Popularne piosenki. Polski Hip Hop

1. Witam Cię ulico obiecuję - nie zamulę
Ja wracam na podwórko jak w '96 Bulet
Mam tę pasje tak czuje, ta pasja inspiruje
Śmiertelna pasja rap i jego praojczulek
Na ty z trueschool'em, lecz częściej hardcore
I weterani z Compton z tą całą ich sielanką
U mnie też bagno, jeżyckie szambo
W głowie bałagan jak Jambo mambo
Kto kuma zna to, ten slang wyliczanką
Jeżycki rytm, hip hop komando
Z SLU bandą to o planach na przyszłość
Życzę nam Darku - by z reedukacją wyszło.
Nie nazwą tego kiszką, coś jak Primo i Guru
Dobra przesadzam to Polska królu
Nie chcesz przymuruj albo wypłyń z czymś lepszym
Śmiertelna pasja rap - moja muza i teksty

Ref. Śmiertelna pasja rap ja witam Cię ulico
Nadal prawdziwy rap nikt tu w chuja nie przyciął
Śmiertelna pasja rap, jeśli chcesz mogę przysiąc
Tu Rychu z Kaczorem dziś ten numer Ci wyciął

2.Żyć tym o czum nawijasz i nawijasz jak się żyje
Śmiertelna pasja rap nie wiesz czemu? Wnet odkryjesz
Jak intensywnie żyjesz czyżby zgodnie z tym opisem
Jeśli nie wykonasz hardcorowych ruchów złapiesz rysę
A może w tym opisie będzie całe moje życie
Lecz czy muszę je zniszczyć, żeby spodobało Ci się?
Mój rap na ciężkim bicie, ciężkie życie i klimaty
Udowadniać wiarygodność, dzień za dniem spisać na straty
Tyle marzeń, tyś kumaty, no to skumaj bazę synek
Że rap to często muza i nie trzeba tych rozkminek
To w cieście tym rodzynek, kto lepszy pokaż palcem
A co jeśli to ciasto się okaże zakalcem?
Ja jestem malcem w obliczu wszechświata
Jestem jednostką w rapie wymiatam
Nie kłamie, gadam jak jest, co czuje, widzę
Zbyt wiele złego, tym dziś się brzydzę
Nie muszę brnąć w to, by album był spoko
Starczą wspomnienia i sprawne oko
Trochę talentu, żeby nie wyszły bzdury
Rychu Peja SoLUfka znany z literatury

Ref. Śmiertelna pasja rap ja witam Cię ulico
Nadal prawdziwy rap nikt tu w chuja nie przyciął
Śmiertelna pasja rap jeśli chcesz mogę przysiąc
Tu Rychu z Kaczorem dziś ten numer Ci wyciął

3. Po pierwsze z pasji, po drugie dla fanów
Po trzecie dla peklu by nie rezygnować z życiowych planów
Weź się zastanów co dla ciebie ważniejsze
Umrzeć na ulicy czy wyrwać się w lepsze miejsce
Z pamięcią o korzeniach, bo one tkwią w nas na zawsze
Historie pisane krwią, czasami niosą porażkę
Każda jest lekcja, która pokory uczy w murach
Z betonu huczy fura, w garażu przekręcam kluczyk
I z piskiem ruszam, w tym gównie jest dusza
Bas dudni w uszach, a w zapisanych papieru arkuszach
Prawdę odnajdziesz, nie z kapelusza wziętą
Tak aby sprostać życiowym zakrętom
Żeby nie zostać z pętlą zaciśniętą na karku
Gównianą metą lub nie spłaconym kredytem w banku
Wciskam gaz w deskę choć życie mówi - parkuj
Jak WSRH wywieram presje, koniec żartów synu

Ref. Śmiertelna pasja rap ja witam Cię ulico
Nadal prawdziwy rap, nikt tu w chuja nie przyciął
Śmiertelna pasja rap jeśli chcesz mogę przysiąc
Tu Rychu z Kaczorem dziś ten numer Ci wyciął x2
tara się człowiek z całych sił, to co ma to daje
Taka rola 10 godzin twarzą w twarz
Starzy negatywnie nastawieni, kasa podstawowa sprawa
Musisz mieć prezencje koleś jak z reklamy
O co chodzi? kobieta uczuć zero, daj spokój
Kasa bambolero taki chuj nie prowokuj
Szanuj miłość, miłość, a nie gówno zrozum ale nie za póŹno
Po raz ostatni stąpam po aktywnym wulkanie
Nie jestem chłopak na zawołanie, daj spokój oszołomom pokój
Ulica wychowała przyzwoicie na swój sposób
Człowiek a nie żul jak widzicie z tym się nie kryje
Słowo bije, bije prosto w centrale
Po raz ostatni jakieś gówno palę
Wchodzę w związki stale i co z tego mam? szkoda czasu
Druga połowa ta jedna na sto
Ta jedna na sto sypła groszem, wodę dała
Diabelski młyn nieświadomie rozruszała
Ała koleś w żyłę, kilka godzin chwile miłe
O-o-odjazdy, po raz ostatni widzisz gwiazdy
Również moje oczy, nienawiść maniol Te toczy w twym kierunku
Szuka zakończenia wielu tajemniczych spraw
Niebieski kolor który dręczy mnie w snach
Na zawsze w pamięci, zjebane bajtla plany, rany
Ból odczuwany przez jebaną policje zadany
Feralny los, zdarta psychika, coś harczy coś nie tak tika
Alkoholika serce tak bije ciężko się żyje De
Po raz ostatni widzisz chuju mnie

Po raz ostatni, po-po-po
Po raz ostatni, po raz ostatni
Po raz ostatni wiesz o co chodzi Te
Po raz ostatni widzisz chuju mnie

Po raz ostatni, po-po-po
Po raz ostatni, po raz ostatni
Po raz ostatni wiesz o co chodzi Te
Wiesz o co chodzi Te, wiesz o co chodzi Te

Jakoś wszystko się składa dziwnie, nie pomyśli
Ściemnianie was niszczy weŹ zwróć na to uwagę
Po raz ostatni robisz jazdy typu
Kombinujesz, ustawiasz, nic nie słychać z głośników
Nie jestem z tych typów którzy nic nie czają
Dla mnie takie leszcze niech spierdalają
Głupie kiwanie gówno daje
Pozostaje tylko niechęć i nerwówka nawzajem
Co się wydaje, a co prawdą jest szczerą
Bo ja, ty, my TeWu, TeWu, TeWu

Bez podstaw obarczony wzrokiem
Ty zostaw w spokoju sam na placu boju szybszym krokiem
Pośród tłumu nie nienawiści głupie odzywki w moją stronę
E w moją stronę kierowane palce nie da rade muszę ulec walce
Bywalcem jestem nocy, oni chcą w drugą stronę cię zwieść
Cóż tak musi być wypadało by się starać plamy sprać
Trza wyglądać, G2E będę jarać zawsze, znasz mnie
Wkurwiam się gdy widzę człowieka na dnie
Gdy laska nie chce wpaść, a wpadnie
Mina blednie na daremnie

Jest ciężko sam o siebie nie potrafisz zadbać
Ledwo wiążesz koniec z końcem chcesz dalej się z tym babrać
Czas brać, korzystać, przed tobą szansa
Przyszłość w kolorach o której marzysz
Pytanie - czy się odważysz? czy ryzyko podejmiesz?
Od trafnego wyboru zależy to kim będziesz
Dziś banan na twarzy każdego z nas z kolei
Nic tak nie cieszy jak mieć coś do zjarania
Od niedzieli do niedzieli, optymalnie trza się starać
Wyjść na swoje innym też coś przekazać
Tu uważać, tam zagadać, by się nie przejechać
Tak bywa w tych czasach normalnie masz pecha
Nie słuchasz, a aparat połyka ostatnią złotówę
Dosyć mam kurwa wystawiania na próbę

Po raz ostatni, po-po-po
Po raz ostatni, po raz ostatni
Po raz ostatni wiesz o co chodzi Te
Po raz ostatni widzisz chuju mnie

Po raz ostatni, po-po-po
Po raz ostatni, po raz ostatni
Po raz ostatni wiesz o co chodzi Te
Wiesz o co chodzi Te, wiesz o co chodzi Te
Kto sieje wiatr, ten zbiera burze
Piętnaście lat, gram w rap chórze
Falują wciąż ręce w górze
Rzadko chodze w garniturze, raczej nie muszę
Hoduję w sobie ciszę, tak leczę duszę
Przesiąknięty betonowym buszem
Pozdro dla władców mat, faderów i syczących puszek
Siedze stuff krusze, licze fundusze
Rap Mesjasz powrócil, choć nie witał go nawet pastuszek
Tysiąc nauczek, wiedza jest kluczem, hasłem do sezamu
Nie pisany hymn sam sobie panów
Dzisiaj postanów, a jutro zrób
Unikaj wnyków, odpada coraz więcej łebskich zawodników
Idę po chodniku, myśli wirów bez liku krąży
Nie wiedzą mądrzy, szybcy mogą nie zdążyć
Ile razy już patrzałem mu w twarz
W mieście betonowych baszt, gdzie liczy sie tylko to co masz
A nie kim jesteś, i skąd pochodzisz
Najpierw jesteśmy młodzi, potem pora odchodzić
A może pora by narodzić się znów?
Widze wielką grzywę, widzę błysk lwich kłów
A może pora by narodzić się znów
Widzę wielką grzywę, widzę błysk lwich kłów..

Ref.
Kto sieje wiatr? x2
[Cut/Scratch]
Kto sieje wiatr?
Wiatr śpiewa swoje!
A ja ide dalej..

Kto sieje RAP, ten zbiera propsy,
Te faraony Cheopsy
Na zewnątrz, to w środku mali chłopcy
A te panny co żrą dropsy, to małe dziewczynki wewnątrz
Dziś widzę to na pewno!
Już się nie boję cały jestem na zewnątrz
Chodź oczu mam troje, to widzi świat tylko jedno
Nocą nie marznę, choć nie pali się drewno
Ja grzeję się w blasku rapu, który niosę miastu
Ile jest nas tu? Przy tysiąca gardeł wrzasku
Ruszy słońca szturm o brzasku, szlakiem dawnych smutków wesel
Płynę prawym halsem, rejsem Hermanna Hesse
A pod stopami chłód, pokładu z desek
I nieba bezkres, definiuje wszechświata deseń
Tak płyne se, nie wiedząc sam ile zdołam
Czeka na mnie Gauguin na Noa Noa
Tak płyne se, nie wiedząc sam ile zdołam
Czeka na mnie Gauguin na Noa Noa

[REFREN]

Ten zbiera burze, kto sieje wiatr
Niesie garb swój, staruszek świat
Od Morza aż do Tatr, z głębin oceanu aż do gwiazd - Królowych nocy
Noszę medalion o bardzo wielkiej mocy,
Ten zbiera plony kto jest szalony, by siać na ugór
Kto jest skończony, obala trony, by pić na umór
To jeden z ludu, powiernik trudu
Noszę medalion co dotyka sedna bez trudu,
Co dotyka sedna bez trudu..
Noszę medalion co dotyka sedna bez trudu...

[REFREN] x3
Jazz z lat 80-tych osiedli...
Przenieśmy się teraz w lata sześćdziesiąte,
20 lat wstecz... prosto z bloku... chociaż
"To właśnie dla tych to..."
"Płać i słuchaj jak to robi pierwsza liga..."
"Wśród fałszywych jak transformer,
Świat okazuje pieprzoną ironię"

To Ostry na taśmie jak na ścianie mej Salasien
To ten, co skradł serce nie jednej Toli Baster
Potrzebne to mi jak tlen, ej ziomek, bzdury
Nie chce powrócić z gównem jak Trubadurzy
Wara, gdzie te gwiazdy skąpane w dolarach
Myślisz, że to kłamstwo, mam na ciebie namiar
Janson, mam zamiar zamknąć pysk ci
Techniką Rambo, bo teraz kolej na twoje zyski
Życie jest ryzykiem, muzyka narkotykiem
A ty okradasz muzykę, Michał zapomnij
Dla ciebie to hajs, dla mnie początek insonii
Michaś, jakieś pretensje?! To mi pierdolnij
Jesteś niezdolny a ja mam twój adres
Odwiedzę pałac ten, kiedy juz zaśniesz
Masz moje słowo, wpierw cie okradne
Łup podzielę z ochroną, wiesz będzie stać mnie
Co jak, co mógłbym żyć gdzie indziej
Wybrałem patent napadu na showbiznes

Na rogu ulic, jakich jest kilka
Browar z gwinta, w kieszeni fifka
Jakbyś nie wiedział, w talii joker, jedynka
Czysty hajs, full wypas, bo tu mieszka Flinta
Zza winkla, luz orient, przez otwarte okno
Poznasz dziewczyno co to, bałucki folklor
Nagle: siemasz słonko, wiedziałam, że wpadniesz
Nie ma głupich, Flinty z łóżka nie wyrzucisz
Sam nie wiedziałem, że tak jest na jawie
Najpierw cię wykorzystam, okradne, i zostawie
Obiecana ziemia, Holywood dziś dla forsy
Oto numer konta, jakie posiada Rynkowski
Nie znasz hasła, kombo, laptop plus haker
Chodź no sprawdź, co Rysia papier kapie w portfel
Forsę na patent jeszcze nie raz dorwe
Ziom, miłych wspomnień, to nasze gwiazdy
Chociaż zamiast muzyki, wole ich hajs ty
Szczaj to wszystko, wyciągnij wnioski
Bo po ziemi stąpa nie jeden Rynkowski...

Dedykowane wszystkim co znają się na żartach,
Albo wierzą w brutalną prawdę... znikam
Za oknem mróz, dzień za niedługo oczy zmruży,
Zapada już błogi sen, sekunda się dłuży,
Księżyc w pełni odbija się w kałuży,
W głębi mętlik to podróż do wnętrza duszy,
Jesteś dzieckiem nieoszlifowany diament,
Otoczenie zostawia znamię w bałaganie,
Kształtowanie własnego ego proces twórczy,
Obserwowanie później działanie w drogę czas ruszyć,
Poczuć pokusy, poczuć zdradę, szukać sensu,
Poznać uczucie lęku, sentymentu no i wstrętu,
Popełnić masę błędów daleko od obłędu,
Najważniejsze to co w sercu, nie zatrzymuj pędu,
Epicentrum, iskra powoduje pożar,
Działa niczym talizman, rozświetla drogę zorza,
Jak spojrzenie bazyliszka dla wroga będzie groza,
Marzenie w Tobie dojrzewa,zostawia ślad jak płoza!

Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!

Masa tych nieprzyjemności, wrogości, rzucane kłody,
Ilu gości z zazdrości, robią się schody,
Bez litości, bez godności to ich metody,
Masz wartości to w złości nie trać głowy,
Drogowskaz pokazał drogę wędrówki,
Ona czasami przeraża to element łamigłówki,
Dumą Cię napawa każdy osiągnięty sukces,
Gdzie doprowadzi wyprawa będzie wiadomo wkrótce,
Każdy dzień, każda noc pogłębia w Tobie nadzieję,
Ogrzewa niczym koc gdy chłodny wiatr wieje,
Ogromna siła drzemie, zostaje wydobyta,
Zaczynasz się czuć jak tytan, energia jak galaktyka,
Załamanie znika, pozostaje chęć podboju w boju
Nie ma postoju, spoko już postawię na sojusz,
Spada na Ziemię piorun, nareszcie wyrwał się z sideł,
Teraz to dostałeś skrzydeł, odnalazłeś Atlantydę!

Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!

Czujesz jak energia rozpala Twoje sensory,
Rozumiesz swój potencjał, obudził się dziki goryl,
Szara eminencja wkręca się na salony, szalony
Obala kanony, jesteś uzbrojony,
Teraz doskonale wiesz jaka w Tobie drzemie siła,
Przeszedłeś każdy test nie da rady Cię zatrzymać,
Pojemna machina ruszyła, wyzwolił demon
W kolejnej stadium pokemon, Ty wiesz gdzie się podział nemo,
Jesteś jak Romeo, Twoja pasja jest jak Julia,
Oddałbyś za nią życie Ty i ona jedna trumna,
Pielęgnujesz ją jest dumna odkrywacie nieodkryte,
Zdobywacie niezdobyte płyniecie jednym korytem,
Zbudowani jak jeden organizm, jedna tkanina,
Spada lawina, podnosi adrenalina,
Stop zapanował spokój ciemność stała się jasnością,
Ty i Twoja pasja nareszcie staliście się jednością!

Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Słyszysz głosy, one mówią, one mówią "wyjmij broń"!
Anioła dotyk zdejmuje uprząż, zdejmuje uprząż, "ruszaj na front"!
Pieniądz to morderca najbardziej brutalny
W historii świata nieporównywalny do nikogo
Nie przyrównasz do niczego
Powiedzcie jak mogliśmy dopuścić do tego
Przemoc, narkotyki, wojny, prostytucja
Fałszywa przyjaźń, morderca, korupcja
Wspólnym mianownikiem tego wszystkiego
Jest pieniądz i nie zmienisz tego
Dlaczego? powiedz mi dlaczego?
Żądza posiadania niesie z sobą tyle złego
Nie ma już przyjaźni, bezinteresowności
Pieniądz zniszczył wszystko, nie ma już miłości…
1. Obrałem odpowiedni kurs, bez pomocy nawigacji
Dawno straciłem luz, w chuju mam jak na to patrzysz
Życie obrócili w gruz niektórzy koledzy z branży
Oni chcieli mieć ten luz, wpychali nosy w zaspy
Bo jeśli chcesz być fajny, to musisz być jak reszta
Pić wódę na skrzynki i wciągać w kilometrach
Widzę tych zjedzonych typów w każdym mieście na Backstage'ach
Byli jak Rysiek z Klanu, pewności dodała im chemia
Ja na trzeźwo łapię taką fazę, że myślisz, że ćpałem
I jeśli masz tak samo, to masz u mnie drzwi otwarte
Gości co bujają w chmurach sprowadzam na parter
Bo umysł mam czysty i nie jestem narkofanem
Miłuję hip-hop, rap moim fachem
Zawsze odmawiam gówna, lamusy mają zgache
I nie pierdol mi, że ćpałeś i że była niezła jazda
Masz 3 dychy na karku, a gadasz jak bydło w gimnazjach

Ref. Kto ma otwarte drzwi, a kto nawet niech nie puka
Z kim można działać, a komu nie ufać
Ja widzę wszystko, mnie nie oszukasz
Jeśli znasz inna prawdę chętnie Ciebie posłucham x2

2. Poglądy i wartości mam sprecyzowane jasno
Wiem komu drzwi otworzyć, a komu łeb przytrzasnąć
Cecha słabych ludzi to na swój temat kłamstwo
Znałem takich, latali z pożyczoną maską
Teraz chcą ją zdjąć i głosić ludziom prawdę
Pewnie nie powiedzą o tym, że mylą prawdę z fałszem
Ja nie czuję złości, ja po prostu nimi gardzę
Jadę powoli do celu, bo jadę kurwa walcem
Siemano jestem Łukasz, znany jako Paluch
Chcesz pogadać w cztery oczy? Lepiej przedawkuj Relanium
Pierdole sentymenty, nie pamiętam starych czasów
Bo jeśli chcesz mnie dymać, to włączam opcję 'kasuj'
Sumienie mam czyste, zawsze grałem fair
A jakiś chuj pierdoli, że chodziło o fejm
O liczbę zer, co stoją po pierwszej cyfrze
Chowaj hajsy do kielni, bo cenisz hajs ponad życie

Ref. Kto ma otwarte drzwi, a kto nawet niech nie puka
Z kim można działać, a komu nie ufać
Ja widzę wszystko, mnie nie oszukasz
Jeśli znasz inna prawdę chętnie Ciebie posłucham x2

3. Znałem tych typów, zanim poznał ich mikrofon
Niestety znam ich dzisiaj, wkurwia mnie jak się wożą
Wymienili mózgi na kranówkę sodową
Zamiast Intercity mają do hajsu pociąg
Masz drzwi otwarte jak nie odbija Ci palma
Chcesz się wywyższać to wypierdalaj na Harvard
W stosunku do ludzi nie kumam pojęcia 'gwiazda'
Jeśli myślisz tak o sobie, to już jest zjebana jazda
Nie masz szacunku dla obcych, brakuje dla swoich
Kurwo, wiesz, że to wiem i wyczuwam, że się boisz
Wielki prawdziwku, nie znasz na osiedlu boisk
A w rapie pierdolisz o ładowaniu naboi
Nawet jak jesteś zdrowy to gadasz kurwa przez nos
Mówisz ile kopert zajebałeś przez nos
Ktoś Cię wyczuje i poznasz czym jest przemoc
Lepiej być sobą niż pozowanym mordercą

Ref. Kto ma otwarte drzwi, a kto nawet niech nie puka
Z kim można działać, a komu nie ufać
Ja widzę wszystko, mnie nie oszukasz
Jeśli znasz inna prawdę chętnie Ciebie posłucham x2
Rodzimy się by żyć, żyjemy by umierać,
żeby to życie przeżyć, wspomnienia do grobu zabierać.
Sobą być, mentalnie nie umierać,
i od zera do teraz napierać na sterach.
Bądź co bądź, całodobowo bądź sobą,
mądrość zdobądź, nałogowo nie błądź, młodość,
jednak nie zawsze rządzicie swoimi prawami,
powiedz kto jak nie Ty zajmie się Twoimi sprawami.
Wychodzisz na ulicę, tutaj czujesz swąd nieszczęść,
które Ci wciąż jeszcze przypomina skąd jesteś.
Przez życie maszerujesz jak armia na front,
wiesz, że niektórzy rady nie dają, popełniają błąd.
Widoki z dachów bloków na bloki innych osób,
tutaj wokół chaosu musisz znaleźć sposób,
żeby nie klepać biedy, życia na kredyt,
żeby życie przeżyć, nie być jednym z tych, co w życiu liczą gleby.

Refren:
Rodzimy się z krzykiem, dorastamy w buncie,
stąpamy przez życie po grząskim gruncie.
Stawiam w przód pewnie następny krok,
tak by w tyle nie zostawać lub zepchniętym w bok.

2.
Kolejny rok leci, wracam tu, by postawić krok trzeci,
ten sam blok, śmieci.
Te same stare miasto, serce moje ukochane,
żyję, gram w Białymstoku, wychowany tak jak Franek.
Żaden z nas nie Mały Książę, raczej Hrabia Fatall,
czy pracuje, czy kombinuje, zarabia szmal.
Obyś zarabiał więcej i tak okrada nas kraj,
na razie w Polsce jeszcze się nie zapowiada na raj.
Każdy sobie radzi tu, jakoś dźwiga swój krzyż,
jak sobie nie dasz rady dopada Cię strzyga, to krzycz.
Jeden za wszystkich nie zawsze znaczy wszyscy za jednego,
dlatego jak umiesz liczyć to licz na siebie i tego..
się naucz pomału, skanduj to, teraz słuchaj co mówię,
życie nic innego jak wystawienie przez Boga na próbę.
Przyjaciele blisko, wrogowie jeszcze bliżej,
z reguły traktują Cię nisko, Ty ich z reguły niżej.

Refren:
Rodzimy się z krzykiem, dorastamy w buncie,
stąpamy przez życie po grząskim gruncie.
Stawiam w przód pewnie następny krok,
tak by w tyle nie zostawać lub zepchniętym w bok.

3.
Kobieta mego życia co raz częściej mnie się pyta,
kiedy w końcu zacznę zarabiać coś na tych płytach.
Na razie dalej należę do tych, co marzą, wstyd,
ale talent nie gra w parze razem ze sprzedażą płyt.
Musisz zrozumieć, wybaczyć, że nie mam planu B,
choć mogę zostawić wszystko, polecieć do Stanów gdzieś,
i tylko z Tobą na nowo wszystko zaczynać,
dobrze wiesz, że mi też marzy się dom i rodzina.
I proszę Cię kochanie nie pytaj mnie o to więcej,
bo kocham was obie, Ciebie i muzykę, nocą klęczę,
modlę się do Boga, żeby wskazał mi drogę,
dlatego robię to co robię i robię co mogę.
Ile to już lat na karku, na plecach doświadczeń bagaż,
nieustanna walka z czasem, tutaj gdzie z życiem się zmagasz.
Stawiasz w przód pewnie następny krok, tak by w tyle nie zostawać lub zepchniętym w bok.

Refren:
Rodzimy się z krzykiem, dorastamy w buncie,
stąpamy przez życie po grząskim gruncie.
Stawiam w przód pewnie następny krok,
tak by w tyle nie zostawać lub zepchniętym w bok.
MAG::
Rzeknij coś na ten temat

STRAHO::
Gdy czegoś bardzo mocno chcę,
Wtedy problemu nie ma, znasz ten schemat
Olej każdy dylemat, jest zbędny,
Posiadasz cel, nie wiesz którędy iść, ja ci powiem, tędy
Nie spadaj jak liść na ziemię
Pnij się do góry, spełniaj swe marzenia
Tak już jest jest z pokolenia na pokolenie
Żeby mieć, trzeba mocno tego chcieć
To logiczne jak sieć, widzisz cel – wyciąg rękę i leć za nim
Samo gadanie na nic, dla pewnego swego nie ma granic

MAG::
Nie wystarczy momencik, czy odrobina dobrych chęci
Chcieć to móc, więc mogę, bo to mnie nęci
Miejcie w pamięci, wszyscy razem wzięci oponenci
Mogą dziś nosem kręcić i życie spędzić na niczym
Do każdego kogo to dotyczy – zrób następny ruch zamiast wciąż się byczyć
To wyczyn, na który chyba cię stać,
Nie masz nic do stracenia, więc nie musisz się bać,
Nic tylko trwać i stawiać .... kolejne kroki
H I P- H O P sprawa nie cierpiąca zwłoki,
To łączy ludzi... jak walkie-talkie
Jak góry, stoki, jak świat długi i szeroki
Jest

FOKUSMOK::
Kiedy chcę, potrafię się zmobilizować do działania
To kwestia obierania celów i ich osiągania
Starania nie wystarczą do wykonania zadania
Zawsze jest od zajebania załatwiania i biegania
Jestem tu od nadawania sprawom toku,
Od wykonywania i wydawania na nie wyroku
Odkładania ich ad acta
Będziesz w szoku
Nie spodziewałeś się tego nawet po samochodzie roku
Człowieku
Przecież wiesz, że jesteś w stanie załatwić wszystko,
tak jak załatwiasz bakanie..
podejmij wyzwanie i postaw na kombinowanie
przestaw się na działanie
zostaw gadanie na ostatnim planie
weź się za realizowanie swoich marzeń
chcieć – oznacza wpływać na przebieg wydarzeń
to takie naturalne – bać się mocnych wrażeń
lecz wiadomo – nikt nie wyjdzie z tego gówna bez obrażeń

MAG::
Jeśli mam na coś ochotę, resztę odkładam na potem
To staje się priorytetem, a milczenie, które złotem
Przestaje być kłopotem, bowiem wiem, że galopem
Można znaleźć się między kowadłem a młotem
Bo każdy, nawet najmniejszy orzech do zgryzienia
Aby okazał się pestką, jest kwestią do przemyślenia
A więc pomóż sobie, rusz głową, zamiast stawać na głowie
To recepta, bądź czynny, aktywny jak wulkan Etna
Na życie mam metodę, co daję wolność i swobodę,
Jeśli wiem czego chcę, brnę nie idąc na ugodę

STRAHO::
Dla pewnego swego i chcącego nic trudnego...
Dla pewnego swego i chcącego nic trudnego...
Dla pewnego swego i chcącego nic trudnego...
Dla pewnego swego i chcącego nic trudnego...

nic trudnego
nic trudnego

Dla pewnego swego i chcącego nic trudnego...
Dla pewnego swego i chcącego nic trudnego...
Chwila, moment, klikasz, nie masz, wyrzucasz, opróżniasz
Rezygnujesz, się tłumaczysz, opóźniasz i zmuszasz
Do najprostszych rozwiązań, chcesz spasować? - mała spacja
Praca i wysiłek w kosz, ostatnia stacja - rezygnacja
Nie poddawać się na racjach, gdy dojeżdżasz na końcówkę
Za friko, na przypał, damkę, kredytówkę
Nie podzielę się smutkiem, po sobie znać nic nie dam
Zrezygnować? - to przegram, teraz tu z Wiśniowym biegam
I dyskusja się poważna po raz tysięczny wywiąże
Będzie dobrze - nie dobrze, pierdolę dziwne opcje
Dolewam żeby dotrzeć, zrobię co postanowiłem
Nowych rzeczy rejestracja to już teraz zwyciężyłem
Tyle razy w cud wierzyłem, ile razy w cud wątpiłem
Tak jak w siebie, w to wszystko, zagubiony sens znalazłem
Jak testament w Saragossie Ski Skład jest bezpiecznym gniazdem
Nie narobię w nie, poważnie do sprawy podchodzę
Mimo przeszkód na drodze i życiowej niewygodzie
Potraktowani srogo los wystawił ich na próby
Tak bardzo bliscy zguby nie przemyślane rozróby
No co by było gdyby, po to, żeby dzieci miały
Niech nie zdarzy cię się stres, jeszcze nie jeden kawałek
Przez nas wspólnie nagrany to zadanie cel obrany
Peja nie zrezygnowany i dlatego wciąż wygrany
Pesymizm niewskazany, nie rezygnuj chuj zaciskaj
Nawet jeśli w koło bluzgami będą ciskać
Bo i tak oponentów nic nie znaczą przezwiska
Zrobię mój rap tak, żeby kiepski cienko piszczał

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić

Ile razy z sił opadłeś nie wiedząc co dalej
Widząc kolejne przeszkody przed oczami masz zamęt
Tracisz spod nóg grunt i przygasa w tobie bunt
Bo wysiłki, twoja praca, wszystko w pył się obraca
I nie pomogą prośby, modlitwy i groźby
Stajesz na krawędzi myśląc już nie będę dobry
Znałem jednego który rozpacz swoją nosił w środku
Miał ojca i matkę wszystko było w porządku
A pewnego dnia smutnego, nigdy go nie zapomnę
Wyszedł na balkon, myśląc ja już nie nadążę
I w jednej krótkiej chwili przekreślił całą przyszłość
Matka do dziś płacze myśląc nad swoją winą
Co było przyczyną, że sił na walkę zabrakło
Poddał się tak łatwo, tak szybko światło zgasło
Stracił na chwilę cele, które wyznaczył
Ty się trzymaj swoich i nie będę ci tłumaczył
Że bez nich jesteś nikim, że bez nich nic nie znaczysz
A gdy wiarę swoją stracisz znajdziesz się na stacji
Tak zwanej rezygnacji, grubą cenę zapłacisz
Za bilet powrotny, bądź Szwajcar niezawodny

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić

Ostatnia stacja rezygnacja - błąd - z niej wysiadaj
Jedź cały czas, przyśpiesz do przodu zapierdalaj
Ostatnia stacja rezygnacja wciskasz pas to się skończysz
Nawet mi nie próbuj zwolnić, słyszysz, nie próbuj zwolnić!
Zostaw mnie nie kuś nie mów nie wołaj
Daj skołatanym myślom odpocząć już pora
Oddaj choć moment nie widzisz, że tonę
Pozwól mi usnąć chce wyrwać się koniec
Nie chce już o nie me oczy zmęczone
Tętno zbyt szybkie wysycham płonę
Jak gąbka chłonę choć nie chce bo cierpię
Boli mnie serce łeb pęka weź mnie
Wiesz nie odejdę daj chwilę wytchnienia
Chwila nie zmienia twego stanu skupienia
Bez znieczulenia zabijasz mnie nie mam
Szans na obronę więc wracam pochłonę
Wszystko co oddasz mnie zmusić nie można
Do nie znienawidzonych doznań rozczulać jak można
Tak żyć weź mnie zostaw daj spokój w końcu
Nie odbieraj wszystkiego ja nie chce tego
Zbyt wiele złego nie chce być twym kolegą
proszę cię kurwa błagam nie rób mi tego

Są chwile gdy samotnie spadam w dół
To są dni kiedy nie mam sił świat pęka w pół
I nikt nie wie kim jestem dokąd idę czy jeszcze
Gdzieś samotny stoję przed tobą
Ciągle jeszcze żyje wierzę i jestem

Przetrwasz i ani mi nie mów że nie mam takich problemów
Bo to bajeczka dla dziecka to jest tak mamy po 30 lat
Wartości młodości zdmuchnął wiatr więc koleś spadł
Każdego poranka i wieczoru sprawca hardcore'u
Od 10-ciu lat wiem co jest jak
Rodzina nie ma wzoru dla syna to jest pakt
By tak spadł z siłą meteoru finał to nie brak wyboru
To był brak honoru w czynach to nie tak że był sam
Bo to był brat był jak rodzina to był skład
Który jak lawina pokonywał mury
Został ślad na kartach kultury jest mi zioma brak to był znak
Każdy samemu go odczytał
Dzisiaj wiem jak by nie było to pochytam cały świat
Witam na bitach jak titanica a ten czas który masz
Pozostał ci do życia znikam a ty
Przetrwasz zamknij się słuchaj masz
Siłę ducha styl który wybucha patrz
To otucha milcz kiedy nie ma tarcz
Ktoś do ucha mówi Ci że nie ma tego złego walcz

Są chwile gdy samotnie spadam w dół
To są dni kiedy nie mam sił świat pęka w pół
I nikt nie wie kim jestem dokąd idę czy jeszcze
Gdzieś samotny stoję przed tobą
Ciągle jeszcze żyje wierzę i jestem

Wolę byc ostatni zamiast zostać na przedzie
Przynajmniej nie muszę się wciąż oglądać za siebie
Blisko słońca na niebie według własnej elipsy
Podróżują moje plany słowa, sample i myśli
Codziennie rano patrząc w przeznaczenia lustro
Sam siebie oszukuję widząc w marzeniach cud ziom
Tak zamieram krótko kocham stać tak bez ruchu myślę jak
Ludzie dodają tyle kłamstwa do uczuć?
Nie chcę współczuć nikomu jak i nie chcę współczucia
Wierzę że sam wybieram w jakich drepczę tu butach
Ja wolę być ostatni ale mieć luz i jaja
Utrzymać mózg na fali jak mróz w himalajach
Nie myślę o problemach nie ma tego złego
Jeśli nawet nie ma przebacz
Nie ma tego złego czego nie ogarnie wiedza
Nie kradnę, a zabieram twój czas bezpowrotnie
Z każdą płytą chcę dać ci ironie
Brat łatwiej zapomnieć trzymać nastrój na codzień
Co by się nie działo wiarę zawsze mam tu ziomek

Są chwile gdy samotnie spadam w dół
To są dni kiedy nie mam sił świat pęka w pół
I nikt nie wie kim jestem dokąd idę czy jeszcze
Gdzieś samotny stoję przed tobą
Ciągle jeszcze żyje wierzę i jestem
To kolejna wyprawa nocna
By tu świętować mam dziś wiele podstaw
Piąta wyprawa, piąta rocznica
Dziesięć lat Bosski już tutaj ma V.I.P'a
Ponownie witam, wszystkich na sali
Co dzisiaj pijesz, co dzisiaj palisz
Wyprawy nocnej, miasta paraliż
Bez nas baletu nie będzie tu za nic
Jesteśmy na fali, nie mamy robali
Jedynie w tequili się czasem pojawi
Bawimy się dobrze a hejter się dławi
Zróbcie hałas, ruszamy!

Wyprawa[bom,bom] ,wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

Viva La Vida i La Vida Loca
Dbaj o postawę bo będzie wynocha
Po co alkohol lub loty na prochach
Sama muzyka to czysta radocha
Czas płynie szybko, mega chujo*o
Wciąż trzeba robić tą wyprawę nową
Niedzielny zjazd nie zniechęca załogi
Gdy klimat jest błogi to wciąż niosą nogi
Jasno się robi plaga jest zombi,
Często tak podczas on bilet odbił
Mamy sposoby, mamy załogi
z którymi mega wyprawy się robi

Wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

To my pierdolicy prosto ze skali
Aromat się chwali, dobrze się pali
To cel tej wyprawy i gwóźdź jest programu
na wieczór wjeżdżamy do Amsterdamu
Przez centrum wyprawa po zakup towaru
Już chyba zjarałem się od tych oparów
i kto na wyprawę wyruszy dziś z nami
nie może narzekać że tu się nie bawi
już druga kolejka i słychać już śmiech
płaczemy ze śmiechu uprani we trzech
bo zamiast melanżu lub co dzień ja wole
Po chwili przerwy w Holandii role.

Wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

Idziesz na imprezę co się stanie nie wiesz
na wyprawie nocnej może dzisiaj się wyjebi*sz
może księciu z bajki się w Tobie zakocha
wszystko jest możliwe, bo to jest wyprawa nocna

To jest ta impreza to jest ten klub
w poszukiwaniu znajomych głów
tu są moje ziomki maniur jest w brud
Mamy czarny pas, w wyrywaniu dup.

Idziesz na imprezę co się stanie nie wiesz
może chłopaczyno ostro dzisiaj se pojebiesz
może śliczna d*pa się w tobie zakocha
wszystko jest możliwe bo to jest wyprawa nocna

Każdemu się załącza imprezowy kod
budzimy się do życia gdy zapada zmrok
idziemy na wyprawę to będzie niezły lot
dzisiaj tylko jaram, jaram jak smok

Wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa[bom,bom], wyprawa nocna x2

Idę z buta na wyprawę!
Jadę furą na wyprawę!
Samolotem na wyprawę!
Płynę płynę na wyprawę!
spontanicznie na wyprawę!
energicznie na wyprawę!
fantastycznie na wyprawę!
Bawimy dalej się panowie i panie

Idę z buta na wyprawę!
Jadę furą na wyprawę!
Samolotem na wyprawę!
Płynę płynę na wyprawę!
spontanicznie na wyprawę!
energicznie na wyprawę!
fantastycznie na wyprawę!
Bawimy dalej się panowie i panie !
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo