Popularne piosenki. Polski Hip Hop

(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)
(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)
(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)
(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)

Te kilka aut, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Te szybkie wciąż wyprzedzają, bo się w chuj spieszą
Chcesz wiedzieć czym tu się jeździ, proszę cię bardzo
Dziś w nocy syreny wyją, motory warczą
Kilka aut, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Szybkie wciąż wyprzedzają, bo się w chuj spieszą
Chcesz wiedzieć czym tu się jeździ, proszę cię bardzo
Dziś w nocy syreny wyją, motory warczą

Siedzę w aucie na luzie, w wyjebanej bluzie
Jeździmy w mrozie, zimni jak goście w yakuzie
Jak na Kaukazie zimni dranie w wielkim turbanie
Skręcamy na zakazie, nikt nie wie co znów mamy w planie
Na koncertach las rąk, trzymamy ton
Na szybach mamy szron, na herbach mamy szpon
Mówią, że we łbie mamy pstro, niech mówią co chcą
Trzymamy pion, tłuczemy szkło, Mazel Tov!
Bomba w Nagasaki, dmę macha jak Marley
Jak Honda, Kawasaki, Yamaha i Harley
Biorę macha, z prędkością 2 Macha latam
Nie zdążą mnie sfotografować w radarowych aparatach
Wieje chłód klimy, wiozę w aucie kawałek zimy
Tak jeździmy, porzuć mętne rozkminy
Robimy to na węch i na słuch to robimy
Wiesz o co kaman, wiesz o co kaman...

(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)
(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)
(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)
(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)

Wieje chłód klimy, wiozę w aucie kawałek zimy
Tak jeździmy, porzuć mętne rozkminy
Wiesz o co kaman, wiesz o co kaman, wiesz o co kaman

Te kilka aut, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Te szybkie wciąż wyprzedzają, bo się w chuj spieszą
Chcesz wiedzieć czym tu się jeździ, proszę cię bardzo
Dziś w nocy syreny wyją, motory warczą
Kilka aut, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Szybkie wciąż wyprzedzają, bo się w chuj spieszą
Chcesz wiedzieć czym tu się jeździ, proszę cię bardzo
Dziś w nocy syreny wyją, motory warczą

Jeździmy w deszczu, jeździmy w dżdżu
Jeździmy w śniegu, jeździmy w mróz
Kulamy wóz, mamy ten Szpady-luz
Znamy blues, jak rapujemy - leci para z ust
Nie naciskam na spust, robię rymy
Tak jeździmy, wokół szare mury, dymiące kominy
Krążymy po autodromie na poligonie
Siedzę na tronie jak Mazda S siedział na chromie
Robię dwa tysiące kilometrów w weekend
Słyszysz? Czujesz? Widzisz Szpady-klikę
Tu i tam, krążymy po mapie Polski
Wyciągnij wnioski... to jest polski Wall Street

Te kilka aut, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Szybkie wciąż wyprzedzają, bo się w chuj spieszą
Chcesz wiedzieć czym tu się jeździ, proszę cię bardzo
Dziś w nocy syreny wyją, motory warczą
Kilka aut, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Szybkie wciąż wyprzedzają, bo się w chuj spieszą
Chcesz wiedzieć czym tu się jeździ, proszę cię bardzo
Dziś w nocy syreny wyją, motory warczą

Jadą jadą chłopcy, chłopcy Szpadyzorzy
Jak jeszcze nie masz mojej płyty, to ją pożycz
Jadą jadą chłopcy, chłopcy Szpadyzorzy
Jak jeszcze nie masz mojej płyty, to ją kurwa pożycz

Te kilka aut, kilkanaście lub kilkadziesiąt
Te szybkie wciąż wyprzedzają, bo się w chuj spieszą
Chcesz wiedzieć czym tu się jeździ, proszę cię bardzo
Dziś w nocy syreny wyją, motory warczą

(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)
Motory warczą
(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)
Motory warczą
(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)
Motory warczą
(Tak jeździmy, tak - słyszysz?)
Motory warczą, charczą
Jak samuraj Jack
Od setek lat przemierzam świat
Na sprzęcie high tech
Nie straszny mi grad nie straszny mi śnieg
Nie straszny mi fakt że wydawca to zjeb
Wszechświat jako sztuka improwizacji
Koncentracji – kulka w kulce matrix
Jak w tym poruszać się bez Morfeusza ?
Na rozum brać czym jest dusza ma
Nie wiem
Podziemie 97 na uszach
Ej tego nie było w scenariuszach
Po każdym przecinku wstaje i oddaje ciosem
Trzeba mieć odwage żeby chcieć zarabiać głosem
Ja to zniosę bo definitywnie jestem smokiem
Chce zobaczyć więcej niż mogę zobaczyć z okien
Pożyjemy zapalimy zobaczymy jak tam
Każdy znak mi o tym mówi
Ja każdy znak znam

Ej wiesz jak ? nie wiesz jak
Nie pamiętasz już o smokach i rycerzach
Ja zapomnieć nie zamierzam
I uważam że historia lubi się powtarzać
Powtarzam się wiesz jak bo przecież mogłeś nie uważać [x2]

Wierzysz faktom i gazetom
Czy kompaktom i kasetom ?
Ej nie zadowalaj się tandetą
Wiesz gdy chcesz ja wtedy pragnę
Dają to bierz
Będąc nagle w imadle
Strzelam słowami jak morderca
Pomiędzy myślami przedzieram się do serca
Strzelam i stwierdzam że to cie uśmierca
Rymy to ma twierdza
Sprawdź jak się to wwierca
Nie wożę się nie moje kluczyki od merca
Ja wznosze się co kontrola lotów potwierdza
Panoszę się na majku znakomajkowity F O K U S M O K
Osiąga szczyty

Ej wiesz jak ? nie wiesz jak
Nie pamiętasz już o smokach i rycerzach
Ja zapomnieć nie zamierzam
I uważam że historia lubi się powtarzać
Powtarzam się wiesz jak bo przecież mogłeś nie uważać [x2]

to w obie strony się napędza,
to dla ludzi z którymi od serca gemzam,
nie oszczędzam się na track
krew młodzieńca te, what da fuck that
jak rolls-royce no i staje zwyczajnie,
jakbyś nie miał fajek, jeszcze ci odpalę,
mam patent i talent każdy eMCe zna mnie,
rozwalę te lokale wokalem totalnie,
momentalnie i bez przeszkód synku w deszczu tynku,
topie pionków i leszczów, wierzysz w to to,
złoto na czarnym rynku i album wycinków nie wiedziałeś?
wiesz już, bierz koleżków i spieprzaj,
szczaiłeś kash włóż ha i pe ha o pe na fest,
ajjjjj test majka i walka na freestyle,
a w kawałka kalka na cudzych pomysłach,
astalavista, jaki dystans? eFOKaUeSeMOKa profesjonalista,
na listach za hajs? daj se spokój, poczuj serce z hiphopu w smoku...

Ej wiesz jak ? nie wiesz jak
Nie pamiętasz już o smokach i rycerzach
Ja zapomnieć nie zamierzam
I uważam że historia lubi się powtarzać
Powtarzam się wiesz jak bo przecież mogłeś nie uważać [x2]
Pieniądz to morderca najbardziej brutalny
W historii świata nieporównywalny do nikogo
Nie przyrównasz do niczego
Powiedzcie jak mogliśmy dopuścić do tego
Przemoc, narkotyki, wojny, prostytucja
Fałszywa przyjaźń, morderca, korupcja
Wspólnym mianownikiem tego wszystkiego
Jest pieniądz i nie zmienisz tego
Dlaczego? powiedz mi dlaczego?
Żądza posiadania niesie z sobą tyle złego
Nie ma już przyjaźni, bezinteresowności
Pieniądz zniszczył wszystko, nie ma już miłości…
Za oknem mróz, dzień za niedługo oczy zmruży,
Zapada już błogi sen, sekunda się dłuży,
Księżyc w pełni odbija się w kałuży,
W głębi mętlik to podróż do wnętrza duszy,
Jesteś dzieckiem nieoszlifowany diament,
Otoczenie zostawia znamię w bałaganie,
Kształtowanie własnego ego proces twórczy,
Obserwowanie później działanie w drogę czas ruszyć,
Poczuć pokusy, poczuć zdradę, szukać sensu,
Poznać uczucie lęku, sentymentu no i wstrętu,
Popełnić masę błędów daleko od obłędu,
Najważniejsze to co w sercu, nie zatrzymuj pędu,
Epicentrum, iskra powoduje pożar,
Działa niczym talizman, rozświetla drogę zorza,
Jak spojrzenie bazyliszka dla wroga będzie groza,
Marzenie w Tobie dojrzewa,zostawia ślad jak płoza!

Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!

Masa tych nieprzyjemności, wrogości, rzucane kłody,
Ilu gości z zazdrości, robią się schody,
Bez litości, bez godności to ich metody,
Masz wartości to w złości nie trać głowy,
Drogowskaz pokazał drogę wędrówki,
Ona czasami przeraża to element łamigłówki,
Dumą Cię napawa każdy osiągnięty sukces,
Gdzie doprowadzi wyprawa będzie wiadomo wkrótce,
Każdy dzień, każda noc pogłębia w Tobie nadzieję,
Ogrzewa niczym koc gdy chłodny wiatr wieje,
Ogromna siła drzemie, zostaje wydobyta,
Zaczynasz się czuć jak tytan, energia jak galaktyka,
Załamanie znika, pozostaje chęć podboju w boju
Nie ma postoju, spoko już postawię na sojusz,
Spada na Ziemię piorun, nareszcie wyrwał się z sideł,
Teraz to dostałeś skrzydeł, odnalazłeś Atlantydę!

Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!

Czujesz jak energia rozpala Twoje sensory,
Rozumiesz swój potencjał, obudził się dziki goryl,
Szara eminencja wkręca się na salony, szalony
Obala kanony, jesteś uzbrojony,
Teraz doskonale wiesz jaka w Tobie drzemie siła,
Przeszedłeś każdy test nie da rady Cię zatrzymać,
Pojemna machina ruszyła, wyzwolił demon
W kolejnej stadium pokemon, Ty wiesz gdzie się podział nemo,
Jesteś jak Romeo, Twoja pasja jest jak Julia,
Oddałbyś za nią życie Ty i ona jedna trumna,
Pielęgnujesz ją jest dumna odkrywacie nieodkryte,
Zdobywacie niezdobyte płyniecie jednym korytem,
Zbudowani jak jeden organizm, jedna tkanina,
Spada lawina, podnosi adrenalina,
Stop zapanował spokój ciemność stała się jasnością,
Ty i Twoja pasja nareszcie staliście się jednością!

Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Ref.
Wiara nie żyje, miłość leży gdzieś chłodna
Za honor i jego pamięć pijemy do dna
Odwaga to plotka, braterstwo spadło w otchłań
Uczciwość? Ją tutaj rzadko można spotkać (x2)

Miuosh:
To jasna kwestia ...(?)
Życie to więcej niż wóda i kluby
Choć coraz szybciej da się w tym wszystkim zgubić
To luki, w myśleniu i dążeniu:
dopóki kolejny dzień pozwoli znów nam się upić
Zasady to suki, lans obsrał prawdę i nauki
Jeśli umiesz jeszcze w coś wierzyć, to jesteś głupi
Ogłupił nas owczy pęd, pełen ściem i przekłamań
Poupychanych w marnie poskładanych zdaniach
To mania brania, szukania okazji do zarabiania
Przecież nikt nam niczego nie zabrania
Honor to inna bania, tu liczą się wskazania:
na wielkość, na ilość, na siłę posiadania
A dokonania? Jebać je, chuj że z nimi
Zobacz jak oni wszyscy się zmienili
To czemu oddali krew, pot, serce i feeling
Łatwo sprzedali w jednej chwili

Ref.
Wiara nie żyje, miłość leży gdzieś chłodna
Za honor i jego pamięć pijemy do dna
Odwaga to plotka, braterstwo spadło w otchłań
Uczciwość? Ją tutaj rzadko można spotkać (x2)

Zeus:
Jestem jak Jezus, Zeus co chodzi po wodzie
Odcinam wam dostęp tlenu jak w karetce Nowocień
Koniec. Bo nie ma zasad jak kiedyś
Ty byś wydymał własną siostrę pchając jej ostrze w plecy
W świecie tandety co się ceni jak sztuka
Sztuką jest szukać prostych rzeczy lecz nikt tu nie chce szukać
Nikt nie chce słuchać, tu każdy chce gadać
Najbardziej zakłamana kurwa chce pouczać o zasadach
Gotujesz się. Co tu jest dobrem co złem?
Ojciec mnie uczył żyć z honorem, być jak Superman
Lecz bycie super to dzisiaj bycie głupkiem na dnie
Lepiej zamachać chujem gdy pozujesz do zdjęć
Z miłością życia nagrać sextape i puścić w sieć
Pierdolić to co mówią i po trupach przeć na przód
Robić cash, dwoić troić swój fame,
co dzień przesunąć człowieczeństwu żyletkę po nadgarstku

Ref.
Wiara nie żyje, miłość leży gdzieś chłodna
Za honor i jego pamięć pijemy do dna
Odwaga to plotka, braterstwo spadło w otchłań
Uczciwość? Ją tutaj rzadko można spotkać (x2)

Olo:
Życia aspekty- przyszłość bez ciśnień, a ściślej
Jesteśmy starsi, kumamy bazę, czasem tak myślę
Lecą minuty, nawijam tekst pod te nuty
Co tu ma sens, mówię więc wprost, co jest do dupy
Kiedyś jak z bratem, tym rapem żyłem na co dzień
Dylemat chwil? Bratnia krew. Policjant i złodziej.
Koncepcja sekty. Ty walcz i bądź konsekwentny
Telewizja, radio, prasa, wykłady, konspekty
Pęka głowa, nie dupa, jedna torba jak sztuka
W szarym zaułku: nawijka rap, freestyle do loop'a
Gówniarz rozrabiał wcześniej, potem długo już nie brał
Skręce jointa po spill'u, wiesz, cały tydzień w nerwach
Pieprzyć nagrody Grammy, to my tu gramy remix
Nocne życie, za dnia uleci gdzieś jak fenix
Wyrwany rap z tych ulic, dziś to daje nam całość
Jesteśmy wirusem w życiu, kurwa, zawsze nam mało.

Ref.
Wiara nie żyje, miłość leży gdzieś chłodna
Za honor i jego pamięć pijemy do dna
Odwaga to plotka, braterstwo spadło w otchłań
Uczciwość? Ją tutaj rzadko można spotkać (x2)
Nie za kasą i seksem chociaż żyje w wielkim mieście
Mam otwarty umysł o tym się dzisiaj dowiedzcie (że)
Możliwości sporo nawet tez pamiętam lekcje
W czasach życia na kresce hołd oddaje dziś męce,
W kulturowym tyglu w wielkim świecie przeciw wojnie
Choć często niespokojne sytuacje czy to pojmiesz?
Pokazuje w jaki sposób można co chce się osiągnąć
Na kolejny level wspiąć się znaczy poziom
To ziom, znaczy to że możesz wszystko
Jak na czwórce Decks'a wiem odrobię pierwszy milion
Bo mam mentalność inną dusza wojownicza sprawia
Że buduje i naprawiam gdy spierdolę sprawę działam
Gdy grób zbadany badam ja i SLU ponownie
Bez błędnych obsunięć jestem pewien nie do mnie
Pieprzyć te kamery te kariery chce mieć wiedzę
Chcesz bierz profity jesteś próżny - się przejedziesz

Pokonując granice własnej wytrzymałości
Wznosisz się na wyżyny własnych umiejętności
Bo to życie oferuje nam dziś wiele możliwości
A ty łap los w swoje ręce nadal bądź duchowo mocny

Żaden filozof zwykły czubek co ma zapał
Nie czas umrzeć na zawał nerwowego życia nadmiar
Bierność banał ja wybieram szereg działań
Podejmuje każde z wyzwań więcej robię niż gadam
Chce miłości od Brata od Siostry każda strata
Boli tak mocno jak z kuszy przebita klata
Bo miłość to ból tak jak nawijał Ja Rule ta
Nie będę żul bo nawet gdy w Rapie Król
Potrzebuje tego życia tego nie chcę dziś kreować
Własny świat reprezentować pełen dumnych postaw zobacz
Posłuchaj słyszysz? Będziesz miał co komentować
Pokonuje bariery których tak się boisz pognać
Zdążyłeś mnie poznać do bólu szczery jak zawsze
Pragnę być wolnym kochanym i wiem że stać mnie
Na życie które jeszcze będzie cudne zawsze
Podejmować wysiłki przez to będzie kozackie

Pokonując granice własnej wytrzymałości
Wznosisz się na wyżyny własnych umiejętności
Bo to życie oferuje nam dziś wiele możliwości
A ty łap los w swoje ręce nadal bądź duchowo mocny

Nie kurewskie,lecz piękne nikt nie skminił refrenu
Tendencje do narzekań tak wielu obywatelów
Wyjeżdżają za chlebem by uzyskać marny status
Bycia w Polsce jednym z tych statystycznych szaraków
Na Jeżycach syf nie inaczej na Brooklynie
Takie same możliwości?Czyżby?Niech rozkminie
To jest o łamaniu granic kawałek ucz się pilnie
Świat należy do nas nie do ludzkich pomyłek
Chwytaj dzień brat znajdź tu na życie chwile
Nie jak systemowy robot nie poczujesz że żyjesz
Wiem trzeba zapierdalać,lecz uważam to nie wszystko
By coś ci w życiu wyszło walcz zdobądź godną przyszłość
Traktowany marginalnie mam być błędem czuć się nikim?
Dla mnie nie możliwa była sytuacja Rych jak viking
Chce stanowić przykład że wciąż można walczyć wierzysz
Członkiem nowych wyzwań czas by siły sprzymierzyć

Pokonując granice własnej wytrzymałości
Wznosisz się na wyżyny własnych umiejętności
Bo to życie oferuje nam dziś wiele możliwości
A ty łap los w swoje ręce nadal bądź duchowo mocny

Razem zburzymy każdą ścianę miedzy nami
(dobre motto dla człowieka bądź człowiekiem)
Nie ma odległości ani ani granic
(my i w w w w i wy)
jesteśmy razem Hip Hop- przetrwa, nie umrze.
(Twoje miasto, moje łzy
Moje zmory, twoje sny
Teraz ty powiedz mi
Czemu zmora, czemu sen
Spuszcza z powiek czarną łzę, czarną łzę)

Było nas trzech
Jak w autobiografii zero ściemy
Taka sama krew i podobne geny
Jestem zły - taka ma zajawka
Wciągam całą działkę i akcja jest wartka
Kiedy jest nas trzech
Jak u wilka nasza krew jest zimna
Ginie z mojej ręki kolejna niewinna osoba
Taki pech albo taka karma
Sprzedasz komuś kosę - dla mnie to normalka
Ja tak żyję, piję, takie mam klimaty
Kiedy ja zarabiam ty szacujesz straty stary
Nie unikniesz kary, o nie!, jaki jestem ja
każdy to wie kto mnie widział w akcji
Ja korzystam z sutuacji jak nikt
Odbezpieczam broń, taki wyk

(Ujrzyj sam, wstaje tam,
czarne słońce, spada noc,
W biel nóż wbiłeś, w gardło cios
Wbiłeś w gardło cios)

Było nas trzech
Lecz krew już nie ta sama
Zdrada jak szarada - taki myk
Prosty jest wynik: 1:0 dla mnie
Dziś zabiłem brata, jego strata,
Moja superata, taki jestem, nic ci do tego,
Zabiję jeszcze raz i nie pytaj mnie dlaczego

Twoje miasto, moje łzy
Było nas trzech
Jak u wilka nasza krew jest zimna (moje zmory)
Ginie z mojej ręki kolejna niewinna osoba (twoje sny)
Taki pech albo taka karma
Zabić swego brata - dla mnie to normalka

(Patrzę w dzień, jak w noc dmie
Tam skąd niesie jasny sen
Wiatr wymiecie ze snu cień)

Było nas trzech
jedna teraz tylko krew dookoła
(Wiatr wymiecie ze snu cień)
Teraz już wiem - nie uniknę kata
Moje życie nic nie warte bez mojego brata
(Twoje miasto)
Zawsze byłem, jestem i będę fanem 3H
Hip – hop honeys, które mają czym oddychać
Przy tym ważona dycha, dziś problemów świata nie chce
Rozwiązać wole cienkie sznureczki, będzie pięknie
Ty zrzucisz je z siebie, te szmatki to jak brzemię
Zrzuć, poczuj odprężenie, poczuj się dobrze
Mów do mnie ciągle, mów do mnie mądrze
Mów do mnie łotrze, tak Rychu jest łotrem
O ciebie się otrę, ja kocur, ty kocica
W twych oczach chcica, kiedyś byłaś dziewica
Nie wstydź się, nie powiem moim kumplom że świntuszysz
Że zmysły moje burzysz, wciąż swym dupskiem mnie kusisz
Mam ci je zepsuć, z przyjemnością nie protestuj
Już gotowa do testu, tak w bezczynności nie stój
To świat 1000 gestów, 1000 i jednej nocy
Odrobina przemocy, wedle życzeń, chcesz zaskoczyć
Ja miałem sen proroczy i wiedziałem, że tak będzie
Suko rozpustna pokarz swoją perfekcje
Twoja zagadkowa mina, w zasięgu wzroku wagina
Tu niema co rozkminiać (niema, niema, niema)
Już się zaczyna, pieprze dystans, czas się zbliżyć
Językiem cię zwilżyć, wszystko wporządku kotku
Chcesz poczuć mnie w środku, to dla mnie pestka
Na wszystko gotowa moja średnia europejska
To nie groteska, raczej przez trzy X extra
Świat tysiąca ekstaz, zwięczeniem tego mój ekstrakt
Chcesz go mieć wszędzie, jaka pewna, niewierna
Z pewnością nie naiwna, super kurwiszczał
Jak masz na drugie, czy ja cię lubię
Do zobaczenia w klubie, pokój każdej dobrej dupie
Te akty, to fakty, zalkowe, hardcore’owy
Styl newschool’owy, a tematy archiwalne
Stary jak świat, pół serio, pół żartem
Dziś stawiam na zabawę, rozejdź się z tym palantem
Na dupsko twe obławę zaczynamy, więc je wystaw
A z pewnością damy radę, a ty na tym skorzystasz
Suko perfekcyjna, dupę swą wystaw
Suko perfekcyjna, dupę swą wystaw
W perfekcyjnym stylu cię zajebie rap artysta

Jestem strasznie pewnym siebie hardcore’owym skurwysynem
W cipce twej nie zginę, nie stosuj głupich sztuczek
Bo skurwiel cię stłuczę, to nie będą lajty, klapsy
Dupsko będzie sine, a ty będziesz miała spazmy
Tekst to odważny, kilka z was chciało sprawdzić
Ile w tym prawdy, poznały, byłem twardy
Mój urok nieodparty, już skończyły się żarty
Musi tylko być czysta, nie robić tego za fanty
Mogę napluć ci w pysk, jeśli tylko tego pragniesz
Wylądować na dnie, nie aniele lecz diable
Będzie nieładnie, ale właśnie tego pragniesz
Dobrze wiesz jak to będzie, jeśli chcesz, znasz mój adres
Ty poczułaś ciare, a to tylko słowa z bitem
Nie jestem harcerzykiem, który wciąż miksuje kitę
Nasz seks nie będzie skitem, raczej podwójny CD’ek
Chcesz się poczuć jak w niebie, zapraszam do bram piekieł
Poryty dekiel tak, że mogą wejść tabletki
Nie będę miękki, nie będę zbyt spięty
Jarają mnie te gierki, zdolny, zdrowy hetero
Przyprowadź koleżankę, podgłośnimy stereo
Nie wskazany error, pieprzyć dyskomfort
Wszystko mam zaplanowane w drobnych szczegółach słonko
Czas otworzyć okno, w pokoju zbyt gorąco
Brzmi zachęcająco, pachnie nocą upojną
Sto procent owocną, reprezentuje Lutę
Jako misji mnie nie kojarz z typem na jedną minutę
Każdą laputę zbałamucę tym tekstem
Jeśli teraz to słyszysz, to włóż w swe figi rękę
Ja przy tobie nie klęknę, tak dojadę że jękniesz
Nie mam kompleksów, kocham to, to jest piękne
I z dumy pęknę, nad ranem, gdy bokiem poszłaś
Jestem pewien że doszłaś, nie raz, czas już pospać
Dobranoc, na noc, raczej dzień dobry
Skurwiel niedobry, i mu wielu podobnych
Sukcesu głodny, znów zaglądam do szklanki
I nie zmienia się nic, matki, żony, kochanki
Chwila, moment, klikasz, nie masz, wyrzucasz, opróżniasz
Rezygnujesz, się tłumaczysz, opóźniasz i zmuszasz
Do najprostszych rozwiązań, chcesz spasować? - mała spacja
Praca i wysiłek w kosz, ostatnia stacja - rezygnacja
Nie poddawać się na racjach, gdy dojeżdżasz na końcówkę
Za friko, na przypał, damkę, kredytówkę
Nie podzielę się smutkiem, po sobie znać nic nie dam
Zrezygnować? - to przegram, teraz tu z Wiśniowym biegam
I dyskusja się poważna po raz tysięczny wywiąże
Będzie dobrze - nie dobrze, pierdolę dziwne opcje
Dolewam żeby dotrzeć, zrobię co postanowiłem
Nowych rzeczy rejestracja to już teraz zwyciężyłem
Tyle razy w cud wierzyłem, ile razy w cud wątpiłem
Tak jak w siebie, w to wszystko, zagubiony sens znalazłem
Jak testament w Saragossie Ski Skład jest bezpiecznym gniazdem
Nie narobię w nie, poważnie do sprawy podchodzę
Mimo przeszkód na drodze i życiowej niewygodzie
Potraktowani srogo los wystawił ich na próby
Tak bardzo bliscy zguby nie przemyślane rozróby
No co by było gdyby, po to, żeby dzieci miały
Niech nie zdarzy cię się stres, jeszcze nie jeden kawałek
Przez nas wspólnie nagrany to zadanie cel obrany
Peja nie zrezygnowany i dlatego wciąż wygrany
Pesymizm niewskazany, nie rezygnuj chuj zaciskaj
Nawet jeśli w koło bluzgami będą ciskać
Bo i tak oponentów nic nie znaczą przezwiska
Zrobię mój rap tak, żeby kiepski cienko piszczał

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić

Ile razy z sił opadłeś nie wiedząc co dalej
Widząc kolejne przeszkody przed oczami masz zamęt
Tracisz spod nóg grunt i przygasa w tobie bunt
Bo wysiłki, twoja praca, wszystko w pył się obraca
I nie pomogą prośby, modlitwy i groźby
Stajesz na krawędzi myśląc już nie będę dobry
Znałem jednego który rozpacz swoją nosił w środku
Miał ojca i matkę wszystko było w porządku
A pewnego dnia smutnego, nigdy go nie zapomnę
Wyszedł na balkon, myśląc ja już nie nadążę
I w jednej krótkiej chwili przekreślił całą przyszłość
Matka do dziś płacze myśląc nad swoją winą
Co było przyczyną, że sił na walkę zabrakło
Poddał się tak łatwo, tak szybko światło zgasło
Stracił na chwilę cele, które wyznaczył
Ty się trzymaj swoich i nie będę ci tłumaczył
Że bez nich jesteś nikim, że bez nich nic nie znaczysz
A gdy wiarę swoją stracisz znajdziesz się na stacji
Tak zwanej rezygnacji, grubą cenę zapłacisz
Za bilet powrotny, bądź Szwajcar niezawodny

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić!
[Może mi ta przypadłość minie]

Boisz się wszystkiego - sam nie wiesz dlaczego
Boisz się wszystkiego - sam nie wiesz dlaczego
Boisz się wszystkiego - sam nie wiesz dlaczego
Boisz się wszystkiego - sam nie wiesz dlaczego
Boisz się ulicy, boisz się spaceru
Boisz się oddychać, tak jak innych wielu
Boisz się ludzi, boisz się emocji
Boisz się agresji, nie znosisz też wierności
Nie lubisz się bać, lecz i tak masz nasrane
Gdy widzisz ekipę, z którą masz przejebane
Nie lubisz się wychylać, boisz się kłopotów
Nie znosisz problemów, one kiedyś Cię przygniotą
Boisz się krytyki, boisz się szydery
Boisz się dialogu i z laską bajery
Boisz się policji, boisz się penerów
Boisz się zagrać w totka, skreślić 6 numerów
Boisz się w dzień, boisz się o zmroku
Boisz się wyrwać nawet z tego amoku
Natłoku codziennych spraw
Strach nakazuję Ci dalej się bać

[Ja się boje]
[Bo człowiek od zawsze, czegoś boi się
Albo wojny, albo głodu, albo sam siebie też]

Boisz się złości, odpowiedzialności
Boisz się miłości, boisz się zazdrości
Boisz się sąsiada, który z siekierą lata
Boisz się samego siebie, boisz się brata
Boisz się życia, boisz się śmierci
Boisz się wolności, boisz się jak ktoś Cię więzi
Usiedli, zniewoli, pożądnie rozpierdoli
Boisz się rosterek, boisz się ludzkiej niedoli
Szczęście w nieszczęściu, lecz Ty nadal się boisz
I naprawdę nie wiadomo, kiedy z tego się wyzwolisz
Wyrwiesz, wyleczysz, byś już mógł się uspokoić
I przestał się bać i przestał się bać
Byś mógł bez problemowo i bez strachu dobrze spać
W dzień się bawić, nie przejmować się głupstwami
Nabrać odrobinę wiary w to co robisz i iśc dalej
Wydeptywać swoją ścieżkę, zapisywać swoją kartę
Z perspektywy, czasu byś mógł mówić o tym żartem
Więc nie bój się człowieku,
Pomimo wszystko zostaw za sobą przeszłość
Sprubój wybudować przyszlość, sprubój wybudować przyszlość

[Ja się boje]
[Bo człowiek od zawsze, czegoś boi się
Albo wojny, albo głodu, albo sam siebie też]

Strach ma wielkie oczy, nie raz Cię zaskoczy
Więc trzeba z nim walczyć, aby dupy nie zmoczyć
Stanąć twarzą w twarz z problemem się zmierzyć
Oddaj? To niebezpieczeństwo, które chce Ciebie uderzyć
Ciężkie zmagania, wewnętrzne przełamania
Wyimaginowane postacie to do strachu Cię skłania
Możliwe też jednak, że zmusza do działania
I paraliż, który był na początku,
Może serio psuć nad granice zdrowego rozsądku
Bo to co się dzieję gówno nas otaczające
Doprowadza do furii lęku to przerażające
Gorące, spocone ciało,
Przyspieszony rytm serca skurcz w gardle to zamało
By zrozumieć cokolwiek z tego co się z Tobą dzieje
Kiedy masz nogi z waty, kiedy wszystkie Twe nadzieje
Stają się w jednej chwili jedną wielką niewiadomą
Bo strach w danej chwili, bez reszty Cię pochłonoł
I gdy boisz się wszystkiego sam nie wiesz dlaczego
To przywyknij żyć w strachu
Choć to nie jest nic dobrego, choć to nie jest nic dobrego

[Ja się boje]
[Bo człowiek od zawsze, czegoś boi się
Albo wojny, albo głodu, albo sam siebie też]

[Ja się boje]
[Bo człowiek od zawsze, czegoś boi się
Albo wojny, albo głodu, albo sam siebie też]
Wiem, że tego nie przeczytasz, man
Ale jaram się wszystkim, co nagrywasz i mam
Prośbę, też nagrywam z ziomkiem EPkę
Takie pierwsze wiersze, wiem, że jeszcze kiepskie, lecz
Może oceń je, powiedz, proszę, co robię źle
Jestem gotowy, żeby motać w grze, dograsz się?
Czy możesz dodać ten link na fejsie
Masz jakiś wolny bit? Z góry dzięki wielkie
Cieszę się, że nie umiem otruwać przez myśli
Ludzie są, kurwa, bezmyślni
Skoro wiesz, że nie czytam, nie klikaj „wyślij”
Szkoda mi życia na to, sam widzisz w tym shit
Bit, feat, macie już pomysł na klip?
Atakuj profil, nie wchodzę od godzin na priv
Paru takich jak ty stawia mnie w narożnikach
A w mailach nie ma śladu po linkach czy załącznikach

Ref.
Każdego dnia zasypuje mi skrzynkę
Lawina wiadomości jak te, te
Czas nie chce stanąć choć na godzinkę
A każdy liczy na ODP., co nie?
Więc zanim nazwiesz mnie sukinsynem
Który nawet nie odpisze na mail
Pomyśl o tym, że może robię teraz płytę
Albo też mam życie, okej?

Siema, siema, wjeżdża opcja szpieg
Robisz płytę? Ziom, jak będzie ona brzmieć?
Tak jak poprzednia, czy nie? Będą goście jacyś?
Kiedy do studia wjeżdżasz? Ile masz numerów nagranych?
Masz jakieś plany co do daty? Ile będzie klipów?
Macie już projekt okładki? Może masz już tytuł?
Powiedz, szykujesz się do beefu? Ciągle nie gadasz z tamtym?
Nie ma pocisku na tego pana w jednym z punchy?
Czy my się znamy? Nie wydaje mi się
Lecz jasne, bracie, zdradzę ci plany na życie
Po co mi te wywiady, profile i cała reszta?
Odkryję wszystkie karty przez jednego maila
Właśnie teraz trafił ci się złoty strzał
Nauczę cię jeszcze w godzinę pisać zwrotki jak ja
Masz, ziomuś, farta jak nikt, przed tobą prawda naga
Lecz w zamian musisz skończyć żyć, bo byś się wygadał

Ref.
Każdego dnia zasypuje mi skrzynkę
Lawina wiadomości jak te, te
Czas nie chce stanąć choć na godzinkę
A każdy liczy na ODP., co nie?
Więc zanim nazwiesz mnie sukinsynem
Który nawet nie odpisze na mail
Pomyśl o tym, że może robię teraz płytę
Albo też mam życie, okej?

Wiem, że nie znamy się, ale chcę zrobić akcję
Ktoś mi bliski ma urodziny, byłoby fajnie
Na tę okazję nagrać parę słów od siebie
Dokładniej chodzi mi o parę słów od ciebie
Wziąłbyś kamerkę, co nie? Dla ciebie to moment
I nagrałbyś życzenia i pozdrowienia, bo wiesz, ziomek
Bez przerwy puszcza w samochodzie twoją muzę
W ogóle może wpadłbyś na urodziny i zagrał numer?
Zwariuję, oszaleję, serio
Albo ci ludzie pogłupieli, albo coś jest ze mną
Nie mam pojęcia, kim jest ziom, co ma urodziny
Lecz takie coś obchodzę u znajomych albo u rodziny
Płyty w prezencie dostanie z pierwszego sortu
Jak zechcesz mogę nawet i wyskoczyć z tortu
Myślę, że poczta mogłaby się stać narzędziem tortur
I w oczach sądu mógłbym łatwo się wykręcić z mordu

Ref.
Każdego dnia zasypuje mi skrzynkę
Lawina wiadomości jak te, te
Czas nie chce stanąć choć na godzinkę
A każdy liczy na ODP., co nie?
Więc zanim nazwiesz mnie sukinsynem
Który nawet nie odpisze na mail
Pomyśl o tym, że może robię teraz płytę
Albo też mam życie, okej?
W sercu każdego z nas to samo tętno tętni,
jedni mają hajs, drudzy są wkurwieni i biedni wciąż,
ja mam tu dom, którego nie da Ci pośrednik,
na każdej kartce i każdej pętli - wierz mi!
x2

Idę do celu, choć wielu mówi, że po trupach,
po plecach frajerów, z których niejeden cwel już upadł!
To sztuka wielu ósmy rok haka szuka
to statystycznie rzec biorąc w moim bio istnieje luka
upatrz Sobie jeden dzień swojej egzystencji
weź parę zeszytów parę bitów i paru MC
pomnóż to razy 365 dni
razy milion chwil w której każda z z tych wen tkwi
znamy elementy znamy zasady i stany
pokonując zakręty najarani i pijani
z wizjami, z planami, z pomysłami na ten świat
mogąc ruszyć wszystko nie ruszając się z miejsca
mamy mikrofony puchy i gramofony
wynajęte m2 i byłe przyszłe żony i co?
na ten czas każdy jest skończony
a mimo wszystko my wciąż zbieramy plony.

Ref:
W sercu każdego z nas to samo tętno tętni,
jedni mają hajs, drudzy są wkurwieni i biedni wciąż,
ja mam tu dom, którego nie da Ci pośrednik,
na każdej kartce i każdej pętli - wierz mi!
x2

Jak raz to wdepniesz nie rzucisz tego za nic
nie ważne czym by Cię straszyli, co by Ci zabrali
to nie zna granic, upór siła oddanych
niby nigdzie nas nie słychać a wciąż świat ten zmieniamy
jebać wszystkie biznesplany my znamy inne opcje
choć będąc w Polsce hiphopowcem masz chuja nie promocję
to właśnie postęp, propaganda zacofanych
połam płyty, a tam gdzie graffiti pomaluj na nowo ściany
my zapomniani przez was media i ustawy
sił partyzanci co ten dobry rząd chcą zabić
leż na ziemi to jedno drugie zamknij pysk bo wpierdol
modułu sedno to ten zomowski nawyk
my mamy tracki na murach tagi
przepełne kluby i garstkę uwagi ziom
na kontach braki żyjąc jak wraki
a mimo to nikt nie chce iść stąd

Ref
W sercu każdego z nas to samo tętno tętni,
jedni mają hajs, drudzy są wkurwienie i biedni wciąż,
ja mam tu dom, którego nie da Ci pośrednik,
na każdej kartce i każdej pętli - wierz mi!
x2

Idę do celu
mamy elementy, znamy zasady i stany
mamy mikrofony puchy i gramofony
jebać wszystkie biznesplany
na ten czas każdy jest skończony
a mimo wszystko my wciąż zbieramy plony.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo