Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Taki skurwysyn...kocham Cię
Weź mocno mnie obejmij, jakby świat miał dziś się skończyć,
Ja chwycę cie mocniej i przytulę, weź mnie dotknij.
Wierzchem swojej dłoni przejedź po moim policzku,
Poczuj twardy zarost, spójrz mi w oczy, jestem - przyjdź tu,
Na serio tysiąc słów, tysiąc gestów i pomysłów,
Jestem przy Tobie, bliskość, pomieszanie zmysłów,
Piękna kobieto już na starcie się zachłysnąłem
Twoją urodą, kocham Cię, więc cały płonę,
Chcę Cię za żonę, nigdy już nie zechcę innej,
Potrzebuje tylko Ciebie, więc pytam czy za mnie wyjdziesz,
Zrobić Ci krzywdę? Uwierz nie ma takiej opcji,
To najważniejszy track z moich historii miłosnych,
Kocham Cię, bądź mym oparciem, inspiracją,
Uosobieniem marzeń, piękną, zmysłową kochanką,
Ten track nie hardcore, ja Ci go nie zafunduje,
Po prostu ze mną bądź nie zawiodę, obiecuję!

Kocham Cię, chciałbym powiedzieć Tobie, że
bardzo kocham Cię i mam nadzieje, że Ty o tym wiesz!

Jesteś taka słodka, taka piękna, uśmiechnięta,
Jak po wypaleniu skręta, pełen relaks - ja wymiękam,
Przed Tobą klękam, bo Ty jesteś tego warta,
Wiem, że miałem farta, czysta miłość, niepoddarta,
Zapewnić bezpieczeństwo Tobie piękna dla mnie standard,
Gdy zasypiasz na mej piersi, a ja czuwam wartę - wariat
Bez Ciebie starta bania, bym już przepadł,
Czysty przykład na to, że można liczyć na człowieka,
To nowy etap, ja przeżywam dziś renesans,
Ona z książką przy herbacie, nie myśli o mercedesach,
Nie mają pojęcia Ci co plotkami się karmią,
Że on i ona na to szczęście patent mają,
"Przeciwieństwa przyciągają" coś w tym jest i te dwa Pe
Od dziś stanowią jedność o tym ten kawałek jest,
A ja kocham Cię wiesz, jeszcze nieraz to powtórzę,
Jesteś mą drugą połówką, czekałaś na mnie najdłużej.

Kocham Cię, chciałbym powiedzieć Tobie, że
bardzo kocham Cię i mam nadzieje, że Ty o tym wiesz!

Ty beze mnie marzniesz, ja bez Ciebie nie istnieję,
Dam Ci moje ciepło, którym z miejsca Cię ogrzeję,
Chcę być Twoim cieniem, robić z Tobą mnóstwo rzeczy,
Życie z Tobą przeżyć, możesz ufać mi i wierzyć,
Możesz mnie wyleczyć z tych defektów, które mam ja,
Jestem spoko typkiem, mówisz fajny facet wariat,
Pragnie Cię kanalia, który w domu jest kimś innym,
Twardziel o łagodnym sercu, często pozytywny,
Poruszam Cię do łez, przeprawiam Cię o dreszcze,
Potęguje Twe emocje, Ty wariujesz, pragniesz jeszcze,
Wystarczy nam na potem, mam ochotę trwać przy Tobie,
Jeszcze nie raz Cię zaskoczę, bo chcę - wiem, że tak zrobię,
Kocham Cię nie plotę, mój plan realizuje,
Jesteś moim tlenem, który wciągam gdy Cię czuję
I proponuje wspólne życie, Rych nie bredzi,
Jesteś tą odpowiednią, proszę bądź matką mych dzieci!

Kocham Cię, chciałbym powiedzieć Tobie, że
bardzo kocham Cię i mam nadzieje, że Ty o tym wiesz!( x2)
Jak cię widzą tak cię piszą, obserwują każdy detal
To nie wasza strefa, ciekawość kurewska cecha
Można być ciekawym, ale przecież są granice
To jest nasze życie, pierdolicie bo widzicie bo słyszycie
Że ten KaeN znowu ostro jest naćpany, nachlany
Że znowu śniegiem blat jest posypany
Mamy nasrane pod deklem, rymamy gadam biegle
Rzucam słowa wściekłe, przeszłość jest naszym przekleństwem
Szaleństwem, szaleńcem taki jest mój zamysł
Przejebany z tego znany, ty jesteś taki cwany?
Na ulicy wydygany a bujasz się jak hustla
Sprawa jasna, tak cię widzą ale taka nie jest prawda
Ploty na mój temat? Dla mnie to normalka
Nie zdziwię się jak będą mówić, że wpierdalam browna
Pozory mylą, ludzie widzą to co chcą zobaczyć
Nawet zmiana na lepsze dla nikogo nic nie znaczy

ref. x2
Przecież oni więdzą więcej o nas niż my sami
Z jakimi filmami zmagamy się w bani
Z jakimi problemami mamy do czynienia
My żyjemy tylko po to by dogonić marzenia

Jak cię widzą tak cię piszą, kto tutaj jest zwykłą cipą?
Jebanym pozerem, zerem, aferę robi tu lipną
Pierdoli bo słyszał, się wozi taka cipa
Dalej w gównie się on babra lub nie schodzi z nocnika
Gardło zalewam procentem nie zaciskam na nim pętlę
To jest perwers, [?] cioty zetrę
Wredny szczyl, który zjadł całą aptekę
Definicja tego, że dragi nie robią najlepiej z człowiekiem
Z wiekiem może i przychodzi mądrość
Nie jest prosto kiedy nie za dobrze jest z psychiczną formą
Mordą moją jest każdy dobry pielgrzym
Oczy przetrzyj i przejrzyj ten który tylko węszy
Szuka plotek oraz pikantnych skandali
Muka dla tych co pierdolą bo się nasłuchali
Wyjebani zostali, wjebali się na minę
Ty skumaj tą rozkminę, skumaj sens wszystkich liter

ref. x2
Przecież oni więdzą więcej o nas niż my sami
Z jakimi filmami zmagamy się w bani
Z jakimi problemami mamy do czynienia
My żyjemy tylko po to by dogonić marzenia
Nie ma kłótni, jeden z najlepszych na majku w kraju
Możesz pieprzyć, ja piszę swoją Księgę Rodzaju
Łatwo spieprzyć, gdy chcesz biec na sto metrów
Jesteś lepszy? Szykuj formę na 48 wersów
Twój lekarz pomoże Ci rzucić majka w diabły
Przeczytasz to na płycie jak na fajkach
Dla tych, którzy zapomnieli o co biega chwila prawdy
Koniec telenoweli, nie ma przebacz
RAP, strach przed nami śmieszy mnie
Krach w stosunkach z mediami cieszy mnie
MAT, król złapany nagi na placu,
Sierota, blond cymbał w pałacu komponuje pop-foxtrota
Rap wrócił, działamy jak czyściciel
Ale nie w opcji szczota, bo to całe nasze życie
Słów używamy jak brzeszczota,
Pluje Ci w twarz rap Parias, który na Parnas, dotarł

I tak się robi rap, DJ, MC, sala
A jeśli nie wiesz o co chodzi, ziom, to spierdalaj
Mody teraz nie ma, skillsy na stół
Liryka i składnia, grasz? Mówię, sprawdzaj
Masz problem? Ej, on ma flow, No co ty
On robi show, on nie wpierdala się w kłopoty
Prawo Rutkowski masz puchar, weź się ocknij
Zacznij w końcu słuchać, ułóż swoje klocki
Rap na nocki jak Mesa picie na półki
A my też na barykadzie, Rap kontra półgłówki
Nie ma opcji by się sprzedać za złotówki
Sami pędzimy do nieba z sumieniem do spółki
Programowany świat, full Digital
To nie ja, wiesz, to pytasz, masz to na płytach
Mówią 'rapu nie ma!' Ja i Ty wiemy, że to lipa
Ja i Ty się śmiejemy, ciągle nas słychać

Rytm, kocham te harmonie przeklęte
Kochasz w krainie czarów z bębnem pod rękę
Pokaż flow, szukasz, masz dam Ci świeczkę i lornetkę
Zobacz, gdzie ustawiłem poprzeczkę
I idź stąd, jeśli nie wiesz, co to rap jest
To U.N.I.T.Y. a nie tanie prowokacje
Twoja kariera, pauza, ziom wciskam spację
W nowym zdaniu Cię już nie ma, angielski pacjent
Prom odpłynął, to nie błąd, że Ciebie na nim nie ma
Ja nawet pod prąd wszystkich wyprzedzam
Mam rap kompanię, z nią rap kopalnię
Kuźnię skillsów, czujemy się elitarnie
Twój rap to księga przysłów,
Ja jestem Moby Dick kreacji, mam brzuch pełen pomysłów
We władzy zmysłów, na straży rap ustaw
Mam już dosyć tych samych pysków, sznuruję wam usta
Peja, Slums Attack - Geneza
Jesteśmy na końcu tęczy,
Mamy straceńczy flow,
To rap pojebańcy, życia zapaleńcy,
Gural za nich ręczy, to Poznańskie ZOO,
Hoo! Kim u czorta jest ten gość?
To ten chory gen,
Jebany chromosom punchy,
Gdy gram, aborygen na niebie tańczy,
Jak ten typ z La Manchy,
Mam straceńczy flow,
Który, a bo ja wiem?
Ten od Sanczo Pansy,
Ci pojebańcy, liryczne pląsy na końcu tęczy,
Zjeżdżam z poręczy, wieszam się na obręczy,
Slam dunk, chropowaty mam głos,
Gram va banque, odwracam głowy jak Mike Jones,
Misterny mam plan, jak kurwa Hans Kloss,
I z tego mam fun, i z tego mam sos,
Czarnoksiężnik z krainy Oz,
Boss bossów, ulepiony z hałasu i chaosu.

To kruszy beton,

Ponad tęczą, to tutaj brat,
DGE, W do E,
popatrz na górę, podnieś głowę,
nas dwóch, tam gdzie jest tęczy koniec.

Ponad tęczą, to tutaj brat,
DGE, W do E,
popatrz na górę, podnieś głowę,
nas dwóch, tam gdzie jest tęczy koniec.

W do E i DGE,
W do E i DGE,
W do E i DGE,

Na końcu tęczy gram, a reszta konkurencji,
W amoku miejskim próbuje mnie na bloku zwęszyć,
Nie blokuj wejść, i pozwól im poczuć prestiż,
Wszyscy łakną gwiazd, ślepcy i proroków setki,
W natłoku presji mówią, że ze szczytu łatwo spaść,
Oślepia ich światło dnia, jednak patrzą na spód moich podeszw,
W których, w chuj po nich chodzę, umysł wolny od wątpliwości,
Znów tą wygodę mam, nie słyszę nienawiści, tu nie ma bliskich,
Nowy rezydent, w lidzę ponad życiem mniej ambitnych,
Ja nie schodzę niżej, nigdy nie złożę skrzydeł,
Nad nieboskłonem którego nie zamkną obiektywem,
Bez względu na przesłonę, swoje dłonie, w stronę mojej wyciągają,
Choć na moment chcą tu stanąć, dobrze pojeść,
Kolekcjoner światła, mój czas nastał, to nie koniec,
Formę co dzień chłonę, ciągle stoję kurwa,
To jest koniec.

Ponad tęczą, to tutaj brat,
DGE, W do E,
popatrz na górę, podnieś głowę,
nas dwóch, tam gdzie jest tęczy koniec
Raz Monika młoda.
Raz, dwa, trzy.
Zrobiła mi loda.
Raz, dwa, trzy.
Bo najlepiej babska ssie,
o tym każde dziecko wie.
Gdy nadstawi usta swe,
to spuść się.

To najlepiej wacka ssa.
Tylko kurwa Monika.
Każdy o tym dobrze wie.
Świetnie ssie.

Kiedy mi obciąga.
Raz, dwa, trzy.
Sperme chętnie wciąga.
Raz, dwa,trzy.
Więc nie przejmuj kurwa się,
gdy jej w japę spuścisz się.
Gdy nadstawi usta swe,
to spuść się.

To najlepiej wacka ssa.
Tylko kurwa Monika.
Każdy o tym dobrze wie.
Świetnie ssie.

( To najlepiej wacka ssa.
Tylko kurwa Monika.
Każdy o tym dobrze wie.
Świetnie ssie).

Ceni się wysoko.
Raz, dwa, trzy.
Spuść się jej na oko.
Raz, dwa, trzy.
Albo na twarz,czy też biust,
to zależy:gust, to gust.
Gdy nadstawi usta swe,
to spuść się.
Zawsze odbić się od dna

Sam już nie wiem kto kłamie kto ma jakie zadanie
powiedz mi człowieku,czy rozumiesz przesłanie
co znaczą te słowa,no podejdź weź zobacz
dla mnie muzyka rapowa to nie żadna pieśń nowa
nieprzesłodzona gadka stylowa
jak mam się hamować kiedy życie wciąż od nowa
przysparza doła lawina kłopotowa
powstrzymać niełatwo,trudno zahamować
przez to wyrzucony gniewa to jakieś rozwiązanie
każdemu się dostanie regularne nawarstwianie
bardzo nie lubię funkcjonować w tym stanie
normalnie,bo się nie da nieskoncentrowana sciema
psycha klęka,mnie tu nie ma nie dla mnie taki temat
dać radę trzeba i nieważne gdzie biegam
niezależnie od warunków nie przechodzi bez echa
odbija sie zawsze temat realny nie gaśnie
wierzę w to co robię,tak jak dziciak wierzy w baśnie
sposób logiczny ...patologiczny
raczej szorstki niż śliczny,masz rację, że uliczny
w poszukiwaniu zdobyczy pozycji i szacunku
każdy orze jak może bez utraty wizerunku
wiem że na to liczych bo każdy chce mieć lepiej
Ciebie też to dotyczy bo wiem że biede klepiesz
to nieżadna nowość,życie zdąrzy dać Ci w kość
a wkurwionych rzesze w zamian dają złość
nie jestem w tym sam,ja zabijam szarość dnia
myślą słowem i uczynkiem wciąż odbijam się od dna

Ref.:
Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna trzeba rade dać
zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna,odbić się od dna

Łatwe numery to droga do kariery
ja wolę przekaz szczery sami stwarzamy bariery
separaty z wyboru,separaty z przeznaczenia
i nie zmienia się nic,wciąż te same marzenia
od zaćmienia do zaćmienia ciągła pogoń za pieniądzem
nie żebram o forsę chociaż śnię o Majorce
to pragnienia i żądze w chorym umyśle kipiące
na siłę wspierające ujścia nie znajdujące
frustracja jak towarzysz jest ze mn a za dnia i w nocy
nie szukam pomocy bo sam potrafię przeskoczyć
wszystkie przeszkody to nie sportowe zawody
bo stawka jest inna życie sprawa nienaiwna
rymów nauka pilna,alternativ dla rozbojów
pośród zmęczonych twarzy uruchamiam oldboyów
nastrajam do zycia przekazuję czas energii
zawsze są jakieś rezerwy słucham jak spowiednik
krótko Ci powiem nie wiem co to odpowiednik
dla mnie,ja robię oryginalnie
wiem że zycie marne ale doceniam je zawsze
gdy powstaje stan krytyczny,niebezpieczne zagrywki
gdzie tu związek jest logiczny?dobre pytanie
i nie pytaj czy to dobrze że sie komuś krzywda stanie
nie dla mnie to zadanie ustosunkowywanie
ani sprawa moralności,dawno rozrzucone kości
bez poczucia wartości co drugi tak żyje
na łeb,na szyję ten syf nas nie ominie
jedno wiem.nikt nie zginie byle nie popełniać głupot
trzymam się swoich rzeczy dla mnie wazny bitów stukot
prawdziwa muzyka i prawdziwa niezależność
wojna w przemyśle to przeszłość na licy teraźniejszość
wiem że jest nas mniejszość ale parę osób wierzy
trzeba dać radę,ludzie,trzeba jakoś przeżyć
w millenijnym szaleństwie nie poczłonie mnie ten syf
podświadomość odporna to jest nasz muzyczny typ

Ref.:
Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna trzeba rade dać
zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna,odbić się od dna x2

Nie jest dziwne,trzeba radę dać nie ma przebacz
byleby w tej grze nie przegrać,piwo nalane trzeba wypić
przez obla pwn ... zaszczycić,dobrze by ten moment uchwycić
nie myślę że ze wstydu zapadłem się pod ziemię
bym musiał nie być płomieniem a jestem i dam radę
często żyję pond (prawem lub prawdę),nie mówię po to by zyskać sławę
nie jestem supergwiazdorem byłem jestem i będę żywiołem
sam nie wiesz gdzie spoczywa moje oko
ja i mój styl pod ziemią głęboko
co sądzisz o tym, co myślisz nie dbam o to
tak jak król ... zamieniam słowa w białe złoto
WRR zawsze będę walczył o to
chłamu nie walę,kanę palę stale
a kapocha Chealse pola nie przestaje
zjednoczony Poznań,nowe miasto-Rataje
zawsze odbiję się od dna,zawsze radę daję.

Ref.:
Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna trzeba rade dać
zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna,odbić się od dna
[M. Orłoś]
Uważam, że telewizja jest świetna,
Tyle że jest w niej bardzo dużo smutnych informacji,
nienajlepszych, często wręcz przygnębiających,
więc proponuję, żebyśmy dzisiaj żadnych informacji sobie
nie przekazywali, tylko chodźmy się napić i już.

Kolejny brukowiec pisze, jak w Polsce wygląda hip hop
zatrudniają specjalistów, wiedzą o rapie wszystko
medialny bajzel, siedzą, śledzą i wiedzą błyszczą,
mają nas za baranów, którym przypadkiem coś wyszło.
Ile można pisać jak rapera rozpoznać ?
Jaką ma ideologię, w jak szerokich chodzi spodniach co dnia,
czy pali skręty ? Czy całe życie trzeźwy ?
Czy zna patenty na to, by w rapie być niezłym ?
Pomyśl, po co mówisz, jak nie jesteś świadomy,
Ty widzisz bandę gówniarzy, widocznie jesteś niewidomy
weź to zostaw, zanim napiszesz kodeks rapowca
nieważne co byś zrobił, i tak to będzie marna opcja
proste? posłuchaj, bo to Feno, Spinache i Ostr
nawija o medialnej lipie, która prawie wszędzie dotrze
skłamie według potrzeb, bez kitu, tak się sprawy mają.
Pozdrawiam wszystkich tych, którzy na rzeczy się znają.

Ja jestem tym, którego cień wzbudza lęk, ten znasz,
ten sekwens, niszczę media jak alkohol alka seltzer
tekst po tekście, nie na sprzedaż morda
za fałszywe obietnice na billboard'ach, z bloków historia
wolna od kamer, wolna od szpanerstw, a my w nim pewni,
jak sakrament i oby dalej tak, pierdolę cały ten tv-świat
pełen krzywych barw, mam swój szlak, którego nie znajdziesz
na listach, ten chłam cały dla mnie jest gówno wart
brzmi mój mic, czas Technics'a, syf na kat,
prosto w obiektyw, ferment ich na wzór sekty
ej to jest Twój cykl informacji, zruchanych redaktorek
koniec gestów, niedopowiedzeń radiowych, obsranych siedzeń
mam coś w duszy, czego mi nie zabierzesz, czyli
hip hop, nie po to by błysnąć, tylko dać prawdę najczystszą
niszcząc media jak king kong, alergia ciała, chamy
tego nie ruszaj, bo to owoc zakazany

Cienka linia między kłamstwem a prawdą
media kłamią, już powiedział ktoś dawno
a ja sram na nich
x2

Wciąż skacze jak starta płyta,
bo wciąż o rapie wszędzie jest słychać,
oceniają nas, rzucają się na gardło,
opisują nas patrząc przez krzywe zwierciadło,
opisują ogół na podstawie kilku osób,
wnioskując po wyglądzie, że to ten sam sposób,
tok myślenia, dziennikarz przez rap to fleszy błysków,
prosto z cienia, to dla zysków,
pełno pysków z dyktafonem,
w oczach z canonem,
Ostr i Fenomen, patrząc w waszą stronę, wstecz kilka lat
wtedy dla was głupi małolat, nie było tak?
a jak teraz patrzę, prosto w oczy wam się śmieję,
wtedy chciałem u was być teraz wy macie nadzieję.

Eee, sram na media kłamstwami przepełnione,
choć nie cofnę się i wiem co jeszcze musi być zrobione,
biegać za swoim ogonem by grzać miejsce na grzędzie,
byłem w mediach, znam te media, wiem, że prawdy tam nie będzie.
Znasz ten ryj z telewizji, ale nie wiesz o nim nic.
Poznaj mnie na ulicy, a nie przez medialny pic.
Każde słowa można zmontować tak, że wyjdzie chała
zbuduj sobie łódkę z cegieł i płyń sprawdzić jak działa
mentor, za prawdziwe słowa nie można emitować
poszło na żywo, ekipę trzeba reanimować.
To takie porno, tylko pod przykrywką,
wszyscy redaktorzy, redaktorki, każde z was jest dziwką.
Tutaj hip hop bałuty, nasz świat ze złudzeń obdarty,
na blokowiskach, ulicach dawno skończyły się żarty,
a w tv nieskończone party i pizdy ulizane,
nasze życie to mentor, dla was zakazane.
Zalew - pomyśl nad tym słowem
Nie mów, że tak nie jest, możesz
Twardo stać w miejscu, a i tak Cię zaleje
Tkwimy w wielkim niczym, u progu banału
Pierwsi, którzy przeżyją życie mówiąc: nic się nie stało
Od harcerzy, przez partię, solidarność i kościół
Do tysięcy możliwości, które zalały Cię wraz z wolnością
Możesz tworzysz własny świat, lecz samemu głupio,
Wiec najchętniej jak kotlet panierujesz się grupą
Określnik, wyznacznik, potrzeba emblematu
Od godła, przez metki, po paszport Polsatu
Nie chce tego oceniać, aaa... jebać to chcę
Bo tak naprawdę przecież zalew również umoczył mnie
Daje wam swoje logo i stoję zanim, lecz te logo
ma być lodołamaczem, a nie ściągaczem granic
Chce by pchnęło do przodu, nie do muru przyparło,
To nie grupa facetów, dla których całe życie to Star Wars

Przyszedłem na świat, wyrzucony przez strumyk
Nauczony jak pływać, a wcześniej jak się umyć
Wyposażony w umysł i w ręce jak dwa wiosła
I serce jak kompas wśród miliona możliwości x2

Segreguje się euro i dolar, segregują już przedszkola,
Więc kiedy dorastasz, sam o segregację wołasz
Pozwoliłem, by określił mnie rap i krój spodni, [w jakimś stopniu]
Lecz swoim wnętrzem nie chciałem być modny
Symbol Alkopoligamii nie ma sterować, bo nie jest padem,
To jedna postać, jedna, nie goni za stadem
Łatwo jest odnaleźć rolę, o tym wspomniałem wcześniej
Mogę ci wyliczyć więcej ról, niż baranów przed snem
Bądź ojcem, by skołtunione życie z trudem przystrzyc
To szlachetne ,chodź ojców znałeś kilku zajebistszych
Bądź żoną zadbaną co noc, nie żoną zniszczoną,
Bo każdy facet ma diabła w spodnich, a on nie słucha w mono
Takie wybory przez ludzi podjęte imponują mi
Wbrew pozorom, właśnie tym niedrogim sprzętem
Życzę im tylko, by każdą z podjętych ról
Grali z pasją w oczach, a nie, bo w oczach innych jest cool

Przyszedłem na świat, wyrzucony przez strumyk
Nauczonych jak pływać, a wcześniej jak się umyć
Wyposażony w umysł i w ręce jak dwa wiosła
I serce jak kompas wśród miliona możliwości x2

Jeśli wlazłem na ambonę, sorry, już sam się z niej strącę
Mam piwo w reku, muzykę w uszach, trip i błądzę
Ten świat lepiej, niż ludzie tłumaczyły mi dźwięki
Do szóstego roku życia znałem brzmienie udręki
Brzmienie radości, bójek, relaksu, kiczu
Panowie z Pink Floyd pomogli mi to wyczuć
Nie odwracaj on niego uwagi, od zmysłu
On może lepiej poprowadzi Cie przez życie, niż Chrystus
Wizja, fonia lub coś jeszcze nienazwanego,
Jeśli trafisz, wszystkich, którzy wątpia przegoń
To działa dla mnie, lecz dla Ciebie nie musi
Znowu mnogość wyborów coś zaczyna mnie dusić
Wielki as, co w swojej norze klepie nocą literki
Chuj ze Mną ktoś zdobywa właśnie ośmiotysięcznik
Robię jedną rzecz dobrze tylko czy aż
W zalewie opcji zafunduję zalew wątrobie, a masz

Przyszedłem na świat… [aha, zgadza się]
Wyposażony w umysł… [nie bądź taki kurwa pewny]
Gdyby Seldon nie przegrał, w 40 sekund z Tysonem,
Tupac nie byłby jak indyk, nadziewany ołowiem.
Afeni legendy, nie rozmieniała by na drobne,
pośmiertne płyty nastawione na kabone.
Melanże awantury w Herkach, to już są dzieje,
a dziś mam nadzieję, że nie będzie, tak jak wtedy.
Legendy Nowego Jorku, zdradziły street credit,
u nas rządził Liroy, pamiętam szkolne dyskoteki,
to było 95, ze złotą erą kojarz.
011 w chińskim kalendarzu, rokiem Hukosa,
kurwy co sprzedały Hip-hop, Ostry ich nie odnajdzie.
W bagażniku, w drodze do lasu, przeżyją traumę,
wiem że kochasz mieć wrogów, temu jestem ci potrzebny.
Jutro też jest dzień, jutro też tutaj będę.
Moja ślina jest słona, pluje nią w otwarte rany,
to jest mój czas, legendy będą krwawić.

Podnieś swoją zapalniczkę w górę, za tamte czasy,
tamte czasy nie wrócą, możesz pomarzyć.
Więc podnieś ręce w górę, na każdym moim koncercie,
jestem tutaj dzisiaj, jutro też tutaj będę. x2

Daje Ci smak tamtych chwil, szum w magnetofonie kaset,
MP3 nie powie Ci, jak to jest, gdy wkręca taśmę.
Pamiętam płyty Rawkus Records w Rolling Stone'sie
zanim doszedłem do domu, zawsze zrywałem folie.
To było zanim, Camey Honeys wolał od rapu,
a usta dziewczyn nie miały, gorzkiego smaku.
Dziś legendy tamtych czasów, pracują na budowach
Londonistan to ojczyzna, możecie razem pracować.
Fani nie kupuja płyt, wkurwili DJ Buhh'a,
w rapie walka o byt, zarabianie na ciuchach.
Kiedyś miałeś na półce pierwszą taśmę Grammatik'ów,
dzisiaj masz Hukosa, co morduje polityków.
Zetrzyj z ust ten żal, tamte czasy mineły,
teraz Hukos to synonim nowej złotej ery.

Podnieś swoją zapalniczkę w górę, za tamte czasy,
tamte czasy nie wrócą, możesz pomarzyć.
Więc podnieś ręce w górę, na każdym moim koncercie,
jestem tutaj dzisiaj, jutro też tutaj będę. x2
Teraz wjeżdża życie ciekawsze, projekt na twój rejon
Piątka dla mych ludzi, za was przechylam kielon
Fakty mówią za siebie same
A pieniądze są dodatkiem, środkiem
Zakopane w ziemi wartości, jak te trupy
Sztuki co za lepszy hajs zamieniają się w słupy
Takie są fakty, ludzie opierają się o kontakty
Masz pieniądze kiedy masz kontrakty
Możesz mieć fakty, ludzi i pieniądze jak Walter
Ale i tak usłyszysz na sześć tysięcy gardeł
Ja mam swoją gwardię, to nie kartel
To horda wariatów, sporo kantów na koncie, trzymaj bombę

To nie Diddy J ani Stevie Diddy flet
Kipi łeb, my Keep it Thoro jak Prodigy
Sens jeden jest jak jeden jest cel
I nie chodzi tu o becel czy fame, ale to już wiesz
Znam fakty i ludzi, pieniądze nie grają roli
Choć jak każdy błądzę, w głowie się nie *****i
Człowiek, jak masz bej zainwestuj, jak masz chęć możesz w nas
Hi-Fi - cztery asy wśród pozostałych kart
Mamy fart, w żaglach wiatr
Wciąż trwa dobra passa odkąd wziąłem mic'a w garść
Patrz, nie przeliczam tego czasu choć odlicza to czas
Robimy swoje, to słychać, robimy swoje

Ej, fakty są takie, że jak wjeżdżam do studia
To nie słyszę od braci, że zwrota jest nierówna
Ty w sekundę łapiesz, że to Bułgar
I nic w tym dziwnego, że leszczy roz*****iam
Takie są fakty więc zbędna dyskusja
My od dekady zdzieramy tu płuca i gardła
Życie ciekawsze, plus Hi-Fi Banda, alarma
Wjeżdżamy na twój kwadrat
Dla lamusów szach mat, dla nas to zajawka
Styl, *****, flow, *****, opór, satysfakcja
I choć hajsu z tego nie mam to mam ludzi i jest gracja
To się właśnie liczy, nie jest tak wariat?
Fakty, ludzie, pieniądze - czasami nie ogarniam
Wiem co jest ważne, priorytetów hierarchia
I galanto - proste i nie ma to tamto
Same dobre mordy razem z Hi-Fi Bandą...

Dwudziesty trzeci listopada, 23:55
Prosto z Warszawy Cebs, witam serdecznie
Zaczynamy obrady najwyższej rangi
Przy jednym stole paru gości, gospodarzem Hi-Fi
Faktem jest, w rap biznesie w ***** już czasu
Ale co to za biznes skoro nie ma z niego hajsu
Dalej naprzód idziemy po swoje
To szacunek do ludzi, nie banknotów czy monet
Ziomek, szukamy prawdy jak świętego Graala niegdyś
Nawijamy tylko o tym czego bank jesteśmy pewni

Analizując fakty jestem bliżej ludzi bliskich prawdy
Pieniądz nie zburzy tego co trzymam w garści
Dlatego wiesz synu, że nie ma co się martwić
Start inwazji w stylu staro warszawskim
100% gwarancji na te kartki, bo
Nie mogę gardzić pieniędzmi, one gardzą mną
Nie chcę jeść czym mnie karmić chcą
Nie daje gówna lecz treść choć we mnie gówniarz wciąż
Tak zostanie pewnie, zostaje tam gdzie moje miejsce
Hajs mam w kieszeni nie w kopercie
Dla swoich ludzi mam respekt, dostaje go od nich
Całe szczęście, że to stale działa w dwie strony
Weź pomyśl, jak masz pomysł to już sukces
My spod znaku korony nie za gotówkę
Dziś wiemy gdzie iść, idziemy tam gdzie kiedyś
Fakty, ludzie, pieniądze - tego nic nie zmieni

Wiesz co jest faktem? bez pieniędzy daleko nie zajdziesz
Ale dziękówa chłopaki za tyle lat razem, tak
To zachodzi w pamięć jak tamte melanże
Bez moich ludzi czuję, że dużo mniej znaczę
Elo słuchacze, bez was nic by nie było
Jedni szczerze mnie kochają, inni szczerze nienawidzą
Ale to nie wyrok, Wyrok miałeś na Kodexie
Recenzje nie najlepsze, ale ***** wbijam w recenzje
Te pierwsze, dzieciaku nie bierz ich dosłownie
Zawsze dla moich ludzi, za których piję zdrowie
Gdzie moje pieniądze, ***** gdzie mój pełny portfel?
Tej Bandzie za ten flow należą się krocie
Nawet nie próbuj tego olać, trafisz do nas, mówią o nas
To Warszawska Szkoła razem na mikrofonach
Przyjdź, zobacz, jak tonąłeś w farmazonach wcześniej
To jestem da ciebie błogosławieństwem

To nie Olek klik, bo nie o to loto nam
Nie mam monet ziom choć w lotto gram
Nie rzucam lotką do tarcz, nie gram o dychy
Robię stopro co mam
A mam wy*****ne na tych co chcą z mordą się srać
To fakt tak niezbity, że aż trzeszczy
Posadzka, nasi ludzie plus my, tłusty bit, Hi-Fi Banda
Nie o hajs idzie gra, ***** fa to nie kasyno
Zoba, pa, mamy, znasz, fakty w parze z nami idą nie od wczoraj
Bo to dycha na karku, przejść
To regularnie oddychaj jak w zegarku
Pięć dla moich ludzi w ich teren
Pięć na pięć - mam jeden mic i nadzieję

Nie dla braw, nie dla fortun
Robię to tak od lat dla sportu
Towar najlepszego sortu
Co to za statek co nie opuszcza portu
To nie my, my nie toniemy, bo ludzie z Hi-Fi są tu
Moich wersów chcą tu
Reprezentuję chory styl no, bo czasami brak mi rozsądku
Prezentuję tylko fakty, pieniądze nie grają roli
Takie są fakty? nie sądzę
Chcę mieć forsę
Ale w tym kraju trzeba być czyimś znajomym lub nagrywać hity miłosne
Mieć klipy, mieć przy tym fart, fakt - mieć wtyki
Aby grały cię rozgłośnie w Polsce
Ja robię swoje po swojemu, ze swoimi
Tyle lat mi przecież zeszło z nimi
Uczę się jak dziecko przy nich, EP, ToSięWytnie
Hi-Fi, jeszcze nie raz to zrobimy
To kolejna wyprawa nocna
By tu świętować mam dziś wiele podstaw
Piąta wyprawa, piąta rocznica
Dziesięć lat Bosski już tutaj ma V.I.P'a
Ponownie witam, wszystkich na sali
Co dzisiaj pijesz, co dzisiaj palisz
Wyprawy nocnej, miasta paraliż
Bez nas baletu nie będzie tu za nic
Jesteśmy na fali, nie mamy robali
Jedynie w tequili się czasem pojawi
Bawimy się dobrze a hejter się dławi
Zróbcie hałas, ruszamy!

Wyprawa[bom,bom] ,wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

Viva La Vida i La Vida Loca
Dbaj o postawę bo będzie wynocha
Po co alkohol lub loty na prochach
Sama muzyka to czysta radocha
Czas płynie szybko, mega chujo*o
Wciąż trzeba robić tą wyprawę nową
Niedzielny zjazd nie zniechęca załogi
Gdy klimat jest błogi to wciąż niosą nogi
Jasno się robi plaga jest zombi,
Często tak podczas on bilet odbił
Mamy sposoby, mamy załogi
z którymi mega wyprawy się robi

Wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

To my pierdolicy prosto ze skali
Aromat się chwali, dobrze się pali
To cel tej wyprawy i gwóźdź jest programu
na wieczór wjeżdżamy do Amsterdamu
Przez centrum wyprawa po zakup towaru
Już chyba zjarałem się od tych oparów
i kto na wyprawę wyruszy dziś z nami
nie może narzekać że tu się nie bawi
już druga kolejka i słychać już śmiech
płaczemy ze śmiechu uprani we trzech
bo zamiast melanżu lub co dzień ja wole
Po chwili przerwy w Holandii role.

Wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

Idziesz na imprezę co się stanie nie wiesz
na wyprawie nocnej może dzisiaj się wyjebi*sz
może księciu z bajki się w Tobie zakocha
wszystko jest możliwe, bo to jest wyprawa nocna

To jest ta impreza to jest ten klub
w poszukiwaniu znajomych głów
tu są moje ziomki maniur jest w brud
Mamy czarny pas, w wyrywaniu dup.

Idziesz na imprezę co się stanie nie wiesz
może chłopaczyno ostro dzisiaj se pojebiesz
może śliczna d*pa się w tobie zakocha
wszystko jest możliwe bo to jest wyprawa nocna

Każdemu się załącza imprezowy kod
budzimy się do życia gdy zapada zmrok
idziemy na wyprawę to będzie niezły lot
dzisiaj tylko jaram, jaram jak smok

Wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

Idę z buta na wyprawę!
Jadę furą na wyprawę!
Samolotem na wyprawę!
Płynę płynę na wyprawę!
spontanicznie na wyprawę!
energicznie na wyprawę!
fantastycznie na wyprawę!
Bawimy dalej się panowie i panie

Idę z buta na wyprawę!
Jadę furą na wyprawę!
Samolotem na wyprawę!
Płynę płynę na wyprawę!
spontanicznie na wyprawę!
energicznie na wyprawę!
fantastycznie na wyprawę!
Bawimy dalej się panowie i panie !
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo