Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Ej, ej, po co ta histeria?
Potrzebna tu jak w telewizji serial!
Grzech, na co idzie Twa energia
Gniew - tak padają imperia

Eh, po co znowu taka lipa,
Ach ten gniew, to u nas rzecz pospolita
Pytasz "Skąd agresja? Czy mamy ją w nawykach
I czy wystarczy miejsca na trochę serca?" Czy tak?

Klikasz, prowadzisz dialog albo furę,
Coś nie styka i emocje biorą górę
Mógłbyś tego typa, co zawinił wziąć za bary,
W głowie honor lub talary, "kurwy" cisną się na wary

Stary - znasz Ty gest ten? To jest western,
Pewien jestem i spojrzenie jest pretekstem
Dobrze jest, men, Ci? Będzie gorzej
Trzeba chęci by przejść od słów na noże

Dobry Boże! Słodka matko!
Mów co chcesz, póki mówisz to nie hardkor,
Ej ziomie, sprawdź czy stoisz jeszcze w pionie,
Głowa płonie, mówię: koniec!

Ej yo brat, nie daj się emocjom tak ponieść
Flaga nienawiści nie może się tu podnieść
Walka ze złem trwa jak życiowa powieść
Wiemy to po sobie, rudeboy

Często bluźnię, żeby poczuć się trochę luźniej
Ale później z moim sumieniem bywa różnie
Gniew, rozładowanie i iskra
Zapalił się ogień, eksplozja była bliska

Puszczają mi nerwy od nadmiaru werwy
O szesnastej zaczyna się miejskie derby
Każdy jest głodny, a głodny jest zły
Gniew spowodował kolejne łzy

Przepraszam ilekroć przeklinam
Złe nawyki wychodzą ze mnie jak się spinam
Wszędzie stres sprawia, że człowiek tak przegina
Poszedł impuls, a za nim adrenalina

Niestety są ludzie gniewni
I bardzo często wydają się być niepewni, nawet krewni
Mogą w pełni nie zapewnić Ci, że się spełnisz,
A nienawiścią Twoją głowę zapełnić

Ej, ej, po co ta histeria?
Potrzebna tu jak w telewizji serial!
Grzech, na co idzie Twa energia
Gniew - tak padają imperia

Ej yo brat, nie daj się emocjom tak ponieść
Flaga nienawiści nie może się tu podnieść
Walka ze złem trwa jak życiowa powieść
Wiemy to po sobie, rudeboy

Impertynent, imperator czuje presję
Pod presją prezentuje swe koneksje
Koniec końców przyjdzie na to, że obrońców
Atakować będą w pełnym słońcu

Hurra! Jest kolejna awantura
Frustrat szura, a postura jak u szczura
Dobry ten, kto sam wywoła sztormy
Niepozorny też wyrabia normy formy

I jak tragarz każdy nosi gniewu bagaż
Kiedy biadasz, wcale sobie nie pomagasz
Stój z boku, nie rób żadnego kroku
Nie prowokuj, myślisz że będzie spokój?

Pewnie będzie, ale nie zanim kojfniesz
Póki co trącisz tym, czym nasiąkniesz
Przy czym przyczyn szukaj w przyczynach własnych,
W zdarzeniach zaszłych śladu protoplasty

Ej yo brat, nie daj się emocjom tak ponieść
Flaga nienawiści nie może się tu podnieść
Walka ze złem trwa jak życiowa powieść
Wiemy to po sobie, rudeboy
Nie zapomnij o mnie
Nawet, jeśli jutro nie będę w telewizji
Nie będę już ci bliski
Bo ci ludzie przyszli po mnie
Chcą żebym się udławił własnym życiem
Ci ludzie to rodzina i to jest przykre
Jeszcze przytnę parę stów
Parę tysi i zniknę
Dla ciebie parę słów szczerych z tym bitem
Mam problem - jestem ufny czy jestem głupi
Wiem, że życie to nie złoto i w nim nie ma próby
Wolę szczere, brudne uczucie jak żelazo
A nie sztuczne jak tombak
I ściemniać, że się udało
I ze smutną twarzą śmigać w nocy po klubach
Wciągać i mówić, że wóda to najlepsza dupa
Mam wrażenie, że jestem sam, chociaż cię widzę
I widzę ziomków, którym starzy ustawiają życie
A moje życie jest między piekłem a niebem
Nie zapomnij o mnie, bo mam tylko ciebie

I jeśli to nie znaczy nic
Nie mam szans
I mam tylko te kilka chwil
Tylko z tobą mogę tu dalej iść
Nie mogę tu zostać

[x4]
Nie wiem jak

Ktoś mówi, że się zmieniłem na to lepsze
Ale dusi mnie powietrze i dołuje ta przestrzeń
Już nie chcę słuchać dobrych rad i poleceń
Coś się ze mną stało, a co? nie wiem
Nie będę chłopcem na posyłki i udzielał wam pożyczek
Bo jakoś wy mnie nie słyszycie, kiedy krzyczę
Kiedy mam problem, mam muzykę, pokój i komórkę
W sercu mam miłość, w kieszeni pustkę, w głowie burdel
Znowu mam problem, włączam telewizję i gniję
W życiu nie ma pięknych historyjek jak w kinie
To raczej historia pomyłek, albo tragikomedia
Ze szkoły wiem niewiele - więcej uczę się na błędach
Nie zapomnij o mnie, mimo, ze cię zawiodłem
Zawsze staram się dla ciebie wybrać dobrze
Daje lepsze - biorę gorsze, chcę dać ci szczęście
Zbyt wiele gonin miałem w życiu, zobaczymy, co będzie
Tylko nie zapomnij, co może wydać się łatwiejsze
Daje lepsze - biorę gorsze, chcę dać ci szczęście

I jeśli to nie znaczy nic
Nie mam szans
I mam tylko te kilka chwil
Tylko z tobą mogę tu dalej iść
Nie mogę tu zostać

Lecz nie mam szans
Mam tylko chwile
Nie mam szans
Nie mam szans
Nie mam szans
Mam tylko chwile
Nie mam szans
Nie mam szans

I jeśli to nie znaczy nic
Nie mam szans
I mam tylko te kilka chwil
Tylko z tobą mogę tu dalej iść
Nie mogę tu zostać

[x4]
Nie wiem jak
Czy tęskniłabyś za mną, gdybym wyszedł i nie wrócił?
Gdybyś nie mogła mnie znaleźć wśród innych ludzi?
Wśród twarzy, wśród dłoni, wśród osób
Jak szybko byś zapomniała, jaki mam kolor oczu
Jaki mam odcień włosów, jak szybko bije mi serce?
Gdybyś miała mnie nie zobaczyć,co zrobiłabyś w przed dzień?
Co byś mi powiedziała, kiedy bym zakładał kurtkę?
Byś pocałowała w usta mnie z nadzieją, że wrócę?
Przecież zawsze wracam, nawet z najdalszych podróży
Ale ta niespodziewanie mogłaby się przedłużyć
Mogłaby, przecież nie chciałbym
My nie mamy wpływu na życie, życie na nas ma wpływ
Zostawiłbym niedopitą zieloną herbatę
Zimnego tosta jak zimne serce, w którym czuje się straty
Kilka płyt z rapem, na których zostawiłem siebie
Jak by został po mnie tylko zapach perfum w łazience

Czy tęskniłabyś za mną, gdybym nie wrócił?
Czy żyć beze mnie mogłabyś się nauczyć?
Czy beze mnie cała układanka by się posypała?
Bez Ciebie - ja bym oszalał!

Gdybyś przy mnie zasnęła, rano sama wstała
W łóżku byłoby pusto, wokół tylko mój bałagan
Jak zwykle zostawiłbym rozrzuconych tysiąc ubrań
A w pokoju echo powtarzałoby pełne złości "Kurwa!"
Co byś zrobiła, gdybyś w kuchni na stole znalazła kartkę
Pisaną przez moje roztrzęsione dłonie?
Bym napisał, że "Wracam zaraz"
Bym zostawił telefon, portfel i podróżny bagaż
Czy długo byś czekała z kontaktem do bliskich?
Przecież zaraz wrócę - taki zostawiłem liścik
Może popijając whisky, siedzę z przyjacielem
Ale każdy mówi "ostatni raz widziałem go w zeszłą niedzielę"
Czy byś długo pamiętała nasz marsz Mandelsona?
Byłem dla Ciebie kimś więcej, niż dla słuchaczy Onar,
a słowa nie oddają tego, ile waży strata.
Kocham Cię najmocniej, zaraz wracam.

Czy tęskniłabyś za mną, gdybym nie wrócił?
Czy żyć beze mnie mogłabyś się nauczyć?
Czy beze mnie cała układanka by się posypała?
Bez Ciebie - ja bym oszalał!
REFREN
teraz telefonów nie odbieram, wybacz
jestem przecież taka bardzo zajęta, chyba
nie oddzwonię do ciebie pewnie wcale, ale
zostaw wiadomość po sygnale

nie ma mnie w okolicy i w pobliżu, gdzieś
nie mam żadnych darmowych minut, wiesz
pewnie nie mam telefonu wcale, ale
zostaw wiadomość po sygnale

ZWROTKA
i niby wczoraj się ze mną umawiałeś
ale to było wczoraj, a dzisiaj
zostaw wiadomość po sygnale
i tylko żebyś sobie nie myślał

i niby po co dałam ci swój numer
stukasz te cyfry i próbujesz dalej
i słyszysz znów przy kolejnej próbie
to co już tyle razy słyszałeś

REFREN

ZWROTKA
szukałeś wszędzie tam
gdzie możnaby mnie zastać
myślałeś 'już cię mam'
a to nie byłam ja

dzwoniłeś w tyle miejsc
nikt nie wie jak mnie znaleźć
nie, nie poddawaj się
zostaw wiadomość po sygnale

ŁONA
ej, lilu, nie wiem czy to pech czy wirus
że ty nie odbierasz a ja tracę resztki stylu
może padł ci telefon, ot kiepski wyrób
a może wpadł ci do kawy to go weź i wyłów

mój nadziei promyk kompletnie zgasł
i próbuję się dodzwonić chyba już setny raz
i w głowie mi się plącze od tych odtrąceń
odkąd pnie się pnącze odebranych niepołączeń

sprawdź jak sączę cienkim głosem
lilu, proszę cię odbierz, proszę cię oddzwoń lilu, proszę
chcesz bym doszedł do tego, że zacznę dzwonić do tych budek w łodzi
koło których mogłabyś akurat przechodzić

czemu ty mi robisz tak wbrew
że klnę plugawymi słowy jak szewc
i zapewne tylko wtedy mniej bym klął
gdy zamiast sekretarki usłyszałbym
TWISTER 'ou'

REFREN
Ja od zawsze byłem zły
Nie miewałem dobrych dni
Ja od zawsze byłem zły
Zawsze tak mówili mi
Ja od zawsze byłem zły

Bo jak miałem osiem lat to zajebałem pierwszy baton
I colę z lodówki ziom, bo było lato
Nie minęła doba, widać ten styl mi się spodobał
I rozjebałem szybę sklepu z poniesioną stratą
Dziś wciąż chcę więcej, bo nic mnie nie boli
Gdy na pocięte ręce wysypuję kilo soli
Wokół na ogół mówią, że ten to paranoik
A ja czekam na szansę by kogoś znów zapierdolić

Kto by pomyślał, studio to kiedyś była przystań
Miałem patent na rap, szanse by to wykorzystać
Umiałem powstrzymać się od tego gówna, utrzymać dystans
Teraz znów to trzyma mnie, sprowadza na wykoleiska
I znów budzę się i chcę patrzeć jak krew z niej tryska
Z tej którą zgarnąłem wczoraj na spokojnie, nie w piskach
Teraz dostanie coś za to, że z niczym się nie liczy
Oprócz tego żeby klienta podliczyć, dziwka

Ja od zawsze byłem zły
Nie miewałem dobrych dni
Ja od zawsze byłem zły
Zawsze tak mówili mi
Ja od zawsze byłem zły

Gdy kończyłem podstawówkę już nie dało mi się pomóc
Zamiast śnić o dużych cyckach, śniłem o pogrzebach ziomów
Miałem swoje małe zoo, na ogródku z tyłu domu
Pełne trupów zwierząt zajebanych po kryjomu
Dzisiaj wciąż jest mi mało, a gdy przecinam ciało
Nie czuję bólu, tylko wobec tego świata żałość
Rodziny z portfeli płaczą, że się nie należało
A ja uśmiecham się, bo wiem, że to będzie trwało

Kto by dał wiarę, rap dał spokoju lat parę
Ręce nie drżały jak dawniej, gdy w nich mikrofon trzymałem
Jak ten dystans, do tych spraw o których zapomniałem
Jednak dziś mam znów powód by zabić stłumiony talent
Ona dochodzi do siebie, wie że coś nie tak z ciałem
Mówiłem, że lubię ostro i nie żartowałem
Widzi, że jej krew mieni się jak brokat
A kątem oka dostrzega ciała koleżanek, popatrz

Ja od zawsze byłem zły
Nie miewałem dobrych dni
Ja od zawsze byłem zły
Zawsze tek mówili mi
Ja od zawsze byłem zły

Gdzieś tak w połowie liceum rozkręciło się na dobre
Uznałem, że to nie ja, ale ten świat ma ze mną problem
Poczułem ulgę, choć powiesz, że to okropne
Gdy obserwowałem pierwszy mojego autorstwa pogrzeb
Dziś rano przypomniało to nawet mi się
Gdy kawałkiem szkła uwalniałem schowaną pod skórą ciszę
To dzieło, tak jak byś naświetlał na nowo kliszę
Kiedyś będą się modlić o to byśmy w dzień spotkali się

A pomyśleć, że wszystko końca było blisko
Kartki i mikrofon gasiły we mnie zła igrzysko
Zacząłem potrzebować tego na co mówisz bliskość
Z nadzieją w sercu, a w oczach z iskrą
Ta iskra zgasła, ona gaśnie podobnie do niej
Pewnie by mnie udusiła, gdyby jeszcze miała dłonie
Patrzę tak na nią jak w pustce swego dechu tonie
I mówię, że zostanie tu na zawsze, że to koniec
Ref.:
Ja i Ty stworzeni dla siebie, ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Jesteś Ty a podchodzisz spostrzegasz mnie źle, a po wzroku wodzisz. Lubię patrzeć Twoje piękne oczy, blond włosy zmieniłaś się od ostatniego razu, tylko czułaś przy mnie smak posmak od razu Ja wiem, że ty wiesz, że ty wiesz, że ja wiem ile będzie jeszcze tych pierdolonych ściem Robisz mój słodki krem ja słodki dżem pamiętasz, co mówiłaś, jaki był ten sen po tej gatce wiesz, jaki był następny dzień ooooo, jakie były fazy ooooo ile drżałaś razy na drugi dzień hamowałaś się do pewnego stopnia marzyłaś o tym od tygodnia i tak, co dnia ktoś wciąż dorzucał do ognia a w gardle wciąż był sucho mi jak w nocy upalne SanDeMi

Ref.:
Ja i Ty Stworzeni dla siebie ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty, powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Choć ze mną zaproszę cię na lody waniliowe dobre słodycze są obok w sklepie już gotowe ty wiesz, co ja lubię najlepiej wiedzieć musisz swoim zapachem dobrze kusisz mnie przecież wiesz lubię obdarowywać cię prezentami, błyskotkami a wtedy lubisz się przytulać do mnie mówić ciepłe słówka do uszka wtedy masz ochotę idziesz do łóżka gorąca myszka w twoich ustach jak rozpusta Moja żabko twoje ciałko moje całko widzisz życie bez siebie nie ma sensu wiec nie jedz więcej bezów nie

Ref.:
Ja i Ty Stworzeni dla siebie ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty, powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Czy pamiętasz na moście serce wyryte spinką niebo było niebieskie jak w Acapulko słońce grzało ostrą żarówkom opalałem twoje ciało pięknie dla ochłody wpatrywałaś się w wiele źródeł czystej wody jestem zawsze gotowy by przy twoim boku pić bardziej ze spritem i trochę lodu zawsze będziesz ze mną w zmowie ty mi zrobisz masaż a ja później zrobię tobie dobrze wiesz co ci zrobię niech głośno to powie najlepiej odpowie czasy były gorące gdy prażyło słońce prażyło popkorn włóż doktor wzdłuż twojego ciała czerwonych róż szedłem i dalej nie wiem bo byłem w niebie ej koteczku te słowa tobie klepie Ej koteczku te słowa tobie klepie

Ref.:
Ja i Ty Stworzeni dla siebie ja i ty, ty jesteś dla mnie, ja i ty, powiedz ile jeszcze, ile jeszcze 2x

Ty przecież wiesz ze nie kontroluje się ty przecież wiesz ze nigdy nie skrzywdzę cię ja wiem, że ty pragniesz tylko mnie te kilka słów dla ciebie słodka 2x

Ej słonko powiem ci słodko bądź moją kotką moją błyskotkom moją grzechotką która usypia mnie Ty i ja to dla ciebie właśnie tak
Wychował go stutysięcznik,w takich znasz każdy krawężnik,
władze pchają sumy w teczki, ludzie tną voodoo laleczki.
Jedni czują się bezpieczni, drudzy kręgosłupy lędźwi.
Życie jest jak brudny ręcznik, z takich czujesz głód ucieczki,
jeśli nie masz wiele. On nie miał wiele, biegł po życie,
gotów zapłacić każdą cenę, zbudził się o świcie.
Ostatni raz tak spojrzał na kochaną okolicę,
a blask wczesnego słońca związał go w obietnicę.
I po raz pierwszy spojrzał wyżej i dojrzał bliżej.
I stał tak mając w uszach łzy, a w oczach ciszę.
Zrozumiał, że nie przyszedł tu po ostrza igieł, po stal łyżek.
Że stoi tu, gdzie pogranicze, topniał styczeń.
On odgadł tajemnicę, twarz wodą oblał, wyszedł.
Widocznie musiał tutaj dojść, żeby w nim dojrzał rycerz.
Że coś się rodzi, coś umiera, ktoś odchodzi, by ktoś przyszedł
i póki słońce wschodzi, stać go na nowe życie.

Zerwij łańcuchy, sznury i kajdan,
co ci pętają szyję jak kajman,
to nie je bajka, to walka.
A wokół szumi betonowa tajga,
jedna zapałka wystarczy w rękach śmiałka x2

Znalazł podziemny klub walki, on stał się jego domem.
Zamienił codzienny cug w martwy ciąg i ciężki worek.
To pierwsza z rund w starciu, by głód zmienić w nienawiść.
Wiedział, że tylko bóg i ból mogą go zbawić.
Tylko pot, krew i łzy czyściły jego organizm.
Potem nocleg, gdzie sny dręczyły jak omamy.
Życie nocne i syf wciągały swymi szponami,
lecz on sportem już żył, wiedział, że zda egzamin.
W końcu poczuł prestiż, to był prestiż na sali,
gdy jego pięści ze stali wygrały pierwszy sparing.
Czuł się jak Gagarin, a ring był częścią jego księżyca.
Sztuka walki i nokauty powietrzem, którym oddychał.
Nie zszedł więc z obranej ścieżki, życie chcąc do reszty zmienić,
koszmary odeszły w niebyt, przestał wiać złowieszczy zenit.
Pracował jak ciężki przemysł, bez żadnej domieszki chemii,
bo talent to 10 procent, reszta to morderczy trening.

Zerwij łańcuchy, sznury i kajdan,
co ci pętają szyję jak kajman,
to nie je bajka, to walka.
A wokół szumi betonowa tajga,
jedna zapałka wystarczy w rękach śmiałka x2

Ten typ typowany był typowym przegranym,
od stereotypu wyrwany, jedzie po tytuł swej chwały.
Znał cenę, miał charakter jak trener, znał teren,
miał cele,chciał zostać punczerem.
Mógł brać herę, zrównać się z parterem,
trzymać się barierek, gdy wiatr wieje,
lecz nie mógł patrzeć jak w oczach marnieje,
bo miał nadzieję przenieść z ulicy karierę.
Od lat znał szlak na arenę.
Jedzie autobusem, zna swą duszę,
szykuje talk przed walką, a nie karton puszek.
Zdołał stamtąd uciec, gdzie ponad połowa nie dała rady
stamtąd uciec, bo poszła w tango z cugiem.
Dziś siedzi przed nim uczeń i dziękuje za te klucze,
lecz to ilość stoczonych walk pokaże czy zda próbę.
Wybrał drogę cenną w życiu, patrzy na to z zewnątrz i tu,
wyciąga rękę tobie, abyś także sięgnął szczytu.

Zerwij łańcuchy, sznury i kajdan,
co ci pętają szyję jak kajman,
to nie je bajka, to walka.
A wokół szumi betonowa tajga,
jedna zapałka wystarczy w rękach śmiałka x4
Ten kawałek dedykowany jest mojemu serdecznemu przyjacielowi, ziomkowi,
Piotrkowi Jasynowi -
aby wiedział że życie jest całe przed nim, ej, ej.

I co teraz?
Mówiłem o tym wcześniej
Jakieś pretensje?
Wciąż tu jestem
Bezszelestnie
Za zamkniętymi drzwiami
Ciekawscy do granic
Świat raczy problemami,
Płacze pergamin
To o nich i to dla nich
Sorry, nie znam wszystkich imion
Wiesz ilość młodych
Których szczęśliwy los w życiu ominął
Dowody?
Zobacz jak w biurokracji giną
Dość pertraktacji
Nikt nie zrozumiał spraw zawiłych
Jak Shumman na fortepianu strunach
Na nic zaduma, na nic psychoanalityk
Skurwysyny!
Ja chce liczyć deficyt
Skreśla tych z ulicy
Wpisani do rubryki 997 Ya-Pa
Po raz drugi jak nic nie wiesz a tak
Czyste przymierze, Boże igrzysko
O tym co blisko gdy wzrok fakty pierze
Zwierzchnictwo woli być ślepe jak Lepper
Zostawmy polityków - żaden z nich biedy nie klepie
Możesz nazwać grzechem to że palę jointy
Teraz nazwij fakty z domu dziecka o numerze 5.

Ref.
Boże igrzysko
Litości w oczach nie rozpoznasz
Te rzeczy dzieją się od lat
Lepiej się odlać, zapomnieć, ominąć
Póki się sprawy nie rozwiną (póki się sprawy nie rozwiną). (2x)

Niby brzmi ironicznie
Lecz śmiech jest tu zgubny
Poziomu człowieczeństwa nie budują koturny
Zanim trafię do urny jeszcze zdąże się napatrzeć
Jak uśmiech byle kogo dziecko chroni jak naparstek
Tu podłość, dziecięce porno i to nie wiesz odkąd
Mam takiego zioma
Co sprawiedliwość wymierzył raz swymi rękoma
I było to słuszne
W cichym budynku społeczeństwo sztuczne
Sztuczne prawa, sztuczna adaptacja
Życie to kaucja co naprawdę nic nie wyjaśnia
W kwestii wartości i względnego bogactwa
Sala dorosłych, uparci jak osły
I ślepi jak ćma
Dość tych co myśli przepłacili śmiercią
Stanął na drodze mentor
Serce zbite jak termos staje się rzeczą zbędną
Boże igrzysko - to wszystko ma swoją kolejność
Dla tych co czują odrębność na własnej skórze
To nie pieprzone historie które mają tylko urzec
Ubaw - jest tam na górze lolek z aniołem stróżem
Wierze w to bardziej jak myślę o tym - uwierz
Wiem że odnajdę kiedyś sens tajemnicy
Od powodów do przyczyn
Łódzcy gruźlicy w oparach smogu
Dziękują Bogu za rozum.

Ref.
Boże igrzysko
Litości w oczach nie rozpoznasz
Te rzeczy dzieją się od lat
Lepiej się odlać, zapomnieć, ominąć
Póki się sprawy nie rozwiną (póki się sprawy nie rozwiną). (4x)
Dobre chłopaki, Mara jest taki
Ostry jest taki i Rychu jest taki
Dobre chłopaki, Bezimienni
Tu każdy jest taki

Los łączy ludzi na pewno nie z przypadku
Trzym się z fartem brachu (z fartem)
Każdy dobry chłopak się stara w swoim fachu
To dla dobrych chłopaków, bez lojalności braku
Z nimi już szmat czasu i jakoś lipy nie mam
Rap prosto z podziemia, ja nie zmieniam otoczenia
O tym nie ma mowy, do szczęścia mi potrzebne dobre słowo
A nie złote podkowy, atut podstawowy - to pijacka rebela
Dla nas żadna magia, że się ktoś najebał i rozrabia
Że tygodniowa Fabia śmiga już bez radia
Że obrotny zgarnia całą pulę, a zamulony wciąż ciśnie na mukę
Z każdym następnym ruchem pewniejsze kroki stawiał
Dobry chłopak - Mara, wśród swoich gęba znana
Ze mną dobre chłopaki, do kielona i do draki
Co walą wódę z gwinta, a nie w żyłę maki
Szczere pozdrowienia z mojej mańki, z fartem dobre chłopaki
Jebać niewierne szmaty i niebieskie mundury
Przechodzimy do następnej tury, swoje przedstawienia pozostaną
Swoi za swoimi staną, z dechą a nie klamą
Charakterem się nie zblamią, nie ma takiej opcji
Ryjek, Ostry, Mara a z nami dobre chłopcy
Dobre chłopaki, same dobre chłopaki, same dobre chłopaki
Każdy z Bombatyki jest taki, z BDB każdy taki, same dobre chłopaki
Tomas, Matiz, Dejot, Szpara - dobre chłopaki
Boniek, Buli - każdy jest taki, same dobre chłopaki
Same dobre chłopaki
Same dobre chłopaki, same dobre chłopaki

Mam ich mam, ludzi których znam
Oni dają wiele, więc ja też dużo dam
Grupa przyjaciół i to są nasi bliscy
Chuj, że niewielu niepotrzebni nam są wszyscy
Chłopak nie przypuszczał, gdy brał pierwszą komunię
Że jedyny zarobek będzie miał na jumie
Nie cierpiałem z głodu a jednak to rozumiem
A wielu pajaców zrozumieć nie umie
Dobre chłopaki - a oddziela ich krata
Zanim ją przekroczą miną grube lata
Rap na maksa szczery, więc powiem ci to wreszcie
Niekoniecznie winny znajduje się w areszcie
Niekoniecznie niewinny jest na wolności
Ten rap, te słowa mówią ludzie prości
Tylko charakter kształtuje wizerunek
Dobre chłopaki zasługują na szacunek
Wiem kto jest swój, a kto zwykły pedał
Nie masz honoru to pies cię jebał
Dobre chłopaki, a na świecie jest niewielu
Jest kilku takich którym powiem przyjacielu
Wszyscy tu razem, wszyscy w jednym zgodni
Dobry rap z Bytomia, który pisze chodnik
Dobre chłopaki, same dobre chłopaki
Same dobre chłopaki, same dobre chłopaki
Kamil, Deka, Hiszpan, Zwierzak - tu każdy jest taki
Mówią o tym także - Kargul, Adik - to dobre chłopaki
Wszyscy na treningach - tu każdy jest taki
Cała Bramka Bytom - tu każdy jest taki
Dobre chłopaki, dobre chłopaki, same dobre chłopaki
Same dobre chłopaki, same dobre chłopaki
Same dobre chłopaki, same dobre chłopaki
Z fartem chłopaki, Jot/Wu, Elvis - dobre chłopaki
Chmuron, Hopek - dobre chłopaki
Teikon plus nasza ekipa - tu każdy jest taki
Widzę świat, w którym chaos wiedzie prym
Trzymam władze
Krzycze w snach
Nawet dialog teraz to nie znany dialekt
Czuje strach w nas
Czuje gniew
Czuje ból
Pożywka dla mas
Tu na dnie to chlew
Tutaj głód
Tutaj grób
Pczuj ten smród, chłód
Spojrzeń ludzi widm
Na cud nie liczy nikt
Umykł w kolejny konflikt
Litość!? - Zapomnij, podaj dłoń i chodź do Getta
Dopada Stanin Soni czujesz chodź to Vendetta
Nienawiść, która pali ducha trawi
Zawiść w ludziach!
Okuta ze stali nie do przebicia skorupa
Symbol upadł został schemat
Non stop sie powiela
Ojciec chla, synek ćpa
To ten przekaz w genach
Czekaj!
Jebać świat!
Jebać rząd!
Weźmy bron to rewolta
Mamy dość
Mamy moc
Mamy głos to Polska!
Nasz dom, a traktują nas tutaj jak zwykłe ścierwo
Jedność to nasz sektor niesiemy ze sobą terror!

Mimo ze na dnie nad nami sie zebrały chmury
Pokonamy sztorm, jednorazowa szansa
Agresja niech spadnie nie pomogą żadne sznury
Spadł z nieba grom w postaci tego chamstwa [x2]

Nazwij mnie bandytą wykon
Za mój żywot nałóż więzy
Sympton wyleczysz, błyszczą oczy jadowitych węży
Damy rade przezwyciężyć
Każda burzę , każdą zamieć
Ruszamy w eskapade
Jesteś tchórzem, a ja chamem
Sennym koszmarem, katem
Po mnie pozostanie popiół
Gramy opór!
Nasz kopuł, posiadamy antidotum
Wojenny topór, na wojennym szlaku
W słusznej sprawie
W porze mroku dla dzieciaków
Ukradliśmy alfabet - Dla nich!
Dla tych bitych
Wychowanych w nie ludzkich warunkach
System przegnity
Widać skutki na podwórkach
Kolejna runda
Nerwy na wodzy, trwa batalia
W tych warunkach o dobrobyt
Dla tych co polegli w salwach
Chwila ciszy...

Ojczyzny wojownicy,
Buntownicy!
Bronili Polski bronili stolicy,
Męczennicy złożyli ofiarę
Ich duszom szalą
Do grobowej deski pamięć
Oni pokonali chaos!

Mimo ze na dnie nad nami sie zebrały chmury
Pokonamy sztorm, jednorazowa szansa
Agresja niech spadnie nie pomogą żadne sznury
Spadł z nieba grom w postaci tego chamstwa [x2]

Bez opieki , bez miłości
Pamięta z młodości traumę!
Zażyte leki mdłości
Non stop najebaną matkę
Budził sie z krzykiem - Tato!
Jestem bardzo głodny!
Synku, tata ma maraton
Ten świat jest często podły
Nie pomogły modły, więc pomogą pięści
Prawo dżungli,
Stał sie podły!
Załogą agresja dodaje ulgi
Z kosą w łapie
Posłaniec niesie śmiertelne nowiny
Nie zatrzymasz tej machiny
Pod wpływem heroiny!
Bez skaliny, kokainy
Tylko Bóg wie po czym jeszcze
To są ruiny,
Słońca wchód
Melanholijny szepcze
Jesteś ślepcem!
Ilu z nas potrzebuje wsparcia
Matka z dzieckiem
Wózek pcha jak ten pies szuka żarcia
Grzebiąc.. Po śmietnikach
Dla nas stała sie widmem
Jedząc resztki z talerzyka skóry, betonowy pigment
To boli w niewoli
W paranoji trupów z szafy
To życie na krawędzi, a w nim ciągłe dylematy!

Mimo ze na dnie nad nami sie zebrały chmury
Pokonamy sztorm, jednorazowa szansa
Agresja niech spadnie nie pomogą żadne sznury
Spadł z nieba grom w postaci tego chamstwa [x2]
Poeta napisałby tom wierszy dla Ciebie,
ja jestem raperem i piszę wersy dla Ciebie,
przechowuję w głowie jasny portret Twój,
i tysiąc słów, a kiedyś Ci powiem że... "I'm In Love"
Chociaż serce czasem zimne jak bruk nad ranem,
a rozum chce je zagłuszyć i mówić za nie,
nie czas na racjonalność,
to zbrodnia emocje tłumić,
a mi jak Skaldom wszystko mówi że... "I'm In Love"
Nawet jeśli w tej minucie tylko,
a jutro obudzimy się obok wiedząc,
że noc to było wszystko i nic, nikogo nie wiń za to,
bo do miłości nie potrzeba czasu a namiętności,
i jeśli to jednak start choć nie umiem myśleć o jutrze,
wiem że jutro też chcę budząc się widzieć Twój uśmiech,
choć pewnie łóżko będzie puste, serce pełne,
całuję Twoje zdjęcie... "I'm In Love"

Jeśli chcesz wiedzieć coś o mnie to coś Ci zdradzę,
miłość dla mnie to huśtawka która stoi w równowadze,
bo chcę Cię z każdą wadą, nic nie zmienię,
mój narkotyku, mój tlenie,
nie jestem sam kiedy bębny grają, to kłamstwo,
bo potrzebuję Ciebie jesteś moją inspiracją,
jedno dno, brak intryg, pułapek, brak gier, brak masek,
Ty śpisz ja się patrzę,
słuchaj, to ważne zostań tu ja Ci włączę,
film Spike'a Lee w którym Danzel gra na trąbce,
dowiesz się więcej, czemu znikam na długie dni,
i czym dla mnie jest muzyka,
wiem że słowa mają moc której należy się szacunek,
ale gdy mówię wszechświecie, uwierz mi wiem co mówię,
trzydzieści dwa wersy nigdy wcześniej, nic później,
bo ja kocham a nie mówię.

Chciałbym wierzyć że o wiedzy płeć nie decyduje,
ale niestety Ty i ja nie jesteśmy w stanie zrozumieć,
pewnych spraw, pewnych wad, drobnych głupot,
Ty chodzisz dumna jak paw, lub jesteś zimną suką,
a nie załatwia się spraw wciąż się kłócąc,
uciekając w świat braw lub wciągając dym w płuco,
jestem świadom swoich wad ale Ty też popatrz w lustro,
jeśli dni te trafił szlag, nie łudź się, nie wrócą,
to hotel Savoy, część kolejna bo dni te trafił szlag,
a przyszłość jest ale już bez nas, smoking kingsajz,
szyba mokra, noc, ja piszę bit, gra a ona śpi obok
Kiedy,
za oknem oprócz chmur i kurzu tu nie ma nic,
a szczekanie psa przypomina tu wycie hieny Ci.
czarny kruki fruną dookoła jak sępy i
ból zaciska zęby Ci i
pada deszcz,
pioruny ziemię kolą, od blasku tereny płoną,
a jebany los przypomina do znudzenia
follow up,
do tego że lekko nie jest,
Bóg się z nas na pewno śmieje,
to i tak wiedz, że
gdzieś świeci słońce dla nas,
niekoniecznie takie, że
będziesz z lodem poncz
sączył na Majorce zaraz, słońce,
które po deszczu robi
wielkie, piękne tęcze na niebie
i pada ten
koniec tęczy na ziemię,
spełnię marzenie jak Parias zakładam plecak,
lecę tam i nie ręczę za siebie
dzierżę, swój
los mam w ręce,
bo to znajdę krasnoludka tam,
zajebię go i wezmę złoto; mimo,
że często tęcza znika za horyzont
i znikają kolory, dogonię ją
i mimo, że nie wiem sam czy po właściwej
stronie globu tu stoję,
bo może nim dojdę do końca tęczy, ląd połknie go
mimo, że jest to za piękne, to wiem,
ciągle wierze, że spełnię ten sen
i dotknę ją,
czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski i fioletowy
znowu robię na kolory łowy, bo

Kiedy pada deszcz, a błyskawice tną niebo,
nawet kiedy w oczy wieje zimny wiatr
Ty musisz dalej biec i pokonać tą niemoc
uwierz, tylko tak zobaczysz inny świat,
bo po deszczu, wiedz, że,
słonce zrobi wielką tęczę na niebie
w jej stronę pędź, bo spełnisz sen, kiedy tylko dotkniesz jej.

6 lat temu,
w UK na lotnisku pracowałem, tu
i zalewałem pałe full, time nie
z doskoku jak Alley Oop,
dzieciak,tam wpadł zarabiać hajs,
po to by ruszyć do Warszawy mógł i
zdobyć świat,
dzieciak sen gonił,
obiecuję, że pęgi będzie tu mniej trwonił,
żeby nie został tylko bej po nim,
a tu nie działa telefon,
z domu co dzień dzwoni,
boją się, że syn zniknie i
zostanie tu dźwięk po nim,
mówiliby lame o nim,
ale dzisiaj twardo na nogach,
jak sekwoi ten pień stoi,
spełnił wielkie marzenie,
ma nowe wielkie jak pięć boisk,
i ciągle ten sen goni,
przez to dziś,
po cash lecę,
bo widziałem jak deszcz w lecie
zostawiał tęczę nad samolotami
w Exeter,
czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski i fioletowy
znowu robię na kolory łowy, bo

Kiedy pada deszcz, a błyskawice tną niebo
nawet kiedy w oczy wieje zimny wiatr
Ty musisz dalej biec, i pokonać tą niemoc;
uwierz, tylko tak zobaczysz inny świat,
bo po deszczu, wiedz, że,
słonce zrobi wielką tęczę na niebie;
w jej stronę pędź, bo spełnisz sen, kiedy tylko dotkniesz jej.

Kiedy pada deszcz, a błyskawice tną niebo
nawet kiedy w oczy wieje zimny wiatr
Ty musisz dalej biec, i pokonać tą niemoc;
uwierz, tylko tak zobaczysz inny świat,
bo po deszczu, wiedz, że,
słonce zrobi wielką tęczę na niebie
w jej stronę pędź, bo spełnisz sen, kiedy tylko dotkniesz jej.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo