Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Peja, Slums Attack - Geneza
Zalew - pomyśl nad tym słowem
Nie mów, że tak nie jest, możesz
Twardo stać w miejscu, a i tak Cię zaleje
Tkwimy w wielkim niczym, u progu banału
Pierwsi, którzy przeżyją życie mówiąc: nic się nie stało
Od harcerzy, przez partię, solidarność i kościół
Do tysięcy możliwości, które zalały Cię wraz z wolnością
Możesz tworzysz własny świat, lecz samemu głupio,
Wiec najchętniej jak kotlet panierujesz się grupą
Określnik, wyznacznik, potrzeba emblematu
Od godła, przez metki, po paszport Polsatu
Nie chce tego oceniać, aaa... jebać to chcę
Bo tak naprawdę przecież zalew również umoczył mnie
Daje wam swoje logo i stoję zanim, lecz te logo
ma być lodołamaczem, a nie ściągaczem granic
Chce by pchnęło do przodu, nie do muru przyparło,
To nie grupa facetów, dla których całe życie to Star Wars

Przyszedłem na świat, wyrzucony przez strumyk
Nauczony jak pływać, a wcześniej jak się umyć
Wyposażony w umysł i w ręce jak dwa wiosła
I serce jak kompas wśród miliona możliwości x2

Segreguje się euro i dolar, segregują już przedszkola,
Więc kiedy dorastasz, sam o segregację wołasz
Pozwoliłem, by określił mnie rap i krój spodni, [w jakimś stopniu]
Lecz swoim wnętrzem nie chciałem być modny
Symbol Alkopoligamii nie ma sterować, bo nie jest padem,
To jedna postać, jedna, nie goni za stadem
Łatwo jest odnaleźć rolę, o tym wspomniałem wcześniej
Mogę ci wyliczyć więcej ról, niż baranów przed snem
Bądź ojcem, by skołtunione życie z trudem przystrzyc
To szlachetne ,chodź ojców znałeś kilku zajebistszych
Bądź żoną zadbaną co noc, nie żoną zniszczoną,
Bo każdy facet ma diabła w spodnich, a on nie słucha w mono
Takie wybory przez ludzi podjęte imponują mi
Wbrew pozorom, właśnie tym niedrogim sprzętem
Życzę im tylko, by każdą z podjętych ról
Grali z pasją w oczach, a nie, bo w oczach innych jest cool

Przyszedłem na świat, wyrzucony przez strumyk
Nauczonych jak pływać, a wcześniej jak się umyć
Wyposażony w umysł i w ręce jak dwa wiosła
I serce jak kompas wśród miliona możliwości x2

Jeśli wlazłem na ambonę, sorry, już sam się z niej strącę
Mam piwo w reku, muzykę w uszach, trip i błądzę
Ten świat lepiej, niż ludzie tłumaczyły mi dźwięki
Do szóstego roku życia znałem brzmienie udręki
Brzmienie radości, bójek, relaksu, kiczu
Panowie z Pink Floyd pomogli mi to wyczuć
Nie odwracaj on niego uwagi, od zmysłu
On może lepiej poprowadzi Cie przez życie, niż Chrystus
Wizja, fonia lub coś jeszcze nienazwanego,
Jeśli trafisz, wszystkich, którzy wątpia przegoń
To działa dla mnie, lecz dla Ciebie nie musi
Znowu mnogość wyborów coś zaczyna mnie dusić
Wielki as, co w swojej norze klepie nocą literki
Chuj ze Mną ktoś zdobywa właśnie ośmiotysięcznik
Robię jedną rzecz dobrze tylko czy aż
W zalewie opcji zafunduję zalew wątrobie, a masz

Przyszedłem na świat… [aha, zgadza się]
Wyposażony w umysł… [nie bądź taki kurwa pewny]
Wille, pakty, konta, jachty, whisky, kontakty, zyski, kontrakty
eja eja ooo to fakty eja eja oo to fakty
Wille, pakty, konta, jachty, whisky, kontakty, zyski, kontrakty
eja eja ooo to fakty eja eja oo to fakty

Szad:
Spójrz mi prosto w źrenice niech widzę twe obietnice
bo chyba ja jestem krótkowidzem
te realia to malaria
a ten kraj ma szanse żeby niedługo tu była druga Somalia,
kradzione pieniądze dawno już pierze Szwajcaria,
żal jak patrzę jaki kraj mam
czasem chce wziąć Time Out i oby dalej od tego łajna,
ciekawostki może to że cząstki Polski
poszły jak akcje na Wallstreet w obce ręce
kto z kim wnioski rozkmiń kiedyś napiszą o tym książki.
Wille, pakty, konta, jachty to fakty nad tym cień katarakty
a gdy ktoś docieka prawdy ma w tym interes prywatny:
to-to fakty to-to fakty

Nullo:
Co tu może kodeks karny posiada własne prawa rynek czarny
to nadzwyczajny układ tajny to jest kasa
zyski, s-klasa dziwki whisky opon piski zakazane pyski
oni maja wszystkich w garści a wiec nie ma o co się martwic
problem tkwi w czynach władzy to pajęczyna powiązani nią Polacy

Pork:
Jednych stać to żyją chwilą dla nich to karnawał w Rio jedzą i tyją
inni żywią się padlinę nie dbając o szkliwo.
Jedni mają w rodzinie poparcie już na starcie
a drugim zabrakło na tyle szczęścia
by urodzić się w miejscach gdzie siła nie opiera się na pięściach
czytałem stało gdzieś tam,
że pomoże regeneracja nowej generacji racja, alternatywa edukacja
lecz przeliczasz dzwonki połowę szkół to prywatne skarbonki.

Refren:
Wille, pakty, konta, jachty, whisky, kontakty, zyski, kontrakty
eja eja ooo to fakty eja eja oo to fakty
Wille, pakty, konta, jachty, whisky, kontakty, zyski, kontrakty
eja eja ooo to fakty eja eja oo to fakty

Peja:
Żyjemy na świecie gdzie co cztery sekundy ktoś tutaj umiera z głodu
Daj mi skurwysynu do radochy jeszcze więcej powodów,
za aferą afera afera afera ferment goni frajera
który kradnie poniewiera gdy przypał sie wypiera jego głód nie rozpiera.
Moralny upadek spekulacje ich skutki
pozawyżajmy ceny w euro sztucznie osłabiajmy złotówki
w parlamencie zgnilizna na ulicach głód robotnicze wendety
niestety z góry było to do przewidzenia tak jak hatrick Paulety.
Frajerom wciąż mało kilku z nich się zebrało
nic to nie dało jak obrady na szczycie w Mao,
a biedny człowiek je na zapas i nie pytaj dlaczego tak zrobi
a nasz rząd suwerenny liże dupę Bushowi.
Gdzie równość społeczna doktryna zbyt niebezpieczna
PRL był ubogi lecz ja ten system besztam
i tak jak cała reszta wrzucam grosze do skarbonek
konta jachty kontrakty tego ci życzę ziomek

Pork:
Forsa i człowiek związek który niszczy myśli,
powiedz myślę inaczej niż ty, że to korzyści wyścig
czekamy kiedy sen się ziści być jak kraj kwitnącej wiśni
patrzeć bez zawiści! błąd niestety! W miarę jedzenia rośnie apetyt,
fakt ten odczytany z ludzkich twarzy nie z gazety.
Na tym etapie tematem utrapień ludzkie bezmapie
od dawna rządzi tutaj papier wiec i ja ten patent u siebie w kieszeni,
bo wiem ze świat się nigdy nie zmieni

Nullo:
Tyle lat ten sam temat, tyle lat ten dylemat,
tyle lat ten sam schemat, tyle lat i nic się nie zmienia
kiedy będzie ten dzień gdy przestanę oceniać błędy, zobaczę postępy.
Kiedy będzie dzień, gdy będzie już OK nam tu, w końcu, Trzeci wymiar
SLU

Refren:
Wille, pakty, konta, jachty, whisky, kontakty, zyski, kontrakty
eja eja ooo to fakty eja eja oo to fakty
Wille, pakty, konta, jachty, whisky, kontakty, zyski, kontrakty
eja eja ooo to fakty eja eja oo to fakty
[Firma 2006 studio baza Londyn eeeee 
Glos prawdziwej ulicy prosto]
Kimś jestem, kto, kimś jestem, kto, [firma] kimś jestem, kto
F – I – R – M – A

Ref
Kimś jestem, kto, wie, o co chodzi poznałem ulice
Kimś jestem, kto, wie skład pochodzi nie chce być na szczycie
Kimś jestem, kto, potrafi kochać nienawidzić Zycie
Dawno wracam z stamtąd gdzie ty dopiero idziesz

Kimś jestem, kto, wie, o co chodzi poznałem ulice
Kimś jestem, kto, wie skąd pochodzi nie chce być na szczycie
Kimś jestem, kto, potrafi kochać nienawidzić Zycie
Dawno wracam z stamtąd gdzie ty dopiero idziesz

Zw. 1
Jestem tym kimś, kto wierzy w To,
Ze ma czas by zmienić cos, by zmienić cos,
Jestem ty kimś, kto chce podążać prosto,
Bo do tej pory w moim życiu ostro
Jestem tym kimś, kto ma zasady
Nimi się kieruje jestem gitem rozumiesz
Jestem tym kimś, kto pieniądze ma za nic
Bo nie dają szczęścia, lecz mogą mnie zabić
Jestem tym kimś, kto ukochanych dwoje ludzi stracił
R.I.P dla mojej babci
Jestem tym kimś, kto zawiódł wielu
Zawsze w mej pamięci wybacz przyjacielu
Jestem tym kimś, kto chciał być zły
Kurwa siedzi To we mnie do tej pory
Wiec spójrz w moje oczy one odbiciem duszy
Umiesz z nich czytać słuchać nie musisz

Zw. 2
Ja nie jestem artysta jestem rzeźnikiem
Żyje na ulicy od lat nagrywam hardcorowy rap
Czy jestem tego fanatykiem TAK!!
Tak sadze muzyka ludzi łącze
Z jednej strony brawa z drugiej listy gończe
W moich oczach pozostaje sobą i czuje się z tym dobrze
Jestem człowiekiem nie zawsze postępuje mądrze
Ulica jest wzorcem po niej stąpam po nie bladze
Ona mnie ukrywa i płaci pieniądze
Weź mnie nie naśladuj jak chcesz być na wolce
Pamiętaj pieniądze To nie wszystko droższe
Od pieniędzy domowe ognisko
Zrozumiesz To jak stracisz wszystko tak prawda
Modlisz się do boga a udajesz diabla
Jestem tu od dawna widzę wszystko
Jestem kowalem swego losu mogę robić wszystko
Mam na Zycie sposób ja walczę nie unikam ciosów
Z kurwami nie tańczę rozumiesz z kurwami nie tańczę firma

Ref
Kimś jestem, kto, wie, o co chodzi poznałem ulice
Kimś jestem, kto, wie skąd pochodzi nie chce być na szczycie
Kimś jestem, kto, potrafi kochać nienawidzić Zycie
Dawno wracam z stamtąd gdzie ty dopiero idziesz

Zw. 3
Kim jesteś dla innych a kim w swoich marzeniach?
Jak ewoluujesz jak się ciągle zmieniasz?
A może to inercja i zgubiona wena
Zycie kiepsko mija, kiedy zła samoocena
Nie szanujesz swej istoty dostaniesz od otoczenia
Brak respektu szacunku życzliwego pochodzenia
Nie zdrowe klimaty To wkręcanie sobie fazy
Chore projekcje w tej jaźni obrazy
Zreformowane wizje twojej postaci
Realne podejście charakter bogaci
Nie jeden Se straci, gdy spogląda w lustro
Skrzywdzonych przez naturę osób jest mnóstwo
Nie musisz być jak bustwo Nie ważna jest okładka
Ale autorefleksja tak samo jak ta gadka

Zw. 4
Czy mierzysz realnie siły na zamiary?
Czy leżysz lukiem i nie boisz się kary?
Na co jesteś za młody a na co za stary
Twój milion nic nie warty czy może To dolary
Twoje myśli To spokój a może To koszmary
Przeciwko kurestwu i chce uniknąć kary
Ze z ulicy zarobek To od razu nie uczciwy
Tu wszystko elegancko i naprawdę nie na niby
Ale patrzę dookoła coraz częściej widzę marność
Jak szerokość łokci podnosi czyjąś wartość
Wśród tych, co jeszcze nie zrozumieli ze
W dupie byli i Głowno widzieli
Bo gangsterski film nie jest tu nowością
Nie jeden się rozjebie żeby cieszyć się wolnością
Sam siebie oceniaj i lepiej ze skromnością
A prawdziwych wartości bron z zawziętością
Kim jesteś dla siebie z dalszej perspektywy?
Czy jesteś jeszcze biedny czy na dnie złota żyły?
Idziesz prosto przed siebie czy dajesz wiarę mitom
I czy sam do siebie podbiłbyś z witą

Ref
Kimś jestem, kto, wie, o co chodzi poznałem ulice
Kimś jestem, kto, wie skąd pochodzi nie chce być na szczycie
Kimś jestem, kto, potrafi kochać nienawidzić Zycie
Dawno wracam z stamtąd gdzie ty dopiero idziesz

Kimś jestem, kto, wie, o co chodzi poznałem ulice
Kimś jestem, kto, wie skąd pochodzi nie chce być na szczycie
Kimś jestem, kto, potrafi kochać nienawidzić Zycie
Dawno wracam z stamtąd gdzie ty dopiero idziesz

[PROSTO FIRMA FIRMA FIRMA
Kaczy proceder, To jest, To jest To
Jesteśmy z wami cały czas słuchajcie
Tak właśnie tak F – I – R – M – A
Daje wam znak, A JAK!!
Brrrrrrrrrrrraaaaaaaa]
ONAR:
Ej!
Hip hop to miejsce gdzie możemy się spotkać,
Pogadac o zwrotkach walnąc browar na schodkach.
Możemy się pośmiac z Fake MC's , ze starych czasów,
Z drogi którą nikt już nie chce iśc i ze starych tracków .
Pamiętajmy o korzeniach ale ważne co jest teraz,
Ale najważniejsze jutro to co możemy pozmieniać.
Kiedy słyszę taki beat myślę z kim nagrać,
A nie z kim miec beef, dać szacunek wziąc zwrotkę która zamknie twoj pysk.
Jak każdy MC noszę Hate'ing na plecach,
Ale nosze jeszcze więcej propsów na Letarg.
Słuchają bloki i osiedla, dzielnice i osiedla,
Raperzy są różni a muzyka jedna.
Sztuczne podziały to gówno już nie wróci,
Tu nie ma kto się godzic, bo nikt się nie pokłóci.
Pamiętaj rapowanie rąk nie brudzi,
Ten track to dowód ze Hip-hop jest od ludzi dla ludzi.

Ref:
Bóg dał nam Hip-hop zeby nas łączyc nie dzielić,
Choć jesteśmy z różnych miejsc różnych dzielnic.
Chociaż jesteśmy z innych bloków i osiedli.
Musimy robic jedno. Robic najlepszy Hip-hop!

Hip-hop Hip-hop, Hip-hop Hip-hop Hip-hop x3
Hip-Hip Hip-hop .
Musimy robić jedno robić najlepszy Hip - Hop

KOSI :
Dobra, słuchaj mnie kolo ty kolo pewnie mnie znasz,
Nie muszę być tu ikoną, ikoną jest każdy z nas,
Skoro życie ma mieć kolor ten kolor chce lepiej widzieć,
Ja oddałem swoje serce tej kulturze, tej muzyce.
To jest ten hip hop on wiecznie będzie trwał,
Ty nie próbuj nas podzielić, bo zostaniesz wtedy sam jak palec.
Dostałeś palec, chciałeś odgryźć całą rękę?
Ty kurwo! Szukasz podziałów by kosić grubą pęgę.
NIE MA CHUJA! Jest jeden hip hop, jest jedno życie,
Jeden Bóg jeden świat, ej halo czy nas słyszycie?
To JWP, Hudy HZD i Onar! (tak jest!)
W jedności siła nikt już nas nie pokona.
Od lat trzymamy Brat respekt dla dobrych składów,
WWA, Wrocław, Kato, Poznań, Trójmiasto, Kraków.
Od lat trzymamy fason sprawdz ty numero uno,
Diss respekt dla Hejterów nawet na nich bym nie splunął.

Ref:
Bóg dał nam Hip-hop zeby nas łączyc nie dzielić,
Choć jesteśmy z różnych miejsc różnych dzielnic.
Chociaż jesteśmy z innych bloków i osiedli.
Musimy robic jedno. Robic najlepszy Hip-hop!

Hip-hop Hip-hop, Hip-hop Hip-hop Hip-hop x3
Hip-Hip Hip-hop .
Musimy robić jedno robić najlepszy Hip - Hop

HUDY HZD :
Pozwolę nazwać się wybrańcem ziomal to nie nowość,
Robię prawdziwy Hip-hop inaczej jestem sobą,
Jestem dzieckiem tej gry w tą gre wszedłem wierząc,
że mam ja we krwi niszczę tych co rap kaleczą.
Ja za jednym podziałem i ty zostaniesz ze mną,
Styl i jego brak różni jak światło i ciemność,
Nastąpił BUM na rap i przyciągnął leszczy,
To gówno i chłam i znów zaciskać zęby.
Mam przemyślany plan gdy hastuje Słowami,
Znów rzuciłem je na bloki, znów te bloki je zagrały,
Dały mi inspiracje, wiesz co jest grane dzieciak,
Porwała mnie zajawka nie zrzutka na setkę.
Ja jestem ta kobieta: czysta pasja,
Wiesz czyj czas nastał Diil Gang moc wzrasta.
Choć Prawdziwych garstka, Ja pcham to ziomal,
Od lat tu jestem Kosi, HZD, Onar OO!

Ref:
Bóg dał nam Hip-hop zeby nas łączyc nie dzielić,
Choć jesteśmy z różnych miejsc różnych dzielnic.
Chociaż jesteśmy z innych bloków i osiedli.
Musimy robic jedno. Robic najlepszy Hip-hop!

Hip-hop Hip-hop, Hip-hop Hip-hop Hip-hop x3
Hip-Hip Hip-hop .
Musimy robić jedno robić najlepszy Hip - Hop
Moje wczoraj było bez następstw ale szukało ich długo
więc moje dziś zbudzi się po jedenastej grubo
niewiele zmienia ta pora bo po raz setny
dziś ma to samo co wczoraj co miał dzień przed tym
od najwcześniejszych godzin po zmrok
wszystkie dni mają problem jeśli chodzi o wzrok
machnąłbym ręką na wadę nieistotną
zniósłbym astygmatyzm przeżyłbym krótkowzroczność
ale one łapią ostrość nawet kiedy w dal patrzą
i mają bogatą wiedzę o kolorach a nawet a nawet bogatszą
nie słabnie im wzrok choć patrzą non stop
moje dni widzą nieźle problem w tym że wąsko
niewielka wada która sprawia że te dni widzą tylko to na co patrzą
akurat i gryzą ten mały horyzont z nawet dobrą skalą
lecz bez szans żeby objąć całość

Z dnia na dzień żeby wzrok przywykł
uczę moje dni zmiany perspektywy
bo wciąż wąsko widzą mimo tylu przynęt
a tak trudno zwiększyć im horyzont choćby o centymetr
z dnia na dzień żeby wzrok przywykł
uczę moje dni zmiany perspektywy
i każdemu z nich co tak pilnie oka strzeże
mówię patrz trochę szerzej patrz trochę szerzej

Wcześniej dni nie były często gotowe
ale dziś biorę moje dziś na męską rozmowę
i mówię mu "Wiem że masz wadę ale chuj z wadą
przestań tak wypatrywać jutra i spójrz w prawo
spójrz w lewo gdyby pójść na bok
żeby puls tego wyczuć co dotychczas było pół-zjawą
e ej nie bądź chłopcem schowaj tę pogardę
wiem że kryjesz pod nią strach przed tym co jest obce
to prosty chwyt nie próbuj go ze mną
mam dość tych dni uwikłanych w codzienność
tolerujesz innych brawo
teraz gardź tolerancją idź dalej znajdź w sobie ciekawość
może to po ciemnym wczoraj taki kac ci przypadł
ale przestań wszystko wiedzieć zacznij pytać
i nawet bez ambicji że cokolwiek dostrzeżesz
patrz trochę szerzej patrz trochę szerzej"

Z dnia na dzień żeby wzrok przywykł
uczę moje dni zmiany perspektywy
bo wciąż wąsko widzą mimo tylu przynęt
a tak trudno zwiększyć im horyzont choćby o centymetr
z dnia na dzień żeby wzrok przywykł
uczę moje dni zmiany perspektywy
i każdemu z nich co tak pilnie oka strzeże
mówię patrz trochę szerzej patrz trochę szerzej
Nie wiedziałem w jaki sposób to zrobie
ale wiedziałem że nie dam się wiesz
nie przegram mojego życia...

nie jednego z moich kumpli bez pardonu nazwiesz żulem
każdy z nich tu stosuje od zawsze opcje bullet
a ja się dobrze czuje w swoim środowisku wierny
ulice z krwi i kości chcesz to czuj się od nich lepszy
ja nie dałem tutaj odczuć żadnemu z moich ziomków
bo demonstrować siłę moge takim jak ty gnojkom
od lat funkcjonuje w tych dwóch światach naprzemiennie
dziś melina jutro salon bo prawdziwość siedzi we mnie
bo nie musze nic udawać kurtynka czy też sława
wciągają zaraźliwie tych bez charakteru zasad
nawet gdy byłem chudzielcem na dzielnicy byłem wielki
nie ma miejsca jak dom ziomek nie ma stąd ucieczki
pozostaje w dobrej formie chociaż standard życia lepszy
to w głowie się nie pieprzy nie chce czuć się najważniejszy
bo nie umniejszy twoich zasług dobry człowiek
z którym co dzień zbijam piątki i na rogu z nim stoje


(ref. x2)
chcesz przyjrzeć mi się z bliska to klasyka jeżycka
znam tu każdego pyska dla nich od lat w tych rytmach
z życia korzystam portretuje rzeczywistość
ulic na których przeżyłem i nie dałem się zamulić

mam szacunek na dzielnicy i wszystko mi to styka
wystarczy że Jeżyce powiedzą że mają rycha
dbam o tradycje podtrzymuje ten pierdzielnik
cały czas kombinuje żeby nie opuszczać dzielni
nie każdy ma tu bejmy jaki wzrost gospodarczy
to co widze na ulicach w zupełność mi wystarczy
tu salonów ciążowych tyle co monopolowych
tu nieznane są najnowsze trendy mody kanony
dzieciaki palą wąsy wciąż kurwy ślą donosy
a złodzieje piją wódke po nieprzespanej nocy
wzmacniają się przez nosy to rzeczywistość posyp
stosują uliczną przemoc której na co dzień masz dosyć
co brama to melina to Jeżyce -znasz klimat
smak drin taniego wina co rusz rozbita rodzina
której synonimem jest zacne słowo konkubinat
złapany w sidła życia jeżycka siła

(ref. x2)
chcesz przyjrzeć mi się z bliska to klasyka jeżycka
znam tu każdego pyska dla nich od lat w tych rytmach
z życia korzystam portretuje rzeczywistość
ulic na których przeżyłem i nie dałem się zamulić

masz tu moją własną interpretacje losu biedoty
prezentuje nurt muzyczny który pakuje w kłopoty
chcesz rynkowo zdyskontować mode którą zwiastuje
prezentując nowe tracki niecny plan ci pokrzyżuje
ekspresja chamstwa chuligaństwa na koncertach
rynsztokowy język z tego chcesz mnie zapamiętać
SLU exa co na ciężkim rapie zna się
nie przypadne do gustu poniedziałkowej prasie
próbowali mnie skazać na ostracyzm łajdacy
pieprze ich wydaje płyty wciąż jeżdże w trasy
oto kamień milowy w dziejach polskiej muzyki
mam dziś czelność tak twierdzić zgodny z prawdą przytyk
ten co nie stroni od zadym ziomek na to nie ma rady
bo nie wchodze w układy z dziwkami jak tanie szmaty
co bardziej przystępne tracki chcą grać w radiostacjach martwych
zapomnieli o muzyce z zawartością serum prawdy

(ref. x2)
chcesz przyjrzeć mi się z bliska to klasyka jeżycka
znam tu każdego pyska dla nich od lat w tych rytmach
z życia korzystam portretuje rzeczywistość
ulic na których przeżyłem i nie dałem się zamulić

myśmy walczyli pazurami się chwytali tego co,
co mogliśmy mieć tutaj, to było kiedyś dla nas wszystkim
te kurwa mury ten wiesz odpadające tynki w środku ,
te zagrzybiałe kurwa mieszkania w których ludzie gotują jedzą śpią i
próbują się kochać...
[Peja]
Ski Skład
Parę hien w życiu namawiało do kurestwa
Jak myślisz, co wybrałem, być nie mieć to moja kwestia
Jak najdalej od takich, którzy chcieli by dorobić
Jak pasożyt się podłączyć do umiejętności twoich
I ssać by chciało, widzę takich, to mnie czyści
Z twojej ciężkiej pracy chcieli by mieć korzyści
Przydupasy, podłączki, uśmiechy, uścisk rączki
Branżowi ocieracze przyczepiają się jak rzepy
Propozycję warte grzechu, opcja na rok te tandety
Zaróbmy parę groszy, wspólnie zróbmy coś fajnego
Zawsze powiem wypierdalaj, jeszcze nie wiesz dlaczego?
Na ty to mów kolegom bo ja do nich nie należę
Chociaż kwiczę i leżę to chałtury się nie chwycę
Grzecznie też umiem odmówić, nie dociera, to zaryczę
Kocham muzę nie banknot, hajs mnie nie zdegenerował
Jedynie zła ulica i berbela żołądkowa
Kontroluję swoje ruchy jak odprawa paszportowa
A tych paru chce przemycać, jakieś brudy wnieść na pokład
Zagraj koncert w jego ciuchach a współpraca będzie dobra
Tych kilku drobnych cwaniaczków, pseudo promotorów popatrz
Kombinują jak rap sprzedać i za niego skasować
Pod przykrywką promować, nawpierdalasz się do syta
Tylko nie z mego koryta, być nie mieć jesteśmy kwita
Oto kolejny cytat z kolejnego klasyka
Bez pomocy i ryzyka, że ktoś słucha i rzyga
Że ktoś patrzy i pluje, wiedz, że dobrze tu główkuje
Z kim trzeba się umówię, trzymaj się ode mnie z dala
Podejmuje decyzję na które godność mi pozwala
A hieny żrą ochłapu psując nam wszystkim opinie
Ich czas niedługo minie, mówię swoim w rodzinie
Być nie mieć to brzmi naiwnie, inaczej nie dam ci przeżyć
To jest właśnie ta wartość, w którą zawsze będę wierzyć
Być nie mieć

Ref.: Być nie mieć to odwieczny dylemat
Być nie mieć my we dwóch coś na temat
Być nie mieć konsekwentnie ten sam schemat
Przemyśl to sam, bo reguły na to nie ma x2

[Wiśniowy]
Kolejny dzień tygodnia, który ciężko się zaczyna
Siódma trzydzieści czas do pracy się zbliża
Zmęczone oczy moje i zawsze wredna mina
Przed siebie idę twardo, żeby do piątku wytrzymać
Gdzie leży przyczyna, że pieniędzy wciąż za mało
Więcej by się chciało i niech w końcu by się stało
Ale nigdy nie posłuchał podpowiedzi jegomościa
Który z mojej muzyki będzie robił sobie hity (obciach)
Wejdź do studia, ja przeliczę jakie przynosisz profity
Wolę z Peją się ustawić, żeby bity poukładać
Wolę z Decksem w domu wokale popoprawiać
Potem wsiąść do bany, bez biletu ale z wiarą
Że to co robię będzie lepszym się stawało
A dla ciebie to za mało, mówisz że się nie cenię?
Najważniejsze są pieniądze, ale nie na mojej scenie
Wole, żeby ten kto słuchał to co robię docenił
Żeby tylko mi powiedział: żebyś Wiśnia się nie zmienił
Bo dobrą idziesz drogą i kumple ci pomogą
Żebyś doszedł do celu jak doszło już wielu
A gdy wreszcie już tam będziesz pieniądz też tam czekał będzie
Wtedy tego jesteś pewny, że zawdzięczasz wszystko sobie
I każdego dnia to wspomnisz obmyślając plany nowe
Jaka ciężka była droga, lecz odwagi ci to doda
Być nie mieć, Ski Skład, Wiśniowy oto moje dla was słowa

Ref. x2
Chyba odpuszcze sobie dzisiaj lacoste,
Wrzucam na noge czarne pumy nad koctke.
Chce odo tiuke i nówki sztuki,
Chcesz je zobaczyc? Zrób mi buki.
W strefie zostane bo już raczej blisko
Chyba nie wpuszczą mnie na zamek Wintsor.
Ale poza tym wpuszczą wszędzie.
Tutaj też jestem już pełnoletnia.
Wbijam i kurs na bar po pierwsze.
Za browar płace dobrą dyszkę na rękę.
Będzie bolało jak sprawdzę kurs.
Bo zarabiam w zetach, a przepije funty.
Proszę barmana żeby dolał bakardi,
Bo nie chę o fundusz jak Polak sie martwić.
Przepuszczam w kantorze miesięczna pensję,
mam ciężki portwel i lekką rękę.

Ref.
To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Od zmieżchu do świtu.
Ood zmierzchy do świtu. X3

To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Noc basów i bitó, jeea.

Klimat jest jaki jak skąd to masz.
A ja robie oczy jak london eye.
I najpierw piję a potem tańczę,
Albo odwrotnie, zanim zacznę.
Zmieniamy miejscówke (lilu łap sie).
Nie łapię co mówi ten hindus w taksie.
A jeśli mówisz że masz już dość,
To sie nie unoś jak londyński most.
ŁAilie, i Kainow i Dasy Rascal,
Stare dobre czasy czyli Rap Sound.
Nie mów że sież bo nie widzisz stąd.
Wszystko zasłania ci British Fog.
Żałuj człowieku że cie tu nie ma.
Impreza grubsza niż Heid Menrena.
Czuję się jak królowa prawie,
A William mnie jeszcze nie poznał nawet.

Ref.
To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Od zmieżchu do świtu.
Ood zmierzchy do świtu. X3

To będzie długa noc,
To będzie długa nooc.
Noc basów i bitó, jeea.

Nie ma lebszego miejsca na clubbing,
Bo tu sie po prostu nie da nie bawić
O szustej skumam, jestem gdzieś na wyspach,
Bo tytaj sie nie da wyspać.
Jesteś taki luzak a ten beef cię pochłonął
Nagrałeś album? Zrób trasę koncertową
Ciekawe gdzie zagrasz? Jest skończony w kilku miastach
Lista wciąż rośnie koniec kariery nastał
Wielkopolska - nie zagra
Kielce - nie zagra
Kraków - nie zagra
Chcesz to dopisz coś wariat
O fanów swych zadbaj czy w ten sposób ich nagradzasz?
Otrzymując kolejny wilczy bilet nieprawdaż?
Czekałem by móc odpowiedzieć tobie wers po wersie
Znów nadarza się okazja a więc powiem jesteś leszczem
Czujesz jebnięcie wiem przechodzą cie dreszcze
Ja cię gadką swą zadręczę bo za siebie nie ręczę
Pojebało ci się we łbie chociaż łbem byłeś od zawsze
Wdepnąłeś w niezły pasztet skończę twą karierę właśnie
Mówię poważnie bo to ciebie dziś się tyczy
Bo możesz całe życie walczyć i zostać z niczym

Ref:
Twój ruch moja kolej teraz ty czekałeś pojeb
Uwierz warto było zwlekać z odpowiedzią masz dziś dołek
Zanuć bananowy song tej ty podrabiany ziomuś
Przynosisz wstyd dzieciakom z tak zwanych dobrych domów
Takim jak ty hejterom dziś ode mnie w dupę kop
Bo hejterów napierdalam jak Jay i Cichy Bob
Ma bekę każdy chłop przesłuchując moje kontry
Atak najlepszą obroną już nie jesteś taki mądry, co?

Nie myśl sobie, że między nami będzie zgoda
Charyzmą miażdży cię doda, beef'u będziesz żałował
Tracisz twarz mi ciebie szkoda dosłownie i w przenośni
Bo zmiażdży ten twój pysk moja pięść i ten nośnik
Nigdy nic złego nie widziałem w pieniądzach
Zawsze mówiłem, że z muzyki wyżyć można
Chałturę odstaw wciąż się parasz tym prostak
Tylko w kiepskich przedsięwzięciach bierze udział twoja postać
Dla ciebie potwarz lubisz ten obciach w gównie po łokcie sprawę te zostaw
Mówią mi ludzie gówna nie ruszaj tyś prowokator ciąg dalszy wymuszasz
Nic nie rozumiesz masz mózgu zator bo nawet prokurator zrozumiał co się stało
Za to ty dupku przy swoim obstawiasz szczerze podziwiam ten twój niby zapał
W ryja wyłapał i szuka winnych dać się zbić na koncercie za incydent wypijmy

Ref:

Ten beef mógł być wcześniej spytaj kiedy? no wtedy
Gdy przyjebał się w 'Klanie' o reprezentantów biedy
Wujek dał cię do słuchawki wypierałeś się niestety
Tak jak po Zielonej Górze wtedy też ściemniałeś leżysz
"Robię lans" "Nie kocham hip-hop" W tych numerach Ryszard cisnął
I się nie doczekał ripost bo siedziałeś cicho pizdo
Nie szukam sprzymierzeńców tak jak ty pomyleńcu
Choć w branży sukcesu a słuchaczy znaczna większość
Masz ze mnie niezłą bekę a nagrywasz cały mixtape
A to ja niby na spince i kolejny raz cię niszczę
O jedno cię proszę durna pało nie prowokuj
Myślisz, że wygrałeś beef? Twoja racja mój spokój
Te moje al'a filmiki bardziej śmieszą niż 'Bezele'
A ty jesteś zwykłym cwelem jak kumpel Vienia Pele
Franc Maurer bez wątpienia jest postacią fikcyjną
Za to Franc Lucas to konfident na 100% pipo
A ty American Mylffon za kartelem podążyłeś
Więc kto się okrył hańbą ja czy ty? Już nie żyjesz
Teraz ci przypierdoliłem jak Jay'owi z Prodigy
Zanim powiesz coś dwa razy się zastanów Polska szydzi

Ref:
To LWC ludzie, więc podajcie lód, wódę lub rum
dolej rudej, dupę rusz, podnieś w górę swoje łapska
bo zaczynamy trzaskać
czeka cię dawka wysublimowanego chamstwa
to nieprawda, że możemy tym pozarażać
bo pozarażam tym jak zaraża tym zaraza
ej stop wyłącz Mareczku...
to chyba jakiś bezsens, pieprzę takie bzdury
zawsze gdy się śpieszę z tekstem
jestem śmieszny jak Halama
zawsze, kiedy zajaram dobry stuff u Adama
to nie bounce mama, dość tego cyganie
otumania młodzież gorzej niż bania u cygana
to jest dramat a może być tylko coraz gorzej
tylko położę się spać mam film, kilka książek
chcę pole ganji, żyć z UE dotacji
może posadzić drzewo, czasem polować na kaczki
nie martwić sie tym, że wyjadę i nie wrócę
Łódź Teofilów to na zawsze LWC

[x2]
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz zbakać się to LWC
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz napić się to LWC

dwadzieścia siedem lat w burdelu, które nazywamy państwem
młody, piękny, bogaty, wyluzowany zawsze
ja chcę taki być, ty daj mnie taki myk
by Hawana Panama Bahama tu na bananach drin
paranoje mam większe niż Ich Troje
choć nie posiadam kolorowych włosów na głowie
powiedz mi w mig nie chcę, zastrój się myk
tylko zig (zig) zag (zag) i liście tlić
myśl pif (pif) paf (paf) dym ziomek daj to
lubię, kiedy dym porusza wodę zdatnio
mógłbym tylko żyć, pić, podróżować z fajką
ty masz tlen ja skręt tego nie wymieni kantor
więc pal, bo ci zgaśnie bla-bla
żyć tak na co dzień to zbyt łatwe wariat
a jednak się lenię, zielenie tyle nie na węzła
siły mnie nie myl mnie nie ominie mnie ta perła
miele i nie płacz, że wolisz włosy na żel
tu masz smak alkoholi i maskoty na parze
więcej nie zdradzę, sprawdź to przyczyna
LWC, czyli ziom - Lód, Wódka, Cytryna

[x2]
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz zbakać się to LWC
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz napić się to LWC
mój znak zodiaku to baran
jadowity jak z komodo waran
robię rap ze swobodą nawet, gdy sie nie staram
a nakręca mnie ganda
niejeden żandarm chciałby mi chociaż wkleić mandat
liryczny wandal, co woła - jebać system
muszę podołać w zgoła, winnym systemie zaistnieć
odpalam samoistnie w pysku z gwizdkiem
zapłon świrus, co zarazi ci mózg jak wirus laptop
kaszlę z przepalonym płucem
znasz mnie, pomysł na życie zawarłem w skrócie
LWC, bo lubię wygolone cipki
już rodzice zwykli mawiać, że mam w głowie tylko zbytki
ale nic mi nie zanosi się na poprawę
tylko lLolki, wolne style i ciągle się bawię
z dnia na dzień bowiem wyduszam z siebie wersy
surowe jak półtusza w mięsnym, nie wzruszam się tym
jestem lirycznie wysublimowanym chamem
wyrzuć łapska w górę, jeśli masz podobną banię

[x2]
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz zbakać się to LWC
Jeśli nie wiesz, co robić a możesz napić się to LWC
Styl życia gnoja, N.O.J.A

Przygotowany na to, by znów rozczarowywać
w takim samym stopniu jak zachwycać (ta)
Przygotowany na kolejne wiadro pomyj
z którego nic sobie nie zrobię. (tak)
Oddaję wam ten materiał jako kawał dobrej sztuki muzycznej
po raz kolejny podnosząc sobie poprzeczkę jako artyście
a wam jako słuchaczom i nie ważne co kto tym razem powie
Rychu Peja był i jest stylowym gnojem. (ta,ta,ta)

Jakie życie taki rap, ok, to tylko muza
Niech wszystkich tych fałszywych mój styl życia gnoja wkurza
Jak u każdego burza w mózgu, czas na new school
Reprezentuję hip-hop od zawsze na tym wózku
Jadę pod prąd, jebać modę bracie, siostro
Dzięki prawdziwym za prawdziwą dłoń pomocną
Krytyk powie o mnie - artystyczna prowokacja
Nic o mnie nie wiedząc P do N – wjeżdżam z laczka.
Moja afirmacja stylu życia nie zachwyca
To mój rap, mój styl, mój głos, moja ulica
Styl życia gnoja, gnoja życia styl czytaj
Życie ostro dojeżdża, to tylko rap, bywaj.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo