od nowa,
Ojciec pije jak pił, dziecko batem chce wychować.
Kilka miesięcy później, historia się powtarza,
Lecz, tym razem chłopak nie zamierza wracać…

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Następna rodzina, kolejna tragedia,
Niby wszystko wspaniale, przyjrzyj się jednak dokładniej,
A przekonasz się, jak wszystko gruntownie spierdolone jest.
Starzy maja kasę, bawią się doskonale, dniami i nocami,
Cały rok jak w karnawale, córkę zbywają pieniędzmi,
Na każdym kroku, tak jest miesiąc po miesiącu, rok po roku,
W pewnym momencie dziewczyna, ma już tego dosyć
I już nie ma siły dłużej tego znosić,
Odkręca kurki, sąsiad dzwoni do drzwi,
Kolejna ofiara dziecięcych dni…

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat, ciemna strona rodzicielstwa.
Taka często jest cena, jaką płaci dziecko,
Ukrywana przez świat..

Historia, jak wiecie, często lubi się powtarzać,
Więc kurwa mać, ocknijcie się zaraz!
Dziecko to nie przedmiot, nie pieprzona zabawka,
To nie jakiś tam robot, czy plastikowa lalka,
Ma duszę jak wy, czuje i rozumie,
Patrzy na was i kalkuluje.
Więc, zanim zdecydujesz się mieć swoje własne,
Przemyśl dokładnie, czy jesteś właśnie,
Odpowiednią osobą na to stanowisko,
Przemyśl to, naprawdę dokładnie, bo,

Czasem ciężka jest cena, jaką płaci dziecko,
Za Twoją głupotę, Twój brak rodzicielstwa,
Czasem ciężka jest cena, jaką płaci dziecko,
Za Twoją głupotę…

Czasem ciężka jest cena, jaką płaci dziecko,
Za Twoją głupotę, Twój brak rodzicielstwa,
Czasem ciężka jest cena, jaką płaci dziecko,
Za Twoją głupotę…
Zachrypnięte gardło, które nie może przestać...

Może Bóg tak chciał, nie wiem, tak wypadło
że po prostu człowieku mam zachrypnięte gardło
czy to plus czy to minus, czy to wada czy zaleta
u mnie to normalne tak jak na jesieni żółkną drzewa
wcale się nie gniewam kiedy słyszę głupie komentarze
mówię weź spierdalaj lub po prostu narazie
dalej w swojej bazie robię z ciebie mową łazie
zaufanych ludzi zaufaniem darzę, zaraz się okaże
odważę się na to żeby to co mam w głowie ci pokazać
mam o czym mówić, tak mam o czym gadać
bo wiele rzeczy boli, inspiruje, wkurza
życie jest piękne ale czasem kaleczy jak róża
jak burza idzie zachrypnięty głos
co będzie, jaka będzie przyszłość, jaki dalszy los
wszystko może się zmienić, mego głosu nie zmienisz
nie zmienisz go, tak jak nie zgasisz płomieni
jak nie wskrzeszysz ludzi z ziemi
jak nie zmienisz, że prawdziwi będą ideałom wierni
będą wierni, nie bierni, tak bez przerwy jestem czegoś pewny
albo są napięte nerwy, wiem, że droga nie tędy
choć czasami myślę co los da mi
wokół zakłamani oczywiście nie sami, nie wszyscy są ideałami
prawda rani, bo taka jest rola i zadanie prawdy
każdy ma jazdy, każdy ma swoje jazdy
nazwij to jak chcesz, może być to mniej lub bardziej uzasadnione
zachrypnięte gardło, płomień płonie (płomień płonie)

[x2]
Ursynów, nie mógłbym gdzie indziej mieszkać
zachrypnięte gardło, które nie może przestać

To zachrypnięte gardło, które nie może przestać
na Ursynowie mieszka w jednym z tysięcy mieszkań
niektórzy mówią weź przestań, a ja dalej i dalej
Onar dalej rozbawiony stale
choć nie zawsze, bo przecież w życiu różnie
czasem coś spieprzę, gdzieś się spóźnię
ale zawsze światło noszę
szokuję swoim głosem, jak nie bardzo to choć troszkę
jak za trudne to uproszczę
jesteś moim gościem, więc człowieku zrozum
że zachrypnięte gardło to nie pozór, to nie bzdura
ten głos to ma natura, po co teraz
uraź mnie, powiedz akurat
no czekam a ty z odpowiedzią znikasz, dlaczego?
dlatego, bo jesteś typem człowieka, który sam nic nie robi
nie chce innych dobić i te słowa idą do mnie
zaczynasz się głowić, tak one idą ode mnie dla ciebie
zobaczysz, na głupich gadkach jeszcze się przejedziesz
w jakieś bagno się wjebiesz za gadanie takich rzeczy
hip-hop to piękna sprawa, po co ją kaleczysz?
nie szczędzisz sobie, pożyjemy zobaczymy
to dla ciebie, to dla ciebie są te rymy

[x2]
Ursynów, nie mógłbym gdzie indziej mieszkać
zachrypnięte gardło, które nie może przestać

O tak i znowu człowieku mnie słyszysz
ja się dopiero rozgrzewam, a ty ledwo dyszysz
chciałbyś mieć trochę ciszy i trochę odpocząć
dlaczego, odpowiedz mi dlaczego, no po co
nie wiesz co sie dzieje nocą, jedni to a drudzy tamto
a ja non-stop rymy, kartka, kartka, rymy dobrze znam to
dlaczego, bo do tego jestem stworzony, to nie nowy pomysł
że w naszych rękach mikrofony, zrozumiałeś?
analizujesz, sprawdzasz, to jest jak bez trzymanki ostra jazda
zawrót głowy, brak kontroli, łeb cię boli
nie znasz swojej roli, ledwo stoisz
chwiejesz się jak bej pod sklepem
men cię ostro klepie, usiądź będzie lepiej
w głowie burdel, zamieszanie, nieporządek
to nie początek, a w głowie cały czas jeden wątek
żeby zawsze pierwsza klasa było to co robię
pamiętaj człowieku, prawda jest w słowie

[x2]
Ursynów, nie mógłbym gdzie indziej mieszkać
zachrypnięte gardło, które nie może przestać

Zachrypmnięte gardło, które nie może przestać...
Ref: Uda się jednemu na stu,
Możesz być nim Ty, jeśli tylko masz już:
Konsekwencję, pasję i sprawność, by wyjść
Z podwórka na stadion. /2x

1. Gdy masz kilka lat, masz głowę pełną marzeń,
Gdy miałem kilka lat, chciałem zostać piłkarzem.
Barcelona 92 Polska gra w finale, srebro, powrót w chwale.
Każdy kto miał talent, chciał dotrzymać słowa.
Każdy chłopak chciał kopać, jak Juskowiak.
Pustkowia, zamieniały się w boiska,
Nawet te klepiska, ziemia najbardziej wyboista.
Czas leciał.. klasa 2 i 3, każdy dzieciak, chciał wtedy grać jak Trzeciak.
Wielu miało zapał, nie każdy się załapał.
Jeden zrezygnował wcześniej, jeden po latach.
Ci, którzy brzebrnęli - grają dziś dla Polski:
Boruc, Wasilewski, Błaszczykowski.
Widzisz ich w TV, o nich nadaje radio,
Dla nich podwórko, stało się furtką na stadion.

Ref: Uda się jednemu na stu,
Możesz być nim Ty, jeśli tylko masz już:
Konsekwencję, pasję i sprawność, by wyjść
Z podwórka na stadion. /2x

2. Z podwórka na stadion, długa droga,
Ale dlaczego miałbyś nie spróbować?
Wszystko, co możesz stracić, to trochę potu,
To nic nie boli, więc powoli, krok po kroku.
Rób postępy, drybling szlifuj, na kolejne zawody formę szykuj.
Strzał, korner, rzuty wolne, rzuty karne,
By przeciwnika szanse były marne.
Skutecznie, do ostatecznej Victorii, by w Glorii przejść do historii.
Jak Dudek, z Liverpoolem, bądź królem widowiska,
I zawsze graj, do ostatniego gwizdka.

Ref: Uda się jednemu na stu,
Możesz być nim Ty, jeśli tylko masz już:
Konsekwencję, pasję i sprawność, by wyjść
Z podwórka na stadion. /5x
Aha, ADHD zaburzenia hiper werbalne,
jakkolwiek to nazwiesz, dzieciaku,
to jest to,

Miłość od mojej do twojej rodziny,
tu umieramy, tak jak się rodzimy,
nadzy, nie mam nic do ukrycia,
proste odpowiedzi na tych kilka pytań,

możesz mnie kochać, chcesz to znienawidź,
popatrz, daj mi żyć, próbuj zabić,
miłość, nienawiść,krucha granica,
na zawsze rap, do końca życia.

Metro seksualny rap, w tą stronę spluwam,(hrrr)
roznosi mnie duma, niech igrają w dark roomach,
hip hop umarł, prowadzę ostatnią kohortę,
dotrwam, dotrę, nawet post-mortem,
Łuk im wsypię w aortę, zdechnie każda suka,
prostytutki na hajs, bez kręgosłupa,
chcą sprofanować, grób Gutenberga,
bo mam papieru ryza, ich przyszłość jest niepewna.
Wiesz co ich dusi? szczególna astma,
zbyt dużo prawdy, zbyt mało kłamstwa,
8 lat na legalu w tym biznesie, gdzie większość,
zamiast nawijać gra na flecie, wiesz co mnie boli?
To signum temporis, na glinianych nogach, kolos
uroboros, wiesz co ich boli? nie dam się zniewolić,
mężczyzna hetero, Polak Katolik.

Miłość od mojej do twojej rodziny,
tu umieramy, tak jak się rodzimy,
nadzy, nie mam nic do ukrycia,
proste odpowiedzi na tych kilka pytań,

możesz mnie kochać, chcesz to znienawidź,
popatrz, daj mi żyć, próbuj zabić,
miłość, nienawiść,krucha granica,
na zawsze rap, do końca życia.

W tym jest prawda, gdy patrzę na niektórych gości,
widzę brak szczegółów i odcienie szarości,
to przypomina kino gdzie grają same reklamy,
w roli głównej super gwiazdy z topowych seriali,
nie jeden twój idol, idąc, szary przechodniu,
nawet by cie nie oszczał, gdybyś stał w ogniu,
pogoda dla bogaczy, niezależnie od pogody,
wbijam, w czyjś kapitał zakładowy,
wróćmy do czasów, gdy nie zdawaliśmy matryc,
pieprzyć cyfrówkę, to szept magnetycznej taśmy,
moje początki, dziś to samo do bitu,
biedni mają co jeść, bogaci bez apetytu.
popatrz na moje ręce nie mam nic do ukrycia,
mam złe intencje bo grzebano mnie za życia,
przegrana sie zbliża, podskórnie to czują,
zimne wojny, mnie nie interesują,
naciskam spust, to kilka stów, słów, splów,
fragmenty mózgu z głów, fałszywy ruch, kop grób,
szlaków tu, brud i smród, ulicy róg, rój much,
chodź tu móc niż ? to jest mój ?
bez twoich faworytów, weź zbierz ich wszystkie nuty,
kupa śmiechu z przewagą kupy, izolacyjna taśma,
knebluje usta, jeniec, na głowienie nie jeden,
dziś ma więcej niż tasiemiec, mój prosty wers
i już nie znaczą nic, dziś jestem tym,
kim oni zawsze chcieli być, moje voodoo,
ścina ich głowy jak Hutu, a fity mówią więcej o mnie,
niż o nich ich płyty.

Miłość od mojej do twojej rodziny,
tu umieramy, tak jak się rodzimy,
nadzy, nie mam nic do ukrycia,
proste odpowiedzi na tych kilka pytań,

możesz mnie kochać, chcesz to znienawidź,
popatrz, daj mi żyć, próbuj zabić,
miłość, nienawiść,krucha granica,
na zawsze rap, do końca życia.

Jedna, druga, trzecia gęba ważna, zerkasz
twórczość - menopauza, nie jeden chce być bossem w grze,
ustalić kilka reguł, a jeszcze wczoraj lepił bałwana,
z żóltego śniegu.
Newcomerzy, co tak klepie naftaliną,
ich ambicje, napędzane na chciwość,
za moje punche profesura, pieprze doktorat,
za ich linijki z betonu buty, dno jeziora,
wojny na wolnym? żadna nic nie zmienia,
egzaltowane świerszcza z poppersami w kieszeniach,
koty marzą o złotych piaskach, wielkim świecie,
a piach im wieje w oczy, mieli go w kuwecie,
PIH się skończył? te blade blazy kłapią,
a żaden z nich się nawet nie zaczą,
może nie warto, bo pycha tuczy,
zapomniałem więcej, niż każdy z nich się nauczy.

Miłość od mojej do twojej rodziny,
tu umieramy, tak jak się rodzimy,
nadzy, nie mam nic do ukrycia,
proste odpowiedzi na tych kilka pytań,

możesz mnie kochać, chcesz to znienawidź,
popatrz, daj mi żyć, próbuj zabić,
miłość, nienawiść,krucha granica,
na zawsze rap, do końca życia.
Rób co daje Tobie satysfakcję
Rob to co daję Tobie w życiu pasje
Ja tylko daje inspirację
Dalej musisz sam sama iść
By odkryć swoje miejsce
Gdzie kryje się Twoje w życiu szczęście
Tego życzę Ci

1.
Wszystko się zmienia, zmieniają się pokolenia
Z przeżytych lat pozostają tylko wspomnienia
Dzieciństwo - pierwsza lekcja jazdy na dwóch kołach
Kolejny wrzesień, zaczynała się znów szkoła
Obrazy żywe jakby to było wczoraj
Pierwsza klasa, pierwsza praca, pierwsza kasa
Pierwsza miłość, jakby to było jedną chwilą
Serce mocniej zabiło, dziś jesteśmy rodziną
Dziś jesteśmy dorośli, mój i twój rocznik
I szykujemy grunt dla swych latorośli
Dać im więcej szans niż nam dało życie
Być rodzicem, być jak pierwszy nauczyciel
Pomóc dotrzeć im do swych własnych misji
By nie goniły naszych niespełnionych ambicji
Nie mamy recepty by spełniać ich sny
Niech popełniają trochę mniej błędów niż my

2.
Kto wycierał pierwszych porażek łezki
Nasi rodzice zawsze w sercu najlepsi
Dziś to nasza misja, nasza wizja
Jak wychować tego naszego małego mistrza
A przy okazji nie zabrać dzieciństwa
Nie pozwolić by wyrósł cwany egoista
Wyważyć proporcje, by być dobrą matką i dobrym ojcem
Nie tylko sponsorem co daje forsę
Złoty środek leży pewnie gdzieś na styku
Chcę pokazać drogi a ty pójdziesz nimi sama smyku
Każdy twój samodzielny krok chwyta za serce
Gdzie znajdziesz swoje miejsce w tym społeczeństwie
Wiem, czasem emocje biorą górę
Ale naprawdę cieszy mnie gdy z całych sił próbujesz
I zawsze będziesz miała moje wsparcie
Twoje szczęście -- tego przecież chcę najbardziej
Nowy brzask budzi nas kolejny raz,
Choć wczoraj prosiliśmy mocno Boga
By ten płomien już zgasł, a tu masz,
Podniósłbyś wrzask jak w czas swych narodzin,
Bez łask plan nie wychodzi, młodzi
Wolą się uszkodzić, żyć w zwidach,
Daj speeda, przecież następnego dnia
Nie widać, lepiej tego umilać.
Wrażenie, że myślenie o jutrze sprawia nam cierpienie.
Zapomnienie, dla nas może nie być jutra,
Rzeczywistość smutna, skrywana gdzieś głęboko,
Osiedlowy kokon. Trzeba go opuścić,
Ale iść nie ma dokąd, i to jest ten kłopot.
Rozglądam się, w długość i w szerokość sięgam,
Niby uśmiech i melanż, a jednak udręka,
Wiec wykluczę rap pouczeń,
Na nic zda się też morał, gdy psychika jest chora.
Plany na przyszłość, co najwyżej od rana do wieczora..

..Bo wciąż ten sam rejs, ten sam jeden akwen,
Ten sam ląd, świat i bieg za światłem.
Dworzec, ludzie na pół we śnie wczenśie rano,
Czekąjac za swą Bahn'ą przygladają się swym planom.
I znów to samo, i znów to samo.
Film zatrzymał się dawno już miejscowym weteranom,
Zgubili się w podróży, już nie powstaną.
Wypili czas, który im dano i dalej mordę moczą, po co?
Przed laty uciekł ich ostatni pociąg,
Jak co dzień kocioł, ujawnia się ich mglistym oczom.
Tłumy tych co nie chcą żyć na stacji
Odjeżdzają, mają plan w realizacji,
Bo mają wizje na co dzień i projekty na przodzie,
Na głodzie, najważniejszy chociaż jeden bodziec.
Do dalszych wypraw jak do potraw trzeba sypnąć przypraw,
Chociaż szczypta, marzenia jak zupka szybka..

Ref.
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo.
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo,
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..

Obserwuję to stale, już nie dziwi mnie,
Że można nie planować, żyć z dnia na dzień
Tylko po to, by pilnować małych puzzli,
W końcu życie w naszych dłoniach.
Od świtu do nocy 3-6-5 ja nie chcę skonać.
To układanka Góry kontra sucha rzeczywistość,
Jednych trudzi dając siłę, innym.. przyszłość?
Gdzieś tam jest, zobaczymy co będzie,
Jak na razie kupa zmartwień innych w pierwszym rzędzie stoi.
Zdrowie, ciepło, szmal, by nie stracić tego trzeba walczyć,
Dzisiaj nie ma nic za darmo, za darmo umarło,
A praca i oparcie to dwa różne seriale,
Umiesz oprzeć się tej farsie? Umiesz?
Idę pod wiatr, choć innym w plecy wieje,
Oni przywileje, ja mam talent i się smieję,
Tylko to mi pozostaje, dziś zrobię ile mogę, jutro..?
Zobaczymy, wiesz, grunt że mam drogę.

Mam widok, do wyrazu dobrać dobry wyraz,
Teraz szukając dalej widzę jak spod firan,
Tyram w spółce jak za kółkiem kierowca tira,
Ja tak samo mam plany, przyglądam się tym planom.

Nawet gdy rano patrzę w lustro po całonocnym rajdzie,
Choć siadły baterie, szukam sił, coś się znajdzie
Zawsze, nadzieja, wiara i szczypta szczęścia, Liber ta blokada..
Wiem, zawsze do obejścia..
..Bez ceregieli, zbędnych forteli, bez niedomówień,
Tak, to właśnie lubię.
Gdy wszystko się zazębia, idzie jak po maśle,
Bez skoków i zadraśnięć jak na niezużytej taśmie,
Bez wyjaśnień, wszystko spoko, wszystko si,
Nie zawsze jest tak, ale znajdę jakiś trik.
Kładę jokera na pik i partia idzie dalej,
Jak plan planem? Ja pamiętam czego chciałem.

Ref.
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo.
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo,
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..
2009
My robimy te (my), my robimy te (my)
My robimy te (my), my robimy te (my)
My robimy te

My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic

My robimy te manewry znów tutaj
Płonie klub, płonie dach, płonie twoja dupa
Płonie twoja kreska, słuchasz GuralEska
P do N i kreska, my nie możemy przestać

Trenujemy karkiem i na tą samą modłę
Ty zamiataj parkiet jakbyś miała w dupie miotłę
Ściany wilgotne od potu, ja dotknę cię z boku
Istotnie, mój flow mknie wam w oku
Słyszysz mocne bębny
To ta ekipa, która budzi śpiące królewny
Dla tych co lubią szorstkie trendy, to te swojskie gęby
Po ciemku widzisz, widzisz coś? nie widzisz nic

My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic

My robimy te manewry tu, tej
Podejdź tu, a potem w dół zejdź
Pełen klub i trudno tu przejść
To gnój w chuj, druga część
Tak to robimy ja, ziomek i ziomek
To my świecimy jak miliony monet (czaisz?)
Ej moment, chyba mój ziomek miał cię
Dobra, chuj z tym, będę brał cię w aucie
Dobra, chuj z tym, że mnie chcesz, bo Tede
Wiesz, że masz wzrok posłanki Beger
Już nie masz sucho, lubisz to suko
Naturę budzisz jak kręcisz dupą
Ta atmosfera to manewry dwa, ta
Wiem, jestem pewny, teraz da
Bo właśnie tak rozbiera cię rap
To taki melanż, którego ci było brak, suko

My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic

Ty zejdź teraz niżej to ja podejdę bliżej
Gdy ten song gra dla ciebie DJ
Gdy ten song słyszysz trzęsie się twoja dupa
I nie masz wątpliwości co to za grupa tutaj
My robimy te manewry bez przerwy
Mamy w chuj werwy, czasem działamy na nerwy
Lepiej uruchom swe rezerwy na raz (na raz)
I na dwa zrób tu hałas
To Szopen rapu, słyszysz grube dźwięki
Porywacze ciał rzucają hity od ręki
Dla tych co nigdy nie wymiękli gramy te piosenki
Podkręcaj ciągle to i nie bądź cienki, co?

[x2]
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, wszystkich nas
My robimy te manewry tu dwa
Zeszłaś w dół, więc zejdź jeszcze raz
To ten ruch, który tak dobrze znasz
To dla klubów i dla ulic, dla klubów i dla ulic
Rap rap rap rap rap yo yo yo yo yo yo yo ...
O jak dobrze rozpocząć rapistyczną płytę
gdzie nie wepchnę ucha mam przykłady znakomite
bit bitem ale jak ją zacząć skończyć i zapełnić
żeby słuchać leżał plackiem jak jak w kościele wierni
to jest sztuka zrobić takie intro
sampel lepszy niż na saksofonie Bill Clinton
jak dobrze słowa dograć z płyt rodzimych rapistów
wyłania się mniej więcej taki obraz
masz jakiś pomysł na numer ?
Eeee zbiór tematów dostępny na stronie
www dobryrap pl
nie kombinuj nic dobrego nie wymyślisz
z reszta po co słuchacze to tradycjonaliści
niech cię Bóg broni przed jakimś wyszukanym słowem
pamiętaj słuchacz który nic nie rozumie jest głuchy jak Beethoven
na twój rap więc ***** na słownictwo połóż
to nie jest czas dla ambitnych zespołów
masz jakaś zajawkę ? Rzuć ją !
popularność rzadko idzie w parze z ewolucją
nie przesadzaj z formą nie ważne jaka treść jest
a najlepiej niech to będzie
instrukcja obsługi życia w mieście
albo song o ilości nieszczęść
albo jeszcze kurde nie wiem sam coś wymyśl
nie wychylaj się bo Źle skończysz prędko
pamiętaj dziś najcenniejsza jest przeciętność
bądŹ łysy na klipach
na koncertach nadęty
chcę czuć w twoich prostych słowach dekadentyzm
zrób numer o tym jak to na*****iłeś głupią glinę
kiedy ten bezczelnie spytał o godzinę
jeśli chodzi o fruzię masz tyle wiedzieć o nich
ile jest ci potrzebne by uskuteczniać swój hedonizm
żeby twój rap był jeszcze bardziej hip hopowy
bełkot przez zęby, pokaż swoja wadę wymowy
tak człowieku szczękościsk
to jest najkrótsza droga do popularności
masz wątpliwości ?
zrodził się dylemat to powtórz za mną :
"yo yo yo hiphop hiphop siema siema"
nagraj to wszystko i już jest pierwsza liga
zapewniam czy trafi się eee która to wyda
teraz już tylko kariera, wywiady dla Życia na Gorąco i Music Makera
koncerty, klipy, wszystko w sponsorowanych ciuchach
tylko proszę zrób tak bym nie musiał tego słuchać
Jak być człowiekiem w czasach mas medii kłamstew?
gdy TV swym doradztwem psuje kolorów pastel
masz papkę pop plus Warkę Strong
utarte to stop, pass fosfor i gdzie reklama
gdzie portugalski banan - to cel przesłania
rzecz wyimaginowania rzeczywistych impulsów
komercyjnego kunsztu, okazywania kultur
jak być człowiekiem?
gdy w przedziale 5-10
rządzi, seks, rock'n'roll
jak Red Hot Chili Peper
ŁDZ, kod styli w eter pcha się
płynie rap tam gdzie da się
tak jak DJ Maciek
etap po etapie
tu rządzi szkoła, papier
chyba że się nie załapiesz
co o niczym nie świadczy
świat podliczy pułapki
kto mądrzejszy okaże się jak będziemy starsi
to nie pieprzone „Wybacz mi”
jestem świadomy następstw
jak alley-oop i Basket
tak Pan Bóg i ja gdzieś w otchłani rozmów
odbywamy swoją ostatnią podróż
gdyż wiem że ten gość będąc zwykłą materią
kiedyś zrozumie że to wszystko dzieje się na serio

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Komórka Sony a w niej pierdolone wrony
o tym co i jak gdzie dymią w mesach jak komin
by ich szlag dobił nie mówię o znajomych
tylko o tych co przed koncertem zwykli tylko dzwonić
składając ofertę na listę zaproszonych
szukając w człowieczeństwie praw, już zatraconych spraw
tu dla łakomych multum
to klasyk jak Trilok Kurtu
dla fanów Fruitloops’ów
jak być człowiekiem
jakim człowiekiem jestem
odczuwam tą presje
gdy w nocy nie śpię
uwięziony na krześle
słowo za słowem kreślę
jak życie ma pretensje czasem klęczę
dłonie złożone w amen
nie jestem McManaman'em
częściej popełniam błędy
częściej ręce plamię
przepraszam, mi wybacz
tylko się staram nie obrywać
jak być człowiekiem
alternatywa dziurawa jak sweter
tak los z dumą telepie
tak los z dumą telepie, (aha)
tak los z dumą telepie...
Aha, pokój dla wszystkich prawdziwych

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Jak być człowiekiem to nie strzał w totolotku
pieniądze to potwór dla nieświadomych kosztów
tego jak być człowiekiem nie kupisz w aptece
w tym nie pomoże lolek ani zimny Heineken

Coś kraj ten szpetny
sępów setki więc nakładem niewielkim
nawijam jak Dell i Dj G, wiesz
jak Gustawson w rozrywce katastrof
wódzia, sok, tabasko
nie ufaj promocyjnym kapslom
reklamowym klapsom
gdzie gwiazdor to lapsior
co całe życie marszcząc wydrę
zagrał w filmie o tamponach, pizdę
dobrze myślę? - coś tu nie tak
normalność tkwi w płytotekach
istny syf jak PKP
nie tak źle jest
bywało gorzej
Wie ten, co nosił pseudo-zagraniczną odzież
będąc realistą w modzie zobaczysz
jak wspak telezarys - to koniec
i jego odczuwalną bliskość w maratonie
to nie zaszczyt być turystą amatorem
wybitnie nie jeden cham śledził
ziemi nie ni stąd ni zowąd
lojalnością wyższą niż owoc
naukowych mistrzostw - słowo
jak być człowiekiem - czas sekundy liczy
cel to być sobą i nie zostać z niczym

Dokładnie, pozdrowienia dla wszystkich tych
co chcą pracować nad własnym życiem, dla
wszystkich tych co uważają się za ludzi,
pokój, jedna miłość...
Widziałem wiele zerwanych filmów
Urwanych rytmów i podartych życiorysów
Widziałem twarze ofiar i najeźdźców typu
Którzy bez skrupułów dobijali przeciwników
Widziałem ślady szczęścia w całym tym śmietniku
Które wyglądały jak kropla w Atlantyku
Widziałem nagle zakończone przedstawienie
Podziemie wciągało tych co chcieli być z podziemia
Bagno ciągnie, a głupota nie wybiera
Ilu dobrych dzieciaków przywitała już gleba
Nie myśl co inni myślą, tak się nie da
Pomyśl co sam myślisz, kurwa, eureka
Widziałem wyszczekanych zawodników kilku
Na ogół to owieczki pośród stada wilków
Bądź losu panem, ale życia sługą
Bo każdy rytm się potrafi przyciąć grubo

Rwany rytm to zerwany film w starym kinie
Miejski syf zagubiony gdzieś po kokainie
Czarno biały styl bo w sumie ciężko rozpoznać
Czy rwany rytm stoi po stronie zła czy dobra
Przeszywa sny, sprawia, że czujesz go na plecach
To nie strach, namacalny styl cię obleciał
Przysłuchaj się dzieciak, wiem, że masz takie dni
Gdy tylko ty wiesz czemu zerwał ci się rytm
To ciężkie łzy, o których nikt nie słyszał
A wyszło tak, że o tych chwilach mówię ci dzisiaj
Znajoma proza życia, bywałem w takich miejscach
O których większość społeczeństwa nie ma pojęcia
Gdzie ból ludzi zadręcza, gniew przysłania radość
Co czuje spętany gdy strach mówi dobranoc
Nikt nie chce za nim stanąć, brak pomocnej dłoni
Boi się, że nikt nie myśli o nim
Teraz wie, czuje jedynie fragmenty szczęścia
Zrozumiał gdzie leży istota człowieczeństwa
Na ścieżkach szaleństwa gdzieś z dala od domu
Tyle jesteś wart ile z siebie dasz komuś

To ten stan, który zmienia świadomość
Nie poznałbyś siebie, nawet gdybyś stał obok
Twój czas, jedynie moment by pojąć

To ten stan, który zmienia świadomość
Nie poznałbyś siebie, nawet gdybyś stał obok
Twój czas, jedynie moment by pojąć

Siadam sam na ławce, spokój wypełnia umysł
obudź się, przemyśl ruchy by się w tym nie pogubić
Sam do siebie mówię i to nie paranoje
Mam silną wolę i chwile słabości jak każdy człowiek
Mam paru ziomów, którym nie poszło w życiu
Kilku wybrało ryzyko inni są na odwyku
Miesiąc minął na styku, znów nie widać profitów
Przeszłości nie odwrócisz, na to nie masz wpływu
Możesz w jeden moment stracić cały dorobek
Stracić wolność na lata albo stracić zdrowie
Osobista spowiedź czasem wzmacnia duchowo
Lepiej krzyczeć o bólu niż chcieć skończyć ze sobą
Czułem takie emocje patrząc na zioma pogrzeb
Wstrzymałem oddech, ciężko zapomnieć
Przegrać można wszystko burząc swój fundament
Zwrotkę dedykuję ludziom, których znałem

To ten stan, który zmienia świadomość
Nie poznałbyś siebie, nawet gdybyś stał obok
Twój czas, jedynie moment by pojąć

To ten stan, który zmienia świadomość
Nie poznałbyś siebie, nawet gdybyś stał obok
Twój czas, jedynie moment by pojąć
Mamy prawo do swobody, wypowiedzi w tekstach
Tak jak do decyzji z kim gramy na projektach
W kwesti prawdy w wersach mam ją chodź mogłbym kłamać
Każdy w tym kraju co chce może gadać
Mógłbym grać w reklamach chodź raczej odpuszczę
nie chce na barana z rana patrzeć w lustrze
Mam prawo pojutrze nie ruszyć się z wyra bo
dzisiaj jest piątek a jutro sie na kiram
Mam prawo przeginać gdy coś mnie wkurwia
dostawać palmy gdy ktoś ze mnie robi durnia
Mam prawo odpuszczać kiedy mam czegoś dosyć
dotyczy to spraw których nie chcę mi się znosić
Mam prawo nie prosić, nie dziękować, nie przepraszać
robie to bo klasa, to ludzi trafia
A gdy ktoś będzie życiu moich najbliższym zagrażał
pociągne za spust chodź nie mam do tego prawa.

Ref.x2
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Spokojnie czekam na kres twoich dni
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Wiem, że każdy mój sukces ból zadaję Ci

Mam prawo żyć jak chcę i nie możesz zabulić
Mam prawo wziąść ten towar i z zyskiem go pogonić
Mam opcję by zarobić to nie odpula szansy
Mam prawo robić rap streszyć się i zatańczyć
Czy to nasz czy nie to (...)to kwit we mnie jest street
Mój świat mój flirt moja kobieta i bit
Głowami mi i nikt nas nie zlekcewarzy
PMM projektanci stylu wiem że kojarzysz
To 10 lat baraży, walki o finał
Kto chciał to odbijał nie będe dzisiaj rozkminiał
W sferze znów na rewirach mamy prawo się wiesz
Pięść w pięść wers w wers toast zdąży na cześć
Mam prawo mieć gest eeej mam prawo marzyć
Nie pozbawisz mnie tego skurwysynu się nie odważysz
Kwaterą będziemy razić te tracki płoną jak haszysz
Mamy prawo do błędu w dłoni nikt nie jest bez kasy
Wyczytasz to z tatuaży co kurwa znaczy honor
Szacunek, Lojalność, Duma to wszystko kojarz z głową
Zawszę z pomocną dłonią bo mam prawo ją dać
Szanujemy ludzi i niech ludzie szanują nas

Ref.x2
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Spokojnie czekam na kres twoich dni
Nienawidzisz mnie to dobrze ...
Wiem, że każdy mój sukces ból zadaję Ci
Dobry ziom w pojebanym mieście,
Możesz mi mówić Kendrick
Moje flow nie jest miękkie i lekkie
Jak większość łódzkich osiedli
Lecz rap nie zrobił mnie bardziej gangsterkim niż byłem przed płytą
Bo ja pamiętam jak żyją moi koledzy i wiem, że mnie słyszą
I nie widzą tego tak jak ty,
My wolimy ważyć słowa
Nie rzucaj hasła "bagażnik"
Jak nie masz zamiaru tam kogoś pakować
Dobra, jest dom, jest żona, są kapcie
To nie udawaj, może bracie mafiosa,
Jak przez osiedle śmigasz tylko w aucie
Nie wiem czy mam plecy na mieście,
Wiem że mam miasto na barkach
I może powinienieś mówić mi Noe
Bo moja Łódź to arka
Pytają czemu nie rzucisz w kąt majka,
Paru moich ludzi muszę stąd zabrać.
Bo choć to dom, to co krok co noc
Pod blok przychodzi ktoś z Arkham
Możecie mówić mi Nowy Batman,
Zostawiam ślad jak chromy fat cap
Na ścianach. Wątpisz? Zobacz sam!
Bliżej mi na dno niż do radia.
Żadna owacja mnie nie zmieniła na tyle, żebym zapomniał
Kim jestem, kim byłem i gdzie zaczęła się moja historia.

W mojej głowie słyszę ciągłe głos, głos, głos.
I obiecuję sobię, zrobię coś, coś, coś.
Co spowoduje, że to dotrze do każdego
Na północ, wschód, zachód i na południe stąd bo..

Jestem szaleńcem, stać mnie na więcej niż trzy czwarte sceny
Myślę, że w dużej mierze to przez to miejsce
To jak wypadek śmiertleny przeżyć
Na naszym końcu tęczy nie ma ziom dzbana ze złotem
Podobno są jakieś beczki, a my mamy bekę jak karmieni psychotropem
Policja otwiera ogień już nie tylko do studentów.
I to się dzieje pod oknem tu, ode mnie parę metrów
Mamy luz, ale wiemy że tu w parę sekund robi się z życia crash test
I jak dla mnie Mes nie jest jedynym ziomem, co ma tytan w czaszce.
Domofon dzwoni mi czasem o trzeciej, czwartej w nocy
I powody ku temu są ważne bracie, ktoś potrzebuje pomocy
Ale tu w Łodzi nie zawsze chodzi o zdrowie.
Ludzie mają wstręt do karetek.
Domofon dzwoni najczęściej w nocy przez to, że sąsiad ma mete.
Nie ma w moim mieście niewinnych kiedy jest wjazd na osiedle.
Kliki, ekipy, bitwy i beefy, zryło mi to banie doszczętnie.
Staram się zachować codzień moje serce takim jakim było wczoraj
Ale to jest HollyŁódz, to jest ŁDZ, to jest ciężka szkoła.


W mojej głowie słyszę ciągłe głos, głos, głos.
I obiecuję sobię, zrobię coś, coś, coś.
Co spowoduje, że to dotrze do
Każdego na północ, wschód, zachód i na południe stąd bo...

Moje miasto mówi mi "Chcę czuć dumę"
Weź mnie za kark i wyrzuć w górę.
Za wiele racji tu męczy ich dusze
Czas już na moją turę.
Niech to poczuje kazdy w Polsce
Pokaż im jak smakuje postęp
Niech to ukuje raz a dobrze.
Zamień tą Łódź w wojenny okręt

Moje ukochane miasto jest trochę jak rodzic alkoholik
Czasami nienawidzisz go bardzo i masz dość, ale przy obcych bronisz.
Ten pierdolony patriotyzm nosimy w sercu od lat.
Nie spuszczam głowy kiedy pytają czy jestem z Łodzi, mówię "Tak!"
Parę lat przebijałem się, było trudno, dziś wrzucam pierwszy bieg.
Ruszę tą łódką, zobaczysz cud ziom, pierwszy przebiśnieg.
Jestem tu, żeby zmienić grę i mówię to wszystko na serio.
Nie chcę być królem, mam o wiele większy cel, chcesz to się bij o berło.
Gra idzie o wiele większą stawkę niż tylko flagę na mapie.
Ale wiesz mi, że jeżeli będzie trzeba to Ci ją zamknę na japie.
Jestem chamem z miasta czterech kultur, jak każdy gnój tu na podwórku.
Nie przeraża mnie klęska i ból już bo nie jestem z cukru.
Chcemy wiele bo niewiele mamy, ponad marzenie i wielkie plany.
Nie omami nas piewca wiary w przeznaczenie, to jest dla przegranych.
Nie jestem wychowany pod kloszem dlatego się szybko podnoszę.
I proszę Cię, nie mów brzydko pod nosem o tym co w sercu noszę, ok?

W mojej głowie słyszę ciągłe głos, głos, głos.
I obiecuję sobię, zrobię coś, coś, coś.
Co spowoduje, że to dotrze do
Każdego na północ, wschód, zachód i na południe stąd bo...

Moje miasto mówi mi "Chcę czuć dumę"
Weź mnie za kark i wyrzuć w górę.
Za wiele racji tu męczy ich dusze
Czas już na moją turę.
Niech to poczuje kazdy w Polsce
Pokaż im jak smakuje postęp
Niech to ukuje raz a dobrze.
Zamień tą Łódź w wojenny okręt
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo