Popularne piosenki. Polski Hip Hop

E joł podobno, e joł podobno.
A słyszałem, a mówi się e joł podobno,
A chodzą słuchy hehehe, podobno, podobno.

Joł, o tyle o ile podobno. Joł podobno,
Podobno to, podobno tamto, sprawdź to, sprawdź to jaaał.

Siema Ci mówi Gural z PDG ferajny
Podobno mam niezłe rymy i panczlajny,
Dodajmy, że flow mam fajny choć podobno
Czasem zbyt jednostajny. Podobno,
Podobno jeżdżę wielkim mercedesem
A wyroki śmierci wydaję sms’em
I mam tak napchaną kiesę jakbym był banku prezesem
I na złocie jem obiad no a na platynie jem deser,
Podobno mam czarny neseser jestem bitu biesem
I kuma to każdy rap koneser,
Ja wciąż nie biegnę, idę se,
I mam więcej wiks niż w archiwum X,
Jak Jar Jar Binks gadam jak nakręcony,
Jak piramidy sfinks stoję w tło wtopiony.
Podobno w moich tekstach nie chodzi o nic
Podobno uwielbiam don Corleone
I podobno rozpierdalam super stylem
Jak zawał plus zator plus udar plus wylew
I gibam się na scenie jakbym był gorylem
Choć powinienem być poważny jak trup w mogile
Mam rymów tyle to a tyle o tyle o ile,
Zamilkłeś przez chwile, nerwowo poprawiłeś bryle,
Chyba skumałeś kto tu jest debilem?
Mówię zbyt zawile?

Podobno ej joł, joł podobno,
Podobno aha sprawdź to gówno
Podobno(joł, joł) podobno o tyle, o ile,
O tyle, o ile ej joł, joł podobno ,
O tyle, o ile aha joł podobno
O tyle, o ile aha joł podobno
O tyle, o ile ej joł, joł podobno ,
O tyle, o ile aha joł podobno
O tyle, o ile ej joł joł podobno
O tyle, o ile aha joł podobno,
O tyle o ile ej joł, joł podobno.
Sprawdź to:
Podobno PDG to moje godło
Zaparowane okno lubię dużo i mocno
I podobno gadkę mam ogromną, okropną,
Niewiarygodną tak na okrągło na wolno jadę,
Podobno robię to czego nie wolno i nie wypada,
Nadal gadam bragga, tnę jak szpada dla Ciebie wada
Dla mnie zaleta myślisz patrzy na mnie twoja kobieta moja wendetta
Dla moich wrogów to zły omen jak kometa
Trzymasz moją stronę ja z mikrofonem,
Tnę tak pełna peta, dbam o detal,
Wybuchowy jak metan, ostry jak heavymetal
Z techniką z nikąd jak zamachy ETA,
Z kilką, wróg na dechach, ja na bezdechach
O tyle, o ile aha joł podobno
O tyle, o ile, ej joł, joł, podobno
O tyle, o ile aha joł podobno
O tyle, o ile ej joł, joł, podobno
O tyle, o ile aha joł podobno
O tyle, o ile ej joł, joł, podobno
O tyle, o ile aha joł podobno
O tyle, o ile ej joł, joł, joł, joł...
Graba

Panowie i panie, panowie i panie,
Panowie i panie rapowanie to kultury propagowanie..
przekonaj się na własne oczy jak świat zmienia
cel osiągamy z nim, tak starzeje się ziemia
jak i my, Ci ludzie uwierz mi na słowo
ponoć zło mamy we krwi, ty puknij się w czoło
nie my pierwsi, dane nam panie mniemanie o sobie
dłużej nie pogadamy w tym stanie nie kłamie
tego nie lubię, ludzie wydali na zgubie w sumie rozsądek
uwierz mi pali to dumę czujesz ten swąd gdzieś
złota nie my mordercy wyobraźni, każdy błąd to do żył
adrenaliny zastrzyk, żeby być, żeby iść, żeby istnieć
ludzie jak liście, chłoną pic razem z wodą w modlitwie
o swój honor, ambicje, wyjścia nie ma na pewno
to wiadomość dla istnień, którą świat zmienia w terror
to do złych jak kasyno, De niro i zbrodnia
najlepiej oblej się benzyną, po czym poproś o ognia
to nie film

to nie film, ale fobia - forma wyrażania strachu
zło mamy we krwi, krew w sercach rodaków
każdy zły, od dziecka też mam pretensji zasób
przez kwit nie wkurwienie jej dni bez rozmachu
spryt motywuję zawiść, jak potrzebna sonda
twój sąsiad co tak spokojnie wygląda
by zabił, czy ty wiesz co to żal
kiedy mówisz swemu dziecku, jak chcesz spełnić sny to idź kraść
zło mówi nam, gestami twarzy, zdaniami
kiedy wyrazy wybrane
pozostawiają w nas ranę
umiemy ranić się sami
urojeniami obrazy
tworzymy w bani bez granic
oddani sami dla sprawy
czasem ludzie wykształceni to prości egoiści
ilu z nas zadaję rany zwykle z miłości bliskim
ludzie i stress, możesz mnie pobić wiem
że bitem wbije ten tekst tobie do głowy przez krew
chcę aby w genach, zapisany kodem kodeks
koniec z gołosłowiem, złem zawartym w problemach
ty powiedz kim jesteś, albo siedź cicho dalej
żeby iść ćwiczę talent, żeby żyć, idę stale
to nie film
Nowy brzask budzi nas kolejny raz,
Choć wczoraj prosiliśmy mocno Boga
By ten płomien już zgasł, a tu masz,
Podniósłbyś wrzask jak w czas swych narodzin,
Bez łask plan nie wychodzi, młodzi
Wolą się uszkodzić, żyć w zwidach,
Daj speeda, przecież następnego dnia
Nie widać, lepiej tego umilać.
Wrażenie, że myślenie o jutrze sprawia nam cierpienie.
Zapomnienie, dla nas może nie być jutra,
Rzeczywistość smutna, skrywana gdzieś głęboko,
Osiedlowy kokon. Trzeba go opuścić,
Ale iść nie ma dokąd, i to jest ten kłopot.
Rozglądam się, w długość i w szerokość sięgam,
Niby uśmiech i melanż, a jednak udręka,
Wiec wykluczę rap pouczeń,
Na nic zda się też morał, gdy psychika jest chora.
Plany na przyszłość, co najwyżej od rana do wieczora..

..Bo wciąż ten sam rejs, ten sam jeden akwen,
Ten sam ląd, świat i bieg za światłem.
Dworzec, ludzie na pół we śnie wczenśie rano,
Czekąjac za swą Bahn'ą przygladają się swym planom.
I znów to samo, i znów to samo.
Film zatrzymał się dawno już miejscowym weteranom,
Zgubili się w podróży, już nie powstaną.
Wypili czas, który im dano i dalej mordę moczą, po co?
Przed laty uciekł ich ostatni pociąg,
Jak co dzień kocioł, ujawnia się ich mglistym oczom.
Tłumy tych co nie chcą żyć na stacji
Odjeżdzają, mają plan w realizacji,
Bo mają wizje na co dzień i projekty na przodzie,
Na głodzie, najważniejszy chociaż jeden bodziec.
Do dalszych wypraw jak do potraw trzeba sypnąć przypraw,
Chociaż szczypta, marzenia jak zupka szybka..

Ref.
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo.
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo,
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..

Obserwuję to stale, już nie dziwi mnie,
Że można nie planować, żyć z dnia na dzień
Tylko po to, by pilnować małych puzzli,
W końcu życie w naszych dłoniach.
Od świtu do nocy 3-6-5 ja nie chcę skonać.
To układanka Góry kontra sucha rzeczywistość,
Jednych trudzi dając siłę, innym.. przyszłość?
Gdzieś tam jest, zobaczymy co będzie,
Jak na razie kupa zmartwień innych w pierwszym rzędzie stoi.
Zdrowie, ciepło, szmal, by nie stracić tego trzeba walczyć,
Dzisiaj nie ma nic za darmo, za darmo umarło,
A praca i oparcie to dwa różne seriale,
Umiesz oprzeć się tej farsie? Umiesz?
Idę pod wiatr, choć innym w plecy wieje,
Oni przywileje, ja mam talent i się smieję,
Tylko to mi pozostaje, dziś zrobię ile mogę, jutro..?
Zobaczymy, wiesz, grunt że mam drogę.

Mam widok, do wyrazu dobrać dobry wyraz,
Teraz szukając dalej widzę jak spod firan,
Tyram w spółce jak za kółkiem kierowca tira,
Ja tak samo mam plany, przyglądam się tym planom.

Nawet gdy rano patrzę w lustro po całonocnym rajdzie,
Choć siadły baterie, szukam sił, coś się znajdzie
Zawsze, nadzieja, wiara i szczypta szczęścia, Liber ta blokada..
Wiem, zawsze do obejścia..
..Bez ceregieli, zbędnych forteli, bez niedomówień,
Tak, to właśnie lubię.
Gdy wszystko się zazębia, idzie jak po maśle,
Bez skoków i zadraśnięć jak na niezużytej taśmie,
Bez wyjaśnień, wszystko spoko, wszystko si,
Nie zawsze jest tak, ale znajdę jakiś trik.
Kładę jokera na pik i partia idzie dalej,
Jak plan planem? Ja pamiętam czego chciałem.

Ref.
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo.
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..
I to samo, jak co dzień to samo, i to samo,
Przyglądamy się planom..
Przyglądamy się planom..
Raperzy gromadzą rzeczy, ja gromadzę flow
kupię now the tass słabych down low
w oceanie szarych bloków jak Inespe
pamiętasz raperzy chcieli kiedyś mieć respekt
przejdź się po parku spotkaj mnie piję króla
staram się tylko nabić jakąś bitch na harpun
ci sami ludzie wokół mnie co 6 lat temu
lojalni wreszcie chuja pod palnik
więcej niż wódki zużywają kremu do rąk
smutni może od dawna chcieli uciec stąd
utnij sobie dłoń nim przykleisz mi łatkę
że bycie radykałem musi być łatwe
słucham starych kawałków Mes to nie narcyzm
sprawdzam czy sobie sam nie zaprzeczam
z wiarygodności zawsze piątka nie dwója
żeby pokazać ludziom kto ma grę owiniętą małym sobie chujem

[x2]
Owinąłem sobie tą grę wokół trzeciej nogi i nic nie zrobisz ziom
żaden aerobik twojej japy nie powygina ci flow
na takich jak nas choćbyś absynt pił litrami
a nocami nam złorzeczył nie da się zaprzeczyć, że

Zobacz, gdzie prawda panuje relatywizm
mówią płuca to czasem są skrzela widzisz
wokół lansują jakieś pseudo-utopie
ja nie pływam w gównie więc się w nim nie utopię
i tu w Europie gdzie inni sprzedają duszę
ja stary poganin już nic nie muszę
nie powiem ci jak jest teraz - skończę studia
powiem jak wydać rentę na sprzęt do studia
spędzam pół dnia by mieć hajs i czyste bity
drugie pół nawijam te wersy pod bity
niewiele słyszę, mam na to sposób
D.O.C. nagrał płytę nie mając głosu tak
jest parę spraw i osób mi bliskich
grunt to mieć swoje zdanie od kołyski aż po grób
biorę swoje w kobietach i książkach wiesz
Pjus książę Karol a.k.a. [?]

Owinąłem sobie tą grę wokół trzeciej nogi i nic nie zrobisz ziom
żaden aerobik twojej japy nie powygina ci flow
na takich jak nas choćbyś absynt pił litrami
a nocami nam złorzeczył nie da się zaprzeczyć, że

Jestem niekonwencjonalną komórką społeczną
i dbam o to byś naszej płyty nie nazwał grzeczną
koleżko chcesz dom, żonkę, dzieci i nianię
dziś lepiej nie wchodź do studia tylko idź na nie
widziałem to gdy napisałem pierwszy wers
pół miliona sprzedał jeden raper Liroy z Kielc
cała reszta sprzedawać będzie coraz mniej
tylko niektórzy są w szoku ja od zawsze to wiem
chcę tworzyć klasyki reszta mi wisi
jak okna mam w domu czy felgi w Mitsubishi
druga sprawa ważna niezależność
żadna kobieta ani kredyt nie dadzą mi sczeznąć
rodzina widziałem rozpad zbyt wielu
ojców którzy pijani sami potrzebują pieluch
i dzieci i żony modlą się o stabilizację
ja po libacji szczam na ich elewacje
tydzień temu trzecia rano dzwonek do drzwi
wysyłam najebaną panią na zwiady czy to psss
ja z nimi nie gadam podsyłam im jeszcze drugą
wynurzają się całe mokre zza drzwi jak u-bot
nic nie płace psy obślinione odjeżdżają
z niczym poza kicem jeszcze mogę na coś liczyć
czasem to kobiety nigdy życie w stadzie
Otto von Saal motto życie z dnia na dzień

Aby grać w tą grę nie potrzebuję instrukcji
znam zasady od Warszawy aż po Brooklyn
smutni chłopcy biadolą w każdym tracku
nudne albumy nudnego rapu
do tego nakłuć chcę twoje czułe punkty
bo jak kogoś nie lubię to lubię go wkurwić
to nie jakiś bunt i nie teoria rewolucji
to rap którego nie wstydzisz się puścić
wyniki 2cztery7 z Warszawy
nie znamy się, bo rapujemy, rapujemy, bo się znamy
nie jest ot tak po prostu trzech koleżków
wielu zapomniało to nazywa się zespół
nie chcę psuć wizerunków, nie chcę ich sprzedać
ale najebani chętnie jadą po kolegach
przestrzegam najebany wiem co gadam
owijam rap wokół [?]

Owinąłem sobie tą grę wokół trzeciej nogi i nic nie zrobisz ziom
żaden aerobik twojej japy nie powygina ci flow
na takich jak nas choćbyś absynt pił litrami
a nocami nam złorzeczył nie da się zaprzeczyć, że
OSTeR mówisz? Co to, kurwa, za cwel?
Nadciąga ironiczna prawda jak za czasów PRL.
Kielicha strzel, bo ciężko będzie przełknąć tą pigułę.
Zepsuję tym wszystko, chyba że już wszystko zepsułem.
Syf zebrany ogółem jak w rumuńskim burdelu,
A w środku zamiast lasek banda poprzebieranych gejów.
Ej stary, a tabu? Tabu? Walić cenzurę.
Pierdolić polityków i tych, co wciskają bzdurę.
Masz tu świata karykaturę jak z ruskiego komiksu.
Poznaj wulgaryzmów miksturę jak skazany sens grypsów.
Czuję się w tym jak zboczeniec w krainie cycków.
Dlatego robię hip-hop na wzór domowych Tape-Mix'ów.
Nadciąga OSTeR sprawiając ból jak kac kupa
Temu, co dzień wcześniej był zalany w trupa.
A więc zamiast walić głupa, kielicha strzel.
Tak O plus S plus T plus R
O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

Chcesz zobaczyć miliony złotych monet, pełne sejfy,
Chcesz zobaczyć laseczki pod bikini duże piersi.
Chcesz zobaczyć las posesji w kwadratowych milach,
A zobaczysz, ale porno w konwencji Radia Maryja.
Nadciąga OSTeR budząc u krytyków wstręt;
Jesteś chujowy, bo nie dorastam ci do pięt.
Jak wdeptany kent w chodnik,
Choć myślę, że mój mózg wielkością adekwatny jest do spodni.
To udowodnij, chciałoby się.
Wszak myśli po długopisie,
Kręcę rapa, a nie kwiczę. Dla mnie słodycze HaCe,
Po których to w panice laski uciekają z płaczem.
Pełen luzik, tak to robię, tak to widzę, tak to kręcę.
Bit pod sampler, rytm na pętlę,
A ty bądź impotentem,
Albo pokaż jaja większe.
Mówisz, że przeginam?
Dla mnie nic nie jest święte.
Prosto z Łodzi, Bałut klimat. Staje serce.
Puszczam chmurę, więc ją podtrzymaj.

O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

O plus S plus T plus R plus U plus J plus FUNK
Plus O plus B plus O z kreską, Zet, a jak...

...Paranoja...
...I koniec...
Wychodzę z domu, dookoła widzę brud
Tu gdzie nie dociera słońce i dzieci czują głód
To nie góra to spód, obłuda, smutek, chłód
Na ulicach ból, rządzi nim martwy król
Powodów w chuj by ubrać gazową maskę
Wyjść na ulicę i sięgnąć po to co nasze
Jebać ich łaskę, chcą abym czuł się winny
Za to, że mój światopogląd od reszty inny
Ciągle stoimy za prawem do wolności
To my dzieciaki ulic pozbawione młodości
Toczymy ciągłą walkę o namiastkę radości
By każdy z nas nigdy już nie musiał pościć
W obliczu złości do ręki biorę kamień
By odebrać to co nam było odebrane
Nie poddamy walki choćby nadejdzie kraniec
Padniemy jak te kamienie rzucone na szaniec

[x2]
Widziałem na ulicy gaz
Widziałem na ulicy gaz
Na ulicach Babilonu gaz
Gaz, gaz, gaz na ulicach

Widziałem gaz na ulicy w stolicy
Kiedy górnicy przyszli polityków rozliczyć
Rok 2005 wakacje
Ja paliłem jointy, ojciec walczył o racje
Słyszałem hałas na ulicach miasta
Gdy policja zamordowała trzynastolatka
Słupsk styczeń '98
Bruk, na policję, cios za ciosem
Padły strzały na marszu blantów
Wszyscy cali co nie zmienia faktów
Jaki kraj strzela do rodaków
W którym stróże prawa robią za oprawców
Braszku tu nie ma czarów haruj, haruj
Zarób aby mieć co włożyć do garów
Witam wśród wykolejonych asów
Tu rewolucja to kwestia czasu

[x2]
Widziałem na ulicy gaz
Widziałem na ulicy gaz
Na ulicach Babilonu gaz
Gaz, gaz, gaz na ulicach
Ta sama historia
Ta, ta sama, ta sama historia

Pusty dokument tłustych form w Jumie
To przypadek doktryn ewoluuje kontry smak
Dotknij plan który zawiera ten klucz
Co wszystkie drzwi otwiera
Orientuj, co cenne kieraj
Przecież i tak mają nas za zera ziom
Kariera to tylko futerał do ekspozycji
Zamknij pysk i ścisz tych co nie zamilkli
W zakładach czystki, zyski dzielone po bliskich
Liczby znikają jak Whisky z Wigilii
Masz Whisky wypijmy za zdrowie braci
Za przyjaźń której nie trzeba tłumaczyć
Za wyobraźnię, za to, że chcę widzieć świat jak najjaśniej
Znasz mnie nie odpuszczę póki sam nie zgasnę
Razem z jutrem gorzkim jak sens krzywym lustrem
Fałszem czyni zazdrość
To nie jest tak, że złapałem szczęście na lasso
Nie mam fortuny jak Castrol
Jakbym miał też byś miał ją
Bo czemu ja, a nie ty ziom, się zastanów
Transcontinental z Łodzi do Amsterdamu
Smaku licznych klanów
Z dala od gunów, białej broni i całego kurestwa
Co prześladuje znajomych, zmusza by nie spać
W obronie honoru moje miasto Łódź
Jedna z tych legend, kurwo pysk jeśli nic nie wiesz
Nienawiść do policji wchodzi razem z chlebem
Ten blok jest tu niebem i szczytem marzeń
Od małolata idąc palcem po zegarze
Masz apartament, chuj bombki strzelił
Za to mam swoich braci od Bałut po Imielin
Pokój

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Chuj dla policyjnego ścierwa i ostrej amunicji
Znajdź pozytyw w tych wersach jak łzy najczystszych
Witaj w krainie bystrych, by być kimś, by żyć
I zyski liczyć w sercu zamiast wstukując pin by
Liczby były motorem tej windy
Wyjdź dziś i powiedz im czy to omen mój
Styl życia Chińczyk, znaczy się płonę, mam dżinksy
Zabiorę też mix z tym DJ'em co zawsze
Podpisane imieniem co znasz je, Haem
Z dala od kamer, ramię w ramię zgodnie z planem
To jazz pośród bloków na Euro Niederlage
To jazz w morzu wosku jedności nad przekazem
Ty ry ry ry chwyć to, wiesz nie liczę na dodruk
To ma rozwalać chaty od sufitów do podłóg
Prawdziwy oldschool
Czy mam was kochać czy nienawidzić
Zza opuszczonych kotar
Walka ze wstydem gryzie nerwy
Wstyd czyli zysk liczony przez werdykt
Określający wiedzę, potępiających śledzę
Choć tak naprawdę nikt z nich nie wie
Gdzie świat zmierza, bo znają nas, a nie znają siebie
Etap, kto z was się sprzedał, (sii) olej co mierzi
Wolę energii pole potwierdzić słowem serca esencji wolności
Wyzwolona Czeczenia, duma, korona, twierdza
Tu masz co kocha ten świat, spektakularne zwycięstwa
Ziom, co jest? idź zarób na nich jak zarobili na tobie

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama historia
Bo ta historia musi tu trwać
Ta sama, ta sama historia

Bo ta historia musi tu trwać
Wiesz, czasem jak K. gubię się w labiryntach
I odnajduję za moment, spacer po myślach godzina
Między demonami z szafy, każdy coś przypomina
Demony i ja, tytoń i kofeina
Na ekranie Bill wędruje ze Scarlett po Tokio
Jedna z chwil kiedy chciał byś być tam z nią
Może w nocy w całość ułożą się fragmenty
Może, kto wie, na razie piję kawę, palę skręty
Znasz to uczucie być samemu? znasz, nic nie boli
Wystarczy zwalczyć tylko swój strach
Oswoić duchy, by broiły tylko w snach
I iść przed siebie, świat nie zapłacze gdy się poddasz
Puste pokoje wciąż są puste, co z tego
Wciąż uśmiech mimo, że w tonacji e-mol
Nie umiem się skarżyć i nie chcę o coś prosić
Cisza, myślę o niej, piję kawę, palę papierosy

Palę papierosy
Palę papierosy

Myślę o niej, piję kawę, palę papierosy

Po szybie płyną krople, głośny, choć pusty dom
A chciał byś na tę szybę patrzeć z nią
Widzisz ich w parku, dwoje, szczęśliwi na ławce
Chciał byś tak siedzieć, swojej Scarlett w oczy patrzeć
Miasto nocą, mokre szyby i nie ma jej
A chciał byś czuć się jakby nie odeszła nigdy
Deszcz gra swoje nuty
A jej nie ma w szybie, a ty wciąż jesteś smutny

Widzisz ja już nie bardzo widzę sensu w tym wszystkim
Ja już chyba powinnam sobie pójść
No, to na razie, cześć

Myślę o niej, piję kawę, palę papierosy
Podobno część trzy, na śląskich bitach
Podobno Bezimienni, MdM, Wu wita
Podobno pizda niejedna to oczerni
Podobno walcząc o swoje nie pozostajemy biernym
Podobno białych murzynów to tutaj nie znajdziesz
Podobno po rejonach śmigam w Gardzie
Wlewając wódę w gardziel, patrolami gardzę
Podobno każdy z nas wrogów niszczy już na starcie
Podobno każdy konfident to stara kurwa (proste)
Podobno psy wciąż węszą po podwórkach
Podobno orient to nasz najlepszy nawyk
Podobno rap działa jak adrenaliny zastrzyk
Podobno nasi słuchacze to nie forumowe pizdy (cwele)
Podobno dla nas liczy się tylko piątka z ulicy
Podobno MdM w Golkonda
I podobno dla przyjaciół, zawsze szczera piątka

Podobno MdM wyjdzie w Golkonda
To będzie Meksyk w głowach, a w słowach bomba
Niejedna morda za ten rap spali jointa
Silesia Terror dalej zero jest na kontach
Znasz pierwszą część? (znasz?) w latach jest różnica (ta)
Mikrofony MW, na bitach od Fica
Potem część druga i fantastic czwórka
Młoda Krew popłynęła na śląskich podwórkach
A teraz dzieciak to podobno wersja trzecia
Patrzę z dystansem, wiem kto w chuja poleciał
I wiem kto jest wrogiem, a kto przyjacielem
Choć czasami dla przyjaciół bywałem skurwielem (sorry)
Wiem kto mi pszaje, a kto tylko udaje
Zmieniają się czasy, zmieniają obyczaje
A nie zmienia się z podziemia, dobra banda
Ave Silesia wszystkim bliskim życzę farta
I to nie jest kurwa, hip-hop ze Śląska
To rap o smaku wódy i zapachu jointa
To rozróby pod klubami, na dworcach
To brudne południe, tak jak brudna forsa

[x2]
Podobno ten track, to klasyk hardcoru
Podobno ten rap to sygnał do boju
Podobno ten świat to syf bez koloru
Bier to, podobno nie masz wyboru

Bywa różnie, podobno, czasem parno, czasem chłodno
Czasem lipa, czasem by lepiej być nie mogło
Podobno kariera to dno, podobno niektórym się powiodło
Silesia godło, rebela województwo śląskie
Podobno to pójdzie w Polskę
Podobno w Stanach na tym robią dolce
Tutaj to nonsens, syf z ziemi sączę (sączę)
Ostry, Miku, Mara podobno sam ino maras
Podobno numer jeden wiara
Podobno śmierć to jedyny gwarant
Podobno nie umiera nigdy ten kto życie daje
Podobno szlifujemy talent, meritum, bez bajek
Podobno jointy łagodzą obyczaje
Nałogi mamy, podobno czasem chuj trafia plany
Podobno ważne tylko dni, których nie znamy
[tylko tekstyhh.pl]
Przekład z ulicy, podobno bez atrakcji
Podobno bez ambicji, a za nami tysiąc akcji
Polegam na sobie i wrogom patrzę w twarz
Ku niejednej przeszkodzie, rap jazdę tu masz
Silesia na blokach i nasz rap w tych ścianach
Śląsk do ataku więc zróbcie hałas
Podobno część trzecia, część trzecia podobno
Choć wielu z was przyjmuje nas chłodno
Podobno nasz rap jest suchy i prosty
Nas czterech Miku, Wiruz, Mara i Ostry
Rap na głośnikach i jazda na maksa
Podobno będzie ostrzej niż teksańska masakra
Pójdą łokcie pięści i kolana
Podobno ulica wielu ludzi pochłania
I ten rap cię zmieni, podobno dla żuli
Weź, to nie słuchaj, jeśli cię to muli
Podobno pazera zawsze dwa razy traci
Kielich za braci, tu wszyscy kumaci
Wróg niech kona, dla przyjaciół piona
Zaciśnięte pięści, Silesia piona
Jeszcze raz piona, piona, piona

[x2]
Podobno ten track, to klasyk hardcoru
Podobno ten rap to sygnał do boju
Podobno ten świat to syf bez koloru
Bier to, podobno nie masz wyboru
Ref:
Kiedy strzelasz w górę, te kule tu spadną, w ogóle
nie lecą w kosmos, niektóre życie ukradną ( A jak ! )
Niemy też na migi może zadać ból,
chodniki pełne zmarnowanej śliny z rzucanych słów na wiatr.

Zamknij mordę kiedy gadasz po nic, każde słowo ma wagę,
wraca i może Cie zgnoić, dzieli nas dystans długości trzech boisk
Ty nadal wzrokiem macasz mnie, już nie chcę się pierdolić
Nie znoszę waszych torsji, treści, braku refleksji, pseudoartystycznej kopulacji słów
Możesz być tam czy tam, ja jestem tu od lat i ważę słowa nawet myśląc..ta..
znów, otwierasz mordę kiedy słuchać masz,
szlifujesz formę i o entourage non stop dbasz,
Bon Ton znasz ? To chyba kurwa w innej opcji,
bo mówisz z pełną gębą fiutów wbitych przez pół Polski
Kto połknął diament, niechaj sra w sitko!
wrodzone pierdolenie z byle kim nazwę dziwką,
znów bawidamek imponuje głupim cipkom,
Ja milczę dziś,mój savoir vivre im mówi wszystko.

Ref: (2x)

Kiedy strzelasz w górę, te kule tu spadną, w ogóle
nie lecą w kosmos, niektóre życie ukradną ( A jak! )
Niemy też na migi może zadać ból,
chodniki pełne zmarnowanej śliny z rzucanych słów na wiatr.

Na wiatr
Na wiatr
Na wiatr
Na wiaaatr..
Po raz kolejny twoje piękne rumieńce dziś pokocham
kiedy tu wrócisz z pracy w koszuli, ciemnej sukience i pończochach
zrobiłem obiad, czeka na ciebie w kuchni
co, znowu piłaś w pracy? nie, znowu Ci nie wierze, chuchnij
lubię cię rozśmieszać, to uwydatnia twoje dołeczki
poza tym za to ty później pozwolisz mi posmakować twojej, hmm
ale to gdy zasłonimy atłasowe kotary
w ogóle jest rachunek za telefon, don't worry I got it
w ogóle to zawiasy w desce od kibla są bolączką
już drugi miesiąc, hee, nie jestem złotą rączką
ale naprawiłem je dla Ciebie, nie mów tego nikomu
wkurwiała już mnie reklama "zostań bohaterem w swoim domu"
nie śmiej się, wiem że i tak jesteś dumna tak ze mnie
że wieczorem będziesz we mnie się wtulać bezwiednie
a ja kocham gdy to robisz nawet wtedy
gdy robimy to codziennie, kocham Cię, ale kiedy

Przychodzi weekend to dzwonie po kumpli
trzeba tu wyjebać całe morze tej wódki
jedna, druga, ósma, niech on zapakuje tutaj worek pół uncji
jebła, bomba, i znów idziemy tak sami wszyscy na miasto
masz to, tylko nie wysyp tego na raz
żeby żaden z nas tutaj szybko nie zasnął
szerokimi ulicami popierdalamy w okoliczne bary
jeden, drugi, ósmy, kurwa mać jak zajebiście stary
drzemy japy najebani i stukamy tam kieliszkami
jak Bang Bang Bang Bang

Dziś w pracy mój szef miał urodziny, nalał każdemu kubek burbonu
i tylko non stop przy biurku myślałam co ze mną zrobisz kiedy wrócę do domu
a ty zrobiłeś obiad, chcesz bym utyła jak Fiona?
lepiej się ciesz chłopcze, że zupa nie była za słona
lubię Cię rozśmieszać, śmiesznie marszczysz skronie
i wiem, że to twój afrodyzjak, w łóżku później tak strasznie płoniesz
w ogóle dziś dzień babci, nie wiesz? zawsze to zjebiesz
nie martw się, już wysłałam jej kartkę za Ciebie
mimo że jestem roztrzepana możesz na mnie liczyć
speaking of which, przyniesiesz do kuwety piach z piwnicy?
naprawiłeś kibel? to wspaniale
ale nie działa mi prostownica, nie będe mogła włosów układać w fale
ale i tak wiesz, jestem dumna z Ciebie
tak dumna, że dziś wieczorem znowu będę się wtulać w Ciebie
i wiem, że ty kochasz gdy to robię, nawet wtedy
gdy robimy to codziennie, kocham Cię, ale kiedy

Przychodzi weekend to dzwonię po siksy
trzeba tu wyjebać całe morze tej whisky
jedna, druga, ósma, niech ona zapakuje tutaj worek, pół dyszki
jebła, bomba i znów jedziemy tak same wszystkie do miasta
masz to, tylko nie wysyp tego na raz
żeby żadna z nas tutaj szybko nie zgasła
szerokimi ulicami tu poginamy po okolicznych barach
jeden, drugi, ósmy, kurwa mać jak zajebiście, stara
znów piszczymy najebane i stukamy tam kieliszkami
jak Bang Bang Bang Bang

Dlaczego tak jest, dlaczego tak jest?
nie chcemy żeby między nami tu wynikła wojna
więc dlaczego tak jest? dlaczego tak jest?
że pijemy oddzielnie, kiedy do tanga potrzeba przecież tylko dwojga
kochamy się wciąż, kochamy się wciąż
nie od dziś już swoje weekendowe znamy potrzeby
i nadal kochamy się wciąż, kochamy się wciąż
nie chcemy tego zniszczyć za żadne skarby, dlatego kiedy

Przychodzi weekend, to budzę Cię, bejbi
trzeba tu wyjebać jakąś lufę tej JD (Jack Daniels)
jedna, druga, ósma, niech ktoś samare tutaj kurwa napełni
jebła, bomba, i znów jedziemy taksówką razem na miasto, masz to
tylko nie wysyp tego na raz, żeby żadne z nas tutaj zaraz nie padło
szerokimi ulicami tu poginamy przez okoliczne pijalnie
jedna, druga, ósma, kurwa mać jak zajebiście, kochanie
całujemy się najebani i stukamy się kieliszkami
jak Bang Bang Bang Bang

-ha, nie wczuwaj się, to pijackie love story
nie próbuj tego w domu.. V!
Piękna jak te z okładek gazet
Niewinna choć wie że dzięki urodzie da rade
Skromna na zewnątrz w środku armani i chanel
Masz czułość i kłamstwa serialowy baranie
Metamorfoza krótki seans zdychania
Metka z firmowych salonów szafa cała w ubraniach
Długie kręte rzęsy i spojrzenie jak modelka
Opalone zgrane nogi wiecznie wyciągnięta ręka
Bardzo odważne kreacje seksualne musicale
Nowy telefon od Gacha siemasz co u niego słychać
Delikatny makijaż strój podkreślający kształty
Nowe wcielenie aniołka w dobrym guście ma żarty
Autobusem nie jeździ pieszo zdzierają się buty
Jak podjedziesz dobrym wózkiem może wtedy da ci dupy
Znasz ten typ dobrze bo to dla nich są te brawa
Jak idą przez miasto tyłki oglądać w wystawach
W jej kalendarzu trudno o wolną chwilę
Rubryki bogaci biedni frajerzy debile
Wiadomo chłopak chciałbyś w pierwszej sie załapać
Parę razy zapłacisz później masz czas żeby płakać
Są pod każda postacią to zależy na co trafisz
Tak naprawdę jesteś po to żeby za tą kurwę płacić

Wyjebałbym cię ale szkoda mi na to czasu
Nie wyrwę cię moim kosztem z impasu
Ej obudź się w jakim świecie ty żyjesz
Zamiast cukru do kawy ty wsypujesz cilest x2

szukasz księcia z bajki co ma miliony na koncie
oddasz mu się cała no bo tak kochasz pieniądze
Noce gorące pierwszy krok w życiowych planach
Odkładaj na starość bo kiedyś zostaniesz sama
Femme fatale w klubie w najlepszych ciuchach
Ciekawe co zrobisz kiedy urośnie ci dupa
Jedna suka druga suka trzecia suka
Słuchaj suko takich jak ty to nie szukam
Ciepły kąt łóżko pod oknem fotel
Śnią się złote góry kiedy dojeżdżasz na hotel
Szampan w kieliszkach całe ciało zlane potem
Uśmiech masz na twarzy bo masz dzianego idiotę
Sponsor na rok na dwa potem następny
Bezcelowa z klubu która uwielbia prezenty
Historia pozbawiona jakiejkolwiek puenty
Kapeć to kapeć a ja nie jestem pierdolnięty
Normalne porządne dziewczyny dla was szacunek
Ładna dupa to nie wszystko dbaj o swój wizerunek
Normalne porządne dziewczyny dla was szacunek
Ładna dupa to nie wszystko dbaj o swój wizerunek)

Wyjebałbym cię ale szkoda mi na to czasu
Nie wyrwę cię moim kosztem z impasu
Ej obudź się w jakim świecie ty żyjesz
Zamiast cukru do kawy ty wsypujesz cilest x4
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo