Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Rap to forma
Styl życia co dnia
Tu liczą się sillsy gorące jak Kalifornia
Raz, dwa – próba, jestem
Klapki usuwam, otwórz zmysły na oścież
Spal z nią w nocy pościel
Ja spalę majka albo splifa na oknie
Albo pójdę nad Wisłę i będę myślał, aż zmoknę
Harmonia słów o nie, aż mnie korci
Ale nie chcę wam zaśmiecać głów, jestem tu dziś
By położyć myśl na Funk, na żywo
Działamy na emocje, nie skończy się paliwo
Tańcz, bo to jest gra, ściana parzy
Twój jest parkiet ja składam wyrazy
Tańcz, bo to jest gra ściana drapie, krzesło kłuje, cały w smarze jest parapet
Kapitan Picard do maszynowni full napęd, wersy palą papier
Tańcz, jakby najki w systemach miały napalm,
Jakbyś nie mógł przestać, bo wpadłbyś w zapaść
Tańcz, wejdź w koło brooklin rock zrób to
Zejdź w dół sixstep, babe, freeze, footwork
Jakby jutrzejszy dzień miał nie nadejść
Jakby za słaby flow wymierzali karę
Jakby świat wokół zwolnił
Mózg przetwarzał fonię
I produkował dwie emocje spokój i harmonię
Tańcz tańcz z życiem
Jeśli padniesz wstań
Wspinaj się bo ono smak ma na szczycie
By każdą chwilę wciągać pełną piersią
Odurzająco słodka jakby było to przestępstwo
E vivalarte chwilo trwaj inne bla bla
Ja po swojemu chociaż to też droga trafna
Sam na sam lewy prosty garda
Dzisiaj na parkiecie wyślę smutki do diabła

Życie to gra, przy szachownicy z diabłem
Mam [3]wiążę go sznurowadłem
Tańcz aż padniesz, ja piję aż padnę
By czuć, że żyję, napalm w każdej żyle, nastat w gardle
Spal barwy, rzuć krzesła za okno
Spal strach, wylej emocje – niech zmokną
Pal licho
Tańcz, dzisiaj ty i parkiet
Funk, bit, scretch, rap taki bankiet ziom
Jeśli tylko nie masz kości z drewna i agresji - ją wyrzuć za drzwi
tu jest nie potrzebna
Mamy to co chcesz i vice versa, 100% live odpicowana wersja
Tańcz, air force one odpal do startu
Bądź na serio, my nie stroimy żartów
Mamy odpalone słońca w sercu i emocje w dźwięku każdego z instrumentów
Rytm, kocham te harmonie przeklęte
Kochasz, w krainie czarów z bębnem pod rękę
Pokaż flow, szukasz? Masz, dam ci świeczkę i lornetkę,
Zobacz, gdzie ustawiłem poprzeczkę
Dumny drań, ale dranie mają sny i marzenia
Gotowi są umrzeć za nie
Świat zmieniać - to jutro
Dziś mam misję ograć diabła, dać mu w pysk prosto z najka
Dawno to siedzialo we mnie, teraz wypływa,
wkurwienie moje zawsze psuło czyjś klimat
poważne sprawy spychamy na boczne tory,
dużo przypałów tak jak uliczne horrory.
zrozum, [zrozum] nauczyłem się pokory.
nigdy więcej, zawsze do przeprosin skory,
tak to czuję, ten stan trwa u mnie wiecznie.
dwulicowi ludzie. kurwa, ilu was jeszcze?
nowe milenium, a z nim nowi wieszcze,
święci przez chwile od nas was dzieli tyle
puste słowa, schizy, nowe trendy
wolę grzeszyć i napotykać na zakręty.
normalna rzecz jak dla aptekowiczów skręty,
może zajdę gdzieś kiedyś swoją drogą,
życie płata figle, patrzę na to z trwogą.
mam jednak ludzi, którzy zawsze mi pomogą.
tylko żyć i umierać z tą załogą.
rodzą się dla nas z każdym dniem inaczej,
dziś ślepcem być, jutro królem w S-klasie
nie martwić się o nic, wydawać szmal na blacie.
dwóch skurwysynów, lecących na [?]
czekający na pożarcie

w nas to siedzi już długo,
całe życie jestem prawdy sługą.
blizny są w środku i kształtują teraźniejsze czyny,
rymy moimi łzami, więc płaczę nimi
w nas siedzi to od dawna,
wspomnienia, życie było lekkie za małolata,
teraz ciężki czas, własne ścieżki i praca.
i kolejne starania by następnego dnia dożyć,
by smutki zniszczyć, a szczęśliwe chwile mnożyć.
szacunek zdobyć, coś zrobić,
nigdy się nie poddać.
z podniesionym czołem życia kłopotom sprostać.
i dlatego sobą jestem i wciąż sobą pozostaję,
mnie i moich ludzi pobłogosław Panie.
proszę. robię od dawna to samo, cały czas,
nikt nigdy nie zmieni nas, nawet czas.
rzeczy zawsze zostają, choć wypowiedziane raz,
ciągle. jadąc do przodu nigdy nie zapomnę
we wsteczne lusterko mego życia spojrzeć,
życia obrazy pomogą mi dojrzeć, dzięki nim dorosłem.
jestem sobą, od dawna robię swoje, proste.
bez kłopotów żyję i mam się świetnie.
wkurwienie na świat ciągle siedzi głęboko we mnie.
chcę w pełni żyć i w pełni korzystać z czasu,
za nic nigdy nie oddać moich przyjaciół.
dali jazda, ta przyjaźń jest we mnie od dawna.
To dopiero początek, przygotowany do startu
wersy co parzą jak wrzątek, panowie, panie bez żartów
na tyle punchy na dysku ziomek nie starczy Ci bajtów
te punche na starcie dają po pysku, te punche to starcie gigantów
postulaty dla kumatych rapy A. D. H. D.
pizgam po swojemu, na schematy kładę lachę
obłudy nie znoszę, Wam przynoszę z bitem treść
na lewym przedramieniu z dumą noszę liter sześć
F. do A. do B. do U. do Ł. do A.
Bezczelini aka dumny reprezentant B. S. T. O. K.
to ten styl co innowierców ponawraca szybko
jego podwójne rymy tu mają jebnięcie jak w ringu bracia Kliczko
to ciężka waga, progressive bragga, bragga agresji
krwawa trwa saga, bragga huragan na sagan leci
tornada zakłada powaga, uwaga nie dla dzieci
gdy wpadam do majka dopadam ogarniam bałagan i gadam do rzeczy

ref. 2x
Czujesz tą moc, ten vibe, pierdolnięcie?
F. do A. do B. do U. do Ł. do A., Solo Bezczel !
przez całą noc ten majk pod napięciem
wznieście ręce w powietrze ( Solo Bezczel ! )

Jeśli rap to sporty walki to uprawiam braggę kravmagę
nie klęczę, nie jęczę jak suka do pałki co pełza i błaga o radę
a na koncercie na pełnej kurwie jadę ze składem
a na Hip-Hop Kemp Giżycko nie chcą nas tu brać pod uwagę
wykładam kawę na ławę ziomek i to nie ściema
że boją się, że damy taki ogień, że spłonie im scena
jak widziałeś mnie na koncertowych maratonach
wiesz, że wbijam na scenę jak w pole karne Maradona
odkąd rzuciłem chlanie progres murowany, przybite
że za tym flow kolejki walą drzwiami, oknami, sufitem
jak jesteś wporzo siadaj do stołu z nami, polane
jak jesteś fałszywą kurwą to się nie znamy na amen
między nami panie, jestem rapu asem w rękawie
z hipokrytami się w odpowiednim czasie rozprawię
oto nadzieja polskiego rapu do licha co bądź
a ponoć nadzieja umiera ostatnia to znaczy, że hip-hop oddycha wciąż

ref. 2x
Czujesz tą moc, ten vibe, pierdolnięcie?
F. do A. do B. do U. do Ł. do A., Solo Bezczel !
przez całą noc ten majk pod napięciem
wznieście ręce w powietrze ( Solo Bezczel ! )

Stopa, werbel, bas plus te wersy masz
Bezczel w jeszcze lepszej tłustej wersji, sprawdź
zrób napad na sklep, idź weź to wreszcie zrób
czy kup to sprawdź i weź to w mieście puść
nie jestem tym chujem co konfabuluje rapem
hejter się pruje, onanizuje się z chujem w łapie
na scenie mam staż nie długi za robię ziom hajs
serce w podziemiu jak Red Light, Buggy i Shaun Price
kiedy wbijam się na bit, możesz być pewny to benger
Ty możesz tego nie trawić, bo ten rap to pełen perwers
nie chcą moich zwrotek szuje, ja rozkminię to w mig
bo kiedy ja rapuje po mnie nie powinien już nikt
hejtów siostry brandzlują się przy tym ogórkiem na kuca
oni walą konia potem przez dziurkę od klucza
jestem jak słońce po burzy, nadziei iskra
a Ty zobacz ziomek co się tu kurwa dzieje, gdy uczeń przerasta mistrza

ref. 2x
Czujesz tą moc, ten vibe, pierdolnięcie?
F. do A. do B. do U. do Ł. do A., Solo Bezczel !
przez całą noc ten majk pod napięciem
wznieście ręce w powietrze ( Solo Bezczel ! )
Ty grasz rap, ty grać możesz w M jak Miłość
Ja go gram jak jedna tysięczna kilo
Metafory żrą ci komórki mózgu pionku
Bo nie wiesz OCB jak te bibułki do jointów
Dziś sam mówisz do innych - frajer, lama
ChodŹ wokół ciebie krąży dawna lamy fama
Co widzisz jak w lustro patrzysz z rana
Widzisz nygusa w brylach, bo jesteś Dalai Lama
Włączaj to po stokroć ziomie
Aż twoje gały będą podkrążone
Moje flow płynie twoje jest odwodnione
Moje metafory są jak twoje ciuchy w szafie
Wyprane przez mamę, są złożone
Czuj jak lecę jak beton w luton
I przestań być raperem jak planetą pluton
Twoje jointy? nie zaskoczysz mnie niczym w jointach
Bo wiem na co cię stać jak bym miał twój wyciąg z konta

FAŁ EN EM, nie masz rymów jak ja
FAŁ EN EM, nie masz tylu co ja
FAŁ EN EM, nie masz stylu jak ja
FAŁ EN EM, nie grasz tak jak ja
FAŁ EN EM, nie dasz większego show
FAŁ EN EM, nie masz lepszego flow
Bystrzejszego flow, głębszego flow
Świeższego flow - obojętnie skąd żeś się wziął

Mówią co cię nie zabiję to cię wzmocni
Aby to zaraz będziesz mocniejszy, bo teraz próbuję cię zabić
Jestem królem w rapie, nie trawią mnie gwiazdy
Jestem królem tylko, że nie bawią mnie błazny
Ty masz plecy w rapie, ten gang to ogień
W każdym beefie plecy pomogą w walce z wrogiem
W beefie ze mną zostajesz sam, bo jak wchodzę
Twoje plecy krzywią się jakbyś miał skoliozę
Nie robię cyfrówkami zdjęć z ziomkami
Nie jaram się pozowankami
Ale jak kiedyś będziesz grał sobie pięknie koncert
Wpadnę z ziomem na scenę, zdejmę cię z niej
To nazywam zdjęciem z ziomkiem
Twój rap jest kwadratowy, to prawda
Ludzie wołają jak Einstein - ej to MC2
Na kartkach jak Fight Club walczę
Mów mi Lennox Lewis, zniszczę majka panczem

FAŁ EN EM, nie masz rymów jak ja
FAŁ EN EM, nie masz tylu co ja
FAŁ EN EM, nie masz stylu jak ja
FAŁ EN EM, nie grasz tak jak ja
FAŁ EN EM, nie dasz większego show
FAŁ EN EM, nie masz lepszego flow
Bystrzejszego flow, głębszego flow
Świeższego flow - obojętnie skąd żeś się wziął

Słuchaj ta płyta jest mocna, won dzieciaku
Ósma płyta, ty nie masz mocnych ośmiu tracków
Miliona decybeli co gnie tych cweli
Jak by życiowy bagaż Cugiego ze śmierci celi na plecy wzięli
Niech te internetowe gimbery nie przypominają mi nawet o 834
Bo to mój projekt jest na szlaku po czek
Chłopaku twój jest na szlaku w kaszlaku na flaku do Czech
Sokół dał mi propsy - respekt
Bo to ktoś kogo słuchałem jeszcze na Moleście
Więc daj mi respekt też flexxstyle w tekście bierz
Pieprzę resztę i wiesz pędzę po cash jak flash
Znasz alfabet jesteś all right pi
Bo już kończysz X Y Z mój fame to jeszcze A B C
VNM VIP na CD MP3 MVP CD MTV

FAŁ EN EM, nie masz rymów jak ja
FAŁ EN EM, nie masz tylu co ja
FAŁ EN EM, nie masz stylu jak ja
FAŁ EN EM, nie grasz tak jak ja
FAŁ EN EM, nie dasz większego show
FAŁ EN EM, nie masz lepszego flow
Bystrzejszego flow, głębszego flow
Świeższego flow - obojętnie skąd żeś się wziął
Nie mamy tak wielkiego powodzenia u lasek co Piasek
nie mamy tyle kasy co R.Kelly, Nelly
Co zdziwiona mina, nie zrozumie rapu ten, którego rusza Mandaryna
chociaż nie od dzisiaj to nowa twarz na scenie
jelenie już nie gram koncertów za friko
czy za marną kaskę plus kiełbaskę, jedno piwko
krótka spódniczka, ładna buźka to nie wszystko
ja chcę czegoś więcej by poczuć z tobą szczęście
bilety na koncerty coraz droższe
przykro mi naprawdę, że niektórzy wejść nie mogą
burdel, a nie sala, piwo rozcieńczane z wodą
za pięć złoty, za to to mam dwa w monopolowym
nie podniosę wyżej głowy, bo wszystko ma granice
nie wyjdę na ulicę przecież i nie będę krzyczał
To ja, oto ja, walę to naprawdę
uwierz mi, mówię prawdę, głupotą dumy nie karmię
mam mózg a nie karmę tak jak podwórko nie farmę
pierdolenie rapu znawcy
pieprzę te wasze w magazynach obok płyty gwiazdki
pierdol te gwiazdki
sam sprawdź płytę, oceń, płytę oceń
nie rozumiesz o co loto
no to jak powiedział Panda
spójrz tam jest ściana - pierdalnij barana

[x2]
...jak masz rozum, zrozum to, bo warto...
[tylko tekstyhh.pl]
Oczy Boga na nas patrzą, rozumieją naszą pasję
Płaczą, gdy widzą ciebie, ranisz, nawet o tym nie wiesz
Wiem, nie rozumiesz, progress był, będzie i jest
Ja jestem szczęśliwy z tego co mi dała matka
Zrozum, że mam dom, a drugim schodowa klatka
Bajka, nie, to moje życie, kumasz, zrozumiałeś w końcu?
Że nie okradam twoich dzieci, że ubieram się inaczej
I, że do wojny nie pierwszy, ja taki sam jak ty
Wizerunek z góry zły widzisz
Ten który kradnie i to ten, który ciągle ćpa
Zrozum, że nie taki jak sobie to wyśniłeś
Że inny jestem, wiem, ale nie paliłem z twoim synem
Weź spójrz prawdzie w oczy i powiedz co jest grane
Widziałeś mnie na ulicy, a naćpany twój synalek
Że inny jestem i, że wizerunek chuligana
Zrozum to w końcu i, że większość to nieprawda
Obserwator, WBU to ci, którzy patrzą z ławki
Kościół kiedyś, bo kazali, dziękuję, chuj dzieciaki wali
Prawda, ulica, rap, kocham to, na to skazany
Nie zabiję matki dziecka, okryję swymi plecami
Walczyć nie chcę, słuchaj, dążyć porozumieniami
Trzeba do spokoju świata
Nie moja szata kata tego, który sieje zło
Który wchodzi w twoją duszę, cierpienie, krew, śmierć
Na to co dzień patrzeć muszę, pada teraz deszcz
Widzę - rozpętałem burzę

[x2]
...jak masz rozum, zrozum to, bo warto...
WWA , to śród rejon kolejny raz mnie budzi.
Jestem nową aferą - podaj to do swoich ludzi.
KaeN - moje imię płynie w rymie , czy mnie słychać ?
Pseudo raperzy kicha , do śmietnika muszą zdychać - wypad !
Z takim ścierwem pokażę ci co to ferment.
Pokażę kto ma energię , do tego nasrane we łbie .
Będzie grubo . Zalani wódą tak jak te osiedla.
Żołnierz jest na froncie , nie bierze żadnego jeńca .
Ten morderca się nakręca , napędza nowa ofiara.
Widzisz - nie mogę cię złamać - zamach za wysoka fala
Cieciu ! Banda klepów , myślą że tworzą sztuke mają tupet
Ja mam pierdolnięcie - wchodzę z hukiem !
Po po podaj dalej to to , rozjebuje skalę !
Kieruję to do tych kalek co , co się wożą
Ich poziom jest pod moich butem ,
Jestem jednym z tych co tworzy sztukę !

KaeN - moje imię płynie w rymie , czy mnie słychać ?
Dla was bracia słowa szczere .
Podaj dalej to , oj to to to !
Rozjebuje skale !
Ja mam pierdolnięcie - wchodzę z hukiem !

To 100 procent to cię kopie to ma jaja
Ta fala się dostraja , w tłumie znika każdy pajac.
W górę kielon ! Wódę leją , walą bez popity !
Szajba wjeżdża na twój rejon , pozdrawiam dobre ekipy ,
Potrafię być jadowity , gdy słyszę beztalencia .
Bez polotu , bez kłopotu jednym wersem suki skreślam .
Po pierwsze - wiara w naszego pana mnie uskrzydla
Po drugie - uważam , bo system zakłada sidła .
Po trzecie najważniejsze , by pomagać swoim bliźnim ,
I nie ma nic pomiędzy , wsłuchaj się w aforyzmy !
To odrapane mury , to zabiegane szczury .
Zajechane puste dziury , zajebane dobre fury .
Do kabury sięga ręka na bicie niczym jak rzeźnik
dopada cię cała seria , zapraszam do moich rzeźni.
Psychopata wita zawodnika na rejonie .
Załadowałem naboje w mieście które płonie !

KaeN - moje imię płynie w rymie , czy mnie słychać ?
Dla was bracia słowa szczere .
Podaj dalej to , oj to to to !
Rozjebuje skale !
Ja mam pierdolnięcie - wchodzę z hukiem !

Wizyty na komendach , codzienna kolęda trwała
Pała to pała , do niej nienawiścią pałam !
Gra gitara ! Kiedy mam siano idę na całość .
Kiedy siara to zapominam co to jest dekalog.
Halo , ba , zawiozę bagaż - uwaga - pełen doświadczeń .
Nie idę po trupach do celu jak robił to Makbet .
Co nagle to po diable , dzięki za dane szanse .
Wtedy kiedy wpadłem groziły zakłady karne !
To dla ekip z charakterem ,
Dla was bracia słowa szczere .
Dla was bracia jedna miłość !
Jeden cel , jeden sens , jeden żywot !
Epilog psychopata daje tobie co bezczelne .
Ale kwoty rzuca cenne , kłopoty tutaj są częste .
To pewne będzie ci lepiej bo masz ściągnięty kaganiec .
I podaj dalej , po po podaj dalej !

KaeN - moje imię płynie w rymie , czy mnie słychać ?
Dla was bracia słowa szczere .
Podaj dalej to , oj to to to !
Rozjebuje skale !
Ja mam pierdolnięcie - wchodzę z hukiem !
Żyjemy w świecie, gorszym niż kiedyś.
Diabeł znów podnosi łeb, po to tylko żeby,
skłócić nasze serca, które biją jednym rytmem.
Teraz ktoś ma pecha, ten diabeł kogoś wytnie.
Nikt już nie chce stać w długich kolejkach.
Dobro rzuciło się ze wstydu w przepaść.
Jeszcze ktoś tam klęka, jeszcze ktoś przysięga.
Choć to namiastka, to już pozostało w strzępach.
Gdzieś zgubiliśmy tą jedną drogę, tą naszą siłę.
Władza wciąż nas bije.
Oddaliśmy jej wszystko, oni zapomnieli o nas,
a my o sobie samych, szkoda.
Butni się pytamy, że co my nie damy rady,
a w głębi serca, czujemy tą bezradność.
W oczach częściej łzy, nikt nie prosi, żąda.
Nie pozostało nic, jak ta jedna droga.

Teraz wszyscy mówią chcę.
Teraz każdy tupie w ziemię.
Nie akceptujemy klęsk.
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć.
Składamy dłonie, modląc się.
Nikt już nie wie, kto jest w niebie.
Okradamy się ze swych wnętrz.
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie.

Wszystkim się wydaje, że kupili tani bilet,
w jedną stronę, że cierpienia trwają chwilę,
że nikt nie pamięta, co sobie stwarzamy.
Piekło na ziemi, że dusimy się w tych pętlach.
Z pozoru silni, łatwo połykamy głód.
Na raz, pełni humoru, rozrywa nas z płuc para.
Tylko kłamstwa, uchodzą tak łatwo z gardła.
Brak sukcesów, to dla nas jakaś chora kara.
Gdzie prawdziwe szczęście ?
Gdzie podziała się wrażliwość ?
Gdzie sentyment do człowieka, zamienił się w bilon.
W którym miejscu popełniła błąd ludzkość ?
Kiedy ludzie przestali widzieć co czynią ?
Nie wiem sam, jaki dzień jutro będzie.
Czy nasze dobro zmieni się w legendę ?
Czy człowiek sam zrezygnuje, z tego co kocha ?
Nie wiem sam, ale musi być jakaś jedna droga.

Teraz wszyscy mówią chcę.
Teraz każdy tupie w ziemię.
Nie akceptujemy klęsk.
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć.
Składamy dłonie, modląc się.
Nikt już nie wie, kto jest w niebie.
Okradamy się ze swych wnętrz.
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie. [x2]

Przecież da się to naprawić, to nie jest tak,
że musimy krzywdzić innych.
Chodzimy po ziemi, to pomyślmy o wszystkich.
Nie potrzebujesz do dobra, żadnej religii.
Czyniąc dobro nie wchodzisz na miny.
Wierzymy w wartości, przynajmniej większość z nas.
Już tyle zła, w historii dało krew na rękach.
A ciągle mało, wciąż wpadamy w wir kłamstw.
Dostajemy już tak dużo, a wciąż musimy kraść.
Czyjeś serca, wnętrza, bierzemy wszystko.
Nie musimy brać, najeść można się małą łyżką.
Wszystko jest dobre, co od zła odciąga,
bo wiem, że gdzieś jest ta jedna droga.

Teraz wszyscy mówią chcę.
Teraz każdy tupie w ziemię.
Nie akceptujemy klęsk.
Dzisiaj nikt już nie chce cierpieć.
Składamy dłonie, modląc się.
Nikt już nie wie, kto jest w niebie.
Okradamy się ze swych wnętrz.
Dziś wszyscy żyjemy w gniewie. [x2]
Niespecjalnie mam ochotę rozkminiać twoje zarzuty
Kierowane w moją stronę i stronę mojej grupy
Ja na*****lam pod loopy, które gniecie DJ Story
Mamy swoją lutę i styl dawno określony
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
Puszczali by mnie w Esce zaraz po Miliony monet
Skumaj to ziomek, to nie jest moim celem
Wolę być szanowanym niż latać z ciężkim portfelem
Ja zawsze obok mody, raczej mało hip-hopowy
A welurowa wiocha to towar straganowy

Ty robisz ***** lans w za dużym oczojebnym dresie
W przekonaniu, że twój strój twoją wartość podniesie
Z resztą w *****u mam, to tylko tak na marginesie
Swoje podejście podałem w dziewiątym wersie
Ja robię to jak lubię i robię to jak chcę
Więc nigdy nie narzucaj mi jak ma to brzmieć

[x4]
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
To praca kusi, ja idę swoim torem

Jestem nauczony, by w życiu trzymać fason
Dlatego prezentuję postawę człowieka z klasą
Nie identyfikuję się z masą co gustują w tych pedałach
Co śpiewają sialalala i grają na gitarach
Ma muza ludzi rozpala nie na salonach
A w piwnicach i na salach robimy hałas
Dlatego nasza muzyka nie lata na kanałach
Ja mam to w dupie, Ulice mają ponad milion na YouTube'ie
Umysły ludzi są chore, dlatego idę swym torem
Dlatego sprawy swe biorę w łapy swoje
Nie jestem ***** aktorem, co od*****la swą rolę
Co stoi dziś na cokole, później spada zeń
Idę swym torem, bo widzę, że robię to
Najlepiej jak potrafię, nie pcham się tam gdzie mnie nie chcą
Gdzie moi ludzie są, tam właśnie jest mój dom
Życie i praca z nimi jest dla mnie najlepszą lekcją

[x4]
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
To praca kusi, ja idę swoim torem

Wróciłem z podróży, masz kolejny nielegal
Po drodze ktoś zarobił na tym, że Pewniak się sprzedał
Znowu na w*****ieniu, studio Druga Strefa
Z udziałem całej Polski montujemy materiał
Jeśli nie lubiłeś mnie to zmiany się nie spodziewaj
Teraz nie lubisz mnie bardziej, wzrasta poziom w*****ienia
Mój rap to nie trueschool, jadę na innym wózku
I żeby to ogarnąć idź na pobudzanie mózgu
To młoda krew płynie jak fala powodziowa
Razem z Zelo dajemy najlepszy towar
Nie salutuj przed nami tylko bij ***** pionę
Nie jesteśmy gwiazdami i nie chcemy być jak one
Mamy otwarty umysł i dajemy świeży klimat
Mówił mocno newschoolowy wychowanek Illmatica
Po-Po-Po-Poznań

[x4]
Mógłbym się *****ić i robić miliony w moment
To praca kusi, ja idę swoim torem
Borixon -nie mogę przestać
Bomba w chuj dodając
mam nadzieję, że wiecie o co kaman

Nie kupisz mnie za żadną cenę, sorry ziom nie jestem tede
Obiecanką dałem odpust z tyłu Świat pełen pokus
eReMDe u Ciebie w mieście, jadę z jazdą na poważnie wreszcie,
Możesz zacząć zbierać ekipę, chujowego rapu dziś robimy stypę,
nie ma przerwy wjeżdżam z towarem, łakom ucinam jęzor za karę,
suszę, kryszę, jaram filisa(?) I jhest kurwa wreszcie cisza,
Wpadaj do mnie robimy trening, piszemy teksty, zwrotkki, refreny,
Daj mi bity, chce je za darmo, całe życie non stop to samo,
Czasem rzygam od tego syfu, wychodzę ze studia, nie z zachwytu,
Miasto pisze samo historię, ja tylkko ubieram je w słowa moje,
Po czym będzie, kolejny numer, która dupa chce wziąść moją fure,
Ile pieniędzy dzisiaj wyfrunę, chce o tym nie myśleć ale nie umiem,
Ciągle jeszszcze starą siódemą, znowu hardkor jeździ ze mną
Moi bracia już dobrze wiedzą, że zbliża się kozacki sezon,
Odpalamy jebane racę, robimy dym na tym boisku,
I to jest właśnie taki przedział, leszczy wysyłamy w pizdu,

Ref.
Najpierw powoli jak żółw ociężale,
Ruszyłem z tą płytą bo bitach ospale,
Wpędziłem ją w ruch, wystartowałem z miejsca,
I kręci się kręci, I nie mogę przestać.
x2

Dziś znowu nagrywam i nie mogę przestać,
Wyrywam muzykę i chce się z nią przespać,
Całe noce spędzamy w studio, zostawić ją jest mi znowu trudno,
nie raz wypuszczamy się w miasto, pijemy wódkę i robimy hardkor,
Potem nie dzwonię do niej przez tydzień, a ona snuję się z kimś gdzie indziej,
I znowu powrót do nagryweg, i ziomek posyła mi kolejną z dziwek,
Ostatnio lubię bardzi szybkie, na płycie spotkają się one wszystkie,
Będzie mały rozpierdol, bo trudno wybrać z tego tę jedną,
Zaproszę kumpli w dzień premiery, ruszymi z nimi i odpłyniemy,
ErEmDe, nie mogę przestać, wciąż się snuję po tej mieścinie,
Obserwuję obserwatorów, którzy wiedzą jak brzmi moję imię,
Zmieniło się od jakiegoś czasu, I to jest zasługa pieniędzy,
Oraz niektórych długich jęzorów, których druga ksywa to brak pozorów,
To już historia te czasy nie wrócą, zostają po nich tylko wspomnienia,
Tak wielu zostaje na tamtym etapie, otwieram im oczy ' Halo Ziemia !'
Taka jest prawda, zwykły banał i tak zostanie bo już tu jestem,
Nie podoba się? To zmień kanał mój to ErEmDe i nie mogę przestać

Ref.
Najpierw powoli jak żółw ociężale,
Ruszyłem z tą płytą bo bitach ospale,
Wpędziłem ją w ruch, wystartowałem z miejsca,
I kręci się kręci, I nie mogę przestać.
Ref
Jeśli oddajesz temu miejscu więcej niż chyba możesz,
tak jak ja, podnieś pięści i pochyl głowę.
Za oknem świat, Ty czekasz co o nim Ci powiem,
ja zawsze będę mówił i tracił zdrowie. //2x

To Katowice, ludzi widzę, znam ulicę i te życie tu,
cały brud i smród, który wciąga.
Od wczoraj do dziś pokonałem tysiąc mil,
milion chwil, ej pisz o tym, jak ten świat wygląda, ziom.
W okolicach Spodka i Ronda dom, jestem stąd,
pieprze tron, co moje to moje.
Mikrofon i usta to broń, słowa to naboje,
a ty goń za tym, za czym ja już nie gonie.
Mam ten pułap, od 8 lat się po miastach tułam,
grając rap dla kultury w kapturach.
Patrz od Projektora, co roku premiera hula,
robię swoje, a nie się kurwa zamulam.

Ref
Jeśli oddajesz temu miejscu więcej niż chyba możesz,
tak jak ja, podnieś pięści i pochyl głowę.
Za oknem świat, Ty czekasz co o nim Ci powiem,
ja zawsze będę mówił i tracił zdrowie. //2x

Wiesz, ja nie mam biura, tylko wynajęte m2,
rap biznes, on gdzieś tam z boku się rozkręca.
Co kładziemy na półki, to wyciągamy z serca,
bez wczuty, zbędnych liczby, tworzymy własny wszechświat.
Tak od płyty do płyty, z planami na następne,
zawsze wierzyłem w to, że kiedyś będzie pięknie.
Bo czuję się jak Bóg, kiedy w tle słychać loop,
i gdy ścieram pot, czując huk po kolejnym koncercie.
Nie wierzyli, że oddam temu serce,
dziś znam swoich ludzi i mam moje miejsce.
Ty pierdolisz brednie, syf robisz niepotrzebnie,
daj sobie rok, zobaczymy kto pęknie.
Ja znowu puszczam bit i wychodzę na balkon,
chciałem być kimś, a nie kolejną kalką.
Myśli dyktuję rytm, a pomysły alko,
choć życie rapem czasem jest życie walką.

Ref
Jeśli oddajesz temu miejscu więcej niż chyba możesz,
tak jak ja, podnieś pięści i pochyl głowę.
Za oknem świat, Ty czekasz co o nim Ci powiem,
ja zawsze będę mówił i tracił zdrowie. //2x

Choć mam za sobą parę legend, to własną buduję z wiekiem,
jedno życie lata - 2, 3, 4, LP ja jebię.
I znam Ciebie, nieważne co ode mnie, to chujnia,
a ja gram co weekend bez świąt.
Już mnie nie wkurwiasz, idę po swoje na raty,
w czasie gdy reszta osiedla znów przepija wypłaty.
Gram te klimaty, mam hordę swoich, z nią tematy,
ziom, puść głośniej bit, kartki, pare piw i nic po za tym.
Nie liczę zysków, przestałem liczyć straty,
to nie 97' to nie rap dla kumatych.
To nie metafora, co track mi śpiewaj sto-lat,
zabij słabostki wytknę je nie raz po raz.
Scena jest chora, a ty musisz się z niej leczyć,
i nieważne co byś mówił, dzisiaj mi nie zaprzeczysz.
Bo gdy łapie za miasto ono nie może zasnąć,
a gdy ty łapiesz za nie temperatura w dół leci.

Ref
Jeśli oddajesz temu miejscu więcej niż chyba możesz,
tak jak ja, podnieś pięści i pochyl głowę.
Za oknem świat, Ty czekasz co o nim Ci powiem,
ja zawsze będę mówił i tracił zdrowie. //2x
Psie ***** się ty co knujesz nam przeciwko
Beznamiętna *****o wy*****laj ino szybko
Do mnie się nie zbliżaj, chcesz kopać dół pode mną?
Ja sam cię w nim zakopię *****o, bądŹ tego pewną
To jedno, się przysadzisz jest w*****
Chłopaki w gotowości, me wariaty są ze mną
To tempo zbyt szybkie, już niejeden się wykończył
To po drugie, jak list gończy nie da ci szybkiego spocznij
W przekazie prości, wolnym być, żyć po swojemu
W świecie pozbawionym reguł zadbać o każdy szczegół
By nie stracić czujności, ktoś tu towar chciał ochrzcić
Myśli - mam znajomości, więc se przytnie, kalkuluje
Dookoła same szuje, śmiecie, *****i, *****e
Zmień swego dilera, kiedy ten cię oszukuje
Ten świat dawno zszedł na psy, wszystko to jest bez sensu
Jak brać kokę z dziewczyną i nie uprawiać z nią *****u
Co dzień narażony jestem na złośliwe plotki
Przez te głupie idiotki - że toksyczny, że słodki

Z życiem się przeprosić, pożegnać cały syf
Odbić od tych, dla których nic nie znaczysz
Nie zatęsknisz za nimi - spróbuj, a zobaczysz
Nie zatęsknisz za nimi - spróbuj, a zobaczysz
To różnica znacząca, niech wszystkie *****y zamilkną
Jeśli zadasz się z *****ą tę znajomość skończ szybko
Jesteś bandziorem? szanuj wrogów w tym mieście
Sam i nie wchodŹ w układy, przypał - ponieś konsekwencje
Nawet gdy rodzinie twej łzy do oczu się cisną
Przenigdy nie współpracuj z *****oną policją

Sławny, bardziej ważny, doceniony, ma zdolności
Podziemne znajomości z przeszłości, teraŹniejszości
Doprowadzą w konsekwencji do sukcesu w przyszłości
Po stokroć mądrzejszy, bogatszy, duchowo mocny

Wczoraj młody gniewny, dziś stary wilk przebiegły
Bogatszy o błędy, doświadczenia z życia wzięte
Przetrwać kolejną z burz, zabrać jej z ręki nóż
No cóż ona może począć w tej sytuacji?
Czy odbierze mi życie w przypływie desperacji?
Czy kolejny raz usłyszę - Rysiek nie miałeś racji?
Słyszę, znów się zachwycałem jej wspaniałym ciałem
Wszystkie te, których pragnąłem, lecz nigdy ich nie miałem
I kolejny dramat, już jest Carlos Valderrama
Sytuacja po*****na, przekminimy to do rana
Poszła przypudrować nos w stylu Kate Moss
Dla jej rodziny cios, gdy prawda wyszła na jaw
To, że zamiast studiować się puszcza - co za jaja
To, że utrzymuje ją przy forsie jeden pajac
Ja nie muszę się wysilać, to bankowo się zdarzy
Ona o tym nie marzy, bo to dla niej jak odruch
To jak ognisty podmuch i znów zło bierze górę
Wszystkie te *****y, które kochają twoją furę
Zadzwoniła, że nie przyjdzie, bo musiała być gdzie indziej
Bo za*****lała się nie z tobą na ósmym w windzie

Sławny? bardziej ważny? sławny? sławny?

Sławny, bardziej ważny, doceniony, ma zdolności
Podziemne znajomości z przeszłości, teraŹniejszości
Doprowadzą w konsekwencji do sukcesu w przyszłości
Po stokroć mądrzejszy, bogatszy, duchowo mocny

Będąc żywym dowodem na niezależność twórczą
Mogę śmiało spojrzeć w lustro, chcesz, cytuj mnie wybiórczo
Mówię co myślę - za słowa mnie nie złapiesz
Odmawiany przez słuchacza nie do podważenia pacierz
Przysłowiowe "nic" miałem za czasu Wajsberga
Teraz chlam Carlsberga, wspominam dawne chwile
Czasy niemiłe z których dużo wyniosłem
Start z rapowym rzemiosłem, hart ducha, pokora
Niejedna nocka chora, powód by mieć doła
To o tym jak przetrwać - twarda życia szkoła
Ilu jest takich? mówią, że liczy się forsa
Dla mnie setny numer Soulsa, pod chatą nie stoi Porschak
Jaki ten świat mały, to ten co mnie wyśmiewał
Przyciąłem go z auta jak za Kuroniową czekał
Los płata ludziom figle, nie czyń drugiemu co tobie
Nie miłe, bo za chwile możesz sam zapłakać, tyle
Kandydaci do tronu - jak ugryŹć 10 milionów?
Myślą o dorobku w ciągu jednego sezonu
Wciąż mamy fanów, nasze ksywy zdobią mury
Jak depesze się dorobię swojej własnej subkultury
Trudno ci być sobą? na ludzi się otwórz
Wiem, że może to być dla ciebie najdłuższa podróż
Robię to co kocham, może to jest moja wina
*****ysyny nam złorzeczą, ja popijam Jim Beam'a
Lutowany na kwadracie zaczynam se rozkminiać
Kto w rapie był od zawsze, kto pod temat się podszywa
Rap recydywa znów się odzywa
Znów to zrobiłem, nie potrafisz mnie zatrzymać
Agresji wyraz częsty, z życia niebezpieczne teksty
Szaleniec na którego znacznie wpłynął wiek XX
Powracam, bo wzywają ludzkie sprawy, obowiązki
Nie oderwiesz się od książki, Pe autorem jest szorstkim
Wciąż z podniesioną gardą, chcesz sprawdzić moje saldo?
Wynik wciąż dodatni, *****ysyny mną gardzą

Sławny, bardziej ważny, doceniony, ma zdolności
Podziemne znajomości z przeszłości, teraŹniejszości
Doprowadzą w konsekwencji do sukcesu w przyszłości
Po stokroć mądrzejszy, bogatszy, duchowo mocny
Łódź miasto grzechu
Łódź miasto morderstw
Łódź w kilka sekund o sobie nie da zapomnieć
Łódź dzieci w beczkach
pavulon w karetkach
Łódź się nie przestrasz, jak przyjdzie Ci tu mieszkać
Łódź nie pytaj skąd rana na sercu
zobacz psów co ładują tu z ostrej do studentów
Łódź miasto seksu
Łódź miasto dźwięku
Łódź miasto jazzu, bluesa, łódź polski centrum
Łódź tu może wszystko się wydarzyć
nie wierzysz, o Domańskiego spytaj taksówkarzy
Łódź miastem zdrady, jak nie szanujesz życia
Łódź tu intelekt dokształca ulica
Łódź miasto zbrodni, nasz niechlubny tytuł
Łódź - to w tym mieście mordują polityków
Łódź zweryfikuj co mówię, bądź przy tym
Łódź tu się wódę rozlewa na słoiki
Łódź miasto klubów
Łódź miasto dymu
Łódź miasto przygód
łódź miasto stylu
obiecana ziemia, ŁDZ miastem snów
mam w dowodzie Bałuty, jak umrzeć to tu

Umieramy za kraj, za pracę
za Boga, za wiarę, jak i hajs na tace
za słowa, za zdania, umieramy za wersy
za wszystkie spisane w naszych myślach kompleksy
umieramy za fart, marzenia, za raj, za eden, za stan uniesienia
za ziemię, jej owoc, jeśli masz ufać plonom
umieramy za syf nazywany życia prozą
umieramy za bliskich, tak samo jak robimy po alkoholu z miasta oktagon
po wszystkim umieramy za atak, za potłuczone gęby i moralnego kaca
umieramy za wolność myśli, za zdolność do osiągania różnych korzyści
to instynkt, a może zdrowy rozsądek, chcę byśmy umierali dziś za pieniądze

Umieramy za sławę dla legendy
za własne pięć minut, by być w czymś najlepszym
za stress i odwieczny strach przed końcem
umieramy za najlepszy czas dla wspomnień
umieramy za miłość bez granic
ani jednemu dalej do miłości niż zdrady
umieramy za system, za to że hipokryzja bez niego już nie daje nam istnieć
umieramy za biznes, za biblię, za koran, za torę i religię w szkołach
zaprowadź mnie na szczyt, umieramy za chciwość i za to żeby być ponad tym
umieramy za przyjaźń, za szczerość, szacunek i relacji klimat
za dumę, emocję, czy też zdrowy rozsądek,
a chcą byśmy umierali dziś za pieniądze

umieramy za drobne
czy dobrze to nie wiem chyba, że masz promocję to oszczędź dla siebie
umieramy za dziwki, lecz jak umieramy dziwkom zależy na testamentach
umieramy za dzieci, ale własne, umieramy za pierwszy krok, za czytankę
umieramy za prawdę, dla prawdy, przez prawdę, umieramy za satysfakcję
umieramy za ziomków bowiem
jak umierać młodo to tylko z honorem
umieramy na co dzień za lepsze jutro
za każdą drastycznie odczuwalną trudność
umieramy za cyfry, choć nie ufamy liczbom
umieramy za rodziny i hip hop
za wersy, breaki, sample i progress
a chcą byśmy umierali dziś za pieniądze
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo