Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Pierwszy promień gorący jak płomień
Zobacz kwitnie Poznań, wyjdź, poznaj ich anatomię
Ciasna garderoba nie schowa wiele, nie strzelę se w łeb
Takie ciało jak jej truje, gotuje krew
Impuls zjawia się jak intruz, teraz myślę czym czarować
Jak atakować, jak zdobyć trofeum
Słodycz mnoży się, dąży do apogeum
Czemu oprzeć się temu boskiemu dziełu (nie da się)
To jakaś chemia, spontan, elektryczność
Ciężko opisać, niełatwo zawinąć w pismo
Słowo nie zrobi tego fachowo
Lepiej milczeć i bez bawełny uwieść owoc
Póki pełen miąższu doznać wstrząsu, łyknąć emocji
Na przebudzenie to jedna z najlepszych opcji
W szybkim trybie chodnik jak wybieg
Można oszaleć, karmimy oczy każdym detalem
Cali od butów do centrali wpadamy w paraliż
Krążą mililitry adrenalin
Afrodyzjak wszedł w organizm, czuję, że żyję
Daje mi siłę na chwilę, umilę czas choć na chwilę

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami

Rzadko słodkie, często gorzkie
To życie pędzi na falochron
By rozbić się jak fale morskie
Nieznane są wyroki boskie
Od świtu aż do zmierzchu tor przeszkód
Chcąc pokonać proszkiem i wódą
Przywaliłbym się grudą
Zaprzeczyłbym cudom jakie niesie nam natura
Jej usta, jej szyja, jej skóra
Na godzinę złą jest akurat
Jutro ona będzie tą złą godziną
Która zmusza do szukania kolejnej ucieczki
Kolejna ucieczka i do kolejnej sprzeczki
To koło się zamyka, nie ma dokąd się wymykać
Zostałem tylko ja, modlitwa i muzyka
W czterech ścianach szukać odurzenia
To sam na siebie zamach
Hipokryzja jak każda decyzja
By skosztować ugryźć, delektować się
I dla siebie zachować tak chce każdy mężczyzna
Przyznaj, że to piękna wizja
A tu tylko kusi złudny afrodyzjak
On jutro będzie jak trucizna
Jutro będzie jak trucizna
I pozostanie po nim tylko blizna

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami

Jak zwykle spieprzyłem weekend - moja wina
Miał być chill-out, jest dystans liczony w milach
SMS? - nic, pusta skrzynka odbiorcza
Kara za egoizm, brak impulsu na łączach
Przybity przy bitach, ty gdzieś sama na mieście
Ile jeszcze kurwa w środku cały wrzeszczę
Gram na nerwach nam, gram całą orkiestrę
Taki typ, taki niestety jestem
Gdzie ten uśmiech, dom, gdzie twoje zgrywy
Patrzę w lustro, stop zatarłem tryby dziś
Gdzie tu puenta? tam, gdzie rozwiązanie
We mnie szukam wciąż i nie przestanę
Bo tylko tak mogę naprawić co złamałem
Miałem nie obiecywać - obiecałem
Bez sensu nie wiem skąd u ciebie ta siła
Że jeszcze wytrzymujesz ze mną, jesteś tak cierpliwa
Słowa nie pomogą, głowę zwieszam nisko
Nie chcę by to prysło chciałbym mieć cię bliżej
Dziś za oddech twój bym oddał wszystko
A tak siedzę z telefonem z nosem wbitym w szybę

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami

Czasem jutro nas zalewa łzami
A miało być gładkie jak aksamit
Niesmak można zabić afrodyzjakami
Mój dowód ID, DNA, grupa krwi
Kolor oczu, skóry, włosów, gęstość brody i brwi
Ilość blizn, szczególnych znaków, mój wzrost, waga
Mój dźwięk kreuje mój mózg nie przeszkadzaj
Mój kręgosłup, żebra od czaszki do rdzenia
Przez nerki, wątrobę jak i przewody trawienia
Poprzez moje serce, płuca, oskrzela, gardło
Dwie ręce, dwie nogi, dwie półkule pod czapką
To mój dźwięk czyli mix smaku i węchu
Odczuwam go jak zmiany temperatur w powietrzu
To mój słuch, gust, pasja, intelekt plus
Luz, kunszt co wzrasta z ciśnieniem
Mój grunt, sumienie, moje ryzyko i wynik
Dla tego co by zdradzał było by to alibi
Poprzez układ nerwowy zawartość wapna
Magnezu, potasu, glukozy i białka
Cukru, węglowodanów, soli, osocza
To mój dźwięk, jego sens wizję tworzy na oczach
Niekończąca się historia umysłu plon
Tak znów jestem z Tobą bo ta muzyka jest mną

Każdym krzywym palcem, każdą krzywą kuśpetą
Dla wszystkich tych co mają za dużego Michała

Moja miłość, nałóg, zawód, profesja
Wykształcenie, wiedza jak i status na wersach
Szacunek, szczerość, lojalność, konsekwencja
I to, że płynie z serca intelektu potencjał
Moje buty, koszula, spodnie new era
Przesiąknięte są dźwiękiem niczym energią bateria
Moi ludzie, moje miasto, moja dzielnica
Osiedle, projekty, klatki, historie z życia wzięte
Wiem, że każdy wie co jest tu święte
Mój sensej to styl, on moim manifestem
Moje okna, ściany, sufit, podłoga
Meble, umywalka, kran, w nim płynąca woda
Ogień na kuchni, żarcie, przyprawy
Mój ulubiony kubek co w ciąż pachnie od kawy
Mój fotel, kanapa, stół, do salonu wejście
Każdy milimetr w detalach jest w moim domu dźwiękiem
Sposób chodzenia jak i bałucki dialekt
Mój rap moim odciskiem, posiadam go jak palec
Nie musisz mnie widzieć bo nie w tym rzecz ziom
I tak odwiedzam Cię, znów muzyka jest mną
Daj start zaczynamy to zamieszanie x 7
Daj start zaczynamy tooo

Mam słów zamieć w planie panowie i panie
daj play, dawaj z tym ej grzej po membranie
przez litry potu i tony polotu - złap moją banie
bo mam manie na pisanie takich rzeczy -
nie zaprzeczysz ze poniekąd całego tego gówna to leczy
I chociaż masz to w mp3 a nie w oryginale
To gdy stoisz tak przede mną nie obchodzi mnie tow cale
Yo, sprawdź to, O$ka, Pezet, Stasiak, aha yo

Ref. x2
Trudno nie widzieć sensu, nie widzieć wiary
Wiem, że jestem częścią tej pieprzonej farsy
Wiem, muszę znaleźć znów coś co będę cenić
Trudno jest nie wierzyć, więc czas to zmienić

Trudno jest w nic nie wierzyć, więc czas to zmienić
Nie mogę zasnąć, mam depresję każdej jesieni
Nie mogę grać w to, nie mogę walczyć, nie mogę
Coraz więcej rzeczy dla mnie coraz mniej znaczy Boże
Coraz mniej znaczy człowiek, a znaczył wiele dla mnie
Zgubiłem się mam nadzieję nie na zawsze
To znaczy, że będzie znaczył gdy się odnajdę
Inaczej to wszystko będzie gówno warte
Wiesz to całe ścierwo ciągle widzę z bliska
Tu gdzie pieniądz to bóg, a alkohol to modlitwa
Pieniądz to wróg eh raczej alkohol
Wiesz, nie wierzę w nic, w ani jedno twoje słowo
Nie wierzę dziś, ale chcę wierzyć jutro
Chcę patrzeć w przyszłość, nie mówić trudno
Chcę patrzeć w przyszłość znów być dobrym, zdrowym
Musze uwierzyć i nie schodzić z tej drogi

Ref. x2
Trudno nie widzieć sensu, nie widzieć wiary
Wiem, że jestem częścią tej pieprzonej farsy
Wiem, muszę znaleźć znów coś co będę cenić
Trudno jest nie wierzyć, więc czas to zmienić

Co to za kraj, znowu coś się spierdoliło
Tylko hajs bez wiary, jest nadzieja, a gdzie miłość
Już nie tylko beton szary, cały świat gubi barwy
I tak bez wiary byle do przodu mówi każdy
Wszystko w ratach, w połowie tracąc zapał
Tracąc wiarę, czekając na to co się stanie
Nie wierzę w uczciwość, nie ma co się dziwić
Jak tydzień w tydzień pojawia się kolejny Rywin
Kolejni chciwi chcą nam wszystko zabrać
Niby sprawiedliwi zapomnieli co to prawda
Oni chcą brać, tylko wytyka błędy każdy
My mamy rap i zajebiste blendy, bandy
Trzeba się skarżyć bo tak to nikt nie zauważy
Te wszystkie błazny kurczowo trzymają się władzy
Ja mam marzenia, mimo wszystko trzymam fason
Yo, pierdole system ale robię to z klasą, aha

Ref. x2
Trudno nie widzieć sensu, nie widzieć wiary
Wiem, że jestem częścią tej pieprzonej farsy
Wiem, muszę znaleźć znów coś co będę cenić
Trudno jest nie wierzyć, więc czas to zmienić

Popatrz...
Wiara czyni cuda...
Da nam siłę...
Wierzę, że się uda...
Jutro i dziś...
Podnieś głowę...
Mimo, że problemy sprzymierzają się przeciwko...
Ponad wszystko wiara najważniejsza jest...
Tak jest...

Ref. x2
Trudno nie widzieć sensu, nie widzieć wiary
Wiem, że jestem częścią tej pieprzonej farsy
Wiem, muszę znaleźć znów coś co będę cenić
Trudno jest nie wierzyć, więc czas to zmienić
ośka

Pezet,stasiak
Gdy tak siedzę w fotelu, cieszę się, że mam kaca
Gdy tak sobie siedzę i nie muszę nigdzie wracać
Szkoła, praca dawno nie istnieją
Może założę buty i wyjdę na rejon
Życie na projektach to narkotyk jak pejotl
Żyję na projektach więc zaczynam się od pejot
Jedni piątkę skleją, z innymi palę na murku
Dziś fun spokoju, niekoniecznie fan subkultur
Dziś suk w chuj tu więc wracam do domu
Posłucham bitów, może puszczę hity z balkonu
Wypiję soku karton, dziś niepotrzebny stres
Wczoraj graliśmy koncert w Tango & Cash
Dopiero wyszła płyta, trochę pytań szczerszych
Widziałem [?] raperów co znają nasze teksty
To nie był majstersztyk, ta, jeszcze będą
Teraz oddamy się poza domem weekendom
Oddadzą się nam panie co czują brak chłopa
Odwiedzę dla smaku jakiś funk lokal
Co będzie jutro, jaki kierunek i trasa
Wciąż z 2cztery7 pewnie też będę miał kaca

[x2]
Moje myśli zwalniają tempa
Prysznic, miód i mięta, wierz mi
Jest mi dobrze, odbieram bodźce
Slow motion

Na kaca najlepsza jest pani, która robi masaż
Bynajmniej nie praca, a organizm wywraca na lewą stronę
A za diss do bicia będziesz haftował
Jak automat do gry, ale nie będzie z tego monet
Stawką jest obraz dnia, kilka maźnięć farbą
Dlatego powiedzą ci wyglądasz niewyraźnie, albo nie spałeś zbyt dobrze
Mój polski sen to nie ciuchy Lacoste'y, a dupy płyty i jadłospis
Wiem, jak wtedy gdy w nocy gdy graliśmy G-Funk
Gdy otworzyłem oczy potrzeby mogłem spisać w hieroglifach
Zacna dupa, chłodnej cieczy dzbanek
Na kacu nic nie jest zbyt skomplikowane
Abstynencja to nie dla zęba czasów fluor
To przepis jak być do końca życia jęczybułą
Slow motion, poskładaj swój kac jak Lego, Duplo
Niech to będzie tłem dla ciebie, a dla Głośnego ukłon

[x2]
Moje myśli zwalniają tempa
Prysznic, miód i mięta, wierz mi
Jest mi dobrze, odbieram bodźce
Slow motion

Kupę dobrych słów od przyjaciół
Na temat rapu Funk - dla smaku
Kurs na zachód dla chłopaków do fur
Dla dzieciaków coś znów, oni wolą hardcore
Ja też, nie dziwne, tylko mój ma inną definicję
I zniknie duma, choć nie każdy to kuma
Bo słowa uznania przyszły z dobrych miejsc
Popatrz, było głośno co tam, ale kurz już opadł
Łatwo w narcyzm popaść, nie o to chodzi, wierz mi
O treści, przez bity, instrumenty
Z wysokiej poprzeczki start na poziomie mocno bro
Ciężej potrzymać, bardzo łatwo podciąć to
Ze skromnością bywa różnie, to trudne
Kłopoty, wytwórnie, plany ze studiem
Koncerty, chcemy odwiedzić kilka miejsc
Choć życie ostudzi te zapędy na tournee
Tango & Cash to już przeszłość promocyjny
Teraz pewnie solo Mes namieszają te zapiski w uszach
Gwizdy, piski, ale łeb mnie napierdala
Przecież mogłem wczoraj nie pić, ale tak też nie wypada
Dzień wyjęty z życia, nawet najlepszym się zdarza
Jutro wstanę pewien, wiesz już o co lata
Nowe 2cztery7, Mes, Pjus, gruby Stasiak
Proste, Mes, Pjus, gruby Stasiak

[x2]
Moje myśli zwalniają tempa
Prysznic, miód i mięta, wierz mi
Jest mi dobrze, odbieram bodźce
Slow motion
Jestem zbuntowanym głosem i nadzieję niosę
Dla tych co nie mają i za życia umierają
To stracone pokolenie ale kocham tą ziemię
bo (bo) Polak o mnie mówią w Europie nas nie lubią
Bo z tej samej gliny wszyscy kozaczymy
We krwi to mamy kajdany zrywamy
Nie daj się udupić łudom ogłupić
Los czarno na białym dla mnie zapisanym
Nie dam sobie wmówić kogo mam polubić
Z kogo brać przykład ojciec dał mi wykład
I w sercu zaszczepił w wiarę swe marzenia
synu punkt widzenia wiąże się z siedzenia
że żyć na swej skórze ja tak mity duże
jeszcze raz powtórzę mamy to w naturze
nie dam się oszukać życie twarda sztuka
każdy dzień nauka każdy nowa lekcja
doświadczeń kolekcja pros marzeń projekcja
głos buntu we mnie budzi z ono niosę go wśród ludzi
ognia we mnie nie zgasisz bierzesz coś więc płacisz
zbuntowanej nacji oddasz sto procent racji

Onomatopeja jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem
Wiśniowy jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem
Onomatopeja jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem
Wiśniowy jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem

Idę za ciosem nie godzę się z losem
pytasz ile jeszcze zniosę tak dostawać po nosie
sytuacja się zaostrza sprawa jest na nożu ostrza
ile tak można do skutku wciąż podążam
w jednym kierunku wzgardzonym wizerunku
upatruje siłę durniu przeogromny potencjał
i rozdarte ludzkie serca masy niemoc ogarnia
a władza jest bezkarna stłumi każdą demonstrację
siłowe rozwiązania zniszczą twą determinację
ci na górze mają rację twej krwawicy na wakacje
nie jedna gruba świnia bada skurwysyna elektorat już zaczyna
a ty pytasz czyja wina czarny, biały, szary bądź czerwony
urzędowy terroryzm zmusi ciebie do pokory
sankcje, zapory finansowo cię pognębią
zapłać albo zgnijesz i tak ciągle zbierasz wpierdol
[To jest bagno] Nie wierzysz chodzi tylko im o jedno
wycyckasz maksymalnie, wyssać krew wspólną to piętno
nie godź się z losem tak jak ja się nie godzę
bunt w sobie noszę w młodych umysłach rozniecam
[Nie zbyt mocno się podniecasz] tylko prawdę chcę pokazać
społeczności mej przekazać zanim nadejdzie zaraza
twe marzenie się nie ziści bo ci ktoś kieszenie czyści
parlamentarzyści patrzą ile jest korzyści
ja nie patrzę obojętnie i co mamy być dumni ?
z żebrów naszego rządu o wejście do Unii ?
na ten temat słowa buntu wściekłej lirycznej furii
chcesz żebym przestał ? Najpierw język mi utnij
bo zbuntowanej nacji po mimo obserwacji
uderzam do akcji a kryptonim operacji brzmi uświadomienie
to kawałka jest przesłanie długo będzie pamiętane
jak czerwcowe powstanie to nie pogodzone z losem głosy zbuntowane.
[głosy zbuntowane głosy zbuntowane]

Onomatopeja jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem
Wiśniowy jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem

Onomatopeja jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem
Wiśniowy jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem

Onomatopeja jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem
Wiśniowy jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem

Onomatopeja jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem
Wiśniowy jestem zbuntowanym głosem
wszystkich tych ludzi, którzy nie godzą się z losem

Onomatopeja jestem zbuntowanym głosem [głosem głosem] . .
[ Nie bierz do końca na poważnie tego tekstu, to już jest sprawa damsko-męska. Generalnie każdy się kiedyś kłócił z laską... każdy... zresztą co ja Ci tu będę pierdolił. Sprawdź to. Trzy, dwa, jeden ! Ej jedziemy. ]

1.
Ja Cię proszę dziewczyno, lepiej wrzuć na luz,
No i nie krzycz tak na mnie, bo śmierdzi Ci z ust,
Tak między nami, czy wydaje się Tobie, że sram diamentami,
W hajs zamieniam pergamin, powiedz, czemu oczekujesz luksusu ?
Czy ciężko Ci podnieść obcas do autobusu ?
Na obiad sushi - nie wnikam,
Zjadłabyś gówno, gdyby je polecił cosmopolitan,
Srebro niedobre, złoto niedobre,
Lepiej od razu wyjebać w byle błoto cyrkonie,
Jak Jezus plastiku w platynę nie zamieni,
I tak powiesz, że na tanie rzeczy masz uczulenie,
Co mam się sprzedać, iść za sukcesem,
I zakończyć batalię z jajami jak orzeszek?
Krzyknij jeszcze raz, lub przyjeb plaskaczem,
Nie mam głowy jak struś, żeby chować ją w piasek.

Ref.:
Ja, Ty, My, Oni - wszyscy mi znani,
i te same na co dzień problemy z kobietami. x2

2.
Dziewczyno nie patrz na mnie, jakbym zabił Ci ojca,
Ja wiem - w domu syf, ale kiedyś posprzątam, lecz nie dziś,
I nie krzycz, ja Cię proszę,
Czy wyglądam jakbym miał przed nazwiskiem mister Proper ?
Inna wytrzymać by nie była ze mną w stanie,
To zdanie jak kilka innych - znam już na pamięć,
I koleżanki Twoje, ta banda od narzekań,
Takie mają doświadczenie, że nikt na nie nie czeka,
Wybacz, ale dopóki żyję, w łazience zawsze pozostawię otwarty kibel,
I nie rób mi awantur, o światło gdy noc,
Bo nie chcę przypominać kto tu płaci za prąd,
Mówisz, że dla kolegów poświęcę zdrowie,
Znasz każdego z nich, czemu w twarz im nie powiesz ?
Mam dość narzekań, marudzenia w temacie,
Jak tak - koniec z seksem, dziś śpisz na kanapie !

[ Nie no kotku, przepraszam Cię, wiesz no, nie na poważnie tak, tak wiesz, no, nie będziesz, nie, nie, nie mów, że się obrazisz znowu, obraziła..., no nie warto, się nie obrażaj, no co Ty, przecież ja nie na po...,nic na po... przepraszam ! ]

Ref.:
Ja, Ty, My, Oni - wszyscy mi znani,
i te same na co dzień problemy z kobietami. x2

[ No, no daj buziaczka i się nie obrażaj, no chodź, buziaczka daj. ]
[ Dobra, jak Ty się tak obrażasz, to ja też się obrażam, nie chcesz...[?] I tak mam hip-hop.. ]

3.
Kochanie, jestem głodny życia i spragniony wyzwań,
Nie mam dość chcę oddychać,
Mój rap to nie relikwia,
Ponad blok, ponad chmury,
Tu nie patrzy się co dzień
Jak agresja tu znudzi, albo trwoga to z Bogiem,
Kochanie jestem głodny szczęścia z Tobą,
Pragnienie serca, dotyka Twego piękna żono,
Dałaś mi wszechświat sobą,
Chociaż nieszczęścia mrożą, życie ma słodko-gorzki smak,
Jack'a Daniels'a z colą,
Kochanie jestem głodny przygód i spragniony podróży,
Męczy mnie u ludzi to, że dużo łakomych na stówy,
Sto gram, sto kilo, sto euro pod klubem,
Nie sam, a z rodziną,
Dam Ci flavour na stówę,
Kochanie, jestem głodny czasu i miejsca,
Spragniony szczerości, na tej ziemi, gdzie żyć mam,
Wybacz, się nie sprzedam - nie ma takiej ceny,
Kochanie jestem głodny nieba i spragniony ziemi,

Kochanie, jestem głodny życia i spragniony wyzwań,
Nie da się bez ryzyka, niezależności wygrać,
Nie ma, że ktoś Ci dziś da do szczęścia bilet,
Dla ludzi różnych wyznań, religia tworzy thriller,
Kochanie jestem głodny myśli o nas,
Spragniony chwil, dla których mógłbym żyć i skonać,
Jeśli na szczyt to z Tobą musi być ta droga,
Szczery do krwi, bo słowo pali złych, jak pożar,
Kochanie jestem głody rapu, spragniony liter,
Ostatni samuraj w tym fachu, ostrym jak shurikan
Saga trwa, syn dorasta, w kulcie hip-hopu za ojcem,
Chociaż, dla jego szczęścia - każdą decyzję poprę,
Kochanie jestem głodny świata,
Spragniony uczuć, gdy większość z życia robi Jackass,
Czy mam współczuć im ? Nie wiem, bo nic ich nie chce zmienić,
Kochanie jestem głodny nieba i spragniony ziemi ...
Jej oczy jak anioła, tak patrzy na mnie ona
Jak wyśniona ona woła, wymarzona kusicielka
Taka piękna ponętna, przed nią każdy by spękał
Jak wadliwa guma pęka, uliczna twarda poza
Jak tigra bels kosa na takie chcesz mieć nosa
Ona w zasięgu poza, w tym na bank ma klasę
Musisz być w jej oczach asem, o niej pomyśleć czasem
Głową nie kutasem, wiem niektóre węszą kasę
Ono zna modliszek masę i przygląda się im czasem
Jak toplessom na krecie, mono przy jednej kobiecie
A stereo sami wiecie, nie może być tej opcji
Bo wszystko to co dobre, to się najszybciej kończy
A to co mnie łączy z wybranką mego serca
Tego mi nie da, żadna lania ponętna
Zwali z nóg siłą skręta, atmosfera napięta
Ostatnie takie tango w pewnym miejscu pamiętam
Znika polowa czasu to jak u nas half life
Zagapiony na lolity, trzyma ciśnienie siada
Propozycje wysiadam, do zera zredukować fikcje
Kuszące suki, jak anonse towarzyskie

Znów mi się to przyśni to ja brudne myśli
Zatruwają umysł, burza mózgów w łbie wszystkich
Zakosztować w tym wszystkim, przebić piątkę rozpuście
A potem usłyszeć skurwysynu oszuście
To brudne myśli, ile strat ile korzyści
Zastanawiasz się po wszystkim pasuje Ci styl nasty?
Ja chciałbym zostać tylko w świecie fantazji
Brudnych myśli poważnych nigdy w życiu nie ujawnić!

Chcesz mnie poznać baby? Potańczyć ze mną maybe?
Chcesz do gęby? Dziecko kup Se batonik
I weź go słodka Suzy, uważaj bo cię pobrudzi
Brudne style Rysia, niegrzecznego co marudzi
Odjechana widzi we mnie Tarkana,
A bakterii bliżej jest do miastowego chama
Który na kolana nie upadnie przed byle kim
Chcesz być jak [?] proces ten jest daleki
Ostudź się weź leki, zamsz ten koszmar z powieki
Uwierz weź cos do ummm… niech to cię rozpierdzieli
I żebyście wiedzieli ze codziennie mam tak prawie
Bez kokieterii musze być jak ten skurwiel
Który w oczach innych może się okazać durniem
Ze śmiertelną powagą być gentelman jak Rumago
Chcesz stać przede mną nago,
Dla mnie być smaczną potrawą
No klawo jak cholera, z tego nie będzie miłości może być tylko afera
Jesteś słodka lecz spadaj, o patrz tam znajdziesz frajera
Który nawet nie przebiera, podbija kija wbija, mówi nara się wybija
Ty chcesz mnie tak rozpijać, kobieto samotna czego warta jest ta chwila?
Kobieto samotna czego warta jest ta chwila?

Znów mi się to przyśni to ja brudne myśli
Zatruwają umysł, burza mózgów w łbie wszystkich
Zakosztować w tym wszystkim, przebić piątkę rozpuście
A potem usłyszeć skurwysynu oszuście
To brudne myśli, ile strat ile korzyści
Zastanawiasz się po wszystkim pasuje Ci styl nasty?
Ja chciałbym zostać tylko w świecie fantazji
Brudnych myśli poważnych nigdy w życiu nie ujawnić!

Nie wiesz jak jest ciężko gdy jaram się jak dziecko
Uśmiecham zdradziecko, brudne myśli trują umysł
Faceci tracą rozumy, to nie powód do dumy
I świadomość, że ta chciwość, na szybki sex prawdziwość
Jest realnym zagrożeniem, wytrwać to postanowienie
By nie skończyć jak świnia, Pe życiowe marzenie
Zabić cierpienie, ciężko jakie to proste,
Popularność i pieniądze dostosować do potrzeb
Brudne myśli trujące, na manowce prowadzące
I spytają zaraz o receptę Rycha czarne owce
Kiedy ja jej nie posiadam chociaż jestem hip hopowcem
To wszystkiego w życiu nie znam, bądź człowiekiem rada nie zła
Gdy brudne grzeszne myśli spróbują cię okiełznać

Znów mi się to przyśni to ja brudne myśli
Zatruwają umysł, burza mózgów w łbie wszystkich
Zakosztować w tym wszystkim, przebić piątkę rozpuście
A potem usłyszeć skurwysynu oszuście
To brudne myśli, ile strat ile korzyści
Zastanawiasz się po wszystkim pasuje Ci styl nasty?
Ja chciałbym zostać tylko w świecie fantazji
Brudnych myśli poważnych nigdy w życiu nie ujawnić!
Witaj mordo, składam litery dusząc w sobie łzy
Ja po stokroć jestem wdzięczny, że byłeś przy mnie Ty
Z obłoków to widzisz, że nie jestem już szczeniakiem
Nikt nie był na to gotów, że pożegnasz się ze światem
Byłeś, jesteś, będziesz bratem, zostanie w pamięci zapis
Wiesz, nie posiadam żadnej Twojej fotografii
Mam wspomnienia, pamiętam te dobre rady
Czas wiele pozmieniał, nigdy więcej nie zbijemy graby
Lekką niech Ci będzie ziemia, nadzieja, że tam Ci jest lepiej
Słońca promieniem piszę, bo tak mówi mi natchnienie
Sumienie względem Ciebie zawsze było czyste
To o czym myślę, to wysyłam w tym liście
Kiedy tylko widzę iskrę na niebie, jestem pewien
Że to znak od Ciebie, czuwasz nade mną, w to wierzę
Nie cofnę czasu, mamy dbać o Twoje dobre imię
Spotkamy się chłopaku, kiedy śmierć mnie zawinie

Ref.
Pozostały wspomnienia nam, Ciebie nie ma
Chłodne dni, ciemne noce, coraz bliżej
Pochłonie czarna ziemia nas
Strata przyjaciela, łzy, jeden moment, w sercu żyjesz x2

Tyle godzin spędzonych na rozmowach, nasze plany
Nadal boli, te słodkie, gorzkie słowa, w nas zostały
Los ugodził, prosto w serce został wbity sztylet
Bliskich dobił, gdy każdy otrzymał tragiczną nowinę
Mordo, co tam u mnie? Szlifuję dar mi dany
Pogląd, działam czujniej, musiałem dokonać zmiany
Odtąd dragi dla mnie to już tylko przykra przeszłość
"Nie odchodź" mówiły, zostawiły na mnie piętno
Zwycięstwo odniosłem na tej płaszczyźnie
Życia piękno, odnalazłem siłę by zawrócić Wisłę
Byłbyś dumny, poznać Ciebie to był zaszczyt
Oddaję Tobie hołd, daleko stąd na mnie patrzysz
Anioł stróż trzyma dłoń na mym ramieniu
Kraina wiecznego snu zabrała Cię przyjacielu
Nie cofnę czasu, mamy dbać o Twoje dobre imię
Spotkamy się chłopaku, kiedy śmierć mnie zawinie

Ref.
Pozostały wspomnienia nam, Ciebie nie ma
Chłodne dni, ciemne noce, coraz bliżej
Pochłonie czarna ziemia nas
Strata przyjaciela, łzy, jeden moment, w sercu żyjesz x2
Cały czas, jesteś ciotą, cały czas!
- Siema Charlie!
- Siemka Riczi!
- Ej, chyba starczy już temu cieciowi co?
- Nie Riczi, proszę! Zróbmy to raz jeszcze, przecież on nie kuma, że jest leszczem.
- Kurwa, no nie wiem.
- Proszę, proszę, proszę!
- No dobra, ale zrobimy to po mojemu!
- Jak sobie chcesz mistrzuniu! Hii!
Po pierwsze komunikat: Eloo Żurom!
Pierwsza lekcja jak się wchodzi w bit, powtarzaj z nami:
Raz, dwa, trzy, cztery!
- Raz, dwa, trzy i cztery!
Ok, skumałeś? Jeśli nie to powtarzaj w kółko do czterech
i wystukuj sobie rytm nóżką.
A my w tym czasie pokażemy ci jak to wygląda w praktyce! Braap!

Jedna runda oznacza, że nie będzie kurwo drugiej
To jest czysty nokaut, kiedy w końcu to zrozumiesz?
To czysty nokaut dziwko, wszyscy wiedzą żeś pizda
Obiecuję cię skończyć kurwo do końca lipca!

Ja wjeżdżam na ten bit i problemów nie mam z tym
Jak Płomień 81, a ten Żurom chuj z nim!
Masz wielki problem suko, nikt nie zechce cię szanować
Nikt nie wierzy, że się z końcem lipca nauczysz rapować
Gdy ja grałem koncerty, ty je często oglądałeś
Co cię boli kurwo? Nigdy na scenie nie stałeś?
I nie będzie ci to dane, bo ty dziwko siejesz zamęt
Po co ci to gówno? To całe zamieszanie
Pierdolony wychychłańcu, obsrańcu, przegrańcu
Gubisz się w tym bicie, jak się gubi dziwka w tańcu
Klownie, przebierańcu, świńskie fałszywe oczka
Rozgrywam ten bit, twoim kosztem, po kosztach
Jak Rui Costa nie wyminę cię szybko,
Bo zajebie Ci punchem, temu co na imię wypłoch
Wyjdź stąd, opuść grę, czego szukasz ty łazjo?
Jesteś zwykłym śmieciem jak jebany Leuster Daimon!
Jedna runda oznacza, że nie będzie kurwo drugiej
To jest czysty nokaut, kiedy w końcu to zrozumiesz?
To czysty nokaut dziwko, wszyscy wiedzą żeś pizda
Obiecuję cię skończyć kurwo do końca lipca!

Raz, dwa, trzy, Peja szczery no to cztery
Rozkurwię ci dziś ryja jak nieobliczalny steryd
Ten co przejął stery, lat piętnaście temu kurwo
Wyjmij ten kondom z dupska, teraz jadę ci równo
Robisz obciach swemu miastu, hip-hopowi co najgorsze
Powiedz jakie to uczucie być najgorszym fake’em w Polsce?
Jesteś jak strach im osłem, by nie skumać to żałosne
Że nie idziesz do przodu, bo to zwykły chuj nie postęp
Sram na twoją płytę, z Charlie’m jadę ci pomału
Ice-T tego nie słuchał, a i tak dostał zawału!
Słyszysz huk wystrzału? To na ciebie wyrok zapadł
U mnie jest najdroższy szampan, a ty się z tym bitem zmagaj
Dam twój bit żulom, oni nagrają to lepiej
Od ciebie, pojebie, który w rapie biedę klepie!
Nie jestem jeden, z Charlie’m kręcę ci aferę
Bo dla wszystkich prawdziwych żeś jebanym zwykłym zerem!

Jedna runda oznacza, że nie będzie kurwo drugiej
To jest czysty nokaut, kiedy w końcu to zrozumiesz?
To czysty nokaut dziwko, wszyscy wiedzą żeś pizda
Obiecuję cię skończyć kurwo do końca lipca!

Kurwo cię zjadam jak Sagawa te niemkę
Przy tym uśmiecham się pięknie, tobie wrzód tam w dupie pęknie
Jeśli nie klękniesz to przynajmniej weź go w rękę
Tak się z frajerami kończy tę banalną gierkę
Mówiłem ci pedale to jebana jedna runda
Nie pierwsza, nie druga, znów przekręcasz, utrudniasz!
I choć z pisania dissu lekko wyszedłem z wprawy
To dziś na 50% cię rozkurwiam dla zabawy
Bo ja błogosławię majk, a ty jak chcesz jaraj crack
Pozamiatane braap, kończę cię jak Ski Skład!
Pozdrówki dla słuchaczy i dla forumowych szmat
Rozpierdalam cię jak Pat, old school’owo szach mat!
A ten kto mój brat, mój fan, mój funfel kumpel
Dziś piję Wasze zdrowie, bo ponawiam jedną rundę!
Coś jakbym dawał ci fory, nie odpowiadałbyś sorry
Dziś pizgam ci ten nokaut, tyś jest łep ja faworyt
Podkoloruj swój życiorys, nic cię nie ratuje stary
Ja się nie wychylam chociaż byłem karany!
Patrz! Tak! Charlie P! Rychu Peja SoLUfka właśnie tak!

Żebyś nie mówił, że dwóch na jednego banda łysego
Sprawdź to! Dałem ci fory i jeszcze raz rozpocząłem jedna pierdoloną rundę
Ale upadłeś kurwa. Ale dlaczego upadłeś? Bo to jest pierdolony nokaut!
Właśnie tak! Nokaut! I teraz tak kończę ten jebany beef
Zanim ty zdążyłeś kurwa smarknąć!
I ogłaszam konkurs dla całej Polski na najlepszy diss na Żuroma
Bo ja nie mam czasu się kurwa takimi głupotami zajmować
I tak: najlepszych asów nagrodzimy w ten sposób
Że wbijam się z nimi do studia, do bitu Decksa i nagrywam z nimi kawalinę
Którą będą mogli sobie zamieścić gdzie chcą, na swojej płycie
Na swojej stronie, na swoim pebie, na swoim MySpace,
Na wszystkim bo ja Żuroma jebie!
Właśnie tak! Nokaut! Charlie P! Onomato Rychu Peja właśnie tak!
Ostatnia runda! Pierwsza! Jedna jebana runda! Nokaut! Nokaut!
Kurwa mać! Weźcie go znieście kurwa z tego narożnika

Ręcznik leży, kurwa Żurom jebany zdycha, właśnie tak
Sprawdź zawodnika, który kurwa przy mikrofonie zawsze fika!
Tak! Właśnie tak! Haa!

Jedna runda oznacza, że nie będzie kurwo drugiej
To jest czysty nokaut, kiedy w końcu to zrozumiesz?
To czysty nokaut dziwko, wszyscy wiedzą żeś pizda
Obiecuję cię skończyć kurwo do końca lipca!
Spędzę ci sen z powiek, aha, dawaj
słyszysz ten wokal, flow czekasz na dis
znów z tej strony Pih, moje życie jeden wielki beef
Be do eSdo Te do O d Ka
chcesz czy nie i tak nie będziesz spał
Faul dzieciak tu nie można grać fair
nie odchodzę od stołu dopóki karta mi żre
ambicje biorą górę krzywo na to patrzę
wkurwiony zejdź z drogi, serio łapię jazdę
spędzę ci z powiek sen po ostateczny dzień
pamiętaj nie przeżyjesz dłużej niż twój cień
punchliny daj mi mówisz ręczę nie przegapisz
ej ty z dupy eMCe złap mnie jeśli potrafisz
twój rap za rok będzie martwy, zapomniany
my robimy hałas, teraz cztery ściany
głos zbolały, na pokrzepienie seta
przekaz za mocny do TV

Ref. Otwórz do mnie ogień
Spędzę ci sen z powiek (x 2)

Szmule strzelają z oka, frajerzy z ucha
tymczasem ja rozpierdalam lokal, dzieciak słuchaj
ruszaj się ruszaj malutka zabiorę cię później
wariat ci przyniesie klubowe kontuzje
dobrzy umierają w chłodzie, źli w płomieniach
czuje żar w dłoniach ziom rozbija temat
niszczę spokój wokół nienawidzę ciszy
ja i mój jedno karatowy skurwysyn
noc daje nam znaki dziecko miasta płacze
nad głowami świeci krwawy księżyc w trzeciej kwadrze
nie mów mi nie mów przydupas ze wszystko w porządku
daje rap nie utrzymasz obiadu w żołądku
mordą kłapnie do mnie zrobi sobie przewóz
wredny w domu pewnie odlewa się do zlewu
eses i bemo wiesz rzucone są kości
eS Zet Ygrek Ha niech bas wyrwie im wnętrzności

Ref. Otwórz do mnie ogień
Spędzę ci sen z powiek (x 2)

Dj zetrzyj z adapterów kurz
Powracam znów (x 3)
Dj zetrzyj z adapterów kurz

Sprawe naświetlę zrozumie kumaty
chodź ze mną jeśli rodzina spisała cię na straty
otworzą ogień, spędzimy im sen z powiek
wytłumaczymy swój świat naszym słowem
Pe I Ha i szycha ty dzieciak lutuj lutuj
Prędzej czy później wypierdoli ich z butów
Usłyszą klik i klak naciskanie spustu
Tej nocy radia pogrążą wszystkich w smutku

Ref. Otwórz do mnie ogień
Spędzę ci sen z powiek (x 4)
Ref.x2
Pią pią
To jest Poznań Piątkowo
Pią pią
Tutaj jest hip hopowo
Pią pią
Tutaj jest betonowo
Pią pią
A ty kiwaj głową

Z jednym miejscem jestem właśnie całym sercem
A te produkcje nazywam dobrym ścierwem
Jesteś kiepski? Więc zrób sobie przerwę
Z takich jak ty czerpię energię
I z werwą pędzę miękkich męczę
Choćbym szedł ciemną doliną zła się nie ulęknę
Pod każdym względem rap jest mi na rękę
Jest moim narzędziem by podkreślić napięcie
Ot co dziś wjeżdżamy z chorą porcją
Pią Pią to jest to jest nasz miejski folklor
I kiedy robi się gorąco kuzyn uchyl okno
Bo to jest PDG nie będzie słodko z pewnością
A głośno mocno szybko procentowo
To Piątkowo proste bujaj głową
Język prosty jak Basic crazy jak AZ
Nie Jay-Z w poszukiwaniu prawdy jak Dick Tracy
Wożę się z kuzynami a nie panną Daisy
Czają to przede wszystkim tutejsi
Do biby zawsze pierwsi nie blokersi
Nie Pudelsi tylko podziemni MC
Niczym Rasco miasto jak Tabasko
A w nim tworzona sztuka jaki Picasso
Z pasją na sto jeden procent
Północny biegun przy szkockiej białe noce

Ref.x2
To jest Pią pią
To jest Poznań Piątkowo
Pią pią
Tutaj jest hip hopowo
Pią pią
Tutaj jest betonowo
Pią pią
A ty kiwaj głową
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo