Popularne piosenki. Polski Hip Hop

Niech to się pali w eterze na całym świecie,
Wojtas i Sebson z VNM-em, to rani Ciebie.
Gramy za siebie, stwarzamy efekt, jaramy z bletek trawę,
mamy serce w rapie, ta.
Niech to się pali w eterze, na całym świecie,
Wojtas i Sebson z VNM-em, to rani Ciebie.
Gramy za siebie, stwarzamy efekt, jaramy z bletek trawę,
mamy serce w rapie.

Wiesz, mam temperament jak TomB,
przez wenę w rapie daję wersem serce.
To nie Kanye West, a to nie wytwórnia Group music,
mimo to w chuj ludzi, wie kto robi hałas wśród nich.
Sprawdzaj, gram za siebie, czuje rap jak 2pac.
Sram na Ciebie, możesz co najwyżej nas posłuchać,
Saper fail tej branży, dusza, to nie w słowach,
słowa przelewam na kartki by rap poszedł do Was.
(...)
Ty za nimi musisz powędrować jak tymy na dekach,
na werbalch, dobry flow ma.
Zobacz, chcę przejść do historii jak (...),
ale świat dziś mówi 'Mezo to wprawdzie rap'.
Wiesz co, pierdol się i daj nam swoje grać,
bo ten touchdown poleci tobie w twarz.
Masz rap, który możesz nazwać ekstra klasą.
Teraz Sebson, VNM cie w wersach spalą.

Niech to się pali w eterze na całym świecie,
Wojtas i Sebson z VNM-em, to rani Ciebie.
Gramy za siebie, stwarzamy efekt, jaramy z bletek trawę,
mamy serce w rapie, ta.

Siema Wojtas, siema Sebson, joł. VNM synu, dokładnie tak, aha, joł.

Odkąd pamiętam, dla siebie gram ten rap,
nie było nikogo dla kogo bym miał to grać.
Chyba, że dla pengi, jasne, że tak
od zawsze chciałem przekładać kartki na track za hajs.
Gubisz kwadrat taki na maksa najs,
Ty, albo chociaż tak jak Basta rajs, ta.
Niestety kolo nie w tym kraju,
za rap mogę częściej wstawać na niezłym haju nazajutrz.
Nie znaczy to że nie jest ok,
flotę jeszcze z tego zrobię,
to nie tak że mi przejdzie bokiem.
Swoją dupę po to ścierwo wlokę,
idę pewnym krokiem i szybko jakbym jebnął kokę.
Pijawy widzą że moje skillsy cene,
jebane złodzieje, nie dostaniecie nic ode mnie.
W razie jak jakiś down tego nie wie,
gram za siebie, nie będę przecież grał za Ciebie

Niech to się pali w eterze na całym świecie,
Wojtas i Sebson z VNM-em, to rani Ciebie.
Gramy za siebie, stwarzamy efekt, jaramy z bletek trawę,
mamy serce w rapie, ta.

To jest rap, po to by stał się modny,
kto daje po trzy wzrotki, weź bardziej się ocknij.
To jest tak że młodzi MC chcą być coraz lepsi,
a ich rap to tylko to że mają na nogach conversy.
My gramy za siebie, większość nie wie co to honor
i stanął na linii ognia, aż spłonął młodo.
Ja zawsze mogłem ziomek powiedzieć 'Gram to od serca',
mam w żyłach rap jak Method Man albo Redman.
I ciągle niezależnie rzucam prawdę na track,
chuj mnie to boli, że ty zakładasz maske na twarz.
Na twoje wszystkie posty kładę punch line,
mogę się założyć, że zapiszesz to na dv-kach.
Nagrywasz słabe gówno, a chcesz zabłysnąć w gronie,
lepiej zamknij gębę i na nas schyl tą głowę.
Piszesz na forum bzdury, że kurwa umarł rap,
a to kawałek tak buja Was jak Wu-Tang Clan.
Ile tak naprawde miałeś szans w swoim zyciu,
Ile prob, ile bledow ile prob by tu
Poukładać swoje drogi, myslisz ze masz ich dowoli
Ale tak naprawde nie ma czasu na ten start nowy
Wolisz spieprzyc swe zycie, przeciez tak wolisz
Jakos się ułoży,wybacza ty ich robisz
Hmmm tak jakos jest myslisz ze los zwodzisz
Wroci do Ciebie, jak bumerang cie uderzy
Bo tak naprawde jeden strzal na to by przezyc
tylko jedna szansa, jedyna by zaplewic
Swoje ziarno by wyrosło w co da się wierzyc
To nie jest tak ze dobro może mieć swoje przerwy
Jedna szansa na to by szczesliwie się ozenic,
Jedna szansa na to by nie skończyć jak kretyn
Jeśli myslisz ze się myle, to zobaczysz w tym
Zyciu zabraknie Ci szans nie będzie juz fety

Będziesz plakal jak ja bo popełniłem bledy
Tylko jedna szansa by sprawy nie spieprzyc
Jedna szansa na to by dobrze zycie przezyc
Raz się rodzisz i umierasz i zostanie tak do smierci

Jedna szansa na milość która będzie trwac wiecznie
Jedna szansa by ludziom wybaczyc ich brednie
Jedna szansa na to by być kims w swoim zyciu
Jedna szansa na to by przezyc Zycie swietnie

Ja nosze ciezar, sam go nałożyłem,
Ten krzy mi się wbija w moje plecy ale chwila
Ty nie musisz, wystarczy pomyśleć dwa razy
Nawet 3 ale szanse masz jedna to wystarczy
Potem nie ma ze boli, sam po niej chodzisz
Po drodze która wznosisz, jestes panem swojej woli
Oni będą Ci mowic ze możesz bawic się do woli,
beda jak polip, co w nosie drapie i boli,
Oni nic nie wiedza, gadaja tyle co Wall-E NIC
maja wartości, co witamin w Coca Coli NIC
Bylem tez taki chojrak, zjadalelem te rozumy,
Dostalem mdłości i skończyły się bzdury,
Masz jedna szanse by wybrac właściwie,
Weź cos z pokora nie zawsze będziesz vipem
Nie zawsze będzie typem, co kroluje w dobrobycie
Skonczy się Zycie nie będzie repeatu… Typie
[Peja]
Ski Skład
Parę hien w życiu namawiało do kurestwa
Jak myślisz, co wybrałem, być nie mieć to moja kwestia
Jak najdalej od takich, którzy chcieli by dorobić
Jak pasożyt się podłączyć do umiejętności twoich
I ssać by chciało, widzę takich, to mnie czyści
Z twojej ciężkiej pracy chcieli by mieć korzyści
Przydupasy, podłączki, uśmiechy, uścisk rączki
Branżowi ocieracze przyczepiają się jak rzepy
Propozycję warte grzechu, opcja na rok te tandety
Zaróbmy parę groszy, wspólnie zróbmy coś fajnego
Zawsze powiem wypierdalaj, jeszcze nie wiesz dlaczego?
Na ty to mów kolegom bo ja do nich nie należę
Chociaż kwiczę i leżę to chałtury się nie chwycę
Grzecznie też umiem odmówić, nie dociera, to zaryczę
Kocham muzę nie banknot, hajs mnie nie zdegenerował
Jedynie zła ulica i berbela żołądkowa
Kontroluję swoje ruchy jak odprawa paszportowa
A tych paru chce przemycać, jakieś brudy wnieść na pokład
Zagraj koncert w jego ciuchach a współpraca będzie dobra
Tych kilku drobnych cwaniaczków, pseudo promotorów popatrz
Kombinują jak rap sprzedać i za niego skasować
Pod przykrywką promować, nawpierdalasz się do syta
Tylko nie z mego koryta, być nie mieć jesteśmy kwita
Oto kolejny cytat z kolejnego klasyka
Bez pomocy i ryzyka, że ktoś słucha i rzyga
Że ktoś patrzy i pluje, wiedz, że dobrze tu główkuje
Z kim trzeba się umówię, trzymaj się ode mnie z dala
Podejmuje decyzję na które godność mi pozwala
A hieny żrą ochłapu psując nam wszystkim opinie
Ich czas niedługo minie, mówię swoim w rodzinie
Być nie mieć to brzmi naiwnie, inaczej nie dam ci przeżyć
To jest właśnie ta wartość, w którą zawsze będę wierzyć
Być nie mieć

Ref.: Być nie mieć to odwieczny dylemat
Być nie mieć my we dwóch coś na temat
Być nie mieć konsekwentnie ten sam schemat
Przemyśl to sam, bo reguły na to nie ma x2

[Wiśniowy]
Kolejny dzień tygodnia, który ciężko się zaczyna
Siódma trzydzieści czas do pracy się zbliża
Zmęczone oczy moje i zawsze wredna mina
Przed siebie idę twardo, żeby do piątku wytrzymać
Gdzie leży przyczyna, że pieniędzy wciąż za mało
Więcej by się chciało i niech w końcu by się stało
Ale nigdy nie posłuchał podpowiedzi jegomościa
Który z mojej muzyki będzie robił sobie hity (obciach)
Wejdź do studia, ja przeliczę jakie przynosisz profity
Wolę z Peją się ustawić, żeby bity poukładać
Wolę z Decksem w domu wokale popoprawiać
Potem wsiąść do bany, bez biletu ale z wiarą
Że to co robię będzie lepszym się stawało
A dla ciebie to za mało, mówisz że się nie cenię?
Najważniejsze są pieniądze, ale nie na mojej scenie
Wole, żeby ten kto słuchał to co robię docenił
Żeby tylko mi powiedział: żebyś Wiśnia się nie zmienił
Bo dobrą idziesz drogą i kumple ci pomogą
Żebyś doszedł do celu jak doszło już wielu
A gdy wreszcie już tam będziesz pieniądz też tam czekał będzie
Wtedy tego jesteś pewny, że zawdzięczasz wszystko sobie
I każdego dnia to wspomnisz obmyślając plany nowe
Jaka ciężka była droga, lecz odwagi ci to doda
Być nie mieć, Ski Skład, Wiśniowy oto moje dla was słowa

Ref. x2
Gdyby Seldon nie przegrał, w 40 sekund z Tysonem,
Tupac nie byłby jak indyk, nadziewany ołowiem.
Afeni legendy, nie rozmieniała by na drobne,
pośmiertne płyty nastawione na kabone.
Melanże awantury w Herkach, to już są dzieje,
a dziś mam nadzieję, że nie będzie, tak jak wtedy.
Legendy Nowego Jorku, zdradziły street credit,
u nas rządził Liroy, pamiętam szkolne dyskoteki,
to było 95, ze złotą erą kojarz.
011 w chińskim kalendarzu, rokiem Hukosa,
kurwy co sprzedały Hip-hop, Ostry ich nie odnajdzie.
W bagażniku, w drodze do lasu, przeżyją traumę,
wiem że kochasz mieć wrogów, temu jestem ci potrzebny.
Jutro też jest dzień, jutro też tutaj będę.
Moja ślina jest słona, pluje nią w otwarte rany,
to jest mój czas, legendy będą krwawić.

Podnieś swoją zapalniczkę w górę, za tamte czasy,
tamte czasy nie wrócą, możesz pomarzyć.
Więc podnieś ręce w górę, na każdym moim koncercie,
jestem tutaj dzisiaj, jutro też tutaj będę. x2

Daje Ci smak tamtych chwil, szum w magnetofonie kaset,
MP3 nie powie Ci, jak to jest, gdy wkręca taśmę.
Pamiętam płyty Rawkus Records w Rolling Stone'sie
zanim doszedłem do domu, zawsze zrywałem folie.
To było zanim, Camey Honeys wolał od rapu,
a usta dziewczyn nie miały, gorzkiego smaku.
Dziś legendy tamtych czasów, pracują na budowach
Londonistan to ojczyzna, możecie razem pracować.
Fani nie kupuja płyt, wkurwili DJ Buhh'a,
w rapie walka o byt, zarabianie na ciuchach.
Kiedyś miałeś na półce pierwszą taśmę Grammatik'ów,
dzisiaj masz Hukosa, co morduje polityków.
Zetrzyj z ust ten żal, tamte czasy mineły,
teraz Hukos to synonim nowej złotej ery.

Podnieś swoją zapalniczkę w górę, za tamte czasy,
tamte czasy nie wrócą, możesz pomarzyć.
Więc podnieś ręce w górę, na każdym moim koncercie,
jestem tutaj dzisiaj, jutro też tutaj będę. x2
Peja:
Właśnie tak, RPS SLU
Brahu GDA
P do N, P do N kreska

Ref.:
Twoje życie to dar nie pogub się w tym
to jest wszystko co masz wzbij się na sam szczyt
możesz zrobić co chcesz nim zjebiesz to wiedz
lepiej do przodu iść niż do tyłu biec (x2)

Brahu:
Jest jedna gra, w której grasz tylko jedno życie masz
czym jest dar pytasz wciąż talent tylko odkryj bo
każdy z nas posiada wszystko czego trzeba nam
żeby strącić sensu brak podbić do sukcesu bram
droga to ciężka w chuj nieraz przyjdzie stoczyć bój
w świece skrótów błędów ziomalu nie licz na cud
widzę jak życia brud spycha wielu w życia róg
zbyt wielu upadłych aniołów nie ma dziś z nami już
w wirze melanży przespało czas najlepszy
teraz on z bełtem w łapie o starych dziejach pieprzy
i nawet jeśli był najlepszy to nikt nie pamięta o nim
mimo tych medali na ścianach dzisiaj to już anonim
więc jeśli grasz, śpiewasz, rymujesz czy walczysz ,
malujesz, tańczysz nie opuszczaj gardy zobaczysz
że trening i ciężka praca to ziomal zawsze powraca
musisz wiedzieć że nic nie powstrzyma prawdziwego gracza

Ref.:
Twoje życie to dar nie pogub się w tym
to jest wszystko co masz wzbij się na sam szczyt
możesz zrobić co chcesz nim zjebiesz to wiedz
lepiej do przodu iść niż do tyłu biec (x2)

Peja:
Mógłbym dziś zawalić wszystko ot tak kupić w sklepie czystą
w oka mgnieniu upaść nisko szybko zmienić rzeczywistość
nie stać mnie na taki wyskok bo cena zbyt wysoka
zbyt często przychodziło płacić życiem życia szkoda
dziś tylko dodam obyś bracie nie żałował
ja ci mówię weź się w garść chwytaj dzień a nie za towar
dziś pod perkę trzeźwe słowa biegle rzucam na pętle
dziś nie czuje zaciśniętej na karku liny pięknie
mam to co bezcenne dar życia radość we mnie
bo doceniam fakt istnienia i tworzenia codziennie
chociaż różne pomysły przychodziły mi do głowy
na przykład chlanie wódy w ilościach przemysłowych
potem na treningach motyw wiecznie wyrzuty, czopy
przez bal znowu kłopoty przejebałem parę złotych
że w ogóle jestem zdrowy to na cud zakrawa bracie
wciąż wierzyłem że bez szwanku wyjdę z lotu kamikadze
opcja zapić się na śmierć przestała mi się podobać
mówili zrzygaj się uduś skonaj niczym Jean Bolland
byłem pewien nie pokona mnie zgubny nałóg bracie
te wyniszczające kace ryły beret, też to znacie?
gdy ktoś na ulicy beszta jak dzika pijana bestia
i tak slalomy napieprza w stylu Georg'iego Best'a
już przestałem się bać inni w strachu dają w gaz
tchórz umiera tysiąc razy za to kozak tylko raz !

Ref.:
Twoje życie to dar nie pogub się w tym
to jest wszystko co masz wzbij się na sam szczyt
możesz zrobić co chcesz nim zjebiesz to wiedz
lepiej do przodu iść niż do tyłu biec (x2)

Brahu:
Dlatego ćwicz chłopak
wstań i ćwicz chłopak
nigdy nie poddawaj się
do przodu idź chłopak
dlatego ćwicz chłopak
na siebie licz chłopak
zamiast ćpać i pić
stań i ćwicz chłopak (x2)
Zalew - pomyśl nad tym słowem
Nie mów, że tak nie jest, możesz
Twardo stać w miejscu, a i tak Cię zaleje
Tkwimy w wielkim niczym, u progu banału
Pierwsi, którzy przeżyją życie mówiąc: nic się nie stało
Od harcerzy, przez partię, solidarność i kościół
Do tysięcy możliwości, które zalały Cię wraz z wolnością
Możesz tworzysz własny świat, lecz samemu głupio,
Wiec najchętniej jak kotlet panierujesz się grupą
Określnik, wyznacznik, potrzeba emblematu
Od godła, przez metki, po paszport Polsatu
Nie chce tego oceniać, aaa... jebać to chcę
Bo tak naprawdę przecież zalew również umoczył mnie
Daje wam swoje logo i stoję zanim, lecz te logo
ma być lodołamaczem, a nie ściągaczem granic
Chce by pchnęło do przodu, nie do muru przyparło,
To nie grupa facetów, dla których całe życie to Star Wars

Przyszedłem na świat, wyrzucony przez strumyk
Nauczony jak pływać, a wcześniej jak się umyć
Wyposażony w umysł i w ręce jak dwa wiosła
I serce jak kompas wśród miliona możliwości x2

Segreguje się euro i dolar, segregują już przedszkola,
Więc kiedy dorastasz, sam o segregację wołasz
Pozwoliłem, by określił mnie rap i krój spodni, [w jakimś stopniu]
Lecz swoim wnętrzem nie chciałem być modny
Symbol Alkopoligamii nie ma sterować, bo nie jest padem,
To jedna postać, jedna, nie goni za stadem
Łatwo jest odnaleźć rolę, o tym wspomniałem wcześniej
Mogę ci wyliczyć więcej ról, niż baranów przed snem
Bądź ojcem, by skołtunione życie z trudem przystrzyc
To szlachetne ,chodź ojców znałeś kilku zajebistszych
Bądź żoną zadbaną co noc, nie żoną zniszczoną,
Bo każdy facet ma diabła w spodnich, a on nie słucha w mono
Takie wybory przez ludzi podjęte imponują mi
Wbrew pozorom, właśnie tym niedrogim sprzętem
Życzę im tylko, by każdą z podjętych ról
Grali z pasją w oczach, a nie, bo w oczach innych jest cool

Przyszedłem na świat, wyrzucony przez strumyk
Nauczonych jak pływać, a wcześniej jak się umyć
Wyposażony w umysł i w ręce jak dwa wiosła
I serce jak kompas wśród miliona możliwości x2

Jeśli wlazłem na ambonę, sorry, już sam się z niej strącę
Mam piwo w reku, muzykę w uszach, trip i błądzę
Ten świat lepiej, niż ludzie tłumaczyły mi dźwięki
Do szóstego roku życia znałem brzmienie udręki
Brzmienie radości, bójek, relaksu, kiczu
Panowie z Pink Floyd pomogli mi to wyczuć
Nie odwracaj on niego uwagi, od zmysłu
On może lepiej poprowadzi Cie przez życie, niż Chrystus
Wizja, fonia lub coś jeszcze nienazwanego,
Jeśli trafisz, wszystkich, którzy wątpia przegoń
To działa dla mnie, lecz dla Ciebie nie musi
Znowu mnogość wyborów coś zaczyna mnie dusić
Wielki as, co w swojej norze klepie nocą literki
Chuj ze Mną ktoś zdobywa właśnie ośmiotysięcznik
Robię jedną rzecz dobrze tylko czy aż
W zalewie opcji zafunduję zalew wątrobie, a masz

Przyszedłem na świat… [aha, zgadza się]
Wyposażony w umysł… [nie bądź taki kurwa pewny]
Zawsze odbić się od dna

Sam już nie wiem kto kłamie kto ma jakie zadanie
powiedz mi człowieku,czy rozumiesz przesłanie
co znaczą te słowa,no podejdź weź zobacz
dla mnie muzyka rapowa to nie żadna pieśń nowa
nieprzesłodzona gadka stylowa
jak mam się hamować kiedy życie wciąż od nowa
przysparza doła lawina kłopotowa
powstrzymać niełatwo,trudno zahamować
przez to wyrzucony gniewa to jakieś rozwiązanie
każdemu się dostanie regularne nawarstwianie
bardzo nie lubię funkcjonować w tym stanie
normalnie,bo się nie da nieskoncentrowana sciema
psycha klęka,mnie tu nie ma nie dla mnie taki temat
dać radę trzeba i nieważne gdzie biegam
niezależnie od warunków nie przechodzi bez echa
odbija sie zawsze temat realny nie gaśnie
wierzę w to co robię,tak jak dziciak wierzy w baśnie
sposób logiczny ...patologiczny
raczej szorstki niż śliczny,masz rację, że uliczny
w poszukiwaniu zdobyczy pozycji i szacunku
każdy orze jak może bez utraty wizerunku
wiem że na to liczych bo każdy chce mieć lepiej
Ciebie też to dotyczy bo wiem że biede klepiesz
to nieżadna nowość,życie zdąrzy dać Ci w kość
a wkurwionych rzesze w zamian dają złość
nie jestem w tym sam,ja zabijam szarość dnia
myślą słowem i uczynkiem wciąż odbijam się od dna

Ref.:
Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna trzeba rade dać
zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna,odbić się od dna

Łatwe numery to droga do kariery
ja wolę przekaz szczery sami stwarzamy bariery
separaty z wyboru,separaty z przeznaczenia
i nie zmienia się nic,wciąż te same marzenia
od zaćmienia do zaćmienia ciągła pogoń za pieniądzem
nie żebram o forsę chociaż śnię o Majorce
to pragnienia i żądze w chorym umyśle kipiące
na siłę wspierające ujścia nie znajdujące
frustracja jak towarzysz jest ze mn a za dnia i w nocy
nie szukam pomocy bo sam potrafię przeskoczyć
wszystkie przeszkody to nie sportowe zawody
bo stawka jest inna życie sprawa nienaiwna
rymów nauka pilna,alternativ dla rozbojów
pośród zmęczonych twarzy uruchamiam oldboyów
nastrajam do zycia przekazuję czas energii
zawsze są jakieś rezerwy słucham jak spowiednik
krótko Ci powiem nie wiem co to odpowiednik
dla mnie,ja robię oryginalnie
wiem że zycie marne ale doceniam je zawsze
gdy powstaje stan krytyczny,niebezpieczne zagrywki
gdzie tu związek jest logiczny?dobre pytanie
i nie pytaj czy to dobrze że sie komuś krzywda stanie
nie dla mnie to zadanie ustosunkowywanie
ani sprawa moralności,dawno rozrzucone kości
bez poczucia wartości co drugi tak żyje
na łeb,na szyję ten syf nas nie ominie
jedno wiem.nikt nie zginie byle nie popełniać głupot
trzymam się swoich rzeczy dla mnie wazny bitów stukot
prawdziwa muzyka i prawdziwa niezależność
wojna w przemyśle to przeszłość na licy teraźniejszość
wiem że jest nas mniejszość ale parę osób wierzy
trzeba dać radę,ludzie,trzeba jakoś przeżyć
w millenijnym szaleństwie nie poczłonie mnie ten syf
podświadomość odporna to jest nasz muzyczny typ

Ref.:
Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna trzeba rade dać
zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna,odbić się od dna x2

Nie jest dziwne,trzeba radę dać nie ma przebacz
byleby w tej grze nie przegrać,piwo nalane trzeba wypić
przez obla pwn ... zaszczycić,dobrze by ten moment uchwycić
nie myślę że ze wstydu zapadłem się pod ziemię
bym musiał nie być płomieniem a jestem i dam radę
często żyję pond (prawem lub prawdę),nie mówię po to by zyskać sławę
nie jestem supergwiazdorem byłem jestem i będę żywiołem
sam nie wiesz gdzie spoczywa moje oko
ja i mój styl pod ziemią głęboko
co sądzisz o tym, co myślisz nie dbam o to
tak jak król ... zamieniam słowa w białe złoto
WRR zawsze będę walczył o to
chłamu nie walę,kanę palę stale
a kapocha Chealse pola nie przestaje
zjednoczony Poznań,nowe miasto-Rataje
zawsze odbiję się od dna,zawsze radę daję.

Ref.:
Zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna trzeba rade dać
zawsze odbić się od dna trzeba radę dać
zawsze odbić się od dna,odbić się od dna
Pow, (pow), aha, (aha), Pan Życia, (Pan Życia)
Tej, tej, Syntetyczna Mafia (S. M.)
Jedziesz, jedziesz, jedziesz, Właśnie tak

Jestem panem swego życia od dziś na mnie mów tak
Jak kokainowy haj w Miami Vice
Wyrzucam recepty na psychoaktywne ścierwo
Teraz mam wszystko co trzeba proszę już zawsze bądź ze mną
By zobaczyć Twój uśmiech w drugą stronę kręcę światem
Kocham życie jak dresy po zażyciu tablet
Przez życie z fartem to tylko kwestia podejścia
Ty wbij to sobie w łeb że na porażki nie ma miejsca
Mentalność zwycięzca to jest droga do sedna
Wyciągam wnioski z momentów, kiedy byłem na zakrętach
Dzisiaj w każdy zakręt na ręcznym kurwa wjeżdżam
Wszystko co było złe widzę we wstecznych lusterkach
Ej nigdy nie pękać umacniać w sobie wiarę
Wpierdol od życia może też mieć wuchtę zalet
Kciuk w górę tej to moja druga ksywa
Pokochaj życie tak jak Mafia Syntetyczna

2x
Kiedy spytam - kochasz życie? Ty powiesz - o tak
Bądź Panem swego losu, ziom, jak ja
Jebać krzywe akcje i tych, co robią kwas
Czarne serca to już było, czas garściami z życia brać

Dobrze wiem, że bywa różnie i często idzie pod górę
Nie ważne jakbyś się starał wszystko zawsze źle pójdzie
Tej, życie to skurwiel, lubi dopierdolić w biedzie
Zapomina się wtedy, że życie może być piękne
Zachowuję rezerwę na te chwile najgorsze,
Codziennie uczę się, jak opanować emocje
Przetrwać jeszcze trochę, jest dobrze, będzie dobrze
Nawet po miesięcznej nocy nad ranem wschodzi słońce
Wiem o czym mówię, jebać odwieczną niemoc
Wkurwiaj wrogów rozwojem, rób to co kochasz, zgarniaj pieniądz
Głos mojego serca dawno zamienił się w krzyk,
Codziennie mówi mi rób swoje, swoją drogą Idź
Nie rozmieniaj się na drobne, tej, pierdol komercję
Większą satysfakcje daje trudnych szczytów osiągnięcie
Nerwowe napięcie od dziś opada z każdym dniem
Pozytywne myślenie Twoim działaniom daje tlen

2x
Kiedy spytam - kochasz życie? Ty powiesz - o tak
Bądź Panem swego losu, ziom, jak ja
Jebać krzywe akcje i tych, co robią kwas
Czarne serca to już było, czas garściami z życia brać
[Firma 2006 studio baza Londyn eeeee 
Glos prawdziwej ulicy prosto]
Kimś jestem, kto, kimś jestem, kto, [firma] kimś jestem, kto
F – I – R – M – A

Ref
Kimś jestem, kto, wie, o co chodzi poznałem ulice
Kimś jestem, kto, wie skład pochodzi nie chce być na szczycie
Kimś jestem, kto, potrafi kochać nienawidzić Zycie
Dawno wracam z stamtąd gdzie ty dopiero idziesz

Kimś jestem, kto, wie, o co chodzi poznałem ulice
Kimś jestem, kto, wie skąd pochodzi nie chce być na szczycie
Kimś jestem, kto, potrafi kochać nienawidzić Zycie
Dawno wracam z stamtąd gdzie ty dopiero idziesz

Zw. 1
Jestem tym kimś, kto wierzy w To,
Ze ma czas by zmienić cos, by zmienić cos,
Jestem ty kimś, kto chce podążać prosto,
Bo do tej pory w moim życiu ostro
Jestem tym kimś, kto ma zasady
Nimi się kieruje jestem gitem rozumiesz
Jestem tym kimś, kto pieniądze ma za nic
Bo nie dają szczęścia, lecz mogą mnie zabić
Jestem tym kimś, kto ukochanych dwoje ludzi stracił
R.I.P dla mojej babci
Jestem tym kimś, kto zawiódł wielu
Zawsze w mej pamięci wybacz przyjacielu
Jestem tym kimś, kto chciał być zły
Kurwa siedzi To we mnie do tej pory
Wiec spójrz w moje oczy one odbiciem duszy
Umiesz z nich czytać słuchać nie musisz

Zw. 2
Ja nie jestem artysta jestem rzeźnikiem
Żyje na ulicy od lat nagrywam hardcorowy rap
Czy jestem tego fanatykiem TAK!!
Tak sadze muzyka ludzi łącze
Z jednej strony brawa z drugiej listy gończe
W moich oczach pozostaje sobą i czuje się z tym dobrze
Jestem człowiekiem nie zawsze postępuje mądrze
Ulica jest wzorcem po niej stąpam po nie bladze
Ona mnie ukrywa i płaci pieniądze
Weź mnie nie naśladuj jak chcesz być na wolce
Pamiętaj pieniądze To nie wszystko droższe
Od pieniędzy domowe ognisko
Zrozumiesz To jak stracisz wszystko tak prawda
Modlisz się do boga a udajesz diabla
Jestem tu od dawna widzę wszystko
Jestem kowalem swego losu mogę robić wszystko
Mam na Zycie sposób ja walczę nie unikam ciosów
Z kurwami nie tańczę rozumiesz z kurwami nie tańczę firma

Ref
Kimś jestem, kto, wie, o co chodzi poznałem ulice
Kimś jestem, kto, wie skąd pochodzi nie chce być na szczycie
Kimś jestem, kto, potrafi kochać nienawidzić Zycie
Dawno wracam z stamtąd gdzie ty dopiero idziesz

Zw. 3
Kim jesteś dla innych a kim w swoich marzeniach?
Jak ewoluujesz jak się ciągle zmieniasz?
A może to inercja i zgubiona wena
Zycie kiepsko mija, kiedy zła samoocena
Nie szanujesz swej istoty dostaniesz od otoczenia
Brak respektu szacunku życzliwego pochodzenia
Nie zdrowe klimaty To wkręcanie sobie fazy
Chore projekcje w tej jaźni obrazy
Zreformowane wizje twojej postaci
Realne podejście charakter bogaci
Nie jeden Se straci, gdy spogląda w lustro
Skrzywdzonych przez naturę osób jest mnóstwo
Nie musisz być jak bustwo Nie ważna jest okładka
Ale autorefleksja tak samo jak ta gadka

Zw. 4
Czy mierzysz realnie siły na zamiary?
Czy leżysz lukiem i nie boisz się kary?
Na co jesteś za młody a na co za stary
Twój milion nic nie warty czy może To dolary
Twoje myśli To spokój a może To koszmary
Przeciwko kurestwu i chce uniknąć kary
Ze z ulicy zarobek To od razu nie uczciwy
Tu wszystko elegancko i naprawdę nie na niby
Ale patrzę dookoła coraz częściej widzę marność
Jak szerokość łokci podnosi czyjąś wartość
Wśród tych, co jeszcze nie zrozumieli ze
W dupie byli i Głowno widzieli
Bo gangsterski film nie jest tu nowością
Nie jeden się rozjebie żeby cieszyć się wolnością
Sam siebie oceniaj i lepiej ze skromnością
A prawdziwych wartości bron z zawziętością
Kim jesteś dla siebie z dalszej perspektywy?
Czy jesteś jeszcze biedny czy na dnie złota żyły?
Idziesz prosto przed siebie czy dajesz wiarę mitom
I czy sam do siebie podbiłbyś z witą

Ref
Kimś jestem, kto, wie, o co chodzi poznałem ulice
Kimś jestem, kto, wie skąd pochodzi nie chce być na szczycie
Kimś jestem, kto, potrafi kochać nienawidzić Zycie
Dawno wracam z stamtąd gdzie ty dopiero idziesz

Kimś jestem, kto, wie, o co chodzi poznałem ulice
Kimś jestem, kto, wie skąd pochodzi nie chce być na szczycie
Kimś jestem, kto, potrafi kochać nienawidzić Zycie
Dawno wracam z stamtąd gdzie ty dopiero idziesz

[PROSTO FIRMA FIRMA FIRMA
Kaczy proceder, To jest, To jest To
Jesteśmy z wami cały czas słuchajcie
Tak właśnie tak F – I – R – M – A
Daje wam znak, A JAK!!
Brrrrrrrrrrrraaaaaaaa]
Ref
Jeśli oddajesz temu miejscu więcej niż chyba możesz,
tak jak ja, podnieś pięści i pochyl głowę.
Za oknem świat, Ty czekasz co o nim Ci powiem,
ja zawsze będę mówił i tracił zdrowie. //2x

To Katowice, ludzi widzę, znam ulicę i te życie tu,
cały brud i smród, który wciąga.
Od wczoraj do dziś pokonałem tysiąc mil,
milion chwil, ej pisz o tym, jak ten świat wygląda, ziom.
W okolicach Spodka i Ronda dom, jestem stąd,
pieprze tron, co moje to moje.
Mikrofon i usta to broń, słowa to naboje,
a ty goń za tym, za czym ja już nie gonie.
Mam ten pułap, od 8 lat się po miastach tułam,
grając rap dla kultury w kapturach.
Patrz od Projektora, co roku premiera hula,
robię swoje, a nie się kurwa zamulam.

Ref
Jeśli oddajesz temu miejscu więcej niż chyba możesz,
tak jak ja, podnieś pięści i pochyl głowę.
Za oknem świat, Ty czekasz co o nim Ci powiem,
ja zawsze będę mówił i tracił zdrowie. //2x

Wiesz, ja nie mam biura, tylko wynajęte m2,
rap biznes, on gdzieś tam z boku się rozkręca.
Co kładziemy na półki, to wyciągamy z serca,
bez wczuty, zbędnych liczby, tworzymy własny wszechświat.
Tak od płyty do płyty, z planami na następne,
zawsze wierzyłem w to, że kiedyś będzie pięknie.
Bo czuję się jak Bóg, kiedy w tle słychać loop,
i gdy ścieram pot, czując huk po kolejnym koncercie.
Nie wierzyli, że oddam temu serce,
dziś znam swoich ludzi i mam moje miejsce.
Ty pierdolisz brednie, syf robisz niepotrzebnie,
daj sobie rok, zobaczymy kto pęknie.
Ja znowu puszczam bit i wychodzę na balkon,
chciałem być kimś, a nie kolejną kalką.
Myśli dyktuję rytm, a pomysły alko,
choć życie rapem czasem jest życie walką.

Ref
Jeśli oddajesz temu miejscu więcej niż chyba możesz,
tak jak ja, podnieś pięści i pochyl głowę.
Za oknem świat, Ty czekasz co o nim Ci powiem,
ja zawsze będę mówił i tracił zdrowie. //2x

Choć mam za sobą parę legend, to własną buduję z wiekiem,
jedno życie lata - 2, 3, 4, LP ja jebię.
I znam Ciebie, nieważne co ode mnie, to chujnia,
a ja gram co weekend bez świąt.
Już mnie nie wkurwiasz, idę po swoje na raty,
w czasie gdy reszta osiedla znów przepija wypłaty.
Gram te klimaty, mam hordę swoich, z nią tematy,
ziom, puść głośniej bit, kartki, pare piw i nic po za tym.
Nie liczę zysków, przestałem liczyć straty,
to nie 97' to nie rap dla kumatych.
To nie metafora, co track mi śpiewaj sto-lat,
zabij słabostki wytknę je nie raz po raz.
Scena jest chora, a ty musisz się z niej leczyć,
i nieważne co byś mówił, dzisiaj mi nie zaprzeczysz.
Bo gdy łapie za miasto ono nie może zasnąć,
a gdy ty łapiesz za nie temperatura w dół leci.

Ref
Jeśli oddajesz temu miejscu więcej niż chyba możesz,
tak jak ja, podnieś pięści i pochyl głowę.
Za oknem świat, Ty czekasz co o nim Ci powiem,
ja zawsze będę mówił i tracił zdrowie. //2x
Wszystko jest stanem umysłu, imperium zmysłów
Wynik namysłu, gry logiki i mych słów
Plus wir emocji od tantiem po czubki paznokci
Podróżuję bez środków lokomocji
Jem śniadanie w Langwedocji z albigensami
Potem piję bimber z demonami, albinosami
Potem żegluję nad falami z albatrosami
A wieczorami bajam z duchami, albowiem znam ich
Wszystko jest stanem umysłu, tak po prostu
Oddycham jak samobójca na przęśle mostu
Początek postu często końcem jest karnawału
Albo na odwrót - w modzie kalendarz Majów
Rysy twarzy pamięta całun ponoć z Turynu
Wciągam w nozdrza zapach metalu jadąc z Brooklynu
Jak grot driady z Brokilonu lecę ze świstem
Zimny wzrok tak jak bryłki lodu, niosę konkwistę
To bandyta mikrofonu, głos ostatniego smoka
Chrapliwy jak w brand clubie powrót dreadlocka
Motyw proroka u źródeł wód świata w progach
Wszystko jest stanem umysłu - tak mówi droga

Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu

Wszystko jest stanem umysłu, nieważny kraj
Twarz ani ciało, nie mam loga jak Naomi Klein
Krew w nas gorąca - śpiewał Bajm
Ja nie wiem sam w co wierzyć mam, muszę kombajn odpalić sam
Obalić gram jak Jozua w święto Pesach
Odbicie siebie wiedzę dziś w moich dzieciach
W tych kilku prostych rzeczach, kilku prostych słowach
Wszystko jest stanem umysłu - tak mówi droga
Stonoga sto butów ma, dwa buty ma kot
Jestem El Polako, jestem Piotr, jestem tatą
Ciągły maraton, myśli bieg, rymów zator
Szepcze Platon, cicho szumi klimatyzator
Za oknem lato, za oknem pada śnieg
Za oknem świat "według łotra" jak Wiśniewski-Snerg pisał
Przez starą furtkę wejdź dzisiaj
W ogrodzie, gdzie cisza...
Wszystko jest stanem umysłu

Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu
Wszystko jest stanem umysłu

Tako rzecze Zaratustra, słuchu aparat ustaw
Dziś oko bystre, młode - jutro twarz stara z lustra
Nawet w alabastrach nie wstrzymasz czasu
Wszystko jest stanem umysłu, wracam do lasu
Ubogi zasób słów, ciągły dualizm
Obyście u swego raju bram długo nie pukali
Obyście u swego raju bram... u swego raju bram długo nie pukali

Wszystko jest stanem umysłu...
Hej!
E-hej!
ej!

Staram się oszczędzać czas, ale później nie wiem co z tym fantem zrobić. Więc zabijam czas, próbuję dobić go jak trupa. Gdy się rusza, wykrusza spomiędzy palców jak piach. Wykorzystać czas jak tenisista serw. Choć dokucza pulsuje jak otwarty nerw. A w krtani gorzka ślina. Mina kwaśna. Być czy mieć, mieć czy być. Trzymać w garści, nie puszczać,
trzymać minuty jak zdjęcia w ramce. Zasznurować na dwie pętelki jak w trampkach.
To jest ta minuta...
Co ucieka jak z widelca makaron? Kiedy instynkt masz nagi jak z tą Sharon. Ale nie ariel. Minuta, pstryk i nie ma.
Poniedziałek, wtorek, środa. Wyślizguje się z wilgotnych dłoni jak z dziurawych ust woda.Bum Bum Bum. Choć człowiek z biegiem rozumny to bliżej trumny nie wrzuca papierków do urny tylko modli się, bo wie, że nie wie nic. I zabija czas choć nie wie co z nim później zrobić. I coraz dłuższe seriale. Miłość jak M, na dobre i na złe ta miłość. A szybko się żyło. Pstryk i nie ma. Jeśli w niebie emitują seriale (to ja do nieba nie chce wcale), ja tu zostaję, ej.

Ref.
Ja do nieba nie chce wcale, ja niebo mam tu. Choć więcej gabarytów mam i rośnie mi brzuch. Ja do nieba nie chce wcale ja niebo mam tu, choć świecą mi zakola i słabnie mi słuch. Ja do nieba nie chce wcale, ja niebo mam tu. Choć więcej gabarytów mam i rośnie mi brzuch. Ja do nieba nie chce wcale ja niebo mam tu, choć świecą mi zakola i słabnie mi słuch.

Niebo...
(To wille a nie paranoje Villas)

Sekundnik ściga się po cyfeblacie. Lata non stop jak szmira na polsacie. Ja ścigam się, chowam łeb pod parasol. Pod parasol nurkuję głową. Zerkasz na świat przez małą dziurkę, ale nie ozonową, tylko przez swoje widzimisie, jak byle ciul. Ja zerkam szeroko bo niebo mam tu. W tych budynkach co kolor ich róż. I trwam jak telewizja. Pozostawiam ślad jak po ranie pozostaje blizna. A śmierć puka raz, a nie trzy razy jak listonosz. Tu nie potrzebne urzędowe pismo albo donos. Nie ominie nikogo. Nie opadnie zgrabnie jak biustonosz. I wtedy tylko ciao ciało. Zalega na żołądku strach jak kakao. I nie pal bo umrzesz na choroby serca i na raka. Jeśli boli to znaczy że żyjesz, więc proszę przestań też krakać, a wiem że boli. To jest wyścig z czasem ale nie wyścig idoli. A jeśli w niebie szemrane jury sądzi kto ma talent to ja do nieba nie chce wcale, ja tu zostaję!

Ref.
Ja do nieba nie chce wcale, ja niebo mam tu. Choć więcej gabarytów mam i rośnie mi brzuch. Ja do nieba nie chce wcale ja niebo mam tu, choć świecą mi zakola i słabnie mi słuch.
Ja do nieba nie chce wcale, ja niebo mam tu. Choć więcej gabarytów mam i rośnie mi brzuch. Ja do nieba nie chce wcale ja niebo mam tu, choć świecą mi zakola i słabnie mi słuch.
Hip Hop do góry ↑

Popularne Piosenki

Najnowsze

Losowo