Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Kłade chuja na rock kładę, chuja na pop
kładę chuja na klasykę daję rap muzykę
muzykę rap, rap który jest wyku
ode mnie dla was
daje to pihu!!

16:25 piątek ze szpitalnej sali
słychać dziecka pierwszy krzyk
przychodzi bez intencji złych
6 noworodków tego dnia jeden z nich
po 10 latach ksywa pih
teraz troche później po narodzinach
o dwie i pół dekady
ze świata kombinacji i zdrady
nie przynoszę ci raju w cenie kasety czy płyty
daje ci troche haju, grudę dobrej rap muzyki
rozbij to ze mną, słowa rozsyp na bity
wciągnij to ze mna a ja zwinę twoj banknot
żaden podstęp, serio kopsy
wiesz tak rozklepiało na czarno każde słowo moim posłem
takich okazji się nie odmula
moich ziomków notoryczny rytuał
nie zmula weź środek zmroź i
przełyk bez nerwów
z zasady jest dobrze kop....

kłade
chuja na rock kładę, chuja na pop
kładę chuja na klasykę daję rap muzykę
muzykę rap, rap który jest wyku
ode mnie dla was
daje to pihu [x2]

Mówi się o chłopaczynach, którzy rap przynoszą
słyszy się o tych hotelach, które nigdy już ich nie zaproszą
przygląda się tym losom to dobry sequel
jutro będzie ich a obok gwiazdy będą piły dykte
czujesz jak nawijam tak oddycha miasto
to łysych głów a nie zaświerzbionym pederastom
dla chłopaczyn znaczy dla miastowych
tu nigdzie indziej mamy stały popyt
bloki jak krajobraz tropikalny
mają teraz dla pismaków potencjał medialny
sprzedają rap hurtem rap w detalu
szukają dzieciaka z blokowiska w każdym calu
chcą skandalu na publiczny użytek
rytmu i szeptu, krwi zmieszanej z bitem
pihem nie manipuluj inaczej ułóż swoją przyszłość
tylko złap i nie mów to co o was myślą

kłade
chuja na rock kładę, chuja na pop
kładę chuja na klasykę daję rap muzykę
muzykę rap, rap który jest wyku
ode mnie dla was
daje to pihu [x2]

Kolejny dzień, kolejny wyklad z rapologii
praktyka nie z książek tych zdarzeń nie ma w teorii
nazywasz mnie blokersem weź do kurwy odbij
wiesz kim jestem świadkiem patologii
masz dobre intencje, chcesz pomóc to nie przeszkadzaj
przyczepiasz metki, szukasz na mnie haka wypierdalaj
jesteśmy niszą, piszą spalić chłam
z wyborczej reszta i delisia kłam klan znajda
z chujnią na głowie śpiewa teksty ojca
szlauf sam mówił zarabia na alfonsach
jeden od drugiego gorszy
nadstawia ucha tam gdzie słyszy ton z pobrzękiem forsy
mają fryderyka każdy z nich o nas czyta
sami o sobie śpiewają:
zostawcie titanica nie wyciągajcie go
teraz rap muzyka nawijam to
Bo ja lubię dobrze spędzać czas
gdy w kiermanie hajs ze mną jest
gdy rap, rap w głośnikach ciągle gra
to jest ziomek to czym jaram się

Kręcę felgami ulicami miasta
słoneczny dzień nastał
to jest czas na lekki melanż w cieniu parasola
na plaży albo na chacie łycha, lód, cola
lubię dobrze spędzać czas, lubię hajs, lubię grać
w rytmie H-H na bicie Bra-ha
jest ze mną paru ludzi których noszę w sercu
gdzieś wśród nich kilku lirycznych morderców
my robimy ten rap byś go puszczał wciąż
kiedy pukasz ją wtedy słuchasz to
to gorący styl nie poparz się tym
i nie powstrzyma tego żaden *****ysyn
tymczasem hawirę zamieniam w kasyno
powiedz o tym swoim ziomkom i dobrym dziewczynom
by wzięli to co lubią i niech wpadną do nas
możesz liczyć na wygraną lub na szybki romans
pijemy henesi, colę i szkocką
jeśli nie robi to ci to weŹ mi odsłoń
ten stół przy którym czekają na mnie ziomy
podbijam rzucam na pulę i przytulam żetony
umelo cipeczki do nas się śmieją
tylko barometr ulega ciśnieniom
wszyscy na luzie a jak chłopak
to leży w naszej naturze i jest właśnie tak

Bo ja lubię dobrze spędzać czas
gdy w kiermanie hajs ze mną jest
gdy rap, rap w głośnikach ciągle gra
to jest ziomek to czym jaram się

Ziom jak zwykle po oporach
startowaliśmy już o wczesnych porach
jak na wyspach Bora Bora temperatura jest wysoka
piękne kobiety alkohol koka
dobra muzyka dobra ekipa
ziom pierwsza klasa nie żadna lipa
joł kolejka za kolejką grube mixy w beret
następne banknoty żegnają się z portfelem
gorące niunie zdążyłem zauważyć
seks mają wypisane na twarzy
może się zdarzyć że będę się mylił
ale zmieni się to gdy napije się teqilli
dla mnie tylko lód, whisky i szklanka
i przez me gardło płynie balantines
potem Donny w moim krysztale
więc nie przestawaj i polewaj dalej
kolejny dobry zakątek na mapie
tak to Kolumbie odwiedzałem z Brahu bratem
te cipki są tu i co najlepsze
one nie idą spać tylko one chcą jeszcze
to jest ten dzień a będzie ich więcej
to melanż z klasą więc są już Bentley
to jak spijać szampana mała z twych sutków
a jednym słowem melanż z nami to luksus

Bo ja lubię dobrze spędzać czas
gdy w kiermanie hajs ze mną jest
gdy rap, rap w głośnikach ciągle gra
to jest ziomek to czym jaram się
Kiedy rap stawiał w Polsce pierwsze kroki.
Raperzy nie znali w Warszawie jeszcze smaku koki.
Tliły się jointy na osiedlach, ktoś opalał fifkę.
Na Ursynowie piana smakowała jak nigdzie indziej.
Wtedy ja - młody, nieskażony tym gównem całym.
Kiedy przyjaźń była więcej warta, niż te miliardy.
Kiedy przyjaciel dzwonił, nie tylko wtedy kiedy coś chciał.
Rzeczywistość była szczersza, nie prostsza.
Bo mam przyjaciół, fakt. Garstkę małą.
Nie znają rapu, ale znają mnie lepiej niż dekalog.
I czy siedzą w Polsce, czy gdzieś na wyspach.
Jest zasada - ile dasz, tyle możesz skorzystać.
Kiedyś ja, młody i naiwny, wierzyłem w wielu.
ale poszli w niepamięć, jak jebany, letni przebój.
Nie pamiętam słów i słabo pamiętam melodię.
Ja dorosłem i ich nie ma, i z tym mi jest dobrze.

Ref.
Znów wchodzi do studia. Jaraj się tym.
Ty mnie nie zniszczysz. Każdy z nas się zmienił.
To owoc, który dojrzewał latami.
Chcąc cofnąć czas to i tak bym go nie cofał.
To jest moje miejsce, bo kocham to miejsce!

Ja dorosłem do rapu, Ty dorosłeś do rapu.
Dorośliśmy do rapu razem.
Zmienił się świat, tak minęło parę lat
ej, lepiej późno niż wcale.
Ja dorosłem do rapu, Ty dorosłeś do rapu.
Taka właśnie jest rzeczy kolej.
Było gorzej, było lepiej, było lepiej, było gorzej.
Razem przeszliśmy długą drogę.

Mimo, że miałem już w ręku swój dowód osobisty,
to robiłem głupoty, za które teraz wstyd mi.
I tak robiłem i pisałem, pisałem i robiłem
a jak żyłem, nagrywałem i tak kolejną płytę.
Zapychałem słowami pustymi jak bańki mydlane.
Czuję się winny, więc pierwszy rzucam kamień.
Pierdoliłem o szampanie, dziwkach i melanżach,
imponowała mi branża, teraz dla mnie gówno warta.
Wszystko z tych rzeczy warte co spluć.
Więc spluwam i zostawiam za sobą to gówno.
Musiałem dorosnąć, musiałem tę drogę przejść.
Może byłbym gdzie indziej, gdybym wybrał inny skręt.
Musiałem spotkać osobę na swojej drodze,
dla której szczęście własne jest mniej warte niż moje.
Nauczyła mnie wiele i tak wiele zrozumiałem
i tak dorosłem do rapu, lepiej późno niż wcale.

Ref.
Znów wchodzi do studia. Jaraj się tym.
Ty mnie nie zniszczysz. Każdy z nas się zmienił.
To owoc, który dojrzewał latami.
Chcąc cofnąć czas to i tak bym go nie cofał.
To jest moje miejsce, bo kocham to miejsce!

Ja dorosłem do rapu, Ty dorosłeś do rapu.
Dorośliśmy do rapu razem.
Zmienił się świat, tak minęło parę lat
ej, lepiej późno niż wcale.
Ja dorosłem do rapu, Ty dorosłeś do rapu.
Taka właśnie jest rzeczy kolej.
Było gorzej, było lepiej, było lepiej, było gorzej.
Razem przeszliśmy długą drogę.
Zalew - pomyśl nad tym słowem
Nie mów, że tak nie jest, możesz
Twardo stać w miejscu, a i tak Cię zaleje
Tkwimy w wielkim niczym, u progu banału
Pierwsi, którzy przeżyją życie mówiąc: nic się nie stało
Od harcerzy, przez partię, solidarność i kościół
Do tysięcy możliwości, które zalały Cię wraz z wolnością
Możesz tworzysz własny świat, lecz samemu głupio,
Wiec najchętniej jak kotlet panierujesz się grupą
Określnik, wyznacznik, potrzeba emblematu
Od godła, przez metki, po paszport Polsatu
Nie chce tego oceniać, aaa... jebać to chcę
Bo tak naprawdę przecież zalew również umoczył mnie
Daje wam swoje logo i stoję zanim, lecz te logo
ma być lodołamaczem, a nie ściągaczem granic
Chce by pchnęło do przodu, nie do muru przyparło,
To nie grupa facetów, dla których całe życie to Star Wars

Przyszedłem na świat, wyrzucony przez strumyk
Nauczony jak pływać, a wcześniej jak się umyć
Wyposażony w umysł i w ręce jak dwa wiosła
I serce jak kompas wśród miliona możliwości x2

Segreguje się euro i dolar, segregują już przedszkola,
Więc kiedy dorastasz, sam o segregację wołasz
Pozwoliłem, by określił mnie rap i krój spodni, [w jakimś stopniu]
Lecz swoim wnętrzem nie chciałem być modny
Symbol Alkopoligamii nie ma sterować, bo nie jest padem,
To jedna postać, jedna, nie goni za stadem
Łatwo jest odnaleźć rolę, o tym wspomniałem wcześniej
Mogę ci wyliczyć więcej ról, niż baranów przed snem
Bądź ojcem, by skołtunione życie z trudem przystrzyc
To szlachetne ,chodź ojców znałeś kilku zajebistszych
Bądź żoną zadbaną co noc, nie żoną zniszczoną,
Bo każdy facet ma diabła w spodnich, a on nie słucha w mono
Takie wybory przez ludzi podjęte imponują mi
Wbrew pozorom, właśnie tym niedrogim sprzętem
Życzę im tylko, by każdą z podjętych ról
Grali z pasją w oczach, a nie, bo w oczach innych jest cool

Przyszedłem na świat, wyrzucony przez strumyk
Nauczonych jak pływać, a wcześniej jak się umyć
Wyposażony w umysł i w ręce jak dwa wiosła
I serce jak kompas wśród miliona możliwości x2

Jeśli wlazłem na ambonę, sorry, już sam się z niej strącę
Mam piwo w reku, muzykę w uszach, trip i błądzę
Ten świat lepiej, niż ludzie tłumaczyły mi dźwięki
Do szóstego roku życia znałem brzmienie udręki
Brzmienie radości, bójek, relaksu, kiczu
Panowie z Pink Floyd pomogli mi to wyczuć
Nie odwracaj on niego uwagi, od zmysłu
On może lepiej poprowadzi Cie przez życie, niż Chrystus
Wizja, fonia lub coś jeszcze nienazwanego,
Jeśli trafisz, wszystkich, którzy wątpia przegoń
To działa dla mnie, lecz dla Ciebie nie musi
Znowu mnogość wyborów coś zaczyna mnie dusić
Wielki as, co w swojej norze klepie nocą literki
Chuj ze Mną ktoś zdobywa właśnie ośmiotysięcznik
Robię jedną rzecz dobrze tylko czy aż
W zalewie opcji zafunduję zalew wątrobie, a masz

Przyszedłem na świat… [aha, zgadza się]
Wyposażony w umysł… [nie bądź taki kurwa pewny]
Pies! Bez pana, bez rasy, bez rodowodu
Bez obroży, bez kagańca, bez smyczy
Zwykły i szary, który samotnie ulicami się włóczy
Zbyt dużo widzi jeszcze więcej nieufności się
uczy
Jak masa innych, małych, wielkich, młodych,
starych
Zwykłych, szarych, brudnych, przemokniętych
Jest ich tak wiele
Najlepsi przyjaciele
Wielki sztuczny uśmiech przyklejony do twarzy
Kawałek mięsa w ręku
Piesku chodź powąchaj sobie
Możesz sobie pomarzyć
Pokazujesz że to dla mnie, pogwizdujesz,
przywołujesz
Głaskasz mnie po główce poklepujesz
jak ty bardzo mnie żałujesz
Zapominasz, że pies wyczuje jak ktoś go oszukuje
Ale ty masz to czego tak bardzo potrzebuję
Cud który uśpi głód, a mnie uratuje
Nienawidzę tego! Wstydzę się za to!
Bo kiedy ty mi mówisz „PROŚ!”
Ja staję na dwóch łapach
Krzyczysz „LEŻEĆ!” Ja się kładę
„SIAD!” Ja siadam
Płaszczę się przed tobą, błagam
Odgryzł bym ci rękę
Ale nadal staram się przekonać cię prośbami
Patrzę smutnymi oczami
„Nie pomogą oczy, musisz skoczyć!”
A mi ślina z pyska kapie i tylko się gapie
Trącam cię łapami
Pożeram oczami to co trzymasz w dwóch palcach
A ty machasz tym i głupio się uśmiechasz
„Jak doskoczysz to dostaniesz!”
Ponademną wisi i kusi mnie moje pierwsze danie
Upokorzenie, którego sobie nigdy ni wybaczę
Skaczę! Jak na zawołanie
Ty dajesz mi zadanie
A do mnie należy jego odpowiednie wykonanie
Może wreszcie to dostane!
Chwila spełnienia jest już bliska
Ale czar pryska
Gdy ty zabierasz rękę tuż sprzed mego pyska

Ref.
Nie ma za mną nic
A przede mną jedno
Przedmiot pożądania
Coś co mnie pociągnie na dno
Chęć posiadania

„Wyżej piesku, musisz skoczyć wyżej!”
Zadowolony z siebie, podsuwasz coraz bliżej
Swą dłoń pod mój nos
„Daj głos! Daj głos!”
Patrzę na wprost
Ostatnia szansa by wydostać się spod kreski
I zmienić swój skomlący, pieski głos
W pełen bożej łaski, anielski głos
Wyjść z gówna miejskich ścieków
Spod mostu wejść na most
Być czymś więcej niż marny, szary, dzielnicowy
cień
Przecież podobno każdy pies ma swój dzień
Mówią tak ludzie sukcesu spoza wielkiej wody
Nie ma takiej przeszkody, której nie pokonasz
Dasz radę! Jak nie sam to kosztem innych
niewinnych
To ich pech, a nie grzech, nie bądź dziecinny
Trzeba coraz wyżej mierzyć
Nie przestawaj w siebie wierzyć
Kurwa! Ja staram się tu przeżyć
I myślę jak zdobyć
To co ma mnie zbawić
Sprawić że uwierzę w siebie
I poczuję się wreszcie jak czystej rasy pies
W swym rasowym niebie
Nadeszło moje pięć minut, zostały jeszcze dwie
Bierze górę chęć, pomimo że sumienie mówi NIE
PSIE! Twój dzień jest dzisiaj, ruszaj i nie
czekaj!
Nie pomogą prośby pozostaje tylko SIŁA
I choćby to zła droga była
Musisz zrobić to czego ulica cię najlepiej
nauczyła

Ref.
Nie ma za mną nic
A przede mną jedno
Przedmiot pożądania
Coś co mnie pociągnie na dno
Chęć posiadania

Tak… Jak na znak – ATAK – Ruszam!
Już nie proszę, nie wzruszam oczami
Nie trącam łapkami… przerażam kłami!
Wyszczerzam je, zamierzam wyrwać zdobycz razem z
twoimi palcami
Rozszarpię cię, tym razem ja zabawie się twoimi
uczuciami
Koniec z gierkami
Tak naprawdę, jesteśmy wszyscy tacy sami
Poskładani – Pół na pół
Ze złości i obojętności
Kości zostały już rzucone
Za późno już spójrz!
Moje oczy płoną, zęby lśnią
Zaraz spłyną twą krwią
I głowę dam, że już nie czujesz się jak PAN
Straciłeś kontrolę i teraz PIES gra główną rolę
To wszystko to już nie jest widowisko na twój
rozkaz
Zaraz wielki szary okaz na pokaz
Zaciśnie szczęki na kości twojej ręki
SKACZĘ!
I tylko dzięki opatrzności me kły nie dosięgły
cię
O nie! Twój wzrok wrogo błyska
Kopiesz mnie swą noga z bliska
Siła mną ciska
Aż tam gdzie ściana niska
Od brudu i wilgoci śliska
Prosto w róg śmietniska
I koniec widowiska!
Ten numer jest dla wszystkich tych
którzy nawijają o tym
że mogę nawijać tylko że jestem od lat
albo o jakimś baunsie joł
albo że to jest clubbing ziom
wiesz to jest zwrotka o życiu
wiesz?
dla was tekst o życiu
wiesz?

Różnica między nami jest niewielka
niestety
nić porozumienia pękła
co? co pierdolisz że się zmieniłem ?
różnica jak żyje a jak żyłem
mówisz że na pewno byłem wychowany w pięknym domu
mieszkanie od 21 lat bez remontu
mówisz że wychowany w rodzinnym szczęściu
ostatni raz ojca widziałem w wieku lat pięciu
Szczęśliwe dzieciństwo - pół na pół
mama wszystko by dla mnie dała, ojciec chuj
co urodziny czekanie na telefon
dziecko nie pojmie że ojciec jest z inną kobietą
nie pojmie
jak można zapomnieć ?
o urodzinach imieninach gwiazdce ?
spać spokojnie,
zapaść w głęboki sen się nie obudzić
marzenie jak ten, każdy może wyjść na ludzi

Sam nie wiesz gdzie dokładnie jest prawda
pewien siebie jak ćma lecieć do światła
obraz w głowie budujesz na domysłach
i się nie domyślasz że prawda jest przykra x2

Mówisz jaki jestem, a nic nie wiesz o mnie
Nie wiesz o czym chcę zapomnieć, w jakiej jestem formie
Teksty o śmierci trochę mnie śmieszą
Coś mi tu śmierdzi, ci którzy gówno wiedzą
Mówisz - prawie umarłem gdy mnie ugryzła osa
ledwo życie wydarłem gdy krew leciała z nosa
szukasz sensacji coś ci powiem
że już praktycznie umarłem jako człowiek
co ze zdrowiem ?
nikt nie myślał
przeżyłem śmierć kliniczną która po mnie przyszła
operacje na otwartym sercu
głuchy dźwięk
prosta linia na ekranie
życia cień
kilkadziesiąt sekund brak oddechu
brak bicia serca mimo podawanych leków
wróciłem z tamtej strony bogaty w wiarę
w szczęście, w talent
wam go daję

Sam nie wiesz gdzie dokładnie jest prawda
pewien siebie jak ćma lecieć do światła
obraz w głowie budujesz na domysłach
i się nie domyślasz że prawda jest przykra x2
W sercu każdego z nas to samo tętno tętni,
jedni mają hajs, drudzy są wkurwieni i biedni wciąż,
ja mam tu dom, którego nie da Ci pośrednik,
na każdej kartce i każdej pętli - wierz mi!
x2

Idę do celu, choć wielu mówi, że po trupach,
po plecach frajerów, z których niejeden cwel już upadł!
To sztuka wielu ósmy rok haka szuka
to statystycznie rzec biorąc w moim bio istnieje luka
upatrz Sobie jeden dzień swojej egzystencji
weź parę zeszytów parę bitów i paru MC
pomnóż to razy 365 dni
razy milion chwil w której każda z z tych wen tkwi
znamy elementy znamy zasady i stany
pokonując zakręty najarani i pijani
z wizjami, z planami, z pomysłami na ten świat
mogąc ruszyć wszystko nie ruszając się z miejsca
mamy mikrofony puchy i gramofony
wynajęte m2 i byłe przyszłe żony i co?
na ten czas każdy jest skończony
a mimo wszystko my wciąż zbieramy plony.

Ref:
W sercu każdego z nas to samo tętno tętni,
jedni mają hajs, drudzy są wkurwieni i biedni wciąż,
ja mam tu dom, którego nie da Ci pośrednik,
na każdej kartce i każdej pętli - wierz mi!
x2

Jak raz to wdepniesz nie rzucisz tego za nic
nie ważne czym by Cię straszyli, co by Ci zabrali
to nie zna granic, upór siła oddanych
niby nigdzie nas nie słychać a wciąż świat ten zmieniamy
jebać wszystkie biznesplany my znamy inne opcje
choć będąc w Polsce hiphopowcem masz chuja nie promocję
to właśnie postęp, propaganda zacofanych
połam płyty, a tam gdzie graffiti pomaluj na nowo ściany
my zapomniani przez was media i ustawy
sił partyzanci co ten dobry rząd chcą zabić
leż na ziemi to jedno drugie zamknij pysk bo wpierdol
modułu sedno to ten zomowski nawyk
my mamy tracki na murach tagi
przepełne kluby i garstkę uwagi ziom
na kontach braki żyjąc jak wraki
a mimo to nikt nie chce iść stąd

Ref
W sercu każdego z nas to samo tętno tętni,
jedni mają hajs, drudzy są wkurwienie i biedni wciąż,
ja mam tu dom, którego nie da Ci pośrednik,
na każdej kartce i każdej pętli - wierz mi!
x2

Idę do celu
mamy elementy, znamy zasady i stany
mamy mikrofony puchy i gramofony
jebać wszystkie biznesplany
na ten czas każdy jest skończony
a mimo wszystko my wciąż zbieramy plony.
Imprezowa, lubi jazz, zgrabna dama, domatorka,
Zwariowana nimfomanka, uczuciowa, miła w lokach,
Górska podróżniczka, przyjaciółka, humanistka,
Subtelna, poliglotka, ładna, ruda, dziwna w szpilkach,
Punktualna, lubi zjeść, mądra i zadbana fanka,
Fajna blondi, niepaląca, porządna, elegancka,
Odważna, błyskotliwa, ciemnooka, romantyczka,
Kobieca, pewna siebie, lekkomyślna, artystka,
Normalna, dumna kotka, fanka kina, bez pruderia,
Pełne usta, przebojowa, atrakcyjna, niezbyt święta,
Waleczna, nazbyt spięta, rozsądna, hostessa,
Wrażliwa, uzdolniona, sympatyczna, biega w dresach,
Zachłanna, próżna, bystra, hetera, trzyma dystans,
Z tytułem naukowym, opalona, egzotyczna,
Egocentryczna, zazdrosna, piękna, bliska...
Mojego ideału, który znaleźć pora przyszła.

Ile masz cech, ile imion masz,
Tego nie wiem...
Mam nadzieję, że znajdę Cię
Niedaleko tam i uwierzę
I uwierzę bezgranicznie w nas,
Że już Ciebie mam
Bezgranicznie tak...

Duże oczy, wygadana, ciepła bardzo, pierwsza klasa,
Naturalna, bez nałogów, grzeczne dziewczę do szampana,
Nienaganna rówieśniczka, histeryczka, lubi freestyle,
Nie anorektyczka, Słodka, śliska, optymistka,
Wysoka, wierna, czysta, zmysłowa, sportsmenka,
Seksowna tenisistka, smukła, śliczna, tańczy breaka,
Po studiach, z przeszłością, amatorka mocnych wrażeń,
Bardzo skromna, spontaniczna, lubi znać kolejność zdarzeń,
Koniecznie napalona, desperatka, ale letnia,
Bezdzietna, intrygantka i to niekoniecznie biedna,
Lalka barbie, z telefonem, po rozwodzie, sekretarka,
Miłośniczka sztuki, amatorka picia w parkach,
Niegrzeczna, po trzydziestce, striptizerka w klubie gogo,
Lolitka, sama z dzieckiem, uśmiechnięta, z miną błogą,
Bizneswoman, lady fitness, fanka hardcorowych imprez,
Poszukując ideału ja przebrnąłem przez nie wszystkie...

Ile masz cech, ile imion masz,
Tego nie wiem...
Mam nadzieję, że znajdę Cię
Niedaleko tam i uwierzę
I uwierzę bezgranicznie w nas,
Że już Ciebie mam
Bezgranicznie tak...
Gonię towar po to by,życie miało godny poziom
mam same powody,może mi modły pomogą
złapał bym się roboty,na własne życzenie tonę
wiele we mnie głupoty,non stop zagrożenie chłonę
płonę,pozostanie popiół,ciało pochłonie ziemia
koniec moich kłopotów,kiedy powiem do widzenia
pa,to tylko ja,zniszczony narkotykami młokos
to tylko ja,zraniony czynami głęboko
z jakich powodów kradłem - z uczucia głodu
zjadłem,ze stromych schodów spadłem
do radiowozu wpadłem,nie zniżę tonu diable
stanę do pionu nagle,chyba ziomuś upadłeś
ruszam do boju jasne,do wodopoju właśnie
gdzie życie cieszy non stop,jebany gnoju gaśniesz
należy ci się to,jesteś bez winy to rzucaj kamieniem pierwszy
święte sukinsyny z tym ciemnym sumieniem grzeszy.

Kto dał wam to prawo,kto dał ci upoważnienie by sądzić
to całe zło karą,kto tłamsi to na tej arenie błądzi x2

Najłatwiej kogoś oceniać,ślepotą własnej pychy
ciąży waga sumienia,głupotą właśnie dyszysz
masa tego plemienia,autorytarny kawał
wiele do powiedzenia na temat moralnych zasad
kasa wyznacza pozycje,o to szatan ten
bieda każe na banicję,ona stacza cię
nowy porządek świata,to elity raj
narzucona równowaga,niewolniczy kraj
daj graj daj,to świadectwo swojej nieskazitelności
potwierdzone kalectwo,stan twojej ułomności
forma mojej ekspresji,to te płonące wyrazy
wybuch mojej agresji,wynik szerzącej zarazy
nakazy,zakazy - bzdura,nie stępisz mego pióra
ono smaży,parzy skóra,męczę ego tego chuja
popełniane błędy,wpisane w narodziny
popełniane do śmierci,ostatniej danej godziny

Kto dał wam to prawo,kto dał ci upoważnienie by sądzić
to całe zło karą,kto tłamsi to na tej arenie błądzi x2

Oni uczą zachowania,wpajają puste tezy
sami duszą przykazania,profanują żyzne gleby
otoczenie wchłania,bo to jedyny wzór
daje szansę poznawania,zostawia toksyny tu
na zawsze zostanę ćpunem,to bóle zalane w szale
w sobie odzyskałem dumę,to nie wylewane żale
czyhają na regres te obrzydliwe hieny
zdychają przebiegłe bo mają wadliwe geny
kochana prokurator wolałaby żebym wisiał
jebana w dupę szmato,nadal grzeszy bandyta
nadal się cieszy z życia,pomimo tego szamba
umysłowa dziewica dla mentalnego karła
prawda boli,obnaża niedoskonałości wnętrza
powoli przeraża śmiertelności esencja
potencjał wykorzystam,osądu nie liczę chama
fizycznie ja znikam,widzę oblicze pana.

Kto dał wam to prawo,kto dał ci upoważnienie by sądzić
to całe zło karą,kto tłamsi to na tej arenie błądzi x2
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Idę ciężkim krokiem niszczony miejskim smogiem
Wokół mnie setki okien, mijam blok za blokiem
Tutaj ludzie patrzą błędnym wzrokiem
przez tyle wylewanych łez na co dzień
spróbuj wejść im w drogę
pode mną asfalt, przede mną wyrasta krajobraz ruin miasta
tu życie dusi, jak dusi astma
tu musisz być jak hustla
bo w świecie kłamstwa poradzi sobie tylko garstka
Już jedenasta, na uszach Gangstarr
idę, wtulony w blask lamp
widzę zniszczony nasz kraj totalnie
zdewastowane, pozamykane kopalnie
ten kto tu ma najlepiej, skumaj, to ten co najwięcej kradnie
delikatnie świecą latarnie, wciąż idę
mija kolejny rok, tydzień, kolejna noc i dzień
nienawidzę monotonii, która za mną jak cień idzie
dlatego piszę - to miasto samych gangsterów
na bank wielu z nich odczuwa brak celu
szukając szczęścia w portfelu
tu pieniądz jest bogiem, człowiek zaś wrogiem
skręcam tuż za rogiem, wszędzie czarny kurz na drodze

[x2]
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Miasto, które kiedyś było barwnym niebem
dziś jest dla wielu martwym stepem, pokrytym czarnym śniegiem
tu wielu chce być tylko zwyczajnym człowiekiem
zwyczajnie witać dzień białym mlekiem i czarnym chlebem
Pomyśl, żyję w mieście, w którym szczęście
Przeliczane jest na tony, całe domy tutaj żyją z węgla
Pomyśl, w prywatnych przeręblach plony
Piętra stromych dziupli kryją węgla tony
Ej, kto zna tę dziuplę posłodzi dziś herbatę cukrem
Posłodzi żona, dzieci, dzieci kumpli, kumple
Ziemia jest źródłem, strach przed niepewnym jutrem
Dla jednych grobem, dla innych domem, smutne
Ludzie, którzy umarli jako ludzie
A jednak są tu minuta po minucie
A jednak żyją z tym uczuciem, że ich pociąg uciekł
Peron pokryty czarnym śniegiem, mam złe przeczucie
To szara niepokolorowana ta kolorowanka mikropoli
Ta szara niepokolorowana kolorowanka z tej historii
To moje miasto, a w nim ludzie moi
Miasto w letargu o poranku a w nim ja i oni

[x2]
Urodziliśmy się w szpitalach, na białych salach
Z dala od świata gdzie ojcem marazm a matką wiara
Nikt nas nie pytał, nikt nic nie ustalał
Choć każdy dobrze wiedział, że ten świat dawno oszalał

Kiedyś to miasto kibiców, skinów i punków
dziś bieda szybów i pustych kont w banku
kiedyś to miasto blasku czynów i faktów
Tu dziś nadzieja szuka głupców, bieda swych skalpów
Tu po 23 zasypia nawet bruk na streecie
Umiera każda z dróg, każdy klub
A życie jak lód topi się jak loop na bicie
Co dzień to samo, wciąż te same sample to samo rano
Tutejsze wampy straszą na planszy jak Banshee
A w rynku knajpy to plajty za bójki i kanty
Tutejsze lampy jak zmory świecą nie dając światła
Samotne tory zjada rdza i ciszy aplauz
A w tle uśpione szyby, kominy z nimi na linii
Puste magazyny, stare kopalnie
Jak zabawki z plasteliny w rękach Boga
Który już dorósł więc je zostawił
Zostawił także zawiść, nienawiść i zdrady

[x2]
Być może to miasto to twoje miasto
Ono nas budzi i nie daje zasnąć, nie daje zgasnąć
Może to miasto to twoja własność
Wciąż walczymy, jest wiele szans, yo, trzymamy bastion
Zachodnia część Polski, grubo po 17.00
Dziś związany z mym miastem, rozmyślania nad relaksem
By wszystkie sprawy poważne na bok odstawić można
I nie bawić się po kosztach, tylko V.I.P.'em jak La Costa
By unosił się dokoła brudny zapach pieniądza
Jak na gangsterskich filmach ten przepych dobry deal ma
W głośnikach [?] zabawa, sprawa pilna
Czy ekscesy przy henesi, czarna łycha czy jingi
Nie Redhat Kingpin tylko rozmarzony Rychu
Wytrawny płyn w kielichu, bruda na stoliku
By zapomnieć o odwyku, abstynencja nie wskazana
By bounce'owców na kolana zwalić ceną szampana
W którym kąpią się lolity, które tańczą pod te bity
By obalić wszystkie mity to pora licytacji
Ceny ciuchów wakacji, robię przerzut do Francji
W nowej kolekcji Kangola i to nie od sponsora
Rychu wybecalował i to wyobraŹnia chora
Podpowiada cenę Dolar, mocne Euro to nie szkodzi
Przecież jesteśmy młodzi, dziś apetyt mam straszny
Za 2000 sikor? zbyt tani, przecież znasz mnie
Jak lans przez duże L no to ***** na poważnie
Niejednego rozdrażnię, który chciał mieć to na zawsze
A na razie to wyraŹnie w atrapach śmiga wariat
Bo dla niego szczyt lans, druga liga kawiarnia
Za osiem koła garniak, jakoś mogę się pokazać
Spróbować to nadać, przecież Rychu to gwiazda
Na niego leci każda, zobacz co ma na palcach
Na kciukach odciski od liczenia kapusty
Siedem lat tłustych, nowa era rozpusty
Osaczony przez biusty czyhające na upusty
Po chirurgicznej korekcji chcą wywołać stan erekcji
Na korzyść protekcji, taki dodatek do pensji
Wsiadam do taryfy i spisuję nowe wersy
Moc monety i presji czy pożarła mnie pycha?
Wiele sugestii, chcesz zapytaj Rycha
P pamięta jak było bez sukcesów w Januszkach
Niełatwej drodze do nich bez maminego garnuszka
Póki co nie grozi puszka, mogę dziś się nawalić
Tym sukcesem upić, stać mnie się chwalić
Czy wypada mi tak żyć? nigdy taki nie byłem
Wiem ile przeżyłem, to demonstracja siły
Na siłę zaślepione oślepiłem-oślepiły
Materialne tricki, których ja nie nazwę blefem
Mógłbym tak żyć, z życia zrobić uciechę
Podbić od ziomali, którzy na ulicy z Lechem
Z nowym na sumieniu grzechem w poszukiwaniu szczęścia
Żyją codziennością, ja nie zmienię się w księcia
Rychu Ochudzki *****ę lans i nadęcia
Prawdziwy R A P ten lans mnie nie nakręca
Prawdziwy R A P ten lans mnie nie nakręca
Rychu Ochudzki *****ę lans i nadęcia

Taa, lans, lans? przez duże L?

Robię lans ziom, robię lans ziom
Robię lans ziom, robię lans
Robię lans ziom, robię lans ziom
Robię lans ziom, robię lans
[Liber]
Polski sarmata to pijacka krucjata
Język lata jak łopata
Potem męczy się i plącze
Ja kolejny browar sącze (ale najebany)
Jeszcze nie kończe
Mam kondycje, moją chwiejącą pozycje
Dzięki temu, że lubie tradycje
Nic mnie nie wybije z równowagi psychicznej
Tak jak dragi, ćpuny to są wraki
Już nie godne mej uwagi
Nigdy więcej nie poświęce
Dla mnie prosze złoto w butelce
Gul, gul, gul i wciąga mnie jak twister
Uzupełniam braki, idzie już nowy karnister (no myśle)
To szkodzi zdrowiu, mówi minister
Który sam nie stroni
Ani kropli nie uroni kiedy kwas polewa
Odmówić nie wypada, przeciąga się i ziewa
Potem siada na skórzanym fotelu
Potem gada od rzeczy
Za dużo, za dużo wypił cieczy
Przespał osiem godzin, w głowie szumi, co za ból
Chwyta butelke i robi gul, gul, gul

Ref.:
I gul, gul, gul i tak się staje żul
Gul, gul, gul ładuj zbiornik na full
Gul, gul, gul i tak się staje żul
Gul, gul, gul, gul, gul, gul, gul, gul, gul

[Doniu]
Butelka i gardła, niezłe przyżądy
Dzięki którym możesz poczuć w głowie zajebiste prądy
Obraz jak w Rubinie, ostrości brakuje
Trochę kontrast tu zawodzi no i głośność szwankuje
Oznaki chlania, łojenia, pizgania
Na okrągło dawania
Trzeźwością pogardzania
Na plusie dobry humor, giętkość języka
Imprezowa dynamika, bo ty ciągle tykasz (tykasz)
Jak bomba zegarowa twoja głowa, nie!
Tragedia Kurska tu się chowa
Kiedy rano w lustrze zombi
A we łbie ostro trąbi
Mówisz to ostatni raz
Lecz zanim zrobisz pas stwierdzisz
Najwyżej pójdę do AA
I dalej, choć ospale
Bierzesz browal i w kanale nie przejęty wcale
Kończysz wątek
-tak, słucham-
-cześć mówi Liber, pizgamy w piątek, wiesz?-

Ref.

[Kris]
Popijawa z kumplami piękna sprawa
Pamiętam to, że nikt nie odstawał
Każdy z nas przynajmiej raz spawał
Butelek nawał, potencjał niezły by się zdawał (tak)
Zawsze tyle by nie zabrakło
Połowa jest ze skórą wyblakłą, jak trupy bladą
Żegna się z gromadą, żegna się z zasadą godnie
Jak się daje to porządnie
Nie jednokrotnie do przedawkowania chwila
Te wyznania dla promila w różnych stylach
Kończy się tak samo, pamięcią przerwanął
Postawą zachwianął, lekkim przechyleniem
10 w skali Bufforta, wykręcona morda
Ostatni kontakt z otoczeniem
Następny krok ze zwątpieniem
To nie wrażenie, już wiem, że przesadziłem
Nie żałuje, dobrze się bawiłem
I wszystko grało
Obudziłem się i nie wiem co się stało
Wzrokiem wodze, patrze leże na podłodze

Ref: x4

-jestem król-
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo