Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Czasem tak jak Eis mam tego dosyć
To przez jebaną kasę mam już te siwe włosy
Wiesz czasem mam chwile kiedy we wszystko wątpię
Wtedy włączam ten Hip Hop i mam wszystko w pompce
Są dni i każdy takie ma – ty, ja
Gdy bezradnie płynie łza
Mówię ci ziom nie potrzebny żal, potrzebny rap
Jak szał co „Chleb powszedni” dał
Czasem jednak tak zły, że trafia szlag kły
Wtedy szerzże tak jak Wilku, AGH!
Ty wierzę, że też masz problemy
Dobre i złe dni, wierzę
PLN-y to siła wiem, tu chcę czyścić marzeniami
Chłopaki bez ściem ceny rosną razem z nami
Czasem myślami z tymi domami z basenem
Kiedyś będzie lepiej z nami, tymczasem nie wiem

Tak lecą banknoty, hajs się nie trzyma kieszeni, wiesz coś o tym?
Czasem mam ten pusty bank, czasem mam w sobie Funk i robię to tak x2

Czasem tak wiele różnych osób odnajduje sposób
Na szelest i święty spokój, idę z boku
W zwolnionym tempie w natłoku wydarzeń,
Gdzie serce bije jak mu karze zwalniam tryb
Ja w mik pokażę ci
Niektórzy lubią to piwko pić,
to piwko żyć im daje, oni lubią żyć
Niektórzy wolą te jointy tyć,
jointy nic nie mogą zrobić im, więc lubią dym
Ja jestem tym, co lubi iść swoją drogą
Zdrowie tych, co nie mogą z nami na tarasie z gogą być
Ziomek ja jestem sobą,
No bo kim jeśli Tomek daje też tu swoje logo?
Ej! Mam taką prośbę przestań się martwić
Wysyp trochę samarki będzie git zobaczysz
Psss, no i nie mów całej reszcie,
Że jest ci źle bo to bezsens

Tak lecą banknoty, hajs się nie trzyma kieszeni, wiesz coś o tym?
Czasem mam ten pusty bank, czasem mam w sobie Funk i robię to tak x2
Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)

Mam dość patrzenia
Jak zazdrość cię zżera
Unikasz spojrzenia twarz w twarz
Masz aż za dużo do powiedzenia (uważaj)
Nie obrażaj więcej
Nie obrzucaj mięsem
Jak skoczy napięcie
Gdy spotkamy się w mieście
Albo na koncercie
Patrz mi na ręce
Bo za siebie nie ręczę
Nie jestem żadnym emcem, Niemcem
Mów mi Hans Franc Frencel
Odłóż mikrofon i nie mów nic więcej
Zaciśnij pięści
To pride Dębicki
A w konsekwencji
Wyniesiesz z lekcji
Jak nie splamić honoru
Jak nie sprawić zawodu
Jak coś zrobić dla zasady
Jak poświęcić się dla sprawy
U mnie zawsze dumnie
Choćby w trumnie – DĘBIEC!
Siła w żyłach pływa
Wygrywam i przegrywam
To proste
Gorzki posmak troski z Polski
Zmień we wnioski
I nagraj to potem
Raporty rap o tym
Muzyka co dzień i przed snem
Niezbędna jak tlen
Nie palę aż zgasnę, jasne?
Słucham aż zasnę
Na słowa nie walczę właśnie
Znasz mnie
Patrz się w inną mańkę
Pchasz się? Skończ tą bujankę
Masz mnie błaźnie
Za kozaka na taśmie
Sprawdź mnie, gdy klasnę
Ty zgaśniesz, właśnie tak!
Przemyśl to
Masz czas by dojrzeć
Wróć by spojrzeć
Stań twarzą w twarz
I pokaż co masz!
Pokaż co masz...

Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)

Słowa co was sprowadzą na ziemię
Mowa co wam zmieni spojrzenie
Co masz to mów
Ja nie cofam słów
Wierzę w to co mówię
Uwierz, mówię z przekonaniem
Zaangażowanie daję w to nagranie
Mocny tekst to lek na otrzeźwianie
Młodych Polaków
Na życiowym kacu
Pracuj lepiej nad sobą
Ratuj by się nie staczać
Bo tu praca nie popłaca
Jak sam nie wymacasz
To wracasz z niczym
Leżysz i kwiczysz
W tej dziczy na dzielnicy
Farciarz, bo mam
Dość wsparcia, dość żarcia
Innym na starcie
Nie starcza na starcia
Z kolejami życia
Na torach tych czasów
By bez nowych adidasów dać radę
Nadążyć za biegiem wydarzeń
Ja mam perspektywy
Ich się trzymam kurczowo
Też je masz, więc rusz głową
I zrób coś z sobą
Myśl przyszłościowo
By się śmiać w twarz wrogom
By stać twardo na ziemi
Jedną i drugą nogą
By móc pomóc
Wszystkim bliskim co nie mogą
Na państwowym garnuszku
Nie jest kolorowo (nie jest kolorowo)
Trzy i pół stówy zasiłku
Osiem stów pensja
Recesja jest jak presja
Stres bo nie stać cię by przetrwać
Płacz, trudności, przejścia
Z miejsca rodzi się agresja
Nie jest tak?
Trudno przestać o tym gadać
Sprawa jest jak zaraza
W konfrontacji trzeba się narażać
Nie uciekniesz, nie unikniesz
Możesz to odwlec na swą niekorzyść
By potem polec i dać się dobić
Nie wygram nie podejmując rękawic
Co nie może zabić to wzmocni
Baczność! Przemyśl! Spocznij!

Ref.
Chcesz ze mnie kpić?
Nie poczułem nic, daj bis
Nie powiedziałeś tego w ryj
To nie powiedziałeś nic (x4)
Bemer:
Czasem trzeba obrać inną drogę
Więc pod poziomem, tak długo jak mogę
Robię, to co robić mam na co dzień
Płonie, choć już nie ten sam płomień
Mimo to w ruch poszło to co trzeba
Długopis, kartka i flow które sprzedam
Widocznie za grosz sumienia nie mam
Widocznie jakoś przerosła potrzeba
Teraz czas się grzebać w tym ciągu liter
Witać dzień o zmierzchu, no a żegnać świtem
I tempem rozliczeń, tak jak wszystko w tempie
Uderzać tak, jak kiedyś niechętnie
Czyli łatwym numerem który nic nie znaczy
Za łatwe pieniądze, dla łatwych słuchaczy
Wystarczy jak wskazówka tarczy
Wskazać drogę do monet o które czas walczyć
W stylu raz, dwa, trzy, złapać na haczyk
I zagrać jak gracz niejeden raczy
Jak będzie się zobaczy, sobie mówię
Na razie tu już sam się w tym gubię
W sumie pora na skończenie dzieła
Ale jak mam to zrobić gdy mice'a nigdzie nie ma?

Gdzie, gdzie, gdzie mikrofon? /x8

Miuosh:
Zawsze coś ginie jak czegoś potrzeba
Chyba ktoś całe miasto z mice'ów objebał
Same kable, ej, może ktoś coś sprzeda?
W domach nie ma, w studiach nie ma, bieda
To spisek istny, fakt oczywisty
Bo pewnie jakieś trzy wredne, zawistne pizdy
Chciały pozbawić nasz szans wyładowań
Ktoś pozbierał sprzęty i gdzieś je pochował
Mic'e zdobył rangę rangi `najlepszy towar`
Bo ile można w końcu do dyktafonu freestylować?
Trzeba się zebrać i szukać od nowa
W miejscach gdzie jeszcze nie było ludzka głowa
To też na browar ustawiło się paru chłopaków
Stu producentów, stu MC i stu śpiewaków
Zamiast poszukiwań, tak z braku laku
Zaczęli wspominać co ostatnio pozostawiali na tracku
Poczerwienieli bo aż wstyd im było
Przypomnieli sobie że chcieli sprzedać swoją miłość
Ilość zastąpiła jakoś owych akcji
Przesyt pod publicznych publikacji
`Podliczmy się i spadajmy stąd zaraz`
Rzekł jeden na co reszta przystała na raz
Przez dni siedem każdy znowu chciał się starać
Znów w ruch poszła każda komórka szara
Znów każdy napierdalał do rozpuku
Znów jaraj się każdym z owych stuków
Puqu - rzekłem `już im tego starczy ziomuś`
No i mic'i zaczęły wracać do domów

Gdzie, gdzie, gdzie mikrofon? /x8
Dałem im szansę, z której nie chcieli skorzystać, dziś
Ich wdech się kończy tam gdzie moja tracklista, Ci
którzy mieli ludzi wokół, którzy nie chcieli stać z boku
Już zamknij pysk, nie mów nic, lepiej nie prowokuj
Znów toną w szambie przemyśleń wyplutych siłą
Modląc się po cichu, żeby to tylko im się śniło
Chcą cofnąć życia dzień, którym cień na świat się rzuciło
Dławiąc się własnym gównem wciąż nie wiedzą, kto to Miuosh

Znowu trzęsą się bloki, Ty nocą znów słyszysz kroki
I nie wiesz sam czy to prawda czy znowu shizy od koki
Kurz opada na zwłoki legend, co chciały obłoki
Mój prezent będzie ubogi,
Ja zostawiam im dziś tylko ból

Ja zostawiam im dziś tylko ból
Ja zostawiam im dziś tylko ból

Już zamknij pysk, nie mów nic lepiej nie prowokuj (Ejjjjj)
Temperatura wzrasta
Polski rap to gonitwa (masz) oczy, wiesz, co się dzieje
Parę lat pokazało, kto co tutaj człowiek (Ejjjjj)
Nie wiem czemu się dziwisz
Ja pluję na to MAN
Ja tego nie szanuję
Przecieram oczy, bo to chory sen
Ja palę chłam, łamię werble
Choć niektórych to boli
Niech się kończy
Ja zostawiam im dziś tylko ból..
Dzień w dzień tracę sens w rapie tu przez papier
Bo pies w rapie, za wieś łakomy cash łapie
Jeb *****ę, ten tekst, cały tu jest katem
Na wers kładę ten tekst, VNM the next raper
EX, TRA, VNM ma
To na co czekała ty cała ta gra, na pewno
Nie dla ciebie ten flash jest, nie dla ciebie
Jesteś gwiazdą? nie widzę ciebie na niebie nie
Ktoś musi robić rap, nie dla TV
Nie dla radia, nie gotowe na moje CD media

Dupy się drą, mój sukces pachnie jak Louis Vuitton
Dlatego twoja dupa lubi to flow
Talent z bloku na szlaku po czek chłopaku
Rozlało tu kilku krew na tracku
Nie jestem rasistą, ale jaka równość?
Nigdy nie miałem sobie równych ty *****o

Kładź się spać, na ciebie nastał czas
VNM ma na co czekała cała ta gra (gra)
Każda z was, skąpana w blasku gwiazd
Myślała, że już nie położę nogi na gaz (gaz)
Raz na max, w iPodzie nastaw rap
Przypomnisz sobie jak usłyszałeś go pierwszy raz (raz)
Każda z was, popowo rapowych *****
Słodkich snów *****ysynu to jest rap, rap, rap

Prędzej zobaczę znów atak na Manhatan
Niż u nas na rotacji będzie naprawdę rap latał
A V na trackach, jak as lata
Gdzie disco rap *****a nogi ma jak wata
Chcą być jak Pac czy B.I.G.
MVP, VIP, a co drugi z nich brzmi
Jakby tata na gwiazdkę kupił mic mu
I buty, gdyby tak dać mógł prócz najków IQ
Whisky pij z lodem a pisz ogień
Albo pij wodę i pisz blogi ty idź z bogiem
Boso od lat, zapominają co to jest rap
Fani nie błądzą sądząc, że ja mogę to dać
Lecę tu git, to, że źle lecę to kit
VNM flow henesi bit
Tu co który krzyczy, że jest królem, weź przestań
Biorę nóż i udowadnia im, że ich krew nie jest niebieska

Kładź się spać, na ciebie nastał czas
VNM ma na co czekała cała ta gra (gra)
Każda z was, skąpana w blasku gwiazd
Myślała, że już nie położę nogi na gaz (gaz)
Raz na max, w iPodzie nastaw rap
Przypomnisz sobie jak usłyszałeś go pierwszy raz (raz)
Każda z was, popowo rapowych *****
Słodkich snów *****ysynu to jest rap, rap, rap

Pop bez beki, ścierwo to tnę w sęki
I to tak strasznie, że sam cierpię na flashbacki
***** w pop nawet za pieprzone maybacki
Każdy z nas sra na to jak ***** tlen peki
Krew w sieci V weny na kleks leci
Matki raperów już dziś przestaną mieć dzieci
MP3 king, ja jadę nim na ich
Po koncercie niech pęknie telebim
Twój koleś jak Jay kładzie tu tekst płatnie
I wiesz fajnie, ale dla mnie to West Kanye
VNM flow jak rex, jak czerniak
Peb, Henson, bit, supreme jak primo

Kładź się spać, na ciebie nastał czas
VNM ma na co czekała cała ta gra (gra)
Każda z was, skąpana w blasku gwiazd
Myślała, że już nie położę nogi na gaz (gaz)
Raz na max, w iPodzie nastaw rap
Przypomnisz sobie jak usłyszałeś go pierwszy raz (raz)
Każda z was, popowo rapowych *****
Słodkich snów *****ysynu to jest rap, rap, rap
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Pocztówka w głowie, świeży lata powiew
Myśli przewietrzone, odnowione
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Bateria na rok naładowana
Gdy rano zerknę na fotel to lżejszy człowiek

Jeszcze tylko godzina
Jeden telefon i dwa maile
Krawat zdejmę, a vipe wejdę jak
Browarów pare na start jebnę
Nazwę ten stan __
Nie będzie mój szef już nad uchem sapać, jak Darth Vader
Jadę na urlop, ziomboy
Z którego jeszcze może wrócę z bombą
Słońce i może to ultra combo
Zalewam bak, łapię za torbę,
Pakuję się prędko bo barometry tu wciąż płoną
Dzida nad może, piwko, nie drinki z parasolką
Koleżanki tam są już,
Zapalimy sobie tam zaraz splifa z Olką
I powróżymy z chmur krusząc obawę
Że jutro znowu w biurze będziemy wróżyć musieli z fusów po kawie
Zamiast tego zachód słońca przed zmierzchem na Helu
Milkną okrzyki sprzedawców orzeszków, karmelu
Poczuj to jak Lerek kiedyś odpłyniemy w lekki niebyt
Miękki niebyt, piękny niebyt świat bywa piękny kiedy:

To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Pocztówka w głowie, świeży lata powiew
Myśli przewietrzone, odnowione
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Bateria na rok naładowana
Gdy rano zerknę na fotel to lżejszy człowiek

Oszczędzałeś na to hajsy, to ich nie szczędź teraz
Nieszczęść nie ma, hej brak wcale nie doskwiera
Napisz do ziomka i w słowach wcale tu nie przebieraj
Piszesz pocztówkę, nie sprawozdanie i nie referat
Napisz siema, i stary ty kmiocie, zapewne w kompa się gapisz w robocie
Ja pale te blanty w namiocie, żartuje ziomek wiesz
Na Ciebie tez przyjdzie czas ale z blantami nie żartowałem
Ten weed jest max wrzuć do skrzynki to na plaże wracaj zaraz
Weź ze sobą filtry,słońce strasznie jape spala
Prognoza na dwa tygodnie ogień , chwila do poparzenia
Szamani z tv nie pomylili się w obliczeniach
Ryba z frytkami jak w UK zalejesz banie tam na muke
To możesz wpaść tu na kimanie z rybami na kuter
Poczuj to jak Lerek kiedyś odpłyniemy w lekki niebyt
Miękki niebyt,piękny niebyt, świat bywa piękny kiedy:

To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Pocztówka w głowie, świeży lata powiew
Myśli przewietrzone, odnowione
To, co było, co minęło to powtórzy się znów za rok
Ja z tobą znowu tu
Bateria na rok naładowana
Gdy rano zerknę na fotel to lżejszy człowiek
Daj start zaczynamy to zamieszanie x 7
Daj start zaczynamy tooo

Mam słów zamieć w planie panowie i panie
daj play, dawaj z tym ej grzej po membranie
przez litry potu i tony polotu - złap moją banie
bo mam manie na pisanie takich rzeczy -
nie zaprzeczysz ze poniekąd całego tego gówna to leczy
I chociaż masz to w mp3 a nie w oryginale
To gdy stoisz tak przede mną nie obchodzi mnie tow cale
1. Masz hajs, ale żyje się o wiele trudniej,
i humoru nie poprawi teleturniej,
W głowie chmurne niego gdy nad ranem,
musisz biec, bo ktoś tu jest twoim panem.
Tyranem twarda ręku rynku
On już jakiś czas wiedzie prym.
Tu rządzi egoizm, stoisz przy swoim
Stoisz, nawet wtedy kiedy nie przystoi
Demokracja mówi, jesteśmy równi,
rynek pokazuje, jesteśmy różni.
Ekonomia wypiera polityczną władzę,
a wobec tego obywatel czuje się jak karzeł.
Rynek dyktatorem nieomylnym
Rynek uczy cię być pilny i silny!
Jest wszechobecny i ma charyzmę
Tylko śmierdzi to talitaryzmem
Śnięci ludzie wyczekują tylko śmierci
cele realizują tylko w ćwierci
Prawo pięści wypiera więzi międzyludzkie
Taka cena za ekonomiczny sukces
Nie patrzę na to jak na zbrodnie,
ale żeby żyć zgodnie z sobą, trzeba żyć godnie
Słowo "Solidarność" pamiętasz jeszcze?
Chyba warto przypomnieć tą kwestie.

REF. Jeśli możesz to zrób to
Lepsze, lepsze, lepsze jutro
lepsze, lepsze x2

2. Kim byśmy byli bez marzeń, bez utopii
To od pierwotnych czasów daje doping.
Do przekraczania ułomnej natury barier
tworzy fundamenty kultury. Najpierw
Człowieka stwarza sytuacja, głównie fart,
zdecydował, że miałeś w życiu równy start.
Mógłbyś równie dobrze mieć dziś kłopot
Wygrałeś? To świetnie lecz są gdzieś obok
Ludzie o których nasz świat zapomniał,
ich życie to klęska, ziemska agonia.
A ich jedyną bronią jest agresja,
która ostatecznie ich przekreśla
Nie nawidzą, bo nie widzą żadnych dróg
A każdy kolejny dzień sprawia ból.
Jak się stawia pierwszy krok trzeba im pokazać
potem będą już sami chadzać
Chcą możliwości, a nie jałmużny
wiedz, że w przyszłości będą Ci za to dłużni
A ty będziesz żył w zdrowszym społeczeństwie
gdzie życie nie jest przekleństwem
Nie potzreba nam tu Che Guevary trzeba wiary
We wspólnotę, daj z siebie choć trochę
Jeśli wierzysz w nich, to zrób to jeszcze dziś
by zobaczyć lepsze jutro i szczęście " PEACE!"

REF. Jeśli możesz to zrób to...
Przedziwny swąd nagle miastem zawładnął
Jakby na miasto wielkie gówno spadło
A tu kapnęło mi coś w oknie nad uchem
Obudziłem się mokry jakbym spał pod kożuchem
Potąd mam już tych potwornych przypadków
Ewidentnie coś tu jebie, to nie zapach bratków

Jestem w potrzebie zaraz wiedzieć, co się dzieje
Otworzę okno, coś zobaczę, wiatr mi smród wywieje
Patrzę – a tu grupa gówniarzy
Siedzi na ławce i jakieś gówno smaży
Siwy dym, silny smród, siny ranek

Kto by chciał się raczyć, ten ma raczej przejebane
Pomyślałem, „co za syf tuż po nocy”
Niezłe gówno musi być, bo aż szczypie w oczy
Więc ubrałem się, co koń wyskoczy
Opierdolę tych gówniarzy, miałem sen proroczy
Patrzę a tam idą kumpla starzy, stary uśmiechnięty jakieś gówno ma na twarzy
Babka idzie obok, bez komentarzy, Gówno jak ozdoba chyba jej się podoba

Wszedłem do sklepu kupić cos na śniadanie
Reklamie gówna przypatruję się na ścianie
Łapie za chleb, jeb! I w kolejce staję.
Sprzedawca jakieś gówno ludziom wciąż sprzedaje
Co to?! Gówno błyszczy jak złoto
Może ja wydziwiam ale zadziwiam prostotą
W koło leży to to, namacalne

Młode gówno, obok stare jak rysunki skalne
Dość mam tego, mówię prosto
Konfrontacja ta zakończy się ripostą
Nie zakrztuszę się już ta ością
Zburzę gówno w murze jak tą ścianę nośną
Jak to zrobię? Powiem grzecznie, otóż ja ją wypierdolę własnoręcznie
Wielką dziurę w murze gówna
Czerwony Album to dla gówna będzie trumna
Posłuchaj tego jeśli wiesz o co biega
Pięć, dla każdego który gówno to dostrzega
Dab ci sens dał, nie będę się już więcej znęcał
I tak to zbyt gówniany temat żebym się rozkręcał!
Jimmi już będziesz dziś zdychał, twój diss lipa i ty cipa
Jakbyś pytał na ten diss sam dał bit mi MeHow
To jest jak beef PiH'a przez Pe prze*****ny
Pewnie jak Pe w mailu powiesz mi, że nie czujesz się przegrany
Prawda boli typie moją płytę
Ściągnęło 10 tysi Eldo pchnął koło tysia z twoim feat.'em
Ty mensa w końcu skojarz
Że na Kodeksie byłeś, bo wygrałeś ten sam konkurs, co ja
Magiera wiedział, że trzeba zremikować twój stary track
Bo nowy z podniety byś z*****ł

A mi Magiera dał bit, *****o
Ja zbieram hity, tobie nawet się nie zbiera na hit
Moje dwa dissy miały 90 linii bez ściemniania
Ale twoje miały 70 bez śpiewania
Gdzie twoje podwójne, przyłóż się tu playa
Bo ja ładuję podwójnie jak kiedyś Heyah
Mówię Jimson to pizda, przykre strasznie
Że to w radiu brzmiałoby Jimson to pi jak 3.14
Rosół z Sokołem, Jimmi znowu bzdury
Kto w*****lał na JuNouDet rosół z kury
Co ty myślisz ja też grałem w Słupsku, prawda
***** mnie obchodzi, że grałeś w Elblągu ważne, że już nie zagrasz
Z Gorzowem sobie żarty robisz
Za mną tam są Yankes, Kero, Smark i Yowix
Skumałem z tym poronieniem
I to obraża moją matkę, nie wyczuło tego twoje psie powonienie
Kłam więcej, myślisz, że mnie to zaboli
Nie muszę kłamać, żeby cię roz*****ić
Za to ty masz ten kompleks tworzenia filmów
Kłamiesz jak *****, by zwinąć
Propsy za dissy bez filmów twoje umrą, zginą
Twój kompleks mnie tu ominął
***** ty masz filmowy kompleks jak Multikino
Chciałeś odbić argumenty we łbie pusto na pewno
Odbiłeś je jak obraz weneckie lustro na zewnątrz
Maciek masz tupet *****owy
Twoje argumenty odbijam, jak ty *****o dupę kumplowi
W Częstochowie masz grać znów koncert
Teraz go spróbuj dać za forsę
600 kilometrów byłem w Częstochowie, strzał w 10
Byłem zobaczyć czy dla ciebie na scenie tam stał już komp, ej
Chciałem dać dla Hirka brawo tępaku
Przynajmniej ja zrezygnowałem jak skumałem, że tracisz prawa do tracku
Ty teraz siedzisz głupku w domu
I czekasz na swój track w*****ny w reklamę krótkich kondomów
Bity, współczuję nieco Bobrowi
Prosiłeś go, a jak ktoś się prosi to mu robi
Trzem producentom fajnie na track się wbić
Ty masz Bobra chyba, że Hi-Tack dał ci bit
Beef'u ze mną wreszcie znasz skutki
W rymach jesteś dla mnie jak ten raper
Too Short, bo jesteś za krótki
Chciałeś być kotem, dobra skończ
VNM ten koleś to jest kot jak storch
Szmato każda linijka to gwóźdź do twojej trumny
Pochowam cię, później czuć się mogę dumny
Pochowa cię durniu tu ta trumna
Nie wyjdziesz z niej nie jesteś ***** Uma Thuman
Trumna nie jest nasza leszczu zczaj
Trumna jest dla ciebie, a nie dla nas jak Eskobar
Spytaj raperów kto kozackie wersy dał
A kto tylko pedalskie teksty miał
Dalej sztuczny fame dawaj koleżce
Ja od tej pory w rzucie monetą zawsze będę stawiał na reszkę
Jimmi cieciu zielony jak brokuły
Na twojej koszulce Nike'a pisałoby Just don't do it
Szansa na wosk, Jimms napisał zwrotki
Na JuNouDet, Metro i wył jak cipa
Z*****łeś szansę, te zwrotki to lipa
Z*****łeś szansę z woskiem Jimson, Ikar
Takich metafor chciałbyś zrobić duplikat
Lepiej pizdo poszukaj idź słownika
Niech ci Flinstone Ślizg poczyta
Jimson freestyle pisz na bitach mój diss i tak wygrał beef'a
Nie możesz żyć bez netu, net cię wciąga
Jak wyłączą go to jakbyś się po piekle krzątał
Wtedy z nudów *****o będziesz meble sprzątał
Włączą go powiesz o net jak pl portal
Wiem coś czego w necie nie ma na pewno
W twoim własnym mieście czeka cię w*****
Bo szczekać umiesz tylko na bicie
Dla ciebie rap to zabawa, dla mnie to jest cipko życie
Myślałeś, że to koniec chciałeś się odłączyć
Minuta, trzy sekundy z dupą też tak prędko kończysz
Wyśmiała cię, jesteś wieśniak
Wybrałeś toster, bo toster się z ciebie nie śmiał
Osiemdziesiąty piąty gwóźdź wbijam tu
Akurat wystają ci z trumny buty *****
Chciałeś ciąć mi ręce, ja ci obetnę nogi
Wyślę do twojej dupy chyba wiesz, co zrobi
Pisałeś diss na Bronksie, ty masz ten talent
Jesteś biały na Bronksie to byś mógł pisać testament
Kosztuje nie, ***** masz swój lament
Muszę w drukarce na sto linijek zmarnować atrament
Byłeś głośny, ale głodny skillsów
Po tym diss'ie będziesz cichy jak typ z młodych wilków
Słyszałem, że po jointach niezłą fazę łapiesz
Opowiedz swoim fanom o tym jak nasrałeś w szafie
Ostatnie cztery gwoździe chowam trumnę Sixty Deep
Zakopuję ją szybko, żebyś z oczu mi pizdo znikł
Na granicie tylko ślad zostanie
Tu spoczywa Jimson, król podziemia, samozwaniec
Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
Bez wódki grymasy - to my Polacy
Stale bez kasy - to my Polacy
Wieczne cwaniaki - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy

Lubi nas niewielu, większość nienawidzi
Boją się wszyscy w szczególności Żydzi
Polak Cię okradnie, Polak Cię dopadnie
Polak nie popuści, gorsi to są tylko Ruscy
Mamy tu Meksyk o jakim nawet nie śnisz
Wierz mi to świat trzeci ale lubię własne śmieci
Teraz powtarzajcie dzieci to dla Was nowy wierszyk
Żaden madafaka nie podskoczy do Polaka
Wole polskie gówno w polu niż fiołki w Neapolu
Znasz ten bajer? Kto nie z nami ten frajer
Drążeni głęboko w gruncie wychowani na buncie
W nienawiści do wroga, w miłości do Boga
Fanatyzm niszczy ale bliższy jest mi kraj ojczysty
Każdy inny niższy, Ta! Nacjonalizm
W górę ręce kto jest z nami
Za wolność, za kraj ZIG Hans 52 gra
W gorę pięści, zawsze damy radę
Jak nie zgodnie z prawem, to lewą stroną jadę
Teraz też jest wojna kto kombinuje ten żyje
Taniej kupię, drożej sprzedam, to wódki się też napiję
No bo chlejemy za trzech, przecież wypić to nie grzech
Wóda jest, piwo Lech, małe mocne polskie też
Duży blef, mocny łeb, trzeba trzymać się
Wzmacniana herbatka za zdrowie dziadka
I zdrowie! Naszych polskich, pięknych kobiet
Zdrowie! Nasze, wasze, Centrum, RW,
Łyso, Nostar, Poznań, CDN, SBC,
D4E52SBN

Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy

Lokalny patriota, Dębiec we mnie no pewnie
Tutaj każdy lubi jarać meksykańskie szlugi
W groszu jak co tydzień awantura, woogie boogie
Coco Jambo, Brazyliana Luta Libre Sambo
Porywczy jak wypici, widzisz Polaków w amoku
To się lepiej uspokój, stań z boku nie prowokuj
Bo po żołądkowej robię się nerwowy
Od siwuchy niekontrolowane ruchy
Duża dawka tego draństwa
Nieśmiertelność się załącza
To wykańczaaa..........
Ruszyła maszyna już nikt nie zatrzyma
Kto wejdzie pod koła ten uciec nie zdoła
Hola! I stąd za głupi błąd pod sąd
Każdy pamięta niedźwiedzia, długo będzie leżał
Co mu przyjdzie z żalu, nie ma tu konfesjonału
Następstwa Twoich czynów chwycą Cię za łeb synu
Chwycą Cię za łeb mimo że się piło, potem biło
Doświadczenie Cię zmieniło, konsekwencje nie giną
Dojrzeją jak wino, jak cień będą przy Tobie
A gdy nadejdzie czas upomną się o swoje
Upomną się o swoje...

Nie ma ładu, nie ma składu
Nie ma po nim nawet śladu
Tu jest chaos, zęby naostrz
Jeśli nie chcesz zlecieć na dół (lecisz na dół)
Polska dla Polaków, dla przekrętów i bydlaków
W centrum kontynentu łaków kraj
bierz, jedz i sraj jedną babcię
Patrzcie i mnie złapcie w kajdan zakujcie i wsadźcie
To nie bajda dobrze patrzcie
Jak opuszczam areszt
Kopert parę, mam tam swoją wiarę
Stoją, chronią talent mój, mój
Pospolity cwaniak robi gnój w chuj
Mówiąc po naszemu zapierdalam tu jak Emu po pustyni
Niby czemu nie mam czynić jak chce czynić
Jak chcesz mnie winić weź mi wyliż
To jest moja nora, jestem Polak mam baseballa
Jeśli coś mi nie przypasi
Tam gdzie nasi hej niech nie włazi żaden pedofil lub gej
To mnie razi, lepiej wiej
A w mej nienawiści także ateiści, szataniści
W łagrze możecie pozdychać
Jedna wiara Krzycha
Do jednych suczek wzdycham, do tych co najsłodsze
Te przy Wiśle, Warcie i przy Odrze
Bóg obdarzył szczodrze je powabem
Hans, Kris, Lix jadę
Jak podpadłem schowaj grabę
Zamiast się dogadać lepiej porwać się do szabel

Głos kraju mataczy - to my Polacy
Głos kraju bez pracy - to my Polacy
Tu żyjąc walczysz - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
Bez wódki grymasy - to my Polacy
Stale bez kasy - to my Polacy
Wieczne cwaniaki - to my Polacy
Wiesz co to znaczy - to my Polacy
Zaczynam znowu, mam nowy powód, posłuchaj ziomuś
To kolejny rok po tym jak wyszliśmy ze schronu
Kolejny krok do przodu, a razem ze mną (tak)
Wszyscy ci, którzy byli pewni tego czego chcą
Pozdrowienia jak zwykle dla wszystkich przyjaciół
Są blisko, nie muszą płacić za nasz hip-hop
Nie muszą, bo ten hip-hop jest w nas od dawna
Nie ma możliwości żeby ktoś nam go zabrał
To był ten old-school, pieprzony old-school
W którym popaliłeś sobie wszystkie mosty, wnioskuj
W którym zatańczyłeś swój pieprzony nokturn
Ja to *****ę i planuję koncert w Spodku
Chciałbym cię zobaczyć w środku i powiedzieć witam
Ale wcześniej zadam ci dwanaście krótkich pytań
Krótkich pytań, na które chcę znać odpowiedŹ
Wiesz o co chodzi? co? po prostu pytam sobie

Gdzie jest ten koleżka, który by cię nie oszukał?
Gdzie jest ta jedyna twoja najpiękniejsza sztuka?
Gdzie jest ten hajs obiecany przez wydawcę?
Gdzie są twoje dzieci bawiące się tym hajsem?
Gdzie jest twoja reszta dana przez sprzedawcę w Tesco?
Gdzie twój grill? gdzie twój browar? gdzie jest twoje mięso?
Gdzie jest twój przyjaciel, ten jedyny ze wszystkich?
Gdzie są twoje wielko budżetowe teledyski?
Gdzie jest twój zespół? - prekursor tego stylu w Polsce
Gdzie są te kieszenie do których schowałeś forsę?
Gdzie jest lód do drinków, kiedy świeci słońce?
Gdzie ten gość, co robi najlepsze bity w Polsce?

W momencie, w którym zacząłem słuchać rapu
Wiedziałem, że muszę iść na całość, nigdy na pół
Na pół to mogliśmy zamówić pizzę z dodatkiem
Mój rap nie był przypadkiem, chciałem prażyć rapem
Nową płytą zamykam ten okres
Odczuwam progres, myśl sobie co chcesz
Czy jest to złe czy dobre, ja jestem nadal ziomblem
Nie jestem gwiazdą, która tańczy pasodoble
To jest nasz hip-hop, sprawdŹ jego poziom
Możesz to zrobić zamiast opijać go ognistą wodą
Oni to robią, oni tu stoją i patrzą na nas
Chcę żeby pokazali co to szkoła stara
LWWL dotyka rękami chmur
To dla was za wysoki mur, dla mnie to dopiero próg
Rozwinę skrzydła, zabiorę pod nie kogo trzeba
Nowy Borixon, sprawdŹ, to działa, do dzieła
Dwanaście pytań, moich pieprzonych pytań
To całe ja i cała moja kolejna płyta
Odpowiedzi jak zwykle udzieli nam codzienność
Tak już jest tutaj, taka jest kolejność

Gdzie jest ten koleżka, który by cię nie oszukał?
Gdzie jest ta jedyna twoja najpiękniejsza sztuka?
Gdzie jest ten hajs obiecany przez wydawcę?
Gdzie są twoje dzieci bawiące się tym hajsem?
Gdzie jest twoja reszta dana przez sprzedawcę w Tesco?
Gdzie twój grill? gdzie twój browar? gdzie jest twoje mięso?
Gdzie jest twój przyjaciel, ten jedyny ze wszystkich?
Gdzie są twoje wielko budżetowe teledyski?
Gdzie jest twój zespół? - prekursor tego stylu w Polsce
Gdzie są te kieszenie do których schowałeś forsę?
Gdzie jest lód do drinków, kiedy świeci słońce?
Gdzie ten gość, co robi najlepsze bity w Polsce?

Gdzie jest ten koleżka, który by cię nie oszukał?
Gdzie jest ta jedyna twoja najpiękniejsza sztuka?
Gdzie jest ten hajs obiecany przez wydawcę?
Gdzie są twoje dzieci bawiące się tym hajsem?
Gdzie jest twoja reszta dana przez sprzedawcę w Tesco?
Gdzie twój grill? gdzie twój browar? gdzie jest twoje mięso?
Gdzie jest twój przyjaciel, ten jedyny ze wszystkich?
Gdzie są twoje wielko budżetowe teledyski?
Gdzie jest twój zespół? - prekursor tego stylu w Polsce
Gdzie są te kieszenie do których schowałeś forsę?
Gdzie jest lód do drinków, kiedy świeci słońce?
Gdzie ten gość, co robi najlepsze bity w Polsce?
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo