Popularne piosenki. Polski Hip Hop

To niesłychane , ale ostatnio słyszę zewsząd
Dowody na to że kryzys w rapie to już przeszłość
I wiesz co ?
Jak tak się rozejrzeć po piosenkach
To widać że ta młodzież jakby bardziej rozgarnięta
Owszem mamy kombatantów chwalących się forsą
Ale od nich raczej już nie wymagajmy metamorfoz
Bo i tak jest dobrze , jedna tylko rzecz w głowie mi szumi
Co będzie z polskim rapem po wejściu do Unii ?
Bo ci przeklęci urzędnicy z Brukseli chcą rdzennie polski hip-hop na pył zmielić
Chcą nas zniszczyć , każde dziecko wie to o nich.
parszywi cykliści i wstrętni masoni.
Chcą zrobić kuku naszej narodowej wierze przez szatańskie wersety ukryte w
Harrym Poterze
Chcą nas zniszczyć , o słuchaczu wiedz jak .
Antykatolicyzm , antypolskość , antykoncepcja
Wszystko co polskie w obcych rękach
Zamiast szaty drzeć , ja mam powód by nie pękać
Bo zapewne zżarła by nas ta europeizacja gdyby nie Papa Rydzyk i jego
radiostacja

Nie jest dobrze , ale nic to
Radio Maryja uratuje polski hip-hop
Nie jest dobrze , ale nic to
Radio Maryja uratuje polski hip-hop
Nie jest dobrze , ale nic to
Radio Maryja uratuje polski hip-hop

Wiem że nie jest dobrze, ale w końcu nic to
Radio Maryja uratuje polski hip-hop

Wiesz czego chcą cudzoziemcy Ojcze Rydzyku ?
Najpierw wrzawa a póŹniej masowy wykup polskich bitów.
I czy ty tu Ojcze nie widzisz skandalu ?
Tylko patrzeć jak zabronią nam produkcji nielegalów
Ach ci podli Europejczycy chcą byśmy mieli mniej od nich
Czy wiesz że u nich polski raper dostanie mniejszą dopłatę niż zachodni
Ojcze trzeba działać szybko , bo tu chodzi o rdzennie polski hip-hop
Ojcze , ty jesteś tym który ma sos
Ojcze , pomóż nam , wszak żaden z nas to maso
Kiedy Unia polski hip-hop dotacjami łechce
Ojcze , ty bądŹ jak Wanda , która Niemca nie chce
Aj , Ja tu nie chce widzieć tych pogan , co w hipermarketach chcą odwrócić
mnie od Boga
Zresztą , jak się ma ziścić nasza współpraca z UE , jak tam sami sataniści
albo inny niułeć
Tradycje przodków naszych po wejściu do środka , podstępnie zamienią na
kulturowy koktajl
A potem zabiorą nam wszystko , kto ?
Ci którzy patriotę nazywają faszystą
Ojcze , oto nadszedł wielki twój dzień
Bo my za tobą na Brukselę pujdziem ze śpiewem na ustach
Nie rzucim ziemi skąd nasz ród
Ojcze Rydzyku sypnij frut

Nie jest dobrze , ale nic to
Radio Maryja uratuje polski hip-hop
Nie jest dobrze , ale nic to
Radio Maryja uratuje polski hip-hop
Nie jest dobrze , ale nic to
Radio Maryja uratuje polski hip-hop

Wiem że nie jest dobrze, ale w końcu nic to
Radio Maryja uratuje polski hip-hop
Uważam, że telewizja jest świetna,
Tyle że jest w niej bardzo dużo smutno informacji,
nienajlepszych, często wręcz przygnębiających,
więc proponuję, żebyśmy dzisiaj żadnych informacji sobie
nie przekazywali, tylko chodźmy się napić i już.

Kolejny brukowiec pisze, jak w Polsce wygląda hip hop
zatrudniają specjalistów, wiedzą o rapie wszystko
medialny bajzel, siedzą, śledzą i wiedzą błyszczą,
mają nas za baranów, którym przypadkiem coś wyszło.
Ile można pisać jak rapera rozpoznać ?
Jaką ma ideologię, w jak szerokich chodzi spodniach co dnia,
czy pali skręty ? Czy całe życie trzeźwy ?
Czy zna patenty na to, by w rapie być niezłym ?
Pomyśl, po co mówisz, jak nie jesteś świadomy,
Ty widzisz bandę gówniarzy, widocznie jesteś niewidomy
weź to zostaw, zanim napiszesz kodeks rapowca
nieważne co byś zrobił, i tak to będzie marna opcja
proste? posłuchaj, bo to Feno, Spinache i Ostr
nawija o medialnej lipie, która prawie wszędzie dotrze
skłamie według potrzeb, bez kitu, tak się sprawy mają.
Pozdrawiam wszystkich tych, którzy na rzeczy się znają.

Ja jestem tym, którego cień wzbudza lęk, ten znasz,
ten sekwens, niszczę media jak alkohol alka seltzer
tekst po tekście, nie na sprzedaż morda
za fałszywe obietnice na billboard'ach, z bloków historia
wolna od kamer, wolna od szpanerstw, a my w nim pewni,
jak sakrament i oby dalej tak, pierdolę cały ten tv-świat
pełen krzywych barw, mam swój szlak, którego nie znajdziesz
na listach, ten chłam cały dla mnie jest gówno wart
brzmi mój mic, czas Technics'a, syf na kat,
prosto w obiektyw, ferment ich na wzór sekty
ej to jest Twój cykl informacji, zruchanych redaktorek
koniec gestów, niedopowiedzeń radiowych, obsranych siedzeń
mam coś w duszy, czego mi nie zabierzesz, czyli
hip hop, nie po to by błysnąć, tylko dać prawdę najczystszą
niszcząc media jak king kong, alergia ciała, chamy
tego nie ruszaj, bo to owoc zakazany

Cienka linia między kłamstwem a prawdą
media kłamią, już powiedział ktoś dawno
a ja sram na nich
x2

Wciąż skacze jak starta płyta,
bo wciąż o rapie wszędzie jest słychać,
oceniają nas, rzucają się na gardło,
opisują nas patrząc przez krzywe zwierciadło,
opisują ogół na podstawie kilku osób,
wnioskując po wyglądzie, że to ten sam sposób,
tok myślenia, dziennikarz przez rap to fleszy błysków,
prosto z cienia, to dla zysków,
pełno pysków z dyktafonem,
w oczach z canonem,
Ostr i Fenomen, patrząc w waszą stronę, wstecz kilka lat
wtedy dla was głupi małolat, nie było tak?
a jak teraz patrzę, prosto w oczy wam się śmieję,
wtedy chciałem u was być teraz wy macie nadzieję,
ee, sram na media kłamstwami przepełnione,
choć nie cofnę się i wiem co jeszcze musi być zrobione,
biegać za swoim ogonem by grzać miejsce na grzędzie,
byłem w mediach, znam te media, wiem, że prawdy tam nie będzie.
Znasz ten ryj z telewizji, ale nie wiesz o nim nic.
Poznaj mnie na ulicy, a nie przez medialny pic.
Każde słowa można zmontować tak, że wyjdzie chała
zbuduj sobie łódkę z cegieł i płyń sprawdzić jak działa
mentor, za prawdziwe słowa nie można emitować
poszło na żywo, ekipę trzeba reanimować.
To takie porno, tylko pod przykrywką,
wszyscy redaktorzy, redaktorki, każde z was jest dziwką.
Tutaj hip hop bałuty, nasz świat ze złudzeń obdarty,
na blokowiskach, ulicach dawno skończyły się żarty,
a w tv nieskończone party i pizdy ulizane,
nasze życie to mentor, dla was zakazane.
Witaj mordo, składam litery dusząc w sobie łzy
Ja po stokroć jestem wdzięczny, że byłeś przy mnie Ty
Z obłoków to widzisz, że nie jestem już szczeniakiem
Nikt nie był na to gotów, że pożegnasz się ze światem
Byłeś, jesteś, będziesz bratem, zostanie w pamięci zapis
Wiesz, nie posiadam żadnej Twojej fotografii
Mam wspomnienia, pamiętam te dobre rady
Czas wiele pozmieniał, nigdy więcej nie zbijemy graby
Lekką niech Ci będzie ziemia, nadzieja, że tam Ci jest lepiej
Słońca promieniem piszę, bo tak mówi mi natchnienie
Sumienie względem Ciebie zawsze było czyste
To o czym myślę, to wysyłam w tym liście
Kiedy tylko widzę iskrę na niebie, jestem pewien
Że to znak od Ciebie, czuwasz nade mną, w to wierzę
Nie cofnę czasu, mamy dbać o Twoje dobre imię
Spotkamy się chłopaku, kiedy śmierć mnie zawinie

Ref.
Pozostały wspomnienia nam, Ciebie nie ma
Chłodne dni, ciemne noce, coraz bliżej
Pochłonie czarna ziemia nas
Strata przyjaciela, łzy, jeden moment, w sercu żyjesz x2

Tyle godzin spędzonych na rozmowach, nasze plany
Nadal boli, te słodkie, gorzkie słowa, w nas zostały
Los ugodził, prosto w serce został wbity sztylet
Bliskich dobił, gdy każdy otrzymał tragiczną nowinę
Mordo, co tam u mnie? Szlifuję dar mi dany
Pogląd, działam czujniej, musiałem dokonać zmiany
Odtąd dragi dla mnie to już tylko przykra przeszłość
"Nie odchodź" mówiły, zostawiły na mnie piętno
Zwycięstwo odniosłem na tej płaszczyźnie
Życia piękno, odnalazłem siłę by zawrócić Wisłę
Byłbyś dumny, poznać Ciebie to był zaszczyt
Oddaję Tobie hołd, daleko stąd na mnie patrzysz
Anioł stróż trzyma dłoń na mym ramieniu
Kraina wiecznego snu zabrała Cię przyjacielu
Nie cofnę czasu, mamy dbać o Twoje dobre imię
Spotkamy się chłopaku, kiedy śmierć mnie zawinie

Ref.
Pozostały wspomnienia nam, Ciebie nie ma
Chłodne dni, ciemne noce, coraz bliżej
Pochłonie czarna ziemia nas
Strata przyjaciela, łzy, jeden moment, w sercu żyjesz x2
[ Nie bierz do końca na poważnie tego tekstu, to już jest sprawa damsko-męska. Generalnie każdy się kiedyś kłócił z laską... każdy... zresztą co ja Ci tu będę pierdolił. Sprawdź to. Trzy, dwa, jeden ! Ej jedziemy. ]

1.
Ja Cię proszę dziewczyno, lepiej wrzuć na luz,
No i nie krzycz tak na mnie, bo śmierdzi Ci z ust,
Tak między nami, czy wydaje się Tobie, że sram diamentami,
W hajs zamieniam pergamin, powiedz, czemu oczekujesz luksusu ?
Czy ciężko Ci podnieść obcas do autobusu ?
Na obiad sushi - nie wnikam,
Zjadłabyś gówno, gdyby je polecił cosmopolitan,
Srebro niedobre, złoto niedobre,
Lepiej od razu wyjebać w byle błoto cyrkonie,
Jak Jezus plastiku w platynę nie zamieni,
I tak powiesz, że na tanie rzeczy masz uczulenie,
Co mam się sprzedać, iść za sukcesem,
I zakończyć batalię z jajami jak orzeszek?
Krzyknij jeszcze raz, lub przyjeb plaskaczem,
Nie mam głowy jak struś, żeby chować ją w piasek.

Ref.:
Ja, Ty, My, Oni - wszyscy mi znani,
i te same na co dzień problemy z kobietami. x2

2.
Dziewczyno nie patrz na mnie, jakbym zabił Ci ojca,
Ja wiem - w domu syf, ale kiedyś posprzątam, lecz nie dziś,
I nie krzycz, ja Cię proszę,
Czy wyglądam jakbym miał przed nazwiskiem mister Proper ?
Inna wytrzymać by nie była ze mną w stanie,
To zdanie jak kilka innych - znam już na pamięć,
I koleżanki Twoje, ta banda od narzekań,
Takie mają doświadczenie, że nikt na nie nie czeka,
Wybacz, ale dopóki żyję, w łazience zawsze pozostawię otwarty kibel,
I nie rób mi awantur, o światło gdy noc,
Bo nie chcę przypominać kto tu płaci za prąd,
Mówisz, że dla kolegów poświęcę zdrowie,
Znasz każdego z nich, czemu w twarz im nie powiesz ?
Mam dość narzekań, marudzenia w temacie,
Jak tak - koniec z seksem, dziś śpisz na kanapie !

[ Nie no kotku, przepraszam Cię, wiesz no, nie na poważnie tak, tak wiesz, no, nie będziesz, nie, nie, nie mów, że się obrazisz znowu, obraziła..., no nie warto, się nie obrażaj, no co Ty, przecież ja nie na po...,nic na po... przepraszam ! ]

Ref.:
Ja, Ty, My, Oni - wszyscy mi znani,
i te same na co dzień problemy z kobietami. x2

[ No, no daj buziaczka i się nie obrażaj, no chodź, buziaczka daj. ]
[ Dobra, jak Ty się tak obrażasz, to ja też się obrażam, nie chcesz...[?] I tak mam hip-hop.. ]

3.
Kochanie, jestem głodny życia i spragniony wyzwań,
Nie mam dość chcę oddychać,
Mój rap to nie relikwia,
Ponad blok, ponad chmury,
Tu nie patrzy się co dzień
Jak agresja tu znudzi, albo trwoga to z Bogiem,
Kochanie jestem głodny szczęścia z Tobą,
Pragnienie serca, dotyka Twego piękna żono,
Dałaś mi wszechświat sobą,
Chociaż nieszczęścia mrożą, życie ma słodko-gorzki smak,
Jack'a Daniels'a z colą,
Kochanie jestem głodny przygód i spragniony podróży,
Męczy mnie u ludzi to, że dużo łakomych na stówy,
Sto gram, sto kilo, sto euro pod klubem,
Nie sam, a z rodziną,
Dam Ci flavour na stówę,
Kochanie, jestem głodny czasu i miejsca,
Spragniony szczerości, na tej ziemi, gdzie żyć mam,
Wybacz, się nie sprzedam - nie ma takiej ceny,
Kochanie jestem głodny nieba i spragniony ziemi,

Kochanie, jestem głodny życia i spragniony wyzwań,
Nie da się bez ryzyka, niezależności wygrać,
Nie ma, że ktoś Ci dziś da do szczęścia bilet,
Dla ludzi różnych wyznań, religia tworzy thriller,
Kochanie jestem głodny myśli o nas,
Spragniony chwil, dla których mógłbym żyć i skonać,
Jeśli na szczyt to z Tobą musi być ta droga,
Szczery do krwi, bo słowo pali złych, jak pożar,
Kochanie jestem głody rapu, spragniony liter,
Ostatni samuraj w tym fachu, ostrym jak shurikan
Saga trwa, syn dorasta, w kulcie hip-hopu za ojcem,
Chociaż, dla jego szczęścia - każdą decyzję poprę,
Kochanie jestem głodny świata,
Spragniony uczuć, gdy większość z życia robi Jackass,
Czy mam współczuć im ? Nie wiem, bo nic ich nie chce zmienić,
Kochanie jestem głodny nieba i spragniony ziemi ...
Kiedy włączam play, przyjacielu, wszystko gaśnie.
Włączam emocje, wyłączam światło.
Wszystko inaczej pachnie.
Czuję przypływ szczęścia, niepohamowaną radość.
Uderza adrenalina
i zaciska gardło.
Ciśnienie coraz wyższe, tętno
coraz szybsze.
Tylko perkusja uderza równo jak wskazówka na cyferblacie
Słuchaj, bracie jestem teraz gdzie indziej.
Kocham jej słuchać, choć to takie infantylne.
Ale czuję się jak dzieciak w sklepie
ze słodyczami.
Mam tyle cukru we krwi, że mogę napędzać fabrykę czekolady.
Mózg jest omamiony, tworzy
różne obrazy.
A emocje są silniejsze, niż zapach parzonej kawy.
Wczoraj myli mi się z dzisiaj,
dzisiaj z jutrem.
To nie barwy szczęścia, chociaż wokół wszystko pulsuje.
Już
nic nie czuję,
ale o to chodzi przecież.
Puszczam Muzykę, Otwieram Okno i lecę.

Puszczam Muzykę.
Otwieram Okno.
I lecę.
I lecę.
Dostaję skrzydeł.
Otwieram Okno.
I lecę.
I lecę.
Już nic
nie widzę.
Otwieram Okno.
I lecę.
I lecę.

I lecę.
I wyżej.
I lecę.
I wyżej.
I lecę.
I wyżej.
I lecę.
I lecę.
I lecę.

Jest już po dwudziestej trzeciej.
Ludzie w swoich domach.
W bogactwie czy biedzie
włączają sny w swoich głowach.
Mój sen na jawie
jest tak realny.
Łapię cię za rękę.
Słucham cię, idziemy zatańczyć.
Bas
pulsuje, ja
nic nie czuję.
Jest ciepły, letni wieczór.
Tylko jakiś pijany dureń
chce nam przeszkodzić
i krzyczy coś pod oknem.
To nic nie szkodzi.
Ja przeklinam pod nosem.
Światło z lampy maluje na ścianach różne formy.
To, co widzimy, jest tym czym widzimy, czy czymś chorym,
Czy czymś niedobrym jest
tak się wyłączać na ulicach?
Pięści robią mniej złego, niż słowa w morzu łez.
Jesteś nikim nawet na swojej tratwie.
Muzyka to emocje, dzięki
którym łatwiej.
Ja Tobie wierny na zawsze,
bo o to chodzi przecież.
Włączam Muzykę, Otwieram Okno i lecę.

Puszczam Muzykę.
Otwieram Okno.
I lecę.
I lecę.
Dostaję skrzydeł.
Otwieram Okno.
I lecę.
I lecę.
Już nic
nie widzę.
Otwieram Okno.
I lecę.
I lecę.

I lecę.
I wyżej.
I lecę.
I wyżej.
I lecę.
I wyżej.
I lecę.
I lecę.
I lecę.
Ten zakątek świata należy do mnie
póki mam gdzie wracać nie boję się wspomnień.
Był i będzie nasz ten zakątek świata
tu poczekam na ciebie żebyś wiedział, że masz dokąd wracać.

REFREN
Potrzebuję to wiedzieć,
że mam czekać na ciebie.
Potrzebuję cię mieć gdzieś,
nie przy sobie, ale dla siebie.

Potrzebuję to czuć, że
mogę zawsze cię czuć
i potrzebuję byś poczuł
możesz zawsze tu wrócić.

RAHIM
Hej kochanie, dostałem wezwanie, muszę biec,
jeśli chcesz mnie mieć wyczekuj tu kiedy będę gdzieś.
Ja wrócę kiedyś z ekspedycji,
powrót zapisany w definicji niczym nuty w kompozycji.
Ruszam z marszu do krainy cudów i fikcji
fałszu i paradoksalnych ekspozycji.
Ruszam z krucjatą, ja jadę z homilią.
Nie jeden z trzystu, a jeden na milion.
Wynagrodzę sumę utraconych chwil, yo.
Po czym znów będziemy familią.

REFREN

ZWROTKA
Bo ty musisz jechać ja to wiem i na pewno
Będę tu czekać dopóki promienie słońca zwiędną.
Będę tu czekać niech z drzew liście spadną setny raz,
Bo mogę czekać tu na ciebie nawet setki lat.

Bo ty musisz jechać, chociaż nie chcesz, ja wiem to,
więc będę czekać, póki domy w gruzach legną.
Bo ty musisz jechać, ale ja muszę zostać,
bo do kogo wróciłbyś po odbudowanych mostach?

A kiedy wrócisz już ci nigdy nie pozwolę
tak długo nie być i tak daleko odejść.
Zalana szczęściem, że nareszcie już jesteś,
tylko kiedy to będzie?

REFREN
Jak już wiesz a może nie ja bardzo bardzo
bardzo boje się o mój mózg o moje komórki szare
stare ale pare ich mam mam złoty plan namber one
dr.Spaiki spaiki psychiatra spaiki nie ślubne
dziecko słynnej "Łaiki" więc pale gumy uderzam
do lekarza "de za wi" akcja się powtarza mołs
miky mołs miky mołs miky mołs - oo sory to nie
ta płyta .

ref. To doktor spaiki psychiatra
spaiki ... ... ... łałl spaiki ...

2. Jestem w gabinecie "szobli da gun" szum plum
szalaka la boom plum plam plim plim plam fiu fiu
tragiczny mój stan psychiczny to nie utęk klan
to jasnie tan to Karramba z Krakowa i jego
zaczarowana głowa jezowa sołlowa i hardcorowa
HipHopowa ted metalowa a mista lowa lowa spikee
ratuj niee niema tematu łee .

ref. To doktor spaiki psychiatra
spaiki ... ... ... łałl spaiki ...

Yes Yes yo Yes Yes jes spaiki cudowny pies ,
przyjoł zbadał zaradził nie zdradził ale
doradził jedyny ratunek dla mojej głowy to
wielki wyczyn gitarowy Piotra Zandera życiowe
solo a więc uderzam do Zandiego tuk tuk kto ?
Karramba jest Piotrek zlos siemasz co się dzieje
Piotruś proszę zagraj mi na gitarze bo
oszaleje , Karramba ma coś z deklem , no włąsnie
oto chodzi że właśnie mam z deklem stary zagraj
cos - no dobra - łał dzięki ale afera nagroda
Nobla dla Zandera Spaiki mój doktorze twoja
porada zawsze pomoże więc pamiętaj w razie
gdybyś oszalał Spaiki a boom siala lala ref. To

ref. To doktor spaiki psychiatra
spaiki ... ... ... łałl spaiki ...
Słucham co mówi ulica, poruszam się w jej granicach
Wciąż łażę po obszarze pełnym niecodziennych zdarzeń
Rejestruję jak w kadrze, nikt tych śladów nie zatrze
Wciąż patrzę, z oceną się nie wcinam
Tylko nieraz głupia mina gdy przegina, gdy się truje
Ludzki chaos egzystuje, Peja tego nie hamuje
Peja tylko opisuje, przede wszystkim uczestniczy
Czy jest to jakiś wyczyn? robię to co robię
Mówię co chodzi po głowie, znowu cieszą rzeczy nowe
Pośród zgnilizny duchowej, wskrzeszam do życia załogę
Na schodach przy szewcu wszyscy gotowi do testu
Dym się kłębi, dym jest tu, pas startowy rzecz bez sensu
Ale pozbawia nas stresu, tutaj trafisz bez adresu
Ciemność rozświetla księżyc, ciszę przerywa sieć wrzasków
Nieraz budzi to niepokój jak pisków abumy laczków
Szybkie trzaskanie drzwi, masz to też? masz to ty?
Ciągle niespokojne sny jestem zczopowany tym
Dziwisz się? tylko głupi się nie boi
Forma kozirotu stoi, do póŹnej pory boli
Każdy chce się na*****ić, potem nie ma już pokory
Na razie nie jest Źle, jak na razie do tej pory
Pozdrawiam nocne zmory, rynek dobrze obstawiony
Leczy się tam każdy chory, tam są niezłe hardcore'y

Nie przegram mego życia, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia

Koło południa się budzę, co niektórzy dawno w pracy
Kto się nachodzi, wypaczy, tylko najwyższy przebaczy
Te same twarze, dobrze znane sytuacje
Nie pytaj o relację, ja zaznaczam, daję akcent
Dziobem przecież nie kłapię, a kto wywoła sensację
Kurwy, które dzwonią, niby pomoc sąsiedzka
Znają cię od dziecka, sieć konfitur zdradziecka
Nawet nie wypijesz Leszka, bo pies świeci, szuka zielska
*****ę ten system, nawrzucać nie omieszkam
Potem wszyscy się dziwią, cierpią niewinne ofiary
Oko za oko, kręcą głową nie do wiary
Debil po szkodzie zesrany, mówi sterroryzowany
Na przyszłość nauczka chamy, przestań świecić zza firany

Nie przegram mego życia, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia

Jeżyckie wybij okna to generacja płodna
Dla ciebie niewygodna, bo się czujesz lepszy od nas
U*****ny przez system masz gówno zamiast mózgu
Nic nie wiesz o szacunku, mówisz o nas wyrzutku
Jestem częścią pod gatunku według twego wizerunku
Ale zmienisz nastawienie, gdy podniosę ci ciśnienie
Strach zamienia cię w milczenie, teraz nasze ma znaczenie
Otoczenie i brzmienie, sposób na życie nie zmienię
Walki na hajs nie zamienię
Otwórz oczy, patrz co robię, nie świruję, że tu stoję
Ale wszystkie swoje cele osiągam w moment
Uczulony na krzywdę, znam przewinień granice
Między czarnym a białym co znaczące pochwycę
Nie zgniję w rynsztoku, nie przegram mego życia
Ty dalej nic nie kumasz, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia
Państwo, władza, kościół - wybacz, chce mi się rzygać
Zachodnia część Polski chciałaby też oddychać

[x2]
Nie przegram mego życia, taka dzieli nas różnica
Nic nie wiesz o ulicach, inną mentalność masz życia
Państwo, władza, kościół - wybacz chce mi się rzygać
Zachodnia część Polski chciałaby też oddychać
(Kali- Emocjom
Kali 2002-2004.)

Aha. Właśnie tak. 2004.
Ten sam smak. Ten sam K. Ten sam K.
Nowy track. Sprawdź.

Nie daj owładnąć się emocjom,
Nie daj owładnąć się rządzą,
Nie daj owładnąć się pieniądzom.

Nie bój się, nie ma się czego bać,
Ten świat i tak będzie trwać.
Bierz tyle ile chcesz, dawaj tyle ile możesz dać,
Dostaniesz czego Ci potrzeba,
Może dotkniesz nieba?
Jesteś tu po to by przetrwać.
Słuchaj zasad. Nauczysz się latać.
Eter ożywia kamień ale kamień zawsze spada,
Kamień zawsze tonie.
Kiedy kamień uderza o kamień
Może rozniecić ogień, rozniecić ogień,
Ale po co Ci ogień? Ci ogień?
Skoro świeci słońce? Świeci słońce,
Nie daj owładnąć się przez emocje,
Przez te złe emocje.

Nie daj owładnąć się emocjom,
Nie daj owładnąć się rządzą,
Nie daj owładnąć się pieniądzom. (x2)

Z tej perspektywy Ziemia wygląda pięknie,
To dobre miejsce, tu żyje moje serce, tu jest moje szczęście,
Mój czas biegnie,
Podaj mi rękę pokażę Ci wschód słońca w niebie,
Pokaże Ci przestrzeń, w której miejsce nie gra roli,
Bo jesteś wszędzie.
I wszystko jest prawdziwe tak jak Ty i ja,
Nie ma grawitacji, nie odczujesz się jak ptak,
Nie odczujesz tam upływu lat,
Nie odczujesz bólu, porzuć strach,
Nie ma się czego bać,
Nie daj owładnąć się przez strach.

Nie daj owładnąć się emocjom,
Nie daj owładnąć się rządzą,
Nie daj owładnąć się pieniądzom. (x2)

Czasem strach ma wielkie oczy,
Doliną ciemności kroczysz,
Szaleńcy wywołują wojny,
Szaleńcy detonują bomby,
Seks jest niebezpieczny,
Bez zabezpieczeń koniecznych,
Tego nie da się wyleczyć,
Nie ma takich pieniędzy,
Palenie grozi śmiercią lub kalectwem,
Alkohol szkodzi zdrowiu,
Życie jest niebezpieczne.

Nie daj owładnąć się emocjom,
Nie daj owładnąć się rządzą,
Nie daj owładnąć się pieniądzom. (x3)
Potrzebuję go, by przejąć ten lokal
Daj mi tylko go, bo naprawdę kocham
Zrobię takie show, nikt nie będzie szlochał
Rap przez majk to jest dla mnie w chuj radocha, ale

Z ciotami brak układów, koncerty są dla ludzi
Którzy wiedzą po co przyszli, już zdążyłem się wkurzyć
Nie zapraszaj nas panie kierowniku na dyski
Nie pchaj nas w ten klimat, na który ludzie przyszli
Ja nie zwiększę ci obrotów na biletach i przy barze
Gdy wśród białych rękawiczek, lirycznie się rozmarzę
Na upokorzenie skarze, lub odczuje satysfakcje
Gdy wszystkim udowodnię, że to błąd, miałem rację
Bazuje w takich miejscach, w których uskuteczniasz jazdę
Konsekwentnie udowadniam cedząc każde słowo ważne
Dla mnie ludzie na koncertach, to moi ludzie właśnie
Przypadkowy odbiorca, ludzie, mam wyobraźnie
Możesz obraźić się właśnie, lecz co powiem, pamiętasz
Nie kupuj moich płyt, jeśli hip - hopu nie znasz
Nie słuchaj i nie patrz dance - borowy chłopczyku
Lepiej wydaj na żel i garść fajowskich piguł
Moja noga nie postanie na tanecznym parkieciku
Tylko dlatego że hajs, dasz za bity w głośniku
Nie po to rap tworzyłem, żebyś robił hopsa-hopsa
Wole robić mój rap przy prawdziwych beatboxach
Tylko w miejskich dżunglach, na halach i w klubach
Z ludźmi mieć po pachy ubaw, oni z rękami w górze
W kolejnej dymów chmurze, przy zajebistym sprzęcie
Przy wyjściu im powiedzieć: naraz ręce podnieście
Przyjedziecie, będzie nieźle, i co, i tandeta
Nie jestem na etacie, dysk dżokeja, nie ten etap
A granie do kotleta, pozostawiam konkurencji
Tym którzy są nieźli, myślą sukces odnieśli
Żadna to radocha, grać dla ciebie gdy nie kochasz
Tego rytmu, tej pętli, gdy bit mi DJ sklei
Nie odbierzesz mi wiary, nie odbierzesz nadziei
Mój rap jest dla ludzi, którzy znają rap, nie rapa
Olać takich jak ty, to dla mnie żadna strata

Potrzebuje go, by przejąć ten lokal
Daj mi tylko go, bo naprawdę kocham
Zrobię takie show, nikt nie będzie szlochał
Rap przez majk to jest dla mnie w chuj radocha, ale

Chłopaki z Massa zrobili mi koncert
Po którym stracił bym wolność, straciłem tylko pieniądze
Trochę nerwów i czasu, w mediach sporo hałasu
Rzucony na pożarcie, stos prasowych rarytasów
Z zarzutów oczyszczony, ale o tym nie powiedzą
Bo gustują w skandalach, tylko za sensacją węszą
Mendy, hieny, koleżcy mi życzliwi
Nikomu nie zaufam, bo to kiepski pomysł by był
Najlepiej gdybym wybył, o tym marzy zbyt wielu
Jak się spotka twarzą w twarz to nawija: przyjacielu
Bagno, bez celu, jeden cel, wbić monetę
Reklamować tandetę w zamian za lepszy obraz
I teraz się obraź, za to że jestem szczery
Obserwuje ten wyścig, to jak chcesz przejąć stery
Wplątany w machinę, którą tak potępiałeś
Odpowiedz sobie sam, sam wiesz czy się sprzedałeś
Słyszę oburzenia głosy, jak w czasach "Głuchej nocy"
Ja widzę jak do hitu, konsekwentnie dążysz
Może zdążysz, ja bez ciśnień, kiedyś to wszystko się skończy
Chcesz zabezpieczyć przyszłość, ze mną siły połączyć
Nie, to nie potrzebne, ja nigdzie nie biegnę
Znam swoje miejsce, znów mam słuchać te brednie
Hipokryzja legnie w gruzy, czas ten syf zburzyć
Nie przestaje się burzyć, bo na odcisk ci deptam
I z błotem besztam, wiem że chcesz żebym przestał
Ale nie, bo ktoś musi, ten syf zarobków skruszyć
Ja nie dam się skusić, ja wole z tego szydzić
Żyje z płyt i koncertów, nadal jestem prawdziwy

Potrzebuje go, by przejąć ten lokal
Daj mi tylko go, bo naprawdę kocham
Zrobię takie show, nikt nie będzie szlochał
Rap przez majk to jest dla mnie w chuj radocha, ale
Po co ukrywać, że mamy inne perspektywy
Ten co aluminium trzyma i ten co mieszka w willi
Chce wygrywać, sukcesem dzielić się z innymi
Ale bywa, że przegrani są pierwszymi
Bywa, liczę błędy każdy ma ich sporo
To jest prywatny horror, którędy iść by łapać kolor
Piszę list skoro i tak nie słucha mnie
Nikt z nas nie ma racji
Dziś to normalne jest a nie normalne powinno
Papuga powtórzy zawsze kiedy inni milczą
Załóż maskę, bo trawkę inni palą i dymią
Kto tak ma naprawdę jazdę, a komu jest przykro
Mówić z sensem? Kurwa, kto będzie słuchał?
Zrobię skandal odsuńcie lepiej jakiegoś trupa
Jakiegoś księdza na dupach
Dla wiernych satysfakcji
Powiedz to chłopak nikt z nas nie ma racji

Czy ci co piszą, bo myślą, że wiedzą, co wiedzą?
Nikt z nas nie ma racji
Czy ci co rządzą, bo sądzą, że znają nasz beton?
Nikt z nas nie ma racji
Ty, a może ci bo pracują za miedzą na lewo?
Nikt z nas nie ma racji
A może ja bo wytykam wam wszystkim to ścierwo?
Nie ma racji nikt

Nikt, ostatni będą pierwszymi
Mimo że olbrzymi dystans jest między nimi dzisiaj
Dziś na ulicach karate kit cię zachwyca
Bandyta, czy jesteś jednym z nich?
Ja widzę jak mieszają w głowach tym dzieciakom
A sami podążają nie właściwą drogą
Już niedługo sami się przekonają,
gdy ich własne dzieci przyjdą z rozbitą mordą
Kto ma prawo kreować moją moralność? No kto?
Innych odsuwać na bok za swoją wrogość?
Czy ja sumienie mogę traktować jako słabość?
Czy ty możesz zabić mnie, żeby pozostać sobą?
Kto wie? Nikt nie ma prawdy już dziś,
Nie ma wydałbym [rema?], ale zaginął w akcji
Większość narracji tutaj to że jest ta, siema,
ale jedno jest pewne nikt z nas nie ma racji

Czy ci co piszą, bo myślą, że wiedzą, co wiedzą?
Nikt z nas nie ma racji
Czy ci co rządzą, bo sądzą, że znają nasz beton?
Nikt z nas nie ma racji
Ty, a może ci bo pracują za miedzą na lewo?
Nikt z nas nie ma racji
A może ja bo wytykam wam wszystkim to ścierwo?
Nie ma racji nikt
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo